Citatio.pl

Wpisy z tagiem "Eucharystia":

2021-02-15

Paul Peikert – Kronika Dni Oblężenia (Wrocław), 15 marca 1945

(Zakład narodowy im. Ossolińskich), 1964, s. 95–98.

O godz. 19 mam odprawić nabożeństwo w obozie dla cudzoziemców w żeńskiej szkole zawodowej przy Clausewitzstrasse 19. Umieszczono tam przeszło 3000 cudzoziemców — Polaków, Ukraińców, Czechów, Węgrów, Serbów, Bułgarów, Francuzów. Z wielkim trudem uzyskali zezwolenie na odprawienie w auli wieczorem o godz. 19 cichej mszy św. oraz na chrzty i śluby. O godz. 18:30 udaję się tam z dzwonnikiem i jeszcze drugim towarzyszem. Sprzęt liturgiczny potrzebny do mszy św. i do udzielania sakramentów św. bierzemy z sobą. Gdy wszedłem do tego domu, uderzył mnie widok trudny do opisania: coś jak mrowisko pełne ludzi. Ponieważ światło elektryczne nie funkcjonuje, korzystać trzeba ze świec. Wszystkie korytarze, wszystkie schody, wszystkie pomieszczenia są pełne. Razem młodzi i starzy, chłopcy i dziewczęta, mężczyźni i kobiety. Ponad wszystkim unosi się wilgotny zaduch centralnego ogrzewania. Powietrze takie w całym gmachu, że można się udusić. Ludzie ci bowiem mają zaledwie najprymitywniejsze warunki higieniczne i dlatego wyziewy ciał są wyjątkowo silne. Ciepło w szkole przypomina parny skwar wielkiej cieplarni. Przechodzę przez cały dom i wstępuję do góry o cztery piętra. W każdym kącie, na schodach, na korytarzach, w pomieszczeniach leżą bezdomni, odłączeni od swoich bliskich, znękani ludzie; muszą się obejść bez pociechy religijnej, a w większości są to Słowianie; których cechuje szczególna potrzeba religii. Dziś wreszcie po wielkich trudnościach uzyskano od kierownictwa obozu zezwolenie na odprawienie nabożeństwa. Ogromne rzesze z obozu czekają teraz na nie. Coś nieopisanego dokonywa się w ich duszach. Nabożeństwo odbędzie się w auli, na czwartym piętrze. Tam także nie ma światła elektrycznego, wszystko musi być oświetlone świecami. Gdy tam wchodzę, wielka ciżba ludzka wypełnia obszerne pomieszczenie. Zbudowano piękny ołtarz z obrazem Serca Jezusowego, pod którym znajduje się mniejszy obraz Matki Boskiej Częstochowskiej i krzyż. Ołtarz przybrany jest pięknie kwiatami i zielonymi gałązkami. Młody kleryk z Warszawy wziął w swe ręce organizację całości. Wzruszający jest zapał i ofiarność internowanych, gdy idzie o nabożeństwo. Przedtem urządzili zbiórkę, której plon przekazał mi ów kleryk. Po przeliczeniu dało to znaczną sumę około 4000 marek. I chociaż pieniądz posiada obecnie małą wartość, to jednak ta wielka suma świadczy o zapale i radości z uzyskanego w końcu nabożeństwa. Pieniądze rozdzieliłem zaraz między biednych.

Punktualnie o godz. 19 aula jest pełna ludzi, głowa przy głowie. Niesamowity zaduch wypełnia pomieszczenie. Obawiam się, czy przetrzymam trudy tej godziny. O godz. 19 udzielam generalnej absolucji, gdy już kleryk wraz z całą rzeszą odmówił spowiedź powszechną i wzbudził akt skruchy. Następnie rozpoczynam mszę św. Kierownictwo obozu zastrzegło wyraźnie, że nie wolno śpiewać. Jakby ujrzeli cząstkę kraju rodzinnego ci pozbawieni ojczyzny, gdy rozpoczyna się ofiara mszy św. Łkanie i płacz napełnia aulę. Zgłoszono przedtem, że około 3000 osób pragnie przyjąć komunię św. Biorąc pod uwagę tę ilość, podzieliliśmy komunikanty, a ponieważ wobec tak dużej liczby komunikowanych nie byłbym gotów we właściwym czasie — do godz. 22 bowiem nabożeństwo musiało się skończyć — poleciłem klerykowi, by mi pomógł rozdawać komunię. Pot spływał mi po twarzy i po całym ciele. Zaduch w auli gęstniał coraz bardziej. Gdy rozdawałem komunię św., widziałem, jak ludzie ci łaknęli chleba żywota. Przychodzili tedy mężczyźni i kobiety, młodzieńcy i panny o znękanych i wychudłych obliczach. Człowiekowi cisną się na myśl słowa boskiego Zbawiciela: „Żal mi tego ludu”. Panie i Boże, kiedyż zlitujesz się nad tymi biednymi, a wywiódłszy ich z tej masowej wegetacji, urągającej wszelkiej ludzkiej godności, zaprowadzisz ich do domu, na łono rodziny? Cóż za udręki muszą znosić ci ludzie! Może utracili wszystko, miłych sercu, krewnych, mienie i dom. Przyszłość ich wydaje się beznadziejna. Jedyne światło nadziei, które im jeszcze przyświeca, to ich święta wiara. Jak trudno w takiej masie ludzkiej, przy wszystkich niebezpieczeństwach czyhających na godność osobistą, jak trudno zachować wiarę i czystość duszy! Wielka musi być wrażliwość moralna tych ludzi, jeśli taki dom nie stanie się wielkim bagnem.

