Citatio.pl

Wpisy z tagiem "dziewica":

2020-12-23

Św. Wiktorii i św. Anatolii, Dziewic i Męczenniczek

Żyły około roku Pańskiego 253.

(Żywot ich był napisany przez Adelma Biskupa Anglo-Saksońskiego, wkrótce po nich żyjącego.)

Święta Wiktorya, któréj imię w łacińskim języku znaczy Zwycięstwo, i która słusznie je nosiła, gdyż poniosłszy śmierć za wiarę odniosła świetny nad nieprzyjaciołmi Chrystusa tryumf, była rodem z Tiwoli, jednego z najdawniejszych miast Włoskich blizko Rzymu położonego. Przyszła na świat w początkach trzeciego wieku, z rodziców znamienitych rodem i dostatkami, ale jeszcze bardziéj cnotami chrześcijańskiemi. Wychowali téż i córkę jak najpobożniéj, nieszczędząc niczego aby ją stosownie do jéj zamożnego i wysokiego stanu jak najstaranniéj wykształcić. Wiktorya téż stała się najznakomitszą dziewicą w świetném gronie pań rzymskich do których należała, a między któremi obok tego jaśniała najpowabniejszą urodą, i z tego sławną była w całym nawet kraju.

Wielką była pociechą dla rodziców którzy więcéj dzieci nie mieli, a gdy do lat doszła, umyślili wydać ją za mąż. Wnet przedstawiło się kilku najznakomitszych młodych panów Rzymskich, i z tych wybrali oni Eugeniusza, wielkiéj zacności młodzieńca, bogatego, świetnego rodu, ale poganina. Wiktorya z razu bardzo się zdziwiła, że rodzice przeznaczają jéj na małżonka człowieka w bałwochwalstwie wychowanego i żyjącego; lecz ci przekonani byli że go ona łatwo nawróci, i będzie z nim najszczęśliwszą. Wiktorya uległa woli rodziców tém bardziéj, że Eugeni bardzo się jéj podobał, i sama cieszyła się nadzieją że jego duszę pozyska Chrystusowi.

Żyła ona w ścisłéj przyjaźni z pewną dziewicą imieniem Anatolią, podobnież jak Wiktorya ze świetnego rodu, a w nadobnéj powierzchowności mało jéj co ustępującą. Była przytém bardzo pobożną i zrobiła ślub czystości dozgonnej.

Zdarzyło się że pod tęż porę gdy Wiktorya już zaręczoną była z Eugeniuszem, młody pan Rzymski nazwiskiem Tytus-Aureliusz, także poganin, starał się o jéj rękę, namiętne powziąwszy do niéj przywiązanie. Rodzice jéj bardzo byli zatém, lecz Anatolia, pomna na ślub uczyniony, ani słyszeć o zamęściu nie chciała.

Odmowa jéj jeszcze silniejszą w młodzieńcu tym rozbudziła namiętność, pod któréj wpływem używał on różnych środków aby swoich zamiarów dopiąć: a gdy wszystkie okazały się daremnemi, udał się do Wiktoryi. Wniósł że nikt skuteczniéj nie potrafi skłonić Anatolii aby wyszła za niego, jak ta jéj od serca przyjaciółka, która sama mając zawrzeć śluby małżeńskie także z poganinem, będzie niejako osobistą upatrywać w tém korzyść, aby i towarzyszkę swoję do tegoż samego przywieść. Udał się więc do niéj Tytus-Aureliusz, usilnie progząc aby mu tę wielką usługę wyrządzić raczyła, upewniając że idzie tu jak o jego własne szczęście tak i Anatolii, dla któréj chce być najlepszym mężem. Wiktorya, podjęła się tego najchętniéj, i nawet upewniła Tytusa, że przyjaciółkę swoję skłoni do zawarcia z nim ślubów małżeńskich.

Poszła więc do niéj i po serdecznym przywitaniu, wręcz przystąpiła do rzeczy mówiąc: „Wiesz o tém moja droga, że równie jak ty, mam szczęście być chrześcijanką, że więc niezdolną jestem dawać ci rady, któreby były przeciwne dobru twojéj duszy. Dowiedziałam się, że opierasz się woli rodziców, którzy chcą wydać cię za Tytusa-Aureliusza. Dla czegoż byś nie miała ich usłuchać, tak jak ja względem moich uczyniłam, przyrzekając rękę Eugeniuszowi. Powinnaś być przekonaną, że sam Pan Bóg objawia ci w téj mierze swoję wolę, przez rozkaz tych którzy nam Jego miejsce na ziemi zastępują. Niedobrze więc czynisz, sprzeciwiając się w tém i ojcu i matce. Pan Bóg przecież nie potępia małżeństwa: i ty i ja możemy się w tym stanie uświątobliwić, i nawet sądzę, że Pan Bóg powołuje nas do tego związku, na większą chwałę Swoję. Wprawdzie Eugeniusz i Tytus-Aureliusz są poganami, lecz czyż nie dla tego to właśnie przeznaczyła ich nam Opatrzność Boska na małżonków, abyśmy ich przywiodły do prawdziwéj wiary. Obaj szlachetnego są usposobienia i tyle mają rozumu, że żadnéj trudności mieć nie będziemy w przekonaniu ich o wyższości naszéj religii nad pogańską. Sama miarkuj, jak wielkiéj doznamy pociechy, gdy tak piękne dusze pozyskamy Bogu naszemu! Co do mnie, wierz mi, iż dla tego głównie zgodziłam się na poślubienie Eugeniusza, iż mam nadzieję że uczynię z niego doskonałego chrześcijanina. Zrób i ty podobnąż intencyą wychodząc za Tytusa, i skorzystajmy z przywiązania jakie ku nam powzięli, aby wyrwać szatanowi te dwie tak zacne i znakomite dusze.”

Anatolia wysłuchała spokojnie téj całéj przemowy swojéj przyjaciółki, a gdy ta skończyła, tak znowu do niéj odezwała się: „Moja droga Wiktoryo, bądź pewną że i ty i ja możemy nierównie świetniejsze uczynić związki, niż te którebyśmy zawarły z tymi dwoma młodymi panami Rzymskimi. Przyznaję wraz z tobą, że stan małżeński jest świętym stanem, i nie przyganiam wcale tym, którzy czując się do niego powołanymi, wstępują w takowy. Lecz zgodzisz się przecież ze mną, że jest inny stan, wyższy od tego, i że doskonalszym jest stan świętego dziewictwa. Te to dusze, które w téj cnocie, za łaską Bożą trwają, stanowią w Niebie nieodstępny orszak Baranka Bożego, za którym, jak nas uczy tego Pismo Boże, ślad w ślad postępują, jako Jego wybrane oblubienice. Pan Bóg, nie potępia małżeństwa to prawda, lecz jakże nierównie więcéj wychwala dziewietwo! Eugeniusz chce pojąć cię za małżonkę, lecz wierzaj mi, bo ja cię znam dobrze, Pan Jezus gorąco pragnie, abyś się stała Jego Oblubienicą: wybieraj więc i zastanów się, komu masz dać pierwszeństwo. Co do mnie, nie waham się wcale: nikt inny prócz Jezusa, nie będzie moim Oblubieńcem. Lecz ponieważ mówimy otwarcie, a nigdy nic przed tobą nie mam skrytego, więc ci się i teraz ze wszystkiego zwierzę. — Gdym się dowiedziała, że Tytus-Aureliusz prosił rodziców o moję rękę, bardzo nierada temu, pobiegłam do mojéj kapliczki, i tam długo się modliłam. Pan Bóg natchnął mnie, abym Mu zrobiła ślub dozgonnéj czystości, i przysięgłam nie mieć innego prócz Jezusa oblubieńca. Tegoż dnia, aby za tę łaskę podziękować Panu Bogu, spieniężyłam wszystkie moje kosztowności i klejnoty, i rozdałam je ubogim. Nocy następnéj miałam widzenie. Stanął przede mną przecudnéj postaci młodzieniec, światłością niebieską jaśniejący. Na głowie miał złotą koroną, a odziany był w szatę purpurową litą kosztownemi kamieniami, i po chwili rzekł do mnie: „O gdyby ludzie znali wartość i piękność dziewictwa, gdyby pojąć mogli, jakie ta cnota niebieska zjednywa nagrody, każdy oddałby wszystko co posiada, aby nabyć tę najdroższą perłę, a wszystko za nią poświęciwszy, widziałby że jeszcze prawie za nic ją otrzymał.” Wzruszona tém widzeniem i temi słowami, padłam na kolana, i prosiłam ze łzami Pana Jezusa, aby jeśli to On stoi przede mną, raczył mnie i daléj uczyć. Wtedy tak znowu do mnie przemówił: „Dziewietwo jest jakby królewską purpura, wynoszącą nad drugich tych którzy są w nią przyodziani, i która ich umieszcza obok tronu Baranka w Niebie. Dziewictwo, jest najkosztowniejszym klejnotem, ceny niemającym: jestto skarb nad skarbami, którym Pan Bóg obdarza największych Swoich ulubieńców: dlatego zły duch, odwieczny złodziéj, dokłada wszelkich starań, aby wydrzeć ten skarb temu kto go posiada. Pan Bóg, uprzywilejował cię w sposób szczególny, obdarzając cię tą cnotą; dochowaj więc jéj jak najstaranniéj. — Jestto kwiat najmilszy oczom Boskim, lecz za lada silniejszym powiewem wiatru zwiędnąć mogący, pilnie więc go strzeż od wszelkiéj szkody, tém bardziéj że go w wysokim posiadasz stopniu.”

Wiktorya słuchała tego z pilną uwagą, i widać było że słowa te coraz więcéj do jéj serca trafiały, a w téjże chwili i szczególna łaska Boska wstęp tam sobie otworzyła. Rzuciła się na szyję swojéj przyjaciołki, dziękując jéj w najżywszych wyrazach, że jak powiadała otworzyła jéj oczy, i rzekła: „Nie ty jedna, droga Anatolio, będziesz uczestniczką nagród téj świętój cnoty, któréj cenę tak doskonaleś mi wyświeciła. Nie wątpię, że Pan Jezus chce abym i ja była Jego oblubienicą: stanowię téż sobie być nią na zawsze, i nic mnie nie potrafi pozbawić skarbu dziewictwa. Poznaję teraz dobrze, że łudząc się nadzieją nawrócenia Eugeniusza, ulegałam szatańskiéj pokusie, jakiéj, wiemy to przecież, wiele innych kobiet ulegając wychodzi za pogan, a i ich nie nawracają i własną duszę narażają na zgubę, albo i gubią na wieki. Droga przyjaciółko, niech więc to ściśléj jeszcze serca nasze połączy, i módlmy się nawzajem jedna za drugą, abyśmy się nie przeniewierzyły Boskiemu Oblubieńcowi naszemu, choćby nam za to przyszło życie położyć.” Jakoż, po téj rozmowie Wikiorya wróciwszy do domu, postanowiła jak najwierniéj naśladować Anatolią. Tegoż dnia sprzedała wszystkie swoje bogate stroje, perły, kosztowne pierścienie i zausznice, i inne tego rodzaju ozdoby, i pieniądze za to otrzymane rozdała ubogim.

Postępek takowy tych obydwóch świętych dziewic, doszedł wkrótce do wiadomości Eugeniusza i Aurelego ich narzeczonych. Widząc oni w tém coś niezwykłego, podwoili usilności, aby ich śluby małżeńskie z Wiktoryą i Anatolią przyśpieszone zostały. Gdy zaś one okazały się stanowczo najprzeciwniejsze temu, młodzi ci panowie, udali się do cesarza. Z razu nie odważyli się oskarżyć je jako chrześcijanki, tylko uzyskali u Decyusza wówczas panującego, upoważnienie aby mogli uwieść obie dziewice każdy do swego wiejskiego pałacu, i tam użyć wszelkich możliwych środków, najprzód łagodnych, a potém najsurowszych, aby je koniecznie zmusić do zamęścia.

Anatolia zawieziona została do dóbr Aurelego, w Marchii Ankonitańskiéj. Tam długie ponosiła męczeństwo, wsławiła się wielu cudami, po których wielka liczba pogan się nawracała, i nakoniec oskarżona została przed cesarzem jako chrześcijanka. Ten dał rozkaz wielkorządcy Faustynowi, aby ją zmusił do oddania czci bożkom, a gdyby tego nie uczyniła żeby ją śmiercią ukarał. Święta wytrwała w męczeństwie do końca i poniosła śmierć za Chrystusa, przeszyta mieczem dnia 9 Czerwca roku Pańskiego 258, w którym to dniu Kościoł pamiątkę jéj obchodzi. Wkrótce zaś późniéj i święta Wiktorya tegoż samego dostąpiła szczęścia: zamknięta w wiejskim zamku Eugeniego w okolicach Rzymu, doznała tam cierpień i mąk najrozmaitszych. Nic jednak stałości jéj zachwiać nie mogło. Gdy w początkach jéj w tém miejscu pobytu, pozwolono jéj było przyjmować dziewice przychodzące ją odwiedzać z okolicy, wiele z nich nie tylko nawróciła do wiary chrześcijańskiéj, lecz i znaczną liczbę skłoniła do poświęcenia dziewictwa swego Panu Jezusowi. Piszą, że takich było przeszło sześćdziesiąt, których większa część, do korony dziewictwa, palmę męczeństwa przyłączyła.

Po pewnym czasie, Eugeniusz przekonawszy się, iż żadnemi środkami nie potrafi zmusić Wiktoryi aby żoną jego została, w chwili wielkiego uniesienia złości, i on także oskarżył ją do władz pogańskich jako chrześcijankę. Sędzia z katem przybył do zamku w którym przebywała i dał jéj do wyboru: śmierć ponieść, albo wyrzec się Chrystusa. Święta odrzekła mu iż gotową jest na śmierć, którą téż wnet jéj zadali: ugodzona przez kata w same serce, pozyskała koronę niebieską.

Męczeństwo jéj nastąpiło tegoż samego roku co i świętéj Anatolii to jest 258, a w dniu 23 Grudnia.

Pożytek duchowny

Święta Wiktorya, mówiła iż wiele dziewic wychodząc za jéj czasów za pogan ze złudną nadzieją ich nawrócenia i swoich małżonków nie nawracały i własną duszę na wielkie narażały niebezpieczeństwo. O! jak często i za dni naszych, przy zawieraniu związku małżeńskiego, niewielką wagę przywiązuje się do tego czy osoba z którą przychodzi połączyć się na zawsze nie jest tak słnbéj wiary że pożycie z nią będzie równie niebezpieczném dla duszy jak pożycie z poganami.

Modlitwa

Boże któryś błogosławione Wiktoryą i Anatolią i cnotą dziewictwa i koroną męczeńską za wiarę przyczdobić raczył, spraw pokornie przez ich zasługi prosimy, abyśmy w czystości duszy i niezachwianéj wierze wytrwale Ci służąc, wraz z niemi chwalili Cię na wieki w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1110–1113.

Tags: św Wiktoria z Sabiny św Anatolia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik czystość nawrócenie małżeństwo
2020-12-13

Św. Łucyi, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 304.

(Żywot jéj wyjęty jest z Akt męczeńskich Kościoła Sycylijskiego.)

Święta Łucya ze znakomitéj i bogatéj rodziny Sycylijskiéj pochodząca, urodziła się w Syrakuzie, niegdyś stolicy téj wielkiéj wyspy, w drugiéj połowie trzeciego wieku. Była chrześcijanką od dzieciństwa i bardzo pobożną, a szczególną miłośnicą świętéj cnoty czystości, którą, skoro do lat doszła, poślubiła Panu Jezusowi. Ponieważ jaśniała nadzwyczaj piękną urodą, najstaranniejsze odebrała wychowanie i znaczne posiadała wiano, więc wielu młodzieńców ubiegało się o jéj rękę. Rodzice życzyli sobie aby koniecznie wyszła za jednego z najbogatszych panów Sycylijskich, który chciał ją pojąć w małżeństwo a był poganinem. Entychia matka świętéj Łucyi, chociaż chrześcijanka, była także zatém, gdyż ów młodzieniec odznaczał się bardzo dobremi obyczajami, sądziła przeto, że Łucya sama będąc tak pobożną, i tego którego jéj na męża przeznaczała nawróci. Nalegała więc usilnie na córkę aby przystała na ten związek, lecz święta Łucya robiła matce uwagę, że będąc tak młodą, może nie śpieszyć się z wyborem męża, a przytém mówiła jéj, że chciałaby ile możności nie odstępować matki, która była słabego zdrowia i już od lat kilku wdową. Entychia więcéj nie nastawała, a Święta uradowana iż tą rażą potrafiła odwrócić zamiary względem jéj wyjścia za mąż, gorąco prosiła Pana Boga, aby już nadal od tego ją zachował i polecała to szczególnéj opiece przenajświętszéj Panny, do któréj od dzieciństwa najserdeczniejsze miała nabożeństwo.

Tymczasem Entychia zapadła gorzéj na zdrowiu. Przez lat cztery cierpiąc wielkie krwotoki, od najbieglejszych lekarzy napróżno zasięgając rady, blizką już była śmierci. Pod tę porę, w całéj Sycylii wierni wielkie mieli nabożeństwo do świętéj Agaty Męczenniczki, która za prześladowania cesarza Decyusza, poniosła śmierć męczeńską za Chrystusa w mieście Katanie, gdzie zwłoki jéj spoczywały. Do grobu jej liczne odbywały się pielgrzymki, i cudownych łask ciągle tam doznawali wierni. Święta Łucya doradzała matce, aby odbyła pielgrzymkę do Katany, upewniając iż gdy się na grobie świętéj Agaty pomodlą, Pan Bóg da jéj zdrowie. Entychia usłuchała jéj rady, i wraz z nią odbyła tę drogę.

Gdy przybyły do Katany, poszły zaraz na grób świętéj Męczenniczki, i zaczęły gorąco wzywać jej pośrednictwa. Owóż święta Łucya nietrudzona podróżą którą przy matce jadącéj pieszo odbywała, podczas modlitwy usnęła, i oto we śnie ujrzała świętą Agatę zstępująca z Nieba w gronie licznych Aniołów, a która przybliżywszy się do niéj rzekła: „Dla czego siostro moja Łucyo, prosisz mnie o to, co sama bardzo łatwo możesz uczynić dla twojéj matki, któréj zdrowie przywróciła wiara twoja. Jak miasto Katana uświetnione jest przeze mnie, tak miasto Syrakuza szczycić się będzie tobą, gdyż w dziewiczém sercu twojém przygotowałaś świątynię dla Ducha Świętego, i przybytek dla Pana Boga.” Święta Łucya po tém widzeniu, przebudziła się i rzekła radośnie do matki: „Matko uzdrowioną jesteś. Podziękujmy za to świętéj Agacie, gdyż jéjto pośrednietwu winniśmy.” Jakoż, w téj chwili Entychia uczuła się jak najzdrowszą, i odzyskała siły jakby nigdy nie chorowała.

Po złożeniu tedy dziękczynień Panu Bogu za otrzymaną łaskę, Łucya rzucając się w ręce matki, powiedziała do niéj: „Matko, Pan Bóg ci wielką łaskę wyrządził, przez wzgląd więc na nią, proszę cię nie odmów mi znowu téj, abyś mi pozwoliła nie wychodzić za mąż, gdyż poślubiłam dziewictwo moje Panu Jezusowi.” A gdy Entychia chętnie się na to zgodziła, Łucya przydała: „lecz jeszcze jednę mam do ciebie prośbę: pozwól, abym to wszystko coś mi na posag przeznaczyła, ubogim rozdała.” — „Zgadzam się, odrzekła Entychia, aby cały twój majątek dostał się biednym; lecz dopiéro po twojéj śmierci, co nawet i ja sama uczynię z moim majątkiem, w ten sposób przez testament nim rozporządzając.” — „Lecz jakąż zasługę mieć będziemy, odrzekła święta Łucya, jeśli to dopiéro po śmierci zrobimy? Wtedy złożymy Panu Bogu w ofierze to czego już same posiadać nie będziemy mogły. Wierzaj mi matko, oddajmy w jego ubogich Panu Jezusowi majętność naszę zanim ją nam śmierć zabierze, a za to wyżywi On nas i tu ns ziemi, i w Niebie według swojéj obietnicy hojnie wygrodzi. Pobożna Entychia poszła i w tém za radą córki, i powróciwszy do Syrakuzy zaczęła rozdawać ubogim wszystko co posiadała. Sprzedała swoje kosztowne stroje, perły i drogie kamienie; niewolnikom którzy tylko chrześcijanami chcieli zostać nadała wolność i wielu innych wykupiła od pogan.

Tymczasem młodzieniec który starał się o rękę Łucyi, a który zawsze miał nadzieję że ją otrzyma, słysząc że Entychia i Łucya wszystkie swoje dobra sprzedają, chcąc się dowiedziéć czy tak jest w istocie, udał się do mamki Łucyi, aby ją o to wypytać. „Tak jest w istocie, powiedziała mu ona, Entychia sprzedaje całą swoję majętność, lecz to w tym celu, aby za te pieniądze nabyć dobra niemające ceny i z których dochody są nieobliczone.” Młodzieniec ów, tłómacząc sobie tę odpowiedź w znaczeniu dóbr doczesnych, i jako poganin nierozumiejący jéj inaczej, bardzo z niéj był zadowolony. Lecz gdy spostrzegł że wszystkie pieniądze pochodzące ze sprzedaży posiadłości Entychii i Łucyi, idą na ubogich i na wykupowanie niewolników, rozgniewany że go tak zwiedziono, doniósł o tém Paschazyuszowi Wielkorządcy miasta, zwracając jego uwagę iż podobny postępek dowodzi że Łucya jest chrześcijanką.

Skoro się o tém Paschazyusz dowiedział, kazał Łucyą uwięzić, i stawić przed sobą, domagając się od niéj aby oddała cześć bożkom, a wyrzekła się wiary, która jak on powiadał, przywiodła ją do takiéj nieroztropności że cały swój majątek roztrwania. „Nie jest wcale nieroztropnością, rzekła mu święta dziewica, to co czynię. Najmilszą bowiem Bogu ofiarą z naszéj strony, jest wspierać ubogie wdowy, sieroty i każdego z bliźnich w niedostatku będącego. Od trzech lat czyniąc to, rozdałam ubogim wszystko co miałam, pozostaje mi tylko to nędzne ciało, które pragnęłabym także Bogu mojemu złożyć w ofierze.” — „Sąto wszystko brednie chrześcijan, powiedział na to Paschazyusz, których nie powinnnabyś powtarzać przede mną; jestem tu bowiem najwyższym urzędnikiem nie na to abym je słuchał, lecz abym spełniał rozkazy moich cesarzów, którzy mi chrześcijan wytępiać polecili.” Nato Łucya mu odpowiedziała: „Ty zachowujesz prawa twoich panów, a ja spełniam przykazania mojego Boga; ty ulegasz władcom ziemskim, a ja niebieskiemu; ty obawiasz się obrazić człowieka, a ja wolałabym umrzeć niż znieważyć Boga nieśmiertelnego; ty pragniesz przypodobać się twojemu monarsze, a ja mojemu Stwórcy; ty spełniasz to co tobie mylnie wydaje się dobrém, a ja to do czego właściwie obowiązaną jestem. Bądź pewnym, że niczém nie odłączysz mnie od miłości Jezusa Chrystusa.”

Wielkorządca przechodząc z łagodności, któréj napróżno używał, do największego gniewu, znieważywszy świętą dziewicę obelżywemi słowy, zaczął jéj znowu zarzucać że cały swój majątek straciła na rozpuście. Na co mu Święta odrzekła najspokojniéj: „Cały mój majątek złożyłam w pewne ręce, z których odbiorę go w Niebie. Rozpuście nigdym się nie oddawała, bo się brzydzę ludźmi którzy tak jak ty usiłują odwieść nas od wiary w Jezusa Chrystusa, a przywieść do oddania czci stworzeniom, jak gdyby byli bogami.” Widząc taką stałość w Łucyi Paschazyusz, zawołał: „Pokazuje się, że z tobą nie ma co rozprawiać, męki zmuszą cię do milczenia, a rózgi zatrzymają twoję płynną wymowę.” — „Męki które się ponosza za Chrystusa, odparła Święta, nie mogą zamknąć ust Jego wyznawcom, gdyż Sam On nam przyrzekł, że gdy stawieni będziemi przed sędziami, nie my lecz Duch Święty przemawiać przez nas będzie.” „Sądzisz więc, powiedział Paschazyusz, że w tobie jest Duch Święty, i że On ci podaje słowa któremi do mnie przemawiasz?” — „Nie wątpię, odpowiedziała Święta, że ci którzy wiodą żywot nieskalany, żywot czysty, są przybytkami Ducha Świętego.” — „Jeżeli tak jest, powiedział znowu Wielkorządca z blużnierskiém szyderstwem, tedy każę cię zaprowadzić do nierządnego domu, gdzie postradasz czystość, i odstąpi cię ten Duch Święty, który jak utrzymujesz, jest takim miłośnikiem dziewictwa.” – „Ciało nie może być skalaném, ani dziewictwo utraconém, bez zezwolenia duszy, odrzekła mądra dziewica. Gdybyś przemocą włożył mi w dłonie kadzielnicę, i gwałtem potrząsając moją ręką, kadził twoje bałwany, Bóg prawdziwy który przenika skrytości serc ludzkich, za złe by mi tego nie poczytał, bo by widział że to nie z mojéj woli robię. Podobnież wiedz o tém, jeśli rozkażesz mnie znieważyć, dwie korony pozyskam w Niebie: jednę dziewictwa, którego bronić będę chociażbym miała śmierć ponieść, drugą męczeńską, którą odniosę tego właśnie dziewictwa broniąc.”

Paschazyusz wydał jednak rozkaz, aby ją do domu nierządnego zaprowadzono. Lecz w tejże chwili nadzwyczajny cud spełnił się w oczach wszystkich obecnych. Z miejsca na którém stała Łucya, żadną siłą poruszyć jéj nie było można. Gdy kilku ludzi podołać temu nie potrafiło, obwiązano ją grubemi sznurami, za które kilkunastu mężczyzn ciągnęło. Gdy i wtedy Święta stała jak wryta, zaprzęgli do sznurów kilka par wołów, lecz i to było napróżno. Łucya zdawała się jakby posąg z marmuru wrośnięty w ziemię, którego żadna siła ludzka poruszyć nie była w stanie.

Wielkorządca przypisując to czarom, posłał po kilku najsławniejszych między poganami czarnoksiężników, aby swoją sztuką przemogli świętą Łucyą. Ci przybywszy, napróżno wszelkich najsilniejszych używali na to środków, co Paschazyusza we wściekłość wprawiło. „Dla czego się gniewasz, rzekła do niego Łucya, czemu raczéj patrząc na to wszystko, nie uznajesz Bogiem prawdziwym tego Boga w którego ja wierzę, i nie poznajesz że nie sztuka to szatańska trzyma mnie nieporuszoną na tém miejscu, lecz Duch Święty w duszy mojéj przebywający.”

Paschazyusz nic jéj na to nie odpowiedział, tylko rozkazał aby wokoło niéj rozłożono jak największy ogień, któryby ją ogarnął i na popioł spalił. Wnet téż nagromadzono jak najwięcéj suchego drzewa, obłożono nim Łucyą, polano go smołą i oliwą aby się gwałtowniéj palił, i podłożono ogień. Po krótkiéj téż chwili płomienie buchnęły zewsząd, dym gęsty wzniósł się w górę, i Święta znikła z oczu wszystkich. Lecz gdy po spaleniu się drzewa, płomienie opadły, okazała się Łucya stojąca: ani włosek na głowie jéj spalonym nie był, a Święta zawołała do ludu zdziwionego takim cudem: „Prosiłam Pana mojego Jezusa Chrystusa, by ogień ten ciała mojego nie tknął i aby jeszcze chwilę przedłużył moje męczeństwo, żeby widokiem tak wielkiego cudu chrześcijanie utwierdzeni zostali w wierze, a poganie poznali czy Bóg nasz jest Bogiem prawdziwym.”

Lud téż zaczął wołać: „Cześć Bogu chrześcijańskiemu. On jeden jest Bogiem prawdziwym.” Co słysząc Paschazyusz, a obawiając się rokoszu, kazał przeszyć mieczem szyję świętéj Łucyi. Kat to spełnił niezwłocznie, lecz Święta jeszcze czas jakiś przy życiu została, a zaniesiona przez chrześcijan do poblizkiego mieszkania, przyjęła Komunią świętą. Potém przepowiedziała że wkrótce prześladowanie Kościoła ma ustać, jak to w istocie ze wstąpieniem na tron Konstantyna Wielkiego niezadługo potém nastąpiło, przydając że jak miasto Katana miało za Patronkę swoję błogosławioną Agatę Męczenniczkę, tak znowu ona będzie w Niebie opiekunką Syrakuzy. Poczém, modląc się oddała Bogu ducha dnia 13 Grudnia roku Pańskiego 304.

Ciało jéj pogrzebane zostało w Syrakuzie, gdzie późniéj wybudowano pod jéj wezwaniem dwa kościoły: jeden za miastem na miejscu jéj męczeństwa, a drugi w samém mieście.

Pożytek duchowny

Patrz jakiéj ceny w oczach Boga jest cnota świętéj czystości, kiedy dusza przyozdobiona takową, staje się przybytkiem samego Boga Ducha Świętego, który jest dawcą wszystkich łask Boskich. Zamiłuj więc tę cnotę z całego serca, a stosownie do twojego stanu przestrzegaj jej jak najpilniéj, gdyż bez niéj żadnéj innéj łaski od Ducha Świętego nie otrzymasz.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj nas Boże Zbawicielu nasz, i spraw abyśmy obchodząc pamiątkę błogosławionéj Łucyi Dziewicy i Męczenniczki Twojéj, w uczuciach pobożności nabierali wzrostu. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1076–1079.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 982–983

Przeciwnicy Kościoła katolickiego gorszą się, jak wiadomo, wzywaniem Świętych i pojąć nie mogą, jak można ich błagać o wstawienie się za nami do Boga. Żywot św. Łucji dowodzi, że zwyczaj ten datuje się od więcej niż 1.600 lat. Widzieliśmy, jak Łucja zachęcała matkę, aby przy grobie świętej Agaty błagała o przy wrócenie zdrowia. Wiara w skuteczność wstawiennictwa Świętych Pańskich jest zupełnie słuszna i usprawiedliwiona, gdyż:

  1. Mają oni wielkie znaczenie u Boga. Święci są niejako uprzywilejowanymi współpracownikami w sprawie zbawienia wiernych. Jak w przyrodzonym, tak i w nadprzyrodzonym porządku rozdziela Bóg swe dobrodziejstwa przez pośredników; wolą Jego jest, abyśmy sobie wzajemnie byli zobowiązani za dobrodziejstwa, które On nam świadczy; Bóg pragnie nas połączyć wspólnym węzłem miłości, który nas z Nim jednoczy. Mógłby nas bezpośrednio darzyć życiem, atoli mądrość Jego wolała zlać tę moc na naszych rodziców. Mógłby On sam nakarmić ubogiego, wyleczyć chorego, pouczyć prostaczka, ale zdał ten obowiązek na bogacza, lekarza, nauczyciela. Tak przeto z woli i zrządzenia Bożego mogą się ludzie tysiącznymi węzłami wdzięczności nawzajem zobowiązywać, a węzły wdzięczności wytwarzają wspólną miłość. Pan Jezus stał się człowiekiem z miłości ku nam, ale udziela nam daleko więcej łask za pośrednictwem swoich apostołów, sług i wiernych. Święty Piotr mówi do chromego, stojącego w drzwiach świątyni: „Nie mam złota, ni srebra, ale daję ci to co mam; w Imię Jezusa Nazareńskiego wstań i chodź!”
  2. Święci miłują nas. Kościół katolicki nie uznaje nikogo za świętego, kto się nie odznaczył czynną miłością bliźniego, kto nie miał starania o biednych i chorych, utrapionych i grzeszników, kto nie wspierał wdów i sierot. Póki Święci bawili na tej ziemi, najmilszym ich zajęciem było pozyskiwać bliźnich dla Boga i wieczności dobrodziejstwami i dbałością o ich cielesne i duchowe dobro. Zajęcia tego nie wyrzekli się i w Niebie; cieszą się przeto, gdy widzą grzesznika pokutującego. Można zastosować do Świętych, co prorok Zachariasz widział w swym objawieniu, jak anioł Pański błagał: „Panie Zastępów, dopókiż nie raczysz się zlitować nad Jerozolimą i miastami judzkimi, na które zagniewany jesteś?” — Nadto można do Świętych zastosować słowa Rafała archanioła: „Gdyś się wśród łez modlił, zaniosłem twe modły do Pana”. Składajmy przeto łzawe modły swoje w ręce Świętych; oni je złożą u stóp tronu Najwyższego i Wszechmocnego Boga i przyniosą nam pociechę i porękę, że Bóg próśb naszych wysłuchać raczy.
Tags: św Łucja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik czystość św Agata kult Świętych
2020-12-12

Św. Barbary, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 236.

(Żywot jéj napisany był przez Piotra Gallessyna, Proto-notaryusza przy Aktach męczeńskich.)

Święta Barbara była rodem z Nikomedyi, miasta w Bitynii położonego. Przyszła na świat w połowie trzeciego wieku. Ojciec jéj Dyoskorus, był nietylko poganinem, lecz i zagorzale przywiązanym do zabobonów bałwochwalczych, a przytém dziwakiem skłonnym do okrutnego barbarzyństwa. Miał tę jednę tylko córkę, którą Pan Bóg obdarzył wielu przymiotami. Była nadzwyczaj zdolna, roztropna, zamiłowana jedynie w poważnych zajęciach, a przytém nadzwyczaj powabnéj urody. Ojciec kochał ją nadzwyczajnie, a ulegając swojemu dziwactwu i powodowany jakby zazdrością, postanowił ukryć ją przed ludźmi, i ile możności oddzielić od świata. W tym celu wybudował dla niéj umyślnie wysoką wieżę: a że był bardzo bogaty, urządził tam przepyszne mieszkanie i zamknął Barbarę, przydając jéj kilka dziewic do posługi. Jednak, widząc w niéj wielką do nauk pochopność, sprowadzał biegłych mistrzów, którzy ją w naukach ćwiczyli.

Barbara była także poganką: lecz w miarę jak kształciła się w naukach, poznawała coraz lepiéj niezasadność religii pogańskiéj. Bywały chwile, a szczególnie gdy wśród nocy z samotnéj wieży swojéj zapatrywała się na bieg gwiazd po niebie rozsianych, że myśl jéj wznosiła się do pojęcia jedynéj najwyższéj Istoty, która stworzywszy i rozrzuciwszy po przestrzeni te światy, utrzymuje je w porządku i niemi kieruje. Wtedy zatopiona w myślach o jedności Bóstwa, z obrzydzeniem przypominała sobie brednie pogańskie o wielości bożków, a wzdychała za światłem prawdy.

Zdarzyło się, że od jednego ze swoich nauczycieli chociaż poganina, dowiedziała się, że pojawił się pewien chrześcijanin nazwiskiem Orygenes, który na całym Wschodzie uchodził za najuczeńszego męża swojego czasu. Wielki ten świecznik Kościoła wtedy jeszcze nie zapadł był w błędy, które go późniéj zgubiły. Barbara tyle przyłożyła starania, że przybył do niéj. Nauczył ją artykułów wiary świętéj, i ochrzcił. Święta, od téj chwili już Pisma Bożego z rąk nie wypuszczała, a nie tylko w prawach Ewangelii, lecz i w jéj radach tak się rozmiłowała, że uczyniła dozgonny ślub czystości.

Tym czasem Dyoskorus, znaglony do tego wymaganiami krewnych Barbary, gdy ona już dorosła, niechętnie wprawdzie, lecz postanowił wydać ją za mąż, i wkrótce przedstawił się z prośbą o jéj rękę najbogatszy w tym kraju i z najznakomitszego rodu młodzieniec. Ojciec powiedział to Barbarze, a widząc że nie była za tém, wcale na nią nie nalegał, owszem ponieważ to dogadzało jego chęci zatrzymania jak najdłużéj przy sobie córki, chcąc jéj swoje zadowolenie okazać, spytał czy nie życzy sobie jakich zmian w swojém mieszkaniu. Święta, powiedziała mu iż prosi aby u dołu wieży kazał jéj wybudować łazienki, według planu jaki sama poda. Dyoskorus zgodził się na to najchętniéj, i zrobiwszy w tym celu rozporządzenia, sam w daleką podróż odjechał. Wtedy Barbara kazała przyśpieszać robotę i sama nią kierowała, gdyż jéj wcale nie chodziło o łazienki, lecz chciała urządzić sobie tajemną kaplicę. Jakoż ta wkrótce stanęła: a że nie sposób było umieszczać w niéj świętych wizerunków, więc pobożna dziewica w miejscu ołtarza, kazała tam zrobić trzy okna wyobrażające dla niéj tajemnicę Trójcy przenajświętszéj, do któréj miała szczególne nabożeństwo.

Dyoskorus, po powrócie do domu, w pierwszém widzeniu się z córką spytał czy nie zmieniła swojego postanowienia co się tyczy zamęścia, o któróm jéj poprzednio wspominał. „Nie zmieniłam, odpowiedziała mu Barbara, i proszę ojcze, pozwól abym cię już nigdy nie odstępowała, tém bardziéj że zapuszczając się w lata, potrzebujesz troskliwéj około siebie opieki.” Uradowany tém Dyoskorus nabrawszy przekonania że go już córka nie opuści przez wyjście za mąż, przestał ją trzymać w samotnéj wieży, i przeniósł do swego pałacu.

Barbara, z wielkim żalem opuszczała swoję samotność, w któréj szczególnie rozmiłowała się odkąd została chrześcijanką, a w któréj i to jéj dogadzało, że pozostając tam, nie miała stosunków z poganami i nie patrzała na ich bezbożne zwyczaje. Lecz skoro weszła do mieszkania ojcowskiego, nadzwyczaj bolesnego doznała wrażenia. Dyoskorus który był najgorliwszym poganinem, cały dom swój napełnił bożyszczami, bałwanami i pogańskiemi posągami. Na ten widok, święta Barbara nie mogła się powstrzymać od objawienia wstrętu, jaki w niéj obudzają bożyszcza pogańskie i smutku że ojciec jéj nie poznaje się na błędach téj religii. Zdziwiony tém Dyoskorus spytał ją i to już groźnie, czy jéj w téj mierze wyobrażenia są inne od ojcowskich i czy ona w bogi nie wierzy. Wtedy, Barbara pełna ducha Bożego, zaczęła z przedziwną trafnością wyświecać ojcu błędy pogańskie, dowodzić że religia chrześcijańska jest jedyną prawdziwą religią, i prosić i zaklinać go, aby i on jedynego i prawdziwego Boga uznał. Lecz próżném to było. Słysząc to Dyoskorus wtadł jakby we wściekłość, a ulegając barbarzyńskiemu i okrutnemu swojemu usposobieniu, porwał za miecz, i przysięgając na bogi swoje że sam ich zniewagę pomści na córce, rzucił się na nią. Barbara znając jego gwałtowność, i niewątpiąc że téj zbrodni dopuścić się może, uszła co prędzej, a że za ich mieszkaniem blizko były lasy, ku nim zdążała. Lecz tuż za nią gonił Dyoskorus z mieczem, i przyparłszy ją do skały już miał nim ugodzić, kiedy oto skała cudownie się rozstąpiła na schronienie Barbary, i ta w jego oczach znikła.

Cud ten jednak żadnego na tym okrutniku nie zrobił wrażenia. Wrócił do siebie, i wziąwszy wielu sług, poszedł do lasu szukać Barbary. Tą razą dopuścił Pan Bóg że ją odkrył. Rzucił się tedy na nią, porwał za włosy, i bijąc bez miłosierdzia zawlókł do domu. Lecz miarkując że gdyby córkę własną ręką zabił, odpowiadałby za to przed władzą, umyślił zaskarżyć ją jako chrześcijankę i albo przez to zmusić do odstępstwa od wiary, albo gdyby przy niéj mężnie obstawała, ściągnąć na nią karę śmierci.

