Citatio.pl

Wpisy z tagiem "kłamstwo":

2020-10-20

Św. Jana Kantego, Wyznawcy

Żył około roku Pańskiego 1473.

(Żywot jego wyjęty jest z kronik Macieja Miechowity.)

Święty Jan urodził się roku Pańskiego 1397 w miasteczku Kenty w dyecezyi Krakowskiéj z ojca Stanisława ławnika miejskiego, i Anny cnotliwych i bogobojnych małżonków.

Od młodości karmiąc się przykładami domówéj pobożności, zarody wielkich cnót w sobie okazywał. Po ukończeniu niższych szkół w rodzinném miasteczku, wysłany do Akademii Krakowskiéj, nietylko postępem w naukach przewyższył wszystkich swoich towarzyszów, lecz, i to głównie, odznaczał się między nimi najskromniejszemi obyczajami i gorącą pobożnością. Już wtedy wnosić można było iż stanie się on wielkim sługę Bożym, i ozdobą kościoła kraju naszego. Otrzymawszy stopień magistra filozofii, tak się w téj nauce biegłym okazał, iż go powołano na profesora tejże katedry w Akademii, i kilka razy Dziekanem tegoż wydziału wybierano.

Wkrótce potém powołany do wyłącznéj służby Boga, wstąpił do stanu duchownego, został kapłanem, i w tymże uniwersytecie profesorem Teologii, w któréj stopień doktora otrzymał. Od chwili przyjęcia wyższych święceń, zaczął prowadzić życie bardzo umartwione: więcéj stroniąc od świata, długie godziny przepędzał na modlitwie, różne według tego jak mu stawało uczynki miłosierdzia spełniał, przez ćwiczenia bogomyślne, coraz ściśléj jednoczył się z Bogiem. Widząc iż najbliższym nieprzyjacielem duszy naszéj jest ciało, trapił je rozmaicie pod władzę ducha podbijając, a chcąc więcéj się utrudzić, a razem dogodzić swemu nabożeństwu do tajemnic Męki Pańskiéj, umyślił odbyć pieszo pielgrzymkę do miejsca gdzie się Zbawiciel nasz narodzić raczył: to jest do Ziemi świętéj.

Otrzymawszy więc na to i pozwolenie i błogosławieństwo Biskupa, puścił się w tę drogę z pielgrzymskim kijem w ręku i małym tłomoczkiem na plecach. Skoro stanął Jan święty u celu swojéj podróży i ujrzał się na błogosławionéj téj ziemi po któréj Pan Jezus chodzić raczył, upadłszy na twarz ucałował ją i rzewnemi zlał łzami, a następnie zwiedzając wszystkie pamiątki pobytu Syna Bożego między ludźmi, składał Mu serdeczne dzięki, za takie poświęcenie się i podjęcie nawet śmierci okrutnéj za nas. Wzmocniony i wielce pocieszony na duszy zwiedzeniem miejsc tak drogich dla chrześcijanina, wrócił szczęśliwie do ojczyzny, gorliwszy jeszcze w służbie Bożéj, a opowiadaniem szczegółów pielgrzymki swojéj, wiele dusz do zbawiennego nabożeństwa ku tajemnicom Męki Pańskiéj pobudzając.

Zaledwie z téj podróży wypoczął, odbył znowu pielgrzymkę do Rzymu, dla uczczenia grobów świętych Apostołów, i to w ciągu życia swojego cztery razy dokonał, niemało przez to, gdyż odbywał drogę pieszo, doznając trudu. Zapytany téż razu pewnego, dla czego to tak często czyni, odpowiedział: „Pielgrzymki te są moim czyscem; w nich grzechy moje obmywam.” W jednéj z nich napadli go byli rozbójnicy, którzy domagali się aby im złożył wszystkie jakie ma przy sobie pieniądze. Oddał im co miał w woreczku, a gdy pytali o więcéj, odpowiedział że nie ma. Lecz zaledwie rabusie odeszli, przypomniał sobie sługa Boży, że miał jeszcze kilka czerwonych złotych w sukni zaszytych. Zasmucony iż mimowolne kłamstwo popełnił, dogonił złodziejów i rzekł do nich. „Zapomniałem żem zaszył pieniądze i zataiłem to przed wami: otóż je macie, a nie gorszcie się kłamstwem które mimowoli popełniłem.” Złoczyńcy zbudowani takim postępkiem, i tych pieniędzy nie przyjęli i wprzód zabrane mu oddali.

