Citatio.pl

Wpisy z tagiem "Francja":

2020-10-09

Św. Dyonizego Areopagity i jego Towarzyszów, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 117.

(Życie ich napisane było przez Metafrasta.)

Święty Dyonizy za zmakomitéj rodziny Albeńskiéj, przyszedł na świat wkrótce po narodzeniu Chrystusa Pana. Wychowany jak najstaranniéj lecz w pogańskich zasadach, oddał się szczególnie nauce filozofii i astronomii, i taki w tych umiejętnościach postęp uczynił, że stał się jednym z najuczeńszych w owym wieku w całym świecie filozofem i astronomem. Dla lepszego w matematyce wyćwiczenią się, przebywał nawet pewien czas w Heliopolis, w którémto mieście ta nauka wysoko kwitnęła. Gdy tam mieszkał nastąpiła śmierc Zbowiciela, a przy niéj owo cudowne zaćmienie słońca, które cały świat ogarnęło. Dyonizy, jako biegły astronom wiedząc iż przypadło nie w porze w któréj z naturalnych przyczyn przyjśćby mogło, zawołał z przerażeniem: „Albo Stwórca natury cierpi, albo cała budowa stworzonego świata rozpada się.” Po powrocie do Aten tak się odznaczył nauką, wymową i bystrym rozumem, iż pomimo tego że wówczas był jeszcze młodym, wyniesiono go na godność jednego z pierwszych sędziów Areopagu Ateńskiego. Byłto zaś najwyższy trybunał Grecki, słynący w całym ówczesnym świecie z mądrości i sprawiedliwości swoich wyroków, tak dalece iż nawet obce narody poddały pod jego rozsądzenie najważniejsze i najbardziéj zawikłane sprawy. Dyonizy największéj używał powagi w tém sądowniczém gronie.

Pod tę porę do Aten przybył święty Paweł Apostoł. Kazania jego nadzwyczajny wpływ wywarły: wielka liczba pogan nawróciła się a nawet kilku członków owego najwyższego Areopagu, a między nimi i Dyonizy. Zawiązał on bliższe z Pawłem świętym stosunki, a zagrzany miłością Chrystusa, zrzekł się swoich godności, większą część majątku rozdał na ubogich, i przez lat trzy nie odstępował Apostoła narodów, towarzysząc mu w jego misyonarskich wycieczkach. W rozmowach to jakie z nim miewał, a w których święty Paweł zwierzał ma ta tajemnice które w zachwyceniach swoich aż do trzeciego Nieba miał odkryte, nabył święty Dyonizy najgłębszych wiadomości o Bogu, które, jakto po dziś dzień widzieć można z dzieł jego, uczyniły go niezrównanym mistrzem teologii mistycznéj, to jest nauki o najgłębszych tajemnicach, odnoszących się do Istoty Boga.

Gdy w Atenach liczba chrześcijan się powiększyła, święty Apostoł, wyświęcił Dyonizego na Biskupa tego miasta. Przyobleczony tą godnością, obdarzony nadzwyczajnemi łaskami, w których dawał mu Pan Bóg nadprzyrodzone oświecenia tyczące się istności i natury samego Bóstwa, przy genialnych naturalnych zdolnościach i wielkiéj nauce, święty Dyonizy w krótkim czasie zajaśniał w Kościele Bożym, jako jeden z Doktorów. Dzieła jego o Hierarchii Kościelnéj, o Imionach Boskich i inne, są pod tym względem dotąd niezrównanym w piśmiennietwie kościelném skarbem.

Miał on także szczęście widzieć przenajświętszą Maryę Pannę, dla któréj poznania, jak sam pisze, odbył umyślnie podróż do Efezu, gdzie wtedy Matka Boża przebywała u świętego Jana Ewangelisty. Taką zaś czcią był ku Niéj przejęty, że, jakto także w jednym z dzieł swoich powiada, kiedy Ją poznał, byłby Ją wziął za Bóstwo, gdyby nie to, że wiara uczyła go iż Bóg jest tylko jeden. Znajdował się także w Jerozolimie przy Uśnięciu to jest przy śmierci przenajświętszéj Maryi Panny, i wszystkie tego szczegóły jak również i Jéj Wniebowzięcia, jako naoczny świadek a tak wysokiéj powagi, podobnież w pismach swoich pozostawił, a takie właśnie, jakieśmy pod dniem 15 Sierpnia podali.

