Citatio.pl

Wpisy z tagiem "Komunia":

2020-12-21

Św. Tomasza Apostoła

Żył około roku Pańskiego 75.

(Żywot jego wyjęty jest z Pisma Bożego i z żywotu jego przez Metafrasta.)

Święty Tomasz, który nazywał się także Dydymus, co po grecku znaczy to samo co po hebrajsku bliźniak, był rodem z Galilei. Pochodził z ubogiego stanu, i jak wielu Apostołów rybołówstwem się trudnił. U Żydów był zwyczaj nawet małym dzieciom dawać do rąk księgi święte. Dla Tomasza gdy bardzo był jeszcze młodym stanowiło to najmilszą rozrywkę, a kiedy podrósł ciągle czytywał Pismo Boże i co mu tylko zbywało czasu, stroniąc od płochych zabaw swoich rówienników, spędzał na modlitwie w świątyni Pańskiéj. Takim był, zanim go jeszcze Pan Jezus za Sobą powołał. Skoro téż Syn Boży naukę Swoję głosić zaczął, przyłączył się on do liczby Jego uczniów, a gdy z nich Pan Jezus dwunastu na Apostołów wybrał, łaska ta spotkała i świętego Tomasza. Od téj chwili już on Boskiego swego Mistrza nie odstępował; był obecny wszystkim cudom Jego, a gdy jeszcze za Swego życia Pan Jezus wyuczywszy dostatecznie Apostołów, kazał już im rozpoczynać niebieskie posłannictwo do którego ich powołał, nasz Święty, jak i wszyscy jego towarzysze, z największą gorliwością i poświęceniem, urząd apostolski sprawował. Od téj także pory zasłynął wielu cudami, a najbardziéj mocą wyganiania złych duchów.

W następującém zdarzeniu które opowiada nam Ewangelia święta, dowiódł Tomasz jak gorąco Pana Jezusa miłował. Zbawiciel odebrał był wiadomość o chorobie Łazarza, ukochanego Swego ucznia. W parę dni potém powiedział Apostołom że Łazarz umarł i że Sam chce iść do Betanii, gdzie on mieszkał, aby go wskrzesić. Apostołowie, widząć że niedawno w téjże okolicy Żydzi chcieli ukamienować Chrystusa Pana, i dla tego ztamtąd był się oddalił, odradzali Mu aby tam nie szedł i na niebezpieczeństwo się nie wystawiał. Pan Jezus mimo to powiedział że tam pójdzie, a gdy inni Apostołowie jeszcze wtenczas małoduszni, obawiali się Mu towarzyszyć, święty Tomasz dodał im odwagi, mówiąc: „Idźmy za Mistrzem, chociażby nam przyszło z Nim razem umrzeć.”

Wzmianka w inném znowu miejscu o świętym Tomaszu w Ewangelii, dowodzi poufałości szczególnéj do jakiéj Zbawiciel tego Apostoła przypuszczać raczył. Podczas ostatniéj wieczerzy, którą Pan Jezus odbywał z Apostołami przed męką Swoją, dając im różne nauki aby ich pocieszyć i utwierdzić w wierze, widząc ich zasmuconych gdy im zapowiedział że stanie się zgorszeniem dla wszystkich, przydał „Niech się nie trwoży serce wasze. wierzycie w Boga i we mnie wierzcie, W domu Ojca mojego, jest wiele mieszkań ….. idę przygotować wam miejsce, a jeśli odejdę i zgotuję wam miejsce, przyjdę potém i wezmę was do mnie Samego, iżbyście gdziem ja jest i wy byli, a dokąd ja idę wiecie, i drogę wiecie”. A nato rzekł mu Tomasz, w prostocie a jakby poufale. „Panie nie wiemy dokąd idziesz, a jakże możemy drogę wiedzieć?” Wtedy Pan Jezus ucząc ich, iż Sam jest drogą, przez którą idzie się do Nieba, odpowiedział: „Jam jest droga i prawda i żywot, żaden nie przychodzi do Ojca jedno przeze mnie” 1.

Po śmierci Pana Jezusa, gdy uderzony został Pasterz rozsypały się i owieczki. Wnet jednak wszyscy Apostołowie zgromadzili się w Jerozolimie, opłakując stratę swojego Boskiego Mistrza, a oczekując zapowiedzianego przez Niego Zmartwychwstania. Święty Tomasz był razem z nimi, jednak ze szczególnego rozporządzenia Opatrzności, nie znajdował się w ich gronie w chwili kiedy Zbawiciel pierwszy raz po zmartwychwstaniu się im okazał. Chrystus Pan, objawiwszy się najprzód przenajświętszéj Maryi Pannie, potém Piotrowi, a następnie Maryi Magdalenie i niektórym uczniom Swoim, objawił się był także i dwom z nich idącym do Emmaus. Ci niezwłocznie wrócili de Jerozolimy, i zastawszy wielu wiernych w jedném miejscu zgromadzonych wraz z apostołami, oznajmili im o tém. Jedni wierzyli, niektórzy jeszcze o téj prawdzie powątpiewali. A wtedy, chociaż drzwi były zamknięte, „stanął Jezus w pośrodku nich i rzekł im: «Pokój wam, Jam jest, nie bójcie się». Gdy zaś oni zdziwieni i strwożeni mniemali iż ducha widzieli, powiedział: «Czemuście się zatrwożyli, a niepokojące myśli wstępują do serc waszych, oglądajcie ręce i nogi, dotykajcie się i przypatrzcie żem ja tenże Sam jest»” 2. Potém chcąc ieh jeszcze lepiéj przekonać o Swojéj rzeczywistéj wśród nich obecności, zasiadł do wieczerzy którą z nimi pożywać raczył, a napełniwszy ich wielką pociechą i radością, oddalił się. — Owóż, z Apostołów jeden Tomasz nie był temu obecny. Gdy przybył, opowiedzieli mu drudzy ukazanie się im Pana Jezusa i że z nimi rozmawiał, wieczerzał, i kazał się przypatrywać przenajświętszym Ranom Swoim. Tomasz, jak to bywa często, że im więcéj jakiego szczęścia pragniemy dostąpić, tém większe chcielibyśmy mieć dowody że je już posiadamy, rzekł na to Apostołom. „Jeśli nie ujrzę w ręku Jego przebicia gwoździ, a nie włożę palca mojego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojéj w Bok Jego: nie uwierzę” 3.

Wszakże ponieważ Pan Jezus dopuścił takowe niedowierzanie w Tomaszu, nie jako brak wiary z jego strony, lecz aby przez niego jeszcze lepiéj wszystkim dowieść Swojego rzeczywistego Zmartwychwstania, więc w ośm dni potém, powtórnie okazał się Apostołom gdy z nimi był już i Tomasz, i przybliżywszy się do niego rzekł mu: „Włóż sam palec Twój w rany moje, a oglądaj ręce moje, i ściągnij rękę twoję, a włóż w Bok mój, a nie bądź niewiernym ale wiernym”. Lecz święty Tomasz nie potrzebował już tego czynić; pełen wiary i wdzięczności za tak wielki dowód szczególnéj dla niego łaski Zbawiciela, padł Mu do nóg i zawołał: „Pan mój i Bóg mój”, a Pan Jezus mu na to odpowiedział: „Żeś mnie ujrzał Tomaszu uwierzyłeś, błogosławieni którzy nie widzieli, a uwierzyli” 4, Przez co nauczał Zbawiciel, że wiara nie nabywa się przez przekonanie czysto ludzkie, lecz jest nadprzyrodzonym darem łaski. Po takim zaś wyjątkowym i szczególnym dowodzie dla świętego Tomasza dobroci Pana Jezusa, nietylko ukrzepiła się wiara jego, lecz oraz i serce jego jeszcze większą przejęte miłością, pobudziło go do tém gorliwszego sprawowania swego apostolskiego posłannictwa.

Prócz tego razu, spotkało i powtórnie świętego Tomasza szczęście oglądania Pana Jezusa po Jego Zmartwychwstaniu był bowiem w liczbie tych Apostołów, którym Pan Jezus objawił się nad brzegiem morza, gdzie Go poznali dopiéro po cudownym połowie, który na rozkaz Jego uczynili.

Po Wniebowstąpieniu Pańskiém i zesłaniu Ducha Swiętego, gdy Apostołowie rozeszli się po całym świecie dla głoszenia Ewangelii, świętemu Tomaszowi dostały się w udziale kraje na Wschodzie położone. Skoro tam przybył, zgłosili się do niego Trzéj Królowie, którzy ze Wschodu przyszli byli do Betleem oddać cześć Bogu nowonarodzonemu, a którzy jak to w ich Żywocie powiedzieliśmy, rozmiłowawszy się w pokorze i w ubóstwie Syna Bożego, zrzekłszy się tronów, żyli na bogomyślności. Zawiadomił ich Tomasz o wszystkiém co się stało po ich odejściu z Ziemi świętéj aż do téj pory, wyuczył zasad wiary chrześcijańskiéj, przypuścił do współuczestnictwa w swoich pracach apostolskich, a gdy się tam Kościoł szerzyć zaczął, wyświęcił na Biskupów.

Mąż Boży przebiegł Etyopią, Abissynią, krainy Partów, Medów, Persyą, Indyą, dotarł do wyspy Ceylon, a następnie aż do Chin. Co większa, Brezylijczykowie nawet, według przechowującego się u nich najdawniejszego podania, jemu pierwszemu przypisują przyniesienie do nich Ewangelii. Jeden z podróżujących w ostatnich wiekach po Chinach, znalazł tam pomiędzy chrześcijanami stary Brewiarz w języku Syryackim ułożony, gdzie się znajdowały następujące antyfony: „Przez świętego Tomasza, Chińczyki i Etyopianie przywiedzeni zostali do uznania prawdy.” I druga: „Przez świętego Tomasza, Królestwo niebieskie, ogłoszone zostało aż w Chinach, a w uroczystości to tego Apostoła: Panie, Etyopejczykowie, Indyanie, Chińczyki i Persy, składają Imieniowi Twemu cześć i ofiary.”