Niezwlekając przeto zbrodniczego zamiaru, kazał ją skrępować powrozami jak zbrodniarkę, i poprowadził przed Wielkorządcę Nikomedejskiego Marcyana. Ten widząc to, i sam był zdjęty litością nad Barbarą, a zdziwiony postępkiem wyrodnego ojca, kazał ją z więzów rozwiązać, i ubolewając nad surowością z jaką z nią postępował Dyoskorus najłagodniejszemi słowy, najpochlebniejszemi obietnicami, nakłaniał ją aby się wyrzekła religii najsurowiéj zakazanéj przez Cesarza w całém jego państwie. Na to święta Barbara, która w ciągu tego co ją spotkało z ojcem, słowa nie wyrzekła, powiedziała do wielkorządcy: „Najpochlebniejsze przyrzeczenia, nie odwiodą mnie od wiary, w któréj prawdziwego Boga poznałam. Sama z tego nad wszelki wyraz uszczęśliwiona, pragnę abyście i wy Wszyscy tego szczęścia dostąpili.” I to rzekłszy, z taką mocą i świętém namaszczeniem zaczęła wyświecać błędy pogaństwa, a dowodzić prawdziwości wiary chrześcijańskiéj, że i na wszystkich obecnych, i na samym Wielkorządcy wielkie to uczyniło wrażenie. Lecz widząc to Dyoskorus, zagroził Marcyanowi, że go oskarży do cesarza, jeśli niespełniając swego obowiązku, oszczędzać będzie tę jak ją nazywał wyrodną córkę jego, która publicznie, w obecności najwyższego urzędnika, ośmielała się znieważać bogi cesarskie. Uląkł się tego Marcyan, i wydał wyrok aby świętą Barbarę najprzód okrutnie zsieczono rózgami, a gdy ciało całe już w ranach było, kazał włożyć na nią włosiennicę z ostréj szczeciny, i zaprowadzić do więzienia. Owóż, skoro tam zamknięto Barbarę, objawił się jéj Pan Jezus, przyrzekł wspierać ją w tych mękach jakie ją jeszcze czekają, i w tejże chwili jéj rany zleczył.

Nazajutrz Marcyan kazał ją znowu stawić przed sobą, a niewidząc żadnych śladów ran w wigilią przez Świętą poniesionych, dowodził że to bogowie pogańscy ten cud uczynili, i skłaniał ją żeby ich wyznawała. „Tak nie jest, odpowiedziała mu Barbara, bałwany ręką ludzką ukute, nadludzkiéj siły mieć nie mogą. Jezus to Chrystus Bóg mój, a którego i ty jedynie Bogiem wyznawać powinieneś, Onto mnie wyleczył. Możesz ciało moje poszarpać w kawałki, możesz mi i życie odebrać, lecz jeśli je wydam z miłości ku Niemu, z Nim na wieki w Niebie żyć będę.” Wtedy wielkorządca kazał ją drzeć hakami żelaznemi, i do boków przykładać rozpalone pochodnie, a mężna dziewica wzniosłszy oczy do Nieba, w te słowa głośno się modliła: „Panie! który znasz tajniki serc ludzkich, wiesz że moje Ciebie tylko miłuje, Ciebie tylko pragnie, i w Tobie tylko pokłada nadzieję. Racz mnie wspierać w téj ciężkiéj walce, i niech mnie Twój Duch Święty, do końca nie opuszcza.”

Marcyan więc podwoił okrucieństwa, przydając do niego i zniewagę skromności dziewiczéj. Kazał najprzód wyrwać Barbarze piersi, a potém obnażoną prowadzić po ulicach miasta, i na placu na to przeznaczonym ściąć jéj głowę. Lecz oto gdy jéj tę straszną przez rwanie obcęgami piersi zadawaną mękę, okazał się jéj znowu Pan Jezus, i taką ją napełnił pociechą wewnętrzną, że téj katuszy prawie nie czuła. Gdy zaś obwodzono ją obnażoną po mieście, ogarnęła ją światłość niebieska tak jaskrawa, że nikt na nią nie mógł podnieść oczu.

Nakoniec przyprowadzono ją na plac stracenia. Wtedy Dyoskorus w okrucieństwie swojém niekładący granic, przyskoczył do sędziego domagając się aby mu dozwolono własną ręką spełnić wyrok śmierci na córce. Sami poganie wzdrygnęli się na tak niesłychane barbarzyństwo, a Święta uklękła, i po krótkiéj modlitwie w któréj ponowiła Panu Bogu ofiarę swojego życia, wyciągnęła szyję pod miecz, a wyrodny ojciec ściął jéj głowę od razu. Poniosła śmierć męczeńską, roku Pańskiego 236 4 Grudnia, w którymto dniu Kościół Boży pamiątkę jéj obchodzi.

Nie pozostawił wszakże Pan Bóg długo bezkarnie, strasznéj zbrodni któréj dopuścił się Dyoskorus. Zaledwie schodził ze wzgórza na którém śmierć córce zadał, pomimo że dzień był najpogodniejszy, padł piorun i na miejscu go zabił. Takiż los wkrótce i Marcyana spotkał.

Święta Barbara, jest szczególną pośredniczką w Niebie do otrzymywania dla ludzi łaski przyjęcia ostatnich Sakramentów przy śmierci, co wiele zdarzeń stwierdziło. Między innemi w roku Pańskim 1448, pewien mieszczanin w Holandyi, który miał wielkie nabożeństwo do świętéj Barbary, ogarnięty płomieniami podczas pożaru wszczętego w jego domu, bez żadnéj nadziei wyratowania się, wezwał jéj pomocy. Tak był spalony, że już prawie cały jak węgiel wyglądał i ostatni dech miał oddać. Wtedy stanęła przed nim święta Barbara, i przyrzekła mu że nie umrze bez przyjęcia wszystkich Sakramentów świętych. Jakoż, po ugaszeniu pożaru wygrzebano i jego zpod popiołów, tyle jednak jeszcze życia mającego że wszystkie Sakramenta przyjął i dopiéro umarł.

Pożytek duchowny

Jedna z największych łask, o którą powinieneś często i gorąco modlić się do Pana Boga, jest, abyś w stanowczéj chwili śmierci, mógł przyjąć z dostateczną przytomnością umysłu i z godném usposobieniem, ostatnie Sakramenta święte. Dla wielu i bardzo wielu, od tego zawisło zbawienie. Proś więc świętéj Barbary, aby ci tę wielka łaskę uprosić raczyła.

Modlitwa (Kościelna)

Wstawienie się za nami świętéj Barbary Panny i Męczenniczki Twojéj, prosimy Cię Panie, niech nas od wszelkich przeciwności zasłoni; abyśmy za jéj pośrednictwem przenajświętszy Sakrament Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa, w zbliżającéj się chwili zejścia naszego, przez prawdziwą pokutę i szczerą spowiedź, przyjąć byli godni. Który z tobą żyje i króluje…. i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1073–1076.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 957

Bądźmy wdzięczni świętej Barbarze za jej wstawienie się do Boga o łaskę, ażebyśmy w godzinie śmierci zdążyli przyjąć sakramenta święte. Śmierć jej była nadzwyczaj przykra i bolesna, Bóg przeto obiecał być miłosiernym dla tych, którzy w niebezpieczeństwie życia lub w godzinę śmierci błagać będą o jej przyczynę. I my w godzinie śmierci tęsknić będziemy do miłosierdzia Bożego i przyjęcia sakramentów świętych, przeto rozważajmy dokładnie stan ciała i duszy naszej.

  1. W godzinę śmierci, o której tyle tylko pewna, że jedynemu Bogu jest wiadoma i że prędzej wybije aniżeli myślimy, w tej godzinie ciało nasze strasznie cierpieć będzie, gdy przyjdzie chwila rozłączenia z duszą, z domownikami, z rodziną, z mieniem doczesnym i z nie wykonanymi planami; straszne też będą boleści tego przymusowego rozdziału ciała i duszy, gdy ciało pocznie stygnąć, ćmić się w oczach, gdy pot śmiertelny zacznie występować na czole, usta schnąć, oddech ustawać, w gardle chrobotać. Jakże wtedy zatęsknimy za przyjacielem, wszechmocnym pocieszycielem, który by nas pokrzepił i dodał nam siły do poniesienia ofiary życia! Jedynym takim pocieszycielem jest Jezus utajony w Przenajświętszym Sakramencie. Oby nas w godzinie śmierci raczył pocieszyć i po krzepić!
  2. W godzinie śmierci westchnie dusza nasza z psalmistą Pańskim: „Objęły mnie bóle śmiertelne, niebezpieczeństwa piekła mnie opadły, opanował mnie smutek i utrapienie”. Sumienie ukaże nam popełnione grzechy, nie dotrzymane śluby, zaniedbane obowiązki względem Boga, siebie i bliźnich. Diabli kusić się będą o zachwianie naszej wiary, nadziei i odniesienie nad nami zwycięstwa. Święty Franciszek Salezy mówi: „Grzechy, które dotychczas wydawały ci się małymi, spiętrzą się w twych oczach jak wysokie góry, a coś tylko uczynił uczciwego, zda ci się drobnym i niedostatecznym”. Już minęła pora poprawy; wieczność otwiera przed nami swe wrota, czeka nas sąd i wyrok nieodwołalny. Któż nas w tej strasznej godzinie zdoła pocieszyć, ocalić, pokrzepić? Nikt inny, jak tylko Bóg-człowiek, Pan nasz Jezus Chrystus, utajony w Przenajświętszej Hostii. Błagajmy więc, aby za przyczyną świętej Barbary w tej ważnej chwili do nas zawitać raczył.
Tags: św Barbara „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik więzienie śmierć
2020-12-09

Św. Leokadii, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 30;.

(Żywot jéj znajduje się u Bolandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święta Leokadya Męczenniczka, w wielkiéj czci w Hiszpanii będąca, była rodem z tegoż kraju z miasta Toledo, i pochodziła z bardzo znakomitéj i zamożnéj rodziny. Przyszła na świat przy końcu trzeciego wieku. Ponieważ rodzice jéj byli to wzorowi chrześcijanie, więc od najmłodszych lat w cnotach ją wyćwiczyli, co im z wielką przychodziło łatwością, gdyż Leokadya od kolebki łaskami Boskiemi uprzedzona, w tém tylko znachodziła upodobanie co się do chwały Bożej odnosiło. Modlitwa, czytanie ksiąg pobożnych, uczęszczanie do kościołów i spełnianie uczynków miłosierdzia, byłyto jéj najulubieńsze rozrywki. Sławna w całém mieście z powabnéj urody, niepospolitemi zdolnościami obdarzona, a stosownie do zamożności jéj rodziców, jak najstaranniéj wychowana, mogła świetnie odznaczyć się wśród światowego życia. Lecz o ile to od niéj saméj zależało, stroniła od zabaw światowych, i w wielkiém żyła odosobnieniu. Dziewicza jéj skromność malująca się w jéj postawie i wielkie dla ubogich miłosierdzie, u samych pogan, których miasto Toledo było podówczas pełne, jednały dla niéj największy szacunek.

Tak tedy Leokadya żyła w domu rodziców jakby zakonnica, kiedy przybył do Toledu Dacyan, Wielkorządca cesarski w Hiszpanii, przysłany tam przez Dyoklecyana i Maksymiana, z najsurowszym rozkazem powstrzymania szerzącéj się w tym kraju wiary, i zmuszenia do odstępstwa od niéj tych którzy już ją przyjęli. Byłto człowiek, znany w całém państwie ze swojego barbarzyństwa i zawziętości na chrześcijan. Skoro objął rządy w Hiszpanii, zaczął od najokrutniejszego prześladowania wiernych. Szczególnie gdy osobiście przybywał do jakieo miasta, na każdym prawie placu wznosił rusztowania z narzędziami męczeńskiemi, wnet więzienia przepełniał chrześcijanami, a krew świętych Męczenników strumieniami się lała.

Przyjechawszy do Toledo, kazał na nowo ogłosić wyroki cesarskie, i pod karą śmierci zakazał oddawać czci innemu Bogu jak bożkom pogańskim. Przytém, kazał sobie podać najdokładniejszy spis wszystkich o których można było przypuszczać że wyznają Chrystusa, aby na nich niezwłocznie zwrócił swoję uwagę. Gdy mu takowy podano, spostrzegł że pierwszą wymieniona tam była Leokadya, i spytał dla czego na czele wszystkich innych, wymieniono młodą jakąś dziewicę. Odpowiedzieli mu jego podwładni, że uczynili to dlatego iż była ona córką najznakomitszéj rodziny w Toledo, któréj przodkowie pierwsze w tym kraju piastowali urzędy; że przytém byłato osoba i wysoko wykształcona i powszechnie poważana, więc jéj wpływ jako chrześcijanki, był szczególnie dla pogańskiéj religii szkodliwym. Zrozumiał téż Dacyan, że byle ją przywieść mógł do odstąpienia wiary chrześcijańskiéj, najprędzéj się to przyczyni do odstręczenia od niéj drugich ido zachwiania w męstwie innych Wyznawców. Kazał więc ją zawezwać do siebie niezwłocznie.

Zawiadomiona o tém Leoksdya, przewidywała co ją czeka. Upadłszy tedy na kolana w swojéj domowéj kapliczce, w któréj zwykle się modliła, ponowiła ślub dziewictwa który oddawna była uczyniła; zaofiarowała przy nim Panu Jaznzowi i życie swoje, a poleciwszy się w szczególny sposób przenajświętszéj Pannie, do któréj od najmłodszych lat wielkie miała nabożeństwo, udała się do pałacu wielkorządcy. Dacyan najprzód przyjął ją bardzo uprzejmie, i z wielką układnością rzekł do niéj: „Wiem z jak znakomitego rodu pochodisz, i jak wysokie zasługi w kraju położyli twoi przodkowie. Wiele mi także mówiono o osobistych twoich zaletach, dla których wszyscy mieszkańcy tego miasta mają dla ciebie wielki szacunek. Zamierzam donieść o tobie cesarzowi, aby cię zawezwał na dwór swój, gdzie będziesz mogła wyjść za mąż odpowiednio do twojego wysokiego urodzenia. Wprawdzie niektórzy, widać źle ci życzący, oskarżyli cię przede mną że jesteś chrześcijanką, lecz poczytałem to za oszczerstwo i wierzyć im nie chciałem. Nie mogę bowiem przypuszczać, aby osoba twojego stanu i tak starannie wykształcona, dała się wciągnąć do sekty, na którą z obrzydzeniem każdy poczciwy człowiek patrzy i która w całém państwie jest najsurowiéj zakazaną.”

Święta Leokadya wysłuchawszy téj przemowy spokojnie, a rozumiejąc dobrze do czego ona zmierza, odpowiedziała wielkorządcy: „Wdzięczną ci jestem, za mniemanie jakie masz o mnie i za pochwały jakie oddajesz mojej rodzinie. Lecz wielce mnie zasmuca niekorzystne uprzedzenie jakie masz o chrześcijanach, i to wyrażenie pogardliwe jakiego używasz mówiąc o wyznaniu naszém. Ci tylko dla téj religii nie mają szacunku, którzy jéj nie znają: sam bowiem zdrowy rozsądek przywieść by powinien każdego do uznania że tylko religia chrześcijańska jest religią prawdziwą. Tak zwani bogowie cesarstwa, sąto bożyszcza urojone, których wyobrażenie wysnute jest z najdziwaczniejszych baśni. Trzeba być obranym ze zdrowych zmysłów, aby bóstwo upatrywać w tych istotach, które pogaństwo bogami ogłasza. Nauka chrześcijańska jedynie przywodzi nas do poznania téj najwyższéj Istoty która jest prawdziwym Bogiem wszechmocnym i nieśmiertelnym, i według jéj zasad prawdziwa szlachetność, o którą się ubiegać powinniśmy, nie zawisła na świetnych przodkach i dawności rodu, lecz na wiernéj służbie temuż Bogu. Najwyższym zaszczytem dla człowieka, jest służyć Mu wiernie.” I przydała w końcu: „Co do mnie innego Boga uznawać nigdy nie będę, gdyż chrześcijanką jestem i nią do śmierci pozostać pragnę.”

Święta z taką mocą te wzniosłe prawdy wypowiedziała, że wszyscy obecni temu jéj u wielkorządcy posłuchaniu, nie tylko zdumieni zostali tak wielką odwagą, lecz zdawali się podzielać jéj zdanie. Dacyan zaś widząc iż łagodne środki do jakich się z razu uciekł, zadając gwałt swojemu zwykłemu okrucieństwu, na nie mu się nie przydały, wpadł w złość najgwałtowniejszą, i zawołał do Leokadyi: „Nędznico, niegodnaś rodu z którego pochodzisz”, a potém zwracając się do katów których zawsze miał przy sobie, krzyknął do nich: „Ponieważ ona uznaje się być służebnicą Galilejczyka, który umarł haniebnie na krzyżu, niech i ona do rzędu niewolnic należy.” I wydał wyrok aby ją kijami do połamania kości zbito. Wykonano to z największém barbarzyństwem: ciało jéj po chwili pokryło się ranami, z których krew na ziemię spływała. Lecz podczas téj okrutnéj katuszy, Święta ani jęku nie wydała i nie okazała najmniejszego znaku boleści. Owszem, niebieska radość malująca się na Jéj obliczu, objawiała niewymowne pociechy jakiemi wtedy Pan Jezus zalewał jéj serce. Ze wzniesionemi oczami do Nieba głośno się modliła, dziękując Panu Bogu za łaskę cierpienia dla Jego chwały. Tyran zaś, który nie chciał aby w téj męce umarła, kazał ją odprowadzić do więzienia i Zamknąć w ciemnéj piwnicy, zamierzając zadać jéj straszniejsze jeszcze katusze. Gdy ją prowadzono, ujrzała chrześcijan płaczących nad nią: „Mili bracia, rzekła do nich, nie płaczcie, a raczéj dziękujcie Panu Bogu za łaskę jaką mi daje cierpieć za Jezusa Chrystusa mojego Boskiego Oblubieńca, i proście Go aby mnie do końca nie opuszczał.”

Zamknięta w ciemnéj piwnicy przez czas dość długi, Leokadya dzień i noc błogosławiła Pana, i więzienie swoje poczytywała sobie za większe szczęście, niż gdyby mieszkała w najpyszniejszym w świecie pałacu. Trzymano ją tak przez kilka miesięcy, niedozwalając się widzieć z nikim, ani ją wzywając na nowe badania, jakby zapomniano o niéj zupełnie. Jeden tylko z nadzorców więziennych, który jéj przynosił nędzny posiłek, i był dość dla chrześcijan przychylny, za każdém przyjściem wdawał się z nią w rozmowę: z téj dowiadywała się ona jak srogie prześladowanie chrześcijan coraz bardziéj się szerzyło, i jak coraz większa liczha wiernych w największych mękach ponosiła śmierć za Chrystusa. Między innemi dowiedziała się była także, jakich barbarzyńskich okrucieństw dopuścili się poganie nad świętą Eulalią, która w Merydzie, mieście nie bardzo ztamtąd odległém, koronę męczeńską zdobyła. Przejęło to ją świętą zgrozą, z powodu tak wielkiego ucisku Kościoła, lecz oraz i tak żywém pragnieniem poniesienia także śmierci męczeńskiéj, że upadłszy ns kolana, z najwyższą gorącością ducha błagała Boga aby i ją to szczęście jak najprędzéj spotkało. Nie miała przy sobie ani krzyża, ani żadnego wizerunku świętego. Palcem więc, na twardym kamieniu, który był przed nią, zrobiła znak krzyża, i ten pozostał cudownie wyryty jakby żelazném dłutem. Na widok tego cudu, wpadła w zachwycenie, i w tejże chwili skonała. Umarła 9-go Grudnia roku Pańskiego 303.

Cisło jéj znaleziono przy tym kamieniu na którym krzyż wyżłobiła, a poganie wyrzucili je najprzód na pole dla pożarcia przez dzikie zwierzęta, lecz późniéj chrześcijanie tajemnie uniosłszy te Relikwie święte, niedaleko ztamtąd ze czcią je pogrzebali.

Z upływem czasu, w mieście Toledo aż trzy kościoły stanęły pod jéj wezwaniem: jeden w miejscu gdzie był dom w którym mieszkała, drugi gdzie było jéj więzienie, a nad jej grobem trzeci. W tym ostatnim następujący cud miał miejsce. W dniu w którym obchodzono święto błogosławionéj Leokadyi, król wtedy panujący Reselwindus, był obecny wraz z całym swoim dworem nabożeństwu na którém wiele ludu się znajdowało. Święty Ildefons, ówczesny Biskup Toledański, po skończonéj Sumie którą celebrował, otoczony liczném duchowieństwem, ukląkłszy modlił się przed grobem świętéj Leokadyi. Samo wieko marmurowe przykrywające jéj zwłoki, było tak ciężkie, żeby go trzydziesta ludzi ledwie udźwignąć mogło. Otóż, nagle wieko to podniosło się samo i święta Leokadya wyszła z grobu cała okryta białym welonem, i rzekła do świętego Biskupa: „Błogosławionyś ty Ildefonsie, że masz tak wielkie i serdeczne nabożeństwo do przenajświętszéj Panny Matki Boga, i żeś tak dzielnie i skutecznie bronił Jéj chwały i Jéj niezrównanych przywilejów przeciwko jéj nieprzyjaciołom. Ukochany od Maryi synu, nie ustawaj w czci Jéj i pobudzaj wszystkich do oddawania takowéj téj Królowéj Nieba i ziemi, a za to miéj nadzieję że zawsze otrzymasz to o co prosić będziesz przez Jéj wszechwładne pośrednictwo.” Gdy to usłyszeli obecni, wszyscy padali na twarze, uderzeni tym wielkim cudem, a święty Ildefons tak się do Świętéj odezwał: „O! święta dziewico! któraś wzgardziwszy życiem dla miłości Boga, panujesz z Nim zato na wieki w Niebie. O! błogosławione miasto, w którém urodziłaś się i któreś uświęciła twojém męczeństwem: wejrzyj na nie z przybytków niebieskich, w których się znajdujesz, wesprzyj pośrednictwem twojém i twoich współziomków i króla, którzy tak nabożnie obchodzą święto twoje.” Po tych słowach święta Leokadya zaczęła powoli napowrót wstępować do grobu, a święty Ildefons wziąwszy miecz, który mu król podał, odciął kawałek welonu którym była okryta, dla zachowania go na pamiątkę tak wielkiego cudu. Poczém Święta położyła się w grobie, i wieko się ze nią zawarło. Kawałek tego welonu, po dziś dzień w tymże kościele Toledańskim przechowują.

Pożytek duchowny

Święta Leokadya, zamknięta w więzieniu, niemając żadnego wizerunku świętego przed oczyma, palcem cudownie wyryła na kamieniu znak krzyża świętego. Staraj się abyś przez żywe nabożeństwo do Chrystusa na krzyżu dla ciebie umarłego, wizerunek krzyża świętego ciągle w pamięci i w sercu twojém miał wyrytym.

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionéj Leokadyi Dziewicy i Męczenniczki Twojéj, prosimy Panie niech modlitwy i zasługi nas wspierają, aby ta, która za wyznanie imienia Twojego, więzienie i śmierć poniosła, swojém pośrednictwem od wiecznego więzienia nas uchowała. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1062–1065.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 978

Święta Leokadia, zamknięta w więzieniu, nie mając żadnego świętego wizerunku przed oczyma, palcem cudownie wyryła na kamieniu znak krzyża świętego. Starajmy się, abyśmy przez żywe nabożeństwo do Chrystusa na krzyżu dla nas umarłego, wizerunek krzyża świętego ciągle w pamięci i w sercu mieli wyryty.

Św. Piotr apostoł mówi, że Chrystus dlatego tak dużo za nas cierpiał, abyśmy szli krwawymi Jego śladami; przez Mękę swoją daje nam przykład i uczy, że życie nasze doczesne jest cierpieniem, a drogi jego są naznaczone śladami łez naszych, ale Męka Jezusa Chrystusa udziela nam obfitych łask, że nasze krwawe ścieżki stają się jedyną naszą słodyczą, po których idąc, zdążamy do bramy Niebios. Ojciec Jego niebieski pokazuje Go przybitego do krzyża, mówi do każdego chrześcijanina: Patrz na ten wizerunek, wystawiony na górze Kalwarii, i wyraź Go na sercu swoim. Nie będziesz zaliczony do mieszkańców Nieba, jeżeli w cierpieniach nie będziesz podobny Chrystusowi ukrzyżowanemu; On bowiem na krzyżu wysłużył ci krwią swoją przeznaczenie do Nieba, aby zaś Męka Chrystusowa cię zbawiła, potrzeba, abyś w niej położył swą ufność i połączył swoje małe krzyżyki z Jego ciężkim krzyżem.

Tags: św Leokadia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup dziewica męczennik
2020-12-02

Św. Bibiany, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 362.

(Żywot jej wyjęty jest z Akt męczeńskich kościoła Rzymskiego.)

Święta Bibianna pochodziła z rodziny Rzymskiéj, któréj kilku przodków piastowało najwyższe urzędy w tém państwie, a z rodziców tak świątobliwych, że oboje śmierć męczeńską za wiarę ponieśli, równie jak i jéj siostra rodzona święta Demetryada. Bibianna przyszła na świat w połowie IV wieku. Ojciec jéj Flawian, był wielkorządcą Rzymskim, to jest najwyższym urzędnikiem w cesarstwie. Podczas okrutnego prześladowania chrześcijan, wszczętego przez cesarza Juliana odstępcę, gdy go zmuszano do wyrzeczenia się wiary, Flawian mężnie przy niéj stojąc, został z godności swojej złożony, z przywilejów patrycyusza Rzymskiego odarty, i skazany na niewolnika. Nie dość na tém: okrutny tyran prześladujący podówczas Kościół, pastwiąc się z większém jeszcze barbarzyństwem nad tym mężnym wyznawcą Chrystusa, zasłał go do ciężkich robót, na zabójczych bagniskach w Toskanii, wydając przytém wyrok aby go jak ostatniego zbrodniarza wypalonym na czole znakiem do reszty zhańbiono. W tych ciężkich robotach, gdzie się z nim, a także z rozkazu cesarskiego, surowiéj niż ze wszystkiemi złoczyńcami obchodzili, poniósł on śmierć męczeńską, któréj pamiątkę Kościoł obchodzi w dniu 22 Grudnia.

Małżonka jego Dafroza, matka świętéj Bibianny, równiéż jak mąż jéj wytrwała w wierze świętéj, ściągnęła na siebie gniew odstępcy. Najprzód uwięził ją we własnym jéj domu, a gdy widział że święta ta niewiasta przemódz się tém nie daje, zagrabił cały Jej wielki majątek, i zamknął znowu z dwiema córkami pod ściślejszą jeszcze strażą w osobném więzieniu, i chciał głodem umorzyć lub do odstępstwa od wiary przywieść. Nareszcie gdy i takiemi katuszami nie zachwiał Jéj stałości, skazał ją na ścięcie. Święta Dafroza poniosła śmierć męczeńską 4 Stycznia i w tymże dniu obchodzi się jéj święto.

Po śmierci świętego Flawiana i świętéj Dafrozy, rodziców Bibianny, nasza Święta wraz z siostrą swoją Demetryadą, pozostały w więzieniu, podobnegoż losu spodziewając się. Na miejsce ich ojca, cesarz Julian wyniósł był na godność wielkorządcy Rzymskiego niejakiego Aproniusza, swojego najpierwszego oblubieńca, równie jak on przejętego błędami i zabobonami pogańskiemi, zawziętego wroga imienia chrześcijańskiego, a w całém państwie znanego z rozpustnego życia i barbarzyńskiego okrucieństwa. Jemu téż Julian całą sprawę Flawiana powierzył, on ją z największą przeciw niemu zawziętością prowadził, on i świętą Dafrozę skazał na śmierć, a teraz miał znowu całe swoje barbarzyństwo wywrzeć, na pozostałych po nich dwóch córkach Bibiannie i Demetryadzie. Do jego zaś tém większéj na nie zawziętości, przyczynił się jeszcze i następujący wypadek.

Pod tęż porę zaślepł on na jedno oko. Zausznicy wmówili w niego (co im nie trudno było gdyż i on sam najpotworniejsze miał o chrześcijanach wyobrażenie), że w skutek to czarów któremi chrześcijanie ciągle się posługują, i w których nadzwyczajną posiadają biegłość, przyprawiony został o to kalectwo. To większą jeszcze zapalczywość wzbudziło w Aproniuszu przeciw wiernym, a szczególnie przeciw Bibiannie i Demetryadzie, których rodziców niedawno był pomordował, i wnosił że mszcząc się to za nich głównie, chrześcijanie ślepotę na niego zesłali.

Kazał więc stawić obie święte dziewice przed sobą, a zwykle srogi i straszny dla chrześcijan, tą razą do najwyższego stopnia był rozwścieklony. Skoro więc one stanęły przed nim okute w kajdany i otoczone strażą, oświadczył im groźnie, że albo w tejże chwili uczynią uroczyste wyrzeczenie się wiary w Jezusa Chrystusa, i oddadzą publicznie cześć bożkom, albo ulegną surowszéj jeszcze karze niż ich rodzice, i zakończą życie w najcięższych mękach. Przemawiał zaś w ten sposób zasiadając na swoim trybunale, przy którym stały różne narzędzia jakiemi męczono wytrwałych w wierze chrześcijan, i straszne maszyny na których łamano im kości, odzierano ze skóry, szarpano w kawałki ciało, albo darto żelaznemi hakami; a na które Bibianna i Demetryada patrzały. Wszakże nie zachwiało to wszystko tych godnych córek rodziców, którzy tylko co za Chrystusa śmierć ponieśli. Wychowane od dzieciństwa jak najpobożniéj, wśród dostatków w jakie przedtém w domu rodziców opływały wiodąc życie nadzwyczaj umartwione, rozmiłowane w cnocie świętéj czystości, którą miały postanowienie do śmierci zachować, nie przelękły się ani mąk; ani śmierci, któremi groził im tyran. Po przemowie do nich Aproniusza, święta Bibianna rzekła do niego: „Czei bożkom pogańskim oddać nie możemy, gdyż wyznajemy tylko jednego Boga prawdziwego, Stworzyciela Nieba i ziemi, a któremu cześć oddają chrześcijanie. Mam nadzieję że i mnie i siostrze mojej, udzieli On łaski Swojéj, abyśmy zapowiedzianych nam przez ciebie mąk nie ulękły się, gdyż za najwyższe szczęście poczytamy sobie, jeśli się staniemy uczestniczkami tychże koron niebieskich, jakich w skutek twojego okrucieństwa dostąpili nasi najdrożsi rodzice.”

Wtedy wielkorządca kazał je odprowadzić do więzienia i głodem morzyć, spodziewając się że tym sposobem znękane, ulegną jego woli. Lecz wszystko było próżném, a po kilku dniach tych katuszy okrutnych, Demetryada młodsza od Bibianny i wątlejszego zdrowia, na jedném z posłuchań przed Wielkorządcą, na których ciągle a napróżno straszył je i męczył, padła przy nogach siostry, i Bogu ducha oddała. Na samę więc już Bibiannę, zwrócił Aproniusz swoję zawziętość, a złość jego i rozpusta, nową, a najdolegliwszą dla niéj wymyśliła próbę.

Była podówczas w Rzymie, niegodziwa kobieta nazwiskiem Rufina, trudniąca się nakłanianiem do rozpusty młode dziewice, i słynąca ze swego piekielnego rzemiosła. Ta za wielką nagrodą przyobiecaną jéj od Wielkorządcy, podjęła się przywieść Bibiannę nietylko do odstępstwa od wiary, lecz i do grzechu wszeteczności. W jéj więc szatańskie ręce oddał Aproniusz świętą dziewicę, dozwalając onéj kobiecie robić z nią co się jéj podoba, byle ją przywiodła do uległości rozkazom tyrana.

Co wycierpiała Święta do tego ziemskiego piekła zawiedziona, trudno sobie wystawić! Sam pobyt w tak ohydném miejscu, był już dla niéj najcięższą męką. Rufina bowiem, używała wszelkich środków aby ją skłonić do grzechu. Prowadziła w jéj obecności rozmowy najnieskromniejsze, urządzała tego rodzaju wszeteczne zabawy, na które sprowadzała najzepsutszą młodzież i podobneż kobiety. To znowu, przemawiała do niéj najpochlebniejszemi słowy, zachęcając aby za mąż wyszła, stręcząc jej świetne związki, przyrzekając w imieniu Wielkorządcy powrócenie całego majątku zagrabionego jéj rodzicom, byle zadosyćuczyniła jego woli. A przeciwnie, groziła jéj największém nieszczęściem, jeśli przy swoim jak go nazywała uporze trwać będzie.

Gdy takiemi środkami nic wskórać nie mogła, a Bibianna, wsparta łaską Bożą wszystkie te szatańskie pokusy przezwyciężała mężnie, Rufina uciekła się do innych środków. Zaczęła obchodzić się z nią w sposób najokrutniejszy: kazała codziennie bić ją ołowianemi knutami, morzyła ją głodem, i jakie tylko barbarzyństwo jéj mogło wymyśleć męki, zadawała je Bibiannie, gdyż ją do wszystkiego upoważnił był Aproniusz. Lecz Święta dziewica, dla któréj ten rodzaj ciężkich cierpień był bez porównania mniéj dolegliwém od poprzedzającego, wszystko to przeniosła z niezachwianém męstwem i z największą cierpliwością, owszem pełna była świętéj radości, że cierpi za Chrystusa.

Widząc więc Rufina, iż wszelkie jéj usiłowania były daremnemi, oznajmiła Wielkorządcy że Bibianna niczém nie da się odwieść od wiary. Ten zaś również i sam przekonany o tém, a rozgniewany że na początku jego urzędowania spotyka go tak dla niego niepomyślny obrót sprawy któréj prędkiego końca domagał się cesarz, skazał Bibiannę na bicie ołowianemi knutami, dopóki wśród téj męki nie wyzionie ducha. Spełniono ten barbarzyński rozkaz w sposób najokrutniejszy. Z pokrytego ranami ciała Świętéj, lała się krew strumieniem, a samo ciało odlatywało kawałami. Lecz Bibianna jakby żadnego bolu nie czuła, mając ciągle oczy w górę wzniesione, modliła się głośno, potém coraz ciszéj, i wśród téj katowni poszła do Nieba, gdzie ją podwójna, bo dziewictwa i męczeńska korona czekała,

Śmierć jéj nastąpiła przy końcu Listopada roku Pańskiego 362, a że nieco późniéj dnia 2 Grudnia ciało jéj, pewien świątobliwy kapłan nazwiskiem Jan, złożył w grobie gdzie już spoczywały zwłoki jéj rodziców i siostry, więc dziś Kościół jéj pamiątkę obchodzi. Na témże miejscu późniéj wzniesiona została Bazylika pod jéj wezwaniem, która dotąd jest jedną z najwspanialszych w Rzymie.

Pożytek duchowny

Tak jak świętą Bibiannę, wystawioną na najszpetniejsze pokusy w domu niegodziwéj Rufiny, wspierając Pan Bóg łaską Swoją, obronił od wszelkiego upadku, tak wspierać raczy każdą duszę, w mimowolnych do grzechu znajdującą się okazyach. Lecz pamiętaj, że tym tylko Pan Bóg dopomaga do przezwyciężania okazyi do złego, którzy od takowéj w żaden sposób uwolnić się nie mogą tych zaś którzy się na nią lekkomyślnie narażają, opuszcza.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! dobra wszelkiego dawco! któryś w służebnicy Twojéj Bibiannie, z kwiatem świętego dziewictwa, palmę męczeńską połączył; za jéj pośrednictwem, dusze nasze przez miłość Twoję z Sobą racz zjednoczyć, abyśmy przezwyciężając wszelkie do zbawienia przeszkody, nagrody wiekuistéj dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1040–1042.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 951

Nie rozłączajmy się z tą świętą rodziną, której żywot powyżej opisaliśmy, dopóki nie zbudujemy się nauką, jaką nam dała swym życiem. Jakaż jest owa nauka?

  1. Nie godzi się zbytnio miłować świata, gdyż świat jest wierutnym kłamcą; łudzi nas obietnicą rozkoszy, przyjemności, zabaw, pochwał, zaszczytów, wziętości u ludzi, zaspokojenia żądz zmysłowych. Spojrzyj tylko w oczy i w serce tych, którzy go miłują. Jedni nadęci są pychą i dumą, która ich czyni porywczymi i nieczułymi, inni żółkną z nienawiści, zazdrości i gniewu, że drugim lepiej się powodzi. Są i tacy, którzy w wy godach i bezczynności do tego stopnia zniewieścieli, że ustawicznie skarżą się na śmiertelne nudy. Inni są opętani nieszczęsnym duchem lubieżności i spieszą od rozkoszy do rozkoszy, póki nadużycie nie podkopie ich zdrowia i nie przyprawi ich o śmierć. Takimi to obietnicami wabi nas świat, byle byśmy się wyrzekli wiary katolickiej, jako też nadziei w spadek Chrystusowy, i byle byśmy bili pokłony przed jego bożyszczami. Świat nęci nas dobrami doczesnymi, abyśmy się wyrzekli wiekuistych; wskazuje nam przemijające rozkosze, abyśmy je odpokutowali w miejscu męczarni wiekuistej. Odwróćmy oczy od świata.
  2. Nie lękajmy się świata. Cóż nam może wziąć, w czym nam może zaszkodzić? Tylko w tym chyba, do czego mu dał moc Ojciec nasz niebieski, drogi nasz przybity na krzyżu Zbawiciel. Ale wolno światu tylko tyle nam uczynić, ani o włos więcej, ile jest potrzebne dla dobra naszego, ile jest korzystne i pożyteczne dla zbawienia naszego. Mądrość Ojca niebieskiego dopuścić może, że świat nas nienawidzi, że nami gardzi, że nas znieważa i szkodzi nam na sławie, pozbawia nas majątku, wtrąca do więzienia, jak tego doświadczyła rodzina Flawiana; ale dobroć i wszechmoc Boga stokrotnie nam to wynagrodzi, pokrzepi duszę, doda sił woli naszej i ostatecznie sprawi, że w tym kielichu, zaprawionym według zdania świata goryczą, znajdziemy nadprzyrodzoną słodycz i osadzeni w ciemnym więzieniu nucić będziemy hymny opiewające chwałę Bożą. Nie lękajmy się świata; weźmie on nam tylko to, co nam i tak śmierć zabierze. Jeśli Bóg nas rychlej od tych cierpień nie oswobadza, czyni to dlatego, że cierpienia te służą na dobro i korzyść naszą.
Tags: św Bibiana „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik cierpienie
2020-11-28

Bł. Salomei, Królowéj Halickiéj

Żyła około roku Pańskiego 1269.

(Żywot jéj wyjęty jest z kronik klasztoru Klarysek świętego Jędrzeja w Krakowie przez nią założonego, i w którym była zakonnicą.)

Święta Salomea córka króla polskiego Leszka białego i Grzymisławy księżniczki ruskiéj, siostra rodzona Bolesława Wstydliwego, przyszła na świat roku Pańskiego 1202. Tak bogobojnie była wychowaną, a oraz tak wcześnie rozwinął się w niéj rozum dojrzały, że zaledwie miała lat trzy, kiedy za zezwoleniem nawet rodziców, poślubiła Panu Jezusowi dziewictwo dozgonne.