Kiedy Dyonizy w Efszie widział się z przenajświętszą Panną i ze świętym Janem, za ich poradą powziął myśl udania się w inne części świata, dla opowiadania Ewangelii. Wyświęciwszy więc w swoje miejsce na Biskupa Ateńskiego świętego Publiusza, sam w towarzystwie Rustyka Kapłana i Eleuteryusza Dyakona, najulubieńszych uczniów swoich, udał się do Rzymu, aby sam Papież święty Klemens, wskazał mu w jakie kraje ma iść ogłaszać wiarę w Chrystusa. Ten Ojciec Święty, widząc, że kraina Gallów, to jest dzisiejsza Francya, pogrążona wówczas w pogaństwie, potrzebowała mężów apostolskich, tam świętego Dyonizego przeznaczył. Przyłączył się do niego jeszcze i święty Ryul, uczeń świętego Jana Ewangelisty i kilku innych świętych a gorliwych w winnicy Pańskiéj pracowników, z którymi Dyonizy, mając zawsze z sobą Rustyka i Eleutera, puścił się do Gallii.

Przybyli najprzód do miasta Arlu (Arles), gdzie już pewną liczbę chrześcijan ochrzczonych przez świętego Trofima zastali. Tam pozostawił Dyonizy świętego Ryula, wyświęciwszy go na Biskupa, a sam zresztą swoich towarzyszy, udał się do Paryża, który wówczas był niewielkiém miastem, zawartém tylko w téj części która po dziś dzień, wyspę na rzece Sekwanie stanowi. Skoro tam przybył, tłum ludu go otoczył. Dyonizy obdarzony jak wielu Apostołów darem języków, miał do nich kazanie, po którém niezwłocznie wielka liczba o Chrzest święty go prosiła. Następnych dni, toż samo miało miejsce: a szczególnie gdy Dyonizy kilka cudów uczynił, ludność już wtedy całemi tłumami, do wiary się nawracała. Wkrótce powznoszono tam kościoły: pierwszy na cześć Trójcy przenajświętszéj, a drugi pod wezwaniem przenajświętszéj Panny, i następnie kilka innych. Pierwszym z pogan który przyjął Chrzest święty z rąk błogosławionego Dyonizego, był Lisbiusz, jeden z najzamoższych mieszkańców Paryża, a od którego najznakomitsza po dziś dzień rodzina książąt Montmoransów, ród swój wyprowadza.

Postępy jakie codzień czyniła wiara, głoszona przez świętego Dyonizego i jego towarzyszy, pobudziły nakoniec przeciw nim pogan, a najbardziéj kapłanów pogańskich. Ci udali się do Fescyniusza Syzyna, Wielkorządcy Cesarskiego w Galli, z przedstawieniem że w skutek wpływu cudzoziemców przybyłych z Grecyi, jeśli się temu kresu nie położy, wiara pogańska w całym kraju zniknie. W skutek tedy takich zażaleń, Wielkorządca rozkazał niezwłocznie uwięzić przybyłych świętych opowiadaczy Ewangelii.

