Citatio.pl

Wpisy z tagiem "Duch Święty":

2020-11-25

Św. Katarzyny, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 310.

(Żywot jéj był napisany przez Metafrasta.)

Święta Katarzyna z rodu cesarskiego pochodząca, mieszkała w Aleksandryi, stolicy Egiptu, w połowie IV wieku. Tak wysokie w naukach odebrała wykształcenie, że będąc młodą dziewicą stała w nich na równi z najsławniejszymi uczonymi swojego czasu. Przytém jaśniała przedziwną urodą. Lecz co prawdziwe jéj szczęście stanowiło, była doskonałą chrześcijanką.

Panujący podówczas cesarz Maksencyusz, zawzięty prześladowca chrześcijan, przybywszy do Aleksandryi, wydał najsurowszy wyrok, aby nietylko wszyscy mieszkańcy tego miasta, ale i z najodleglejszych okolic, stawili się do Aleksandryi na dzień na to wyznaczony, w którym miała się obchodzić wielka uroczystość pogańska. Gdy w skutek tego, tłumy ludu zgromadziły się na te bezbożne obrządki pod przewodnictwem Maksencyusza odbywane, Katarzyna zdjęta litością nad tak wielką liczbą dusz uwiedzionych błędami pogańskiemi, wziąwszy z sobą liczny orszak sług swoich, udała się do świątyni w któréj był cesarz, i tak do niego przemówiła: „Czy przystoi tobie o! cesarzu, który tak wielkiém państwem rządzisz, abyś ludzi śmiertelnych za bogów poczytywał? Wszak własni wasi pisarze i filozofowie, nie tają tego iż ci których lud prosty za bogi uznaje, ludźmi tylko byli, którym za niektóre dobrodziejstwa jakie wyświadczyli społeczeństwu, dla zachowania ich pamiątki stawiono posągi, a które ciemnota tylko ludów za bogów uznała. Tak znakomici pisarze jak Diodorus, Plutarch i inni świadczą o tém wyraźnie; nie wątp więc o tém cesarzu, a przykładem twoim nie prowadź tak wielu ludzi na potępienia: bo inaczéj, Bóg prawdziwy wiekuistą męką cię ukarze po śmierci. Uznaj raczéj jednego prawdziwego Boga, który ci i życie dał i koroną cię obdarzył. Słowo Jego przedwieczne, Syn Bogu Ojcu równy, wybawił nas od zguby, w jaką nas wtrącili pierwsi rodzice nasi dopuściwszy się nieposłuszeństwa przeciw Bogu. Syn Boży krzyżową śmiercią Swoją, winę naszę zmazał, otworzył nam wrota do miłosierdzia Bożego, i pokutującym zbawienie wieczne daje. Korzystaj przeto z téj łaski.”

Zdumiał się Maksencyusz na mowę takową, lecz przez wzgląd na wysoki ród Katarzyny, nie chciał od razu karać jéj za to co w jego oczach było wielkiém zuchwalstwem. Przytém ujęty jéj nadzwyczajnéj piękności urodą, poślubienia jéj powziął zamiar. Łagodnemi więc słowy przemawiając do niéj, powiedział iż rozpoczętych obrzędów musi dokończyć, a po nich zawezwie ją do siebie dla dłuższéj rozprawy.

Gdy przybyła, wiedząc że z cesarskiéj krwi pochodzi, przyjął ją z wielkiém uszanowaniem, i w pierwszych słowach jakie do niéj wymówił, zaczął wychwalać jéj piękność. Na co rzekła mu święta dziewica: „Szatani których wy za bogów macie, tak was w swoich sidłach trzymają, iż wam tylko na znikome i niegodne uwagi rzeczy otwierają oczy. Jakąkolwiek jest moja powierzchowność, jestem tylko gliną nędzną, która w proch się obróci, a jeśli podziwiasz tę postać jaką mi dał Pan Bóg, z tego byś się powinien przekonać o potędze takiego Stwórcy, i tę uwielbiać, a nie stworzeniu nikczemnemu zalety przypisywać.” Zaczął po tych słowach cesarz swojéj religii bronić, a gdy spostrzegł z jak niepospolicie uczoną i bystrego rozumu kobietą ma do czynienia, powiedział jéj iż chce aby się o tém wszystkiém co mu mówiła o religii chrześcijańskiéj, rozprawiła z uczonymi filozofami, których w tym celu do siebie zawezwie. „Niech staną, odpowiedziała mu na to Katarzyna, a obaczysz jak Bóg mój usta im zamknie.” Posłał tedy cesarz po pięćdziesięciu najmędrszych w całym kraju filozofów, aby oni Katarzynę o prawdziwości religii pogańskiéj, a fałszu chrześcijańskiéj przekonali. Tymczasem, przed Świętą stanął Anioł, i oznajmił jéj że Pan Jezus w téj rozprawie wspomagać ją będzie, że filozofowie ci nawrócą się i za wiarę umrą, i że ona sama koronę męczeńską otrzyma.

Gdy tedy ci mędrcowie na dwór cesarski przybyli, przyzwano Katarzynę, i w obecności Maksencyuszą i wszystkich panów i pań jego dworu, kazano jéj rozprawiać się z nimi. „Więc ty bogi nasze bezcześcisz” odezwał się do niéj najprzód jeden z owych filozofów za najbieglejszego poczytywany. „Ja im czci nie oddaję jako bogom, odrzekła na to dziewica, bo ich nie za bogów lecz za ludzi tylko uznaję.” – „Dla czegoż, powiedział znowu na to filozof, ty która za mądrą i uczoną uchodzisz, nie podzielasz w téj mierze zdania naszych największych uczonych i najpierwszych wieszczów, którzy ich przecież za bogów poczytują?” — „Bo w tych rzeczach, odpowiedziała Katarzyna, które się tyczą czci należnéj prawdziwemu Bogu, ja słucham nie zdania chociażby najmędrszych ludzi, lecz głosu téj mądrości która jest darem Boga, będącego samą Mądrością, a która mnie oświeca.” I zapytała: „Którzyżto są ci wasi uczeni, uznający za bogów tych, którym wy cześć oddajecie?” A gdy filozof rozprawiajacy wyliczył jéj wielu uczonych pogańskich o ich bożkach piszących, a nic o Chrystusie niewspominających, Święta mu odpowiedziała: „Prawda iż ci których mi przytaczasz, piszą o tych których wy za bogów poczytujecie: ale czyż nie widzisz, że przypisują im oraz jużto chytrość i matactwo, już mściwość i zdradę; to znowu ohydną rozpustę i największe zbrodnie. A czyż mogą być bogami ci, którzy się dopuszczają czynów, na które każdy rozumny i cnotliwy człowiek się wzdryga? Fałszem zaś jest, mówiła daléj, jakoby nikt z waszych znakomitości nie wspominał o Chrystusie. Wszak tyle Sybill najsławniejszych, tylu wieszczów Apolina, wyraźnie przepowiedziało zstąpienie Boga na ziemię, cudowne narodzenie się Jego z Dziewicy, i umęczenie na krzyżu za grzechy rodu ludzkiego.” Poczém przytoczyła im z pamięci, wszystkie tego rodzaju najsławniejsze wyrocznie. Daléj wyłożyła im w krótkich słowach, całą naukę katolicką: o stworzeniu świata, o upadku pierwszych rodziców z którego wynikły wszelkie nędze ludzkie, o miłosierdziu Boga nad ludźmi w zesłaniu na ziemię Syna Swojego, który zadość czyniąc sprawiedliwości Bożéj, podzwignął nas z upadku; o życiu, cudach i śmierci Zbawiciela, i nakoniec o powinności wierzenia w Chrystusa i naśladowania Go w cnotach, a jeśli tego po nas wymaga, i w poniesieniu śmierci dla Niego, jak On ją za nas poniósł.

Owóż, do mądrych słów tych Katarzyny raczył Pan Bóg i moc Swoję przywiązać. Wysłuchawszy ich ów filozof który z nią rozprawiać zaczął; zamilkł, a cesarz zwrócił się do drugich aby się oni odezwali. Lecz ci otwarcie ma odrzekli: „Próżno cesarzu wysilać się będziemy, gdyż przeciw prawdom, które z ust téj dziewicy wyszły, żaden z nas nie do zarzucenia wynaleźć nie może.” Spostrzegłszy tedy Maksencyusz że mowa Katarzyny mędrców tych do wiary katolickiéj nawróciła, uniesiony wściekłym gniewem, rozkazał w tejże chwili stos rozpalić, i wszystkich ich nań wrzucić. Oni zaś usłyszawszy ten wyrok padli do nóg Katarzyny, błagając jéj aby wstawieniem się swojem do Boga, wyjednała im łaskę wytrwania w wierze chrześcijańskiéj, którą chcą wyznawać. Z czego uradowana święta dziewica zawołała: „Przyjmuje was Bóg miłosierny, i wieczną chwałą krótkie wasze cierpienia nagrodzi. Wstępujcie śmiało w te płomienie, to chrzest ognisty, który w jednéj chwili oczyści dusze wasze za przeszłe wasze błędy.” A gdy już ich na spalenie wiedziono, przeżegnała ich krzyżem świętym i Bogu jeszcze poleciła. Stanęli tedy na stosie mężowie wybrani, a Bóg przyjął ich dusze do Nieba.

Lecz rzecz poniekąd dziwna, że w Maksencyuszu wszystko to rozbudziło jeszcze gwałtowniejsze pragnienie poślubienia Katarzyny: wręcz więc jéj oświadczył, że jeśli odstąpi wiary, pojmie ją w małżeństwo i na tronie cesarskim osadzi. Ale mu ona odrzekła: „Napróżno łudzisz mnie tak w oczach twoich świetnemi obietnicami; chrześcijanką jestem i za nic je sobie cenię.” — „A więc, powiedział jéj na to rozgniewany cesarz, chcesz mnie zmusić abym i to ciało twoje tak sławne z urody, dręczyć i katować kazał.” — „Ciało to, odrzekła mu Święta, prędzej lub późniéj, samo w proch się obróci, a przez męki jakie mi zadasz, zjednasz mi w Niebie tém większe nagrody. A przytém z powodu męczeństwa jakie ja poniosę, wielu z dworzan twoich uwierzy w Chrystusa, i razem ze mną pójdą do Niego.”

Widząc cesarz nieugiętą w Katarzynie stałość, z niegodziwéj chuci jaką ku niéj pałał, przeszedł w zajadłość barbarzyńską. Najprzód przez dwie godziny kazał ją żyłami wołowemi okrutnie smagać. Krew lała się strumieniem, całe ciało jakby jedną raną się stało, lud płakał, a Święta ani jęku niewydając, głośno Chrystusa wielbiła. Potém zaprowadzono ją do więzienia, gdzie ją głodem morzyli.