Andrzéj Król Węgierski, z powodów politycznych, życzył sobie aby ją pojął za żonę syn jego Koloman. Z razu król Leszek jéj ojciec, zgodzić się na to nie chciał, a gdy Andrzéj domagał się tego groźnie, odpowiedział mu: „Uczynić tego nie mogę, bo jest Bogu ślubem czystości poślubiona, a większa jest moc króla Niebieskiego nad moc króla Węgierskiego.” Lecz gdy z tego powodu, miało przyjść do wojny z Węgrami, i cały kraj na ciężką wystawić klęskę, panowie i szlachta wymogli na królu, że Salomeę zaręczył z książęciem Kolomanem, i gdy miała rok czwarty, odesłał ją na dwór węgierski, gdzie wraz z narzeczonym swoim, także jeszcze dzieckiem, dalsze wychowanie brała. Uczyniono zaś to z przekonania iż tak ważne pobudki dostatecznemi były do zwolnienia od ślubu czystości Salomeę, tém bardziéj że dzieckiem była czyniąc takowy. Lecz ona z Boskiego natchnienia jakie już wtedy odebrała nie traciła nadziei, że pomimo tego da jéj Pan Bóg pozostać Mu wierną: co téż nastąpiło.

Wzrastając więc obok swojego przyszłego małżonka, i razem z nim jak brat z siostrą wychowując się, młodziutka ta dziewica, a już ducha Bożego pełna, starała się rozżywiać w sercu Kolomana żywą pobożność: zachęcała go szczególnie do wielkiego do Matki Bożéj jako szczególnéj opiekunki czystości nabożeństwa, i rozbudzała w nim coraz większą miłość téj cnoty, a w sobie i w nim przestrzegała jéj najsurowiéj, z roztropnością jéj wiek przechodzącą. Pan Bóg téż błogosławił téj wiernéj Swojéj oblubienicy, i Koloman wykształcił się na młodzieńca i pobożnego i wielce w cnocie świętéj czystości ugruntowanego i rozmiłowanego.

To téż, gdy doszedłszy do lat właściwych, związkiem małżeńskim poślubieni zostali uroczyście, nietrudno było świętéj Salomei wymódz na swoim małżonku wspólne ponowienie ślubu, którym w latach dziecinnych przebywając jeszcze w domu rodziców, związała się była, a którego możność dochowania, od téj pory bezustannie Matce Bożéj polecała. Skoro związek małżeński zawarli, Salomea rzekła do swego małżonka: „Kolomanie, nietrwałą jest uciecha tego świata, różne nieprzyjazne koleje, w jednéj chwili pozbawić jéj mogą. Same tylko cnoty chrześcijańskie i życie pobożne, mogą zapewnić człowiekowi i tu spokéj sumienia, i w niebie wieczne i nieprzemijające szczęście. Roskosze zmysłowe, rychło o niesmak przyprawiają tych którzy się im oddają, i nie mogą iść w żadne porównanie z uciechami w jakie opływają dusze w czystości, dla miłości Boga, żyjące; gdyż żadna inna cnota nie jednoczy duszy naszéj tak ściśle z Panem Jezusem, jak cnota dziewictwa. Jeśli więc dla miłości Jego i my jéj dochowamy w stanie naszym małżeńskim, On za to tém ściśléj połączy serca nasze przywiązaniem duchowém, i da nam dostąpić w Niebie wieńców wiecznéj nagrody, w których niepokalanemu Barankowi śpiewać będziemy hymn nieustającéj chwały, będąc najbliżéj Niego, z najwybrańszemi duchami. O tém cię Kolomanie upewniam śmiało, bo to sam Zbawiciel przyrzekł.” Słowa te, sam Duch Święty zaniósł do serca pobożnego Kolomana, który zgodził się na poślubienie wraz z Salomeą dozgonnéj czystości, i oprócz tego wielcy wielbiciele świętego Franciszka Serafickiego, zostali Tercyarzami, według podanéj przez niego trzeciemu zakonowi Reguły. Całą pierwszą noc po zawarciu małżeństwa a po uczynionym ślubie dziewictwa, przetrwali na gorącéj modlitwie, polecając swoje zobowiązanie się szczególnie opiece Panienki Niepokalanéj Maryi przenajświętszéj, a z głębi serca powtarzali te słowa Psalmu Dawidowego: „Panie wypal ogniem miłości Twojéj, pożądliwość w ciele naszém i w sercu” 1.

Lecz do modlitwy o zachowanie poślubionéj Panu Bogu cnoty, przydawała święta Salomea i umartwienia ciała, posty, czuwania i włosiennicę, wiedząc że bez podobnych środków nad zmysłami trudno zapanować. Każdéj nocy wstawała na długą modlitwę co widząc książe jéj małżonek a obawiając się aby zbytnim czuwaniem nie szkodziła swemu zdrowiu, upominał ją o to mówiąc: „Kochana Salomeo, wiem że do modlitwy budzi cię gorąca miłość Boga, i że na niéj wielkiéj doznajesz pociechy 1 wielkie łaski sobie upraszasz; obawiam się jednak, abyś już nie zanadto trapiła swoje ciało, i nie upadła zupełnie na siłach.” Lecz inu na to pokornie a tak przekonywająco odpowiedziała Święta, że jéj Koloman już i tych i innych umartwień nie wzbraniał. Ona zaś szczególnie zaczęła je podwajać, gdy razu pewnego prosząc Pana Boga aby jej dopomógł do śmierci wiernie ślub swój dochować, usłyszała głos z Nieba do niéj mówiący. „Już się spełniło 2, modlitwa twoja wysłuchaną jest przed obliczem Pańskiém, o co prosisz wszystko otrzymasz.” Wszakże wkrótce potém przekonała się jak pomimo takich łask i zabezpieczeń, chce Pan Bóg abyśmy z naszéj strony pilności w przestrzeganiu każdéj cnoty, a szczególnie najdelikatniejszéj z cnót, cnoty czystości nie zaniedbywali.

Święta, od niejakiego czasu, a najbardziéj od usłyszenia owego głosu z Nieba, ubierała się jak najskromniéj, i raczéj wydawała się jak młoda niezamożna wdowa, aniżeli żona potężnego książęcia, o co nawet przymówił był jéj raz Koloman, powiadając: „Tak się ubierasz jak wdowa, chociaż ja jeszcze żyję.” Owóż, dnia pewnego gdy książe wyjechał na łowy i pewien czas miał na nich zabawić, Salomei przyszła jakaś myśl płocha, przystroić się bardzo świetnie, w czém nawet niejakie upodobanie znalazła. „W tém gdy tak przybrana, siedziała sama w swojéj komnacie wszedł niespodzianie Koloman, prędzéj niż się spodziewała wracający do domu. Ujrzawszy ją, zapomniał na chwilę o uczynionym ślubie i tylko co go nie przełamał; lecz wsparty łaską Bożą, oparł się pokusie, i odchodząc ztamtąd rzekł mężnie i pobożnie: „O! Panie Jezu Chryste racz że uwzględnić, jak wiele mnie kosztującą, czynię Ci ofiarę.” Salomea zaś, widząc na jakie wielkie niebezpieczeństwo wystawiła ją jéj chwilowa lekkość, a z czego wyratowała ją tylko szczególna opieka Matki przensjświętszéj któréj wtedy obrony wezwała, już odtąd jeszcze się skromniéj nosiła, i w obcowaniu z księciem ostrożniejszą była. Przytém jakby na ukaranie się za tę nieroztropność, któréj nawet następstw jakie miała i przewidzieć nie mogła, nosiła ciągle na przemiany trzy włosiennice, jedne od drugiéj ostrzejsze.

Po śmierci króla Andrzeja, dwaj synowie jego podzielili się państwem, i Kolomanowi dostało się Królestwo Halickie. Na tronie tym, zasiadała z nim Salomea lat dwadzieścia pięć, przyświecając ludowi swojemu najwyższemi cnotami, i uszczęśliwiając uczynkami miłosierdzia chrześcijańskiego, które spełniała z hojnością królewską, a ogarniała niemi całe swoje kraje. Po śmierci zaś Kolomana, chociaż panowie i lud oddawali w jéj ręce rządy królestwa, zrzekła się takowych i wróciła do Polski ojczyzny swojej, w któréj panował brat jéj Bolesław Wstydliwy, a miał za żonę świętą Kunegundę. Przywiozłszy z sobą wielkie skarby przez męża jéj zapisane a oraz te które wianem jéj były, część ich użyła na założenie i hojne zaopatrzenie klasztorów, a resztę rozdawszy ubogim, sama została Klaryską w klasztorze w Zawichoście, także przez nią założonym, pod wezwaniem świętego Damiana, na pamiątkę i szczególne uczczenie pierwszego téj Reguły klasztoru w Asyżu, przez świętą Klarę założonego. Od chwili wstąpienia do klasztoru żadnéj z sióstr nie dała się przewyższyć w cnotach zakonnych, i przyświecając niemi jako Opatka przez lat dwadzieścia ośm zgromadzeniu przewodniczyła. Podczas powtórnego najazdu Tatarów na Polskę, w roku Pańskim 1260, gdy zakonnice z innemi mieszkańcami z Zawichosta uchodzić musiały, a dzicz ta zniszczyła klasztor, święta Salomea, przeprowadziła swoje zgromadzenie do Kamienia pod Krakowem i tam nowy klasztor zbudowawszy, jeszcze w nim siedem lat Panu Bogu w wysokiéj świątobliwości służyła.

Nakoniec w roku 1268, słuchając dnia pewnego Mszy świętéj uczuła się słabą, i zaraz blizką śmierć swoję zapowiedziała. Kilka dni tylko chorowała, a jak w całém życiu swojém tak i w cierpieniach jakie wtedy doznała, niezachwianą okazywała cierpliwość. Zwołała do celi, w któréj leżała, wszystkie siostry, a dając im święte upomnienia, polecała im przedewszystkiém miłość wzajemną, i chętne a doskonałe posłuszeństwo. „O przedłużenie zaś życia mojego, przydała, nie proście wcale, bo ja owszem pragnę aby mnie Pan Bóg z tego padołu wyprowadzić już raczył, i mam ufność że za przyczyną przenajświętszéj Matki Swojéj, Chrystus Pan nie odrzuci mnie od królestwa Swojego.” Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, już ciągle tylko modliła się i w Bogu słodko się zatapiała. Przed samém skonaniem ujrzano na twarzy jéj wyraz szczególnej radości, i spytano o przyczynę tego: „Widzę, odrzekła, stojącą przede mną przenajświętszą Pannę Boga Rodzicielkę” i to mówiąc ducha w Jej ręce oddała, a w tejże chwili siostry otaczające ujrzały wychodzącą z ust jéj jasną gwiazdę. Umarła dnia 17 Listopada, i tenże dzień miesiąca na jéj uroczystą pamiątkę przeznaczył Papież Klemens X, wpisując ją w poczet błogosławionych.

Pożytek duchowny

Mała płochość, której dopuściła się była błogosławiona Salomea, przystrajając się wykwintniéj, naraziła ją, jak to czytałeś w jéj żywocie, na niebezpieczeństwo przełamania ślubu czystości przez nią uczynionego. Miarkuj z tego, czém są stroje obrażające same z siebie skromność niewieścią, i jakich licznych i ciężkich grzechów stają się pobudką.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś w błogosławionéj Salomei, królestwa ziemskiego wzgardę, z kwiatem dochowanego w małżeństwie dziewictwa połączył, spraw prosimy, abyśmy za jéj przykładem, czystém i pokorném sercem Ci służąc, koronę wiecznéj chwały w Niebie nabyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1027–1029.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 913

Każdy człowiek jest pasterzem nad duszą i ciałem swoim; jest pasterzem nad zmysłami i namiętnościami, które powinien ujarzmiać. Ciało powinno być posłuszne duchowi, dusza zaś ma być posłuszna prawu Ewangelii i natchnieniom Bożym, to jest, aby się zawsze kierowała nauką i wolą Bożą. Kiedy ciało, zmysły, namiętności nie czują nad sobą rządów pasterza, zostają pod cudzym kierownictwem, to jest grzechu. Człowiek staje się najemnikiem względem swej duszy i nie ma pieczy o nią, bo tak żyje, jak gdyby go własna dusza nic nie obchodziła. Staje się najemnikiem swego ciała, kiedy mu nie zadaje żadnego umartwienia, a zmysły, wiedząc, że nie mają rządów nad sobą, pędzą jak rumak nieokiełzany, kędy im się spodoba. Kto nie panuje nad sobą, gdy widzi nadchodzącą pokusę, opuszcza owce, to jest nie wzbrania przystępu do swego serca namiętności, to ta, znalazłszy w nim miejsce, oddaje go w niewolę grzechu. Oby nam przykład takich Świętych, jak błogosławiona Salomea, oczy otworzył i nauczył nas, jak nam żyć należy.

Footnotes:

1

Psal. XXV. 2.

2

Jan. XIX. 30.

Tags: bł Salomea „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica księżna czystość Maryja małżeństwo pokuta św Kunegunda
2020-11-25

Św. Katarzyny, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 310.

(Żywot jéj był napisany przez Metafrasta.)

Święta Katarzyna z rodu cesarskiego pochodząca, mieszkała w Aleksandryi, stolicy Egiptu, w połowie IV wieku. Tak wysokie w naukach odebrała wykształcenie, że będąc młodą dziewicą stała w nich na równi z najsławniejszymi uczonymi swojego czasu. Przytém jaśniała przedziwną urodą. Lecz co prawdziwe jéj szczęście stanowiło, była doskonałą chrześcijanką.

Panujący podówczas cesarz Maksencyusz, zawzięty prześladowca chrześcijan, przybywszy do Aleksandryi, wydał najsurowszy wyrok, aby nietylko wszyscy mieszkańcy tego miasta, ale i z najodleglejszych okolic, stawili się do Aleksandryi na dzień na to wyznaczony, w którym miała się obchodzić wielka uroczystość pogańska. Gdy w skutek tego, tłumy ludu zgromadziły się na te bezbożne obrządki pod przewodnictwem Maksencyusza odbywane, Katarzyna zdjęta litością nad tak wielką liczbą dusz uwiedzionych błędami pogańskiemi, wziąwszy z sobą liczny orszak sług swoich, udała się do świątyni w któréj był cesarz, i tak do niego przemówiła: „Czy przystoi tobie o! cesarzu, który tak wielkiém państwem rządzisz, abyś ludzi śmiertelnych za bogów poczytywał? Wszak własni wasi pisarze i filozofowie, nie tają tego iż ci których lud prosty za bogi uznaje, ludźmi tylko byli, którym za niektóre dobrodziejstwa jakie wyświadczyli społeczeństwu, dla zachowania ich pamiątki stawiono posągi, a które ciemnota tylko ludów za bogów uznała. Tak znakomici pisarze jak Diodorus, Plutarch i inni świadczą o tém wyraźnie; nie wątp więc o tém cesarzu, a przykładem twoim nie prowadź tak wielu ludzi na potępienia: bo inaczéj, Bóg prawdziwy wiekuistą męką cię ukarze po śmierci. Uznaj raczéj jednego prawdziwego Boga, który ci i życie dał i koroną cię obdarzył. Słowo Jego przedwieczne, Syn Bogu Ojcu równy, wybawił nas od zguby, w jaką nas wtrącili pierwsi rodzice nasi dopuściwszy się nieposłuszeństwa przeciw Bogu. Syn Boży krzyżową śmiercią Swoją, winę naszę zmazał, otworzył nam wrota do miłosierdzia Bożego, i pokutującym zbawienie wieczne daje. Korzystaj przeto z téj łaski.”

Zdumiał się Maksencyusz na mowę takową, lecz przez wzgląd na wysoki ród Katarzyny, nie chciał od razu karać jéj za to co w jego oczach było wielkiém zuchwalstwem. Przytém ujęty jéj nadzwyczajnéj piękności urodą, poślubienia jéj powziął zamiar. Łagodnemi więc słowy przemawiając do niéj, powiedział iż rozpoczętych obrzędów musi dokończyć, a po nich zawezwie ją do siebie dla dłuższéj rozprawy.

Gdy przybyła, wiedząc że z cesarskiéj krwi pochodzi, przyjął ją z wielkiém uszanowaniem, i w pierwszych słowach jakie do niéj wymówił, zaczął wychwalać jéj piękność. Na co rzekła mu święta dziewica: „Szatani których wy za bogów macie, tak was w swoich sidłach trzymają, iż wam tylko na znikome i niegodne uwagi rzeczy otwierają oczy. Jakąkolwiek jest moja powierzchowność, jestem tylko gliną nędzną, która w proch się obróci, a jeśli podziwiasz tę postać jaką mi dał Pan Bóg, z tego byś się powinien przekonać o potędze takiego Stwórcy, i tę uwielbiać, a nie stworzeniu nikczemnemu zalety przypisywać.” Zaczął po tych słowach cesarz swojéj religii bronić, a gdy spostrzegł z jak niepospolicie uczoną i bystrego rozumu kobietą ma do czynienia, powiedział jéj iż chce aby się o tém wszystkiém co mu mówiła o religii chrześcijańskiéj, rozprawiła z uczonymi filozofami, których w tym celu do siebie zawezwie. „Niech staną, odpowiedziała mu na to Katarzyna, a obaczysz jak Bóg mój usta im zamknie.” Posłał tedy cesarz po pięćdziesięciu najmędrszych w całym kraju filozofów, aby oni Katarzynę o prawdziwości religii pogańskiéj, a fałszu chrześcijańskiéj przekonali. Tymczasem, przed Świętą stanął Anioł, i oznajmił jéj że Pan Jezus w téj rozprawie wspomagać ją będzie, że filozofowie ci nawrócą się i za wiarę umrą, i że ona sama koronę męczeńską otrzyma.

Gdy tedy ci mędrcowie na dwór cesarski przybyli, przyzwano Katarzynę, i w obecności Maksencyuszą i wszystkich panów i pań jego dworu, kazano jéj rozprawiać się z nimi. „Więc ty bogi nasze bezcześcisz” odezwał się do niéj najprzód jeden z owych filozofów za najbieglejszego poczytywany. „Ja im czci nie oddaję jako bogom, odrzekła na to dziewica, bo ich nie za bogów lecz za ludzi tylko uznaję.” – „Dla czegoż, powiedział znowu na to filozof, ty która za mądrą i uczoną uchodzisz, nie podzielasz w téj mierze zdania naszych największych uczonych i najpierwszych wieszczów, którzy ich przecież za bogów poczytują?” — „Bo w tych rzeczach, odpowiedziała Katarzyna, które się tyczą czci należnéj prawdziwemu Bogu, ja słucham nie zdania chociażby najmędrszych ludzi, lecz głosu téj mądrości która jest darem Boga, będącego samą Mądrością, a która mnie oświeca.” I zapytała: „Którzyżto są ci wasi uczeni, uznający za bogów tych, którym wy cześć oddajecie?” A gdy filozof rozprawiajacy wyliczył jéj wielu uczonych pogańskich o ich bożkach piszących, a nic o Chrystusie niewspominających, Święta mu odpowiedziała: „Prawda iż ci których mi przytaczasz, piszą o tych których wy za bogów poczytujecie: ale czyż nie widzisz, że przypisują im oraz jużto chytrość i matactwo, już mściwość i zdradę; to znowu ohydną rozpustę i największe zbrodnie. A czyż mogą być bogami ci, którzy się dopuszczają czynów, na które każdy rozumny i cnotliwy człowiek się wzdryga? Fałszem zaś jest, mówiła daléj, jakoby nikt z waszych znakomitości nie wspominał o Chrystusie. Wszak tyle Sybill najsławniejszych, tylu wieszczów Apolina, wyraźnie przepowiedziało zstąpienie Boga na ziemię, cudowne narodzenie się Jego z Dziewicy, i umęczenie na krzyżu za grzechy rodu ludzkiego.” Poczém przytoczyła im z pamięci, wszystkie tego rodzaju najsławniejsze wyrocznie. Daléj wyłożyła im w krótkich słowach, całą naukę katolicką: o stworzeniu świata, o upadku pierwszych rodziców z którego wynikły wszelkie nędze ludzkie, o miłosierdziu Boga nad ludźmi w zesłaniu na ziemię Syna Swojego, który zadość czyniąc sprawiedliwości Bożéj, podzwignął nas z upadku; o życiu, cudach i śmierci Zbawiciela, i nakoniec o powinności wierzenia w Chrystusa i naśladowania Go w cnotach, a jeśli tego po nas wymaga, i w poniesieniu śmierci dla Niego, jak On ją za nas poniósł.

Owóż, do mądrych słów tych Katarzyny raczył Pan Bóg i moc Swoję przywiązać. Wysłuchawszy ich ów filozof który z nią rozprawiać zaczął; zamilkł, a cesarz zwrócił się do drugich aby się oni odezwali. Lecz ci otwarcie ma odrzekli: „Próżno cesarzu wysilać się będziemy, gdyż przeciw prawdom, które z ust téj dziewicy wyszły, żaden z nas nie do zarzucenia wynaleźć nie może.” Spostrzegłszy tedy Maksencyusz że mowa Katarzyny mędrców tych do wiary katolickiéj nawróciła, uniesiony wściekłym gniewem, rozkazał w tejże chwili stos rozpalić, i wszystkich ich nań wrzucić. Oni zaś usłyszawszy ten wyrok padli do nóg Katarzyny, błagając jéj aby wstawieniem się swojem do Boga, wyjednała im łaskę wytrwania w wierze chrześcijańskiéj, którą chcą wyznawać. Z czego uradowana święta dziewica zawołała: „Przyjmuje was Bóg miłosierny, i wieczną chwałą krótkie wasze cierpienia nagrodzi. Wstępujcie śmiało w te płomienie, to chrzest ognisty, który w jednéj chwili oczyści dusze wasze za przeszłe wasze błędy.” A gdy już ich na spalenie wiedziono, przeżegnała ich krzyżem świętym i Bogu jeszcze poleciła. Stanęli tedy na stosie mężowie wybrani, a Bóg przyjął ich dusze do Nieba.

Lecz rzecz poniekąd dziwna, że w Maksencyuszu wszystko to rozbudziło jeszcze gwałtowniejsze pragnienie poślubienia Katarzyny: wręcz więc jéj oświadczył, że jeśli odstąpi wiary, pojmie ją w małżeństwo i na tronie cesarskim osadzi. Ale mu ona odrzekła: „Napróżno łudzisz mnie tak w oczach twoich świetnemi obietnicami; chrześcijanką jestem i za nic je sobie cenię.” — „A więc, powiedział jéj na to rozgniewany cesarz, chcesz mnie zmusić abym i to ciało twoje tak sławne z urody, dręczyć i katować kazał.” — „Ciało to, odrzekła mu Święta, prędzej lub późniéj, samo w proch się obróci, a przez męki jakie mi zadasz, zjednasz mi w Niebie tém większe nagrody. A przytém z powodu męczeństwa jakie ja poniosę, wielu z dworzan twoich uwierzy w Chrystusa, i razem ze mną pójdą do Niego.”

Widząc cesarz nieugiętą w Katarzynie stałość, z niegodziwéj chuci jaką ku niéj pałał, przeszedł w zajadłość barbarzyńską. Najprzód przez dwie godziny kazał ją żyłami wołowemi okrutnie smagać. Krew lała się strumieniem, całe ciało jakby jedną raną się stało, lud płakał, a Święta ani jęku niewydając, głośno Chrystusa wielbiła. Potém zaprowadzono ją do więzienia, gdzie ją głodem morzyli.

Dziesięć dni już tam przebywała, kiedy niespodzianie, Augusta żona cesarska, słysząc wszystkie szczegóły męczeństwa Katarzyny, przyszła do niéj potajemnie, gdyż od niejakiego czasu i sama pragnęła zostać chrześcijanką, lecz obawiała się męża. Po długiéj rozmowie jaką miała ze Świętą, postanowiła bądź co bądź nawrócenia swojego już nieodwlekać, Nie dość na tém: Porfiryusz, naczelny wódz wojsk cesarskich, który ułatwił to tajemne widzenie się cesarzowéj z Katarzyną, obecny ich rozmowie, także się nawrócił, a skłoniwszy do tegoż dwóchset innych wojskowych, niezwłocznie z nimi wszystkimi Chrzest święty przyjął.

Dwanaście dni trzymano Katarzynę w więzieniu i głodem dręczono, lecz głodu nie cierpiała, bo Pan Bóg przysyłał jéj gołębicę, która ją przez ten czas karmiła, i sam Pan Jezus jéj się okazał, pokrzepiając na duchu na nową mękę która ją czekała.

Jakoż, cesarz kazał przygotować straszną machinę, w któréj urządzone były cztery koła jedno na drugie zachodzące, i nasadzone długiemi ostremi i żelaznemi gwoździami, tak aby wsadzoną pomiędzy nich męczenniczkę, w drobne kawałki szarpały, a jednak długo męczyły. Gdy zawezwał po raz ostatni przed siebie Katarzynę, rozkazał aby machinę rozpuszczono dla przerażenia Świętéj, i wtedy znowu ją nakłaniał do odstępstwa wiary a oddania czci bożkom. Lecz kiedy nic na niéj nie wymógł, kazał ją porwać katom, i w tę okrutną torturę wrzucić; ale gdy chcieli koła jéj w ruch wprawić, zstąpił Anioł z Nieba i roztrzaskał machinę w kawałki, a Katarzyna zdrowa i bez żadnego szwanku stanęła na ziemi. Na widok cudu tak wielkiego, lud cały zawołał: „Wielkim jest Bóg chrześcijański,” a cesarz wydał rozkaz aby niezwłocznie Katarzynę ścięto. Zbliżył się tedy kat, a ona padłszy na kolana w te słowa się modliła: „Panie Jezu Chryste, dziękuję Ci za wszystkie Twoje łaski. Wejrzyj Boże mój na lud ten, aby Cię poznał i na wieki miłosierdzie Twoje wielbił.” I to mówiąc poddała głowę pod miecz i ściętą została, a w miejsce krwi mleko z żył jéj wytrysnęło, na widok czego większa część pogan nawróciła się. Męczeństwo jéj zaszło 25-go Listopada roku Pańskiego 310.

Przed samą śmiercią, z rozmowy katów jaką usłyszala, obawiała się ta miłośnica czystości, aby po jéj ścięciu nie znieważyli oni téj cnoty na jéj dziewiczém ciele, i prosiła Pana Jezusa aby ją od tego uchował. Kiedy bezbożni kaci zamyślali w istocie o tém, Aniołowie porwali jéj ciało, i na górę Synai unieśli.

Pożytek duchowny

Błogosławiona Katarzyna tak wysoko wykształcona, a z czego tak święty użytek zrobiła, jest szczególną Patronką osób głębszym naukom oddających się. Proś ją, aby dla takich wyjednywała u Ducha Świętego to światło, którém w rozprawie z nią oświeceni filozofowie pogańscy, do wiary się nawrócili.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Któryś Mojżeszowi na szczycie góry Synai przykazania nadał, i w témże miejscu, przez świętych Aniołów Twoich, ciało błogosławionéj Katarzyny Dziewicy i Męczenniczki cudownie umieścił; spraw prosimy, abyśmy za jéj zasługami i pośrednictwem, do téj góry którą jest Chrystus, dostać się zasłużyli. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1015–1018.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 932–933

Chwalebna walka świętej Katarzyny za Chrystusa i naukę Jego jest widocznym stwierdzeniem słów świętego Pawła w liście do Rzymian w rozdz. 5, wierszu 5: „Milość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha świętego, który nam jest dany”.

Duch święty leczy siedmiorakie zło, które kazi i szpeci życie ludzkie. Pierwszym złem jest dziecinne postępowanie wielu ludzi, trawiących całe życie na zajmowaniu się rzeczami błahymi i marnościami. Zapobiega zaś temu Duch święty darem mądrości, zwracając uwagę naszą na rzeczy poważniejsze i większą mające wartość. Drugim złem jest zapatrywanie się wielu ludzi na zewnętrzny pozór rzeczy zmysłowych i uganianie się za nim. Przeciwko temu działa Duch Święty zaostrzając w nas dar wnikania w istotę rzeczy i poznawania cudów ukrytych w stworzeniach, w których Bóg przemieszkuje. Trzecim złem jest zuchwalstwo, z jakim ludzie narażają się na niebezpieczeństwa tego świata. Przeciwko temu uzbraja nas Duch święty darem mądrości i przezorności w wybieraniu tego, co służy ku zbawieniu duszy naszej. Czwartym złem jest ludzka słabość, brak odwagi i namyślanie się w szukaniu Królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego. Na tę ułomność darzy nas Duch święty siłą pokonywania zawad i trudności. Piątym złem to złuda rozumu w rozróżnianiu złego i dobrego. Tutaj uposaża nas Duch święty darem wiedzy, która nam ułatwia poznanie prawdy i nauk Boskich i zastosowanie do nich czynów naszych. Szóstym złem jest wzgarda rzeczy świętych i niebieskich. Od tego złego chroni nas Duch święty darem pobożności, która w nas wytwarza miłość Boga i zaszczepia zamiłowanie modlitwy. Siódmym złem jest zarozumiałość, wskutek której ludzie mało troszcząc się o zbawienie, nawet w największych niebezpieczeństwach nad sobą nie czuwają. Od tego zabezpiecza nas Duch święty darem bojaźni, która wszczepia w nas wstręt do grzechu, obawę utraty łaski Bożej i szczerą pokorę. Starajmy się przeto, abyśmy byli za przykładem świętej Katarzyny przybytkiem Ducha świętego, nie przybytkiem diabła. Wyrzeczmy się złych popędów i skłonności, oddajmy się pod kierownictwo Ducha świętego, aby czyny nasze uczyniły nas godnymi nadprzyrodzonej i wiecznej nagrody.

Tags: św Katarzyna św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik wykształcenie Duch Święty
2020-11-22

Św. Cecylii, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 232.

(Żywot jéj był napisany przez Metafrasta.)

Święta Cecylia Rzymianka, ze znakomitego rodu Cycyliuszów którzy byli Konsulami, Dyktatorami i Najwyższemi Kapłanami rzeczypospolitéj, przyszła na świat za czasów Urbana I-go Papieża, na początku trzeciego wieku. Młodą będąc przyjęła wiarę chrześcijańską, a rozmiłowawszy się w cnocie świętéj czystości, postanowiła nigdy za mąż nie wychodzić i ślub dziewictwa uczyniła. Chcąc rozżywiać w sercu swojém prawdy Ewangelii świętéj, własną ręką spisała ją całą i tajemnie na piersiach ukrytą ciągle nosiła, nad wszystkie ziemskie przekładając ją skarby, a we dnie i w nocy żywot i naukę Jezusa, niebieskiego Oblubieńca swego, pobożnie rozpamiętywała. Nie wiedziała o tém że rodzice przyrzekli ją w małżeństwo Waleryanowi, podobnież jak ona wysokiego rodu i bardzo bogatemu młodzieńcowi.

Gdy nadszedł czas przeznaczony na zawarucie tego związku, a rodzice jej wolę swoję objawili, strapiona dziewica rzuciła się do Boga, w postach i modlitwie ratunku błagając. Dwa dni i dwie nocy niejedząc tak przetrwała, a gdy już na nią kosztowne szaty, jako na pannę młodą na gody weselne idącą, kładziono, Cecylia ostrą i grubą włosiennicę pod takowe włożyła, a usłyszawszy już pieśni weselne, usiadła do organów, przy których zwykle chwałę Bożą opiewywała, i śpiewała ten psalm Dawida. „Niech będzie serce moje niepokalane, abym się nie zawstydziła” 1. Przytém gorąco polecała się Matce przenajświętszéj i swojemu Aniołowi Stróżowi, błagając go i zaklinając, aby jéj dopomógł dochować wiary Boskiemu Oblubieńcowi.

Odprawiły się jednak gody weselne: lecz skoro po nich Cecylia z Waleryanem znalazła się samą, rzekła do niego: „Waleryanie, mam ci zwierzyć tajemnicę wielkiéj wagi, lecz wprzódy przyrzecz mi, że jéj nikomu nie wyjawisz.” Przyrzekł jéj to Waleryan, a wtedy ona do niego: „masz przeto wiedzieć, że mam przy sobie Anioła, który jest stróżem dziewictwa mojego; gdybyś się na nie targnął, ściągnąłbyś na siebie gniew Boży.” Słowa te którym Pan Bóg szczególną moc nadawał, obudziły w Waleryanie wielkie poszanowanie dla Cecylii, i zaczął ją prosić aby mu tego Anioła ukazała, gdyż inaczéj wierzyć w jego obecność nie będzie. „Ty prawego Boga nie uznajesz, odpowiedziała Cecylia, i dopóki przez chrzest święty nie oczyścisz się, Anioła nie obaczysz.” Wtedy spytał Waleryan jak tego może dostąpić, a Święta kazała mu udać się do Papieża Urbana mówiąc: „idź za miasto na drogę Apijską; spotkasz tam ubogich żebraków: powiedz im iż Cecylia cię do nich przysłała, aby cię oni do starca Urbana, ukrywającego się w téj stronie, doprowadzili, co oni uczynią.” Usłuchał Waleryan: poszedł na miejsce wskazane, znalazł tam ubogich których Cecylia żywiła, i ci go do Papieża Urbana, w podziemném mieszkaniu niedaleko ztamtąd ukrywającego się, zaprowadzili.

Papież usłyszawszy od Walerego o powodach jego przybycia, zaczął się modlić w te słowa: „Panie Jezu Chryste dobry Pasterzu, dawco świętych postanowień, przyjm owoc niebieskiego nasienia, któryś złożył w sercu Cecylii. Cecylia służebnica Twoja, jak przemyślna pszczółka, albo owieczka wymowna, pracuje około pomnożenia chwały Twojéj, i oto małżonka którego otrzymała jakby lwa dzikiego, przysyła ci zamienionego w cichego baranka.” A gdy się tak Papież modlił, stanął przed Waleryanem w białém jak śnieg odzieniu starzec, trzymający w ręku księgę złotem pisaną, i rzekł do niego: „czytaj te księgi, abyś został oczyszczony do widzenia anielskiego, które ci Cecylia przyrzekła.” A on rzuciwszy wzrok na księgę natrafił na te słowa: „Jeden Pan, jeden Bóg i Ojciec wszystkich, i który jest nad wszystko i po wszystkiém i we wszystkich nas” 2, i zawołał że w to wierzy; poczém Urban wyuczył go artykułów wiary i ochrzcił.

Wróciwszy do domu, znalazł Cecylią modlącą się, a obok niéj ujrzał Anioła dziwnéj piękności, który trzymając dwa wieńce z róż i lilii, jeden włożył na Cecylii głowę drugi na Waleryana, mówiąc: „te wieńce przez zachowanie czystości posiadajcie nietknięte: bom je wam z raju od Boga przyniósł.” Przytém na prośbę Waleryana, zapowiedział mu że i brat jego, którego bardzo kochał, Tyburcy, zostanie chrześcijaninem. Jakoż, po chwili nadszedł on do nich, a zdziwiony przecudną wonią róż i lilii którą, czuł w mieszkaniu, pytał zkąd ona pochodzi. Opowiedział mu Waleryan wszystko co zaszło, i przydał: „Do tego czasu pogrążeni byliśmy w ciemnościach, cześć oddając bożkom pogańskim, ale odkąd ochrzczony zostałem, prawdę poznałem i w łasce Bożéj jestem.” — „Któż cię do tego przywiódł?” spytał Tyburcy. „Anioł Boży, odpowiedział Waleryan, któremu straż nad Cecylią poruczona, którego i ty ujrzysz, jeśli w Boga prawdziwego uwierzysz.” Tyburcy oświadczył iżby to uczynił, gdyby mu kto fałszywość religii pogańskiéj wyświecił, a prawdziwości innéj dowiódł. Wtedy Cecylia pełna ducha Bożego, z taką świętą wymową poczęła mu wykładać prawdy chrześcijańskie a wyświecać błędy pogaństwa, że Tyburcy zawołał: „Wierzę że nie masz Boga prawdziwego prócz Boga chrześcijańskiego, i odtąd Jemu samemu służyć chcę.” Co usłyszawszy Święta, długo jeszcze mówiła co tak żywą i w nim i w jéj małżonku Waleryanie, rozbudziło wiarę i miłość Chrystusa, że zapragnęli oba męczeńską śmiercią umrzeć za Niego, co téż i późniéj nastąpiło. Tyburcy odesłany także przez Cecylią do Papieża, ochrzczony został, i wkrótce potém wraz z bratem, z rozkazu Wielkorządcy rzymskiego Almachusa zamordowany za wiarę, palmę męczeńską otrzymał.

Tenże tyran dowiedziawszy się że to Cecylia ich namówiła, i że po ich śmierci wszystkie dobra ich i swoje rozdała na biednych, kazał ją uwięzić i przed sobą stawić. Gdy po nią przyszli żołnierze, Święta tak się do nich odezwała: „Bracia moi najdrożsi, chociaż wiem że jesteście żołnierzami zależnemi od Wielkorządcy, sądzę jednak, iż jego okrucieństwa i bezbożności nie pochwalacie. Czyńcie jednak co wam rozkazano: ja bowiem poczytuję sobie za największą chlubę i szczęście cierpieć dla Chrystusa mojego i pragnę za Niego jak największe ponieść męki. Do krótkiego doczesnego życia przywiązania żadnego nie mam.” Gdy zaś spostrzegła iż żołnierze się wahają zdjęci litością nad niewiastą którą Wielkorządca miał zamiar albo mękami zmusić do odstępstwa wiary albo zamordować, przydała: „Nie wahajcie się spełniać danego wam rozkazu; chociaż mnie młodą widzicie, zamienicie młodość moję doczesną i przemijającą, na życie które wiecznie trwać będzie.” Co słysząc owi poganie zaczęli ją błagać ze łzami, aby jak się wyrażali, miała litość nad sobą samą. Przedstawiali jéj nadzwyczaj nadobną jéj urodę, wielkie dostatki które posiadała (gdyż nie wiedzieli iż je wszystkie rozdała na ubogich) a szczególnie prosili, aby na młodość swoję wzgląd miała. „Tak do mnie przemawiacie, bracia moi, odpowiedziała im Cecylia, bo zaślepieni błędami pogańskiemi, nie pojmujecie jakiém jest szczęście umierać za Jezusa Chrystusa; trudno wam jak widzę uwierzyć że niczego tak nie pragnę z całego serca, jak męczeńskiej śmierci. Żal wam mojéj młodości, mojéj urody i moich dostatków: ja zaś wam mówię że ponosząc śmierć dla Chrystusa, nie tracę ich wcale, lecz je zamieniam na dobra wiekuiste. Za kawał błota, nabywam złoto, opuszczam dom ręką ludzką zbudowany, aby zamieszkać na zawsze przepyszny pałac Króla Niebieskiego. Wzgardzam kosztownemi szatami i drogiemi, według świata tego mniemania, perłami, aby za to otrzymać w Niebie koronę splecioną z najdroższych dyamentów, a którą przez całą wieczność na skroniach moich nosić będę. Czyżbyście i wy sami takiéj zamiany uczynić nie byli gotowi, i czybyście każdego komu dobrze życzycie do takowéj nie nakłaniali? Dla czegoż więc mnie od niéj odwieść chcecie?”

A gdy tak przemawiała, i coraz więcéj około niéj gromadziło się pogan, wtedy święta Cecylia wstąpiwszy na kamień który był blizko niéj, zawołała do wszystkich: „Wierzycie temu co mówię?” I oto w téjże chwili łaska Boska na wszystkich wstąpiła, i wszyscy jakby jednym głosem odrzekli: „Wierzymy w Jezusa Chrystusa, że jest Synem Bożym i Bogiem prawdziwym, który ma tak wielką służebnicę jaką ty jesteś.” — „Idźcie przeto, rzekła Cecylia, do Wielkorządcy i powiedzcie że się przed nim stawić nie omieszkam: tylko że go proszę o jednę łaskę, aby niekwapiąc się ze śmiercią moją, dozwolił mi krótką chwilkę tu jeszcze w moim domu pozostać, a ja tymczasem zawezwę Ojca świętego Papieża, który was wodą Chrztu świętego omyje i uczyni uczestnikami téj wiecznéj szczęśliwości, o któréj wam mówiłam.” Udano się więc do Wielkorządcy, a święta Cecylia posłała do świętego Urbana który przybył niezwłocznie, i w domu świętéj Cecylii ochrzcił przeszło czterechset pogan płci obojéj, w liczbie których był i Gordyan, jeden z pierwszych panów rzymskich, który powagą swoją zachował dom Cecylii, zamienił go poźniéj tajemnie na kościół pod jéj wezwaniem, i w nim przez długi czas ukrywał się święty Urban Papież, odprawiając tam codziennie kościelne obrzędy.