We wszystkich tych krainach, a tak rozległych i ludnych, pozakładał święty Tomasz kościoły. Najdłużéj jednak zdaje się przebywał w Indyach, gdzie najobfitsze żniwo dał mu Pan Bóg zebrać. Przechowuje się tam dotąd wiernie następującego zdarzenia podanie. W mieście najgłówniejszém gdzie przebywał król z całym dworem swoim, święty Tomasz nie mógł otrzymać od niego pozwolenia na wybudowanie tam kościoła, czemu głównie sprzeciwiali się Brahmani: to jest poganścy Indyjscy kapłani. Zdarzyło się, że morze wyrzuciło na brzeg belkę nadzwyczajnéj wielkości. Król który wtedy budował wspaniały pałac, kazał aby tę belkę do tego budynku użyto. Gdy się Indyanie zabrali do jéj przywiezienia, żadną siłą ludzką z miejsca poruszyć tego ogromnego drzewa nie mogli, tak dalece, że napróżno użyli nawet w tym celu wielką liczbę słoniów. Z tego powodu, zbiegło się było mnóstwo ludu na brzeg morza gdzie belka leżała, i przybył tam i król z dworem całym. Wtém nadszedł święty Tomasz, a przystąpiwszy do króla rzekł: „Jeśli mi królu pozwolisz wybudować kościół, ja sam tę belkę zawlokę na miejsce które mi na to przeznaczysz.” Król przystał, wyznaczając na kościoł pole bardzo od morza odległe, a sam i wszyscy zgromadzeni z wielką ciekawością czekali na czém się to skończy. Święty Tomasz poszedł do belki, i do jednego z jéj sęków przywiązał pas swój: przeżegnał się i powlókł ją za sobą, jakby lekki pręcik. Król, cała jego rodzina, prawie wszyscy dworzanie i większa część miasta, na widok takiego cudu wiarę chrześcijańską przyjęli. Święty Tomasz wybudował kościoł, i przed nim na wielkim kamieniu umieścił krzyż, który według świadectwa podróżnych dotąd się tam znajduje, i przepowiedział wtedy że nadejdzie czas, kiedy w Indyach wiara Święta prawie zupełnie upadnie: lecz kiedy morze, a bardzo ztamtąd odległe, tak wyleje, że aż do tego kamienia dojdzie, przybędą do Indyi z Europy Apostołowie, którzy tę wiarę którą on im teraz ogłosił, na nowo głosić będą. Co się w przeszło tysiąc pięćset lat potém sprawdziło, gdyż właśnie w roku w którym święty Franciszek Ksawery, z kilku swoimi towarzyszami przybył do Indyi aby tam powtórnie przynieść światło Ewangelii, morze tak nadzwyczajnie wylało, że wody jego doszły były aż do owego kamienia.

Indyanie nieprzychylni świętéj wierze, lecz widząc się pod władzą króla który i sam został chrześcijaninem, skrycie tylko świętego Apostoła prześladowali, jawnie zaś przeciw niemu występować nie śmieli i nie mogli targnąć się na niego. Lecz Brahmani, którzy mając już małą liczbę pogan pod sobą, wszystkie prawie swoje dochody postradali, postanowili pozbyć się go koniecznie. Probowali najprzód zaszkodzić mu u króla, i w tym celu różne na Świętego rzucali oszczerstwa, a gdy tym sposobem zamiarów swoich dopiąć nie mogli, umyślili go zamordować skrycie. Wiedzieli iż w nocy mąż Boży udawał się pod krzyż o którym wyżéj była mowa, i tam długo trwał na modlitwie. Pewnego więc razu, napadli w takiéj chwili na niego, obaliwszy na ziemię okrutnie go stratowali nogami, i w końcu kilka razy włócznią przeszywszy, zabili. Poniósł męczeństwo 21 Grudnia, roku Pańskiego 75.

Uczniowie znalazłszy jego ciało, pochowali je w kościele przez niego zbudowanym, włożywszy do trumny kawałek dzidy którą był przebity, a która przy nim leżała, laskę z którą zwykle chodził, i naczynie z ziemią zbroczoną krwią jego. Święty Grzegorz Turoneński wspomina że za jego czasów, przy grobie świętego Tomasza wiele cudów miało miejsce, a miądzy innemi i ten, że do lampy która się przed jego grobem paliła, nigdy nie potrzeba było dolewać oleju, gdyż i bez tego ciągle gorzała. Zaś ojciec Rybadeneira pisze, że w roku 1,120, Jan Patryarcha Indyjski, przybyły do Rzymu, opowiedział Papieżowi Kalikstowi II-mu, iż w dzień swojego Święta, święty Tomasz w kościele w którym jest pochowany, okazuje się widocznie zgromadzonemu na nabożeństwie ludowi, a sam rozdając Komunią wiernym, omija tych którzy niegodnie do niéj przystępują.

Pożytek duchowny

Gdybyś miał przyjmować Komunią świętą w tym kociele i wtedy kiedy tym cudownym sposobem rozdawał Ją błogosławiony Tomasz, omijając tych którzy niegoinie do niéj przystępowali, czy wiedząc o tém zbliżyłbyś się do kratek? Pamiętaj, że ile razy przyjmujesz przenajświętsze Ciało Pańskie, tenże Pan i Bóg, a przyszły Sędzia najwyższy, wie dokładnie czy godnie lub niegodnie do niéj się zbliżasz.

Moditwa (Kościelna)

Daj nam prosimy Cię Panie, godnie obchodzić uroczystość błogosławionego Tomasza Apostoła Twojego, abyśmy zawsze i skutków pośrednictwa jego przed Tobą doznali, i pobożnie, według wiary przez niego głoszonéj, żyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1102–1105.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 1000–1001

Jeśli święty Tomasz zwątpił i został za to przez Pana Jezusa łagodnie złajany, nie godzi się nam powątpiewać bez wpadnięcia w grzech przeciw wierze. Kto bowiem z umysłu i dobrowolnie powątpiewa, czy prawda przez Boga objawiona, a przez Kościół do wierzenia podana zasługuje na wiarę, ten przypuszcza, że Bóg i Kościół Jego, filar i fundament prawdy, może się mylić, coby rzeczywiście zakrawało na grzech ciężki. Od takich powątpiewań odróżnić należy wątpliwości mimowolne, nawiedzające niekiedy dusze najpobożniejsze; takie wątpliwości uważać należy za pokusy i nagabywania szatańskie. Jeśli nas dręczą bez winy i przeciw woli naszej, niech nas to nie trwoży, gdyż ustąpią wobec gorącej modlitwy i szczerego aktu wiary.

Footnotes:

1

Jan. XIV 1—6.

2

Łuk. XXIV. 36.

3

Jan. XX. 25.

4

Tamże. 28.

Tags: św Tomasz Apostoł „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik Ewangelia Trzej Królowie św Franciszek Ksawery Komunia
2020-07-29

Św. Marty, Dziewicy

Żyła około roku Pańskiego 70.

(Żywot jéj wyjęty jest u Ewangelii świętéj, i z dzieł Kardynała Baroniusza.)

Święta Marta siostra świętéj Maryi Magdaleny i świętego Łazarza, była najstarszą z téj błogosławionéj rodziny, zaszczyconéj szczególnemi względami Pana Jezusa. Przyszła na świat w Betanii, mieście blizko Jerozolimy położoném. Po śmierci rodziców, którzy byli bardzo bogaci, odziedziczyła wielki majątek, i razem z bratem mieszkała w Betanii, kiedy święta Marya Magdalena, jak to w jéj żywocie mówiliśmy, odłączywszy się od nich, osiadła była na pewien czas w zamku swoim Magdalon zwanym, i dopiéro po nawróceniu swojém z nimi się złączyła. Marta od lat najmłodszych, chociaż wychowana była wśród dostatków i zbytków, odznaczała się wielką skromnością, zamiłowaniem cichego domowego życia, i była bardzo miłosierną dla ubogich. Brat jéj święty Łazarz, podobnież wiódł życie najprzykładniejsze, i dla tego że byli tak zgodnego i świątobliwego usposobienia, mieszkali w jednym domu, chociaż ich wielka zamożność nie wymagała tego wcale. Ponieważ była starszą od brata, więc ona głównie zarządzała domem i majątkiem, a w Jerozolimie i w całéj krainie Żydowskiéj, dla wysokich cnót swoich, w wielkiém była poważaniu. Łatwo téż wyobrazić sobie, jak ciężką było to dla niéj boleścią, gdy siostra jej Magdalena, z początku tak mało była do niéj podobną, i rzuciwszy się w świat doszła w końcu do największego zepsucia. Z tego powodu Marta często gorzkiemi zalewała się łzami, i w gorącéj modlitwie wzywała miłosierdzia Bożego nad tą ukochaną jéj duszą, aż nakoniec za wstawieniem się Matki Bożéj wyprosiła jéj te łaski, które ją po nawróceniu, największą Świętą zrobiły.

Jak tylko Pan Jezus zaczął ogłaszać Swoję Boską naukę, święta Marta stała się niezwłocznie jedną z Jego najpierwszych i najwierniejszych uczenic. Starała się być obecną na wszystkich Jego kazaniach, z czcią najgłębszą każde słowo Zbawiciela brała do serca, bo wiedziała dobrze, że wychodzą one z ust Boga Samego, który z miłości ku ludziom stał się człowiekiem. Przysłuchując się pochwałom jakie Chrystus Pan dawał dziewictwu, i jak wysoko cenił On tę świętą cnotę, postanowiła nie mieć innego Oblubieńca jak samego Boga, i stosując się do wszystkich innych nie tylko przykazań lecz i rad jakie głosił Syn Boży, w krótkim czasie stała się wzorem najwyższéj doskonałości Ewangelicznéj. Chociaż zawsze wiodła życie pobożne, i mało oddawała się światowym rozrywkom, od chwili jak słuchała nauk swego Boskiego Mistrza, jeszcze ściśléj odosobniła się od świata, a wyłączniéj oddawała się ćwiczeniom wysokiéj bogomyślności i uczynkom miłosierdzia. To téż gdy doczekała się téj wielkiéj dla niéj pociechy, że i Magdalena po swojém nawróceniu, takiemuż rodzajowi życia się poświęciła i przy niéj osiadła, dom jéj w Betanii, stał się przybytkiem szczególnéj świątobliwości: zamienił się jakby na klasztorek. Wszystko tam urządzone było w duchu najwyższéj pobożności. Cały czas zabierały pobożne ćwiczenia, modlitwa, czytanie ksiąg świętych, i miłosierne uczynki, na które to święte rodzeństwo, pod przewodnictwem najstarszéj siostry żyjące, obracało wszystkie swoje wielkie dochody. Dom téż Marty w Betanii, stał się domem do którego Pan Jezus najczęściéj w pielgrzymkach Swoich zachodził, i w nim raczył niekiedy przemieszkiwać, coraz wyższemi łaskami odpłacając się świętéj gospodyni, za jéj pobożną gościnność.

