Citatio.pl

Wpisy z tagiem "Krzyż":

2020-10-08

Św. Brygidy, Wdowy

Żyła około roku Pańskiego 1373.

(Żywot ten wyjęty jest z jéj Bulli kanonizacyjnéj.)

Święta Brygida była córką Birgiera książęcia Szwedzkiego, i Sygrydy także królewskiego rodu, małżonków wielkiéj świątobliwości. Matka jéj, gdy ją nosiła jeszcze w łonie, cudownie wyratowaną została w czasie burzy na morzu, i wtedy miała objawienie, że Pan Bóg ją dla tego zachował przy życiu, że córka którą porodzi, będzie wielką Świętą. Brygida przyszła na świat na samym początku XIV wieku. Do czwartego roku jéj życia zdawało się że będzie niemą, lecz wtedy od razu zaczęła mówić jak najpłynniéj. Wkrótce potém straciła matkę, a ojciec powierzył ją ciotce, kobiecie bardzo pobożnéj, która najstaranniéj ją wychowywując, postrzegła niezadługo że sam Pan Bóg raczył być téj wybranéj duszy mistrzem, tak bowiem przedwczesnéj doskonałości przedstawiała Brygida w sobie objawy.

Miała siedem lat, kiedy wśród modlitwy ukazała się jéj Matka Boża i włożyła na głowę jéj kosztowną koronę. Odtąd Święta jeszcze większe miała do przenajświętezéj Panny nabożeństwo, i takowe na zawsze w sercu swojém przechowała. W dziewiątym roku życia miała inne znowu widzenie. Objawił się jéj Pan Jezus takim, jakim był na krzyżu rozpięty, z ranami z których obficie krew wypływała. Przejęta najżywszą boleścią na widok takowy, zawołała: „Któż Cię o! Panie mój przywiódł do takiego stanu?” a Pan Jezus Jój odrzekł; „Ci którzy wzgardzają mojemi przykazaniami, i którzy niepomni na to com dla nich wycierpiał, za zbytek Mojéj ku nim miłości, odwdzięczają Mi niewdzięcznością.” Widzenie to, tak na niéj silne wrażenie wywarło, że od téj pory ciągle je miała obecne w wyobraźni, i często gdy pracowała przy haftach, przerywać je musiała zanosząc się od płaczu. Ciotka chcąc się przekonać czy się w tych robotach nie opuszcza Brygida, wyznaczała jéj takowe na dzień każdy. Razu pewnego nadszedłszy ją znienacka, ujrzała ją w zachwyceniu, a za zbliżeniem się spostrzegła Anioła przy krośnach haftującego. Pobożna ta pani robotę tę zachowała, jak drogą Relikwią. Brygida niepoprzestając na długich pacierzach, jakie wciągu dnia odmawiała, kilka razy i w nocy wstawała na modlitwę, a obok tego coraz większe ciału zadawała umartwienia. Gdy dnia jednego ciotka upominała ją, aby w tym miarę właściwą zachowała: „bądź o to spokojną ciotko najdroższa, odrzekła Święta, Pan Jezus którego na krzyżu widziałam, Sam mnie uczy co powinnam czynić.”

Chociaż Brygida pragnęła poświęcić dziewictwo swoje Panu Jezusowi, ulegając jednak woli ojca, poślubiła Wolfana książęcia Nerycyi. Pan Bóg związkowi temu pobłogosławić raczył. Świątobliwość Brygidy najzbawienniéj na męża jéj wpłynęła: z człowieka oddanego przedtém uciechom światowym, stał się on w krótkim czasie wzorowym i pobożnym chrześcijaninem. Pocieszył ich także Pan Bóg i ośmiorgiem dziatek, które wszystkie młodo pomarły, prócz dwóch córek, z których jedna Ungeburgia, wstąpiwszy do klasztoru, stała się świątobliwą zakonnicą, a druga młodsza byłato święta Katarzyna Szwedzka. Brygida sama najtroskliwiéj wychowaniem dzieci się trudniła, i słowy i przykładem, od lat najmłodszych do pobożności je wprawiając. Męża w końcu przywiodła i do tego że aby się wyłączniéj oddać ćwiozeniom pobożnym, opuścił dwór królewski na którym pierwszy zajmował urząd. Uczynił wspólnie z żoną ślub czystości, a również jak ona wierny czciciel Matki Bożéj, na Jéj cześć, codziennie wraz z nią odmawiał pacierze zwano Officium parvum; w każdy zaś piątek spowiadał się i do stołu Pańskiego przystępował. Za jego zezwoleniem, Brygida wybudowała przy pałacu swoim szpital, i w nim codziennie sama chorym usługiwała. Odbyła pielgrzymkę z mężem pieszo do świętego Jakóba w Kompostelli w Hiszpanii, w ciągu któréj Wulfon śmiertelnie zachorował; lecz za modlitwami świętéj małżonki, cudownie odzyskał zdrowie, a wróciwszy do Szwecyi, z wielką jéj pociechą został Cystersem i umarł jak święty zakonnik.

Brygida korzystając z większéj swobody w stanie wdowieństwa, poświęciła się życiu jeszcze bardziéj pokutnemu, i już wyłącznie bogobojności i miłosiernym uczynkom oddanemu. Zrzekłszy się na rzecz córek całego majątku, przywdziała suknię pokutną, i wszelkie ze światem zerwała stosunki. W jednéj z majętności swoich zwanéj Wastaja, założyła klasztor, w którym umieściła sześćdziesiąt zakonnic, a przy nich i sama osiadła i z czasem nadała im Ustawy, które jéj sam Duch Święty podyktował, i to dało początek zakonowi od niéj nazwanemu Brygidek, a potém przez Stolicę Apostolską zatwierdzonemu.

W tém ustroniu mieszkając, Brygida już tylko Bogiem zajęta, coraz częstsze miewała zachwycenia i widzenia. W jedném z takowych, okazał się jéj Pan Jezus otoczony nadzwyczajną światłością, oznajmując iż ją bierze za Swoję oblubienicę, i że objawi jéj wiele skrytych tajemnic świętych na większy pożytek dusz wybranych, i przydał: „Słuchaj więc z pokorą tego co ci mówić będę, a z wszystkiego co ci na przyszłość objawię zdawaj wiernie sprawę swojemu spowiednikowi.” I od téj pory Święta Brygida miewała te objawienia cudowne, tyczące się tak najgłębszych tajemnie wiary jak i męki Chrystusa Pana i życia przenajświętszéj Panny, które wiernie spisała, i które po dziś dzień są skarbem wysoko w Kościele Bożym cenionym. Opływając w takie nadzwyczajne łaski, niewątpiąc iż to wszystkie objawienia pochodziły od Boga, Święta jednak nietylko przedstawiała je zawsze do rozpatrzenia spowiednikowi, lecz we wszystkich sprawach swoich, jak najpokorniéj przewodnictwem się jego powodowała, nic bez jego rozkazu i pozwolenia nieczyniąc.

Po śmierci męża, odkąd się od świata odsunęła i osiadła przy założonym przez siebie klasztorze, wiodła życie jak najostrzejsze. Bielizny nigdy nie przywdziała, nosiła ostrą włosiennicę i przepasywała się grubym sznurem, którego węzły wpijały się w jéj ciało. Sypiała na kobiercu rozpostartym na gołéj ziemi i w pokoju nieopalanym, chociaż żyła w kraju gdzie zima bywa bardzo ostra. Miała szczególne nabożeństwo do bicia pokłonów, i to tak często oddawała Panu Bogu, że trudno było pojąć jak osoba wątłéj budowy miała dość na to siły. Dostała ranę bolesną, któréj nietylko nigdy zagoić nie dała, lecz ją ciągle odnawiała, w każdy piątek puszczając na nią wosk wrzący. Cztery dni w tygodnia suszyła o chlebie i wodzie. Większą część nocy przepędzała na modlitwie, jużto przed przenajświętszym Sakramentem, już przed obrazem Matki Bożéj, i wtedyto odbierała te swoje cudowne a sławne objawienia, z których widać jak jéj dusza drogą była Matce przenajświętszéj. Przez trzydzieści ostatnich lat swojego życia spowiadała się codziennie a Komunią świętą przyjmowała kilka razy w tygodniu. Im więcéj odbierała darów cudownych i pociech wewnętrznych, tém się okazywała pokorniejszą, i tém większą była przejętą dla biednych miłością. Dwunastu ubogich codziennie przyjmowała do swego stołu, własnemi służąc im rękoma, i tak pokochała ubóstwo, że w końcu wszystko co miała oddała na biednych, a sama z jałmużny żyła.

W jedném z objawień, Pan Jezus kazał jéj odbyć pielgrzymkę do Rzymu. Otrzymawszy na to zezwolenie swojego spowiednika, udała się tam z ukochaną córką swoją błogosławioną Katarzyną. Miasto święte uczciło ją według wysokich cnót jéj, z jakich i tam już znaną była. Wszakże sługa Boża i w Rzymie ile możności zamknięte życie wiodła, wychodząc tylko na zwiedzanie miejsc świętych, i dla obsługiwania chorych po szpitalach. Gdy już namodliła się przez pewien czas przy grobach świętych Apostołów i tyłu Męczenników których ciała w Rzymie spoczywają, znowu w objawieniu nakazał jéj Pan Jezus, aby zwiedziła Ziemię świętą. Chociaż już wtedy bardzo zapadła była na zdrowiu, przedsięwzięła i tę pielgrzymkę, a zawsze w towarzystwie świętéj Katarzyny. Przebywając w Jerozolimie, i zwiedzając z największą czcią miejsca męki Pańskiéj, miała sobie objawionych wiele ważnych szczogółów tyczących się tych ostatnich chwil Zbawiciela na ziemi, które znajdują się w spisanych przez nią księgach. Wtedy także odkrył jéj Pan Bóg różne wypadki polityczne, które jak przepowiedziała tak się wiernie w swoim czasie spełniły.

Wielkiemi umartwieniami ciała i częstemi chorobami znękana, święta Brygida, co raz to pod tę porę upadała na zdrowiu. Wyruszyła z Jerozolimy z powrotom do Włoch, już dotknięta gorączką i ciągłemi cierpieniami żołądka, tak iż zdawało się że téj podróży nie wytrzyma. Wszakże, dojechała jeszcze do Rzymu, i tam stan jéj zdrowia bardzo się pogorszył. Objawił się jej Pan Jezus; zapewnił iż ją w Niebie szczęście wiekuiste czeka, wskazał co jeszcze ma czynić zanim się tam dostanie, i oznajmił wyraźnie dzień i godzinę któréj ją powoła do Siebie. Gdy to chwila nadeszła Święta opatrzona ostatniemi Sakramentami, oddała Bogu ducha na rękach córki dnia 23 Lipca, roku Pańskiego 1373 mając lat siedemdziesiąt jeden.

Ciało jéj późniéj przeniesioném zostało do założonego przez nią klasztoru w Wastaju. Grób jéj zasłynął licznemi cudami, pomiędzy któremi święty Antonin wylicza dziesięciu zmarłych wskrzeszonych. W skutek czego Papież Bonifacy IX, po przeprowadzeniu procesu jéj kanonizacyi w poczet Świętych ją wpisał; a że przeniesienie jéj ciała w dniu 7 Października się odbyło, ten dzień na doroczną pamiątkę jéj przeznaczył.

Pożytek duchowny

Jedno widzenie cudowne Pana Jezusa na krzyżu która miała święta Brygida, przejęło jéj serce tą wielką miłością Boga ukrzyżowanego, w skutek któréj tyle innych od Boga łask odbierała i wielką Świętą została. Rozmyślaj często a pobożnie nad Bogiem twoim z miłości ku tobie ukrzyżowanym, a i dla ciebie stanie się to źródłem łask najobfitszych.

Modlitwa (Kościelna)

Panie Boże nasz któryś błogosłowionéj Brygidzie przez Syna Twojego jednorodzonego, tajemnice niebieskie objawił, za jéj litościwém wstawieniem daj nam sługom Twoim, w objawieniu chwały Twojej wiekuistéj, weselić się radośnie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 860–862.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 814

Święty Tomasz z Akwinu wylicza cztery rodzaje miłości, do jakiej człowiek względem Pana Jezusa winien się poczuwać, tj. miłość upodobania, życzliwość, cześć i tęsknota. W św. Brygidzie przedstawiają się jak najwyraźniej dwa pierwsze rodzaje tej miłości.

  1. Miłość upodobania okazuje ten, kto czuje żywą radość, że Chrystus jest tak wielkim i wzniosłym w swej doskonałości. Udowodnił Pan Jezus tę doskonałość ofiarą swego życia za nas i bolesną śmiercią na krzyżu, za co, jak pisze święty Paweł: „Bóg Go wywyższył i dał Mu Imię ponad wszystkie imiona, aby wszystko w Niebie, na ziemi i pod ziemią zginało przed Nim kolana”. Święta Brygida już od dziecka łzami podziwu i wdzięczności okazywała Mu serdeczne upodobanie za to, że się dobrowolnie poniżył i umarł między dwoma łotrami, za co Go Bóg posadził po prawicy swojej. Pamiętajmy więc o tym i spodziewajmy się tym więcej pomocy i pociechy od Niego, im większa jest Jego potęga i im lepiej zna potrzeby nasze.
  2. Miłość życzliwości okażemy Panu Jezusowi, jeśli nas żywo obchodzić będzie Jego cześć i chwała, i jeżeli dbać będziemy, aby liczba Jego wielbicieli wzrastała z dniem każdym. Jak bowiem Zbawiciel, bawiąc na tej ziemi, z każdym dniem nowe dawał dowody, iż pragnie cierpieć i umierać dla dobra ludzkości, jak w niebiesiech wstawia się za nami do Ojca niebieskiego, aby za łaską Jego nakłonić grzeszników do pokuty, dobrych utwierdzić w cnocie, a wszystkich uświęcić, tak i my z obowiązku wdzięczności winniśmy starać się o zwiększenie chwały Jego, unikać zgorszeń, działać w interesie krzewienia Ewangelii świętej i zachowywania Jego nauk i przykazań. Niestrudzona była w tej mierze zabiegliwość świętej Brygidy, aby i w gronie własnej rodziny, i w stolicy na dworze królewskim przyczynić się do Jego chwały i życzliwą miłość ku Jezusowi stwierdzić czynem. Ukrzyżowany woła na nas słowami świętego Bernarda: „Czyż nie dość ran odniosłem dla ciebie, człowiecze? Czyż nie dość się nacierpiałem z powodu twych nieprawości? Czemuż Mi sprawiasz nowe boleści? Rany twych grzechów więcej Mi dolegają od ran ciała Mego!” Nie bądźmy głuchy mi i nieczułymi na te słowa Zbawiciela. Rzućmy się do nóg Ukrzyżowanego, prośmy Go o przebaczenie win i przyrzeknijmy Mu, że Go więcej obrażać nie będziemy.
Tags: św Brygida „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wdowa Krzyż św Katarzyna Szwedzka Officium parvum
2020-10-04

Św. Franciszka Serafickiego, Założyciela Zakonu Braci Mniejszych

Żył około roku Pańskiego 1226.

(Żywot jego był napisany przez świętego Bonawenturę tegoż tegoż zakou Kardynała i Doktora Kościoła, za jego czasów żyjącego.)

Święty Franciszek założyciel zakonów żebrzących, a przez to odnowiciel karności zakonnéj w średnich wiekach; wpływom swoim wskrzesiciel ducha pokuty, pobożności i najżywszéj wiary w całém chrześcijaństwie; przed śmiercią cudownie naznaczony bliznami Pana Jezusa; przezwany Serafinem ziemskim, a największy od czasów apostolskich cudotwórca, przyszedł na świat roku Pańskiego 1182 w Assyżu mieście w prowincyi Umbryjskiéj we Włoszech położoném, za Papiestwa Honoryusza III, a za panowania Fryderyka II cesarza rzymskiego. Był synem Bernarda Morykoniego bardzo bogatego kupca, i błogosławionéj Piki ze szlachty assyskiéj pochodzącéj, a wielkiéj świątobliwości kobiety. Ponieważ miał on najbliżej po Matce Boskiéj wstępować w ślady Chrystusa Pana, więc od chwili swojego urodzenia stawał się Mu podobnym. Przyszedł na świat w stajence, gdzie matka ciężko chora przy wydawaniu go na świat, dopiéro szczęśliwie porodziła gdy z porady przybyłego do jéj domu nieznajomego którego sądzą być Aniołem, tam zaniesioną została. Także w chwili gdy wydawała go na świat, słyszeć się dały śpiewy anielskie jak nad szopką Betleemską, nad kościołkiem przy Assyżu będącym, przy którym późniéj Franciszek swój zakon założył.

Wychowany pobożnie, w pierwszéj jednak młodości z wielkiém upodobaniem oddawał się rozrywkom światowym; lecz pomimo tego skarb nieskazitelnéj czystości nietkniętym dochował. Przytém nadzwyczajnie był miłosierny dla ubogich. Zdarzyło się że razu pewnego odmówił jałmużny ubogiemu proszącemu o nią dla miłości Boga: pobiegł za nim niezwłocznie, hojnie go obdarzył, i uczynił ślub iż odtąd nigdy żadnemu wsparcia nie odmówi. Wzięty do niewoli w potyczce stoczonéj przez Assyżanów z Perużanami, gdy był w więzieniu, Pan Bóg silnie zakołatał do duszy jego, rozbudzając w nim już wtedy pragnienie poświęcenia się Mu na wyłączną służbę. Wszakże wróciwszy do domu jeszcze czas jakiś prowadził życie światowe, lecz obok tego tak dalece coraz hojniejsze czynił ubogim jałmużny, że zdarzało się iż im i odzienie swoje oddawał. Nakoniec po przebyciu wkrótce potém ciężkiéj choroby, postanowił świat opuścić i zacząć życia pokutne. Całém więc sercem poświęcając się miłosiernym uczynkom, z wielką miłością usługiwał trędowatym. Jadąc razu jednego konno, spotkał za miastem tak strasznie tą chorobą stoczonego, że się odwrócił od niego ze wstrętem; lecz chcąc się w tém przezwyciężyć zsiadł z konia i uściskał chorego, który w téjżo chwili znikł mu z oczu, gdyż byłto sam Zbawiciel, który dla wyprobowania go, w téj postaci mu się objawił.

Ubierał się wtedy jeszcze bogato, stosownie do swojego zamożnego stanu. Zdarzyło się że przechadzając się za Assyżem ujrzał ubogiego w bardzo nędzném odzieniu. Zamienił z nim szaty i w jego łachmanach wrócił do miasta. Wszyscy sądzili że zmysły postradał, a ojciec zbił go srodze, i zamknął do więzienia w domu własnym. Uwolniony z niego przez matkę Franciszek, udał się w odosobnione miejsce na jednéj z gór koło Assyża będących, i tam dość długo pustelnicze wiódł życie, prosząc Boga aby mu objawić raczył wolę Swoję względem niego. Pewnéj nocy miał sen w którym okazał mu się wielki gmach napełniony zbroją taką jaką nosili podówczas krzyżownicy; a gdy spytał dla kogo jest ona przeznaczoną, odpowiedziano mu że dla niego i jego żołnierzy. Przebudziwwszy się, wziął to za wskazówkę woli Bożéj, sprawił sobie rycerski rynsztunek, i puścił się w drogę do Włoch południowych, w celu zaciągnięcia się w szeregi wojsk hrabiego Gotwina z Brionu, broniącego podówczas posiadłości stolicy Apostolskiéj przeciw zaborom bezbożnego Fryderyka II. W drodze miał objawienie, z którego dowiedział się że Pan Róg przeznacza go nie na zbrojnego zwykłego, lecz na duchownego rycerza, i że w tymto zawodzie ma on Mu służyć. Wróciwszy więc do Assyża już starał się tylko poznać wyrażniéj czego Pan Bóg po nim wymaga.

Przechodząc obok opuszczonego i rozwalającego się kościołka świętego Damiana, położonego pod Assyżem, wszedł do niego; a gdy się modlił przed znajdującym się tam krucyfiksem, usłyszał głos z niego wychodzący po trzykroć w te słowa przemawiający: „Franciszku napraw dom mój który się rozpada.” Cudowne te wyrazy odnosiły się do wysokiego posłannictwa Franciszka, przez które Pan Bóg przeznaczał go do podparcia domu Jego mitycznego to jest Kościoła, a to przez założenie w nim trzech zakonów, i przez rozszerzanie wpływem i przykładem swoim w całym świecie chrześcijańskim, przygasłego podówczas ducha pokuty, pobożności i doskonałości Ewangelicznéj. Lecz święty w głębokiéj pokorze swojej, wtedy słów tych w takim znaczeniu nie brał. Zajął się więc gorliwie naprawą tego kościołka, i odnowił go swoim kosztem i staraniem. Prócz tego, gdy w tymże kościołku modlił się przed krzyżem, rozbudziło się w jego sercu najżywsze jakie w sercu jakiém po przenajświętszém sercu Maryi, mogło być nabożeństwo do Pana Jezusa cierpiącego, a ztąd powstało podobneż pragnienie naślnadowania Go jak najwierniéj we wszystkim, a najbardziéj w pokorze i ubóstwie. Wkrótce potém odbył pielgrzymkę do Rzymu, i tam po rzewnéj i gorącéj modlitwie przy grobach świętych Apostołów odbytéj, wyszedłszy z kościoła rozdał wszystko co miał przy sobie ubogim, z jednym z nich zamienił odzienie, i przyłączywszy się do żebraków u drzwi Watykanu siedzących, cały dzień z nimi spędził, od téj pory już i sam żebrakiem dobrowolnym na całe życie pozostając.

Ojciec świętego Franciszka, człowiek chciwy i próżny, najniechętniéj patrzał i na jego hojność dla biednych i na jego życie ubogie Obawiając się aby całego majątku jaki po nim dostanie nie użył na miłosierne uczynki, zażądał aby przed Biskupem zrzekł się wszelkiego prawa do spadku po rodzicach. Święty uczynił to z radością, i zdejmując nawet z siebie wierzchnie ubranie, a pozostając tylko we włosiennicy którą nosił pod niém, rzekł do ojca: „Dotąd nazywałem cię ojcem; odtąd z większą ufnością będę mówił do Boga: Ojcze nasz któryś jest w niebiesiech.” Obecny temu Biskup przyodział go własnym płaszczem, uściskał i pobłogosławił, a potém na jego żądanie ubrał go w prostą sukmanę z kapturem, jaką noszą ubodzy ludzie we Włoszech. Sukni téj już Franciszek od téj chwili nigdy nie zrzucał, i onato stała się późniéj habitom zakonu przez niego założonego.

Zerwawszy wtedy nietylko za światem wszelkie stosunki lecz i z rodziną, nasz Święty z większą gorliwością oddał się pokucie, bogomyślności i miłosiernym uczynkom. Razu pewnego znajdując się w kościołku przenajświętszéj Panny Maryi Anielekiéj na dolinie pod Assyżem będącym, usłyszał czytane z Ewangelii te słowa Pana Jezusa: „Nie miejcie ani złota ani srebra, ani pieniędzy we trzosach waszych, ani tłomoka w drodze, ani dwóch sukień, ani butów ani laski,” 1 a w téjże chwili Duch Święty natcknął go przekonaniem iż to było prawidłem według którego żyć on powinien. Zdjął więc obuwie, rzucił kij który miał w ręku, w miejsce pasa skórzanego przepasał prostym powrozem jedyną suknię którą miał na sobie i wyrzekł się na zawsze używania pieniędzy. Spełniając już tym sposobem co do słowa. i jak najdoskonaléj rady Ewangoliczne, otrzymał przytém natchnienie od Boga, aby iść i opowiadać drugim pokutę i do niéj pobudzać. Uzyskawszy na to upoważnienie od Biskupa, zaczął kazywać po różnych miejscach, a słowa jego poparte przykładom najświątobliwszego życia i licznemi cudami, całe tłumy ludzi garnęły do Boga. Wkrótce znalazło się kilka, którzy chcieli go naśladować, połączyli się więc znim zostając jego uczniami i niezadługo liczba ich wzrosła do dwunastu. Franciszek zawiązał z nich zgromadzenie, i znowu za błogosławieństwem Biskupa rozesłał ich w różne strony, dla głoszenia słowa Bożego i zgrzewania ludzi do pokuty.