Mimo zakazu śpiewu było rzeczą niemożliwą zatrzymać uczucia w sercach. Pod koniec runął przez aulę głos niby z jednej piersi; była to swojska pieśń polska, przerywana głośnym szlochem i płaczem ludzi, którzy mogli teraz w tym śpiewie przed boskim Zbawicielem i Jego Najświętszą Matką otworzyć duszę przepełnioną bólem. Tymczasem przyszła godz. 20:30 i po bardzo długem komunikowaniu odbył się ślub 12 par. Byli to Francuzi, Czesi, Węgrzy i Polacy. Ślub odbywał się zgodnie z rytuałem. Wszystkie pary nowożeńców miały obrączki, które poświęciłem i włożyłem im na palce. Po ślubie pobłogosławiłem panny młode. Po ceremonii ślubnej owych 12 par nowożeńców ochrzciłem dwoje dzieci. Jedno z nich było już starsze. Po ochrzczeniu dzieci odwiedziłem chorych na dole w schronie przeciwlotniczym. Udzieliłem chorym 35 do 40 komunii św. Jakiemuś nieprzytomnemu, który w ciężkim wypadku otrzymał ranę w głowę, udzieliłem ostatniego namaszczenia. Szedłem z Najświętszym Sakramentem przez wszystkie pomieszczenia i błogosławiłem chorych. Ze łzami w oczach patrzyli na mnie ci młodzi i starzy mężczyźni. Leżeli tu w wilgotnej, niezdrowej piwnicy, ledwo oświetlonej światłem świec. Nie przenika tu żaden promyk słońca — przerażający obraz nędzy. Chętnie chodziłbym co tydzień do tych chorych, ale nie wolno. Węgierscy, bułgarscy i polscy lekarze podchodzą na koniec do mnie, wyrażając podziękowanie za odwiedziny. Przy pożegnaniu podaję im rękę, mówiąc, że teraz wiem, co to jest lager dla cudzoziemców. Oni zaś odpowiadają przerywanym głosem: „A jak długo już to znosimy!”. Tak, ci ludzie, ci cudzoziemcy nie zapomną o Niemczech. Opowiedzą w kraju, jak to ich ulokowano, drwiąc z wszelkiej ludzkiej godności osobistej. Każde zwierzę domowe traktuje się uczciwiej niż tych ludzi, których przemocą wyrwano z własnego domu i roli i którzy teraz muszą ze łzami spożywać gorzki chleb wygnania. Oto do czego dochodzi światopogląd, który wraz z negacją wszelkiej człowieczej godności zlikwidował pojęcie ludzkości, a człowieka, istotę żywą, traktuje jak zbędny balast.

Pozostałe cząstki komunii zaniosłem w cyborium z powrotem do kościoła. Była już godz. 22 w nocy. Przedtem obszedłem jeszcze sale z błogosławieństwem. Zmęczony, wyczerpany powróciłem z tego długiego nabożeństwa, i tak przepocony, że nawet wierzchnia suknia była mokra. I choć cieszyłem się, że duszom tych ludzi w niedoli wygnania przyniosłem światło pociechy i radości, to jednak nie opuszcza mnie straszmy obraz tego życia. Bo i mojej uwagi nie uszły przejawy obyczajowego zwyrodnienia i ogromne niebezpieczeństwo, na które narażona jest niewinność młodzieży w obozie. A wszystko przytłaczała atmosfera odrętwienia, które groziło też stłumieniem wszelkiego światła w duszy. „Żal mi ludu”. „Kto da łez moim oczom i strumienie wód mojej głowie, abym dzień i noc opłakiwał synów mojego narodu”.