Z czasów jednego z takich boskich nawiedzin Marty przez Zbawiciela, następujące zdarzenie opowiada Ewangelia święta: Gdy Pan Jezus w jednéj ze swoich Ewangelicznych wycieczek, przybywszy do Betanii, według Swego zwyczaju zamieszkał w domu Marty, Święta dla tém większego uczczenia Boskiego gościa, chociaż wiele sług miała, sama się krzątała około Jego przyjęcia; sama przyrządzała skromny posiłek, nakrywała do stołu, i służyła Zbawicielowi. Przez ten czas, Pan Jezus usiadłszy w gronie kilku Apostołów, jakto zwykle robił, miał naukę stosowną do téj niewielkiéj lecz wybranéj liczby Jego słuchaczów, którym najwznioślejsze prawdy religijne raczył wykładać, przypuszczając ich do najskrytszych tajemnic życia wewnętrznego. Magdalena, jak zawsze spragniona słów Bożych, usiadłszy przy nogach Zbawiciela, słuchała ich w zachwyceniu; gdy tymczasem Marta, krzątając się przy gospodarstwie, i tylko od chwili do chwili mogąc zasłyszeć coś z mowy Pana Jezusa, rzekła do Niego pokornie: „Panie, nie dbasz Ty, iż siostra moja opuściła mnie, żebym sama posługiwała. Powiedz więc jéj aby mi pomogła.” A Pan Jezus odpowiadając jéj, pozostawił wtedy właśnie oną pamiętną naukę, że życie bogomyślne wyższém jest nad życie czynne, chociaż najdoskonalszém jest to w którém i jedno i drugie się łączy. „Marto, Marto, rzekł do niéj, troszczysz się i frasujesz się około bardzo wiele, ale jednego potrzeba: Marya najlepszą cząstkę obrała, która od niéj odjęta nie będzie.” 1

Święta Marta skorzystała z téj nauki, i odtąd jeszcze większy postęp czyniła w życiu wewnętrzném, a przez coraz ściślejsze jednoczenie się z Bogiem, tém doskonaléj spełniała, jak to było jéj powołaniem, uczynki miłosierne, ćwicząc się w życiu czynném. Dostąpiła téż tego wielkiego przywileju, że Pismo Boże wspominając o niéj powiada, że „Jezus miłował Martę.” 2

Ewangelia święta opowiada także szczegóły i innéj jeszcze bytności Pana Jezusa w domu Marty, a to gdy na jéj wezwanie przybył tam Syn Boży aby wskrzesić Łazarza. Zdarzyło się, iż tenże zachorował, gdy Zbawiciel był w odległéj od Betanii okolicy. Marta posłała co prędzéj, aby mu dać znać o tém. Pan Jezus gdy przyszedł, Łazarz już nie żył. Wtedy Marta rzekła do niego z płaczem: „Panie gdybyś tu był, nie byłby umarł brat mój. Lecz i teraz wiem że o cokolwiek będziesz Boga prosił da Ci Bóg. Powiedział jéj Jezus: „Zmartwychwstanie brat twój.” – Rzekła mu Marta: „Wiem iż zmartwychwstanie, w zmartwychwstaniu w ostatni dzień.” – Rzekł jéj Jezus: „Jam jest zmartwychwstanie i żywot, kto we mnie wierzy choćby i umarł żyw będzie. A każdy który żyje a wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz temu?” Odpowiedziała Marta: „Tak Panie, jam uwierzyła żeś Ty jest Chrystus Syn Boży, któryś na ten świat przyszedł.” A to rzekłszy poszła it pocichu zawołała Maryą siostrę swoję mówiąc: „Mistrz przyszedł i woła cię.” Poszedł tedy Zbawiciel do grobu Łazarza i kazał zdjąć z niego kamień, a Marta mu powiedziała: „Panie już cuchnie, bo mu już czwarty dzień jak umarł.” A Pan Jezus na to: „Wszakżem ci mówił że jeśli wierzysz, oglądać będziesz chwałę Bożą” 3 i to rzekłszy wskrzesił jéj brata.

Na dni już tylko kilka przed Swoją męką, jak pisze tenże Ewangelista, raczył jeszcze Pan Jezus odwiedzić dom Marty, a Święta swoim zwyczajem, znowu sama Mu przy wieczerzy usługiwała. W czasie zaś już saméj męki Pańskiéj, Marta wraz z innemi świętemi niewiastami, starała się o ile możności nie odstępować Syna Bożego, a po Jego śmierci była ciągle przy Matce Bożéj, którą z największą pociechą wspierała ze swoich dostatków. Wraz z Magdaleną, pośpieszyła do grobu Jezusowego, aby ostatnią cześć oddać przenajświętszemu Jego ciału. Po Zmartwychwstaniu zaś Pańskiém często miała szczęście cieszyć się Jego widokiem, i coraz nowe otrzymywała od Niego łaski.

Po Wniebowstąpieniu Zbawiciela, kiedy Żydzi zaczęli prześladować chrześcijan, i na tę ulubioną przez Pana Jezusa rodzinę uknuli spisek, Martę wraz z Magdaleną i Łazarzem wsadzili na łódź bez steru, wioseł i żagli, i puścili na pełne morze, chcąc ich tym sposobem życia pozbawić. Lecz Pan Bóg cudownie przyprowadził ich bez szwanku do brzegów Francji, gdzie wylądowali w Marsylii. Tam rozkrzewili wiarę świętą, i Łazarz został pierwszym Biskupem tego miasta. Lud chętnie garnął się do wiary, a Martę wszyscy mieli w szczególném poważaniu, jako wielką Świętą. Zdarzyło się, że podówczas w okolicy téj pojawił się był straszny potwór zwierzęcy, który wybiegał z lasu, i ludzi porywał. Mieszkańcy udali się do Marty, prosząc aby ich swojemi modlitwami wyratowała od téj klęski. Święta, ufna mocy Bożéj, poszła do lasu, i znalazła poczwarę dojadającą człowieka. Przeżegnała to potworne zwierzę i pokropiła święconą wodą, co mu tak siłę odjęło, że je na pasku swoim przyprowadziła do miasta, gdzie je mieszkańcy zabili.

Gdy już wiara święta ustaliła się w Marsyli, Marta ze znaczną liczbą pobożnych niewiast, osiadła na ustronném miejscu, i założywszy jakby klasztor, wiodła z niemi życie niebieskie. Przepowiedziała dzień swojéj śmierci, a gdy nadszedł, kazała się zanieść na dwór, położyć na ziemi i prosiła aby jéj czytano szczegóły męki Pańskiéj, z Ewangelii którą z sobą z Jerozolimy przywiozła. Gdy tego słuchała, okazała się jéj święta Marya Magdalena otoczona Aniołami, i wzięła jéj duszę do Nieba w chwili gdy ztamtąd dał się słyszeć ten głos Pana Jezusa: „Tyś mnie w domu twoim przyjmowała na ziemi, Ja cię teraz wezmę do domu mojego w Niebie.” Umarła około roku Pańskiego 70, mające lat sześćdziesiąt pięć.

Pożytek duchowny

Podziwiasz zapewne szczęście, jakiego doznawała święta Marta, często w domu swoim ugaszczając Syna Bożego. Zauważaj, że równego szczęścia możesz dostępować, ile razy przystępując do Komunii świętéj, tego Boskiego gościa do serca swego przyjmujesz. Starajże się wtedy podobnie jak ta Święta a szczęśliwa gosposia Pana Jezusa, pilnie krzątać się około domu duszy twojéj, aby w niéj jak najgodniejsze znachodził Syn Boży przyjęcie.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj nas Boże Zbawicielu nasz, abyśmy weseląc się uroczystym obchodem święta błogosławionéj Marty dziewicy Twojéj, z przykładów jéj życia, uczyli się czynić w pobożności postęp. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 629–631.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 601–602

W słowach Zbawiciela: „Marto, Marto, troszczysz się około wiela, ale jednego potrzeba!” zawarta jest jak najzbawienniejsza dla nas nauka. Marne są bowiem wszystkie nasze zachody i zabiegi o rzeczy doczesne, jeśli nie będziemy o tym pamiętać, że zbawienie duszy jest najważniejszą sprawą, obok której wszystkie starania, troski, prace i zajęcia nasze mają tylko wartość drugorzędną. Iluż to ludzi troszczy się, co będą jedli i pili, ileż ponoszą trudów i starań, aby dojść do majątku, jakże mocno się frasują i kłopocą o rzeczy ziemskie i doczesne, odwracając uwagę od tego, o co by się przede wszystkim starać i troszczyć powinni. Zbawienie duszy ma być pierwszym i najgłówniejszym naszym zadaniem i staraniem. Jak drobnostkowym i marnym wyda się zajmowanie takimi drobnostkami temu, kto ze stanowiska wieczności zapatruje się na sprawy tego świata! Zamiast się uganiać za marnościami, zamiast martwić się i troszczyć o byle co, nie traćmy nigdy z oczu ostatecznego przeznaczenia swego, stosujmy wszystkie myśli, czyny, postępki do tego celu i pamiętajmy, co mówi Pismo święte Starego Zakonu: „Bój się Boga i zachowaj przykazania Jego, wtedy bowiem dopiero będziesz całym człowiekiem”.

Pomnijmy, jak błoga była śmierć Marty, jakie słowa pociechy usłyszała z ust Jezusa w nagrodę zato, że Go ugościła w swoim domu, że dla Niego wszystkiego się wyrzekła. Daj nam Boże wszystkim tak umierać; pełnijmy dzieła miłosierdzia z miłości ku Bogu, odwiedzajmy i pielęgnujmy chorych, nie szczędźmy ubogim jałmużny, módlmy się za grzeszników, nie zapominajmy w modlitwie o drogich nam zmarłych, nieśmy pociechę strapionym, wybaczajmy nieprzyjaciołom, pełnijmy obowiązki swego powołania ściśle i sumiennie, a wtedy będziemy mogli umierać ze spokojem i czystym sumieniem, ufni w sprawiedliwość i w miłosierdzie Boże.

Footnotes:

1

Łuk. X. 40–42.

2

Jan XI. 5.

3

Jan XI. 21–28.

Tags: św Marta „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica Ewangelia św Maria Magdalena św Łazarz Komunia
2020-07-19

Św. Wincentego z Pauli, Założyciela Zgromadzenia Księży Missyonarzy

Żył około roku Pańskiego 1660.

(Żywot jego wyjęty jest z procesu jego kanonizacyi.)

Święty Wincenty rodem z małéj wioski Pui (Poui), w południowéj Francyi, przyszedł na świat roku Pańskiego 1575. Rodzice jego bylito ubodzy wieśniacy, ale błogosławieństwem Bożém dostatni i bardzo pobożni. Dla tegoto późniéj, gdy święty Wincenty był w wielkiém znaczeniu, przez pokorę często powtarzał, ze jest synem prostego chłopa. Dzieekiem będąc gdy pasał trzody, już wielkie dla biednych okazywał miłosierdzie. Chléb który mu wydzielano kiedy wychodził w pole, oddawał ubogiemu skoro go spotkał. Pierwsze kilka złotych jakie z własnéj pracy zarobił, obrócił na wsparcie biednego.