Tymczasem Almachus Wielkorządca, spodziewając się że Cecylia prosząc o zwłokę, łatwo się da przywieść do oddania czci bożkom, zawezwawszy ją przed siebie, najprzód w sposób łagodny do niéj przemawiał. A chociaż dobrze wiedział kim była jako córka najznakomitszego rodu rzymskiego, zaczął od urzędowych zapytań i rzekł do niéj: „Jak się nazywasz i z jakiego stanu jesteś?” — „Nazywam się Cecylia, odpowiedziała Święta, i pochodzę z dostojnego i zamożnego rodu.” — „Nie o to mi chodzi, rzekł znowu Wielkorządca, lecz chcę wiedzieć jaką wyznajesz religią?” — „Więc źle się wyrażasz, odpowiedziała Cecylia, gdyż twoje pierwsze zapytanie nie odnosiło się wcale do tego.” — „Zaprawdę, zawołał sędzia, przemawiasz za śmiało.” Święta odrzekła: „Bo kto ma czyste sumienie i wyznaje prawdziwą wiarę, niczego się nie obawia.” — „Widzę z tego, powiada Almachus, że nie wiesz o tem iż mam nad każdym prawo życia i śmierci.” — „Wierz mi, odrzekła święta Dziewica, że co w tém to się mylisz i znowu się źle wyrażasz, mówiąc że masz nad każdym prawo życia i śmierci; bo ten przywiléj który sobie przypisujesz, ogranicza się na tém że śmierć zadać i niewinnym możesz, lecz przywrócić życia nie jesteś mocen. Nie przywłaszczaj więc sobie takiego prawa.” Wtedy Wielkorządca zmieszany i rozgniewany tak trafnemi odpowiedziami Cecylii, wręcz jéj powiedział że ma dwie rzeczy do wyboru: albo oddać cześć bożkom cesarskim (i to mówiąc wskazał jéj obok niéj stojącego bałwana), albo śmierci uledz. „Że bałwan ten nie jest tym Bogiem któremu się jedynie cześć należy, rzekła dziewica, sam się możesz przekonać: byleś go bowiem ręką dotknął, zobaczysz że jestto bryła kamienia. Co do mnie zaś, niczém nie zmusisz mnie do odstąpienia Jezusa Chrystusa.”

Widząc Almachus taką stałość Cecylii, kazał ją zaprowadzić do domu, i tam męczyć zawieszając nad gorącą łaźnią, któréjby para coraz silniéj podżegana przez podkładanie ognia, albo ją udusiła, albo do odstępstwa wiary przywiodła. Trzymano ją w takiéj katuszy przez całe dwadzieścia cztery godziny, ciągle ogień i parę podżegając, a ona cudem Bożym najmniejszéj ztąd szkody niedoznawszy, czuła jakby miłą ochłodę, i ciągle śpiewała: „Błogosławię Ci Ojcze Jezu Chryste Panie mój, że ognie otaczające ciało moje Syn Twój przygasza.”

O tym cudzie skoro dowiedział się Wielkorządca, wydał rozkaz aby ją w téjże łaźni ścięto. Gdy kat nadszedł, Cecylia z radością głowę mu poddała, lecz on trzykroć w szyję ugodziwszy, głowy odciąć jéj nie mógł, i tak ciężko ją poraniwszy odszedł. Lud wierny tłumnie zebrał się do jéj domu, krew sączącą się płachtami i gąbkami na relikwią zbierał, a Ceeylia powiedziała iż pragnie aby w ręce świętego Urbana duszę oddać mogła. Trzy dni go szukano, a ona te trzy dni przeżyła, utwierdzając przedziwnemi mowami w wierze świętéj coraz liczniéj zgromadzających się do niéj chrześcijan, aż nakoniec przybył do niéj Papież. Wtedy Cecylia rzekła do niego: „O trzy dni zwłoki błagałam Pana Boga abym w twoje ręce ducha mego oddała, i prosiła cię żebyś ten dom mój na kościół poświęcił.” Co wyrzekłszy zaczęła się modlić wraz ze świętym Urbanem, i poszła do Oblubieńca swojego niebieskiego 23 Listopada roku Pańskiego 232.

Pożytek duchowny

Święta Cecylia, z powodu iż zwykle przy śpiewaniu Psalmów towarzyszyła sobie instrumentem muzycznym, poczytaną jest za główną Patronkę muzycznéj sztuki. Proś ją aby oddającym się téjże sztuce wyjednywała potrzebne łaski do tego, aby oni naśladując w tonach ziemskich niebieską harmonią, nie używali jéj do roznamiętniania ziemskich uczuć w słuchających, lecz głównie do opiewania chwały Bożéj i do pobudzania przez to i drugich do nabożeństwa,

Modlitwa (Kościelna)

Boże który nas błogosławionej Cecylii Dziewicyi Męczenniczki Twojéj uroczystością rozweselasz, daj prosimy, abyśmy oddając jéj cześć należną, za jéj przykładem żyli świątobliwie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1005–1008.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 925–926

„Kto pomiędzy wami smutny, niechaj się modli; kto dobrej myśli, niechaj śpiewa”, mówi święty Jakub. Do tej rady apostoła stosowała się ściśle święta Cecylia. Modliła się często i rozważała prawdy Ewangelii świętej. W niej znalazła tyle pokrzepienia i siły, że prostaczków mogła nauczać, oprzeć się sędziemu pogańskiemu i położyć życie za wiarę. Z modlitwą i rozmyślaniem łączyła święte pienia i hymny, które intonowała na chwałę Boską przy głosie instrumentu muzycznego. Zamiłowanie muzyki wyniosło ją do godności patronki zwolenników tej sztuki. Ponieważ pierwsi chrześcijanie lubili śpiew, zachęcali ich nauczyciele do opiewania wszechmocy Boskiej. Śpiewali przeto wyznawcy Chrystusowi przy pracy, w kościołach, w celi więziennej, a nawet na rusztowaniu i na stosie. Pienia ich były świątobliwe; były to pieśni dziękczynne, sławiące dobroć i wszechmoc Boską. Nigdy nie skalała ich ust piosneczka lubieżna, hulaszcza, tchnąca bezbożnością. W sercu ich gorzała miłość Boga i nieskalana czystość; brzydzili się przeto wszetecznymi i lubieżnymi śpiewkami, którymi kalali usta poganie. Jak daleko odbiegli od nich teraźniejsi chrześcijanie! Nie raz słychać u nich piosenki, które okrywają słuchaczy rumieńcem wstydu, z których radują się nie aniołowie, lecz szatani. Serce ich pełne brudu, nie dziw przeto, że brudne i bezecne są ich piosenki. Nadto nie zna ich serce miłości niebiańskiej, lecz ziemską i nieczystą; jakże tedy można od nich żądać śpiewu na chwałę Boską? Śpiew jest pociechą serca ludzkiego. Kościół katolicki śpiewa po dziś dzień psalmy Dawidowe, jako też od czasów apostolskich brał pod skrzydła swej opieki śpiew mający na celu chwałę Boga, a potępiał pienia, które nie krzepią serca ludzkiego pociechą, lecz wabią je do grzechu. Kto przeto chce być szczerym synem Kościoła, niech nigdy nie kala ust śpiewem, który szerzy zgorszenie i odwodzi od Boga. Zarówno rolnik jak i rzemieślnik osładzają sobie pracę śpiewem, wszakże pobożni i uczciwi ludzie zatykają sobie uszy, gdy treść tych piosneczek tchnie lubieżnością i wabi do grzechu. Ptastwo wita Stwórcę swego wesołym świegotem, a chrześcijanin używa głosu swego na Jego obrazę. Cóż może być smutniejszego! Śpiewajmy zatem, ale posłuszni radzie św. Franciszka Salezego śpiewajmy tylko pieśni niewinne albo nabożne, tj. takie, w których by się śpiew łączył z korną modlitwą. Święta Cecylia czystym sercem i niepokalanymi ustami śpiewała chwałę Boga, póki bawiła na tej ziemi, a teraz sławi śpiewem wszechmoc Jego z całym zastępem aniołów i Świętych Pańskich. Idźmy więc za jej przykładem i zanućmy hymn pochwalny na cześć i chwałę Pana nad pany.

Footnotes:

1

Psal. CXVIII. 80.

2

Efez. IV. 5. 6.

Tags: św Cecylia św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik czystość anioł nawrócenie muzyka zgorszenie
2020-11-15

Św. Gertrudy, Opatki klasztoru Rodardeńskiego

Żyła około roku Pańskiego 1292.

(Żywot jej był napisany przez Jana Lanspergiusza, Kartuza.)

Święta Gertruda hrabianka na Haubornie, urodziła się w Saksonii w mieście Eizleben około roku Pańskiego 1222, z zamożnych i znakomitych rodziców, blizkiém pokrewieństwem z cesarzem Fryderykiem II-gim połączonych. Miała lat pięć, kiedy na usilne jéj saméj żądanie, rodzice umieścili ją w Rodardeńskim klasztorze Benedyktynek, w którym już wtedy, a jeszcze tak małém będąc dziecięciem, zadziwiała wszystkich wysoką pobożnością, zamiłowaniem modlitwy, umartwieniami ciała, a obok tego nadzwyczajną w naukach zdolnością i pilnością. Szczególnie w rzeczach tyczących się religii i najgłębszych tajemnic wiary, okazywała pojęcie nie tylko wiek jéj przechodzące, lecz które byłoby nadzwyczajném nawet w osobach dorosłych a wyłącznie nauce Teologii oddanych. W krótkim téż czasie, taki uczyniła w naukach postęp, napotkawszy przytém bardzo biegłych mistrzów, a którzy jéj nadzwyczajną bystrość umysłu podziwiali, że stała się biegłą w Filozofii i Retoryce, i doskonale po łacinie mówiła i pisała. Następnie uczyła się Teologii scholastycznéj według wyższych akademickich wykładów, i Teologii mistycznéj, któréj przedmiotem są tajemne duszy z Bogiem stosunki, i w téjto ostatniéj nauce, stała się wielką i sławną w całym kościele mistrzynią, na równi ze świętą Teresą stawianą.

Oddając się tak głębokim badaniom, to jedynie miała na celu, aby genialnemi zdolnościami będąc obdarzoną, lepiéj poznając Boga, tém większą przejmowała się ku Niemu miłością, a z téj znowu miłości, najdoskonaléj Mu służyła. Wszakże, i z tego korzystał zły duch, wieczny zawistnik każdéj duszy gorliwiéj o doskonałość starającéj się, i zamierzał odwrócić Gertrudę od ściślejszego zjednoczenia się z Bogiem, a to właśnie tymże środkiem przez który ona chciała rączéj do Niego zdążać. W tym celu, rozbudził w jéj sercu ludzkie, a więc zbyt silne i jakby namiętne upodobanie w naukach, co mu tém łatwiéj było, że jej one z nadzwyczajną przychodziły łatwością. W skutek więc tego, Święta zaczęła stygnąć w nabożeństwie, jak to zwykle bywa, gdy kto, chociażby chwalebne zkąd inąd sprawy, z ludzkiém zbytecznie w jego sercu przemagającém upodobaniem, spełnia. Skoro bowiem takowemu dusza się poddaje i niém głównie się powoduje, odbiera już swoję doczesną za dobry czyn nagrodę, a nadprzyrodzonej albo całkiem, albo w wielkiéj mierze się pozbawia. Co zaś najzgubniejszém dla niéj jest wtedy, to że traci niejako z oczu Boga, i w miarę takowego poddawania się pobudkom ludzkiego tylko zamiłowania w spełnianiu swoich czynów, pozbawia się coraz bardziéj światła Ducha Świętego, bez którego postępując jakby wśród ciemności, może nieznacznie zejść zupełnie z właściwéj drogi.

Groziło to świętéj Gertrudzie: lecz że Pan Bóg miał na nią szczególniejsze Swojego miłosierdzia widoki, i w sercu jéj bądź co bądź panował przeważnie, więc zesłał jéj widzenie, w którém Sam Pan Jezus objawiwszy się téj Swojéj wybranéj oblubienicy, upomniał ją silnie i ostrzegł najmiłościwiéj o zasadzkach szatańskich. Święta najżywszą skruchą za takowe zapomnienie się przejęta, postanowiła najszczerzéj hamować odtąd zbytnią swoję w naukach gorliwość, a Pan Jezus aby jej to ułatwić a jeszcze więcéj przysporzyć zasługi, takie jéj zesłał usposobienie, że odtąd do ćwiczeń naukowych doznawała wielkiego wstrętu, i wśród nich goryczy i znudzenia przedtém dla niéj zupełnie nieznanych. Późniéj zaś przez całe życie wyrzucała sobie że były chwile w których w czém inném niż w Bogu mogła szukać pociechy, i gdy z czasem w coraz wyższe łaski i dary niebieskie obfitowała, jedno krótkie wspomnienie tego co się jéj zdawało przeniewierzeniem się Bogu, przywodziło ją do uczucia najgłębszéj pokory, i do gardzenia sobą jako istotą na żadne ani u Boga ani u ludzi niezasługującą względy. Takto bowiem według słów Pisma Bożego: „Tym którzy miłują Boga wszystko dopomaga ku dobremu” 1. Po łasce takowéj, któréj jak najwierniéj odpowiedziała Gertruda, zsyłał już na nią Pan Jezus, coraz obfitsze i nadzwyczajne dary. Miała lat dwadzieścia, a po ślubach zakonnych wysoki już była uczyniła postęp w doskonałości, kiedy objawił się jéj znowu Zbawiciel i oświadczył, iż odtąd Sam raczy być jéj mistrzem w życiu duchowném, i uczyć ją będzie prawd i tajemnic, o którychby się nigdy z żadnych ksiąg nie dowiedziała. Razu pewnego, w wigilią Oczyszczenia Matki Bożéj, kiedy wśród nocy trwała na modlitwie, przygotowując się do téj uroczystości, którą, jak wszystkie Święta przenajświętszéj Panny, z wielkiém nabożeństwem obchodziła, napełnił Duch Święty duszę jéj światłem nadprzyrodzoném w takiéj obfitości, że wszystkie tajemnice wiary i rzeczy tyczących się najściślejszego zjednoczenia duszy z Bogiem odkryte sobie miała w sposób nadzwyczajny, i obdarzona została pojęciem ich tak cudowném, jak tego dostąpił był święty Paweł, kiedy uniesiony został do siódmego Nieba i niektórzy inni wielcy słudzy Boscy, którzy przypuszczeni bywali do podobnych tajemnic. Od téj téż chwili, jak to sama pisze, w jedném z dzieł swoich o zjednoczeniu duszy z Bogiem, to jéj zjednoczenie się z niebieskim Oblubieńcem było tak ścisłém i ciągłém, że bezustannie cieszyła się najżywszém uczuciem obecności Bożéj, wyjąwszy dni jedenastu, podczas których dla wyprobowania jéj wierności, pozbawił ją był Pan Bóg tego uczucia bezustannego patrzenia na Niego oczami duszy i serca.

Przez lat czterdzieści swego zakonnego życia, była Przełożoną jużto w klasztorze Rodardeńskim, już w Elfeńskim; w obydwóch przewodziła siostrom nietylko władzą, lecz szczególnie cnotami. Odznaczała się w pożyciu wspólném głównie: wielką słodyczą i głęboką pokorą. Odbierając cudowne oświecenia o których wyżéj wspomnieliśmy, pomimo tego nic nie przedsiębrała bez porady drugich, szczególnie udawała się w tym celu do świętéj Matyldy, zakonnicy w tymże klasztorze mieszkającéj.

Ulubioném jéj ćwiczeniem duchowném było rozmyślanie Męki Pańskiéj, i wtedy rzewnemi zalewała się łzami. Kiedy rozmawiała o Panu Jezusie i tajemnicach Jego przenajświętszego życia, czyniła to z takiém namaszczeniem i z takiém uczuciem miłości, że wszystkich w zachwycenie wprawiała. Pewna zakonnica wielkiéj świątobliwości, miała objawienie, że podówczas nie było w świecie serca gdzieby z równém upodobaniem jak w sercu Gertrudy, przebywał Pan Jezus. A święta Matylda, w widzeniu które miała, ujrzała ją przy samym Tronie Syna Bożego klęczącą z oczyma w Jego Boskie oblicze tak wlepionemi, że ich ani na chwilę nie odwracała. Razu pewnego gdy w chórze słyszała, śpiewane te słowa Pisma świętego: „widziałem Pana twarzą w twarz” 2, Gertruda ujrzała w górze nad sobą oblicze przecudnéj piękności, z którego wychodzące promienie przeszyły jéj serce, napełniając je niebieską pociechą któréj jak sama pisze o tém, żaden ludzki język wysłowić niezdolny. Niekiedy ukazywał się jéj Pan Jezus ubogim, jakim był w stajence Betleemskiéj, co sprawiało na niéj takie wrażenie że według jéj własnego wyrażenia, zdawało się jéj, iż jakby tylko co sama w życiu duchowném urodziła się, i w skutek tego z nowym zapałem na téj drodze postępowała. Albo znowu w jéj rękach i w nogach wyciskał Zbawiciel Swoje rany, z których tak cierpiała jakby je odebrała w istocie, i tém żywiéj wtedy pojmowała co wycierpiał dla nas Pan Jezus. Niekiedy wkładał na jéj palec pierścień kosztowny, na znak iż ją chce mieć Swoją szczególną oblubienicą. Stawał przed nią z przenajświętszą Maryą Panną, upewniając iż Matka Boża i jéj najprzywiązańszą matką być raczy. Lecz co najcudowniejsze, to że w jedném z widzeń takowych, zamienił z nią własne serce swoje, i odtąd Święta nie czuła w sobie innéj woli, innych skłonności i innych upodobań jak Samego Jezusa, i miłowała Go uczuciem od wszelkich uczuć ziemskich najdoskonaléj oczyszczoném. Długi szereg innych tego rodzaju łask cudownych, jak i wyżéj wspomniane, opisuje święta Gertruda w jedném z dzieł swoich, przez najpoważniejszych w Kościele mężów wysoko cenioném. Zostawiła także zbiór różnych modlitw przez nią ułożonych, pełnych najgorętszych aktów miłości Pana Jezusa, a szczególnie w tajemnicy ołtarza utajonego.

Wszystkie te niebieskie dary rozbudzały w jéj sercu pragnienie stawania się podobną Jezusowi cierpiącemu i wzgardzonemu. Ztąd coraz większe zadawała ciału umartwienia i wszelkie zkądkolwiek spadłe na nią przykrości, upokorzenia, cierpienia, nietylko cierpliwie znosiła, lecz z największą pociechą i weselem duszy. Pobudzało to ją także do wielkiéj nad grzesznikami litości i pragnienia ich nawrócenia. Całe noce spędzała na modlitwie, za nich najcięższe zadawała sobie w tym celu pokuty, i wielką ich liczbę tym sposobem pozyskała Panu Bogu.

Mając lat siedemdziesiąt zapadła w ciężką i nader bolesną chorobę, trwającą blizko pół roku,a którą przeniosła z niezachwianą cierpliwością. Owszem im więcéj wzmagały się jéj cierpienia, tém ją weselszą widziano. W ciągu téj słabości straciła była mowę, z tego powodu zdarzało się że wprost przeciwne rzeczy jéj dawano niż te o które prosiła nigdy jednak tego poznać nie dała, jeśli która z sióstr sama się tego nie domyśliła. Wśród największych boleści, znakami objawiała siostrom że serce jéj zalewają niepojęte pociechy niebieskie. Zakonnice odprawiły nowennę do świętego Lebuina, dla uproszenia za pośrednictwem jego zdrowia dla swojéj ukochanéj Opatki. Lecz ten Święty objawił się im i rzekł: „Gdy król chce ukoronować obok siebie królowę, mnie prostemu Jego żołnierzowi nie godzi się powstrzymywać go od tego.” Nakoniec gdy dzień jéj śmierci nadszedł, ujrzała zstępującego do niéj z nieba swego Boskiego Oblubieńca, a przy nim Matkę Bożą, świętego Jana Ewangelistę i wielu innych duchów błogosławionych przychodzących po jéj duszę, aby ją wprowadzić do chwały przygotowanéj dla niéj w wieczności. A także ujrzała przy łóżku swojém wielu szatanów, lecz wszystkich w kajdany okutych dla większego tryumfu téj świętéj duszy która ich tyle razy zwyciężała za życia. W chwili gdy skonała, jedna z zakonnic widziała duszę jéj wchodzącą w serce Jezusowe, które było głównym celem całego jéj życia. Umarła 15 Listopada, roku Pańskiego 1292. Kilka osób wysokiéj świątobliwości miało objawienie że w chwili gdy skonała, kilka dusz z czysca wybawionych zostało za jéj zasługami i razem z nią do Nieba wstąpiły.

Pożytek duchowny

Dusza świętéj Gertrudy, według widzenia jakie miała zaraz po jéj śmierci pewna świątobliwa zakonnica, poszła prosto do serca Jezusowego, bo to przenajświętsze serce Jego, było przez całe jéj życie celem do którego zdążała. Staraj się i ty z miłości Boga, to jest dla najsłodszego Serca Jezusowego, wszystkie twoje spełniać sprawy, a przygarnie cię Ono do siebie, i tu na ziemi i na wieki w Niebie.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś w sercu błogosławionéj Gertrudy Dziewicy, miły dla Siebie przybytek zgotował, za jéj zasługami i wstawieniem się, nasze serca ze wszelkich plam oczyść miłościwie i z nią w Niebie daj nam wspólnie cieszyć się na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 980–982.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 905

Święta Gertruda mawiała: „Dobroć Boga w tym się najwięcej pokazuje, że niedoskonałych dopóty wspiera, póki ich za ich zgodą nie zawiedzie na drogę doskonałości. Obym zdołała, Zbawicielu mój, zjednać Ci wszystkich ludzi! Wtedy chętnie aż do dnia Sądu ostatecznego chętnie chodziłabym po świecie i każdego, w którym by Ci się podobało zamieszkać, własnymi ramionami przed Tobą złożyła. Gdyby to było możliwe, podzieliłabym nawet swe serce na tyle części, ilu jest ludzi na świecie, byle bym w nich przez to wszczepiła skłonność i chęć do posłuszeństwa Twej świętej woli”. Święta Gertruda, umarłszy dla świata, stała się tym samym godną być oblubienicą Boskiego Zbawiciela. Była ona jedną z tych dusz oczyszczonych w świętym ogniu miłości Bożej, które, usunąwszy wszystkie przeszkody ziemskie, już tu na ziemi doznają w całej pełni łask i opieki Bożej. Gdyby ludzie chcieli i umieli się oderwać od znikomości tego świata, czuliby o wiele większy pociąg do Boga i spraw niebieskich. W tym cała bieda, że zajmujemy się w tym życiu o wiele więcej sprawami doczesnymi aniżeli Bogiem. Błogosławiony Tomasz a Kempis słusznie powiada: „Kto się nie zdoła oderwać od rzeczy ziemskich, ten nigdy nie wzniesie się duchem do rzeczy Boskich”. Mało tylko jest takich, którzy prowadzą życie odosobnione, bo nie umieją się oderwać od świata i stworzeń jego. Ileż to podejmujemy starań i zachodów w rzeczach znikomych i mających małą wartość, a o duszę, wewnętrzną istotę swoją, dbamy mało, albo wcale się nad nią nie zastanawiamy!

Footnotes:

1

Rzym. VIII. 28.

2

Genez. XXXII. 30.

Tags: św Gertruda z Helfty św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica nauka serce Jezusa
2020-10-21

Św. Urszuli i Jéj Towarzyszek Męczenniczek

Żyły około roku Pańskiego 383.

(Żywot ten zapisany jest według starego manuskryptu znajdującego się w Watykanie.)

Święta Urszula przyszła na świat około roku Pańskiego 362, w Wielkiéj Brytanii dzisiaj Anglią nazwanéj, gdzie już podówczas religia chrześcijańska w wielu częściach tego kraju kwitnęła. Była córką Dionota, króla Korunalskiego i Daryi, dostojnych małżonków wielką pobożnością słynących.

Wychowana bogobojnie od dzieciństwa, Urszula odwróciwszy serce swoje od uciech światowych, w ćwiczeniu się w cnotach chrześcijańskich, miłosiernych uczynkach i wyższéj pobożności, całe swoje szczęście zakładała. Doszedłszy do lat młodzieńczych, a zajaśniawszy obok wysokich zalet duszy, nadzwyczaj powabną urodą, poszukiwaną była w zamęście przez najpierwszych książąt w Europie. Starała się jednak ile mogła, odwlekać postanowienie w téj mierze rodziców, gdyż całém sercem pragnęła nie mieć innego oblubieńca prócz Chrystusa Pana. Przytém gorąco modliła się do przenajświętszéj Panny, do któréj szczególne miała nabożeństwo, aby ta Matka-Dziewica, dała jéj do śmierci pozostać w dziewictwie; i wysłuchaną téż została.

Maksym przezwany Flawiusz wielki, dowódca wojsk Cesarza Gracyana w Wielkiéj Brytanii, ogłosiwszy się cesarzem w roku 382, i zająwszy część Galii zwaną Armoryka, postanowił nad nią jednego z wodzów swoich nazwiskiem Konon, Książęcia Bretońskiego i chrześcijanina. Ten osiadł w mieście Nantonie (Nantes), w całéj téj krainie rozłożywszy wojska swoje, a zamierzając ożenić się wysłał do króla Korunalskiego posłów, prosząc o rękę córki jego Urszuli. Ponieważ zaś prawie wszyscy panowie będący przy nim dowódcy wojskowych oddziałów i żołnierze, byli nieżonaci, polecił więc posłom swoim, aby wraz z księżniczką Urszulą, przywieźli z sobą tyle dziewic z Brytanii, ile tylko ich nakłonić będą mogli do tego aby zaślubiły jego dworzan i wojskowych. Król Dionot łaskawie przyjął to poselstwo, i zgodził się na żądanie książęcia Konona. Lecz gdy oświadczył to córce, zasmuciła się ona bardzo, chociaż ojciec przedstawiał jéj jak świetnym jest dla niéj ten związek, i że Konon jest książęciem udzielnym największéj i najbogatszéj części Italii, a przytém bardzo gorliwym chrześcijaninem. Święta Urszula pomimo tego wyznała mu szczerze jak wstrętném jest dla niéj to zamęście, gdyż zawsze cieszyła się nadzieją iż w stanie dziewictwa do śmierci pozostanie. Jednak gdy po usilnych prośbach rzewnemi łzami popartych, nie mogła przemódz woli ojcowskiéj, poddała się jéj pokornie, nietracąc nadziei że ją Matka Boska w jéj pobożnych pragnieniach wesprzeć nie omieszka, a po ostatecznéj rozprawie o tém z ojcem udawszy się do kościoła, padła ma twarz przed przenajświętszym Sakramentem, i tak się modliła: „Ty znasz Panie serce moje: nigdym za wielkościami tego świata nie goniła, Tyś był i jesteś zawsze jedynym celem, do którego zdążam. A że Panem jesteś wszystkich wypadków i wszystko w Twoich jest ręku, mocen więc jesteś zmienić wszelkie postanowienia ludzkie. Nie odrzucaj przeto pokornéj prośby mojéj, a pokieruj mną tak, jak to lepszém widzieć będziesz dla zbawienia mojego i chwały Twojéj.”

Tymetasem robiono wszelkie przygotowania do odjazdu księżniczki, i do zebrania jak najwięcéj dziewie które jéj miały towarzyszyć, a które przeznaczano na żony panów i żołnierzy Konona. Gdy wszystko przyrządzono do téj zamorskiéj podróży, księżniczka wraz ze wszystkiemi swemi towarzyszkami, udała się do Londynu. Oczekując tam pomyślnych wiatrów aby wsiąść na okręty, Święta Urszula coraz bliżéj zapoznawała się z dziewicami z nią będącemi, i w rozmowach jakie z niemi miewała, żywo im przedstawiała znikomość wszystkiego co doczesne, i zachęcała do wzgardy wszelkich ziemskich uciech. A że wszystkie jéj towarzyszki byłyto bardzo dobre chrześcijanki, często rozmawiała z niemi o niewymowném szczęściu będącém udziałem tych dusz które dziewictwo swoje poślubiają Chrystusowi Panu. Że zaś Święta posiadała wielki dar przyciągania wszystkich do siebie, że była bardzo wymowną, i już w całém państwie znaną ze swojéj świątobliwości, wszystkich swoich towarzyszek pozyskała serca, i wszystkie pałały najżywszą żądzą przypodobania się tylko Panu Jezusowi. Słowem Urszula tyle dokazała, że wielka liczba otaczających ją dziewic, przedstawiała grono doskonałych chrześcijanek, w których sercu miłość Boga pierwsze zajmowała miejsca.

Nakoniec gdy nadeszła właściwa do puszczania się na morze pora, Urszula z tym licznym swoim orszakiem wsiadła na okręty, a chociaż wiatry pomyślne zapowiadały jak najrychiejsze na brzegi Galii wylądowanie, ona nie spuszczała z oczu swojéj Gwiazdy morza, to jest Maryi, ufna że Ta ją doprowadzi do tego portu, który dla niéj wolą Bożą skazany. Jakoż, zaledwie na pełne wypłynęły morze, aż oto straszna burza się wszczęła, czém przerazili się wszyscy, gdyż rozbicie okrętów było nieochybném. Lecz święta Urszula wtedy właśnie już nie wątpiła że Pan Bóg wysłuchał jéj modlitwy, i gdy największe było na okrętach pomieszanie, ona jedna spokojna i niczego się nie obawiając: „Nie lękajcie się siostry moje, mówiła do swoich towarzyszek, nie lękajcie się: służymy Bogu który rozkazuje wiatrom i bałwanom morskim. Zaofiarujmy mu życie nasze: niech ci, którzy na swoje nieszczęście nie mają Boga chrześcijańskiego, obawiają się śmierci, co do nas, złóżmy całą naszę ufność w nieprzebraném miłosierdziu Jego.” Słowa te wszystkim dodały odwagi, a burza wzmagając się i miotając okrętami, wszystkie uniosła w inną stronę i przyparła do północnych brzegów Galii Belgijskiéj. Ztamtąd udała się święta księżniczka ze wszystkiemi swojemi towarzyszkami do Tielu, który jest portem przy ujściu rzeki Renu do morza, i tąż rzeką, popłynęła do miasta Kolonii, gdzie jéj Pan Bóg wraz z całém jéj świętém gronem, przeznaczał palmę męczeńską.

Cesarz bowiem Gracyan, dowiedziawszy się o buncie Maksyma, i o zajęciu przez niego brzegów Galii, niemając dość wojska aby na niego uderzyć, zawezwał w pomoc Hunnów, naród barbarzyński z dawnéj Sarmacyi pochodzący, którzy opuściwszy kraj swój, rozleli się po Niemczech, nad brzegami Renu i w Galii Belgijskiéj. Dzicy i okrutni z natury, a przytém w bałwochwalstwie pogrążeni, szerzyli wszędzie zniszczenie. Oni tedy pod dowództwem Gaunusa, wysłanego wtedy w imieniu cesarza Gracyana przeciw Maksymowi, widząc jego okręty, uderzyli na nie i łatwo je zdobyli gdyż mała była na nich załoga wojenna. Lecz nadzwyczaj zdziwieni zostali gdy ujrzeli, że cała ta fota, wiozła tylko dziewice chrześcijańskie przeznaczone na żony dla dowodców i żołnierzy wojska nieprzyjacielskiego, a na czele swoim mające księżniczkę przyszłą małżonkę książęcia Konona, głównego wodza wojsk Maksyma.

Lecz gdy zdarzenie to w zdumienie wprawiło barbarzyńców, Święta Urszula widziała w niém skryte rozporządzenie Opatrzności Bożéj, które ją wialce pocieszyło. Zrozumiała wtedy jak dalece Pan Bóg uwzględnił jéj pragnienia, i że Pan Jezus przyjmując ją za Swoję oblubienicę, chciał jeszczo do zasługi dziewictwa, przydać i koronę męczeńską. Podniesiona więc na dachu, nowéj żarliwości pełna, przebiega wszystkie okręty, i do swoich towarzyszek przemawia jak na bohaterkę chrześcijańską przystoi. Przedstawia im w najżywszych wyrazach, nieoszacowane zalety dziewictwa, za które, jeśli tego byłaby potrzeba, życie swoje oddać powinny. Z takiém zaś namaszczeniem i z taką mocą ducha Bożego, zachęcała je do wylania krwi za wiarę, że wszystkie te błogosławione dziewice, pozbywszy się wszelkiéj obawy, poczytywały już cały ten wypadek jako dowód największego nad niemi miłosierdzia Bożego, i niczego nie pragnęły jak tylko śmierci męczeńskiéj.

Tymczasem dowódca Hunnów, gdy doszła do niego wiadomość kto się znajduje na okrętach przez niego wziętych, i że na nim była i królewna Urszula, o któréj nadobności nadawyczajnéj tak wiele słyszał, sam udał się do niéj. Ujęty jéj powierzchownością, ośmielił się żądać aby jego żoną została, i najprzód najłagodniejszemi słowy, a potém zagrożeniem nawet śmiercią, domagał się tego od niéj. Lecz Święta odpowiedziała mu z taką stałością chrześcijańską, z taką powagą i śmiałością, że i on sam i barbarzyńcy go otaczający, ulegając swojemu zwykłemu okrucieństwu wpadli jakby we wściekłość: w tejże chwil rzucili się na wszystkie te dziewice, i wymordowali je co do jednéj. Niektóre padły od miecza, inne przeszyte zostały strzałami; wszystkie poległy, i z palmą męczeńską poszły do Nieba, opiewać na wieki chwałę Baranka bez zmazy. Zaszło to 21 Października roku Pańskiego 383, i odtąd Kościół cały, w tym dniu obchodzi uroczystą pamiątkę świętéj Urszuli i jéj towarzyszek męczenniczek. Ciała ich pochowane zostały w Kolonii, zkąd te święte Relikwie rozeszły się po całym świecie chrześcijańskim.

Z upływem czasu, powstało zgromadzenie zakonic według Reguły świętego Augustyna, którego zakonnice obrały sobie za główną patronkę świętą Urszulę, i dla tego Urszulinkami się nazywają. Klasztory ich zostają pod bezpośrednim zarządem Biskupów miejscowych. Trudno wyrazić jak liczne i zbawienne spływają z tego świętego zgromadzenia pożytki, a to nie tylko z przykładów wzniosłych cnót zakonnych jakiemi to zgromadzenie zawsze się odznacza, lecz i z wychowania młodych panienek, którém się głównie to siostry trudnią. W naszym kraju w Poznaniu mają one swój klasztor i pensye, gdzie z różnych klas, a szczególnie ze średniéj, biegle kształcą młode panienki w naukach, i na wzorowe chrześcijanki je wychowują. Założycielką ich była błogosławiona Angela z Brescii, która w roku 1537 pierwszy taki klasztor założyła we Włoszech. Zgromadzenie to zatwierdzone zostało najprzód przez Papieża Pawła III-go, a potém w roku 1572 przez Grzegorza XIII-go. Za staraniem zaś świętego Karola Boromeusza, zakon Urszulinek otrzymał od Stolicy Apostolskiéj wszystkie przywileje Zgromadzenia w którém wykonywają się śluby uroczyste i ścisła klauzura jest zachowaną.

Pożytek duchowny

Oddając cześć pamiątce tak licznego grona świętych dziewic, które wraz z błogosławioną Urszulą, w obronie cnoty dziewictwa, życie położyły, naucz się tę cnotę jak najwyżej cenić, która właśnie dla tego cnotą czystości się nazywa, że onato dopiéro czystą przed Bogiem czyni duszę każdą. Ztąd postanów sobie, stosownie do stanu w jakim się znajdujesz, cnoty téj strzedz jak najpilniéj, gotowym będąc raczéj śmierć ponieść, niż przeciwko niéj wykroczyć.

Modlitwa (Kościelna)

Daj nam prosimy Panie Boże nasz, Świętych Dziewic Urszuli i jéj towarzyszek zwycięzkie palmy męczeństwa pobożnie uczcić, abyśmy nieumiejąc godnie je wysławiać, pokorną przynajmniéj służbą naszą, chwałę im oddali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 900–902.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 843

Święta Urszula dobrowolnie i z miłości ku Zbawicielowi ślubowała panieństwo, wiedząc, że stan ten jest Bogu miły. Czy dobrze uczyniła? Czy stan dziewiczy darzy szczęściem? Odpowiedź na to podajemy poniżej:

  1. Ze stanowiska wiary dziewictwo jest najszczęśliwszym stanem, polega bowiem na nadprzyrodzonej miłości ku Chrystusowi, który oblubienice swe Boską nagradza miłością. Podstawą małżeństwa jest miłość i przywiązanie do człowieka śmiertelnego, który pod względem dobroci, świętości i potęgi w ogóle nie może być porównany ze Zbawicielem. Ileż to razy widzimy małżeństwa niezgodne, swarzące się z sobą, szerzące zgorszenie i zły przykład dla dzieci i całego otoczenia! Nie przeczymy, że bezżenni są wystawieni na drwiny i szyderstwa, że uchodzą za dziwaków i oryginałów, ale zapytajmy, kto z nich szydzi i kto ich wyśmiewa? Czy szydercami są ludzie wykształceni, religijni, uczciwi i poważani? Bynajmniej! A czy drwiny i szyderstwa takie szkodzą bezżennym? Czy przez to tracą na sławie i reputacji? Przeciwnie, gdyż stają się podobniejszymi Zbawicielowi, a czyż może być większy nad to zaszczyt? A kiedy przyjdzie chwila zgonu, a po niej godzina sądu, bezżenny odpowiada tylko za siebie, natomiast żonaty dźwiga brzemię odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za żonę, dziatki, domowników i całe otoczenie.
  2. Ze stanowiska świata jest stan bezżennych o wiele szczęśliwszy, gdyż w oczach ludzi ten uchodzi za szczęśliwego, kto ma dostateczny majątek, wszelakie wygody, a mało kłopotów. Takim szczęściem pochlubić się mogą tylko ci, którzy dobrowolnie i w celach pobożnych wybrali stan bezżenny. Mają bowiem: a) tyle, ile im trzeba na utrzymanie. Na setkę żonatych i wdowców, potrzebujących wsparcia, przypada zaledwie jedna osoba bezżenna. Bezżenny, byle by żył oszczędnie, dużo może czynić dla kościołów, zakładów dobroczynnych, ubogich i chorych, podczas gdy żonaci i niewiasty zamężne muszą przede wszystkim myśleć o dzieciach i zaradzać potrzebom rodziny; b) mają o wiele mniej trosk i kłopotów. Jest rzeczą udowodnioną, że panny i kawalerowie nie tak często się procesują, nie mają tyle zatargów i nie stają tak często w sądach, jak żonaci. Nikt ich nie ściga zazdrością, nienawiścią, która zatruwa życie i mąci domowy spokój, wolni są od niepokoju, zmartwień i kłopotów ojca rodziny, nie znają utrapień, smutków i nocy bezsennych, jakie przechodzić muszą żony i matki; c) doznają o wiele większych wygód i przyjemności, aniżeli żonaci. Zdrowie ich jest o wiele trwalsze i czerstwiejsze, mają czas na pożyteczne zajęcia i odwiedziny, mogą się więcej oddawać modlitwie itd. Mądrze przeto postąpiła święta Urszula, wybierając stan bezżenny.
Tags: św Urszula „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik dziewica czystość Maryja
2020-09-26

Św. Cypriana Biskupa i Justyny Dziewicy

Żyli około roku Pańskiego 900.

(Żywot ich był napisany przez świętego Grzegorza Nazyańskiego i Metafrasta.)