Była godz. 22:30, kiedy wszedłem do mojego pokoju, by zjeść coś na kolację i następnie udać się na spoczynek.

Tags: historia Paul Peikert Eucharystia Wrocław
2020-05-26

Św. Filipa Nereusza Wyznawcy, założyciela Zgromadzenia Oratoryanów

Żył około roku Pańskiego 1595.

(Żywot jego był napisany przez ucznia jego, i tegoż zgromadzenia kapłana Antoniego Galloni.)

Święty Filip urodził się we Florencyi roku Pańskiego 1515. Rodzice jego byli znakomitego rodu. Ojciec nazywał się Franciszek Neri, matka miała na imię Lukrecya. Straciwszy ją w dzieciństwie, znalazł drugą w macosze, kobiecie bardzo zacnéj, która go pobożnie i starannie wychowała. Pobłogosławił jéj w tém Pan Bóg, i Filip dzieckiem będąc jeszcze, w całém mieście słynął ze swojéj pobożności: nazywano go powszechnie poczciwym Filipkiem. Ulubioną jego rozrywką było chodzić do klasztorów, i tam albo modlić się w odosobnionych kaplicach, albo przysłuchiwać się pacierzom chórowym, w których i sam uczestniczył.

Gdy podrósł, ojciec oddał go do stryja jego Romualda, człowieka bogatego, który będąc bezdzietnym, miał go przysposobić za syna. Lecz już i wtedy w oczach Filipa, korzyści doczesne żadnéj nie miały ceny; świat go nie zajmował wcale, a coraz silniejsze rozbudzało się w sercu jego pragnienie samotności i oddania się wyłącznie życiu wewnętrznemu. Na usilne jego prośby, stryj wysłał go do Rzymu dla pobierania wyższych nauk teologicznych. Tam wkrótce zajaśniał tak wysoką pobożnością, a oraz i tak wielki uczynił postęp w naukach, że świeckim będąc, uchodził za jednego z najuczeńszych teologów i za wielkiego Świętego. Życie wiódł bardzo umartwione: zwykle jadał tylko chleb i wodę, przydając do tego niekiedy surowe jarzyny; od czasu do czasu przez dni kilka żadnego nie brał posiłku. Na modlitwie trwał prawie ciągle, w nocy nawet krótkim snem ją tylko przerywał. Codziennie zwiedziwszy siedem Bazylik Rzymskich, większą część nocy spędzał w katakumbach świętego Kaliksta, modląc się wśród grobów Męczenników. Opływał w tak nadzwyczajne pociechy wewnętrzne, iż nieraz zalany niemi na modlitwie, wołał do Pana Boga: „Dosyć Panie! dosyć.” Ze światem żadnego nie miał stosunku, nawiedzał szpitale, więzienia, domy, przytułku i wszelkie dobroczynne zakłady; tam usługiwał biednym i miewał nauki, w skutek których, wszędzie gdzie przebywał, nie można było dość nadziwić się zbawiennéj zmianie, jakie one na słuchających go wywierały.

Zczasem przyłączyło się do niego kilku młodych pobożnych ludzi, wraz z nim uczynkom miłosierdzia gorliwie się oddających. Około téż roku 1550, za radą swojego ojca duchownego księdza Persiano Roza, założył przy kościele Zbawiciela del Kampo (del Campo), bractwo Trójcy Przenajświętszéj, mające na celu opiekowanie się ubogimi cudzoziemcami, pielgrzymami, i biednymi którzy wychodząc ze szpitala nie mieli przytułku.

Miał lat przeszło trzydzieści, kiedy ulegając woli tegoż swojego przewodnika duchownego. przyjął święcenia kapłańskie. Szczególne łaski jakie mu Pan Bóg udzielał na modlitwie, w obfitszéj jeszcze mierze odbierał przy odprawianiu Mszy świętéj. Za każdą prawie razą przy ołtarzu wpadał w zachwycenie; a że z tego powodu Msza jego bardzo się przeciągała, więc zwykle miewał ją w kaplicy osobnej, gdzie po podniesieniu, służący mu do Mszy zostawiał go w stanie zachwycenia na godzin parę, i dopiéro potém wracał, gdy Filip Mszę świętą kończył. W skutek tego nadzwyczajnego ognia miłości Bożéj którą pałał, razu pewnego, gdy modlił się ze szczególną gorliwością ducha, dwa żebra około serca jego rozszerzyły się, a pomimo tak nienaturalnego stanu odtąd trwającego już ciągle, Święty żył jeszcze lat pięćdziesiąt. Po śmierci, jego wszyscy oglądając jego ciało, ten cud podziwiać mogli.