Ojciec widząc w nim wielkie zdolności, oddał go do szkół. Niższe nauki pobierał w mieście Dax, a wyższe, w akademii Tuluzkiéj, gdzie słuchał wykładu teologii. Wstąpiwszy do stanu duchownego wyświęcony został na kapłana, i po świetnie zdanym egzaminie otrzymał stopień Doktora Teologii, co jednak tak starannie taił całe życie, że dopiéro po śmierci jego dowiedziano się o tém.

Niezwłocznie po przyjęciu wyższych święceń, otrzymał bardzo donośne probostwo, którego zrzekł się wkrótce, widząc innego księdza usilnie ubiegającego się o nie. Poznano się wtedy na jego wysokiéj cnocie i miał już zostać Biskupem, kiedy płynąc z Tuluzy do Marsylii wpadł w ręce korsarzy, którzy zawieźli go do Afryki, i zaprzedali muzułmaninowi, który dawniéj był chrześcijaninem. Po kilkoletniéj niewoli, święty Wincenty wsparty cudowną opieką Matki Bożéj, do któréj miał zawsze wielkie nabożeństwo, nawrócił swego pana i razem z nim do Europy przybywszy, najprzód udał się do Rzymu, dla zwiedzenia grobów świętych Apostołów.

Za powrótem do Francyi oddał się pod przewodnictwo duchowne księdza Beruela wielkiéj świątobliwości kapłana. Został proboszczem w Kliszy (Clychy), a potém w Szatylionie (Chatylion), gdzie jak najświęciéj obowiązki pasterza spełniał. Lecz że go niepokoiła odpowiedzialność za dusze mu powierzone, zrzekł się i tym razem obowiązków plebana i został nauczycielem przy dzieciach Jenerała Gondy, zarządzającego wszystkiemi więzieniami we Francyi. Widząc się tam wielką czcią otoczonym, potajemnie to miejsce opuścił, i wrócił tylko na wyraźny rozkaz swego ojca duchownego.

Jenerał Gondy, będąc świadkiem jak wiele dobrego czynił święty Wincenty dla dusz mieszkańców jego rozległych włości, zrobił go jeneralnym kapelanem wszystkich więzień. Święty spełniał te obowiązki z największą gorliwością, i z najzbawienniejszym skutkiem tak dla więźniów, jak i dla ich dozorców. Wkrótce potém święty Franciszek Salezy, powierzył mu zarząd duchowny Zakonnic Nawiedzenia przez siebie założonych. Sprawował on ten obowiązek przez lat czterdzieści tak święcie i tak pilnie, że to błogosławione grono dziewic nie doznało żadnego uszczerbku duchownego, przechodząc zpod przewodnictwa swojego założyciela, pod przewodnictwo tego drugiego Świętego. Błogosławiony Salezy mawiał o nim że nie znał świętszego od niego kapłana.

Razu pewnego, Wincenty miał na wsi do ludu bardzo licznie zgromadzonego kazanie o świętokradzkiéj spowiedzi. W skutek tego większa część słuchaczów rzuciła się do konfesyonałów, i z największą skruchą odbyła spowiedź z całego życia. Pewna wielka pani obecna temu, powzięła myśl, aby święty Wincenty, przybrawszy kilku kapłanów, mawiał kazania po wsiach dla biednego ludu potrzebującego oświecenia w religii, i na ten cel znaczne pieniądze zaofiarowała. Z początku chciał Wincenty skłonić do tego jakie zgromadzenie zakonne już istniejące, lecz gdy mu się to nie powiodło, przybrał kilku księży świeckich, i z nimi to święte dzieło rozpoczął.

To dało początek Zgromadzeniu księży Missyonarzy, które się w krótkim czasie po całym świecie katolickim rozszerzyło. Należący do niego, wykonywają proste śluby (vota simplicia) zatwierdzone przez Stolicę Apostolską, i obowiązują się ogłaszać słowo Boże prostemu ludowi, a szczególnie wieśniakom. Wincenty od pierwszéj chwili zawiązania tego Zgromadzenia, stał się dla braci swoich najwyższym wzorem gorliwości apostolskiéj, pokory, zaparcia i niezmordowanéj w tym zawodzie pracowitości. Zajął był w samych początkach dawny dom świętego Łazarza w Paryżu, i ztąd we Francyi Missyonarze jego Łazarystami są zwani.

Współcześnie z założeniem tego Zgromadzenia, wielki ten sługa Boży, założył Bractwo miłosierdzia z kobiet złożone. Zawiązał je gdy jeszcze był proboszczem w Szatylionie. W Paryżu wnet ono na większą skalę rozwijać się zaczęło, skoro do tego świętego dzieła znalazł Wincenty godną wspólniczkę w pannie Legra, osobie wielkiéj świątobliwości. Zadaniem tego pobożnego stowarzyszenia, było zbierać jałmużny, i osobiście nawiedzając ubogich po mieszkaniach, wspierać ich wedle potrzeby. Niektóre z tych pań jużto obawiając się chorób zaraźliwych, któremi dotknięci bywali ubodzy, już mając sobie przez mężów wzbronione chodzenie po ich mieszkaniach, przybierały służące, które je w tém wyręczały. Te pod przewodnictwem świętego Wincentego, spełniały nierównie lepiéj od pań swoich, włożony na siebie obowiązek. Wszędzie żądano mieć je do obsługi ubogich chorych, a szczególnie po szpitalach. Widząc to Wincenty, osobne zawiązał z nich Zgromadzenie, i to dało znowu początek zgromadzeniu Sióstr miłosierdzia, słusznie taką nazwą zaszczyconych.

Lecz i tego jeszcze nie dość było dla naszego Świętego: chciał on przyjść w pomoc w kształceniu młodych kapłanów. Założył więc kilka wielkich Seminaryów, i te zakłady takie jakie są dziś po różnych dyecezyach, od niego niejako biorą swój początek. Urządził także dla księży konferencye, czyli nauki i ćwiczenia przygotowawcze do przyjmowania święceń. Postanowił aby wszystkie domy jego Zgromadzenia miewały i takie zakłady, a przytém ułatwiały odbywanie rekolekcyi i dla osób świeekich.

Gdy się liczba braci zwiększyła, porozsyłał ich na missye nie tylko po różnych częściach Francyi, lecz pozakładał swoje domy we Włoszech, w Polsce, w Szkocyi, Irlandyi, a nawet aż w Indyach.

Po zgonie Ludwika XIII, którego na śmierć usposabiał, został przyzwany przez królowę Annę Austryacką, rządzącą państwem w małoletności Ludwika XIV, do zasiadania w najwyższéj radzie. Długo w niéj urzędował, i za jego wpływem wszystkie Dyecezye i Opactwa obsadzone zostały przez najgodniejszych ludzi, oprócz tego wiele najpożyteczniejszych praw wydano tyczących się dobra Kościoła i poprawy obyczajów.

Razu pewnego prosił królowę o wsparcie dla biednych. Ta mu odpowiedziała, iż na jego prośby, oddała niedawno wszystko co mogła. „A te klejnoty?” rzekł Święty wskazując na bogaty strój jaki miała na sobie królowa, która na te słowa oddała mu i te kosztowności. Także darowała mu była wielki pierścień brylantowy. Wincenty wkrótce zastawił go, aby mieć pieniądze dla ubogich. Dowiedziawszy się o tém królowa, wykupiła pierścień a oddając mu takowy rzekła: „Proszę go już więcój nie zastawiać.” — „Trudno mi będzie spełnić ten rozkaz waszéj królewskiéj mości,” odpowiedział Święty. — „Więc proszę, powiedziała królowa, abym zaraz o tém wiedziała, i tak jak teraz postąpiła sobie.”

Nie masz zdaje się rodzaju nędzy ludzkiéj, któréjby ten Święty nie przyszedł w pomoc. Wykupywał chrześcijan w niewoli u Muzułmanów będących, założył przytułek dla podrzutków, zakłady dla kobiet nawracających się ze złego życia i dla młodzieży zepsutéj; dom schronienia dla zakonnic, które w owych czasach z krajów heretyckich wygnano, i dla rzemieślników chorych i podupadłych; szpitale dla waryatów, gościnne domy dla chorych podróżnych, co wszystko w wielu miejscach po dziś dzień istnieje. Gdy w prowincyach Lotaryngii, Szampanii, Pikardyi i innych, wybuchło morowe powietrze, posłał tam jałmużny kilka milionów franków! Toż samo uczynił gdy w Anglii głód panował. Znany ze swojego poświęcenia dla ubogich, stał się jałmużnikiem wszystkich najmożniejszych domów we Francyi począwszy od rodziny królewskiéj. Pomimo tego, trudno pojąć zkąd brał na dobroczynne cele tak wielkie sumy, że jak piszą historycy jego życia, żaden najmożniejszy monarcha takich ogromnych jałmużn przez całe życie swoje nie uczynił, jak ten ubogi kapłan.

Prócz Bractwa miłosierdzia z pań na świecie żyjących złożonego i Sióstr Miłosierdzia, założył jeszcze wiele innych pobożnych stowarzyszeń, mających na celu wyszukiwanie i wspieranie różnéj nędzy ludzkiéj. Także założył: Siostry od krzyża świętego, Siostry Opatrzności, i Siostry świętéj Genowefy, trudniące się wychowaniem ubogich panienek.

Wśród natłoku zajęć z zarządu tylu zgromadzeń wynikających, zawsze był skupiony, zjednoczony z Bogiem, spokojny, cichy, słodki w obcowaniu z każdym, unikający zaszczytów, sławy i najmniejszego dostatku, a w pokorze niezrównany. Ofiarowanego kilkakrotnie Biskupstwa, nigdy przyjąć nie chciał. Miał wielu zawistnych nieprzyjaciół. Zdarzyło się iż gdy wychodził z pokojów królewskich, jeden z takich dał mu policzek. Święty upadł na kolana, przepraszając go, iż mimo chęci i wiedzy, jakimś postępkiem swoim, przywiódł go do takiéj ostateczności, a o zniewadze swojéj przed nikim słowa nie wymówił. Był usposobienia nadzwyczaj żywego, i gdy się zabierał do jakiego świętego dzieła, czuł do tego nadzwyczajny zapał. Miał więc zwyczaj póty nic nie rozpoczynać, aż z naturalnéj téj podniety ochłonął. To było powodem, że niektórzy zarzucali mu pewną opieszałość w działaniu.