Gdy ujrzał liczbę braci swoich powiększającą się, postanowił nadać im Ustawy według których żyć mieli. Udawszy się na samotne miejsce i tam czterdzieści dni poszcząc o chlebie i wodzie, napisał Regułę, którą Pan Jezus głosem z nieba słyszanym od wielu obecnych braci, zatwierdził, oświadczając iż Sam ją temu nowemu zakonodawcy podyktował. Główną jéj różnicą od wszystkich po owe czasy i dotąd istniejących Reguł zakonnych, było postanowienie najsurowsze aby bracia nietylko jak zakonnicy wszelkich innych Reguł osobistéj żadnéj własności nie posiadali, ale żeby nawet samo zgromadzenie czyli klasztory, nie miały zgoła żadnego rodzaju posiadłości, ani nawet zapewnionych dochodów. Owszem, chcąc braci swoich zasłonić od wszelkiéj możności przestania być ubogimi, zakazał im nawet przyjmować pieniędzy, polecając aby żebrząc wypraszali i przyjmowali tylko w naturze to co do wyżycia ubogiego niezbędnie jest potrzebném. Prócz tego zastrzegł w tychże ustawach wszystko co tylko najwyższa ubóstwo, a które Panią swoją nazywał, jako główną cechę jego zakonników zabezpieczyć w nich mogło, we wszystkiém i na zawsze.

Z Regułą tą udał się Franciszek do Rzymu, gdzie z razu Ojciec Święty Inocenty III przyjął go jako człowieka który sam zdobywając się na rodzaj życia tak nadzwyczajny, kładąc go za Regułę dla zakonu, wymaga rzeczy siły ludzkie przechodzących, i z tego powodu odprawił go z niczém. Lecz téjże nocy Papież miał objawienie, w którém ujrzał jakiegoś żebraka podpierającego kościół Lateraneński, który jakby się miał obalić, i w żebrsku tym poznał Franciszka. Posłał zatém po niego, zachęcił do przedsięwziętego dzieła, takowemu pobłogosławił i ustnie Regułę jego zatwierdził, co późniéj nieco Honoraryusz III uczynił przez Bullę Papiezką, obdarzając zakon ten najwiękozemi przywilejami. To dało początek zakonowi Braci Mniejszych, z upływem czasu najliczniejszemu w Kościele Bożym, z którego prócz wielkiéj liczby Świętych kanonizowanych, było czterech Papieży, wielu Kardynałów i Biskupów, kilku Doktorów Kościoła, a w każdym wieku mnóstwo wysokiéj świątobliwości zakonników, których za życia jeszcze świętego Patryarchy liczono przeszło sześć tysięcy, a przed końcem wieku XVIII około stu pięćdziesięciu tysięcy. Do Reguły świętego Franciszka należą: Franciszkanie, Bernardyni, Reformaci i Kapucyni, z których ci ostatni jéj pierwotną ścisłość bez żadnych zwolnień zachowują.

Prócz tego zakonu założył Franciszek i zakon żeński Siostr ubogich, podobnéjże Reguły, późniéj od świętéj Klary ich pierwszéj przełożonéj Klaryskami zwany a także i trzeci zakon Tercyarzy i Tercyarek, nadając im ustawy odpowiedne osobom żyjącym na świecie. Zakon ten w średnich wiekach ogarnął był prawie świat cały, przez co ten święty Patryarcha tak wielki i zbawienny wpływ swój na całe społeczeństwo chrześcijańskie rozciągnął.

Gdy te trzy zakony ustalił, spragniony korony męczeńskiéj, dwa razy udawał się na Wschód pomiędzy niewiernych, lecz wrócił ztamtąd tylko z zasługą pragnienia śmierci za wiarę, bo go Pan Bóg i bez tego miał wziąść prosto do Nieba.

Prowadził życie nadzwyczaj ostre: pościł bezustannie, i do chleba lub saméj jarzyny, których jedynie niekiedy używał, domieszywał zwykle popiół lub piołun. Każda jego modlitwa, szczególnie przez kilkanaście lat ostatnich życia, była zachwyceniem. Często w objawieniach rozmawiał z Panem Jezusem i Matką Bożą, do któréj najszczególniejsze miał nabożeństwo, i przez Nią najwyższe łaski i dla siebie i dla świata całego pozyskał w Jéj kościołku Porciunkulą zwanym, gdzie za wstawieniem się Maryi otrzymał największy odpust dla wszystkich wiernych 2. Gdy wpadał w zachwycenie widywano go tak wysoko w powietrze wyniesionego, że niekiedy znikał z oczu braci temu cudowi obecnych. Cnoty pokory był jakby uosobieniem, i nią téż powodowany nigdy święceń kapłańskich przyjąć nie chciał, pozostając tylko dyakonem. Był największym swoich czasów cudotwórcą, a na dwa lata przed śmiercią otrzymał blizny Pana Jezusa, 3 i odtąd już sam stawszy się jakby ciągłym cudem chodzącym i żywym męczennikiem, obnoszony po miastach i wioskach, samym widokiem swoim nawracał ludzi i do pokuty pobudzał. Gdy zbliżał się do jakiego miasta, we wszystkie dzwony uderzano, i duchowieństwo z ludom wychodziło naprzeciw niego.

Widząc się blizkim śmierci, prosił aby go zanieśli do jego celki przy kościołku Maryi Panny Anielskiéj, w którym najwyższe łaski odebrał i przy którym założył był główny chociaż mały i ubogi klasztorek swojéj Reguły, i tam gdy już miał ten świat opuścić kazał położyć się na ziemi. Potém, aby jak Chrystus Pan na krzyżu, nago umierać, zdjął habit, który dopiéro z rozkazu zakonnika którego poczytywał za swego przełożonego, przywdział na powrót, a gdy modlący się z nim bracia wymawiali te słowa Psalmu: „Na mnie czekają sprawiedliwi aż mnie wynagrodzisz,” 4 poszedł do Nieba 4 Października roku Pańskiego 1226, W rok po śmierci przez Grzegorza IX Papieża, w poczet Świętych wpisany został.

Pożytek duchowny

Wielki święty Franciszek przezwany został Serafickim, dla niezmiernéj miłości Boga którą serce Jego pałało; następująca téż modlitwa była jego ulubioną, modlitwą: „Niech siła miłości Twojéj o Jezu mój, ogarnie duszę moję: abym umarł dla miłości Twojéj miłości o! Panie, któryś raczył umrzeć dla miłości mojéj miłośći.” Staraj się i ty tę śliczną modlitwę często a serdecznie odmawiać.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś Kościół Twój, przez zasługi błogosławionego ojca Franciszka, nowym zakonem obdarzył, daj nam prosimy Cię, za jego przykładem, co ziemskiém jest wzgardzić, a dobrami niebieskiemi zawsze się cieszyć. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 847–850.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 802

  1. Gdybyśmy zapytali „Kto założył zakon tercjarski?”, odpowiedź powinnaby brzmieć: „Sam lud katolicki”. Przykład i kazania, jakie prawił święty Franciszek i jego bracia, roznieciły w tysiącach serc ducha pokuty i pragnienie naśladowania ubóstwa Chrystusowego przez zaparcie się świata i własnej osoby. Ponieważ niewszyscy mogli wstąpić do klasztoru, ze względu na to, że bardzo wielu miało żony i dzieci, przeto św. Franciszek utworzył regułę, która świeckim wszelkich stanów pozwalała nie porzucać rodziny i zajęcia, a jednak ułatwiała nabycie zasług życia klasztornego. Zatwierdziło tę regułę kilku papieży i w ten sposób powstał zakon tercjarski, rozkrzewił się po całym chrześcijaństwie i liczy pomiędzy swymi członkami wielu świętych: papieży, kardynałów, biskupów, królów, bogaczów i biednych, żonatych i bezżennych.
  2. Czego żąda zakon od swych członków? a) Zwrotu cudzej jako też nieprawnie nabytej własności, a przy tym pojednania się z bliźnimi i zobowiązania się do posłuszeństwa przykazaniom Bożym i kościelnym; b) każdy członek zobowiązuje się nosić szkaplerz i pasek, unikać rażącego ubioru, biesiad, tańców i hucznych zabaw, odmawiać codziennie modlitwy do Matki Boskiej, chodzić jak najczęściej na Mszę świętą, spowiadać się i komunikować przynajmniej trzy razy na rok, w pewne dni pościć, pełnić dzieła miłosierdzia, zajmować się chorymi, modlić się za umarłych, zwłaszcza za braci i siostry tercjarskie, i dążyć do życia chrześcijańskiego.
  3. Uczestniczy każdy tercjarz: a) we wszystkich zasługach i dobrych czynach trzech zakonów, tj. (Franciszkanów, Klarysek i Tercjarzy), gdyż te trzy zakony tworzą pod względem zasług jedną nierozerwalną i solidarną całość; b) wolno mu w wielu przez Kościół oznaczonych dniach dostąpić zupełnego lub częściowego odpustu i ofiarować go na korzyść zmarłych; c) pozostaje w styczności i pod dozorem braci i sióstr tercjarskich, którzy mają o nim staranie, chronią go od moralnych niebezpieczeństw, wzywają go na zebrania itd.; d) w obietnicach wymienionych pod 2, wymieniliśmy skuteczne dla tercjarzy środki wytrwania przy dobrym.

Footnotes:

1

Mat. X. 9–10.

2

Obacz dzień 2 Sierpnia.

3

O tém obszerniéj pod dniem 17 Września.

4

Psalm. CXLI. 3.

Tags: św Franciszek „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość Męka krzyż pokuta św Klara
2020-09-26

Św. Cypriana Biskupa i Justyny Dziewicy

Żyli około roku Pańskiego 900.

(Żywot ich był napisany przez świętego Grzegorza Nazyańskiego i Metafrasta.)

Święty Cypryan rodem z Antyochyi w Syryi, pochodził z rodziny znakomitéj i bardzo bogatéj, lecz w pogańskich zabobonach żyjącéj. Miał lat siedm, kiedy go rodzice oddali na naukę do czarnoksiężników, a że posiadał nadzwyczaj bystre zdolności, więc w téj szatańskiéj sztuce, wielki postęp uczynił. Gdy dorosł, przebywał jużto w Atenach, już w Argos, już w Frygii wyszukując wszędzie najsłowniejszych mistrzów nieszczęsnego zawodu któremu się oddawał, a w końcu najsławniejszych przeszedł, gdy i w Indyach i w Chaldei dla lepszego wykształcenia się długo przebywał. Nie godziłoby się nawet wymienić sprosności i zbrodni jakich się dopuszczał, sprawując te niegodziwe obrządki. Używał do swoich czarów ciał Judzkich, i w tym celu i mężczyzn i kobiety i dzieci zamordowywał na ofiarę szatanom, a według zwyczaju i przepisów téj piekielnéj sekty, roztwierał żywcem wnętrzności ludzkie aby z tego wyprowadzić swoje wróżbiarstwo, i wywoływać i dokonywać różne łudząca ludzi zjawiska.

Lecz uchodząc za najsławniejszego swoich czasów czarnoksiężnika, z chrześcijanami nic poradzić nie mógł: nad nimi bowiem, i tak wielkiego mistrza jakim on był, czary żadnéj mocy nie miały. Pałał też ku nim największą nienawiścią; czernił ich, wyśmiewał, w szyderstwo obracając najświętsze obrzędy Kościoła. Takim był Cypryan, aż do trzydziestego rom życia swojego, kiedy Bóg nieprzebranego miłosierdzia, wybrał go jak drugiego Szawła, aby uczynić z niego „naczynie wybrane”, 1 i przykładem takim największych grzeszników pobudzić do ufności.

Po wszystkich tych swoich po obcych krajach podróżach, Cypryan wrócił do Antyochii. W mieście tém, mieszkała pewna dziewica nazwiskiem Justyna, która chociaż zrodzona z rodziców pogańskich, będąc razu pewnego na kazaniu Preliusza Dyakona Antyocheńskiego, nie tylko się sama nawróciła, lecz i rodziców swoich do wiary w Chrystusa przywiodła. Zostawszy chrześcijanką, stała się i wybraną Pana Jezusa Oblubienicą; poślubiła czystość dozgonną i dla tém pewniejszego dochowania téj cnoty, wiodła życie o ile można odosobnione. Że zaś była nadzwyczaj powabnéj urody, ile razy z domu wychodziła, starannie zakrywała twarz gęstym welonem. Pomimo tego ujrzał ja pewien młody bardzo majętny człowiek, nazwiskiem Ablaidus, i postanowił poślubić koniecznie. Gdy dla dopięcia swoich zamiarów, napróżno wszystkich używał Środków, udał się do Cypryana, pewny będąc że za jego sztuką czarnoksięzką dopnie swego celu. Ten zachęcony sowitą nagrodą, i chcąc przy téj sposobności w Antyochii moc swoich czarów okazać, użył wszelkich środków, aby Justynę oczarować, i od wierności Chrystusowi Panu odwieść. Gdy mu to nie łatwo przychodziło, nasłał na nią szatanów, którzy przybierając różne postacie, to rozbudzali w niej najszpetniejsze chuci, to znowu nasyłali na nią różne znajome jej niewiasty, zachęcające ją do poślubienia Ablaidusa, i ani chwili spokoju jéj nie dawali. Lecz święta dziewica podwoiwszy postów, modlitw, i umartwień ciała, a szczególnie uciekając się pod obronę Matki Bożéj, do któréj serdeczne zawsze miała nabożeństwo, wyszła z tych strasznych walk zwycięzko. Święty Grzegorz pisze nawet, że raz wśród najstraszniéjszych pokus z któremi na nią napadli szatani nasłani przez Cypryana, przenajświętsza Panna objawiła się jéj, upewniając że zwycięży i świetną koronę w Niebie otrzyma.

Cypryan nie mogąc pojąć żeby tak wielkie jego wysiłki próżnemi się okazały, przywoławszy do siebie szatanów, wyrzucał im ich niedołęztwo, pytając co takiego tę młodę dziewicę chroni od ich potęgi, i jakiéj ona broni używa, aby się od nich zasłonić. Wtedy szatan wyznał mu że broń któréj używa Justyna przeciw niemu, jest takiej siły, że całe piekło przed nią ustąpić musi, a tą jest znak Krzyża świętego którym ona ciągle się zastawia, i nim czartów od siebie odgania. Usłyszawszy to Cypryan, rzekł sam do siebie: „Jakto? sam znak krzyża na którym umarł ten Bóg którego wyznają chrześcijanie, taką moc posiadał jakiéjże potęgi sam ten Bóg być musi. Szalony byłbym gdybym i ja go nie wyznał. Od téj chwili, wyrzekam się czarnoksięztwa i Bóg Justyny będzie i moim Bogiem.” Po takowém uczynioném przez niego postanowieniu, niezwłocznie rzucili się na niego szatani z najstraszniejszą zapalczywością, lecz odstąpić musieli, skoro i on znak krzyża uczynił na sobie i wezwał Boga Justyny.

Cypryan miał znajomego pewnego chrześcijanina nazwiskiem Euzebi, pośpieszył więc zwierzyć mu się ze swego nawrócenia. Euzebi uradowany uściskał go serdecznie, i zachęcał do wytrwałości. Lecz szatani widząc iż się im taka droga dla nich zdobycz wymyka, w nowy sposób na Cyprysna uderzyli. Rozbudzili w umyśle jego nieufność w miłosierdzie Boże. Nie chciał on wierzyć aby Bóg chrześcijański, który jest świętością samą, mógł posunąć dobroć i miłosierdzie swoje aż do tego stopnia, żeby po tylu i tak strasznych zbrodniach jakich się on przez całe życie dopuszczał chciał go przyjąć za swego wyznawcę, i uczynił uczestnikiem łask Swoich. Pod wpływem takich myśli przywodzących go do rozpaczy, może byłby upadł Cypryan zupełnie, gdyby nie to, że jego przyjaciel Euzebi, broniąc go od tej piekielnéj pokusy, doradził mu aby uciekł się do Matki Boskiéj, jako Matki miłosierdzia. Wśród największego więc niepokoju, i kiedy zdawało się że całe piekło uderzyło na niego aby go o rozpacz przyprawić, Cypryan wezwał z całego serca Matki miłosierdzia. Uczuł się w téjże chwili pełnym ufności, i od tego czasu szatani dali mu zupełnie pokój. Pragnąc więc jaż coprędzéj zostać chrześcijaninem, udał się z Euzebim do Antyma Biskupa Antyocheńskiego, który gdy się przekonał o szczerości jego nawrócenia, kazał go ochrzcić.

Cypryan na dowód swojéj szczerości, a oraz i dla wynagrodzenia zgorszeń jakie dawał będąc czarnoksiężnikiem, przyniósł do Biskupa wszystkie swoje czarnoksięzkie księgi, i te wobec zgromadzonych wiernych publicznie spalił. A jak dotąd wsławił się był przez sztukę którą szatanowi służył, tak stawszy się sługą Chrystusa, wkrótce odznaczył się i zasłynął jako najprzykładniejszy pobożny i gorliwy o chwałę Bożą chrześcijanin. Ponieważ posiadał wielką naukę, a przytém miał i niepospolity dar wymowy, uchodził poprzednio nietylko za najzdolniejszego czarnoksiężnika, ale i za najzdolniejszego z mężów pogańskich, teraz więc tych darów Bożych użył na służbę Boga prawdziwego. Wielki a najzbawienniejszy wpływ wywierał na pogan, i znaczną ich liczbę, pomiędzy którymi znajdowali się i bardzo uczeni, nawrócił. Sam zaś wiódł życie jakby publicznego pokutnika. Widywano go często przed drzwiami kościoła, klęczącego z posypaną popiołem głową, ze sznurem u szyi, proszącego przechodzących chrześcijan, aby się z nim jako wielkim grzesznikiem, do miłosierdzia Boskiego wstawiali. Aby jeszcze więcéj przygnębić w sobie wrodzoną pychę, uprosił aby go przeznaczono jedynie do zamiatania kościoła. Nie rozłączał się z Euzebim którego obrał sobie za ojca duchownego, i przewodnictwem jego wiernie się powodował. Nakoniec wkrótce do takiéj doszedł świętości, że cuda czynił i daleko niemi zasłynął. A że przytém po całych dniach przesiadywał nad Pismem Bożém i nad świętemi księgami, stał się jednym z najbieglejszych w rzeczach tyczących się religii, tak że i duchowni w najważniejszych zdarzeniach do niego po radę śpieszyli. Przyszło więc do tego że po śmierci Antyma Biskupa, całe duchowieństwo i lud wierny, jednogłośnie na następcę wybrali Cypryana. Wzbraniał się długo, a gdy zmuszony nakoniec uledz woli Bożéj, przyjąwszy wszystkie następne święcenia i na Biskupa miał być już konsekrowany, powodowany głęboką pokorą, w czasie nabożeństwa, kiedy lud w kościele tłumnie był nagromadzony, wstąpił na wyniesione miejsce, i uczynił publiczną spowiedź z całego życia, wyznając wszystkie najcięższe zbrodnie jakich się kiedy dopuścił. Czyn tak nadzwyczajnéj pokory i skruchy, poruszył i zbudował wszystkich, i wielu ciężkich grzeszników, którzy już rozpaczali o swojém zbawieniu, do szczeréj pobudził pokuty.

Tymczasem gdy takie dzieła miłosierdzia Boskiego spełniały się na Cypryanie, Justyna swoją drogą coraz milszą stawała się Panu Bogu. Jeszcze wtedy kiedy Matka Boża nietylko obroniła ją od czarów Cyprysna, ale i jego samego wyzwalając z rąk szatańskich uratowała, chcąc objawić za to swoją wdzięczność Panu Bogu i téj Matce miłosierdzia, rozdała całą swoję majętność ubogim, ostrzygła sobie włosy i poświęciła się na wyłączną służkę Bożą. Rodzice zaś nietylko się temu nie sprzeciwili, lecz i sami oddawszy się już tylko bogomyślności, dom swój zamienili na wspaniały kościoł. I nie dość na tém: ów Ablaidus na którego to żądanie Cypryan czarował Justynę, także się nawrócił, wielki swój majątek rozdał na biednych i w pokucie służył Panu Bogu.

Gdy Cypryan został Biskupem, wiele dziewic pobożnych, które były pod jego przewodnictwem duchowném, pragnęło na wzór Justyny odsunąć się od świata, i w dziewictwie służyć Panu Jezusowi. Tych wielką liczbę Święty połączył z Justynę, która wraz z niemi, a będąc ich przełożoną klasztor założyła.

Lecz nadchodziła chwila, w któréj Pan Bóg do wyższéj jeszcze nagrody Cypryana i Justynę przeznaczał. Przybył do Nikomedyi cesarz Dyoklecyan. Dowiedziawszy się o licznych nawróceniach pomiędzy poganami jakie dokonywał Cypryan, i o wysokiéj świątobliwości Justyny, do któréj klasztoru coraz więcéj dziewic się garnęło, kazał ich oboje uwięzić. Wielkorządca Fenicyi przebywający w Tyrze, kazał ich przed sobą stawić. Gdy Cypryan i Justyna w pierwszém posłuchaniu przekonali go iż ich od wiary w Chrystusa niczém odwieść nie potrafi, kazał Justynę okrutnie zbić rózgami, a Cypryana zawieszonego w powietrzu szarpać żelaznemi hakami tak barbarzyńsko, iż się aż na to sami poganie oburzali. Gdy te męki stałości ich nie zachwiały, kazał ich wrzucić w kocioł pełen smoły, tłuszczu i wosku wrzącego. Święci wśród téj katuszy najmniejszego bolu nie doznali. Obecny temu jeden z kapłanów pogańskich, nazwiskiem Atanazy, a który był uczniem Cypryana gdy ten jeszcze był czarnoksiężnikiem, przypisując to czarom że Cypryan i Justyna w kotle gotowani żadnego bolu nie doznali, chciał i sam tego dokazać. Zawezwawszy więc szatanów i używszy różnych sztuk czarnoksięzkich, wskoczył do kotła, aby przez to przekonać pogan że i Cypryana i Justynę nie moc Boga którego wyznają, lecz sztuka czarnoksięzka zasłania. Lecz skoro wszedł w kocioł spalił się na węgiel. Wielkorządca obawiając się aby to wszystko ludu nie rozburzyło, odesłał świętych Męczeników do Nikomedyi, gdzie przebywał cesarz, opisując mu wiarnie wszystko co się stało. Dyoklecyan po odczytaniu listu, wydał wyrok aby Cypryan i Justyna, niezwłocznie przez ścięcie głowy straceni zostali. Rozkaz ten wykonano, i Święci ponieśli męczeństwo 26 Września około roku Pańskiego 900.

Pożytek duchowny

Widzisz z żywotów Świętych dziś uroczystujących, jakiéj potęgi przeciw szatanom jest użycie znaku Krzyża świętego i wezwanie na pomoc Maryi. W każdém więc niebezpieczeństwie grożącém duszy twojéj, uciekaj się do tych środków a ujdziesz wszelkiéj szkody.

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionych Męczenników Cypryana i Justyny niech nas Panie wspiera ciągłe pośrednictwo abyś miłościwie wejrzyć raczył na tych, którym takiego poparcia udzielasz. Przez Pana naszego i t d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 818–821.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 769

Św. Cyprian zajmował się przed nawróceniem czarami i wieszczbiarstwem, wyzyskując łatwowierność i przesądy swych rodaków w sposób grzeszny i niegodziwy. I dzisiejsze czasy nie są wolne od zabobonu; zastanówmy się przeto, na czym on polega. Zabobonnym jest:

  1. kto przypisuje ziołom, zaklęciom, gwiazdom, pewnym dniom lub godzinom nadzwyczajną siłę i skuteczność, której im nie nadał ani Stwórca, ani Zbawiciel, ani Kościół katolicki;
  2. kto wierzy, że kładzenie kart, cyganie, cioty, czarnoksiężnicy i sny zdołają wywróżyć przyszłość i kto tym osobom i rzeczom przypisuje nadprzyrodzoną siłę;
  3. kto wierzy, że Bóg takimi drogami i przez takie osoby świadczy ludziom jakieś łaski i udziela im czegoś, co się przyczynić może do ich dobra doczesnego albo zbawienia wiekuistego.