Miłość jego do Jezusa, odpowiadała miłości z jaką czcił i Matkę Jego przenajświętszą. Jej przypisywał wszystkie łaski jakie odbierał i owoce ze swoich prac apostolskich coraz obfitsze. W każdéj mianéj nauce swojéj wspominał o Niéj, i pobudzał drugich do nabożeństwa ku tej Matce wszelkiego miłosierdzia Bożego. Zapadłszy w śmiertelną chorobę, gdy już otaczający sądzili iż niezwłocznie skona, okazała się mu Matka Boża, i w téjże chwili do zdrowia go przywróciła.

Tymczasem liczba towarzyszy jego, z których wielu było kapłanami, coraz się więcej powiększała, jak również coraz więcéj osób uczęszczało na jego nauki i pobożne ćwiczenia, jakie z ludem odprawiał. Z tego powodu obok kościoła przy którym było bractwo przez niego założone, odstąpiono mu wielką salę, z któréj urządził już wyłącznie dla swoich z ludem nabożeństw obszerne Oratorium czyli kaplicę, co dało początek istnieniu i nazwie zgromadzenia Oratorianów przez niego założonych. Święty bowiem widząc coraz większą liczbę wspólnie z nim pracujących księży, zawiązał z nich Zgromadzenie, któremu dał ustawy zatwierdzone wkrótce przez Papieża Grzegorza XIII, a któreto zgromadzenie, z upływem czasu wydało wielką liczbę znakomitych nauką i świątobliwością kapłanów, i po całym upowszechniło się świecie, a u nas znane jest pod nazwą Filipinów, od imienia ich świętego założyciela.

Lecz niepodobieństwem było, aby zły duch obojętnie patrzał na to co ten wielki sługa Boży, na chwałę Boską i pożytek dusz wiernych robił. Usiłowało téż piekło szkodzić i świętemu założycielowi nowego Zgromadzenia, i Samemu Zgromadzeniu. Święty Filip głównie poświęcał się słuchaniu spowiedzi wiernych, do czego Pan Bóg szczególne udzielał mu łaski, tak że najzatwardzialsi grzesznicy, wracali od jego konfesyonału najszczerzéj nawróceni, i prawie nie było wypadku aby on któremu potrzebował zatrzymać rozgrzeszenie. Przytém, jego to Pan Bóg wskrzesił był w owych czasach w Kościele Swoim, dla wprowadzenia pomiędzy wiernymi, zbawiennego zwyczaju częstego przystępowania do Sakramentów świętych, który to zwyczaj w istocie od niego dopiéro w ostatnich wiekach wziął swój początek. To spowodowało, że osoby uprzedzone przeciw niemu, a pobudzone od szatana, któremu ten wielki Święty przez to właśnie, tyle dusz z paszczęki wyrywał, oskarżyły go przed Wikarym Generalnym Rzymskim, o wprowadzanie niewłaściwych nowości w Kościele, i o zbytnią dla penitentów pobłażliwość. Był więc Filip stawiony przed władzę duchowną, a wielokrotnie upominany i ściśle nadzierany, niemało ztąd doznał upokorzeń, które znosił z radością. W końcu jednak oddano mu sprawiedliwość, i przez to tém powszechniejszy i tém większy pozyskał on szacunek.