Dziesięć dni już tam przebywała, kiedy niespodzianie, Augusta żona cesarska, słysząc wszystkie szczegóły męczeństwa Katarzyny, przyszła do niéj potajemnie, gdyż od niejakiego czasu i sama pragnęła zostać chrześcijanką, lecz obawiała się męża. Po długiéj rozmowie jaką miała ze Świętą, postanowiła bądź co bądź nawrócenia swojego już nieodwlekać, Nie dość na tém: Porfiryusz, naczelny wódz wojsk cesarskich, który ułatwił to tajemne widzenie się cesarzowéj z Katarzyną, obecny ich rozmowie, także się nawrócił, a skłoniwszy do tegoż dwóchset innych wojskowych, niezwłocznie z nimi wszystkimi Chrzest święty przyjął.

Dwanaście dni trzymano Katarzynę w więzieniu i głodem dręczono, lecz głodu nie cierpiała, bo Pan Bóg przysyłał jéj gołębicę, która ją przez ten czas karmiła, i sam Pan Jezus jéj się okazał, pokrzepiając na duchu na nową mękę która ją czekała.

Jakoż, cesarz kazał przygotować straszną machinę, w któréj urządzone były cztery koła jedno na drugie zachodzące, i nasadzone długiemi ostremi i żelaznemi gwoździami, tak aby wsadzoną pomiędzy nich męczenniczkę, w drobne kawałki szarpały, a jednak długo męczyły. Gdy zawezwał po raz ostatni przed siebie Katarzynę, rozkazał aby machinę rozpuszczono dla przerażenia Świętéj, i wtedy znowu ją nakłaniał do odstępstwa wiary a oddania czci bożkom. Lecz kiedy nic na niéj nie wymógł, kazał ją porwać katom, i w tę okrutną torturę wrzucić; ale gdy chcieli koła jéj w ruch wprawić, zstąpił Anioł z Nieba i roztrzaskał machinę w kawałki, a Katarzyna zdrowa i bez żadnego szwanku stanęła na ziemi. Na widok cudu tak wielkiego, lud cały zawołał: „Wielkim jest Bóg chrześcijański,” a cesarz wydał rozkaz aby niezwłocznie Katarzynę ścięto. Zbliżył się tedy kat, a ona padłszy na kolana w te słowa się modliła: „Panie Jezu Chryste, dziękuję Ci za wszystkie Twoje łaski. Wejrzyj Boże mój na lud ten, aby Cię poznał i na wieki miłosierdzie Twoje wielbił.” I to mówiąc poddała głowę pod miecz i ściętą została, a w miejsce krwi mleko z żył jéj wytrysnęło, na widok czego większa część pogan nawróciła się. Męczeństwo jéj zaszło 25-go Listopada roku Pańskiego 310.

Przed samą śmiercią, z rozmowy katów jaką usłyszala, obawiała się ta miłośnica czystości, aby po jéj ścięciu nie znieważyli oni téj cnoty na jéj dziewiczém ciele, i prosiła Pana Jezusa aby ją od tego uchował. Kiedy bezbożni kaci zamyślali w istocie o tém, Aniołowie porwali jéj ciało, i na górę Synai unieśli.

Pożytek duchowny

Błogosławiona Katarzyna tak wysoko wykształcona, a z czego tak święty użytek zrobiła, jest szczególną Patronką osób głębszym naukom oddających się. Proś ją, aby dla takich wyjednywała u Ducha Świętego to światło, którém w rozprawie z nią oświeceni filozofowie pogańscy, do wiary się nawrócili.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Któryś Mojżeszowi na szczycie góry Synai przykazania nadał, i w témże miejscu, przez świętych Aniołów Twoich, ciało błogosławionéj Katarzyny Dziewicy i Męczenniczki cudownie umieścił; spraw prosimy, abyśmy za jéj zasługami i pośrednictwem, do téj góry którą jest Chrystus, dostać się zasłużyli. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1015–1018.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 932–933

Chwalebna walka świętej Katarzyny za Chrystusa i naukę Jego jest widocznym stwierdzeniem słów świętego Pawła w liście do Rzymian w rozdz. 5, wierszu 5: „Milość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha świętego, który nam jest dany”.

Duch święty leczy siedmiorakie zło, które kazi i szpeci życie ludzkie. Pierwszym złem jest dziecinne postępowanie wielu ludzi, trawiących całe życie na zajmowaniu się rzeczami błahymi i marnościami. Zapobiega zaś temu Duch święty darem mądrości, zwracając uwagę naszą na rzeczy poważniejsze i większą mające wartość. Drugim złem jest zapatrywanie się wielu ludzi na zewnętrzny pozór rzeczy zmysłowych i uganianie się za nim. Przeciwko temu działa Duch Święty zaostrzając w nas dar wnikania w istotę rzeczy i poznawania cudów ukrytych w stworzeniach, w których Bóg przemieszkuje. Trzecim złem jest zuchwalstwo, z jakim ludzie narażają się na niebezpieczeństwa tego świata. Przeciwko temu uzbraja nas Duch święty darem mądrości i przezorności w wybieraniu tego, co służy ku zbawieniu duszy naszej. Czwartym złem jest ludzka słabość, brak odwagi i namyślanie się w szukaniu Królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego. Na tę ułomność darzy nas Duch święty siłą pokonywania zawad i trudności. Piątym złem to złuda rozumu w rozróżnianiu złego i dobrego. Tutaj uposaża nas Duch święty darem wiedzy, która nam ułatwia poznanie prawdy i nauk Boskich i zastosowanie do nich czynów naszych. Szóstym złem jest wzgarda rzeczy świętych i niebieskich. Od tego złego chroni nas Duch święty darem pobożności, która w nas wytwarza miłość Boga i zaszczepia zamiłowanie modlitwy. Siódmym złem jest zarozumiałość, wskutek której ludzie mało troszcząc się o zbawienie, nawet w największych niebezpieczeństwach nad sobą nie czuwają. Od tego zabezpiecza nas Duch święty darem bojaźni, która wszczepia w nas wstręt do grzechu, obawę utraty łaski Bożej i szczerą pokorę. Starajmy się przeto, abyśmy byli za przykładem świętej Katarzyny przybytkiem Ducha świętego, nie przybytkiem diabła. Wyrzeczmy się złych popędów i skłonności, oddajmy się pod kierownictwo Ducha świętego, aby czyny nasze uczyniły nas godnymi nadprzyrodzonej i wiecznej nagrody.

Tags: św Katarzyna św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik wykształcenie Duch Święty
2020-11-13

Św. Dydaka Wyznawcy, z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1463.

(Żywot jego był napisany przez Marka Biskupa Lizbońskiego.)

Święty Dydak urodził się z ubogich a bogobojnych rodziców, w małém miasteczku zwanóm Sannikolo w Hiszpanii, na początku XV wieku. Zaledwie lat młodzieńczych dorósł, a czując w sobie powołanie do życia bogomyślnego i pokutnego, postanowił udać się na puszczę. Pod tę porę, w okolicach jego rodzinnego miasta, wśród lasu, na zupełnie osamotnioném miejscu, przy małym kościołku świętego Mikołaja, mieszkał pewien świątobliwy kapłan, wiodący życie pustelnicze. Święty Dydak osiadł przy nim, poddając się jego przewodnictwu duchownemu, i już od téj pory ćwiczył się w wielkich umartwieniach ciała, a Pan Bóg coraz go wyższemi darami bogomyślności wzbogacał. Dnie całe spędzał na modlitwie i pracy ręcznej. Uprawiał ogród przy ich pustelni będący, który aż nadto wystarczał na ich skromne utrzymanie, a nawet pracą około roli, Dydak i ubogich wspierał. Prócz tego, trudnił się wyrabianiem z drzewa łyżek, talerzy i innych podobnych sprzętów domowych, z których zarobek szedł znowu na utrzymanie kościołka.

Rozczytując się w Żywotach Swiętych Pańskich, szczególną czcią się przejął ku świętemu Franciszkowi Serafickiemu, w którym uwielbiał najwięcéj jego zamiłowanie najwyższego ubóstwa. Zdawało mu się bowiem, że kto naśladuje w téj Ewangelicznej cnocie Zbawiciela, łatwiéj Go naśladować będzie i we wszystkiém inném, a oraz daje Mu najwyższy dowód miłości, gdy przez wzgląd na Niego, gardzi tém właśnie, za czém ludzie najzapamiętaléj się ubiegają.

To téż święty Dydak w ubogim zrodzony stanie, nietylko nie utyskiwał na swoję położenie jak to wielu nawet chrześcijan czyni, lecz serdecznie ciesząc się ze swego ubóstwa, gorące składał Panu Bogu dzięki, że go od kolebki uchronił od dostatków, któreby sercę jego łatwo w sidła swoje uwikłać mogły. Chcąc zaś na zawsze zapewnić sobie posiadanie téj perły Ewangelicznéj powziął zamiar wstąpienia do zakonu Braci-Mniejszych, przez Serafickiego Patryarchę ubogich świętego Franciszka założonego. A że wiedział, iż godni jego synowie, brzydzić się powinni pieniędzmi jako najgłówniejszym środkiem do pozbawienia ich ubóstwa, już wtedy, będąc jeszcze na świecie dał dowód jak je za rzecz marną poczytuje.

Zdarzyło się, że wracając ze wsi do swojej pustelni, znalazł na drodze worek ze znaczną sumą pieniędzy. Byłato chwila kiedy on zajęty myślą o świętym Franciszku, właśnie zastanawiał się nad tém, że ten polecał braciom swoim, aby się nawet pieniędzy nie dotykali. To téż święty Dydak tknąć ich nie chciał; przywołał pewnego poczciwego rolnika niedaleko ztamtąd mieszkającego, i wskazawszy mu skarb znaleziony, polecił aby wyszukał właściciela i oddał mu takowy, a jeśli tego nie będzie mógł uczynić, rozdał wszystko na ubogich.