Święty Cypryan rodem z Antyochyi w Syryi, pochodził z rodziny znakomitéj i bardzo bogatéj, lecz w pogańskich zabobonach żyjącéj. Miał lat siedm, kiedy go rodzice oddali na naukę do czarnoksiężników, a że posiadał nadzwyczaj bystre zdolności, więc w téj szatańskiéj sztuce, wielki postęp uczynił. Gdy dorosł, przebywał jużto w Atenach, już w Argos, już w Frygii wyszukując wszędzie najsłowniejszych mistrzów nieszczęsnego zawodu któremu się oddawał, a w końcu najsławniejszych przeszedł, gdy i w Indyach i w Chaldei dla lepszego wykształcenia się długo przebywał. Nie godziłoby się nawet wymienić sprosności i zbrodni jakich się dopuszczał, sprawując te niegodziwe obrządki. Używał do swoich czarów ciał Judzkich, i w tym celu i mężczyzn i kobiety i dzieci zamordowywał na ofiarę szatanom, a według zwyczaju i przepisów téj piekielnéj sekty, roztwierał żywcem wnętrzności ludzkie aby z tego wyprowadzić swoje wróżbiarstwo, i wywoływać i dokonywać różne łudząca ludzi zjawiska.

Lecz uchodząc za najsławniejszego swoich czasów czarnoksiężnika, z chrześcijanami nic poradzić nie mógł: nad nimi bowiem, i tak wielkiego mistrza jakim on był, czary żadnéj mocy nie miały. Pałał też ku nim największą nienawiścią; czernił ich, wyśmiewał, w szyderstwo obracając najświętsze obrzędy Kościoła. Takim był Cypryan, aż do trzydziestego rom życia swojego, kiedy Bóg nieprzebranego miłosierdzia, wybrał go jak drugiego Szawła, aby uczynić z niego „naczynie wybrane”, 1 i przykładem takim największych grzeszników pobudzić do ufności.

Po wszystkich tych swoich po obcych krajach podróżach, Cypryan wrócił do Antyochii. W mieście tém, mieszkała pewna dziewica nazwiskiem Justyna, która chociaż zrodzona z rodziców pogańskich, będąc razu pewnego na kazaniu Preliusza Dyakona Antyocheńskiego, nie tylko się sama nawróciła, lecz i rodziców swoich do wiary w Chrystusa przywiodła. Zostawszy chrześcijanką, stała się i wybraną Pana Jezusa Oblubienicą; poślubiła czystość dozgonną i dla tém pewniejszego dochowania téj cnoty, wiodła życie o ile można odosobnione. Że zaś była nadzwyczaj powabnéj urody, ile razy z domu wychodziła, starannie zakrywała twarz gęstym welonem. Pomimo tego ujrzał ja pewien młody bardzo majętny człowiek, nazwiskiem Ablaidus, i postanowił poślubić koniecznie. Gdy dla dopięcia swoich zamiarów, napróżno wszystkich używał Środków, udał się do Cypryana, pewny będąc że za jego sztuką czarnoksięzką dopnie swego celu. Ten zachęcony sowitą nagrodą, i chcąc przy téj sposobności w Antyochii moc swoich czarów okazać, użył wszelkich środków, aby Justynę oczarować, i od wierności Chrystusowi Panu odwieść. Gdy mu to nie łatwo przychodziło, nasłał na nią szatanów, którzy przybierając różne postacie, to rozbudzali w niej najszpetniejsze chuci, to znowu nasyłali na nią różne znajome jej niewiasty, zachęcające ją do poślubienia Ablaidusa, i ani chwili spokoju jéj nie dawali. Lecz święta dziewica podwoiwszy postów, modlitw, i umartwień ciała, a szczególnie uciekając się pod obronę Matki Bożéj, do któréj serdeczne zawsze miała nabożeństwo, wyszła z tych strasznych walk zwycięzko. Święty Grzegorz pisze nawet, że raz wśród najstraszniéjszych pokus z któremi na nią napadli szatani nasłani przez Cypryana, przenajświętsza Panna objawiła się jéj, upewniając że zwycięży i świetną koronę w Niebie otrzyma.

Cypryan nie mogąc pojąć żeby tak wielkie jego wysiłki próżnemi się okazały, przywoławszy do siebie szatanów, wyrzucał im ich niedołęztwo, pytając co takiego tę młodę dziewicę chroni od ich potęgi, i jakiéj ona broni używa, aby się od nich zasłonić. Wtedy szatan wyznał mu że broń któréj używa Justyna przeciw niemu, jest takiej siły, że całe piekło przed nią ustąpić musi, a tą jest znak Krzyża świętego którym ona ciągle się zastawia, i nim czartów od siebie odgania. Usłyszawszy to Cypryan, rzekł sam do siebie: „Jakto? sam znak krzyża na którym umarł ten Bóg którego wyznają chrześcijanie, taką moc posiadał jakiéjże potęgi sam ten Bóg być musi. Szalony byłbym gdybym i ja go nie wyznał. Od téj chwili, wyrzekam się czarnoksięztwa i Bóg Justyny będzie i moim Bogiem.” Po takowém uczynioném przez niego postanowieniu, niezwłocznie rzucili się na niego szatani z najstraszniejszą zapalczywością, lecz odstąpić musieli, skoro i on znak krzyża uczynił na sobie i wezwał Boga Justyny.

Cypryan miał znajomego pewnego chrześcijanina nazwiskiem Euzebi, pośpieszył więc zwierzyć mu się ze swego nawrócenia. Euzebi uradowany uściskał go serdecznie, i zachęcał do wytrwałości. Lecz szatani widząc iż się im taka droga dla nich zdobycz wymyka, w nowy sposób na Cyprysna uderzyli. Rozbudzili w umyśle jego nieufność w miłosierdzie Boże. Nie chciał on wierzyć aby Bóg chrześcijański, który jest świętością samą, mógł posunąć dobroć i miłosierdzie swoje aż do tego stopnia, żeby po tylu i tak strasznych zbrodniach jakich się on przez całe życie dopuszczał chciał go przyjąć za swego wyznawcę, i uczynił uczestnikiem łask Swoich. Pod wpływem takich myśli przywodzących go do rozpaczy, może byłby upadł Cypryan zupełnie, gdyby nie to, że jego przyjaciel Euzebi, broniąc go od tej piekielnéj pokusy, doradził mu aby uciekł się do Matki Boskiéj, jako Matki miłosierdzia. Wśród największego więc niepokoju, i kiedy zdawało się że całe piekło uderzyło na niego aby go o rozpacz przyprawić, Cypryan wezwał z całego serca Matki miłosierdzia. Uczuł się w téjże chwili pełnym ufności, i od tego czasu szatani dali mu zupełnie pokój. Pragnąc więc jaż coprędzéj zostać chrześcijaninem, udał się z Euzebim do Antyma Biskupa Antyocheńskiego, który gdy się przekonał o szczerości jego nawrócenia, kazał go ochrzcić.

Cypryan na dowód swojéj szczerości, a oraz i dla wynagrodzenia zgorszeń jakie dawał będąc czarnoksiężnikiem, przyniósł do Biskupa wszystkie swoje czarnoksięzkie księgi, i te wobec zgromadzonych wiernych publicznie spalił. A jak dotąd wsławił się był przez sztukę którą szatanowi służył, tak stawszy się sługą Chrystusa, wkrótce odznaczył się i zasłynął jako najprzykładniejszy pobożny i gorliwy o chwałę Bożą chrześcijanin. Ponieważ posiadał wielką naukę, a przytém miał i niepospolity dar wymowy, uchodził poprzednio nietylko za najzdolniejszego czarnoksiężnika, ale i za najzdolniejszego z mężów pogańskich, teraz więc tych darów Bożych użył na służbę Boga prawdziwego. Wielki a najzbawienniejszy wpływ wywierał na pogan, i znaczną ich liczbę, pomiędzy którymi znajdowali się i bardzo uczeni, nawrócił. Sam zaś wiódł życie jakby publicznego pokutnika. Widywano go często przed drzwiami kościoła, klęczącego z posypaną popiołem głową, ze sznurem u szyi, proszącego przechodzących chrześcijan, aby się z nim jako wielkim grzesznikiem, do miłosierdzia Boskiego wstawiali. Aby jeszcze więcéj przygnębić w sobie wrodzoną pychę, uprosił aby go przeznaczono jedynie do zamiatania kościoła. Nie rozłączał się z Euzebim którego obrał sobie za ojca duchownego, i przewodnictwem jego wiernie się powodował. Nakoniec wkrótce do takiéj doszedł świętości, że cuda czynił i daleko niemi zasłynął. A że przytém po całych dniach przesiadywał nad Pismem Bożém i nad świętemi księgami, stał się jednym z najbieglejszych w rzeczach tyczących się religii, tak że i duchowni w najważniejszych zdarzeniach do niego po radę śpieszyli. Przyszło więc do tego że po śmierci Antyma Biskupa, całe duchowieństwo i lud wierny, jednogłośnie na następcę wybrali Cypryana. Wzbraniał się długo, a gdy zmuszony nakoniec uledz woli Bożéj, przyjąwszy wszystkie następne święcenia i na Biskupa miał być już konsekrowany, powodowany głęboką pokorą, w czasie nabożeństwa, kiedy lud w kościele tłumnie był nagromadzony, wstąpił na wyniesione miejsce, i uczynił publiczną spowiedź z całego życia, wyznając wszystkie najcięższe zbrodnie jakich się kiedy dopuścił. Czyn tak nadzwyczajnéj pokory i skruchy, poruszył i zbudował wszystkich, i wielu ciężkich grzeszników, którzy już rozpaczali o swojém zbawieniu, do szczeréj pobudził pokuty.

Tymczasem gdy takie dzieła miłosierdzia Boskiego spełniały się na Cypryanie, Justyna swoją drogą coraz milszą stawała się Panu Bogu. Jeszcze wtedy kiedy Matka Boża nietylko obroniła ją od czarów Cyprysna, ale i jego samego wyzwalając z rąk szatańskich uratowała, chcąc objawić za to swoją wdzięczność Panu Bogu i téj Matce miłosierdzia, rozdała całą swoję majętność ubogim, ostrzygła sobie włosy i poświęciła się na wyłączną służkę Bożą. Rodzice zaś nietylko się temu nie sprzeciwili, lecz i sami oddawszy się już tylko bogomyślności, dom swój zamienili na wspaniały kościoł. I nie dość na tém: ów Ablaidus na którego to żądanie Cypryan czarował Justynę, także się nawrócił, wielki swój majątek rozdał na biednych i w pokucie służył Panu Bogu.

Gdy Cypryan został Biskupem, wiele dziewic pobożnych, które były pod jego przewodnictwem duchowném, pragnęło na wzór Justyny odsunąć się od świata, i w dziewictwie służyć Panu Jezusowi. Tych wielką liczbę Święty połączył z Justynę, która wraz z niemi, a będąc ich przełożoną klasztor założyła.

Lecz nadchodziła chwila, w któréj Pan Bóg do wyższéj jeszcze nagrody Cypryana i Justynę przeznaczał. Przybył do Nikomedyi cesarz Dyoklecyan. Dowiedziawszy się o licznych nawróceniach pomiędzy poganami jakie dokonywał Cypryan, i o wysokiéj świątobliwości Justyny, do któréj klasztoru coraz więcéj dziewic się garnęło, kazał ich oboje uwięzić. Wielkorządca Fenicyi przebywający w Tyrze, kazał ich przed sobą stawić. Gdy Cypryan i Justyna w pierwszém posłuchaniu przekonali go iż ich od wiary w Chrystusa niczém odwieść nie potrafi, kazał Justynę okrutnie zbić rózgami, a Cypryana zawieszonego w powietrzu szarpać żelaznemi hakami tak barbarzyńsko, iż się aż na to sami poganie oburzali. Gdy te męki stałości ich nie zachwiały, kazał ich wrzucić w kocioł pełen smoły, tłuszczu i wosku wrzącego. Święci wśród téj katuszy najmniejszego bolu nie doznali. Obecny temu jeden z kapłanów pogańskich, nazwiskiem Atanazy, a który był uczniem Cypryana gdy ten jeszcze był czarnoksiężnikiem, przypisując to czarom że Cypryan i Justyna w kotle gotowani żadnego bolu nie doznali, chciał i sam tego dokazać. Zawezwawszy więc szatanów i używszy różnych sztuk czarnoksięzkich, wskoczył do kotła, aby przez to przekonać pogan że i Cypryana i Justynę nie moc Boga którego wyznają, lecz sztuka czarnoksięzka zasłania. Lecz skoro wszedł w kocioł spalił się na węgiel. Wielkorządca obawiając się aby to wszystko ludu nie rozburzyło, odesłał świętych Męczeników do Nikomedyi, gdzie przebywał cesarz, opisując mu wiarnie wszystko co się stało. Dyoklecyan po odczytaniu listu, wydał wyrok aby Cypryan i Justyna, niezwłocznie przez ścięcie głowy straceni zostali. Rozkaz ten wykonano, i Święci ponieśli męczeństwo 26 Września około roku Pańskiego 900.

Pożytek duchowny

Widzisz z żywotów Świętych dziś uroczystujących, jakiéj potęgi przeciw szatanom jest użycie znaku Krzyża świętego i wezwanie na pomoc Maryi. W każdém więc niebezpieczeństwie grożącém duszy twojéj, uciekaj się do tych środków a ujdziesz wszelkiéj szkody.

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionych Męczenników Cypryana i Justyny niech nas Panie wspiera ciągłe pośrednictwo abyś miłościwie wejrzyć raczył na tych, którym takiego poparcia udzielasz. Przez Pana naszego i t d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 818–821.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 769

Św. Cyprian zajmował się przed nawróceniem czarami i wieszczbiarstwem, wyzyskując łatwowierność i przesądy swych rodaków w sposób grzeszny i niegodziwy. I dzisiejsze czasy nie są wolne od zabobonu; zastanówmy się przeto, na czym on polega. Zabobonnym jest:

  1. kto przypisuje ziołom, zaklęciom, gwiazdom, pewnym dniom lub godzinom nadzwyczajną siłę i skuteczność, której im nie nadał ani Stwórca, ani Zbawiciel, ani Kościół katolicki;
  2. kto wierzy, że kładzenie kart, cyganie, cioty, czarnoksiężnicy i sny zdołają wywróżyć przyszłość i kto tym osobom i rzeczom przypisuje nadprzyrodzoną siłę;
  3. kto wierzy, że Bóg takimi drogami i przez takie osoby świadczy ludziom jakieś łaski i udziela im czegoś, co się przyczynić może do ich dobra doczesnego albo zbawienia wiekuistego.

Zabobon jest grzeszny dlatego, że jest bezpośrednim lub pośrednim odwoływaniem się do siły szatana. Pomimo to zapytać należy, czy w ogóle istnieją czarownicy i czarownice. Tak jest niewątpliwie. Jak bowiem są Święci, którym wskutek ich świątobliwości i bogobojności Bóg udzielił cząstki swej wszechmocy, tak też są i grzesznicy, którzy w miarę postępowania w złym wchodzą w ściślejszy stosunek z szatanem i przejmując od niego część piekielnej jego władzy, potrafią wskutek tego przewidzieć i odgadnąć rzeczy przyszłe i dokazać niekiedy rzeczy niepojętych. Ale tak ohydnym rzemiosłem zajmują się tylko ludzie pogrążeni w złym i moralnie podupadli. Trzymajmy się przeto zdala od bezbożników i miejmy niezłomne przekonanie, że przeciw woli Boskiej nie zdołają nam zaszkodzić w sprawie naszego zbawienia.

Footnotes:

1

Dz. Apost. IX. 15.

Tags: św Cyprian z Antiochii św Justyna z Padwy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup dziewica męczennik satanizm nawrócenie Krzyż Maryja
2020-09-23

Św. Lina Papieża i Św. Tekli Dziewicy, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 80.

(Żywoty ich były napisane prez świętego Damazego Papieża, i świętego Grzegorza Nazyanzeńskego Biskupa.)

Święty Lin Papież rodem z miasta Wolteryi w Etruryi, był pierwszym świętego Piotra w najwyższym zarządzie Kościoła następcą. Nawróconym został do wiary świętéj przez tegoż księcia Apostołów. Od téj chwili poświęcił się na wyłączną służbę Panu Jezusowi: rozdał majątek ubogim, i już się z świętym Piotrem nie rozłączał. Jego téż on głównie do najważniejszych spraw swojego Papieztwa, za pomocnika używał.

Wysłany do Galii dla głoszenia słowa Bożego, przybywszy do Bezansonu został pierwszym Biskupem tego miasta. Mieszkając w domu pewnego zamożnego obywatela nazwiskiem Amazyusz, nawrócił go z całą rodziną i tenże dom jego zamienił na kościoł, poświęcony pod wezwaniem przenajświętszéj Maryi Panny i świętego Stefana. Wiara szerzyła się szybko w tym kraju, za gorliwą pracą świętego Lina, lecz zły duch nie mogąc patrzeć na to obojętnie, pobudził niektórych nieszczerze nawróconych pogan, do wznowienia obrządków pogańskich, które już prawie wszędzie zniesione były. Dano więc znać świętemu Linowi, że lud zabiera się do oddania publicznéj czci bożyszczom. Święty udał się coprędzéj na miejsce gdzie mieli palić ofiary Apolinowi, a gdy przemówił do zgromadzonych, w téjże chwili bałwan upadł w proch się obracając. Lecz poganie, zamiast uznania w tym cudzie mocy Bożéj, rzucili się na Świętego, i wygnali go z miasta.

Gdy powrócił do Rzymu, święty Piotr zrobił go swoim Koadjutorem, a jak u nas nazywają Sufraganem. Po męczeństwie też świętego Piotra, jednogłośnie na jego miejsca obranym został. Był tak wysokiéj Świątobliwości, iż nietylko dał mu Pan Bóg cudowną moc wyganiania złych duchów z opętanych, lecz i łaskę wskrzeszenia umarłych. Napisał dzieje Papieztwa świętego Piotra, w których skreślił szczegółowo postępowanie tego świętego Apostoła z Szymonem czarnoksiężnikiem. Wydał postanowienie aby niewiasty wchodząc do kościoła miały przykrycie na głowie. Święty ten Papież poniósł śmierć męczeńską za wiarę, z rozkazu bezbożnego Saturnina Wielkorządcy Rzymskiego, który tak okrutną niewdzięcznością odpłacił mu się za to, że mu córkę od złego ducha wyzwolił. Ścięty został 23 Września około roku Pańskiego 80, i pochowany na Watykanie, obok grobu świętego Piotra Apostoła. Zasiadał na stolicy Apostolskiéj przeszło lat jedenaście.

· · ·

Dziś także obchodzi Kościoł Boży pamiątkę świętéj Tekli, która w tychże czasach żyła. Była rodem z miasta Ikonium w Likaonii, w którém mieszkała gdy tam przybył Paweł Apostoł dla ogłaszania Ewangelii świętéj. Nietylko była z liczby tych którzy się najpierwéj nawrócili, ale zostawszy uczenicą świętego Pawła, za radą jego wykonała ślub dozgonnego dziewictwa, i na wyłączną służbę Panu Bogu się poświęciła. Matka jéj, która pozostała była poganką, dowiedziawszy się o tém, nietylko przeciwna była jéj ślubowi, lecz uparta w swoich zabobonach, chciała ją zmusić do odstąpienia wiary świętéj. Nalegała na to szczególnie, kiedy niejaki Tamiryd, bogaty poganin, chciał ją pojąć w małżeństwo. Aby ją do tego skłonić, zrazu używała łagodnych środków, a widząc że te nie skutkują, morzyła ją głodem, biła, i wszelkiemi sposobami starała się zmusić do zostania napowrót poganką. Nakoniec, widząc że nietylko tém zachwiać stałości Tekli nie może, lecz że ona jeszcze ściśléj z Oblubieńcem swoim Niebieskim się jednoczy i odstapić Go nie chce, wyrodna matka sama ją przed Wielkorządcą jako chrześcijankę oskarżyła, domagając się, aby dla przykładu innych, jeśli wiary nie odstąpi, publicznie spaloną została.

Przywołał ją przed trybunał swój sędzia, a gdy znalazł niezachwianą w wierze i w postanowieniu dochowania ślubowanéj Panu Jezusowi czystości, wydał wyrok na spalenie ją żywcem. Jakoż, w tejże chwili wielki stos rozpalono, a oprawcy porwawszy ją, wrzucili do ognia. Święta wchodząc weń przeżegnała płomienie, a w tejże chwili Pan Bóg tak ulewny deszcz zesłał, iż ogień zagasł, a Tekla bez najmniejszéj szkody wyszła ze stosu. Sam Wielkorządca uderzony tym cudem, moc niebieską w nim widząc, Świętą na wolność wypuścić kazał.

Tekla już do domu matki nie wróciła, lecz dowiedziawszy się gdzie przebywa święty Paweł, tam się udała, i pod jego przewodnictwem duchowném zostając, prowadziła życie bogomyślne i pokutne, cała oddana Bogu i uczynkom miłosierdzia. Tak spędziła lat kilka, w różnych przebywając miejscach, nie ściągając na siebie uwagi pogan, aż oto gdy do Antyochii przybyła, oskarżoną została przed władzą pogańską, że bożkami cesarskiemi gardzi, a Chrystusa wyznaje. Stawiona przed trybunał Wielkorządcy, wyznała śmiało że jest chrześcijanką, a bożyszczom, jakto od niéj wymagano, czci nie odda. Za to skazał ją tyran na pożarcie od dzikich zwierząt, wszakże przez jakiś wzgląd szczególny, nie odesłał jéj do więzienia, tylko do pewnéj wielkiéj pani imieniem Tryfemia, krownéj cesarza Wespazyana. Nazajutrz zaś, kazał ją zaprowadzić na plac publiczny i wydać zwierzętom na pastwę. Ludu zebrało się było mnóstwo, wypuszczono na nią kilku lwów okrutnych, i już wszyscy mniemali że ją w jednéj chwili rozszarpią, kiedy zwierzęta te przypadłszy do niej, gdy je znakiem krzyża świętego przeżegnała, stanęły jak wryte, i tknąć jéj nieśmiały. Na widok tego cudu, wielu z obecnych pogan nawróciło się, a Wielkorządca przypisując to czarom, kazał ją napowrót do mieszkania Tryfemii odprowadzić, postanowiwszy nazajutrz wypuścić na świętą Męczenniczkę dziksze i lepiéj wygłodzone zwierzęta. Do tego zaś okrucieństwa przydał jeszcze i większe. Gdy bowiem znowu przyprowadzono Świętą na płac, gdzie zwierzętom miała być wydana na pastwę, kazał ją z szat obnażyć.

Przyszła była za nią i Tryfemia, która przez krótką chwilę pobytu Tekli w jéj domu poznąwszy ją bliżéj, serdecznie ją pokochała; płakała więc rzewnie patrząc co się z nią dzieje. Otworzono powtórnie klatki gdzie zwierzęta były trzymane, i tą razą wypuszczono już na służebnicę Bożą nietylko lwy, lecz i niedźwiedzie i inne drapieżne bestye, kilkodniowym głodem rozwścieklone. Gdy wpadły na plac, zaryczały tak okrutnie, że zląkł się lud wszystek. Lecz Święta stała spokojna: gdy na nią natarły zasłoniła się znakiem krzyża świętego, a lwy i niedźwiedzie do nóg jéj upadłszy, jakby nie śmiejąc na dziewicę obnażoną poglądać, oczy ku ziemi spuściły, a lud zawołał: „Wielkim jest Pan Bóg który tak sług swoich broni”, i znowu wielka liczba pogan o Chrzest święty prosiła.

Wszakże okrutny i zaślepiony tyran obojętnym się okazał na to wszystko, i nowe dla Tekli wynalazł katusze. Kazał wielki dół wykopać, nalać w niego wody i napuścić jak najwięcéj wężów i gadzin jadowitych, a następnie Teklę tam wrzucić. Gdy Świętą w ten dół pchano, najprzód się przeżegnała, potém sama pomiędzy gady wskoczyła. Lecz tenże Bóg, który lwy i niedźwiedzie do jéj nóg przywiódł, odjął żmijom jadowitość, tak że z pośród nich wyszła Święta jakby z miłéj kąpieli.

Po tym powtórnym zawodzie jakiego doznał Wielkorządca, kazał Teklę odprowadzić do więzienia, a sam prawie całą noc spędził na przemyśliwaniu, jakimby nareszcie sposobem mógł ją na śmierć zamęczyć. Wynalazł nakoniec następujący: kazał nazajutrz świętą tę dziewicę przywiązać silnemi powrozami do tylnych nóg dwóch dzikich wołów, a chcąc aby przez nich roztarganą była, też woły kazał puścić i gnać rozpalonemi żelazami. Porwano więc Teklę, która według swego zwyczaju znakiem krzyża świętego się uzbroiwszy, pomiędzy dwoma wołami uwiązaną została. Puszczono je wtedy bodząc rozpalonemi szynami; każdy z nich skoczył w swą stronę, lecz w tejże chwili powrozy się jak nitki porwały, byki uciekły, a Święta na miejscu bez żadnéj szkody została.

Ten cud, już nietylko wielu pogan ale i samego Wielkorządcę upamiętał. Musiał w tém przyznać moc Bożą, a przyzwawszy Teklę do siebie, spytał jéj: „Ktoś ty jest i jaką moc posiadasz, że cię żadne zwierzę tknąć nie śmiało, ogień oszczędził, i z pomiędzy byków uratowaną zostałaś?” – „Jestem służebnicą Boga najwyższego, odrzekła Tekla”, a Wielkorządca więcéj już nie rozmawiając, uwolnił ją, i polecił aby ją nikt nie śmiał, w jakikolwiek sposób prześladować. Święta wróciła jeszcze do domu Tryfemii, która ze wszystkimi swymi domownikami Chrzest święty przyjęła, a za jéj przykładem wielu z mieszkańców Antyochii nawróciło się do Chrystusa.

Wkrótce potém, Tekla udała się do Seleucyi, a tam słowem i przykładem swojego świątobliwego życia, wiele dusz pozyskawszy Panu Bogu, osiadła na górze przy témże mieście, w pustém i samotném bardzo miejscu. Tam wiodła życie już tylko bogomyślności i najostrzejszéj pokucie oddane, i umarła pełna cnót i zasług 28 Września około roku Pańskiego 80, mając lat dziewiędziesiąt.

Wszyscy Ojcowie pierwszych wieków, nadawyczajne oddają jéj pochwały, już to uważając ją za pierwszą z płci niewieściej, która cierpiała za Chrystusa, już nazywając ją najstarszą córkę duchowną świętego Pawła. Piszą że błogosławiony Cypryan gdy szedł na męczeństwo, wspomniał o niéj tak się modląc: „Wesprzyj mnie Panie, i bądź ze mną jakoś był z Pawłom w więzieniu i ze świętą Teklą gdy ją w ogień wrzucono.” A i Kościoł Boży w modlitwach któremi dusze konających poleca Panu Bogu, prosi aby je wyzwolił, tak jak świętą Teklę z trzech okrutnych mąk, które poniosła, wyzwolić raczył. I w kraju naszym szczególną ona cześć odbiera: wiole kościołów pod jéj wezwaniem jest wybudowanych, i bractw pod jéj opieką ustanowionych.

Pożytek duchowny

Znak Krzyża świętego, którego mocą tyle razy święta Tekla wybawioną została od strasznych mąk jakie ją zadano, jest bronią, do któréj chrześcijanin powinien się uciekać we wszelkich niebezpieczeństwach, a szczególnie grożących jego duszy. Ile razy nacierać będą na ciebie pokusy, nie omieszkaj użyć tego oręża, a byleś to z wiarą czynił, wnet doznasz jego skuteczności.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc pamiątkę przejścia do Nieba błogosławionéj Tekli męczenniczki Twojéj, i pociechy doznali przez święcenie jéj uroczystości, i przykładom jéj wytrwałości w wierze, w żywości wiary naszéj wzrostu nabierali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 808–810.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 758–759

Święta Tekla nie dlatego zerwała narzeczeństwo, że jej oblubieniec był poganinem i wzdrygał się przyjąć wiarę chrześcijańską, lecz z przekonania o wysokiej wartości dziewictwa. Na czymże wartość ta polega?

  1. Otóż przede wszystkim na dobrowolnym wyrzeczeniu się pożycia małżeńskiego. Dziewica chrześcijańska pozbywa się tym sposobem wielkiego brzemienia trosk i kłopotów i zachowuje sobie wszelką swobodę oddawania się modlitwie, pobożności i ćwiczeniom ducha. Nie jest wtedy zależna od męża, który może być człowiekiem złym i oburzać się jej pobożnością i przystępowaniem do Sakramentu Ołtarza, jako też nie ma na głowie kłopotu o dzieci i ich wychowanie, o zbieranie dla nich majątku i zapewnienie im utrzymania i stanowiska w świecie. Ileż mamy matek, które krwawe łzy wylewają z powodu dzieci, które albo wcześnie umierają, albo też puszczają się na drogę zgorszenia i zdrożności! Ileż widzimy wdów, które mąż rychło odumarł! Mądra zaiste jest dziewica, która z nieufnością spogląda na mniemane szczęście pożycia małżeńskiego.
  2. Wartość dziewictwa polega dalej na zjednoczeniu i połączeniu z Bogiem. Prawdziwa dziewica nie unika małżeństwa dlatego, aby prześnić życie w wygodach, lecz ażeby poślubić na wieki Boga-człowieka, którego jarzmo jest słodkie. Chrześcijańska dziewica chce żyć tylko dla Boga, który ją stworzył, odkupił swą śmiercią na krzyżu i jednoczy się z nią w Sakramencie Krwi i Ciała, do Niego chce tylko należeć, Jemu służyć i podobać się, Jemu oddać się całą duszą i nieskalanym ciałem. Z Nim jedynie czuje się szczęśliwą, jej Oblubieniec nigdy nie umrze, jej dzieci – tj. cnoty i dobre czyny – są nieśmiertelne i towarzyszą jej na drugi świat; pod skrzydłem opieki Jezusa czuje się spokojną i bezpieczną, mówiąc: „Sławić i chwalić Cię będę, Panie i Królu, Boże i Zbawicielu mój! Ty bowiem byłeś pomocnikiem i obrońcą moim. Tyś ocalił ciało me od zguby, od sideł złego języka, od ust kłamliwych i byłeś mi sprzymierzeńcem przeciw wrogom moim. Ty oswobodziłeś mnie według wielkości miłosierdzia swego od ryczących, którzy gotowi byli pożreć mnie, jako też od tych, którzy czyhali na duszę moją, od utrapień otaczających mnie i od płomieni szalejących wokoło, tak iż nie spłonęłam w nich”.
Tags: św Linus św Tekla „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież dziewica męczennik św Piotr św Paweł krzyż
2020-09-07

Św. Reginy, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 253.

(Żywot jéj był napisany przez wielebnego Bedę kapłana.)

Święta Regina przyszła na świat około roku Pańskiego 238, w mieście Alizya, w południowéj Francyi, z rodziców bardzo zamożnych i znakomitych, lecz zagorzale przywiązanych do zabobonów pogańskich. W kilka dni po urodzeniu straciła matkę, a na Jéj szczęście ojciec jéj Klemens, oddał ją na wychowanie do pewnéj niewiasty która była chrześcijanką, o czém on nie wiedział. Ta nie tylko ją w zasadach wiary świętéj ugruntowała, lecz oraz i takie w jéj sercu rozbudziła pragnienie męczeństwa, że jeszcze dzieckiem będąc, Regina z największém upodobaniem czytała dzieje świętych wyznawców krew swoję za Chrystusa wylewających i wzdychała za takąż koroną.

Obdarzył ją Pan Bóg nadzwyczaj piękną urodą. Widząc iż to ją na tém większe niebezpieczeństwo wśród świata naraża, gdy doszła lat dziewiczych, zrobiła ślub dozgonnéj czystości, stroniła od wszelkich płochych rozrywek, co miała wolnego czasu ten przepędzała w kaplicach które wówczas pokryjomu chrześcijanie urządzali, i na jakie tylko zdobyć się mogła miłosierne uczynki takowe spełniała.

Kobieta która ją wychowała, uszczęśliwiona z takich owoców swoich pobożnych około niéj starań, przewidując że prędzéj lub późniéj, gdy poganie dowiedzą się że Regina jest chrześcijanką, na ciężkie ją to próby wystawić może, przygotowywała ją do tego, wyrażając niekiedy obawę czy potrafi ona wytrwać wśród takowych. Na to zwykle odpowiadała jej Święta: „Bądź o to spokojną, miéj nadzieję że za łaską mojego niebieskiego Oblubieńca, niczego się nie ulęknę, a gdyby przyszło do tego aby mnie męczono, prędzéj kaci ustaną od zmęczenia, aniżelibym miała się wyprzeć Boga mojego. Pan Jezus mnie nie opuści, bo ja w nim jednym całą moję pokładam nadzieję.” Na takie słowa, świątobliwa jéj ochmistrzyni płakała z radości i rozczulenia, a przyciskając ją do serca mówiła: „I ja się pocieszam tą nadzieją, że tak będzie, i że wkrótce ujrzę cię sławną Męczenniczką.” Co téż w istocie wkrótce się spełniło.

Zpomiędzy wielu młodzieży najmajętniejszych i najznakomitszego rodu, ubiegających się o rękę Reginy, ojciec chciał ją wydać za człowieka z którym związek byłby ją uczynił jedną z największych pań w owym kraju. Gdy ten zamiar objawił córce, ta rzekła do niego: „Wiem ojcze najdroższy że mnie bardzo kochasz, i że pragnąc mnie uszczęśliwić, chcesz mnie wydać za mąż tak świetnie. Lecz gdyby się znalazł kto z którym zaślubienie jeszcze dla mnie byłoby zaszczytniejszém, czy nie wypadałoby żebym mu dała pierwszeństwo?” – „Tak jest bezwątpienia, odpowiedział ojciec, lecz z kimże w całym kraju możesz świetniejszy zawrzeć związek małżeński, niż z tym właśnie młodzieńcem którego ci przedstawiam?” — Z Jezusem Chrystusem, odrzekła Regina, prawdziwym Bogiem naszym, Stwórcą i Odkupicielem, któremu na zawsze się poślubiłam.” — „Jakto, zawołał wtedy ojciec, czyż i ciebie uwiedziono do tego stopnia, że w chrześcijańskie zabobony wierzysz?” — „Nie są to wcale zabobony, powiedziała mu córka, jestem przekonana że gdybyś sam poznał prawdy religii chrześcijańskiéj, przestałbyś być poganinem.” Wtedy Klemens rzekł do niéj groźnie: „Zastanów się nad tém co masz uczynić; wybieraj: czy chcesz mieć we mnie ojca, czy tyrana?” Jakoż, gdy Regina przy swojém obstawała, ojciec po użyciu jeszcze różnych łagodnych środków aby ją od wiary odwieść, gdy się one próżnemi okazały, wpadłszy w złość wielką zbił ją okrutnie.

Tymczasem pod tęż porę przybył do miasta Alicyi Olibryusz, Wielkorządca tych prowincyi, przysłany przez cesarza Decyusza. Gdy dowiedział się o tém co zaszło między Reginą a jéj ojcem, kazał ją stawić przed sobą. Zaledwie ją ujrzał tak ujęty został jéj powierzchownością, że postanowił pojąć ją za żonę i zaraz jéj to oświadczył. Święta odpowiedziała mu że jest chrześcijanką, i że postanowiła aż do śmierci żyć w dziewictwie. Wielkorządca pomimo tego uprzejmie się z nią obszedłszy, odprawił ją do domu mówiąc, że spodziewa się iż po namyśle zmieni swoje zdanie: „Mylisz się rzekła mu na to Regina, postanowienia mojego nie zmienią ani twoje oświadczenia, ani męki jeśli mi je zadasz.”

Po powrocie do domu, Święta miała znowu trudne przejście z ojcem, który pojąć tego nie mógł, aby nie chciała zostać małżonką jednego z najwyższych urzędników w cesarstwie, a widząc że nic z nią poradzić nie może, wpadłszy w rozpacz i złość szatańską, sam poszedł do Wielkorządcy, domagając się aby wytoczył sprawę Reginie jako chrześcijance. Ten kazał ją powtórnie powołać przed siebie, i miał zamiar jak najsurowiéj się z nią obejść, lecz gdy ją ujrzał zmiękczał, i nanowo łagodnemi słowy chciał ją ująć. „Czy to podobieństwem jest rzekł do niéj, aby dziewica twojego urodzenia i wychowania, do tego stopnia się poniżała, żeby chciała uchodzić za oblubienicę jakiegoś Galilejczyka, który na sromotném rusztowaniu krzyża umarł. Nie bądź szalona, oddaj mi rękę, a staniesz się jedną z najpierwszych pań w całém cesarstwie.” — „Nie bluźnij, odrzekła mu na to spokojnie i poważnie Regina, Ten którego pogardliwie nazywasz galilejczykiem, jest prawdziwym Bogiem, który z własnéj woli i miłości ku nam poniósł śmierć haniebną, po niéj mocą Swoją wskrzesił się i wszystkie Swoje nauki wielkiemi cudami, których i poganie nie zaprzeczają, dowiódł. A nawet i w oczach twoich cud czyni, kiedy mnie słabéj dziewicy, daje moc do oparcia się twoim ułudnym przyrzeczeniom, lubo wiem że mnie za to ciężkie męki czekają.” Po tak stanowczéj odpowiedzi, Olibryusz zagroził jéj w istocie mękami i kazał zamknąć do więzienia. Święta całą noc spędziła na modlitwie, wśród któréj Pan Bóg napełniał jéj serce niebieskiemi pociechami, i ukrzepił w nadziei że męczeńską koronę, któréj tak dawno pragnęła, otrzyma.

Nazajutrz Wielkorządca znowu ją powołał, i jeszcze pochlebniejszemi i łagodniejszemi słowy, usiłował zachwiać jéj stałość. Zapowiedział jéj najwyraźniéj że ma do wyboru: albo stać się jego żoną, i używać szczęścia które zapewniał jéj wielki jego majątek i wysoki urząd jaki piastował, albo przygotować się na męki i śmierć nawet, jeśli bożkom cesarskim czci publicznéj nie odda. Święta na to wszystko odpowiedziała mu toż samo co i w poprzedzających z nim rozmowach, a wtedy poganin ten, przechodząc z jednéj namiętności do drugiéj, wpadłszy w złość, zawołał katów i kazał Reginę okuć w obręcz żelazną, która łańcuchem przytwierdzoną została do muru w więzieniu. Sam zaś mając odbyć długą podróż do Niemiec, wydał rozkaz aby ją tak trzymano dopóki publicznie nie odda pokłonu bożyszczom.

W męce téj tak barbarzyńskiéj cały miesiąc pozostawała Regina, przykuta do ściany w ten sposób że ani położyć się, ani usiąść nie mogła, a prócz tego na inne jeszcze dotkliwsze dla jéj serca narażona była próby. Do więzienia przychodził ojciec jéj i rodzina i wszyscy najznakomitsi mieszkańcy miasta Alicyi i z okolicy, najusilniéj a niektórzy ze łzami prosząc ją i zaklinając, aby się od téj srogiéj katuszy wyzwoliła, a nawet i od śmierci, która ją w końcu niechybnie czeka, i oddała cześć bożkom.

Wszystkiemu temu mężna ta piętnastoletnia dziewica, za łaską Pańską oparła się, tak że po miesięcznéj podróży Olibryusz powróciwszy, kazał ją znowu przed sobą stawić, a sądząc że ją teraz skłonniejszą do swoich żądań znajdzie, zrazu według swego zwyczaju łagodnie ją do tego nakłaniał, następnie zagroził mękami niezwłocznemi jeśli się Chrystusa nie wyrzeknie. Widząc zaś równie jak wprzódy niezachwianą jéj stałość; kazał ją rozciągnąć na rusztowaniu i smagać knutami, które u końców miały żelazne haczyki. Tłumy ludu zbiegły się na to okrutne widowisko; a gdy ze świętéj dziewicy krew strumieniem lać się zaczęła, zewsząd dały się słyszeć krzyki oburzenia, które przestraszyły tyrana i ten kazał powstrzymać knutowanie, a Świętą do więzienia odprowadzić. Regina padłszy tam na kolana, i dziękując Bogu za łaski jakie już dotąd odebrała, gorąco prosiła Pana Jezusa, aby jéj i nadal nie opuszczał. Wtedy pocieszył ją Pan Bóg widzeniem cudowném. Ujrzała ogromny krzyż sięgający aż do Nieba, u wierzchu którego była gołębica tak jaśniejąca, iż całe więzienie zostało oświecone, a oraz usłyszała głos z nieba mówiący: „Bądź mężną godna Oblubienico Chrystusowa, dziewictwo i stałość twoja wysłużyły ci już koronę którą wkrótce otrzymasz.” Pokrzepiona takiém objawieniem, Święta nie czuła już żadnego bolu z ran odniesionych i nowego nabrała męstwa.