A gdy tak naprawiał mimowolne nawet uchybienia, jakże tém bardziéj wystrzegał się i cienia wyraźnéj obrazy Bożej! Szczególnie miłował czystość, aby jéj dochować ścisłe przestrzegał posty, i gorąco o tę cnotę prosił Matki Bożéj, aż razu pewnego objawiła mu się przenajświętsza Panna z dzieciątkiem Jezus na ręku, i podała ma lilą, jako zadatek że prośby jego wysłuchane zostały. Szczególne téż miał do Matki Boskiéj nabożeństwo, a największe do Jéj Boleści. Na drzwiach gmachu akademiekiego, był obraz Matki Bożéj z sercem przebitém mieczem, przed nim święty Jan codziennie w nocy zimą i latem klęcząc, długie trawił na gorącéj modlitwie godziny. Dla ubogich był nadzwyczajnie miłosiernym. Razu pewnego napotkał na ulicy, zimową porą, biednego boso idącego: zdjął z nóg obuwie, i dał je ubogiemu, a sam spuściwszy płaczcz do ziemi, aby nie widziano że idzie boso, wrócił do mieszkania. Inną razą idąc o świcie na Jutrznię do kościoła świętéj Anny, ujrzał nędzarza na śniegu w łachmanach leżącego i drżącego od zimna. Zdjąwszy z siebie wierzchnią suknię dał mu ją, którą potém, gdy wrócił z kościoła do domu, oddała mu Sama przenajświętsza Panna, pochwalając ten jego postępek. Pewnego dnia, gdy siedział przy obiedzie w Refektarzu akademickim wraz z innymi profesorami, żebrak zbliżywszy się do okna, głośno o wsparcie prosił, wołając iż głodem od dni trzech jest męczony. Święty Jan oddał mu swoję porcyą, a w téjże chwili, wszyscy zasiadający u stołu ujrzeli jak Matka Boża zastawiła przed Kantym cały obiad. Na pamiątkę téż tego cudu, profesorowie od téj pory przyjmowali codziennie ubogiego do swojego stołu, co dopiéro w początkach bieżącego wieku zaniechano. Przytém i ten piękny a podobnież dziś już zniesiony, zachowywano zwyczaj, że gdy profesorowie już siedzieli u stołu, służący oznajmiał przyjście ubogiego mówiąc: „Ubogi przyszedł” a najstarszy z zasiadających odpowiadał: „Chrystus przyszedł!” i sadzano biednego przy stole. A także, na uczczenie miłości bliźniego, jaką okazał był razu pewnego nasz Święty gdy jednemu ubogiemu oddał swoje obuwie a drugiemu wierzchnią suknię, profesorowie akademii zapewnili odpowiedny fundusz, do przyodziewania corocznie kilku ubogich; lecz i to z postępem cywilizacyi tegoczesnéj, zaniedbaném zostało.

Miłość ku bliźnim obudzała w świętym Janie politowanie nad każdym ich frasunkiem, a Pan Bóg nagradzał mu to łaską czynienia w takich razach cudów. Zdarzyło się że przechodząc przez rynek Krakowa, spostrzegł uboga wieśniaczkę płaczącą nad dzbankiem zbitym, w którym mleko niosła. Kanty zbliżywszy się do niéj, pozbierał rozrzucone po ziemi skorupy, pomodlił się, i dzbanek cały oddał kobiecie, a przeżegnawszy go, kazał jéj zaczerpnąć wody z rzeki Rudawy obok murów miasta płynącéj. Co gdy uczyniła naczynie to wybornym mlekiem zostało napełnione.

Biskup oceniając wysoką świątobliwość Kantego, a wiedząc iż lubo niezamożny nadzwyczaj był hojnym dla ubogich, obdarzył go plebanią Olkuską, jedną z najbogatszych podówczas w dochody. Święty zajaśniał tam cnotami doskonałego Pasterza, niezmordowanie karmił trzódkę swoję słowem Bożém, a jeszcze bardziéj pobudzał ją do wiernéj służby Bogu przykładem własnym. Lecz zaniepokojony ciężką odpowiedzialnością przed Bogiem, jaka obarcza każdego sumiennego proboszcza z zarządu dusz mu powierzonych, zrzekł się tego obowiązku, i zajął na nowo swoją katedrę profesorską.

Cnotę miłości bliźniego, którą tak jaśniał, ceniąc najwyżéj, wystrzegał się najpilniéj czémkolwiek ją obrazić. Przestrzegał téż jéj i w rozprawach czyli dysputach naukowych, jakie według ówczesnego zwyczaju, miewał publicznie. A że zwykle przewyższał w nich swoich przeciwników nauką i biegłością wymowy, więc nazajutrz przed Mszą Świętą, chodził do nich aby ich przeprosić, jeśli czém mimowoli upokorzył; i mawiał wtedy: „Idę spełniać świętą Ofiarę: wybacz mi, jeślim ci w rozprawie naszéj, jakim słowem przykrość wyrządził.” Obmowy wrogiem był nieubłaganym: nigdy sam nie wyrażał się o drugich insczéj jak w ten sposób że gdyby to słyszał ten o którym mówi, żadnéjby z tego nie doznał przykrości, i mawiał że to jest prawidłem według którego o drugich mówić możemy bez grzechu. Żeby i drugich powstrzymać od szarpania sławy bliźniego, w pokoju w którym gości przyjmował, umieścił wypisany wielkiemi literami to napis po łacinie Infamatore cave, quianoe revocare grave, to jest: „Strzeż się czernienia bliźniego, bo pod ciężkim grzechem byłbyś obowiązany to odwołać.” Wielu różnemi cudami i darem proroctwa uświetnił Pan Bóg tego sługę Swojego. Zdarzyło się, że kiedy miał kazanie, wszczął się straszny pożar na ulicy Świętéj Anny, obok kościoła gdzie przemawiał. Święty ukląkł, a gdy tylko co zaczął się modlić, okazał mu się święty Stanisław Szczepanowski, upewniając że na jego prośby pożar wstrzymanym zostanie tą razą, lecz że jeżeli lud pokuty goriwszéj czynić nie będzie, dotknie ich straszniejszy. Jakoż ogień wszczęty w téjże chwili uagasł cudownie, a Kanty kończąc kazanie, ostrzegał o zapowiedzianéj od Boga karze i do pokuty zachęcał. Lecz gdy tę przestrogę jego w niepamięć puszczono i do dawnych nowe przydano grzechy, wkrótce potém gwałtowny pożar większą część miasta zniszczył, pomimo najdzielniejszego ratunku.