Zabobon jest grzeszny dlatego, że jest bezpośrednim lub pośrednim odwoływaniem się do siły szatana. Pomimo to zapytać należy, czy w ogóle istnieją czarownicy i czarownice. Tak jest niewątpliwie. Jak bowiem są Święci, którym wskutek ich świątobliwości i bogobojności Bóg udzielił cząstki swej wszechmocy, tak też są i grzesznicy, którzy w miarę postępowania w złym wchodzą w ściślejszy stosunek z szatanem i przejmując od niego część piekielnej jego władzy, potrafią wskutek tego przewidzieć i odgadnąć rzeczy przyszłe i dokazać niekiedy rzeczy niepojętych. Ale tak ohydnym rzemiosłem zajmują się tylko ludzie pogrążeni w złym i moralnie podupadli. Trzymajmy się przeto zdala od bezbożników i miejmy niezłomne przekonanie, że przeciw woli Boskiej nie zdołają nam zaszkodzić w sprawie naszego zbawienia.

Footnotes:

1

Dz. Apost. IX. 15.

Tags: św Cyprian z Antiochii św Justyna z Padwy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup dziewica męczennik satanizm nawrócenie Krzyż Maryja
2020-09-23

Św. Lina Papieża i Św. Tekli Dziewicy, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 80.

(Żywoty ich były napisane prez świętego Damazego Papieża, i świętego Grzegorza Nazyanzeńskego Biskupa.)

Święty Lin Papież rodem z miasta Wolteryi w Etruryi, był pierwszym świętego Piotra w najwyższym zarządzie Kościoła następcą. Nawróconym został do wiary świętéj przez tegoż księcia Apostołów. Od téj chwili poświęcił się na wyłączną służbę Panu Jezusowi: rozdał majątek ubogim, i już się z świętym Piotrem nie rozłączał. Jego téż on głównie do najważniejszych spraw swojego Papieztwa, za pomocnika używał.

Wysłany do Galii dla głoszenia słowa Bożego, przybywszy do Bezansonu został pierwszym Biskupem tego miasta. Mieszkając w domu pewnego zamożnego obywatela nazwiskiem Amazyusz, nawrócił go z całą rodziną i tenże dom jego zamienił na kościoł, poświęcony pod wezwaniem przenajświętszéj Maryi Panny i świętego Stefana. Wiara szerzyła się szybko w tym kraju, za gorliwą pracą świętego Lina, lecz zły duch nie mogąc patrzeć na to obojętnie, pobudził niektórych nieszczerze nawróconych pogan, do wznowienia obrządków pogańskich, które już prawie wszędzie zniesione były. Dano więc znać świętemu Linowi, że lud zabiera się do oddania publicznéj czci bożyszczom. Święty udał się coprędzéj na miejsce gdzie mieli palić ofiary Apolinowi, a gdy przemówił do zgromadzonych, w téjże chwili bałwan upadł w proch się obracając. Lecz poganie, zamiast uznania w tym cudzie mocy Bożéj, rzucili się na Świętego, i wygnali go z miasta.

Gdy powrócił do Rzymu, święty Piotr zrobił go swoim Koadjutorem, a jak u nas nazywają Sufraganem. Po męczeństwie też świętego Piotra, jednogłośnie na jego miejsca obranym został. Był tak wysokiéj Świątobliwości, iż nietylko dał mu Pan Bóg cudowną moc wyganiania złych duchów z opętanych, lecz i łaskę wskrzeszenia umarłych. Napisał dzieje Papieztwa świętego Piotra, w których skreślił szczegółowo postępowanie tego świętego Apostoła z Szymonem czarnoksiężnikiem. Wydał postanowienie aby niewiasty wchodząc do kościoła miały przykrycie na głowie. Święty ten Papież poniósł śmierć męczeńską za wiarę, z rozkazu bezbożnego Saturnina Wielkorządcy Rzymskiego, który tak okrutną niewdzięcznością odpłacił mu się za to, że mu córkę od złego ducha wyzwolił. Ścięty został 23 Września około roku Pańskiego 80, i pochowany na Watykanie, obok grobu świętego Piotra Apostoła. Zasiadał na stolicy Apostolskiéj przeszło lat jedenaście.

· · ·

Dziś także obchodzi Kościoł Boży pamiątkę świętéj Tekli, która w tychże czasach żyła. Była rodem z miasta Ikonium w Likaonii, w którém mieszkała gdy tam przybył Paweł Apostoł dla ogłaszania Ewangelii świętéj. Nietylko była z liczby tych którzy się najpierwéj nawrócili, ale zostawszy uczenicą świętego Pawła, za radą jego wykonała ślub dozgonnego dziewictwa, i na wyłączną służbę Panu Bogu się poświęciła. Matka jéj, która pozostała była poganką, dowiedziawszy się o tém, nietylko przeciwna była jéj ślubowi, lecz uparta w swoich zabobonach, chciała ją zmusić do odstąpienia wiary świętéj. Nalegała na to szczególnie, kiedy niejaki Tamiryd, bogaty poganin, chciał ją pojąć w małżeństwo. Aby ją do tego skłonić, zrazu używała łagodnych środków, a widząc że te nie skutkują, morzyła ją głodem, biła, i wszelkiemi sposobami starała się zmusić do zostania napowrót poganką. Nakoniec, widząc że nietylko tém zachwiać stałości Tekli nie może, lecz że ona jeszcze ściśléj z Oblubieńcem swoim Niebieskim się jednoczy i odstapić Go nie chce, wyrodna matka sama ją przed Wielkorządcą jako chrześcijankę oskarżyła, domagając się, aby dla przykładu innych, jeśli wiary nie odstąpi, publicznie spaloną została.

Przywołał ją przed trybunał swój sędzia, a gdy znalazł niezachwianą w wierze i w postanowieniu dochowania ślubowanéj Panu Jezusowi czystości, wydał wyrok na spalenie ją żywcem. Jakoż, w tejże chwili wielki stos rozpalono, a oprawcy porwawszy ją, wrzucili do ognia. Święta wchodząc weń przeżegnała płomienie, a w tejże chwili Pan Bóg tak ulewny deszcz zesłał, iż ogień zagasł, a Tekla bez najmniejszéj szkody wyszła ze stosu. Sam Wielkorządca uderzony tym cudem, moc niebieską w nim widząc, Świętą na wolność wypuścić kazał.

Tekla już do domu matki nie wróciła, lecz dowiedziawszy się gdzie przebywa święty Paweł, tam się udała, i pod jego przewodnictwem duchowném zostając, prowadziła życie bogomyślne i pokutne, cała oddana Bogu i uczynkom miłosierdzia. Tak spędziła lat kilka, w różnych przebywając miejscach, nie ściągając na siebie uwagi pogan, aż oto gdy do Antyochii przybyła, oskarżoną została przed władzą pogańską, że bożkami cesarskiemi gardzi, a Chrystusa wyznaje. Stawiona przed trybunał Wielkorządcy, wyznała śmiało że jest chrześcijanką, a bożyszczom, jakto od niéj wymagano, czci nie odda. Za to skazał ją tyran na pożarcie od dzikich zwierząt, wszakże przez jakiś wzgląd szczególny, nie odesłał jéj do więzienia, tylko do pewnéj wielkiéj pani imieniem Tryfemia, krownéj cesarza Wespazyana. Nazajutrz zaś, kazał ją zaprowadzić na plac publiczny i wydać zwierzętom na pastwę. Ludu zebrało się było mnóstwo, wypuszczono na nią kilku lwów okrutnych, i już wszyscy mniemali że ją w jednéj chwili rozszarpią, kiedy zwierzęta te przypadłszy do niej, gdy je znakiem krzyża świętego przeżegnała, stanęły jak wryte, i tknąć jéj nieśmiały. Na widok tego cudu, wielu z obecnych pogan nawróciło się, a Wielkorządca przypisując to czarom, kazał ją napowrót do mieszkania Tryfemii odprowadzić, postanowiwszy nazajutrz wypuścić na świętą Męczenniczkę dziksze i lepiéj wygłodzone zwierzęta. Do tego zaś okrucieństwa przydał jeszcze i większe. Gdy bowiem znowu przyprowadzono Świętą na płac, gdzie zwierzętom miała być wydana na pastwę, kazał ją z szat obnażyć.

Przyszła była za nią i Tryfemia, która przez krótką chwilę pobytu Tekli w jéj domu poznąwszy ją bliżéj, serdecznie ją pokochała; płakała więc rzewnie patrząc co się z nią dzieje. Otworzono powtórnie klatki gdzie zwierzęta były trzymane, i tą razą wypuszczono już na służebnicę Bożą nietylko lwy, lecz i niedźwiedzie i inne drapieżne bestye, kilkodniowym głodem rozwścieklone. Gdy wpadły na plac, zaryczały tak okrutnie, że zląkł się lud wszystek. Lecz Święta stała spokojna: gdy na nią natarły zasłoniła się znakiem krzyża świętego, a lwy i niedźwiedzie do nóg jéj upadłszy, jakby nie śmiejąc na dziewicę obnażoną poglądać, oczy ku ziemi spuściły, a lud zawołał: „Wielkim jest Pan Bóg który tak sług swoich broni”, i znowu wielka liczba pogan o Chrzest święty prosiła.

Wszakże okrutny i zaślepiony tyran obojętnym się okazał na to wszystko, i nowe dla Tekli wynalazł katusze. Kazał wielki dół wykopać, nalać w niego wody i napuścić jak najwięcéj wężów i gadzin jadowitych, a następnie Teklę tam wrzucić. Gdy Świętą w ten dół pchano, najprzód się przeżegnała, potém sama pomiędzy gady wskoczyła. Lecz tenże Bóg, który lwy i niedźwiedzie do jéj nóg przywiódł, odjął żmijom jadowitość, tak że z pośród nich wyszła Święta jakby z miłéj kąpieli.

Po tym powtórnym zawodzie jakiego doznał Wielkorządca, kazał Teklę odprowadzić do więzienia, a sam prawie całą noc spędził na przemyśliwaniu, jakimby nareszcie sposobem mógł ją na śmierć zamęczyć. Wynalazł nakoniec następujący: kazał nazajutrz świętą tę dziewicę przywiązać silnemi powrozami do tylnych nóg dwóch dzikich wołów, a chcąc aby przez nich roztarganą była, też woły kazał puścić i gnać rozpalonemi żelazami. Porwano więc Teklę, która według swego zwyczaju znakiem krzyża świętego się uzbroiwszy, pomiędzy dwoma wołami uwiązaną została. Puszczono je wtedy bodząc rozpalonemi szynami; każdy z nich skoczył w swą stronę, lecz w tejże chwili powrozy się jak nitki porwały, byki uciekły, a Święta na miejscu bez żadnéj szkody została.

Ten cud, już nietylko wielu pogan ale i samego Wielkorządcę upamiętał. Musiał w tém przyznać moc Bożą, a przyzwawszy Teklę do siebie, spytał jéj: „Ktoś ty jest i jaką moc posiadasz, że cię żadne zwierzę tknąć nie śmiało, ogień oszczędził, i z pomiędzy byków uratowaną zostałaś?” – „Jestem służebnicą Boga najwyższego, odrzekła Tekla”, a Wielkorządca więcéj już nie rozmawiając, uwolnił ją, i polecił aby ją nikt nie śmiał, w jakikolwiek sposób prześladować. Święta wróciła jeszcze do domu Tryfemii, która ze wszystkimi swymi domownikami Chrzest święty przyjęła, a za jéj przykładem wielu z mieszkańców Antyochii nawróciło się do Chrystusa.

Wkrótce potém, Tekla udała się do Seleucyi, a tam słowem i przykładem swojego świątobliwego życia, wiele dusz pozyskawszy Panu Bogu, osiadła na górze przy témże mieście, w pustém i samotném bardzo miejscu. Tam wiodła życie już tylko bogomyślności i najostrzejszéj pokucie oddane, i umarła pełna cnót i zasług 28 Września około roku Pańskiego 80, mając lat dziewiędziesiąt.

Wszyscy Ojcowie pierwszych wieków, nadawyczajne oddają jéj pochwały, już to uważając ją za pierwszą z płci niewieściej, która cierpiała za Chrystusa, już nazywając ją najstarszą córkę duchowną świętego Pawła. Piszą że błogosławiony Cypryan gdy szedł na męczeństwo, wspomniał o niéj tak się modląc: „Wesprzyj mnie Panie, i bądź ze mną jakoś był z Pawłom w więzieniu i ze świętą Teklą gdy ją w ogień wrzucono.” A i Kościoł Boży w modlitwach któremi dusze konających poleca Panu Bogu, prosi aby je wyzwolił, tak jak świętą Teklę z trzech okrutnych mąk, które poniosła, wyzwolić raczył. I w kraju naszym szczególną ona cześć odbiera: wiole kościołów pod jéj wezwaniem jest wybudowanych, i bractw pod jéj opieką ustanowionych.

Pożytek duchowny

Znak Krzyża świętego, którego mocą tyle razy święta Tekla wybawioną została od strasznych mąk jakie ją zadano, jest bronią, do któréj chrześcijanin powinien się uciekać we wszelkich niebezpieczeństwach, a szczególnie grożących jego duszy. Ile razy nacierać będą na ciebie pokusy, nie omieszkaj użyć tego oręża, a byleś to z wiarą czynił, wnet doznasz jego skuteczności.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc pamiątkę przejścia do Nieba błogosławionéj Tekli męczenniczki Twojéj, i pociechy doznali przez święcenie jéj uroczystości, i przykładom jéj wytrwałości w wierze, w żywości wiary naszéj wzrostu nabierali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 808–810.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 758–759

Święta Tekla nie dlatego zerwała narzeczeństwo, że jej oblubieniec był poganinem i wzdrygał się przyjąć wiarę chrześcijańską, lecz z przekonania o wysokiej wartości dziewictwa. Na czymże wartość ta polega?

  1. Otóż przede wszystkim na dobrowolnym wyrzeczeniu się pożycia małżeńskiego. Dziewica chrześcijańska pozbywa się tym sposobem wielkiego brzemienia trosk i kłopotów i zachowuje sobie wszelką swobodę oddawania się modlitwie, pobożności i ćwiczeniom ducha. Nie jest wtedy zależna od męża, który może być człowiekiem złym i oburzać się jej pobożnością i przystępowaniem do Sakramentu Ołtarza, jako też nie ma na głowie kłopotu o dzieci i ich wychowanie, o zbieranie dla nich majątku i zapewnienie im utrzymania i stanowiska w świecie. Ileż mamy matek, które krwawe łzy wylewają z powodu dzieci, które albo wcześnie umierają, albo też puszczają się na drogę zgorszenia i zdrożności! Ileż widzimy wdów, które mąż rychło odumarł! Mądra zaiste jest dziewica, która z nieufnością spogląda na mniemane szczęście pożycia małżeńskiego.
  2. Wartość dziewictwa polega dalej na zjednoczeniu i połączeniu z Bogiem. Prawdziwa dziewica nie unika małżeństwa dlatego, aby prześnić życie w wygodach, lecz ażeby poślubić na wieki Boga-człowieka, którego jarzmo jest słodkie. Chrześcijańska dziewica chce żyć tylko dla Boga, który ją stworzył, odkupił swą śmiercią na krzyżu i jednoczy się z nią w Sakramencie Krwi i Ciała, do Niego chce tylko należeć, Jemu służyć i podobać się, Jemu oddać się całą duszą i nieskalanym ciałem. Z Nim jedynie czuje się szczęśliwą, jej Oblubieniec nigdy nie umrze, jej dzieci – tj. cnoty i dobre czyny – są nieśmiertelne i towarzyszą jej na drugi świat; pod skrzydłem opieki Jezusa czuje się spokojną i bezpieczną, mówiąc: „Sławić i chwalić Cię będę, Panie i Królu, Boże i Zbawicielu mój! Ty bowiem byłeś pomocnikiem i obrońcą moim. Tyś ocalił ciało me od zguby, od sideł złego języka, od ust kłamliwych i byłeś mi sprzymierzeńcem przeciw wrogom moim. Ty oswobodziłeś mnie według wielkości miłosierdzia swego od ryczących, którzy gotowi byli pożreć mnie, jako też od tych, którzy czyhali na duszę moją, od utrapień otaczających mnie i od płomieni szalejących wokoło, tak iż nie spłonęłam w nich”.
Tags: św Linus św Tekla „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież dziewica męczennik św Piotr św Paweł krzyż
2020-09-17

Święto Cudownych Blizn św. Franciszka Serafickiego

Otrzymał je około roku Pańskiego 1224.

(Szczegóły te wyjęte są z jego żywota przez świętego Bonawenturę i z kroniki średniowiecznej pod tytułem Fioretti.)

Święto cudownych blizn błogosławionego Franciszka Serafickiego, które dziś cały Kościół Boży szczególną uroczystością obchodzi, jest uczczeniem jednego z wielkich cudów, jakim spodobało się Panu Bogu, uświetnić i wywyższyć tego wielkiego sługę Swojego. Całe życie tego Serafina ziemskiego, jak go powszechnie nazwano, było pasmem nieprzerwaném najszczególniejszych dowodów nadzwyczajnych łask jakiemi go Pan Bóg w wyjątkowéj mierze, obdarzył; lecz łaska cudowna, której dziś pamiątkę święci Kościoł, jest bezwątpienia jedną z najprzedziwniejszych i największych. Powtórzymy tu prawie co do słowa, to co o tém napisał święty Bonawentura Kardynał i Doktor Kościoła, który żył za czasów Świętego Franciszka, i pewna kronika średniowieczna, którą niektórzy temu świętemu Bonawenturze przypisują.

Roku Pańskiego 1224, święty Franciszek Asyżki, Patryarcha Braci-mniejszych, złożywszy w ręce ojca Piotra z Katany, urząd generalnego Przełożonego nad swoim zakonem, a w różnych zdarzeniach objawiwszy moc Bożą przez swoje kazania i cuda, udał się na samotną i wysoką górę Alwernii, aby tam odbyć swój zwykły ścisły wielki-post do świętego Michała Archanioła, trwający od uroczystości Wniebowzięcia Matki Bożéj, do końca Września. Górę tę, znajdującą się na granicach dawnéj Toskanii, i należącą do pasma Apeninów, jeszcze w roku Pańskim 1213, Orleando Katanio, wielki pan tego kraju i jej właściciel, przeznaczył był dla Braci-mniejszych, i wybudował na niéj mały kościołek dla świętego Franciszka i kilka celek dla jego braci.

Ogromne skały znajdujące się na téj górze, w wielu miejscach miały wielkie rozpadliny. Gdy dnia pewnego przypatrywał się im święty Franciszek, objawione mu zostało, że te skały tak popękały jeszcze w chwili śmierci na krzyżu Syna Bożego, i że Pan Bóg chciał aby cud ten widoczniéj spełnił się na téj właśnie górze, bo na niéj miał zajść i inny wielki cud, przypominający ludziom mękę Pana Jezusa.

Gdy tedy razu pewnego, trwał tam na modlitwie sługa Boży, Pan Jezus objawił mu, że roztworzywszy księgi Ewangelii dowie się jakie Pan Bóg ma względem niego zamiary. Święty kazał bratu Leonowi, będącemu wtedy przy nim, otworzyć Pismo Boże, i trzy razy natrafił na opis Męki Pana naszego. Z tego zrozumiał, że starając się dotąd jak najwierniéj naśladować całém życiem swojém Pana Jezusa, powinien szczególnie wziąść Go sobie za wzór do naśladowania, w męce Jego, przez uczestniczenie w Jego cierpieniach. W wigilię więc uroczystości Podwyższenia Krzyża Świętego, gdy sam jeden modlił się w celce, stanął przed nim Anioł Pański i rzekł: „Przychodzę od Boga najwyższego, polecić ci abyś pokornie przygotował się do tego co Mu spodoba się zesłać na ciebie.” – „Gotów jestem, odpowiedział Święty Franciszek, przyjąć wszystko z poddaniem się, cokolwiek Pan zeszle na mnie,” poczém Anioł zniknął.

Nazajutrz w sam dzień podwyższenia Krzyża świętego, Święty dobrze przed wschodem słońca, modlił się na dworze przed swoją chatką, a zwróciwszy się ku wschodowi mówił: „O! Zbawco mój Jezu Chryste! proszę Cię, daj mi jeszcze przed Śmiercią tę łaskę, abym i na duszy mojéj i na ciele, doznał tych cierpień, któreś Panie mój, poniósł podczas okrutnéj męki Twojéj; a także abym doznał o ile to możliwe jest stworzeniu, téj miłości niezmiernéj którą gorzałeś Synu Boży, i która przywiodła Cię do poniesienia dobrowolnie tylu mąk ciężkich za nas nędznych grzeszników.” Owóż, gdy takie uczucia zalewały jego serce ujrzał niespodzianie, z szybkim pędem zlatującego z Nieba Serafina, i spuszczającego się nad niego. Anioł ten, miał sześć skrzydeł gorejących i świecących; dwa unosiły się nad jego głową, dwa rozciągnięte były dla utrzymywania go w locie, a dwa pozostałe osłaniały go całego. Lecz co było jeszcze bardziéj zadziwiającem, to że Serafin ten wydawał się ukrzyżowanym, mając ręce i nogi przybite do krzyża.

Któż pojąć potrafi, jak wielkiém było podziwienie świętego Franciszka, na widok tak cudownego objawienia; kto wyobrazi sobie te uczucia miłości Boga, skruchy i wewnętrznéj uciechy które wtedy zalały jego serce? Kto zrozumieć może, jakiém nadprzyrodzoném światłem rozjaśnionym być musiał w téj chwili jego umysł, jak zjednoczoną z Bogiem jego święta dusza! Poznał on wtedy, mówi święty Bonawentura, że nie przez męczeństwo to ciała, lecz przez rozgorzenie serca i przez płomienie miłości Boga, miał on przekształcić się w najdoskonalsze podobieństwo Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego.

Widzenie trwało przez pewien czas, a potém znikając pozostawiło w sercu jego uczucie niewymowne, a nadzwyczajnéj siły, miłości Boga ukrzyżowanego, na ciele zaś jego ślady jeszcze cudowniejsze. Gdyż w téjże chwili zaczęły okazywać się na jego rękach i nogach, znaki gwoździ, jak je widział w ukrzyżowanym Serafinie, to jest że ręce w dłoniach a nogi w stopach, zostały przeszyte gwoździami cudownemi, podobnemi do grubych sinego koloru nerwów, tak że główki gwoździ były we środku dłoni, u nóg zaś na wierzchu stopy, a same gwoździe na wylot przechodziły tak że gdy je naciskano z jednéj strony, występowały z drugiéj. Przy tém na prawym boku jego okazała się rana zaczerwieniona, jakby od przeszycia dzidą, z któréj często wypływała krew tak obficie, że i habit nią przesiąkał. I te to cudowne rany jego, nazwano Bliznami świętego Franciszka.

Wtedy cała góra Alwernii, okazała się gorejąca ogromnemi płomieniami, które odbijały się na górach i dolinach okolicznych. Zdawało się że samo słońce zstąpiło na nią! Pasterze okoliczni opowiadali późniéj braciom Franciszka, że światłość ta trwała przez godzinę, a podróżni którzy pędzili muły do Romanii, nocujący w zajeździe u stóp góry będącym, sądząc że już słońce zeszło, puścili się byli w drogę, i dopiéro późniéj gdy światłość ta znikła, ujrzeli słońce w istocie wschodzące.

Od téj pory bracia zauważali, że święty Franciszek starannie ukrywał ręce i stopy, gdyż pragnął zataić przed ludźmi tę nadzwyczajną łaskę. Lecz oczyszczając jego habit, znajdowali na nim przy prawym boku ślady krwi, i widzieli że mu coraz trudniéj przychodziło stawiać stopy po ziemi. Po usilnych więc prośbach, wymogli na nim że im odkrył tę cudowną łaskę, lecz nigdy nie chciał wyjawić co wtedy Pan Jezus mu oznajmił mówiąc, że za jego życia nikt o tém wiedziéć nie będzie.

Po uroczystości świętego Michała, Franciszek wrócił do klasztoru swojego przy kościele Matki Bożéj Anielskiéj, i wkrótce, pomimo starania jego aby się to nie rozgłaszało, wieść o cudownéj łasce odebranéj przez niego rozeszła się wszędzie. Musiał nawet dozwalać braciom, i oglądać i ucałować niekiedy te jego święte blizny, a następnie i kilku Biskupów i Kardynałów i sam Aleksander IV, naocznie je podziwiali, jakto tenże Papież publicznie oświadczył, gdy prócz tego Grzegorz IX stwierdził to Bullą wydaną wkrótce potém.