Świętego Dyonizego wraz z Rustykiem i Eleuterem schwytano w domu Lisbiusza u którego mieszkał. Widząc to Larcya żona Lisbiusza, zagorzała poganka, pośpieszyła do Wielkorządcy, z zawiadomieniem, że i mąż jéj jest chrześcijaninem. Zawezwał więc i jego przed siebie Fescyniusz, a gdy ten mężnie stał przy wyznaniu Chrystusa, ściąć go kazał w obecności świętego Dyonizego i jego towarzyszy, aby ich tém przerazić, i jak sądził łatwiéj do odstępstwa przywieść. Nie zachwiało to jednak wcale tych świętych Wyznawców, zaraz więc kazał ich odprowadzić do więzienia, a nazajutrz zadał im najokrutniejsze męki. Najprzód zbili ich strasznie, a gdy tę katuszę przetrwali głośno wielbiąc Boga, rozciągnęli Dyonizego na łożu żelazném, i podkładając podeń ogień pieczono go jak świętego Wawrzyńca. Lecz Święty głośno śpiewał ten wiersz psalmisty: „Ogniste bardzo słowo Twoje Panie, a sługa Twój rozmiłował się go” 1. Po pewnym czasie widząc Wielkorządca że, mu ogień najmniejszéj szkody nie czynil, kazał go wydać na pożarcie dzikim zwierzętom, ale te, jak to z wielu innymi świętymi Męczennikami zaszło, tknąć go nie chciały. Kazał więc go Fesceniusz, jeszcze do ciemnego więzienia zaprowadzić. Tam potajemnie zgromadziło się do niego wielu chrześcijan. Dyonizy odprawił Mszę świętą, i wszystkim rozdał Ciało i Krew Pańską, a w chwili gdy to czynił niebieska świałość nad nim zajaśniała i wśród niéj Sam Pan Jezus, chórem aniołów otoczony, się okazał.

Nazajutrz, tyran kazał ich znowu przed sobą stawić, i upominał aby cześć bożkom oddali, jeśli chcą przy życiu pozostać. Święty Dyoizy odpowiedział w imieniu wszystkich: „Na próżno nam grozisz: nic wiary naszéj nie zachwieje, pragniemy umrzeć za Chrystusa, który jest życiem naszém.” To słysząc Fesceniusz kazał wrzucić Dyonizogo w stos rozpalony, z którego on wyszedł żyw i zdrowy. Wtedy przybili go do krzyża, zkąd jak z kazalnicy miał naukę do ludu, a którego, takie cuda, wielką liczbę nawróciły. Przerażony tém Wielkorządca, wydał na sług Bożych wyrok na ścięcie.

Poprowadzono więc przez miasto Świętych, którym przewodniczył Dyonizy, już wtedy przeszło sto lat mający; a gdy na miejsce stracenia przyszli, ukląkł błogosławiony starzec i tak się modlił. „Boże któryś mnie stworzył, i świętą mądrością Twoją oświecił, otwierając przede mną tajemnice Twoje; któryś jak był ze mną wszędzie, tak i tu jesteś obecny; dziękuję Ci za wszystko coś przeze mnie ku czci Twojéj uczynić raczył, i że mnie już do Siebie powołujesz wraz z tymi braćmi moimi, przeznaczając nam koronę męczeńską. Przyjmij więc do miłosierdzia Twojego dusze nasze, i otocz opieką Twoją tych których przez krew Swoję a posługę naszę, Sobie pozyskałeś. Wielbijmy Ojca i Syna i Ducha świętego na wieki wieków.” A gdy wierni odrzekli „Amen” Dyonizy szyję pod miecz poddał i ściętym został, a z nim Rustyk i Eleuteryusz.

Lecz tu nastąpił cud jeden z największych: tułów bowiem świętego Dyonizego wstał na nogi, i głowę swoję wziąwszy w ręce, zaniósł ją o kilka wiorst za miasto, aż na to miejsce gdzie późniéj wierni kościół pod jego wezwaniem postawili. Cud ten nawrócił prawie cały naród, a jednę z pierwszych która wtedy o Chrzest prosiła była Larcya owa żona Lisbiusza która sama niezadługo potém śmierć męczeńską poniosła. Męczeństwo świętego Dyonizego i jego towarzyszów, nastąpiło dnia 9 Października roku Pańskiego 117.

