Citatio.pl

Wpisy z tagiem "męczennik":

2020-12-29

Św. Tomasza, Biskupa Kanturyjskiego i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 1171.

(Żywot jego był napisany przez Heberta Hoszana Kardynała i Biskupa Beneweńskiego jemu współczesnego.)

Święty Tomasz syn Gilberta Bekert znakomitego Pana Anglo Saksońskiego, przyszedł na świat roku Pańskiego 1171 w dzień świętego Tomasza Apostoła, którego imię na Chrzcie świętym przyjął. Ojciec jego w wojnie krzyżowéj wzięty do niewoli przez Saracenów, potrafił późniéj, po półtoraroczném uwięzieniu wrócić do ojczyzny. Za nim przybyła do Anglii córka najpierwszego Emira Tureckiego, z którą, gdy została chrześcijanką, ożenił się, i z niéj urodził się święty Tomasz. Byłato kobieta bardzo pobożna, bogobojnie téż i syna wychowała, od lat dziecinnych wpoiwszy w niego szczególniejsze do Matki Boskiéj nabożeństwo, w którém się póżniéj w całém życiu odznaczał. Przytém Tomasz i w naukach wysoko został wykształcony. Obdarzony bystrym rozumem, wdziękiem wymowy i szlachetnością postawy, wielce na świecie popłacał. Arcybiskup Kanturyjski Teobald, poznawszy w nim znakomite zalety a oraz i cnotliwe serce, wziął go do swego boku, i do najważniejszych spraw tak duchownych jak i świeckich, używał. Z tego powodu, dał się on poznać królowi Henrykowi II, który powołał go na coraz wyższe urzędy,i wkrótce zamianował Kanclerzem państwa swojego.

Na téj najwyższéj w kraju godności, posiadając ogromne bogactwa jużto po rodzicach odziedziczone, a jeszcze więcéj otrzymane z hojności królewskiéj, Tomasz szafował niemi właściwie do swojego wysokiego stanowiska, i wiódł dwór wspaniały. Lecz oraz nie zapominał o obowiązkach chrześcijanina, i wielkie czynił jałmużny. Król coraz go więcéj kochał i pokładał w nim ufność bez granic, znając szlachetność jego serca. Lecz naówczas zamyślał ukrócić wiele przywilejów, które duchowieństwo posiadało w Anglii. W tym celu, po śmierci Arcybiskupa, pragnął umieścić na jego miejscu człowieka, na któregoby mógł liczyć. Zwrócił więc oczy na Tomasza Bekerta swego Kanclerza, którego znał dobrze najwierniejszym swoim poddanym i najgorliwszym stronnikiem królewskim. Lecz gdy Henryk zwierzył się z tego świętemu Tomaszowi ten mu rzekł na to: „Najjaśniejszy Panie! jeśli mnie zrobisz Biskupem, pierwszym obowiązkiem moim będzie bronić praw Kościoła.” Król pomimo to wyniósł go na Arcybiskupstwo.

Tomasz przyjąwszy święcenie, natychmiast zmienił swój sposób życia. Złożył kanclerstwo żeby się wyłącznie obowiązkom pasterskim poświęcić, wyrzekł się wszelkiéj wystawy, a wiodąc życie umartwione, pokutne i bogomyślne, zajął się nauką Pisma świętego i najtroskliwszym zarządem powierzonéj mu owczarni. A nie tylko w duchownych potrzebach niósł wiernym ratunek, lecz i w doczesnych, całkiem bowiem na wsparcie bliźnich wylany, na miłosierne uczynki całe swoje ogromne dochody obracał.

Tymczasem król, chcąc już przywieść do skutku swoje zamiary względem duchowieństwa, wezwał wszystkich Biskupów swojego państwa, dla walnéj pod przewodnictwem Arcybiskupa Tomasza narady, o sposobie lepszego, jak się wyrażał, urządzenia kościołów w Anglii. Święty Tomasz przyrzekł królowi, (którego nie posądzał tak dalece o złe zamiary względem religii) że chętnie się do tego przyczyni. Lecz gdy przyszło do tego że król wymagał od Biskupów podpisu aktu, w którym w wielu rzeczach swoboda Kościoła naruszoną była, wszyscy Biskupi oparli się temu, a na ich czele święty Tomasz Arcybiskup, który rzekł królowi domagającemu się koniecznie aby te uchwały przyjął: „Póki dusza moja w ciele, tego nie uczynię.”

Obrażony tém król, a najbardziéj na Arcybiskupa który miał wielki wpływ na wszystkich innych Biskupów, nietylko odjął mu swoje łaski, lecz go w różny sposób prześladować zaczął. Poodbierał mu jedne po drugich dobra, i coraz bardziéj dochody uszczuplał, a obok tego wobec dworzan i innych urzędników groźnie na niego powstawał. Wkrótce téż, wszyscy z bojaźni króla, przeciwko niemu się obrócili, a Henryk niemając pozorów aby go o cóś zaczepić, kazał mu zdać sprawę z dochodów Państwa, z czasów kiedy jeszcze był kanclerzem. Zawezwał go więc w tym celu do siebie. Święty Tomasz leżał wtedy chory; wszakże na ten rozkaz postanowił udać się natychmiast do króla, pomimo iż przyjaciele jego i dworzanie prosili aby tego nie czynił, wiedząc dobrze że Henryk ma najzgubniejsze względem niego zamiary. Nawet jeden z obecnych Biskupów radził mu aby złożył Arcybiskupstwo, gdyż znać król tego żąda. Ale on odpowiedział: „Gdym raz tę godność przyjął, nie godzi mi się jéj składać, dla tego że mi niebezpieczeństwo grozi”, i przybrawszy się w komżę z krzyżem w ręku, poszedł na pałac królewski. Lecz król niechcąc nawet słuchać jego tłómaczenia, skazał go na więzienie, a gdy Arcybiskup wydalał się z pałacu, dworzanie dla przypochlebienia się królowi, okrywali go obelgami i ciskali na niego kamienie wołając: „zdrajca”.

Wróciwszy do swojego pałacu zastał go prawie pustym, wszyscy bowiem jego dworzanie dowiedziawszy się jakie go spotkało u króla przyjęcie, obawiając się i dla siebie niełaski królewskiéj, odstąpili Arcybiskupa. Ponieważ wieczerza była przygotowana dla wielkiéj liczby osób, które zwykle do niéj wraz z nim zasiadały, więc święty Tomasz przywołał tyluż ubogich i z niemi wieczerzał, a dowiedziawszy się tajemnie, że król miał go nazajutrz wtrącić do więzienia, w nocy z dwoma zakonnikami i jednym tylko sługą, uszedł skrycie, i po różnych przeszkodach wydostawszy się z Anglii, udał się do Rzymu. Puścił się w tę podróż tak ubogim, że wśród niéj musiał żebrać wsparcia. Henryk wysłał co prędzéj do Papieża, najniesłuszniejszemi zarzutami obrzucając Arcybiskupa; lecz Papież dokładnie zawiadomiony o postępowaniu świętego Tomasza, gdy go ujrzał przed sobą zbiedzonego i strudzonego długą podróżą, uściskał go ze łzami, winszując mu i dziękując męstwa w obronie praw kościelnych. Święty Tomasz prosił Papieża aby mu wolno było Arcybiskupstwo złożyć; lecz Papież na to nie zezwolił, a robiąc mu nadzieję że nieporozumienia z królem ustaną, kazał mu na jakiś czas udać się do klasztoru w Pontyniaku we Francyi, i tam przeczekać aż ta burza ustanie. Król zaś dowiedziawszy się że Papież przyznał słuszność świętemu Tomaszowi, niemogąc już jego osoby dosięgnąć, skazał na wygnanie z Anglii wszystkich krewnych jego, dobra ich na skarb zabrał, a do zakonników klasztoru Pontyniaku posłał z groźbą, że jeżeli dłużéj świętemu Tomaszowi przytułek dawać będą, ściągną jego gniew na siebie. Świątobliwi ci zakonnicy, pomimo tego chcieli zatrzymać u siebie Arcybiskupa, który ich swoją świątobliwością wielce budował. Lecz on sam niechcąc ich narażać na zemstę Henryka, puścił się na tułactwo, mówiąc gdy wychodził z klasztoru: „Ten który karmi ptaki powietrzne, nie opuści i mnie sługę Swojego.” Jakoż, zesłała mu Opatrzność Boska potężnego dobroczyńcę. Król Francuzki, i jemu samemu i wszystkim jego krewnym dał w Państwie swojém przytułek i wspaniałomyślnie ich wspierał. Święty Tomasz osiadł w klasztorze Kolumbijskim, gdzie cztery lata spędził na ostréj pokucie, wysokiéj bogomyślności i czytaniu ksiąg świętych.

Nakoniec po siedmiu latach wygnania, król Henryk za wdaniem się Papieża i króla francuzkiego, dał się przejednać. Przywrócił świętego Tomasza na jego Arcybiskupstwo, krewnych jego z wygnania przywołał i dobra im pozwracał. Lecz Święty wróciwszy na swoję stolicę, niedługo na niéj zażywał pokoju, i miał objawienie w którém mu Pan Jezus zapowiedział iż ciężkiego jeszcze prześladowania dozna za Kościół, i męczeńskiéj śmierci ulegnie w obronie praw Jego. O tém nawet pisał do Papieża Tomasz, kończąc list prośbą aby nakazał za niego modlitwy, jako już blizkiego śmierci. I w istocie wkrótce potém król Henryk, pobudzony głównie przez nieprzyjaciół osobistych Arcybiskupa, a którymi byli ci tylko których on z władzy i gorliwości swojéj pasterskiéj za zdrożne ich występki upominał i karał, najprzód ograniczył swobodę świętego Tomasza, niepozwalając mu znajdować się w żadném mieście większém swojego królestwa. Arcybiskup zastosował się w tém do woli jakkolwiek niesłusznéj Henryka. Wszakże, nie złagodziło to jego na świętego Tomasza gniewu, z którym ciągle przeciw niemu wybuchał, aż nareszcie razu pewnego, wobec licznie zgromadzonych swoich dworzan zawołał! „O! cóż za nędzne moje panowanie, kiedy żaden z moich najwierniejszych stronników nie odważa się wybawić mnie od tego księdza, który mi pokoju nie daje.” Słysząc to czteréj Normandowie, główni nieprzyjaciele świętego Tomasza, postanowili odebrać mu życie.

Zdarzyło się że Arcybiskup, zmuszony był dotknąć klątwą kościelną, za wielkie przestępstwo, jednego z dworzan królewskich. Korzystając owi spiknięci na życie świętego Tomasza, zebrali liczny oddział zbrojnych ludzi (pomiędzy któremi najwięcéj było takich którzy za różne zbrodnie, byli również przez Arcybiskupa karami kościelnemi dotknięci) i udali się do Kantuaryi jego stałéj siedziby Biskupiéj mówiąc swojemu oddziałowi, że król kazał Arcybiskupa zabić. Przybywszy na miejsce, prosili najprzód o posłuchanie, które gdy im dał mąż Boży, zaczęli mu wymawiać że ośmielił się bez woli królewskiéj dotknąć klątwą jednego z jego dworzan straszyli go za to gniewem Henryka. Na to odpowiedział im Święty spokojnie, że tych dotyka taką karą, i tego nigdy czynić nie omieszka, którzy prawom Kościoła nie są posłuszni i poprawić się nie chcą. Poczém gdy oni mu już wyraźnie zamordowaniem grozili za miecze chwytając, rzekł do nich: „Mieczów waszych wcale się nie lękam; bardziéj ja pragnę męczeństwa, niż wy mojéj śmierci.” Zbrodniarze ci jednak, obawiając się domowników Arcybiskupa, będąc sami przed nim, nie śmieli jeszcze targnąć się na niego. Wyszli wiec do swoich wspólników i czekali na nich za pałacem Arcybiskupim; a gdy Tomasz tymczasem według zwyczaju swojego, poszedł do kościoła na nieszpory, wpadli najprzód do jego mieszkania w wielkiéj już sile, a tam go nie znalazłszy, oblegli kościół gdzie on z ludem śpiewał psalmy Pańskie.

Na wieść tę, i duchowieństwo go otaczające, i dworzanie chcieli zatarasować wejście do kościoła; lecz Święty na to nie pozwolił, mówiąc: „Kościoła nie tak jak twierdzy bronić trzeba; w walce téj jaka mnie czeka, ten wygra kto padnie.” Wtém okazali się wśród kościoła i mordercy wołając: „Gdzie zdrajca Arcybiskup.” Wtedy Święty wyszedł naprzeciw nim, mówiąc: „Ja jestem Arcybiskupem ale nie zdrajcą, i otom gotowy umrzeć za Tego który mnie Swoją krwią odkupił i z narażeniem życia każe mi bronić praw tego Kościoła, który na ziemi postanowił.” Napastnicy dobywszy mieczów krzyknęli: „Rozgrzesz wszystkich tych których klątwą dotknąłeś.” Odpowiedział święty: „Nie rozgrzeszę, póki za występki swoje według przepisu Kościoła, zadość nie uczynią.” — „Zabijemy cię więc” wrzasnęli: — „Gotów jestem na śmierć”, odpowiedział Arcybiskup, „za niezależność Kościoła, a rozkazuję wam w imieniu Bożém, abyście żadnego z moich domowników nie tknęli”.

Wtedy zabójcy, cisnęli się na niego, chcąc go wywlec z kościoła, ale jakby wrytego w ziemię, z miejsca ruszyć nie mogli. Jeden więc z nich zaciął go mieczem w głowę, i wielką mu zadał ranę. Sługa Boży widząc już śmierć przed sobą niechybną, złożył ręce do modlitwy, a wtém i drugie mu cięcie w głowę zadali. Jednak stał jeszcze na nogach, aż gdy i po raz trzeci mieczem w głowę został ugodzony, padł na kolana mówiąc: „Dla Imienia Twego Panie, gotów jestem umrzeć.” Poczém kilku morderców zaczęło go rąbać: mózg ze krwią twarz jego zalał, i Święty Bogu ducha oddał, dnia 29 Grudnia roku Pańskiego 1171, dziewięć lat będąc Arcybiskupem a pięćdziesiąt trzy żyjąc. Słynącego po śmierci wielu cudami, Papież Aleksander w poczet Świętych zapisał.

Pożytek duchowny

Widziałeś jak ciężkie prześladowanie, a nakoniec i groźby niechybnéj śmierci, nie mogły przywieść świętego Tomasza, do zaniedbania tego co było jego obowiązkiem. Ucz się z jego przykładu, jak dalece z wszelkiemi napotkać się mogącemi trudnościami, a tém bardziéj gdy taką ostatecznością nie grożą, mężnie walczyć powinieneś, gdy idzie o spełnianie tego co jest ścisłą twoją powinnością.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! za którego Kościół, święty Biskupi Tomasz; od miecza bezbożników poległ spraw prosimy, aby wszyscy wzywający jego pośrednictwa, próśb swoich pożądany otrzymali skutek. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1131–1134.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 1023

Świat katolicki czci św. Tomasza za to, że był troskliwym pasterzem swych owieczek i nieustraszonym obrońcą wiary, sławi go wskutek obelg, jakie miotali na niego wrogowie Kościoła, a miłuje go z powodu nienawiści, jakiej doznawał od tych, którzy płaszczyli się przed majestatem możnowładztwa świeckiego i nie mogli pojąć, dlaczego Tomasz nie ugnie się przed jego przemocą. Wyraz „swoboda Kościoła” niemile brzmi w uszach niejednego, który widzi w tym sprzysiężenie władzy duchownej i próbę buntu. Mimo to każdy katolik przyzna słuszność św. Tomaszowi, że stanął w obronie praw duchowieństwa. Jeden z poprzedników św. Tomasza na stolicy kantuaryjskiej, św. Anzelm, mawiał, iż „nic nie jest milsze Bogu, jak swoboda Jego Kościoła św.”, a papież Pius VIII wypowiedział dnia 30 czerwca 1830 co następuje: „Z woli i rozporządzenia Boskiego Kościół jest narzeczoną niewinnego Baranka Jezusa Chrystusa i dlatego jest wolny i nie ulega władzy świeckiej”.

Rozważmy:

  1. W czym służy Kościołowi Chrystusowemu prawo domagania się niezależności od władzy świeckiej? a) W głoszeniu Ewangelii świętej i nauki zbawienia. Pan Jezus bowiem zlecił Kościołowi, aby ją krzewił pomiędzy wszystkimi narodami bez względu na wiek, płeć, narodowość i zawisłość od tego lub owego rządu. b) W administracji sakramentów św., których szafarstwo jest niezbędne dla wszystkich w celu ich usprawiedliwienia i uświęcenia, a szafarzami mogą być tylko prawnie ustanowieni i przez władzę duchowną do tego upoważnieni kapłani; c) W urządzaniu nabożeństwa i karności chrześcijańskiej. Pan Jezus powiedział: „Nauczcie wiernych zachowywać wszystko, co wam powiedziałem”. Do tego należy wykonywanie rad ewangelicznych w murach klasztornych i poza obrębem klasztorów. d) W wyborze i wyznaczaniu duchowieństwa różnych godności i stopni, utrzymywaniu zakładów i instytucyj duchownych, zarządzie dóbr i własności ofiarowanej im w darze od wiernych.
  2. Jak Kościół broni swych swobód? Nie przemocą, ani za pomocą broni. Nie knuje spisków, nie wdaje się w sprzysiężenia, nie chwyta się intryg. Do tych, którzy go chcą ujarzmiać, przemawia słowami Tertuliana: „Poznaj mnie, patrz, kim jestem. Ani cię chcę przestraszyć, anim tchórzem podszyty. Daleki jestem od grozy, gdyż wszelka niegodziwość jest mi wstrętna; bojaźni nie znam, gdyż oswojony jestem z myślą śmierci”. „Ubodzy, wdowy i sieroty — mówi św. Ambroży — są obrońcami, przyboczną strażą i siłą zbrojną biskupów”. Sławny biskup Bossuet powiada: „Kościół nie może uczynić kroku naprzód bez wylania krwi swych dzieci; aby zapewnić swe prawa, musi ponieść ofiarę krwi swojej. Sam Chrystus okupił go swą Krwią Przenajświętszą i wolą Jego jest, aby i Kościół tą drogą okupił łaski, jakich od Niego doznaje. Jak wiara, tak i swoboda Kościoła winna mieć swych Męczenników. Walczmy więc za Kościół bronią modlitwy”.
Tags: św Tomasz z Canterburry „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik państwo Kościół
2020-12-28

Świętych Młodzianków

Żyli około roku Pańskiego 1.

(Szczegóły te wyjęte są z Pisma Bożego.)

Święto dzisiejsze, ustanowione jest na uczczenie śmierci nadzwyczaj wielkiéj liczby niewinnych dziatek, wymordowanych przez Heroda, sławnego ze swojego okrucieństwa tyrana, panującego nad Ziemią Żydowską w czasie kiedy przyszedł na świat Syn Boży.

Skoro narodził się Pan Jezus w Betleemie, Pan Bóg objawił trzem Królom, albo jak ich także nazywamy trzem Mędrcom mieszkającym na Wschodzie, przyjście na świat Zbawiciela, i zesłał im cudowną gwiazdę, która przed nimi postępując i wskazując im drogę, z bardzo odległéj krainy prowadziła ich aż do Betleemu. Przybywszy najprzód do Jerozolimy, zaczęli tam pilnie wypytywać, gdzie się znajduje nowonarodzony Król Żydowski, którego gwiazdę ujrzeli na Wschodzie, i za nią idąc, przybyli do tego miasta. Zdziwiło to nadzwyczajnie Heroda, i wszystkich mieszkańców Jerozolimy wprawiło w wielką ciekawość, gdyż i pomiędzy Żydami powszechne już było wtedy mniemanie oparte na Prorokach, że zbliża się czas przyjścia Mesyasza. Herod przypuszczając że mogło to już w istocie nastąpić, a obawiając się aby Zbawiciel, jeśli się pojawi jako Król Żydowski, nie pozbawił go korony, zwołał nauczycieli i starszych kapłanów żydowskich, i jak najpilniéj ich wypytywał, gdzie według Pisma Starego Zakonu i ich Proroków, miał się narodzić Mesyasz. Wszyscy jednogłośnie mu odpowiedzieli, że narodzić się ma w Betleemie Bóg jak najwyraźniéj przez Swego Proroka przepowiedział.

Odebrawszy taką odpowiedź Herod, postanowił dowiedzieć się jak najdokładniéj czy w istocie już się urodził Zbawiciel, a to w tym celu aby go niezwłocznie pozbawić życia. Wnosił zaś że najłatwiéj będzie mu wyśledzić to Dziecię o które mu chodziło, właśnie przez tychże Trzech Mędrców przybyłych ze Wschodu, których gwiazda cudowna jak przyprowadziła do Ziemi Żydowskiéj, tak zawiedzie i na samo miejsce gdzie się znajduje Zbawiciel i wskaże go im najniechybniéj. Tajemnie więc przywołał ich do siebie, lecz aby nie domyślili się prawdziwego powodu dla którego pragnął wykryć miejsce gdzie się znajdowało Boże-Dzieciątko, udał przed nimi że chciałby wiedzieć czy już przyszedł na świat Mesyasz i gdzie się znajduje, a to dla tego aby podobnież jak ci Trzéj Królowie, i on sam pośpieszył tam i cześć Mu oddał. Przytém, aby wiedzieć kiedy nastąpiło narodzenie się Zbawiciela, a z tego zawnioskować jakiego może już On być wieku, pilnie ich wypytywał kiedy, w jakim dniu i miesiącu, okazała się im owa cudowna gwiazda. Powziąwszy tedy od nich wszelkie potrzebne wiadomości, odprawił ich w dalszą podróż mówiąc: „Jedźcie daléj za gwiazdą wam przewodniczącą: a gdy znajdziecie Dziecię, oznajmijcie mi o tém niezwłocznie, abym i ja udał się tam i oddał mu cześć należną.”

Trzéj Królowie puścili się w dalszą drogę. Gwiazdka zawiodła ich aż do Betleemu i zatrzymała się nad stajenką w któréj przebywał jeszcze Pan Jezus z Maryą i Józefem, a oni weszli do niéj, i oddając cześć Synowi Bożemu, złożyli Mu swoje ofiary. Gdy mieli już wracać do swojéj krainy, a nie domyślali się żadnych złych zamiarów ze strony Heroda przeciw Synowi Bożemu, chcieli udać się do Jerozolimy, aby według jego żądania zawiadomić go Że znaleźli Zbawiciela, i wskazać mu miejsce Jego pobytu. Lecz okazał się im we śnie Anioł, i nakazał od Pana Boga aby i nie zawiadamiali o tém Heroda, i nawet aby wracając do swojéj ojczyzny, nie zachodzili już wcale do Jerozolimy, tylko inną puścili się drogą: co téż oni uczynili.

Herod niewidząc powracających do niego Trzech Króli, już z tego samego zaniepokoił się wielce, niewątpiąc że znaleźli Zbawiciela, a że odgadłszy jego zamiary, lub o nich przez kogo innego ostrzeżeni, nie spełnili jego polecenia i nie zawiadomili go o tém. Przytém, wieść o cudowném okazaniu się Pasterzom Anioła zwiastującego im narodzenie Zbawiciela, i o śpiewie Anielskim słyszanym nad Szopką Betleemską, rozchodziła się już wszędzie, równie jak szczegóły tego co zaszło w saméj świątyni Jerozolimskiéj, kiedy Marya i Józef ofiarowali w niéj Boskie Dzieciątko. Wszystko więc to obudziło jak największe zajęcie w całéj ludności, i zaniepokoiło jeszcze bardziéj Heroda. Szczególnie, gdy się dowiedział że w Świątyni uznanym został Pan Jezus za Zbawiciela oczekiwanego, postanowił już jakimbądź sposobem, pozbawić Go życia.

Owóż byłto jeden z najokrutniejszych monarchów jacy kiedy istnieli. Wyniesiony na tron przez cesarza Antoniego, czego dopiął tylko przez zręczne a najnikczemniejsze zabiegi, ciągle dopuszczał się najstraszniejszych okrucieństw. Kazał utopić Arystobula swego szwagra, który jako wielki kapłan, opierał się niektórym jego nadużyciom. Zamordował Hirkana, własnego dziada. Skazał na śmierć Maryannę żonę swoję i Aleksandrę jéj matkę, wymordował własne swoje dzieci i wielką liczbę dworzan pod pozorem że spiskują na niego, gdyż będąc nadzwyczaj podejrzliwym, wszystkich o to posądzał. Lecz co najlepsze dać może wyobrażenie jego barbarzyństwa, to że gdy już blizkim był śmierci, a widział że Żydzi radują się iż nakoniec pozbędą się takiego tyrana, wtrącił do więzienia wielu Żydów, biorąc po jednym z każdéj znakomitéj rodziny, i wydał wyrok iż skoro już skona, żeby tych wszystkich wymordowano. Uczynił zaś to jak mówił w tym celu, aby Żydzi chcąc niechcąc po jego śmierci płakali.

Takim tedy był ten Herod: nic też dziwnego że do barbarzyńskiego uciekł się środka, gdy mu chodziło o pozbawienie życia Dzieciątka Jezus. Zawiodłszy się na Trzech Królach, którzy niewróciwszy do niego, nie dali mu żadnéj o Panu Jezusie wiadomości, wpadł jak piszą, jakby w rodzaj wściekłości, i umyślił wymordować wszystkie na żydowskiéj ziemi dzieci podówczas przy piersi będące, aby przez taką rzeź powszechną, dosięgnąć i Jezusa. W tym celu wydał tajemne polecenie wojsku, i takowego wykonanie pod karą śmierci nakazał. Rozesłał po wszystkich miastach, miasteczkach i wsiach, oddziały żołnierzy, pod pozorem że mają tylko zrobić spis dzieci płci męzkiéj od dwóch lat urodzonych. A skoro to nastąpiło, i miał już w ręku dokładną wiadomość wszystkich tego wieku niemowląt, kazał je w tymże samym dniu, co do jednego wymordować.

Padło ich mnóstwo ogromne, nietylko w Betleemie lecz i w innych miastach i miasteczkach. Niektórzy z pisarzy kościelnych, przypuszczają że liczba tych niewinnych ofiar wynosiła sto czterdzieści cztery tysiące dziatek. Opierają zaś to swoje mniemanie na tym ustępie z objaśnień świętego Jana, gdzie on mówiąc o duszach niewinnych i czystych „chodzących za Barankiem gdziekolwiek on idzie”, 1 taką właśnie liczbę wyraził. Inni utrzymują, że świętych Niewiniątek padło wtedy czternaście tysięcy, i tę liczbę wymienia Kanon mszy świętéj na uroczystość dzisiejszą według obrządku Abissyńczyków odprawianéj, i takąż samę zamieszcza kalendarz grecki, gdy to święto ogłasza.

Ojcowie święci jakby na wyścigi, używają całéj potęgi wymowy na opisanie téj strasznéj rzezi. „Zaledwie się narodził Zbawiciel, pisze święty Augustyn, aż oto tysiące podobnych mu dziatek, bez zasługi niejako, a z przewidzianych zasług Jego własnych, odniosło koronę męczeńską, i zanim Męką Chrystusową Raj otwarty zostanie, już one z wieńcami na skroniach wyczekują wejścia do niego, nabywszy prawa życia na wieki w Niebie, lubo tu na ziemi zaledwie żyć zaczynały. Giną za Chrystusa dziatki: za sprawiedliwość pada w ofierze niewinność. Sąto pierwsze kwiaty męczeńskie i jakby pierwsze powstającego Kościoła pączki, zaledwie rozwinięte wśród zimy pogańskiéj, a już mrozem srogiego prześladowania zwarzone.” I dalej woła: „Pomyślna dla nich nienawiść najokrutniejszego z królów! żaden bowiem monarcha błogosławionym tym dziatkom nie mógł wyrządzić takiego dobrodziejstwa największą ku nim powodowany łaskawością, jakiém ich obdarzyła nienawiść Heroda.” — „Jak szczęśliwe jesteście niewinne ofiary, pisze święty Cypryan, że w miejsce Dzieciątka Jezus i jakby Jego zasłaniając, wyrwane od piersi matek, śmierć za Niego ponosicie”. Święty Jan Złotousty daléj jeszcze idzie, bo przypuszcza że przez męczeństwo młodzianków i matki ich uświęcone zostały. „Dziatki krwią swoją, powiada, a ich matki łzami swojemi, ochrzczone zostały.” I przydaje: „Sąto prawdziwi Męczennicy, ze szczególnéj łaski Bożéj: przemawiać nie umieli a wyznali Boga; i walczyli i śmierć ponieśli, niepojmując jeszcze ceny życia, które za Chrystusa wydali”.

Hymn kościelny tak wita w nich pierwociny świętych Męczenników, których późniéj tyle milionów miało użyźnić Kościół Chrystusowy i ustalić go na ziemi:

Witajcie męczeńskie kwiatki,
Wróg Boży zgładził was dziatki,
W progu światła w pierwszém życiu,
Jak wicher róże w rozwiciu.
Wy ofiar Zbawcy początek,
Słodka trzoda niewiniątek,
Przed ołtarzem w krwawéj szacie,
Z palmą i wieńcem igracie 2

Samę zaś tę rzeź okrutną, tak święty Augustyn opisuje. „Wpada żołdactwo do domów i rzuca się na dziatki. Matka szarpie sobie włosy na głowie i zdziera z niéj ozdoby, bo najdroższą dla niéj ozdobę w dziecięciu swojém traci. Chce ukryć przed barbarzyńcą ten skarb swój najdroższy, lecz dziecię własnym płaczem się zdradza: nie umiało milczeć, bo się jeszcze nie nauczyło obawiać. Walczyła matka z katem: i gdy ten do siebie ciągnął niemowlę, matka je do łona tuliła, wołając: «Dla czego wydzierasz z łona mojego tego, któregom z niego wydała. Jam go z taką pieczołowitością piastowała, a ty go z takiém okrucieństwem mordujesz! Tylko co go żywot mój wydał ns świat, a ty mu już życie odbierasz?» Inna znowu mówiła: «Dla czegoż mnie oszczędzasz? jeśli jest wina to chyba we mnie: jeśli jéj wcale niema, nie rozłączajże dziecięcia od matki, zadaj śmierć obojgu.»” I temi słowy kończy ten Doktor Kościoła ten piękny swój ustęp: „Wznosiły się do Nieba żale nieszczęśliwych matek, a z niemi ofiara dziatek niewinnych.”

Święte te niewiniątka w języku kościelnym zwane Młodziankami, zawsze poczytywane były za prawdziwych Męczenników: a chociaż nie ponieśli śmierci męczeńskiéj z takim rozmysłem i dobrą wolą jak inni Męczennicy, Kościół jednak, duchem Świętym rządzony, podobnąż im cześć oddaje, niewątpiąc że, albo Pan Bóg w nieprzebraném miłosierdziu Swojém dopełnił tego na ich duszach co im do dobrowolnego męczeństwa brakło, albo jak to pisze Marya Agredo w swoich objawieniach, na tę chwilę obdarzył ich pełnym rozumem.

Uroczystość dzisiejsza, od czasów Apostolskich obchodzoną była, a gdy dzień śmierci męczeńskiéj świętych Młodzianków nie był dokładnie wiadomym, przeznaczono na tę pamiątkę dzień 28 Grudnia, aby ją ile możności przybliżyć do uroczystości Narodzenia Pańskiego.

W szóstym wieku, cesarz Justynian młodszy, wzniósł na ich cześć wspaniały kościół w Carogrodzie, gdzie z wielką czcią przechowywano ciało jednego ze świętych Młodzianków.

Pożytek duchowny

Okrucieństwo Heroda broczącego we krwi niewinnych dziatek, tysiące dusz posłało do Nieba, z których inaczéj największa część, a może i wszyscy byliby tego szczęścia nie dostąpili nigdy. Tak bowiem dobroć i mądrość Boska ze złego umie zawsze wyprowadzać dobro. Naucz się i z tego że jeśli Bóg dopuszcza na ciebie prześladowanie od złych ludzi, czyni to jedynie dla większego dobra twojéj duszy.

Modlitwa (Kościelna)

Boże którego wyznanie w dniu dzisiejszym uczynili niewinne Męczenniki, nie słowy lecz śmierć za Ciebie ponosząc; wszelkie w nas zdrożności wyniszcz do szczętu, abyśmy wiarę w Ciebie którą usty wyznajemy, czynami życia naszego stwierdzali. Przez Pana naszego i t.d

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1128–1131.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 1021

Święty Paweł mówi: „Przeznaczono człowiekowi kiedyś umrzeć”. Dzień, godzinę i rodzaj śmierci oznacza mądrość Boża. Dobrze czyni ten, kto się poddaje tej konieczności i należycie przysposobiony czeka na rozkaz Pana i Stworzyciela swego. Dzisiejsza uroczystość nastręcza nam sposobność, abyśmy ze względu na nadchodzący koniec roku zwrócili uwagę na nierówną śmierć niewinnych dziatek i ich zabójcy, srogiego Heroda.

  1. Niewinne niemowlęta umarły śmiercią gwałtowną; cierpienia ich były wielkie ale krótkie. Pożegnały się z życiem, którego znaczenia nie znały, rozstały się z światem, jego uciechami i rozkoszami, które były im obce; przeniosły się do wieczności, gdzie im dobroć Jezusa, za którego śmierć poniosły, zgotowała szczęście nieskończone. Podobna jest śmierć sprawiedliwego, gdyż jest on synem Bożym i wejdzie, jak owi maluczcy, do Królestwa niebieskiego. Sprawiedliwy łatwo się rozstaje z życiem ziemskim, wierzy bowiem wraz z świętym Jakubem, który w swym liście powszechnym w rozdziale 4, wierszu 15, mówi jak następuje: ”Bo i czymże jest życie wasze? Parą jest, która pokazuje się na chwilę, a potem znika”. Sprawiedliwy łatwo się rozstaje z dobrami doczesnymi, gdyż wie i bez Salomona, że wszystko przemija oprócz miłości i służby Bogu; a życzenia swe zastosowuje do nauki ewangelicznej: „Błogosławieni ubodzy duchem, albowiem ich jest Królestwo niebieskie” (Mat. 5, 3). Nadzieje i pragnienia jego skierowane są ku wiekuistym radościom, jakie nam Pan Jezus przyrzekł i które nam obfitością swych zasług poręczył. Pozostańmy przeto dziećmi Boga, a śmiertelne strachy i boleści zamienią się nam na wiekuistą radość.
  2. Herod umarł wśród niewypowiedzianych udręczeń i rozpaczy. Niewypowiedziany był jego strach wobec otwierających się wrót wieczności, pozbawionej wszelkiej pociechy. Drżał na myśl utraty życia, które tak gorąco umiłował i które dotychczas chroniło go od kary wiekuistej, jaka czeka ostatecznie każdego zbrodniarza; drżał na myśl o utracie dóbr doczesnych, władzy i godności królewskiej, która dotychczas głuszyła w nim głos sumienia a teraz miała zwiększyć jego kaźń i hańbę w wieczności; drżał nadto na samą myśl sądu, widział bowiem — jak mówi św. Augustyn — nad sobą groźnego Sędziego, który go musiał potępić, po prawicy popełnione grzechy i żądające odwetu dusze pomordowanych, a po lewicy tłuszczę złych duchów, kuszących się wykonać na nim wyrok. Podobna jest śmierć każdego grzesznika, gdyż jest on wrogiem Boga i w wieczności też zajmie miejsce pomiędzy wrogami Boga. Śmierć grzesznika jest podobna do śmierci Heroda, zarówno czy na nią patrzeć będzie ze stanowiska świata, z którym musi się rozstać, czy też ze stanowiska religii, która w odwet musi go porzucić; z obu bowiem stron dochodzi go głos Pisma świętego: ”Ze zguby twej śmiać się będę i szydzić będę z ciebie”. Nadto znikąd nie dojdzie go słowo pociechy i nikt go nie poratuje; jedynie tylko pokuta i to wczesna ocalić może grzesznika od tego niebezpieczeństwa.

Footnotes:

1

Obja. XIV. 4.

2

Hymn kościelny na uroczystość ŚS. Młodzianków: Salvete flores Martyrum.

Tags: św Młodziankowie „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik
2020-12-27

Św. Jana, Ewangelisty i Apostoła

Żył około roku Pańskiego 104.

Żywot jego wyjęty jest z Ewangelii świętéj i z dzieł świętego Hieronima.)

Święty Jan, jeden ze czterech Ewangelistów, a zpomiędzy Apostołów Pana Jezusa najulubieńszy Jego uczeń, rodem z Galilei, był synem Zebedeusza i Salomei, a starszym bratem świętego Jakóba przezwanego młodszym także Apostoła. Pochodził z ubogiego stanu i wraz z ojcem trudnił się rybołówstwem. Miał zaledwie lat dwadzieścia pięć, kiedy razu pewnego podczas gdy na brzegach jeziora Genezareckiego naprawiał z bratem sieci, nadszedł tam Zbawiciel, i obydwóch ich za Sobą powołał. W téjże chwili opuścili wszystko: ojca, rodzinę, dom i sieci z których zarabiali na życie, i poszli za Boskim Mistrzem swoim.

Święty Jan, odznaczał się od najmłodszych lat wszystkiemi cnotami, ale najbardziéj nieskalaną czystością. Z tegoto głównie powodu Pan Jezus tak dalece go umiłował że i Ewangelia święta wspominając o nim, powiada: „Uczeń którego Jezus umiłował” 1. Zpomiędzy téż wszystkich Apostołów, on miał najszczególniejszy przystęp do Zbawiciela, i jego zwykle używali inni uczniowie, gdy chcieli aby Pan Jezus wyjaśnił im jakie rzeczy tyczące się Jego Boskiéj nauki. Nie odstępował nigdy Syna Bożego, był przy nim kiedy wskrzesił świekrę świętego Piotra, tożsamo gdy przywrócił życie córce wielkiego Kapłana Jairy, i przy innych cudach jakie czynił Jezus, był także obecnym.

Razu pewnego wraz z bratem posłany został do jednego z miasteczek Samarytańskich dla wyszukania mieszkania dla Zbawiciela; a gdy Samarytanie nie chcieli go przyjąć, tak to świętego Jana oburzyło, iż razem ze świętym Jakóbem powiedział do Pana Jezusa „Panie pozwól abyśmy sprowadzili z Nieba ogień na tych niewdzięczników, jak to niegdyś uczynił Eliasz.” Lecz za to Pan Jezus ich upomniał mówiąc: „W ten sposób odzywając się nie wiecie jakim duchem ożywieni jesteście: Syn Boży nie po to przyszedł aby zabijać, lecz aby ożywiać.” 2 Wtedyto Zbawiciel nazwał ich Boanerges: to jest dzieci gromu, co było razem i przepowiednią że ogłaszając późniéj Ewangelią, gromić oni będą błędy pogańskie.

Przy Przemienieniu Swojém na górze Tabor, Syn Boży wziął był z sobą trzech tylko uczniów, a w ich liczbie był właśnie i Jan święty. Wkrótce potém gdy już Chrystus Pan miał ostatnią wieczerzę przed męką Swoją z Apostołami odbywać, posłał świętego Jana ze świętym Piotrem do Jerozolimy, aby w tym celu przygotowali tam mieszkanie. I wtedy to, na téj ostatniéj wieczerzy, na któréj postanowił przenajświętszy Sakrament, ten największy dowód Swojéj miłości ku ludziom, raczył także okazać w jak szczególny sposób miłował Jana. Umieścił go zaraz obok Siebie i dozwolił mu głowę położyć na piersiach Swoich, do których przytulił się Jan święty jak dziecię do Matki, i tak przez cały czas wieczerzy pozostawał. Święty Augustyn, pisze że w téjto błogosławionéj chwili, zaczerpnął ulubiony uczeń Pański, z samego Serca Zbawicielowego, to poznanie najświętszych i najszczytniejszych tajemnic, które go uczyniło niezrównanym Teologiem i największym z Proroków, tak że jak pisze znowu święty Jan Złotousty, późniéj sami Aniołowie wyuczyli się od świętego Jana wiele rzeczy, których wprzód nie znali, i do tego odnosi te słowa Pisma Bożego: „Aby wiadoma była księstwom i zwierzchnościom na niebiosach, przez Kościół rozliczna mądrość Boża”. 3 Gdy przy końcu wieczerzy Pan Jezus powiedział uczniom, że Go jeden z nich zdradzi, wszyscy przerażeni tém zostali. Wtedy święty Piotr, chociaż z nich najstarszy, nieśmiejąc jednak sam spytać Pana Jezusa, skinął na świętego Jana, aby on się dowiedział o kim mówił Zbawiciel. Ukochany uczeń spytał o to Pana Jezusa pocichu, a Pan Jezus podobnież odpowiedział mu, że tym nieszczęsnym jest ten któremu on poda kawałek chleba zmaczany. Jakoż, podał takowy Judaszowi Iskaryocie, który w istocie w ręce Go żydowskie wydał.

Gdy Pan Jezus udał się do Ogrójca, a tam odsunąwszy się od Apostołów, miał rozpocząć Swoję mękę w krwawéj modlitwie, biorąc wtedy z Sobą trzech tylko uczniów, wziął znowu między nimi świętego Jana. W kilka chwil potém napadli Żydzi na Chrystusa, związali Go i uprowadzili. Wszyscy Apostołowie przestraszeni rozbiegli się, jeden święty Jan nie odstąpił Zbawiciela, i krok w krok poszedł za Nim. Nazajutrz, gdy już Syna Bożego wiedziono na Kalwaryą, ze wszystkich Apostołów, jeden tylko święty Jan, nieodstępując Matki Bożéj towarzyszył Chrystusowi Panu, ciągle był obecny Jego ukrzyżowaniu i wtenczas odebrał od Zbawiciela ostatni a najwyższy dowód jego szczególnéj miłości i zadatek łask wszelkich. Wtenczas bowiem Pan Jezus oddał Janowi Matkę Swoję przenajświętszą Maryą za Matkę, a Maryi Jana za syna. Rozpięty i podniesiony na krzyżu, blizki już oddania ducha swojego w ręce Ojca Przedwiecznego, widząc te dwie istoty najdroższe Mu na ziemi przy Sobie, rzekł najprzód do Matki wskazując Jéj świętego Jana: „Niewiasto oto Syn twój”, a potém do Jana, podobnież wskazując mu przenajświętszą Pannę: „Oto Matka twoja” 4. A że słowa Pana Jezusa byłyto słowa Boże, te które gdy powiedziały o chlebie: „Oto ciało moje” 5, chleb w Ciało Jego przenajświętsze zmieniły, i tu całą moc swoję wywarły. Od téj chwili serce Maryi przetworzone zostało na serce macierzyńskie dla Jana, a serce Jana na serce synowskie względem przenajświętszéj Panny. I z tegoto powodu, powiada święty Piotr Damian, że nikt większy w chwale i zasługach nad świętego Jana być nie może, który tym sposobem stał się jakby drugim synem Maryi i bratem Jezusa 6. Odtąd téż święty Jan nie rozłączał się już z przenajświętszą Panną, wziął Ją do domu swego, i miał niewymowne szczęście opiekowania się Nią jako syn najprzywiązańszy, aż do chwili Jéj błogosławionego Uśnięcia i Wniebowzięcia. A gdy jedno pozdrowienie Maryi, kiedy przybyła do świętéj Elżbiety, na cały dom jéj sprowadziło najobfitsze błogosławieństwa Boże, któż wyobrazić sobie potrafi, ilu i jakich łask były źródłem dla Jana, już nietylko pozdrowienia któremi go nie raz przez ten czas witała Marya, lecz i Jéj błogosławieństwa któremi go obdarzała. Można więc zdaje się przypuszczać że po Niéj Saméj i po świętym Józefie, pierwsze on przy Jezusie zajmuje miejsce, i po Nich najskuteczniejszym jest naszym pośrednikiem.

Po Zmartwychwstaniu Pańskiém, gdy święta Magdalena nieznalazłszy Pana Jezusa w grobie, pośpieszyła zawiadomić o tém Piotra i Jana, pobiegli tam niezwłocznie obaj. Lecz święty Jan wyprzedził świętego Piotra, i pierwszy u grobu stanął. Gdy potém nad morzem Tyberyadzkiém okazał się Chrystus Apostołom, najpierwszy z nich poznał go Jan święty, i zawołał do Piotra: „Pan jest” 7. Podczas tego objawienia się uczniom, Pan Jezus przepowiedział Piotrowi jaką śmiercią umrze. Piotr widząc obok siebie świętego Jana, spytał jaki jego los czeka; na co odpowiedział mu Zbawiciel: „Jeśli jest wolą Moją aby tak pozostał aż przyjdę, poco ci dopytywać co się z nim stanie.” W skutek téj odpowiedzi, Apostołowie myśleli że Chrystus Pan, zapowiadał iż święty Jan nie ulegnie śmierci. Lecz sam on w swojéj Ewangelii pisze, że Syn Boży nie w tém znaczeniu słowa te był wyrzekł.

Zaraz po Zesłaniu Ducha Świętego, Jan wraz z świętym Piotrem, wszedłszy do świątyni Jerozolimskiéj, cudownie uzdrowili chorego przy drzwiach siedzącego. Gdy się ten cud rozgłosił, obaj uwięzieni i badani zostali. Tak śmiało i mądrze odpowiadali, że już wtedy poznać można było, iż przez usta tych prostych i ubogich rybaków, sam Duch Święty przemawia. Podczas prześladowania chrześcijan, które się wszczęło ze śmiercią świętego Szczepana, święty Piotr wraz ze świętym Janem, udali się do miasta Samaryi, gdzie znalazłszy już wielu wiernych, przez włożenie na nich rąk udzielili im Sakrament Bierzmowania. Późniéj święty Jan znajdował się na pierwszym Soborze w Jerozolimie, na którym, jak się wyraża Pismo Boże, był on jako filar Kościoła.

Gdy Apostołowie rozchodzili się po świecie dla głoszenia Ewangelii, święty Jan ostatni opuścił Ziemię Żydowską. Udał się pomiędzy Partów, i zatrzymał się w Azyi mniejszéj, gdzie wraz z przenajświętszą Panną osiadł w mieście Efezie, wkrótce założywszy tam Kościół. Ztamtąd przebiegł wszystkie krainy téj części świata, roznosząc Słowo Boże i wielkie cuda czyniąc. Nawrócił całą prawie Azyą pisze święty Hieronim, wiele tam pozakładał dyecezyi i wielu wyświęcił Biskupów.

Po Wniebowzięciu przenajświętszéj Maryi Panny, święty Jan wyłączniéj jeszcze oddał się pracom Apostolskim. Zaniósł światło Ewangelii na krańce Wschodu, aż nareszcie podczas prześladowania chrześcijan za cesarza Domicyana, jeden z najpierwszych został uwięziony i posłany do Rzymu. Tam najprzód poniósł męczeństwo, zostawszy zanurzony we wrzącym oleju z którego cudem żywy wyszedł, a cośmy ze szczegółami pod dniem szóstym Maja opisali. Potém skazany został na wygnanie do wyspy Patmos na Archipelagu ku Azyi położonéj. Tam z rozkazu Pana Jezusa napisał Apokalipsę, to jest Objawienia, które stanowią ostatnią księgę Pisma Bożego, a w któréj według wyrażenia świętego Hieronima, co słowo to najgłębsza tajemnica.

Po śmierci cesarza Domicyana, następca jego Nerwa, dozwolił powrotu wszystkim wygnańcom, i święty Jan po ośiemnasto miesięcznym pobycie na wyspie Patmos wrócił do Efezu. Gdy z tego miasta wywozili go do Rzymu, pozostawił tam był jednego z uczniów swoich, który przez ten czas tak dalece zapomniał o jego naukach, że dopuszczając się różnych zdrożności, w końcu przyłączył się do szajki zbójców, i z nimi mieszkał w lesie. Dowiedziawszy się o tém święty Jan, udał się w góry gdzie się kryli ci rozbójnicy, niezważając na niebezpieczeństwo na jakie go to narażało, i wynalazł owego młodzieńca, który ujrzawszy świętego Jana zaczął uciekać. Mąż Boży niepomny nawet na starość swoję, popędził co prędzéj za nim wołając: „Nie uciekaj synu przed ojcem, ja grzechy twoje biorę na siebie, zatrzymaj się: Chrystus mnie do ciebie posłał.” I stanął młodzieniec, a gdy Święty nadszedł, upadł mu do nóg. Jan go uściskał, zaprowadził z sobą do Efezu, i do szczeréj pokuty przywiódł, w któréj on szczęśliwie życia swego dokonał.

Gdy rządził dyecezyą Efezką Jan święty, już wtedy różni kacerze rozszarpywali jedność Kościoła i wiarę chrześcijańską fałszowali. Ponieważ pod tę porę z Apostołów Pańskich już tylko święty Jan był jeszcze przy życiu, wszyscy Biskupi tak ze Wschodu jak i Zachodu udali się do niego, aby on przeciwko tym nieprzyjaciołom Chrystusa wystąpił. Wtedy Duch Święty użył go do napisania Ewangelii, przez niego ułożonéj. Jan zabierając się do tego nakazał publiczny post i modlitwy, na których i sam trwając wpadł był w zachwycenie, i jak pisze święty Hieronim, wychodząc z niego, wyrzekł te słowa od których zaczyna się jego Ewangelia: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo” 8. W całéj téż téj księdze swojéj, Jan wyświeca głównie Bóstwo Chrystusa Pana, i przez ojców Kościoła nazwany jest Orłem pomiędzy Ewangelistami. Prócz tego napisał trzy Listy Ewangeliczne, należące także do ksiąg Pisma Bożego, z których pierwszy szczególnie tyczy się miłości bliźniego, jako królowéj cnót chrześcijańskich. On téż ją szczególnie, we wszystkich przemowach i kazaniach swoich zalecał. Doszedłszy już późnéj starości, niemogąc chodzić, kazał się uczniom zanosić do kościoła i przez pewien czas nic innego nie mówił tylko te kilka słów powtarzał. „Dziateczki drogie, miłujcie jedni drugich.” Gdy go spytano nareszcie dla czego zawsze do jednego wraca, dał tę odpowiedź godną ulubionego ucznia Chrystusowego: „Dla tego, rzekł, zawsze to jedno wam powtarzam, bo przykazanie Pańskie to jest, i byle to jedno zachować, można zostać Świętym.”

Nakoniec zbliżyła się chwila, w któréj miał zabrać do Siebie Pan Jezus, tego najukochańszego ze swoich uczniów. Był wtedy Jan święty w Efezie i miał sto lat przeszło. Wziąwszy razu pewnego kilku duchownych z sobą, poszedł z niemi na jednę z gór okolicznych. Stanąwszy u jéj szczytu, kazał tam sobie grób wykopać. Skoro go ukończyli, wrzucił w niego płaszcz swój, a przeżegnawszy się wstąpił do niego mówiąc: „Bądźże ze mną Panie Jezu Chryste.” A do uczniów: „Pokój wam bracia,” i kazał im odejść. Co oni uezynili, a odszedłszy niedaleko gdy się obejrzeli, ujrzeli grób jego światłością niebieską otoczony. Nazajutrz gdy do grobu wrócili, nie zastali w nim ciała świętego Jana, tylko jego obuwie. Wszyscy Ojcowie święci nie wątpią że umarł, lecz niektórzy z nich utrzymują że potém z ciałem i duszą do Nieba był wzięty, tak jak ci którzy przy śmierci Pana Jezusa z grobów byli powstali. Zasnął w Panu dnia 27 Grudnia roku od Urodzenia Pana Jezusa 104-go.

Pożytek duchowny

Cnota nieposzlakowanego dziewictwa która jaśniał Jan święty, ściągnęła na niego dwie najwyższe jakie spotkać mogą człowieka łaski: jedna że był ulubionym uczniem Pana Jezusa, druga że stał się przysposobionym synem Maryi. Chcesz li miłym być Jezusowi, i dzieckiem Maryi, pokochaj cnotę czystości i strzeż jej najpilniéj.

Modlitwa (Kościelna)

Kościół Twój, Panie miłościwie łaską Ducha świętego rozjaśniaj; aby błogosławionego Jana Apostoła Twego i Ewangelisty naukami oświecony, dóbr wiekuistych dostąpił, Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1124–1127.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 1019

Gdy święty Jan był bardzo stary, tak że go uczniowie do kościoła na ręku nosić musieli, nie mógł już kazać i odzywał się tylko w te słowa: „Synaczkowie, miłujcie się wzajemnie!” Sprzykrzyły się one w końcu uczniom, zapytali go zatem: „Mistrzu, czemu zawsze jedno mówisz?” A on odpowiedział: „Jest to rozkazanie Pańskie. Kto je wypełnia, może mieć na tym dosyć”.

W dniu dzisiejszym podaje Kościół wiernym poświęcone wino, a kapłan mówi: „Pij miłość Jana w Imię Ojca, Syna i Ducha świętego. Amen”. Dzieje się to na pamiątkę gorliwości świętego apostoła, który dla nawrócenia pewnego bałwochwalcy wypił puhar napełniony zatrutym winem, przeżegnawszy je poprzednio.

Footnotes:

1

Jan, XIII. 23.

2

Mar. III. 17.

3

Efez. III. 10.

4

Jan XIX. 27.

5

Jan XXIV. 26.

6

S. Dami. Ser. de morte Christi.

7

Jan XXI. 7.

8

Jan I. 1.

Tags: św Jan „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna apostoł Ewangelia męczennik Maryja miłość bliźniego czystość
2020-12-26

Św. Szczepana, pierwszego Męczennika

Żył około roku Pańskiego 33.

(Żywot jego wyjęty jest z księgi Dziejów Apostolskich.)

Święty Szczepan, który miał szczęście pierwszy ponieść śmierć za Chrystusa Pana, znany nam jest dopióro od chwili, kiedy w latach już młodzieńczych zostawszy chrześcijaninem, a nawet jak niektórzy utrzymują, należąc do liczby siedemdziesięciu dwóch uczniów Pana Jezusa, odznaczył się szczególną gorliwością w służbie Kościoła, i wysoką świątobliwością.

Już zaraz po zesłaniu Ducha Świętego, zasłynął on, jak z wysokich cnót, tak nawet i z daru czynienia cudów.

Gdy codzień pomnażała się liczba wiernych, a którzy ożywieni duchem Ewangelii składali u nóg Apostołów swoje majątki na wspólne użycie wszystkich chrześcijan a szczególnie ubogich, wkrótce trudno było Apostołom podołać zajęciom jakiemi ich to obarczało, gdy głównie obowiązanymi widzieli się głosić Słowo Boże i sprawować święte Sakramenta. Niemogąc więc na wszystko razem wystarczyć, uznali właściwém innym poruczyć zarząd wspólnych dóbr chrześcijan. To jednak dało powód do pewnych zawiści i nieporozumień pomiędzy wiernymi. Żydzi nawróceni rodem z Grecyi będący, uskarżali się na Żydów nawróconych w Palestynie, że w rozdawaniu jałmużn byli stronnemi, i więcéj pamiętali o potrzebach wdów, sierot i ubogich swojego kraju, niż o przybyłych z zagranicy. Apostołowie postanowili co prędzéj powstrzymać tak gorszące niesnaski przeciwne miłości, którą przedewszystkiém wyznawcy Chrystusa Pana odznaczać się powinni. Zgromadziwszy więc co tylko było wtedy chrześcijan, rzekli do nich: „Bracia! chociażbyśmy pragnęli sami służyć wam w zarządzie dóbr waszych nam powierzonych, a co dla was stało się powodem niezgody, nie wypada jednak abyśmy przekładali zajęcie się ubogiemi, nad obowiązki nasze apostolskie, i żebyśmy dla karmienia ludu chlebem doczesnym, pozbawiali go chleba duchownego, bez którego dusze żyć nie mogą. Wybierzcie więc sami zpomiędzy siebie siedmiu mężów wyprobowanéj cnoty, roztropnych, pełnych Ducha Świętego, których uznacie godnymi tego żebyśmy im zarząd nad jałmużnami waszemi zwierzyli. Co do nas, powinniśmy przedewszystkiém trwać na modlitwie i głosić Słowo Boże.”

Wszyscy chętnie się na to zgodzili: wybór nastąpił i z siedmiu wybranych święty Szczepan był najpierwszym, jako najpowszechniéj znany ze swojéj żywéj wiary, czystości obyczajów, roztropności i innych darów Ducha Świętego, których był pełnym. Inni sześciu, bylito również zacni i świątobliwi nowonawróceni chrześcijanie, a których jak i świętego Szczepana Apostołowie wyświęcili na Dyakonów.

Odebrane święcenie sprowadziło jeszcze więcéj łask Bożych na Szczepana: stał się on jeszcze gorliwszym w obronie i szerzeniu wiary, gotowy za nią narazić się na wszelkie niebezpieczeństwa, i całém sercem oddany swoim obowiązkom miłosiernym. W pełnieniu ich był niezmordowanym, uprzedzał potrzeby ubogich, a z taką miłością się z niemi obchodził, że sama jego obecność już była dla nich pociechą i zbudowaniem.

Obarczony tego rodzaju zajęciami, które mu wiele pochłaniały czasu, znachodził go i na służenie Kościołowi, przez opowiadanie Ewangeli. Było w Jerozolimie kilka Synagog, a między niemi jedna którą nazywano synagogą Libertynów czyli wyzwolonych 1, to jest tych Żydów którzy zrodzeni z rodziców w niewolę wziętych przez Rzymian, zostali wyswobodzeni; a także były synagogi Cyrenejezyków, Aleksandrynów, i tych którzy z Cylicyi i z Azyi przybyli. Z każdéj z tych Synagog, występowali najuczeńsi Rabini z rozprawami przeciw świętemu Szczepanowi, którego kazania wielki rozgłos miały w Jerozolimie: lecz jakkolwiek bylito biegli mówcy, żaden z nich podołać mu nie mógł: wszystkich zbijał, wszyscy musieli ustępować mu placu, bo mądrość niebieska i duch Boży przez jego usta przemawiał. Nakoniec, widząc się zawsze pobitemi i w niemożności oparcia się sile jego wymowy popartéj i cudami jakie ten święty Dyakon ciągle czynił, uciekli się do zbrodniczego środka, postanowiwszy pozbyć się przeciwnika, który ich wszystkich zawsze wstydem okrywał, i coraz więcéj z ich nawet Synagóg Żydów do wiary chrześcijańskiéj nawracał. W tym celu przekupili kilku ludzi z gminu, aby ci rozgłaszali wszędzie że słyszeli Szczepana bluźniącego przeciw Mojżeszowi, a nawet przeciw Bogu. Oszczerstwo to rozeszło się pomiędzy ludem, a wzburzyło przeciw niemu szczególnie starszych kapłanów Żydowskich i Doktorów prawą. Ci rzucili się na świętego Szczepana, wciągnęli go do miejsca swojego posiedzenia, gdzie wnet zbiegło się wielu z tych właśnie którym najwięcéj chodziło o to aby go zabić. Tam postawili go przed sądem, przed którym fałszywi świadkowie zeznali że człowiek ten ciągle bluźni przeciwko Zakonowi i miejscu świętemu, gdyż jak mówili: „Słyszeliśmy utrzymującego Szczepana, że jego Jezus Nazareński, którego wszędzie chwałę głosi, zniszczy naszę świątynię, która jest główną siedzibą naszego wyznania, i że zmieni prawa podane nam przez Mojżesza.” Lecz święty Szczepan spokojny wśród tylu czyhających na życie jego nieprzyjaciół, w sercu nawet żadnego do nich nieczując żalu, stał z czołem rozpromienionóm, a „patrząc nań pilnie, wszyscy którzy zasiadali w radzie ujrzeli oblicze jego jako oblicze Anioła” 2, gdyż Pan Bóg takim cudem widzialnym, chciał objawić niewinność i świętość jego duszy.

Pomimo tego, wielki kapłan Kaifasz przewodniczący téj najwyższéj radzie, spytał go czy zarzuty jakie mu czynią są prawdziwemi. Święty Szczepan odpowiedział na to długą mową, w któréj najprzód wyraził cześć swoję dla Patryarchów Starego Zakonu, wyświecając szczególnie cnotę posłuszeństwa Bogu w Abrahamie, i przyrzeczenie jakie odebrał wielkiéj łaski którą ani obrzezanie, ani składanie ofiar, ani obrządki Starego prawa nie mogły mu wysłużyć. Potém mówił bardzo wymownie o Józefie zaprzedanym przez braci, jako przedstawiającym w przepowiedni obraz Jezusa Chrystusa, i następnie przeszedł do Mojżesza, któremu miał jak go oskarżono czci ujmować. Dowiódł że tak wcale nie jest, lecz przy téj sposobności, w żywych wyrazach przypomniał że Żydzi odrzucili byli tego Proroka którego im Pan Bóg zesłał na wywiedzenie ich z niewoli, i że po ich wyzwoleniu przez niego stali się mu nieposłusznymi, pomimo wielkich cudów jakie czynił. Następnie dowodził że i sam Mojżesz zapowiedział im innego jeszcze po sobie Proroka, który będzie prawdziwym Wybawicielem Izraelitów. Wyraźnie bowiem, ten prawodawca Starego zakonu powiedział: „Pan Bóg wskrzesi z krwi waszéj, podobnego mnie Proroka, lecz nierównie ode mnie większego, którego ja słabym tylko jestem obrazem; Jemuto powinniście podlegać, i Jego słuchać.” Nareszcie wyrzucając narodowi Żydowskiemu skłonność jaką okazywał zawsze do bałwochwalstwa, święty Dyakon bronił się od czynionego mu zarzutu jakoby miał powstawać na Stary Zakon. Przyznał że przykazanie obrzezania pochodziło od Boga, że prawa dawnego przymierza byłyto wyrocznie Boskie, że z rozkazu to Bożego Mojżesz zbudował Przybytęk (Tabernaculum) i Salomon wzniósł swoję wspaniałą świątynię: lecz przydał, że według proroków, Pan Bóg nie przebywa w świątyniach ręką ludzką wzniesionych, dając przez to do zrozumienia, że nie dosyć było należeć do liczby uczęszczających do świątyni i znać Stary Zakon, bo bez tego i Abraham i inni Patryarchowie zostali uświęceni, lecz że zbawionym można być jedynie przez wiarę i postępki do niéj stosowne, i nakoniec że wszelkie wysilenia ludzkie, nie potrafią powstrzymać wyroków Boskich, a więc że Żydzi napróżno zamyślają oprzeć się głoszeniu Ewangelii. I wtedy uniesiony w duchu i wielką zapalony gorliwością, podnosząc głos zawołał: „Ludu twardego karku i serc nieujarzmionych, a ucha głuchege, ty się zawsze sprzeciwiasz Duchowi Swiętemu. Co czynili ojcowie wasi, to i wy czynicie. Jakiż był prorok któregoby ojcowie wasi nie prześladowali? Oni nawet pomordowali tych, którzy im przepowiedzieli przyjście Sprawiedliwego, któregoście oto teraz stali się zabójcami, wy którzyście otrzymali Zakon przez Aniołów a zachować go nie chcieliście.”

Owoż, na te słowa przerwali wrzaskiem swoim mowę jego Żydzi, którzy słysząc te wielkie kolące ich w oczy prawdy, w taką złość wpadli, że „zębami nań zgrzytali” 3. Szczepan zaś przepełniony Duchem Świętym, stał nieporuszony, a widząc że zabierają się do wydania na niego wyroku śmierci, wzniósł oczy do Nieba, i ujrzał najwyraźniéj wielką jasność przedstawisjącą Boga, a po prawicy Ojca przedwiecznego Jezusa Chrystusa stojącego, który zachęcał go do mężnéj walki, przyrzekając mu koronę niebieską. Uniesiony tedy niewymowną radością, niemogąc powstrzymać wzruszenia, wielkim głosem zawołał: „Oto widzę Niebiosa otworzone, i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Bożej.” 4 A wtedy usłyszawszy to Żydzi, zaczęli wydawać straszne okrzyki, zatykali sobie uszy, wołając że bluźnił w końcu rzucili się na niego I wywlekli za miasto Jerozolimę, ku drodze wiodącej do Cedar, aby mu zadać śmierć jaką wyznaczał Zakon na bluźnierców, to jest przez ukamienowanie.

Fałszywi więc świadkowie którzy go oskarżyli, mając według przepisu tegoż Zakonu pierwsi rzucać na skazanego na śmierć kamieniami, złożyli odzienie swoje u nóg młodzieńca zwanego Szawłem, który podówczas był jeszcze zawziętym prześladowcą chrześcijan, a późniéj pod imieniem Pawła stał się Apostołem Chrystusowym, i którego nawrócenie święty Augustyn przypisuje właśnie modlitwie świętego Szczepana, którą on wtedy zanosił do Boga za swoich morderców. Gdy bowiem posypał się wnet na niego grad ogromnych kamieni, on widząc śmierć niechybną i blizką, zawołał: „Panie Jezu! przyjmij ducha mojego”, a kiedy silniéj ugodzony, chylił się ku ziemi i miał już skonać, „klęknąwszy na kolana zawołał głosem wielkim mówiąc: «Panie! nie poczytuj im tego grzechu», i to wyrzekłszy zasnął w Panu”. 5 Błogosławiony zgon tego pierwszego świętego Męczennika nastąpił 26-go Grudnia roku Pańskiego 33-go.

Sławny uczony Żyd, a już wtedy nawrócony, Gamalijel, nocy następnéj potajemnie kazał wziąść jego ciało, i zanieść do swoich dóbr, które miał o kilka mil od Jerozolimy. Złożył je tam w grobowcu, gdzie późniéj sam z synem swym Abidusem i Nikodemem z Arymatei był pochowany, a zkąd te wszystkie ciała, w kilka wieków późniéj, przez cudowne objawienie odkryte, wydobyte zostały. 6

Pożytek duchowny

Swięty Szczepan w chwili swojéj śmierci męczeńskiéj naśladując Zbawiciela, jak On na krzyżu, modlił się za swoich morderców. Niech ci to przypomni obowiązek chrześcijański miłowania nieprzyjaciół, i skłoni do ścisłego obracbowania się z sumieniem czy przeciw temu najwyraźniejszemu przykazaniu Boskiemu, bo przez Pana Jezusa danemu, nie masz sobie czego do wyrzucenia.

Modlitwa (Kościelna)

Daj nam prosimy Cię Boże! naśladować to, co w świętym Szczepanie czcimy; abyśmy się nauczyli i nieprzyjaciół miłować, bo uroczyście obchodzimy śmierć męczeńską tego, który umiał i za kamienujących go modlić się do Pana naszego Jezusa Chrystusa Syna Twojego, Który z Tobą żyje i króluje i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1120–1123.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 1015–1016

Kościół nazywa świętego Szczepana „arcymęczennikiem” i oddaje mu wielką cześć, gdyż on przed apostołami dał świadectwo boskości Jezusa Chrystusa i wiary Jego; on pierwszy poniósł śmierć za Chrystusa, on wreszcie rozpoczyna długi szereg bojowników walczących za chrześcijaństwo.

  1. Pan Jezus, Syn Boga, przyjął naturę ludzką, aby ludzi pouczać i zbawić. Głosząc swe Boskie nauki, stwierdzał ich Boskość swymi czynami. Po swej ofiarnej śmierci wzniósł się do Nieba, gdzie zasiada po prawicy Ojca. Aby i ci, którzy Pana Jezusa ani widzieli, ani słyszeli, przyjęli Jego naukę, potrzeba nowego świadectwa, a świadectwo to dają Męczennicy święci; dają je oni nie samym tylko słowem, ale i ofiarą własnego życia. Oni tworzą niejako dalszy ciąg posłannictwa Chrystusowego. Podwaliną i fundamentem Kościoła katolickiego jest słowo i krew przenajświętsza Jezusa Chrystusa, ale podporę jego w czasach burzliwych, trwałość po wszystkie czasy, rękojmię zwycięstwa i pokonania wszelkich przeszkód stanowi krew Męczenników, która łączy się z krwią Boskiego Mistrza w jedną wspólną ofiarę. Kościołowi nie brakło nigdy ani Męczenników ani cudów: Męczennicy i cuda zawsze poświadczać będą Boski początek Kościoła i Boskie Jego posłannictwo. Cześć przeto i wdzięczność należy się Męczennikom świętym za to, z czego się już wywiązali i z czego się jeszcze po dziś dzień wywiązują.
  2. Męczennicy we wszystkim są podobni do Króla i Pana swego, i to nada je im piętno wiarogodnych świadków. Pan Jezus powiedział, że są podobni do owiec, znajdujących się w otoczeniu wilków, i że sami zubożeli, aby wszystkich wzbogacić. Tchnący nienawiścią świat znęca się nad nimi, oni są słabi i bezbronni, ale w tej nierównej walce zwycięstwo ich jest tym chwalebniejsze. Ponoszą śmierć jakby byli bluźniercami, ale ani zniewagi, ani okrucieństwo śmierci nie zdoła ich przerazić, ani wycisnąć skargi z ich ust: mając Chrystusa w sercu są przez to silniejsi od nieprzyjaciół. Święty Paweł mówi: „Chrystus ukrzyżowany jest siłą Boga i mądrością Boga”. Tępieni, a jednak zdobywający świat Męczennicy są najwymowniejszym świadectwem, że Chrystus, którego wyznają, jest rzeczywiście siłą i mądrością Boga. Ostatnia ich modlitwa jest na wzór Mistrza Boskiego modlitwą do Boga za katów i oprawców, aby im winę przebaczył. Kościół katolicki czci ich i pozwala im brać udział w triumfie Boga-Człowieka. Umieszcza ich święte kości w kamieniu ołtarzowym i błaga ich przy ofierze Mszy świętej, aby się wstawiali do Boga za braci jeszcze cierpiących i walczących na tym padole ziemskim.

Footnotes:

1

Dzie. VI. 9.

2

Dzie. VI. 15.

3

Dzie. VII. 54.

4

Tamże 55.

5

Dzie. VII. 59.

6

Obacz święto wynalezienia ciała świętego Szczepana pod dniem 3-m Sierpnia.

Tags: św Szczepan „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Paweł miłość nieprzyjaciół
2020-12-23

Św. Wiktorii i św. Anatolii, Dziewic i Męczenniczek

Żyły około roku Pańskiego 253.

(Żywot ich był napisany przez Adelma Biskupa Anglo-Saksońskiego, wkrótce po nich żyjącego.)

Święta Wiktorya, któréj imię w łacińskim języku znaczy Zwycięstwo, i która słusznie je nosiła, gdyż poniosłszy śmierć za wiarę odniosła świetny nad nieprzyjaciołmi Chrystusa tryumf, była rodem z Tiwoli, jednego z najdawniejszych miast Włoskich blizko Rzymu położonego. Przyszła na świat w początkach trzeciego wieku, z rodziców znamienitych rodem i dostatkami, ale jeszcze bardziéj cnotami chrześcijańskiemi. Wychowali téż i córkę jak najpobożniéj, nieszczędząc niczego aby ją stosownie do jéj zamożnego i wysokiego stanu jak najstaranniéj wykształcić. Wiktorya téż stała się najznakomitszą dziewicą w świetném gronie pań rzymskich do których należała, a między któremi obok tego jaśniała najpowabniejszą urodą, i z tego sławną była w całym nawet kraju.

Wielką była pociechą dla rodziców którzy więcéj dzieci nie mieli, a gdy do lat doszła, umyślili wydać ją za mąż. Wnet przedstawiło się kilku najznakomitszych młodych panów Rzymskich, i z tych wybrali oni Eugeniusza, wielkiéj zacności młodzieńca, bogatego, świetnego rodu, ale poganina. Wiktorya z razu bardzo się zdziwiła, że rodzice przeznaczają jéj na małżonka człowieka w bałwochwalstwie wychowanego i żyjącego; lecz ci przekonani byli że go ona łatwo nawróci, i będzie z nim najszczęśliwszą. Wiktorya uległa woli rodziców tém bardziéj, że Eugeni bardzo się jéj podobał, i sama cieszyła się nadzieją że jego duszę pozyska Chrystusowi.

Żyła ona w ścisłéj przyjaźni z pewną dziewicą imieniem Anatolią, podobnież jak Wiktorya ze świetnego rodu, a w nadobnéj powierzchowności mało jéj co ustępującą. Była przytém bardzo pobożną i zrobiła ślub czystości dozgonnej.

Zdarzyło się że pod tęż porę gdy Wiktorya już zaręczoną była z Eugeniuszem, młody pan Rzymski nazwiskiem Tytus-Aureliusz, także poganin, starał się o jéj rękę, namiętne powziąwszy do niéj przywiązanie. Rodzice jéj bardzo byli zatém, lecz Anatolia, pomna na ślub uczyniony, ani słyszeć o zamęściu nie chciała.

Odmowa jéj jeszcze silniejszą w młodzieńcu tym rozbudziła namiętność, pod któréj wpływem używał on różnych środków aby swoich zamiarów dopiąć: a gdy wszystkie okazały się daremnemi, udał się do Wiktoryi. Wniósł że nikt skuteczniéj nie potrafi skłonić Anatolii aby wyszła za niego, jak ta jéj od serca przyjaciółka, która sama mając zawrzeć śluby małżeńskie także z poganinem, będzie niejako osobistą upatrywać w tém korzyść, aby i towarzyszkę swoję do tegoż samego przywieść. Udał się więc do niéj Tytus-Aureliusz, usilnie progząc aby mu tę wielką usługę wyrządzić raczyła, upewniając że idzie tu jak o jego własne szczęście tak i Anatolii, dla któréj chce być najlepszym mężem. Wiktorya, podjęła się tego najchętniéj, i nawet upewniła Tytusa, że przyjaciółkę swoję skłoni do zawarcia z nim ślubów małżeńskich.

Poszła więc do niéj i po serdecznym przywitaniu, wręcz przystąpiła do rzeczy mówiąc: „Wiesz o tém moja droga, że równie jak ty, mam szczęście być chrześcijanką, że więc niezdolną jestem dawać ci rady, któreby były przeciwne dobru twojéj duszy. Dowiedziałam się, że opierasz się woli rodziców, którzy chcą wydać cię za Tytusa-Aureliusza. Dla czegoż byś nie miała ich usłuchać, tak jak ja względem moich uczyniłam, przyrzekając rękę Eugeniuszowi. Powinnaś być przekonaną, że sam Pan Bóg objawia ci w téj mierze swoję wolę, przez rozkaz tych którzy nam Jego miejsce na ziemi zastępują. Niedobrze więc czynisz, sprzeciwiając się w tém i ojcu i matce. Pan Bóg przecież nie potępia małżeństwa: i ty i ja możemy się w tym stanie uświątobliwić, i nawet sądzę, że Pan Bóg powołuje nas do tego związku, na większą chwałę Swoję. Wprawdzie Eugeniusz i Tytus-Aureliusz są poganami, lecz czyż nie dla tego to właśnie przeznaczyła ich nam Opatrzność Boska na małżonków, abyśmy ich przywiodły do prawdziwéj wiary. Obaj szlachetnego są usposobienia i tyle mają rozumu, że żadnéj trudności mieć nie będziemy w przekonaniu ich o wyższości naszéj religii nad pogańską. Sama miarkuj, jak wielkiéj doznamy pociechy, gdy tak piękne dusze pozyskamy Bogu naszemu! Co do mnie, wierz mi, iż dla tego głównie zgodziłam się na poślubienie Eugeniusza, iż mam nadzieję że uczynię z niego doskonałego chrześcijanina. Zrób i ty podobnąż intencyą wychodząc za Tytusa, i skorzystajmy z przywiązania jakie ku nam powzięli, aby wyrwać szatanowi te dwie tak zacne i znakomite dusze.”

Anatolia wysłuchała spokojnie téj całéj przemowy swojéj przyjaciółki, a gdy ta skończyła, tak znowu do niéj odezwała się: „Moja droga Wiktoryo, bądź pewną że i ty i ja możemy nierównie świetniejsze uczynić związki, niż te którebyśmy zawarły z tymi dwoma młodymi panami Rzymskimi. Przyznaję wraz z tobą, że stan małżeński jest świętym stanem, i nie przyganiam wcale tym, którzy czując się do niego powołanymi, wstępują w takowy. Lecz zgodzisz się przecież ze mną, że jest inny stan, wyższy od tego, i że doskonalszym jest stan świętego dziewictwa. Te to dusze, które w téj cnocie, za łaską Bożą trwają, stanowią w Niebie nieodstępny orszak Baranka Bożego, za którym, jak nas uczy tego Pismo Boże, ślad w ślad postępują, jako Jego wybrane oblubienice. Pan Bóg, nie potępia małżeństwa to prawda, lecz jakże nierównie więcéj wychwala dziewietwo! Eugeniusz chce pojąć cię za małżonkę, lecz wierzaj mi, bo ja cię znam dobrze, Pan Jezus gorąco pragnie, abyś się stała Jego Oblubienicą: wybieraj więc i zastanów się, komu masz dać pierwszeństwo. Co do mnie, nie waham się wcale: nikt inny prócz Jezusa, nie będzie moim Oblubieńcem. Lecz ponieważ mówimy otwarcie, a nigdy nic przed tobą nie mam skrytego, więc ci się i teraz ze wszystkiego zwierzę. — Gdym się dowiedziała, że Tytus-Aureliusz prosił rodziców o moję rękę, bardzo nierada temu, pobiegłam do mojéj kapliczki, i tam długo się modliłam. Pan Bóg natchnął mnie, abym Mu zrobiła ślub dozgonnéj czystości, i przysięgłam nie mieć innego prócz Jezusa oblubieńca. Tegoż dnia, aby za tę łaskę podziękować Panu Bogu, spieniężyłam wszystkie moje kosztowności i klejnoty, i rozdałam je ubogim. Nocy następnéj miałam widzenie. Stanął przede mną przecudnéj postaci młodzieniec, światłością niebieską jaśniejący. Na głowie miał złotą koroną, a odziany był w szatę purpurową litą kosztownemi kamieniami, i po chwili rzekł do mnie: „O gdyby ludzie znali wartość i piękność dziewictwa, gdyby pojąć mogli, jakie ta cnota niebieska zjednywa nagrody, każdy oddałby wszystko co posiada, aby nabyć tę najdroższą perłę, a wszystko za nią poświęciwszy, widziałby że jeszcze prawie za nic ją otrzymał.” Wzruszona tém widzeniem i temi słowami, padłam na kolana, i prosiłam ze łzami Pana Jezusa, aby jeśli to On stoi przede mną, raczył mnie i daléj uczyć. Wtedy tak znowu do mnie przemówił: „Dziewietwo jest jakby królewską purpura, wynoszącą nad drugich tych którzy są w nią przyodziani, i która ich umieszcza obok tronu Baranka w Niebie. Dziewictwo, jest najkosztowniejszym klejnotem, ceny niemającym: jestto skarb nad skarbami, którym Pan Bóg obdarza największych Swoich ulubieńców: dlatego zły duch, odwieczny złodziéj, dokłada wszelkich starań, aby wydrzeć ten skarb temu kto go posiada. Pan Bóg, uprzywilejował cię w sposób szczególny, obdarzając cię tą cnotą; dochowaj więc jéj jak najstaranniéj. — Jestto kwiat najmilszy oczom Boskim, lecz za lada silniejszym powiewem wiatru zwiędnąć mogący, pilnie więc go strzeż od wszelkiéj szkody, tém bardziéj że go w wysokim posiadasz stopniu.”

Wiktorya słuchała tego z pilną uwagą, i widać było że słowa te coraz więcéj do jéj serca trafiały, a w téjże chwili i szczególna łaska Boska wstęp tam sobie otworzyła. Rzuciła się na szyję swojéj przyjaciołki, dziękując jéj w najżywszych wyrazach, że jak powiadała otworzyła jéj oczy, i rzekła: „Nie ty jedna, droga Anatolio, będziesz uczestniczką nagród téj świętój cnoty, któréj cenę tak doskonaleś mi wyświeciła. Nie wątpię, że Pan Jezus chce abym i ja była Jego oblubienicą: stanowię téż sobie być nią na zawsze, i nic mnie nie potrafi pozbawić skarbu dziewictwa. Poznaję teraz dobrze, że łudząc się nadzieją nawrócenia Eugeniusza, ulegałam szatańskiéj pokusie, jakiéj, wiemy to przecież, wiele innych kobiet ulegając wychodzi za pogan, a i ich nie nawracają i własną duszę narażają na zgubę, albo i gubią na wieki. Droga przyjaciółko, niech więc to ściśléj jeszcze serca nasze połączy, i módlmy się nawzajem jedna za drugą, abyśmy się nie przeniewierzyły Boskiemu Oblubieńcowi naszemu, choćby nam za to przyszło życie położyć.” Jakoż, po téj rozmowie Wikiorya wróciwszy do domu, postanowiła jak najwierniéj naśladować Anatolią. Tegoż dnia sprzedała wszystkie swoje bogate stroje, perły, kosztowne pierścienie i zausznice, i inne tego rodzaju ozdoby, i pieniądze za to otrzymane rozdała ubogim.

Postępek takowy tych obydwóch świętych dziewic, doszedł wkrótce do wiadomości Eugeniusza i Aurelego ich narzeczonych. Widząc oni w tém coś niezwykłego, podwoili usilności, aby ich śluby małżeńskie z Wiktoryą i Anatolią przyśpieszone zostały. Gdy zaś one okazały się stanowczo najprzeciwniejsze temu, młodzi ci panowie, udali się do cesarza. Z razu nie odważyli się oskarżyć je jako chrześcijanki, tylko uzyskali u Decyusza wówczas panującego, upoważnienie aby mogli uwieść obie dziewice każdy do swego wiejskiego pałacu, i tam użyć wszelkich możliwych środków, najprzód łagodnych, a potém najsurowszych, aby je koniecznie zmusić do zamęścia.

Anatolia zawieziona została do dóbr Aurelego, w Marchii Ankonitańskiéj. Tam długie ponosiła męczeństwo, wsławiła się wielu cudami, po których wielka liczba pogan się nawracała, i nakoniec oskarżona została przed cesarzem jako chrześcijanka. Ten dał rozkaz wielkorządcy Faustynowi, aby ją zmusił do oddania czci bożkom, a gdyby tego nie uczyniła żeby ją śmiercią ukarał. Święta wytrwała w męczeństwie do końca i poniosła śmierć za Chrystusa, przeszyta mieczem dnia 9 Czerwca roku Pańskiego 258, w którym to dniu Kościoł pamiątkę jéj obchodzi. Wkrótce zaś późniéj i święta Wiktorya tegoż samego dostąpiła szczęścia: zamknięta w wiejskim zamku Eugeniego w okolicach Rzymu, doznała tam cierpień i mąk najrozmaitszych. Nic jednak stałości jéj zachwiać nie mogło. Gdy w początkach jéj w tém miejscu pobytu, pozwolono jéj było przyjmować dziewice przychodzące ją odwiedzać z okolicy, wiele z nich nie tylko nawróciła do wiary chrześcijańskiéj, lecz i znaczną liczbę skłoniła do poświęcenia dziewictwa swego Panu Jezusowi. Piszą, że takich było przeszło sześćdziesiąt, których większa część, do korony dziewictwa, palmę męczeństwa przyłączyła.

Po pewnym czasie, Eugeniusz przekonawszy się, iż żadnemi środkami nie potrafi zmusić Wiktoryi aby żoną jego została, w chwili wielkiego uniesienia złości, i on także oskarżył ją do władz pogańskich jako chrześcijankę. Sędzia z katem przybył do zamku w którym przebywała i dał jéj do wyboru: śmierć ponieść, albo wyrzec się Chrystusa. Święta odrzekła mu iż gotową jest na śmierć, którą téż wnet jéj zadali: ugodzona przez kata w same serce, pozyskała koronę niebieską.

Męczeństwo jéj nastąpiło tegoż samego roku co i świętéj Anatolii to jest 258, a w dniu 23 Grudnia.

Pożytek duchowny

Święta Wiktorya, mówiła iż wiele dziewic wychodząc za jéj czasów za pogan ze złudną nadzieją ich nawrócenia i swoich małżonków nie nawracały i własną duszę na wielkie narażały niebezpieczeństwo. O! jak często i za dni naszych, przy zawieraniu związku małżeńskiego, niewielką wagę przywiązuje się do tego czy osoba z którą przychodzi połączyć się na zawsze nie jest tak słnbéj wiary że pożycie z nią będzie równie niebezpieczném dla duszy jak pożycie z poganami.

Modlitwa

Boże któryś błogosławione Wiktoryą i Anatolią i cnotą dziewictwa i koroną męczeńską za wiarę przyczdobić raczył, spraw pokornie przez ich zasługi prosimy, abyśmy w czystości duszy i niezachwianéj wierze wytrwale Ci służąc, wraz z niemi chwalili Cię na wieki w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1110–1113.

Tags: św Wiktoria z Sabiny św Anatolia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik czystość nawrócenie małżeństwo
2020-12-21

Św. Tomasza Apostoła

Żył około roku Pańskiego 75.

(Żywot jego wyjęty jest z Pisma Bożego i z żywotu jego przez Metafrasta.)

Święty Tomasz, który nazywał się także Dydymus, co po grecku znaczy to samo co po hebrajsku bliźniak, był rodem z Galilei. Pochodził z ubogiego stanu, i jak wielu Apostołów rybołówstwem się trudnił. U Żydów był zwyczaj nawet małym dzieciom dawać do rąk księgi święte. Dla Tomasza gdy bardzo był jeszcze młodym stanowiło to najmilszą rozrywkę, a kiedy podrósł ciągle czytywał Pismo Boże i co mu tylko zbywało czasu, stroniąc od płochych zabaw swoich rówienników, spędzał na modlitwie w świątyni Pańskiéj. Takim był, zanim go jeszcze Pan Jezus za Sobą powołał. Skoro téż Syn Boży naukę Swoję głosić zaczął, przyłączył się on do liczby Jego uczniów, a gdy z nich Pan Jezus dwunastu na Apostołów wybrał, łaska ta spotkała i świętego Tomasza. Od téj chwili już on Boskiego swego Mistrza nie odstępował; był obecny wszystkim cudom Jego, a gdy jeszcze za Swego życia Pan Jezus wyuczywszy dostatecznie Apostołów, kazał już im rozpoczynać niebieskie posłannictwo do którego ich powołał, nasz Święty, jak i wszyscy jego towarzysze, z największą gorliwością i poświęceniem, urząd apostolski sprawował. Od téj także pory zasłynął wielu cudami, a najbardziéj mocą wyganiania złych duchów.

W następującém zdarzeniu które opowiada nam Ewangelia święta, dowiódł Tomasz jak gorąco Pana Jezusa miłował. Zbawiciel odebrał był wiadomość o chorobie Łazarza, ukochanego Swego ucznia. W parę dni potém powiedział Apostołom że Łazarz umarł i że Sam chce iść do Betanii, gdzie on mieszkał, aby go wskrzesić. Apostołowie, widząć że niedawno w téjże okolicy Żydzi chcieli ukamienować Chrystusa Pana, i dla tego ztamtąd był się oddalił, odradzali Mu aby tam nie szedł i na niebezpieczeństwo się nie wystawiał. Pan Jezus mimo to powiedział że tam pójdzie, a gdy inni Apostołowie jeszcze wtenczas małoduszni, obawiali się Mu towarzyszyć, święty Tomasz dodał im odwagi, mówiąc: „Idźmy za Mistrzem, chociażby nam przyszło z Nim razem umrzeć.”

Wzmianka w inném znowu miejscu o świętym Tomaszu w Ewangelii, dowodzi poufałości szczególnéj do jakiéj Zbawiciel tego Apostoła przypuszczać raczył. Podczas ostatniéj wieczerzy, którą Pan Jezus odbywał z Apostołami przed męką Swoją, dając im różne nauki aby ich pocieszyć i utwierdzić w wierze, widząc ich zasmuconych gdy im zapowiedział że stanie się zgorszeniem dla wszystkich, przydał „Niech się nie trwoży serce wasze. wierzycie w Boga i we mnie wierzcie, W domu Ojca mojego, jest wiele mieszkań ….. idę przygotować wam miejsce, a jeśli odejdę i zgotuję wam miejsce, przyjdę potém i wezmę was do mnie Samego, iżbyście gdziem ja jest i wy byli, a dokąd ja idę wiecie, i drogę wiecie”. A nato rzekł mu Tomasz, w prostocie a jakby poufale. „Panie nie wiemy dokąd idziesz, a jakże możemy drogę wiedzieć?” Wtedy Pan Jezus ucząc ich, iż Sam jest drogą, przez którą idzie się do Nieba, odpowiedział: „Jam jest droga i prawda i żywot, żaden nie przychodzi do Ojca jedno przeze mnie” 1.

Po śmierci Pana Jezusa, gdy uderzony został Pasterz rozsypały się i owieczki. Wnet jednak wszyscy Apostołowie zgromadzili się w Jerozolimie, opłakując stratę swojego Boskiego Mistrza, a oczekując zapowiedzianego przez Niego Zmartwychwstania. Święty Tomasz był razem z nimi, jednak ze szczególnego rozporządzenia Opatrzności, nie znajdował się w ich gronie w chwili kiedy Zbawiciel pierwszy raz po zmartwychwstaniu się im okazał. Chrystus Pan, objawiwszy się najprzód przenajświętszéj Maryi Pannie, potém Piotrowi, a następnie Maryi Magdalenie i niektórym uczniom Swoim, objawił się był także i dwom z nich idącym do Emmaus. Ci niezwłocznie wrócili de Jerozolimy, i zastawszy wielu wiernych w jedném miejscu zgromadzonych wraz z apostołami, oznajmili im o tém. Jedni wierzyli, niektórzy jeszcze o téj prawdzie powątpiewali. A wtedy, chociaż drzwi były zamknięte, „stanął Jezus w pośrodku nich i rzekł im: «Pokój wam, Jam jest, nie bójcie się». Gdy zaś oni zdziwieni i strwożeni mniemali iż ducha widzieli, powiedział: «Czemuście się zatrwożyli, a niepokojące myśli wstępują do serc waszych, oglądajcie ręce i nogi, dotykajcie się i przypatrzcie żem ja tenże Sam jest»” 2. Potém chcąc ieh jeszcze lepiéj przekonać o Swojéj rzeczywistéj wśród nich obecności, zasiadł do wieczerzy którą z nimi pożywać raczył, a napełniwszy ich wielką pociechą i radością, oddalił się. — Owóż, z Apostołów jeden Tomasz nie był temu obecny. Gdy przybył, opowiedzieli mu drudzy ukazanie się im Pana Jezusa i że z nimi rozmawiał, wieczerzał, i kazał się przypatrywać przenajświętszym Ranom Swoim. Tomasz, jak to bywa często, że im więcéj jakiego szczęścia pragniemy dostąpić, tém większe chcielibyśmy mieć dowody że je już posiadamy, rzekł na to Apostołom. „Jeśli nie ujrzę w ręku Jego przebicia gwoździ, a nie włożę palca mojego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojéj w Bok Jego: nie uwierzę” 3.

Wszakże ponieważ Pan Jezus dopuścił takowe niedowierzanie w Tomaszu, nie jako brak wiary z jego strony, lecz aby przez niego jeszcze lepiéj wszystkim dowieść Swojego rzeczywistego Zmartwychwstania, więc w ośm dni potém, powtórnie okazał się Apostołom gdy z nimi był już i Tomasz, i przybliżywszy się do niego rzekł mu: „Włóż sam palec Twój w rany moje, a oglądaj ręce moje, i ściągnij rękę twoję, a włóż w Bok mój, a nie bądź niewiernym ale wiernym”. Lecz święty Tomasz nie potrzebował już tego czynić; pełen wiary i wdzięczności za tak wielki dowód szczególnéj dla niego łaski Zbawiciela, padł Mu do nóg i zawołał: „Pan mój i Bóg mój”, a Pan Jezus mu na to odpowiedział: „Żeś mnie ujrzał Tomaszu uwierzyłeś, błogosławieni którzy nie widzieli, a uwierzyli” 4, Przez co nauczał Zbawiciel, że wiara nie nabywa się przez przekonanie czysto ludzkie, lecz jest nadprzyrodzonym darem łaski. Po takim zaś wyjątkowym i szczególnym dowodzie dla świętego Tomasza dobroci Pana Jezusa, nietylko ukrzepiła się wiara jego, lecz oraz i serce jego jeszcze większą przejęte miłością, pobudziło go do tém gorliwszego sprawowania swego apostolskiego posłannictwa.

Prócz tego razu, spotkało i powtórnie świętego Tomasza szczęście oglądania Pana Jezusa po Jego Zmartwychwstaniu był bowiem w liczbie tych Apostołów, którym Pan Jezus objawił się nad brzegiem morza, gdzie Go poznali dopiéro po cudownym połowie, który na rozkaz Jego uczynili.

Po Wniebowstąpieniu Pańskiém i zesłaniu Ducha Swiętego, gdy Apostołowie rozeszli się po całym świecie dla głoszenia Ewangelii, świętemu Tomaszowi dostały się w udziale kraje na Wschodzie położone. Skoro tam przybył, zgłosili się do niego Trzéj Królowie, którzy ze Wschodu przyszli byli do Betleem oddać cześć Bogu nowonarodzonemu, a którzy jak to w ich Żywocie powiedzieliśmy, rozmiłowawszy się w pokorze i w ubóstwie Syna Bożego, zrzekłszy się tronów, żyli na bogomyślności. Zawiadomił ich Tomasz o wszystkiém co się stało po ich odejściu z Ziemi świętéj aż do téj pory, wyuczył zasad wiary chrześcijańskiéj, przypuścił do współuczestnictwa w swoich pracach apostolskich, a gdy się tam Kościoł szerzyć zaczął, wyświęcił na Biskupów.

Mąż Boży przebiegł Etyopią, Abissynią, krainy Partów, Medów, Persyą, Indyą, dotarł do wyspy Ceylon, a następnie aż do Chin. Co większa, Brezylijczykowie nawet, według przechowującego się u nich najdawniejszego podania, jemu pierwszemu przypisują przyniesienie do nich Ewangelii. Jeden z podróżujących w ostatnich wiekach po Chinach, znalazł tam pomiędzy chrześcijanami stary Brewiarz w języku Syryackim ułożony, gdzie się znajdowały następujące antyfony: „Przez świętego Tomasza, Chińczyki i Etyopianie przywiedzeni zostali do uznania prawdy.” I druga: „Przez świętego Tomasza, Królestwo niebieskie, ogłoszone zostało aż w Chinach, a w uroczystości to tego Apostoła: Panie, Etyopejczykowie, Indyanie, Chińczyki i Persy, składają Imieniowi Twemu cześć i ofiary.”

We wszystkich tych krainach, a tak rozległych i ludnych, pozakładał święty Tomasz kościoły. Najdłużéj jednak zdaje się przebywał w Indyach, gdzie najobfitsze żniwo dał mu Pan Bóg zebrać. Przechowuje się tam dotąd wiernie następującego zdarzenia podanie. W mieście najgłówniejszém gdzie przebywał król z całym dworem swoim, święty Tomasz nie mógł otrzymać od niego pozwolenia na wybudowanie tam kościoła, czemu głównie sprzeciwiali się Brahmani: to jest poganścy Indyjscy kapłani. Zdarzyło się, że morze wyrzuciło na brzeg belkę nadzwyczajnéj wielkości. Król który wtedy budował wspaniały pałac, kazał aby tę belkę do tego budynku użyto. Gdy się Indyanie zabrali do jéj przywiezienia, żadną siłą ludzką z miejsca poruszyć tego ogromnego drzewa nie mogli, tak dalece, że napróżno użyli nawet w tym celu wielką liczbę słoniów. Z tego powodu, zbiegło się było mnóstwo ludu na brzeg morza gdzie belka leżała, i przybył tam i król z dworem całym. Wtém nadszedł święty Tomasz, a przystąpiwszy do króla rzekł: „Jeśli mi królu pozwolisz wybudować kościół, ja sam tę belkę zawlokę na miejsce które mi na to przeznaczysz.” Król przystał, wyznaczając na kościoł pole bardzo od morza odległe, a sam i wszyscy zgromadzeni z wielką ciekawością czekali na czém się to skończy. Święty Tomasz poszedł do belki, i do jednego z jéj sęków przywiązał pas swój: przeżegnał się i powlókł ją za sobą, jakby lekki pręcik. Król, cała jego rodzina, prawie wszyscy dworzanie i większa część miasta, na widok takiego cudu wiarę chrześcijańską przyjęli. Święty Tomasz wybudował kościoł, i przed nim na wielkim kamieniu umieścił krzyż, który według świadectwa podróżnych dotąd się tam znajduje, i przepowiedział wtedy że nadejdzie czas, kiedy w Indyach wiara Święta prawie zupełnie upadnie: lecz kiedy morze, a bardzo ztamtąd odległe, tak wyleje, że aż do tego kamienia dojdzie, przybędą do Indyi z Europy Apostołowie, którzy tę wiarę którą on im teraz ogłosił, na nowo głosić będą. Co się w przeszło tysiąc pięćset lat potém sprawdziło, gdyż właśnie w roku w którym święty Franciszek Ksawery, z kilku swoimi towarzyszami przybył do Indyi aby tam powtórnie przynieść światło Ewangelii, morze tak nadzwyczajnie wylało, że wody jego doszły były aż do owego kamienia.

