Citatio.pl

Wpisy z tagiem "męczennik":

2020-10-26

Św. Ewarysta, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 120.

(Żywot jego był napisany przez świętego Ireneneusza.)

Święty Ewaryst urodzony w Grecji, pochodził z Palestyny, gdyż był synem pewnego Żyda rodem z Betleemu, nazwiskiem Juda, a który osiadł w Grecyi i syna wychował w swojém wyznaniu. Przyszedł na świat około 60 roku po Chrystusie Panu. Obdarzony niepospolitemi zdolnościami, mając sobie przydanych znakomitych i biegłych mistrzów, w krótkim czasie wielki w naukach uczynił postęp. Przytém od lat najmłodszych, odznaczał się wielką skromnością obyczajów.

Nie masz dokładnéj wiadomości kiedy i gdzie przyjął on wiarę chrześcijańską, ani z jakich powodów przybył do Rzymu: to tylko wiadomo z pewnością, że gdy w mieście tém został wyświęcony na kapłana, odznaczył się szczególną w służbie Bożéj gorliwością, znakomitą nauką, i wielkiém nad ubogiemi miłosierdziem, tak dalece, że powszechnie poczytywano go za duchownego którego zbawiennemu wpływowi, głównie przypisywać można było wszystkie te zalety, jakiemi ówcześni chrześcijanie Rzymscy, w szczególny sposób się odznaczali. Święty Ignacy Męczennik Biskup Antyocheński, w owych czasach żyjący, oddaje pochwały Rzymianom, za ich szczególną wierność i wytrwałość w wierze świętéj, za czystość obyczajów i za miłość chrześcijańską, któréj stali się wzorem dla wiernych wszystkich innych kościołów. Wspomina z uwielbieniem o panującéj pomiędzy niemi jedności, i podziwia jak powszechny obudzały w nich wstrtręt wszelkie błędne zasady różnych kacerzy, którzy już podówozas zasmucali Kościoł, a w innych miastach wielu zwolenników pozyskiwali.

Owoż pochwały te oddawane chrześcijanom Rzymskim, są właśnie pochwałą świętego Ewarysta, którego jak to wyżéj wspomnieliśmy, było to dziełem, a który lubo wtedy jeszcze tylko jako kapłan, naukami swojemi i przykładem, rozbudzał w sercach wszystkich wiernych w Rzymie się znajdujących ducha żywéj wiary i pobożności. Był téż on w tak szczególnéj i powszechnéj czci i poważaniu, że skoro święty Anaklet Papież, następca świętego Klemensa, otrzymał koronę męczeńską, a Stolica Apostolska zostawała nieobsadzoną przez tak tylko krótki przeciąg czasu jaki był potrzebny do zwołania całego duchowieństwa, skoro tylko się zebrali, wszyscy bez najmniejszéj sprzeczki i zwłoki, jednogłośnie wybrali Papieżem świętego Ewarysta. Ze wszyskich tam zgromadzonych, on tylko jeden wyboru tego nie pochwalał. Głęboka jego pokora, nizkie o sobie rozumienie, wysoki szacunek jakim był przejęty dla cnót i zasług innych członków duchowieństwa, sprawiały iż utrzymywał że to nie Duch Święty tym wyborem pokierował, i błagał i domagał się koniecznie aby nie wkładano na niego godności któréj czuł się nieodpowiednym. Lecz to właśnie wszystkich upewniało że go na nią sam Pan Bóg powołał. Musiał więc poddać się woli Bożéj, głosem całego ludu i wyborem Duchowieństwa objawionéj, i zajął Stolicę Apostolską dwudziestego siódmego Czerwca, około roku Pańskiego 110.

Skoro święty ten Papież ujrzał się u steru łodzi Piotrowéj, zajął się z całą gorliwością zarządem Kościoła powszechnego, a to właśnie w czasach gdzie z jednéj strony prześladowanym on był na zewnątrz przez pogan, a z drugiéj okrutnie szarpany wewnętrznemi niesnaskami wszczętemi przez heretyków. Szymonianie, uczniowie Menandra, Nikolaici, Gnostycy, Kainienanie, uczniowie Saturnina i Bazylida, jako téż i Karpokrata, Walentynianie, Elcezelianie, oto jest długi szereg najrozmaitszych kacerzy, którzy pobudzeni duchem ciemności, dokładali wszelkich starań, używali wszlkiéj przebiegłości, aby wszędzie rozlać jad swoich błędów, zarazić Rzymian, tusząc sobie że jak raz wszczepią w stolicę świata chrześcijańskiego swoję trucieng, prędko przejdzie ona w całe ciało jego, o co im właśnie chodziło. Lecz Chrystus Pan, który przyrzekł że cała potęga piekła nie przemoże nigdy Jego Kościoła, dla zaradzenia mu w téj ciężkiej potrzebie, i postawienia mężnego czoła przeciw tak rozlicznym jego nieprzyjaciołom, umieścił właśnie na Stolicy Apostoskiéj świętego Ewarysta.

Jakoż, wielki ten Papież czuwał tak pilnie nad niwą Pańską jemu zwierzoną, że nieprzyjaciel nie mógł nigdy na niéj zasiać złego ziarna, Chrześcijanie Rzymscy wytrwali w czystości wiary, i chociaż prawie wszyscy wyżéj wymienieni herezyarchowie przybywali do téj stolicy aby ją błędami swemi skazić, niezmordowana gorliwość i pasterska pieczołowitość świętego Ewarysta, tak skutecznie przeciw temu działały, że wszystkie te błędy kacerskie nie znalazły przystępu ani do jednego z Rzymskich chrześcijan.

Lecz starania jego około dobra Kościoła powszechnego, nie ograniczyły się tylko na osłonieniu wiernych, przed błędami przeciwnemi zasadom wiary. Święty Ewaryst zajął się z równąż gorliwością ustaleniem karności kościelnéj, przez wydanie mądrych postanowień, dla powszechnego Kościoła niezbędnych. Podzielił Rzym na tak nazwane wiedy Tytuły, przezmaczając do ich dozoru osobnych kapłanów. Nie byłyto jeszcze podówczas kościoły publiczne, lecz rodzaje kaplic zawarte w domach prywatnych, gdzie chrześcijanie zgromadzali się dla słuchania słowa Bożego, i uczestniczenia w świętych obrzędach. Nazywano zaś je Tytułami, od tytułów różnych Świętych Pańskich, pod których wezwaniem zostawały, a dla rozróżnienia ich od mieszkań świeckich, umieszczano na ich drzwiach krzyże, aby przez to poznawano iż to są miejsca obrane na wspólne odprawianie nabożeństwa. Kapłani przeznaczeni do zarządu tych kaplic, bylito właściwie Proboszczowie Rzymscy, i już wtedy liczono ich około czterdziestu.

Tenże święty Papież nakazał, aby gdy Biskup ma kazanie, dla uczczenia jego godności, siedmiu Dyakonów mu towarzyszyło. On także postanowił, stosownie do podania apostolskiego, aby małżeństwa zawierały się publicznie, i nowożeńcom Kapłan udzielał błogosławieństwa. Pozostały po nim dwie Encykliki czyli listy Papiezkie; jeden do Biskupów Afrykańskich, drugi do wiernych w Egipcie. W tym ostatnim, powstaje on przeciwko niektórym nadużyciom obrażającym skromność obyczajów; w pierwszym stanowi, że Biskup z jednéj do drugiéj Dyecezyi, bez pozwolenia Stolicy Apostolskiéj, przenosić się nie może.

Święty Ewaryst zasiadał na Stolicy Apostoiskiéj za panowania Trajana. Chociaż cesarz ten był jednym z lepszych monarchów pogańskich, i odznaczył się łagodnością i sprawiedliwością w zarządzie swoich ludów, chrześcijanie jednak tego nie doznali. Owszem prześladowania na jakie wystawionym był Kościoł a jego panowania, nie ustępuje w niczém okrutnym mękom jakie zadawano wiernym w prześladowaniach za innych cesarzów pogańskich. Wprawdzie, nie wydał on żadnego nowego wyroku obostrzającego postępowanie z Wyznawcami Chrystusa, lecz pałał nienawiścią ku chrześcijanom, gdyż znał ich tylko z tych baśni i oczernień, jakich się nasłuchał od swoich dworzan i kapłanów pogańskich. Ta zaś jego powszechnie znana nienawiść ku wiernym, aż nadto dostateczną była aby i lud i urzędników przeciw nim pobudzać.

Odkąd religia chrześcijańska powstała na ziemi, niezwłocznie ściągnęła na siebie nienawiść, jaką zwykle wszelka prawda obudza w tych, którzy w błędach i złości swojéj pogrążeni, upatrują korzyść aby się jéj opierać. Szczytność zasad moralności którą ta święta nauka głosiła, tak przeciwna powszechnemu zepsuciu pogan, była jednym z głównych powodów wstrętu, jaki w ludziach wszelkiego stanu i wieku, błędami pogańskiemi zarażonych, rozbudzała boska religia z Nieba przez Zbawiciela przyniesiona. A że moc piekielna, która się była rozwielmożniła na ziemi przed przyjściem Chrystusa Poza, pokonaną zostala przez Niego, więc cała wściekłość zwyciężonego piekła, obróciła się na chrześcijan, jako Jego wyznawców. Już sama świątobliwość ich obyczajów kłuła w oczy pogan, i była ciągłym i głośném potępieniem ich nieprawości; lecz żeby jeszcze skuteczniéj odstręczyć od Ewangelii umysły pogańskie, szatan wzniecał i rozsiewał najokropniejsze i najdziwaczniejsze oszczerstwa przeciw chrześcijanom. Poczytywano ich za czarowników i czarnoksiężników, którzy w wysokim stopniu posiali sztukę oczarowywania drugich. Największe cuda jakie czynili, temu jedynie przypisywano. Upowszechnione było przekonanie, że na ich zgromadzeniach nocnych i tajemnych, odbywano najwszeteczniejsze obrządki, i że udając pozornie świętoszków, są oni w gruncie ludźmi najprzewrotniejszymi, na wszelką zbrodnię gotowymi. Pod wpływem to tak fałszywych: uprzedzeń, każdy poganin poczytywał chrześcijanina za ostatniego zbrodniarza, i ztąd bez żadnych innych zarzutów i dowodów, skoro się tylko który z wyznawców Chrystusowych przyznał do swojéj wiary, skazywano go na najokrutniejsze kary i męki. Z tegoto powstawały owe wzburzenia ludowe w Cyrkach, w Amfiteatrach przy igrzyskach publicznych, gdzie chociaż chrześcijanie najmniejszego nie dawali do tego powodu, z wrzaskami domagał się lud ich śmierci i wyniszczenia ich sekty. Temu téż to rodzajowi manifestacyi ludowych, przypisują głównie, okrutne prześladowanie jakiego doznał Kościół za panowania cesarza Trajana. Euzebiusz, jeden z najpoważniejszych starożytnych historyków, w dziejach przez niego napisanych oznacza rozpoczęcie się tego prześladowania około roku Pańskiego 108, który był jedenastym panowania tego cesarza, i które trwało aż do jego śmierci, zaszłéj w roku po Chrystusie Panu 117, a w dwudziestym jego rządów cesarstwem.

Święty Papież Ewaryst słynący w całym Kościele nietylko jako najwyższy Pasterz, ale i jako wielki Święty, w niezmordowanéj goriiwości swojéj, coraz więcéj pogan pozyskując Chrystusowi Panu, był więcéj niż kto inny wystawiony ma gwałtowną burzę, która wtedy powstała na Kościół. Im świętszym, czynniejszym i gorliwszym był on Pasterzem, tém zażarciéj czyhali na niego ci, którzy trzodę rozproszyć zamierzali. On zaś chociaż już wtedy podeszłego wieku, im na większe niebezpieczeństwo widział wystawionych wiernych, tém więcéj i sam się narażał, by więcéj przynosić im pomocy, i wszędzie gdzie cierpieli chrześcijanie, widzieć go można było obecnym. Odwiedzał ich po więzieniach, ukrzepiał w duchu i utwierdzał w wierze gdy już na męczeństwo udawać się mieli, chwiejącym się dodawał odwagi i grzebał ciała gdy ich poganie pomordowali. W skutek tego, o ile chrześcijanie czcili w nim najwyższego Pasterza, jak najgodniéj wysoki swój urząd, wśród tak wielkich niebezpieczeństw, sprawującego, o tyle zrozumieli to dobrze poganie, że najdotkiiwszy cios zadadzą Kościołowi, gdy na niego samego uderzą. Schwytany więc został i wtrącony do więzienia. Radość jaką z tego powodu objawił, zdziwiła samych pogan, niespodziewających się znaleźć w zgrzybiałym starcu tyle męstwa i odwagi. To skłoniło ich tém bardziéj aby się go co prędzéj pozbyć. Wskazali go więc na śmierć, za jedyny kładąc do tego powód że jest Najwyższym Kapłanem chrześcijan, to jest Papieżem. Nie wiadomo jakim rodzajem śmierci był stracony: to tylko jest pewném, że pozyskał koronę męczeńską 26 Października około roku Pańskiego 120 i w tymże dniu Kościół Boży pamiątkę jego obchodzi.

Pożytek duchowny

Podziwiałeś zapewne, jak rozliczne kacerstwa zasmucały Kościoł, gdy święty Ewaryst wstąpił na Stolicę Apostolską. Czyż nie większą jeszcze ich liczbę, wymienićbyśmy mogli i a czasów naszych? Niech cię to pobudzi do gorącéj modlitwy do Boga, o wytępienie panujących dziś błędów przeciwnych nauce katolickiéj, a ustalenie jedności świętego Kościoła.

Modlitwa (Kościelna)

Na nędzę naszę racz wejrzeć wszechmogący Boże, a że nas ciężar własnych grzechów przygniata, niech nas błogosławionego Ewarysta Męczennika Twojego i Papieża, miłościwe pośrednictwo wesprze. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 915–919.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 853

Święty Ewaryst położył niepożyte zasługi jako organizator gminy chrześcijańskiej w pogańskim jeszcze Rzymie. Trudne zaiste było jego zadanie, ustrzec tę z początku nieliczną garstkę wyznawców Chrystusowych od zgorszenia, zepsucia i moralnej zarazy, jaką szerzyli podówczas poganie. Mimo to spełnił je tak świetnie, że święty Ignacy poświadczył, że był prawdziwym wzorem pasterza, dbającego o dobro swej trzody.

Tags: św Ewaryst „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik papież Rzym herezja
2020-10-25

Św. Kryspina i Kryspinianina, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 303.

(Żywot ich jest napisany przez Suryusza.)

Święci Kryspin i Kryspinian znakomitego rodu Rzymianie, żyli przy końcu trzeciego wieku. Bylito bardzo przykładni i gorliwi katolicy a odznaczali się jako tacy właśnie w czasach najsroższego prześladowania Kościoła, kiedy samo imię chrześcijanina już na wielkie niebezpieczeństwo każdego narażał. Panowali wtenczas cesarze Dyoklecyan i Maksymilian, którzy wydali najokrutniejsze prawa przeciw wyznawcom Chrystusowym, i tak surowo nakazali najściślejsze ich wykonanie, że w przeciągu dwóch tygodni, w samym Rzymie trzydzieści tysięcy Męczenników zdobyło korony niebieskie. Lecz to wcale nie przygaszało w wiernych ducha poświęcenie i gorliwości. Wielu z tych których żelazo pogańskie oszczędziło w Rzymie, pobudzonych od Boga aby i innym ludom zanieść światło Ewangelii, rozeszło się w tym celu w różne strony cesarstwa. Z téj liczby najsławniejsi byli święty Kwintynian Senator Rzymski; święci Lucyan, Rufin, Walery i Eugeni, którzy udawszy się do Francyi ówczesnéj Galii, nawróciwszy wielu pogan i zburzywszy bałwany, założyli w wielu miejscach kościoły a w nagrodę dostąpili korony męczeńskiéj.

Rozgłos takich świetnych zwycięstw odniesionych przez świętych żołnierzy Chrystusowych, pobudził i drugich do ich naśladowania. Z téj liczby odznazyli się szczególnie dwaj Święci: Kryspin i Kryspinian. Dowiedziawszy się jak obszerne i żyzne pole otworzyło się w Galii dla pracowników Ewangelicznych, a oraz że kiedy wielu z nich męczeńską śmiercią padło, brakło już takowych w tym kraju, postanowili udać się tam, dla ogłaszania wiary Chrystusowéj. Lecz że byli bardzo zamożni, więc żeby z téj strony stać się swobodniejszymi i lepiéj usposobionymi do walki jaka ich czekała, rozdali całe swoje majątki na ubogich, poszli do Galii, a przybywszy do Sessonu (Soissons) postanowili od tego miejsca rozpocząć swoje apostolstwo.

Wyroki cesarskie przeciwko chrześcijanom były w tém mieście tak ściśle wykonywane, i w takim przerażeniu trzymało to wszystkich mieszkańców, że skoro domyślano się że Kryspin i Kryspinian są chrześcijanami, z czém zresztą nie taili się wcale, nie tylko nikt im przytułku dać nie chciał, ale nawet żyjąc o żebranym chlebie, od nikogo najmniejszego wsparcia otrzymać nie mogli. Zmuszeni więc byli, aby nie umrzeć z głodu, wziąść się do jakiego rzemiosła; że rzemiosło szewckie wydawało się im najwłaściwsze do tego aby w większém ukryciu zostawać mogli, a obok ludności, temu się oddali. Zabrali się najprzód do wyuczenia się tego rodzaju roboty; lecz wnet przekonali się jak miłém było Panu Bogu to ich poświęcenie, gdyż od razu okazali się tak w zawodzie tym biegłymi jak najstarsi majstrowie.

Ponieważ roboty ich przewyższały wszystkich innych wyrabiających obuwie, a przytém że nieszukając zarobku tylko wyżycia, towar swój niżéj od innych szewców sprzedawali ogromna liczba kupujących cisnęła się do ich sklepiku. Świętym o to téż chodziło. Korzytając z tak wielkiego napływu ludzi a po największéj części pogan, wszczynali z nimi rozprawy o religii, i wtedy przedstawiali im prawdę wiary cbrześcijańskiéj, a wyświecali fałszywość pogańskiéj, trafnie dowodząc jakim szaleństwem jest czcić jako bogów ludzi którzy byli zbrodniarzami i rozpustnikami, albo nieme bałwany ręką ludzką ukute. A że Pan Bóg dziwną moc słowom ich dawał, coraz więcéj pogan zgromadzało się do nich, już nie tyle po kupno obuwia, ile dla słuchania ich nauk, i wkrótce sklep ich zamienił się jakby na kościoł, do którego przybywający nabywali bez zapłaty najszacowniejszą perłę ewangeliczną, nawracając się do wiary świętéj.

Liczba nawróconych i ochrzczonych przez nich pogan była tak wielka, że w końcu oskarżono ich o to przed cesarzem Maksyminem, podówczas w Galii przebywającym. W skutek tego wysłał on niezwłocznie rozkaz do Ryktowarusa, Wielkorządcy téj części kraju, aby ich uwięził i surowo ukarał jeśli wiary odstąpić nie zechcą. Ten zjechał co prędzéj do Sessonu, gdzie już całe miasto sławiło naszych Świętych, a że spragnieni męczeństwa nie ukrywali się wcale, zaraz ich kazał schwycić, przed sobą stawił i spytał czy oddają cześć Jowiszowi, Apolinowi i Merkuremu bożkom cesarskim? „Oddajemy cześć Bogu chrześcijańskiemu, który jest Bogiem prawdziwym, odrzekli Święci, a Jowisz, Apolin i Merkury bogami być nie mogą, gdyż bylito ludzie, którzy się sprośnych czynów dopuszczali.” Ryktowarus wtedy kazał ich pokuć w kajdany i wraz z nimi udawszy się sam do Maksymina, przedstawił mu ich jako buntowników bluźniących bożki cesarskie, a więc godnych kary śmierci. Cesarz spytał ich najprzód z jakiego są rodu, i jakiego wyznania. „Pochodzimy z rodziny Patrycyuszów Rzymskich, odrzekli, a przybyliśmy tu do Gali, aby głosić Jezusa Chrystusa Boga prawdziwego, którego Cesarstwo większém jest od twojego, gdyż panuje On nad Niebem i ziemią; trwalszém, bo nigdy końca mieć nie będzie; wspanialszém, bo On wierne sługi Swoje koroną niebieską nagradza. Wsparci téż łaską Jego, mamy postanowienie nieodstąpić Go, chociażbyś nam najcięższe zadał męki.” Słysząc to Maksymin, zaprzysiągł się na wszystkie bogi swoje, że ich okrutnie męczyć będzie, jeśli przy chrześcijańskich, jak je nazywał, zabobonach trwać będą; a przeciwnie jeśli odstąpią Chrystusa, da im pierwsze urzędy na dworze cesarskim. A nato znowu Święci odrzekli: „Groźb twoich o! Cesarzu nie lękamy się; łaski za nie mamy; rozdawaj więc je tym, którzy się o nie ubiegają. Dla nas najwyższą nagrodą jest krzyż Chrystusa, który sług Swoich do takiego wynosi szczęścia i zaszczytu, że gdybyś je ocenił jak należy, zrzekłbyś się swojego cesarstwa aby Jemu służyć.” – „Nie sądźcie, zawołał na to Maksymin, abyście i mnie, jak wielu innych, oczarować potrafili i nawet cesarzowi zawrócili głowę nauką którą głosicie.” – „Zaślepiony jesteś, odrzekli mu święci, i zamiast uznać najwyższym Panem Tego któremu i twoja cesarska władza podlega, ty Go prześladujesz i w sługach Jego pastwisz się nad Nim. Lecz próżne są twoje wysiłki, które tyle mają mocy przeciw Kościołowi założonemu przez Chrystusa, ile by miały kule wełniane ciskane na mur miedziany.” I przydali w końcu: „Religia ta, którą ty tak okrutnie prześladujesz, w całém twojém państwie wkrótce zakwitnie z wszelką swobodą;” co było przepowiednią panowania Konstantyna Wielkiego, który po Maksyminie nastąpił i Kościoł wyswobodził.

Rozgniewany cesarz za tak śmiałe odpowiedzi, wydał ich w ręce Wielkorządcy, z rozkazem aby ich najokrutniejszemi mękami zmusił do oddania czci bożkom, a jeśli tego nie uczynią, aby ich temiż mękami zamordował na śmierć. Ryktowarus więc najprzód. kazał ich przywiązać do koła, i z niém toczyć po ziemi bijąc przytém pałkami. Widząc iż Święci ani jęku nie wydają i na głos się modlą, kazał drzeć z nich pasy, a pod paznogcie,na szyderstwo jako szewcom, ostre szydła wbijać. Lecz cóż może barbarzyństwo ludzkie, przeciw mocy Bożéj! Święci uciekli się przez modlitwę do Pana Jezusa, i zaraz jéj skutku doznali. Nietylko bowiem z tak barbarzyńskiéj katuszy, żadnego bolu nie uczuli, lecz szydła których poganie mnóstwo przynieśli, samych katów poraniły.

Ryktowarus przypisując to jedynie czarom, aby co prędzéj zadać śmierć Kryspinowi i Kryspinianowi, a obawiając się żeby jeszcze nie użyli, jak on to mniemał, czarodzejskiéj sztuki, kazał ich jak najsilniéj uwiązać do dwóch kamieni młyńskich, i z niemi w rzekę wrzucić. Chciał albo ich niemi przywalić, albo tém pewniéj zatopić, albo pod niemi zamrozić, bo działo się to w zimie i woda ścięta była. Lecz Pan Bóg cud większy jeszcze okazać raczył: kamienie młyńskie najprzód lody przebiły, a potém jakby korkowe uniosły świętych na wierzch rzeki, gdzie lud przed niemi tajał jakby od ciepłego żelaza, i obaj na drugi brzeg przepłynęli.

Wtedy Wielkorządca widząc że woda i zimno ich nie dotknęły, wziął się do ognia i ołowiu roztopionego, i w kocioł nim napełniony kazał Kryspina i Kryspianina wrzucić. Wchodząc weń Święci, zaczęli ten Psalm: „Bóg pomocą moją i nadzieja moja jest w Bogu” 1, który gdy kończyli, kropla wrzącego ołowiu prysnęła, i wypaliła jedno oko Ryktowarusowi. Wprawiło go to w taką wściekłość, że kazał przyrządzić droui kocioł, napełnić go wrzącym olejem i smołą, i wrzucić w niego Świętych głową na dół. Skoro zostali zanurzeni w ten war straszny, stanęli wśród niego na nogach, i tak głośno zaczęli się modlić. „Wyzwól nas Panie, z tego strasznego waru, obróć go na zawstydzenie szatana, i na wykonawców jego bezbożności. Mocen jesteś uczynić to Boże, boś Ty stworzył świat cały jedném słowem Swojém, i codziennie ze złego wyprowadzasz dobro, światło z ciemności, i najsilniejsze trucizny w lekarstwa zamieniasz.” A gdy skończył, Anioł z Nieba zstąpił, i wyprowadził ich z kotła zdrowszymi i rzeźwiejszymi niż byli gdy ich weń wrzucono. Ryktowarus osłupiał, za poduszczeniem a może i opętaniem szatanskiém, od złości wpadł w takie szaleństwo, że widząc iż nie może zamordować sług Bożych, sam się wrzucił w kocioł dla nich przygotowany, i w tejże chwili najnędzniéj życie postradał.

Kryspina i Kryspiniana odprowadzono do więzienia. Przybywszy tam upadli twarzą na ziemię, i całą noc przetrwali na modlitwie, dziękując Pau Bogu za tyle cudów które nad nimi raczył uczynić. Przed północą, okazał się im znowu Anioł, oznajmując iż nazajutrz rano już ich Pan Bóg zabierze do Siebie, i że w Niebie czeka ich tyle koron chwały, ile tu za Chrystusa mąk ponieśli. Święci rozpłakali się z radości, uściskali się serdecznie, i dodawali sobie nawzajem ducha do równie mężnego jak dotąd zachowania się w ostatniéj godzinie ich życia tu na ziemi, a która stać się miała pierwszą ich wiecznego szczęścia w Niebie.

Jakoż, cesarz Maksymin dowiedziawszy się nad rankiem o strasznéj śmierci Wielkorządcy, nietylko nie otworzył oczu, i nie uznał mocy prawdziwego Boga w tylu zaszłych z tymi błogosławionymi Męczennikami cudach, lecz zagorzały poganin i okrutny prześladowca wiernych, skazał ich na ścięcie, co niezwłocznie wykonano dnia 25 Października roku Pańskiego 303.

Ciała świętych Kryspina i Kryspiniana z cesarskiego rozkazu, cały dzień za miastem na polu pozostawione zostały na pastwę drapieżnym ptakom i dzikim zwierzętom. Lecz gdy ani ptaki ani zwierzęta tknąć ich nie śmiały, pewien pobożny starzec, mając to sobie od Pana Boga polecone, z siostrą swoją poszedł po nie w nocy. Znalazł je tak lekkie, że bez trudności oboje je zabrali; a gdy przyszedł nad rzekę wzdłuż któréj miał je zanieść do swojego domu daleko ztamtąd będącego, ujrzał łódkę cudownie zesłaną która na nich tam czekała. Włożył na nią zwłoki Świętych, a łódź sama bez przewodnika i bez wioseł, płynąc przeciw wodzie zaniosła ich do mieszkania tego starca, który je z wielką czcią pochował. Po ustaniu prześladowania, za czasów Konstantyna kiego, gdy wyjawił on chrześcijanom miejsce gdzie ukrył te Relikwie, tłumy ludu zbiegały się dla oddania im czci, i dom ten na kościół zamieniono. Lecz te ci święci Męczennicy rodem byli z Rzymu, więc Rzymianie tyle dołożyli starań, iż ciała ich przeniesione zostały do Rzymu, i umieszczone w kościele świętego Wawrzyńca Męczennika, gdzie dotąd zostają.

Pożytek duchowny

Święci Kryspin i Kryspinian z rzemiosła szewskiego żyjąc, w swoim sklepiku nawracając przychodzących kupować obuwie, zamienili go jakby na dom Boży, w którym pozyskiwali dusze Chrystusowi. Niech Cię to uczy, że przy każdém zajęciu i na każdém miejscu, obcując z ludźmi, możesz pobożną rozmową przymnażać chwały Bożéj i sobie zasługi.

Modlitwa

Boże! któryś świętych Kryspina i Kryspiniana na Męczenników Twoich, przywiódł do tego że oni z miłości ku Tobie wyrzekłszy się dostatków w ubogiém rzemiośle pracowali i w niém wysłużyli sobie koronę męczeńską; daj nam za ich wstawieniem się, w stanie w jakim zostajemy wiernie Ci służyć na ziemi, w Niebie wraz z nimi chwalić Cię na wieki. Przez Pana naszego i t. d

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 913–915.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 852

Pan Jezus dał nam podczas swej ziemskiej pielgrzymki przykład wszystkich cnót posuniętych do najwyższej doskonałości, a naszą powinnością jest naśladować Go w miłości niebieskiego Ojca i bliźnich. Ten zapał serdeczny, tę tęsknotę zbliżenia się do Chrystusa tu na ziemi Święci Kryspin i Kryspinian i w Niebie nazywamy gorliwością. Za wzór takiej gorliwości można uważać świętych braci Kryspina i Kryspiniana.

  1. Z miłości ku Ojcu niebieskiemu zstąpił Pan Jezus z wyżyn nadziemskich na ten padół płaczu i cierpień i przywdział na siebie postać ludzką, aby ludzi nawrócić i nauczyć, jak mają wielbić Trójcę świętą w duchu i prawdzie. Kryspin i Kryspinian z miłości ku Bogu opuścili Rzym, ów przybytek rozkoszy i przyjemności, pożegnali ziemię rodzinną i krewnych i puścili się do niegościnnej Galii, aby jej nieszczęśliwych mieszkańców, pogrążonych w sromotnym bałwochwalstwie, obeznać z wiarą chrześcijańską, jedyną, jaka zdoła uszczęśliwić człowieka. Postępek ten jest dowodem bohaterskiej ich gorliwości. I my zrządzeniem miłosierdzia Boskiego jesteśmy członkami Królestwa Bożego na ziemi, dziećmi Kościoła katolickiego. Kościół jest matką naszą; ale jakże często martwimy i obrażamy tę dobrą matkę! Jedni dbają tylko o ciało, stroje, tarzają się w zmysłowych rozkoszach; drudzy gardzą jej przykazaniami i przystępują je na każdym kroku; innym nie wystarcza własna złość i przewrotność, starają się przeto przerobić drugich na swoje kopyto, sieją zgorszenie i namawiają ich do niewiary w objawienie i odrzucenia ustaw kościelnych. Nie powinnoż nas boleć, gdy ktoś policzkuje matkę naszą, czyni nieszczęśliwymi braci, a Ojca niebieskiego w oczach naszych tak ciężko obraża? Kogo to boli, ten jest gorliwym uczniem Jezusa Chrystusa.
  2. Aby u ludzi znaleźć przychylne przyjęcie i chętny posłuch, wyrzekł się Pan Jezus zewnętrznej okazałości, pracował przez lat osiemnaście przy prostym rzemieślniku Józefie, był skromny, łagodny, posłuszny i jednał sobie miłość wszystkich, którzy Go znali, widzieli i słyszeli. I nasi święci bracia nie inaczej postępowali. Aby u nieokrzesanych mieszkańców miasta Soissons znaleźć przychylne przyjęcie, wyrzekli się świetnego stanu, mimo wysokiego wykształcenia udawali prostaczków, wyuczyli się szewstwa i tak żyli, że lud powziął do nich zaufanie, serdecznie ich umiłował i służył Bogu. Czyż tym nie dali dowodu bohaterskiej gorliwości? Mamy niestety ojców i matki, którzy nie myślą uczyć dzieci katechizmu, nie odmawiają z czeladzią pacierzy rannych i wieczornych i nie dają im dobrego przykładu częstym przystępowaniem do spowiedzi i Komunii. Czy to można nazwać gorliwością?
  3. Aby stwierdzić prawdę swej nauki, dowodnie okazać swą gorliwość, dźwigał Pan Jezus ciężki krzyż na górę Kalwarię, cierpiał na ciele i duszy jak nikt przed Nim i po Nim, i złożył życie w ofierze na krzyżu. Kryspin i Kryspinian, chcąc dać świadectwo Boskości swej wiary i pragnąc zachęcić chrześcijan do stałości, pozwolili się męczyć i oddali głowy pod miecz katowski. Czyż może być większy dowód gorliwości chrześcijańskiej? Korzystajmy przeto z przykładu, jaki nam dali ci święci bracia! Brońmy wolności i swobód Kościoła katolickiego, wychowujmy dzieci w bojaźni Bożej, nie czytajmy pism i gazet bezbożnych, święćmy niedziele i dni uroczyste według przepisu Kościoła, a wtedy i my, chociaż w mniejszym stopniu od wyżej wspomnianych Świętych okażemy się gorliwymi chrześcijanami.

Footnotes:

1

Palm LXI. 8.

Tags: św Kryspin i Kryspinian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik praca gorliwość
2020-10-21

Św. Urszuli i Jéj Towarzyszek Męczenniczek

Żyły około roku Pańskiego 383.

(Żywot ten zapisany jest według starego manuskryptu znajdującego się w Watykanie.)

Święta Urszula przyszła na świat około roku Pańskiego 362, w Wielkiéj Brytanii dzisiaj Anglią nazwanéj, gdzie już podówczas religia chrześcijańska w wielu częściach tego kraju kwitnęła. Była córką Dionota, króla Korunalskiego i Daryi, dostojnych małżonków wielką pobożnością słynących.

Wychowana bogobojnie od dzieciństwa, Urszula odwróciwszy serce swoje od uciech światowych, w ćwiczeniu się w cnotach chrześcijańskich, miłosiernych uczynkach i wyższéj pobożności, całe swoje szczęście zakładała. Doszedłszy do lat młodzieńczych, a zajaśniawszy obok wysokich zalet duszy, nadzwyczaj powabną urodą, poszukiwaną była w zamęście przez najpierwszych książąt w Europie. Starała się jednak ile mogła, odwlekać postanowienie w téj mierze rodziców, gdyż całém sercem pragnęła nie mieć innego oblubieńca prócz Chrystusa Pana. Przytém gorąco modliła się do przenajświętszéj Panny, do któréj szczególne miała nabożeństwo, aby ta Matka-Dziewica, dała jéj do śmierci pozostać w dziewictwie; i wysłuchaną téż została.

Maksym przezwany Flawiusz wielki, dowódca wojsk Cesarza Gracyana w Wielkiéj Brytanii, ogłosiwszy się cesarzem w roku 382, i zająwszy część Galii zwaną Armoryka, postanowił nad nią jednego z wodzów swoich nazwiskiem Konon, Książęcia Bretońskiego i chrześcijanina. Ten osiadł w mieście Nantonie (Nantes), w całéj téj krainie rozłożywszy wojska swoje, a zamierzając ożenić się wysłał do króla Korunalskiego posłów, prosząc o rękę córki jego Urszuli. Ponieważ zaś prawie wszyscy panowie będący przy nim dowódcy wojskowych oddziałów i żołnierze, byli nieżonaci, polecił więc posłom swoim, aby wraz z księżniczką Urszulą, przywieźli z sobą tyle dziewic z Brytanii, ile tylko ich nakłonić będą mogli do tego aby zaślubiły jego dworzan i wojskowych. Król Dionot łaskawie przyjął to poselstwo, i zgodził się na żądanie książęcia Konona. Lecz gdy oświadczył to córce, zasmuciła się ona bardzo, chociaż ojciec przedstawiał jéj jak świetnym jest dla niéj ten związek, i że Konon jest książęciem udzielnym największéj i najbogatszéj części Italii, a przytém bardzo gorliwym chrześcijaninem. Święta Urszula pomimo tego wyznała mu szczerze jak wstrętném jest dla niéj to zamęście, gdyż zawsze cieszyła się nadzieją iż w stanie dziewictwa do śmierci pozostanie. Jednak gdy po usilnych prośbach rzewnemi łzami popartych, nie mogła przemódz woli ojcowskiéj, poddała się jéj pokornie, nietracąc nadziei że ją Matka Boska w jéj pobożnych pragnieniach wesprzeć nie omieszka, a po ostatecznéj rozprawie o tém z ojcem udawszy się do kościoła, padła ma twarz przed przenajświętszym Sakramentem, i tak się modliła: „Ty znasz Panie serce moje: nigdym za wielkościami tego świata nie goniła, Tyś był i jesteś zawsze jedynym celem, do którego zdążam. A że Panem jesteś wszystkich wypadków i wszystko w Twoich jest ręku, mocen więc jesteś zmienić wszelkie postanowienia ludzkie. Nie odrzucaj przeto pokornéj prośby mojéj, a pokieruj mną tak, jak to lepszém widzieć będziesz dla zbawienia mojego i chwały Twojéj.”

Tymetasem robiono wszelkie przygotowania do odjazdu księżniczki, i do zebrania jak najwięcéj dziewie które jéj miały towarzyszyć, a które przeznaczano na żony panów i żołnierzy Konona. Gdy wszystko przyrządzono do téj zamorskiéj podróży, księżniczka wraz ze wszystkiemi swemi towarzyszkami, udała się do Londynu. Oczekując tam pomyślnych wiatrów aby wsiąść na okręty, Święta Urszula coraz bliżéj zapoznawała się z dziewicami z nią będącemi, i w rozmowach jakie z niemi miewała, żywo im przedstawiała znikomość wszystkiego co doczesne, i zachęcała do wzgardy wszelkich ziemskich uciech. A że wszystkie jéj towarzyszki byłyto bardzo dobre chrześcijanki, często rozmawiała z niemi o niewymowném szczęściu będącém udziałem tych dusz które dziewictwo swoje poślubiają Chrystusowi Panu. Że zaś Święta posiadała wielki dar przyciągania wszystkich do siebie, że była bardzo wymowną, i już w całém państwie znaną ze swojéj świątobliwości, wszystkich swoich towarzyszek pozyskała serca, i wszystkie pałały najżywszą żądzą przypodobania się tylko Panu Jezusowi. Słowem Urszula tyle dokazała, że wielka liczba otaczających ją dziewic, przedstawiała grono doskonałych chrześcijanek, w których sercu miłość Boga pierwsze zajmowała miejsca.

Nakoniec gdy nadeszła właściwa do puszczania się na morze pora, Urszula z tym licznym swoim orszakiem wsiadła na okręty, a chociaż wiatry pomyślne zapowiadały jak najrychiejsze na brzegi Galii wylądowanie, ona nie spuszczała z oczu swojéj Gwiazdy morza, to jest Maryi, ufna że Ta ją doprowadzi do tego portu, który dla niéj wolą Bożą skazany. Jakoż, zaledwie na pełne wypłynęły morze, aż oto straszna burza się wszczęła, czém przerazili się wszyscy, gdyż rozbicie okrętów było nieochybném. Lecz święta Urszula wtedy właśnie już nie wątpiła że Pan Bóg wysłuchał jéj modlitwy, i gdy największe było na okrętach pomieszanie, ona jedna spokojna i niczego się nie obawiając: „Nie lękajcie się siostry moje, mówiła do swoich towarzyszek, nie lękajcie się: służymy Bogu który rozkazuje wiatrom i bałwanom morskim. Zaofiarujmy mu życie nasze: niech ci, którzy na swoje nieszczęście nie mają Boga chrześcijańskiego, obawiają się śmierci, co do nas, złóżmy całą naszę ufność w nieprzebraném miłosierdziu Jego.” Słowa te wszystkim dodały odwagi, a burza wzmagając się i miotając okrętami, wszystkie uniosła w inną stronę i przyparła do północnych brzegów Galii Belgijskiéj. Ztamtąd udała się święta księżniczka ze wszystkiemi swojemi towarzyszkami do Tielu, który jest portem przy ujściu rzeki Renu do morza, i tąż rzeką, popłynęła do miasta Kolonii, gdzie jéj Pan Bóg wraz z całém jéj świętém gronem, przeznaczał palmę męczeńską.

Cesarz bowiem Gracyan, dowiedziawszy się o buncie Maksyma, i o zajęciu przez niego brzegów Galii, niemając dość wojska aby na niego uderzyć, zawezwał w pomoc Hunnów, naród barbarzyński z dawnéj Sarmacyi pochodzący, którzy opuściwszy kraj swój, rozleli się po Niemczech, nad brzegami Renu i w Galii Belgijskiéj. Dzicy i okrutni z natury, a przytém w bałwochwalstwie pogrążeni, szerzyli wszędzie zniszczenie. Oni tedy pod dowództwem Gaunusa, wysłanego wtedy w imieniu cesarza Gracyana przeciw Maksymowi, widząc jego okręty, uderzyli na nie i łatwo je zdobyli gdyż mała była na nich załoga wojenna. Lecz nadzwyczaj zdziwieni zostali gdy ujrzeli, że cała ta fota, wiozła tylko dziewice chrześcijańskie przeznaczone na żony dla dowodców i żołnierzy wojska nieprzyjacielskiego, a na czele swoim mające księżniczkę przyszłą małżonkę książęcia Konona, głównego wodza wojsk Maksyma.

Lecz gdy zdarzenie to w zdumienie wprawiło barbarzyńców, Święta Urszula widziała w niém skryte rozporządzenie Opatrzności Bożéj, które ją wialce pocieszyło. Zrozumiała wtedy jak dalece Pan Bóg uwzględnił jéj pragnienia, i że Pan Jezus przyjmując ją za Swoję oblubienicę, chciał jeszczo do zasługi dziewictwa, przydać i koronę męczeńską. Podniesiona więc na dachu, nowéj żarliwości pełna, przebiega wszystkie okręty, i do swoich towarzyszek przemawia jak na bohaterkę chrześcijańską przystoi. Przedstawia im w najżywszych wyrazach, nieoszacowane zalety dziewictwa, za które, jeśli tego byłaby potrzeba, życie swoje oddać powinny. Z takiém zaś namaszczeniem i z taką mocą ducha Bożego, zachęcała je do wylania krwi za wiarę, że wszystkie te błogosławione dziewice, pozbywszy się wszelkiéj obawy, poczytywały już cały ten wypadek jako dowód największego nad niemi miłosierdzia Bożego, i niczego nie pragnęły jak tylko śmierci męczeńskiéj.

Tymczasem dowódca Hunnów, gdy doszła do niego wiadomość kto się znajduje na okrętach przez niego wziętych, i że na nim była i królewna Urszula, o któréj nadobności nadawyczajnéj tak wiele słyszał, sam udał się do niéj. Ujęty jéj powierzchownością, ośmielił się żądać aby jego żoną została, i najprzód najłagodniejszemi słowy, a potém zagrożeniem nawet śmiercią, domagał się tego od niéj. Lecz Święta odpowiedziała mu z taką stałością chrześcijańską, z taką powagą i śmiałością, że i on sam i barbarzyńcy go otaczający, ulegając swojemu zwykłemu okrucieństwu wpadli jakby we wściekłość: w tejże chwil rzucili się na wszystkie te dziewice, i wymordowali je co do jednéj. Niektóre padły od miecza, inne przeszyte zostały strzałami; wszystkie poległy, i z palmą męczeńską poszły do Nieba, opiewać na wieki chwałę Baranka bez zmazy. Zaszło to 21 Października roku Pańskiego 383, i odtąd Kościół cały, w tym dniu obchodzi uroczystą pamiątkę świętéj Urszuli i jéj towarzyszek męczenniczek. Ciała ich pochowane zostały w Kolonii, zkąd te święte Relikwie rozeszły się po całym świecie chrześcijańskim.

Z upływem czasu, powstało zgromadzenie zakonic według Reguły świętego Augustyna, którego zakonnice obrały sobie za główną patronkę świętą Urszulę, i dla tego Urszulinkami się nazywają. Klasztory ich zostają pod bezpośrednim zarządem Biskupów miejscowych. Trudno wyrazić jak liczne i zbawienne spływają z tego świętego zgromadzenia pożytki, a to nie tylko z przykładów wzniosłych cnót zakonnych jakiemi to zgromadzenie zawsze się odznacza, lecz i z wychowania młodych panienek, którém się głównie to siostry trudnią. W naszym kraju w Poznaniu mają one swój klasztor i pensye, gdzie z różnych klas, a szczególnie ze średniéj, biegle kształcą młode panienki w naukach, i na wzorowe chrześcijanki je wychowują. Założycielką ich była błogosławiona Angela z Brescii, która w roku 1537 pierwszy taki klasztor założyła we Włoszech. Zgromadzenie to zatwierdzone zostało najprzód przez Papieża Pawła III-go, a potém w roku 1572 przez Grzegorza XIII-go. Za staraniem zaś świętego Karola Boromeusza, zakon Urszulinek otrzymał od Stolicy Apostolskiéj wszystkie przywileje Zgromadzenia w którém wykonywają się śluby uroczyste i ścisła klauzura jest zachowaną.

Pożytek duchowny

Oddając cześć pamiątce tak licznego grona świętych dziewic, które wraz z błogosławioną Urszulą, w obronie cnoty dziewictwa, życie położyły, naucz się tę cnotę jak najwyżej cenić, która właśnie dla tego cnotą czystości się nazywa, że onato dopiéro czystą przed Bogiem czyni duszę każdą. Ztąd postanów sobie, stosownie do stanu w jakim się znajdujesz, cnoty téj strzedz jak najpilniéj, gotowym będąc raczéj śmierć ponieść, niż przeciwko niéj wykroczyć.

Modlitwa (Kościelna)

Daj nam prosimy Panie Boże nasz, Świętych Dziewic Urszuli i jéj towarzyszek zwycięzkie palmy męczeństwa pobożnie uczcić, abyśmy nieumiejąc godnie je wysławiać, pokorną przynajmniéj służbą naszą, chwałę im oddali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 900–902.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 843

Święta Urszula dobrowolnie i z miłości ku Zbawicielowi ślubowała panieństwo, wiedząc, że stan ten jest Bogu miły. Czy dobrze uczyniła? Czy stan dziewiczy darzy szczęściem? Odpowiedź na to podajemy poniżej:

  1. Ze stanowiska wiary dziewictwo jest najszczęśliwszym stanem, polega bowiem na nadprzyrodzonej miłości ku Chrystusowi, który oblubienice swe Boską nagradza miłością. Podstawą małżeństwa jest miłość i przywiązanie do człowieka śmiertelnego, który pod względem dobroci, świętości i potęgi w ogóle nie może być porównany ze Zbawicielem. Ileż to razy widzimy małżeństwa niezgodne, swarzące się z sobą, szerzące zgorszenie i zły przykład dla dzieci i całego otoczenia! Nie przeczymy, że bezżenni są wystawieni na drwiny i szyderstwa, że uchodzą za dziwaków i oryginałów, ale zapytajmy, kto z nich szydzi i kto ich wyśmiewa? Czy szydercami są ludzie wykształceni, religijni, uczciwi i poważani? Bynajmniej! A czy drwiny i szyderstwa takie szkodzą bezżennym? Czy przez to tracą na sławie i reputacji? Przeciwnie, gdyż stają się podobniejszymi Zbawicielowi, a czyż może być większy nad to zaszczyt? A kiedy przyjdzie chwila zgonu, a po niej godzina sądu, bezżenny odpowiada tylko za siebie, natomiast żonaty dźwiga brzemię odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za żonę, dziatki, domowników i całe otoczenie.
  2. Ze stanowiska świata jest stan bezżennych o wiele szczęśliwszy, gdyż w oczach ludzi ten uchodzi za szczęśliwego, kto ma dostateczny majątek, wszelakie wygody, a mało kłopotów. Takim szczęściem pochlubić się mogą tylko ci, którzy dobrowolnie i w celach pobożnych wybrali stan bezżenny. Mają bowiem: a) tyle, ile im trzeba na utrzymanie. Na setkę żonatych i wdowców, potrzebujących wsparcia, przypada zaledwie jedna osoba bezżenna. Bezżenny, byle by żył oszczędnie, dużo może czynić dla kościołów, zakładów dobroczynnych, ubogich i chorych, podczas gdy żonaci i niewiasty zamężne muszą przede wszystkim myśleć o dzieciach i zaradzać potrzebom rodziny; b) mają o wiele mniej trosk i kłopotów. Jest rzeczą udowodnioną, że panny i kawalerowie nie tak często się procesują, nie mają tyle zatargów i nie stają tak często w sądach, jak żonaci. Nikt ich nie ściga zazdrością, nienawiścią, która zatruwa życie i mąci domowy spokój, wolni są od niepokoju, zmartwień i kłopotów ojca rodziny, nie znają utrapień, smutków i nocy bezsennych, jakie przechodzić muszą żony i matki; c) doznają o wiele większych wygód i przyjemności, aniżeli żonaci. Zdrowie ich jest o wiele trwalsze i czerstwiejsze, mają czas na pożyteczne zajęcia i odwiedziny, mogą się więcej oddawać modlitwie itd. Mądrze przeto postąpiła święta Urszula, wybierając stan bezżenny.
Tags: św Urszula „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik dziewica czystość Maryja
2020-10-18

Św. Łukasza Ewangelisty

Żył około roku Pańskiego 64.

(Żywot jego napisany był przez świętego Hieronima.)

Święty Łukasz nazwany Ewangelistą, dla tego że jest jednym z tych czterech Apostołów których Duch Święty do ułożenia Ewangelii wybrał, był rodem z Antyochii, miasta znacznego położonego w Syryi. Urodzony w pogaństwie, nawrócony został do wiary chrześcijańskiéj przez świętego Pawła Apostoła, którego był krewnym. Późniéj zaś stał się jednym z najulubieńszych jego uczniów, nieodstępnym towarzyszem jego apostolskich wycieczek, a w końcu i jego najwyższéj powagi dziejopisarzem.

W młodym wieka znakomicie już w naukach wykształcony, biegle posiadał język grecki, i dlatego niektórzy utrzymują, że lubo w Syryi zrodzony z pochodzenia był grekiem. Oddawał się wyłącznie nauce lekorskiéj, o czém wyraźnie święty Paweł wspomina w liście swoim do Koloseńczyków w tych słowach: „Pozdrawia was Łukasz, lekarz najmilszy” 1. Święty Hieronim powiada, iż w zawodzie tym był on bardzo biegłym, jak również i w sztuce malarskiej. Niesie najdawniejsze kościelne podanie, że odmalował był wizerunki brane z natury: Pana Jezusa i przenajświętszej Maryi Panny. Z pierwszych żaden się nie przechował do czasów późniejszych; z obrazów zaś Matki Bożéj o dwóch szczególnie wiemy, z których jeden znajduje się w Rzymie, w kościele przenajświętszéj Maryi Panny Śnieżnéj, a drugi w kraju naszym w kościele w Częstochowie umieszczony tam w roku 1382 po przeniesieniu go najprzód z Jerozolimy do Carogrodu, następnie do kilku miejsc innych, aż ostatecznie do Polski.

Gdy święty Paweł roznosząc słowo Boże pomiędzy pogany, przybył do Antyochii zastał tam świętego Łukasza już mężem dorosłym, a w kraju całym znanym ze znakomitego rozumu i wykształcenia, jako też i nieposzlakowanej prawości, lecz pogrążonego w błędach pogaństwa, w których był wychowany. Po pierwszéj rozmowie jaką Łukasz. miał z tym świętym krewnym swoim, łaska, Boska go oświeciła, przyjął Chrzest, stał się nieodstępnym towarzyszem Pawła, i z nim z Troady i Macedonii, udał się do Grecyi. W téj podróży dostąpił wielkiej pociechy, gdyż spotkał się i bliżéj zapoznał się z Apostołami i Uczniami Chrystusa Pana, i wywiedział się od nich o wielu szczegółach tyczących się Jego życia, męki, zmartwychwstania, cudów i nauki. Przytém wtedyto także poznał przenajświętszą Maryą Pannę, a miał to szczęście, że późniéj w napisanéj przez siebie Ewangelii umieścił w niej, więcéj niż inni Ewangelistowie szczegółów i Jéj Saméj i dzieciństwa Pana Jezusa tyczących się, a o czém z jéj własnych ust się dowiedział. Jemu także zawdzięczamy całą przecudną pieśń Matki Bożéj zwaną Magnificat, którą taką w swojéj Ewangelii wypisał, jak go Sama Marya wyuczyła.

Około roku Pańskiego 53, kiedy przebywał w mieście Achai, natchnął go Duch Święty do spisania świętéj Ewangelii, którą już i Apostołowie, a potém cały Kościoł przyjął, jako jednę z ksiąg Pisma Bożego. Wspomina o niéj także święty Paweł w drugim liście swoim do Koryntyan, który im właśnie święty Łukasz zawiózł. „Posłaliśmy téż do was”, pisze święty Apostoł, „teraz z Tytusem brata” (a tym był święty Łukasz), „którego chwała jest w Ewangelii, po wszystkich kościołach. A nietylko, ale téż postanowion jest od Kościołów za towarzysza pielgrzymowania naszego, ku téj łasce która była szafowana od nas ku chwale Pańskiéj” 2. Także nie masz wątpliwości, że święty Paweł mówiąc o swojej Ewangelii w drugim liście do Tytusa, mówi o Ewangelii świętego Łukasza.

Święty Paweł przez cały czas pobytu swojego w Macedonii, przebiegając z kolei wszystkie prawie miasta Grecyi, miał zawsze przy sobie świętego Łukasza, a przy każdéj sposobności objawiał szczególną miłość i szacunek jakiemi był dla niego przejęty. W drugim liście swoim do Koryntyan nazywa go bratem i wychwala nietylko z jego świątobliwości, lecz oraz i z gorliwości największéj. W tém téż liście powiada, iż był on sławnym z tego we wszystkich kościołach, nazywa go Apostołem kościołów i chwałą Jezusa Chrystusa 3.

Święty Łukasz posłany do Koryntu z tym znowu drugim listem Pawła, z wielkim dusz pożytkiem szerząc chwałę Bożą, niezmordowanie pracował w téj żyznéj winnicy Pańskiéj. Wkrótce po jego tam przybyciu, połączył się z nim i święty Paweł, i ztamtądto pisząc do Rzymian, polecał im świętego Łukasza, którego łacińskim narzeczem nazywał Lucyuszem, krewnym swoim. Z Koryntu udali się razem do Azyi przez Macedonią. Gdy wylądowali w Cezarei Palestyńskiéj, święty Łukasz wszelkiego dokładał starania, aby odwieść Pawła od zamiaru udania się do Jerozolimy, gdyż usłyszał był od proroka Agaba przepowiednię, że go tam uwiężą i wydadzą poganom. Lecz widząc, że pomimo tego iż wiedział co go czeka święty Apostoł narodów podróż tę przedziębierze, Łukasz go nieodstąpił, udał się razem z mim i wtedy odwiedził świętego Jakóba.

Święty Paweł w istocie uwięziony został w Jerozolimie przez Lizyasza, i przez niego odesłany do Feliksa Wielkorządcy Ziemi Żydowskiéj, który go przez dwa lata trzymał w Cezarei, a gdy sam z urzędu schodził, dla przypodobania się Żydom, zostawił Pawła w więzieniu. Łukasz, chociaż nie podzielał jego kajdan, był jednak uczestnikiem jego niewoli: nieodstępował go bowiem ani na chwilę, a gdy tenże Apostoł popłynął do Rzymu zaappellowawszy w sprawie swojéj do cesarza, i tam mu towarzyszył wiernie. Wiadomo zaś z listów świętego Pawła, jak wiele w téj podróży na morza ucierpieli. Gdy zaś przybyli do Rzymu, przy końcu roku Pańskiego 61, a Paweł znowu schwytany przez dwa lata trzymany był w ciemnéj piwnicy, Łukasz i tam był ciągle przy nim, pomimo niebezpieczeństw na jakie się narażał wśród pogan, pałających nienawiścią do chrześcijan. Święty Paweł pisząc z więzienia do Koloseńczyków, wspomina o świętym Łukaszu i o kilku innych swoich uczniach, którzy mu byli największą w jego uciskach pociechą: „Pozdrawiają was Łukasz lekarz najmilszy i Demas” 4, a w liście w tymże czasie pisanym do Filemona powiada: „Pozdrawia cię Epatras współwięzień mój w Chrystusie Jezusie, Marek Arystarchus i Łukasz pomocnicy moi” 5.

Przy końcu to téj niewoli świętego Pawła w roku Pańskim 63, święty Łukasz napisał księgę Dziejów Apostolskich, to jest historyą ważniejszych czynów, dokonanych przez Apostołów Chrystusa Pana, i tego wszystkiego co bardziéj nadzwyczajnego i ważnego zaszło w tych pierwszych chwilach powstającego Kościoła. W Ewangelii swojéj, pozostawiwszy nam historyą życia Chrystusa Pana, w téj znowu księdze, spisał dzieje założenia i utrwalenia się Kościoła Jego. Jestto wierne i treściwe opowiadanie postępu, jaki czyniła wiara chrześcijańska w trzydziestu latach po Wniebowstąpieniu Pańskiém. Wykazuje on tam, powiada święty Jan Złotousty, spełnienie się różnych wypadków zapowiedzianych przez Syna Bożego: zstąpienie Ducha Świętego, przedziwną przemianę jaką on sprawił w Apostołach: widzimy tam wzór doskonałości chrześcijańskiéj w obrazie życia pierwszych chrześcijan, powszechnie spełniających najwznioślejsze cnoty. Podziwiamy cudowne działanie Ducha Świętego w nawróceniu pogan, i w ogólności patrzymy na ten cud nad cudami, jakim było założenie Kościoła Chrystusowego wśród świata pogańskiém zepsuciem przesiąkniętego. Święty Łukasz daje tej księdze tytuł Dziejów Apostolskich, abyśmy tém łatwiéj poznali, że Apostołowie Kościół Chrystusowy założyli, gdy widzimy że ich samych historya, jest historyą początków chrześcijaństwa. Święty Łukasz i dla tego ułożył tę księgę, aby przez rzetelne opowiedzenie wszystkiego co się tyczyło Apostołów Piotra i Pawła, najskuteczniéj wystąpić przeciw fałszywym historyom o Apostołach, w tymże czasie w obiegu będącym. Cokolwiekbądź, i tę Księgę pisał on z Ducha Świętego, albo ściśle mówiąc, sam Duch Święty użył go za narzędzie do jéj ułożenia, i ona téż równie jak jego Ewangelia, do Ksiąg Nowego Testamentu należy. Prócz tego żadnych innych własnych pism nie pozostawił, tylko list świętego Pawła do Żydów na język grecki przełożył.

Święty Paweł po dwóch latach więzienia w Rzymie, wypuszczony na wolność, odbył kilka podróży nietylko po Włoszech, lecz i w odleglejsze kraje. Zwiedził Azyą i Grecyą, a wszędzie towarzyszył mu święty Łukasz, i już go aż do jego męczeńskiéj śmierci nie odstąpił. Święty Epifaniusz pisze, że po zgonie świętych Piotra i Pawła, święty Łukasz, tymże co oni ożywiony duchem, spadkobierca ich gorliwości, z wielkim dusz pożytkiem ogłaszał Chrystusa we Włoszech, w Galii, Dalmacyi i Macedonii. Owszem greccy starożytni pisarze kościelni upewniają, że zaniósł Ewangelią świętą do Egiptu, Tebaidy i Libii, zakładając wszędzie królestwo Boże, zasiewając to ziarno Ewangeliczne, które potém w tych krajach właśnie wydało takie mnóstwo Męczenników, Wyznawców i świętych Pustelników. Lecz bez względu na kraje, które święty Lukasz osobiście pracami swojemi apostolskiemi tak użyznił, czyż jest jaki kraj w świecie, któryby temu Apostołowi nie zawdzięczał światła wiary świętéj, roznoszonego przez jego Ewangelią i przez jego Dzieje Apostolskie, z których pier- wsza jest historyą Syna Bożego na ziemi, a druga historyą założonego tu Jego Kościoła.

Święty Hieronim utrzymuje iż zszedł z tego świata mając lat ośmdziesiąt cztery, całe życie w nieposzlakowaném dziewictwie spędziwszy. Święty Grzegorz Nazianzeński, święty Paulin i święty Gaudenty nie wątpią, że męczeńską śmiercią ukoronował życie tylu trudami dla chwały Bożéj uświęcone. Nicefor wielkiéj powagi pierwszych czasów kościoła pisarz, powiada, że poniósł śmierć za wiarę od pogan, którzy go na drzewie oliwném zawiesili. Prócz tego Święty ten i przez całe życie wiele dla Chrystusa ucierpiał, i dla tego Kościół w dzisiéjszéj modlitwie wspomina o tém. Poniósł śmierć męczeńską 18 Października w mieście Achaja, około roku Pańskiego 64.

Pożytek duchowny

Dlatego że Święty Łukasz ze wszystkich Ewangelistów najwięcéj o Matce Bożéj pisał, jako téż i o dzieciństwie Pana Jezusa, o czém najlepiéj od Niéj mógł się dowiedzieć, ma on chlubny przydomek Ewangelisty Maryi Panny, i wnosić można że po świętym Janie Ewangeliście on ze wszystkich Apostołów był w największych u Niéj względach, i szczególną Ją czcią i miłością otaczał. Udawaj się więc do jego pośrednictwa, aby i w twojém sercu rozbudziło się jak najwyższe do Maryi nabożeństwo, a przez to żebyś będąc u Niéj w łaskach, wszelkich łask Boskich najłatwiéj dostąpił.

Modlitwa (Kościelna)

Niech za nami wstawić się raczy, prosimy Cię Panie, święty Twój Ewangelista Łukasz, który krzyże swoje dla chwały Imienia Twojego chętnie całe życie dźwigał. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 891–893.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 836–837

Święci Ewangeliści: Mateusz, Marek, Łukasz i Jan mogli i chcieli podać nam czystą prawdę o życiu, nauce, dziełach i cierpieniach Pana Jezusa, gdyż dwaj spomiędzy nich byli apostołami, a drudzy dwaj długoletnimi uczniami i towarzyszami świętych Piotra i Pawła.

Że nam szczerą prawdę podać chcieli, za to nam ręczy: a) zacność i świątobliwość ich charakteru i całego żywota. Prześladowano ich za wiarę i naukę ich Pana i Mistrza, ale nie można im było zarzucić fałszu i nigdy nie padł na nich choćby cień niemoralności; b) sposób opowiadania, pełen prostoty, umiarkowania i szczerości. Mówią o rzeczach niepodobnych do wiary, cudach, wskrzeszeniach, a nie dziwią się, nie zapierają się własnych grzechów i uchybień, piszą, jak oskarżano, lżono i spotwarzano ich Mistrza, a nie bronią Go. W ten sposób przemawia tylko sumienny zwolennik prawdy; c) ich śmiałość. Sprawozdania swoje spisywali w oczach żydów, nienawidzących Jezusa i działania Jego, czyhających na sposobność, aby ich schwytać na kłamstwie, niedokładności lub przesadzie i ukuć stąd broń przeciw chrześcijanom; d) nareszcie wzgląd na następstwa. Wiedzieli przecież, że pisma ich nie tylko im nie przyniosą korzyści, ale wiele nieprzyjemności, niebezpieczeństw, a może o śmierć ich przyprawią. Któż by się dopuścił kłamstwa, które by mógł śmiercią przypłacić?

  1. Autorowie czterech Ewangelii musieli powiedzieć prawdę, gdyż: a) przedstawiają nam Chrystusa Pana jako męża tak wzniosłego i tak doskonałego pod względem religijnym, moralnym i społecznym, że nikt z pisarzy późniejszych nie zdołał nam skreślić szczytniejszego ideału. Wnosić stąd należy, że byli świadkami całego życia i działania Pana Jezusa w różnych czasach, miejscowościach i okolicznościach i że tylko o tym nam do noszą, co sami widzieli, lub o Nim słyszeli; b) głoszone przez Zbawiciela prawdy i nauki wypowiadają w sposób tak nowy, przystępny i przemawiający do przekonania i rozumu, że najsłynniejsi filozofowie wszystkich czasów nie wpadli na podobny pomysł i system prawd i ustaw. Nie mogły przeto Ewangelie być ich wymysłem, lecz były szczerym i prawdziwym echem tego, czego Chrystus Pan uczył i co głosił.
  2. Wrogowie chrześcijaństwa nie mogli dotychczas mimo najlepszej chęci zarzucić Ewangelistom kłamstwa lub pomyłki.
  3. Nie ulega wątpliwości, że kłamstwo, czczy wymysł, urojenie, nigdy się długo nie utrzyma i nie stanie się podstawą rozpowszechnionego po wszystkich narodach i krajach szczęścia, cnoty i świątobliwości, religia zaś chrześcijańska, oparta na opowiedzianych w Ewangeliach naukach i czynach Jezusa Chrystusa, gdziekolwiek się rozpowszechniła, tam zaszczepiła oświatę, czystość obyczajów, wyższą ogładę i cnotliwe życie. Nie podobna więc przypuszczać, iżby autorowie Ewangelii mieli nam podawać czcze wymysły, fałsze i urojenia. Dlatego rozczytujmy się pilnie w Ewangeliach świętych, tej niewyczerpanej skarbnicy łask i prawd Boskich.

Footnotes:

1

Kolos. IV. 14.

2

2 Kor. VIII. 18–19

3

2 Kor. VIII. 23.

4

Kolos. IV. 14.

5

Filem. 23–24.

Tags: św Łukasz Ewangelista „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Ewangelia męczennik św Paweł Matka Boska Częstochowska
2020-10-17

Św. Andrzeja z Krety, Męczennika

Żył około roku Pańskiego 755.

(Żywot jego był napisany przez Metaftasta.)

Święty Andrzéj, którego pamiątkę męczeństwa dziś Kościoł Boży obchodzi, był rodem z wyspy Krety, na morzu zwaném Archipelag, przy Grecyi położonéj. Żył w połowie wieku VIII.

Po długiém prześladowaniu wiary chrześcijańskiéj, podczas którego niezliczona liczba świętych Wyznawców wszelkiego wieku płci i stanu, krew wylała mężnie stojąc przy wyznaniu Bóstwa Chrystusa Pana, gdy od panowania Konstantyna Wielkiego Kościoł Boży wyswobodzony od ucisku pogańskiego, jako na bujnéj ziemi drogą krwią wiernych sług Bożych użyznionéj, rozszerzył się był po całym świecie, nastał błogi pokój w domu Bożym, a zgoda, jedność wiary i jedność nauki Chrystusowéj rozniesionéj po świecie przez Apostołów, jako téż i święte obyczaje boskiéj téj nauce odpowiedne, wszędzie kwitnęły.

Lecz nie mogło piekło patrzeć na to obojętnie: a że zły duch wiedział, że jawnie uderzając na wiarę w Pana Jezusa jako Boga, nie trafi już tak łatwo do dusz ludzkich, – gdyż wiara ta, już tylu poparta dowodami i cudami i stwierdzona krwią niezliczonych Męczenników, niełatwo da się zachwiać – do innego a chytrego uciekł się środka. Przez odmówienie czci wizerunkom Zbawiciela, zamierzył odwieść wiernych od czci Jemuż Samemu należnéj: bo to co się czyni wizerunkowi czyli obrazowi który czcimy, odnosi się i spada na tęż osobę, któréj to jest wizerunek czyli obraz. Wzbudził tedy szatan, panującego podówczas cesarza Leona Izauryka do powstania przeciw czci, jaką chrześcijanie oddawali i oddają wizerunkowi Pana Jezusa, aby przez zaprzanie się Jego obrazu, przywieść ludzi do zaparcia się i Jego Samego. Wychodząc tedy cesarz ten z téj mylnéj zasady, że nie godzi się chrześcijanom oddawać czci obrazom, gdyż to jest bałwochwalstwem, zakazał najsurowiéj wszelkich oznak uszanowania względem wizerunków Zbawiciela Pana, okrutnie prześladował tych którzy nie chcieli ich bezcześcić, a obrazy takowe i krzyże kazał niszczyć bezbożnie. Opierał to swoje postanowienie, na zakazie prawem Mojżesza jeszcze uczynionym, a przez któryto zakaz wzbraniał ten wódz Izraelski narodowi wybranemu oddawać cześć bałwanom, jako czynili poganie, i utrzymywał że czcząc wizerunki lub krzyże Chrystusa Pana, chrześcijanie stają się w tém podobnymi do pogan. Lecz mylił się wielce: gdy bowiem rzecz sama z siebie jest złą, zakazaną i szkodliwa, jaką są bogowie pogańscy, tak podobnież złą, zakazaną i szkodliwą jest rzeczą jéj obraz lub wizerunek: ale gdy rzecz jaka sama z siebie jest dobrą, chwalebną i czcigodną, a któż jest czci godniejszy od Boskiego Zbawcy naszego, tedy i obraz Jego jest chwalebny i czcigodny, bo cześć ta odnosi się nie do płótna na którém wyrażony obraz, albo do drzewa z którego zrobiony jest Krzyż święty, lecz do Boskiej Osoby Tego którego obraz przedstawia, albo którego Krzyż święty przypomina nam śmierć jaką za nas poniósł.

Po śmierci cesarza Leona, a z powodu togo bezbożnego prześladowania wiernych za cześć oddawaną świętym obrazom Obrazoborcą, to jest niszczącym obrazy przezwanego, wstąpił na tron syn jego Konstantyn Koproniusz. Ten przejęty kacerskiemi zasadami ojca, a z usposobienia wielki okrutnik, wydał wyrok po całém państwie ogłoszony, grożący najstraszniejszemi mękami i śmiercią każdemu ktoby w jakikolwiek sposób oddawał cześć świętym wizerunkom, i przynaglał Wielkorządców po prowincyach, aby się do tego jak najściśléj stosowali. I stał się wielki ucisk Kościoła: wszczęło się jedno z najcięższych prześladowań. Z powodu takiego rozkazu, wielu wiernych kryło się lub mieszkało gdzie i jak mogli: miasta się powyludniały, a lasy i góry stały się przytułkiem chrześcijan. Inni pozostając na miejscu, a trzymając się nauki Kościoła i stałego podania, podlegali okrutnym mękom, a jeśli je wytrwali i śmierci. Wszystkie prawie więzienia po miastach były zapełnione nie zbrodniarzami dla których były przeznaczone, lecz ludźmi najpobożniejszymi tak duchownymi jak i świeckimi.

Gdy tak smutne nadeszły były dla Kościoła czasy, święty Andrzéj mieszkał w ojczyznie swojéj, na wyspie Krecie, i tam od młodości odznaczał się wielką pobożnością. Ze światem bardzo mało miał stosunków, oddany całkiem modlitwie, różnym innym pobożnym ćwiczeniom i uczynkom miłosierdzia. A sam postępując drogą wysokiéj świątobliwości, i drugich przykładem własnym i wpływem przywodził do wzgardy tego wszystkiego co ziemskie i znikome, a o starania się wyłącznie o coraz obfitsze nagrody niebieskie, przez jak najgorliwszą służbę Boga.

Na wyspie Krecie, przez czas pewien, pomimo wydanego przez cesarza rozkazu zabraniającego oddawania czci obrazom, prześladowanie nie było tak wielkie. Lecz w Carogrodzie, gdzie przebywał Konstanty Koproniusz, wielka liczba wiernych jęczała po więzieniach, a niektórzy słabszego ducha, przerażeni groźbą, albo znękani mękami, zapadali w herezyą Obrazobórcy. Dowiedziawszy się o tem Andrzéj, otrzymał natchnienie od Boga, aby się tam udał, i chwiejącym się w wierze dodawał ducha, wszystkich zachęcał aby przy nauce Kościoła mężnie stali a wykrętnemi zdaniami nowych tych kacerzy uwodzić się nie dawali, i zmowa aby tych którzy ze stałość swoję już cierpią, pocieszał i w wierności Kościołowi utwierdzał.

Gdy przybył do Carogrodu, zakrwawiło się serce jego, patrząc na straszne męki jakie z rozkazu cesarza zadawano wiernym, którzy nauki Kościoła odrzucić nie chcieli. Jednych okrutnie knutowano wołowemi żyłami, drugich na stosach żywcem palili, tym oczy wyłupiano i język urzynano, owym ręce i nogi odcinali, i tym podobnych dopuszczano się okrucieństw: co wszystko przejęło Andrzeja największą zgrozą.

Razu pewnego znajdując się w kościele świętego Mamerta gdzie był cesarz z całym dworem swoim na nabożeństwie, gdy ujrzał tego tyrana modlącego się i bijącego pokłony Panu Bogu jakby był najpobożniejszym, tak go ta obłuda oburzyła, że przedarłszy się przez tłumy i straże otaczające Koproniusza, stanął przed nim i w głos zawołał: „Gdy o! cesarzu takie pokłony i służbę oddajesz, Chrystusowi, dla czegoż tegoż Chrystusa obrazy lżysz, i z kościołów wyrzucasz, a tych którzy mu w Jego wizerunkach cześć oddają, tak okrutnie prześludujesz?” – Więcéj mu mówić nie dali dworzanie, a straż rzuciwszy się na niego obaliła go na ziemię i nogami tratowała. Widząc to cesarz, kazał aby go nie bili, a stawili przed nim i rzekł do niego: „Zkąd ci przyszła taka zuchwałość, żebyś miał w tém miejscu i tak do mnie przemawiać? Czyś pozbawiony zdrowych zmysłów, czy zechciało ci się wsławić się takim czynem?” – „Ani z zuchwalstwa, ani z szaleństwa, ani z chęci wsławienia się, odpowiedział Święty, odważyłem się na to, Lecz zdjęty wielką żałością, z powodu tego co czynisz, a Boga ciężko znieważasz, stanąłem przed tobą abym cię upominał, a jeśli trzeba, abym ja nikczemny obraz Chrystusa Boga mojego, w obronie czci Jego świętych obrazów życie położył.” Cesarz rzekł na to: „Czyż nie jest to szaleństwem, cześć Boga tylko należną, oddawać farbom, drzewu, lub kamieniowi? Wszak i Mojżesz zakazał czcić bałwany takie. Wiedz przeto że nie dla Chrystusa cierpieć będziesz, lecz za swoje tylko zuchwalstwo.” – „Za samego Chrystusa cierpi, odrzekł Andrzéj, kto cierpi broniąc czci Jego wizerunkom należnéj: bo niecześć jaka się wyrządza obrazowi, dotyka tego czyj to jest obraz. Wszakże ktoby wasze cesarzu zelżył wizerunki, lub tylko wyrzucił je z miejsca gdzie być powinny, karałbyśgo za to i słusznie, jako za obelgę twojemu własnemu majestatowi uczynione. A przecież w porównaniu Boga, czémże jest najpotężniejszy cesarz, a więc czémże są wizerunki jego w porównaniu z obrazami Boga! Mojżesz zakazał tylko czci takich obrazów, któreby jak Boga a nie jak obraz jego czczono, a i sam w Arce Pańskiéj umieścił wizerunki dwóch Cherubinów.” Cesarz mówić mu dłużéj nie dał, i z wielkim gniewem zawołał: „Jeśli za niecześć moim obrazom wyrządzoną karzę, to przekonaj się że tém bardziéj czynię gdy kto, tak jak ty teraz, osobie mojéj uwłacza.” I wnet kazał go wyprowadzić z kościoła i okrutnie ubiczować.

Po téj męce w któréj Święty mężnie przetrwał, zawezwał go cesarz przed siebie, i w bardzo łagodnych słowach nakłaniał aby usłuchał jego woli, i czci obrazom Chrystusa oddawanéj wyrzekł się. Lecz Andrzej odpowiedział mu na to wznosząc oczy do nieba: „Nie daj tego o! Boże mój, abym się Chrystusa Pana mojego, w wizerunkach Jego wyprzeć miał; a ty Cesarzu usłuchaj mojéj rady, i raczéj zajmij się sprawami państwa twojego, a nie wypowiadaj wojny Bogu i Jego Kościołowi.”

Odebrawszy tak śmiałe a święte upomnienie cesarz, wpadłszy w gniew wielki, kazał Świętego zbić jeszcze okrutniéj, tak że ziemia krwią jego obficie zlana była, a obecni dla przypodobania się cesarzowi, kamieniami go obrzucając srodze poranili. Potém znowu probował jego stałości łagodnemi przemawiając słowy: a gdy nic wymódz nie mógł, kazał go wtrącić do więzienia. Wielka liczba wiernych nawiedzała tam Andrzeja, a on wszystkich upominał, aby przy czci obrazów świętych wiernie stali, i w nich czci samego Chrystusa bronili. Dowiedziawszy się o tém Koproniusz, powtórnie wskazał go na bicie, a gdy i to przeniósł równie mężnie jak wszystko co dotąd wycierpiał, kazał go uwiązanego za nogi przewlec przez główne ulice miasta, i za murami jego zamordować. Gdy go tak wleczono, rybak jakiś, zagorzały Obrazobórca, a pragnący zaskarbić sobie łaski cesarza, przyskoczył do Andrzeja i nogę mu uciął, w skutek czego ten święty Męczennik, zanim go dowlekli na miejsce stracenia, umarł z ciężkiego bólu i ujścia krwi. Poniósł męczeństwo dnia 17 Października roku Pańskiego 755.

Pożytek duchowny

Bądź z tém większą czcią dla świętych Wizerunków, gdy widzisz że tę pobożną pociechę i pożytek jakiéj dostępują wierni przez oddawanie tym sposobem czci Zbawicielowi, Matce Jego przenajświętszéj i wielkim sługom Jego, zawdzięcza Kościół wielkiéj liczbie świętych Męczenników, którzy w obronie tego zbawiennego zwyczaju krew swoję przelali.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste Boże nasz, któryś błogosławionego Andrzeja koroną męczeńską, za obronę czci należnéj Tobie w Twoich wizerunkach obdarzyć raczył; daj nam za jego wstawieniem się i przez jego zasługi, tak czcić Cię tu na ziemi w Twoich obrazach, abyśmy w Niebie wpatrywaniem się w Boskie oblicze Twoje, cieszyli się na wieki. Który żyjesz i królujesz i t.d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 888–890.

Tags: św Andrzej z Krety „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik obrazy
2020-10-14

Św. Kaliksta, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 224.

(Żywot jego wyjęty jest z dziejów Kościelnych przez Kardynała Orsi.)

Święty Kalikst urodzony w Rzymie, był synem Domicego, którego rodzina nowrócona była do wiary chrześcijsńskiéj jeszcze przez świętych Apostołów, i trwała w niéj stale. Nie posiadamy żadnych szczegółów tyczących się świętego Kaliksta przed jego Papiestwem. To tylko wiadomo, że należał do duchowieństwa rzymskiego, wśród którego tak się odznaczył wysoką świątobliwością, głęboką nauką, wielkióm dla wiernych miłosierdziem i gorliwością w rozszerzaniu wiary świętéj, że po męczeńskiéj śmierci świętego Zefiryna, w roku Pańskim 218, święty Kalikst jednogłośnie wyniesiony został na Stolicę Apostolską.

Wtedy Kościół nie doznawał żadnego prześladowania, i jakiéj takiéj zażywał swobody, od śmierci cesarza Sewera. Przed kilku miesiącami wstąpił był na cesarstwo Heliogabal, potwór rozwiązłości, który pochłonięty w swoich rozpustach, nie miał czasu myśleć o przesladowaniu chrześcijan. Święty Kalikst skrzętnie korzystał z tych chwil spokojniejszych. Naukami swemi rozbudził pomiędzy wiernemi w Rzymie ducha pobożności, a własnym przykładem, zachęcał do miłosiernych uczynków. Pasterska pieczołowitość jego, któréj przydawała blasku wysoka świątobliwość, ogarniała wszystkie potrzeby Kościoła powszechnego. Karność kościelna, klęskami prześladowania jakie niedawno jeszcze wszędzie się srożyło w niektórych miejscach zachwiana, za jego staraniem do pierwotnych powracała karbów.

Wiara rozżywiona wszędzie, w całym świecie wydawała swoje zbawienne owoce, a niezmordowana gorliwość najwyższego Pasterza pomnażała szybko trzodę Chrystusową. Te błogie czasy dla Kościoła stały się jeszcze pomyślniejszemi, kiedy Rzym i cesarstwo całe, pozbyło się bezwstydnego Heliogabala. Następca bowiem jego Aleksander tak przychylnym okazał się dla chrześcijan, że używali oni większéj w spełnianiu obrzędów religijnych swobody niż kiedykolwiek od czasu powstania Kościoła. Objawiał nawet ten cesarz i sam wielką do chrześcijańskiéj religii skłonność, którą i matka jego Mameja wyznawała, i w każdéj sposobności popierał ją szczególnie w samym Rzymie. Z jednéj z takowych skorzystał właśnie święty Papież.

Powstał był spór pomiędzy chrześcijanami a karczmarzami Rzymskiemi, o pewne miejsce w którym ci chcieli założyć swoję szynkownię, a chrześcijanie chcieli się tam zbierać na modlitwę. Cesarz miejsce to przysądził chrześcijanom, mówiąc: „że lepiéj jest aby tam w jakikolwiek sposób Bóg był czczony, aniżeli karczma założona.”

Święty Kalikst objąwszy miejsce to w posiadanie, na cześć Matki Bożéj wystawił na niém kościół, gdyż stare podanie niosło, że tam w chwili kiedy przenajświętsza Panna porodziła Pana Jezusa w żłobku Betlejemskim, wytrysnęła z ziemi wielka ilość oliwy, dla objawienia ludziom przyjścia na świat Chrystusa, który jest namaszczeńcem Boskim. Kościoł ten do dziś dnia istniejący, nazywa się kościołem Matki Boskiej Zatybryńskim, i był on pierwszym który chrześcijanie jawnie i z pozwoleniem władzy pogańskiéj, wystawili. W téj saméj porze święty Kalikst założył także przy drodze Apijskiéj sławny cmentarz jego imię noszący a tak często w historyi Kościoła wspominany. Jest on największy ze starożytnych około Rzymu cmentarzy, na którym pochowanych jest sto siedemdziesiąt cztery ciała Męczenników i czterdziestu sześciu Papieży.

Wszelako, jakkolwiek pod tym poczciwym cesarzem, wielkiego Kociół zażywał pokoju, i pomimo iż om sam będąc poganinem tak dalece czcił Chrystusa Pana iż trzymał wizerunek Jego we własnym pokoju, i miał nawet zamiar wybudować ma cześć Zbawiciela świątynię, jednak i za jego panowania nie obeszło się bez rozlewu krwi chrzecjańskiéj. Gdy on bowiem wydalał się z Rzymu, kapłani poganscy pobudzali lud przeciw wiernym, i w takich rozruchach wielu z nich śmierć ponosili. Spotkało to i świętego Kaliksta, w jedném z takowych zaburzeń, a oto jest co dało powód prześladowaniu, które pewną liczbę Męczenników posłało wtedy do Nieba.

Roku Pańskiego 224 padł piorun na Kapitol główną pogańską świątynię, i większą część tego pysznego gmachu wszczęty ztąd ogień zniszczył. Podczas pożaru lewa ręka złotego posągu bożka Jowisza, do którego jednak ogień nie dosięgał, sama się oderwała, i wpadłszy w płomienie stopniała. Poganie przerazili się tym wypadkiem, a kapłani ich zgromadziwszy się na walną naradę, ogłosili że bogowie są zagniewani, i należy ich przebłagać jakąś wielką i szczególną ofiarą. Czwartek następujący jako dzień poświęcony Jowiszowi, wybrano na tę zabobonną uroczystość, która się zakończyła jeszcze smutniejszém zdarzeniem. Chociaż dzień był najpogodniejszy, nagle zerwała się straszna burza, piorun zabił czterech pogańskich kapłanów, a cały ołtarz Jowisza w gruzy obrócił. Przestraszeni poganie rozproszyli się, a wielu z nich uciekło aż za miasto. Niektórzy dostali się za rzekę Tyber, i tam nadbiegii do miejsca, gdzie święty Kalikst z duchowieństwem i wielką liczbą wiernych, na grobach Męczenników sprawował święte obrzędy, a lud cały śpiewał psalmy.

W liczbie przybyłych tam pogan, był Palmacyusz, jeden z wysokich urzędników rzymskich. Ujrzawszy zgromadzonych na nabożeństwie wiernych, wbił sobie w głowę że ta straszna burza która ich rozpędziła, była skutkiem obrzędów chrześcijańskich, jako czarów przez nich ma to użytych. Rozgłosił to pomiędzy ludem, który uwiedziony wieścią taką wraz z nim udał się do wyższéj władzy, z zaskarżeniem chrześcijan o sprowadzenie swojemi czarami nawałnicy i piorunów na świątynie pogańskie. Wielkorządca Rzymu, widząc wielkie wzburzenie w ludzie nie roztrząsał sprawy, i tegoż samego Palmacyusza upoważnił aby wszystkie tych, jak ich nazywał, czarowników to jest chrześcijan, zmusił chociażby największemi mękami, do oddania czci bożkom cesarskim. Palmacyusz gorliwy takowego rozkazu wykonawca, wziął znaczny oddział żołnierzy i pośpieszył na miejsce zebrania chrześcijan. Lecz skoro tam przybyli, wszystkich żołnierzy dotknął Pam Bóg ślepotę, czém przerażeni, rozbiegli się.

Palmacyusz doniósł o tém Wielkorządcy; a że znowu i ten cud przypisano czarom chrześcijańskim, więc żeby je odwrócić postanowili poganie odbyć wielkie nabożeństwo na Kapitolu, na cześć bożka Merkurego. Zaledwie rozpoczęto te obrządki, aż oto dziewica przy téj świątyni służąca, nazwiskiem Julianna, która była opętana przez złego ducha, poczęła wołać głośno wśród zgromadzonego ludu: „Bóg Kaliksta jest Bogiem prawdziwym: brzydzi się wszetecznościami waszych obrzędów, i karać będzie srogo wszystkich którzy w Niego nie wierzą.” Palmacyusz uderzony wyznaniem takiém, do którego Pan Bóg zmusił nawet szatana, nawrócił się w tejże chwili; udał się do świętego Kaliksta, zrobił przed nim jawne wyznanie wiary chrześcijańskiéj i błagał o Chrzest święty. Uradowało to wielce i Papieża i wiernych, za co gorące złożyli Panu Bogu dzięki. Palmacyusz przygotowany do tego jak należy, w parę dni potém, wraz z żoną, dziećmi i do mownikami w liczbie czterdziestu dwóch osób ochrzczony został.

Po tém nawróceniu, zaszło i wiele innych. Pewien senator rzymski nazwiskiem Sympliusz, przyjaciel Palmacyusza dostąpił tego samego szczęścia, a za nim poszło sześćdziesięciu ośmiu jego domowników. Także niejaki Feliks, znajomy Palmacyusza był dotknięty paraliżem od lat czterech. Palmacyusz pełen ufności w moc Bożą, bo już był pełen żywéj wiary, zapewnił go, że byle przyrzekł że zostanie chrześcijaninem będzie zaraz uzdrowiony. Jakoż, Feliks mu to obiecał, Palmacyusz się nad nim pomodlił, i chory wyzdrowiał, widok tego cudu i żonę jego nawrócił, która wraz z nim Chrzest święty przyjęła.

Wieść o tém rozeszła się po całém mieście, i to pogan tém bardziéj przeciw chrześcijanom rozjątrzyło. Wielkorządca który znając przychylne dla chrześcijan usposobienie cesarza, dotąd łagodnie się z nimi obchodził, widząc coraz większe w ludzie wzburzenie, nie śmiał dłużéj oszczędzać wiernych. Kapłani głośne rozwodzili skargi, a poganie grozili rokoszem, jeśli ludzie, których za wrogów cesarstwa poczytywali, ukarani nie zostaną. Wielkorządca tedy kazał uwięzić wszystkich nowonawróconych, wraz z kapłanem Kalepodem, który ich nauczał i pochrzcił, i bez przeprowadzenia sprawy, kazał wszystkim pościnać głowy. Przytém wydał najsurowsze polecenie, aby wyszukano co prędzéj świętego Kaliksta, głównego, jak go nazywał, sprawcę tych wszystkich rozruchów, aby poświęcając go zawziętości ludu, najprędzéj przez to rozruchy uspokoić.

Znaleziono świętego Papieża w domu Poncyusza w którym zwykle święte obrzędy sprawował. Zbili go okrutnie, okuli w kajdany, zamknęli do więzienia, gdzie przez pięć dni trzymano go bez posiłku i napoju. Dozorcy więzienni, zagorzali poganie, przydawali mu jeszcze męczarni różnych i codzień go okrutnie pałkami tłukli. Święty znosił to wszystko nietylko w cierpliwości, lecz z weselem, w którém samych pogan w podziwienie wprawiał. Szóstego dnia okazał mu się święty Męczennik Kalepodyusz, który tylko co był za wiarę śmierć poniósł, i oznajmił że i on nazajutrz takąż koronę w Niebie otrzyma. Święty Kalikst, tego dnia jeszcze ochrzcił żołnierza na straży będącego nazwiskiem Prywata, a który w chwili gdy chrzest święty przyjmował, cudownie uzdrowiony został od wrzodów które całe ciało jego oddawna okrywały. Wielkorządca dowiedziawszy się o tém, i świętego Kaliksta i Prywata skazał na śmierć. Święty ten żołnierz poszedł do Nieba podczas gdy go ołowianemi knutami katowano, a lud rozwścieklony poznawszy świętego Kaliksta, włóczył go po ulicach i w końcu wrzucił w studnię. Śmierć tę męczeńską poniósł ten Papież 14 Października roku Pańskiego 224, rządząc Stolicą Apostolską lat sześć nie spełna.

Pożytek duchowny

Jak w czasach prześladowania chrześcijan przez pogan, ci ostatni poczytywali obrzędy kościelne za sztuki czarnoksięzkie, tak dziś ludzie bez wiary wszelkie praktyki religijne za czcze tylko i niepożyteczne formy poczytują i usiłują odwieść od nich wiernych. W pierwotnych wiekach chrześcijaństwa żeby ja spełniać trzeba było życie nawet narazić, i to czynili wierni, a ty może dla tego tylko aby nie ściągnąć na siebie szyderstwa bezbożnych, od tych świętych praktyk się powstrzymujesz.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który widzisz jak pod ciężarem ułomności naszych upadamy; daj prosimy pokornie, abyśmy patrząc na, przykłady świętych Twoich, w miłości Twojéj utwierdzeni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 879–881.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 826–827

  1. Nakazane przez świętego Kaliksta suchedni, przypadające na początkowe dni czterech pór roku, zobowiązują do postu w środę, piątek i sobotę. Jeśli nie ma czasu, w którym byśmy Boga nie obrażali, to też nie powinno być czasu, w którym byśmy nie starali się przebłagać Go przez pokutę. Cztery są pory roku, dla każdej przeto są przeznaczone osobne suchedni, a ponieważ każda pora obejmuje trzy miesiące, na każdy przeto miesiąc przypada jeden dzień postu.
  2. Kościół święty zaprowadził ten post z innego jeszcze powodu. Cztery razy na rok przy padają święcenia kapłańskie. W tej porze apostołowie św. sposobili się modlitwami i postem do tego aktu uroczystego. W czasie suchych dni jest obowiązkiem wiernych przez post, modlitwy i dobre uczynki ubłagać Boga, aby dał Kościołowi św. pobożnych kapłanów i godnych robotników w winnicy Chrystusowej. Prosić o to powinniśmy w każdym czasie, ale niestety wielu chrześcijan wcale o tym nie pamięta. Skoro dobro Kościoła i zbawienie dusz po większej części zawisło od kapłanów, skoro to święte urzędowanie wymaga oświecenia przez Ducha świętego i pomocy niebieskiej, to wierni w swych modłach zawsze powinni prosić Boga o kapłanów gorliwych, przejętych ważnością swego powołania i budujących świątobliwością żywota.

Jeśliśmy dotychczas o tym zapominali, nie zaniechajmy odtąd nagradzać złe, zanośmy gorące modły do Boga i odwdzięczmy się w ten sposób duchownym za ich zabiegi i starania o zbawienie dusz naszych.

Tags: św Kalikst I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik suche dni
2020-10-09

Św. Dyonizego Areopagity i jego Towarzyszów, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 117.

(Życie ich napisane było przez Metafrasta.)

Święty Dyonizy za zmakomitéj rodziny Albeńskiéj, przyszedł na świat wkrótce po narodzeniu Chrystusa Pana. Wychowany jak najstaranniéj lecz w pogańskich zasadach, oddał się szczególnie nauce filozofii i astronomii, i taki w tych umiejętnościach postęp uczynił, że stał się jednym z najuczeńszych w owym wieku w całym świecie filozofem i astronomem. Dla lepszego w matematyce wyćwiczenią się, przebywał nawet pewien czas w Heliopolis, w którémto mieście ta nauka wysoko kwitnęła. Gdy tam mieszkał nastąpiła śmierc Zbowiciela, a przy niéj owo cudowne zaćmienie słońca, które cały świat ogarnęło. Dyonizy, jako biegły astronom wiedząc iż przypadło nie w porze w któréj z naturalnych przyczyn przyjśćby mogło, zawołał z przerażeniem: „Albo Stwórca natury cierpi, albo cała budowa stworzonego świata rozpada się.” Po powrocie do Aten tak się odznaczył nauką, wymową i bystrym rozumem, iż pomimo tego że wówczas był jeszcze młodym, wyniesiono go na godność jednego z pierwszych sędziów Areopagu Ateńskiego. Byłto zaś najwyższy trybunał Grecki, słynący w całym ówczesnym świecie z mądrości i sprawiedliwości swoich wyroków, tak dalece iż nawet obce narody poddały pod jego rozsądzenie najważniejsze i najbardziéj zawikłane sprawy. Dyonizy największéj używał powagi w tém sądowniczém gronie.

Pod tę porę do Aten przybył święty Paweł Apostoł. Kazania jego nadzwyczajny wpływ wywarły: wielka liczba pogan nawróciła się a nawet kilku członków owego najwyższego Areopagu, a między nimi i Dyonizy. Zawiązał on bliższe z Pawłem świętym stosunki, a zagrzany miłością Chrystusa, zrzekł się swoich godności, większą część majątku rozdał na ubogich, i przez lat trzy nie odstępował Apostoła narodów, towarzysząc mu w jego misyonarskich wycieczkach. W rozmowach to jakie z nim miewał, a w których święty Paweł zwierzał ma ta tajemnice które w zachwyceniach swoich aż do trzeciego Nieba miał odkryte, nabył święty Dyonizy najgłębszych wiadomości o Bogu, które, jakto po dziś dzień widzieć można z dzieł jego, uczyniły go niezrównanym mistrzem teologii mistycznéj, to jest nauki o najgłębszych tajemnicach, odnoszących się do Istoty Boga.

Gdy w Atenach liczba chrześcijan się powiększyła, święty Apostoł, wyświęcił Dyonizego na Biskupa tego miasta. Przyobleczony tą godnością, obdarzony nadzwyczajnemi łaskami, w których dawał mu Pan Bóg nadprzyrodzone oświecenia tyczące się istności i natury samego Bóstwa, przy genialnych naturalnych zdolnościach i wielkiéj nauce, święty Dyonizy w krótkim czasie zajaśniał w Kościele Bożym, jako jeden z Doktorów. Dzieła jego o Hierarchii Kościelnéj, o Imionach Boskich i inne, są pod tym względem dotąd niezrównanym w piśmiennietwie kościelném skarbem.

Miał on także szczęście widzieć przenajświętszą Maryę Pannę, dla któréj poznania, jak sam pisze, odbył umyślnie podróż do Efezu, gdzie wtedy Matka Boża przebywała u świętego Jana Ewangelisty. Taką zaś czcią był ku Niéj przejęty, że, jakto także w jednym z dzieł swoich powiada, kiedy Ją poznał, byłby Ją wziął za Bóstwo, gdyby nie to, że wiara uczyła go iż Bóg jest tylko jeden. Znajdował się także w Jerozolimie przy Uśnięciu to jest przy śmierci przenajświętszéj Maryi Panny, i wszystkie tego szczegóły jak również i Jéj Wniebowzięcia, jako naoczny świadek a tak wysokiéj powagi, podobnież w pismach swoich pozostawił, a takie właśnie, jakieśmy pod dniem 15 Sierpnia podali.

Kiedy Dyonizy w Efszie widział się z przenajświętszą Panną i ze świętym Janem, za ich poradą powziął myśl udania się w inne części świata, dla opowiadania Ewangelii. Wyświęciwszy więc w swoje miejsce na Biskupa Ateńskiego świętego Publiusza, sam w towarzystwie Rustyka Kapłana i Eleuteryusza Dyakona, najulubieńszych uczniów swoich, udał się do Rzymu, aby sam Papież święty Klemens, wskazał mu w jakie kraje ma iść ogłaszać wiarę w Chrystusa. Ten Ojciec Święty, widząc, że kraina Gallów, to jest dzisiejsza Francya, pogrążona wówczas w pogaństwie, potrzebowała mężów apostolskich, tam świętego Dyonizego przeznaczył. Przyłączył się do niego jeszcze i święty Ryul, uczeń świętego Jana Ewangelisty i kilku innych świętych a gorliwych w winnicy Pańskiéj pracowników, z którymi Dyonizy, mając zawsze z sobą Rustyka i Eleutera, puścił się do Gallii.

Przybyli najprzód do miasta Arlu (Arles), gdzie już pewną liczbę chrześcijan ochrzczonych przez świętego Trofima zastali. Tam pozostawił Dyonizy świętego Ryula, wyświęciwszy go na Biskupa, a sam zresztą swoich towarzyszy, udał się do Paryża, który wówczas był niewielkiém miastem, zawartém tylko w téj części która po dziś dzień, wyspę na rzece Sekwanie stanowi. Skoro tam przybył, tłum ludu go otoczył. Dyonizy obdarzony jak wielu Apostołów darem języków, miał do nich kazanie, po którém niezwłocznie wielka liczba o Chrzest święty go prosiła. Następnych dni, toż samo miało miejsce: a szczególnie gdy Dyonizy kilka cudów uczynił, ludność już wtedy całemi tłumami, do wiary się nawracała. Wkrótce powznoszono tam kościoły: pierwszy na cześć Trójcy przenajświętszéj, a drugi pod wezwaniem przenajświętszéj Panny, i następnie kilka innych. Pierwszym z pogan który przyjął Chrzest święty z rąk błogosławionego Dyonizego, był Lisbiusz, jeden z najzamoższych mieszkańców Paryża, a od którego najznakomitsza po dziś dzień rodzina książąt Montmoransów, ród swój wyprowadza.

Postępy jakie codzień czyniła wiara, głoszona przez świętego Dyonizego i jego towarzyszy, pobudziły nakoniec przeciw nim pogan, a najbardziéj kapłanów pogańskich. Ci udali się do Fescyniusza Syzyna, Wielkorządcy Cesarskiego w Galli, z przedstawieniem że w skutek wpływu cudzoziemców przybyłych z Grecyi, jeśli się temu kresu nie położy, wiara pogańska w całym kraju zniknie. W skutek tedy takich zażaleń, Wielkorządca rozkazał niezwłocznie uwięzić przybyłych świętych opowiadaczy Ewangelii.

Świętego Dyonizego wraz z Rustykiem i Eleuterem schwytano w domu Lisbiusza u którego mieszkał. Widząc to Larcya żona Lisbiusza, zagorzała poganka, pośpieszyła do Wielkorządcy, z zawiadomieniem, że i mąż jéj jest chrześcijaninem. Zawezwał więc i jego przed siebie Fescyniusz, a gdy ten mężnie stał przy wyznaniu Chrystusa, ściąć go kazał w obecności świętego Dyonizego i jego towarzyszy, aby ich tém przerazić, i jak sądził łatwiéj do odstępstwa przywieść. Nie zachwiało to jednak wcale tych świętych Wyznawców, zaraz więc kazał ich odprowadzić do więzienia, a nazajutrz zadał im najokrutniejsze męki. Najprzód zbili ich strasznie, a gdy tę katuszę przetrwali głośno wielbiąc Boga, rozciągnęli Dyonizego na łożu żelazném, i podkładając podeń ogień pieczono go jak świętego Wawrzyńca. Lecz Święty głośno śpiewał ten wiersz psalmisty: „Ogniste bardzo słowo Twoje Panie, a sługa Twój rozmiłował się go” 1. Po pewnym czasie widząc Wielkorządca że, mu ogień najmniejszéj szkody nie czynil, kazał go wydać na pożarcie dzikim zwierzętom, ale te, jak to z wielu innymi świętymi Męczennikami zaszło, tknąć go nie chciały. Kazał więc go Fesceniusz, jeszcze do ciemnego więzienia zaprowadzić. Tam potajemnie zgromadziło się do niego wielu chrześcijan. Dyonizy odprawił Mszę świętą, i wszystkim rozdał Ciało i Krew Pańską, a w chwili gdy to czynił niebieska świałość nad nim zajaśniała i wśród niéj Sam Pan Jezus, chórem aniołów otoczony, się okazał.

Nazajutrz, tyran kazał ich znowu przed sobą stawić, i upominał aby cześć bożkom oddali, jeśli chcą przy życiu pozostać. Święty Dyoizy odpowiedział w imieniu wszystkich: „Na próżno nam grozisz: nic wiary naszéj nie zachwieje, pragniemy umrzeć za Chrystusa, który jest życiem naszém.” To słysząc Fesceniusz kazał wrzucić Dyonizogo w stos rozpalony, z którego on wyszedł żyw i zdrowy. Wtedy przybili go do krzyża, zkąd jak z kazalnicy miał naukę do ludu, a którego, takie cuda, wielką liczbę nawróciły. Przerażony tém Wielkorządca, wydał na sług Bożych wyrok na ścięcie.

Poprowadzono więc przez miasto Świętych, którym przewodniczył Dyonizy, już wtedy przeszło sto lat mający; a gdy na miejsce stracenia przyszli, ukląkł błogosławiony starzec i tak się modlił. „Boże któryś mnie stworzył, i świętą mądrością Twoją oświecił, otwierając przede mną tajemnice Twoje; któryś jak był ze mną wszędzie, tak i tu jesteś obecny; dziękuję Ci za wszystko coś przeze mnie ku czci Twojéj uczynić raczył, i że mnie już do Siebie powołujesz wraz z tymi braćmi moimi, przeznaczając nam koronę męczeńską. Przyjmij więc do miłosierdzia Twojego dusze nasze, i otocz opieką Twoją tych których przez krew Swoję a posługę naszę, Sobie pozyskałeś. Wielbijmy Ojca i Syna i Ducha świętego na wieki wieków.” A gdy wierni odrzekli „Amen” Dyonizy szyję pod miecz poddał i ściętym został, a z nim Rustyk i Eleuteryusz.

Lecz tu nastąpił cud jeden z największych: tułów bowiem świętego Dyonizego wstał na nogi, i głowę swoję wziąwszy w ręce, zaniósł ją o kilka wiorst za miasto, aż na to miejsce gdzie późniéj wierni kościół pod jego wezwaniem postawili. Cud ten nawrócił prawie cały naród, a jednę z pierwszych która wtedy o Chrzest prosiła była Larcya owa żona Lisbiusza która sama niezadługo potém śmierć męczeńską poniosła. Męczeństwo świętego Dyonizego i jego towarzyszów, nastąpiło dnia 9 Października roku Pańskiego 117.

Pożytek duchowny

Świety Dyonizy Areopagita, jeden z najpierwszych mędrców swojego czasu, największy w Kościele Bożym mistrz w wykładzie najszczytniejszych tajemnic Bóstwa, taką czcią przejęty został ku Matce Bożéj gdy ją ujrzał i poznał, że najdoskonalszą po Bogu i w doskonałości najbardziéj do Niego zbliżoną istotą Ją uznał. Niech Cię więc i to pobudza do tego, abyś po Bogu najwięcéj kochał Matkę Bożą, i po czci Boskiéj, Jéj cześć najgłębszą oddawał.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś w dniu dzisiejszym błogosławionego Dyonizego Męczennika Twojego i Biskupa, mężną wytrwałością w męczeństwie obdarzył, i któryś mu do opowiadania niewiernym chwały Twojéj Bustyka i Eleuteryusza za towarzyszów przydać raczył; daj nam prosimy, za ich przykładem, z miłości ku Tobie pomyślnościami tego Świata wzgardzać, i żadnych doczesnych przeciwności nie obawiać się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 863–865.

Footnotes:

1

Psalm. CXVIII. 140.

Tags: św Dionizy Areopagita „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Męka sędzia sprawiedliwość św Paweł Maryja św Jan Ewangelista Wniebowzięcie Francja św Wawrzyniec
2020-10-07

Św. Marka Papieża Wyznawcy, Sergiusza i Bacha

Żyli około roku Pańskiego 336 i 230.

(Żywot świętego Marka wyjęty jest z Brewiarza, a świętych Sergiusza i Bacha napisany był przez Metafrasta.)

Święty Marek rodem Rzymianin, został Papieżem roku Pańskiego 336, po świętym Sylwestrze. Byłyto czasy w których Kościół Boży zaczynał doznawać swobody, pod panowaniem Konstantyna Cesarza, który tylko co na tron był wstąpił. Z życia tego Papieża, który na stolicy Papiezkiéj zasiadał tylko miesięcy ośm, bardzo mało doszło nas szczegółów. Wiadomo jednak, że w tak krótkim czasie swojego papieztwa, apostolską gorliwością wielce się przyczynił do przytłumienia herezyi Aryańskiéj, i wydał wiele ważnych i potrzebnych postanowień tyczących się zarządu całego chrześcijaństwa, w czasach właśnie w których z powodu świeżego wyswobodzenia Kościoła, ściślejszą karność mógł wszędzie wprowadzać i jéj przestrzegać.

Wystawił w Rzymie dwie Bazyliki: jednę przy drodze Ardeatyńskiéj za miastem, drugą w samém mieście, która późniéj od niego Bazyliką świętego Marka nazwaną została. Uposażył obydwie wspaniale, i zaopatrzył w bogate ze złota i srebra sprzęty kościelne. On także nadał Paliusz Biskupowi Ostieńskiemu, który jeden ma przywiléj wyświęcenia Papieżów. Święty Marek umarł 7 Października roku Pańskiego 836, i pochowany został na cmentarzu Balbińskim, w tym kościele który sam przy drodze Ardeatyńskiéj wystawił.

Święci Sergiusz i Bach, których doroczna pamiątka dziś także się obchodzi, żyli w połowie wieku trzeciego. Zrodzeni w Rzymie, pochodzili obydwa z najznakomitszych, tak z imienia jak i z bogactwa rodzin tego miasta. Należeli do liczby chrześcijan, lecz się z tém kryli gdyż były to czasy srogiego prześladowania Kościoła przez Maksymina. Ponieważ bylito młodzieńcy bardzo wykształceni i używali powszechnego szacunku jako odznaczający się nieposzlakowaną prawością, więc Cesarz, który nie wiedział że są wyznawcami Chrystusa, powołał ich na różne urzędy, i w krótkim czasie wyniósł do najpierwszych. Sergiusz bowiem został Sekretarzem Stanu, co odpowiadało godności pierwszego Ministra, a Bach drugim z rzędu po nim urzędnikiem tak zwanym Sekretarzem od rozkazów Cesarskich. Maksymin poznawszy ich bliżéj z powodu ciągłych z nimi stosunków przy załatwianiu najważniejszych spraw pańistwa, nabrał dla nich wielkiego szacunku, oceniając i ich biegłość w sprawowaniu obowiązków wysokich i ważnych urzędów które im powierzył, i ich wierność swojemu monarsze. Oni zaś odznaczając się takiemi zaletami, zawsze tajnio wprawdzie, lecz nietylko jeszcze wierniéj spełniali obowiązki swoje jako chrześcijanie, lecz nawet i ćwiczeniom wyższéj pobożności pilnie się oddawali. Ile tylko mieli wolnego od mozolnych zajęć swoich czasu, spędzali go na modlitwie; spełniali gorliwie różnego rodzaju uczynki miłosierne, szczególnie wspierając chrześcijan, którzy z tego powodu że byli wyznawcami prześladowanéj wiary świętéj, z rónych powodów podpadali ostatecznéj nędzy.

Dwaj ci Święci srodze boleli nad zaślepieniem nieszczęśliwych pogan, w któréj liczbie było nawet i wielu ich krewnych, i gorące zanosili do Pana Boga prośby, aby ich oświecić raczył i co prędzéj Kościół z pod klęski okrutnego prześladowania uwolnił. Locz, że widzieli iż trwało ono w całéj swojéj sile, błagali znowu Pana Jezusa, aby ich samych albo na ciężką próbę nie wystawiał, lub gdyby spodobało mu się zesłać takową na nich, aby im dał łaskę wytrwania w niéj, i raczéj poniesienia mąk wszelkich, aniżeli wyrzeczenia się Boga prawdziwego. Owszem słysząc, a niekiedy i będąc świadkami, męstwa z jakiém święci Wyznawey stawieni przed tyranów, wytrwawszy najsroższe męki, zdobywali sobie korony męczeńskie, i sami pragnęli tego najwyższego szczęścia, chociaż ani domagać się o nie od Pana Boga, ani wystawiać się dobrowolnie na próby nie śmieli.

Cesarz Maksymin ile razy odbywał objazd swojego państwa, świętych Sergiusza i Bacha, jako najwyższych urzędników przez których ręce wszystkie najważniejsze przechodziły sprawy, brał z sobą, aby gdzie on przebywał, tam i główny zarząd państwa całego się znajdował. Wyjechał był do Syryi, i w mieście Angoście przez pewien czas z dworem całym się zatrzymał. Na dworze tym, złożonym prawie z samych pogan, wielu niechętne patrzało okiem na wyniesienie, w tak młodym wieku, Sergiusza i Bacha do najpierwszych urzędów cesarstwa, a jeszcze bardziéj rozbudzała się w niektórych zazdrość, gdy ich widzieli prócz tego i pierwszymi ulubieńcami Cesarza, którego i całą ufność posiadali, i swoją radą największy wpływ na niego mieli. Wypadek zdarzył, że niektórzy z téj liczby skrytych ich nieprzyjaciół, czyhających tylko na sposobność, aby im przed Maksyminom zaszkodzić, dowiedzieli się, że Sergiusz i Bach są chrześcijanami. Więcéj im téż nie trzeba było: znali bowiem dobrze zawziętość cesarza przeciw wyznawcom wiary Chrystusowéj, i nie wątpili iż byle się dowiedział że z téj liczby są Sergiusz i Bach, tém okrutniéj go to rozsroży, że oni na wyższych znajdują się godnościach i że im większe nad drugich dawał swojéj łaski i zaufania dowody.

Skorzystali więc z tego, i nie pomylili się wcale w swoich niegodziwych rachubach. Oskarżyli przed Cesarzem Sergiusza i Bacha jako wyznawców wiary chrześcijańskiej, a ten najprzód wpadł w złość największą, a potém niechcąc jeszcze przypuszczać aby tkl było, umyślił zanim wywrze na nich całą swoję zawzietość, przekonać się o tém dokładniéj. Polecił więc uroczyste nabożeństwo w głównej świątyni pogańskiej, i z całym dworem, do którego należeli i nasi Święci, udał się na nie, baczną zwracając uwagę czy pójdą za nim Sergiusz i Bach, i czy bożkom złożą ofiarę. Tymczasem oni towarzyszyli cesarzowi tylko do drzwi świątyni a gdy cały dwór wchodził zatrzymali się zewnątrz, modląc się serdecznie, aby Pan Bóg nieszczęsnych pogan z ich zaślepienia wywieść raczył. Zauważał to dobrze Maksymin, i zaraz po zabobonnych obrządkach swoich, przywołał ich do siebie i spytał dla czego w nich nie uczestniczyli. Święci wyznali mu otwarcie iż są wyznawcami Chrystusa, i że z tego powodu nie godzi się im uczestniczyć w obrzędach pogańskich, przez które oddaje się fałszywym bożyszczom cześć, należną tylko prawdziwemu jedynemu Bogu jakim jest Bóg chrześcijański. Słysząc to Maksymin zadrżał od złości, i postanowił okryć ich hańbą największą przed ludem i okrutnie ukarać, jeśli wiary nie wyrzekną się.

Gdy tedy mężni ci Wyznawcy Chrystusowi uczynić tego nie chcieli, kazał zedrzeć z nich oznaki ich wysokiéj godności: zamiast złotych łańcuchów jakie nosili, włożyć im na głowę obręcze żelazne, a dla wystawienia ich na tém większe szyderstwo gminu, przywdziać w ubranie kobiece, okuć w kajdany i tak oprowadzać po wszystkich ulicach miasta. Gdy to nie zachwiało wcale ich stałości, Cesarz przyzwał ich znowu do siebie, i w łagodnych słowach starał się przywieść do odstępstwa od wiary, obiecując im jeszcze większe łaski i ogromne dary, byle to uczynili, i w końcu odwoływał się do ich wierności i uległości dla niego, któréj mu zawsze dawali tyle dowodów. Święci odpowiedzieli mu nato, iż właśnie dla tego, że są chrześcijanami służyli mu wiernie, i ulegali we wszystkiém w czém nie było obrazy Bożéj, bo religia chrześcijańska ściśle to nakazuje. Lecz gdy idzie o wyznanie prawdziwéj wiary, tam oni przedewszystkiém Boga słuchać powinni. Przytém w krótkich słowach, lecz bardzo przekonywająco, wyłożyli mu główne zasady wiary katolickiéj, dowodzili Bóstwa Chrystusa Pana, i nakłaniali aby on sam uznał prawdę i duszę swoję ratował. Lecz tyran głuchym się na to okazał, a niemając jednak serca sam pastwić się nad nimi, odesłał ich do Antyocha Wielkorządcy całego Wschodu, znanego z nienawiści do chrześcijan, sądząc że się jego okrucieństwa ulękną i wiary wyrzekną.