Na ośmnaście lat przed zgonem, zaczął już pilnie gotować się na śmierć, a podczas ostatniéj choroby, która bardzo długo trwała, codzień po Mszy świętéj odmawiał modlitwy konających. Spracowany tylu trudami dla miłości Boga i bliźniego poniesionemi, skołatany wiekiem i wielkiemi umartwjeniami ciała, zapadł ciężko na zdrowiu, i długich a gwałtownych doznawał cierpień. Znosił je z niezachwianą swobodą ducha, mawiając, że gdyby ludzie wiedzieli jak wielkie zasługi skarbić sobie można będąc cierpiącym, wszyscyby się o choroby na wyścigi ubiegali. Nakoniec zasnął w Panu wśród modlitw swoich braci, wymawiając te słowa: „Panie pośpiesz się ku ratunkowi mojemu” 1. Umarł mając lat ośmdziesiąt pięć roku Pańskiego 1660, w domu świętego Łazarza w Paryżu, który głównym jest domem całego Zgromadzenia Księży Misyonarzy. Kanonizowany został przez Klemensa XII który dzień 19 Lipca na uroczystą jego pamiątkę przeznaczył.

Pożytek duchowny

Święty Wincenty którego pamiątkę dziś obchodzimy, był, jak to widziałeś z jego żywota, ubogim kapłanem, a pomimo tego tyle zrobił dobrego dla ubogich i dla dotkniętych wszelkiego rodzajn niedostatkiem, jak nikt z najmożniejszych w świecie panów. Niech cię to uczy że aby być miłosiernym, nie wielkie dostatki, lecz wielką miłość Boga i bliźniego mieć trzeba. Jeśli więc nie spełniasz uczynków miłosierdzia, to nie dlatego że mało masz na to środków materyalnych, lecz dla tego że ci braknie miłości.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś do głoszenia słowa Bożego ubogim, i łatwiejszego uświęcenia stanu duchownego, błogosławionego Wincentego apostolską goliwością obdarzył; spraw prosimy, abyśmy cześć oddając jego świętym zasługom, z przykładu cnót jego, potrzebną dla siebie brali naukę. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 599–601.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 575–576

Święty Wincenty z Pauli zasłużył sobie na cześć i uwielbienie nie tylko Francji, ale całego świata chrześcijańskiego przez to, że zaprowadził misje dla pospolitego ludu, założył kongregację Łazarzystów i tym sposobem wywarł niesłychanie zbawienny wpływ na religijne usposobienie i pożycie towarzyskie niższych warstw swego kraju.

Niejeden z Was, mili Czytelnicy, słyszał już rozmaite zdania i sądy o misjach, niejeden może nawet i powątpiewał, czy owe misje rzeczywiście są zbawienne i pożyteczne, jak twierdzą duchowni, a kto wie, czy ten i ów spomiędzy Was nie uważa ich wprost za szkodliwe? Twierdzą to zwłaszcza ci, którzy chcą uchodzić za oświeconych. Rozważmy przeto, co winien uczynić katolik w czasie misji:

  1. Każdy prawy katolik porzuca w czasie misji (trwającej zwykle 4 do 8 dni) na czas krótki swe zajęcia i troski codzienne, nie mówi z nikim o sprawach doczesnych i ziemskich, ma na uwięzi swe oczy, uszy, język, a nawet podniebienie, stroni od rozrywek i zatapia się sam w sobie. Takie stronienie od świata i zatopienie się w samym sobie jest niezbędne konieczne, aby się przekonać, w jakim zostajemy stosunku do Boga i wobec Boga, i czyśmy czyści do tyla, abyśmy mogli spokojnie stanąć przed trybunałem Jego. Czyż jest w tym coś nadzwyczajnego, jeśli duszy poświęcimy kilka dni, gdyśmy miesiące i lata całe poświęcali ciału?
  2. Katolik tak usposobiony, wysłuchawszy kazania, rozważa je pilnie i w samotności pyta sam siebie, jak zachowywał dotychczas przykazania Boskie i kościelne, a wszedłszy w siebie przekona się, jak ich powinien przestrzegać, jak unikać przeszkód, sposobności i nawyknień, aby się stać godnym zaszczytnego miana ucznia Chrystusowego. Wszakże to już był obiecał przy chrzcie świętym, a gdyby miał jeszcze mieć jakieś wątpliwości, toć mu je z chęcią usunie spowiednik misyjny. Niech więc pilnie rozważy ślub i obietnice na chrzcie dane Panu Bogu, gdyż dla wiernych przysposobił Bóg Niebo, dla wiarołomnych piekło.
  3. Katolik biorący udział w misji, oddaje się modlitwie w samotności ze szczerym przejęciem i gorącym nabożeństwem, czuje głęboki żal za popełnione grzechy, błaga o łaskę wytrwałości w dobrym. Przyjmuje on Sakrament Ciała i Krwi Pańskiej ze szczerą skruchą i nabożeństwem, zyskuje odpust zupełny, jakim darzy Kościół święty wszystkich uczestników misji. Czyż więc nie dobrze czyni, jeśli się modli, komunikuje i zyskuje odpuszczenie wszystkich kar doczesnych? I my możemy rok rocznie odbyć taką misję sami dla siebie. Prośmy tylko swego spowiednika albo duszpasterza o to, aby nas nauczył, w jaki sposób to uskutecznić, a św. Wincentego o to, aby się za nami wstawił do Boga.

Footnotes:

1

Psal. LXIX. 2.

Tags: św Wincenty a Paulo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora więzienie św Franciszek Salezy Komunia kazania miłość bliźniego misje
2020-07-13

Św. Anakleta, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 100.

(Żywot jego, był napisany przez świętego Damaza Papieża).

Święty Anaklet, rodem Grek, przyszedł na świat w Atenach w pierwszym wieku chrześcijaństwa. Synem był Antyocha, znakomitego mieszkańca tego miasta. Wychowany bardzo starannie, świetnie ukończył nauki w sławnych akademiach Ateńskich, i stał się jednym z najznakomitszych młodzieńców w téj wielkiéj podówczas stolicy. Młodym był jeszcze, gdy do Aten przybył święty Piotr książę Apostołów, który go do wiary świętéj nawrócił i ochrzcił, Światło łaski Boskiéj, uzacniło wszystkie przymioty jakiemi Anaklet już przedtém się odznaczał. W krótkim téż czasie stał: się on wzorem doskonałego chrześcijanina; owszem zostając pod przewodnictwem takiego mistrza duchownego jakim był Piotr święty, do wysokiéj doszedł doskonałości. Ten widząc w nim, jak to pisze pewny współczesny mu Biskup i Męczennik, gruntowną pobożność, połączoną z gorliwością o rozszerzenie wiary świętéj, i niepospolite zdolności jakiemi go Pan Bóg obdarzył, skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, i po pewnym czasie sam wyświęcił na Dyakona. Święty Anaklet odebrawszy to święcenie nie odstępował już świętego Piotra, towarzyszył mu we wszystkich jego apostolskich wycieczkach, i dopomagał w sprawowaniu świętych obrzędów, jako i w głoszeniu słowa Bożego. Święty Piotr téż w krótkim czasie potém, wyświęcił go i na kapłana. Nowa ta godność, pobudziła świętego Anakleta do tém większego na drogach pobożności postępu, i do tém większéj gorliwości w służbie Kościoła.

Gdy książę Apostołów zdobył koronę męczeńską, święty Anaklet, z równém jak dotąd poświęceniem narażając się na największe niebezpieczeństwa, grożące mu podobnąż śmiercią jaka spotkała jego ojca duchownego, niezmordowanie służył sprawie Bożéj, za papiestwa świętego Lina, świętego Kleta i świętego Klemensa, a patrząc na ich śmierć męczeńską, wzdychał za podobnémże szczęściem. W zawodzie swoim tak się odznaczał, iż współcześni pisarze, w wielkiéj części jemu przypisują to szybkie rozszerzanie się podówczas wiary świętéj w Rzymie, pomimo tak ciężkich kolei jakie wtedy przebywał Kościół.

W roku Pańskim 102, za panowania cesarza Trajana, gdy i święty Klemens, trzeci z rzędu po świętym Piotrze Papież, z koroną męczeńską poszedł do Nieba, prześladowanie tak dalece utrudzało duchowieństwu wybór nowego Papieża, że Stolica Apostolska, przez blizko pół roku obsadzoną nie była. Nakoniec po długich modlitwach i postach całego duchowieństwa i wszystkich wiernych w Rzymie znajdujących się, jednomyślnie wyniesiony z ostał na Stolicę Piotrową święty Anaklet. Wszyscy się tym wyborem wielce ucieszyli, bo go znali godnym tego najwyższego urzędu, w tych właśnie czasach, w których każdy Papież w gotowości być musiał wydać życie za owce swoje. Chociaż bowiem cesarz Trajan, nie ogłosił żadnego szczególnego przeciw chrześcijanom prawa: za jego jednak panowania, prześladowanie wiernych, z mocy wydanych przez jego poprzedników w téj mierze postanowień, było jedném z najgwałtowniejszych i najokrutniejszych. Wszędzie wznosiły się rusztowania, szubienice, tortury, na których mordowano wyznawców Chrystusowych. Poganie przekonani, że uderzając na pasterzy, najłatwiéj rozproszą trzodę, całą wściekłą zawziętość swoję wywierali głównie na Biskupów, zamierzając przez ich wygładzenie, zniszczyć cały Kościoł. Rzym, jako już wtedy ognisko całego chrześcijaństwa; był téż główném polem najokrutniejszego barbarzyństwa nieprzyjaciół Kościoła. Święci Apostołowie Piotr i Paweł, przed niedawnemi czasy tam krew swoję za wiarę wyleli. Świętego Lina, świętego Kleta i świętego Klemensa ich następców, tenże sam los spotkał; nie było dnia jednego w którymby poganie znacznéj liczbie chrześcijan nie zadali śmierci, wśród mąk najstraszniejszych. Zpomiędzy wiernych, jedni kryli się po jaskiniach i katakumbach, to jest podziemnych mieszkaniach które wśród Rzymu w największéj tajemnicy sobie urządzali, inni uchodzili na puszczę i do lasów. Duchowni szczególnie, a z tych najbardziéj Biskupi, a cóż dopiéro sam Biskup Rzymski to jest Papież, żyli w ciągłém niebezpieczeństwie, tém bardziéj że ich urząd im wyższy, tém mniej dozwalał im ukryć się: owszem, tém więcéj zobowiązywał do narażania się i tém łatwiéj ich w ręce pogan oddawał.