Indyanie nieprzychylni świętéj wierze, lecz widząc się pod władzą króla który i sam został chrześcijaninem, skrycie tylko świętego Apostoła prześladowali, jawnie zaś przeciw niemu występować nie śmieli i nie mogli targnąć się na niego. Lecz Brahmani, którzy mając już małą liczbę pogan pod sobą, wszystkie prawie swoje dochody postradali, postanowili pozbyć się go koniecznie. Probowali najprzód zaszkodzić mu u króla, i w tym celu różne na Świętego rzucali oszczerstwa, a gdy tym sposobem zamiarów swoich dopiąć nie mogli, umyślili go zamordować skrycie. Wiedzieli iż w nocy mąż Boży udawał się pod krzyż o którym wyżéj była mowa, i tam długo trwał na modlitwie. Pewnego więc razu, napadli w takiéj chwili na niego, obaliwszy na ziemię okrutnie go stratowali nogami, i w końcu kilka razy włócznią przeszywszy, zabili. Poniósł męczeństwo 21 Grudnia, roku Pańskiego 75.

Uczniowie znalazłszy jego ciało, pochowali je w kościele przez niego zbudowanym, włożywszy do trumny kawałek dzidy którą był przebity, a która przy nim leżała, laskę z którą zwykle chodził, i naczynie z ziemią zbroczoną krwią jego. Święty Grzegorz Turoneński wspomina że za jego czasów, przy grobie świętego Tomasza wiele cudów miało miejsce, a miądzy innemi i ten, że do lampy która się przed jego grobem paliła, nigdy nie potrzeba było dolewać oleju, gdyż i bez tego ciągle gorzała. Zaś ojciec Rybadeneira pisze, że w roku 1,120, Jan Patryarcha Indyjski, przybyły do Rzymu, opowiedział Papieżowi Kalikstowi II-mu, iż w dzień swojego Święta, święty Tomasz w kościele w którym jest pochowany, okazuje się widocznie zgromadzonemu na nabożeństwie ludowi, a sam rozdając Komunią wiernym, omija tych którzy niegodnie do niéj przystępują.

Pożytek duchowny

Gdybyś miał przyjmować Komunią świętą w tym kociele i wtedy kiedy tym cudownym sposobem rozdawał Ją błogosławiony Tomasz, omijając tych którzy niegoinie do niéj przystępowali, czy wiedząc o tém zbliżyłbyś się do kratek? Pamiętaj, że ile razy przyjmujesz przenajświętsze Ciało Pańskie, tenże Pan i Bóg, a przyszły Sędzia najwyższy, wie dokładnie czy godnie lub niegodnie do niéj się zbliżasz.

Moditwa (Kościelna)

Daj nam prosimy Cię Panie, godnie obchodzić uroczystość błogosławionego Tomasza Apostoła Twojego, abyśmy zawsze i skutków pośrednictwa jego przed Tobą doznali, i pobożnie, według wiary przez niego głoszonéj, żyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1102–1105.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 1000–1001

Jeśli święty Tomasz zwątpił i został za to przez Pana Jezusa łagodnie złajany, nie godzi się nam powątpiewać bez wpadnięcia w grzech przeciw wierze. Kto bowiem z umysłu i dobrowolnie powątpiewa, czy prawda przez Boga objawiona, a przez Kościół do wierzenia podana zasługuje na wiarę, ten przypuszcza, że Bóg i Kościół Jego, filar i fundament prawdy, może się mylić, coby rzeczywiście zakrawało na grzech ciężki. Od takich powątpiewań odróżnić należy wątpliwości mimowolne, nawiedzające niekiedy dusze najpobożniejsze; takie wątpliwości uważać należy za pokusy i nagabywania szatańskie. Jeśli nas dręczą bez winy i przeciw woli naszej, niech nas to nie trwoży, gdyż ustąpią wobec gorącej modlitwy i szczerego aktu wiary.

Footnotes:

1

Jan. XIV 1—6.

2

Łuk. XXIV. 36.

3

Jan. XX. 25.

4

Tamże. 28.

Tags: św Tomasz Apostoł „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik Ewangelia Trzej Królowie św Franciszek Ksawery Komunia
2020-12-19

Św. Tymoteusza i św. Maury żony jego

Żyli około roku Pańskiego 304.

(Żywot ich był napisany przez Metafrasta.)

Święty Tymoteusz przyszedł na świat w Perapie, niewielkiém miasteczku w Tehaidzie położoném. Biskup miejscowy widząc w nim od lat najmłodszych wzorową pobożność, skłonił go do przyjęcia niższych święceń. Ponieważ według praw Kościoła, ci którzy tylko niższe święcenia mają mogą się żenić, więc Tymoteusz pojął w małżeństwo młodą chrześcijankę, zacną dziewicę, lecz ozięble Panu Bogu służącą.

W trzy tygodnie po ich ślubie, wszczęło się w Tebaidzie prześladowanie wiernych. Przybyły do Perapy Wielkorządca cesarski Aryan kazał wyszukiwać wyznawców Chrystusowych i z tych jednym z pierwszych był uwięziony Tymoteusz. Wielkorządca, zawezwawszy go przed siebie, spytał jakiego jest wyznania i z jakiego stanu. „Jestem chrześcijaninem, odpowiedział mu Tymoteusz, i przy kościele tutejszym jestem Lektorem, to jest do czytania ksiąg świętych przed ludem przeznaczonym.” – „Czy wiadome ci, spytał go znowu Aryan, wyroki cesarskie, wymierzające kary na tych którzy nie oddają czci bożkom naszym?” — „Znam je, odpowiedział Święty, i wiem nawet że ktoby tego uczynić nie chciał, ulegnie śmierci i ciężkim mękom: gotów téż jestem na wszystko, byle Boga mojego nie odstąpić.” – „A czy widzisz, zawołał znowu Wielkorządca, te narzędzia męczeńskie”, i wskazał mu takowe. „Gdy cię wezmą na tortury, przestaniesz tak zuchwale odpowiadać.” — „Widzę te barbarzyńskie narzędzia, odpowiedział Tymoteusz, ale ty czy widzisz Aniołów Boga wszechmogącego, którzy mnie otaczają, aby mi wśród męczarni dodać męstwa.” Po téj odpowiedzi, tyran kazał mu włożyć w uszy długie żelazne trzpienie do czerwoności rozpalone, w skutek czego oczy mu krwią zaszły, i zaślepł. Lecz wśród tak strasznéj męki, głośno dziękował Bogu za łaskę męczeństwa i odmawiał psalmy. Wielkorządca kazał go uwiesić u słupa za nogi, z kamieniem uwiązanym u szyi i z kneblem w ustach, aby nie przemawiał. A gdy i po tak barbarzyńskiéj katuszy, nie mógł wymódz na nim oddania czci bożkom, dowiedziawszy się że niedawno się ożenił, posłał po jego żonę, wnosząc że przez nią prędzéj go do tego przywiedzie.

Gdy nadeszła powiedział jéj, że jeśli nie skłoni Tymoteusza do złożenia ofiary bożkom, poniesie on śmierć nieochybnie, i dla tego radzi jéj, aby się ubrała jak najwykwintniéj i olejami wonnemi namaściła, jakto było wówczas zwyczajem, aby tym sposobem prędzéj do serca męża trafiła. Maura, która była młodą kobietą słabéj jeszcze wiary, a namiętnie kochała męża, usłuchała téj rady. Wpuszczono ją tedy do więzienia Tymoteusza, któremu rzuciwszy się do nóg, prosiła go i zaklinała na miłość Jaką miał dla niéj, aby dla uratowania sobie życia, pozornie oddał cześć bożkom. Tymoteusz odsunął się od niéj, mówiąc, iż znieść nie może zapachów które od niéj wychodziły, dając jéj przez to poznać, jak nie właściwie w takiéj chwili przystroiła się w ten sposób. Gdy zaś ona nie przestawała nalegać: „Mauro, rzekł do niéj z wielką powagą chociaż bardzo rozrzewniony; czy ja słyszę chrześcijankę czy pogankę? Cóż się stało z tobą? gdzie się podziała wiara święta, w któréj wychowaną byłaś? Zamiast żebyś mnie zachęcała do przeniesienia dla Chrystusa cierpień chwilowych, po których czeka mnie wieczne szczęście, ty ośmielasz się namawiać, abym za krótkie życie dostał się na wieczne męki. Czyż na to mnie miłujesz abyś mnie zgubiła, i na to stałaś się moją małżonką, aby mnie kusić? Jesteś chrześcijanką jak i ja chrześcijaninem jestem, bądź więc podobnież wierną Chrystusowi.”

Gdy tak Tymoteusz przemawiał, Pan Bóg łaską swoją serce Maury dotknął. W tejże chwili inna się z niéj zrobiła kobieta: „Przebacz mi, zawołała, mężu najdroższy, przebacz mi moję bezbożność, nikczemność i małoduszność: już nietylko nie nakłaniam cię abyś Wielkorządcy słuchał dla uwolnienia się od mąk które cię jeszcze czekają, lecz owszem proszę cię i błagam, nie odstępuj Chrystusa, chociażby cię w kawałki poszarpano. A i sama za najszczęśliwsząbym się poczytała, gdybym śmiercią za wiarę, odpokutować mogła mój upadek, i wraz z tobą pozyskać koronę męczeńską. Cóż więc mam czynić abym tego dostąpiła?” — „Droga Mauro, odpowiedział jéj na to uradowany Tymoteusz; pociecha jaką mi sprawiasz tém co mówisz, zatarła w mojéj pamięci wszystko com wycierpiał. Dziękujmy Bogu za łaskę którą nam wyrządza, trwajmy stale w Jego wyznaniu; nie ma czasu do stracenia, idź do Wielkorządcy i oświadcz mu że nietylko nie chcesz mnie przywodzić do oddania czci bożkom, lecz i sama gotowa jesteś przenieść największe męki dla Chrystusa.” To przeraziło Maurę: „Nie śmiem tuszyć sobie, rzekła do męża, abym się na to zdobyła; może lepiéj czekać aż mnie powołają przed Aryana.” Lecz święty Tymoteusz nie był tego zdania, przypomniał jéj że nie na siebie samę lecz na łaskę Chrystusa liczyć powinna, pomodlił się z nią, pobłogosławił ją, a Maura poszedłszy do Wielkorządcy, wręcz mu oświadczyła, iż żałuje tego że za radą jego poszła, że jest także chrześcijanką, i gotową na śmierć i na męki za wiarę.

Zdziwiony tém Aryan, według zwyczaju pogan tak nagłą zmianą w Maurze przypisywał sztuce czarnoksięzkiéj Tymoteusza; a chcąc ją od śmierci zachować, rzekł do niéj: „Widoczném jest, że mąż twój jest czarnoksiężnikiem. Posłuchaj więc mojéj rady, i pozostaw go w jego szalonym uporze: już go nic nie upamięta, musi śmierć ponieść; a ty jeżeli oddasz cześć Bogom naszym, wydam cię za mąż za jednego z wodzów wojsk cesarskich, z którym będziesz żyła szczęśliwie, i będziesz jedną z pierwszych pań tego kraju.” Maura odpowiedziała mu na to z oburzeniem, że jeśli męża jéj zamordują, nie będzie ona miała innego oblubieńca jak Chrystusa, w którego królestwie niebieskiém ma nadzieję i sama nie długo połączyć się ze swoim kochanym Tymoteuszem. Aryan wpadł we wściekłość, a widząc ją jeszcze w owych wykwintnych strojach w których poszła była do męża i włosy jéj nadzwyczaj długie i piękne kazał katom obecnym aby je w tejże chwili z głowy jéj oberwali. Podczas téj męki, Święta w głos dziękowała Panu Bogu, że jéj daje sposobność od pokutowania za grzechy, jakie popełniła z upodobaniem pielęgnując włosy dla przypodobania się drugim.

Wtedy tyran bardziéj jeszcze rozgniewany, kazał jéj palce po palcu odcinać, a Maura znowu dziękowała Bogu, spodziewając się, iż przez tę mękę odpokutuje lekkomyślność jakiéj dopuszczała się gdy palców używała głównie do trefienia włosów, i przystrajania nędznego ciała swojego. Aryan kazał ją wrzucić w kocioł wrzącéj wody. Ogień pod kotłem podżegano, lecz Święta jakby najmniejszego nie czuła bolu, prosiła Pana Boga aby ten ukrop obmył jéj duszę ze wszelkich skaz grzechu, i wyszła z kotła żywa i zdrowa. Wielkorządca nadzwyczaj cudem tym był uderzony, który nawet późniéj był głównym powodem jego nawrócenia się i poniesienia męczeństwa za wiarę. Lecz wtedy, daleko jeszcze od tego było. Chciał on wprawdzie świętą Maurę, już po tej katuszy odprawić do domu, lecz inni będący przy nim urzędnicy cesarscy ostrzegli go, że tym sposobem nie spełniłby swego obowiązku, i uzuchwaliłby chrześcijan. Podwoił przeto okrucieństwa: kazał lać na Świętą Męczenniczkę wrzącą siarkę ze smołą. Barbarzyństwo to zgrozą przejęło nawet pogan obecnych, lecz Maura szydziła z téj katuszy, jakby jéj wcale nie czuła. Wtedy Aryan wydał wyrok, aby oboje tych Świętych małżonków rozpięto na krzyżu i pozostawiono na nim aż skonają, chyba że nakoniec skłonią się do oddania czci bożkom.

Gdy ich na miejsce ukrzyżowania prowadzili, matka świętéj Maury, którą ona nadzwyczaj kochała, przebiwszy się przez tłumy pogan otaczających Świętych, i w chwili gdy już byli blizko krzyżów, z wielkim płaczem rzuciła się na szyję córki. Wszystkich ten widok rozczulił, a i sama Maura nadzwyczaj wzruszona, wyrwała się z objęć matki, pobiegła do krzyża i przyczepiła się do niego, prosząc Pana Jezusa aby ją nie pozbawiał szczęścia poniesienia tegoż rodzaju śmierci, jaką On z miłości ku ludziom, ponieść raczył.

Przystąpili nakoniec kaci do ukrzyżowania, i z rozkazu tyrana uczynili to w ten sposób aby Święci dłużéj żyć mogli, a przez to dłużej wystawieni na tak ciężką próbę, skłonili się wreszcie do oddania czci bogom. Rozpięci na krzyżach obok stojących, pozostawali na nich przez dni kilka, a w ciągu téj strasznéj męki razem się modlili, naprzemian psalmy głośno odmawiali i jedno drugiemu dodawało ducha.

Przed samém ich błogosławioném skonaniem, Maura miała widzenie, w którém ujrzała w Niebie tron bardzo wyniesiony, a nad nim koronę dla niéj przeznaczoną, nieco zaś wyżéj drugi takiż tron, z koroną dla jéj męża. Gdy spytała dla czego te dwa trony nie stoją na równi, usłyszała odpowiedź: że ponieważ po Bogu gorliwości to, namowie, przykładowi i modlitwie męża, zawdzięcza ona swoje nawrócenie i swoję wytrwałość, słuszném jest, aby jéj męża wyższa w Niebie spotkała nagroda. Po tém widzeniu, święta Maura ujrzawszy wielu chrześcijan obok jéj krzyża zgromadzonych, przemówiła jeszcze do nich, polecając im wytrwałość w wierze, ufność w łasce Bożéj i aby za nic poczytywali dobra tego świata, byle wiekuistego szczęścia w Niebie dostąpić. Nakoniec, oboje Święci poleciwszy się Panu Bogu, prawie w jednéjże chwili oddali w ręce Jego ducha. Ponieśli śmierć męczeńską dnia 18-go Grudnia, około roku Pańskiego 304. W późniejszych czasach, w Carogrodzie na przedmieściu zwanym Pera, był wspaniały kościoł pod ich wezwaniem zbudowany, z czego wnosić można iż tam ich ciała zostały przeniesione.

Pożytek duchowny

W uderzający i budujący sposób, sprawdziło się na tych świętych Męczennikach to co Pismo Boże zapowiada: że jedno z małżonków gdy jest świątobliwe, i drugie do tego przywieść łatwo może. Bierzcie ztąd naukę i zachętę chrześcijańscy małżonkowie, abyście i przykładem i słowem, jedno drugie do jak najgorliwszéj służby Panu Bogu nakłaniali, i pamiętajcie, że najczęściéj, jeśli które z was ubolewa nad niechrześcijańskiém potępowaniem drugiego, i sobie powinno przypisywać winę, że go nie nawraca.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionych Tymoteusza i Maurę męczenników Twoich, wzajemnym przykładem wytrwałości, w wierze świętéj utwierdzić raczył; spraw prosimy za ich pośrednictwem, abyśmy jedni drugich, i słowem i przykładem do cnoty zachęcając, wszyscy razem w Niebie chwalili Cię na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1093–1095.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 995–996

Czy namawiając męża do porzucenia oporu, nie dopuściła się Maura ciężkiego grzechu? Jej chęci były wprawdzie dobre, gdyż pragnęła ocalić Tymoteusza, ale pozory często mylą. Ten, kto drugiego namawia do grzechu, albo mu daje dobrowolnie i umyślnie do niego sposobność, dopuszcza się zgorszenia. Dopuściła się go Maura, boć przecież jako chrześcijanka powinna była wiedzieć, że nie godzi się jej zabijać męża na duszy, by go ocalić cieleśnie; powinna była wiedzieć, że większa miłość należy się Bogu niż mężowi.

  1. Zgorszenie jest wielkim grzechem. Poświadcza to sam Pan Jezus u święte go Marka, mówiąc: „Biada zgorszycielowi! Kto jednego z tych małych, co we Mnie uwierzyli, zgorszy, temu lepiej by było przywiązać kamień młyński do szyi i wrzucić go w morze”. Gorszyciela nazywa Pan Jezus wprost szatanem. Przebaczył Piotrowi, gdy Go się wyparł, ale uniósł się gniewem przeciw niemu, gdy Go Piotr chciał odwieść od pójścia na mękę do Jerozolimy. Słusznie złajał go gromkimi słowy: „Odstąp ode Mnie, szatanie, gorszysz Mnie!” Jeśli Pan Jezus nazywa szatanem ulubionego Piotra, który z miłości i przywiązania pragnął Go uchronić od śmierci krzyżowej, jakże nazwać takiego, który umyślnie do złego namawia? Każdy gorszyciel, Każdy podżegacz do złego, jest rzeczywiście wrogiem i przeciwnikiem Boga, gdyż stara się przyprawić o wiekuistą zgubę dusze, którym Bóg przelewem swej krwi przenajświętszej chciał zapewnić wieczne szczęście i zbawienie. Często jest on nawet gorszy od szatana, bo swą złość stara się okryć płaszczykiem cnoty i uczciwości.
    1. Iluż mamy gorszycieli i jak częste jest zgorszenie! Iluż mamy takich, którzy plugawymi i bezwstydnymi słowy, blużnierstwami i bezbożnością starają się szerzyć zgorszenie? Okazują oni swoje moralne zepsucie ubiorem, szerzą książki polecające rozpustę i wszeteczeństwo, wieszają po ścianach obrazy wywołujące rumieniec wstydu na licach i otwierają swe domy pijakom, szulerom, bezbożnikom i szydercom z wiary i religii. Zgorszenie sieją przełożeni, którzy zamykają oczy na nadużycia podwładnych, zgorszenie sieją rodzice ślepi na wady i zdrożności dzieci, nauczyciele zbyt pobłażający uczniom. Jak mało mamy naśladowców Tymoteusza, a jak wielu naśladowców Maury, która przynajmniej swym dalszym postępowaniem i męczeńską śmiercią powetowała wyrządzone zło!
Tags: św Tymoteusz i św Maura „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik małżeństwo męstwo Krzyż zgorszenie
2020-12-17

Św. Łazarza, Biskupa Męczennika

Żył około roku Pańskiego 76.

(Żywot jego wyjęty jest z Pisma Bożego i z historyi Kościoła Marsylskiego.)

Święty Łazarz, podniesiony do najwyższéj jaka spotkać może człowieka godności przyjaciela Pana Jezusa, gdyż Sam Zbawiciel mówiąc o nim powiedział: „Łazarz przyjaciel nasz”, i którego miłował Chrystus w sposób tak szczególny, że gdy o nim drudzy wspominali przed Nim używali tego wyrażenia: „Oto którego miłujesz”, 1 — święty Łazarz był rodem z Betanii, małego miasteczka w okolicach Jerozolimy położonego, a które należało do jego zamożnéj i znakomitéj rodziny. Ojciec jego nazwiskiem Syr, a Matka Eucharya mieli troje dzieci: tego syna który był najstarszym i dwie córki Martę i Maryą Magdalenę. Po śmierci rodziców, gdy się podzielili wielkiemi dobrami które po nich pozostały, Marya dostała dobra zwane Magdalon położone w Galilei, a Łazarz i Marta Betanią gdzie w zamku swoim oboje osiedli.

Święty Łazarz, od lat najmłodszych odznaczał się najprzykładniejszém postępowaniem i nieposzlakowanemi obyczajami, ściśle przytém zachowując prawa Starego Zakonu. Można téż było do niego zastosować pochwałę jaką Pan Jezus oddawał Natanaelowi mówiąc: „Oto prawdziwy Izraelczyk, w którym niemasz zdrady” 2. Skoro dowiedział się o przyjściu już Zbawiciela na ziemię, szukał Go, a jak tylko ujrzał, w téjże chwili stał się Jego uczniem nieodstępnym. Owszem, tak dalece to wszystko co słyszał od Chrystusa Pana brał do serca, tak wiernie współdziałał z każdą łaską którą od Syna Bożego odbierał, że za to właśnie otrzymując ich coraz więcéj, stał się godnym szczególnéj miłości Pana Jezusa. Z tego także powodu, ile razy Pan nasz przechodził blizko zamku Betanii, odwiedzał w nim swojego świętego ulubieńca, i nawet tam zwykle najdłużéj przemieszkiwał. Każąc w tych okolicach do świętego Łazarza zawsze przychodził na przyjęcie posiłku, i także w jego zamku nocował.

Kiedy na początku trzydziestego trzeciego roku życia Swojego Chrystus Pan, chroniąc się od Żydów, którzy już czyhali na Jego osobę, przeszedł na drugą stronę Jordanu i znajdował się w dość odległéj od Betanii okolicy, święty Łazarz w zamku swoim śmiertelnie zachorował i umarł. Wtedy, Pan Jezus przybywszy do Betanii, wskrzesił go, co Ewangelia świętego Jana tak to nam opowiada:

I był pewien chory Łazarz w Betanii miasteczku Marty i Maryi sióstr jego. A Marya była to ta, która namaszczała Pana maścią, i otarła była nogi Jego włosami swojemi, kiedy nawróciwszy się, przyszła była do Zbawiciela, na uczcie u Szymona trędowatego obecnego. Te więc siostry chorego Łazarza, posłały do Pana Jezusa, i kazały mu powiedzieć: „Panie oto którego miłujesz choruje.” Co Pan Jezus usłyszawszy rzekł: „Choroba ta nie jest na śmierć ale dla chwały Bożéj, aby Syn Boży był uwielbion przez nią”. 3 Jezus wielce miłował Martę i siostrę jéj Maryą i Łazarza, lecz pomimo tego że się dowiedział iż choruje, przez dwa dni pozostał jeszcze na tém miejscu gdzie wtedy przebywał, i po ich dopiéro upływie, rzekł do uczniów: „Teraz idźmy do żydowskiéj ziemi,” na co odpowiedzieli Mu uczniowie: „Panie niedawno Żydzi chcieli Cię tam ukamienować, dla czegoż chcesz znowu wystawiać się na to?” — „Łazarz przyjaciel nasz śpi, odrzekł Pan Jezus, a więc pójdę abym go ze snu obudził.” Na co znowu uczniowie: „Panie jeśli śpi, więc będzie zdrów.” Nie rozumieli bowiem że Zbawiciel mówił im nie o śnie, lecz o śmierci jego. Wtedy Pan Jezus powiedział im wyraźnie, iż idzie do Betanii dla tego iż Łazarz umarł, i przydał: „Rad jestem żem śmierci jego nie był obecny, abyście gdy go wskrzeszę, widząc ten cud wielki, tém lepiéj się utwierdzili w wierze: idźmy przeto do niego.”

Jakoż, gdy do Betanii przybył Zbawiciel, nietylko nie zastał już przy życiu świętego Łazarza, lecz nawet znalazł go od czterech dni w grobie złożonego. Ponieważ Betania była blizko Jerozolimy, bo nie daléj jak o piętnaście stai, z miasta tego wielu Żydów przyszło do Marty i Maryi, aby je pocieszać po stracie ich brata. Tymczasem nadchodził i Pan Jezus, o którego zbliżeniu skoro dowiedziała się Marta, pozostawiając siostrę w domu, wybiegła naprzeciw Zbawiciela i rzekła do Niego jakby z pokornym wyrzutem: „Panie, gdybyś tu był obecny przy chorobie brata mojego, byłby on nie umarł.” A nie śmiejąc wyraźnie prosić aby go wskrzesił, przydała jakby przymawiając się oto: „Lecz wiem że o cokolwiek poprosisz Boga, Bóg Ci tego nie odmówi.” — „Zmartwychwstanie brat twój, powiedział jéj na to Pan Jezus,” a Marta odpowiedziała: „Wiem iż zmartwychwstanie, w dzień ostateczny, gdy wszyscy z grobu powstaną” i zatrzymała się więcéj nie śmiejąc mówić, chociaż jéj chodziło o to aby Pan Jezus jéj brata zaraz do życia przywołał. Na to odpowiedział jéj Zbawieiel: „Jam jest zmartwychwstanie i żywot, kto we mnie wierzy, choćby i umarł żyć będzie, a wszelki który żyje a wierzy we mnie nie umrze na wieki 4. Wszak wierzysz temu?” — „Wierzę Panie, odrzekła Marta, bo wierzę żeś Ty jest Chrystus Syn Boży, który na ten świat wstąpiłeś.” I to rzekłszy pobiegła co prędzéj do domu i oznajmiła Maryi siostrze swojéj o przyjściu Zbawiciela. Lecz niechcąc aby o tém wszyscy wiedzieli, powiedziała do niéj pocichu: „Przyszedł Mistrz nasz i woła cię,” co Marya usłyszawszy poszła co prędzéj do Pana Jezusa który jeszcze był wtedy za miasteczkiem, w miejscu gdzie go Marta spotkała. Ujrzawszy to ci którzy przybyli odwiedzić tę strapioną rodzinę, sądząc iż Marya tak nagle wyszła aby pójść na grób Łazarza i nad nim płakać, poszli za nią co prędzéj, aby jéj nie dozwolić w zbytnich tam rozwodzić się żalach. Lecz ona, nie do grobu brata, ale do Pana Jezusa pobiegła, a za nią i wszyscy inni. Gdy ujrzała Pana Jezusa, upadła Mu do nóg, a zlewając je łzami, przywitała go temiż słowy co i Marta mówiąc: „Panie gdybyś tu był, brat mój nie byłby umarł.” I znowu płakała, a wszystkim obecnym wzruszonym tym widokiem także łzy z oczu płynęły. Jezus tedy, gdy ja ujrzał płaczącą, i żydów którzy z nią przyszli płaczących, rozrzewnił się w duchu, wzruszył sam Siebie i rzekł: „gdzieście go złożyłi? Odpowiedzieli: „Panie, pójdź a oglądaj” a wtedy i Sam Pan Jezus tak rzewnie zapłakał że obecni ujrzawszy to zawołali: „Otóż jak go miłował” 5. Następnie poszedł do grobu który był wykuty w jaskini i ciężką płytą kamienia zamknięty, i rzekł: „Odejmijcie kamień.” Lecz Marta, obawiając się aby widok trupa czterodniowego, nie zrobił smutnego wrażenia na Boskim jéj Mistrzu, chciała aby wieka nie otwierano, i powiedziała: „Panie ciało jego już zepsute, bo czwarty dzień jak w grobie złożony.” A na to odpowiedział jéj Zbawiciel: „Wszak ci powiedziałem, że jeśli uwierzysz, ujrzysz cud wielki na chwałę Bożą.” Odjęli tedy kamień przywalający grób Łazarza, a Jezus podniosłszy oczy w górę rzekł: „Ojcze dziękuję Tobie żeś mmie wysłuchał”, a potém zawołał głosem wielkim: „Łazarzu wyjdź z grobu” 6. I w téjże chwili Łazarz powstał, mając ręce i nogi związane płachtami a twarz okrytą chustą, bo tak zwykli byli Żydzi chować umarłych. Wtedy Chrystus Pan kazał aby go rozwiązano: co gdy uczynili, zmarły stanął wśród wszystkich żyw i jak najzdrowszy. Widok tego wielkiego cudu, nawrócił prawie wszystkich obecnych tam Żydów, którzy rzucili się do nóg Panu Jezusowi, wyznając Go Synem Bożym i Zbawieielem zapowiedzianym przez proroków. Wieść zaś o tém rozeszła się wkrótce nietylko w Jerozolimie, lecz i po całéj ziemi Żydowskiéj.

Cud ten tém większe wywarł wrażenie, że Łazarz jako jeden z najbogatszych tego kraju panów, powszechnie był znanym, jak również dla wysokich cnót od wszystkich poważanym. Przed kilku dniami, wszędzie z ubolewaniem mówiono o śmierci jego, teraz cudowne jego wskrzeszenie jeszcze się bardziéj rozgłaszało. Z najodleglejszych okolic zbiegali się Żydzi aby patrząc na niego, naocznie przekonać się o tym uderzającym dowodzie przyjścia Zbawiciela na ziemię.

Lecz to właśnie jeszcze większą nienawiść rozbudziło Faryzeuszów i starszych synagogi żydowskiéj, przeciw Panu Jezusowi. Wtedy więc Zbawiciel wydalił się znowu z téj okolicy, i udał się do miasta Efrem; ale na sześć dni przed Swoją męką chcąc być bliżéj Jerozolimy, przyszedł znowu do Betanii, i tam przy uczcie na którą przybyła wielka liczba mieszkańców Jerozolimy, a głównie na to aby widzieć Łazarza wskrzeszonego, znajdował się i on przy Zbawicielu, jako żywy a uderzający dowód, Jego Boskiéj cudotwórności. Żydzi téż postanowili zgładzić go jakimkolwiek sposobem: lecz że wkrótce potém nastąpiła męka i śmierć Pana Jezusa, więc tą swoją szatańską sprawą głównie zajęci, przez pewien czas świętego Łazarza w pokoju zostawili. On tymczasem, nie odstępował już swojego najdroższego Mistrza, a po Wniebowstąpieniu Pańskiém, znajdował się wraz z Apostołami i uczniami w Wieczerniku, kiedy na zgromadzonych tam zstąpił Duch Święty.

Po śmierci świętego Szczepana, pierwszego Męczennika, gdy prawie wszyscy chrześcijanie z Jerozolimy wygnani zostali, święty Łazarz z obydwiema siostrami swojemi, udał się do miasta nadmorskiego Joppy, dziś Żafą zwanego. Lecz Żydzi widząc jak w nim samym tak i w całéj jego rodzinie nietylko najgorliwszych chrześcijan, lecz i tych których Pan Jezus szczególną swoją miłością zaszczycał, postanowili wygnać ich z ziemi Żydowskiéj, a nawet pozbawić ich życia. W tym celu, świętych Łazarza, Martę i Magdalenę, a z nimi i kilka innych osób które najbliższe miały ze Zbawicielem stosunki, wsadzili na wielką łódź nadpsutą, i na niéj bez żagli i wiosła puścili ich na pełne morze, wystawiając, jak sądzili, na śmierć niechybną. Lecz Opatrzność Boska, otoczyła cudowną opieką Swoją tę świętą rodzinę w któréj domu najczęściej przebywał Syn Boży. Na łodzi téj, dopłynęli oni wszyscy najszczęśliwiéj aż do brzegów dawnéj Galii, i wylądowali w mieście Marsylii.

Mieszkańcy téj krainy, obyczajów bardzo łagodnych, jak najgościnniéj przyjęli wędrowców tak cudownie pomiędzy niemi zjawionych, a ci wywdzięczając się im za to zaczęli głosić pomiędzy niemi Ewangelią świętą. Nie napotkali w tém żadnych prawie przeszkód, i w krótkim czasie nietylko w saméj Marsylii, lecz i w całéj téj krainie, wielka liczba pogan Chrzest święty przyjęła. Święty Łazarz, wyświęcony na Biskupa przez Apostołów, zajął się najgorliwiéj założeniem tam kościoła: wyświęcał kapłanów, a gdy szerząca się wiara tego wymagała, osadzał ich na Biskupstwa które zakładał, sam stawszy się pierwszym Biskupem Marsylii. Dokazał w końcu tego że wiele świątyń pogańskich zburzono albo przerobiono na kościoły chrześcijańskie, między któremi najsławniejsza świątynia pogańskiéj bogini Diany zamieniona została na kościół, pod wezwaniem przenajświętszéj Maryi Panny, i dotąd jest katedrą Biskupią tego miasta.

Trzydzieści lat święty Łazarz rządził tą dyecezyą przez niego założoną, aż za panowania Wespazyana, przysłany przez tego cesarza wielkorządca do Marsylii, począł srodze prześladować wiernych. Zawiadomiony od kapłanów pogańskich, że święty Łazarz był pierwszym który przyniósł tam wiarę chrześcijańską, i że on to ją tak rozkrzewił i ustalił, kazał go stawić przed sobą. Powiedziawszy mu iż wie dokładnie że on jest głównym sprawcą odstępstwa mieszkańców téj krainy od religii którą całe cesarstwo wyznaje, rzekł mu w końcu groźnie: „Albo niezwłocznie oddasz publicznie cześć bogom naszym, albo ulegniesz śmierci, wśród mąk największych.” — „Czci oddawać nie mogę, jak tylko jednemu Bogu prawdziwemu, któremu oddają cześć chrześcijanie, odrzekł na to Święty. Co się zaś tyczy śmierci którą mi grozisz, wiedz o tém, iż najszczęśliwszym będę, gdy ją poniosę za Tego który mi życie przywrócił przed wielu laty gdym już był w grobie, i który na krzyżu raczył umrzeć na to abym żył na wieki.” Wielkorządca widząc w Nim tak mężną stałość, chcąc jak najokrutniejszém z nim obejściem się, przerazić wszystkich chrześcijan, kazał go barbarzyńsko męczyć. Najprzód kazał go zbić żelaznemi knutami tak, że ciało jego jakby jedną wielką stało się raną. Gdy po takiéj katuszy tyran domagał się znowu od świętego Męczennika aby cześć bożkom oddał, a podobną jak wprzódy odebrał od niego odpowiedź, kazał go przywiązać do słupa i przeszyć strzałami, na co sprowadził liczny oddział wojska. Lecz go i wtedy jeszcze Pan Bóg przy życiu zachował, a jak się wyrażają akta jego męczeństwa, każda rana którą wtenczas odebrał, głosiła poganom cudowną moc Boga chrześcijańskiego. Potém, z rozkazu Wielkorządcy, przykładano mu do ciała rozpalone blachy żelazne, ciągle domagając się aby cześć bożkom oddał. Nakoniec sędzia, widząc iż niczém przywieść go do odstępstwa Chrystusa nie może, skazał go na ścięcie. Wyrok ten wykonano, i święty Łazarz poniósł śmierć męczeńską 17 Grudnia roku Pańskiego 76.

Pożytek duchowny

Święty Łazarz, tak szczególnie przez Pana Jezusa umiłowany na ziemi, bez wątpienia ma również wielkie łaski u Niego i w Niebie. Piszą że na jego to prośby Zbawiciel kiedy jeszcze przebywał między ludźmi, dotknął łaską nawrócenia siostrę jego Magdalenę, która z jawnogrzesznicy stała się największą Świętą. Ze szczególną więc ufnością uciekaj się do pośrednictwa świętego Łazarza, tak w potrzebach własnéj duszy jak i tych o których nawrócenie się troszczysz.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Łazarza, ulubionego Chrystusowego ucznia, w cztery dni po jego śmierci wskrzeszonego, godnością biskupią i chwałą męczeństwa przyozdobił; daj nam za jego zasługami, z grobu grzechów naszych powstać i życia wiecznego dostąpić. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1089–1092.

Footnotes:

1

Jan. II. 2. 3.

2

Jan I. 47.

3

Jan XI. 4.

4

Jan XI. 25. 26.

5

Jan XI 34. 36.

6

Jan XI. 41. 43.

Tags: św Łazarz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Ewangelia św Marta św Maria Magdalena
2020-12-16

Św. Euzebiusza, Biskupa Wercelskiego i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 370.

(Żywot jego wyjęty jest z dzieł Suryusza i Kardynała Baroniusza.)

Święty Euzebiusz przyszedł na świat w wieku IV, w Kagliari, stolicy wyspy Sardynii. Ojciec jego za wiarę w więzieniu umarł. Matka imieniem Restytuta owdowiawszy, przeniosła się z dziećmi do Rzymu, kiedy Euzebi był już dorosłym młodzieńcem, lecz jeszcze katechumenem: to jest gotującym się do Chrztu świętego. Zasiadający wtedy na stolicy Apostolskiéj tegoż imienia Papież święty Euzebiusz, miał sobie przez Anioła objawioném, że młodzieniec ten do wielkiéj dojdzie świątobliwości. Sam go chrzcił nadając mu swoje imię, a gdy mu ten sakrament udzielał, widziano duchy niebieskie otaczające neofitę. Od téj chwili nasz Święty, zajaśniał takiemi cnotami, że go wszyscy Aniołem ziemskim nazywali. Święty Sylwester Papież, wyświęcił go na Dyakona, a święty Marek jego następca, na kapłana. Papież ten wkrótce potém umarł; a Juliusz I-szy, wyniesiony po nim na stolicę Apostolską, oceniając w Euzebiuszu wysoką jego świątobliwość i gorliwość w obronie wiary świętéj przeciw kacerstwu aryańskiemu szerzącemu się wszędzie podówczas, zrobił go Biskupem Wercelskim w Liguryi, gdzie szczególnie ta herezya panowała.

Na godność tę wyniesiony mąż Boży, do takiéj doszedł świątobliwości, że gdy miewał Mszę świętą, Aniołowie pomagali mu do rozdawania ludowi Komunii, i wtedy śpiewem swoim od wielu słyszanym, kościół napełniali. Woda którą przy Mszy świętéj palce omywał, przywracała wzrok ślepym, oczyszczała trędowatych, i wielu chorych uzdrawiała. Gdy przybył do Wercelii stolicy swojego Biskupstwa, aryanie zatarasowali bramę od miasta, aby mu wejście zamknąć. Euzebi pomodlił się, a brama silnie zabarykadowana cudownie się przed nim otworzyła.

Papież Liberyusz następca świętego Juliusza, wysłał posłów do cesarza Konstancyusza przebywającego naówczas w Galii, aby uzyskać jego względy dla Kościoła, któremu okazywał się nieprzychylnym, wplątany będąc w kacerstwo aryańskie; do grona prałatów przeznaczonych do poselstwa tego przyłączył i świętego Euzebiusza. Za jego téż to głównie wpływem, Cesarz zgodził się na zebranie w Medyolanie Soboru, gdzie sprawa świętego Atanazego Z Aryanami, miała być nanowo rozstrzygniętą. Jakoż, w roku następnym, w mieście tém, Sobór się zgromadził: lecz że na nim cesarz z aryanami przewodził, więc z tego powodu z początku, Euzebi nie chciał do niego należeć. Wszakże późniéj z rozkazu Papieża, wraz z jego Legatami udał się do Medyolanu. Tam gdy przyszło do tego że Biskupi aryańscy, wzywali go do podpisania wyroku potępiającego świętego Atanazego, nietylko tego nie uczynił, lecz wyjąwszy z zanadrza skład wiary soboru Nicejskiego, zażądał aby najprzód wszyscy Biskupi podpisali takowy na dowód swojéj prawowierności. I- o po mianéj przez niego w tym duchu przemowie, większa część Biskupów, już uczynić chciała, kiedy Walencyusz, zagorzały Biskup aryański, święte to pismo podarł w kawałki. Cesarz Konstancyusz rozgniewany z tego powodu, wydał Euzebiego na pastwę aryanom, którzy prześladując go w różny sposób, a przez najętych złoczyńców ciężko go nawet zbiwszy, w końcu wymogli na cesarzu że go skazał na wygnanie.

Najprzód zawieziony został do miasta Scytopolis we Frygii. Tam panujący Hrabia Józef, który nawrócony z wyznania żydowskiego był prawowiernym i gorliwym katolikiem, przyjął go ze czcią największą, jako Biskupa prześladowanego za wierność Kościołowi. — Lecz Patrofilus, Biskup tegoż miasta, jeden z najzajadlejszych aryanów, dowiedziawszy się o tém, kazał go potajemnie schwycić, i zamknął go w tak ciasnéj i nizkiéj izdebce, że stać w niéj wyprostowany nie mógł, ani wyciągnąć się leżący. Kazał mu jednak zanosić potrawy z własnego stołu, lecz to w tym celu jedynie aby mógł głosić że Euzebi jest z nim, chociaż aryanem, w stosunkach i jedności. Święty przez dni kilka żadnego nie brał posiłku, żeby przez to nie dać pozoru że z kacerzem trzyma. Wycierpiał przeto wiele od głodu, a i najdotkliwszych obelg mu tam nie szczędzili. Wszakże Patrofilus, obawiając się aby tam nie umarł ze sławą Męczennika, widząc iż z jego stołu potraw w żaden sposób przyjmować nie chce, kazał mu je zanosić od innych osób.

Po pewnym czasie wywiódł go z téj ciemnicy i kazał zaprowadzić najprzód do Kapadocyi a potém do Egiptu. Wtedyto, doznał ten święty Biskup różnego rodzaju mąk, jakie mu zadawali jużto morząc go głodem, już pędząc bez miłosierdzia pieszo gdy ci co mu do straży przydani byli konno jechali; co wszystko kilka razy ledwo go o śmierć nie przyprawiło. Znosił to mąż Boży nietylko cierpliwie, lecz i ze świętém weselem, a szczęśliwy że za Chrystusa cierpi, cieszył się nadzieją że wkrótce kacerze przestaną tak przemożnie wichrzyć Kościołem.

Jakoż, doczekał się tego. Po śmierci Konstancyusza, w roku Pańskim 361 zaszłéj, Julian krewny jego, na tron wstąpiwszy, przywołał z wygnania wszystkich Biskupów, a pomiędzy nimi i Euzebiego. Nie zaraz jednak wrócił on do swojéj stolicy, gdyż Papież znając jego gorliwość w zwalczaniu kacerzy, którzy szczególnie na Wschodzie rozwielmożnili się byli, zamianował go swoim Legatem w téj części cesarstwa. Wtedy Euzebiusz udał się najprzód do Aleksandryi, aby się widzieć ze świętym Atanazym Biskupem tego miasta, w obronie którego właśnie tyle wycierpiał. Zgromadził tam wraz z nim Sobór prowincyonalny, który go wysłał do wszystkich miast na Wschodzie dla przyjmowania na łono Kościoła prałatów, kleryków i inne osoby, które prześladowanie Konstancyusza wpędziło było w sektę aryańską. Dokonał tego błogosławiony Biskup z najpożądańszym skutkiem i wielkiém zadowoleniem katolików, których wszędzie budował swoją świątobliwością, a kazaniami utwierdził w wierności Kościołowi. Udał się także i do Antyochii, gdzie Kościół rozdzielony był i wichrzony sekciarzami; lecz tam wystawiwszy się tylko na wielkie niebezpieczeństwo grożące jego życiu, nie wielkiemi pożytkami prac swoich mógł się cieszyć, z powodu nietrafności postępowania w tejże sprawie miejscowego Biskupa Paulina.

Przebiegłszy tym sposobem wszystkie Dyecezye na Wschodzie, i przywróciwszy w nich Kościołowi pokój, powrócił do Włoch. Tu znowu, gdzie tylko się pojawił, przywodził aryanów do wyrzeczenia się swoich błędów i jednał ich z Kościołem. Z taką bowiem łagodnością i miłością z nimi postępował, że prawie żaden z tych z którymi się zetknął, nie mógł mu się oprzeć. W Rzymie, Papież go przyjął ze szczególnemi względami i największą łaskawością. Gdy do swojéj stolicy w Wercelii przybył, wierni którzy tłumnie wyszli na jego spotkanie, tak byli uradowani z jego powrotu, że porwawszy go na ręce za miastem, zanieśli do katedry na tron Biskupi.

Pod jego zarządem, odżyła ta Dyecezya i znikły w niéj resztki kacerstwa aryańskiego. Zajął się téż jak najgorliwiéj, aby żadne ślady téj zgubnéj sekty nie pozostały pomiędzy jego Dyecezyanami. Używał na to wszelkich środków. Chcąc rozżywić pomiędzy wiernymi ducha zakonnego, któremu aryanie byli najprzeciwniejsi, sprowadził z Egiptu zakonników, których będąc tam podziwiał świątobliwość, i wybudował im klasztor w Wercelii hojnie go zaopatrzywszy. Co większa: przekonany że nic skuteczniéj nie przemawia do drugich, jak własny przykład, chociaż wtedy już w bardzo podeszłym był wieku, niezrzekając się wcale zarządu swojéj Dyecezyi, owszem zajmując się nim najczynniéj i najgorliwiéj, sam do tego zgromadzenia wstąpił. Większą część nocy spędzał na modlitwie, w postach był ustawiczny, w uczynkach miłosierdzia niezmordowany. Odwiedzał biednych po mieszkaniach, wspierał ich hojnie, a żaden ubogi udający się do niego, nie odchodził nigdy bez pociechy i jałmużny. Wybudował wspaniały kościoł, pod wezwaniem świętego Teonasta Męczennika, i zrobił z niego katedrę Biskupią, którą późniéj jeden z jego następców Albin, przez świętego Hermana Biskupa Angzereńskiego wyświęcił pod wezwaniem świętego Euzebiego. Zpomiędzy znaoznéj liczby kapłanów których miał ciągle przy sobie i którzy byli jego synami duchownymi, wielu wyszło na wielkich sług Bożych, jakoto: święty Dyonizy Biskup Medyolański Męczennik, święty Limeniusz który wstąpił po nim na Biskupstwo Werceleńskie, święty Honorat który mu towarzyszył nieodstępnie na wygnaniu, a który po świętym Limeniuszu zostawszy Biskupem Werceleńskim, usposabiał na śmierć świętego Ambrożego, święty Gaudenty Biskup Nowarry i wielu innych.

Euzebi był bardzo wymowny, a w językach greckim i łacińskim tak biegłym jak mało który z najuczeńszych mężów za jego czasów. Kilka ksiąg Orygenesa najstaranniéj z błędów oczyścił, i na łaciński język przełożył. Będąc na wygnaniu, napisał kilka odezw Biskupich do duchowieństwa i ludu swojéj Dyecezyi, pełnych świętego namaszczenia i głębokiéj nauki. W jednéj z nich opisuje jak go aryanie męczyli, niemogąc wymódz na nim zatwierdzenia swoich błędów. Powiada że razu pewnego obaliwszy go u wierzchu u schodów i porwawszy za nogi, zwlekli aż na dół: „Kacerze, pisze on przy końcu, chlubią się swoją wielką potęga; chciałem téż im dowieść że się jéj nie obawiam, oddając im jak katom ciało moje na pastwę. Przez dni kilka nie oszczędzali mnie wcale, lecz ani słowa z ust moich wydobyć nie mogli.”

Wszakże i po powrócie jego do Wercelii, czyhali oni bezustannie na niego, widząc w nim głównego swojego i na Wschodzie i we Włoszech pogromcę. Wszczynali mu ciągle nowe trudności, z których wychodził zawsze zwycięzko, a ci nieprzyjaciele Chrystusowi porażeni zostawali. Postanowili téż w końcu, pozbyć się go jakimkolwiek sposobem. Podbudzili rokosz w mieście, wśród zamieszania porwali świętego Biskupa z jego mieszkania, potém włócząc go obalonego na ziemię po skalistéj drodze, z czego wiele ciężkich ran poniósł, w końcu domordowali kamieniami. Poniósł śmierć dnia 1-o Sierpnia, roku Pańskiego 371, mając już wtedy lat ośmdziesiąt ośm, i Martyrologium Rzymskie pod dniem dzisiejszym o nim wspominając, nazywa go Męczennikiem. Ciało jego pochowane zostało w kościele świętego Teonasta, przez niego zbudowanym, a gdy w wieku XVI tę katedrę przebudowywano, znaleziono na grobie jego wiersze, opisuiyce jego śmierć męczeńską.

Pożytek duchowny

O! jak ci drogą być powinna wiara święta katolicka, krwią i śmiercią tylu świętych Męczenników ustalona i swierdzona! Dziękuj z całego serca Panu Bogu, że ci dał na łonie jéj narodzić się; lecz pamiętaj że aby w niéj być zbawionym, i uczynki do praw tejże wiary świętéj ściśle i we wszystkiém stosować potrzeba.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas doroczną uroczystością błogosławionego Euzebiusza rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy obchodząc pamiątkę Jego przejścia do Nieba, jego tam pośrednictwem za nami cieszyli się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1086–1089.

Tags: św Euzebiusz z Vercelli „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik arianizm św Atanazy
2020-12-13

Św. Łucyi, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 304.

(Żywot jéj wyjęty jest z Akt męczeńskich Kościoła Sycylijskiego.)

Święta Łucya ze znakomitéj i bogatéj rodziny Sycylijskiéj pochodząca, urodziła się w Syrakuzie, niegdyś stolicy téj wielkiéj wyspy, w drugiéj połowie trzeciego wieku. Była chrześcijanką od dzieciństwa i bardzo pobożną, a szczególną miłośnicą świętéj cnoty czystości, którą, skoro do lat doszła, poślubiła Panu Jezusowi. Ponieważ jaśniała nadzwyczaj piękną urodą, najstaranniejsze odebrała wychowanie i znaczne posiadała wiano, więc wielu młodzieńców ubiegało się o jéj rękę. Rodzice życzyli sobie aby koniecznie wyszła za jednego z najbogatszych panów Sycylijskich, który chciał ją pojąć w małżeństwo a był poganinem. Entychia matka świętéj Łucyi, chociaż chrześcijanka, była także zatém, gdyż ów młodzieniec odznaczał się bardzo dobremi obyczajami, sądziła przeto, że Łucya sama będąc tak pobożną, i tego którego jéj na męża przeznaczała nawróci. Nalegała więc usilnie na córkę aby przystała na ten związek, lecz święta Łucya robiła matce uwagę, że będąc tak młodą, może nie śpieszyć się z wyborem męża, a przytém mówiła jéj, że chciałaby ile możności nie odstępować matki, która była słabego zdrowia i już od lat kilku wdową. Entychia więcéj nie nastawała, a Święta uradowana iż tą rażą potrafiła odwrócić zamiary względem jéj wyjścia za mąż, gorąco prosiła Pana Boga, aby już nadal od tego ją zachował i polecała to szczególnéj opiece przenajświętszéj Panny, do któréj od dzieciństwa najserdeczniejsze miała nabożeństwo.

Tymczasem Entychia zapadła gorzéj na zdrowiu. Przez lat cztery cierpiąc wielkie krwotoki, od najbieglejszych lekarzy napróżno zasięgając rady, blizką już była śmierci. Pod tę porę, w całéj Sycylii wierni wielkie mieli nabożeństwo do świętéj Agaty Męczenniczki, która za prześladowania cesarza Decyusza, poniosła śmierć męczeńską za Chrystusa w mieście Katanie, gdzie zwłoki jéj spoczywały. Do grobu jej liczne odbywały się pielgrzymki, i cudownych łask ciągle tam doznawali wierni. Święta Łucya doradzała matce, aby odbyła pielgrzymkę do Katany, upewniając iż gdy się na grobie świętéj Agaty pomodlą, Pan Bóg da jéj zdrowie. Entychia usłuchała jéj rady, i wraz z nią odbyła tę drogę.

Gdy przybyły do Katany, poszły zaraz na grób świętéj Męczenniczki, i zaczęły gorąco wzywać jej pośrednictwa. Owóż święta Łucya nietrudzona podróżą którą przy matce jadącéj pieszo odbywała, podczas modlitwy usnęła, i oto we śnie ujrzała świętą Agatę zstępująca z Nieba w gronie licznych Aniołów, a która przybliżywszy się do niéj rzekła: „Dla czego siostro moja Łucyo, prosisz mnie o to, co sama bardzo łatwo możesz uczynić dla twojéj matki, któréj zdrowie przywróciła wiara twoja. Jak miasto Katana uświetnione jest przeze mnie, tak miasto Syrakuza szczycić się będzie tobą, gdyż w dziewiczém sercu twojém przygotowałaś świątynię dla Ducha Świętego, i przybytek dla Pana Boga.” Święta Łucya po tém widzeniu, przebudziła się i rzekła radośnie do matki: „Matko uzdrowioną jesteś. Podziękujmy za to świętéj Agacie, gdyż jéjto pośrednietwu winniśmy.” Jakoż, w téj chwili Entychia uczuła się jak najzdrowszą, i odzyskała siły jakby nigdy nie chorowała.

Po złożeniu tedy dziękczynień Panu Bogu za otrzymaną łaskę, Łucya rzucając się w ręce matki, powiedziała do niéj: „Matko, Pan Bóg ci wielką łaskę wyrządził, przez wzgląd więc na nią, proszę cię nie odmów mi znowu téj, abyś mi pozwoliła nie wychodzić za mąż, gdyż poślubiłam dziewictwo moje Panu Jezusowi.” A gdy Entychia chętnie się na to zgodziła, Łucya przydała: „lecz jeszcze jednę mam do ciebie prośbę: pozwól, abym to wszystko coś mi na posag przeznaczyła, ubogim rozdała.” — „Zgadzam się, odrzekła Entychia, aby cały twój majątek dostał się biednym; lecz dopiéro po twojéj śmierci, co nawet i ja sama uczynię z moim majątkiem, w ten sposób przez testament nim rozporządzając.” — „Lecz jakąż zasługę mieć będziemy, odrzekła święta Łucya, jeśli to dopiéro po śmierci zrobimy? Wtedy złożymy Panu Bogu w ofierze to czego już same posiadać nie będziemy mogły. Wierzaj mi matko, oddajmy w jego ubogich Panu Jezusowi majętność naszę zanim ją nam śmierć zabierze, a za to wyżywi On nas i tu ns ziemi, i w Niebie według swojéj obietnicy hojnie wygrodzi. Pobożna Entychia poszła i w tém za radą córki, i powróciwszy do Syrakuzy zaczęła rozdawać ubogim wszystko co posiadała. Sprzedała swoje kosztowne stroje, perły i drogie kamienie; niewolnikom którzy tylko chrześcijanami chcieli zostać nadała wolność i wielu innych wykupiła od pogan.

Tymczasem młodzieniec który starał się o rękę Łucyi, a który zawsze miał nadzieję że ją otrzyma, słysząc że Entychia i Łucya wszystkie swoje dobra sprzedają, chcąc się dowiedziéć czy tak jest w istocie, udał się do mamki Łucyi, aby ją o to wypytać. „Tak jest w istocie, powiedziała mu ona, Entychia sprzedaje całą swoję majętność, lecz to w tym celu, aby za te pieniądze nabyć dobra niemające ceny i z których dochody są nieobliczone.” Młodzieniec ów, tłómacząc sobie tę odpowiedź w znaczeniu dóbr doczesnych, i jako poganin nierozumiejący jéj inaczej, bardzo z niéj był zadowolony. Lecz gdy spostrzegł że wszystkie pieniądze pochodzące ze sprzedaży posiadłości Entychii i Łucyi, idą na ubogich i na wykupowanie niewolników, rozgniewany że go tak zwiedziono, doniósł o tém Paschazyuszowi Wielkorządcy miasta, zwracając jego uwagę iż podobny postępek dowodzi że Łucya jest chrześcijanką.

Skoro się o tém Paschazyusz dowiedział, kazał Łucyą uwięzić, i stawić przed sobą, domagając się od niéj aby oddała cześć bożkom, a wyrzekła się wiary, która jak on powiadał, przywiodła ją do takiéj nieroztropności że cały swój majątek roztrwania. „Nie jest wcale nieroztropnością, rzekła mu święta dziewica, to co czynię. Najmilszą bowiem Bogu ofiarą z naszéj strony, jest wspierać ubogie wdowy, sieroty i każdego z bliźnich w niedostatku będącego. Od trzech lat czyniąc to, rozdałam ubogim wszystko co miałam, pozostaje mi tylko to nędzne ciało, które pragnęłabym także Bogu mojemu złożyć w ofierze.” — „Sąto wszystko brednie chrześcijan, powiedział na to Paschazyusz, których nie powinnnabyś powtarzać przede mną; jestem tu bowiem najwyższym urzędnikiem nie na to abym je słuchał, lecz abym spełniał rozkazy moich cesarzów, którzy mi chrześcijan wytępiać polecili.” Nato Łucya mu odpowiedziała: „Ty zachowujesz prawa twoich panów, a ja spełniam przykazania mojego Boga; ty ulegasz władcom ziemskim, a ja niebieskiemu; ty obawiasz się obrazić człowieka, a ja wolałabym umrzeć niż znieważyć Boga nieśmiertelnego; ty pragniesz przypodobać się twojemu monarsze, a ja mojemu Stwórcy; ty spełniasz to co tobie mylnie wydaje się dobrém, a ja to do czego właściwie obowiązaną jestem. Bądź pewnym, że niczém nie odłączysz mnie od miłości Jezusa Chrystusa.”

Wielkorządca przechodząc z łagodności, któréj napróżno używał, do największego gniewu, znieważywszy świętą dziewicę obelżywemi słowy, zaczął jéj znowu zarzucać że cały swój majątek straciła na rozpuście. Na co mu Święta odrzekła najspokojniéj: „Cały mój majątek złożyłam w pewne ręce, z których odbiorę go w Niebie. Rozpuście nigdym się nie oddawała, bo się brzydzę ludźmi którzy tak jak ty usiłują odwieść nas od wiary w Jezusa Chrystusa, a przywieść do oddania czci stworzeniom, jak gdyby byli bogami.” Widząc taką stałość w Łucyi Paschazyusz, zawołał: „Pokazuje się, że z tobą nie ma co rozprawiać, męki zmuszą cię do milczenia, a rózgi zatrzymają twoję płynną wymowę.” — „Męki które się ponosza za Chrystusa, odparła Święta, nie mogą zamknąć ust Jego wyznawcom, gdyż Sam On nam przyrzekł, że gdy stawieni będziemi przed sędziami, nie my lecz Duch Święty przemawiać przez nas będzie.” „Sądzisz więc, powiedział Paschazyusz, że w tobie jest Duch Święty, i że On ci podaje słowa któremi do mnie przemawiasz?” — „Nie wątpię, odpowiedziała Święta, że ci którzy wiodą żywot nieskalany, żywot czysty, są przybytkami Ducha Świętego.” — „Jeżeli tak jest, powiedział znowu Wielkorządca z blużnierskiém szyderstwem, tedy każę cię zaprowadzić do nierządnego domu, gdzie postradasz czystość, i odstąpi cię ten Duch Święty, który jak utrzymujesz, jest takim miłośnikiem dziewictwa.” – „Ciało nie może być skalaném, ani dziewictwo utraconém, bez zezwolenia duszy, odrzekła mądra dziewica. Gdybyś przemocą włożył mi w dłonie kadzielnicę, i gwałtem potrząsając moją ręką, kadził twoje bałwany, Bóg prawdziwy który przenika skrytości serc ludzkich, za złe by mi tego nie poczytał, bo by widział że to nie z mojéj woli robię. Podobnież wiedz o tém, jeśli rozkażesz mnie znieważyć, dwie korony pozyskam w Niebie: jednę dziewictwa, którego bronić będę chociażbym miała śmierć ponieść, drugą męczeńską, którą odniosę tego właśnie dziewictwa broniąc.”

Paschazyusz wydał jednak rozkaz, aby ją do domu nierządnego zaprowadzono. Lecz w tejże chwili nadzwyczajny cud spełnił się w oczach wszystkich obecnych. Z miejsca na którém stała Łucya, żadną siłą poruszyć jéj nie było można. Gdy kilku ludzi podołać temu nie potrafiło, obwiązano ją grubemi sznurami, za które kilkunastu mężczyzn ciągnęło. Gdy i wtedy Święta stała jak wryta, zaprzęgli do sznurów kilka par wołów, lecz i to było napróżno. Łucya zdawała się jakby posąg z marmuru wrośnięty w ziemię, którego żadna siła ludzka poruszyć nie była w stanie.

Wielkorządca przypisując to czarom, posłał po kilku najsławniejszych między poganami czarnoksiężników, aby swoją sztuką przemogli świętą Łucyą. Ci przybywszy, napróżno wszelkich najsilniejszych używali na to środków, co Paschazyusza we wściekłość wprawiło. „Dla czego się gniewasz, rzekła do niego Łucya, czemu raczéj patrząc na to wszystko, nie uznajesz Bogiem prawdziwym tego Boga w którego ja wierzę, i nie poznajesz że nie sztuka to szatańska trzyma mnie nieporuszoną na tém miejscu, lecz Duch Święty w duszy mojéj przebywający.”

Paschazyusz nic jéj na to nie odpowiedział, tylko rozkazał aby wokoło niéj rozłożono jak największy ogień, któryby ją ogarnął i na popioł spalił. Wnet téż nagromadzono jak najwięcéj suchego drzewa, obłożono nim Łucyą, polano go smołą i oliwą aby się gwałtowniéj palił, i podłożono ogień. Po krótkiéj téż chwili płomienie buchnęły zewsząd, dym gęsty wzniósł się w górę, i Święta znikła z oczu wszystkich. Lecz gdy po spaleniu się drzewa, płomienie opadły, okazała się Łucya stojąca: ani włosek na głowie jéj spalonym nie był, a Święta zawołała do ludu zdziwionego takim cudem: „Prosiłam Pana mojego Jezusa Chrystusa, by ogień ten ciała mojego nie tknął i aby jeszcze chwilę przedłużył moje męczeństwo, żeby widokiem tak wielkiego cudu chrześcijanie utwierdzeni zostali w wierze, a poganie poznali czy Bóg nasz jest Bogiem prawdziwym.”

Lud téż zaczął wołać: „Cześć Bogu chrześcijańskiemu. On jeden jest Bogiem prawdziwym.” Co słysząc Paschazyusz, a obawiając się rokoszu, kazał przeszyć mieczem szyję świętéj Łucyi. Kat to spełnił niezwłocznie, lecz Święta jeszcze czas jakiś przy życiu została, a zaniesiona przez chrześcijan do poblizkiego mieszkania, przyjęła Komunią świętą. Potém przepowiedziała że wkrótce prześladowanie Kościoła ma ustać, jak to w istocie ze wstąpieniem na tron Konstantyna Wielkiego niezadługo potém nastąpiło, przydając że jak miasto Katana miało za Patronkę swoję błogosławioną Agatę Męczenniczkę, tak znowu ona będzie w Niebie opiekunką Syrakuzy. Poczém, modląc się oddała Bogu ducha dnia 13 Grudnia roku Pańskiego 304.

Ciało jéj pogrzebane zostało w Syrakuzie, gdzie późniéj wybudowano pod jéj wezwaniem dwa kościoły: jeden za miastem na miejscu jéj męczeństwa, a drugi w samém mieście.

Pożytek duchowny

Patrz jakiéj ceny w oczach Boga jest cnota świętéj czystości, kiedy dusza przyozdobiona takową, staje się przybytkiem samego Boga Ducha Świętego, który jest dawcą wszystkich łask Boskich. Zamiłuj więc tę cnotę z całego serca, a stosownie do twojego stanu przestrzegaj jej jak najpilniéj, gdyż bez niéj żadnéj innéj łaski od Ducha Świętego nie otrzymasz.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj nas Boże Zbawicielu nasz, i spraw abyśmy obchodząc pamiątkę błogosławionéj Łucyi Dziewicy i Męczenniczki Twojéj, w uczuciach pobożności nabierali wzrostu. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1076–1079.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 982–983

Przeciwnicy Kościoła katolickiego gorszą się, jak wiadomo, wzywaniem Świętych i pojąć nie mogą, jak można ich błagać o wstawienie się za nami do Boga. Żywot św. Łucji dowodzi, że zwyczaj ten datuje się od więcej niż 1.600 lat. Widzieliśmy, jak Łucja zachęcała matkę, aby przy grobie świętej Agaty błagała o przy wrócenie zdrowia. Wiara w skuteczność wstawiennictwa Świętych Pańskich jest zupełnie słuszna i usprawiedliwiona, gdyż:

  1. Mają oni wielkie znaczenie u Boga. Święci są niejako uprzywilejowanymi współpracownikami w sprawie zbawienia wiernych. Jak w przyrodzonym, tak i w nadprzyrodzonym porządku rozdziela Bóg swe dobrodziejstwa przez pośredników; wolą Jego jest, abyśmy sobie wzajemnie byli zobowiązani za dobrodziejstwa, które On nam świadczy; Bóg pragnie nas połączyć wspólnym węzłem miłości, który nas z Nim jednoczy. Mógłby nas bezpośrednio darzyć życiem, atoli mądrość Jego wolała zlać tę moc na naszych rodziców. Mógłby On sam nakarmić ubogiego, wyleczyć chorego, pouczyć prostaczka, ale zdał ten obowiązek na bogacza, lekarza, nauczyciela. Tak przeto z woli i zrządzenia Bożego mogą się ludzie tysiącznymi węzłami wdzięczności nawzajem zobowiązywać, a węzły wdzięczności wytwarzają wspólną miłość. Pan Jezus stał się człowiekiem z miłości ku nam, ale udziela nam daleko więcej łask za pośrednictwem swoich apostołów, sług i wiernych. Święty Piotr mówi do chromego, stojącego w drzwiach świątyni: „Nie mam złota, ni srebra, ale daję ci to co mam; w Imię Jezusa Nazareńskiego wstań i chodź!”
  2. Święci miłują nas. Kościół katolicki nie uznaje nikogo za świętego, kto się nie odznaczył czynną miłością bliźniego, kto nie miał starania o biednych i chorych, utrapionych i grzeszników, kto nie wspierał wdów i sierot. Póki Święci bawili na tej ziemi, najmilszym ich zajęciem było pozyskiwać bliźnich dla Boga i wieczności dobrodziejstwami i dbałością o ich cielesne i duchowe dobro. Zajęcia tego nie wyrzekli się i w Niebie; cieszą się przeto, gdy widzą grzesznika pokutującego. Można zastosować do Świętych, co prorok Zachariasz widział w swym objawieniu, jak anioł Pański błagał: „Panie Zastępów, dopókiż nie raczysz się zlitować nad Jerozolimą i miastami judzkimi, na które zagniewany jesteś?” — Nadto można do Świętych zastosować słowa Rafała archanioła: „Gdyś się wśród łez modlił, zaniosłem twe modły do Pana”. Składajmy przeto łzawe modły swoje w ręce Świętych; oni je złożą u stóp tronu Najwyższego i Wszechmocnego Boga i przyniosą nam pociechę i porękę, że Bóg próśb naszych wysłuchać raczy.
Tags: św Łucja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik czystość św Agata kult Świętych
2020-12-12

Św. Barbary, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 236.

(Żywot jéj napisany był przez Piotra Gallessyna, Proto-notaryusza przy Aktach męczeńskich.)

Święta Barbara była rodem z Nikomedyi, miasta w Bitynii położonego. Przyszła na świat w połowie trzeciego wieku. Ojciec jéj Dyoskorus, był nietylko poganinem, lecz i zagorzale przywiązanym do zabobonów bałwochwalczych, a przytém dziwakiem skłonnym do okrutnego barbarzyństwa. Miał tę jednę tylko córkę, którą Pan Bóg obdarzył wielu przymiotami. Była nadzwyczaj zdolna, roztropna, zamiłowana jedynie w poważnych zajęciach, a przytém nadzwyczaj powabnéj urody. Ojciec kochał ją nadzwyczajnie, a ulegając swojemu dziwactwu i powodowany jakby zazdrością, postanowił ukryć ją przed ludźmi, i ile możności oddzielić od świata. W tym celu wybudował dla niéj umyślnie wysoką wieżę: a że był bardzo bogaty, urządził tam przepyszne mieszkanie i zamknął Barbarę, przydając jéj kilka dziewic do posługi. Jednak, widząc w niéj wielką do nauk pochopność, sprowadzał biegłych mistrzów, którzy ją w naukach ćwiczyli.

Barbara była także poganką: lecz w miarę jak kształciła się w naukach, poznawała coraz lepiéj niezasadność religii pogańskiéj. Bywały chwile, a szczególnie gdy wśród nocy z samotnéj wieży swojéj zapatrywała się na bieg gwiazd po niebie rozsianych, że myśl jéj wznosiła się do pojęcia jedynéj najwyższéj Istoty, która stworzywszy i rozrzuciwszy po przestrzeni te światy, utrzymuje je w porządku i niemi kieruje. Wtedy zatopiona w myślach o jedności Bóstwa, z obrzydzeniem przypominała sobie brednie pogańskie o wielości bożków, a wzdychała za światłem prawdy.

Zdarzyło się, że od jednego ze swoich nauczycieli chociaż poganina, dowiedziała się, że pojawił się pewien chrześcijanin nazwiskiem Orygenes, który na całym Wschodzie uchodził za najuczeńszego męża swojego czasu. Wielki ten świecznik Kościoła wtedy jeszcze nie zapadł był w błędy, które go późniéj zgubiły. Barbara tyle przyłożyła starania, że przybył do niéj. Nauczył ją artykułów wiary świętéj, i ochrzcił. Święta, od téj chwili już Pisma Bożego z rąk nie wypuszczała, a nie tylko w prawach Ewangelii, lecz i w jéj radach tak się rozmiłowała, że uczyniła dozgonny ślub czystości.

Tym czasem Dyoskorus, znaglony do tego wymaganiami krewnych Barbary, gdy ona już dorosła, niechętnie wprawdzie, lecz postanowił wydać ją za mąż, i wkrótce przedstawił się z prośbą o jéj rękę najbogatszy w tym kraju i z najznakomitszego rodu młodzieniec. Ojciec powiedział to Barbarze, a widząc że nie była za tém, wcale na nią nie nalegał, owszem ponieważ to dogadzało jego chęci zatrzymania jak najdłużéj przy sobie córki, chcąc jéj swoje zadowolenie okazać, spytał czy nie życzy sobie jakich zmian w swojém mieszkaniu. Święta, powiedziała mu iż prosi aby u dołu wieży kazał jéj wybudować łazienki, według planu jaki sama poda. Dyoskorus zgodził się na to najchętniéj, i zrobiwszy w tym celu rozporządzenia, sam w daleką podróż odjechał. Wtedy Barbara kazała przyśpieszać robotę i sama nią kierowała, gdyż jéj wcale nie chodziło o łazienki, lecz chciała urządzić sobie tajemną kaplicę. Jakoż ta wkrótce stanęła: a że nie sposób było umieszczać w niéj świętych wizerunków, więc pobożna dziewica w miejscu ołtarza, kazała tam zrobić trzy okna wyobrażające dla niéj tajemnicę Trójcy przenajświętszéj, do któréj miała szczególne nabożeństwo.

Dyoskorus, po powrócie do domu, w pierwszém widzeniu się z córką spytał czy nie zmieniła swojego postanowienia co się tyczy zamęścia, o któróm jéj poprzednio wspominał. „Nie zmieniłam, odpowiedziała mu Barbara, i proszę ojcze, pozwól abym cię już nigdy nie odstępowała, tém bardziéj że zapuszczając się w lata, potrzebujesz troskliwéj około siebie opieki.” Uradowany tém Dyoskorus nabrawszy przekonania że go już córka nie opuści przez wyjście za mąż, przestał ją trzymać w samotnéj wieży, i przeniósł do swego pałacu.

Barbara, z wielkim żalem opuszczała swoję samotność, w któréj szczególnie rozmiłowała się odkąd została chrześcijanką, a w któréj i to jéj dogadzało, że pozostając tam, nie miała stosunków z poganami i nie patrzała na ich bezbożne zwyczaje. Lecz skoro weszła do mieszkania ojcowskiego, nadzwyczaj bolesnego doznała wrażenia. Dyoskorus który był najgorliwszym poganinem, cały dom swój napełnił bożyszczami, bałwanami i pogańskiemi posągami. Na ten widok, święta Barbara nie mogła się powstrzymać od objawienia wstrętu, jaki w niéj obudzają bożyszcza pogańskie i smutku że ojciec jéj nie poznaje się na błędach téj religii. Zdziwiony tém Dyoskorus spytał ją i to już groźnie, czy jéj w téj mierze wyobrażenia są inne od ojcowskich i czy ona w bogi nie wierzy. Wtedy, Barbara pełna ducha Bożego, zaczęła z przedziwną trafnością wyświecać ojcu błędy pogańskie, dowodzić że religia chrześcijańska jest jedyną prawdziwą religią, i prosić i zaklinać go, aby i on jedynego i prawdziwego Boga uznał. Lecz próżném to było. Słysząc to Dyoskorus wtadł jakby we wściekłość, a ulegając barbarzyńskiemu i okrutnemu swojemu usposobieniu, porwał za miecz, i przysięgając na bogi swoje że sam ich zniewagę pomści na córce, rzucił się na nią. Barbara znając jego gwałtowność, i niewątpiąc że téj zbrodni dopuścić się może, uszła co prędzej, a że za ich mieszkaniem blizko były lasy, ku nim zdążała. Lecz tuż za nią gonił Dyoskorus z mieczem, i przyparłszy ją do skały już miał nim ugodzić, kiedy oto skała cudownie się rozstąpiła na schronienie Barbary, i ta w jego oczach znikła.

Cud ten jednak żadnego na tym okrutniku nie zrobił wrażenia. Wrócił do siebie, i wziąwszy wielu sług, poszedł do lasu szukać Barbary. Tą razą dopuścił Pan Bóg że ją odkrył. Rzucił się tedy na nią, porwał za włosy, i bijąc bez miłosierdzia zawlókł do domu. Lecz miarkując że gdyby córkę własną ręką zabił, odpowiadałby za to przed władzą, umyślił zaskarżyć ją jako chrześcijankę i albo przez to zmusić do odstępstwa od wiary, albo gdyby przy niéj mężnie obstawała, ściągnąć na nią karę śmierci.

Niezwlekając przeto zbrodniczego zamiaru, kazał ją skrępować powrozami jak zbrodniarkę, i poprowadził przed Wielkorządcę Nikomedejskiego Marcyana. Ten widząc to, i sam był zdjęty litością nad Barbarą, a zdziwiony postępkiem wyrodnego ojca, kazał ją z więzów rozwiązać, i ubolewając nad surowością z jaką z nią postępował Dyoskorus najłagodniejszemi słowy, najpochlebniejszemi obietnicami, nakłaniał ją aby się wyrzekła religii najsurowiéj zakazanéj przez Cesarza w całém jego państwie. Na to święta Barbara, która w ciągu tego co ją spotkało z ojcem, słowa nie wyrzekła, powiedziała do wielkorządcy: „Najpochlebniejsze przyrzeczenia, nie odwiodą mnie od wiary, w któréj prawdziwego Boga poznałam. Sama z tego nad wszelki wyraz uszczęśliwiona, pragnę abyście i wy Wszyscy tego szczęścia dostąpili.” I to rzekłszy, z taką mocą i świętém namaszczeniem zaczęła wyświecać błędy pogaństwa, a dowodzić prawdziwości wiary chrześcijańskiéj, że i na wszystkich obecnych, i na samym Wielkorządcy wielkie to uczyniło wrażenie. Lecz widząc to Dyoskorus, zagroził Marcyanowi, że go oskarży do cesarza, jeśli niespełniając swego obowiązku, oszczędzać będzie tę jak ją nazywał wyrodną córkę jego, która publicznie, w obecności najwyższego urzędnika, ośmielała się znieważać bogi cesarskie. Uląkł się tego Marcyan, i wydał wyrok aby świętą Barbarę najprzód okrutnie zsieczono rózgami, a gdy ciało całe już w ranach było, kazał włożyć na nią włosiennicę z ostréj szczeciny, i zaprowadzić do więzienia. Owóż, skoro tam zamknięto Barbarę, objawił się jéj Pan Jezus, przyrzekł wspierać ją w tych mękach jakie ją jeszcze czekają, i w tejże chwili jéj rany zleczył.

Nazajutrz Marcyan kazał ją znowu stawić przed sobą, a niewidząc żadnych śladów ran w wigilią przez Świętą poniesionych, dowodził że to bogowie pogańscy ten cud uczynili, i skłaniał ją żeby ich wyznawała. „Tak nie jest, odpowiedziała mu Barbara, bałwany ręką ludzką ukute, nadludzkiéj siły mieć nie mogą. Jezus to Chrystus Bóg mój, a którego i ty jedynie Bogiem wyznawać powinieneś, Onto mnie wyleczył. Możesz ciało moje poszarpać w kawałki, możesz mi i życie odebrać, lecz jeśli je wydam z miłości ku Niemu, z Nim na wieki w Niebie żyć będę.” Wtedy wielkorządca kazał ją drzeć hakami żelaznemi, i do boków przykładać rozpalone pochodnie, a mężna dziewica wzniosłszy oczy do Nieba, w te słowa głośno się modliła: „Panie! który znasz tajniki serc ludzkich, wiesz że moje Ciebie tylko miłuje, Ciebie tylko pragnie, i w Tobie tylko pokłada nadzieję. Racz mnie wspierać w téj ciężkiéj walce, i niech mnie Twój Duch Święty, do końca nie opuszcza.”

Marcyan więc podwoił okrucieństwa, przydając do niego i zniewagę skromności dziewiczéj. Kazał najprzód wyrwać Barbarze piersi, a potém obnażoną prowadzić po ulicach miasta, i na placu na to przeznaczonym ściąć jéj głowę. Lecz oto gdy jéj tę straszną przez rwanie obcęgami piersi zadawaną mękę, okazał się jéj znowu Pan Jezus, i taką ją napełnił pociechą wewnętrzną, że téj katuszy prawie nie czuła. Gdy zaś obwodzono ją obnażoną po mieście, ogarnęła ją światłość niebieska tak jaskrawa, że nikt na nią nie mógł podnieść oczu.

Nakoniec przyprowadzono ją na plac stracenia. Wtedy Dyoskorus w okrucieństwie swojém niekładący granic, przyskoczył do sędziego domagając się aby mu dozwolono własną ręką spełnić wyrok śmierci na córce. Sami poganie wzdrygnęli się na tak niesłychane barbarzyństwo, a Święta uklękła, i po krótkiéj modlitwie w któréj ponowiła Panu Bogu ofiarę swojego życia, wyciągnęła szyję pod miecz, a wyrodny ojciec ściął jéj głowę od razu. Poniosła śmierć męczeńską, roku Pańskiego 236 4 Grudnia, w którymto dniu Kościół Boży pamiątkę jéj obchodzi.

Nie pozostawił wszakże Pan Bóg długo bezkarnie, strasznéj zbrodni któréj dopuścił się Dyoskorus. Zaledwie schodził ze wzgórza na którém śmierć córce zadał, pomimo że dzień był najpogodniejszy, padł piorun i na miejscu go zabił. Takiż los wkrótce i Marcyana spotkał.

Święta Barbara, jest szczególną pośredniczką w Niebie do otrzymywania dla ludzi łaski przyjęcia ostatnich Sakramentów przy śmierci, co wiele zdarzeń stwierdziło. Między innemi w roku Pańskim 1448, pewien mieszczanin w Holandyi, który miał wielkie nabożeństwo do świętéj Barbary, ogarnięty płomieniami podczas pożaru wszczętego w jego domu, bez żadnéj nadziei wyratowania się, wezwał jéj pomocy. Tak był spalony, że już prawie cały jak węgiel wyglądał i ostatni dech miał oddać. Wtedy stanęła przed nim święta Barbara, i przyrzekła mu że nie umrze bez przyjęcia wszystkich Sakramentów świętych. Jakoż, po ugaszeniu pożaru wygrzebano i jego zpod popiołów, tyle jednak jeszcze życia mającego że wszystkie Sakramenta przyjął i dopiéro umarł.

Pożytek duchowny

Jedna z największych łask, o którą powinieneś często i gorąco modlić się do Pana Boga, jest, abyś w stanowczéj chwili śmierci, mógł przyjąć z dostateczną przytomnością umysłu i z godném usposobieniem, ostatnie Sakramenta święte. Dla wielu i bardzo wielu, od tego zawisło zbawienie. Proś więc świętéj Barbary, aby ci tę wielka łaskę uprosić raczyła.

Modlitwa (Kościelna)

Wstawienie się za nami świętéj Barbary Panny i Męczenniczki Twojéj, prosimy Cię Panie, niech nas od wszelkich przeciwności zasłoni; abyśmy za jéj pośrednictwem przenajświętszy Sakrament Ciała i Krwi Pana naszego Jezusa Chrystusa, w zbliżającéj się chwili zejścia naszego, przez prawdziwą pokutę i szczerą spowiedź, przyjąć byli godni. Który z tobą żyje i króluje…. i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1073–1076.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 957

Bądźmy wdzięczni świętej Barbarze za jej wstawienie się do Boga o łaskę, ażebyśmy w godzinie śmierci zdążyli przyjąć sakramenta święte. Śmierć jej była nadzwyczaj przykra i bolesna, Bóg przeto obiecał być miłosiernym dla tych, którzy w niebezpieczeństwie życia lub w godzinę śmierci błagać będą o jej przyczynę. I my w godzinie śmierci tęsknić będziemy do miłosierdzia Bożego i przyjęcia sakramentów świętych, przeto rozważajmy dokładnie stan ciała i duszy naszej.

  1. W godzinę śmierci, o której tyle tylko pewna, że jedynemu Bogu jest wiadoma i że prędzej wybije aniżeli myślimy, w tej godzinie ciało nasze strasznie cierpieć będzie, gdy przyjdzie chwila rozłączenia z duszą, z domownikami, z rodziną, z mieniem doczesnym i z nie wykonanymi planami; straszne też będą boleści tego przymusowego rozdziału ciała i duszy, gdy ciało pocznie stygnąć, ćmić się w oczach, gdy pot śmiertelny zacznie występować na czole, usta schnąć, oddech ustawać, w gardle chrobotać. Jakże wtedy zatęsknimy za przyjacielem, wszechmocnym pocieszycielem, który by nas pokrzepił i dodał nam siły do poniesienia ofiary życia! Jedynym takim pocieszycielem jest Jezus utajony w Przenajświętszym Sakramencie. Oby nas w godzinie śmierci raczył pocieszyć i po krzepić!
  2. W godzinie śmierci westchnie dusza nasza z psalmistą Pańskim: „Objęły mnie bóle śmiertelne, niebezpieczeństwa piekła mnie opadły, opanował mnie smutek i utrapienie”. Sumienie ukaże nam popełnione grzechy, nie dotrzymane śluby, zaniedbane obowiązki względem Boga, siebie i bliźnich. Diabli kusić się będą o zachwianie naszej wiary, nadziei i odniesienie nad nami zwycięstwa. Święty Franciszek Salezy mówi: „Grzechy, które dotychczas wydawały ci się małymi, spiętrzą się w twych oczach jak wysokie góry, a coś tylko uczynił uczciwego, zda ci się drobnym i niedostatecznym”. Już minęła pora poprawy; wieczność otwiera przed nami swe wrota, czeka nas sąd i wyrok nieodwołalny. Któż nas w tej strasznej godzinie zdoła pocieszyć, ocalić, pokrzepić? Nikt inny, jak tylko Bóg-człowiek, Pan nasz Jezus Chrystus, utajony w Przenajświętszej Hostii. Błagajmy więc, aby za przyczyną świętej Barbary w tej ważnej chwili do nas zawitać raczył.
Tags: św Barbara „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik więzienie śmierć
2020-12-09

Św. Leokadii, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 30;.

(Żywot jéj znajduje się u Bolandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święta Leokadya Męczenniczka, w wielkiéj czci w Hiszpanii będąca, była rodem z tegoż kraju z miasta Toledo, i pochodziła z bardzo znakomitéj i zamożnéj rodziny. Przyszła na świat przy końcu trzeciego wieku. Ponieważ rodzice jéj byli to wzorowi chrześcijanie, więc od najmłodszych lat w cnotach ją wyćwiczyli, co im z wielką przychodziło łatwością, gdyż Leokadya od kolebki łaskami Boskiemi uprzedzona, w tém tylko znachodziła upodobanie co się do chwały Bożej odnosiło. Modlitwa, czytanie ksiąg pobożnych, uczęszczanie do kościołów i spełnianie uczynków miłosierdzia, byłyto jéj najulubieńsze rozrywki. Sławna w całém mieście z powabnéj urody, niepospolitemi zdolnościami obdarzona, a stosownie do zamożności jéj rodziców, jak najstaranniéj wychowana, mogła świetnie odznaczyć się wśród światowego życia. Lecz o ile to od niéj saméj zależało, stroniła od zabaw światowych, i w wielkiém żyła odosobnieniu. Dziewicza jéj skromność malująca się w jéj postawie i wielkie dla ubogich miłosierdzie, u samych pogan, których miasto Toledo było podówczas pełne, jednały dla niéj największy szacunek.

Tak tedy Leokadya żyła w domu rodziców jakby zakonnica, kiedy przybył do Toledu Dacyan, Wielkorządca cesarski w Hiszpanii, przysłany tam przez Dyoklecyana i Maksymiana, z najsurowszym rozkazem powstrzymania szerzącéj się w tym kraju wiary, i zmuszenia do odstępstwa od niéj tych którzy już ją przyjęli. Byłto człowiek, znany w całém państwie ze swojego barbarzyństwa i zawziętości na chrześcijan. Skoro objął rządy w Hiszpanii, zaczął od najokrutniejszego prześladowania wiernych. Szczególnie gdy osobiście przybywał do jakieo miasta, na każdym prawie placu wznosił rusztowania z narzędziami męczeńskiemi, wnet więzienia przepełniał chrześcijanami, a krew świętych Męczenników strumieniami się lała.

Przyjechawszy do Toledo, kazał na nowo ogłosić wyroki cesarskie, i pod karą śmierci zakazał oddawać czci innemu Bogu jak bożkom pogańskim. Przytém, kazał sobie podać najdokładniejszy spis wszystkich o których można było przypuszczać że wyznają Chrystusa, aby na nich niezwłocznie zwrócił swoję uwagę. Gdy mu takowy podano, spostrzegł że pierwszą wymieniona tam była Leokadya, i spytał dla czego na czele wszystkich innych, wymieniono młodą jakąś dziewicę. Odpowiedzieli mu jego podwładni, że uczynili to dlatego iż była ona córką najznakomitszéj rodziny w Toledo, któréj przodkowie pierwsze w tym kraju piastowali urzędy; że przytém byłato osoba i wysoko wykształcona i powszechnie poważana, więc jéj wpływ jako chrześcijanki, był szczególnie dla pogańskiéj religii szkodliwym. Zrozumiał téż Dacyan, że byle ją przywieść mógł do odstąpienia wiary chrześcijańskiéj, najprędzéj się to przyczyni do odstręczenia od niéj drugich ido zachwiania w męstwie innych Wyznawców. Kazał więc ją zawezwać do siebie niezwłocznie.

Zawiadomiona o tém Leoksdya, przewidywała co ją czeka. Upadłszy tedy na kolana w swojéj domowéj kapliczce, w któréj zwykle się modliła, ponowiła ślub dziewictwa który oddawna była uczyniła; zaofiarowała przy nim Panu Jaznzowi i życie swoje, a poleciwszy się w szczególny sposób przenajświętszéj Pannie, do któréj od najmłodszych lat wielkie miała nabożeństwo, udała się do pałacu wielkorządcy. Dacyan najprzód przyjął ją bardzo uprzejmie, i z wielką układnością rzekł do niéj: „Wiem z jak znakomitego rodu pochodisz, i jak wysokie zasługi w kraju położyli twoi przodkowie. Wiele mi także mówiono o osobistych twoich zaletach, dla których wszyscy mieszkańcy tego miasta mają dla ciebie wielki szacunek. Zamierzam donieść o tobie cesarzowi, aby cię zawezwał na dwór swój, gdzie będziesz mogła wyjść za mąż odpowiednio do twojego wysokiego urodzenia. Wprawdzie niektórzy, widać źle ci życzący, oskarżyli cię przede mną że jesteś chrześcijanką, lecz poczytałem to za oszczerstwo i wierzyć im nie chciałem. Nie mogę bowiem przypuszczać, aby osoba twojego stanu i tak starannie wykształcona, dała się wciągnąć do sekty, na którą z obrzydzeniem każdy poczciwy człowiek patrzy i która w całém państwie jest najsurowiéj zakazaną.”

Święta Leokadya wysłuchawszy téj przemowy spokojnie, a rozumiejąc dobrze do czego ona zmierza, odpowiedziała wielkorządcy: „Wdzięczną ci jestem, za mniemanie jakie masz o mnie i za pochwały jakie oddajesz mojej rodzinie. Lecz wielce mnie zasmuca niekorzystne uprzedzenie jakie masz o chrześcijanach, i to wyrażenie pogardliwe jakiego używasz mówiąc o wyznaniu naszém. Ci tylko dla téj religii nie mają szacunku, którzy jéj nie znają: sam bowiem zdrowy rozsądek przywieść by powinien każdego do uznania że tylko religia chrześcijańska jest religią prawdziwą. Tak zwani bogowie cesarstwa, sąto bożyszcza urojone, których wyobrażenie wysnute jest z najdziwaczniejszych baśni. Trzeba być obranym ze zdrowych zmysłów, aby bóstwo upatrywać w tych istotach, które pogaństwo bogami ogłasza. Nauka chrześcijańska jedynie przywodzi nas do poznania téj najwyższéj Istoty która jest prawdziwym Bogiem wszechmocnym i nieśmiertelnym, i według jéj zasad prawdziwa szlachetność, o którą się ubiegać powinniśmy, nie zawisła na świetnych przodkach i dawności rodu, lecz na wiernéj służbie temuż Bogu. Najwyższym zaszczytem dla człowieka, jest służyć Mu wiernie.” I przydała w końcu: „Co do mnie innego Boga uznawać nigdy nie będę, gdyż chrześcijanką jestem i nią do śmierci pozostać pragnę.”

Święta z taką mocą te wzniosłe prawdy wypowiedziała, że wszyscy obecni temu jéj u wielkorządcy posłuchaniu, nie tylko zdumieni zostali tak wielką odwagą, lecz zdawali się podzielać jéj zdanie. Dacyan zaś widząc iż łagodne środki do jakich się z razu uciekł, zadając gwałt swojemu zwykłemu okrucieństwu, na nie mu się nie przydały, wpadł w złość najgwałtowniejszą, i zawołał do Leokadyi: „Nędznico, niegodnaś rodu z którego pochodzisz”, a potém zwracając się do katów których zawsze miał przy sobie, krzyknął do nich: „Ponieważ ona uznaje się być służebnicą Galilejczyka, który umarł haniebnie na krzyżu, niech i ona do rzędu niewolnic należy.” I wydał wyrok aby ją kijami do połamania kości zbito. Wykonano to z największém barbarzyństwem: ciało jéj po chwili pokryło się ranami, z których krew na ziemię spływała. Lecz podczas téj okrutnéj katuszy, Święta ani jęku nie wydała i nie okazała najmniejszego znaku boleści. Owszem, niebieska radość malująca się na Jéj obliczu, objawiała niewymowne pociechy jakiemi wtedy Pan Jezus zalewał jéj serce. Ze wzniesionemi oczami do Nieba głośno się modliła, dziękując Panu Bogu za łaskę cierpienia dla Jego chwały. Tyran zaś, który nie chciał aby w téj męce umarła, kazał ją odprowadzić do więzienia i Zamknąć w ciemnéj piwnicy, zamierzając zadać jéj straszniejsze jeszcze katusze. Gdy ją prowadzono, ujrzała chrześcijan płaczących nad nią: „Mili bracia, rzekła do nich, nie płaczcie, a raczéj dziękujcie Panu Bogu za łaskę jaką mi daje cierpieć za Jezusa Chrystusa mojego Boskiego Oblubieńca, i proście Go aby mnie do końca nie opuszczał.”

Zamknięta w ciemnéj piwnicy przez czas dość długi, Leokadya dzień i noc błogosławiła Pana, i więzienie swoje poczytywała sobie za większe szczęście, niż gdyby mieszkała w najpyszniejszym w świecie pałacu. Trzymano ją tak przez kilka miesięcy, niedozwalając się widzieć z nikim, ani ją wzywając na nowe badania, jakby zapomniano o niéj zupełnie. Jeden tylko z nadzorców więziennych, który jéj przynosił nędzny posiłek, i był dość dla chrześcijan przychylny, za każdém przyjściem wdawał się z nią w rozmowę: z téj dowiadywała się ona jak srogie prześladowanie chrześcijan coraz bardziéj się szerzyło, i jak coraz większa liczha wiernych w największych mękach ponosiła śmierć za Chrystusa. Między innemi dowiedziała się była także, jakich barbarzyńskich okrucieństw dopuścili się poganie nad świętą Eulalią, która w Merydzie, mieście nie bardzo ztamtąd odległém, koronę męczeńską zdobyła. Przejęło to ją świętą zgrozą, z powodu tak wielkiego ucisku Kościoła, lecz oraz i tak żywém pragnieniem poniesienia także śmierci męczeńskiéj, że upadłszy ns kolana, z najwyższą gorącością ducha błagała Boga aby i ją to szczęście jak najprędzéj spotkało. Nie miała przy sobie ani krzyża, ani żadnego wizerunku świętego. Palcem więc, na twardym kamieniu, który był przed nią, zrobiła znak krzyża, i ten pozostał cudownie wyryty jakby żelazném dłutem. Na widok tego cudu, wpadła w zachwycenie, i w tejże chwili skonała. Umarła 9-go Grudnia roku Pańskiego 303.

Cisło jéj znaleziono przy tym kamieniu na którym krzyż wyżłobiła, a poganie wyrzucili je najprzód na pole dla pożarcia przez dzikie zwierzęta, lecz późniéj chrześcijanie tajemnie uniosłszy te Relikwie święte, niedaleko ztamtąd ze czcią je pogrzebali.

Z upływem czasu, w mieście Toledo aż trzy kościoły stanęły pod jéj wezwaniem: jeden w miejscu gdzie był dom w którym mieszkała, drugi gdzie było jéj więzienie, a nad jej grobem trzeci. W tym ostatnim następujący cud miał miejsce. W dniu w którym obchodzono święto błogosławionéj Leokadyi, król wtedy panujący Reselwindus, był obecny wraz z całym swoim dworem nabożeństwu na którém wiele ludu się znajdowało. Święty Ildefons, ówczesny Biskup Toledański, po skończonéj Sumie którą celebrował, otoczony liczném duchowieństwem, ukląkłszy modlił się przed grobem świętéj Leokadyi. Samo wieko marmurowe przykrywające jéj zwłoki, było tak ciężkie, żeby go trzydziesta ludzi ledwie udźwignąć mogło. Otóż, nagle wieko to podniosło się samo i święta Leokadya wyszła z grobu cała okryta białym welonem, i rzekła do świętego Biskupa: „Błogosławionyś ty Ildefonsie, że masz tak wielkie i serdeczne nabożeństwo do przenajświętszéj Panny Matki Boga, i żeś tak dzielnie i skutecznie bronił Jéj chwały i Jéj niezrównanych przywilejów przeciwko jéj nieprzyjaciołom. Ukochany od Maryi synu, nie ustawaj w czci Jéj i pobudzaj wszystkich do oddawania takowéj téj Królowéj Nieba i ziemi, a za to miéj nadzieję że zawsze otrzymasz to o co prosić będziesz przez Jéj wszechwładne pośrednictwo.” Gdy to usłyszeli obecni, wszyscy padali na twarze, uderzeni tym wielkim cudem, a święty Ildefons tak się do Świętéj odezwał: „O! święta dziewico! któraś wzgardziwszy życiem dla miłości Boga, panujesz z Nim zato na wieki w Niebie. O! błogosławione miasto, w którém urodziłaś się i któreś uświęciła twojém męczeństwem: wejrzyj na nie z przybytków niebieskich, w których się znajdujesz, wesprzyj pośrednictwem twojém i twoich współziomków i króla, którzy tak nabożnie obchodzą święto twoje.” Po tych słowach święta Leokadya zaczęła powoli napowrót wstępować do grobu, a święty Ildefons wziąwszy miecz, który mu król podał, odciął kawałek welonu którym była okryta, dla zachowania go na pamiątkę tak wielkiego cudu. Poczém Święta położyła się w grobie, i wieko się ze nią zawarło. Kawałek tego welonu, po dziś dzień w tymże kościele Toledańskim przechowują.