Wielkorządca ten winien był swoje wywyższenie właśnie Sergiuszowi i Bachowi, gdyż nie był znany z nienawiści do wiernych. Gdy więc ich przed nim stawiono okutych w kajdany jak zbrodniarzy, przeraziło to nawet tego okrutnika, który zawołał: „Dobroczyńcy moi! którym winienem ten wysoki urząd jaki piastuję, do czegożto przyszło, żebyście wy przede mną jak winowajcy stawieni byli? Nie zmuszajcież mnie do zadania wam jakowéj przykrości, usłuchajcie Cesarza: oddajcie cześć bożkom, bo inaczéj będę musiał według jego rozkazu zmusić was do tego, chociażby najcięższemi mękami.” – „Napróżno w ten sposób do nas przemawiasz, odpowiedzieli Święci, czy być w zaszczytach w jakich byliśmy przedtém, czy wydanymi zostać na pośmiewisko ludu, jakto teraz z nami uczyniono, to wszystko dla chrześcijan, którzy wierzą w żywot wieczny, jest rzeczą obojętną. Najprawdziwszym dla nas zaszczytem jest wyznawać Chrystusa, a śmierć z niego poniesiona, największym zyskiem.” Wtedy Antyoch kazał ich rozłączyć. Sergiusza zamknął w więzieniu, a Bacha tak okrutnie kazał zaraz katować pałkami, że w męce téj oddał on Bogu ducha, w chwili konania słysząc głos z nieba który go do chwały wiekuistéj powoływał. Nazajutrz tyran probwał zachwiać stałość Sergiusza i między innemi rzekł do niego: „Tyś sam największe dobrodziejstwa wyjednywał u Cesarza dla wielu, jak to i dla mnie niegdyś uczyniłeś, nie chciejże teraz sobie samemu takiéj krzywdy wyrządzać.” A Sergiusz mu na to: „I teraz gotów jestem otrzymać dla ciebie największą łaskę, a to nie u ziemskiego, ale u Niebieskiego Cesarza, i wyjednać ci u niego dostojeństwa i dobra nie doczesne i znikome, lecz niebieskie i wieczne, tylko mojéj rady posłuchaj a uwierz w Chrystusa.” Widząc Antyoch, że łagodnemi środkami nic wskórać nie może, poszedł za swoim okrutnym zwyczajem, kazał włożyć na nogi Sergiusza buty żelazne nabite wewnątrz gwoździami ostrzem do podeszwy obróconemi, i w takich kazał go pędzić przed sobą, udając się do poblizkiego miasta. Sługa Boży szedł tak srodze męczony, i głośno śpiewał ten wiersz Psalmu Pańskiego: „Czekając czekałem Pana, i postawił na skale nogi moje i naprostował kroki moje” 1. Gdy przybyli do miasta, do którego Wielkorządca się udawał, kazał on Sergiusza zamknąć do więzienia. Tam zesłał mu Pan Bóg Anioła, który zdejmując mu z nóg ono okrutne obuwie, wnet go z ran wszystkich wyleczył. Nazajutrz Antyoch kazał go przynieść do siebie, gdyż nie przypuszczał, aby po odbytéj katuszy jaką mu zadał, był w stanie chodzić. Gdy ujrzał go idącego rzeźwo i zdrowego, przypisując to czarom, kazał mu podobneż obuwie z ostrzejszemi jeszcze gwoździami włożyć, i udając się w dalszą drogę znowu pędzić przed swoim wozem. Wycierpiał i tę mękę Sergiusz z równym męstwem jak poprzednią, i przybył wraz z tyranem do miasta Rozafu. Wielkorządca widząc, iż niczém stałości przomódz nie może, skazał go na ścięcie. Święty zaprowadzony na plac, gdzie wyrok miał być wykonany, uklęknąwszy prosił Pana Jezusa aby przyjął ofiarę jego życia, a oprawcom jego odpuścił. Wśród takiéj modlitwy usłyszał głos z nieba oznajmujący mu, że go Pan Bóg z koroną wiecznéj chwały oczekuje, i w tejże chwili kat ściął mu głowę. Poniósł męczeństwo 7 Października roku Pańskiego 290.

Pożytek duchowny

Otóż znowu masz przykład jak święci Pańscy, dla zdobycia Nieba, największych i najwyższych godności ziemskich się wyrzekali, i na straszne męki, a w końcu na śmierć się wydawali. Pamiętaj że każdy chrześcijanin powinien raczéj na największe narazic się nieszczęście, niż dopuścić się grzechu ciężkiego.

Modlitwa (Kościelna)

Świętych Męczenników Twoich Panie, Sergiusza i Bacha, błogosławione zasługi niech nas wspierają, i w Twojéj miłości uczynią gorliwemi i stałemi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 857–860.

Footnotes:

1

Psal. XXXIX. 1–2.

Tags: św Marek papież św Sergiusz św Bakchus „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik
2020-10-05

Św. Placyda i jego Towarzyszy Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 542.

(Żywot ich znajduje się w Bolandstów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Placyd był synem Tertulla, jednego z największych panów rzymskich. Przyszedł na świat w początku V wieku, kiedy wielki święty Benedykt założyciel zakonnego życia na Zachodzie, powszechnéj już używał sławy. Placyd miał siedem lat kiedy go ojciec zawiózł do klasztoru w Subjako, i świętemu Benedyktowi oddał na wychowanie. Tak młodziutkim będąc od razu zaczął prowadzić życie zakonne, od czego nietylko żadne ostrości reguły go nie zrażały, lecz wszystkie jéj przepisy jak najwierniéj zachowując, prócz tego w różny sposób martwił swoje niewinne ciało. Wszyscy téż zakonnicy bardzo go pokochali, a święty Benedykt miłował go jak rodzonego syna.

Razu pewnego zdarzyło się że młody Placyd poszedłszy po wodę do rzeki, wpadł w nią i już go nurty jéj unosiły. Święty Benedykt który podówczas modlił się w celi, zawiadomiony o tém przez objawienie, posłał drugiego młodego zakonnika imieniem Maura, aby go ratował. Ten powodowany posłuszeństwem, niezastanawiając się nawet nad tém co czyni, nieumiejąc pływać rzucił się w wodę która w téj chwili stała się twarda jak kryształ, przeszedł po niéj jakby po lodzie, schwycił za rękę Placyda i na brzeg go przyprowadził. Ten zaś powiedział, że wpadłszy w wodę dla tego pod nią zanurzony nie był, że ciągle widział świętego Benedykta unoszącego się nad nim.

Od tego czasu Placyd jeszcze większy czynił postęp na drodze doskonałości. Wzrastając w lata wzrastał i w cnoty, a święty Patryaroha przywiązując się do niego coraz więcéj, nierozstawał się z nim prawie nigdy. Jak Pan Jezus który wybierał zawsze najulubieńszych swoich uczniów w chwili kiedy jaki cud miał czynić, taki Święty ten Opat w takich razach miał zwykle przy sobie Placyda. Był téż on obecny kiedy Benedykt cudownym sposobem ze skały wyprowadził źródło dla klasztoru a gdy tenże udał się na górę Kasyneńską aby tam poniszczyć bałwany pogańskie którym jeszcze cześć oddawano, i założyć w tém miejscu główny swój klasztor, wziął także z sobą Placyda, A nakoniec gdy wypadła potrzeba wysłać zakonników z klasztoru Subjackiego aż do Sycylii aby tam założyć nowy klasztor, święty Benedykt wybrał na to Placyda swego ukochanego ucznia, przydając mu dwóch bardzo świątobliwych zakonników Donata i Gordyana. Ojciec Placyda Tertuliusz, podarował był świętemu Benedyktowi wielkie dobra jakie w Sycylii posiadał, składające się z kilku małych portów morskich i ośmnastu wiosek, i tamto ten Święty Patryarcha wysłał Placyda dla założenia nowego klasztoru.

Błogosławione to były czasy, w których ledwie nie co krok świętego napotkać można było: tak téż i Placyd udając się wtedy do Sycylii, w Kapui był najsardeczniéj przyjęty przez świętego Hermana, w Benewencie przez świętego Marcina, w Kanozie przez świętego Sawina, a w Reżżio w Kalabryi przez świętego Syzyna, którzy byli Biskupami tych miast. W podróży téj Placyd wiele cudów uczynił, przypisując je zawsze przez pokorę zasługom swojego Patryarchy świętego Benedykta, którego imienia w takich razach wzywał. Gdy przybył do Mesyny, gdzie go już sława jego świątobliwości i cudów przez niego czynionych poprzedziła, Moselin najzamożniejszy pan tego miasta, a wielki przyjaciel jego ojca, chciał go w pałacu swoim ugościć i jakiś czas zatrzymać. Lecz sługa Boży podziękował mu za to mówiąc: że zakonnikom nie wypada przebywać po świeckich domach, gdyż życie jakie tam prowadzą nie zgadza się z tém jakie oni wieść powinni.

Przybywszy na miejsce swojego przeznaczenia, zajął się niezwłocznie wybudowaniem klasztoru i kościoła pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela, i tego przed końcem roku dokonał. Rozgłos jego świątobliwości, życie jakby anielskie które prowadzili zakonnicy w tym nowym klasztorze osiedli, ściągnęły wkrótce do niego wielką liczbę młodzieży, między któremi było trzydziestu z najmajętniejszych rodzin, którzy wyrzekłszy się wielkich dostatków, poświęcili się Panu Boga na służbę. Klasztor téż ten stał się od razu podobny do klasztoru Kasyneńskiego téj kolebki Benedyktyńskiéj za wzór innym służącéj, bo jego przełożony święty Placyd wiernie na sobie odbijał wysoki wzór doskonałości zakonnéj, jaki przedstawiał sam święty ich Patryarcha. Chociaż był nie silnego zdrowia i słabéj budowy ciała, w ostrości życia wszystkich przewyższał braci. Ścisły post zachowywał ciągle, jadając tylko raz na dzień, a zwykle nie więcéj prócz trochę mleka i jarzyny. Chleba nawet pozwalał sobie tylko w niedziele, wtorki i czwartki. W wielkim poście kilka dni z rzędu spędzał bez żadnego pokarmu i napoju. Sypiał zawsze na stołku twardym bez poręczy, opierając głowę o mur i zażywając snu od dwóch do trzech godzin najwyżéj. Resztę nocy spędzał na modlitwie w kościele, a zwykle przed obrazem Matki Boskiéj, do któréj całe życie szczególne miał nabożeństwo. Lubo obarczony był kłopotliwemi zajęciami nowopowstającego Zgromadzenia zakonnego którém zarządzał, skupienia wewnętrznego nie tracił jednak ani na chwilę: owszem, widać było iż coraz ściśléj jednoczył się z Bogiem. Łaską czynienia cudów i tam go Pan Bóg uświetnił. Z tego powodu wielką liczbę dotkniętych różnemi słabościami przyprowadzono mu do klasztoru. Zdarzyło się razu pewnego, że gdy przez niejaki czas nie mógł wyjść do przybywających chorych, nagromadziło się ich bardzo wielu. Gdy nareszcie przybył nasz Święty, przeżegnał ich i wszystkich w tejże chwili uzdrowił.

Pięć lat już upłynęło od czasu jak Placyd mieszkał w klasztorze w Sycylii przez niego założonym, kiedy dwóch jego młodszych braci Eutykiusz i Wiktoryn, którzy go nawet nie znali, i siostra Flawia, przybyli z Rzymu aby go odwiedzić i przepędzić pewien czas z bratem, którego sława świątobliwości i do nich była doszła. Wielkiéj pociechy doznali nawzajem, a rozmowy z Placydem i przykład jego życia taki wpływ wywarł na jego braci i siostrę, że postanowili i oni wyrzec się świata i idąc w ślad za swoim świętym bratem, wstąpić do zakonu. Lecz Panu Bogu spodobało się krótszą drogą poprowadzić ich do Nieba.

W owéj właśnie porze pojawił się był na morzu Śródziemném, wysłany przez jednego z królów Afrykańskich korsarz nazwiskiem Manuka, znany z okrucieństwa poganin, a zawzięty wróg imienia chrześcijańskiego. Przybiwszy do brzegów Sycylii wysiadł ze swoją hordą na ziemię, i najprzód napadł na klasztor świętego Placyda w blizkości portu będący. Skoro się tam dostał, uwięził wszystkich zakonników, a z nimi Eutykiusza, Wiktoryna i Flawią. Barbarzyniec ten kazał najprzód stawić przed sobą Donata towarzysza Świętego Placyda, i pytał go groźnie czy jest chrześcijaninem. „Jestem nim, odpowiedział Donat, a nawet mam szczęście być mnichem.” Manuka aby od razu rzucić postrach na innych, po téj odpowiedzi Donata dobył miecza i głowę mu rozpłatał. Potém kiedy jeszcze ciało tego świętego Męczennika leżało przy nim krwią zbroczone, kazał przywołać wszystkich innych więźniów, i różnemi sposobami jużto łagodnemi słowy, już groźbą, chciał ich przywieść do wyparcia się Chrystusa a zostania poganami. Wszyscy mu oświadczyli że tego nigdy nie uczynią, że są chrześcijanami i za wiarę Chrystusa pragnęliby nie jeden raz lecz tysiąc razy oddać życie. Placyd zaś w imieniu innych przydał, że nietylko nie obawiają się śmierci, lecz że święcie zazdroszczą Donatowi, który miał szczęście pierwszy zdobyć koronę męczeńską. Korsarz wpadł we wściekłość i zaczął zadawać im najstraszniejsze męki. Najprzód zbił ich okrutnie, a potém okutych w kajdany kazał zaprowadzić do więzienia. Tam trzymał ich przez tydzień cały bez żadnego pokarmu i napoju. Po upływie tego czasu kazał ich wyprowadzić, posilić żeby dłuższe mogli wytrzymać męki, i znowu katował ich najokrutniéj. Zawiesił ich za nogi, a pod niemi kazał rozpalać ogień, aby dymem ich dusić; a ciągle się domagał aby wyrzekli się wiary. W ciągu tego święty Placyd, nad którym najwięcéj pastwił się ten morderca, zachęcał drugich do wytrwałości. Święta Flawia siostra jego także szczególne przedstawiała dowody męstwa. Gdy zawieszoną w powietrzu darli żelaznemi hakami, a barbarzyniec pytał jéj jak może będąc kobietą i tak znakomitego rodu, wystawiać się na takie cierpienia i zniewagi, kiedy od nich jedném słowem obronićby się mogła, odpowiedziała: „Dla miłości Chrystusa wszelkie męki są dla mnie największą pociechą, a śmierć za Niego poniesiona życiem.” Wtedy poganin kazał przerwać katusze zadawane świętym Męczennikom, i znowu probował czy ich od wiary odwieść nie potrafi. Lecz Placyd rzekł do niego: „Napróżno nas kusisz, lepiéj byś zrobił abyś ratujęc własną twoję duszę, wyrzekł się zabobonów pogańskich. – Wszystkie bożyszcza którym wy cześć oddajecie, sąto wymysły szatańskie, „przez które zły duch zdobywa dusze wasze. Jeden jest tylko Róg prawdziwy, którego czczą chrześcijanie, który jest Stwórcą wszystkiego, Panem Nieba i ziemi, i który po śmierci rozsądzać będzie każdego z nas najskrytsze sprawy.” Manuka rozgniewany tą świętą Placyda odwagą, nie dał mu dłużéj mówić, i kazał kamieniem pogruchotać mu szczęki i powybijać zęby, a gdy pomimo tego Święty przemawiał, kazał mu język wyciąć. Lecz Placyd zaczął mówić jeszcze głośniéj i wyraźniéj niż wprzódy. Cud tak wielki nawrócił wielu pogan obecnych, a Manuka widząc to i obawiając się aby wszyscy jego żołdacy chrześcijanami nie zostali, wydał rozkaz aby więźniowie niezwłocznie ścięci zostali. Poprowadzono ich więc nad brzeg morza gdzie mieli być straceni. Przybywszy tam wszyscy padli na kolana, składając w ofierze Panu Jezusowi życie swoje.

Święty Placyd, którego mowa jako cudownie mu zachowana, zagrzewała tém więcej do męstwa jego towarzyszów, w imieniu wszystkich tak głośno się modlił: „Zbawco nasz Jezu Chryste, któryś raczył śmierć ponieść za zbawienie nasze na krzyżu, bądź miłościw nam sługom Twoim niegodnym. Daj nam wytrwałość aż do końca, i udziel nam téj łaski abyśmy w Niebie w gronie Twoich świętych męczenników zasiedli. Wspieraj nas w tej ostatniéj chwili naszego życia, i przyjm ofiarę jaką ci z niego składamy.” A inni odpowiedzieli: Amen, i w tejże chwili wszyscy ścięci zostali w liczbie trzydziestu trzech. Ponieśli męczeństwo 5 października roku Pańskiego 541.

Pożytek duchowny

Święty Maur powodowany duchem posłuszeństwa rzucił się w wodę ratować świętego Placyda, gdy mu to nakazał jego Opat i idąc po wierzchu rzeki cudownie go z jéj nurtów wydobył. Chociaż nie zawsze takim cudem, zawsze jednak wynagradza Pan Bóg prędkie posłuszeństwo nasze względem tych którym ulegać powinniśmy. Niech cię to uczy i zachęca do należnéj uległości względem wszelkiéj zwierzchności.

Modlitwa (Kościelna)

Boże, który nam dozwalasz świętych Męczenników Twoich Placyda i towarzyszów jego uroczystość obchodzić, daj nam miłościwie szczęścia wiekuistego wraz z nimi zażywać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 851–853.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 804

Na pytanie, co św. Placydowi zjednało wieniec męczeński i oznakę świętości, jedna jest odpowiedź: posłuszeństwo, już bowiem jako siedmioletni chłopiec dostał się pod troskliwy dozór i mądry kierunek świętego Benedykta i wcześnie nauczył się czynić tylko to, co mu jego duchowny przełożony radził, nakazał i do czego go zachęcał. Posłuszeństwo jest najpewniejszą drogą wiodącą do świątobliwości.

Zważmy przeto:

  1. Jak łatwe jest posłuszeństwo. Sternikiem duszy naszej jest mąż pobożny, oświecony łaską Bożą, dokładnie znający święte prawdy wiary, słowem, mąż najzupełniej zasługujący na nasze szacunek i zaufanie. Rozkazy i rady, jakie nam daje, nie są natchnione chwilowym kaprysem lub urojeniem, czuje on odpowiedzialność, która na nim ciąży, wie dobrze, że będzie kiedyś musiał zdać za naszą duszę ciężki rachunek przed Bogiem. Gdyby stanął przed nami sam Pan Jezus, każąc to czynić lub owego się wystrzegać, czyż byśmy Go z rozkoszą nie słuchali? Słuchając zaś rad duchownego przewodnika lub przełożonego, słuchamy samego Chrystusa. Wszakże święty Paweł pisze: „Cokolwiek czynicie, z serca czyńcie, jako Panu, a nie ludziom. Wiedząc, że od Pana weźmiecie odpłatę dziedzictwa” (Kol. 3, 23). – Prócz tego wiemy, jakim udręczeniem są niepokojące nas częstokroć skrupuły i wątpliwości, czy w tym lub w owym wypadku postąpiliśmy tak, jak każę religia, czyśmy nie zgrzeszyli, czyśmy nie wykroczyli przeciw Bogu ? Któż nam te skrupuły rozwiąże, kto te wątpliwości usunie, jeśli nie duchowny nasz przewodnik i doradca naszego sumienia, którego światłą radą winniśmy się kierować a rozkazów słuchać, wiedząc, że jego rady i rozkazy są za stosowane do woli Bożej. Pewność ta czyni posłuszeństwo łatwym.
  2. W posłuszeństwie jest zawarta i zasługa. Choćbyśmy dawali jak najhojniejsze jałmużny, dajemy tylko martwy kruszec i rzeczy doczesne; choćbyśmy z miłości ku Bogu jak najwięcej umartwień nakładali na ciało nasze, zawsze tylko składamy Mu ofiarę ze zmysłowych rozkoszy i przemijających bólów; ale jeśli chętnie i skwapliwie słuchamy rozkazów z miłości ku Bogu, wtedy czynimy Mu ofiarę z woli i ducha naszego, tj. tego, co dla nas i dla Niego jest najcenniejsze. Chrystus Pan i Matka Jego Najśw. są pierwowzorem posłuszeństwa. Najświętsza Maryja Panna rzekła: „Oto służebnica Pańska, niechaj Mi się stanie według słowa twego” (Łuk. 1,38). Chwała Pana Jezusa i Najśw. Panny w niebiesiech jest nagrodą ich posłuszeństwa na ziemi, jak tego dowodzi Pismo święte. Tylko to, co jest skutkiem i wypływem posłuszeństwa, może rościć prawo do zasługi ; wszystko inne, co nie pochodzi z tego źródła, jest podejrzane i ma wartość wątpliwą.
Tags: św Placyd „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Benedykt św Herman św Marcin św Sawin św Syzyn posłuszeństwo skrupuły spowiedź
2020-09-28

Św. Wacława, Księcia Czeskiego, Męczennika

Żył około roku Pańskiego 938.

(Żywot jego był napisany przez Papieża Piusa II-go.)

Święty Wacław był synem panującego księcia Czeskiego Wratysława, pobożnego i wzorowego chrześcijanina, i Drachomiry poganki, zawziętéj nieprzyjaciołki wiary chrześcijańskiéj. Było ich dwóch braci, nasz Święty starszy, i Bolesław młodszy. Ojciec odumarł ich małymi. Babka ich po ojcu, święta Ludmiła, widząc na jakie niebezpieczeństwo wystawieni są jéj wnuki pod opieką tak niegodziwéj matki, nie mogąc obu ich wziąść do siebie, otrzymała jednakże to, że Wacław przy niéj się wychował. Czuwając nad nim z tém większą troskliwością że obawiała się zawsze zgubnego wpływu Drachomiry jego matki, przydała mu za ochmistrza swojego kapelana Pawła, wielkiéj świątobliwości kapłana. Młody książę wzrastał w cnoty chrześcijańskie, a przytém i w świeckich naukach wysoko się wykształcił. Od najmłodszych lat okazywał szczególne nabożeństwo do przenajświętszego Sakramentu i do Matki Bożéj, a obok tego, odznaczał się wielkiém dla ubogich miłosierdziem.

Tymczasem Drachomira przywłaszczyła sobie rządy państwa, i powodując się swoją nienawiścią do Kościoła, zaczęła srogo prześladować wiernych. Wydała rozkaz zamknięcia wszystkich kościołów, wzbroniła pod najsurowszemi karami kapłanom miewać kazania, i we wszystkich szkółkach, a nawet w domu rodziców, zabroniła dzieci uczyć katechizmu. Wszystkich urzędników i dowódców wojsk wyznania chrześcijańskiego pooddalała, na ich miejsce mianując pogan, których znała jako najzaciętszych wrogów imienia chrześcijańskiego. Nie dość na tém: wyrodna ta niewiasta, dozwoliła poganom bezkarnie zabijać chrześcijan, a jeśli który z nich broniąc się odjął życie napadającemu na niego poganinowi, wtedy w odwecie dziesięciu chrześcijan tracono.

Nie godziło się świętéj Ludmile patrzyć na to obojętnie. Zniosłszy się tedy z pierwszymi panami czeskimi, którym także obrzydło okrucieństwo nieprawéj przywłaszczycielki, Wacława jako prawego następcę po ojcu ogłosiła panującym. Drachomira ustąpić musiała, do czego ja tém łatwiéj skłoniono że dla położenia końca niesnaskom wewnętrznym, oddano jedną z prowincyi za rzeką Elbą Bolesławowi, młodszemu bratu Wacława, który z matką trzymał.

Wacław, chociaż bardzo młodo ma tron wyniesiony, starał się coprędzéj znieść wszystko złe i nieprowne, co wprowadziła Drachomira. Głównie zaś zajął się przywróceniem obrzędów chrześcijańskich, i wyswobodzeniem Kościoła tak srodze przez Drachomirę uciemiężonego. Usiłował także zbawiennie wpływać na obyczaje ludu, skożone nierządem pogańskiéj władzy, a przekonany że przykład panującego jest najskuteczniejszym do tego środkiem, sam przyświecał wszystkim, jako wzór najwyższéj świątobliwości. Cały dzień oddany sprawom państwa, które ile możności sam załatwiał, w wolniejszych chwilach dawał posłuchanie ubogim; chorych nawiedzał po mieszkaniach i szpitalach, i sam im posługiwał. Tak wielkie miał dla biednych miłosierdzie, że najczęściéj w nocy, żeby uwagi na siebie nie ściągnąć, odwiedzał ich, i zdarzało się że na własnych barkach nosił dla nich drzewo lub zboże. Dla uczczenia stanu ubogiego towarzyszył ich pogrzebom, przybrany wtedy w książęce szaty. Dochowując wiernie w sercu swojém nabożeństwa do Matki Bożéj, którém się od dzieciństwa odznaczał, większą część nocy spędzał zwykle w kościele na modlitwie, przed Jéj obrazami. A również stały w swéj czci ku przenajświętszemu Sakramentowi Ołtarza, dla okazania tego w szczególny sposób, własnemi rękami zasiewał pszenicę przeznaczoną na Hostye do Mszy świętéj, sam ją potém zbierał, mlił, i sam piekł opłatki. Podobnież i na wino przeznaczono do ołtarza, sam wyciskał winne jagody, z winnic które własną ręką obrządzał i na ten cel przygotowywał. Codziennie przynajmniéj do jednéj Mszy świętéj służył, a także dla uczczenia Niepokalanéj Matki Bożéj, całe życie czystość zachował.

Dla Biskupów i kapłanów największe okazywał uszanowanie, a szczególnie gdy ich publicznie spotykał. Na uroczystych nabożeństwach które chciał aby z jak największą odprawiały się okazałością, zachowywał się z takiém skupieniem, że sam jego widok, wszystkich do nabożeństwa pobudzał. W zarządzie zaś państwa, baczny, sprawiedliwy, niezmordowany, starający się wchodzić we wszystko, wielce ukochanym był od poddanych, a obok tego przy nadarzonych okolicznościach, w potyczkach z nieprzyjaciołmi, zawsze na czełe swoich, każdego męztwem i odwagą przewyższał. Wszyscy téż go, i swoi i postronni, czcili jak Świętego, a poważali jako najznakomitszego z zasiadających podówczas na tronie książąt.

Tymczasem, Drachomira nie posiadała się ze złości, widząc jak w całych Czechach wiara chrześcijańska przez nią niszczona zakwitła na nowo; a przypisując to wszystko wpływowi świętéj Ludmiły, powzięła zbrodniczy zamiar, pozbawienia jéj życia. Jakoż, wysłani przez nią przekupieni zbójcy, Świętą tę księżnę zamordowali, i w rzekę wrzucili. Uzuchwalona Drachomira spełnieniem téj zbrodni, i nie mogąc – chociaż wyrodna ta matka i tego pragnęła – dosięgnąć Wacława, pobudziła przeciwko niemu Radysława, księcia Gurymskiego, który najechał jego państwo z potężném wojskiem, przekonany że młodego i jeszcze nie bardzo w sztuce wojennéj wyćwiczonego książęcia, łatwo przemoże. Święty Wacław, który zawsze miał wielki wstręt do krwi przelewu, stanąwszy na czele swoich hufców, wysłał najprzód do Ratysława posłów, aby spróbować czyby do układów z nim przyjść bez bitwy nie można. Lecz ten dumnie odpowiedział, że chyba oddaniem mu całego państwa, możnaby go wstrzymać od wojny. Wtedy święty Wacław innego jeszcze użył środka, aby bądź co bądź nie wystawiać licznych wojsk na rzeź zawziętą. Udał się do obozu Ratysława, i oświadczył mu iż chce aby w obec obu wojsk, walcząc jeden z drugim w pojedyńczém spotkaniu, roztrzygnęli los wojny. Zgodził się chętnie na to Radysław, będąc olbrzymiéj postawy i atletycznéj siły, gdy Wacław był bardzo wątłéj budowy.

Nazajutrz o godzinie naznaczonéj, w obec wojsk nieprzyjacielskich uszykowanych naprzeciw siebie, obaj książęta stanęli do walki. Ratysław uzbrojony był od stóp do głowy jak drugi Goliat: miał ogromną dzidę i miecz nadzwyczaj długi. Wacław włożył na siebie lekki tylko pancerz, mając w ręku zwykły pałasz, całą bowiem ufność swoją, jak Dawid, w Boga był złożył. Gdy przyszło da starcia, podniósł dzidę którą miał Wacława ugodzić, a ten się przeżegnał, i w tejże chwili Ratysław wypuszczając z rąk oręż, padł do nóg swego przeciwnika, prosząc go o przebaczenie i zdając się na jego łaskę i niełaskę. Kiedy bowiem podnosił broń swoją, ujrzał przy Wacławie dwóch Aniołów którzy go zasłaniali, a z Nieba usłyszał głos wołający: „Nietknij.” I tak, bez kropli krwi ludzkiéj, zakończyła się ta wojna, która całemu krajowi wielką klęską groziła.

W inném zdarzeniu, podobnież doznał święty Wacław wsparcia od Aniołów. Znajdował się na walnym sejmie, przez cesarza Ottona I w mieście Worms zwołanym. Tam bywało codziennie na uroczystych zgromadzeniach, wielu innych książąt panujących, którym przewodniczył cesarz. Zdarzyło się dnie pewnego, że Święty chcąc służyć do dwóch Mszy w kościele, dłużéj się zabawił, i przez to opóźnił się na zebranie. Obrażeni tém zgromadzeni książęta, postanowili gdy nadejdzie, nie oddać mu oznaki uszanowania, podniesieniem się ze stołków, jak to dla każdego z wchodzących czynili. Lecz inaczéj się stało: bowiem gdy wchodził, ujrzeli przed nim dwóch Aniołów którzy nieśli krzyż złoty przedziwną jasność wydający. Nietylko więc wszyscy powstali, ale i sam cesarz wyszedł przeciw niemu i obok siebie go posadził. Wkrótce nawet potem Otton I poznawszy bliżéj tego świętego książęcia i wysoko go poważając, chciał księstwo Czeskie w jego osobie wynieść do godności królestwa. Święty Wacław sprzeciwił się temu, lecz z wielką wdzięcznością przyjął inny dur, a tym były Relikwie świętego Wita i świętego Zygmunta, do których miał szczególne nabożeństwo. Wróciwszy z temi skarbami do Czech, wybudował w Pradze wspaniały kościół, pod wezwaniem świętego Wita, i do tegoż kościoła sprowadził zwłoki świętéj Ludmiły swojéj babki.

Lecz im bardziéj za błogosławieństwem Bożém święty Wacław wsławiał się i utwierdzał na tronie, tém większą obudzało to zawiść w Drachomirze matce jego i Bolesławie bracie. W końcu postanowili i jego zgładzić. Wprawdzie, gdy dowiedzieli się że Wacław sprowadziwszy do Czech Benedyktynów, miał zamiar i sam zrzekając się tronu wstąpić do klasztoru, wstrzymali się z wykonaniem swoich zbrodniczych zamysłów, wszakże gdy za spełnieniem swoich świętych pragnień jeszcze się ociągał, zbrodniarze ci umyślili dłużéj już nie czekać, i uciekli się do zdrady. Bolesławowi żona powiła syna. Ten na wielką ucztę jaką z tego powodu wyprawiał, zaprosił Wacława. Święty przewidywał w téj niespodziewanéj uprzejmości zasadzkę, lecz mu nie wypadało odrzucać zaprosin brata. Udał się więc do niego, ale wprzód uczynił spowiedź z całego życia, i z wielkiém nabożeństwem przyjął Komunię świętą. Wśród uczty, o północy, Wacław wyszedł nieznacznie, i według swojego zwyczaju udał się do kościoła na modlitwę. Spostrzegłszy to Drachomira, nakłoniła Bolesława aby korzystał z téj sposobności, i zamordował Wacława. Bolesław pospieszył się dy kościoła wraz z kilkoma podobnymi mu niegodziwcami, których przydała do boku jego Drachomira, aby mu w razie potrzeby, do spełnienia zbrodni dopomogli. Wszedłszy do kościoła, podniósł miecz na Wacława, lecz mu go moc Boża z ręki wytrąciła. Siepacze będący przy nim podali mu pałasz, i szydząc z jego trwożliwości, podżegali aby spełnił zbrodnię, dla któréj tam przybył. Wtedy wyrodny ten brat przeszył mieczem Wacława, którego krew prysnęła na mary kościoła i po dziś dzień, ją tam widać. Męczeństwo to poniósł ten Święty 28 Września roku Pańskiego

Bezbożnego Bolesława, przezywanego późniéj okrutnym, Pan Bóg ukarał ciężkiemi klęskami jakich doznał przywłaszczywszy sobie tron po bracie zamordowanym. Drachomirę zaś jeszcze straszniejsza pomsta Boża spotkała, gdyż razu jednego kiedy z licznym orszakiem odbywała podróż, rozstąpiła się pod nią ziemia, i żywcem pochłonęła.

Pożytek duchowny

Jakże budującym jest w życiu świętego Wacława ten szczegół, iż on tak wielką czcią ku przenajświętszemu Sakramentowi był przejęty, że sam przyrządzał Hostye i wino do Ołtarza przeznaczone. Niech cię to pobudzi, byś ze swojéj strony, o ile ci to możliwe, przyczyniał się do zaopatrywania kościoła twojej parafii, w potrzebne do odprawiania Mszy Świętéj sprzęty i ozdoby.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Wacława, przez palmę męczeńską, z ziemskiego tronu do chwały niebieskiéj przeniósł; za jego wstawieniem się, racz nas od wszelkich przeciwności wybawić, i w Niebie w jego społeczności daj nam wiecznego zbawienia zażywać. Przez Pana naszego i t d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 824–826.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 772–773

Uczęszczanie na Mszę świętą jest jedną z najcelniejszych ozdób życia i charakteru świętego Wacława. Jeśli ten dostojny książę i monarcha przy swych tak licznych i ważnych zajęciach mógł znaleźć tyle czasu, aby pójść na Mszę, a czasem nawet służył do niej, to jakże powinni się wstydzić ci, którzy pod ladajaką wymówką albo wcale na niej w dzień powszedni nie bywają, albo też słuchają jej obojętnie i z roztargnieniem. Gdybyśmy choć w części przejęci byli tym duchem pobożności, jaki miał święty Wacław, to inaczej powinnibyśmy się zachowywać wobec tego najświętszego obrzędu Kościoła katolickiego i nie pożałowalibyśmy tej pół godziny, aby być przytomnymi bezkrwawej Ofierze, którą Kościół święty odprawia na chwałę Boga, na podziękowanie Mu i na przejednanie Go za nasze nieprawości i grzechy. Strata tej pół godziny nic nie znaczy wobec niezmiernych i niezliczonych korzyści i błogosławieństw, jakie na nas Bóg zlewa.

Cóż skłaniało świętego Wacława do uczęszczania na Mszę? Skłaniała go do tego:

  1. Żywa wiara w obecność Boga w Sakramencie Ołtarza świętego;
  2. miłość Boga, który zesłał Syna z Nieba, aby za nas cierpiał i umarł dla dobra naszego;
  3. niezłomne przekonanie, że Bóg wysłucha modłów i próśb jego;
  4. wdzięczność za łaski i hojne dary, którymi Bóg nas obsypuje.
Tags: św Wacław „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik książę czystość Msza święta
2020-09-27

Św. Kozmy i Damiana, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 285.

(Żywot ich był napisany prze świętego Grzegorza Turoneńskiego i Metafrasta.)

Święci Kozma i Damian byli braćmi rodzonymi, a według świętego Grzegorza bliźniętami, rodem z miasta Eges w Arabii położonego. Rodzice ich posiadali wielki majątek i byli wzorowymi chrześcijanami. Ojciec odumarł ich dziećmi, a matka Teodora, we Wschodnim Kościele czczona jako Święta, wychowała ich bardzo pobożnie. Żyli w drugiéj połowie trzeciego wieku, kiedy jeszcze w ich ojczyznie wieu było pogan. Święci bracia, z wielką gorliwością starali się ich nawracać: a że podówczas w tym kraju sztuka lekarska bardzo zaniedbaną była, umyślili oddać się téj nauce, wcale nie dla zysku, gdyż bogaci byli, lecz aby przez to łatwiejszy przystęp uczyniwszy sobie do pogan, łatwiéj ich mogli Chrystusowi Panu pozyskiwać. Postanowili nabyć sztuki leczenia ciała, mając głównie na celu ratowanie duszy.

Pan Bóg pobłogosławił ich świętym zamiarom: Kozma i Damian tak biegłymi stali się lekarzami, iż równych im w kraju całym nie było. Wzywano ich na wszystkie strony, i z najodleglejszych miejsc zwozili do nich chorych. Bo téż Pon Bóg do ich biegłości w téj nauce, i dar cudów przyłączyć raczył. Nie było chorego, chociażby najcięższą dotkniętego słabością, któregoby nie uzdrowili. Gdy bowiem zawezwani gdzie byli, po wybadaniu, jak to zwykle lekarze czynią biegu choroby, przepisywali wprawdzie lekarstwa, lecz udawali się jednocześnie na modlitwę, a przeżegnawszy chorego, a często i umierającego, wnet go uzdrawiali. Łatwo sobie wystawić, jak cudowne takie uzdrowienia, liczne pomiędzy niewiernymi nawrócenie spowodowały, témbardziéj że Kozma i Damian nie biorąc żadnéj za swoje trudy zapłaty, i przez to jednali sobie pogan, którzy z tego powodu przezwali ich Anargires co po grecku znaczy bezpłatni. Trudno byłoby wyliczyć jak wielu chorych od najcięższych cierpień uwolnili, ilu ślepym wzrok przywrócili, sparaliżowanym władzę, ilu opętanych wyzwolili od złego ducha. A obok tego jeszcze więcéj niewiernych do Chrztu świętego przywiedli: tak że ci dwaj biegli lekarze, stali się wkrótce wielkimi Apostołami.

To rozsławiło ich na całym Wschodzie, lecz téż samo ściągnęło na nich prześladowanie, a w końcu spowodowało i ich śmierć męczeńską. Cesarze Dyoklecyan i Maksymilian, postanowiwszy wytępić chrześcijan, przysłali do Egesy Wielkorządcę Lizyasza, z rozkazem aby używając najsurowszych środków, każdego z wyznawców Chrystusowych zmusił do oddawani czci bożkom; a gdyby tego odmawiali, żeby zadawszy im męki, śmiercią ich karał. Skoro Lizyasz przybył, doniesiono mu że największymi wrogami bożków cesarskich, są dwaj sławni lekarze, wielcy oraz czarnoksiężnicy, którzy na mocy czarów cudownie lecząc, wielką liczbę pogan nawrócili, i że jeśli tak daléj będzie, wkrótce cały kraj chrześcijańskim zostanie. Lizyasz, po takiém doniesieniu kazał ich uwięzić, i przywoławszy przed siebie groźnie rzekł do nich: „Więc to wy jesteście owi zwodziciele, którzy odwracając swoimi czarami lud od czci należnéj bożkom cesarskim, przywodzicie go do oddawania czci boskiej człowiekowi, który na haniebną karę Krzyża był skazany. Wiedzcie, że jeżeli tejże chwili nie wyrzeczecie się tego waszego Ukrzyżowanego Boga, i nie oddacie czci naszym prawdziwym bogom, zadam wam najstraszniejsze męczarnie, żeby was do tego zmusić. Zkąd jeteście i jakiego stanu?” Na to Święci odpowiedzieli mu: „Jesteśmy braćmi rodzonymi, pochodzimy z Arabii, i jak cała rodzina nasza jesteśmy chrześcijanami. Z zawodu zaś naszego, jesteśmy lekarzami. Nie zwodzimy nikogo, jak również nikogo nie zmuszamy aby się po radę do nas udawał. Nie szukamy w tém zysku, bo posiadając majątek, wynagrodzenia nie potrzebujemy. Przywracając zaś chorym zdrowie co do ciała, nie tyle naszą sztuką ile mocą Jezusa Chrystusa, staramy się także wyleczać ich i ze ślepoty duszy, ucząc wszystkich: że jeden jest tylko Bóg prawdziwy, któremu my cześć oddajemy, a wszyscy bogowie pogańscy, są to wymysły szatańskie dla wprowadzenia w błąd ludzi.” Po odpowiedzi tak stanowczéj, Wielkorządca na chwilę zawahał się co ma uczynić, ostrzegano go bowiem, że Święci w tak wielkiém u wszystkich, a nawet i u pogan, są poważaniu, że surowsze z nimi obejście się, mogłoby całą ludność oburzyć. Lecz z drugiéj strony bał się ściągnąć gniew cesarzów, jeśli oszczędzi tych właśnie, którzy w całém mieście wielkiéj używając sławy, tém większy wpływ jako chrześcijanie wywierają na pogan. Probował więc łagodnemi słowami skłonić ich do odstępstwa od wiary, i mówił do nich: „Jesteście znakomitego rodu, majętni, uczeni, przyrzekam wam w imieniu cesarza, pierwsze godności w państwie, jeśli spełniając jego wolę, wyrzeczecie się tych bredni w któreście się uwikłali. Usłuchajcie mojéj rady, gdyż mówię wam stanowczo, że macie do wyboru albo wyrzec się dziwactw waszéj chrześcijańskiéj religii, i opływać w zaszczyty i dostatki, albo jeśli tego nie uczynicie, ponieść śmierć w najstraszniejszych mękach. Zastanówcie się nad tém pilnie.” „Jużeśmy się nad tém dostatecznie zastanowili, odpowiedzieli Święci, groźby mąk najstraszniéjszych, przerazić nas nie mogą. Gotowi jesteśmy oddać życie nasze za wiarę Chrystususa. Inszéj odpowiedzi nie spodziewaj się od nas.”

Jakoż, Lizyasz nie czekał na inną, i kazał ich wziąść na tortury. Wytrzymawszy je nie okazując nawet najmniejszego bólu, Święci rzekli do tyrana: „Jeśli masz jeszcze jakie męki nam zadać, nakaż je niezwłocznie, pewni jesteśmy że łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa, da nam przenieść je nietylko cierpliwie, ale i z radością.” Lizyasz patrząc z podziwieniem że z okrutnych tortur wyszli bez żadnéj szkody, co przypisywał jedynie czarom, nie śmiejąc już innych tego rodzaju katuszy na nich probować, wydał rozkaz oby obu braci związanych w morze wrzucono.

Spełniono ton wyrok jak najwierniéj: lecz w chwili gdy tych sług Bożych wody pokrywały, zstąpił Anioł z Nieba, rozwiązał powrozy. któremi byli skrępowani, i na brzeg ich wyprowadził. Wilkorządca, który na to własnemi oczami patrzał, zdumiał się, ale i to przypisując czarom, zawezwał znowu Świętych do siebie, i jakby poufnie, prosił ich aby mu odkryli tajemnice téj sztuki, mocą któréj takie nadzwyczajne rzeczy spełniają. „Nieznamy żadnych czarów, odpowiedzieli mu na to bracia. Szatani którzy czarnoksiężnikom dopomagają, uchodzą przed nami z bojaźnią. Jesteśmy chrześcijanami, i w imieniu tylko Jezusa Chrystusa i za Jego opieką, wybawieni zostaliśmy i z tortur i z wód morskich. Krzyż święty na którym tenże Pan nasz Jezus Chrystus umarł, jest orężem w którym my całą ufność naszą pokładamy, a na którego sam znak wszyscy wasi mniemani bogowie i piekło całe, ustąpić musi.” – „Wy tedy, rzekł do nich Lizyusz, szydersko, całą waszą ufność w waszym Jezusie Chrystusie pokładacie, a ja moją w naszym bogu Apolinie, i mocą jego będę próbował robić te same sztuki, które i wy dokonaliście.”

Zaledwie to bluźnierstwa wyrzekł, Pan Bóg go ciężko ukarał. Dwóch szatanów niewidzialnych rzuciło się na niego, i tak go bili i ciałem jego miotali, że byłby skonał na miejscu, gdyby nie to że święci Kozma i Damian, uczyniwszy znak krzyża świętego, złych duchów odegnali. A wnosząc iż cud ten na nimże samym dokonany, powinien opamiętać Lizyusza, rzekli do niego: „Czy i po takiém dobrodziejstwie, jakie Krzyżowi świętemu zawdzięczasz, jeszcze wątpić będziesz o potędze naszego Boga, i pozostaniesz w twojém zaślepieniu pogańskiém? Wszak widziałeś jak wezwanie twojego bożyszcza, poddało cię w ręce złych duchów, a znak krzyża na którym nasz Bóg umarł, od nich cię wyzwolił. Wyrzecz się przeto czci bożków, którzy jak ciebie od szatanów uwolnić nie mogli, tak i sami w wiecznych mękach odbierają karę za swoje zbrodnie. Otwórz nakoniec oczy na prawdę, uznaj prawdziwym Bogiem Tego, któremu tylko cześć najwyższa się należy.”

Wielkorządea zdawał się zachwianym w swoim uporze, lecz przez wzgląd na kilku obecnych tam pogan, obawijąc się aby nie sądzili że chrześcijaninem chce zostać, kazał Świętych odprowadzić do więzienia. Tymczasem to co zaszło z Lizyuszem opętanym przez szatana po wezwaniu Apolina, rozeszło się po całém mieście. Najznakomitsi poganie obawiając się aby go to nie nawróciło, przybyli do niego, grożąc mu że go zaskarżą przed cesarzém, jeśli dłużéj Kozmę i Damiana oszczędzać będzie. Kazał więc znowu przywołać ich przed siebie, i jeszcze raz domagał się od nich oddania czci bożkom. Gdy mu tego z oburzeniem odmówili, kazał ich wrzucić w kocioł smoły rozpalonéj, zkąd wyszli nietknięci.

Wtedy Lizyusz słysząc pogan coraz groźniéj domagających się ich śmierci, kazał obydwóch braci uwiązać u osobnego słupa, i przywoławszy cztery roty żołnierzy, wszystkie na nich od razu wypuścić strzały. Lecz ręka Boga, który chciał moc swoją poganom gromadnie tam zebranym objawić, cudownie strzały powracała tak, że wszystkie w ciekawych widzach utkwiły. Cud tak wielki i straszny, rozproszył pogan, którzy z placu pouciekali a Wielkorządca kazał ściąć świętych Męczenników. Ci zaś uklęknąwszy modlili się aby Pan Bóg już więcéj cudem nie odwlekał im korony męczeńskiéj. Wysłuchał ich Pan Bóg: ścięci zostali, a ta ich śmierć męczeńska nastąpiła 28 Września roku Pańskiego 285.

Pożytek duchowny

Święci Kozma i Damian w zawodzie ich lekarskim, stali się wielkimi Apostołami, i mnóstwo dusz pozyskali Chrystusowi. Nich cię to uczy, że w każdym chociażby naczynniejszym zawodzie, nietylko najłatwiéj własną daszę zbawić, ale i drugich do jak najwierniejszego służenia Bogu można skutecznie pobudzać, byle posiadać wielką miłość Boga i wielkie pragaienie dusz zbawienia.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc pamiątkę przejścia do Nieba Męczenników Twoich Kozmy i Damiana, od wszelkiego grożącego nam złego za ich pośrednictwem uwolnieni zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 821–823.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 770

Święci bracia Kosma i Damian, których imiona jako krwawych świadków Kościół św. tak wielką czcią otacza, mogą nam posłużyć za przykład, jak powinien chrześcijanin pełnić obowiązki swego stanu i powołania. Jakkolwiek nie od każdego wymaga się, ażeby te powinności wykonywał bez względu na nagrodę i doczesne zyski, od każdego jednak należy żądać, aby je pełnił z miłości ku Bogu tak, jak mu to nakazuje sumienie, poczucie obowiązku i należne Bogu posłuszeństwo. Tylko tym sposobem można pozyskać błogosławieństwo Boskie i zasługi wiekuiste. Kto pracuje z musu lub w widokach zysku i zbogacenia się, tego dusza nie ma w sobie nic chrześcijańskiego, a choćby zebrał jak największy majątek i we wszystko opływał, daremna będzie praca jego, gdyż utraci nagrodę niebieską. Czyż może być większa niedorzeczność, jak dla marnego grosza, który częstokroć jest jedynym bodźcem naszych zabiegów i czynności, zrzekać się wiekuistej i nieocenionej nagrody niebieskiej, jakiej Bóg obiecał w dniu Sądu ostatecznego udzielić tym, którzy tu na ziemi pracowali uczciwie i z dobrą wolą? We wszystkich naszych pracach i zajęciach nie spuszczajmy nigdy z oka miłości ku Bogu; pamiętajmy zawsze o tym, że obiecane są nam skarby niebieskie, większe aniżeli doczesne zyski, które nam świat dać może jako nagrodę. Hasłem naszym przy każdej pracy niechaj będzie: „Z miłości ku Tobie, Boże, i na większą chwałę Twoją!” a wtedy niezawodnie nie minie nas błogosławieństwo Boże.

Tags: św Kosma św Damian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik lekarz cuda obowiązki stanu
2020-09-26

Św. Cypriana Biskupa i Justyny Dziewicy

Żyli około roku Pańskiego 900.

(Żywot ich był napisany przez świętego Grzegorza Nazyańskiego i Metafrasta.)

Święty Cypryan rodem z Antyochyi w Syryi, pochodził z rodziny znakomitéj i bardzo bogatéj, lecz w pogańskich zabobonach żyjącéj. Miał lat siedm, kiedy go rodzice oddali na naukę do czarnoksiężników, a że posiadał nadzwyczaj bystre zdolności, więc w téj szatańskiéj sztuce, wielki postęp uczynił. Gdy dorosł, przebywał jużto w Atenach, już w Argos, już w Frygii wyszukując wszędzie najsłowniejszych mistrzów nieszczęsnego zawodu któremu się oddawał, a w końcu najsławniejszych przeszedł, gdy i w Indyach i w Chaldei dla lepszego wykształcenia się długo przebywał. Nie godziłoby się nawet wymienić sprosności i zbrodni jakich się dopuszczał, sprawując te niegodziwe obrządki. Używał do swoich czarów ciał Judzkich, i w tym celu i mężczyzn i kobiety i dzieci zamordowywał na ofiarę szatanom, a według zwyczaju i przepisów téj piekielnéj sekty, roztwierał żywcem wnętrzności ludzkie aby z tego wyprowadzić swoje wróżbiarstwo, i wywoływać i dokonywać różne łudząca ludzi zjawiska.

Lecz uchodząc za najsławniejszego swoich czasów czarnoksiężnika, z chrześcijanami nic poradzić nie mógł: nad nimi bowiem, i tak wielkiego mistrza jakim on był, czary żadnéj mocy nie miały. Pałał też ku nim największą nienawiścią; czernił ich, wyśmiewał, w szyderstwo obracając najświętsze obrzędy Kościoła. Takim był Cypryan, aż do trzydziestego rom życia swojego, kiedy Bóg nieprzebranego miłosierdzia, wybrał go jak drugiego Szawła, aby uczynić z niego „naczynie wybrane”, 1 i przykładem takim największych grzeszników pobudzić do ufności.

Po wszystkich tych swoich po obcych krajach podróżach, Cypryan wrócił do Antyochii. W mieście tém, mieszkała pewna dziewica nazwiskiem Justyna, która chociaż zrodzona z rodziców pogańskich, będąc razu pewnego na kazaniu Preliusza Dyakona Antyocheńskiego, nie tylko się sama nawróciła, lecz i rodziców swoich do wiary w Chrystusa przywiodła. Zostawszy chrześcijanką, stała się i wybraną Pana Jezusa Oblubienicą; poślubiła czystość dozgonną i dla tém pewniejszego dochowania téj cnoty, wiodła życie o ile można odosobnione. Że zaś była nadzwyczaj powabnéj urody, ile razy z domu wychodziła, starannie zakrywała twarz gęstym welonem. Pomimo tego ujrzał ja pewien młody bardzo majętny człowiek, nazwiskiem Ablaidus, i postanowił poślubić koniecznie. Gdy dla dopięcia swoich zamiarów, napróżno wszystkich używał Środków, udał się do Cypryana, pewny będąc że za jego sztuką czarnoksięzką dopnie swego celu. Ten zachęcony sowitą nagrodą, i chcąc przy téj sposobności w Antyochii moc swoich czarów okazać, użył wszelkich środków, aby Justynę oczarować, i od wierności Chrystusowi Panu odwieść. Gdy mu to nie łatwo przychodziło, nasłał na nią szatanów, którzy przybierając różne postacie, to rozbudzali w niej najszpetniejsze chuci, to znowu nasyłali na nią różne znajome jej niewiasty, zachęcające ją do poślubienia Ablaidusa, i ani chwili spokoju jéj nie dawali. Lecz święta dziewica podwoiwszy postów, modlitw, i umartwień ciała, a szczególnie uciekając się pod obronę Matki Bożéj, do któréj serdeczne zawsze miała nabożeństwo, wyszła z tych strasznych walk zwycięzko. Święty Grzegorz pisze nawet, że raz wśród najstraszniéjszych pokus z któremi na nią napadli szatani nasłani przez Cypryana, przenajświętsza Panna objawiła się jéj, upewniając że zwycięży i świetną koronę w Niebie otrzyma.

Cypryan nie mogąc pojąć żeby tak wielkie jego wysiłki próżnemi się okazały, przywoławszy do siebie szatanów, wyrzucał im ich niedołęztwo, pytając co takiego tę młodę dziewicę chroni od ich potęgi, i jakiéj ona broni używa, aby się od nich zasłonić. Wtedy szatan wyznał mu że broń któréj używa Justyna przeciw niemu, jest takiej siły, że całe piekło przed nią ustąpić musi, a tą jest znak Krzyża świętego którym ona ciągle się zastawia, i nim czartów od siebie odgania. Usłyszawszy to Cypryan, rzekł sam do siebie: „Jakto? sam znak krzyża na którym umarł ten Bóg którego wyznają chrześcijanie, taką moc posiadał jakiéjże potęgi sam ten Bóg być musi. Szalony byłbym gdybym i ja go nie wyznał. Od téj chwili, wyrzekam się czarnoksięztwa i Bóg Justyny będzie i moim Bogiem.” Po takowém uczynioném przez niego postanowieniu, niezwłocznie rzucili się na niego szatani z najstraszniejszą zapalczywością, lecz odstąpić musieli, skoro i on znak krzyża uczynił na sobie i wezwał Boga Justyny.

Cypryan miał znajomego pewnego chrześcijanina nazwiskiem Euzebi, pośpieszył więc zwierzyć mu się ze swego nawrócenia. Euzebi uradowany uściskał go serdecznie, i zachęcał do wytrwałości. Lecz szatani widząc iż się im taka droga dla nich zdobycz wymyka, w nowy sposób na Cyprysna uderzyli. Rozbudzili w umyśle jego nieufność w miłosierdzie Boże. Nie chciał on wierzyć aby Bóg chrześcijański, który jest świętością samą, mógł posunąć dobroć i miłosierdzie swoje aż do tego stopnia, żeby po tylu i tak strasznych zbrodniach jakich się on przez całe życie dopuszczał chciał go przyjąć za swego wyznawcę, i uczynił uczestnikiem łask Swoich. Pod wpływem takich myśli przywodzących go do rozpaczy, może byłby upadł Cypryan zupełnie, gdyby nie to, że jego przyjaciel Euzebi, broniąc go od tej piekielnéj pokusy, doradził mu aby uciekł się do Matki Boskiéj, jako Matki miłosierdzia. Wśród największego więc niepokoju, i kiedy zdawało się że całe piekło uderzyło na niego aby go o rozpacz przyprawić, Cypryan wezwał z całego serca Matki miłosierdzia. Uczuł się w téjże chwili pełnym ufności, i od tego czasu szatani dali mu zupełnie pokój. Pragnąc więc jaż coprędzéj zostać chrześcijaninem, udał się z Euzebim do Antyma Biskupa Antyocheńskiego, który gdy się przekonał o szczerości jego nawrócenia, kazał go ochrzcić.

Cypryan na dowód swojéj szczerości, a oraz i dla wynagrodzenia zgorszeń jakie dawał będąc czarnoksiężnikiem, przyniósł do Biskupa wszystkie swoje czarnoksięzkie księgi, i te wobec zgromadzonych wiernych publicznie spalił. A jak dotąd wsławił się był przez sztukę którą szatanowi służył, tak stawszy się sługą Chrystusa, wkrótce odznaczył się i zasłynął jako najprzykładniejszy pobożny i gorliwy o chwałę Bożą chrześcijanin. Ponieważ posiadał wielką naukę, a przytém miał i niepospolity dar wymowy, uchodził poprzednio nietylko za najzdolniejszego czarnoksiężnika, ale i za najzdolniejszego z mężów pogańskich, teraz więc tych darów Bożych użył na służbę Boga prawdziwego. Wielki a najzbawienniejszy wpływ wywierał na pogan, i znaczną ich liczbę, pomiędzy którymi znajdowali się i bardzo uczeni, nawrócił. Sam zaś wiódł życie jakby publicznego pokutnika. Widywano go często przed drzwiami kościoła, klęczącego z posypaną popiołem głową, ze sznurem u szyi, proszącego przechodzących chrześcijan, aby się z nim jako wielkim grzesznikiem, do miłosierdzia Boskiego wstawiali. Aby jeszcze więcéj przygnębić w sobie wrodzoną pychę, uprosił aby go przeznaczono jedynie do zamiatania kościoła. Nie rozłączał się z Euzebim którego obrał sobie za ojca duchownego, i przewodnictwem jego wiernie się powodował. Nakoniec wkrótce do takiéj doszedł świętości, że cuda czynił i daleko niemi zasłynął. A że przytém po całych dniach przesiadywał nad Pismem Bożém i nad świętemi księgami, stał się jednym z najbieglejszych w rzeczach tyczących się religii, tak że i duchowni w najważniejszych zdarzeniach do niego po radę śpieszyli. Przyszło więc do tego że po śmierci Antyma Biskupa, całe duchowieństwo i lud wierny, jednogłośnie na następcę wybrali Cypryana. Wzbraniał się długo, a gdy zmuszony nakoniec uledz woli Bożéj, przyjąwszy wszystkie następne święcenia i na Biskupa miał być już konsekrowany, powodowany głęboką pokorą, w czasie nabożeństwa, kiedy lud w kościele tłumnie był nagromadzony, wstąpił na wyniesione miejsce, i uczynił publiczną spowiedź z całego życia, wyznając wszystkie najcięższe zbrodnie jakich się kiedy dopuścił. Czyn tak nadzwyczajnéj pokory i skruchy, poruszył i zbudował wszystkich, i wielu ciężkich grzeszników, którzy już rozpaczali o swojém zbawieniu, do szczeréj pobudził pokuty.

Tymczasem gdy takie dzieła miłosierdzia Boskiego spełniały się na Cypryanie, Justyna swoją drogą coraz milszą stawała się Panu Bogu. Jeszcze wtedy kiedy Matka Boża nietylko obroniła ją od czarów Cyprysna, ale i jego samego wyzwalając z rąk szatańskich uratowała, chcąc objawić za to swoją wdzięczność Panu Bogu i téj Matce miłosierdzia, rozdała całą swoję majętność ubogim, ostrzygła sobie włosy i poświęciła się na wyłączną służkę Bożą. Rodzice zaś nietylko się temu nie sprzeciwili, lecz i sami oddawszy się już tylko bogomyślności, dom swój zamienili na wspaniały kościoł. I nie dość na tém: ów Ablaidus na którego to żądanie Cypryan czarował Justynę, także się nawrócił, wielki swój majątek rozdał na biednych i w pokucie służył Panu Bogu.

Gdy Cypryan został Biskupem, wiele dziewic pobożnych, które były pod jego przewodnictwem duchowném, pragnęło na wzór Justyny odsunąć się od świata, i w dziewictwie służyć Panu Jezusowi. Tych wielką liczbę Święty połączył z Justynę, która wraz z niemi, a będąc ich przełożoną klasztor założyła.

Lecz nadchodziła chwila, w któréj Pan Bóg do wyższéj jeszcze nagrody Cypryana i Justynę przeznaczał. Przybył do Nikomedyi cesarz Dyoklecyan. Dowiedziawszy się o licznych nawróceniach pomiędzy poganami jakie dokonywał Cypryan, i o wysokiéj świątobliwości Justyny, do któréj klasztoru coraz więcéj dziewic się garnęło, kazał ich oboje uwięzić. Wielkorządca Fenicyi przebywający w Tyrze, kazał ich przed sobą stawić. Gdy Cypryan i Justyna w pierwszém posłuchaniu przekonali go iż ich od wiary w Chrystusa niczém odwieść nie potrafi, kazał Justynę okrutnie zbić rózgami, a Cypryana zawieszonego w powietrzu szarpać żelaznemi hakami tak barbarzyńsko, iż się aż na to sami poganie oburzali. Gdy te męki stałości ich nie zachwiały, kazał ich wrzucić w kocioł pełen smoły, tłuszczu i wosku wrzącego. Święci wśród téj katuszy najmniejszego bolu nie doznali. Obecny temu jeden z kapłanów pogańskich, nazwiskiem Atanazy, a który był uczniem Cypryana gdy ten jeszcze był czarnoksiężnikiem, przypisując to czarom że Cypryan i Justyna w kotle gotowani żadnego bolu nie doznali, chciał i sam tego dokazać. Zawezwawszy więc szatanów i używszy różnych sztuk czarnoksięzkich, wskoczył do kotła, aby przez to przekonać pogan że i Cypryana i Justynę nie moc Boga którego wyznają, lecz sztuka czarnoksięzka zasłania. Lecz skoro wszedł w kocioł spalił się na węgiel. Wielkorządca obawiając się aby to wszystko ludu nie rozburzyło, odesłał świętych Męczeników do Nikomedyi, gdzie przebywał cesarz, opisując mu wiarnie wszystko co się stało. Dyoklecyan po odczytaniu listu, wydał wyrok aby Cypryan i Justyna, niezwłocznie przez ścięcie głowy straceni zostali. Rozkaz ten wykonano, i Święci ponieśli męczeństwo 26 Września około roku Pańskiego 900.

Pożytek duchowny

Widzisz z żywotów Świętych dziś uroczystujących, jakiéj potęgi przeciw szatanom jest użycie znaku Krzyża świętego i wezwanie na pomoc Maryi. W każdém więc niebezpieczeństwie grożącém duszy twojéj, uciekaj się do tych środków a ujdziesz wszelkiéj szkody.

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionych Męczenników Cypryana i Justyny niech nas Panie wspiera ciągłe pośrednictwo abyś miłościwie wejrzyć raczył na tych, którym takiego poparcia udzielasz. Przez Pana naszego i t d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 818–821.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 769

Św. Cyprian zajmował się przed nawróceniem czarami i wieszczbiarstwem, wyzyskując łatwowierność i przesądy swych rodaków w sposób grzeszny i niegodziwy. I dzisiejsze czasy nie są wolne od zabobonu; zastanówmy się przeto, na czym on polega. Zabobonnym jest:

  1. kto przypisuje ziołom, zaklęciom, gwiazdom, pewnym dniom lub godzinom nadzwyczajną siłę i skuteczność, której im nie nadał ani Stwórca, ani Zbawiciel, ani Kościół katolicki;
  2. kto wierzy, że kładzenie kart, cyganie, cioty, czarnoksiężnicy i sny zdołają wywróżyć przyszłość i kto tym osobom i rzeczom przypisuje nadprzyrodzoną siłę;
  3. kto wierzy, że Bóg takimi drogami i przez takie osoby świadczy ludziom jakieś łaski i udziela im czegoś, co się przyczynić może do ich dobra doczesnego albo zbawienia wiekuistego.

Zabobon jest grzeszny dlatego, że jest bezpośrednim lub pośrednim odwoływaniem się do siły szatana. Pomimo to zapytać należy, czy w ogóle istnieją czarownicy i czarownice. Tak jest niewątpliwie. Jak bowiem są Święci, którym wskutek ich świątobliwości i bogobojności Bóg udzielił cząstki swej wszechmocy, tak też są i grzesznicy, którzy w miarę postępowania w złym wchodzą w ściślejszy stosunek z szatanem i przejmując od niego część piekielnej jego władzy, potrafią wskutek tego przewidzieć i odgadnąć rzeczy przyszłe i dokazać niekiedy rzeczy niepojętych. Ale tak ohydnym rzemiosłem zajmują się tylko ludzie pogrążeni w złym i moralnie podupadli. Trzymajmy się przeto zdala od bezbożników i miejmy niezłomne przekonanie, że przeciw woli Boskiej nie zdołają nam zaszkodzić w sprawie naszego zbawienia.

Footnotes:

1

Dz. Apost. IX. 15.

Tags: św Cyprian z Antiochii św Justyna z Padwy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup dziewica męczennik satanizm nawrócenie Krzyż Maryja
2020-09-23

Św. Lina Papieża i Św. Tekli Dziewicy, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 80.

(Żywoty ich były napisane prez świętego Damazego Papieża, i świętego Grzegorza Nazyanzeńskego Biskupa.)

Święty Lin Papież rodem z miasta Wolteryi w Etruryi, był pierwszym świętego Piotra w najwyższym zarządzie Kościoła następcą. Nawróconym został do wiary świętéj przez tegoż księcia Apostołów. Od téj chwili poświęcił się na wyłączną służbę Panu Jezusowi: rozdał majątek ubogim, i już się z świętym Piotrem nie rozłączał. Jego téż on głównie do najważniejszych spraw swojego Papieztwa, za pomocnika używał.

Wysłany do Galii dla głoszenia słowa Bożego, przybywszy do Bezansonu został pierwszym Biskupem tego miasta. Mieszkając w domu pewnego zamożnego obywatela nazwiskiem Amazyusz, nawrócił go z całą rodziną i tenże dom jego zamienił na kościoł, poświęcony pod wezwaniem przenajświętszéj Maryi Panny i świętego Stefana. Wiara szerzyła się szybko w tym kraju, za gorliwą pracą świętego Lina, lecz zły duch nie mogąc patrzeć na to obojętnie, pobudził niektórych nieszczerze nawróconych pogan, do wznowienia obrządków pogańskich, które już prawie wszędzie zniesione były. Dano więc znać świętemu Linowi, że lud zabiera się do oddania publicznéj czci bożyszczom. Święty udał się coprędzéj na miejsce gdzie mieli palić ofiary Apolinowi, a gdy przemówił do zgromadzonych, w téjże chwili bałwan upadł w proch się obracając. Lecz poganie, zamiast uznania w tym cudzie mocy Bożéj, rzucili się na Świętego, i wygnali go z miasta.

Gdy powrócił do Rzymu, święty Piotr zrobił go swoim Koadjutorem, a jak u nas nazywają Sufraganem. Po męczeństwie też świętego Piotra, jednogłośnie na jego miejsca obranym został. Był tak wysokiéj Świątobliwości, iż nietylko dał mu Pan Bóg cudowną moc wyganiania złych duchów z opętanych, lecz i łaskę wskrzeszenia umarłych. Napisał dzieje Papieztwa świętego Piotra, w których skreślił szczegółowo postępowanie tego świętego Apostoła z Szymonem czarnoksiężnikiem. Wydał postanowienie aby niewiasty wchodząc do kościoła miały przykrycie na głowie. Święty ten Papież poniósł śmierć męczeńską za wiarę, z rozkazu bezbożnego Saturnina Wielkorządcy Rzymskiego, który tak okrutną niewdzięcznością odpłacił mu się za to, że mu córkę od złego ducha wyzwolił. Ścięty został 23 Września około roku Pańskiego 80, i pochowany na Watykanie, obok grobu świętego Piotra Apostoła. Zasiadał na stolicy Apostolskiéj przeszło lat jedenaście.

· · ·

Dziś także obchodzi Kościoł Boży pamiątkę świętéj Tekli, która w tychże czasach żyła. Była rodem z miasta Ikonium w Likaonii, w którém mieszkała gdy tam przybył Paweł Apostoł dla ogłaszania Ewangelii świętéj. Nietylko była z liczby tych którzy się najpierwéj nawrócili, ale zostawszy uczenicą świętego Pawła, za radą jego wykonała ślub dozgonnego dziewictwa, i na wyłączną służbę Panu Bogu się poświęciła. Matka jéj, która pozostała była poganką, dowiedziawszy się o tém, nietylko przeciwna była jéj ślubowi, lecz uparta w swoich zabobonach, chciała ją zmusić do odstąpienia wiary świętéj. Nalegała na to szczególnie, kiedy niejaki Tamiryd, bogaty poganin, chciał ją pojąć w małżeństwo. Aby ją do tego skłonić, zrazu używała łagodnych środków, a widząc że te nie skutkują, morzyła ją głodem, biła, i wszelkiemi sposobami starała się zmusić do zostania napowrót poganką. Nakoniec, widząc że nietylko tém zachwiać stałości Tekli nie może, lecz że ona jeszcze ściśléj z Oblubieńcem swoim Niebieskim się jednoczy i odstapić Go nie chce, wyrodna matka sama ją przed Wielkorządcą jako chrześcijankę oskarżyła, domagając się, aby dla przykładu innych, jeśli wiary nie odstąpi, publicznie spaloną została.

Przywołał ją przed trybunał swój sędzia, a gdy znalazł niezachwianą w wierze i w postanowieniu dochowania ślubowanéj Panu Jezusowi czystości, wydał wyrok na spalenie ją żywcem. Jakoż, w tejże chwili wielki stos rozpalono, a oprawcy porwawszy ją, wrzucili do ognia. Święta wchodząc weń przeżegnała płomienie, a w tejże chwili Pan Bóg tak ulewny deszcz zesłał, iż ogień zagasł, a Tekla bez najmniejszéj szkody wyszła ze stosu. Sam Wielkorządca uderzony tym cudem, moc niebieską w nim widząc, Świętą na wolność wypuścić kazał.

Tekla już do domu matki nie wróciła, lecz dowiedziawszy się gdzie przebywa święty Paweł, tam się udała, i pod jego przewodnictwem duchowném zostając, prowadziła życie bogomyślne i pokutne, cała oddana Bogu i uczynkom miłosierdzia. Tak spędziła lat kilka, w różnych przebywając miejscach, nie ściągając na siebie uwagi pogan, aż oto gdy do Antyochii przybyła, oskarżoną została przed władzą pogańską, że bożkami cesarskiemi gardzi, a Chrystusa wyznaje. Stawiona przed trybunał Wielkorządcy, wyznała śmiało że jest chrześcijanką, a bożyszczom, jakto od niéj wymagano, czci nie odda. Za to skazał ją tyran na pożarcie od dzikich zwierząt, wszakże przez jakiś wzgląd szczególny, nie odesłał jéj do więzienia, tylko do pewnéj wielkiéj pani imieniem Tryfemia, krownéj cesarza Wespazyana. Nazajutrz zaś, kazał ją zaprowadzić na plac publiczny i wydać zwierzętom na pastwę. Ludu zebrało się było mnóstwo, wypuszczono na nią kilku lwów okrutnych, i już wszyscy mniemali że ją w jednéj chwili rozszarpią, kiedy zwierzęta te przypadłszy do niej, gdy je znakiem krzyża świętego przeżegnała, stanęły jak wryte, i tknąć jéj nieśmiały. Na widok tego cudu, wielu z obecnych pogan nawróciło się, a Wielkorządca przypisując to czarom, kazał ją napowrót do mieszkania Tryfemii odprowadzić, postanowiwszy nazajutrz wypuścić na świętą Męczenniczkę dziksze i lepiéj wygłodzone zwierzęta. Do tego zaś okrucieństwa przydał jeszcze i większe. Gdy bowiem znowu przyprowadzono Świętą na płac, gdzie zwierzętom miała być wydana na pastwę, kazał ją z szat obnażyć.

Przyszła była za nią i Tryfemia, która przez krótką chwilę pobytu Tekli w jéj domu poznąwszy ją bliżéj, serdecznie ją pokochała; płakała więc rzewnie patrząc co się z nią dzieje. Otworzono powtórnie klatki gdzie zwierzęta były trzymane, i tą razą wypuszczono już na służebnicę Bożą nietylko lwy, lecz i niedźwiedzie i inne drapieżne bestye, kilkodniowym głodem rozwścieklone. Gdy wpadły na plac, zaryczały tak okrutnie, że zląkł się lud wszystek. Lecz Święta stała spokojna: gdy na nią natarły zasłoniła się znakiem krzyża świętego, a lwy i niedźwiedzie do nóg jéj upadłszy, jakby nie śmiejąc na dziewicę obnażoną poglądać, oczy ku ziemi spuściły, a lud zawołał: „Wielkim jest Pan Bóg który tak sług swoich broni”, i znowu wielka liczba pogan o Chrzest święty prosiła.

Wszakże okrutny i zaślepiony tyran obojętnym się okazał na to wszystko, i nowe dla Tekli wynalazł katusze. Kazał wielki dół wykopać, nalać w niego wody i napuścić jak najwięcéj wężów i gadzin jadowitych, a następnie Teklę tam wrzucić. Gdy Świętą w ten dół pchano, najprzód się przeżegnała, potém sama pomiędzy gady wskoczyła. Lecz tenże Bóg, który lwy i niedźwiedzie do jéj nóg przywiódł, odjął żmijom jadowitość, tak że z pośród nich wyszła Święta jakby z miłéj kąpieli.

Po tym powtórnym zawodzie jakiego doznał Wielkorządca, kazał Teklę odprowadzić do więzienia, a sam prawie całą noc spędził na przemyśliwaniu, jakimby nareszcie sposobem mógł ją na śmierć zamęczyć. Wynalazł nakoniec następujący: kazał nazajutrz świętą tę dziewicę przywiązać silnemi powrozami do tylnych nóg dwóch dzikich wołów, a chcąc aby przez nich roztarganą była, też woły kazał puścić i gnać rozpalonemi żelazami. Porwano więc Teklę, która według swego zwyczaju znakiem krzyża świętego się uzbroiwszy, pomiędzy dwoma wołami uwiązaną została. Puszczono je wtedy bodząc rozpalonemi szynami; każdy z nich skoczył w swą stronę, lecz w tejże chwili powrozy się jak nitki porwały, byki uciekły, a Święta na miejscu bez żadnéj szkody została.

Ten cud, już nietylko wielu pogan ale i samego Wielkorządcę upamiętał. Musiał w tém przyznać moc Bożą, a przyzwawszy Teklę do siebie, spytał jéj: „Ktoś ty jest i jaką moc posiadasz, że cię żadne zwierzę tknąć nie śmiało, ogień oszczędził, i z pomiędzy byków uratowaną zostałaś?” – „Jestem służebnicą Boga najwyższego, odrzekła Tekla”, a Wielkorządca więcéj już nie rozmawiając, uwolnił ją, i polecił aby ją nikt nie śmiał, w jakikolwiek sposób prześladować. Święta wróciła jeszcze do domu Tryfemii, która ze wszystkimi swymi domownikami Chrzest święty przyjęła, a za jéj przykładem wielu z mieszkańców Antyochii nawróciło się do Chrystusa.

Wkrótce potém, Tekla udała się do Seleucyi, a tam słowem i przykładem swojego świątobliwego życia, wiele dusz pozyskawszy Panu Bogu, osiadła na górze przy témże mieście, w pustém i samotném bardzo miejscu. Tam wiodła życie już tylko bogomyślności i najostrzejszéj pokucie oddane, i umarła pełna cnót i zasług 28 Września około roku Pańskiego 80, mając lat dziewiędziesiąt.

Wszyscy Ojcowie pierwszych wieków, nadawyczajne oddają jéj pochwały, już to uważając ją za pierwszą z płci niewieściej, która cierpiała za Chrystusa, już nazywając ją najstarszą córkę duchowną świętego Pawła. Piszą że błogosławiony Cypryan gdy szedł na męczeństwo, wspomniał o niéj tak się modląc: „Wesprzyj mnie Panie, i bądź ze mną jakoś był z Pawłom w więzieniu i ze świętą Teklą gdy ją w ogień wrzucono.” A i Kościoł Boży w modlitwach któremi dusze konających poleca Panu Bogu, prosi aby je wyzwolił, tak jak świętą Teklę z trzech okrutnych mąk, które poniosła, wyzwolić raczył. I w kraju naszym szczególną ona cześć odbiera: wiole kościołów pod jéj wezwaniem jest wybudowanych, i bractw pod jéj opieką ustanowionych.

Pożytek duchowny

Znak Krzyża świętego, którego mocą tyle razy święta Tekla wybawioną została od strasznych mąk jakie ją zadano, jest bronią, do któréj chrześcijanin powinien się uciekać we wszelkich niebezpieczeństwach, a szczególnie grożących jego duszy. Ile razy nacierać będą na ciebie pokusy, nie omieszkaj użyć tego oręża, a byleś to z wiarą czynił, wnet doznasz jego skuteczności.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc pamiątkę przejścia do Nieba błogosławionéj Tekli męczenniczki Twojéj, i pociechy doznali przez święcenie jéj uroczystości, i przykładom jéj wytrwałości w wierze, w żywości wiary naszéj wzrostu nabierali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 808–810.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 758–759

Święta Tekla nie dlatego zerwała narzeczeństwo, że jej oblubieniec był poganinem i wzdrygał się przyjąć wiarę chrześcijańską, lecz z przekonania o wysokiej wartości dziewictwa. Na czymże wartość ta polega?

  1. Otóż przede wszystkim na dobrowolnym wyrzeczeniu się pożycia małżeńskiego. Dziewica chrześcijańska pozbywa się tym sposobem wielkiego brzemienia trosk i kłopotów i zachowuje sobie wszelką swobodę oddawania się modlitwie, pobożności i ćwiczeniom ducha. Nie jest wtedy zależna od męża, który może być człowiekiem złym i oburzać się jej pobożnością i przystępowaniem do Sakramentu Ołtarza, jako też nie ma na głowie kłopotu o dzieci i ich wychowanie, o zbieranie dla nich majątku i zapewnienie im utrzymania i stanowiska w świecie. Ileż mamy matek, które krwawe łzy wylewają z powodu dzieci, które albo wcześnie umierają, albo też puszczają się na drogę zgorszenia i zdrożności! Ileż widzimy wdów, które mąż rychło odumarł! Mądra zaiste jest dziewica, która z nieufnością spogląda na mniemane szczęście pożycia małżeńskiego.
  2. Wartość dziewictwa polega dalej na zjednoczeniu i połączeniu z Bogiem. Prawdziwa dziewica nie unika małżeństwa dlatego, aby prześnić życie w wygodach, lecz ażeby poślubić na wieki Boga-człowieka, którego jarzmo jest słodkie. Chrześcijańska dziewica chce żyć tylko dla Boga, który ją stworzył, odkupił swą śmiercią na krzyżu i jednoczy się z nią w Sakramencie Krwi i Ciała, do Niego chce tylko należeć, Jemu służyć i podobać się, Jemu oddać się całą duszą i nieskalanym ciałem. Z Nim jedynie czuje się szczęśliwą, jej Oblubieniec nigdy nie umrze, jej dzieci – tj. cnoty i dobre czyny – są nieśmiertelne i towarzyszą jej na drugi świat; pod skrzydłem opieki Jezusa czuje się spokojną i bezpieczną, mówiąc: „Sławić i chwalić Cię będę, Panie i Królu, Boże i Zbawicielu mój! Ty bowiem byłeś pomocnikiem i obrońcą moim. Tyś ocalił ciało me od zguby, od sideł złego języka, od ust kłamliwych i byłeś mi sprzymierzeńcem przeciw wrogom moim. Ty oswobodziłeś mnie według wielkości miłosierdzia swego od ryczących, którzy gotowi byli pożreć mnie, jako też od tych, którzy czyhali na duszę moją, od utrapień otaczających mnie i od płomieni szalejących wokoło, tak iż nie spłonęłam w nich”.
Tags: św Linus św Tekla „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież dziewica męczennik św Piotr św Paweł krzyż
2020-09-20

Św. Eustachego i jego Towarzyszy Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 120.

(Żywot ich był napisany przez Metafrasta.)

Święty Eustachy, który przed przyjęciem Chrztu świętego miał imię Placyd, żył na początku drugiego wieku. Był za czasów Trajana cesarza Rzymskiego, najdzielniejszym wojsk jego wodzem, wsławionym wielu odniesionemi zwycięztwami, a szczególnie w wojnie z Żydami. Chociaż poganin, był jednak człowiekiem wielkiéj zacności, a tak miłosiernym dla ubogich, że gdy kogo mógł wesprzéć, więcéj się z tego radował, aniżeli żeby nieprzyjaciół pobił. Opływał przytém w wielkie bogactwa; żona jego była także, chociaż poganka, wielkich zalet kobieta, i z niéj miał dwóch synów.

Razu pewnego, na polowaniu puścił się w pogoń za jeleniem. Ten gdy wskoczył na skałę i stanął na niéj, Placyd ujrzał między jego rogami Krzyż jasny, z wizerunkiem Pana Jezusa, a kiedy patrzył na to objawienie, taki głos usłyszał: „Jam jest Jezus Chrystus, który będąc Bogiem, z miłości ludzi na tym krzyżu umarłem.” Placyd tak wzruszonym został tém widzeniem, że spadł z konia; a gdy przyszedł do siebie, jak drugi Paweł Apostoł, uwierzył w Chrystusa, i pytał co ma czynić. Pan Jezus kazał mu udać się do pewnego kapłana imieniem Jan, aby go ten zasad chrześcijańskich wyuczył i ochrzcił.

Wróciwszy Placyd do domu, opowiedział widzenie to żonie, a jakże się uradował, gdy i ją skłonną do przyjęcia wiary świętéj znalazł. I ona bowiem miała sen cudowny, przez który Pan Bóg łaską Swoją raczył ją oświecić. Niezwłocznie więc wziąwszy dwóch synów swoich i kilku sług najwierniejszych, udali się do wskazanego im kapłana, a oznajmiwszy mu swoje objawienia, wszyscy ochrzczeni zostali i przenajświętszém Ciałem Pańskim posileni. Na Chrzcie świętym Placyd wziął imię Eustachego, żona jego Teopisty a syn jeden Agapiusza a drugi także Teopista.

Nazajutrz Eustachy udał się w to samo miejsce gdzie w lesie miał ono widzenie, a ze łzami dziękując Pana Boga za łaski jakie odebrał, pytał znowu co daléj ma czynić. Pan Jezus mu oznajmił, że wiele go cierpień czeka, aby tém większą w Niebie otrzymał zapłatę. Święty wróciwszy do żony, zdał jéj z tego sprawę; oboje tedy gorąco modlili się, prosząc aby ich Duch Święty wspierać raczył łaską Swoją, w tém wszystkiém co ich czeka.

Jakoż, wkrótce dopuścił Pan Bóg na nich ciężką plagę: prawie wszyscy ich niewolnicy wymarli z powietrza, a trzody wielkie które głównie stanowiły ich zamożność, wyginęły do szczętu, tak że Eustachy przedtém jeden z największych panów w Rzymie, przyszedł do ubóstwa. Nie trudno mu było, mając wielkie u cesarza łaski, przyjść nanowo do wielkiego majątku, lecz dla miłości ubogiego Chrystusa, już tego nie chciał, i umyślił z żoną i dziećmi udać się w jakie obce kraje, gdzieby nieznany, żył oddając się tylko pobożnym cwiczeniom. W tym więc celu wsiadł na okręt, i puścił się do Egiptu, lecz go na pierwszym kroku wielkie strapienie spotkało.

Właściciel okrętu na którym płynęli, powziął nieprawą miłość do żony Eustachego, która była nadzwyczaj pięknéj urody. Dnia więc jednego, przybiwszy niespodzianie do brzegów Syryi, wysadził na ląd Eustachego z synami, a Teopistę pozostawiwszy na okręcie, popłynął z nią coprędzéj na pełne morze. Tak ciężką krzywdą srodze dotkniętym się uczuł Eustachy, wszakże przemógł swą boleść, i pokornie ją ofiarował Chrystusowi.

Lecz nie na tém był koniec jego bolesnych kolei. Puściwszy się w drogę z swoimi dwoma chłopczykami, przyszedł nad szeroką i bystrą rzekę, przy któréj przewozu nie było, a więc synaczków, pojedyńczo biorąc na barki przenosić przez nią musiał. Gdy już z jednym na drugi brzeg przepłynął, wracając po drugiego, patrzy aż oto lew wypadłszy z lasu, porwał Agapita i z nim uciekł. Z skrwawioném więc sercem wraca do tego którego już przeprawił, tymczasem wilk żarłoczny porywa go w oczach nieszczęsnego ojca, i podobnież z nim uchodzi. Eustachy wypłynąwszy na ląd ukląkł, zalał się łzami i zawołał ze szczerém poddaniem się dopustowi Bożemu: „Pan dał, Pan odjął, niech imię Pańskie będzie błogosławione.” 1 A Pan Bóg, który to wszystko nie dla kary, ale dla doświadczenia tego sługi Swego, jak niegdyś Joba, dopuszczał, jak Jonasza w wnętrznościach wieloryba żywego zachował, tak téż i tych synaczków Eustachego z paszczęki srogich zwierząt wyratować raczył. Bo lew spotkawszy pasterzy, gdy ci na niego napadli, swoją zdobycz nietkniętą porzucił; a wilka, gdy oracze niosącego dziecię ujrzeli, dognali, i zdrowego chłopczyka mu odebrali. Obaj téż oni, po dwóch stronach rzeki, przez litościwych włościan przygarnięci, rośli nic o sobie ani o rodzicach nie wiedząc. Matkę ich także Pan Bóg raczył od wszelkiéj zniewagi zachować; bo łotr ów który ja był na okręcie swoim zatrzymał, ukarany od Boga, w kilka chwil po odbiciu od lądu na którym zostawił Eustachego, nagle umarł, a Teopista wysiadłszy z okrętu w inném miejscu, straciwszy wszelki ślad męża i dzieci, osiadła w jakiejś wiosce, i tam z pracy rąk się utrzymując, pomiędzy uczciwymi mieszkańcami żyła.

Tymczasem, Eustachy nic o tém nie wiedząc doszedłszy do wsi zwanéj Badyzus, osiadł w niéj, i tom lat piętnaście najmując się do pracy około roli, żył, z niezachwianą cierpliwością znosząc wszystko to, co Pan Bóg na niego dopuścił, tak zwykle ma modlitwie powtarzając: „Panie! obrałeś mnie ze wszystkiego, tułam się jak wygnaniec, pracuję jak niewolnik: wszakże to wszystko słodko mi jest cierpieć dla Ciebie! o Zbawco mój, boś Ty mnie do poznania prawdy przywiódł, a tą drogą krzyżów, do Siebie mnie prowadzić raczysz. Czyń więc ze mną co Ci się podoba, byleś mi łaski Twojéj nie odmawiał.”

Pod tę porę, cesarz Trajan będąc w wojnie z Persami, wielce żałował, że nie ma najdzielniejszego swojego wodza Placyda, który ich tyle razy zwyciężył, i kazał go jak najpilniéj, po całém państwie swojém szukać. W tym celu, między innymi wysłał dwóch znakomitych rycerzy, którzy niegdyś będąc zawsze przy boku Eustachego, najlepiéj go pamiętali. Zdarzyło się, że ci przyjechawszy z kolei do wsi gdzie on przebywał, stanęli w tymże domu w którym służył. Zrazu go nie poznali, lecz dopatrzywszy na szyi jego blizny od rany, którą wiedzieli że odniósł był w pewnéj bitwie, poznali go i zniewolili do powrotu do cesarza. Uradowany cesarz obdarzył go od razu wielkim majątkiem, i jako głównodowodzącego całém wojskiem, przeciw Persom wysłał.

Eustachy przybyszy do Persyi, dla dopełnienia szeregów wojennych, nakazał powszechny pobór do wojska. Wzięto więc i jego dwóch synów, którzy chociaż się nie znali, skoro się spotkali zaprzyjaźnili się, a co większa gdy ich razu pewnego spotkał Eustachy, lubo ich wcale nie poznał, tak mu się podobali, że wziął ich do swojego orszaku. Po ukończonéj wojnie, w któréj Eustachy nowemi wawrzynami się okrył, zdarzyło się, że wracając, zatrzymał się z wojskiem na spoczynek w wiosce w któréj mieszkała jego żona. Synowie zaś jego rozbili namiot przy ogrodzie, w którym ona pracowała. Z rozporządzenia Boskiego zdarzyło się, że wieczorem zaczęli nawzajem opowiadać swoją historyę: jak z rodzicami wyszli z Rzymu, jak potém rozstali się z matką na okręcie i tak daléj, a co wszystko Teopista będąca w ogrodzie, wysłuchała. W skutek tego i bracia między sobą się poznali, i matka aż nie wątpiła że to byli jéj synowie. Postanowiła więc pójść do Eustachego jako naczelnego wodza, chociaż nie wiedziała że był jéj mężem, chcąc go prosić, aby z synami swoimi rozmówić się mogła, i dawszy się im poznać udać się z nimi do Rzymu, dla powzięcia tam jakiéj wiadomości o mężu. Gdy stanęła przed Eustachym, opowiedziała mu wszystko, a on poznając w niéj swoją żonę, rzucił się w jéj objęcia wołając: „Tyś jest najukochańsza żona moja; dziękujmy Bogu, za przecudowne miłosierdzie jakie nad nami okazuje.” Wtedy opowiedziała mu Teopista wszystko co z nią zaszło, przywołali synów, i wszyscy upadłszy na kolana, serdeczne dzięki złożyli Bogu.

Gdy to się działo z Eustachym, po jego powrocie z wyprawy wojennéj cesarz Trajan umarł, a na jego miejsce nastąpił Adryan, zawzięty wróg chrześcijan. Kiedy Eustachy odbył swój wjazd tryumfalny do Rzymu, prowadząc wiele jeńców wojennych, sam cesarz naprzeciw niego wyjechał, i gdy zbliżyli się do środka miasta, udał się do Świątyni pogańskiéj, chcąc aby i Eustachy poszedł tam bożkom dzięki złożyć. Lecz Święty śmiało mu odpowiedział: „Zwycięztwo to dał mi Bóg prawdziwy Jezus Chrystus: Jemu tylko dziękować powinniśmy, a nie tym bałwanom.” Zdumiony i rozgniewany cesarz na taką odpowiedź, gdy łagodnemi sposobami nie mógł przywieść Eustachego ani żony jego i dzieci, do odstąpienia Chrystusa, wydał wyrok aby wszyscy na pożarcie dzikim zwierzętom wydani zostali.

Stanęli więc słudzy Pańscy na placu publicznym, przeznaczeni na pastwę zwierząt, wobec licznie zgromadzonego ludu. Wypuszczone lwy, rycząc od głodu rzuciły się na nich; lecz nagle padłszy na ziemię zaczęły się czołgać, i łasić przed ich nogami, a poganie wołali: „Wielki jest Bóg chrześcijański.” Cesarz to widząc, kazał lud rozpędzić, lwy pozabijać, a Świętych wrzucić wewnątrz wielkiego woła z miedzi ulanego a wydrążonego w środku, pod którym kazał silny ogień rozniecić. Wtrącono więc ich wszystkich w ten miedziany tułów potwora rozpalony do czerwoności, i grzbietem jego jakby dachem przywalono z góry. Po trzech dniach, gdy już nakoniec ostygła ta mordercza machina, otworzono ją, chcąc wyrzucić jak mniemano popioły Męczenników. Lecz znaleziono ich ciała martwe wprawdzie, ale tak świeże i nienaruszone, że ani włos żaden nie był spalony. Na widok tego cudu wielu pogan się nawróciło. Chrześcijanie zaś unosząc ich zwłoki, z wielką je czcią pochowali.

Pożytek duchowny

Widzisz jak ciężkimi drogami, a które jak wszytko Pan Bóg z miłosierdzia Swojego za dobro dusz wybranych obrócił, spodobał Mu się tych Świętych których żywot czytałeś, przeprowadzić. Niech cię to uczy, że im cięższe utrapienia zsyła za kogo Opatrzność, tém wyraźniejszym jest to znakiem wybrania téj duszy.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nam dozwalasz uroczyście obchodzić święto błogosławionych Męczenników Eustachego i jego towarzyszów; daj nam prosimy Cię, cieszyć się w Niebie obcowaniem z nimi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 799–801.

Footnotes:

1

Job. 1

Tags: św Eustachy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik żołnierz nawrócenie
2020-09-19

Św. Januarego i jego Towarzyszy Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 305.

(Żywot ich był napiany przez Jana Dyakona, i znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty January, który żył przy końcu trzeciego wieku, był rodem z Benewento we Włoszech. Rodzice jego pochodzili ze starożytnego rodu Samnitów, którzy dawno tę krainę mieli w posiadaniu, i byli to bardzo zamożni i wzorowi chrześcijanie. O latach młodości świętego Januarego żadnych nie posiadamy szczegółów. To tylko wiadomo że gdy w Benewencie umarł Biskup, duchowieństwo jednogłośnie obrało na jego miejsce Januarego, już wtedy znanego powszechnie jako kapłana wysokiéj świątobliwości. Długo wzbraniał się on nie chcąc przyjąć téj godności, aż zmuszony był uledz wyraźnemu rozkazowi Świętego Marcellina Papieża.

Skoro zasiadł na stolicy biskupiéj, dowiódł że go sam Pan Bóg na nią powołał. Były to czasy prześladowania Kościoła, za cesarzów Dyoklecyana i Maksymina, święty January miał więc obszerne pole dla swój gorliwości i poświęcenie dla dusz, które mu Pan Bóg powierzył. A że wysokie cnoty jego, zjednały mu były szacunek nawet u pogan, skorzystał z tego, i pomimo srogości jakich się dopuszczano względem chrześcijan, wielu niewiernych pozyskał Kościołowi. Wielka jego gorliwość o zbawienie bliźnich, nie ograniczała się nawet na jego własnéj dyecezyi. Jak tylko dowiedział się że w jakiém mieście prześladowanie więcéj się rozszerzyło, i z tego powodu wierni z większą trudnością mogli odbierać usługi duchowne, spieszył tam, i sprawując skrycie święto obrzędy, udzielając Sakramenta, utwierdzał wiernych w wytrwałości, hojnemi przytém jałmużnami ich wspierając.

W jednéj z takich świętych wycieczek swoich, będąc w mieście Miscenie, zapoznał się z pewnym dyakonem nazwiskiem Socyusz; wielkiéj świątobliwości młodzieńcem. Razu pewnego, gdy ten czytał ludowi Ewangelią Świętą, January ujrzał płomień cudowny unoszący się nad jego głową, z czego przepowiedział mu, że męczeńską śmiercią umrze. Jakoż wkrótce potém, Socyusz oskarżony został przed Wielkorządcą cesarskim jako chrześcijanin i uwięziony. Wielkorządca z początku chciał go ująć łagodnemi słowy: lecz gdy ani to, ani groźby niemogły zachwiać jego stałości, kazał go okrutnie ubiczować, i wydać na tortury. Święty dyakon zniósł te wszystkie katusze mężnie, szydząc sobie z mąk mu zadawanych, i wtedy tyran kazał go odprowadzić do więzienia w Puzzolli, a tymczasem daléj jego sprawę ciągnąć. Skoro to doszło do wiadomości chrześcijan, wielu z nich pośpieszyło do więzienia aby odwiedzić Socyusza, a najdłużéj tam z nim przebywali dyakon Perkulus i dwóch mieszczan, Eutychen i Akucy. Dowiedziewszy się o tém Wielkorządca, kazał i tych uwięzić, i zbił ich okrutnie, mając zamiar wkrótce na śmierć skazać.

Święty January na wieść że dyakon Socyusz był uwięziony, i że już mężnie przebył okrutne męki, w których zachował się jak godny wyznawca Chrystusa, poszedł do więzienia, aby go uczcić, pocieszyć i zanieść mu jakie wsparcie jeśli tego potrzebuje. Wkrótce téż Pan Bóg nagrodził mu tę miłość.

Przybył wtenczas do Misceny nowy Wielkorządca nazwiskiem Tymoteusz, któremu doniesiono że January mianując się Biskupem Benewentu, znajduje się tu od niejakiego czasu i nietylko utwierdza chrześcijan w ich wierze, lecz nawet wielu pogan nawrócił. Tymoteusz na wieść takową srodze rozgniewany, kazał niezwłocznie stawić przed sobą Januarego, żądając aby złożył ofiarę bożkom. Święty ani słyszéć o tém nie chciał; więc tyran skazał go na spalenie. Wyrok wykonano niezwłocznie: wrzucono Januarego w stos rozpalony, w którym długo przebywszy, wyszedł tak nietknięty, że ani odzież, ani jeden włos na głowie jego spalonym nie był. Zdziwiony takim cudem Wielkorządca, przypisując go czarnoksięztwu, zadał niesłychaną męczarnię Januaremu. Kazał mu nerwy z ciała wyrywać, a gdy sługa Boży wytrwał i tę mękę bez wzruszenia i jakby jéj nie czuł wcale, kazał go zaprowadzić do więzienia, mając zamiar zadać ma późniéj jeszcze sroższe katusze.

Gdy wieść o tém wszystkiém doszła do wiernych w Benewencie, ci wysłali do Januarego w imieniu swojém, dyakona Posta i lektora kościelnego Dydyusza. Lecz skoro przybyli do Misceny, Tymoteusz i ich kazał schwytać i stawić przed sobą, zapytując kto są i w jakim celu przyszli. Święci ma powiedzieli: „Jesteśmy chrześcijanami: sługami Kościoła którego Biskupem jest January. Przybyliśmy aby go odwiedzić w więzieniu, w nadziei że Pan Bóg da nam tę łaskę, że mu wiernie towarzyszyć będziemy nawet i w mękach jakie ma ponieść.” Wielkorządca w większą jeszcze złość wpadłszy, gdy usłyszał tak śmiałą i stanowczą odpowiedź, kazał i ich okuć w kajdany, i razem z Januarym prowadzić przed swoim wozem, jadąc na plac publiczny, gdzie miał ich wydać na pożarcie dzikim zwierzętom.

Gdy ma placu tym stanęli, święty January rzekł do swoich towarzyszy: „Cieszmy się bracia: oto dzień naszego trymmfu. Walczmy mężnie z wiarę w Jezusa Chrystusa, i nie żałujmy krwi naszéj za Tego, który nam dał życie. Pan Bóg nas tu przysłał, aby wasz Pasterz miał przy sobie swoje owieczki, i aby Biskup nie składał ofiary z życia Chrystusowi, bez swojego dyakona i lektora. Nie lękajmy się mąk które nas czekają, dochowajmy wiary naszemu Boskiemu Mistrzowi. W nim jednym całą naszą ufność złóżmy, i wsparci Jego łaską śmiało idźmy na śmierć.” Zaledwie Święty te słowa wymówił, aż oto wypuszczono na nich rozjuszone zwierzęta, w obecności wielkiego tłumu ludu przybyłego na to widowisko. Były tam lwy, tygrysy i lamparty, które wygłodzone przez dni kilka, z wielkim rykiem rzuciły się na Chrystusowych wyznawców. Lecz skoro się do nich zbliżyły, popadały na ziemię, lizały im nogi, głaskały ich ogonami, żadnego z nich nie tykając. Na widok tak wielkiego cudu poganie zaczęli wołać: „Bóg chrześcijański, jest prawdziwym Bogiem! Cud taki dziełem czarnoksięztwa być nie może.” Co słysząc tyran, z obawy większego wzburzenia w ludzie, kazał ich wyprowadzić z tego placu i ściąć za miastem.

Gdy ich tam wiedziono, święty January przechodząc przed Wielkorządcą, pomodlił się do Pana Boga, aby dla objawienia swojéj mocy, zesłał na Tymoteusza ślepotę. Ten w tejże chwili zaniewidział. Kara tak niezwłoczna i cudownie na niego zesłana, opamiętała go na chwilę. Poznał on moc Bożą i prawdziwość wiary chrześcijańskiéj; kazał więc wstrzymać wyrok śmierci wydany na Świętych, a udawszy się do swego pałacu, przyzwał Januarego, i rzekł do niego z pokorą: „January, który cześć oddajesz Wszechmocnemu Bogu, pomódl się do Niego, aby mi wzrok przywrócił, gdy mi go odjął za karę moich zbrodni.” Święty aby znowu objawić moc Bożą, pomodlił się, i Tymoteusz wnet wzrok odzyskał. Cud ten tegoż dnia pięć tysięcy pogan nawrócił. Lecz w ich liczbie nie był Tymoteusz. Obawiając się aby oszczędzeniem świętych Męczenników, których sprawa już wielkiego rozgłosu nabrała, nie ściągnął na siebie niełaski cesarskiéj, dał tajemnie rozkaz swoim urzędnikom, aby wyrok śmierci na nich wydany, coprędzéj spełnili.

Kiedy wiedziono ich na plac zwany Wulkańskim gdzie mieli być straceni, pewien pobożny starzec chrześcijanin upadł Januaremu do nóg, i płacząc prosił go aby mu dał cokolwiek z rzeczy które ma przy sobie, aby to mógł zachować w domu jako drogą relikwię. Święty odpowiedział mu: „Mam tylko chustkę którą będę musiał zawiązać sobie oczy; lecz przyrzekam ci że po mojéj śmierci ją otrzymasz.” Przybywszy na plac tracenia, sługa Boży, chustką zawiązał sobie oczy, i wymawiając te słowa Psalmu Pańskiego: „W ręce Twoje Panie polecam ducha mojego” 1, ścięty został wraz ze swoimi towarzyszami, Szymonem, Festem, Proklem dyakonami, Dydyuszem lektorem, Eustachym i Aleksym mieszczanami, 19 Września roku Pańskiego 305.

Kat, który słyszał był rozmowę Januarego z owym starcem, zdjąwszy mu chustkę z oczu, zdeptał ją mówiąc szydersko do trupa: „Pójdź teraz i oddaj ją temu któremuś ją obiecał.” Lecz wróciwszy do miasta, wielce się ździwił gdy ją całą skrwawioną ujrzał w ręku starca, któremu sam January ją przyniósł.

Chrześcijanie z miast z których pochodzili ci święci Męczennicy, wysłali po ich ciała. Relikwie świętych Prokla, Eutycha i Aleucego, pozostały w Puzzoli, świętych Festa i Dydyusza zaniesiono do Benewentu, Socyusza do Misceny, a świętego Januarego do Neapolu, gdzie złożono je w kościele katedralnym, i obrano go za głównego Patrona a szczególnie przeciw wybuchom góry ognistéj pod tym grodem będącéj, zwanéj Wezuwiuszem. Odtąd téż ile razy ten straszny wulkan grozi zniszczeniem miastu, mieszkańcy wystawiają do czci publicznéj Relikwie Świętego Januarego, i processyonalnie po ulicach je obnoszą. W wielu też już razach, za jego pośrednictwem, cudownie od téj klęski uwolnieni byli. W jednym szczególnie z takich wybuchów doznali cudownéj jego opieki. Straszny ogień wyrzucony przez Wezuwiusz groził zniszczeniem nietylko Neapolowi, ale i dalszym okolicom; lecz za zbliżeniem się do niego procesyi z Relikwiami świętego Januarego, płomienie raptem nietylko się wstrzymały, lecz napowrót do otchłani krateru wróciły i zagasły, wydając straszny dym z popiołem, który aż do brzegów Afryki, Syryi i Egiptu dolatywał. Prócz tego inny jeszcze cud przy Relikwiach jego powtarza się i to bardzo często. Krew tego świętego Męczennika zasuszona, jest przechowywaną w szklannéj zamkniętéj flaszeczce, gdy z tém naczyniem postawią ją przed jego głową, staje się płynną, i kipi jak woda wrząca. Cud ten właśnie miał miejsce i w roku w którym to piszemy (1872) jak to niedawno głosiły wszystkie pisma publiczne.

Pożytek duchowny

Święci Fentus i Dydyas, jak to dopiéro czytałeś, przyszli odwiedzić i pocieszyć świętego Januarego swojego Biskupa, kiedy trzymany w więzieniu miał być umęczonym, i uczynili to wiedząc nawet że za ten czyn miłości i czci względem swojego Pasterza, i ich podobnież niebezpieczeństwo czeka. Nie odmawiajże pociechy nawiedzania osób w strapieniu będących przynajmniej wtedy, gdy spełniając uczynek tego rodzaju miłosierdzia chrześcijańskiego, nie tyko jakiem wielkiem ale zgoła żadnem, nia jesteś zagrożony niebezpieczeństwem.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas doroczną błogosławionych Męczenników Twoich Januarego i towarzyszy jego, uroczystością pocieszasz; spraw miłościwie, abyśmy uciekając się do ich pośrednictwa, przykładem cnót ich do wiernéj Tobie służby się pobudzili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 796–798.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 749

  1. Cześć oddawana relikwiom jest czcią prawdziwą, wewnętrzną, uprawnioną, pochodzącą z wiary w zbawienie człowieka przez najświętszą krew Jezusa. Czcimy ciała Świętych jako przybytek Ducha św., jako ciała ludzi, którzy używali w pełni łask sakramentalnych, mieli nadprzyrodzone zasługi, słynęli z bohaterskich cnót i znosili niesłychane udręczenia z niebiańską pokorą i poświęceniem. Cześć taka jest wyrazem wdzięczności, podziwu i radości ze wspólnictwa, w jakim z nimi pozostajemy przez odrodzenie się w duchu. Święty Ambroży mówi: „Jeśli mnie zapytasz, co wielbię i co czczę w spróchniałym i stoczonym ciele, o które Bóg się nie troszczy, wtedy odpowiem ci: Wielbię w ciele Męczennika zarosłe blizny, które otrzymał w imię Chrystusa; wielbię pamiątkę wiekopomnych cnót jego, wielbię szczątki uświęcone żywą wiarą wyznawcy, wielbię ciało, które mnie uczy kochać Boga i niczego w imię Jego się nie lękać. Czemuż by nie mieli wierni czcić ciała, którego obawiają się szatani, co je brali na tortury? – Cześć relikwii jest tak dawna jak Kościół. Sama przecież Najświętsza Panna wielbiła pod krzyżem ciało swego Boskiego Syna i niewątpliwie przechowywała pozostałe po Nim pamiątki z należną czcią.
  2. Sobór trydencki oświadczył, że ciała Świętych świadczą ludziom wielorakie dobrodziejstwa, i że wyklęci są z Kościoła ci, którzy twierdzą, że cześć oddawana szczątkom i pozostałym po Świętych pamiątkom jest niepotrzebna i nie przynosi żadnej korzyści. Jest rzeczą niewątpliwą i popartą niezliczonymi dowodami, że wielu chrześcijan wskutek pobożnego dotknięcia świętych relikwii doznało rozlicznych łask na ciele i duszy. Doktor Kościoła św. Jan z Damaszku mówi: „Jezus Chrystus dał nam w relikwiach Świętych zbawienne źródła, z których na nas spływają wielorakie dobrodziejstwa. Relikwie te wyganiają z ciał złego ducha, leczą niemoce i kalectwa, uzdrawiają chorych, przywracają wzrok niewidomym, uwalniają od trądu, odpędzają pokusy, koją smutki i utrapienia. Za przyczyną Świętych zyskują chrześcijanie, mający silną wiarę, rozliczne dary od Ojca niebieskiego. Wszyscy Ojcowie Kościoła godzą się na to, że kto czci Świętych Pańskich w ich relikwiach, a ich relikwie w imię Świętych Pańskich, ten zyskuje tym samym ich opiekę, wyjednywa sobie u nich wstawienie się do Boga i staje się godniejszym łask i dobrodziejstw, jakimi Bóg nagradza tych, którzy wiernie Go się trzymają”.

Footnotes:

1

Łuk. XXIII. 46.

Tags: św January z Benewentu „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik biskup relikwie
2020-09-11

Św. Prota, Hijacynta i Eugenii, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 262.

(Żywot ich był napisany przez Szymona Metafrasta i wielu innych.)

Święci Prot, Hijacynt i Eugenia, których dziś obchodzi Kościół Boży pamiątkę, żyli przy końcu trzeciego wieku, za papieztwa świętego Dyonizego, pod panowaniem cesarzów Waleryana i Galena.

Święta Eugenia była córką wielkiego pana rzymskiego nazwiskiem Filipa. Przyszła na świat w Rzymie, z rodziców pogańskich. Filip jednak jéj ojciec poznawszy zasady wiary chrześcijańskiéj, chociaż się nie nawrócił i Chrztu świętego nie przyjął, sprzyjał chrześcijanom, i nawet hojnemi jałmużnami ich wspierał. Eugenia była jeszcze dzieckiem, kiedy Filip zamianowany przez cesarza wielkorządcą Egiptu, przeniósł się z Rzymu do Aleksandryi, stolicy tego kraju. Wdowcem już był wtedy, i sam zajął się jak najstaranniejszém wychowaniem córki; a że nadzwyczajnemi obdarzył był ją Pan Bóg zdolnościami i pojęciem przechodzącém wiek i płeć jéj, przydał jej najbieglejszych, jakich w Aleksandryi mógł wynaleźć mistrzów, i ci wykładali jéj wyższe szkolne i akademickie nauki. W tych, tak wielki uczyniła postęp, że z najznakomitszymi filozofami ówczesnymi stawiano ją na równi.

Wykształcenie tak znamienite, rozwinęło w niéj wielkie upodobanie w czytaniu dzieł najpoważniejszéj treści. Na szczęście wpadły w jéj ręce listy świętego Pawła, należące do ksiąg Nowego Testamentu. Jak wielu Świętych, dotknął Pan Bóg szczególną łaską przez czytanie dzieł pobożnych, tak i Eugenią raczył oświecić tymże środkiem: tém bardziéj że przemawiał do niéj już nie tylko przez jakiego świątobliwego autora, lecz przez samo Pismo Święte. Łaska Boska tak nią w tém kierowała i tak ją Duch Święty oświecał, że gdy z wątpliwościami jakie w rozważaniu Pisma Bożego napotykała, do nikogo odnieść się nie mogła samo to czytanie dostateczném było, do tego że nie tylko postanowiła zostać chrześcijanką, lecz nawet szczerze zapragnęła jak najwyższéj dostąpić Ewangelicznéj doskonałości. Pobudzona zaś tém co święty Paweł pisze o zaletach dziewictwa, uczyniła ślub dozgonnéj czystości.

Lecz to naraziło ją wkrótce na pewne trudności, gdyż ojciec, który nietylko nie wiedział o tém, lecz ani nawet przypuszczał że jest chrześcijanką, chciał koniecznie wydać ją za mąż; kilku téż znakomitych tak z rodu jak i z bogactw młodzieży, prosiło o jéj rękę. Eugenia każdemu z nich dała odmówną odpowiedź, a ojciec który ją bardzo kochał, niewchodząc w powody które ją do tego skłaniały, więcéj na nią nie nalegał.

Święta korzystając ze swobody jakiéj przez to nabyła, tajemnie wprawdzie, lecz regularnie uczęszczała na święte obrzędy które chrześcijanie w ukrytych miejscach odbywali, a wiedząc dobrze że prawdziwéj pobożności towarzyszy i wielkie miłosierdzie dla ubogich, mając z hojności ojcowskiéj wiele do rozszafowawania wedle swojéj woli pieniędzy, używała prawie wszystkie na miłosierne uczynki. Uszczęśliwiona sama z łaski powołania do wiary prawdziwéj, żywo pragnęła wszystkich a najbardziéj bliższych jéj sercu, przywieść do téjże łaski. Gorące téż do Pana Boga zasyłała modlitwy aby oświecić raczył przedewszystkiém jéj ojca i resztę rodziny, i czyhała na sposobność aby ich o to zagabnąć, lecz takowéj dopatrzyć nie mogła, aż spodobało się Panu Bogu inną drogą to uczynić.

W liczbie swoich domowników, miała Eugenia Prota i Hijacynta, dwóch pogan wprawdzie, ale ludzi wielkiéj prawości, dawno już w domu jéj rodziców pozostających, i szczególnie do niéj, przy któréj od dzieciństwa byli przywiązanych. W rozmowach jakie z niemi niekiedy toczyła, spostrzegła iż oni łatwiéj niż inni do wiary Świętéj nawrócićby się dali, i przemyśliwała o sposobie, jakby im to powiedzieć. Pan Bóg pobłogosławił jéj dobrym chęciom, i Sam to ułatwił następującém zdarzeniem.

Razu pewnego Eugenia wyszła na przechadzkę za miasto, mając przy sobie tych dwóch swoich pokojowców. Posłyszawszy w jednym z domów na przedmieściu śpiewy chrześcijan na modlitwie tam zgromadzonych, umyślnie skierowała w tę stronę kroki. Gdy się zbliżyli do tego miejsca doszły ich te słowa Psalmu Dawidowego: „Wszyscy Bogowie pogańscy są szatanami, ale Pan niebiosa uczynił” 1. Zastanawiając się nad tém co usłyszeli Prot i Hijacynt a w których sercu już Pan Bóg łaską Swoją działać zaczynał, objawili Eugenii swoje zdziwienie, mówiąc iż pierwszy raz zdarza się im słyszeć cóś podobnego, i że to najniespodzianiéj zachwiało ich w przekonaniach, jakie dotąd o religii pogańskiéj mieli. Uszczęśliwiona Eugenia, z takiego dowodu że ich Pan Bóg pociągać do Siebie raczy, nietracąc ani chwili rzekła do nich: „To coście słyszeli potępia wszystko co się w księgach filozofów pogańskich zawiera, jak również i cześć jaką poganie oddają bożyszczom. Bożkowie pogańscy, są w istocie dziełem szatanów, nie godzi się oddawać im czci, która się tylko prawdzjwemu Bogu należy. Usłuchajcie mojéj rady, zostańcie chrześcijanami, abyście razem z niemi tu na ziemi, a potém z błogosławionymi duchami w Niebie chwałę Stworzyciela opiewali na wieki.” Te słów kilka wyrzeczone przez osobę którą oni w wielkiém poszanowaniu mieli i która mówiąc im tak otwarcie, dawała wielki dowód i swojéj odwagi i szczególnéj o dobro ich duszy troskliwości, były dostatecznemi do nawrócenia Prota i Hijacynta. Oświadczyli swojéj pani iż chcą zostać chrześcijanami, oraz prosili żeby im wskazała sposób w jaki to mają uczynić, niewątpiąc o tém że Filip nietylko nie pozwoli im na to, lecz nawet jako wysoki cesarski urzędnik, nie będzie mógł dla nich jako swoich domowników, zachować téj względności jaką okazywał dla innych chrześcijan.