Wielu nadzwyczajnemi łaskami i darem cudów, za życia jeszcze Pan Bóg go obdarzył. Widywano go podczas Mszy świętéj otoczonego niebieską światłością, i w powietrze uniesionego. Dla ubogich całém sercem wylany, razu pewnego Anioła w postaci żebraka miał szczęście przyjmować, a inną razą gdy wśród nocy niosąc posiłek dla biednych, wpadł był w dół głęboki, Anioł go z niego wyniósł bez szwanku. Z uczucia głębokiéj pokory, którą szczególnie jaśniał, kilkakrotnie różnych ofiarowanych mu godności kościelnych a nawet i Biskupstwa w żaden sposób przyjąć nie chciał. Posiadał także w wysokim stopniu, dar przepowiadania przyszłości i rozpoznawania, szczególnie przy spowiedzi, najskrytszych tajników serca, co właśnie czyniło go tak nadzwyczaj trafnym spowiednikiem, i tak wiele dusz przez niego kierowanych uświęciło. Dnie téż całe od rana do nocy w konfesyonale przepędzał. Czystość przez całe życie dochował nieskażoną, i tego znowu dostąpił daru, że tych którzy w téj cnocie celowali z zapachu, tych którzy przeciw niéj wykraczali z przykréj woni, poznawał. Nieobecnym niekiedy okazywał się, i przychodził im na ratunek. Wielu chorych i już konających znakiem krzyża świętego uzdrowił. Jednego umarłego wskrzesił. Miewał widzenia duchów niebieskich, a nawet i sama przenajświętsza Panna kilkakrotnie mu się objawiła. Niektóre dusze świątobliwe, widział w chwili ich śmierci do Nieba wstępujące. Razu pewnego wśród nocy, sam będąc chory, przywołał jednego ze swoich braci zakonnych, i kazał mu co prędzej iść do szpitala który obsługiwali; a gdy ten robił mu uwagę, iż w nocnéj porze przychodząc tam gdy nie był wezwany, zaniepokoi wszystkich bez potrzeby, Święty powtórzył swój rozkaz, z naleganiem aby się tam udał co prędzej. Kapłan ten pośpieszył do szpitala, i wszedłszy na salę, zastał chorego już konającego, o czém nikt nie wiedział, i zaledwie miał czas udzielić mu ostatnie Sakramenta święte.

Święty Filip wiodące życie nadzwyczaj umartwione, i ani chwili nie dające sobie spoczynku w swoich pracach apostolskich i uczynkach miłosierdzia wszelkiego rodzaju, żył bardzo długo. Mając lat ośmdziesiąt, zapadł ciężko na zdrowiu; jednak otrzymawszy na to pozwolenie, co dzień Mszę świętą w celce swojéj odprawiał. Nakoniec dnia 26 Maja, roku Pańskiego 1595, jeszcze w dniu tym przystąpiwszy do ołtarza, i w ciągu Mszy świętéj zostając w długiém zachwyceniu, wieczorem przyjął ostatnie Sakramenta święte, i o godzinie którą dawno przepowiedział, oddał Bogu ducha. Po śmierci wielu także cudami grób jego zasłynął. Kanonizowany został przez Papieża Grzegorza XV, roku 1622.

Pożytek duchowny

Zauważano że zwyczaj częstszego lub mniéj częstego przystępowania do Sakramentów spowiedzi i komunii, stosuje Duch Święty rządzący Kościołem, do potrzeby wiernych. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa z powodu srogiego prześladowania, bardzo często przystępowano do Sakramentów świętych. W wiekach średnich, gdy wierni na mniejsze niebezpieczeństwa narażeni byli, rzadziéj to czyniono. Od czasówto właśnie świętego Filipa, zwyczaj częstego przystępowania do stołu Pańskiego, znowu się upowszechnił. Czy starasz się stosować się do tego świętego zwyczaju, w obecnych czasach niezbędniejszego niż kiedy?

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławionego Filipa wyznawcę Twojego, do chwały Świętych Twoich wyniósł; spraw miłościwie, abyśmy ciesząc się jego uroczystością, za jego przykładem w cnotach postęp czynili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 428–430.

Tags: św Filip Nereusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Sakramenty Eucharystia Maryja
2020-05-17

Św. Paschalisa Bajlon z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1592.

(Żywot jego napisany przez współczesnego mu zakonnika, znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Paschalis urodził się roku Pańskiego 1540 w Hiszpanii, w prowincyi Aragońskiéj, w małém miasteczku Torre-Hermoza. Ojciec jego nazywał się Bajlon. Z powodu iż Święty nasz, przyszedł na świat w sam dzień Wielkiéj Nocy, dano ma na żądanie rodziców imię Paschalisa, od wyrazu łacińskiego Pascha, Wielka Noc.

Skoro przyszedł do rozumu, zauważano w nim wielką pobożność. Ulubioną jego modlitwą, była modlitwa Pańska Ojcze nasz, którą często w dniu, małém jeszeze będąc dziecięciem, ukięknawszy i pochyliwszy się do ziemi z największém odmawiał skupieniem. Przebywając w kościele, zapominał o potrzebie brania posiłku, i nieraz matka musiała używać całéj swojéj powagi, aby przerwać jego pobożne ćwiczenia i skłonić go do wzięcia pokarmu.