Pożytek duchowny

Święta Leokadya, zamknięta w więzieniu, niemając żadnego wizerunku świętego przed oczyma, palcem cudownie wyryła na kamieniu znak krzyża świętego. Staraj się abyś przez żywe nabożeństwo do Chrystusa na krzyżu dla ciebie umarłego, wizerunek krzyża świętego ciągle w pamięci i w sercu twojém miał wyrytym.

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionéj Leokadyi Dziewicy i Męczenniczki Twojéj, prosimy Panie niech modlitwy i zasługi nas wspierają, aby ta, która za wyznanie imienia Twojego, więzienie i śmierć poniosła, swojém pośrednictwem od wiecznego więzienia nas uchowała. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1062–1065.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 978

Święta Leokadia, zamknięta w więzieniu, nie mając żadnego świętego wizerunku przed oczyma, palcem cudownie wyryła na kamieniu znak krzyża świętego. Starajmy się, abyśmy przez żywe nabożeństwo do Chrystusa na krzyżu dla nas umarłego, wizerunek krzyża świętego ciągle w pamięci i w sercu mieli wyryty.

Św. Piotr apostoł mówi, że Chrystus dlatego tak dużo za nas cierpiał, abyśmy szli krwawymi Jego śladami; przez Mękę swoją daje nam przykład i uczy, że życie nasze doczesne jest cierpieniem, a drogi jego są naznaczone śladami łez naszych, ale Męka Jezusa Chrystusa udziela nam obfitych łask, że nasze krwawe ścieżki stają się jedyną naszą słodyczą, po których idąc, zdążamy do bramy Niebios. Ojciec Jego niebieski pokazuje Go przybitego do krzyża, mówi do każdego chrześcijanina: Patrz na ten wizerunek, wystawiony na górze Kalwarii, i wyraź Go na sercu swoim. Nie będziesz zaliczony do mieszkańców Nieba, jeżeli w cierpieniach nie będziesz podobny Chrystusowi ukrzyżowanemu; On bowiem na krzyżu wysłużył ci krwią swoją przeznaczenie do Nieba, aby zaś Męka Chrystusowa cię zbawiła, potrzeba, abyś w niej położył swą ufność i połączył swoje małe krzyżyki z Jego ciężkim krzyżem.

Tags: św Leokadia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup dziewica męczennik
2020-12-02

Św. Bibiany, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 362.

(Żywot jej wyjęty jest z Akt męczeńskich kościoła Rzymskiego.)

Święta Bibianna pochodziła z rodziny Rzymskiéj, któréj kilku przodków piastowało najwyższe urzędy w tém państwie, a z rodziców tak świątobliwych, że oboje śmierć męczeńską za wiarę ponieśli, równie jak i jéj siostra rodzona święta Demetryada. Bibianna przyszła na świat w połowie IV wieku. Ojciec jéj Flawian, był wielkorządcą Rzymskim, to jest najwyższym urzędnikiem w cesarstwie. Podczas okrutnego prześladowania chrześcijan, wszczętego przez cesarza Juliana odstępcę, gdy go zmuszano do wyrzeczenia się wiary, Flawian mężnie przy niéj stojąc, został z godności swojej złożony, z przywilejów patrycyusza Rzymskiego odarty, i skazany na niewolnika. Nie dość na tém: okrutny tyran prześladujący podówczas Kościół, pastwiąc się z większém jeszcze barbarzyństwem nad tym mężnym wyznawcą Chrystusa, zasłał go do ciężkich robót, na zabójczych bagniskach w Toskanii, wydając przytém wyrok aby go jak ostatniego zbrodniarza wypalonym na czole znakiem do reszty zhańbiono. W tych ciężkich robotach, gdzie się z nim, a także z rozkazu cesarskiego, surowiéj niż ze wszystkiemi złoczyńcami obchodzili, poniósł on śmierć męczeńską, któréj pamiątkę Kościoł obchodzi w dniu 22 Grudnia.

Małżonka jego Dafroza, matka świętéj Bibianny, równiéż jak mąż jéj wytrwała w wierze świętéj, ściągnęła na siebie gniew odstępcy. Najprzód uwięził ją we własnym jéj domu, a gdy widział że święta ta niewiasta przemódz się tém nie daje, zagrabił cały Jej wielki majątek, i zamknął znowu z dwiema córkami pod ściślejszą jeszcze strażą w osobném więzieniu, i chciał głodem umorzyć lub do odstępstwa od wiary przywieść. Nareszcie gdy i takiemi katuszami nie zachwiał Jéj stałości, skazał ją na ścięcie. Święta Dafroza poniosła śmierć męczeńską 4 Stycznia i w tymże dniu obchodzi się jéj święto.

Po śmierci świętego Flawiana i świętéj Dafrozy, rodziców Bibianny, nasza Święta wraz z siostrą swoją Demetryadą, pozostały w więzieniu, podobnegoż losu spodziewając się. Na miejsce ich ojca, cesarz Julian wyniósł był na godność wielkorządcy Rzymskiego niejakiego Aproniusza, swojego najpierwszego oblubieńca, równie jak on przejętego błędami i zabobonami pogańskiemi, zawziętego wroga imienia chrześcijańskiego, a w całém państwie znanego z rozpustnego życia i barbarzyńskiego okrucieństwa. Jemu téż Julian całą sprawę Flawiana powierzył, on ją z największą przeciw niemu zawziętością prowadził, on i świętą Dafrozę skazał na śmierć, a teraz miał znowu całe swoje barbarzyństwo wywrzeć, na pozostałych po nich dwóch córkach Bibiannie i Demetryadzie. Do jego zaś tém większéj na nie zawziętości, przyczynił się jeszcze i następujący wypadek.

Pod tęż porę zaślepł on na jedno oko. Zausznicy wmówili w niego (co im nie trudno było gdyż i on sam najpotworniejsze miał o chrześcijanach wyobrażenie), że w skutek to czarów któremi chrześcijanie ciągle się posługują, i w których nadzwyczajną posiadają biegłość, przyprawiony został o to kalectwo. To większą jeszcze zapalczywość wzbudziło w Aproniuszu przeciw wiernym, a szczególnie przeciw Bibiannie i Demetryadzie, których rodziców niedawno był pomordował, i wnosił że mszcząc się to za nich głównie, chrześcijanie ślepotę na niego zesłali.

Kazał więc stawić obie święte dziewice przed sobą, a zwykle srogi i straszny dla chrześcijan, tą razą do najwyższego stopnia był rozwścieklony. Skoro więc one stanęły przed nim okute w kajdany i otoczone strażą, oświadczył im groźnie, że albo w tejże chwili uczynią uroczyste wyrzeczenie się wiary w Jezusa Chrystusa, i oddadzą publicznie cześć bożkom, albo ulegną surowszéj jeszcze karze niż ich rodzice, i zakończą życie w najcięższych mękach. Przemawiał zaś w ten sposób zasiadając na swoim trybunale, przy którym stały różne narzędzia jakiemi męczono wytrwałych w wierze chrześcijan, i straszne maszyny na których łamano im kości, odzierano ze skóry, szarpano w kawałki ciało, albo darto żelaznemi hakami; a na które Bibianna i Demetryada patrzały. Wszakże nie zachwiało to wszystko tych godnych córek rodziców, którzy tylko co za Chrystusa śmierć ponieśli. Wychowane od dzieciństwa jak najpobożniéj, wśród dostatków w jakie przedtém w domu rodziców opływały wiodąc życie nadzwyczaj umartwione, rozmiłowane w cnocie świętéj czystości, którą miały postanowienie do śmierci zachować, nie przelękły się ani mąk; ani śmierci, któremi groził im tyran. Po przemowie do nich Aproniusza, święta Bibianna rzekła do niego: „Czei bożkom pogańskim oddać nie możemy, gdyż wyznajemy tylko jednego Boga prawdziwego, Stworzyciela Nieba i ziemi, a któremu cześć oddają chrześcijanie. Mam nadzieję że i mnie i siostrze mojej, udzieli On łaski Swojéj, abyśmy zapowiedzianych nam przez ciebie mąk nie ulękły się, gdyż za najwyższe szczęście poczytamy sobie, jeśli się staniemy uczestniczkami tychże koron niebieskich, jakich w skutek twojego okrucieństwa dostąpili nasi najdrożsi rodzice.”

Wtedy wielkorządca kazał je odprowadzić do więzienia i głodem morzyć, spodziewając się że tym sposobem znękane, ulegną jego woli. Lecz wszystko było próżném, a po kilku dniach tych katuszy okrutnych, Demetryada młodsza od Bibianny i wątlejszego zdrowia, na jedném z posłuchań przed Wielkorządcą, na których ciągle a napróżno straszył je i męczył, padła przy nogach siostry, i Bogu ducha oddała. Na samę więc już Bibiannę, zwrócił Aproniusz swoję zawziętość, a złość jego i rozpusta, nową, a najdolegliwszą dla niéj wymyśliła próbę.

Była podówczas w Rzymie, niegodziwa kobieta nazwiskiem Rufina, trudniąca się nakłanianiem do rozpusty młode dziewice, i słynąca ze swego piekielnego rzemiosła. Ta za wielką nagrodą przyobiecaną jéj od Wielkorządcy, podjęła się przywieść Bibiannę nietylko do odstępstwa od wiary, lecz i do grzechu wszeteczności. W jéj więc szatańskie ręce oddał Aproniusz świętą dziewicę, dozwalając onéj kobiecie robić z nią co się jéj podoba, byle ją przywiodła do uległości rozkazom tyrana.

Co wycierpiała Święta do tego ziemskiego piekła zawiedziona, trudno sobie wystawić! Sam pobyt w tak ohydném miejscu, był już dla niéj najcięższą męką. Rufina bowiem, używała wszelkich środków aby ją skłonić do grzechu. Prowadziła w jéj obecności rozmowy najnieskromniejsze, urządzała tego rodzaju wszeteczne zabawy, na które sprowadzała najzepsutszą młodzież i podobneż kobiety. To znowu, przemawiała do niéj najpochlebniejszemi słowy, zachęcając aby za mąż wyszła, stręcząc jej świetne związki, przyrzekając w imieniu Wielkorządcy powrócenie całego majątku zagrabionego jéj rodzicom, byle zadosyćuczyniła jego woli. A przeciwnie, groziła jéj największém nieszczęściem, jeśli przy swoim jak go nazywała uporze trwać będzie.

Gdy takiemi środkami nic wskórać nie mogła, a Bibianna, wsparta łaską Bożą wszystkie te szatańskie pokusy przezwyciężała mężnie, Rufina uciekła się do innych środków. Zaczęła obchodzić się z nią w sposób najokrutniejszy: kazała codziennie bić ją ołowianemi knutami, morzyła ją głodem, i jakie tylko barbarzyństwo jéj mogło wymyśleć męki, zadawała je Bibiannie, gdyż ją do wszystkiego upoważnił był Aproniusz. Lecz Święta dziewica, dla któréj ten rodzaj ciężkich cierpień był bez porównania mniéj dolegliwém od poprzedzającego, wszystko to przeniosła z niezachwianém męstwem i z największą cierpliwością, owszem pełna była świętéj radości, że cierpi za Chrystusa.

Widząc więc Rufina, iż wszelkie jéj usiłowania były daremnemi, oznajmiła Wielkorządcy że Bibianna niczém nie da się odwieść od wiary. Ten zaś również i sam przekonany o tém, a rozgniewany że na początku jego urzędowania spotyka go tak dla niego niepomyślny obrót sprawy któréj prędkiego końca domagał się cesarz, skazał Bibiannę na bicie ołowianemi knutami, dopóki wśród téj męki nie wyzionie ducha. Spełniono ten barbarzyński rozkaz w sposób najokrutniejszy. Z pokrytego ranami ciała Świętéj, lała się krew strumieniem, a samo ciało odlatywało kawałami. Lecz Bibianna jakby żadnego bolu nie czuła, mając ciągle oczy w górę wzniesione, modliła się głośno, potém coraz ciszéj, i wśród téj katowni poszła do Nieba, gdzie ją podwójna, bo dziewictwa i męczeńska korona czekała,

Śmierć jéj nastąpiła przy końcu Listopada roku Pańskiego 362, a że nieco późniéj dnia 2 Grudnia ciało jéj, pewien świątobliwy kapłan nazwiskiem Jan, złożył w grobie gdzie już spoczywały zwłoki jéj rodziców i siostry, więc dziś Kościół jéj pamiątkę obchodzi. Na témże miejscu późniéj wzniesiona została Bazylika pod jéj wezwaniem, która dotąd jest jedną z najwspanialszych w Rzymie.

Pożytek duchowny

Tak jak świętą Bibiannę, wystawioną na najszpetniejsze pokusy w domu niegodziwéj Rufiny, wspierając Pan Bóg łaską Swoją, obronił od wszelkiego upadku, tak wspierać raczy każdą duszę, w mimowolnych do grzechu znajdującą się okazyach. Lecz pamiętaj, że tym tylko Pan Bóg dopomaga do przezwyciężania okazyi do złego, którzy od takowéj w żaden sposób uwolnić się nie mogą tych zaś którzy się na nią lekkomyślnie narażają, opuszcza.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! dobra wszelkiego dawco! któryś w służebnicy Twojéj Bibiannie, z kwiatem świętego dziewictwa, palmę męczeńską połączył; za jéj pośrednictwem, dusze nasze przez miłość Twoję z Sobą racz zjednoczyć, abyśmy przezwyciężając wszelkie do zbawienia przeszkody, nagrody wiekuistéj dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1040–1042.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 951

Nie rozłączajmy się z tą świętą rodziną, której żywot powyżej opisaliśmy, dopóki nie zbudujemy się nauką, jaką nam dała swym życiem. Jakaż jest owa nauka?

  1. Nie godzi się zbytnio miłować świata, gdyż świat jest wierutnym kłamcą; łudzi nas obietnicą rozkoszy, przyjemności, zabaw, pochwał, zaszczytów, wziętości u ludzi, zaspokojenia żądz zmysłowych. Spojrzyj tylko w oczy i w serce tych, którzy go miłują. Jedni nadęci są pychą i dumą, która ich czyni porywczymi i nieczułymi, inni żółkną z nienawiści, zazdrości i gniewu, że drugim lepiej się powodzi. Są i tacy, którzy w wy godach i bezczynności do tego stopnia zniewieścieli, że ustawicznie skarżą się na śmiertelne nudy. Inni są opętani nieszczęsnym duchem lubieżności i spieszą od rozkoszy do rozkoszy, póki nadużycie nie podkopie ich zdrowia i nie przyprawi ich o śmierć. Takimi to obietnicami wabi nas świat, byle byśmy się wyrzekli wiary katolickiej, jako też nadziei w spadek Chrystusowy, i byle byśmy bili pokłony przed jego bożyszczami. Świat nęci nas dobrami doczesnymi, abyśmy się wyrzekli wiekuistych; wskazuje nam przemijające rozkosze, abyśmy je odpokutowali w miejscu męczarni wiekuistej. Odwróćmy oczy od świata.
  2. Nie lękajmy się świata. Cóż nam może wziąć, w czym nam może zaszkodzić? Tylko w tym chyba, do czego mu dał moc Ojciec nasz niebieski, drogi nasz przybity na krzyżu Zbawiciel. Ale wolno światu tylko tyle nam uczynić, ani o włos więcej, ile jest potrzebne dla dobra naszego, ile jest korzystne i pożyteczne dla zbawienia naszego. Mądrość Ojca niebieskiego dopuścić może, że świat nas nienawidzi, że nami gardzi, że nas znieważa i szkodzi nam na sławie, pozbawia nas majątku, wtrąca do więzienia, jak tego doświadczyła rodzina Flawiana; ale dobroć i wszechmoc Boga stokrotnie nam to wynagrodzi, pokrzepi duszę, doda sił woli naszej i ostatecznie sprawi, że w tym kielichu, zaprawionym według zdania świata goryczą, znajdziemy nadprzyrodzoną słodycz i osadzeni w ciemnym więzieniu nucić będziemy hymny opiewające chwałę Bożą. Nie lękajmy się świata; weźmie on nam tylko to, co nam i tak śmierć zabierze. Jeśli Bóg nas rychlej od tych cierpień nie oswobadza, czyni to dlatego, że cierpienia te służą na dobro i korzyść naszą.
Tags: św Bibiana „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik cierpienie
2020-12-01

Św. Floryana, Męczennika

Żył około roku Pańskiego 280.

(Żywot jego znajduje się w dziełach świętego Wincentego Feraryusza.)

Święty Floryan przyszedł na świat w pierwszéj połowie trzeciego wieku. Z młodych lat jego żadnych nie mamy szczegółów: to tylko wiadomo że był gorliwym chrześcijaninem, z czém starannie ukrywać się musiał, tém bardziéj że służył w wojsku cesarzów Dyoklecyana i Maksymina, najzawziętszych wrogów imienia chrześcijańskiego. Posiadał wyższy stopień wojskowy i dowodził niewielkim oddziałem, kiedy wybuchło pod panowaniem tych dwóch tyranów, jedno z najsroższych prześladowań wyznawców Chrystusowych. Wyśledzano ich najstaranniéj w jakimkolwiek byli stanie, wyszukiwsno po lasach i jaskiniach gdzie się ich wielu kryło, i dla zmuszenia do oddania czci bożkom pogańskim i wyrzeczenia się wiary świętéj, zadawano im najsroższe męki. Wszędzie lała się krew męczeńska, i tysiące wiernych ponosząc najstraszniejsze katusze oddawało życie za Chrystusa.

W żadném inném prześladowaniu, ani z czasów poprzednich ani późniejszych, nie padło tylu Męczenników pod okrutnemi razami pogan ilu wtedy, gdyż nigdy z większą pilnością i zajadłością nie wyszukiwano ich wszędzie, tak że jak się wyrażają współcześni pisarze nie było najodludniejszego zakątka wielkich i licznych podówczas puszcz i lasów najdzikszych, gdzieby nie dosięgali siepacze pogańscy, w pogoń za chrześcijanami wielkiemi gromadami wysyłani.

Święty Floryan znajdował się w mieście Tecya, kiedy doszła go wieść że w Noryku rzymskim w mieście Laureaku wielkorządca nazwiskiem Akwilinus, odznaczający się nienawiścią do chrześcijan i najokrutniejszém z nimi obchodzeniem się, pojmał czterdziestu żołnierzy z oddziału którym on właśnie dowodził. Bylito bowiem chrześcijanie o których wierze wtedy dopiéro dowiedzieli się poganie, a których ów Wielkorządca zamknąwszy w więzieniu najokrutniejszemi mękami zmuszał do wyrzeczenia się wiary. Wiadomość o tém rozbudziła we Floryanie pragnienie osiągnięcia korony męczeńskiéj za którą oddawna wzdychał, któréj nie śmiał jednak dotąd dobijać się wystawiając się dobrowolnie na męczeństwo, gdyż obawiał się aby to nie było z jego strony zuchwałą zarozumiałością i zbytniém rachowaniem na swoję wytrwałość, za co mógłby mu Pan Bóg ująć potrzebnéj do tego łaski. Lecz gdy posłyszał że jego podwładni żołnierze już święty bój toczą, zdało ma się obowiązkiem jak w każdéj innéj walce, tak i w téj w któréj chodziło o zdobycie Nieba być przy nich i im przewodzić. Gdy więc wyjeżdzał z miasta Tecya, żegnając się ze swoimi współwyznawcami, których tam pewna liczba była jeszcze przez pogan niewyśledzona, rzekł do nich: „Módlcie się za mnie, bo udaję się do Laureaku, dla Chrystusa mojego męki ponieść i życie za Niego oddać.”

W drodze będąc spotkał żołnierzy także z jego oddziału będących ale pogan, i spytał ich dokąd i poco idą. „Iżali nie wiesz. odpowiedzieli mu, że cesarz ponowił rozkaz do Wielkorządcy Akwilinusa aby chrześcijan wyszukiwał jak najstaranniéj, i albo najsroższemi mękami zmusił ich do oddawania czci bogom naszym, albo śmiercią ukarał. Przeto i my wysłani jesteśmy w tym celu.” Słysząc to święty Floryan, uniesiony żądzą otrzymania korony męczeńskiéj, i jak wnosić należy ze szczególnego natchnienia Ducha Świętego rzekł do nich: „Nie macie potrzeby dłużéj się trudzić i daleko szukać takich jak wam potrzeba: oto mnie macie, bo i ja jestem chrześcijaninem.” Zdumieli się żołnierze słysząc tak śmiałe jego wyznanie; zawahali się nawet przez chwilę eo im czynić wypada, gdyż dowódcę swego bardzo szacowali i miłowali, lecz obawa srogiéj odpowiedzialności jakąby ściągnęli na siebie gdyby rozkazu Wielkorządcy nie wykonali, przemogła. Ujęli świętego Floryana, zaprowadzili do Laureaku i stawili go przed Akwiliniuszem, mówiąc: ,„Nie trzeba nam było tą razą długo szukać, oto jest Floryan nasz dowódca, który sam wyznaje iż jest chrześcijaninem.”

Wielkorządca który go znał, a nie przypuszczał aby był wyznawcą religii tak surowo zakazanéj przez cesarzów i którą tak srogo prześladowano, zdziwiony powiedział do Florpana: „Cóż to ja słyszę! Czyżby to prawda była żeś ty chrześcijaninem?” — „W istocie tak jest” odpowiedział Święty. — „A więc zawołał Akwilinius, musisz niezwłocznie złożyć ofiarę bogom naszym, bo w przeciwnym razie na okrutne cię męki wydam. a jeżeli to cię nie przywiedzie do spełnienia woli cesarzów śmiercią cię ukarzę.” — „Ofiary bogom fałszywym, odrzekł żołnierz Chrystusów, nigdy nie złożę; a ty czyń ze mną co chcesz i postąp jak ci rozkazano.” Wtedy tyran skazał go na zbicie kijami, do czego kaci niezwłocznie się wzięli, z największém barbarzyństwem pastwiąc się nad nim aby jak mówili pomścić zniewagi cesarskiéj, jakiéj według nich dopuszczał się jeden z wyższych jego wojskowych, wyznając religią przez niego zakazaną. Wśród téj katuszy Święty nie wydał ani jęku, ani najmniejszéj nie objawił niecierpliwości, a gdy zajadle okładali go kijami on głośno w te słowa się modlił: „Boże Tyś nadzieja moja! zaprzeć się Ciebie Stwórcy i Odkupiciela mojego nie mogę. Twój jestem żołnierz, niech mnie broni ręka Twoja, nie od katów, którzy tylko ciało moje katować mogą, o co nie dbam, ale od braku męstwa w poniesieniu mąk za Ciebie, Daj mi mocne serce ku przeniesieniu ich wytrwale a policz mnie pomiędzy wierne sługi Twoje którzy przede mną wytrwali aż do śmierci przy wyznawaniu Imienia Twojego i podeptaniu szatana i zdrady jego.” Słuchał tego Akwiliniusz, a sądząc że Święty zachwiał się na duchu kiedy pomocy Bożéj wzywa, zawołał znowu: „Ofiaruj bogom, a wnet cię uwolnię.” A Święty Floryan na to mu odpowiedział: „Miniemasz żem ja dopiéro w Chrystusa uwierzył i żem świeży w służbie Jego? Dawno jestem sługą Jego chociaż wiernie służę w wojsku cesarskiém. Przetoż szatan mocy nade mną mieć nie może. Ty także z ciałem mojém możesz czynić co ci się spodoba, ale duszy ani tknąć nie masz władzy, bo nią sam Bóg rządzi. We wszystkiém co się tyczy wojskowéj służby gotów jestem słuchać cię jako mojego zwierzchnika, ale abym się szatanom kłaniać miał, do tego mnie nigdy nie zniewolisz.” Na te słowa Wielkorządca srożéj bić i katować go kazał, a Floryan znowu do niego: „Napróżno pastwisz się nade mną; możesz jeszcze większy gniew twój i okrucieństwo wywrzeć na mojém ciele, a jednak nie wymusisz na mnie tego, czego niegodziwie wymagasz. Możesz nawet rozniecić stos palący się, a ja w Imię Pana naszego Jezusa Chrystusa wnijdę w ogień śmiało, lecz ofiar szatanom nie złożę.” Wtedy tyran kazał go żelaznemi hakami targać, tak że mu cały grzbiet w jednę ciężką ranę wnet zmienili, lecz Święty z wesołém obliczem wszystko to znosił i głośno Chrystusa chwalił. Widząc Akwiliniusz tak wielką stałość i wytrwałość jego, niespodziewając się jéj przemódz dłuższemi mękami, osądził go na śmierć przez wrzucenie w płynącą tam rzekę Anizus zwaną.

Szedł Floryan wesoło, radując się iż wkrótce już w Niebie odbierze nagrodę swojéj śmierci męczeńskiéj, a gdy na most nad rzeką będący, z którego zrzucić go mieli, przybyli, uwiązali mu wielki kamień u szyi. Zaś sługa Boży ukląkł i prosił aby mu przez chwilę dozwolili się pomodlić, na co poganie zgodzili się. Wtedy wpadł w zachwycenie, a że się ono przedłużało a kaci nie śmieli przerwać mu tak cudownéj modlitwy, jeden z obecnych przyskoczył do niego, i wyrzucając oprawcom opieszałość w spełnieniu danego im rozkazu, sam go z mostu w rzekę zepchnął. Lecz wnet uczuł nad sobą karzącą rękę Boską: w tejże chwili pękły mu oczy i wyciekły ze strasznym bolem. Ciało zaś Świętego już umarłego uniesione nurtem rzeki, przez wodę wyrzucone zostało na brzeg w miejscu bardzo od miasta odległém, gdzie pojawił się nadzwyczajnéj wielkości orzeł, który je strzegł od innego ptastwa i dzikich zwierząt.

W dni kilka potém święty Floryan.objawił się we śnie pewnéj pobożnéj niewieście na imię Walerya, i wskazując miejsce w którem leżało ciało jego, polecił jej aby je na inném właściwszém pochowała niezwłocznie. Ona chcąc to spełnić a ukryć przed poganami, tajemnie zwłoki błogosławione na wóz włożyła, przykrywszy je chrustem i wiozła. Lecz że odległość od miejsca jéj wskazanego do pogrzebania ciała była znaczna, a upał dokuczliwy, woły u wozu będące, wśród drogi ustały od braku napoju. Wtedy zafrasowana tém owa kobieta, zaczęła modlić się do Boga wzywając pośrednictwa Świętego którego relikwie wiozła, i w téjże chwili wytrysnęło przed nią Źródło żywéj wody, któréj napiwszy się wołki, poszły daléj w drogę i Walerya zwłoki tego wielkiego Męczennika pogrzebała na miejscu przez niego wskazaném.

W dziewięć wieków potém, bo w roku Pańskim 1183, Kazimierz syn Bolesława Krzywoustego na tronie Polskim zasiadający, pragnąc mieć ciało jednego ze słynnych Męczenników w Kościele Bożym czczonych, wyprawił do Rzymu do Ojca świętego Lucyusza III posłów, z usilną prośbą aby mu święte zwłoki którego z mężnych Wyznawców Chrystusowych wsławionych w chrześcijaństwie przysłać raczył. Pobożnemu temu żądaniu zadość uczynił Papapież i przez Epidyusza Biskupa Maryńskiego posłał do Polski kości świętego Floryana. Przyjął je Kazimierz ze czcią wielką a wyszedłszy naprzeciw nich o siedem mil za Kraków i ztamtąd ciągle pieszo idąc z processyą duchowieństwa i ludu, do miasta wprowadził. Umieszczono je najprzód na przedmieściu zwaném Kleparz, gdzie Kazimierz pod wezwaniem tegoż Świętego piękny kościół wybudował, zaopatrzywszy takowy na zawsze w znaczne dochody do utrzymania przy nim Kanoników. Późniéj pozostawiwszy w tym kościele tylko ramię świętego Floryana, resztę zwłók jego przeniósł do kościoła na Wawelu w Zamku Królewskim będącego, gdzie dotąd wielkiemi i licznemi cudami słynie.

Święty Floryan jest szczególnym Patronem przeciw klęskom od ognia pochodzącym, z powodu iż mieszkańcy Krakowa cudownéj jego opieki w téj mierze wielokrotnie doznali.

Pożytek duchowny

Proś świętego Floryana aby cię strzegł opieką swoją od szkód od ognia pochodzących, lecz oraz polecaj jego opiece tych, którzy tą klęską, tak często w czasach naszych zdarzającą się, są dotknięci, A także proś go i dla nich i dla siebie, gdybyś tego rodzaju szkody doznał, o wyjednanie u Boga łaski pokornego poddania się jak każdemu, tak i takiemu dopustowi Jego.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas uroczystością błogosławionego Floryana Męczennika Twojego rozweselasz, daj miłościwie abyśmy obchodząc pamiątkę jego tryumfu na ziemi, dostąpili weselenia się razem z nim w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1037–1039.

Tags: św Florian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik żołnierz
2020-11-30

Św. Andrzeja, Apostoła

Żył około roku Pańskiego 63.

(Żywot jego wyjęty jest z Ewangelii świątej, i z akt męczeńskich, spisanych przez Dyakonów Achajskich, którzy na jego męczeństwo patrzali.)

Święty Andrzéj był rodem z Betsaidy, małego miasteczka w Galilei położonego, a wsławionego kazaniami które w niém miewał Pan Jezus i cudami jakie tam uczynił. Przyszedł na świat około téjże pory w któréj się narodził Syn Boży.

Gdy święty Jan Chrzciciel, gromadził około siebie wielu uczniów, do ich liczby i Andrzéj należał. A gdy ten przesłannik Pański, ujrzawszy już razu pewnego Zbawiciela, rzekł do nich: „Oto Baranek Boży” 1, Andrzéj z drugim uczniem, którego nazwiska nie wymienia Ewangelia, poszedł za Panem Jezusem. Widząc ich Zbawiciel spytał: „Czego szukacie?” chociaż bowiem przenikając każde serce ludzkie wiedział że Jego to oni szukają i do tego już ich własną łaską Swoją pobudził, spytał ich jednak o to, aby im podać sposobność, wynurzenia tych właśnie uczuć swoich. Oni téż odpowiedzieli: „Nauczycielu gdzie mieszkasz?” a na to odrzekł im Zbawiciel: „Pójdźcie a oglądajcie” 2. Poszli więc z Panem Jezusem, i cały ten dzień z nim spędzili. Któżby opisać potrafił rozmowę jaką wtedy toczyli z Tym który jest mądrością Ojca przedwiecznego! Ileż to łask zaczerpnąć wtedy musieli od Tego, który jest źródłem i najwyższych łask wszystkich dawcą! Uszczęśliwiony z tego Andrzéj, pośpieszył do swego starszego brata Piotra, aby i on tejże łaski został uczestnikiem, i przywiódł go do Chrystusa Pana. Świętemu to więc Andrzejowi zawdzięczamy niejako pierwsze nawrócenie świętego Apostoła Piotra, którego późniéj Pan Jezus uczynił zastępcą Swoim na ziemi, i najwyższym Pasterzem całego Kościoła. Wtedy jednak jeszcze ci dwaj święci bracia, nie zostali nieodstępnemi Zbawiciela uczniami. Aż nieco późniéj, gdy razu pewnego obydwa zapuszczali sieci w morze, byli bowiem rybakami, przystąpił do nich Syn Boży i rzekł: „Pójdźcie za mną, a uczynię was że się staniecie rybitwami ludzi.” 3 Oni w téjże chwili opuścili sieci, łodzie, wszystko co posiadali i rodzinę, aby zostać Apostołami; pierwsi więc do tego wysokiego posłannictwa powołani zostali.

Święty Andrzéj głosząc słowo Boże przez pewien czas po Ziemi Żydowskiéj, przeszedł do Fenicyi i Epiru, ponosząc wielkie trudy i wystawiając się na wszelkie niebezpieczeństwa jakie go z tego powodu spotykały, przez co godnie odpowiadał téj łasce iż do apostolskiéj godności pierwszy z bratem był wyniesiony. Zwiedził Scytyą, Kapadocyą i Bitynię, dotarł nawet do Albanii, głosząc wszędzie Chrystusa, a znosząc panowanie książęcia ciemności.

Po ogłoszeniu Ewangelii w krajach wyżéj wymienionych, przybył do miasta Patras w Achai, gdzie także zaczął opowiadać Chrystusa. Zawiadomiony o tém Egeusz Wielkorządca téj krainy, śpiesznie przybył do Patras, aby powstrzymać postępy wiary świętéj, a niedopuścić obalenia czci fałszywym bożkom. Święty Andrzéj nie czekał aż on go zawezwie przed siebie, lecz sam udał się do niego, i w te słowa przemówił: „Trzeba Egeuszu, abyś ty któryś dostał prawo sądzenia ludzi, poznał Sędziego twojego, który jest w niebiesiech; abyś poznawszy Go, oddał cześć należną Jego nieograniczonéj potędze, i Jego tylko za prawdziwego Boga uznając wzgardził tą czcią bezbożną którą fałszywym bożkom oddają.” Zdziwiony Wielkorządca tak śmiałą przemową rzekł do niego. „Więc to ty jesteś ten Andrzéj który ośmielasz się burzyć świątynie naszych bogów, i ogłaszasz ludowi naukę zakązana wyrokami cesarskiemi?” — „Cesarze, odrzekł na to Andrzéj, dla tego tylko takie wyroki wydali że nie znają wielkiéj tajemnicy Odkupienia, i nie wiedzą że Syn Boży rozbroiwszy potęgi piekielne, wyzwolił nas z grzechu i pojednał z Bogiem.” — „Pomimo tego jednak, powiedział mu na to Egeusz, ten Jezus, którego ty Bogiem uznajesz, schwytany został przez Żydów, i haniebną śmiercią ns krzyżu umarł: s czyż może być coś bardziéj poniżającego?” — „W istocie, odrzekł znowu święty Apostoł, poniżenie jakie dopuścił na Siebie Chrystus, wszelkie przechodzi wyobrażenie, gdyż spotkało ono Tego który będąc człowiekiem był razem i Bogiem. Lecz w tém właśnie zawarta jest cała tajemnica naszego Odkupienia, i dowód najwyższéj miłości Boga dla ludzi.” Następnie Andrzéj wyłożył Wielkorządcy całą naukę chrześcijańską, upadek pierwszych rodziców, w skutek tego skażenie natury całego rodzaju ludzkiego, niezbędność zadośćczynienia sprawiedliwości Boskiéj przez jedynie godną Boga ofiarę jaką mógł być tylko Syn Jego równy Mu w Bóstwie, a który w tym celu właśnie stał się człowiekiem, i nakoniec opowiedział mu całą mękę i zmartwychwstanie Pana Jezusa. Prawdy te jakkolwiek z wielką jasnością wyłożone Egeuszowi, nie trafiły do jego serca skażonego błędami pogańskiemi, i umysłu dobrowolnie zaślepionego na nie. Przerwał on mowę świętemu Andrzejowi i groźnie zawołał aby cześć oddał bożkom. Wtedy ten wielki Święty, przyobleczony przez Samego Chrystusa w najwyższą godność kapłańską, uczynił owo sławne wyznanie wiary, zawierające w sobie naukę Kościoła o przenajświętszym Sakramencie ołtarza — a świadczące że taką była już i nauka Apostołów — i w te słowa do Wielkorządcy przemówił:

„Czci bożkom twoim nie oddam, a ofiar składać im nie będę, gdyż ja codziennie składam ofiarę Bogu.Wszechmogącemu, i w niéj poświęcam nie mięso byków, ani cielców i kozłów, jak w Starym zakonie bywało, lecz ofiaruję Mu Baranka bez zmazy, który za nas poświęcił się na śmierć krzyżową, a którego Ciałem i Krwią przenajświętszą posila się lud wierny. On, ten Baranek Boży, nakarmiwszy Sobą wszystkich, pozostaje równie całym jak był wprzódy, równie żywym jak był przed jego poświęceniem na naszych ołtarzach, i przed Jego zaofiarowaniem.”

Wielkorządca rozgniewany stałością świętego Andrzeja, kazał go zaprowadzić do więzienia, a nazajutrz przywoławszy go urzędownie przed swój trybunał, zagroził mu karą śmierci na krzyżu, jeśli bożkom czci nie odda. Lecz Andrzéj odpowiedział na to: „O! nieszczęsny niewolniku śmierci, czy potém wszystkiém com ci powiedział, trwasz jeszcze w twojém upartém zaślepieniu? Co do mnie bądź pewien, że mnie męki któremi mi grozisz nie ustraszą, Owszem pragnę ich z całego serca, a co mnie tylko srodze boli, to że w tobie widzę taki wstręt do przyjęcia prawdy. Im więcej cierpieć będę tém świetniejszą koroną Pan mój nagrodzi mi to w Niebie, a tém milszym Mu się stanę, im podobniejszym będę do Niego w cierpieniach i śmierci jakie mi zadasz.” Wtedy Egeusz kazał go okrutnie ubiczować, a potém, gdy tak ukatowanego znowu go stawił przed sobą, Święty z większą jeszcze mocą mówił o szczęściu jakieby go spotkało gdyby za Chrystusa na krzyżu umarł, i przydał: „Nie takichto mąk jakiemi mi grozisz trzeba się obawiać, bo te długo trwać nie mogą, a nagrodą za nie będzie chwała nieśmiertelna; lecz męki prawdziwie straszne sąta męki piekielne, które cię czekają, jeśli się nie nawrócisz; one nigdy końca nie mają, i zawsze są jednakowo ciężkie.” Przekonawszy się tedy Egeusz, iż świętego Andrzeja niczém nie przemoże, skazał go na śmierć krzyżową.

Gdy to posłyszał, lud, u którego święty Andrzéj w wielkiém był poważaniu zaczął głośno wołać: „Cóż popełnił takiego ten sprawiedliwy, ten ulubieniec Boski, aby go na śmierć skazywać? Nie godzi się dopuścić wykonania wyroku niesprawiedliwego.” Lecz święty Apostoł, pałający pragnieniem poniesienia śmierci dla Chrystusa, przemówił do ludu a prosił i błagał aby się uspokoił, i nie pozbawiał go szczęścia poniesienia śmierci męczeńskiéj. Powiedli go tedy na miejsce ukrzyżowania.

Kiedy się tam zbliżał, a zdaleka krzyż dla niego przygotowany ujrzał, wyciągnął do niego ręce, i z najwyższém uniesieniem zawołał: „Witaj krzyżu czci godny, uświęcony ciałem Jezusa Chrystusa, które spoczywało na tobie. Zanim najdroższy Zbawca nasz umarł w twoich ramionach, wstręt tylko największy obudzałeś: lecz odkąd Bóg skonał na twojém łonie, pełnyś ty niebieskiego wdzięku, i najszczęśliwszy kto na twoich rękach umiera z miłości Tego, który z miłości ku ludziom umarł na tobie! Kto posiada wiarę zna jaką słodycz w sobie zawierasz, i jakie są nagrody przygotowane dla umierających w objęciach twoich. Pełen więc nadziei i radości śpieszę do ciebie, i proszę przyjm mnie łaskawie na siebie, jako ucznia tego Który przez ciebie świat odkupił. O! krzyżu przecudny! którego olsnęła światłość niewymownéj piękności odkąd stałeś się łożem boleści Pana mojego, Boga wiecznéj chwały. O! krzyżu dawno upragniony o! krzyżu gorąco umiłowany, o! krzyżu za którym ciągle wzdychałem, a któryś nareszcie jest dla mnie zgotowanym, przyjmij mnie na łono twoje, i oddaj twojemu mistrzowi, abym z twojego objęcia przeszedł w objęcie Tego, który mnie na tobie odkupił.”

Gdy go nakoniec pod krzyż przyprowadzono, według rozkazu Wielkorządcy rozpięli go na nim, przywiązując sznurami. Pozostawał tak święty Andrzéj całe dwie doby, przemawiając z krzyża do otaczającego go ludu: wzywał pogan do nawrócenia się, a chrześcijan utwierdzał w wierze, zachęcając do znoszenia wszelkich męczarni za Chrystusa, byle się nie pozbawić korony nieśmiertelnéj.

Tymczasem, lud w całém mieście widokiem tak cudownéj wytrwałości świętego Męczenniką poruszony, burzył się coraz więcéj, a sarkając na okrucieństwo Egeusza, groźnie domagał się aby kazał Andrzeja zdjąć z krzyża. Wielkorządca obawiając się rokoszu wyraźnego, przyrzekł zadość uczynić powszechnemu żądaniu, i przybywszy na miejsce gdzie święty Andrzéj wisiał na krzyżu, a jeszcze pełen życia, rozkazał aby go z niego zdjęto. Lecz kaci którzy nawet z wielką chęcią ten rozkaz Egeusza spełnić pragnęli, uczuli ręce swoje ubezwładnione, tak że ruszyć niemi nie mogli. Mąż Boży zaś widząc do czego się zabierają, zawołał głośno: „Nie dozwól o! Panie mój, aby sługa Twój rozpięty na tym krzyżu za wyznanie Imienia Twojego, miał z niego schodzić. Racz przyjąć w ręce Twoje ducha mego, który Cię jeszcze lepiéj poznał i umiłował przez czas téj męki. W Tobie jestem tém czém jestem, od Ciebie wyszedłem czas już abym do Ciebie wrócił, jako do jedynego celu do którego dążyłem, jako do jedynego przedmiotu mojéj miłości!” A gdy tych słów domówił, otoczyła go światłość niebieska tak jasna, że na nią patrzeć obecni nie mogli, w miarę zaś jak znikała i dusza jego wychodziła z więzów tego ciała. Nakoniec zniknęła zupełnie, i Andrzéj skonał. Śmierć jego męczeńska zaszła 30 Listopada roku Pańskiego 63.

Pożytek duchowny

Jedną z cech dusz przez Boga do Nieba wybranych są krzyże, to jest różnego rodzaju cierpienia jakie na nie zsyła. Lecz aby przez takowe dostać się w istocie do wiekuistéj chwały, trzeba krzyż cierpień swoich, z miłości Jezusa za nas na krzyża umęczonego, serdecznie umiłować. O tę więc wielką łaską w któréj zawarta cała tajemnica naszego zbawienia i najwyższego uświątobliwienia, proś błogosławionego Andrzeja, jako szczególnego i wielkiego miłośnika krzyża Chrystusowego.

Modlitwa (Kościelna)

Do Majestatu Twojego Panie! pokorne prośby zanosimy, aby jak Kościoła Twojego błogosławiony Andrzéj Apostoł był kaznodzieją i Pasterzem, tak aby teraz przed Tobą był nazawsze naszym pośrednikiem. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1032–1036.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 944

Przypomnijmy sobie słowa, którymi powitał idący na śmierć święty Andrzej krzyż, na którym go przybić miano: „O święty, najdroższy, upragniony krzyżu!” Słowa te są najpiękniejszym wyrazem nadziei, tej cnoty chrześcijańskiej, która daje nam siłę w utrapieniach i godzinie śmierci. Dar nadziei otrzymaliśmy wszyscy przy chrzcie św., jako posiłek na tę wędrówkę ziemską trwającą aż do chwili przejścia do żywota wiecznego. Jak zaostrzamy rozum myśleniem, jak zwiększamy zasób naszych wiadomości ucząc się ich na pamięć, tak winniśmy doskonalić w sobie cnotę nadziei. Możemy to zrobić dwojakim sposobem:

  1. Za pomocą modlitwy i rozmyślań starajmy się zbadać istotę nadziei chrześcijańskiej. Istotę tę i treść nadziei wyjaśnia nam sam Zbawiciel. Jan święty mówi: „Bóg zesłał na świat Syna swego jednorodzonego, aby wszyscy, którzy w Niego uwierzą, mieli żywot wieczny”. Straszne są wyrzuty złego sumienia. Grzeszymy na ciele, grzeszymy na duszy, grzeszymy nadużywaniem łaski Bożej, niedotrzymywaniem uroczystych przyrzeczeń, wiarołomstwem w postanowieniach. Ale spójrzmy wespół z Pawłem św. na górę kalwaryjską pokrzepieni nadzieją i mówmy: „Gdy się przepełniła miara grzechów, łaska jeszcze obfitszą się stała”. Prawdą jest, że kto pragnie przebaczenia grzechów i tęskni za pokojem serca, powinien czuć żal za grzechy, wyspowiadać się z nich przed kapłanem, starać się o poprawę, wytrwać w tej poprawie i być przekonanym, że tego dokazać nie może bez łaski Bożej, ale niemniejszą prawdą jest, co rzekł Ukrzyżowany: „Przyjdźcie do Mnie strapieni i obarczeni, pokrzepię was”. Prawdą jest, co mówi Paweł święty: „Wszystkiego dokażę przez Tego, który Mi doda siły”. Po miłosierdziu Bożym wszystkiego się spodziewać możemy, co jest korzystne w życiu doczesnym, a do wiekuistego żywota koniecznie potrzebne.
  2. Ożywiajmy i utrzymujmy w sobie nadzieję w prześladowaniach i pokusach, w cierpieniach i udręczeniach, w chorobach i niebezpieczeństwach. Klęcząc przed wizerunkiem ukrzyżowanego Chrystusa, mówmy pospołu z świętym Pawłem: „Chrystus jest mym życiem, a śmierć jest zyskiem moim; mniemam bowiem, że cierpienia tego świata nie mogą być porównane z chwałą przyszłą, która się na nas okaże”; obejmijmy ramionami krucyfiks święty, wołając z psalmistą Pańskim: „W Tobie, Panie, położyłem nadzieję moją i nie zostanę zawiedziony”. Spojrzyjmy na bolejącego w Getsemane Jezusa i módlmy się z Nim: „Ojcze, jeśli podobna jest, jeśli Twa miłość i dobroć ku Mnie na to zezwala, odejmij ode Mnie ten kielich. Niech się jednak nie stanie wola Moja, lecz Twoja”. Naśladujmy Andrzeja świętego, wznieśmy ku Niebu ramiona, tulmy się do krzyża, ilekroć nam go podaje Zbawiciel i tymi słowy do nas się odzywa: „Bierz na siebie krzyż, który mądrość i miłosierdzie Moje dla ciebie wybrało i chodź za Mną”.

Footnotes:

1

Jan I. 29.

2

Jan I. 38.

3

Mat. IV. 19.

Tags: św Andrzej „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik Ewangelia Krzyż nadzieja
2020-11-29

Św. Saturnina, Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 80.

Żywot jego był napisany przez Gwidona Biskupa Lodewskiego.)

Święty Saturnin pierwszy Biskup Tuluzki, we Francyi był rodem z Peloponezu z miasta Patras, i pochodził z rodu królów tamecznych. Żył on za czasów świętego Jana Chrzciciela, a gdy zasłyszał o jego apostolstwie, udał się do Ziemi Żydowskiéj, gdzie ten przesłannik Zbawiciela zapowiadał przyjście Pańskie, i przyłączył się do liczby jego uczniów. Aby swobodniéj nowo obranemu zawodowi oddać się, wielkie swoje majętności rozdał ubogim, i już świętego Jana nie odstępował.

Gdy przyszło do tego, że święty Jan Chrzciciel okazał uczniom swoim Zbawiciela, do którego przyjęcia ich przygotował, a było to wtedy kiedy spostrzegłszy Pana Jezusa rzekł do nich: „Oto Baranek Boży! oto który gładzi grzechy świata” 1, święty Saturnin wraz ze świętym Andrzejem i świętym Piotrem Apostołami, którzy także byli uczniami świętego Jana Chrzciciela, poszedł za Chrystusem Panem, stał się uczniem Jego. Od téj pory już go nie odstępował, i piszą, że kiedy Pan Jezus przyjmował Chrzest w Jordanie, świętemu Saturninowi, stojącemu na brzegu, dał do trzymania suknię swoję, kiedy w rzekę wchodził. Jako więc jeden z najpierwszych uczniów Zbawiciela, był obecny późniéj cudowi pomnożenia pięciu chlebów przez Syna Bożego, a także znajdował się w Wieczerniku, kiedy Chrystus Pan postanowił przenajświętszy Sakrament. Następnie wraz z Apostołami miał szczęście ujrzeć Pana Jezusa, gdy on po Zmartwychwstaniu, okazał się im w mieszkaniu w którém zamknięci byli. Nakoniec był jednym z dwóch uczniów wspomnianych przez Ewangelią, którzy znajdowali się przy Piotrze, kiedy się mu Pan Jezus przy morzu Tyberyadzkiém objawił i należał do liczby tych którzy wtedy na rozkaz Zbawiciela zarzuciwszy sieci w morze, dla wielkiéj liczby złowionéj ryby wyciągnąć ich z wody nie mogli.

Nieodstępując tym sposobem Apostołów znajdował się także wraz z nimi w Wieczerniku, w chwili kiedy na nich zstąpił Duch Święty. Po otrzymaniu téj łaski, wysłany został ns ogłaszanie Ewangelii Chrystusowej ludowi pogańskiemu. Najprzód puścił się ku Wschodowi, przebiegł Palestynę, doszedł aż do Hierapolis miasta w Azyi położonego, i dotarł nawet i do krainy Medów graniczącej z Persyą. Wszędzie gdzie przechodził, na stwierdzenie wiary którą głosił, uzdrawiał chorych, oczyszczał trędowatych, z opętanych czartów wyganiał, i inne podobne czyniąc cuda wielu pogan nawrócił.

Wróciwszy z téj wycieczki udał się do Antyochii, gdzie przebywał święty Piotr, aby dalsze od niego odebrać rozkazy. Ten święty Apostoł wtedy właśnie udając się do Rzymu, wziął z sobą i świętego Saturnina, i ztamtąd wysłał go do Francyi dla: nawracania pogan w téj części świata.

Sługa Boży przybył najprzód do miasta Arlu w Prowancyi, a kazaniami swojemi nawróciwszy i ochrzciwszy wielu pogan, udał się do miasta Nym (Nimes) w Langwedocyi, a i tam zaszczepiwszy wiarę świętą, puścił się z kilku już uczniami którzy się z nim połączyli, do miasta Karkasony. Tam poganie upartszymi się okazali, i świętego Saturnina wraz z dwoma jego uczniami wtrącili do ciemnego więzienia. Lecz z tego cudownie wyprowadził ich Pan Bóg i poszli do Tuluzy. Skoro do tego wielkiego miasta przybył Saturnin, wszystkie wyrocznie pogańskie umilkły. Zdziwiło to mieszkańców, a następny wypadek zwrócił ich szczególną na niego uwagę. Żona najbogatszego mieszkańca Tuluzkiego Agatona, od lat wielu dotknięta była najstraszniejszym trądem. Zdarzyło się że spotkawszy się z Saturninem i wdawszy się z nim w rozmowę, nawróciła się, ochrzczoną; została, i w téjże chwili od trądu uleczona. Na widok cudu tego, nietylko całą rodzina i domownicy Agatona nawrócili się, lecz i większa część miasta Chrzest święty przyjęła.

Wkrótce potém Saturnin poszedł do krainy Gaskońskiéj, a gdy tam przebywał, dowiedziawszy się o śmierci męczeńskiéj świętego Piotra wystawił na cześć jego kaplicę w miejscu gdzie teraz jest miasto Osz (Auch). Przybywszy zaś do miasta Eouzu, nad rzeką Duzą, i nawróciwszy tam wielką liczbę pogan, wybudował kościół na cześć przenajświętszéj Maryi Panny, już wtedy wniebowziętéj i wyświęcił na pierwszego Biskupa téj krainy, Paterna jednego z uczniów swoich.

Potém wrócił do Tuluzy, i gdy sam zajmował się obsługą około chrześcijan przez niego w tém mieście nawróconych, świętego Honetta ucznia swojego, do miasta Pampeluny w stolicy królestwa Nawareńskiego posłał, aby tam zaniosł światło Ewangelii. Gdy w téj krainie wtedy Święty ten zaczął głosić słowo Boże, a niewielu pogan mógł nawrócić, dowiedział się od nich, że gdyby do nich przybył sam święty Saturnin, o którego cudotwórstwie wiele już słyszeli, a i pomiędzy niemi cudami potwierdził swoję naukę, prędzéjby w nią uwierzyli. Święty Honett pośpieszył z powrotem do świętego Saturnina, i przybywszy zdał mu sprawę z tego co go pomiędzy Nawarejczykami spotkąło. Święty Saturnin, puścił się niezwłocznie w drogę, i w dni parę z tymże uczniem swoim stanął w Pampelunie. Po kilku kazaniach i wielu cudach jakie tam uczynił, tak Pan Bóg jego apostolstwu pobłogosławił, że jak to czytamy w lekcyach Brewierza o tym Świętym, w przeciągu jednego tygodnia czterdzieści tysięcy pogan Chrzest przyjęło, a w ich liczbie święty Firminian, który był potém pierwszym tego miasta Biskupem. Mieszkańcy takim przejęci zostali wstrętem do błędów pogańskich, że sami porozwalali dawne świątynie i pogruchotali bożyszcza.

Z Pampeluny, święty Saturnin zrobił dalszą wycieczkę: udał się do Hiszpanii i tam przebiegł Galicyą i krainę Toledańską, wielką liczbę dusz pozyskując Chrystusowi Panu.

Wróciwszy znowu do Tuluzy po dwuletniéj nieobecności, znalazł Tuluzanów nierównie gorzéj dla wiary chrześcijańskiéj usposobionych. Niektórzy z nawróconych przez niego do pogaństwa wrócili, a kapłani pogańscy wzburzywszy lud przeciw świętemu Papulowi, którego na swojém miejscu zostawił był Saturnin, zadali mu śmierć męczeńską. Przewidując że i jego taki los czeka, Święty postanowił mimo tego, już się ztamtąd nie wydalać. A że z obawy oburzonych coraz groźniéj na niego pogan, w samém mieście nikt mu nie chciał dać przytułku, osiadł w małéj chatce za miastem. Lecz ztamtąd, ciągłe robił wycieczki dla miewania nauk i kazań któremi nawróconych w wierze utwierdzał, coraz nowe zdobycze wyrywając szatanowi, i jak mu to zwykłém było czyniąc różne cuda. Między innemi wyzwolił od złego ducha córkę Wielkorządcy Tuluzkiego Marcelusza, który tak mu się okazał niewdzięcznym, iż wkrótce potém skazał go na śmierć męczeńską.

Kapłani pogańscy dopatrzyli się że ich wyrocznie milczały ile razy Saturnin był w mieście, a wydawały swoje wyroki, gdy się z niego wydalał. Widząc zaś że Święty, zamierza już tam stale zamieszkać, postanowili go zgładzić. Gdy dnia pewnego Saturnin szedł ulicą do swojéj kapliczki aby w niéj Mszę świętą odprawić, jeden z kapłanów pogańskich, wskazując na niego, zaczął wołać do ludu: „Oto główny wróg bogów naszych, schwytajcie go: potrzeba nam pomścić na nim zniewagi jaką im czyni, niech zginie jeśli im nie odda czci należnéj.” Po tych słowach, poganie z krzykiem i tłumnie rzucili się na Świętego, otoczyli go zewsząd, zaczęli go tłuc, policzkować, i nakoniec kijami uderzać, a potém odarłszy go z odzienia, okrutnie ubiczowali. Święty wiedział z objawienia że go w tym dniu męczeństwo czeka, i wychodząc z domu wziął był z sobą trzech księży z tegoż miasta rodem, którzy mu towarzyszyli, i których prosił aby go nie odstępowali, gdy go poganie zamęczać będą. Lecz trzéj ci księża, jak tylko ujrzeli motłoch rzucający się na Biskupa, uciekli. Boleśnie tém dotknięty mąż Boży, zawołał do Pana Boga. „Panie! niech Biskupem téj dyecezyi, nigdy nie będzie ksiądz rodem z tego miasta.” Co dotąd się spełnia.

Tymczasem zbiegło się coraz więcéj pogan, którzy niepoprzestając na mękach już Świętemu zadanych, związali go sznurami i powlekli do głównej swojéj świątyni Tuluzkiéj, gdzie wszystko było przygotowane, do składania ofiar bożkom. Stanąwszy z nim przed ołtarzem, rzekli do niego: „Więc to ty szydzisz z naszych bogów, i okrywasz niesławą religią ojców naszych; musisz teraz uklęknąć przed temi bogami, i palić im kadzidła. Jeśli tego nie uczynisz, w miejsce wołu który miał im być zaofiarowany, sam tu zabity zostaniesz.” – „Jakże chcecie, odpowiedział im Święty, abym oddawał cześć bałwanom, albo raczéj szatanom, którym wy się kłaniacie, kiedy oni się mojéj obecności lękają, i jakto sami wiecie, ile razy jestem w mieście wyroczni swoich wydawać nie śmią.” I po tych słowach, zwracając się do Pana Boga, i prosząc go o potrzebne wsparcie do przeniesienia mąk jakie widział że mu przygotowują, wzniosłszy ręce i oczy do Nieba rzekł: „Panie! teraz to potrzeba jest abyś wyciągnął do mnie prawicę Twoję, i silnie mnie nią ujął, abym się nie potknął na drodze świętych praw Twoich. Racz mi udzielić siły, do chętnego przeniesienia męczarni które mi mają zadać Twoi i moi wrogowie.” A gdy tę modlitwę skończył stanął przed nim Anioł przecudnéj postaci, upominał go aby był wytrwałym, i upewnił o nagrodzie którą mu Pan Bóg przeznaczył w Niebie. Wzmocniony na duchu święty Męczennik, gdy powtórnie znaglali go poganie do oddania czci bożkom, podobnąż jak pierwiéj dał im odpowiedź, przydając że i oni wiedzieć powinni, że cześć jakiéj się od niego domagają, należy się tylko Bogu prawdziwemu Stworzycielowi Nieba i ziemi i Synowi Jego równemu mu we wszystkiém, Jezusowi Chrystusowi.

Wtedy barbarzyńcy podwoili okrucieństwa nad sługą Bożym: darli mu skórę żelaznemi hakami, ćwiczyli go rózgami, i jak Panu Jezusowi dawali policzki i w twarz jego pluli. Potém związali go sznurami, i znowu przed bałwana przywiedli, aby się mu pokłonił. Wszystko to nie zachwiało jego męstwa: „Wszak już wam oświadczyłem, rzekł znowu do nich, że nie pokłonię się waszym bałwanom, bo nie mogę i nie powinienem czcić innego Boga, jak Boga chrześcijańskiego. Od Niego oczekuję nagrody za trudy moje i korony chwały, którą zaszczyca wszystkich którzy aż do końca w służbie Jego wiernie wytrwają. Otom gotów za Niego życie moje położyć, chociażbyście mi zadali wszelkie męki, jakie okrucieństwo wasze wymyślić potrafi. O! gdybyście przezto przynajmniéj sami przejrzeli i uznali prawdę, a pozbywając się ciemnoty pogańskiéj, uwierzyli w tego Boga, który jeden tylko jest Bogiem prawdziwym. Uznajcie go, błagam was i nawróćcie się, abyście nie poszli na potępienie.”

Nie poruszyły te słowa wcale tych nieszczęśliwych zaślepieńców, ani nawet to, że gdy je Saturnin wymawiał, bałwany pospadały same z ołtarzów, i przy nogach jego w gruz się porozsypywały. Poganie i na cud ten nieczuli, temiż gruzami go obrzucali, a chcąc go ukamienować wołali wściekle: „Zabić go, zamordować co prędzéj.”

Przy świątyni był byk młody i bystry, przeznaczony na ofiarę: do jego tedy nóg tylnych przywiązali sznurami Saturnina, i z nim dzikie to zwierzę popędzili po skalistéj górze, kłuciem, bielem i paleniem pobudzając je żeby gwałtowniéj leciało. Po chwili téż, z roztrzaskanéj czaszki Świętego mózg i krew wytrysnęły, i dusza jego uleciała do Nieba. Poniósł śmierć męczeńską 29 Listopada około roku Pańskiego 80.

Pożytek duchowny

Święty Saturnin, jest uważanym w Kościele Bożym jako jeden z głównych Patronów dobrej śmierci. Przejmij się żywo tą prawdą że od stanowczéj chwili przejścia twojego z tego świata na tamten, zależy los całéj dla ciebie wieczności. Proś więc tego Świetego, aby w godziną twojéj śmierci wstawieniem swojém cię wspierał.

Modlitwa

Boże! który nam pamiątkę przejścia do Nieba błogosławionego Saturnina Męczennika Twojego, obchodzić dozwalasz, racz nas za jego zasługami, zawsze, a szczególnie w godzinę śmierci naszéj, łaską Twoją wspierać Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1030–1032.

Footnotes:

1

Jan I. 29.

Tags: św Saturnin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik św Jan Chrzciciel śmierć
2020-11-27

Św. Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Chrystyna, z Zakonu Kamedułów, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 1005.

(Żywot ich wyjęty jest z Historyi polskiéj przez Długosza.)

Święci których na dzień dzisiejszy krótki żywot podajemy, a których Martyrologium Rzymskie 12-go bieżącego miesiąca pamiątkę obchodzi, byli zakonnikami Reguły świętego Romualda, tak zwani Kameduli. Ponieważ onito około roku Pańskiego 1000, założyli w Polsce pierwszy klasztor Zakonu bogomyślnego, i ten rodzaj anielskiego na ziemi życia pierwsi do nas przynieśli, więc czém są dla Kościoła tego rodzaju zakony parę słów tu powiemy.

Wszyscy obowiązani są do modlenia się, i to jest bardzo ścisłym każdego człowieka obowiązkiem, a jednak nie wszyscy spełniają tę powinność jak należy. Jedni opuszczają się w niéj przez niedbałość, drudzy przez mniéj więcéj wymawiającą ich w téj mierze niemożność, a tymczasem jest pewna miara modlitw, które do tronu Boga zanoszone być powinny od całéj masy żyjących w danych czasach ludzi na ziemi. Ztąd téż wynika, że w stosunku jak do téj oznaczonej przez Boga miary brakuje czegoś ze strony ludzi, umniejsza Pan Bóg łask jakie dla nich przeznaczył, i które byłby udzielił gdyby się modlili tyle ile do tego obowiązani byli. I znowu nawzajem: z tém większą hojnością zlewa Stwórca najwyższy na świat Swoje błogosławieństwa, im większa masa modlitw, przed majestat Jego dochodzi.

Toż samo ma miejsce i co się tyczy pokuty należnéj ludziom za grzechy, jakich się po Chrzcie świętym dopuszczają. Tych bowiem pewna miara, chociaż już odpuszczonych przez Sakrament spowiedzi godnie przyjęty, wymaga jednak przed sprawiedliwością Bożą pewnéj odpowiednéj miary pokuty, w któréj, podobnież jak w modlitwie, wielu się zaniedbuje. I ztego więc znowu powodu, nietylko wiele łask Bożych zostaje wstrzymanych, lecz nawet miłosierdzie Boskie dla dopełnienia téj miary pokuty którą oziębli nawróceni grzesznicy zaniedbują, zsyła cięższe powszechne na świat kięski, aby się w nich, i przez nie już jakby powiedzieć chcąc niechcąc, sprawiedliwi lepiéj oczyszczali i uświęcali.

Otóż, Zakony bogomyślne to jest modlitwie i pokutnemu życiu głównie oddane, a jedno i drugie spełniające w wyjątkowo wyższéj mierze jak to spełniać mogą wszyscy w ogólności ludzie, wynagradzają przed sprawiedliwością Bożą, brak tego w innych. Miłosierdzie bowiem Boże, jak to wiemy z nauki Kościoła, raczy nam zaliczać zasługi jednych za drugich, co właśnie stanowi onę świętą wspólność, świętych obcowanie, to jest współuczestniczenie każdego wiernego w zasługach i dobrych czynach wszystkich wiernych razem wziętych. Jak więc Zakony czynne apostolskim pracom albo miłosiernym uczynkom oddane przychodzą w pomoc wiernym, w ich potrzebach i duchownych i doczesnych, tak znowu Zakony bogomyślne podobnież wspomagają tychże wiernych: najprzód własnym przykładem najskuteczniéj ucząc ich potrzeby modlitwy i pokuty, a powtóre modlitwie i pokucie w wyjątkowy sposób poświęcone, wyjednywają u Boga te łaski dla całego świata, którychby ludzie nigdy nie dostąpili, gdyby pewna ich liczba nie poświęciła się wyłącznie na dopełnienie w ogólnym obowiązku modlenia się i pokutowania, tego czego w nim braknie w oczach Boga, z powodu zaniedbywania się w téj mierze ogółu całego społeczeństwa wiernych.

W dziejach téż świata chrześcijańskiego, czyli w dziejach Kościoła, łatwo dopatrzeć, że ile razy chciał Pan Bóg wielkie miłosierdzie swoje okazać nad światem, i z największych zboczeń sprowadzić ludzi na drogi właściwe, na drogi wiary, zawsze wtedy wskrzeszał ducha bogomyślnego i pokutnego, i zsyłał wielkich Świętych którzy zakładając i szerząc Zakony bogomyślne świat od zguby ratowali. A przeciwnie, kiedy tylko ten duch który ożywiać powinien takowe Zgromadzenia ostygał, wtedy chylił się cały świat ku złemu i jakby chwiał się Kościoł Boży na ziemi, według onego widzenia jakie razu pewnego miał Papież Inocenty III, kiedy święci Franciszek i Dominik okazali się mu jako podpierający chylący się Lateran.

Skoro téż Pan Jezus założył Swój Kościoł na ziemi, wnet ten duch Zakonów bogomyślnych w nim się pojawił: i dopiéro wtedy tenże Kościoł zaczął nabierać wzrostu w świecie pogańskim na Wschodzie, kiedy puszcze Egipskie pod przewodnictwem świętych Antoniego, Pachoniego, Makarego i innych, zapełniły się pustelnikami, tak że jak piszą ówczesni pisarze, miasta się wyludniały, a dzikie puszcze zamieniały się na ludne osady z samych Bogomodlców złożone. Na Zachodzie toż samo: walczył Kościoł z pogaństwem przez świętych Biskupów i święte duchowieństwo świeckie, z którego grona tak wielka liczba Męczenników padła aby w téj części świata zaszczepić i utrwalić wiarę świętą. Lecz nabrała ona wzrostu, i Kościoł wtedy dopiéro się tu osadził, kiedy wielki święty Benedykt, założyciel bogomyślnych Zakonów na Zachodzie, pokrył niemi cały świat chrześcijański.

W średnich wiekach, gdy duch ten przygasł i w tych nawet zakładach które go przechowywać były powinny, któż nie wie w jakim stanie było całe społeczeństwo chrześcijańskie, a które od ostatecznéj zaguby wyratował znowu duch życia bogomyślnego i pokuty, przez dwóch świętych jego odnowicieli wskrzeszony, a którymi byli święci Romuald i Benedykt.

Nakoniec cóż innego, jeśli nie powtórny upadek tego ducha w wieku XVI, dozwolił rozszerzyć się kacerstwu najzgubniejszemu jakie kiedy powstało było w Kościele, i cóż innego jeśli nie brak zesłanników Bożych którzyby go odnowili, jakto miało miejsce w wiekach średnich, jest powodem że kacerstwo to rozwijając swoje następstwa, doprowadziło społeczność chrześcijańską do téj strasznéj ostateczności, w jakiéj ją dziś widzi z przerażeniem każde katolickie serce.

Zakony więc bogomyślne, sąto albo raczéj byłyto instytucye święte, niezmiernie i jakby niezbędnie Kościołowi potrzebne, i takowe każdy naród skoro się do niego światło Ewangelii dostawało, widział powstające na swém łonie.

To właśnie i u nas miało miejsce za czasów Bolesława Chrobrego, za którego tylko co wiara święta na naszéj ziemi krzewić się zaczęła. Wtedy żył jeszcze we Włoszech święty Romueld, a który założył był nowy Zakon właśnie jak najściślejszemu odosobnieniu, wysokiéj bogomyślności i najostrzejszéj pokucie oddany. Klasztory jego Reguły szerzyły się tak szybko, że za jego życia jeszcze, stanęło ich było sto w różnych krajach. Do niego więc udał się król Bolesław, z żądaniem aby mu przysłał swoich zakonników, dla założenia podobnegoż klasztoru w Polsce. Ten przeznaczył na to kilku uczniów swoich, między którymi byli i Polacy. Ci towarzysząc świętemu Wojciechowi w jego apostołowaniu na Prusach, po jego męczeńskiéj śmierci i sami od pogan wiele wycierpiawszy, przybyli do Polski aby klasztor Kamedułów Reguły świętego Romualda, założyć. Bylito: Benedykt i Jan włosi; Mateusz Izaak, Chrystyn i Barnabasz polacy.

W Wielkiéj-Polsce, niedaleko miejsca gdzie późniéj stanęło miasteczko Kaźmierz, ciągnęły się podówczas długie i ciemne lasy, stanowiące jednę z najbardziéj odludnych puszcz w kraju naszym. Tam na górze i teraz zwanéj Bieniszew, Bolesław kazał powystawiać, jakto Reguła świętego Romualda wymagała, osobne ubogie pustelnicze drewniane chatki, i w nich tych świętych pustelników obsadził. Wiedli oni życie tak odosobnione, że nietylko z innymi ludźmi żadnych nie mieli stosunków, lecz i z sobą nie przestawali wcale: na wspólne tylko pacierze zbierali się w ubogiéj kapliczce i schodzili się na roboty około uprawy pola, z którego się żywili. Ciągłe bez żadnej przerwy zachowywali milczenie, dla tém większego skupienia ducha i zatopienia się w bogomyślności. Nietylko rok cały, prócz jednego dnia Wielkiéjnocy, pościli, jadając jarzyny na oleju i chléb razowy, ale nawet silniejsi raz na tydzień brali taki posiłek, a słabsi dwa razy. Za jedyne odzienie i latem i zimą, nosili ostre włosiennice, z szerści końskiéj splecione. Sypiali zaś na gołéj ziemi, kamień biorąc pod głowę.

Taki nadzwyczajny rodzaj życia, sławę ich świątobliwości wokoło roznosił, a przykład ich niezmiernie umartwionego życia, najzbawienpiéj wpływał na lud, świeżo z obyczajów pogańskich wychodzący. Odwiedzały ich niekiedy na puszczy różnego stanu osoby, przychodzące podziwiać ich pokutę i polecać się w różnych potrzebach ich modlitwom, których skutków cudownych wszyscy coraz więcéj doznawali.

Razu pewnego, przybył do nich z licznym dworem i sam król Bolesław, aby ich świętym modlitwom i siebie i cały naród swój polecić. Spędziwszy tam dni kilka na pobożnych ćwiczeniach, mając wracać do Gniezna, chciał obdarzyć tych sług Bożych wielką ilością złota, któréj oni, miłośnicy ubóstwa ewangelicznego, w żaden sposób przyjąć nie chcieli. Król wielce zbudowany taką cnotą zaparcia się, gdy wyruszał z pustyni, rzekł do dworzan otaczających go, którzy chcieli wziąść te pieniądze napowrót: „Złoto raz ofiarowane na cześć Bożą w sługach Jego, już nie powinno być na inne cele użyte”, i kazał je zostawić w chatce, w któréj go pustelnicy gościli.

Gdy odjechał, a święci zakonnicy obaczyli pieniądze i to w wielkiéj ilości pozostawione, zafrasowani tém jakby ich jaka krzywda spotkała, postanowili aby jeden z nich, a tym był ojciec Barnabasz, zabrał te skarby, i co prędzéj odniósł je królowi, przedstawiając mu najpokorniéj, że się im z hojności jego w żaden spogób korzystać nie godzi: gdyż dar królewski był tak wielki, że ich raz na zawsze z ubóstwa wyprowadzał. Barnabasz tedy udał się z pieniędzmi do Gniezna, a bracia jego, odetchnąwszy nareszcie po kłopocie jakiego ich one nabawiły i odzyskawszy ciszę swojéj pustelni przerwaną na dni kilka pobytem królewskim, wrócili do swych zwykłych zajęć opiewania chwały Bożéj.

Tymczasem, kilku z niższych sług królewskich, w których jeszcze pogańskie usposobienie tlało, a którzy widzieli że Bolesław odjeżdżając wielką ilość złota. zostawił w jednéj z chatek, oddzieliwszy się od orszaku królewskiego, tejże nocy napadli świętych pustelników aby ich zrabować. Przybyli tam, kiedy słudzy Boscy o północy śpiewali właśnie Jutrznię, a już dawno Barnabasza z pieniędzmi wysłali byli do Gniezna. Wywlokłszy zakonników z kaplicy, domagali się aby im pozostawione przez króla skarby oddali. Napróżno mówili ojcowie że je odesłali Bolesławowi: złoczyńcy sądząc że ich wydać żałują, zaczęli ich w różny sposób męczyć, aby ich do tego zmusić. Najprzód poprzywiązywali ich do słupów, i podłożywszy ogień wolnym płomieniem ich palili, domagając się ciągle owych pieniędzy. Gdy pomimo tego jednę od wszystkich odbierali odpowiedź że ich nie mają, uwiązali ich do kół przy wozach, i z nimi poganiając konie w tak barbarzyński sposób ich dręczyli. To znowu odwiązawszy, bili ich okrutnie kijami, wodząc od chatki do chatki, aby wskazali miejsce gdzie skarby ukryte. Nakoniec nad rankiem, pomordowali na śmierć błogosławionych tych zakonników, którzy z miłości ubóstwa świętego ponieśli takowe męczeństwo, a którego byliby uszli, gdyby z zamiłowania téj cnoty skarbów im ofiarowanych przez króla byli nie odsyłali.

Zbrodniarze chcąc zakryć ślad swojéj zbrodni, umyślili pokłaść ciała Męczenników w ich chatkach, i roznieciwszy ogień spalić je, aby pozór że zakonnicy zgorzeli z wypadku, nie dał poszlaki ich czynu. Wzięli się więc do podpalenia chatek, z chrustu prawie ulepionych; lecz moc Boża zamieniła ściany tych lepianek jakby na marmurowe, tak że pomimo wszelkiéj usilności, ani ich zatlić nie mogli; i tak odeszli.

Wiadomość o téj zbrodni doszła wkrótce do Bolesława, i winowajcy wykryci i ujęci zostali. Król chciał wyjątkowéj surowości karą, tak wyjątkowo bezbożny i okrutny czyn ukarać. Skazał więc winowajców na śmierć głodną, i wydał wyrok aby w kajdanach póty przy trumnach zamęczonych przez nich świętych zakonników stali przykuci, aż od głodu pomrą: chyba że jakim cudownym znakiem, ciż sami Męczennicy, objawią chęć aby ta kara na inną zmienioną została.

Wykonano tedy rozkaz królewski i przywiedziono zabójców do trumny, w któréj wszystkich pięciu sług Bożych złożone były ciała w kościele Gnieźnieńskim. Lecz zaledwie zbrodniarze stanęli przy zwłokach świętych, aż oto kajdany z nich w tejże chwili opadły. W skutek więc tego król ich ułaskawił, a oni cudem tym wzruszeni, gorzkiemi łzami zbrodnię swoję opłakali, i przez szczerą spowiedź pojednani z Bogiem, zadziwiali odtąd wszystkich nietylko przykładném życiem, lecz i najostrzejszą dobrowolną pokutą, w któréj do śmierci święcie wytrwali.

Barnabasz zaś, gdy w dni kilka po dokonanéj zbrodni wracał z Gdańska po odniesieniu tam pieniędzy królowi, już na drodze blizko swojéj puszczy będąc, dowiedział się, że od dnia tego w którym puścił się on był w drogę, nad miejscem gdzie były chatki pustelnicze w lesie, widziano podczas każdéj nocy, światłość niebieską i słyszano w górze śpiewy anielskie, a nikt jeszcze nie wiedział że święci pustelnicy już pomordowani byli, i że nad ichto błogosławionemi ciałami, ponawiającym się takowym cudem, raczył Pan Bóg uświetnić ich śmierć męczeńską. Przybywszy Barnabasz na miejsce, domyślił się wszystkiego zanim jeszcze wykryci zbrodniarze wyznali szczegóły śmierci jego braci, a upadłszy na kolana, zdjęty ciężką żałością nie tyle z ich straty jak że ich korony męczeńskiej nie dostąpił, zawołał: Panie! jako bez woli Twojéj nie się nie dzieje na świecie całym stworzonym, tak że listek z drzewa bez Twojego rozkazu nie spadnie, tak również mocno wierzę, że ten wypadek śmierci męczeńskiéj moich braci, a któréj mnie, jako jéj niegodnemu, dostąpić nie dozwoliłeś, stał się z Twojego dopuszczenia. Korném przeto sercem proszę Cię tylko Boże mój, abyś mnie od wiecznego społeczeństwa w Niebie tych kochanych braci nie odłączał. Pozostał więc sam w jednéj z tych chatek, ćwicząc się ciągle w pokucie i bogomyślności, a przez to utrwalając na naszéj ziemi najdłużéj ze swych świętych towarzyszy ten anielski żywot, do którego z biegiem czasu i wielu innych pociągnął. Po świętym jego zgonie, król Bolesław i zwłoki Barnabasza kazał umieścić w tejże trumnie w któréj były ciała pięciu świętych Męczenników jego braci, aby z tymi z którymi w Niebie się połączył i na ziemi w jednymże grobie spoczywał.

Na miejscu pięciu chatek pustelniczych tych pierwszych założycieli Zakonów bogomyślnych na ziemi naszéj, lud pobożny wzniósł późniéj pięć kapliczek, do których liczne odbywały się pielgrzymki, i wiele tam cudów zaszło. Ciała zaś wszystkich sześciu, we wspaniałym grobowcu przez Bolesława wzniesionym, w katedrze Gnieźnieńskiéj spoczywały tylko do roku Pańkiego 1039, w którym Brzetysław książe czeski, wtargnąwszy do Polski i dostawszy się aż do Gdańska, zabrał te święte Relikwie wraz z innemi, i uwiózł je do Pragi. Późniéj znownu, ciało świętego Chrystyna przeniesione zostało do Ołomuńca, i umieszczone tam w kościele, pod jego wezwaniem zbudowanym.

Pożytek duchowny

Krótkie uwagi poprzedzające żywot który przeczytałeś, powinny ci dać ocenić po katolicku potrzebę Zakonów bogomyślnych w Kościele Bożym. Proś więc Pana Boga, przez przyczynę tych Świętych którzy pierwsi na ziemię naszę ten rodzaj życia nadziemskiego przynieśli, aby raczył ducha bogomyślności i pokuty rozżywiać pomiędzy wiernymi; póki bowiem do tego nie przyjdzie, nie zatrzyma się świat na zgubnych drogach na których zostaje.

Modlitwa (Kościelna)

Prosimy Panie, niech nas Męczenników Twoich: Benedykta, Jana, Mateusza, Izaaka i Chrystyna, chwalebne dnia dzisiejszego tryumfy tak rozweselają, abyśmy za ich wstawieniem się do téj doszli niebieskiéj ojczyzny, w któréj oni szczęśliwie z Aniołami połączeni, bezustannie Majestatu Twego niewymowną światłością się cieszą. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1022–1026.

Tags: Pięciu Braci Męczenników św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik modlitwa pokuta św Benedykt św Romuald protestantyzm
2020-11-26

Św. Piotra Aleksandryjskiego, Biskupa i Męczennika i św. Leonarda, z Portu-Maurycyi

Żyli około roku Pańskiego 310 i 1751.

(Żywot Świętego Piotra wyjęty jest z Brewiarza Rzymskiego, Świętego Leonarda z procesu jego beatyfikacyi.)

Święty Piotr Biskup Aleksandryjski, zasiadał na téj stolicy w drugiéj połowie trzeciego wieku. Wysoką świątobliwością swoją i nauką wsławił się nietylko w Egipcie, którego miasto Aleksandrya była wtedy stolicą, lecz i w całym Kościele Bożym. Ciężkiego doznał, w obronie wiary świętéj od cesarza Maksymiana Gabra, prześladowania, a mężnie przy obronie praw Kościoła stojąc, przez to i wiernych swojéj pieczy powierzonych w wierze świętéj utwierdzał. Onto pierwszy wykrywszy bezbożne błędy kacerza Aryusza, który był Dyakonem w jego Dyecezyi, od społeczeństwa wiernych odłączyć go kazał. Po dwunastu latach biskupstwa, na którém ciągle musiał walczyć z błędami różnych powstających podówczas kacerstw i znosić coraz groźniejsze prześladowanie od cesarza, nareszcie uwięziony został i na śmierć Skazanym przez tegoż Maksymiana.

W wigilią śmierci, przyszli odwiedzić go w więzieniu Achyllas i Aleksander, kapłani, i wstawiali się za Aryuszem, prosząc aby go do jedności Kościoła przywrócił, i odwołał klątwę na niego rzuconą. Lecz Święty, któremu Pan Bóg objawił był że kacerz ten nie nawróci się i że błędami swojemi wielką zada Kościołowi klęskę, uczynić tego nie chciał i rzekł do nich. „Dzisiejszéj nocy, okazał mi się Pan Jezus, mający na Sobie białą szatę na wpół przedartą; a gdym Go pytał? coby to znaczyło, odrzekł mi: Tak oto Aryusz, Kościół święty, który jest szatą Moją, kacerstwem swojém rozedrze.” Ta smutna przepowiednia świętego Piotra sprawdziła się, równie jak i ta, przez którą dwom tym kapłanom przybyłym wtedy do niego, zapowiedział że jeden po drugim na Biskupstwo Aleksandryiskie wyniesieni zostaną. Poniósł śmierć męczeńską przez ścięcie mieczem, dnia 26 Listopada roku Pańskiego 310.

· · ·

Święty Leonard którego także w dniu dzisiejszym obchodzi się pamiątka, był rodem z miasta nadmorskiego Porto-Maurycio w północnych Włoszech położonego. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1676. Ojciec jego Dominik Kazanowa, był właścicielem małego okręciku, a wielkiéj świątobliwości człowiekiem, który tak pobożnie dzieci swoje wychował, że z czterech jego synów, trzech wstąpiło do Zakonu Braci-mniejszych, a jedyna córka została Klaryską w Siennie. Lecz na świętym to Leonardzie szczególnie objawiały się owoce bogobojnego wychowania jakie w domu odebrał. Małym chłopaczkiem będąc, nietylko sam z największém upodobaniem różne ćwiczenia pobożne odprawiał, lecz i rówienników swoich do tego zachęcał. Zgromadzał ich w kaplicy Matki Boskiéj za miastem będącéj, i tam w przemowach jakie do nich miewał, zachęcał ich do czci przenajświętszéj Panny i Różaniec z niemi prawie codzień odmawiał.

Oddany do szkół, zadziwiający w naukach uczynił postęp, a coraz większy w cnotach. Gdy już przeszedł niższe klasy, stryj jego mieszkający w Rzymie, zawezwał go do tego miasta, i tam w najpierwszym zakładzie naukowym ukończył Leonard wyższe kursa, a taką zajaśniał obyczajów skromnością że go drugim Aloizym Gonzagą przezywano. Już podówczas powziął zwyczaj każdego wieczora tak się obrachowywać z sumieniem, jakby tejże nocy miał umrzeć, i skoro mu ono cośkolwiek wyrzucało, szedł do spowiedzi.

Miał lat dwadzieścia jeden, kiedy postanowił świat opuścić i wstąpić do Zakonu. Gdy wahał się któremu dać pierwszeństwo, zdarzyło się że wszedł wieczorem do kościoła świętego Bonawentury, przy którym był klasztór Braci Mniejszych Reformatów z całą ścisłością pierwotną Regułę świętego Franciszka Serafickiego zachowujących. Wtedy zakonnicy w chórze odmawiali Kompletę, a powaga i pobożność z jaką te pacierze odprawiali, skłoniły świętego Leonarda aby do tego klasztoru wstąpił. Przyjętym został, i od chwili w któréj przywdział habit świętego Patryarchy Assyzkiego, ciągle już tylko coraz wyżéj na drodze doskonałości postępował. Największa w zachowaniu wszystkich przepisów Reguły pilność, nadzwyczajny dar modlitwy, gorąca Jezusa i Maryi miłość, nieustanne umartwienie ciała, niezmordowana w usługach bliźniemu uczynność, zaparcie się i posłuszeństwo granie niemające, oto były cnoty które go uczyniły wzorem najwyższéj świątobliwości.

Takim był już święty Leonard,kiedy po ukończeniu nauk Teologicznych wyświęcony został na kapłana. Od téj pory szczególnie, rozbudziła się w sercu jego najwyższa o zbawienie bliźnich gorliwość. Takową powodowany, po kilkakroć najusilniéj domagał się u przełożonych aby go wysłano na Missyą pomiędzy pogany, gdzieby roznosząc światło Ewangelii, śmierć męczeńską mógł ponieść. Lecz że go Pan Bóg przeznaczał na Apostoła kraju własnego, przełożeni nie wysłali go do niewiernych, lecz przeznaczyli na Misyonarza we Włoszech.

Odbywał więc Missye przenosząc się z miasta do miasta, ze wsi do wioski, zawsze pieszo, boso i o żebranym chlebie, nigdzie żadnego za prace swoje nieprzyjmując wynagrodzenia. Obywał się zaś bez żadnego towarzysza: sam miewał kazania, dzieci do pierwszéj spowiedzi i Komunii sposobił, nabożeństwu przewodniczył, spowiadał, co mu często pół nocy zabierało. Ledwie jednę Missyą skończył wnet na drugą się udawał, gdyż widząc nadzwyczajne tego pożytki, każdy z Biskupów pragnął aby w tym celu ten wielki Apostoł przybył i do jego Dyecezyi. Gdy w jakiém miejscu dłużéj zabawił, przytrafiało się że około stu tysięcy miewał słuchaczów. Wtedy urządzano mu kazalnicę na polach, a Pan Bóg przytém taki cud czynił, że zarówno ci którzy obok niego stali, jak i ci którzy niezmiernie byli daleko (gdyż tłumy ludu przeszło wiorstę się ciągnęły) słyszeli go najdoskonaléj.

Po pięciu latach niezmordowanej na takowych Missyach pracy, ciężko zapadł na piersi. Krew z płuc wyrzucał, wychudł jak szkielet, a lekarze zawyrokowali iż jest w ostatnim stopniu suchot, i ledwie mu parę tygodni życia obiecywali. Wtedy objawiła się mu przenajświętsza Marya Panna, uzdrowiła go cudownie, i odtąd jeszcze lat czterdzieści tenże rodzaj życia prowadził.

Lecz gdy się tak dla dobra dusz bliźnich na świecie żyjących poświęcał i braciom swoim zakonnym starał się przychodzić w pomoc. Widząc pomiędzy niemi wielu powołanych do życia jak najbardziéj odosobnionego, a i sam do niego zawsze wzdychając, skorzystał ze szczególnych względów jakie miał u Kozmy III-go panującego w Toskanii, i założył w tém księstwie w miejscu bardzo odosobnioném gdzie sam corocznie odprawiał długie rekolekcye, klasztor. W nim umieścił kilkunastu zakonników, którzy tam według ustaw przez niego ułożonych, a przez Papieża Klemensa XI-o zatwierdzonych, jakby na puszczy, w pokucie i bogomyślności Pana Boga chwalili. Sam jednak, rzadko kiedy mógł tam mieszkać, ciągle bowiem z missyi na missye się udawał, a najwięcéj przebywał w Rzymie, gdzie najobfitsze apostolstwa jego, do ostatnich czasów przetrwały ślady. Pozakładał tam różne pobożne stowarzyszenia i Bractwa. Najserdeczniejsze do Matki Bożéj nabożeństwo, którém od dzieciństwa był przejęty, w każdego pragnął przelać. Nie było kazania w którémby o niém nie wspominał, a wszystkie łaski jakie i sam odbierał i które w tak wielkiéj obfitości przez swoje prace apostolskie sprowadzał na drugich, Maryi przypisywał. Często z kazalnicy słyszano go mówiącego: „Kiedy przebiegam pamięcią wszystkie łaski jakie przez przenajświętszą Maryą w życiu mojém odebrałem, myślę sobie, że tak jak pewne kościoły, w których są cudowne obrazy Maryi, mają ściany pokryte wotami świadczącemi o łaskach jakie ludzie za Jéj pośrednictwem od Boga otrzymali, tak ja cały obwieszony być powinienem, takiemiż wotami: bo żadnéj łaski nie otrzymałem inaczéj, jak przez ręce Maryi. I jeśli zbawienia dostąpię, jedną z największych moich radości w Niebie, będzie myśleć i powtarzać przez całą wieczność, że i to Maryi winienem.” Miał zwyczaj za każdém uderzeniem godziny pozdrawiać tę swoję Matkę niebieską, i wszystkim to zalecał. Usypiając brał w rękę Jéj medalik, i za każdém ocknięciem się, całował go pobożnie.

Przedmiotem jego pobożnych rozmyślań, była najczęściéj Męka Pańska, a w niéj głównie szczegóły zaszłe w bolesnéj drodze Pana Jezusa, kiedy Go na Kalwaryą wiedziono. Uważał że kazania jego o tém najzbawienniejsze na słuchaczach wywierały skutki. Ułożył więc nabożeństwo, dziś już bardzo pomiędzy pobożnemi duszami upowszechnione, i wielkiemi nadane przez Stolicę Apostolską, odpustami, tak nazwane nabożeństwem Drogi Krzyżowéj. Zaprowadził je najprzód w Rzymie, w ogromnéj wielkości gmachu zwanym Kolizeum, uświęconym krwią wielu tysięcy Męczenników, za czasów prześladowania chrześcijan, podczas igrzysk ludowych na tém miejscu zamordowanych. Tam zbierał święty Leonard wielką liczbę słuchaczów miewał do nich kazania w których brał za główny przedmiot szczegóły ostatnich chwil Pana Jezusa, i potém odprawiał z nimi Drogę Krzyżową. Benedykt XIV, podówczas na stolicy Apostolskiéj zasiadający, wielki tego męża Bożego wielbiciel, nabożeństwo to licznemi obdarzył odpustami. Tenże Papież, na żądanie świętego Leonarda, dla rozbudzenia nabożeństwa do pamiątki śmierci Pana Jezusa, nakazał aby po wszystkich kościołach, każdego piątku o trzeciéj godzinie po południu, w któréj Pan Jezus konał, dawano znak dzwonem, a za odmówienie wtedy trzech Ojcze nasz, i trzech zdrowaś Marya, na cześć krzyżowej śmierci Zbawiciela, odpust nadał.

Od świętego to Leonarda także, powstał zwyczaj najprzód w całych Włoszech upowszechniony, nieustającéj czci przenajświętszego Sakramentu, i on pierwszy w kilku większych miastach we Włoszech, Bractwa w tym celu pozakładał.

Odbywał według zwyczaju swego Missyą w Bononii, na którą wysłał go był Benedykt XIV, kiedy w lekką zapadłszy chorobę, pośpieszył z powrotem do Rzymu, gdyż przyrzekł dawno Papieżowi, że w tém mieście umrze. Jakoż skoro wrócił do swojego klasztoru świętego Bonawentury, zachorował śmiertelnie, a po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych i rzewnéj a budującej do braci przemowie, poszedł po nagrodę zgotowaną mu w Niebie dnia 26 Listopada, roku Pańskiego 1741. Papież Pius IX w poczet Świętych go zapisał.

Pożytek duchowny

Zdaniem jestto powszechném, przez mistrzów życia wewnętrznego i największych Świętych przyjętém, że najzbawienniejszém z ćwiczeń pobożnych, jest rozmyślanie Męki Pańskiéj. Do tegoto właśnie rodzaju, należy nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Staraj się z niém obeznać przez książeczki na to umyślnie sporządzone, i takowe przynajmniéj w Piątki wielkopostne odprawiaj.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś dla skruszenia serc upartych grzeszników przez głoszenie Ewangelii, błogosławionego Leonarda Wyznawcę Twego przedziwną świątobliwością i wielką mocą wymowy obdarzył, spraw prosimy, gdy sami dla zatwardziałości serc naszych do doskonałéj skruchy pobudzić się nie możemy, abyśmy tego za jego prośbami i zasługami dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1019–1022.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 941–942

Przytaczamy tu wyjątek z kazania świętego Leonarda o wieczności:

„Jest artykułem wiary, że wszystkie dusze, jakie Bóg stworzył od tysięcy lat, żyją po dziś dzień i są nieśmiertelne; jest to artykuł wiary, że i ja i wy po 10, 20 i 100 tysiącach lat jeszcze żyć będziecie. Ale gdzież będziemy? W domu wieczności. Mędrzec Pański mówi: «Człowiek pójdzie do domu wieczności!» Wieczność jest owym niezmiernym krajem, do którego wchodzi człowiek, gdy pożegna się z tym światem. Dla tych, którzy umarli w grzechu, jest ona krajem wiekuistej kary”.

„Wpatrzcie się teraz w wieczność, jeśli się na to odważycie. Nazwać ją można «nigdy», które ustawicznie się zaczyna, i «zawsze», które się nigdy nie kończy. Nie mamy na to miary. Odciągnijmy coś od jakiej ilości, a zmniejszy się, dodajmy coś do niej, a zwiększy się. Jeśli odciągniecie od wieczności sto tysięcy lat, nie zmniejszy się ona ani na jotę, dodajcie do niej milion wieków, nie przedłuży się ani o jedną mi nutę. Wieczność jest nieruchoma, niezmienna, nie może się powiększyć lub zmniejszyć”.

„Pójdźcie ze mną do pustyń Egiptu i Palestyny. Dotrzyjcie do strasznych ustroni tych pustyń, patrzcie ze mną na zamkniętego w jednej jaskini Hilariona, w drugiej Makariusza, obok niego Pachomiusza, tu Pawła, ówdzie Hieronima. Idźcie w góry, oglądajcie w tej jamie Marię Egipcjankę, w drugiej Taidę, tu Pelagię, ówdzie Teodorę. Pytajcie te pokutnice, pytajcie świętych pustelników, kto ich zawiódł do tych pustyń, kto ich przyodział w te habity, kto ich pogrzebał w tych jamach, kto ich zmusił prowadzić żywot tak anielski i używać tak dobrze czasu? Odpowiedzą wam z Dawidem: «Miałem na pamięci dni dawne, a na myśli lata wieczności». O wieczności, która masz moc grzebania żywych, czy nie masz mocy wskrzeszenia umarłych, owych umarłych, którzy obumarli dla łaski?”

„Jest wieczność, istnieje wieczność! Wobec tej wieczności śmiejecie się, żartujecie i prowadzicie życie lekkomyślne z dnia na dzień? Jest wieczność, a wobec tej wieczności bawicie się wszeteczeństwem, grą i swawolną rozrywką? Jest wieczność, a wobec tej wieczności zioniecie przekleństwami i bluźnierstwem, tchniecie nienawiścią, kalacie duszę nieczystymi myślami, brudnymi żądzami, złymi uczynkami i obrazą Boską?”

Tags: św Piotr Aleksandryjski św Leonard z Porto Maurizio św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik arianizm Maryja Droga Krzyżowa wieczność
2020-11-25

Św. Katarzyny, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 310.

(Żywot jéj był napisany przez Metafrasta.)

Święta Katarzyna z rodu cesarskiego pochodząca, mieszkała w Aleksandryi, stolicy Egiptu, w połowie IV wieku. Tak wysokie w naukach odebrała wykształcenie, że będąc młodą dziewicą stała w nich na równi z najsławniejszymi uczonymi swojego czasu. Przytém jaśniała przedziwną urodą. Lecz co prawdziwe jéj szczęście stanowiło, była doskonałą chrześcijanką.