Gdy nadchodził czas zejścia jego, a miał już wtedy lat siedemdziesiąt sześć, ciężko zachorzał, z anielską cierpliwością znosząc dolegliwe boleści. Odwiedzali go przyjaciele, a między nimi błogosławiony Izajasz Boner, święty Szymon z Lipnicy, błogosławiony Stanisław Kazimierczyk, błogosławiony Świętosław Mansyonarz i błogosławiony Michał Giedrojć, gdyż takimito wielkimi sługami Bożymi cieszył się wtedy Kraków współcześnie z Kantym. A on już ciężko chory, i stęskniony za niebem, ciągle powtarzał one słowa Psalmu Pańskiego: „Biada mi Panie! że się mieszkanie moje przedłużyło” 1 i tym podobne akty pobożne odmawiał. Gdy widział już koniec swój blizkim, rozdał ubogim nietylko co miał z pieniędzy, lecz i sprzęty z mieszkania; uczynił spowiedź z całego życia z największą skruchą, potém przyjąwszy ostatnie Sakramenta święte, wśród słodkiéj modlitwy, zasnął w Panu pełen lat i zasług, w wigilią Bożego Narodzenia, roku Pańskiego 1473. W poczet świętych, wpisany został przez Papieża Klemensa XIII, który dzień dzisiejszy na uroczystą pamiątkę jego przeznaczył.

Pożytek duchowny

Wyrazy odwodzące drugich od obmowy, które święty Jan Kanty wypisał był na ścianie swojego mieszkania, wyryj i ty w pamięci twojéj, abyś się jak najpilniéj tego grzechu przeciw miłości bliźniego wystrzegał. A przy tém pamiętaj iż tak jest w istocie jak to ten napis wyrażał, że gdy kto bliźniemu sławę naruszył, pod ciężkim grzechem, obowiązany jest przywrócić mu ją co prędzéj.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy za przykładem błogosławionego Jana Wyznawcy, w nauce Świętych postęp czyniąc i względem drugich miłosierdzie okazując, za jego zasługami odpuszczenia grzechów naszych u Ciebie dostąpili. Przez Pana naszego i t. d. }

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 897–899.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 841

Miłość prawdy, jaśniejąca w świętym Janie Kantym, winna zdobić każdego chrześcijanina i prawego katolika. Wszystkie nasze myśli, słowa i czyny winny świadczyć, że jako dzieci Boże jesteśmy także i synami prawdy. Lekkomyślność, gadatliwość, żywość zbyteczna, złośliwość i nałóg bywa powodem tego grzechu, a kto nim jest dotknięty, częstokroć nie wie, jak szkaradna jest ta wada. Strzeżmy się tego nałogu, który Bóg ma w obrzydzeniu, kochajmy i mówmy zawsze prawdę z jak największą sumiennością i nie odstępujmy od niej ani na krok, choćbyśmy kłamstwem mieli ocalić życie albo zyskać jaką korzyść. Nie dość jest wystrzegać się grubego kłamstwa; należy unikać uchybień przeciw prawdzie i w najdrobniejszych rzeczach. Prawda w słowach i czynach powinna być hasłem każdego uczciwego człowieka; każdy powinien trzymać się jej ściśle w rzeczach drobnych i ważnych, nie mijać się z nią nigdy ani umyśl nie, ani żartem. Nade wszystko winna się wystrzegać kłamstwa młodzież, bo jak mówi przy słowie, „czego się skorupka za młodu napije, tym na starość trąci”. Zapatrujmy się na prostotę, prawdomówność i dziecięcą niewinność Świętych Pańskich, a nie na przewrotność, obłudę i chytrość tych, którzy kłamliwość zaliczają do potrzeb życia i uważają ją za ułomność, którą godzi się uniewinnić i przebaczyć.

Footnotes:

1

Psal. CXIX. 5.

Tags: św Jan Kanty „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pielgrzym kłamstwo czystość Maryja jałmużna obmowa prawda św Szymon z Lipnicy
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.