Pożytek duchowny

Świety Dyonizy Areopagita, jeden z najpierwszych mędrców swojego czasu, największy w Kościele Bożym mistrz w wykładzie najszczytniejszych tajemnic Bóstwa, taką czcią przejęty został ku Matce Bożéj gdy ją ujrzał i poznał, że najdoskonalszą po Bogu i w doskonałości najbardziéj do Niego zbliżoną istotą Ją uznał. Niech Cię więc i to pobudza do tego, abyś po Bogu najwięcéj kochał Matkę Bożą, i po czci Boskiéj, Jéj cześć najgłębszą oddawał.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś w dniu dzisiejszym błogosławionego Dyonizego Męczennika Twojego i Biskupa, mężną wytrwałością w męczeństwie obdarzył, i któryś mu do opowiadania niewiernym chwały Twojéj Bustyka i Eleuteryusza za towarzyszów przydać raczył; daj nam prosimy, za ich przykładem, z miłości ku Tobie pomyślnościami tego Świata wzgardzać, i żadnych doczesnych przeciwności nie obawiać się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 863–865.

Footnotes:

1

Psalm. CXVIII. 140.

Tags: św Dionizy Areopagita „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Męka sędzia sprawiedliwość św Paweł Maryja św Jan Ewangelista Wniebowzięcie Francja św Wawrzyniec
2020-10-01

Św. Remiego, Arcybiskupa Remińskiego

Żył około roku Pańskiego 545.

(Żywot jego był napisany przez świętego Grzegorza Turoneńskiego.)

Święty Remigi przyszedł na świat przy końcu piątego wieku we Francyi, z ojca Emila udzielnego hrabiego na Leonie, i matki Cylinii którą Kościoł w poczet Świętych zaliczył. Małżonkowie ci podeszłego doszedłszy wieku a niemając potomstwa, stracili już byli nadzieję aby Pan Bóg raczył ich w tém pocieszyć.

Podówczas Francya w opłakanym była stanie, tak z powodu nieładu jaki panował wewnątrz, jak i niebezpieczeństw jéj grożących od zewnętrznych nieprzyjaciół ale co najsmutniejsza, większa część narodu była pogrążona w pogaństwie, i sam król był poganinem.

Na miejscu bardzo ustronném mieszkał wiolkiéj Świątobliwości pustelnik, nazwiskiem Montan, któremu gdy razu pewnego gorąco się modlił za kraj swój, Pan Bóg objawił że wysłuchał modlitwy jego, i że Emil i Cylinia będą mieli syna, który całe państwo nawróci do wiary świętéj i wyratuje od zguby, a on sam Montan który był ślepym, przy urodzeniu zapowiedzianego dziecięcia wzrok odzyska, co wszystko wiernie się spełniło. Święta Cylinia powiła syna, który od kolebki wychowywany pod okiem świątobliwéj matki, coraz wyższéj pobożności przedstawiał oznaki, a skoro do lat młodzieńczych doszedł, uchodząc przed niebezpieczeństwem grożącém każdéj duszy w życiu światowém, udał się na puszczę, mając zaledwie lat piętnaście. Tam oddany najostrzejszéj pokucie, udarowany łaskami wysokiéj bogomyślności, takiemi zajaśniał cnotami, że po śmierci Gennnada Arcybiskupa Remińskiego lud i duchowieństwo jednogłośnie jego na tę stolicę pasterską wyniosło, chociaż miał dopiéro lat dwadzieścia. Gdy wymawiał się od tego Remigi, a lud tłumnie go otaczał w kościele błagając aby przyjął Arcybiskupstwo, światłość zstąpiła na jego głowę, co i on sam ujrzawszy nie opierał się dłużéj, upatrując w tym cudzie objaw woli Bożéj.

Jakoż, objąwszy tę godność, dowiódł on niezwłocznie że go sam Duch Święty na nią powołał: niezmordowany w gorliwości o dobro dusz mu powierzonych, ojciec ubogich, wdów i sierot, przebiegał ciągle swoję dycezyą, głosząc słowo Boże i sprawując Sakramenta święte. Wszędzie poznosił pojawiające się nadużycia, i wielką liczbę dusz w pogaństwie jeszcze pogrążonych ma łono Kościoła przywrócił. Powstawał szczególnie przeciw niewierności małżeńskiéj, co było grzechem upowszechnionym podówczas w jego dyecezyi, gdzie obyczaje pogańskie jeszcze zgubny wpływ swój wywierały. Wkrótce téż nietylko wykorzenił tę zbrodnię, lecz i ducha pobożności w wiernych jego pieczy powierzonych rozżywił.