Wtedy święta Eugenia, mająca przedewszystkiém i jedynie na względzie zbawienie dusz tych dwóch starych i poczciwych sług swoich, poświęciła się dla nich. Wraz z nimi uszła tajemnie z domu ojcowskiego; a że nie wątpiła iż on ją poszukiwać będzie i łatwo wyśledzi, ostrzygła sobie włosy, przebrała się po męzku, i tak wraz z nawróconymi przez siebie swoimi pokojowcami, jako mężczyzna przedstawiła się Biskupowi, niewyjawiając nawet i jemu że jest kobietą. Biskup, aby lepiéj ich ukryć, gdyż pod tę porę przyszedł był rozkaz od cesarza nalegający na najsurowsze postępowanie z chrześcijanami, oddał ich do klasztoru, w którym w górach daleko od miasta, mieszkało zupełnie ukrytych wielu zakonników.

Święta Eugenia uchodząc tam zawsze za mężczyznę, przewyższała wszystkich świątobliwością życia, nadzwyczajnemi umartwieniami ciała i taką biegłością w naukach, że w przeciągu lat dwóch, wyuczyła się na pamięć całego starego i nowego Testamentu. Wszyscy bracia mieli w niéj najwyższy wzór doskonałego zakonnika, i ztąd po śmierci przełożonego, która nastąpiła w trzy lata po przybyciu tam Eugenii, jednogłośnie wybrali ją na jego miejsce.

Święta prócz tego, zasłynęła darem czynienia cudów. Zdarzyło się iż pewna znakomita pani z Aleksandryi, nazwiskiem Melancya śmiertelnie będąc chorą, cudownie przez Eugenią uzdrowioną została; a sądząc iż jest mężczyzną, dozwoliła namiętnemu do niéj przywiązaniu wzrość w swojém sercu do tego stopnia, że razu pewnego chciała ją przywieść do grzechu. Święta zgromiła ją za to surowo, i więcéj widzieć jéj nie chciała. Melancya jak we wszeteczności tak i w złości swéj podobna do żony Putyfara która oczerniła była Józefa, wystąpiła ze skargą do samego Wielkorządcy Filipa, że przełożony klasztoru, chciał ją znieważyć. Sprawa ta nabrała wielkiego rozgłosu w całém mieście, rzucając plamę i na chrześcijan i na stan zakonny. Dla odwrócenia więc takiego zgorszenia, święta Eugenia widziała się zmuszoną odkryć całą prawdę.

Wielkorządca Filip w skutek zaniesionéj przez Malancyą skargi na przełożonego klasztoru, kazał go stawić przed sobą, a niepoznając w nim córki, srogo ja upominał, i w końcu spytał: „Czy Jezus Chrystus, którego wy jak Boga czcicie, nakazuje wam i upoważnia was do czynienia takiéj zniewagi niewiastom?” Wtedy Eugenia. upadła mu do nóg i rzekłszy te słowa Pisma Bożego: „Jest czas milczenia i jest czas mówienia” 2 wyznała mu całą prawdę; dała mu się poznać jako jego córka, przedstawiając iż to co uczyniła, zrobiła jedynie z miłości dwóch dusz nawracających się, które bez tego byłyby stracone dla Pana Jezusa. Wyznanie takowe okryło wstydem niegodziwą czernicielkę, i zdziwiło wszystkich obecenych, jak i wszystkich mieszkańców do których o tém wkrótce wieść doszła. Lecz co było najszczęśliwszém i największą dla Eugenii za takowe jéj poświęcenie się nagrodą, ojciec jéj Filip z całą rodziną nietylko nawrócił się, lecz wkrótce i Męczennikiem został. Dowiedziawszy się bowiem cesarz że on został chrześcijaninem, złożył go z urzędu Wielkorządcy Egipskiego, a Terencyusz Lezyusz jego następca, z tegoż powodu zamordował go w jego własnym pałacu.

Po śmierci Filipa, wszyscy do jego rodziny należący, a z niemi i córka, udali się do Rzymu, gdzie skrycie przebywając żyli, w wielkiéj pobożności. Święta Eugenia szczególnie, wiele tam niewiast i dziewic z najpierwszych rodzin nawróciła, które mieszkając razem z nią i oddając się bogomyślności, żyły jak zakonnice. Często dostępowała téj wielkiéj pociechy, że sam Papież, i to zwykle w każdą noc z soboty na niedzielę, w jéj domu odprawiał Mszę świętą i przemawiał do zgromadzonych chrześcijan. Prot i Hijacynt mieszkali także przy niéj i już jéj nie odstępowali.

Tak upłynęło było lat kilka, aż nakoniec oskarżeni jako chrześcijanie, Eugenia, Prot i Hyacynt uwięzieni zostali. Ci dwaj ostatni, najprzód stawieni byli przed trybunał sędziego. Ten nakazał im aby udawszy się do świątyni Jowisza, cześć mu oddali publicznie. Święci nietylko uczynić tego nie chcieli, lecz w skutek ich modlitw, bałwan w proch się rozsypał. Dowiedziawszy się o tém Nicezyusz Wielkorządca Rzymu, kazał najprzód srogo ich ubiczować, a następnie ściąć mieczem. Ponieśli męczeństwo 11 Września około roku Pańskiego 262. Świętą zaś Eugenią tenże los spotkał, we trzy miesiące potém.

Pożytek duchowny

Patrz jak przedziwnemi drogami uwieńczył Pan Bóg gorące pragnienie świętéj Eugenii nawrócenia do wiary świętéj ojca w błędach pogrążonego. Niech cię to pobudza do tego abyś o zbawienie dusz które ci są drogiemi nie zrażając się żadnémi trudnościami, gorliwie zabiegał. Czyń to wytrwale, polecaj Matce miłosierdzia, a Pan Bóg uwieńczy twoje dobre chęci może w sposób i w chwili najmniéj spodziewanéj. Modlitwa (Kościelna).

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionych Męczenników Twoich Panie, Prota Hijacynta i Eugenii, zasługa męczeńskiej śmierci niech nas wspiera, a miłościwe ich pośrednictwo niech nas Tobie poleci. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 771–773.

Footnotes:

1

Ps. XC. 5. 6.

2

Eccle. III. 7.

Tags: św Prot św Hiacynt św Eugenia Rzymska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik Pismo Święte nawrócenie
2020-09-09

Św. Gorgoniusza i Doroteusza, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 304

(Żywot ich był napisany przez Metafrasta i Euzebiego z Cezarei, historyków kościelnych.)

Święci Gorgoniusz i Doroteusz żyli przy końcu trzeciego wieku, i ponieśli męczeństwo podczas jednego z największych prześladowań Kościoła, a które rozsrożyło się było w dziewiętnastym roku panowania cesarza Dyoklecyana, najzawziętszego i najokrutniejszego prześladowcy chrześcijan. Jak ciężkie wtedy były dla wiernych czasy, opisują to bardzo dokładnie wielu ówczesnych pisarzy, których pisma do dni naszych przetrwały. Jednym z takich drogich dla każdego chrześcijanina zabytków, jest niedawno wynalezione przez uczonego Kardynała Maii (zmarłego w Rzymie w roku 1865) pismo Konstantyna Dyakona i archiwistę Carogrodzkiego kościoła, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa żyjącego, w którym on, jako naoczny tego świadek, opisuje i okrucieństwo prześladowców, i męstwo umierających za Chrystusa wyznawców. Zacząwszy od historyi cudownego założenia i rozszerzenia się wiary chrześcijańskiéj, przechodzi następnie do czasów gdzie rozpoczęło się było prześladowanie i taki czyni tego obraz.

„Lecz szatan z natury swojéj okrutny, nie mógł pozostać obojętnym widzem szerzącego się na ziemi Królestwa Bożego. Dla tego téż, przybrawszy sobie do pomocy pogańskich cesarzów, królów, konsulów, wielkorządców, najwyższych urzędników, dowódzców wojsk, a następnie ludy i narody wszelkiego języka i kraju ze Wschodu i Zachodu, Północy i Południa, wydał straszną wojnę wyznawcom Chrystusa.

„Wszakże nie z mniejszym zapałem gotowali się do odporu obrońcy wiary świętéj, których imiona wpisane były w księdze żywota u Boga, a którzy jak męstwem w znoszeniu mąk najstraszniejszych, przewyższali bezbożnych, tak górowali nad nimi przykładem cnót najszczytniejszych. Z wszelkiéj płci i wieku, z każdego stanu i zawodu, z różnej narodowości i z różnych części świata, zgromadzili się oni w szyk bojowy, jakby jedną ożywiony duszą. Byłato jakby przecudna i urozmaicona łąka, ubarwiona kwiatami niezliczonych kolorów: bylito młodzieńcy i dziewice, mężowie w sile wieku i starcy zgrzybiali. Wątłe niewiasty siły męzkiéj nabywały, a zapominając o naturze płci słabszéj, w gotowości na wszelkie poświęcenia, szły na wyścigi z największymi bohaterami. W świętéj téj armii, widzieć nawet mogłeś tłumy małych dzieci, objawiających rozum dojrzały, pomimo niedojrzałego ich wieku. Widziałeś tam pomieszanych w jednym szeregu sędziów i podsądnych, panów i ich niewolników, mężów znakomitych, i ludzi do gminu należących, magnatów i wyrobników, osoby z wszelkich narodowości, jaka tylko w świecie całym rozróżnia od siebie ludy. Słowem było to jak się wyraża Pismo Boże: Wojsko uszykowane porządnie, z wszelkiego narodu jaki jest pod niebem 1.

„A teraz patrzmy, jak straszną była już sama walka: Zapalano ognie na ołtarzach pogańskich przed posągami bożyszcz; wszystko co potrzebném było do uczczenia ich leżało przygotowane: kadzidło, kadzielnice, różne rodzaje ofiar i pokarmy poświęcone. Współcześnie wyroki cesarskie ogłaszano w całém mieście; dla zmuszenia wszystkich do wiary pogańskiéj, a zniszczenia religii chrześcijańskiéj, nakazano było każdemu tak cudzoziemcowi jak i miejscowemu mieszkańcowi, wyrzec się świętéj wiary, i nie Bogu Stwórcy, lecz jego stworzeniu oddać cześć najgłębszą! Kto temu rozkazowi nie uległ, miał ponieść wszelkiego rodzaju męki, a w końcu śmierć okrutną. Na głównych placach publicznych, wznosiły się trony i trybunały, z których zasiadający na nich urzędnicy cesarscy, polecali jak najśpieszniejsze wykonanie ich rozporządzeń. Otaczaji ich kaci i siepacze, za ich skinieniem rzucający się na nieposłusznych. Było tam także mnóstwo ludu, w którym jedni przychodzili składać bożkom ofiary, drudzy aby się przypatrzyć mękom, które zadawać będą chrześcijanom.

„Wymyślono niezliczone rodzaje narzędzi do męczenia, a były one tak straszne i barbarzyńskie że sam ich widok mógł przerazić każdego, zanim jeszcze wzięto go na tortury, Nakoniec w wyznaczonéj na to godzinie, wysłani urzędowni woźni, obiegali ulice, z wielkim krzykiem wzywając lud do składania ofiar szatanom, do wyrzeczenia się Chrystusa, i do przystępowania niezwłocznie do ołtarzy. Kto się zawahał, wnet był przed sędziów stawiony, i tam rozpoczynały się te badania przewrotne, po których wierni mieli do wyboru, albo nikczemnie wyrzec się wiary, albo mężnie przy niéj stojąc, ponieść najstraszniejsze męki, a po nich otrzymać koronę niebieską.” 2

Za takichto tedy czasów, żyli dwaj Święci których pamiątkę śmierci męczeńskiéj dziś obchodzi Kościół. Byli oni znakomitymi Panami Rzymskimi, a jako szambelani cesarza Dyoklecyana, do jego dworu należeli. W szczególnych u niego zostawali łaskach, chociaż oddawna byli chrześcijanami, z czém się przed nim kryli. Wpływem swoim większą część dworzan cesarskich nawrócili do wiary świętéj; a pomiędzy nimi pewnego znakomitego rodu młodzieńca, w przybocznéj gwardyi Dyoklecyana służącego, imieniem Piotr, największego ulubieńca Dyoklecyana. Gorgoniusz i Doroteusz także bardzo go kochali, gdyż byłto młodzieniec nieposzlakowanych obyczajów i wysokiéj pobożności, chociaż i on kryć się musiał ze swojém wyznaniem.

Kiedy Dyoklecyan wydał był prawa przeciw wyznawcom Chrystusa i gdy z wprowadzeniem ich w wykonanie, już w wielu miejscach, a szczególnie w Nikomedyi gdzie cesarz głównie przebywał, lała się strugami krew chrześcijańska, nie mógł Piotr powstrzymać się aby nie objawić swego z tego powodu oburzenia. Cesarz poznawszy przez to że i on jest chrześcijaninem, w niezmierną złość wpadłszy, nakazał mu aby publicznie złożył ofiarę bożkom; a gdy Piotr uczynić tego nie chciał, najokrutniejsze zadał mu męki. Najprzód zbite go tak srodze, że ciało opadłszy, kości poodkrywało. Na tak poranionego, leli ocet gorący z solą; potém palono go na węglach rozżarzonych, i święty ten Męczennik ciągle i głośno wyznając Chrystusa, w katuszach tak ciężkich życia dokonał.

Działo się to w obecności cesarza, przy którym byli podówczas Gorgoniusz i Doroteusz. Nie mogli i oni znieść tak strasznego w Dyoklecyanie barbarzyństwa, a patrząc na męstwo jakie okazał ich uczeń, i sami korony męczeńskiéj zapragnęli. Obaj więc zawołali do Dyoklecyana: „Cesarzu, tak okrutnie katujesz Piotra za to do czego i my się poczuwamy? Poczytujesz mu za winę to co my uważamy sobie za święty obowiązek. Wiarę którą on wyznał i my wyznajemy; jak on za nią umarł, tak i my na to gotowi. W niczém i nigdy nie przeniewierzył się on tobie, jak i my wiernie ci zawsze służyliśmy; a jeśli poczytałeś mu za zbrodnię to że wyznaje Chrystusa, oświadczamy ci że i my jesteśmy chrześcijanami, a brzydząc się twojemi bożyszczami, cześć oddajemy tylko Jezusowi Chrystusowi Bogu naszemu. Niech więc podzielamy los Piotra i obyśmy jak on umarli za wiarę.” Słysząc to cesarz, a nieposiadając się od złości że i najbliżsi jego dworzanie przestali być poganami, i Gorgoniusza i Doroteusza, wskazał na też męki jakie Piotr poniósł, spodziewając się że oni w nich nie wytrwają.

Kazał więc ich zbić tak, że całe ciało stało się jedną raną; potém zanurzyć we wrzącym occie osolonym, następnie piec wolnym ogniem na rusztach. Lecz widząc że te straszne męki ich stałości w wierze zachwiać nie mogły, kazał katom aby przez uduszenie śmierć im zadali. Ponieśli męczeństwo dnia 9 Września roku Pańskiego 304. Ciała ich pochowali chrześcijanie, a relikwie świętego Gorgoniusza późniéj przewiezione zostały do Rzymu i w kościele Watykańskim umieszczone.

Pożytek duchowny

Obaj święci Męczennicy których żywot dopiéro czytałeś, zostając na dworze cesarza pogańskiego, a więc wśród wielkiego zepsucia, tak żywą dochowali jednak w sercach swoich wiarę, że się dobrowolnie na okrutne męki za tęż wiarę wydali i mężnie w niéj wytrwali. Niech cię to oduczy, składać na położenie w jakiém się znajdujesz twoję opieszałość w służbie Bożéj: gdyż kto ma żywą wiarę, temu nic przeszkodzić nie może wiernie i gorliwie służyć Panu Bogn.

Modlitwa (Kościelna)

Święci Twoi Panie Męczennicy Gorgoniusz i Doroteusz, niech nas pośrednictwem swojém wspierać raczą, i zbawiennéj pociechy niech dadzą nam zaznać, przy obchodzie ich uroczystości. , Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 765–767.

Footnotes:

1

Pieśń VI. 9.

2

Dziej. II. 5.

Tags: św Gorgoniusz św Doroteusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik wytrwałość
2020-09-07

Św. Reginy, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 253.

(Żywot jéj był napisany przez wielebnego Bedę kapłana.)

Święta Regina przyszła na świat około roku Pańskiego 238, w mieście Alizya, w południowéj Francyi, z rodziców bardzo zamożnych i znakomitych, lecz zagorzale przywiązanych do zabobonów pogańskich. W kilka dni po urodzeniu straciła matkę, a na Jéj szczęście ojciec jéj Klemens, oddał ją na wychowanie do pewnéj niewiasty która była chrześcijanką, o czém on nie wiedział. Ta nie tylko ją w zasadach wiary świętéj ugruntowała, lecz oraz i takie w jéj sercu rozbudziła pragnienie męczeństwa, że jeszcze dzieckiem będąc, Regina z największém upodobaniem czytała dzieje świętych wyznawców krew swoję za Chrystusa wylewających i wzdychała za takąż koroną.

Obdarzył ją Pan Bóg nadzwyczaj piękną urodą. Widząc iż to ją na tém większe niebezpieczeństwo wśród świata naraża, gdy doszła lat dziewiczych, zrobiła ślub dozgonnéj czystości, stroniła od wszelkich płochych rozrywek, co miała wolnego czasu ten przepędzała w kaplicach które wówczas pokryjomu chrześcijanie urządzali, i na jakie tylko zdobyć się mogła miłosierne uczynki takowe spełniała.

Kobieta która ją wychowała, uszczęśliwiona z takich owoców swoich pobożnych około niéj starań, przewidując że prędzéj lub późniéj, gdy poganie dowiedzą się że Regina jest chrześcijanką, na ciężkie ją to próby wystawić może, przygotowywała ją do tego, wyrażając niekiedy obawę czy potrafi ona wytrwać wśród takowych. Na to zwykle odpowiadała jej Święta: „Bądź o to spokojną, miéj nadzieję że za łaską mojego niebieskiego Oblubieńca, niczego się nie ulęknę, a gdyby przyszło do tego aby mnie męczono, prędzéj kaci ustaną od zmęczenia, aniżelibym miała się wyprzeć Boga mojego. Pan Jezus mnie nie opuści, bo ja w nim jednym całą moję pokładam nadzieję.” Na takie słowa, świątobliwa jéj ochmistrzyni płakała z radości i rozczulenia, a przyciskając ją do serca mówiła: „I ja się pocieszam tą nadzieją, że tak będzie, i że wkrótce ujrzę cię sławną Męczenniczką.” Co téż w istocie wkrótce się spełniło.

Zpomiędzy wielu młodzieży najmajętniejszych i najznakomitszego rodu, ubiegających się o rękę Reginy, ojciec chciał ją wydać za człowieka z którym związek byłby ją uczynił jedną z największych pań w owym kraju. Gdy ten zamiar objawił córce, ta rzekła do niego: „Wiem ojcze najdroższy że mnie bardzo kochasz, i że pragnąc mnie uszczęśliwić, chcesz mnie wydać za mąż tak świetnie. Lecz gdyby się znalazł kto z którym zaślubienie jeszcze dla mnie byłoby zaszczytniejszém, czy nie wypadałoby żebym mu dała pierwszeństwo?” – „Tak jest bezwątpienia, odpowiedział ojciec, lecz z kimże w całym kraju możesz świetniejszy zawrzeć związek małżeński, niż z tym właśnie młodzieńcem którego ci przedstawiam?” — Z Jezusem Chrystusem, odrzekła Regina, prawdziwym Bogiem naszym, Stwórcą i Odkupicielem, któremu na zawsze się poślubiłam.” — „Jakto, zawołał wtedy ojciec, czyż i ciebie uwiedziono do tego stopnia, że w chrześcijańskie zabobony wierzysz?” — „Nie są to wcale zabobony, powiedziała mu córka, jestem przekonana że gdybyś sam poznał prawdy religii chrześcijańskiéj, przestałbyś być poganinem.” Wtedy Klemens rzekł do niéj groźnie: „Zastanów się nad tém co masz uczynić; wybieraj: czy chcesz mieć we mnie ojca, czy tyrana?” Jakoż, gdy Regina przy swojém obstawała, ojciec po użyciu jeszcze różnych łagodnych środków aby ją od wiary odwieść, gdy się one próżnemi okazały, wpadłszy w złość wielką zbił ją okrutnie.

Tymczasem pod tęż porę przybył do miasta Alicyi Olibryusz, Wielkorządca tych prowincyi, przysłany przez cesarza Decyusza. Gdy dowiedział się o tém co zaszło między Reginą a jéj ojcem, kazał ją stawić przed sobą. Zaledwie ją ujrzał tak ujęty został jéj powierzchownością, że postanowił pojąć ją za żonę i zaraz jéj to oświadczył. Święta odpowiedziała mu że jest chrześcijanką, i że postanowiła aż do śmierci żyć w dziewictwie. Wielkorządca pomimo tego uprzejmie się z nią obszedłszy, odprawił ją do domu mówiąc, że spodziewa się iż po namyśle zmieni swoje zdanie: „Mylisz się rzekła mu na to Regina, postanowienia mojego nie zmienią ani twoje oświadczenia, ani męki jeśli mi je zadasz.”

Po powrocie do domu, Święta miała znowu trudne przejście z ojcem, który pojąć tego nie mógł, aby nie chciała zostać małżonką jednego z najwyższych urzędników w cesarstwie, a widząc że nic z nią poradzić nie może, wpadłszy w rozpacz i złość szatańską, sam poszedł do Wielkorządcy, domagając się aby wytoczył sprawę Reginie jako chrześcijance. Ten kazał ją powtórnie powołać przed siebie, i miał zamiar jak najsurowiéj się z nią obejść, lecz gdy ją ujrzał zmiękczał, i nanowo łagodnemi słowy chciał ją ująć. „Czy to podobieństwem jest rzekł do niéj, aby dziewica twojego urodzenia i wychowania, do tego stopnia się poniżała, żeby chciała uchodzić za oblubienicę jakiegoś Galilejczyka, który na sromotném rusztowaniu krzyża umarł. Nie bądź szalona, oddaj mi rękę, a staniesz się jedną z najpierwszych pań w całém cesarstwie.” — „Nie bluźnij, odrzekła mu na to spokojnie i poważnie Regina, Ten którego pogardliwie nazywasz galilejczykiem, jest prawdziwym Bogiem, który z własnéj woli i miłości ku nam poniósł śmierć haniebną, po niéj mocą Swoją wskrzesił się i wszystkie Swoje nauki wielkiemi cudami, których i poganie nie zaprzeczają, dowiódł. A nawet i w oczach twoich cud czyni, kiedy mnie słabéj dziewicy, daje moc do oparcia się twoim ułudnym przyrzeczeniom, lubo wiem że mnie za to ciężkie męki czekają.” Po tak stanowczéj odpowiedzi, Olibryusz zagroził jéj w istocie mękami i kazał zamknąć do więzienia. Święta całą noc spędziła na modlitwie, wśród któréj Pan Bóg napełniał jéj serce niebieskiemi pociechami, i ukrzepił w nadziei że męczeńską koronę, któréj tak dawno pragnęła, otrzyma.

Nazajutrz Wielkorządca znowu ją powołał, i jeszcze pochlebniejszemi i łagodniejszemi słowy, usiłował zachwiać jéj stałość. Zapowiedział jéj najwyraźniéj że ma do wyboru: albo stać się jego żoną, i używać szczęścia które zapewniał jéj wielki jego majątek i wysoki urząd jaki piastował, albo przygotować się na męki i śmierć nawet, jeśli bożkom cesarskim czci publicznéj nie odda. Święta na to wszystko odpowiedziała mu toż samo co i w poprzedzających z nim rozmowach, a wtedy poganin ten, przechodząc z jednéj namiętności do drugiéj, wpadłszy w złość, zawołał katów i kazał Reginę okuć w obręcz żelazną, która łańcuchem przytwierdzoną została do muru w więzieniu. Sam zaś mając odbyć długą podróż do Niemiec, wydał rozkaz aby ją tak trzymano dopóki publicznie nie odda pokłonu bożyszczom.

W męce téj tak barbarzyńskiéj cały miesiąc pozostawała Regina, przykuta do ściany w ten sposób że ani położyć się, ani usiąść nie mogła, a prócz tego na inne jeszcze dotkliwsze dla jéj serca narażona była próby. Do więzienia przychodził ojciec jéj i rodzina i wszyscy najznakomitsi mieszkańcy miasta Alicyi i z okolicy, najusilniéj a niektórzy ze łzami prosząc ją i zaklinając, aby się od téj srogiéj katuszy wyzwoliła, a nawet i od śmierci, która ją w końcu niechybnie czeka, i oddała cześć bożkom.

Wszystkiemu temu mężna ta piętnastoletnia dziewica, za łaską Pańską oparła się, tak że po miesięcznéj podróży Olibryusz powróciwszy, kazał ją znowu przed sobą stawić, a sądząc że ją teraz skłonniejszą do swoich żądań znajdzie, zrazu według swego zwyczaju łagodnie ją do tego nakłaniał, następnie zagroził mękami niezwłocznemi jeśli się Chrystusa nie wyrzeknie. Widząc zaś równie jak wprzódy niezachwianą jéj stałość; kazał ją rozciągnąć na rusztowaniu i smagać knutami, które u końców miały żelazne haczyki. Tłumy ludu zbiegły się na to okrutne widowisko; a gdy ze świętéj dziewicy krew strumieniem lać się zaczęła, zewsząd dały się słyszeć krzyki oburzenia, które przestraszyły tyrana i ten kazał powstrzymać knutowanie, a Świętą do więzienia odprowadzić. Regina padłszy tam na kolana, i dziękując Bogu za łaski jakie już dotąd odebrała, gorąco prosiła Pana Jezusa, aby jéj i nadal nie opuszczał. Wtedy pocieszył ją Pan Bóg widzeniem cudowném. Ujrzała ogromny krzyż sięgający aż do Nieba, u wierzchu którego była gołębica tak jaśniejąca, iż całe więzienie zostało oświecone, a oraz usłyszała głos z nieba mówiący: „Bądź mężną godna Oblubienico Chrystusowa, dziewictwo i stałość twoja wysłużyły ci już koronę którą wkrótce otrzymasz.” Pokrzepiona takiém objawieniem, Święta nie czuła już żadnego bolu z ran odniesionych i nowego nabrała męstwa.

Nazajutrz Olibryusz kazał wszystkie jéj rany palić pochodniami, i pastwiąc się nad nią z barbarzyństwem niesłychaném, po mękach ogniem zadanych zanurzał ją w zimną wodę. Mężna dziewica przeniosła to wszystko nie czując najmniejszego bolu, a gdy przemawiając do ludu głosiła Chrystusa, ujrzała unoszącą się nad nią tę samę gołębicę którą widziała w więzieniu, a która przyniosła w dziobie koronę, i złożyła ją na jéj głowie. Podczas zaś gdy się to działo wszystkim obecnym dał się słyszeć głos z Nieba: „Pójdź Regino, pójdź królować na wieki w Niebie z twoim Oblubieńcem Boskim, pójdź odebrać nagrodę należną twojéj wytrwałości.” Na widok takiego cudu ośmiuset pięćdziesięciu pogan tam zgromadzonych nawróciło się, a Wielkorządca widząc wielkie w ludzie wzburzenie, rozkazał aby Reginę niezwłocznie ścięto. Poniosła męczeństwo 7 Września około roku Pańskiego 253. Po ustaniu prześladowania, na grobie jéj zbudowano kaplicę, a wkrótce potém stanął tam obszerny klasztor, przy którym z upływem wieków zabudowało się miasteczko, do dziś dnia od jéj imienia, miasteczkiem świętéj Reginy zwane.

Pożytek duchowny

Jak wielu Świętych Pańskich, tak i błogosławiona Regina dziś uroczystująca, w czytaniu Żywotów Świętych Męczenników, znalazła źródło swojego uświęcenia i przyszła do tego że ich wiernie naśladując i sama koronę męczeńską otrzymała, Staraj się aby i ciebie czytanie Żywotów Świętych pobudzało do jak najwierniejszego ich naśladowania.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławioną Reginę dziewicę i Męczenniczkę, przez czytanie dziejów wielkich sług Twoich, do jak najwierniejszego służenia Ci pobudził skutecznie, spraw prosimy za jéj pośrednictwem i zasługami, abyśmy także jak najwierniéj służąc Ci, wraz z nią w Niebie wychwalali Cię na wieki. Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 756–758.

Tags: św Regina „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik wychowanie
2020-08-26

Św. Zefiryna, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 221.

(Żywot jego napisany był przez Euzebiusza, i innych dawnych Kościelnych pisarzy.)

Święty Zefiryn był Rzymianinem, synem Abundiusza mieszkańca tego miasta. Przyszedł na świat w połowie II-go wieku. O pierwszych latach jego życia żadnych nie posiadamy szczegółów. To tylko wiadomém jest, że rodzice jego byli chrześcijanami i znani powszechnie z wielkiéj prawości i najprzykładniejszego życia.

Byłyto czasy, kiedy Rzym był nie tylko ogniskiem wiary, ale oprócz tego zamieszkali w nim wierni byli wzorem wszystkich cnót chrześcijańskich, i tam najwięcéj ich za wiarę oddawało życie. Ze wszystkich części świata wielka liczba chrześcijan wszelkiego stanu płci i wieku, przybywała do téj stolicy Katolicyzmu, aby zapatrywać się na cnoty któremi się jéj mieszkańcy odznaczali, i naśladować ich przykłady. Upowszechniona ta sława wiernych w Rzymie mieszkających, może właśnie dać wyobrażenie czém był święty Zefiryn, kiedy po śmierci Papieża świętego Wiktoryna, Sam Pan Bóg znakiem z Nieba zesłanym, cudownie oznajmił, iż w całém duchowieństwie nikt nie był godniejszym nad niego do piastowania najwyższego Pasterstwa. Co miało miejsce w następujący sposób:

Straszne prześladowanie chrześcijan za cesarza Sewera rozsrożyło się było do najwyższego stopnia. Bardziéj niżeli kiedy, Kościoł potrzebował mężnego i świętego sternika. Jedenaście już dni upływało, jak wierni zgromadzeni z duchowieństwem, trwali na ciagłéj i gorącćéj modlitwie, prosząc Pana Boga aby pokierował wyborem na Papieża, kiedy oto wśród zgromadzenia, gdzie był obecny święty Zefiryn, Duch Święty zstąpił na niego cudownie w kształcie gołębicy, która spoczęła na jego głowie. Znak tak widoczny, wskazujący niejako wybór przez samego Boga uczyniony, utwierdził duchowieństwo w myśli zamianowania na Papiestwo Zefiryna, co już i bez tego zamierzali uczynić, i z zadowoleniem wielkiém wszystkich, tak wiernych jak i całego duchowieństwa, roku Pańskiego 202, wyniesiony na Stolicę Apostolską, ogłoszony on został następcą świętego Wiktoryna.

Niezwłocznie przekonano się, że w istocie to Duch Święty wybrał takiego Papieża, w chwili kiedy Kościoł na wielkie wystawiony był burze. W pierwszym bowiem roku jego Papiestwa, a który był dziesiątym panowania cesarza Sewera, monarcha ten który z początku zdawał się dość przychylnym dla chrześcijan, ogłosił postanowienia, które dały początek Jednemu z najcięższych prześladowań Kościoła. Święty Zefiryn poznał dobrze jakie miał względem niego Pan Bóg zamiary, wynosząc go na Stolicę Apostolską w tak trudnych czasach, a wsparty łaską Pańską, nie uląkł się tego. Gorliwość jego o dobro powierzonéj mu trzody, i miłość dla Chrystusa Pana, skłaniały go nawet z pierwszego razu, aby co prędzéj mógł krew swoję za Niego wylać; lecz miarkując iż osierocenie trzody w takiéj chwili, na większe jeszcze narażałoby ją niebezpieczeństwa, wstrzymał się od tego. Nie szczędził jednak trudów i wszelkich zabiegów, aby chrześcijan utwierdzać w wierze, pocieszać wśród klęsk które ich spotykały, i najwyższego Pasterstwa swojego obowiązki jak najwierniéj spełniał.

Odwiedzał wiernych po najuboższych mieszkaniach, przedzierał się do więzień gdzie byli trzymani, udawał się w góry okoliczne, i tam ich po jaskiniach w których się kryli wyszukiwał, aby im udzielać Sakramenta święte, pokrzepiać na duchu, i wspierać jałmużną. Co większa: towarzyszył Męczennikom na rusztowanie, i narażając się na największe niebezpieczeństwo, do ostatniéj chwili ich tam nie odstępował.

Nareszcie po dziesięcioletnich prześladowaniach, doczekał się po śmierci cesarza Sewera, spokojnych czasów dla Kościoła. Skorzystał z nich święty ten Papież, aby znowu stanąć w obronie wiary, napadanéj od wewnętrznych nieprzyjaciół. Odszczepieńcy bowiem różnego rodzaju, korzystając z pokoju jakiego używali chrześcijanie ze strony pogan, uderzyli tém zapamiętaléj na Kościoł. Kacerze potępieni przez Papieża Wiktoryna, nanowo głowę podnieśli. Święty Zefiryn tak dzielnie przeciw nim wystąpił, iż oni sami mówili, że nikt lepiéj nad niego nie zbijał dotąd bluźnierstw jakie miotali przeciwko Bóstwu Chrystusa Pana. Z tegoto powodu, święty Optat zalicza nawet Zefiryna do liczby Doktorów Kościoła.

Prokseusz rodem z Azyi, zuchwały kacerz, przybył do Rzymu za Papiestwa jeszcze świętego Wiktoryna, a umilkłszy na czas pewien, za rządów świętego Zefiryna zaczął nanowo szerzyć swoje o tajemnicy Trójcy Przenajświętszéj błędy, przeciwne nauce Kościoła. Święty Zefiryn użył wszelkich środków aby go opamiętać, miał z nim długie rozprawy publiczne, zbił najzupełniéj wszystkie jego brednie, trafił nawet do jego serca, nawrócił go, i do społeczeństwa wiernych przyjął. Jednakże nieszczęsny ten herezyarcha, nie wytrwał na téj drodze. Udawszy się z Rzymu do Afryki, zapadł nanowo w swoje błędy, i w odszczepieństwie od Kościoła umarł.

Lecz zato większą miał pociechę nasz Święty z innym nawróconym przez niego odszczepieńcem. Natalis, który się już odznaczył był w Kościele wielkiemi zasługami, powodowany chciwością, przyłączył się był do sekciarzy tak zwanych Teodoryanów. Bolejąc nad tém Zefiryn, zawezwał go do siebie, długo z nim rozmawiał, i z wielką miłością pobudzał do wyrzeczenia się kacerstwa w które zapadł. Lecz było to napróżno. Następnéj nocy, Natalis surowo zato przez Aniołów skarany został. Kara takowa, którą Pan Bóg w miłosierdziu Swojém go dotknął, wyratowała go i nawróciła. Nazajutrz Natalis przybrany w worek pokutny, z posypaną głową popiołem i sznurem u szyi, upadł do nóg świętego Zefiryna, a wielu wiernych widząc jego szczerą skruchę, wstawiło się do Papieża, prosząc aby mu przebaczył i na łono Kościoła go przywrócił.

Święty Zefiryn naznaczywszy mu odpowiednią pokutę, aby przez nią zadośćuczynił za zgorszenie którego był powodem, z wielką dla swego ojcowskiego serca pociechą uwolnił go od zaciągniętéj przez niego klątwy. Uszczęśliwiony Natalis, powodowany uczuciem pokory, wszystkich obecnych wtedy chrześcijan nogi ucałował, przepraszając za zgorszenie jakiego był powodem. Odtąd żyjąc świątobliwie, w jedności z Kościołem zszedł z tego świata.

Tertulian żyjący podówczas i znajdujący się w Rzymie, ośmielił się głośno naganiać zbytnią, jak ją nazywał, w tym razie pobłażliwość Zefiryna. Gdy mu o tém doniesiono, zasmucił się, przewidując iż pycha któréj Tertulian dawał w tym razie nowy dowód, stanie się w końcu jego własną zgubą. Jakoż, z wielkim dla Papieża smutkiem jak również i dla całego Kościoła, znakomity ten mąż, który był jakby jego filarem, ulegając pysze, zapadł w odszczepieństwo i w tym stanie umarł.

Święty Zefiryn wydał wiele najpożyteczniejszych postanowień, tyczących się karności kościelnéj. Między innemi, zakazał aby nie poświęcano przenajświętszéj Krwi Chrystusa Pana w kielichach drewnianych, jak to czyniono do jego czasu z powodu wielkiego ubóstwa chrześcijan. Postanowił także aby święcenia kapłanów odbywały się publicznie, i aby wtedy zgromadzeni wierni, mogli występować z zarzutami przeciwko tym którychby niegodnymi tego dostojeństwa uznawali. Nakazał, aby wszyscy wierni do Komunii świętéj przystępowali, w czasie Wielkanocy. Rozsądzanie spraw Biskupów, zastrzegł samym Papieżom, albo ich Delegatom. Polecił, aby wszyscy kapłani i dyakoni obecni przy Mszy biskupiéj, asystowali mu do niéj. Wydał prócz tego i wiele innych rozporządzeń, dowodzących jego pieczołowitości o dobro powszechnego Kościoła.

Nakoniec pełen zasług, po ośmnastoletniém zasiadaniu na Stolicy Apostolskiéj, otrzymał koronę męczeńską 26 Sierpnia roku Pańskiego 221, za panowania Antonina Heliogabala. Pochowany został na cmentarzu Kaliksta, przy drodze Apijskiéj, zkąd późniéj do Jednego z kościołów Rzymskich przeniesiony został.

Pożytek duchowny

Tak jak na Kościoł Boży zwykle silniéj uderzają wewnętrzni jego nieprzyjaciele, to jest heretycy, gdy on na zewnętrzne uciski i prześladowania mniéj jest wystawionym, tak i na duszę nacierają silniejsze wewnętrzne pokusy, gdy ona na drodze Bożéj, mniéj napotyka przeszkód zewnętrznych. Jeśli więc doznajesz prześladowania od ludzi, ciesz się i dla tego, że cię to uwalnia od wielu innych ciężkich pokus, którym możebyś się oprzeć nie umiał,

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy Wszechmogący Boże, abyśmy oddając cześć zasługom błogosławionego Zefiryna Męczennika Twojego i Papieża, z przykładów życia jego korzystać umieli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 720–722.

Tags: św Zefiryn „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik herezja
2020-08-22

Św. Tymoteusza, Hipolita i Symforiana, Męczenników

Żyli w wieku czwartym, trzecim i drugim.

(Żywoty ich wyjęte są z dziejów męczeńskich Rajnarta.)

Święty Tymoteusz słynący w Kościele z wielkiéj nauki i gorliwości o chwałę Bożą, był rodem z miasta Antyochii w Syryi. Przybył do Rzymu w IV wieku, za Papiestwa świętego Melchiada, i zamieszkał w domu świętego Sylwestra, który późniéj został Papieżem. Oddał się całą duszą ogłaszaniu Ewangelii i nawracaniu pogan. Wkrótce téż, z taką odwagą poświęcał się tym usługom, że go oskarżono przed Wielkorządcą Tarkwiniuszem, jako jednego z najgorliwszych chrześcijan. Ten kazał go uwięzić, po kilku dniach stawił przed sobą i użył wszelkich środków, aby go przywieść do odstępstwa wiary świętéj. Gdy nie mógł tego dokazać, kazał go zbić okrutnie i odprowadzić do więzienia. Długo go tam męczono głodem, a potém zaprowadzono do świątyni pogańskiéj, aby ofiarę bożkom złożył. Święty, z największém oburzeniem odpowiedział, iż tego nigdy nie uczyni. Wtedy wydano go katom, którzy zadawszy mu najstraszniejsze męki, zanurzyli go w palące się wapno. Wszystko to przeniósł z niezachwianą stałością i nakoniec został ścięty. Święty Sylwester skrycie zabrał jego ciało, a pewna pobożna chrześcijanka imieniem Teodora, ze czcią należną pochowała je w swoich ogrodach, przy drodze Ostyeńskiéj, obok grobu świętego Pawła Apostoła, zkąd późniéj przeniesiony został do kościoła tegoż Świętego.

· · ·

Święty Hipolit był także jednym z wielkich świeczników Kościoła, tak ze swojéj znakomitéj nauki jak i świątobliwości. Żył w wieku trzecim. Godny uczeń świętego Klemensa Aleksandryjskiego, pozostawił wiele dzieł teologicznych pełnych głębokiéj nauki, z których kilka przechowało się dotąd. Był Metropolitą wszystkich kościołów w Arabii, a po pewnym czasie, zrzekłszy się téj godności udał się na pielgrzymkę do Rzymu, dla uczczenia grobów świętych Apostołów Piotra i Pawła. Papież święty Kalikst, zrobił go Biskupem Dyecezyi Porto, we Włoszech, i trzymał go ciągle przy swoim boku, używając do najważniejszych spraw Kościoła powszechnego. Wkrótce potém, Ulpian zamianowany przez cesarza Aleksandra Sewera Wielkorządcą miasta Rzymu, zawzięty wróg chrześcijan, uwięził Hipolita, a gdy ten stał wiernie przy wierze świętéj, kazał go związanego wrzucić w rów napełniony wodą, gdzie utonął, poniosłszy męczeństwo roku Pańskiego 225.

· · ·

Święty Symforyan, którego śmierci za wiarę pamiątkę w tymże dniu Kościoł obchodzi, był rodem Francuz, z miasta Otę (Autun). Pochodził z zamożnego i bardzo znakomitego rodu. Wychowany starannie, w naukach świeckich wysoko był wykształcony. Żył w pierwszéj połowie III wieku, kiedy jeszcze i kraj jego i miasto rodzinne z samych prawie pogan złożone było. Zdarzyło się, iż ojciec jego nazwiskiem Faust, przyjął był w gościnę do domu swojego, świętych Benigna i Antochiusza, przez których, młodego jeszcze podówczas Symforyana, Pan Bóg do wiary świętéj przywiódł.

Od téj pory odznaczał się on wszystkiemi chrześcijańskiemi cnotami w wysokim stopniu. Otoczony wielkiemi zbytkami w rodzicielskim domu, wiódł życie bardzo umartwione. Oddając się naukom, stronił od światowych zabaw, a znaczne pieniądze jakie mu ojciec do rozporządzenia dawał, obracał na miłosierne uczynki. Stał się téż młodzieńcem tak doskonałym, że nie tylko mała liczba chrześcijan jaka się tam znajdowała, miała w nim wzór pod każdym względem godny naśladowania, lecz i sami poganie z wielką czcią dla niego byli. W skutek nawet tego, gdy do miasta Otę przybył na Wielkorządcę Herakliusz, przysłany tam umyślnie przez cesarza Marka Aureliusza do wyszukiwania i prześladowania chrześcijan, nikt nie miał serca oskarżyć Symforyana, że do liczby wiernych należy, lubo powszechnie było to wiadomém.

Miasto Otę miało bardzo wiele świątyń pogańskich, a szczególnie oddawano tam cześć boginiom Cybelli i Dyanie i bożkowi Apolinowi. Dnia pewnego, całe miasto wyległo na procesyą uroczystą, którą odprawiano na cześć Cybelli jako matki bożków wszystkich. Nadszedł na to święty Symforyan, a widząc bożyszcze niesione z wielką okazałością, gdy zawołano na niego aby się pokłonił, nietylko tego nie uczynił, lecz i do pogan, odwodząc ich od tego, przemówił. Schwytano go przeto niezwłocznie, i stawiono przed Herakliuszem. Ten zasiadłszy na trybunale, spytał Symforyana: „Jak się nazywasz i kim jesteś?” Święty odpowiedział: „Nazywam się Symforyan, jestem chrześcijaninem.” – „Jesteś chrześcijaninem, zawołał na to Wielkorządca, jakżeś się mógł dotąd ukryć przede mną? Lecz najprzód powiedz, dla czegoś nie chciał oddać czci bogini Cybelli, która jest matką naszych bożków?” Nato odrzekł Symforyan: „Powiedziałem już iż jestem chrześcijaninem, więc cześć oddaję tylko Bogu prawdziwemu, Stwórcy Nieba i ziemi, a że wasze bożyszcze bogiem nie jest, tegobym wam najłatwiéj dowiódł: dajcie mi młot, a gdy w nie uderzę, w kawałki się ono rozkruszy.” Wówczas zawołał Herakliusz: „Człowiek ten nietylko jest chrześcijaninem, ale bluźni przeciw bogom naszym.” I zwracając się do urzędników go otaczających „Co on jest za jeden?” spytał. „Jestto, odpowiedziano mu, syn najznakomitszego pana tego miasta.” Wtedy kazał mu Wielkorządca odczytać wyrok cesarza Marka Aureliusza, w którym nakazano było zmusić każdego chrześcijanina do oddania czci bożkom, a gdyby tego nie uczynił, ukarania go śmiercią. Poczém rzekł do Symforyana: „Widzisz że nie jest w mojéj mocy inaczéj postąpić: albo oddasz cześć bożkom, albo śmierć poniesiesz.” – „Nigdy tego nie uczynię, odpowiedział Święty, abym bałwanom, które są sprawą szatanów, miał pokłon oddawać. Więcéj bowiem obawiam się Boga mojego, niż groźby ludzkiéj: gdyż Bóg chrześcijański, o ile jest hojnym i miłosiernym w wynagradzaniu zasług tych którzy Mu są wierni, o tyle jest straszny i surowy, gdy zmuszony jest karać grzech odstępstwa od wiary. Jeśli stale przy niéj trwać będę, za łaską Jego, pewien jestem że dostąpię wiecznéj szczęśliwości i dostanę się do portu zbawienia, chociażby piekło najstraszniejsze burze na mnie zesłało.”

Sędzia widząc taką stałość w młodzieńcu, skazał go na srogie uknutowanie i zamknięcie w więzieniu, dając mu kilka dni do namysłu. Po upływie zaś tego czasu, powtórnie go przywołał. Gdy go wywiedziono z więzienia, okowy które miał same opadły. Herakliusz tą razą w najłagodniejszy sposób zaczął do niego przemawiać, obiecując mu nietylko wolność, ale i wielkie łaski cesarskie, jeśli bogom ofiarę złoży, i przydał w końcu: „Pozwól żebym kazał wznieść tu ołtarz dla Cybelli, i posłuchaj mojéj rady, oddaj jéj cześć, a za to otrzymasz na dworze cesarskim, jeden z pierwszych urzędów.” – „Wysoki urzędnik, odrzekł na to Symforyan, uwłacza samemu sobie, gdy używa swojéj władzy, na podejście tego, który się w jego ręce dostał. Bądź przekonany, że się śmierci nie obawiam, która jak mnie i ciebie tak i każdego prędzéj lub późniéj spotka. Odrzucam wszelkie łaski i dary, za które miałbym odstąpić Chrystusa, który mi to nagrodzi darami niebieskiemi.” Wtedy rzekł mu z gniewem Wielkorządca: „Nadużywasz cierpliwości mojéj Symforyanie. Skończmy już; raz jeszcze mówię ci, masz do wyboru: albo pokłonisz się bogini Cybelli, albo każę ci ściąć głowę, i u nóg jéj złożyć.” – „Ciało moje, odrzekł Święty, w twojéj jest władzy, lecz dusza moja jest niepodległą twojemu trybunałowi, a przytém dozwól żebym ci powiedział, że dziwi mnie iż człowiek tak rozumny jak ty jesteś, nie oburza się na cześć oddawaną bożkom, którzy żyjąc tu na ziemi, byli po większéj części wielkimi rozpustnikami, i w których wiara jest dziełem szatańskiém.” Herakliusz słysząc to, już więcéj nie wdawał się w rozprawy z Symforyanem, i skazał go na śmierć.

Gdy Świętego wiedziono na miejsce stracenia, przy saméj bramie miasta, spotkała go matka, poważna matrona, powszechnie wielce szacowana. Błogosławiła go rzewnie płacząc, a gdy poszedł daléj, wstąpiła na wierzch muru miejskiego, wołając: „Dziecię drogie, Symforyanie, patrz na Boga za którego umierasz, i nie spuszczaj z Niego oczu. Synu miły, nie lękaj się śmierci, która ci da życie wieczne. Wznieś serce twoje do Nieba, gdzie oczekuje cię Ten, który tam króluje. Dziś życie marne i doczesne, zamieniasz na wieczne, i na wieki szczęśliwe. O! błogosławiona zamiano!” Słowa te dodały nowego męstwa świętemu młodzieńcowi: w kilka chwil potém schylił głowę pod miecz katowski, i otrzymał koronę niebieską. Zwłoki jego, wierni pochowali blizko miejsca gdzie był umęczony, a późniéj wzniesiono tam wspaniały kościoł, pod jego wezwaniem.

Pożytek duchowny

W życiu wczorajszéj Świętéj, podziwiałeś męstwo matki, rozstającéj się z dziećmi jéj drogiemi, gdy tego po niéj Pan Bóg wymagał; w matce świętego Symforyana, masz znowu obraz chrześcijanki, zagrzewającéj do poniesienia męczeńskiéj śmierci ukochanego syna. Uważaj, jak te uczucia są różne od uczuć tych dusz które nie ożywia silna wiara, i staraj się aby twoje były takiemi, jakie w sercu chrześcijańskiém być powinny.

Modlitwa (Kościelna)

Wspomożenia Twojego Panie, prosimy użycz nam miłościwie, a za wstawieniem się błogosławionych Męczenników Twoich Tymoteusza, Hipolita i Symforyana, prawicę Twojéj litości, rozciągnij nad nami. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 705–707.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 665

Największą troską, jaka przejmowała św. Symforiana, było staranie o duszę, chętnie przeto ofiarował ciało swe oprawcom, aby duszy nieśmiertelnej nie utracić. Ciało nasze jest ulepione z gliny i w proch się obróci, natomiast dusza jest obrazem doskonałości Stwórcy. Aby ocalić dusze ludzkie, nie wzdrygał się Syn Boży zstąpić z Niebios na ziemię, żyć 33 lata w ubóstwie i pogardzie, i przelać krew swoją najświętszą na krzyżu. Święty Chryzostom pyta: „Czy chcesz wiedzieć, człowiecze, ile warta dusza twoja? Otóż jednorodzony Syn Boży ofiarował swą krew nieocenioną, aby zbawić twą duszę”. Tę tak drogo odkupioną duszę obrał sobie przy chrzcie świętym Duch święty jako mieszkanie swoje. To przebywanie Ducha świętego w tym przybytku nie może być z niczym porównane, dlatego też Piotr św. nazywa duszę człowieka rajem.

Bóg wszystko czyni, ażeby duszę tę wydrzeć ze szpon szatana, który bez wytchnienia, już to chytrością i przebiegłością, już też przemocą stara się zawładnąć nią i zgubić. Jeśli przeto chrześcijanin utraci duszę, utraci wszystko. Dla duszy stworzył Bóg Niebo, jej też przyrzekł samego siebie i Królestwo niebieskie. Jeśli przeto przez grzech śmiertelny zgubimy duszę, wtedy utracimy najwyższe dobro, zbawienie wiekuiste. Gdybyśmy mieli dwie dusze, wtedy moglibyśmy zaryzykować jedną, ale mając tylko jedną, z jej zgubą tracimy wszystko. Słusznie tedy mówi Zbawiciel: „Na cóż ci się zda pozyskać świat cały, jeśli poniesiesz szkodę na duszy”. Święty Symforian nie dbał o ciało, pragnął tylko ocalić duszę, wiedząc, że ciało zmartwychwstanie w chwale wiekuistej. Nie zapominajmy przeto o duszy; jeśli namiętności i żądze czynią nas skłonnymi do grzechu, jeśli się do nas zbliża kusiciel i chce nas usidlić w swe pęta, jeśli szatan sili się nas omamić, wtedy pomyślmy sobie: „Jakto, dla lichej rozkoszy, dla marnych i znikomych korzyści, miałbym zaryzykować to, co mam najdroższego, tj. duszę swoją?” Spójrzmy na wizerunek Ukrzyżowanego i mówmy w skupieniu ducha: „Duszo moja, krwią najdroższą Syna Bożego i Zbawiciela naszego okupiona zostałaś. Nie grzesz więcej i pomnij na to, jak wielką uczynił ofiarę Pan Jezus dla twego dobra. Nie grzesz, gdyż w przeciwnym razie wszystko utracisz!”

Tags: św Tymoteusza św Hipolit św Symforian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik matka
2020-08-14

Św. Euzebiego, Kapłana i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 380.

(Żywot jego wyjęty jest z dziejów męczeńskich kościoła Rzymskiego.)

Święty Euzebi Męczennik, którego tu żywot podajemy, znany jest tylko z autentycznych dziejów męczeńskich kościoła Rzymskiego, które szczegóły jego za wiarę poniesionéj śmierci zamieszczają. Zkąd jednak był rodem i gdzie jego męczeństwo nastąpiło, nie ma o tém wyraźnéj wzmianki.

Żył on w czwartym wieku za panowania cesarza Dyoklecyana i Maksymina, jak wiadomo okrutnych prześladowców Kościoła, a w miejscu gdzie przebywał, Wielkorządcą cesarskim był Maksencyusz, głośny ze swojéj zawziętości, przeciwko wiernym, i z barbarzyństwa z jakiém się obchodził z nimi, gdy oskarżeni o wyznawanie wiary świętéj przed trybunałem jego stawali. Euzebiusz był kapłanem wielkiéj świątobliwości, gorliwie poświęcającym się na usługi wiernych, pomimo niebezpieczeństwa jakie to wtedy szczególnie na duchownych ściągało. Gdzie tylko mógł zgromadzić pewną liczbę chrześcijan, miewał do mich przemowy, uczył ich tajemnie wiary, zagrzewał do wytrwałości wśród prób na jakie ciągle wystawieni byli, sposobił na gotowość do męczeństwa, i udzielał im Sakramenta święte.

Przez czas pewien, dopóki jeszcze Dyoklecyan i Maksymin nie wydali okrutnych wyroków na chrześcijan które sprowadziły dziesiąte i ostatnie powszechne prześladowanie, gorliwość świętego Euzebiego i jego tak wielkie poświęcenie się dla Kościoła, chociaż powszechnie znane, nie ściągnęło na niego uwagi urzędników pogańskich. Lecz skoro ci, a szczególnie Maksencyusz, który niecierpliwie wyglądał chwili żeby mógł nad chrześcijanami pastwić się, dowiedział się że ma wyjść wyrok cesarski nakazujący jak najsroższe obchodzenie się z wiernymi, nie czekając nawet tego ogłoszenia, kazał schwycić Euzebiego, i stawić go przed sobą. Ponieważ to był oddawna niezdarzający się wypadek, więc poganie, spragnieni barbarzyńskich widowisk jakie im wyprawiano przy męczeństwie wyznawców Chrystusowych, tłumnie zgromadzili się przed trybunał Maksencyusza kiedy miał Euzebiego sądzić. Ujrzawszy go, zaczęli wydawać okrzyki dzikiéj radości, pobudzające Wielkorządcę do jak najsurowszego obejścia się ze Świętym, który już wtedy podeszłego był wieku a dziwnie powabnéj i poważnéj postaci starcem. Cała jego postawa nadzwyczaj była ujmującą, na obliczu malowała się wielka słodycz, a wszystkie rysy jego wyrażały szczególne męstwo i stałość charakteru. Barbarzyńskie okrzyki, cały przyrząd do mąk jakie mu przeznaczano, znana nienawiść sędziego do chrześcijan, nie poruszyły go wcale. Stał spokojny i gotów na wszystko, a podniesioném do Boga sercem prosząc o potrzebne do wytrwałości łaski. Widok jego samego Maksencyusza poruszył, i ten przez chwilę jakby się zawahał co ma czynić, gdy okrzyki ludu zniewoliły go przystąpić bez zwłoki do nakazania Świętemu aby cześć oddał bożkom. „Masz złożyć ofiarę bogom cesarskim, rzekł do niego groźnie, a jeśli tego dobrowolnie nie uczynisz zmuszę cię siłą.” Euzebiusz odpowiedział: „Napisano jest w prawie: Będziesz czcił Pana Boga twego i Jemu Samemu służył.” – „Długo rozprawiać z tobą nie będę. zawołał Maksencyusz. Masz do wyboru: albo umrzeć na mękach, albo składać zaraz ofiary bogom.” – „Uczynić tego nie mogę, odpowiedział Święty, gdyż sam rozum sprzeciwia się temu aby cześć oddawać kamieniom, które są jedną z najkruchszych rzeczy jakie Pan Bóg stworzył.” – „Widzę, powiada na to sędzia, że jesteś z liczby tych ludzi których nazywają chrześcijanami, a którzy do tego stopnia są zaślepieni że przekładają śmierć nad życie.” – „Zaślepieni nie jesteśmy odrzekł Euzebi, gdyż właśnie bezbożnością jest i prawdziwą ciemnotą nie uznawać światła nauki chrześcijańskiéj, a wierzyć w brednie pogańskie.” – „Widzę powiada mu na to Maksencyusz, że łagodność z jaką się z tobą obchodzę, czyni cię tém zuchwalszym, mówię ci przeto po raz ostatni: oddaj cześć bogom, albo żywcem spalony zostaniesz.” – „Groźby twoje, odrzekł sługa Boży, ani mnie zadziwiają ani przestraszają. Wiem że korona która mnie w Niebie czeka, będzie tém świetniejszą, im cięższe tu męki przeniosę dla Chrystusa.” Wtedy tyran zawezwał katów, i kazał Euzebiego rozciągnąć na rusztowaniu.

Oprawcy w téjże chwili spełnili ten rozkaz: z całéj siły rozciągnęli go czterema sznurami w powietrzu, i zaczęli rozdzierać ciało jego żelaznemi hakami. Euzebi wśród téj katuszy nie wydał ani jęku, a od chwili do chwili powtarzał głośno: „Zbaw mnie Panie Jezu Chryste, zbaw mnie. Czy żywi czy umarli Twoimi jesteśmy.” Widząc Maksencyusz że męki te przywieść Świętego do odstępstwa nie mogą, kazał je przerwać, odwiązać od rusztowania Euzebiego, i rzekł mu: „Czy wiesz o wyroku senatu, który nakazuje aby wszyscy mianujący się chrześcijanami, złożyli publicznie cześć bogom?” – „Znany mi ten wyrok, odpowiedział starzec, lecz rozkazy Boga wyższe są nad rozkazy ludzkie.” Maksencyusz widząc iż go przemódz nie zdoła, wydał wyrok aby go poprowadzono na stos i spalono.

Mężny wyznawca szedł spokojnie za oprawcami, a święta radość malowała się na jego obliczu. Na widok jego stałości i odwagi lud zgromadzony zdjęty został litością. Widząc to Maksencyusz i sam uwielbiając wytrwałość świętego starca, przywołał go jeszcze napowrót i rzekł do niego. „Dla czego dobrowolnie wydajesz się na śmierć, kiedy ci tak łatwo uchronić się tego?” Święty, który wiedział że wtedy cesarz Maksymin znajdował się w tém mieście gdzie go męczono, oświadczył Maksencyuszowi, że chce być przez niego samego słuchanym. Żądał zaś tego z téj przyczyny, że prawo rzymskie zastrzegało każdemu obywatelowi takiemu jakim był Euzebi, przywiléj, odwoływania się do cesarza, Wielkorządca téż chętnie się na to zgodził. Odprowadzono więc Świętego do więzienia, a Maksencyusz udał się do Maksymina i zdał mu sprawę z tego co zaszło. Cesarz kazał Euzebiego stawić przed sobą, chociaż jeden z urzędników obecny pierwszemu jego badaniu ostrzegał, że skoro go cesarz usłyszy, ulegnie wpływowi jaki starzec ten wywiera na wszystkich i da się zmiękczyć. Maksymin tém bardziéj zaciekawiony, kazał go niezwłocznie przywołać.

Gdy okazał się Euzebi, wszystkich uderzyła jego powabna postać i wyraz oblicza malujący wielką słodycz, radość a oraz niezachwiane męstwo. Maksymin wpatrując się w niego, także doznał jakiegoś uczucia i litości i poszanowania, i rzekł łagodnym głosem: „Z jakiego powodu stajesz tu przede mną: odpowiadaj śmiało, nie masz czego się lękać, ja pragnę uratować ci życie.” – „Ratunku spodziewam się, odpowiedział starzec, nie od ludzi lecz od Boga, który przyrzekł wspierać sługi Swoje. Lubo przewyższasz tu wszystkich władzą i potęgą, jesteś jednak jak każdy z nas śmiertelnym, powtórzę więc przed tobą com już oświadczył: Jestem chrześcijaninem, więc nie godzi mi się oddawać czci bożyszczom z drzewa lub kruszcu ulanym. Muszę słuchać Boga którego wyznaję i który mi tego zakazuje.” – „Cóż w tém złego, rzekł cesarz do Wielkorządcy, że człowiek ten oddaje cześć Bogu, którego nad innych wyższym uznaje. Wszak i my robimy różnicę między naszemi bogami.” Na to Maksencyusz: „Cesarzu, nie ulegaj czarom jakiemi ten człowiek wszystkich omamia. Ten Bóg o którym on mówi, jestto Jezus Nazareński, którego nikt z naszych uznawać za Boga nie ma.” Maksymin dłużéj nie obstawał, obawiając się aby to w oczach pogan powagi jego nie zachwiało. Odszedł więc i kazał Maksencyuszowi, aby sam sprawę Euzebiego zakończył.

Wtedy wielkorządca znowu domagał się od niego, i to jak najgroźniéj, aby złożył ofiarę bożkom, a gdy uczynić tego nie chciał zawołał: „Składaj ofiarę, bo jak tego nie uczynisz wskażę cię na spalenie.” – „Możesz ciało moje spalić na popiół, odpowiedział Święty, lecz dusza moja jest w ręku Boga i ona gróźb twoich się nie lęka. Nie mnie nie przywiedzie do odstępstwa Chrystusa, którego od dzieciństwa wyznaję.” Tyran widząc iż niczém stałości jego nie przezwycięży wskazał go na śmierć. Euzebi usłyszawszy wyrok zawołał: „Dzięki ci Panie mój Jezu Chryste, że mi dozwalasz podzielać los uczniów Twoich” a w tejże chwili, dał się słyszeć głos z Nieba: „Gdybyś nie był stał się godnym wiele wycierpieć, nie byłbyś godnym zasiąść na dworze Króla niebieskiego.” Przybywszy na miejsce stracenia święty Męczennik ukląkł, pomodlił się i jeszcze dziękując Bogu za łaskę męczeństwa, ścięty został 14 Sierpnia około roku Pańskiego 380.

Pożytek duchowny

Te słowa które święty Euzebi słyszał z Nieba w chwili swojéj śmierci męczeńskiéj, a które mu zapowiadały że gdyby był nie cierpiał na ziemi, nie mógłby królować w Niebie, powinny cię utwierdzać w téj prawdzie, że im większe na kogo zsyła Pan Bóg cierpienia, tém to wyraźniejszy znak że duszę jego chce zbawić. Miéj to w żywéj pamięci ile razy cię co smutnego spotka.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Euzebiego Męczennika Twojego, za cierpienia poniesione na ziemi z miłości ku Tobie, koroną niebieską nagrodził; daj nam za jego wstawieniem się i przykładem, z każdego doznanego za życia cierpienia, obfite sobie do Nieba skarbić zasługi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 681–683.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 657

Łagodność i spokój Euzebiusza uczyniła głębokie wrażenie na sercu tak dzikiego i srogiego tyrana, jakim był Maksymian. Sprawdziło się tu słowo Zbawiciela: „Błogosławieni łagodni, albowiem oni posiędą Królestwo niebieskie”. Łagodny panuje nad własnym sercem i namiętnościami i dlatego popędliwi i skłonni do gniewu czują się wobec słodyczy i łagodności bezbronnymi. Bóg znajduje upodobanie w łagodnych i hamujących swą porywczość i przyobiecał im życie wieczne w krainie niebieskiej. Na czymże więc polega ta łagodność? Na hamowaniu wszelkich popędów i porywów niecierpliwości, gniewu, zazdrości i zemsty i na dobrowolnym znoszeniu wszystkiego, co tylko się Bogu podoba na nas zesłać. Łagodny nigdy nie podrażni złośnika, a krzywdy i zniewagi nie odpłaca krzywdą i zniewagą. Najdoskonalszym wzorem łagodności i cierpliwości jest Pan Jezus, który jak baranek pozwolił zaprowadzić się na rzeź. Za Jego to przykładem przejął się święty Euzebiusz słodyczą i łagodnością. Starajmy się także przyświecać innym przykładem łagodności, zwalczać w samym zarodzie wszelkie wybuchy gniewu, a czując w sobie takie porywy, bierzmy się do modlitwy, jako najskuteczniejszego na to lekarstwa. Nie ustając w walce i uciekając się do Przenajsłodszego Serca Jezusowego, odniesiemy w końcu zwycięstwo.

Tags: św Euzebi „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik łagodność gniew
2020-08-13

Św. Hipolita i Kasyana, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 258 i 366.

(Szczegóły ich życia wyjęte są z dzieł wielebnego Bedy i Prudencynsza.)

Święty Hipolit był jednym z tych dowódców gwardyi cesarza Waleryana, któremu poruczona była straż nad świętym Wawrzyńcem, którego męczeństwo pod dniem 10 tego miesiąca jest opisane. Był on świadkiem cudów, jakie ten Święty czynił kiedy jeszcze w więzieniu był zamknięty, i w skutek tego nietylko sam się nawrócił, lecz wraz z nim cała jego rodzina, złożona z dziewiętnastu osób Chrzest święty przyjęła. Od téj pory Hipolit pałał chęcią tak wielką poniesienia śmierci za Pana Jezusa, że patrząc na męki jakie zadawano świętemu Wawrzyńcowi, pragnął aby i jego to samo spotkało; i chcąc wraz z nim umrzeć za wiarę, gotów był głośno wyznać że jest chrześcijaninem. Zaledwie go téż święty Wawrzyniec mógł od tego powstrzymać, nakazując aby milczał i oczekiwał swojego czasu, który wkrótce miał nadejść.

Gdy święty Wawrzyniec chwalebnie dokonał swojego strasznego męczeństwa będąc na ruszcie upieczony, Hipolit wraz z kapłanem na imię Justynem, z wielką czcią zwłoki jego pogrzebał. W trzy dni potém dowiedziawszy się o wszystkiém cesarz, kazał go uwięzić, a zawezwawszy przed swój trybunał zawołał do niego groźnie: „Więc i ty jesteś czarnoksiężnikiem, jak i Wawrzyniec którego ciało pochowałeś?” – „Tak jest w istocie, odpowiedział Hipolit, pochowałem jego ciało, lecz nie jako czarnoksiężnik, tylko jako chrześcijanin, od którego ta cześć mu się należała.” Rozgniewany za to tyran, kazał go tłuc w twarz kamieniami, a gdy ujrzał pod jego odzieniem wojskowém białą szatę którą odziewano świeżo ochrzczonych, kazał ją zedrzeć ze Świętego, a ten rzekł: „Przyodziewasz mnie w świetniejszą jeszcze suknię, zdejmując ze mnie tę którą noszę jako wyznawca Chrystusa.” Waleryan kazał go położyć przed sobą i okrutnie siec rózgami i pałkami, a Święty głośno modlił się, dziękując Panu Bogu, że go czyni godnym ponosić te męki za wiarę. Cesarz bardziej jeszcze rozgniewany zawołał: „Hipolit przez czarnoksięzkie sztuki, nie czuje tych razów: drzyjcie mu więc ciało żelaznemi hakami i obcęgami.” Kaci spełnili ten rozkaz niezwłocznie, a Hipolit ciągle powtarzał: „Jestem chrześcijaninem i chętnie za Chrystusa cierpię.”

Widząc Waleryan że kaci napróżno się męczą i już od znużenia ustają, uciekł się do innego środka: kazał podnieść Hipolita, przywdziać go w jego strój rycerski, i łagodnie zaczął do niego przemawiać. Prosił go aby nie był upartym, aby korzystał z łask cesarskich jakich udzielić mu jest gotów, i upewniał że byle odstąpił Chrystusa podniesie go na wyższy stopień, i obdarzy hojnie. Hipolit mu na to odpowiedział: „Jedyném mojém szczęściem i chlubą jest być żołnierzem Chrystusowym, i pod Jego chorągwią umrzeć.” Tyran wydał wyrok zabrania na skarb rządu wszystkich jego dóbr które były bardzo znaczne, i kazał uwięzić całą jego rodzinę jako chrześcijańską.

Stawiono ich wszystkich nazajutrz przed cesarzem. Między innemi była w téj liczbie staruszka imieniem Konkordia, która wykarmiła i wychowała Hipolita, a która jako najgorliwsza między nimi chrześcijanka wszystkich do męstwa i wytrwałości zagrzewała. Cesarz do niéj najprzód się zwrócił, i przedstawiał jéj żeby wzgląd miała na swój wiek podeszły, a nie była tak zuchwałą jak jéj wychowaniec Hipolit, który to śmiercią odpłaci. Lecz święta niewiasta odpowiedziała mu na to: „I ja, i my wszyscy tu zgromadzeni przed tobą, wolimy zaszczytnie śmierć ponieść za wiarę z Hipolitem, aniżeli okazać się niegodnymi jego naśladowania, a przez to okryć się hańbą przed ludźmi, a co większa zbrodnię popełnić przed Bogiem.” Waleryan uniesiony wielkim gniewem zawołał: „Kto jest ze stanu niewolniczego, tak jak ta niewiasta, nie słowami lecz biciem da się przywieść do rozumu.” Kazał więc bić Konkordyą knutami z ołowiem na końcu, dopóki albo nie wyrzecze się Chrystusa, albo ducha nie wyzionie. Wkrótce téż ona, w oczach Hipolita koronę męczeńską otrzymała.

Wówczas Waleryan Hipolita z całą rodziną, kazał wyprowadzić za bramę Tyburtyńską i tam najprzód wszystkich jego krewnych i sług pościnać. Hipolita zaś na pamiątkę owego pogańskiego młodzieńca tegoż imienia, którego konie rozszarpały, kazał uwiązać do ogona dzikiego rumaka, i tego wypędzić w pole. Wśród tak barbarzyńskiego męczeństwa, Święty oddał Bogu ducha 13 Sierpnia, roku Pańskiego 258. Ciało jego w kawałki poszarpane, tegoż dnia skrycie wyszukane przez kapłana Justyna i innych chrześcijan, pochowane zostało na polu Werańskiém, blizko kościoła świętego Wawrzyńca.

· · ·

Dziś także przypada pamiątka męczeństwa świętego Kasyana, który żył w pierwszéj połowie IV wieku, za panowania Juliana Apostaty, srogiego prześladowcy chrześcijan. Prudencyusz, który pozostawił wiele pism wierszem ułożonych na cześć różnych Męczenników, tak męczeństwo świętego Kasyana opowiada.

„Przejeżdżając przez miasto Imola, mówi on, w podróży mojéj do Rzymu, przyszło mi na myśl pójść na grób świętego Kasyana Męczennika, któremu w tém mieście wielką cześć oddawano. Klęcząc przed jego świętemi zwłokami, ujrzałem obraz który go przedstawiał. Otaczał go tłum dzieci, które ze straszném okrucieństwem pastwiły się nad nim, trzymając w rękach różnego rodzaju ostre narzędzia. Prosiłem Zakrystyana który wtedy nadszedł, aby mi wytłómaczył co przedstawia to malowidło. Na co on mi w tych słowach odpowiedział: „Obraz ten, pobożny pielgrzymie, nie jest dziełem wyobraźni malarza, lecz jest przedstawieniem zdarzenia prawdziwego. Ten którego tu widzisz, był w naszém mieście nauczycielem przy szkółce miejscowéj, i nazywał się Kasyan. Był nadzwyczaj pilnym w spełnianiu swego obowiązku, z największą troskliwością doglądał dzieci, i z wielką biegłością uczył ich czytać, pisać i innych początkowych nauk. A że przytém przestrzegał bardzo pilnie pomiędzy niemi dobrych obyczajów i chronił ich od próżnowania i wszelkiéj swawoli, chłopaki te po większéj części z najzepsutszéj klasy pogan złożone, nauczyciela swojego nie lubiły.

Pod tę porę wszczęło się srogie prześladowanie chrześcijan, i dotknęło z kolei i nasze miasto. Kasyan był chrześcijaninem, i jednym z najświątobliwszych pomiędzy wiernymi których już znaczna liczba tu była. Schwytano go i uwięziono jednego z pierwszych, i stawiono przed sędziów, domagając się aby ofiarę bogom złożył. Lecz Święty mężnie i stanowczo odpowiedział, iż tego nigdy nie uczyni. To, tak sędziów na niego rozgniewało, że aby jego męczeństwo i dotkliwszém i haniebniejszém uczynić, a razem rozweselić pogan, uradzono aby go wydać na pastwę wszystkich chłopaków pogańskich, dozwalając im, owszem zachęcając ich do tego, aby go zamordowali. Zwołano więc około dwóchset najgorszych urwisów, i podburzono ich przeciwko Kasyanowi, przypominając im wszystko co tylko w nich szaloną złość przeciwko ich dawnemu nauczycielowi" rozbudzić mogło. Potém odarto Świętego z odzienia, a związawszy mu w tył ręce, wtrącono pomiędzy gromadę chłopaków, uzbrojonych różnemi ostremi dłutkami, których w owych czasach do pisania na kamieniu używano. Przytém mieli oni w rękach nożyczki, szczypczyki i tym podobne ostre narzędzia. Rzuciła się ta okrutna zgraja na Kasyana, a im mniéj silna do zadawania mu ciężkich ran, tém bardziéj przyprawiająca go o długie i powolne męczeństwo. Jedni kłuli go w nogi, drudzy wyżsi sięgali aż do wnętrzności; gdy się obalał, zapuszczali mu narzędzia w oczy, uszy, szyję, piersi i głowę, przydając do tego barbarzyńskie żarty: „Uczyłeś nas pisać, wołali, piszemy teraz na twojéj skórze. Wszak nam rozkazywałeś, ażeby ani chwili nie próżnować, więc my téż czasu nie tracimy, i ciągle po tobie piszemy.” Drugi znowu wołał: „Nauczycielu, już na tobie obszerną stronicę wypisałem , przejrzyj ją czy nie ma jakich zmyłek; a jeśli gdzie braknie jakiego słowa, albo przecinka, lub punktu, to je jeszcze przydam.” Inny, przyczepiwszy się do niego i zadając mu różne męki, to szczypaniem, to kłuciem, mówił z udaną grzecznością: „Dziś nauczycielu nie prosimy cię o danie nam rekreacji, bo ta lekcya którą teraz tobie wydajemy, jest dla nas najmilszą rozrywką.”

I tak długo bardzo te małe potwory, których okrucieństwo przechodziło wiek i siły, dręczyły Świętego; on zaś spragniony poniesienia mąk i śmierci za Chrystusa, wśród téj katuszy z największą słodyczą do nich przemawiał, i zachęcał nawet aby go nie oszczędzali. Po długiém tém męczeństwie, którego barbarzyństwo przechodziło wszelką miarę, Święty poszedł do Nieba, na ręku Aniołów którzy go z rąk tych małych okrutników wyrwali.

Męczeństwo jego nastąpiło dnia 13 Sierpnia roku Pańskiego 366, ciało spoczywa dotąd w mieście Imola, w wielkim ołtarzu głównego kościoła, który Pius IX Papież, będąc tam jeszcze Biskupem, kosztownemi marmurami przyozdobił.

Pożytek duchowny

W okrucieństwie jakiego dopuściła się ta zgraja dzieci pogańskich, masz dowód do jakiéj złości natura ludzka dojść może w młodych nawet sercach, jeśli te w zasadach chrześcijańskich nie są wychowane. Niech cię i to pobudzi do starania się, aby dziatki twoje od lat najmłodszych w zasadach świętéj wiary i moralności chrześcijańskiéj ugruntowane były.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy Wszechmogący Boże, aby błogosławionych męczenników Twoich Hipolita i Kasyana, czcigodna uroczystość, i uczucia pobożności w sercach naszych rozbudziła i zapewniła nam zbawienie. Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 678–680.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 642

Nie ma na tym padole płaczu większego szczęścia niż miłość Pana Jezusa; On przyszedł na świat dla nas, a my dla Niego stworzeni jesteśmy; On jest naszą miłością, a wszystkie inne rzeczy uszczęśliwić nas nie mogą, bo On tylko może zaspokoić pragnienia naszego serca i On udziela tego szczęścia, które już w całej pełni posiadają Święci w Niebie. Tego szczęścia, tej miłości Pana Jezusa żadna siła stworzona pozbawić nas nie może, pamiętajmy przeto, że od nas samych zależy, czy w niej wytrzymamy, czy też się jej wyrzekniemy.

Tags: św Hipolit św Kasjan „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Wawrzyniec nauczyciel wychowanie
2020-08-11

Św. Tyburcego i Zuzanny, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 286 i 295.

(Żywot ich wyjęty jest z dzieł Wielebnego Bedy i świętego Augustyna.)

Święty Tyburcy w trzecim wieku żyjący, był synem Chromacyasza, Wielkorządcy miasta Rzymu za cesarstwa Dyoklecyana. Kiedy ojciec jego przyjął wiarę chrześcijańską, i złożywszy swój urząd, stał się opiekunem wiernych i wspomagał ich w różny sposób wśród prześladowania jakie się podówczas szerzyło, Tyburcy razem z nim ochrzczony, naśladował go w tych miłosiernych uczynkach i słynął pomiędzy wiernymi jako wielkiéj świątobliwości młodzieniec. Razu pewnego idąc ulicą znalazł chłopca ciężko potłuczonego, który zleciał był z drugiego piętra. Odmówił nad nim Ojcze nasz, Zdrowaś Marya i Wierzę, prosząc Pana Boga aby go uzdrowił, i chłopiec który był umierający, w tejże chwili wstał jak najzdrowszy. W skutek tego cudu rodzice uzdrowionego zostali chrześcijanami, a święty Tyburcy zaprowadził ich do Papieża Kaja, który ich ochrzcił.

Pomiędzy chrześcijanami znajdował się pewien człowiek nazwiskiem Torkwat, który udając tylko nawróconego, wiódł życie bardzo gorszące, oddając się zbytkom i rozpuście, jak istny poganin. Przytém lekceważył sobie przykazania kościelne, nie zachowywał postów, i rzadko kiedy bywał na świętych obrzędach. Tyburcy którego bolało i zgorszenie jakie człowiek ten dawał uchodząc za chrześcijanina, i niebezpieczeństwo jego duszy, z wielką miłością kilkakrotnie go upominał. Niegodziwiec ten nawykły do obłudy, udał że braterskie to upomnienie przyjmuje z wdzięcznością, lecz rozżalony za to na Tyburcego, oskarżył go przed Wielkorządcą Fabianem, że jest chrześcijaninem. Żeby zaś zataić swój nikczemny postępek, uprosił Fabiana, aby i jego samego wraz z Tyburcym kazał na czas pewien uwięzić jako chrześcijanina.

Gdy ich stawiono przed Wielkorządcą, ten najprzód spytał Torkwata o jego nazwisko, i jakiego jest wyznania. Torkwat odpowiedział iż jest chrześcijaninem, i że nim został aby naśladować Tyburcego, któremu we wszystkiém pragnie być podobnym. Wtedy Fabian rzekł do Tyburcego: „Cóż na to mówisz?” Tyburcy odrzekł: „Wprawdzie, od niejakiego czasu Torkwat mieni się chrześcijaninem, lecz sposób jego życia nie dowodzi tego wcale. Pan nasz Jezus Chrystus brzydzi się ludźmi tak rozwiązłe życie wiodącymi jak Torkwat”; a zwracając się do niego samego, i wiedząc dobrze iż on to go zdradził, przydał: „Nigdyśmy cię nie poczytywali za prawdziwego wyznawcę Chrystusa. Co do mnie zaś, odpuszczam ci z całego serca, bo wiedz o tém że chcąc mi zaszkodzić, stajesz się moim dobroczyńcą: niczego bowiem więcéj nie pragnąłem oddawna, jak żeby Bóg dobry, dał mi przelać krew moję za wiarę.” Słysząc to Fabian, zawołał na Świętego groźnie: „Nie miejsce tu na twoje rozprawy z Torkwatem, lecz idzie o to abyś niezwłocznie oddał cześć bogom naszym, i przez to dowiódł że jeśliś dotąd był chrześcijaninem już nim być dłużéj nie chcesz.” – „Ja cześć oddaję, odpowiedział na to Tyburcy, tylko jedynemu prawdziwemu Bogu chrześcijańskiemu, Stwórcy nieba i ziemi.”

Wielkorządca rozgniewany tak stanowczą odpowiedzią Świętego, kazał rozsypać na podłodze marmurowéj rozżarzone węgle, i rzekł Tyburcemu: „Albo oddasz cześć bogom, albo każę cię prowadzić po tych rozżarzonych węglach.” – „Gotów jestem, odparł Święty, na wszelkie męki, gdyż i najokrutniejsze nie przestraszają chrześcijan, gdy idzie o wyznanie Chrystusa.” I to mówiąc, nie czekając aż go kaci rozzują i wprowadzą na węgle, sam zdjął obuwie co prędzéj, przeżegnał się, chodził po węglach jak po kwiatach, i nie czując najmniejszego bolu rzekł do tyrana: „Uznaj po tém co widzisz o! Fabianie, moc wiary w Chrystusa, a z tego cudu przekonaj się, że ten tylko Bóg jest prawdziwym, którego ja czczę, i że nie masz zbawienia jak tylko w téj religii którą ja wyznaję.” Fabian głuchym się okazał na wszystko i zatwierdziałym w swoich błędach, a obawiając się aby to na innych poganach nie wywarło wrażenia, wskazał Tyburcego na śmierć, którą mu zadano przez ścięcie za miastem przy drodze Lawickiéj. Poniósł męczeństwo dnia 11 Sierpnia roku Pańskiego 286.

· · ·

Święta Zuzanna, któréj dziś także pamiątkę śmierci męczeńskiéj obchodzi Kościoł, była córką świętego Gubina, rodzonego brata świętego Kaja Papieża, którzy byli krewnymi cesarza Dyoklecyana. Ojciec jéj, owdowiawszy został księdzem, wychował ją bardzo pobożnie, i skoro doszła do lat dorosłéj dziewicy, całkiem poświęciła się Bogu, Pana Jezusa obierając sobie za dozgonnego Oblubieńca. Gdy umarła żona Maksymina, którego Dyoklecyan za syna przysposobił, ten ostatni aby go sobie lepiéj zjednać, zamyślił ożenić go z Zuzanną swoją krewną, dziewicą bardzo powabnéj urody. Wiedział on że i jéj ojciec i ona byli chrześcijanami, lecz wtedy jeszcze niebardzo prześladował wiernych, a szczególnie oszczędzał osoby do jego rodziny należące. Wysłał więc do Gubina jednego ze swoich pierwszych dworzan, a także krewnego nazwiskiem Klaudyusz, z prośbą o rękę jego córki dla cesarzewicza Maksymina.

Gubin który wcale nie życzył sobie tego związku jakkolwiek świetnego, lecz z człowiekiem który już znany był ze swojéj nienawiści do chrześcijan, uprosił Klaudyusza aby mu zostawił trzy dni czasu do wyrozumienia w téj mierze woli swojéj córki. Klaudyusz zgodził się na to, i po upływie tego czasu przyszedłszy powtórnie, zastał już nietylko Gubina, lecz przy nim i samego Papieża Kajusa, którzy kazali zawezwać Zuzannę. Gdy nadeszła, Klaudyusz chciał ją przywitać i pocałować jako blizki krewny, lecz święta dziewica cofnęła się mówiąc: „Pogańskie usta nie dotkną mojéj twarzy” – „A cóż mam uczynić abym je oczyścił? zapytał Klaudyusz.” – „Ochrzcić się, odrzekła Święta.” Co słysząc Klaudyusz, którego już od niejakiego czasu łaska Boska oświecała i do serca jego kołatała, wdał się w długą rozprawę ze świętymi Kajem i Gubinem, po któréj prosił o Chrzest święty, i zostawszy chrześcijaninem już do cesarza nie wracał.

Po niejakim czasie, Dyoklecyan niewidząc Klaudyusza, posłał do niego brata jego rodzonego a swojego nadwornego podskarbiego. Ten przybywszy zastał go na modlitwie, klęczącego przed krzyżem. Przeraziło go to wielce, gdyż domyślał się że chrześcijaninem został, lecz że i sam już od niejakiego czasu tknięty był łaską Bożą, więc poszedł z Klaudyuszem do świętego Gubina, którego zastał także z córką klęczących i modlących się przed Panem Jezusem. Nadszedł przytém niezwłocznie i święty Kaj Papież, któremu dał Pan Bóg podobnie jak Klaudyusza i brata jego Maksyma nawrócić. Przez czas pewien taił on przed cesarzem swoje nawrócenie, lecz przewidując iż się z tém długo nie ukryje, sprzedał wielkie jakie posiadał, majętności, rozdał wszystko ubogim, a sam osiadł przy Papieżu.

Tymczasem dowiedziawszy się o wszystkiém Dyoklecyan wpadł w złość niezmierną, i już nie mając żadnego względu że to byli jego krewni, Klaudyusza i Maksyma skazał na śmierć, którą oni mężnie za Chrystusa ponieśli, a Zuzannę kazał wtrącić do więziénia. Używano wszelkich środków aby zachwiać jéj stałość. Przedstawiano jéj świetny związek w którym ją korona cesarska czekała, a gdyby go odrzuciła, straszono najokrutniejszemi mękami, lecz wszystko było napróżno.

Wtedy Dyoklecyan posunął do tego stopnia barbarzyństwo, że nasłał na nią rozpustników mających ją znieważyć. Święta dziewica, zagrożona niebezpieczeństwem straszniejszém dla niéj od mąk wszelkich i śmierci saméj, pomodliła się, a Anioł z Nieba zstąpił, i wszeteczników odpędził.

Cesarz sprobował innego znowu sposobu: kazał wyprowadzić Zuzannę z więzienia, i umieścił na dworze żony swojéj Serenny, polecając jéj aby ją skłoniła do zaślubienia Maksymina. Lecz cesarzowa była skrycie chrześcijanką. Rada iż miała przy boku swoim tak świętą dziewicę, co noc trwała z nią na modlitwie, i różne pobożne odprawiały wspólnie ćwiczenia. Po niejakim czasie, gdy Dyoklecyan spytał Serennę czy Zuzanna skłania się nakoniec do wyjścia za Maksymina, dowiedział się od żony iż nigdy ona tego nie uczyni, gdyż Panu Bogu panieństwo swoje ślubowała.

Dyoklecyan do najwyższego stopnia rozwścieklony, postanowił najokrutniéj obejść się z Zuzanną. Nie chcąc jéj jednak stawiać przed trybunały publiczne, przez wzgląd iż była jego krewną, kazał ją zaprowadzić do domu jéj ojca, i tam wysłał Macedoniusza, znanego ze swojego okrucieństwa w obchodzeniu się z chrześcijanami, aby ją zmusił do oddania czci bogom, a jeśli tego nie uczyni, aby ją śmiercią ukarał. Macedoniusz kazał z sobą przynieść posąg Jowisza ze złota ulany, i zawezwawszy Zuzannę, domagał się w imieniu cesarza aby mu cześć oddała. Święta wzniosłszy oczy do nieba rzekła: „Panie! spraw niech oczy służebnicy Twojéj, nie patrzą w domu jéj ojca na tego bałwana, który jest szatańskiém narzędziem.” I to mówiąc dmuchnęła na posąg, który w tejże chwili jakby lekkie piórko wyleciał za okno. Macedoniusz, cudem tak wielkim nienawrócony wcale, wpadł tylko w złość straszną, i sam rzuciwszy się na świętą dziewicę, potargał na niéj suknię, i zawoławszy katów kazał ją bić okrutnie, wołając: „Ofiaruj bogom cesarskim.” Lecz Święta modliła się wciąż głośno, dziękując Bogu że jéj daje cierpieć za Chrystusa, a tyran widząc iż stałości jéj nie przemoże, kazał ją ściąć, i ciało jéj porzucił w domu jéj ojca. Święty Kaj Papież, zamienił dom w którym umęczoną została na kościoł który dotąd w Rzymie istnieje. Święta Zuzanna poniosła śmierć męczeńską roku Pańskiego 295.

Pożytek duchowny

Widzisz ileto nawróceń sprawiła stałość w wierze świętéj Zuzanny, za którą nietylko ona sama miała szczęście koronę męczeńską otrzymać, lecz i tylu innym, swoją wiernością Chrystusowi zjednała takową. Bierz i z tego naukę, że aby drugich nawracać, najskuteczniejszym do tego środkiem jest dobry przykład.

Modlitwa (Kościelna)

Świętych męczenników Twoich Tyburcego i Zuzanny, niech nas Panie wspiera ciągłe pośrednictwo, gdyż nie odwracasz oczów Twojego miłosierdzia od tych, którym udzielasz takiego poparcia. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 672–674.

Tags: św Tyburcy św Zuzanna „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik czystosć nawrócenie przykład
2020-08-10

Św. Wawrzyńca, Dyakona i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 258.

(Męczeństwo jego jest opisane przez świętych Augustyna i Ambrożego.)

Święty Wawrzyniec, wielkiej sławy jako Męczennik w Kościele Bożym zażywający, był rodem z Hiszpanii. Ojciec jego miał imię Orencyusz, a matka Paciencia, i obojgu im rodzinne ich miasto Hueska, oddaje cześć jako Świętym. Nieznane są szczegóły młodości świętego Wawrzyńca, ani powody dla których przybył do Rzymu. To tylko wiadomo, że wyniesiony tam został przez Papieża Sykstusa II do godności Archydyakona kościoła Rzymskiego, i że miał sobie powierzone wszystkie skarby kościelne, tak dla wspomogania ubogich, jak i utrzymywania przybytków Pańskich przeznaczone.

Gdy za cesarza Waleryana, rozsrożyło się prześladowanie chrześcijan, schwytany został i święty Sykstus Papież. Dowiedziawszy się o tém Wawrzyniec, a widząc że go prowadzą do więzienia i na męki, pośpieszył za nim i rzekł: „Gdzie idziecie Ojcze bez waszego Syna? Jakże się obejdziecie kapłan, bez waszego Dyakona? Wszak nie zwykłeś sprawiać świętych obrzędów beze mnie, a czémże teraz mogłem ściągnąć na siebie twoję niełaskę? Syna któregoś sam wychował, nie pozbawiaj palmy, którą on odniosłszy, przyozdobi twoję własną koronę: bo jego zwycięstwo będzie twoim tryumfem.” Na co święty Sykstus w te słowa mu odpowiedział, chcąc go pocieszyć: „Nie myślę ja wcale synu mój, odtrącać cię od siebie, lecz wiara w Jezusa Chrystusa powołuje cię do większych walk jak moje. Dla mnie zgrzybiałego wiekiem, lżejszą gotują próbę, lecz tobie, któryś w kwiecie wieku, tyrani dadzą pole do chwalebniejszego zwycięstwa. Dla czego chcesz wspólnie ze mną je odnosić, kiedy ciebie oczekuje osobna i całkowita korona. Czy ci chodzi o moję obecność przy tobie? wszak Eliasz uniesiony de Nieba, pozostawił Elizeusza na ziemi, a ten uczeń jego nie upadł jednakże na duchu. Pamiętaj tylko, abyś skarby Kościoła roztropnie rozszafował.” Po tych słowach święty Papież dał Wawrzyńcowi pocałunek pokoju, i poszedł na męki.

Święty Dyakon spełnił rozkaz Papiezki: udał się do najskrytszych mieszkań ubogich chrześcijan w Rzymie, aby ich ze skarbów kościelnych wesprzeć według potrzeby. Spędziwszy całą noc na tych uczynkach miłosiernych, nazajutrz ujrzał znowu świętego Sykstusa wiedzionego już na stracenie, i zbliżywszy się do niego zawołał: „Nie opuszczaj mnie Ojcze święty; spełniłem coś rozkazał, rozdałem ubogim skarby któreś mi powierzył.” Żołnierze zaś prowadzący świętego Sykstusa, słysząc ten wyraz skarby o które cesarzowi głównie chodziło, schwytali Wawrzyńca. Najprzód wtrącono go do więzienia, gdzie wielka liczba ślepych zbiegła się do niego, aby za jego modlitwą wzrok odzyskać. Uczynił to Wawrzyniec i nawrócił Hipolita rycerza rzymskiego, któremu straż nad nim była zwierzona.

Wkrótce potém, Waleryan kazał stawić przed sobą Wawrzyńca. Hipolit będąc już chrześcijaninem pragnął go uratować, powiedział mu więc o tém, radząc aby probował ucieczki, lecz Święty odrzekł: „Idźmy Hipolicie przed cesarza, i dla mnie i dla ciebie przygotowana tam korona chwały.” Waleryan, gdy stanął przed nim Wawrzyniec, dopominał się o skarby kościelne, a gdy Święty prosił go aby mu dał trzy dni czasu do ich zebrania, tyran się na to zgodził, a Wawrzyniec zwoławszy ile tylko mógł ślepych, chromych i żebraków, którym tylko co był rozdał pieniądze kościelne, udał się z nimi do pałacu cesarskiego i rzekł do Waleryana: „Dostojny Cesarzu! oto są skarby Kościoła, o które się upominasz, skarby wiekuiste, ciągle się zwiększające a których każdy może dostąpić.” Rozgniewany cesarz tym postępkiem Wawrzyńca, skazał go na biczowanie knutami z drutu plecionemi. Żeby zaś go bardziéj przerazić, kazał pokazać mu wszystkie narzędzia katowskie któremi męczono chrześcijan, grożąc że jeśli zaraz nie odda czci bożkom, wydany zostanie na męki. Wawrzyniec rzekł mu na to: „Męki ustraszyć mnie nie mogą, gdyż oddawna pragnę być nasycon niemi.”

Cesarz kazał wtedy okuć go w kajdany i odprowadzić na nowe posłuchanie u Wielkorządcy, a gdy i ten nic nie mógł na Świętym wymódz, stawił go znowu przed sobą, rozkazując aby bożkom złożył ofiarę, a nie ufał skarbom jakie posiadał. „Ufam tylko skarbom niebieskim, odrzekł Wawrzyniec, to jest miłosierdziu Boskiemu, które wesprze moję duszę, gdy ciało moje dręczyć będziesz.” Waleryan kazał go knutować, a Święty wołał: „Widzisz tyranie, że skarby w które ufam, nie zawiodły mnie wcale, bo nie czuję mąk które mi zadają.” Słysząc to cesarz, kazał go rozwiesić w powietrzu, i do boków przykładać szyny rozpalone, a Święty głośno się modlił mówiąc: „Najdroższy Jezu Synu Boga żywego! zlituj się nad sługą Twoim, który męczony nie zapiera się imienia Twojego,” a zwracając się do Waleryana rzekł: „Za łaską Boską nie lękam się mąk twoich, które długo trwać nie mogą. Śmiało więc zadawaj mi katusze jakie zechcesz.”

Waleryan odchodząc od siebie ze złości, kazał go tak okrutnie smagać knutami z ołowiem na końcu, że Święty sądząc że już nie wytrzyma, polecał duszę swoję Bogu, lecz usłyszał głos z Nieba, zapowiadający mu że nie na tém jeszcze koniec jego próby, co i sam cesarz usłyszawszy, przypisywał to czarom i szatanom. Kazał wtedy wyciągnąć Wawrzyńca na rusztowaniu, i rozdzierać mu ciało żelaznemi hakami, lecz i w téj męce sługa Boży głośno się modlił mówiąc: „Bądź pochwalony Panie Boże mój, który tak wielką łaskę wyrządzasz mnie niegodnemu. Udziel mi i téj, aby wszyscy tu obecni przekonali się, że Ty sług twoich w ich utrapieniu nie opuszczasz.” I w téjże chwili stanął przed nim Anioł, który ocierał pot z jego czoła i krew z ran wychodzącą.

Waleryan kazał wstrzymać te męki, i pytał Wawrzyńca zkąd jest rodem, na co odrzekł Święty: „Jestem Hiszpan z rodu, a od młodości wychowany w Rzymie w wierze chrześcijańskiéj i w zakonie Bożym.” – „Jak możesz nazywać zakonem Bożym, zawołał Waleryan, zakon który ci nakazuje sprzeciwiać się naszym bogom?” – „Tak jest, odrzekł Wawrzyniec, z miłosierdzia Boskiego za nie mam twoje bożyszcza, i przez to właśnie spełniam zakon Boga prawdziwego.” Na to cesarz zagroził mu iż na całą noc wyda go na tortury, jeśli niezwłocznie bożkom nie złoży ofiary. – „Nie uczynię tego, odpowiedział błogosławiony Męczennik, a noc spędzona na torturach, zamieni się dla mnie na dzień najjaśniejszy i końca niemający.”

Kazał go więc po téj rozmowie Waleryan tłuc kamieniami w głowę, a gdy i tę mękę bez wzruszenia przeniósł Wawrzyniec, polecił tyran przyrządzić w tejże chwili rodzaj łóżka w kształcie żelaznego rusztu, i rozciągnąć na niém Świętego, a potém rozniecić pod nim wolny ogień, aby paląc go powoli, zadawać mu dłuższe męczarnie, i straszniejszą śmiercią go zamordować. Gdy na takich barbarzyńskich leżał Wawrzyniec torturach, cesarz mu urągał bez litości, lżył w ostatnie słowa, i z coraz większą wściekłością domagał się aby cześć bożkom oddawał, a tymczasem kaci podżegali coraz bardziéj ogień i wielkiemi widłami żelaznemi na tym ruszcie rozpalonym przewracali jego ciało, aby się lepiéj smażyło. Lecz Wawrzyniec niewzruszony, i jakby żadnego nie doznawał cierpienia, mówił do cesarza: „Wiedz tyranie, że ognie twoje są dla mnie ochłodą, a co mają w sobie siły palenia, tę zachowują dla ciebie, aby cię wiecznie po śmierci smażyć.” A gdy Waleryan zbliżył się do niego przypatrując się czy jeszcze żyje, Święty z rozpromienioną twarzą i z uśmiechem na ustach, rzekł do niego: „Widzisz iż ciało moje już dosyć z jednéj strony jest upieczone, obróć więc je na drugą i spiekłszy nasyć się niém do woli.” A tak, słusznie powiada święty Leon Papież, że wielki ten Męczennik lubo doznawał bolu z okrutnéj katuszy jaką mu zadawano, jednak nie czuł go wcale, gdyż ogień miłości Boskiéj który go palił wewnątrz, był bez porównania silniejszy od ognia, który go smażył na ruszcie.

Nakoniec gdy nadeszła chwila jego ostatecznego zwycięstwa, złożył dzięki Bogu który mu otwierał bramy niebieskie, i oddając ducha w ręce Jego, poszedł po koronę wiekuistą, zgotowaną mu za męstwo i wytrwałość.

Święty Augustyn i święty Leon Papież powiadają, że jak Jerozolima szczyci się świętym Szczepanem, tak Rzym męczeństwem świętego Wawrzyńca. A poeta Prudencyusz w pięknych wierszach opisując jego tryumfy, powiada że męczeństwo świętego Wawrzyńca zadało ostatni cios bałwochwalstwu, gdyż od téj pory pogaństwo zaczęło upadać, a Kościoł Boży swobodniéj się krzewił.

Na cześć tego wielkiego Męczennika, w całym świecie katolickim wiele wzniesionych jest kościołów: jeden z takich najwspanialszy, wybudowany w Rzymie przez cesarza Konstantyna, należy do liczby pięciu Patryarchalnych Bazylik w tém mieście.

Pożytek duchowny

Święty Wawrzyniec, którego żywot czytałeś, gotując się na straszne męki jakie go czekały, noc całą spędził na wspieraniu ubogich. Wystawiony téż na najstraszniejsze próby, wyszedł z nich za łaską Pańską zwycięzko. Niech cię to uczy, że najlepszym sposobem przygotowania się do znoszenia wszelkich ciężkich prób jakie nas spotkać mogą, jest spełnianie uczynków miłosierdzia, w intencyi uproszenia sobie łask do tego potrzebnych.

Modlitwa (Kościelna)

Daj nam, prosimy Wszechmogący Boże, płomienie złych namiętności w sobie wyniszczyć; któryś błogosławionemu Wawrzyńcowi udzielił łaskę przezwyciężenia ognia, którym go męczono. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 669–671.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 635–636

Krata, na której świętego Wawrzyńca pieczono, może być uważana za obraz dwojakiego ognia, jaki pali i trawi człowieka w życiu doczesnym.

  1. Jednym z tych ogniów jest święty żar miłości Boga, gorliwości o chwałę Bożą i tęsknoty do szczęścia wiekuistego w Niebie. Ogień ten przyniósł na świat sam Chrystus i roznieca go chrztem św. w sercach tych, którzy ten sakrament godnie przyjęli. Ogień ten oświeca człowieka i wiedzie go do poznania trójistnego Boga, tj. Ojca, od którego wszystko dobre pochodzi, Syna, który z miłosierdzia nad nami grzesznymi poniósł śmierć na krzyżu i udziela się nam jako pokarm w sakramencie Ciała Pańskiego, i Ducha świętego, który w nas przemieszkuje, wiedzie do prawdy i pociesza. Ogień ten zagrzewa nas do pełnienia woli Bożej i gorącego zajmowania się bliźnimi, oczyszcza i oswobadza nas od zbytecznego umiłowania dóbr tego świata i podnieca tęsknotę do Nieba. Taki to ogień ożywiał świętego Wawrzyńca i wywoływał w nim radość z powodu bliskiego połączenia się z Chrystusem, która przewyższała boleści, jakie musiał znosić.
  2. Jest jeszcze inny ogień, tj. ogień namiętności, żądzy czynienia złego bliźnim i grzeszenia przeciw Bogu. Ogień ten przyniósł na ten świat szatan i rozżarzył go w sercach tych, którzy się opierają łasce Bożej i łamią obietnice na chrzcie uczynione. Taki ogień roznieca w myśli grzesznika złudzenie, że bogactwa doczesne, zaszczyty, sława, pożądliwości doczesne, wygody i rozkosze życia są o wiele więcej warte i daleko pożądańsze od miłości Boga, moralnej doskonałości i wiekuistych radości niebieskich. I ten ogień zagrzewa, ale zagrzewa tylko do zadośćuczynienia żądzom nienasyconym, zachęca do chytrości i podstępu, do gwałtów i krzywd, do zazdrości i nienawiści, do zemsty i rabunku, przytępia i zagłusza w duszy pociąg do dobrego, i zamienia serce w pogorzelisko, na którym nic nie widać, jak tylko węgle i popioły. Jeśli takiego ognia nie przygasisz strumieniem łez, żalu i skruchy, ufnością w łaskę i miłosierdzie Boże, wtedy przyjdzie chwila, w której ci stanie przed oczyma obraz wiecznego ognia, gdzie słychać tylko płacz i zgrzytanie zębów.
Tags: św Wawrzyniec „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik diakon miłość bliźniego św Hipolit
2020-08-09

Św. Romana, Żołnierza i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 258

(Szczegóły jego męczeństwa wyjęte są z Akt męczenników Kościoła Rzymskiego.)

Święty Roman był żołnierzem w przybocznéj gwardyi cesarza Waleryana, i z tego powodu bywał obecny, kiedy tyran ten przesłuchiwał wiernych oskarżonych o wyznawanie wiary chrześcijańskiéj, a następnie patrzał na zadawane im męki i na ich śmierć męczeńską.

Kiedy wielki męczennik święty Wawrzyniec, schwytany został z rozkazu cesarza, poruczono go straży Hipolita także służącego w gwardyi cesarskiéj i Romana. Ten więc ostatni, z urzędu swojego jako główny strażnik świętego Wawrzyńca, nieodstępujac go ani na chwilę, był ciągłym świadkiem wszystkiego co zaszło przy jego męczeństwie. Święty ten badany przez Wielkorządcę Rzymu Korneliusza, tak co do wiary jaką wyznawał, jak i co do skarbów kościélnych, które mu były powierzone, z taką wymową, stałością i męstwem odpowiadał na wszystko, że w samych poganach wzbudzał uwielbienie. Roman który był ciągle obok niego, a który bardzo bystrym rozumem obdarzony, lepiej od wielu innych pojmował prawdy głoszone przez tego wyznawcę Chrystusa, pilną na wszystko zwracał uwagę i zastanawiał się coraz głębiéj nad odpowiedziami jakie święty Wawrzyniec dawał tyranowi. łaska Boska, która z żołdaka pogańskiego miała go przemienić na mężnego żołnierza Chrystusowego, coraz silniéj kołatała do jego serca, oświecając jego umysł, i przyprowadzała go do wniosku, że mądrość jaśniejąca w każdém słowie świętego Męczennika i bohaterskie męstwo z jakiém znosił najstraszniejsze męki, nie byłyto jedynie skutki siły ludzkiéj: czuł on że tylko moc nadprzyrodzona, Boska, przewyższająca moc ludzką, mogła go przywodzić do téj wytrwałości i odwagi, z jaką przemawiając i cierpiąc wprawiał w zdumienie najupartszych w swoich błędach pogan.

Podczas gdy Roman w takich zatapiał się myślach, i tak trafne czynił wnioski, Pan Bóg raczył mu okazać widocznie przez cud wielki, jak szczególną opieką Swoją otacza cierpiących za chwałę Jego Imienia, i z jaką dobrocią, osładza najokrutniejsze męki jakie człowiek z tego powodu ponieść może.

Przed chwilą słyszano co mówił święty Wawrzyniec na rusztowaniu, które było rodzajem tortur, na których rozciągnięty sznurami wisiał w powietrzu. Zostającego w tém położeniu tego świętego Męczennika, sieczono knutami z drutów uplecionemi tak okrutnie, że już i poganie zgromadzeni aby się nasycić widokiem mąk zadawanych chrześcijanom, oburzali się na to, gdy tymczasem Święty ani jęknął, i nie dawał najmniejszego znaku niecierpliwości. Przerażało Romana tak wielkie barbarzyństwo sędziów i katów, lecz go jeszcze więcéj poruszała stałość i nieugiętość męczonego. Nie mógł pojąć, jakim sposobem człowiek złożony z ciała i kości jak każdy inny, mógł znieść tak niesłychane katusze, bez wydawania z ust skargi, a nawet z weselem, i coraz więcéj dziwił się temu, gdy oto ujrzał Anioła w postaci młodzieńca nadzwyczajnéj piękności, który mając w ręku chustę, ocierał pot spływający z twarzy świętego Męczennika, i krew wychodzącą z ran jego. Na widok tak cudowny, Roman osłupiał, oczom własnym nie wierzył, i pytał otaczających go czy widzą jak nieznajomy młodzieniec namaszcza rany Wawrzyńca i ociera pot jego. Przekonawszy się po odpowiedzi jaką odebrał, że on sam miał to widzenie, zdziwił się jeszcze bardziéj i jeszcze baczniéj się nad tém zastanawiał. Gdy zaś działanie łaski, stawało się coraz silniejszém i skuteczniejszém, Roman nie wahał się dłużéj nad tém co mu wypadało uczynić, i postanowił zostać chrześcijaninem. Zbliżył się więc do świętego Męczennika, powiedział mu co widzi i co zamierza uczynić, i ze łzami w oczach błagał, aby mu w tém jak może dopomógł. Święty Wawrzyniec z niewymowną pociechą usłyszawszy o téj niespodzianéj dla Chrystusa zdobyczy, i widząc jak przedziwném było działanie łaski na duszę Romana, powinszował mu tego szczęścia, zachęcił do wytrwałości, utwierdził w wierze w kilku słowach naprędce wyrzeczonych, i z całego serca prosił Pana Boga, aby na nim dokonał ostatecznie sprawę Swojego miłosierdzia.

Lecz cała trudność zachodziła w ochrzczeniu tego nowo-nawróconego. Wody pod ręką nie mieli, a chociażby i była jakże spełnić obrzęd Sakramentu Chrztu świętego, wobec tylu pogan zawziętych na chrześcijan, a prócz tego święty Męczennik leżał na rusztowaniu, z rękoma i nogami silnie zawiązanemi, i nie było podobieństwa aby go ztamtąd odwiązano wprzód zanim skona w tych mękach. Święty téż Wawrzyniec nieczuły na katusze jakie mu zadawano, troszczył się tylko o to jak Roman Chrzest otrzyma. Ten podobnież pragnął tego całém sercem, i drżał aby Wawrzyniec nie skonał na torturach, bo sam nie wiedział do kogoby mógł się udać, nieznając wcale chrześcijan jako poganin, i to jeszcze z przybocznéj gwardyi cesarskiéj. Lecz Pan Bóg wysłuchał modlitwę Swego mężnego wyznawcy którą zanosił za tę duszę szczerze się nawracającą, i przyszedł im w pomoc.

Zawiadomiony cesarz o zadziwiającéj wytrwałości Wawrzyńca, i że nietylko z niezachwianą stałością, lecz nawet wesoło znosił męki, przysłał rozkaz, aby go już więcéj nie katowano i odprowadzono do więzienia, a nazajutrz zamierzał jeszcze okrutniéj z nim się obejść. Uradowało to niezmiernie Romana: okazał się on najskwapliwszym w spełnieniu rozkazu cesarskiego, i niby jako najwierniejszy jego sługa, podjął się sam osobiście odprowadzić Męczennika do więzienia. Zaledwie tam weszli, spragniony co prędzéj być ochrzczonym, i chwili nie tracąc porwał naczynie z wodą, i zamykając się sam na sam ze świętym Wawrzyńcem w więzieniu, upadł mu do nóg i błagał aby go bez odwłoki ochrzcił. Święty spytał go czy wié że go potém, jako chrześcijanina, co chwila spotkać może niebezpieczeństwo życia, i czy zdobędzie się na męstwo wyznawania Chrystusa, chociażby mu męki zadawano aby się go wyparł. Roman tak stanowczą dał mu odpowiedź, iż Święty wątpić nie mógł że mu Pan Bóg téj łaski nie odmówi, i że nawrócenie jego już jest téjże łaski dziełem. Wyuczywszy go więc naprędce głównych artykułów wiary, ochrzcił go, a przycisnąwszy do serca, błagał aby się na męczeństwo gotował i takowe mu zapowiadał.

Przepowiednia wkrótce się spełniła. Nowonawrócony nie umiał i nie chciał utaić szczęścia jakiego doznawał, zostawszy chrześcijaninem. Prędko domyślono się tego, albowiem całe jego od téj chwili zachowanie się, objawiało jakiego jest wyznania. Doniesiono téż o tém i cesarzowi, który uniósł się najwyższym gniewem, widząc że najokrutniejsze męki zadawane chrześcijanom, nietylko ich nie przywodzą do odstępstwa od wiary, lecz jeszcze i pogan nawracają, a nawet tych którzy otaczają jego osobę. Kazał więc niezwłocznie stawić Romana przed sobą, z zamiarem wywarcia na nim całego swojego okrucieństwa, jeśli publicznie ofiary bożyszczom nie złoży. Święty zaledwie wszedł do sali w któréj zasiadał na trybunale Waleryan, nie czekając aż go pytać zaczną zawołał głośno: „Jestem chrześcijaninem, jestem chrześcijaninem i to sobie za największe szczęście poczytuję.”

Wyznanie tak śmiałe odjęło tyranowi ochotę probowania jego stałości, gdyż pamiętał jak mu się to ze świętym Wawrzyńcem nie powiodło. Wydał przeto wyrok aby Romana zbito pałkami: a potém niezwłocznie głowę mu ścięto. Kaci zaraz go porwali. Zdegradowano go najprzód jako żołnierza gwardyi cesarskiéj, a następnie przystąpiono do okrutnych razów. Mordowano go z barbarzyństwem największém i długo, a Święty ciągle na głos powtarzał: „Jestem chrześcijaninem, jestem chrześcijaninem, i za największą łaskę Bożą poczytuję to że mi dano jest wylać krew moję za Zbawiciela, który za moje zbawienie wydał życie Swoje.” Skatowali go tak strasznie że ciało od kości odleciało, a następnie głowę mu ścięto. Odniósł koronę męczeńską 9 Sierpnia, roku Pańskiego 258. Zwłoki jego pewien świątobliwy kapłan nazwiskiem Justyn uniósł skrycie w nocy, i ze czcią pochował w piwnicy na polu Werańskiém za Rzymem.