Panujący podówczas cesarz Maksencyusz, zawzięty prześladowca chrześcijan, przybywszy do Aleksandryi, wydał najsurowszy wyrok, aby nietylko wszyscy mieszkańcy tego miasta, ale i z najodleglejszych okolic, stawili się do Aleksandryi na dzień na to wyznaczony, w którym miała się obchodzić wielka uroczystość pogańska. Gdy w skutek tego, tłumy ludu zgromadziły się na te bezbożne obrządki pod przewodnictwem Maksencyusza odbywane, Katarzyna zdjęta litością nad tak wielką liczbą dusz uwiedzionych błędami pogańskiemi, wziąwszy z sobą liczny orszak sług swoich, udała się do świątyni w któréj był cesarz, i tak do niego przemówiła: „Czy przystoi tobie o! cesarzu, który tak wielkiém państwem rządzisz, abyś ludzi śmiertelnych za bogów poczytywał? Wszak własni wasi pisarze i filozofowie, nie tają tego iż ci których lud prosty za bogi uznaje, ludźmi tylko byli, którym za niektóre dobrodziejstwa jakie wyświadczyli społeczeństwu, dla zachowania ich pamiątki stawiono posągi, a które ciemnota tylko ludów za bogów uznała. Tak znakomici pisarze jak Diodorus, Plutarch i inni świadczą o tém wyraźnie; nie wątp więc o tém cesarzu, a przykładem twoim nie prowadź tak wielu ludzi na potępienia: bo inaczéj, Bóg prawdziwy wiekuistą męką cię ukarze po śmierci. Uznaj raczéj jednego prawdziwego Boga, który ci i życie dał i koroną cię obdarzył. Słowo Jego przedwieczne, Syn Bogu Ojcu równy, wybawił nas od zguby, w jaką nas wtrącili pierwsi rodzice nasi dopuściwszy się nieposłuszeństwa przeciw Bogu. Syn Boży krzyżową śmiercią Swoją, winę naszę zmazał, otworzył nam wrota do miłosierdzia Bożego, i pokutującym zbawienie wieczne daje. Korzystaj przeto z téj łaski.”

Zdumiał się Maksencyusz na mowę takową, lecz przez wzgląd na wysoki ród Katarzyny, nie chciał od razu karać jéj za to co w jego oczach było wielkiém zuchwalstwem. Przytém ujęty jéj nadzwyczajnéj piękności urodą, poślubienia jéj powziął zamiar. Łagodnemi więc słowy przemawiając do niéj, powiedział iż rozpoczętych obrzędów musi dokończyć, a po nich zawezwie ją do siebie dla dłuższéj rozprawy.

Gdy przybyła, wiedząc że z cesarskiéj krwi pochodzi, przyjął ją z wielkiém uszanowaniem, i w pierwszych słowach jakie do niéj wymówił, zaczął wychwalać jéj piękność. Na co rzekła mu święta dziewica: „Szatani których wy za bogów macie, tak was w swoich sidłach trzymają, iż wam tylko na znikome i niegodne uwagi rzeczy otwierają oczy. Jakąkolwiek jest moja powierzchowność, jestem tylko gliną nędzną, która w proch się obróci, a jeśli podziwiasz tę postać jaką mi dał Pan Bóg, z tego byś się powinien przekonać o potędze takiego Stwórcy, i tę uwielbiać, a nie stworzeniu nikczemnemu zalety przypisywać.” Zaczął po tych słowach cesarz swojéj religii bronić, a gdy spostrzegł z jak niepospolicie uczoną i bystrego rozumu kobietą ma do czynienia, powiedział jéj iż chce aby się o tém wszystkiém co mu mówiła o religii chrześcijańskiéj, rozprawiła z uczonymi filozofami, których w tym celu do siebie zawezwie. „Niech staną, odpowiedziała mu na to Katarzyna, a obaczysz jak Bóg mój usta im zamknie.” Posłał tedy cesarz po pięćdziesięciu najmędrszych w całym kraju filozofów, aby oni Katarzynę o prawdziwości religii pogańskiéj, a fałszu chrześcijańskiéj przekonali. Tymczasem, przed Świętą stanął Anioł, i oznajmił jéj że Pan Jezus w téj rozprawie wspomagać ją będzie, że filozofowie ci nawrócą się i za wiarę umrą, i że ona sama koronę męczeńską otrzyma.

Gdy tedy ci mędrcowie na dwór cesarski przybyli, przyzwano Katarzynę, i w obecności Maksencyuszą i wszystkich panów i pań jego dworu, kazano jéj rozprawiać się z nimi. „Więc ty bogi nasze bezcześcisz” odezwał się do niéj najprzód jeden z owych filozofów za najbieglejszego poczytywany. „Ja im czci nie oddaję jako bogom, odrzekła na to dziewica, bo ich nie za bogów lecz za ludzi tylko uznaję.” – „Dla czegoż, powiedział znowu na to filozof, ty która za mądrą i uczoną uchodzisz, nie podzielasz w téj mierze zdania naszych największych uczonych i najpierwszych wieszczów, którzy ich przecież za bogów poczytują?” — „Bo w tych rzeczach, odpowiedziała Katarzyna, które się tyczą czci należnéj prawdziwemu Bogu, ja słucham nie zdania chociażby najmędrszych ludzi, lecz głosu téj mądrości która jest darem Boga, będącego samą Mądrością, a która mnie oświeca.” I zapytała: „Którzyżto są ci wasi uczeni, uznający za bogów tych, którym wy cześć oddajecie?” A gdy filozof rozprawiajacy wyliczył jéj wielu uczonych pogańskich o ich bożkach piszących, a nic o Chrystusie niewspominających, Święta mu odpowiedziała: „Prawda iż ci których mi przytaczasz, piszą o tych których wy za bogów poczytujecie: ale czyż nie widzisz, że przypisują im oraz jużto chytrość i matactwo, już mściwość i zdradę; to znowu ohydną rozpustę i największe zbrodnie. A czyż mogą być bogami ci, którzy się dopuszczają czynów, na które każdy rozumny i cnotliwy człowiek się wzdryga? Fałszem zaś jest, mówiła daléj, jakoby nikt z waszych znakomitości nie wspominał o Chrystusie. Wszak tyle Sybill najsławniejszych, tylu wieszczów Apolina, wyraźnie przepowiedziało zstąpienie Boga na ziemię, cudowne narodzenie się Jego z Dziewicy, i umęczenie na krzyżu za grzechy rodu ludzkiego.” Poczém przytoczyła im z pamięci, wszystkie tego rodzaju najsławniejsze wyrocznie. Daléj wyłożyła im w krótkich słowach, całą naukę katolicką: o stworzeniu świata, o upadku pierwszych rodziców z którego wynikły wszelkie nędze ludzkie, o miłosierdziu Boga nad ludźmi w zesłaniu na ziemię Syna Swojego, który zadość czyniąc sprawiedliwości Bożéj, podzwignął nas z upadku; o życiu, cudach i śmierci Zbawiciela, i nakoniec o powinności wierzenia w Chrystusa i naśladowania Go w cnotach, a jeśli tego po nas wymaga, i w poniesieniu śmierci dla Niego, jak On ją za nas poniósł.

Owóż, do mądrych słów tych Katarzyny raczył Pan Bóg i moc Swoję przywiązać. Wysłuchawszy ich ów filozof który z nią rozprawiać zaczął; zamilkł, a cesarz zwrócił się do drugich aby się oni odezwali. Lecz ci otwarcie ma odrzekli: „Próżno cesarzu wysilać się będziemy, gdyż przeciw prawdom, które z ust téj dziewicy wyszły, żaden z nas nie do zarzucenia wynaleźć nie może.” Spostrzegłszy tedy Maksencyusz że mowa Katarzyny mędrców tych do wiary katolickiéj nawróciła, uniesiony wściekłym gniewem, rozkazał w tejże chwili stos rozpalić, i wszystkich ich nań wrzucić. Oni zaś usłyszawszy ten wyrok padli do nóg Katarzyny, błagając jéj aby wstawieniem się swojem do Boga, wyjednała im łaskę wytrwania w wierze chrześcijańskiéj, którą chcą wyznawać. Z czego uradowana święta dziewica zawołała: „Przyjmuje was Bóg miłosierny, i wieczną chwałą krótkie wasze cierpienia nagrodzi. Wstępujcie śmiało w te płomienie, to chrzest ognisty, który w jednéj chwili oczyści dusze wasze za przeszłe wasze błędy.” A gdy już ich na spalenie wiedziono, przeżegnała ich krzyżem świętym i Bogu jeszcze poleciła. Stanęli tedy na stosie mężowie wybrani, a Bóg przyjął ich dusze do Nieba.

Lecz rzecz poniekąd dziwna, że w Maksencyuszu wszystko to rozbudziło jeszcze gwałtowniejsze pragnienie poślubienia Katarzyny: wręcz więc jéj oświadczył, że jeśli odstąpi wiary, pojmie ją w małżeństwo i na tronie cesarskim osadzi. Ale mu ona odrzekła: „Napróżno łudzisz mnie tak w oczach twoich świetnemi obietnicami; chrześcijanką jestem i za nic je sobie cenię.” — „A więc, powiedział jéj na to rozgniewany cesarz, chcesz mnie zmusić abym i to ciało twoje tak sławne z urody, dręczyć i katować kazał.” — „Ciało to, odrzekła mu Święta, prędzej lub późniéj, samo w proch się obróci, a przez męki jakie mi zadasz, zjednasz mi w Niebie tém większe nagrody. A przytém z powodu męczeństwa jakie ja poniosę, wielu z dworzan twoich uwierzy w Chrystusa, i razem ze mną pójdą do Niego.”

Widząc cesarz nieugiętą w Katarzynie stałość, z niegodziwéj chuci jaką ku niéj pałał, przeszedł w zajadłość barbarzyńską. Najprzód przez dwie godziny kazał ją żyłami wołowemi okrutnie smagać. Krew lała się strumieniem, całe ciało jakby jedną raną się stało, lud płakał, a Święta ani jęku niewydając, głośno Chrystusa wielbiła. Potém zaprowadzono ją do więzienia, gdzie ją głodem morzyli.

Dziesięć dni już tam przebywała, kiedy niespodzianie, Augusta żona cesarska, słysząc wszystkie szczegóły męczeństwa Katarzyny, przyszła do niéj potajemnie, gdyż od niejakiego czasu i sama pragnęła zostać chrześcijanką, lecz obawiała się męża. Po długiéj rozmowie jaką miała ze Świętą, postanowiła bądź co bądź nawrócenia swojego już nieodwlekać, Nie dość na tém: Porfiryusz, naczelny wódz wojsk cesarskich, który ułatwił to tajemne widzenie się cesarzowéj z Katarzyną, obecny ich rozmowie, także się nawrócił, a skłoniwszy do tegoż dwóchset innych wojskowych, niezwłocznie z nimi wszystkimi Chrzest święty przyjął.

Dwanaście dni trzymano Katarzynę w więzieniu i głodem dręczono, lecz głodu nie cierpiała, bo Pan Bóg przysyłał jéj gołębicę, która ją przez ten czas karmiła, i sam Pan Jezus jéj się okazał, pokrzepiając na duchu na nową mękę która ją czekała.

Jakoż, cesarz kazał przygotować straszną machinę, w któréj urządzone były cztery koła jedno na drugie zachodzące, i nasadzone długiemi ostremi i żelaznemi gwoździami, tak aby wsadzoną pomiędzy nich męczenniczkę, w drobne kawałki szarpały, a jednak długo męczyły. Gdy zawezwał po raz ostatni przed siebie Katarzynę, rozkazał aby machinę rozpuszczono dla przerażenia Świętéj, i wtedy znowu ją nakłaniał do odstępstwa wiary a oddania czci bożkom. Lecz kiedy nic na niéj nie wymógł, kazał ją porwać katom, i w tę okrutną torturę wrzucić; ale gdy chcieli koła jéj w ruch wprawić, zstąpił Anioł z Nieba i roztrzaskał machinę w kawałki, a Katarzyna zdrowa i bez żadnego szwanku stanęła na ziemi. Na widok cudu tak wielkiego, lud cały zawołał: „Wielkim jest Bóg chrześcijański,” a cesarz wydał rozkaz aby niezwłocznie Katarzynę ścięto. Zbliżył się tedy kat, a ona padłszy na kolana w te słowa się modliła: „Panie Jezu Chryste, dziękuję Ci za wszystkie Twoje łaski. Wejrzyj Boże mój na lud ten, aby Cię poznał i na wieki miłosierdzie Twoje wielbił.” I to mówiąc poddała głowę pod miecz i ściętą została, a w miejsce krwi mleko z żył jéj wytrysnęło, na widok czego większa część pogan nawróciła się. Męczeństwo jéj zaszło 25-go Listopada roku Pańskiego 310.

Przed samą śmiercią, z rozmowy katów jaką usłyszala, obawiała się ta miłośnica czystości, aby po jéj ścięciu nie znieważyli oni téj cnoty na jéj dziewiczém ciele, i prosiła Pana Jezusa aby ją od tego uchował. Kiedy bezbożni kaci zamyślali w istocie o tém, Aniołowie porwali jéj ciało, i na górę Synai unieśli.

Pożytek duchowny

Błogosławiona Katarzyna tak wysoko wykształcona, a z czego tak święty użytek zrobiła, jest szczególną Patronką osób głębszym naukom oddających się. Proś ją, aby dla takich wyjednywała u Ducha Świętego to światło, którém w rozprawie z nią oświeceni filozofowie pogańscy, do wiary się nawrócili.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Któryś Mojżeszowi na szczycie góry Synai przykazania nadał, i w témże miejscu, przez świętych Aniołów Twoich, ciało błogosławionéj Katarzyny Dziewicy i Męczenniczki cudownie umieścił; spraw prosimy, abyśmy za jéj zasługami i pośrednictwem, do téj góry którą jest Chrystus, dostać się zasłużyli. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1015–1018.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 932–933

Chwalebna walka świętej Katarzyny za Chrystusa i naukę Jego jest widocznym stwierdzeniem słów świętego Pawła w liście do Rzymian w rozdz. 5, wierszu 5: „Milość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha świętego, który nam jest dany”.

Duch święty leczy siedmiorakie zło, które kazi i szpeci życie ludzkie. Pierwszym złem jest dziecinne postępowanie wielu ludzi, trawiących całe życie na zajmowaniu się rzeczami błahymi i marnościami. Zapobiega zaś temu Duch święty darem mądrości, zwracając uwagę naszą na rzeczy poważniejsze i większą mające wartość. Drugim złem jest zapatrywanie się wielu ludzi na zewnętrzny pozór rzeczy zmysłowych i uganianie się za nim. Przeciwko temu działa Duch Święty zaostrzając w nas dar wnikania w istotę rzeczy i poznawania cudów ukrytych w stworzeniach, w których Bóg przemieszkuje. Trzecim złem jest zuchwalstwo, z jakim ludzie narażają się na niebezpieczeństwa tego świata. Przeciwko temu uzbraja nas Duch święty darem mądrości i przezorności w wybieraniu tego, co służy ku zbawieniu duszy naszej. Czwartym złem jest ludzka słabość, brak odwagi i namyślanie się w szukaniu Królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego. Na tę ułomność darzy nas Duch święty siłą pokonywania zawad i trudności. Piątym złem to złuda rozumu w rozróżnianiu złego i dobrego. Tutaj uposaża nas Duch święty darem wiedzy, która nam ułatwia poznanie prawdy i nauk Boskich i zastosowanie do nich czynów naszych. Szóstym złem jest wzgarda rzeczy świętych i niebieskich. Od tego złego chroni nas Duch święty darem pobożności, która w nas wytwarza miłość Boga i zaszczepia zamiłowanie modlitwy. Siódmym złem jest zarozumiałość, wskutek której ludzie mało troszcząc się o zbawienie, nawet w największych niebezpieczeństwach nad sobą nie czuwają. Od tego zabezpiecza nas Duch święty darem bojaźni, która wszczepia w nas wstręt do grzechu, obawę utraty łaski Bożej i szczerą pokorę. Starajmy się przeto, abyśmy byli za przykładem świętej Katarzyny przybytkiem Ducha świętego, nie przybytkiem diabła. Wyrzeczmy się złych popędów i skłonności, oddajmy się pod kierownictwo Ducha świętego, aby czyny nasze uczyniły nas godnymi nadprzyrodzonej i wiecznej nagrody.

Tags: św Katarzyna św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik wykształcenie Duch Święty
2020-11-23

Św. Klemensa, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 102.

(Żywot jego był napisany przez świętego Damaza Papieźa.)

Święty Klemens w pierwszym wieku Kościoła żyjący, pochodził ze znakomitéj rodziny Rzymskiéj z cesarzami spokrewnionéj. Ojciec jego godność Senatora piastujący, miał imię Faustyn, matka Matrydia. Mieli wspaniały pałac na górze Celiusz, gdzie obecnie jest kościoł świętego Szczepana, i tam narodził się nasz Święty. Wychowany jak najstaranniéj, młodym jeszcze będąc odznaczał się wielką biegłością w językach, a szczególnie greckim, równie jak i w piśmiennictwie, a przytém nieposzlakowanych był obyczajów, chociaż był poganinem. Skoro téż święci Apostołowie Piotr i Paweł przybyli do Rzymu, przyjął wiarę chrześcijańską i stał się ich nieodstępnym uczniem i towarzyszem. Okazał się tak gorliwym w służbie Kościoła, taką zajaśniał nauką i świątobliwością, że go błogosławiony Paweł w jednym z listów swoich nazywa wspólnikiem jego prac Apostolskich i upewnia że „imię jego wpisane jest do księgi żywota” 1. Co większa: święty Piotr życzył sobie aby niezwłocznie po nim na Papiestwo wstąpił; lecz że pokora jego długo opierała się temu, więc dopiéro po świętym Linie i po świętym Klecie, to jest czwartym z rzędu został on Papieżem.

W pierwszym roku objęcia téj najwyższéj godności przez świętego Klemensa, wybuchły niesnaski pomiędzy wiernymi w Koryncie. Chrześcijanie tego ludnego miasta jaśniejący z początku cnotami i Ewangelicznemi, które zaszczepił pomiędzy nimi (?) święty Paweł pierwszy przynosząc im światło wiary, zasmuceni zostali odszczepieństwem wszczętém pomiędzy nimi przez niesforne umysły, Prawowierni Koryntyanie widząc że odszczepieństwo to szerzy się coraz bardziéj, udali się do Papieża, wzywając jego władzy i powagi. Wtedy święty Klemens wystosował do nich odezwę Papiezką w kształcie Listu, który po dziś dzień poczytany jest za jeden z najznakomitszych zabytków z pierwszych wieków Kościoła. Jestto pismo pełne świętego namaszczenia a oraz i głębokiéj nauki, w którém z całą mocą i najwyższą apostolską władzą swoją, powstaje ten święty Papież na wszczęte w Koryncie odszczepieństwo, a obok tego z wielką miłością, otwiera wrota do miłosierdzia Bożego przed tymi którzyby błędów swoich odstąpili. Święty Ireneusz powiada, że tą Odezwą swoją, święty Klemens przywrócił jedność między Koryntyanami, i utwierdził między nimi wiarę, którą im zaniósł był święty Paweł.

Podczas gdy Klemens z gorliwością odpowiedną jego najwyższemu Pasterstwu sprawował swój święty urząd, powstało w Rzymie srogie na wiernych prześladowanie, i wkrótce uderzyło na niego samego, jako na głowę Kościoła. Schwytany i uwięziony, stawiony został przed Wielkorządcą Mamertynem,który przypominając mu znakomitość jego urodzenia, i utrzymując iż wpływ jego i przykład najłatwiéj skłonić może innych chrześcijan aby się nie upierali przy swojém wyznaniu, domagał się od niego aby publicznie oddał cześć bożkom. Święty Klemens odpowiedział mu na to jak musi odpowiadać w takich razach ten, którego Pan Bóg najwyższym stróżem wiary świętéj postanowił: oświadczył mu iż gotów raczéj śmierć ponieść, aniżeli Boga się zaprzeć. Mamertyn odniósł się z tém do cesarza Trajana, a ten skazał świętego Klemensa na wygnanie. Wielkorządca zawiadamiając go o tém wyroku, jeszcze probował jego stałości; lecz mąż Boży nietylko takąż samę jak wprzódy dał mu odpowiedź, lecz nawet usiłował i Mamertyna wyrwać z pogaństwa a do wiary przywieść. Nie nastąpiło to wprawdzie, jednak od téj pory okazywał on niejakie względy dla chrześcijan, a dla samego Papieża z wielką czcią pozostał. Żegnając się z nim rzekł do niego rozpłakawszy się nawet: „Spełniam z żałością rozkaz cesarski, a spodziewam się że Bóg któremu cześć oddajesz, nie opuści cię w twoim wygnaniu; będzie ci pociechą i wsparciem bo to co ponosisz, ponosisz to na Jego chwałę.” Pomimo tego wykonał wyrok, skazujący świętego Klemensa na wygnanie do kopalni na półwyspie Chersońskim.

Zaprowadzony tam święty Papież, niezwłocznie ze zbrodniarzami różnego rodzaju do robót w kopalniach przeznaczony, użyty do takowych został, jakby był z ich liczby. Nie doznał żadnych względów, gdyż poganie którzy kopalniami zarządzali, nie prędko się dowiedzieli kim jest i za co tam został przysłany. Owszem obchodzili się z nim z tém większą surowością i pogardą, że widząc w nim starca okrytego siwizną, przypuszczali oraz i zbrodniarza tém większego, kiedy pomimo wieku podeszłego tak ciężkiéj karze popadł. Święty zaś znosił to powolne męczeństwo z niezachwianém męstwem, a znalazłszy przy kopalniach dwa tysiące chrześcijan, z których jedni byli także za wytrwałość w wierze zasłani, a inni przez przybyłych ponawracani z pogan miejscowych, zajął się nimi jak najtroskliwiéj, a jak przykładem własnym tak i słowy utwierdzał ich w wierze i do wszelkich cnót chrześcijańskich prowadził.

Przy robotach do których byli używani, zupełny brak wody do napoju, stanowił dla nich jednę z mąk najcięższych. Nigdzie w całéj okolicy w któréj wśród skwaru słonecznego dzień cały pracowali, nie było źródła, i wśród skał obfitujących w żyły złota i srebra, ani kropli wody dopatrzeć nie można było. Że więc zdaleka trzeba ją było sprowadzać, najczęściéj dla więźniów zupełnie jéj brakło. Razu pewnego, gdy więcéj jeszcze niż zwykle umęczeni i upałami i ciężką pracą, ci nieszczęśliwi katorżnicy usychali od pragnienia, święty Klemens razem z nimi pracujący, zdjęty nad nimi litością, upadł na kolana i zaczął gorąco modlić się do Boga, aby poratować raczył te biedne a wierne sługi Swoje. Wysłuchał go Pan Jezus, i w tejże chwili Sam okazał się mu na skale, w postaci baranka zpod którego nogi prawéj wytryskało źródło wody żywéj i ciągle już tam płynęło, wystarczając dla wszystkich pracujących. Cud ten, rozgłoszony pomiędzy poganami, z których wielu było naocznymi tego świadkami, znaczną ich liczbę nawrócił, i odtąd coraz więcéj dusz pozyskiwał święty Klemens Panu Jezusowi.

Lecz nareszcie doniesiono o tém Cesarzowi, który wysłał umyślnego urzędnika do Chersonu, nazwiskiem Aufidyusz, z rozkazem aby wszystkich nawróconych przez świętego Klemensa pogan zmusił do powrotu do pogaństwa, albo ich śmiercią pokarał. Przybył ten okrutnik, a nieszczędząc mąk i katowni wszelkiego rodzaju, dręczył tych nowych wyznawców Chrystusowych, lecz żaden z nich wiary nie odstąpił i wielu męczeńską śmierć poniosło. Co większa: spostrzegł on że niektórzy sami na męki i śmierć się wystawiali, i dowiedział się że to święty Klemens jak ich ponawracał, tak znowu teraz do takiego męstwa i wytrwałości usposabiał. Na niego więc samego uderzył; a chcąc tym sposobem prędzéj poradzić sobie i z innemi, kazał Świętego stawić przed sobą, i z początku prośbą, a następnie groźbą, skłaniał aby bożkom cześć oddał. Przekonawszy się że niczém go nie ustraszy ani ujmie, na mocy prawa jakie mu dał cesarz nad nowonawróconemi, skazał i Klemensa na śmierć, w nim widząc głównego sprawcę oporu jaki napotyka w tych, których głównie polecił mu Trajan zmusić do pogaństwa. Że zaś obawiał się aby przy zwłokach jego, już bardzo liczni tam chrześcijanie przez niego nawróceni, nie wszczęli jakich rozruchów, kazał go wrzucić w morze, zawiązawszy mu u szyi ciężką kotwicę żelazną, aby go zaraz woda pochłonęła i przed oczami ludzkiemi na zawsze ukryła. Wyrok ten spełniono; lecz cóż mogą wyroki ludzkie przeciw woli Boga, który jednym z największych cudów, chciał uświetnić męczeństwo tego świętego Papieża.

Po zatopieniu go, gdy wierni tłumnie zgromadzili się nad morzem i rzewnie opłakiwali stratę swojego drogiego Pasterza, dwóch jego najprzywiązańszych uczniów: Korneliusz i Probus, rzekli do zgromadzonych: „Bracia, uklęknijmy i prośmy Boga, aby raczył nam odkryć Relikwie tego wielkiego Swojego Męczennika.” I oto, kiedy wszyscy padli na kolana na modlitwę, morze cofnęło się od ziemi o całe trzy mile morskie, i gdy chrześcijanie zdziwieni tym cudem, puścili się po piaskach tym sposobem odkrytych, doszli do miejsca, na którém znaleźli cudowny grób, gdzie spoczywało ciało świętego Klemensa. Byłato świątynia ręką anielską z marmuru wykuta, a w niéj znajdowała się trumna także marmurowa, w któréj leżały zwłoki Świętego, a obok nich kotwica do któréj był uwiązany gdy go w morze wrzucono.

Chrześcijanie uszczęśliwieni takowém odkryciem, chcieli unieść z sobą ciało świętego Klemensa, lecz ostrzegł ich Anioł który się im okazał, aby tego nie czynili, i zapowiedział że odtąd cud ten co rok ma się powtarzać, gdyż morze na dni siedem odstępywać będzie jak tą razą, aby do grobu świętego Klemensa dawać ludziom przystęp. Owóż wszystko to ziściło się według tego zapowiedzenia, w skutek czego w lat kilka na całym tym półwyspie nie było już ani jednego poganina, ani żyda, ani kacerza, gdyż wszyscy wiarę świętą przyjęli, i w niéj mężnie trwali. Święty Klemens poniósł śmierć męczeńską około roku Pańskiego 102.

Pożytek duchowny

Podziwiaj moc Bożą w takich nadzwyczajnych cudach jakie czytasz o grobie świętego Klemensa; lecz oraz uważaj jakiemi trudami, cierpieniami, i nakoniec śmiercią męczeńską, pierwsi Papieże, utwierdzali Kościół którego rządy najwyższe zwierzał im Pan Bóg. Niech cię to więc pobudza i do tém większéj czci dla Stolicy Apostolskiéj krwią tylu świętych Męczenników Papieżów oblanéj, ido jak najściślejszéj z nią jedności.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas doroczną błogosławionego Klemensa Męczennika Twojego i Papieża uroczystością rozweselasz; spraw miłościwie, abyśmy obchodząc pamiątkę jego przejścia do Nieba, cnotę mężnéj jego wytrwałości w wierze naśladowali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1009–1011.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 927–928

Święty Klemens takich udziela Koryntianom nauk w liście do nich pisanym: „Miłosierny pod każdym względem i dobrotliwy Bóg szczery bierze udział w losie tych, którzy Go się boją, prędko i chętnie rozdziela swe łaski między tych, którzy z dziecięcą ufnością zbliżają się do Niego. Nie dzielmy przeto serca swego, nie wbijajmy się w pychę z powodu szczodrobliwych i obfitych Jego darów. Niechaj nie będzie do nas zastosowane słowo Pisma świętego: «Nieszczęśni są wahający się i wątpiący, którzy mówią: Słyszeliśmy to już od ojców, i otóż zestarzeliśmy się, a nic z tego się nie spełniło». O nierozsądni! porównajcie się do drzewa, bierzcie za przykład winorośl: najprzód traci liść, potem tworzy się pąkowie, z którego wyradzają się liście, kwiaty, nareszcie kwaśne, a w końcu dojrzałe grona. Widzicie, że owoc drzewa wkrótce dojrzewa. W ten sposób spełni się wkrótce i prędko Jego wola, jak poświadcza Pismo święte następującymi słowy: «Wkrótce przyjdzie On, a zwlekać nie będzie; przyjdzie nagle do swej świątyni, która nań czeka, Pan święty».”

„Rozważmy, mili bracia, jak nam Pan ustawicznie wskazuje przyszłe zmartwychwstanie, którego pierwowzorem uczynił Jezusa Chrystusa, Pana naszego, wskrzeszając Go z martwych. Weźmy nasamprzód zmartwychwstanie, najmilsi, wszakże ono się ciągle ponawia w oczach naszych. Zmiana dnia i nocy jest obrazem zmartwychwstania. «Noc idzie na spoczynek, dzień powstaje, dzień znika, noc nastaje». Patrzmy na płody ziemi. W jaki sposób odbywają się siewy? Siewca wychodzi, rzuca ziarno w ziemię; to ziarno, suche i wybladłe, padłszy w ziemię, przechodzi w zgniliznę. Wszechmocna Opatrzność Boska wzbudza je ze zgnilizny do życia; z jednego ziarna powstaje kłos, liczący wiele ziarn… Psalmista Pański śpiewa: «Wskrzesisz mnie z martwych, a chwalić Cię będę», a Job święty mówi: «I zbudzisz z martwych to ciało moje, które zniosło to wszystko». Z tą nadzieją winna dusza trzymać się Tego, który wiernie dotrzymuje swych obietnic i jest sprawiedliwy w swych wyrokach. On, który potępił kłamstwo, nie dopuści się sam tej wady, gdyż dla Boga jest wszystko możebnym, oprócz kłamstwa. Niech się przeto roznieci wiara nasza w Niego, zważmy, że nic dla Niego nie jest niepodobne. On wszystko uczynił jednym słowem swej wszechmocy. Któż poważy się zapytać Go: Czemu stworzyłeś? Któż zdoła się oprzeć wszechmocy siły Jego? Jak i kiedy chce, tworzy wszystko, a z tego, co utworzył, nic nie ginie, wszystko odkryte przed oczyma Jego, nic Mu nie jest tajne. Zbliżmy się przeto do Niego ze świątobliwością duszy, wznośmy ku Niemu dłonie czyste i niepokalane, miłujmy miłosiernego i dobrotliwego Ojca, który nas uczynił cząstką wybranych swoich”.

Footnotes:

1

Fil. IV. 3.

Tags: św Klemens I św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik św Paweł św Piotr św Linus św Klet
2020-11-22

Św. Cecylii, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 232.

(Żywot jéj był napisany przez Metafrasta.)

Święta Cecylia Rzymianka, ze znakomitego rodu Cycyliuszów którzy byli Konsulami, Dyktatorami i Najwyższemi Kapłanami rzeczypospolitéj, przyszła na świat za czasów Urbana I-go Papieża, na początku trzeciego wieku. Młodą będąc przyjęła wiarę chrześcijańską, a rozmiłowawszy się w cnocie świętéj czystości, postanowiła nigdy za mąż nie wychodzić i ślub dziewictwa uczyniła. Chcąc rozżywiać w sercu swojém prawdy Ewangelii świętéj, własną ręką spisała ją całą i tajemnie na piersiach ukrytą ciągle nosiła, nad wszystkie ziemskie przekładając ją skarby, a we dnie i w nocy żywot i naukę Jezusa, niebieskiego Oblubieńca swego, pobożnie rozpamiętywała. Nie wiedziała o tém że rodzice przyrzekli ją w małżeństwo Waleryanowi, podobnież jak ona wysokiego rodu i bardzo bogatemu młodzieńcowi.

Gdy nadszedł czas przeznaczony na zawarucie tego związku, a rodzice jej wolę swoję objawili, strapiona dziewica rzuciła się do Boga, w postach i modlitwie ratunku błagając. Dwa dni i dwie nocy niejedząc tak przetrwała, a gdy już na nią kosztowne szaty, jako na pannę młodą na gody weselne idącą, kładziono, Cecylia ostrą i grubą włosiennicę pod takowe włożyła, a usłyszawszy już pieśni weselne, usiadła do organów, przy których zwykle chwałę Bożą opiewywała, i śpiewała ten psalm Dawida. „Niech będzie serce moje niepokalane, abym się nie zawstydziła” 1. Przytém gorąco polecała się Matce przenajświętszéj i swojemu Aniołowi Stróżowi, błagając go i zaklinając, aby jéj dopomógł dochować wiary Boskiemu Oblubieńcowi.

Odprawiły się jednak gody weselne: lecz skoro po nich Cecylia z Waleryanem znalazła się samą, rzekła do niego: „Waleryanie, mam ci zwierzyć tajemnicę wielkiéj wagi, lecz wprzódy przyrzecz mi, że jéj nikomu nie wyjawisz.” Przyrzekł jéj to Waleryan, a wtedy ona do niego: „masz przeto wiedzieć, że mam przy sobie Anioła, który jest stróżem dziewictwa mojego; gdybyś się na nie targnął, ściągnąłbyś na siebie gniew Boży.” Słowa te którym Pan Bóg szczególną moc nadawał, obudziły w Waleryanie wielkie poszanowanie dla Cecylii, i zaczął ją prosić aby mu tego Anioła ukazała, gdyż inaczéj wierzyć w jego obecność nie będzie. „Ty prawego Boga nie uznajesz, odpowiedziała Cecylia, i dopóki przez chrzest święty nie oczyścisz się, Anioła nie obaczysz.” Wtedy spytał Waleryan jak tego może dostąpić, a Święta kazała mu udać się do Papieża Urbana mówiąc: „idź za miasto na drogę Apijską; spotkasz tam ubogich żebraków: powiedz im iż Cecylia cię do nich przysłała, aby cię oni do starca Urbana, ukrywającego się w téj stronie, doprowadzili, co oni uczynią.” Usłuchał Waleryan: poszedł na miejsce wskazane, znalazł tam ubogich których Cecylia żywiła, i ci go do Papieża Urbana, w podziemném mieszkaniu niedaleko ztamtąd ukrywającego się, zaprowadzili.

Papież usłyszawszy od Walerego o powodach jego przybycia, zaczął się modlić w te słowa: „Panie Jezu Chryste dobry Pasterzu, dawco świętych postanowień, przyjm owoc niebieskiego nasienia, któryś złożył w sercu Cecylii. Cecylia służebnica Twoja, jak przemyślna pszczółka, albo owieczka wymowna, pracuje około pomnożenia chwały Twojéj, i oto małżonka którego otrzymała jakby lwa dzikiego, przysyła ci zamienionego w cichego baranka.” A gdy się tak Papież modlił, stanął przed Waleryanem w białém jak śnieg odzieniu starzec, trzymający w ręku księgę złotem pisaną, i rzekł do niego: „czytaj te księgi, abyś został oczyszczony do widzenia anielskiego, które ci Cecylia przyrzekła.” A on rzuciwszy wzrok na księgę natrafił na te słowa: „Jeden Pan, jeden Bóg i Ojciec wszystkich, i który jest nad wszystko i po wszystkiém i we wszystkich nas” 2, i zawołał że w to wierzy; poczém Urban wyuczył go artykułów wiary i ochrzcił.

Wróciwszy do domu, znalazł Cecylią modlącą się, a obok niéj ujrzał Anioła dziwnéj piękności, który trzymając dwa wieńce z róż i lilii, jeden włożył na Cecylii głowę drugi na Waleryana, mówiąc: „te wieńce przez zachowanie czystości posiadajcie nietknięte: bom je wam z raju od Boga przyniósł.” Przytém na prośbę Waleryana, zapowiedział mu że i brat jego, którego bardzo kochał, Tyburcy, zostanie chrześcijaninem. Jakoż, po chwili nadszedł on do nich, a zdziwiony przecudną wonią róż i lilii którą, czuł w mieszkaniu, pytał zkąd ona pochodzi. Opowiedział mu Waleryan wszystko co zaszło, i przydał: „Do tego czasu pogrążeni byliśmy w ciemnościach, cześć oddając bożkom pogańskim, ale odkąd ochrzczony zostałem, prawdę poznałem i w łasce Bożéj jestem.” — „Któż cię do tego przywiódł?” spytał Tyburcy. „Anioł Boży, odpowiedział Waleryan, któremu straż nad Cecylią poruczona, którego i ty ujrzysz, jeśli w Boga prawdziwego uwierzysz.” Tyburcy oświadczył iżby to uczynił, gdyby mu kto fałszywość religii pogańskiéj wyświecił, a prawdziwości innéj dowiódł. Wtedy Cecylia pełna ducha Bożego, z taką świętą wymową poczęła mu wykładać prawdy chrześcijańskie a wyświecać błędy pogaństwa, że Tyburcy zawołał: „Wierzę że nie masz Boga prawdziwego prócz Boga chrześcijańskiego, i odtąd Jemu samemu służyć chcę.” Co usłyszawszy Święta, długo jeszcze mówiła co tak żywą i w nim i w jéj małżonku Waleryanie, rozbudziło wiarę i miłość Chrystusa, że zapragnęli oba męczeńską śmiercią umrzeć za Niego, co téż i późniéj nastąpiło. Tyburcy odesłany także przez Cecylią do Papieża, ochrzczony został, i wkrótce potém wraz z bratem, z rozkazu Wielkorządcy rzymskiego Almachusa zamordowany za wiarę, palmę męczeńską otrzymał.

Tenże tyran dowiedziawszy się że to Cecylia ich namówiła, i że po ich śmierci wszystkie dobra ich i swoje rozdała na biednych, kazał ją uwięzić i przed sobą stawić. Gdy po nią przyszli żołnierze, Święta tak się do nich odezwała: „Bracia moi najdrożsi, chociaż wiem że jesteście żołnierzami zależnemi od Wielkorządcy, sądzę jednak, iż jego okrucieństwa i bezbożności nie pochwalacie. Czyńcie jednak co wam rozkazano: ja bowiem poczytuję sobie za największą chlubę i szczęście cierpieć dla Chrystusa mojego i pragnę za Niego jak największe ponieść męki. Do krótkiego doczesnego życia przywiązania żadnego nie mam.” Gdy zaś spostrzegła iż żołnierze się wahają zdjęci litością nad niewiastą którą Wielkorządca miał zamiar albo mękami zmusić do odstępstwa wiary albo zamordować, przydała: „Nie wahajcie się spełniać danego wam rozkazu; chociaż mnie młodą widzicie, zamienicie młodość moję doczesną i przemijającą, na życie które wiecznie trwać będzie.” Co słysząc owi poganie zaczęli ją błagać ze łzami, aby jak się wyrażali, miała litość nad sobą samą. Przedstawiali jéj nadzwyczaj nadobną jéj urodę, wielkie dostatki które posiadała (gdyż nie wiedzieli iż je wszystkie rozdała na ubogich) a szczególnie prosili, aby na młodość swoję wzgląd miała. „Tak do mnie przemawiacie, bracia moi, odpowiedziała im Cecylia, bo zaślepieni błędami pogańskiemi, nie pojmujecie jakiém jest szczęście umierać za Jezusa Chrystusa; trudno wam jak widzę uwierzyć że niczego tak nie pragnę z całego serca, jak męczeńskiej śmierci. Żal wam mojéj młodości, mojéj urody i moich dostatków: ja zaś wam mówię że ponosząc śmierć dla Chrystusa, nie tracę ich wcale, lecz je zamieniam na dobra wiekuiste. Za kawał błota, nabywam złoto, opuszczam dom ręką ludzką zbudowany, aby zamieszkać na zawsze przepyszny pałac Króla Niebieskiego. Wzgardzam kosztownemi szatami i drogiemi, według świata tego mniemania, perłami, aby za to otrzymać w Niebie koronę splecioną z najdroższych dyamentów, a którą przez całą wieczność na skroniach moich nosić będę. Czyżbyście i wy sami takiéj zamiany uczynić nie byli gotowi, i czybyście każdego komu dobrze życzycie do takowéj nie nakłaniali? Dla czegoż więc mnie od niéj odwieść chcecie?”

A gdy tak przemawiała, i coraz więcéj około niéj gromadziło się pogan, wtedy święta Cecylia wstąpiwszy na kamień który był blizko niéj, zawołała do wszystkich: „Wierzycie temu co mówię?” I oto w téjże chwili łaska Boska na wszystkich wstąpiła, i wszyscy jakby jednym głosem odrzekli: „Wierzymy w Jezusa Chrystusa, że jest Synem Bożym i Bogiem prawdziwym, który ma tak wielką służebnicę jaką ty jesteś.” — „Idźcie przeto, rzekła Cecylia, do Wielkorządcy i powiedzcie że się przed nim stawić nie omieszkam: tylko że go proszę o jednę łaskę, aby niekwapiąc się ze śmiercią moją, dozwolił mi krótką chwilkę tu jeszcze w moim domu pozostać, a ja tymczasem zawezwę Ojca świętego Papieża, który was wodą Chrztu świętego omyje i uczyni uczestnikami téj wiecznéj szczęśliwości, o któréj wam mówiłam.” Udano się więc do Wielkorządcy, a święta Cecylia posłała do świętego Urbana który przybył niezwłocznie, i w domu świętéj Cecylii ochrzcił przeszło czterechset pogan płci obojéj, w liczbie których był i Gordyan, jeden z pierwszych panów rzymskich, który powagą swoją zachował dom Cecylii, zamienił go poźniéj tajemnie na kościół pod jéj wezwaniem, i w nim przez długi czas ukrywał się święty Urban Papież, odprawiając tam codziennie kościelne obrzędy.

Tymczasem Almachus Wielkorządca, spodziewając się że Cecylia prosząc o zwłokę, łatwo się da przywieść do oddania czci bożkom, zawezwawszy ją przed siebie, najprzód w sposób łagodny do niéj przemawiał. A chociaż dobrze wiedział kim była jako córka najznakomitszego rodu rzymskiego, zaczął od urzędowych zapytań i rzekł do niéj: „Jak się nazywasz i z jakiego stanu jesteś?” — „Nazywam się Cecylia, odpowiedziała Święta, i pochodzę z dostojnego i zamożnego rodu.” — „Nie o to mi chodzi, rzekł znowu Wielkorządca, lecz chcę wiedzieć jaką wyznajesz religią?” — „Więc źle się wyrażasz, odpowiedziała Cecylia, gdyż twoje pierwsze zapytanie nie odnosiło się wcale do tego.” — „Zaprawdę, zawołał sędzia, przemawiasz za śmiało.” Święta odrzekła: „Bo kto ma czyste sumienie i wyznaje prawdziwą wiarę, niczego się nie obawia.” — „Widzę z tego, powiada Almachus, że nie wiesz o tem iż mam nad każdym prawo życia i śmierci.” — „Wierz mi, odrzekła święta Dziewica, że co w tém to się mylisz i znowu się źle wyrażasz, mówiąc że masz nad każdym prawo życia i śmierci; bo ten przywiléj który sobie przypisujesz, ogranicza się na tém że śmierć zadać i niewinnym możesz, lecz przywrócić życia nie jesteś mocen. Nie przywłaszczaj więc sobie takiego prawa.” Wtedy Wielkorządca zmieszany i rozgniewany tak trafnemi odpowiedziami Cecylii, wręcz jéj powiedział że ma dwie rzeczy do wyboru: albo oddać cześć bożkom cesarskim (i to mówiąc wskazał jéj obok niéj stojącego bałwana), albo śmierci uledz. „Że bałwan ten nie jest tym Bogiem któremu się jedynie cześć należy, rzekła dziewica, sam się możesz przekonać: byleś go bowiem ręką dotknął, zobaczysz że jestto bryła kamienia. Co do mnie zaś, niczém nie zmusisz mnie do odstąpienia Jezusa Chrystusa.”

Widząc Almachus taką stałość Cecylii, kazał ją zaprowadzić do domu, i tam męczyć zawieszając nad gorącą łaźnią, któréjby para coraz silniéj podżegana przez podkładanie ognia, albo ją udusiła, albo do odstępstwa wiary przywiodła. Trzymano ją w takiéj katuszy przez całe dwadzieścia cztery godziny, ciągle ogień i parę podżegając, a ona cudem Bożym najmniejszéj ztąd szkody niedoznawszy, czuła jakby miłą ochłodę, i ciągle śpiewała: „Błogosławię Ci Ojcze Jezu Chryste Panie mój, że ognie otaczające ciało moje Syn Twój przygasza.”

O tym cudzie skoro dowiedział się Wielkorządca, wydał rozkaz aby ją w téjże łaźni ścięto. Gdy kat nadszedł, Cecylia z radością głowę mu poddała, lecz on trzykroć w szyję ugodziwszy, głowy odciąć jéj nie mógł, i tak ciężko ją poraniwszy odszedł. Lud wierny tłumnie zebrał się do jéj domu, krew sączącą się płachtami i gąbkami na relikwią zbierał, a Ceeylia powiedziała iż pragnie aby w ręce świętego Urbana duszę oddać mogła. Trzy dni go szukano, a ona te trzy dni przeżyła, utwierdzając przedziwnemi mowami w wierze świętéj coraz liczniéj zgromadzających się do niéj chrześcijan, aż nakoniec przybył do niéj Papież. Wtedy Cecylia rzekła do niego: „O trzy dni zwłoki błagałam Pana Boga abym w twoje ręce ducha mego oddała, i prosiła cię żebyś ten dom mój na kościół poświęcił.” Co wyrzekłszy zaczęła się modlić wraz ze świętym Urbanem, i poszła do Oblubieńca swojego niebieskiego 23 Listopada roku Pańskiego 232.

Pożytek duchowny

Święta Cecylia, z powodu iż zwykle przy śpiewaniu Psalmów towarzyszyła sobie instrumentem muzycznym, poczytaną jest za główną Patronkę muzycznéj sztuki. Proś ją aby oddającym się téjże sztuce wyjednywała potrzebne łaski do tego, aby oni naśladując w tonach ziemskich niebieską harmonią, nie używali jéj do roznamiętniania ziemskich uczuć w słuchających, lecz głównie do opiewania chwały Bożéj i do pobudzania przez to i drugich do nabożeństwa,

Modlitwa (Kościelna)

Boże który nas błogosławionej Cecylii Dziewicyi Męczenniczki Twojéj uroczystością rozweselasz, daj prosimy, abyśmy oddając jéj cześć należną, za jéj przykładem żyli świątobliwie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1005–1008.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 925–926

„Kto pomiędzy wami smutny, niechaj się modli; kto dobrej myśli, niechaj śpiewa”, mówi święty Jakub. Do tej rady apostoła stosowała się ściśle święta Cecylia. Modliła się często i rozważała prawdy Ewangelii świętej. W niej znalazła tyle pokrzepienia i siły, że prostaczków mogła nauczać, oprzeć się sędziemu pogańskiemu i położyć życie za wiarę. Z modlitwą i rozmyślaniem łączyła święte pienia i hymny, które intonowała na chwałę Boską przy głosie instrumentu muzycznego. Zamiłowanie muzyki wyniosło ją do godności patronki zwolenników tej sztuki. Ponieważ pierwsi chrześcijanie lubili śpiew, zachęcali ich nauczyciele do opiewania wszechmocy Boskiej. Śpiewali przeto wyznawcy Chrystusowi przy pracy, w kościołach, w celi więziennej, a nawet na rusztowaniu i na stosie. Pienia ich były świątobliwe; były to pieśni dziękczynne, sławiące dobroć i wszechmoc Boską. Nigdy nie skalała ich ust piosneczka lubieżna, hulaszcza, tchnąca bezbożnością. W sercu ich gorzała miłość Boga i nieskalana czystość; brzydzili się przeto wszetecznymi i lubieżnymi śpiewkami, którymi kalali usta poganie. Jak daleko odbiegli od nich teraźniejsi chrześcijanie! Nie raz słychać u nich piosenki, które okrywają słuchaczy rumieńcem wstydu, z których radują się nie aniołowie, lecz szatani. Serce ich pełne brudu, nie dziw przeto, że brudne i bezecne są ich piosenki. Nadto nie zna ich serce miłości niebiańskiej, lecz ziemską i nieczystą; jakże tedy można od nich żądać śpiewu na chwałę Boską? Śpiew jest pociechą serca ludzkiego. Kościół katolicki śpiewa po dziś dzień psalmy Dawidowe, jako też od czasów apostolskich brał pod skrzydła swej opieki śpiew mający na celu chwałę Boga, a potępiał pienia, które nie krzepią serca ludzkiego pociechą, lecz wabią je do grzechu. Kto przeto chce być szczerym synem Kościoła, niech nigdy nie kala ust śpiewem, który szerzy zgorszenie i odwodzi od Boga. Zarówno rolnik jak i rzemieślnik osładzają sobie pracę śpiewem, wszakże pobożni i uczciwi ludzie zatykają sobie uszy, gdy treść tych piosneczek tchnie lubieżnością i wabi do grzechu. Ptastwo wita Stwórcę swego wesołym świegotem, a chrześcijanin używa głosu swego na Jego obrazę. Cóż może być smutniejszego! Śpiewajmy zatem, ale posłuszni radzie św. Franciszka Salezego śpiewajmy tylko pieśni niewinne albo nabożne, tj. takie, w których by się śpiew łączył z korną modlitwą. Święta Cecylia czystym sercem i niepokalanymi ustami śpiewała chwałę Boga, póki bawiła na tej ziemi, a teraz sławi śpiewem wszechmoc Jego z całym zastępem aniołów i Świętych Pańskich. Idźmy więc za jej przykładem i zanućmy hymn pochwalny na cześć i chwałę Pana nad pany.

Footnotes:

1

Psal. CXVIII. 80.

2

Efez. IV. 5. 6.

Tags: św Cecylia św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik czystość anioł nawrócenie muzyka zgorszenie
2020-11-09

Święto poświęcenia Kościoła Laterańskiego w Rzymie i św. Teodora, Męczennika

Poświęcenie tego Kościoła nastąpiło około 330, a święty Teodor żył około 304 roku Pańskiego.

(Szczegóły te wyjęte są z dziejów kościelnych i pism świętego Grzegorza Nisieńskiego.)

W święcie dzisiejszém Kościoł Boży obchodzi pamiątkę pierwszego uroczystego poświęcenia kościoła chrześcijańskiego na ziemi, a tym był wspaniały kościoł wybudowany w Rzymie przez cesarza Konstantego Wielkiego, na początku IV wieku, w miejscu gdzie był pałac bogatego pana Rzymskiego, nazwiskiem Laterana. Najprzód wzniesiony on został pod wezwaniem Zbawiciela; lecz gdy późniéj, wybudowane przy nim zostały dwie przepyszne kaplice: jedna pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela, druga pod wezwaniem Świętego Jana Ewangelisty, więc kościoł ten dziś powszechnie znanym jest pod nazwiskiem świętego Jana Laterańskiego w Rzymie.

Od początku świata, ludzie wznosili Ołtarze dla składania na nich ofiar Bogu najwyższemu. Adam, Noe, Abraham i inni Patryarchowie Starego Zakonu, zgromadzali się ze swojemi rodzinami i pokoleniami na miejsca takowe, by tam Stwórcy wszech rzeczy, oddać cześć wspólną, publiczną i uroczystą. Abraham wkoło ołtarza który urządził w Bersabei, zasadził las gęsty, aby to miejsce było więcéj osamotnione i bardziéj pobudzało do skupienia ducha, z jakiém przy obrzędach religijnych znajdować się każdy powinien. Jakób wybudował ołtarz kamienny w Bethel, namaścił go pobłogosławionemi olejami, poświęcając Panu, i miejsce to nazwał Domem Bożym. Wiadomo z jaką nadzwyczajną wspaniałością odbył Salomon, poświęcenie Bogu ojców swoich wspaniałéj świątyni, którą wybudował był w Jerozolimie. Obrzędy te trwały tydzień cały. Złożono wtedy Panu Bogu w ofierze dwadzieścia dwa tysiące wołów, i sto dwadzieścia tysięcy baranów. Wreszcie sami poganie wszędzie wznosili świątynie dla swoich fałszywych bożyszcz, i słusznie jeden z ich wielkich mędrców pisał: „Podróżując po różnych krajach, napotkasz miasta bez murów któreby je otaczały, bez ludzi uczonych, bez królów, bez szkół i teatrów, lecz ani jednego nie napotkasz bez świątyni”. 1

Owóż, przez lat przeszło trzysta po przyjściu Chrystusa Pana i założeniu Jego Boskiéj religii na ziemi chrześcijanie pozbawieni byli kościołów, właściwie tak nazwanych. Wznosić ich w żaden sposób nie mogli, gdyż wyroki cesarskie zakazywały tego najsurowiéj, i gdyby byli ośmieli się to uczynić, wnet zawziętość pogańska byłaby te święte budynki porozwalała. Przez cały więc ten czas, a tak długi, wierni chcąc uczestniczyć w świętych tajemmnicach i obrzędach, musieli zapuszczać się w głębokie, ciemne i ciasne pieczary, zwane katakumbami, albo w największéj tajemnicy, zgromadzać się do domów prywatnych na modlitwę, co wszystko, z ciągłém i wielkiém, połączone było niebezpieczeństwem. Dopiéro około roku Pańskiego 304, doczekali się wyznawcy Chrystusowi możności wznoszenia kościołów jawnie i publicznie, a to wtedy gdy cesarz Konstantyn Wielki, zostawszy chrześcijaninem, wydał rozkaz aby wszędzie budowano świątynie Bogu prawdziwemu.

Lecz aby to do tego tém skuteczniéj wszystkich zachęcić i dogodzić własnéj pobożności, sam ten święty Cesarz dał pierwszy przykład. W tym celu, w miejscu gdzie stał wówczas najprzepyszniejszy pałac, będący dawniéj własnością patrycyusza Laterana, a wtedy należał do Fausty żony Konstantyna, wybudował on wspaniały kościoł, któregoto właśnie pamiątka poświęcenia, dziś się obchodzi. Odbył ją z wielką uroczystością Papież święty Sylwester, i wtedy wydał postanowienie, że odtąd Ofiara Mszy świętéj sprawować się powinna, na ołtarzach kamiennych. Umieścił w tymże kościele, ołtarz przechowywany w Rzymie, na którym jeszcze święci Apostołowie Piotr i Paweł odprawiali Mszę świętą, w czasie prześladowania. Dla tego téż ołtarz ten był i pozostał drewnianym, a tenże święty Sylwester obwarował że na nim sami tylko Papieże mogą odprawiać Mszę święta; co się po dziś dzień zachowuje.

Postanowiono zaś uroczystą pamiątkę tego poświęcenia obchodzić w całym Kościele Bożym, gdyż Bazylika świętego Jana Lateraneńskiego, nie uważa się jako kościoł tylko miasta Rzymu, lecz jako Kościół Matka wszystkich kościołów jakie są na świecie, jako główny kościoł wszystkich zostających w jedności ze stolicą Apostolską. I dla tego nad drzwiami głównego wchodu do téj Katedry całego Chrześcijaństwa jest napis: „Matka i głowa wszystkich kościołów”. 2 Jest więc ta Bazylika dla każdego chrześcijanina, jeszcze bardziéj jego kościołem niż jego kościoł parafialny, lub katedra Dyecezalna: bo chrześcijanin może zmienić swoję parafią i swoję dyecezyą, a nie może chcąc pozostać katolikiem, odłączyć się od Stolicy Papiezkiéj, którą ten kościoł przedstawia. Słusznie téż święty Piotr Damian Doktor kościoła powiada: „Kościoł świętego Jana Lateraneńskiego, jak był wzniesiony pod wezwaniem Zbawiciela który jest Głową wszystkich wybranych, tak jest głową, matką i koroną kościołów świata całego. Jest on jakby szczytem całéj religii katoliciéj, i, że tak powiem, kościołem wszystkich kościołów, miejscem najświętszém ze wszystkich miejsc świętych”. 3

Gdy więc w każdej Dyecezyi, w każdéj Parafii, dzień poświęcenia kościoła parafialnego lub katedry Dyecezyalnéj, obchodzi się uroczyście jakże tém słuszniéj, w całém chrześcijaństwie, wspólnie a z wielką pobożnością, obchodzić powinniśmy pamiątkę poświęcenia téj Papiezkiéj Katedry, w któréj jednoczą się w sobie kościoły świata całego, i która przez to, jedność katolicką w sobie przedstawia i utrwala.

Bazylika ta, kilkakrotnie wielkiemu popadała zniszczeniu, jużto w skutek pożarów, już napadów ludów barbarzyńskich, albo trzęsień ziemi, lecz Papieże odbudowywali ją zawsze jak najstaranniéj i najwspanialéj. W roku Pańskim 1726 Bonifacy VIII, uroczyście poświęcił ją nanowo, a dzień dzisiejszy, na obchodzenie téj pamiątki w całym Kościele, wyznaczył.

· · ·

Dziś także przypada doroczna pamiątka śmierci męczeńskiéj świętego Teodora. Był on rodem ze wschodnich prowincyi państwa Rzymskiego, a żył przy końcu III w. Służąc w wojsku cesarskiém, gdy przybył ze swoim oddziałem do miasta Nissy, trafił na tę porę, kiedy ogłaszano wyrok żeby nikt pod karą śmierci nie miał Chrystusa wyznawać. Mężny ten żołnierz, wiernie cesarzowi, lecz jeszcze wierniéj Chrystusowi służący, nie taił wcale iż jest chrześcijaninem; a gdy z tego powodu uwięziono go i przed trybunał Wielkorządcy stawiono, zmuszając aby bożkom cześć oddał, śmiało odpowiedział: „Jestem sługą Boga prawdziwego, a więc niemym i fałszywym bożkom waszym kłaniać się nie będę.” Zdziwieni taką odwagą sędziowie, a chcąc go przez wzgląd na jego w wojsku położone zasługi ocalić, poczytali go za pozbawionego zdrowych zmysłów, i jako takiego wypuścili na wolność.

Święty Teodor który już spodziewał się męczeńskiéj korony, widząc z boleścią iż go ominęła, postanowił pozyskać ją koniecznie, i w tym celu umyślił dokonać pewnego czynu, do którego miał szczególne od Boga natchnienia. Przybywszy tedy do miasta Amaryi, gdy ujrzał tam bałwochwalską świątynię zbudowaną daleko od miasta nad rzeką i z żadnemi budynkami mieszkańców niestykającą się, w chwili gdy silny wiatr wiał od miasta, podpalił ten przybytek bałwanów. Zbiegły się wkrótco całe tłumy pogan, a znalazłszy Teodora przy ogniu, pytali go zkąd się wszczął pożar. On wręcz im odpowiedział, iż sam jest jego sprawcą. Porwali go tedy, i przed sędziów stawili, gdzie on nieczekając aż go badać zaczną, powiedział: „Ja gniazdo bałwanów niemych zapaliłem, dla przekonania się czyli bogowie wasi są w stanie się obronić.” Gdy sędziowie to usłyszeli i z tego poznali iż jest chrześcijaninem, już im nie tyle szło o to aby go ukarać za spalenie świątyni, ile o to aby zmusić do oddania czci bożkom. Obiecali i przeto przebaczenie, jeśli Chrystusa odstąpi, na co on im odrzekł: „Przecież sami pomiarkować powinniście że nie tego szukałem, kiedym dobrowolnie spalił bałwany wasze, a potém, chociaż to mogłem uczynić, nie skryłem się przed wami.” Probowali więc sędziowie, inaczéj zachwiać stałość jego; przyrzekli mu znaczne pieniądze i wysoki stopień w wojsku, jeśli wiary świętéj odstąpi, na co im Teodor odpowiedział: „Zachowajcie to dla tych, których ostatnim celem życia są doczesne uciechy i zaszczyty, ja Nieba tylko pragnę.”

Widząc w nim tak mężną stałość sędziowie, uciekli się do zwykłych im okrutnych środków. Zawiesili go przeto na palach, i szali szarpać żelaznemi grzebieniami. Płynęły ze krwi jego szerokie smugi, ciało odpadało od kości, a on na głos śpiewał te słowa psalmu: „Będę błogosławił Pana na każdy czas, a zawżdy chwała Jego na ustach moich”. 1 Po téj katuszy, tyrani kazali go odprowadzić do więzienia. Tam najprzód około północy objawił mu się Pon Jezus, mówiąc: „Teodorze trwaj mężnie, gdyż Ja z tobą jestem; nie przyjmuj od ludzi żadnego pokarmu ani napoju, a otrzymasz w Niebie życie ze mną na wieki.” Ucieszony tém widzeniem i temi słowy żołnierz Chrystusowy, zaczął opiewać chwałę Bożą, i oto wielka liczba Aniołów otoczyła go wraz z nim śpiewając. Słysząc to straż więzienna nadbiegła, i ujrzała więzienie Teodora światłością niebieską napełnione, a jego otoczonego wielką liczbą młodzieńców w bieli przybranych, wraz z nim przecudnie śpiewających. Zawiadomili o tém sędziego, który i sam świądek tego cudu, przypisując go czarom, a spodziewając się zawsze przywieść świętego Teodora do oddania czci bożkom, kazał go umięścić w wygodniejszém mieszkaniu i dawać lepsze pokarmy. Lecz Święty nic nie przyjął, mówiąc: Iż jego Bóg jego i Pan, Jezus Chrystus, wyżywi go bez tego.

Po pewnym czasie, sędziowie kazali go znowu stawić przed sobą: nie mogąc ani groźbą ani pochlebnemi słowy wymódz aby oddał cześć bożkom, skazali go na spalenie. Wrzucony tedy w ogień, wielbiąc Chrystusa, i dziękując Mu za łaskę męczeńskiéj śmierci, upragnioną koronę niebieską otrzymał. Poniósł śmierć za wiarę, roku Pańskiego 304.

Pożytek duchowny

Obchodząc dziś pamiątkę pierwszego uroczystego poświęcenia kościoła katolickiego na świecie, dziękuj z całego serca Panu Bogu, że żyjesz w czasach i miejscach, gdzie masz szczęście widzieć wzniesione domy Boże. Przytém postanów nawiedzać je jak najczęściéj, a zachowywać się w nich z tém najgłębszém uszanowaniem, z jakiém być powinieneś w tych niebieskich przybytkach.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nam corocznie ponawiasz pamiąkę poświęcania téj najpierwszéj w świecie wniesionéj na cześć Twoję świątyni, i dałeś nam doczekać dnia dzisiejszego dla jej obchodzenia; wysłuchaj prośby ludu Twojego i spraw, aby ktokolwiek wejdzie do kościoła Twojego dla błagania Cię o Twoje dobrodziejstwa, miał pociechę otrzymania wszystkiego o co Cię prosi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 962–965.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 892

„Nie obawiam się mąk, choćby i najsroższych, jeśli Bóg zażąda ode mnie tej ofiary”, powiedział św. Teodor. Obyśmy jako chrześcijanie poszczycić się mogli podobnym poświęceniem! Nie ma wątpliwości, że chcąc rzeczywiście być chrześcijanami i uczniami Pana Jezusa, powinniśmy być gotowymi do wszelkich ofiar dla wiary. Łaska Boża uzbroi nas w siłę zniesienia najsroższych mąk i katuszy, gdyby Bóg miał od nas zażądać ofiary z życia naszego. Nie znajdziemy się zapewne w tym położeniu, abyśmy mieli krwią własną stwierdzić siłę wiary, w jakiej się urodziliśmy i wychowani zostaliśmy, okażmy przeto Bogu w inny, a daleko łatwiejszy sposób, gotowość do poświęcenia. Ofiarujmy mu każdego ranka myśli, słowa i uczynki, trudy i prace, cierpienia, smutki i utrapienia nasze. Ofiarujmy Mu pobożne modły, bez których żadnego dnia nie godzi się ani rozpoczynać, ani kończyć. Ofiarujmy Mu walki i zwycięstwa nasze nad namiętnościami i żądzami, jak np. gniewem, niecierpliwością, zazdrością, nienawiścią itd. Ofiarujmy Mu wspaniałomyślne przebaczenie win i krzywd, które nam wyrządzono. Ofiarujmy Mu powstrzymanie się od grzesznych, złośliwych, potwarczych rozmów, od gier, obżarstwa i opilstwa, słowem od wszystkiego, co Bogu jest wstrętne i obmierzłe. Ofiarujmy Mu wszystkie przykrości i przeciwności, jakie tylko nas w życiu spotkać mogą i jakimi spodoba się Bogu wypróbować ofiarność naszą. Ofiarujmy Mu — jak mówi psalmista — serce żalem i skruchą przejęte, gotowe Mu służyć zawsze i gorliwie.

Footnotes:

1

Plato de Rep.

2

Mater et Caput omnium Ecclesiarum.

3

S. Petr. Dam. Ser. de Dedic.

Tags: św Teodor św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Kościół męczennik żołnierz
2020-11-08

Św. Koronatów i innych Męczenników oraz św. Gotfryda, Wyznawcy i Biskupa

Żyli około roku Pańskiego 300 i 1118.

(Żywot ich wyjęty z Brewiarza rzymskiego i dzieł ojca Suryusza.)

Święci czteréj Koronaci to jest ukoronowani, pod tém imieniem czczeni byli w Kościele Bożym, zanim znane były ich właściwe imiona. Bylito zaś czteréj rodzeni bracia: Sewer, Sewerynue, Karpoforiusz i Wiktorynus. Żyli w wieku, kiedy cesarz Dyoklecyan srodze Kościół prześladował. Z jego rozkazu, uwięzieni, pomimo wszelkich groźb, wiary chrześcijańskiéj wyrzec się nie chcieli. Poganie zaprowadzili ich przed ołtarz jednego ze swych bożyszcz, domagając się koniecznie aby mu cześć oddali. Gdy odpowiedzieli że tego w żaden sposób uczynić im się nie godzi, skazani zostali na biczowanie knutami ołowianemi. Katowano ich z takiém okrucieństwem, że wśród téj męki ducha Panu Bogu oddali. Ciała ich wyrzucono psom na pożarcie, lecz Pan Bóg, nie dopuścił aby się ich te zwierzęta tknęły. Chrześcijanie unieśli je potajemnie, i pochowali przy drodze Lawikańskiéj. Ponieważ imiona ich nie były znane, Papież święty Melchiades, kazał im oddawać cześć pod wezwaniem czterech ukoronowanych. Późniéj gdy Pan Bóg objawił mu imiona tych świętych Męczenników, wybudował na ich cześć wspaniały kościół, i ciała ich w nim umieścił.

· · ·

Dziś także obchodzi Kościół Boży pamiątkę świętego Gotfryda Wyznawcy i Biskupa. Ten przyszedł na świat we Francyi w mieście Sessonie (Soisson), przy końcu XI wieku z zamożnych, ze znakomitego rodu i bogobojnych rodziców.

Kiedy miał pięć lat, oddali go na wychowanie do Gotfryda Opata klasztoru Świętego Kwintyniana, który już wtedy ubrał go w suknię zakonną, i zajął się nim najtroskliwiéj. Nasz Święty od samego dzieciństwa oddzielony od zepsutego świata, wielki uczynił postęp jak w naukach, tak i w cnotach chrześcijańskich. Dnie całe poświęcał nauce, ćwicząc się szczególnie w znajomości Pisma świętego i ojców Kościoła, a większą część nocy spędzał ma modlitwie. Przytém wiódł życie bardzo umartwione, kilka dni w każdym tygodniu, poszcząc o chlebie i wodzie. Młodym był jeszcze, gdy go bracia zakonni wybrali na Prokuratora klasztornego, to jest zarządzającego klasztorném gospodarstwem. Miał lat dwadzieścia pięć kiedy został księdzem, pomimo iż się od tego usilnie wymawiał, a wkrótce potém Opatem klasztoru przenajświęlszéj Maryi Panny Nowideńskiéj (Nauyent). W przyjęciu téj goności sprzeciwiał się znowu całą siłą Gotfryd, aż nakoniec uledz musiał wyraźnéj woli Arcybiskupa Rejmskiego, kilku innych okolicznych Biskupów, samego króla Filipa, i nareszcie Opata Gotfryda, przy którym się wychowywał i którego zawsze słuchał jak ojca.

Znalazł Opactwo swoje, pod każdym względem bardzo zaniedane: kościoł rozwalający się, cele zakonne w gruzach, ogród i wewnętrzny dziedziniec chwastem zarośnięte, a pola do klasztoru należące albo odłogiem leżały, albo pozostawały w ręku nieprawych posiadaczy. W samym zaś na wpół rozwalającym się klasztorze zastał kilku tylko zakonników, którzy, z zaniedbaniem obowiązków zakonnych, dla utrzymania życia prowadzili szkółkę. Święty Gotfryd objąwszy w tak niepomyślnym stanie swoje Opactwo, w krótkim czasie zmienił pod każdym względem jego postać. W lat kilka kościół, klasztor i wszystko jego części odbudował, a rozgłosem świętobliwości ściągając zewsząd coraz większą liczbę zakonników, miał kilkudziesięciu pod swoim zarządem, a w ich liczbie kilka Opatów i kilku Prałatów, którzy złożywszy swoje godności zostali jego uczniami, przez co on w klasztorze tym najściślejszą karność wprowadził i ustalił.

Podczas gdy tak święcie rządził swojém Opactwem, dyecezyą Sesońską, do któréj ono należało, dotknął Pan Bóg straszną suszą. W źródłach zabrakło wody; nietylko zboża lecz wszelkie rośliny poniszczone były. Przytém panowało straszne morowe powietrze, tak ludzi jak i zwierzęta zabijające. Hugo Biskup Sesoński, widząc w téj klęsce wyraźną karę Bożą, zawezwał świętego Gotfryda aby przybył do Sessonu z kazaniami, i pobudził lud do pokuty, a modlitwami swemi uprosił zmiłowanie się Boże nad nim. Sługa Boży przybył do Sessonu, a gdy pierwsze miał kazanie i przy końcu niego modlił się prosząc Boga o odwrócenie klęsk nad tym krajem ciążących, jeszcze nie zszedł był z kazalnicy kiedy puścił się deszcz rzęsisty, i odtąd i susza ustała i morowe powietrze.

Ta okoliczność rozniosła jeszcze daléj sławę świętego Gotfryda. Arcybiskup Remiński, przewodniczący Soborowi prowincyonalnemu, wraz z innymi Biskupami wysłał do niego z usilną prośbą, aby zrzekł się swojego Opactwa, został Opatem klasztoru świętego Remigiego, który był jednym z najbogatszych we Francyi klasztorów, i pod każdym względem od Opactwa którém zawiadował święty Gotfryd, świetniejszém. „Niech mnie Bóg od tego uchowa, odpowiedział Gotfryd, abym dla bogatéj oblubienicy, miał porzucać ubogą”, i pomimo najusilniejszych nalegań, ubogiego Opactwa swego opuścić nie chciał.

Wkrócte potém, gdy umarł Biskup w Amiens, duchowieństwo i lud cały zwrócili oczy swoje na Gotfryda; lecz przewidując trudności jakie czynić będzie, poradzili sobie w ten sposób. Pod tę porę Ryszard, Legat Stolicy Apostolskiéj, przewodniczył Soborowi w Trewirze odbywającemu się. Udano się więc do niego, aby on świętemu Gotfrydowi Biskupstwo to przyjąć rozkazał. Cały Sobór zgodził to i zawiadomił o tém świętego Gotfryda, który jako Opat sam na nim zasiadał. Lecz gdy się o tém sługa Boży dowiedział uszedł potajemnie, i skrył się w górach okolicznych. Wysłani jednak za nim w pogoń księża znaleźli go, stawili przed Sobór, który zawyrokował iż on jest Biskupem Amieńskim, i Święty rzewne łzy wylewając musiał woli Bożéj tak wyraźnie mu objawionéj, poddać się.

Zasiadłszy na swojéj stolicy Biskupiéj, im więcéj się od tego wysokiego urzędu wymawiał tém się godniejszym go okazał. W sposobie umartwionego życia jakie wiódł zawsze, nic zgoła nie zmienił, przydając tylko do cnót zakonnych któremi tak wysoko jaśniał, niezmordowaną o dobro dusz mu powierzonych gorliwość i jak największą dla biednych hojność. Codzienie trzynastu ubogich żywił u własnego stołu, sam im usługując. Chorych biednych odwiedzał po szpitalach i po ich mieszkaniach, oddając im podobnież ostatnie usługi, a szczególnie trędowatym, lub innemi jakiemi wstręt obudzającemi chorobami dotkniętym. Opiekunem był wdów i sierot pocieszycielem wszystkich strapionych. Niezmordowanie pracował nad wykorzenieniem złych nałogów jakie w ludzie powierzonym jego opiece mógł dopatrzyć, i nad poprawą obyczajów tak wiernych jak i duchowieństwa.

Lecz cheąc leczyć bardzo zadawnione rany, rozbudził wielkie na siebie krzyki i narzekania, a od możniejszych ściągnął na siebie prześladowanie. Wierność w spełnieniu obowiązków jego pasterskiéj godności, narobiła mu wielu nieprzyjaciół. Czynili na niego różnego rodzaju zasadzki: kilka razy był w wielkiém niebezpieczeństwie, z którego Pon Bóg miłościwie a często i cudownie zawsze go wyswobadzał. Razu pewnego do wina które podano mu do stołu wmieszano truciznę. Święty przeżegnawszy napój, miał sobie objawioném iż jest zatraty i chociaż się o tém nawet przekonano, nie dozwolił dochodzić sprawcy téj zbrodni.

Wracając z miasta Arras, w towarzystwie wielkorządcy téj prowincyi nazwiskiem Adama, a niemając przy sobie żadnego oddziału wojska, z jakim zwykle wyżsi dostojnicy podówczas podróżowali, napadnięty został przez Germanda, możnego w téj okolicy pana, a zawziętego nieprzyjaciela Adama. Pomimo próśb i przedstawień, a nawet wyraźnego rozkazu świętego Gotfryda, którego obaj oni byli lennikami, Germund okuł Adama w kajdany i poprowadził do więzienia. Gotfryd rzucił na niego klątwę, równie jak i na tych, którzy w tym gwałcie uczestniczyli. Lecz nietylko nie opamiętało to Germunda, ale jeszcze go uzuchwaliło. Mieczem i ogniem niszczył kraj pod wielkorządztwem Adama zostający, wioski popalił, kościoły poznieważał, wszystkie pola poniszczył. Święty Biskup zdjęty litością nad tylu nieszczęściami, uciekł się do innego środka, który mu jego wielka miłość i pokora nastręczyły. Boso, okryty worem pokutnym, z kapturem zakonnym na głowie, pieszo wśród zimy, udał się do Germunda, upadł mu do nóg i błagał na miłość Jezusa Chrystusa, aby oddał mu uwięzionego, zaprzestał okrucieństw jakich się dopuszczał, i dał wsparcie, a raczéj wynagrodzenie dla tylu wdów i sierot, z jego przyczyny w ostatniéj nędzy będących. Postępek ten Gotftyda, wszystkich do głębi serca poruszył, sam Germund tylko okazał się i na to nieczułym, i nietylko odrzucił dumnie prośbę Biskupa, który był i jego książęciem udzielnym i jego Pasterzem, lecz mu nawet zagroził swoim gniewem jeśli wnet nie ustąpi.

Wtedy mąż Boży wyczerpawszy wszystkie środki łagodne, zmienił swoje postępowanie. Całą noc spędził na modlitwie, a nazajutrz zgromadziwszy lud do kościoła, wszedł na kazalnicę i ogłosił klątwę na Germunda, którego wkrótce kara Boża dotknęła. Wszedłszy w zatargi z Wilhelmem, jednym z Panów okolicznych, wzięty do niewoli, wtrącony został do więzienia. Lecz porażka takowa wyleczyła go z zuchwalstwa. Posłał do Gotfryda z prośbą aby zapomniał przeszłości i wyratował go z nieszczęścia w jakie popadł, przyrzekając mu wynagrodzenie wszystkiego złego jakiego się dopuścił. I nie zawiódł się rachując na litościwe serce świętego Biskupa. Ten wstawił się za nim, otrzymał jego oswobodzenie i sam go do dziedzicznego zamku odwiózł. Germund zaś zdjęty taką wspaniałomyślnością, wszystkie krzywdy przez siebie wyrządzone sowicie powynagradzał.

Tymczasem świętemu Gotfrydowi coraz bardziéj ciążyła jego godność pasterska. Mieszkańcy podzielili się na kilka stronnictw, które często porywając się do broni, krwią zalewały miasta i wioski. Dopuszczano się tam i innych zdrożności: grabieży, pijaństwa, wszeteczności, które się również szerzyły, pomimo nieustającéj i gorliwéj pracy około dobra dusz tego świętego Biskupa, który w głębokiéj pokorze nie złości ludu swojego, lecz własnym grzechom wszystko to przypisywał. Powstawał na te zdrożności z wszelką gorliwością, w osobie własnéj przedstawiał wzór wielkiego Świętego, modlił się, płakał, jęczał przed Bogiem, ciężkie zadawał ciału swemu umartwienia, a pomimo tego, zło nie ustępowało. Wtedy upadając pod ciężarem ciężkiego strapienia jakiego ztąd doznawał, postanowił oddalić się od niewdziecznéj trzody swojéj i zagrzebać się w samotności. Udał się do Kartuzyi Gracyanopolitańskiéj (Grenoble) i w niéj całe dwa lata spędził, modląc się tam za tych którzy go pasterzem mieć nie chcieli. Mieszkańcy dyecezyi Amioneńskiéj (Amiens) widząc iż Biskup ich długo nie powraca, wysłali posłów od siebie do miasta Bowe (Beauvais), gdzie Konon Legat Stolicy Apostolskiéj przewodniczył zgromadzonemu tam Soborowi, ze skargą iż Biskup ich opuścił, i z prośbą aby mogli drugiego w jego miejsce obrać. Lecz Arcybiskup Rejmski, najstarszy z zasiadających na Soborze Biskupów, w imieniu ich wszystkich posłów Amieńskich groźnie napomniał oświadczając im że dopóki Gotftyd żyje, innego Biskupa mieć nie będą.

Współcześnie z przybyciem tych posłów Sobór odebrał listy od samego Gotfryda, w których błagał on aby ma pozwolono złożyć biskupstwo i wyznaczono na jego miejsce lepszego następcę, utrzymywał bowiem iż sam niegodny jest tego urzędu. Wszyscy ojcowie Soboru czytając list ten z rozrzewnieniem, postanowili nie uwzględnić żądania Gotfryda, a zniósłszy się i z królem, wysłali do niego polecenie aby powrócił na swoję stolicę. Musiał się więc Gotfryd rozstać z ukochaną pustynią i powrócił do dyecezyi, w któréj żył już bardzo niedługo. Udając się do Biskupa Rejmiego w ważnéj sprawie kościelnéj, zachorował w drodze, i w Opactwie świętego Kryspina pod Sessonem, poszedł po nagrodę za trudy i cnoty swoje do Nieba, 8 Listopada roku Pańskiego 1118. Kościół pamiątkę jego w tymże dniu obchodzi.

Pożytek duchowny

Widziałeś, jak święty Gotfryd postąpił sobie z Germundem, kiedy ten dostawszy są do niewoli wzywał jego pomocy, chociaż przedtém ciężko go znieważył. Każdego bowiem chrześcijanina jest obowiązkiem, w ten sposób oddawać nieprzyjaciołom dobro za zło od nich doznane. Czy tak postępujesz z tymi którzy ci w czémkolwiek krzywdę wyrządzili?

Modlitwa

Boże któryś w sercu błogosławionego Gotfryda Biskupa i Wyznawcy Twojego, obok innych cnót któremi jaśniał, i wielką miłość nieprzyjaciół zaszczepił; spraw za jego pośrednictwem i przez jego zasługi, abyśmy tym wszystkim którzy nam w czémkolwiek przykrość lub krzywdę zadali, dobrem za zło odpłacali się zawsze. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 958–961.

Tags: św Czterej Ukoronowani św Gotrfyd św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik biskup zaraza
2020-11-05

Św. Galacyona i Epistemii, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 253.

(Żywot ich był napisany przez Metafrasta.)

Święty Galeon rodom z Fenicyi, żył w pierwszéj połowie trzeciego wieku. Ponieważ samo przyjście jego na świat było szczególną dla jego rodziców łaską Bożą, i jakby nagrodą ich nawrócenia się do wiary chrześcijańskiej, więc najprzód ich historyą w krótkości opowiedzieć wypada.

W mieście Emesie w Fenicyi położoném, mieszkał pewien wielki pan nazwiskiem Klitofon, który poślubił był z również znakomitéj zamożnéj rodziny dziewicę, imieniem Lucypa. Oboje byli poganami i ciągłe składali ofiary swoim bożyszczom, dla uproszenia sobie potomstwa: gdyż długo w małżeństwie żyjąc, dzieci nie mieli. Lecz cóż mogli uprosić u bożków, które według wyrażenia Pisma świętego: „Oczy mają a nie ujrzą, uszy mają a nie słyszą”. 1 Wzywali długo swoich bałwanów lecz dziatek nie doczekali się.

Pod tę porę, Wielkorządca Emesy, nazwiskiem Sekundus, srodze prześladował chrzecijan. Pewien zakonnik imieniem Onufry, chcąc się dostać do tego miasta a nie być poznanym, przebrał się po świecku, i tym sposobem łatwiejszy miał przystęp do pogan, których nawracał. Chodził od domu do domu żebrząc jałmużny, lecz głównie szło mu o to, aby tam zanieść wsparcia niebieskie: to jest aby tych którzyby słuchać go chcieli, uczył prawd wiary chrześcijańskiéj i pozyskiwał ich dusze Chrystusowi Panu.

Zdarzyło się, że zakonnik ten przyszedł i do mieszkania Klitofona prosząc o wsparcie, a zawsze w celu probowania czy tu jakiéj duszy nie zaopatrzy w dary niebieskie. Lucypa, która dnia tego była bardzo nieprzystępną, nie kazała go wpuścić: lecz sługa Boży niezrażając się tém, nalegał prosząc aby go chociaż na chwilę przyjęła, i nakoniec dostał się do niej. Znalazłszy ją wielce zasmuconą, spytał o powód jéj zmartwienia. Zaczęła z nim mówić otwarcie, i wyznała że głównym powodem jéj ciągłego a ciężkiego smutku, jest to że nie ma dzieci i że w celu uproszenia sobie potomstwa udawała się do wszystkich bogów swoich, lecz żaden z nich prośby jéj nie wysłuchał, „Nic dziwnego, odpowiedział jéj na to Onufry, że prośby twoje skutku nie otrzymują: bo czyż od bożyszcz którym cześć oddają poganie, spływać mogą łaski na ludzi? Bogowie wasi bogami tylko są nazwani, w istocie zaś, nie posiadają ani Bóstwa ani żadnéj potęgi. Jeden tylko jest Bóg prawdziwy, Bóg wszechmocny, który wysłuchuje modlitwy ludzkie: uznaj Jego potęgę a będziesz cieszyć się potomstwem”. Lucypa poszła za radą sługi Bożogo, i nietylko przyjęła Chrzest święty, lecz i w krótkim czasie stała się kobietą bardzo pobożną, a nawet w końcu, koronę męczeńską pozyskała. Gdy przedtém jeszcze Onufry wyuczał ją prawd wiary, i przyspasabiał do Chrztu świętego, Lucypa kłopotała się, jak wypadnie jéj postąpić gdy mąż dowiedziawszy się o jéj nawróceniu, będzie temu bardzo przeciwny: lecz Onufry upewnił ją że i Klitofon zostanie chrześcijaninem. Wkrótce potém świątobliwy ten zakonnik opuścił miasto Emesę, a wszystko jak przepowiedział spełniło się. Lucypa powiła syna, a Klitofon dowiedziawszy się o wszystkich szczegółach jéj nawrócenia, i sam został niezwłocznie chrześcijaninem.

Otóż, synem tym, którym Pan Bóg obdarzył Lucypę jakby w nagrodę za przyjęcie wiary świętéj, był właśnie święty Galacyon, którego pamiątkę dziś Kościoł Boży obchodzi. Rodzice wychowali go bardzo starannie i bogobojnie, a od lat najmłodszych objawiał on i wielkie do nauk zdolności, i gruntowną pobożność. Miał lat dwadzieścia cztery (a już wtedy matka jego nie żyła), kiedy, ulegając woli ojca, poślubił zacną i świetnego rodu dziewicę imieniem Epistemia, ale pogankę. Galacyon w kilka dni po ślubie pozyskał ją Chrystusowi Panu; że z powodu coraz większego prześladowania, trudno byłe wynaleźć i sprowadzić kapłana, sam ją wyuczył artykułów wiary i ochrzcił.

W tydzień potém, Epistemia miała następujące widzenie: Ujrzała wspaniały pałac i w nim wielką liczbę osób podzielonych na trzy chóry, z których każdy odróżniał się ubraniem jaki nosili ci co do niego należeli: jeden składał się z poważnych starców, przybranych w czarne szaty; drugi z niewiast w podobnémże ubraniu; trzeci z dziewic w bieli będących, na których obliczach malowało się wielkie wesele, a światość biła z ich czoła. Lecz i zpod odzienia osób należących do pierwszych chorów, wychodziły jakby skrzydła, z których tryskały na wszystkie strony iskry, przedziwnéj światłości. Epistemia opowiedziała to widzenie mężowi, który je wytłómaczył żonie mówiąc: „że te trzy chóry, przedstawiały osoby niemające żadnego stosunku ze światem, i które na wyłączną służbę Bogu poświęciwszy się, zachowują dziewictwo i żyją według całéj ścisłości nietylko praw lecz i rad Ewangelicznych. Że zaś przez oderwanie serc od wszystkiego co ziemskie, są one jakby aniołowie ziemscy, więc skrzydła te które u nich widziała i iskry z nich wytryskujące, wyrażały gorącość ich miłości Bogu, a skrzydła lekkość i prędkość z jaką szli po drodze doskonałości, Nareszcie że białe szaty przyodziewały te dusze które zachowały, nieskazitelną czystość, a czarne te które nie były zawsze w dziewictwie, lecz później czystość poślubiły.” Wielce uradowana Epistemia, z takiego wytłómaczenia widzenia jakie miała, rzekła do męża: „Wszak i my moglibyśmy zachować czystość, pozostając połączeni tylko sercami, a żyjąc z sobą w małżeństwie jak brat z siostrą. A przytém cóż nam przeszkadza poświęcić się na wyłączną służbę Bożą?” Owoż Galacyon równie jak jego małżonka przejęty miłością Boga, chętnie zgodził się na wszystko.

Rozdali więc cały swój majątek na ubogich i wyszli z miasta Emesy, mając z sobą tylko Entolmiego, najprzywiązańszego z domowników. Po dziesięciodniowéj podróży, dostali się na górę zwaną Publika, blizko góry Syn, i tam znaleźli klasztor w którym mieszkało kilkunastu zakonników. Święty Galacyon oświadczył im iż chce wstąpić do zakonu, i został przyjęty, a Epistemia wstąpiła do klasztoru dziewic poświęconych Panu Bogu, nieco głębiéj na tejże puszczy mieszkających,

Oboje żyli jakby aniołowie ziemscy: z Bogiem tylko na ciągłéj niemal modlitwie obcowali, doznawali wielkich pociech duchownych, nadzwyczajne pokuty i umartwienia ciała czynili; aż tu niespodzianie, powstało sroższe jeszcze niż było dotąd prześladowanie chrześcijan, wszczęte przez okrutnego Dyoklecyana. Wysłani przez niego siepacze rozbiegli się po górze Syn, aby ująć i zamknąć do więzienia mieszkających tam pustelników. Wszyscy uciekli, prócz Galacyona i jednego z jego braci zakonnych.

W nocy poprzedzającéj ten napad Święta Epistemia miała znowu we śnie widzenie, w którém zdawało się jéj, że gdy weszła z mężem do jakiegoś pałacu, król który w nim mieszkał, włożył im obojgu świetne korony na czoła. Zwierzyła się z tego Kapelanowi klasztornemu, który jéj powiedział, że pałac ten wyrażał Niebo, w którém czekają Galacyona i ją samę korony wiecznéj chwały.

Tymczasem dowiedziawszy się ona tegoż poranku że mąż jéj został schwytany przez pogan, weszła na górę z któréj mogła dopatrzeć co się z nim dzieje. Gdy zaś po chwili ujrzała iż go prowadzą okutego w kajdany, zapalona i sama pragnieniem męczeństwa, pobiegła za nim i zbliżywszy cię do niego rzekła: „Małżonku mój i przewodniku duszy mojéj, nie wyrzekaj się mnie; pamiętaj żeśmy postanowili razem służyć Bogu.” Usłyszawszy to żołnierze wiodący Galacyona, i ja w kajdany okuli i z nim razem poprowadzili do Wielkorządcy. Ten nazajutrz kazał ich stawić przed sobą, i groźnie zawołał do Galacyona: „Któż ty jesteś nędzniku, który śmiesz pogardzać bogami cesarskiemi, a wyznajesz jakiegoś jedynego Roga który Bogiem nie jest?” – „Jestem chrześcijaninem, odpowiedział na to Galacyon, oddaję cześć Jezusowi Chrystusowi jako prawdziwemu Bogu, a wszyscy bogowie pogańscy nie są bogami, lecz sąto istoty zasługujące na pogardę od tych ludów które im cześć oddają.” Wielkorządca słysząc tak śmiałą odpowiedź, chciał mękami wymódz na Świętym zaparcie się Chrystusa, i kazał póty go katować, póki nie odda czci bożkom. Męczyli go w różny sposób i okrutnie, lecz napróżno: Święty ciągle i głośno opiewał chwałę Boga chrześcijańskiego.

Obecna temu Epistemia, nieczekając aż i ją z kolei zacznie badać o wiarę Wielkorządca, wyrzuciła mu w ostrych wyrazach okrucieństwo z jakiém pastwił się nad jej mężem. Wpadłszy z tego powodu w gniew tyran, kazał i ją bić pałkami wołając: „Nauczcie tę kobietę milczeć przed Wielkorządcą.” Lecz Epistemia przeniosła mękę z równą stałością jak jéj małżonek. Wtedy sędzia kazał im wbijać pod paznogcie trzciny ostre, i ciągle nastawał, aby się wyrzekli Chrystusa: Święci nietylko jeszcze głośniéj chwałę Jego głosili i składali dzięki Panu Bogu za łaskę męczeństwa którą ich obdarzał, ale i obecnych pogan odwodzili od oddawania czci bogom fałszywym. Wielkorządcę wprawiało to w coraz większą wściekłość: kazał im powyrywać języki, potém odrzynać powoli ręce i nogi, i nakoniec ściąć głowy. Ponieśli śmierć męczeńską 5 Listopada roku Pańskiego 253.

Pożytek duchowny

Rodzice świętego Galacyona, napróżno modlili się aby ich Pan Bóg pocieszył potomstwem, dopóki, wyrzekając się pogańskich błędów, nie zostali chrześcijanami. Patrz, czy nie dla tego Pan Bóg modlitw twoich, a może i długich i usilnych nie wysłuchuje, że nie chcesz odstąpić grzechu, przez co właśnie kładziesz zaporę miłosierdziu Bożemu nad tobą.

Modlitwa

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy przez zasługi świętych Galacyona i Epistemii Męczenników Twoich i za ich wstawieniem się, wyrzucili z serca naszego wszystko cokolwiek jest Tobie niemiłém, a przez to pozbyli się tego co skuteczności modlitw naszych do Ciebie, stawić może zaporę. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 949–951.

Footnotes:

1

Psal. CXIII. 5.

Tags: św Galacyon i Epistemia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik nawrócenie małżeństwo czystość
2020-10-28

Św. Szymona i Judy, Apostołów

Żyli około roku Pańskiego 60.

(Życie ich wyjęte jest z dziejów Kościoła przez Tylemonceusza.)

Święty Szymon i Juda byli synami Maryi Kleofy, siostry cioteczéj przenajświętszéj Mayi Panny, a braćmi świętego Jakóba młodszego. Święty Szymon był tym nowożeńcem, przy którego godach weselnych w Kanie Galilejskiéj, Pan Jezus pierwszy Swój cud uczynił. Lubo wtedy zawarł śluby małżeńskie, słysząc atoli jakie Pam Jezus oddawał pochwały dziewictwo i jakie za nie obiecywał nagrody, wraz z małżonką poślubił na zawsze tę cnotę, i ztąd dostąpił téj wielkiéj chwały, że pierwszy po przenajświętszéj Maryi Pannie i świętym Józefe, w stanie małżeńskim dochował czystości. Nazwany jest w Ewangelii Kananejczykiem, nie żeby należał do tego pokolenia przeklętego od Pana Boga i wyniszczonego gdy Izraelici zajęli Ziemię świętą, lecz dla tego że pochodził z miasteczka Kany Galilejskiéj. Z tego téż powodu święty Łukasz zowie go Szymon Zelotes, co po grecku znaczy gorliwość, a toż samo wyraża po hebrajsku wyraz Kana, gdy oprócz tego przydomek ten należał mu się i za to że w pracach apostolskich, nadzwyczajną odznaczał się gorliwością. Wreszcie i dla tego mu go przydają święci Ewangeliści, żeby go odróżnić od świętego Piotra książęcia Apostołów, który takie miał imię Szymon.

Co do świętego Judy, on sam na początku listu swego kanonicznego, należącego do ksiąg nowego Testamentu, nazywa się bratem świętego Jakóba: a że znowu tego świętego Apostoła święty Paweł nazywa bratem Pana Jezusa, to jest blizkim krewnym, więc i święty Juda miał szczęście być powinowatym Chrystusa Pana. Nazwanym on jest przez świętego Mateusza i świętego Marka także Tadeuszem, dla rozróżnienia go znowu od Judasza Iskaryoty, nieszczęśliwego zdrajcy.

O świętym Szymonie dwa razy tylko Ewangelie święte wspominają, a to w tém miejscu gdzie jest powiedziano że Pan Jezus powołał go do grona Apostołów. Co do świętego Judy, jest w Piśmie Bożém wzmianka o jego rozmowie ze Zbawicielem. Gdy Zbawiciel postanowił tajemnicę przenajświętszego Sakramentu, i wtedy miał ono przecudne kazanie do Apostołów, które jest wypisane w XIV rozdziale Ewangelii świętego Jana, święty Juda nie rozumiejąc dobrze co Chrystus Pan chciał wyrazić przez te słowa: „Świat mnie już nie widzi, lecz wy mnie widzicie bo ja żyję i wy żyć będziecie” 1, „Panie rzekł wtedy do niego, dla czego dasz się poznać nam, a nie światu całemu, czyż panowanie Twoje nie będzie się rozciągało po całéj ziemi? czyż nie wszystkie narody będą miały szczęście cześć Ci oddać? Czy poznanie Ciebie ograniczysz do małéj liczby Twoich sług wiernych i uczniów, gdyś przyszedł cały świst zbawić?” Wtedy Pan Jezus raczył mu wyjaśnić, dla czego nie objawiał się światu w ten sposób w jaki przyrzekł Apostołom że się im objawi, a to z powodu iż go świat nie miłował, czego dowodem było że przykazań Jego nie zachowywał.

Więcéj nadto ani o świętym Szymonie ani o świętym Judzie nie znajdujemy wzmianki w Ewangeliach. Po zesłaniu Ducha Świętego, kiedy Apostołowie dla ogłaszania Słowa Bożego rozeszli się po świecie, święty Szymon udał się do Egiptu. Tam zaszczepiwszy wiarę świętą, puścił się w dalsze kraje Afryki, i tę część świata tak użyznił swemi apostolskiemi pracami, że wkrótce mieszkający tam wierni stali się wielką ozdobą Kościoła. Utrzymują nawet niektórzy, że był on i w Anglii, tak dalece gorliwość tego świętego ewangelicznego pracownika, najodleglejsze od siebie ogarniała krainy!

Święty zaś Juda przez ten czas głosił Ewangelią w Mezopotamii, gdzie wielką liczbę pogan nawrócił, a następnie zaniósł światło wiary świętéj ido Libii. Podczas to tych wycieczek święty ten Apostoł niepoprzestając na pracowaniu tak skutecznie około nawrócenia pogan, chcąc niejako do wszystkich wiernych odezwać się, napisał swój List kanoniczny, który jest ostatnim z listów apostolskich w Piśmie Bożém zawartych, a który nie był wystosowany do żadnego kościoła w szczególności, lecz do wszystkich chrześcijan. W tém piśmie, a jako należącém do ksiąg nowego Testamentu w szczególny sposób natchnionym przez Ducha Świętego, błogosławiony Juda powstaje głównie przeciwko odszczepieńcom ówczesnym, tak nazwanym Gnostykom, których opłakując błędy, żywy ich obraz przedstawia, a poleca wiernym, ażeby modlitwami i dobrym przykładem, w pokorze i miłości starli się wyrwać tych nieszczęsnych kacerzy ze zguby która ich duszom groziła.