Ponieważ święty ten Patryarcha mawiał że dopiéro po śmierci jego będzie wiadomém co mu Pan Jezus powiedział wtedy gdy go bliznami Swojemi obdarzył, więc po przejściu do Nieba Franciszka, jeden z braci gorąco modlił się do niego, aby mu to objawił. Nie prędko, bo aż po ośmiu latach wytrwałéj modlitwy, razu pewnego okazał się mu Franciszek i tak do niego przemówił: „Kiedy na górze Alwernii, Zbawiciel wyrył na ciele mojém cudowne blizny Swoje, w te słowa raczył odezwać się do mnie: «Abyś się stał moim chorążym (to jest noszącym proporzec Zbawiciela) obdarzyłem cię znamionami męki Mojéj. A jak w dniu mojéj śmierci, zstąpiłem do otchłani i mocą ran Moich, wybawiłem wszystkie dusze tam zatrzymane, tak i tobie udzielam tego przywileju, że gdy po zejściu twojém z tego świata, w każdą rocznicę twojéj śmierci zstąpisz do czyszca, wybawisz z niego dusze wszystkich należących do trzech zakonów przez ciebie założonych, a nawet i tych którzy na świecie Żyjąc do ciebie szczególne mieć będą nabożeństwo, i sam wprowadzisz je do raju.”

W ten więc oto sposób, opowiadają nam cudowne naznaczenie Franciszka świętemi bliznami współcześni, a wysokiéj powagi bo święci, pisarze, ale jeszcze wyższém nad to świadectwem, jest to co o tém mówi Grzegorz IX w Bulli kanonizacyjnéj tego wielkiego sługi Bożego. W niéj Papież ten wyliczając w ogólności cuda przez Patryarchę Asyżkiego czynione, tak się wyraża o jego cudownych bliznach: „Lecz zdało się nam właściwém, zawiadomić was w szczególności, o cudownéj i niewymownéj łasce którą go zaszczycił Pan nasz Jezus Chrystus: a tą jest że mocą Bożą otrzymał on blizny na rękach nogach i w boku, czego i my sami i bracia nasi Kardynałowie, jesteśmy najdokładniéj świadomi. Prosimy przeto was i upominamy, abyście dla tego świętego Wyznawcy z wielką czcią byli, a mieli do niego szczególne nabożeństwo któreby pozyskało dla was jego pośrednictwo przed Bogiem, aby za jego zasługami i modlitwą, dał wam Pan łaskę pobożnego życia na tym świecie, a na tamtym wieczną szczęśliwość.”

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 790–792.

Tags: św Franciszek „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna stygmaty krzyż św Michał Archanioł
2020-09-14

Podwyższenie Świętego Krzyża

Nastąpiło około roku Pańskiego 629.

(Szczegóły te wyjęte są z dziejów kościelnych.)

Podwyższenie Krzyża świętego jest uroczystością postanowioną na pamiątkę tego dnia, w którym przenajświętsze Drzewo Krzyżowe, na którém Pan Jezus dokonał sprawy naszego zbawienia, zostało uroczyście napowrót przeniesione do Jerozolimy, z którego to miasta, czternaście lat przedtém, zabrane zostało przez Chozroesa króla Perskiego. Dzieje kościelne tak nam to opowiadają:

Chozroes II, syn Hormidasa króla Perskiego, wyniesiony na tron roku Pańskiego 591, był tak okrutnym, iż własnego ojca zamordował. Z tego powodu tak go znienawidzili poddani, iż ucieczką ratował się od śmierci którą chcieli mu zadać. Znalazł schronienie w Carogrodzie u cesarza Maurycego, który mu tron przywrócił. Gdy wkrótce potém, Fokas z prostego żołnierza zostawszy wodzem i ogłosiwszy się cesarzem, zamordował cesarza Maurycego wraz z czterema jego synami, wtedy Chozroes postanowił pomścić śmierć swojego dobroczyńcy, i wydał wojnę Fokasowi, a pobiwszy go w wielu miejscach, obległ Carogród. Herakliusz syn Wielkorządcy Afrykańskiego, wstąpiwszy na tron po Fokasie w roku 610, starał się zawrzeć pokój z Persyą, lecz król Perski wbity w pychę swojemi zwycięztwami, żadnych nie przyjął warunków. Wszedł nawet do Palestyny w roku 615, obległ Jerozolimę, zdobył ją, wymordował około ośmdziesiąt tysięcy ludzi, i wziął do niewoli wielu mieszkańców, a między innemi Zacharyasza Patryarchę Jerozolimskiego.

Lecz co najdotkliwszą było dla całego chrześcijaństwa klęską, zagrabiając wszystkie naczynia święte z kościołów, porwał nawet i Drzewo Krzyża świętego, które święta Helena, matka cesarza Konstantyna, wyszukała była i w Jerozolimie zostawiła. Poganie z wielkim tryumfem zanieśli te święte Relikwie do miasta Krezyfonu nad Tygrem, gdzie zamierzali spalić je na ofiarę, przy swoich obrządkach zabobonnych. Lecz Drzewo Krzyża świętego chociaż znajdowało się w rękach swoich nieprzyjaciół, zmusiło ich do obchodzenia się z niém z takiém uszanowaniem, jak niegdyś Filistyni z Arką Pańską. Żaden z Persów nie śmiał dotknąć tych świętości, które pozostały zamknięte w srebrnéj pochwie, w któréj umieszczone zostały przez cesarza Konstantyna, i sam Chozroes chociaż chciwy zawsze na srebro, tajemną jakąś siłą wstrzymany zostawał, aby tego skarbu nie tknąć. Patryarcha zaś Zacharyasz, wzięty także w niewolę, nie spuszczał z oczu świętych Relikwii, do których go tam Opatrzność Boska jakby na stróża przeznaczała.

Tymczasem Herakliusz powtórnie prosił króla Perskiego o pokój, przyjmując nawet bardzo upokarzające warunki. Chozroes tém bardziéj uzuchwalony; że jeden z jego wodzów zdobył twierdzę od któréj zależało wzięcie i Carogrodu, posłom Herakliusza, proszącym o pokój, odpowiedział, że się zgodzi na to, ale pod warunkiem aby cesarz i jego poddani, wyrzekli się Chrystusa, a oddali cześć słońcu, które Persowie czcili jak Boga. Tak bezbożne wymaganie oburzyło wszystkich chrześcijan, a cesarz Herakliusz oświadczył, że do ostatniéj kropli krew swoją gotów jest przelać dla ukarania pogan, za takie bluźnierstwo. Cały naród poszedł za nim, duchowieństwo świeckie, zakony i najmożniejsi mieszkańcy, złożyli cesarzowi ogromne skarby na prowadzenie wojny, którą za wojnę świętą słusznie poczytywali, i Herakliusz na czele wojsk swoich wyruszył do Persyi, pełen nadziei że Pan Bóg pobłogosławi mu w wyprawie, w któréj zamierzał pomścić zbluźnione przenajświętsze Imię Jego.

Gdy wojska stanęły naprzeciwko siebie, cesarz nakazał modlitwy, potém wziąwszy w rękę obraz przenajświętszéj Panny, który jak piszą, nie ludzką ręką był malowany, lecz zesłany z Nieba, obiegł wszystkie szeregi, dodając ducha żołnierzom, przypominając im że walczyć będą dla pomszczenia zniewagi uczynionój Chrystusowi, i upewniając że opieka Matki Bożéj da im odnieść zwycięztwo, chociaż nieprzyjaciel był więcéj jak dwa razy liczniejszy. Jakoż, po długiéj walce, Persowie pobici zostali na głowę.

Lecz Chozroes i tém nieprzeparty, zebrał nowe a jeszcze liczniejsze szyki, i powierzywszy je najsławniejszemu swojemu dowódcy, powtórną stoczył z wojskiem Herakliusza bitwę. Od brzasku do południa, krwawa się toczyła walka: zwycięztwo się chwiało, gdy Persowie podwajając usilność, z nadzwyczajną natarczywością, a zawsze przemagając w sile, uderzyli na wojska cesarskie, które w końcu zachwiały się. Lecz gdy Herakliusz widząc to, wśród boju padł na kolana, i wezwał Matki Bożéj, wszczęła się straszna burza, a grad i deszcz który bił w oczy Persów, tak im pomięszał szyki, że cesarscy odnieśli nad niemi stanowcze zwycięztwo.

Wszakże wielka potęga Chozroesa, pomimo takich dwóch przegranych, dozwalała mu nie zawierać jeszcze pokoju. Herakliusz więc ścigał go daléj, i znowu spotkał się z nim, już w środku saméj Persyi. Chozroes zaś tak wielką liczbę zgromadził był przy sobie wojska, że widok nadzwyczaj przemagającéj siły nieprzyjacielskiéj, zatrwożył wojsko chrżeścijańskie. Wtedy Herakliusz znowu ich zagrzał do męztwa, i znowu z tymże co pierwéj obrazem Matki Boskiéj obiegając szeregi, mówił do żołnierzy: „Bracia za Boga i Jego chwałę walczymy, pod opieką Matki przenajświętszéj, każdy więc z was tysiąc Persów położy.” I nie zawiodła go ta ufność w pośrednictwo Królowéj niebieskiéj: wojsko Chozroesa do szczętu zniesione zostało, i prawie wszyscy dowódcy jego w niewolę się dostali, gdy on sam nędznie musiał uchodzić.

Porażka ta zgubiła ostatecznie Chozroesa, gdyż i starszy syn jego Syroes, podniosłszy rokosz przeciw niemu, zamordował go, i na tron po nim wstąpił. Pierwszym czynem jego, gdy został królem, było zawarcie pokoju z Herakliuszem, któremu przyrzekał zgodzić się na wszelkie podane przez niego warunki. Pierwszym było: aby Persowie oddali przenajświętsze Drzewo, Krzyża Zbawicielowego, i wypuścili na wolność Patryarchę Zacharyasza i innych wziętych jeńców chrześcijańskich. Syroes zgodził się na wszystko, i te najdroższe Relikwie zawiezione najprzód zostały do Carogrodu. Wszystek lud, mając na czele swoim duchowieństwo, trzymając w rękach świece pozapalane i gałązki oliwne, wyszedł procesyonalnie, śpiewając hymny i pieśni pobożne, na przyjęcie tego nieoszacowanego skarbu.

Następnego roku to jest 629, cesarz Herakliusz wsiadł na okręt, – aby Drzewo Krzyża świętego zawieść napowrót do Jerozolimy, i złożyć tam Panu Bogu dzięki, za odniesione nad Persami zwycięztwo. Łatwo wystawić sobie, z jak świętą radością, ludność tego znowu miasta, przyjęła to Drzewo przenajświętsze, które było jego własnością a do któréj najwyższą przywiązywała cenę. I tu całe duchowieństwo wraz z ludem wyszło na spotkanie Relikwii świętych, które odebrano nakoniec od nieprzyjaciół wiary chrześcijańskiéj, po tylu krwawych a cudownych zwycięztwach. Cesarz przybrany w najbogatsze swoje szaty, chciał sam zanieść na Kalwaryę to Życiodawcze Drzewo. Poprzedzony duchowieństwem, mając przy boku Patryarchę i najwyższych panów dworu, wśród niezliczonego tłumu ludu, wziął Krzyż święty na barki. Lecz przybywszy do bramy miasta wiodącéj na Kalwaryą, ani kroku daléj postąpić nie mógł. Zdziwiło to wszystkich, a Patryarcha Zacharyasz odgadując co było tego powodem: „Cesarzu, rzekł do Herakliusza, racz zwrócić na to uwagę, że w tym przepysznym stroju jaki masz na sobie, niosąc Krzyż święty, nie jesteś podobny do ubogiego i pokornego Chrystusa, gdy przez tę bramę szedł z tymże Krzyżem na Kalwaryę.” Pobożny cesarz rozumiejąc co to znaczy, złożył monarsze szaty, zrzucił szyszak i koronę, zdjął nawet obuwie, i przywdziawszy bardzo skromne odzienie, zaszedł bez żadnéj trudności na świętą Górę, i złożywszy tam Drzewo Krzyżowe, poprosił Patryarchę, aby otworzył futerał i okazał Relikwie ludowi. Zacharyasz przejrzał pieczęcie, przekonał się że były nienaruszone, otworzył pochwę srebrną kluczami które przechowane zostały w skarbcu kościoła Jerozolimskiego, i gdy lud z pobożnym jękiem padał na ziemię, umieścił Krzyż święty na témże miejscu, zkąd go przed laty czternastu, porwali byli Persowie.

Dnia to 14 Września, roku Pańskiego 629, raczył Pan Bóg Podwyższyć to Swoje narzędzie ludzkiego zbawienia, tak świetnym obchodem, przy którym i wielu cudami niezwłocznie zasłynęła i objawiła się moc Krzyża świętego. Jeden umarły został wskrzeszony, czterech paralityków odzyskało zdrowie, piętnastu ślepych przewidziało, i dziesięciu trędowatych było oczyszczonych. Z wielu opętanych wyszedł szatan, i mnóstwo chorych wróciło uzdrowionych. Cesarz zaś, hojnemi jałmużnami dzień ten odznaczył: bogate dary i zapisy poczynił dla kościoła Jerozolimskiego, przywrócił na stolicę Patryarchę Zacharyasza, i innych Prałatów i duchownych do ich godności, wznosząc przytém i po cesarsku uposażając wiele dobroczynnych zakładów.

Na doroczną więc pamiątkę téj chwili, ustanowiona została dzisiejsza uroczystość, zwana uroczystością Podwyższenia Krzyża świętego, a na którą w dawnych wiekach, z całego świata chrześcijańskiego zgromadzały się do Jerozolimy wielkie tłumy pobożnych pielgrzymów wszelkiego stanu, płci i wieku. Wszelako i przed tym już czasem w Kościele Bożym, podobneż Święto obchodzono, a to i na uczczenie tych słów Pana Jezusa: „A Ja jeśli będę podwyższon od ziemi, pociągnę wszystko do Siebie” 1, i na pamiątkę swobodnego oddawania czci znamieniowi Krzyża świętego, od czasów, gdy za cesarza Konstantyna Wielkiego, obrzędy chrześcijańskie jawnie i publicznie odprawiać się zaczęły.

Pożytek duchowny

Niech opis i krwawych wojen prowadzonych przez gorliwych o cześć Krzyża świętego chrześcijan, i świetnéj uroczystości z jaką obchodzili oni odzyskanie z rąk pogańskich téj najświętszéj Relikwii, rozbudzi w sercu twojém szczególne nabożeństwo, do każdego wizerunku Krzyża Chrystusowego. Ile razy na niego rzucisz okiem, przypominaj sobie że na nim Pan Bóg odkupił nas śmiercią Swoją, dając przez to najwyższy, jaki być może, dowód miłości Swojéj ku ludziom.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas w dniu dzisiejszym doroczną uroczystością Podwyższenia Krzyża świętego rozweselasz; daj prosimy, abyśmy wielbiąc tu na ziemi tajemnice jakie się na Nim odbyły, owoców odkupienia na Nim przez Syna Twojego dokonanego, w Niebie dostąpili. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 780–782.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 736–738

W jakiej czci było u chrześcijan drzewo Krwią Pańską oblane, na którym rozpięte było zbawienie nasze, możemy poznać z tego, że wszystek Kościół smucił się z jego zabrania, jako z wielkiej zguby, a z odzyskania jego tak bardzo się radował, że tego wesela chciał mieć wieczną pamiątkę. Jest to bowiem drzewo, które daje moc do pokonania złych żądz, iż wierni, patrząc na Tego, który na nim cierpiał, w każdym ucisku świata tego mogą mieć słodkość i ochłodę. Jeżeli owa laska Aronowa, która była zakwitła, w wielkiej była czci chowana, daleko więcej godne czci jest to drzewo, na którym się nam wiosna błogosławieństwa naszego wróciła, na którym kwiat zbawienia naszego zakwitnął.

Krzyż Chrystusowy zwyciężył wszystkie przeszkody. Cała moc piekielna złączyła się, aby zniszczyć religię Krzyża, ale nawet najgwałtowniejsze prześladowania nie zdołały wstrzymać jej pochodu – przeciwnie, przyczyniły się tylko do jej rozwoju. Ponieważ Chrystus jest Bogiem, więc Jego wiary żadna nieprzyjazna moc nie może zniszczyć; i jak wówczas, tak i zawsze będzie ona triumfować nad wszystkimi nieprzyjaciółmi swymi.

Pamiętajmy również, że jak Krzyż Chrystusowy zwycięsko opiera się wszelkim prześladowaniom, tak ma i w nas panować; pod jego znakiem mamy zwyciężać nad wszelkimi pożądliwościami, zwalczać i pokonywać grzech. Starajmy się więc pilnym rozmyślaniem krzyża wzbudzić w sercach naszych ducha ukrzyżowanego Zbawiciela, a w krzyżu odniesiemy całkowite zwycięstwo nad sobą.

Footnotes:

1

Jan XII. 32.

Tags: krzyż „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wojna
2020-08-30

Św. Róży Limańskiéj

Żyła około roku Pańskiego 1617.

(Żywot jéj był napisany przez ojca Leonarda zakonu kaznodziejskiego.)

Święta Róża urodziła się w Lima, stolicy państwa Peruańskiego w Ameryce południowéj, około roku Pańskiego 1586, z rodziców chrześcijańskich, chociaż podówczas, większa część mieszkańców tego miasta w pogaństwie żyła. Była to rodzina jedna ze znakomitszych w kraju, bardzo pobożna, lecz w dostatki ziemskie wcale nieopływająca. Nasza Święta na Chrzcie otrzymała imię Izabeli, lecz w trzy miesiące potém, matka ujrzała na jéj twarzyczce prześliczną różę, przyczém przenajświętsza Panna w objawieniu oznajmiła iż chce aby ją nazywano Różą, a na znak nawet Jéj szczególnéj nad tém dziecięciem opieki, Różą od przenajświętszéj Maryi Panny.

O niéjto można właściwie powiedzieć, że od saméj kolebki uprzedził ją Pan Bóg swojemi łaskami. W trzecim roku życia już podziwiać w niéj przychodziło wysoki dar modlitwy, a w piątym pełna dojrzałego rozumu, zrobiła ślub czystości dozgonnéj i na znak wyrzeczenia się świata i dla oszpecenia się w oczach ludzkich, (gdyż już wtenczas uderzającéj była piękności) obcięła sobie włosy.

Kiedy podrosła, rodzice straciwszy niewielkie swoje mienie, przyszli do niedostatku. Róża, pracą rąk własnych całe dnie i część nocy na to poświęcając, utrzymywała ojca i matkę. W razie choroby, nie odstępowała ich łóżka, a przytém, sama około gospodarstwa ubogiego ich domku się krzątała, sama przyrządzała im lekarstwa, i wszelkie inne oddawała usługi, gdyż na służących im nie wystarczało. Widząc iż pomimo nadzwyczajnie ścisłych postów, czuwań i różnych umartwień jakie ciału zadawała, powab jéj powierzchowności nietylko się nie zmniejszał, ale jeszcze więcéj wszystkich uderzał; gdy przytém kilku z majętniejszéj nawet młodzieży, chciało prosić o jéj rękę, wstąpiła do trzeciego zakonu świętego Dominika, mając sobie w tym względzie w objawieniu wskazaną wolę Bożą, i w dwudziestym roku życia przywdziała habit tego Zgromadzenia.

Po wykonanych ślubach, wszystkiemi cnotami właściwemi duszom do najwyższéj dążącym doskonałości zajaśniała. Pokorna, z największą chęcią podejmowała się najcięższych usług w domu, a nigdy jéj nie widziano bardziéj swobodną i wesołą, jak gdy ją jakie upokorzenie lub obelga spotkała. Czystości tak strzegła, i takim wysokim stopniem téj cnoty obdarzył ją Pan Bóg, że, a co prawie za cud poczytywać potrzeba, przez całe życie aż do śmierci, nigdy najmniejszéj pod tym względem pokusy nie doznała. Miłośnica krzyża Chrystusowego, na wzór świętéj Katarzyny Seneńskiéj, do któréj szczególne zawsze miała nabożeństwo, różnemi sposobami trapiła swoje, chociaż tak niewinne i uspokojone, ciało. Od dzieciństwa nigdy nie kosztowała żadnych owoców, które w jéj ojczystym kraju największy przysmak stanowią. Od szóstego roku, przez całe życie trzy razy na tydzień suszyła o chlebie i wodzie, a wtedy, raz tylko na dzień się posilała małym kawałkiem chleba i odrobiną wody. W piętnastym roku zrobiła ślub niejadania mięsa, chybaby jéj to ci od których zależała nakazali. Przez cały wielki post już nawet chleba nie jadała, tylko co dni kilka trochę wody piła, i kilka ziarnek cytryny połykała. W innych porach roku zdarzało się iż pięćdziesiąt dni bez przerwy przebyła o jednéj bułeczce chleba, i kilku szklankach wody. W lecie kiedy upały były najcięższe, a w tym kraju nadzwyczajne, po kilka tygodni nic zgoła nie piła. Tak nędznie żywiąc ciało, i spoczynku mu prawie nie dozwalała: sypiała na gołéj desce, którą często jeszcze posypywała ostremi kamykami, a pod głowę brała kamień chropowaty. Nigdy więcéj nad dwie godziny, a zwykle nierównie mniéj sypiała. W ogrodzie rodziców urządziła sobie odosobnioną chatkę, i tam jak na puszczy mieszkała, biorąc z sobą różne roboty kobiece, które z wielką zręcznością wykonywała.

W takiéjto samotności, jednocząc się coraz ściśléj ze swoim Niebieskim Oblubieńcem, tak podczas modlitw, jak i wśród pracy, która jéj bogomyślności nie przeszkadzała, zasłużyła na to, że Pan Jezus jednoczył się z nią nietylko sposobem niewidzialnym przez łaskę, lecz i szczególnym przez objawienie. Razu bowiem pewnego, gdy w kaplicy Różańcowéj w kościele ojców Dominikanów, modliła się gorąco, ukazał się jéj Zbawiciel, i napełniwszy jéj serce niebieską radością, rzekł do niéj: „Różo serca mojego, biorę cię Sobie za oblubienicę.” Święta najgłębszą pokorą przejęta, czując się niegodną tak nadzwyczajnéj łaski odpowiedziała: „Otom ja Boże mój służebnicą Twoją, a i to już za wielka dla mnie godność. W głębi duszy mojéj noszę ślady niewolnictwa grzechu, które mi niedozwalają być Twoją Oblubienicą.” Wtedy przenajświętsza Panna, aby ją tém lepiéj przekonać o prawdziwości objawienia jakie miała, stanęła przed nią i powiedziała: „Różo umiłowana od Syna Mojego, stałaś się teraz prawdziwą Jego Oblubienicą.” Od téj téż chwili święta Róża już nie postępowała po drodze coraz wyższéj doskonałości, lecz po niéj niejako leciała. Przyszła do tak wielkiego skupienia, i ciągłego zjednoczenia z Bogiem, że już zgoła nie znała co to jest roztargnienie w modlitwie chociażby chwilowe, i tak cała jéj myśl zatopiona była zawsze w Bogu, że gdyby nawet chciała była oderwać się od tego, nie mogła.

Zły duch, uderzający tém silniéj na dusze im większemi obdarza je Pan Bóg łaskami, nie szczędził i na tę duszę swoich napaści. Przez lat piętnaście, codziennie przez półtory godziny, dopuszczał Pan Bóg iż szatan tak straszne zadawał jéj męki, jak najsroższe męki czyscowe. Wszakże, gdy takowe przeniosła, za każdą razą niewymownemi pociechami napełniał duszę jéj Duch Święty, wśród których zapominała o tém co dopiéro cierpiała. Bardzo często okazywał się jéj Pan Jezus i z nią rozmawiał; toż samo i Matka Boska, która w takich objawieniach dawała jéj nauki i przestrogi tyczące się jéj duchownego. postępu. Anioł-Stróż, także stawał przed nią widzialnie, i oddawał jéj różne usługi. Nakoniec święta Katarzyna Seneńska, którą Pan Bóg przeznaczył jéj był na mistrzynią, często się jej okazywała, w skutek czego rysy twarzy świętéj Róży stały się podobne do wizerunku Katarzyny, który miał być bardzo do niéj podobnym, a mieszkańcy Peruańscy, z tego powodu przezwali ją swoją Katarzyną Seneńską.