Obok wysokiéj świątobliwości jaką przyświecał na swojéj stolicy, obdarzonym był od Pana Boga i łaską czynienia cudów, z czego tak słynął, że wielki święty Benedykt założyciel zakonów na Zachodzie, żyjący za jego czasów, do niego odsyłał opętanych aby ich uzdrawiał. Zdarzyło się że gdy razu pewnego tenże Święty przysłał do niego nieszczęśliwą dziewicę w tym stanie będącą, Remigi przez pokorę nie chciał przystąpić do jéj egzorcyzmowania, mówiąc że kiedy tak wielki sługa Boży jak Benedykt napróżno to czynił, więc i on nie będzie miał mocy wygnać z niej szatana. Lecz na prośby rodziców opętanéj pomodlił się nad nią, i wnet od złego ducha ją wyzwolił. Co większa, gdy taż dziewica wkrótce potém umarła, wskrzesił ją w obecności licznie zgromadzonego ludu. W mieście Rejms powstał razu pewnego wielki pożar, który zniszczył już był trzecią część miasta, i resztę niechybnie miał ogarnąć, gdy doniesiono o tém Arcybiskupowi. Ten niezwłocznie udał się na modlitwę do kościoła świętego Nikazego Męczennika, dawnego Arcybiskupa Remińskiego, a po chwili zawoławszy: „O! Boże wysłuchaj mojéj prosby” pośpieszył na miejsco gdzie największy był ogień. Przybywszy tam przeżegnał płomienie, które w tejże chwili zaczęły opadać i uchodzić przed nim w miarę jak ścigając ja ciągle je żegnał, aż zebrawszy się jakby w kulę ognistą wyszły za bramy miasta na puste pole i zniknęły.

Miał sobie objawioném że ciężki głód spotka kraj cały. Nagromadził przeto wiele zboża do śpichlerzy, aby je mieć w zapasie. Niegodziwi ludzio podłożyli pod składy te ogień, który je zniszczył. Radzono Arcybiskupowi aby domagał się wykrycia i ukarania zbrodniarzy. Nie chciał tego uczynić, mówiąc iż sam Bóg zeszle na nich karę. Jakoż, nędznicy ci podpadli ciężkiéj chorobie głowy która przeszła w ich całe pokolenie, a niewiasty dostały rozdęcia gardła podobnego do woli, którą są dotknięte kobiety góralskie.

Na tronie francuzkim zasiadał wtedy Klodoweusz poganin, który miał za żonę Klotyldę królewnę Burgundzką chrześcijankę gorliwą, która wszelkiemi sposobami starała się małżonka nawrócić, lecz wszystkie jéj starania były próżnemi. Król tan znakomity wojownik, rozszerzając granice Francyi, w wojnie jaką prowadził z Niemcami i Szwedami, w wielkiém ujrzał się niebezpieczeństwie. W stanowczéj bitwie wojsko jego już miało iść w rozsypkę, gdy książe Orleański radny pan królewski, a który był chrześcijaninem, rzekł do niego: „Królu uwierz w Boga prowdziwego którego czci twoja małżonka, a wnet zwycięstwo odniesiesz.” Klodoweusz usłuchał téj rady i wśród wrzącéj walki wzniósłszy oczy i ręce do Nieba zawołał: „Jezu Chryste którego moja Klotylda wyznaje jako Syna Bożego, jeżeli dasz mi zwycięstwo uwierzę w Ciebie, i chrzest przyjmę.” Zaledwie tę modlitwę skończył, a los bitwy zmienił się nagłe. Francuzi jakby jaką niewidzialną siłą parci zwrócili się z zapałem na Niemców, którzy na głowę pobici, straciwszy króla który wojskiem dowodził, zdali się na łaskę i niełaskę Klodoweusza i lennikami jego pozostali. Klodoweusz po tém cudowném zwycięstwie odniósł drugie a nierównież dla niego i dla całéj Francyi szczęśliwsze, bo nad wrogiem dusz ludzkich. Spełnił uczynione Panu Bogu przyrzeczenie: został chrześcijaninem, pociągając do tego przykładem swoim i rycerstwo i cały lud francuzki.