Takowe uczczenie z jego strony woli świętego Franciszka chociaż do tego nie był jeszcze wcale obowiązanym, uzyskało mu i łaskę wstąpienia do jego Zakonu. Wkrótce po tém zdarzeniu, sługa Boży opuścił pustelnię, a otrzymawszy od swego ojca duchownego, owego kapłana z którym przemieszkiwał, pozwolenie i błogosławieństwo na zostanie zakonnikiem udał się do rodziców, aby i od nich to samo uzyskać. Wszakże ci robili mu w téj mierze trudności. Póki przebywał na swojéj puszczy, mieli zawsze nadzieję że niezadługo wróci do nich, i dla tego tamtemu rodzajowi życia mniéj byli przeciwni. Lecz gdy szło o jego wstąpienie do zakonu, w którym przez uroczyste śluby jużby nieodwołalnie od świata i od rodziny się odłączył, nie mogli, a raczej nie chcieli zdobyć się na złożenie téj ofiary Panu Bogu. Bylito jednak ludzie bogobojni: lecz tak dalece to każda miłość ludzka, a nawet miłość rodzicielska, jeśli rodzice dzieci swoich nie miłują tylko w Bogu i dla Boga, lecz głównie dla swojéj dogodności lub pociechy, jest w gruncie samolubną i nie zdobywa się na ofiarę, chociaż takowéj sam Pan Bóg się domaga. W takich téż razach, dzieci nie rodziców lecz Boga słuchać powinne; głosem Boga, powołułującym ich do wyłącznéj służby Swojéj, powodować się są obowiązane, a nie głosem rodziców, powstrzymujących ich od tego. Gdyż do tegoto właśnie stosują się te słowa Pana Jezusa: „Kto ojca albo matkę swoję, więcéj miłuje niźli Mnie, nie jest mnie godzien”. 1

Święty téż Dydak, który był zawsze doskonałym synem, i bardzo miłował rodziców, nie miłował ich jednak więcéj nad Jezusa: Jego więc woli nad ich wolę, dał w tym razie pierwszeństwo. Niemogąc od nich otrzymać pozwolenia na wstąpienie do zakonu, tajemnie opuścił dom rodzicielski, i udał się do ubogiego klasztorka Braci-Mniejszych Obserwantów, u nas Bernardynami zwanych, w wiosce Arydzaffa, niedaleko miasteczka Korduby położonéj, i tam na laika czyli braciszka, do zakonu przyjętym został. Po roku próby podczas któréj zajaśniał wszystkiemi cnotami doskonałego Brata Mniejszego, wykonał śluby uroczyste, i w krótkim czasie tak się odznaczył zachowaniem jak najściślejszém ostréj Reguły świętego Franciszka, że go powszechnie nazywano żywą Regułą Braci-Mniejszych. Obok wysokich darów bogomyślności, której poświęcał co mu tylko zbywało czasu od koniecznych obowiązków i większą część nocy, jaśniała w nim przedziwna roztropność, miłość w obchodzeniu się z drugiemi, i taka trafność w rozwiązywaniu zadań Teologicznych, że wszyscy przypisywali to w nim darom nadprzyrodzonego światła Ducha Świętego.

Wyspy tak zwane Kanaryjskie, należące do Hiszpanii, zaludnione jeszcze podówczas były znaczną liczbą pogan. Przełożeni zakonu w którym był święty Dydak, wysyłając tam kilku swoich kapłanów na misyą, jego przydali im za towarzysza, wprawdzie jako prostego braciszka tylko, lecz z tym zamiarem i poleceniem, aby jeśli na tychże wyspach będą mogli założyć nowy klasztor, Dydaka zrobili przełożonym: co téż i nastąpiło. Na jednéj z wysp tych zastali misyonarze i chrześcijan tam już zamieszkałych, i wielu pogan nawrócili. Założyli więc w tém miejscu swój klasztorek, i święty Dydak został jego Gwardyanem czyli Przełożonym.

Na tym urzędzie, dowiódł sługa Boży, prosty braciszek, jak dalece dary Ducha Świętego zastępują wszelkie inne ludzkie wykształcenie, do obowiązku przełożonego potrzebne. Okazał się on nietylko doskonałym przełożonym, W którym znaleźli podwładni mu zakonnicy, najtrafniejszego przewodnika duchownego, lecz oraz zarządzając tą małą kolonią misyjną, odznaczył się Dydak apostolską gorliwością, jakiéj właśnie po nim wyżsi przełożeni jego się spodziewali. Nietylko kapłanów, którzy mieszkali w tym klasztorze używał do misyi, lecz i sam miewał na nich nauki, pełne ducha Bożego, i najobfitsze owoce przynoszące. Widząc jak Pan Bóg błogosławi jego pracom, umyślił i daléj udać się z niemi. Wyspa Wielka Kanarya była zamieszkała przez samych pogan, a najnieprzyjaźniejszych chrześcijanom, tak że pojawienie się pomiędzy nimi misyonarza, na największe narażało go niebezpieczeństwo. Dla tego święty Dydak sam się tam udał. Lecz gdy okręt przybił z nim do brzegów téj dzikiej krainy, żeglarze tak się ulękli okrucieństwa barbarzyńców tam mieszkających, którzy na ich spotkanie zbiegli się grożąc im śmiercią, że wylądować nie śmieli, pomimo że Dydak chciał aby jego przynajmniéj na ziemię wysadzili.

Po powrocie do klasztoru, zawezwany został od przełożonych do Hiszpanii. Ztamtąd w roku Pańskim 1450 udał się z kilku kapłanami swojego zakonu do Rzymu, gdzie odprawiał się wielki Jubileusz, a oraz odbyć się miała kanonizacya świętego Bernardyna Seneńskiego, tegoż zakonu Reformatora. Zastał tam prócz innych zakonników z całego świata licznie zgromadzonych, Braci-Mniejszych świętego Franciszka Serafickiego około czterech tysięcy. Natłok nadzwyczajny braci w Araczeli, głównym klasztorze Rzymskim ojców Bernardynów, spowodował tam był wtedy chorobę, na którą wielu z nich ciężko zapadło. Święty Dydak, którego znana była szczególna miłość i troskliwość o chorych, chociaż cudzoziemiec i z obcego klasztoru przybyły, wyznaczony został na głównego Infirmiarza, to jest usługującego chorym. Doglądał ich dzień i noc, ostatnie oddawał im usługi, a przynosząc ulgę w cierpieniach ciała, głównie pamiętał o ich duszach. Pocieszał cierpiących braci, pobudzał do cierpliwości, przygotowywał do jak najpobożniejszego przyjmowania Sakramentów świętych, i na ostatnią godzinę przedziwnie usposabiał. Tak go téż wszyscy kochali, szanowali i wysoko poważali, że dla każdego chorego, już sama obecność tego świętego braciszka była najpożądańszą ulgą i największą pociechą. Bo téż w obchodzeniu się z nimi nie kładł granic w miłości. Zdarzyło się, że jeden z chorych miał całe ciało pokryte wrzodami, których wyciskanie nakazane przez lekarza, wielkie zadawało mu cierpienia. Święty Dydak, aby to bez bolu chorego czynić, wysysał ustami ropę z wrzodów. Gdy zaś obecny wtedy zakonnik dziwił się temu, Święty odrzekł mu z prostotą: „Mój ojcze, to jest najwłaściwszy lekarski środek, w cierpieniach tego rodzaju.”

Taką téż miłość jego dla chorych, nagradzał mu Pan Bóg i darem czynienia nad nimi cudów. Przez namaszczania ich olejem z lampy palącéj się przed obrazem Matki Bożéj, do któréj całe życie miał szczególne nabożeństwo, wielką liczbę śmiertelnie chorych uzdrowił, Miało to miejsce szczególnie, kiedy podczas jego pobytu w Rzymie, morowe powietrze grasowało w tém mieście, gdzie wielu niém dotkniętym, Dydak cudownie zdrowie przywrócił.

Podeszły już wiekiem, gdy mieszkał w klasztorze w Alkala w Hiszpanii, lekko zachorowawszy, zapowiedział braciom iż śmierć się jego zbliża. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych z najżywszą skruchą, odziany w habit pokryty łatami, który mu od wielu lat już służył, trzymając krzyż w ręku i wymawiając z rzewną pobożnością te słowa hymnu kościelnego: „Słodkie drzewo, słodkie gwoździe, słodkie dźwigające brzemię, któreś godne było unosić na sobie Króla Niebieskiego,” oddał Bogu ducha dnia 12 Listopada roku Pańskiego 1463. Papież Sykstus V w poczet go Świętych zapisał.

Pożytek duchowny

Jak każdy Święty Pański, tak i święty Dydak którego żywot czytałeś, odznaczał się szczególną miłością i litością dla chorych. Czy w téj cnocie ćwiczysz się bo nie bez tego żebyś do niéi nie miał sposobności w jakimkolwiek zostajesz stanie? Pamiętaj: że kto chorym nie okazuje litości szczególnéj, ten dowodzi wielkiego w sobie braku miłości bliźniego.

Modlitwa (Kościelna)

Wszechmogący i wielki Boże, który przedziwném rozporządzeniem Twojém, to co słabém jest według świata, używasz na zawstydzenie tego co wzniosłém; spraw miłościwie za wstawieniem się błogosławionego Dydaka Wyznawcy Twojego, abyśmy w pokorze utwierdzeni, do wiecznéj chwały w Niebie być wyniesionymi zasłużyli sobie. Przez Pana naszego i t, d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 974–976.

Footnotes:

1

Mar. X. 12.

Tags: św Dydak z Alkali św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Papież monoteletyzm Kościół ubóstwo posłuszeństwo Duch Święty św Bernardyn ze Sieny choroba
2020-06-11

Uroczystość Bożego Ciała

Ustanowiona została około roku Pańskiego 1264,

(Treść nauki katolickiéj o Przenajświętszym Sakramencie.)

„Widząc Jezus, powiada Ewangelia świętego Jana, iż przyszła godzina Jego aby poszedł z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich… do końca ich umiłował”. 1 W ostatnim dniu życia Swego, najmiłościwszy nasz Zbawiciel, widząc że chwila poniesienia śmierci za nas, nadeszła już była, nie miał serca pozostawić nas samemi na téj dolinie płaczu. Aby więc nawet śmierć nie odłączyła Go od nas, postanowił pozostawić nam Samego Siebie na zawsze, w przenajświętszym Sakramencie ołtarza, dowodząc przez to że po tym darze miary niemającym, nieskończonym, nic już więcéj nie miał, coby nam jeszcze dając, większej Swojéj ku nam miłości dowiódł. W tym bowiem Sakramencie, Pan Jezus posunął do ostatnich krańców Swoję ku ludziom miłość, i ztąd Sobór Trydencki powiada: „że w nim, Zbawiciel skarby Swojéj ku nam miłości, jakby już w zupełności rozszafował”.