Opływając tym sposobem w pociechy niebieskie tu jeszcze na ziemi, tém większą przejęta była litością na wszelkie cierpienia bliźnich. W niedostatku sama będąc, zwykle po kilka biednych kobiet i dziewcząt brała do siebie, i zaopatrując je we wszelkie potrzeby, opiekowała się niemi z największą miłością. Sama przyrządzała im jedzenie, uściełała łóżka, zamiatała izdebkę, opatrywała rany, i wszelkie najniższe oddawała im usługi.

Obdarzył był ją Pan Bóg także darem proroctwa. Między innemi, przepowiedziała matce swojéj, która już wtedy była niemłodą i wcale nieskłonną do tego, że zostanie zakonnicą, co téż i nastąpiło. Śmierci swojéj nietylko dzień i godzinę, lecz wszelkie najdrobniejsze szczegóły jak najdokładniéj miała sobie objawione. Przygotowała się na tę chwilę, stanowczą dla takiéj nawet jaka jéj była duszy, przymnażając jeszcze modlitw postów, czuwań i umartwień ciała. A Pan Bóg, który jéj przeznaczał bardzo świetną w niebie koronę, dopuścił na nią w ostatnich już jéj chwilach, nadzwyczajne i straszne cierpienia, które z niezachwianą spokojnością i poddaniem się woli Bożéj znosiła.

Na trzy dni przed śmiercią, przyjęła Wiatyk i Ostatnie Olejem świętym namaszczenie. Widząc około łoża swego zgromadzonych wszystkich domowników i wielu znajomych, przepraszała ich ze łzami w oczach, chociaż nigdy najmniejszego cienia winy przeciw nim nie miała. Modliła się za kilka osób które jéj w ciągu życia wielkie przykrości zadały, a trzymając w ręku mały krucyfiks, ciągle go do ust przyciskała. W tych kilku ostatnich już dniach życia kilka razy wpadała w zachwycenie. A na dwie godziny przed skonaniem, wychodząc z takiego stanu rzekła do swego spowiednika: „O mój ojcze! jakiemiż to pociechami, obdarza Pan Bóg Świętych swoich w wieczności. Idę i ja zapatrywać się na oblicze Boga mojego, któregom przez całe życie pragnęła.” Wkrótce potém powtórzywszy dwa razy te słowa: „Jezu bądź ze mną, Jezu bądź ze mną,” oddała Bogu ducha, mając lat trzydzieści jeden. Umarła roku Pańskiego 1617, a Papież Klemens X, w poczet Świętych zaliczył, dzień dzisiejszy na jéj święto przeznaczając.

Pożytek duchowny

Widziałeś, w żywocie świętéj Róży Limańskiéj, że ona pomimo wysokiego stopnia doskonałości jakiego dostąpiła, i obok nadzwyczajnych łask jakiemi ją Pan Bóg obdarzał, przez długi czas, codziennie ciężko od złego ducha była trapioną. Niech cię więc nie dziwi to że sam doznajesz różnych pokus, które byleś im nie ulegał, nie mogą ci przeszkodzić do postępu na drodze duchownéj.

Modlitwa (Kościelna)

Dobra wszelkiego Dawco, Wszechmogący Boże! który błogosławionéj Róży, darami łaski od dzieciństwa uprzedzonéj, cnotami dziewictwa i pokory w Indyach jaśnieć dałeś – spraw prosimy abyśmy w jéj ślady wstępując, jak ona Chrystusowi miłemi się stawali. Który z Tobą żyje i króluje i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 732–734.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 686

Autor opisu żywota świętej Róży powiada, że biskup Turybiusz udzielił Róży sakramentu Bierzmowania, gdy Święta była jeszcze małym dzieckiem. Sakrament ten darzy nas bowiem podwójną łaską:

  1. Udziela nam siły do walki z wrogami Kościoła, a siła ta może się spotęgować aż do gotowości męczeństwa. Święta Róża musiała walczyć z dwoma najpotężniejszymi wrogami, tj. własnym ciałem, hojnie uposażonym we wdzięki, i z matką, która powagą rodzicielską usiłowała zmusić ją do posłuszeństwa i zrzeczenia się własnej woli. Duch święty oświecił Różę i natchnął ją tak skutecznie, iż ani nie ubliżyła szacunkowi powinnemu rodzicom, ani nie poszła za błędnymi ich przywidzeniami. Duch święty natchnął ją siłą umorzenia w sobie porywów zmysłowości i cierpliwego znoszenia potwarzy i urągowisk. Czemuż Bóg nie pomaga nam w walce z pokusą i pożądliwościami ? Oto dlatego, że zimni i obojętni jesteśmy na głos Ducha świętego i że więcej się obawiamy ludzi i ich zdania, aniżeli Boga.
  2. Bierzmowanie utwierdza w nas zaufanie w ukrzyżowanym Chrystusie. Kapłan kreśli krzyżem świętym na czole naszym krzyż, abyśmy w walce z szatanem i przeszkodami zbawienia pamiętali o Chrystusie, „który – jak mówi święty Piotr (1 Piotr 2, 21) – ucierpiał za nas, zostawiając wam przy kład, abyście wstępowali w ślady Jego”, i za którego wstawieniem Duch święty, ten Pocieszyciel Boski, w nas zamieszkał. Dla tego święta Róża sypiała na twardych deskach, dlatego nosiła na głowie koronę ciernistą i prosiła o zwiększenie boleści nie z grzesznego zaufania do siebie, ale w celu zwiększenia w sobie miłości Boga. Krzyż jest sztandarem Króla niebieskiego, zwycięzcy piekieł i śmierci, a krzyż na czole naszym jest oznaką, że należymy do zastępu Chrystusowego i wiernie za Nim pójdziemy. Wstyd przeto i hańba zbiegom spod tego sztandaru, jako też hańba tym, którzy ten sztandar dlatego opuszczają, że półmędrek albo raczej półgłówek jakiś nazwie ich obłudnikami, świętoszkami lub podobnie.
Tags: św Róża z Limy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość św Katarzyna ze Sieny pokusy bierzmowanie krzyż
2020-08-27

Św. Józefa Kalasantego, Założyciela Pijarów

Żył około roku Pańskiego 1648.

(Żywot jego napisany był przez księdza Eligiusza Maryliana, tegoż Zakonu kapłana.)

Święty Józef rodem z Petralcyi miasta w Hiszpanii położonego, pochodził ze znakomitéj rodziny Kalasantych. Urodził się roku Pańskiego 1566. Będąc jeszcze dziecięciem, zbierał inne dzieci i uczył je katechizmu, zachęcając do gorliwéj służby Bożéj. W naukach tak szybki uczynił postęp, że w dwudziestym trzecim roku, w Akademii Kompluckiéj, otrzymał stopień Doktora obojga praw.

Jako jedynaka, ojciec chciał ożenić bardzo bogato, lecz on już ślubem czystości poświęcił się był Panu Bogu, i gorąco prosił Matki Bożéj, aby go od tego związku koniecznie uwolnić raczyła. Wtedy dopuścił Pan Bóg na niego ciężką chorobę, w któréj odstąpiony od lekarzy, uprosił nakoniec u ojca zezwolenie wstąpienia do stanu duchownego, jeśli zdrowie odzyska. Cudownie z choroby wydźwignięty został wkrótce księdzem. Kilku Biskupów jeden po drugim starało się mieć tak świątobliwego i uczonego kapłana przy sobie. W dyecezyach Nowéj Kastylii, Aragonii i Katalonii, gdzie go Biskupi do najważniejszych spraw swoich Dyecezyi używali, trudno wypowiedzieć jak wiele dobrego uczynił. Lecz widząc iż zamyślają o wyniesieniu i jego samego na Biskupstwo, większą część majątku odziedziczonego po ojcu obróciwszy na dobroczynne zakłady tak w rodzinném swojém mieście Petralcyi, jak i w innych, udał się do Rzymu, dokąd go nawet Pan Bóg przez objawienie powoływał.

Przybywszy tam zaczął wieść życie nadzwyczaj pokutne, i poświęcił się uczynkom miłosierdzia chrześcijańskiego. Pościł codziennie o chlebie i wodzie, cały dzień albo wykładał katechizm prostemu ludowi, albo usługiwał chorym po szpitalach i więzieniach, Noce poświęcał na czytanie ksiąg świętych, modlitwę i biczowanie się. Snu używał nadzwyczaj mało, nie kładł się nigdy, i tylko klęcząc opierał głowę o jakie drzewo lub ścianę, i tak przedrzémywał. Skoro dnieć zaczynało nawiedzał siedem głównych kościołów, a przy którym zastał go wschód słońca, tam Mszę świętą odprawiał.

Miał już lat przeszło czterdzieści, kiedy razu pewnego, nadszedłszy na gromadę swawolnych dzieci, rozważał że zepsucie ich pochodziło z braku ich wykształcenia, którego powodem było ubóstwo. Pogrążony w myślach takowych, usłyszał głos wewnętrzny mówiący do niego: „Tobie zostawiony jest ubogi, sierocie ly będziesz pomocnikiem” 1. To mu podało myśl założenia szkoły dla biednych dzieci, co téż i uczynił. Przybrawszy kilku kapłanów za towarzyszów, osiadł z nimi przy kościele świętéj Doroty za Tybrem, gdzie pod tytułem Szkoły pobożnéj, otworzył zakład, gdzie bezpłatnie uczyły się dzieci ubogich rodziców. We dwa lata miał już pięciuset uczniów, i przybrawszy więcéj kapłanów do dawania nauk, utrzymywał cały ten zakład własnym kosztem. Chcąc utrwalić to nowe Zgromadzenie, miał zamiar najprzód połączyć je z kongregacyą Luceńską Matki Boskiéj, lecz że tamto stowarzyszenie inne miało cele, ułożył dla swojego osobne Ustawy. Otrzymał na nie zatwierdzenie od Papieża Pawła V, i przez niego Generalnym Przełożonym zamianowany został. Niezwłocznie zaczęły się mnożyć zakłady szkół przez braci jego Zgromadzenia prowadzonych. W krótkim czasie pozakładał je w miastach: Narnii, Sawonie i Karkasie, a Papież Grzegorz XV, potwierdzając je ostatecznie, nazwał to Zgromadzenie zakonem Szkół pobożnych (Scholarum piiarum) od czego u nas, ciż zakonnicy Pijarami są nazywani.

Tak dalece poszukiwano ze wszech stron, bo i z Niemiec, Czech i Polski, kapłanów tego Zgromadzenia, iż święty Józef pisał, że chociażby miał dziesięć tysięcy braci, znalazłby ich gdzie rozmieścić. Ale właśnie że byłto zakład pożyteczny Kościołowi, nieprzyjaciel dusz ludzkich, wzbudził przeciw niemu prześladowanie nadzwyczajne.

Już od początku tego świętego dzieła, źli ludzie spotwarzyli byli błogosławionego Józefa; lecz sprawa jego wytoczona przed Papieża i Kardynałów, przekonała ich o fałszywości czynionych mu zarzutów. Aż oto, w lat dwadzieścia po zatwierdzeniu, a we czterdzieści po założeniu tego nowego Zgromadzenia przez świętego Kalasantego, znalazł się w tymże zakonie pewien ksiądz, nazwiskiem Maryusz Soecy, który zaślepiony pychą, niemogąc się dobić urzędu przełożonego, narobiwszy wiele niepokoju wewnątrz Zakonu, oskarżył świętego Założyciela przed trybunałem Inkwizycji o herezyą. W skutek tego, sługa ten Boży, a już wówczas ośmdziesięcioletni starzec, pod strażą przed sędziów stawionym został, którzy uznawszy jego niewinność, tegoż dnia ze czcią go odprawili. Niegodziwy Maryusz nie poprzestał jednak na tém. Użył przebiegłych intryg; a spiknąwszy się z przemożnymi nieprzyjaciołmi tegoż Zakonu, różnemi podstępąmi tyle dokazał, że oczerniwszy całe Zgromadzenie, wmówił w zwierzchność duchowną, jż Józef jako zgrzybiały starzec, nie może już spełniać obowiązków Generalnego przełożonego, i że z tego powodu w podwładnych jego wielką zakradła się niekarność. Przyszło więc nareszcie do téj ostateczności, że świętego Józefa złożono z urzędu Generalnego przełożonego, a dla wybadania dokładniéj prawdy, naznaczono nadzwyczajnym Wizytatorem, ząkonnika sprzyjającego Maryuszowi.

Wtedy bezczelnik ten, dopuścił się wszelkich przeciw świętemu Józefowi zniewag: lżył go publicznie, zwał go starcem zdzieciniałym, głupim; otwierał jego listy, i w jego oczach podarł Ustawy przez niego nadane Zgromadzeniu. Nasz Święty z przedziwną i niezachwianą cierpliwością znosił to wszystko, a tymczasem Pan Bóg w sprawiedliwości Swojéj ukarał Maryusza, który nagle strasznym dotknięty trądem, nędzną śmiercią umarł. Lecz pozostali u steru Zakonu jego zwolennicy, rządząc nim samowładnie, rozproszyli synów świętego Józefa; i niedość na tém, wyrobili u Ojca świętego dekret znoszący to Zgromadzenie.

Najdotkliwszy byłto cios dla Józefa: jednakże jako pokornie z wolą Bożą zgadzający się, błogosławił Pana i za ten ciężki dopust, a przekonany o pożytku swojego zakonu upewniał, że Bóg przeprowadziwszy go przez tak trudne próby, późniéj podźwignie to Swoje dzieło. Jakoż, zaraz po wydaniu owego dekretu, zdumionym został Papież, że zewsząd posypały się do niego prośby, o utrzymanie tego Zgromadzenia. Kardynałowie, Biskupi z różnych krajów, cesarz Niemiecki, królowie Hiszpański, Francuzki i Polski, najchlubniejsze dając świadectwo o członkach tego Zakonu i pożytkach szkół przez nich prowadzonych, prosili aby Ojciec święty Zgromadzenie to utrzymał. Nakazał więc Papież nowe jak najściślejsze prześledzenie całéj téj sprawy; w skutek czego nie tylko cofnął wydany dekret, lecz Zakon Świętego Józefa, jeszcze obszerniejszemi obdarzył przywilejami.

Wszakże sługa Boży nie doczekał téj pociechy na ziemi, bo właśnie przed przywróceniem Zakonu jego przez Papieża, już go Pan Bóg powołał był po zapłatę do Nieba, która wynagrodziła mu najsowiciéj poniesienie tak ciężkiego i długiego prześladowania. On bowiem, któremu Papieże i Królowie różne ofiarowali Biskupstwa, a Paweł V Kardynalstwo, w podeszłéj starości po tylu w Kościele Bożym położonych zasługach, w poniżeniu i nawet wzgardzie ludzkiéj zostając, nigdy nietylko się na to nie uskarżał, lecz owszem ciesząc się z całego serca z tego podobieństwa z Boskim swoim Mistrzem, do końca żywota, prowadził życie pokutne; a gdy go od ciężkich obowiązków Generalnego przełożeństwa uwolniono, dnie całe i większą część nocy, na bogomyślności spędzał. Wtedy téż Pan Bóg obdarzał go niebieskiemi pociechami. Miewał często objawienia, a szczególnie Matki Bożéj, którą od dzieciństwa czcił najserdeczniéj.

Miał lat dziewięćdziesiąt dwa, kiedy w objawieniu miał sobie wskazany dzień śmierci. Przygotowany do niéj całém życiem, przyjął z uczuciem najwyższéj pobożności ostatnie Sakramenta święte, i przepowiedziawszy kilku najprzywiązańszym braciom otaczającym jego łoże, przywrócenie jego Zakonu, zasnął w Panu roku Pańskiego 1648. Papież Benedykt XIV ogłosił go błogosławionym, a Papież Klemens XIII w poczet Świętych go zaliczył.

Pożytek duchowny.

Widzisz z żywota dopiéro przeczytanego, że i najświętszym dziełom i z woli Bożéj wszczętym, dozwala niekiedy Pan Bóg upaść na czas pewien, aby pokorę i cierpliwość sług Swoich wyprobować, a przez to przysporzyć im największych zasług. Niech cię to pobudza do wytrwałości w dobrych twolch celach, chociażbyś ich nie zawsze mógł dopiąć.

Modlitwa (Kościelna)

Boże który przez świętego Józefa wyznawcę Twojego, dla wychowywania pobożnego młodzieży, nowym wsparciem Kościoł zaopatrzyć raczyłeś; daj prosimy, abyśmy za jego przykładem i pośrednictwem, tak postępowali i tak drugich uczyli, abyśmy dostąpić mogli wiecznéj nagrody. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 723–725.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 679

Święty założyciel zakonu Pijarów należy do mężów, którzy około dobra ludzkości nieśmiertelne położyli zasługi. Strawił on przeszło pięćdziesiąt lat na nauczaniu i wychowywaniu opuszczonych sierot i moralnie zaniedbanych dzieci, ocalił ich tysiące od doczesnej i wiekuistej zguby i stał się ich prawdziwym dobrodziejem. Dbajmy i my za jego przykładem o dzieci, miłujmy je jak święty Józef. Zasługują one na tę miłość nie tylko z powodu swych dobrych przymiotów, ale i błędów.

  1. Któż by nie miłował dzieci dla ich stron dobrych? Któż nie polubi ich dla ich czystości nieskalanej prostoty, posłuszeństwa i nieudanej szczerości? Przyrodzenie i natura sama pociąga je do prawdy. Mają one wrodzone poczucie bojaźni Bożej, sprawiedliwości, miłosierdzia względem bliźnich, nienawiści grzechu. Pięknie też powiedział Zbawiciel: „Zaniechajcie dziatek, a nie zabraniajcie im przychodzić do Mnie” (Mat. 19, 14). Dzieci kochały Pana Jezusa i wszędzie za Nim chodziły, wszystko bowiem ciągnęło je do Niego. Nic zaiste nie ma milszego na świecie, jak dziecię potulne, roztropne, pojętne i posłuszne rodzicom, starszym i nauczycielom.
  2. Miłować należy także dzieci z powodu ich błędów i ułomności moralnych. Wskutek grzechu pierworodnego czują one pociąg do złego, który jednak drzemie jeszcze w głębi ich duszy. Mają one swe błędy, jak np. upór, popędliwość, zazdrość, łakomstwo, niewdzięczność, złośliwość, ale tych błędów nie dopuszczają się rozmyślnie, kłamstwo wywołuje na ich obliczu rumieniec wstydu i przestrach, nie czują wstrętu do bogobojności i do pogardy wiary. Ich brak doświadczenia, słabość, ich złe popędy powinny w nas budzić czujność. Dzieci mają ułomności, a wiek ich jest czasem lekkomyślności i roztargnienia, a jednak jest to jedyny wiek – mówi biskup Fenelon – kiedy człowiek wszystko na sobie wymóc zdoła, aby się poprawić. Dzieci są podobne do miękkich i giętkich szczepów, które ogrodnik może tak sadzić, aby rosły prosto. Trudno dostrzec w mężczyźnie dorosłym albo starcu tak szczerą chęć poprawy. Rozsądne napomnienia i przestrogi wszystko na dziecku wymóc mogą. Czyż może być widok przyjemniejszy i więcej budujący, jak dzieci, stworzone na obraz i podobieństwo Boga, które starają się iść za przykładem starszych i dążą do poprawy?

Footnotes:

1

Psal. IX. 14.

Tags: św Józef Kalasanty „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wychowanie edukacja krzyż
2020-06-24

Narodzenie Świętego Jana Chrzciciela

Przyszedł na świat około roku Pańskiego 1-go.

(Szczegóły te wyjęte są z Pisma Bożego.)

Święty Jan przezwany Chrzcicielem, dla tego że miał szczęście chrzcić w Jordanie Chrystusa Pana, a także zwany i Przesłannikiem Zbawiciela, dla tego że do przyjęcia Go usposabiał lud wybrany gdy już Syn Boży zstąpił był na ziemię, przyszedł na świat w ziemi Żydowskiéj, tegoż roku w którym i Pan Jezus. Oto jak nam opowiada Ewangelia święta jego narodzenie:

Za panowania Heroda, w krainie Żydowskiéj żył pewien kapłan Starego Zakonu, imieniem Zacharyasz z pokolenia Abiasza, a więc i Aarona. Miał żonę Elżbietę także z rodu Aaronowego, i oboje byli sprawiedliwi przed Bogiem, żyjąc w wysokiéj świątobliwości, ale bezdzietni. Dnia pewnego kiedy Zacharyasz miał sprawować ofiarę w Świątyni Pańskiéj przez palenie tam kadzidła, co tylko raz na rok według zakonu Mojżeszowego spełniało się, a lud zgromadzony pod przysionkami modlił się czekając godziny ofiary, gdy wszedł on do Przybytku wewnętrznego, ujrzał Anioła stojącego po prawéj stronie ołtarza, co go bardzo wzruszyło i nawet strwożyło. Ale Anioł rzekł do niego: „Nie bój się Zacharyaszu, bo wysłuchana jest prośba twoja co do tego abyś miał potomka. Żona twa Elżbieta powije ci syna i nazwiesz go Janem. I będziesz miał wesele i radość, i wielu ich będzie się radować z narodzenia jego: albowiem będzie on wielkim przed Panem, wina i nic upajającego pić nie będzie, a napełnionym zostanie Duchem Świętym, jeszcze z żywotu matki swéj. A nawróci wielu synów Izraelskich ku Panu Bogu, i będzie szedł przed nim, to jest przed Zbawicielem w duchu i mocy Eliasza Proroka, aby obrócił serca ojców ku synom, a niedowiarki ku roztropności sprawiedliwych; i aby zgotował Panu lud sprawiedliwych.” – Na te słowa Zacharyasz okazał pewną nieufność Aniołowi, gdyż rzekł: – „Zkąd to poznam?”, to jest: jakże mam temu wierzyć, bez jakiego znaku cudownego, kiedym ja stary, a żona moja podeszła w dniach swoich, więc to co mi zapowiadasz, jest przeciwne porządkowi natury. Wtedy Anioł najprzód chcąc mu lepiéj dać poznać kim jest, odpowiedział: „Jam jest Gabryel który stoję przed Bogiem, a jestem posłany, abym mówił do ciebie i to dobre poselstwo tobie doniósł”; a następnie aby mu dać ów znak cudowny którego się Zacharyasz domagał, a oraz nie pozostawić jego niedowierzenia bez słusznéj kary, przydał: „A oto będziesz niemym, ani będziesz mógł mówić, aż do dnia w którym się to stanie, com ci zapowiedział; dla tego żeś nie uwierzył słowom moim które się wypełnią czasu swojego.”

Tymczasem lud zgromadzony w przysion- kach świątyni, „oczekiwał Zacharyasza, i dziwił się że on dłużéj niż zwykle zatrzymywał się w kościele.” Nakoniec wyszedł on ztamtąd, lecz „nie mógł do nich mówić: i poznali że widzenie widział w kościele, a on kiwał na nich, i tylko nachyleniem głowy oznajmiał iż w istocie miał cudowne objawienie ż został niemym.”

Wkrótce potém to co Anioł zapowiedział spełniło się, gdyż święta Elżbieta poznała iż stanie się matką. Gdy była w tym stanie oczekiwania, nawiedzić ją raczyła przenajświętsza Marya Panna, któréj Elżbieta miała szczęście być krewną. A że i Matka Boża już wtedy nosiła w przeczystym żywocie Swoim Syna Bożego, więc Jéj nawiedzenie świętéj Elżbiety, przyniosło dziecięciu które ona miała wydać na świat, tak wielką i wyjątkową łaskę, że w żywocie jeszcze matki swojéj, przed narodzeniem się uświęconém zostało. O czém tak znowu pisze Ewangelia święta: „Skoro usłyszała Elżbieta pozdrowienie Maryi, wchodzącéj do jéj domu aby ją odwiedzić, skoczyło dzieciątko w żywocie jéj, i napełnione jest Duchem Świętym i zawołała głosem wielkim i rzekła: Błogosławionaś Ty jest między niewiastami, i błogosławion owoc żywota Twojego. A zkądże mnie to że przyszła do mnie Matka Pana mojego? Albowiem oto gdy stał się głos pozdrowienia Twojego w uszach moich, skoczyło od radości dzieciątko w żywocie moim.” Jan więc święty, przed przyjściem jeszcze swojém na świat i przedtém zanim Marya narodziła Syna Bożego, już go witał, wyznawał i wielbił!