Pożytek duchowny

Męstwo i stałość z jaką święci Męczennicy znosili najokrutniejsze katusze za wiarę, zwykle wielu pogan nawracały i przywodziły do ich naśladowania i zdobywania podobnychże koron w Niebie. Tak bowiem zwykle, przykład jest najskuteczniejszą nauką. Jeśli twoje zbawienne upomnienia nie skutkują, uważaj czy nie dla tego, że ich własnym przykładem nie popierasz.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy Wszechmogący Boże, abyśmy za wstawieniem się błogosławionego Romana Męczennika Twojego, i od wszelkiéj doczesnéj uchowani byli szkody, i na duszy uwolnieni od wszelkich złych myśli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 663–665.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 631

Jeśli żywa wiara i stałość pierwszych chrześcijan tak silne robiła wrażenie na wielu poganach, że wyrzekali się pogaństwa, to jakże smutny widok przedstawia obojętność w wierze tylu katolików dzisiejszych! Wielu innowierców uznaje bezpodstawność i chwiejność swych przekonań i poglądów religijnych; doznają oni udręk wątpliwości, nie wiedzą co począć i stęsknionym wzrokiem spoglądają na Kościół katolicki, spodziewając się po nim ocalenia i ratunku. Daremne jednak ich oczekiwania, płonne ich nadzieje. Widzą bowiem tylu katolików, którzy nie chcą poznać, jakie łaski Bóg na nich zlać raczył, czyniąc ich członkami swego Kościoła; gorszą się ich obojętnością, pojąć nie mogą, dlaczego niektórzy katolicy drwią sobie i urągają z wiary, w której się urodzili, dlaczego oczerniają papieża i biskupów, szydzą z sakramentów i wyśmiewają się z obrzędów religijnych. Pytają ze zdumieniem, dlaczego tylu członków Kościoła nie żyje według prze pisów wiary i przestępuje przykazania Boskie i kościelne? Nie dziw przeto, że wtedy ogarnia ich wątpliwość, czy Kościół katolicki jest rzeczywiście prawdziwym Kościołem, a zachwiawszy się w swym przedsięwzięciu, cofają się i dalej trwają w błędzie.

Tags: św Roman „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Mojżesz męczennik żołnierz św Wawrzyniec przykład
2020-08-08

Św. Cyraka, Larga i Smaragda, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 303.

(Żywot ich wyjęty jest z Akt męczeńskich Kościoła Rzymskiego.)

Święty Cyryak, Larg i Smaragd żyli w Rzymie w drugiéj połowie trzeciego wieku. Podówczas cesarz Dyoklecyan, przybrał był sobie do rządów Maksymina Harkula, który chcąc się przypodobać swojemu dobroczyńcy, zajął się wybudowaniem mu owego sławnego pałacu, który nazwano Łaźniami Dyoklecyana. Przytém żeby jeszcze większe zaskarbić sobie u niego łaski, użył do téj roboty chrześcijan dręcząc ich trudem i głodem, aby tym sposobem jak największą z nich liczbę wymordować. Pewien wielki pan rzymski nazwiskiem Trason, bardzo majętny i potajemny wyznawca Chrystusów, chcąc tym nieszczęśliwym przychodzić w pomoc, użył do tego Cyryaka, Larga i Smaragda gorliwych chrześcijan, których dotąd prześladowanie oszczędziło. Złożył w ich ręce wielkie jałmużny, przeznaczając je dla wiernych przy pałacu Dyoklecyana pracujących. Święci wspierali ich hojnie, i będąc ciągle przy nich zachęcali do wytrwałości, przez co stali się dla wszystkich, największą pociechą, Papież święty Marcelin dowiedziawszy się o takiém poświęceniu kazał ich przyzwać do siebie, pobłogosławił, i Cyryaka na Dyakona wyświęcił. Wyniesiony do téj godności kościelnéj, z tém większą gorliwością służył on wiernym, a Larg i Smaragd nięustępując mu w niczém, i ze swojéj strony nie ustawali w pełnieniu tychże uczynków miłosiernych.

W krótkim téż czasie, spostrzegli poganie że oni wielkiemi jałmużnami wspierają świętych wyznawców, których tyran właśnie chciał głodem zamorzyć, więc i ich również skazano do tych samych robót. Zapędzeni wraz z innymi do pracy, tak jak wprzód tak i teraz wpływali na nich duchownie, co im jeszcze łatwiéj było gdy z nimi ciągle przebywali, a prócz tego, jeśli widzieli którego ze swoich braci albo słabszego, albo obarczonego wiekiem, lub zbyt ciężką pracą brali ją na siebie, i przez to ich wyręczali. Zdarzało się nawet, że prosili dozorców aby im wyznaczali najcięższe zajęcia, gdy spostrzegali że niemi obarczano kobiety lub dzieci.

Tak wielkie miłosierdzie, nie uszło uwagi samychże pogan. Przewodniczący przy budowie pałacu cesarskiego, wspomnieli o tém przed Maksyminem, jako o rzeczy która w nich samych wzbudzała uwielbienie. Lecz okrutny ten tyran nietylko nie ocenił czynów tak wielkiéj miłości bliźniego, ale się jeszcze bardziéj rozsrożył. Kazał więc Smaragda, Cyryaka i Larga zamknąć do więzienia, w zamiarze wydania ich na męki, a potém skazania na śmierć. Podczas gdy byli w więzieniu, zdarzyło się iż kilku ślepych przybyło do nich, prosząc o poratowanie, wiadomo bowiem było że już przedtém z czynienia cudów słynęli. Cyryak uściskał ich, przeżegnał im oczy, i wzrok w téjże chwili odzyskali. Rozgłos takich cudownych uzdrowień, sprowadził do więzienia naszych Świętych, wielu innych chorych; każdego z nich uzdrawiali pomodliwszy się nad nim, i to nietylko na ciele ale i na duszy, nawracając do Chrystusa.

Wieść o tém doszła była i do dworu Dyoklecyana, a to w chwili kiedy ukochana córka jego Artemia, opętana od złego ducha, miotała się, szarpała własne ciało i najstraszniejszych doznawała boleści, wołając że jeden tylko Dyakon kościoła chrześcijańskiego Cyryak, może ją od szatana wyzwolić. Cesarz zapominając o swojéj zawziętości ku chrześcijanom, pragnąc przedewszystkiém uzdrowienia córki, kazał wnet uwolnić Cyryaka i jego dwóch towarzyszy, i prosić aby ratowali jego dziecko. Święci przybyli na dwór cesarski, a Cyryak zdjęty wielką litością nad księżniczką, pomodlił się i zaklął szatana aby z niéj ustąpił: „Uczynię to, odrzekł szatan, gdyż nie mogę się oprzeć mocy Jezusa Chrystusa, ale odchodząc ztąd pójdę na dwór króla Perskiego.” – „Cokolwiek uczynisz, powiedział Cyryak, wszystko się to obróci na twoje pohańbienie, a na chwałę Pana naszego Jezusa Chrystusa, a teraz ustępuj.” I w téjże chwili córka cesarska uzdrowioną została, a padając do nóg Świętego, oświadczyła iż wierzy w Chrystusa i chce zostać chrześcijanką. Stało się to w nieobecności Dyoklecyana, przed którym ten szczegół zatajono, a on przejęty wdzięcznością dla Świętego kazał go uwolnić i darował mu piękny dom w Rzymie.

Tymczasem córka króla Perskiego na imię Jobia, w tymże dniu w którym uzdrowioną była córka Dyoklecyana, opętaną została, i także wołała że tylko Dyakon Cyryak będący w Rzymie, może ją wyratować. Król który namiętnie córkę swoję kochał, wysłał niezwłocznie posła do Dyoklecyana, z prośbą aby mu przysłał Cyryaka. Cesarz spełnił to żądanie, i pozwolił nawet Świętemu aby z nim dwaj jego święci towarzysze udali się do Persyi. Poseł królewski miał polecenie przywieźć go z wielką okazałością, lecz sługa Boży nie zezwolił na to: udał się pieszo z kijem w ręku, wedle swego zwyczaju ściśle codzień poszcząc, i przez drogę w psalmach i pieśniach pobożnych, chwaląc Boga z Largiem i Smaragdem.

Przybywszy na dwór króla Perskiego, zastali go oczekującego ich niecierpliwie. Rzucił się im do nóg błagając ze łzami, aby córkę jego ratowali. Święty Cyryak przyrzekł mu iż to uczyni, i córka jego wyzwoloną zostanie od złego ducha, byle uwierzył w Chrystusa. Król mu to obiecał. Święty pomodlił się, a skoro rozkazał szatanowi w Imię Jezusa Chrystusa aby ustąpił z ciała téj dziewicy, królewna wnet wyzdrowiała. Ojciec i córka przyjęli wiarę świętą, a wraz z nimi przeszło czterechset pogan zostało ochrzczonych. Pobyt tych Świętych w Persyi, nie ograniczył się nawet na tych pozyskanych Panu Bogu duszach: bawiąc tam około półtora miesiąca, codzień wielu pogan do wiary świętéj przywodzili. Potém wrócili do Rzymu, gdzie wkrótce Pan Bóg miał ich nagrodzić koroną męczeńską.

Wprawdzie Cesarz Dyoklecyan, przez wzgląd na dobrodziejstwo jakie im zawdzięczał, zostawiał ich w spokoju, z czego oni korzystając, według dawnego swojego zwyczaju, służyli wiernym, wspierali ich w potrzebach, krzepili na duchu, odwiedzali po więzieniach i ciała Męczenników, z wielką czcią skrycie chowali. Lecz gdy Dyoklecyan wydalił się z Rzymu dla zwiedzania niektórych części swojego cesarstwa, Maksymin którego nienawiść do chrześcijan z każdym dniem wzrastała, kazał ich uwięzić, i zlecił Wielkorządcy Rzymskiemu nazwiskiem Karpaza, aby użył wszelkich środków któremi mógłby ich skłonić do oddania czci bożkom pogańskim. Kazał przytém zapowiedzieć im, że jeśli ofiary bałwanom nie złożą, sami tymże bożkom zaofiarowani zostaną. Wielkorządca zawezwał ich przed siebie, i oświadczył im wolę Maksymina, a gdy wszyscy trzéj Święci stanowczo odpowiedzieli, iż gotowi są na wszelkie męki i na śmierć samę a Chrystusa się nie wyrzekną, po tém pierwszém przesłuchaniu niezwłocznie skazał ich na śmierć.

Gdy ich wiedziono napowrót do więzienia, a na drugi dzień mieli być traceni, święty Cyryak zaczął głośno wyznawać Chrystusa, wołając iż bożkowie cesarscy sąto duchy piekielne i z nimi dręczeni będą na wieki ci którzy im cześć oddają. Usłyszawszy to Karpaza wydał rozkaz aby go zawrócić, i przywoławszy i katów, kazał mu smołę rozpaloną lać na głowę. Święty zniósł tę mękę bez wydania jęku. Owszem, nieustannie modlił się i wyznawał Jezusa Chrystusa. Wtedy tyran kazał go rozciągnąć na rusztowaniu i bić kijmi, aż do połamania kości. Wśród téj znowu katuszy Cyryak powtarzał ciągle: „Chwała Tobie Jezu Chryste Panie mój najwyższy. Zlituj się nade mną, który jestem grzesznikiem niegodnym téj łaski jakiéj w téj chwili dostępuję cierpiące dla Imienia Twojego.” Stałość jego i męstwo wprawiało w zdumienie obecnych pogan, tymczasem Karpaza zawiadomił o wszystkiém Maksymina, a ten wydał wyrok aby nietylko święci Cyryak Largus i Smaragd byli niezwłocznie ścięci, lecz aby tęż samę śmierć poniosło z nimi dwudziestu innych Męczenników, trzymanych od niejakiego czasu w więzieniu. Rozkaz ten spełniono: ponieśli oni śmierć męczeńską 16 Marca roku Pańskiego 303. Ciała ich pochowane zostały za miastem, w blizkości placu na którym byli straceni, przy drodze Salustyńskiéj, którą chrześcijanie drogą zbawienia przezwali. Późniéj za Papiestwa Marcelego I, następcy Marcelina I, zwłoki świętych Cyryaka, Larga i Smaragda, przeniesione zostały ztamtąd do dóbr pewnéj pani chrześcijanki nazwiskiem Lucyny, przy drodze Ostyeńskiéj o ćwierć mili od Rzymu. A że to przeniesienie miało miejsce 8 Sierpnia, więc ten dzień wyznaczony został na doroczną pamiątkę tych świętych Męczenników.

Pożytek duchowny

Ile razy człowiek, na nieszczęście swoje, dopuszcza się grzechu śmiertelnego, tyle razy dusza jego, chociażby niewyraźnie przez złego ducha opętana, dostaje się w jego posiadanie. Widziałeś jaką mocą do wypędzania złych duchów z ciał ludzkich, obdarza Pan Bóg swoich Świętych. Niech cię to pobudzi do wzywania ich pomocy i pośrednictwa, gdy jakąkolwiek pokusą szatan do twojéj duszy toruje sobie przystęp.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś nas doroczną świętych Męczenników Twoich, Cyryaka Larga i Smaragda uroczystością rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy czcząc pamiątkę ich przejścia do Nieba, wytrwałość jaką w męczeństwie okazali naśladować umieli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 663–665.

Tags: św Cyrak św Larg św Smaragd „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik niewolnictwo miłość bliźniego szatan opętanie
2020-07-30

Św. Abdona i Senesa, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 1249.

(Żywot ich wyjęty jest z akt męczeńskich Kościoła Rzymskiego.)

Święci Abdon i Senes, żyjący w Persyi w połowie trzeciego wieku, byli bogatymi panami, i należeli do najpierwszych tego kraju rodzin. Lecz co przedewszystkiém stanowiło ich zaletę i prawdziwy zaszczyt, to że byli chrześcijanami, a pobożnością swoją i miłosierdziem, zbudowaniem dla wszystkich wiernych. Za ich czasów cesarz Rzymski Decyusz, po wojnie którą wiódł z Persami, zdobywszy wiele miast w ich kraju, z największém okrucieństwem obchodził się tam z chrześcijanami. Prześladowanie to było tak srogiém, że jak się wyrażają niektórzy współcześni pisarze, zdawało się że nadeszły te czasy, które przepowiadając Pan Jezus, powiedział że wtedy i wybrani nawet, gdyby to być mogło, w błąd zostaliby wprowadzeni.

Wśród takiegoto więc stanu rzeczy, święci Abdon i Senes z największém poświęceniem się i gorliwością, oddawali wiernym różne usługi, pomimo iż to ich na największe niebezpieczeństwo narażało. Odwiedzali ich po więzieniach, pocieszając i dodając męstwa; a także i po najuboższych mieszkaniach, gdzie się kryli, i wszędzie wspierali ich hojnie. Co większa, widzieć ich można było przy rusztowaniach i torturach, na których męczono wyznawców Chrystusowych, których oni krzepili na duchu, a gdy śmierć za wiarę ponieśli, z należną czcią ciała ich grzebali. Będąc bardzo majętnymi, wiele mogli czynić dobrego, a wysokie poważanie w jakiém oddawna zostawali u wszystkich, sprawiało że za ichto głównie wpływem, w kraju tym wiara chrześcijańska, pomimo prześladowania, krzewiła się ciągle.

Owóż, taka ich święta gorliwość i poświęcenie sprawie Bożéj, wysłużyła im wkrótce nagrodę za którą jedynie wzdychali. Obaj ci znakomici panowie, oskarżeni zostali przed Decyuszem jako główni nieprzyjaciele bogów cesarskich.

Było to właśnie wtedy, kiedy Decyusz skończywszy najpomyślniéj wojnę z Persami, przypisując to zwycięztwo bożkom swoim, postanowił w zaślepieniu barbarzyńskiém, zawdzięczając się im za to, na cześć ich wymordować jak najwięcéj chrześcijan. Dowiedziawszy się że święci Abdon i Senes, byli jakby przewódcami wszystkich wiernych w Persyi, zdało się mu, iż przedewszystkiém należy nad nimi wywrzeć okrucieństwo, tém bardziéj że wnosił iż przywiodłszy ich do odstępstwa wiary, łatwiéj mu będzie z innymi poradzić. Z razu jednak chciał użyć łagodnych środków. Zawezwał ich do siebie, i przyjmując bardzo uprzejmie, jako najznakomitszych obywateli kraju który mu się poddał, rozpoczął z nimi rozmowę. Święci odpowiadali mu z wielkiém uszanowaniem, lecz gdy przyszło do tego że cesarz powiedział im, iż wie że są chrześcijanami, i oświadcza że albo mają odstąpić téj religii, albo ściągnąć na siebie gniew jego, Abdon i Senes odpowiedzieli mu bez wahania się: „Jesteśmy w istocie chrześcijanami, i poczytujemy to za największe szczęście. Jeśli dla spełnienia woli twojéj potrzeba abyśmy się wszystkiego co posiadamy pozbyli, a nawet na służbę twoję się oddali, gotowi jesteśmy na to. Lecz sam osądź cesarzu, czy godzi się nam przekładać człowieka nad Boga, i ściągnąć gniew Stwórcy, byle nie popaść w niełaskę twoję?” Na to cesarz odświadczył im, że on nie uznaje innego Boga, jak tych bogów którym oddają cześć jego poddani, i że wymaga po nich, pod karą śmierci, aby i oni im ofiary złożyli. „Tego uczynić nie możemy, rzekli Święci, gdyż jak wielu najwyższych władców w jedném państwie być nie może, tak i wielu bogów nie ma. Ci których ty cesarzu nazywasz bogami, sąto wymysły szatanów które was łudzą. Jednym jest tylko Bogiem prawdziwym Bóg chrześcijański, Stwórca wszech rzeczy, i Jemuto który jest najwyższym i naszym i twoim Panem, cześć oddajemy.”

Uniesiony największym gniewem cesarz zawołał: „Potrafię ja pomścić bogi moje, których bluźnicie, i pożałujecie tego, że mojéj woli spełnić nie chcecie.” Byłby nawet niezwłocznie zadał im męki, lecz obawiając się aby to w kraju gdzie oni w szczególném byli poważaniu, nie rozburzyło ludu świéżo podbitego, kazał ich zamknąć wraz z jeńcami wojennymi, którzy mieli być prowadzeni do Rzymu, przy jego tryumfalnym wjeździe do tego miasta. A przytém, ażeby ten tryumf świetniejszym uczynić, polecił aby ich okutych w kajdany, pozostawiono w ubraniu wielkich panów Perskich.

Trudno wyrazić jak wiele ucierpieli ci dwaj święci Męczennicy, w téj długiéj i trudzącéj podróży z Persyi do Rzymu, w ciągu któréj wywarły się na nich okrucieństwa siepaczy, barbarzyństwo dowódców, obelgi miotane przez żołdactwo, i grubijańskie obchodzenie się z nimi wielu więźniów pogańskich, należących do gminu najnieprzychylniejszego chrześcijanom. Wszakże pragnienie poniesienia cierpień z miłości Chrystusa, i nadzieja przelania krwi za Niego, słodziły im te już także z miłości ku Niemu poniesione męki. Trwały one długo, bo długą była ta podróż, w któréj wielu innych więźniów od trudu padło, a prawie cudem to było, że i naszych Świętych tenże los nie spotkał.

Skoro cesarz wszedł do Rzymu w tryumfie, przy którym za najświetniejsze ozdoby służyli mu święci Abdon i Senes, stawieni zaraz zostali przed wielkorządcą Waleryanem, jako najwięksi jacy dotąd byli, nieprzyjaciele bogów cesarskich. Gdy ich przed trybunał tego tyrana przywiedziono, wszystkich uderzył ich strój bogaty, lśniący się od kosztownych kamieni, a więcéj jeszcze ich pokorna, lecz poważna i świątobliwa postawa. Sam Waleryan nawet, chciał uchronić ich od mąk i śmierci: wszelkich więc używał środków aby ich od wiary i Chrystusa odwieść. A gdy to próżném się okazało, w téjże sali w któréj zasiadał, kazał ustawić ołtarz z posągiem Jowisza, i przedstawiał Świętym różne sposoby, aby pozornie tylko cześć mu oddali. Lecz oni zgodzić się na to nie chcieli. „Jesteśmy chrześcijanie, rzekli, i poczytujemy to sobie za najwyższy zaszczyt. W takiéj ostateczności w jakiéj się tu znajdujemy, gdzie idzie o wyznanie Chrystusa, nie godzi się nam używać pozorów, któreby w błąd wszystkich wprowadziły. Jednemu Bogu chrześcijańskiemu należy się pokłon. Wasi bożkowie, sąto bogi przez was urojone, nas Pan Bóg oświecił w téj mierze, i nigdy nie popełnimy téj bezbożności, abyśmy im cześć oddawali.” – „A czyż jestto bezbożnością, rzekł Wielkorządca, oddawać cześć słońcu, które czci jako Boga wasz naród i czcili wasi ojcowie?” – „Jestto bez wątpienia bezbożnością, odpowiedzieli Święci, bo nie godzi się czci jaka się należy Bogu, oddawać rzeczy która jest tylko Jego stworzeniem. Nasi ojcowie, i ci z naszego narodu którzy chrześcijanami nie zostali, są w podobnym jak i wy sami błędzie, i w tém naśladować ich nie możemy. Tośmy naszym ziomkom głosili, to samo tobie powtarzamy i od tego, wsparci łaską Chrystusową, nigdy nie odstąpimy.”

Waleryan, pomimo tego, nie przypuszczał aby się oni nie dali skłonić do jakiegokolwiek ustępstwa: a że bardzo mu chodziło o to aby ich uratować, udał się do cesarza, zdał mu w części tylko sprawę z tego co zaszło, i zrobił nadzieję, że byle ich zaprowadzić przed bożyszcze słońca, któremu i Persowie cześć oddają, mniéj oni będą robić trudności, i stanie się zadość woli cesarskiéj. Decyusz zgodził się na to: święci Abdon i Senes poprowadzeni zostali do świątyni słońca, a za nimi pociągnęła wielka rzesza ludu, zaciekawiona ich przepysznym strojem, i rozgłosem iż to byli jedni z najznakomitszych Persów.

Gdy weszli do świątyni, kazano im na znak czci i pokłonu zapalić kadzidło przed bożyszczem słońca; lecz oni w miejsce tego, z oburzeniem na bożyszcze plunęli. Lud zgromadzomy, zadrżał od złości i z krzykiem domagał się aby ich ukarano. Waleryan przeto, wydał niezwłocznie rozkaz aby świętych Męczenników zsieczono knutami, mającemi kule uwiązane u końców, i gdy już tak skatują że aż kości widać będzie, aby ich wydano dzikim zwierzętom w przygotowaném na to miejscu. Spełniono ten wyrok z największém barbarzyństwem: zbili ich tak okrutnie że tylko cudem te męki wytrzymali. Wśród tego obaj Święci głośno opiewali chwałę Bożą, dziękując Panu Jezusowi że im dał należeć do liczby tych, których za Niego męczą.

Kiedy w ten sposób napastwili się nad nimi kaci, wprowadzono ich pomiędzy dzikie zwierzęta, w przekonaniu iż te poduszczone widokiem świeżéj krwi lejącéj się z ich ran, w tejże chwili rzucą się na nich, i poszarpią w kawałki. Lud podług swego pogańskiego zwyczaju, spragniony tego rodzaju widowisk, zgromadził się był tłumnie. Wypuszczono od razu dwa lwy rozdrażnione, i cztery wygłodzone niedźwiedzie. Te z rykiem i wściekłością wyleciały ze swoich żelaznych klatek, i rzuciły się na Świętych. Lecz ledwie do nich się zbliżyły, straciwszy wrodzoną dzikość, u nóg się ich łasiły, jakby najbardziéj ułaskawione domowe zwierzęta. Obecny temu Wielkorządca, widząc jak silne zrobiło to na poganach wrażenie, wołał iż to są skutki czarów chrześcijańskich. Lecz lud nie podzielał jego zdania, i zewsząd wszczęły się okrzyki, że tylko Bóg chrześcijański, który jest Bogiem prawdziwym, mocen jest takie cuda czynić.

Waleryan przerażony tém wszystkiém, a obawiając się aby cesarz jemu nie przypisał winy, że zwlekając sprawę tych dwóch wielkich Świętych, takie wzruszenie wywołał w ludzie, nie mając pod ręką katów, kazał dwóm szermierzom wtedy tam obecnym, zarznąć świętych Męczenników, co téż spełniono niezwłocznie. Żeby zaś dowieść jeszcze lepiéj swojéj wierności cesarzowi i pogańskiéj religii, dla zniewagi ciał błogosławionych, kazał ich za nogi zawlec przed bożyszcze słońca, i tam bez grzebania porzucić. Zostawiono ich tak przez trzy dni całe, aż pewien Subdyakon nazwiskiem Kwiryn, uniósł te święte zwłoki potajemnie w nocy, i zamknąwszy w ołowianéj trumnie, przechował przez cały czas póki trwało prześladowanie chrześcijan w Rzymie. Odkryto je za Konstantyna Wielkiego, i z wielką czcią pochowano na cmentarzu Poncyańskim, przy drodze Portejskiéj, gdzie po dziś dzień jest kaplica w któréj znajdują się rzeźby tych dwóch świętych Męczenników, z wypisanemi ich nazwiskami. W roku Pańskim 828, gdy Papież Grzegorz IV, na żądanie króla francuzkiego posłał do Francyi różne relikwie, w ich liczbie były i ciała świętych Abdona i Senesa. Złożono je w opactwie świętego Medarda pod Lozanną, gdzie przez lat kilkaset, ze czcią je przechowywano, aż w wieku XVI wojska kacerzy Hugonotów napadłszy na klasztor, spaliły je wraz z kościołem.

Pożytek duchowny

Jak tych świętych Męczenników, których żywot czytałeś, nie śmiały tknąć się dzikie zwierzęta, oddając przez to cześć ich męstwu z jakiém za wiarę cierpieli, tak i wszelkiego rodzaju pokusy, te jakby dzikie zwierzęta przez piekło na nas wypuszczane, tracą srogość swoję, gdy w duszy na którą nacierają, żywą wiarę i wielką miłość Chrystusa znajdują. Staraj się aby wszelkie wysiłki złego ducha, znalazły cię taką świętą tarczą uzbrojonym.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś świętym Twoim Abdonowi i Senesowi, obfitych łask udzielić raczył, aby chwały niebieskiéj dostąpili; daj nam sługom Twoim, grzechów naszych odpuszczenie, abyśmy przez zasługi tych błogosławionych Męczenników, od wszelkich przeciwności wyzwoleni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 632–634.

Tags: św Abdon św Senen „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik bogactwo męstwo
2020-07-28

Św. Nazarego, Celsa i Wiktoryna, Męczenników i św. Innocentego, Wyznawcy i Papieża

Żyli w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.

(Żywot ich wyjęty jest z dziejów Kościoła przez Tylemoncyusza.)

Święty Nazary przyszedł na świat w Rzymie, w pierwszym wieku Kościoła. Ojciec jego rodem z Afryki, był poganinem, matką Rzymianka Święta Perpetua, która została była chrześcijanką wprzód jeszcze, zanim go na świat wydała. Chociaż i podówczas zwyczajem było w późniejszym dopiéro wieku udzielać Chrzest święty, Perpetua jednak postarała się aby Nazary ochrzczonym został kiedy jeszcze bardzo był młodym. Wychowywała go jak najstaranniéj i najpobożniéj. Miała z niego wielką pociechę od dzieciństwa, a przed śmiercią i tę największą, że widziała w nim jednego z najgorliwszych i najpobożniejszych chrześcijan w całych Włoszech.

Długo zostając pod przewodnictwem duchowném samego Papieża świętego Lina, skoro doszedł lat młodzieńczych, poczuł budzące się w sercu pragnienie nawrócenia jak największéj liczby pogan do wiary świętéj. Wybrał się tedy na wycieczkę apostolską, i przez pewien czas przebiegając Włochy, powziął w końcu zamiar udania się i za Alpy do Gallów. Byłoto przedsięwzięciem narażającém go na największe trudy i niebezpieczeństwa, lecz mu téż Pan Bóg w tych jego świętych pracach dziwnie pobłogosławił. Wszędzie gdzie się pojawił wielu niewiernych pozyskiwał Chrystusowi, a w tym celu używał wszelkich możliwych sposobów. Niekiedy, gdy inaczéj przystępu do pogan mieć nie mógł, przyjmował u nich służbę, nawet zaprzedawał się im na pewien czas w niewolę, byle chociażby jednę duszę uratować.

Pierwszém ludniejszém miejscem za granicą Włoch, gdzie ten święty Apostoł Pański zaczął głosić Ewangelią, była Genewa. Miasto to podówczas pogrążone w pogaństwie, nie słyszało jeszcze o chrześcijanach, kiedy tam przybył Nazary. Wkrótce wielu ochrzcił, i miasto to po dziś dzień ma go za głównego Patrona i pierwszego swego Apostoła.

Pomiędzy wielką liczbą nawróconych przez świętego Nazarego w Genewie, była pewna znakomita i zamożna pani, któréj wpływ i przykład, wiele się przyczynił do owoców jakie tam dał Pan Bóg zbierać temu słudze Swojemu, z jego prac gorliwych. Miała jedynego syna młodego jeszcze imieniem Celsyusz. który był jéj jedyną pociechą, i którego nadzwyczajnie kochała. Święty Nazary i jego nawrócił, wyuczył zasad wiary świętéj, a młodzieniec tak w pobożności postąpił, że gdy wkrótce potém Nazary go ochrzcił, prosił matki aby mu pozwoliła wraz z nim oddać się apostolskiemu zawodowi. Wielkiéj to ze strony téj niewiasty wymagało ofiary, lecz że była doskonałą chrześcijanką nie odmówiła jéj Panu Jezusowi, i Celsyusz od téj chwili, stał się towarzyszem nieodstępnym Nazarego. Przebiegli razem wiele miast w krainie Gallów, siejąc wszędzie słowo Boże, które późniéj w téj części Europy tak obfite i świetne plony wydało.

Ludne i sławne miasto Trewiza, było główném polem gdzie ci Święci poświęcali się dla Jezusa Chrystusa, i w końcu ponieśli męczeństwo, które wówczas prawie każdego Apostoła spotykało. Wielka liczba cudów jakie tam czynili, przyczyniła się do tego że ogromną liczbę pogan przyciągnęli do Kościoła Bożego, i święty Ambroży w kazaniu swojém o nich powiada, że i miasto to i cała kraina, im pierwszym zawdzięcza dobrodziejstwo wiary. Niedługo téż po przybyciu swojém do Trewizy, pozyskali tam koronę męczeńską.

Oskarżeni do władzy pogańskiéj, jako odwodzący lud od czci bożków cesarskich, wtrąceni zostali do więzienia, a potém skazani na zatopienie w rzece Mozelli. Lecz gdy ich do wody wrzucono, rzeka stwardniała jakby mrozem ściśnięta, i w obecności wielkiéj rzeszy ludu zgromadzonego, Święci wyszli z niéj jakby po lodzie, chociaż się to wśród lata działo. Zdziwieni takim cudem poganie, już nie śmieli zadawać im innego rodzaju śmierci, tylko wygnali ich z kraju. Nazary i Celsyusz wrócili do Włoch, a gdy Opatrzność Boża zaprowadziła ich do Medyolanu, Wielkorządca Anolin, który miał rozkaz od cesarza, aby każdego mającego zamiar głosić Ewangelią, zanim jeszcze zacznie to czynić, śmiercią ukarać, kazał ich do więzienia wtrącić. Po kilku dniach rozpoczął ich badanie. A gdy po ciężkich mękach jakie im zadał, wymódz na nich odstępstwa nie mógł, skazał ich na ścięcie. Trudno wyrazić jak po odczytaniu wyroku ci dwaj słudzy Chrystusowi uradowani zostali. Święty Nazary przyciskając do serca swego towarzysza, rzekł do niego: „Co to za szczęście mój synu! że Zbawiciel daje nam tę łaskę, iż oto dziś jeszcze za Niego męczeńską śmierć poniesiemy.” A młody Celsyusz, również uradowany – „Dziękuję Ci Panie Jezu Chryste, zawołał, że mnie chociaż tak młodego, do chwały Swojéj już bierzesz.” I zwracając się do świętego Nazarego: „Idźmy rzekł do niego, ojcze drogi wesoło, bo mamy wylać krew naszę, za Tego, który nam dał życie i aby nas zbawić krew Swoję za nas wylać raczył.” Wyprowadzeni na plac publiczny, ścięci zostali 28 Lipca, przy końcu pierwszego wieku.

Ciała tych świętych Męczenników wyszukane potajemnie w nocy przez chrześcijan, pochowane zostały za bramą miejską. Ukryte tam były, aż w trzysta lat potém święty Ambroży, odebrawszy w objawieniu zawiadomienie gdzie się ich relikwie znajdują, odgrzebał je, i znalazł tak niezepsutemi, jak gdyby tegoż dnia pochowane były i krew nawet nieskrzepłą. Dyakon Paulin, temu obecny, pisze, że z grobu ich wychodziła woń, jakby najwykwintniejszych pachnideł. Tenże święty Arcybiskup z wielką uroczystością przeniósł ich zwłoki do kościoła świętych Apostołów, który wtenczas tylko co był wystawił.

· · ·

Błogosławiony Wiktoryn Papież i Męczennik, którego święto dziś także Kościoł Boży obchodzi, żył późniéj od tych Świętych, bo na początku trzeciego wieku, za cesarza Sewera. Był on synem Feliksa Afrykanina. Wyniesiony został na Papiestwo po śmierci świętego Eleutera, około roku Pańskiego 192. Za jego rządów powstawały różne, a szczególnie na Wschodzie kacerstwa. Walczył z niemi mężnie, i jużto uczonemi pismami je zbijając, jużto karami kościelnemi dotykając ich zwolenników, z plagi téj Kościoł święty oczyszczał. Jednym z ważniejszych czynów jego Papiestwa, było postanowienie a raczéj zatwierdzenie i wprowadzenie w ściślejsze wykonanie, dekretu jego poprzednika Piusa I, nakazującego aby w całym Kościele uroczystość Wielkanocna, święcona była w pierwszą niedzielę następującą po pełni Marcowéj. Pomiędzy innemi również ważnemi i potrzebnemi w karności kościelnéj postanowieniami, wydał on i to, że w razie potrzeby, wodę zwykłą do sprawowania Chrztu świętego używać można: to jest że niekonieczném jest aby była święconą; a oraz zawyrokował że podobnież w razie nagłéj potrzeby, każdy chociażby nawet nie był chrześcijaninem, byle miał intencyą spełniać to co Kościoł w tym Sakramencie zamierza, chrzcić może, i chrzest taki za ważny ma być poczytany. Poniósł śmierć męczeńską 28 Lipca roku Pańskiego 202, zasiadając na stolicy apostolskiéj blizko lat dziesięć.

· · ·

Dziś także przypada uroczystość świętego Inocentego I, Papieża. Był on rodem z miasta Albano, blizko Rzymu położonego. Żył za czasów świętego Augustyna i Hieronima, to jest w połowie czwartego wieku. Świątobliwość jego, wysławia święty Hieronim w te słowa pisząc w jednym z listów swoich: „Trzymajmy się wiary Inocentego, wielkiego Świętego, który jest Apostolskiej Stolicy i Kościoła całego Rządcą; a wszelkiéj nauki jemu przeciwnéj, chociażby nam się wydała najświetniejszą i najmądrzejszą nie przyjmujmy.” Święty Bazyli wielki, podobnież ze czcią szczególną wyraża się o nim. W walce swojéj z aryanami, zasięgał on jego rady i popierał się jego pismami. Gdy święty Jan Złotousty, złością cesarzowéj Eugenii wygnany został z Carogrodu, święty Inocenty i ją i męża jéj cesarza Arkadyusza, klątwą kościelną do opamiętania przywiódł. Wtedy także poskładał z urzędu wszystkich Biskupów, którzy się do wygnania świętego Jana Złotoustego przyczynił. Zkąd się pokazuje, że Papieża zawsze używali bez zaprzeczenia najwyższéj zwierzchności nad Biskupami całego Kościoła.

Pomiędzy postanowieniami, jakie na Papiestwie swojém wydał święty Inocenty, było i zatwierdzenie postu sobotniego (zawisłego na powstrzymaniu się od mięsnych pokarmów), na uczczenie pamiątki dnia, w którym Pan Jezus w grobie spoczywał; a także wydał prawo nakazujące, aby dzieci z chrześcijańskich rodziców zrodzone, Sakramentem Chrztu świętego oczyszczone zostawały, o potrzebie czego niektórzy podówczas wątpili. Ten święty Papież, gorliwie powstające przeciwko okrutnym igrzyskom publicznym szermierzy pogańskich, na których zabijali się oni dla rozrywki ludu, powstrzymał chrześcijan od uczestniczenia w téj barbarzyńskiéj zabawie.

Rządził Kościołem, lat blizko piętnaście, i świętą śmiercią zasnął w Panu 28 Lipca, roku 417. Pochowany został na cmentarzu Pryscylli; a Papież Sergiusz II, w roku 845, wydobył jego zwłoki, i złożył je uroczyście w kościele świętego Ekwicego.

Pożytek duchowny

Dzisiejsze widowiska teatralne, chociaż nie mają w sobie tego rodzaju barbarzyństwa, jakie miewały pogańskie turnieje szermierzy, na które powstawał święty Inocenty, najczęściéj są jednak równie albo i więcej, zgubnemi dla duszy. Kto na nie chętnie uczęszcza, trudno aby nie zagasił w sercu swojém, wszelkiego uczucia pobożności, a w wielu razach, świętą cnotę czystości na wielkie wystawia niebezpieczeństwo.

Modlitwa (Kościelna)

Niech nas Panie Świętych Twoich: Nazarego, Celsyusza, Wiktoryna i Inocentego, uroczysty obchód na duszy pokrzepi, i ułomności naszéj wsparcie łaski Twojéj wyjedna. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 626–628.

Tags: św Nazary św Cels św Wiktoryn św Innocenty „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik papież św Perpetua chrzest post widowiska
2020-07-27

Św. Pantaleona, Męczennika

Żył około roku Pańskiego 806.

(Żywot jego był napisany przez Metafrasta.)

Święty Pantaleon urodzony w Nikomedyi w drugiéj połowie trzeciego wieku, był synem Kustorga, zamożnego obywatela tego miasta, który był poganinem. Matka jego Eubula, gorliwa chrześcijanka, zaszczepiła w nim zasady wiary świętéj, lecz odumarła go małym chłopaczkiem, a ojciec zajmując się dalszém jego wychowaniem, sam uparty poganin, i w synie zatarł uczucia chrześcijańskie, rozwinięte przez pobożną matkę. Że byłto młodzieniec bardzo zdolny, więc w naukach wielki postęp uczynił, a mając szczególne upodobanie w sztuce lekarskiéj, w krótkim czasie stał się najsławniejszym w Nikomedyi lekarzem. W skutek tego, cesarz Galer Maksyminian, uczynił go swoim nadwornym medykiem.

Pobyt Pantaleona na dworze pogańskiego monarchy, do reszty pozbawił go wiary. Lecz Pan Bóg zesłał mu świątobliwego kapłana, nazwiskiem Hermolaus, który miarkując po nim iż musiał być wychowanym po chrześcijańsku, wdał się z nim w rozmowę. Pantaleon wyznał mu iż w istocie matka usposobiła go była do zostania chrześcijaninem, lecz że po jéj śmierci, oddając się nauce filozofii i medycyny, zatarł w sobie wszelkie religijne uczucia i nie zwracał uwagi na to co się tyczyło jego sumienia. Hermolaus wyświeciwszy mu główną tę prawdę wiary naszéj, że tylko w religii katolickiéj można dostąpić zbawienia, odszedł, odebrawszy od niego przyrzeczenie, że się nad tém głębiéj zastanowi.

W dni kilka potém, Pantaleon zajęty temi myślami, wyszedłszy za miasto, znalazł na polu dziecię umarłe od ukąszenia węża, który przy niém leżał. Wiedział dobrze, jako biegły lekarz, jak śmiertelnym jest jad tego rodzaju gadziny którą miał przed sobą, i poznał że w dziecięciu nie było już życia: przyszła więc mu myśl aby na próbę prawdziwości wiary chrześcijańskiéj, wskrzesić je w Imię Chrystusa. Przystąpiwszy przeto bliżéj do trupa rzekł: „Wstań, rozkazuję ci to w Imię Jezusa Chrystusa” a do gadziny: „a ty zjadliwe zwierzę zgiń natychmiast.” I w téjże chwili dziecię wstało zdrowe, a gadzina zdechła. Uderzony tym cudem Pantaleon, udał się niezwłocznie do Hermolausa i prosił go o Chrzest święty.

Skoro został ochrzczony, pośpieszył do ojca aby i jego do wiary świętéj nawrócić: a że wiedział iż nicby nie wskórał, gdyby wprost domagał się tego, okazał się mu tylko bardzo zasmuconym. Ojciec, który go niezmiernie kochał, spytał o powód tego: „Powodem smutku mojego, odrzekł mu Pantaleon, jest to, że poznaję jaką jest niedorzecznością oddawać cześć bożkom, którzy byli prostymi ludźmi jak każdy z nas, i nie wiedzieć zkąd mieliby potém stać się bogami. Alboli téż poczytywać za bogi bałwany ukute z tegoż samego kruszcu, z którego jak to wiesz ojcze, robią się najpodlejsze naczynia domowe.” Starzec nie wiedział co mu na to odpowiedzić, lecz nawróconym się nie okazywał, gdy oto na jego szczęście zesłał Pan Bóg ślepego, który przyszedł do Pantaleona radzić się na swoje kalectwo, na które żaden lekarz nie mógł znaleźć środka. Święty przyrzekł mu uzdrowić go niezwłocznie, lecz pod warunkiem że zostanie chrześcijaninem. Ślepy zgodził się na to: Pantaleon przeżegnał mu oczy wzywając Chrystusa i człowiek ten wzrok odzyskał, poczém i chory i ojciec przyjęli Chrzest święty.

Niedługo po swojém nawróceniu ojciec Pantaleona umarł, a on rozdawszy znaczny majątek, jaki po nim odziedziczył, na ubogich, oddał się bogomyślności i uczynkom miłosierdzia. Nie zaniechał wprawdzie swego zawodu lekarskiego, lecz leczył już nie tylko ciała lecz i dusze, i gorliwie się temu oddając, wielką liczbę pogan pozyskiwał Panu Jezusowi. Że przytém sława jego jako lekarza, stała się tém większą, iż cudownie leczył najcięższemi chorobami złożonych, pogańscy lekarze powodowani zawiścią, oskarżyli go przed cesarzem podówczas w Nikomedyi przebywającym, że jest chrześcijaninem. Maksymin srodze rozgniewany, że przyboczny jego lekarz był wrogiem jego bożków, aby się o tém przekonać, zawezwał najprzód do siebie owego ślepego którego Pantaleon uzdrowił, i chciał go przekonać że to bogowie pogańscy wzrok mu przywrócili. Lecz on mu na to odpowiedział: „Jakże chcesz cesarzu, aby bogowie twoi mogli komu wzrok przywrócić, kiedy sami nie widzą.” Odpowiedź tak śmiała, wprawiła we wściekłość tyrana, który w téjże chwili kazał ściąć tego świętego wyznawcę i stawić przed sobą Pantaleona.

Ten wyznając otwarcie iż jest chrześcijaninem, oświadczył cesarzowi, iż na dowód prawdziwości wiary którą wyznaje, prosi aby przyniesiono najciężéj chorego w mieście, i aby kapłani pogańscy ze swéj strony udając się do bożków swoich, a on wzywając imienia Jezusa, probowali go uzdrowić. Cesarz chociaż niechętnie, zgodził się jednak na to, gdyż i lud zebrany tego się domagał. Wyszukano więc człowieka oddawna sparaliżowanego, i przyniesiono go Na plac publiczny. Kapłani pogańscy, wysilali się ze swojemi nabożeństwami lecz uzdrowić go nie mogli. Pantaleon przystąpił do niego, pomodlił się, przeżegnał go i rzekł: „W imię Jezusa Chrystusa wstań.” i chory w téjże chwili wstał wołając: „Bogiem prawdziwym jest tylko Bóg chrześcijański.” Cesarz rozgniewany tém do najwyższego stopnia, widząc że na ludzie całym zrobiło to wrażenie i wszędzie głoszono moc Chrystusową, postanowił mękami najokrutniejszemi wymódz na Pantaleonie zaparcie się wiary, i przez to osłabić wrażenie, jakie wywierał na pogan widok jego i wieść o cudach przez niego czynionych. Kazał więc go uwięzić, a nazajutrz na placu, wobec zebranego ludu najprzód ciało jego szarpać hakami żelaznemi, a potém rany palić pochodniami zapalonemi. Tymczasem w chwili kiedy zabierali się katować Pantaleona, on wezwał Pana Jezusa, a katom omdlały ręce tak, że haków podnieść nie mogli, i pochodnie pogasły. Wrzucono go więc z rozkazu tyrana w kocioł napełniony ołowiem wrzącym, z którego wyszedł żyw i zdrów najzupełniéj, głośno opiewając chwałę Chrystusową. Cesarz takiemi cudami jeszcze bardziéj rozwścieklony, kazał mu uwiązać ogromny kamień u szyi, i z nim wrzucić go w morze, z którego Święty nie zanurzywszy się nawet, wrócił na brzeg z kamieniem.

Widząc to cesarz zawołał: „i morze oczarował” a Pantaleon mu na to: „Nie czary to są, lecz dowód że jak ziemia tak i morze i wszystko, posłuszne jest Panu który je stworzył.” „Przekonamy się o tém zaraz,” rzekł cesarz, i kazał wypuścić na niego dzikie zwierzęta. Pantaleon ufny że i tą razą wesprze go Pan Bóg, wszedł pomiędzy nie śmiało, a one upadłszy mu do nóg, lizały je pokornie, i nie odeszły, aż na nie skinął. Poganie patrząc na to wołali „Wielki jest Bóg chrześcijański. Cesarzu wypuść tego sprawiedliwego, bo Chrystus Bóg jego jest Bogiem prawdziwym.” Lecz cesarz i to jeszcze przypisując czarom kazał urządzić co prędzéj straszną machinę, w któréj brzytwami i piłami miał być święty Męczennik w kawałki pocięty; lecz tortury te nie tknęły jego ciała, a machina pękające w chwili gdy w nią wsadzono Pantaleona, zabiła kilka pogan blizko niéj stojących.

Cesarz wtedy, dowiedziawszy się że to kapłan Hermolaus nawrócił Pantaleona, wpadł na myśl że gdy tego świątobliwego starca przywiedzie do zaparcia się wiary, prędzéj jéj odstąpi i jego uczeń. Kazał go więc stawić przed sobą i zagroził mu mękami jeśli bogom ofiary nie złoży. „Czyż mogę, odpowiedział starzec składać ofiarę bałwanom, które nie są bogami lecz podłym kruszcem, łatwo się gruchoczącym?” A kiedy to mówił, powstało wielkie trzęsienie ziemi, i zewsząd się zbiegli poganie do cesarza z wiadomością że w całém mieście bożyszcza pospadały z ołtarzów, i w kawałki się potłukły. Cesarz kazał Hermolausa zamordować, wraz z dwoma jego towarzyszami Hermipem i Hermokretem, także chrześcijanami.

Przez ten czas Pantaleon był w więzieniu trzymany. Wkrótce przyzwał go do siebie Maksymin, i probował tą razą łagodnemi słowy i obietnicami nakłonić aby spełnił wolę jego: „Wielu chrześcijan, rzekł do niego, przywiodłem do oddania czci bogom naszym, i za to wielkimi ich panami poczyniłem.” – „Zaprawdę cesarzu, odpowiedział Święty, wielu uczyniłeś wielkimi panami, ale nie tu na ziemi, lecz w Niebie, gdzie królują na wieki ci, których za wiarę Chrystusa pomordowałeś.” Po téj rozmowie, cesarz wskazał go na ścięcie.

Gdy go przyprowadzono na miejsce stracenia, ukląkł i modlił się, aby Pan Bóg już mu dłużéj nie odmawiał korony męczeńskiéj, i wstawszy szedł pod miecz kata śpiewając Psalm Dawidowy: „Walczyli na mnie od młodości mojéj, wszakże mnie nie przemogli” 1. Kat ciął go z całéj siły w szyję, lecz miecz jakby z wosku zgiął się, a Pantaleon najmniejszego bolu nie uczuł. Wszyscy oprawcy upadli mu do nóg, a on upewniając ich iż nie ma do nich żadnego żalu, tylko błaga aby się nawrócili, rzekł do nich: „Czyńcie co wam kazano” i głowę powtórnie pod miecz poddał.

Kaci się wahali, całowali mu ręce i nogi, lecz wreszcie ścięli mu głowę. Poniósł śmierć męczeńską 27 Lipca roku Pańskiego 305.

Pożytek duchowny

Podziwiaj wielkie cuda, o jakich czytałeś w życiu świętego Pantaleona, lecz w tém nie pragnij być mu podobnym, gdyż to mało komu dano i od nikogo Pan Bóg tego nie wymaga. Lecz staraj się go naśladować w jego żywéj wierze i bądź gotów raczéj umrzeć, jak dopuścić się tego rodzaju odstępstwa Chrystusa jakiego się dopuszcza kto ciężki grzech popełnia.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy za wstawieniem się błogosławionego Pantaleona, Męczennika Twojego, i od wszelkiéj szkody zachowani byli na ciele, i od wszelkich złych myśli uwolnieni na duszy. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 623–625.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 598

„Czyny więcej znaczą niż słowa”. Gdy słowa te usłyszał święty Pantaleon z ust Hermolausa, uwierzył, że taki lekarz istnieć może; kiedy jednak sam martwe dziecię przywrócił do życia, przekonał się, że lekarz, o którym mu Hermolaus wspomniał, istnieje rzeczywiście i jest Panem życia i śmierci. To samo mawiał przecież Pan Jezus do niewiernych żydów: „Chociażbyście Mnie wierzyć nie chcieli, wierzcież uczynkom” (Jan 10, 38). Zasadą tą przejął się Kościół katolicki, ale tylko on jeden, gdyż on jeden tylko może poprzeć prawdę nauki Boskiej niezliczonymi cudami. Cuda jednają wiarę prawdziwej religii, są przeto potrzebne.

  1. Tworząc człowieka, nadał mu Bóg przeznaczenie, a obdarzywszy go wolną wolą, wskazał mu drogę, co czynić należy, aby osiągnąć cel przeznaczony. Przepisy te i nauki zawarte są w przykazaniach Bożych. Wolę Bożą głosili i objawiali od dawien dawna patriarchowie, prorocy, po nich Jezus Chrystus i ustanowiony przezeń Kościół; wiarę tę stwierdzały liczne cuda, w których i prosty wieśniak i wysoko wykształcony filozof musi uznać dzieła Boga żywego i świadectwa okazujące prawdziwość nauki Jego.
  2. Nie ma naturalniejszego jak to, że Bóg, bądź to gdy błagamy Go o pomoc w biedzie i utrapieniu, bądź, gdy przeciw Niemu wykraczamy i gniew Jego wywołujemy, swą dobroć i sprawiedliwość w cudach okazuje. Gdybyśmy mieli sprawę z Bogiem urojonym, wytworem naszej wyobraźni, nie mogłoby być mowy o cudach, o jakich pisze Pismo święte, a dzieje Kościoła katolickiego przez blisko 2000 lat są wymownymi i dla każdego jasnym świadectwem i dowodem, że założona przez Jezusa Chrystusa religia jest jedynie Boską, świętą i prawdziwą.

Footnotes:

1

Psalm CXXVIII. 2.

Tags: św Pantaleon „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik lekarz nawrócenie cuda
2020-07-25

Św. Jakóba Starszego, Apostoła

Żył około roku Pańskiego 44.

(Żywot jego wyjęty jest z Pisma świętego i dziejów Kościoła.)

Święty Jakób przezwany starszym, dlatego że od drugiego świętego Jakóba Apostoła pierwéj został do apostolstwa powołanym, był rodem z Betsaidy miasta Galilejskiego. Rodzicami jego byli Zebedeusz i Salomea, którzy mieli i drugiego syna, a tym był święty Jan Ewangelista. Mieszkał z ojcem w Betsaidzie, gdzie przebywali i święci Piotr, Filip i Andrzéj. Trudnił się rybołówstwem. Utrzymują jednak dawni pisarze kościelni, że był on zamożniejszy od Piotra i Andrzeja, gdyż ci trudniąc się tymże sposobem zarabiania na życie, własnych łodzi nie mieli; Jakób zaś i Jan, albo raczéj ich ojciec, miał łodzie własne.

Święta Salomea matka świętego Jakóba, która została jedną z pierwszych uczenic Pana Jezusa, i całą swoję rodzinę niezwłocznie przyciągnęła do wiary. Święty Epifaniusz utrzymuje nawet, że święty Jakób był jednym z uczniów świętego Jana Chrzciciela, i że jegoto Przesłannik Pański wysłał był do Chrystusa Pana, z zapytaniem czy On jest oczekiwanym Zbawicielem. Skoro téż Syn Boży zaczął ogłaszać Swoję naukę, święty Jakób już go nie odstępował, lecz do apostolstwa nieco późniéj powołany został.

Dnia pewnego, dwaj ci bracia z ojcem swoim siedzieli w łodzi, zasmuceni że przez całą noc trudząc się, nie złowić nie mogli, kiedy nadszedł Pan Jezus, otoczony wielką rzeszą ludu. Wstąpił w łódź świętego Piotra który tam był niedaleko, i kazał mu, wypłynąwszy na pełne morze, zarzucić sieci. Połów był tak obfity, że sieć rwała się. Wezwano więc na pomoce świętych Jakóba i Jana z ludźmi których mieli z sobą, Ci przybyli i taką wielką liczbą ryb napełnili obie łodzie, że tylko co nie zatonęły. Uderzony święty Jakób takim cudem, wraz z bratem swoim świętym Janem, postanowił opuscić już wszystko i iść za Chrystusem, co téż wkrótce i spełnili.

W kilka dni potém, Pan Jezus przechodząc ponad jeziorem Genezareckiém, mając już przy sobie świętych Piotra i Andrzeja, ujrzał Jakóba i Jana, którzy w łodzi swojéj sieci naprawiali. Zawezwał i ich aby szli za Nim. Obaj bracia nie zawahali się ani chwili, opuścili łodzie, sieci, rybaków którzy im służyli, ojca, słowem wszystko co posiadali i co im było najdroższego, i poszli za Chrystusem. Tak śpieszne posłuszeństwo na głos wołającego Pana Jezusa, zjednało im szczególne u Niego łaski. Święty Jakób jak to widzimy z opowiadania Ewangelii świętéj, używał zawsze szczególnych względów Zbawiciela. Był obecnym gdy Syn Boży uzdrowił świekrę świętego Piotra; toż samo gdy wskrzesił córkę Jaira. Późniéj gdy na górze Tabor miał się okazać chwałą niebieską otoczony, wziął był z sobą i świętego Jakóba. Tyle dowodów szczególnéj łaskawości Jego dla tych obydwóch braci (bo jak wiadomo święty Jan był ulubionym uczniem Pańskim) skłoniły ich matkę do zaniesienia do Niego za synami swymi bardzo dziwnéj prośby. Pan Jezus powiedział był, że dwunastu Jego Apostołów, zasiadać z Nim będą w Niebie, na dwunastu tronach. Matka świętych Jakóba i Jana przystąpiła do Niego, i uklęknąwszy prosiła żeby i jéj dwóch synów umieścił obok siebie: jednego po prawicy, drugiego po lewicy Swojéj. Zbawiciel na to, zwracając się do świętych Jakóba i Jana, zapytał ich, czy są gotowi pić z tego kielicha, z którego i On pić będzie, co znaczyło, czy są gotowi ponieść za Niego wszelką mękę i śmierć samę. Święty Jakób, z całego serca odpowiedział iż gotów jest na to. Co téż w istocie dotrzymał, gdyż męczeńską śmiercią z tego świata zeszedł.

Na sześć miesięcy przed męką Swoją, gdy Pan Jezus szedł z Galilei do Judei, a w pewném miasteczku Samarytanie zamknęli przed nim bramy, Jakób i Jan do żywego dotknięci taką obelgą wyrządzoną ich Boskiemu mistrzowi, zapytali czy pozwoli im aby sprowadzili z Nieba ogień, na tych zbrodniarzy. Pan Jezus naganił im to, przypominając iż duch Ewangelii którą On przyszedł ogłosić, jest przedewszystkiém duchem łagodności i miłości. Dwaj ci bracia jak to właśnie i z tego oto zdarzenia wnosić można, byli bardzo żywego usposobienia, i dla tegoto Pan Jezus przezwał ich Boanevges, to znaczy Synowie gromu, co znowu było przepowiednią, że Święci ci bracia, mieli gromić błędy bałwochwalstwa.

Święty Jakób był także jednym z tych trzech Apostołów, których Pan Jezus przypuścił był do tajemnicy Swojéj męki podczas modlitwy w Ogrójcu. Był on więc jednym z tych których Zbawiciel, niejako dla pociechy Swojéj, chciał mieć w téj strasznéj godzinie bliżéj Siebie obecnych. Po zmartwychwstaniu Pańskiém, święty Jakób znajdował się zawsze w gronie Apostołów, kiedy Pan Jezus się im objawiał. Po zesłaniu zaś Ducha Świętego, zaczął najprzód przebiegając miasteczka i wsie Ziemi Żydowskiéj, ogłaszać Ewangelią, a wkrótce potém, bo zanim jeszcze Apostołowie podzielili między siebie narody całego świata, Święty ten Apostół puścił się do Hiszpanii. Po dziś dzień w mieście Saragossie, widzieć można w kościele słup jaspisowy, na którym okazała mu się przenajświętsza Panna, jeszcze wówczas żyjąca, i kazała mu wybudować tam kaplicę pod Jéj wezwaniem, zamienioną późniéj na wspaniały kościół, nazwany kościołem Przenajświętszéj Maryi Panny od słupa. Piszą jednak, że święty Jakób niewiele dusz pozyskał Chrystusowi w Hiszpanii, i że tylko dziewięciu tam pogan podówczas nawrócił. Wkrótce téż wrócił do ziemi Żydowskiéj, gdzie z największą gorliwością i poświęceniem się głosił słowo Boże, i wielkie cuda czynił.

Żydzi którzy często wyzywali go na publiczne rozprawy, nie mogąc mu sprostać i za każdą razą przez niego pobici, a szczególnie widząc iż cuda jakie czyni, ułatwiają mu nawracanie wielu Starozakonnych, umyślili użyć przeciwko niemu sławnego w Jerozolimie filozofa i czarnoksiężnika, nazwiskiem Hermogenes. Przyszli więc do niego, prosząc go i bogate mu dary składając, żeby wdawszy się w publiczną rozprawę ze świętym Jakóbem, odniósł nad nim zwycięstwo. Przyrzekł to zrobić ów pyszny filozof, lecz utrzymując że niewarto aby się sam trudził, wysłał ucznia swego Fileta mówiąc: „Dość będzie tego ucznia mojego.” Filet rozpocząwszy hardą rozprawę ze Świętym Apostołem, w końcu tak został przez niego przekonany, iż wróciwszy do swego mistrza, wyznał iż zostaje chrześcijaninem i jemu toż samo radzi. Oburzony tém Hermogenes, używszy czarnoksięzkiéj sztuki, tak związał Fileta szatanami, iż się z miejsca ruszyć nie mógł i rzekł: „Niech cię twój mistrz Jakób teraz wybawi.” Święty dowiedziawszy się o tém, posłał mu chustkę swoję, i polecił aby wziąwszy ją w rękę powiedział te słowa Psalmu Dawidowego: „Pan rozwiązuje spętane” 1. Co gdy wyrzekł Filet, wolnym się uczuł i co prędzéj do świętego Jakóba pobiegł. Widząc to Hermogenes, wysilał się z całą swoją sztuką czarnoksięzką i wzywał szatanów, aby mu Jakóba i Fileta związanych przyprowadzili. Lecz gdy to czynił, zstąpił Anioł i kazał szatanom aby związawszy samego Hermogenesa, zaprowadzili do Jakóba, który ujrzawszy go powiedział do Fileta: „Pan go upokorzył; a że Pan każe nam dobrém za złe płacić, w imię tegoż Pana ty go od złych duchów oswobódź.” Gdy to Filet spełnił, rzekł Jakób do Hermogenesa: „Teraz idź gdzie chcesz.” Lecz Hermogenes obawiał się wyjść z domu Jakóba, mówiąc iż go złe duchy powtórnie opętają. Wtedy Jakób dał mu swoję laskę, z którą Hermogenes idąc, od złych duchów żadnéj nie poniósł szkody. Wróciwszy do domu, wszystkie księgi czarnoksięzkie i filozoficzne zebrawszy, odniósł je do świętego Jakóba i upadłszy mu do nóg zawołał: „Wybawicielu dusz ludzkich, przebacz mi i zmiłuj się nade mną, a tego który był twoim nieprzyjacielem, przyjm za ucznia twojego.” Święty Apostół przycisnął go do serca, co prędzéj wyuczył tajemnic wiary świętéj i ochrzcił. Odtąd Hermogenes stał się najwierniejszym sługą Chrystusowym; głosił Jego naukę i nawet cuda czynił.

Żydzi widząc iż tym sposobem nietylko nie pozbyli się świętego Jakóba, lecz jeszcze więcéj go rozsławili, dnia pewnego, gdy miał do licznie zgromadzonych kazanie dowodząc Bóstwa Chrystusa Pana i że spełnia się na Nim proroctwo o przyjść mającym Zbawicielu, rzucili się na niego tłumnie, zbili i zawiedli przed króla Heroda Agryppę, panującego podówczas w Judei, a wnuka tego Heroda który był zamordował świętego Jana Chrzciciela. Oskarżali go, o buntowanie ludu przeciwko niemu i cesarzowi rzymskiemu. Agryppa który oddawna szukał sposobności aby sobie zjednać Żydów ciągle mu niechętnych, skazał go na ścięcie. Żyd który go sam prowadził do Agryppy nazwiskiem Jozyasz, widząc stałość i odwagę z jaką przyjmował ogłoszenie wyroku śmierci święty Jakób, wyznał niezwłocznie iż i sam chce być chrześcijaninem, za co także na śmierć został skazany. Gdy ich obu prowadzili na ścięcie Jozyasz upadł do nóg Jakóbowych, prosząc go o przebaczenie. Święty podniósł go i ucałował, mówiąc: „Pokój z tobą” (pax tibi), i od téjto chwili ten rodzaj pozdrowienia upowszechnił się między chrześcijanami i nawet w obrzędach Mszy świętéj został zamieszczony.

Gdy przyszli na miejsce stracenia, święty Jakób ukląkł, modlił się, i gorąco dziękował Panu Jezusowi, iż jego to spotkało szczęście że z Apostołów pierwszy krew swoję za Niego przelewał. Umęczony został roku Pańskiego 44, około pory wielkanocnéj, a święto jego dziś Kościół Boży obchodzi. Po jego śmierci która nastąpiła w Jerozolimie, uczniowie tam pochowali jego ciało; lecz wkrótce, ci którzy z nim przybyli z Hiszpanii, zawieźli je do tego kraju i złożyli w mieście Kompostella. Sami zaś zajęli się opowiadaniem słowa Bożego, a poparci cudami któremi Pan Bóg grób tego Swojego sługi uświetnić raczył, niezliczone mnóstwo pogan nawrócili. Tak tedy zwłoki świętego Apostoła po jego Śmierci, dopełniły tego żniwa, które on za życia w tym kraju zaczął.

Pożytek duchowny

Piszą że tak jak święty Jan Ewangelista, ulubiony uczeń Pański, dla tego do szczególnych względów Zbawiciela został przypuszczony, że był niepokalanéj czystości, tak i święty Jakób dla tego miał wielkie u Pana Jezusa łaski, że tąż cnotą nieskalaną, od młodości jaśniał. Pamiętaj że jak cnota świętej czystości ściąga najobfitsze łaski dla duszy, tak grzechy jéj przeciwne szpecą ją najwięcéj w oczach Boga. Dla tego z cnót wszystkich ona głównie czystość duszy stanowi, i cnotą czystości jest nazwaną.

Modlitwa (Kościelna)

Racz Panie lad twój strzedz i uświęcać, aby Apostoła Twojego Jakóba wsparty pośrednictwem, i postępkami swojemi Tobie się podobał, i w swobodzie ducha Ci służył. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 617–619.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 594

Większej radości zaiste doznał święty Ja kub, niosąc życie w ofierze za swego Mistrza i Pana, aniżeli gdyby go Chrystus był posunął do wysokich godności i dostojeństw ziemskich. Było to niezawodnie skutkiem jego gorącej i żywej wiary. Stąd wynika nauka abyśmy:

  1. Niewzruszoną wiarę mieli w to, co Bóg ludzkości objawił na jej dobro i zbawienie. Nie wierzmy przeto ani własnym przekonaniom i urojeniom, ani cudzej powadze, ale poddajmy rozum pod powagę samego Boga, gdyż jedynie On sam jest prawdą. Człowiek mimo najlepszej chęci i najgorliwszego dochodzenia prawdy może się mylić, jak nas uczy codzienne doświadczenie. Cała ludzkość również mylić się może, a tylko jeden Bóg jest nieomylnym. Wierząc Bogu, mamy największą rękojmię prawdy tego, w co wierzymy, a poddając z potulnością dziecięcia wolę i rozum swój Jego powadze, przynosimy Mu najmilszą ofiarę.
  2. Treść wiary, jaką nam podaje Kościół katolicki, pochodzi od Boga i jest Jego objawieniem. Jest to prawdą niewątpliwą, nie potrzebującą dowodów. Tylko Bóg mógł dać 12 biednym rybakom siłę do wykorzenienia pogaństwa i osadzenia wszędzie krzyża, jako oznaki nowej wiary. Bóg tylko mógł natchnąć tysiące Męczenników taką siłą i stałością, że dumni cesarze rychlej znużyli się okrucieństwem, aniżeli Męczennicy zachwiali się w wierze; Bóg tylko mógł uszlachetnić naturę ludzką i zapalić ją do ubiegania się o cnoty, jakie podziwiamy u świątobliwych katolików wszelkich powołań, obojej płci i każdego wieku; Bóg tylko mógł obalić świątynie pogańskie, i zniszczyć ohydną niewolę, a na ich gruzach stawiać szpitale, przytułki dla sierot i szkoły. Kościół katolicki to wszystko zdziałał i dotychczas działa, na co są niezliczone świadectwa i dowody. On jeden jest narzędziem i głosem Boga; kto weń wierzy, wierzy w Boga samego.

Footnotes:

1

CXLV. 7.

Tags: św Jakub Starszy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna apostoł męczennik Ewangelia Ogrójec czystość
2020-07-24

Św. Krystyny, Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 200

(Żywot jéj był napisany przez Adona Arcy-Biskupa Trewirskiego.)

Święta Krystyna rodem z miasta Tyru we Włoszech, dziś już nieistniejącego, w księstwie Toskanii niegdyś położonego, była córką Urbana, tegoż miasta Wielkorządcy za cesarza Septymiusza Sewera. Żyła w końcu drugiego wieku. Prześladowanie wiernych srożyło się pod tę porę w tym kraju, a ojciec jéj Urban, był jednym z najzaciętszych wrogów chrześcijaństwa. We własnym swoim pałacu przeznaczył salę, w któréj przesłuchiwał zwołanych na sąd chrześcijan, i zadawał im tam najstraszniejsze męki. Krystyna dzieckiem jeszcze będąc, przypatrywała się temu, i ztąd po raz pierwszy poznała czém jest religia chrześcijańska. Święte prawdy za wyznanie których umierali w jéj oczach Męczennicy, wielkie na niéj zrobiły wrażenie, i w krótkim czasie zapragnęła zostać chrześcijanką. Opatrzność Boska zesłała jéj dwie panie już nawrócone, które w największéj tajemnicy przed jéj ojcem ułatwiły Krystynie przyjęcie Chrztu świętego. Jakiś czas ukrywała się z tém najstaranniéj; lecz razu pewnego, gdy nie miała czém wesprzeć kilku ubogich w ostatniéj nędzy będących, pogruchotała srebrne bożyszcza które ojciec z wielką czcią w domu przechowywał, i kawałki srebra tym biednym rozdała.

Urban, który już od niejakiego czasu wpadał na myśl że i jego córka jest chrześcijanką, do najwyższego stopnia rozgniewany, przywołał ją do siebie, i najprzód łagodnemi słowy, tak ją zapytał: „Czy to być może żebyś to ty popełniła taką zbrodnię, ośmielając się zgruchotać nasze bogi?” Krystyna wtenczas miała lat dziesięć: – „Zabawneż to bogi, odpowiedziała ojcu, które taka mała dziewczyna jak ja, mogła poniszczyć! Czyż to podobna mój ojcze, abyś wyznawał bogami bałwany, ukute z takiego kruszcza z jakiego mamy porobione naczynia do stołu?” Na taką odpowiedź, Urban w największém uniesieniu zagroził jéj śmiercią, jeśli bogów cesarskich za prawdziwych uznać nie zechce. „Możesz ojcze drogi pozbawić mnie życia, odrzekła dziewczynka, lecz nie możesz pozbawić mnie wiary w Jezusa Chrystusa, w którym mam nadzieję że mi da przetrwać wszelkie męki.” Urban wpadłszy we wściekłość, kazał ją najprzód smagać rózgami, a widząc że Krystyna znosi to tak spokojnie jakby ją nic nie dolegało, kazał szarpać jéj ciało żelaznemi hakami. Kaci tak okrutnie ją mordowali, że kości widać było, a kawałki ciała po całéj sali rozrzucone leżały. Święta cudownie wsparta, jakby nic nie cierpiała, sama pozbierała je z ziemi i przed ojcem złożyła. Barbarzyniec ten, nietylko się tém nie wzruszył, lecz przeznaczając ją na nowe męki, kazał okuć w kajdany i do więzienia wtrącić. Tam posłał do niéj całe rodzeństwo i wszystkich krewnych, aby ją namawiali do odstępstwa od wiary. A gdy z podziwieniem, zastali oni ją ze wszystkich ran poniesionych, cudownie uzdrowioną, i w wyznawaniu Chrystusa wytrwałą, donieśli o tém ojcu. Okrutnik ten przypisując to wszystko czarom, kazał córkę uwiązać do koła, pod którém ogień rozpalono, i nad nim obracać ją i smażyć, a wierzchu lać na nią oléj wrzący. Męczeństwo było nadzwyczajne, lecz i cud niemniéj wielki. Święta żadnego nie czuła bolu, a wrzący oléj i płomienie ogarnąwszy katów i wielu pogan tam obecnych, popalił ich na śmierć. Urban kazał Krystynę odprowadzić do więzienia, gdzie stanął przed nią Aniół i wszystkie jéj rany zagoił. Dowiedziawszy się o tém ojciec kazał uwiązać u jéj szyi ogromny kamień, i wrzucić ją w jezioro. Rozkaz spełniono, lecz tenże Aniół zstąpił, i Krystynę po wierzchu wody idącą na brzeg wyprowadził. Urban wpadł w taką złość, iż tknięty paraliżem na miejscu umarł.

Następca jego nazwiskiem Dijon, postanowił, jak powiadał, pomścić na niéj nietylko zniewagę bogów, lecz i śmierć ojca. Na większe szyderstwo z téj młodéj dziewczynki, kazał zrobić kolebkę z żelaza, napełnić ją smołą i olejem wrzącym, i wrzucić w nią Krystynę. Ta przeżegnała kolebkę, i sama się w nią położyła, mówiąc: „Dobrześ zrobił, żeś mi kolebkę jak dziecięciu przyrządził, gdyż w istocie rok temu dopiéro, jak przez przyjęcie Chrztu świętego narodziłam się prawdziwie. Zanurzona zaś we wrzącéj smole i oleju, wyszła z kolebki jak najzdrowsza. Na rozgłos takiego cudu, wielka liczba zbiegła się pogan. Wielkorządca kazał Krystynę zaprowadzić do świątyni Apolina, aby tam ofiarę złożyła. Pośpieszył za nią i lud cały, aby widzieć jak ta dziecina postąpi. Lecz zaledwie weszła na próg świątyni, posąg Apolina spadł na ziemię i w kawałki się zgruchotał, a w tejże chwili Wielkorządca upadł nieżywy. Na widok tego wszystkiego, sami kaci upadli do nóg Świętéj, głośno wyznając że tylko ten Bóg w którego ona wierzy, jest Bogiem prawdziwym. Do nich przyłączyli się prawie wszyscy zgromadzeni tam poganie, wołając: że Bóg chrześcijański jest Bogiem prawdziwym, i w dniu tym trzy tysiące osób przyjęło Chrzest święty.

Zdarzenie tak cudowne, wielkie wrażenie w całém mieście i okolicy wywarło. Krystynę puszczono na wolność, gdyż nikt już nie chciał i nie śmiał wszczynać jéj sprawy. Owszem, ponieważ po śmierci Wielkorządcy wszystko było jakby w zawieszeniu, chrześcijanie przeto większéj swobody używali, i znaczna liczba pogan, tak z miasta jak i z okolicy nawracała się i Chrzest święty przyjmowała.

Przysłany na miejsce Dijona nowy wielkorządca nazwiskiem Julian, dowiedziawszy się o wszystkiém co zaszło, i co tak wielkiego rozgłosu w kraju całém nabrało nie wahał się uważać to jedynie za czarnoksięstwo, któremu zwykle poganie wszystkie cudowne zdarzenia zaszłe przy zadawaniu śmierci Męczennikom za wiarę, przypisywali. Szczególnie zaś, chodziło mu o przywrócenie obrządków pogańskich, które w całém mieście, po cudowném obaleniu posągu Apolina, prawie zupełnie zaniedbane zostały. Postanowił więc przedewszystkiém zmusić Krystynę do oddania czci bożkom; w tym celu kazał stawić ją przed sobą, i rzekł do niéj groźnie: „Słuchaj mała dziewczyno: ja się twoich czarów nie lękam; albo w tejże chwili oddasz cześć naszym bogom, albo cię wrzucę w piec rozpalony, i póty cię tam trzymać będę, póki się na popiół nie spalisz.” – „Możesz to uczynić, odpowiedziała Krystyna, lecz ja czci nie oddam, jeno Jezusowi Chrystusowi Bogu prawdziwemu.” Julian kazał rozpalić ogień w wielkim piecu, i wrzucić tam Krystynę, z którą znowu Pan Bóg powtórzył cud trzech młodzieńców Babilońskich w piecu męczonych. W piecu tym pięć dni ją smażono, codzień coraz silniejszy rozniecając ogień: a Krystyna ciągle głośno śpiewała jużto Psalmy, już pieśni pobożne, i po tych dniach pięciu wyszła z pieca, nie mając ani jednego włosa na głowie spalonego.

Wtedy wielkorządca, jak to piszą akta męczeńskie téj Świętéj, zawezwał najsławniejszego czarnoksiężnika, pytając go jakim sposobem mógłby zamęczyć Krystynę. Ten doradził aby ją zamknąć w piwnicy napełnionéj wężami, gadzinami i skorpionami, to jest najjadowitszemi pająkami, i że od ich ukąszeń zginie niechybnie. Julian spełnił tę barbarzyńską radę, lecz jak płomienie tak i gady ciała Świętéj dziewczynki tknąć się nie śmiały. A że w téj piwnicy, zanurzona w wężach i gadzinach, nie przestawała opiewywać chwałę Boga najwyższego, tyran kazał jéj język uciąć. Odcięty przyniesiono Julianowi, lecz Krystyna mowy i głosu pomimo tego nie straciła, i jeszcze głośniéj i wyraźniéj śpiewała powtarzając te słowa Psalmu Pańskiego: „Błogosławiony Pan który nas nie dał w zachwycenie zębom ich, dusza nasza jako wróbel wyrwana jest ze sidła łowiących; sidło się potargało a myśmy wybawieni. Wspomożenie nasze w imieniu Pańskiém, który stworzył niebo i ziemię” 1. I znowu: „Bałwany pogańskie srebro i złoto, robota rąk człowieczych” 2.

Ten nowy cud, rozgłoszony pomiędzy pogany, jeszcze większą ich liczbę nawrócił. Wielkorządca, niewiedząc już jak sobie poradzić, kazał Krystynę uwiązać u góry wysokiego słupa, i póty ją przeszywać strzałami aż skona. Rozpięta na nim Krystyna, spragniona oglądać w Niebie Boga swojego, za którego, wsparta Jego łaską, z takiém męstwem tyle już prób przetrwała, zaczęła się modlić, aby przecież ją Pan Jezus korony męczeńskiéj nie pozbawiał, za którą ta dziewica ledwie żyć poczynająca, oddawna wzdychała. Wysłuchał ją Pan Bóg: i po pierwszych strzałach które na nią wypuszczono, poszła do Nieba. Umęczona została 24 Lipca około roku Pańskiego 200,

Pożytek duchowny

Jak zadziwiającém jest męstwo téj dziewczynki w jej wytrwałości przy wierze świętéj, tak oburzającém barbarzyństwo jéj ojca, którego zaślepienie do takiego wyrodnego okrucieństwa przywiodło. Iluż to rodziców słabéj lub żadnéj wiary, przeszkadzając dzieciom żyć pobożnie i po chrześcijańsku, podobnież zaślepieni, chociaż nie tak wyraźnego, lecz także niemałego nad własnemi dziećmi dopuszczają Się okrucieństwa.

Modlitwa (Kościelna)

Niech nam, prosimy Panie, wyjedna przebaczenie grzechów, błogosławiona Krystyna dziewica i Męczenniczka, która tak wiele przed Tobą położyła zasług, i cnotą czystości i męstwem, jakiém ją w męczeństwie obdarzyłeś. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 614–616.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 589-590

Czyimże dziełem była ta nieugięta stałość, nieulękłość, cierpliwość i niepojęta wytrwałość świętej Krystyny? Na to jedna tylko jest odpowiedź: cuda te sprawiła łaska uświęcająca.

Łaska ta wytwarza w człowieku trzy cnoty, trzy dary nadprzyrodzone, tj. dar wiary w Boga Ojca, dar nadziei w Jezusie Chrystusie jako oswobodzicielu i Zbawicielu naszym, i dar miłości ku Duchowi świętemu, w którym jednoczy się niejako miłość Ojca i Syna. Święty Tomasz z Akwinu tłumaczy i wyjaśnia to działanie łaski uświęcającej w ten sposób: „Jak łaska naturalna, która czyni człowieka człowiekiem, udziela mu sił i zdolności czynienia i osiągnięcia tego, co człowiek ma czynić i osiągnąć, tak łaska uświęcająca, która go czyni nową istotą, dziecięciem Boga, udziela mu tych sił i zdolności, za pomocą których może to czynić i to osiągnąć, co osiągnąć powinien jako dziecię Boże, tj. szczęście w Bogu”. Okażmy przeto wdzięczność Bogu, uświęcając i oczyszczając skłonności i popędy naturalne aktami wiary, nadziei i miłości.

Łaska uświęcająca wytwarza w duszy naszej cztery cnoty kardynalne: mądrość, sprawiedliwość, wstrzemięźliwość i męstwo. Toteż św. Antoni mówi jak następuje: „Jak ze słońca wychodzą promienie ogrzewające i ożywiające naszą ziemię, tak z łaski Bożej płyną cnoty zdobiące dusze”. Podziwiajmy dobroć Boga, który nie tylko nas przyjął za dzieci swoje i stworzył nas istotami zdolnymi pojąć i miłować Go, ale opatrzył nas siłą budowania bliźnich, czynienia im dobrze i wpływania na ich poprawę. Korzystajmy przeto z tych nadprzyrodzonych sił i darów, tak jak św. Krystyna, abyśmy kiedyś mogli wejść do Królestwa niebieskiego i oglądać oblicze Stwórcy i Pana naszego.

Footnotes:

1

Psalm CXXIII. 6–8.

2

Psalm CXIII. 12.

Tags: św Krystyna „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik wychowanie cnoty
2020-07-23

Św. Apolinarego, Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 81.

(Żywot jego był napisany przez świętego Piotra Damiana Kardynała.)

Święty Apolinary w pierwszym wieku żyjący, był rodem z Antyochii. Gdy święty Piotr Apostoł, udawał się ztamtąd do Rzymu, pomiędzy wielu chrześcijanami których wziął z sobą, był i święty Apolinary. Wkrótce po przybyciu do Włoch, wyświęcił go na Biskupa, i posłał pomiędzy pogany do miasta Rawenny. Tam zamieszkał on najprzód u pewnego wojskowego imieniem Ireni, który miał syna ślepego, i który słysząc już o cudach jakie w imię Pana Jezusa czynili uczniowie Jego, oświadczył Apolinaremu, że jeśli przywróci wzrok jego synowi, nawróci się on z całą rodziną. Święty kazał przyprowadzić młodzieńca, i w obecności wielu osób przeżegnał mu oczy mówiąc: „Boże! wnieś w kraj ten znajomość Imienia Syna Twojego Jezusa Chrystusa, i nietylko oczy cielesne tego chłopięcia, lecz i oczy duszy ludu tego otwórz, aby kazania moje dały im poznać, iż Jezus Chrystus jest Bogiem prawdziwym.” Skoro to wyrzekł, ślepy wzrok odzyskał, a rodzice jego z całym domem ochrzczeni zostali. O cudzie tym, dowiedział się dowódca oddziału w którym służył ojciec uzdrowionego chłopczyka: a że miał żonę od wielu lat chorą i już bliską śmierci, zażądał aby przybył do niéj Apolinary. Udawszy się tam sługa Boży, zastał zgromadzony cały oddział wojskowy, a dowódca rzekł do niego: „Oto żona moja od lat wielu chora już umiera; jeśli masz na to środek jaki, ulecz ją.” A Apolinary: „Niech Bóg oświeci dusze wasze, abyście widząc cuda Jego, uwierzyli w Syna Jego Jezusa Chrystusa” i biorąc za rękę umierającą, powiedział do niéj: „W imię Pana naszego Jezusa Chrystusa wstań, i uwierz iż On jest prawdziwym Bogiem.” Chora natychmiast wstała wołając: „Wierzę w Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga.” Widząc to zgromadzeni żołnierze, razem z ich dowódcą, żoną jego i domownikami przyjęli wiarę świętą.

Apolinary zamieszkał wtedy w domu tego dowódcy, licznie gromadzących się na jego kazania pogan nauczał, i coraz ich więcéj nawracał. Dwanaście lat tak spędził, nie ściągając na siebie prześladowania. Lecz nakoniec kapłani pogańscy, widząc jak wielu z najzamożniejszych mieszkańców zostając chrześcijanami, pozbawiało ich dochodów jakie z nich mieli, oskarżyli Apolinarego przed Saturninem Wielkorządcą Rawenny, że onto głównie odwodzi lud od wiary w bogi cesarskie. Saturnin zawezwał go do świątyni Jowisza, i wskazując mu różne bożyszcza ulane ze złota i srebra, kazał mu składać im ofiary. Na to odrzekł mąż Boży: „Lepiéj by było gdybyście tak wiele złota i srebra tego na wsparcie ubogich obrócili, aniżeli leli bałwany, w których cześć oddajecie szatanowi.” Na te słowa Wielkorządca kazał go bić do śmierci, i gdy sądzili że już jest zamordowany, wrzucili go do morza. Lecz go Pan Bóg cudownie z głębi wód wyratował, a chrześcijanie nadbiegłszy, ukryli Świętego w swoim domu.

Po sześciu miesiącach, pewien zacny mieszczanin Rawenny nazwiskiem Bonifacy, który sparaliżowany stracił był mowę, dowiedziawszy się że Apolinary żyje, zawezwał go do siebie aby go uzdrowił. Wchodząc do domu Bonifacego, nasz Święty najprzód córkę jego, opętaną uwolnił od złego ducha, a potém nad nim samym tak się pomodlił: „Panie Jezu Chryste, któryś usta tego człowieka zamknął, aby już nie wzywał bałwanów; wróć mu mowę, aby Imię Twoje wychwalał, wierząc w Ciebie jako w Boga prawego.” A gdy obecni chrześcijanie odpowiedzieli: „Amen” w tejże chwili Bonifacy odzyskał mowę i zawołał: „Nie masz innego Boga, prócz tego którego Apolinary głosi.” Z nim razem pięciuset pogan nawróciło się.

Gdy z tego powodu, dowiedzieli się poganie że Apolinary w zadaném mu przez nich męczeństwie nie umarł, wyszukali go, i powtórnie okrutnie zbiwszy, zakazali aby już odtąd nie ważył się ogłaszać Chrystusa. Lecz on leżąc skatowany na ziemi wołał: „Jezus Chrystus jest Bogiem prawdziwym.” Porwali go tedy kaci, i rozsypawszy węgle rozżarzone, kazali mu stąpać po nich bosemi nogami. Święty chodził po nich nie czując najmniejszego bolu, i głośno Zbawiciela wychwalał. Widząc to oprawcy, zbili go znowu, i nawpół żywego wyrzucili za miasto. Sługa Boży wstał w kilka godzin zdrów zupełnie, i wróciwszy do miasta, znowu jak przedtém nauczał i chrzcił bardzo wielką liczbę nawracających się na widok takich nad nim i przez niego, spełniających się cudów.

Wielkorządca zawiadomiony że jeszcze żyje ten wielki cudotwórca, wskazał go na wygnanie do prowincji Emilii. Gdy go tam na baczném oku mieli, Rufinowi Senatorowi w Rawennie, śmiertelnie zachorowała jedyna jego córka. Strapiony ojciec, przypomniawszy sobie co słyszał o cudach Apolinarego, kazał go co prędzéj sprowadzić. Lecz gdy on zaledwie wchodził do jego domu, chora skonała, co widząc Rufin rzekł do Świętego: „Widzę, że mnie bogowie skarali za to, żem się udał do ciebie ich wroga.” – „Tak nie jest, odpowiedział Apolinary, przyrzecz mi że uwierzysz w Chrystusa, a ja będę Go prosił aby ci córkę wskrzesił, i uczyni ci tę łaskę.” Przyrzekł ojciec, a Święty przystąpiwszy do umarłéj rzekł: „Panie Jezu Chryste! proszę Cię przez zasługi Piotra Apostoła Twojego, wskrześ tę umarłą” a do umarłéj: „Wstań i wezwij Stwórcę Twojego.” I wnet dziewica wstała i zawołała: „Jedyny prawdziwy jest Bóg ten, którego wyznaje Apolinary.” Po tym cudzie nawrócił się Rufin z żoną i z całym domem swoim, w liczbie trzechset dwudziestu czterech osób, a córka jego po Chrzcie świętym, poświęciła się na służbę Bożą aż do śmierci.

Doszła tymczasem wieść do cesarza, że Rufin pierwszy senator Rawenny, został chrześcijaninem. Złożył go więc z urzędu, i rozkazał Wielkorządcy, którym wtedy był Messalion, aby Apolinarego albo zmusił do oddania czci bożkom, albo z kraju znowu wygnał. Gdy Święty odstąpić Chrystusa nie chciał, zadawał mu Messalion straszne katusze, wśród których okryty ranami, ciągle a głośno wyznawał Imię Pańskie. Messalion spytał go: „Co cię przywodzi do tego, żebyś się wystawiał na takie męki?” A Święty odrzekł: „Gdy wytrwam w nich do końca, otrzymam wieczne szczęście.” Wielkorządca kazał go na nowo bić i katować, i rany wrzącą wodą zlewać, a Apolinary wśród téj znowu męki wołał do niego: „Okrutniku! uwierz w Chrystusa, bo inaczéj sam nie ujdziesz nie takiego ognia jakim mnie palisz, ale wiecznego.” Poranionego tedy, zbitego i poparzonego, wtrącili do więzienia, a nazajutrz wywieźli go na wygnanie, lecz już zupełnie zdrowego, bo tejże nocy stanął przed nim Anioł i wyleczył go cudownie.

Gdy wieźli go morzem, wszczęła się wielka burza, okręt rozbiła i wszyscy potonęli prócz Apolinarego, dwóch kleryków którzy z nim byli, i dwóch żołnierzy którzy zostali chrześcijanami. Przybywszy do brzegu, Apolinary uwolniony od swoich strażników, udał się najprzód do Mizyi, a potém do Tracyi, gdzie długo przebywał, i wielką liczbę pogan nawrócił. Lecz gdy tam bałwan w świątyni wyroki wydawać zaprzestał, z powodu obecności Świętego, poganie zbili go kijmi, i na łódz bez steru i wioseł wsadziwszy, na morze puścili, a wiatry przygnały go do portu blizkiego Rawenny. Chrześcijanie przyjęli go z czcią największą, lecz gdy dnia pewnego odprawiał potajemnie Mszę świętą, schwytała go gromada chłopstwa i zawlokła do świątyni Apolina, aby tam złożył ofiarę. Apolinary wzniósł ręce do Nieba, wezwał Pana Boga i posąg runął, rozbiwszy się w kawałki. Poganie zaprowadzili go przed Sędziego nazwiskiem Taurus. Ten miał syna od urodzenia ślepego. Apolinary wzrok mu przywrócił, a sędzia przez wdzięczność wysłał go skrycie do wioski którą posiadał daleko od miasta, i tam przebył on lat cztery, służąc chrześcijanom którzy do niego ciągle przybywali.

Cuda jakie tam czynił, wydały go i tą razą przed poganami. Kapłani oskarżyli go przed cesarzem Wespazyanem, i wyjednali u niego rozkaz wygnania z kraju wszystkich którzyby w czémkolwiek uwłaczali bożkom. Jeden z urzędników Raweńskich, kazał stawić przed sobą Apolinarego, a nie mogąc wymódz na nim odstępstwa, postanowił zadać mu srogie męki. Lecz zostawiając mu czas do namysłu, zlecił straż nad nim jednemu z wojskowych, który będąc tajemnie chrześcijaninem, ułatwił Świętemu ucieczkę. Skoro się o tém dowiedziano, wysłano za nim w pogoń siepaczy. Ci dognawszy go zbili tak okrutnie, iż sądząc że już nieżywy, zostawili go leżącego na drodze. Znaleźli go nadchodząc chrześcijanie, poznali i zanieśli do mieszkania, gdzie po siedmiu dniach zakończył życie. Oddał Bogu ducha dnia 23 Lipca, roku Pańskiego 81. Rządził kościołem Raweńskim lat dwadzieścia pięć, podczas których tak wiele razy zarobił sobie na koronę męczeńską.

Pożytek duchowny

Tylokrotne cudowne zachowanie przy życiu świętego Apolinarego, którego żadne męki od sprawowania jego pasterskiego obowiązku nie powstrzymywały, były nagrodą jego mężnéj wytrwałości. Niech cię to uczy że wytrwałość w pełnieniu tego cośmy powinni, zawsze przezwycięża, za pomocą Bożą, wszelkie nastręczać się mogące do tego przeszkody.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Który wierność w służbie Twojéj, zawsze hojnie wynagradzasz, a który dzień ten męczeństwem błogosławionego Apolinarego uświęciłeś, daj nam sługom Twoim, pokornie prosimy, abyśmy obchodząc jego uroczystość, za jego wstawieniem się odpuszczenia grzechów dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 611–613.

Tags: św Apolinary „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik uzdrowienie
2020-07-20

Św. Małgorzaty, Panny i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 260.

Święta Małgorzata była jedyną córką pogańskiego kapłana Edezjusza w Antiochii Pizydyjskiej. Gdy matka rychło ją odumarła, oddano dzieweczkę na wieś do mamki, która ją potajemnie wychowała w wierze chrześcijańskiej. Uposażona hojnie od Boga rozlicznymi zaletami duszy i ciała, wyćwiczona w skromności i miłości Bożej, wyrosła na pobożną, rozumną i niezwykle urodziwą dziewicę.

Ojciec, zabrawszy ją z powrotem do domu, był bardzo zadowolony z jej postępowania, nietrudno jednak wyobrazić sobie jego przerażenia, gdy spostrzegł, że Małgorzata chodzi nocami na zgromadzenia chrześcijan. Rozgniewany zażądał wyjaśnienia. Nieulękła Małgorzata rzekła łagodnym głosem: „Tak jest, kochany ojcze, znam Chrystusa i miłuję Go z całego serca“. Ojciec zaklinał ją na wszystkie bogi, aby się wyrzekła nowej wiary. „Drogi ojcze — odpowiedziała dziewica — szczerze się modlę, abyś i ty przejrzał i dostąpił szczęścia poznania prawdziwego Boga“. Rozjątrzony kapłan posunął się do łajań, obelg i srogich pogróżek, a nawet chłost i zniewag, ale wszystko nadaremnie; wreszcie kazał ją odstawić na wieś, sądząc, że ciężka praca złamie jej opór. Małgorzata radowała się, iż znosi poniżenie dla Chrystusa i chociaż chodziła w łachmanach i upadała pod brzemieniem pracy, była spokojna i wesoła.

Sprzykrzywszy sobie wreszcie czekanie, przywołał ją ojciec do siebie, ponawiając pieszczoty i pogróżki. „Nigdy — odparła Małgorzata — nie wyprę się Chrystusa Pana, Zbawiciela mojego. Gotowam raczej krew zań wylać, tak jak On swoją za mnie wylał“. Nie posiadając się z gniewu, pobiegł kapłan do starosty Olibriusza i oskarżył ją przed nim o zmianę wiary. Oczarowany jej urodą Olibriusz, w ten sposób do niej przemówił: „Wyznać ci muszę, że cię żałuję. Jeśli cię bogowie uposażyli tak czarującymi wdziękami, bądźże im za to wdzięczną. Miłość moja uszczęśliwi cię, miejże zatem rozum i wybieraj, co wolisz, wysokie stanowisko, lub śmierć”. „Już jestem narzeczoną i oblubienicą Chrystusa — odrzekła dziewica. — Nie wyrzeknę się więc Niebios, aby pozyskać pył ziemski”. Rozsrożony tą odpowiedzią tyran kazał ją wziąć na tortury, siec rózgami, żelaznymi grzebieniami zdzierać jej ciało z piersi, rąk, pleców i nóg i tak się nad nią znęcać, że lud patrzący na to począł szemrać. Nasyciwszy swoją wściekłość, kazał ją starosta zamknąć w więzieniu, aby jej dać czas do namysłu.

W ciemnościach więziennych dziękowała święta Dziewica Bogu, że ją dopuścił do za szczytu męczeństwa i że udzielił jej łaski wytrwałości, gdy wtem zbliżył się do niej straszliwy nieprzyjaciel. Podanie mówi, iż napadł ją w podziemiu więziennym kusiciel w przerażającej postaci smoka ognistego i sycząc rzucił się na nią, jakby ją chciał pożreć; ale bohaterka chrześcijańska spojrzała nań z uśmiechem, przeżegnała się i ze słowami psalmisty na ustach: „Po żmii i po bazyliszku chodzić będziesz” (Ps. 90) śmiało postawiła nogę na karku potwora. Smok skręcił się w kłębek i skomląc zniknął, po czym dziwna światłość ogarnęła celę więzienną. Serce jej napełniło się niebiańską pociechą, straszne rany zagoiły się nagle, i przez całą noc śpiewała pieśni na cześć swego Boga. Gdy nazajutrz doniesiono Olibriuszowi, że Męczenniczka nie tylko jeszcze żyje ale i śpiewa, kazał ją przy wieść przed siebie. Jakież było zdumienie obecnych, gdy spostrzegli, że Małgorzata nie poniosła szwanku na ciele, że jest piękniejsza niż dawniej i że z obliczem jaśniejącym radością staje przed trybunałem sądowym. Starosta, płonąc ku niej miłością zmysłową, zaczął jej schlebiać: „Jesteś zaiste ulubienicą bogów. Cudem cię wyleczyli i pragną widocznie, abyś jako córka ich kapłana nie umierała tak rychło. Bądź im za to wdzięczna i oddaj im hołd powinny”. Dziewica, uniesiona szlachetnym oburzeniem, odrzekła: „Mylisz się! Nie jest to sprawa twych martwych bałwanów. Jezus Chrystus tylko mocen jest wyleczyć ciało z ran a duszę z grzechów, i pokrzepić tych, co weń wierzą. Jemu będzie cześć i chwała po wieki wieków”.

Tego było już zanadto zagorzałemu okrutnikowi, kazał przeto położyć dziewicę na blachach rozpalonych do czerwoności i odezwał się do niej z szyderczym urągowiskiem: „Chwal teraz twego Chrystusa, którego oblubienicą się mienisz; mów Mu, aby ci pomógł i oswobodził cię od ognia! Lecz może się jeszcze namyślisz i rada będziesz, jeśli ja będę dla ciebie łaskawszy od twego mniemanego oblubieńca?" Małgorzata z niebiańskim spokojem odparła: „Drwij sobie, jak ci się podoba. Męczarnie z twej ręki niedługo potrwają, pamiętaj wszakże, iż ciebie za wszystkie te prześladowania wyznawców Chrystusa nie minie ogień wieczny! Ten żar nie sprawia boleści mej duszy. Doskwiera tylko ciału, i to na krótką chwilę, a płomień piekielny trawić będzie ciało i duszę twoją zawsze, bez końca”. Olibriusz, chcąc się zemścić za te groźby, kazał przynieść ceber zimnej wody i wrzucić do niego na pół spaloną Małgorzatę, aby powiększyć jej boleści, ale w tej chwili zatrzęsła się ziemia, łańcuchy opadły z rąk i nóg Małgorzaty, znikły rany zadane jej przez oprawców i dał się słyszeć głos z Nieba: „Chodź, oblubienico Chrystusowa, weź wieniec, który ci Pan zgotował na zawsze!” Wielu obecnych, przerażonych tym oczywistym cudem, wyznało że i oni dzielą wiarę w potężnego i miłosiernego Boga, którego czci Małgorzata, i że są gotowi śmierć ponieść za Niego.

Starosta, nie wiedząc co począć, chwycił się ostateczności i skazał Małgorzatę na ścięcie. Z jaśniejącą twarzą uklękła dziewica na rusztowaniu, złożyła Bogu dzięki, pomodliła się za Kościół, kraj rodzinny, sędziów, schyliła głowę pod miecz katowski i odała Bogu ducha w roku 275. Nad jej grobem wybudowano wspaniały kościół.

Nauka moralna

Poznanie prawdziwego Boga i miłość ku Niemu była dla tej srogo udręczonej i okrutnie umęczonej dziewicy najpewniejszą drogą do Nieba. Z krótkiego rysu jej żywota wynika i dla nas zbawienna nauka. Abyśmy pokuszeniami i strapieniami, jakie nas otaczają, nie dali się sprowadzić na manowce, pamiętajmy:

  1. Że sam tylko Jezus Chrystus jest rzeczywistą i prawdziwą drogą do Nieba i szczęścia wiekuistego. W nieograniczonym miłosierdziu swoim, pragnąc podźwignąć rodzaj ludzki z grzechu i upadku, postanowił Pan Nieba i ziemi poświęcić swego jednorodzonego Syna, „aby wszelki, kto wierzy weń, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jan 3, 16). Współistotny przeto Syn Boży zstąpił z Niebios na ziemię, aby nie tylko bolesną śmiercią zmazać grzechy nasze, ale aby żył między nami, znosił biedę, trudy, prześladowania, pościł i modlił się, płakał, smucił się i radował wespół z ludźmi, aby być wszystkim przewodnikiem i wskazywać im drogę do Nieba. Ojciec przedwieczny stwierdził to słowami: „Ten jest Syn Mój miły: Jego słuchajcie” (Łuk. 9, 35). Sam zaś Chrystus powiedział: „Jam jest droga i prawda i żywot” (Jan 14, 6), a święty Piotr oświadczył: „Albowiem na to wezwani jesteście, bo i Chrystus cierpiał za nas, zostawiając wam przykład, abyście naśladowali tropów Jego” (1 Piotr 2, 21).
  2. Jezus Chrystus jest jedyną drogą do Nieba i nie ma innej drogi jak tylko naśladowanie Jego. Ojciec niebieski mówi u Łukasza św. w rozdz. 9, wierszu 35: „Jego słuchajcie”, tj. nie zważajcie na pochwały lub nagany ludzkie, na blask złota lub pokusy świata, gdyż te rzeczy nie nasycą serc waszych i rozejdą się jak dym, lecz trzymajcie się tego, który jest prawdą i miłością. Naśladujcie św. Małgorzatę, która nie ulękła się ognia ziemskiego, nie przychyliła się do życzeń ojca i nie przestraszyła się pogróżek Olibriusza, bo nadzieję pokładała jedynie w żywym Bogu. Tylko Zbawiciel bowiem jest jedyną drogą, wiodącą do Nieba, a jedynym zamiarem, jaki Bóg miał, wybierając i powołując nas do chrześcijaństwa, był ten, abyśmy się starali być podobnymi Jego Synowi. Nie schodźmy przeto z tej drogi i nie wypierajmy się nigdy Jezusa Chrystusa.

Modlitwa

Święta Małgorzato, Męczenniczko Pańska, któraś w mocnym zaufaniu ku Bogu pokonała złego ducha i zniweczyła chytre jego zamysły, uproś nam łaskę u Boga, abyśmy również wszelkim nagabywaniom i pokusom jak najusilniej opierać się mogli, a tym samym wiecznej zguby i zatracenia uniknęli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1937), s. 577–579.

Tags: św Małgorzata „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik
2020-07-13

Św. Anakleta, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 100.

(Żywot jego, był napisany przez świętego Damaza Papieża).

Święty Anaklet, rodem Grek, przyszedł na świat w Atenach w pierwszym wieku chrześcijaństwa. Synem był Antyocha, znakomitego mieszkańca tego miasta. Wychowany bardzo starannie, świetnie ukończył nauki w sławnych akademiach Ateńskich, i stał się jednym z najznakomitszych młodzieńców w téj wielkiéj podówczas stolicy. Młodym był jeszcze, gdy do Aten przybył święty Piotr książę Apostołów, który go do wiary świętéj nawrócił i ochrzcił, Światło łaski Boskiéj, uzacniło wszystkie przymioty jakiemi Anaklet już przedtém się odznaczał. W krótkim téż czasie stał: się on wzorem doskonałego chrześcijanina; owszem zostając pod przewodnictwem takiego mistrza duchownego jakim był Piotr święty, do wysokiéj doszedł doskonałości. Ten widząc w nim, jak to pisze pewny współczesny mu Biskup i Męczennik, gruntowną pobożność, połączoną z gorliwością o rozszerzenie wiary świętéj, i niepospolite zdolności jakiemi go Pan Bóg obdarzył, skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, i po pewnym czasie sam wyświęcił na Dyakona. Święty Anaklet odebrawszy to święcenie nie odstępował już świętego Piotra, towarzyszył mu we wszystkich jego apostolskich wycieczkach, i dopomagał w sprawowaniu świętych obrzędów, jako i w głoszeniu słowa Bożego. Święty Piotr téż w krótkim czasie potém, wyświęcił go i na kapłana. Nowa ta godność, pobudziła świętego Anakleta do tém większego na drogach pobożności postępu, i do tém większéj gorliwości w służbie Kościoła.

Gdy książę Apostołów zdobył koronę męczeńską, święty Anaklet, z równém jak dotąd poświęceniem narażając się na największe niebezpieczeństwa, grożące mu podobnąż śmiercią jaka spotkała jego ojca duchownego, niezmordowanie służył sprawie Bożéj, za papiestwa świętego Lina, świętego Kleta i świętego Klemensa, a patrząc na ich śmierć męczeńską, wzdychał za podobnémże szczęściem. W zawodzie swoim tak się odznaczał, iż współcześni pisarze, w wielkiéj części jemu przypisują to szybkie rozszerzanie się podówczas wiary świętéj w Rzymie, pomimo tak ciężkich kolei jakie wtedy przebywał Kościół.

W roku Pańskim 102, za panowania cesarza Trajana, gdy i święty Klemens, trzeci z rzędu po świętym Piotrze Papież, z koroną męczeńską poszedł do Nieba, prześladowanie tak dalece utrudzało duchowieństwu wybór nowego Papieża, że Stolica Apostolska, przez blizko pół roku obsadzoną nie była. Nakoniec po długich modlitwach i postach całego duchowieństwa i wszystkich wiernych w Rzymie znajdujących się, jednomyślnie wyniesiony z ostał na Stolicę Piotrową święty Anaklet. Wszyscy się tym wyborem wielce ucieszyli, bo go znali godnym tego najwyższego urzędu, w tych właśnie czasach, w których każdy Papież w gotowości być musiał wydać życie za owce swoje. Chociaż bowiem cesarz Trajan, nie ogłosił żadnego szczególnego przeciw chrześcijanom prawa: za jego jednak panowania, prześladowanie wiernych, z mocy wydanych przez jego poprzedników w téj mierze postanowień, było jedném z najgwałtowniejszych i najokrutniejszych. Wszędzie wznosiły się rusztowania, szubienice, tortury, na których mordowano wyznawców Chrystusowych. Poganie przekonani, że uderzając na pasterzy, najłatwiéj rozproszą trzodę, całą wściekłą zawziętość swoję wywierali głównie na Biskupów, zamierzając przez ich wygładzenie, zniszczyć cały Kościoł. Rzym, jako już wtedy ognisko całego chrześcijaństwa; był téż główném polem najokrutniejszego barbarzyństwa nieprzyjaciół Kościoła. Święci Apostołowie Piotr i Paweł, przed niedawnemi czasy tam krew swoję za wiarę wyleli. Świętego Lina, świętego Kleta i świętego Klemensa ich następców, tenże sam los spotkał; nie było dnia jednego w którymby poganie znacznéj liczbie chrześcijan nie zadali śmierci, wśród mąk najstraszniejszych. Zpomiędzy wiernych, jedni kryli się po jaskiniach i katakumbach, to jest podziemnych mieszkaniach które wśród Rzymu w największéj tajemnicy sobie urządzali, inni uchodzili na puszczę i do lasów. Duchowni szczególnie, a z tych najbardziéj Biskupi, a cóż dopiéro sam Biskup Rzymski to jest Papież, żyli w ciągłém niebezpieczeństwie, tém bardziéj że ich urząd im wyższy, tém mniej dozwalał im ukryć się: owszem, tém więcéj zobowiązywał do narażania się i tém łatwiéj ich w ręce pogan oddawał.

Taki był stan Kościoła i Rzymu, kiedy święty Anaklet zasiadł na stolicy Apostolskiéj. Trzeba było tak wielkiéj cnoty i świątobliwości jaką Pan Bóg go obdarzył, tak wielkiego męstwa i gorliwości, takiego doświadczenia jakiego on będąc prawą ręką kilku Papieżów, nabył, takiéj gotowości w każdéj chwili na śmierć męczeńską jaką serce jego Pan Bóg natchnął, aby w tak burzliwych czasach kierować łodzią Piotrową. Wszystko tam na nią się sprzysięgało. Zawziętość świata pogańskiego, upór i zaślepienie Żydów wielki wpływ wtedy w Rzymie mających, słabość ludzka nieoddzielna od naszéj natury, a w pierwotnych chrześcijanach, na tak ciężkie wystawiona próby, nakoniec i poczwara odszczepieństwa, już podnosząca swoję głowę i szarpiąca łono Kościoła zaledwie powstałego: – oto były szturmy któremi piekło na niego uderzało. Święty Anaklet wszystkiemu temu mężne stawił czoło. W każdéj chwili gotów życie położyć za gorliwe spełnianie swoich najwyższych obowiązków, sprawował urząd powszechnego pasterstwa jakby mu nic z tego powodu nie zagrażało. Odwiedzał wiernych w najskrytszych miejscach w które się chronili, zasilał ich tam słowem Bożém, ukrzepiał w wytrwałości w wierze, uczył prawd świętych, sprawował Sakramenta; do uwięzionych nawet dostawał się i pocieszał ich, wzmacniając na ostatnią próbę. Z drugiéj zaś strony, żadnym kacerskim błędom szerzyć się nie dopuszczał; odkrywał je, wyświecał, zbijał, a upornie w tych błędach trwających od jedności Kościoła odłączał.

Przekonany iż w tak ciężkich czasach, bardziéj niż kiedy, wiernym potrzebne były te łaski, jakiemi obdarza duszę przyjęcie Ciała i Krwi Pańskiéj, pierwszy wydał rozporządzenie, aby wszyscy obecni ofierze ołtarza, do Komunii świętéj przystępowali. Tak dalece nawet obostrzył to prawo, iż postanowił aby ci którzyby się od tego uchylali, poczytani byli za chwiejących się już w wierze, i za niegodnych należenia do zgromadzenia wiernych. Piszą iż mawiał: „Trudno jest aby chrześcijanin wystawiony jak za czasów naszych na srogie prześladowanie pogan, bez zasilania się ciągłego Chlebem Niebieskim, mógł wytrwać w wierze, i był w stanie w razie danym przenieść śmierć męczeńską za Chrystusa.” On także, dla otoczenia większą uroczystością konsekracyi Biskupów, postanowił aby przy obrzędzie ich wyświęcenia, trzech Biskupów uczestniczyło. Od jego to podobnież papiestwa wprowadzony został zwyczaj, że święcenia na każdy stopień duchowny, powinny się odbywać w obecności zgromadzonych wiernych, to jest publicznie. Do jego czasów słudzy ołtarza i nawet Kapłani, nie mieli przepisanéj właściwéj sobie sukni: nakazał przeto, aby odtąd duchowni nosili odzież odrębną, włosy nizko strzygli, w ogólności w ubraniu swojém zachowywali wielką powagę i jednostajność, a nie stosowali się do światowych w téj mierze zwyczajów.

Przed wyniesieniem jeszcze swojém na Papiestwo, dla uczczenia pamiątki świętego Piotra Apostoła, któremu zawdzięczał nawrócenie do wiary świętéj, i do którego jako pierwszego po Chrystusie Panu Namiestnika Bożego na ziemi, miał szczególne nabożeństwo, zaczął był budować na grobie jego kościoł. Zostawszy Papieżem dokończył go, i jestto ta część Watykanu, którą dziś nazywają Konfesyą świętych Apostołów. Blizko grobu tychże Apostołów urządził miejsce, a dziś Bazyliką Watykańską objęte, które przeznaczył na groby Papieżów, na wszystkich zaś innych cmentarzach chrześcijańskich, powyznaczał osobne place, na grzebanie ciał świętych Męczenników.

Święty Anaklet rządził Kościołem Bożym lat dziewięć, miesięcy trzy i dni dziesięć. Oskarżony do władz pogańskich nietylko jako chrześcijanin, lecz i jako najwyższy Kościoła powszechnego Kapłan, schwytany i uwięziony, po wielu mękach wytrwale i mężnie dla Chrystusa poniesionych, otrzymał koronę męczeńską, dnia 18 Lipca, w pierwszych latach drugiego wieku.

Pozostały po nim niektóre pisma wiernie przechowane. W jednym z listów swoich, na świadectwo że stolica biskupia, Rzymska, zawsze za głowę Kościoła całego uważaną była, tak się wyraża: „Ta stolica apostolska Głową, i jakby zawiasami wszystkich kościołów od samego Pana Jezusa jest postanowioną. Jak na zawiasach opierają się i obracają drzwi, tak powagą téj stolicy, wszystkie kościoły z rozkazania Pańskiego się rządzą.”

Pożytek duchowny

Święty Anaklet, dla zapewnienia wiernym potrzebnych łask do wytrwania w wierze, w czasach srogiego prześladowania, postanowił aby wszyscy obecni ofierze Ołtarza, do Komunii świętéj przystępowali. Uważaj czy twoja słaba wiara, a szczególnie postępki nieodpowiadające wierze, nie są skutkiem tego, że zbyt rzadko przystępujesz do stołu Pańskiego?

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas błogosławionego Anakleta Męczennika Twojego i Papieża, doroczną uroczystością rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy obchodząc pamiątkę jego przejścia do Nieba, i jego pośrednictwem cieszyli się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 581–583.

Tags: św Anaklet „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik św Piotr Komunia Rzym
2020-07-11

Św. Piusa I, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 165.

(Żywot jego wzięty jest z dziejów męczeńskich Kościoła Rzymskiego.)

Święty Pius, pierwszy tego imienia Papież, był synem Rufina bogatego obywatela miasta Antyochii. Przyszedł na świat na początku drugiego wieku. Wychowany bogobojnie, gdy młodzieńczych lat dorósł, dla pobierania wyższych nauk, wysłany został do Rzymu. Po ukończeniu ich, wstąpił do stanu duchownego i przyjął wyższe święcenia. Jak będąc młodzieńcem odznaczał się wielką pobożnością, tak okazał się kapłanem świątobliwym, gorliwym i obowiązkom swojego powołania jedynie oddanym. Że przytém miał niepospolite zdolności, zajaśniał i głęboką nauką. Wszystkie te zalety zjednały mu szacunek całego duchowieństwa Rzymskiego, i ułatwiły wstąpienie do istniejącego podówczas zgromadzenia Kanoników Regularnych. Byli to kapłani życia najprzykładniejszego, wspólnie jak zakonnicy żyjący, i którzy nawet zobowiązywali się do zachowania pewnych przepisów, które im zastępowały regułę zakonną. Święty Pius stał się w krótkim czasie ozdobą tego świątobliwego zgromadzenia. Gorliwość jego w obronie wiary świętéj, zewsząd wtedy napadanéj, wielkie dla biednych miłosierdzie, życie pokucie i bogomyślności oddane, zwróciły na niego oczy całego duchowieństwa. Zasiadał wtedy na stolicy Apostolskiéj święty Hygin, który poznawszy bliżéj Piusa, wyświęcił go na Biskupa i używał do najważniejszych spraw, w zarządzie Kościoła powszechnego.

Gdy Papież ten za panowania cesarza Antonina, w roku Pańskim 158 męczeńską śmiercią zszedł z tego świata, stolica Piotrowa przez trzy dni obsadzoną nie była, przez któryto czas wierni, już bardzo w Rzymie liczni, trzy doby przepędzili w postach i na modlitwie, aby uprosić sobie u Pana Boga Pasterza takich cnót i zalet, jakie niezbędne były w téj porze, w któréj prześladowanie pogańskich cesarzów, jakby na chwilę na to tylko było zawieszone, aby kacerze najzuchwalsi z tém większą zawziętością na Kościół uderzali. Po tych trzech dniach upłynionych, jednomyślnie obrano Piusa Papieżem, który był pierwszym tego imienia następcą Piotra świętego.