Po blizko trzydziestoletnich pracach przez każdego z nich osobno podjętych, jak to wyżéj wspomnieliśmy, święci Szymon i Juda połączywszy się, odebrali natchnienie od Ducha Świętego udania się do Persyi. Zaledwie do téj krainy weszli, napotkali obóz licznego wojska, pod dowództwem Baradacha, wysłanego przez króla Perskiego przeciwko Indyanom, którym król ten wypowiedział wojnę. Byłto właśnie dzień, w którym przez swoich kapłanów i czarnoksiężników poganie mieli badać bożków o los wojny: tymczasem bałwany żadnéj odpowiedzi dać nie chciały. Zdziwiło to i przeraziło całe wojsko. Udano się więc do sławnego bożyszcza, o kilka mil ztamtąd odległego, które oświadczyło że przyjście dwóch cudzoziemeów: Szymona i Judy Apostołów Jezusa Chrystusa, zamknęło usta wszystkim bożkom, gdyż ludzie ci taką moc posiadają, że żaden z ich duchów ostać się przed nimi nie może. Dowódca Baradach kazał Świętych do siebie przywołać, i oświadczył im jakie są przeciw nim zarzuty. Na to Święci odpowiadając, przedstawili mu niedorzeczność wiary w bożyszcza pogańskie, i domagali się aby na próbę kazał kapłanom swoim badać bożków którym oni pozwolą dać odpowiedź tyczącą się losu wojny, a następnie i oni swoje zdanie o tém powiedzą: a ztąd przekona się on po jakiéj stronie znajdzie się prawda. Baradach odebrał odpowiedź od czarnoksiężników, że wojna będzie długą, niebezpieczną i krwawą, i przerażony tém zawołał świętych Apostołów pytając co oni o tém mówią. „Będziesz tedy miał dowód dostojny panie, odrzekli mu oni, szalbierstwa pogańskich wyroczni. Przepowiednia ta jest najfałszywszą, gdyż jutro o téj saméj godzinie o któréj dziś z tobą mówimy, przybędą do ciebie posłowie Indyjscy z prośbą o pokój, i oddadzą się na twoję łaskę i niełaskę. Dowódca kazał wziąść pod straż tak świętych Apostołów jak i swoich kapłanów, zapowiadając że srogo ukarze tych których przepowiednia okaże się fałszywą.

Nazajutrz, w tejże godzinie którą oznaczyli Święci, przybyli posłowie od Indyan, prosząc o zawarcie pokoju pod jakiemibądź warunkami. Baradach rozgniewany na swoich kapłanów, chciał ich śmiercią ukarać, lecz święci Apostołowie uprosili im życie mówiąc: „Myśmy tu przybyli nie po to aby komukolwiek być powodem śmierci, lecz aby wszystkich powołać do życia.” Chciał tedy dowódca wynagrodzić sług Bożych hojnemi darami, lecz żadnych nie przyjęli.

Znajdowali się wtenczas w Persyi dwaj czarnoksiężnicy: Zaroes i Arfaksad, którzy uszli z Indyi, gdzie święty Mateusz ogłaszając Ewangelią wykrył był ich oszustwo. Zaczęli oni prześladować najzawzięciéj świętych Apostołów, a gdy ci zawezwani przez króla, przybyli do Babilonu, sztuką swoją czarnoksięzką nasłali na nich wężów aby ich odstraszyć. Lecz Święci kazali tym płazom rzucić się na czarnoksiężników, którzy zmuszeni w oczach całego ludu uciekać, z wielkim wstydem opuścili miasto.

A także inne zdarzenie, jeszcze cudowniejsze, podniosło naszych Świętych w oczach wszystkich pogan. Pewna dziewica z bardzo znakomitego rodu, dopuściwszy się grzechu, porodziła dziecię, a jako uwodziciela swojego i ojca dziecięcia, oskarżyła Eufrozyma, dyakona świętych Apostołów, w skutek czego sprawa wytoczoną została przed samego króla. Święci Szymon i Juda, prosili aby przyniesiono dziecię. Co gdy uczyniono, w imię Jezusa Chrystusa rozkazali niemowlęciu tylko co narodzonemu, aby powiedziało czy ich Dyakon jest w istocie jego ojcem. Dziecię głośno i wyraźnie odrzekło: że Eufrozyn nie jest jego ojcem, gdyż jestto młodzieniec nieposzlakowanéj czystości. Król domagał się od Apostołów, aby nakazali dziecięciu powiedzieć kto tedy uwiódł jego matkę. Lecz oni odpowiedzieli mu na to: „do nas należy bronić niewinnych, nie zaś wykrywać zasługujących na karę.” Cud ten największe w całém mieście zrobił wrażenie: król z rodziną swoją i dworem Chrzest święty przyjął, i wiara chrześcijańska w tym królestwie zaszczepioną została. Święci Apostołowie utrwaliwszy ją w mieście Babilonie, a kazaniami swojemi dostatecznie lud cały oświeciwszy w tajemnicach religii świętéj, udali się w tymże celu do innych części kraju. Za przykładem króla i stolicy szły i inne miasta i prowincye, a Szymon i Juda głosząc Słowo Boże i czyniąc cuda, prawie wszystkich tam będących pogan ponawracali.

Lecz gdy przybyli do pewnego znacznego miasta, nazwiskiem Sunamur, znaleźli w niém i ludność bardzo sobie przeciwną, i wielką liczbę kapłanów pogańskich z innych miejsc tam zgromadzonych, a między nimi i owych dwóch czarnoksiężników Zaroesa i Arfaksada, którzy zmuszeni byli uchodzić przed nimi z Babilonii. Byli téż to ich najzawziętsi wrogowie, i mieszkańców tego miasta złożonych z najnieprzychylniejszych dla chrześcijan pogan, do tego stopnia przeciwko świętym Apostołom pobudzili, że ich uwięziono z zamiarem aby nazajutrz zmusić do oddania czci bożkom.

Jakoż dnia następnego, Szymona zaprowadzono do świątyni słońca, a Judę do świątyni księżyca, i domagano się aby tym bałwanom pokłon oddali. Gdy Święci uklęki i zaczęli się modlić, bożyszcza spadły na ziemię i zgruchotały się, a szatani w postaci małych murzynków, wylatywały z nich z krzykiem i rykiem strasznym. Widząc to kapłani pogańscy, wpadli w największą wściekłość, wywlekli Świętych za świątynię i obu zamordowali. Podanie niesie że święty Szymon był przepiłowany na wpół piłą, a Święty Judą miał głowę toporem ściętą.

Ponieśli śmierć męczeńską 28 Października około roku Pańskiego 60. W chwili gdy ducha Bogu oddawali, chociaż dzień był bardzo pogodny, wszczęła się nagle straszna burza z piorunami, które uderzywszy w świątynię, pozabijały wielu pogan, a Zaroesa i Arfaksada na popiół spaliły.

Pożytek duchowny

Święty Juda w moim Liście Kanonicznym, ostrzega wiernych o kacerzach który za jego czatów odwodzili lud od wiary w Jezusa Chrystusa, jako Boga i Pana naszego. Ilużto niestety! za dni naszych jest podobnych nieprzyjaciół Syna Bożego. Według, więc nauki tego świętego Apostoła, najprzód strzeż się takich aby cię w swoje błędy nie wwikłali, a następnie módl się o ich nawrócenie.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś nas przez błogosławionych Apostołów Twoich Szymona i Judę, do wyznania Imienia Twojego przywieść raczył; daj nam w cnotach chrześcijańskich postęp czyniąc, godną cześć im oddawać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 923–925.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 857–858

Nie ma zbawienia poza Kościołem. Kto zna niesłychane cierpienia i mozolne starania, jakie podejmowali apostołowie dla rozkrzewienia chrześcijaństwa, kto widzi kraje i narody całe, nieznające Kościoła katolickiego, albo niechcące o nim wiedzieć, zapyta, czy to prawda, że nie ma zbawienia poza Kościołem. Objawienie i rozum ludzki dają na to odpowiedź potwierdzającą.

  1. Objawienie Boskie mówi: „Nie ma zbawienia, jak tylko w Kościele”. Pan Jezus rzekł do apostołów: „Idąc tedy nauczajcie wszystkie narody, comkolwiek wam przykazał” (Mat. 28, 19—20). „Kto uwierzy i ochrzci się, zbawiony będzie, a kto nie uwierzy, będzie potępiony“ (Mar. 16, 16). To samo głoszą Ojcowie Kościoła, jak np. święty Cyprian: „Jak nikt ocaleć nie mógł, kto był poza arką, tak nikt nie ocaleje, kto stoi poza Kościołem”. Święty Chryzostom pisze: „Wiemy, że tylko w Kościele jest zbawienie, i że poza katolickim Kościołem nikt nie będzie miał udziału w Chrystusie, ani nie będzie pewny zbawienia”. Święty Augustyn uczy: „Kto jest odłączony od Kościoła katolickiego, choćby żył chwalebnie, już z tego jednego powodu, że się odłączył od jedności z Chrystusem, nie będzie miał żywota, lecz gniew Boga na nim ciążyć będzie”.
  2. Rozum ludzki powiada to samo. Każdy rozsądny człowiek powie: „Jeśli sam siebie nie stworzyłem, jeśli sam się nie uposażyłem zdolnościami, w takim razie Bóg, jako mój Stwórca i wszechwładny Pan, rozporządza mną i ma obowiązek i prawo powiedzenia mi jasno i wyraźnie, co winienem czynić”. Historia, cuda, proroctwa, treść Ewangelii pouczają nas, że Pan Jezus jest prawdziwym Synem Bożym, Panem i władcą całego świata i wszystkich ludzi, że On założył Kościół, aby w Kościele szukali i osiągnęli zbawienie. Kto sądzi, że poza Kościołem Chrystusowym, w innej religii może osiągnąć cel swego przeznaczenia i dostąpić zbawienia, ten twierdzi tym samym, że Bogu nie przysługuje prawo przepisywania nam, jak mamy do tego zbawienia dążyć; ten twierdzi, że ani wcielenie się Boga w postać człowieczą, ani śmierć Jego na krzyżu nie była potrzebna i konieczna do zbawienia ludzkości, ten mówi, że jest niezależny od Boga, że może być zbawiony bez Boga i Chrystusa. Nie wynika z tego bynajmniej, abyśmy samych innowierców potępiali; potępić należy tylko błąd, a sąd o osobach błądzących należy zostawić Bogu. Sam rozum przeto dyktuje, że albo Kościół Chrystusów daje jedyną rękojmię zbawienia, a poza Kościołem nie ma zbawienia, albo trzeba się wyrzec Kościoła i oddać się pod opiekę szatana. Samowiedza mówi nam, że mamy wolny wybór, ale sumienie przestrzega nas, że za ten wybór odpowiemy przed Bogiem. Wybierajmy więc dobrze i szanujmy świętą instytucję Kościoła rzymsko-apostolskiego.

Footnotes:

1

Jan. XIV. 19.

Tags: św Szymon św Juda „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik wesele w Kanie Galilejskiej małżeństwo czystość gorliwość Kościół
2020-10-26

Św. Ewarysta, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 120.

(Żywot jego był napisany przez świętego Ireneneusza.)

Święty Ewaryst urodzony w Grecji, pochodził z Palestyny, gdyż był synem pewnego Żyda rodem z Betleemu, nazwiskiem Juda, a który osiadł w Grecyi i syna wychował w swojém wyznaniu. Przyszedł na świat około 60 roku po Chrystusie Panu. Obdarzony niepospolitemi zdolnościami, mając sobie przydanych znakomitych i biegłych mistrzów, w krótkim czasie wielki w naukach uczynił postęp. Przytém od lat najmłodszych, odznaczał się wielką skromnością obyczajów.

Nie masz dokładnéj wiadomości kiedy i gdzie przyjął on wiarę chrześcijańską, ani z jakich powodów przybył do Rzymu: to tylko wiadomo z pewnością, że gdy w mieście tém został wyświęcony na kapłana, odznaczył się szczególną w służbie Bożéj gorliwością, znakomitą nauką, i wielkiém nad ubogiemi miłosierdziem, tak dalece, że powszechnie poczytywano go za duchownego którego zbawiennemu wpływowi, głównie przypisywać można było wszystkie te zalety, jakiemi ówcześni chrześcijanie Rzymscy, w szczególny sposób się odznaczali. Święty Ignacy Męczennik Biskup Antyocheński, w owych czasach żyjący, oddaje pochwały Rzymianom, za ich szczególną wierność i wytrwałość w wierze świętéj, za czystość obyczajów i za miłość chrześcijańską, któréj stali się wzorem dla wiernych wszystkich innych kościołów. Wspomina z uwielbieniem o panującéj pomiędzy niemi jedności, i podziwia jak powszechny obudzały w nich wstrtręt wszelkie błędne zasady różnych kacerzy, którzy już podówozas zasmucali Kościoł, a w innych miastach wielu zwolenników pozyskiwali.

Owoż pochwały te oddawane chrześcijanom Rzymskim, są właśnie pochwałą świętego Ewarysta, którego jak to wyżéj wspomnieliśmy, było to dziełem, a który lubo wtedy jeszcze tylko jako kapłan, naukami swojemi i przykładem, rozbudzał w sercach wszystkich wiernych w Rzymie się znajdujących ducha żywéj wiary i pobożności. Był téż on w tak szczególnéj i powszechnéj czci i poważaniu, że skoro święty Anaklet Papież, następca świętego Klemensa, otrzymał koronę męczeńską, a Stolica Apostolska zostawała nieobsadzoną przez tak tylko krótki przeciąg czasu jaki był potrzebny do zwołania całego duchowieństwa, skoro tylko się zebrali, wszyscy bez najmniejszéj sprzeczki i zwłoki, jednogłośnie wybrali Papieżem świętego Ewarysta. Ze wszyskich tam zgromadzonych, on tylko jeden wyboru tego nie pochwalał. Głęboka jego pokora, nizkie o sobie rozumienie, wysoki szacunek jakim był przejęty dla cnót i zasług innych członków duchowieństwa, sprawiały iż utrzymywał że to nie Duch Święty tym wyborem pokierował, i błagał i domagał się koniecznie aby nie wkładano na niego godności któréj czuł się nieodpowiednym. Lecz to właśnie wszystkich upewniało że go na nią sam Pan Bóg powołał. Musiał więc poddać się woli Bożéj, głosem całego ludu i wyborem Duchowieństwa objawionéj, i zajął Stolicę Apostolską dwudziestego siódmego Czerwca, około roku Pańskiego 110.

Skoro święty ten Papież ujrzał się u steru łodzi Piotrowéj, zajął się z całą gorliwością zarządem Kościoła powszechnego, a to właśnie w czasach gdzie z jednéj strony prześladowanym on był na zewnątrz przez pogan, a z drugiéj okrutnie szarpany wewnętrznemi niesnaskami wszczętemi przez heretyków. Szymonianie, uczniowie Menandra, Nikolaici, Gnostycy, Kainienanie, uczniowie Saturnina i Bazylida, jako téż i Karpokrata, Walentynianie, Elcezelianie, oto jest długi szereg najrozmaitszych kacerzy, którzy pobudzeni duchem ciemności, dokładali wszelkich starań, używali wszlkiéj przebiegłości, aby wszędzie rozlać jad swoich błędów, zarazić Rzymian, tusząc sobie że jak raz wszczepią w stolicę świata chrześcijańskiego swoję trucieng, prędko przejdzie ona w całe ciało jego, o co im właśnie chodziło. Lecz Chrystus Pan, który przyrzekł że cała potęga piekła nie przemoże nigdy Jego Kościoła, dla zaradzenia mu w téj ciężkiej potrzebie, i postawienia mężnego czoła przeciw tak rozlicznym jego nieprzyjaciołom, umieścił właśnie na Stolicy Apostoskiéj świętego Ewarysta.

Jakoż, wielki ten Papież czuwał tak pilnie nad niwą Pańską jemu zwierzoną, że nieprzyjaciel nie mógł nigdy na niéj zasiać złego ziarna, Chrześcijanie Rzymscy wytrwali w czystości wiary, i chociaż prawie wszyscy wyżéj wymienieni herezyarchowie przybywali do téj stolicy aby ją błędami swemi skazić, niezmordowana gorliwość i pasterska pieczołowitość świętego Ewarysta, tak skutecznie przeciw temu działały, że wszystkie te błędy kacerskie nie znalazły przystępu ani do jednego z Rzymskich chrześcijan.

Lecz starania jego około dobra Kościoła powszechnego, nie ograniczyły się tylko na osłonieniu wiernych, przed błędami przeciwnemi zasadom wiary. Święty Ewaryst zajął się z równąż gorliwością ustaleniem karności kościelnéj, przez wydanie mądrych postanowień, dla powszechnego Kościoła niezbędnych. Podzielił Rzym na tak nazwane wiedy Tytuły, przezmaczając do ich dozoru osobnych kapłanów. Nie byłyto jeszcze podówczas kościoły publiczne, lecz rodzaje kaplic zawarte w domach prywatnych, gdzie chrześcijanie zgromadzali się dla słuchania słowa Bożego, i uczestniczenia w świętych obrzędach. Nazywano zaś je Tytułami, od tytułów różnych Świętych Pańskich, pod których wezwaniem zostawały, a dla rozróżnienia ich od mieszkań świeckich, umieszczano na ich drzwiach krzyże, aby przez to poznawano iż to są miejsca obrane na wspólne odprawianie nabożeństwa. Kapłani przeznaczeni do zarządu tych kaplic, bylito właściwie Proboszczowie Rzymscy, i już wtedy liczono ich około czterdziestu.

Tenże święty Papież nakazał, aby gdy Biskup ma kazanie, dla uczczenia jego godności, siedmiu Dyakonów mu towarzyszyło. On także postanowił, stosownie do podania apostolskiego, aby małżeństwa zawierały się publicznie, i nowożeńcom Kapłan udzielał błogosławieństwa. Pozostały po nim dwie Encykliki czyli listy Papiezkie; jeden do Biskupów Afrykańskich, drugi do wiernych w Egipcie. W tym ostatnim, powstaje on przeciwko niektórym nadużyciom obrażającym skromność obyczajów; w pierwszym stanowi, że Biskup z jednéj do drugiéj Dyecezyi, bez pozwolenia Stolicy Apostolskiéj, przenosić się nie może.

Święty Ewaryst zasiadał na Stolicy Apostoiskiéj za panowania Trajana. Chociaż cesarz ten był jednym z lepszych monarchów pogańskich, i odznaczył się łagodnością i sprawiedliwością w zarządzie swoich ludów, chrześcijanie jednak tego nie doznali. Owszem prześladowania na jakie wystawionym był Kościoł a jego panowania, nie ustępuje w niczém okrutnym mękom jakie zadawano wiernym w prześladowaniach za innych cesarzów pogańskich. Wprawdzie, nie wydał on żadnego nowego wyroku obostrzającego postępowanie z Wyznawcami Chrystusa, lecz pałał nienawiścią ku chrześcijanom, gdyż znał ich tylko z tych baśni i oczernień, jakich się nasłuchał od swoich dworzan i kapłanów pogańskich. Ta zaś jego powszechnie znana nienawiść ku wiernym, aż nadto dostateczną była aby i lud i urzędników przeciw nim pobudzać.

Odkąd religia chrześcijańska powstała na ziemi, niezwłocznie ściągnęła na siebie nienawiść, jaką zwykle wszelka prawda obudza w tych, którzy w błędach i złości swojéj pogrążeni, upatrują korzyść aby się jéj opierać. Szczytność zasad moralności którą ta święta nauka głosiła, tak przeciwna powszechnemu zepsuciu pogan, była jednym z głównych powodów wstrętu, jaki w ludziach wszelkiego stanu i wieku, błędami pogańskiemi zarażonych, rozbudzała boska religia z Nieba przez Zbawiciela przyniesiona. A że moc piekielna, która się była rozwielmożniła na ziemi przed przyjściem Chrystusa Poza, pokonaną zostala przez Niego, więc cała wściekłość zwyciężonego piekła, obróciła się na chrześcijan, jako Jego wyznawców. Już sama świątobliwość ich obyczajów kłuła w oczy pogan, i była ciągłym i głośném potępieniem ich nieprawości; lecz żeby jeszcze skuteczniéj odstręczyć od Ewangelii umysły pogańskie, szatan wzniecał i rozsiewał najokropniejsze i najdziwaczniejsze oszczerstwa przeciw chrześcijanom. Poczytywano ich za czarowników i czarnoksiężników, którzy w wysokim stopniu posiali sztukę oczarowywania drugich. Największe cuda jakie czynili, temu jedynie przypisywano. Upowszechnione było przekonanie, że na ich zgromadzeniach nocnych i tajemnych, odbywano najwszeteczniejsze obrządki, i że udając pozornie świętoszków, są oni w gruncie ludźmi najprzewrotniejszymi, na wszelką zbrodnię gotowymi. Pod wpływem to tak fałszywych: uprzedzeń, każdy poganin poczytywał chrześcijanina za ostatniego zbrodniarza, i ztąd bez żadnych innych zarzutów i dowodów, skoro się tylko który z wyznawców Chrystusowych przyznał do swojéj wiary, skazywano go na najokrutniejsze kary i męki. Z tegoto powstawały owe wzburzenia ludowe w Cyrkach, w Amfiteatrach przy igrzyskach publicznych, gdzie chociaż chrześcijanie najmniejszego nie dawali do tego powodu, z wrzaskami domagał się lud ich śmierci i wyniszczenia ich sekty. Temu téż to rodzajowi manifestacyi ludowych, przypisują głównie, okrutne prześladowanie jakiego doznał Kościół za panowania cesarza Trajana. Euzebiusz, jeden z najpoważniejszych starożytnych historyków, w dziejach przez niego napisanych oznacza rozpoczęcie się tego prześladowania około roku Pańskiego 108, który był jedenastym panowania tego cesarza, i które trwało aż do jego śmierci, zaszłéj w roku po Chrystusie Panu 117, a w dwudziestym jego rządów cesarstwem.

Święty Papież Ewaryst słynący w całym Kościele nietylko jako najwyższy Pasterz, ale i jako wielki Święty, w niezmordowanéj goriiwości swojéj, coraz więcéj pogan pozyskując Chrystusowi Panu, był więcéj niż kto inny wystawiony ma gwałtowną burzę, która wtedy powstała na Kościół. Im świętszym, czynniejszym i gorliwszym był on Pasterzem, tém zażarciéj czyhali na niego ci, którzy trzodę rozproszyć zamierzali. On zaś chociaż już wtedy podeszłego wieku, im na większe niebezpieczeństwo widział wystawionych wiernych, tém więcéj i sam się narażał, by więcéj przynosić im pomocy, i wszędzie gdzie cierpieli chrześcijanie, widzieć go można było obecnym. Odwiedzał ich po więzieniach, ukrzepiał w duchu i utwierdzał w wierze gdy już na męczeństwo udawać się mieli, chwiejącym się dodawał odwagi i grzebał ciała gdy ich poganie pomordowali. W skutek tego, o ile chrześcijanie czcili w nim najwyższego Pasterza, jak najgodniéj wysoki swój urząd, wśród tak wielkich niebezpieczeństw, sprawującego, o tyle zrozumieli to dobrze poganie, że najdotkiiwszy cios zadadzą Kościołowi, gdy na niego samego uderzą. Schwytany więc został i wtrącony do więzienia. Radość jaką z tego powodu objawił, zdziwiła samych pogan, niespodziewających się znaleźć w zgrzybiałym starcu tyle męstwa i odwagi. To skłoniło ich tém bardziéj aby się go co prędzéj pozbyć. Wskazali go więc na śmierć, za jedyny kładąc do tego powód że jest Najwyższym Kapłanem chrześcijan, to jest Papieżem. Nie wiadomo jakim rodzajem śmierci był stracony: to tylko jest pewném, że pozyskał koronę męczeńską 26 Października około roku Pańskiego 120 i w tymże dniu Kościół Boży pamiątkę jego obchodzi.

Pożytek duchowny

Podziwiałeś zapewne, jak rozliczne kacerstwa zasmucały Kościoł, gdy święty Ewaryst wstąpił na Stolicę Apostolską. Czyż nie większą jeszcze ich liczbę, wymienićbyśmy mogli i a czasów naszych? Niech cię to pobudzi do gorącéj modlitwy do Boga, o wytępienie panujących dziś błędów przeciwnych nauce katolickiéj, a ustalenie jedności świętego Kościoła.

Modlitwa (Kościelna)

Na nędzę naszę racz wejrzeć wszechmogący Boże, a że nas ciężar własnych grzechów przygniata, niech nas błogosławionego Ewarysta Męczennika Twojego i Papieża, miłościwe pośrednictwo wesprze. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 915–919.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 853

Święty Ewaryst położył niepożyte zasługi jako organizator gminy chrześcijańskiej w pogańskim jeszcze Rzymie. Trudne zaiste było jego zadanie, ustrzec tę z początku nieliczną garstkę wyznawców Chrystusowych od zgorszenia, zepsucia i moralnej zarazy, jaką szerzyli podówczas poganie. Mimo to spełnił je tak świetnie, że święty Ignacy poświadczył, że był prawdziwym wzorem pasterza, dbającego o dobro swej trzody.

Tags: św Ewaryst „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik papież Rzym herezja
2020-10-25

Św. Kryspina i Kryspinianina, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 303.

(Żywot ich jest napisany przez Suryusza.)

Święci Kryspin i Kryspinian znakomitego rodu Rzymianie, żyli przy końcu trzeciego wieku. Bylito bardzo przykładni i gorliwi katolicy a odznaczali się jako tacy właśnie w czasach najsroższego prześladowania Kościoła, kiedy samo imię chrześcijanina już na wielkie niebezpieczeństwo każdego narażał. Panowali wtenczas cesarze Dyoklecyan i Maksymilian, którzy wydali najokrutniejsze prawa przeciw wyznawcom Chrystusowym, i tak surowo nakazali najściślejsze ich wykonanie, że w przeciągu dwóch tygodni, w samym Rzymie trzydzieści tysięcy Męczenników zdobyło korony niebieskie. Lecz to wcale nie przygaszało w wiernych ducha poświęcenie i gorliwości. Wielu z tych których żelazo pogańskie oszczędziło w Rzymie, pobudzonych od Boga aby i innym ludom zanieść światło Ewangelii, rozeszło się w tym celu w różne strony cesarstwa. Z téj liczby najsławniejsi byli święty Kwintynian Senator Rzymski; święci Lucyan, Rufin, Walery i Eugeni, którzy udawszy się do Francyi ówczesnéj Galii, nawróciwszy wielu pogan i zburzywszy bałwany, założyli w wielu miejscach kościoły a w nagrodę dostąpili korony męczeńskiéj.

Rozgłos takich świetnych zwycięstw odniesionych przez świętych żołnierzy Chrystusowych, pobudził i drugich do ich naśladowania. Z téj liczby odznazyli się szczególnie dwaj Święci: Kryspin i Kryspinian. Dowiedziawszy się jak obszerne i żyzne pole otworzyło się w Galii dla pracowników Ewangelicznych, a oraz że kiedy wielu z nich męczeńską śmiercią padło, brakło już takowych w tym kraju, postanowili udać się tam, dla ogłaszania wiary Chrystusowéj. Lecz że byli bardzo zamożni, więc żeby z téj strony stać się swobodniejszymi i lepiéj usposobionymi do walki jaka ich czekała, rozdali całe swoje majątki na ubogich, poszli do Galii, a przybywszy do Sessonu (Soissons) postanowili od tego miejsca rozpocząć swoje apostolstwo.

Wyroki cesarskie przeciwko chrześcijanom były w tém mieście tak ściśle wykonywane, i w takim przerażeniu trzymało to wszystkich mieszkańców, że skoro domyślano się że Kryspin i Kryspinian są chrześcijanami, z czém zresztą nie taili się wcale, nie tylko nikt im przytułku dać nie chciał, ale nawet żyjąc o żebranym chlebie, od nikogo najmniejszego wsparcia otrzymać nie mogli. Zmuszeni więc byli, aby nie umrzeć z głodu, wziąść się do jakiego rzemiosła; że rzemiosło szewckie wydawało się im najwłaściwsze do tego aby w większém ukryciu zostawać mogli, a obok ludności, temu się oddali. Zabrali się najprzód do wyuczenia się tego rodzaju roboty; lecz wnet przekonali się jak miłém było Panu Bogu to ich poświęcenie, gdyż od razu okazali się tak w zawodzie tym biegłymi jak najstarsi majstrowie.

Ponieważ roboty ich przewyższały wszystkich innych wyrabiających obuwie, a przytém że nieszukając zarobku tylko wyżycia, towar swój niżéj od innych szewców sprzedawali ogromna liczba kupujących cisnęła się do ich sklepiku. Świętym o to téż chodziło. Korzytając z tak wielkiego napływu ludzi a po największéj części pogan, wszczynali z nimi rozprawy o religii, i wtedy przedstawiali im prawdę wiary cbrześcijańskiéj, a wyświecali fałszywość pogańskiéj, trafnie dowodząc jakim szaleństwem jest czcić jako bogów ludzi którzy byli zbrodniarzami i rozpustnikami, albo nieme bałwany ręką ludzką ukute. A że Pan Bóg dziwną moc słowom ich dawał, coraz więcéj pogan zgromadzało się do nich, już nie tyle po kupno obuwia, ile dla słuchania ich nauk, i wkrótce sklep ich zamienił się jakby na kościoł, do którego przybywający nabywali bez zapłaty najszacowniejszą perłę ewangeliczną, nawracając się do wiary świętéj.

Liczba nawróconych i ochrzczonych przez nich pogan była tak wielka, że w końcu oskarżono ich o to przed cesarzem Maksyminem, podówczas w Galii przebywającym. W skutek tego wysłał on niezwłocznie rozkaz do Ryktowarusa, Wielkorządcy téj części kraju, aby ich uwięził i surowo ukarał jeśli wiary odstąpić nie zechcą. Ten zjechał co prędzéj do Sessonu, gdzie już całe miasto sławiło naszych Świętych, a że spragnieni męczeństwa nie ukrywali się wcale, zaraz ich kazał schwycić, przed sobą stawił i spytał czy oddają cześć Jowiszowi, Apolinowi i Merkuremu bożkom cesarskim? „Oddajemy cześć Bogu chrześcijańskiemu, który jest Bogiem prawdziwym, odrzekli Święci, a Jowisz, Apolin i Merkury bogami być nie mogą, gdyż bylito ludzie, którzy się sprośnych czynów dopuszczali.” Ryktowarus wtedy kazał ich pokuć w kajdany i wraz z nimi udawszy się sam do Maksymina, przedstawił mu ich jako buntowników bluźniących bożki cesarskie, a więc godnych kary śmierci. Cesarz spytał ich najprzód z jakiego są rodu, i jakiego wyznania. „Pochodzimy z rodziny Patrycyuszów Rzymskich, odrzekli, a przybyliśmy tu do Gali, aby głosić Jezusa Chrystusa Boga prawdziwego, którego Cesarstwo większém jest od twojego, gdyż panuje On nad Niebem i ziemią; trwalszém, bo nigdy końca mieć nie będzie; wspanialszém, bo On wierne sługi Swoje koroną niebieską nagradza. Wsparci téż łaską Jego, mamy postanowienie nieodstąpić Go, chociażbyś nam najcięższe zadał męki.” Słysząc to Maksymin, zaprzysiągł się na wszystkie bogi swoje, że ich okrutnie męczyć będzie, jeśli przy chrześcijańskich, jak je nazywał, zabobonach trwać będą; a przeciwnie jeśli odstąpią Chrystusa, da im pierwsze urzędy na dworze cesarskim. A nato znowu Święci odrzekli: „Groźb twoich o! Cesarzu nie lękamy się; łaski za nie mamy; rozdawaj więc je tym, którzy się o nie ubiegają. Dla nas najwyższą nagrodą jest krzyż Chrystusa, który sług Swoich do takiego wynosi szczęścia i zaszczytu, że gdybyś je ocenił jak należy, zrzekłbyś się swojego cesarstwa aby Jemu służyć.” – „Nie sądźcie, zawołał na to Maksymin, abyście i mnie, jak wielu innych, oczarować potrafili i nawet cesarzowi zawrócili głowę nauką którą głosicie.” – „Zaślepiony jesteś, odrzekli mu święci, i zamiast uznać najwyższym Panem Tego któremu i twoja cesarska władza podlega, ty Go prześladujesz i w sługach Jego pastwisz się nad Nim. Lecz próżne są twoje wysiłki, które tyle mają mocy przeciw Kościołowi założonemu przez Chrystusa, ile by miały kule wełniane ciskane na mur miedziany.” I przydali w końcu: „Religia ta, którą ty tak okrutnie prześladujesz, w całém twojém państwie wkrótce zakwitnie z wszelką swobodą;” co było przepowiednią panowania Konstantyna Wielkiego, który po Maksyminie nastąpił i Kościoł wyswobodził.

Rozgniewany cesarz za tak śmiałe odpowiedzi, wydał ich w ręce Wielkorządcy, z rozkazem aby ich najokrutniejszemi mękami zmusił do oddania czci bożkom, a jeśli tego nie uczynią, aby ich temiż mękami zamordował na śmierć. Ryktowarus więc najprzód. kazał ich przywiązać do koła, i z niém toczyć po ziemi bijąc przytém pałkami. Widząc iż Święci ani jęku nie wydają i na głos się modlą, kazał drzeć z nich pasy, a pod paznogcie,na szyderstwo jako szewcom, ostre szydła wbijać. Lecz cóż może barbarzyństwo ludzkie, przeciw mocy Bożéj! Święci uciekli się przez modlitwę do Pana Jezusa, i zaraz jéj skutku doznali. Nietylko bowiem z tak barbarzyńskiéj katuszy, żadnego bolu nie uczuli, lecz szydła których poganie mnóstwo przynieśli, samych katów poraniły.

Ryktowarus przypisując to jedynie czarom, aby co prędzéj zadać śmierć Kryspinowi i Kryspinianowi, a obawiając się żeby jeszcze nie użyli, jak on to mniemał, czarodzejskiéj sztuki, kazał ich jak najsilniéj uwiązać do dwóch kamieni młyńskich, i z niemi w rzekę wrzucić. Chciał albo ich niemi przywalić, albo tém pewniéj zatopić, albo pod niemi zamrozić, bo działo się to w zimie i woda ścięta była. Lecz Pan Bóg cud większy jeszcze okazać raczył: kamienie młyńskie najprzód lody przebiły, a potém jakby korkowe uniosły świętych na wierzch rzeki, gdzie lud przed niemi tajał jakby od ciepłego żelaza, i obaj na drugi brzeg przepłynęli.

Wtedy Wielkorządca widząc że woda i zimno ich nie dotknęły, wziął się do ognia i ołowiu roztopionego, i w kocioł nim napełniony kazał Kryspina i Kryspianina wrzucić. Wchodząc weń Święci, zaczęli ten Psalm: „Bóg pomocą moją i nadzieja moja jest w Bogu” 1, który gdy kończyli, kropla wrzącego ołowiu prysnęła, i wypaliła jedno oko Ryktowarusowi. Wprawiło go to w taką wściekłość, że kazał przyrządzić droui kocioł, napełnić go wrzącym olejem i smołą, i wrzucić w niego Świętych głową na dół. Skoro zostali zanurzeni w ten war straszny, stanęli wśród niego na nogach, i tak głośno zaczęli się modlić. „Wyzwól nas Panie, z tego strasznego waru, obróć go na zawstydzenie szatana, i na wykonawców jego bezbożności. Mocen jesteś uczynić to Boże, boś Ty stworzył świat cały jedném słowem Swojém, i codziennie ze złego wyprowadzasz dobro, światło z ciemności, i najsilniejsze trucizny w lekarstwa zamieniasz.” A gdy skończył, Anioł z Nieba zstąpił, i wyprowadził ich z kotła zdrowszymi i rzeźwiejszymi niż byli gdy ich weń wrzucono. Ryktowarus osłupiał, za poduszczeniem a może i opętaniem szatanskiém, od złości wpadł w takie szaleństwo, że widząc iż nie może zamordować sług Bożych, sam się wrzucił w kocioł dla nich przygotowany, i w tejże chwili najnędzniéj życie postradał.

Kryspina i Kryspiniana odprowadzono do więzienia. Przybywszy tam upadli twarzą na ziemię, i całą noc przetrwali na modlitwie, dziękując Pau Bogu za tyle cudów które nad nimi raczył uczynić. Przed północą, okazał się im znowu Anioł, oznajmując iż nazajutrz rano już ich Pan Bóg zabierze do Siebie, i że w Niebie czeka ich tyle koron chwały, ile tu za Chrystusa mąk ponieśli. Święci rozpłakali się z radości, uściskali się serdecznie, i dodawali sobie nawzajem ducha do równie mężnego jak dotąd zachowania się w ostatniéj godzinie ich życia tu na ziemi, a która stać się miała pierwszą ich wiecznego szczęścia w Niebie.

Jakoż, cesarz Maksymin dowiedziawszy się nad rankiem o strasznéj śmierci Wielkorządcy, nietylko nie otworzył oczu, i nie uznał mocy prawdziwego Boga w tylu zaszłych z tymi błogosławionymi Męczennikami cudach, lecz zagorzały poganin i okrutny prześladowca wiernych, skazał ich na ścięcie, co niezwłocznie wykonano dnia 25 Października roku Pańskiego 303.

Ciała świętych Kryspina i Kryspiniana z cesarskiego rozkazu, cały dzień za miastem na polu pozostawione zostały na pastwę drapieżnym ptakom i dzikim zwierzętom. Lecz gdy ani ptaki ani zwierzęta tknąć ich nie śmiały, pewien pobożny starzec, mając to sobie od Pana Boga polecone, z siostrą swoją poszedł po nie w nocy. Znalazł je tak lekkie, że bez trudności oboje je zabrali; a gdy przyszedł nad rzekę wzdłuż któréj miał je zanieść do swojego domu daleko ztamtąd będącego, ujrzał łódkę cudownie zesłaną która na nich tam czekała. Włożył na nią zwłoki Świętych, a łódź sama bez przewodnika i bez wioseł, płynąc przeciw wodzie zaniosła ich do mieszkania tego starca, który je z wielką czcią pochował. Po ustaniu prześladowania, za czasów Konstantyna kiego, gdy wyjawił on chrześcijanom miejsce gdzie ukrył te Relikwie, tłumy ludu zbiegały się dla oddania im czci, i dom ten na kościół zamieniono. Lecz te ci święci Męczennicy rodem byli z Rzymu, więc Rzymianie tyle dołożyli starań, iż ciała ich przeniesione zostały do Rzymu, i umieszczone w kościele świętego Wawrzyńca Męczennika, gdzie dotąd zostają.

Pożytek duchowny

Święci Kryspin i Kryspinian z rzemiosła szewskiego żyjąc, w swoim sklepiku nawracając przychodzących kupować obuwie, zamienili go jakby na dom Boży, w którym pozyskiwali dusze Chrystusowi. Niech Cię to uczy, że przy każdém zajęciu i na każdém miejscu, obcując z ludźmi, możesz pobożną rozmową przymnażać chwały Bożéj i sobie zasługi.

Modlitwa

Boże! któryś świętych Kryspina i Kryspiniana na Męczenników Twoich, przywiódł do tego że oni z miłości ku Tobie wyrzekłszy się dostatków w ubogiém rzemiośle pracowali i w niém wysłużyli sobie koronę męczeńską; daj nam za ich wstawieniem się, w stanie w jakim zostajemy wiernie Ci służyć na ziemi, w Niebie wraz z nimi chwalić Cię na wieki. Przez Pana naszego i t. d

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 913–915.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 852

Pan Jezus dał nam podczas swej ziemskiej pielgrzymki przykład wszystkich cnót posuniętych do najwyższej doskonałości, a naszą powinnością jest naśladować Go w miłości niebieskiego Ojca i bliźnich. Ten zapał serdeczny, tę tęsknotę zbliżenia się do Chrystusa tu na ziemi Święci Kryspin i Kryspinian i w Niebie nazywamy gorliwością. Za wzór takiej gorliwości można uważać świętych braci Kryspina i Kryspiniana.

  1. Z miłości ku Ojcu niebieskiemu zstąpił Pan Jezus z wyżyn nadziemskich na ten padół płaczu i cierpień i przywdział na siebie postać ludzką, aby ludzi nawrócić i nauczyć, jak mają wielbić Trójcę świętą w duchu i prawdzie. Kryspin i Kryspinian z miłości ku Bogu opuścili Rzym, ów przybytek rozkoszy i przyjemności, pożegnali ziemię rodzinną i krewnych i puścili się do niegościnnej Galii, aby jej nieszczęśliwych mieszkańców, pogrążonych w sromotnym bałwochwalstwie, obeznać z wiarą chrześcijańską, jedyną, jaka zdoła uszczęśliwić człowieka. Postępek ten jest dowodem bohaterskiej ich gorliwości. I my zrządzeniem miłosierdzia Boskiego jesteśmy członkami Królestwa Bożego na ziemi, dziećmi Kościoła katolickiego. Kościół jest matką naszą; ale jakże często martwimy i obrażamy tę dobrą matkę! Jedni dbają tylko o ciało, stroje, tarzają się w zmysłowych rozkoszach; drudzy gardzą jej przykazaniami i przystępują je na każdym kroku; innym nie wystarcza własna złość i przewrotność, starają się przeto przerobić drugich na swoje kopyto, sieją zgorszenie i namawiają ich do niewiary w objawienie i odrzucenia ustaw kościelnych. Nie powinnoż nas boleć, gdy ktoś policzkuje matkę naszą, czyni nieszczęśliwymi braci, a Ojca niebieskiego w oczach naszych tak ciężko obraża? Kogo to boli, ten jest gorliwym uczniem Jezusa Chrystusa.
  2. Aby u ludzi znaleźć przychylne przyjęcie i chętny posłuch, wyrzekł się Pan Jezus zewnętrznej okazałości, pracował przez lat osiemnaście przy prostym rzemieślniku Józefie, był skromny, łagodny, posłuszny i jednał sobie miłość wszystkich, którzy Go znali, widzieli i słyszeli. I nasi święci bracia nie inaczej postępowali. Aby u nieokrzesanych mieszkańców miasta Soissons znaleźć przychylne przyjęcie, wyrzekli się świetnego stanu, mimo wysokiego wykształcenia udawali prostaczków, wyuczyli się szewstwa i tak żyli, że lud powziął do nich zaufanie, serdecznie ich umiłował i służył Bogu. Czyż tym nie dali dowodu bohaterskiej gorliwości? Mamy niestety ojców i matki, którzy nie myślą uczyć dzieci katechizmu, nie odmawiają z czeladzią pacierzy rannych i wieczornych i nie dają im dobrego przykładu częstym przystępowaniem do spowiedzi i Komunii. Czy to można nazwać gorliwością?
  3. Aby stwierdzić prawdę swej nauki, dowodnie okazać swą gorliwość, dźwigał Pan Jezus ciężki krzyż na górę Kalwarię, cierpiał na ciele i duszy jak nikt przed Nim i po Nim, i złożył życie w ofierze na krzyżu. Kryspin i Kryspinian, chcąc dać świadectwo Boskości swej wiary i pragnąc zachęcić chrześcijan do stałości, pozwolili się męczyć i oddali głowy pod miecz katowski. Czyż może być większy dowód gorliwości chrześcijańskiej? Korzystajmy przeto z przykładu, jaki nam dali ci święci bracia! Brońmy wolności i swobód Kościoła katolickiego, wychowujmy dzieci w bojaźni Bożej, nie czytajmy pism i gazet bezbożnych, święćmy niedziele i dni uroczyste według przepisu Kościoła, a wtedy i my, chociaż w mniejszym stopniu od wyżej wspomnianych Świętych okażemy się gorliwymi chrześcijanami.

Footnotes:

1

Palm LXI. 8.

Tags: św Kryspin i Kryspinian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik praca gorliwość
2020-10-21

Św. Urszuli i Jéj Towarzyszek Męczenniczek

Żyły około roku Pańskiego 383.

(Żywot ten zapisany jest według starego manuskryptu znajdującego się w Watykanie.)

Święta Urszula przyszła na świat około roku Pańskiego 362, w Wielkiéj Brytanii dzisiaj Anglią nazwanéj, gdzie już podówczas religia chrześcijańska w wielu częściach tego kraju kwitnęła. Była córką Dionota, króla Korunalskiego i Daryi, dostojnych małżonków wielką pobożnością słynących.

Wychowana bogobojnie od dzieciństwa, Urszula odwróciwszy serce swoje od uciech światowych, w ćwiczeniu się w cnotach chrześcijańskich, miłosiernych uczynkach i wyższéj pobożności, całe swoje szczęście zakładała. Doszedłszy do lat młodzieńczych, a zajaśniawszy obok wysokich zalet duszy, nadzwyczaj powabną urodą, poszukiwaną była w zamęście przez najpierwszych książąt w Europie. Starała się jednak ile mogła, odwlekać postanowienie w téj mierze rodziców, gdyż całém sercem pragnęła nie mieć innego oblubieńca prócz Chrystusa Pana. Przytém gorąco modliła się do przenajświętszéj Panny, do któréj szczególne miała nabożeństwo, aby ta Matka-Dziewica, dała jéj do śmierci pozostać w dziewictwie; i wysłuchaną téż została.

Maksym przezwany Flawiusz wielki, dowódca wojsk Cesarza Gracyana w Wielkiéj Brytanii, ogłosiwszy się cesarzem w roku 382, i zająwszy część Galii zwaną Armoryka, postanowił nad nią jednego z wodzów swoich nazwiskiem Konon, Książęcia Bretońskiego i chrześcijanina. Ten osiadł w mieście Nantonie (Nantes), w całéj téj krainie rozłożywszy wojska swoje, a zamierzając ożenić się wysłał do króla Korunalskiego posłów, prosząc o rękę córki jego Urszuli. Ponieważ zaś prawie wszyscy panowie będący przy nim dowódcy wojskowych oddziałów i żołnierze, byli nieżonaci, polecił więc posłom swoim, aby wraz z księżniczką Urszulą, przywieźli z sobą tyle dziewic z Brytanii, ile tylko ich nakłonić będą mogli do tego aby zaślubiły jego dworzan i wojskowych. Król Dionot łaskawie przyjął to poselstwo, i zgodził się na żądanie książęcia Konona. Lecz gdy oświadczył to córce, zasmuciła się ona bardzo, chociaż ojciec przedstawiał jéj jak świetnym jest dla niéj ten związek, i że Konon jest książęciem udzielnym największéj i najbogatszéj części Italii, a przytém bardzo gorliwym chrześcijaninem. Święta Urszula pomimo tego wyznała mu szczerze jak wstrętném jest dla niéj to zamęście, gdyż zawsze cieszyła się nadzieją iż w stanie dziewictwa do śmierci pozostanie. Jednak gdy po usilnych prośbach rzewnemi łzami popartych, nie mogła przemódz woli ojcowskiéj, poddała się jéj pokornie, nietracąc nadziei że ją Matka Boska w jéj pobożnych pragnieniach wesprzeć nie omieszka, a po ostatecznéj rozprawie o tém z ojcem udawszy się do kościoła, padła ma twarz przed przenajświętszym Sakramentem, i tak się modliła: „Ty znasz Panie serce moje: nigdym za wielkościami tego świata nie goniła, Tyś był i jesteś zawsze jedynym celem, do którego zdążam. A że Panem jesteś wszystkich wypadków i wszystko w Twoich jest ręku, mocen więc jesteś zmienić wszelkie postanowienia ludzkie. Nie odrzucaj przeto pokornéj prośby mojéj, a pokieruj mną tak, jak to lepszém widzieć będziesz dla zbawienia mojego i chwały Twojéj.”

Tymetasem robiono wszelkie przygotowania do odjazdu księżniczki, i do zebrania jak najwięcéj dziewie które jéj miały towarzyszyć, a które przeznaczano na żony panów i żołnierzy Konona. Gdy wszystko przyrządzono do téj zamorskiéj podróży, księżniczka wraz ze wszystkiemi swemi towarzyszkami, udała się do Londynu. Oczekując tam pomyślnych wiatrów aby wsiąść na okręty, Święta Urszula coraz bliżéj zapoznawała się z dziewicami z nią będącemi, i w rozmowach jakie z niemi miewała, żywo im przedstawiała znikomość wszystkiego co doczesne, i zachęcała do wzgardy wszelkich ziemskich uciech. A że wszystkie jéj towarzyszki byłyto bardzo dobre chrześcijanki, często rozmawiała z niemi o niewymowném szczęściu będącém udziałem tych dusz które dziewictwo swoje poślubiają Chrystusowi Panu. Że zaś Święta posiadała wielki dar przyciągania wszystkich do siebie, że była bardzo wymowną, i już w całém państwie znaną ze swojéj świątobliwości, wszystkich swoich towarzyszek pozyskała serca, i wszystkie pałały najżywszą żądzą przypodobania się tylko Panu Jezusowi. Słowem Urszula tyle dokazała, że wielka liczba otaczających ją dziewic, przedstawiała grono doskonałych chrześcijanek, w których sercu miłość Boga pierwsze zajmowała miejsca.

Nakoniec gdy nadeszła właściwa do puszczania się na morze pora, Urszula z tym licznym swoim orszakiem wsiadła na okręty, a chociaż wiatry pomyślne zapowiadały jak najrychiejsze na brzegi Galii wylądowanie, ona nie spuszczała z oczu swojéj Gwiazdy morza, to jest Maryi, ufna że Ta ją doprowadzi do tego portu, który dla niéj wolą Bożą skazany. Jakoż, zaledwie na pełne wypłynęły morze, aż oto straszna burza się wszczęła, czém przerazili się wszyscy, gdyż rozbicie okrętów było nieochybném. Lecz święta Urszula wtedy właśnie już nie wątpiła że Pan Bóg wysłuchał jéj modlitwy, i gdy największe było na okrętach pomieszanie, ona jedna spokojna i niczego się nie obawiając: „Nie lękajcie się siostry moje, mówiła do swoich towarzyszek, nie lękajcie się: służymy Bogu który rozkazuje wiatrom i bałwanom morskim. Zaofiarujmy mu życie nasze: niech ci, którzy na swoje nieszczęście nie mają Boga chrześcijańskiego, obawiają się śmierci, co do nas, złóżmy całą naszę ufność w nieprzebraném miłosierdziu Jego.” Słowa te wszystkim dodały odwagi, a burza wzmagając się i miotając okrętami, wszystkie uniosła w inną stronę i przyparła do północnych brzegów Galii Belgijskiéj. Ztamtąd udała się święta księżniczka ze wszystkiemi swojemi towarzyszkami do Tielu, który jest portem przy ujściu rzeki Renu do morza, i tąż rzeką, popłynęła do miasta Kolonii, gdzie jéj Pan Bóg wraz z całém jéj świętém gronem, przeznaczał palmę męczeńską.

Cesarz bowiem Gracyan, dowiedziawszy się o buncie Maksyma, i o zajęciu przez niego brzegów Galii, niemając dość wojska aby na niego uderzyć, zawezwał w pomoc Hunnów, naród barbarzyński z dawnéj Sarmacyi pochodzący, którzy opuściwszy kraj swój, rozleli się po Niemczech, nad brzegami Renu i w Galii Belgijskiéj. Dzicy i okrutni z natury, a przytém w bałwochwalstwie pogrążeni, szerzyli wszędzie zniszczenie. Oni tedy pod dowództwem Gaunusa, wysłanego wtedy w imieniu cesarza Gracyana przeciw Maksymowi, widząc jego okręty, uderzyli na nie i łatwo je zdobyli gdyż mała była na nich załoga wojenna. Lecz nadzwyczaj zdziwieni zostali gdy ujrzeli, że cała ta fota, wiozła tylko dziewice chrześcijańskie przeznaczone na żony dla dowodców i żołnierzy wojska nieprzyjacielskiego, a na czele swoim mające księżniczkę przyszłą małżonkę książęcia Konona, głównego wodza wojsk Maksyma.

Lecz gdy zdarzenie to w zdumienie wprawiło barbarzyńców, Święta Urszula widziała w niém skryte rozporządzenie Opatrzności Bożéj, które ją wialce pocieszyło. Zrozumiała wtedy jak dalece Pan Bóg uwzględnił jéj pragnienia, i że Pan Jezus przyjmując ją za Swoję oblubienicę, chciał jeszczo do zasługi dziewictwa, przydać i koronę męczeńską. Podniesiona więc na dachu, nowéj żarliwości pełna, przebiega wszystkie okręty, i do swoich towarzyszek przemawia jak na bohaterkę chrześcijańską przystoi. Przedstawia im w najżywszych wyrazach, nieoszacowane zalety dziewictwa, za które, jeśli tego byłaby potrzeba, życie swoje oddać powinny. Z takiém zaś namaszczeniem i z taką mocą ducha Bożego, zachęcała je do wylania krwi za wiarę, że wszystkie te błogosławione dziewice, pozbywszy się wszelkiéj obawy, poczytywały już cały ten wypadek jako dowód największego nad niemi miłosierdzia Bożego, i niczego nie pragnęły jak tylko śmierci męczeńskiéj.

Tymczasem dowódca Hunnów, gdy doszła do niego wiadomość kto się znajduje na okrętach przez niego wziętych, i że na nim była i królewna Urszula, o któréj nadobności nadawyczajnéj tak wiele słyszał, sam udał się do niéj. Ujęty jéj powierzchownością, ośmielił się żądać aby jego żoną została, i najprzód najłagodniejszemi słowy, a potém zagrożeniem nawet śmiercią, domagał się tego od niéj. Lecz Święta odpowiedziała mu z taką stałością chrześcijańską, z taką powagą i śmiałością, że i on sam i barbarzyńcy go otaczający, ulegając swojemu zwykłemu okrucieństwu wpadli jakby we wściekłość: w tejże chwil rzucili się na wszystkie te dziewice, i wymordowali je co do jednéj. Niektóre padły od miecza, inne przeszyte zostały strzałami; wszystkie poległy, i z palmą męczeńską poszły do Nieba, opiewać na wieki chwałę Baranka bez zmazy. Zaszło to 21 Października roku Pańskiego 383, i odtąd Kościół cały, w tym dniu obchodzi uroczystą pamiątkę świętéj Urszuli i jéj towarzyszek męczenniczek. Ciała ich pochowane zostały w Kolonii, zkąd te święte Relikwie rozeszły się po całym świecie chrześcijańskim.

Z upływem czasu, powstało zgromadzenie zakonic według Reguły świętego Augustyna, którego zakonnice obrały sobie za główną patronkę świętą Urszulę, i dla tego Urszulinkami się nazywają. Klasztory ich zostają pod bezpośrednim zarządem Biskupów miejscowych. Trudno wyrazić jak liczne i zbawienne spływają z tego świętego zgromadzenia pożytki, a to nie tylko z przykładów wzniosłych cnót zakonnych jakiemi to zgromadzenie zawsze się odznacza, lecz i z wychowania młodych panienek, którém się głównie to siostry trudnią. W naszym kraju w Poznaniu mają one swój klasztor i pensye, gdzie z różnych klas, a szczególnie ze średniéj, biegle kształcą młode panienki w naukach, i na wzorowe chrześcijanki je wychowują. Założycielką ich była błogosławiona Angela z Brescii, która w roku 1537 pierwszy taki klasztor założyła we Włoszech. Zgromadzenie to zatwierdzone zostało najprzód przez Papieża Pawła III-go, a potém w roku 1572 przez Grzegorza XIII-go. Za staraniem zaś świętego Karola Boromeusza, zakon Urszulinek otrzymał od Stolicy Apostolskiéj wszystkie przywileje Zgromadzenia w którém wykonywają się śluby uroczyste i ścisła klauzura jest zachowaną.

Pożytek duchowny

Oddając cześć pamiątce tak licznego grona świętych dziewic, które wraz z błogosławioną Urszulą, w obronie cnoty dziewictwa, życie położyły, naucz się tę cnotę jak najwyżej cenić, która właśnie dla tego cnotą czystości się nazywa, że onato dopiéro czystą przed Bogiem czyni duszę każdą. Ztąd postanów sobie, stosownie do stanu w jakim się znajdujesz, cnoty téj strzedz jak najpilniéj, gotowym będąc raczéj śmierć ponieść, niż przeciwko niéj wykroczyć.

Modlitwa (Kościelna)

Daj nam prosimy Panie Boże nasz, Świętych Dziewic Urszuli i jéj towarzyszek zwycięzkie palmy męczeństwa pobożnie uczcić, abyśmy nieumiejąc godnie je wysławiać, pokorną przynajmniéj służbą naszą, chwałę im oddali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 900–902.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 843

Święta Urszula dobrowolnie i z miłości ku Zbawicielowi ślubowała panieństwo, wiedząc, że stan ten jest Bogu miły. Czy dobrze uczyniła? Czy stan dziewiczy darzy szczęściem? Odpowiedź na to podajemy poniżej:

  1. Ze stanowiska wiary dziewictwo jest najszczęśliwszym stanem, polega bowiem na nadprzyrodzonej miłości ku Chrystusowi, który oblubienice swe Boską nagradza miłością. Podstawą małżeństwa jest miłość i przywiązanie do człowieka śmiertelnego, który pod względem dobroci, świętości i potęgi w ogóle nie może być porównany ze Zbawicielem. Ileż to razy widzimy małżeństwa niezgodne, swarzące się z sobą, szerzące zgorszenie i zły przykład dla dzieci i całego otoczenia! Nie przeczymy, że bezżenni są wystawieni na drwiny i szyderstwa, że uchodzą za dziwaków i oryginałów, ale zapytajmy, kto z nich szydzi i kto ich wyśmiewa? Czy szydercami są ludzie wykształceni, religijni, uczciwi i poważani? Bynajmniej! A czy drwiny i szyderstwa takie szkodzą bezżennym? Czy przez to tracą na sławie i reputacji? Przeciwnie, gdyż stają się podobniejszymi Zbawicielowi, a czyż może być większy nad to zaszczyt? A kiedy przyjdzie chwila zgonu, a po niej godzina sądu, bezżenny odpowiada tylko za siebie, natomiast żonaty dźwiga brzemię odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za żonę, dziatki, domowników i całe otoczenie.
  2. Ze stanowiska świata jest stan bezżennych o wiele szczęśliwszy, gdyż w oczach ludzi ten uchodzi za szczęśliwego, kto ma dostateczny majątek, wszelakie wygody, a mało kłopotów. Takim szczęściem pochlubić się mogą tylko ci, którzy dobrowolnie i w celach pobożnych wybrali stan bezżenny. Mają bowiem: a) tyle, ile im trzeba na utrzymanie. Na setkę żonatych i wdowców, potrzebujących wsparcia, przypada zaledwie jedna osoba bezżenna. Bezżenny, byle by żył oszczędnie, dużo może czynić dla kościołów, zakładów dobroczynnych, ubogich i chorych, podczas gdy żonaci i niewiasty zamężne muszą przede wszystkim myśleć o dzieciach i zaradzać potrzebom rodziny; b) mają o wiele mniej trosk i kłopotów. Jest rzeczą udowodnioną, że panny i kawalerowie nie tak często się procesują, nie mają tyle zatargów i nie stają tak często w sądach, jak żonaci. Nikt ich nie ściga zazdrością, nienawiścią, która zatruwa życie i mąci domowy spokój, wolni są od niepokoju, zmartwień i kłopotów ojca rodziny, nie znają utrapień, smutków i nocy bezsennych, jakie przechodzić muszą żony i matki; c) doznają o wiele większych wygód i przyjemności, aniżeli żonaci. Zdrowie ich jest o wiele trwalsze i czerstwiejsze, mają czas na pożyteczne zajęcia i odwiedziny, mogą się więcej oddawać modlitwie itd. Mądrze przeto postąpiła święta Urszula, wybierając stan bezżenny.
Tags: św Urszula „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik dziewica czystość Maryja
2020-10-18

Św. Łukasza Ewangelisty

Żył około roku Pańskiego 64.

(Żywot jego napisany był przez świętego Hieronima.)

Święty Łukasz nazwany Ewangelistą, dla tego że jest jednym z tych czterech Apostołów których Duch Święty do ułożenia Ewangelii wybrał, był rodem z Antyochii, miasta znacznego położonego w Syryi. Urodzony w pogaństwie, nawrócony został do wiary chrześcijańskiéj przez świętego Pawła Apostoła, którego był krewnym. Późniéj zaś stał się jednym z najulubieńszych jego uczniów, nieodstępnym towarzyszem jego apostolskich wycieczek, a w końcu i jego najwyższéj powagi dziejopisarzem.

W młodym wieka znakomicie już w naukach wykształcony, biegle posiadał język grecki, i dlatego niektórzy utrzymują, że lubo w Syryi zrodzony z pochodzenia był grekiem. Oddawał się wyłącznie nauce lekorskiéj, o czém wyraźnie święty Paweł wspomina w liście swoim do Koloseńczyków w tych słowach: „Pozdrawia was Łukasz, lekarz najmilszy” 1. Święty Hieronim powiada, iż w zawodzie tym był on bardzo biegłym, jak również i w sztuce malarskiej. Niesie najdawniejsze kościelne podanie, że odmalował był wizerunki brane z natury: Pana Jezusa i przenajświętszej Maryi Panny. Z pierwszych żaden się nie przechował do czasów późniejszych; z obrazów zaś Matki Bożéj o dwóch szczególnie wiemy, z których jeden znajduje się w Rzymie, w kościele przenajświętszéj Maryi Panny Śnieżnéj, a drugi w kraju naszym w kościele w Częstochowie umieszczony tam w roku 1382 po przeniesieniu go najprzód z Jerozolimy do Carogrodu, następnie do kilku miejsc innych, aż ostatecznie do Polski.

Gdy święty Paweł roznosząc słowo Boże pomiędzy pogany, przybył do Antyochii zastał tam świętego Łukasza już mężem dorosłym, a w kraju całym znanym ze znakomitego rozumu i wykształcenia, jako też i nieposzlakowanej prawości, lecz pogrążonego w błędach pogaństwa, w których był wychowany. Po pierwszéj rozmowie jaką Łukasz. miał z tym świętym krewnym swoim, łaska, Boska go oświeciła, przyjął Chrzest, stał się nieodstępnym towarzyszem Pawła, i z nim z Troady i Macedonii, udał się do Grecyi. W téj podróży dostąpił wielkiej pociechy, gdyż spotkał się i bliżéj zapoznał się z Apostołami i Uczniami Chrystusa Pana, i wywiedział się od nich o wielu szczegółach tyczących się Jego życia, męki, zmartwychwstania, cudów i nauki. Przytém wtedyto także poznał przenajświętszą Maryą Pannę, a miał to szczęście, że późniéj w napisanéj przez siebie Ewangelii umieścił w niej, więcéj niż inni Ewangelistowie szczegółów i Jéj Saméj i dzieciństwa Pana Jezusa tyczących się, a o czém z jéj własnych ust się dowiedział. Jemu także zawdzięczamy całą przecudną pieśń Matki Bożéj zwaną Magnificat, którą taką w swojéj Ewangelii wypisał, jak go Sama Marya wyuczyła.

Około roku Pańskiego 53, kiedy przebywał w mieście Achai, natchnął go Duch Święty do spisania świętéj Ewangelii, którą już i Apostołowie, a potém cały Kościoł przyjął, jako jednę z ksiąg Pisma Bożego. Wspomina o niéj także święty Paweł w drugim liście swoim do Koryntyan, który im właśnie święty Łukasz zawiózł. „Posłaliśmy téż do was”, pisze święty Apostoł, „teraz z Tytusem brata” (a tym był święty Łukasz), „którego chwała jest w Ewangelii, po wszystkich kościołach. A nietylko, ale téż postanowion jest od Kościołów za towarzysza pielgrzymowania naszego, ku téj łasce która była szafowana od nas ku chwale Pańskiéj” 2. Także nie masz wątpliwości, że święty Paweł mówiąc o swojej Ewangelii w drugim liście do Tytusa, mówi o Ewangelii świętego Łukasza.

Święty Paweł przez cały czas pobytu swojego w Macedonii, przebiegając z kolei wszystkie prawie miasta Grecyi, miał zawsze przy sobie świętego Łukasza, a przy każdéj sposobności objawiał szczególną miłość i szacunek jakiemi był dla niego przejęty. W drugim liście swoim do Koryntyan nazywa go bratem i wychwala nietylko z jego świątobliwości, lecz oraz i z gorliwości największéj. W tém téż liście powiada, iż był on sławnym z tego we wszystkich kościołach, nazywa go Apostołem kościołów i chwałą Jezusa Chrystusa 3.

Święty Łukasz posłany do Koryntu z tym znowu drugim listem Pawła, z wielkim dusz pożytkiem szerząc chwałę Bożą, niezmordowanie pracował w téj żyznéj winnicy Pańskiéj. Wkrótce po jego tam przybyciu, połączył się z nim i święty Paweł, i ztamtądto pisząc do Rzymian, polecał im świętego Łukasza, którego łacińskim narzeczem nazywał Lucyuszem, krewnym swoim. Z Koryntu udali się razem do Azyi przez Macedonią. Gdy wylądowali w Cezarei Palestyńskiéj, święty Łukasz wszelkiego dokładał starania, aby odwieść Pawła od zamiaru udania się do Jerozolimy, gdyż usłyszał był od proroka Agaba przepowiednię, że go tam uwiężą i wydadzą poganom. Lecz widząc, że pomimo tego iż wiedział co go czeka święty Apostoł narodów podróż tę przedziębierze, Łukasz go nieodstąpił, udał się razem z mim i wtedy odwiedził świętego Jakóba.

Święty Paweł w istocie uwięziony został w Jerozolimie przez Lizyasza, i przez niego odesłany do Feliksa Wielkorządcy Ziemi Żydowskiéj, który go przez dwa lata trzymał w Cezarei, a gdy sam z urzędu schodził, dla przypodobania się Żydom, zostawił Pawła w więzieniu. Łukasz, chociaż nie podzielał jego kajdan, był jednak uczestnikiem jego niewoli: nieodstępował go bowiem ani na chwilę, a gdy tenże Apostoł popłynął do Rzymu zaappellowawszy w sprawie swojéj do cesarza, i tam mu towarzyszył wiernie. Wiadomo zaś z listów świętego Pawła, jak wiele w téj podróży na morza ucierpieli. Gdy zaś przybyli do Rzymu, przy końcu roku Pańskiego 61, a Paweł znowu schwytany przez dwa lata trzymany był w ciemnéj piwnicy, Łukasz i tam był ciągle przy nim, pomimo niebezpieczeństw na jakie się narażał wśród pogan, pałających nienawiścią do chrześcijan. Święty Paweł pisząc z więzienia do Koloseńczyków, wspomina o świętym Łukaszu i o kilku innych swoich uczniach, którzy mu byli największą w jego uciskach pociechą: „Pozdrawiają was Łukasz lekarz najmilszy i Demas” 4, a w liście w tymże czasie pisanym do Filemona powiada: „Pozdrawia cię Epatras współwięzień mój w Chrystusie Jezusie, Marek Arystarchus i Łukasz pomocnicy moi” 5.

Przy końcu to téj niewoli świętego Pawła w roku Pańskim 63, święty Łukasz napisał księgę Dziejów Apostolskich, to jest historyą ważniejszych czynów, dokonanych przez Apostołów Chrystusa Pana, i tego wszystkiego co bardziéj nadzwyczajnego i ważnego zaszło w tych pierwszych chwilach powstającego Kościoła. W Ewangelii swojéj, pozostawiwszy nam historyą życia Chrystusa Pana, w téj znowu księdze, spisał dzieje założenia i utrwalenia się Kościoła Jego. Jestto wierne i treściwe opowiadanie postępu, jaki czyniła wiara chrześcijańska w trzydziestu latach po Wniebowstąpieniu Pańskiém. Wykazuje on tam, powiada święty Jan Złotousty, spełnienie się różnych wypadków zapowiedzianych przez Syna Bożego: zstąpienie Ducha Świętego, przedziwną przemianę jaką on sprawił w Apostołach: widzimy tam wzór doskonałości chrześcijańskiéj w obrazie życia pierwszych chrześcijan, powszechnie spełniających najwznioślejsze cnoty. Podziwiamy cudowne działanie Ducha Świętego w nawróceniu pogan, i w ogólności patrzymy na ten cud nad cudami, jakim było założenie Kościoła Chrystusowego wśród świata pogańskiém zepsuciem przesiąkniętego. Święty Łukasz daje tej księdze tytuł Dziejów Apostolskich, abyśmy tém łatwiéj poznali, że Apostołowie Kościół Chrystusowy założyli, gdy widzimy że ich samych historya, jest historyą początków chrześcijaństwa. Święty Łukasz i dla tego ułożył tę księgę, aby przez rzetelne opowiedzenie wszystkiego co się tyczyło Apostołów Piotra i Pawła, najskuteczniéj wystąpić przeciw fałszywym historyom o Apostołach, w tymże czasie w obiegu będącym. Cokolwiekbądź, i tę Księgę pisał on z Ducha Świętego, albo ściśle mówiąc, sam Duch Święty użył go za narzędzie do jéj ułożenia, i ona téż równie jak jego Ewangelia, do Ksiąg Nowego Testamentu należy. Prócz tego żadnych innych własnych pism nie pozostawił, tylko list świętego Pawła do Żydów na język grecki przełożył.

Święty Paweł po dwóch latach więzienia w Rzymie, wypuszczony na wolność, odbył kilka podróży nietylko po Włoszech, lecz i w odleglejsze kraje. Zwiedził Azyą i Grecyą, a wszędzie towarzyszył mu święty Łukasz, i już go aż do jego męczeńskiéj śmierci nie odstąpił. Święty Epifaniusz pisze, że po zgonie świętych Piotra i Pawła, święty Łukasz, tymże co oni ożywiony duchem, spadkobierca ich gorliwości, z wielkim dusz pożytkiem ogłaszał Chrystusa we Włoszech, w Galii, Dalmacyi i Macedonii. Owszem greccy starożytni pisarze kościelni upewniają, że zaniósł Ewangelią świętą do Egiptu, Tebaidy i Libii, zakładając wszędzie królestwo Boże, zasiewając to ziarno Ewangeliczne, które potém w tych krajach właśnie wydało takie mnóstwo Męczenników, Wyznawców i świętych Pustelników. Lecz bez względu na kraje, które święty Lukasz osobiście pracami swojemi apostolskiemi tak użyznił, czyż jest jaki kraj w świecie, któryby temu Apostołowi nie zawdzięczał światła wiary świętéj, roznoszonego przez jego Ewangelią i przez jego Dzieje Apostolskie, z których pier- wsza jest historyą Syna Bożego na ziemi, a druga historyą założonego tu Jego Kościoła.

Święty Hieronim utrzymuje iż zszedł z tego świata mając lat ośmdziesiąt cztery, całe życie w nieposzlakowaném dziewictwie spędziwszy. Święty Grzegorz Nazianzeński, święty Paulin i święty Gaudenty nie wątpią, że męczeńską śmiercią ukoronował życie tylu trudami dla chwały Bożéj uświęcone. Nicefor wielkiéj powagi pierwszych czasów kościoła pisarz, powiada, że poniósł śmierć za wiarę od pogan, którzy go na drzewie oliwném zawiesili. Prócz tego Święty ten i przez całe życie wiele dla Chrystusa ucierpiał, i dla tego Kościół w dzisiéjszéj modlitwie wspomina o tém. Poniósł śmierć męczeńską 18 Października w mieście Achaja, około roku Pańskiego 64.

Pożytek duchowny

Dlatego że Święty Łukasz ze wszystkich Ewangelistów najwięcéj o Matce Bożéj pisał, jako téż i o dzieciństwie Pana Jezusa, o czém najlepiéj od Niéj mógł się dowiedzieć, ma on chlubny przydomek Ewangelisty Maryi Panny, i wnosić można że po świętym Janie Ewangeliście on ze wszystkich Apostołów był w największych u Niéj względach, i szczególną Ją czcią i miłością otaczał. Udawaj się więc do jego pośrednictwa, aby i w twojém sercu rozbudziło się jak najwyższe do Maryi nabożeństwo, a przez to żebyś będąc u Niéj w łaskach, wszelkich łask Boskich najłatwiéj dostąpił.

Modlitwa (Kościelna)

Niech za nami wstawić się raczy, prosimy Cię Panie, święty Twój Ewangelista Łukasz, który krzyże swoje dla chwały Imienia Twojego chętnie całe życie dźwigał. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 891–893.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 836–837

Święci Ewangeliści: Mateusz, Marek, Łukasz i Jan mogli i chcieli podać nam czystą prawdę o życiu, nauce, dziełach i cierpieniach Pana Jezusa, gdyż dwaj spomiędzy nich byli apostołami, a drudzy dwaj długoletnimi uczniami i towarzyszami świętych Piotra i Pawła.

Że nam szczerą prawdę podać chcieli, za to nam ręczy: a) zacność i świątobliwość ich charakteru i całego żywota. Prześladowano ich za wiarę i naukę ich Pana i Mistrza, ale nie można im było zarzucić fałszu i nigdy nie padł na nich choćby cień niemoralności; b) sposób opowiadania, pełen prostoty, umiarkowania i szczerości. Mówią o rzeczach niepodobnych do wiary, cudach, wskrzeszeniach, a nie dziwią się, nie zapierają się własnych grzechów i uchybień, piszą, jak oskarżano, lżono i spotwarzano ich Mistrza, a nie bronią Go. W ten sposób przemawia tylko sumienny zwolennik prawdy; c) ich śmiałość. Sprawozdania swoje spisywali w oczach żydów, nienawidzących Jezusa i działania Jego, czyhających na sposobność, aby ich schwytać na kłamstwie, niedokładności lub przesadzie i ukuć stąd broń przeciw chrześcijanom; d) nareszcie wzgląd na następstwa. Wiedzieli przecież, że pisma ich nie tylko im nie przyniosą korzyści, ale wiele nieprzyjemności, niebezpieczeństw, a może o śmierć ich przyprawią. Któż by się dopuścił kłamstwa, które by mógł śmiercią przypłacić?

  1. Autorowie czterech Ewangelii musieli powiedzieć prawdę, gdyż: a) przedstawiają nam Chrystusa Pana jako męża tak wzniosłego i tak doskonałego pod względem religijnym, moralnym i społecznym, że nikt z pisarzy późniejszych nie zdołał nam skreślić szczytniejszego ideału. Wnosić stąd należy, że byli świadkami całego życia i działania Pana Jezusa w różnych czasach, miejscowościach i okolicznościach i że tylko o tym nam do noszą, co sami widzieli, lub o Nim słyszeli; b) głoszone przez Zbawiciela prawdy i nauki wypowiadają w sposób tak nowy, przystępny i przemawiający do przekonania i rozumu, że najsłynniejsi filozofowie wszystkich czasów nie wpadli na podobny pomysł i system prawd i ustaw. Nie mogły przeto Ewangelie być ich wymysłem, lecz były szczerym i prawdziwym echem tego, czego Chrystus Pan uczył i co głosił.
  2. Wrogowie chrześcijaństwa nie mogli dotychczas mimo najlepszej chęci zarzucić Ewangelistom kłamstwa lub pomyłki.
  3. Nie ulega wątpliwości, że kłamstwo, czczy wymysł, urojenie, nigdy się długo nie utrzyma i nie stanie się podstawą rozpowszechnionego po wszystkich narodach i krajach szczęścia, cnoty i świątobliwości, religia zaś chrześcijańska, oparta na opowiedzianych w Ewangeliach naukach i czynach Jezusa Chrystusa, gdziekolwiek się rozpowszechniła, tam zaszczepiła oświatę, czystość obyczajów, wyższą ogładę i cnotliwe życie. Nie podobna więc przypuszczać, iżby autorowie Ewangelii mieli nam podawać czcze wymysły, fałsze i urojenia. Dlatego rozczytujmy się pilnie w Ewangeliach świętych, tej niewyczerpanej skarbnicy łask i prawd Boskich.

Footnotes:

1

Kolos. IV. 14.

2

2 Kor. VIII. 18–19

3

2 Kor. VIII. 23.

4

Kolos. IV. 14.

5

Filem. 23–24.

Tags: św Łukasz Ewangelista „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Ewangelia męczennik św Paweł Matka Boska Częstochowska
2020-10-17

Św. Andrzeja z Krety, Męczennika

Żył około roku Pańskiego 755.

(Żywot jego był napisany przez Metaftasta.)

Święty Andrzéj, którego pamiątkę męczeństwa dziś Kościoł Boży obchodzi, był rodem z wyspy Krety, na morzu zwaném Archipelag, przy Grecyi położonéj. Żył w połowie wieku VIII.

Po długiém prześladowaniu wiary chrześcijańskiéj, podczas którego niezliczona liczba świętych Wyznawców wszelkiego wieku płci i stanu, krew wylała mężnie stojąc przy wyznaniu Bóstwa Chrystusa Pana, gdy od panowania Konstantyna Wielkiego Kościoł Boży wyswobodzony od ucisku pogańskiego, jako na bujnéj ziemi drogą krwią wiernych sług Bożych użyznionéj, rozszerzył się był po całym świecie, nastał błogi pokój w domu Bożym, a zgoda, jedność wiary i jedność nauki Chrystusowéj rozniesionéj po świecie przez Apostołów, jako téż i święte obyczaje boskiéj téj nauce odpowiedne, wszędzie kwitnęły.

Lecz nie mogło piekło patrzeć na to obojętnie: a że zły duch wiedział, że jawnie uderzając na wiarę w Pana Jezusa jako Boga, nie trafi już tak łatwo do dusz ludzkich, – gdyż wiara ta, już tylu poparta dowodami i cudami i stwierdzona krwią niezliczonych Męczenników, niełatwo da się zachwiać – do innego a chytrego uciekł się środka. Przez odmówienie czci wizerunkom Zbawiciela, zamierzył odwieść wiernych od czci Jemuż Samemu należnéj: bo to co się czyni wizerunkowi czyli obrazowi który czcimy, odnosi się i spada na tęż osobę, któréj to jest wizerunek czyli obraz. Wzbudził tedy szatan, panującego podówczas cesarza Leona Izauryka do powstania przeciw czci, jaką chrześcijanie oddawali i oddają wizerunkowi Pana Jezusa, aby przez zaprzanie się Jego obrazu, przywieść ludzi do zaparcia się i Jego Samego. Wychodząc tedy cesarz ten z téj mylnéj zasady, że nie godzi się chrześcijanom oddawać czci obrazom, gdyż to jest bałwochwalstwem, zakazał najsurowiéj wszelkich oznak uszanowania względem wizerunków Zbawiciela Pana, okrutnie prześladował tych którzy nie chcieli ich bezcześcić, a obrazy takowe i krzyże kazał niszczyć bezbożnie. Opierał to swoje postanowienie, na zakazie prawem Mojżesza jeszcze uczynionym, a przez któryto zakaz wzbraniał ten wódz Izraelski narodowi wybranemu oddawać cześć bałwanom, jako czynili poganie, i utrzymywał że czcząc wizerunki lub krzyże Chrystusa Pana, chrześcijanie stają się w tém podobnymi do pogan. Lecz mylił się wielce: gdy bowiem rzecz sama z siebie jest złą, zakazaną i szkodliwa, jaką są bogowie pogańscy, tak podobnież złą, zakazaną i szkodliwą jest rzeczą jéj obraz lub wizerunek: ale gdy rzecz jaka sama z siebie jest dobrą, chwalebną i czcigodną, a któż jest czci godniejszy od Boskiego Zbawcy naszego, tedy i obraz Jego jest chwalebny i czcigodny, bo cześć ta odnosi się nie do płótna na którém wyrażony obraz, albo do drzewa z którego zrobiony jest Krzyż święty, lecz do Boskiej Osoby Tego którego obraz przedstawia, albo którego Krzyż święty przypomina nam śmierć jaką za nas poniósł.

Po śmierci cesarza Leona, a z powodu togo bezbożnego prześladowania wiernych za cześć oddawaną świętym obrazom Obrazoborcą, to jest niszczącym obrazy przezwanego, wstąpił na tron syn jego Konstantyn Koproniusz. Ten przejęty kacerskiemi zasadami ojca, a z usposobienia wielki okrutnik, wydał wyrok po całém państwie ogłoszony, grożący najstraszniejszemi mękami i śmiercią każdemu ktoby w jakikolwiek sposób oddawał cześć świętym wizerunkom, i przynaglał Wielkorządców po prowincyach, aby się do tego jak najściśléj stosowali. I stał się wielki ucisk Kościoła: wszczęło się jedno z najcięższych prześladowań. Z powodu takiego rozkazu, wielu wiernych kryło się lub mieszkało gdzie i jak mogli: miasta się powyludniały, a lasy i góry stały się przytułkiem chrześcijan. Inni pozostając na miejscu, a trzymając się nauki Kościoła i stałego podania, podlegali okrutnym mękom, a jeśli je wytrwali i śmierci. Wszystkie prawie więzienia po miastach były zapełnione nie zbrodniarzami dla których były przeznaczone, lecz ludźmi najpobożniejszymi tak duchownymi jak i świeckimi.

Gdy tak smutne nadeszły były dla Kościoła czasy, święty Andrzéj mieszkał w ojczyznie swojéj, na wyspie Krecie, i tam od młodości odznaczał się wielką pobożnością. Ze światem bardzo mało miał stosunków, oddany całkiem modlitwie, różnym innym pobożnym ćwiczeniom i uczynkom miłosierdzia. A sam postępując drogą wysokiéj świątobliwości, i drugich przykładem własnym i wpływem przywodził do wzgardy tego wszystkiego co ziemskie i znikome, a o starania się wyłącznie o coraz obfitsze nagrody niebieskie, przez jak najgorliwszą służbę Boga.

Na wyspie Krecie, przez czas pewien, pomimo wydanego przez cesarza rozkazu zabraniającego oddawania czci obrazom, prześladowanie nie było tak wielkie. Lecz w Carogrodzie, gdzie przebywał Konstanty Koproniusz, wielka liczba wiernych jęczała po więzieniach, a niektórzy słabszego ducha, przerażeni groźbą, albo znękani mękami, zapadali w herezyą Obrazobórcy. Dowiedziawszy się o tem Andrzéj, otrzymał natchnienie od Boga, aby się tam udał, i chwiejącym się w wierze dodawał ducha, wszystkich zachęcał aby przy nauce Kościoła mężnie stali a wykrętnemi zdaniami nowych tych kacerzy uwodzić się nie dawali, i zmowa aby tych którzy ze stałość swoję już cierpią, pocieszał i w wierności Kościołowi utwierdzał.

Gdy przybył do Carogrodu, zakrwawiło się serce jego, patrząc na straszne męki jakie z rozkazu cesarza zadawano wiernym, którzy nauki Kościoła odrzucić nie chcieli. Jednych okrutnie knutowano wołowemi żyłami, drugich na stosach żywcem palili, tym oczy wyłupiano i język urzynano, owym ręce i nogi odcinali, i tym podobnych dopuszczano się okrucieństw: co wszystko przejęło Andrzeja największą zgrozą.

Razu pewnego znajdując się w kościele świętego Mamerta gdzie był cesarz z całym dworem swoim na nabożeństwie, gdy ujrzał tego tyrana modlącego się i bijącego pokłony Panu Bogu jakby był najpobożniejszym, tak go ta obłuda oburzyła, że przedarłszy się przez tłumy i straże otaczające Koproniusza, stanął przed nim i w głos zawołał: „Gdy o! cesarzu takie pokłony i służbę oddajesz, Chrystusowi, dla czegoż tegoż Chrystusa obrazy lżysz, i z kościołów wyrzucasz, a tych którzy mu w Jego wizerunkach cześć oddają, tak okrutnie prześludujesz?” – Więcéj mu mówić nie dali dworzanie, a straż rzuciwszy się na niego obaliła go na ziemię i nogami tratowała. Widząc to cesarz, kazał aby go nie bili, a stawili przed nim i rzekł do niego: „Zkąd ci przyszła taka zuchwałość, żebyś miał w tém miejscu i tak do mnie przemawiać? Czyś pozbawiony zdrowych zmysłów, czy zechciało ci się wsławić się takim czynem?” – „Ani z zuchwalstwa, ani z szaleństwa, ani z chęci wsławienia się, odpowiedział Święty, odważyłem się na to, Lecz zdjęty wielką żałością, z powodu tego co czynisz, a Boga ciężko znieważasz, stanąłem przed tobą abym cię upominał, a jeśli trzeba, abym ja nikczemny obraz Chrystusa Boga mojego, w obronie czci Jego świętych obrazów życie położył.” Cesarz rzekł na to: „Czyż nie jest to szaleństwem, cześć Boga tylko należną, oddawać farbom, drzewu, lub kamieniowi? Wszak i Mojżesz zakazał czcić bałwany takie. Wiedz przeto że nie dla Chrystusa cierpieć będziesz, lecz za swoje tylko zuchwalstwo.” – „Za samego Chrystusa cierpi, odrzekł Andrzéj, kto cierpi broniąc czci Jego wizerunkom należnéj: bo niecześć jaka się wyrządza obrazowi, dotyka tego czyj to jest obraz. Wszakże ktoby wasze cesarzu zelżył wizerunki, lub tylko wyrzucił je z miejsca gdzie być powinny, karałbyśgo za to i słusznie, jako za obelgę twojemu własnemu majestatowi uczynione. A przecież w porównaniu Boga, czémże jest najpotężniejszy cesarz, a więc czémże są wizerunki jego w porównaniu z obrazami Boga! Mojżesz zakazał tylko czci takich obrazów, któreby jak Boga a nie jak obraz jego czczono, a i sam w Arce Pańskiéj umieścił wizerunki dwóch Cherubinów.” Cesarz mówić mu dłużéj nie dał, i z wielkim gniewem zawołał: „Jeśli za niecześć moim obrazom wyrządzoną karzę, to przekonaj się że tém bardziéj czynię gdy kto, tak jak ty teraz, osobie mojéj uwłacza.” I wnet kazał go wyprowadzić z kościoła i okrutnie ubiczować.

Po téj męce w któréj Święty mężnie przetrwał, zawezwał go cesarz przed siebie, i w bardzo łagodnych słowach nakłaniał aby usłuchał jego woli, i czci obrazom Chrystusa oddawanéj wyrzekł się. Lecz Andrzej odpowiedział mu na to wznosząc oczy do nieba: „Nie daj tego o! Boże mój, abym się Chrystusa Pana mojego, w wizerunkach Jego wyprzeć miał; a ty Cesarzu usłuchaj mojéj rady, i raczéj zajmij się sprawami państwa twojego, a nie wypowiadaj wojny Bogu i Jego Kościołowi.”

Odebrawszy tak śmiałe a święte upomnienie cesarz, wpadłszy w gniew wielki, kazał Świętego zbić jeszcze okrutniéj, tak że ziemia krwią jego obficie zlana była, a obecni dla przypodobania się cesarzowi, kamieniami go obrzucając srodze poranili. Potém znowu probował jego stałości łagodnemi przemawiając słowy: a gdy nic wymódz nie mógł, kazał go wtrącić do więzienia. Wielka liczba wiernych nawiedzała tam Andrzeja, a on wszystkich upominał, aby przy czci obrazów świętych wiernie stali, i w nich czci samego Chrystusa bronili. Dowiedziawszy się o tém Koproniusz, powtórnie wskazał go na bicie, a gdy i to przeniósł równie mężnie jak wszystko co dotąd wycierpiał, kazał go uwiązanego za nogi przewlec przez główne ulice miasta, i za murami jego zamordować. Gdy go tak wleczono, rybak jakiś, zagorzały Obrazobórca, a pragnący zaskarbić sobie łaski cesarza, przyskoczył do Andrzeja i nogę mu uciął, w skutek czego ten święty Męczennik, zanim go dowlekli na miejsce stracenia, umarł z ciężkiego bólu i ujścia krwi. Poniósł męczeństwo dnia 17 Października roku Pańskiego 755.

Pożytek duchowny

Bądź z tém większą czcią dla świętych Wizerunków, gdy widzisz że tę pobożną pociechę i pożytek jakiéj dostępują wierni przez oddawanie tym sposobem czci Zbawicielowi, Matce Jego przenajświętszéj i wielkim sługom Jego, zawdzięcza Kościół wielkiéj liczbie świętych Męczenników, którzy w obronie tego zbawiennego zwyczaju krew swoję przelali.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste Boże nasz, któryś błogosławionego Andrzeja koroną męczeńską, za obronę czci należnéj Tobie w Twoich wizerunkach obdarzyć raczył; daj nam za jego wstawieniem się i przez jego zasługi, tak czcić Cię tu na ziemi w Twoich obrazach, abyśmy w Niebie wpatrywaniem się w Boskie oblicze Twoje, cieszyli się na wieki. Który żyjesz i królujesz i t.d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 888–890.

Tags: św Andrzej z Krety „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik obrazy
2020-10-14

Św. Kaliksta, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 224.

(Żywot jego wyjęty jest z dziejów Kościelnych przez Kardynała Orsi.)

Święty Kalikst urodzony w Rzymie, był synem Domicego, którego rodzina nowrócona była do wiary chrześcijsńskiéj jeszcze przez świętych Apostołów, i trwała w niéj stale. Nie posiadamy żadnych szczegółów tyczących się świętego Kaliksta przed jego Papiestwem. To tylko wiadomo, że należał do duchowieństwa rzymskiego, wśród którego tak się odznaczył wysoką świątobliwością, głęboką nauką, wielkióm dla wiernych miłosierdziem i gorliwością w rozszerzaniu wiary świętéj, że po męczeńskiéj śmierci świętego Zefiryna, w roku Pańskim 218, święty Kalikst jednogłośnie wyniesiony został na Stolicę Apostolską.

Wtedy Kościół nie doznawał żadnego prześladowania, i jakiéj takiéj zażywał swobody, od śmierci cesarza Sewera. Przed kilku miesiącami wstąpił był na cesarstwo Heliogabal, potwór rozwiązłości, który pochłonięty w swoich rozpustach, nie miał czasu myśleć o przesladowaniu chrześcijan. Święty Kalikst skrzętnie korzystał z tych chwil spokojniejszych. Naukami swemi rozbudził pomiędzy wiernemi w Rzymie ducha pobożności, a własnym przykładem, zachęcał do miłosiernych uczynków. Pasterska pieczołowitość jego, któréj przydawała blasku wysoka świątobliwość, ogarniała wszystkie potrzeby Kościoła powszechnego. Karność kościelna, klęskami prześladowania jakie niedawno jeszcze wszędzie się srożyło w niektórych miejscach zachwiana, za jego staraniem do pierwotnych powracała karbów.

Wiara rozżywiona wszędzie, w całym świecie wydawała swoje zbawienne owoce, a niezmordowana gorliwość najwyższego Pasterza pomnażała szybko trzodę Chrystusową. Te błogie czasy dla Kościoła stały się jeszcze pomyślniejszemi, kiedy Rzym i cesarstwo całe, pozbyło się bezwstydnego Heliogabala. Następca bowiem jego Aleksander tak przychylnym okazał się dla chrześcijan, że używali oni większéj w spełnianiu obrzędów religijnych swobody niż kiedykolwiek od czasu powstania Kościoła. Objawiał nawet ten cesarz i sam wielką do chrześcijańskiéj religii skłonność, którą i matka jego Mameja wyznawała, i w każdéj sposobności popierał ją szczególnie w samym Rzymie. Z jednéj z takowych skorzystał właśnie święty Papież.

Powstał był spór pomiędzy chrześcijanami a karczmarzami Rzymskiemi, o pewne miejsce w którym ci chcieli założyć swoję szynkownię, a chrześcijanie chcieli się tam zbierać na modlitwę. Cesarz miejsce to przysądził chrześcijanom, mówiąc: „że lepiéj jest aby tam w jakikolwiek sposób Bóg był czczony, aniżeli karczma założona.”

Święty Kalikst objąwszy miejsce to w posiadanie, na cześć Matki Bożéj wystawił na niém kościół, gdyż stare podanie niosło, że tam w chwili kiedy przenajświętsza Panna porodziła Pana Jezusa w żłobku Betlejemskim, wytrysnęła z ziemi wielka ilość oliwy, dla objawienia ludziom przyjścia na świat Chrystusa, który jest namaszczeńcem Boskim. Kościoł ten do dziś dnia istniejący, nazywa się kościołem Matki Boskiej Zatybryńskim, i był on pierwszym który chrześcijanie jawnie i z pozwoleniem władzy pogańskiéj, wystawili. W téj saméj porze święty Kalikst założył także przy drodze Apijskiéj sławny cmentarz jego imię noszący a tak często w historyi Kościoła wspominany. Jest on największy ze starożytnych około Rzymu cmentarzy, na którym pochowanych jest sto siedemdziesiąt cztery ciała Męczenników i czterdziestu sześciu Papieży.

Wszelako, jakkolwiek pod tym poczciwym cesarzem, wielkiego Kociół zażywał pokoju, i pomimo iż om sam będąc poganinem tak dalece czcił Chrystusa Pana iż trzymał wizerunek Jego we własnym pokoju, i miał nawet zamiar wybudować ma cześć Zbawiciela świątynię, jednak i za jego panowania nie obeszło się bez rozlewu krwi chrzecjańskiéj. Gdy on bowiem wydalał się z Rzymu, kapłani poganscy pobudzali lud przeciw wiernym, i w takich rozruchach wielu z nich śmierć ponosili. Spotkało to i świętego Kaliksta, w jedném z takowych zaburzeń, a oto jest co dało powód prześladowaniu, które pewną liczbę Męczenników posłało wtedy do Nieba.

Roku Pańskiego 224 padł piorun na Kapitol główną pogańską świątynię, i większą część tego pysznego gmachu wszczęty ztąd ogień zniszczył. Podczas pożaru lewa ręka złotego posągu bożka Jowisza, do którego jednak ogień nie dosięgał, sama się oderwała, i wpadłszy w płomienie stopniała. Poganie przerazili się tym wypadkiem, a kapłani ich zgromadziwszy się na walną naradę, ogłosili że bogowie są zagniewani, i należy ich przebłagać jakąś wielką i szczególną ofiarą. Czwartek następujący jako dzień poświęcony Jowiszowi, wybrano na tę zabobonną uroczystość, która się zakończyła jeszcze smutniejszém zdarzeniem. Chociaż dzień był najpogodniejszy, nagle zerwała się straszna burza, piorun zabił czterech pogańskich kapłanów, a cały ołtarz Jowisza w gruzy obrócił. Przestraszeni poganie rozproszyli się, a wielu z nich uciekło aż za miasto. Niektórzy dostali się za rzekę Tyber, i tam nadbiegii do miejsca, gdzie święty Kalikst z duchowieństwem i wielką liczbą wiernych, na grobach Męczenników sprawował święte obrzędy, a lud cały śpiewał psalmy.

W liczbie przybyłych tam pogan, był Palmacyusz, jeden z wysokich urzędników rzymskich. Ujrzawszy zgromadzonych na nabożeństwie wiernych, wbił sobie w głowę że ta straszna burza która ich rozpędziła, była skutkiem obrzędów chrześcijańskich, jako czarów przez nich ma to użytych. Rozgłosił to pomiędzy ludem, który uwiedziony wieścią taką wraz z nim udał się do wyższéj władzy, z zaskarżeniem chrześcijan o sprowadzenie swojemi czarami nawałnicy i piorunów na świątynie pogańskie. Wielkorządca Rzymu, widząc wielkie wzburzenie w ludzie nie roztrząsał sprawy, i tegoż samego Palmacyusza upoważnił aby wszystkie tych, jak ich nazywał, czarowników to jest chrześcijan, zmusił chociażby największemi mękami, do oddania czci bożkom cesarskim. Palmacyusz gorliwy takowego rozkazu wykonawca, wziął znaczny oddział żołnierzy i pośpieszył na miejsce zebrania chrześcijan. Lecz skoro tam przybyli, wszystkich żołnierzy dotknął Pam Bóg ślepotę, czém przerażeni, rozbiegli się.