Rodzice jego byli bardzo ubodzy; gdy więc miał lat siedem oddali go w służbę, do pewnego mieszczanina bardzo zacnego człowieka, który młodego tego chłopaczka, i przykładem i słowy do cnoty i pobożności zachęcał. Przeznaczył go do paszenia trzody, z czego Paschalis był bardzo zadowolony, gdyż mu to zapewniało samotność, w któréj już wtedy bardzo sobie podobał, aby tém swobodniéj mógł się oddawać modlitwie i obcowaniu z Bogiem. Używał téż szczęścia tego z wielkiém weselem duszy. Całe dnie spędzał na bogomyślności, nie tracąc z oczów powierzonéj mu trzódki a gdy z innymi spotykał się pastuszkami, rozmawiał z nimi tylko o Bogu, i lepiéj od nich w religii oświecony, uczył ich prawd świętych. Sam będąc ubogim, wspierał jednak drugich ujmując sobie posiłku jaki mu przynoszono z domu, i rozdając go biedniejszym. Lubo nie pobierał żadnych nauk, sam w nadzwyczaj krótkim czasie, wyuczył się czytać i pisać. Odtąd zawsze z książką w ręku szedł w pole, a nigdy nic innego prócz duchownych dzieł nie czytywał, i spisywał sobie różne pobożne myśli i natchnienia, albo święte postanowienia jakie czynił, usiłując coraz wyżéj w doskonałości chrześcijańskiéj postępować.

Widząc tak wielkie w nim zalety, gospodarz u którego służył, człowiek bardzo zamożny a bezdzietny, chciał go za syna przysposobić. Lecz Paschalis, mając już wtedy około lat dwudziestu, postanowił oddać się Panu Bogu na wyłączną w zakonie służbę, i pomimo nalegań swojego pana, który mu pożądany dla wielu innych zawód doczesny zapewniał, udał się do klasztoru ojców Bernardynów, będącego w okolicach miasta Montfort, z zamiarem wstąpienia do niego. W drodze spotkał jednego ze swoich znajomych, który mu silnie to odradzał. Święty chcąc dowieść prawdziwości swojego powołania, pobudzony do tego przez szczególne Ducha Świętego natchnienie, rzekł do niego: „Oto Pan Bóg uczyni cud, aby cię przekonać że błądzisz odwodząc mnie od życia zakonnego”, i to mówiąc uderzył trzy razy w ziemię na któréj stali, a w téjże chwili wytrysnęły z niéj trzy źródła żywéj wody, dotąd płynące.

Przyjęty do zakonu, i wyjednawszy u przełożonych aby go nie przeznaczali na kapłana lecz na prostego braciszka, po odbytym najprzykładniéj nowicyacie, wykonał śluby uroczyste, i zaraz wybrany został na Infirmiarza, to jest doglądającego chorych. Usługiwał im i doglądał ich z największą miłością, a słowami pokrzepiał i na duszy, obudzając w ich sercu akty poddania się woli Bożéj i cierpliwego znoszenia choroby.

Prócz tego, przełożeni jemu zwierzyli rozdawanie ubogim jałmużny przy furcie. Spełniał święty Paschalis i ten obowiązek w duchu Bożym. W każdym biednym widział samego Chrystusa Pana, i obchodził się z nim nietylko z miłością, lecz nawet z uszanowaniem, jakie w nim obudzało ubóstwo, przypominające mu ubogiego z miłości ku nam Jezusa. Sam większą część roku ograniczał się na jednéj porcyi posiłku, a często poszcząc o chlebie i wodzie, pozostałe pokarmy oddawał biednym, których przez czas ten gdy byli przy furcie, uczył katechizmu i odmawiał z nimi pacierze, dając im najzbawienniejsze nauki.