Gdy święta Elżbieta powiła syna, „usłyszeli sąsiedzi i krewni jéj, iż uwielbił Pan miłosierdzie Swe z nią, i radowali się z nią.” Kiedy zaś przyszło do nadania imienia nowonarodzonemu, co musiało nastąpić według zwyczaju żydowskiego przy obrządku obrzezania, „nazywali go imieniem ojca jego Zacharyaszem.” Imię to bowiem było drogie całemu rodzeństwu świętego Jana i w błogosławieństwie u ludu, z powodu tegoż imienia ojca jego, który je uzacnił i wsławił wielkiemi cnotami z których był znanym powszechnie. I święta więc Elżbieta radaby była nadać mu to imię; ale wiedziała że syna jéj czeka wyjątkowe posłannictwo, że on nie dla rodz ny i dla świata, lecz wyłącznie dla służby Bożéj przeznaczony; że porodzony w łasce, miał stać się Przesłannikiem Zbawiciela; że przychodził na świat głównie dla zwiastowania ludziom Boga Łaski, a zatém powinien nosić imię, któreby nic od krwi i ciała nie miało, a stosowne było do wielkiego przeznaczenia jakie go czekało. Oparła się tedy woli krewnych: „A odpowiedziawszy rzekła: «Nie tak ale nazwan będzie Janem.»” Zaś Jan po hebrajsku znaczy Bóg i Łaska. Lecz krewni świętéj Elżbiety przy swojém obstając mówili do niéj: „Nie ma żadnego w narodzie tym coby go zwano tym imieniem.” A ona posłuszna natchnieniu Boga, który ją w téj okoliczności w szczególny sposób oświecał, bo i Ewangelia święta powiada że „napełniona została Duchem świętym”, żądała koniecznie aby synowi jéj nadać imię Jana. Wtedy krewni udali się do samego Zacharyasza jako ojca, spodziewając się że on nie zgodzi się na to aby nowonarodzony miał imię wcale nieznane w ich rodzie. „I dali znać ojcu jego” powiada Ewangelia święta, „aby się dowiedzieć jakby go chciał nazwać. A on zażądawszy tabliczek, aby napisać bo mówić nie mógł, napisał: Jan jest imię jego; i dziwili się wszyscy” że w tém spotkał się z wolą żony swojéj. Że zaś do téjto tylko pory, według zapowiedzenia Anioła, miał być niemym, więc téż otworzyły się usta jego i przemówił błogosławiąc Panu.

Z przyczyny tak cudownego zdarzenia, „padł strach na wszystkie sąsiądy ich, i po wszystkich górach żydowskiéj ziemi rozsławione są te słowa. A wszyscy którzy to słyszeli kładli to do serca swego mówiąc: co mniemasz za dziecię to będzie! Albowiem była z nim ręka Pańska. A dzieciątko rosło i posilało się w duchu.” 1

W kilka miesięcy po narodzeniu się świętego Jana, wyszedł był okrutny edykt czyli rozkaz króla Heroda wymordowania wszystkich dzieci w ziemi Żydowskiéj. Niesie podanie, że święta Elżbieta uszła z maleńkim świętym Janem na pustynię, i tam go od rzezi niewiniątek uchroniła. Skoro od dzieciństwa wyrastać on zaczął, prosił rodziców aby mu pozwolili udać się na puszczę, mając zamiar wieść życie pustelnicze i całkiem Bogu oddane. Dał mu takowe natchnienie Duch Święty, aby on w tém naśladował Proroków dawnego Prawa, z których był największym i ostatnim, a znowu aby dał początek życiu pustelniczych zakonników nowego Prawa, z których był podobnież największym a najpierwszym. Kosztowało wiele Zacharyasza i Elżbietę rozstanie się z tym ukochanym ich synaczkiem, w którym już podziwiali wysoką świątobliwość; lecz że i sami byli świętymi, widząc w tém wolę Bożą, i przekonani o wysokiém powołaniu świętego Jana, przychylili się chętnie do jego żądania. Jan tedy udał się na puszczę, i na niéj przebywał lat trzydzieści, aż do chwili, gdy mając ogłaszać ludziom przyjście Zbawiciela, wyszedł z niéj, o czém mówić będziemy, w dniu w którym Kościoł Boży obchodzi jego śmierć męczeńską.

Pożytek duchowny

Kościoł święty stosując się do tych słów Ewangelii świętéj gdzie powiedziano: iż wielu radować się będzie z narodzenia świętego Jana, z wielką uroczystością obchodzi pamiątkę jego przyjścia na świat. Innych Świętych Pańskich pamiątka obchodzi się w dzień ich śmierci, jako w dzień ich przejścia do Nieba, jednego świętego Jana Chrzciciela tak jak Pana Jezusa i Matki Bożéj, obchodzi się dzień urodzenia. W pierwszych wiekach w święto jego, trzy Msze święte odprawiano. Niech cię to pobudzi do wielkiego do niego nabożeństwa i szczególnéj w jego pośrednictwo ufności.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś dzień dzisiejszy ku czci naszéj przeznaczył, jako rocznicę narodzenia się błogosławionego Jana Chrzciciela; racz zlać na lud Twój obfite łaski pociech niebieskich, a dusze wszystkich wiernych skieruj na drogi zbawienia wiecznego. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 519–521.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 511

Czemu Jan święty w więzieniu? Pan Bóg wybrał go na to, ażeby jako drugi Eliasz wystąpił i serca ludzkie na przyjście Zbawiciela przysposobił. Więc było potrzeba, aby opowiadał pokutę, gromił grzechy. Ale kaznodzieje pokuty nie podobają się światu, a już najmniej mocarzom. Król Herod żył w kazirodztwie, bo z żoną brata swego. Dnia jednego staje przed nim kaznodzieja z nad Jordanu, staje święty Jan i z nieustraszonym sercem rzecze do niego: „Nie wolno ci mieć żony brata swego!” Na te słowa stary grzesznik zawrzał srogim gniewem, kazał świętego Jana pojmać i wtrącić do więzienia.

Święty Jan padł ofiarą wiernego spełnienia obowiązku. Gdyby był milczał, czekały go zaszczyty na dworze królewskim. Ale święty Jan znał swą powinność, rzekł: „Nie wolno" i więzienie przeniósł nad względy królewskie.

Co spotkało świętego Jana, dzieje się po wszystkie czasy. Gdy pasterz w parafii głosi prawdę Ewangelii, mówi do pysznych, do nie czystych, do pijanic: „Nie wolno" i nieraz spotyka go niewdzięczność, prześladowanie. Ale darmo: za przykładem świętego Jana trzeba spełnić obowiązek, chociażby spotkały i zelżywości, prześladowanie, śmierć.

Święty Jan siedzi w podziemnym lochu – w strasznym więzieniu warownego zamku Macherus. A jednak nie narzeka, nie skarży się na Boga, nie złorzeczy Herodowi, w pokorze poddaje się woli Bożej.

Św. Jan uczy, jak się należy zachować wobec utrapień i dopustów Bożych. Życie nasze tu na ziemi nie może być bez krzyżów. Na każdej ścieżce czekają nas smutki, dolegliwości, utrapienia. Kto wolny od krzyża?

Wspomnij na świętego Jana w więzieniu i nie żal się na Boga, nie gniewaj na ludzi, ale mów z prorokiem: „Właśnie to jest choroba moja, będę ją nosił”.

Święty Jan ściągnął na siebie gniew króla. Czy Herod przebaczy mu owo: „Nie wolno?” Nie przebaczy. Święty Jan jednak nie przestaje ufać w Panu. Uczmy się od niego ufać i w najstraszniejszej niedoli!

Footnotes:

1

Łuk. I. 13–80.

Tags: św Jan Chrzciciel „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Ewangelia pustelnik krzyż
2020-06-07

Św. Pawła, Biskupa Carogrodzkiego i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 351.

(Żywot jego napisany przez Teodoreta, znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Paweł, którego męczeństwa dziś uroczysta pamiątka przypada, był jednym z tych sławnych Biskupów, którzy w czwartym wieku, wraz ze świętym Atanazym, bronili wiary świętéj, przeciwko rozszerzającéj się wtedy herezyi aryańskiéj, i z téj przyczyny wiele wycierpieli. Był rodem z Tessaloniki w Macedonii. Pobożnie i starannie przez rodziców wychowany, w młodości odznaczył się jak świątobliwością tak i niepospolitą biegłością w naukach. Przybywszy do Carogrodu, gdy na téj patryarchalnéj stolicy zasiadał święty Metrofan, zwrócił na siebie szczególną jego uwagę. Arcybiskup ten skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, i Aleksandrowi którego jako Teologa posyłał w swoje miejsce na Sobór Nicejski przydał za sekretarza. Tam zawiązał on stosunki ze Świętym Atanazym, z którym odtąd w ścisłéj aż do śmierci zostawał przyjaźni. Święty Aleksander, zostawszy po śmierci świętego Metrofana Arcybiskupem Carogrodzkim, wyświęcił Pawła na kapłaństwo, i powierzył mu głoszenie słowa Bożego w swojéj stolicy. Święty pracując w tym zawodzie, najzbawienniejsze na wszystkich mieszkańców sprowadzał owoce. Wielkie to miasto, zarażone już wielu kacerstwami, a nawet wtedy głośne ze skażenia obyczajów, inną jeszcze więcéj, Paweł wytępił panujące tam błędy, rozżywił w ludzie ducha pobożności, i okazał się jednym z najdzielniejszych sekty aryańskiéj pogromcą. Święty Aleksander umierając, objawił duchowieństwu życzenie, aby w jego miejsce obrano świętego Pawła, lecz aryanie popierali jednego ze swoich, nazwiskiem Macedoniusz. Wszakże stronnictwo katolickie przemogło, Paweł wybrany i na Arcybiskupa wyświęcony został, z wielkiém zadowoleniem duchowieństwa i ludu.

Tymczasem aryanie użyli wszelkich środków aby się pozbyć Pasterza, którego znali dobrze gorliwość w ściganiu ich błędów. W tym celu oskarżyli świętego Pawła przed cesarzem Konstantynem, i oszczerstwa na niego miotane tak przebiegle fałszywemi dowodami poparli, że uwiedziony Cesarz, świętego Pawła, który zresztą obojętny na to co go spotka słabo się bronił, wskazał na wygnanie do Pontu, nie obsadzając jednak Biskupstwa Carogrodzkiego, innym Pasterzem. Nasz Święty na wygnaniu tém spędził lat kilka, i dopiéro po śmierci Konstantyna powrócił na swoję stolicę, równie jak i inni Biskupi przez tego cesarza wygnani. Miasto całe przyjęło go z oznakami wielkiéj radości i czci głębokiéj. Ubodzy szczególnie, wdowy i sieroty których był ojcem, wyszli na jego spotkanie, i ze łzami go witali. Przywrócony do swojéj godności, chociaż wiedział dokładnie kto byli ci co go głównie czernili i sprawcami stali się jego wygnania, nie tylko ich nie karał, nie tylko nie dał im uczuć najmniejszego żalu, lecz pomny na słowa Chrystusa Pana mówiącego: „Dobrze czyńcie tym którzy was mają w nienawiści”, 1 szczególną okazywał im łaskawość. Gdy niektórzy z nich w niedostatek zapadli, wspaniałomyślnie ich wspierał, i wielu przez to nie tylko sobie, lecz i Kościołowi pozyskał, wyrywając ich z aryanizmu.

Lecz nie długo i ta razą, nieprzyjaciele wiary świętéj dali mu zażywać spokoju. Konstancyusz który po Konstantynie ojcu swoim na tron wstąpił, uwiedziony także intrygami aryanów, przybywszy do Carogrodu, niezwłocznie wywarł gniew swój na Świętego. Podżegany od jego nieprzyjaciół, którzy zagorzałego aryanina Euzebiusza z Nikomedyi, na miejsce Pawła obsadzić starali się, postanowił pozbyć się go koniecznie. W tym celu zgromadził zbór z Biskupów na dworze jego przebywających, a którzy wszyscy zarażeni byli herezyą aryańską. Ci świętego Patryarchę, nie zawezwawszy nawet na sądy, od Biskupstwa bezprawnie odsądzili, a Cesarz skazał go na wygnanie, na miejsce jego wtrącając Euzebiusza.

Święty Paweł, to powtórne swoje wygnanie, przyjął z pokorném poddaniem się dopustowi Bożemu, a widząc iż już ludowi swojemu przewodniczyć nie może, i na całym Wschodzie, gdzie aryanie popierani przez Cesarza rozwielmożnili się byli, spokoju nie znajdzie, udał się do téj części kraju, która podlegała cesarzowi Konstantemu. Tam osiadł w Trewirze, gdzie zastał i świętego Atanazego, i gdzie Biskup miejscowy święty Maksymin, przyjął go jak Męczennika za wiarę, i wszelkim sposobem starał się osładzać mu gorycze wygnania. Wkrótce potém, wraz ze świętym Atanazym i wielu innymi Biskupami prześladowanymi na Wschodzie, udał się Paweł do Rzymu. Papież Juliusz przyjął go bardzo łaskawie, a na Soborze tam podówczas zgromadzonym, rozpatrzywszy sprawy Biskupów wygnanych ze Wschodu, i nieprawnie przez aryanów ze Stolic swoich złożonych, władzą swoją przywrócił prawych Pasterzy do ich dyecezyi. Śmierć przywłaszczyciela Euzebiego, która nastąpiła przy końcu roku 341, ułatwiła świętemu Pawłowi powrót do Carogrodu. Przewidywał on że go tam nowe niebezpieczeństwa czekają, lecz że wolą Papieża było aby wracał do swojéj owczarni, spełnił to chętnie. Przewidywania jednak jego, nie były płonnemi. Wprawdzie i tą razą katolicy uszczęśliwieni iż się pozbyli nieprawnego aryańskiego Biskupa, przyjęli go jak wprzódy z oznakami wielkiéj czci i radości, lecz aryanie, których stronnictwo ze śmiercią Euzebiego nie przycichło, nowe na niego uknuli spiski. Dwóch ich głównych przewódców: Teogoniusz z Nicei i Teodor z Heraklei, aryańscy Biskupi, wyświęcili Macedoniusza na Patryarchę Konstantynopolitańskiego. Odszczepieniec ten, poparty silném swojém stronnictwem, zasiadł na stolicy Carogrodzkiéj, czego ludność katolicka znieść nie mogąc, oburzyła się do tego stopnia, iż przyszło do wojny domowéj, pomimo tego że święty Paweł wszelkiemi środkami starał się lud uspokoić, i gotów był sam dobrowolnie ustąpić, byle rozlew krwi powstrzymać.

Konstancyusz przebywający podówczas w Antyochii, dowiedziawszy się o zaszłych zaburzeniach, a uprzedzony zawsze przeciw świętemu Pawłowi, wysłał jednego z wodzów swoich nazwiskiem Hermogenesa z wojskiem, aby katolików w Carogrodzie uśmierzył, a świętego Pawła z jego Biskupstwa złożył. Ten przybywszy, gwałtami jakich się odrazu dopuścił, całą ludność do najwyższego stopnia rozdrażnił. Napróżno nasz Święty, z narażeniem życia udał się na miejsce gdzie wzburzony lud się znajdował, prosił go, zaklinał i nakazywał aby się uspokoił, a przedewszystkiém do oręża się nie uciekał. Nietrafne postępowanie Hermogenesa, do takiéj ostateczności doprowadziło rzeczy, że sam to życiem przypłacił.

Zawiadomiony o tém Cesarz, miał zamiar na wszystkich katolikach w Carogrodzie najstraszniejszą zemstę swoję wywrzeć. Na prośby jednak Senatu, ograniczył się na tém, że na samym tylko świętym Patryarsze postanowił się pomścić. Najprzód tedy wydał rozkaz, aby on niezwłocznie miasto opuścił. Święty już dawno i sam chciał to uczynić, lecz nie mógł, gdyż katolicy dzień i noc trzymali go pod strażą w pałacu, zapowiadając że wolą zginąć do jednego, niż Biskupa swego wydać w ręce nieprzyjaciół. Wtedy Paweł, potajemnie w nocy spuściwszy się w koszu z okna, jak niegdyś Paweł Apostoł, uszedł i ukrył się w Tessalonice, mieście swojém rodzinném. Zamierzał już tam nieznany i ukryty, przebyć resztę dni swoich, kiedy nieustające wzburzenia między katolikami, zmusiły Cesarza do przyzwania go po raz trzeci z powrotem; lecz że czynił on to pomimo chęci, dozwolił téż aryanom, gdy święty Paweł znowu zasiadł na swojém Biskupstwie pastwić się nad nim do woli, prześladując go okrutnie. Trudno wypowiedzieć co ten mąż Boży, wycierpiał w ciągu tych sześciu lat, przez które zarządzał jeszcze swoją owczarnią: obelgi najdotkliwsze, oszczerstwa najszkaradniejsze, kilkakrotne czyhanie na jego życie, wszystko to znosił ten błogosławiony Pasterz, byle owieczek swoich, wystawionych na pastwę nieprzyjaciół Chrystusowych, nie zostawiać bez opieki. Nakoniec i życie swoje za nie położył. Konstancyusz, po śmierci Konstansa brata swojego cesarza Zachodniego a obrońcy katolików, tém śmieléj ich prześladując, wywarł szczególnie swoję zajadłość na świętego Pawła. Kazał go najprzód uwięzić, a potém skazawszy po raz trzeci na wygnanie, zasłał go na górę Tauryńską i oddał w ręce aryanów. Ci najprzód wtrącili go do podziemnego więzienia, i chcieli głodem umorzyć; lecz gdy szóstego dnia znaleźli go, pomimo iż żadnego ani pokarmu ani napoju nie używał, żywego, zadali mu śmierć przez uduszenie. Męczeństwo to poniósł 7 Czerwca, roku Pańskiego 351.

Pożytek duchowny

Święty Biskup, którego żywot czytałeś, tylekroć razy wygnany ze swego Biskupstwa, obejmował na nowo jego rządy, z całą gorliwością obowiązkom się swoim oddając. Niech cię to uczy, jak żadne przeszkody i prześladowanie od złych ludzi doznawane, nie powinny nas odstręczać od spełniania tego, czego po nas Pan Bóg wymaga, a przedewszystkiém od spełniania obowiązków naszego stanu.

Modlitwa

Boże! Któryś w błogosławionym Pawle Biskupie i Męczenniku, nieustraszonego obrońcę wiary świętéj wskrzesił, daj nam za jego pośrednictwem, abyśmy w téj wierze ukrzepieni, w niéj aż do śmierci trwając, wraz z nim w wieczności Cię chwalili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 468–470

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 471–472

Czym jest cierpliwość chrześcijańska? Jest ona potęgą moralną, jest cnotą, za pomocą której panować możesz nad wszelkim cierpieniem i smutkiem. Nie wymaga ona nieczułości na cierpienia i smutki, lecz wytrwania w miłości ku Chrystusowi, gdy one przyjdą.

Jakże się ma z twoją cierpliwością? Od krzyża na tej ziemi nikt się nie uwolni. Jakże znosisz krzyż cierpień swoich? Święty Augustyn pisze: „Na Górze Kalwarii były trzy krzyże. Na jednym przybity był złoczyńca, który został zbawiony, bo żałował za grzechy; na drugim złoczyńca, który poszedł na potępienie wieczne dla zatwardziałości serca swego; na trzecim, w środku, wisiał Chrystus. Krzyże były równe, ale ukrzyżowani nierówni".

Jak na owej Kalwarii, tak się dzieje i w życiu ludzkim. Wielu ludzi nosi ten sam krzyż, ale nie w ten sam sposób, przeto też krzyże te nie mają równych losów.

Jeżeli cierpisz niewinnie, a krzyż ten znosisz z pokorą, to czeka cię zbawienie wieczne; jeżeli cierpisz słusznie, a jesteś zatwardziały, to piekło będzie twoją nagrodą. Jakże tedy myślisz znosić ów krzyż cierpień, który nikogo nie minie? Namyśl się dobrze. Nosić ten krzyż koniecznie musisz, zdjąć go z siebie nie możesz, jak byś może tego pragnął; dla twego przyszłe go zbawienia ważne będzie, w jaki sposób ten krzyż poniesiesz. Patrz na Jezusa i na świętego Pawła, ucz się od nich i naśladuj ich.

Footnotes:

1

Mat. V. 44.

Tags: św Paweł I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik św Atanazy arianizm pokora cierpliwość krzyż
2020-05-03

Znalezienie Krzyża Świętego

Zaszło roku Pańskiego 326.

(Szczegóły te wyjęte są z dzieł Tylemoncyusza, Sozemena i Teodorete, wielkiéj powagi pisarzy Kościelnych.)

Cesarz Konstantyn Wielki, wybierając się na wojnę z Maksencyuszem, nierównie liczniejsze od niego posiadającym wojska, chociaż wtedy był jeszcze poganinem, zaczął już wzywać pomocy Boga chrześcijańskiego, którego wszechmocność uznawał, i prowadząc swoje hufce, ciągle się do Niego modlił. Razu pewnego, wśród białego dnia, okazał mu się na Niebie krzyż jaśniejszy nad słońce z napisem: „Pod tém znamieniem zwyciężysz.” Tejże nocy objawił się mu Pan Jezus, i nakazał aby toż znamię święte, użył za proporzec w bitwach. Cesarz spełnił to polecenie, a przywoławszy do siebie kilku Biskupów, wyuczony zasad wiary chrześcijańskiéj, postanowił już od téj chwili popierać ją w całém państwie swojém.

Tymczasem nadciągnął Maksencyusz z dwóchkroćstotysięczną armią. Konstantyn, ufny w moc Krzyża świętego, uderzył na niego z garstką swoich, pobił nieprzyjaciół na głowę, a Maksencyusz uchodząc w Tybrze utonął. Następnie odniósł zwycięstwo i nad Licyniuszem cesarzem wschodnim, a przez to stając się władcą obydwóch cesarstw, wszelkiéj dokładał usilności, aby wiarę w Chrystusa rozkrzewiać, a resztki pogaństwa wyniszczyć.

Matka jego, święta Helena cesarzowa, będąc już chrześcijanką, szczególne powzięła nabożeństwo do Krzyża świętego, którego znamię i najświetniejsze zwycięstwo zjednało jéj synowi, i serce jego do prawdziwéj wiary zwróciło. Pod wpływem natchnienia Boskiego, udała się do Jerozolimy, aby uczcić ziemię po któréj chodził Syn Boży, i odszukać koniecznie to drzewo krzyżowe, na którém za zbawienie ludzi, umrzeć Pan Jezus raczył. Było to jednak nie łatwo, gdyż poganie przez nienawiść do wiary chrześcijańskiéj, chcąc niszczyć wszelkie pamiątki po Chrystusie Panu, i miejsce ukrzyżowania na Kalwaryi, i grób Pański, przysypali gruzami i nawozem ziemi.

Przeszkody te nie wstrzymały jednak cesarzowéj, a Pan Bóg nagrodził jéj pobożne usiłowania i przez objawienie dał jéj poznać, że Krzyż święty znajduje się w jednym ze sklepień grobu Chrystusowego. Kazała więc wywiedzieć się od najstarszych mieszkańców miasta, o miejscu gdzie było złożone przenajświętsze Ciało Pana Jezusa, i w nim głęboko ryjąc szukać skarbu, o który jej chodziło. Jakoż, wydobyto tam trzy krzyże, a z niemi znaleziono nawet i tablicę z napisem, która była przybita do krzyża Zbawiciela, lecz oderwaną od niego. Z tego powodu zachodziła wątpliwość, który z trzech wykopanych krzyżów był krzyżem na którym Pan Jezus umierał. Przeto święty Makary ówczesny Patryarcha Jerozolimski, nakazał publiczne modlitwy, aby uprosić u Boga środek rozpoznania prawdziwego narzędzia zbawienia ludzkiego, i to w sposób następujący stało się: Do niewiasty śmiertelnie choréj i już blizkiéj śmierci, przytknięto krzyże. Dwa pierwsze żadnego nie wywarły skutku; lecz gdy trzeci do niéj zbliżono, w tejże chwili wyzdrowiała najzupełniéj. Co więcéj piszą że późniéj przynoszono umarłych, którzy położeni na krzyż prawdziwy zmartwychwstali, gdy na drugich dwóch krzyżach, cud ten nie powtarzał się.