Ustanowienie tego przenajcudowniejszego Sakramentu tak nam opowiada Pismo Boże. Gdy nadeszła wigilia Paschy, czyli Wielkiéj nocy Starego Zakonu, Chrystus Pan wieczerzając z Apostołami, po spożyciu Baranka Paschalnego, napił się trochę z kielicha napełnionego winem, i dał go z kolei do picia wszystkim innym, jak to podówczas, według zwyczaju przyjętego u Żydów, czynił każdy ojciec rodziny, ze wszystkimi u stołu jego zasiadającymi. Powiedział im wtedy iż z wielkiém upragnieniem pożądał pożywać wraz z nimi tę Paschę, gdyż ta była ostatnią jaką miał pożywać na ziemi, bowiem nadszedł był już czas Jego Męki i śmierci, i że to wino które dopiéro co pił, ostatni już raz brał w usta. Lecz przydał potem Pan nasz najdroższy, że przygotowuje dla nich, w Królestwie Bożém, niebieską ucztę na której pożywać będą i pić wśród wielkiego wesela, nową Paschę i nowe wino, których te pokarmy ziemskie były tylko obrazem.

Potém wstał od stołu, zdjął z Siebie szatę wierzchnią w którą był przyodziany odbywając tę uroczystą wieczerzę, i przepasawszy się białym ręcznikiem nalał wody w naczynie i umył nogi Apostołom, zaczynając od świętego Piotra jako najstarszego. Po czynie tak nadzwyczajnéj pokory, przywdział napowrót szatę Swoję, a dawszy im naukę o pokorze i o miłości jaką mieć powinni nawzajem pomiędzy sobą, postanowił ten przenajświętszy Sakrament Ciała i Krwi Swojej. Wziął w rękę chléb przaśny, który pobłogosławił, składając dzięki Bogu Ojcu Swojemu; przełamał go i rozdając go Apostołom rzekł do nich: „Bierzcie i jedzcie to jest ciało moje, które się za was dawa”. 2 Jakby mówił: „To jest ciało moje które wam teraz daję na pokarm, i które ofiaruję także Ojcu Mojemu, jako ofiarę niekrwawą, za odpuszczenie grzechów waszych, lecz które wkrótce wydane będzie na śmierć, i poświęcone zostanie w sposób okrutny i krwawy, za okup całego rodzaju ludzkiego.” Potém wziął kielich z winem, pobłogosławił go podobnież jak chléb; i podając go uczniom rzekł: „Pijcie z tego wszyscy, albowiem ta jest krew moja nowego testamentu, która za wielu będzie wylana, na odpuszczenie grzechów”. 3 Znowu jakby powiedział: „To jest krew Moja przez którą zawieram nowe i wieczne przymierze z ludźmi, a która posłuży Mi za zapis testamentalny dla nich, gdyż blizkim już jestem śmierci. Teraz daję wam tę krew Moję w tym kielichu, pod postacią wina, a wkrótce będzie ona wylana za was i za wszystkich ludzi, z własnego ciała Mojego.” I zaraz potém przydał: „to czyńcie na pamiątkę moję”. 4 Co znaczy według Soboru Trydenckiego: „że daję wam moc, i rozkazuję wam czynić to samo com ja dopiéro zrobił, na pamiątkę téj nieograniczonéj miłości, z któréj daję się wam teraz, i na pamiątkę téj męki i śmierci, którą z tejże miłości wkrótce poniosę za wasze zbawienie. Czynię was pierwszymi w Kościele moim kapłanami, i chcę abyście przez wymówienie tychże słów któreście słyszeli że ja wymawiałem nad chlebem i winem, podobnież jak ja, zamieniali je na moje Ciało I Krew moję. Nie ograniczam zaś tego do was tylko samych, lecz rozciągam to do wszystkich innych kapłanów, którzy przez was lub przez waszych następców wyświęceni zostaną aż do końca świata.”

Tak więc nastąpiło postanowienie przenajświętszego Sakramentu Ołtarza. Kościoł z wielką zawsze uroczystością obchodzi tę pamiątkę w Wielki czwartek, jako w dniu, w którym to miało miejsce, i wtedy w obrzędach kościelnych, naśladuje ile możności wszystko to co Pan Jezus wtenczas uczynił. Zdaje się nawet, jakby zapominając że to jest pora żałoby Wielkotygodniowéj, przywdziewa wtedy apparata ołtarzowe, koloru weselnego, i inne podobneż w obrzędzie owym czyni zmiany. Wszelako ponieważ długie nabożeństwa w dniu tym przypadające, zwrócone szczególnie do bolesnego obchodu pamiątki męki i śmierci Pańskiéj, nie dozwalają w tamtéj porze z większą uroczystością obchodzić pamiątki postanowienia tej Boskiej tajemnicy, więc uznał Kościoł potrzebném osobne na to ustanowić święto. Wybrano na to czwartek następujący po oktawie Ducha Świętego, gdyż wierni dopiéro tymże Duchem Świętym oświeceni, poznali doskonale wielkość tego daru Boskiego, i także po Zesłaniu to Ducha Świętego zaczęli oni codziennie przyjmować Ciało Pańskie, jak o tém wspominają dzieje Apostolskie.

A teraz streśćmy to wszystko, co każdy chrześcijanin powinien wiedzieć i wyznawać o przenajświętszym Sakramencie ołtarza.

Kapłan, który tylko ten Sakrament sprawować może, wymawiając nad chlebem i nad winem, słowa które Zbawiciel wymówił był także nad chlebem i nad winem w wigilią Swojéj śmierci, przeistacza, to jest przemienia istotę tego chleba w ciało Jezusa Chrystusa, a istotę tego wina w Krew Jego. Ciało i Krew Jezusa Chrystusa są wtedy tam w miejsce istoty chleba I wina, których już tylko pozostała postać a istota znikła, przeistaczając się w Ciało i Krew Zbawiciela, który jest tam najprawdziwiéj i najistotniéj obecny, w Ciele Swojém takiém w jakiém zmartwychwstał, a oraz z duszą Swoją ludzką i Bóstwem. A że ciało Chrystusa Pana po Zmartwychwstaniu, nie może już ulegać śmierci, a człowiek żyjący składa się ze krwi i ciała razem połączonych, ztąd wynika że Pan Jezus jest cały w każdéj z tych postaci: to jest tak w chlebie jak i w winie. Ktokolwiek przyjmie Kommunią świętą pod jedną z tych postaci, naprzykład chleba, przyjmuje zarówno całego w siebie Chrystusa, jak kapłan który przy Mszy świętéj obie postacie chleba i wina spożywa.

Po konsekracyi, to jest po wymówieniu słów Sakramentalnych przez kapłana nad chlebem i winem, do którychto słów Pan Jezus przywiązał moc przeistaczania chleba i wina w Ciało i Krew Jego, istota chleba i istota wina, jak to już powiedzieliśmy, znikają, lecz pozostają ich tylko przypadłości: to jest ich objętość, kształt, kolor, zapach i smak. Te przypadłości podlegają tym wszelkim zmianom, i tak działają jakby w nich była ich istota, chociaż w niéj już takowéj niema. Gdy zaś one, te przypadłości znikają z jakiegokolwiekbądź powodu, przez ich naprzykład spożycie i strawienie, lub zniszczone zostają jakimkolwiekbądź sposobem, znika w nich i Sakrament, to jest przestaje tam być obecny Pan Jezus. Nakoniec, ponieważ Ciało Pana Jezusa, takie z jakiém On znajduje się w przenajświętszym Sakramencie, jest nierozdzielne, gdyż jest już uduchownione, tak jak niemi będą ciała dusz błogosławionych po powszechném zmartwychwstaniu, więc Pan Jezus jak jest obecnym w całéj Hostyi, tak téż jest również obecny w każdéj Jéj części, chociażby ona na najdrobniejsze okruszyny rozdrobioną została.

Jestto także artykułem świętéj wiary naszéj, że tajemnica Ołtarza zawiera w sobie i Sakrament i Ofiarę. Jest Sakramentem, o ile jest znakiem zewnętrznym i skutecznym, przez który udziela nam Pan Bóg łaskę; jest ofiarą, o ile jest najszczytniejszym obrzędem religii naszéj, przez który Pan Jezus i poświęca się, i zaofiarowuje prawdziwie Samego Siebie za nas Bogu Ojcu, nie w sposób krwawy jak na krzyżu na Kalwaryi, lecz w sposób duchowy, mistyczny, niekrwawy, pod postaciami chleba i wina. Trafnie bowiem można powiedzieć. że przy Mszy świętéj, Bóg Bogu za ludzi ofiaruje się przez ręce ludzkie. Ofiara ta w swojéj istocie i co do natury ofiary jaka się składa, jest tąż samą jaka się odbyła na krzyżu, gdyż i tam i tu Pan Jezus poświęca się i składa się w ofierze: zachodzi różnica tylko w sposobie w jaki ta ofiara się spełnia. Na krzyżu Chrystus Pan umarł rzeczywiście, wylał Krew Swoję wśród mąk najstraszniejszych: na ołtarzu zaś, chociaż ofiara staje się prawdziwą i rzeczywistą, odbywa się jednak bez cierpienia i bez krwi rozlania, i śmierć jest tam tylko śmiercią mistyczną i w obrazie. Na krzyżu Zbawiciel był zaofiarowany i poświęcony i zamordowany widocznie w swojéj naturze ludzkiéj i przez narzędzia materyalne i dotykalne, lecz na ołtarzu jest ofiarowany i poświęcony niewidzialnie, pod postaciami chleba i wina ukryty; bo tu znowu przez spożycie przenajświętszéj Hostyi i wina, dopełnia się zniszczenie tego rodzaju prawdziwéj obecności Pana Jezusa na ołtarzu, w jakiej tam zostawał pod postaciami chleba i wina zanim spożyte zostały. Na krzyżu Pan Jezus położył zasługi i zadość uczynił sprawiedliwości Boskiéj za ród ludzki: na ołtarzu, ponieważ już nie może i nie potrzebuje kłaść powtórnych zasług i zadośćczynić nanowo, zastosowuje tylko do dusz wiernych i, w coraz większéj mierze rozszafowuje na nich, zasługi i zadosyćuczynienie ofiary złożonéj na krzyżu, a niemającéj granie w swojéj wartości. Na krzyżu był On sam i ofiarą i kapłanem ofiarę sprawującym, na ołtarzu znowu Sam składa się w ofierze, lecz przez ręce kapłana.

Pan Jezus stanowiąc przenajświętszy Sakrament, miał na celu objawić nam skarby zawarte w Jego miłości i w Jego nieograniczonéj potędze; chciał przez ten Sakrament ćwiczyć i wypróbowywać naszę wiarę, ukrzepiać naszę nadzieję, ciągle nam stawiać na oczy najżywszą pamiątkę tego co z miłości ku nam uczynił, a przez to odrywać serca nasze od zamiłowania dóbr i uciech ziemskich. I nakoniec z nieprzebranéj ku nam Swojéj miłości, chciał przebywając w ten sposób w kościołach naszych, zamienić je jakby na kawałki Nieba na ziemi, a pozwalając nam w tymże przecudnym Sakramencie przyjmować Siebie Samego i łączyć się z Nim w sposób jak tylko może być najściślejszy, raczył dać nam już tu na ziemi i za życia jeszcze, dostąpić tego zjednoczenia z Bogiem, które największe i jedyne wszystkich dusz błogosławionych szczęście w Niebie stanowi i na wieki stanowić będzie.