Taki był stan Kościoła i Rzymu, kiedy święty Anaklet zasiadł na stolicy Apostolskiéj. Trzeba było tak wielkiéj cnoty i świątobliwości jaką Pan Bóg go obdarzył, tak wielkiego męstwa i gorliwości, takiego doświadczenia jakiego on będąc prawą ręką kilku Papieżów, nabył, takiéj gotowości w każdéj chwili na śmierć męczeńską jaką serce jego Pan Bóg natchnął, aby w tak burzliwych czasach kierować łodzią Piotrową. Wszystko tam na nią się sprzysięgało. Zawziętość świata pogańskiego, upór i zaślepienie Żydów wielki wpływ wtedy w Rzymie mających, słabość ludzka nieoddzielna od naszéj natury, a w pierwotnych chrześcijanach, na tak ciężkie wystawiona próby, nakoniec i poczwara odszczepieństwa, już podnosząca swoję głowę i szarpiąca łono Kościoła zaledwie powstałego: – oto były szturmy któremi piekło na niego uderzało. Święty Anaklet wszystkiemu temu mężne stawił czoło. W każdéj chwili gotów życie położyć za gorliwe spełnianie swoich najwyższych obowiązków, sprawował urząd powszechnego pasterstwa jakby mu nic z tego powodu nie zagrażało. Odwiedzał wiernych w najskrytszych miejscach w które się chronili, zasilał ich tam słowem Bożém, ukrzepiał w wytrwałości w wierze, uczył prawd świętych, sprawował Sakramenta; do uwięzionych nawet dostawał się i pocieszał ich, wzmacniając na ostatnią próbę. Z drugiéj zaś strony, żadnym kacerskim błędom szerzyć się nie dopuszczał; odkrywał je, wyświecał, zbijał, a upornie w tych błędach trwających od jedności Kościoła odłączał.

Przekonany iż w tak ciężkich czasach, bardziéj niż kiedy, wiernym potrzebne były te łaski, jakiemi obdarza duszę przyjęcie Ciała i Krwi Pańskiéj, pierwszy wydał rozporządzenie, aby wszyscy obecni ofierze ołtarza, do Komunii świętéj przystępowali. Tak dalece nawet obostrzył to prawo, iż postanowił aby ci którzyby się od tego uchylali, poczytani byli za chwiejących się już w wierze, i za niegodnych należenia do zgromadzenia wiernych. Piszą iż mawiał: „Trudno jest aby chrześcijanin wystawiony jak za czasów naszych na srogie prześladowanie pogan, bez zasilania się ciągłego Chlebem Niebieskim, mógł wytrwać w wierze, i był w stanie w razie danym przenieść śmierć męczeńską za Chrystusa.” On także, dla otoczenia większą uroczystością konsekracyi Biskupów, postanowił aby przy obrzędzie ich wyświęcenia, trzech Biskupów uczestniczyło. Od jego to podobnież papiestwa wprowadzony został zwyczaj, że święcenia na każdy stopień duchowny, powinny się odbywać w obecności zgromadzonych wiernych, to jest publicznie. Do jego czasów słudzy ołtarza i nawet Kapłani, nie mieli przepisanéj właściwéj sobie sukni: nakazał przeto, aby odtąd duchowni nosili odzież odrębną, włosy nizko strzygli, w ogólności w ubraniu swojém zachowywali wielką powagę i jednostajność, a nie stosowali się do światowych w téj mierze zwyczajów.

Przed wyniesieniem jeszcze swojém na Papiestwo, dla uczczenia pamiątki świętego Piotra Apostoła, któremu zawdzięczał nawrócenie do wiary świętéj, i do którego jako pierwszego po Chrystusie Panu Namiestnika Bożego na ziemi, miał szczególne nabożeństwo, zaczął był budować na grobie jego kościoł. Zostawszy Papieżem dokończył go, i jestto ta część Watykanu, którą dziś nazywają Konfesyą świętych Apostołów. Blizko grobu tychże Apostołów urządził miejsce, a dziś Bazyliką Watykańską objęte, które przeznaczył na groby Papieżów, na wszystkich zaś innych cmentarzach chrześcijańskich, powyznaczał osobne place, na grzebanie ciał świętych Męczenników.

Święty Anaklet rządził Kościołem Bożym lat dziewięć, miesięcy trzy i dni dziesięć. Oskarżony do władz pogańskich nietylko jako chrześcijanin, lecz i jako najwyższy Kościoła powszechnego Kapłan, schwytany i uwięziony, po wielu mękach wytrwale i mężnie dla Chrystusa poniesionych, otrzymał koronę męczeńską, dnia 18 Lipca, w pierwszych latach drugiego wieku.

Pozostały po nim niektóre pisma wiernie przechowane. W jednym z listów swoich, na świadectwo że stolica biskupia, Rzymska, zawsze za głowę Kościoła całego uważaną była, tak się wyraża: „Ta stolica apostolska Głową, i jakby zawiasami wszystkich kościołów od samego Pana Jezusa jest postanowioną. Jak na zawiasach opierają się i obracają drzwi, tak powagą téj stolicy, wszystkie kościoły z rozkazania Pańskiego się rządzą.”

Pożytek duchowny

Święty Anaklet, dla zapewnienia wiernym potrzebnych łask do wytrwania w wierze, w czasach srogiego prześladowania, postanowił aby wszyscy obecni ofierze Ołtarza, do Komunii świętéj przystępowali. Uważaj czy twoja słaba wiara, a szczególnie postępki nieodpowiadające wierze, nie są skutkiem tego, że zbyt rzadko przystępujesz do stołu Pańskiego?

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas błogosławionego Anakleta Męczennika Twojego i Papieża, doroczną uroczystością rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy obchodząc pamiątkę jego przejścia do Nieba, i jego pośrednictwem cieszyli się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 581–583.

Tags: św Anaklet „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik św Piotr Komunia Rzym
2020-07-11

Św. Piusa I, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 165.

(Żywot jego wzięty jest z dziejów męczeńskich Kościoła Rzymskiego.)

Święty Pius, pierwszy tego imienia Papież, był synem Rufina bogatego obywatela miasta Antyochii. Przyszedł na świat na początku drugiego wieku. Wychowany bogobojnie, gdy młodzieńczych lat dorósł, dla pobierania wyższych nauk, wysłany został do Rzymu. Po ukończeniu ich, wstąpił do stanu duchownego i przyjął wyższe święcenia. Jak będąc młodzieńcem odznaczał się wielką pobożnością, tak okazał się kapłanem świątobliwym, gorliwym i obowiązkom swojego powołania jedynie oddanym. Że przytém miał niepospolite zdolności, zajaśniał i głęboką nauką. Wszystkie te zalety zjednały mu szacunek całego duchowieństwa Rzymskiego, i ułatwiły wstąpienie do istniejącego podówczas zgromadzenia Kanoników Regularnych. Byli to kapłani życia najprzykładniejszego, wspólnie jak zakonnicy żyjący, i którzy nawet zobowiązywali się do zachowania pewnych przepisów, które im zastępowały regułę zakonną. Święty Pius stał się w krótkim czasie ozdobą tego świątobliwego zgromadzenia. Gorliwość jego w obronie wiary świętéj, zewsząd wtedy napadanéj, wielkie dla biednych miłosierdzie, życie pokucie i bogomyślności oddane, zwróciły na niego oczy całego duchowieństwa. Zasiadał wtedy na stolicy Apostolskiéj święty Hygin, który poznawszy bliżéj Piusa, wyświęcił go na Biskupa i używał do najważniejszych spraw, w zarządzie Kościoła powszechnego.

Gdy Papież ten za panowania cesarza Antonina, w roku Pańskim 158 męczeńską śmiercią zszedł z tego świata, stolica Piotrowa przez trzy dni obsadzoną nie była, przez któryto czas wierni, już bardzo w Rzymie liczni, trzy doby przepędzili w postach i na modlitwie, aby uprosić sobie u Pana Boga Pasterza takich cnót i zalet, jakie niezbędne były w téj porze, w któréj prześladowanie pogańskich cesarzów, jakby na chwilę na to tylko było zawieszone, aby kacerze najzuchwalsi z tém większą zawziętością na Kościół uderzali. Po tych trzech dniach upłynionych, jednomyślnie obrano Piusa Papieżem, który był pierwszym tego imienia następcą Piotra świętego.

Zasiadłszy na stolicy Apostolskiéj, Pius poświęcił się duszą i sercem, dobru powierzonéj mu trzody Chrystusowéj. Całą pilność swoję, zwrócił ku zachowaniu skarbu wiary, który mu był poruczony i ku utrwaleniu pomiędzy kościołami różnych części świata jedności i miłości, na które targali się różnego rodzaju odszczepieńcy.

Zaraz na początku jego Papiestwa, wszczęła się wątpliwość co do dnia w którym odprawiać się powinna Wielkanoc, a wątpliwość która od czasów Apostolskich do czasów Piusa I nierozwiązana ostatecznie, w ważnym przepisie kościelnym, wyradzała niepotrzebną różnicę. W prawdzie Apostołowie, wyuczeni w tém przez samego Pana Jezusa, na uroczystość Wielkanocną przeznaczali pierwszą niedzielę po Marcowéj pełni księżyca, w którym to dniu nastąpiło Zmartwychwstanie Pańskie; wszelako Żydzi nawróceni, skłonni zawsze stosować się o ile można było do dawnych swoich obrządków, w wielu krajach na Wschodzie, obchodzili Wielkanoc czternastego dnia po pełni Marcowéj. W niektórych miejscach, aby ich nie zrażać po świeżém ich nawróceniu, całe nawet Dyecezye, ten zwyczaj zachowywały. Święty Pius raz na zawsze zniósł tę różnicę; wydając postanowienie aby w całym świecie katolickim, stosowano się w téj mierze do podania apostolskiego, co od początku w Rzymie zachowywano, i co późniéj kilka Soborów zatwierdziło.

Pokój chwilowy jakiego zażywał Kościół pod Cesarzem Antoninem, który zawiesił był niejako prześladowanie chrześcijan przy końcu swego panowania, ułatwił postęp wiary Chrystusowéj, a świętemu Papieżowi dozwolił wydać wiele najzbawienniejszych postanowień, tyczących się karności kościelnéj. Pomiędzy innemi onto pierwszy, pod najsurowszemi kościelnemi karami, zabronił obracania dóbr kościelnych, na jakiekolwiek świeckie użytki. Powstał także surowo, przeciwko zwyczajowi, jaki wtedy gdzieniegdzie powstawał, nieprzyjmowania do wiary świętéj pogan i Żydów. Przejęty wielką czcią ku tajemnicom ołtarza, a gdy już sprawowanie przenajświętszéj ofiary coraz więcéj upowszechniać się zaczynało, przepisał surowe kary na kapłanów, którzyby przez niedbałość swoję w odprawianiu Mszy świętéj, jakowéj zniewagi przenajświętszego Sakramentu stali się powodem. Postanowił że gdyby kapłan, przy Mszy świętéj, wywrócił kielich, tak że krew przenajświętsza ażby na ziemię się rozlała, czterdzieści dni za to pokutę czynić powinien; trzy jeśli tylko na korporał spłynęła, cztery jeśli tylko do pierwszego obrusa dosięgnie, dziewięć jeśli do drugiego, a dwadzieścia jeśliby i trzeci przesiąknięty został. Gdziekolwiek dostanie się tym sposobem, wylana Krew przenajświętsza, miejsce to powinno być wymyte starannie, wyskrobane głęboko, a woda do tego użyta, i to co zostało wyskrobane, ma być wrzucone w piscynę, to jest miejsce, które zwykle znajduje się w każdym kościele, na wrzucanie tam przedmiotów, które jakąkolwiek styczność z przenajświętszém Ciałem miały. On także wydał rozporządzenie, na mocy którego dziewice poświęcone Panu Bogu, nie mogły czynić uroczystych ślubów przed dwudziestym piątym rokiem życia.