Nazajutrz Olibryusz kazał wszystkie jéj rany palić pochodniami, i pastwiąc się nad nią z barbarzyństwem niesłychaném, po mękach ogniem zadanych zanurzał ją w zimną wodę. Mężna dziewica przeniosła to wszystko nie czując najmniejszego bolu, a gdy przemawiając do ludu głosiła Chrystusa, ujrzała unoszącą się nad nią tę samę gołębicę którą widziała w więzieniu, a która przyniosła w dziobie koronę, i złożyła ją na jéj głowie. Podczas zaś gdy się to działo wszystkim obecnym dał się słyszeć głos z Nieba: „Pójdź Regino, pójdź królować na wieki w Niebie z twoim Oblubieńcem Boskim, pójdź odebrać nagrodę należną twojéj wytrwałości.” Na widok takiego cudu ośmiuset pięćdziesięciu pogan tam zgromadzonych nawróciło się, a Wielkorządca widząc wielkie w ludzie wzburzenie, rozkazał aby Reginę niezwłocznie ścięto. Poniosła męczeństwo 7 Września około roku Pańskiego 253. Po ustaniu prześladowania, na grobie jéj zbudowano kaplicę, a wkrótce potém stanął tam obszerny klasztor, przy którym z upływem wieków zabudowało się miasteczko, do dziś dnia od jéj imienia, miasteczkiem świętéj Reginy zwane.

Pożytek duchowny

Jak wielu Świętych Pańskich, tak i błogosławiona Regina dziś uroczystująca, w czytaniu Żywotów Świętych Męczenników, znalazła źródło swojego uświęcenia i przyszła do tego że ich wiernie naśladując i sama koronę męczeńską otrzymała, Staraj się aby i ciebie czytanie Żywotów Świętych pobudzało do jak najwierniejszego ich naśladowania.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławioną Reginę dziewicę i Męczenniczkę, przez czytanie dziejów wielkich sług Twoich, do jak najwierniejszego służenia Ci pobudził skutecznie, spraw prosimy za jéj pośrednictwem i zasługami, abyśmy także jak najwierniéj służąc Ci, wraz z nią w Niebie wychwalali Cię na wieki. Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 756–758.

Tags: św Regina „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik wychowanie
2020-07-29

Św. Marty, Dziewicy

Żyła około roku Pańskiego 70.

(Żywot jéj wyjęty jest u Ewangelii świętéj, i z dzieł Kardynała Baroniusza.)

Święta Marta siostra świętéj Maryi Magdaleny i świętego Łazarza, była najstarszą z téj błogosławionéj rodziny, zaszczyconéj szczególnemi względami Pana Jezusa. Przyszła na świat w Betanii, mieście blizko Jerozolimy położoném. Po śmierci rodziców, którzy byli bardzo bogaci, odziedziczyła wielki majątek, i razem z bratem mieszkała w Betanii, kiedy święta Marya Magdalena, jak to w jéj żywocie mówiliśmy, odłączywszy się od nich, osiadła była na pewien czas w zamku swoim Magdalon zwanym, i dopiéro po nawróceniu swojém z nimi się złączyła. Marta od lat najmłodszych, chociaż wychowana była wśród dostatków i zbytków, odznaczała się wielką skromnością, zamiłowaniem cichego domowego życia, i była bardzo miłosierną dla ubogich. Brat jéj święty Łazarz, podobnież wiódł życie najprzykładniejsze, i dla tego że byli tak zgodnego i świątobliwego usposobienia, mieszkali w jednym domu, chociaż ich wielka zamożność nie wymagała tego wcale. Ponieważ była starszą od brata, więc ona głównie zarządzała domem i majątkiem, a w Jerozolimie i w całéj krainie Żydowskiéj, dla wysokich cnót swoich, w wielkiém była poważaniu. Łatwo téż wyobrazić sobie, jak ciężką było to dla niéj boleścią, gdy siostra jej Magdalena, z początku tak mało była do niéj podobną, i rzuciwszy się w świat doszła w końcu do największego zepsucia. Z tego powodu Marta często gorzkiemi zalewała się łzami, i w gorącéj modlitwie wzywała miłosierdzia Bożego nad tą ukochaną jéj duszą, aż nakoniec za wstawieniem się Matki Bożéj wyprosiła jéj te łaski, które ją po nawróceniu, największą Świętą zrobiły.

Jak tylko Pan Jezus zaczął ogłaszać Swoję Boską naukę, święta Marta stała się niezwłocznie jedną z Jego najpierwszych i najwierniejszych uczenic. Starała się być obecną na wszystkich Jego kazaniach, z czcią najgłębszą każde słowo Zbawiciela brała do serca, bo wiedziała dobrze, że wychodzą one z ust Boga Samego, który z miłości ku ludziom stał się człowiekiem. Przysłuchując się pochwałom jakie Chrystus Pan dawał dziewictwu, i jak wysoko cenił On tę świętą cnotę, postanowiła nie mieć innego Oblubieńca jak samego Boga, i stosując się do wszystkich innych nie tylko przykazań lecz i rad jakie głosił Syn Boży, w krótkim czasie stała się wzorem najwyższéj doskonałości Ewangelicznéj. Chociaż zawsze wiodła życie pobożne, i mało oddawała się światowym rozrywkom, od chwili jak słuchała nauk swego Boskiego Mistrza, jeszcze ściśléj odosobniła się od świata, a wyłączniéj oddawała się ćwiczeniom wysokiéj bogomyślności i uczynkom miłosierdzia. To téż gdy doczekała się téj wielkiéj dla niéj pociechy, że i Magdalena po swojém nawróceniu, takiemuż rodzajowi życia się poświęciła i przy niéj osiadła, dom jéj w Betanii, stał się przybytkiem szczególnéj świątobliwości: zamienił się jakby na klasztorek. Wszystko tam urządzone było w duchu najwyższéj pobożności. Cały czas zabierały pobożne ćwiczenia, modlitwa, czytanie ksiąg świętych, i miłosierne uczynki, na które to święte rodzeństwo, pod przewodnictwem najstarszéj siostry żyjące, obracało wszystkie swoje wielkie dochody. Dom téż Marty w Betanii, stał się domem do którego Pan Jezus najczęściéj w pielgrzymkach Swoich zachodził, i w nim raczył niekiedy przemieszkiwać, coraz wyższemi łaskami odpłacając się świętéj gospodyni, za jéj pobożną gościnność.

Z czasów jednego z takich boskich nawiedzin Marty przez Zbawiciela, następujące zdarzenie opowiada Ewangelia święta: Gdy Pan Jezus w jednéj ze swoich Ewangelicznych wycieczek, przybywszy do Betanii, według Swego zwyczaju zamieszkał w domu Marty, Święta dla tém większego uczczenia Boskiego gościa, chociaż wiele sług miała, sama się krzątała około Jego przyjęcia; sama przyrządzała skromny posiłek, nakrywała do stołu, i służyła Zbawicielowi. Przez ten czas, Pan Jezus usiadłszy w gronie kilku Apostołów, jakto zwykle robił, miał naukę stosowną do téj niewielkiéj lecz wybranéj liczby Jego słuchaczów, którym najwznioślejsze prawdy religijne raczył wykładać, przypuszczając ich do najskrytszych tajemnic życia wewnętrznego. Magdalena, jak zawsze spragniona słów Bożych, usiadłszy przy nogach Zbawiciela, słuchała ich w zachwyceniu; gdy tymczasem Marta, krzątając się przy gospodarstwie, i tylko od chwili do chwili mogąc zasłyszeć coś z mowy Pana Jezusa, rzekła do Niego pokornie: „Panie, nie dbasz Ty, iż siostra moja opuściła mnie, żebym sama posługiwała. Powiedz więc jéj aby mi pomogła.” A Pan Jezus odpowiadając jéj, pozostawił wtedy właśnie oną pamiętną naukę, że życie bogomyślne wyższém jest nad życie czynne, chociaż najdoskonalszém jest to w którém i jedno i drugie się łączy. „Marto, Marto, rzekł do niéj, troszczysz się i frasujesz się około bardzo wiele, ale jednego potrzeba: Marya najlepszą cząstkę obrała, która od niéj odjęta nie będzie.” 1

Święta Marta skorzystała z téj nauki, i odtąd jeszcze większy postęp czyniła w życiu wewnętrzném, a przez coraz ściślejsze jednoczenie się z Bogiem, tém doskonaléj spełniała, jak to było jéj powołaniem, uczynki miłosierne, ćwicząc się w życiu czynném. Dostąpiła téż tego wielkiego przywileju, że Pismo Boże wspominając o niéj powiada, że „Jezus miłował Martę.” 2

Ewangelia święta opowiada także szczegóły i innéj jeszcze bytności Pana Jezusa w domu Marty, a to gdy na jéj wezwanie przybył tam Syn Boży aby wskrzesić Łazarza. Zdarzyło się, iż tenże zachorował, gdy Zbawiciel był w odległéj od Betanii okolicy. Marta posłała co prędzéj, aby mu dać znać o tém. Pan Jezus gdy przyszedł, Łazarz już nie żył. Wtedy Marta rzekła do niego z płaczem: „Panie gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój. Lecz i teraz wiem że o cokolwiek będziesz Boga prosił da Ci Bóg. Powiedział jéj Jezus: „Zmartwychwstanie brat twój.” – Rzekła mu Marta: „Wiem iż zmartwychwstanie, w zmartwychwstaniu w ostatni dzień.” – Rzekł jéj Jezus: „Jam jest zmartwychwstanie i żywot, kto we mnie wierzy choćby i umarł żyw będzie. A każdy który żyje a wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz temu?” Odpowiedziała Marta: „Tak Panie, jam uwierzyła żeś Ty jest Chrystus Syn Boży, któryś na ten świat przyszedł.” A to rzekłszy poszła it pocichu zawołała Maryą siostrę swoję mówiąc: „Mistrz przyszedł i woła cię.” Poszedł tedy Zbawiciel do grobu Łazarza i kazał zdjąć z niego kamień, a Marta mu powiedziała: „Panie już cuchnie, bo mu już czwarty dzień jak umarł.” A Pan Jezus na to: „Wszakżem ci mówił że jeśli wierzysz, oglądać będziesz chwałę Bożą” 3 i to rzekłszy wskrzesił jéj brata.

Na dni już tylko kilka przed Swoją męką, jak pisze tenże Ewangelista, raczył jeszcze Pan Jezus odwiedzić dom Marty, a Święta swoim zwyczajem, znowu sama Mu przy wieczerzy usługiwała. W czasie zaś już saméj męki Pańskiéj, Marta wraz z innemi świętemi niewiastami, starała się o ile możności nie odstępować Syna Bożego, a po Jego śmierci była ciągle przy Matce Bożéj, którą z największą pociechą wspierała ze swoich dostatków. Wraz z Magdaleną, pośpieszyła do grobu Jezusowego, aby ostatnią cześć oddać przenajświętszemu Jego ciału. Po Zmartwychwstaniu zaś Pańskiém często miała szczęście cieszyć się Jego widokiem, i coraz nowe otrzymywała od Niego łaski.

Po Wniebowstąpieniu Zbawiciela, kiedy Żydzi zaczęli prześladować chrześcijan, i na tę ulubioną przez Pana Jezusa rodzinę uknuli spisek, Martę wraz z Magdaleną i Łazarzem wsadzili na łódź bez steru, wioseł i żagli, i puścili na pełne morze, chcąc ich tym sposobem życia pozbawić. Lecz Pan Bóg cudownie przyprowadził ich bez szwanku do brzegów Francji, gdzie wylądowali w Marsylii. Tam rozkrzewili wiarę świętą, i Łazarz został pierwszym Biskupem tego miasta. Lud chętnie garnął się do wiary, a Martę wszyscy mieli w szczególném poważaniu, jako wielką Świętą. Zdarzyło się, że podówczas w okolicy téj pojawił się był straszny potwór zwierzęcy, który wybiegał z lasu, i ludzi porywał. Mieszkańcy udali się do Marty, prosząc aby ich swojemi modlitwami wyratowała od téj klęski. Święta, ufna mocy Bożéj, poszła do lasu, i znalazła poczwarę dojadającą człowieka. Przeżegnała to potworne zwierzę i pokropiła święconą wodą, co mu tak siłę odjęło, że je na pasku swoim przyprowadziła do miasta, gdzie je mieszkańcy zabili.

Gdy już wiara święta ustaliła się w Marsyli, Marta ze znaczną liczbą pobożnych niewiast, osiadła na ustronném miejscu, i założywszy jakby klasztor, wiodła z niemi życie niebieskie. Przepowiedziała dzień swojéj śmierci, a gdy nadszedł, kazała się zanieść na dwór, położyć na ziemi i prosiła aby jéj czytano szczegóły męki Pańskiéj, z Ewangelii którą z sobą z Jerozolimy przywiozła. Gdy tego słuchała, okazała się jéj święta Marya Magdalena otoczona Aniołami, i wzięła jéj duszę do Nieba w chwili gdy ztamtąd dał się słyszeć ten głos Pana Jezusa: „Tyś mnie w domu twoim przyjmowała na ziemi, Ja cię teraz wezmę do domu mojego w Niebie.” Umarła około roku Pańskiego 70, mające lat sześćdziesiąt pięć.

Pożytek duchowny

Podziwiasz zapewne szczęście, jakiego doznawała święta Marta, często w domu swoim ugaszczając Syna Bożego. Zauważaj, że równego szczęścia możesz dostępować, ile razy przystępując do Komunii świętéj, tego Boskiego gościa do serca swego przyjmujesz. Starajże się wtedy podobnie jak ta Święta a szczęśliwa gosposia Pana Jezusa, pilnie krzątać się około domu duszy twojéj, aby w niéj jak najgodniejsze znachodził Syn Boży przyjęcie.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj nas Boże Zbawicielu nasz, abyśmy weseląc się uroczystym obchodem święta błogosławionéj Marty dziewicy Twojéj, z przykładów jéj życia, uczyli się czynić w pobożności postęp. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 629–631.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 601–602

W słowach Zbawiciela: „Marto, Marto, troszczysz się około wiela, ale jednego potrzeba!” zawarta jest jak najzbawienniejsza dla nas nauka. Marne są bowiem wszystkie nasze zachody i zabiegi o rzeczy doczesne, jeśli nie będziemy o tym pamiętać, że zbawienie duszy jest najważniejszą sprawą, obok której wszystkie starania, troski, prace i zajęcia nasze mają tylko wartość drugorzędną. Iluż to ludzi troszczy się, co będą jedli i pili, ileż ponoszą trudów i starań, aby dojść do majątku, jakże mocno się frasują i kłopocą o rzeczy ziemskie i doczesne, odwracając uwagę od tego, o co by się przede wszystkim starać i troszczyć powinni. Zbawienie duszy ma być pierwszym i najgłówniejszym naszym zadaniem i staraniem. Jak drobnostkowym i marnym wyda się zajmowanie takimi drobnostkami temu, kto ze stanowiska wieczności zapatruje się na sprawy tego świata! Zamiast się uganiać za marnościami, zamiast martwić się i troszczyć o byle co, nie traćmy nigdy z oczu ostatecznego przeznaczenia swego, stosujmy wszystkie myśli, czyny, postępki do tego celu i pamiętajmy, co mówi Pismo święte Starego Zakonu: „Bój się Boga i zachowaj przykazania Jego, wtedy bowiem dopiero będziesz całym człowiekiem”.

Pomnijmy, jak błoga była śmierć Marty, jakie słowa pociechy usłyszała z ust Jezusa w nagrodę zato, że Go ugościła w swoim domu, że dla Niego wszystkiego się wyrzekła. Daj nam Boże wszystkim tak umierać; pełnijmy dzieła miłosierdzia z miłości ku Bogu, odwiedzajmy i pielęgnujmy chorych, nie szczędźmy ubogim jałmużny, módlmy się za grzeszników, nie zapominajmy w modlitwie o drogich nam zmarłych, nieśmy pociechę strapionym, wybaczajmy nieprzyjaciołom, pełnijmy obowiązki swego powołania ściśle i sumiennie, a wtedy będziemy mogli umierać ze spokojem i czystym sumieniem, ufni w sprawiedliwość i w miłosierdzie Boże.

Footnotes:

1

Łuk. X. 40–42.

2

Jan XI. 5.

3

Jan XI. 21–28.

Tags: św Marta „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica Ewangelia św Maria Magdalena św Łazarz Komunia
2020-07-22

Św. Marii Magdaleny

Żyła około roku Pańskiego 63.

(Żywot jéj wyjęty jest z Pisma Bożego i z podania Kościelnego.)

Święta Marya Magdalena, ulubiona uczennica Pana Jezusa, przyszła na świat w Betanii, małém miasteczku blizko Jerozolimy położoném. Ojciec jéj Syr, a matka Eucharya, byli bardzo majętni i wysoko położeni w narodzie żydowskim. Mieli troje dzieci: syna Łazarza, i dwie córki Martę i Maryą Magdalenę. Po ich śmierci, z podziału majętności, Maryi dostał się w dziedzictwo zamek Magdalon w Galilei, i ztąd jéj nazwisko Magdaleny.

Łazarz i Marta, wiedli życie bardzo przykładne, Magdalena przeciwnie, rozłączywszy się z nimi, i osiadłszy w swoim zamku, bardzo światowe. Cały czas spędzając na wesołych rozrywkach, ucztach i widowiskach, zapomniała o Bogu, i w krótkim czasie przyszło do tego, że im była znamienitszego rodu i w większe opływała dostatki, tém większém była dla wszystkich zgorszeniem, rozpustne wiodąc życie.

Pod tę porę, Pan Jezus rozpoczął swoje Boskie posłannictwo. Łazarz i Marta jedni z pierwszych zostali Jego uczniami, a bolejąc z całego serca nad zgubą swojéj siostry, polecali ją Jego miłosierdziu, używając do tego pośrednictwa przenajświętszéj Panny. Syn Boży który właśnie zstąpił z Nieba na to aby ratować grzeszników, i żadnéj prośby Matki Swojéj nie odrzuca, wysłuchał Ją i tą razą. Gdy miewał kazania w Betsaidzie i Kafarnaum, miastach blizkich zamku Magdaleny, była na jedném z nich i ona. Łaska Boska zstąpiła do jéj serca, i od téj chwili postanowiła ta przed chwilą jeszcze wielka grzesznica, czynić za swoje ciężkie winy najszczerszą pokutę.

Dowiedziawszy się że Pan Jezus znajduje się u Szymona Faryzeusza na biesiadzie, na któréj zaproszeni byli najznakomitsi mieszkańcy miasta, udała się tam niezwłocznie. Wszedłszy upadła do stóp Zbawiciela, i rzewnie płacząc od najżywszéj skruchy, łzami oblewała nogi Jego, włosami swemi je ocierała całując z największém uszanowaniem, i według ówczesnego zwyczaju, na znak czci najwyższéj, namaszczając pachnącym olejkiem który z sobą przyniosła. Widząc to Faryzeusz rzekł sam w sobie: „Gdyby ten (to jest Pan Jezus) był Prorokiem, wiedziałby przecież która i jaka jest niewiasta, która się Go dotyka 1, i jako grzesznicę odepchnął by od siebie.” Pan Jezus, zaś czytając w jego myślach, zapytał: który z dwóch dłużników większą ma wdzięczność jeśli mu się dług daruje: czy ten co więcéj, czy ten co mniéj był winien? „Mniemam, odpowiedział na to Szymon, że ten któremu więcéj darowano.” Na co znowu Pan Jezus: „Dobrześ rozsądził”. A chcąc przez to dać mu poznać, że i ten któremu się większe grzechy odpuszczają, więcéj za to miłując Boga, milszym Bogu stać się może, niż ten co mniéj zawiniwszy, mniéj kocha Pana Boga – „widzisz, powiedział do niego wskazując na Magdalenę, tyś na nogi Moje i wody nie dał; a ona łzami je swojemi polała j włosami obtarła; tyś Mnie nawet w twarz nie pocałował, a ona nie przestaje całować nóg Moich. Ponieważ więc ona daje Mi dowody tak wielkiéj miłości, wielkie się jéj grzechy odpuszczają, a za to ona Mnie jeszcze więcéj miłować będzie, bo jak sam to rozsądziłeś, im komu się więcéj odpuszcza tém on więcéj miłuje.” Obracając się zaś do Magdaleny rzekł: „Odpuszczają się tobie grzechy, wiara twoja zbawiła cię, idź w pokoju.”

Od téj chwili Magdalena inszą istotą się stała: jak przedtém mało którą z niewiast daléj niż ona posunęła zepsucie, tak gdy po téj swojéj u nóg Zbawiciela spowiedzi, dostała od Niego rozgrzeszenie, żadna już Święta nie wyrównała jéj w miłości ku Panu Jezusowi, ani żadna najsurowsza pokutnica, pokucie w jakiéj odtąd całe życie spędziła. Nie odstępowała już Boskiego mistrza swojego, a opuściwszy zamek Magdalon, osiadła przy Łazarzu i Marcie w Betanii.

Tamto razu pewnego, miała szczęście przyjmować w gościnie Pana Jezusa. A gdy Marta krzątała się około przyjęcia Boskiego gościa, Magdalena usiadłszy u nóg Jego, słuchała tylko Jego nauki. Marta poskarżyła się na to Panu Jezusowi, na co jéj Zbawiciel odpowiedział: „Marya najlepszą cząstkę obrała” 2, co znaczyło: że chociaż wielkiéj zasługi jest przed Panem Bogiem życie czynne, dla dusz jednak wyjątkową łaską do tego powołanych, korzystniejszém jest życie bogomyślne, które właśnie wtenczas przedstawiała Magdalena, u nóg Syna Bożego słów Jego słuchająca.

Wkrótce potém, Łazarz ciężko zachorował, a siostry co prędzéj dały o tém znać Panu Jezusowi, który wtenczas był w Galilei. Gdy do Betanii przybył Zbawiciel, od czterech dni Łazarz już nie żył. Magdalena rzuciła się do nóg Panu Jezusowi mówiąc: „Panie gdybyś tu był nie umarłby był brat mój” 3. Pan Jezus zdjęty litością nad jéj smutkiem, wskrzesił Łazarza.

Na sześć dni przed ostatnią wieczerzą, Chrystus Pan przyszedłszy do Betanii, zaproszony był na wieczerzę do Szymona przezwanego trędowatym. Znajdowali się tam: Łazarz, Marta i Magdalena. Marta sama usługiwała Panu Jezusowi, a Magdalena zakupiwszy najkosztowniejszy pachnący olejek, przyniosła go w naczyniu alabastrowem, i znowu na uczczenie Pana Jezusa, nogi nim Jego namazała. Obecny temu Judasz szemrał, gdyż mu się to zdawało wielkim zbytkiem, na co rzekł mu Pan Jezus: „Dobry czyn względem mnie spełniła. Zaprawdę mówię wam, gdziekolwiek będzie przepowiadana ta Ewangelia, co ta uczyniła będzie powiadano na jéj pamiątkę.” 4

Lecz podczasto męki Zbawicielowéj, dowiodła szczególnie Magdalena, miłości swojéj ku Niemu. Towarzyszyła Chrystusowi Panu wszędzie gdzie Go wiedziono, i nie odstępując przenajświętszéj Matki, obok Niéj stała pod krzyżem i na śmierć Syna Bożego patrzała. Stare podanie niesie, że wtedy wzięła we flaszeczkę trochę ziemi skropionéj krwią Zbawiciela, którą już potém przez całe życie przy sobie miała. Była obecna złożeniu do grobu zwłók Pana Jezusa. A trzeciego dnia, pierwsza pobiegła o świcie do grobu Pańskiego, aby ciało Jego wonnemi olejkami namaścić, Nie znalazłszy Go, gdyż to już było po Zmartwychwstaniu Pańskiém, gorzkiemi zalała się łzami. Wtedy dwaj Aniołowie w bieli, których ujrzała u grobu, spytali ją dla czego płacze: „Płaczę odrzekła, iż wzięto Pana mojego, a nie wiem kędy Go położono.” 5 Gdy zaś inne przybyłe z nią niewiasty, a nawet i Apostołowie, nie znalazłszy ciała Pana Jezusa, rozeszli się, Ona jedna pozostała, i jeszcze w grobie szukała swojego najdroższego skarbu. Pan Jezus téż, tak wielką i wytrwałą miłość, wnet wynagrodzić raczył. Stanął wtedy przed nią i rzekł: „Niewiasto czemu płaczesz?” 6 Magdalena sądząc iż to był ogrodnik miejscowy: „Panie, rzekła do niego: jeśliś ty to ciało zabrał, powiedz mi gdzieś je złożył, a pójdę po nie.” Wtedy Zbawiciel chcąc się jéj dać lepiéj poznać, zawołał do niéj po imieniu. Jakoż, poznała Go, rzuciła się Mu do nóg, a Pan Jezus, kazał jéj pójść i oznajmić Jego Zmartwychwstanie Apostołom.

Potém często jeszcze miała szczęście widywać Pana Jezusa, a nie odstępując Matki Bożéj, była razem z Nią obecną na górze Tabor, przy Wniebowstąpieniu Pańskiém. Zamierzała już odtąd nie rozłączać się z przenajświętszą Maryą Panną, którą czciła i kochała jak rodzoną matkę, i od Niéj téż wielce miłowaną była. Lecz gdy po umęczeniu świętego Szczepana pierwszego Męczennika, Żydzi zaczęli prześladować chrześcijan, zwrócili szczególną uwagę na Łazarza i jego siostry, jako rodzinę najbardziéj ulubioną przez Zbawiciela. Wszelako, nie chcieli im zadawać śmierci póki między nimi przebywają, przypuszczając iż ich Pan Jezus wskrzesi, jak niegdyś Łazarza. Wsadzili więc ich na łódź popsutą, bez rudla, masztu i wioseł, i puścili na Śródziemne morze, aby na jego pełni zatonęli. Łódź bez szkody przepłynęła morze, i przybyła do Marsylii we Francyi. Mieszkańcy tego miejsca zdziwieni takim cudem, przyjęli ich ze czcią wielką. Oni zaś skorzystali z tego, aby ich do wiary nawrócić, Wkrótce téż większa część Marsylijczyków i okolicznéj ludności, chrześcijanami została. Przyczyniła się do tego nie mało i sama święta Magdalena, która miewała kazania do pogan. Przemawiała na placu przy świątyni Dyany, gdzie najwięcéj ludu się gromadziło. Późniéj na tém miejscu wniesiono kaplicę pod jéj wezwaniem, a świątynia Dyany przemienioną została na wspaniały kościoł, na cześć przenajświętszéj Maryi Panny wystawiony.

Po pewnym czasie, widząc Magdalena rozszerzoną i ustaloną wiarę chrześcijańską w tém mieście, którego pierwszym Biskupem był święty Łazarz, idąc zawsze za swoją skłonnością do życia bogomyślnego, postanowiła udać się na puszczę. O kilka mil od Marsylii, jest wysoka góra, a na niéj jaskinia głęboka, w miejscu prawie niedostępném. Tam osiadła, najostrzejszéj oddając się pokucie: żywiła się owocami leśnemi, sypiała na skale, nigdy ztamtąd nie schodząc i z nikim się nie widując. W modlitwie tak nadzwyczajne otrzymywała dary, że podczas niéj ciągle obcowała z Aniołami, którzy po kilka razy na dzień, unosili ją na najwyższy szczyt góry, gdzie się zatapiała w niebieskich widzeniach. Gdy nadchodziła godzina jéj śmierci, którą przewidziała, Aniołowie zanieśli ją o parę mil ztamtąd, do kaplicy w któréj święty Maksymin Biskup miał Mszę świętą, i tam po przyjęciu przenajświętszego Ciała Pańskiego, poszła po nagrodę przeznaczoną jéj w Niebie, za jéj wielką miłość do Pana Jezusa, i za tak ostrą i długą pokutę, którą wypłacała się sprawiedliwości Bożéj za swoje dawne przestępstwa.

Święty Ambroży utrzymuje, że święta Magdalena po swojém nawróceniu, miała cudownie przywrócone dziewictwo.

Pożytek duchowny

Wielka miłość Pana Jezusa, jaką przejęte zostało serce świętéj Magdaleny po jéj nawróceniu, przemieniła ją z wielkiéj grzesznicy na wielką pokutnicę i największą Oblubienicę Pańską. Niech cię to pobudzi do wielkiej w nieprzebrane miłosierdzie Boże ufności, i nauczy że najcięższe grzechy, szczerą poprawą i wielką miłością Jezusa zmazane, nie przeszkadzają nikomu zostać Świętym.

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionéj Maryi Magdaleny, prosimy Panie, niech pośrednictwem wsparci zostaniemy: któréj modlitwami ubłagany, brata jéj Łazarza cztery dni w grobie leżącego, z otchłani wskrzesiłeś. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 608–610.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 584–585

Rzadko kto wygłosił szczytniejszą pochwałę szczerym żalem i skruchą przejętej pokutnicy od naszego Zbawiciela. Jeżeli i my pragniemy zasłużyć na taką samą pochwałę, powinniśmy wzbudzić w sobie taki sam żal i podobną skruchę. Pierwszym do niej krokiem jest:

  1. Gorąca modlitwa o łaskę Bożą. Kościół katolicki uczy nas, że człowiek bez uprzedzającej i wspierającej łaski Ducha św. nie jest w stanie wzbudzić w sobie szczerego i zbawienne go żalu. Magdalena doznała tej łaski rozzniecającej skruchę przez to, że pobożne i bogobojne jej rodzeństwo wstawiało się za nią do Zbawiciela modlitwą i że ona sama słuchała nauk Chrystusowych. Może nie mamy takiego rodzeństwa, ale zyskać je sobie możemy drogą jałmużny i pełnienia dzieł miłosierdzia, polecając się modlitwie ubogich, którym świadczymy dobrodziejstwa. Słuchajmy kazań i poznawajmy z katechizmu naukę Chrystusa o szkaradzie grzechu i miłosierdziu Boskim. Bóg nie pragnie śmierci grzesznika, lecz poprawy jego.
  2. Klęknijmy u stóp krzyża, rozważajmy doskonałość Bożą i ofiarność Syna Jego, z jaką znosił męki i cierpienia, a w końcu śmierć dla zbawienia ludzkości; rozważajmy rany Jego, cierniową koronę, rozlaną krew i straszne boleści Ukrzyżowanego i pamiętajmy, że to wszystko znosić musiał za nieprawości nasze; rozważmy sobie rozkosze Niebios i straszne kary piekielne, czekające uporczywych grzeszników, a łaska Boża wespół z wolą naszą rozwznieci w nas żal i skruchę, która oczyściła serce Magdaleny. Do tego trzeba jednak czasu i dobrej woli. Nie starczy na to kilka minut; trzeba się przejąć chęcią naśladowania tonącej we łzach i żałującej za grzechy św. Magdaleny.
  3. Nie zapominajmy zabrać z sobą naczynia alabastrowego z wonnościami i wylać je na stopy Jezusa, tj. szczerze pozbyć się ulubionego grzechu, rozłączyć się z nim raz na zawsze i pokochać Zbawiciela z całego serca, a wtedy słowa pociechy przez Niego wyrzeczone słusznie będziesz mógł zastosować do siebie: „Ponieważ wiele miłowałeś, wiele ci będzie wybaczone; wiara twoja zbawiła cię”.

Footnotes:

1

Łuk. VII. 39–56.

2

Łuk. X. 44.

3

Jan. XI. 32.

4

Mat. XXVI. 10. 13.

5

Jan. XX. 13.

6

Jan. XX. 15.

Tags: św Maria Magdalena „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Marta św Łazarz nawrócenie pokuta Ewangelia dziewica
2020-07-21

Św. Praksedy, Dziewicy

Żyła około roku Pańskiego 164.

(Żywot jéj był napisany przez księdza nazwiskiem Pastor, który ją pochował.)

Święta Prakseda rodem Rzymianka, żyła w drugim wieku chrześcijaństwa, w owych to czasach najżywszéj pomiędzy świeżo nawróconymi chrześcijanami wiary, lecz oraz i w czasach srogiego téjże wiary świętéj wyznawców, prześladowania. Kościoł Boży, świeżo wtedy założony, na Zachodzie szerzyć się zaczął, użyźniony krwią nietylko swoich pierwszych założycieli książąt apostołów świętych Piotra i Pawła, lecz i kilku już po świętym Piotrze następujących Papieżów. Byłoto bowiem za panowania cesarza Marka Aureliusza, kiedy święci Lin, Klet, Klemens, Anaklet i Hygin już za Chrystusa umęczeni byli, a wkrótce i zasiadającego podówczas na stolicy Apostolskiéj Piusa I, ich godnego następcę, tenże los miał spotkać.

Ojcem świętéj Praksedy był Pudencyusz jeden z pierwszych senatorów Rzymskich, potomek znakomitego rodu a przytém bardzo zamożny. Matka jéj miała imię Serwilla, i także ze znakomitéj i zamożnéj rodziny pochodziła. Było ich kilkoro z rodzeństwa; nasza Święta miała dwóch braci: Nowacyana i Tymoteusza i siostrę Pudencyannę, którzy podobnież jak ona w liczbie Świętych przez Kościoł są umieszczeni. Cała ta błogosławiona rodzina, nawrócona została do wiary chrześcijańskiéj, przez samego książęcia Apostołów, wkrótce po przybyciu jego do Rzymu. Dom téż rodziców Praksedy, od téj chwili stał się wzorem życia chrześcijańskiego, i tak ona jak i jéj bracia i siostra, najbogobojniéj byli wychowani. Potajemnie lecz regularnie, uczęszczała cała ta rodzina na obrzędy religijne, odprawiające się skrycie albo po jaskiniach za miastem, albo w samém mieście w katakumbach, to jest podziemnych umyślnie na to przez chrześcijan pourządzanych kapliczkach, albo nawet i po domach prywatnych, w których starano się czynić to bez wiedzy pogan. Przytém, ponieważ Pudeneyusz i Serwilla, chociaż bardzo zamożni, lecz że żywo przejęci zasadami chrześcijańskiemi, nie prowadzili życia wystawnego i dzieci swoje do tego wzwyczajali, więc tém łatwiéj im było wielkie czynić jałmużny, i spełniać wszelkiego rodzaju uczynki miłosierne. Nie wyłączali od tego i pogan, i z tego powodu w szczególnéj byli czci i poważaniu u mich; lecz głównie wspierali nowonawracających się chrześcijan, z których wielka liczba będąc zmuszona kryć się przed prześladowaniem, pozbawioną zostawała przez to wszelkiego sposobu utrzymania życia.

Po śmierci rodziców, święta Prakseda w ślady ich wiernie wstępowała; owszem, zerwawszy wszelkie ze światem stosunki, sprzedała swoje dobra aby cały majątek rozdać na biednych, i tém swobodniéj poświęcić się już tylko bogomyślności i miłosiernym uczynkom. Całe dnie spędzała albo na modlitwie i czytaniu ksiąg pobożnych, albo na obsłudze tych, którzy za wiarę cierpieli. Odwiedzała po więzieniach Męczeników, opatrywała ich rany poniesione na mękach, którym zwykle ulegali przed ostatecznym wyrokiem śmierci. Sama im usługiwała, całe noce na tych świętych zajęciach spędzając. Zachęcała ich do wytrwałości, a gdy już wiedzeni byli na śmierć, dodawała męstwa, przypominając nagrody jakie ich czekają w Niebie, i rozbudzając w ich sercu najgorętszą miłość do Jezusa, który pierwszy za nas umarł aby i nas nauczył, gdy tego potrzeba, życie za Niego wydać. Wraz z siostrą swoją świętą Pudencyanną, zabierała ciała już pomordowanych za wiarę, i te z największą czcią grzebała, a to najczęściéj we własnym domu, gdzie tém łatwiéj było jéj ukryć się z tém przed poganami. Późniéj na témże miejscu wzniesiono kościoł. Po dziś dzień można w nim widzieć otwór w ścianie, przez który te dwie święte siostry wciągały w nocy ciała Męczenników, które się im udawało unieść z miejsca, gdzie byli zamęczeni, i wyrwać z rąk katów.

Lecz jeśli dla jakich powodów nie mogły tego uczynić w ten sposób, wtedy chowały świętych wyznawców w katakumbach. Byłyto pieczary, głęboko pod ziemią umyślnie na to przez chrześcijan wykopywane najtajemniéj, mające wejścia i w niektórych miejscach otwory, dla wpuszczania powietrza, a i jedno i drugie tak ukryte, aby tego poganie wyśledzić nie mogli. W późniejszych wiekach, pieczary te zasypane zostały, a potém odkryte i do obecnych czasów odkrywają ich coraz więcéj. Znanych dotąd, a które każdy z pobożnych pielgrzymów w Rzymie zwiedzać; może, jest już tak wiele, że długość ich zajmuje około naszych mil dwieście, czyli wiorst tysiąc pięćset, a wiele pozostaje jeszcze nieodkopanych. Liczba zaś ciał świętych Męczenników dotąd wynaleziona, dochodzi do sześciu milionów 1. Pieczary te mają zwykle jakby rodzaj korytarzów, szerokości wystarczającéj na wygodne przejście jednéj osoby, i tylko wysokie jak słusznego wzrostu mężczyzna. Po obu ich ścianach, byli grzebani męczennicy, z wypisaniem ich nazwiska i zamieszczeniem ciał, i krwiich w mękach przelanéj, a w małych flaszeczkach, tamże zachowanéj. W różnych zaś miejscach, z takich korytarzów wchodziło się do obszernych pieczar, które służyły za kaplice, gdzie odprawiały się Msze święte, bywały kazania, wierni spowiadali się i do Komunii świętéj przystępowali. W niektórych po dziś dzień widzieć można ołtarze, na ścianach malowidła religijne, siedzenia dla Biskupów, i miejsca gdzie księża słuchali spowiedzi.

Otóż, tam także święta Prakseda uczęszczała na obrzędy kościelne: lecz gdy dla różnych powodów musieli chrześcijanie wstrzymywać się niekiedy od zgromadzania się w te miejsca a łatwiéj im przychodziło zbierać się skrycie, chociaż nie w wielkiéj liczbie, po większych domach osób zamożniejszych, które poświęciły się na ten rodzaj wielkiego niebezpieczeństwa – wtedy i święta Prakseda dom swój na cel takowy przeznaczyła. Wiedziała dobrze czém jéj to grozić mogło, lecz jak drugich zagrzewała do osiągnienia korony męczeńskiéj, tak i sama do niéj wzdychała, prosząc tylko Boga, jeśli ją do tego szczęścia przeznaczał, aby jéj i łaski, do wytrwałości w poniesieniu za Niego śmierci, nie odmówił. To téż pałac jéj, stał się miejscem głównéj schadzki wiernych, dla odbywania świętych obrzędów. A że był bardzo obszerny, i przez to więcéj niż w innych zbierać się mogło chrześcijan, że przytém za staraniem Praksedy, święte obrzędy okazaléj tam niż gdzieindziéj odbywać się mogły, więc i sam Papież Pius I, u niéj najczęściéj sprawował przenajświętszą Ofiarę. Tam także miewał kazania, i wraz z innymi duchownymi tak Biskupami jak i Kapłanami, udzielał wiernym Sakramenta święte.