Palmacyusz doniósł o tém Wielkorządcy; a że znowu i ten cud przypisano czarom chrześcijańskim, więc żeby je odwrócić postanowili poganie odbyć wielkie nabożeństwo na Kapitolu, na cześć bożka Merkurego. Zaledwie rozpoczęto te obrządki, aż oto dziewica przy téj świątyni służąca, nazwiskiem Julianna, która była opętana przez złego ducha, poczęła wołać głośno wśród zgromadzonego ludu: „Bóg Kaliksta jest Bogiem prawdziwym: brzydzi się wszetecznościami waszych obrzędów, i karać będzie srogo wszystkich którzy w Niego nie wierzą.” Palmacyusz uderzony wyznaniem takiém, do którego Pan Bóg zmusił nawet szatana, nawrócił się w tejże chwili; udał się do świętego Kaliksta, zrobił przed nim jawne wyznanie wiary chrześcijańskiéj i błagał o Chrzest święty. Uradowało to wielce i Papieża i wiernych, za co gorące złożyli Panu Bogu dzięki. Palmacyusz przygotowany do tego jak należy, w parę dni potém, wraz z żoną, dziećmi i do mownikami w liczbie czterdziestu dwóch osób ochrzczony został.

Po tém nawróceniu, zaszło i wiele innych. Pewien senator rzymski nazwiskiem Sympliusz, przyjaciel Palmacyusza dostąpił tego samego szczęścia, a za nim poszło sześćdziesięciu ośmiu jego domowników. Także niejaki Feliks, znajomy Palmacyusza był dotknięty paraliżem od lat czterech. Palmacyusz pełen ufności w moc Bożą, bo już był pełen żywéj wiary, zapewnił go, że byle przyrzekł że zostanie chrześcijaninem będzie zaraz uzdrowiony. Jakoż, Feliks mu to obiecał, Palmacyusz się nad nim pomodlił, i chory wyzdrowiał, widok tego cudu i żonę jego nawrócił, która wraz z nim Chrzest święty przyjęła.

Wieść o tém rozeszła się po całém mieście, i to pogan tém bardziéj przeciw chrześcijanom rozjątrzyło. Wielkorządca który znając przychylne dla chrześcijan usposobienie cesarza, dotąd łagodnie się z nimi obchodził, widząc coraz większe w ludzie wzburzenie, nie śmiał dłużéj oszczędzać wiernych. Kapłani głośne rozwodzili skargi, a poganie grozili rokoszem, jeśli ludzie, których za wrogów cesarstwa poczytywali, ukarani nie zostaną. Wielkorządca tedy kazał uwięzić wszystkich nowonawróconych, wraz z kapłanem Kalepodem, który ich nauczał i pochrzcił, i bez przeprowadzenia sprawy, kazał wszystkim pościnać głowy. Przytém wydał najsurowsze polecenie, aby wyszukano co prędzéj świętego Kaliksta, głównego, jak go nazywał, sprawcę tych wszystkich rozruchów, aby poświęcając go zawziętości ludu, najprędzéj przez to rozruchy uspokoić.

Znaleziono świętego Papieża w domu Poncyusza w którym zwykle święte obrzędy sprawował. Zbili go okrutnie, okuli w kajdany, zamknęli do więzienia, gdzie przez pięć dni trzymano go bez posiłku i napoju. Dozorcy więzienni, zagorzali poganie, przydawali mu jeszcze męczarni różnych i codzień go okrutnie pałkami tłukli. Święty znosił to wszystko nietylko w cierpliwości, lecz z weselem, w którém samych pogan w podziwienie wprawiał. Szóstego dnia okazał mu się święty Męczennik Kalepodyusz, który tylko co był za wiarę śmierć poniósł, i oznajmił że i on nazajutrz takąż koronę w Niebie otrzyma. Święty Kalikst, tego dnia jeszcze ochrzcił żołnierza na straży będącego nazwiskiem Prywata, a który w chwili gdy chrzest święty przyjmował, cudownie uzdrowiony został od wrzodów które całe ciało jego oddawna okrywały. Wielkorządca dowiedziawszy się o tém, i świętego Kaliksta i Prywata skazał na śmierć. Święty ten żołnierz poszedł do Nieba podczas gdy go ołowianemi knutami katowano, a lud rozwścieklony poznawszy świętego Kaliksta, włóczył go po ulicach i w końcu wrzucił w studnię. Śmierć tę męczeńską poniósł ten Papież 14 Października roku Pańskiego 224, rządząc Stolicą Apostolską lat sześć nie spełna.

Pożytek duchowny

Jak w czasach prześladowania chrześcijan przez pogan, ci ostatni poczytywali obrzędy kościelne za sztuki czarnoksięzkie, tak dziś ludzie bez wiary wszelkie praktyki religijne za czcze tylko i niepożyteczne formy poczytują i usiłują odwieść od nich wiernych. W pierwotnych wiekach chrześcijaństwa żeby ja spełniać trzeba było życie nawet narazić, i to czynili wierni, a ty może dla tego tylko aby nie ściągnąć na siebie szyderstwa bezbożnych, od tych świętych praktyk się powstrzymujesz.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który widzisz jak pod ciężarem ułomności naszych upadamy; daj prosimy pokornie, abyśmy patrząc na, przykłady świętych Twoich, w miłości Twojéj utwierdzeni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 879–881.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 826–827

  1. Nakazane przez świętego Kaliksta suchedni, przypadające na początkowe dni czterech pór roku, zobowiązują do postu w środę, piątek i sobotę. Jeśli nie ma czasu, w którym byśmy Boga nie obrażali, to też nie powinno być czasu, w którym byśmy nie starali się przebłagać Go przez pokutę. Cztery są pory roku, dla każdej przeto są przeznaczone osobne suchedni, a ponieważ każda pora obejmuje trzy miesiące, na każdy przeto miesiąc przypada jeden dzień postu.
  2. Kościół święty zaprowadził ten post z innego jeszcze powodu. Cztery razy na rok przy padają święcenia kapłańskie. W tej porze apostołowie św. sposobili się modlitwami i postem do tego aktu uroczystego. W czasie suchych dni jest obowiązkiem wiernych przez post, modlitwy i dobre uczynki ubłagać Boga, aby dał Kościołowi św. pobożnych kapłanów i godnych robotników w winnicy Chrystusowej. Prosić o to powinniśmy w każdym czasie, ale niestety wielu chrześcijan wcale o tym nie pamięta. Skoro dobro Kościoła i zbawienie dusz po większej części zawisło od kapłanów, skoro to święte urzędowanie wymaga oświecenia przez Ducha świętego i pomocy niebieskiej, to wierni w swych modłach zawsze powinni prosić Boga o kapłanów gorliwych, przejętych ważnością swego powołania i budujących świątobliwością żywota.

Jeśliśmy dotychczas o tym zapominali, nie zaniechajmy odtąd nagradzać złe, zanośmy gorące modły do Boga i odwdzięczmy się w ten sposób duchownym za ich zabiegi i starania o zbawienie dusz naszych.

Tags: św Kalikst I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik suche dni
2020-10-09

Św. Dyonizego Areopagity i jego Towarzyszów, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 117.

(Życie ich napisane było przez Metafrasta.)

Święty Dyonizy za zmakomitéj rodziny Albeńskiéj, przyszedł na świat wkrótce po narodzeniu Chrystusa Pana. Wychowany jak najstaranniéj lecz w pogańskich zasadach, oddał się szczególnie nauce filozofii i astronomii, i taki w tych umiejętnościach postęp uczynił, że stał się jednym z najuczeńszych w owym wieku w całym świecie filozofem i astronomem. Dla lepszego w matematyce wyćwiczenią się, przebywał nawet pewien czas w Heliopolis, w którémto mieście ta nauka wysoko kwitnęła. Gdy tam mieszkał nastąpiła śmierc Zbowiciela, a przy niéj owo cudowne zaćmienie słońca, które cały świat ogarnęło. Dyonizy, jako biegły astronom wiedząc iż przypadło nie w porze w któréj z naturalnych przyczyn przyjśćby mogło, zawołał z przerażeniem: „Albo Stwórca natury cierpi, albo cała budowa stworzonego świata rozpada się.” Po powrocie do Aten tak się odznaczył nauką, wymową i bystrym rozumem, iż pomimo tego że wówczas był jeszcze młodym, wyniesiono go na godność jednego z pierwszych sędziów Areopagu Ateńskiego. Byłto zaś najwyższy trybunał Grecki, słynący w całym ówczesnym świecie z mądrości i sprawiedliwości swoich wyroków, tak dalece iż nawet obce narody poddały pod jego rozsądzenie najważniejsze i najbardziéj zawikłane sprawy. Dyonizy największéj używał powagi w tém sądowniczém gronie.

Pod tę porę do Aten przybył święty Paweł Apostoł. Kazania jego nadzwyczajny wpływ wywarły: wielka liczba pogan nawróciła się a nawet kilku członków owego najwyższego Areopagu, a między nimi i Dyonizy. Zawiązał on bliższe z Pawłem świętym stosunki, a zagrzany miłością Chrystusa, zrzekł się swoich godności, większą część majątku rozdał na ubogich, i przez lat trzy nie odstępował Apostoła narodów, towarzysząc mu w jego misyonarskich wycieczkach. W rozmowach to jakie z nim miewał, a w których święty Paweł zwierzał ma ta tajemnice które w zachwyceniach swoich aż do trzeciego Nieba miał odkryte, nabył święty Dyonizy najgłębszych wiadomości o Bogu, które, jakto po dziś dzień widzieć można z dzieł jego, uczyniły go niezrównanym mistrzem teologii mistycznéj, to jest nauki o najgłębszych tajemnicach, odnoszących się do Istoty Boga.

Gdy w Atenach liczba chrześcijan się powiększyła, święty Apostoł, wyświęcił Dyonizego na Biskupa tego miasta. Przyobleczony tą godnością, obdarzony nadzwyczajnemi łaskami, w których dawał mu Pan Bóg nadprzyrodzone oświecenia tyczące się istności i natury samego Bóstwa, przy genialnych naturalnych zdolnościach i wielkiéj nauce, święty Dyonizy w krótkim czasie zajaśniał w Kościele Bożym, jako jeden z Doktorów. Dzieła jego o Hierarchii Kościelnéj, o Imionach Boskich i inne, są pod tym względem dotąd niezrównanym w piśmiennietwie kościelném skarbem.

Miał on także szczęście widzieć przenajświętszą Maryę Pannę, dla któréj poznania, jak sam pisze, odbył umyślnie podróż do Efezu, gdzie wtedy Matka Boża przebywała u świętego Jana Ewangelisty. Taką zaś czcią był ku Niéj przejęty, że, jakto także w jednym z dzieł swoich powiada, kiedy Ją poznał, byłby Ją wziął za Bóstwo, gdyby nie to, że wiara uczyła go iż Bóg jest tylko jeden. Znajdował się także w Jerozolimie przy Uśnięciu to jest przy śmierci przenajświętszéj Maryi Panny, i wszystkie tego szczegóły jak również i Jéj Wniebowzięcia, jako naoczny świadek a tak wysokiéj powagi, podobnież w pismach swoich pozostawił, a takie właśnie, jakieśmy pod dniem 15 Sierpnia podali.

Kiedy Dyonizy w Efszie widział się z przenajświętszą Panną i ze świętym Janem, za ich poradą powziął myśl udania się w inne części świata, dla opowiadania Ewangelii. Wyświęciwszy więc w swoje miejsce na Biskupa Ateńskiego świętego Publiusza, sam w towarzystwie Rustyka Kapłana i Eleuteryusza Dyakona, najulubieńszych uczniów swoich, udał się do Rzymu, aby sam Papież święty Klemens, wskazał mu w jakie kraje ma iść ogłaszać wiarę w Chrystusa. Ten Ojciec Święty, widząc, że kraina Gallów, to jest dzisiejsza Francya, pogrążona wówczas w pogaństwie, potrzebowała mężów apostolskich, tam świętego Dyonizego przeznaczył. Przyłączył się do niego jeszcze i święty Ryul, uczeń świętego Jana Ewangelisty i kilku innych świętych a gorliwych w winnicy Pańskiéj pracowników, z którymi Dyonizy, mając zawsze z sobą Rustyka i Eleutera, puścił się do Gallii.

Przybyli najprzód do miasta Arlu (Arles), gdzie już pewną liczbę chrześcijan ochrzczonych przez świętego Trofima zastali. Tam pozostawił Dyonizy świętego Ryula, wyświęciwszy go na Biskupa, a sam zresztą swoich towarzyszy, udał się do Paryża, który wówczas był niewielkiém miastem, zawartém tylko w téj części która po dziś dzień, wyspę na rzece Sekwanie stanowi. Skoro tam przybył, tłum ludu go otoczył. Dyonizy obdarzony jak wielu Apostołów darem języków, miał do nich kazanie, po którém niezwłocznie wielka liczba o Chrzest święty go prosiła. Następnych dni, toż samo miało miejsce: a szczególnie gdy Dyonizy kilka cudów uczynił, ludność już wtedy całemi tłumami, do wiary się nawracała. Wkrótce powznoszono tam kościoły: pierwszy na cześć Trójcy przenajświętszéj, a drugi pod wezwaniem przenajświętszéj Panny, i następnie kilka innych. Pierwszym z pogan który przyjął Chrzest święty z rąk błogosławionego Dyonizego, był Lisbiusz, jeden z najzamoższych mieszkańców Paryża, a od którego najznakomitsza po dziś dzień rodzina książąt Montmoransów, ród swój wyprowadza.

Postępy jakie codzień czyniła wiara, głoszona przez świętego Dyonizego i jego towarzyszy, pobudziły nakoniec przeciw nim pogan, a najbardziéj kapłanów pogańskich. Ci udali się do Fescyniusza Syzyna, Wielkorządcy Cesarskiego w Galli, z przedstawieniem że w skutek wpływu cudzoziemców przybyłych z Grecyi, jeśli się temu kresu nie położy, wiara pogańska w całym kraju zniknie. W skutek tedy takich zażaleń, Wielkorządca rozkazał niezwłocznie uwięzić przybyłych świętych opowiadaczy Ewangelii.

Świętego Dyonizego wraz z Rustykiem i Eleuterem schwytano w domu Lisbiusza u którego mieszkał. Widząc to Larcya żona Lisbiusza, zagorzała poganka, pośpieszyła do Wielkorządcy, z zawiadomieniem, że i mąż jéj jest chrześcijaninem. Zawezwał więc i jego przed siebie Fescyniusz, a gdy ten mężnie stał przy wyznaniu Chrystusa, ściąć go kazał w obecności świętego Dyonizego i jego towarzyszy, aby ich tém przerazić, i jak sądził łatwiéj do odstępstwa przywieść. Nie zachwiało to jednak wcale tych świętych Wyznawców, zaraz więc kazał ich odprowadzić do więzienia, a nazajutrz zadał im najokrutniejsze męki. Najprzód zbili ich strasznie, a gdy tę katuszę przetrwali głośno wielbiąc Boga, rozciągnęli Dyonizego na łożu żelazném, i podkładając podeń ogień pieczono go jak świętego Wawrzyńca. Lecz Święty głośno śpiewał ten wiersz psalmisty: „Ogniste bardzo słowo Twoje Panie, a sługa Twój rozmiłował się go” 1. Po pewnym czasie widząc Wielkorządca że, mu ogień najmniejszéj szkody nie czynil, kazał go wydać na pożarcie dzikim zwierzętom, ale te, jak to z wielu innymi świętymi Męczennikami zaszło, tknąć go nie chciały. Kazał więc go Fesceniusz, jeszcze do ciemnego więzienia zaprowadzić. Tam potajemnie zgromadziło się do niego wielu chrześcijan. Dyonizy odprawił Mszę świętą, i wszystkim rozdał Ciało i Krew Pańską, a w chwili gdy to czynił niebieska świałość nad nim zajaśniała i wśród niéj Sam Pan Jezus, chórem aniołów otoczony, się okazał.

Nazajutrz, tyran kazał ich znowu przed sobą stawić, i upominał aby cześć bożkom oddali, jeśli chcą przy życiu pozostać. Święty Dyoizy odpowiedział w imieniu wszystkich: „Na próżno nam grozisz: nic wiary naszéj nie zachwieje, pragniemy umrzeć za Chrystusa, który jest życiem naszém.” To słysząc Fesceniusz kazał wrzucić Dyonizogo w stos rozpalony, z którego on wyszedł żyw i zdrowy. Wtedy przybili go do krzyża, zkąd jak z kazalnicy miał naukę do ludu, a którego, takie cuda, wielką liczbę nawróciły. Przerażony tém Wielkorządca, wydał na sług Bożych wyrok na ścięcie.

Poprowadzono więc przez miasto Świętych, którym przewodniczył Dyonizy, już wtedy przeszło sto lat mający; a gdy na miejsce stracenia przyszli, ukląkł błogosławiony starzec i tak się modlił. „Boże któryś mnie stworzył, i świętą mądrością Twoją oświecił, otwierając przede mną tajemnice Twoje; któryś jak był ze mną wszędzie, tak i tu jesteś obecny; dziękuję Ci za wszystko coś przeze mnie ku czci Twojéj uczynić raczył, i że mnie już do Siebie powołujesz wraz z tymi braćmi moimi, przeznaczając nam koronę męczeńską. Przyjmij więc do miłosierdzia Twojego dusze nasze, i otocz opieką Twoją tych których przez krew Swoję a posługę naszę, Sobie pozyskałeś. Wielbijmy Ojca i Syna i Ducha świętego na wieki wieków.” A gdy wierni odrzekli „Amen” Dyonizy szyję pod miecz poddał i ściętym został, a z nim Rustyk i Eleuteryusz.

Lecz tu nastąpił cud jeden z największych: tułów bowiem świętego Dyonizego wstał na nogi, i głowę swoję wziąwszy w ręce, zaniósł ją o kilka wiorst za miasto, aż na to miejsce gdzie późniéj wierni kościół pod jego wezwaniem postawili. Cud ten nawrócił prawie cały naród, a jednę z pierwszych która wtedy o Chrzest prosiła była Larcya owa żona Lisbiusza która sama niezadługo potém śmierć męczeńską poniosła. Męczeństwo świętego Dyonizego i jego towarzyszów, nastąpiło dnia 9 Października roku Pańskiego 117.

Pożytek duchowny

Świety Dyonizy Areopagita, jeden z najpierwszych mędrców swojego czasu, największy w Kościele Bożym mistrz w wykładzie najszczytniejszych tajemnic Bóstwa, taką czcią przejęty został ku Matce Bożéj gdy ją ujrzał i poznał, że najdoskonalszą po Bogu i w doskonałości najbardziéj do Niego zbliżoną istotą Ją uznał. Niech Cię więc i to pobudza do tego, abyś po Bogu najwięcéj kochał Matkę Bożą, i po czci Boskiéj, Jéj cześć najgłębszą oddawał.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś w dniu dzisiejszym błogosławionego Dyonizego Męczennika Twojego i Biskupa, mężną wytrwałością w męczeństwie obdarzył, i któryś mu do opowiadania niewiernym chwały Twojéj Bustyka i Eleuteryusza za towarzyszów przydać raczył; daj nam prosimy, za ich przykładem, z miłości ku Tobie pomyślnościami tego Świata wzgardzać, i żadnych doczesnych przeciwności nie obawiać się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 863–865.

Footnotes:

1

Psalm. CXVIII. 140.

Tags: św Dionizy Areopagita „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Męka sędzia sprawiedliwość św Paweł Maryja św Jan Ewangelista Wniebowzięcie Francja św Wawrzyniec
2020-10-07

Św. Marka Papieża Wyznawcy, Sergiusza i Bacha

Żyli około roku Pańskiego 336 i 230.

(Żywot świętego Marka wyjęty jest z Brewiarza, a świętych Sergiusza i Bacha napisany był przez Metafrasta.)

Święty Marek rodem Rzymianin, został Papieżem roku Pańskiego 336, po świętym Sylwestrze. Byłyto czasy w których Kościół Boży zaczynał doznawać swobody, pod panowaniem Konstantyna Cesarza, który tylko co na tron był wstąpił. Z życia tego Papieża, który na stolicy Papiezkiéj zasiadał tylko miesięcy ośm, bardzo mało doszło nas szczegółów. Wiadomo jednak, że w tak krótkim czasie swojego papieztwa, apostolską gorliwością wielce się przyczynił do przytłumienia herezyi Aryańskiéj, i wydał wiele ważnych i potrzebnych postanowień tyczących się zarządu całego chrześcijaństwa, w czasach właśnie w których z powodu świeżego wyswobodzenia Kościoła, ściślejszą karność mógł wszędzie wprowadzać i jéj przestrzegać.

Wystawił w Rzymie dwie Bazyliki: jednę przy drodze Ardeatyńskiéj za miastem, drugą w samém mieście, która późniéj od niego Bazyliką świętego Marka nazwaną została. Uposażył obydwie wspaniale, i zaopatrzył w bogate ze złota i srebra sprzęty kościelne. On także nadał Paliusz Biskupowi Ostieńskiemu, który jeden ma przywiléj wyświęcenia Papieżów. Święty Marek umarł 7 Października roku Pańskiego 836, i pochowany został na cmentarzu Balbińskim, w tym kościele który sam przy drodze Ardeatyńskiéj wystawił.

Święci Sergiusz i Bach, których doroczna pamiątka dziś także się obchodzi, żyli w połowie wieku trzeciego. Zrodzeni w Rzymie, pochodzili obydwa z najznakomitszych, tak z imienia jak i z bogactwa rodzin tego miasta. Należeli do liczby chrześcijan, lecz się z tém kryli gdyż były to czasy srogiego prześladowania Kościoła przez Maksymina. Ponieważ bylito młodzieńcy bardzo wykształceni i używali powszechnego szacunku jako odznaczający się nieposzlakowaną prawością, więc Cesarz, który nie wiedział że są wyznawcami Chrystusa, powołał ich na różne urzędy, i w krótkim czasie wyniósł do najpierwszych. Sergiusz bowiem został Sekretarzem Stanu, co odpowiadało godności pierwszego Ministra, a Bach drugim z rzędu po nim urzędnikiem tak zwanym Sekretarzem od rozkazów Cesarskich. Maksymin poznawszy ich bliżéj z powodu ciągłych z nimi stosunków przy załatwianiu najważniejszych spraw pańistwa, nabrał dla nich wielkiego szacunku, oceniając i ich biegłość w sprawowaniu obowiązków wysokich i ważnych urzędów które im powierzył, i ich wierność swojemu monarsze. Oni zaś odznaczając się takiemi zaletami, zawsze tajnio wprawdzie, lecz nietylko jeszcze wierniéj spełniali obowiązki swoje jako chrześcijanie, lecz nawet i ćwiczeniom wyższéj pobożności pilnie się oddawali. Ile tylko mieli wolnego od mozolnych zajęć swoich czasu, spędzali go na modlitwie; spełniali gorliwie różnego rodzaju uczynki miłosierne, szczególnie wspierając chrześcijan, którzy z tego powodu że byli wyznawcami prześladowanéj wiary świętéj, z rónych powodów podpadali ostatecznéj nędzy.

Dwaj ci Święci srodze boleli nad zaślepieniem nieszczęśliwych pogan, w któréj liczbie było nawet i wielu ich krewnych, i gorące zanosili do Pana Boga prośby, aby ich oświecić raczył i co prędzéj Kościół z pod klęski okrutnego prześladowania uwolnił. Locz, że widzieli iż trwało ono w całéj swojéj sile, błagali znowu Pana Jezusa, aby ich samych albo na ciężką próbę nie wystawiał, lub gdyby spodobało mu się zesłać takową na nich, aby im dał łaskę wytrwania w niéj, i raczéj poniesienia mąk wszelkich, aniżeli wyrzeczenia się Boga prawdziwego. Owszem słysząc, a niekiedy i będąc świadkami, męstwa z jakiém święci Wyznawey stawieni przed tyranów, wytrwawszy najsroższe męki, zdobywali sobie korony męczeńskie, i sami pragnęli tego najwyższego szczęścia, chociaż ani domagać się o nie od Pana Boga, ani wystawiać się dobrowolnie na próby nie śmieli.

Cesarz Maksymin ile razy odbywał objazd swojego państwa, świętych Sergiusza i Bacha, jako najwyższych urzędników przez których ręce wszystkie najważniejsze przechodziły sprawy, brał z sobą, aby gdzie on przebywał, tam i główny zarząd państwa całego się znajdował. Wyjechał był do Syryi, i w mieście Angoście przez pewien czas z dworem całym się zatrzymał. Na dworze tym, złożonym prawie z samych pogan, wielu niechętne patrzało okiem na wyniesienie, w tak młodym wieku, Sergiusza i Bacha do najpierwszych urzędów cesarstwa, a jeszcze bardziéj rozbudzała się w niektórych zazdrość, gdy ich widzieli prócz tego i pierwszymi ulubieńcami Cesarza, którego i całą ufność posiadali, i swoją radą największy wpływ na niego mieli. Wypadek zdarzył, że niektórzy z téj liczby skrytych ich nieprzyjaciół, czyhających tylko na sposobność, aby im przed Maksyminom zaszkodzić, dowiedzieli się, że Sergiusz i Bach są chrześcijanami. Więcéj im téż nie trzeba było: znali bowiem dobrze zawziętość cesarza przeciw wyznawcom wiary Chrystusowéj, i nie wątpili iż byle się dowiedział że z téj liczby są Sergiusz i Bach, tém okrutniéj go to rozsroży, że oni na wyższych znajdują się godnościach i że im większe nad drugich dawał swojéj łaski i zaufania dowody.

Skorzystali więc z tego, i nie pomylili się wcale w swoich niegodziwych rachubach. Oskarżyli przed Cesarzem Sergiusza i Bacha jako wyznawców wiary chrześcijańskiej, a ten najprzód wpadł w złość największą, a potém niechcąc jeszcze przypuszczać aby tkl było, umyślił zanim wywrze na nich całą swoję zawzietość, przekonać się o tém dokładniéj. Polecił więc uroczyste nabożeństwo w głównej świątyni pogańskiej, i z całym dworem, do którego należeli i nasi Święci, udał się na nie, baczną zwracając uwagę czy pójdą za nim Sergiusz i Bach, i czy bożkom złożą ofiarę. Tymczasem oni towarzyszyli cesarzowi tylko do drzwi świątyni a gdy cały dwór wchodził zatrzymali się zewnątrz, modląc się serdecznie, aby Pan Bóg nieszczęsnych pogan z ich zaślepienia wywieść raczył. Zauważał to dobrze Maksymin, i zaraz po zabobonnych obrządkach swoich, przywołał ich do siebie i spytał dla czego w nich nie uczestniczyli. Święci wyznali mu otwarcie iż są wyznawcami Chrystusa, i że z tego powodu nie godzi się im uczestniczyć w obrzędach pogańskich, przez które oddaje się fałszywym bożyszczom cześć, należną tylko prawdziwemu jedynemu Bogu jakim jest Bóg chrześcijański. Słysząc to Maksymin zadrżał od złości, i postanowił okryć ich hańbą największą przed ludem i okrutnie ukarać, jeśli wiary nie wyrzekną się.

Gdy tedy mężni ci Wyznawcy Chrystusowi uczynić tego nie chcieli, kazał zedrzeć z nich oznaki ich wysokiéj godności: zamiast złotych łańcuchów jakie nosili, włożyć im na głowę obręcze żelazne, a dla wystawienia ich na tém większe szyderstwo gminu, przywdziać w ubranie kobiece, okuć w kajdany i tak oprowadzać po wszystkich ulicach miasta. Gdy to nie zachwiało wcale ich stałości, Cesarz przyzwał ich znowu do siebie, i w łagodnych słowach starał się przywieść do odstępstwa od wiary, obiecując im jeszcze większe łaski i ogromne dary, byle to uczynili, i w końcu odwoływał się do ich wierności i uległości dla niego, któréj mu zawsze dawali tyle dowodów. Święci odpowiedzieli mu nato, iż właśnie dla tego, że są chrześcijanami służyli mu wiernie, i ulegali we wszystkiém w czém nie było obrazy Bożéj, bo religia chrześcijańska ściśle to nakazuje. Lecz gdy idzie o wyznanie prawdziwéj wiary, tam oni przedewszystkiém Boga słuchać powinni. Przytém w krótkich słowach, lecz bardzo przekonywająco, wyłożyli mu główne zasady wiary katolickiéj, dowodzili Bóstwa Chrystusa Pana, i nakłaniali aby on sam uznał prawdę i duszę swoję ratował. Lecz tyran głuchym się na to okazał, a niemając jednak serca sam pastwić się nad nimi, odesłał ich do Antyocha Wielkorządcy całego Wschodu, znanego z nienawiści do chrześcijan, sądząc że się jego okrucieństwa ulękną i wiary wyrzekną.

Wielkorządca ten winien był swoje wywyższenie właśnie Sergiuszowi i Bachowi, gdyż nie był znany z nienawiści do wiernych. Gdy więc ich przed nim stawiono okutych w kajdany jak zbrodniarzy, przeraziło to nawet tego okrutnika, który zawołał: „Dobroczyńcy moi! którym winienem ten wysoki urząd jaki piastuję, do czegożto przyszło, żebyście wy przede mną jak winowajcy stawieni byli? Nie zmuszajcież mnie do zadania wam jakowéj przykrości, usłuchajcie Cesarza: oddajcie cześć bożkom, bo inaczéj będę musiał według jego rozkazu zmusić was do tego, chociażby najcięższemi mękami.” – „Napróżno w ten sposób do nas przemawiasz, odpowiedzieli Święci, czy być w zaszczytach w jakich byliśmy przedtém, czy wydanymi zostać na pośmiewisko ludu, jakto teraz z nami uczyniono, to wszystko dla chrześcijan, którzy wierzą w żywot wieczny, jest rzeczą obojętną. Najprawdziwszym dla nas zaszczytem jest wyznawać Chrystusa, a śmierć z niego poniesiona, największym zyskiem.” Wtedy Antyoch kazał ich rozłączyć. Sergiusza zamknął w więzieniu, a Bacha tak okrutnie kazał zaraz katować pałkami, że w męce téj oddał on Bogu ducha, w chwili konania słysząc głos z nieba który go do chwały wiekuistéj powoływał. Nazajutrz tyran probwał zachwiać stałość Sergiusza i między innemi rzekł do niego: „Tyś sam największe dobrodziejstwa wyjednywał u Cesarza dla wielu, jak to i dla mnie niegdyś uczyniłeś, nie chciejże teraz sobie samemu takiéj krzywdy wyrządzać.” A Sergiusz mu na to: „I teraz gotów jestem otrzymać dla ciebie największą łaskę, a to nie u ziemskiego, ale u Niebieskiego Cesarza, i wyjednać ci u niego dostojeństwa i dobra nie doczesne i znikome, lecz niebieskie i wieczne, tylko mojéj rady posłuchaj a uwierz w Chrystusa.” Widząc Antyoch, że łagodnemi środkami nic wskórać nie może, poszedł za swoim okrutnym zwyczajem, kazał włożyć na nogi Sergiusza buty żelazne nabite wewnątrz gwoździami ostrzem do podeszwy obróconemi, i w takich kazał go pędzić przed sobą, udając się do poblizkiego miasta. Sługa Boży szedł tak srodze męczony, i głośno śpiewał ten wiersz Psalmu Pańskiego: „Czekając czekałem Pana, i postawił na skale nogi moje i naprostował kroki moje” 1. Gdy przybyli do miasta, do którego Wielkorządca się udawał, kazał on Sergiusza zamknąć do więzienia. Tam zesłał mu Pan Bóg Anioła, który zdejmując mu z nóg ono okrutne obuwie, wnet go z ran wszystkich wyleczył. Nazajutrz Antyoch kazał go przynieść do siebie, gdyż nie przypuszczał, aby po odbytéj katuszy jaką mu zadał, był w stanie chodzić. Gdy ujrzał go idącego rzeźwo i zdrowego, przypisując to czarom, kazał mu podobneż obuwie z ostrzejszemi jeszcze gwoździami włożyć, i udając się w dalszą drogę znowu pędzić przed swoim wozem. Wycierpiał i tę mękę Sergiusz z równym męstwem jak poprzednią, i przybył wraz z tyranem do miasta Rozafu. Wielkorządca widząc, iż niczém stałości przomódz nie może, skazał go na ścięcie. Święty zaprowadzony na plac, gdzie wyrok miał być wykonany, uklęknąwszy prosił Pana Jezusa aby przyjął ofiarę jego życia, a oprawcom jego odpuścił. Wśród takiéj modlitwy usłyszał głos z nieba oznajmujący mu, że go Pan Bóg z koroną wiecznéj chwały oczekuje, i w tejże chwili kat ściął mu głowę. Poniósł męczeństwo 7 Października roku Pańskiego 290.

Pożytek duchowny

Otóż znowu masz przykład jak święci Pańscy, dla zdobycia Nieba, największych i najwyższych godności ziemskich się wyrzekali, i na straszne męki, a w końcu na śmierć się wydawali. Pamiętaj że każdy chrześcijanin powinien raczéj na największe narazic się nieszczęście, niż dopuścić się grzechu ciężkiego.

Modlitwa (Kościelna)

Świętych Męczenników Twoich Panie, Sergiusza i Bacha, błogosławione zasługi niech nas wspierają, i w Twojéj miłości uczynią gorliwemi i stałemi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 857–860.

Footnotes:

1

Psal. XXXIX. 1–2.

Tags: św Marek papież św Sergiusz św Bakchus „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik
2020-10-05

Św. Placyda i jego Towarzyszy Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 542.

(Żywot ich znajduje się w Bolandstów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Placyd był synem Tertulla, jednego z największych panów rzymskich. Przyszedł na świat w początku V wieku, kiedy wielki święty Benedykt założyciel zakonnego życia na Zachodzie, powszechnéj już używał sławy. Placyd miał siedem lat kiedy go ojciec zawiózł do klasztoru w Subjako, i świętemu Benedyktowi oddał na wychowanie. Tak młodziutkim będąc od razu zaczął prowadzić życie zakonne, od czego nietylko żadne ostrości reguły go nie zrażały, lecz wszystkie jéj przepisy jak najwierniéj zachowując, prócz tego w różny sposób martwił swoje niewinne ciało. Wszyscy téż zakonnicy bardzo go pokochali, a święty Benedykt miłował go jak rodzonego syna.

Razu pewnego zdarzyło się że młody Placyd poszedłszy po wodę do rzeki, wpadł w nią i już go nurty jéj unosiły. Święty Benedykt który podówczas modlił się w celi, zawiadomiony o tém przez objawienie, posłał drugiego młodego zakonnika imieniem Maura, aby go ratował. Ten powodowany posłuszeństwem, niezastanawiając się nawet nad tém co czyni, nieumiejąc pływać rzucił się w wodę która w téj chwili stała się twarda jak kryształ, przeszedł po niéj jakby po lodzie, schwycił za rękę Placyda i na brzeg go przyprowadził. Ten zaś powiedział, że wpadłszy w wodę dla tego pod nią zanurzony nie był, że ciągle widział świętego Benedykta unoszącego się nad nim.

Od tego czasu Placyd jeszcze większy czynił postęp na drodze doskonałości. Wzrastając w lata wzrastał i w cnoty, a święty Patryaroha przywiązując się do niego coraz więcéj, nierozstawał się z nim prawie nigdy. Jak Pan Jezus który wybierał zawsze najulubieńszych swoich uczniów w chwili kiedy jaki cud miał czynić, taki Święty ten Opat w takich razach miał zwykle przy sobie Placyda. Był téż on obecny kiedy Benedykt cudownym sposobem ze skały wyprowadził źródło dla klasztoru a gdy tenże udał się na górę Kasyneńską aby tam poniszczyć bałwany pogańskie którym jeszcze cześć oddawano, i założyć w tém miejscu główny swój klasztor, wziął także z sobą Placyda, A nakoniec gdy wypadła potrzeba wysłać zakonników z klasztoru Subjackiego aż do Sycylii aby tam założyć nowy klasztor, święty Benedykt wybrał na to Placyda swego ukochanego ucznia, przydając mu dwóch bardzo świątobliwych zakonników Donata i Gordyana. Ojciec Placyda Tertuliusz, podarował był świętemu Benedyktowi wielkie dobra jakie w Sycylii posiadał, składające się z kilku małych portów morskich i ośmnastu wiosek, i tamto ten Święty Patryarcha wysłał Placyda dla założenia nowego klasztoru.

Błogosławione to były czasy, w których ledwie nie co krok świętego napotkać można było: tak téż i Placyd udając się wtedy do Sycylii, w Kapui był najsardeczniéj przyjęty przez świętego Hermana, w Benewencie przez świętego Marcina, w Kanozie przez świętego Sawina, a w Reżżio w Kalabryi przez świętego Syzyna, którzy byli Biskupami tych miast. W podróży téj Placyd wiele cudów uczynił, przypisując je zawsze przez pokorę zasługom swojego Patryarchy świętego Benedykta, którego imienia w takich razach wzywał. Gdy przybył do Mesyny, gdzie go już sława jego świątobliwości i cudów przez niego czynionych poprzedziła, Moselin najzamożniejszy pan tego miasta, a wielki przyjaciel jego ojca, chciał go w pałacu swoim ugościć i jakiś czas zatrzymać. Lecz sługa Boży podziękował mu za to mówiąc: że zakonnikom nie wypada przebywać po świeckich domach, gdyż życie jakie tam prowadzą nie zgadza się z tém jakie oni wieść powinni.

Przybywszy na miejsce swojego przeznaczenia, zajął się niezwłocznie wybudowaniem klasztoru i kościoła pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela, i tego przed końcem roku dokonał. Rozgłos jego świątobliwości, życie jakby anielskie które prowadzili zakonnicy w tym nowym klasztorze osiedli, ściągnęły wkrótce do niego wielką liczbę młodzieży, między któremi było trzydziestu z najmajętniejszych rodzin, którzy wyrzekłszy się wielkich dostatków, poświęcili się Panu Boga na służbę. Klasztor téż ten stał się od razu podobny do klasztoru Kasyneńskiego téj kolebki Benedyktyńskiéj za wzór innym służącéj, bo jego przełożony święty Placyd wiernie na sobie odbijał wysoki wzór doskonałości zakonnéj, jaki przedstawiał sam święty ich Patryarcha. Chociaż był nie silnego zdrowia i słabéj budowy ciała, w ostrości życia wszystkich przewyższał braci. Ścisły post zachowywał ciągle, jadając tylko raz na dzień, a zwykle nie więcéj prócz trochę mleka i jarzyny. Chleba nawet pozwalał sobie tylko w niedziele, wtorki i czwartki. W wielkim poście kilka dni z rzędu spędzał bez żadnego pokarmu i napoju. Sypiał zawsze na stołku twardym bez poręczy, opierając głowę o mur i zażywając snu od dwóch do trzech godzin najwyżéj. Resztę nocy spędzał na modlitwie w kościele, a zwykle przed obrazem Matki Boskiéj, do któréj całe życie szczególne miał nabożeństwo. Lubo obarczony był kłopotliwemi zajęciami nowopowstającego Zgromadzenia zakonnego którém zarządzał, skupienia wewnętrznego nie tracił jednak ani na chwilę: owszem, widać było iż coraz ściśléj jednoczył się z Bogiem. Łaską czynienia cudów i tam go Pan Bóg uświetnił. Z tego powodu wielką liczbę dotkniętych różnemi słabościami przyprowadzono mu do klasztoru. Zdarzyło się razu pewnego, że gdy przez niejaki czas nie mógł wyjść do przybywających chorych, nagromadziło się ich bardzo wielu. Gdy nareszcie przybył nasz Święty, przeżegnał ich i wszystkich w tejże chwili uzdrowił.

Pięć lat już upłynęło od czasu jak Placyd mieszkał w klasztorze w Sycylii przez niego założonym, kiedy dwóch jego młodszych braci Eutykiusz i Wiktoryn, którzy go nawet nie znali, i siostra Flawia, przybyli z Rzymu aby go odwiedzić i przepędzić pewien czas z bratem, którego sława świątobliwości i do nich była doszła. Wielkiéj pociechy doznali nawzajem, a rozmowy z Placydem i przykład jego życia taki wpływ wywarł na jego braci i siostrę, że postanowili i oni wyrzec się świata i idąc w ślad za swoim świętym bratem, wstąpić do zakonu. Lecz Panu Bogu spodobało się krótszą drogą poprowadzić ich do Nieba.

W owéj właśnie porze pojawił się był na morzu Śródziemném, wysłany przez jednego z królów Afrykańskich korsarz nazwiskiem Manuka, znany z okrucieństwa poganin, a zawzięty wróg imienia chrześcijańskiego. Przybiwszy do brzegów Sycylii wysiadł ze swoją hordą na ziemię, i najprzód napadł na klasztor świętego Placyda w blizkości portu będący. Skoro się tam dostał, uwięził wszystkich zakonników, a z nimi Eutykiusza, Wiktoryna i Flawią. Barbarzyniec ten kazał najprzód stawić przed sobą Donata towarzysza Świętego Placyda, i pytał go groźnie czy jest chrześcijaninem. „Jestem nim, odpowiedział Donat, a nawet mam szczęście być mnichem.” Manuka aby od razu rzucić postrach na innych, po téj odpowiedzi Donata dobył miecza i głowę mu rozpłatał. Potém kiedy jeszcze ciało tego świętego Męczennika leżało przy nim krwią zbroczone, kazał przywołać wszystkich innych więźniów, i różnemi sposobami jużto łagodnemi słowy, już groźbą, chciał ich przywieść do wyparcia się Chrystusa a zostania poganami. Wszyscy mu oświadczyli że tego nigdy nie uczynią, że są chrześcijanami i za wiarę Chrystusa pragnęliby nie jeden raz lecz tysiąc razy oddać życie. Placyd zaś w imieniu innych przydał, że nietylko nie obawiają się śmierci, lecz że święcie zazdroszczą Donatowi, który miał szczęście pierwszy zdobyć koronę męczeńską. Korsarz wpadł we wściekłość i zaczął zadawać im najstraszniejsze męki. Najprzód zbił ich okrutnie, a potém okutych w kajdany kazał zaprowadzić do więzienia. Tam trzymał ich przez tydzień cały bez żadnego pokarmu i napoju. Po upływie tego czasu kazał ich wyprowadzić, posilić żeby dłuższe mogli wytrzymać męki, i znowu katował ich najokrutniéj. Zawiesił ich za nogi, a pod niemi kazał rozpalać ogień, aby dymem ich dusić; a ciągle się domagał aby wyrzekli się wiary. W ciągu tego święty Placyd, nad którym najwięcéj pastwił się ten morderca, zachęcał drugich do wytrwałości. Święta Flawia siostra jego także szczególne przedstawiała dowody męstwa. Gdy zawieszoną w powietrzu darli żelaznemi hakami, a barbarzyniec pytał jéj jak może będąc kobietą i tak znakomitego rodu, wystawiać się na takie cierpienia i zniewagi, kiedy od nich jedném słowem obronićby się mogła, odpowiedziała: „Dla miłości Chrystusa wszelkie męki są dla mnie największą pociechą, a śmierć za Niego poniesiona życiem.” Wtedy poganin kazał przerwać katusze zadawane świętym Męczennikom, i znowu probował czy ich od wiary odwieść nie potrafi. Lecz Placyd rzekł do niego: „Napróżno nas kusisz, lepiéj byś zrobił abyś ratujęc własną twoję duszę, wyrzekł się zabobonów pogańskich. – Wszystkie bożyszcza którym wy cześć oddajecie, sąto wymysły szatańskie, „przez które zły duch zdobywa dusze wasze. Jeden jest tylko Róg prawdziwy, którego czczą chrześcijanie, który jest Stwórcą wszystkiego, Panem Nieba i ziemi, i który po śmierci rozsądzać będzie każdego z nas najskrytsze sprawy.” Manuka rozgniewany tą świętą Placyda odwagą, nie dał mu dłużéj mówić, i kazał kamieniem pogruchotać mu szczęki i powybijać zęby, a gdy pomimo tego Święty przemawiał, kazał mu język wyciąć. Lecz Placyd zaczął mówić jeszcze głośniéj i wyraźniéj niż wprzódy. Cud tak wielki nawrócił wielu pogan obecnych, a Manuka widząc to i obawiając się aby wszyscy jego żołdacy chrześcijanami nie zostali, wydał rozkaz aby więźniowie niezwłocznie ścięci zostali. Poprowadzono ich więc nad brzeg morza gdzie mieli być straceni. Przybywszy tam wszyscy padli na kolana, składając w ofierze Panu Jezusowi życie swoje.

Święty Placyd, którego mowa jako cudownie mu zachowana, zagrzewała tém więcej do męstwa jego towarzyszów, w imieniu wszystkich tak głośno się modlił: „Zbawco nasz Jezu Chryste, któryś raczył śmierć ponieść za zbawienie nasze na krzyżu, bądź miłościw nam sługom Twoim niegodnym. Daj nam wytrwałość aż do końca, i udziel nam téj łaski abyśmy w Niebie w gronie Twoich świętych męczenników zasiedli. Wspieraj nas w tej ostatniéj chwili naszego życia, i przyjm ofiarę jaką ci z niego składamy.” A inni odpowiedzieli: Amen, i w tejże chwili wszyscy ścięci zostali w liczbie trzydziestu trzech. Ponieśli męczeństwo 5 października roku Pańskiego 541.

Pożytek duchowny

Święty Maur powodowany duchem posłuszeństwa rzucił się w wodę ratować świętego Placyda, gdy mu to nakazał jego Opat i idąc po wierzchu rzeki cudownie go z jéj nurtów wydobył. Chociaż nie zawsze takim cudem, zawsze jednak wynagradza Pan Bóg prędkie posłuszeństwo nasze względem tych którym ulegać powinniśmy. Niech cię to uczy i zachęca do należnéj uległości względem wszelkiéj zwierzchności.

Modlitwa (Kościelna)

Boże, który nam dozwalasz świętych Męczenników Twoich Placyda i towarzyszów jego uroczystość obchodzić, daj nam miłościwie szczęścia wiekuistego wraz z nimi zażywać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 851–853.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 804

Na pytanie, co św. Placydowi zjednało wieniec męczeński i oznakę świętości, jedna jest odpowiedź: posłuszeństwo, już bowiem jako siedmioletni chłopiec dostał się pod troskliwy dozór i mądry kierunek świętego Benedykta i wcześnie nauczył się czynić tylko to, co mu jego duchowny przełożony radził, nakazał i do czego go zachęcał. Posłuszeństwo jest najpewniejszą drogą wiodącą do świątobliwości.

Zważmy przeto:

  1. Jak łatwe jest posłuszeństwo. Sternikiem duszy naszej jest mąż pobożny, oświecony łaską Bożą, dokładnie znający święte prawdy wiary, słowem, mąż najzupełniej zasługujący na nasze szacunek i zaufanie. Rozkazy i rady, jakie nam daje, nie są natchnione chwilowym kaprysem lub urojeniem, czuje on odpowiedzialność, która na nim ciąży, wie dobrze, że będzie kiedyś musiał zdać za naszą duszę ciężki rachunek przed Bogiem. Gdyby stanął przed nami sam Pan Jezus, każąc to czynić lub owego się wystrzegać, czyż byśmy Go z rozkoszą nie słuchali? Słuchając zaś rad duchownego przewodnika lub przełożonego, słuchamy samego Chrystusa. Wszakże święty Paweł pisze: „Cokolwiek czynicie, z serca czyńcie, jako Panu, a nie ludziom. Wiedząc, że od Pana weźmiecie odpłatę dziedzictwa” (Kol. 3, 23). – Prócz tego wiemy, jakim udręczeniem są niepokojące nas częstokroć skrupuły i wątpliwości, czy w tym lub w owym wypadku postąpiliśmy tak, jak każę religia, czyśmy nie zgrzeszyli, czyśmy nie wykroczyli przeciw Bogu ? Któż nam te skrupuły rozwiąże, kto te wątpliwości usunie, jeśli nie duchowny nasz przewodnik i doradca naszego sumienia, którego światłą radą winniśmy się kierować a rozkazów słuchać, wiedząc, że jego rady i rozkazy są za stosowane do woli Bożej. Pewność ta czyni posłuszeństwo łatwym.
  2. W posłuszeństwie jest zawarta i zasługa. Choćbyśmy dawali jak najhojniejsze jałmużny, dajemy tylko martwy kruszec i rzeczy doczesne; choćbyśmy z miłości ku Bogu jak najwięcej umartwień nakładali na ciało nasze, zawsze tylko składamy Mu ofiarę ze zmysłowych rozkoszy i przemijających bólów; ale jeśli chętnie i skwapliwie słuchamy rozkazów z miłości ku Bogu, wtedy czynimy Mu ofiarę z woli i ducha naszego, tj. tego, co dla nas i dla Niego jest najcenniejsze. Chrystus Pan i Matka Jego Najśw. są pierwowzorem posłuszeństwa. Najświętsza Maryja Panna rzekła: „Oto służebnica Pańska, niechaj Mi się stanie według słowa twego” (Łuk. 1,38). Chwała Pana Jezusa i Najśw. Panny w niebiesiech jest nagrodą ich posłuszeństwa na ziemi, jak tego dowodzi Pismo święte. Tylko to, co jest skutkiem i wypływem posłuszeństwa, może rościć prawo do zasługi ; wszystko inne, co nie pochodzi z tego źródła, jest podejrzane i ma wartość wątpliwą.
Tags: św Placyd „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Benedykt św Herman św Marcin św Sawin św Syzyn posłuszeństwo skrupuły spowiedź
2020-09-28

Św. Wacława, Księcia Czeskiego, Męczennika

Żył około roku Pańskiego 938.

(Żywot jego był napisany przez Papieża Piusa II-go.)

Święty Wacław był synem panującego księcia Czeskiego Wratysława, pobożnego i wzorowego chrześcijanina, i Drachomiry poganki, zawziętéj nieprzyjaciołki wiary chrześcijańskiéj. Było ich dwóch braci, nasz Święty starszy, i Bolesław młodszy. Ojciec odumarł ich małymi. Babka ich po ojcu, święta Ludmiła, widząc na jakie niebezpieczeństwo wystawieni są jéj wnuki pod opieką tak niegodziwéj matki, nie mogąc obu ich wziąść do siebie, otrzymała jednakże to, że Wacław przy niéj się wychował. Czuwając nad nim z tém większą troskliwością że obawiała się zawsze zgubnego wpływu Drachomiry jego matki, przydała mu za ochmistrza swojego kapelana Pawła, wielkiéj świątobliwości kapłana. Młody książę wzrastał w cnoty chrześcijańskie, a przytém i w świeckich naukach wysoko się wykształcił. Od najmłodszych lat okazywał szczególne nabożeństwo do przenajświętszego Sakramentu i do Matki Bożéj, a obok tego, odznaczał się wielkiém dla ubogich miłosierdziem.

Tymczasem Drachomira przywłaszczyła sobie rządy państwa, i powodując się swoją nienawiścią do Kościoła, zaczęła srogo prześladować wiernych. Wydała rozkaz zamknięcia wszystkich kościołów, wzbroniła pod najsurowszemi karami kapłanom miewać kazania, i we wszystkich szkółkach, a nawet w domu rodziców, zabroniła dzieci uczyć katechizmu. Wszystkich urzędników i dowódców wojsk wyznania chrześcijańskiego pooddalała, na ich miejsce mianując pogan, których znała jako najzaciętszych wrogów imienia chrześcijańskiego. Nie dość na tém: wyrodna ta niewiasta, dozwoliła poganom bezkarnie zabijać chrześcijan, a jeśli który z nich broniąc się odjął życie napadającemu na niego poganinowi, wtedy w odwecie dziesięciu chrześcijan tracono.

Nie godziło się świętéj Ludmile patrzyć na to obojętnie. Zniosłszy się tedy z pierwszymi panami czeskimi, którym także obrzydło okrucieństwo nieprawéj przywłaszczycielki, Wacława jako prawego następcę po ojcu ogłosiła panującym. Drachomira ustąpić musiała, do czego ja tém łatwiéj skłoniono że dla położenia końca niesnaskom wewnętrznym, oddano jedną z prowincyi za rzeką Elbą Bolesławowi, młodszemu bratu Wacława, który z matką trzymał.

Wacław, chociaż bardzo młodo ma tron wyniesiony, starał się coprędzéj znieść wszystko złe i nieprowne, co wprowadziła Drachomira. Głównie zaś zajął się przywróceniem obrzędów chrześcijańskich, i wyswobodzeniem Kościoła tak srodze przez Drachomirę uciemiężonego. Usiłował także zbawiennie wpływać na obyczaje ludu, skożone nierządem pogańskiéj władzy, a przekonany że przykład panującego jest najskuteczniejszym do tego środkiem, sam przyświecał wszystkim, jako wzór najwyższéj świątobliwości. Cały dzień oddany sprawom państwa, które ile możności sam załatwiał, w wolniejszych chwilach dawał posłuchanie ubogim; chorych nawiedzał po mieszkaniach i szpitalach, i sam im posługiwał. Tak wielkie miał dla biednych miłosierdzie, że najczęściéj w nocy, żeby uwagi na siebie nie ściągnąć, odwiedzał ich, i zdarzało się że na własnych barkach nosił dla nich drzewo lub zboże. Dla uczczenia stanu ubogiego towarzyszył ich pogrzebom, przybrany wtedy w książęce szaty. Dochowując wiernie w sercu swojém nabożeństwa do Matki Bożéj, którém się od dzieciństwa odznaczał, większą część nocy spędzał zwykle w kościele na modlitwie, przed Jéj obrazami. A również stały w swéj czci ku przenajświętszemu Sakramentowi Ołtarza, dla okazania tego w szczególny sposób, własnemi rękami zasiewał pszenicę przeznaczoną na Hostye do Mszy świętéj, sam ją potém zbierał, mlił, i sam piekł opłatki. Podobnież i na wino przeznaczono do ołtarza, sam wyciskał winne jagody, z winnic które własną ręką obrządzał i na ten cel przygotowywał. Codziennie przynajmniéj do jednéj Mszy świętéj służył, a także dla uczczenia Niepokalanéj Matki Bożéj, całe życie czystość zachował.

Dla Biskupów i kapłanów największe okazywał uszanowanie, a szczególnie gdy ich publicznie spotykał. Na uroczystych nabożeństwach które chciał aby z jak największą odprawiały się okazałością, zachowywał się z takiém skupieniem, że sam jego widok, wszystkich do nabożeństwa pobudzał. W zarządzie zaś państwa, baczny, sprawiedliwy, niezmordowany, starający się wchodzić we wszystko, wielce ukochanym był od poddanych, a obok tego przy nadarzonych okolicznościach, w potyczkach z nieprzyjaciołmi, zawsze na czełe swoich, każdego męztwem i odwagą przewyższał. Wszyscy téż go, i swoi i postronni, czcili jak Świętego, a poważali jako najznakomitszego z zasiadających podówczas na tronie książąt.

Tymczasem, Drachomira nie posiadała się ze złości, widząc jak w całych Czechach wiara chrześcijańska przez nią niszczona zakwitła na nowo; a przypisując to wszystko wpływowi świętéj Ludmiły, powzięła zbrodniczy zamiar, pozbawienia jéj życia. Jakoż, wysłani przez nią przekupieni zbójcy, Świętą tę księżnę zamordowali, i w rzekę wrzucili. Uzuchwalona Drachomira spełnieniem téj zbrodni, i nie mogąc – chociaż wyrodna ta matka i tego pragnęła – dosięgnąć Wacława, pobudziła przeciwko niemu Radysława, księcia Gurymskiego, który najechał jego państwo z potężném wojskiem, przekonany że młodego i jeszcze nie bardzo w sztuce wojennéj wyćwiczonego książęcia, łatwo przemoże. Święty Wacław, który zawsze miał wielki wstręt do krwi przelewu, stanąwszy na czele swoich hufców, wysłał najprzód do Ratysława posłów, aby spróbować czyby do układów z nim przyjść bez bitwy nie można. Lecz ten dumnie odpowiedział, że chyba oddaniem mu całego państwa, możnaby go wstrzymać od wojny. Wtedy święty Wacław innego jeszcze użył środka, aby bądź co bądź nie wystawiać licznych wojsk na rzeź zawziętą. Udał się do obozu Ratysława, i oświadczył mu iż chce aby w obec obu wojsk, walcząc jeden z drugim w pojedyńczém spotkaniu, roztrzygnęli los wojny. Zgodził się chętnie na to Radysław, będąc olbrzymiéj postawy i atletycznéj siły, gdy Wacław był bardzo wątłéj budowy.

Nazajutrz o godzinie naznaczonéj, w obec wojsk nieprzyjacielskich uszykowanych naprzeciw siebie, obaj książęta stanęli do walki. Ratysław uzbrojony był od stóp do głowy jak drugi Goliat: miał ogromną dzidę i miecz nadzwyczaj długi. Wacław włożył na siebie lekki tylko pancerz, mając w ręku zwykły pałasz, całą bowiem ufność swoją, jak Dawid, w Boga był złożył. Gdy przyszło da starcia, podniósł dzidę którą miał Wacława ugodzić, a ten się przeżegnał, i w tejże chwili Ratysław wypuszczając z rąk oręż, padł do nóg swego przeciwnika, prosząc go o przebaczenie i zdając się na jego łaskę i niełaskę. Kiedy bowiem podnosił broń swoją, ujrzał przy Wacławie dwóch Aniołów którzy go zasłaniali, a z Nieba usłyszał głos wołający: „Nietknij.” I tak, bez kropli krwi ludzkiéj, zakończyła się ta wojna, która całemu krajowi wielką klęską groziła.

W inném zdarzeniu, podobnież doznał święty Wacław wsparcia od Aniołów. Znajdował się na walnym sejmie, przez cesarza Ottona I w mieście Worms zwołanym. Tam bywało codziennie na uroczystych zgromadzeniach, wielu innych książąt panujących, którym przewodniczył cesarz. Zdarzyło się dnie pewnego, że Święty chcąc służyć do dwóch Mszy w kościele, dłużéj się zabawił, i przez to opóźnił się na zebranie. Obrażeni tém zgromadzeni książęta, postanowili gdy nadejdzie, nie oddać mu oznaki uszanowania, podniesieniem się ze stołków, jak to dla każdego z wchodzących czynili. Lecz inaczéj się stało: bowiem gdy wchodził, ujrzeli przed nim dwóch Aniołów którzy nieśli krzyż złoty przedziwną jasność wydający. Nietylko więc wszyscy powstali, ale i sam cesarz wyszedł przeciw niemu i obok siebie go posadził. Wkrótce nawet potem Otton I poznawszy bliżéj tego świętego książęcia i wysoko go poważając, chciał księstwo Czeskie w jego osobie wynieść do godności królestwa. Święty Wacław sprzeciwił się temu, lecz z wielką wdzięcznością przyjął inny dur, a tym były Relikwie świętego Wita i świętego Zygmunta, do których miał szczególne nabożeństwo. Wróciwszy z temi skarbami do Czech, wybudował w Pradze wspaniały kościół, pod wezwaniem świętego Wita, i do tegoż kościoła sprowadził zwłoki świętéj Ludmiły swojéj babki.

Lecz im bardziéj za błogosławieństwem Bożém święty Wacław wsławiał się i utwierdzał na tronie, tém większą obudzało to zawiść w Drachomirze matce jego i Bolesławie bracie. W końcu postanowili i jego zgładzić. Wprawdzie, gdy dowiedzieli się że Wacław sprowadziwszy do Czech Benedyktynów, miał zamiar i sam zrzekając się tronu wstąpić do klasztoru, wstrzymali się z wykonaniem swoich zbrodniczych zamysłów, wszakże gdy za spełnieniem swoich świętych pragnień jeszcze się ociągał, zbrodniarze ci umyślili dłużéj już nie czekać, i uciekli się do zdrady. Bolesławowi żona powiła syna. Ten na wielką ucztę jaką z tego powodu wyprawiał, zaprosił Wacława. Święty przewidywał w téj niespodziewanéj uprzejmości zasadzkę, lecz mu nie wypadało odrzucać zaprosin brata. Udał się więc do niego, ale wprzód uczynił spowiedź z całego życia, i z wielkiém nabożeństwem przyjął Komunię świętą. Wśród uczty, o północy, Wacław wyszedł nieznacznie, i według swojego zwyczaju udał się do kościoła na modlitwę. Spostrzegłszy to Drachomira, nakłoniła Bolesława aby korzystał z téj sposobności, i zamordował Wacława. Bolesław pospieszył się dy kościoła wraz z kilkoma podobnymi mu niegodziwcami, których przydała do boku jego Drachomira, aby mu w razie potrzeby, do spełnienia zbrodni dopomogli. Wszedłszy do kościoła, podniósł miecz na Wacława, lecz mu go moc Boża z ręki wytrąciła. Siepacze będący przy nim podali mu pałasz, i szydząc z jego trwożliwości, podżegali aby spełnił zbrodnię, dla któréj tam przybył. Wtedy wyrodny ten brat przeszył mieczem Wacława, którego krew prysnęła na mary kościoła i po dziś dzień, ją tam widać. Męczeństwo to poniósł ten Święty 28 Września roku Pańskiego

Bezbożnego Bolesława, przezywanego późniéj okrutnym, Pan Bóg ukarał ciężkiemi klęskami jakich doznał przywłaszczywszy sobie tron po bracie zamordowanym. Drachomirę zaś jeszcze straszniejsza pomsta Boża spotkała, gdyż razu jednego kiedy z licznym orszakiem odbywała podróż, rozstąpiła się pod nią ziemia, i żywcem pochłonęła.

Pożytek duchowny

Jakże budującym jest w życiu świętego Wacława ten szczegół, iż on tak wielką czcią ku przenajświętszemu Sakramentowi był przejęty, że sam przyrządzał Hostye i wino do Ołtarza przeznaczone. Niech cię to pobudzi, byś ze swojéj strony, o ile ci to możliwe, przyczyniał się do zaopatrywania kościoła twojej parafii, w potrzebne do odprawiania Mszy Świętéj sprzęty i ozdoby.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Wacława, przez palmę męczeńską, z ziemskiego tronu do chwały niebieskiéj przeniósł; za jego wstawieniem się, racz nas od wszelkich przeciwności wybawić, i w Niebie w jego społeczności daj nam wiecznego zbawienia zażywać. Przez Pana naszego i t d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 824–826.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 772–773

Uczęszczanie na Mszę świętą jest jedną z najcelniejszych ozdób życia i charakteru świętego Wacława. Jeśli ten dostojny książę i monarcha przy swych tak licznych i ważnych zajęciach mógł znaleźć tyle czasu, aby pójść na Mszę, a czasem nawet służył do niej, to jakże powinni się wstydzić ci, którzy pod ladajaką wymówką albo wcale na niej w dzień powszedni nie bywają, albo też słuchają jej obojętnie i z roztargnieniem. Gdybyśmy choć w części przejęci byli tym duchem pobożności, jaki miał święty Wacław, to inaczej powinnibyśmy się zachowywać wobec tego najświętszego obrzędu Kościoła katolickiego i nie pożałowalibyśmy tej pół godziny, aby być przytomnymi bezkrwawej Ofierze, którą Kościół święty odprawia na chwałę Boga, na podziękowanie Mu i na przejednanie Go za nasze nieprawości i grzechy. Strata tej pół godziny nic nie znaczy wobec niezmiernych i niezliczonych korzyści i błogosławieństw, jakie na nas Bóg zlewa.

Cóż skłaniało świętego Wacława do uczęszczania na Mszę? Skłaniała go do tego:

  1. Żywa wiara w obecność Boga w Sakramencie Ołtarza świętego;
  2. miłość Boga, który zesłał Syna z Nieba, aby za nas cierpiał i umarł dla dobra naszego;
  3. niezłomne przekonanie, że Bóg wysłucha modłów i próśb jego;
  4. wdzięczność za łaski i hojne dary, którymi Bóg nas obsypuje.
Tags: św Wacław „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik książę czystość Msza święta
2020-09-27

Św. Kozmy i Damiana, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 285.

(Żywot ich był napisany prze świętego Grzegorza Turoneńskiego i Metafrasta.)

Święci Kozma i Damian byli braćmi rodzonymi, a według świętego Grzegorza bliźniętami, rodem z miasta Eges w Arabii położonego. Rodzice ich posiadali wielki majątek i byli wzorowymi chrześcijanami. Ojciec odumarł ich dziećmi, a matka Teodora, we Wschodnim Kościele czczona jako Święta, wychowała ich bardzo pobożnie. Żyli w drugiéj połowie trzeciego wieku, kiedy jeszcze w ich ojczyznie wieu było pogan. Święci bracia, z wielką gorliwością starali się ich nawracać: a że podówczas w tym kraju sztuka lekarska bardzo zaniedbaną była, umyślili oddać się téj nauce, wcale nie dla zysku, gdyż bogaci byli, lecz aby przez to łatwiejszy przystęp uczyniwszy sobie do pogan, łatwiéj ich mogli Chrystusowi Panu pozyskiwać. Postanowili nabyć sztuki leczenia ciała, mając głównie na celu ratowanie duszy.

Pan Bóg pobłogosławił ich świętym zamiarom: Kozma i Damian tak biegłymi stali się lekarzami, iż równych im w kraju całym nie było. Wzywano ich na wszystkie strony, i z najodleglejszych miejsc zwozili do nich chorych. Bo téż Pon Bóg do ich biegłości w téj nauce, i dar cudów przyłączyć raczył. Nie było chorego, chociażby najcięższą dotkniętego słabością, któregoby nie uzdrowili. Gdy bowiem zawezwani gdzie byli, po wybadaniu, jak to zwykle lekarze czynią biegu choroby, przepisywali wprawdzie lekarstwa, lecz udawali się jednocześnie na modlitwę, a przeżegnawszy chorego, a często i umierającego, wnet go uzdrawiali. Łatwo sobie wystawić, jak cudowne takie uzdrowienia, liczne pomiędzy niewiernymi nawrócenie spowodowały, témbardziéj że Kozma i Damian nie biorąc żadnéj za swoje trudy zapłaty, i przez to jednali sobie pogan, którzy z tego powodu przezwali ich Anargires co po grecku znaczy bezpłatni. Trudno byłoby wyliczyć jak wielu chorych od najcięższych cierpień uwolnili, ilu ślepym wzrok przywrócili, sparaliżowanym władzę, ilu opętanych wyzwolili od złego ducha. A obok tego jeszcze więcéj niewiernych do Chrztu świętego przywiedli: tak że ci dwaj biegli lekarze, stali się wkrótce wielkimi Apostołami.

To rozsławiło ich na całym Wschodzie, lecz téż samo ściągnęło na nich prześladowanie, a w końcu spowodowało i ich śmierć męczeńską. Cesarze Dyoklecyan i Maksymilian, postanowiwszy wytępić chrześcijan, przysłali do Egesy Wielkorządcę Lizyasza, z rozkazem aby używając najsurowszych środków, każdego z wyznawców Chrystusowych zmusił do oddawani czci bożkom; a gdyby tego odmawiali, żeby zadawszy im męki, śmiercią ich karał. Skoro Lizyasz przybył, doniesiono mu że największymi wrogami bożków cesarskich, są dwaj sławni lekarze, wielcy oraz czarnoksiężnicy, którzy na mocy czarów cudownie lecząc, wielką liczbę pogan nawrócili, i że jeśli tak daléj będzie, wkrótce cały kraj chrześcijańskim zostanie. Lizyasz, po takiém doniesieniu kazał ich uwięzić, i przywoławszy przed siebie groźnie rzekł do nich: „Więc to wy jesteście owi zwodziciele, którzy odwracając swoimi czarami lud od czci należnéj bożkom cesarskim, przywodzicie go do oddawania czci boskiej człowiekowi, który na haniebną karę Krzyża był skazany. Wiedzcie, że jeżeli tejże chwili nie wyrzeczecie się tego waszego Ukrzyżowanego Boga, i nie oddacie czci naszym prawdziwym bogom, zadam wam najstraszniejsze męczarnie, żeby was do tego zmusić. Zkąd jeteście i jakiego stanu?” Na to Święci odpowiedzieli mu: „Jesteśmy braćmi rodzonymi, pochodzimy z Arabii, i jak cała rodzina nasza jesteśmy chrześcijanami. Z zawodu zaś naszego, jesteśmy lekarzami. Nie zwodzimy nikogo, jak również nikogo nie zmuszamy aby się po radę do nas udawał. Nie szukamy w tém zysku, bo posiadając majątek, wynagrodzenia nie potrzebujemy. Przywracając zaś chorym zdrowie co do ciała, nie tyle naszą sztuką ile mocą Jezusa Chrystusa, staramy się także wyleczać ich i ze ślepoty duszy, ucząc wszystkich: że jeden jest tylko Bóg prawdziwy, któremu my cześć oddajemy, a wszyscy bogowie pogańscy, są to wymysły szatańskie dla wprowadzenia w błąd ludzi.” Po odpowiedzi tak stanowczéj, Wielkorządca na chwilę zawahał się co ma uczynić, ostrzegano go bowiem, że Święci w tak wielkiém u wszystkich, a nawet i u pogan, są poważaniu, że surowsze z nimi obejście się, mogłoby całą ludność oburzyć. Lecz z drugiéj strony bał się ściągnąć gniew cesarzów, jeśli oszczędzi tych właśnie, którzy w całém mieście wielkiéj używając sławy, tém większy wpływ jako chrześcijanie wywierają na pogan. Probował więc łagodnemi słowami skłonić ich do odstępstwa od wiary, i mówił do nich: „Jesteście znakomitego rodu, majętni, uczeni, przyrzekam wam w imieniu cesarza, pierwsze godności w państwie, jeśli spełniając jego wolę, wyrzeczecie się tych bredni w któreście się uwikłali. Usłuchajcie mojéj rady, gdyż mówię wam stanowczo, że macie do wyboru albo wyrzec się dziwactw waszéj chrześcijańskiéj religii, i opływać w zaszczyty i dostatki, albo jeśli tego nie uczynicie, ponieść śmierć w najstraszniejszych mękach. Zastanówcie się nad tém pilnie.” „Jużeśmy się nad tém dostatecznie zastanowili, odpowiedzieli Święci, groźby mąk najstraszniéjszych, przerazić nas nie mogą. Gotowi jesteśmy oddać życie nasze za wiarę Chrystususa. Inszéj odpowiedzi nie spodziewaj się od nas.”

Jakoż, Lizyasz nie czekał na inną, i kazał ich wziąść na tortury. Wytrzymawszy je nie okazując nawet najmniejszego bólu, Święci rzekli do tyrana: „Jeśli masz jeszcze jakie męki nam zadać, nakaż je niezwłocznie, pewni jesteśmy że łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa, da nam przenieść je nietylko cierpliwie, ale i z radością.” Lizyasz patrząc z podziwieniem że z okrutnych tortur wyszli bez żadnéj szkody, co przypisywał jedynie czarom, nie śmiejąc już innych tego rodzaju katuszy na nich probować, wydał rozkaz oby obu braci związanych w morze wrzucono.

Spełniono ton wyrok jak najwierniéj: lecz w chwili gdy tych sług Bożych wody pokrywały, zstąpił Anioł z Nieba, rozwiązał powrozy. któremi byli skrępowani, i na brzeg ich wyprowadził. Wilkorządca, który na to własnemi oczami patrzał, zdumiał się, ale i to przypisując czarom, zawezwał znowu Świętych do siebie, i jakby poufnie, prosił ich aby mu odkryli tajemnice téj sztuki, mocą któréj takie nadzwyczajne rzeczy spełniają. „Nieznamy żadnych czarów, odpowiedzieli mu na to bracia. Szatani którzy czarnoksiężnikom dopomagają, uchodzą przed nami z bojaźnią. Jesteśmy chrześcijanami, i w imieniu tylko Jezusa Chrystusa i za Jego opieką, wybawieni zostaliśmy i z tortur i z wód morskich. Krzyż święty na którym tenże Pan nasz Jezus Chrystus umarł, jest orężem w którym my całą ufność naszą pokładamy, a na którego sam znak wszyscy wasi mniemani bogowie i piekło całe, ustąpić musi.” – „Wy tedy, rzekł do nich Lizyusz, szydersko, całą waszą ufność w waszym Jezusie Chrystusie pokładacie, a ja moją w naszym bogu Apolinie, i mocą jego będę próbował robić te same sztuki, które i wy dokonaliście.”

Zaledwie to bluźnierstwa wyrzekł, Pan Bóg go ciężko ukarał. Dwóch szatanów niewidzialnych rzuciło się na niego, i tak go bili i ciałem jego miotali, że byłby skonał na miejscu, gdyby nie to że święci Kozma i Damian, uczyniwszy znak krzyża świętego, złych duchów odegnali. A wnosząc iż cud ten na nimże samym dokonany, powinien opamiętać Lizyusza, rzekli do niego: „Czy i po takiém dobrodziejstwie, jakie Krzyżowi świętemu zawdzięczasz, jeszcze wątpić będziesz o potędze naszego Boga, i pozostaniesz w twojém zaślepieniu pogańskiém? Wszak widziałeś jak wezwanie twojego bożyszcza, poddało cię w ręce złych duchów, a znak krzyża na którym nasz Bóg umarł, od nich cię wyzwolił. Wyrzecz się przeto czci bożków, którzy jak ciebie od szatanów uwolnić nie mogli, tak i sami w wiecznych mękach odbierają karę za swoje zbrodnie. Otwórz nakoniec oczy na prawdę, uznaj prawdziwym Bogiem Tego, któremu tylko cześć najwyższa się należy.”

Wielkorządea zdawał się zachwianym w swoim uporze, lecz przez wzgląd na kilku obecnych tam pogan, obawijąc się aby nie sądzili że chrześcijaninem chce zostać, kazał Świętych odprowadzić do więzienia. Tymczasem to co zaszło z Lizyuszem opętanym przez szatana po wezwaniu Apolina, rozeszło się po całém mieście. Najznakomitsi poganie obawiając się aby go to nie nawróciło, przybyli do niego, grożąc mu że go zaskarżą przed cesarzém, jeśli dłużéj Kozmę i Damiana oszczędzać będzie. Kazał więc znowu przywołać ich przed siebie, i jeszcze raz domagał się od nich oddania czci bożkom. Gdy mu tego z oburzeniem odmówili, kazał ich wrzucić w kocioł smoły rozpalonéj, zkąd wyszli nietknięci.

Wtedy Lizyusz słysząc pogan coraz groźniéj domagających się ich śmierci, kazał obydwóch braci uwiązać u osobnego słupa, i przywoławszy cztery roty żołnierzy, wszystkie na nich od razu wypuścić strzały. Lecz ręka Boga, który chciał moc swoją poganom gromadnie tam zebranym objawić, cudownie strzały powracała tak, że wszystkie w ciekawych widzach utkwiły. Cud tak wielki i straszny, rozproszył pogan, którzy z placu pouciekali a Wielkorządca kazał ściąć świętych Męczenników. Ci zaś uklęknąwszy modlili się aby Pan Bóg już więcéj cudem nie odwlekał im korony męczeńskiéj. Wysłuchał ich Pan Bóg: ścięci zostali, a ta ich śmierć męczeńska nastąpiła 28 Września roku Pańskiego 285.

Pożytek duchowny

Święci Kozma i Damian w zawodzie ich lekarskim, stali się wielkimi Apostołami, i mnóstwo dusz pozyskali Chrystusowi. Nich cię to uczy, że w każdym chociażby naczynniejszym zawodzie, nietylko najłatwiéj własną daszę zbawić, ale i drugich do jak najwierniejszego służenia Bogu można skutecznie pobudzać, byle posiadać wielką miłość Boga i wielkie pragaienie dusz zbawienia.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc pamiątkę przejścia do Nieba Męczenników Twoich Kozmy i Damiana, od wszelkiego grożącego nam złego za ich pośrednictwem uwolnieni zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 821–823.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 770

Święci bracia Kosma i Damian, których imiona jako krwawych świadków Kościół św. tak wielką czcią otacza, mogą nam posłużyć za przykład, jak powinien chrześcijanin pełnić obowiązki swego stanu i powołania. Jakkolwiek nie od każdego wymaga się, ażeby te powinności wykonywał bez względu na nagrodę i doczesne zyski, od każdego jednak należy żądać, aby je pełnił z miłości ku Bogu tak, jak mu to nakazuje sumienie, poczucie obowiązku i należne Bogu posłuszeństwo. Tylko tym sposobem można pozyskać błogosławieństwo Boskie i zasługi wiekuiste. Kto pracuje z musu lub w widokach zysku i zbogacenia się, tego dusza nie ma w sobie nic chrześcijańskiego, a choćby zebrał jak największy majątek i we wszystko opływał, daremna będzie praca jego, gdyż utraci nagrodę niebieską. Czyż może być większa niedorzeczność, jak dla marnego grosza, który częstokroć jest jedynym bodźcem naszych zabiegów i czynności, zrzekać się wiekuistej i nieocenionej nagrody niebieskiej, jakiej Bóg obiecał w dniu Sądu ostatecznego udzielić tym, którzy tu na ziemi pracowali uczciwie i z dobrą wolą? We wszystkich naszych pracach i zajęciach nie spuszczajmy nigdy z oka miłości ku Bogu; pamiętajmy zawsze o tym, że obiecane są nam skarby niebieskie, większe aniżeli doczesne zyski, które nam świat dać może jako nagrodę. Hasłem naszym przy każdej pracy niechaj będzie: „Z miłości ku Tobie, Boże, i na większą chwałę Twoją!” a wtedy niezawodnie nie minie nas błogosławieństwo Boże.

Tags: św Kosma św Damian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik lekarz cuda obowiązki stanu
2020-09-26

Św. Cypriana Biskupa i Justyny Dziewicy

Żyli około roku Pańskiego 900.

(Żywot ich był napisany przez świętego Grzegorza Nazyańskiego i Metafrasta.)

Święty Cypryan rodem z Antyochyi w Syryi, pochodził z rodziny znakomitéj i bardzo bogatéj, lecz w pogańskich zabobonach żyjącéj. Miał lat siedm, kiedy go rodzice oddali na naukę do czarnoksiężników, a że posiadał nadzwyczaj bystre zdolności, więc w téj szatańskiéj sztuce, wielki postęp uczynił. Gdy dorosł, przebywał jużto w Atenach, już w Argos, już w Frygii wyszukując wszędzie najsłowniejszych mistrzów nieszczęsnego zawodu któremu się oddawał, a w końcu najsławniejszych przeszedł, gdy i w Indyach i w Chaldei dla lepszego wykształcenia się długo przebywał. Nie godziłoby się nawet wymienić sprosności i zbrodni jakich się dopuszczał, sprawując te niegodziwe obrządki. Używał do swoich czarów ciał Judzkich, i w tym celu i mężczyzn i kobiety i dzieci zamordowywał na ofiarę szatanom, a według zwyczaju i przepisów téj piekielnéj sekty, roztwierał żywcem wnętrzności ludzkie aby z tego wyprowadzić swoje wróżbiarstwo, i wywoływać i dokonywać różne łudząca ludzi zjawiska.

Lecz uchodząc za najsławniejszego swoich czasów czarnoksiężnika, z chrześcijanami nic poradzić nie mógł: nad nimi bowiem, i tak wielkiego mistrza jakim on był, czary żadnéj mocy nie miały. Pałał też ku nim największą nienawiścią; czernił ich, wyśmiewał, w szyderstwo obracając najświętsze obrzędy Kościoła. Takim był Cypryan, aż do trzydziestego rom życia swojego, kiedy Bóg nieprzebranego miłosierdzia, wybrał go jak drugiego Szawła, aby uczynić z niego „naczynie wybrane”, 1 i przykładem takim największych grzeszników pobudzić do ufności.

Po wszystkich tych swoich po obcych krajach podróżach, Cypryan wrócił do Antyochii. W mieście tém, mieszkała pewna dziewica nazwiskiem Justyna, która chociaż zrodzona z rodziców pogańskich, będąc razu pewnego na kazaniu Preliusza Dyakona Antyocheńskiego, nie tylko się sama nawróciła, lecz i rodziców swoich do wiary w Chrystusa przywiodła. Zostawszy chrześcijanką, stała się i wybraną Pana Jezusa Oblubienicą; poślubiła czystość dozgonną i dla tém pewniejszego dochowania téj cnoty, wiodła życie o ile można odosobnione. Że zaś była nadzwyczaj powabnéj urody, ile razy z domu wychodziła, starannie zakrywała twarz gęstym welonem. Pomimo tego ujrzał ja pewien młody bardzo majętny człowiek, nazwiskiem Ablaidus, i postanowił poślubić koniecznie. Gdy dla dopięcia swoich zamiarów, napróżno wszystkich używał Środków, udał się do Cypryana, pewny będąc że za jego sztuką czarnoksięzką dopnie swego celu. Ten zachęcony sowitą nagrodą, i chcąc przy téj sposobności w Antyochii moc swoich czarów okazać, użył wszelkich środków, aby Justynę oczarować, i od wierności Chrystusowi Panu odwieść. Gdy mu to nie łatwo przychodziło, nasłał na nią szatanów, którzy przybierając różne postacie, to rozbudzali w niej najszpetniejsze chuci, to znowu nasyłali na nią różne znajome jej niewiasty, zachęcające ją do poślubienia Ablaidusa, i ani chwili spokoju jéj nie dawali. Lecz święta dziewica podwoiwszy postów, modlitw, i umartwień ciała, a szczególnie uciekając się pod obronę Matki Bożéj, do któréj serdeczne zawsze miała nabożeństwo, wyszła z tych strasznych walk zwycięzko. Święty Grzegorz pisze nawet, że raz wśród najstraszniéjszych pokus z któremi na nią napadli szatani nasłani przez Cypryana, przenajświętsza Panna objawiła się jéj, upewniając że zwycięży i świetną koronę w Niebie otrzyma.

Cypryan nie mogąc pojąć żeby tak wielkie jego wysiłki próżnemi się okazały, przywoławszy do siebie szatanów, wyrzucał im ich niedołęztwo, pytając co takiego tę młodę dziewicę chroni od ich potęgi, i jakiéj ona broni używa, aby się od nich zasłonić. Wtedy szatan wyznał mu że broń któréj używa Justyna przeciw niemu, jest takiej siły, że całe piekło przed nią ustąpić musi, a tą jest znak Krzyża świętego którym ona ciągle się zastawia, i nim czartów od siebie odgania. Usłyszawszy to Cypryan, rzekł sam do siebie: „Jakto? sam znak krzyża na którym umarł ten Bóg którego wyznają chrześcijanie, taką moc posiadał jakiéjże potęgi sam ten Bóg być musi. Szalony byłbym gdybym i ja go nie wyznał. Od téj chwili, wyrzekam się czarnoksięztwa i Bóg Justyny będzie i moim Bogiem.” Po takowém uczynioném przez niego postanowieniu, niezwłocznie rzucili się na niego szatani z najstraszniejszą zapalczywością, lecz odstąpić musieli, skoro i on znak krzyża uczynił na sobie i wezwał Boga Justyny.

Cypryan miał znajomego pewnego chrześcijanina nazwiskiem Euzebi, pośpieszył więc zwierzyć mu się ze swego nawrócenia. Euzebi uradowany uściskał go serdecznie, i zachęcał do wytrwałości. Lecz szatani widząc iż się im taka droga dla nich zdobycz wymyka, w nowy sposób na Cyprysna uderzyli. Rozbudzili w umyśle jego nieufność w miłosierdzie Boże. Nie chciał on wierzyć aby Bóg chrześcijański, który jest świętością samą, mógł posunąć dobroć i miłosierdzie swoje aż do tego stopnia, żeby po tylu i tak strasznych zbrodniach jakich się on przez całe życie dopuszczał chciał go przyjąć za swego wyznawcę, i uczynił uczestnikiem łask Swoich. Pod wpływem takich myśli przywodzących go do rozpaczy, może byłby upadł Cypryan zupełnie, gdyby nie to, że jego przyjaciel Euzebi, broniąc go od tej piekielnéj pokusy, doradził mu aby uciekł się do Matki Boskiéj, jako Matki miłosierdzia. Wśród największego więc niepokoju, i kiedy zdawało się że całe piekło uderzyło na niego aby go o rozpacz przyprawić, Cypryan wezwał z całego serca Matki miłosierdzia. Uczuł się w téjże chwili pełnym ufności, i od tego czasu szatani dali mu zupełnie pokój. Pragnąc więc jaż coprędzéj zostać chrześcijaninem, udał się z Euzebim do Antyma Biskupa Antyocheńskiego, który gdy się przekonał o szczerości jego nawrócenia, kazał go ochrzcić.

Cypryan na dowód swojéj szczerości, a oraz i dla wynagrodzenia zgorszeń jakie dawał będąc czarnoksiężnikiem, przyniósł do Biskupa wszystkie swoje czarnoksięzkie księgi, i te wobec zgromadzonych wiernych publicznie spalił. A jak dotąd wsławił się był przez sztukę którą szatanowi służył, tak stawszy się sługą Chrystusa, wkrótce odznaczył się i zasłynął jako najprzykładniejszy pobożny i gorliwy o chwałę Bożą chrześcijanin. Ponieważ posiadał wielką naukę, a przytém miał i niepospolity dar wymowy, uchodził poprzednio nietylko za najzdolniejszego czarnoksiężnika, ale i za najzdolniejszego z mężów pogańskich, teraz więc tych darów Bożych użył na służbę Boga prawdziwego. Wielki a najzbawienniejszy wpływ wywierał na pogan, i znaczną ich liczbę, pomiędzy którymi znajdowali się i bardzo uczeni, nawrócił. Sam zaś wiódł życie jakby publicznego pokutnika. Widywano go często przed drzwiami kościoła, klęczącego z posypaną popiołem głową, ze sznurem u szyi, proszącego przechodzących chrześcijan, aby się z nim jako wielkim grzesznikiem, do miłosierdzia Boskiego wstawiali. Aby jeszcze więcéj przygnębić w sobie wrodzoną pychę, uprosił aby go przeznaczono jedynie do zamiatania kościoła. Nie rozłączał się z Euzebim którego obrał sobie za ojca duchownego, i przewodnictwem jego wiernie się powodował. Nakoniec wkrótce do takiéj doszedł świętości, że cuda czynił i daleko niemi zasłynął. A że przytém po całych dniach przesiadywał nad Pismem Bożém i nad świętemi księgami, stał się jednym z najbieglejszych w rzeczach tyczących się religii, tak że i duchowni w najważniejszych zdarzeniach do niego po radę śpieszyli. Przyszło więc do tego że po śmierci Antyma Biskupa, całe duchowieństwo i lud wierny, jednogłośnie na następcę wybrali Cypryana. Wzbraniał się długo, a gdy zmuszony nakoniec uledz woli Bożéj, przyjąwszy wszystkie następne święcenia i na Biskupa miał być już konsekrowany, powodowany głęboką pokorą, w czasie nabożeństwa, kiedy lud w kościele tłumnie był nagromadzony, wstąpił na wyniesione miejsce, i uczynił publiczną spowiedź z całego życia, wyznając wszystkie najcięższe zbrodnie jakich się kiedy dopuścił. Czyn tak nadzwyczajnéj pokory i skruchy, poruszył i zbudował wszystkich, i wielu ciężkich grzeszników, którzy już rozpaczali o swojém zbawieniu, do szczeréj pobudził pokuty.

Tymczasem gdy takie dzieła miłosierdzia Boskiego spełniały się na Cypryanie, Justyna swoją drogą coraz milszą stawała się Panu Bogu. Jeszcze wtedy kiedy Matka Boża nietylko obroniła ją od czarów Cyprysna, ale i jego samego wyzwalając z rąk szatańskich uratowała, chcąc objawić za to swoją wdzięczność Panu Bogu i téj Matce miłosierdzia, rozdała całą swoję majętność ubogim, ostrzygła sobie włosy i poświęciła się na wyłączną służkę Bożą. Rodzice zaś nietylko się temu nie sprzeciwili, lecz i sami oddawszy się już tylko bogomyślności, dom swój zamienili na wspaniały kościoł. I nie dość na tém: ów Ablaidus na którego to żądanie Cypryan czarował Justynę, także się nawrócił, wielki swój majątek rozdał na biednych i w pokucie służył Panu Bogu.

Gdy Cypryan został Biskupem, wiele dziewic pobożnych, które były pod jego przewodnictwem duchowném, pragnęło na wzór Justyny odsunąć się od świata, i w dziewictwie służyć Panu Jezusowi. Tych wielką liczbę Święty połączył z Justynę, która wraz z niemi, a będąc ich przełożoną klasztor założyła.

Lecz nadchodziła chwila, w któréj Pan Bóg do wyższéj jeszcze nagrody Cypryana i Justynę przeznaczał. Przybył do Nikomedyi cesarz Dyoklecyan. Dowiedziawszy się o licznych nawróceniach pomiędzy poganami jakie dokonywał Cypryan, i o wysokiéj świątobliwości Justyny, do któréj klasztoru coraz więcéj dziewic się garnęło, kazał ich oboje uwięzić. Wielkorządca Fenicyi przebywający w Tyrze, kazał ich przed sobą stawić. Gdy Cypryan i Justyna w pierwszém posłuchaniu przekonali go iż ich od wiary w Chrystusa niczém odwieść nie potrafi, kazał Justynę okrutnie zbić rózgami, a Cypryana zawieszonego w powietrzu szarpać żelaznemi hakami tak barbarzyńsko, iż się aż na to sami poganie oburzali. Gdy te męki stałości ich nie zachwiały, kazał ich wrzucić w kocioł pełen smoły, tłuszczu i wosku wrzącego. Święci wśród téj katuszy najmniejszego bolu nie doznali. Obecny temu jeden z kapłanów pogańskich, nazwiskiem Atanazy, a który był uczniem Cypryana gdy ten jeszcze był czarnoksiężnikiem, przypisując to czarom że Cypryan i Justyna w kotle gotowani żadnego bolu nie doznali, chciał i sam tego dokazać. Zawezwawszy więc szatanów i używszy różnych sztuk czarnoksięzkich, wskoczył do kotła, aby przez to przekonać pogan że i Cypryana i Justynę nie moc Boga którego wyznają, lecz sztuka czarnoksięzka zasłania. Lecz skoro wszedł w kocioł spalił się na węgiel. Wielkorządca obawiając się aby to wszystko ludu nie rozburzyło, odesłał świętych Męczeników do Nikomedyi, gdzie przebywał cesarz, opisując mu wiarnie wszystko co się stało. Dyoklecyan po odczytaniu listu, wydał wyrok aby Cypryan i Justyna, niezwłocznie przez ścięcie głowy straceni zostali. Rozkaz ten wykonano, i Święci ponieśli męczeństwo 26 Września około roku Pańskiego 900.

Pożytek duchowny

Widzisz z żywotów Świętych dziś uroczystujących, jakiéj potęgi przeciw szatanom jest użycie znaku Krzyża świętego i wezwanie na pomoc Maryi. W każdém więc niebezpieczeństwie grożącém duszy twojéj, uciekaj się do tych środków a ujdziesz wszelkiéj szkody.

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionych Męczenników Cypryana i Justyny niech nas Panie wspiera ciągłe pośrednictwo abyś miłościwie wejrzyć raczył na tych, którym takiego poparcia udzielasz. Przez Pana naszego i t d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 818–821.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 769

Św. Cyprian zajmował się przed nawróceniem czarami i wieszczbiarstwem, wyzyskując łatwowierność i przesądy swych rodaków w sposób grzeszny i niegodziwy. I dzisiejsze czasy nie są wolne od zabobonu; zastanówmy się przeto, na czym on polega. Zabobonnym jest:

  1. kto przypisuje ziołom, zaklęciom, gwiazdom, pewnym dniom lub godzinom nadzwyczajną siłę i skuteczność, której im nie nadał ani Stwórca, ani Zbawiciel, ani Kościół katolicki;
  2. kto wierzy, że kładzenie kart, cyganie, cioty, czarnoksiężnicy i sny zdołają wywróżyć przyszłość i kto tym osobom i rzeczom przypisuje nadprzyrodzoną siłę;
  3. kto wierzy, że Bóg takimi drogami i przez takie osoby świadczy ludziom jakieś łaski i udziela im czegoś, co się przyczynić może do ich dobra doczesnego albo zbawienia wiekuistego.

Zabobon jest grzeszny dlatego, że jest bezpośrednim lub pośrednim odwoływaniem się do siły szatana. Pomimo to zapytać należy, czy w ogóle istnieją czarownicy i czarownice. Tak jest niewątpliwie. Jak bowiem są Święci, którym wskutek ich świątobliwości i bogobojności Bóg udzielił cząstki swej wszechmocy, tak też są i grzesznicy, którzy w miarę postępowania w złym wchodzą w ściślejszy stosunek z szatanem i przejmując od niego część piekielnej jego władzy, potrafią wskutek tego przewidzieć i odgadnąć rzeczy przyszłe i dokazać niekiedy rzeczy niepojętych. Ale tak ohydnym rzemiosłem zajmują się tylko ludzie pogrążeni w złym i moralnie podupadli. Trzymajmy się przeto zdala od bezbożników i miejmy niezłomne przekonanie, że przeciw woli Boskiej nie zdołają nam zaszkodzić w sprawie naszego zbawienia.

Footnotes:

1

Dz. Apost. IX. 15.

Tags: św Cyprian z Antiochii św Justyna z Padwy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup dziewica męczennik satanizm nawrócenie Krzyż Maryja
2020-09-23

Św. Lina Papieża i Św. Tekli Dziewicy, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 80.

(Żywoty ich były napisane prez świętego Damazego Papieża, i świętego Grzegorza Nazyanzeńskego Biskupa.)

Święty Lin Papież rodem z miasta Wolteryi w Etruryi, był pierwszym świętego Piotra w najwyższym zarządzie Kościoła następcą. Nawróconym został do wiary świętéj przez tegoż księcia Apostołów. Od téj chwili poświęcił się na wyłączną służbę Panu Jezusowi: rozdał majątek ubogim, i już się z świętym Piotrem nie rozłączał. Jego téż on głównie do najważniejszych spraw swojego Papieztwa, za pomocnika używał.

Wysłany do Galii dla głoszenia słowa Bożego, przybywszy do Bezansonu został pierwszym Biskupem tego miasta. Mieszkając w domu pewnego zamożnego obywatela nazwiskiem Amazyusz, nawrócił go z całą rodziną i tenże dom jego zamienił na kościoł, poświęcony pod wezwaniem przenajświętszéj Maryi Panny i świętego Stefana. Wiara szerzyła się szybko w tym kraju, za gorliwą pracą świętego Lina, lecz zły duch nie mogąc patrzeć na to obojętnie, pobudził niektórych nieszczerze nawróconych pogan, do wznowienia obrządków pogańskich, które już prawie wszędzie zniesione były. Dano więc znać świętemu Linowi, że lud zabiera się do oddania publicznéj czci bożyszczom. Święty udał się coprędzéj na miejsce gdzie mieli palić ofiary Apolinowi, a gdy przemówił do zgromadzonych, w téjże chwili bałwan upadł w proch się obracając. Lecz poganie, zamiast uznania w tym cudzie mocy Bożéj, rzucili się na Świętego, i wygnali go z miasta.

Gdy powrócił do Rzymu, święty Piotr zrobił go swoim Koadjutorem, a jak u nas nazywają Sufraganem. Po męczeństwie też świętego Piotra, jednogłośnie na jego miejsca obranym został. Był tak wysokiéj Świątobliwości, iż nietylko dał mu Pan Bóg cudowną moc wyganiania złych duchów z opętanych, lecz i łaskę wskrzeszenia umarłych. Napisał dzieje Papieztwa świętego Piotra, w których skreślił szczegółowo postępowanie tego świętego Apostoła z Szymonem czarnoksiężnikiem. Wydał postanowienie aby niewiasty wchodząc do kościoła miały przykrycie na głowie. Święty ten Papież poniósł śmierć męczeńską za wiarę, z rozkazu bezbożnego Saturnina Wielkorządcy Rzymskiego, który tak okrutną niewdzięcznością odpłacił mu się za to, że mu córkę od złego ducha wyzwolił. Ścięty został 23 Września około roku Pańskiego 80, i pochowany na Watykanie, obok grobu świętego Piotra Apostoła. Zasiadał na stolicy Apostolskiéj przeszło lat jedenaście.