Gdy za jego papiestwa, coraz więcéj wzrastała liczba chrześcijan w Rzymie, a ztąd i potrzeba większéj liczby kościołów czuć się dawała, nabył on wielki gmach zwany Łaźniami cesarza Nowacyana, przerobił go na wspaniały kościół, który na żądanie siostry swojéj Praksedy, poświęcił podwezwaniem świętéj Pudencyany, i w bogate sprzęty kościelne zaopatrzył. O czém sam tak pisał do świętego Justa Biskupa Wieneńskiego w Galii: „Pamiętasz zapewne, że przed twoim odjazdem z Rzymu, otrzymaliśmy od Eutrepii w darze na kościół, gmach który był jéj własnością. Otóż teraz już się w nim gromadzimy z ubogimi chrystusowymi (tak nazywał duchowieństwo) i odprawiamy tam Msze święte.”

Za jego czasów, Kościół doznawał napaści od kilku zawziętych kacerzy, z którymi święty ten Papież walczył z gorliwością i męstwem prawdziwie apostolskiém. Dla obronyto wiary, przeciw coraz więcéj szerzącym się błędom tych odszczepieńców, święty Pius założył w Rzymie akademią, i powierzył główne jéj kierownictwo świętemu Justynianowi przezwanemu filozofem. Byłto mąż sławny w owym wieku w całym świecie z nauki, a który zachęcony do tego przez Papieża, wydał właśnie wtedy, po dziś dzień wysoko cenione dzieło w obronie nauki chrześcijańskiéj, przeciwko zarzutom jakie jéj czynili filozofowie pogańscy.

Z ówczesnych nieprzyjaciół Kościoła, najniebezpieczniejszym był herezyarcha Walentyn, przebywający podówczas w Rzymie i szerzący coraz więcéj swoje zgubne błędy. Obdarzony wielkim darem wymowy, zręcznie ukrywający przewrotność swojéj nauki pod pozorem wiernego trzymania się podań apostolskich, a przytém udaną pobożnością i ostrém życiem łudząc lud łatwowierny, tém większą szkodę przynosił duszom, że niełatwo od każdego, czém był w gruncie, mógł być poznanym. Święty Pius, odkrył niezwłocznie jad zawierający się w jego naukach. Najprzód chciał go przywieść do odwołania błędów jakie rozsiewał, a gdy tego Walentyn uczynić nie chciał, dotknął go najsurowszemi karami kościelnemi, i wkrótkim czasie, sektę jego już rozszerzoną, wytępił do szczętu.

Zaledwie skończył święty Pius, wojnę swoję z tą herezyą, a zaczęła powstawać inna. Przybył znowu do Rzymu, głośny na całym Wschodzie odszczepieniec Marcyan, którego święty Polikarp Biskup Smirneński, nazywał pierworodnym synem szatana. Ten podobnież jak Walentyan, pozorami pobożnego życia i udawaniem szczerze nawróconego z błędów, za które ze wschodu przez Biskupów wygnany został, wielu omamiał, i odszczepieństwo swoje szerzył w całym Rzymie, szczególnie między kobietami i ludźmi mniéj wykształconymi. Święty Pius, poznał się i na nim od razu. Zażądał od niego wyraźnego odwołania zasad przeciwnych nauce katolickiéj, a gdy tego Marcyan uczynić nie chciał, i jego dotknął klątwą kościelną, i przez to powstrzymał szerzenie się jego kacerstwa.

Lecz nadeszła już była chwila, w któréj ten godny następca Piotra, miał dostąpić chwały takiejże śmierci jakiéj uległ, i książę Apostołów. Miał nawet objawienie, o tém, jak to sam pisał do wyżéj wspomnionego świętego Justyna Biskupa, do którego list temi słowy kończył: „Objawił mi Pan Bóg, że koniec mój już blizki, i proszę cię pamiętaj o mnie przy ołtarzu pańskim.”

Jakoż, niezmordowana tego świętego Papieża w obronie Kościoła gorliwość, rozbudziła nienawiść nieprzyjaciół Chrystusowych przeciwko niemu. Na początku dziesiątego roku swojego papiestwa, oskarżony został do wielkorządcy Rzymskiego, jako główny nieprzyjaciel bogów cesarstwa, a przez to i samego cesarza. Wprawdzie cesarz Antonin podówczas panujący, nie zalicza się do prześladowców wyraźnych Kościoła, wszelako za rządów jego okrutne prawa przez poprzedników jego wydane przeciw chrześcijanom, bardzo często w całéj ścisłości spełniane zostawały, gdy miejscowym urzędnikom pogańskim, przez nienawiść do wiary świętéj, spodobało się wprowadzić je w wykonanie. W skutek téż zaniesionego do wielkorządcy oskarżenia na świętego Piusa, jako najwyższego Pasterza całego Kościoła, wtrąconym on został do więzienia w którém wiele wycierpiawszy, w końcu męczeńską śmierć poniósł. Wziął go Pan Bóg do Nieba, 11 Lipca roku Pańskiego 165.

Pożytek duchowny

Widziałeś jak surowe kary przepisał Papież którego żywot czytałeś, na kapłanów którzyby przez niedbałość w sprawowaniu przenajświętszéj Ofiary, stali się powodem zniewagi dla Pana Jezusa w tajemnicy ołtarza utajonego. Pamiętaj, że największą dla Niego zniewagą jest niegodne przyjęcie Go w Komunii świętéj. Niech cię Pan Bóg, od tego nieszczęścia uchowa.

Modlitwa (Kościelna)

Na nędzę naszę, racz wejrzeć wszechmogący Boże, a gdy nas ciężar grzechów naszych przygniata, niech nas błogosławionego Piusa Męczennika Twego i Papieża, miłościwe pośrednictwo wspiera. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 575–577.

Tags: św Pius I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik marcjonizm Komunia
2020-06-13

Św. Antoniego z Padwy, z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1231.

(Żywot jego wyjęty z kronik zakonnych przez ojca Waddinga, tegoż zakonu kapłana.)

Święty Antoni dla długiego pobytu swojego w mieście Padwie Padewskim przezwany, urodził się w Lizbonie w stolicy Portugalii roku Pańskiego 1195. Na Chrzcie świętym odebrał imię Ferdynand. Ojciec jego Marcin Bulhan a matka Marya z Tewerów, oboje szlachetnego rodu, odznaczali się wielką pobożnością. Miał lat piętnaście kiedy wstąpił w rodzinném swojém mieście do zakonu ojców Augustyanów. A że w Lizbonie mieszkało wielu jego krewnych i znajomych którzy go często odwiedzali, więc uprosił przełożonych, aby go przeniesiono do innego klasztoru. Przeznaczony został do Koimbry, gdzie zażywając wielkiego spokoju, ćwiczył się w cnotach zakonnych, a Pan Bóg obdarzał go coraz bardziéj łaskami wysokiéj bogobojności.

Zdarzyło się iż w tych czasach, królewicz portugalski, przywiózł z Marokko do Koimbry, ciała świętych Męczenników z zakonu Patryarchy Serafickiego, za opowiadanie wiary przez Maurów zamordowanych. To rozbudziło w świętym Antonim wielkie pragnienie przelania krwi za Chrystusa, i postanowił przenieść się do zakonu Braci-Mniejszych, gdyż oni podówczas, szczególnie między poganami, odbywali misye. Niedaleko Koimbry był ich klasztor, ze świątobliwości żywota zakonników słynący. Uzyskawszy na to pozwolenie od swoich przełożonych, przeszedł do zakonu Braci-Mniejszych, przybierając imię Antoniego. Gdy odchodził od dawnych braci, którzy go z żalem od siebie wypuszczali, furtyan drzwi mu otwierający rzekł do niego na pół z gniewem: „Idź, idź: pewno tam świętym zostaniesz.” – „Wszak pochwaliłbyś za to Boga, odrzekł Antoni, gdyby się tak stało.”

Przełożeni Braci-Mniejszych, przychylając się do jego żądania, wyprawili go do pogan. Lecz najprzód w drodze ciężko zachorował, a potém przeciwne wiatry zaniosły go na brzegi Sycylii, gdyż znać nie było wolą Bożą aby śmierć męczeńską poniósł. Dowiedziawszy się Antoni że generalny przełożony Braci-Mniejszych, znajdował się podówczas w Asyżu na kapitule, udał się do niego, zdając mu sprawę z tego co zaszło, a prosząc o dalsze rozporządzenia. Ten kazał mu pozostać we Włoszech, i przeznaczył go do jednego z klasztorów w Romanii, gdzie go nie bardzo chętnie przyjął Gwardyan, widząc w nim chorobą znękanego zakonnika i z powierzchowności niewiele obiecującego. Sam zaś święty Antoni, poczytując się za niegodnego sprawowania obowiązków kapłańskich, uprosił aby go przełożony wysłał do klasztoru świętego Pawła w górach, gdzie bracia żyli jak pustelnicy. Tam trapiąc ciało postami, a duszę karmiąc modlitwą, cały zatapiał się w Bogu. Wkrótce przeniesiono go do klasztoru w Forli z innymi klerykami, gdzie Biskup miał ich na kapłanów wyświęcać. Zanim to nastąpiło, przeznaczono Antoniego do usług kuchennych, uważając go za mniéj od innych do ważniejszych zajęć zdolnego. Trafiło się iż ojcowie Dominikanie będąc na obiedzie u Braci-mniejszych, prosili Gwardyana, aby któremu z zakonników kazał mieć do nich kazanie. Gdy starsi kapłani wymawiali się od tego nie będąc przygotowanymi, przełożony z natchnienia Ducha Świętego, kazał Antoniemu aby wstąpił na kazalnicę, i przemówił co mu Bóg do serca poda. Święty spełnił to w taki sposób, iż wszyscy zdumieni zostali głębokością jego nauki i namaszczeniem które słowom jego przedziwną moc nadawało.