Uszczęśliwiona z nawrócenia małżonka królowa, zawezwała świętego Remigiego aby przygotował Klodoweusza do Sakramentu Chrztu świętego i takowy mu udzielił. Pewnego wieczora gdy święty miał naukę do króla i wielu dworzan zgromadzonych w pałacowéj kaplicy królowéj, będącéj pod wezwaniem świętego Piotra Apostoła, nagle zstąpiła z nieba światłość tak wielka, że jaśniejszą wydawała się nad słońca, i dał się słyszeć głos z Nieba w te słowa odzywający się: „Pokój wam: nie trwóżcie się, a trwajcie w mojéj miłości.” Król królowa i wszyscy obecni rzucili się do nóg Świętemu, który nieprzerywając przemowy jaką miał wtedy, przepowiedział Klodoweuszowi wiele przyszłych wypadków tyczących się jego następców i całéj Francyi. Zapowiedział mu że państwo jego do wielkiéj dojdzie potęgi, lecz oraz ostrzegł że póty się przy niéj utrzyma, póki jego następcy i naród francuzki, wierni swojemu posłannictwu, wspierać będą Kościół i w téj swojéj powinności nie dadzą się wyprzedzić nikomu.

Wkrótce potém odbył się i chrzest Klodoweusza. Lud tłamnie zgromadzony w kościele czekał na niego, a zawiadomiony już dawno o cudownie odniesioném przez niego zwycięstwie nad nieprzyjacielem w skutek wezwania Imienia Chrystusowego i sam spragniony był przyjęcia wiary świętej. Przybył król otoczony orszakiem rycerzy i pierwszych panów dworu, prowadzony za rękę przez świętego Remigiego.

Gdy już zabrano się do świętych obrzędów spodobało się Panu Bogu uderzającym cudem objawić niejako iż władza królewska w tym narodzie z samego Nieba odbiera zatwierdzenie. Kiedy Arcybiskup miał już namaszczać Klodoweusza świętém Chryzmem czyli olejem poświęconym na to umyślnie, zdarzyło się że kleryk niosący z nim naczynie opóźnił się, niemogąc przedrzeć się przez ciżbę ludu zgromadzonego w kościele. Wtedy Arcybiskup się pomodlił, i ujrzano białą gołębicę nadlatującą, która w dziobie trzymała flaszkę pełną oliwy z nieba przysłanéj, złożyła je w ręce Remigiego i zniknęła napełniając kościół wonią przecudną. Cudowną tę flaszkę przechowano starannie, i oléj z niéj używano zawsze do namaszczania królów francuzkich gdy na tron wstępowali. Cud ten wielce pocieszył króla i jeszcze go bardziéj w wierze utwierdził, równie jak i wszystkich obecnych. Cały lud zgromadzony głośno zawołał: „i my wszyscy chcemy zostać chrześcijanami.” Arcybiskup zaś udzielając królowi chrztu świętego, gdy tenże schylał głowę pod wodę święconą, rzekł do niego: „Klodoweuszu poddaj kark twój pod jarzmo Chrystusa, i od tej chwili czcij tego któregoś dotąd prześladował, a prześladuj te bożki którym cześć oddawałeś.” Potém nadał mu imię Ludwika, które on pierwszy nosił z królów francuzkich, i stał się założycielem tego rodu długo i świetnie we Francyi panującego. Wraz z królem zostali chrześcijanami wszyscy Frankowie, a Klodowensz i wielu panów udzielnych francuzkich obdarzyło Remigiego wielkiemi posiadłościami, któremi on wzbogacił swój kościół Remiński, a w innych częściach kraju pozakładawszy dyecezye, uposażył je także i obsadził Biskupami. Papież bowiem święty Hormidasz zrobił go swoim legatem, upoważniając do zaprowadzenia w całym kraju Franków co potrzebném było do ustalenia kościoła i całej jego hierarchii. Zaopatrzony więc takiemi przywilejami, popierany powagą królewską, jak wielki Święty od całego narodu czczony, stał się on głównym Apostołem Francyi i założycielem monarchii chrześcjjańskiéj w tém potężném państwie. Długo jeszcze potém przyświecał Frankom swojemi cnotami, utwierdzał w wierze naukami i cudami licznemi, i nie ustawał w pracach apostolskich, chociaż w podeszłym wieku zesłał na niego Pan Bóg ślepotę; przed samą śmiercią wszakże wzrok odzyskał. Mając sobie objawiony dzień zgonu przyjął Sakramenta święte, a rzewnie żegnając otaczających go przyjaciół i duchownych, zasnął w Panu 13 Stycznia roku Pańskiego 545 mając lat siedemdziesiąt cztery.