Któż więc wyliczyć, albo i pojąć nawet jest zdolnym, jakie cudowne owoce przynosi dla duszy, godnie przyjęty przenajświętszy Sakrament? Gładzi on grzechy powszednie, i kary doczesne za grzechy śmiertelne należne zmniejsza, albo zupełnie znosi; przymnaża w sercach naszych miłość Boga, umacnia przeciw pokusom, przykraca podniety pożądliwości, uśmierza namiętności, oświeca rozum, pobudza do dobrego wolę, napełnia duszę mocą i siłą Boską, skłania ją ku wszystkiemu co miłe Bogu; napełnia ja wewnętrzną pociechą i weselem niewymowném, przekształca ją w Jezusa Chrystusa, ubóstwia ją, i tu jeszcze w tém życiu daje jéj zakosztowywać szczęścia niebieskiego.

Jako ofiara, przenajświętszy Sakrament Ołtarza sprowadza największe dobrodziejstwa Boże, jak duchowne tak i doczesne, na tych za których się ofiaruje. Wyjednywa najskuteczniéj łaskę nawrócenia dla grzeszników, i zmniejsza kary należne duszom w czyscu zatrzymanym. A także Sakrament ten jako ofiara, jest najwyższym hołdem jaki ludzie mogą oddać Stwórcy i Panu swojemu, i najmiléj przez Niego przyjmowaném dziękczynieniem: za wszelkie odbierane od Niego dobrodziejstwa i łaski.

Uroczystość dzisiejsza około roku Pańskiego 1246 zaczęła się odprawiać w niektórych tyko krajach, a to w skutek cudownego widzenia, jakie miała błogosławiona Julianna zakonnica, któréj Pan Bóg objawił był potrzebę postanowienia tego święta. Urban IV podówczas Papież, po cudzie jaki miał miejsce z Hostyą przenajświętszą w mieście Orwieto gdzie on wtedy przebywał, wydał w roku Pańskim 1264 Bullę, nakazującą aby uroczystość Bożego Ciała w całym Kościele obchodzoną była we czwartek po uroczystości Trójcy przenajświętszéj. Pacierze i Mszę świętą na tę uroczystość, ułożył z rozkazu tegoż Papieża, święty Tomasz z Akwinu.

Pożytek duchowny

Czy cenisz jak należy ten dar ceny niemający, bo tak drogi i wielki jak drogim i wielkim jest Pan Bóg, a którym Kościoł Swój obdarzył Pan Jezus, w postanowieniu przenajświętszego Sakramenta ołtarza. A stąd oblicz się z sumieniem, czy znajdując się w obecności przenajświętszego Sakramentu, zachowujesz się tak jak w obecności Boga w nim przebywającego zachowywać się powinieneś, czy korzystasz jak można najczęściéj, z niewymownego szczęścia w przyjmowaniu Go w Kommunii świętéj.

Modlitwa (kościelna)

Boże któryś nam w tym przecudownym Sakramencie, pamiątkę Męki Twojéj pozostawił; daj nam prosimy pokornie, przenajświętszą tajemnicę Ciała i Krwi Twojéj tak czcić i wielbić, abyśmy pożytków zbawienia Twojego na sobie jak najobficiéj doznali. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tą intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 348–351.

Footnotes:

1

Jan XIII. 1.

2

Mat. XXVI. 26.

3

Mat XXVI. 27

4

Łuk XXII. 19.

Tags: Boże Ciało „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Najświętszy Sakrament Wielki Czwartek Duch Święty św Tomasz z Akwinu
2020-05-31

Mowa nr 75 na Zesłanie Ducha Świętego – Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 360–365.

  1. Najmilsi! Wie o tym dobrze każdy katolik, że to dzisiaj jedno z głównych świąt, nas obowiązujących. Nie ma też dwu zdań co do tego, że w największej czci winniśmy chować dzień, uświęcony najwspanialszym cudem darów Ducha Św. Dziesiąty to dzień od chwili, kiedy Pan wstąpił nad najwyższe sfery niebieskie, ażeby zasiąść po prawicy Ojca. U nas zaczęliśmy 1 go święcić jako pięćdziesiątnicę, licząc od dnia zmartwychwstania. Zawiera on w sobie bowiem wielkie tajemnice i Starego, i Nowego Przymierza zarazem; z nich zaś bardzo wyraźnie widać, że, co Prawo naprzód zapowiadało, spełniła Łaska. Naród żydowski, wyzwolony od Egipcjan (por. Wyj. 19, 17), w pięćdziesiąt dni po złożeniu ofiary z baranka, otrzymał niegdyś na górze Synaj Prawo. Podobnie po ukrzyżowaniu Chrystusa, a więc po zabiciu prawdziwego Baranka Wielkanocnego, pięćdziesiątego dnia od jego zmartwychwstania, zstąpił Duch Św. na Apostołów i gromadę wiernych. Baczny chrześcijanin łatwo stąd zauważy, że wejście w życie Starego Przymierza przygotowało grunt pod zasady ewangeliczne, i że ten sam Duch, co zawarł pierwsze Przymierze, wprowadził w życie drugie.
  2. „Gdy dopełniły się dni Pięćdziesiątnicy” – świadczą Dzieje Apostolskie – „byli wszyscy razem na tym samym miejscu. I nagle stał się z nieba szum, jakby nadchodzącego wichru gwałtownego, i napełnił cały dom, w którym siedzieli. I ukazały im się rozdzielone języki jakby ognia, i usiadł na każdym z nich z osobna. I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym i poczęli mówić rozmaitymi językami, jak im Duch Św. wymawiać dawał” (Dz. Ap. 2, 1). O, jakże lotne jest słowo Mądrości! Jakże prędko przychodzi nauka, kiedy sam Bóg jest Nauczycielem! Nie potrzeba było wtedy żadnych objaśnień dla zrozumienia, ani ćwiczeń do wprawy, ani czasu do wydoskonalenia. Duch tchnął, kędy chciał (por. Jan 3, 8), i w uściech Kościoła odrębność językowa różnych narodów stała się łącznikiem. Od tego dnia rozlegał się donośnie po świecie zew Ewangelii. Od tego dnia na wyschnięte stepy, na spieczoną ziemię spadły deszcze łask, popłynęły rzeki błogosławieństw. Boć Duch Boży unosił się nad wodami (Rodz. 1, 2), aby odnowić oblicze ziemi. Ustępowały zadawnione ciemności przed błyskawicami nowego światła: w blasku ognistych języków poczynało się (w duszach) jasne słowo Pańskie i żar jego wymowy. Boć miało ono w sobie i własność takiego światła, co stwarza zdolność rozumienia, i siłę ognia, co grzech wypala.
  3. Chociaż, najmilsi, całe to zdarzenie odbyło się w sposób tak uderzający i cudowny, i nie ulega wątpliwości, że w nagłym pojawieniu się wspólnego języka dla wielojęzycznej ze wszystkich narodów rzeszy objawił się boski majestat Ducha Św., niechaj jednak nikt nie sądzi, że w tym, co cielesnymi widziano oczyma, ukazała się jego boska istota. On bowiem będąc ze swej natury – wspólnej mu z Ojcem i Synem – dla zmysłowego wzroku niewidzialnym, dał na zewnątrz poznać szczególny charakter swojego działania tak, jak mu się podobało, ale istotę, sobie właściwą, zachował w swoim Bóstwie. Ludzkim czysto wzrokiem nie dosięga się ani Ojca i Syna, ani Ducha Św. Boć w Trójcy Św. wszystko jest jednakie i równe; wszystko, co można pomyśleć o jej istocie, to ta sama moc, ta sama chwała, ta sama wieczność. Chociaż osoby – Ojca, Syna i Ducha Św. – są różne, ale nie różnią się one co do bóstwa i natury 2. I chociaż jednorodzony Syn z Ojca jest, a Duch Św. jest duchem Ojca i Syna, to jednak jest nim nie tak, jak jakieś stworzenie, przez Ojca i Syna powołane do bytu, jeno jest istotą, z nimi współżyjącą i wszechpotężną, jak oni, byt swój mającą z istoty Ojca i Syna odwiecznie. Dlatego to Pan w przeddzień męki swojej, przyrzekając uczniom przyjście Ducha Św., mówił do nich: „Jeszcze wam wiele mam powiedzieć, ale teraz znieść nie możecie. Lecz gdy przyjdzie on Duch Prawdy, nauczy was wszelkiej prawdy; bo nie od siebie mówić będzie, ale cokolwiek usłyszy, opowie, i co ma przyjść, oznajmi wam. Wszystko, cokolwiek ma Ojciec, moim jest; dlatego powie- działem, że z mego weźmie, a wam opowie” (Jan 16, 12). Nie co innego więc ma Ojciec, niż Syn i niż Duch Św., lecz wszystko, co posiada jeden, posiada też i drugi i trzeci. A wspólnota ta istnieje w Trójcy odwiecznie. Nie ma w niej pojęcia czasu, czy stopni, czy innych jakich różnic. Jeśli zaś nikt nie może wyjaśnić, czym Bóg jest, to niech nikt nie waży się twierdzić o nim, to, czym on nie jest. Raczej bardziej wyrozumiałym należałoby być dla nie dość odpowiednich wyrażeń o istocie Trójcy Św., nie dającej się wysłowić, niż przypisywać jej własności z nią sprzeczne. Wszystko zaś, co serca pobożne zdołają pojąć z wiecznej i niezmiennej chwały Ojca, to mają też rozumieć bez różnicy o Synu i Duchu Świętym. Właśnie bowiem dlatego wyznajemy w Trójcy Św. „jednego” Boga, że jej osoby nie różnią się z sobą w istocie, we władzy, w chceniu i w działaniu 3.
  4. My zatem, odżegnujemy się tak od Arian, czyniących pewną różnicę między Ojcem i Synem 4, jak i od Macedonianów 5. Ci przypisują wprawdzie równą naturę Ojcu i Synowi, ale Ducha Świętego uważają za jakąś niższą istotę, nie bacząc na to, że popełniają takie bluźnierstwo, jakie ani w tym życiu, ani na przyszłym sądzie nie będzie odpuszczone. Wszak sam Pan to powiedział: „Ktokolwiek by rzekł słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie mu odpuszczone, ale kto by mówił przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie mu odpuszczone, ani w tym wieku, ani w przyszłym” (Mt. 12, 32; por. Mar. 3, 29; Łk. 12, 10). Dla takiego więc, co uparcie trzyma się tej bezbożnej nauki, nie masz przebaczenia, ponieważ odwrócił się od tego, który mógł był Go doprowadzić do wyznawania. Kto tego rzecznika i obrońcy nie ma za sobą, taki na zawsze zamyka sobie drogę do rozgrzeszenia. Właśnie bowiem od Ducha Św. to pochodzi, że zwracamy się do Ojca. Od Ducha Św. są łzy pokutę czyniących, od niego błagalne westchnienia o zmiłowanie. „I nikt nie może mówić «Pan Jezus» jedno w Duchu Świętym” (1 Kor. 12, 3). To zaś, że równy on jest Ojcu i Synowi we wszechmocy i w jednym Bóstwie, bardzo dobitnie wyraża Apostoł, pisząc jak następuje: „Różne są dary łaski, lecz tenże Duch. I różna jest służba, ale tenże Pan. I różne są sposoby działania, ale tenże Bóg, który sprawia wszystko we wszystkich” (1 Kor. 12, 4).
  5. Niechaj te i inne miejsca Pisma św. powagą boskiej nauki zagrzewają nas, by jednomyślnie czcić święto Pięćdziesiątnicy! Wezbranym tedy od radości sercem oddajmy hołd Duchowi Świętemu! Z niego bierze uświęcenie cały Kościół i każda dusza napełnia się rozumem. On jest natchnieniem wiary, nauczycielem prawdy, źródłem miłości, znamieniem czystej duszy, przyczyną sprawczą wszelkiej cnoty! Wierzące serca niechaj się cieszą, że jednego Boga w Trójcy – Ojca, Syna i Ducha – cała ludzkość chwali i wszystkimi wyznaje go językami! Niech się radują, że owo znamienne objawienie – w postaci ognistych języków – nie ustaje działać i darzyć łaskami. Boć sam Duch Prawdy napełnia dom swojej chwały blaskiem własnej światłości, nie chcąc, by w jego świątyni była jaka ciemność, albo li oziębłość. Z jego bogatego ogniska i nauki udziela się też oczyszczająca moc postom i jałmużnom. Boć po tym uroczystym święcie następuje ich zbawienna, zwyczajowa praktyka, najpożyteczniejsza w świecie po wsze czasy, jak tego doświadczyli na sobie wszyscy ludzie święci. Pasterskim sercem, dbałbym o wasze dobro, zachęcam przeto, najmilsi, do gorliwego jej zachowania: jeśli komu w ostatnich dniach zdarzyło się przez własne niedbalstwo ściągnąć na siebie jaką zmazę, niechaj ją postem oczyści i czynną miłością bliźniego naprawi. Pośćmy tedy w środę i w piątek, w sobotę zaś w tym samym celu odprawmy czuwania! Przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego; On z Ojcem i z Duchem Św. jako „jeden” Bóg żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Liczono 50 dni od drugiego dnia żydowskich świąt wielkanocnych, czyli od pierwszego dnia w żydowskim tygodniu. – O 50-tym dniu wyraża się Leon: „zaczęliśmy go u nas święcić” ponieważ dzień ten, podobnie jak dzień Wielkiejnocy – od której zaczyna się rachuba – przypada na niedzielę. Zaznacza więc początek świętowania.