Cesarzowa Helena święta, kazała wybudować wspaniały kościoł na miejscu gdzie Drzewo Krzyża świętego wynalezione zostało, i jednę połowę jego w bogaty relikwiarz oprawną tam złożyła, a drugą zawiozła cesarzowi, który dar ten nieoszacowany z wielką czcią przyjął. Część jego pozostawił w swojéj stolicy Carogrodzie, a resztę odesłał do Rzymu, i umieścił w kościele przez niego umyślnie na to zbudowanym, gdzie dotąd się przechowuje, i który dla tego nazwany jest kościołem Krzyża świętego Jerozolimskiego.

Święty Cyryl, który w lat dwadzieścia po świętym Makarym był Biskupem Jerozolimskim świadczy, iż w krótkim czasie po wszystkich częściach świata rozniesione zostały kawałki Drzewa świętego z Jerozolimy, gdyż i jego poprzednicy i on sam udzielał ich znakomitszym pielgrzymom przybywającym do Ziemi świętéj, w celu ujrzenia i uczczenia téj najświętszéj Relikwii. Tenże Biskup przydaje, jako naoczny tego świadek, że część ta Drzewa świętego, nie zmniejszała się wcale, chociaż z niéj tak często po kawałku ujmowano: i że się na niéj ciągle ponawiał cud rozmnożenia pięciu chlebów, gdyż i ono udzielane bezustannie, nie ubywało wcale. Święty Paulin, żyjący w początkach piątego wieku, pisząc o tém powiada: że cudowną tę własność Drzewa świętego, które jakby drzewo żyjące ciągle odrasta, nadało mu zetknięcie się z Boskim ciałem Jezusowém, które na témże drzewie śmierć poniosłszy, śmierć zwyciężyło przez chwalebne swoje zmartwychwstanie. 1

Ponieważ było zwyczajem u Żydów, aby chowając tych których tracono jako winowajców, grzebać razem z nimi i narzędzia ich męki, więc prócz tablicy z napisem znaleziono wtedy i gwoździe, a jak niektórzy utrzymują i koronę cierniową, która za czasów świętego Grzegorza Turoneńskiego żyjącego w szóstym wieku, wyglądała tak świeżo, że jak pisze ten uczony i święty Biskup, zdawało się że codziennie się odświeżała. Święty Ambroży, święty Grzegorz Nazyanzeński, Nicefor i wielu innych, twierdzą że cesarzowa znalazła tam tylko trzy gwoździe. Łatwo można je było odróżnić od tych któremi byli przybici dwaj Łotrzy, gdyż te ostatnie były rdzą zjedzone, a gwoździe z rąk i nóg Zbawicielowych cudownie zostały zachowane, i wyglądały jak nowe. Jeden z nich był zamieszczony przy wojennéj zbroi konia cesarza Konstantyna; drugi na koronie jego, a trzeci święta Helena wrzuciła w morze Adryatyckie, w chwili strasznéj burzy, która wnet ustała. Lecz i ten nie został zatracony, gdyż wypłynął na wierzch wody jak niegdyś siekiera Elizeusza, w skutek czego cesarzowa do niego szczególne miała nabożeństwo, i podarowała go kościołowi Trewirskiemu, gdzie podówczas był Biskupem święty Agrycyusz, wielce od niéj poważany prałat. Następnie, ten który był przy koronie cesarskiéj, oddała kościołowi na Lateranie w Rzymie, a trzeci katedrze Medyolańskiéj.

Do owego czasu kara ukrzyżowania bywała wykonywana na największych zbrodniarzach, i za najhaniebniejszą uchodziła. Lecz od chwili wynalezienia Drzewa Krzyża świętego, zniósł ją cesarz Konstantyn w całém państwie swojóm, a znamię Krzyża Pańskiego, od téj pory we wszystkich kościołach i w publicznych nabożeństwach, czci najgłębszéj odbierać nie przestaje, jako znamię tego świętego narzędzia, na którém Bóg stawszy się człowiekiem, dokonał sprawy największego miłosierdzia Swojego nad ludźmi, dał dowód najwyższéj i niepojętej miłości Swojéj ku nam.

Wynalezienie tak wielkiéj ceny relikwii, Kościoł święty postanowił obchodzić corocznie pamiątkową uroczystością. Wyznaczono na to dzień trzeci Maja, jako najbliższy po uroczystościach Wielkanocnych, których oktawa może przypaść na dzień drugi tegoż miesiąca. Pacierze kapłańskie, a w nich Antyfony, Hymny i Lekcye, są do téj pamiątki zastosowane, równie jak i cała Msza święta, a w kościołach które posiadają relikwie Drzewa świętego, wystawia się ono ku czci publicznéj, i w dniu tym wierni przypuszczeni bywają do jéj ucałowania.

I w kraju naszym w wielu kościołach znajdują się te najdroższe szczątki: największe są w kościele świętego Krzyża na Łyséj Górze po ojcach Benedyktynach, umieszczone tam w wieku XVII przez księcia Eryka królewicza Węgierskiego, i w kościele ojców Dominikanów w Lublinie gdzie się przechowuje jedna z największych relikwii Drzewa świętego, jaką dziś gdziekolwiek prócz Rzymu widzieć można. Bardzo znaczną także posiada Kaplica Infirmeryjna w klasztorze ojców Kapucynów w Zakroczymiu.

Pożytek duchowny

Każdy widok Krzyża świętego powinien obudzać w nas najżywsze uczucia miłości Boga i żalu za grzechy. Miłości: na widok tego narzędzia, na którym z miłości ku nam, umarł Zbawiciel; żalu za grzechy: z przekonania jak straszną obrazą Bożą jest grzech, kiedy aby za nią zadość uczynić, aż tego trzeba było, żeby na tak barbarzyńskiém rusztowaniu Syn Boży został okrutnie rozpięty. Czy widok Krzyża świętego obudza takowe uczucie w sercu twojém?

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś w pamiętném zbawieniodawczego krzyża znalezieniu, męki Twojéj cuda wznowił, spraw abyśmy ożywczego Drzewa ceną, wiekuistego życia nagród dostąpili. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 358–360.

Footnotes:

1

Ś. Pauli. Epist. XI. ad Severia.

Tags: Krzyż „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Helena
2020-04-28

Św. Pawła od Krzyża

Żył około Roku Pańskiego 1775.

(Żywot jego wydany został w Rzymie w roku jego beatyfikacyi przez ojca Pellegrino, z tegoż Zgromadzenia kapłana.)

Święty Paweł przezwany od krzyża dla szczególnego nabożeństwa jakie miał do męki Pańskiéj, urodził się w mieście Owedo we Włoszech w Liguryi położoném, roku Pańskiego 1694. Rodzina jego do szlachty należąca, pochodziła z prowincyi Kastlaceńskiéj. Na znak przepowiadający wysoką świątobliwość do jakiéj miał dojść z czasem, w nocy w któréj wydawała go na świat matka, pokój jéj napełniony został światłem niebieskiém. Wychowany bardzo starannie i pobożnie pod okiem świątobliwego kapłana, od lat dziecinnych okazywał wielkie, we wszelkiego rodzaju ćwiczeniach pobożnych, upodobanie, a szczególnie do Męki Pańskiéj i Boleści Matki Bożéj serdeczne miał nabożeństwo. Obok tego, wówczas już czuwaniem na modlitwie i biczowaniem się trapił niewinne ciało, a każdy piątek susząc, pijał ocet z żółcią.

Doszedłszy do lat młodzieńczych, coraz stawał się pobożniejszym. Zostając pod przewodnictwem duchowném ojców Kapucynów, których klasztor znajdował się blizko miejsca pobytu jego rodziców, wielki na drodze świątobliwości czynił postęp. Co mu tylko od nauk zbywało czasu, przepędzał go w kościele, za największą mając pociechę odmawianie pacierzy kanonicznych wraz z zakonnikami. Ubogich hojnie wspierał, obracając na jałmużny te wydatki, jakie jego wieku i stanu młodzieńcy obracają na rozrywki i różnego rodzaju zbytki. Wszelkich biesiad, a szczególnie wieczorów na których tańczono unikał. Zdarzyło się iż pod niebytność zwykłego spowiednika, poszedł do spowiedzi do proboszcza. Ten nie tylko ostro go złajał, zarzucając mu fałszywą pobożność, lecz oraz surowo mu nakazał aby się znajdował na balu, który tegoż dnia miał być dany, i aby na nim koniecznie tańczył. Święty młodzieniec był tém nad wszelki wyraz zasmucony, lecz chcąc nie wykroczyć przeciw posłuszeństwu, udał się na onę biesiadę, i już ze ściśnioném sercem zabierał się do tańca, kiedy oto sam Pan Bóg uwolnił go od téj przykrości. W chwili gdy tańce miały się rozpoecząć, struny na wszystkich instrumentach się porwały.

Za serdeczne nabożeństwo jakie miał do Matki Bożéj, pozyskał razu pewnego Jej cudowną pomoc. Wpadł był w rzekę Tanaro i już tonął, lecz gdy wezwał Maryą, podała mu Matka niebieska rękę, i z wody go cudownie wywiodła.

Stroniąc od towarzystwa młodzieży lekkomyślne życie wiodącéj, zgromadził był przy sobie pewną liczbę młodych towarzyszy, którzy zachęceni jego przykładem i naukami jakie im dawał wprawiając ich szczególnie do rozmyślania Męki Pańskiéj, zaczęli uczęszczać do Sakramentów świętych, i stali się najprzykładniejszymi młodzieńcami. Kilku z nich wstąpiło późniéj do zakonu, inni wyszli na zacnych obywateli odznaczających się prawością i dobremi obyczajami. Poznał się był z dwoma młodymi francuzami wyznania protestanckiego. Uprosił rodziców aby ich na pewien czas przyjęli do domu, i tak wpłynął na nich, że oba przyjęli wiarę katolicką, a jeden z nich stał się bardzo świątobliwym zakonnikiem.

Święty Paweł coraz bardziéj, rozmyślaniem dowodów miłości Bożéj do ludzi w męce Pana Jezusa jaśniejącéj, miłością Zbawiciela przejęty, zapragnął i sam krew swoję w obronie wiary przelać. W tym celu wstąpił do wojska, które zbierano w Wenecyi przeciw Turkom grożącym całemu chrześcijaństwu. Lecz poznawszy na modlitwie, że go Pan Bóg do wyłączniejszéj Swojéj przeznacza służby, opuścił ten zawód.

Po powrocie do ojczyzny, stryj jego bardzo majętny a bezdzietny, przeznaczał mu cały majątek, z warunkiem aby poślubił pewną bardzo zacną i także majętną dziewicę. Nie przystał na to święty Paweł, i już wtedy mając lat dwadzieścia sześć, postanowił wieść życie odosobnione, oddane szczególnie rozmyślaniu Męki Pana Jezusa i usłudze duchownéj bliźnich, do czego miał już i gotowych kilku towarzyszy. Zwierzył się ze swojemi zamiarami Biskupowi, jako swojemu duchownemu zwierzchnikowi, który uznając w tém natchnienie Boskie, pobłogosławił mu i przyodział go w suknię zakonną, którą wskazała mu sama Matka Boża w objawieniu a która była w kształcie habitu koloru czarnego, z umieszczoném na boku piersi sercem białém, mającém na sobie znamiona Męki Pańskiéj, i którą noszą dotąd bracia, do założonego przez niego Zgromadzenia należący. Niezwłocznie udał się z jednym towarzyszem na miejsce bardzo odosobnione w okolicach miasta Kastellacio, i tam osiadłszy przy małym kościołku świętego Stefana, utrzymując się z jałmużny, wiódł życie tak pokutne i bogomyślne, jak dawni pustelnicy egipscy. Lecz obok tego, nie tylko nawiedzał ubogich chorych, doglądał ich z największą miłością i miewał nauki do coraz liczniéj odwiedzających go na pustyni, lecz nawet Biskup wzywał go z naukami do niektórych kościołów, chociaż jeszcze żadnych święceń nie miał. Wywiązywał się z tego nasz Święty z wielkim dla wiernych pożytkiem, a w każdéj przemowie swojéj rozwodząc się nad dowodami miłości Boskiéj do ludzi, jakie nam dał Syn Boży w Męce Swojéj, najgorliwiéj zachęcał słuchaczów, do jak najczęstszego jéj rozmyślania.

Ponieważ do miejsca jego pobytu, zgłaszać się poczęli niektórzy, pragnący pod jego przewodnictwem wieść tenże co i on rodzaj życia, więc już wtedy wziął się do pisania Reguły, zasięgając w tém rady Biskupa i ojca Kolumbana wielkiéj świątobliwości kapucyna, do którego nawet w tym celu odbył wśród zimy pieszo i o żebranym chlebie pielgrzymkę do Szwajcaryi, gdzie tenże przebywał.

Głównym celem należących do tego nowego zgromadzenia, miało być nie tylko własne uświątobliwienie przez najżywszą pamięć na niepojętą dobroć Boga, która przywiodła Go do tego że z miłości ku nam stał się człowiekiem i wydał się na okrutną mękę i śmierć haniebną, lecz i rozbudzanie w sercach wiernych jak najserdeczniejszego do tajemnic męki Chrystusowéj i Boleści Matki Bożéj, nabożeństwa.

Po roku pobytu swojego na puszczy, święty Paweł z polecenia Biskupa udał się do Rzymu, gdzie odbywszy zawód nauk teologicznych, z wyraźnego rozkazu samego Papieża Benedykta XIII, wyświęcony został na kapłana, i otrzymał od niego upoważnienie założenia nowego Zgromadzenia swojego. W tym celu z kilku już towarzyszami osiadł na samotnéj górze Argentaryjskiéj, w miejscu które mu także Matka Boża wskazała w objawieniu, i założył tam pierwszy klasztor tak nazwanych Pasyonistów, od wyrazu Passio Domini to jest Męka Pańska.

Jak w każdóm dziele świętém zwykle wielkie napotykają się trudności, tak i w swojém znalazł ich nie mało nasz Święty: lecz że był świętym i z Bożego działał natchnienia, przezwyciężył wszystkie, i zgromadzenie jego w krótce wielu znakomitych i nauką i świątobliwością posiadające braci, zatwierdzone zostało przez Stolicę Apostolską, z przydaniem do trzech zwykłych ślubów zakonnych i czwartego, obowiązującego zakonników do jak najgorliwszego rozszerzania nabożeństwa do Męki Pańskiéj i Boleści Matki Bożéj. Za życia jeszcze świętego Pawła, stanęło około trzydziestu klasztorów jego Reguły. Założył on także i zgromadzenie żeńskie, w którym poświęconych Bogu dziewic głównym obowiązkiem jest oddawanie nieustającej czci niepojętéj miłości ku ludziom ich niebieskiego Oblubieńca, i ciągłe rozmyślanie Męki Chrystusowéj i Boleści Jego Matki przenajświętszéj.

Obarczony ważnemi i kłopotliwemi zajęciami, około nowo zakładanych zgromadzeń, pałający gorliwością o zbawienie dusz Męką Chrystusową okupionych, nieustannie głosił słowo Boże, niezliczoną liczbę grzeszników przywodząc do skruchy i poprawy życia, i najzatwardzialszych nawracając heretyków i niedowiarków. Cała zaś moc i skuteczność jego kazań, wypływała ze sposobu w jaki mówił o szczegółach Męki Zbawiciela, gdyż wtedy i sam łzami się zalewając i słuchaczów do płaczu pobudzając, najzimniejsze serca porywał i Panu Bogu pozyskiwał.

W piersiach jego taka gorzała miłość Boża, że odzienie serca dotykające niekiedy jakby od ognia było spalone, i dwa żebra z lewéj strony rozszerzone zostały. Podczas sprawowania Mszy świętéj, rzewne łzy wylewał, często w zachwycenie wpadał i w powietrze bywał uniesiony, a twarz jego widywano wtedy niebieską jasnością oślnioną. Podczas gdy kazywał, słyszano kilka razy jak Anioł z nieba dyktował mu słowa, a głos jego dochodził do uszu osób o kilka tysięcy kroków od niego będących. Obdarzył go był Pan Bóg i darem czynienia cudów: wielu ciężko chorych znakiem krzyża świętego uzdrowił, złym duchom rozkazywał; posiadał dar proroctwa i przenikania serc ludzkich. Tylu udarowany łaskami, czcią powszechną otaczany, u Papieża w szczególném będąc poważaniu, niezrównanéj był pokory. Poczytywał się za ostatniego z ludzi, wszelkie upokorzenia znosił z największą radością, i swój rodzaj życia nadzwyczaj umartwiony wiódł do najpóźniejszéj starości.

Miał lat przeszło ośmdziesiąt, gdy zapadł na zdrowiu. W chorobie nawiedzony przez ojca świętego Piusa VI, prosił go żeby wszelkiego dokładał starania, aby dogmat nieomylności Papieża został co prędzéj ogłoszony. Nakoniec pełen cnót i zasług, pobłogosławiwszy zgromadzonych około niego braci, i po udzielonéj im zbawiennéj nauce, przyjąwszy ostatnie Sakramenta, polecając się Matce Bożéj Bolesnéj, w chwili gdy się mu Ona okazała w cudowném widzeniu, oddał Bogu ducha, jak to dawno był przepowiedział, w dniu ósmym Października roku Pańskiego 1775.

Licznemi i po śmierci słynącego cudami, Papież Pius IX najprzód w poczet błogosławionych, a następnie w roku 1867 w poczet Świętych zaliczył.

Pożytek duchowny

Zdaniem najświątobliwszych mistrzów życia duchownego, nie masz zbawienniejszego ćwiczenia, nad pobożne rozmyślanie męki Pańskiéj i Boleści Matki przenajświętszéj. Jestto najkrótsza droga do nabycia cnót wszelkich i wyjednywania sobie łask najpotrzebniejszych. Postanów więc jak najczęściéj uciekać się do środka tak dla każdego dostępnego, a tak pełnego niezrównanych korzyści dla duszy.

Modlitwa (kościelna)

Panie Jezu Chryste, któryś do opowiadania tajemnicy Krzyża, świętego Pawła szczególną miłością obdarzył, i przez niego nowe Zgromadzenie zakonne w Kościele wskrzesić raczył, za jego pośrednictwem spraw prosimy, abyśmy Mękę Twoję pobożnie rozmyślając na ziemi, owoców jéj dostąpili w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 328–330.

Vide: Święto Siedmiu Boleści Matki Bożéj

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 812

Zakon świętego Pawła powstał w czasach, kiedy masoneria rozpanoszyła się w Europie i utorowała drogę krwawej rewolucji francuskiej i niemniej zgubnemu józefinizmowi w Niemczech. W tak smutnym okresie spoglądanie na krzyż i zwrócenie uwagi na Mękę Pańską było najskuteczniejszym środkiem ożywienia wiary. O wielkiej skuteczności rozpamiętywania Męki Pańskiej możesz się łatwo przekonać, jeżeli rozważysz dzieje i obrządki Kościoła.

  1. Rzućmy okiem na Dzieje Kościoła. Szymon Piotr był gorliwym apostołem, świadkiem nauk i cudów Chrystusa, Jego przemienienia na górze Tabor, lecz osłabł, a nawet wyparł się swego Mistrza; ale kiedy spojrzał na Jego oblicze, oszpecone uderzeniami, ocknął się z uśpienia, zapłakał i nawrócił się. Łotr Dyzma zestarzał się w nieprawościach, dopiero widok cierpień Jezusa przeniknął duszę je go promieniem łaski Bożej, rozrzewnił jego serce i skłonił go do odezwania się w te słowa: „Panie, pamiętaj o mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego”. Pan Jezus pocieszył go, mówiąc: „Jeszcze dziś będziesz ze Mną w raju”. Również i setnika rzymskiego nie wzruszyły cierpienia Zbawiciela, chociaż był świadkiem Jego nauk i cudów i był przekonany o Jego niewinności; dopiero gdy Go ujrzał na krzyżu, uderzył się w piersi i publicznie przyznał, mówiąc: „Zaiste, ten jest Synem Bożym!” Rany Chrystusowe natchnęły Męczenników świętych bohaterstwem, męstwem i wytrwałością w znoszeniu mąk i katuszy, a widok krzyża dodał siły pokutnikom do oparcia się pokusom i pozostania na stromej drodze cnoty.
  2. Kościół przypomina nam ciągle Mękę Pańską w ofierze Ołtarza świętego i zobowiązuje pod grzechem wiernych, aby przynajmniej co niedzielę i święto słuchali nabożnie Mszy świętej. W Wielki Czwartek i Wielki Piątek zarządził Kościół osobne na tę pamiątkę nabożeństwa, gromadzi jak najczęściej wiernych przed Hostią Przenajśw. wystawioną w monstrancji, proteguje stowarzyszenia mające na celu uwielbienie cierpiącego Chrystusa, popiera przez zakon świętego Franciszka nabożeństwa stacyjne, przywiązuje do nich rozliczne odpusty, opatruje przywilejami słynące z cudów miejsca pielgrzymek, słowem, czyni wszystko, co tylko może się przyczynić do rozkrzewienia czci, jaka się należy pamiątce Męki Pańskiej. Pytamy się teraz, czy katolicy korzystają w całej rozciągłości z tych łask przez Kościół udzielanych? Niestety, bardzo o tym wątpić należy.
Tags: św Paweł od Krzyża „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna młodzież cierpienie Męka Maryja masoneria Krzyż nawrócenie
2020-04-10

Św. Maryi Egipskiéj

Żył około roku Pańskiego 421.

(Żywot jéj był napisany przez Zofroniusza, Patryarchę Jerozolimskiego.)

W jednym z klasztorów w Palestynie, mieszkał na początku piątego wieku, wielkiéj świątobliwości zakonnik nazwiskiem Zozymas. Zachowawszy nieposzlakowaną niewinność od kolebki, już lat pięćdziesiąt trzy żył w zakonie, jaśniejąc wysokiemi cnotami, gdy razu pewnego przyszła mu myśl pyszna, że na całéj puszczy okolicznéj, gdzie było wiele klasztorów i pustelników, nie było doskonalszego od niego. Aby go z téj szatańskiéj pokusy uleczyć, Pan Bóg sprawił że go przeniesiono do innego klasztoru, gdzie zakonnicy mieli zwyczaj cały wielki post przepędzać na puszczy. Gdy więc nadeszła ta pora, i Zozymas w środę popielcową wyszedł z klasztoru, przeprawił się przez rzekę Jordan, i udał się w głąb puszczy, mając jakby przeczucie że znajdzie na niéj pustelnika, którego rodzaj życia nadzwyczajny, uwolni go od trapiących myśli zarozumiałych, których z całego serca pragnął się pozbyć.

Upłynęło już było dni dwadzieścia jak w tym celu chodził po puszczy, kiedy około południa zatrzymawszy się pod drzewem dla odśpiewania Psalmów, ujrzał jakby jakieś widziadło, bardzo spiesznie przed nim uchodzące. Przestraszony przeżegnał się, i spostrzegł iż była to jakaś postać ludzka. Jakoż, była to niewiasta, która przed nim uciekała. Zozymas sądząc, iż to być musi pustelnik jaki na téj puszczy żyjący, pogonił za nią i zbliżywszy się, zaczął wołać: „Sługo Boży, zaklinam cię na miłość tego Pana któremu służysz na téj puszczy, wstrzymaj się i rozmów się ze mną.” Nie uczyniła jednak tego postać uchodząca, aż gdy skryła się w gęste krzaki, tak się odezwała: „Ojcze Zozymasie, rzuć płaszcz twój biednéj grzesznicy, jeśli chcesz aby rozmówiła się z tobą.” Sługa Boży słysząc się nazwanym po imieniu, domyślał się iż ma do czynienia z jakąś wielkiéj świątobliwości duszą, która nie inaczéj jak przez cudowne objawienie, mogła się dowiedzieć o jego nazwisku. Rzucił więc jéj płaszcz, którym ona okrywszy się, wyszła do niego, a gdy zaczął wypytywać ją ktoby była i co tu robi, tak mu historyą swoję opowiedziała:

„Jestem rodem z Egiptu. Na nieszczęście moje, w dwunastym roku życia, opuściłam dom rodzicielski dla oddania się rozpuście, i przybywszy do Aleksandryi, przez lat siedemnaście dopuszczałam się najohydniejszego nierządu. Nie szukałam w tém zysku, lecz czyniłam to z saméj rozpusty, i zdaje mi się, że żadna niewiasta nie przyprawiła o wieczną zgubę tyle dusz, ile ja ich pozyskałam piekłu. Dnia pewnego, widząc że wielka liczba ludzi spieszyła do portu i wsiadała na okręty, spytałam się zaciekawiona, gdzie się udają. Powiedziano mi, iż sąto pielgrzymi udający się do Jerozolimy, na wielką uroczystość znalezienia Krzyża świętego. Wzięła i mnie ochota toż samo uczynić, wsiadłam na okręt, i dotąd dreszcz mnie przechodzi, na wspomnienie jakiém zgorszeniem stałam się dla wszystkich podróżnych. W Jerozolimie żyłam tak występnie jak w Aleksandrii.