Gdy jeszcze był pastuszkiem, zdarzyło się iż znajdując się w polu, a w myśli słuchając Mszy świętéj, w chwili gdy upadł na ziemię, aby oddać cześć Hostyi przenajświętszéj podczas podniesienia, taż Hostya ukazała mu się w powietrzu, trzymana przez Aniołów. Od téj pory szczególne miał do przenajświętszego Sakramentu nabożeństwo. Co mu tylko zbywało czasu od obowiązków klasztornych, spędzał go w kościele: tam często wpadał w zachwycenie, i niekiedy widziano go o stóp kilka w górę wzniesionego na powietrzu. Matkę Bożą czcił i kochał jak najlepszą matkę swoję niebieską, i do tajemnicy Jéj Niepokalanego Poczęcia mając wielkie nabożeństwo, pobudzał do niego i drugich. Obdarzył go był Pan Bóg, tak wysokim darem nietylko bystrego pojęcia w rzeczach tyczących się religii, lecz oraz i wyjaśniania najgłębszych tajemnic wiary, że najznakomitsi Teologowie udawali się do niego dla zasięgnięcia jego zdania, w najzawilszych kwestyach. Dwóch uczonych Jezuitów, rozmawiało z nim razu pewnego, a nie wiedząc iż jest tylko prostym braciszkiem, wzięli go za jednego z najuczeńszych Teologów jego zakonu. Żadnych nauk nie pobierając, napisał prześliczne małe książeczki o doskonałościach Boga, o Trójcy przenajświętszéj, o Wcieleniu Syna Bożego, o sposobie odbywania modlitwy wewnętrznéj, o trzech stopniach doskonałości chrześcijańskiéj, o łasce, o Aniołach, i kilka innych tego rodzaju, a w których wszystkie te tajemnice z przedziwną prostotą, namaszczeniem i przystępnie wykłada. Wysłany przez przełożonych do Francyi w ważnych sprawach tyczących się całego zakonu, wszystko najpomyślniéj załatwił. W podróży téj, wpadł był w ręce heretyków, wojnę podówczas prowadzących. Zrazu chcieli oni obejść się z nim okrutnie, mając w ręku braciszka zakonu który nienawidzili. Lecz jego pokora, łagodność, i mądre odpowiedzi jakie im dawał na czynione mu zapytania co do artykułów wiary, złość ich rozbroiły i wyswobodziły go z téj niewoli.

Słynął za życia jeszcze różnemi cudami. Razu pewnego w jedném z miast sąsiednich klasztorowi w którym przebywał, wybuchło morowe powietrze. Święty dowiedziawszy się iż z miejsca tego wielu pouchodziło, a chorzy bez pomocy żadnéj zostawali, uzyskawszy na to pozwolenie przełożonego, udał się tamże dla obsługiwania; zarażonych. Przebywał wśród nich dość długo, a nietylko sam zarazie nie podległ, lecz wielką liczbę już nią dotkniętych znakiem krzyża świętego uzdrowił, i naukami jakie przez ten czas miewał do ludu, poskromiwszy w nim złe obyczaje, odwrócił tę klęskę od miasta, ktorą właśnie Pan Bóg karał mieszkańców za ich grzechy, i nią chciał ich do pokuty przywieść. W procesie jego kanonizacyi i to zdarzenie, i wielka liczba innych cudownych uzdrowień przez niego dokonanych, została dowiedzioną.

Posiadał także dar przepowiadania przyszłości, którego szczególnie używał dla ostrzeżenia różnych osób o zbliżającéj się śmierci, aby się zawczasu do niéj przygotowały. Tak między innemi, znajdując się pewnego dnia u zamożnego mieszkańca Walencyi, gdzie posłany był jako towarzysz z kapłanem jego zakonu udającym się tam za interesem klasztornym, gdy odchodzili, nakłonił gospodarza domu aby co rychléj wyspowiadał się i sporządził testament, gdyż niezadług oumrze. Jakoż tejże nocy człowiek ten tknięty apopleksyą, umarł. Podobne wielkie dobrodziejstwo wyrządził nasz Święty, mnóstwu innych osób, jak o tém także świadczą akta jego kanonizacji.

Lecz o ile ten sługa Boży, opływał w dary i łaski niebieskie, o tyle zły duch wysilał złość swoję na jego duszę. Nacierali na niego niekiedy szatani, a za każdą razą modlitwą, przez którą w takich razach uciekał się do Matki Bożój, odparci, i żadnéj co do duszy nie mogąc mu zadać szkody, nad ciałem się jego pastwili. Zdarzało się iż go tak dotkliwie zbili, że całe ciało miał sińcami pokryte. Niekiedy znowu chcąc go w złudzenie wprowadzić, okazywali się mu przybierając na siebie postać Świętych Pańskich, a nawet i saméj Matki Bożéj, jakoby się mu objawiających. Lecz Paschalis umiał rozróżnić fałszywe od prawdziwych widzenia, i za każdą razą znakiem krzyża święgo złudzenia szatańskie odpędzał.

Mając lat pięćdziesiąt dwa, gdy mieszkał w klasztorze w mieście Willa-Reale w Walencyi, przepowiedział zbliżający się dzień śmierci swojéj. Wkrótce potém zapadłszy na lekką gorączkę, przyjął z najżywszéj pobożności uczuciami, wszystkie Sakramenta święte, i zasnął w Panu dnia 15 Maja roku Pańskiego 1592. Gdy w trumnie był położony, ujrzano podczas Mszy świętéj, przy ciele jego odprawianéj, że w chwili Podniesienia dwa razy otwierał i spuszczał powieki, na znak cudowny iż i po śmierci cześć oddaje przenajświętszemu Sakramentowi Ołtarza.