Łatwo wystawić sobie, jak z tego radowała się święta Prakseda, tém bardziéj iż mając w domu własnym tyle pomocy religijnych tém łatwiéj było jéj przypuszczać do nich uboższych chrześcijan, których potrzeby duchowne, szczególnie miała na sercu. Jak bowiem zaopatrywała ich doczesną jałmużną, tak jeszcze więcéj dbała o dobro i pożytek ich duszy. Zamożniejsi łatwiéj mogli zaradzać w tém sobie, czy to wydalając się z Rzymu do miejsc gdzie prześladowanie mniéj było czujném i srogiém, czy do własnych domów sprowadzając pokryjomu kapłanów: lecz ubodzy i jednego i drugiego pozbawieni byli. Tych więc zwykle zbierała do siebie na kościelne nabożeństwa Święta Prakseda, a szczególnie gdy sam Papież lub inni Biskupi udzielali Sakrament Bierzmowania, tak wtedy szczególnie potrzebny, jako obdarzający łaską mężnéj wytrwałości w wierze, właśnie co chwila na najcięższe próby wystawionéj.

Tymczasem, prześladowanie pod cesarzem Markiem Aureliuszem, wzmagało się coraz bardziéj. Nasza Święta podwajając poświęcenia i gorliwości, biegała od więzienia do więzienia, ledwie wystarczające na tylu nieszczęśliwych jęczących w kajdanach i srodze męczonych. Krew lała się strumieniami, tysiące ofiar padało. Praksedę, jednak szczęście poniesienia śmierci za Chrystusa, któremu w Jego najwierniejszych sługach bezustannie służyła, omijało. Nie mogąc więc dłużéj patrzyć na taką klęskę Kościoła, gorąco prosiła Pana Jezusa, aby jeśli to zgodném jest z Jego wolą, wyrwał ją z tylu nieszczęść. Że zaś dusza jéj dojrzała już była do Nieba, wysłuchał ją Pan Bóg i wziął do Siebie dnia 21 Lipca, roku Pańskiego 164. Zwłoki jéj w grobie, gdzie spoczywał jéj ojciec i siostra, pochował kapłan nazwiskiem Pastor, który i żywot jéj opisał. Z domu jéj zrobiono kościoł, pod wezwaniem świętéj Praksedy; w wielkim ołtarzu są jéj relikwie, a w innych relikwie trzech tysięcy różnych męczenników, przeniesione z miejsc na których, podczas wielkiego prześladowania, naprędce grzebane były.

Pożytek duchowny

Widzisz wśród jakichto prześladowań i niebezpieczeństw, pierwotni chrześcijanie służyli Panu Bogu. Zbierali się na wspólne modlitwy, uczęszczali na kościelne obrzędy, przystępowali do Sakramentów świętych, chociaż niemal każdą razą, groziło im to śmiercią. Porównaj to z twoją oziębłością w spełniania obowiązków religijnych, chociaż tak wielkich w tém nie napotykasz trudności.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj nas Boże nasz i Zbawco, i daj abyśmy przy doroczném obchodzie święta błogosławionéj Praksedy Dziewicy Twojéj, zapatrując się na przykłady jéj życia, w pobożności postęp czynili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 605–607.

Footnotes:

1

„I cimiteri nelle catacumbe millednecente di chilometri di longhesza, con sei millioni di sepolcri.” P. Marchi. Monumenti primit pag. 90 ed 1844.

Tags: św Prakseda „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica jałmużna św Piotr jałmużna bierzmowanie gorliwość
2020-07-20

Św. Małgorzaty, Panny i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 260.

Święta Małgorzata była jedyną córką pogańskiego kapłana Edezjusza w Antiochii Pizydyjskiej. Gdy matka rychło ją odumarła, oddano dzieweczkę na wieś do mamki, która ją potajemnie wychowała w wierze chrześcijańskiej. Uposażona hojnie od Boga rozlicznymi zaletami duszy i ciała, wyćwiczona w skromności i miłości Bożej, wyrosła na pobożną, rozumną i niezwykle urodziwą dziewicę.

Ojciec, zabrawszy ją z powrotem do domu, był bardzo zadowolony z jej postępowania, nietrudno jednak wyobrazić sobie jego przerażenia, gdy spostrzegł, że Małgorzata chodzi nocami na zgromadzenia chrześcijan. Rozgniewany zażądał wyjaśnienia. Nieulękła Małgorzata rzekła łagodnym głosem: „Tak jest, kochany ojcze, znam Chrystusa i miłuję Go z całego serca“. Ojciec zaklinał ją na wszystkie bogi, aby się wyrzekła nowej wiary. „Drogi ojcze — odpowiedziała dziewica — szczerze się modlę, abyś i ty przejrzał i dostąpił szczęścia poznania prawdziwego Boga“. Rozjątrzony kapłan posunął się do łajań, obelg i srogich pogróżek, a nawet chłost i zniewag, ale wszystko nadaremnie; wreszcie kazał ją odstawić na wieś, sądząc, że ciężka praca złamie jej opór. Małgorzata radowała się, iż znosi poniżenie dla Chrystusa i chociaż chodziła w łachmanach i upadała pod brzemieniem pracy, była spokojna i wesoła.

Sprzykrzywszy sobie wreszcie czekanie, przywołał ją ojciec do siebie, ponawiając pieszczoty i pogróżki. „Nigdy — odparła Małgorzata — nie wyprę się Chrystusa Pana, Zbawiciela mojego. Gotowam raczej krew zań wylać, tak jak On swoją za mnie wylał“. Nie posiadając się z gniewu, pobiegł kapłan do starosty Olibriusza i oskarżył ją przed nim o zmianę wiary. Oczarowany jej urodą Olibriusz, w ten sposób do niej przemówił: „Wyznać ci muszę, że cię żałuję. Jeśli cię bogowie uposażyli tak czarującymi wdziękami, bądźże im za to wdzięczną. Miłość moja uszczęśliwi cię, miejże zatem rozum i wybieraj, co wolisz, wysokie stanowisko, lub śmierć”. „Już jestem narzeczoną i oblubienicą Chrystusa — odrzekła dziewica. — Nie wyrzeknę się więc Niebios, aby pozyskać pył ziemski”. Rozsrożony tą odpowiedzią tyran kazał ją wziąć na tortury, siec rózgami, żelaznymi grzebieniami zdzierać jej ciało z piersi, rąk, pleców i nóg i tak się nad nią znęcać, że lud patrzący na to począł szemrać. Nasyciwszy swoją wściekłość, kazał ją starosta zamknąć w więzieniu, aby jej dać czas do namysłu.

W ciemnościach więziennych dziękowała święta Dziewica Bogu, że ją dopuścił do za szczytu męczeństwa i że udzielił jej łaski wytrwałości, gdy wtem zbliżył się do niej straszliwy nieprzyjaciel. Podanie mówi, iż napadł ją w podziemiu więziennym kusiciel w przerażającej postaci smoka ognistego i sycząc rzucił się na nią, jakby ją chciał pożreć; ale bohaterka chrześcijańska spojrzała nań z uśmiechem, przeżegnała się i ze słowami psalmisty na ustach: „Po żmii i po bazyliszku chodzić będziesz” (Ps. 90) śmiało postawiła nogę na karku potwora. Smok skręcił się w kłębek i skomląc zniknął, po czym dziwna światłość ogarnęła celę więzienną. Serce jej napełniło się niebiańską pociechą, straszne rany zagoiły się nagle, i przez całą noc śpiewała pieśni na cześć swego Boga. Gdy nazajutrz doniesiono Olibriuszowi, że Męczenniczka nie tylko jeszcze żyje ale i śpiewa, kazał ją przy wieść przed siebie. Jakież było zdumienie obecnych, gdy spostrzegli, że Małgorzata nie poniosła szwanku na ciele, że jest piękniejsza niż dawniej i że z obliczem jaśniejącym radością staje przed trybunałem sądowym. Starosta, płonąc ku niej miłością zmysłową, zaczął jej schlebiać: „Jesteś zaiste ulubienicą bogów. Cudem cię wyleczyli i pragną widocznie, abyś jako córka ich kapłana nie umierała tak rychło. Bądź im za to wdzięczna i oddaj im hołd powinny”. Dziewica, uniesiona szlachetnym oburzeniem, odrzekła: „Mylisz się! Nie jest to sprawa twych martwych bałwanów. Jezus Chrystus tylko mocen jest wyleczyć ciało z ran a duszę z grzechów, i pokrzepić tych, co weń wierzą. Jemu będzie cześć i chwała po wieki wieków”.

Tego było już zanadto zagorzałemu okrutnikowi, kazał przeto położyć dziewicę na blachach rozpalonych do czerwoności i odezwał się do niej z szyderczym urągowiskiem: „Chwal teraz twego Chrystusa, którego oblubienicą się mienisz; mów Mu, aby ci pomógł i oswobodził cię od ognia! Lecz może się jeszcze namyślisz i rada będziesz, jeśli ja będę dla ciebie łaskawszy od twego mniemanego oblubieńca?" Małgorzata z niebiańskim spokojem odparła: „Drwij sobie, jak ci się podoba. Męczarnie z twej ręki niedługo potrwają, pamiętaj wszakże, iż ciebie za wszystkie te prześladowania wyznawców Chrystusa nie minie ogień wieczny! Ten żar nie sprawia boleści mej duszy. Doskwiera tylko ciału, i to na krótką chwilę, a płomień piekielny trawić będzie ciało i duszę twoją zawsze, bez końca”. Olibriusz, chcąc się zemścić za te groźby, kazał przynieść ceber zimnej wody i wrzucić do niego na pół spaloną Małgorzatę, aby powiększyć jej boleści, ale w tej chwili zatrzęsła się ziemia, łańcuchy opadły z rąk i nóg Małgorzaty, znikły rany zadane jej przez oprawców i dał się słyszeć głos z Nieba: „Chodź, oblubienico Chrystusowa, weź wieniec, który ci Pan zgotował na zawsze!” Wielu obecnych, przerażonych tym oczywistym cudem, wyznało że i oni dzielą wiarę w potężnego i miłosiernego Boga, którego czci Małgorzata, i że są gotowi śmierć ponieść za Niego.

Starosta, nie wiedząc co począć, chwycił się ostateczności i skazał Małgorzatę na ścięcie. Z jaśniejącą twarzą uklękła dziewica na rusztowaniu, złożyła Bogu dzięki, pomodliła się za Kościół, kraj rodzinny, sędziów, schyliła głowę pod miecz katowski i odała Bogu ducha w roku 275. Nad jej grobem wybudowano wspaniały kościół.

Nauka moralna

Poznanie prawdziwego Boga i miłość ku Niemu była dla tej srogo udręczonej i okrutnie umęczonej dziewicy najpewniejszą drogą do Nieba. Z krótkiego rysu jej żywota wynika i dla nas zbawienna nauka. Abyśmy pokuszeniami i strapieniami, jakie nas otaczają, nie dali się sprowadzić na manowce, pamiętajmy:

  1. Że sam tylko Jezus Chrystus jest rzeczywistą i prawdziwą drogą do Nieba i szczęścia wiekuistego. W nieograniczonym miłosierdziu swoim, pragnąc podźwignąć rodzaj ludzki z grzechu i upadku, postanowił Pan Nieba i ziemi poświęcić swego jednorodzonego Syna, „aby wszelki, kto wierzy weń, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jan 3, 16). Współistotny przeto Syn Boży zstąpił z Niebios na ziemię, aby nie tylko bolesną śmiercią zmazać grzechy nasze, ale aby żył między nami, znosił biedę, trudy, prześladowania, pościł i modlił się, płakał, smucił się i radował wespół z ludźmi, aby być wszystkim przewodnikiem i wskazywać im drogę do Nieba. Ojciec przedwieczny stwierdził to słowami: „Ten jest Syn Mój miły: Jego słuchajcie” (Łuk. 9, 35). Sam zaś Chrystus powiedział: „Jam jest droga i prawda i żywot” (Jan 14, 6), a święty Piotr oświadczył: „Albowiem na to wezwani jesteście, bo i Chrystus cierpiał za nas, zostawiając wam przykład, abyście naśladowali tropów Jego” (1 Piotr 2, 21).
  2. Jezus Chrystus jest jedyną drogą do Nieba i nie ma innej drogi jak tylko naśladowanie Jego. Ojciec niebieski mówi u Łukasza św. w rozdz. 9, wierszu 35: „Jego słuchajcie”, tj. nie zważajcie na pochwały lub nagany ludzkie, na blask złota lub pokusy świata, gdyż te rzeczy nie nasycą serc waszych i rozejdą się jak dym, lecz trzymajcie się tego, który jest prawdą i miłością. Naśladujcie św. Małgorzatę, która nie ulękła się ognia ziemskiego, nie przychyliła się do życzeń ojca i nie przestraszyła się pogróżek Olibriusza, bo nadzieję pokładała jedynie w żywym Bogu. Tylko Zbawiciel bowiem jest jedyną drogą, wiodącą do Nieba, a jedynym zamiarem, jaki Bóg miał, wybierając i powołując nas do chrześcijaństwa, był ten, abyśmy się starali być podobnymi Jego Synowi. Nie schodźmy przeto z tej drogi i nie wypierajmy się nigdy Jezusa Chrystusa.

Modlitwa

Święta Małgorzato, Męczenniczko Pańska, któraś w mocnym zaufaniu ku Bogu pokonała złego ducha i zniweczyła chytre jego zamysły, uproś nam łaskę u Boga, abyśmy również wszelkim nagabywaniom i pokusom jak najusilniej opierać się mogli, a tym samym wiecznej zguby i zatracenia uniknęli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1937), s. 577–579.

Tags: św Małgorzata „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik
2020-05-31

Św. Petronelli Dziewicy

Żyła około roku Pańskiego 60.

(Żywot jéj ze starych ksiąg męczeńskich wyjęty, znajduje się w dziełach błogosławionego Bedy, Suryusza i innych.)

Święta Petronella była, jak to nadmienia i Martyrologium rzymskie, córką świętego Piotra, który przedtém jeszcze zanim powołany został przez Pana Jezusa na Apostoła, żyjąc na świecie, pojął był za żonę świętą Perpetuę, która męczeńską śmierć poniosła za wiarę. Przyszła na świat w Galilei, jednéj z prowincyi Palestyny czyli Ziemi świętéj, na której narodził się, żył i umarł za nas Pan Jezus. Niewiadomym jest rok jéj urodzenia, lecz że rzeczą jest niewątpliwą, że Apostołowie odłączyli się od żon swoich skoro przez Chrystusa Pana powołani zostali, więc święta Petronella przyszła na świat przedtém nim święty Piotr powołany przez Zbawiciela imię Piotra otrzymał. Z tego téż wnosić trzeba, że imię jéj Petronelli, które jest imieniem pochodzącém od imienia Piotra, nie było jéj nadaném przy urodzeniu, lecz dopiéro przy Chrzcie świętym.

Gdy ten Książe Apostołów przebywszy morza, osiadł w Rzymie aby w tym grodzie założyć swoję stolicę jako Biskup świata całego, święta Petronella przeniosła się za nim, i przez lat kilka wiodła życie doskonałéj chrześcijanki, pod przewodnictwem i duchownego i rodzonego swego ojca, któremu ile to było w jéj możności dopomagała w jego pracach około rozszerzania Ewangelii.

Święty Marcel, syn Marka Wielkorządcy Rzymskiego, w liście swoim znajdującym się w Aktach męczeńskich świętych Nereusza i Achileja, pisząc o niéj, mówi iż byłato dziewica wielkiéj świątobliwości, znana pomiędzy wszystkiemi chrześcijankami w Rzymie z wielkiego swojego względem biednych miłosierdzia. Daléj powiada on, iż zapadła była w ciężką chorobę: dotknięta paraliżem z łóżka wstawać nie mogła, i ciągłych doznawała w całém ciele boleści. Że jednak przejęta wielką miłością krzyża Chrystusowego, oddawna wzdychała za cierpieniami, i nawet pobudzona do tego szczególną łaską Boską prosiła o nie Pana Jezusa, znosiła je téż z przedziwną cierpliwością i poddaniem się woli Bożéj. Nikt jéj nigdy nie słyszał uskarżającą się, a przez długi czas leżąc bezwładną i prawie ciągle dotkliwych doznając cierpień, ani na chwilę nie traciła spokoju wewnętrznego i swobody ducha, która się malowała na jéj obliczu, i budowała wszystkich którzy ją nawiedzali dla słuchania zbawiennych nauk, jakie im dawała. Tak w tym stanie ciągłego słabowania, była uderzającym przykładem cierpliwości chrześcijańskiéj, że dla tego właśnie tłumnie garnęli się do niéj chrześcijanie, podziwiając w niéj tę cnotę i nazywając ją ciągłym cudem cierpliwości najdoskonalszéj. Odznaczała się także szczególném nabożeństwem do przenajświętszéj Panny, któréj pośrednictwu przypisywała wszystkie łaski jakie od Boga odbierała, i w każdéj rozmowie zachęcała wiernych, aby się do Niéj we wszelkich potrzebach z największą ufnością uciekali.

Gdy ta ciężka choroba świętéj Petronelli, przedłużała się znacznie, niektórzy chrześcijanie dziwili się dla czego święty Piotr jéj ojciec rodzony, któremu Pan Bóg udzielił był łaskę uzdrowienia tak wielkiéj liczby innych chorych, owszem, którego, jak to wiemy z Dziejów Apostolskich, sam cień przywracał zdrowie słabym i kalekom, nie uzdrawiał córki swojéj. Razu nawet pewnego, jeden z chrześcijan imieniem Tytus, z wielkiém uszanowaniem ośmielił się mu zrobić w tym względzie uwagę, i to w obecności wielu wtenczas w mieszkaniu świętéj Petronelli zgromadzonych osób. Lecz święty Piotr oświecony w tém w szczególny sposób przez Ducha Świętego, wiedząc jak wielkiém polem zasługi była dla córki jego choroba któréj doznawała, a przeciwnie, będąc nadzwyczaj powabnéj urody, na jak wielkie niebezpieczeństwa narażoną by była, taką dał Tytusowi odpowiedź: „Niemoc ta dana jest córce mojéj od Pana Boga, na straż czystości i pokory, i gdyby teraz zdrową była w kwiecie swojéj młodości, mogłaby się dać uwieść pokusom świata tego. Niemoc cielesna, jest zdrowiem jéj duszy. Wszakże żebyście nie mniemali iż moc Chrystusowa, która mi jest dana na leczenie chorych, i jéj by wyleczyć nie mogła, oto jéj wstać każę, aby zupełnie zdrowa służyła nam, i wraz z nami do stołu zasiadła.” Jakoż, po modlitwie którą święty Piotr odprawił, Petronella wstała jak najzdrowsza, przez cały wieczór około obsługi licznych gości się krzątała, a późniéj z rozkazu ojcowskiego położyła się napowrót do łóżka, i w dawną chorobę zapadła.

Piszą że święta Petronella lat jeszcze kilka chorowała, i dopiéro po męczeńskiéj śmierci świętego Piotra, znowu cudownym sposobem przez niego uzdrowioną została, i, co także było cudem, nietylko odzyskała zupełne zdrowie, lecz niejako odmłodniała, i uroda jéj z któréj już pierwiéj w całém mieście słynęła, jeszcze okazywała się znamienitszą. Grodna córka książęcia Apostołów, przez niego samego na drogach wysokiéj świątobliwości wyćwiczona, jego teraz opieką z Nieba wsparta, wielki postęp w życiu doskonałéj chrześcijanki czyniła. Uwolniona od cierpień, które w ciężkiéj chorobie przez lat wiele doznawała, różnemi umartwieniami trapiła swoje ciało. Dnie całe spędzała na modlitwie i na uczynkach miłosierdzia chrześcijańskiego. Po śmierci świętego Apostoła, Kościoł w Rzymie przez czas niejaki zużywał spokoju, korzystając z tego, święta Petronella, nie kładła granic swojéj gorliwości w nawracaniu niewiernych, i w miłości bliźniego, oddając im wszelkiego rodzaju usługi, tak duchowne jak i doczesne. Dom jéj stał się przytułkiem najpobożniejszych dziewic chrześcijańskich, i tam pod jej przewodnictwem, żyły one jakby w klasztorze. Co tylko posiadała, rozdawała ubogim, i nawet własną pracą ręczną przyrządzała im odzienia. Zwykle z domu, gdzie przybywający kapłani skrycie odbywali święte obrzędy, nie wydalała się jak chyba tylko dla odwiedzenia chrześcijan chorych, albo trzymanych w więzieniu, lub téż dla grzebania ciał tych którzy męczeństwo ponieśli.

Pan Bóg wkrótce te wysokie jéj cnoty uświetnić raczył i darem czynienia wielkich cudów. Nie było choroby, któraby na jéj modlitwę nie ustąpiła. Sama jéj chęć pomodlenia się za jakiego chorego, jakto świadczą jéj Akta kościelne, już go uzdrawiała niezwłocznie. I można powiedzieć że w owym czasie w Rzymie, przez tęto święta Dziewicę, Pan Bóg najwięcéj przyciągał do Kościoła Swojego niewiernych, podziwiających jéj cnoty i uderzonych cudami jakie czyniła.

Sława jéj rozeszła się była po całym Rzymie. To obudziło ciekawość pewnego bogatego pana rzymskiego, nazwiskiem Flakus, który chciał ją poznać. W pierwszém spotkaniu tak był ujęty i jéj powierzchownością, i rozmową w któréj podziwiał jéj niepospolity, obok tych wszystkich cnót któremi jaśniała, rozum, że umyślił prosić o jéj rękę. W kilka dni téż potém przybył do niej z bardzo świetnym orszakiem swoich dworzan, i wręcz jej oświadczył iż pragnie pojąć ją za małżonkę. oznajmiając przytém jak bardzo jest bogatym, do jak świetnego rodu należy, i jak wysokie położenie czeka ją w świecie, gdy jego żoną zostanie. Święta, która oddawna poślubiła była dziewictwo swoje Panu Jezusowi, nie chcąc jednak przez wyraźną odmowę ściągać na siebie i na wszystkich swoich prześladowania tego możnego pana pogańskiego, prosiła go aby jéj pozostawił trzy dni czasu do namysłu. Flakus zgodził się na to chętnie, nie wątpiąc iż mu ręki swojéj nie odmówi. Tymczasem Petronella przez te trzy dni tak gorąco się modliła i tyle łez wylała przed Bogiem, prosząc Pana Jezusa aby ją od tego związku jakimkolwiek sposobem wyzwolił, że téż Oblubieniec jéj Niebieski wysłuchał ją miłościwie. Gdy nadszedł dzień trzeci, zawezwała do domu swego świątobliwego kapłana nazwiskiem Nikomeda, który wyspowiadawszy ją, odprawił w jej mieszkaniu Mszę świętą i dał jéj Komunią. Niezwłocznie po jéj przyjęciu, Petronella bez żadnéj choroby, zasnęła spokojnie w Panu. Umarła dnia 31 Maja, w którymto dniu Kościoł obchodzi jéj święto.

Ciało téj świętéj dziewiey, pochowane było na drodze Ardeatyńskiéj, gdzie dawniéj był cmentarz i kościoł pod jéj wezwaniem. Późniéj Papież Paweł I przeniósł jéj błogosławione zwłoki do Bazyliki Watykańskiéj świętego Piotra, i tam wzniósł dla niéj marmurowy grobowiec, z napisem: „Przezacnéj Petronelli, najdroższéj córce.” Nakoniec wybudowano dla niej w tejże Bazylice osobną kaplicę, i ciało jej tam złożono w roku 1606, głowę zaś, w bogatym Relikwiarzu przechowują w Zakrystyi.

Pożytek duchowny

Z żywotu dzisiejszéj Świętéj, poznaj jak wszelkiego rodzaju cierpienia, które Pan Bóg zsyła lub dopuszcza na nas, są zawsze dziełem Jego ku nam miłości i mądrości. Mądrość Jego wie co dla dobra duszy naszéj najpotrzebniejsze, a miłość Jego to właśnie nam zsyła. Pamiętaj na to, ilekroć jakie cierpienie lub choroba cię spotykają.

Modlitwa.

Boże! Któryś świętą Petronellę, cierpieniami ciężkiéj choroby cierpliwie znoszonemi, do wysokiéj doprowadził świątobliwości, daj nam za jéj wstawieniem się i przykładem, tak wszelkie spotkać nas mogące znosić cierpienia, aby one nam do zjednania tém obfitszych nagród w wieczności posłużyły. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 443–445.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z r. 1937 r., s. 442–442

Piękność przemija, cnota pozostaje. Jest to prawda niezbita, a mimo to ludzie więcej wierzą w piękność niż w cnotę. Ponieważ świat tak wielką przywiązuje wagę do piękności ciała, przeto niewiasty, chcąc się przypodobać, starają się wszelkimi sposobami podnieść wrodzony wdzięk ciała. Stroją się one w piękne szaty, w świecące ozdoby, splatają włosy i układają je na głowie w wszelkie możliwe kształty, barwią je nawet, chcąc je uczynić piękniejszymi, bielą i różują twarz i szyję, aby w ten sposób dodać sobie wdzięku i jeszcze więcej uwydatnić naturalne powaby ciała. Nie myślą o tym, że przez to same siebie oszukują, a nieraz przyśpieszają tym sposobem chwilę upadku i oszpecenia. Jak długo bowiem trwa ta piękność ich ciała? Krótki tylko czas – kilka tylko lat prawdziwego wdzięku, a potem jakże szybko więdnie! A jakże często dla piękności ciała ginie piękność duszy! Piękność ciała budzi chęć przypodobania się, duma i zarozumiałość napełniają serce i odciągają je od Boga, a w wielu wypadkach następują grzechy namiętności i nieczystości, które wiodą duszę do zupełnego upadku. Nieczysta dusza, chociażby w ciele najpiękniejszym, porównana być może z prześlicznym naczyniem, mieszczącym w sobie brudy.

A jednak tyle dziewic goni za tą ułudą zewnętrzną, zazdrości innym, posiadającym te zewnętrzne piękności w wyższym nieco stopniu! Jakże nierozsądny jest świat, pokładający szczęście na tej ułudnej a tak znikomej i krótkotrwałej piękności! Nigdy ona nie dosięgnie i nie dorówna piękności duszy.

Jedynie cnota jest długotrwała i wieczna. Cóż by święta Petronella była zyskała na swej piękności? Oczywiście świetne, wesołe, pełne rozkoszy doczesnych życie, ale jak krótko byłoby to wszystko trwało? Kilka lat, a może tylko kilka miesięcy, bo i tak się nieraz w życiu zdarzać zwykło. Na świecie rozkosz z boleścią zawsze idzie w parze, boleści cielesne nieraz nawet przeważają, bo rzadko spotkamy człowieka całkowicie zdrowego – a sama zewnętrzna piękność ciała nie wystarcza do zupełnego szczęścia doczesnego. Jedynie cnota po zostaje niezmienna, ona temu znikomemu ciału dodaje wartości i często chroni je od nagłego upadku, bo nie pozwala rozwinąć się namiętnościom.

Cóż by się było stało z świętą Petronellą, gdyby poddała się była zachciankom ciała? Byłaby krótki czas szczęśliwa ziemską szczęśliwością, tak szybko przemijającą, że jednak nie uległa zachciankom ciała, nosi teraz na wieki koronę czystości dziewiczej, która daje jej szczęśliwość wieczną.

Duszo chrześcijańska! miej zawsze w pamięci tę szczęśliwość, jaka oczekuje twą duszę, jeżeli zamiast starać się o zbyteczne podniesie nie piękności ciała, pomyślisz raczej o duszy i ćwicząc ją w cnocie, do coraz większej doskonałości doprowadzać ją będziesz! Dla tej pięknej i wiecznej nagrody warto dołożyć starań.

Rozważmy wszystko dokładnie i postępujmy podług podanych wskazówek, aby tym sposobem osiągnąć nagrodę w szczęśliwości wiecznej.

Tags: św Petronella „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica św Piotr cierpienie uroda cnoty
2020-05-22

Św. Julii Panny i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 439.

(Szczegóły jéj życia i męczeństwa, znajdują się w historyi prześladowania Kościoła przez Wandalów przez Rajnerta napisanéj.)

Święta Julia była rodem z Kartaginy, wielkiego miasta w Afryce, i należała do jednéj z najpierwszych rodzin tego kraju. Młodą jeszcze była, kiedy w roku 439 Genzeryk król Wandalski, jeden z najzagorzalszych popleczników herezyi aryańskiéj, zdobywszy Kartaginę, dopuszczał się na jéj mieszkańcach największych okrucieństw, pastwiąc się szczególnie nad katolickiemi zamożniejszemi rodzinami téj stolicy. Wielu z nich mieczem pozgładzał, inni porzuciwszy całe mienia pouchodzili, największą zaś liczbę zagrabiwszy: im majątki przywiódł do nędzy, i na domiar barbarzyństwa zaprzedawał w niewolę poganom.

Z téj liczby była i Julia, wychowana w zamożnym rodzicielskim domu bardzo starannie i pobożnie, a przytém z urody sławna w całym kraju, jak równie z wysokiéj cnoty i szczególnéj dla ubogich hojności. Porwana z łona ukochanéj rodziny, któréj była ozdobą i pociechą największą, zaprzedana została w niewolę pewnemu kupcowi poganinowi, nazwiskiem Euzebi, który zawiózł ją z sobą do Syryi. Łatwo wyobrazić sobie jak strasznym ciosem było to dla téj nieszczęsnéj dziewicy, przyzwyczajonéj do wielkiéj wystawności rodzicielskiego domu, a tak nagle zmuszonéj służyć poganon i być ich niewolnicą.

Jedyną jéj pociechą i jedynie w tak smutnéj ostateczności skuteczną, była jéj gruntowna pobożność i żywa wiara. Widok Pana Jezusa przybitego do krzyża, łagodził gorycz jéj serca i wstrzymywał ją od płaczu. Pamiętała że, czy będąc wielką panią jak wprzódy, czy teraz stawszy się niewolnicą poganina, miała zawsze szczęście być służebnicą Chrystusa, i tego szczęścia nikt jéj pozbawić nie mógł. Postanowiła więc spełniać jak najdoskonaléj obowiązki stanu w jakim spodobało się Bogu postawić ją, i uświęcić się w pokornym i uciążliwym zawodzie niewolniczéj służby. Wkrótce téż, sposób jéj zachowania się, wzbudził powszechne dla niéj między poganami uwielbienie, i pan jéj tak wielkim szacunkiem został dla niéj przejęty, iż obchodził się z nią z uszanowaniem i mawiał, że wolałby cały swój majątek postradać, aniżeli rozstać się z tą swoją niewolnicą.

Ze względów tak szczególnych jakich używała Julia u swojego właściciela, korzystała ona tylko na to, aby z tém większą swobodą oddawać się świętym ćwiczeniom swojéj religii i pobożności, którą nieszczęście jakie ją spotkało, jeszcze więcéj w jéj sercu rozżywiło. Posty zachowywała ciągłe; długie godziny, a szczególnie w nocy, trawiła na modlitwie, a w pracy tak sobie nie folgowała, że Euzebi często, chociaż napróżno, prosił ją usilnie aby się tak bardzo nie trudziła, i upewniał ją iż tak ciężkiéj służby od niéj nie wymaga. Przytém odznaczała się szczególnie skromnością dziewiczą, którą tak jaśniała, że pomimo iż rzadka jéj uroda wystawiała ją na wielkie wśród pogan niebezpieczeństwo, wszyscy zachowywali się z nią z największą przyzwoitością, i w jéj obecności najlekkomyślniejsi byli pod wpływem nakazującéj uszanowania powagi, jaką się ona w stanie swojego nawet niewolnictwa odznaczała.

Po załatwieniu roboty która do niéj należała, co zbywało jéj czasu, obracała na czytanie pobożnych książek, których wiele z domu jeszcze wyniosła, i na modlitwę która była jedyną jéj pociechą, a przez którą, potrzebne w tak trudném położeniu, wypraszała sobie łaski. A że trudy i przykrości przywiązane do stanu służebnego, zdawały się jéj niedostateczném umartwieniem i ciała i ducha, przydawała jeszcze i dobrowolne, nosząc włosiennicę, sypiając na ziemi, i tym podobne pokutne zadając sobie ćwiczenia.

Lecz wkrótce i tego nie dość było dla téj świętéj duszy, rozmiłowanéj w Jezusie i w krzyżu Jego. Oddawna, bo jeszcze gdy w domu rodziców była wzdychała za męczeńską śmiercią; teraz pragnienie to stało się w niéj jeszcze żywszém. W każdych modlitwach swoich błagała o tę łaskę Boga, a szczególnie prosiła przenajświętszą Pannę, którą jak najdroższą matkę swoję niebieską czciła i kochała; aby Jéj wyjednała szczęście wylania krwi za Jéj Boskiego Syna.

Matka Boża wysłuchała łaskawie próśb tej tak miłéj Jéj Synowi oblubienicy. Po kilkoletnim pobycie Julii w Syryi, Euzebi mając dla interesów swojego kupiectwa, odbyć podróż do Galii, postanowił, biorąc w tę podróż wielu domowników, wziąść z sobą i Julią. Puszczając się w drogę, miała ona jakby przeczucie że ją w niéj śmierć za wiarę świętą czeka, i poleciwszy się tém goręcéj opiece Maryi, starała się ciągle w tém ściślejszém zostawać z Panem Jezusem zjednoczeniu, aby na stanowczą próbę jéj ku Niemu miłości, w każdéj chwili gotową za Jego łaską była.

Jakoż, sposobność ku temu nadarzyła się jéj rychło, gdy przypłynąwszy do wyspy Korsyki zatrzymali się w porcie, Euzebi dowiedziawszy się iż wtedy właśnie obchodzono tam uroczystość pogańską, wysiadł na ląd ze wszystkimi swoimi niewolnikami, aby w niéj uczestniczyć, udał się z nimi do świątyni, a po odbytych obrzędach, zaproszony został na biesiadę, przez Feliksa wielkorządcę téj wyspy. Przez ten czas Julia, pozostawszy w porcie przy rzeczach Euzebiego, według swego zwyczaju modliła się gorąco, i serdecznie się smuciła przed Bogiem, na widok zaślepienia nieszczęsnych bałwochwalców. Słudzy Feliksa, którzy ją tam ujrzeli klęczącą, i dowiedzieli się że byłato chrześcijanka, która nigdy w obrządkach pogańskich nie chciała uczestniczyć, donieśli o tém Feliksowi. Wielkorządca ten był zawziętym chrześcijan wrogiem, i gdy mu o tém doniesiono, domagał się od Euzebiego, aby i Julii kazał przyjść i brać udział w ich obrzędach. Euzebi upewnił go, iż w żaden sposób uczynić ona tego nie zechce; a gdy Feliks zażądał żeby mu ją sprzedał jako niewolnicę aby ją potém zmusił do odstępstwa wiary, a poczciwy ten kupiec za żadne pieniądze uczynić tego nie chciał, Wielkorządca uciekł się do zdrady. Na owéj uczcie którą wyprawił dla Euzebiego, upoił go do najwyższego stopnia, a kiedy ten usnął, kazał porwać Julią, przyprowadzić do siebie, i zrązu najpochlebniejszemi obietnicami usiłował skłonić ją do oddania czci pogańskim bożyszczom. Przyrzekał jéj iż ją wykupi i nada jej wolność, byle poganką została. Na to odpowiedziała mu Święta, że dopóki jest służebnicą Jezusa Chrystusa, żadna niewola u ludzi, hańby jéj przynieść nie może, i przydała mężnie: „Obrzędami zaś pogańskiemi brzydzę się z całego serca, gdyż jestem chrześcijanką, i za największe poczytałabym sobie szczęście, żebym za wiarę moję życie oddała.”

Rozgniewany tak stanowczą odpowiedzią Feliks, kazał ją policzkować; co gdy słudzy jego spełnili z takiém okrucieństwem, że krew twarz jej zalała: „Zbawca mój, rzekła wtedy Święta, raczył dopuścić na siebie policzkowanie: jakiżto zaszczyt dla mnie gdy podobnejże zniewagi doznaję!” Wtedy Feliks kazał zawiesić ją w powietrzu za włosy, i okrutnie chłostać. Katowana była tak długo i tak strasznie, że zdawało się iż skona w téj męce, w ciągu któréj wołała: „Bądź na wieki błogosławiony Zbawicielu mój, za łaskę niewymowną, jaką wyrządzasz służebnicy Twojéj. Obym uczestniczyć mogła we wszystkich mękach, jakieś za mnie poniósł. Lecz cóż za różnica! Tobie głowę cierniową koroną przebito, a mnie tylko włosów trochę wyrwano; mnie chłostano, a Twoje przenajświętsze ciało kawałami bicze żelazne rozrywały; mnie złorzeczą, a Tyś był bluźniony i obelgami przesycony!”

Widząc wielkorządca że tak srogie męki nietylko zachwiać jéj stałości w wierze nie mogły, lecz ją jeszcze bardziéj i na duchu podnoszą, i w niepojętą dla patrzących na to radość wprawiają, a obawiając się aby Euzebi wytrzeźwiwszy się nie stanął w jéj obronie, kazał co prędzéj przygotować rusztowanie krzyża, i do niego przybić Świętą. Widok ten najwyższym napełnił Julią weselem. „Z całego serca pragnęłam umrzéć za Ciebie o! Zbawco mój, zawołała, lecz nigdym nie śmiała przypuszczać, że mnie spotka zaszczyt i szczęście poniesienia śmierci na krzyżu, jak Ty ją, Boski mój Mistrzu, poniosłeś za mnie. Przyjm Boże mój, życia mojego ofiarę, a odpuść tym nieszczęsnym zaślepieńcom to co ze mną, czynią, i zlituj się nad nimi.”

Po tych słowach przybito ją do krzyża, na którym już wycieńczona poniesioną męką w biczowaniu, wnet Bogu ducha oddała. Umęczona została dnia 22 Maja, około roku Pańskiego 439.

W chwili gdy skonała, trwoga nadzwyczajna ogarnęła i Wielkorządcę i pogan tam wtedy zgromadzonych, tak że wszyscy uszedłszy pozostawili na krzyżu ciało świętéj Męczenniczki. Tymczasem Aniołowie oznajmili zakonnikom mieszkającym na sąsiedniéj wyspie zwanéj Gorgonia, o tém co zaszło na brzegach Korsyki, i polecili im od Pana Boga, aby popłynęli tam, i zabrali ciało świętéj Julii. Co téż oni dopełnili. W roku zaś 768, zwłoki jéj przeniesione zostały do miasta Brescia we Włoszech, i umieszczone w kościele pod jej wezwaniem zbudowanym.

Pożytek duchowny

W dniu wczorajszym czytałeś żywot ubogiego rolnika, który w swoim pracowitym stanie dostąpił doskonałości Ewangelicznéj; dziś przypada znowu doroczna pamiątka Świętéj, która nią została będąc niewolnicą u poganina. Uważaj więc że żadnego uczciwego stanu obowiązki, nie są przeszkodą do tego aby zostać Świętym, a zawstydź się przypominając sobie, jak często na zajęcia które cię obarczają, zwalasz trudność jakiéj doznajesz oziębłością twoją w ćwiczeniach pobożnych.

Modlitwa (kościelna dawna)

Boże Stwórco i opiekunie wszystkich wiernych, miłosierdzia Twojego pokornie wzywamy, abyśmy dzień ten uroczysty błogosławionéj Męczenniczki Julii, pobożnie obchodząc, wiekuistém weselem wraz z nią się cieszyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 416–418.

Tags: św Julia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik arianizm niewola obowiązki stanu
2020-04-15

Św. Lidwiny Dziewicy

Żyli około roku Pańskiego 1433.

(Żywot jéj był napisany przez współczesnego jéj Tomasza a Kempis.)

Święta Lidwina, którą i Ludmiłą nazywają szczególna Patronka osób długą i ciężką chorobą złożonych, urodziła się roku Pańskiego 1380 w Hollandyi, w miasteczku Schiedam. Ojciec jéj miał imię Piotr, a matka Petronella: pochodzili ze szlacheckiego rodu, byli wzorowymi katolikami, a niezamożni. Lidwina była dziewiątém ich dzieckiem. Od lat najmłodszych okazywała się bardzo bogobojną; miała szczególne nabożeństwo do przenajświętszej Panny, którą przez całe życie czciła i kochała jak swoję najdroższą Matkę niebieską. W siódmym roku życia uczyniła ślub czystości.