2

O 3 Osobach w Trójcy Św. i jedności istoty por. Mowy 25, 1; 77, 6

3

O tajemnicy Trójcy Św. por. M. 64, 2; 76, 2; 77, 1.

4

Por. M. 23, 2; 24, 5.

5

Błędną naukę Macedoniusza, uważającego Ducha Św. za stworzenie, potępił Kościół na soborze Konstantynopolitańskim 381 r.

Tags: św Leon Wielki Duch Święty arianizm Duchoburcy suche dni
2020-05-31

Uroczystość Zesłania Ducha Świętego

Nastąpiło około roku Pańskiego 33.

(Szczegóły te wyjęte są z księgi Dziejów Apostolskich.)

Bóg Ojciec objawił wielkość Swojej potęgi w stworzeniu świata, i w wybawieniu narodu Żydowskiego z niewoli Egipskiéj. Syn Boży, objawił Swoję Boską mądrość w odkupieniu rodzaju ludzkiego, i w pogromieniu szatana człowieczeństwem które raczył na Siebie przyjąć. Nie pozostawało więc nie więcéj, jak tylko ażeby i trzecia Osoba Trójcy przenajświętszéj Bóg Duch Święty, objawił Swoję nieograniczoną dobroć, udzielając się naszym duszom i napełniając nasze serca, aby w nich zapalić ogień miłości Bożéj, do któréj przeznaczył nas Bóg Ojciec stwarzając, a Syn Boży, gdyśmy ją przez grzech pierwszych rodziców postradali, aby nas do niéj pobudzić, mękę i śmierć za nas poniósł.

Owoż, w dniuto właśnie dzisiejszym obchodzimy uroczystą pamiątkę téj chwili, w której Bóg Duch Święty po raz pierwszy w sposób widzialny zstąpił na Apostołów, i od téj pory już ciągle rządzi Kościołem całym, i na wszystkie jego wierne dzieci dary Swoje bezprzestannie zlewa.

Pięćdziesiątego dnia po Zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a dziesiątego po Jego Wniebowstąpieniu, w téj porze kiedy Żydzi obchodzili najważniejszą ze swoich religijnych pamiątek odebrania Przykazań Boskich przez Mojżesza na górze Synai, wszyscy uczniowie Pańscy byli zgromadzeni w jedném mieszkaniu, w którém przetrwali dziesięć dni na modlitwie, po rozstaniu się ze Zbawicielem. Znajdowała się z nimi i przenajświętsza Matka Boża, która im była największą, po odejściu Chrystusa Pana do Nieba, pociechą, i kilka innych pobożnych niewiast, wiernych uczenic Pańskich. Przez cały ten czas gorąco się modlili i różnym pobożnym oddawali się ćwiczeniom, aż oto dnia dziesiątego, około dziewiątéj godziny z rana, dał się słyszeć wielki szum z Nieba, jakoby przypadającego wiatru gwałtownego, i napełnił wszystek dom w którym się znajdowali. Współcześnie ujrzeli unoszące się w powietrzu światła ogniste, rozdzielone w różne płomyki w kształcie języków, a które spoczęły na każdym z nich zosobna. Wtedy wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić najrozmaitszemi językami, których nawet wprzód nie znali, jako im tenże Duch Święty poddawał.

Gdy to działo się w Wieczerniku, w którym zgromadzeni byli wszyscy wyżéj wymienieni, na szum czyli huk towarzyszący temu cudownemu zjawisku, zbiegła się tam wielka liczba, i to z najrozmaitszéj narodowości Żydów, zgromadzonych wtedy, w Jerozolimie dla uroczystego obchodzenia swojego największego święta Paschy. Byli oni z Persyi, z Medyi, z krainy Edomitów, z Mezopotamii, z Judei, z Kapadocyi, z Pontu, z Azyi, z Frygii, z Pamfilii, z Egiptu, z Lidyi będącéj blisko Cyreny i z Rzymu. Znajdowali się w ich liczbie i Żydzi rodowici, i świeżo nawróceni Kreteńczycy i Arabowie. Wszyscy zdumieni zostali nadzwyczajnie, gdy uczniów Pańskich usłyszeli mówiących różnemi obcemi dla nich językami, wiedzieli bowiem iż byli to ubodzy Galilejczykowie i wcale w naukach niewykształceni. Nie mogąc więc tego w żaden sposób pojąć i wytłómaczyć sobie, pytali jeden drugiego co by to być mogło, a niektórzy bluźnili, przypisując to jakiemuś rodzajowi szaloństwa.

Wtedy święty Piotr odezwał się do nich, zabierając po raz pierwszy głos, jako książe Apostołów i najwyższy Pasterz całego Kościoła. Przypomniał im przepowiednie Proroków Starego Zakonu, i tłómaczył iż to było zstąpienie w dusze ludzkie Boga Ducha Świętego, który odtąd rządzić ma Kościołem, przez Syna Bożego na ziemi założonym. Następnie korzystając ze sposobności przemawiania do tak licznie zgromadzonego ludu, długie miał kazanie, w którém dowodził Bóstwa Chrystusa Pana. Przy końcu zachęcał Żydów do przyjęcia Chrztu świętego, zapowiadając że z łaską tego Sakramentu, otrzymają i Ducha Świętego, gdyż Apostołowie mieli zwyczaj zaraz po Chrzcie świętym, udzielać i Sakrament Bierzmowania. Słowom zaś tego świętego Apostoła taką moc raczył tenże Bóg Duch Święty udzielić, że po przemowie jego około trzech tysięcy Żydów nawróciło się i Chrzest przyjęło. Właściwie więc mówiąc byłato chwila od któréj Kościoł zaczyna się szerzyć, a to po przemówieniu świętego Piotra, który jak miał nim rządzić, tak i on pierwszy krzewić go zaczął.

Lecz oraz byłato pierwsza chwila téj wielkiéj tajemnicy wstępowania Boga Ducha Świętego w dusze ludzkie, która odtąd ciągle się powtarza w każdéj duszy wiernéj, ile razy ona jakiéj łaski dostępuje. Chociaż bowiem w takim razie Bóg Dach Święty do duszy nie przybywa w sposób tak widzialny, jak to miało wtedy miejsce, każda jednak łaska, każde oświecenie na umyśle, każde dobre natchnienie, każde uczucie miłości Boga i bliźniego dla Boga, wszystko to jest w nas dziełem tegoż Boga Ducha Świętego, który udzielając nam tych darów, Sam z niemi w dusze nasze wstępuje. Uroczystość więc dzisiejsza jest i w tém dla nas ważną i nadzwyczaj świętą, że w niéj obchodzimy pamiątkę tajemnicy największéj ku nam miłości Boskiéj, a tajemnicy która nie tylko kiedyś zaszła, lecz ciągle, owszem co chwila, i to w nas samych, w naszychże własnych duszach się powtarza.

Bóg Duch Święty jest trzecią Osobą Trójcy Przenajświętszéj, i tak jak w łonie Trójcy Boskiéj jest On miłością Ojca do Syna, i Syna do Ojca; tak i w duszę ludzką gdy wstępuje, obdarza ją miłością Boga, to jest łaską, i nawzajem czyni ją godną miłości Bożéj, czyni ją miłą Bogu. Jak więc Bogu Ojcu winniśmy to że jesteśmy, bo nam dał byt przez stworzenie; jak Synowi Bożemu zawdzięczamy to, że nas wykupił z niewoli szatańskiéj, w którą popadliśmy po grzechu pierwszych naszych rodziców, tak znowu Bóg Duch Święty sprawia Swoją najmiłościwszą w duszach naszych obecnością, że z tych obu dobrodziejstw korzystać prawdziwie możemy. Bo gdyby dusza jaka nie miała w sobie Boga Ducha Świętego, i dobrodziejstwo stworzenia i dobrodziejstwo odkupienia stało by się dla niéj tém większém nieszczęściem, gdyż potępioną by została.