Zasiadłszy na stolicy Apostolskiéj, Pius poświęcił się duszą i sercem, dobru powierzonéj mu trzody Chrystusowéj. Całą pilność swoję, zwrócił ku zachowaniu skarbu wiary, który mu był poruczony i ku utrwaleniu pomiędzy kościołami różnych części świata jedności i miłości, na które targali się różnego rodzaju odszczepieńcy.

Zaraz na początku jego Papiestwa, wszczęła się wątpliwość co do dnia w którym odprawiać się powinna Wielkanoc, a wątpliwość która od czasów Apostolskich do czasów Piusa I nierozwiązana ostatecznie, w ważnym przepisie kościelnym, wyradzała niepotrzebną różnicę. W prawdzie Apostołowie, wyuczeni w tém przez samego Pana Jezusa, na uroczystość Wielkanocną przeznaczali pierwszą niedzielę po Marcowéj pełni księżyca, w którym to dniu nastąpiło Zmartwychwstanie Pańskie; wszelako Żydzi nawróceni, skłonni zawsze stosować się o ile można było do dawnych swoich obrządków, w wielu krajach na Wschodzie, obchodzili Wielkanoc czternastego dnia po pełni Marcowéj. W niektórych miejscach, aby ich nie zrażać po świeżém ich nawróceniu, całe nawet Dyecezye, ten zwyczaj zachowywały. Święty Pius raz na zawsze zniósł tę różnicę; wydając postanowienie aby w całym świecie katolickim, stosowano się w téj mierze do podania apostolskiego, co od początku w Rzymie zachowywano, i co późniéj kilka Soborów zatwierdziło.

Pokój chwilowy jakiego zażywał Kościół pod Cesarzem Antoninem, który zawiesił był niejako prześladowanie chrześcijan przy końcu swego panowania, ułatwił postęp wiary Chrystusowéj, a świętemu Papieżowi dozwolił wydać wiele najzbawienniejszych postanowień, tyczących się karności kościelnéj. Pomiędzy innemi onto pierwszy, pod najsurowszemi kościelnemi karami, zabronił obracania dóbr kościelnych, na jakiekolwiek świeckie użytki. Powstał także surowo, przeciwko zwyczajowi, jaki wtedy gdzieniegdzie powstawał, nieprzyjmowania do wiary świętéj pogan i Żydów. Przejęty wielką czcią ku tajemnicom ołtarza, a gdy już sprawowanie przenajświętszéj ofiary coraz więcéj upowszechniać się zaczynało, przepisał surowe kary na kapłanów, którzyby przez niedbałość swoję w odprawianiu Mszy świętéj, jakowéj zniewagi przenajświętszego Sakramentu stali się powodem. Postanowił że gdyby kapłan, przy Mszy świętéj, wywrócił kielich, tak że krew przenajświętsza ażby na ziemię się rozlała, czterdzieści dni za to pokutę czynić powinien; trzy jeśli tylko na korporał spłynęła, cztery jeśli tylko do pierwszego obrusa dosięgnie, dziewięć jeśli do drugiego, a dwadzieścia jeśliby i trzeci przesiąknięty został. Gdziekolwiek dostanie się tym sposobem, wylana Krew przenajświętsza, miejsce to powinno być wymyte starannie, wyskrobane głęboko, a woda do tego użyta, i to co zostało wyskrobane, ma być wrzucone w piscynę, to jest miejsce, które zwykle znajduje się w każdym kościele, na wrzucanie tam przedmiotów, które jakąkolwiek styczność z przenajświętszém Ciałem miały. On także wydał rozporządzenie, na mocy którego dziewice poświęcone Panu Bogu, nie mogły czynić uroczystych ślubów przed dwudziestym piątym rokiem życia.

Gdy za jego papiestwa, coraz więcéj wzrastała liczba chrześcijan w Rzymie, a ztąd i potrzeba większéj liczby kościołów czuć się dawała, nabył on wielki gmach zwany Łaźniami cesarza Nowacyana, przerobił go na wspaniały kościół, który na żądanie siostry swojéj Praksedy, poświęcił podwezwaniem świętéj Pudencyany, i w bogate sprzęty kościelne zaopatrzył. O czém sam tak pisał do świętego Justa Biskupa Wieneńskiego w Galii: „Pamiętasz zapewne, że przed twoim odjazdem z Rzymu, otrzymaliśmy od Eutrepii w darze na kościół, gmach który był jéj własnością. Otóż teraz już się w nim gromadzimy z ubogimi chrystusowymi (tak nazywał duchowieństwo) i odprawiamy tam Msze święte.”

Za jego czasów, Kościół doznawał napaści od kilku zawziętych kacerzy, z którymi święty ten Papież walczył z gorliwością i męstwem prawdziwie apostolskiém. Dla obronyto wiary, przeciw coraz więcéj szerzącym się błędom tych odszczepieńców, święty Pius założył w Rzymie akademią, i powierzył główne jéj kierownictwo świętemu Justynianowi przezwanemu filozofem. Byłto mąż sławny w owym wieku w całym świecie z nauki, a który zachęcony do tego przez Papieża, wydał właśnie wtedy, po dziś dzień wysoko cenione dzieło w obronie nauki chrześcijańskiéj, przeciwko zarzutom jakie jéj czynili filozofowie pogańscy.

Z ówczesnych nieprzyjaciół Kościoła, najniebezpieczniejszym był herezyarcha Walentyn, przebywający podówczas w Rzymie i szerzący coraz więcéj swoje zgubne błędy. Obdarzony wielkim darem wymowy, zręcznie ukrywający przewrotność swojéj nauki pod pozorem wiernego trzymania się podań apostolskich, a przytém udaną pobożnością i ostrém życiem łudząc lud łatwowierny, tém większą szkodę przynosił duszom, że niełatwo od każdego, czém był w gruncie, mógł być poznanym. Święty Pius, odkrył niezwłocznie jad zawierający się w jego naukach. Najprzód chciał go przywieść do odwołania błędów jakie rozsiewał, a gdy tego Walentyn uczynić nie chciał, dotknął go najsurowszemi karami kościelnemi, i wkrótkim czasie, sektę jego już rozszerzoną, wytępił do szczętu.

Zaledwie skończył święty Pius, wojnę swoję z tą herezyą, a zaczęła powstawać inna. Przybył znowu do Rzymu, głośny na całym Wschodzie odszczepieniec Marcyan, którego święty Polikarp Biskup Smirneński, nazywał pierworodnym synem szatana. Ten podobnież jak Walentyan, pozorami pobożnego życia i udawaniem szczerze nawróconego z błędów, za które ze wschodu przez Biskupów wygnany został, wielu omamiał, i odszczepieństwo swoje szerzył w całym Rzymie, szczególnie między kobietami i ludźmi mniéj wykształconymi. Święty Pius, poznał się i na nim od razu. Zażądał od niego wyraźnego odwołania zasad przeciwnych nauce katolickiéj, a gdy tego Marcyan uczynić nie chciał, i jego dotknął klątwą kościelną, i przez to powstrzymał szerzenie się jego kacerstwa.

Lecz nadeszła już była chwila, w któréj ten godny następca Piotra, miał dostąpić chwały takiejże śmierci jakiéj uległ, i książę Apostołów. Miał nawet objawienie, o tém, jak to sam pisał do wyżéj wspomnionego świętego Justyna Biskupa, do którego list temi słowy kończył: „Objawił mi Pan Bóg, że koniec mój już blizki, i proszę cię pamiętaj o mnie przy ołtarzu pańskim.”

Jakoż, niezmordowana tego świętego Papieża w obronie Kościoła gorliwość, rozbudziła nienawiść nieprzyjaciół Chrystusowych przeciwko niemu. Na początku dziesiątego roku swojego papiestwa, oskarżony został do wielkorządcy Rzymskiego, jako główny nieprzyjaciel bogów cesarstwa, a przez to i samego cesarza. Wprawdzie cesarz Antonin podówczas panujący, nie zalicza się do prześladowców wyraźnych Kościoła, wszelako za rządów jego okrutne prawa przez poprzedników jego wydane przeciw chrześcijanom, bardzo często w całéj ścisłości spełniane zostawały, gdy miejscowym urzędnikom pogańskim, przez nienawiść do wiary świętéj, spodobało się wprowadzić je w wykonanie. W skutek téż zaniesionego do wielkorządcy oskarżenia na świętego Piusa, jako najwyższego Pasterza całego Kościoła, wtrąconym on został do więzienia w którém wiele wycierpiawszy, w końcu męczeńską śmierć poniósł. Wziął go Pan Bóg do Nieba, 11 Lipca roku Pańskiego 165.

Pożytek duchowny

Widziałeś jak surowe kary przepisał Papież którego żywot czytałeś, na kapłanów którzyby przez niedbałość w sprawowaniu przenajświętszéj Ofiary, stali się powodem zniewagi dla Pana Jezusa w tajemnicy ołtarza utajonego. Pamiętaj, że największą dla Niego zniewagą jest niegodne przyjęcie Go w Komunii świętéj. Niech cię Pan Bóg, od tego nieszczęścia uchowa.

Modlitwa (Kościelna)

Na nędzę naszę, racz wejrzeć wszechmogący Boże, a gdy nas ciężar grzechów naszych przygniata, niech nas błogosławionego Piusa Męczennika Twego i Papieża, miłościwe pośrednictwo wspiera. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 575–577.

Tags: św Pius I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik marcjonizm Komunia
2020-07-10

Św. Felicyty i Jéj Siedmiu Synów Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 150.

(Męczeństwo ich opisane jest przez świętego Grzegorza Papieża.)

Święta Felicyta żyła na początku wieku pierwszego w Rzymie, za panowania cesarza Antonina. Byłato niewiasta znakomita rodem i bogactwy, ale jeszcze więcéj żywą wiarą, pobożnością i cnotą miłosierdzia dla ubogich, a szczególnie chrześcian, pod srogiém podówczas prześladowaniem jęczących. Po śmierci męża zerwawszy wszelkie ze światem stosunki, a mając dorosłych siedmiu synów, których najstaranniéj i najpobożniéj wychowała, już tylko ćwiczeniom wysokiéj pobożności się oddawała, i w poświęceniu się swojém na usługi wiernych żadnych granic nie kładła. Wysoka téż jéj świątobliwość, samych nawet pogan w zdumienie wprawiała: byli oni dla niéj z uwielbieniem, a wielu z nich zapatrując się na jéj cnoty chrześcijańskie, przez to samo do wiary świętéj się nawracało.

Oburzeni tém kapłani pogańscy, oskarżyli ją przed cesarzem mówiąc: „Wiedz o tém cesarzu, że ta wielka pani Felicyta, równie jak i jéj siedmiu synów, bogom naszym uwłaczają i srogi ich gniew na nas wszystkich ściągają. Jeżeli nie przywiedziesz jéj do tego, aby im publicznie cześć oddała, nieczém się nam przebłagać nie dadzą.” Antonin przychylając się do żądania kapłanów, polecił Publiuszowi, który podówczas był wielkorządcą w Rzymie, aby Felicytę wraz z jéj synami zmusił do oddania czci bożkom.

Publiusz, przez wzgląd na wysokie położenie jakie zajmowała w świecie Felicyta, przyzwał ją do siebie, i najprzód prywatnie i łagodnemi słowy, nakłaniał ją aby wolę cesarza spełniła. Kadził jéj, aby odmowną odpowiedzią nie wywoływała sprawy swojéj przed trybunały sądowe, gdyż w takim razie będzie zmuszonym sądzić ją publicznie, jak to podówczas z chrześcijanami dla postrachu drugich czyniono, a za dalszy jéj opór rozkazom Antonina, podda ją całéj surowości prawa, ciężkie kary; na odmawiających czci bożkom przepisującego. Na to odpowiedziała mu Święta: „Ani mnie twoje łagodne rady nie skłonią do tego, ani pogróżki ustraszą. Ufam Bogu, że mi da siłę wytrwania w mękach i szatanom waszym nie pokłonię się: a jeśli mnie za to zamordujecie, tém większe odniosę nad niemi zwycięstwo.” „Jeżeli sama, rzekł na to Publiusz, chcesz życie twoje za to położyć, tedy przynajmniéj miéj wzgląd na synów twoich. Oni bowiem ofiary bogom złożyć muszą, bo inaczéj poginą.” – „Synowie moi, odpowiedziała Felicyta, wtedyby tylko zginęli, gdyby popełnili grzech składania ofiary bożyszczom, a przeciwnie, żyć będą, jeżeli się tego nie dopuszczą.”

Wielkorządca, widząc iż w ten sposób nie może ustraszyć Felicyty, w dniu „następnym już publicznie zasiadł do sądzenia jéj sprawy, i stawić ją kazał przed sobą na placu Marsowym, wraz z jéj siedmiu synami, i najprzód rzekł do niéj: .„Felicyto! miéj litość nad synami twoimi, tak zacnymi młodzieńcami, a którzy tylko co najpiękniejszą porę życia zaczynają.” – „Miłosierdzie jakie nad nimi okazujesz, odpowiedziała matka, jest prawdziwém okrucieństwem, a upomnienie jakie mi dajesz bluźnierstwem.” A zwracając się do synów mówiła: „Patrzcie dzieci moje w niebo, gdzie was Chrystus ze świętymi oczekuje. Mężnie walczcie, bo idzie tu o zbawienie wasze wieczne, nie odstępujcie od miłości Jezusa.” Słysząc to Publiusz wpadł we wściekłość i zawołał: „Jakto! w obecności mojéj, ośmielasz się nakłaniać twoich synów, aby się oparli rozkazom cesarza? bo on to sam, a nie ja tylko, wymaga abyście złożyli ofiary bogom naszym.” I to mówiąc, przywołał katów, kazał im policzkować Felicytę, a synów jéj jednego po drugim z kolei przywoływać przed swój trybunał.

Pierwszy który stanął, miał imię January. Tyran zaczął od tego iż mu obiecywał wielkie łaski cesarskie, bogate dary i świetny zawód, jeśli wyrzekłszy się wiary w Chrystusa, odda pokłon bożyszczom pogańskim, a w przeciwnym razie, groził mu najstraszniejszemi karami, i w końcu namawiał ze zdradziecką życzliwością, aby się nie wahał i poszedł za jego, jak ją nazywał, przyjacielską radą. Lecz młodzieniec odpowiedział mu na to spokojnie i mężnie: „Złą a nie mądrą radę, dajesz mi Wielkorządco: gdyż mądrość Boska przeciwnie mi doradza, owszem nakazuje, abym wzgardził tém co mi obiecujesz za odstępstwo od Chrystusa, a nie uląkł się tego czém mi zagrażasz, jeśli fałszywym bożyszczom czci nie oddam.” Po takiéj odpowiedzi, Wielkorządca kazał go okrutnie zesmagać rózgami w oczach matki i wtrącić do więzienia, a tymczasem przyzwał drugiego imieniem Feliks, którego w podobnyż sposób do zaparcia się wiary namawiał, wymagając aby niezwłocznie złożył ofiarę Jowiszowi. Na to rzekł mu młodzieniec: „Jeden jest tylko Bóg prawdziwy, któremu godzi się i należy składać ofiary, a tym jest Jezus Chrystus; i bądź pewien Wielkorządco, że ani ja ani bracia moi, tego Pana i Boga naszego nie odstąpimy. A jeśli nas haniebnie biczować i okrutnie katować każesz, przez to wiary z serc naszych nie wydrzesz.”

Publiusz odprawiwszy i tego, kazał przyzwać trzeciego, Filipa, i już wprost straszył go cesarzem mówiąc: „Antonin cesarz pan nasz najwyższy, rozkazał abyś złożył ofiarę wszechmogącym bogom naszym.” Na co Filip: „Nie nazywaj o Wielkorządco, bałwanów waszemi bogami, bo Bogiem wszechmogącym jest tylko ten Bóg Jezus Chrystus, którego my wyznajemy; wasze zaś bożyszcza są to nieme bryły z miedzi lub żelaza ukute, i kto im składa ofiary, na wieczne idzie pohańbienie.”

Przyzwał tedy Publiusz Sylena czwartego syna Felicyty, i gdy stanął przed nim: „Widzę, zawołał do niego groźnie, żeście z niegodziwą matką waszą, spisek uknuli przeciw woli cesarza. Pamiętaj że jeśli rozkazu jego nie spełnicie, wszyscy poginiecie nikczemnie.” – „Inaczéj postępować nie godzi się nam, odpowiedział Sylen: gdybyśmy bowiem ulękli się męczeństwa doczesnego, które chociażby najokrutniejsze krótką chwilę trwać będzie, popadlibyśmy w wieczne męki, które są straszniejsze jeszcze, a końca nie mają. Że przeto wiemy jakie męki czekają po śmierci tych, co się Chrystusa zapierają, a jakie nagrody są zgotowane dla wytrwałych w wierze, przeto słuchać musimy praw Boskich, a nie ludzkich, kiedy się one Boskim sprzeciwiają. Bałwanami więc pogańskiemi gardzimy, abyśmy do końca wiernie służąc Bogu prawdziwemu, żywot wieczny osiągnęli.”

Sądząc Publiusz, że chociaż tak mężny opór znalazł w tych trzech braciach, łatwiéj mu pójdzie z młodszymi, zwłaszcza gdy ich stawić każe przed sobą nie w obecności starszych, których widok mógłby im dodawać męstwa, kazał już przesłuchanych odprowadzić do więzienia i zamknąć wraz z Januarym, a młodszych przyzwał. Tym znowu obiecywał łaski cesarskie, jeśli wolę jego spełnią, a groził mękami i śmiercią, jeśli bożkom się nie pokłonią i spytał Aleksandra, piątego z rzędu brata: „Cóż ty mówisz na to?” a ten mu odrzekł: „Sługa jestem Chrystusów, więc co mam w sercu to i wypowiadam: nie wyrzeknę się wiary, jak jéj i bracia moi się nie wyrzekli” i przydał z wielką dobrocią: „i ty sam Publiuszu, nie gardź wiarą w prawdziwego Boga i zbaw duszę twoję.” Odwrócił się od niego Wielkorządca, a widząc Witalisa szóstego z ich grona, bardzo młodo i wątło wyglądającego, w słowach najłagodniejszych do niego przemówił, spodziewając się że go łatwiéj podejdzie. Lecz ten mu odpowiedział: „Nie sądź że ja dla tego iż młodszym jestem od tych braci moich których już słuchałeś, mniéj będę od nich stałym w wierze.” – „Więc i tobie już życie nie miłe?” rzekł na to Publiusz: „Tak nie jest odparł Witalis, lecz miło będzie mi umrzeć raczéj, aniżeli pokłonić się szatanom.” – „O jakichże to szatanach mówisz?” spytał Wielkorządca. „Szatanami są bożkowie wasi, odrzekł Witalis, którym ja nigdy czci nie oddam.”

Nakoniec siódmemu i ostatniemu Marcialisowi, przedstawiał tyran, że okrucieństwo popełniają sami nad sobą, nie poddając się woli cesarskiéj, na co mu znów ten odrzekł: „Okrucieństwo popełniają nad sobą ci, którzy nie chcą uznać prawdziwego Boga, a za to na wieczne potępienie idą.”

W wielkie wpadł podziwienie Publiusz, widząc tak niezachwiane w całéj téj świętéj rodzinie męstwo, lecz zaślepiony w swych błędach, i wierny wykonawca okrutnego prawa, kazał ich ubiczować, i wtrącić do więzienia, a nazajutrz zdał sprawę cesarzowi, z tego co z nimi zaszło. Cesarz kazał ich wszystkich potracić, lecz prawie każdego w inny sposób. January skonał pod knutami, Feliksa i Filipa pałkami zamordowano, Sylena strącono z wysokiéj skały, Aleksander, Witalis i Marcialis zostali ścięci. Felicyta także przez ścięcie śmierć odebrała. A że nastąpiło to po zamordowaniu w jéj oczach wszystkich jéj synów, na których męczeństwo patrzała, więc tym sposobem, jak się wyraża święty Grzegorz, święta ta matka nie jednę, lecz ośm śmierci męczeńskich poniosła za wiarę.

Pożytek duchowny

O ile rodzice cieleśnie tylko miłujący swoje dzieci, pisze święty Grzegorz, pragną aby ich nie przeżyli, o tyle święta Felicyta w Bogu i dla Boga, a więc prawdziwie miłująca swoich synów, pragnęła ostatnia po nich zstąpić z tego świata, aby patrząc na ich śmierć za wiarę, być pewną że ich wszystkich w Niebie znajdzie. Czyż twoje przywiązanie do drogich ci osób, jest tegoż rodzaju?

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy oddając cześć męstwu tych świętych Męczenników w ich wytrwałości w wierze, miłościwego ich za nami pośrednictwa, skutków doznali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 572–574.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 552

Św. Felicyta kierowała się zasadą, że rodzice nie mogą dać nic lepszego dzieciom od nieba, a nic gorszego od piekła. Czy spełnienie pierwszej części tej prawdy jest w mocy rodziców? Niewątpliwie. Każde dziecię jest stworzeniem słabym, bezsilnym, potrzebującym pomocy. Nie umie nic, wszystkiego ma się dopiero uczyć: jak stać, jak jeść, jak chodzić i ubierać się. Tym więcej przeto należy je uczyć, jak się ma modlić, miłować Boga, unikać grzechu i wszelkich pokus do niego. Jest ono niejako woskiem, z którego można ukształtować albo przyszłego mieszkańca niebios, albo potępieńca. Jest ono młodą drzewiną, i od ogrodnika zależy, czy ten szczep ma kiedyś wydać bujny owoc, czy zmarnieć. Nie zna ono różnicy między dobrym a złym, a ponieważ pierwsze wrażenia są najtrwalsze, dlatego mówi Chrystus Pan: „Co tym małym uczynicie, to uczynicie Mnie; ale biada tym, kto gorszy małych. Lepiej by było, ażeby gorszycielowi przywiązano kamień młyński do szyi i wrzucono go w głębię morza" (Mat. 18). Rodzice są pierwszymi nauczycielami i wychowawcami dziatek. Bóg wszczepił w serca rodziców miłość i przywiązanie do dzieci, a w dzieci powolność i posłuszeństwo dla rodziców. Mowę ojca i matki rozumie dziecię lepiej, ich nauki są dlań najwyższą prawdą, ich przykład największą powagą, ich wiara i pobożność najskuteczniejszym kazaniem. Niech przeto rodzice w czynach i słowach nigdy o tym nie zapominają, że będą ponosić odpowiedzialność za zgorszenie, dane własnemu dziecku, i że dobrym przykładem, jaki z siebie dawać będą, powiodą swe potomstwo do nieba i do chwały wiecznej.

Tags: św Felicyta „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik matka wdowa wychowanie
2020-07-07

Św. Andrzeja Żórawka i Benedykta Męczennika, Świętych Pustelników

Żyli około roku Pańskiego 1011.

(Żywot ich był napisany przez Pustelnika Maura, blizko nich mieszkającego, późniéj Biskupa dyecezyi Pięciukościołów zwanéj.)

Święty Andrzéj urodził się około roku Pańskiego 978, z bogobojnych rodziców stanu mieszczańskiego, z ojca Marka Żuerarda albo Żórawka, a matki Agnieszki, w małéj Polsce, w miasteczku Opatowcu blizko Wiślicy położoném. Byłyto czasy, kiedy za króla Mieczysława I, tylko co religia chrześcijańska w Polsce krzewić się poczęła. Rodzice Andrzeja długo nie mając dzieci, a już gorliwi bardzo chrześcijanie, gorącemi modlitwami wyprosili sobie u Boga tego synaczka, i wychowali go jak najpobożniéj.

Przebywając jeszcze Andrzéj w domu rodzicielskim, w wielkiéj zostawał zażyłości z równegoż jego wieku młodzieńcem, i również bogobojnym imieniem Benedykt. Zaledwie doszli lat młodzieńczych, a pobudzeni łaską Boską, postanowili wieść życie pustelnicze, do którego od dzieciństwa ćwicząc się w modlitwie i umartwieniach ciała, już się wielce byli usposobili. Poznawszy więc dokładnie wolę Bożą, za błogosławieństwem rodziców, (którzy lubo ich bardzo kochali, lecz i sami pełni gorącéj wiary, chętnie na to zezwolili), udali się obaj młodzi ci pokutnicy na puszczę. W okolicach miasteczka Czkowa, w dyecezyi krakowskiéj, gdzie wielkie ciągnęły się lasy ponad rzeką Dunajcem, puściwszy się wzdłuż jéj koryta, znaleźli jaskinię pod skalistą górą, w miejscu bardzo niedostępném, i tam osiedli. Starali się jak najwierniéj naśladować pokutny i bogomyślny sposób życia pustelników egipskich, o których już, z podań chrześcijańskich które i do nich doszły, słyszeli. A oprócz tego sami wiedzeni w tém natchnieniem Ducha Świętego, w naszéj krainie pierwsi rozpoczęli ten anielski rodzaj życia. Modlitwa i wysoka bogomyślność była ich całém zajęciem, jarzyny polne i owoce leśne pokarmem, skalista ziemia posłaniem, na którém krótkiego snu zażywali.

Wszakże, po niejakim czasie, obaj Święci uznali potrzebę pewnéj zależności i ćwiczenia się w posłuszeństwie, przez poddanie się przewodnictwu duchownemu. Dowiedziawszy się wypadkiem, że w pogranicznych Węgrzech, na górze Sobor w hrabstwie Nitryjskiém, założony został klasztor ojców Benedyktynów, którego opatem był Filip wielkiéj świątobliwości zakonnik, udali się do niego około roku Pańskiego 1002. Przybywszy do klasztoru, upadli opatowi do nóg, a pokornie i gorąco błagali, aby ich do zakonu przyjął. Filip do którego już była doszła wieść o świętym żywocie Andrzeja i Benedykta, oblókł ich w suknie zakonne, lecz obawiając się czy jako dotąd według własnéj woli żyjący, nie będą trudni w cnocie posłuszeństwa, nakazał mistrzowi nowicyuszów, aby ich z téj strony szczególnie probował. Ojciec ten doświadczał ich powołania, to groźnie, chociaż w niczém nie zawiniali upominając ich przy drugich braciach, to nakazując im najtrudniejsze do spełniania rzeczy, a niekiedy i takie które się im wydawać mogły niewłaściwemi, jako téż i innemi sposobami, w takich razach w szkole zakonnego życia używanemi. Obaj święci nowicyusze, przez ciąg roku próby, nietylko przedstawili dowody najdoskonalszego zaparcia własnéj woli, lecz oraz i zajaśnieli cnotami, w których i dla najstarszych zakonników za przykład służyć mogli. Przypuszczeni więc zostali do ślubów uroczystych.

Z zakonników tego klasztoru, jedni w nim mieszkali, drudzy rozsypani byli po okolicznych puszczach, zostając zawsze w zależności od opata miejscowego. Andrzéj i Benedykt do tego właśnie rodzaju życia nawykli, zaraz po wykonaniu ślubów zakonnych, prosili aby im opat Filip, pozwolił zamieszkać na puszczy. Ten nie wątpiąc o ich prawdziwém do pustelniczego żywota powołaniu, zezwolił na to. Znowu więc oni, ale już tą razą na mocy świętego zakonnego posłuszeństwa, udali się na puszczę. Osiedli w miejscu bardzo odludném, o milę od miasta Trychina, dzisiejszego Tęczyna.

Tam święty Andrzéj nadzwyczajnością zadawanych sobie umartwień, wyrównał największym pokutnikom, o jakich w historyi świętych Pańskich czytamy. Przez cały rok jadał tylko surowe jarzyny, i niekiedy trochę chleba. Trzy dni w tygodniu żadnego zgoła nie używał pokarmu, podczas zaś wielkiego postu, brał do swojéj pustelni czterdzieści włoskich orzechów, i już przez cały ten czas nie widując się z nikim, po jednym orzechu zjadając na dzień, żadnego innego nie przyjmował posiłku. Po całodziennéj pracy, mając ciało pokrzepić spoczynkiem, w taki dziwny sposób snu zażywał. Obrał sobie pieniek ściętego drzewa, i otoczył go wysoko cierniami, tak aby gdy usiadłszy na nim drzemał, kolce ich z każdéj strony kłując go gdyby się nachylił, ze snu budziły. Nie dość na tém: zrobił sobie z deski koło, które wdziewał na głowę jak czapkę; na tém kole w czterech równoległych miejscach uczepił na sznurkach cztery ciężkie kamienie, tak że skoro nachylił się na jednę stronę snem znużony, z drugiéj strony kamień wahający się w twarz go uderzał. Prosto więc tylko na onym pieńku siedząc, lekkiém drzemaniem mógł trochę snu zażyć.

Pomimo tego, pracy ręcznéj któréj się codziennie kilka godzin oddawał, nie przerywał wcale. Zdarzyło się dnia pewnego, że gdy w lesie rąbał drzewo dla braci klasztornych, bardzo strudzony upadł na ziemię i omdlał. Przebył w tym stanie czas jakiś, aż oto stanął przed nim Anioł, podniósł go z ziemi, położył na wózek który miał Andrzéj z sobą na drzewo, i do chatki jego zawiózł.

Taki rodzaj życia wiódł ten sługa Boży przez lat kilkanaście. Kiedy nadchodziła jego ostatnia godzina, poprosił braci z klasztoru aby przybyli do niego, i objawił im dzień i chwilę swojéj śmierci, lecz oraz uprosił aby gdy umrze żaden z nich dotąd nie zdejmował z niego habitu aż sam opat Filip nadejdzie. Dano o tém znać opatowi, który zanim nadszedł, Święty już szczęśliwym zgonem zgasnął był w Panu. Gdy bracia zdjęli z niego odzież, ujrzeli na nim gruby łańcuch miedziany, który przez ciągłe i długie noszenie, tak się był wpił w ciało, że byliby go nie dostrzegli, gdyby nie to że sama zapinka, nieco grubsza, na wierzchu brzucha sterczała. Opat rozpiął zapinkę, a gdy wyciągnął z ciała łańcuch, bracia słyszęli chrzęst jego o kości żebrowe, tak bowiem głęboko był wrośnięty.

Jak za życia tak i po śmierci wielu cudami zasłynął. Pomiędzy innemi miał miejsce i następujący.

Na puszczy na któréj mieszkał Andrzéj ukrywali się rozbójnicy; pobiwszy się między sobą jednego śmiertelnie ranili. Że już wtedy nasz pustelnik słynął łaską czynienia cudów, ponieśli tam rannego prosząc aby go uzdrowił. Ranny w drodze skonał i już nieżywego złożyli w chatce Andrzeja. Ten wskrzesił go swoją modlitwą, a rozbójnik ów wrócił nietylko do życia co do ciała, lecz i co do duszy. Nawrócony tym cudem, opuścił swoje zbrodnicze rzemiosło, i postanowił szczerą pokutą przebłagać Pana Boga. W tym celu osiadł ze świętymi pustelnikami, a po ich śmierci w téjże chatce, wiodąc żywot nadzwyczaj ostry, szczęśliwie dni swoich dokonał.

· · ·

Po śmierci Andrzeja, święty Benedykt wierny jego naśladowca, lat jeszcze trzy mieszkał na téj puszczy, coraz wyższéj oddając się bogomyślności i coraz ostrzejszéj pokucie. Nocy pewnéj, napadli na niego rabusie, sądząc iż jakie skarby znajdą u biednego bogomodlcy. A że nie zgoła nie mogło tam nasycić ich chciwości, rozgniewani na sługę Bożego, poderznęli mu gardło, i tak zamordowanego wrzucili w rzekę Wag, blizko tam płynącą.

Ciała jego pilnie i długo, lecz napróżno, szukali ojcowie Benedyktyni. Aż zauważano, iż przez rok cały, w jedném miejscu przy rzece siadywał niezwykłéj wielkości orzeł, jakby strzegł czegoś. Doniesiono o tém opatowi klasztoru na górze Sobor. Ten kazał tam szukać zwłok świętego Benedykta, i wynalazł je tak nienadpsute, jakby tylko co w wodę wrzucone były. Ojcowie pochowali je ze czcią wielką w kościele świętego Emerena Męczennika, w tymże samym grobie, w którym już święty Andrzéj Żórawek spoczywał.

Papież Kalikst IV obydwóch w poczet Świętych zaliczył.

Pożytek duchowny

Niektórzy opieszałość swoję w spełnianiu przykazania kościelnego tyczącego się postów, tłómaczą niemożnością zachowania ich w całéj ścisłości z powodu klimatu naszego. Niech nadzwyczajne posty, jakie zachowywał święty Andrzéj Żórawek, którego żywot czytałeś, przekonają cię, że do ostréj pokuty, nie ciepłego powietrza potrzeba, lecz gorącego ducha.

Modlitwa (Kościelna)

Boże który nam dozwalasz błogosławionych Męczenników Twoich Andrzeja i Benedykta, pamiątkę przejścia do nieba obchodzić, daj nam w wiekuistéj chwale ich społeczeństwa zażywać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 563–565.

Tags: św Andrzej Żórawek św Benedykt męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik przyjaźń posłuszeństwo post
2020-06-30

Św. Pawła, Apostoła Narodów

Żył około roku Pańskiego 69.

(Żywot jego wyjęty jest z Dziejów apostolskich, i z historyków kościelnych.)

Święty Paweł, pierwiéj zwany Szawłem, był z narodu żydowskiego, pochodził z pokolenia Beniamina, urodził się w mieście Tarsie w Cylicyi, w lat kilka po przyjściu Chrystusa Pana. Rodzice jego, jak wielu znakomitszych mieszkańców miasta Tarsy, wyniesieni byli do godności obywatelstwa rzymskiego. W rodzicielskim jeszcze domu starannie wykształcony w naukach, dla pobierania wyższych wysłany został do Jeruzalem, gdzie kształcił się w szkole sławnego podówczas mistrza Gamaliela. Przyłączył się do sekty Faryzeuszów, i wkrótce tak się między nimi odznaczył gorliwością około zachowania praw Starego Zakonu, że zaślepiony w swoim uporze, kiedy po Wniebowstąpieniu Pańskiém, Apostołowie zaczęli ogłaszać Ewangelią po ziemi żydowskiéj, onto głównie i najokrutniéj prześladował chrześcijan, jak to późniéj sam z żalem a pokornie wyznawał. Onto, gdy Faryzeusze kamienowali świętego Szczepana Dyakona, był między nimi i głównie ich do tego poduszczał. A gdy trwał w téj swojéj zawziętości, niedość mu było w Jerozolimie i w żydowskiéj ziemi pastwić się nad wyznawcami Chrystusa, lecz udał się i do Damaszku i do całéj Syryi aby i tam ich dosięgnąć. W téj drodze, (jak to powiedzieliśmy pod dniem święta Jego nawrócenia 25 Stycznia), cudownie nawrócony, stał się według wyrażenia Pisma Bożego Naczyniem wybraném 1 i najsławniejszym z Apostołów. Powróciwszy z Damaszku, zaraz udał się do Jerozolimy aby przedstawić się świętemu Piotrowi jako książęciu Apostołów; przy nim piętnaście dni spędził, i według polecenia jakie od niego odebrał, udał się do Tarsu w Cylicyi, gdzie na opowiadaniu słowa Bożego przebył dwa lata.

Gdy jeszcze znajdował się w Damaszku, Żydzi zrobili spisek na jego życie. Dowiedziawszy się o tém jego uczniowie, a chcąc mu ułatwić ucieczkę, gdy już pod strażą trzymany był w domu, w koszu spuścili go z murów, i tym sposobem wyrwali go z rąk jego nieprzyjaciół. Pod tę porę święty Barnaba zakładający kościół w Antyochii, nie mogąc już wystarczyć coraz większéj liczbie nowych chrześcijan, sam przyszedł do Pawła i wziął go z sobą do Antyochii, gdzie on rok cały na pracach apostolskich spędził. Wkrótce potém obaj wysłani zostali do narodów pogańskich dla ogłaszania Ewangelii.

Wtedyto miał święty Paweł owo cudowne zachwycenie, o którém w listach swoich wspomina. Ponieważ według tego jakto Pan Jezus zapowiedział był przy jego nawróceniu, miał on stać się światłem 2 narodów pogańskich, więc już i w tém objawieniu udzielił mu Pan Bóg do tego najszczytniejszych darów.

Odtąd téż ciągle przenosił się ten święty Apostoł z jednego miasta do drugiego, z kraju do kraju dla nawracania pogan. W Seleucyi, w Pafos, w Pergen, w Pamfilii, w Antyochii, w Pizydyi, w Ikonium, w Likaonii i w Listryi przepowiadał z kolei Królestwo Chrystusowe. W Listryi, gdy uczynił cud w przywróceniu władzy w nogach sparaliżowanemu, mieszkańcy wzięli go za bożka, i chcieli mu składać ofiary. Lecz gdy go usłyszeli głoszącego im Boga ukrzyżowanego, z największego uwielbienia przeszli nagle do okrutnéj złości, rzucili się na niego, wyprowadzili za miasto i ukamienowali, pozostawiając, jak sądzili nieżywym. Cudem wyratowany od śmierci, i uzdrowiony święty Paweł, udał się do miasta Derby, a ztamtąd, pomimo niebezpieczeństwa jakie mu groziło, wrócił znowu do Listryi, Ikonium i Antyochii, utwierdzając wszędzie nowych chrześcijan w wierze, nawracając wielką liczbę niewiernych, wyświęcając kapłanów i obsadzając biskupstwa.

Po téj swojéj wyprawie apostolskiéj znajdował się na Soborze w Jeruzalem, po którym postanowił zwiedzić kościoły w Azyi. Chciał i tą razą mieć za towarzysza świętego Barnabę, lecz dla nieporozumień jakie między nimi zaszły, wziął z sobą Sylasa, i z nim przebiegł Syryą i Cylicyą. W Listryi przybrał za ukochanego swojego ucznia, świętego Tymoteusza, i przez Fryzyą i Galacyą udał się do Macedonii, a następnie apostołując Samotracyą, z Neapolis przybył do miasta Filipów. Tam zaledwie rozpoczął swoje kazania, ujęty został pod pozorem jakoby był wichrzycielem spokoju publicznego, okrutnie ubiczowany, i okuty w kajdany, wtrącony do więzienia. W nocy dało się czuć silne trzęsienie ziemi, w skutek którego wszystkie drzwi więzienia się rozwarły. Uderzony tym cudem dozorca więzienny, nawrócił się, a władza miejska wypuściła na wolność Pawła. Z Filipów święty Apostoł poszedł do Amfipolis przez Apolonią, i przybył do Tessaloniki, gdzie Żydzi znowu wzburzyli przeciw niemu całe miasto. Uszedł ztamtąd wśród nocy do miasta Beroe. Ztamtąd znowu, naraziwszy się powtórnie na największe niebezpieczeństwo, musiał co prędzéj uchodzić, zostawiając tylko Sylasa i Tymoteusza. W drodze zboczył do Aten gdzie miał mowę przed Areopagiem, to jest zgromadzeniem najuczeńszych ludzi z całéj Grecyi, i wtedyto z ich liczby nawrócił sławnego w Kościele ze swoich dzieł teologicznych świętego Dyonizego Areopagitę. Prócz tego, kilku znakomitych mieszkańców Ateńskich, pozyskał Panu Jezusowi. Z tego miasta udał się do Koryntu, gdzie zamieszkał w domu nawróconego żyda nazwiskiem Aquilla, w którego tkarskim warsztacie pracował, aby na życie zarabiać. Lecz że z Żydami nic nie mógł począć, lubo z nimi głównie rozprawiał, przeniósł się do domu pewnego poganina imieniem Tytusa, którego nawrócił z całą rodziną. Żydzi zaś rzucili się tam na niego i związanego zaprowadzili przed trybunał Wielkorządcy Achajasza, który go uwolnił, nie znajdując słusznych powodów do wytoczenia mu sprawy.

Potém Paweł, zatrzymawszy się w tém mieście jeszcze czas pewien, puścił się ku Syryi, przybył do Etem, i tam przemieszkał całe dwa lata, wielkie czyniąc cuda, tak że nawet od dotknięcia jego odzienia, chorzy odzyskiwali zdrowie, a opętani uwolnieni bywali od złego ducha. Widząc to niektórzy z kapłanów żydowskich, probowali toż samo uczynić: lecz nietylko złego ducha wygnać nie mogli, ale ten wylatując z opętanych, ich samych na ziemię poobalał i srodze pozbijał. Wywarło to silne na Żydach i poganach wrażenie, wielka ich liczba przychodziła do Pawła i jego towarzyszy „spowiadając, się i opowiadając uczynki swoje to jest wyznając im grzechy” 3, jak o tém mówi Pismo Boże. Inni zaś szczerze się nawracając pogańskie swoje księgi palili publicznie na rynku, a to w tak wielkiéj ilości, iż według ówczesnego sposobu liczenia wynosiło to wartość pięćdziesięciu tysięcy denarów srebrnych.

Postanowiwszy Biskupem świętego Tymoteusza i opuściwszy Efez, Paweł przebiegł Macedonią, i zwiedził kościoły w Grecyi. Gdy był w Troadzie, i miał do zgromadzonych nowych chrześcijan kazanie które się długo w nocy przeciągnęło, pewien młodzieniec Tychibos siedzący w oknie, zdrzemał się i spadłszy z trzeciego piętra zabił się na miejscu. Paweł zeszedł na dół, ujął go za rękę i wezwawszy imienia Pana Jezusa, wskrzesił i zdrowego podniósł. Cud ten utwierdził nawróconych i wielu innych wyrwał z pogaństwa.

Z Troady poszedł święty Apostoł do Atton, a ztamtąd udał się do Mityleny, zkąd wsiadłszy na okręt, z kolei ogłaszał Ewangelią w Chio, Samos, w Milecie, w Kos, w Rodzie, w Patarze, w Tyrze, w Ptolomaidzie i w Cezarei. W tém ostatniém mieście zatrzymał się tydzień, i tam otrzymał objawienie, że w Jerozolimie przez Żydów uwięzionym i wydanym w ręce pogan zostanie. Uczniowie jego prosili go z płaczem; aby do Jerozolimy nie chodził: pomimo tego Święty udał się do tego miasta, i w istocie został uwięzionym i zamkniętym w wieży, gdzie mu objawił się Pan Jezus i powiedział: „Bądź dobréj myśli Pawle, gdyż jakeś mi dawał świadectwo w Jeruzalem, tak trzeba abyś to samo uczynił i w Rzymie.”

Tymczasem, okutego w kajdany, zaprowadzili do Cezarei i stawili przed sąd Wielkorządcy nazwiskiem Feliks, który nie rozpoczynając jego sprawy, trzymał go w więzieniu aż do drugiego roku panowania Nerona, przez którego Feliks zawezwany został do Rzymu. Następujący po nim Wielkorządca nazwiskiem Festus, chciał sądzić świętego Pawła, lecz gdy on na mocy swojego przywileju jako obywatela rzymskiego, domagał się aby przed samym cesarzem był stawiony, odesłano go do Włoch. Okręt na którym płynął, w skutek silnéj burzy wyrzucony został na brzegi wyspy Malty, gdzie mieszkańcy wzięli go za bożka, widząc że gadzina która mu się uczepiła była u ręki, nic mu złego zrobić nie mogła.

Przywieziony do Rzymu dwa lata trzymany był w więzieniu. Wypuszczony na wolność, znowu odbył wiele podróży roznosząc Ewangelią pomiędzy poganami, i wrócił do Rzymu gdzie wiedział iż go męczeńska śmierć czeka, Jakoż, powtórnie wtrącony do więzienia za nawrócenie najpierwszéj ulubienicy cesarza, z rozkazu jego ścięty został. Poniósł śmierć męczeńską roku Pańskiego 68, w tymże dniu co i Piotr święty.

W chwili ścięcia głowy jego, zamiast krwi mleko z żył wytrysnęło, a w tych trzech miejscach, gdzie głowa Świętego tocząc się tego mleka zostawiła ślady, wytrysnęły trzy źródła żywéj wody dotąd płynące, z których pierwsze jest mniéj zimne, drugie zimniejsze, a trzecie najchłodniejsze; o czém po dziś dzień, wszyscy pielgrzymi w Rzymie, przekonywają się naocznie. Widok cudu tego, nawrócił kata który go ścinał i dwóch żołnierzy obecnych.

Czternaście listów świętego Pawła, należą do ksiąg Nowego Testamentu.

Pożytek duchowny

Święty Paweł, jako Apostół narodów pogańskich, jest szczególnym patronem sprawy nawracania niewiernych. Gdy dziś, wśród tych nawet, którzy się za chrześcijan poczytują, wielka jest liczba według zasad pogańskich myślących i postępujących, wzywaj jego pośrednictwa, prosząc Boga o nawrócenie tych dusz nieszczęsnych i o zasłonienie Kościoła od ich napaści.

Modlitwa (kościelna)

Boże! który wielość narodów pogańskich, błogosławionego Pawła Apostoła przepowiadaniem oświeciłeś; daj, pokornie prosimy, abyśmy pamiątkę jego przejścia do Nieba obchodząc, skutków jego pośrednictwa za nami doznali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 538–540.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 525

Wielki kaznodzieja i Doktor, święty Jan Chryzostom, natchnionymi słowy wychwala łańcuch Pawła, który nosił dla Chrystusa. Wielka to dostojność, – powiada – wielkie królestwo być związanym dla Chrystusa. Łańcuch ten na jego świętych rękach, większa to, uczciwsza i sławniejsza rzecz, aniżeli być Ewangelistą, Doktorem, lub apostołem. Kto Chrystusa miłuje, rozumie, co się mówi… Gdyby mi kto dał obierać albo wszystko Niebo, albo łańcuch, których ręce Pawła związane były, ja bym łańcuch wolał.

Żaden z cesarzy w Rzymie takiej czci nie miał, jak Paweł. Cesarz lada gdzie pogrzebiony leży, a Paweł w pół miasta jako żywy i królujący. A jeśli tu, gdzie cierpiał prześladowanie, takiej czci dostąpił, gdy przyjdzie na dzień sądu, co będzie?… Pomyślcie, a zdziwicie się, co za widok Rzym mieć będzie, gdy Paweł i Piotr z grobu w mgnieniu oka wstaną, i podniosą się, i wynijdą przeciw Chrystusowi? Jaki dar Rzym Chrystusowi ofiaruje, który by takimi dwiema koronami i złotymi łańcuchami ozdobiony był. Nie tak jest jasne niebo, gdy słońce wypuszcza promienie, jak rzymskie miasto na wszystek świat te pochodnie wypuszczające.

Footnotes:

1

Dzie. IX. 15.

2

Tamże.

3

Dzie. XIX. 18.

Tags: św Paweł „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik Gamaliel św Szczepan św Dionizy Aeropagita
2020-06-29

Św. Piotra, Książęcia Apostołów

Żył około roku Pańskiego 68.

(Żywot jego wyjęty jest z Pisma Bożego i z Ojców Kościoła).

Święty Piotr z rodu żydowskiego, pochodził z Betsaidy małego miasteczka na brzegach morza Galilejskiego położonego. Urodził się około roku 15 przed Chrystusem Panem. Ojciec jego nazywał się Jonasz albo Jan, i prócz niego miał drugiego syna świętego Andrzeja, a był ubogiego stanu: z łowienia ryb na życie zarabiał. Święty Piotr tém samém się trudnił, a na wiele lat przed objawieniem się Pana Jezusa jako Zbawiciela, żyjąc bardzo cnotliwie i pobożnie, miał żonę którą była święta Perpetua, i z niéj córkę świętą Petronellę.

Brat jego, błogosławiony Andrzéj, należał do liczby uczniów świętego Jana Chrzciciela, przez którego przywiedziony był do poznania Pana Jezusa. Uszczęśliwiony iż już przyszedł oczekiwany Zbawiciel, i że miał on szczęście jeden z pierwszych Go poznać, pośpieszył do świętego Piotra z tą dobrą nowiną i rzekł mu: „znaleźliśmy Messyasza” 1. Usłyszawszy to Piotr, udał się także co prędzéj do Pana Jezusa, a skoro się zbliżył, wejrzawszy nań Jezus rzekł: „Tyś jest Szymon syn Jana: ty będziesz zwan Cefas, co się wykłada Opoka” 2. Po łacinie téż imię Petrus znaczy kamień czyli opoka. Od téj więc już pierwszéj chwili spotkania się z Piotrem, chciał syn Boży zapowiedzieć najwyższy urząd jego w Kościele, który go robił jakby opoką na któréj miał być założony, i po wieki wieków utrzymywany, cały gmach Kościoła powszechnego. Również wątpić nie można że od téj chwili i święty Piotr przejęty został najwyższą miłością Pana Jezusa, o którą późniéj trzykrotnie dowiadywał się od niego Zbawiciel, mając mu już nadać uroczyście całą władzę Swojego zastępcy na ziemi. Lecz że jeszcze wtedy Pan Jezus uczniów Swoich za Sobą nie powoływał, przeto Piotr powrócił do zwykłych zajęć, od czasu tylko do czasu przebywając z Chrystusem Panem. Gdy zaś nadeszła chwila w któréj Syn Boży, miał już ustalić przy sobie grono apostolskie, przyszedłszy nad brzegi morza Galilejskiego i zastawszy tam Piotra i Andrzeja rzucających sieci, rzekł do nich: „Pójdźcie za mną, a uczynię was że się staniecie rybakami ludzi” 3. Co znaczyło iż odtąd jako Apostołowie, ogłaszając Ewangelią, dusze ludzkie Panu Bogu pozyskiwać będą.

Od téj téż pory Piotr święty, już nie rozłączał się z Boskim Mistrzem swoim, i Ewangelie święte są pełne opowiadań dowodzących w jakich szczególnych łaskach był ten Apostół u Pana Jezusa, i jakie zawsze nad innymi dawał mu Syn Boży pierwszeństwo. Ciągłe tam dowody że Pan Jezus jego za ich zwierzchnika stanowi. Z jegoto łodzi, będąc na brzegach jeziora Genezaret, miał Zbawiciel kazanie do wielkiéj rzeszy zgromadzonego ludu, a łódź ta przedstawiała Kościół któréj Sternikiem jest na zawsze Piotr święty, w osobach swoich następców Papieżów. Po tém kazaniu, Pan Jezus kazał Piotrowi zarzucić na nowo sieci w jezioro, na co Piotr odpowiedział: „Nauczycielu przez całą noc pracując niceśmy nie ułowili; wszakże na słowo Twe zapuszczę sieć” 4. I pojmał tak wielkie mnóstwo ryb, iż się sieci rwały. Uderzony tym: cudem upadł do nóg Pana Jezusa, i w głębokiéj pokorze zawołał: Wynijdź ode mnie, bom jest człowiek grzeszny Panie” 5. A na to mu Pan Jezus: „Nie lękaj się niczego, chciałem ci przez to pokazać iż odtąd tak ludzi łowić będziesz”. 6

Po tém zdarzeniu, aby jeszcze sowiciéj nagrodzić Piotrowi akt pokory przez który uznawał się niegodnym posiadania Zbawiciela na łodzi swojéj, poszedł Pan Jezus odwiedzić go w jego własnym domu. Zastawszy tam ciężko chorą matkę jego żony, ujął ją za rękę, a chora w tejże chwili uzdrowioną została i usługiwała Boskiemu gościowi swojemu. Od owego zaś dnia Piotr „opuściwszy” jak mówi Ewangelia, „wszystko: Ojca i sieci”, to jest co mu najdroższém i najniezbędniejszém na świecie było, poszedł za Panem Jezusem 7.

Gdy razu pewnego, domagano się od Pana Jezusa „złożenia podatku, posłał Piotra do morza po pieniądz, który miał się znaleźć w rybie, i kazał go oddać poborcom mówiąc: „Daj za mnie i za siebie” 8, przez co także, równając go niejako z Sobą, oznaczał jego wyższość nad innymi Apostołami. On téż w imieniu ich wszystkich, pierwszy uczynił wyznanie Bóstwa Chrystusa Pana, i w téj wierze braci swoich utwierdził. Bo gdy zebrawszy uczniów Swoich, zapytał ich razu pewnego Pan Jezus, co o nim trzymają, Piotr w tejże chwili, nie radząc się drugich, a z natchnienia i objawienia Boskiego, uczynił to wyznanie na którém Kościół stać ma po wieki wieków: „Tyś jest Chrystus Syn Boga żywego” 9. Za to téż otrzymał od Pana ten wielki przywiléj, iż stał się podwaliną na któréj tenże Kościół miał być zbudowanym, i klucznikiem Nieba, od którego zależało otwierać je lub zamykać dla wszystkich dusz ludzkich. Wtedy bowiem powiedział mu Pan Jezus: „Tyś jest Opoką, a na téj opoce zbuduję Kościół mój, i tobie dam klucze Królestwa Niebieskiego. Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w Niebie; a cokolwiek rozwiążesz na ziemi będzie rozwiązane w Niebie” 10.

Szczególnéj téż wiary swojéj w moc i Bóstwo Chrystusowe, dał dowód Piotr święty i wtedy, gdy z uczniami kołatany w łodzi wielką burzą na morzu, ujrzawszy nadchodzącego po wodzie Chrystusa Pana zawołał: „Panie jeśliś Ty jest, każ mi przyjść do Siebie po wodach”; i skoro mu powiedział Pan Jezus „przyjdź”, Piotr z najżywszą wiarą rzucił się z łodzi na rozhukane fale, i chodził po nich jak po ziemi 11. Dowiódł także szczególnéj wiary swojéj w naukę Chrystusa Pana: bo gdy inni uczniowie zwątpiwszy o niéj, kiedy Pan Jezus ogłosił był tajemnicę przenajświętszego Sakramentu, chcieli Go odstąpić, a Pan Jezus zapytał Apostołów: czy i oni to samo uczynią, znowu Piotr nie czekając, w imieniu wszystkich zawołał: A jakże mamy od Ciebie odstąpić Panie, kiedy Ty masz „słowa żywota wiecznego”. 12 To téż w tejże wierze świętéj Syn Boży raczył go w szczególny sposób utwierdzić, i nadał mu przywiléj utwierdzania w niéj drugich, kiedy w rozmowie jaką z nim miał niedługo przed męką Swoją, rzekł do niego: „Szymonie, oto szatan pożądał was aby przesiał jako pszenicę, alem ja prosił za tobą aby nie ustała wiara twoja: ty tedy nawróciwszy się, utwierdzaj bracią twoje”. 13

Jak przez całe życie Pana Jezusa, najbliżéj Jego Boskiéj osoby widzimy świętego Piotra, przypuszczonego także do wpatrywania się w Jego wielką chwałę na górze Tabor, tak podobnież napotykamy go ciągle obok Chrystusa i w historyi Męki Zbawicielowéj. Najprzód on to jest wysłany dla przygotowania wieczerzy Pańskiéj. Potém gdy Zbawiciel przepowiada Apostołem, że przerażeni tém co Go spotka, odstąpią Go, święty Piotr oświadcza iż się z Nim nigdy nie rozłączy. W ogrójcu, jegoto Pan Jezus biorąc bliżéj Siebie, przypuszcza do tajemnic Swojéj męki ogrójcowéj, i chociaż ich tam trzech było, jemu tylko sen ich w który w téj chwili zapadli, wymawia. Gdy przyszli już Żydzi chwytać Zbawiciela, Piotr dobywa miecza, i chce Go bronić. Wiedzionego z ogrójca Pana swojego, on jeden z Apostołów nie odstępuje ani kroku. Wdziera się nawet z Nim aż do domu wielkiego Kapłana. Wprawdzie, ulegając chwilowéj ułomności, zapiera się Go przed sługą wmawiającą w niego iż należy do uczniów Chrystusa Pana, lecz w tejże chwili przejęty najżywszą skruchą, krwawemi łzami opłakuje swój chwilowy upadek.

Po Zmartwychwstaniu Swojém, znowu Pan Jezus w różnych wypadkach i okazuje że się Piotrowi należy nad innymi Apostołami pierwszeństwo. W pierwszém ukazaniu się Swojém świętéj Magdalenie, każe jéj aby poszła i powiedziała o tém Piotrowi. Wkrótce potém, jemu najpierwszemu z uczniów i Apostołów objawia się. Jedno zaś i drugie czyni Zbawiciel dla tego, aby wszyscy Apostołowie i uczniowie, odbierając wiadomość o Jego Zmartwychwstaniu, uwierzyli w to i zostali w téj wierze utwierdzeni, powagą samego Piotra. Dla tego téż i Apostołowie, gdy dwóch uczniów wracających z Emaus chcieli utwierdzić w wierze w Zmartwychwstanie Pańskie, poparli to powagą Piotra, mówiąc: „Wstał Pan prawdziwie, i ukazał się Szymonowi (Piotrowi)” 14.

W jedném z następnych, a licznych objawień Pana Jezusa, gdy święty Piotr dowiedział się o Jego obecności na brzegu morza, rzucił się z łodzi w wodę, żeby się do Niego co prędzéj dostać. Pan Jezus widząc taki dowód jego miłości, aż trzy razy rzekł do niego: „Szymonie Janów, miłujesz mnie więcéj niżeli inni”; a na trzykrotne oświadczenie Mu najgorętszéj miłości, odpowiedział: „Paś owieczki moje, paś baranki moje” 15, przez co dawał mu władzę nietylko nad wszystkimi wiernymi, lecz i nad wszystkimi Pasterzami to jest Biskupami. Wtedy także przepowiedział mu Zbawiciel rodzaj śmierci jaki go czeka: i taka go w istocie spotkała.

Po trzydziestoletnim przez Piotra zarządzie Kościołem powszechnym, (o czém w innych uroczystościach tegoż świętego Apostoła mówiliśmy) znajdował się Piotr w Rzymie, za panowania cesarza Nerona. Ten oburzony na niego za pogromienie Szymona czarnoksiężnika, który był jego zausznikiem, a którego przez sztukę szatańską wznoszącego się w powietrze, Piotr modlitwą swoją obalił na ziemię, i za nawrócenie wielu kobiet, które odtąd wiodąc życie pokutne, do rozpusty cesarza służyć nie chciały, wskazał go na śmierć i wtrącił do więzienia. Wierni wykradli go ztamtąd, i Piotr uchodził z miasta, kiedy oto w bramie, spotkał Pana Jezusa, którego, upadłszy mu do nóg, zapytał: „Panie gdzie idziesz?” „Idę do Rzymu, odrzekł Pan Jezus, aby powtórnie być ukrzyżowanym.” Piotr zrozumiał jaką mu w tém dawał Zbawiciel naukę, i wrócił do więzienia. Wkrótce potém srodze ubiczowany, przybity został do krzyża, a na jego własną prośbę, którą zanosił z wielkiéj pokory, aby w rodzaju śmierci nie być zupełnie Panu Jezusowi zrównanym, rozpięty został na rusztowaniu krzyżowém głową do ziemi, a nogami do nieba. Poniósł śmierć męczeńską dnia 29 Czerwca roku Pańskiego 68. Pewien wielkiéj świątobliwości kapłan nazwiskiem Marceli, ciało jego nabalsamowawszy, pochował na górze Watykańskiéj.

Trzy listy świętego Piotra należą do ksiąg Nowego Testamentu.

Pożytek duchowny

Gdy Chrystus Pan zdawał w ręce świętego Piotra, najwyższą władzę Swoją nad całym Kościołem, domagał się od niego aż trzykrotnego zapewnienia iż Go serdecznie miłuje, a to jakby dla zadosyćuczynienia za trzykrotne zaparcie się Pana Jezusa, którego się ten Święty był dopuścił, Pamiętaj: że cechą każdego do Kościoła i zewnętrznie i duchem należącego, jest gorąca miłość Jezusa, i zdobywaj się za łaską Pańską, na tém gorętsze i częstsze jéj akty, im częściéj i ciężéj Boga obrażałeś.

Modlitwa (koście!na)

Boże! któryś błogosławionemu Piotrowi Apostołowi Twojemu, oddawszy klucze Królestwa Niebieskiego, związywania i rozwiązywania najwyższego kapłaństwa władzę nadał; spraw abyśmy wsparci jego pośrednictwem, z grzechów naszych rozwiązani zostali. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 534–537.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 522

Władza papieży trwa nieprzerwanie od dziewiętnastu wieków i wpływa na utrzymanie i szerzenie prawdziwej wiary, na utrzymanie cnót i porządku w rodzinach i w całym społeczeństwie chrześcijańskim, na odradzanie się wszelkich najwznioślejszych cnót, na miłosierdzie dla cierpiącej ludzkości i na miłość wzajemną.

Tak jak ojciec gromadzi dzieci naokół siebie, strzeże ich, chroni przed wszelkimi niebezpieczeństwami, żywi i troskliwie pielęgnuje, aby je uczynić szczęśliwymi – tak i papieże miliony dzieci Kościoła świętego biorą pod swoją opiekę, starają się o ich dobro duchowe i utwierdzają w wierze, by im wyjednać zbawienie.

I ty, katolicki Czytelniku, jesteś dzieckiem tego Kościoła św., a Ojciec św. twoim najwyższym opiekunem, staraj się przeto, abyś go kochał, był mu posłuszny w rzeczach wiary, czcił go i modlił się za niego.

Footnotes:

1

Jan I. 41.

2

Jan I. 42.

3

Mat. IV. 18

4

Łuk. V. 5.

5

Łuk. V. 8.

6

Łuk. V. 10.

7

Łuk. V. 11.

8

Mat. XVII. 27

9

Mat. XVI. 16.

10

Mat. XVI. 18.

11

Mat. XIV. 28.

12

Jan VI. 67.

13

Łuk. XXII. 31.

14

Łuk. XXIV. 34.

15

Jan XXI. 15–17.

Tags: św Piotr „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł papież męczennik św Andrzej św Perpetua św Petronella
2020-06-29

Mowa nr 82 na Święto św. Apostołów Piotra i Pawła – Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 388–392.

  1. Najmilsi! Cały świat co prawda bierze udział we wszystkich naszych wzniosłych uroczystościach; jednej wiary umiłowanie jednakową wszędzie musi budzić radość, kiedy święcimy jedno z dzieł spełnionych dla zbawienia wszystkich. Dzisiejsze jednak święto Miasto nasze już nie na równi z całym światem, ale w szczególny i odrębny swój sposób z czcią i weselem obchodzić winno. Gdzie chwalebna śmierć opromieniła największych Apostołów, tam miejsce na radość największą w dniu ich męczeństwa. W tobie, Rzymie, ci dwaj mężowie tak rozpalili światło Ewangelii, żeś z nauczyciela błędu stał się uczniem Prawdy. To są więc ojcowie i pasterze twoi prawdziwi! Wszczepiając cię w Królestwie Niebieskie, oni ciebie na nowo założyli lepiej i szczęśliwiej bez porównania, niż owi pierwsi, co fundamenty pod twe mury kładli. 1 Jeden z tamtych imię ci nadał, ale zabójstwem brata pohańbił cię szpetnym. Ci zaś do takiej chwały cię podnieśli, że stałeś się narodem świętym, rodzajem wybranym, miastem kapłańskim i królewskim, a przez świętą Stolicę Piotrową — głową świata. Berłem boskiej religii szerzej odtąd władasz, niźli przedtem potęgą ziemskiego panowania. Dzięki mnogim zwycięstwom rosła twoja władza i sięgnęła daleko na lądy i morza. Jakżeż jednak maleje, coś mieczem ujarzmił, wobec tego, co pokój chrześcijański poddał pod twe skrzydła!
  2. Boć dobry Bóg — sprawiedliwy i wszechmocny — co, nigdy nie odmawiał ludzkości swego zmiłowania, a zawsze dawał się poznać ogółowi śmiertelnych z hojnie rozsiewanych dobrodziejstw — chcąc w swych wyrokach niezbadanych tym większą ujawnić miłość, ulitował się ludzi na manowce zbłąkanych, z własnej winy zaślepionych i coraz głębiej brnących w zepsucie grzechowe. Zesłał im tedy „Słowo” równe i współwieczne sobie. „Ciałem stające się Słowo” (Jan 1, 14) tak połączyło boską swoją naturę z ludzką, że tym zstąpieniem do najgłębszych nizin nas w niebotyczne dźwignęło wyżyny. Aby zaś rozprowadzić działanie tej niewysłowionej łaski po całym świecie, pozwoliła Opatrzność Boża powstać i tak rozrość się państwu rzymskiemu, że graniczyło ono po sąsiedzku z krajami wszystkich narodów. Bożym planom najbardziej to odpowiadało, że mnóstwo państw pod jednym złączyło się berłem. Głoszenie odkupienia mogło szybko i łatwo dotrzeć do ludów, jednym rządem państwowym związanych. Ale Rzym nie zdawał sobie sprawy z tego, kto jest istotnym twórcą jego potęgi i wielkości. Choć zapanował nad wszystkimi prawie narodami, poszedł jednak w służbę ich błędnych nauk. Mniemał nawet, że rozbudowuje swoją religię, gdy żadnego zabobonu nie odrzuca. 2 Tym cudowniejsze przeto jest jego wyzwolenie przez Chrystusa, im silniej uwikłany był w więzy szatana.
  3. Oto gdy dwunastu apostołów wzięło od Ducha Św. dar mówienia wszystkimi językami i podzieliło między siebie kraje, by nieść Ewangelię na świat cały, błogosławiony Piotr, książę apostołów, przeznaczony został dla głównej twierdzy rzymskiego imperium. Światło Prawdy, objawionej dla zbawienia wszystkich ludów, od głowy szybciej mogło się rozlewać po całym organizmie ludzkości. Czyż jest bowiem lud, co nie miałby wówczas swych współplemieńców w stolicy? Czyż mogło jakiemu krajowi pozostać coś nieznanym, co Rzym przyswoił sobie? Tutaj najodpowiedniejsze było miejsce na zwalczanie błędnych filozoficznych mniemań i rozwianie tej próżności, jaką podszyta bywa ziemska mądrość, na burzenie czci bożków pogańskich i usuwanie bałwochwalstwa; bo właśnie tutaj w jakimś zabobonnym lęku przejęto wszystko, cokolwiek z fałszywych nauk pojawiło się na świecie.
  4. Do tego to miasta nieustraszenie kierujesz kroki swoje, Piotrze święty. Kiedy Paweł Apostoł, towarzysz twojej chwały, zakłada jeszcze inne Kościoły, ty wstępujesz w ten las ogarniętych szałem bestii. Nie lękasz się tej burzliwej otchłani, śmielej po niej kroczysz, niż wtedy, kiedyś stąpał po falach jeziora (Mt. 14, 28..). Samego Rzymu — władcy świata — nie obawiasz się teraz ty, coś w domu Kajfasza drżał przed dziewką arcykapłana (Mt. 26, 69…). Czyżby mniejsza była moc Klaudjusza niż Piłatowych trybunałów, albo srogość Nerona niźli szał i wściekłość Żydów? Miłości to potęga zwyciężyła w tobie wszelką bojaźń. Wierzyłeś, że nie potrzebujesz tych się obawiać, których miłować przyszedłeś. Ten nieustraszony i ofiarny duch już wtedy wstąpił w twe serce, kiedy Pan trzykrotnym, dużo mówiącym zapytaniem, umocnił trzykrotnie wyznaną miłość twoją (Jan 21, 15…). Boć nie czego innego wymagała twoja piecza (pasterska), jeno abyś pokarmem, co ciebie nasycił, żywił owieczki tego, któregoś umiłował.
  5. Tyle nadto znaków cudownych, tyle darów łask, tyle prób ogniowych utwierdziło twą ufność! Już nauczałeś plemiona, od obrzezania do prawdziwej wiary się zwracające. Już założyłeś Kościół w Antiochii, gdzie imię chrześcijan naprzód czci doznało. Już (całe krainy) Pont, Galację, Kapadocję, Azję i Bitynię rosą Ewangelii ożywiłeś. 3 I owocności tedy działania pewien i długowieczności 4 swojej świadom szedłeś zatknąć zwycięski znak Chrystusowego krzyża na twierdzy rzymskiego świata, dokąd z przeznaczeń Bożych poprzedzały cię i dostojeństwo władzy i chwała cierpienia.
  6. Tutaj to spotkał cię św. Paweł, twój współapostoł, „naczynie wybrane” (Dz. Ap. 9, 15), „nauczyciel narodów” (Gal. 2, 7). Połączył się z tobą w dobie, kiedy pod panowaniem Nerona ginęła uczciwość, ginął wstyd, ginęła wolność. Sam cezar, żądzą i nadmiarem wszelkich występków trawiony, dał się wreszcie porwać istnemu szaleństwu i pierwszy wszczął okrutne, powszechne prześladowanie chrześcijan, mniemając, że przelaniem krwi świętych zagasi łaskę Bożą. Oni zaś najobfitszej nagrody uczestnikami stawali się wtedy: za wzgardę znikomego życia wieczne szczęście brali. „Droga więc przed oblicznością Pańską jest śmierć świętych jego” (Ps. 115, 15). Największe okrucieństwo nie zniszczy religii, na tajemnicy krzyża Chrystusowego ugruntowanej! Nie osłabia Kościoła prześladowanie, jeno go umacnia. Rola Pańska coraz to bujniejszym pokrywa się kłosiem; boć każde ziarno, co w ziemię zapada, w mnogi plon wyrasta. 5 Jak zaś obfite żniwo wydały te dwa boskiego posiewu kłosy, świadczą tysiące świętych męczenników, co idąc w ślady apostołów ubiegały się o palmę zwycięstwa. Ich liczne zastępy purpurowym szańcem gród nasz opasały, a łunę światła roztaczając naokół rzekłbyś uwieńczyły go diademem z mnóstwa drogocennych kamieni uwitym.
  7. Z powodu takich straży, najmilsi, przez Boga samego zaciągniętych na wzór cierpliwości i umocnienia nas w wierze, cały świat cieszyć się powinien, wspominając kogokolwiek z grona wszystkich świętych. Tych dwu ojców jednak wyjątkowe znaczenie sprawia, że (my zwłaszcza, rzymianie) nimi w szczególniejszy sposób szczycić się możemy. Łaska Boża tak wyróżniła ich pośród członków Kościoła, że w tym ciele, którego głową jest Chrystus (Ef. 1 22), oni jakby dwojga oczu są blaskiem. W ich zasługach i cnotach, iście nie do wysłowienia, nie szukajmy różnic, nie rozdzielajmy ich od siebie. Boć i posłannictwo złączyło ich w dopełniającą się parę, i znojny trud upodobnił, i śmierć męczeńska zrównała. 6

Footnotes:

1

Według podania założycielami Rzymu byli bracia: RomuRomulus i Remus. Kiedy Remus Szydził z brata i jego pracy nad budową murów, Romulus pozbawił go życia.

2

Por. wstęp § 1, b.

3

Por. początek 1 Listu św. Piotra Ap.

4

Por. Jan 21, 18 i 2 Piotr 1, 14.

5

Wyrażenie to przypomina Tertulianowe: „Semen est Christianorum sanguis” (Apologeticus, c. 50).

6

Quia illos et electio pares, et labor similes, et finis fecit aequales. Na tych słowach kończy się autentyczny tekst Mowy Leonowej; spotykane po nich jeszcze zdania kończące, są dodane przez późniejszych przepisywaczy. Ze słów „pares” i „aequales” wysnuł Quessnel fałszywy wniosek, jakoby one sprzeciwiały się prymatowi św. Piotra Ap. Narobił też Quessnel skrupułów komentatorom i tłumaczom mów św. Leona i popchnął ich do przypuszczenia, że wyrażenie „pares” jest nieautentyczne, zwłaszcza, że brakuje go w jednym starym watykańskim kodeksie. Tymczasem stopniowany paralelizm pojęć — pares, similes, aequales — jest bardzo w stylu Leona i przemawia za autentycznością tekstu, zachowanego w innych, również starych, kodeksach. Nie ma też istotnej trudności w jego wykładzie. Trzeba tylko uchwycić odcień, różniący te dwa synonimy: pares i aequales. A uchwyci się go, sięgając do rdzenia słowa par. Pierwsze znaczenie par jest: para, parzysty! W dalszym zaś znaczeniu: równy. W przekładzie polskim użyliśmy pierwszego znaczenia, usuwając rzekome trudności. Por. Słownik Łacińsko-Polski, Ks. Fl. Bobrowskiego, Wilno 1905, t. 2, str. 596. Por. też Aegidi Forcellini, Totius latinitatis lexicon. T. IV, p. 498.

Tags: św Leon Wielki Apostoł św Piotr św Paweł Rzym męczennik
2020-06-26

Św. Jana i Pawła, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 363.

(Żywot ich napisany był przez Terencyana który ich zamordował.

Święci Jan i Paweł w pierwszéj połowie czwartego wieku żyjący, byli Włochami, pochodzili ze znakomitéj i zamożnéj rodziny, a po nawróceniu się księżniczki Konstancji, córki cesarza Konstantyna Wielkiego, umieszczeni zostali na jéj dworze. Jan miał urząd Wielkiego mistrza, a Paweł Wielkiego krajczego. Oba byli chrześcijanami, i znani powszechnie z wysokiéj swojéj pobożności.

Konstantyn Wielki, miał licznemi już zwycięstwami wsławionego wodza, nazwiskiem Galikanin, który był poganinem. Zabierał się wysyłać go na wyprawę przeciw barbarzyńcom którzy Francyą byli zajęli, kiedy Galikanin poprosił o rękę córki jego Konstancji, wielkiéj świątobliwości dziewicy. Zafrasował się tém cesarz bardzo, gdyż odmową bał się zrazić ku sobie tego wielkiego wojownika, w chwili gdy go więcéj niż kiedy potrzebował, a z drugiéj strony i sam bogobojny, nie chciał zasmucać córki skłaniając ją do wyjścia za poganina, tém bardziéj że ona dziewictwo swoje poślubiła była Panu Jezusowi. Lecz gdy się o tém dowiedziała Konstancya, wyprowadziła ojca z kłopotu. Podała mu myśl, aby nie odmawiał jéj ręki Galikaninowi, tylko aby położył mu za warunek żeby odniósł wprzód zwycięstwo we Francyi, i wziął do boku swojego jéj dwóch dworzan Jana i Pawła, a zaś dwie córki które ma ze zmarłéj żony, żeby przy niéj zostawił. Czyniła zaś to Konstancya ze szczególnego natchnienia Boskiego, przewidując że potém co nastąpi, sam Galikanin zwolni cesarza z danego mu przyrzeczenia.

Galikanin chętnie zgodził się na wszystko udał się z wojskiem do Francji, przybrawszy do swego boku świętych Jana i Pawła, a córki swoje odesłał do Konstancyi. Gdy przybyły do jéj pałacu, święta cesarzówna, poszła do swojéj kaplicy i tak za nie gorąco modlić się zaczęła: „Boże wszechmogący któryś za wstawieniem się Agnieszki Męczenniczki Twojéj, od trądu oczyścić mnie raczył, drogę mi bojaźni Twojéj okazał, i natchnął abym się w dziewictwie na służbę Twoję poświęciła; w nadziei tego żeś powiedział: Proście a będzie wam dano 1, proszę Cię i błagam abyś i te córki Galikana, i samego Galikana który mnie od Ciebie odebrać chce, do wiary świętéj przywieść raczył. Janowi i Pawłowi, dworzanom moim, a wiernym sługom Twoim, dopomóż aby do serca wodza swojego trafić mogli, moje zaś usta otwórz na naukę tych dziewic, a ich uszy na słuchanie mów moich, aby przez nie prawdę przejrzały. Owszem daj taką moc słowom moim, aby one roskoszami świata tego wzgardziwszy, Tobie się poświęcić zapragnęły, i z Twego miłosierdzia chlubiły się na wieki.” Owóż Pan Bóg wysłuchał prośby téj świętéj księżniczki, i w krótkim czasie pozyskała ona Chrystusowi obie córki Galikanina,

Tymczasem sam Galikanin, pobiwszy barbarzyńców we Francyi, z wielką sławą zwycięstwa wracał do Rzymu, gdzie mu cesarz tryumfalny wjazd gotował. Wybierał się Konstantyn z synami, senatem i całym dworem, na spotkanie go za miastem; ale Galikanin uprzedził godzinę swojego przybycia, pośpieszył do Rzymu, i z wielkiém podziwieniem wszystkich którzy go znali poganinem, udał się wprost do kościoła świętego Piotra, dla złożenia Panu Bogu dzięków za odniesione zwycięstwo. Spotkał go tam cesarz, który i sam tém zdziwiony, pytał go jakim sposobem się to dzieje, że gdy udawał się na wyprawę wojenną w Kapitolu bożkom składał ofiary, a teraz za zwycięstwo dziękuje Chrystusowi Bogu prawdziwemu? Odpowiadając na to Galikanin, tak zdał sprawę Konstantynowi i ze swojéj wyprawy, i ze swojego nawrócenia, to jest ze zwycięstw jakie odniósł i nad nieprzyjaciołmi jego ojczyzny, i nad wrogami swojéj duszy.

„Po porażce jaką poniosłem od barbarzyńców pod Filipolem we Francyi, unikałem z nimi bitwy, bo oni w siły się wzmogli, a przy mnie już mało było wojska. Uciekałem się do bożków, paliłem ofiary Marsowi; a jednak nic to nie, pomagało. Przyszło do tego, że mnie nieprzyjaciele zewsząd otoczyli i jakby w oblężenie wzięli, przecinając wszelkie drogi sprowadzaniu żywności dla wojska. Zguba nasza była niechybną, i nietylko proste żołdactwo, ale i moi podkomendni dowódcy, naciskali na mnie, aby się poddać. Już i sam przemyśliwałem tylko o sposobie, jakby się przebić przez obozy nieprzyjacielskie i uchodzić, aż oto Jan i Paweł, dworzanie księżniczki Konstancyi, powstali przeciw téj myśli i rzekli do mnie: „Uczyń ślub Bogu prawdziwemu, że chrześcijaninem zostaniesz, i uderzaj na barbarzyńców, a obaczysz iż odniesiesz świetniejsze niż kiedykolwiek zwycięstwo.” Usłuchałem ich, i skorom ten ślub uczynił, ukazał mi się młodzieniec wysokiego wzrostu, niosący krzyż na ramieniu, i rzekł mi; „Weź miecz w rękę i idź za mną.” Co gdym uczynił i wyszedł z nim za namiot, ujrzałem wokoło siebie po obu stronach wielką liczbę zbrojnych, którzy zawołali: «Pójdziemy z tobą walczyć: wnijdź w obóz nieprzyjacielski z dobytym mieczem, a na czele naszego hufca, wnet się do samego ich króla przebijesz.» I tak się stało: skorom zaś z mieczem w ręku stanął przed królem, upadł on do nóg moich, i prosił abym mu życia nie odbierał. Nietylko jego, ale wszystkich przy nim będących zabijać nie kazałem, a król z całém wojskiem, na łaskę i niełaskę moję się zdali. Gdym wrócił do obozu, żołnierze moi, którzy już poddać się chcieli i nawet zamyślali mnie odstąpić, otoczyli mnie, biagając abym im przebaczył; lecz ja oświadczyłem, iż żadnego nie przyjmę pod chorągwią cesarską, któryby chrześcijaninem nie został, po czém z małym wyjątkiem prawie wszyscy przyjęli wiarę chrześcijańską. Masz tedy cesarzu, cztery razy większe wojsko niż to z którém wyruszyłem, gdyż barbarzyńcy są twoimi hołdownikami, i Francyą masz uśmierzoną. Mnie zaś w nagrodę za to racz uwolnić od dowództwa wojsk twoich, i pozwól nie domagać się już ręki córki twojéj, gdyż pragnę poświęcić się służbie Bożéj, a za przeszłe życie moje godnie pokutować.”

Galikanin spełnił to swoje postanowienie, a święci Jan i Paweł, których Pan Bóg użył był do tak wielkiego dzieła Swojego miłosierdzia w nawróceniu i tego wodza i wielu pogan w jego wojsku będących, otrzymawszy od Konstancji znaczne dobra, w nich osiedli, oddając się z większą jeszcze gorliwością ćwiczeniom pobożnym i uczynkom miłosiernym. Dwory ich stały się przytułkiem dla wszelkiéj nędzy; byli oni opiekuńczemi Aniołami całéj okolicy, słynąc daleko jak ze swojéj świątobliwości, tak i z hojności dla biednych.

Tak święcie używających dostatków jakiemi ich Opatrzność obdarzyła, zastało ich prześladowanie chrześcijan, wszczęte przez Juliana Apostatę, który na tron cesarski wstąpił po śmierci Konstantyna i jego synów. Niedługo téż dotknęło jego okrucieństwo i tych dwóch wielkich sług Bożych. Posłał do nich z rozkazem, aby wyrzekli się wiary w Chrystusa i przyszli spełniać na dworze jego, dawne swoje urzędy. Na to odpowiedzieli mu Święci: „Służyliśmy Konstantynowi i córce jego, bo oni będąc panującemi, uznawali się sługami Chrystusa; a gdy szli do kościoła, korony zdejmując, krzyżem na ziemię przed Nim padali. Tobie zaś który będąc chrześcijaninem, bluźnisz Chrystusowi, służyć nie będziemy.” Po téj odpowiedzi zagroził im straszną karą Julian, utrzymując iż go obelgą okryli, na co Święci odrzekli: – „My cesarzowi żadnéj obelgi nie czynimy, bo nad niego nie człowieka, lecz Samego Stwórcę Nieba i ziemi, przekładamy; a z łaski jego dlatego nie korzystamy, abyśmy niełaski Boga nieśmiertelnego na siebie nie ściągnęli.” Wtedy Julian dał im dziesięć dni do namysłu, na co znowu oni: „Niech cesarz postąpi z nami, jakby te dziesięć dni już upłynęło: bo my postanowienia naszego nie zmienimy, przeto niech teraz spełnia to, czém nam grozi.” Że jednak pomimo tego tyran pozostawił im dziesięć dni zwłoki, oni przez ten czas sprzedali wszystkie dobra swoje i rozdali pieniądze ubogim, sami do śmierci się gotując. Jakoż, dnia jedenastego przybył do nich przysłany od cesarza Terencyan, i zastawszy ich modlących się, postawił przed nimi obraz Jowisza, oznajmiając że jeżeli mu nie pokłonią się, śmiercią ukarani zostaną. Święci odpowiedzieli mu na to: „Cesarz sam odstąpił Chrystusa, i drugich do zguby chce przywieść. My śmierci nie lękamy się, i życie które mamy od Boga, chętnie za tegoż Boga w ofierze oddajemy.” Stosownie więc do rozkazu Juliana Terencyan kazał ich ściąć tajemnie wśród nocy, aby nie poburzyć ludu, u którego w wielkiéj czci byli, pochował ich we własnym ich domu, i rozpuścił wieść, że na wygnanie skazani zostali. Lecz gdy syn Terencyana, śmiertelną chorobą złożony, do grobu tych Męczenników przyniesiony, cudownie zleczonym został, sam Terencyan z całą rodziną swoją i domownikami został chrześcijaninem, i jawną czyniąc pokutę, żywot i męczeństwo tych Świętych opisał.

Pożytek duchowny

Jakże cudownych skutków modlitwy doznała święta księżniczka Konstancya, modląc się o nawrócenie kilku dusz w błędach pogańskich pogrążonych. Niech cię to pobudza do częstego polecania grzeszników miłosierdziu Bożemu, a głównie módl się za tych, z których stanu duszy, z jakiegokolwiek powodu, szczególny zdasz przed Bogiem rachunek.

Modlitwa (kościelna)

Prosimy, Wszechmogący Boże abyśmy zbawiennéj na duszy doznali pociechy, obchodząc uroczystą pamiątkę błogosławionych Jana i Pawła, którzy jak przez krew i wiarę zjednoczeni byli, taki w męczeństwie za nią poniesioném okazali się godnymi siebie braćmi rodzonymi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 525–527.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 514–515

Wszyscy powinniśmy podziwiać tych dwóch świętych mężów dla siły ich charakteru, a przede wszystkim dla siły ich przekonań religijnych, na mocy których chrześcijanin oddaje wprzód Bogu co jest Boskiego, a potem dopiero cesarzowi co jest cesarskiego. Wstąpili oni w służbę cesarza Konstantyna, albowiem byli przekonani, że ten nic takiego od nich nie za żąda, co by się sprzeciwiało świętej woli Bożej, i że wypełniając obowiązki urzędu, staną się miłymi Bogu – jakże jednak stanowczo wzbraniali się przyjąć urzędy od cesarza Juliana Odstępcy! Oby wszyscy urzędnicy chrześcijańscy i słudzy zawsze okazywali tak chwalebną siłę charakteru!

Do takiego postępowania zobowiązuje przede wszystkim zdrowy rozsądek. Wskazuje on każdemu wyraźnie i jasno, że każde stworzenie nasamprzód winno być posłuszne woli Stwórcy, a człowiek winien nadto dotrzymywać przysiąg, jakie złożył Stwórcy swemu i Panu i nie powinien przyjmować pracy ani obowiązku, który by się nie zgadzał z przysięgami danymi na chrzcie świętym. Od tych przyrzeczeń i przysiąg stworzenia wobec Stwórcy nie ma zwolnienia, albowiem stworzenie wiecznie stworzeniem pozostaje, a Pan Jezus, który przysięgę odebrał, nigdy się nie zmieni.

Jeżeli więc chrześcijanie przyjmują takie urzędy i zobowiązania, przez które byliby narażeni na złamanie wiary i przyrzeczeń danych Bogu, to popełniają krzywoprzysięstwo wobec Stwórcy. Rozsądek nakazuje zwolnić się z takich obowiązków, czynić pokutę i powrócić do obowiązków względem Boga.

Doświadczaj zatem stałości swego charakteru na przykładach, jakie ci pozostawili Święci Pańscy Jan i Paweł, czy równie ochoczo i stale opierasz się pochlebstwom osób, które cię przewyższają godnością i bogactwem i czy idziesz za głosem Boga.

Footnotes:

1

Łuk. XI. 9.

Tags: św Jan i Paweł „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Agnieszka nawrócenie
2020-06-20

Św. Sylewra, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 540.

(Żywot jego napisany przez Jana Platynę, a u Bolandystów, znajduje się pod dniem dzisiejszym.)

Święty Sylweryusz rodem z okolic Rzymu zwanych Polami rzymskiemi (Compagna Romana), był synem świętego Hormidiasza, który owdowiawszy i wstąpiwszy do stanu duchownego, na początku VI. wieku zasiadał na stolicy apostolskiéj. Święty Sylweryusz na tęż godność wyniesiony został z pierwszego razu nieprawnie: lecz późniéj, wybór jego i uprawnionym został, i sam on nietylko okazał się Papieżem wielkich cnót, mężnym obrońcą praw Kościoła i wiary świętéj, lecz nawet w końcu śmierć męczeńską poniósł, za stałość i nieugiętość przed tyranami, w spełnianiu obowiązków swojego najwyższego Pasterstwa.

Po śmierci jego na stolicy apostolskiéj poprzednika świętego Agapita, cesarzowa Teodora żona Justyniana, popierająca odszczepieństwo Eutychianów, na których czele stał nieprawnie przez nią na arcybiskupstwo carogrodzkie wysadzony Antymiusz karą klątwy dotknięty przez Papieża Agapita, dokładała wszelkich starań aby i na Papiestwo wynieść jednego ze stronników téj herezyi. W tym celu wysłała do Włoch Wigilla Dyakona, i poleciła wodzowi wojsk cesarskich Belizaryuszowi, prowadzącemu podówczas wojnę z Gotami, w których posiadaniu był Rzym, aby on starał się zrobić go papieżem. Dowiedziawszy się o tém Teodat król Gotów, a nieżyczący sobie mieć papieżem stronnika cesarskiego, siłą zmusił duchowieństwo rzymskie do obrania co prędzéj Sylwera, Subdyakona tegoż kościoła. Wybór ten z razu pod przymusem dokonany był nieważnym: lecz nieco późniéj duchowieństwo rzymskie, do którego to należało, obawiając się aby z tego powodu nie powstała schyzma, i przekonawszy się że Sylwer godnym był tego najwyższego urzędu, już zupełnie dobrowolnie i z wszelką swobodą zgromadziwszy się, dopełniło wszystkiego co w poprzednich wyborach było nieprawném. Sylweryusz został wyświęconym na Dyakona, potém na kapłana, a następnie na Biskupa rzymskiego, to jest został Papieżem 20 Czerwca roku Pańskiego 536.

Wyniesiony z początku niewłaściwemi drogami na stolicę Piotrową, skoro na niéj zasiadł prawnie, postanowił stać się tego najwyższego w świecie dostojeństwa godnym. Szczerze opłakał przed Bogiem to że ludzkim względom i chęci wywyższenia dał się był z razu uwieść i budował wszystkich swoją gorliwością, surowością obyczajów i poświęceniem się sprawie Kościoła i wiary świętéj. Męstwo z jakiém stawił czoło szerzącym się kacerstwom, w czasach gdy je silnie popierała władza świecka, dopuszczająca się najokrutniejszych gwałtów na najwyższych dostojnikach kościelnych, niezmordowana zabiegłość jego około rządów całéj winnicy Chrystusowéj, ostrość życia jakie prowadził, i miłosierdzie dla ubogich którém się odznaczał, wszystko to postawiło go w rzędzie najznakomitszych i najświątobliwszych Papieżów. Takto bowiem, przez szczerą poprawę, może człowiek zatrzeć i przed Bogiem i przed ludźmi złe jakiego się dopuścił, a co większa uświęcić się i to nawet w stanie i godności, do któréj zrazu wdarł się w nagannych widokach.

Lecz właśnie dlatego, że Sylweryusz okazał się świętym Papieżem, nie mogło piekło patrzeć na to obojętnie: niezwłocznie téż pobudziło przeciw niemu swoich wysłańców. Cesarzowa dowiedziawszy się o wyniesieniu na Papiestwo Sylweryusza, poleciła Wigiliuszowi którego na stolicy apostolskiéj mieć chciała koniecznie, aby się udał do wodza cesarskiego Belizaryusza. Do niego zaś napisała nagląc, aby Sylweryusza złożył ze stolicy apostolskiéj, a na jego miejsce jéj zausznika obsadził. Wódz ten zawojowawszy Sycylią, zdobył miasto Neapol, i tam przywiózł mu Wigiliusz rozkazy cesarzowéj, Przyrzekł on iż je spełni skoro Rzym zdobędzie, co téż i wkrótce nastąpiło. Rzymianie bowiem przerażeni okrucieństwem Belizaryusza, który zdobywszy Neapol wymordował mieszkańców za opór jaki mu stawiali, sami wygnawszy załogę Gotów która w mieście była, zawezwali dowódcę cesarskiego. Zajął on tedy Rzym, lecz znowu Gotowie nadciągnęli i obsaczyli miasto, trzymając je w oblężeniu przez rok cały.

W ciągu tego oblężenia zauważano że Gotowie, chociaż naród dziki i do aryańskiéj sekty należący, oszczędzali w okolicach Rzymu kościoły katolickie, i w szturmie jaki przypuszczali do miasta, z umysłu nie uderzali na najsłabszą część jego murów, dla tego, że one były pod szczególną opieką świętego Piotra. To dało powód nieprzyjaciołom Sylweryusza do rozpuszczania wieści jakoby to czynili przez względy jakie mają dla Papieża, który się z nimi potajemnie znosi, i w ręce ich chce zdradziecko wydać Rzym i wodza cesarskiego. Miał więc już wtedy Belizaryusz złudne powody targnięcia się na Sylwera, lecz cesarzowa kazała mu wstrzymać się z tém jeszcze, aż sprobuje czy Papież na jéj żądanie nie zniesie klątwy na heretyckiego Patryarchę Carogrodzkiego Antymiusza, przez jego poprzednika Papieża świętego Agapita rzuconéj, i czy go nie zatwierdzi na jego patryarchacie, gdyż oto jéj głównie chodziło. Napisała więc do niego list, zapraszający aby sam przybył do Konstantynopola i Antymiusza na arcybiskupstwo osadził. Papież odczytawszy pismo Teodory, wzniósł ręce do nieba i rzekł: „Wiem co mnie czeka: sprawę tę życiem przypłacę;” i odpisał cesarzowéj, iż żądania jéj spełnić w żaden sposób nie może, między innemi tak się wyrażając: „Złożenie z biskupstwa Antymiusza, który popadł w błędy Eutychianów odszczepieńców, jak i oddzielenie od społeczności wiernych, podobnych jemu kacerzy, było nietylko prawném, lecz jest niezbędném. Gdybym i jego i jemu podobnych pasterzy w herezyą zapadniętych i prawnie złożonych z biskupstw, przywrócił do urzędów, byłoby to z mojéj strony wpuszczeniem wilków do owczarni Chrystusowéj, nad którą czuwać powinienem.” W końcu oświadczając należny hołd cesarzowéj, przydawał, iż od tego co wyrzekł odstąpić mu nie godzi się, chociażby mu przyszło życie za to wydać.

Cesarzowa rozgniewana taką odpowiedzią Sylweryusza, przysłała niezwłocznie Belizaryuszowi polecenie aby go złożył ze stolicy Piotrowéj, wygnał z Rzymu i na miejsce jego osadził Wigiliusza, który jéj przyrzekał heretyckiego Biskupa w Carogrodzie utrzymać. Belizaryusz spełnił rozkaz cesarzowéj: nieprawnie osadził na Stolicy papiezkiéj Wigiliusza, a świętego Sylwera wskazał na wygnanie do Patary, miasta w Azyi Mniejszéj położonego. Ten gwałt bezbożny, cały Kościół okrył żałobą, lecz święty Papież przyjął go jako dopust Boży mówiąc: „Obym cierpieniami tego wygnania wypłacił się sprawiedliwości Bożéj, za nieprawne w początkach wdarcie się na Stolicę apostolską, a byłbym najszczęśliwszym gdybym za Kościół i wiarę, życie swoje oddał.”

Na wygnaniu, święty ten Papież doznając wiele prześladowania, nie przestawał jednak rządzić Kościołem z ciągłém narażaniem się na większe jeszcze niebezpieczeństwa. Przywoływał do siebie wielu Biskupów, i różne ustawy wydawał tyczące się jużto karności kościelnéj, jużto warujące czystość wiary, przez heretyków obalanéj. Za wstawieniem się Biskupa Patary, który osobiście udał się był do Justyniana, Cesarz ten, w gruncie dobry katolik, oburzył się na postępek Belizaryusza, który się tego wszystkiego dopuścił bez jego wiedzy; kazał przywrócić Sylweryusza na Papiestwo i z wielką czcią odwieźć go do Rzymu. Lecz Teodora uwiadomiwszy o tém Belizaryusza, wymogła na nim aby tego nie dopuścił. Jakoż, kazał on czatować na okręt wiozący Papieża, pojmał go i uwięził na wyspie Palmeryi, naprzeciw Teracyny położonéj, gdzie go w krótkim czasie głodem umorzyli. Umarł tam, dnia 20 Czerwca roku Pańskiego 540, a Kościół cześć mu oddaje jako świętemu Męczennikowi.

Wigiliusz, który podobnież jak święty Sylweryusz, nieprawnie wyniesionym był na Stolicę rzymską, równie jak on stał się późniéj wielkim Papieżem. Po śmierci Sylwera prawnie obrany na Papieża, już tylko o dobro Kościoła zabiegał, gotów w obronie jego życie położyć. Z tego powodu zerwawszy z cesarzową, która przyrzeczonych jéj przez niego ustępstw na szkodę Kościoła domagała się, rzucił na nią klątwę. A nawet i Belizaryusz, przykładnie pokutował, za gwałty jakich się na osobie Papieża dopuścił, i na dowód tego wzniósł w Rzymie kościół, z napisem nad głównemi drzwiami wyrażającym żal jakim był przejęty za zbrodnicze targnienie się na świętego Sylwera. Co wszystko słusznie przypisywać można modlitwom tegoż Świętego, który dostawszy się do Nieba wstawiał się za swoich prześladowców.

Pożytek duchowny

Wielu wdziera się na godności dla samych widoków osobistych, wielu wstępując do jakowego stanu czyni to dla doczesnych tylko korzyści, gdy w takich razach powinniśmy mieć przedewszystkiém na względzie wolę Bożą i dobro duszy naszéj i bliźnich. Kto ma sobie coś podobnego do wyrzucenia, niechże jak dzisiejszy Święty, najsumienniejszém spełnianiem obowiązków jakie na siebie przyjął, stara się ujść kary Bożéj, jaka spotyka wdzierających się do stanu lub godności, do których ich Bóg nie powoływał.

Modlitwa (kościelna)

Na nędzę naszę wejrzyj wszechmogący Boże! a gdy nas ciężar grzechów naszych przywala, niech pośrednictwo błogosławionego Sylwera Papieża i Męczennika Twojego, nas wspiera. Przez Pana naszego i t. d

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 507–509.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 501–502

Z dopuszczenia Bożego ten sam Wigiliusz, który był śmiertelnym wrogiem św. Sylweriusza, został po jego śmierci prawnie wyniesiony na Stolicę Apostolską. Można było wnosić, że będzie sprawcą wielkiego zgorszenia i że do spółki z kacerzami pracować będzie na zgubę Kościoła katolickiego.

Kościół św. był wówczas istotnie w wielkim niebezpieczeństwie, ale czuwał nad nim Jezus Chrystus, który o nim powiedział, że go bramy piekielne nie przemogą. Chrystus jest niewidzialną głową Kościoła świętego, zostanie nią aż do skończenia świata i kieruje nim przez Ducha świętego. Z tego powodu nie mógł Wigiliusz szkodzić Kościołowi świętemu. Jezus Chrystus łaską pełną miłosierdzia pokierował sercem Wigiliusza tak, że ten prześladowca świętego Sylweriusza stał się jedną z najsilniejszych podpór Kościoła świętego i niewzruszonym obrońcą prawdy.

Zaledwie doszła go wieść o okropnej śmierci niewinnego papieża Sylweriusza, nad którego grobem dużo cudów się zdarzyło, otworzyły mu się oczy duszy, a serce przepełniło się najgłębszym żalem za popełnione niegodziwości.

Chciał też zaraz złożyć godność papieską i odbyć pokutę za swoje czyny, ale duchowieństwo rzymskie uznało go jednomyślnie głową Kościoła. Natychmiast potem Wigiliusz publicznie wyznał grzechy swoje, uzyskał odpuszczenie i stał się odtąd innym człowiekiem.

Tak to czuwa Jezus Chrystus nad swoim świętym Kościołem, kierując złem na jego dobro.

Jeżeli zatem słyszysz, że niekiedy bezbożni i niemoralni papieże siedzieli na stolicy świętego Piotra, to niechaj to nie bałamuci twego umysłu, albowiem tu właśnie pokazuje się miłosierna i wszechmocna ręka Pana, który rządzi Kościołem. Chociaż niejeden z papieży był złym człowiekiem, to Kościół święty stał niewzruszenie, a wiara święta była nietykalna.

Gdyby Jezus Chrystus nie opiekował się Kościołem, i gdyby ten nie był Jego dziełem, to źli papieże byliby zdołali go pognębić. Atoli Chrystus dotrzymuje obietnicy, „że bramy piekielne nie przemogą Kościoła świętego”.

Myśl ta powinna każdego uspokajać i utwierdzać w pewności, że nieprzyjaciele nie mogą wyrządzić krzywdy Kościołowi świętemu, my zaś dzięki składajmy Bogu za to, że nam pozwolił być jego dziećmi.

Tags: św Sylwer „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik nawrócenie eutychianizm obowiązki stanu św Wigiliusz Kościół
2020-06-19

Św. Gerwazego i Protazego, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 170.

(Żywot ich był napisany przez Świętego Ambrożego.)

Święci Gerwazy i Protazy bliźnięta, rodem z Medyolanu, byli synami Witalisa i Waleryi, ktorzy oboje męczeńską śmierć za wiarę ponieśli. Przez takichto rodziców bardzo świątobliwie wychowani byli. Żyjąc w drugim wieku chrześcijaństwa, nie ustępowali w niczém w gorliwości jaką się w owych czasach wszyscy wierni szczególnie odznaczali.

Byli to dwaj młodzieńcy przecudnéj urody, jak pisze święty Ambroży: wyższego wzrostu od wszystkich, a tak cnotliwi i dobroczynni, że sami poganie wielką cześć mieli dla nich. Po męczeńskiéj śmierci rodziców, odziedziczywszy wielki majątek, niemal cały rozdali ubogim. Hojnie zaopatrzyli w Medyolanie wielką liczbę chrześcijan, z powodu panującego prześladowania do nędzy przywiedzionych, wszystkich swoich niewolników, a mieli ich bardzo wielu, obdarzyli wolnością: sami zaś, pozostawiszy sobie tyle tylko, ile na najskromniejsze utrzymanie potrzebowali, osiedli w małéj izdebce, oddając się jedynie czytaniu ksiąg świętych, modlitwie i uczynkom miłosierdzia. Ścisłe także posty zachowywali, jadając tylko raz na dzień około zachodu słońca. Słowem wśród wielkiego miasta mieszkając, żyli jak owi pustelnicy którzy wkrótce potém puszcze Egipskie zaludnili. Spędzili tym sposobem lat dziesięć, gotując się na poniesienie męczeństwa, i gorąco prosili Boga, aby im téj łaski nie odmówił. Wysłużyli téż ją sobie życiem tak świątobliwém.

Chociaż błogosławieni ci bracia, żyli tak odosobnieni, całe jednak miasto znało ich, podziwiało ich wysokie cnoty, i nie było to tajném nikomu iż byli chrześcijanami. Lecz powszechny szacunek jakiego używali sprawiał, że przez długi czas prześladowanie ich omijało.

Zdarzyło się, iż hrabia Astazyusz, dowódca wojsk cesarskich, przeciągał z wojskem przez Medyolan, udając się na wyprawę przeciw Markomanom, narodowi zamieszkującemu dawną Germanią. Kapłani pogańscy przyszli do niego oświadczając iż jeśli chce odnieść zwycięstwo i zasłużyć na tryumfalne wejście do Rzymu, potrzeba aby zmusił Gerwazego i Protazego, dwóch braci chrześcijan, do oddania czci bożkom. Jeżeli zaś tego nie uczyni, przepowiadali mu niechybną porażkę całego jego wojska. Astazyusz zawezwał niezwłocznie obydwóch braci, i z pierwszego razu z wielką łagodnością powiedział im, że wiedząc jak bogowie opiekuńczy cesarstwa ich miłują, postanowił zaprowadzić ich do świątyni, aby tam złożyli ofiarę Jowiszowi, i pobłogosławili jego wojsko. Na to odpowiedział mu Gerwazy: „O zwycięstwo, samego Boga prawdziwego i wszechmoonego prosić powinieneś, a nie możesz spodziewać się go od bożyszcz ukutych z miedzi, albo uciosanych z drzewa. Jeżeli chcesz odnieść zwycięstwo, udaj się do Boga chrześcijańskiego, On jeden ci je udzielić może i Jego jednego czcić powinieneś.” Astazyusz zdziwiony tak niespodziewaną i śmiałą odpowiedzią Świętego, zawahał się co czynić, lecz pobudzony przez kapłanów pogańskich i lud wołający że człowiek ten zbluźnił przeciw bogom, wydał rozkaz aby go niezwłocznie zbito ołowianemi knutami: co téż w téj chwili dokonano z takiém okrucieństwem, że wśród męki téj Gerwazy ducha Panu Bogu oddał.

Tyran spodziewając się, że Protazy łatwiéj ulegnie, widząc co jego brata spotkało: „Nieszczęsny człowiecze,” rzekł do niego: „nie bądźże ty przynajmniéj tak szalony jak brat twój.” A Protazy mu na to: „któż z nas jest prawdziwie nieszczęsnym, czy ty który się obawiasz abym ja przy wierze nie ostał, czy ja który ciebie nie lękam się, chociażbyś mnie najstraszniejszą męką groził?” „A dlaczegożbym ja miał obawiać się, rzekł znowu Astazyusz, żebyś ty przy wierze się swojéj nie ostał?” — „Gdybyś się tego nie obawiał, powiada Święty, nie nalegałbyś tak dalece na mnie, abym składał ofiarę twoim bożkom. Lecz czynisz to właśnie z obawy że jeśli mnie do tego nie przywiedziesz, tobie jakaś ztąd szkoda wyniknie. Ja zaś w istocie niczego się nie lękam. Na groźby twoje nie zważam, bożki twoje poczytuję za śmiecie, a tylko jednemu Bogu który w Niebie króluje, cześć oddaję.” Usłyszawszy to Anastazyusz, kazał go okrutnie smagać sękatemi kijami, a przez długi czas katując go w ten sposób okrutnie, kazał go podnieść z rusztowania i znowu rzekł do niego: „Protazy, dlaczegoś tak uparty i nieposłuszny? robisz mi to na złość, i za to umrzesz jak brat twój.” — „Nie mam żadnéj ku tobie złości, o! Astazyauszu, odpowiedział święty Męczennik, bo widzę zaślepienie twoje, które ci nie daje dopatrzeć co boskiém jest. Przecież wiem, że i Pan mój Jezus Chrystus krzyżownikom swoim nie łajał: owszem prosił ojca swego niebieskiego, aby im przebaczył mówiąc: Ojcze odpuść im, boć nie wiedzą co czynią 1. I ty nie wiesz co czynisz, i przeto serdecznie się nad tobą lituję. A proszę cię kończ coś rozpoczął, abym z miłym bratem moim dziś je- szcze Zbawiciela w Niebie ogladał.” Tyran nietylko okazał się na te pełne miłości chrześcijańskiéj słowa nieczułym, lecz wpadłszy w większy gniew jeszcze, zawołał groźnie do Protazego: „widzę żeś równie oszalał jak brat twój” i przydał: „Chcesz ginąć, więc zginiesz.” — „Nie zginę, odrzekł mąż Boży, bo nie ginie kto umiera za Chrystusa: męczeństwo jest najpewnieszą drogą do Nieba. Lecz widząc cię poganinem, z żalem umierać będę: bo prawdziwe nieszczęście twoje smutkiem mnie przejmuje, i zaślepienie w jakióé jesteś, godném jest największćj litości.” Astazyusz po tych słowach zdawał się być wzruszonym, lecz z obawy kapłanów pogańskich którzy go otaczali, i ludu domagającego się głowy Protazego, wydał rozkaz aby go ścięto niezwłocznie, co téż i wykonano. Ciała obydwóch tych Świętych wystawiono na placu publicznym przez dzień cały, a potém wrzucono w kloakę.

Lecz Pan Bóg nie dozwolił, aby tam długo zostawały. Pewien świątobliwy chrześcijanin imieniem Filip, tejże nocy wydobył je ztamtąd, przeniósł do swojego domu, złożył w marmurowy grobowiec, wypisał na pergaminie wszystkie szczegóły ich śmierci wyżéj opowiedziane, i pismo, to umieścił pod ich głowami, a potém grób zamurował. Święte te relikwie pozostawały w ukryciu przeszło lat trzysta. Aż dopiéro w roku 386, święci Gerwazy i Protazy objawili się świętemu Ambrożemu Arcybiskupowi Medyolańskiemu, kiedy on zabierał się do poświęcenia nowego kościoła nazwanego późniéj bazyliką Ambrozyańską, a któreto widzenie tak on opisuje w liście do swojéj siostry Marcelliny:

„Przy końcu wielkiego postu, gdym trwał na modlitwie, przypadł na mnie sen, w którym ujrzałem dwóch młodzieńców w białych szatach, którzy podniósłszy ręce, ze mną się razem modlili. Skorom się ocknął oni zniknęli, a jam prosił Pana Boga, aby, jeśli to nie złudzenie jakowe, jaśniéj mi je wznowił, i na tę intencyą przyczyniłem postu. Owoż drugiéj nocy toż samo miałem widzenie. Trzeciéj zaś, gdy wielką czczością trapiony, usnąć nie mogłem, ciż dwaj młodzieńcy ukazali mi się na jawie, a z nimi i święty Paweł Apostoł, który tak do mnie przemówił: «To są Męczennicy, których ciała pogrzebione na témże miejscu gdzie się modlisz, dwanaście stóp głęboko w ziemi. Wydobądź je, i zbuduj na cześć ich kościół. Pod ich zaś głowami, znajdziesz wypisane imiona ich i dzieje ich zgonu. Wezwawszy tedy kilku sąsiednich braci moich Biskupów, i zdawszy im sprawę z mojego widzenia, zaczęliśmy kopać ziemię. Dostaliśmy się do trumny o któréj mi święty Paweł powiedział; znaleźliśmy w niéj jakby dziś pochowane ciała dwóch mężów wielkiego wzrostu, krwi wiele, i jednę głowę odciętą. Woń dziwnie przyjemna z ciał tych wychodziła, a pod głowami ich, znaleźliśmy księgę która się zaczynała od słów tych: „Ja sługa Chrystusów Filip, ciała tych Świętych w dom mój wzięłem i pogrzebałem. Matka ich Walerya, a ojciec Witalis, tych dwóch synów Gerwazego i Protazego mieli.» I tu następował opis ich życia i męczeńskiéj śmierci, jakeśmy go wyżéj podali.”

Święty Ambroży z wielką uroczystością przeniósł ich ciała do katedry, przy czém wiele zaszło cudów, które on w kazaniu jakie miał wtedy, wylicza w obecności całego ludu, jako wszystkim znajome, przytaczając imiona tych osób które zostały cudownie uleczone.

Za naszych zaś już czasów bo w roku 1871, przy odnawianiu katedry Ambrożańskiéj w Medyolanie, odkryto grób świętego Ambrożego, i w nim, zgodnie z tém co niosło stare podanie i dokument, świadczący że ciała świętych Gerwazego i Protazego, razem z jego ciałem pod wielkim ołtarzem, po śmierci tego świętego Arcybiskupa, zamurowane zostały.

Pożytek duchowny

Przez cudowne objawienie, w którém święty Ambroży miał sobio wskazane miejsce gdzie spoczywały ciała tych błogosławionych Męczenników, chce nas Pan Bóg nauczyć, jak jego sług wiernych to jest Świętych czcić powinniśmy. Czy oddajesz im cześć naleźną, i czy pamiętasz że na wszelkie potrzeby mamy w nich szczególnych Patronów w Niebie?

Modlitwa (kościelna)

Boże! który nas doroczną uroczystością świętych Męczenników Twoich Gerwazego i Protazego rozweselasz; daj miłościwie, abyśmy ciesząc się ich zasługami, i przykładem ich do dobrego pobudzeni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 504–506.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 499

Kościół święty od czasów apostolskich przyjął zwyczaj zachowywania ciał jako relikwii Świętych Pańskich i okazywał im cześć w ten sposób, że nad ich grobami lub na miejscach, gdzie śmierć ponieśli, budował kościoły i tym sposobem ozdabiał te uświęcone miejsca.

W związku z tym wszystkie kościoły starały się o relikwie, a zwyczaj ten dał początek ustawie kościelnej, mocą której każdy ołtarz wielki musi posiadać takie relikwie. Od początku dziewiątego stulecia stawiano na ołtarzach pięknie rzeźbione szkatułki z świętymi relikwiami. Apostoł święty Paweł powiada: „Widziałem pod ołtarzem dusze tych, których zabito dla słowa Bożego i dla świadectwa danego prawdzie". Ta myśl jest także jednym z powodów, dla których chrześcijanie już w pierwszych czasach najchętniej stawiali ołtarze nad grobowcami Świętych Pańskich.

Tak jak ołtarz jest niejako punktem środkowym jedności świata katolickiego, tak samo relikwie w ołtarzu są niejako wyrazem wspólności wiary i miłości, jaka łączy wiernych na ziemi z Świętymi w Niebie. Dlatego też kapłan podczas Mszy świętej, całując ołtarz, mówi: „Prosimy Cię, Boże, przez zasługi Świętych Twoich, których relikwie tutaj się znajdują i przez wstawienie się wszystkich Świętych, abyś nam grzechy nasze odpuścić raczył".

Na widok świętych relikwii winniśmy Pana Jezusa sławić i dzięki składać, że Świętym tak wielkiej udzielił łaski, że nawet wobec śmierci męczeńskiej nie chwiali się w wierze, i błagać Go, ażeby i nam łaski udzielił, ażebyśmy zawsze świętą wiarę naszą otwarcie wyznawali.

Footnotes:

1

Łuk. XXIII. 64.

Tags: św Gerwazy św Protazy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik jałmużna św Ambroży św Paweł kult Świętych
2020-06-18

Św. Marka i Marcelina, Braci Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 286.

(Żywot ich był napisany przez Metafrasta).

Święci Marek i Marcelin bracia bliźnięta, byli synami Trankwilina szlachetnego rodu Rzymianina, wielki majątek posiadającego. Matka ich podobnież ze znakomitéj rodziny pochodząca, miała imię Marcya. Oboje byli poganami, lecz synom swoim przydali za domowego nauczyciela chrześcijanina bardzo pobożnego, i ci nietylko już w religii chrześcijańskiéj byli wychowani, lecz w krótkim czasie stali się jednymi z najgorliwszych uczniów Chrystusowych. Chociaż pragnęli żyć w bezżeństwie, ulegając jednak woli rodziców, poślubili dwie dziewice pogańskie, spodziewając się pozyskać je Panu Jezusowi, o co starali się głównie, przedstawiając im na sobie wzór wYsokiéj pobożności.