Pożytek duchowny

Te słowa które święty Remigi wymówił do Klodoweusza gdy mu chrzest udzielał: „Nachyl kark swój pod jarzmo Chrystusa i czcij Tego któregoś dotąd prześladował, a prześladuj to coś czcił dotąd” zamykają w sobie całą treść tego, co każdy grzesznik szczerze się nawracający czynić powinien. Uważaj czy i tobie nie wypada do nich się zastosować, a jeśli tak jest nie zwlekaj! bo nie wiesz ani dnia ani godziny, w któréj stanąć ci przyjdzie na straszny sąd Tego, którego grzechami twojemi prześladujesz.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, aby błogosławionego Remigiego Wyznawcy Twojego i Biskupa czcigodna uroczystość, i przydała nam wzrostu w cnotach chrześcijańskich i zbawienie nasze zapewniła. Przez Pana naszego itd.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 838–840.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 785

Któż by nie podziwiał gorliwości, z jaką święty Remigiusz używał swych zdolności, czasu i władzy swego urzędu dla pozyskiwania Niebu dusz i mnożenia chwały Boskiej! Czyż może być coś piękniejszego nad taką pracę? I na nas ciąży obowiązek pozyskiwania dusz Niebu, a to z dwóch powodów:

  1. Z miłości ku Bogu. Wiemy przecież z katechizmu, jak drogie są Bogu dusze ludzkie, jak wysoko je ceni, co dla nich uczynił i co dzień czyni za pośrednictwem Kościoła. Stąd wynika, że nie możemy Bogu uczynić większej przysługi, jak wstrzymując bliźnich od grzechu, polecając im pokutę i zachęcając ich do umiłowania nade wszystko Boga. „Mniejszą ma zasługę – mówi święty Chryzostom – kto chłoszcze ciało, aniżeli ten, kto Bogu duszę pozyska; korzystniejsze działanie tego, kto ocala bliźnich, niż tego, co czyni cuda”. Świętą prawdę zamykają w sobie słowa świętego Grzegorza Wielkiego: „Żadna ofiara nie jest milsza Bogu od gorliwości w pozyskiwaniu dusz”.
  2. Miłość bliźniego wkłada na nas ten sam obowiązek. Pismo święte mówi: „Bóg nakazał każdemu troszczyć się o bliźniego”. Troska ta powinna daleko więcej dotyczyć duszy niż ciała i dóbr doczesnych, gdyż wartość duszy jest nieskończenie wyższa od wartości ciała. Gdy podróżny zabłądzi, każdy poczuwa się do obowiązku przestrzeżenia go i wskazania mu właściwej drogi. Czemuż tedy milczymy, gdy bliźni dopuści się czegoś, co wykracza przeciw moralności i czci powinnej Bogu? Słusznie żali się święty Bernard, pisząc: „Gdy upadnie osioł, znajdzie się, kto go podźwignie. Gdy upadnie nasz brat w Chrystusie, nikt mu nie poda ręki, aby mógł powstać”. A przecież nie brak sposobności do ratowania bliźnich. Módlmy się za nich rano i wieczorem, wstawajmy rychlej, aby pójść na Mszę świętą, przyjmujmy Komunię świętą na intencję bliźnich; bądźmy oszczędniejsi w wydatkach, aby odłożyć jakiś grosz na misje, a słodka nam będzie wdzięczność dusz, do których ocalenia przyczyniliśmy się w jakikolwiek sposób.
Tags: św Remigiusz z Reims „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup małżeństwo nawrócenie Francja
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.