To téż można powiedzieć że wszystko co Syn Boży uczynił przyszedłszy na ziemię, wszystko to w tym celu uczynił, aby dusze ludzkie przygotować na godny dla Ducha Świętego przybytek. Sam téż wyrzekł: „Przyszedłem puścić ogień na ziemię, a czegoż pragnę jeśli nie tego aby był zapalon?” 1, a tym ogniem nie co innego jest, jak ogień miłości Bożéj, którą nikt inny, jak tylko Duch Święty w sercach naszych przebywając, zapalić może. Lecz na to abyśmy Boga Ducha Świętego otrzymali, nie dość było żeby Chrystus Pan dokonał błogosławionego żywota Swojego straszną śmiercią krzyżową: trzeba było jeszcze aby Zmartwychwstaniem Swojém odniósł zwycięstwo nad śmiercią, i przez Wniebowstąpienie wracając na tron Swojéj chwały niebieskiéj, ztamtąd Go nam zesłał. Dla tego mówił Pan Jezus do Apostołów: „Jeśli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was; a jeśli odejdę, poszlę go do was”; 2 a i ukochany uczeń Pański powiąda: „że Duch Święty nie był jeszcze danym, bo Jezus Chrystus jeszcze był nie zmartwychwstał i do Nieba nie wstąpił” 3. Ztąd, jak robią uwagę niektórzy Ojcowie święci, wielka część Ewangelii, będąca historyą życia Pana Jezusa, była przepowiednią tego zstąpienia Ducha Świętego. Jak Patryarchowie i inni wielcy Święci Starego Zakonu, byli prorokami zapowiadającymi przyjście Zbawiciela, tak Sam Zbawiciel był Prorokiem Ducha Świętego. I z tego więc powinniśmy miarkować, jak wzniosłą jest ta tajemnica którą dziś Kościoł obchodzi; bo jakaż tajemnica może być wznioślejszą i świętszą od téj, któréj prorokiem i przesłannikiem był Ten, który wszystkich tajemnic jest ostatniém słowem, i celem wszystkich Starego Zakonu proroctw. Wielkażto w istocie tajemnica, i niepojęta ograniczonym rozumem ludzkim! bo niepojętą jest dla nas nieograniczona miłość Boga dla człowieka, która właśnie sprawia że tenże Bóg w duszę naszę wstępować i w niéj przebywać raczy.

Trzeba bowiem wiedzieć, że Bóg Duch Święty nie tylko przez udzielanie nam Swoich darów zstępuje w duszę naszę, lecz przybywa do niéj w Swojéj własnéj Osobie, a to albo wstępując do niéj nanowo gdy ona grzechem Go wydaliła, a potém sprowadza wracając do stanu łaski, albo gdy ze stanu łaski niższéj, przeprowadza ją tenże Bóg Duch Święty, do stanu łaski wyższéj i obfitszéj. Jest On zaś obecny w takiéj duszy, jak słońce w świecie aby go oświecać, jak król w swojém państwie aby niém rządził, jak mistrz w swojéj szkole aby dawać nauki, jak ogrodnik w swoim ogrodzie aby go uprawiać. I jeszcze, jest On w duszy w łasce będącéj, jakby monarcha zasiadający na tronie, dla rozdawania łask o które się go prosi, jak Bóg w Swojéj świątyni dla odbierania czci Mu należnéj, jak Oblubieniec obok swojéj oblubienicy, aby jej dawać dowody swojéj miłości i nawzajem takowe od niéj odbierać. Onto z przedziwną słodyczą rozlewając się w sercach naszych, obudza w nich wstręt ku wszystkiemu co ziemskie, a pragnienie wszystkiego co niebieskie. On pobudza nas do miłowania tego czém wprzód najbardziéj brzydziliśmy się, a brzydzenia się tém cośmy pierwiéj najnamiętniéj miłowali; On przygasza w nas wszelkie złe chuci, kieruje naszemi uczuciami, wprowadza w ład wszystkie nasze władze, i napełnia nas w końcu niewymowną pociechą, niezachwianym wewnętrznym pokojem o którym mówi Pismo Święte: „pokój Boży, który przewyższa wszelki zmysł” 4. Bóg Ojciec stworzył nas na obraz i podobieństwo Swoje. Gdyśmy ten obraz grzechem zatarli w sobie, Syn Boży zstąpił na ziemię, aby go w pamięci i wyobraźni naszéj ożywić, a w Osobie Swojéj najwyraźniéj go nam przedstawić. Lecz, powiada święty Jan Złotousty, dopiéroto Bóg Duch Święty wstępując w duszę naszę, ten zatarty w niéj obraz i podobieństwo Boga, nanowo przywraca.

Otóż czém jest Bóg Duch Święty, gdy w duszę jaką wstąpi, i póty dopóki w niéj przebywa przez łaskę; lecz dla Kościoła, jest On tém zawsze, bo od niego nigdy nie odstępuje, w nim przebywa stale, i nim ciągle rządzi i rządzić będzie do końca świata, na mocy tego najwyraźniejszego przyrzeczenia Chrystusa Pana: „Prosić będę Ojca o innego Pocieszyciela, i da wam aby z wami mieszkał na wieki” 5. Od chwili też zstąpienia na Apostołów, którzy byli najpierwszymi Rządcami Kościoła, jest On odtąd w całém ciele rządzącém Kościoła katolickiego nieodstępnie obecnym, jest dla niego tém, czem dusza dla ciała, czem światło dla oka, czém ciepło dla całéj przyrody; i Onto, jak pierwszym Apostołom, prostym rybakom, dał możność po całym świecie roznieść światło Ewangelii, upokorzyć najmędrszych filozofów, nie ulęknąć się najsroższych mocarzy, i w końcu najzepsutszych obyczajów świat podbić pod jarzmo Chrystusowe, tak i ich następców nigdy nie odstąpi, i zachowa Kościoł do końca świata, pomimo wszelkich burz, jakie piekło wywrzeć na niego może.

Miarkujmyż z tego z jakiém nabożeństwem obchodzić powinniśmy dzisiejszą uroczystość, tak szczególnie ważne i wielkie, a pełne dla nas pociechy, przypominającą nam prawdy. Przy jéjto obchodzie, rozbudzajmy w sercach naszych pragnienie posiadania i przechowywania w nich Boga Ducha Świętego, i gorąco go prośmy i błagajmy, aby w duszach naszych na zawsze pozostawać raczył, a najobfitszemi swojemi łaskami nas obdarzał.

Co do miejsca w którém tajemnica Zesłania Ducha Świętego na Apostołów i uczniów Pańskich spełniła się, byłto ten sam dom, należący do pewnéj Świętéj niewiasty matki Jana przezwanego Markiem, a który był jednym z uczniów Pana Jezusa; a w którym to domu często przemieszkiwał i Sam Zbawiciel i Apostołowie. W nim zebrani byli oni wtedy w tymże Wieczerniku, w którym Pan Jezus ostatnią wieczerzę z nimi odbył, a po Zmartwychwstaniu kilka razy tam się im objawił. Cesarzowa święta Helena matka Konstantyna Wielkiego, dom ten zamieniła była na wspaniały kościoł, który kilka razy burzony przez muzułmanów i odbudowany nanowo, ostatecznie zniszczony, dziś już nie istnieje.

Pożytek duchowny

Widzisz z uwag wyżéj umieszczonych, jak wielkiém dobrodziejstwem, bo darem ceny nie mającym, zbogacił Pan Jezus swój Kościoł, zsyłając mu Boga Ducha Świętego; a oraz że cokolwiek w duszy naszéj może być dobrego, jest to dziełem téj trzeciéj Osoby Trójcy Przenajświętszej. Czcij więc Ją, czcią i najgłębszą i najserdeczniejszą, a często wzywaj: szczególnie zaś przed każdą ważniejszą sprawą twoją.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś w dniu dzisiejszym serca wiernych światłem Ducha Świętego napełnił, daj nam w Tymże Duchu co prawego jest wiernie rozpoznawać, i pociechą Jego zawsze się weselić. Przez Jezusa Chrystusa Pana naszego Syna Twojego, Który z Tobą żyje i króluje w jedności tegoż Ducha Świętego, Beg po wszystkie wieki wieków. Amen.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 341–344.

Footnotes:

1

Łuk. XII. 49.

2

Jan XVI. 7.

3

Jan VII. 39.

4

Fil IV. 7.

5

Jan XIV, 16.

Tags: Duch Święty Wspomożenie Wiernych „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Helena
2020-05-25

Św. Grzegorza VII Papieża

Żył około roku Pańskiego 1086.

(Żywot jego wyjęty jest z dziejów Kościoła przez kardynała Baroniusza.)

Święty Grzegorz siódmy Papież tegoż imienia, w roku Pańskim 1075 na stolicę apostolską wyniesiony, według niektórych pisarzy był rodem z Rzymu, według innych był synem ubogiego cieśli z Toskanii. Nazywał się Hildebrand.

Gdy był jeszcze dziecięciem i ani pisać ani czytać nie umiał, bawiąc się wiórkami, ułożył z nich te wyrazy proroctwa Dawidowego: „Będzie panował od morza aż do morza” 1, co było przepowiednią najwyższéj władzy Papieskiéj, jakiej miał dostąpić. Wychowany był od dzieciństwa przez wuja swojego, opata klasztoru przenajświętszéj Maryi Panny na górze Awentyńskiéj. Późniéj kształcił się pod przewodnictwem Wawrzyńca Arcybiskupa Amalfińskiego Prałata wielkiéj światobliwości, uczonego i bardzo biegłego w językach wschodnich, których i Grzegorz się wyuczył. Następnie pobierał nauki od kardynała Jana Gracyana, późniéj Papieża pod imieniem Grzegorza VI. Ten złożywszy najwyższą godność pasterską i udając się do Niemiec, wziął z sobą naszego Świętego. Potém zwiedzili razem najsławniejszy podówczas klasztor ojców Benedyktynów w Kluniaku. Święty Grzegorz ujęty świątobliwością miejscowego opata błogosławionego Hugona, i znajdując w zgromadzeniu tém najściślejszą karność surowego zakonu, wstąpił do tego klasztoru. Przez siedem lat pobytu swojego w tém miejscu, stał się on od pierwszego dnia nowicyatu wzorem wszystkich najwyższych cnót zakonnych, i w lat kilka został Przeorem.