Pomimo tego iż różne oddawali usługi chrześcijanom, i hojnemi wspierali ich jałmużnami, uszli byli przez pewien czas prześladowania, chociaż to już było za czasów okrutnego Dyoklecyana. Lecz w końcu przyszła i na nich koléj. Gdy w miarę jak wzmagało się prześladowanie wiernych, oni podwajali swojéj świętéj gorliwości, schwytani zostali i w ciemne więzienie wtrąceni. Odwaga i stałość, z jaką wyznawali Chrystusa Pana wobec Wielkorządcy miasta, rozbudziła gniew jego, i ten kazał ubiczować ich okrutnie. Święci znieśli te męki z męstwem, które w podziwienie wszystkich pogan wprawiło. Napróżno rodzina ich używała różnych środków, aby ich przywieść do poddania się wyrokom cesarskim, nakazującym oddawać cześć bożkom, i skłaniała do tego aby przynajmniéj dla pozoru, że nie przestali być poganami, uczestniczyli w niektórych obrzędach publicznych. Marceli i Marek ani słyszeć o tém nie chcieli, i stawieni przed sędzią odpowiedzieli wręcz że pogaństwo poczytują za obrzydliwy i bezbożny zabobon, i że nie masz innéj prawdziwéj wiary, prócz chrześcijańskiéj. Sędzia widząc iż przywieść ich do odstępstwa nie może, skazał obydwóch braci na ścięcie. Rodzice i krewni ich, wielkie w Rzymie wpływy mający, uzyskali u Wielkorządcy zwłokę trzydziesto-dniową w wykonaniu wyroku, spodziewając się przez ten czas skłonić Marka i Marcelina do oddania czci bożkom, a przez to do uratowania im życia. Aby rodzinie ułatwić do nich przystęp, z rozkazu samego cesarza, święci z więzienia przeniesieni zostali do domu jednego z pierwszych urzędników zwanego Nikostrates. Tam cięższe poniekąd niż same męczeństwo, czekały ich próby z rodzicami i krewnemi, którzy nie przestawali w sposób najbardziéj do serca przemawiający, namawiać ich aby się na śmierć niechybną nie wystawiali. Ojciec ich Trankwilin i matka Marcya, to znowu ich żony z małemi dziećmi, przychodzili do nich, i zalewając się łzami błagali, aby nad sobą i nad nimi mieli politowanie. Do tych przyłączali się najbliżsi ich przyjaciele i krewni, i trudno wypowiedzieć na jakie ciężkie walki najtkliwsze ich uczucia wystawione były. Trankwilin poważny starzec, wskazywał" im na swoje białe włosy, i zawodząc się od płaczu błagał, aby się nad nim zlitowali. Matka padała im do nóg, i na wpół omdlała, prosiła ich aby jéj życie odebrali, żeby na ich śmierć nie patrzała. W całym domu rozwodziły się krzyki i płacze ich dzieci i żon, które trzymając dziatki na ręku, zaklinały ich, aby nie osierocali i nie poświęcali tych niewinnych ofiar. Przejścia zaś tak bolesne nietylko często się ponawiały, lecz trwały niemal po całych dniach i nocach.

Marek i Marcelin opierali się dość silnie tak trudnym do zwalczenia pokusom: wylewali i oni łez nie mało, lecz przez długi czas mężny opór stawili, i co tylko im żywa wiara w życie przyszłe i w nagrody jakie tam czekają tych którzy do końca przy wyznaniu Chrystusa wytrwają, podać do ust mogła, tém odpowiadali na to co do nich rodzice, żony, dzieci, krewni lub przyjaciele mówili. Wszakże całe trzydzieści dni takich męczarni serca, znużyło już było świętych Męczenników. Męstwo ich chwiać się zaczęło. Zdawało się, że coraz czulszymi stają się na łzy i prośby, któremi ich ciągle oblegano. Sama ich powierzchowność objawiała jakiś smutek, milczenie w którém się już częściéj zamykali, łzy które obficie leli, wszystko to zdradzało, że w walce jaką toczą, może im zabraknąć męstwa. Na szczęście, spostrzegł to święty Sebastyan dowódca pierwszego oddziału gwardyi cesarskiéj, który ich codziennie widywał, a który i sam był potajemnie chrześcijaninem. W samę więc porę przybył im na pomoc, i jak to zwykł był robić z innymi chrześcijanami, gdy ich widział w męstwie zachwianych: „cóż to jest bracia moi, rzekł do nich, otoście już u kresu waszego chwalebnego zawodu, a zdaje się że płacz waszych dzieci i krewnych, jakby was cofał na téj drodze do nieba. Czyż łzy ich miałyby przygasić w sercach waszych płomień miłości Boga, i żywość waszéj wiary? Gdzież się podziało męstwo chrześcijańskie, któregoście na poniesionych mękach dowiedli? Czyż płacz niewiast i dzieci ma was pozbawić korony która już na głowie waszéj spoczywa? Czyż dla nierozstania się z ojcem i matką, z którymi prędzéj czy późnićj musicie się rozłączyć, wyrzeczecie się Boga, który i was i ich stworzył na to abyście w Nim na wieki żyli.” A potém zwracając się ku obecnym rodzicom, żonom i krewnym Świętych, przemówił do nich z takim zapałem o prawdziwości wiary chrześcijańskiéj, o najwyższém szczęściu oddania życia za Jezusa Chrystusa, i w tak żywém i poruszającém świetle, przedstawił im nagrody jakie w tamtém życiu czekają wytrwałych wyznawców Chrystusa, a z drugiéj strony straszne męki przeznaczone dla odstępców – nietylko utwierdził Marka i Marcelina w ich mężnéj wytrwałości, lecz prócz tego nawrócił do wiary świętéj Nikostrata, w którego domu to się działo, żonę jego nazwiskiem Zoę, a także i Trankwilina i Marcyą rodziców naszych Świętych, jako téż i ich żony.

Trudno wyobrazić sobie jak wielką i świętą radością przejęci zostali Marek i Marcelin, z pozyskania Panu Jezusowi tych najdroższych ich sercu osób, a przez co Pan Bóg nagradzał tu jeszcze na ziemi ich stałość w wierze. Święty Marek miał długą przemowę, w któréj zwracając się głównie do rodziców, do swojéj i brata swego żony, zachęcał ich do wytrwałości i upominał aby gotowymi byli na wszelkie próby, na jakie ich wiara, wśród trwającego prześladowania, narażoną być może. Wszyscy we łzach się rozpływali, lecz byłyto już tylko łzy żalu za grzechy popełnione gdy byli poganami i łzy wdzięczności Bogu że ich błędów pogańskich wyrwać raczył. Nikostrates nawet tak się okazał spragnionym zostania chrześcijaninem, że oświadczył, iż póty nic w usta nie weźmie, póki Chrztu świętego nie przyjmie, a więźniów swoich w tejże chwili na wolność wypuścił. Lecz Święci młodzieńcy, ze swojéj strony pragnąc pozyskać koronę męczeńską, nie chcieli korzystać z tego.

Tymczasem termin trzydziesto-dniowéj zwłoki, wyznaczony przez Chromazego Wielkorządcę, upływał. Wtedy sam Trankwilin udał się do niego aby mu zdać sprawę z tego co zaszło, poruczając się całkiem Bogu w przewidywaniu co go za to czeka. Lecz zastał już i Chromacego chrześcijaninem, który z tego powodu tylko co urząd swój złożył. Następcą jego był niejaki Fabian, człowiek okrutny i zawzięty wróg chrześcijan. Wznowił więc proces świętych Marka i Marcelina, i wskazał ich na przybicie gwoździami za ręce i nogi do słupa.

Gdy wyrok ten spełniono na publicznym placu, przybył tam i Fabian, a zbliżywszy się do rusztowania na którém rozpięto Świętych, zawołał: „Możecie jeszcze życie sobie uratować: wyrzeczcie się wiary waszéj, a każę was zdjąć i wolnymi puszczę. Nie przedłużajcie więc męki swojéj.” Lecz na to odpowiedzieli mu oni: „Nigdyśmy tak roskosznie nie biesiadowali jak teraz gdy chętnie te męki ponosimy dla Jezusa Chrystusa, z którego miłości tu przybici jesteśmy. Oby nam cierpieć dał tak długo, dopóki tém skazitelném ciałem przyodziani jesteśmy.” Tyran odszedł, i tak rozpiętych pozostawił. Przetrwali w téj męce cały dzień i noc następną, a niezachwiani w wierze i męstwie, nie tracąc ani na chwilę swobody ducha, głośno na przemian odmawiali Psalmy, a najczęściéj powtarzali poczynający się od tych słów: O jako dobra i jako wdzięczna rzecz mieszkać braciom wspólnie 1.

Nazajutrz Fabian dowiedziawszy się że jeszcze żyją, kazał przeszyć ich dzidami. Spełniono ten wyrok, a Święci wymawiając głośno przenajświętsze imiona Jezusa i Maryi, oddali Bogu ducha dnia 18 Czerwca roku Pańskiego 286. Ciała ich pochowano najprzód przy drodze Ardeatyńskiéj, za Grzegorza zaś VIII roku 1582, wraz z ciałem Świętego Trankwilina ich ojca także umęczonego, przeniesione one zostały do kościoła świętych Kosmy i Damiana.

Pożytek duchowny

Podziwiając tych świętych Męczenników męstwo, którego dowiedli nietylko w przeniesieniu wielkich męczarni, lecz oraz i w opieraniu się namowom rodziców i krewnych, którzy ich do zaparcia się Chrystnsa przywieść chcieli, postanów mężny stawić opór wszelkim wpływom odwodzącym cię od tego czego po tobie domaga się Pan Bóg, chociażby wpływy takowe pochodziły od najdroższych ci osób.

Modlitwa (kościelna)

Spraw prosimy, Wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc pamiątkę męczeńskiéj śmierci świętych Marka i Marcelina, od wszelkich szkód grożących duszom naszym, za ich wstawieniem się, uwolnieni byli. Przez Pana na szego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 501–503.

Footnotes:

1

Psalm CXXXII. 1.

Tags: św Marek i Marcelin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Sebastian męstwo św Trankwilin Psalmy
2020-06-15

Św. Wita, Modesta i Krescencyi, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 363.

(Żywot ich wyjęty jest ze starych ksiąg męczeńskich kościoła Rzymskiego, i znajduje się u Bolandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Wit rodem z Sycylii, był synem bogatego i znakomitego obywatela téj wyspy, nazwiskiem Hylas. Przyszedł na świat w drugiéj połowie wieku trzeciego. Rodzice jego byli poganami, lecz szczęściem dla niego miał sobie przydanego domowego nąuczyciela Modesta, chrześcijanina, który i ucznia swojego do wiary świętéj przywiódł. Wit miał zaledwie lat dwanaście, kiedy już zasłynął ze swojéj pobożności i uczynków miłosierdzia. Był podówczas Wielkorządcą w Sycylii Waleryan, który gdy za panowania cesarzów Dyoklecyana i Maksymina wszczęło się prześladowanie chrześcijan, zawezwał do siebie Hylasa, i zagroził mu śmiercią syna, jeśli ten wyrzekłszy się Chrystusa Pana, nie odda publicznie czci bożkom pogańskim. Hylas, który bardzo kochał Wita, przyzwał go do siebie i rzekł do niego: „Cóżto ja dowiaduję się moje dziecko: mówią mi że i ciebie chrześcijanie oczarowali. Czyżby to być mogło abyś ty szaleństwo posuwał aż do tego stopnia, żebyś Żyda zawieszonego na krzyżu, czcił jak Boga, a przez to i gniew cesarzów ściągnął na siebie, i rodzinie naszéj taki wstyd przynosił?” A mówiąc to uściskał go i rozpłakał się. — „Mylisz się ojcze najdroższy, odpowiedział mu Święty, śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu, wydaje się szaleństwem tylko w oczach pogan, a jest najwyższą tajemnicą wiary prawdziwéj. Gdy człowiek, nędzne stworzenie, grzechem obraził Boga najwyższę istotę, konieczném było aby Bóg stawszy się człowiekiem, przywrócił ludzi do łaski Bożéj. Żadne bowiem inne zadośćuczynienie za to dostateczném być nie mogło. A ja nietylko wstydu rodzinie mojéj nie robię będąc chrześcijaninem, lecz jéj zaszczyt przynoszę.” Po odpowiedzi tak stanowczéj Hylas więcej nie nalegał.

Lecz gdy Pan Bóg przez tego małego chłopczynę wielkie cuda czynił, tak że na jego modlitwę kilku ślepych wzrok odzyskało, a wielu chorych, których przeżegnał, wyzdrowiało, doniesiono o tém Wielkorządcy Waleryanowi. Ten jak to zwykle robili poganie, przypisał to czarnoksięstwu, a przyzwawszy powtórnie Hylasa rzekł do niego w gniewie: „Ostrzegałem cię że syn twój jest chrześcijaninem, i spodziewałem się że sam go wyrwiesz z téj sekty: a teraz dowiadują się żeś tego nie uczynił, i że prócz tego jest on wielkim czarnoksiężnikiem. Każę więc stawić go przed moim trybunałem, a ty bądź temu obecny. Jeśli mnie nie usłucha, srogiéj poddam go karze."

Gdy przyprowadzono Wita, Wielkorzędca najprzód łagodnie w te odezwał się do niego słowa: „Dla czego moje dziecię, nie widuję cię w naszych świątyniach, kiedy bogom składamy ofiary? Czy nie wiesz że cesarze wskazali na najstraszniejsze męki wszystkich chrześcijan?” Na to dwunastoletni chłopaczek, nie okazując najmniejszéj obawy, tak mu odpowiedział: „Wiem o tém, dostojny panie, bo i sam bywałem obecny okrutnym mękom chrześcijan i podziwiałem ich stałość. Lecz dla czegoż wymagają po nas, abyśmy bryłom marmuru, albo kawałkom drzewa, oddawali cześć, która się Samemu Bogu należy? Oświadczam téż, że prócz tego Boga prawdziwego, nikomu innemu ofiary składać nie będę, bo więcéj nad Niego Bogów nie ma.” Usłyszawszy to Hylas, zaczął rozwodzić się w rozpaczliwych skargach, wołając: że jedynego syna swojego postrada. „Nie postradasz mnie, drogi ojcze, odpowiedział mu na to Wit święty, gdyż ja oddając życie moje za Jezusa Chrystusa, żyć będę na wieki, w społeczności Świętych.” Waleryan zdziwiony był wprawdzie roztropnością i odwagą tak młodego chłopca, lecz wierny swojemu okrutnemu posłannictwu, kazał go bez miłosierdzia chłostać przez katów. Po zadaniu mu téj męki, znowu pochlebnemi probował kusić go słowami, lecz napróżno. „Raz już powiedziałem, rzekł młodzieniec, że prócz Bogu mojemu Jezusowi Chrystusowi, żadnemu innemu czci nie oddam.” Po téj odpowiedzi Waleryan kazał wziąść Wita na tortury, a w chwili gdy go męczyć zaczęli, katom ręce pousychały, i sam Waleryan zawołał, iż w jednéj ręce władzę utracił. Co widząc i słysząc Hylas rzekł: „Teraz i ja przekonany jestem, że syn mój jest czarnoksiężnikiem.” — „Nie jestem czarnoksiężnikiem, odpowiedział Święty, lecz sługą Chrystusowym, który jak umarłych ożywiał, tak i rękę Wielkorządcy uleczyć może.” — „Niech się tak stanie, powiedział Waleryan, a przekonam się że Bóg którego wyznajesz jest Bogiem prawdziwym.” Wtedy Wit podniosłszy ręce do góry, tak się zaczął modlić: „Panie Jezu Chryste! dla tych którzy tu stoją, aby w Ciebie uwierzyli, proszę ulecz tę rękę!” i wnet zleczoną została. Wielkorządca oddał Wita ojcu mówiąc: „Weź go do domu i sam go nakłoń, aby bożkom ofiarę czynił.” Ojciec zaprowadziwszy syna do siebie, wszelkięmi sposobami usiłował odwieść go od wiary świętéj, a przyciągnąć do pogaństwa. Widząc iż najsurowsze środki nie pomagały, uciekł się do innych aby go niemi przynęcić. Wyprawiał dla niego biesiady, nasyłał niewiasty, otoczył go pochlebcami, zbytkami, a wszystko to w celu, aby go zepsuć i tém łatwićj od Chrystusa oderwać. Święty Wit, jak nie uległ mękom zadanym mu przez tyrana, tak i tym pokusom przez szatana wymyślanym mężny dawał opór, ciągle powtarzając: „Panie! nie dajże mi w te znowu uwikłać się sidła; niech duch piekielny zwodziciel, który mnie chce niemi zgubić, pohańbiony zostanie.”

Widząc ojciec iż nic i tym sposobem wskórać nie może, uwięził Wita; a razu pewnego, przez otwór który był w ścianie, przypatrując się co on robi, ujrzał go w gronie Aniołów, któryto widok tak go olśnił, że w tejże chwili wzrok stracił. Doradzono mu aby poszedł do świątyni Jowisza, i składając tam ofiarę, prosił o uzdrowienie. Uczynił to, lecz gdy zamiast przywrócenia wzroku, dostał jeszcze i strasznego bolu w oczach, pośpieszył do syna i błagał go aby on mu u Pana Boga uzdrowienie wyjednał. Wit uczynił to niezwłocznie, prosząc tylko ojca, aby gdy wzrok odzyska, został chrześcijaninem. Potém pomodlił się i Hylas przejrzał, lecz pomimo tego okrutniéj jeszcze z synem zaczął się obchodzić, a nawet postanowił go zgładzić. Wtedy Modest, ów jego nauczyciel który go był nawrócił, z mamką jego Krescencyą także chrześcijanką, wykradli Wita z więzienia w którém go ojciec trzymał, i uchodząc, schronili się we Włoszech, na jednéj z dolin przy rzece Padwie.

Tam gdy przebywali, a Wit opowiadał Chrystusa, wielu nawracał, i cuda wielkie czynił, córkę Dyoklecyana cesarza, zły duch opętał i wołał przez nią, że ją nikt nie uleczy jedno Wit, znajdujący się na takiéj a takiéj dolinie przy rzece Padwie. Posłał po niego Cesarz natychmiast, przywieziono go razem z Modestem i Krescencyą, i skoro wszedł do pokoju gdzie była cesarzówna, zły duch ją opuścił. Dyoklecyan chciał zatrzymać na dworze swoim Wita, lecz dowiedziawszy się że był chrześcijaninem, najprzód różnemi łagodnemi sposobami, a potém zagrożeniem mąk i śmierci, domagał się aby wiary odstąpił. Gdy tego uczynić nie chciał, wraz z Modestem i Krescencyą okutego w kajdany, do więzienia wtrącić kazał i głodem morzyć. Tam nocy jednéj wstrzęsło się całe więzienie, a to miejsce gdzie trzymani byli Święci, napełniła światłość niebieska, na co wszyscy strażnicy patrzyli.

W dni kilka, za wyrokiem cesarza, więźniowie skazani zostali na męki. Spostrzegłszy Wit że stary Modest nieco się lękał, rzekł do niego: „Nie bój się ojcze, bądź do końca mężnym, za chwilę czeka nas korona wiekuista.” Ponieważ cesarz wiedział jak już przedtém Wit w poniesionych mękach wytrwałym się okazał, więc przygotowawszy ogromny kocioł napełniony smołą, gdy ta od podnieconego ognia zawrzała, kazał weń wrzucić Świętego wraz z jego towarzyszami. Widziano jak wzburzona od kipienia smoła, miotała Świętymi, lecz po chwili zstąpił Anioł, zagasił ogień a Wit stanąwszy w środku kotła wołał: „Dziękuję ci cesarzu za tę miłą kąpiel, którąś nam przyrządził.” Na cud takowy lud krzyknął: „Wielkim jest Bóg chrześcijański” a młodzieniec wyskoczywszy z kotła, stanął przed Dyoklecyanem i rzekł: „Czyż takie widząc cuda Cesarzu, i ty w Boga prawdziwego nie uwierzysz?”

Lecz Dyoklecyan głuchy na to wszystko, kazał na świętych Męczenników lwa zgłodniałego wypuścić. Wyleciał ten z klatki ze strasznym rykiem, ale zbliżywszy się do nich, położył się u nóg Wita, lizać je począł, a on do Dyoklecyana: „Oto zwierzę dzikie uznaje Boga chrześcijańskiego, a ty rozumem obdarzony nie chcesz uwierzyć w Niego!” Co usłyszawszy Cesarz, dał znak gotowym oprawcom aby porwali Świętych na tortury, i męczyli ich aż do zadania im śmierci. Darli ich ciała kaci hakami, już odkryte wnętrzności widzieć można było; lecz w tejże chwili dało się czuć tak straszne trzęsienie ziemi, że kilka świątyń pogańskich obaliło się, i powstała okropna burza z błyskawicami i piorunami, z których jeden padł przed trybunałem na którym zasiadał Dyoklecyan. Lud wszystek i on sam przerażeni uszli z placu, a oto znowu zstąpił Anioł z nieba i Wita, Modesta i Krescencyą podniosłszy zdrowych z rusztowania na którém ich męczono, uniósł nad rzekę Po, na tęż dolinę z któréj ich Cesarz kazał był sprowadzić. Skoro się tam znaleźli, żal się im zrobiło że ich śmierć w męczeństwie nie spotkała, i uklęknąwszy prosili Pana Jezusa aby ich téj zasługi nie pozbawiał. Wysłuchał ich Pan Bóg, i w tejże chwili pomarli. Stało się to 15 Czerwca, roku Pańskiego 363.

Pożytek duchowny

Przedziwne sprawy świętych Męczenników których żywot na dzień dzisiejszy przypada, niech cię pobudzą do uwielbienia Boga w Jego cudach, które On dla tego przy śmierci Swoich wyznawców za wiarę ginących często ponawiał, aby nas w niéj utwierdzić. Lecz pomnij że Pan Bóg chce abyśmy nie tylko mieli wiarę, lęcz i postępki nasze do jej przepisów stosowali.

Modlitwa (kościelna)

Daj nam, prosimy Cię Panie, za pośrednictwem świętych Męczenników Twoich Wita, Modesta i Krescencyi, nie wbijać się w pychę, lecz w miłéj Tobie cnocie pokory ciągły postęp czynić; abyśmy wszelką brzydząc się zdrożnością, wszelkie dobro chętnie z miłości ku Tobie, spełniali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 492–494.

Tags: św Wit św Modest św Krescencja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik wiara
2020-06-11

Św. Barnaby, Apostoła

Żył około roku Pańskiego 61.

Żywot jego wyjęty jest z dziejów Apostolskich i podania Kościelnego.

Święty Barnaba z żydowskiego narodu pochodzący, a z pokolenia Lewi, urodził się na lat kilka przed Chrystusem Panem, na wyspie Cyprze, gdzie jego rodzina oddawna mieszkała. Miał imię Józef, i dopiéro po Wniebowstąpieniu Pańskiém, Apostołowie nadali mu imię Barnaby, które w języku hebrajskim znaczy Dziecię pocieszenia, a to z tego powodu, iż posiadał on szczególny dar od Boga pocieszania każdego w jakiémkolwiek strapieniu będącego. Należał do liczby Apostołów, lecz do téj godności nie przez samego Pana Jezusa jak inni był powołany, lecz dopiéro późniéj przez Ducha Świętego razem z Pawłem świętym wybrany został do ogłaszania Ewangelii. Rodzice jego wielkie posiadali dobra, odebrał téż najstaranniejsze wychowanie. Gdy podrósł, wysłano go do Jeruzalem, dla kończenia tam nauk pod sławnym mistrzem Gamalielem, gdzie ucząc się wraz ze świętymi Pawłem i Stefanem, od téj pory w ścisłéj z nimi zostawał zażyłości. Jako potomek pokolenia Lewi, przeznaczonym będąc do służby w świątyni Pańskiéj, sposobił się do tego pilnie czytając księgi święte, i wyuczając się wszystkiego co się religii tyczyło, a obok tego odznaczał się najprzykładniejszém postępowaniem. Przebywał ciągle z najuczeńszymi kapłanami, wiele czasu przepędzał na modlitwie w Świątyni, i uchodził za jednego z najcnotliwszych mężów swojego czasu.

Gdy nadeszła błogosławiona chwila, kiedy Syn Boży zaczął ogłaszać Swoję naukę i cudami zasłynął, Barnaba, który wyglądał z upragnieniem przyjścia Zbawiciela, w pierwszém spotkaniu Pana Jezusa, a było to przy uzdrowieniu sparaliżowanego, upadł mu do nóg i prosił aby go w liczbę Swoich uczniów przyjął. Pan Jezus w tejże chwili wyświadczył mu tę łaskę, a Barnaba pełen miłości bliźniego, chcąc czém prędzéj i rodzinę swoję zrobić uczestniczką szczęścia jakiego dostąpił, udał się do niéj i oznajmił iż znalazł oczekiwanego Zbawiciela świata. W Jeruzalem mieszkała ciotka jego, imieniem Marya, matka Jana przezwanego Markiem: najprzód tedy ją z całą rodziną i domownikami nawrócił, i odtąd w jéjto błogosławionym domu przebywał Pan Jezus, ile razy znajdował się w Jerozolimie, a po Wniebowstąpieniu Pańskiém, był to główny przytułek Apostołów i uczniów Chrystusa Pana.

Od téj pory święty Barnaba obiegał miasta i wioski, ogłaszając Ewangelią, i wiele cudów czyniąc. Po śmierci zaś Pana Jezusa, sprzedał całą swoję znaczną majętność którą odziedziczył po rodzicach, i wszystko co wziął za nią oddał Apostołom, dla rozdzielenia tego pomiędzy ubogich. Dowiedziawszy się że towarzysz jego szkolny Szaweł, późniejszy Paweł, zaślepiony fałszywą gorliwością prześladował chrześcijan, dokładał wszelkiego starania aby go nawrócić, jednak wyrwać go z błędów nie mógł. Lecz gdy Sam Pan Jezus cudownym sposobem powołał świętego Pawła, ten przybywszy do Jerozolimy, udał się niezwłocznie do Barnaby, a zdawszy mu sprawę ze swojego nawrócenia, prosił aby go Apostołom przedstawił. W kilka lat potém, gdy w Antyochii, jedném z największych miast ówczesnych, wielu już wiarę przyjęło, Apostołowie wysłali tam świętego Barnabę, aby ich w wierze świętéj utwierdzał i zasad jéj nauczał. Jakoż, przybywszy tam i takowe posłannictwo swoje gorliwie spełniał i wielką liczbę pogan i Żydów nawrócił, tak że wkrótce potrzebował pomocników do uprawiania téj nowéj roli Chrystusowéj.

Dowiedziawszy się że święty Paweł znajdował się w mieście Tarsie w Cylicyi, udał się do niego i sprowadził go z sobą do Antyochii. Po roku wspólnéj tam pracy, takich gorliwości Pan Bóg pobłogosławił, że w témto mieście najprzód wierni otrzymali nazwisko Chrześcijan, i jawnie, wspólnie i publicznie obrzędy swoje odprawiać zaczęli. Podczas kiedy oni w kraju tym Kościoł święty zakładali, razu pewnego gdy wielu kapłanów i pasterzy nowonawróconego ludu, po długim poście trwało na modlitwie, Duch Święty rzekł do nich: „Odłączcie mi Szawła i Barnabasza ku sprawie do któréj ich wziąłem”: 1 to jest na ogłaszanie Ewangelii poganom. Wnet tedy przez włożenie na nich rąk, wyświęceni zostali na Biskupów i zamianowani Apostołami. Niezwłocznie téż święty Barnaba wraz ze świętym Pawłem, udali się najprzód do Seleucyi, ztamtąd do wyspy Cypru, następnie do Pamfilii, i aż wgłąb Azyi do miasta także nazwiskiem Antyochia Pizydyńska, gdzie o mało nie zostali ukamienowani. Uszli jednak śmierci, lecz naraziwszy się na największe niebezpieczeństwa, wygnani zostali. Ztamtąd udali się do Ikonii, gdzie nawrócili wielu Żydów i znaczną liczbę pogan. Przybywszy do miasta Istryi w Likaonii, święty Barnaba tak wiele cudów uczynił, że poganie zdumieni wzięli go za bożka Jowisza; zbiegli się do niego tłumnie i chcieli palić mu ofiary. Święci Apostołowie przejęci litością nad ich zaślepieniem, starali się wyświecić im prawdy Ewangelii, i już zaczęli się poganie nawracać, kiedy przybyli z Ikonii żydzi, wmówili w nich iż Barnaba i Paweł są czarnoksiężnikami, znanymi ze swego oszustwa w innych krajach. Uwiedziony motłoch rzucił się na nich, i o mało ich nie ukamienował. Wtedy opuścili Ikonią i poszli do miasta Derbu.

W tych wycieczkach swoich, w których tyle wycierpiał święty Barnaba, nawrócił wielką liczbę Żydów i pogan, i wszędzie pozakładał kościoły, obsadzając ich Biskupami i Kapłanami. Potém rozłączył się ze świętym Pawłem, gdyż postanowili byli każdy zosobna, zwiedzać kościoły przez siebie już założone. Paweł więc, wziąwszy z sobą Silasa, udał się do Syryi i Cylicyi, a święty Barnaba wsiadłszy na okręt z Markiem, popłynął do wyspy Cypru.

Tyle wiemy o nim z księgi Dziejów Apostolskich: podanie zaś przydaje, że po wycieczce swojéj do Cypru, ten święty Apostoł głosił jeszcze słowo Boże w Liguryi, gdzie pierwszy przyniósł wiarę świętą, i nakoniec dotarł aż do miasta Medyolanu we Włoszech, którego był pierwszym Biskupem. Piszą iż siedem lat rządził tą dyecezyą, nie ciągle jednak w Medyolanie przebywał. Przejęty wielką gorliwością, robił wycieczki w różne strony, pomiędzy innemi doszedł i do miasta Bergamu i Brescii, gdzie dotąd jest ołtarz przy którym miewał Mszę świętą. Po upływie tych lat siedmiu, wyświęcił na Biskupa świętego Anatalona, i na miejsce go swoje na stolicy Medyolańskiéj obsadziwszy, powrócił do Cypru swojéj ojczyzny, któréj Kościoł miał, zdaje się, najwięcéj na sercu. Wielką tę wyspę przebiegał ciągle, nie opuszczając żadnego miasta ani wioski, nawracając wszędzie gdzie jeszcze spotykał pogan i Żydów, wyświęcając kapłanów, zaprowadzając obrzędy kościelne, utwierdzając nowych chrześcijan w wierze, i ciągle głosząc im naukę świętą. Nareszcie osiadł w Salaminie, stolicy téj wyspy; a że tam zastał jeszcze wielu starozakonnych uporczywie przy swoich błędach obstających, w każdą sobotę szedł do Synagogi, i w niéj z Pismem Bożém w ręku, i z wymową Duchem Świętym natchnioną dowodził im, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym i Zbawicielem przez proroków przepowiedzianym.

Wielu pozyskał Chrystusowi Panu; lecz inni uparci w swoich błędach, przewidując że wkrótce wszystkich pociągnie za sobą święty Barnaba, uknuli spisek na jego życie. Mąż Boży dowiedział się o tém, i łatwo mu było uchronić się przed grożącą mu śmiercią, wszakże spragniony poniesienia męczeństwa, nie uczynił tego. Owszem, dnia pewnego zgromadziwszy uczniów swoich, powiedział im iż spodziewa się wkrótce umrzeć za Jezusa Chrystusa; odprawił Mszę świętą w ich obecności, i wielkiéj liczbie wiernych wtedy zgromadzonych, sam rozdał przenajświętsze Ciało Pańskie. Potém powiedziawszy tylko Markowi, że był to już ostatni dzień jego życia, i że przychodzi mu stwierdzić rozlaniem krwi własnéj to co od tak dawna ogłasza, wszedł do Synagogi, aby tam według swego zwyczaju, rozprawiał przed Żydami. Lecz zaledwie otworzył usta, mając mówić o Jezusie Chrystusie jako prawdziwym Mesyaszu, aż oto Żydzi, wszcząwszy wrzask wielki, rzucili się tłumnie na niego, i wywlokłszy go za miasto ukamienowali. Następnie chcieli spalić jego ciało, aby mu chrześcijanie czci pośmiertnej jako Męczennikowi nie oddali, lecz ogień najsilniéj rozniecony, błogosławionych zwłok sługi Bożego tknąć się nie chciał. Gdy odeszli. Marek pochował je za miastem, a miejsce to późniéj przezwaném zostało miejscem uzdrowienia, z powodu wielu cudów, jakich tam chorzy doznawali, wzywając pośrednictwa tego świętego Apostoła.

Męczeństwo świętego Barnaby nastąpiło 11 Czerwca, roku Pańskiego 61. W roku zaś 485 gdy ciało jego wydobyto, znaleziono na piersiach jego Ewangelią świętego Mateusza, własną jego ręką przepisaną, którą panujący podówczas cesarz Zeno, kazał w złoto oprawić, a na miejscu gdzie był pochowany święty Barnaba, wybudował wielki kościoł z klasztorem.

Pożytek duchowny

Święty Barnaba tak czcił Ewangelią świętą i tak w niéj się rozmiłował, że ją przy sobie nosił ciągle, z nią na piersiach śmierć męczeńską poniósł, i z nią w kilkaset lat po śmierci znaleziony został. Szczęśliwy kto tę świętą Księgę w sercu swojém nosi przez jak najwierniejsze stosowanie się do niéj postępkami całego życia swojego, bo przez to i w godzinę śmierci, jakby z nią na piersiach umierać będzie.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który nas błogosławionego Barnaby Apostoła Twojego zasługami i pośrednictwem wspierasz, spraw miłościwie, abyśmy za jego wstawieniem się prosząc o Twoje dobrodziejstwa, darów Twojéj łaski z miłosierdzia Twego dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 480–482.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 481

Święty Barnaba odznaczał się cnotą skromności i pokory. Nigdy się nie chwalił i nie wysuwał na pierwsze miejsce, chociaż ono nieraz mu się należało, a przy tym był pilny w wykonywaniu obowiązków, jakie na siebie przyjął. Zyskał też przez to u Boga wielkie zasługi, tak że może nam służyć jako wzór godny naśladowania.

Różni są ludzie na świecie, cierpliwi, miłosierni, hojni dla ubogich, czystość miłujący, czy nawet umartwionego życia, ale prawdziwa pokora rzadka jest pomiędzy nimi, a jednak tylko ten jest prawdziwym i dobrym \ chrześcijaninem, kto jest prawdziwie pokorny.

Filozofowie pogańscy wiele mówili i pisali o różnych cnotach, ale cnoty pokory nawet z imienia nie znali. Dlatego Pan Jezus kazał się jej uczyć od Niego, bo wiedział, że tej cnoty gdzie indziej nie znajdzie, prócz Matki Jego Najświętszej Maryi Panny. Cnota pokory nie ma nic wspólnego ze stanem. Wielcy tego świata powinni się korzyć przed mocną ręką Boską, powinni pamiętać, że tego samego mają Boga nad sobą, co i ich poddani; to samo prawo, ta sama Ewangelia obowiązuje tak pana jak i chłopa. Zajmujący wysokie stanowiska na ziemi mają pamiętać, że najniżsi poddani zaćmią ich swą świetnością i blaskiem w Niebie, jeżeli teraz ci prostaczkowie posiadają większą pokorę.

Naśladujmy wszyscy pokorę świętego Barnaby, albowiem skromnych i pokornych ludzi więcej szanują niż zarozumiałych, a Bóg szczodrze ich wynagradza.

Footnotes:

1

Dzie. XIII. 2.

Tags: św Barnaba „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik św Paweł Gamaliel Ewangelia pokora
2020-06-09

Św. Pryma i Felicyana, braci Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 287.

(Żywot ich wyjęty z akt męczeńskich Kościoła Rzymskiego, znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święci Prym i Felicyan bracia, byli zamożnymi i znakomitego rodu obywatelami miasta Rzymu. Żyli w drugiéj połowie wieku trzeciego. Zrodzeni w pogańskiej religii, do lat pięćdziesięciu w błędach jéj pogrążeni byli, lecz za Papiestwa Feliksa I, a cesarstwa Adryana, i jak piszą za wpływem samego Ojca świętego, wyrzekli się bałwochwalstwa i wiarę chrześcijańską przyjęli, niemłodzi już wtedy będąc. Kilka srogich prześladowań wiernych przebyli szczęśliwie, chociaż od chwili swojego nawrócenia, wiodąc życie bardzo świątobliwe, z wielkiém poświęceniem oddawali się różnym uczynkom miłosierdzia. Pomimo tego jednak, zawziętość pogańska na chrześcijan oszczędzała ich jakby cudownie, i tak spędzili oni całe lat trzydzieści, późnéj doczekawszy starości. Lecz gdy za Maksymina i Dyoklecyana, rozsrożyło się prześladowanie i potoki krwi chrześcijańskiéj wszędzie płynęły, byli i oni z liczby tych którzy wpadli w ręce tyranów. Poganie zanieśli skargę że z powoduto głównie tych dwóch braci, jedno ich bożyszcze, w największéj w mieście całém czci będące oniemiało i wyroczni ogłaszać nie chce; a zatém że idzie tu o dobro całéj ich religii i cesarzów, którzy mogą państwo postradać, jeżeli na postępowanie tych dwóch znakomitych obywateli Rzymu, władza obojętnie patrzeć będzie. Maksymin tedy i Dyoklecyan postanowili sami ich sądzić, i niezwłocznie kazali ich pojmać i w więzieniu osadzić. Lecz pierwszéj nocy w któréj ich tam zamknięto, stanął przed nimi Anioł, kajdany ich skruszył i na wolność wyprowadził.

Święci bracia pewni już byli iż śmierci nie ujdą, i z upragnieniem oczekiwali korony męczeńskiéj. Wyzwoleni cudownie, dzięki Bogu za to złożyli, lecz zasmucili się wielce, widząc że ich szczęście wylania krwi za Jezusa Chrystusa omija. Gorąco więc prosili Boga, aby im tego nie odmawiał, a obdarzył łaską poniesienia męczeństwa. Otrzymawszy przeto szczególne Ducha Świętego natchnienie, sami stawili się przed cesarzami, oświadczając iż są tymi chrześcijanami których oni uwięzić kazali. Męstwo takowe nie zjednało im wcale tyranów, owszem tém większym obruszeni gniewem, zapowiedzieli im że albo cześć mają oddać bożkom pogańskim, albo przenieść straszne męki i na śmierć być wskazanymi. – „Nie będziemy składać ofiary bałwanom waszym, odrzekli na to błogosławieni bracia, gdyż mamy inną ofiarę którą poświęcamy Bogu prawdziwemu. Poczytujemy zaś za istne szaleństwo, oddawanie czci bałwanom z ołowiu lub żelaza ulanym. Zresztą od męki żadnéj nie wymawiamy się, lecz jéj z całego serca pragniemy dla osiągnienia wiekuistéj nagrody, którą Pan Bóg obiecał tym, którzy dla Niego światem tym i życiem doczesném wzgardzą.”

Rozgniewani cesarze kazali ich okrutnie smagać rózgami,dopóki wiary się nie zaprą; a gdy oba mężnie przy niéj trwali straszne poniosłszy katusze, odesłali ich do Promota Wielkorządcy Numetańskiego, który uchodził za najzapamiętalszego wroga chrześcijan, i znany był z mąk najokrutniejszych jakie na nich wynajdywał.

Ten najprzód wtrącił ich do więzienia podziemnego, w którém powietrze było bardzo zepsute, i szkaradną woń wydawało, i przez kilka dni trzymając ich tam głodem morzył, żadnego zgoła nie dając im posiłku ani napoju. Po kilku dniach zawezwał ich przed siebie, i rzekł z przybraną powagą: „Wolą moich najwyższych panów, cesarzów, jest abyście niezwłocznie złożyli ofiarę bogom naszym.” A oni mu na to odpowiedzieli: „Nie nazywaj najwyższymi panami tych, którzy takich rzeczy domagają się od chrześcijan i w niewinnéj krwi ich brodzą: jeden tylko jest Pan najwyższy, a tym jest Bóg chrześcijański Jezus Chrystus, któremu cześć oddajemy.” Po takiéj odpowiedzi, Wielkorządca sądząc iż łatwiéj ich zmusi do odstępstwa wiary, gdy ich rozdzieli i gdy obecność jednego nie będzie dodawała męstwa drugiemu, kazał Pryma odprowadzić do więzienia, a pozostawszy z samym Felicyanem rzekł do niego: „Litość mnie bierze nad twoim wiekiem sędziwym, i ty sam ulituj się nad starością twoją, i złóż ofiarę Jowiszowi, któréj domagają się od ciebie cesarze.„ – „Niech się ulituje nad starością moją Jezus Chrystus, odrzekł mu starzec, który jak mnie dotąd w Swój świętéj wierze zachował, tak niech raczy dać abym w niéj aż do końca wytrwał. Twoje postrachy, za Jego łaską, nie zmienią serca mojego.” Widząc Promotus że tym sposobem nie wskórać nie może, kazał go zbić okrutnie ołowianemi kulami, a gdy go ciężko stłuczonego podnieśli z ziemi, znowu go kusić zaczął mówiąc: „Nie upieraj się dłużej przy swojém, a zrobiwszy wyznanie wiary w bogi cesarskie, używaj spokojnie lat jakie ci jeszcze do życia pozostają.” – „Mam już lat ośmdziesiąt, odrzekł na to mąż Boży, a trzydzieści w służbie Chrystusowéj przeżyłem: będę Mu już służył do końca, a spokoju i szczęścia tylko tego pragnę, do którego On mnie w wieczności wzywa.”

Tyran podwoił okrucieństwa: kazał go przybić do drzewa rękoma, i nogami przeszytemi gwoździami, a na rozpiętego w tym stanie na rusztowaniu, zawołał: „Póty tak wisieć będziesz aż wolę cesarzów spełnisz” – a Felicyan zaczął opiewać chwałę Bożą w te słowa psalmu Dawidowego: „Pan pomocnikiem moim, nie będę się bał coby mi uczynił człowiek” 1. Tyran znowu do niego: – „Nieszczęsny nędzniku, upamiętaj się, bo inaczéj jeszcze cięższe zadam ci męczarnie: wyrzecz się Chrystusa.” A Felicyan na drzewie przybity odrzekł: „Jakże Stwórcy Nieba i ziemi wyprzeć się mam, a bałwanom cześć oddawać?” Potém modlił się głośno mówiąc: „Dzięki ci składam Panie Jezu Chryste, żeś mnie raczył zaliczyć pomiędzy tych którzy dla imienia Twego cierpią.”

Tak zawieszonego trzymał Wielkorządca przez całe trzy dni, a Święty ciągle się modlił, i cudownie wsparty łaską Bożą, wytrzymał tę mękę. Po trzech dniach kazał go tyran zdjąć, i ubiczowanego wtrącił do więzienia, a przyzwawszy do siebie Pryma, powiedział mu że że brat jego już usłuchał cesarza i bogom ofiarę złożył, i że za to na cesarskim dworze wysoki urząd otrzymał; w końcu przydał że i jego toż samo czeka, jeżeli i on pokłoni się bałwanom. Na to odpowiedział mu Prymus: „Dobrześ rzekł że brat mój usłuchał cesarza, ale cesarza niebieskiego. Anioł objawił mi wszystko co się z nim stało.” Wtedy sędzia kazał go obić kijami i pochodniami palić mu boki, a gdy w téj męce Święty powtarzał te słowa Pisma Bożego: „/Ogniem mnie doświadczasz Boże jako srebro/ 2, Ciebię chwalę, a tego co mi słudzy szatańscy zadają nie czuję”, Wielkorządca kazał mu lać w usta ołów roztopiony, który on pił jak wodę, a ujrzawszy w téj chwili nadchodzącego Felicyana zawołał: „Oto za chwilę bracie drogi, pójdziemy do chwały niebieskiéj, a tam nikt już nas nie rozdzieli.”

Promotus przypisując te wszystko czarom, wskazał świętych braci na pożarcie przez dzikie zwierzęta. Wprowadzono ich do cyrku, te jest na plac na to przeznaczony i wypuszczono dwa lwy rozjuszone. Ryknęły strasznie aż całe miasto się przeraziło, lecz przybliżywszy się do sług Bożych, przy nogach się ich położyły. Puszczono niedźwiedzie dzikie i wygłodzone, lecz i te jak baranki ani ich tknąwszy, wokoło nich chodziły. Święci zaś rzekli: „Oto dzikie zwierzęta znając Boga, wyznawców jego tknąć nie chcą, a ty sędzio na obraz Jego stworzony, uznać Go nie chcesz i wymagasz abyśmy się Go wyparli!” Tymczasem lud licznie zgromadzony na widok takich cudów głośno wołał: „Prawdziwy jest Bóg chrześcijański Jezus Chrystus” i nawróciło się wtedy więcéj niż pięćset rodzin pogańskich. Przerażony tém Wielkorządca, co prędzéj odszedł z placu, i wydał rozkaz aby świętych Męczenników za miastem mieczem stracono, a ciała ich wyrzucono na pastwę zwierzętom. Ale te i po śmierci tknąć ich nie śmiały. Ścięci zostali dnia 9 Czerwca roku Pańskiego 287. Felicyan miał wtedy lat 90, a Prym mało co był od niego młodszy. Wierni pochowali ich ciała, a gdy prześladowanie ustało, wystawili na ich grobie kościół pod ich wezwaniem.

Pożytek duchowny

Pan Bóg, przez wzgląd na Swoich wiernych wyznawców, cudem wszechmocności Swojéj często wstrzymywał srogość dzikich zwierząt, które tknąć ich nie śmiały. Proś Pana Boga aby za pośrednictwem dzisiejszych Męczenników, których to właśnie spotkało, raczył Bóg dobry tak uśmierzyć srogość namiętności nacierających na duszę twoję, aby ci one żadnéj nie przyniosły szkody.

Modlitwa (kościelna)

Daj nam prosimy Panie, Męczenników Twoich Pryma i Felicyana tak zawsze święto obchodzić, abyśmy za ich pośrednictwem, miłosierdzia Twojego nad nami opieki doznali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 474–476.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 475

Święci Męczennicy, przemawiając do pogan, zawsze przypominali, że bezbożnych oczekują w przyszłym życiu męki, byli zatem zawsze przekonani, że piekło istnieje. Nie mniej i poganie musieli o tym wiedzieć, gdyż w przeciwnym razie owi Święci nie byliby z nimi mówili o piekle. Wszystkie ludy na świecie mają wiarę, że istnieje inne jeszcze życie prócz ziemskiego i nagroda za dobre, a kara za złe uczynki. Skądże te ludy wiedzą o tym, skoro nigdy Ewangelii świętej nie słyszały? Mają to przekonanie wpojone od dziadów i pradziadów, a ci znów otrzymali je w spadku od swych przodków, tak że stąd możemy wnosić, iż wiarę tę sam Bóg wpoił pierwszym ludziom na świecie.

Piekło jest czymś okropnym, a jednak wierzą w nie wszystkie ludy – musi zatem być prawdą, że piekło istnieje. Sumienie twoje i rozsądek twój zapewne także uznają, że piekło istnieje.

Bez wiary w nagrodę za dobre uczynki, a karę za złe nie może istnieć społeczeństwo ludzkie. Gdyby bezbożny nie miał się obawiać kary za złe czyny, któż by sobie dał radę z złością ludzką? Świat cały byłby jedną jaskinią zbójców. Tysiące ludzi wystrzega się złych czynów z bojaźni przyszłej kary, a któż by ich powstrzymał, gdyby ich nie przerażała myśl o piekle?

Wiadomość o istnieniu piekła mamy od samego Chrystusa, który wyraźnie grozi grzesznikom karą wieczną za grzechy tutaj popełnione. To samo powtarzają Apostołowie i tego samego uczy Kościół święty.

Jeżeli żyjemy cnotliwie, nie mamy się czego obawiać. Najlepszy na to sposób: rozpamiętywajmy codziennie, na jakie kary i cierpienia narażeni będą bezbożni w przyszłym życiu, miejmy zawsze skutki grzechu przed oczyma, a będziemy grzechy nienawidzili i żyli cnotliwie.

Footnotes:

1

Psal. CXVII.

2

Psal. LXV. 10.

Tags: św Prym św Felicjan „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik nawrócenie piekło
2020-06-07

Św. Pawła, Biskupa Carogrodzkiego i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 351.

(Żywot jego napisany przez Teodoreta, znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Paweł, którego męczeństwa dziś uroczysta pamiątka przypada, był jednym z tych sławnych Biskupów, którzy w czwartym wieku, wraz ze świętym Atanazym, bronili wiary świętéj, przeciwko rozszerzającéj się wtedy herezyi aryańskiéj, i z téj przyczyny wiele wycierpieli. Był rodem z Tessaloniki w Macedonii. Pobożnie i starannie przez rodziców wychowany, w młodości odznaczył się jak świątobliwością tak i niepospolitą biegłością w naukach. Przybywszy do Carogrodu, gdy na téj patryarchalnéj stolicy zasiadał święty Metrofan, zwrócił na siebie szczególną jego uwagę. Arcybiskup ten skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, i Aleksandrowi którego jako Teologa posyłał w swoje miejsce na Sobór Nicejski przydał za sekretarza. Tam zawiązał on stosunki ze Świętym Atanazym, z którym odtąd w ścisłéj aż do śmierci zostawał przyjaźni. Święty Aleksander, zostawszy po śmierci świętego Metrofana Arcybiskupem Carogrodzkim, wyświęcił Pawła na kapłaństwo, i powierzył mu głoszenie słowa Bożego w swojéj stolicy. Święty pracując w tym zawodzie, najzbawienniejsze na wszystkich mieszkańców sprowadzał owoce. Wielkie to miasto, zarażone już wielu kacerstwami, a nawet wtedy głośne ze skażenia obyczajów, inną jeszcze więcéj, Paweł wytępił panujące tam błędy, rozżywił w ludzie ducha pobożności, i okazał się jednym z najdzielniejszych sekty aryańskiéj pogromcą. Święty Aleksander umierając, objawił duchowieństwu życzenie, aby w jego miejsce obrano świętego Pawła, lecz aryanie popierali jednego ze swoich, nazwiskiem Macedoniusz. Wszakże stronnictwo katolickie przemogło, Paweł wybrany i na Arcybiskupa wyświęcony został, z wielkiém zadowoleniem duchowieństwa i ludu.

Tymczasem aryanie użyli wszelkich środków aby się pozbyć Pasterza, którego znali dobrze gorliwość w ściganiu ich błędów. W tym celu oskarżyli świętego Pawła przed cesarzem Konstantynem, i oszczerstwa na niego miotane tak przebiegle fałszywemi dowodami poparli, że uwiedziony Cesarz, świętego Pawła, który zresztą obojętny na to co go spotka słabo się bronił, wskazał na wygnanie do Pontu, nie obsadzając jednak Biskupstwa Carogrodzkiego, innym Pasterzem. Nasz Święty na wygnaniu tém spędził lat kilka, i dopiéro po śmierci Konstantyna powrócił na swoję stolicę, równie jak i inni Biskupi przez tego cesarza wygnani. Miasto całe przyjęło go z oznakami wielkiéj radości i czci głębokiéj. Ubodzy szczególnie, wdowy i sieroty których był ojcem, wyszli na jego spotkanie, i ze łzami go witali. Przywrócony do swojéj godności, chociaż wiedział dokładnie kto byli ci co go głównie czernili i sprawcami stali się jego wygnania, nie tylko ich nie karał, nie tylko nie dał im uczuć najmniejszego żalu, lecz pomny na słowa Chrystusa Pana mówiącego: „Dobrze czyńcie tym którzy was mają w nienawiści”, 1 szczególną okazywał im łaskawość. Gdy niektórzy z nich w niedostatek zapadli, wspaniałomyślnie ich wspierał, i wielu przez to nie tylko sobie, lecz i Kościołowi pozyskał, wyrywając ich z aryanizmu.

Lecz nie długo i ta razą, nieprzyjaciele wiary świętéj dali mu zażywać spokoju. Konstancyusz który po Konstantynie ojcu swoim na tron wstąpił, uwiedziony także intrygami aryanów, przybywszy do Carogrodu, niezwłocznie wywarł gniew swój na Świętego. Podżegany od jego nieprzyjaciół, którzy zagorzałego aryanina Euzebiusza z Nikomedyi, na miejsce Pawła obsadzić starali się, postanowił pozbyć się go koniecznie. W tym celu zgromadził zbór z Biskupów na dworze jego przebywających, a którzy wszyscy zarażeni byli herezyą aryańską. Ci świętego Patryarchę, nie zawezwawszy nawet na sądy, od Biskupstwa bezprawnie odsądzili, a Cesarz skazał go na wygnanie, na miejsce jego wtrącając Euzebiusza.

Święty Paweł, to powtórne swoje wygnanie, przyjął z pokorném poddaniem się dopustowi Bożemu, a widząc iż już ludowi swojemu przewodniczyć nie może, i na całym Wschodzie, gdzie aryanie popierani przez Cesarza rozwielmożnili się byli, spokoju nie znajdzie, udał się do téj części kraju, która podlegała cesarzowi Konstantemu. Tam osiadł w Trewirze, gdzie zastał i świętego Atanazego, i gdzie Biskup miejscowy święty Maksymin, przyjął go jak Męczennika za wiarę, i wszelkim sposobem starał się osładzać mu gorycze wygnania. Wkrótce potém, wraz ze świętym Atanazym i wielu innymi Biskupami prześladowanymi na Wschodzie, udał się Paweł do Rzymu. Papież Juliusz przyjął go bardzo łaskawie, a na Soborze tam podówczas zgromadzonym, rozpatrzywszy sprawy Biskupów wygnanych ze Wschodu, i nieprawnie przez aryanów ze Stolic swoich złożonych, władzą swoją przywrócił prawych Pasterzy do ich dyecezyi. Śmierć przywłaszczyciela Euzebiego, która nastąpiła przy końcu roku 341, ułatwiła świętemu Pawłowi powrót do Carogrodu. Przewidywał on że go tam nowe niebezpieczeństwa czekają, lecz że wolą Papieża było aby wracał do swojéj owczarni, spełnił to chętnie. Przewidywania jednak jego, nie były płonnemi. Wprawdzie i tą razą katolicy uszczęśliwieni iż się pozbyli nieprawnego aryańskiego Biskupa, przyjęli go jak wprzódy z oznakami wielkiéj czci i radości, lecz aryanie, których stronnictwo ze śmiercią Euzebiego nie przycichło, nowe na niego uknuli spiski. Dwóch ich głównych przewódców: Teogoniusz z Nicei i Teodor z Heraklei, aryańscy Biskupi, wyświęcili Macedoniusza na Patryarchę Konstantynopolitańskiego. Odszczepieniec ten, poparty silném swojém stronnictwem, zasiadł na stolicy Carogrodzkiéj, czego ludność katolicka znieść nie mogąc, oburzyła się do tego stopnia, iż przyszło do wojny domowéj, pomimo tego że święty Paweł wszelkiemi środkami starał się lud uspokoić, i gotów był sam dobrowolnie ustąpić, byle rozlew krwi powstrzymać.

Konstancyusz przebywający podówczas w Antyochii, dowiedziawszy się o zaszłych zaburzeniach, a uprzedzony zawsze przeciw świętemu Pawłowi, wysłał jednego z wodzów swoich nazwiskiem Hermogenesa z wojskiem, aby katolików w Carogrodzie uśmierzył, a świętego Pawła z jego Biskupstwa złożył. Ten przybywszy, gwałtami jakich się odrazu dopuścił, całą ludność do najwyższego stopnia rozdrażnił. Napróżno nasz Święty, z narażeniem życia udał się na miejsce gdzie wzburzony lud się znajdował, prosił go, zaklinał i nakazywał aby się uspokoił, a przedewszystkiém do oręża się nie uciekał. Nietrafne postępowanie Hermogenesa, do takiéj ostateczności doprowadziło rzeczy, że sam to życiem przypłacił.

Zawiadomiony o tém Cesarz, miał zamiar na wszystkich katolikach w Carogrodzie najstraszniejszą zemstę swoję wywrzeć. Na prośby jednak Senatu, ograniczył się na tém, że na samym tylko świętym Patryarsze postanowił się pomścić. Najprzód tedy wydał rozkaz, aby on niezwłocznie miasto opuścił. Święty już dawno i sam chciał to uczynić, lecz nie mógł, gdyż katolicy dzień i noc trzymali go pod strażą w pałacu, zapowiadając że wolą zginąć do jednego, niż Biskupa swego wydać w ręce nieprzyjaciół. Wtedy Paweł, potajemnie w nocy spuściwszy się w koszu z okna, jak niegdyś Paweł Apostoł, uszedł i ukrył się w Tessalonice, mieście swojém rodzinném. Zamierzał już tam nieznany i ukryty, przebyć resztę dni swoich, kiedy nieustające wzburzenia między katolikami, zmusiły Cesarza do przyzwania go po raz trzeci z powrotem; lecz że czynił on to pomimo chęci, dozwolił téż aryanom, gdy święty Paweł znowu zasiadł na swojém Biskupstwie pastwić się nad nim do woli, prześladując go okrutnie. Trudno wypowiedzieć co ten mąż Boży, wycierpiał w ciągu tych sześciu lat, przez które zarządzał jeszcze swoją owczarnią: obelgi najdotkliwsze, oszczerstwa najszkaradniejsze, kilkakrotne czyhanie na jego życie, wszystko to znosił ten błogosławiony Pasterz, byle owieczek swoich, wystawionych na pastwę nieprzyjaciół Chrystusowych, nie zostawiać bez opieki. Nakoniec i życie swoje za nie położył. Konstancyusz, po śmierci Konstansa brata swojego cesarza Zachodniego a obrońcy katolików, tém śmieléj ich prześladując, wywarł szczególnie swoję zajadłość na świętego Pawła. Kazał go najprzód uwięzić, a potém skazawszy po raz trzeci na wygnanie, zasłał go na górę Tauryńską i oddał w ręce aryanów. Ci najprzód wtrącili go do podziemnego więzienia, i chcieli głodem umorzyć; lecz gdy szóstego dnia znaleźli go, pomimo iż żadnego ani pokarmu ani napoju nie używał, żywego, zadali mu śmierć przez uduszenie. Męczeństwo to poniósł 7 Czerwca, roku Pańskiego 351.

Pożytek duchowny

Święty Biskup, którego żywot czytałeś, tylekroć razy wygnany ze swego Biskupstwa, obejmował na nowo jego rządy, z całą gorliwością obowiązkom się swoim oddając. Niech cię to uczy, jak żadne przeszkody i prześladowanie od złych ludzi doznawane, nie powinny nas odstręczać od spełniania tego, czego po nas Pan Bóg wymaga, a przedewszystkiém od spełniania obowiązków naszego stanu.

Modlitwa

Boże! Któryś w błogosławionym Pawle Biskupie i Męczenniku, nieustraszonego obrońcę wiary świętéj wskrzesił, daj nam za jego pośrednictwem, abyśmy w téj wierze ukrzepieni, w niéj aż do śmierci trwając, wraz z nim w wieczności Cię chwalili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 468–470

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 471–472

Czym jest cierpliwość chrześcijańska? Jest ona potęgą moralną, jest cnotą, za pomocą której panować możesz nad wszelkim cierpieniem i smutkiem. Nie wymaga ona nieczułości na cierpienia i smutki, lecz wytrwania w miłości ku Chrystusowi, gdy one przyjdą.

Jakże się ma z twoją cierpliwością? Od krzyża na tej ziemi nikt się nie uwolni. Jakże znosisz krzyż cierpień swoich? Święty Augustyn pisze: „Na Górze Kalwarii były trzy krzyże. Na jednym przybity był złoczyńca, który został zbawiony, bo żałował za grzechy; na drugim złoczyńca, który poszedł na potępienie wieczne dla zatwardziałości serca swego; na trzecim, w środku, wisiał Chrystus. Krzyże były równe, ale ukrzyżowani nierówni".

Jak na owej Kalwarii, tak się dzieje i w życiu ludzkim. Wielu ludzi nosi ten sam krzyż, ale nie w ten sam sposób, przeto też krzyże te nie mają równych losów.

Jeżeli cierpisz niewinnie, a krzyż ten znosisz z pokorą, to czeka cię zbawienie wieczne; jeżeli cierpisz słusznie, a jesteś zatwardziały, to piekło będzie twoją nagrodą. Jakże tedy myślisz znosić ów krzyż cierpień, który nikogo nie minie? Namyśl się dobrze. Nosić ten krzyż koniecznie musisz, zdjąć go z siebie nie możesz, jak byś może tego pragnął; dla twego przyszłe go zbawienia ważne będzie, w jaki sposób ten krzyż poniesiesz. Patrz na Jezusa i na świętego Pawła, ucz się od nich i naśladuj ich.

Footnotes:

1

Mat. V. 44.

Tags: św Paweł I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik św Atanazy arianizm pokora cierpliwość krzyż
2020-06-05

Św. Bonifacego, Biskupa i Męczennika, Apostoła Niemiec

Żył około roku Pańskiego 755.

(Żywot jego był napisany przez błogosłnwionego Wilebalda, za jego czasów Biskupa Eichstadskiego.)

Święty Bonifacy rodem Anglik, przyszedł na świat około roku Pańskiego 680, w małém miasteczku Kirton, z rodziców bardzo bogobojnych. Na Chrzcie świętym nadano mu imię Winfryda. Od dzieciństwa objawiał pragnienie wstąpienia do Zakonu. Miał lat siedem, kiedy misyonarze przybyli do jego rodzinnego miasteczka i przyjęci w gospodę u jego rodziców, uderzeni roztropnością i pobożnością małego tego chłopaczka, w rozmowach jakie z nim miewali, utwierdzili go w jego świętych zamiarach. Po odejściu misyonarzy, mały Winfryd prosił ojca o pozwolenie wstąpienia do klasztoru; lecz ten miłując go nad wszystkie inne swoje dzieci, nie dał mu na to zezwolenia. Ze smutkiem wprawdzie lecz pokornie poddał się temu chłopczyna. Wkrótce potém, ojciec w ciężką zapadł chorobę, i poznał iż zsyłał mu ją Pan Bóg za karę sprzeciwienia się pobożnym zamysłom Winfryda. Niezwłocznie przeto, zwołał radę rodzinną, na któréj postanowiono zadośćuczynić żądaniu Świętego, i jeden z przyjaciół jego ojca odwiózł go do klasztoru. Z początku nie bardzo chętnie zbyt młodego Aspiranta przyjęto, lecz wkrótce tak się on tam odznaczył cnotami zakonnemi, że wtedy upatrywano już w nim wielkiego przyszłego sługę Bożego. Że przytém obdarzony był wielkiemi zdolnościami, i nie przygaszając w sobie ducha pobożności, z wielką pilnością pracował w szkole, gdy zaledwie miał lat dwanaście, wysłano go do innego klasztoru, gdzie wyższe nauki wykładane były. Tam, pod przewodnictwem wielkiéj świątobliwości Opata nazwiskiem Wimberta, nadzwyczajny uczynił postęp jak w pobożności, tak i w nauce. Ulubioném czytaniem jego były żywoty świętych Męczenników, których i sam pragnął szczęścia dostąpić, przelewając krew za wiarę.

W trzydziestym roku życia, wyświęcony na kapłana, został znakomitym kaznodzieją, i wykładem Pisma Bożego tak zasłynął, że już za jednego ze znamienitszych mężów w Kościele podówczas był poczytywany. Całe duchowieństwo Anglii, w najważniejszych sprawach udawało się do niego, wyrocznią był dla wszystkich, a do najważniejszych Kościoła tyczących się poselstw używany. W głębokiéj pokorze swojéj, przerażony oznakami czci powszechnéj, które go zewsząd spotykały, postanowił opuścić ojczyznę i udać się w obce kraje, dla nawracania niewiernych. Zaczął od części Niemiec zwanéj wówczas Fryzyą; lecz z powodu panującéj tam wtedy wojny, misya jego nie powiodła się wcale.

Sądząc iż błogosławieństwo Papiezkie, skuteczniejszém uczyni jego apostolskie prace, udał się do Rzymu, gdzie Papież który już wiele o nim słyszał, pomimo jego oporu zmusił go do przyjęcia święceń na Biskupa, a zmieniwszy jego imię Winfryda na Bonifacego, dał mu swoje błogosławieństwo i na opowiadanie Słowa Bożego do Niemiec posłał. Nadto, ojciec święty Grzegorz III, zaszczycił go Paliuszem i władzą Legata, i dał mu listy do króla francuzkiego, do Biskupów i książąt niemieckich w szczególny sposób go im polecając. Dzięki tak silnemu poparciu, święty Bonifacy wróciwszy powtórnie do Niemiec, w krótkim czasie przeszło sto tysięcy niewiernych nawrócił. Zaczął od Hesyi, gdzie nawróciwszy większą część pogan, ściął stare drzewo które poganie czcili jako poświęcone bożku Jowiszowi, i z niego wybudował pierwszą tam kaplicę, pod wezwaniem świętego Piotra Apostoła. Ztamtąd udał się do Turyngii, a następnie do Bawaryi, gdzie rozproszywszy szczątki pogaństwa, i odwiodłszy wielką liczbę już nawróconych chrześcijan od sekty pewnego apostaty (który zaraził był cała tę krainę błędnemi naukami będącemi mieszaniną zabobonów pogańskich z obrządkami chrześcijańskiemi), nie tylko tam wiarę ustalił, lecz i lud do pobożności wdrożył.

Pod tę porę, dla ważnych spraw Kościoła udawszy się do Rzymu, przyjęty przez Grzegorza III jako wielki Apostoł Niemiec, uczestniczył w Soborze, który tam pod przewodnictwem Papieża się odbywał. Po ukończeniu takowego, z woli Papieża powrócił do Niemiec. Opatrzony w nowe od stolicy apostolskiéj przywileje, a zamianowany Arcybiskupem Mogunckim, kilka nowych Biskupstw założył, a mianowicie: Strasburgskie, Fryzyngskie i Ratysbońskie. Powznosił wiele klasztorów tak męzkich jak i żeńskich, do których posprowadzał zakonników i zakonnice z Anglii, w których liczbie były święta Tekla, święta Walburga i święta Gontruda. Następnie w Turyngii założył cztery Biskupstwa, i podobnież kilka klasztorów, a między niemi wielki klasztor Benedyktynów w mieście Fuldzie, w którym niekiedy i sam dla wypoczynku na bogomyślności na kilka dni się zamykał. Zwołał Sobór prowincyonalny, na którym uchwalono najpotrzebniejsze ustawy tyczące się karności kościelnéj, obyczajów ludu wiernego, i stosunków jego z pozostałemi jeszcze poganami.

Obarczony tylu pracami apostolskiemi, wiódł życie bardzo umartwione: wiele czasu a szczególnie w nocy, odmawiając sobie spoczynku, poświęcał na modlitwę, wzdychając ciągle za koroną męczeńską: „Celem wszystkich pragnień moich, pisał on do Hutberta Biskupa Kantorberyjskiego, jest wylanie krwi za wiarę w Jezusa Chrystusa, i w obronie jego Ewangelii. Trzeba nam w walce nie ustawać, bo w ciężkich czasach żyjemy. Jeśli taka wola Boża, oddajmy życie za wiarę Ojców Świętych, abyśmy razem z nimi do Królestwa Niebieskiego się dostali. Spraw o! Boże, abyśmy nie usypiali na urzędzie najwyższego strażnictwa nam powierzonego, i nie stali się psami milczącemi, albo najemnikami, uchodzącemi przed wilkiem. Bądźmy pasterzami gorliwymi, czujnymi, w głoszeniu słowa Bożego nieustającymi, bez względu na osoby, i nie oglądając się co nas za to spotkać może.”

Gorliwość ta, którą zalecał drugim, a któréj sam dawał wysoki przykład, ściągnęła na niego z wielu stron prześladowanie, które mu nieraz groziło i śmiercią, od któréj prawie cudownie bywał zachowany. Między innemi dwaj wyrodni kapłani Albert i Klemens, zapadłszy w odszczepieństwo, wielką na niego wywołali byli burzę. Obaj jednak ustąpić musieli przy mężnéj stałości Świętego, i jeden przez sobór Suasoński, a drugi przez Papieża, wyklęci zostali.

Widząc sługa Boży, że wiara już w całych południowych i zachodnich niemieckich krajach rozkrzewioną była, a tylko jeszcze we Fryzyi, od któréj on był zaczął, bałwochwalstwo przemagało, umyślił wrócić do tego ludu, i na nowo prace swoje apostolskie rozpocząć. Za zezwoleniem tedy Papieża, złożył Arcybiskupstwo Mogunckie, i zamianował na swoje miejsce Lullę, towarzysza wszystkich jego prac apostolskich, i sam go wyświęcił, prosząc, żeby po śmierci, gdziebykolwiek go spotkała, ciało jego do klasztoru w Fuldzie przeniesione było. Wziąwszy tedy z sobą trzech kapłanów, trzech dyakonów i czterech zakonników, puścił się do Fryzyi. Tą razą w krótkim czasie niezmiernie wielką liczbę pogan tam ochrzcił, wiele kościołów i klasztorów założył, i ustanowiwszy w Trajekcie nową dyecezyą, wyświęcił tam na Biskupa, wielkiéj świątobliwości kapłana, nazwiskiem Eobana.

Razu pewnego przebiegając tę krainę, kazał rozbić namioty dla siebie i swoich towarzyszy, nad rzeką Bortną, gdzie nazajutrz miał nowonawróconym chrześcijanom, udzielać Sakramentu Bierzmowania. Tymczasem poganie, którzy ciągle na jego życie czyhali, korzystając z odosobnienia na jakiém się wtenczas Bonifacy znajdował, tegoż dnia wieczorem rzucili się na ten mały obozik sług Bożych. Święty widząc że garstka wiernych która przy nim była, chciała z orężem w ręku stawić opór napadającym poganom, wstrzymał ich od tego mówiąc: „Synowie najmilsi, walka orężem byłaby tu próżną przeciw tak wielkiéj zgrai. Widzę że Bogu podoba się dać nam dziś zapłatę za prace nasze, nie lękajmy się śmierci dla Jezusa Chrystusa, który z wielkiej ku nam miłości, sam ją za nas poniósł.” I to rzekłszy, z krzyżem i Ewangelią w ręku, wystąpił przeciw poganom, którzy rzuciwszy się na niego, zamordowali go w tejże chwili. Widać że zrazu mąż Boży, musiał się zasłonić księgą Ewangelii, bo znaleziona potém przebita była mieczem, chociaż żadna litera w niéj nie została uszkodzoną.

Lullus odzyskał ciało świętego Męczennika lubo z wielką trudnością, i przeniósł je według jego woli do klasztoru w Fuldzie. Święty Bonifacy sprawował urząd Biskupi lat trzydzieści sześć, a opowiadał Ewangelią w Niemczech lat czterdzieści. Otrzymał koronę męczeńską roku Pańskiego 754.

Pożytek duchowny

Czytanie żywotów świętych Męczenników, któremu od młodych lat święty Bonifacy oddawał się z upodobaniem, dopomogło mu do tego że i sam korony męczeńskiéj dostąpił. Wielu znakomitych sług Bożych, podobnież przez czytanie żywotów Świętych, świętymi zostało. Staraj się i ty być z téj liczby, ale pamiętaj że na to trzeba nie tylko ich sprawy podziwiać, lecz za łaską Pańską, i cnoty naśladować.

Modlitwa

Boże! Któryś błogosławionego Bonifacego Biskupa i Męczennika, Apostołem ludów niemieckich postanowił; też ludy przez niego nawrócone, za jego pośrednictwem i zasługami, w jedności wiary zachowaj, a oderwanych od Kościoła, na łono jego racz co prędzéj przywrócić. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 462–464

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 466

Wielkiego tego Świętego niczym lepiej uczcić nie zdołamy, jak tym, że żyć będziemy zawsze pełni wiary w te same nauki i zasady, jakie on wyznawał.

Ludwik I król bawarski uczcił pamięć tego Świętego postawieniem w Monachium kościoła i klasztoru. Kościół, ozdobiony w drogocenne malowidła przedstawiające życie i czyny świętego Bonifacego, jest jednym z piękniejszych w Niemczech. Klasztor obsadził król benedyktynami, w których żyje duch Świętego, wydając błogie owoce.

W roku 1849 założono wielkie stowarzyszenie pod opieką świętego Bonifacego, mające na celu wspieranie wszelkich dążeń Kościoła katolickiego wobec protestantów. Stowarzyszenie to obejmuje obecnie kilkadziesiąt biskupstw, z których corocznie płyną liczne ofiary na po pieranie jego zadań.

Tags: św Bonifacy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Niemcy
2020-06-02

Św. Marcelina i Piotra Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 280.

(Szczegóły ich męczeństwa opisane były przez świętego Darasza Papieża, w ich wieku żyjącego.)

Święty Marcelin był kapłanem w Rzymie, a święty Piotr klerykiem i Egzorcystą: to jest przeznaczonym do sprawowania obrzędu wypędzania czartów z ciał opętanych. Żyli przy końcu wieku trzeciego.

Wysoka ich świątobliwość i gorliwość w służbie Kościoła, ściągnęła na nich uwagę pogan, w chwili gdy cesarz Dyoklecyan rozpoczął srogie prześladowanie chrześcijan. Piotra imię głośném się stało, z powodu cudów jakie czynił; oskarżono go téż przed Serenem zastępcą podówczas Wielkorządcy Rzymskiego, jako głównego przeciwnika czci oddawanéj bożyszczom. Został schwytany, kilkakroć okrutnie ochłostany, i w końcu w kajdany okutego wtrącono do więzienia.

Zamknięty w ciemnéj piwnicy, okryty ranami, nie posiadał się z radości, że mu dał Pan Bóg cierpieć za wiarę świętą i dzień i noc opiewywał chwałę Najwyższego. Dnia pewnego zauważał, że jego strażnik, nazwiskiem Artemi, bardzo był zasmucony i ciągle miał łzy w oczach. Święty spytał go o powód zmartwienia. „Płaczę, powiedział mu strażnik, gdyż córka moja którą bardzo kocham od lat kilku opętaną jest od złego ducha, który ją ciężko dręczy, wykręcając jéj wszystkie członki, i własnie wyszedłszy z domu w takim stanie zostawiłem ją teraz.” – „Jeśli to tylko jest powodem twojego smutku, odrzekł Święty, łatwo cię w tém pocieszyć.” – „A to w jaki sposób?” zapytał Artemi. – „Wyzwalajac od czarta twoję córkę” odrzekł mu sługa Boży. – „Zapewne, powiada Artemi, ale któż z ludzi albo z bożków mocen to uczynić?” – Ja, mówi Piotr święty, a to przez moc Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga któremu służę.” Strażnik uśmiechnął się na te słowa i „jeżeli tak jest, powiada, jakżeś ty głupi, że wszechmocności swego Pana nie używasz dla wydobycia siebie samego z więzienia i z kajdan.” – „Może mnie wybawić i z więzienia i z kajdan Pan mój Jezus Chrystus, odrzekł Piotr, lecz właśnie z miłości Swojéj ku mnie nie czyni tego, aby mi za to wieczną koroną zapłacił. Dla chrześcijanina męki i śmierć poniesione za wiarę, są największém szczęściem.” – „Cokolwiekbądź, rzekł Artemi, jeżeli chcesz abym w Boga twojego uwierzył, skrusz twoje kajdany, wyjdź z więzienia pomimo żołnierzy którzy cię strzegą, i uzdrów moję córkę.” I to mówiąc z szyderstwem, odszedł, a jeszcze pilniéj niż wprzódy zamknął rygle i silniéj obwarował wejście do więzienia Piotra.

Artemi przybywszy do domu rzekł do Kandydy żony swojéj: „Mam w więzieniu młodego chrześcijanina, który dostał pomieszania zmysłów: wyobraża sobie że z mocy Jezusa Chrystusa, którego Bogiem uznaje, wyzwoli od szatana córkę naszę Paulinę. Ja zaś mu powiedziałem, aby dla dowiedzenia mi wszechmocności swojego Boga, sam najprzód wyzwolił się z więzienia i tu przyszedł, a odchodząc podwójne kajdany włożyłem na niego, i straż pomnożyłem.” – „Lecz jeśli on, odpowiedziała Kandyda, dotrzyma słowa, wtedy będzie to dowodem, że Bóg jego jest Bogiem prawdziwym.” – „Chybaś i ty oszalała, odrzekł Artemi; gdyby Jowisz ze wszystkiemi naszemi bożkami chciał go wydobyć z więzienia, niedokazałby tego.” Tak rozmawiali, gdy oto Piotr cudownie z więzienia wybawiony, stanął przed nimi odziany w bieli i krzyż trzymający w ręku. Na widok tak wyraźnego cudu Artemi i Kandyda padli do nóg Świętemu, i rozpływając się we łzach zawołali: „Zaprawdę wszechmocnym jest Chrystus Bóg Chrześcijański!” Nadbiegła téż i Paulina, a dowiadując się co się stało, gdy do nóg Piotra także upadła, w téjże chwili od złego ducha uwolnioną została, który wyszedł z niéj wołając: „O! Pietrze, moc Jezusa Chrystusa która jest w tobie wygania mnie.”

Rozgłos tego cudu, ściągnął do mieszkania Artemiego wielką liczbę pogan, którzy takim objawem mocy Bożéj nawróceni, prosili o Chrzest święty. Piotr poszedł po błogosławionego Marcelego, aby on jako kapłan, przygotował ich do Chrztu świętego i ten Sakrament im udzielił. Tymczesem Artemi udał się do więzienia, i uwolnił wszystkich chrześcijan i tych pogan którzy oświadczyli iż chcą przyjąć wiarę świętą.

Choroba, w którą podówczas zapadł był Sereniusz Wicerządca Rzymski, dała czas świętemu Marcelemu i Piotrowi, przez kilka tygodni wyuczać zasad religii nowonawróconych, i usposabiać ich do męczeństwa. Lecz skoro ten tyran wyzdrowiał, zawezwał do siebie Artemiego i rozkazał mu aby wszystkich więźniów stawił przed nim. – „Panie, odrzekł mu strażnik, w więzieniu nie masz nikogo, a tylko Marcelin kapłan, Piotr Egzorcysta i ja, gotowi jesteśmy na twoje rozkazy.” Sereniusz dowiedziawszy się o wszystkiém, kazał zbić Artemiego ołowianemi knutami, a przyzwawszy Marcelina i Piotra rzekł do nich: „To samo i was czeka, jeśli nie wyrzeczecie się Jezusa Chrystusa, oddając zaraz cześć bogom naszym.” – „Broń nas Boże, odpowiedział święty Marcelin, od takiéj zbrodni: jeden jest Bóg tylko Jezus Chrystus, mocą którego twoi więźniowie wyzwoleni zostali. Nie obwiniaj nas o cud ten, lecz i sam poznaj w nim Boga prawdziwego i cześć Mu oddaj.”

Na to Sereniusz wpadłszy w gniew straszny, kazał okrutnie zbić Marcelina, do krwi sieczonego zaprowadzić do więzienia i położyć na kawałkach szkła potłuczonego. Do Piotra zaś powiedział: „Jeśli dziś ofiary Bogom nie uczynisz, jutro oddam cię na pożarcie dzikim zwierzętom.” Na co Piotr mu odrzekł: „Dziwię się iż cię Sereniuszem 1 to jest świetnym zowią, boś ty jest ciemny, sądząc iż groźbą męki, potrafisz przywieść mnie do odstępstwa wiary świętéj, i gdy zamiast iżbyś prosił Marcelina jako kapłana, aby cię on ochrzcił i z grzechów rozwiązał, tyś go skatować i uwięzić kazał. Ostrzegam cię iż on z téj męki w Niebie weselić się będzie, ale ciebie wieczny płacz czeka.” Usłyszawszy to Sereniusz kazał świętego Piotra wtrącić także do więzienia i wziąść na tortury. Lecz Pan Bóg przybył obu tym świętym Męczennikom znowu na pomoc. Tejże nocy wszedł do więzienia Marcelina Anioł, zdjął z niego kajdany i poszedłszy z nim do Piotra, i jego z tortury wyzwolił, a potém obydwóch zaprowadził na miejsce gdzie chrześcijanie tajemnie zgromadzeni byli na modlitwę. Obaj Święci kilka dni jeszcze mogli z niemi przebywać, utwierdzając ich w wierze i przygotowując do śmierci męczeńskiéj,

Tymczasem Sereniusz dowiedziawszy się o powtórnéj ucieczce Marcelina i Piotra, całą złość swoję wywarł na Artemiego, jego żonę i córkę, których kazał zaprowadzić do świątyni Jowisza, aby tam cześć bożkom oddali, a gdyby tego uczynić nie chcieli, aby ich na placu publicznym ukamienowano. Artemi, Kandyda i Paulina nie odstąpili Chrystusa, i poprowadzeni zostali na stracenie. Wiedziono ich około miejsca, gdzie właśnie święty Marcelin w ukrytéj pieczarze odprawiał Mszę świętą dla zgromadzonych chrześcijan. Ukończywszy je, wraz z świętym Piotrem towarzyszył prowadzonym na Śmierć, utwierdzając ich w świętéj wierze, i zachęcając do pozyskania korony męczeńskiéj.

Wkrótce téż dostąpili oni tego szczęścia. Sereniusz kazał ich niezwłocznie schwycić, a obawiając się wzburzenia ludu, u którego ci obaj słudzy Boscy w wielkiéj czci zostawali, kazał ich stracić za miastem w lesie zwanym bór czarny, a który po ich męczeństwie przezwany został lasem białym. Gdy nadeszli na miejsce gdzie ich zamordować miano, sami dwaj Męczennicy powycinali krzaki i oczyścili plac, na którym mieli być traceni. Potém pomodliwszy się i ucałowawszy jeden drugiego, wyciągnęli szyję pod miecz katowski i poszli do Nieba. Ponieśli męczeństwo około roku Pańskiego 304.

Zwłoki ich wrzucone w pieczarę wśród lasu w którym ścięci zostali, pozostawały tam, aż pewna świątobliwa niewiasta imieniem Lucylla, zawiadomiona przez objawienie gdzie się znajdują, wydobyła je ztamtąd, i na właściwszém pochowała miejscu. Relikwie świętych Marcellina i Piotra w roku Pańskim 826, przeniesione zostały do Niemiec i umieszczone w kościele Opactwa Selingstadtskiego.

Pożytek duchowny

Litość jaką święty Piotr, trzymany w więzieniu okazał nad swoim strażnikiem zasmuconym chorobą córki, była początkiem tylu cudów i tylu cnót heroicznych, które podziwiałeś w dopiéro co przeczytanym żywocie. Niech cię to uczy, jak miłemi są w oczach Boga dowody naszéj miłości i współczucia dla cierpiącego bliźniego, a szczególnie gdy na takowe zdobywamy się względem naszych nieprzyjaciół.

Modlitwa (kościelna)

Boże który nas doroczną uroczystością błogosławionych Męczenników Twoich Marcelina i Piotra rozweselasz, daj prosimy, abyśmy ciesząc się ich zasługami, do coraz wierniejszéj Tobie służby, przykładem ich pobudzeni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 453–455.

Footnotes:

1

Po łacinie Seremus znaczy świetny, wypogodzony.

Tags: św Marcelin i św Piotr „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik miłość nieprzyjaciół egzorcysta
2020-05-22

Św. Julii Panny i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 439.

(Szczegóły jéj życia i męczeństwa, znajdują się w historyi prześladowania Kościoła przez Wandalów przez Rajnerta napisanéj.)

Święta Julia była rodem z Kartaginy, wielkiego miasta w Afryce, i należała do jednéj z najpierwszych rodzin tego kraju. Młodą jeszcze była, kiedy w roku 439 Genzeryk król Wandalski, jeden z najzagorzalszych popleczników herezyi aryańskiéj, zdobywszy Kartaginę, dopuszczał się na jéj mieszkańcach największych okrucieństw, pastwiąc się szczególnie nad katolickiemi zamożniejszemi rodzinami téj stolicy. Wielu z nich mieczem pozgładzał, inni porzuciwszy całe mienia pouchodzili, największą zaś liczbę zagrabiwszy: im majątki przywiódł do nędzy, i na domiar barbarzyństwa zaprzedawał w niewolę poganom.

Z téj liczby była i Julia, wychowana w zamożnym rodzicielskim domu bardzo starannie i pobożnie, a przytém z urody sławna w całym kraju, jak równie z wysokiéj cnoty i szczególnéj dla ubogich hojności. Porwana z łona ukochanéj rodziny, któréj była ozdobą i pociechą największą, zaprzedana została w niewolę pewnemu kupcowi poganinowi, nazwiskiem Euzebi, który zawiózł ją z sobą do Syryi. Łatwo wyobrazić sobie jak strasznym ciosem było to dla téj nieszczęsnéj dziewicy, przyzwyczajonéj do wielkiéj wystawności rodzicielskiego domu, a tak nagle zmuszonéj służyć poganon i być ich niewolnicą.

Jedyną jéj pociechą i jedynie w tak smutnéj ostateczności skuteczną, była jéj gruntowna pobożność i żywa wiara. Widok Pana Jezusa przybitego do krzyża, łagodził gorycz jéj serca i wstrzymywał ją od płaczu. Pamiętała że, czy będąc wielką panią jak wprzódy, czy teraz stawszy się niewolnicą poganina, miała zawsze szczęście być służebnicą Chrystusa, i tego szczęścia nikt jéj pozbawić nie mógł. Postanowiła więc spełniać jak najdoskonaléj obowiązki stanu w jakim spodobało się Bogu postawić ją, i uświęcić się w pokornym i uciążliwym zawodzie niewolniczéj służby. Wkrótce téż, sposób jéj zachowania się, wzbudził powszechne dla niéj między poganami uwielbienie, i pan jéj tak wielkim szacunkiem został dla niéj przejęty, iż obchodził się z nią z uszanowaniem i mawiał, że wolałby cały swój majątek postradać, aniżeli rozstać się z tą swoją niewolnicą.

Ze względów tak szczególnych jakich używała Julia u swojego właściciela, korzystała ona tylko na to, aby z tém większą swobodą oddawać się świętym ćwiczeniom swojéj religii i pobożności, którą nieszczęście jakie ją spotkało, jeszcze więcéj w jéj sercu rozżywiło. Posty zachowywała ciągłe; długie godziny, a szczególnie w nocy, trawiła na modlitwie, a w pracy tak sobie nie folgowała, że Euzebi często, chociaż napróżno, prosił ją usilnie aby się tak bardzo nie trudziła, i upewniał ją iż tak ciężkiéj służby od niéj nie wymaga. Przytém odznaczała się szczególnie skromnością dziewiczą, którą tak jaśniała, że pomimo iż rzadka jéj uroda wystawiała ją na wielkie wśród pogan niebezpieczeństwo, wszyscy zachowywali się z nią z największą przyzwoitością, i w jéj obecności najlekkomyślniejsi byli pod wpływem nakazującéj uszanowania powagi, jaką się ona w stanie swojego nawet niewolnictwa odznaczała.

Po załatwieniu roboty która do niéj należała, co zbywało jéj czasu, obracała na czytanie pobożnych książek, których wiele z domu jeszcze wyniosła, i na modlitwę która była jedyną jéj pociechą, a przez którą, potrzebne w tak trudném położeniu, wypraszała sobie łaski. A że trudy i przykrości przywiązane do stanu służebnego, zdawały się jéj niedostateczném umartwieniem i ciała i ducha, przydawała jeszcze i dobrowolne, nosząc włosiennicę, sypiając na ziemi, i tym podobne pokutne zadając sobie ćwiczenia.

Lecz wkrótce i tego nie dość było dla téj świętéj duszy, rozmiłowanéj w Jezusie i w krzyżu Jego. Oddawna, bo jeszcze gdy w domu rodziców była wzdychała za męczeńską śmiercią; teraz pragnienie to stało się w niéj jeszcze żywszém. W każdych modlitwach swoich błagała o tę łaskę Boga, a szczególnie prosiła przenajświętszą Pannę, którą jak najdroższą matkę swoję niebieską czciła i kochała; aby Jéj wyjednała szczęście wylania krwi za Jéj Boskiego Syna.

Matka Boża wysłuchała łaskawie próśb tej tak miłéj Jéj Synowi oblubienicy. Po kilkoletnim pobycie Julii w Syryi, Euzebi mając dla interesów swojego kupiectwa, odbyć podróż do Galii, postanowił, biorąc w tę podróż wielu domowników, wziąść z sobą i Julią. Puszczając się w drogę, miała ona jakby przeczucie że ją w niéj śmierć za wiarę świętą czeka, i poleciwszy się tém goręcéj opiece Maryi, starała się ciągle w tém ściślejszém zostawać z Panem Jezusem zjednoczeniu, aby na stanowczą próbę jéj ku Niemu miłości, w każdéj chwili gotową za Jego łaską była.

Jakoż, sposobność ku temu nadarzyła się jéj rychło, gdy przypłynąwszy do wyspy Korsyki zatrzymali się w porcie, Euzebi dowiedziawszy się iż wtedy właśnie obchodzono tam uroczystość pogańską, wysiadł na ląd ze wszystkimi swoimi niewolnikami, aby w niéj uczestniczyć, udał się z nimi do świątyni, a po odbytych obrzędach, zaproszony został na biesiadę, przez Feliksa wielkorządcę téj wyspy. Przez ten czas Julia, pozostawszy w porcie przy rzeczach Euzebiego, według swego zwyczaju modliła się gorąco, i serdecznie się smuciła przed Bogiem, na widok zaślepienia nieszczęsnych bałwochwalców. Słudzy Feliksa, którzy ją tam ujrzeli klęczącą, i dowiedzieli się że byłato chrześcijanka, która nigdy w obrządkach pogańskich nie chciała uczestniczyć, donieśli o tém Feliksowi. Wielkorządca ten był zawziętym chrześcijan wrogiem, i gdy mu o tém doniesiono, domagał się od Euzebiego, aby i Julii kazał przyjść i brać udział w ich obrzędach. Euzebi upewnił go, iż w żaden sposób uczynić ona tego nie zechce; a gdy Feliks zażądał żeby mu ją sprzedał jako niewolnicę aby ją potém zmusił do odstępstwa wiary, a poczciwy ten kupiec za żadne pieniądze uczynić tego nie chciał, Wielkorządca uciekł się do zdrady. Na owéj uczcie którą wyprawił dla Euzebiego, upoił go do najwyższego stopnia, a kiedy ten usnął, kazał porwać Julią, przyprowadzić do siebie, i zrązu najpochlebniejszemi obietnicami usiłował skłonić ją do oddania czci pogańskim bożyszczom. Przyrzekał jéj iż ją wykupi i nada jej wolność, byle poganką została. Na to odpowiedziała mu Święta, że dopóki jest służebnicą Jezusa Chrystusa, żadna niewola u ludzi, hańby jéj przynieść nie może, i przydała mężnie: „Obrzędami zaś pogańskiemi brzydzę się z całego serca, gdyż jestem chrześcijanką, i za największe poczytałabym sobie szczęście, żebym za wiarę moję życie oddała.”

Rozgniewany tak stanowczą odpowiedzią Feliks, kazał ją policzkować; co gdy słudzy jego spełnili z takiém okrucieństwem, że krew twarz jej zalała: „Zbawca mój, rzekła wtedy Święta, raczył dopuścić na siebie policzkowanie: jakiżto zaszczyt dla mnie gdy podobnejże zniewagi doznaję!” Wtedy Feliks kazał zawiesić ją w powietrzu za włosy, i okrutnie chłostać. Katowana była tak długo i tak strasznie, że zdawało się iż skona w téj męce, w ciągu któréj wołała: „Bądź na wieki błogosławiony Zbawicielu mój, za łaskę niewymowną, jaką wyrządzasz służebnicy Twojéj. Obym uczestniczyć mogła we wszystkich mękach, jakieś za mnie poniósł. Lecz cóż za różnica! Tobie głowę cierniową koroną przebito, a mnie tylko włosów trochę wyrwano; mnie chłostano, a Twoje przenajświętsze ciało kawałami bicze żelazne rozrywały; mnie złorzeczą, a Tyś był bluźniony i obelgami przesycony!”

Widząc wielkorządca że tak srogie męki nietylko zachwiać jéj stałości w wierze nie mogły, lecz ją jeszcze bardziéj i na duchu podnoszą, i w niepojętą dla patrzących na to radość wprawiają, a obawiając się aby Euzebi wytrzeźwiwszy się nie stanął w jéj obronie, kazał co prędzéj przygotować rusztowanie krzyża, i do niego przybić Świętą. Widok ten najwyższym napełnił Julią weselem. „Z całego serca pragnęłam umrzéć za Ciebie o! Zbawco mój, zawołała, lecz nigdym nie śmiała przypuszczać, że mnie spotka zaszczyt i szczęście poniesienia śmierci na krzyżu, jak Ty ją, Boski mój Mistrzu, poniosłeś za mnie. Przyjm Boże mój, życia mojego ofiarę, a odpuść tym nieszczęsnym zaślepieńcom to co ze mną, czynią, i zlituj się nad nimi.”

Po tych słowach przybito ją do krzyża, na którym już wycieńczona poniesioną męką w biczowaniu, wnet Bogu ducha oddała. Umęczona została dnia 22 Maja, około roku Pańskiego 439.

W chwili gdy skonała, trwoga nadzwyczajna ogarnęła i Wielkorządcę i pogan tam wtedy zgromadzonych, tak że wszyscy uszedłszy pozostawili na krzyżu ciało świętéj Męczenniczki. Tymczasem Aniołowie oznajmili zakonnikom mieszkającym na sąsiedniéj wyspie zwanéj Gorgonia, o tém co zaszło na brzegach Korsyki, i polecili im od Pana Boga, aby popłynęli tam, i zabrali ciało świętéj Julii. Co téż oni dopełnili. W roku zaś 768, zwłoki jéj przeniesione zostały do miasta Brescia we Włoszech, i umieszczone w kościele pod jej wezwaniem zbudowanym.

Pożytek duchowny

W dniu wczorajszym czytałeś żywot ubogiego rolnika, który w swoim pracowitym stanie dostąpił doskonałości Ewangelicznéj; dziś przypada znowu doroczna pamiątka Świętéj, która nią została będąc niewolnicą u poganina. Uważaj więc że żadnego uczciwego stanu obowiązki, nie są przeszkodą do tego aby zostać Świętym, a zawstydź się przypominając sobie, jak często na zajęcia które cię obarczają, zwalasz trudność jakiéj doznajesz oziębłością twoją w ćwiczeniach pobożnych.

Modlitwa (kościelna dawna)

Boże Stwórco i opiekunie wszystkich wiernych, miłosierdzia Twojego pokornie wzywamy, abyśmy dzień ten uroczysty błogosławionéj Męczenniczki Julii, pobożnie obchodząc, wiekuistém weselem wraz z nią się cieszyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 416–418.

Tags: św Julia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik arianizm niewola obowiązki stanu
2020-05-16

Św. Jana Nepomucena Męczennika

Żył około roku Pańskiego 1383.

(Żywot jego napisany jest, z dawnych akt kościoła Prazkiego, przez ojca Balbinusa Jezuitę.)

Święty Jan Nepomucen, który poniósł śmierć męczeńską za zachowanie tajemnicy Sakramentu spowiedzi, narodził się w Czechach, w wiosce zwanéj Nepomuck, niedaleko Pragi; około: roku Pańskiego 1330. Matka jego już podeszłego wieku, wyprosiła sobie u przenajświętszéj Panny to dziecię, nad którego kolebką ukazało się cudowne światło niebieskie. Późniéj gdy ten jéj synaczek śmiertelnie zachorował, pobożna matka, odbyła na jego intencyą pielgrzymkę do obrazu Bogarodzicielki, cudami słynącego w klasztorze Cystersów, i mały Janek przyszedł do zdrowia.

Chociaż rodzice jego byli bardzo ubodzy, starali się jednak, aby się wykształcił w naukach. Najprzód był w szkołach utrzymywanych przy klasztorze ojców Cystersów, a późniéj posłali go dla ukończenia wyższych nauk do Pragi, gdzie otrzymał stopień Doktora Teologii i prawa kanonicznego. Wkrótce potém wstąpiwszy do stanu duchownego, wyświęcony został na kapłana, usposobiwszy się do tego od saméj młodości życiem bardzo pobożném, a nawet i pokutném. W skutek wielkiéj gorliwości, jaką pracując. około zbawienia dusz okazywał, a oraz wyższych zdolności jakiemi się odznaczał, Biskup Prazki zrobił go najprzód kaznodzieją w głównym kościele Matki Bożéj, a następnie proboszczem jednéj z parafii tego miasta. W krótkim czasie, Praga zmieniła swa postać pod względem obyczajów: kazania jego zniosły wiele nadużyć i rozżywiły w ludzie całym pobożność. Tłumnie się gromadzono na jego nauki, i sam cesarz Wacław IV często na nich bywał. Zamianował go nawet kaznodzieją swoim nadwornym, gdy pod tęż porę Biskup uczynił go Kanonikiem katedralnym.

Wtedy cesarz jeszcze nie oddawał się nierządom, jakie późniéj uczyniły go jednym z najokrutniejszych monarchów, i przez pewien czas, chętnie powodował się radą świętego Jana. Mając go w wielkiém poważaniu, chciał go najprzód uczynić Opatem Wiszeradzkim, co było jedną z najpierwszych godności kościelnych w Cesarstwie, posiadającą książęce dochody; a gdy tego odmówił nasz Święty, ofiarował mu wakujące biskupstwo, którego on podobnież nie przyjął, w głębokiéj pokorze swojéj poczytując się tego niegodnym, a pragnąc tylko pożytku dusz wiernych, którym poświęcał się gorliwie, z najzbawienniejszym skutkiem. Obok tego wiódł życie nadzwyczaj umartwione i bogomyślne, cały swój dochód rozdając ubogim.

Cesarzowa, córka książęcia Bawarskiego a żona Wacława, obrała go za spowiednika, i pod jego przewodnictwem wielki postęp w świątobliwości uczyniła. Była to pani nieposzlakowanych obyczajów, bardzo pobożna, godna tronu na jakim zasiadała, nie tylko świetnością rodu swojego lecz i z powodu cnót jakiemi jaśniała. Pomimo tego cesarz rozpuściwszy cugle swoim namiętnościom, a słuchając oszczerstw jakiemi nikczemni pochlebcy wraz z nim rozpustne życie wiodący, usiłowali poróżnić go z cesarzową, której surowość życia potępiała ich i Wacława nierządy, powziął nieufność do żony, którą w końcu zaczął o przeniewierzenie się małżeńskie posądzać. Uroiwszy sobie jéj zdradę, gdy sam znieważał najjawniéj poślubioną jéj wierność, a nie mogąc pomimo wszelkich usiłowań, znaleźć żadnego krzywdzących ją podejrzeń dowodu, umyślił bezbożnie, wymódz na świętym Janie, wyjawienie tajemnic spowiedzi, tyczacych się cesarzowéj. W tym celu przywoławszy go razu pewnego do siebie, zamknął się z nim sam na sam i z początku z ogródką, późniéj otwarcie domagał się od niego, aby mu wydał tajemnicę sumienia jego żony, i za to ośmielił się ofiarować mu w nagrodę wyniesienie go na Biskupa. Na te słowa, święty Jan przejęty zgrozą, nietylko nie dał Wacławowi żadnéj odpowiedzi, lecz go najsurowiéj zgromił, przedstawiając mu jak ciężki grzech świętokradztwa sam popełnia, domagając się czegoś podobnego. Cesarz widząc jego stałość, na ten raz zaprzestał dalszych nalegań.

Wkrótce potém zdarzyło, się że na stół cesarski podano mięso niedopieczone. Wacław uniesiony gniewem, kazał kucharza włożyć na rożen, i piec go wolnym ogniem, aż skona w tych mękach. Znający okrucieństwo cesarza dworzanie, drżąc przed jego złością, spełnili barbarzyński ten rozkaz, nie śmiąc ani słowa wyrzec. Święty Jan zostawał wtedy na dworze cesarskim. Dowiedziawszy się o barbarzyństwie na które mało kto i z pogan najokrutniejszychby się zdobył, udał się do cesarza, i prosił go o posłuchanie. Jak święty Jan Chrzciciel, którego nosił imię, postąpił sobie z Herodem, upominając go za spełnioną zbrodnię, z wszelkiém uszanowaniem należném monarsze, lecz ze śmiałością właściwą kapłanowi który był cesarskim kapelanem, przedstawił mu zbrodniczość jego postępku. Wacław który już wtedy największych dopuszczał się nieprawości, uniesiony gniewem na świętego Jana, kazał go w tejże chwili wtrącić do więzienia, i tam trzymać przez dni kilka bez żadnego posiłku. Chciał bowiem przy téj sposobności, ponowić swoje nalegania o wydanie tajemnie spowiedzi cesarzowéj. Jakoż, strażnik więzienia oświadczył Janowi w imieniu cesarskiém, że jeżeli w téj mierze spełni jego wolę, niezwłocznie uwolnionym zostanie, a inaczéj czeka go los najsmutniejszy. Święty Jan odpowiedział, że gotów nietylko głód cierpieć, ale i umrzeć z głodu, byle cesarz bezbożnych domagań się nie czynił.

Po kilku dniach, Wacław czy to ochłonąwszy z gniewu, czy téż zamierzając tylko podejść Świętego łagodniejszém postępowaniem, posłał do niego jednego z pierwszych swoich urzędników, z oświadczeniem iż cesarz żałuje swojego postępku, prosi Jana aby mu go wybaczył, i na dowód tego aby przyszedł do niego na obiad, przy którym Wacław publiczném uczczeniem jego osoby, będzie się starał wynagrodzić krzywdę, zadaną jego godności kapłańskiéj. Sługa Boży bez wahania się spełnił życzenie monarchy; i w istocie na obiedzie tym, Wacław uczcił go w sposób najszczególniejszy. Lecz było to tylko nikczemném podejściem. Po uczcie, gdy wszyscy na niéj obecni oddalili się, cesarz zatrzymawszy Świętego Jana, zaczął znowu nalegać o wydanie mu tajemnic cesarzowéj. Chciał go zrazu uwieść obietnicami najpierwszych w cesarstwie godności kościelnych, na które przyrzekał go wynieść, byle żądaniu jego zadośćuczynił; lecz w końcu wręcz mu oświadczył, że jeżeli woli jego nie spełni ściągnie na siebie straszny gniew cesarski, i zginie w najokrutniejszych mękach jakie każe mu zadać. Na wszystko to, święty Jan jednę i tęż samę dawał odmowną odpowiedź, i ze swojéj strony zagroził Wacławowi straszną karą Bożą, za świętokradzkie wdzieranie się do tajników sumienia ludzkiego, Bogu tylko samemu znanych i do których Pan Bóg tylko ma prawo.

Wtedy Wacław, spełnił to co świętemu Janowi zapowiedział. Wydał go w ręce katów, i kazał wziąść na tortury, na których przykładano mu do boku pochodnie rozpalone. Święty zniósł wszystkie męki mężnie, modląc się wśród nich i wzywając Imienia Jezusa i Maryi. Kaci znużeni napróżno, ustali, a cesarz obawiając się rokoszu ludu zburzonego na wieść okrucieństw jakich się na świętym Janie dopuszczał, kazał go i tą razą jeszcze uwolnić,

Święty Męczennik wróciwszy do domu, i wyleczywszy się ze srogich ran na torturach poniesionych, wydalony już z dworu cesarskiego, oddał się z całą gorliwością swoim zwykłym pracom apostolskim. Gdy nadchodziła chwila w któréj czekała go już śmierć męczeńska, o czém w objawieniu się dowiedział, na kazaniu jakie miał wtedy, pożegnał się ze słuchaczami, i wracał do swego mieszkania wieczorem. Zboczył był tylko do kościoła Matki Bożéj, aby tam według swego zwyczaju, pomodlić się przed starożytnym obrazem przenajświętszéj Panny, jeszcze przez świętych Cyrylla i Metodego do Czech przyniesionym. Gdy przechodził obok pałacu cesarskiego, Wacław ujrzał go z okna. To rozbudziło w nim chęć sprobowania raz jeszcze, czy nie wydobędzie od niego tajemniey o którą mu chodziło. Kazał więc przywołać do siebie świętego Jana, i bez żadnéj już tą razą ogródki, w te słowa odezwał się do niego: „Słuchaj księże: albo mi w tejże chwili wyjawisz tajemnicę spowiedzi cesarzowéj, albo, przydał wskazując na płynącą niedaleko rzekę, przysięgam że napijesz się wody z téj rzeki.” Święty na to już ani słowa odpowiedzi dać nie chciał, a Wacław zamknąwszy go najprzód w jednéj z sal pałacu, gdy noc nadeszła, kazał go wrzucić w rzekę Mołdawę, co kaci niezwłocznie spełnili. Działo się to dnia 16 Maja roku Pańskiego 1388.

Nie dozwolił jednak Pan Bóg aby zwłoki tego skrycie zamordowanego Męczennika, pozbawione były czci publicznéj. Nad ciałem jego unoszonym nurtem rzeki, okazały się światła niebieskie, ciągle mu towarzyszące, na widok których zbiegło się całe miasto. Woda sama wyniosła na brzeg święte ciało, które bardzo uroczyście pochowano w katedrze Prazkiéj, umieszczając na kamieniu po łacinie opis męczeńskiéj śmierci świętego Jana, poniesionéj dla zachowania Sakramentanéj tajemnicy spowiedzi. Grób jego licznemi zasłynął i po dziś dzień słynie cudami. W poczet Świętych policzony został przez Papieża Benedykta XIII roku Pańskiego 1722.

Pożytek duchowny

Pan Bóg dopuścił na świętego Jana śmierć męczeńską za dochowanie tajemnicy Sakramentu pokuty, aby wierni tém bardziéj przekonani o nienaruszalności takowéj, nie dopuszczali się nigdy świętokradztwa, przez obawę wyjawiania swoich grzechów. Niech cię to nakłania do jak najszczerszéj zawsze spowiedzi, i do poprawienia przeszłych, jeśliś, broń Boże, w któréj popełnił świętokradztwo przez zatajenie grzechów.

Modlitwa (kościelna)

Boże któryś przez mężne błogosławionego Jana zachowanie tajemnicy sakramentalnéj, nową koroną męczeńską, Kościół Twój przyozdobił, daj nam za jego wstawieniem się i przykładem, język strzedz pilnie i raczéj wszelkie ponieść w tém życiu przykrości, aniżeli duszy naszéj przez niewstrzemięźliwość w mowie, przynieść szkodę. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 398–400.

Tags: św Jan Nepomucen „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik Praha spowiedź tajemnica spowiedzi
2020-05-15

Św. Witalisa Męczennika

Żył około roku Pańskiego 171.

(Żywot jego wyjęty jest z pism świętego Piotra Damiana.)

Święty Witalis, w wielkiéj czci będący w całym Kościele, a szczególnie wa Włoszech, był rodem z Medyolanu, i pochodził ze starożytnéj i znakomitéj rodziny. Żył w pierwszym wieku chrześcijaństwa. Niektórzy pisarze utrzymują iż był on ojcem dwóch świętych Męczeńników: Gerwazego i Protazego. I on i wszyscy z jego rodziny byli chrześcijanami, lecz przez długi czas ukrywało się to w tajemnicy, z powodu prześladowania jakiego już wtedy od pogan wierni doznawali. Witalis, lubo otwarcie jako chrześcijanin nie występował, wiódł życie bardzo pobożne, i z wielkiéj prawości i miłosierdzia dla ubogich powszechnie znany, u pogan nawet w szczególném był poważaniu. Skrycie zaś utwierdzał chrześcijan w wierze, nawiedzał ich po więzieniach, hojnemi jałmużnami wspierał, gdy albo zmuszeni ukrywać się przed prześladowaniem, pozbawieni byli sposobu życia, albo w obce gdzie kraje udawali się z całemi rodzinami. Wszyscy téż wierni i w Medyolanie, i w całym okolicznym kraju, mieli w nim największego dobroczyńcę, opiekuna i doradcę, do którego z każdym rodzajem potrzeby śmiało się udawali.

Służąc w wojsku cesarskiém, odznaczył się męstwem i wyższego nabył stopnia; a że prócz tego należał do jednéj z pierwszych rodzin Medyolańskich, więc ułatwiło mu to ścisłą bardzo z konsulem, to jest Wielkorządcą téj prowincyi Paulinem zażyłość. Ten, chociaż zawzięty wróg chrześcijan, gdyż i z tego głównie powodu na urząd ten był wyniesiony, w wielu razach oszczędzał ich na prośby Witalisa, o którym nie wiedział że jest chrześcijaninem, wstawiania się jego za nimi przypisywał jedynie znanéj dobroci jego serca i litości dlą wszelkiego rodzaju nieszczęśliwych. To mu téż ułatwiało z wiernymi stosunki, jego samego nie narażając, z czego korzystał nasz Święty, i jużto jawnie chodził do więzień, gdzie ich trzymano, jużto odwiedzał ich w dalszych miejscach ukrywających się po lasach i jaskiniach, udając się tam pod różnemi pozorami.

Wielkorządca Paulin udając się z Medyolanu do Rawenny, chciał aby z nim pojechał i Witalis, w którego towarzystwie bardzo sobie podobał, a było to właśnie w chwili, gdy prześladowanie wzmogło się jeszcze bardziéj. Święty, wnosząc iż jak w Medyolanie tak i w Rawennie, obecność jego przy Wielkorządcy przydać się może dla chrześcijan, tém bardziéj że Paulin udawał się tam głównie po to aby obostrzyć postępowanie z nimi, chętnie zgodził się aby mu towarzyszyć. Wjeżdżając do Rawenny dowiedział się że pewien chrześcijanin imieniem Urzycyn, znakomity tego miasta lekarz przerażony samym widokiem tortur, haków żelaznych i rusztowania na którem mieli go męczyć, zachwiał się był w wierze. Zdawało mu się tedy że już w tym wypadku, nie powinien dłużéj ukrywać się z tém że i sam jest chrześcijaninem, i że miłość duszy tego nieszczęsnego, który blizki będąc zaparcia się wiary narażał się na potępienie wieczne, wymagała aby go od tego powstrzymał, chociażby z narażeniem się własném. Pobudzony tak świętą gorliwością, rozłączył się niezwłocznie, z Wielkorządeą, i udał się prosto na plac, gdzie miał być męczonym Urzacy, gdyż go zawiadomiono że już go tam prowadzą. Jakoż, znalazł go nawpół zwyciężonego od pogan, którzy obstąpiwszy go tłumnie, już prawie skłonili do składania ofiary bożyszczom. Witalis pośpieszył co siły i zdaleka jeszcze będąc, zawołał: „Urzacy! mężny wyznawco Chrystusów czyżbyś miał uledz przy samym końcu walki? Już masz w ręku koronę, nie wypuszczajże jéj poddając się nikczemnéj bojaźni. Po wielu trudach dobiegasz już mety, miałżebyś cofnąć się w chwili gdy jeszcze krok jeden, a zostajesz zwyciężcą? Zastanów się co robisz; dla uniknięcia krótkich męczarni, zamyślasz wrzucić się w ognie wieczne, w których czekają cię nierównie straszniejsze a niemajace końca męki. Ty któryś tak trafnie ratował swoich pacyentów od śmierci, sam sobie miałżebyś zadać śmierć wieczną na duszy! Nabierz odwagi, bracie najdroższy, okaż się takim jakim byłeś dotąd, a ufny w łaskę Jezusa za którego umierasz, dopełniaj świętéj ofiary, abyś za chwilę z palmą męczeńską wstąpił do Nieba.” Słowa te tak były skuteczne, że Urzacy z większém niż kiedy męstwem, wyznał Chrystusa i otrzymał koronę męczeńską. Witalis zaś własnemi rękoma z czcią wielką pogrzebał zwłoki świętego Męczennika, nie wątpiąc że i jego tenże los czeka i gotował się na to.

Jakoż, niezwłocznie doszedł do wiadomości Wielkorządcy postępek jego. Paulin, który bardzo lubił Witalisa, wielce się tém zafrasował, i przyszedłszy sam do jego mieszkania: „czyś postradał rozum, rzekł mu, aby się dopuścić czegoś podobnego. Postępku twojego już ukryć nie mogę przed cesarzem, bo świadkiem jego była cała ludność tutejsza, więc sam miarkuj co cię teraz czeka!” — „Nie nazywaj, odrzekł mu na to Święty, postępku mojego szaleństwem. Lecz przyznaj, bo masz nadto rozsądku abyś tego nie wiedział, że trzeba w istocie być pozbawionym rozumu, aby cześć taką jak Bogu, oddawać bałwanom i ludziom, którzy byli wielkimi zbrodniarzami i wszetecznikami. Jeden tylko jest Bóg, i więcéj ich być nie może, a tym Bogiem jest Ten, któremu cześć oddają chrześcijanie, za którego wiarę śmierć ponoszą i z których liczby i ja być pragnę.”

Paulin osłupiał, słysząc tak śmiałe i stanowcze wyznanie Witalisa. Zawahał się co mu czynić wypada, kiedy już całe miasto wiedziało o tém że jego przyboczny ulubieniec, publicznie wystąpił jako najgorliwszy Wyznawca Chrystusa. Obawiając się przeto odpowiedzialności przed cesarzem, kazał Witalisa uwięzić, zapowiadając mu, że jeżeli publicznie przez oddanie czci bożkom, nie odwoła tego co uczynił, spotka go los innych Męczenników. Owszem, oznajmił mu, że ponieważ był on dotąd w jego szczególnych łaskach, więc za takowe, jak je nazywał przeniewierzenie się cesarzowi, z tém większą surowością zmuszony będzie z nim się obchodzić, aby postępek Witalisa i jemuż samemu przed cesarzem nie zaszkodził.

Święty okuty w kajdany, zdegradowany ze stopnia wojskowego jaki posiadał, wtrącony został do więzienia. Napełniło go to największą radością. Ujrzawszy się w gronie wielu innych mężnych Wyznawców Chrystusowych, oczekujących korony męczeńskiéj, miał się za najszczęśliwszego, jakby się znajdował już w przedsionkach Nieba. Obecność jego i drugim dodawała odwagi, a przez dni kilka, w ciągu których Paulin zwlekał jego sprawę, w nadziei że więzienie osłabi jego zapał i uczyni go łatwiejszym do odstępstwa, nie tylko sam wcale nie ostygł na duchu, lecz i niektórych innych wahających się utwierdził słowy i przykładem, a oprócz tego kilku pogan nawrócił.