Gdy nadeszła uroczystość, udałam się z innymi do kościoła, aby uczcić Drzewo Krzyża świętego, lecz przy wejściu, jakaś ręka niewidzialna odepchnęła mnie od wnętrza kościoła, i napróżno chciałam się tam dostać, gdyż za każdą razą, coraz silniéj mnie coś odrzucało. Zawstydzona tém i zasmucona, rozpłakałam się rzewnie. Szpetność grzechów moich stanęła mi żywo na pamięci, żal ogarnął serce moje, poszłam w kąt placu przed kościołem będącego, i usiadłszy na kamieniu, gorzkie łzy wylewałam.

Wśród tak ciężkiego udręczenia, podniosłam oczy w górę, i naprzeciw mnie spostrzegłam na murze Obraz Matki Bożéj. W tejże chwili przypomniawszy sobie, że przenajświętszą Pannę nazywają Matką miłosierdzia i Ucieczką grzeszników, Matko miłosierdzia! zawołałam do Niéj, zlituj się nade mną, która jako największa jaka kiedy była grzesznica, tém większe przez to właśnie, mam prawo do Twojego pośrednictwa. Czuję żem nie godna otrzymania tych łask, jakie Pan Bóg zlewa dziś na świątobliwe dusze, oddające cześć Drzewu Krzyża świętego; lecz otrzymaj mi tylko tę łaskę abym mogła ujrzeć to Drzewo święte, na którym Syn Twój a Zbawca mój, wylał krew Swoję za moje zbawienie, a zato przyrzekam Ci, że się udam na puszczę, abym tam już przez całe życie opłakiwała moje zbrodnie.

Po takiéj modlitwie wstałam, poszłam do kościoła, i już tą razą wszedłszy do niego bez trudności, rzuciłam się na ziemię dla oddania czci Drzewu świętemu i zalewając się gorzkiemi łzami żalu za grzechy moje. Potém wróciłam przed obraz Matki Bożej, i upadłszy przed nim na kolana: „Matko miłosierdzia! zawołałam, Tobiem po Bogu winna moje nawrócenie. Dokończ dzieła Twojego: w Tobie cała ufność moja. Wskaż mi teraz co mam czynić, i prowadź mnie drogą zbawienia.” A gdym słów tych domawiała, usłyszałam głos wyraźnie do mnie mówiący: „Przepraw się przez Jordan, a znajdziesz pokój duszy twojéj.” W tejże chwili wyszłam z miasta, wziąwszy z sobą tylko trzy bułki chleba. Pod wieczór przybyłam nad Jordan, gdzie znalazłszy kościół pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela, przepędziłam w nim noc całą, na opłakiwaniu moich grzechów. Zrana wyspowiadawszy się z całego życia, przyjęłam Komunią świętą i poleciwszy się Matce Bożéj, przeprawiłam się przez rzekę: a udawszy się na tę błogosławioną puszczę, oto już lat czterdzieści siedem jak na niéj przebywam, i ciebie pierwszego z ludzi tu spotkałam.”

„Czóm więc żywiłaś się przez czas ten?” spytał ją Zozymas. — „Trochę chleba który wzięłam z sobą, rzekła mu Święta, wkrótce spożyłam, i potém żywiłam się już tylko korzonkami leśnemi.” — „A czy pokus jakich od złego ducha nie doznawałaś?” spytał ją znowu. „O! mój ojcze, powiedziała mu na to, nie mówmy już o tém; samo wspomnienie tego przeraża mnie dotąd. Trudno mi opisać ci, jak ciężkie przechodziłam próby. Wszystkie złe namiętności uderzały na mnie: wspomnienie dawnych niegodziwych uciech mnie ścigało. Żem nie zginęła, winnam i to Matce Bożéj. Do Niéj się uciekałam w najcięższych chwilach, i Ona to mnie ratowała, ciągle była wśród pokus moją wspomożycielką i do pokuty przewodniczką. Jéj zawdzięczam spokój jakiego już teraz doznaję, bo i po dziś dzień we wszystkim jest moim ratunkiem: Sama jakby za rękę mnie prowadzi.”

Po téj rozmowie pustelnica prosiła go, aby to wszystko póki ona żyje zachował w tajemnicy, i żeby na rok przyszły przyszedł w toż samo miejsce, w sam Wielki czwartek, i przyniósł jéj Komunią świętą: przytém przepowiedziała mu że wcześniéj nie będzie mógł wyjść z klasztoru na puszczę.

Zozymas złożywszy Panu Bogu dzięki, że mu dał odkryć tak cudowny sposób życia wiodącą pokutnicę, wrócił do klasztoru, gdzie cały rok zachował najściślejsze milczenie, i podwoił zwykłych swoich umartwień. W roku następnym przed samymw Wielkim postem, zapadł w gorączkę i nie mógł tak jak inni zakonnicy wyjść na puszczę w środę popielcową, lecz dopiéro w Wielki czwartek, jak mu to Święta przepowiedziała. Przybył już późno w nocy nad Jordan, niosąc z sobą w małéj puszce Przenajświętszy Sakrament. Ledwie tam stanął, a ujrzał przy świetle księżyca, świętą pustelnicę nadchodzącą do przeciwnego brzegu rzeki. Zakłopotany iż ani dla niego, ani dla niéj nie było łódki do przeprawy, patrzy aż ona przeżegnawszy wodę, przebyła rzekę jakby szła po ziemi.

Zozymas tak tym cudem został uderzony, że gdy się do niego zbliżała, ukląkł; lecz Święta zawołała na niego aby powstał, przypominając mu że był kapłanem, a co większa że miał przy sobie Przenajświętszy Sakrament. Sama przeto upadłszy przed nim na kolana, i rzewnie płacząc, poprosiła aby odmówił Ojcze nasz, Zdrowaś Marya i Wierzę. Co gdy on uczynił przyjęła Komunią świętą, a potém wzniosłszy oczy i ręce do nieba, zawołała: „Teraz to Panie, według słów Twoich, puścisz służebnicę Twoję w pokoju, gdyż oczy moje oglądały zbawienie któreś nam przyniósł.” A zwracając się do Zozymasa, „jeszcze ojcze, rzekła do niego, mam cię prosić o jednę łaskę: Na rok przyszły przyjdź znowu na toż samo miejsce na puszczę, gdzieś mnie pierwszy raz spotkał, i gdzie mnie znajdziesz jak się Bogu spodoba.” Poczém wziąwszy od niego błogosławieństwo, przeżegnała rzekę, przeszła po wierzchu wody jak wprzódy, i znikła w puszczy.

Roku następnego, Zozymas wyszedł na puszczę w zwykłéj porze, i udał się na miejsce gdzie przed dwoma laty spotkał był Świętą, i znalazł ją tam nieżywą. Ciało jéj leżało na ziemi tak świeże, jakby tylko co skonała, a obok niego były te słowa wyryte na piasku : „Ojcze Zozymasie, pochowaj tu ciało biednéj Maryi, która umarła w Wielki piątek, zaraz po przyjęciu z rąk twoich Komunii świętéj, i racz o niéj pamiętać przed Bogiem.”

Gdy Zozymas modlił się i płakał, a zabierał się do pogrzebania ciała, ujrzał nadchodzącego z głębi puszczy lwa ogromnego. Osłupiał z przerażenia, lecz zwierz ten przybliżył się do ciała Świętéj, a polizawszy jéj nogi i wygrzebawszy wielki dół w ziemi, odszedł spokojnie. Zozymas pochował tam ciało błogosławionéj pustelnicy odśpiewawszy Psalmy żałobne, i wrócił do klasztoru, gdzie wszystko to cośmy tu opisali, opowiedział najwierniéj.

Święto błogosławionéj Maryi Egipskiéj, obchodzono najprzód w Grecyi, a wkrótce potém i w Kościele zachodnim. Martyrologium Rzymskie wspomina o niéj drugiego tego miesiąca. Reiikwie jéj znajdują się w kilku kościołach, głowę z wielką czcią przechowują w Neapolu.

Pożytek duchowny

Do jakże wielkiego nabożeństwa do Matki Boźéj, i do nieograniczonéj ufności w Jéj miłosierne i wszechwładne pośrednictwo, pobudzać powinny każdego, szczegóły nawrócenia się téj wielkiéj grzesznicy, która wielką Świętą została. Uciekaj się więc do przenajświętszéj Panny, gorąco Ją błagając o wszelkie potrzebne dla duszy twojéj łaski, a nie wątp że każdą ci Ona wyjedna u Boskiego Syna Swojego.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste! Któryś błogosławioną Maryą Egipską, z otchłani grzechów, za pośrednictwem przenajświętszéj Matki Twojéj, od razu wywiódł i do wysokiéj doprowadził świątobliwości, spraw za jéj przyczyną i przez jéj zasługi, abyśmy we wszelkich duszy naszéj potrzebach uciekając się do Matki miłosierdzia, miłosierdzia Twojego na wieki dostąpili. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 280–283.

Tags: św Maria Egipska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Krzyż czystość spowiedź generalna Maryja Ucieczka grzesznych pokuta
2020-04-10

Koniec Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa – od Jego Ukrzyżowania do złożenia w grobie Jego Przenajświętszego Ciała

(Wszystko spisane jest słowami z czterech Ewangelii wyjętemi.)

Otóż dzień najuroczystszéj boleści Kościoła całego, w któréj obchodzi się pamiątka już saméj śmierci i pogrzebu Zbawiciela. W dniu téż dzisiejszym, przy obrzędach kościelnych, nie odprawia się nawet Msza święta właściwie mówiąc, gdyż Kapłan dlą spożycia przy niéj Hostyi przenajświętszéj, nie poświęca jéj jak to przy każdéj Mszy świętéj czyni, lecz bierze jednę z pokonsekrowanych wczoraj.

Śmierć Pana naszego na krzyżu, i to wszystko co jéj towarzyszyło, tak nam opowiadają Ewangelie święte:

I wzięli Jezusa i zwlekli Go z purpury i oblekli Go w szaty Jego, i wywiedli Go aby Go ukrzyżowali.

A niosąc krzyż sobie, wyszedł.

A wychodząc przymusili niektórego człowieka Cyrenejczyka imieniem Symona, idącego ze wsi, ojca Aleksandra i Rufa, aby niósł krzyż Jego, i włożyli nań krzyż, aby niósł za Jezusem.

I szła za nim wielka rzesza ludu i niewiast: które płakały nad nim i ubolewały. A Jezus obróciwszy się do nich rzekł: Córki Jerozolimskie nie płaczcie nade mną, ale same nad sobą płaczcie i nad synami waszymi. Albowiemci oto przyjdą dni, w których będą mómić: szczęśliwe niepłodne i żywoty, które nie rodziły i piersi które nie karmiły. Tedy poczną mówić górom: padnijcie na nas; a pagórkom: przykryjcie nas. Albowiem jeśli to na zieloném drzewie czynią cóż na suchém będzie?

Wiedziono téż z nim i drugich dwu złoczyńców, aby ich stracono.

I przywiedli Go na miejsce Golgota: co się wykłada miejsce trupiéj głowy. I dawali mu pić wino z mirrą, z żółcią zmieszane. A gdy skosztował, nie chciał pić.

I ukrzyżowali Go i łotrów: jednego po prawéj, a drugiego po lewéj stronie, a w środku Jezusa. I wypełniło się Pismo, które mówi: a ze złoczyńcami jest policzon.

A napisał Piłat i tytuł. I umieścili nad głową Jego, winę Jego napisaną: „Ten jest Jezus Nazareński, Król Żydowski.”

Ten tedy tytuł czytało wielu żydów, gdyż blizko miasta było miejsce gdzie był ukrzyżowan Jezus. A było napisane po żydowsku, po grecku i po łacinie. Mówili tedy Piłatowi najwyżsi Kapłani żydowscy: Nie pisz Król żydowski, ale iż on powiadał jestem król żydowski. Odpowiedział Piłat: „Com napisał napisałem.”

Żołnierze tedy gdy Go ukrzyżowali, wzięli szaty Jego (i uczynili cztery części, każdemu żoł- nierzowi część) i suknię. A była suknia nie szyta od wierzchu całodziana. Mówili tedy jeden do drugiego: „Nie krajmy jej, ale rzućmy o nią losy czyją ma być.” A rozdzieliwszy szaty Jego rzucili losy o nie, co kto miał posiąść. I wtedy Pismo wypełniło się mówiące: Podzielili sobie szaty moje, a o suknię moję rzucili los. A żołnierze to uczynili. A siędząc strzegli Go.

I stał lud patrzając: a naśmiewali się z Niego i przełożeni z nimi, a mimo przechodzący bluźnili Go, kiwając głowami swemi i mówiąc: „Héj który rozwalasz Kościoł Boży, a za trzy dni znowu go budujesz, zachowaj sam siebie: jeśliś Syn Boży zstąp z krzyża.”

Także i wyżsi kapłani z doktorami i ze starszymi, najgrawając mówili: „Innych zachował, sam siebie zachować nie może. Jeśli jest Król Izraelski niech teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Ufał w Bogu, niech Go teraz wybawi jeśli chce, bo powiedział że jestem Synem Bożym.”

Naigrawali Go téż i żołnierze przychodząc a ocet Mu podając i mówiąc „Jeśliś Ty jest Król Żydowski, wybaw że się sam. I którzy z Nim byli ukrzyżowani sromocili Go.”

A Jezus mówił: Ojcze odpuść im, bo nie wiedzą co czynią.

A jeden z tych łotrów którzy wisieli, bluźnił Go mówiąc: „Jeśliś Ty jest Chrystus wybawże sam siebie i nas.” A odpowiedziawszy drugi gromił so mówiac: Ani ty Boga sie boisz, gdyżeś téjże karze podległ? a myć sprawiedliwie: bo godną zapłatę za uczynki ponosimy, lecz ten nic złego nie uczynił.”

I mówił do Jezusa: „Panie pomnij na mnie gdy przyjdziesz do Królestwa Twego.” A Jezus mu rzekł: „Zaprawdę mówię Tobie: dziś ze mną hędziesz w raju.”

I stały podle krzyża Jezusowego, Matka Jego i siostra Matki Jego Marya Kleofasowa i Marya Magdalena.

Gdy tedy ujrzał Jezus Matkę i ucznia którego miłował, stojącego, rzekł Matce swojéj: Niewiasto, oto Syn twój. Potém rzekł uczniowi: Oto matka twoja.

I od onéj godziny wziął Ją uczeń na swą pieczę.

A od szóstéj godziny stała się ciemność po wszystkiéj ziemi aż do dziewiątéj, godziny i zaćmiło się słońce.

A około dziewiątéj godziny zawołał Jezus głosem wielkim rzekąc. Eli, Eli lamasabathani: To jest: Boże mój, Boże mój, dla czegoś mnie opuścił?

A niektórzy tam stojący, słysząc mówili: „Eliasza ten woła, poczekaj, patrzajmy jeśli przyjdzie Eliasz aby go wybawił.”

Potém wiedząc Jezus iż się już wszystko wykonało, aby się wykonało Pismo rzekł: Pragnę.

Było tedy naczynie postawione octu pełne, a natychmiast pobiegłszy jeden z nich, wziąwszy gąbkę napełnił octem i włożył na trzcinę, i dawał Mu pić.

I Jezus tedy gdy wziął ocet rzekł: Wykonało się.

I powtóre zawoławszy wielkim głosem rzekł: Ojcze w ręce Twe polecam ducha mojego.

A to rzekłszy, skłoniwszy głowę ducha oddał…

A oto zasłona kościelna rozdarła się w poły, na dwie części od wierzchu aż do dołu. I ziemia zadrzała i skały się popadały: groby się otworzyły: i wiele ciał Świętych którzy byli posnęli, powstało. I wyszedłszy z grobów: po Zmartwychystaniu Jego, weszli do miasta świętego i ukazali się wielom.

A widząc Rotmistrz, który stał przeciwko, co się działo iż tak wołając skonał, chwalił Boga mówiąc: „Prawdziwie ten człowiek był sprawiedliwy.”

I ci co z nim byli strzegąc Jezusa, ujrzawszy trzęsienie ziemi zlękli się bardzo mówiąc: „Zaisteć ten był Synem Bożym.” I wszystka rzesza tych, którzy wspólnie byli przy tém widoku i widzieli co się działo, wracali się bijąc piersi swoje,

A wszyscy Jego znajomi zdaleka stali. I było tam wiele niewiast, patrzając zdaleka, między któremi była Marya Magdalena i Marya Jakóba mniejszego, i Józefa Matka, i Salome Matka synów Zebedeuszowych, które gdy był w Galilei chodziły zą Nim, służyły Mu i wiele innych, którę były społem z Nim wstąpiły do Jezuzalem.

Żydowie tedy (ponieważ był dzień przygotowania) aby na szabat nie zostały ciała na krzyżu, (albowiem był wielki on dzień szabatu) prosili Piłata, aby połamano golenie ich, a zdjęto je.

Przyszli tedy żołnierze: a pierwszego złamali golenie i drugiego, który z nim był ukrzyżowan.

Lecz przyszedłszy do Jezusa, gdy go ujrzeli już umarłego, nie łamali goleni Jego, ale jeden z żołnierzów włócznią otworzył bok Jego, a natychmiast wyszła krew i woda.

A który widział wydał świadectwo, i prawdziwe jest świadectwo jego. A on wie iż prawdę powiada: abyście i wy wierzyli. Albowiem się to stało, aby się wypełniło Pismo: Kości nie złamiecie z Niego, i znowu drugie Pismo mówi: Ujrzą kogo przebodli.

A wszyscy Jego znajomi zdaleką stali, i niewiasty, które były za nim przyszły z Galilei, na to patrząc. A oto mąż imieniem Józef, który był senatorem, mąż dobry i sprawiedliwy (ten był nie zezwolił na radę i na uczynki ich) z Arymatei miasta żydowskiéj ziemi, który téż i sam oczekiwał Królestwa Bożego. Ten przyszedł do Piłata, przeto iż był uczniem Jezusosowym, lecz tajemnym dla bojaźni żydów, i śmiele wszedł do Piłata, i prosił o ciało Jezusowe. A Piłat się zdziwił jeśliby już umarł. A wezwawszy rotmistrza pytał go, jeśli już umarł. I dowiedziawszy się od rotmistrza, dawał ciało Józefowi.

Przyszedł tedy i zdjął ciało Jezusowe. Przybył téż i Nikodem, który był przyszedł w nocy do Jezusa przed tém, nioosąc przyprawę mirry i aloes jakoby sto funtów. Wzięli tedy ciało Jezusowe i związali je prześcieradły z rzeczami wonnemi: jako jest zwyczaj Żydom grzebać. A na miejscu gdzie był ukrzyżowan, był ogród a w ogrodzie był grób nowy w ktorym jeszcze żaden nie był położony. I położył je w nowym grobie swoim, który był w skale wykował, i przywalił do drzwi grobu kamień wielki i odszedł. A przyszedłszy niewiasty które były z nim przyszły z Galilei, widziały grób i jako było położone ciało jego. A wróciwszy się nagotowały wonnych rzeczy i maści, a w szabat dały pokój wedle przykazania.

A nazajutrz, który jest dzień po przygotowąniu, zebrali się przedniejsi kapłani i faryzeuszowie do Piłata mówiąc: Panie, wspomnieliśmy iż on zwodziciel powiedział jeszcze żyjąc: Po trzech dniach zmartwychwstanę. Przetoż rozkaż aby strzeżono grobu aż do dnia trzeciego; aby snać nie przyszli uczniowie jego i ukradli go i powiedzieli ludowi: Powstał z martwych i będzie ostatni błąd gorszy niż pierwszy. Rzekł im Piłat: Macie straż, idżcie, strzeżcie jako umiecie. A oni szedłszy obwarowali grób, zapieczętowawszy kamień ze strażą.

Pożytek duchowny

W dniu dzisiejszym dwa uczucia powinieneś rozbudzić za łaską Bożą, w sercu twojém: powinieneś mieć nieograniczoną ufność, w nieograniczone miłosierdzie Boga, który umarł na krzyżu, aby cię zbawić; i powtóre z nieograniczonej za to miłości ku Niemu, powinieneś postanowić żyć już odtąd tak, jak żyć powinien ten, za którego Bóg dał się umęczyć, aby go od grzechu i wyzwolić i na zawsze odstręczyć.

Modlitwa (kościelna)

Wejrzyj prosimy Cię Panie na tę czeladkę Twoję, za którą Pan nasz Jezus Chrystus nie wahał wydać się w ręce nieprzyjaciół i krzyżowe ponieść męczeństwo. Który z Tobą żyje i króluje Bóg i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya, jak po święcie Siedmiu Boleści Matki Bożéj.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 168–170.

Tags: „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Jezus Męka Wielki Piątek Krzyż
2020-03-02

Św. Heleny Cesarzowéj

Żył około roku Pańskiego 320.

Pożytek duchowny

Staraj się na wzór téj świętéj cesarzowéj, mieć jak największe do Krzyża Pańskiego nabożeństwo. Ilekroć rzucisz na niego okiem, wyczytaj tam najwyższy dowód miłości Boga ku ludziom; pamiętaj że Pan Jezus na nim umierając miał i ciebie na myśli, a proś Go aby ci dał tak Go miłować, jak miłować powinieneś Boga, który stawszy się człowiekiem, w strasznych mękach krzyżowéj śmierci umarł za ciebie.

Modlitwa (kościelna)

Panie Jezu Chryste! któryś miejsce w którém Krzyż Twój był ukryty, błogosławionéj Helenie objawił, abyś przez niego Kościół Twój tym skarbem wzbogacił; za jéj wstawieniem się daj miłosierdzie, abyśmy tego życiodawczego Drzewa ceną okupieni, życia wiecznego nagród dostąpili. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 179.

Tags: św Helena „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna cesarzowa Krzyż
2019-06-18

Oratio ad D. N. J. C. Crucifixum

En ego, o bone et dulcissime Jesu, ante conspectum tuum genibus me provolvo ac maximo animi ardore te oro atque obtestor, ut meum in cor vividos fidei, spei et caritatis sensus, atque veram peccatorum meorum pœnitentiam, eaque emendandi firmissimam voluntatem velis imprimere; dum magno animi affectu et dolore tua quinque vulnera mecum ipse considero ac mente contemplor, illud præ oculis habens, quod jam in ore ponebat tuo David Propheta de te, o bone Jesu: Foderunt manus meas et pedes meos; dinumeraverunt omnia ossa mea. (Ps. 21, 17-18)

(Oto ja, dobry i najsłodszy Jezu, upadam na kolana przed Twoim obliczem i z największą gorliwością ducha proszę Cię i błagam, abyś wszczepił w moje serce najżywsze uczucia wiary, nadziei i miłości oraz prawdziwą skruchę za moje grzechy i silną wolę poprawy. Oto z sercem przepełnionym wielkim uczuciem i z boleścią oglądam w duchu Twoje pięć ran i myślą się w nich zatapiam, pamiętając o tym, dobry Jezu, co już Dawid włożył w Twoje usta: "Przebodli ręce moje i nogi, policzyli wszystkie kości moje")

Indulgentia decem annorum; plenaria recitantibus post Missam et orantibus ad mentem Summi Pontificis. Pius Pp. XI, 2 Februarii 1934

Tags: modlitwa oratio Krzyż indult
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.