· · ·

Dziś także obchodzi Kościoł Boży pamiątkę świętéj Tekli, która w tychże czasach żyła. Była rodem z miasta Ikonium w Likaonii, w którém mieszkała gdy tam przybył Paweł Apostoł dla ogłaszania Ewangelii świętéj. Nietylko była z liczby tych którzy się najpierwéj nawrócili, ale zostawszy uczenicą świętego Pawła, za radą jego wykonała ślub dozgonnego dziewictwa, i na wyłączną służbę Panu Bogu się poświęciła. Matka jéj, która pozostała była poganką, dowiedziawszy się o tém, nietylko przeciwna była jéj ślubowi, lecz uparta w swoich zabobonach, chciała ją zmusić do odstąpienia wiary świętéj. Nalegała na to szczególnie, kiedy niejaki Tamiryd, bogaty poganin, chciał ją pojąć w małżeństwo. Aby ją do tego skłonić, zrazu używała łagodnych środków, a widząc że te nie skutkują, morzyła ją głodem, biła, i wszelkiemi sposobami starała się zmusić do zostania napowrót poganką. Nakoniec, widząc że nietylko tém zachwiać stałości Tekli nie może, lecz że ona jeszcze ściśléj z Oblubieńcem swoim Niebieskim się jednoczy i odstapić Go nie chce, wyrodna matka sama ją przed Wielkorządcą jako chrześcijankę oskarżyła, domagając się, aby dla przykładu innych, jeśli wiary nie odstąpi, publicznie spaloną została.

Przywołał ją przed trybunał swój sędzia, a gdy znalazł niezachwianą w wierze i w postanowieniu dochowania ślubowanéj Panu Jezusowi czystości, wydał wyrok na spalenie ją żywcem. Jakoż, w tejże chwili wielki stos rozpalono, a oprawcy porwawszy ją, wrzucili do ognia. Święta wchodząc weń przeżegnała płomienie, a w tejże chwili Pan Bóg tak ulewny deszcz zesłał, iż ogień zagasł, a Tekla bez najmniejszéj szkody wyszła ze stosu. Sam Wielkorządca uderzony tym cudem, moc niebieską w nim widząc, Świętą na wolność wypuścić kazał.

Tekla już do domu matki nie wróciła, lecz dowiedziawszy się gdzie przebywa święty Paweł, tam się udała, i pod jego przewodnictwem duchowném zostając, prowadziła życie bogomyślne i pokutne, cała oddana Bogu i uczynkom miłosierdzia. Tak spędziła lat kilka, w różnych przebywając miejscach, nie ściągając na siebie uwagi pogan, aż oto gdy do Antyochii przybyła, oskarżoną została przed władzą pogańską, że bożkami cesarskiemi gardzi, a Chrystusa wyznaje. Stawiona przed trybunał Wielkorządcy, wyznała śmiało że jest chrześcijanką, a bożyszczom, jakto od niéj wymagano, czci nie odda. Za to skazał ją tyran na pożarcie od dzikich zwierząt, wszakże przez jakiś wzgląd szczególny, nie odesłał jéj do więzienia, tylko do pewnéj wielkiéj pani imieniem Tryfemia, krownéj cesarza Wespazyana. Nazajutrz zaś, kazał ją zaprowadzić na plac publiczny i wydać zwierzętom na pastwę. Ludu zebrało się było mnóstwo, wypuszczono na nią kilku lwów okrutnych, i już wszyscy mniemali że ją w jednéj chwili rozszarpią, kiedy zwierzęta te przypadłszy do niej, gdy je znakiem krzyża świętego przeżegnała, stanęły jak wryte, i tknąć jéj nieśmiały. Na widok tego cudu, wielu z obecnych pogan nawróciło się, a Wielkorządca przypisując to czarom, kazał ją napowrót do mieszkania Tryfemii odprowadzić, postanowiwszy nazajutrz wypuścić na świętą Męczenniczkę dziksze i lepiéj wygłodzone zwierzęta. Do tego zaś okrucieństwa przydał jeszcze i większe. Gdy bowiem znowu przyprowadzono Świętą na płac, gdzie zwierzętom miała być wydana na pastwę, kazał ją z szat obnażyć.

Przyszła była za nią i Tryfemia, która przez krótką chwilę pobytu Tekli w jéj domu poznąwszy ją bliżéj, serdecznie ją pokochała; płakała więc rzewnie patrząc co się z nią dzieje. Otworzono powtórnie klatki gdzie zwierzęta były trzymane, i tą razą wypuszczono już na służebnicę Bożą nietylko lwy, lecz i niedźwiedzie i inne drapieżne bestye, kilkodniowym głodem rozwścieklone. Gdy wpadły na plac, zaryczały tak okrutnie, że zląkł się lud wszystek. Lecz Święta stała spokojna: gdy na nią natarły zasłoniła się znakiem krzyża świętego, a lwy i niedźwiedzie do nóg jéj upadłszy, jakby nie śmiejąc na dziewicę obnażoną poglądać, oczy ku ziemi spuściły, a lud zawołał: „Wielkim jest Pan Bóg który tak sług swoich broni”, i znowu wielka liczba pogan o Chrzest święty prosiła.

Wszakże okrutny i zaślepiony tyran obojętnym się okazał na to wszystko, i nowe dla Tekli wynalazł katusze. Kazał wielki dół wykopać, nalać w niego wody i napuścić jak najwięcéj wężów i gadzin jadowitych, a następnie Teklę tam wrzucić. Gdy Świętą w ten dół pchano, najprzód się przeżegnała, potém sama pomiędzy gady wskoczyła. Lecz tenże Bóg, który lwy i niedźwiedzie do jéj nóg przywiódł, odjął żmijom jadowitość, tak że z pośród nich wyszła Święta jakby z miłéj kąpieli.

Po tym powtórnym zawodzie jakiego doznał Wielkorządca, kazał Teklę odprowadzić do więzienia, a sam prawie całą noc spędził na przemyśliwaniu, jakimby nareszcie sposobem mógł ją na śmierć zamęczyć. Wynalazł nakoniec następujący: kazał nazajutrz świętą tę dziewicę przywiązać silnemi powrozami do tylnych nóg dwóch dzikich wołów, a chcąc aby przez nich roztarganą była, też woły kazał puścić i gnać rozpalonemi żelazami. Porwano więc Teklę, która według swego zwyczaju znakiem krzyża świętego się uzbroiwszy, pomiędzy dwoma wołami uwiązaną została. Puszczono je wtedy bodząc rozpalonemi szynami; każdy z nich skoczył w swą stronę, lecz w tejże chwili powrozy się jak nitki porwały, byki uciekły, a Święta na miejscu bez żadnéj szkody została.

Ten cud, już nietylko wielu pogan ale i samego Wielkorządcę upamiętał. Musiał w tém przyznać moc Bożą, a przyzwawszy Teklę do siebie, spytał jéj: „Ktoś ty jest i jaką moc posiadasz, że cię żadne zwierzę tknąć nie śmiało, ogień oszczędził, i z pomiędzy byków uratowaną zostałaś?” – „Jestem służebnicą Boga najwyższego, odrzekła Tekla”, a Wielkorządca więcéj już nie rozmawiając, uwolnił ją, i polecił aby ją nikt nie śmiał, w jakikolwiek sposób prześladować. Święta wróciła jeszcze do domu Tryfemii, która ze wszystkimi swymi domownikami Chrzest święty przyjęła, a za jéj przykładem wielu z mieszkańców Antyochii nawróciło się do Chrystusa.

Wkrótce potém, Tekla udała się do Seleucyi, a tam słowem i przykładem swojego świątobliwego życia, wiele dusz pozyskawszy Panu Bogu, osiadła na górze przy témże mieście, w pustém i samotném bardzo miejscu. Tam wiodła życie już tylko bogomyślności i najostrzejszéj pokucie oddane, i umarła pełna cnót i zasług 28 Września około roku Pańskiego 80, mając lat dziewiędziesiąt.

Wszyscy Ojcowie pierwszych wieków, nadawyczajne oddają jéj pochwały, już to uważając ją za pierwszą z płci niewieściej, która cierpiała za Chrystusa, już nazywając ją najstarszą córkę duchowną świętego Pawła. Piszą że błogosławiony Cypryan gdy szedł na męczeństwo, wspomniał o niéj tak się modląc: „Wesprzyj mnie Panie, i bądź ze mną jakoś był z Pawłom w więzieniu i ze świętą Teklą gdy ją w ogień wrzucono.” A i Kościoł Boży w modlitwach któremi dusze konających poleca Panu Bogu, prosi aby je wyzwolił, tak jak świętą Teklę z trzech okrutnych mąk, które poniosła, wyzwolić raczył. I w kraju naszym szczególną ona cześć odbiera: wiole kościołów pod jéj wezwaniem jest wybudowanych, i bractw pod jéj opieką ustanowionych.

Pożytek duchowny

Znak Krzyża świętego, którego mocą tyle razy święta Tekla wybawioną została od strasznych mąk jakie ją zadano, jest bronią, do któréj chrześcijanin powinien się uciekać we wszelkich niebezpieczeństwach, a szczególnie grożących jego duszy. Ile razy nacierać będą na ciebie pokusy, nie omieszkaj użyć tego oręża, a byleś to z wiarą czynił, wnet doznasz jego skuteczności.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc pamiątkę przejścia do Nieba błogosławionéj Tekli męczenniczki Twojéj, i pociechy doznali przez święcenie jéj uroczystości, i przykładom jéj wytrwałości w wierze, w żywości wiary naszéj wzrostu nabierali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 808–810.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 758–759

Święta Tekla nie dlatego zerwała narzeczeństwo, że jej oblubieniec był poganinem i wzdrygał się przyjąć wiarę chrześcijańską, lecz z przekonania o wysokiej wartości dziewictwa. Na czymże wartość ta polega?

  1. Otóż przede wszystkim na dobrowolnym wyrzeczeniu się pożycia małżeńskiego. Dziewica chrześcijańska pozbywa się tym sposobem wielkiego brzemienia trosk i kłopotów i zachowuje sobie wszelką swobodę oddawania się modlitwie, pobożności i ćwiczeniom ducha. Nie jest wtedy zależna od męża, który może być człowiekiem złym i oburzać się jej pobożnością i przystępowaniem do Sakramentu Ołtarza, jako też nie ma na głowie kłopotu o dzieci i ich wychowanie, o zbieranie dla nich majątku i zapewnienie im utrzymania i stanowiska w świecie. Ileż mamy matek, które krwawe łzy wylewają z powodu dzieci, które albo wcześnie umierają, albo też puszczają się na drogę zgorszenia i zdrożności! Ileż widzimy wdów, które mąż rychło odumarł! Mądra zaiste jest dziewica, która z nieufnością spogląda na mniemane szczęście pożycia małżeńskiego.
  2. Wartość dziewictwa polega dalej na zjednoczeniu i połączeniu z Bogiem. Prawdziwa dziewica nie unika małżeństwa dlatego, aby prześnić życie w wygodach, lecz ażeby poślubić na wieki Boga-człowieka, którego jarzmo jest słodkie. Chrześcijańska dziewica chce żyć tylko dla Boga, który ją stworzył, odkupił swą śmiercią na krzyżu i jednoczy się z nią w Sakramencie Krwi i Ciała, do Niego chce tylko należeć, Jemu służyć i podobać się, Jemu oddać się całą duszą i nieskalanym ciałem. Z Nim jedynie czuje się szczęśliwą, jej Oblubieniec nigdy nie umrze, jej dzieci – tj. cnoty i dobre czyny – są nieśmiertelne i towarzyszą jej na drugi świat; pod skrzydłem opieki Jezusa czuje się spokojną i bezpieczną, mówiąc: „Sławić i chwalić Cię będę, Panie i Królu, Boże i Zbawicielu mój! Ty bowiem byłeś pomocnikiem i obrońcą moim. Tyś ocalił ciało me od zguby, od sideł złego języka, od ust kłamliwych i byłeś mi sprzymierzeńcem przeciw wrogom moim. Ty oswobodziłeś mnie według wielkości miłosierdzia swego od ryczących, którzy gotowi byli pożreć mnie, jako też od tych, którzy czyhali na duszę moją, od utrapień otaczających mnie i od płomieni szalejących wokoło, tak iż nie spłonęłam w nich”.
Tags: św Linus św Tekla „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież dziewica męczennik św Piotr św Paweł krzyż
2020-09-20

Św. Eustachego i jego Towarzyszy Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 120.

(Żywot ich był napisany przez Metafrasta.)

Święty Eustachy, który przed przyjęciem Chrztu świętego miał imię Placyd, żył na początku drugiego wieku. Był za czasów Trajana cesarza Rzymskiego, najdzielniejszym wojsk jego wodzem, wsławionym wielu odniesionemi zwycięztwami, a szczególnie w wojnie z Żydami. Chociaż poganin, był jednak człowiekiem wielkiéj zacności, a tak miłosiernym dla ubogich, że gdy kogo mógł wesprzéć, więcéj się z tego radował, aniżeli żeby nieprzyjaciół pobił. Opływał przytém w wielkie bogactwa; żona jego była także, chociaż poganka, wielkich zalet kobieta, i z niéj miał dwóch synów.

Razu pewnego, na polowaniu puścił się w pogoń za jeleniem. Ten gdy wskoczył na skałę i stanął na niéj, Placyd ujrzał między jego rogami Krzyż jasny, z wizerunkiem Pana Jezusa, a kiedy patrzył na to objawienie, taki głos usłyszał: „Jam jest Jezus Chrystus, który będąc Bogiem, z miłości ludzi na tym krzyżu umarłem.” Placyd tak wzruszonym został tém widzeniem, że spadł z konia; a gdy przyszedł do siebie, jak drugi Paweł Apostoł, uwierzył w Chrystusa, i pytał co ma czynić. Pan Jezus kazał mu udać się do pewnego kapłana imieniem Jan, aby go ten zasad chrześcijańskich wyuczył i ochrzcił.

Wróciwszy Placyd do domu, opowiedział widzenie to żonie, a jakże się uradował, gdy i ją skłonną do przyjęcia wiary świętéj znalazł. I ona bowiem miała sen cudowny, przez który Pan Bóg łaską Swoją raczył ją oświecić. Niezwłocznie więc wziąwszy dwóch synów swoich i kilku sług najwierniejszych, udali się do wskazanego im kapłana, a oznajmiwszy mu swoje objawienia, wszyscy ochrzczeni zostali i przenajświętszém Ciałem Pańskim posileni. Na Chrzcie świętym Placyd wziął imię Eustachego, żona jego Teopisty a syn jeden Agapiusza a drugi także Teopista.

Nazajutrz Eustachy udał się w to samo miejsce gdzie w lesie miał ono widzenie, a ze łzami dziękując Pana Boga za łaski jakie odebrał, pytał znowu co daléj ma czynić. Pan Jezus mu oznajmił, że wiele go cierpień czeka, aby tém większą w Niebie otrzymał zapłatę. Święty wróciwszy do żony, zdał jéj z tego sprawę; oboje tedy gorąco modlili się, prosząc aby ich Duch Święty wspierać raczył łaską Swoją, w tém wszystkiém co ich czeka.

Jakoż, wkrótce dopuścił Pan Bóg na nich ciężką plagę: prawie wszyscy ich niewolnicy wymarli z powietrza, a trzody wielkie które głównie stanowiły ich zamożność, wyginęły do szczętu, tak że Eustachy przedtém jeden z największych panów w Rzymie, przyszedł do ubóstwa. Nie trudno mu było, mając wielkie u cesarza łaski, przyjść nanowo do wielkiego majątku, lecz dla miłości ubogiego Chrystusa, już tego nie chciał, i umyślił z żoną i dziećmi udać się w jakie obce kraje, gdzieby nieznany, żył oddając się tylko pobożnym cwiczeniom. W tym więc celu wsiadł na okręt, i puścił się do Egiptu, lecz go na pierwszym kroku wielkie strapienie spotkało.

Właściciel okrętu na którym płynęli, powziął nieprawą miłość do żony Eustachego, która była nadzwyczaj pięknéj urody. Dnia więc jednego, przybiwszy niespodzianie do brzegów Syryi, wysadził na ląd Eustachego z synami, a Teopistę pozostawiwszy na okręcie, popłynął z nią coprędzéj na pełne morze. Tak ciężką krzywdą srodze dotkniętym się uczuł Eustachy, wszakże przemógł swą boleść, i pokornie ją ofiarował Chrystusowi.

Lecz nie na tém był koniec jego bolesnych kolei. Puściwszy się w drogę z swoimi dwoma chłopczykami, przyszedł nad szeroką i bystrą rzekę, przy któréj przewozu nie było, a więc synaczków, pojedyńczo biorąc na barki przenosić przez nią musiał. Gdy już z jednym na drugi brzeg przepłynął, wracając po drugiego, patrzy aż oto lew wypadłszy z lasu, porwał Agapita i z nim uciekł. Z skrwawioném więc sercem wraca do tego którego już przeprawił, tymczasem wilk żarłoczny porywa go w oczach nieszczęsnego ojca, i podobnież z nim uchodzi. Eustachy wypłynąwszy na ląd ukląkł, zalał się łzami i zawołał ze szczerém poddaniem się dopustowi Bożemu: „Pan dał, Pan odjął, niech imię Pańskie będzie błogosławione.” 1 A Pan Bóg, który to wszystko nie dla kary, ale dla doświadczenia tego sługi Swego, jak niegdyś Joba, dopuszczał, jak Jonasza w wnętrznościach wieloryba żywego zachował, tak téż i tych synaczków Eustachego z paszczęki srogich zwierząt wyratować raczył. Bo lew spotkawszy pasterzy, gdy ci na niego napadli, swoją zdobycz nietkniętą porzucił; a wilka, gdy oracze niosącego dziecię ujrzeli, dognali, i zdrowego chłopczyka mu odebrali. Obaj téż oni, po dwóch stronach rzeki, przez litościwych włościan przygarnięci, rośli nic o sobie ani o rodzicach nie wiedząc. Matkę ich także Pan Bóg raczył od wszelkiéj zniewagi zachować; bo łotr ów który ja był na okręcie swoim zatrzymał, ukarany od Boga, w kilka chwil po odbiciu od lądu na którym zostawił Eustachego, nagle umarł, a Teopista wysiadłszy z okrętu w inném miejscu, straciwszy wszelki ślad męża i dzieci, osiadła w jakiejś wiosce, i tam z pracy rąk się utrzymując, pomiędzy uczciwymi mieszkańcami żyła.

Tymczasem, Eustachy nic o tém nie wiedząc doszedłszy do wsi zwanéj Badyzus, osiadł w niéj, i tom lat piętnaście najmując się do pracy około roli, żył, z niezachwianą cierpliwością znosząc wszystko to, co Pan Bóg na niego dopuścił, tak zwykle ma modlitwie powtarzając: „Panie! obrałeś mnie ze wszystkiego, tułam się jak wygnaniec, pracuję jak niewolnik: wszakże to wszystko słodko mi jest cierpieć dla Ciebie! o Zbawco mój, boś Ty mnie do poznania prawdy przywiódł, a tą drogą krzyżów, do Siebie mnie prowadzić raczysz. Czyń więc ze mną co Ci się podoba, byleś mi łaski Twojéj nie odmawiał.”

Pod tę porę, cesarz Trajan będąc w wojnie z Persami, wielce żałował, że nie ma najdzielniejszego swojego wodza Placyda, który ich tyle razy zwyciężył, i kazał go jak najpilniéj, po całém państwie swojém szukać. W tym celu, między innymi wysłał dwóch znakomitych rycerzy, którzy niegdyś będąc zawsze przy boku Eustachego, najlepiéj go pamiętali. Zdarzyło się, że ci przyjechawszy z kolei do wsi gdzie on przebywał, stanęli w tymże domu w którym służył. Zrazu go nie poznali, lecz dopatrzywszy na szyi jego blizny od rany, którą wiedzieli że odniósł był w pewnéj bitwie, poznali go i zniewolili do powrotu do cesarza. Uradowany cesarz obdarzył go od razu wielkim majątkiem, i jako głównodowodzącego całém wojskiem, przeciw Persom wysłał.

Eustachy przybyszy do Persyi, dla dopełnienia szeregów wojennych, nakazał powszechny pobór do wojska. Wzięto więc i jego dwóch synów, którzy chociaż się nie znali, skoro się spotkali zaprzyjaźnili się, a co większa gdy ich razu pewnego spotkał Eustachy, lubo ich wcale nie poznał, tak mu się podobali, że wziął ich do swojego orszaku. Po ukończonéj wojnie, w któréj Eustachy nowemi wawrzynami się okrył, zdarzyło się, że wracając, zatrzymał się z wojskiem na spoczynek w wiosce w któréj mieszkała jego żona. Synowie zaś jego rozbili namiot przy ogrodzie, w którym ona pracowała. Z rozporządzenia Boskiego zdarzyło się, że wieczorem zaczęli nawzajem opowiadać swoją historyę: jak z rodzicami wyszli z Rzymu, jak potém rozstali się z matką na okręcie i tak daléj, a co wszystko Teopista będąca w ogrodzie, wysłuchała. W skutek tego i bracia między sobą się poznali, i matka aż nie wątpiła że to byli jéj synowie. Postanowiła więc pójść do Eustachego jako naczelnego wodza, chociaż nie wiedziała że był jéj mężem, chcąc go prosić, aby z synami swoimi rozmówić się mogła, i dawszy się im poznać udać się z nimi do Rzymu, dla powzięcia tam jakiéj wiadomości o mężu. Gdy stanęła przed Eustachym, opowiedziała mu wszystko, a on poznając w niéj swoją żonę, rzucił się w jéj objęcia wołając: „Tyś jest najukochańsza żona moja; dziękujmy Bogu, za przecudowne miłosierdzie jakie nad nami okazuje.” Wtedy opowiedziała mu Teopista wszystko co z nią zaszło, przywołali synów, i wszyscy upadłszy na kolana, serdeczne dzięki złożyli Bogu.

Gdy to się działo z Eustachym, po jego powrocie z wyprawy wojennéj cesarz Trajan umarł, a na jego miejsce nastąpił Adryan, zawzięty wróg chrześcijan. Kiedy Eustachy odbył swój wjazd tryumfalny do Rzymu, prowadząc wiele jeńców wojennych, sam cesarz naprzeciw niego wyjechał, i gdy zbliżyli się do środka miasta, udał się do Świątyni pogańskiéj, chcąc aby i Eustachy poszedł tam bożkom dzięki złożyć. Lecz Święty śmiało mu odpowiedział: „Zwycięztwo to dał mi Bóg prawdziwy Jezus Chrystus: Jemu tylko dziękować powinniśmy, a nie tym bałwanom.” Zdumiony i rozgniewany cesarz na taką odpowiedź, gdy łagodnemi sposobami nie mógł przywieść Eustachego ani żony jego i dzieci, do odstąpienia Chrystusa, wydał wyrok aby wszyscy na pożarcie dzikim zwierzętom wydani zostali.

Stanęli więc słudzy Pańscy na placu publicznym, przeznaczeni na pastwę zwierząt, wobec licznie zgromadzonego ludu. Wypuszczone lwy, rycząc od głodu rzuciły się na nich; lecz nagle padłszy na ziemię zaczęły się czołgać, i łasić przed ich nogami, a poganie wołali: „Wielki jest Bóg chrześcijański.” Cesarz to widząc, kazał lud rozpędzić, lwy pozabijać, a Świętych wrzucić wewnątrz wielkiego woła z miedzi ulanego a wydrążonego w środku, pod którym kazał silny ogień rozniecić. Wtrącono więc ich wszystkich w ten miedziany tułów potwora rozpalony do czerwoności, i grzbietem jego jakby dachem przywalono z góry. Po trzech dniach, gdy już nakoniec ostygła ta mordercza machina, otworzono ją, chcąc wyrzucić jak mniemano popioły Męczenników. Lecz znaleziono ich ciała martwe wprawdzie, ale tak świeże i nienaruszone, że ani włos żaden nie był spalony. Na widok tego cudu wielu pogan się nawróciło. Chrześcijanie zaś unosząc ich zwłoki, z wielką je czcią pochowali.

Pożytek duchowny

Widzisz jak ciężkimi drogami, a które jak wszytko Pan Bóg z miłosierdzia Swojego za dobro dusz wybranych obrócił, spodobał Mu się tych Świętych których żywot czytałeś, przeprowadzić. Niech cię to uczy, że im cięższe utrapienia zsyła za kogo Opatrzność, tém wyraźniejszym jest to znakiem wybrania téj duszy.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nam dozwalasz uroczyście obchodzić święto błogosławionych Męczenników Eustachego i jego towarzyszów; daj nam prosimy Cię, cieszyć się w Niebie obcowaniem z nimi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 799–801.

Footnotes:

1

Job. 1

Tags: św Eustachy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik żołnierz nawrócenie
2020-09-19

Św. Januarego i jego Towarzyszy Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 305.

(Żywot ich był napiany przez Jana Dyakona, i znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty January, który żył przy końcu trzeciego wieku, był rodem z Benewento we Włoszech. Rodzice jego pochodzili ze starożytnego rodu Samnitów, którzy dawno tę krainę mieli w posiadaniu, i byli to bardzo zamożni i wzorowi chrześcijanie. O latach młodości świętego Januarego żadnych nie posiadamy szczegółów. To tylko wiadomo że gdy w Benewencie umarł Biskup, duchowieństwo jednogłośnie obrało na jego miejsce Januarego, już wtedy znanego powszechnie jako kapłana wysokiéj świątobliwości. Długo wzbraniał się on nie chcąc przyjąć téj godności, aż zmuszony był uledz wyraźnemu rozkazowi Świętego Marcellina Papieża.

Skoro zasiadł na stolicy biskupiéj, dowiódł że go sam Pan Bóg na nią powołał. Były to czasy prześladowania Kościoła, za cesarzów Dyoklecyana i Maksymina, święty January miał więc obszerne pole dla swój gorliwości i poświęcenie dla dusz, które mu Pan Bóg powierzył. A że wysokie cnoty jego, zjednały mu były szacunek nawet u pogan, skorzystał z tego, i pomimo srogości jakich się dopuszczano względem chrześcijan, wielu niewiernych pozyskał Kościołowi. Wielka jego gorliwość o zbawienie bliźnich, nie ograniczała się nawet na jego własnéj dyecezyi. Jak tylko dowiedział się że w jakiém mieście prześladowanie więcéj się rozszerzyło, i z tego powodu wierni z większą trudnością mogli odbierać usługi duchowne, spieszył tam, i sprawując skrycie święto obrzędy, udzielając Sakramenta, utwierdzał wiernych w wytrwałości, hojnemi przytém jałmużnami ich wspierając.

W jednéj z takich świętych wycieczek swoich, będąc w mieście Miscenie, zapoznał się z pewnym dyakonem nazwiskiem Socyusz; wielkiéj świątobliwości młodzieńcem. Razu pewnego, gdy ten czytał ludowi Ewangelią Świętą, January ujrzał płomień cudowny unoszący się nad jego głową, z czego przepowiedział mu, że męczeńską śmiercią umrze. Jakoż wkrótce potém, Socyusz oskarżony został przed Wielkorządcą cesarskim jako chrześcijanin i uwięziony. Wielkorządca z początku chciał go ująć łagodnemi słowy: lecz gdy ani to, ani groźby niemogły zachwiać jego stałości, kazał go okrutnie ubiczować, i wydać na tortury. Święty dyakon zniósł te wszystkie katusze mężnie, szydząc sobie z mąk mu zadawanych, i wtedy tyran kazał go odprowadzić do więzienia w Puzzolli, a tymczasem daléj jego sprawę ciągnąć. Skoro to doszło do wiadomości chrześcijan, wielu z nich pośpieszyło do więzienia aby odwiedzić Socyusza, a najdłużéj tam z nim przebywali dyakon Perkulus i dwóch mieszczan, Eutychen i Akucy. Dowiedziewszy się o tém Wielkorządca, kazał i tych uwięzić, i zbił ich okrutnie, mając zamiar wkrótce na śmierć skazać.

Święty January na wieść że dyakon Socyusz był uwięziony, i że już mężnie przebył okrutne męki, w których zachował się jak godny wyznawca Chrystusa, poszedł do więzienia, aby go uczcić, pocieszyć i zanieść mu jakie wsparcie jeśli tego potrzebuje. Wkrótce téż Pan Bóg nagrodził mu tę miłość.

Przybył wtenczas do Misceny nowy Wielkorządca nazwiskiem Tymoteusz, któremu doniesiono że January mianując się Biskupem Benewentu, znajduje się tu od niejakiego czasu i nietylko utwierdza chrześcijan w ich wierze, lecz nawet wielu pogan nawrócił. Tymoteusz na wieść takową srodze rozgniewany, kazał niezwłocznie stawić przed sobą Januarego, żądając aby złożył ofiarę bożkom. Święty ani słyszéć o tém nie chciał; więc tyran skazał go na spalenie. Wyrok wykonano niezwłocznie: wrzucono Januarego w stos rozpalony, w którym długo przebywszy, wyszedł tak nietknięty, że ani odzież, ani jeden włos na głowie jego spalonym nie był. Zdziwiony takim cudem Wielkorządca, przypisując go czarnoksięztwu, zadał niesłychaną męczarnię Januaremu. Kazał mu nerwy z ciała wyrywać, a gdy sługa Boży wytrwał i tę mękę bez wzruszenia i jakby jéj nie czuł wcale, kazał go zaprowadzić do więzienia, mając zamiar zadać ma późniéj jeszcze sroższe katusze.

Gdy wieść o tém wszystkiém doszła do wiernych w Benewencie, ci wysłali do Januarego w imieniu swojém, dyakona Posta i lektora kościelnego Dydyusza. Lecz skoro przybyli do Misceny, Tymoteusz i ich kazał schwytać i stawić przed sobą, zapytując kto są i w jakim celu przyszli. Święci ma powiedzieli: „Jesteśmy chrześcijanami: sługami Kościoła którego Biskupem jest January. Przybyliśmy aby go odwiedzić w więzieniu, w nadziei że Pan Bóg da nam tę łaskę, że mu wiernie towarzyszyć będziemy nawet i w mękach jakie ma ponieść.” Wielkorządca w większą jeszcze złość wpadłszy, gdy usłyszał tak śmiałą i stanowczą odpowiedź, kazał i ich okuć w kajdany, i razem z Januarym prowadzić przed swoim wozem, jadąc na plac publiczny, gdzie miał ich wydać na pożarcie dzikim zwierzętom.

Gdy ma placu tym stanęli, święty January rzekł do swoich towarzyszy: „Cieszmy się bracia: oto dzień naszego trymmfu. Walczmy mężnie z wiarę w Jezusa Chrystusa, i nie żałujmy krwi naszéj za Tego, który nam dał życie. Pan Bóg nas tu przysłał, aby wasz Pasterz miał przy sobie swoje owieczki, i aby Biskup nie składał ofiary z życia Chrystusowi, bez swojego dyakona i lektora. Nie lękajmy się mąk które nas czekają, dochowajmy wiary naszemu Boskiemu Mistrzowi. W nim jednym całą naszą ufność złóżmy, i wsparci Jego łaską śmiało idźmy na śmierć.” Zaledwie Święty te słowa wymówił, aż oto wypuszczono na nich rozjuszone zwierzęta, w obecności wielkiego tłumu ludu przybyłego na to widowisko. Były tam lwy, tygrysy i lamparty, które wygłodzone przez dni kilka, z wielkim rykiem rzuciły się na Chrystusowych wyznawców. Lecz skoro się do nich zbliżyły, popadały na ziemię, lizały im nogi, głaskały ich ogonami, żadnego z nich nie tykając. Na widok tak wielkiego cudu poganie zaczęli wołać: „Bóg chrześcijański, jest prawdziwym Bogiem! Cud taki dziełem czarnoksięztwa być nie może.” Co słysząc tyran, z obawy większego wzburzenia w ludzie, kazał ich wyprowadzić z tego placu i ściąć za miastem.

Gdy ich tam wiedziono, święty January przechodząc przed Wielkorządcą, pomodlił się do Pana Boga, aby dla objawienia swojéj mocy, zesłał na Tymoteusza ślepotę. Ten w tejże chwili zaniewidział. Kara tak niezwłoczna i cudownie na niego zesłana, opamiętała go na chwilę. Poznał on moc Bożą i prawdziwość wiary chrześcijańskiéj; kazał więc wstrzymać wyrok śmierci wydany na Świętych, a udawszy się do swego pałacu, przyzwał Januarego, i rzekł do niego z pokorą: „January, który cześć oddajesz Wszechmocnemu Bogu, pomódl się do Niego, aby mi wzrok przywrócił, gdy mi go odjął za karę moich zbrodni.” Święty aby znowu objawić moc Bożą, pomodlił się, i Tymoteusz wnet wzrok odzyskał. Cud ten tegoż dnia pięć tysięcy pogan nawrócił. Lecz w ich liczbie nie był Tymoteusz. Obawiając się aby oszczędzeniem świętych Męczenników, których sprawa już wielkiego rozgłosu nabrała, nie ściągnął na siebie niełaski cesarskiéj, dał tajemnie rozkaz swoim urzędnikom, aby wyrok śmierci na nich wydany, coprędzéj spełnili.

Kiedy wiedziono ich na plac zwany Wulkańskim gdzie mieli być straceni, pewien pobożny starzec chrześcijanin upadł Januaremu do nóg, i płacząc prosił go aby mu dał cokolwiek z rzeczy które ma przy sobie, aby to mógł zachować w domu jako drogą relikwię. Święty odpowiedział mu: „Mam tylko chustkę którą będę musiał zawiązać sobie oczy; lecz przyrzekam ci że po mojéj śmierci ją otrzymasz.” Przybywszy na plac tracenia, sługa Boży, chustką zawiązał sobie oczy, i wymawiając te słowa Psalmu Pańskiego: „W ręce Twoje Panie polecam ducha mojego” 1, ścięty został wraz ze swoimi towarzyszami, Szymonem, Festem, Proklem dyakonami, Dydyuszem lektorem, Eustachym i Aleksym mieszczanami, 19 Września roku Pańskiego 305.

Kat, który słyszał był rozmowę Januarego z owym starcem, zdjąwszy mu chustkę z oczu, zdeptał ją mówiąc szydersko do trupa: „Pójdź teraz i oddaj ją temu któremuś ją obiecał.” Lecz wróciwszy do miasta, wielce się ździwił gdy ją całą skrwawioną ujrzał w ręku starca, któremu sam January ją przyniósł.

Chrześcijanie z miast z których pochodzili ci święci Męczennicy, wysłali po ich ciała. Relikwie świętych Prokla, Eutycha i Aleucego, pozostały w Puzzoli, świętych Festa i Dydyusza zaniesiono do Benewentu, Socyusza do Misceny, a świętego Januarego do Neapolu, gdzie złożono je w kościele katedralnym, i obrano go za głównego Patrona a szczególnie przeciw wybuchom góry ognistéj pod tym grodem będącéj, zwanéj Wezuwiuszem. Odtąd téż ile razy ten straszny wulkan grozi zniszczeniem miastu, mieszkańcy wystawiają do czci publicznéj Relikwie Świętego Januarego, i processyonalnie po ulicach je obnoszą. W wielu też już razach, za jego pośrednictwem, cudownie od téj klęski uwolnieni byli. W jednym szczególnie z takich wybuchów doznali cudownéj jego opieki. Straszny ogień wyrzucony przez Wezuwiusz groził zniszczeniem nietylko Neapolowi, ale i dalszym okolicom; lecz za zbliżeniem się do niego procesyi z Relikwiami świętego Januarego, płomienie raptem nietylko się wstrzymały, lecz napowrót do otchłani krateru wróciły i zagasły, wydając straszny dym z popiołem, który aż do brzegów Afryki, Syryi i Egiptu dolatywał. Prócz tego inny jeszcze cud przy Relikwiach jego powtarza się i to bardzo często. Krew tego świętego Męczennika zasuszona, jest przechowywaną w szklannéj zamkniętéj flaszeczce, gdy z tém naczyniem postawią ją przed jego głową, staje się płynną, i kipi jak woda wrząca. Cud ten właśnie miał miejsce i w roku w którym to piszemy (1872) jak to niedawno głosiły wszystkie pisma publiczne.

Pożytek duchowny

Święci Fentus i Dydyas, jak to dopiéro czytałeś, przyszli odwiedzić i pocieszyć świętego Januarego swojego Biskupa, kiedy trzymany w więzieniu miał być umęczonym, i uczynili to wiedząc nawet że za ten czyn miłości i czci względem swojego Pasterza, i ich podobnież niebezpieczeństwo czeka. Nie odmawiajże pociechy nawiedzania osób w strapieniu będących przynajmniej wtedy, gdy spełniając uczynek tego rodzaju miłosierdzia chrześcijańskiego, nie tyko jakiem wielkiem ale zgoła żadnem, nia jesteś zagrożony niebezpieczeństwem.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas doroczną błogosławionych Męczenników Twoich Januarego i towarzyszy jego, uroczystością pocieszasz; spraw miłościwie, abyśmy uciekając się do ich pośrednictwa, przykładem cnót ich do wiernéj Tobie służby się pobudzili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 796–798.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 749

  1. Cześć oddawana relikwiom jest czcią prawdziwą, wewnętrzną, uprawnioną, pochodzącą z wiary w zbawienie człowieka przez najświętszą krew Jezusa. Czcimy ciała Świętych jako przybytek Ducha św., jako ciała ludzi, którzy używali w pełni łask sakramentalnych, mieli nadprzyrodzone zasługi, słynęli z bohaterskich cnót i znosili niesłychane udręczenia z niebiańską pokorą i poświęceniem. Cześć taka jest wyrazem wdzięczności, podziwu i radości ze wspólnictwa, w jakim z nimi pozostajemy przez odrodzenie się w duchu. Święty Ambroży mówi: „Jeśli mnie zapytasz, co wielbię i co czczę w spróchniałym i stoczonym ciele, o które Bóg się nie troszczy, wtedy odpowiem ci: Wielbię w ciele Męczennika zarosłe blizny, które otrzymał w imię Chrystusa; wielbię pamiątkę wiekopomnych cnót jego, wielbię szczątki uświęcone żywą wiarą wyznawcy, wielbię ciało, które mnie uczy kochać Boga i niczego w imię Jego się nie lękać. Czemuż by nie mieli wierni czcić ciała, którego obawiają się szatani, co je brali na tortury? – Cześć relikwii jest tak dawna jak Kościół. Sama przecież Najświętsza Panna wielbiła pod krzyżem ciało swego Boskiego Syna i niewątpliwie przechowywała pozostałe po Nim pamiątki z należną czcią.
  2. Sobór trydencki oświadczył, że ciała Świętych świadczą ludziom wielorakie dobrodziejstwa, i że wyklęci są z Kościoła ci, którzy twierdzą, że cześć oddawana szczątkom i pozostałym po Świętych pamiątkom jest niepotrzebna i nie przynosi żadnej korzyści. Jest rzeczą niewątpliwą i popartą niezliczonymi dowodami, że wielu chrześcijan wskutek pobożnego dotknięcia świętych relikwii doznało rozlicznych łask na ciele i duszy. Doktor Kościoła św. Jan z Damaszku mówi: „Jezus Chrystus dał nam w relikwiach Świętych zbawienne źródła, z których na nas spływają wielorakie dobrodziejstwa. Relikwie te wyganiają z ciał złego ducha, leczą niemoce i kalectwa, uzdrawiają chorych, przywracają wzrok niewidomym, uwalniają od trądu, odpędzają pokusy, koją smutki i utrapienia. Za przyczyną Świętych zyskują chrześcijanie, mający silną wiarę, rozliczne dary od Ojca niebieskiego. Wszyscy Ojcowie Kościoła godzą się na to, że kto czci Świętych Pańskich w ich relikwiach, a ich relikwie w imię Świętych Pańskich, ten zyskuje tym samym ich opiekę, wyjednywa sobie u nich wstawienie się do Boga i staje się godniejszym łask i dobrodziejstw, jakimi Bóg nagradza tych, którzy wiernie Go się trzymają”.

Footnotes:

1

Łuk. XXIII. 46.

Tags: św January z Benewentu „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik biskup relikwie
2020-09-11

Św. Prota, Hijacynta i Eugenii, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 262.

(Żywot ich był napisany przez Szymona Metafrasta i wielu innych.)

Święci Prot, Hijacynt i Eugenia, których dziś obchodzi Kościół Boży pamiątkę, żyli przy końcu trzeciego wieku, za papieztwa świętego Dyonizego, pod panowaniem cesarzów Waleryana i Galena.

Święta Eugenia była córką wielkiego pana rzymskiego nazwiskiem Filipa. Przyszła na świat w Rzymie, z rodziców pogańskich. Filip jednak jéj ojciec poznawszy zasady wiary chrześcijańskiéj, chociaż się nie nawrócił i Chrztu świętego nie przyjął, sprzyjał chrześcijanom, i nawet hojnemi jałmużnami ich wspierał. Eugenia była jeszcze dzieckiem, kiedy Filip zamianowany przez cesarza wielkorządcą Egiptu, przeniósł się z Rzymu do Aleksandryi, stolicy tego kraju. Wdowcem już był wtedy, i sam zajął się jak najstaranniejszém wychowaniem córki; a że nadzwyczajnemi obdarzył był ją Pan Bóg zdolnościami i pojęciem przechodzącém wiek i płeć jéj, przydał jej najbieglejszych, jakich w Aleksandryi mógł wynaleźć mistrzów, i ci wykładali jéj wyższe szkolne i akademickie nauki. W tych, tak wielki uczyniła postęp, że z najznakomitszymi filozofami ówczesnymi stawiano ją na równi.

Wykształcenie tak znamienite, rozwinęło w niéj wielkie upodobanie w czytaniu dzieł najpoważniejszéj treści. Na szczęście wpadły w jéj ręce listy świętego Pawła, należące do ksiąg Nowego Testamentu. Jak wielu Świętych, dotknął Pan Bóg szczególną łaską przez czytanie dzieł pobożnych, tak i Eugenią raczył oświecić tymże środkiem: tém bardziéj że przemawiał do niéj już nie tylko przez jakiego świątobliwego autora, lecz przez samo Pismo Święte. Łaska Boska tak nią w tém kierowała i tak ją Duch Święty oświecał, że gdy z wątpliwościami jakie w rozważaniu Pisma Bożego napotykała, do nikogo odnieść się nie mogła samo to czytanie dostateczném było, do tego że nie tylko postanowiła zostać chrześcijanką, lecz nawet szczerze zapragnęła jak najwyższéj dostąpić Ewangelicznéj doskonałości. Pobudzona zaś tém co święty Paweł pisze o zaletach dziewictwa, uczyniła ślub dozgonnéj czystości.

Lecz to naraziło ją wkrótce na pewne trudności, gdyż ojciec, który nietylko nie wiedział o tém, lecz ani nawet przypuszczał że jest chrześcijanką, chciał koniecznie wydać ją za mąż; kilku téż znakomitych tak z rodu jak i z bogactw młodzieży, prosiło o jéj rękę. Eugenia każdemu z nich dała odmówną odpowiedź, a ojciec który ją bardzo kochał, niewchodząc w powody które ją do tego skłaniały, więcéj na nią nie nalegał.

Święta korzystając ze swobody jakiéj przez to nabyła, tajemnie wprawdzie, lecz regularnie uczęszczała na święte obrzędy które chrześcijanie w ukrytych miejscach odbywali, a wiedząc dobrze że prawdziwéj pobożności towarzyszy i wielkie miłosierdzie dla ubogich, mając z hojności ojcowskiéj wiele do rozszafowawania wedle swojéj woli pieniędzy, używała prawie wszystkie na miłosierne uczynki. Uszczęśliwiona sama z łaski powołania do wiary prawdziwéj, żywo pragnęła wszystkich a najbardziéj bliższych jéj sercu, przywieść do téjże łaski. Gorące téż do Pana Boga zasyłała modlitwy aby oświecić raczył przedewszystkiém jéj ojca i resztę rodziny, i czyhała na sposobność aby ich o to zagabnąć, lecz takowéj dopatrzyć nie mogła, aż spodobało się Panu Bogu inną drogą to uczynić.

W liczbie swoich domowników, miała Eugenia Prota i Hijacynta, dwóch pogan wprawdzie, ale ludzi wielkiéj prawości, dawno już w domu jéj rodziców pozostających, i szczególnie do niéj, przy któréj od dzieciństwa byli przywiązanych. W rozmowach jakie z niemi niekiedy toczyła, spostrzegła iż oni łatwiéj niż inni do wiary Świętéj nawrócićby się dali, i przemyśliwała o sposobie, jakby im to powiedzieć. Pan Bóg pobłogosławił jéj dobrym chęciom, i Sam to ułatwił następującém zdarzeniem.

Razu pewnego Eugenia wyszła na przechadzkę za miasto, mając przy sobie tych dwóch swoich pokojowców. Posłyszawszy w jednym z domów na przedmieściu śpiewy chrześcijan na modlitwie tam zgromadzonych, umyślnie skierowała w tę stronę kroki. Gdy się zbliżyli do tego miejsca doszły ich te słowa Psalmu Dawidowego: „Wszyscy Bogowie pogańscy są szatanami, ale Pan niebiosa uczynił” 1. Zastanawiając się nad tém co usłyszeli Prot i Hijacynt a w których sercu już Pan Bóg łaską Swoją działać zaczynał, objawili Eugenii swoje zdziwienie, mówiąc iż pierwszy raz zdarza się im słyszeć cóś podobnego, i że to najniespodzianiéj zachwiało ich w przekonaniach, jakie dotąd o religii pogańskiéj mieli. Uszczęśliwiona Eugenia, z takiego dowodu że ich Pan Bóg pociągać do Siebie raczy, nietracąc ani chwili rzekła do nich: „To coście słyszeli potępia wszystko co się w księgach filozofów pogańskich zawiera, jak również i cześć jaką poganie oddają bożyszczom. Bożkowie pogańscy, są w istocie dziełem szatanów, nie godzi się oddawać im czci, która się tylko prawdzjwemu Bogu należy. Usłuchajcie mojéj rady, zostańcie chrześcijanami, abyście razem z niemi tu na ziemi, a potém z błogosławionymi duchami w Niebie chwałę Stworzyciela opiewali na wieki.” Te słów kilka wyrzeczone przez osobę którą oni w wielkiém poszanowaniu mieli i która mówiąc im tak otwarcie, dawała wielki dowód i swojéj odwagi i szczególnéj o dobro ich duszy troskliwości, były dostatecznemi do nawrócenia Prota i Hijacynta. Oświadczyli swojéj pani iż chcą zostać chrześcijanami, oraz prosili żeby im wskazała sposób w jaki to mają uczynić, niewątpiąc o tém że Filip nietylko nie pozwoli im na to, lecz nawet jako wysoki cesarski urzędnik, nie będzie mógł dla nich jako swoich domowników, zachować téj względności jaką okazywał dla innych chrześcijan.

Wtedy święta Eugenia, mająca przedewszystkiém i jedynie na względzie zbawienie dusz tych dwóch starych i poczciwych sług swoich, poświęciła się dla nich. Wraz z nimi uszła tajemnie z domu ojcowskiego; a że nie wątpiła iż on ją poszukiwać będzie i łatwo wyśledzi, ostrzygła sobie włosy, przebrała się po męzku, i tak wraz z nawróconymi przez siebie swoimi pokojowcami, jako mężczyzna przedstawiła się Biskupowi, niewyjawiając nawet i jemu że jest kobietą. Biskup, aby lepiéj ich ukryć, gdyż pod tę porę przyszedł był rozkaz od cesarza nalegający na najsurowsze postępowanie z chrześcijanami, oddał ich do klasztoru, w którym w górach daleko od miasta, mieszkało zupełnie ukrytych wielu zakonników.

Święta Eugenia uchodząc tam zawsze za mężczyznę, przewyższała wszystkich świątobliwością życia, nadzwyczajnemi umartwieniami ciała i taką biegłością w naukach, że w przeciągu lat dwóch, wyuczyła się na pamięć całego starego i nowego Testamentu. Wszyscy bracia mieli w niéj najwyższy wzór doskonałego zakonnika, i ztąd po śmierci przełożonego, która nastąpiła w trzy lata po przybyciu tam Eugenii, jednogłośnie wybrali ją na jego miejsce.

Święta prócz tego, zasłynęła darem czynienia cudów. Zdarzyło się iż pewna znakomita pani z Aleksandryi, nazwiskiem Melancya śmiertelnie będąc chorą, cudownie przez Eugenią uzdrowioną została; a sądząc iż jest mężczyzną, dozwoliła namiętnemu do niéj przywiązaniu wzrość w swojém sercu do tego stopnia, że razu pewnego chciała ją przywieść do grzechu. Święta zgromiła ją za to surowo, i więcéj widzieć jéj nie chciała. Melancya jak we wszeteczności tak i w złości swéj podobna do żony Putyfara która oczerniła była Józefa, wystąpiła ze skargą do samego Wielkorządcy Filipa, że przełożony klasztoru, chciał ją znieważyć. Sprawa ta nabrała wielkiego rozgłosu w całém mieście, rzucając plamę i na chrześcijan i na stan zakonny. Dla odwrócenia więc takiego zgorszenia, święta Eugenia widziała się zmuszoną odkryć całą prawdę.

Wielkorządca Filip w skutek zaniesionéj przez Malancyą skargi na przełożonego klasztoru, kazał go stawić przed sobą, a niepoznając w nim córki, srogo ja upominał, i w końcu spytał: „Czy Jezus Chrystus, którego wy jak Boga czcicie, nakazuje wam i upoważnia was do czynienia takiéj zniewagi niewiastom?” Wtedy Eugenia. upadła mu do nóg i rzekłszy te słowa Pisma Bożego: „Jest czas milczenia i jest czas mówienia” 2 wyznała mu całą prawdę; dała mu się poznać jako jego córka, przedstawiając iż to co uczyniła, zrobiła jedynie z miłości dwóch dusz nawracających się, które bez tego byłyby stracone dla Pana Jezusa. Wyznanie takowe okryło wstydem niegodziwą czernicielkę, i zdziwiło wszystkich obecenych, jak i wszystkich mieszkańców do których o tém wkrótce wieść doszła. Lecz co było najszczęśliwszém i największą dla Eugenii za takowe jéj poświęcenie się nagrodą, ojciec jéj Filip z całą rodziną nietylko nawrócił się, lecz wkrótce i Męczennikiem został. Dowiedziawszy się bowiem cesarz że on został chrześcijaninem, złożył go z urzędu Wielkorządcy Egipskiego, a Terencyusz Lezyusz jego następca, z tegoż powodu zamordował go w jego własnym pałacu.

Po śmierci Filipa, wszyscy do jego rodziny należący, a z niemi i córka, udali się do Rzymu, gdzie skrycie przebywając żyli, w wielkiéj pobożności. Święta Eugenia szczególnie, wiele tam niewiast i dziewic z najpierwszych rodzin nawróciła, które mieszkając razem z nią i oddając się bogomyślności, żyły jak zakonnice. Często dostępowała téj wielkiéj pociechy, że sam Papież, i to zwykle w każdą noc z soboty na niedzielę, w jéj domu odprawiał Mszę świętą i przemawiał do zgromadzonych chrześcijan. Prot i Hijacynt mieszkali także przy niéj i już jéj nie odstępowali.

Tak upłynęło było lat kilka, aż nakoniec oskarżeni jako chrześcijanie, Eugenia, Prot i Hyacynt uwięzieni zostali. Ci dwaj ostatni, najprzód stawieni byli przed trybunał sędziego. Ten nakazał im aby udawszy się do świątyni Jowisza, cześć mu oddali publicznie. Święci nietylko uczynić tego nie chcieli, lecz w skutek ich modlitw, bałwan w proch się rozsypał. Dowiedziawszy się o tém Nicezyusz Wielkorządca Rzymu, kazał najprzód srogo ich ubiczować, a następnie ściąć mieczem. Ponieśli męczeństwo 11 Września około roku Pańskiego 262. Świętą zaś Eugenią tenże los spotkał, we trzy miesiące potém.

Pożytek duchowny

Patrz jak przedziwnemi drogami uwieńczył Pan Bóg gorące pragnienie świętéj Eugenii nawrócenia do wiary świętéj ojca w błędach pogrążonego. Niech cię to pobudza do tego abyś o zbawienie dusz które ci są drogiemi nie zrażając się żadnémi trudnościami, gorliwie zabiegał. Czyń to wytrwale, polecaj Matce miłosierdzia, a Pan Bóg uwieńczy twoje dobre chęci może w sposób i w chwili najmniéj spodziewanéj. Modlitwa (Kościelna).

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionych Męczenników Twoich Panie, Prota Hijacynta i Eugenii, zasługa męczeńskiej śmierci niech nas wspiera, a miłościwe ich pośrednictwo niech nas Tobie poleci. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 771–773.

Footnotes:

1

Ps. XC. 5. 6.

2

Eccle. III. 7.

Tags: św Prot św Hiacynt św Eugenia Rzymska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik Pismo Święte nawrócenie
2020-09-09

Św. Gorgoniusza i Doroteusza, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 304

(Żywot ich był napisany przez Metafrasta i Euzebiego z Cezarei, historyków kościelnych.)

Święci Gorgoniusz i Doroteusz żyli przy końcu trzeciego wieku, i ponieśli męczeństwo podczas jednego z największych prześladowań Kościoła, a które rozsrożyło się było w dziewiętnastym roku panowania cesarza Dyoklecyana, najzawziętszego i najokrutniejszego prześladowcy chrześcijan. Jak ciężkie wtedy były dla wiernych czasy, opisują to bardzo dokładnie wielu ówczesnych pisarzy, których pisma do dni naszych przetrwały. Jednym z takich drogich dla każdego chrześcijanina zabytków, jest niedawno wynalezione przez uczonego Kardynała Maii (zmarłego w Rzymie w roku 1865) pismo Konstantyna Dyakona i archiwistę Carogrodzkiego kościoła, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa żyjącego, w którym on, jako naoczny tego świadek, opisuje i okrucieństwo prześladowców, i męstwo umierających za Chrystusa wyznawców. Zacząwszy od historyi cudownego założenia i rozszerzenia się wiary chrześcijańskiéj, przechodzi następnie do czasów gdzie rozpoczęło się było prześladowanie i taki czyni tego obraz.

„Lecz szatan z natury swojéj okrutny, nie mógł pozostać obojętnym widzem szerzącego się na ziemi Królestwa Bożego. Dla tego téż, przybrawszy sobie do pomocy pogańskich cesarzów, królów, konsulów, wielkorządców, najwyższych urzędników, dowódzców wojsk, a następnie ludy i narody wszelkiego języka i kraju ze Wschodu i Zachodu, Północy i Południa, wydał straszną wojnę wyznawcom Chrystusa.

„Wszakże nie z mniejszym zapałem gotowali się do odporu obrońcy wiary świętéj, których imiona wpisane były w księdze żywota u Boga, a którzy jak męstwem w znoszeniu mąk najstraszniejszych, przewyższali bezbożnych, tak górowali nad nimi przykładem cnót najszczytniejszych. Z wszelkiéj płci i wieku, z każdego stanu i zawodu, z różnej narodowości i z różnych części świata, zgromadzili się oni w szyk bojowy, jakby jedną ożywiony duszą. Byłato jakby przecudna i urozmaicona łąka, ubarwiona kwiatami niezliczonych kolorów: bylito młodzieńcy i dziewice, mężowie w sile wieku i starcy zgrzybiali. Wątłe niewiasty siły męzkiéj nabywały, a zapominając o naturze płci słabszéj, w gotowości na wszelkie poświęcenia, szły na wyścigi z największymi bohaterami. W świętéj téj armii, widzieć nawet mogłeś tłumy małych dzieci, objawiających rozum dojrzały, pomimo niedojrzałego ich wieku. Widziałeś tam pomieszanych w jednym szeregu sędziów i podsądnych, panów i ich niewolników, mężów znakomitych, i ludzi do gminu należących, magnatów i wyrobników, osoby z wszelkich narodowości, jaka tylko w świecie całym rozróżnia od siebie ludy. Słowem było to jak się wyraża Pismo Boże: Wojsko uszykowane porządnie, z wszelkiego narodu jaki jest pod niebem 1.

„A teraz patrzmy, jak straszną była już sama walka: Zapalano ognie na ołtarzach pogańskich przed posągami bożyszcz; wszystko co potrzebném było do uczczenia ich leżało przygotowane: kadzidło, kadzielnice, różne rodzaje ofiar i pokarmy poświęcone. Współcześnie wyroki cesarskie ogłaszano w całém mieście; dla zmuszenia wszystkich do wiary pogańskiéj, a zniszczenia religii chrześcijańskiéj, nakazano było każdemu tak cudzoziemcowi jak i miejscowemu mieszkańcowi, wyrzec się świętéj wiary, i nie Bogu Stwórcy, lecz jego stworzeniu oddać cześć najgłębszą! Kto temu rozkazowi nie uległ, miał ponieść wszelkiego rodzaju męki, a w końcu śmierć okrutną. Na głównych placach publicznych, wznosiły się trony i trybunały, z których zasiadający na nich urzędnicy cesarscy, polecali jak najśpieszniejsze wykonanie ich rozporządzeń. Otaczaji ich kaci i siepacze, za ich skinieniem rzucający się na nieposłusznych. Było tam także mnóstwo ludu, w którym jedni przychodzili składać bożkom ofiary, drudzy aby się przypatrzyć mękom, które zadawać będą chrześcijanom.

„Wymyślono niezliczone rodzaje narzędzi do męczenia, a były one tak straszne i barbarzyńskie że sam ich widok mógł przerazić każdego, zanim jeszcze wzięto go na tortury, Nakoniec w wyznaczonéj na to godzinie, wysłani urzędowni woźni, obiegali ulice, z wielkim krzykiem wzywając lud do składania ofiar szatanom, do wyrzeczenia się Chrystusa, i do przystępowania niezwłocznie do ołtarzy. Kto się zawahał, wnet był przed sędziów stawiony, i tam rozpoczynały się te badania przewrotne, po których wierni mieli do wyboru, albo nikczemnie wyrzec się wiary, albo mężnie przy niéj stojąc, ponieść najstraszniejsze męki, a po nich otrzymać koronę niebieską.” 2

Za takichto tedy czasów, żyli dwaj Święci których pamiątkę śmierci męczeńskiéj dziś obchodzi Kościół. Byli oni znakomitymi Panami Rzymskimi, a jako szambelani cesarza Dyoklecyana, do jego dworu należeli. W szczególnych u niego zostawali łaskach, chociaż oddawna byli chrześcijanami, z czém się przed nim kryli. Wpływem swoim większą część dworzan cesarskich nawrócili do wiary świętéj; a pomiędzy nimi pewnego znakomitego rodu młodzieńca, w przybocznéj gwardyi Dyoklecyana służącego, imieniem Piotr, największego ulubieńca Dyoklecyana. Gorgoniusz i Doroteusz także bardzo go kochali, gdyż byłto młodzieniec nieposzlakowanych obyczajów i wysokiéj pobożności, chociaż i on kryć się musiał ze swojém wyznaniem.

Kiedy Dyoklecyan wydał był prawa przeciw wyznawcom Chrystusa i gdy z wprowadzeniem ich w wykonanie, już w wielu miejscach, a szczególnie w Nikomedyi gdzie cesarz głównie przebywał, lała się strugami krew chrześcijańska, nie mógł Piotr powstrzymać się aby nie objawić swego z tego powodu oburzenia. Cesarz poznawszy przez to że i on jest chrześcijaninem, w niezmierną złość wpadłszy, nakazał mu aby publicznie złożył ofiarę bożkom; a gdy Piotr uczynić tego nie chciał, najokrutniejsze zadał mu męki. Najprzód zbite go tak srodze, że ciało opadłszy, kości poodkrywało. Na tak poranionego, leli ocet gorący z solą; potém palono go na węglach rozżarzonych, i święty ten Męczennik ciągle i głośno wyznając Chrystusa, w katuszach tak ciężkich życia dokonał.

Działo się to w obecności cesarza, przy którym byli podówczas Gorgoniusz i Doroteusz. Nie mogli i oni znieść tak strasznego w Dyoklecyanie barbarzyństwa, a patrząc na męstwo jakie okazał ich uczeń, i sami korony męczeńskiéj zapragnęli. Obaj więc zawołali do Dyoklecyana: „Cesarzu, tak okrutnie katujesz Piotra za to do czego i my się poczuwamy? Poczytujesz mu za winę to co my uważamy sobie za święty obowiązek. Wiarę którą on wyznał i my wyznajemy; jak on za nią umarł, tak i my na to gotowi. W niczém i nigdy nie przeniewierzył się on tobie, jak i my wiernie ci zawsze służyliśmy; a jeśli poczytałeś mu za zbrodnię to że wyznaje Chrystusa, oświadczamy ci że i my jesteśmy chrześcijanami, a brzydząc się twojemi bożyszczami, cześć oddajemy tylko Jezusowi Chrystusowi Bogu naszemu. Niech więc podzielamy los Piotra i obyśmy jak on umarli za wiarę.” Słysząc to cesarz, a nieposiadając się od złości że i najbliżsi jego dworzanie przestali być poganami, i Gorgoniusza i Doroteusza, wskazał na też męki jakie Piotr poniósł, spodziewając się że oni w nich nie wytrwają.

Kazał więc ich zbić tak, że całe ciało stało się jedną raną; potém zanurzyć we wrzącym occie osolonym, następnie piec wolnym ogniem na rusztach. Lecz widząc że te straszne męki ich stałości w wierze zachwiać nie mogły, kazał katom aby przez uduszenie śmierć im zadali. Ponieśli męczeństwo dnia 9 Września roku Pańskiego 304. Ciała ich pochowali chrześcijanie, a relikwie świętego Gorgoniusza późniéj przewiezione zostały do Rzymu i w kościele Watykańskim umieszczone.

Pożytek duchowny

Obaj święci Męczennicy których żywot dopiéro czytałeś, zostając na dworze cesarza pogańskiego, a więc wśród wielkiego zepsucia, tak żywą dochowali jednak w sercach swoich wiarę, że się dobrowolnie na okrutne męki za tęż wiarę wydali i mężnie w niéj wytrwali. Niech cię to oduczy, składać na położenie w jakiém się znajdujesz twoję opieszałość w służbie Bożéj: gdyż kto ma żywą wiarę, temu nic przeszkodzić nie może wiernie i gorliwie służyć Panu Bogn.

Modlitwa (Kościelna)

Święci Twoi Panie Męczennicy Gorgoniusz i Doroteusz, niech nas pośrednictwem swojém wspierać raczą, i zbawiennéj pociechy niech dadzą nam zaznać, przy obchodzie ich uroczystości. , Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 765–767.

Footnotes:

1

Pieśń VI. 9.

2

Dziej. II. 5.

Tags: św Gorgoniusz św Doroteusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik wytrwałość
2020-09-07

Św. Reginy, Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 253.

(Żywot jéj był napisany przez wielebnego Bedę kapłana.)

Święta Regina przyszła na świat około roku Pańskiego 238, w mieście Alizya, w południowéj Francyi, z rodziców bardzo zamożnych i znakomitych, lecz zagorzale przywiązanych do zabobonów pogańskich. W kilka dni po urodzeniu straciła matkę, a na Jéj szczęście ojciec jéj Klemens, oddał ją na wychowanie do pewnéj niewiasty która była chrześcijanką, o czém on nie wiedział. Ta nie tylko ją w zasadach wiary świętéj ugruntowała, lecz oraz i takie w jéj sercu rozbudziła pragnienie męczeństwa, że jeszcze dzieckiem będąc, Regina z największém upodobaniem czytała dzieje świętych wyznawców krew swoję za Chrystusa wylewających i wzdychała za takąż koroną.

Obdarzył ją Pan Bóg nadzwyczaj piękną urodą. Widząc iż to ją na tém większe niebezpieczeństwo wśród świata naraża, gdy doszła lat dziewiczych, zrobiła ślub dozgonnéj czystości, stroniła od wszelkich płochych rozrywek, co miała wolnego czasu ten przepędzała w kaplicach które wówczas pokryjomu chrześcijanie urządzali, i na jakie tylko zdobyć się mogła miłosierne uczynki takowe spełniała.

Kobieta która ją wychowała, uszczęśliwiona z takich owoców swoich pobożnych około niéj starań, przewidując że prędzéj lub późniéj, gdy poganie dowiedzą się że Regina jest chrześcijanką, na ciężkie ją to próby wystawić może, przygotowywała ją do tego, wyrażając niekiedy obawę czy potrafi ona wytrwać wśród takowych. Na to zwykle odpowiadała jej Święta: „Bądź o to spokojną, miéj nadzieję że za łaską mojego niebieskiego Oblubieńca, niczego się nie ulęknę, a gdyby przyszło do tego aby mnie męczono, prędzéj kaci ustaną od zmęczenia, aniżelibym miała się wyprzeć Boga mojego. Pan Jezus mnie nie opuści, bo ja w nim jednym całą moję pokładam nadzieję.” Na takie słowa, świątobliwa jéj ochmistrzyni płakała z radości i rozczulenia, a przyciskając ją do serca mówiła: „I ja się pocieszam tą nadzieją, że tak będzie, i że wkrótce ujrzę cię sławną Męczenniczką.” Co téż w istocie wkrótce się spełniło.

Zpomiędzy wielu młodzieży najmajętniejszych i najznakomitszego rodu, ubiegających się o rękę Reginy, ojciec chciał ją wydać za człowieka z którym związek byłby ją uczynił jedną z największych pań w owym kraju. Gdy ten zamiar objawił córce, ta rzekła do niego: „Wiem ojcze najdroższy że mnie bardzo kochasz, i że pragnąc mnie uszczęśliwić, chcesz mnie wydać za mąż tak świetnie. Lecz gdyby się znalazł kto z którym zaślubienie jeszcze dla mnie byłoby zaszczytniejszém, czy nie wypadałoby żebym mu dała pierwszeństwo?” – „Tak jest bezwątpienia, odpowiedział ojciec, lecz z kimże w całym kraju możesz świetniejszy zawrzeć związek małżeński, niż z tym właśnie młodzieńcem którego ci przedstawiam?” — Z Jezusem Chrystusem, odrzekła Regina, prawdziwym Bogiem naszym, Stwórcą i Odkupicielem, któremu na zawsze się poślubiłam.” — „Jakto, zawołał wtedy ojciec, czyż i ciebie uwiedziono do tego stopnia, że w chrześcijańskie zabobony wierzysz?” — „Nie są to wcale zabobony, powiedziała mu córka, jestem przekonana że gdybyś sam poznał prawdy religii chrześcijańskiéj, przestałbyś być poganinem.” Wtedy Klemens rzekł do niéj groźnie: „Zastanów się nad tém co masz uczynić; wybieraj: czy chcesz mieć we mnie ojca, czy tyrana?” Jakoż, gdy Regina przy swojém obstawała, ojciec po użyciu jeszcze różnych łagodnych środków aby ją od wiary odwieść, gdy się one próżnemi okazały, wpadłszy w złość wielką zbił ją okrutnie.

Tymczasem pod tęż porę przybył do miasta Alicyi Olibryusz, Wielkorządca tych prowincyi, przysłany przez cesarza Decyusza. Gdy dowiedział się o tém co zaszło między Reginą a jéj ojcem, kazał ją stawić przed sobą. Zaledwie ją ujrzał tak ujęty został jéj powierzchownością, że postanowił pojąć ją za żonę i zaraz jéj to oświadczył. Święta odpowiedziała mu że jest chrześcijanką, i że postanowiła aż do śmierci żyć w dziewictwie. Wielkorządca pomimo tego uprzejmie się z nią obszedłszy, odprawił ją do domu mówiąc, że spodziewa się iż po namyśle zmieni swoje zdanie: „Mylisz się rzekła mu na to Regina, postanowienia mojego nie zmienią ani twoje oświadczenia, ani męki jeśli mi je zadasz.”

Po powrocie do domu, Święta miała znowu trudne przejście z ojcem, który pojąć tego nie mógł, aby nie chciała zostać małżonką jednego z najwyższych urzędników w cesarstwie, a widząc że nic z nią poradzić nie może, wpadłszy w rozpacz i złość szatańską, sam poszedł do Wielkorządcy, domagając się aby wytoczył sprawę Reginie jako chrześcijance. Ten kazał ją powtórnie powołać przed siebie, i miał zamiar jak najsurowiéj się z nią obejść, lecz gdy ją ujrzał zmiękczał, i nanowo łagodnemi słowy chciał ją ująć. „Czy to podobieństwem jest rzekł do niéj, aby dziewica twojego urodzenia i wychowania, do tego stopnia się poniżała, żeby chciała uchodzić za oblubienicę jakiegoś Galilejczyka, który na sromotném rusztowaniu krzyża umarł. Nie bądź szalona, oddaj mi rękę, a staniesz się jedną z najpierwszych pań w całém cesarstwie.” — „Nie bluźnij, odrzekła mu na to spokojnie i poważnie Regina, Ten którego pogardliwie nazywasz galilejczykiem, jest prawdziwym Bogiem, który z własnéj woli i miłości ku nam poniósł śmierć haniebną, po niéj mocą Swoją wskrzesił się i wszystkie Swoje nauki wielkiemi cudami, których i poganie nie zaprzeczają, dowiódł. A nawet i w oczach twoich cud czyni, kiedy mnie słabéj dziewicy, daje moc do oparcia się twoim ułudnym przyrzeczeniom, lubo wiem że mnie za to ciężkie męki czekają.” Po tak stanowczéj odpowiedzi, Olibryusz zagroził jéj w istocie mękami i kazał zamknąć do więzienia. Święta całą noc spędziła na modlitwie, wśród któréj Pan Bóg napełniał jéj serce niebieskiemi pociechami, i ukrzepił w nadziei że męczeńską koronę, któréj tak dawno pragnęła, otrzyma.

Nazajutrz Wielkorządca znowu ją powołał, i jeszcze pochlebniejszemi i łagodniejszemi słowy, usiłował zachwiać jéj stałość. Zapowiedział jéj najwyraźniéj że ma do wyboru: albo stać się jego żoną, i używać szczęścia które zapewniał jéj wielki jego majątek i wysoki urząd jaki piastował, albo przygotować się na męki i śmierć nawet, jeśli bożkom cesarskim czci publicznéj nie odda. Święta na to wszystko odpowiedziała mu toż samo co i w poprzedzających z nim rozmowach, a wtedy poganin ten, przechodząc z jednéj namiętności do drugiéj, wpadłszy w złość, zawołał katów i kazał Reginę okuć w obręcz żelazną, która łańcuchem przytwierdzoną została do muru w więzieniu. Sam zaś mając odbyć długą podróż do Niemiec, wydał rozkaz aby ją tak trzymano dopóki publicznie nie odda pokłonu bożyszczom.

W męce téj tak barbarzyńskiéj cały miesiąc pozostawała Regina, przykuta do ściany w ten sposób że ani położyć się, ani usiąść nie mogła, a prócz tego na inne jeszcze dotkliwsze dla jéj serca narażona była próby. Do więzienia przychodził ojciec jéj i rodzina i wszyscy najznakomitsi mieszkańcy miasta Alicyi i z okolicy, najusilniéj a niektórzy ze łzami prosząc ją i zaklinając, aby się od téj srogiéj katuszy wyzwoliła, a nawet i od śmierci, która ją w końcu niechybnie czeka, i oddała cześć bożkom.

Wszystkiemu temu mężna ta piętnastoletnia dziewica, za łaską Pańską oparła się, tak że po miesięcznéj podróży Olibryusz powróciwszy, kazał ją znowu przed sobą stawić, a sądząc że ją teraz skłonniejszą do swoich żądań znajdzie, zrazu według swego zwyczaju łagodnie ją do tego nakłaniał, następnie zagroził mękami niezwłocznemi jeśli się Chrystusa nie wyrzeknie. Widząc zaś równie jak wprzódy niezachwianą jéj stałość; kazał ją rozciągnąć na rusztowaniu i smagać knutami, które u końców miały żelazne haczyki. Tłumy ludu zbiegły się na to okrutne widowisko; a gdy ze świętéj dziewicy krew strumieniem lać się zaczęła, zewsząd dały się słyszeć krzyki oburzenia, które przestraszyły tyrana i ten kazał powstrzymać knutowanie, a Świętą do więzienia odprowadzić. Regina padłszy tam na kolana, i dziękując Bogu za łaski jakie już dotąd odebrała, gorąco prosiła Pana Jezusa, aby jéj i nadal nie opuszczał. Wtedy pocieszył ją Pan Bóg widzeniem cudowném. Ujrzała ogromny krzyż sięgający aż do Nieba, u wierzchu którego była gołębica tak jaśniejąca, iż całe więzienie zostało oświecone, a oraz usłyszała głos z nieba mówiący: „Bądź mężną godna Oblubienico Chrystusowa, dziewictwo i stałość twoja wysłużyły ci już koronę którą wkrótce otrzymasz.” Pokrzepiona takiém objawieniem, Święta nie czuła już żadnego bolu z ran odniesionych i nowego nabrała męstwa.

Nazajutrz Olibryusz kazał wszystkie jéj rany palić pochodniami, i pastwiąc się nad nią z barbarzyństwem niesłychaném, po mękach ogniem zadanych zanurzał ją w zimną wodę. Mężna dziewica przeniosła to wszystko nie czując najmniejszego bolu, a gdy przemawiając do ludu głosiła Chrystusa, ujrzała unoszącą się nad nią tę samę gołębicę którą widziała w więzieniu, a która przyniosła w dziobie koronę, i złożyła ją na jéj głowie. Podczas zaś gdy się to działo wszystkim obecnym dał się słyszeć głos z Nieba: „Pójdź Regino, pójdź królować na wieki w Niebie z twoim Oblubieńcem Boskim, pójdź odebrać nagrodę należną twojéj wytrwałości.” Na widok takiego cudu ośmiuset pięćdziesięciu pogan tam zgromadzonych nawróciło się, a Wielkorządca widząc wielkie w ludzie wzburzenie, rozkazał aby Reginę niezwłocznie ścięto. Poniosła męczeństwo 7 Września około roku Pańskiego 253. Po ustaniu prześladowania, na grobie jéj zbudowano kaplicę, a wkrótce potém stanął tam obszerny klasztor, przy którym z upływem wieków zabudowało się miasteczko, do dziś dnia od jéj imienia, miasteczkiem świętéj Reginy zwane.

Pożytek duchowny

Jak wielu Świętych Pańskich, tak i błogosławiona Regina dziś uroczystująca, w czytaniu Żywotów Świętych Męczenników, znalazła źródło swojego uświęcenia i przyszła do tego że ich wiernie naśladując i sama koronę męczeńską otrzymała, Staraj się aby i ciebie czytanie Żywotów Świętych pobudzało do jak najwierniejszego ich naśladowania.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławioną Reginę dziewicę i Męczenniczkę, przez czytanie dziejów wielkich sług Twoich, do jak najwierniejszego służenia Ci pobudził skutecznie, spraw prosimy za jéj pośrednictwem i zasługami, abyśmy także jak najwierniéj służąc Ci, wraz z nią w Niebie wychwalali Cię na wieki. Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 756–758.

Tags: św Regina „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik wychowanie
2020-08-26

Św. Zefiryna, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 221.

(Żywot jego napisany był przez Euzebiusza, i innych dawnych Kościelnych pisarzy.)

Święty Zefiryn był Rzymianinem, synem Abundiusza mieszkańca tego miasta. Przyszedł na świat w połowie II-go wieku. O pierwszych latach jego życia żadnych nie posiadamy szczegółów. To tylko wiadomém jest, że rodzice jego byli chrześcijanami i znani powszechnie z wielkiéj prawości i najprzykładniejszego życia.

Byłyto czasy, kiedy Rzym był nie tylko ogniskiem wiary, ale oprócz tego zamieszkali w nim wierni byli wzorem wszystkich cnót chrześcijańskich, i tam najwięcéj ich za wiarę oddawało życie. Ze wszystkich części świata wielka liczba chrześcijan wszelkiego stanu płci i wieku, przybywała do téj stolicy Katolicyzmu, aby zapatrywać się na cnoty któremi się jéj mieszkańcy odznaczali, i naśladować ich przykłady. Upowszechniona ta sława wiernych w Rzymie mieszkających, może właśnie dać wyobrażenie czém był święty Zefiryn, kiedy po śmierci Papieża świętego Wiktoryna, Sam Pan Bóg znakiem z Nieba zesłanym, cudownie oznajmił, iż w całém duchowieństwie nikt nie był godniejszym nad niego do piastowania najwyższego Pasterstwa. Co miało miejsce w następujący sposób:

Straszne prześladowanie chrześcijan za cesarza Sewera rozsrożyło się było do najwyższego stopnia. Bardziéj niżeli kiedy, Kościoł potrzebował mężnego i świętego sternika. Jedenaście już dni upływało, jak wierni zgromadzeni z duchowieństwem, trwali na ciagłéj i gorącćéj modlitwie, prosząc Pana Boga aby pokierował wyborem na Papieża, kiedy oto wśród zgromadzenia, gdzie był obecny święty Zefiryn, Duch Święty zstąpił na niego cudownie w kształcie gołębicy, która spoczęła na jego głowie. Znak tak widoczny, wskazujący niejako wybór przez samego Boga uczyniony, utwierdził duchowieństwo w myśli zamianowania na Papiestwo Zefiryna, co już i bez tego zamierzali uczynić, i z zadowoleniem wielkiém wszystkich, tak wiernych jak i całego duchowieństwa, roku Pańskiego 202, wyniesiony na Stolicę Apostolską, ogłoszony on został następcą świętego Wiktoryna.

Niezwłocznie przekonano się, że w istocie to Duch Święty wybrał takiego Papieża, w chwili kiedy Kościoł na wielkie wystawiony był burze. W pierwszym bowiem roku jego Papiestwa, a który był dziesiątym panowania cesarza Sewera, monarcha ten który z początku zdawał się dość przychylnym dla chrześcijan, ogłosił postanowienia, które dały początek Jednemu z najcięższych prześladowań Kościoła. Święty Zefiryn poznał dobrze jakie miał względem niego Pan Bóg zamiary, wynosząc go na Stolicę Apostolską w tak trudnych czasach, a wsparty łaską Pańską, nie uląkł się tego. Gorliwość jego o dobro powierzonéj mu trzody, i miłość dla Chrystusa Pana, skłaniały go nawet z pierwszego razu, aby co prędzéj mógł krew swoję za Niego wylać; lecz miarkując iż osierocenie trzody w takiéj chwili, na większe jeszcze narażałoby ją niebezpieczeństwa, wstrzymał się od tego. Nie szczędził jednak trudów i wszelkich zabiegów, aby chrześcijan utwierdzać w wierze, pocieszać wśród klęsk które ich spotykały, i najwyższego Pasterstwa swojego obowiązki jak najwierniéj spełniał.

Odwiedzał wiernych po najuboższych mieszkaniach, przedzierał się do więzień gdzie byli trzymani, udawał się w góry okoliczne, i tam ich po jaskiniach w których się kryli wyszukiwał, aby im udzielać Sakramenta święte, pokrzepiać na duchu, i wspierać jałmużną. Co większa: towarzyszył Męczennikom na rusztowanie, i narażając się na największe niebezpieczeństwo, do ostatniéj chwili ich tam nie odstępował.

Nareszcie po dziesięcioletnich prześladowaniach, doczekał się po śmierci cesarza Sewera, spokojnych czasów dla Kościoła. Skorzystał z nich święty ten Papież, aby znowu stanąć w obronie wiary, napadanéj od wewnętrznych nieprzyjaciół. Odszczepieńcy bowiem różnego rodzaju, korzystając z pokoju jakiego używali chrześcijanie ze strony pogan, uderzyli tém zapamiętaléj na Kościoł. Kacerze potępieni przez Papieża Wiktoryna, nanowo głowę podnieśli. Święty Zefiryn tak dzielnie przeciw nim wystąpił, iż oni sami mówili, że nikt lepiéj nad niego nie zbijał dotąd bluźnierstw jakie miotali przeciwko Bóstwu Chrystusa Pana. Z tegoto powodu, święty Optat zalicza nawet Zefiryna do liczby Doktorów Kościoła.

Prokseusz rodem z Azyi, zuchwały kacerz, przybył do Rzymu za Papiestwa jeszcze świętego Wiktoryna, a umilkłszy na czas pewien, za rządów świętego Zefiryna zaczął nanowo szerzyć swoje o tajemnicy Trójcy Przenajświętszéj błędy, przeciwne nauce Kościoła. Święty Zefiryn użył wszelkich środków aby go opamiętać, miał z nim długie rozprawy publiczne, zbił najzupełniéj wszystkie jego brednie, trafił nawet do jego serca, nawrócił go, i do społeczeństwa wiernych przyjął. Jednakże nieszczęsny ten herezyarcha, nie wytrwał na téj drodze. Udawszy się z Rzymu do Afryki, zapadł nanowo w swoje błędy, i w odszczepieństwie od Kościoła umarł.

Lecz zato większą miał pociechę nasz Święty z innym nawróconym przez niego odszczepieńcem. Natalis, który się już odznaczył był w Kościele wielkiemi zasługami, powodowany chciwością, przyłączył się był do sekciarzy tak zwanych Teodoryanów. Bolejąc nad tém Zefiryn, zawezwał go do siebie, długo z nim rozmawiał, i z wielką miłością pobudzał do wyrzeczenia się kacerstwa w które zapadł. Lecz było to napróżno. Następnéj nocy, Natalis surowo zato przez Aniołów skarany został. Kara takowa, którą Pan Bóg w miłosierdziu Swojém go dotknął, wyratowała go i nawróciła. Nazajutrz Natalis przybrany w worek pokutny, z posypaną głową popiołem i sznurem u szyi, upadł do nóg świętego Zefiryna, a wielu wiernych widząc jego szczerą skruchę, wstawiło się do Papieża, prosząc aby mu przebaczył i na łono Kościoła go przywrócił.

Święty Zefiryn naznaczywszy mu odpowiednią pokutę, aby przez nią zadośćuczynił za zgorszenie którego był powodem, z wielką dla swego ojcowskiego serca pociechą uwolnił go od zaciągniętéj przez niego klątwy. Uszczęśliwiony Natalis, powodowany uczuciem pokory, wszystkich obecnych wtedy chrześcijan nogi ucałował, przepraszając za zgorszenie jakiego był powodem. Odtąd żyjąc świątobliwie, w jedności z Kościołem zszedł z tego świata.

Tertulian żyjący podówczas i znajdujący się w Rzymie, ośmielił się głośno naganiać zbytnią, jak ją nazywał, w tym razie pobłażliwość Zefiryna. Gdy mu o tém doniesiono, zasmucił się, przewidując iż pycha któréj Tertulian dawał w tym razie nowy dowód, stanie się w końcu jego własną zgubą. Jakoż, z wielkim dla Papieża smutkiem jak również i dla całego Kościoła, znakomity ten mąż, który był jakby jego filarem, ulegając pysze, zapadł w odszczepieństwo i w tym stanie umarł.

Święty Zefiryn wydał wiele najpożyteczniejszych postanowień, tyczących się karności kościelnéj. Między innemi, zakazał aby nie poświęcano przenajświętszéj Krwi Chrystusa Pana w kielichach drewnianych, jak to czyniono do jego czasu z powodu wielkiego ubóstwa chrześcijan. Postanowił także aby święcenia kapłanów odbywały się publicznie, i aby wtedy zgromadzeni wierni, mogli występować z zarzutami przeciwko tym którychby niegodnymi tego dostojeństwa uznawali. Nakazał, aby wszyscy wierni do Komunii świętéj przystępowali, w czasie Wielkanocy. Rozsądzanie spraw Biskupów, zastrzegł samym Papieżom, albo ich Delegatom. Polecił, aby wszyscy kapłani i dyakoni obecni przy Mszy biskupiéj, asystowali mu do niéj. Wydał prócz tego i wiele innych rozporządzeń, dowodzących jego pieczołowitości o dobro powszechnego Kościoła.

Nakoniec pełen zasług, po ośmnastoletniém zasiadaniu na Stolicy Apostolskiéj, otrzymał koronę męczeńską 26 Sierpnia roku Pańskiego 221, za panowania Antonina Heliogabala. Pochowany został na cmentarzu Kaliksta, przy drodze Apijskiéj, zkąd późniéj do Jednego z kościołów Rzymskich przeniesiony został.

Pożytek duchowny

Tak jak na Kościoł Boży zwykle silniéj uderzają wewnętrzni jego nieprzyjaciele, to jest heretycy, gdy on na zewnętrzne uciski i prześladowania mniéj jest wystawionym, tak i na duszę nacierają silniejsze wewnętrzne pokusy, gdy ona na drodze Bożéj, mniéj napotyka przeszkód zewnętrznych. Jeśli więc doznajesz prześladowania od ludzi, ciesz się i dla tego, że cię to uwalnia od wielu innych ciężkich pokus, którym możebyś się oprzeć nie umiał,

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy Wszechmogący Boże, abyśmy oddając cześć zasługom błogosławionego Zefiryna Męczennika Twojego i Papieża, z przykładów życia jego korzystać umieli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 720–722.

Tags: św Zefiryn „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik herezja
2020-08-22

Św. Tymoteusza, Hipolita i Symforiana, Męczenników

Żyli w wieku czwartym, trzecim i drugim.

(Żywoty ich wyjęte są z dziejów męczeńskich Rajnarta.)

Święty Tymoteusz słynący w Kościele z wielkiéj nauki i gorliwości o chwałę Bożą, był rodem z miasta Antyochii w Syryi. Przybył do Rzymu w IV wieku, za Papiestwa świętego Melchiada, i zamieszkał w domu świętego Sylwestra, który późniéj został Papieżem. Oddał się całą duszą ogłaszaniu Ewangelii i nawracaniu pogan. Wkrótce téż, z taką odwagą poświęcał się tym usługom, że go oskarżono przed Wielkorządcą Tarkwiniuszem, jako jednego z najgorliwszych chrześcijan. Ten kazał go uwięzić, po kilku dniach stawił przed sobą i użył wszelkich środków, aby go przywieść do odstępstwa wiary świętéj. Gdy nie mógł tego dokazać, kazał go zbić okrutnie i odprowadzić do więzienia. Długo go tam męczono głodem, a potém zaprowadzono do świątyni pogańskiéj, aby ofiarę bożkom złożył. Święty, z największém oburzeniem odpowiedział, iż tego nigdy nie uczyni. Wtedy wydano go katom, którzy zadawszy mu najstraszniejsze męki, zanurzyli go w palące się wapno. Wszystko to przeniósł z niezachwianą stałością i nakoniec został ścięty. Święty Sylwester skrycie zabrał jego ciało, a pewna pobożna chrześcijanka imieniem Teodora, ze czcią należną pochowała je w swoich ogrodach, przy drodze Ostyeńskiéj, obok grobu świętego Pawła Apostoła, zkąd późniéj przeniesiony został do kościoła tegoż Świętego.

· · ·

Święty Hipolit był także jednym z wielkich świeczników Kościoła, tak ze swojéj znakomitéj nauki jak i świątobliwości. Żył w wieku trzecim. Godny uczeń świętego Klemensa Aleksandryjskiego, pozostawił wiele dzieł teologicznych pełnych głębokiéj nauki, z których kilka przechowało się dotąd. Był Metropolitą wszystkich kościołów w Arabii, a po pewnym czasie, zrzekłszy się téj godności udał się na pielgrzymkę do Rzymu, dla uczczenia grobów świętych Apostołów Piotra i Pawła. Papież święty Kalikst, zrobił go Biskupem Dyecezyi Porto, we Włoszech, i trzymał go ciągle przy swoim boku, używając do najważniejszych spraw Kościoła powszechnego. Wkrótce potém, Ulpian zamianowany przez cesarza Aleksandra Sewera Wielkorządcą miasta Rzymu, zawzięty wróg chrześcijan, uwięził Hipolita, a gdy ten stał wiernie przy wierze świętéj, kazał go związanego wrzucić w rów napełniony wodą, gdzie utonął, poniosłszy męczeństwo roku Pańskiego 225.

· · ·

Święty Symforyan, którego śmierci za wiarę pamiątkę w tymże dniu Kościoł obchodzi, był rodem Francuz, z miasta Otę (Autun). Pochodził z zamożnego i bardzo znakomitego rodu. Wychowany starannie, w naukach świeckich wysoko był wykształcony. Żył w pierwszéj połowie III wieku, kiedy jeszcze i kraj jego i miasto rodzinne z samych prawie pogan złożone było. Zdarzyło się, iż ojciec jego nazwiskiem Faust, przyjął był w gościnę do domu swojego, świętych Benigna i Antochiusza, przez których, młodego jeszcze podówczas Symforyana, Pan Bóg do wiary świętéj przywiódł.

Od téj pory odznaczał się on wszystkiemi chrześcijańskiemi cnotami w wysokim stopniu. Otoczony wielkiemi zbytkami w rodzicielskim domu, wiódł życie bardzo umartwione. Oddając się naukom, stronił od światowych zabaw, a znaczne pieniądze jakie mu ojciec do rozporządzenia dawał, obracał na miłosierne uczynki. Stał się téż młodzieńcem tak doskonałym, że nie tylko mała liczba chrześcijan jaka się tam znajdowała, miała w nim wzór pod każdym względem godny naśladowania, lecz i sami poganie z wielką czcią dla niego byli. W skutek nawet tego, gdy do miasta Otę przybył na Wielkorządcę Herakliusz, przysłany tam umyślnie przez cesarza Marka Aureliusza do wyszukiwania i prześladowania chrześcijan, nikt nie miał serca oskarżyć Symforyana, że do liczby wiernych należy, lubo powszechnie było to wiadomém.

Miasto Otę miało bardzo wiele świątyń pogańskich, a szczególnie oddawano tam cześć boginiom Cybelli i Dyanie i bożkowi Apolinowi. Dnia pewnego, całe miasto wyległo na procesyą uroczystą, którą odprawiano na cześć Cybelli jako matki bożków wszystkich. Nadszedł na to święty Symforyan, a widząc bożyszcze niesione z wielką okazałością, gdy zawołano na niego aby się pokłonił, nietylko tego nie uczynił, lecz i do pogan, odwodząc ich od tego, przemówił. Schwytano go przeto niezwłocznie, i stawiono przed Herakliuszem. Ten zasiadłszy na trybunale, spytał Symforyana: „Jak się nazywasz i kim jesteś?” Święty odpowiedział: „Nazywam się Symforyan, jestem chrześcijaninem.” – „Jesteś chrześcijaninem, zawołał na to Wielkorządca, jakżeś się mógł dotąd ukryć przede mną? Lecz najprzód powiedz, dla czegoś nie chciał oddać czci bogini Cybelli, która jest matką naszych bożków?” Nato odrzekł Symforyan: „Powiedziałem już iż jestem chrześcijaninem, więc cześć oddaję tylko Bogu prawdziwemu, Stwórcy Nieba i ziemi, a że wasze bożyszcze bogiem nie jest, tegobym wam najłatwiéj dowiódł: dajcie mi młot, a gdy w nie uderzę, w kawałki się ono rozkruszy.” Wówczas zawołał Herakliusz: „Człowiek ten nietylko jest chrześcijaninem, ale bluźni przeciw bogom naszym.” I zwracając się do urzędników go otaczających „Co on jest za jeden?” spytał. „Jestto, odpowiedziano mu, syn najznakomitszego pana tego miasta.” Wtedy kazał mu Wielkorządca odczytać wyrok cesarza Marka Aureliusza, w którym nakazano było zmusić każdego chrześcijanina do oddania czci bożkom, a gdyby tego nie uczynił, ukarania go śmiercią. Poczém rzekł do Symforyana: „Widzisz że nie jest w mojéj mocy inaczéj postąpić: albo oddasz cześć bożkom, albo śmierć poniesiesz.” – „Nigdy tego nie uczynię, odpowiedział Święty, abym bałwanom, które są sprawą szatanów, miał pokłon oddawać. Więcéj bowiem obawiam się Boga mojego, niż groźby ludzkiéj: gdyż Bóg chrześcijański, o ile jest hojnym i miłosiernym w wynagradzaniu zasług tych którzy Mu są wierni, o tyle jest straszny i surowy, gdy zmuszony jest karać grzech odstępstwa od wiary. Jeśli stale przy niéj trwać będę, za łaską Jego, pewien jestem że dostąpię wiecznéj szczęśliwości i dostanę się do portu zbawienia, chociażby piekło najstraszniejsze burze na mnie zesłało.”

Sędzia widząc taką stałość w młodzieńcu, skazał go na srogie uknutowanie i zamknięcie w więzieniu, dając mu kilka dni do namysłu. Po upływie zaś tego czasu, powtórnie go przywołał. Gdy go wywiedziono z więzienia, okowy które miał same opadły. Herakliusz tą razą w najłagodniejszy sposób zaczął do niego przemawiać, obiecując mu nietylko wolność, ale i wielkie łaski cesarskie, jeśli bogom ofiarę złoży, i przydał w końcu: „Pozwól żebym kazał wznieść tu ołtarz dla Cybelli, i posłuchaj mojéj rady, oddaj jéj cześć, a za to otrzymasz na dworze cesarskim, jeden z pierwszych urzędów.” – „Wysoki urzędnik, odrzekł na to Symforyan, uwłacza samemu sobie, gdy używa swojéj władzy, na podejście tego, który się w jego ręce dostał. Bądź przekonany, że się śmierci nie obawiam, która jak mnie i ciebie tak i każdego prędzéj lub późniéj spotka. Odrzucam wszelkie łaski i dary, za które miałbym odstąpić Chrystusa, który mi to nagrodzi darami niebieskiemi.” Wtedy rzekł mu z gniewem Wielkorządca: „Nadużywasz cierpliwości mojéj Symforyanie. Skończmy już; raz jeszcze mówię ci, masz do wyboru: albo pokłonisz się bogini Cybelli, albo każę ci ściąć głowę, i u nóg jéj złożyć.” – „Ciało moje, odrzekł Święty, w twojéj jest władzy, lecz dusza moja jest niepodległą twojemu trybunałowi, a przytém dozwól żebym ci powiedział, że dziwi mnie iż człowiek tak rozumny jak ty jesteś, nie oburza się na cześć oddawaną bożkom, którzy żyjąc tu na ziemi, byli po większéj części wielkimi rozpustnikami, i w których wiara jest dziełem szatańskiém.” Herakliusz słysząc to, już więcéj nie wdawał się w rozprawy z Symforyanem, i skazał go na śmierć.

Gdy Świętego wiedziono na miejsce stracenia, przy saméj bramie miasta, spotkała go matka, poważna matrona, powszechnie wielce szacowana. Błogosławiła go rzewnie płacząc, a gdy poszedł daléj, wstąpiła na wierzch muru miejskiego, wołając: „Dziecię drogie, Symforyanie, patrz na Boga za którego umierasz, i nie spuszczaj z Niego oczu. Synu miły, nie lękaj się śmierci, która ci da życie wieczne. Wznieś serce twoje do Nieba, gdzie oczekuje cię Ten, który tam króluje. Dziś życie marne i doczesne, zamieniasz na wieczne, i na wieki szczęśliwe. O! błogosławiona zamiano!” Słowa te dodały nowego męstwa świętemu młodzieńcowi: w kilka chwil potém schylił głowę pod miecz katowski, i otrzymał koronę niebieską. Zwłoki jego, wierni pochowali blizko miejsca gdzie był umęczony, a późniéj wzniesiono tam wspaniały kościoł, pod jego wezwaniem.

Pożytek duchowny

W życiu wczorajszéj Świętéj, podziwiałeś męstwo matki, rozstającéj się z dziećmi jéj drogiemi, gdy tego po niéj Pan Bóg wymagał; w matce świętego Symforyana, masz znowu obraz chrześcijanki, zagrzewającéj do poniesienia męczeńskiéj śmierci ukochanego syna. Uważaj, jak te uczucia są różne od uczuć tych dusz które nie ożywia silna wiara, i staraj się aby twoje były takiemi, jakie w sercu chrześcijańskiém być powinny.

Modlitwa (Kościelna)

Wspomożenia Twojego Panie, prosimy użycz nam miłościwie, a za wstawieniem się błogosławionych Męczenników Twoich Tymoteusza, Hipolita i Symforyana, prawicę Twojéj litości, rozciągnij nad nami. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 705–707.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 665

Największą troską, jaka przejmowała św. Symforiana, było staranie o duszę, chętnie przeto ofiarował ciało swe oprawcom, aby duszy nieśmiertelnej nie utracić. Ciało nasze jest ulepione z gliny i w proch się obróci, natomiast dusza jest obrazem doskonałości Stwórcy. Aby ocalić dusze ludzkie, nie wzdrygał się Syn Boży zstąpić z Niebios na ziemię, żyć 33 lata w ubóstwie i pogardzie, i przelać krew swoją najświętszą na krzyżu. Święty Chryzostom pyta: „Czy chcesz wiedzieć, człowiecze, ile warta dusza twoja? Otóż jednorodzony Syn Boży ofiarował swą krew nieocenioną, aby zbawić twą duszę”. Tę tak drogo odkupioną duszę obrał sobie przy chrzcie świętym Duch święty jako mieszkanie swoje. To przebywanie Ducha świętego w tym przybytku nie może być z niczym porównane, dlatego też Piotr św. nazywa duszę człowieka rajem.