Powodowany sławą jego świątobliwości i znakomitéj nauki, cesarz Henryk III zawezwał go na dwór cesarski, i zwierzył mu urząd nadwornego kaznodziei. Wszyscy podziwiali jego gorliwość i świętą wymowę, któréj najzbawienniejsze skutki okazywały się na jego świetnych i licznych słuchaczach.

Po śmierci zasiadającego wtedy na stolicy apostolskiéj Grzegorza VI, wybranym został na Papieża Biskup Tulski, w ścisłéj zażyłości ze świętym Grzegorzem zostający. Udając się do Rzymu wziął go z sobą, a za jego radą nie obejmując godności Papieskiéj do któréj przeznaczał go Cesarz, aż za zgodą i wyborem kardynałów, zostawszy Papieżem pod imieniem Leona IX, zatrzymał przy sobie Hildebranda. Zamianowany kardynałem subdyakonem i Przeorem Benedyktyńskiego klasztoru świętego Pawła w Rzymie, wprowadził ścisłą obserwancyą pomiędzy swoimi braćmi zakonnymi, i klasztor ich postawił narówni z wzorowym klasztorem Kluniackim.

Po śmierci Leona IX, tak powszechnego używał Grzegorz i w duchowieństwie i w ludzie poważania i zaufania, że jemu jednemu zwierzyli wybranie następcy na Papiestwo, i w tym celu wysłano go w poselstwie do cesarza. Święty wybrał Gerharta Biskupa Esztadskiego, chociaż cesarz nie był za nim i sam ten Prałat świątobliwy powodowany głęboką pokorą, wiele robił trudności, które jak z jego tak i ze strony cesarza pochodzące, Grzegorz mężnie przełamał i wybraniec jego został Papieżem, przybierając imię Wiktora II. Wróciwszy z nim do Rzymu, stał się jego prawą ręką. Wraz z tym Papieżem całą gorliwość swoję zwrócił przeciw wszelkim panującym w świecie chrześcijańskim nadużyciom, a szczególnie wypowiedział wojnę zbrodni świętokupstwa, bardzo w owych czasach rozpowszechnionéj. A że plaga ta dotknęła była głównie Burgundyą i Włochy, zwołał z upoważnienia Papieża sobór w Lyonie, na którym pomimo wielkich trudności jakie w tém napotkał, złożył z urzędu Biskupów przekonanych o takowe przestępstwo. Pracował również gorliwie i niezmordowanie nasz Święty, i za dwóch następnych Papieżów: Stefana IX i Aleksandra II, po którego śmierci jednomyślnym duchowieństwa wyborem, sam na stolicę apostolską wyniesionym został, przy okrzykach ludu: „Sam Piotr święty wybrał Hildebranda; sam święty Piotr dał nam Papieża Grzegorza.”

Stan Kościoła pod tę porę najopłakańszy. Cesarze niemieccy więcéj szkody przynoszący religii niż pogańscy prześladowcy pierwszych wieków, przywłaszczali sobie prawo mianowania nietylko Biskupów, lecz i samych Papieżów zastępców na ziemi Chrystusa Pana. Frymarczyli godnościami kościelnemi i wynosili na nie najniegodniejszych swoich zauszników. Inni panujący szli za tym przykładem wielu Biskupów przez zbrodnię świętokupstwa objąwszy tę godność, zbogacało się zdzierstwem owieczek, nie dbając o ich zbawienie, i w miejsce przestrzegania w nich dobrych obyczajów, sami najgorszy dawali im przykład.

Opatrzność zesłała na stolicę apostolską świętego Grzegorza, aby tak wielkiemu złemu położył tamę: bo w istocie dokazał on tego, pomimo nadzwyczajnych trudności jakie zewsząd, bo i ze strony władzy świeckiéj, i od niegodnie piastujących godności prałatów do niéj uciekających się napotykał, i pomimo niebezpieczeństwa jakie często życiu nawet jego groziło.

Niezwłocznie po objęciu najwyższéj władzy w całym Kościele, poskładał z ich urzędów Biskupów świętokupstwem na tę godność wyniesionych, a między nimi i Biskupa Bamberskiego, największego ulubieńca cesarza Henryka IV, człowieka gorszących obyczajów. Zwołał do Rzymu sobór, dla przywrócenia karności w duchowieństwie i naprawy skażonych obyczajów, i na nim wydał ów wielkiéj wagi i sławny dekret: wzbraniający świeckim osobom, jakiejkolwiek byłyby godności, nadawanie duchownym beneficyów to jest prawa do dochodów kościelnych. Oburzony na to cesarz, który już wówczas dopuszczał się wielkich i wszelkiego rodzaju nieprawości, wysłał do Rzymu zakupionych przez niego zbójców, aby Papieża zamordowali. Ci rzucili się na niego, w chwili gdy w dzień Bożego narodzenia wychodził ze Mszą świętą. Lud obecny, miał jednak czas zasłonić swego ukochanego Pasterza, który nie straciwszy ani na chwilę spokoju, przystąpił do ołtarza i odprawił uroczyście święte obrzędy, modląc się głośno za tego który go chciał zgładzić.

Zbrodnia ta jak i wiele innych które popełniał Henryk IV, skłoniła Papieża do wydania polecenia aby według istniejącego w owym wieku prawa, stawił się on przed jego najwyższym trybunałem, dla zdania sprawy z nadużyć jakich się dopuszczał. A że winowajca ten, nietylko uczynić tego nie chciał, lecz zwoławszy nieprawny zbór Biskupów świętokupstwem mianowanych, ośmielił się ogłosić Grzegorza za odpadniętego od Papiestwa, Papież za zgodą wielkiéj liczby Biskupów zgromadzonych w Rzymie, rzucił klątwę na Cesarza.

W skutek tego, całe Niemcy, tak książęta panujący jak i wszyscy poddani wypowiedzieli posłuszeństwo Henrykowi, znienawidzonemu oddawna za swoje okrucieństwa i nadużycia, i w końcu zebrany Sejm w Tryburze, wyznaczył mu rok czasu na pojednanie się z Kościołem, i uwolnienie się od klątwy, a w razie przeciwnym, zapowiedziano mu że zostanie z tronu złożonym. Henryk zuchwały i okrutny wśród powodzenia, gdy się znalazł w takiéj ostateczności, udał nikczemnie szczerze nawróconego, i pospieszył do Rzymu. Otrzymał tam uwolnienie od klątwy, lecz się nie opamiętał wcale. Wróciwszy do Niemiec, zebrał wojska gotując się z wyprawę na Włochy, a głównie na Papieża. Wyklęty powtórnie, i złożony przez Elektorów cesarstwa z tronu, pobił Rudolfa książęcia cesarskiego obranego w jego miejsce, i zebrawszy powtórnie pewną liczbę wiarołomnych Rzymowi Biskupów, zmusił ich do nieprawnego wybrania na Papieża Gyberta, swojego kanclerza, Arcybiskupa Raweńskiego, także będącego w klątwie za złupienie swojego kościoła, i wyruszył z wojskami ku Rzymowi, aby tego samozwańca na stolicę apostolską przemocą wcisnąć.

Święty Grzegorz patrzał spokojnie na grożące mu niebezpieczeństwo. Podczas gdy nieprzyjaciel nadciągał, on przewodniczył na Soborze w Rzymie i stanowił najmędrsze rozporządzenia tyczące się karności kościelnéj.

Razu pewnego, podczas gdy Mszę świętą odprawiał, ujrzano białą gołębicę zlatującą z Nieba, która usiadłszy na jego ramieniu, skrzydłami osłaniała mu głowę. Co oznaczało Ducha Świętego, którego ten święty Papież w szczególnéj obfitości posiadał dary.

Doradzano mu aby dochody Papiestwa obrócił na wyszykowanie wojska, które mogłoby stawić opór najazdowi Henryka; lecz odrzekł iż nie chce na ten użytek obracać dóbr kościelnych. Tymczasem przybył Cesarz i miasto święte obległ. Grzegorz ugasił znakiem krzyża świętego, pożar wszczęty w Rzymie przez oblegających, którzy po długim szturmie zdobyli go w roku 1084, a Henryk obsadził na tronie Papieskim Antypapę, który przybrał był imię Klemensa III. Grzegorza zaś trzymał zamkniętego w zamku świętego Anioła, w którym się był ukrył, a z którego wyzwolił go, przybyły mu na pomoc, Robert Giskard książe Pullyi. Papież schronił się do klasztoru Benedyktyńskiego na górze Kassyneńskiej, i tam czując blizki swój koniec, oświadczył uroczyście, iż przez całe życie miał tylko dobro Kościoła na celu; zniósł wszystkie wydane przez siebie klątwy kościelne, prócz tyczących się Henryka i Antypapy Gilberta, i zasnął spokojnie w Pana wymawiając te pamiętne słowa: „Miłowałem sprawiedliwość, a znienawidziłem nieprawości, i dlatego umieram na wygnaniu.”

Trudno wyrazić, ile dobrego wielki ten Papież, przez dwanaście lat swojego panowania, wyrządził dla Kościoła. Plagę świętokupstwa przed nim bardzo rozszerzoną, zniósł wszędzie. Zachwianą karność w duchowieństwie przywrócił; skażone obyczaje w tych nawet którzy niemi drugim przyświecać powinni, naprawił; mnóstwo przemądrych i niezbędnych postanowień wydał, i za swojego Papiestwa władzy namiestnika Chrystusowego najwyższy rozwój nadał, dla tém większego dobra i chrześcijańskiéj i politycznéj społeczności. Umarł roku Pańskiego 1085. Słynącego za życia i po śmierci wielu cudami, Grzegorz XIII w poczet Świętych zaliczył.

Pożytek duchowny

Za papiestwa świętego Grzegorza VII, i wewnątrz Kościoła zepsucie nawet duchowieństwa, i zewnętrzne napady na niego władców świeckich, wstrząsały srogo łodzią Piotrową. Wypłynęła jednak z tych nawałności bez szkody, bo jéj Pan Bóg zwycięstwo zad jéj wszelkiego rodzaju wrogami, na zawsze przyrzekł i zapewnił. Dziękuj Bogu za taką Jego nad Kościołem ciągłą opiekę, i wzywaj jéj na czasy obecne, udając się do pośrednictwa dziś uroczystującego świętego Papieża.

Modlitwa (kościelna)

Boże! w Tobie ufających siło, któryś błogosławionego Grzegorza wyznawcę Twojego i Papieża, dla obrony niezależności Kościoła, wielkiém męstwem obdarzył, daj nam za jego przykładam i wstawieniem się, wszelkie przeciwności naszego zbawienia, mężnie przezwyciężać. Przez Pana naszego Jezusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 425–427.

Footnotes:

1

Psalm LXXI. 6.

Tags: św Grzegorz VII „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież polityka Kościół Duch Święty
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.