Wielkorządca, przeciw któremu zaczął lud szemrać, jakoby oszczędzał swojego ulubieńca, kazał go wziąść na tortury, na których Witalis tak straszne męki wycierpiał, iż cudowi wyraźnemu przypisywano, że w ciągu nich życia nie postradał. Wśród tych męczarni, ciągle się modlił głośno, wyznawał Chrystusa, i drugich do wytrwałości zachęcał, nakłaniając pogan aby swoich błędów odstąpili. Paulin widząc, iż im większe zadają mu katusze, tém większe okazuje Witalis męstwo i wytrwałość, wydał rozkaz aby go zaprowadzono na plac gdzie umęczony był Urzacy, i jeżeli tam nie odda czci bożkom cesarskim, aby go na témże miejscu żywcem pochowano.

Stanął tam święty Męczennik, a do końca z równą odwagą i stałością wyznając Chrystusa, wrzucony został w głęboki dół i przywalony kamieniami i ziemią. Pozyskał koronę męczeńską dnia 27 Kwietnia roku Pańskiego 171. Dotąd w mieście Rawennie, wznosi się wspaniały kościoł pod wezwaniem świętego Witalisa, na témże miejscu, gdzie według dawnego podania, poniósł on męczeństwo.

Pożytek duchowny

Święty Witalis, dla uchronienia Urzacego od zaparcia się wiary, wystawił się na śmierć męczeńską, a za to i sam i ten dla którego się poświęcił, poszli prosto do Nieba. Patrz na jakie niebezpieczeństwa narażają się Święci z miłości bliźniego, a zawstydź się przypominając sobie twoję dla drugich nieuczynność.

Modlitwa (kościelna)

Spraw, prosimy Wszechmogący Boże, abyśmy cześć oddając pamięci błogosławionego Witalisa Męczennika Twojego, za jego wstawieniem się w świętéj miłości Twojéj utwierdzeni zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 396–398.

Tags: św Witalis „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Gerwazy św Protazy jałmużna miłość bliźniego
2020-05-14

Św. Bonifacego Męczennika

Żył około roku Pańskiego 300.

(Żywot jego był napisany przez Metafrasta.)

Święty Bonifacy rodem Rzymianin, żył przy końcu trzeciego wieku. Był rządcą dóbr pewnéj wielkiéj pani rzymskiéj, nazwiskiem Aglae, która chociaż chrześcijanka, złóm postępowaniem gorszyła całe miasto. Wielkie posiadając dostatki, obracała je na zbytki i wszeteczne biesiady, które dla własnéj zabawy, kosztem swoim wyprawiała ludowi: a co największą przynosiło jéj zakałę, z wiedzą wszystkich, miała niegodziwe z Bonifacym w jéj domu mieszkającym, stosunki. On także był chrześcijaninem, lecz podobnym do swojéj pani, i prócz tego nałogowym pijakiem. Jednę tylko miał obok tylu i tak wielkich wad zaletę: był nadzwyczaj dla ubogich litościwym; i to zdaje się, pomimo życia rozpustnego jakie prowadził, ściągnęło w końcu na niego wielkie miłosierdzie Boże.

Długo już Aglae i Bonifacy gorszyli wszystkich swojemi postępkami, i wielce zasmucali wiernych, kiedy Bóg w nieprzebranéj dobroci Swojéj dotknął tę kobietę łaską najszczerszego nawrócenia. Odstąpiło ją zaślepienie w którém dotąd zostawała, poznała złość i szkaradę swoich grzechów, a przerażona strasznemi sądami Bożemi jakie ją czekały, i skruszona serdecznie, postanowiła życie poprawić, i godną takich zbrodni pokutą, zadość czyniąc sprawiedliwości Bożéj, zbawić duszę swoję.

Jakoż sprzedała wszystkie jakie posiadała kosztowności: perły, klejnoty i bogate stroje, i bardzo znaczne ztąd pieniądze rozdała ubogim. Nie tylko zaprzestała wszelkich zabaw, lecz zupełnie odsunęła się od świata, czas cały trawiła na modlitwie i miłosiernych uczynkach, ścisłemi postami i różnemi umartwieniami trapiąc ciało.

Bonifacy jak był spólnikiem jéj rozpusty, tak podobnież oświecony łaską Bożą, wziął się do pokuty, i o ile przedtém znanym był w Rzymie jako jeden z ludzi najzepsutszego życia, o tyle po nawróceniu, stał się dla wszystkich zbudowaniem, i wzorem szczerze za dawne występki pokutującego chrześcijanina.

Pod tę porę na wschodzie rozsrożyło się prześladowanie Kościoła, i dnia prawie nie było, aby w téj stronie cesarstwa (chociaż w Rzymie było spokojnie) jaki męczennik nie wylał krwi za wiarę. Wielkorządca Tarsu w Cylicyi tyran okrutny, wielką liczbę chrześcijan mordując, prowadził barbarzyński handel, który mu wielkie przynosił zyski: przedawał ciała męczenników, chrześcijanom z innych części państwa po nie przybywającym. Dowiedziawszy się o tém Aglae, zapragnęła posiadać tak drogą relikwią. Razu więc pewnego, przyzwała do siebie Bonifacego i takie dała mu zlecenie: „Wiesz dobrze, jak i ty i ja potrzebujemy pośrednictwa świętych Pańskich, aby nam uzyskali u Boga odpuszczenie ciężkich grzechów, któremiśmy Go tak długo obrażali. Kto szczególną cześć oddaje zwłokom Świętych którzy krew swoję wyleli za Chrystusa Pana, pozyskuje łatwiéj ich wstawienie się do najwyższego Sędziego. Na Wschodzie, wielu męczenników oddaje życie za wiarę, i relikwie ich przedają chrześcijanom po to zgłaszającym się. Weź przeto wiele chcesz pieniędzy, udaj się do Grecji, nabądź koniecznie ciało którego ze świętych Męczenników, zapłać za nie cokolwiek żądać będą, i przywież mi takowe. Ja przyjmę je ze czcią wielką, i wybuduję na umieszczenie tych relikwii wspaniałą kaplicę.” Wielce zleceniem takowém uradowany Bonifacy, wybrał się co prędzej w drogę. Wziął z sobą znaczne i własne pieniądze, aby nie tylko zakupić ciało jakiego Męczennika, po która wysyłała go Aglae, lecz aby z własnego mienia rozdać znaczne jałmużny pomiędzy wiernych, na Wschodzie z powodu prześladowania w wielkim niedostatku będących. W dwanaście koni i trzy wozy, z kilku sługami, wyruszył do Cylicyi. Żegnając się z panią swoją rzekł do niej: „Pani wysyłasz mnie po ciało świętego jakiego Męczennika; a gdyby Pan Bóg udzielił mi łaskę poniesienia męczeństwa, i gdyby ci moje ciało przywieziono, czy przyjęłabyś je jako relikwie?” — „Niewłaściwe to żarty, odpowiedziała mu na to Aglae. Korony męczeńskiéj, niegodni są tacy jak my grzesznicy. Staraj się tylko przywieźć jakie ciało Męczennika, abyś przez to zasłużył na pośrednictwo tego Świętego, którego w ten sposób uczcisz.”

W ciągu podróży, Bonifacy przydał sobie różnych umartwień ciała, a między innemi cały czas ścisły post zachowywał i wina nie pił. Modlił się bardzo gorąco, rzewnie grzechy swoje opłakiwał, i błagał Boga, aby go przypuścił do łaski poniesienia śmierci męczeńskiéj, i przez nią dał mu od razu zadość uczynić za wszystkie jego dawnego życia nierządy.

Przybywszy do miasta Tarsu w Cylicyi, Bonifacy posłał swoje podróżne wozy z ludźmi i końmi do zajazdu, a sam udał się na miasto, chcąc co prędzéj spotkać jakich chrześcijan. Wszedłszy na plac wielki, trafił właśnie na chwilę, gdy wobec zgromadzonego ludu, dwudzietu wyznawcom Chrystusa Pana, zadawano okrutne męczarnie. Jednych zawieszonych głową do ziemi, palono ogniem pod nimi podłożonym, drugich rozpiętych pomiędzy czterma słupami, rozdzierano hakami żelaznemi, innych piłowali, ćwiertowali, biczowali do śmierci, a wszystkich tak barbarzyńsko męczyli, że sami poganie oburzali się na to.

Bonifacy, szczególną w tejże chwili dotknięty łaską Bożą, i pobudzony żądzą męczeństwa, przebija się przez tłumy, przyskakuje do męczenników, ściska ich, całuje i woła: „Wielkim jest Bóg chrześcijański: chwała niech będzie Bogu, któremu ci Męczennicy cześć oddają, dostępując najwyższego szczęścia, przez wylanie krwi za Niego. Błagam was wielcy słudzy Chrystusowi, bohaterowie święci, błagam was, abyście się pomodlili za mnie do Pana Jezusa, abym i ja, jakkolwiek wielki grzesznik, uczestnikiem stał się i walki waszéj i korony.” Potém, znowu całując ich więży w te słowa do nich głośno odzywał się: „Śmiało męczennicy Chrystusowi: walczcie za Tego, który z wami walczy; stałością i męstwem waszém, przemagajcie piekło: już tylko krótką chwilę cierpieć będziecie, a po niéj czeka was nagroda wieczna, nieskończona.”

Obecny temu Wielkorządca Symplicyusz, kazał stawić przed sobą Bonifacego, a gdy ten śmiało wyznał iż był chrześcijaninem, dał mu, do wyboru: albo niezwłocznie oddać cześć Jowiszowi, albo uledz najstraszniejszym mękom. Święty odpowiedział, iż gotów jest na wszelkie męki, lecz bałwanom się nie pokłoni. Wtedy tyran kazał go biczować tak okrutnie, że ciało od kości mu poodrywano, i wbijać mu ostre trzciny pod paznogcie. Bonifacy zniósł to wszystko tak spokojnie, iż zdawało się że żaddnego nie doznawał bolu. Owszem, był swobodny i wesoły. Symplicyusz rozwścieklony na widok tak cudownéj wytrwałości, kazał Świętemu lać w usta ołów roztopiony, a Bonifacy sądząc iż potém już mowę straci, zaczął głośniéj jeszcze w te słowa modlić się: „Dzięki Ci składam Boże mój! iż dozwalasz mi zaofiarować Ci życie moje. Wspieraj sługę Twego, abym mógł wszelkie męki wytrzymać.” Potém zwracając się do innych Męczenników tam obecnych: „proszę was, wołał do nich, módlcie się za mnie” — a oni odpowiadając, mu prosili go nawzajem, aby on za nich wstawił się do Boga. Lud widokiem tym poruszony, zburzył się, a wydając okrzyki: „Bóg tych męczenników, jest Bogiem prawdziwym”, obalił ołtarz pogański, i rzucał kamienie na Wielkorządcę, który z tego powodu zmuszony był skryć się.

Nazajutrz, Symplicyusz znalazłszy Bonifacego również jak dotąd mężnie przy wyznaniu Chrystusa trwającym, kazał go zanurzyć w kocioł wrzącego oleju. Swięty mając weń wstępować, przeżegnał się, i w tejże chwili kocioł pękł, a olej rozlany, wielu katów popalił. Wtedy tyran obawiając się nowego wzburzenia ludu, kazał mu ściąć głowę, i tym sposobem błogosławiony ten Męczennik, wielkie grzechy jakich się był dopuszezał dawniéj, zmywszy krwią własną wylaną za wiarę, pozyskał Niebo odrazu, i w nim palmę męczeńską. Zamordowany został 14 Maja, około roku Pańskiego 300.

Słudzy, którzy towarzyszyli Bonifacemu w podróży jego do Cylicyi, wykupili jego ciało i nabalsamowawszy powieźli do Włoch.

Tymczasem Aglae będąc na modlitwie, miała sobie objawioném, iż zwłoki Bonifacego jako Męczennika, prowadzą już do Rzymu. Wyszła na ich przyjęcie z kilku duchownymi, o ćwierć mili za miastem je spotkała. Było to właśnie na gruntach do jéj dóbr należących. Kazała je tam zawieźć, i umieściła we wspaniałym kościele, który w tym celu późniéj wybudowała. Sama zaś osiadła przy nim wraz z kilku pobożnemi dziewicami na jéj usługach będącemi, a rozdawszy cały majątek na ubogich, i niewolników swoich wyswobodziwszy, żyła jeszcze lat trzynaście, bogomyślności i pokucie oddana. Pan Bóg świętość jéj wielu cudami objawił.

Pożytek duchowny

Z żywotu dopiéro przeczytanego, dwie zbawienne uwagi zastosuj do siebie. Jedna: jak wielką jest zasługa z czynionych jałmużn, kiedy takowa wyjednała u Boga dla świętego Bonifacego, powstanie z ciężkich grzechów, których się dopuszczał; a powtóre patrz na jaką to pokutę zdobywa się za łaską Bożą dusza, szczerze za sprośne grzechy swoje żałująca

Modlitwa (kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy uroczystą cześć oddając męczeńskiéj śmierci błogosławionego Bonifacego, jego przed Tobą pośrednictwem wspomożeni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 393–395.

Tags: św Bonifacy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik jałmużna nierząd relikwie nawrócenie
2020-05-12

Św. Nereusza, Achyleja, Domitylli i Pankracego Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 98 i 330.

(Żywot ich wyjęty jest ze starych ksiąg męczeńskich, i z dzieł Wielebnego Bedy.)

Święty Nereusz i święty Achylej żyli w pierwszym wieku Kościoła. Bylito dwaj bracia, zostający na dworze księżniczki Domitylli, synowicy cesarza Domicyana. I ta święta dziewica i ci dwaj bracia, nawróceni do wiary przez świętego Piotra Apostoła, przez niego ochrzczeni byli i późniéj razem męczeństwo ponieśli.

Nereusz i Achylej byli szambelanami świętéj Domitylli: a że odznaczali się wielką prawością, roztropnością i wiernością dla swojéj dostojnéj pani, więc zwierzyła ona im nie tylko zarząd domu lecz i całego mienia swojego. Zdarzyło się, iż razu pewnego widząc jak księżniczka starannie się przystrajała, mając widzieć się ze swoim narzeczonym hrabią Aurelianem, z wielkiém uszanowaniem, lecz z otwartością przywiązanych sług i gorliwych chrześcijan, ośmielili się powiedzieć jéj, iż się dziwią, że ona którą uważają za dziewicę przeznaczoną na oblubielicę Samemu Chrystusowi Panu, zamyśla o przypodobaniu się człowiekowi śmiertelnemu. Domitylla, która była pełna żywéj wiary i nawet pobożna, nietylko nie obraziła się tą śmiałością wiernych dworzan swoich, lecz w skutek uczynionych jéj uwag w dłuższą wdała się z nimi rozmowę. Święci bracia, w tak żywych wyrazach przedstawili jéj znikomość wszelkiego doczesnego szczęścia i zaszczytów ziemskich; złudność i niestałość uciech małżeńskiego pożycia, w którym tyle dusz najdotkliwszych doznało zawodów: a z drugiéj strony, tak wymownie skreślili jéj obraz szczęścia dziewicy poślubionej Bogu, i dowodzili tak trafnie wyższości nagród jakich dostępują oblubienice Pańskie w Niebie, że Domitylla w tejże chwili postanowiła nie mieć innego Oblubieńca jak tylko Samego Jezusa, któremu już tylko jedynie zapragnęła przypodobać się, i tak do nich przemówiła: „Ponieważ Pan Bóg was użył do tego, aby w sercu mojém rozbudzić pragnienie zostania Jego Oblubienicą, więc postarajcież się niezwłocznie, abym i suknię do tego właściwą przywdziać mogła, i uroczyście poślubiła nie mieć innego prócz niebieskiego małżonka.” To zaś mówiąc, miała na myśli błogosławieństwo jakie już wtedy odbierały od Biskupów dziewice poświęcone Bogu, i chodziło jéj o welon który na znak tego nosiły.

Święci Nereusz i Achylej uradowani takiém postanowieniem ich ukochanéj pani, udali się jak najspieszniéj do świętego Klemensa, który po świętym Piotrze objął Papiestwo, donosząc mu o zamiarach księżniczki i prosząc go, aby ją w nich utwierdzić raczył. Święty Papież przybył sam do mieszkania Domitylli, która upadłszy mu do nóg, błagała go najusilniéj, aby jéj dozwolił święte jéj zamysły do skutku doprowadzić. „Czyś córko moja, rzekł do niéj Ojciec święty, zastanowiła się na jak ciężką walkę się wystawiasz, i czy będziesz miała dość męstwa aby w niéj odnieść zwycięstwo? Twój narzeczony, obrażony twoją odmową, oskarży cię jako chrześcijankę przed cesarzem: a wtedy na jakąż próbę wystawioną będzie wiara twoja! Wtedy i mnie i ciebie, czeka niechybnie męczeństwo.” — „A czyż może spotkać nas większe szczęście, odpowiedziała Święta. Nie rachuję wcale na własne moje siły, lecz wszystkiego spodziewam się po łasce mojego niebieskiego Oblubieńca. Prześladowanie przyspieszy tylko naszę większą chwałę.” Święty Klemens zbudowany stałością błogosławionéj téj dziewicy i jéj pokorną w pomoc Boską ufnością, poświęcił ją uroczyście na oblubienicę Pańską, i welon na jéj głowę włożył.

Lecz przepowiednia Papieża wkrótce się spełniła. Aurelian zawiadomiony o postanowieniu Domitylli, używszy napróżno wszelkich środków aby ją od takowego odwieść, uzyskał rozkaz u cesarza, aby i Domityllę i wszystkich oskarżonych o nakłonienie jéj do zerwania umowy z narzeczonym, uwięzić. Świętą Domityllę skazano na wygnanie, na małą wysepkę zwaną Poncia, w blizkości portu Teracyny, a świętych Nereusza i Achyleja poddano pod sąd Mimucyusza-Rufusa w témże mieście Wielkorządcy. Ten kazał ich niezwłocznie stawić przed sobą, i domagał się aby bałwanom cześć oddali. Na to odpowiedzieli mu śmiało święci bracia, że będąc ochrzczeni przez świętego Piotra Apostoła, i oświeceni Duchem Świętym, jednego tylko Boga chrześcijańskiego wyznają, i Jemu tylko cześć oddają, ubolewając nad zaślepieniem tych, którzy mają za bogów albo bałwany ludzką ręką wyrobione, albo ludzi przewrotnych, w których oddają cześć najsprośniejszym namiętnościom.

Potakowej odpowiedzi, tyran kazał świętych Męczenników zawiesić na sznurach w powietrzu, szarpać ich ciała żelaznemi hakami, a potém rany palić pochodniami, ciągle domagając się od nich, aby się wiary chrześcijańskiéj wyrzekli, i bożkom pogańskim pokłonili. Wśród męki takowéj, obaj Święci nie przestawali chwalić Boga chrześcijańskiego, i jakby żadnego nie doznawali bolu, okazywali się wesołymi i rzeźwymi. Wielkorządca widząc iż to wielkie wrażenie na zgromadzonym ludzie wywiera, kazał im ściąć głowy. Męczeństwo ich nastąpiło dnia 12 Maja, roku Pańskiego 98. Auspicyusz, jeden z dworzan Domitylli, uwiózł ich ciała i pochował w jéj dobrach, blizko Rzymu, obok grobu świętéj Petronelli córki świętego Piotra.

· · ·

Świętą Domityllę wkrótce potém podobnyż los spotkał, Aurelian, ani groźbą ani prośbami nie mogąc nakłonić jéj do wejścia z nim w śluby małżeńskie, posłał do niéj dwie znakomitego rodu rzymskiego dziewice: Eufrozynę i Teodorę poganki, lecz nieposzlakowanych obyczajów, jéj przyjaciołki. Te najusilniéj nakłaniały ją, aby nie odmawiała ręki swojéj Aurelianowi, przedstawiając że religia chrześcijańska nie potępia małżeństwa, i że zaślubiwszy Aureliana, nietylko sama będzie mogła pozostać chrześcijanką, lecz nawet i jego nawróci, a następnie i całą jego rodzinę i wszystkich domowników. „Gdybyście wy same, rzekła im na to Domitylla, miały zaślubić wielkich panów, i gdyby was namawiano żebyście nie z nimi, lecz z ich dwoma najnędzniejszymi niewolnikami zawarły śluby małżeńskie, czybyście to uczyniły?” — „Nie zaiste, odpowiedziały one, chybabyśmy rozumu pozbawione były.” — „Dla czegoż więc, rzekła znowu Święta, wymagacie po mnie abym coś podobnego uczyniła. Poświęcając dziewictwo moje Panu Bogu, stałam się oblubienicą Syna Jego Jednorodzonego Jezusa Chrystusa, i związek tak zaszczytny trwać ma na wieki, zapewniając mi szczęście bez granic. Więc sameż osądźcie, czy nad związek takowy, mogę przekładać zaślubienie człowieka śmiertelnego?” Potém wiele jeszcze mówiła im o religii chrześcijańskiéj, i tak do ich przekonania trafiała, że się te dziewice zawahały w swoich przekonaniach, lecz jeszcze opierały się łasce Bożéj, chociaż Pan Bóg przez nią i wewnątrz do ich serca kołatał. „Jeśli to co mówisz o religii którą wyznajesz, powiedziała Teodora, jest prawdą, tedy niech twój niebieski Oblubieniec przywróci wzrok bratu mojemu, który jest ślepy.” — „Brat twój, odrzekła Domitylla, nie jest tu obecny, lecz masz przy sobie służącą głuchoniemą, przywołaj ją, a na niéj niezwłocznie okaże Jezus Chrystus moc Swoję.” Przyszła głuchoniema, Domitylla pomodliła się, i ta wnet mowę i słuch odzyskawszy, zaczęła głośno sławić Boga chrześcijańskiego. Na widok takowego cudu, Fufrozyna i Teodora upadły na kolana i oświadczyły, iż i one nie chcą innego mieć Oblubieńca, tylko Jezusa, i że odtąd są chrześcijankami.

Tymczasem, Aurelian pewny będąc, że dwie te dziewice namową swoją skłonią Domityllę, aby odstąpiła swoich zamiarów, przybył do Teracyny, gdzie ją sprowadzono z wyspy Poncia, i tam wielką liczbę gości sprosił na gody weselne. Święta dowiedziawszy się o tém, udała się na modlitwę, prosząc aby ją Pan Bóg od napaści tego poganina uwolnił. W tejże chwili Aurelian wśród biesiady na któréj tańczył, tknięty apopleksyą życia nagle dokonał.

Uwolniło to Domityllę od natrętności jéj narzeczonego, lecz nie pozbawiło korony męczeńskiéj. Brat jego Luksornes, dla pomszczenia śmierci brata, którą przypisywał czarom Domitylli, uzyskał u cesarza Trajana, już wówczas panującego, wyrok aby ją stracono, jeżeli bożkom pogańskim czci odmówi. Przybył do niéj wysłany w tym celu sędzia, a gdy nie tylko święta księżniczka od wiary odstąpić nie chciała, lecz dwie jéj towarzyszki przez nią nawrócone, podobnież jak ona, oświadczyły iż poślubiły dziewictwo swoje Panu Jezusowi i chrześcijankami się wyznają, tyran kazał podłożyć ogień pod dom w którym się znajdowały i żywcem je spalić: co téż spełniono.

Nazajutrz dyakon święty Cezary, przyszedłszy aby zebrać ich popioły, zastał je wszystkie trzy nieżywe, w postaci modlących się twarzami do ziemi schylone, lecz tak dalece przez ogień nie tknięte, że ani jeden włos na głowach ich nie był spalony. Pochował ich ciała w miejscu, gdzie późniéj wzniesiono kościoł pod ich wezwaniem.

· · ·

Dziś przypada także uroczystość świętego Pankracego, który mając lat piętnaście, za prześladowania cesarzów Dyoklecyana i Maksymiana, w Rzymie roku Pańskiego 380 śmierć męczeńską za wiarę poniósł.

Pożytek duchowny

Przez Boga natchniona gorliwość dwóch pobożnych i wiernych sług świętéj Domitylli, nie tylko ją i ich samych, lecz i kilka innych dusz męczeńską koroną ozdobiwszy, do Nieba wprowadziła. Naucz się z tego, że każda zbawienna uwaga, z miłością i jedynie z pragnienia dobra duszy bliźniego uczyniona, i tym którym ją czynimy, i nam samym na pożytek wychodzi.

Modlitwa (kościelna)

Świętych męczenników Twoich Panie, Nereusza, Achyleja, Domitylli i Pankracego, niech nas zawsze uroczyste wspomnienie wspomaga, i uczyni godnymi służenia Tobie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 387–389.

Tags: św Nereusz św Achyleja św Domitylla św Pankracy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Klemens
2020-05-08

Św. Stanisława Biskupa i Męczennika, głównego Patrona Kraju Polskiego

Żył około roku Pańskiego 1079.

(Żywot jego był napisany przez Jana Długosza, Kanonika Krakowskiego.)

Święty Stanisław syn Wielisława i Bogny Szczepanowskich, narodził się w dyecezyi krakowskiéj, we wsi Szczepanówce dziedzictwie tego starego szlacheckiego rodu, roku Pańskiego 1030. Rodzice jego byli bardzo zamożni i najprzykładniejsi katolicy, słynący w okolicy całéj z wielkiéj dla ubogich hojności. Mając szczególne nabożeństwo do świętéj Magdaleny, w jednéj z włości do dóbr ich należącéj, wybudowali kościoł pod jéj wezwaniem, i w nim nie tylko w dnie świąteczne lecz i powszednie, długie godziny na świętych ćwiczeniach spędzali. Trzydzieści lat żyjąc już w związku małżeńskim, nie mieli potomstwa. Wszakże nie tracąc nadziei że ich Bóg takowém pocieszy, uczynili ślub że jeśli będą mieć dziecię, zaofiarują je na wyłączną służbę Boga. Wkrótce potém Bogna poczuła iż się stanie matką, a wtedy podwajając dobrych uczynków, i pomimo stanu swego, nie zwalniając się od ścisłych postów jakie zwykle zachowywała, gorąco opiece Matki Bożéj polecała dziecinę którą już w łonie swojém nosiła. Dnia pewnego, wracając od stada krówek pasących się w gaju w blizkości jéj dworu położonym, na drodze pomiędzy krzewami i dębami, niespodzianie powiła najszczęśliwiéj synka, i sama go do domu przyniosła. Ochrzczono go niezwłocznie, i nadano mu imię Stanisław, a rodzice postanowili żyć odtąd w czystości.

Pomni na ślub uczyniony Bogu, wychowywali go starannie, a od kolebki w wierze świętéj i miłości Boga pilnie utwierdzając. Wnet téż i błógich doczekali się tego owoców: Stanisław ledwie dziewięć lat liczył, a już służyć mógł za wzór świątobliwości dla osób nawet dorosłych. Widywano go po całych godzinach klęczącego w kościele i modlącego się w największém skupieniu. Najczęściéj zastać go można było przed ołtarzem Matki Bożéj, do któréj od kolebki prawie okazywał szczególne nabożeństwo. Wstawał w nocy, i opuszczając wygodne swoje łóżeczko, sypiał na gołéj ziemi. Pościł prawie codziennie, i co chwila wynajdywał jakąś sposobność zadawania sobie różnego rodzaju umartwień ciała. Widok ubogiego pobudzał go do najtkliwszéj litości. Niczém łatwiéj i silniéj nie można go było ująć, jak przyrzeczeniem iż się mu da jałmużna do rozdzielenia jéj pomiędzy biednych. Co tylko od rodziców dostawał na wydatki od niego zależące, lub przeznaczone dla niego na jakowe rozrywki, to wszystko obracał na uczynki miłosierne.

Ucieszeni rodzice taką nagrodą pobożnego wychowania jakie dali synaczkowi, posłali go na nauki do Gniezna, zkąd po ukończeniu szkół, wyprawili do najsławniejszéj podówczas akademii paryzkiéj. Tam odznaczył się tak dalece w naukach, iż chciano zaszczycić go stopniem doktora: lecz z wielkiéj pokory która była głównę jego cnotą, nie chciał przyjąć téj godności. Po siedmioletnim świetnie odbytym akademickim zawodzie, wrócił do Polski, gdzie po śmierci rodziców jedyny ich spadkobierca, bardzo znaczne odziedziczył mienie. Zamożność atoli w jaką opływał zaledwie w świat wchodząc, nie wwikłała w swoje sidła serca tego świątobliwego młodzieńca, który i na zaofiarowanie go przez rodziców Panu Bogu na służbę pamiętając, i łaską powołania dotknięty, jeszcze będąc w Paryżu postanowił wstąpić do zakonu. Skoro więc wrócił do rodzinnego kraju, zamyślał o spełnieniu tych świętych swoich zamysłów, lecz ulegając woli Lamberta Żuli Biskupa Krakowskiego, wielkiéj świątobliwości Prałata, został księdzem świeckim, rozdawszy wprzód cały swój znaczny majątek na ubogich.

Lambert umiejący oceniać wysokie cnoty nowo wyświęconego kapłana, wkrótce uczynił go kanonikiem katedralnym, a Stanisław od chwili przyjęcia święceń, a tém bardziéj gdy kapłańską godnością został zaszczycony, oddał się całą duszą służbie Rożej i obowiązkom jakie na nim ciążyły. Biskup miał w nim nie tylko najgorliwszego i najświątobliwszego sługę ołtarza swojéj obszernéj dyecezyi, lecz powodowany jego głęboką nauką, wielką roztropnością, i podziwiając w nim coraz wyższe dary Ducha Świętego, używał go do rady i pomocy w najważniejszych sprawach swojego Kościoła, a wkrótce sam obarczony laty i słabego zdrowia, nim głównie wyręczał się w zarządzie swojéj dyecezyi. Miał nawet zamiar na niego zrezygnować Biskupstwo, lecz święty Stanisław w żaden sposób zezwolić na to nie chciał.

Wszakże niezadługo spotkać go miał ten ciężar. Po śmierci Lamberta Żuli, duchowieństwo i lud cały jednogłośnie Stanisława Szczepanowskiego zapragnęli mieć Biskupem, a pomimo iż usilnie się temu opierał, musiał w końcu uledz woli Papieża samego, i Infułę krakowską przyjąć.

Wyniesiony na godność Pasterską, Stanisław zajaśniał w kościele Polskim, jako najświątobliwszy Biskup. Nowemi i tak ważnemi obciążony obowiązkami, sposobu życia pokutnego w niczém nie zmienił, a większych stawszy się panem dochodów, większe czynił jałmużny. Wyszukiwał ubogich w całej dyecezyi; pałac jego był dla każdego z nich przytułkiem i przystęp do niego był dla nich zawsze otwarty. Dochody swoje podzielił na trzy części: jednę obracał na potrzeby biedniejszych kościołów, drugą na swoje skromne utrzymanie, trzecia była własnością ubogich których miał najdokładniejszy spis, ciągle odnawiany.

Lecz nadeszły nakoniec i trudne dla Świętego chwile. Bolesław II podówczas panujący, zamiast wdzięczności Bogu, który błogosławił w wielu wyprawach wojennych jego orężowi, wszelkiego rodzaju dopuszczał się w zarządzie krajem nadużyć, a życiem najrozpustniejszém gorszył wszystkich poddanych. Biskupi całéj Polski, poczuwali się do obowiązku zrobienia królowi pokornych lecz koniecznych przedstawień, przemawiając do jego sumienia w imieniu religii, którą postępkami swojemi tak zuchwale znieważał. Lecz żaden nie miał na to dość odwagi, znając gwałtowność i okrucieństwo Bolesława. Wszyscy oczekiwali tego głównie od Stanisława, którego powaga i świątobliwość, zdawały się najłatwiejszy dawać do króla przystęp, i powinny były najzbawienniejszy wpływ wywrzeć na niego. Święty udał się więc w tym celu do Bolesława, i w tajemnéj sam na sam rozmowie, prosił go i zaklinał, aby duszy swojej nie gubił, i czynami hańbiącemi jego najwyższą dostojność, nie ściągał na siebie i na kraj cały skutków gniewu Bożego. Piszą że nawet upadł do nóg królowi żeby go zmiękczyć, i dowieść mu że spełniając obowiązek swojego Pasterstwa, nie zapomniał iż przemawia do swego monarchy. Bolesław nie tylko okazał się głuchym na głos Boga, przemawiający do niego przez usta Swojego sługi, lecz obelżywemi wyrazami odprawiwszy świętego Biskupa, postanowił pomścić się na nim.

W tym celu pobudził oszczerców, którzy oskarżyli Stanisława o nieprawne posiadanie wioski zwanéj Piotrowin, nabytéj przez niego dla kapituły krakowskiéj, od szlachcica nazwiskiem Piotra. Święty nie mogąc dowieść praw swoich przez świadków, gdyż ci z obawy gniewu królewskiego stanąć nie śmieli, zobowiązał się stawić przed sądami samego Piotra, lubo od lat trzech zmarłego. Zgodzono się na to, a Stanisław przepędziwszy trzy dni na modlitwie i poście, po odprawieniu Mszy świętéj, wskrzesił dawnego dziedzica Piotrowin, który udawszy się z nim na sądy, wobec króla i panów radnych przyznał słuszność Biskupowi a potém wrócił do grobu.

I cud tak nadzwyczajny, nie opamiętał Bolesława. Po powrócie swoim z wyprawy na Kijów, nie kładł on już żadnych granic okrucieństwu i rozpuście. Przyszło do tego iż porwał gwałtem cnotliwą niewiastę imieniem Krystynę, żonę zasłużonego ojczyznie szłachcica Mścisława, i tę chciał zmusić do zostania jego nałożnicą. Wszyscy godniejsi i poczciwsi w kraju, znowu zwrócili się do Stanisława, aby skłonił króla do oddania mężowi porwanéj mu żony, i do odwołania różnych postanowień, przez które z barbarzyńskiém okrucieństwem, pastwił się nad poddanymi, a gdyby to nie pomogło aby go dotknął karą koscielną. Uczynił to w końcu Święty, gdy Bolesław i na powtórne jego przedstawienia, odpowiedział tylko groźbą. Biskup rzucił na niego klątwę kościelną, lubo nie wątpił, jak to sam oświadczył był swoim przybocznym Prałatom, iż życiem przypłaci spełnienie téj świętćj swojéj powinności.

Jakoż, Bolesław postanowił go zgładzić. W tym zamiarze gdy Stanisław odprawiał Mszę świętą w małym kościołku świętego Michała zwanym na skałce, udał się tam ze zbrojnym oddziałem: a gdy posłani żołnierze aby zamordować Biskupa, trzy razy wchodząc do kościołka, trzy razy cudownie od tego wstrzymani byli, sam Bolesław wpadł tamże z mieczem dobytym, i gdy Święty za niego głośno się modlił, ugodził go w głowę i na miejscu położył, a potém, w piekielnéj wściekłości swojéj, rozszarpawszy ciało jego na drobne kawałki, po polach okolicznych rozrzucić je rozkazał.

Święty Stanisław poniósł śmierć męczeńską dnia 8 Maja roku Pańskiego 1079. Przez dzień cały orły ulatujące nad cząstkami zwłók jego, strzegły ich od zwierząt, a w nocy każda z tych świętych relikwii, wydawała światło cudowne, które nawet sam król z wieży pałacu mógł dostrzedz. W skutek tego, odszukane zostały wszystkie cząstki jego błogosławionego ciała, które do siebie przytknięte zrosły się nanowo, jakby nigdy rozrąbane nie były, i w tymże kościołku na skałce pochowane zostały.

Święty Stanisław w poczet Świętych zaliczony został uroczyście przez Ojca świętego Inocentego IV, roku Pańskiego 1253.

Jest podanie, że Bolesław za zamordowanie świętego Stanisława powtórnie przez Papieża Grzegorza VII, z tronu złożony, ścigany powszechną niesławą, a w końcu tknięty wyrzutami sumienia, w ostréj pokucie, poznany aż przy śmierci, w klasztorze ojców Benedyktynów w Ossyaku blisko Insbruku, życia dokonał.

Pożytek duchowny

Święty Stanisław Biskup i Męczennik, jest głównym Patronem kraju naszego, i dla tego święto jego uroczyście się obchodzi. W dniu tym powinieneś szczególnie modlić się za potrzeby kościoła polskiego, prosząc Boga zą pośrednictwem świętego Stanisława, aby naród nasz w wierze świętéj utwierdzać raczył, i wszystkim nam dał według zasad tejże wiary zawsze postępować.

Modlitwa (kościelna)

Boże! za cześć którego błogosławiony Biskup Stanisław z ręki bezbożników poległ; spraw prosimy, aby wszyscy jego posrednictwa wzywający, prośb swoich zbawiennego dostąpili skutku. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 375–378.

Tags: św Stanisław „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik biskup Polska św Magdalena jałmużna
2020-05-07

Św. Jerzego Męczennika

Żył około roku Pańskiego 303.

(Żywot jego napisany był przez Metafrasta.)

Święty Jerzy, którego Grecy nazywają wielkim meczennikiem, rodem z Kapadocyi, pochodził z rodziny znakomitéj z imienia i z gorliwości o wiarę świętą. Żył przy końcu trzeciego wieru. Młodym będąc, wstąpił do wojska, a odznaczywszy się męstwem i wyższemi zdolnościami, pozyskał wielkie łaski u cesarza Dyoklecyana, który mu dał znaczne dowództwo, trzymał go przy swoim boku, i miał zamiar jak najprędzéj wynieść do najpierwszych wojskowych stopni. Lecz pod tęż porę wybuchło prześladowanie chrześcijan, i od razu zapowiadało jak smutny los czeka wszystkich wiernych. Święty Jerzy, który miał wtedy lat dopiéro dwadzieścia, przewidywał iż mu przyjdzie oddać życie za wiarę. Gotował się na to modlitwą, postami i ćwiczeniem się we wszystkich cnotach chrześcijańskich, hojnemi jałmużnami nabywając sobie pośredników do Nieba, którzyby mu potrzebne do wytrwałości i męstwa, w próbach jakie go czekały, wyjednywali łaski. Jako przyboczny cesarza i nawet do rady jego należący, wiedział dobrze iż lada chwila przyjdzie kolej na niego, jako chrześcijanina, przedstawić dowody swojéj wiernosci wierze świętéj, i że kryć się z nią nie wypada mu wcale. Ofiarę życia uprzedził ofiarą wszystkiego co posiadał, aby na tamtę był tém lepiéj gotowym. Po śmierci rodziców, odziedziczywszy wielkie majętności, sprzedał takowe i wszystko rozdał ubogim, rozdzielając tak ogromną jałmużnę pomiędzy chrześcijan będących w rozsypce, z powodu srożącego się prześladowania; prócz tego wszystkich swoich niewolników obdarzył wolnością, nakłaniając ich aby wiarę świętą przyjmowali.

Ogołocony tym sposobem ze wszystkiego co ziemskie, Święty ten młodzieniec wyczekiwał walki, do któréj mu się niezwłocznie przedstawiło pole. Dyoklecyan zwołał był radę, na któréj kazał odczytać swoje rozporządzenia, mające na celu wytępienie wszystkich chrześcijan, a na któréjto radzie z urzędu swojego znajdował się Jerzy. Wszyscy przyklasnęli zamiarom cesarza, lecz jakież było ich zdziwienie, gdy nasz Święty prosząc o głos, w wyrazach pełnych uległości dla monarchy i oszczędzających innych członków rady, silnie powstał przeciw okrutnym tym postanowieniom, i najtrafniéj zbijał wszystko, co inni na ich poparcie wypowiedzieli. Ponieważ bardzo był wymownym i z wielkim zapałem bronił świętéj sprawy, słuchali go wszyscy z uwagą i uszanowaniem nawet, przyznając słuszność jego rozumowaniom. Dowodził jak najtrafniéj niesprawiedliwości i barbarzyństwa praw mających się stanowić; bronił chrześcijan od fałszywych zarzutów jakie im czyniono; wykazał złość i przewrotność oszczerców, którzy w nikczemnych osobistych widokach, w najniekorzystniejszém świetle przedstawiali ich cesarzowi, i w końcu błagał go i zaklinał, dla dobra jego własnéj sławy, aby odwołał wydane postanowienia, mające jedynie na celu ucisk i krzywdę niewinnych, a najwierniejszych mu poddanych. Mowa jego wielkie wywarła wrażenie na wszystkich i na samym cesarzu, który Magnencyuszowi Wielkorządcy jako najwyższemu urzędnikowi, kazał Jerzemu odpowiedzieć: „Z tego coś powiedział, rzekł Wielkorządca do niego, znać żeś ty sam jednym z przewodców sekty tak zwanych chrześcijan. Wyznaj więc to otwarcie, a monarcha nasz jako obrońca religii którą wyznaje całe jego państwo, nie omieszka pomścić bezbożnego twojego od niéj odstępstwa.” — „Jeśli idzie o wymierzenie kary za bezbożność, odparł Święty, czyż nie największą jest bezbożnością, przyznawać stworzeniom i bałwanom własności Bostwa? Jeden tylko jest Bóg prawdziwy, i Temu ja cześć oddaję i Jemu służę. Jestem bowiem chrześcijaninem, i to wyznaję, tém się chlubię i jeśli dano mi będzie wylać krew moję na chwałę Tego który mi dał życie, poczytam to za najwyższe szczęście.” — Na te słowa Dyoklecyan wpadł w złość największą, i obawiając się aby przemowa Jerzego nie pociągnęła do wiary chrześcijańskiéj tych, którzy podziwiali odwagę i stanowczość jego odpowiedzi, kazał niezwłocznie okuć go w kajdany i wtrącić do więzienia.

Tam z rozkazu cesarza zadawano mu męki najokrutniejsze: tłoczony był ogromnym kamieniem; potém uwiązanego do koła ostremi żelaznemi kolcami nabitego, z nim go toczyli. W czasie takich tortur, święty Męczennik okazywał wesołe oblicze, i słyszał głos z Nieba w te słowa go pokrzepiający: „Jerzy! nie lękaj się niczego, gdyż Ja jestem z tobą,” i stanął przed nim mąż poważny w szaty jaśniejące jak słońce odziany, który go uściskał i do męstwa zachęcał. Po zadaniu téj męki, kaci przystąpili do niego aby go od koła odwiązać, sądząc że już żyć przestał: aż oto piorun uderzył, i okazał się Anioł, który odwiązał Jerzego od koła, nie tylko żywego, lecz w tejże chwili od wszystkich ran jakie od kolców był odebrał, zleczonego. Na ten widok wielu pogan się nawróciło, a między nimi dwóch dowódców wojskowych: Anatoliusz i Protoleo, których wkrótce cesarz ściąć kazał.

Dyoklecyan dowiedziawszy się iż cud ten i na żonie jego Aleksandrze wielkie zrobił wrażenie, tém bardziéj na Jerzego rozwścieklony, kazał go zakopać w wapno niegaszone, i przez trzy dni nie wydobywać ztamtąd. Jerzy wstąpił do jamy wapiennéj, przeżegnawszy ją i mówiąc: „Wybaw mnie Panie z téj męki, aby nie urągali się poganie potęgi Twojéj, mówiąc: gdzież jest Bóg jego.” Trzeciego dnia Dyoklecyan chcąc aby nawet kości jego śladu nie pozostało, kazał je wydobyć z dołu wapiennego i rozrzucić po śmieciskach. Lecz nad wszelkie spodziewanie znałeziono go pod wapnem żywego i zdrowego. Wielu świadków tego cudu nawróciło się, Dyoklecyan zaś przypisując to czarom, kazał włożyć na nogi Jerzego obuwie wewnątrz kolcami wysłane, i w nich pędzić go w swoich oczach do więzienia, do którego Święty szedł jak najswobodniéj, żadnego w nogach bolu nie czując.

Natenczas za radą Wielkorządcy Magnencyusza, aby przeciw czarom Jerzego sprobować czarów pogańskich, cesarz przywołał najsławniejszego czarnoksiężnika pogańskiego, i opowiedziawszy mu co zaszło z Jerzym, rozkazał aby zadał Świętemu truciznę któraby go od razu zabiła. Ten dał mu jednę po drugiéj trzy najjadowitsze jakie być mogą trucizny, które Jerzy wypił, najmniejszéj niedoznawszy na zdrowiu szkody. Osłupiały takim cucem, już w oczach jego zaszłym, Dyoklecyan spytał Jerzego, jaką posiada czarodziejską tajemnicę, która mu tak nadzwyczajne rzeczy czynić daje. „Moc to Boża o! cesarzu, odrzekł mu Święty sprawia to co czarom przypisujesz. Bo Sam Chrystus przyrzekł sługom Swoim, iż truciznę pić będą, a ona im nie zaszkodzi: i co większa przyrzekł im, że nawet umarłych wskrzeszać będą.” — „Cóż ty na to mówisz?” rzekł wtedy cesarz do czarnoksiężnika. — „Jeśliby on, odpowiedział ten, i to jeszcze uczynił, tedy jużby w istocie przyznać trzeba, że Bóg jego prawdziwym jest Bogiem.” Cesarz kazał przynieść trupa i rozkuć z kajdan Jerzego, aby go wskrzesił. Święty ukląkł, pomodlił się, a umarły wstał i żywy przeszedł pomiędzy tłumem. Lud zaczął wołać: „Wielki i prawdziwy jest Bóg chrześcijański,” a czarnoksiężnik upadłszy do nóg Jerzemu, wyznał się chrześcijaninem. Dyoklecyan tylko oczów nie otwierał, i w przemowie do ludu dowodził, że czarnoksiężnik był w zmowie z Jerzym, i pierwszego wskazał na ścięcie, a Świętego na odprowadzenie go do więzienia.

Nazajutrz przywołał Jerzego do siebie, i tą razą pochlebnemi słowy chciał go przywieść do wyrzeczenia się wiary — „Oddaj publicznie cześć bogom moim, rzekł do niego, a wyniosę cię do najpierwszych godności cesarstwa.” — „Pójdźmy do świątyni” rzekł Święty, co usłyszawszy Dyoklecyan, udał się z nim do głównéj świątyni Apolina i jak najwięcéj ludu zwołać kazał, w nadziei, że Jerzy ulegając nakoniec jego woli, wyrzecze się wiary i pokłoni się bałwanowi. Stanął przed nim sługa Boży i uczyniwszy znak krzyża: „Czy jesteś ty w istocie Bogiem, zawołał do bożyszcza, kiedy każą mi cześć ci oddawać?” — „Nie jestem Bogiem, odezwał się głos z pośrodka bałwana wychodzący i od wszystkich słyszany, jeden jest tylko Bóg prawdziwy, którego ty wyznajesz.” — „Jakże odważasz się ty zły duchu przez Boga mojego na piekielne męki skazany, rzekł Jerzy, stać tu w obecności sługi Chrystusowego?” — i to mówiąc powtórnie przeżegnał bożyszcze, i podniosłszy ręce do Nieba, zaczął się modlić, a w tejże chwili posąg Apolina spadł z ołtarza i w drobne kawałki się potłukł, równie jak wszystkie inne bałwany w świątyni będące. Widząc to, lud zaczął znowu głośno wyznawać Boga chrześcijańskiego, wielu się pogan nawróciło, i sama cesarzowa Aleksandra upadła do nóg Świętego, wołając iż jest chrześcijanką.

Tymczasem, kapłani pogańscy rzucili się na Męczennika, schwytali go i związali, a cesarz kazał go ściąć niezwłocznie, co nastąpiło dnia 7 Maja, roku Pańskiego 290. Żonę Dyoklecysna, Aleksandrę i wielu innych wtedy nawróconych, tenże sam los spotkał i wszyscy oni z męczeńską koroną poszli do Nieba.

Pożytek duchowny

Jak modlitwa świętego Jerzego skruszyła balwany pogańskie, tak każda modlitwa pokorna, wyjednać może łaski Boże, przez co skruszone zostają bałwany, którym w sercu swoim cześć oddaje grzesznik, gdy cokowiek nad Boga przekładając grzechu się dopuszcza. Proś tego wielkiego Męczennika i wielkiego cudotwórcę, którego dziś Kościoł święto obchodzi, aby ci wyjednał łaskę wyniszczenia w sercu twojém bożyszcz, którym namiętności twoje hołdują

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który nas pocieszasz wspomnieniem zasług błogosławionego Jerzego Męczennika Twojego, i do pośrednictwa jego uciekać się dozwalasz, spraw miłościwie, abyśmy przez niego prosząc o Twoje dobrodziejstwa, z daru łaski Twojéj takowe otrzymali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 372–375.

Tags: św Jerzy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik egzorcyzm jałmużna męstwo
2020-05-06

Męczeństwo Św. Jana w Oleju

Zaszło roku Pańskiego 95.

(Szczegóły tego męczeństwa opisane są przez świętego Hieronima.)

Ewangelia święta opowiada nam, że razu pewnego matka świętego Jakóba i świętego Jana Ewangelisty, zbliżywszy się do Pana Jezusa, prosiła aby jéj synów umieścił na pierwszych miejscach w królestwie niebieskiém. Zbawiciel odpowiadając jéj na to, zapowiedział tym dwom Apostołom, że pić będą z jego kielicha, to jest że na podobieństwo Pana Jezusa, umęczeni będą za wiarę. Jakoż słowa te Pana naszego spełniły się, gdyż święty Jakób najpierwszy z uczniów Chrystusowych zamordowany został z rozkazu Heroda, a święty Jan lubo śmierci męczeńskiéj nie uległ, męczeństwa jednak, i to jednego z najokrutniejszych doznał, a to w następujący sposób.

A najprzód można powiedzieć, że święty Jan najulubieńszy uczeń Pana Jezusa, i który najsilniéj Go miłował, już i przez to ziścił na sobie przepowiedziane mu przez Niego męczeństwo, że podczas męki Chrystusa Pana, i aż do chwili śmierci Jego, nie odstępując Jezusa i pod krzyżem stojąc, podzielał sercem wszystkie cierpienia drogiego mistrza swojego, a przez to na podobieństwo Matki Bolesnéj, już na sercu poniósł był wielkie męczeństwo. Lecz przepowiednia Pańska, spełnić się miała bardziéj co do słowa. Nie dość było dla ulubionego ucznia Chrystusowego doznać wewnętrznego męczeństwa na sercu, w czasie mąk jakie zadawano Zbawicielowi, i na widok okrutnéj i haniebnéj Jego śmierci. Miał on wyraźniéj uczestniczyć wychyleniu kielicha goryczy, zapowiedzianego mu przez Pana Jezusa, co właściwie mówiąc nastąpiło dopiéro po Zesłaniu Ducha Świętego.

Jakoż, święty Jan wkrótce potém został uwięziony, następnie biczowany i w różny sposób znieważany wraz z Apostołem świętym Piotrem, a to w czasie prześladowania jakiego doznali uczniowie Chrystusa Pana od Żydów, po zamordowaniu przez nich świętego Stefana pierwszego Męczennika, co było tylko jakby wstępem do tego czego miał doznać wkrótce potém, od władców pogańskich.

Cesarz Domicyan wstąpiwszy na tron po bracie swoim Tytusie, roku Pańskiego 81-go, tyran okrutny i zawzięty wróg chrześcijan, wznowił wszelkie przeciw nim ustawy swoich poprzedników, a szczególnie Nerona, które za panowania łagodnego Tytusa wykonywane nie były. Ponieważ nie ustępował on w niczém Neronowi, który pierwszy począł męczyć i mordować wyznawców wiary świętéj, więc to drugie za niego wszczęte prześladowanie powstającego Kościoła, było jeszcze od pierwszego okrutniejszém, i więcéj zabierało ofiar, gdyż już więcéj rozszerzyła się była nauka Ewangelii Bożéj, i więcéj liczyła zwolenników. Święty Jan znajdował się podówczas w mieście Efezie, gdzie stale przebywał jako Biskup, aby tém łatwiéj znosić się z kościołami czyli Dyecezyami w Azyi, które sam założył i któremi zarządzał. Poganie wiele mu i tam już wyrządzali złego. Wprawdzie, powszechny szacunek jakim przejęta była dla niego cała ludność tego kraju, nawet złożona i z tych którzy jeszcze nie byli nawróceni, wstrzymywał nieco urzędników cesarskich w ich zamiarach pozbycia się świętego Jana: lecz w końcu przyszło do tego, iż najprzód wskazali go na wygnanie z Efezu, a wkrótce potém uwięziwszy poprowadzili do Rzymu, gdzie okutego w kajdany wtrącili do więzienia. Święty Ewangelista nie wątpił, iż nadeszła chwila, gdzie mu dano będzie wylać krew za jego ukochanego Boskiego Mistrza, i całém sercem cieszył się z tego.

Cesarz dowiedziawszy się o godności i zaletach tego bohatera chrześcijańskiego, znanego już w całéj Azyi z gorliwości swojéj apostolskiéj i nadzwyczajnéj słodyczy w obcowaniu z najnieprzyjaźniejszymi mu ludźmi, chciał go osobiście poznać. Święty Jan wezwany przed Dyoklecyana, stawił się przed nim z rozpromienioném nadzieją korony męczeńskiéj obliczem, a sama postać poważnego starca, ujmującéj nadzwyczaj powierzchowności i pełnego spokoju wewnętrznego i świętéj swobody, wielkie zrobiła na tyranie nawet wrażenie. Zadał mu kilka zapytań tyczączych się religii, i zdumiał na odpowiedzi śmiałe i głębokie, jakie wyszły z ust tego najszczytniejszego Ewangelisty, i autora Apokalipsy czyli ksiąg Objawień. Wszakże Cesarz zaślepiony w błędach pogańskich, które dogadzały jego nierządom, nie tylko nie otworzył oczu na prawdy święte, które jak drogie perły sypał przed nim ten wielki Apostoł, lecz śmiał domagać się od niego aby i on sam ich odstąpił i wyparł się nauki Chrystusa. „Trzeba, rzekł mu cesarz, abyś wyrzekł się religii któréj zasady wzbraniają nam uciech zmysłowych, i któréj artykuły wiary są dla rozumu niedościgłe: przejdź na nasze wyznanie które jest wyznaniem wszystkich moich ludów, a żyć będziesz w pokoju.” Na te słowa zadrżał od zgrozy ten uczeń Pana Jezusa, który podczas Wieczerzy na sercu Jego głowę swoję był skłonił, i któremu On umierając na krzyżu, Matkę swoję najdroższą powierzył: „Nie sądź o! cesarzu, rzekł do Dyoklecyana, aby groźby twoje, lub przyrzeczenia zachwiać mogły wierność moję Chrystusowi. Jeden tylko jest Bóg, a Tym jest Ten właśnie którego ja wyznaję i któremu służę. Największém szczęściem byłoby dla mnie, gdybym za wiarę w Niego krew moję wylał. Uddawna wzdycham za sposobnością spełnienia takowéj ofiary.”

Piszą że tak stanowcza i śmiała odpowiedź szczególnie poruszyła Dyoklecyana, i tém większy obudziła w nim dla świętego starca szacunek: zawahał się był nawet przez pewien czas, jak z nim wypadnie postąpić. Wszakże w końcu przemogło w nim wrodzone okrucieństwo i nienawiść do wiary chrześcijańskiéj: wskazał świętego Jana na śmierć, przez zanurzenie go we wrzącym oleju.

Wielki plac będący obok bramy zwanéj Latyńską dla tego że od niéj szła droga do krainy Latyńskiéj, którą dziś zowią polami Rzymskiemi (campagna Romana), przeznaczony został na miejsce męczeństwa świętego Apostoła. Umieszczono tam ogromną kadź, napełnioną olejem wrzącym od ognia pod nią podłożonego. Wieść iż tak okrutnéj męczarni ma być poddany sędziwy starzec, którego czyny jako najpierwszego Apostoła Azyi, całemu Rzymowi znane były, ściągnęła na to miejsce nie tylko wielki tłum ludu, lecz i najznakomitszych mieszkańców, a nawet cały senat Rzymski, złożony z pogan chciwych tego rodzaju barbarzyńskiego widowiska. Najprzód świętego Jana odarto z odzienia, i według praw rzymskich poddających biczowaniu każdego na śmierć skazanego, okrutnie schłostano. Następnie gdy całe ciało miał zsieczone, skrwawione i ranami pokryte od gradu biczów które odebrał, zanurzono go w ten olej wrzący. Lecz Pan Bóg postanowił podać mu tylko całą zasługę śmierci męczeńskiéj, a przy życiu tak jeszcze dla Kościoła potrzebném raczył go pozostawić, ponawiając na nim cud trzech pocholąt w piecu Babilońskim wśród ognia żyjących, o którym wspominają księgi starego Testamentu. Olej wrzący w najwyższym stopniu, stał się da niego kąpielą leczącą, która w tejże chwil wszystkie rany jego z biczowania odebrane zagoiła, tak że jak się wyraża święty Hieronim: „zdrowszy i silmiejszy wyszedł z niéj Jan święty, aniżeli nim był gdy do niéj wstępował.” Co większa: gdy widząc iż olej ten nie zadaje śmierci świętemu Męczennikowi lubo w nim był całkiem zanurzony, oprawcy zaczęli silniéj jeszcze pod kotłem rozniecać ogień, a wtedy płomienie zwróciły się na nichże samych, i wielu z nich spaliły. Cud tak wielki i tak oczywisty, wielu pogan nawrócił, a sam Cesarz dowiedziawszy się o nim, nie śmiał już więcéj pastwić się nad Świętym, i tylko wskazał go na wygnanie na wyspę Patmos, gdzie przebywał ten Apostoł aż do śmierci Dyoklecyana, i tam napisał Apokalipsę czyli księgę Objawień, należącą do ksiąg nowego Testamentu, a zawierającą najgłębsze przepowiednie wszystkiego co Kościoł przeszedł i przechodzić będzie do końca świata.

Cud zaszły przy męczeństwie świętego Jana, miał miejsce 6-go Maja, około roku Pańskiego 65. Chrześcijanie dla utrwalenia téj pamiątki, wznieśli późniéj wspaniałą świątynię na placu gdzie się spełnił, a Kościoł w tymże celu postanowił dzisiejsze święto, które przez długi czas w niektórych krajach katolickich, a mianowicie we Francyi i Anglii przed jéj odpadnięciem od wiary, uroczyście obchodzono jak święta obowiązujące.

Pożytek duchowny

Pan Bóg jest tak łaskawym, iż nie tylko poniesienie śmierci męczeńskiéj za wiarę najświetniejszą koroną niebieską nagradza, lecz i wszelkiego rodzaju trudy i cierpienia z miłości ku Niemu znoszone cierpliwie i chętnie, ledwie że nie narówni z zasługami męczenników płaci w przyszłém życiu. Niech cię to pobudzi do cierpliwego, a nawet chętnego znoszenia wszelkich cierpień.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który widzisz, iż nas zewsząd biedy nasze uciskają, spraw prosimy, aby błogosławionego Jana Apostoła Twojego i Ewangelisty chwalebne pośrednictwo, wspierało nas zawsze. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 370–372.

Tags: św Jan Ewangelista „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik Apostoł
2020-05-01

Św. Filipa i Jakóba Apostołów

Żyli około Roku Pańskiego 61.

(Szczegóły ich życia i męczeństwa wyjęte są z Pisma Bożego, i z dzieł świętych Izydora i Hieronima.)

Święty Filip był rodem z Betsaidy, miasteczka w Galilei położonego nad jeziorem Genezareckiém. Przyszedł na świat na lat kilka przed Chrystusem Panem. Pojął żonę i z niéj miał trzy córki. Wielkiéj będąc pobożności, a rozmyślając ciągle nad pismem Starego Zakonu, z wiarą oczekiwał przyjścia Messyasza, który miał wybawić naród Izraelski. Kiedy święty Jan Chrzciciel oznajmił uczniom swoim, że Pan Jezus był Barankiem Bożym: to jest Zbawicielem oczekiwanym, Andrzéj i Szymon przezwany późniéj Piotrem, udali się za Chrystusem. Gdy wkrótce potém szli z Nim do Galilei, spotkali Filipa, i wtedy Pan Jezus rzekł do Niego: „/Pójdź za mną/" 1 a temi dwoma słowami jako najskuteczniejszą łaską pociągnał serce jego do Siebie i uczynił z niego Apostoła.

Jakoż, zaczął on niezwłocznie i drugich pozyskiwać Panu Jezusowi: spotkawszy jednego ze znajomych swoich nazwiskiem Natanael, wielkiéj zacności męża, oznajmił mu o przyjściu już na ziemię Syna Bożego jako Zbawiciela w te słowa: „O którym napisał Mojżesz w zakonie i prorocy, to jest o Messyaszu, znaleźliśmy Go, a tym jest Jezus syn Józefów z Nazaretu„2, i w skutek tego przyprowadził Natanaela do Chrystusa Pana, którego stał się on jednym z uczniów.

Święty Klemens Aleksandryjski utrzymuje jako rzecz niewątpliwą, że Filip (to o czém wspomina święta Ewangelia nie wymieniając jego nazwiska) gdy Go Pan Jezus powołał za Sobą, chciał wprzód jeszcze pogrzebać ciało ojca swojego, a Chrystus Pan powiedział mu wtedy: „Niechaj umarli grzebią swoje umarłe; a ty idź a opowiadaj Królestwo Boże”. 3 Od téj téż chwili, już on nie opuszczał swojego Boskiego mistrza, w poczet Apostołów został zaliczony, a w spisie ich imion w Ewangelii świętéj, jest wymieniony zaraz po świętym Janie. Z niektórych nawet szczegółów Pisma Bożego, wnosić można, iż był on w szczególnych u Pana Jezusa łaskach. Gdy Zbawiciel miał uczynić cud przez rozmnożenie chleba, Filipa zapytał gdzie można znaleźć tak znaczną ilość bochenków, jaka wtedy potrzebną była do nakarmienia wielkiéj rzeszy ludu. Także jest o tém wzmianka, że kiedy jednego razu, pewne przybyłe osoby chciały zbliżyć się do Chrystusa Pana, prosiły o to świętego Filipa, jako uchodzącego za jednego z Apostołów który najłatwiejszy miał do Pana Jezusa przystęp. A gdy Samże Zbawiciel w Wigilią Męki Swojéj miał oną długą do uczniów przemowę, zapisaną u Jans w Rozdziale XVI a w któréj mówił o Bogu Ojcu, Filip to odezwał się do niego prosząc jakby w imieniu wszystkich Apostołów, aby im okazał Ojca Przedwiecznego, na co odpowiedział mu Chrystus Pan: „Filipie kto mnie widzi, widzi i Ojca.” 4

Po Wniebowstąpieniu Pańskiém, święty Filip udał się do Scytów, i prawie cały ten naród nawrócił do wiary chrześcijańskiéj. Następnie przybywszy do miasta Hieropolis, wszedł do świątyni pogańskiéj, w któréj oddawano cześć wężowi; święty Apostoł zdjęty litością nad zaślepieniem tego ludu, pomodlił się prosząc Boga aby go oświecił. Jakoż w téjże chwili żmija padła nie żywa, a lud zaczął przechodzić do wiary katolickiéj.

Oburzeni na to kapłani pogańscy, porwali Filipa, wtrącili go do więzienia, a potém okrutnie go ubiczowawszy, przybili do krzyża i dobijali kamieniami, gdy wielkie trzęsienie ziemi rozpędziło ich, i dało czas chrześcijanom przybyć mu na pomoc. Lecz Święty który żył jeszcze, uprosił sobie aby go nie pozbawiano szczęścia poniesienia takiéj śmierci jaką poniósł Pan Jezus, i na krzyżu rozpięty oddał Bogu ducha, dnia 1 Maja około roku Pańskiego 60. Część zwłok jego przeniesiona została do Carogrodu, a część do Rzymu.

· · ·

Święty Jakób którego uroczystość dziś podobnież obchodzi Kościół, nazwany młodszym dla rozróżnienia go od drugiego Apostoła tegoż imienia, a także i sprawiedliwym, dla wysokiéj świątobliwości, jaką odznaczał się nawet przed przyjęciem wiary chrześcijańskiéj, był synem Alfeusza i Maryi Kleofasowéj, córki ciotecznéj siostry Matki Bożéj. Z tego téż powodu w Piśmie Bożóm nazwany jest bratem Pana Jezusa, według zwyczaju żydowskiego, chociaż był tylko jego blizkim według ciała krewnym. Przyszedł na świat na lat kilka przed Zbawicielem. Święty Hegezyp utrzymuje, iż był on w żywocie matki, ze szczególnego przywileju łaski Bożéj, uświęconym. Co zaś niewątpliwém jest, to że przez rodziców zaofiarowany przed urodzeniem na wyłączną służbę Bożą, zachowywał od dzieciństwa surowe przepisy obowiązujące Nazarejczyków, to jest przeznaczonych do stanu kapłańskiego.

Wiódł téż życie nadzwyczaj umartwione i wyłącznie bogomyślności oddane. O każdej dnia porze znaleźć go można było w świątyni. Piszą że od długiego klęczenia, skóra na kolanach jego stała się tak grubą jak u wielblądów. Przez wzgląd na jego wysoką świątobliwość, jemu jednemu ze świeckich osób, wolno było wchodzić do tego miejsca świątyni, do którego tylko kapłani przypuszczeni byli. Razu pewnego, gdy wielka posucha głodem groziła, na prośby ludu podniósłszy ręce do nieba, niezwłocznie wyjednał deszcz modlitwą swoją.

Takim był ten Święty, gdy Zbawiciel raczył go powołać do Apostolstwa, co zdaje się nastąpiło w drugim roku czynnego życia Chrystusa Pana. Od téj pory już Jakób był zawsze przy nim, i znać jak mu miłym i do niego zbliżonym, kiedy uczniowie zwykle nazywali go bratem Pana Jezusa. Jest podanie że jako blizki krewny Zbawiciela miał nawet i to szczęście, że mu był bardzo z powierzchowności podobnym.

Święty Hieronim opowiada, że podczas ostatniéj wieczerzy, przy któréj Pan Jezus żegnał się z uczniami; święty Jakób postanowił nie brać nic w usta, aż Zbawiciel ze zmarłych powstanie, i że za to Pan Jezus, jemu najpierwszemu objawił się zaraz po zmartwychwstaniu, o czém zdaje się i Pismo Boże, w liście świętego Pawła do Koryntyan, nadmienia.

Po powrócie Syna Bożego do Nieba, gdy Piotr święty objął zarząd nad całym Kościołem, święty Jakób został Biskupem Jerozolimskim. Święty Hieronim utrzymuje, iż dano mu pierwszeństwo w zamianowaniu go na Biskupstwo téj kolebki wiary chrześcijańskiéj, w skutek polecenia jakie pozostawił Sam Pan Jezus Apostołom, gdy jeszcze przebywał na ziemi. Za jego Biskupich rządów, odbył się w Jerozolimie pierwszy Sobór powszechny, któremu przewodniczył Piotr święty. Chodziło na nim głównie o rozwiązanie niektórych wątpliwości, tyczących się zachowania lub odrzucenia pewnych przepisów Starego Zakonu. Święty Jakób wiernie się trzymał w téj mierze zdania objawionego przez świętego Piotra, w przemowie jaką ten książe Apostołów miał do zgromadzonych ojców, i sam miał do nich w tymże duchu mowę, przytoczoną w Piśmie Bożém w księdze dziejów Apostolskich, a w któréj zaleca, aby nawracających się pogan, nie zmuszać do poddawania się przepisom starego Zakonu, już nieobowiązującym.

Gorliwość tego świętego Apostoła, poparta sławą wielkiéj świątobliwości jaką słynął od lat młodzieńczych wśród Jerozolimy, wielką liczbę Żydów nawracała. Używał poważania tak powszechnego, że samo dotknięcie się jego szat uważano za błogosławieństwo Boże.

Trzydzieści już lat rządził święcie kościołem Jerozolimskim, wielką do niego liczbę wiernych apostolską pracą swoją nagarnąwszy, gdy Doktorowie żydowscy i Faryzeusze, postanowili go zgubić. Lecz obawiając sie ludu nienawróconego jeszcze a u którego był w czci wielkiéj, umyślili zmusić go albo do odstąpienia wiary, albo do wyznania jéj publicznego. W dzień więc uroczystości Wielkiéj Nocy, która w roku 62 przypadała pierwszego Maja, nakazali mu aby do Żydów tłumnie zgromadzonych w świątyni, przemówił oświadczając co trzymać mają o Jezusie Nazareńskim ukrzyżowanym, którego wielu za Syna Bożego poczytuje. Święty wstąpił na krużganek świątyni, i w te słowa się odezwał do całego zgromadzenia. „Poco mnie pytacie o Jezusie Synu człowieczym: wszak już tylekroć razy mówiłem o tém z tymi którzy gotowi okazywali się przyjąć naukę Ewangelii. Wiedzcież, że Jezus zasiada na prawicy Boga Ojca Swojego, i że ztamtąd przyjdzie Sądzić żywych i umarłych.” Na te słowa wielu się nawróciło wołając: „Hosanna Synowi Dawidowemu, cześć i chwała Jezusowi.” Takiéj bowiem używał Jakób powagi, i tak mu wszyscy wierzyli. Lecz Doktorowie i Faryzeusze, w tejże chwili porwawszy go, unieśli na wierzchołek świątyni i zrzucili na ziemię. Święty nie zabił się jednak od razu, a podniosłszy się ukląkł i zaczął głośno modlić się mówiąc: „Panie odpuść im bo nie wiedzą co czynią.” Wtedy wzięli się do kamienowania go, a w chwili gdy jeden z obecnych wołał na oprawców: „Co czynicie! kamienujecie sprawiedliwego który modli się za was” inny ugodził go drągiem w głowę, i męczeństwa jego dokonał.

Ciało jego pochowane było najprzód obok świątyni w miejscu gdzie śmierć poniósł, a późniéj przeniesione zostało do Rzymu.

Pożytek duchowny

Święty Jakób napisał jeden z listów kanonicznych, należących do ksiąg Nowego Testamentu. W nim między innemi tak przemawia przez niego Duch Święty: „Cóż za pożytek bracia moi, gdyby kto mówił iż ma wiarę, a uczynków odpowiednich téj wierzeby nie miał. Izali go może sama wiara zbawić?” 5 Zastanów się nad życiem jakie wiedziesz, a pilnie uważaj, czy twoje postępki, odpowiadają świętéj katolickiéj wierze, gdyż od tego zbawienie twoje zawisło.

Modlitwa (kościelna).

Boże! który nas doroczną Apostołów Twoich Filipa i Jakóba uroczystością rozweselasz, spraw prosimy, abyśmy uciekając się do pośrednictwa ich zasług, z przykładów ich życia brali naukę. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 352–354.

Footnotes:

1

Mat. VIII. 22.

2

Jan I. 45.

3

Łuk. IX. 60.

4

Jan XIV. 9.

5

Jak. II. XIV.

Tags: św Filip św Jakub „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik wielbłąd
2020-04-26

Św. Kleta i Marcelina Papieżów i Męczenników

Żyli około Roku Pańskiego 304.

(Żywot ich był napisany przez świętego Damaza Papieża.)

Święty Klet, rodem Rzymianin, nawrócony do wiary świętéj przez świętego Piotra, był jednym z jego nieodstępnych uczniów. Pod przewodnictwem tego błogosławionego mistrza, tak wielki uczynił w doskonałosci Ewangelicznéj postęp, że wstąpiwszy do stanu duchownego, stał się wzorem dla wszystkich kapłanów, tak z gorliwości o chwałę Bozą, jak i z wysokiéj świątobliwości, jaką zajaśniał w gronie duchowieństwa rzymskiego.

Słodycz jego i pokora w obchodzeniu się z każdym, sprawiała że pozyskiwał nawet serca pogan nienawracających się, a wielka miłość Pana Jezusa, którą pałało serce jego, była jakby spuścizną którą odziedziczył po mistrzu swoim, odznaczającym się pomiędzy samymi Apostołami najżywszém przywiązaniem do Zbawiciela. Święty Piotr wysoko go cenił, i jest powszechne mniemanie, że nie tylko przybrał go wraz ze świętym Linem do pomocy w pracy około wiernych w Rzymie i w jego okolicach, do czego i wielu innych pracowników Ewangelicznych używał, lecz że jemu szczególnie zwierzał zarząd tego najpierwszego w świecie Kościoła, ile razy wypadało mu samemu wydalić się z Rzymu.

W roku Pańskim sześćdziesiątym siódmym, po męczeńskiéj śmierci świętego Piotra, na Stolicę Apostolską wstąpił Lin święty, a po nim znowu, został Papieżem święty Klet. Ciężkie były to dla świeżo powstającego Kościoła czasy: prześladowanie srożyło się wszędzie, i wierni na ciągłe narażeni niebezpieczeństwa ciągłéj i najtroskliwszéj potrzebowali opieki i zachęty do wytrwałości, co właśnie znaleźli w wielkiéj miłości tego świętego Papieża. Pieczołowitość jego ojcowska, ogarniała wszystkich chrześcijan nie tylko w cesarstwie rzymskiém, lecz w całym świecie znajdujących się. Jednych wspierał hojnemi jałmużnami, drugich pocieszał i utwierdzał w wierze świętéj listami okólnemi; wszystkich nauczał, podnosił na duchu i w sercach ich zaszczepiał królestwo Chrystusowe. W miarę jak się powiększała jego owczarnia, mnożyły się jakby cudem w ręku jego, środki niesienia pomocy wszystkim wiernym i we wszystkich krajach, a serce jego tém większą miłością ogarniało całą jego powszechną trzodę, im cięższe próby przechodzili chrześcijanie, i im częściéj zgłaszali się do niego, po radę lub wsparcie. W samych początkach swojego Papiestwa, ustanowił w Rzymie, a to w skutek polecenia jakie odebrał był jeszcze od swiętego Piotra, dwudziestu nowych Proboszczów, dla łatwiejszéj obsługi duchownéj, coraz liczniejszych wyznawców Chrystusowych, i nie zaniedbał niczego, co tylko mogło przyczynić się do dobra Kościoła całego i jego wzrostu. On pierwszy w odezwach swoich zaczął używać tego wyrażenia: Pozdrowienie i błogosławieństwo Apostolskie, od którego odtąd wszyscy Papieże odezwy swoje rozpoczynają.

Dwanaście już lat upływało, jak święty Klet rządził Kościołem Bożym z tą świętą mądrością i gorliwością niezmordowaną, jakich oczekiwać można było po jednym z najulubieńszych uczniów książęcia Apostołów, kiedy cesarz Dyoklecyan, najokrutniejszy z tyranów i najzawziętszy wróg chrześcijaństwa, wszczął straszliwe Kościoła prześladowanie. Trudno wyobrazić sobie z jakiém barbarzyństwem pastwił się nad wiernymi, postanowiwszy wygładzić ich do szczętu. Klęska ta rozsrożyła się wszędzie. Po kilka tysięcy Męczenników padało w dniu jednym, a krew bohaterów chrześcijańskich lała się po całéj niemal kuli ziemskiéj.

Lecz temu okrutnemu prześladowcy, nie dość było krocie ofiar pomordować zadając im najstraszniejsze męki: chodziło mu głównie o najwyższego Pasterza téj owczarni Bożéj, w któréj krwi brodził. Zwrócił więc głównie swoję zawziętość na Papieża. Nakazał aby wyszukano świętego Kleta, przebiegającego podówczas okolice Rzymu, i już to po jaskiniach w których się ukrywali, już w podziemnych pieczarach, nawiedzającego strapionych chrześcijan, których pocieszał swoją obecnością, przemowami pokrzepiał na duchu, a sprawując wśród nich kościelne obrzędy, udzielał im Sakramenta święte. Nie trudno było żołdactwu cesarskiemu wysłanemu po Papieża, wyszukać go wkrótce, gdy wiedziano, że on tam się zwykle znajduje, gdzie najwięcéj jest nieszczęśliwych i strapionych jego dzieci. Schwytano więc Świętego, i okutego w ciężkie kajdany wtrącono do więzienia. Radość jakiéj ztąd doznał, najlepiéj dowodziła, z jakiém upragnieniem sam wyglądał korony męczeńskiej gdy dotąd zachęcał do niéj drugich. Gwałtowność złości Dyoklecyana nie dała mu długo czekać na to szczęście, i oszczędziła mu wiele cierpień. Niezwłocznie po jego uwięzieniu kazał go zamordować, co nastąpiło dnia 26 Kwietnia, roku Pańskiego 91. Zwłoki jego znajdują się w kościele świętego Piotra na Watykanie.

· · ·

W dniu dzisiejszym obchodzi także Kościół pamiątkę męczeństwa świętego Marcelina Papieża, w którego życiu i śmierci zaszedł wypadek będący wielką pobudką dla nas do ufności w miłosierdzie Boże.

Święty Marcelin był synem zamożnego mieszkańca Rzymu, nazwiskiem Projektus. Zostawszy kapłanem za Papiestwa świętego Kaja, przy końcu trzeciego wieku w służbie Kościoła wielce się odznaczył. Znamienicie wykształcony w naukach i wysokiéj świątobliwości wiodąc życie, po śmierci tego Papieża wybrany został na jego następcę. Były to podobnież jak i za świętego Kleta, bardzo dla łodzi Piotrowéj burzliwe czasy, i biegłego a szczególnie świętego wymagające sternika. Święty Marcelin zasiadł na Stolicy Apostolskiéj roku Pańskiego 290, to jest za panowania dwóch cesarzów Dyoklecyana i Maksymina, którzy poprzysięgli byli zagładę imienia chrześcijańskiego. Jeden z najdawniejszych i najznakomitszych dziejopisarzy Teodoret, pisze iż święty Marcelin wielkie położył był przed Bogiem zasługi w rządzeniu Kościołem powszechnym w tych opłakanych czasach.

Około roku 303-go, prześladowanie wzmogło się najbardziéj. Cesarz ponowił rozkazy zadawania chrześcijanom mąk najsroższych, i surowo polecił większą pilność w ich wyszukiwaniu. W przeciągu téż niespełna miesiąca, padło piętnaście tysięcy męczenników, a wkrótce przyszła koléj i na samego Papieża. Byłto już wtedy podeszłego wieka starzec. Pomimo tego nad nim właśnie, wtrąciwszy go do więzienia, pastwili się barbarzyńcy z największém okrucieństwem. Morząc go przez pewien czas głodem w ciemnéj piwniey, zawlekli do świątyni Jowiszowéj, i znękanemu męczarniami zadanemi w więzieniu, zagrozili jeszcze cięższemi, jeśli bożyszczu temu nie złoży ofiary. Nieszczęsny starzec, zapominając kim jest, ulegając obawie mąk któremi mu grożono, ofiarę pogańską spełnił, zasmucając Kościół cały tak straszliwym upadkiem.

Lecz go wnet z niego łaska Bożą podźwignąć raczyła. Skoro go wypuszczono na wolność, gorzko zapłakał nad sobą, a chcąc godnie odpokutować grzech popełniony, niezwłocznie napisał do wszystkich Biskupów jacy tylko mogli zgromadzić się w krótkim czasie, i zwołał ich na Sobór do miastą Sinuessy we Włoszech położonego. Skoro się tam zebrali, Papież stanął wpośród nich przybrany w suknię pokutną, i ze łzemi prosił aby mu wyjednali u Pana Boga przebaczenie popełnionéj winy, i naznaczyli pokutę. Biskupi zdziwieni i zbudowani, a oraz i uradowani czynem tak głębokiéj pokory i żywéj skruchy, jednogłośnie na to odpowiedzieli: że sam Papież ma być swoim sędzią, przydając że: „/Stolica Apostolska od nikogo sądzoną być nie może/” i w końcu rzekli do niego: „gdyś naśladował Piotra zapierającego się, naśladujże go i pokutującego”.

Zrozumiał to dobrze Marcelin, tém bardziéj że i sam postanowił już był to uczynić. Jakoż, udał się niezwłocznie do Dyoklecyana, oświadczył mu iż z całego serca żałuje że ulegając groźbom katów, zaofiarował kadzidło bożyszczu pogańskiemu, i że teraz gotów jest wszelkie ponieść męki i życie oddać za wiarę. Tyran nie uczcił tego bohaterskiego postępku, albo raczéj Pan Bóg nie chciał pozbawić Marcelina korony męczeńskiéj. Cesarz skazał go na ścięcie głowy, i wyrok ten wykonano dnia 26 Kwietnia, około roku Pańskiego 304. Zwłoki jego, z rozkazu cesarskiego, przeszło miesiąc niepochowane, leżały na placu publicznym, wraz z ciałami świętych Klaudyusza, Cyrylla i Antonina, współcześnie umęczonych. Lecz nareszcie kapłan imieniem Marcel, z rozkazu świętego Piotra który się mu był objawił, w nocy je uniósł i pochował na cmentarzu Pryscylli.

Pożytek duchowny

Niektórzy nowsi a uczeni pisarze kościelni, dowodzą że zaprzanie się wiary przez świętego Marcelina nie miało miejsca. Lecz gdy szczegół ten znajduje się i w lekcyach Brewiarza i w pismach dawnych autorów wielkiéj powagi, pocóż nam o nim wątpić, tém bardziéj że on dwie bardzo ważne przedstawia nauki. Jednę że każdy grzech szczerze odpokutowany Bóg miłosierny odpuszcza; drugą że od najpierwszych wieków Kościoła, uznawano Papieża wyższym nad wszelką, nawet Soboru zgromadzonego władzę.

Modlitwa (kościelna)

Błogosławionych Męczennikow a oraz i Papieżów Kleta i Marcelina, prosimy Panie niech nas opieka otacza, i ich święte modlitwy niech za nami pośredniczą. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 323–325.

Tags: św Klet św Marcelin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik nawrócenie pokuta
2020-04-25

Św. Marka Ewangelisty

Żył około Roku Pańskiego 64.

(Szczegóły życia jego wyjęte są z pism: świętego Hieronima, świętego Klemensa Aleksandryjskiego, i świętego Izydora.)

Święty Marek był z rodu żydowskiego, pochodził z krainy Cyrenejskiéj w Pentopolis położonéj, i z pokolenia kapłańskiego. Żył za czasów pobytu Pana Jezusa na ziemi, lecz został nawrócony do wiary świętej przez świętego Piotra, dopiéro po zesłaniu Ducha Świętego. Z tego powodu ten książe Apostołów w pierwszym liście swoim nazywa go swoim synem. Jakoż był on towarzyszem jego pielgrzymek apostolskich, i ulubionym jego uczniem, przybył razem z nim do Rzymu, i podzielał z nim wszystkie trudy i niebezpieczeństwa na jakie obydwa wystawieni byli, zakładając tam Kościoł Chrystusowy.

Gdy święty Piotr, dla spraw swojego najwyższego Pasterstwa, wydalił się z Rzymu, wierni dość już podówczas liczni w tém mieście, coraz bardziéj przejmując się duchem nauki objawionéj, uprosili świętego Marka, aby im pozostawił opisaną historyą Ewangelii świętej. Uczynił on zadość ich żądaniu, i wtedy opierając się na tém co słyszał od świętego Piotra jużto w kazaniach jakie miewał, już w poufnych z nim rozmowach, ułożył jednę z czterech Ewangelii, powodowany do tego i kierowany w tém, wyjątkowém natchnieniem Ducha Świętego, jakie Pan Bóg udzielił tym tylko pisarzom, których pisma stanowią Biblią: czyli Nowy i Stary Testament. Święty Piotr przez objawienie został zawiadomionym o tém że święty Marek ułożył Ewangelią, a po odczytaniu takowéj po powrocie swoim do Rzymu, zatwierdził ją, i dozwolił, aby jej używano po kościołach. Jest ona wprawdzie jakby tylko powtórzeniem w krótszych słowach, Ewangelii świętego Mateusza, lecz prócz tego w kilku miejscach zamieścił w niéj święty Marek i nowe a wielkiéj wagi szczegóły. Zauważano, że żaden z Ewangelistów tak szczegółowo nie opisuje zaparcia się świętego Piotra, jak to czyni ten święty Ewangelista, snać dla tego że o tém wiele słyszał od samego Książęcia Apostołów, całe życie ten postępek gorzko opłakującego. Święty Marek napisał swoję Ewangelię po grecku, gdyż podówczas język ten nie tylko na Wschodzie, lecz i w Rzymie był bardzo upowszechniony, pomiędzy nawet osobami najmniéj wykształconemi.

Jest podanie, że święty Piotr wysłał był świętego Marka z Rzymu do Akwilei, że przebył on tam półtrzecia roku, i nawróciwszy wielką liczbę pogan, założył Dyecezyą, która w pierwszych wiekach chrześcijaństwa była jedną z najświetniejszych na Wschodzie. Gdy w roku czterdziestym dziewiątym po Chrystusie Panu, cesarz Klaudyusz wygnał wszystkich Żydów z Rzymu, święty Piotr wyprawił świętego Marka do Egiptu, aby tam znowu ogłaszał słowo Boże. Zaniósł on z sobą Ewangelią swoję, bo i w tym kraju, szczególnie w Aleksandryi, język grecki był w powszechném użyciu. Najprzód udał się do swojéj rodzinnéj krainy w Pentopolii, gdzie wiele uczynił cudów, co mu pomogło wielką liczbę dusz pozyskać Panu Jezusowi. Poganie oświeceni nauką objawioną, pogruchotali bożyszcza i powycinali lasy poświęcone złym duchom.

Ztamtąd przeszedł ten święty Apostoł do innych okolio Libii, w krainy zwane podówczas Marmoriką i Amoniacką, a wszędzie obfite prac swoich zbierając owoce, na tych apostolskich wycieczkach strawił lat dwanaście. Następnie dotarł do górnego i dolnego Egiptu, do obydwóch Tebaid: a Pan Bóg tak dalece pobłogosławił jego apostolstwu, że krainy te, gdzie od tylu wieków najzepsutsze gnieździło się pogaństwo, stały się błogosławioną tą ziemią, na któréj późniéj tak wielka liczba świętych pustelników żyła. Nakoniec udał się święty Marek i do saméj Aleksandryi, miasta największego podówczas po Rzymie. Tam podobnież tak wielu powołał do wiary, iż wkrótce założyć musiał wiele kościołów: to jest parafii, gdzie nowi chrześcijanie pobierali nauki, i do świętych Sakramentów uczęszczali. Wielu z nich nie poprzestając na spełnianiu przyka- zań nowego prawa, zapragnęło wykonywać najściśléj i rady Ewangeliczne. Powstały przeto liczne zgromadzenia, podobne do tych jakiemi późniéj były Zakony, w których osoby różnego stanu, wyrzekłszy się świata, bogomyślności i pokucie oddawały się wyłącznie. Nazywano ich z tego powodu Teurapetykami: to jest wyłącznie służbie Boga poświęconemi.

Takie uderzające owoce apostolskich prac tego Świętego, rozbudziły nareszcie na niego gniew zawziętszych przeciw wierze Chrystusowéj pogan. Wszyscy tacy, a było ich jednak wielu i to z liczby najmożniejszych mieszkańców Aleksandryi, powstali na świętego Marka, nazywając go Galilejczykiem który zamierza wytępić religią panującą. Wtedy święty Apostoł, chcąc w razie swojéj śmierci, nie pozostawić wiernych bez Pasterza, wyświęcił na Biskupa świętego Aniasza, który był prostym rzemieślnikiem, lecz pierwszy z nawróconych przez świętego Marka, odznaczał się z pomiędzy wszystkich wielką o chwałę Chrystusową gorliwością, i wysoką świątobliwością. On téż poczytywany jest za pierwszego Biskupa Aleksandryjskiego, gdyż święty Marek jest raczéj uważany, jako pierwszy Apostoł tego sławnego miasta.

Zaopatrzywszy tym sposobem Kościoł przez siebie założony w Pasterza, święty Marek zwiedził jeszcze swoje dzieci w Chrystusie w Pentopolii przez niego nawrócone. Przez lat dwa przebiegał te krainy, utwierdzając w wierze nowych chrześcijan, których liczba codzień wzrastała. Wróciwszy do Aleksandryi, przygotował się do złożenia Panu Jezusowi w ofierze własnego życia, co téż i wkrótce nastąpiło. Dnia pewnego, w którym poganie obchodzili uroczyście święto swojego bożka Serapina, lud z wielkiemi okrzykami domagał się, aby świętego Marka, jako głównego przeciwnika obrzędów pogańskich, zamordowano na ofiarę temuż bożyszczu. Wyśledzili go niezwłocznie, i zastali odprawiającego Mszę świętą. Porwali go od ołtarza, i uwiązawszy mu sznur u szyi, wlokąc po ulicach i wołając z szyderskiém okrucieństwem, iż trzeba wołu tego zwlec do miejsca zwanego Bukole, gdzie za miastem pasały się woły, wśród stromych skał i głębokich przepaści, aby go w nie wrzucić. Cały dzień pastwili się w ten sposób nad nim: po ulicach, po których go okrutnie włóczono, lała się krew jego, i pozostawały kawałki poszarpanego ciała. W ciągu téj męki, Święty głośno się modlił, i chwałę Bożą opiewał. Wieczorem wtrącono go do więzienia. W nocy okazał mu się Anioł i tak do niego przemówił: „Marku, sługo Boży! imię twoje zapisane jest w księdze żywota; policzony jesteś pomiędzy Apostołów. Aniołowie przyjmą ducha twojego w Niebie, a szczątki ciała twojego czczone będą na ziemi.” Nieco zaś późniéj stanął przed nim i sam Pan Jezus, pozdrawiając go temi słowy: „Marku Ewangelisto Mój, pokój z tobą.”

Nad rankiem znowu go porwali poganie, i jak dnia poprzedniego włóczyli po ulicach, aż w téj katuszy barbarzyńskiéj, oddał Bogu ducha, dnia 25 Marca roku Pańskiego 68.

Pohańcy chcieli spalić jego zwłoki, lecz burza tak straszna i nagła zerwała się w tejże chwili, że wielu z nich zginęło, a reszta uciekła. Później chrześcijanie ciało jego pochowali w jaskini, obok miejsca gdzie z nim zwykli byli zgromadzać się na modlitwy i na słuchanie jego nauk. W roku 316, wzniesiono na tém miejscu wspaniały kościoł, a około roku 870, ciało jego, dla uchronienia od zniewagi muzułmanów, uwiezione zostało do Wenecyi i umieszczone w głównym tego miasta kościele, pod wezwaniem tegoż świętego Ewangelisty wzniesionym.

W dniu dzisiejszym, odbywa Kościoł Boży uroczystą procesyą, przy któréj śpiewają się Litanie do Wszystkich Świętych. Ustanowione to zostało, jeszcze w roku Pańskim 590, za Papiestwa świętego Grzegorza Wielkiego, — gdy takie publiczne modły odbywano w Rzymie, na uproszenie u Pana Boga odwrócenia morowego powietrza które tam srodze panowało. Procesyi przewodniczył wtedy sam Papież, niosący w ręku obraz Matki Bożéj, malowany przez świętego Łukasza. Gdy się zbliżano do części miasta zwanéj wzgórzem Adryana, ujrzano w powietrzu Anioła, jaskrawy miecz wkładającego do pochwy: co oznaczało iż klęska panująca miała ustać w skutek tych publicznych modlitw. Jakoż od téj chwili morowe powietrze ustało.

Pożytek duchowny

Gdybyśmy, uczestnicząc w publicznych nabożeństwach, przynosili na nie należyte serc naszych usposobienie, i modlili się wszyscy z wiarą i ufnością, cudabyśmy u miłosierdzia Bożego za każdą razą wypraszali. Niech cię to pobudza do wielkiego skupienia ducha, gdy się znajdujesz na jakich kościelnych obrzędach, a w dniu dzisiejszym, łącząc się z całym Kościołem, albo wspólnie z drugimi albo sam, odmów Litanią do Wszystkich Świętych, prosząc Boga przez ich pośrednictwo, o odwrócenie od świta całego, klęsk tych na jakie złość ludzka zasługuje ciągle.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Którys błogosławionego Marka Ewangelistę Twojego, łaską ogłaszania Ewangelii świętéj zaszczycił; spraw prosimy, abyśmy zawsze i jego nauki trzymali się, i od wszelkich grożących nam klęsk jego pośrednictwem wybawieni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 320–322.

Tags: św Marek „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik zaraza
2020-04-24

Św. Fidelisa Męczennika z zakonu braci-mniejszych kapucynów świętego Franciszka Serafickiego

Żył około Roku Pańskiego 1622.

(Żywot jego był napisany przez Ojoea Maksymiliana Kapucyna, i drukowany w Rzymie w roku jego kanonizacyi.)

Święty Fidelis narodził się roku Pańskiego 1577 w Singmeringen, małém miasteczku w księstwie Hohencolern położoném. Ojciec jego Jan Rey rodem Polak, a matka Genowefa z Rosembergów, ze szlachetnego pochodzili rodu, byli wzorowymi katolikami i bardzo pobożnie go wychowali. Gdy przy wydaniu jego na świat, była obawa iż nieżywym się narodzi, świątobliwa matka prosiła Pana Boga, aby raczéj jéj saméj życie odjął, byle dziecię mające się narodzić Chrztu świętego pozbawioném nie było. Pan Bóg w tejże chwili uśmierzył wszelkie jéj boleści, i najszczęśliwiéj wydała na świat synka, któremu dano imię Marek. Wyższe nauki pobierał w uniwersytecie Fryburskim w Szwajcaryi, gdzie otrzymał stopień Doktora obojga Praw, a obok wysokiego wykształcenia w tym zawodzie, taką odznaczał się pobożnością, iż go mędrcem chrześcijańskim przezwano. Przydany za ochmistrza, do trzech młodych paniczów najznakomitszego w jego kraju rodu, odbywających podróż po Europie, przedewszystkiém kształcił ich w zasadach wiary świętéj, i życiem swojém świątobliwém, był dla nich wzorem najwyższych cnót chrześcijańskich. Często przystępował do Sakramentów świętych, usługiwał chorym po szpitalach w miastach w których się zatrzymywali, długie codziennie odprawiał modlitwy i biednych hojnie wspierał, niekiedy wszystkie suknie swoje im rozdając.

Po powrocie z podróży téj, został Adwokatem w mieście Kolmarze w Alzacyi, a prawością swoją i znakomitą biegłością w nauce prawa, najliczniejszych pozyskał klientów. Zwykle chętniéj podejmował się prowadzenia spraw ubogich, od których nie tylko nie wymagał żadnego wynagrodzenia, lecz sam koszta ich procesów brał na siebie. Nigdy nie stawał w obronie spraw niemających za sobą słuszności, a w przemowach u kratek sądowych, nie tykając sławy przeciwników, nie używając najmniejszych wykrętów, samą siłą wymowy, a najbardziej trafném stosowaniem przepisów prawa, najskuteczniéj wpływał na wyroki sądowe. Starał się przytém jak najprędzéj sprawy ukończać, mawiał bowiem: „Wszelkie koszta sprawy, wynikające ze zwłoki i niedbałości Adwokata w jéj prowadzeniu, sąto długi, które on zaciąga względem swojego klienta.” W ogólności zaś o zawodzie Obrońców sądowych tak się wyrażał: „Obrona niewinnego, opieka nad wdowami i sierotami pokrzywdzonemi, jest najzaszczytniejszym obowiązkiem naszego stanu, i takowy nawet bez wynagrodzenia miło nam spełniać. Nasz zawód nie jest tylko zyskowném rzemiosłem: przedewszystkićm powinniśmy być stróżami prawa, i dopomagać sędziom do wymierzania ścisłéj sprawiedliwości.”

Zajęcia jego stanu, nie przeszkadzały mu do jak najwierniejszego zachowania oddawna przyjętego rodzaju życia, i odbywania wszystkich pobożnych ćwiczeń, przez które coraz większe łaski spływały na duszę jego. W nagrodę téż za to, obdarzył go Pan Bóg i najszacowniejszą łaską, po łasce powołania do Wiary, to jest łaską powołania do Zakonu. Widząc iż na świecie, na wielkie trudności narażona była dusza do wyższéj dążąca doskonałości, postanowił wstąpić do klasztoru. Wprzód jednak wyświęcony został na Dyakona, a uzyskawszy na to szczególne pozwolenie z Rzymu, niezwłocznie potém i na kapłana. Następnie odprawiwszy pierwszą Mszę świętą w kościele księży Kapucynów we Frejburgu, w uroczystość świętego Franciszka Serafickiego dnia 4-go Października 1612 roku, przyjął habit zakonny, przybierając imię Fidelisa. Po ukończonym nowicyacie, w którym stał się od pierwszéj chwili wzorem najwierniejszego naśladowcy wielkiego Patryarchy Asyskiego, majątek swój zapisawszy na fundusz do utrzymywania kleryków przy Seminaryum Dyecezalném, bogatą bibliotekę temuż zakładowi, a wszystkie ruchomości rozdawszy ubogim, wykonał śluby uroczyste. Testament przez który rozporządził tym sposobem całém swojém mieniem, tak kończył: „Podobnież ofiaruję i poświęcam przez tę moję ostatnią wolę, ciało moje i duszę moję jako całopalną żywą ofiarę serca skruszonego, na wieczną służbę Boskiego Majestatu, przenajświętszéj Maryi Panny Niepokalanie poczętéj i Serafickiego Ojca Franciszka; i jako nagi wyszedłem z łona matki mojej, podobnież ogołocony ze wszystkiego co ziemskie, nagi oddaję się w ręce Jezusa Chrystusa, Zbawcy mojego.”

Późniéj też często cieszył się z zamiany jaką uczynił mawiając: „Oddałem Bogu dobra doczesne, a Bóg za nie płaci mi królestwem niebieskiém.” Następujące zdanie podobnież powtarzał nie raz, i do niego życie swoje stosował: „Ponieważ Pan Bóg nie inaczéj przywrócił nam życie łaski, jak przez poniesienie śmierci, więc i my tego rodzaju życia dochować w sobie nie możemy inaczéj, jak przez zamarcie sobie samym.” A także i te słowa często miał na ustach: „Ponieważ nagrodą naszą ma być wieczne wesele w Niebie, nie powinniśmy obawiać się ciągłego cierpienia na ziemi.” Sam stosując się do tego, starał się cierpiéć ciągle i umartwiać się we wszystkiém. Do zwykłych ostrości Reguły, przydawał jeszcze dobrowolnych, o ile mu tylko na to przełożeni i spowiednik pozwalali. Ubóstwo zachowywał najwyższe: w celi prócz prostego tapczana, małego stoliczka i zydelka, nic zgoła więcéj nie miał, wszystkie posty zakonne o chlebie i wodzie przepędzał, ostremi włosiennicami, krwawém biczowaniem się, żelaznemi kolczastemi paskami, trapił ciało. Na modlitwie, prócz wspólnych pacierzy w chórze, spędzał wielką część nocy. Szczególne miał nabożeństwo do Matki Bożéj, któréj przypisywał wszystkie łaski jakie odbierał. Tak był pokornym, iż nie tylko przełożonych, ale każdego brata woli starał się ulegać.

Jak tylko ukończył nauki Teologiczne, przeznaczony został na kaznodzieję i spowiednika. Spełniał te obowiązki z wielką gorliwością, i niezmiernym dla dusz pożytkiem, a szczególnie w mieście Weltkirchen, gdzie był Gwardyanem klasztoru, i gdzie wielu kalwinów nawrócił. W témże mieście wybuchło morowe powietrze, najprzód w wojsku Austryackiém tam stojącém, a późniéj i w całéj okolicy. Święty Fidelis oddał się całkiem na usługi dotkniętych zarazą. Dnie całe i noce przepędzał przy nich, jużto po szpitalach, już po najuboższych mieszkaniach, niosąc im ratunek i co do ciała i co do duszy, i lecząc częstokroć cudownie i na duszy i na ciele.

Tak się był apostolską swoją gorliwością wsławił, że gdy Kongregacya rozszerzania wiary, założona przez Grzegorza XV w Rzymie, zawezwała Kapucynów na misyą do Szwajcaryi, gdzie szczególnie w Kantonie Gryzońskim, szerzyło się kacerstwo Kalwina, przełożeni jego uczynili go Prefektem, to jest przełożonym téj misyi. Z wielką radością podjął się tego Fidelis: mając sobie objawioném że go tam męczeńska korona czeka. Opuszczając téż Weltkirchen, pożegnał się ze wszystkimi, zapowiadając że już nie wróci. Przybywszy na miejsce, niezwłocznie pierwszemi swojemi kazaniami wielką liczbę heretyków nawrócił, a między innymi dwóch najznakomitszych tego kraju panów. Oburzało to do najwyższego stopnia przeciw niemu zawziętszych sekciarzy, którzy postanowili pozbyć się go jakimkolwiekbądź sposobem, chociażby przyszło do zadania mu śmierci. Ostrzegano go o tém kilkakrotnie, lecz Święty oświadczając, iż gotów jest oddać życie za wiarę, nie ustawał w apostolskiéj gorliwości. Aż nareszcie nadszedł był i dzień w którym miał tego w istocie dopełnić.

W dniu 24 Kwietnia 1622 roku, znajdując się w małém miasieczku Gruch, gdzie wielka liczba kacerzy schroniła się była przed ścigającymi ich Austryakami, wyspowiadał się, odprawił Mszę świętą i miał kazanie, przy końcu którego, wpadłszy w zachwycenie, miał sobie objawioném, iż dnia tegoż poniesie śmierć męczeńską. Około południa udał się ztamtąd do miasteczka Sewizu, mówiąc do swojego towarzysza: „Idę, bo tam czekają katolicy na moje kazanie, ale wiem dobrze co mnie tam spotka: bywaj zdrów i módl się za mnie.” W drodze pewien katolik ostrzegł go że heretycy czyhają już tam na niego: „Cóż robić, odrzekł Święty będę się starał postąpić tak jak wszyscy Męczennicy: jak oni poczytam sobie za największe szczęście umrzeć dla miłości Jezusa.” Za przybyciem jego do Sewizu, powtórnie ostrzegano go o grożącem niebezpieczeństwie. Pomimo tego miał długie kazanie, po którém heretycy wszcząwszy wielki hałas, rzucili się na niego, i jeden z nich ugodził go szablą w głowę. Święty upadł na ziemię, lecz wnet podniosłszy się ukląkł i wznosząc oczy i ręce do Nieba w te słowa jeszcze się odezwał: „Odpuść im Panie, bo nie wiedzą co czynią. Jezu zmiłuj się nade mną, Maryo wspieraj mnie,” a gdy to domawiał, drugi raz uderzony w głowę pałaszem i ciężką maczugą, padł nieżywy na ziemię z roztrzaskaną czaszką.

Część błogosławionych zwłok jego, złożona została w kościele ojców Kapucynów w Weltkirchen, a głowa i noga lewa którą pastwiąc się nad nim odcięli byli kacerze, w kościele katedralnym w Koirze. Licznemi cudami uświetnił Pan Bóg relikwie tego Męczennika, a 24 Kwietnia 1745 roku, Papież Benedykt XIV w poczet go Świętych zaliczył.

Pożytek duchowny

Święty Fidelis, który za życia z wielką miłością opiekował się sprawami pokrzywdzonych wdów i sierot, jest dziś w Niebie opiekunem ich w każdéj potrzebie, a szczególnie w najważniejszéj: zbawienia duszy. Wszyscy więc w tego rodzaju potrzebach naszych, uciekajmy się do niego, prosząc aby nam wyjednał łaskę wygrania tej wielkiéj sprawy, w któréj chodzi o szczęście wiekuiste lub więczną niedolę.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławionego Fidelisa, seraficznym ogniem naduszy gorejącego, w ogłaszaniu prawdziwéj wiary, palmą męczeńską i świetnemi cudami przyozdobić raczył, prosimy Cię przez jego zasługi i pośrednictwo, abyś nas łaską Twoją tak umacniał w wierze i miłości, iżbyśmy zasłużyli sobie być w służbie Twojéj wytrwałymi aż do śmierci. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 317–320.

Tags: św Fidelis „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik prawo ubóstwo zaraza
2020-04-23

Św. Wojciecha Arcybiskupa Gnieźnieńskiego i Męczennika

Żył około Roku Pańskiego 997.

(Żywot jego był napisany przez Ojca Jana Kanaparza Benedyktyna, mieszkejącego razem z nim w klasztorze rzymskim.)

Święty Wojciech jeden z głównych Polskiego Kościoła Patronów, rodem z Czech, przyszedł na świat około roku Pańskiego 956. Ojciec jego imieniem Sławnik hrabia na Lubiczu, spokrewniony był z domami panującemi, a mianowicie z cesarzem Henrykiem świętym. Zamożny w znaczenie i majątek, zastępował panującego księcia w sądzeniu spraw publicznych pomiędzy szlachtą wszczętych. Matka imieniem Strzeżysława, równie świetnego rodu, wielkiéj pobożności pani, słynęła z hojnych jałmużn jakie czyniła ubogim.

Dzieckiem będąc, święty Wojciech zapadł w niebezpieczną chorobę i blizkim był śmierci. Rodzice zanieśli go do kościoła, złożyli na ołtarzu Matki przenajświętszéj, i postanowili oddać go na służbę Bożą, jeśli przy życiu zostanie. Dziecię wyzdrowiało, i bardzo starannie i pobożnie pod dozorem świątobliwego kapłana wychowane było.

Gdy synek ich podrósł, rodzice oddali go na naukę do Biskupa Magdeburskiego imieniem Adalbertus, który tak go pokochał, iż przy Bierzmowaniu, nadał mu swoje imię, z czego nasz Święty, pod temi obu imionami jest znanym. Przepędziwszy tam lat dziewięć, wielki w naukach uczyniwszy postęp, wrócił Wojeciech do Czech, na łono swojéj rodziny. Dopóki był pod okiem świątobliwego Biskupa, oddawał się pobożności i był najprzykładniejszym młodzieńcem; lecz wróciwszy do domu, i zaniechawszy pobożnych ćwiczeń, zaczął wieść życie bardzo lekkomyślne. Wszakże zwróciwszy się z tych dróg zgubnych, wstąpił do stanu duchownego, i przy końcu roku 981 wyświęcony został na kapłana. Lecz nie od razu odpowiedział swojemu świętemu powołaniu. Przez pewien czas, był on bardzo oziębłym sługą ołtarza, i więcéj światem niż chwałą Bożą, i pożytkiem duchownym swoim i bliźnich zajętym. Wszakże łaska Boża i z tego, a jeszcze niebezpieczniejszego stanu jego duszy aniżeli były jego poprzednie zboczenia, wyrwać go raczyła. Wkrótce po jego wyświęceniu, Biskup Praski umierał. Święty Wojciech znajdując się przy nim, był obecnym jak ten w chwili konania, wpadłszy w rozpacz o zbawienie, wśród najstraszniejszych wyrzekań, ducha wyzionął. Tak przerażającym przykładem kary Bożéj, nad Prałatem nieodpowiadającym swojemu powołaniu, skruszony Wojciech, tejże nocy przywdział włosiennicę, na znak pokuty posypał głowę popiołem, obchodził kościoły, wszystko co posiadał rozdał ubogim, i postanowił już odtąd poświęcić się całém sercem Bogu i świętéj służbie Jego. Gdy zaś on, tak już tylko o życiu pokutném zamyślał, lud i duchowieństwo zamierzyło wynieść go na godność Biskupią, i w tym celu poparci wstawieniem się Bolesława II-go książęcia podówczas w Czechach panującego, udali się do cesarza Ottona II, i do Rzymu. Przyjęty na Biskupa od cesarza, i zatwierdzony w Rzymie, święty Wojciech w roku 983 dnia 29 Czerwca wyświęcony został na Praską stolicę, przez Wigiliusza Arcybiskupa Mogunckiego w Weronie, gdzie cesarz wtedy przebywał.

Wracając do Pragi dla objęcia swojej pasterskiéj Stolicy, wszedł do miasta pieszo i boso, udając się w licznie zgromadzoném gronie całéj ludności, do katedry, gdzie i siebie i swoje owieczki, w gorącéj modlitwie polecił Panu Bogu, i od pierwszéj chwili świętym okazał się Pasterzem.

Dochody biskupie podzielił na cztery części: jednę z nich obracał na utrzymanie kościołów; drugą dla duchownych przeznaczył, trzecią rozdawał ubogim, a czwartéj na swoje skromne utrzymanie używał. Prócz tego, w każde święto, hojne czynił jałmużny, i codziennie dwunastu ubogich u stołu własnego karmił. Zwykle prócz niedziel i uroczystości, posiłek przyjmował aż po zachodzie słońca, a snu zażywając bardzo krótko, nigdy przed północą nie udawał się na spoczynek, wstając o świcie. W sypialni jego było wygodne łoże, ale na niém kładł w każdą noc ubogiego, a sam na ziemi sypiał. Jeżeli mu pozostawało cokolwiek wolnego czasu od zajęć Biskupich, wychodził w pole należące do jego majętności, i sam na nim, dla przykładu i z pokory, pracował jak rolnik: ztamtąd wracając, klękał u podwojów katedralnych i długo w noc modlił się. Każdego dnia bardzo rano, miewał do ludu kazanie; po nabożeństwie dawał posłuchanie wszystkim zgłaszającym się do niego, a szczególnie ubogim, sierotom i wdowom; potém nawiedzał więźniów i chorych. Resztę czasu obracał na czytanie Pisma Bożego ze swojém duchowieństwem, i śpiewanie w dzień i w nocy Psalmów Dawidowych. Zdarzyło się razu pewnego, iż tak dalece wszystko co miał rozdał był biednym, że gdy przyszedł żebrak na pół nagi prosić go o odzienie, nie mając go czém obdarzyć, wypruł z bogatéj biskupiéj poduszki pierze, i pokrycie z niéj mu oddał.

Lecz niezmordowana gorliwość i święty przykład Biskupa, nie oddziaływał wcale na jego owczarnię. I ludu i duchowieństwa nawet obyczaje, kaziły najsprośniejsze występki. Po sześcioletniéj mozolnéj pracy, nie widząc z niéj owoców, święty Wojciech powziął zamiar zrzeczenia się Biskupstwa. Udał się do Rzymu, i tam od Jana XV otrzymawszy na to zezwolenie, postanowił odbyć pielgrzymkę do ziemi świętéj. Mieszkająca wtedy w Rzymie cesarzowa Teofania, matka Ottona III, dowiedziawszy się o tém, a wiedząc iż Święty był w niedostatku, ofiarowała mu na drogę tyle pieniędzy, ile tylko rodzony brat jego Radzin, nieodstępny jego towarzysz, mógł unieść. Wojciech rozdał wszystko ubogim, i bez grosza puścił się do Jerozolimy. Lecz przybywszy do sławnego klasztoru Benedyktyńskiego na górze Kasyńskiéj, w skutek uwagi jaką mu uczynił Opat, przedstawiając iż dla duszy bezpieczniejszym jest stan zakonny, niż pielgrzymowanie po świecie, wrócił do Rzymu i znowu za wiedzą Papieża, wstąpił wraz z bratem swoim Radzinem do zakonu ojców Benedyktynów, przywdziewając habit w Wielki Czwartek roku Pańskiego 989.

Tam zajaśniał od razu nasz Święty, wszystkiemi cnotami najdoskonalszego zakonnika, a pokorą, uległością względem przełożonych i słodyczą w obcowaniu z braćmi, budował wszystkich. W czasie jego w klasztorze tym pobytu, raczył Pan Bóg i kilku cudami świątobliwość jego uświetnić, a Wojciech już nie myślał nigdy tego drogiego mu schronienia opuszczać, gdy po pięcioletnim jego w zakonie i pobycie, Papież na przedstawienie Arcybiskupa Mogunckiego, kazał mu wracać do Pragi. Jednak oświadczył że jeśli Prażanie poprawić się nie zechcą, wolno mu będzie wrócić do klasztoru.

Czesi przyjęli go wprawdzie z wielką uroczystością, i przyrzekali poprawę, ale wkrótce wrócili do swoich bezprawiów i rozpusty, lekceważąc sobie świętego Biskupa i jego napomnienia. Przyszło do wielkich zbrodni, a gdy razu pewnego zamordowali w kościele pewną niewiastę, która schroniwszy się tam zostawała pod zasłoną praw kanonicznych, Wojciech znowu postanowił wrócić do Rzymu, do swojego zakonu. Po drodze udał się do Węgier, gdzie go król Giejza przyjął bardzo łaskawie. Zabawił tam przez czas dość długi, w ciągu którego wielką liczbę pogan nawrócił i wiele pobudował kościołów.

Po powtórnym powrocie do klasztoru, i tę razą nie długo mógł w nim Wojciech pozostawać. Przybył do Rzymu na koronacyą cesarza Ottona III, Arcybiskup Moguncki, i ten znowu wymógł na Papieżu, podówczas Grzegorzu V, aby Wojciecha zwrócił do Pragi. Udał się więc tam Święty, a wprzód nieco miał widzenie, w któróm objawił mu Pan Bóg, że go korona męczeńska czeka. Tą razą podobnież jak poprzednio, Papież pozwolił mu, w razie gdyby go Czesi nie przyjęli lub nie słuchali, udać się pomiędzy niewiernych, dla ogłaszania im Ewangelii. W téj podróży zwiedził wiele miejsc świętych, i zabawił nieco dłużéj w Moguncyi na dworze cesarza, który miał go w wielkiém poważaniu, a gdzie życiem pokutném i wielką pokorą, zjednał sobie powszechny szacunek, i wiele dusz Panu Jezusowi pozyskał. Podczas pobytu w Moguncyi, miał powtórne widzenie, w którém sama Matka Boża objawiła mu nagrodę która go w Niebie spotka, za śmierć męczeńską jaka go czeka.

Nakoniec puścił się do Pragi, lecz stanąwszy na granicy Czech, dowiedział się że Czesi tak oburzeni byli na wieść jego powrotu, że dla odstręczenia go od siebie, napadli na rodzinę jego, całe hrabstwo Lubiczowskie do niéj należące zrabowali, i czterech braci jego zamordowali.