Zaledwie wychodziła z lat dziecinnych, gdy z powodu znakomitéj urody i starannego wychowania, kilku młodzieży z wyższego stanu, ubiegało się o jéj rękę. Rodzice chcieli ją zmusić do zamęścia, lecz odpowiedziała im stanowczo, że ziemskiego oblubieńca nigdy mieć nie będzie, i że jeśli nie przestaną nakłaniać ją do tego, wtedy uprosi sobie u Pana Boga tak szpetną powierzchowność, że dla wszystkich stanie się obrzydzeniem.. Rodzice więc zostawili ją. w pokoju.

Miała lat piętnaście, kiedy razu pewnego, gdy przypatrywała się ślizgającym się na lodzie towarzyszkom, jedna z nich obaliła ją mimo chęci na ziemię, w skutek czego złamała sobie żebro. Odtąd zaczął Pan Bóg próbować ją i uświęcać cierpieniami tak wielkiemi, ciągłemi i nadzwyczajnemi, że trudnoby dać temu wiarę, gdyby nie to że najpoważniejsze świadectwa, stwierdzają te szczegóły.

Od piętnastego roku wieku swojego do pięćdziesiątego trzeciego, życie jéj było jakby bezustannem ciężkiém konaniem, albo raczéj ciągłém męczeństwem. Jeden ze współczesnych jej historyków powiada, że w przeciągu lat trzydziestu, nie zjadła tyle chleba, ile człowiek zdrowy spożywa go przez dni kilka. Ciało jéj wkrótce zamieniło się od stóp do głowy jakby w jednę jadowitą ranę. Lekarstwa w miejscu ulgi, pomnażały jéj cierpienia. Nie mogła chodzić inaczéj jak tylko rękoma i kolanami czołgając się po ziemi, a w końcu i na to już sił nie miała. Trzydzieści lat zupełnie z łóżka nie wstawała, a w siedmiu ostatnich rażona paraliżem, już tylko w głowie i w lewéj ręce miała władzę. Wnętrzności poranione wydawały ciągle zepsutą ropę, którą wraz ze krwią wyrzucała ustami, nosem, uszami, a nawet ciekła ona i z oczu. W głowie doznawała bezprzestannie bolu takiego, jakby w nią ćwieki wbijano. Do tego przyłączyły się cierpienia kamienia i stwardnienie wątroby. W ranach lęgło się robactwo. A gdy tak na wszystkich członkach strasznych bolów doznawała, całe ciało paliła, jakby aż do szpiku kości bezustanna trawiąca gorączka; trapiła ją ciągła bezsenność, a od czasu do czasu miewała mdłości i duszności istnego konania.

Lecz co najstraszniejsze: obok takich okropnych cierpień na ciele, i na duszy słabą była. Przez cztery pierwsze lata upadła była zupełnie na duchu, poddała się smutkowi i prawie rozpaczy; ledwie że nie złorzeczyła chorobie i cierpieniom doznawanym. Wszakże, po upływie tych lat czterech, prawdziwie dla niéj nieszczęsnych, najzbawienniejsza zmiana zaszła co do jej duszy. Zesłał jéj Pan Bóg świątobliwego spowiednika, nazwiskiem Jan Pot, który starał się przywrócić jej spokój wewnętrzny. Rozbudził w sercu jéj żywą wiarę w tę prawdę: że im więcéj cierpień dopuszcza Pan Bóg na kogo na téj ziemi, tém obfiteze przeznacza mu nagrody w Niebie, i polecił jéj szczególnie jak najczęstsze, a pobożne, Męki Pańskiéj rozmyślanie.

Polubiła wielce to święte ćwiczenie Lidwina, i w niém znalazła źródło swojego uświątobliwienia. Z początku odbywała je codziennie razy kilka, a zczasem prawie bezustannie, rozdzielając tajemnice Męki Pańskiéj na siedem części, odpowiadających siedmiu godzinom kanonicznym. Łącząc do tego swoje zwykłe serdeczne do Matki Bożéj nabożeństwo, w krótkim czasie przedziwne na drodze doskonałości uczyniła postępy. Nie tylko cierpliwie i spokojnie znosiła swoje cierpienia, lecz się w nich święcie rozmiłowała, i patrząc na Jezusa tyle cierpiącego w męce i śmierci swojéj, pragnęła cierpieć coraz więcéj. W najsroższych boleściach powtarzała: „Jeszcze więcéj Panie mój, jeszcze więcej cierpień mi zeszlij, jeśli taka wola Twoja, tylko w miarę tego, przymnażaj i łaski Twojéj.” Pan Bóg też hojnie obsypywał niemi tę duszę, właśnie przez cierpienia nadzwyczajne jakich doznawała, do wysokiéj świątobliwości przeznaczoną. Nie tylko opływała już odtąd w niezachwiany spokój wewnętrzny, nie tylko objawiała w sobie najchętniejsze poddanie się woli Bożój w najcięższych chwilach, lecz opływała w wielkie duchowne pociechy. Z Aniołem Stróżem często rozmawiała, widząc go obok siebie, a nawet objawiał się jéj i Pan Jezus pocieszał, nauczał i zachęcał do wytrwałości, i takiemi cudownemi widzeniami pokrzepiał i uświęcał. Lecz najczęstsze widzenia miała Matki Bożéj, i z Nią bardzo długo rozmawiała, różne odbierając łaski. Chociaż więc ciało jéj nie przestawało doznawać mąk ledwie że nie piekielnych, dusza opływała w radości niebieskie,

W miarę odbieranych łask takowych, Lidwina robiła postęp we wszystkich cnotach chrześcijańskich, a szczególnie w pokorze, będącéj probierczym kamieniem wszelkiéj prawdziwéj cnoty. Jak rozmiłowała się w cierpieniach ciała, tak również przez miłość wzgardzonego Jezusa, pokochała upokorzenia. Poczytywała sobie za szczęście gdy ją jakowa najdotkliwsza spotykała obelga, albo oznaki pogardy ze strony osób z któremi miała stosunki. Najbliższą jéj towarzyszką, była pewna kobieta gwałtownego usposobienia i grubiańskich obyczajów. Obchodziła się z biedną chorą bez litości, a niekiedy do tego stopnia unosiła się, że jéj w twarz pluła. Święta, nie tylko nigdy nie uskarżała się na to, ale nawet nigdy jéj nie objawiła najmniejszej niechęci. Gdy na koniec inne osoby w domu spostrzegłszy jak towarzyszka Lidwiny nieludzko się z nią obchodzi, pytały ją jak mogła tak długo znosić to w milczeniu: — „Przecież to dla nas wielką jest zasługa, odrzekła, chętnie znosić takie małe przykrości z miłości Pana Jezusa, a przez to niekiedy łatwiéj i osoby które względem nas zawiniają, przywieść do obżałowania swojéj winy.”

Pokora jéj przedewszystkiém ukrywała przed ludźmi szczególne dary, jakiemi ją Pan Bóg coraz hojniéj zbogacał. Dostąpiła była między innemi i téj rzadkiéj łaski, że Pan Jezus wyrył na jéj rękach i nogach, znamiona przenajświętszych Blizn swoich. Lidwina uprosiła u Chrystusa Pana, aby one znikły, a tylko aby bolu od nich doznawała.

Wielką także odznaczaąła się miłością bliźniego, a ztąd litością dla ubogich i cierpiących. Po śmierci rodziców, mały mająteczek jaki po nich odziedziczyła, rozdała biednym. Sama żyła z jałmużny; a że bardzo mało potrzebowała na własne utrzymanie, gdy tymczasem z różnych stron, przysyłano jéj znaczne wsparcie, więc sama będąc biedną, wielu ubogich wspierała. Podczas morowego powietrza, którém szczególnie dotknięci byli ludzie niezamożni, przejęta litością nad nimi, zaofiarowała się Panu Bogu za nich: „Panie, powiedziała na modlitwie, tym biednym ludziom zdrowie niezbędném jest do utrzymania życia i własnego i całych rodzin; zgrzeszyli to prawda, lecz racz mnie nieużyteczną sługę Twoję karać za nich, a ich oszczędź w miłosierdziu Twojém.” Zaraza ustała, a Lidwina dostała trzech bardzo bolesnych wrzodów, z których dwa nadługo a jeden na całe życie jéj pozostał.

Obdarzył ją był Pan Bóg i darem czynienia cudów. Tomasz a Kempis opisujący jéj życie, przytacza wiele takowych, a których naocznym był świadkiem. Jeden z jéj braci, którego szczególnie kochała, umarł był pozostawiając w niedostatku liczną rodzinę, i wielu wierzycieli niezapłaconych, którzy niepokoili biednych spadkobierców. Lidwina serdecznie się nad nimi litowała, pragnęła przyjść im w pomoc, lecz w jakiż sposób mogła to uczynić kiedy nic nie posiadała? Złożyła więc całą swoję ufność w Bogu, pomodliła się na tę intencyą, i wziąwszy woreczek w którym był cały jéj majątek, składający się z ośmiu franków, to jest dwóch rubli, oddała go drugiemu bratu, polecając aby z niego wszystkich dłużników zaspokoił. Ten ją usłuchał, poszedł, popłacił wszystkie a dość znaczne długi zmarłego brata, a gdy ostatniego zaspokoił dłużnika, znalazł jeszcze w woreczku 40 franków, które i Lidwina niezwłocznie kazała rozdać biednym. Na pemiątkę tego cudu, przechowywano ten woreczek i nazwano go Sakiewką Bożą. Miała także i dar proroctwa i wiele przyszłych wypadków przepowiedziała.

Na jakiś czas przed śmiereią, objawił się jéj Pan Jezus, trzymający w ręku wieniec przeznaczony dla niéj w Niebie, lecz w którym brakło kilku kwiatów i powiedział: „Córko moja, potrzeba aby ten wieniec został już wykończony.” Jakoż w dni kilka potém napadli na mieszkanie jéj rabusie, i zabrawszy jéj nawet ubogą kołdrę którą się przykrywała, zbili ją ciężko. Zaraz po zajściu tego zdarzenia, przepowiedziała godzinę swojéj blizkiéj śmierci; w trzeci dzień świąt Wielkanocnych przyjęła ostatnie Sakramenta święte, przeprosiła wszystkich obecnych, i prosiła aby ją pozostawiono samę. Potém modląc się długo, wpadła w zachwycenie, i dnia 14-go Kwietnia roku Pańskiego 1433 poszła do Nieba, po tę już całkowitą i wykończoną koronę, którą jéj zapowiedział i okazał był Sam Pan Jezus.

Gdy ją przebierano dla włożenia na katafalk, spostrzeżono że miała na sobie ostrą włosiennicę, którą ciągle trapiła ciało, i bez tego na tyle cierpień wystawione.

Pożytek duchowny

Zbawienną naukę i wielką pociechę znaleźć powinny osoby złego zdrowia zażywające, w szczegółach życia świętéj Lidwiny. Naukę: aby z takiém jak ona poddaniem się woli Bożéj cierpienia swoje znosiły; pociechę: bo widzą w tém dowód że i najgorszy stan zdrowia, nie przeszkadza wcale do nabycia najwyższéj świątobliwości.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste Boże nasz! Któryś ukazując błogosławionej Lidwinie wieniec chwały w Niebie dla niéj przeznaczony, zapowiedział jéj iż przez poniesienie nowych cierpień wysłuży go sobie tém świetniejszy; daj nam za jéj wstawieniem się i zasługami, z każdego cierpienia w duchu miłości Twojéj pokornie zniesionego, nagrodę wieczną sobie wysłużyć, Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 293–295.

Tags: św Lidwina „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica cierpienie choroba Męka spowiedź Maryja stygmaty zaraza
2020-03-23

Św. Katarzyny Księżniczki Szwedzkiéj

Żyła około roku Pańskiego 1381.

Święta Katarzyna była córką Ulfona Książęcia Szwedzkiego i świętéj Brygidy, wsławiónéj w Kościele Bożym cudownemi objawieniami które pozostawiła spisane.

Przy piersi jeszcze będąc, tém się odznaczała, że ile razy chciała ją karmić niewiasta płochych obyczajów, tyle razy święta dziecina ze wstrętem od piersi jéj się odwracała. Od najmłodszych lat matka oddała ją na wychowanie do klasztoru Rysabergińskiego, gdzie wzrastała pod okiem świątobliwej Opatki. Skoro do rozumu przyszła, różne pobożne ćwiczenia, nad wszelkie dziecinne rozrywki przekładała. Razu jednak pewnego, z niejakiém upodobaniem bawiła się z dziewczynkami razem z nią wychowującemi się, małemi pręcikami, za co tejże nocy, okazali jéj się szatani, i takiemiż rózgami srodze ją schłostali. Pan Bóg zaś dopuścił to na tę wybraną swoję duszyczkę w tym celu, aby od tego czasu jeszcze bardziéj od wszelkich płochych rozrywek ją odwrócił.

Gdy doszła lat młodzieńczych, ulegając woli ojca wstąpiła w stan małżeński, lecz rozmiłowana w cnocie dziewictwa i pragnąca je dochować, tak się gorąco modliła o to do Matki przenajświętszéj, że męża swojego Egharda, zaraz po zamęściu nakłoniła do uczynienia ślubu czystości, i takowy, świątobliwi ci małżonkowie na zawsze dochowali. Prowadzili przytém życie bardzo pobożne, oddając się uczynkom miłosierdzia, wielkie czyniąc jałmużny, a unikając wszelkich zbytków i wytworności właściwych ich stanowi. To wielce nie podobało się bratu Katarzyny Karolowi, który różnemi środkami chciał i siostrę i szwagra odwieść od tego, i w tym celu wielkie im czynił przykrości. Podobnież postępowała żona jego, osoba bardzo światem zajęta. Skończyło się jednak na tém, że przykład Katarzyny wpłynął właśnie na nią, nakłonił ją do prowadzenia również pobożnego życia, w czém ją utwierdziło widzenie jakie miała Matki Bożéj, nakazującej to jéj wyraźnie.

Po śmierci ojca jéj księcia Ulfona, gdy święta Brygida jéj matka zamieszkała w Rzymie, Katarzyna otrzymawszy na to zezwolenie małżonka, pojechała do niéj. Tam wraz z matką oddała się całkiem bogomyślności, i uczynkom miłosierdzia, od czego zły duch chcąc ją odwieść, wzniecił w jéj sercu wielką za krajem, mężem i domowego pożycia uciechami tęsknotę. Wszakże wsparta czujną opieką matki i radą światłego spowiednika, przemogła za łaską Pańską tę pokusę, a wkrótce straciwszy małżonka, już się ze świętą Brygidą nie rozłączała, przebywając z nią w Rzymie, i na innych miejscach do których pobożne pielgrzymki odbywały.

Wiodła życie nadzwyczaj umartwione, i cały czas swój rozdzieląła już to na modlitwę w domu, już na odwiedzanie świątyń Pańskich, to na usługę przy ubogich chorych, tak po ich mieszkaniach jak i po szpitalach. Każdego dnia odmawiała godziny o Matce Bożéj, siedem Psalmów pokutnych, i cztery godziny poświęcała na rozmyślanie Męki Pańskiéj. Spowiadała się co dzień, a czasem w jednym dniu kilka razy. Wielkie posiadając dostatki, wyjąwszy wydatków na nadzwyczaj skromne własne utrzymanie, wszystkie swoje mienie, obracała na dobre uczynki.

Niekiedy całe dnie i noce nie odstępowała od łóżka chorych ubogich, opatrując własnemi rękoma ich rany, prześciełając łóżka, omiatając izby, i wszelkie oddając im usługi, z miłością i zręcznością którą wszyscy podziwiali. Tak miłowała święte ubóstwo, iż nigdy wykwintnych szat nie nosiła, ubierając się jak uboga kobieta. Pan Bóg zaś dla okazania jak Mu przyjemném było to jéj zamiłowanie ubóstwa, w niektórych razach gdy Katarzyna znajdowała się w gronie świetnych matron rzymskich, sprawiał iż lubo ubraną była tak biednie jak zwykle, w oczach wszystkich okazywała się najbogatszemi i książęcemi sukniami okryta.

Ponieważ obok dostojnego swego pochodzenia i wielkiego majątku, była Katarzyna i nadzwyczaj powabnéj urody, więc po śmierci męża, kilku najpierwszych książąt rzymskich, starało się o jéj rękę. Gdy każdemu z nich dawała odprawę, zdarzyło się iż jeden z nich wysłał oddział zbrojnych sług swoich, aby gdy Święta wychodzić będzie z kościoła błogosławionego Sebastyana, porwali ją gwałtem. Lecz gdy się do tego zabierali, ukazał się na ulicy dziki kozioł za którym popędziwszy, dali czas Katarzynie uchronić się od ich napaści. Inną razą, gdy jeden z panów rzymskich, w tymże celu sam napadł na nią, kiedy z matką wychodziła z kościoła świętego Wawrzyńca będącego za miastem, Pan Bóg zesłał na niego nagłą ślepotę. Skruszony tym cudem, upadł do nóg Katarzyny, prosząc o przebaczenie, i za jéj modlitwą wzrok odzyskał.

Uderzająca jéj powierzchowność, chociaż ją najstaranniéj kryła przed oczami zepsutego świata, i w innym wypadku naraziła ją była na wielkie niebezpieczeństwo. Zdarzyło się, iż w pielgrzymce pobożnéj, którą odbywała z matką do Assyżu, dla nawiedzenia grobu świętego Franciszka Serafickiego i kościoła przenajświętszéj Panny Maryi Anielskiéj, zaskoczone w drodze wielką nawałnością, nie mogąc zdążyć do miejsca przeznaczonego na nocleg, zatrzymać się musiały na noc w chacie, wśród dzikiego boru będącej. Gdy tam do spoczynku się zabierały, napadli na nich rozbojnicy, na tych drogach na podróżnych czyhający, a ujrzawszy Katarzynę zagrozili jej zniewagą nad śmierć samę dla niéj straszniejszą. Zdawało się, że Święta ulegnie już ich barbarzyńskiéj przemocy, gdy padłszy na kolana, poczęła wzywać na ratunek Matki Bożéj Anielskiéj, do któréj pielgrzymkę właśnie odbywała. W tejże chwili dał się słyszeć na dworze wielki hałas, jakby ludzi zbrojnych przychodzących jéj na obronę, czém przerażeni rozbojnicy uszli, chociaż w istocie nikogo nie było. Wszakże umyślili dokonać to późniéj, czego wtedy takim cudem od Boga na obronę Katarzyny zesłanym odpędzeni, uczynić nie mogli. Zaczaili się w inném bardzo odludném miejscu, na drodze tych świętych pielgrzymek, i tam je powtórnie napaść mieli. Lecz tu znowu Pan Bóg cudem Katarzynę obronił. Gdy nadjechała na to miejsce, rozbojnicy poślepli, i nie tylko podróżujących nie ujrzeli, lecz i sami przerażeni uciekając, drogi znaleźć nie mogli.

Do wielu ćwiczeń pokutnych i pobożnych, w których nasza Święta wraz z matką tak stale i od dawna ćwiczyła się, zapragnęła przydać i pielgrzymkę do ziemi świętéj. Jakoż obie do Jerozolimy udały się roku Pańskiego 1373, zkąd, gdy tam święta Brygida zapadłszy na zdrowiu, zapragnęła umrzeć w Rzymie, prędko do tego miasta wróciły, gdzie téż Katarzyna tegoż roku matkę straciła.

Święta spełniając wolę zmarłej, odwiozła jéj błogosławione zwłoki do Szwecyi i złożyła je w klasztorze Wastaneńskim, gdzie i sama suknię zakonną przywdziała. Na świecie będąc przez czas bardzo długi, wiodła życie doskonałéj zakonniey, to téż i zostawszy nią stała się dla wszystkich sióstr najwyższym wzorem doskonałéj mniszki. Posłuszna, pokorna, cicha, pracowita, miłością ogarniająca wszystkie bez różnicy siostry, co jéj zbywało od obowiązkowych zajęć czasu, ten na modlitwie spędzała. Obdarzona wielkiemi darami bogomyślności, w któréj coraz się więcéj zatapiając, coraz to wyższe łaski odbierała. Wkrótce została Przełożoną tego świętego zgromadzenia, i za upoważnieniem władzy duchowaéj, wprowadziła w tym klasztorze Regułę, którą matka jéj święta Brygida pozostawiła przez siebie ułożoną i spisaną.

Nie długo jednak, w tém ulubioném swojém ustroniu, przebywać mogła. Gdy święta Brygida, wielkiemi cudami u grobu swojego zasłynęła, król Szwedzki i Biskupi postanowili, aby Katarzyna udała się do Rzymu, dla starania się o kanonizacyą matki. Święta puściła się w tę drogę, lecz dla wielkich niepokojów, jakiemi podówczas stolica Apostolska trapioną była, sprawy dla któréj tam przybyła przeprowadzić nie mogąc, uzyskała tylko od Papieża zatwierdzenie Reguły w klasztorze Wastaneńskim przez nią zaprowadzonéj.

W czasie tego pobytu jéj w Rzymie, wielki i nagły wylew Tybru zalawszy już część znaczną, groził całemu miastu. Przerażeni mieszkańcy, zbiegli się tłumnie przed mieszkanie Katarzyny, którą jeszcze z poprzedniego jéj w tém mieście pobytu dobrze znali, prosząc i wołając, aby ich modlitwą swoją, od klęski grożącéj wyratowała. Gdy się ona, z głębokiéj pokory od tego wzbraniała, wywiedli ją siłą aż do rzeki, i zmusili, aby jedną nogą w wodę wstąpiła. Co jak tylko uczyniła Święta, rzeka wnet w koryto swoje wróciła i z całym nadmiarem wody zebranéj w morze popłynęła.

Po pięcioletniém zatrzymaniu się tą razą w Rzymie, wróciła Katarzyna do Szwecyi, na drodze już ciężko na zdrowiu zapadłszy. Wkrótce téż po przybyciu swojém do klasztoru Wastaneńskiego, przyjąwszy ostatnie Sakramenta święte z wielką pobożnością, na ręku sióstr swoich, modląc się i wzniosłszy oczy do nieba, Bogu ducha oddała dnia 23-go Marca roku Pańskiego 1381. W chwili jéj skonania, okazała się gwiazda nad klasztorem, potém postępowała za trumną gdy ją niesiono do kościoła, i w chwili pochowania jéj zwłok znikła.

Pożytek duchowny

Święta Katarzyna, bratowéj swojéj osoby, oddanéj uciechom światowym, gdy ją ta od życia pobożnego odwieść chciała, nie tylko nie usłuchała, lecz ją przykładem swoim do podobnież świątobliwego życia jakie sama wiodła nakłoniła. Niech i ciebie przewrotne zdania drugich nie odwodzą od dobrego, a jeśli w niém wytrwasz, możesz doczekać się, że ci, którzy ci na téj drodze byli przeszkodą przykładem twoim zachęceni i sami na nią wejdą.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który Kościół Twój, błogosławionéj Katarzyny Dziewicy, przesławnemi zasługami przyozdobiłeś, i licznemi jej cudami pocieszasz; daj nam sługom Twoim, abyśmy i przykładami jej pobudzeni, życie nasze poprawili, i opieką jéj nad nami od wszelkich przeciwności zasłonieni byli. Przez Pana naszego i t. d,

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 233–235.

Tags: św Katarzyna Szwedzka „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica św Brygida nawrócenie przykład
2020-03-11

Św. Katarzyny Bonońskiej

Żył około roku Pańskiego 1463.

Inną znowu razą, odebrała podczas modlitwy zbawienną, i dla wielu dusz pobożnych potrzebną naukę. Zdarzyło się, iż przeciągając zanadtwo czas trwania na modlitwie, utrudzona nad siły, usnęła. Wtedy stanął przed nią święty Tomasz Męczennik i Biskup Katorberyjski, do którego miała wielkie nabożeństwo, i upomniał że i w świętém ćwiczeniu się w modlitwie, należy właściwą zachowywać miarę: że trzeba właśnie dla utrzymania czerstwości głowy potrzebnéj do modlitwy, starać się niezbędnego do tego snu nie odmawiać sobie, a wypocząwszy dostatecznie wiernie i pilnie trwać na bogomyślności.

Pożytek duchowny

Iluż grzeszników, tak jak to w życiu świętéj Katarzyny czytałeś, winno zbawienie wieczne, modlitwom, które za nich drudzy zanosili. Módl się przeto za nawrócenie grzeszników, bo jeśli jest to uczyniem wielkiego miłosierdzia chrześcijańskiego, gdy modląc się za dusze w Czyscu zatrzymane, wyzwala się je z téj męki czasowéj, czyż nie jeszcze większym będzie, gdy modląc się za tych których piekło czeka, uchroni się ich od tego największego wiecznego nieszczęścia.

Modlitwa

Boże! nieprzebranego miłosierdzia, któryś Sam powiedział że nie chcesz śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył (Ezech. XXXIII, II.); prosimy Cię, przez zasługi świętéj Katarzyny i za jéj pośrednictwem, nas grzesznych i wszystkich w grzechach pogrążonych, łaską Twoją miłościwie dotknij, i szczerze nawróconych do chwały doprowadź wiekuistéj. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 201–203.

Tags: św Katarzyna Bonońska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica klaryska modlitwa grzech ciężki Czyściec odpoczynek
2020-03-06

Św. Kolety

Żył około roku Pańskiego 1447.

Pożytek duchowny

Z przeczytanego dziś żywota téj wielkiéj Świętéj, podwójny pożytek duchowny wyciągnąć możesz. Jeden: że tak jak błogosławiona Koleta, wszelkie powaby ciała, będące dla wielu okazyą ich wiecznéj zguby, nie tylko cenić nie powinieneś, lecz je poczytywać masz za dar natury, dla wielu dusz bardzo niebezpieczny. Ze szczegółów zaś wskrzeszenia zakonnicy, mającéj być potępioną za zatajenie na spowiedzi grzechu, zachęć się do jak najszczerszéj spowiedzi, gdy oto widzisz, że przez jednę szczerą spowiedź, Pan Bóg w miłosierdziu Swojém, wybawił duszę, ktora już u progów samego piekła była.

Modlitwa (kościelna)

Panie Jezu Chryste! Któryś błogosławioną Koletę oblubienicę Twoję, niezliczonemi darami przyozdobił, spraw miłościwie, aby tenże Duch Święty który ją natchnął do przywrócenia pierwotnéj ścisłości Seraficznéj Reguły, i nas przywiódł do zbawiennego na duchu odnowienia. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 189–190.

Tags: św Koleta „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica uroda grzech ciężki spowiedź
2020-03-03

Św. Kunegundy Cesarzowéj

Żył około roku Pańskiego 1030.

Pożytek duchowny

Gdy cię spotka niewinnie jakowa niesława, znoś to upokorzenie z miłości zniesławionego Pana Jezusa, tak jak to znosiła Święta któréj żywot czytałeś. A jeśli będziesz się bronił, czyniąc to spokojnie, w sercu przebaczaj tym co ci krzywdę zadali.

Modlitwa (kościelna)

Boże! który pomiędzy innemi przedziwnemi dziełami Twojemi, świętą Kunegundę dziewicę, takimi cnotami przyozdobiłeś, że ona i w małżeństwie dziewictwo przechowała, a po śmierci małżonka wstąpiwszy do Zakonu, wysokiemi cnotami zajaśniała, daj miłościwie, abyśmy starając się godnie ją uczcić, za jéj pośrednictwem wedle możności naszéj, cnoty jéj naśladowali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 181.

Tags: św Kunegunda „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna cesarzowa dziewica zniesławienie cierpliwość
2020-02-12

Św. Eulalii Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 300.

Święta Eulalia, któréj tu historyą męczeństwa podajemy, jest podobnież jak święta Eufrozyna, któréj wczoraj żywot przypadał, jedną z tych Świętych, w któréj życiu nie każdy szczegół służyć może za przykład do naśladowania dla wszystkich. Jak to bowiem niżéj obaczymy, powodowana w tém szczególném natchnieniem Ducha Świętego, sama wydała się na męczeństwo w ręce katów, i z przedziwném męstwem wyzywała ich aby ją jak najsrożéj dręczyli. Tego zaś, wyjąwszy wyrażne i niewątpliwe natchnienie Boże, nikomu bez zuchwalstwa czynić się nie godzi. Każdy chrześcijanin powinien, wsparty łaską, któréj Pan Bóg nikomu nie odmawia z tych, których na tę próbę wystawia, być gotowym ponieść śmierć raczéj, aniżeli wyrzec się Chrystusa: lecz samemu, bez konieczności narażać się na to, byłoby zuchwałą zarozumiałością, która ściągnąćby na siebie mogła karę, w ujęciu właśnie potrzebnéj w takim razie łaski wytrwałości. Niezmiernie rzadki wyjątek stanowią te dusze, które natchnione do tego przez Boga, odważają się na krok, tak dla drugich niebezpieczny.

Pożytek duchowny

Śnieg, pokrywający cudownie świętéj Eulalii ciało, przez co Pan Bóg raczył oszczędzić jéj skromność dziewiczą, jest obrazem téj świetnéj białości, jaką w oczach Boga jaśnieje każda dusza, cnotą świętéj czystości przyozdobiona. Niech cię i to pobudza do zamiłowania téj cnoty, i strzeżenia jéj jak najstaranniej.

Modlitwa

Boże, czystości duszy Dawco i Miłośniku, tą świętą cnotą dusze nasze racz obdarzać, i od wszelkiego grożącego jéj niebezpieczeństwa miłościwie nas zawsze wybawiaj. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 111–112.

Tags: św Eulalia dziewica męczenniczka „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość samobójstwo
2020-02-11

Św. Eufrozyny Dziewicy

Żyła około roku Pańskiego 430.

Pożytek duchowny

Postępek świętéj Eufrozyny, która przebrawszy się w męskie suknie płeć swoję zataiła, lubo w ogólności naganny, nie poczytał jéj Pan Bóg za złe, gdyż go ona użyła jedynie w celu pójścia za swojém powołaniem. Uczmy się z tego, jak dalece w podobnym razie dziecko każde powinno przekładać wolę Bożą nad wolę rodziców, a z drugiéj strony poznajmy jak ciężko zawiniają rodzice, gdy opierając się woli Bożéj, powołującéj do wyłącznéj służby swojéj ich dzieci, zmuszają je przez to do ostatecznych jakich kroków, aby powołania swego nie schybiły.

Modlitwa

Boże! Któryś świętą Eufrozynę dziwnemi drogami do służenia Ci według woli Twojéj powołać raczył; daj nam za jéj wstawieniem się, dobrze rozpoznać jak Ci służyć mamy, i udziel łaski abyśmy, poznawszy w téj mierze wolę Twoję, jak najwierniéj ją spełnili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 110.

Tags: św Eufrozyna dziewica „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna rodzice powołanie
2020-02-10

Św. Scholastyki Opatki

Żyła około roku Pańskiego 249.

Pożytek duchowny

Święci w schadzkach swoich dnie i noce na rozmowach o rzeczach Boskich i na opiewaniu chwały Jego spędzają. Dla tego Pan Bóg, prośby ich wysluchuje, jak to widziałeś w zdarzeniu opowiadaném z życia świętéj Scholastyki. Może dla tego twoim częstym i gorącym prośbom Pan Bóg zadość nie czyni, że temiż ustami, któremi do Boga na modlitwie mówisz, w rozmowach twoich z drugimi tegoż Boga obrażasz.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś duszę błogosławionéj dziewicy Twojéj Scholastyki, dla okazania niewinności jéj życia, w kształcie gołębicy do Nieba uniósł, daj nam za jéj zasługami i wstawieniem się, żyć tak niewinnie, ażebyśmy do wiecznych radości dojść zasłużyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 108.

Tags: św Scholastyka dziewica opatka „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna rozmowa
2020-02-09

Św. Apolonii Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 249.

Pożytek duchowny

Postępek świętéj Apolonii, która, jak to widziałeś, sama rzuciła się w stos rozpalony, był postępkiem natchnionym jéj w sposób szczególny, przez Ducha Świętego. Za taki poczytuje go Kościół, i dla tego w téj wielkiéj Męczenniczce czcić powinieneś ten rodzaj męstwa. Wszakże podziwiając go i wielbiąc, naśladować go nikomu nie wolno. Nie godzi się bowiem, nietylko samemu sobie odbierać życia, ale nawet i niechybnéj przyśpieszać sobie śmierci. Święta Apolonia uczyniła to ze szczególnego natchnienia Ducha Świętego, co stanowi téj powszechnéj, wszystkich obowiązującéj regule, wyjątek. Lecz co jest w świętéj Męczenniczce, której dziś Kościół pamiątkę obchodzi, do naśladowania dla wszystkich, to całe jéj życie, na miłosiernych uczynkach i na ćwiczeniach pobożności spędzone, jak rownież i jéj wytrwałość w znoszeniu ciężkich mąk, które ją do zaparcia się Chrystusa Pana przywieść nie mogły.

Modlitwa (kościelna)

Boże! który pomiędzy innemi wszechmocności Twojej cudami, i płeć słabszą, palmą zwycięstwa męczeńskiego obdarzasz; daj miłościwie abyśmy błogosławionéj Apolonii dziewicy i Męczenniczki Twojéj, pamiątkę przejścia do wieczności poboznie obchodząc, za jéj przykładem do Ciebie zdążali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 105-106.

Tags: św Apolonia dziewica męczennica „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna samobójstwo uczynki miłosierdzia
2020-02-06

Św. Doroty Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 304.

Pożytek duchowny

Widzisz jak różnemi drogami Bóg dobry do Siebie dusze nawraca i powołuje. W tych owocach i kwiatach, które święta Dorota Tefilowi w raju posłała, upatruj obraz wszystkich świętych natchnień i glośnych ostrzeżeń sumienia twojego, któremi tenże Bóg miłosierny chce przyciągnąć cię do Siebie, albo nawrócić, jeśliś na złych drogach, albo ściśléj z Sobą zjednoczyć, jeśliś na dobréj. Korzystaj więc z takich łask i darów niebieskich, aby ci one, za wstawiennictwem się świętéj Doroty, na taki jak swiętemu Teofilowi wyszły pożytek.

Modlitwa

Niech nam, Panie Boże nasz, święta Dorota męczenniczka wyjednać u Twojego miłosierdzia raczy, wszelkie do zbawienia naszego potrzebne łaski, i jak najwierniejsze z niém współdziałanie. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 99.

Tags: św Dorota dziewica męczennica „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna nawrócenie
2020-02-05

Św. Agaty Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 254.

Wtedy Wielkorządca, do najwyższego stopnia gniewem uniesiony, kazał Agatę stawić przed sobą, i z zamiarem zadania jéj mąk najokrutniejszych, rozpoczął badania sądowe. Najprzód zapytał ją kto była, i z jakiego pochodziła rodu: „Jestem szlachcianką, odrzekła święta, i ze znakomitego rodu pochodzę, jak o tém świadczy cały szereg moich przodków.” „Dla czegóż, powiedział znów do niéj sędzia, poniżasz się do tego stopnia, że chrześcijanką zostałaś?” – „Gdyż prawdziwa szlachetność, odrzekła Agata, nabywa się przez wyznanie Jezusa Chrystusa, którego mianuję się być sługą.” – „A więc, odrzekł Kwincyan, my, wzgardzając twoim Ukrzyżowanym, szlachetność naszę utracamy?” – „Tak jest, odpowiedziała Święta, utracasz prawdziwą szlachetność, stając się niewolnikiem szatana, i to do tego stopnia, że aby mu cześć oddać, kłaniasz się bryłom kamieni.” Na te słowa Wielkorządca kazał ją policzkować, a potém zaprowadzić do więzienia, zapowiadając, że albo zaprzeć się ma Jezusa Chrystusa, albo gotową być na śmierć wśród mąk najcięższych.

Pożytek duchowny

Jeden z ojców świętych powiada, że czém jest ogień malowany, w porównaniu do ognia prawdziwego, tém jest ogień ziemski, w porównaniu do ognia piekielnego. Tego więc obawiać się należy bardziéj, niż największéj klęski ognia doczesnego. Proś Pana Boga, przez zasługi wielkiéj Męczenniczki, która jest Patronką od ognia, abyś uszedł w wieczności tych płomieni, na któreś tyle razy grzechami twojemi zasłużył.

Modlitwa

Boże! Któryś błogosławioną Agatę Męczenniczkę Twoję, Patronką od klęski ognia postanowił, daj miłościwie, abyśmy jéj zasługami wsparci, płomieni piekielnych uszli na wieki. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 97.

Tags: św Agata dziewica męczennica „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna piekło ogień szlachetność niewola
2020-01-30

Św. Martyny Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 226.

Pożytek duchowny

Do ciężkiego męczeństwa, jakie ją czekało, święta Martyna przygotowała się i usposobiła, rozdaniem całego majątku na ubogich. Ile razy grozić ci będzie jaki smutek lub niebezpieczeństwo, miłosiernemi uczynkami, odpowiedniemi twojéj możności, wyjednywaj sobie u Boga potrzebne łaski do tego, abyś wszystko co cię spotkać może, zniósł jak na chrześcijanina przystoi.

Modlitwa (kościelna)

Boże! który pomiędzy różnemi Twojéj wszechmocności cudami, i płeć słabszą zwycięstwem męczeństwa obdarzasz; daj miłościwie, abyśmy błogosławionéj Martyny dziewicy i Męczenniczki Twojéj przejścia do wieczności pamiątkę z czcią należną obchodząc, za jéj przykładem do Ciebie zdążyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 82.

Tags: św Martyna dziewica męczennica „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna uczynki miłosierdzia
2020-01-21

Św. Agnieszki Dziewicy i Męczennicy

Żył około roku Pańskiego 304.

Pożytek duchowny

Podziwiając szczegóły śmierci téj najsławnieszéj, jak ją nazywa święty Hieronim, męczenniczki, bierz z tego naukę, jak miłą być musi Panu Jezusowi cnota świętéj czystoścy, gdy aby takową w dziewicy téj Jemu poślubionéj od wszelkiéj skazy wolną dochować, wielkimi ją Pan Bóg bronił cudami! Tę więc cnotę nad cnotami, zamiłuj z całego serca; za łaską Pańską i opieką Matki przeczystéj, chroń ją od najmniejszéj skazy, a i sam na podobne korony, z jakiemi w Niebie stanęła święta Agnieszka, będziesz mógł zarobić.

Modlitwa (kościelna)

Wszechmogący i wieczny Boże, który to co wątłe na téj ziemi wybierasz, aby co potężne upokorzyć; daj miłościwie, abyśmy uroczystą pamiątkę błogosławionéj Agnieszki Dziewicy i Męczenniczki Twojéj obchodząc, jéj przed Tobą pośrednictwa za nami doznali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 62.

Tags: św Agnieszka dziewica męczennica „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewictwo
2019-12-23

Św. Wiktorii i św. Anatolii Dziewic i Męczenniczek

Żyły około roku Pańskiego 253.

Pożytek duchowny

Święta Wiktorya, mówiła iż wiele dziewic wychodząc za jéj czasów za pogan ze złudną nadzieją ich nawrócenia i swoich małżonków nie nawracały i własną duszę na wielkie narażały niebezpieczeństwo. O! jak często i za dni naszych, przy zawieraniu związku małżeńskiego, niewielką wagę przywiązuje się do tego czy osoba z którą przychodzi połączyć się na zawsze nie jest tak słabéj wiary że pożycie z nią będzie równie niebezpieczném dla duszy jak pożycie z poganami.

Modlitwa

Boże któryś błogosławione Wiktoryą i Anatolią i cnotą dziewictwa i koroną męczeńską za wiarę przyozdobić raczył, spraw pokornie przez ich zasługi prosimy, abyśmy w czystości duszy i niezachwianéj wierze wytrwale Ci służąc, wraz z niemi chwalili Cię na wieki w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1113.

Tags: św Wiktoria św Anatolia dziewica męczennica „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewictwo małżeństwo
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.