Gdy licznemi grób jego zasłynął cudami, kanonizowany został przez Papieża Aleksandra VIII roku Pańskiego 1680.

Pożytek duchowny

Święty Paschalis, który szczególne miał za życia do przenajświętszego Sakramentu ołtarza nabożeństwo, jest dla tego szczególnym daru tegoż nabożeństwa Patronem. Proś go przeto z całego serca, aby i tobie tę łaskę wyjednał, abyś Boga i najdroższego naszego Zbawcę, w Sakramencie Jego największéj ku ludziom miłości obecnego, czcił i wielbił w sposób szczególny.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Paschalisa Wyznawcę Twojego, prawdziwą ku przenajświętszéj tajemnicy Ciała i Krwi Twojéj, miłością przyozdobił; spraw łaskawie, abyśmy podobnyż jak on z téj Boskiéj uczty posiłek dla duszy naszéj zaczerpywać godnymi się stali. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 401–403.

Tags: św Paschalis Bajlon „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Wielkanoc pasterz edukacja Eucharystia zaraza śmierć
2020-03-14

Sobota po 2 Niedzieli Wielkiego Postu

Mszał rzymski 1963 r., Sekreta:

His sacrificiis, Domine, concede placatus: ut, qui propriis oramus absolvi delictis, non gravemur externis. Per Dominum.

(Przebłagany tą ofiarą, racz sprawić, Panie, aby nie obciążały nas cudze winy, gdy prosimy o odpuszczenie własnych grzechów. Przez Pana.)

Antyfona na Komunię:

Oportet te, fili, gaudere, quia frater tuus mortuus fuerat, et revixit: perierat, et inventus est.

(Synu, winieneś weselić się, gdyż brat twój był umarły, a ożył, zaginął był, a odnalazł się.)

Pokomunia:

Celem Komunii świętej jest wytworzenie w nas gotowości do ofiary.

Sacramenti tui, Domine, divina libatio, penetralia nostri cordis infundat: et sui nos participes potenter efficiat. Per Dominum.

(Panie, niech sakramentalna ofiara Boskiej Krwi przeniknie do głębi nasze serca i swoją potężną mocą zjednoczy nas ze sobą. Przez Pana.)

Modlitwa nad ludem:

Humilitate capita vestra Deo. – Familiam tuam, quaesumus, Domine, continua pietate custodi: ut, quae in sola spe gratiae caelestis innititur, caelesti etiam protectione muniatur. Per Dominum.

(Pochylcie głowy wasze przed Bogiem. – Prosimy Cię, Panie, strzeż nieustannie rodziny Twojej z ojcowską dobrocią, a ponieważ całą nadzieję pokładamy w łasce niebieskiej, niech nas chroni opieka z nieba. Przez Pana.)

Tags: Mszał rzymski Eucharystia ofiara syn marnotrawny
2019-06-20

Corpus Christi

Mszał rzymski 1963 r., Sekwencja:

Ecce panis Angelorum, factus cibus viatorum: vere panis filiorum, non mittendus canibus.

(Oto chleb Aniołów bogi, dan wędrowcom pośród drogi, synów chleb prawdziwy, mnogi, rzucać go nie można psom.)

Mszał rzymski 1963 r., Antyfona na ofiarowanie:

Sacredotes Domini incensum et panes offerunt Deo: et ideo sancti erunt Deo suo, et non polluent nomen eius, alleluia.

(Kapłani Pańscy składają Bogu w ofierze chleb i kadzidło, przeto świętymi być winni wobec Boga swego, by ujmy nie przynieść Jego imieniu, alleluja.)

Breviarium Romanum, MCMXL (Ordinis Beatæ Mariæ Virginis de Monte Carmelo), Ad Tertiam:

Quotiescumque enim manducabitis panem hunc, et calicem bibetis, mortem Domini annuntiabitis, donec veniat. 1 Cor. 11, 26

(Ilektroć bowiem ten chleb pożywać, a kielich pić będziecie, śmierć Pańską będziecie zwiastować, aż przybędzie.)

Godne jest zatem rozważanie Męki Pańskiej podczas słuchania Mszy Św. oraz, zgodnie ze starym zwyczajem, odmawianie Tajemnic Bolesnych Różańca św.

Tags: Mszał rzymski Eucharystia Breviarium Romanum
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.