Okrutny ten wypadek, zagrodził Wojciechowi drogę do Pragi. Postanowił on wtedy udać się do Polski, gdzie na dworze Bolesława Chrobrego, przebywał brat jego Poraj, i w imieniu tego książęcia zapraszał go do niego. Przybył najprzód do Krakowa, gdzie późniéj po jego męczeństwie, wzniesiono na pamiątkę tego, mały kościołek pod jego wezwaniem, dotąd istniejący, a ztamtąd udał się do Gniezna.

Działo się to wkrótce po śmierci Boberta, i pierwszego Arcybiskupa Gnieznieńskiego. Bolesław uzyskał u Papieża przemianowanie Wojciecha z Arcybiskupstwa Praskiego na Arcybiskupstwo Gnieznieńskie, które objąwszy, słowem Bożém i przykładem życia świętego, umacniał w wierze świętéj Polaków, świeżo podówczas nawróconych. Pozostawił nam pieśń do Matki Bożéj, zaczynającą się od tych słów: Boga Rodzico Dziewico, streszczającą w sobie wszystkie artykuły wiary.

Po trzechletnim pobycie w Polsce, zapragnął Wojciech udać się pomiędzy niewiernych, aby spełnić warunek pod którym pozwolił mu był Papież opuścić; Czechów. Obsadziwszy więc na swoje miejsce na Arcybiskupstwo Gnieznieńskie, brata swego Radzina, poszedł do Prusaków, ludu pogańskiego i barbarzyńskich obyczajów. Zaledwo zaczął ogłaszać im słowo Boże, ci z poduszczenia swoich pogańskich kapłanów, rzucili się na niego i pod miastem Romowe zwaném, sprawującego świętą Ofiarę, okrutnie zamordowali dnia 23 Kwietnia roku Pańskiego 997.

Ciało jego, Bolesław Chrobry sprowadził najprzód do Trzemeszna, a później do Gniezna gdzie dotąd spoczywa wielu cudami słynąc.

Pożytek duchowny

Święty Wojciech Biskup i Męczennik, jest jednym z głównych Patronów kraju naszego, jako ten który w początkach przyjęcia wiary chrześcijańskiej przez Polaków, apostolską pracą swoją i gorliwością, wielce się przyczynił do jej utwierdzenia i rozszerzenia pomiędzy ojcami naszymi. Dziś więc gdy ta wiara tak bardzo między nami ostygła, powinniśmy szczególne w sercach naszych rozbudzać do niego nabożeństwo, i gorąco go prosić, aby pośrednictwem swojém, potomków tych pokoleń którym niegdyś Ewangelią przyniósł, dziś chronił od nieszczęścia zamykania oczów na jéj światło.

Modlitwa (kościelna)

Twoje miłosierdzie prosimy Panie, błogosławiony Wojciech Biskup i Męczennik niech nam wyjedna, abyś nam i grzechy nasze litościwie odpuścił, i łaski o które prosimy udzielił. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 314–317.

Tags: św Wojciech „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Polska Bogarodzica benedyktyni
2020-04-22

Św. Sotera i Kaja Papieży i Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 117 i 269.

(Szczegóły ich życia wyjęte są z dziejów Kościoła Rzymskiego przez Baroniusza.)

Święty Soter był rodem z Fondi, miasta w królestwie neapolitańskióm położonego: przyszedł na świat w początku drugiego wieku. Wzrósł i wychował się na łonie Kościoła Bożego, w czasach gdy wierni szczególną gorliwością i żywością wiary się odznaczali. Przejął się téż tym duchem od lat najmłodszych. Długi jego pobyt w Rzymie, wśród prześladowania jakiego doznawali tam chrześcijanie, dał poznać i duchowieństwu i wszystkim wiernym wysoką jego świątobliwość. Z tego powodu po śmierci papieża świętego Aniceta, w roku Pańskim 161, święty Soter jednogłośnie na Papieża wybranym został.

Pod tę porę cesarz Marek Aureliusz, z największém okrucieństwem prześladował Kościoł, i to nie tylko w samym Rzymie, lecz w całém swojém obszerném państwie. Gdy tedy tysiącami chrześcijanie w najsroższych mękach za wiarę świętą umierali, a inni z tejże przyczyny do ostatniéj nędzy doprowadzeni byli, święty Soter dokładał wszelkich starań, ażeby o ile możności przychodzić wszystkim w pomoc. Zagrzewał do wytrwałości tych z którymi sam mógł mieć stosunki, odwiedzał więźniów, pocieszał strapione wdowy i sieroty po Męczennikach świętych, a dalszym kościołom hojne posyłał jałmużny, przyłączając do nich listy, któremi utwierdzał chrześcijan w wierności Chrystusowi. Najpoważniejszym świadectwem téj świętéj gorliwości i uczynności świętego Sotera, jest następujący ustęp z listu który święty Dyonizy Biskup Koryncki, pisał do niego: „Od początku twojego papiestwa, pisze on, obsypywałeś dobrodziejstwami twoje dzieci, utrzymując swoim kosztem całe Dyecezye. Tu wspierasz ubogich, tam odwiedzasz i pocieszasz skazanych do kopalń, wszędzie okazujesz się godnym naśladowcą twoich poprzedników, wspierając i ratując cierpiących za Chrystusa Pana. Co mówię! tyś ich wszystkich przewyższył w miłości, ty ciągle nas oświecasz twojemi naukami, zachęcasz twoim przykładem, wspierasz twoją hojnością.” I w innym znowu liście pisze do tegoż świętego Papieża: „Dziś obchodziliśmy święty dzień Niedzielny, i odczytaliśmy w kościele list twój, który dla zbawiennéj nauki naszéj ciągle odczytywać będziemy.”

Święty Soter strzegł jak najpilniéj czystości wiary świętéj, broniąc jéj od błędów różnych kacerstw już wtenczas powstających. Ścigał z całą gorliwością i powagą swojéj najwyższéj pasterskiéj władzy Montanistów i Katafrygów, których odszczepieństwo już za jego papiestwa głowę podnosiło, i pismami swemi tak uczenie zbijał ich przewrośne zasądy, że w kilkanaście lat potém, gdy Tertulian w nie zapadł, nie potrzebowano innéj broni przeciwko niemu, jak przytoczenia tychże pism świętego Sotera. Troskliwy o wszelkie Kościoła powszechnego potrzeby, wiele zbawiennych wydał postanowień, tyczących się tak karności kościelnéj jak i obrzędów świętych. Pomiędzy innemi wydał zakaz aby naczyń kościelnych i bielizny na któréj spoczywa przenajświętsze Ciało Pańskie przy Mszy świętej, nie dotykali się ci którzy wyższych święceń nie mają; a także aby do kadzielnic w kościele kobiety nie były używane, jak to w pierwszych czasach chrześcijaństwa miało miejsce. On także wydał rozporządzenie, aby w Wielki Czwartek, wszyscy wierni przystępowali do Komunii świętéj, prócz tych którzyby ciężkim grzechem skalani, od tego wstrzymać się musieli.

Święty ten Papież rządził Kościołem około lat dziewięciu. Apostolska jego gorliwość i świątobliwość wysoka którą jaśniał, w czasach kiedy piekło wzbudzało jedno z najstraszniejszych na chrześcijan prześladowań, musiało być ukoronowane męczeństwem. Gdy krocie owieczek padało pod żelazem tyranów, i Pasterza takiż los spotkał. Nie mamy szczegółów jego śmierci: to tylko wiemy że położył życie za wiarę 22 Kwietnia, roku Pańskiego

  1. Zwłoki jego złożone najprzód na cmentarzu świętego Kaliksta, przez Papieża Sergiusza II, przeniesione zostały do kościoła

świętych Sylwestra i Marcina w Rzymie.

· · ·

W dniu dzisiejszym Kościoł święty obchodzi także doroczną pamiątkę świętego Kaja Papieża, w tymże dniu śmiercią męczeńską z tego świata zeszłego, lubo w sto lat późniéj po męczeństwie świętego Sotera. Był on rodem z Dalmacyi, i blizkim krewnym cesarza Dyoklecyana; jednak rodzice jego byli chrześcijanami. Z czasów jego młodości żadnych dokładnych nie pozostało śladów. To tylko wiadomo że gdy około roku Pańskiego 280 przybył do Rzymu, będąc już kapłanem, wysoką pobożnością, znakomitą nauką, i gorliwością z jaką służył wiernym, powszechną cześć i poważanie pozyskał. Zająwszy wyższe stopnie w duchowieństwie, wsławił się w Rzymie jako najuczeńszy i najświątobliwszy w tym mieście Prałat. W roku 283, po śmierci Papieża Eutychiusza, nie zawahano się ani chwili, i Kaja wyniesiono na Stolicę Apostolską.

Od chwili objęcia téj najwyższéj godności, a wśród prześladowania jakie się podówczas srożyło, na tysiączne trudności i niebezpieczeństwa wystawiony święty Kajusz, okazał się godnym błogosławionego Piotra następcą. Stan chrześcijan był bardzo opłakany: największa z nich liczba ukrywać się musiała po lasach i jaskiniach, tak że święty ten Papież, nie chcąc od największéj części swojéj trzody być ciągle oddalonym, i sam zmuszony był udać się za niemi, i wśród nich pewien czas przepędzić. Tam ich pocieszał, miewał do nich nauki, sprawował święte obrzędy, załatwiał sprawy Kościoła, i zachęcał wiernych aby gotowi byli na śmierć za wiarę.

Po ustaniu téj burzy, nasz Święty, wraz z wielką liczbą mężnych wyznawców Chrystusowych, wrócił do Rzymu, lecz nie długo zażywał tam spokoju. Wszczęło się prześladowanie jeszcze zawziętsze. Poganie porozstawiali małe posągi bożyszcz swoich po placach publicznych i ulicach, i żadnemu chrześcijaninowi nie wolno było ani przejść tamtędy, ani nic kupić, ani nawet wody zaczerpnąć ze źródeł, póki bałwanom czci nie odda.

Święty Kajusz, pomimo tak ciężkiego dla Kościoła stanu, nie przestawał nawracać pogan. Między innymi pozyskał Chrystusowi jednego ze znakomitszych dostojników Państwa, nazwiskiem Chromacy, który był Wielkorządcą Rzymu, i jednego z przybocznych dworzan cesarza, imieniem Kastula, gorliwego od chwili swojego nawrócenia chrześcijanina, który posiadał wielki pałac w Rzymie. W tém jego mieszkaniu gromadzili się potajemnie chrześcijanie około świętego Papieża, który jak przedtém po górach i jaskiniach, tak znowu teraz wśród Rzymu, zasilał ich słowem Bożém, dodawał im odwagi, Sakramenta święte udzielał, nawracających się pogan wyuczał zasad wiary, i przez Chrzest święty wprowadzał na łono Kościoła.

Święty Kajusz miał brata rodzonego imieniem Gabina, którego córkę Zuzannę chciał poślubić Maksymilian, syn Dyoklecyana cesarza, poganin równie jak i ojciec jego. Papież dowiedziawszy się o tém, zawezwał swoję synowicę, a po krótkiéj z nią rozmowie, taką w niéj rozżywił wiarę i taką rozbudził w jéj sercu miłość Jezusa, że upadłszy mu do nóg, prosiła o błogosławieństwo na poniesienie śmierci męczeńskiéj, któréj się spodziewała, mając postanowienie cesarskiemu Synowi odmowną dać odpowiedź. „Wiesz, rzekła do niego ta święta dziewica, że gdym uczyniła ślub czystości, jedynym oblubieńcem duszy mojéj stał się Jezus Chrystus. Przewiduję męki jakie mi zadadzą, żeby mnie od zamiarów moich odwieść; lecz ufna w miłosierdzie Boga mojego, upewniam cię iż nie nie potrafi zachwiać postanowienia twojéj synowicy.” Papież ją pobłogosławił, a święta Zuzanna śmiercią męczeńską dowiodła swojéj wierności Chrystusowi Panu.

Lecz zawziętość i okrucieństwo cesarza obrażonego odmową Jakiéj doznał syn jego od Zuzanny, nie ograniczyły się na zadaniu śmierci téj Świętój: cała prawie jéj rodzina, za wiarę wymordowaną została, a w końcu przyszła kolej i na świętego Papieża. Wpływem swoim i gorliwością, tak wielką liczbę dusz posłał do Nieba z palmą męczeńską, że i jego samego Pan Bóg takąż koroną nagrodził. Wynaleziony w jaskini, w któréj się ukrywał z bratem swoim świętym Gabinem i synowicą świętą Zuzanną, zamęczony został 22 Kwietnia, około roku Pańskiego 296. Ciało jego złożone także na cmentarzu świętego Kaliksta w Rzymie, w roku 1601 przeniesione zostało do kościoła pod jego wezwaniem wzniesionego.

Pożytek duchowny

Ile razy czytasz żywoty świętych Papieży Męczenników, niech cię to uczy jak ciężkie koleje Kościół Boży na ziemi przebywał, i utwierdza w przekonaniu, że bramy piekielne jak nigdy przeciwko niemu nie przemogły, tak i teraz nie przemogą. Lecz oraz niech cię to pobudza do gorącego modlenia się o to do Boga, gdyż chce Pan Jezus, abyśmy spełnianie się do końca świata, nieomylnéj obiotnicy Jego o trwałości Kościoła przez Niego założonego, ciągłemi modlitwami wypraszali.

Modlitwa (kościelna)

Błogosławionych Męczenników a oraz Papieżów Sotera i Kaja, prosimy Panie, niech opieka wspiera Twój Kościoł, i ich wstawienie się niech nas miłosierdziu Twojemu poleca. Przez Pana naszego it.d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 312–314.

Tags: św Soter św Kaj „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik Kościół modlitwa
2020-04-18

Św. Apoloniusza Męczennika

Żył około roku Pańskiego 189.

(Żywot jego wyjęty jest z dzieł świętego Euzebiusza i świętego Hieronima.)

Zmiany zaszłe w cesarstwie rzymskiém w roku 180, po śmierci cesarza Marka Aureliusza, przyniosły także wielką różnicę i w położeniu ówczesném chrześcijan. Za panowania tego monarchy, wierni prawie nieustającego doznawali prześladowania, bo nawet i wtedy, gdy odniosłszy zwycięstwo nad Germanami które i on sam przypisywał modlitwom curześcijan, pod karą śmierci zakazał był oskarżać wiernych o ich wyznanie. Pomimo bowiem tego, za jego rządów ucisk Kościoła nie ustawał, jużto pobudzany przez mędrków pogańskich, tém zawziętszych im skuteczniéj przez uczone pisma katolickie przekonywanych o błędach swoich, — jużto i przez zabobonne przywiązanie samego cesarza do obrzędów pogańskich, w skutek którego pozostawił on, w całéj ich surowości, wiele praw wydanych przez jego poprzedników a najuciążliwszych dla chrześcijan.

Cesarz Komod syn i następca Marka Aureliusza, nie odziedziczył wprawdzie po ojcu przymiotów naturalnych, jakie tamtemu przypisują, ale przynajmniéj nie odznaczał się tą zabobonną nienawiścią do chrześcijan, podbudzaną duchem pogańskiéj filozofii, z któréj Marek Aureliusz był znany. Za panowania więc Komoda, chrześcijanie żyli spokojni, co niemało przyczyniło się wtedy do rozezerzenia wiary Chrystusowéj. Wszędzie nabierało wzrostu ziarno Ewangeliczne, wszędzie prawda nad fałszem i bezbożnością pogańską brała górę, a nadewszystko miasto Rzym, w skutek starań i gorliwości świętego Eleutera Papieża, cieszyło się coraz większą liczbą nawracających się pogan. Codziennie widzieć tam można było całe rodziny i domy, i to najzamożniejszych i najznakomitszych mieszkańców, przyjmujące wiarę katolicką i w Sakramencie Chrztu świętego, odradzające się na życie wieczne.

Z liczby osób z wyższego stanu, które podówczas przeszły na łono Kościoła, jednym z najznakomitszych ludzi tak co do urodzenia, majątku i rozumu, jak i co do wysokiéj godności jaką piastował w téj stolicy świata, był święty Apoloniusz. Posiadał on urząd Senatora rzymskiego, pochodził ze starożytnego i wławionego w dziejach tego kraju rodu, a co większa osobistemi wysokiemi odznaczał się zaletami, a ztąd powszechnie a słusznie był wielce poważanym. Poczytywano go za najuczeńszego i najwymowniejszego członka świetnego grona Senatu, a biegłość w naukach i w filozofii, stawiała go w rzędzie najpierwszych jego wieku pisarzy. Częste rozprawy, jakie toczył o religii chrześgijańskiéj, tak z Papieżem świętym Eleuterem, jak i ze świętym Lucyanem, w czasach gdy chrześcijanie wszelkiéj zażywali swobody, skłoniły go do badania Pisma Bożego, które gdy przeczytał pilnie, odsłoniły mu się oczy i poznał prawdę. Opłakał lata spędzone w błędach pogaństwa, uznał całą ich szpetność, i odpowiadając łasce Bożéj silnie do serca jego kołaczącéj, poddał rozum prawdom objawionym i przyjął Chrzest święty.

Łatwo wystawić sobie, jak wielkiéj doznali chrześcijanie pociechy, widząc w gronie uczniów Chrystusowych, wtedy gdy ich jeszcze nie wielu było, a szczególnie ze stanu więcéj wykształconych ludzi, — senatora rzymskiego, tak wielce poważanego. Jakoż Kościół Chrystusów, najpożądańsze odniósł ztąd, i to niezwłocznie korzyści. Wysoki ten dostojnik a oraz i jeden z najuczeńszych ludzi swego czasu, zostawszy chrześcijaninem, stał się wzorem cnót najwyższych, żywym obrazem doskonałości Ewangelicznéj, a przez uczone pisma swoje, jednym z najznakomitszych obrońców nauki katoliekiéj.

Lecz nie mógł szatan, jak pisze święty Euzebiusz, patrzeć obojętnie, na spokój jakiego zażywał pod tę porę Kościoł, i na nawrócenie się wielkiéj liczby najznakomitszych pogan, pociągniętych do wiary świętéj, i przykładem świątobliwego życia Apoloniusza, i jego uczonemi rozprawami. Szukał więc zły duch wszelkich środków aby go zgubić. W tym celu pobudził pewnego niewolnika, imieniem Sewer, który nie zważając na istniejący jeszcze zakaz oskarżania chrześcijan za ich wyznanie, wystąpił ze skargą na senatora Apoloniusza, donosząc że on odstąpił wiary w bogi cesarskie, i został wyznawcą Chrystusa.

Wielkorządca Rzymu nazwiskiem Pereniusz, trzymając się litery prawa, najprzód kazał stracić nikczemnego oskarżyciela, a potém surowo napomniawszy świętego Apoloniusza, nakłaniał go wszelkimi sposobami, aby odstąpił wiary chrześcijańskiéj, zapowiadając że w przeciwnym razie cały majątek jego na rzecz skarbu rządowego zabrany zostanie, a jeśli to nie pomoże, życie nawet postrada. Widząc zaś iż Apoloniusz niezachwiany w wierze świętéj, przy niéj obstaje, zawezwał go do zdania sprawy ze swego postępku przed Senatem, jako członka tegoż najwyższego ciała, przez które powinien być sądzonym.

Święty Apoloniusz, który od czasu swojego nawrócenia oddawał się tylko naukom odnoszącym się do religii, tak dalece już wtedy w téj Boskiéj umiejętności był biegłym, iż święty Hieronim pisząc o nim, stawia go w rzędzie Doktorów Kościoła. Wielce się téż ucieszył, że nastręczy mu się sposobność wyświecenia przed całym Senatem nauki katolickiéj, kiedy przed nim zdawać będzie sprawę z pobudek jakie go do przyjęcia wiary chrześcijańskiéj przywiodły. Napisał tedy uczoną i znakomitą rozprawę, w któréj wyświecając Boskość i doskonałość religii objawionéj, zbijał wszelkie zarzuty jakie nrzeciw niéj czwvnili filozofowie pogańscy, wykazywał fałsz oszczerstw jakie na nią miotają aby od niéj odstręczyć ludzi łatwowiernych, a oraz wyświecał śmieszność, wszeteczeństwo i bezbożne brednie pogaństwa.

Nasz Święty odczytał tę rozprawę wobec całego Senatu z taką wymową i takim przez Ducha Świętego natchnionym zapałem, że umysły najbardziéj przeciw chrześcijańskim zasadom uprzedzone, i najzawzięciéj religii Chrystusowéj przeciwne, nie mogły oprzeć się wrażeniu jakie na nich wywarła, i powszechnym oklaskiem odpowiedzieli na nią. Lecz obecny temu Wielkorządca, nie tylko najzawziętszy wróg imienia chrześcijańskiego, lecz i z urzędu swojego szczególnie odpowiedzialny za obrót jaki wziąść miała sprawa błogosławionego Apoloniusza, oskarżonego o odstępstwo od religii Państwa, zapobiegł skutkom zbawiennego wrażenia jakie wywarła na słuchających mowa Świętego. Przypomniał Senatorom, że prawo nie dozwalało ułaskawiać chrześcijanina raz przez sąd powołanego, a obstającego przy swojéj wierze: do Świętego zaś zwróciwszy się, upominał go i błagał nawet, aby miał wzgląd na swoje życie, dodając że pozostawia mu tylko kilka godzin do namysłu.

Święty Apoloniusz, który równie jak i Wielkorządca znał barbarzyńskie to prawo i pamiętał o niém, odpowiedział iż dziwi go, że Pereniusz po wysłuchaniu jego mowy, wiedząc jakie są jego co do religii chrześcijańskiéj przekonania, ośmiela się jednak nakłaniać go do odstąpienia od niéj: że męczeństwo było oddawna przedmiotem jego najżywszego pragnienia, że nic zaszczytniejszego i szczęśliwszego spotkać go nie może, jak wylanie krwi za Boskie prawdy które dopióro co wykładał i bronił. W końcu prosił go i zaklinał, równie jak i wszystkich Senatorów, aby uznając niedorzeczność religii pogańskiéj, przyjęli wiarę chrześcijańską, w któréj jedynie dostąpić można zbawienia.

Podziwiali wszyscy tak Wielkorządca i cały Senat, męstwo i stałość Apoloniusza, lecz ulegając obawie ściągnienia na siebie przed ludem odpowiedzialności gdyby go oszczędzili, skazali go na ścięcie. Wyrok ten wykonano niezwłocznie, i świetny ten obrońca wiary Chrystusowéj otrzymał koronę męczeńską w dniu 18-m Kwietnia roku Pańskiego 189.

Relikwie błogosławionych zwłok jego z ubiegiem czasu rozdzielone i umieszczone zostały po różnych kościołach, a mianowicie ojców Karmelitów w mieście Eworu w Portugalii, ojców Jezuitów w Antwerpii, i w kościele świętego Franciszka Serafickiego w Bolonii.

Pożytek duchowny

Święci Męczennicy, gdy nawet chodziło o życie nie zapierali się wiary, i wystawiając się zwykle na straszne męki, śmiało i otwarcie ją wyznawali. My często dla uniknienia małéj ze strony niedowiarków spotkać nas mogącéj przykrości, lub tylko szyderstwa, powstrzymujemy się od czynów właściwych prawowiernemu katolikowi, słabéj przez to dowodząc i w nas samych wiary. Czy nie jesteś z téj liczby?

Modlitwa

Boże! Któryś błogosławionego Apoloniusza męczennika Twojego, wielkiém męstwem i stałością w wyznaniu wiary obdarzył, spraw prosimy za jego wstawieniem się, abyśmy dla żadnych względów ludzkich, od obowiązków prawowiernych dzieci Kościoła Twojego nie odstępowali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 301–303.

Tags: św Apoloniusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik Rzym Senator apologeta męstwo
2020-04-17

Św. Aniceta Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 175.

(Żywot jego był napisany przez świętego Damaza Papieża.)

Święty Anicet, dwunasty z rzędu po świętym Piotrze Papież, był rodem z Syryi. Przyszedł na świat przy końcu pierwszego wieku, a sława jakiéj w Kościele Bożym zażywał w połowie drugiego, dowodzi iż od lat młodych odznaczył się wysoką świątobliwością w zawodzie duchownym.

Jakoż obdarzył go Pan Bóg wysokiemi zdolnościami: wielkodusznością, stałością i męstwem. Pomimo niebezpieczeństwa na jakie podówczas każdy wierny był wystawiony, a najbardziéj kapłani na których najbaczniejszą zwracali pogańscy prześladowcy uwagę, służył z całą gorliwością Kościołowi i mężnie bronił prawdy i czystości wiary świętéj. Poczytywano go powszechnie za najdzielniejszego wszelkich błędów heretyckich pogromcę, i za najuczeńszego i najświątobliwszego w owych czasach kapłana Kościoła Rzymskiego. To téż po męczeńskiéj śmierci świętego Piusa I Papieża, w roku Pańskim 157 zaszłéj, święty Anicet wyniesionym został na Stolicę Apostoiską.

Wielce potrzebował wtedy Kościoł Boży tak znakomitego Pasterza, gdyż złość i zuchwalstwo odszczepieńców bardzo szerzyć się zaczynało, każąc obyczaje wiernych, i podkopując zasady nauki katolickiéj. Tych zawziętych wrogów Chrystusowych, nagromadziło się było najwięcéj do Rzymu, właśnie w tym celu aby na wiarę świętą uderzać przedewszystkiém tam, gdzie ona jako w źródle swojém przechowywana i strzeżona, jaśnieje zawsze najświetniéj i całe ciało Kościoła ożywia.

Walentynian, jeden z najbezbożniejszych kacerzy, osiadł tam był jeszcze za papiestwa świętego Hygina; a za czasów jego następcy świętego Piusa, rozpowszechniwszy swoje błędy, ciągle nowych zwolenników pozyskiwał. Także niejaka Marcelina, kobieta podejrzanych obyczajów, a bardzo wykształcona, należąca do heretyckiéj sekty Gnostyków, zjawiła się była przed niejakim czasem w Rzymie i wielu w swoje piekielne sidła wikłała. Nareszcie znajdował się tam podówczas i przewrotny kacerz Marcion, i od samego początku Papiestwa Piusa I, swoję bluźnierską naukę rozsiewał. Słowem, że święty Anicet wstępując na Stolicę Apostolską, ujrzał się jakby oblężonym przez tych wysłanników szatańskich, czyhających na zgubę Kościoła, lecz których on przez czas swojego panowania, w końcu zupełnie wyniszczył, ścigając ich do ostatka, a wszelkiéj dokładając usilności aby wiernych przeciw jadom ich przewrotnéj nauki, na zawsze obwarować i zabezpieczyć.

Dziwnie téż Pan Jezus błogosławić raczył niezmordowanym zabiegom tego Swojego Zastępcy na ziemi! W krótkim czasie powierzona jego pasterskiéj pieczy owczarnia, w skutek jego ojcowskiéj troskliwości i gorliwości, uleczoną została z tego jakby morowego powietrza, złością wielkiéj liczby kacerstw szerzonego. Sekty Walentynianów, Marcionistów, Gnostyków i wszystkich innych heretyków, nie mogły ostać się przy swoich błędach, co chwila jużto kazaniami, już okólnemi listami i różnego rodzaju pismami wyświecanych i zbijanych przez uczonego Papieża. Z drugiéj zaś strony świątobliwość jego obyczajów, nadzwyczajna ostrość życia, obok nieustającego miłosierdzia dla ubogich, dla których był całém sercem wylany, porównywana z obyczajami odszczepieńców, najskuteczniéj przemawiała do ludu i odstręczała ich od nieprzyjaciół Kościoła. Wielki ten Papież, tak skutecznie uprawiał powierzoną mu od niebieskiego gospodarza, winnicę, że Rzym który jest węzłem jedności katolickiéj, i stolicą nieskazitelności wiary, stał się jakby „główną siedzibą wysokiéj świątobliwości i wielką szkołą gorącéj pobożności chrześcijańskiéj” jak się wyraża święty Hegezypas, za papiestwa świętego Aniceta Rzym zwiedzający. Znakomity ten historyk kościelny, który dla tém dokładniejszego opisu stanu Kościoła za jego czasów, zwiedzał prawie wszystkie kraje gdzie wiara święta już rozszerzoną była, opisując stan Kościoła w Rzymie za papiestwa świętego Aniceta, powiada między innemi że zauważał, iż tam szczególnie zachowywano jak najwierniéj wszystko co Apostołowie przekazali, i czego Sam Pan Jezus nauczał.

Nie dawali jednak odszczepieńcy pokoju świętemu Papieżowi. Od czasu do czasu podnosili głowy, lecz baczność Aniceta czuwała ciągle, i za każdém ich wystąpieniem, silniéj on i skuteczniéj ich pogramiał.

W samych początkach jego papiestwa nawiedził go był święty Polikarp Biskup Smirneński, a uczeń świętego Jana Ewangelisty. Będąc przejęty wielką czcią i poważaniem dla tego wielkiego Papieża, przybył do niego w celu poddania mu pod rozstrzygnienie, niektórych wątpliwości tyczących się karności kościelnéj, w przepisach, w których Kościoł grecki różnił się od łacińskiego. Ci dwaj święci prędko załatwili tę sprawę, i odtąd poznawszy się bliżéj w ścisłéj zostawali przyjaźni. Stosunki takowe, tych dwóch świeczników Kościoła w drugim wieku, wiele się przyczyniły do wytępiania herezyi, naktóre każdy ze swojéj strony, a w tymże duchu jedności katolickiéj uderzał. Dla samych zaś Rzymian, było to szczególnie z wielką korzyścią, gdyż dość długi ten pobyt tak wysokiéj świątobliwości i tak uczonego Biskupa jakim był święty Polikarp, najzbawienniejszy wpływ wywarł na wiernych.

Prócz niego i świętego Hegezypiasza wyżéj wspomnionego, a który z rozkazu świętego Aniceta pisał dzieje Kościoła; w tychże czasach przebywał tam i święty Justynian, wielki Apostoł i znakomity pisarz kościelny. W Rzymie to, i niejako pod okiem świętego Aniceta, napisał on większą część sławnych dzieł swoich, zbijających głównie wszelkie potwarze rozsiewane podówczas przez pogan na chrześcijan, i wyświęcające główne błędy najgłośniejszych kacerzy. Za staraniem świętego Aniceta założył on szkołę, w któréj wykładał naukę katolicką, przez co utwierdził w wierze chrześcijan wystawionych na liczne niebezpieczeństwa duszy, tak z powodu błędów i pogańskich jeszcze panujących i nowych przez heretyków szerzonych. Przytém nawrócił i wielką liczbę pogan, pomimo prześladowania które już nie ustawało. Wielu i innych jeszcze znakomitych mężów Kościoła, garnęło się wtedy do Rzymu, gdzie ich ściągała sława świątobliwości Papieża, a zatrzymywała miłość ojcowska z jaką ich podejmował, i poparcie ich prac apostolskich, jakie w podobnéjże gorliwości samego najwyższego Pasterza znajdowali.

Święty Anicet rządził Kościołem Bożym około lat dziewięciu, a chociaż papiestwo jego na bardzo burzliwe wypadło było czasy, jego jednak pasterska troskliwość, potrafiła zająć się najdrobniejszemi szczegółami tyczącemi się karności kościelnéj, a mianowicie przykładnego i świątobliwego sposobu życia, którém przyświecać powinni duchowni. Wydał między innemi postanowienie, opierające się na zaleceniu świętego Pawła Apostoła, aby duchowni nie nosili trefionych włosów, i przepisał tonsurę: to jest aby księża mieli tak nazwaną koronę na głowie, zawisłą na tém aby włosy nosili nizko ostrzyżone, a na wierzchu aby w kształcie koła, zupełnie wygolone były. Święty Grzegorz Turoneński utrzymuje, iż jeszcze święty Piotr Apostoł, nakazał to był na pamiątkę korony cierniowéj Pana Jezusa: wnosić więc można że święty Anicet wydał wyraźne postanowienie na to co już oddawna, wprawdzie jako zwyczaj tylko, lecz powszechnie było zachowywaném. W każdym razie, mamy w tém dowód jak ten sposób noszenia włosów przez duchownych po dziś dzień zachowywany, jest starożytnym i jak dla tego poważanym być powinien.

Święty ten Papież, nabywając tyle zasług w sprawowaniu swojéj najwyższéj godności, wzdychał ciągle za koroną męczeńską. Gorliwość jego w przechowywaniu powierzonego mu skarbu wiary Kościoła całego, męstwo w walce z wszelkiego rodzaju jéj wrogami i wysoka świątobliwość życia, wysłużyły mu w końcu tę najwyższą nagrodę. Zszedł z tego świata śmiercią męczeńską, za prześladowania cesarza Marka Aureliusza, około roku Pańskiego 167, lecz szczegółów dokładnych śmierci jego nie mamy. Błogosławione zwłoki jego, pogrzebali chrześcijanie na cmentarzu świętego Kaliksta. W roku 1604, za zezwoleniem ojca świętego Klemensa VIII ciało świętego Aniceta zostało wydobyte, i umieszczone we wspaniałéj kaplicy, wzniesionéj na jego cześć przez jednego z książąt Rzymskich. Głowę jego jako drogą relikwią, przechowują w Monachium w kościele ojców Jezuitów.

Pożytek duchowny

Święty Anicet rządził Kościołem Bożym w trudnych bardzo dla niego czasach. Oddając przeto cześć jego zasługom w obronie wiary świętéj położonym, powinniśmy z wielką gorącością ducha wzywać jego pośrednictwa, żyjąc w czasach w których tenże Kościoł święty Matka nasza, na wielkie i zewsząd i wszędzie wystawiony jest pociski.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który nas błogosławionego Aniceta męczennika Twojego i Papieża, doroczną uroszystością rozweselasz; spraw miłościwie, abyśmy pamiątkę jego przejścia do Nieba obchodząc, jegoż tam za nami pośrednictwem do Ciebie cieszyli się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 299–301.

Tags: św Anicet „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik Rzym herezja tonsura
2020-04-14

Św. Tyburcego, Waleryana i Maksyma Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 229.

(Szczegóły ich męczeństwa wzięte są z dziejów męczenników rzymskich a znajdują się i u Metafrasta.)

Święty Waleryan, żyjący w pierwszéj połowie III wieku, bogaty młodzieniec rzymski i poganin, zaślubił był świętą Cecylią, sławną w tém mieście z najpowabniejszéj urody. Była ona chrześcijanką, chociaż o tém rodzice jéj nie wiedzieli, i miała zamiar dziewictwo swoje poświęcić Panu Jezusowi. Ulegając przeto tylko koniecznéj woli rodziców w zaślubieniu Waleryana, wielce się zasmuciła. W gorących téż modlitwach, do których przyłączyła posty i różne umartwienia ciała, błagała Boga, aby jej w tak bolesnéj ostateczności przyjść raczył na ratunek, a Pan Bóg wysłuchał jéj modlitwy.

W pierwszej chwili, w któréj po ślubie znalazła się sama ze swoim małżonkiem, rzekła do niego: „Zwierzyłabym ci wielką tajemnicę, gdybyś mi przyrzekł że nikomu o niéj nie powiesz.” — „Przysięgam ci, odrzekł Waleryan, że to zachowam w tajemnicy.” — „Otóż wiedz o tém, że mam przy sobie ciągle obecnego Anioła Bożego, stróża mojego dziewictwa; i gdybyś ty tegoż dziewictwa nie uszanował, wnet zostałbyś śmiercią ukarany.” — „Jeśli tak jest, powiedział na to Waleryan, tedy okaż mi tego Anioła: inaczéj będę przypuszczał że to mówisz dla tego tylko, iż innemu serce twoje oddałaś.” — „Ujrzysz go, odrzekła Cecylia, lecz wprzód musisz być omyty w świętéj wodzie.” Waleryan pragnacy dojść prawdy, powiedział że gotów to uczynić, byle wiedział w jaki sposób ma to spełnić. „Pójdź, rzekła do niego Cecylia, za miasto na drogę Apijską, znajdziesz tam ubogich których zwykle wspieram, dasz im tę oto jałmużnę odemnie, i powiesz żeby cię zaprowadzili do świętego starca Urbana. On cię wodą świętą obmyje, po czém ujrzysz Anioła.

Waleryan spełnił to zlecenie i zaprowadzony został do Papieża Urbana, ukrywającego się w okolicach Rzymu. Ten go zatrzymał przez cały tydzień, wyuczył artykułów wiary świętéj i ochrzcił. Wróciwszy do domu Waleryan, zastał świętą Cecylią modlącą się, a obok niéj ujrzał Anioła, którego oblicze jak słońce jaśniało. Trzymał w ręku dwa wieńce splecione z róż i lilii przecudnych, które dał im obojgu mówiąc: iż je przysyła im niebieski oblubieniec dziewictwa, jako zadatek chwały wiekuistéj, a zwracając mowę do młodzieńca: „ponieważ, rzekł do niego, postanowiłeś i ty zachować dziewictwo, więc Pan Bóg rozkazuje mi oznajmić ci, że gotów wysłuchać cię o cokolwiek prosić go będziesz.” — „Panie, zawołał Waleryan, padając na kolana przed Aniołem, łaska o którą cię błagam, jest nawrócenie mojego brata Tyburcego, z którym od dzieciństwa serdecznie się kochamy; spraw niech i on dostąpi tego szczęścia, jakiego ja dostąpiłem zostając chrześcijaninem.” — „Pan Bóg bardzo jest zadowolony z takiéj prośby twojéj, powiedział Anioł, i łaski ci téj udziela” — co wyrzekłszy zniknął.

Waleryan i Cecylia wielce tém wszystkiém uradowani, zaledwie skończyli dziękczynne swoje modlitwy, jakie z całego serca zanosili do Boga, gdy oto przybył Tyburcy, w celu nawiedzenia swojéj bratowéj. „Zkąd tu, powiada, zapach róż i lilii, w porze w któréj kwiatów nie ma?” — Teraz czujesz tylko ich zapach, rzekł Waleryan, lecz jeśli zechcesz, dostaniesz z nich wieniec”, i to mówiąc rzucił mu się na szyję i przyciskając go do serca, oznajmił mu że jest chrześcijaninem, i że spodziewa się że i on nim zostanie. Potém opowiedziawszy mu wszystko co się stało, prosił Cecylią aby mu wyłożyła główne zasady wiary świętéj. Tyburcy, którego Pan Bóg w tejże chwili dotknął łaską swoją, otworzył oczy na prawdy święte, przyjął je do serca, i pragnąc zostać chrześcijaninem spytał co ma uczynić. „Pójdź, powiedziała mu Święta, z bratem do Papieża Urbana, a ten cię wyuczy naszéj religii i ochrzci.”

Jakiejże znowu doznał świątobliwy Papież pociechy, gdy i Tyburcego ujrzał u nóg swoich. Byłto młodzieniec wielkich zdolności i rzymskiéj wyższego stanu młodzieży, jakby głównym przewodzcą. Spędził u świętego Urbana dni kilka, a po przyjęciu Chrztu świętego, tak się gorliwym stał chrześcijanem, iż nawet za męczeństwem wzdychał.

Po przyjęciu wiary świętej, obaj bracia zaczęli wieść życie doskonałych katolików. Zamożni będąc, wielkie czynili jałmużny, a prócz tego pośród prześladowania jakiego doznawali wtedy chrześcijanie, zajmowali się chowaniem ciał świętych Męczenników, i nawiedzaniem więźniów, utwierdzając ich w wierze. Wkrótce ściągnęło to uwagę prześladowców. Almakus, Wielkorządca Rzymski, zawzięty wróg chrześcijan, dowiedziawszy się o tém, zawezwał obydwóch braci. Gdy przed nim stanęli, rzekł do Tyburcego: „Dziwi mnie, że ludzie waszego stanu wdają się z tymi nędznikami, których chrześcijanami nazywają. Jeśli chcecie wspierać ubogich, czyż ich nie ma w Rzymie pomiędzy uczciwymi ludźmi?” — „Znać, odrzekł Tyburcy, że nie wiesz czém są chrześcijanie. Być sługą prawdziwego Boga, jest wyższym zaszczytem nad wszelkie inne stany. Jedni chrześcijanie umieją gardzić tem co w oczach ludzkich ma zaletę, a w istocie jest niczém, a cenią sobie to co wydaje się niemającém żadnéj wartości, a przewyższa wszystko.” — „A cóż to jest, spytał Almakus, co ma pozorną zaletę a jest niczóm?” — „Świat ten i jego uciechy, odrzekł Tyburcy, równie jak i wszelkie ziemskie zaszczyty i bogactwa.” – „A co nazywasz, powiedział znów Wielkorządca, rzeczą będącą wyższéj wartości nad wszystko, a która w oczach naszych wydaje się niczém?” — „Tém, odparł Tyburcy, jest przyszłe życie wieczne, pełne radości dla sprawiedliwych, a mąk nieskończonych dla dusz zbrodniczych.” — „Któżto wyuczył cię tych baśni?” zapytał Almakus — „Powiedz raczéj tych prawd świętych, odrzekł Tyburcy. Wyuczył mnie ich Jezus Chrystus Zbawca mój, Pan najwyższy i Bóg prawdziwy.” – „Więc jesteś chrześcijaninem” zawołał groźnie tyran. — „Jestem nim, odpowiedział Tyburcy, i poczytuję to sobie za największe szczęście i najwyższy zaszczyt.”

Wielkorządca rozgniewany słysząc takie odpowiedzi, kazał Tyburcego uwięzić, a odzywając aię do Waleryana: „Widzisz, powiada do niego, że brat twój postradał zmysły” — „Mylisz się, odparł Waleryan, przeciwnie: nigdy nie był mędrszym.” — „Więc i ty jak widzę, rzekł Almakus, oszalałeś podobnież.” — „Przyjdzie czas, rzecze Waleryan, że i ty sam zmienisz twoje zdanie, chociaż będzie to za późno, i przekonasz się, że największém szaleństwem jest poczytywać za bogów prostych ludzi, którzy byli oszustami, zbrodniarzami i wszetecznikami. Jakież wyobrażenie macie wy o Bóstwie! czyż nie jest to największém szaleństwem przypuszczać że jest więcéj Bogów niż jeden, i oddawać cześć takiemu mnóstwu bożków i bogiń, jak to czynią poganie?”

Na te słowa Almakus wpadł jakby we wściekłość, i rozkazał chłostać obydwóch Świętych z takiém okrucieństwem, że o mało ich nie zamordowano. Oni zaś, wśród téj męki ciągle wołali: „Bądź wychwalon na wieki o Panie i Boże nasz, za łaskę jakiéj nam dziś udzielasz, dając nam sposobność wylania krwi naszéj za Ciebie, któryś nas odkupił przelewając Twoję.”

Święci męczennicy odprowadzeni po téj męce do więzienia, zajęli się rozdaniem całego majątku swojego pomiędzy ubogich. O czém dowiedziawszy się Wielkorządca, kazał przyspieszyć wydanie na nich wyroku śmierci. Co gdy uczyniono, zwierzono straż nad nimi oficerowi wojsk cesarskich Maksymowi, który miał ich zaprowadzić na miejsce stracenia. Ten widząc ich nadzwyczaj wesołymi, spytał zdziwiony, co ich pocieszać może w tak smutnéj chwili. — „Czyż nie powinniśmy weselić się, powiedział mu Tyburcy, gdy oto doszliśmy już mety tego nędznego życia, a rozpoczniemy życie, w którém nas wieczne radości czekają.” — „A czyż jest jakie inne życie?” spytał Maksym. — „Jest bez wątpienia, odparł Tyburcy: dusza nasza jest nieśmiertelną, i po śmierci czeka wieczna szczęśliwość każdego chrześcijanina świętą śmiercią z tego świata schodzącego, a wieczne męki spotkają wszystkich nie wyznających Chrystusa.”

Po tych słowach Maksym zaprowadził obydwóch świętych do własnego domu, gdzie w nocy przybyła święta Cecylia i w słowach pełnych świętéj wymowy nakłaniała Maksyma, aby poszedł za przykładem jéj męża i jego brata; co téż on uczynił. Nazajutrz gdy ścinano Tyburcego i Waleryana, Maksym ujrzał dusze ich w postaci jasnych gwiazd unoszone do nieba przez Aniołów, otoczonych chwałą niebieską. Cud ten nawrócił go ostatecznie, i obudził w nim nawet pragnienie męczeństwa. „O! mężni słudzy prawdziwego Boga! zawołał głośno jakiegoż wy szczęścia dostępujecie! Chcę i ja być chrześcijaninem, i pragnę aby i mnie wasz los spotkał.” To nawrócenie się Maksyma, jako jednego ze znakomitszych wojskowych, pociągnęło do wiary wielu innych pogan. Almakus zawiadomiony o tém, skazał go na bicie kijami aż do śmierci, i wśród męki takowéj i ten Święty pozyskał koronę męczeńską.

Działo się to wszystko około roku Pańskiego 230. Ciała trzech tych męczenników, wraz z ciałem świętéj Cecylii także męczenniczki, w kościele na cześć jéj w Rzymie wzniesionym spoczywają.

Pożytek duchowny

Widzisz jak zbawienny wpływ wywarła święta Cecylia na męża swojego. Pismo téż Boże powiada: Poświęcon jest mąż niewierny, przez żonę wierną, i żona niewierna poświęcona jest przez męża wiernego 1. Otóż nauka dla małżonków, aby nawzajem byli sobie zachętą i pomocą do życia pobożnego.

Modlitwa (kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy cześć oddając uroczystości świętych Męczenników Twoich Tyburcego, Waleryana i Maksyma, ich cnót naśladowcami się stali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 290–293.

Footnotes:

1

1. Kor. VII. III.

Tags: św Tyburcy św Walerian św Maksym „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Cecylia małżeństwo
2020-04-13

Św. Hermenegilda Męczennika

Żył około roku Pańskiego 586.

(Jego śmierć męczeńską opisali święty Grzegorz Wielki i święty Grzegorz Turoneński.)

Święty Hermenegild był synem starszym Lewigilda króla Wizygotów w Hiszpanii. Zrodzony i wychowany wśród błędów aryańskich, należał do téj sekty jak i cała jego rodzina i większa część Wizygotów. Ojciec za życia jeszcze swego, przypuścił go do rządów państwa, i wystarał mu się o rękę księżniczki Indegondy, córki króla Sygiberta. Królewna ta, prawowierna katoliczka wkrótce pozyskała Panu Bogu i serce swojego męża, a wsparta wpływem świętego Leandra Arcybiskupa Sewilskiego, jego wuja, odwiodła go od aryanizmu. Przyjął tedy Hermenegild powtórnie chrzest święty, którego mu udzielił błogosławiony Leander, gdyż chrzest aryański bez wezwania Trójcy przenajświętszéj dawany, był nieważnym. Zaraz potém przystąpił i do Sakramentu Bierzmowania z wielką uroczystością, na pamiątkę któréj kazał wybić medal złoty z napisem: każdego odszczepieńca unikaj.

Goswinda, druga żona Lewigilda, a macocha Hermenegilda, zawzięta aryanka, dokładała wszelkich starań aby księżniczkę Indegondę, odwieść od wiary świętéj. Widząc iż tego dokazać nie może, razu pewnego, w zapale wielkiéj złości, rzekła do niéj: „Kiedy nie chcesz być ochrzczoną po aryańsku, ochrzezę ja cię tak, że cię od stóp do głowy zmyję.” Jakoż, według świadectwa świętego Grzegorza Turoneńskiego, porwawszy za włosy tę nieszczęsną królewnę, kazała służącym swoim wziąść ją na sznur długi, i zanurzyć w sadzawce w porze zimowéj. Potém stojąc nad brzegiem co chwila do niéj wołała: „Powiedz że chcesz być aryanką, a każę cię wyciągnąć.” Lecz świątobliwa Indegonda za każdą razą odpowiadała: „jestem katoliczką i katoliczką chcę umrzeć.” Długo męczeństwo to znosiła, lecz w końcu stałość jéj przemogła złość niegodziwéj macochy. Indegonda wyszła z wody przy życiu, z koroną męczeńską przed Bogiem nabytą.

Hermenegild dowiedziawszy się o okrucieństwie, jakiego dopuściła się Goswinda na żonie jego, uniósł się bardzo i powziął zamiar pomszczenia się za nią. Król stanął po stronie swojéj niegodziwéj żony, która poduszczając gniew jego, przywiodła rzeczy do takiéj ostateczności, że przyszło do wojny domowéj między ojcem i synem. Wkrótce jednak, Hermenegild ulegając namowom bogobojnej małżonki, poddał się ojcu, upadł mu do nóg, i prosił o przebaczenie. Król szczerze czy nie szczerze, przyjął go bardzo serdecznie, i spytał gdzieby była żona jego. Książe odpowiedział, iż wkrótce na dwór przybędzie. Miał ten zamiar w istocie Hermenegild, tém bardziéj że Goswinda udawała iż także jest pojednaną i upewniała że żadnych już gwałtów na osobie jego żony niedopuści się odtąd. Lecz jeden z najwierniejszych przyjaciół Hermenegilda ostrzegł go, iż wtém ukrywała się zdrada. W wielkiéj więc tajemnicy wyprawił on żonę z synem najprzód do Afryki, a potém do Carogrodu, chroniąc przed złością macochy, te dwie najdroższe mu na świecie istoty.

Ostrzeżenie przyjaciela okazało się wcale niepłonném. Goswinda ujęła sobie najzaufańszych dworzan królewskich, postawiła przedajnych świadków, pofałszowała listy, i wbiła króla w przekonanie że syn udał tylko pojednanie się z nim, dla tém łatwiejszego zgubienia ojca. Cała ta intryga tak zręcznie poprowadzoną została, że Hermenegilda oskarżonego o zbrodnię stanu, król kazał wtrącić do więzienia, gdzie najokrutniéj się z nim obchodzono. Wtedy królewicz przewidując iż mu śmierć nawet grozi, już zajął się tylko przygotowaniem się na nią, i cały czas na modlitwie i pobożnych ćwiczeniach spędzał. Przejęty najżywszą skruchą za grzechy, jakby mu nie dość było na tém co ucierpiał od swoich prześladowców, przywdział ostrą włosiennicę i różne sobie umartwienia zadawał.

Długo jęczał w więzieniu. Dnia pewnego przybył do niego sam ojciec z urzędnikami, którzy sprawę jego prowadzili, a wpadłszy w złość największą, okrył go obelgami nazywając zdrajcą i ostatnim łotrem. W końcu spytał groźnie: czy dotąd obstaje przy wierze Rzymsko-Katolickiéj? „Tak jest ojcze, odpowiedział książe, i chciałbym sto razy umrzeć za tę wiarę świętą. Rozkaż, jeśli wola Twoja taka, poszarpać ciało moje w kawałki, a wtedy ile ran mi zadasz, tyle jakby ust wyznawać będzie Zbawcę mojego.” A gdy mu ojciec zagroził wydziedziczeniem od korony, jeśli aryaninem nie zostanie, „Ja, odrzekł książe, mam za nie koronę: wolę nie tylko z tronu ustąpić ale i życie utracić, byle nie odstąpić prawdy i nie dopuścić się tego, co jest przeciwném sumieniu mojemu i prawu Bożemu.” Odszedł ojciec srożéj jeszcze zagniewany, a Pan Bóg zlał w serce Hermenegilda wielkie pociechy, o których w liście swoim ostatnim z więzienia pisanym do żony, wspomina.

Wkrótce potém gdy nadeszła Wielkanoc, Lewigild posłał do więzienia Biskupa aryańskiego, z poleceniem aby Hermenogild z jego ręki przyjął komunią. Święty odmówił tego, gdyż wspólnictwo w obrzędach religijnych z kacerzami, jest zakazaném, za co król już nie kładąc żadnych granic swojemu zawziętemu gniewowi, skazał go na śmierć i posłał do więzienia katów, aby niezwłocznie wyrok ten wykonali. Królewicz, dowiedziawszy się o tém ukląkł, i w te słowa modlić się zaczął: „Boże mój i Panie! dzięki Ci nieskończone składam, że obdarzywszy mnie przez ojca mojego życiem nędzném i śmiertelném, z mocy wyroku przez niegoż wydanego, obdarzasz mnie życiem wiekuistéj radości.” Potém modlił się za ojca, za macochę i za wszystkich swoich nieprzyjaciół, i wspomniał z uczuciem serdecznego przywiązania o małżonce swejéj Indegundzie, wyrażając wdzięczność jaką ma dla niéj za to że go nawróciła do wiary katolickiéj, i zawsze ku wiernéj służbie Boga zachęcała. W końcu poleciwszy duszę swoję Bogu, i wezwawszy przenajświętszą Pannę i Anioła Stróża, schylił głowę pod miecz katowski. Ścięto go toporem dnia 13 Kwietnia, około roku Pańskiego 586. Zaraz po śmierci jego objawił Pan Bóg chwałę która go w Niebie spotkała. Przez całą noc następną, słyszano około ciała jego śpiewy anielskie, a więzienie napełnione zostało światłością niebieską. Święty Grzegorz Wielki, który pisał jego żywot, sądzi iż przez wzgląd na jego zasługi i za jego pośrednictwem, nawrócił się brat jego król Rekaret, po Lewigildzie panujący, a wkrótce po nim i cały naród Gotów Hiszpańskich, wrócił na łono Kościoła.

Co do księżniczki Indegondy: piszą że otrzymawszy wiadomość o śmierci swego ukochanego małżonka, wraz z ostatnim jego listem który pisał do niéj z więzienia, prosiła Pana Boga aby, jeśli taka wola Jego, i ją do Siebie powołać raczył i połączył z mężem i z dzieckiem. Gdy bowiem Hermenegilda tracono w Hiszpanii, w téj saméj porze straciła i jedynego synka, jakiego z małżeństwa z nim miała. Pan Bóg uwzględnił jéj pobożną tęsknotę: wkrótce po odebraniu wiadomości o śmierci męża, będąc w Afryce świątobliwie umarła.

Pożytek duchowny

Święty Hermenegild wzgardził i koroną i życie poświęcił, byle wiary świętéj nie odstąpić. Gdy Pan Bóg nie wymaga po nas tak wielkich ofiar, starajmyż się tém bardziéj nie dawać nigdy w sercu naszém pierwszeństwa czemukolwiek, nad posłuszeństwo jakieśmy winni Panu Bogu. Święty ten, jakto widzisz ze szczegółów jego życia, zamordowany przez własnego ojea za wiarę świętą, pomimo takiego z jego strony okrucieństwa, nie wykroczył przeciwko należnéj rodzicom czci i poszanowaniu. Bierzmy ztąd naukę z jaką uległością być powinny dzieci dla rodziców, jakimikolwiek by oni byli.

Modlitwa (kościelna)

Boże! kóryś błogosławionego Hermenegilda męczennika Twojego, koronę niebieską nad ziemską przekładać nauczył, spraw pokornie prosimy, abyśmy za jego przykładem ziemskiemi dobrami gardząc, o wieczne się starali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 288–290.

Tags: św Hermenegild „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik arianizm rodzice
2020-04-12

Św. Sabby Męczennika

Żył około roku Pańskiego 372.

(Żywot jego wyjęty jest z dziejów Kościoła Gockiego, i znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Sabba w wieku IV żyjący, z narodu Gotów, był rodem z części kraju przez nich zamieszkałego graniczącego ze Scytyą, gdzie wielu już za czasów jeszcze Konstantyna Wielkiego, do wiary katolickiéj nawróconych było. Sabba w niéj wychowany od lat najmłodszych, wiódł życie doskonałego chrześcijanina. Odznaczał się szczególnie wielkiém do Matki Bożéj nabożeństwem, i wyjednaną mu przez Nią łaską nieskalanéj czystości. We wzroku tak był umartwiony, iż nigdy nie podniósł oczów na osobę płci obeéj. Lubo należał do narodu dzikiego i w ogólności tępego umysłu, gruntowna pobożność zastąpiła w nim wszystko, i byłto człowiek którego powszechnie wielce poważano. Mało wykształcony w naukach, lecz w świątobliwości wysoko posunięty, przedewszystkiém przykładem swoim najzbawienniéj wpływał na pogan, i wielu z nich nawrócił do wiary świętéj. Odziedziczywszy znaczny po rodzicach majątek, lecz w duchu ubogi, gardząc dla Chrystusa dostatkami, skarb swój składał w Niebie, przez hojne jałmużny jakie czynił, a stroniąc od uciech światowych, wiódł życie umartwione i bogomyślne. Długie na modlitwie trawił godziny, pościł codziennie, i prawie cały czas swój poświęcał na odwiedzanie chorych ubogich, i służenie im z największą miłością. Takim go maluje list jego Biskupa pisany do Biskupów w Kapadocyi, i przesłany po jego męczeństwie.

Prześladowanie katolików wszczęte przez Atanaryka króla Gockiego, rozpoczęło się w roku 370 z wielkiém okrucieństwem. Król ten prowadził wojnę z innym królem gockim nazwiskiem Frytygernus, który dla pozyskania sobie pomocy cesarza Walensa, przyjął wiarę chrześcijańską. Atanaryk pobity przez wojska rzymskie, całą zawziętość obrócił na tych swoich poddanych, którzy byli chrześcijanami, i postanowił albo ich wytępić, albo przywieść do odstąpienia wiary świętéj. Pastwił się nad nimi okrutnie. Kazał obwozić po kraju posąg bożyszcza pogańskiego na wielkim wozie, i wszyscy chrześcijanie nieoddający mu czci, niezwłocznie wymordowywani zostawali, albo żywcem paleni. W pewném miejscu, wielka liczba chrześcijan tak mężczyzn jak i niewiast unoszących dzieci na ręku, schroniła się do kościoła: poganie podłożyli ogień i wszystkich spalili.

Lecz najznakomitszym z ówczesnych w tym kraju męczenników, był święty Sabba. Sami pogańscy urzędnicy przerażeni barbarzyńskiemi morderstwami nakazanemi przez króla, starali się wynaleźć sposób ratowania chrześcijan. Nie wymagają li aby oni oddawali pokłon obwożonemu bożyszczu, lecz nagromadziwszy wielkie tłumy ludu z pogan i z chrześcijan złożone, urządzali uczty religijne, na których podawano mięsiwa bożkom poświęcone. Wnosili iż przy tego rodzaju obrzędzie, chrześcijanie na mniéj wyraźną próbę narażeni będą, a przez to łatwiéj im przyjdzie wielu z nich uratować życie.

W miejscu gdzie przebywał święty Sabba, gdy zgromadzono ludność na ten rodzaj uczty, a przybyli królewscy urzędnicy, spytali zebranych pogan, czy nie było między nimi chrześcijan, ci odpowiedzieli iż nie masz żadnego, i że gotowi stwierdzić to przysięgą. Czynili zaś to głównie przez wzgląd na świętego Sabbę, którego koniecznie uratować pragnęli. Lecz Święty, nie chciał dopuścić takowego krzywoprzysięstwa: wystąpił z tłumu i głośno zawołał że nie godzi się przysięgi téj wykonywać, gdyż on jest chrześcijaninem. Niezwłocznie więc powołano go przed sędziego. Sabba spragniony korony męczeńskiéj, tak mężnie się stawił, i tak otwarcie oświadczył iż jest wyznawcą Chrystusowym gotowym na śmierć, byle nie odstąpić świętéj wiary, że urzędnik przewodzący sądom i sam przejęty dla niego szczególnym szacunkiem, pragnął go oszczędzić. Dowiedziawszy się że Sabba, który rozdał był cały swój majątek na biednych, prócz ubogiéj szaty jaką miał na sobie, nic zgoła nie posiada, nie badał go daléj, i jako włóczęgę i żebraka, kazał wygnać za miasto.

W roku następnym, prześladowanie okrutniéj jeszcze szerzyć się zaczęło. Ponieważ z wioski w któréj przebywał Święty Sabba, ksiądz nazwiskiem Sanzalus, uszedł był przed poszukującymi go poganami, więc gdy nadchodziła Wielkanoc, nasz Święty umówiwszy się z drugim kapłanem Guttykiem szedł na inne miejsce, gdzie spodziewał się iż tę uroczystość spokojnie będą mogli obchodzić. Zaledwie puścił się w drogę, gdy spotkał go jakiś człowiek, dziwnie poważnéj postaci i wzrostu nadzwyczajnego, radząc mu aby się wrócił, i upewniając że w wiosce swojéj zastanie księdza Sanzala. Pomimo tego święty Sabba chciał iść daléj; lecz chociaż wtedy niebo było pogodne, niespodzianie spadł śnieg obfity, i tak coraz bardziej na drodze którą szedł powiększały się zaspy, że poznawszy w tém szczególne zrządzenie Boskie, wrócił do domu, i zastał w istocie księdza Sanzala, który przybył na święta Wielkanocne i tę uroczystość wspólnie z nim z wielkiém nabożeństwem obchodził.

We wtorek Wielkanocny, gdy jeszcze spoczywali, nadciągnął do wsi oddział żołnierzy pogańskich pod dowództwem Ataryda, jednego z najzawziętszych prześladowców chrześcijan, który obu z łóżek zabrawszy uwięził. Sanzala, dozwoliwszy mu ubrać się, posadzili na wozie, lecz Sabbę prawie nagiego i bez obuwia, pędzili pieszo po skalistéj i ciernistéj drodze, w ciągu któréj okrutnie go chłostali rózgami i kijem tłukli. Pokaleczyli go do krwi, lecz Pan Bóg cudem uwieńczył jego cierpliwość i wytrwałość, gdyż nad rankiem gdy poganie chcieli przypatrzyć się jego ranom, nie znaleźli takowych ani śladu, co dało powód Świętemu że szydził nawet ze swoich katów. To ich gorzéj jeszcze rozzłościło; przywiązali go nogami do jednéj osi wozu, a rękoma do drugiéj, najsilniéj jak mogli rozciągając, i w téj męce kilka godzin pozostawili. Działo się to w nocy: barbarzyńcy zbudzili gospodynię domu, w którym się zatrzymali, aby im przygotowała posiłek, a sami na spoczynek się udali. Przez ten czas, kobieta ta odwiązała Sabbę, lecz on nietylko nie uciekał, lecz wraz z nią przez resztę nocy zajął się przy kuchni, aby jego oprawcy mieli wszystko gotowe.

Gdy dzień się zrobił, żołnierze podziwiali postępek Świętego, lecz Ataryd jeszcze stał się zawziętszym. Kazał zawiesić Sabbę za ręce u belki sufitu i przynieść mięsiwa poświęcone bożkom, wymagając aby je i Sabba i ksiądz Sanzal pożywali. Obaj nie chcieli tego uczynić. A gdy powiedziano Sabbie że taki był rozkaz samego Ataryda: „Któż jest, odezwał się Święty, ten Ataryd, który ośmiela się przykazywać mi to czego Bóg zabrania? Kogoż z tych dwóch powinienem słuchać? Nie będę więc pożywał tych pokarmów.” Odwiązano go od belki, i po chwili jeden z żołnierzy ugodził go w brzuch pałką okutą ostrzem na końcu tak silnie, że Święty upadł na ziemię. Lecz wstając zdrów i rzeźwy: „Sądziłeś żeś mnie zamordował, powiedział do żołnierza, a oto za łaską Pana mojego Jezusa Chrystusa, jeszczem na nogach, i prawie nie czułem twojego ciosu.”

Dowiedziawszy się o tém Ataryd, kazał go niezwłocznie w rzekę wrzucić, a Sanzala uwolnić. Co widząc Sabba: „Jakiż występek popełnił ten kapłan Chrystusów, zawołał, żeby nie miał umierać wraz ze mną?” A potém złożywszy Panu Bogu dzięki że jego samego męczeństwo nie omija, udał się nad rzekę, wiedziony przez żołnierzy. Gdy nad brzegiem stanęli, żal się im zrobiło zadawać śmierć takiemu człowiekowi. Wnosząc więc że się o tém nie dowie Ataryd, chcieli go puścić na wolność, byle zaraz uchodził w obce jakie kraje. „Nie czyńcie tego, rzekł do nich Święty, największą przez to zadalibyście mi krzywdę. Widzę już tych którzy mnie zaprowadzić mają do chwały niebieskiéj. Nie pozbawiajcież mnie szczęścia wiekuistego.”

Wrzucili go tedy w rzekę, i Święty z koroną męczeńską poszedł do Nieba. Poniósł śmierć za wiarę dnia 12 kwietnia roku Pańskiego 372. Ciało jego wydobyte późniéj z wody, za staraniem wodza wojsk rzymskich Juliusza Sorana, męża bardzo pobożnego, przeniesione zostało do Kapadocyi jego ojczyzny, i wtedyto Biskup miejscowy przesłał w liście okólnym do wiernych, powyższe szczegóły jego śmierci męczeńskiéj.

Pożytek duchowny

Gdy na tak żywy akt wiary, przez jaki Święty dzisiejszy pragnął śmierci męczeńskiéj, zdobyć się nie możemy, oddawajmy głęboką cześć takim łaskom w świętych Męczennikach Pańskich. Z naszéj zaś strony zdobywajmy się przynpajmniéj na przyjmowanie w duchu wiary i miłości Boga, wszelkie cierpienia jakie spodoba się Bogu zesłać na nas, a także i śmierć samę.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Sabbę, w jego śmierci męczeńskiéj, przedziwném męstwem obdarzył, daj nam za jego wstawieniem się w każdém cierpieniu, a szczególnie w godzinie śmierci naszéj, pokorne i chętne przenajświętszéj woli Twojej poddanie się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 286–288.

Tags: św Sabba „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik czystość
2020-03-24

Św. Szymona Dzieciecia i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 1475.

Święty Szymon, dziecię umęczone przez Żydów z nienawiści do Chrystusa Pana (a którego pamiątkę dziś Martyrologium Rzymskie ogłasza), przyszedł na świat roku Pańskiego 1472, z bardzo ubogich rodziców, ojca Andrzeja, a matki Maryanny, w mieście Trydencie na pograniczu Włoch i Niemiec położoném.

Oto są szczegóły jego męczeństwa, wyjęte z akt procesu kryminalnego, wytoczonego w swoim czasie Żydom którzy go zamordowali, a szczegóły przez najpierwszéj powagi pisarzy kościelnych wiernie przechowane.

W roku Pańskim 1475 w mieście Trydencie, przy końcu Wielkiego postu, Żydzi zgromadzili się byli do domu pewnego starozakonnego nazwiskiem Samuela, który przewodził ich Synagogą, w celu przygotowania wszystkiego co im potrzebném było, do uroczystego obchodu Paschy, to jest ich Wielkiéj-nocy. Gdy naznosili tam różnego rodzaju mięsa, ryb i pieczywa, rzeczy zwykle przez nich przy tych zabobonnych obrządkach używanych, żyd jeden uchodzący za najgorliwszego w zachowywaniu przepisów Starego Zakonu imieniem Anioł, w te słowa się odezwał: „Wszystko mamy na obchód tego święta potrzebne: i ryby i mięsiwa, ale nam jednéj najważniejszéj rzeczy nie dostaje.” —A czego? „zapytał go Samuel, na co Anioł i drudzy, którzy już domyślili się o co idzie, nie odpowiedzieli głośno, gdyż w téj chwili było tam obecnych kilku służących, którym nie zupełnie ufali, lecz pewnemi znakami dali Samuelowi do zrozumienia, że im brakuje jeszcze krwi chrześcijańskiéj. Potrzebowali bowiem dziecięcia chrześcijańskiego na ofiarę, aby zamordowawszy je na wzgardę i z nienawiści do Chrystusa Pana, krwią z niego wytoczoną zaprawić chleb przaśny, który wtedy pieką i spożywają, i barbarzyński ten obrzęd zowią Joel to jest Jubileuszem, niby dniem wielkiéj radości i chwały. Lecz Samuel chcąc rzecz całą w największéj zachować tajemnicy, na tém zbyt liczném zebraniu nie o tém więcej mówić nie dozwolił, tylko dla najzaufańszych swoich współwyznawców naznaczył dzień następny, aby się do niego na naradę zeszli. Ci gdy nazajutrz przyszli, przedstawili mu, iż potrzeba im koniecznie postarać się o dziecię chrześcijańskie; że onto jako z nich najstarszy, powinien się tém zająć, i że w domu jego, przy małéj liczbie Żydów, na których o zachowanie tajemnicy najwięcéj liczyć mogą, okrutny ten obrządek zamęczenia dziecięcia chrześcijańskiego i wytoczenia z niego krwi niewinnéj, wśród nocy powinien się odbyć.

Zakłopotany wprawdzie takiém żądaniem Samuel, nie śmiał jednakże odmówić tego, czego po nim w imieniu jakoby religii domagano się. Zawezwał więc jednego z najdawniejszych i najwierniejszych sług swoich imieniem Łazarz, i temu pod wielką tajemnicą, rzecz całą odkrywszy, dał zaraz znaczne pieniądze, i przyrzekł jeszcze więcéj, byle, i to jak najprędzéj, wykradł jakie dziecię chrześcijańskie, robiąc to z największą ostrożnością, i takowe żywe im dostarczył. Wymagano przytém od niego, aby dziecię było kilkoletnie, a ile możności zdrowe i piękne. Lecz ów sługa, czy to niechcący do takiéj barbarzyńskićj zbrodni ręki przykładać, czy też z obawy aby jéj wykrycie nie ściągnęło na niego głównéj kary, nie chciał podjąć się dawanego mu zlecenia. Widząc zaś, że Żydzi przypuszczając iż ich zdradzić może, zmawiali się na niego, i zamyślali go zabić, tejże nocy uszedł z domu Samuela i miasto opuścił tak tajemnie, iż go pomimo wszelkich z ich strony starań, odszukać nie mogli.

Działo się to w Wielką Środę. Nazajutrz w Wielki Czwartek, Żydzi należący do tego spisku, zgromadzili się w Bóżnicy, i postanowiwszy bądź co bądź wystarać się o dziecię chrześcijańskie, zawezwali jednego ze swoich współwyznawców, nazwiskiem Tobiasz, a który z pomiędzy nich najwięcéj miał stosunków z chrześcijanami, i tego postanowili zmusić do wyszukania i wykradzenia dziecięcia. Nakazali mu to pod najstraszniejszą u nich klątwą, zagrozili jeszcze surowszą karą jeśli tego nie uczyni, a przyrzekli ogromną nagrodę gdy ich rozkaz spełni. Tobiasz podjął się wszystkiego, a nawet bez oporu, gdyż sam wielką pałał ku chrześcijanom i wierze chrześcijańskiéj nienawiścią. Udał się więc na zbrodniczą wyprawę swoję, umówiwszy się z Samuelem, iż on ciągle we drzwiach swojego mieszkania aż do późna w nocy stać będzie, aby jak tylko Tobiaszowi uda się porwać dziecię chrześcijańskie, zaraz je mógł w domu jego ukryć. Samuel był bardzo bogaty, w razie więc nawet jakich poszukiwań, które mogliby czynić rodzice dziecięcia porwanego, wnosić można było, iż nie ośmielono by się tak łatwo, jego domu przetrząsać.

Gdy tedy zmierzchać poczęło, Tobiasz udał się na przedmieścia miasta i tam czyhał na swoją zdobycz. Owoż na jednéj z najodleglejszych i najmniéj ludnych dzielnic miasta zwanéj Fosseta, mieszkała uboga lecz bardzo poczciwa i pobożna rodzina dwojga wyrobników, z pracy rąk utrzymujących się. Żyli bardzo zgodnie i przykładnie, a wśród niedostatku w jakim zostawali, największą ich pociechą było jedyne dziecię, które niezmiernie kochali, bo była to dziecina dziwnie urodna, miła, i nad wiek swój roztropna. Był to synek półtrzecia roku mający, imieniem Szymon. Kiedy rodzice udawali się na robotę, od rana powierzali go dozorowi starszych dzieci z sąsiednich domów, a pod wieczór Szymonek, wyglądając już z utęsknieniem powrotu matki, wychodził na mały wzgórek, nieco odległy od mieszkań, a będący w stronie którą ona zwykle wracała, i tam usiadłszy lub położywszy się na ziemi czekał na nią spokojnie, a gdy nadchodziła, biegł do niéj co prędzéj.

Niegodziwy żyd Tobiasz, znać wiedział o tém wszystkiém, jako dla swojego frymarku często po téj stronie miasta włóczący się, a przypominając sobie to dziecię, właśnie takie jakiego mu potrzeba było, bo i urodne, i zdrowe, i kilkoletnie, a na odludném miejscu w późnéj porze przebywające codziennie, uznał iż najłatwiej przyjdzie mu je porwać. Jakoż znalazłszy je pod wieczór na onym wzgórku, czekające swoim zwyczajem na matkę, przybliżył się do niego, i już to pieszczotami, już dając mu różne łakocie, i nareszcie mówiąc że je zaprowadzi do matki, wziął je za rękę, odwiódł jeszcze daléj na stronę, i obejrzawszy się wokoło, a nikogo nigdzie nie widząc, porwał na ręce i szybko uniósł. Przez drogę tulił je, pieścił, ciągle łakociami karmił, to wreszcie, gdy zaczynało płakać, usteczka mu ręką zatykał, i nakoniec przebiegłszy puste w téj stronie miasta ulice dostał się do domu Samuela, który na niego czekał i dziecię mu oddał. Ten zaniósł je co prędzéj do najskrytszego w domu swoim pokoju, i tam je ukrył, gdzie biedna dziecina z początku płakała, a w końcu na miękkich betach złożona usnęła.

Gdy noc nadeszła, przypuszezeni do téj tajemnicy Żydzi zeszli się do Samuela, i zanieśli dziecię do bóżnicy. Tam Samuel zawiązawszy mu usteczka chustką, aby krzyku nie wydawało, obnażył je z szatek i kazawszy drugim rozciągnąć za rączki i nóżki nad misą szeroką, podstawioną tak, aby w nią krew z dziecięcia ściekała, dobywszy noża ostrego, najprzód podciął mu gardełko. Następnie wziąwszy nożyczki siekł niemi prawą twarz jego, i wykroiwszy z niéj kawałek ciała, wrzucił do misy. Potém dał nożyczki drugiemu, który toż samo czynił, aż tego dopełnili wszyscy starsi Żydzi tam wtedy obecni, a którzy gdy już na twarzyczce dziecięcia ciała zabrakło, z prawéj nóżki mu je wycinali.

Po téj męce, dziecinę na pół już żywą, tenże Tobiasz który je był porwał, podniósł w górę i z drugim żydem trzymał za nóżki i ręce jakby rozkrzyżowane, a przez ten czas każdy ze znajdujących się tam Żydów przystępował z kolei i dwoma igłami kłuł ciałko jego od głowy do stóp i wysysał krew sączącą się, gdy tymczasem drudzy przeraźliwie wrzeszczeli: „Jakośmy Jezusa Boga chrześcijańskiego zabili tak i tego zabijmy, niech tak nieprzyjaciele nasi na wieki pohańbieni zostaną.” Nareszcie po całogodzinnej męce takowej, święta dziecina przeznaczona od Boga, aby dla imienia Pana Jezusa śmierć męczeńską poniosła, wzniosłszy oczki do nieba (jak to sami Żydzi w procesie im wytoczonym zeznali), skonała, i poszła do Nieba po koronę męczeńską.

Ciałko jego wrzucone nazajutrz w rzekę, odkryto, a z rodzaju ran jego wpadłszy na ślad sprawców zbrodni, i uwięziwszy ich, wyśledzono całą prawdę i winnych ukarano. Zwłoki świętego tego dziecięcia, pochowane zostały uroczyście w kościele świętego Piotra w Trydencie, i tam niezwłocznie licznemi cudami słynąć poczęły. Męczeństwo jego nastąpiło dnia dwudziestego czwartego Marca roku Pańskiego 1475.

Pożytek duchowny

Widzisz do jakiego stopnia zaślepienia i okrucieństwa doprowadza niewiernych Żydów odrzucenie przez nich łaski odkupienia, którą im szczególnie jako narodowi wybranemu, przyniósł Zbawiciel. Niech cię to uczy jak ciężko karze sprawiedliwość Boska, nieodpowiadanie łaskom, jakiemi miłosierdzie Jego nas obdarza, i niech cię to pobudza do jak najwierniejszego z niemi współdziałania.

Modlitwa (kościelna)

Boże! niewinności Odnowicielu, dla imienia którego, błogosławione niewiniątko Szymon, okrutnie zamordowane zostało przez wiarołomnych Żydów, daj nam za jego zasługami, uchować się od zepsucia tego świata, a dostąpić zbawienia w ojczyznie Niebieskiéj. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 235–238.

Tags: św Szymonek z Trydentu „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziecko Żydzi łaska męczennik
2020-03-15

Św. Longina Męczennika

Żył około roku Pańskiego 80.

Pożytek duchowny

Chociaż w żywocie każdego Świętego, a szczególnie tych, którzy po ciężkich grzechach szczerze nawróceni dostąpili wielkich łask Bożych, podziwiać przychodzi niezmierne miłosierdzie Pańskie, na żadnym jednak świętym, nie objawia ono się w tym stopniu, jak w świętym Longinie. Przez przebicie przenajświętszego boku Zbawicielowego, dopuścił się on najcięższéj, jaka kiedy popełniona mogła być zbrodni; lecz że za to pokutował, i życie swoje za wiarę oddał, Świętym został. Pobudź się z tego, do wielkiéj w miłosierdzie Boże ufności; lecz jéj nie nadużywaj, tylko z tém większą skruchą obżałuj twoje grzechy, i z nich powstań, nie wątpiąc że ci je Pan Bóg przebaczy, chociażby były najcięższe, byleś ich szczerze i raz na zawsze odstąpił.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któremu jedynie znana jest liczba Twoich wybranych, spraw prosimy, aby błogosławiony Longin żołnierz i Męczennik, którego święto obchodzimy, wstawił się za nami w Niebie do Syna Twego jednorodzonego, którego bok otworzył na ziemi. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 211–214.

Tags: św Longin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik miłosierdzie
2020-02-18

Św. Symeona Biskupa Jerozolimskiego i Męczennika

Żyła około roku Pańskiego 109.

Pożytek duchowny

Nie dano nam, tak jak świętemu Szymonowi, być blizko spokrewnionym z Boską osobą Zbawiciela naszego. Lecz z wielkiego miłosierdzia Pańskiego, każdy z nas może nabyć do Jego Boskiego serca takiego prawa, jakby był Jego bratem lub siostrą. Sam On bowiem powiedział: Ktobykolwiek uczynił wolę Ojca mego, który jest w Niebiesiech, ten bratem moim i siostrą jest (Mat. XII. 50.).

Modlitwa

Panie Jezu Chryste, któryś świętego Szymona, Twojego według ciała blizkiego krewnego, do chwały Twojéj wziąść raczył, daj nam tak wiernie wolę Ojca Twego Niebieskiego we wszystkiém spełniać, abyśmy wraz z nim w Niebie, miłość Twoję, która cię bratem naszym tu na ziemi uczyniła, wychwalali na wieki. Który żyjesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 125–126.

Tags: św Symeon biskup męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna krewny Jezusa
2020-02-15

Św. Faustyna i Jowity braci Męczenników

Żyła około roku Pańskiego 120.

Pożytek duchowny

Wytrwałość świętych Męczenników, oprowadzanych po największych miastach Włoch, wielką liczbę pogan nawróciła, nic bowiem nad dobry przykład nie działa skuteczniéj na drugich. Miarkuj czy twojém postępowaniem, zamiast dawania dobrego przykładu bliźnim, przeciwnie, nie stajesz się często powodem ich zgorszenia?

Modlitwa (kościelna)

Boże! który nas doroczną świętych Męczenników Twoich Faustyna i Jowity uroczystością rozweselasz; daj miłościwie, abyśmy wielbiąc ich zasługi, przykładem ich pobudzali się do dobrego. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 119.

Tags: św Fustyn św Jowita męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wytrwałość przykład
2020-02-14

Św. Walentego Męczennika

Żyła około roku Pańskiego 270.

Pożytek duchowny

Oburzającą jest zatwardziałość pogan, nienawracających się do wiary, pomimo tylu cudów, któremi Pan Bóg moc swoją przy śmierci świętych Męczenników objawiał. Źrodłem tego byl najczęściéj wzgląd ludzki, to jest obawa prześladowania i grożąca smierć każdemu chrześcijaninowi. Wejrzyj we własne sumienie, a obacz czy czasem względy ludzkie nierownie słabsze, nie przywodza cię do przełamywania przykazań Boskich lub Kościelnych, co także jest jakby zaparciem się Chrystusa, przez obawę ludzi.

Modlitwa (kościelna)

Spraw, prosimy wszechmocny Boże, abyśmy błogosławionego Walentego, męczennika Twojego, przejścia do wieczności pamiątkę obchodząc, od wszelkiéj grożacéj duszy naszéj szkody, za pośrednictwem jego uwolnieni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 117.

Tags: św Walenty męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna zatwardziałość
2020-02-03

Św. Błażeja Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 316.

Pożytek duchowny

Ile razy czytasz żywot Męczennika świętego, zwraca szczególną uwagę na męstwo z jakiém on wolał umrzéć wśród mąk zwykle najstraszniejszych, aniżeli przez zaparcie się wiary ciężki grzech popełnić. Sam zaś roztrząśnij twoje własne pod tym względem usposobienie; wiedzieć ci bowiem należy, że kto do grzechu śmiertelnego nie czuje w sobie większego wstrętu niż do śmierci saméj, ten nie posiada prawdziwéj miłości Boga. Przez zasługi więc to świętych Męczenników Pańskich, proś Boga o tę łaskę.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który nas błogosławionego Błażeja Męczennika Twojego i Biskupa, doroczną uroczystością rozweselasz; daj miłościwie, abyśmy jego chwalebnéj smierci pamiątkę obchodząc, posrednictwem się jego cieszyli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 93.

Tags: św Błażej biskup męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna gardło grzech ciężki
2020-02-01

Św. Ignacego Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 110.

Niektórzy pisarze pierwszych wieków chrześcijaństwa utrzymują, iż święty Ignacy, którego dziś Kościół Boży obchodzi pamiątkę, był tém szczęśliwym dziecięciem, które Pan Jezus postawił był pomiędzy apostołami, gdy zalecając im pokorę, powiedział: iż nikt do Królestwa Niebieskiego nie wejdzie, kto przez tę świętą cnotę, nie stanie się do dziecięcia podobnym. (…) Dawne podanie kościelne utrzymuje, iż on pierwszy wprowadził zwyczaj śpiewania psalmów naprzemian, co uczynił po objawieniu, w którém słyszał dusze błogosławione, tym sposobem chwałę Trojcy Przenajświętszej opiewające.

„Oznajmiam wam, jak i wszystkim kościołom, że z wielką radością idę na śmierć dla Jezusa Chrystusa. Proszę was, nie kładźcie temu żadnej przeszkody, i nie brońcie mnie od pożarcia przez dzikie zwierzęta, które mnie zawiodą do Boga. Jestem ziarnem Chrystusowém, powinienem być zmielony zębami dzikich zwierząt, aby stać się czystym chlebem, godnym Pana Boga: powinniście więc pobudzać je przeciw mnie, aby mnie całkiem pożarły. Proście tylko za mną Jezusa Chrystusa, abym tym sposobem miłą mu stać się mógł ofiarą. Jedyna rzecz, któréj pragnę, jest aby zwierzęta, którym mnie na pastwę wydadzą, dobrze były wygłodzone, i żebym co prędzéj ujrzał się pomiędzy niemi. Oby to już nastąpiło, i oby mnie jak najrychléj pożarły! Nie chcę aby sie obeszły ze mną tak jak z niektórymi innymy Męczennikami, których ciał nie śmiały dotknąć. Jeśli sie na mnie nie rzucą, ja je sam pobudzę, aby mnie rozszarpały. Wybaczcie mi to, synaczkowie, ja sam wiem najlepiéj co dla mnie najkorzystniejszém być może. Teraz poczynam być uczniem Zbawiciela mojego: nie pragnę nic z rzeczy pod zmysły podpadających, i wszystkie je za nic sobie poczytuję, bylem Jezusa Chrystusa posiadł; niech ogień, krzyże, dzikie zwierzęta, połamanie wszystkich kości, poszarpanie wszystkich członków, i zgruchotanie całego ciała mojego, i wszystkie mędki szatańskie spadną na mnie, bylem cieszył się Chrystusem.”

Pożytek duchowny

Podziwiać należy, nietylko to męstwo z jakiém święty Ignacy śmierc za wiarę poniósł, lecz i to nadludzkie pragnienie, z jakiém szedł na męki. Gdy Pan Bóg tak nadzwyczajnéj cnoty po tobie nie wymaga: staraj się przynamniéj cierpienia wszelkie, jakie cię spotkać mogą, z miłości Boga, ze świętém poddaniem woli Jego, znosić.

Modlitwa (kościelna)

Na nędzę naszę racz miłościwie wejrzeć, wszechmogący Boże; a gdy nas ciężar grzechów naszych przygniata, blogosławionego Ignacego Męczennika Twojego i Biskupa przemożne pośrednictwo niech nas wesprze. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 87-88.

Tags: św Ignacy biskup męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczeństwo cierpienie
2020-01-26

Św. Polikarpa Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 169.

Podczas pobytu swojego w Rzymie, gdzie zawezwany był przez Papieża Aniceta do narady, w ważnéj podówczas kwestyi, tyczącéj się dnia w którym obchodzić się powinna Wielkanoc, widząc jak Marcyan i Walenty, głośni podówczas kacerze, szerzyli błędy swoje, gorliwie ostrzegał wiernych, aby unikali z nimi wszelkich stosunków, i aby ich do tego lepiéj pobudzić, następujące opowiadał im zdarzenie z życia świętego Jana: Razu pewnego ten ulubiony uczeń Pański, przybywszy z kilku uczniami swoimi do łaźni zastał w niéj kąpiącego się heretyka Ceryntego. Święty Apostoł wrócił się niezwłocznie, mówiąc do swoich towarzyszy: „uchodźmy ztąd bracia, i to co prędzéj, abyśmy nie polegli pod gruzami tych łazienek, które się rozwalą, gdyż Cerynt, wróg prawdy, w nich się kąpie”. Zdarzyło się także że Polikarp, spotkawszy wśróð Rzymu Marcyana heretyka, odwrócił twarz od niego aby się z nim nie przywitać. Marcyan bezczelnie przystąpił do niego, mówiąc: „czyż mnie nie poznajesz?” – „Owszem, odrzekł Polikarp, poznałem cię dobrze.” – „A któż ja jestem?” powiedział znowy Marcyan. – „Jesteś, odpowiedział mu Święty, najstarszym synem szatana.” W czasie tego pobytu swego w Rzymie, wielu odszczepieńców na łono Kościoła przywiódł.

Pożytek duchowny

Widziałeś jakim świętym wstrętem przejmowały błogosławionego Polikarpa, mowy przeciwne wierze. Bierz ztąd naukę, abyś sam, pewnie mniéj od tego Męża Bożego w wierze ukrzepiony, nie narażał jéj dobrowolnie, przez nastawianie ucha na zdania i rozmowy niedowiarków.

Modlitwa (kościelna)

Boże, który nas, błogosławionego Polikarpa męczennika Twojego i Biskupa, doroczną uroczystością rozweselasz, daj miłościwie, abyśmy czcząc pamiątkę jego przejścia do wieczności, pośrednictwem jego wsparci zostali. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 73-74.

Tags: św Polikarp biskup męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna ekumenizm herezja
2020-01-24

Św. Tymoteusza Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 97.

Chociaż wielkiemi umartwieniami trapił on ciało, i lubo słabego będąc zdrowia ściśle pościł, tak wielką jednak zachowywał prócz tego wstrzemięźliwość, że za napój używał tylko wody. Z tego też to powodu, jak to także czytamy w liście świętego Pawła do niego, Apostoł ten musiał aż nakazać mu wyraźnie, aby dla cierpień żołądka, którym podpadał, używał niekiedy trochę wina (1 Tym 5. 23).

(…)

Według zdania niektórych, święty Tymoteusza jest jednym z tych siedmiu Aniołów, o których święty Jan Ewangelista wspomina w swoich Objawieniach, i w których sam Pan Jezus wielkie oddaje mu pochwały w tych słowach: /Wiem sprawy Twoje i pracę i cierpliwość Twoję, a iż nie możesz cierpieć złych, i doświadczałeś tych, którzy się mienią Apostołami, a nie są, i znalazłeś je kłamcami, i masz cierpliwość, i znosiłeś wiele dla imienia mojego, a nie ustałeś/ (Objaw. II. 2. 3.). A jeśli w dalszych słowach Pana Jezusa, w tém że objawieniu wyrzeczonych, znajduje się niejaka przygana temuż Aniołowi, czyli Biskupowi Kościoła Efezkiego, i polecenie, aby czyniąc pokutę, powrócił do pierwotnych dobrych swoich czynów, niema się przez to wcale rozumieć, żeby Tymoteusz dopuścił się był niejakiego ciężkiego upadku, lecz tylko widać, że potrzebował nowego bodźca i zachęty, aby, jak go to spotkać miało, męczeństwo mężnie dla Pana Jezusa poniósł.

W istocie bowiem, w Objawieniach świętego Jana tak daléj Pan Jezus do Biskupa Efezkiego przemawia: /Pamiętaj-że tedy skądeś wypadł, i czyń pokutę, a uczynki pierwsze czyń. A jeśli nie, przyjdę do Ciebie, a poruszę lichtarz Twój z miejsca swego, jeśli nie będziesz pokuty czynił/ (Tamże 5). Zresztą dziwić się nie powinniśmy, że i Święci ostygali czasami w swojéj gorliwości służenia Bogu. Dopuszczał to niekiedy na nich Pan Bóg, aby ich w cnocie świętéj pokory utwierdzić, a przez ich wielką za najmniejszą niedbałość pokutę, do tém wyższych cnót doprowadzić.

Pożytek duchowny

Błogosławiony Tymoteusz upomnienie, uczynione mu od Pana Jezusa przez świętego Jana Ewangelistę, tak wziął do serca, iż świętym będąc Biskupem, męczeńskiéj korony stał się uczestnikiem. Postanów tak wiernie iść za głosem Boga, przez własne sumienie twoje cię upominającego, abyś i sam na koronę wieczną, za pośrednictwem dziś uroczystującego Świętego, zasłużył.

Modlitwa (kościelna)

Na nędzę naszę racz wejrzeć miłościwie, wszechmogący Boże, a gdy nas uciska ciężar własnych grzechów naszych, niech nas błogosławionego Tymoteusza, Męczennika Twojego i Biskupa, pośrednictwo niebieskie wspiera. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 69.

Tags: św Tymoteusz biskup męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Paweł wierność wstrzemięźliwość KWC Apokalipsa
2020-01-22

Św. Wincentego Męczennika

Żył około roku Pańskiego 303.

Pożytek duchowny

Widzisz jakiemi cudami raczył Pan Bóg chronić ciało swojego Męczennika od zniewagi, jaką mu bezbożni chcieli zadać. Miarkuj z tego jak słusznie Kościół Boży, ma w szczególném poszanowaniu relikwie Świętych, które są cząstkami ich ciał błogosławionych. Jeśli sam takowe posiadasz, obchodź się z nimi z należną im czcią, a nosząc je przy sobie, strzeż się abyś dopuszczając się wtedy jakiego grzechu, przez to właśnie nie znieważał najgorzéj takich drogich świętości.

Modlitwa (kościelna)

Wysłuchaj łaskawie prośby nasze, Panie! abyśmy znając się wielu grzechów winnymi, błogosławionego Męczennika Twojego Wincentego pośrednictwem, od nich uwolnieni zostali. Przez Pana naszego… i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 64.

Tags: św Wincenty męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna relikwie
2020-01-20

Św. Sebastiana Męczennika

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna

Żył około roku Pańskiego 280.

Pożytek duchowny

Z żywota świętego Sebastyana, naucz się naśladować go w dwóch rzeczach: najprzód w gorliwości wspierania bliźnich dobrą radą, gdy ich widzisz błądzących, a pożądanego skutku twoich zbawiennych upomnień możesz się spodziewać, i powtóre: uważaj, że nakłanianie nasze drugich do dobrego, lub odwodzenie od złego, wtedy jest najskuteczniejszém, gdy rzeczy, jakiéj od nich wymagamy, uczymy ich własnym przykładem.

Modlitwa

Boże! któryś świętego Sebastyana męczennika szczególnym darem utwierdzenia wiernych w wytrwałéj miłości Twojéj obdarzył, daj nam za jego pośrednictwem i przykładem, niczém od miłości Twojéj nie dać się oddzielić. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 59.

Żywoty Świętych Pańskich na wszystkie dni roku (Katowice/Mikołów 1937r.)

Żywot świętego Sebastiana, Męczennika

(Żył około roku Pańskiego 280)

Sebastian święty przyszedł na świat w Narbonne w dzisiejszej Francji. Pochodził ze znakomitych chrześcijańskich rodziców, a wykształcenie odebrał w Mediolanie. Jako piękny i silny młodzieniec wstąpił do gwardii cesarskiej w Rzymie. Co go skłoniło do opuszczenia Mediolanu i udania się do miasta wiecznego, dzieje nam nie powiadają, prawdopodobnie jednak głównym powodem było prześladowanie chrześcijan, wszczęte przez cesarza Dioklecjana. W prowincjach bardziej oddalonych od stolicy nie było ono tak zaciekłe jak w samym Rzymie, gdzie krew lała się bez ustanku, świszczały miecze i skrzypiały tortury, a więzienia przepełnione były skazańcami. Sebastian, odziany w płaszcz cesarskiego oficera łatwo mógł wyjednać sobie wstęp do więzień, aby nieść męczonym tam chrześcijanom pomoc cielesną i duchowną. Aby tym łatwiej móc to uskutecznić, starał się pozyskać uznanie przełożonych. Starania jego wkrótce uwieńczone zostały jak najpomyślniejszym skutkiem, gdyż zyskał szacunek towarzyszy, a cesarz mianował go dowódcą swej gwardii.

Zdobywszy dzięki temu wielki wpływ, używał go roztropnie i ostrożnie na nawracanie swych pogańskich towarzyszy, umacnianie zachwianych w wierze chrześcijan i niesienie pomocy uwięzionym braciom. Działalność jego była niezmiernie rozległa a tak mądra, że okrutny cesarz Dioklecjan nie tylko się nie domyślił, że Sebastian jest chrześcijaninem, lecz nawet dla jego licznych zalet tak dalece go polubił, że chciał go mieć zawsze przy swym boku.

Mimo to wkrótce nadszedł czas, że się już dłużej z wiarą swoją taić nie mógł. Dwaj bracia, bliźnięta, Markus i Marcelinus, zostali jako chrześcijanie okrutnie skatowani, a potem skazani na śmierć. Ponieważ pochodzili z wielkiego rodu, cesarz ociągał się ze spełnieniem wyroku, tym bardziej, że żywił nadzieję, iż zdoła ich jeszcze odzyskać dla pogaństwa. Wymyślił w tym celu szatański podstęp, kazał bowiem obu braci zaprowadzić do domu Nikostrata, dozorcy więzienia, i przywołać tam ich ojca, matkę, żony i dzieci. Rozpoczęła się straszliwa scena, gdyż wszyscy ich krewni byli jeszcze poganami. Zgrzybiały ojciec, załamująca ręce matka, szlochające żony i płaczące dzieci, - wszyscy jękiem, skargami i pieszczotami starali się przełamać stałość obu więźniów. Był to trudniejsze do zniesienia aniżeli najwyszkańsze męczarnie, toteż bracia chwiać się poczęli, gdy wtem wystąpił obecny przy tej scenie Sebastian. „Bracia - zawołał - odwagi! Rycerze Chrystusa, bądźcie mężni! nie dajcie sobie wydrzeć błyszczącej korony męczeńskiej! Za łaską Chrystusa stanęliście jako bohaterowie na placu boju i macie w ranach na ciele waszym i w kajdanach na waszych rękach zwycięską palmę Chrystusa. Czyż na szlochanie niewiast i na krzyk dzieci chcecie się okazać tchórzami?… Ach, gdyby ci, których widzicie płaczących, wiedzieli, co wy wiecie i czego się spodziewacie, gdyby wiedzieli, że po tym znikomym życiu ziemskim następuje życie wieczne, którego w nagrodę waszej wiernej miłości dla Chrystus staniecie się uczestnikami i wnijdziecie do Jego wiecznej, niewypowiedzianej chwały i rozkoszy, wtedy by nad wami nie płakali, ale by wam szczęścia życzyli, a sami by się smucili że Chrystusa nie wyznają i nie mogą za Niego umrzeć!”

Następnie odmalował niestałość ziemskiego a szczęśliwość przyszłego żywota w tak serdecznych słowach, napominając zarazem krewnych obu więźniów, aby się uspokoili, że wszystkim się zdawało, iż widzą anioła, gdyż jego oblicze jaśniało nadziemskim blaskiem. Słysząc te słowa, żona Nikostrata imieniem Zoe, od sześciu już lat niema wskutek choroby, wielce wzruszona, uklękła przed Sebastianem i wzniosła do niego ręce. Ten, chcąc prawdziwość swych słów udowodnić czynem, rzekł uroczyście: „Jeżelim jest sługą prawdziwego Boga, - jeżeli to, co powiedziałem, jest prawdą Boską, natenczas błagam Cię, Chryste Panie, rozwiąż tej wierzącej niewieście język!” Jeszcze nie dokończył tych słów, gdy Zoe zawołała: „Bądź błogosławiony posłańcze Boga, i niech błogosławione będą słowa twoje!” Pod wpływem tego oczywistego cudu wszyscy obecni uwierzyli w Chrystusa i przyjęli chrzest święty.

Dowiedzieli się o tym urzędnicy cesarscy a że nie śmieli targnąć się na Sebastiana, oskarżyli go przed cesarzem, że nie tylko sam jest chrześcijaninem, ale nawet innych wspiera pieniędzmi i wielu nawraca do wiary chrześcijańskiej. Dioklecjan niezwłocznie kazał go przywołać i zaczął mu wyrzucać niewdzięczność i zdradę, na co Sebastian z godnością odpowiedział: „Cesarzu, nigdy łaski twej nie zapomniałem i życie za ciebie gotów jestem położyć. We wszystkim chcę ci być posłusznym, co się przykazaniom Boskim nie sprzeciwia; jednakże rozkazy Boga świętsze mi są, aniżeli twoje. Wiedz także, cesarzu, że potęgę swą w głównej mierze modłom chrześcijan zawdzięczasz”.

Dioklecjan, srodze tą mową rozgniewany, wydał łucznikom afrykańskim rozkaz zastrzelenia Sebastiana. Wyprowadzono go przeto za miasto, obnażono, przywiązano do drzewa, po czym strzelcy tak obsypali go pociskami, że wyglądał jakby najeżony strzałami. Sądząc, że już nie żyje, oprawcy odeszli. W nocy udała się na owo miejsce pobożna wdowa Irena, aby ciało uczciwie pogrzebać i ku wielkiej swej radości znalazła w nim jeszcze znaki życia. Zabrawszy go, zaniosła do domu i tu przy starannym pielęgnowaniu Sebastian odzyskał zdrowie. Chrześcijanie prosili go, aby uszedł z miasta i ocalił życie, lecz on odpowiedział: „Uczynię, jak Bóg chce”. Po długiej i gorącej modlitwie udał się do świątyni pogańskiej i stanął w miejscu, którędy cesarz musiał przechodzić, a gdy go zobaczył, zawołał: „Cesarzu, zaprzestań krwawych okrucieństw! Wiedz, że cię w błąd wprowadzają ci, którzy oczerniają przed tobą chrześcijan. Oni się modlą za ciebie, a ty ich prześladujesz, chociaż nie masz wierniejszych od nich poddanych”. Zdumiony cesarz zapytał: „Ty jesteś ów Sebastian, którego niedawno kazałem zabić?” „Jam jest - odpowiedział Sebastian - Bóg zachował mnie przy życiu, abym ci jeszcze raz wobec ludu mógł oświadczyć, że chrześcijanie są niewinni, a ty niesprawiedliwie krew ich przelewasz!”

Lecz na cesarzu spełniły się słowa Zbawiciela, który rzekł: „By też kto z martwych powstał, nie uwierzą” (Łuk. 16,31). Rozkazał bowiem, aby świętego Męczennika zabito kijami, a ciało wrzucono w plugawe miejsce. Okrutny ten wyrok został spełniony.

Pobożna Lucyna, której Sebastian się ukazał, pochowała go z jego polecenia w katakumbach, a jeden z siedmiu głównych kościołów w Rzymie jego czci jest poświęcony. Czczony jest jako patron przeciwko morowemu powietrzu i zaliczany bywa do grona 14 świętych Przyczyńców w potrzebie. Najsłynniejsze wypadki wysłuchania modłów za jego przyczyną w czasie morowego powietrza zaszły w Rzymie roku 680 za papieża Agatona, w Mediolanie roku 1575 za arcybiskupa Karola Boromeusza i w Lizbonie 1799 roku. Liczne bractwa kościelne oddają cześć jego pamięci, chrześcijańskie państwa natomiast i wodzowie wzywają jego niebieskiej przyczyny dla wojsk swoich.

Nauka moralna

Strapionych pocieszać, wątpiącym dobrze radzić, grzeszących upominać, były to najgłówniejsze zasady świętego Sebastiana. Wielu pojmanych i na śmierć osądzonych chrześcijan straciło odwagę i poczęło się chwiać w wierze, tak że mogli byli zaprzeć się jej, a przez to nie tylko pozbawić się korony męczeńskiej, ale i duszę swą zatracić na wieki. Takiego widoku Święty nasz nie mógł znieść i dlatego niejednokrotnie wystawiał się na niebezpieczeństwo śmierci, aby ratować dusze, Bóg zaś udzielił słowom jego cudownej mocy. I tak smutni doznawali przez niego pociechy, a zachwiani odzyskiwali odwagę. Lecz cóż skłoniło Sebastiana do takiej gorliwości? Nic innego, jak tylko miłość ku Jezusowi i bliźnim. Wiedział, jak wielce Jezus każdą duszę miłuje; wiedział też, jak wielką ceną, to jest Krwią swoją przenajdroższą, Jezus każdą duszę odkupił. Miłość zatem ku Jezusowi była powodem, że ratował dusze, wystawiając się na śmierć. - Chrześcijański Czytelniku, jak często masz i ty sposobność do takiego miłosiernego uczynku! Ileż to razy widzisz bliźniego swego w smutnym lub niebezpiecznym położeniu! Czy nie mógłbyś go wtedy pocieszyć, zachęcić, napomnieć, ostrzec, a przez to ocalić jego duszę? Nie zaniedbuj podobnych uczynków, jeśli chcesz, aby i twoja dusza była zbawiona. Pomnij na słowa Pisma świętego: „Kto nawróci grzesznika z błędnej drogi jego, zbawi duszę jego od śmierci, i zakryje mnóstwo grzechów” (Jak. 5,20). Jeśli Jezus już za kubek wody podanej pragnącemu stokrotnie nagrodzi, jakże wielka będzie nagroda tego, który duszę bliźniego uratuje od potępienia!

Modlitwa

Panie Jezu Chryste, któryś świętemu Sebastianowi udzielił tak cudownej miłości ku bliźnim, zapal i nasze serca ogniem tej miłości, abyśmy byli zdolni zawsze uczynki miłosierne wykonywać. Przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi, po wszystkie wieki wieków. Amen.

Rok Boży w liturgii i tradycji Kościoła świętego (Katowice 1931r.)

Święty Sebastian

(20 stycznia Dzień świętego Sebastiana, męczennika)

Do najważniejszych świąt Rzymu należą poza uroczystościami książąt apostołów Piotra i Pawła, dni najmężniejszych męczenników Wawrzyńca i Sebastiana i najsławniejszych dziewic Cecylii i Agnieszki. Rycerski charakter Sebastiana wykazuje kilka rysów, które spotykamy także u wielkiego archidiakona Wawrzyńca. Obaj, jeden przy ołtarzu Pańskim, drugi w świecie, urągali z wyjątkowym męstwem katuszom i śmierci. Wawrzyniec, nawpół upieczony, drwi z okrutnego tyrana, wzywając go, by teraz obrócił go na drugą stronę… Zaledwie zabliźniły się rany po strzałach, które poszarpały ciało Sebastiana, już zdąża do Dioklecjana i żąda nowego męczeństwa.

Zajmijmy się Sebastianem, jednym z najsławniejszych męczenników wszystkich czasów. Według oryginalnych aktów św. Sebastiana, urodził się on w Narbonne i wychowywał się w Mediolanie. Wstąpił jako chrześcijanin do wojska, nie z sympatii do rzemiosła wojennego, lecz aby nieść pomoc braciom podczas prześladowania. Wyobraźmy sobie młodego człowieka, który zrywa węzły, jakie łączą go z miastem rodzinnym, jedynie dlatego, bo tam niedość silnie szaleje burza prześladowań, podczas gdy w Rzymie sroży się z całą siłą. Lęka się o stałość chrześcijan, ale wie równocześnie, że dzielni szermierze Chrystusa, przybrani w płaszcz wojskowy żołnierzy cezara, potrafią wejść do więzienia, by podtrzymać zapał i odwagę wyznawców. Za takimi czynami tęskni także serce Sebastiana, aż nadejdzie dzień, w którym i on zdobędzie palmę męczeństwa. Tak krzepi tych, których łzy bliskich zachwiały; nawet stróżowie więzienni, polegając na jego wierze i ufności w Boga, wybierają męczeństwo, a pewien urzędnik rzymski prosi o pouczenie we wierze Chrystusowej.

Sebastian, którego wiara chrześcijańska zawsze jeszcze była ukryta, cieszył się wielkimi względami cesarza Dioklecjana; w dowód łaski zamianował go cesarz naczelnikiem kohorty pretoriańskiej.

Większa część przyjaciół świętego już przed nim poniosła śmierć męczeńską. Nadszedł więc czas, kiedy Sebastian sam, zachęciwszy przedtem wielu do wytrwania, wyznał otwarcie, że jest chrześcijaninem. Skutkiem tego popadł w niełaskę cesarza, ale Sebastian więcej cenił łaskę Króla niebieskiego; Jemu to w płaszczu i hełmie żołnierskim wyłącznie służył. Wyrok śmierci mieli na nim wykonać strzelcy mauretańscy, którzy, przeszywszy go wielu strzałami, pozostawili go na miejscu męki, sądząc, że nie żyje. Pewna chrześcijanka, Irena, która, pragnąc go pochować, zauważyła, że żyje, zaniosła go przy pomocy swych służebnic do domu swego, gdzie powrócił do zdrowia. Chrześcijanie prosili go, aby teraz się ukrył, ale nie ulękniony bohater pokazał się publicznie Dioklecjanowi, który kazał go w pałacu cesarskim zachłostać na śmierć. Zwłoki jego wrzucono do kloaki. On jednak ukazał się chrześcijance Lucynie, wskazał jej miejsce, gdzie znajduje się jego ciało, i polecił pochować je w katakumbach. Tak też uczyniła i pozostała przy jego grobie przez trzydzieści dni.

Poza murami wiecznego miasta, przy via Appia, wznosi się dzisiaj majestatycznie odosobniona bazylika św. Sebastiana, jeden z siedmiu głównych kościołów Rzymu. Jej straży są powierzone zwłoki pobożnego męczennika i papieża Fabiana; lecz główna część tej świątyni należy się dostojnemu wodzowi gwardii cesarskiej, który jako wierny sługa pragnął spocząć tutaj, w pobliżu tej studni, gdzie przez kilka lat złożone były ciała śś. apostołów Piotra i Pawła, aby ustrzec je przed prześladowcami i uchronić przed zbezczeszczeniem.

Św. Sebastian jest patronem przeciw chorobom zakaźnym, przede wszystkim przeciw strasznej dżumie. Paweł diakon opowiada, że w roku 680 szalała w Rzymie owa zabójcza choroba, ustała jednak, gdy wskutek objawienia Bożego wystawiono w kościele św. Piotra w Okowach ołtarz na cześć św. Sebastiana. To jest, zdaje się, pierwszy historyczny dokument na potwierdzenie czci, jaką oddawano świętemu, jako patronowi przeciw chorobom zakaźnym. W owym kościele znajdował się, przynajmniej za czasów rzymskiego historyka kościelnego Baronjusza, urodzonego w roku 1538, stary obraz św. Sebastiana, przedstawiający świętego jako czcigodnego starca, w przeciwieństwie do późniejszego, nam znanego pojęcia, według którego ukazuje się nam jako mężczyzna w sile wieku i pełen zapału dla wiary.

Do większego jeszcze wzrostu czci św. Sebastiana jako patrona przeciw chorobom zakaźnym przyczynił się św. Karol Boromeusz, arcybiskup Mediolanu. W lecie roku 1575 srożyła się w Mediolanie wyjątkowo zjadliwa dżuma, która w przeciągu dziewięciu miesięcy, od 31 lipca roku 1575 do i maja 1576 pochłonęła w Mediolanie i okolicy nie mniej niż 25.000 ofiar. Święty arcypasterz wraz z powierzoną sobie trzódką, dla której dobra doczesnego i wiecznego żył i pracował, modlił się, pościł, odprawiał publiczne procesje błagalne, ale ciężkie doświadczenie Boże nie ustawało. Razu pewnego przyszła świętemu myśl, by świętego Sebastiana uczcić publicznie i uroczyście. Przypomniał drogiemu ludowi zdarzenie w Rzymie z roku 680 i zaproponował złożenie następującego ślubu na cześć św. Sebastiana:

  1. Jego rozpadający się kościół w Mediolanie ma być zupełnie odrestaurowany i codziennie ma się tam odprawiać msza święta.
  2. W przeddzień uroczystości św. Sebastiana mają wszyscy ściśle pościć, w święto samo zaś ma się odprawić procesja do jego kościoła, gdzie powinno się odbyć uroczyste nabożeństwo.
  3. Także w rocznicę tego ślubu (10 października) ma wyruszyć procesja do kościoła św. Sebastiana, by w ten sposób utrzymać pamięć ślubowania.

Oświecony duchem Bożym, ogłosił święty arcybiskup w święto Bożego Narodzenia tego roku, że dżuma przed Nowym Rokiem jeszcze ustanie. I tak się też stało. Potęga prośby i cudowna obrona świętego objawiła się tutaj najwyraźniej.

Jak rozpowszechnione jest nabożeństwo do wielkiego męczennika, dowodzi mnóstwo świątyń, poświęconych jego czci. Do tego dochodzi jeszcze wiele kościołów, które, lubo niepoświęcone św. Sebastianowi, jednak posiadają ołtarz pod jego wezwaniem. Wkońcu musimy przypomnieć, że nasz święty męczennik jest także jednym z czternastu orędowników w nieszczęściu. O oddawnej mu czci świadczą liczne bractwa, założone pod jego wezwaniem, uroczyste nabożeństwa, jak również ogólne obchodzenie jego święta. Te świadectwa są wymownym dowodem wdzięczności za opiekę, jaką lud chrześcijański zawdzięcza św. Sebastianowi, są dowodem wielkiej ufności w cudowną moc, której i w przyszłości spodziewa się od Boga za jego przemożną przyczyną. „Przedziwny Bóg w świętych swoich”.

Tags: św Sebastian męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna rada przykład
2020-01-19

Św. Kanuta Męczennika

Żył około roku Pańskiego 1086.

Pożytek duchowny

Jak Syn Boży, przenajświętszą Krwią swoją odkupiwszy ludzi, przez tychże niewdzięcznych ludzi zamęczony został, tak i święty ten król, którego żywot przeczytałeś, zamordowany był przez tych, których dobrodziejstwami swojego panowania uszczęśliwił. Naucz się ztąd, w dobrze czynieniu bliźnim nie mieć na celu ich wdzięczności, tylko czyń dobrze każdemu, przez wzgląd na Boga, a nagroda najsowitsza w Niebie nigdy cię nie ominie.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś na chwałę Kościoła Twojego, błogosławionego Kanuta, Duńskiego króla, męczeńską koroną i licznemi cudami przyozdobić raczył; daj miłościwie, abyśmy wstępując w ślady tego wiernego męki Pańskiéj naśladowcy, do chwały wiekuistéj dojść zasłużyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 56-57.

Tags: św Kanut męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna król
2020-01-16

Św. Marcelego Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 300.

Pożytek duchowny

Każdy Papież, za świętego ogłoszony, jest jednym z głównych Patronów Kościoła powszechnego; gdyż jak rządził tu nim na ziemi, tak w Niebie wstawia się za niego najszczególniéj. W każdym więc dniu, w którym obchodzi się którego z nich pamiątka doroczna, polecaj im gorąco potrzeby i całego chrześcijaństwa i osobę teraźniejszego ich następcy.

Modlitwa (kościelna)

Modlitwy ludu Twojego, prosimy Panie, wysłuchaj łaskawie, ażebyśmy błogosławionego Marcellego Męczennika Twojego i Papieża zasługami wsparci zostali, którego śmierci męczeńskiéj pamiątkę obchodzimy. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 47.

Tags: św Marceli papież męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież Kościół
2020-01-12

Św. Arkadiusza Męczennika

Żył około roku Pańskiego 250.

Pożytek duchowny

Widzisz jak straszne męki zadawano świętym Wyznawcom, z jaką stałością przenosili oni takowe z miłości Jezusa. Zkąd im ta siła nadludzka? Oto od tegóż Jezusa, który ich łaską Swoją wspierał. Proś więc i ty Pana Jezusa o potrzebne ci łaski do mężnego znoszenia wszelkich spotkać cię mogących cierpień, a Bóg ci tego nie odmówi. Lecz pomnij, że każdą łaskę ten tylko otrzymuje, kto o nią wytrwale a pokornie prosi.

Modlitwa

Panie! któryś wielkiego męczennika Twojego świętego Arkadyusza, okrutnie katowanego, łaską Twoją wspierając, przedziwną cierpliwością i mężną wytrwałością obdarzył, daj nam przez jego zasługi łaskę cierpliwego znoszenia wszelkich dolegliwości, jakiemi spodoba ci się próbować nas i oczyszczać. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 37.

Tags: św Arkadiusz męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męstwo
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.