Ojcowie poznawszy w nim tak wysokie, a dotąd ukryte dary Boże, przeznaczyli go na kaznodzieję. Od téj pory w zawodzie tym Święty Antoni stanął tak wysoko, jak mało któremu z najświętszych opowiadaczy Ewangelii dano to było. Jak z ogniska jakiego gorejącego miłością Bożą, tak wypadały z ust jego słowa zapalające wszystkich do wiernéj służby Bogu. Żadne względy ludzkie nie wstrzymywały go od głoszenia prawdy. Jak prorok Eliasz, pełen Ducha Świętego, grzeszników bez względu na to co go spotkać mogło gromił, dobrych utwierdzał, odszczepieńców na łono Kościoła przywracał, zatwardziałych zbrodniarzy do skruchy przywodził. Miasta i kraje całe między sobą wojujące, samém słowem i na jego kazania pomieścić nie mogły; wystawiano mu więc zwykle ambonę na placach publicznych, a niekiedy na polach za miastem, i wtedy udzielał mu Pan Bóg cudownego daru, iż go najdaléj stojący słyszeli. Razu pewnego, Papież słuchający jego kazania, nazwał go skrzynią Pisma Bożego i młotem odszczepieńców.

Przebiegał całe Włochy, we wszystkich większych miastach odprawiając misyą, a i w samym Rzymie ją odbył, gdzie go Ojciec święty umyślnie na to zawezwał. Przytrafiło się, iż w pewném mieście każąc do zgromadzonych kacerzy, tak niezbitemi trafiał do nich dowodami, że ci zatykali sobie uszy, aby go nie słyszeć. Święty zstąpiwszy z ambony za wpływem swoim rozbrajał i do zgody skłaniał. Kościoły największe, tłumów zbierających się prowadził ich nad brzeg morza, i tam zaczął przemawiać do ryb, które gromadnie nad brzegiem zebrawszy się, wytykały głowy nad wodę, jakby go z uwagą słuchały. Antoni okazał je zatwardziałym heretykom, na dowód iż zwierzęta posłuszniejsze są słowom Bożym, niż oni. Cud ten prawie wszystkich nawrócił.

Święty Franciszek Seraficki, który z początku zrażony świetną nauką Antoniego, obawiał się aby go ona od ścisłości zakonnego życia jakie dla zgromadzeń swoich ustanowił, nie odwiodła, przekonawszy się wkrótce o jego wysokiéj świątobliwości, jemu poruczył główny kierunek nauk w całym swoim Zakonie. Późniéj został Gwardyanem, a następnie Prowincyałem Prowincyi Emilijskiéj. Na kapitule generalnéj na rok przed śmiercią świętego swojego Patryarchy zgromadzonéj, od wszelkiego przełożeństwa w zakonie został uwolniony, i otrzymał pozwolenie roznoszenia słowa Bożego gdzie mu się podoba. Wtedy już nietylko we Włoszech, ale i we Francyi i w Hiszpanii odbywał misye. Gdy był w mieście Bituryce we Francyi, a jak to często się zdarzało, musiano w pole wyjść aby tam miał kazanie, zerwała się burza straszliwa. Lud strwożony zabierał się szukać schronienia; lecz święty Antoni zatrzymał wszystkich mówiąc: „Bądźcie spokojni, na nas ani kropla deszczu nie spadnie, byleście z uwagą słuchali słowa Bożego, które wam głosić będę.” Zatrzymali się wszyscy, kazania wysłuchali, a potém spostrzegli, że w około tego miejsca ulewa nadzwyczajna wszystkie pola zalała, a na nich ani jedna kropla deszczu nie spadła.

Zdarzało się także, iż cudzoziemcy nieznający języka w którym miał kazanie, rozumieli go doskonale, a we Francyi pewna niewiasta które pragnęła być na jego kazaniu mianém o dwie mile od jéj domu, gdy jéj mąż pójść tam nie pozwolił, wyszedłszy na poddasze i patrząc w tę stronę gdzie Antoni przemawiał, całą jego naukę słyszała, równie jak i mąż jéj, który późniéj nadszedł.

W Weronie, panował podówczas Ekzelin, okrutny tyran, przed którym drżało szczególnie duchowieństwo przez niego prześladowane. Święty Antoni udał się do jego stolicy, i w pierwszém jakie miał z nim spotkaniu," w wyrazach najsilniejszych wyrzucał mu jego zbrodnie, i groził straszną karą Bożą. Obecni temu przekonani byli, iż Święty życiem to przypłaci Tymczasem Ekzelin, kazał sobie podać powróz, i wziąwszy go na szyję, upadł do nóg Antoniemu wołając: „Winienem, chcę pokutować.” I odtąd rzeczywiście zmienił się zupełnie, rządził z największą ludzkością, a ostrą pokutą aż do śmierci, budował całe miasto.

W Tuluzie głośny wówczas kacerz, bluźniący przeciw przenajświętszemu Sakramentowi, wyzwał świętego Antoniego, który przeciwko niemu miewał kazania, aby cudem jakim dowiódł obecności Boga w tajemnicy ołtarza. Święty zgodził się na to. Kacerz przez trzy dni wygłodził trzymanego w stajni osła, a potém stanął przed nim z owsem, i oświadczył iż żąda aby święty Antoni z przenajświętszym Sakramentem przyszedł, a jeśli zgłodniałe zwierze, opuściwszy owies, uczyni jaką oznakę czci przenajświętszemu Sakramentowi, wtedy uwierzy i on w tę tajemnicę. Próba odbyła się na placu publicznym. Przed osłem stanął heretyk z obrokiem, a Antoni odprawiwszy Mszę świętą wyszedł z przenajświętszym Sakramentem. W oczach licznie zgromadzonego ludu, osieł odwrócił się od owsa który mu podawał bluźnierca, a przyszedłszy przed Antoniego, upadł na kolana.

Wiele innych cudownych łask, odbierał Antoni od Boga. Razu pewnego na modlitwie trwając ujrzał w objawieniu przenajświętszą Pannę z dzieciątkiem Jezus, które mu Matka Boża podała na ręce, i przez godzin kilka pozwoliła Je piastować. Inną razą gdy miał pilny list przesłać do przełożonego, a troszczył się o posłańca, Anioł go zaniósł i odpowiedź mu przyniósł. Wskrzesił kilku umarłych, wielu śmiertelnie chorych uzdrowił. Prócz tego miał dar znajdowania się współcześnie na kilku miejscach: w jednéj i téjże porze widziano go na kazalnicy i w chórze. Przepowiadał przyszłe wypadki, i tajniki serca ludzkiego przenikał.

Życie nadzwyczaj umartwione i nadzwyczajne prace apostolskie wcześnie go zużyły. Miał lat trzydzieści pięć, gdy będąc w Padwie przepowiedział blizki dzień swojéj śmierci. Dla przygotowania się na nią, udał się na samotne miejsce zwane polem świętego Piotra, i tam już tylko własną duszą się zajął. Czując się bardzo chorym, wracał do Padwy, a zapadłszy gorzéj przed samém miastem, w klasztorze Sióstr Ubogich świętéj Klary, umarł na ręku braci którzy mu towarzyszyli, odmawiając hymn do Matki Bożéj poczynający się od słów: O! gloriosa Virginam.

Zasnął w Panu dnia 13 Czerwca, roku Pańskiego 1231, a w pierwszą rocznicę swojéj śmierci, już został uroczyście kanonizowany przez Papieża Grzegorza IX.

Święty Antoni jest szczególnym Patronem w odszukiwaniu rzeczy zatraconych.

Pożytek duchowny

Jak wielkiéj pociechy doznać musiał Święty którego żywot czytałeś, gdy mu Matka Boża dała na ręce przenajświętsze Dzieciątko. Pamiętaj że podobnego szczęścia niebieskiego, dostępuje każdy przyjmujący Pana Jezusa w Kommunii świętéj, najprawdziwiéj w Niéj obecnego chociaż Go oczy nasze nie widzą. Czy z tego szczęścia starasz się korzystać często, i czy je cenisz jak należy?

Modlitwa (kościelna)

Kościół Twój Boże! niech błogosławionego Antoniego wyznawcy Twojego, uroczystość rozwesela, abyśmy duchownemi pomocami zawsze byli wsparci, i wysłużyli sobie wieczne wesele w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 486–488.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 485

Nie każdy musi być uczonym teologiem lub wielkim kaznodzieją, ale każdemu z nas w każdym stanie udzielił Pan Bóg w języku władzy, której użyć możemy na Jego chwałę lub na potępienie wieczne.

Święty Antoni niechaj wszystkim służy za przykład: przemawiał on tylko wtedy, gdy Bóg przez przełożonych pozwolił mu przemawiać, a używał języka tylko na sławę i cześć Boga i na zjednanie Mu wyznawców. My tak samo czynić możemy i pokazać bliźnim, że mamy serce czyste, a to ich pociągnie ku dobremu. W języku człowiek ma wielką potęgę, niechaj jej zatem używa tylko do celów szlachetnych i zbawiennych.

Tags: św Antoni z Padwy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna kazania nawrócenie Komunia język mowa
2020-05-01

Modlitwa do św. Józefa

Breviarium Romanum, pars Verna, MCMXLII

O felicem virum, beatum Joseph, cui datum est Deum, quem multi reges voluerunt videre et non viderunt, audire et non audierunt, non solum videre et audire, sed portare, deosculari, vestire et custodire!

V. Ora pro nobis, beate Joseph.

R. Ut digni efficiamur promissionibus Christi.

Oremus.

Deus, qui dedisti nobis regale sacredotium: praesta, quaesumus; ut, sicut beatus Joseph unigenitum Filium tuum, natum ex Maria Virgine, suis manibus reverenter tractare meruit et portare, ita not facias cum cordis munditia et operis innocentia tuis sanctis altaribus deservire, ut sacrosanctum Filii tui corpus et sanguinem hodie digne sumamus, et in fuguro saeculo praemium habere mereamur aeternum. Per Dominum nostrum Iesum Christum, qui Tecum vivit et regnat in unitate Spiritus Sanctu, Deus per omnia saecula saeculorum. Amen.

O szcześliwy mężu, święty Józefie, któryś otrzymał łaskę, że Boga, którego liczni królowie, lubo pożądali widzieć, jednakże nie widzieli, i słyszeć, jednakże nie słyszeli; Ty nie tylko widziałeś i mówiącego słyszałeś, ale nadto piastowałeś na ręku, ustami całowałeś, opatrywałeś Jego potrzeby i nad Nim czuwałeś.

V. Módl się za nami, święty Józefie!

R. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.

Módlmy się.

Prosimy Cię, Boże, daj, aby jako święty Józef wysłużył sobie tę Łaskę, iż Jednorodzonego Syna Twego, urodzonego z Niepokalanej Panny Maryi piastował i z wysokiem czcił nabożenstwem, tak i my, abyśmy stali się godni z czystem sercem i sumieniem bezgrzesznem przy Ofierze Najświętszej na Świętych Ołtarzach odprawianej być obecnymi i przyjąć dziś z najwyższem uszanowaniem Najdroższe Ciało i Krew Syna Twojego; po śmierci zaś, abyśmy otrzymać nagrodę wiekuistą zasłużyli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Tags: św Józef modlitwa Komunia
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.