Bóg wszystko czyni, ażeby duszę tę wydrzeć ze szpon szatana, który bez wytchnienia, już to chytrością i przebiegłością, już też przemocą stara się zawładnąć nią i zgubić. Jeśli przeto chrześcijanin utraci duszę, utraci wszystko. Dla duszy stworzył Bóg Niebo, jej też przyrzekł samego siebie i Królestwo niebieskie. Jeśli przeto przez grzech śmiertelny zgubimy duszę, wtedy utracimy najwyższe dobro, zbawienie wiekuiste. Gdybyśmy mieli dwie dusze, wtedy moglibyśmy zaryzykować jedną, ale mając tylko jedną, z jej zgubą tracimy wszystko. Słusznie tedy mówi Zbawiciel: „Na cóż ci się zda pozyskać świat cały, jeśli poniesiesz szkodę na duszy”. Święty Symforian nie dbał o ciało, pragnął tylko ocalić duszę, wiedząc, że ciało zmartwychwstanie w chwale wiekuistej. Nie zapominajmy przeto o duszy; jeśli namiętności i żądze czynią nas skłonnymi do grzechu, jeśli się do nas zbliża kusiciel i chce nas usidlić w swe pęta, jeśli szatan sili się nas omamić, wtedy pomyślmy sobie: „Jakto, dla lichej rozkoszy, dla marnych i znikomych korzyści, miałbym zaryzykować to, co mam najdroższego, tj. duszę swoją?” Spójrzmy na wizerunek Ukrzyżowanego i mówmy w skupieniu ducha: „Duszo moja, krwią najdroższą Syna Bożego i Zbawiciela naszego okupiona zostałaś. Nie grzesz więcej i pomnij na to, jak wielką uczynił ofiarę Pan Jezus dla twego dobra. Nie grzesz, gdyż w przeciwnym razie wszystko utracisz!”

Tags: św Tymoteusza św Hipolit św Symforian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik matka
2020-08-14

Św. Euzebiego, Kapłana i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 380.

(Żywot jego wyjęty jest z dziejów męczeńskich kościoła Rzymskiego.)

Święty Euzebi Męczennik, którego tu żywot podajemy, znany jest tylko z autentycznych dziejów męczeńskich kościoła Rzymskiego, które szczegóły jego za wiarę poniesionéj śmierci zamieszczają. Zkąd jednak był rodem i gdzie jego męczeństwo nastąpiło, nie ma o tém wyraźnéj wzmianki.

Żył on w czwartym wieku za panowania cesarza Dyoklecyana i Maksymina, jak wiadomo okrutnych prześladowców Kościoła, a w miejscu gdzie przebywał, Wielkorządcą cesarskim był Maksencyusz, głośny ze swojéj zawziętości, przeciwko wiernym, i z barbarzyństwa z jakiém się obchodził z nimi, gdy oskarżeni o wyznawanie wiary świętéj przed trybunałem jego stawali. Euzebiusz był kapłanem wielkiéj świątobliwości, gorliwie poświęcającym się na usługi wiernych, pomimo niebezpieczeństwa jakie to wtedy szczególnie na duchownych ściągało. Gdzie tylko mógł zgromadzić pewną liczbę chrześcijan, miewał do mich przemowy, uczył ich tajemnie wiary, zagrzewał do wytrwałości wśród prób na jakie ciągle wystawieni byli, sposobił na gotowość do męczeństwa, i udzielał im Sakramenta święte.

Przez czas pewien, dopóki jeszcze Dyoklecyan i Maksymin nie wydali okrutnych wyroków na chrześcijan które sprowadziły dziesiąte i ostatnie powszechne prześladowanie, gorliwość świętego Euzebiego i jego tak wielkie poświęcenie się dla Kościoła, chociaż powszechnie znane, nie ściągnęło na niego uwagi urzędników pogańskich. Lecz skoro ci, a szczególnie Maksencyusz, który niecierpliwie wyglądał chwili żeby mógł nad chrześcijanami pastwić się, dowiedział się że ma wyjść wyrok cesarski nakazujący jak najsroższe obchodzenie się z wiernymi, nie czekając nawet tego ogłoszenia, kazał schwycić Euzebiego, i stawić go przed sobą. Ponieważ to był oddawna niezdarzający się wypadek, więc poganie, spragnieni barbarzyńskich widowisk jakie im wyprawiano przy męczeństwie wyznawców Chrystusowych, tłumnie zgromadzili się przed trybunał Maksencyusza kiedy miał Euzebiego sądzić. Ujrzawszy go, zaczęli wydawać okrzyki dzikiéj radości, pobudzające Wielkorządcę do jak najsurowszego obejścia się ze Świętym, który już wtedy podeszłego był wieku a dziwnie powabnéj i poważnéj postaci starcem. Cała jego postawa nadzwyczaj była ujmującą, na obliczu malowała się wielka słodycz, a wszystkie rysy jego wyrażały szczególne męstwo i stałość charakteru. Barbarzyńskie okrzyki, cały przyrząd do mąk jakie mu przeznaczano, znana nienawiść sędziego do chrześcijan, nie poruszyły go wcale. Stał spokojny i gotów na wszystko, a podniesioném do Boga sercem prosząc o potrzebne do wytrwałości łaski. Widok jego samego Maksencyusza poruszył, i ten przez chwilę jakby się zawahał co ma czynić, gdy okrzyki ludu zniewoliły go przystąpić bez zwłoki do nakazania Świętemu aby cześć oddał bożkom. „Masz złożyć ofiarę bogom cesarskim, rzekł do niego groźnie, a jeśli tego dobrowolnie nie uczynisz zmuszę cię siłą.” Euzebiusz odpowiedział: „Napisano jest w prawie: Będziesz czcił Pana Boga twego i Jemu Samemu służył.” – „Długo rozprawiać z tobą nie będę. zawołał Maksencyusz. Masz do wyboru: albo umrzeć na mękach, albo składać zaraz ofiary bogom.” – „Uczynić tego nie mogę, odpowiedział Święty, gdyż sam rozum sprzeciwia się temu aby cześć oddawać kamieniom, które są jedną z najkruchszych rzeczy jakie Pan Bóg stworzył.” – „Widzę, powiada na to sędzia, że jesteś z liczby tych ludzi których nazywają chrześcijanami, a którzy do tego stopnia są zaślepieni że przekładają śmierć nad życie.” – „Zaślepieni nie jesteśmy odrzekł Euzebi, gdyż właśnie bezbożnością jest i prawdziwą ciemnotą nie uznawać światła nauki chrześcijańskiéj, a wierzyć w brednie pogańskie.” – „Widzę powiada mu na to Maksencyusz, że łagodność z jaką się z tobą obchodzę, czyni cię tém zuchwalszym, mówię ci przeto po raz ostatni: oddaj cześć bogom, albo żywcem spalony zostaniesz.” – „Groźby twoje, odrzekł sługa Boży, ani mnie zadziwiają ani przestraszają. Wiem że korona która mnie w Niebie czeka, będzie tém świetniejszą, im cięższe tu męki przeniosę dla Chrystusa.” Wtedy tyran zawezwał katów, i kazał Euzebiego rozciągnąć na rusztowaniu.

Oprawcy w téjże chwili spełnili ten rozkaz: z całéj siły rozciągnęli go czterema sznurami w powietrzu, i zaczęli rozdzierać ciało jego żelaznemi hakami. Euzebi wśród téj katuszy nie wydał ani jęku, a od chwili do chwili powtarzał głośno: „Zbaw mnie Panie Jezu Chryste, zbaw mnie. Czy żywi czy umarli Twoimi jesteśmy.” Widząc Maksencyusz że męki te przywieść Świętego do odstępstwa nie mogą, kazał je przerwać, odwiązać od rusztowania Euzebiego, i rzekł mu: „Czy wiesz o wyroku senatu, który nakazuje aby wszyscy mianujący się chrześcijanami, złożyli publicznie cześć bogom?” – „Znany mi ten wyrok, odpowiedział starzec, lecz rozkazy Boga wyższe są nad rozkazy ludzkie.” Maksencyusz widząc iż go przemódz nie zdoła, wydał wyrok aby go poprowadzono na stos i spalono.

Mężny wyznawca szedł spokojnie za oprawcami, a święta radość malowała się na jego obliczu. Na widok jego stałości i odwagi lud zgromadzony zdjęty został litością. Widząc to Maksencyusz i sam uwielbiając wytrwałość świętego starca, przywołał go jeszcze napowrót i rzekł do niego. „Dla czego dobrowolnie wydajesz się na śmierć, kiedy ci tak łatwo uchronić się tego?” Święty, który wiedział że wtedy cesarz Maksymin znajdował się w tém mieście gdzie go męczono, oświadczył Maksencyuszowi, że chce być przez niego samego słuchanym. Żądał zaś tego z téj przyczyny, że prawo rzymskie zastrzegało każdemu obywatelowi takiemu jakim był Euzebi, przywiléj, odwoływania się do cesarza, Wielkorządca téż chętnie się na to zgodził. Odprowadzono więc Świętego do więzienia, a Maksencyusz udał się do Maksymina i zdał mu sprawę z tego co zaszło. Cesarz kazał Euzebiego stawić przed sobą, chociaż jeden z urzędników obecny pierwszemu jego badaniu ostrzegał, że skoro go cesarz usłyszy, ulegnie wpływowi jaki starzec ten wywiera na wszystkich i da się zmiękczyć. Maksymin tém bardziéj zaciekawiony, kazał go niezwłocznie przywołać.

Gdy okazał się Euzebi, wszystkich uderzyła jego powabna postać i wyraz oblicza malujący wielką słodycz, radość a oraz niezachwiane męstwo. Maksymin wpatrując się w niego, także doznał jakiegoś uczucia i litości i poszanowania, i rzekł łagodnym głosem: „Z jakiego powodu stajesz tu przede mną: odpowiadaj śmiało, nie masz czego się lękać, ja pragnę uratować ci życie.” – „Ratunku spodziewam się, odpowiedział starzec, nie od ludzi lecz od Boga, który przyrzekł wspierać sługi Swoje. Lubo przewyższasz tu wszystkich władzą i potęgą, jesteś jednak jak każdy z nas śmiertelnym, powtórzę więc przed tobą com już oświadczył: Jestem chrześcijaninem, więc nie godzi mi się oddawać czci bożyszczom z drzewa lub kruszcu ulanym. Muszę słuchać Boga którego wyznaję i który mi tego zakazuje.” – „Cóż w tém złego, rzekł cesarz do Wielkorządcy, że człowiek ten oddaje cześć Bogu, którego nad innych wyższym uznaje. Wszak i my robimy różnicę między naszemi bogami.” Na to Maksencyusz: „Cesarzu, nie ulegaj czarom jakiemi ten człowiek wszystkich omamia. Ten Bóg o którym on mówi, jestto Jezus Nazareński, którego nikt z naszych uznawać za Boga nie ma.” Maksymin dłużéj nie obstawał, obawiając się aby to w oczach pogan powagi jego nie zachwiało. Odszedł więc i kazał Maksencyuszowi, aby sam sprawę Euzebiego zakończył.

Wtedy wielkorządca znowu domagał się od niego, i to jak najgroźniéj, aby złożył ofiarę bożkom, a gdy uczynić tego nie chciał zawołał: „Składaj ofiarę, bo jak tego nie uczynisz wskażę cię na spalenie.” – „Możesz ciało moje spalić na popiół, odpowiedział Święty, lecz dusza moja jest w ręku Boga i ona gróźb twoich się nie lęka. Nie mnie nie przywiedzie do odstępstwa Chrystusa, którego od dzieciństwa wyznaję.” Tyran widząc iż niczém stałości jego nie przezwycięży wskazał go na śmierć. Euzebi usłyszawszy wyrok zawołał: „Dzięki ci Panie mój Jezu Chryste, że mi dozwalasz podzielać los uczniów Twoich” a w tejże chwili, dał się słyszeć głos z Nieba: „Gdybyś nie był stał się godnym wiele wycierpieć, nie byłbyś godnym zasiąść na dworze Króla niebieskiego.” Przybywszy na miejsce stracenia święty Męczennik ukląkł, pomodlił się i jeszcze dziękując Bogu za łaskę męczeństwa, ścięty został 14 Sierpnia około roku Pańskiego 380.

Pożytek duchowny

Te słowa które święty Euzebi słyszał z Nieba w chwili swojéj śmierci męczeńskiéj, a które mu zapowiadały że gdyby był nie cierpiał na ziemi, nie mógłby królować w Niebie, powinny cię utwierdzać w téj prawdzie, że im większe na kogo zsyła Pan Bóg cierpienia, tém to wyraźniejszy znak że duszę jego chce zbawić. Miéj to w żywéj pamięci ile razy cię co smutnego spotka.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Euzebiego Męczennika Twojego, za cierpienia poniesione na ziemi z miłości ku Tobie, koroną niebieską nagrodził; daj nam za jego wstawieniem się i przykładem, z każdego doznanego za życia cierpienia, obfite sobie do Nieba skarbić zasługi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 681–683.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 657

Łagodność i spokój Euzebiusza uczyniła głębokie wrażenie na sercu tak dzikiego i srogiego tyrana, jakim był Maksymian. Sprawdziło się tu słowo Zbawiciela: „Błogosławieni łagodni, albowiem oni posiędą Królestwo niebieskie”. Łagodny panuje nad własnym sercem i namiętnościami i dlatego popędliwi i skłonni do gniewu czują się wobec słodyczy i łagodności bezbronnymi. Bóg znajduje upodobanie w łagodnych i hamujących swą porywczość i przyobiecał im życie wieczne w krainie niebieskiej. Na czymże więc polega ta łagodność? Na hamowaniu wszelkich popędów i porywów niecierpliwości, gniewu, zazdrości i zemsty i na dobrowolnym znoszeniu wszystkiego, co tylko się Bogu podoba na nas zesłać. Łagodny nigdy nie podrażni złośnika, a krzywdy i zniewagi nie odpłaca krzywdą i zniewagą. Najdoskonalszym wzorem łagodności i cierpliwości jest Pan Jezus, który jak baranek pozwolił zaprowadzić się na rzeź. Za Jego to przykładem przejął się święty Euzebiusz słodyczą i łagodnością. Starajmy się także przyświecać innym przykładem łagodności, zwalczać w samym zarodzie wszelkie wybuchy gniewu, a czując w sobie takie porywy, bierzmy się do modlitwy, jako najskuteczniejszego na to lekarstwa. Nie ustając w walce i uciekając się do Przenajsłodszego Serca Jezusowego, odniesiemy w końcu zwycięstwo.

Tags: św Euzebi „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik łagodność gniew
2020-08-13

Św. Hipolita i Kasyana, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 258 i 366.

(Szczegóły ich życia wyjęte są z dzieł wielebnego Bedy i Prudencynsza.)

Święty Hipolit był jednym z tych dowódców gwardyi cesarza Waleryana, któremu poruczona była straż nad świętym Wawrzyńcem, którego męczeństwo pod dniem 10 tego miesiąca jest opisane. Był on świadkiem cudów, jakie ten Święty czynił kiedy jeszcze w więzieniu był zamknięty, i w skutek tego nietylko sam się nawrócił, lecz wraz z nim cała jego rodzina, złożona z dziewiętnastu osób Chrzest święty przyjęła. Od téj pory Hipolit pałał chęcią tak wielką poniesienia śmierci za Pana Jezusa, że patrząc na męki jakie zadawano świętemu Wawrzyńcowi, pragnął aby i jego to samo spotkało; i chcąc wraz z nim umrzeć za wiarę, gotów był głośno wyznać że jest chrześcijaninem. Zaledwie go téż święty Wawrzyniec mógł od tego powstrzymać, nakazując aby milczał i oczekiwał swojego czasu, który wkrótce miał nadejść.

Gdy święty Wawrzyniec chwalebnie dokonał swojego strasznego męczeństwa będąc na ruszcie upieczony, Hipolit wraz z kapłanem na imię Justynem, z wielką czcią zwłoki jego pogrzebał. W trzy dni potém dowiedziawszy się o wszystkiém cesarz, kazał go uwięzić, a zawezwawszy przed swój trybunał zawołał do niego groźnie: „Więc i ty jesteś czarnoksiężnikiem, jak i Wawrzyniec którego ciało pochowałeś?” – „Tak jest w istocie, odpowiedział Hipolit, pochowałem jego ciało, lecz nie jako czarnoksiężnik, tylko jako chrześcijanin, od którego ta cześć mu się należała.” Rozgniewany za to tyran, kazał go tłuc w twarz kamieniami, a gdy ujrzał pod jego odzieniem wojskowém białą szatę którą odziewano świeżo ochrzczonych, kazał ją zedrzeć ze Świętego, a ten rzekł: „Przyodziewasz mnie w świetniejszą jeszcze suknię, zdejmując ze mnie tę którą noszę jako wyznawca Chrystusa.” Waleryan kazał go położyć przed sobą i okrutnie siec rózgami i pałkami, a Święty głośno modlił się, dziękując Panu Bogu, że go czyni godnym ponosić te męki za wiarę. Cesarz bardziej jeszcze rozgniewany zawołał: „Hipolit przez czarnoksięzkie sztuki, nie czuje tych razów: drzyjcie mu więc ciało żelaznemi hakami i obcęgami.” Kaci spełnili ten rozkaz niezwłocznie, a Hipolit ciągle powtarzał: „Jestem chrześcijaninem i chętnie za Chrystusa cierpię.”

Widząc Waleryan że kaci napróżno się męczą i już od znużenia ustają, uciekł się do innego środka: kazał podnieść Hipolita, przywdziać go w jego strój rycerski, i łagodnie zaczął do niego przemawiać. Prosił go aby nie był upartym, aby korzystał z łask cesarskich jakich udzielić mu jest gotów, i upewniał że byle odstąpił Chrystusa podniesie go na wyższy stopień, i obdarzy hojnie. Hipolit mu na to odpowiedział: „Jedyném mojém szczęściem i chlubą jest być żołnierzem Chrystusowym, i pod Jego chorągwią umrzeć.” Tyran wydał wyrok zabrania na skarb rządu wszystkich jego dóbr które były bardzo znaczne, i kazał uwięzić całą jego rodzinę jako chrześcijańską.

Stawiono ich wszystkich nazajutrz przed cesarzem. Między innemi była w téj liczbie staruszka imieniem Konkordia, która wykarmiła i wychowała Hipolita, a która jako najgorliwsza między nimi chrześcijanka wszystkich do męstwa i wytrwałości zagrzewała. Cesarz do niéj najprzód się zwrócił, i przedstawiał jéj żeby wzgląd miała na swój wiek podeszły, a nie była tak zuchwałą jak jéj wychowaniec Hipolit, który to śmiercią odpłaci. Lecz święta niewiasta odpowiedziała mu na to: „I ja, i my wszyscy tu zgromadzeni przed tobą, wolimy zaszczytnie śmierć ponieść za wiarę z Hipolitem, aniżeli okazać się niegodnymi jego naśladowania, a przez to okryć się hańbą przed ludźmi, a co większa zbrodnię popełnić przed Bogiem.” Waleryan uniesiony wielkim gniewem zawołał: „Kto jest ze stanu niewolniczego, tak jak ta niewiasta, nie słowami lecz biciem da się przywieść do rozumu.” Kazał więc bić Konkordyą knutami z ołowiem na końcu, dopóki albo nie wyrzecze się Chrystusa, albo ducha nie wyzionie. Wkrótce téż ona, w oczach Hipolita koronę męczeńską otrzymała.

Wówczas Waleryan Hipolita z całą rodziną, kazał wyprowadzić za bramę Tyburtyńską i tam najprzód wszystkich jego krewnych i sług pościnać. Hipolita zaś na pamiątkę owego pogańskiego młodzieńca tegoż imienia, którego konie rozszarpały, kazał uwiązać do ogona dzikiego rumaka, i tego wypędzić w pole. Wśród tak barbarzyńskiego męczeństwa, Święty oddał Bogu ducha 13 Sierpnia, roku Pańskiego 258. Ciało jego w kawałki poszarpane, tegoż dnia skrycie wyszukane przez kapłana Justyna i innych chrześcijan, pochowane zostało na polu Werańskiém, blizko kościoła świętego Wawrzyńca.

· · ·

Dziś także przypada pamiątka męczeństwa świętego Kasyana, który żył w pierwszéj połowie IV wieku, za panowania Juliana Apostaty, srogiego prześladowcy chrześcijan. Prudencyusz, który pozostawił wiele pism wierszem ułożonych na cześć różnych Męczenników, tak męczeństwo świętego Kasyana opowiada.

„Przejeżdżając przez miasto Imola, mówi on, w podróży mojéj do Rzymu, przyszło mi na myśl pójść na grób świętego Kasyana Męczennika, któremu w tém mieście wielką cześć oddawano. Klęcząc przed jego świętemi zwłokami, ujrzałem obraz który go przedstawiał. Otaczał go tłum dzieci, które ze straszném okrucieństwem pastwiły się nad nim, trzymając w rękach różnego rodzaju ostre narzędzia. Prosiłem Zakrystyana który wtedy nadszedł, aby mi wytłómaczył co przedstawia to malowidło. Na co on mi w tych słowach odpowiedział: „Obraz ten, pobożny pielgrzymie, nie jest dziełem wyobraźni malarza, lecz jest przedstawieniem zdarzenia prawdziwego. Ten którego tu widzisz, był w naszém mieście nauczycielem przy szkółce miejscowéj, i nazywał się Kasyan. Był nadzwyczaj pilnym w spełnianiu swego obowiązku, z największą troskliwością doglądał dzieci, i z wielką biegłością uczył ich czytać, pisać i innych początkowych nauk. A że przytém przestrzegał bardzo pilnie pomiędzy niemi dobrych obyczajów i chronił ich od próżnowania i wszelkiéj swawoli, chłopaki te po większéj części z najzepsutszéj klasy pogan złożone, nauczyciela swojego nie lubiły.

Pod tę porę wszczęło się srogie prześladowanie chrześcijan, i dotknęło z kolei i nasze miasto. Kasyan był chrześcijaninem, i jednym z najświątobliwszych pomiędzy wiernymi których już znaczna liczba tu była. Schwytano go i uwięziono jednego z pierwszych, i stawiono przed sędziów, domagając się aby ofiarę bogom złożył. Lecz Święty mężnie i stanowczo odpowiedział, iż tego nigdy nie uczyni. To, tak sędziów na niego rozgniewało, że aby jego męczeństwo i dotkliwszém i haniebniejszém uczynić, a razem rozweselić pogan, uradzono aby go wydać na pastwę wszystkich chłopaków pogańskich, dozwalając im, owszem zachęcając ich do tego, aby go zamordowali. Zwołano więc około dwóchset najgorszych urwisów, i podburzono ich przeciwko Kasyanowi, przypominając im wszystko co tylko w nich szaloną złość przeciwko ich dawnemu nauczycielowi" rozbudzić mogło. Potém odarto Świętego z odzienia, a związawszy mu w tył ręce, wtrącono pomiędzy gromadę chłopaków, uzbrojonych różnemi ostremi dłutkami, których w owych czasach do pisania na kamieniu używano. Przytém mieli oni w rękach nożyczki, szczypczyki i tym podobne ostre narzędzia. Rzuciła się ta okrutna zgraja na Kasyana, a im mniéj silna do zadawania mu ciężkich ran, tém bardziéj przyprawiająca go o długie i powolne męczeństwo. Jedni kłuli go w nogi, drudzy wyżsi sięgali aż do wnętrzności; gdy się obalał, zapuszczali mu narzędzia w oczy, uszy, szyję, piersi i głowę, przydając do tego barbarzyńskie żarty: „Uczyłeś nas pisać, wołali, piszemy teraz na twojéj skórze. Wszak nam rozkazywałeś, ażeby ani chwili nie próżnować, więc my téż czasu nie tracimy, i ciągle po tobie piszemy.” Drugi znowu wołał: „Nauczycielu, już na tobie obszerną stronicę wypisałem , przejrzyj ją czy nie ma jakich zmyłek; a jeśli gdzie braknie jakiego słowa, albo przecinka, lub punktu, to je jeszcze przydam.” Inny, przyczepiwszy się do niego i zadając mu różne męki, to szczypaniem, to kłuciem, mówił z udaną grzecznością: „Dziś nauczycielu nie prosimy cię o danie nam rekreacji, bo ta lekcya którą teraz tobie wydajemy, jest dla nas najmilszą rozrywką.”

I tak długo bardzo te małe potwory, których okrucieństwo przechodziło wiek i siły, dręczyły Świętego; on zaś spragniony poniesienia mąk i śmierci za Chrystusa, wśród téj katuszy z największą słodyczą do nich przemawiał, i zachęcał nawet aby go nie oszczędzali. Po długiém tém męczeństwie, którego barbarzyństwo przechodziło wszelką miarę, Święty poszedł do Nieba, na ręku Aniołów którzy go z rąk tych małych okrutników wyrwali.

Męczeństwo jego nastąpiło dnia 13 Sierpnia roku Pańskiego 366, ciało spoczywa dotąd w mieście Imola, w wielkim ołtarzu głównego kościoła, który Pius IX Papież, będąc tam jeszcze Biskupem, kosztownemi marmurami przyozdobił.

Pożytek duchowny

W okrucieństwie jakiego dopuściła się ta zgraja dzieci pogańskich, masz dowód do jakiéj złości natura ludzka dojść może w młodych nawet sercach, jeśli te w zasadach chrześcijańskich nie są wychowane. Niech cię i to pobudzi do starania się, aby dziatki twoje od lat najmłodszych w zasadach świętéj wiary i moralności chrześcijańskiéj ugruntowane były.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy Wszechmogący Boże, aby błogosławionych męczenników Twoich Hipolita i Kasyana, czcigodna uroczystość, i uczucia pobożności w sercach naszych rozbudziła i zapewniła nam zbawienie. Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 678–680.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 642

Nie ma na tym padole płaczu większego szczęścia niż miłość Pana Jezusa; On przyszedł na świat dla nas, a my dla Niego stworzeni jesteśmy; On jest naszą miłością, a wszystkie inne rzeczy uszczęśliwić nas nie mogą, bo On tylko może zaspokoić pragnienia naszego serca i On udziela tego szczęścia, które już w całej pełni posiadają Święci w Niebie. Tego szczęścia, tej miłości Pana Jezusa żadna siła stworzona pozbawić nas nie może, pamiętajmy przeto, że od nas samych zależy, czy w niej wytrzymamy, czy też się jej wyrzekniemy.

Tags: św Hipolit św Kasjan „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Wawrzyniec nauczyciel wychowanie
2020-08-11

Św. Tyburcego i Zuzanny, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 286 i 295.

(Żywot ich wyjęty jest z dzieł Wielebnego Bedy i świętego Augustyna.)

Święty Tyburcy w trzecim wieku żyjący, był synem Chromacyasza, Wielkorządcy miasta Rzymu za cesarstwa Dyoklecyana. Kiedy ojciec jego przyjął wiarę chrześcijańską, i złożywszy swój urząd, stał się opiekunem wiernych i wspomagał ich w różny sposób wśród prześladowania jakie się podówczas szerzyło, Tyburcy razem z nim ochrzczony, naśladował go w tych miłosiernych uczynkach i słynął pomiędzy wiernymi jako wielkiéj świątobliwości młodzieniec. Razu pewnego idąc ulicą znalazł chłopca ciężko potłuczonego, który zleciał był z drugiego piętra. Odmówił nad nim Ojcze nasz, Zdrowaś Marya i Wierzę, prosząc Pana Boga aby go uzdrowił, i chłopiec który był umierający, w tejże chwili wstał jak najzdrowszy. W skutek tego cudu rodzice uzdrowionego zostali chrześcijanami, a święty Tyburcy zaprowadził ich do Papieża Kaja, który ich ochrzcił.

Pomiędzy chrześcijanami znajdował się pewien człowiek nazwiskiem Torkwat, który udając tylko nawróconego, wiódł życie bardzo gorszące, oddając się zbytkom i rozpuście, jak istny poganin. Przytém lekceważył sobie przykazania kościelne, nie zachowywał postów, i rzadko kiedy bywał na świętych obrzędach. Tyburcy którego bolało i zgorszenie jakie człowiek ten dawał uchodząc za chrześcijanina, i niebezpieczeństwo jego duszy, z wielką miłością kilkakrotnie go upominał. Niegodziwiec ten nawykły do obłudy, udał że braterskie to upomnienie przyjmuje z wdzięcznością, lecz rozżalony za to na Tyburcego, oskarżył go przed Wielkorządcą Fabianem, że jest chrześcijaninem. Żeby zaś zataić swój nikczemny postępek, uprosił Fabiana, aby i jego samego wraz z Tyburcym kazał na czas pewien uwięzić jako chrześcijanina.

Gdy ich stawiono przed Wielkorządcą, ten najprzód spytał Torkwata o jego nazwisko, i jakiego jest wyznania. Torkwat odpowiedział iż jest chrześcijaninem, i że nim został aby naśladować Tyburcego, któremu we wszystkiém pragnie być podobnym. Wtedy Fabian rzekł do Tyburcego: „Cóż na to mówisz?” Tyburcy odrzekł: „Wprawdzie, od niejakiego czasu Torkwat mieni się chrześcijaninem, lecz sposób jego życia nie dowodzi tego wcale. Pan nasz Jezus Chrystus brzydzi się ludźmi tak rozwiązłe życie wiodącymi jak Torkwat”; a zwracając się do niego samego, i wiedząc dobrze iż on to go zdradził, przydał: „Nigdyśmy cię nie poczytywali za prawdziwego wyznawcę Chrystusa. Co do mnie zaś, odpuszczam ci z całego serca, bo wiedz o tém że chcąc mi zaszkodzić, stajesz się moim dobroczyńcą: niczego bowiem więcéj nie pragnąłem oddawna, jak żeby Bóg dobry, dał mi przelać krew moję za wiarę.” Słysząc to Fabian, zawołał na Świętego groźnie: „Nie miejsce tu na twoje rozprawy z Torkwatem, lecz idzie o to abyś niezwłocznie oddał cześć bogom naszym, i przez to dowiódł że jeśliś dotąd był chrześcijaninem już nim być dłużéj nie chcesz.” – „Ja cześć oddaję, odpowiedział na to Tyburcy, tylko jedynemu prawdziwemu Bogu chrześcijańskiemu, Stwórcy nieba i ziemi.”

Wielkorządca rozgniewany tak stanowczą odpowiedzią Świętego, kazał rozsypać na podłodze marmurowéj rozżarzone węgle, i rzekł Tyburcemu: „Albo oddasz cześć bogom, albo każę cię prowadzić po tych rozżarzonych węglach.” – „Gotów jestem, odparł Święty, na wszelkie męki, gdyż i najokrutniejsze nie przestraszają chrześcijan, gdy idzie o wyznanie Chrystusa.” I to mówiąc, nie czekając aż go kaci rozzują i wprowadzą na węgle, sam zdjął obuwie co prędzéj, przeżegnał się, chodził po węglach jak po kwiatach, i nie czując najmniejszego bolu rzekł do tyrana: „Uznaj po tém co widzisz o! Fabianie, moc wiary w Chrystusa, a z tego cudu przekonaj się, że ten tylko Bóg jest prawdziwym, którego ja czczę, i że nie masz zbawienia jak tylko w téj religii którą ja wyznaję.” Fabian głuchym się okazał na wszystko i zatwierdziałym w swoich błędach, a obawiając się aby to na innych poganach nie wywarło wrażenia, wskazał Tyburcego na śmierć, którą mu zadano przez ścięcie za miastem przy drodze Lawickiéj. Poniósł męczeństwo dnia 11 Sierpnia roku Pańskiego 286.

· · ·

Święta Zuzanna, któréj dziś także pamiątkę śmierci męczeńskiéj obchodzi Kościoł, była córką świętego Gubina, rodzonego brata świętego Kaja Papieża, którzy byli krewnymi cesarza Dyoklecyana. Ojciec jéj, owdowiawszy został księdzem, wychował ją bardzo pobożnie, i skoro doszła do lat dorosłéj dziewicy, całkiem poświęciła się Bogu, Pana Jezusa obierając sobie za dozgonnego Oblubieńca. Gdy umarła żona Maksymina, którego Dyoklecyan za syna przysposobił, ten ostatni aby go sobie lepiéj zjednać, zamyślił ożenić go z Zuzanną swoją krewną, dziewicą bardzo powabnéj urody. Wiedział on że i jéj ojciec i ona byli chrześcijanami, lecz wtedy jeszcze niebardzo prześladował wiernych, a szczególnie oszczędzał osoby do jego rodziny należące. Wysłał więc do Gubina jednego ze swoich pierwszych dworzan, a także krewnego nazwiskiem Klaudyusz, z prośbą o rękę jego córki dla cesarzewicza Maksymina.

Gubin który wcale nie życzył sobie tego związku jakkolwiek świetnego, lecz z człowiekiem który już znany był ze swojéj nienawiści do chrześcijan, uprosił Klaudyusza aby mu zostawił trzy dni czasu do wyrozumienia w téj mierze woli swojéj córki. Klaudyusz zgodził się na to, i po upływie tego czasu przyszedłszy powtórnie, zastał już nietylko Gubina, lecz przy nim i samego Papieża Kajusa, którzy kazali zawezwać Zuzannę. Gdy nadeszła, Klaudyusz chciał ją przywitać i pocałować jako blizki krewny, lecz święta dziewica cofnęła się mówiąc: „Pogańskie usta nie dotkną mojéj twarzy” – „A cóż mam uczynić abym je oczyścił? zapytał Klaudyusz.” – „Ochrzcić się, odrzekła Święta.” Co słysząc Klaudyusz, którego już od niejakiego czasu łaska Boska oświecała i do serca jego kołatała, wdał się w długą rozprawę ze świętymi Kajem i Gubinem, po któréj prosił o Chrzest święty, i zostawszy chrześcijaninem już do cesarza nie wracał.

Po niejakim czasie, Dyoklecyan niewidząc Klaudyusza, posłał do niego brata jego rodzonego a swojego nadwornego podskarbiego. Ten przybywszy zastał go na modlitwie, klęczącego przed krzyżem. Przeraziło go to wielce, gdyż domyślał się że chrześcijaninem został, lecz że i sam już od niejakiego czasu tknięty był łaską Bożą, więc poszedł z Klaudyuszem do świętego Gubina, którego zastał także z córką klęczących i modlących się przed Panem Jezusem. Nadszedł przytém niezwłocznie i święty Kaj Papież, któremu dał Pan Bóg podobnie jak Klaudyusza i brata jego Maksyma nawrócić. Przez czas pewien taił on przed cesarzem swoje nawrócenie, lecz przewidując iż się z tém długo nie ukryje, sprzedał wielkie jakie posiadał, majętności, rozdał wszystko ubogim, a sam osiadł przy Papieżu.

Tymczasem dowiedziawszy się o wszystkiém Dyoklecyan wpadł w złość niezmierną, i już nie mając żadnego względu że to byli jego krewni, Klaudyusza i Maksyma skazał na śmierć, którą oni mężnie za Chrystusa ponieśli, a Zuzannę kazał wtrącić do więziénia. Używano wszelkich środków aby zachwiać jéj stałość. Przedstawiano jéj świetny związek w którym ją korona cesarska czekała, a gdyby go odrzuciła, straszono najokrutniejszemi mękami, lecz wszystko było napróżno.

Wtedy Dyoklecyan posunął do tego stopnia barbarzyństwo, że nasłał na nią rozpustników mających ją znieważyć. Święta dziewica, zagrożona niebezpieczeństwem straszniejszém dla niéj od mąk wszelkich i śmierci saméj, pomodliła się, a Anioł z Nieba zstąpił, i wszeteczników odpędził.

Cesarz sprobował innego znowu sposobu: kazał wyprowadzić Zuzannę z więzienia, i umieścił na dworze żony swojéj Serenny, polecając jéj aby ją skłoniła do zaślubienia Maksymina. Lecz cesarzowa była skrycie chrześcijanką. Rada iż miała przy boku swoim tak świętą dziewicę, co noc trwała z nią na modlitwie, i różne pobożne odprawiały wspólnie ćwiczenia. Po niejakim czasie, gdy Dyoklecyan spytał Serennę czy Zuzanna skłania się nakoniec do wyjścia za Maksymina, dowiedział się od żony iż nigdy ona tego nie uczyni, gdyż Panu Bogu panieństwo swoje ślubowała.

Dyoklecyan do najwyższego stopnia rozwścieklony, postanowił najokrutniéj obejść się z Zuzanną. Nie chcąc jéj jednak stawiać przed trybunały publiczne, przez wzgląd iż była jego krewną, kazał ją zaprowadzić do domu jéj ojca, i tam wysłał Macedoniusza, znanego ze swojego okrucieństwa w obchodzeniu się z chrześcijanami, aby ją zmusił do oddania czci bogom, a jeśli tego nie uczyni, aby ją śmiercią ukarał. Macedoniusz kazał z sobą przynieść posąg Jowisza ze złota ulany, i zawezwawszy Zuzannę, domagał się w imieniu cesarza aby mu cześć oddała. Święta wzniosłszy oczy do nieba rzekła: „Panie! spraw niech oczy służebnicy Twojéj, nie patrzą w domu jéj ojca na tego bałwana, który jest szatańskiém narzędziem.” I to mówiąc dmuchnęła na posąg, który w tejże chwili jakby lekkie piórko wyleciał za okno. Macedoniusz, cudem tak wielkim nienawrócony wcale, wpadł tylko w złość straszną, i sam rzuciwszy się na świętą dziewicę, potargał na niéj suknię, i zawoławszy katów kazał ją bić okrutnie, wołając: „Ofiaruj bogom cesarskim.” Lecz Święta modliła się wciąż głośno, dziękując Bogu że jéj daje cierpieć za Chrystusa, a tyran widząc iż stałości jéj nie przemoże, kazał ją ściąć, i ciało jéj porzucił w domu jéj ojca. Święty Kaj Papież, zamienił dom w którym umęczoną została na kościoł który dotąd w Rzymie istnieje. Święta Zuzanna poniosła śmierć męczeńską roku Pańskiego 295.

Pożytek duchowny

Widzisz ileto nawróceń sprawiła stałość w wierze świętéj Zuzanny, za którą nietylko ona sama miała szczęście koronę męczeńską otrzymać, lecz i tylu innym, swoją wiernością Chrystusowi zjednała takową. Bierz i z tego naukę, że aby drugich nawracać, najskuteczniejszym do tego środkiem jest dobry przykład.

Modlitwa (Kościelna)

Świętych męczenników Twoich Tyburcego i Zuzanny, niech nas Panie wspiera ciągłe pośrednictwo, gdyż nie odwracasz oczów Twojego miłosierdzia od tych, którym udzielasz takiego poparcia. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 672–674.

Tags: św Tyburcy św Zuzanna „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik czystosć nawrócenie przykład
2020-08-10

Św. Wawrzyńca, Dyakona i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 258.

(Męczeństwo jego jest opisane przez świętych Augustyna i Ambrożego.)

Święty Wawrzyniec, wielkiej sławy jako Męczennik w Kościele Bożym zażywający, był rodem z Hiszpanii. Ojciec jego miał imię Orencyusz, a matka Paciencia, i obojgu im rodzinne ich miasto Hueska, oddaje cześć jako Świętym. Nieznane są szczegóły młodości świętego Wawrzyńca, ani powody dla których przybył do Rzymu. To tylko wiadomo, że wyniesiony tam został przez Papieża Sykstusa II do godności Archydyakona kościoła Rzymskiego, i że miał sobie powierzone wszystkie skarby kościelne, tak dla wspomogania ubogich, jak i utrzymywania przybytków Pańskich przeznaczone.

Gdy za cesarza Waleryana, rozsrożyło się prześladowanie chrześcijan, schwytany został i święty Sykstus Papież. Dowiedziawszy się o tém Wawrzyniec, a widząc że go prowadzą do więzienia i na męki, pośpieszył za nim i rzekł: „Gdzie idziecie Ojcze bez waszego Syna? Jakże się obejdziecie kapłan, bez waszego Dyakona? Wszak nie zwykłeś sprawiać świętych obrzędów beze mnie, a czémże teraz mogłem ściągnąć na siebie twoję niełaskę? Syna któregoś sam wychował, nie pozbawiaj palmy, którą on odniosłszy, przyozdobi twoję własną koronę: bo jego zwycięstwo będzie twoim tryumfem.” Na co święty Sykstus w te słowa mu odpowiedział, chcąc go pocieszyć: „Nie myślę ja wcale synu mój, odtrącać cię od siebie, lecz wiara w Jezusa Chrystusa powołuje cię do większych walk jak moje. Dla mnie zgrzybiałego wiekiem, lżejszą gotują próbę, lecz tobie, któryś w kwiecie wieku, tyrani dadzą pole do chwalebniejszego zwycięstwa. Dla czego chcesz wspólnie ze mną je odnosić, kiedy ciebie oczekuje osobna i całkowita korona. Czy ci chodzi o moję obecność przy tobie? wszak Eliasz uniesiony de Nieba, pozostawił Elizeusza na ziemi, a ten uczeń jego nie upadł jednakże na duchu. Pamiętaj tylko, abyś skarby Kościoła roztropnie rozszafował.” Po tych słowach święty Papież dał Wawrzyńcowi pocałunek pokoju, i poszedł na męki.

Święty Dyakon spełnił rozkaz Papiezki: udał się do najskrytszych mieszkań ubogich chrześcijan w Rzymie, aby ich ze skarbów kościelnych wesprzeć według potrzeby. Spędziwszy całą noc na tych uczynkach miłosiernych, nazajutrz ujrzał znowu świętego Sykstusa wiedzionego już na stracenie, i zbliżywszy się do niego zawołał: „Nie opuszczaj mnie Ojcze święty; spełniłem coś rozkazał, rozdałem ubogim skarby któreś mi powierzył.” Żołnierze zaś prowadzący świętego Sykstusa, słysząc ten wyraz skarby o które cesarzowi głównie chodziło, schwytali Wawrzyńca. Najprzód wtrącono go do więzienia, gdzie wielka liczba ślepych zbiegła się do niego, aby za jego modlitwą wzrok odzyskać. Uczynił to Wawrzyniec i nawrócił Hipolita rycerza rzymskiego, któremu straż nad nim była zwierzona.

Wkrótce potém, Waleryan kazał stawić przed sobą Wawrzyńca. Hipolit będąc już chrześcijaninem pragnął go uratować, powiedział mu więc o tém, radząc aby probował ucieczki, lecz Święty odrzekł: „Idźmy Hipolicie przed cesarza, i dla mnie i dla ciebie przygotowana tam korona chwały.” Waleryan, gdy stanął przed nim Wawrzyniec, dopominał się o skarby kościelne, a gdy Święty prosił go aby mu dał trzy dni czasu do ich zebrania, tyran się na to zgodził, a Wawrzyniec zwoławszy ile tylko mógł ślepych, chromych i żebraków, którym tylko co był rozdał pieniądze kościelne, udał się z nimi do pałacu cesarskiego i rzekł do Waleryana: „Dostojny Cesarzu! oto są skarby Kościoła, o które się upominasz, skarby wiekuiste, ciągle się zwiększające a których każdy może dostąpić.” Rozgniewany cesarz tym postępkiem Wawrzyńca, skazał go na biczowanie knutami z drutu plecionemi. Żeby zaś go bardziéj przerazić, kazał pokazać mu wszystkie narzędzia katowskie któremi męczono chrześcijan, grożąc że jeśli zaraz nie odda czci bożkom, wydany zostanie na męki. Wawrzyniec rzekł mu na to: „Męki ustraszyć mnie nie mogą, gdyż oddawna pragnę być nasycon niemi.”

Cesarz kazał wtedy okuć go w kajdany i odprowadzić na nowe posłuchanie u Wielkorządcy, a gdy i ten nic nie mógł na Świętym wymódz, stawił go znowu przed sobą, rozkazując aby bożkom złożył ofiarę, a nie ufał skarbom jakie posiadał. „Ufam tylko skarbom niebieskim, odrzekł Wawrzyniec, to jest miłosierdziu Boskiemu, które wesprze moję duszę, gdy ciało moje dręczyć będziesz.” Waleryan kazał go knutować, a Święty wołał: „Widzisz tyranie, że skarby w które ufam, nie zawiodły mnie wcale, bo nie czuję mąk które mi zadają.” Słysząc to cesarz, kazał go rozwiesić w powietrzu, i do boków przykładać szyny rozpalone, a Święty głośno się modlił mówiąc: „Najdroższy Jezu Synu Boga żywego! zlituj się nad sługą Twoim, który męczony nie zapiera się imienia Twojego,” a zwracając się do Waleryana rzekł: „Za łaską Boską nie lękam się mąk twoich, które długo trwać nie mogą. Śmiało więc zadawaj mi katusze jakie zechcesz.”

Waleryan odchodząc od siebie ze złości, kazał go tak okrutnie smagać knutami z ołowiem na końcu, że Święty sądząc że już nie wytrzyma, polecał duszę swoję Bogu, lecz usłyszał głos z Nieba, zapowiadający mu że nie na tém jeszcze koniec jego próby, co i sam cesarz usłyszawszy, przypisywał to czarom i szatanom. Kazał wtedy wyciągnąć Wawrzyńca na rusztowaniu, i rozdzierać mu ciało żelaznemi hakami, lecz i w téj męce sługa Boży głośno się modlił mówiąc: „Bądź pochwalony Panie Boże mój, który tak wielką łaskę wyrządzasz mnie niegodnemu. Udziel mi i téj, aby wszyscy tu obecni przekonali się, że Ty sług twoich w ich utrapieniu nie opuszczasz.” I w téjże chwili stanął przed nim Anioł, który ocierał pot z jego czoła i krew z ran wychodzącą.

Waleryan kazał wstrzymać te męki, i pytał Wawrzyńca zkąd jest rodem, na co odrzekł Święty: „Jestem Hiszpan z rodu, a od młodości wychowany w Rzymie w wierze chrześcijańskiéj i w zakonie Bożym.” – „Jak możesz nazywać zakonem Bożym, zawołał Waleryan, zakon który ci nakazuje sprzeciwiać się naszym bogom?” – „Tak jest, odrzekł Wawrzyniec, z miłosierdzia Boskiego za nie mam twoje bożyszcza, i przez to właśnie spełniam zakon Boga prawdziwego.” Na to cesarz zagroził mu iż na całą noc wyda go na tortury, jeśli niezwłocznie bożkom nie złoży ofiary. – „Nie uczynię tego, odpowiedział błogosławiony Męczennik, a noc spędzona na torturach, zamieni się dla mnie na dzień najjaśniejszy i końca niemający.”

Kazał go więc po téj rozmowie Waleryan tłuc kamieniami w głowę, a gdy i tę mękę bez wzruszenia przeniósł Wawrzyniec, polecił tyran przyrządzić w tejże chwili rodzaj łóżka w kształcie żelaznego rusztu, i rozciągnąć na niém Świętego, a potém rozniecić pod nim wolny ogień, aby paląc go powoli, zadawać mu dłuższe męczarnie, i straszniejszą śmiercią go zamordować. Gdy na takich barbarzyńskich leżał Wawrzyniec torturach, cesarz mu urągał bez litości, lżył w ostatnie słowa, i z coraz większą wściekłością domagał się aby cześć bożkom oddawał, a tymczasem kaci podżegali coraz bardziéj ogień i wielkiemi widłami żelaznemi na tym ruszcie rozpalonym przewracali jego ciało, aby się lepiéj smażyło. Lecz Wawrzyniec niewzruszony, i jakby żadnego nie doznawał cierpienia, mówił do cesarza: „Wiedz tyranie, że ognie twoje są dla mnie ochłodą, a co mają w sobie siły palenia, tę zachowują dla ciebie, aby cię wiecznie po śmierci smażyć.” A gdy Waleryan zbliżył się do niego przypatrując się czy jeszcze żyje, Święty z rozpromienioną twarzą i z uśmiechem na ustach, rzekł do niego: „Widzisz iż ciało moje już dosyć z jednéj strony jest upieczone, obróć więc je na drugą i spiekłszy nasyć się niém do woli.” A tak, słusznie powiada święty Leon Papież, że wielki ten Męczennik lubo doznawał bolu z okrutnéj katuszy jaką mu zadawano, jednak nie czuł go wcale, gdyż ogień miłości Boskiéj który go palił wewnątrz, był bez porównania silniejszy od ognia, który go smażył na ruszcie.

Nakoniec gdy nadeszła chwila jego ostatecznego zwycięstwa, złożył dzięki Bogu który mu otwierał bramy niebieskie, i oddając ducha w ręce Jego, poszedł po koronę wiekuistą, zgotowaną mu za męstwo i wytrwałość.

Święty Augustyn i święty Leon Papież powiadają, że jak Jerozolima szczyci się świętym Szczepanem, tak Rzym męczeństwem świętego Wawrzyńca. A poeta Prudencyusz w pięknych wierszach opisując jego tryumfy, powiada że męczeństwo świętego Wawrzyńca zadało ostatni cios bałwochwalstwu, gdyż od téj pory pogaństwo zaczęło upadać, a Kościoł Boży swobodniéj się krzewił.

Na cześć tego wielkiego Męczennika, w całym świecie katolickim wiele wzniesionych jest kościołów: jeden z takich najwspanialszy, wybudowany w Rzymie przez cesarza Konstantyna, należy do liczby pięciu Patryarchalnych Bazylik w tém mieście.

Pożytek duchowny

Święty Wawrzyniec, którego żywot czytałeś, gotując się na straszne męki jakie go czekały, noc całą spędził na wspieraniu ubogich. Wystawiony téż na najstraszniejsze próby, wyszedł z nich za łaską Pańską zwycięzko. Niech cię to uczy, że najlepszym sposobem przygotowania się do znoszenia wszelkich ciężkich prób jakie nas spotkać mogą, jest spełnianie uczynków miłosierdzia, w intencyi uproszenia sobie łask do tego potrzebnych.

Modlitwa (Kościelna)

Daj nam, prosimy Wszechmogący Boże, płomienie złych namiętności w sobie wyniszczyć; któryś błogosławionemu Wawrzyńcowi udzielił łaskę przezwyciężenia ognia, którym go męczono. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 669–671.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 635–636

Krata, na której świętego Wawrzyńca pieczono, może być uważana za obraz dwojakiego ognia, jaki pali i trawi człowieka w życiu doczesnym.

  1. Jednym z tych ogniów jest święty żar miłości Boga, gorliwości o chwałę Bożą i tęsknoty do szczęścia wiekuistego w Niebie. Ogień ten przyniósł na świat sam Chrystus i roznieca go chrztem św. w sercach tych, którzy ten sakrament godnie przyjęli. Ogień ten oświeca człowieka i wiedzie go do poznania trójistnego Boga, tj. Ojca, od którego wszystko dobre pochodzi, Syna, który z miłosierdzia nad nami grzesznymi poniósł śmierć na krzyżu i udziela się nam jako pokarm w sakramencie Ciała Pańskiego, i Ducha świętego, który w nas przemieszkuje, wiedzie do prawdy i pociesza. Ogień ten zagrzewa nas do pełnienia woli Bożej i gorącego zajmowania się bliźnimi, oczyszcza i oswobadza nas od zbytecznego umiłowania dóbr tego świata i podnieca tęsknotę do Nieba. Taki to ogień ożywiał świętego Wawrzyńca i wywoływał w nim radość z powodu bliskiego połączenia się z Chrystusem, która przewyższała boleści, jakie musiał znosić.
  2. Jest jeszcze inny ogień, tj. ogień namiętności, żądzy czynienia złego bliźnim i grzeszenia przeciw Bogu. Ogień ten przyniósł na ten świat szatan i rozżarzył go w sercach tych, którzy się opierają łasce Bożej i łamią obietnice na chrzcie uczynione. Taki ogień roznieca w myśli grzesznika złudzenie, że bogactwa doczesne, zaszczyty, sława, pożądliwości doczesne, wygody i rozkosze życia są o wiele więcej warte i daleko pożądańsze od miłości Boga, moralnej doskonałości i wiekuistych radości niebieskich. I ten ogień zagrzewa, ale zagrzewa tylko do zadośćuczynienia żądzom nienasyconym, zachęca do chytrości i podstępu, do gwałtów i krzywd, do zazdrości i nienawiści, do zemsty i rabunku, przytępia i zagłusza w duszy pociąg do dobrego, i zamienia serce w pogorzelisko, na którym nic nie widać, jak tylko węgle i popioły. Jeśli takiego ognia nie przygasisz strumieniem łez, żalu i skruchy, ufnością w łaskę i miłosierdzie Boże, wtedy przyjdzie chwila, w której ci stanie przed oczyma obraz wiecznego ognia, gdzie słychać tylko płacz i zgrzytanie zębów.
Tags: św Wawrzyniec „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik diakon miłość bliźniego św Hipolit
2020-08-09

Św. Romana, Żołnierza i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 258

(Szczegóły jego męczeństwa wyjęte są z Akt męczenników Kościoła Rzymskiego.)

Święty Roman był żołnierzem w przybocznéj gwardyi cesarza Waleryana, i z tego powodu bywał obecny, kiedy tyran ten przesłuchiwał wiernych oskarżonych o wyznawanie wiary chrześcijańskiéj, a następnie patrzał na zadawane im męki i na ich śmierć męczeńską.

Kiedy wielki męczennik święty Wawrzyniec, schwytany został z rozkazu cesarza, poruczono go straży Hipolita także służącego w gwardyi cesarskiéj i Romana. Ten więc ostatni, z urzędu swojego jako główny strażnik świętego Wawrzyńca, nieodstępujac go ani na chwilę, był ciągłym świadkiem wszystkiego co zaszło przy jego męczeństwie. Święty ten badany przez Wielkorządcę Rzymu Korneliusza, tak co do wiary jaką wyznawał, jak i co do skarbów kościélnych, które mu były powierzone, z taką wymową, stałością i męstwem odpowiadał na wszystko, że w samych poganach wzbudzał uwielbienie. Roman który był ciągle obok niego, a który bardzo bystrym rozumem obdarzony, lepiej od wielu innych pojmował prawdy głoszone przez tego wyznawcę Chrystusa, pilną na wszystko zwracał uwagę i zastanawiał się coraz głębiéj nad odpowiedziami jakie święty Wawrzyniec dawał tyranowi. łaska Boska, która z żołdaka pogańskiego miała go przemienić na mężnego żołnierza Chrystusowego, coraz silniéj kołatała do jego serca, oświecając jego umysł, i przyprowadzała go do wniosku, że mądrość jaśniejąca w każdém słowie świętego Męczennika i bohaterskie męstwo z jakiém znosił najstraszniejsze męki, nie byłyto jedynie skutki siły ludzkiéj: czuł on że tylko moc nadprzyrodzona, Boska, przewyższająca moc ludzką, mogła go przywodzić do téj wytrwałości i odwagi, z jaką przemawiając i cierpiąc wprawiał w zdumienie najupartszych w swoich błędach pogan.

Podczas gdy Roman w takich zatapiał się myślach, i tak trafne czynił wnioski, Pan Bóg raczył mu okazać widocznie przez cud wielki, jak szczególną opieką Swoją otacza cierpiących za chwałę Jego Imienia, i z jaką dobrocią, osładza najokrutniejsze męki jakie człowiek z tego powodu ponieść może.

Przed chwilą słyszano co mówił święty Wawrzyniec na rusztowaniu, które było rodzajem tortur, na których rozciągnięty sznurami wisiał w powietrzu. Zostającego w tém położeniu tego świętego Męczennika, sieczono knutami z drutów uplecionemi tak okrutnie, że już i poganie zgromadzeni aby się nasycić widokiem mąk zadawanych chrześcijanom, oburzali się na to, gdy tymczasem Święty ani jęknął, i nie dawał najmniejszego znaku niecierpliwości. Przerażało Romana tak wielkie barbarzyństwo sędziów i katów, lecz go jeszcze więcéj poruszała stałość i nieugiętość męczonego. Nie mógł pojąć, jakim sposobem człowiek złożony z ciała i kości jak każdy inny, mógł znieść tak niesłychane katusze, bez wydawania z ust skargi, a nawet z weselem, i coraz więcéj dziwił się temu, gdy oto ujrzał Anioła w postaci młodzieńca nadzwyczajnéj piękności, który mając w ręku chustę, ocierał pot spływający z twarzy świętego Męczennika, i krew wychodzącą z ran jego. Na widok tak cudowny, Roman osłupiał, oczom własnym nie wierzył, i pytał otaczających go czy widzą jak nieznajomy młodzieniec namaszcza rany Wawrzyńca i ociera pot jego. Przekonawszy się po odpowiedzi jaką odebrał, że on sam miał to widzenie, zdziwił się jeszcze bardziéj i jeszcze baczniéj się nad tém zastanawiał. Gdy zaś działanie łaski, stawało się coraz silniejszém i skuteczniejszém, Roman nie wahał się dłużéj nad tém co mu wypadało uczynić, i postanowił zostać chrześcijaninem. Zbliżył się więc do świętego Męczennika, powiedział mu co widzi i co zamierza uczynić, i ze łzami w oczach błagał, aby mu w tém jak może dopomógł. Święty Wawrzyniec z niewymowną pociechą usłyszawszy o téj niespodzianéj dla Chrystusa zdobyczy, i widząc jak przedziwném było działanie łaski na duszę Romana, powinszował mu tego szczęścia, zachęcił do wytrwałości, utwierdził w wierze w kilku słowach naprędce wyrzeczonych, i z całego serca prosił Pana Boga, aby na nim dokonał ostatecznie sprawę Swojego miłosierdzia.

Lecz cała trudność zachodziła w ochrzczeniu tego nowo-nawróconego. Wody pod ręką nie mieli, a chociażby i była jakże spełnić obrzęd Sakramentu Chrztu świętego, wobec tylu pogan zawziętych na chrześcijan, a prócz tego święty Męczennik leżał na rusztowaniu, z rękoma i nogami silnie zawiązanemi, i nie było podobieństwa aby go ztamtąd odwiązano wprzód zanim skona w tych mękach. Święty téż Wawrzyniec nieczuły na katusze jakie mu zadawano, troszczył się tylko o to jak Roman Chrzest otrzyma. Ten podobnież pragnął tego całém sercem, i drżał aby Wawrzyniec nie skonał na torturach, bo sam nie wiedział do kogoby mógł się udać, nieznając wcale chrześcijan jako poganin, i to jeszcze z przybocznéj gwardyi cesarskiéj. Lecz Pan Bóg wysłuchał modlitwę Swego mężnego wyznawcy którą zanosił za tę duszę szczerze się nawracającą, i przyszedł im w pomoc.

Zawiadomiony cesarz o zadziwiającéj wytrwałości Wawrzyńca, i że nietylko z niezachwianą stałością, lecz nawet wesoło znosił męki, przysłał rozkaz, aby go już więcéj nie katowano i odprowadzono do więzienia, a nazajutrz zamierzał jeszcze okrutniéj z nim się obejść. Uradowało to niezmiernie Romana: okazał się on najskwapliwszym w spełnieniu rozkazu cesarskiego, i niby jako najwierniejszy jego sługa, podjął się sam osobiście odprowadzić Męczennika do więzienia. Zaledwie tam weszli, spragniony co prędzéj być ochrzczonym, i chwili nie tracąc porwał naczynie z wodą, i zamykając się sam na sam ze świętym Wawrzyńcem w więzieniu, upadł mu do nóg i błagał aby go bez odwłoki ochrzcił. Święty spytał go czy wié że go potém, jako chrześcijanina, co chwila spotkać może niebezpieczeństwo życia, i czy zdobędzie się na męstwo wyznawania Chrystusa, chociażby mu męki zadawano aby się go wyparł. Roman tak stanowczą dał mu odpowiedź, iż Święty wątpić nie mógł że mu Pan Bóg téj łaski nie odmówi, i że nawrócenie jego już jest téjże łaski dziełem. Wyuczywszy go więc naprędce głównych artykułów wiary, ochrzcił go, a przycisnąwszy do serca, błagał aby się na męczeństwo gotował i takowe mu zapowiadał.

Przepowiednia wkrótce się spełniła. Nowonawrócony nie umiał i nie chciał utaić szczęścia jakiego doznawał, zostawszy chrześcijaninem. Prędko domyślono się tego, albowiem całe jego od téj chwili zachowanie się, objawiało jakiego jest wyznania. Doniesiono téż o tém i cesarzowi, który uniósł się najwyższym gniewem, widząc że najokrutniejsze męki zadawane chrześcijanom, nietylko ich nie przywodzą do odstępstwa od wiary, lecz jeszcze i pogan nawracają, a nawet tych którzy otaczają jego osobę. Kazał więc niezwłocznie stawić Romana przed sobą, z zamiarem wywarcia na nim całego swojego okrucieństwa, jeśli publicznie ofiary bożyszczom nie złoży. Święty zaledwie wszedł do sali w któréj zasiadał na trybunale Waleryan, nie czekając aż go pytać zaczną zawołał głośno: „Jestem chrześcijaninem, jestem chrześcijaninem i to sobie za największe szczęście poczytuję.”

Wyznanie tak śmiałe odjęło tyranowi ochotę probowania jego stałości, gdyż pamiętał jak mu się to ze świętym Wawrzyńcem nie powiodło. Wydał przeto wyrok aby Romana zbito pałkami: a potém niezwłocznie głowę mu ścięto. Kaci zaraz go porwali. Zdegradowano go najprzód jako żołnierza gwardyi cesarskiéj, a następnie przystąpiono do okrutnych razów. Mordowano go z barbarzyństwem największém i długo, a Święty ciągle na głos powtarzał: „Jestem chrześcijaninem, jestem chrześcijaninem, i za największą łaskę Bożą poczytuję to że mi dano jest wylać krew moję za Zbawiciela, który za moje zbawienie wydał życie Swoje.” Skatowali go tak strasznie że ciało od kości odleciało, a następnie głowę mu ścięto. Odniósł koronę męczeńską 9 Sierpnia, roku Pańskiego 258. Zwłoki jego pewien świątobliwy kapłan nazwiskiem Justyn uniósł skrycie w nocy, i ze czcią pochował w piwnicy na polu Werańskiém za Rzymem.

Pożytek duchowny

Męstwo i stałość z jaką święci Męczennicy znosili najokrutniejsze katusze za wiarę, zwykle wielu pogan nawracały i przywodziły do ich naśladowania i zdobywania podobnychże koron w Niebie. Tak bowiem zwykle, przykład jest najskuteczniejszą nauką. Jeśli twoje zbawienne upomnienia nie skutkują, uważaj czy nie dla tego, że ich własnym przykładem nie popierasz.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy Wszechmogący Boże, abyśmy za wstawieniem się błogosławionego Romana Męczennika Twojego, i od wszelkiéj doczesnéj uchowani byli szkody, i na duszy uwolnieni od wszelkich złych myśli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 663–665.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 631

Jeśli żywa wiara i stałość pierwszych chrześcijan tak silne robiła wrażenie na wielu poganach, że wyrzekali się pogaństwa, to jakże smutny widok przedstawia obojętność w wierze tylu katolików dzisiejszych! Wielu innowierców uznaje bezpodstawność i chwiejność swych przekonań i poglądów religijnych; doznają oni udręk wątpliwości, nie wiedzą co począć i stęsknionym wzrokiem spoglądają na Kościół katolicki, spodziewając się po nim ocalenia i ratunku. Daremne jednak ich oczekiwania, płonne ich nadzieje. Widzą bowiem tylu katolików, którzy nie chcą poznać, jakie łaski Bóg na nich zlać raczył, czyniąc ich członkami swego Kościoła; gorszą się ich obojętnością, pojąć nie mogą, dlaczego niektórzy katolicy drwią sobie i urągają z wiary, w której się urodzili, dlaczego oczerniają papieża i biskupów, szydzą z sakramentów i wyśmiewają się z obrzędów religijnych. Pytają ze zdumieniem, dlaczego tylu członków Kościoła nie żyje według prze pisów wiary i przestępuje przykazania Boskie i kościelne? Nie dziw przeto, że wtedy ogarnia ich wątpliwość, czy Kościół katolicki jest rzeczywiście prawdziwym Kościołem, a zachwiawszy się w swym przedsięwzięciu, cofają się i dalej trwają w błędzie.

Tags: św Roman „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Mojżesz męczennik żołnierz św Wawrzyniec przykład
2020-08-08

Św. Cyraka, Larga i Smaragda, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 303.

(Żywot ich wyjęty jest z Akt męczeńskich Kościoła Rzymskiego.)

Święty Cyryak, Larg i Smaragd żyli w Rzymie w drugiéj połowie trzeciego wieku. Podówczas cesarz Dyoklecyan, przybrał był sobie do rządów Maksymina Harkula, który chcąc się przypodobać swojemu dobroczyńcy, zajął się wybudowaniem mu owego sławnego pałacu, który nazwano Łaźniami Dyoklecyana. Przytém żeby jeszcze większe zaskarbić sobie u niego łaski, użył do téj roboty chrześcijan dręcząc ich trudem i głodem, aby tym sposobem jak największą z nich liczbę wymordować. Pewien wielki pan rzymski nazwiskiem Trason, bardzo majętny i potajemny wyznawca Chrystusów, chcąc tym nieszczęśliwym przychodzić w pomoc, użył do tego Cyryaka, Larga i Smaragda gorliwych chrześcijan, których dotąd prześladowanie oszczędziło. Złożył w ich ręce wielkie jałmużny, przeznaczając je dla wiernych przy pałacu Dyoklecyana pracujących. Święci wspierali ich hojnie, i będąc ciągle przy nich zachęcali do wytrwałości, przez co stali się dla wszystkich, największą pociechą, Papież święty Marcelin dowiedziawszy się o takiém poświęceniu kazał ich przyzwać do siebie, pobłogosławił, i Cyryaka na Dyakona wyświęcił. Wyniesiony do téj godności kościelnéj, z tém większą gorliwością służył on wiernym, a Larg i Smaragd nięustępując mu w niczém, i ze swojéj strony nie ustawali w pełnieniu tychże uczynków miłosiernych.

W krótkim téż czasie, spostrzegli poganie że oni wielkiemi jałmużnami wspierają świętych wyznawców, których tyran właśnie chciał głodem zamorzyć, więc i ich również skazano do tych samych robót. Zapędzeni wraz z innymi do pracy, tak jak wprzód tak i teraz wpływali na nich duchownie, co im jeszcze łatwiéj było gdy z nimi ciągle przebywali, a prócz tego, jeśli widzieli którego ze swoich braci albo słabszego, albo obarczonego wiekiem, lub zbyt ciężką pracą brali ją na siebie, i przez to ich wyręczali. Zdarzało się nawet, że prosili dozorców aby im wyznaczali najcięższe zajęcia, gdy spostrzegali że niemi obarczano kobiety lub dzieci.

Tak wielkie miłosierdzie, nie uszło uwagi samychże pogan. Przewodniczący przy budowie pałacu cesarskiego, wspomnieli o tém przed Maksyminem, jako o rzeczy która w nich samych wzbudzała uwielbienie. Lecz okrutny ten tyran nietylko nie ocenił czynów tak wielkiéj miłości bliźniego, ale się jeszcze bardziéj rozsrożył. Kazał więc Smaragda, Cyryaka i Larga zamknąć do więzienia, w zamiarze wydania ich na męki, a potém skazania na śmierć. Podczas gdy byli w więzieniu, zdarzyło się iż kilku ślepych przybyło do nich, prosząc o poratowanie, wiadomo bowiem było że już przedtém z czynienia cudów słynęli. Cyryak uściskał ich, przeżegnał im oczy, i wzrok w téjże chwili odzyskali. Rozgłos takich cudownych uzdrowień, sprowadził do więzienia naszych Świętych, wielu innych chorych; każdego z nich uzdrawiali pomodliwszy się nad nim, i to nietylko na ciele ale i na duszy, nawracając do Chrystusa.

Wieść o tém doszła była i do dworu Dyoklecyana, a to w chwili kiedy ukochana córka jego Artemia, opętana od złego ducha, miotała się, szarpała własne ciało i najstraszniejszych doznawała boleści, wołając że jeden tylko Dyakon kościoła chrześcijańskiego Cyryak, może ją od szatana wyzwolić. Cesarz zapominając o swojéj zawziętości ku chrześcijanom, pragnąc przedewszystkiém uzdrowienia córki, kazał wnet uwolnić Cyryaka i jego dwóch towarzyszy, i prosić aby ratowali jego dziecko. Święci przybyli na dwór cesarski, a Cyryak zdjęty wielką litością nad księżniczką, pomodlił się i zaklął szatana aby z niéj ustąpił: „Uczynię to, odrzekł szatan, gdyż nie mogę się oprzeć mocy Jezusa Chrystusa, ale odchodząc ztąd pójdę na dwór króla Perskiego.” – „Cokolwiek uczynisz, powiedział Cyryak, wszystko się to obróci na twoje pohańbienie, a na chwałę Pana naszego Jezusa Chrystusa, a teraz ustępuj.” I w téjże chwili córka cesarska uzdrowioną została, a padając do nóg Świętego, oświadczyła iż wierzy w Chrystusa i chce zostać chrześcijanką. Stało się to w nieobecności Dyoklecyana, przed którym ten szczegół zatajono, a on przejęty wdzięcznością dla Świętego kazał go uwolnić i darował mu piękny dom w Rzymie.

Tymczasem córka króla Perskiego na imię Jobia, w tymże dniu w którym uzdrowioną była córka Dyoklecyana, opętaną została, i także wołała że tylko Dyakon Cyryak będący w Rzymie, może ją wyratować. Król który namiętnie córkę swoję kochał, wysłał niezwłocznie posła do Dyoklecyana, z prośbą aby mu przysłał Cyryaka. Cesarz spełnił to żądanie, i pozwolił nawet Świętemu aby z nim dwaj jego święci towarzysze udali się do Persyi. Poseł królewski miał polecenie przywieźć go z wielką okazałością, lecz sługa Boży nie zezwolił na to: udał się pieszo z kijem w ręku, wedle swego zwyczaju ściśle codzień poszcząc, i przez drogę w psalmach i pieśniach pobożnych, chwaląc Boga z Largiem i Smaragdem.

Przybywszy na dwór króla Perskiego, zastali go oczekującego ich niecierpliwie. Rzucił się im do nóg błagając ze łzami, aby córkę jego ratowali. Święty Cyryak przyrzekł mu iż to uczyni, i córka jego wyzwoloną zostanie od złego ducha, byle uwierzył w Chrystusa. Król mu to obiecał. Święty pomodlił się, a skoro rozkazał szatanowi w Imię Jezusa Chrystusa aby ustąpił z ciała téj dziewicy, królewna wnet wyzdrowiała. Ojciec i córka przyjęli wiarę świętą, a wraz z nimi przeszło czterechset pogan zostało ochrzczonych. Pobyt tych Świętych w Persyi, nie ograniczył się nawet na tych pozyskanych Panu Bogu duszach: bawiąc tam około półtora miesiąca, codzień wielu pogan do wiary świętéj przywodzili. Potém wrócili do Rzymu, gdzie wkrótce Pan Bóg miał ich nagrodzić koroną męczeńską.

Wprawdzie Cesarz Dyoklecyan, przez wzgląd na dobrodziejstwo jakie im zawdzięczał, zostawiał ich w spokoju, z czego oni korzystając, według dawnego swojego zwyczaju, służyli wiernym, wspierali ich w potrzebach, krzepili na duchu, odwiedzali po więzieniach i ciała Męczenników, z wielką czcią skrycie chowali. Lecz gdy Dyoklecyan wydalił się z Rzymu dla zwiedzania niektórych części swojego cesarstwa, Maksymin którego nienawiść do chrześcijan z każdym dniem wzrastała, kazał ich uwięzić, i zlecił Wielkorządcy Rzymskiemu nazwiskiem Karpaza, aby użył wszelkich środków któremi mógłby ich skłonić do oddania czci bożkom pogańskim. Kazał przytém zapowiedzieć im, że jeśli ofiary bałwanom nie złożą, sami tymże bożkom zaofiarowani zostaną. Wielkorządca zawezwał ich przed siebie, i oświadczył im wolę Maksymina, a gdy wszyscy trzéj Święci stanowczo odpowiedzieli, iż gotowi są na wszelkie męki i na śmierć samę a Chrystusa się nie wyrzekną, po tém pierwszém przesłuchaniu niezwłocznie skazał ich na śmierć.

Gdy ich wiedziono napowrót do więzienia, a na drugi dzień mieli być traceni, święty Cyryak zaczął głośno wyznawać Chrystusa, wołając iż bożkowie cesarscy sąto duchy piekielne i z nimi dręczeni będą na wieki ci którzy im cześć oddają. Usłyszawszy to Karpaza wydał rozkaz aby go zawrócić, i przywoławszy i katów, kazał mu smołę rozpaloną lać na głowę. Święty zniósł tę mękę bez wydania jęku. Owszem, nieustannie modlił się i wyznawał Jezusa Chrystusa. Wtedy tyran kazał go rozciągnąć na rusztowaniu i bić kijmi, aż do połamania kości. Wśród téj znowu katuszy Cyryak powtarzał ciągle: „Chwała Tobie Jezu Chryste Panie mój najwyższy. Zlituj się nade mną, który jestem grzesznikiem niegodnym téj łaski jakiéj w téj chwili dostępuję cierpiące dla Imienia Twojego.” Stałość jego i męstwo wprawiało w zdumienie obecnych pogan, tymczasem Karpaza zawiadomił o wszystkiém Maksymina, a ten wydał wyrok aby nietylko święci Cyryak Largus i Smaragd byli niezwłocznie ścięci, lecz aby tęż samę śmierć poniosło z nimi dwudziestu innych Męczenników, trzymanych od niejakiego czasu w więzieniu. Rozkaz ten spełniono: ponieśli oni śmierć męczeńską 16 Marca roku Pańskiego 303. Ciała ich pochowane zostały za miastem, w blizkości placu na którym byli straceni, przy drodze Salustyńskiéj, którą chrześcijanie drogą zbawienia przezwali. Późniéj za Papiestwa Marcelego I, następcy Marcelina I, zwłoki świętych Cyryaka, Larga i Smaragda, przeniesione zostały ztamtąd do dóbr pewnéj pani chrześcijanki nazwiskiem Lucyny, przy drodze Ostyeńskiéj o ćwierć mili od Rzymu. A że to przeniesienie miało miejsce 8 Sierpnia, więc ten dzień wyznaczony został na doroczną pamiątkę tych świętych Męczenników.

Pożytek duchowny

Ile razy człowiek, na nieszczęście swoje, dopuszcza się grzechu śmiertelnego, tyle razy dusza jego, chociażby niewyraźnie przez złego ducha opętana, dostaje się w jego posiadanie. Widziałeś jaką mocą do wypędzania złych duchów z ciał ludzkich, obdarza Pan Bóg swoich Świętych. Niech cię to pobudzi do wzywania ich pomocy i pośrednictwa, gdy jakąkolwiek pokusą szatan do twojéj duszy toruje sobie przystęp.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś nas doroczną świętych Męczenników Twoich, Cyryaka Larga i Smaragda uroczystością rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy czcząc pamiątkę ich przejścia do Nieba, wytrwałość jaką w męczeństwie okazali naśladować umieli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 663–665.

Tags: św Cyrak św Larg św Smaragd „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik niewolnictwo miłość bliźniego szatan opętanie
2020-07-30

Św. Abdona i Senesa, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 1249.

(Żywot ich wyjęty jest z akt męczeńskich Kościoła Rzymskiego.)

Święci Abdon i Senes, żyjący w Persyi w połowie trzeciego wieku, byli bogatymi panami, i należeli do najpierwszych tego kraju rodzin. Lecz co przedewszystkiém stanowiło ich zaletę i prawdziwy zaszczyt, to że byli chrześcijanami, a pobożnością swoją i miłosierdziem, zbudowaniem dla wszystkich wiernych. Za ich czasów cesarz Rzymski Decyusz, po wojnie którą wiódł z Persami, zdobywszy wiele miast w ich kraju, z największém okrucieństwem obchodził się tam z chrześcijanami. Prześladowanie to było tak srogiém, że jak się wyrażają niektórzy współcześni pisarze, zdawało się że nadeszły te czasy, które przepowiadając Pan Jezus, powiedział że wtedy i wybrani nawet, gdyby to być mogło, w błąd zostaliby wprowadzeni.

Wśród takiegoto więc stanu rzeczy, święci Abdon i Senes z największém poświęceniem się i gorliwością, oddawali wiernym różne usługi, pomimo iż to ich na największe niebezpieczeństwo narażało. Odwiedzali ich po więzieniach, pocieszając i dodając męstwa; a także i po najuboższych mieszkaniach, gdzie się kryli, i wszędzie wspierali ich hojnie. Co większa, widzieć ich można było przy rusztowaniach i torturach, na których męczono wyznawców Chrystusowych, których oni krzepili na duchu, a gdy śmierć za wiarę ponieśli, z należną czcią ciała ich grzebali. Będąc bardzo majętnymi, wiele mogli czynić dobrego, a wysokie poważanie w jakiém oddawna zostawali u wszystkich, sprawiało że za ichto głównie wpływem, w kraju tym wiara chrześcijańska, pomimo prześladowania, krzewiła się ciągle.

Owóż, taka ich święta gorliwość i poświęcenie sprawie Bożéj, wysłużyła im wkrótce nagrodę za którą jedynie wzdychali. Obaj ci znakomici panowie, oskarżeni zostali przed Decyuszem jako główni nieprzyjaciele bogów cesarskich.

Było to właśnie wtedy, kiedy Decyusz skończywszy najpomyślniéj wojnę z Persami, przypisując to zwycięztwo bożkom swoim, postanowił w zaślepieniu barbarzyńskiém, zawdzięczając się im za to, na cześć ich wymordować jak najwięcéj chrześcijan. Dowiedziawszy się że święci Abdon i Senes, byli jakby przewódcami wszystkich wiernych w Persyi, zdało się mu, iż przedewszystkiém należy nad nimi wywrzeć okrucieństwo, tém bardziéj że wnosił iż przywiodłszy ich do odstępstwa wiary, łatwiéj mu będzie z innymi poradzić. Z razu jednak chciał użyć łagodnych środków. Zawezwał ich do siebie, i przyjmując bardzo uprzejmie, jako najznakomitszych obywateli kraju który mu się poddał, rozpoczął z nimi rozmowę. Święci odpowiadali mu z wielkiém uszanowaniem, lecz gdy przyszło do tego że cesarz powiedział im, iż wie że są chrześcijanami, i oświadcza że albo mają odstąpić téj religii, albo ściągnąć na siebie gniew jego, Abdon i Senes odpowiedzieli mu bez wahania się: „Jesteśmy w istocie chrześcijanami, i poczytujemy to za największe szczęście. Jeśli dla spełnienia woli twojéj potrzeba abyśmy się wszystkiego co posiadamy pozbyli, a nawet na służbę twoję się oddali, gotowi jesteśmy na to. Lecz sam osądź cesarzu, czy godzi się nam przekładać człowieka nad Boga, i ściągnąć gniew Stwórcy, byle nie popaść w niełaskę twoję?” Na to cesarz odświadczył im, że on nie uznaje innego Boga, jak tych bogów którym oddają cześć jego poddani, i że wymaga po nich, pod karą śmierci, aby i oni im ofiary złożyli. „Tego uczynić nie możemy, rzekli Święci, gdyż jak wielu najwyższych władców w jedném państwie być nie może, tak i wielu bogów nie ma. Ci których ty cesarzu nazywasz bogami, sąto wymysły szatanów które was łudzą. Jednym jest tylko Bogiem prawdziwym Bóg chrześcijański, Stwórca wszech rzeczy, i Jemuto który jest najwyższym i naszym i twoim Panem, cześć oddajemy.”

Uniesiony największym gniewem cesarz zawołał: „Potrafię ja pomścić bogi moje, których bluźnicie, i pożałujecie tego, że mojéj woli spełnić nie chcecie.” Byłby nawet niezwłocznie zadał im męki, lecz obawiając się aby to w kraju gdzie oni w szczególném byli poważaniu, nie rozburzyło ludu świéżo podbitego, kazał ich zamknąć wraz z jeńcami wojennymi, którzy mieli być prowadzeni do Rzymu, przy jego tryumfalnym wjeździe do tego miasta. A przytém, ażeby ten tryumf świetniejszym uczynić, polecił aby ich okutych w kajdany, pozostawiono w ubraniu wielkich panów Perskich.

Trudno wyrazić jak wiele ucierpieli ci dwaj święci Męczennicy, w téj długiéj i trudzącéj podróży z Persyi do Rzymu, w ciągu któréj wywarły się na nich okrucieństwa siepaczy, barbarzyństwo dowódców, obelgi miotane przez żołdactwo, i grubijańskie obchodzenie się z nimi wielu więźniów pogańskich, należących do gminu najnieprzychylniejszego chrześcijanom. Wszakże pragnienie poniesienia cierpień z miłości Chrystusa, i nadzieja przelania krwi za Niego, słodziły im te już także z miłości ku Niemu poniesione męki. Trwały one długo, bo długą była ta podróż, w któréj wielu innych więźniów od trudu padło, a prawie cudem to było, że i naszych Świętych tenże los nie spotkał.

Skoro cesarz wszedł do Rzymu w tryumfie, przy którym za najświetniejsze ozdoby służyli mu święci Abdon i Senes, stawieni zaraz zostali przed wielkorządcą Waleryanem, jako najwięksi jacy dotąd byli, nieprzyjaciele bogów cesarskich. Gdy ich przed trybunał tego tyrana przywiedziono, wszystkich uderzył ich strój bogaty, lśniący się od kosztownych kamieni, a więcéj jeszcze ich pokorna, lecz poważna i świątobliwa postawa. Sam Waleryan nawet, chciał uchronić ich od mąk i śmierci: wszelkich więc używał środków aby ich od wiary i Chrystusa odwieść. A gdy to próżném się okazało, w téjże sali w któréj zasiadał, kazał ustawić ołtarz z posągiem Jowisza, i przedstawiał Świętym różne sposoby, aby pozornie tylko cześć mu oddali. Lecz oni zgodzić się na to nie chcieli. „Jesteśmy chrześcijanie, rzekli, i poczytujemy to sobie za najwyższy zaszczyt. W takiéj ostateczności w jakiéj się tu znajdujemy, gdzie idzie o wyznanie Chrystusa, nie godzi się nam używać pozorów, któreby w błąd wszystkich wprowadziły. Jednemu Bogu chrześcijańskiemu należy się pokłon. Wasi bożkowie, sąto bogi przez was urojone, nas Pan Bóg oświecił w téj mierze, i nigdy nie popełnimy téj bezbożności, abyśmy im cześć oddawali.” – „A czyż jestto bezbożnością, rzekł Wielkorządca, oddawać cześć słońcu, które czci jako Boga wasz naród i czcili wasi ojcowie?” – „Jestto bez wątpienia bezbożnością, odpowiedzieli Święci, bo nie godzi się czci jaka się należy Bogu, oddawać rzeczy która jest tylko Jego stworzeniem. Nasi ojcowie, i ci z naszego narodu którzy chrześcijanami nie zostali, są w podobnym jak i wy sami błędzie, i w tém naśladować ich nie możemy. Tośmy naszym ziomkom głosili, to samo tobie powtarzamy i od tego, wsparci łaską Chrystusową, nigdy nie odstąpimy.”

Waleryan, pomimo tego, nie przypuszczał aby się oni nie dali skłonić do jakiegokolwiek ustępstwa: a że bardzo mu chodziło o to aby ich uratować, udał się do cesarza, zdał mu w części tylko sprawę z tego co zaszło, i zrobił nadzieję, że byle ich zaprowadzić przed bożyszcze słońca, któremu i Persowie cześć oddają, mniéj oni będą robić trudności, i stanie się zadość woli cesarskiéj. Decyusz zgodził się na to: święci Abdon i Senes poprowadzeni zostali do świątyni słońca, a za nimi pociągnęła wielka rzesza ludu, zaciekawiona ich przepysznym strojem, i rozgłosem iż to byli jedni z najznakomitszych Persów.

Gdy weszli do świątyni, kazano im na znak czci i pokłonu zapalić kadzidło przed bożyszczem słońca; lecz oni w miejsce tego, z oburzeniem na bożyszcze plunęli. Lud zgromadzomy, zadrżał od złości i z krzykiem domagał się aby ich ukarano. Waleryan przeto, wydał niezwłocznie rozkaz aby świętych Męczenników zsieczono knutami, mającemi kule uwiązane u końców, i gdy już tak skatują że aż kości widać będzie, aby ich wydano dzikim zwierzętom w przygotowaném na to miejscu. Spełniono ten wyrok z największém barbarzyństwem: zbili ich tak okrutnie że tylko cudem te męki wytrzymali. Wśród tego obaj Święci głośno opiewali chwałę Bożą, dziękując Panu Jezusowi że im dał należeć do liczby tych, których za Niego męczą.

Kiedy w ten sposób napastwili się nad nimi kaci, wprowadzono ich pomiędzy dzikie zwierzęta, w przekonaniu iż te poduszczone widokiem świeżéj krwi lejącéj się z ich ran, w tejże chwili rzucą się na nich, i poszarpią w kawałki. Lud podług swego pogańskiego zwyczaju, spragniony tego rodzaju widowisk, zgromadził się był tłumnie. Wypuszczono od razu dwa lwy rozdrażnione, i cztery wygłodzone niedźwiedzie. Te z rykiem i wściekłością wyleciały ze swoich żelaznych klatek, i rzuciły się na Świętych. Lecz ledwie do nich się zbliżyły, straciwszy wrodzoną dzikość, u nóg się ich łasiły, jakby najbardziéj ułaskawione domowe zwierzęta. Obecny temu Wielkorządca, widząc jak silne zrobiło to na poganach wrażenie, wołał iż to są skutki czarów chrześcijańskich. Lecz lud nie podzielał jego zdania, i zewsząd wszczęły się okrzyki, że tylko Bóg chrześcijański, który jest Bogiem prawdziwym, mocen jest takie cuda czynić.

Waleryan przerażony tém wszystkiém, a obawiając się aby cesarz jemu nie przypisał winy, że zwlekając sprawę tych dwóch wielkich Świętych, takie wzruszenie wywołał w ludzie, nie mając pod ręką katów, kazał dwóm szermierzom wtedy tam obecnym, zarznąć świętych Męczenników, co téż spełniono niezwłocznie. Żeby zaś dowieść jeszcze lepiéj swojéj wierności cesarzowi i pogańskiéj religii, dla zniewagi ciał błogosławionych, kazał ich za nogi zawlec przed bożyszcze słońca, i tam bez grzebania porzucić. Zostawiono ich tak przez trzy dni całe, aż pewien Subdyakon nazwiskiem Kwiryn, uniósł te święte zwłoki potajemnie w nocy, i zamknąwszy w ołowianéj trumnie, przechował przez cały czas póki trwało prześladowanie chrześcijan w Rzymie. Odkryto je za Konstantyna Wielkiego, i z wielką czcią pochowano na cmentarzu Poncyańskim, przy drodze Portejskiéj, gdzie po dziś dzień jest kaplica w któréj znajdują się rzeźby tych dwóch świętych Męczenników, z wypisanemi ich nazwiskami. W roku Pańskim 828, gdy Papież Grzegorz IV, na żądanie króla francuzkiego posłał do Francyi różne relikwie, w ich liczbie były i ciała świętych Abdona i Senesa. Złożono je w opactwie świętego Medarda pod Lozanną, gdzie przez lat kilkaset, ze czcią je przechowywano, aż w wieku XVI wojska kacerzy Hugonotów napadłszy na klasztor, spaliły je wraz z kościołem.

Pożytek duchowny

Jak tych świętych Męczenników, których żywot czytałeś, nie śmiały tknąć się dzikie zwierzęta, oddając przez to cześć ich męstwu z jakiém za wiarę cierpieli, tak i wszelkiego rodzaju pokusy, te jakby dzikie zwierzęta przez piekło na nas wypuszczane, tracą srogość swoję, gdy w duszy na którą nacierają, żywą wiarę i wielką miłość Chrystusa znajdują. Staraj się aby wszelkie wysiłki złego ducha, znalazły cię taką świętą tarczą uzbrojonym.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś świętym Twoim Abdonowi i Senesowi, obfitych łask udzielić raczył, aby chwały niebieskiéj dostąpili; daj nam sługom Twoim, grzechów naszych odpuszczenie, abyśmy przez zasługi tych błogosławionych Męczenników, od wszelkich przeciwności wyzwoleni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 632–634.

Tags: św Abdon św Senen „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik bogactwo męstwo
2020-07-28

Św. Nazarego, Celsa i Wiktoryna, Męczenników i św. Innocentego, Wyznawcy i Papieża

Żyli w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.

(Żywot ich wyjęty jest z dziejów Kościoła przez Tylemoncyusza.)

Święty Nazary przyszedł na świat w Rzymie, w pierwszym wieku Kościoła. Ojciec jego rodem z Afryki, był poganinem, matką Rzymianka Święta Perpetua, która została była chrześcijanką wprzód jeszcze, zanim go na świat wydała. Chociaż i podówczas zwyczajem było w późniejszym dopiéro wieku udzielać Chrzest święty, Perpetua jednak postarała się aby Nazary ochrzczonym został kiedy jeszcze bardzo był młodym. Wychowywała go jak najstaranniéj i najpobożniéj. Miała z niego wielką pociechę od dzieciństwa, a przed śmiercią i tę największą, że widziała w nim jednego z najgorliwszych i najpobożniejszych chrześcijan w całych Włoszech.

Długo zostając pod przewodnictwem duchowném samego Papieża świętego Lina, skoro doszedł lat młodzieńczych, poczuł budzące się w sercu pragnienie nawrócenia jak największéj liczby pogan do wiary świętéj. Wybrał się tedy na wycieczkę apostolską, i przez pewien czas przebiegając Włochy, powziął w końcu zamiar udania się i za Alpy do Gallów. Byłoto przedsięwzięciem narażającém go na największe trudy i niebezpieczeństwa, lecz mu téż Pan Bóg w tych jego świętych pracach dziwnie pobłogosławił. Wszędzie gdzie się pojawił wielu niewiernych pozyskiwał Chrystusowi, a w tym celu używał wszelkich możliwych sposobów. Niekiedy, gdy inaczéj przystępu do pogan mieć nie mógł, przyjmował u nich służbę, nawet zaprzedawał się im na pewien czas w niewolę, byle chociażby jednę duszę uratować.

Pierwszém ludniejszém miejscem za granicą Włoch, gdzie ten święty Apostoł Pański zaczął głosić Ewangelią, była Genewa. Miasto to podówczas pogrążone w pogaństwie, nie słyszało jeszcze o chrześcijanach, kiedy tam przybył Nazary. Wkrótce wielu ochrzcił, i miasto to po dziś dzień ma go za głównego Patrona i pierwszego swego Apostoła.

Pomiędzy wielką liczbą nawróconych przez świętego Nazarego w Genewie, była pewna znakomita i zamożna pani, któréj wpływ i przykład, wiele się przyczynił do owoców jakie tam dał Pan Bóg zbierać temu słudze Swojemu, z jego prac gorliwych. Miała jedynego syna młodego jeszcze imieniem Celsyusz. który był jéj jedyną pociechą, i którego nadzwyczajnie kochała. Święty Nazary i jego nawrócił, wyuczył zasad wiary świętéj, a młodzieniec tak w pobożności postąpił, że gdy wkrótce potém Nazary go ochrzcił, prosił matki aby mu pozwoliła wraz z nim oddać się apostolskiemu zawodowi. Wielkiéj to ze strony téj niewiasty wymagało ofiary, lecz że była doskonałą chrześcijanką nie odmówiła jéj Panu Jezusowi, i Celsyusz od téj chwili, stał się towarzyszem nieodstępnym Nazarego. Przebiegli razem wiele miast w krainie Gallów, siejąc wszędzie słowo Boże, które późniéj w téj części Europy tak obfite i świetne plony wydało.

Ludne i sławne miasto Trewiza, było główném polem gdzie ci Święci poświęcali się dla Jezusa Chrystusa, i w końcu ponieśli męczeństwo, które wówczas prawie każdego Apostoła spotykało. Wielka liczba cudów jakie tam czynili, przyczyniła się do tego że ogromną liczbę pogan przyciągnęli do Kościoła Bożego, i święty Ambroży w kazaniu swojém o nich powiada, że i miasto to i cała kraina, im pierwszym zawdzięcza dobrodziejstwo wiary. Niedługo téż po przybyciu swojém do Trewizy, pozyskali tam koronę męczeńską.

Oskarżeni do władzy pogańskiéj, jako odwodzący lud od czci bożków cesarskich, wtrąceni zostali do więzienia, a potém skazani na zatopienie w rzece Mozelli. Lecz gdy ich do wody wrzucono, rzeka stwardniała jakby mrozem ściśnięta, i w obecności wielkiéj rzeszy ludu zgromadzonego, Święci wyszli z niéj jakby po lodzie, chociaż się to wśród lata działo. Zdziwieni takim cudem poganie, już nie śmieli zadawać im innego rodzaju śmierci, tylko wygnali ich z kraju. Nazary i Celsyusz wrócili do Włoch, a gdy Opatrzność Boża zaprowadziła ich do Medyolanu, Wielkorządca Anolin, który miał rozkaz od cesarza, aby każdego mającego zamiar głosić Ewangelią, zanim jeszcze zacznie to czynić, śmiercią ukarać, kazał ich do więzienia wtrącić. Po kilku dniach rozpoczął ich badanie. A gdy po ciężkich mękach jakie im zadał, wymódz na nich odstępstwa nie mógł, skazał ich na ścięcie. Trudno wyrazić jak po odczytaniu wyroku ci dwaj słudzy Chrystusowi uradowani zostali. Święty Nazary przyciskając do serca swego towarzysza, rzekł do niego: „Co to za szczęście mój synu! że Zbawiciel daje nam tę łaskę, iż oto dziś jeszcze za Niego męczeńską śmierć poniesiemy.” A młody Celsyusz, również uradowany – „Dziękuję Ci Panie Jezu Chryste, zawołał, że mnie chociaż tak młodego, do chwały Swojéj już bierzesz.” I zwracając się do świętego Nazarego: „Idźmy rzekł do niego, ojcze drogi wesoło, bo mamy wylać krew naszę, za Tego, który nam dał życie i aby nas zbawić krew Swoję za nas wylać raczył.” Wyprowadzeni na plac publiczny, ścięci zostali 28 Lipca, przy końcu pierwszego wieku.

Ciała tych świętych Męczenników wyszukane potajemnie w nocy przez chrześcijan, pochowane zostały za bramą miejską. Ukryte tam były, aż w trzysta lat potém święty Ambroży, odebrawszy w objawieniu zawiadomienie gdzie się ich relikwie znajdują, odgrzebał je, i znalazł tak niezepsutemi, jak gdyby tegoż dnia pochowane były i krew nawet nieskrzepłą. Dyakon Paulin, temu obecny, pisze, że z grobu ich wychodziła woń, jakby najwykwintniejszych pachnideł. Tenże święty Arcybiskup z wielką uroczystością przeniósł ich zwłoki do kościoła świętych Apostołów, który wtenczas tylko co był wystawił.

· · ·

Błogosławiony Wiktoryn Papież i Męczennik, którego święto dziś także Kościoł Boży obchodzi, żył późniéj od tych Świętych, bo na początku trzeciego wieku, za cesarza Sewera. Był on synem Feliksa Afrykanina. Wyniesiony został na Papiestwo po śmierci świętego Eleutera, około roku Pańskiego 192. Za jego rządów powstawały różne, a szczególnie na Wschodzie kacerstwa. Walczył z niemi mężnie, i jużto uczonemi pismami je zbijając, jużto karami kościelnemi dotykając ich zwolenników, z plagi téj Kościoł święty oczyszczał. Jednym z ważniejszych czynów jego Papiestwa, było postanowienie a raczéj zatwierdzenie i wprowadzenie w ściślejsze wykonanie, dekretu jego poprzednika Piusa I, nakazującego aby w całym Kościele uroczystość Wielkanocna, święcona była w pierwszą niedzielę następującą po pełni Marcowéj. Pomiędzy innemi również ważnemi i potrzebnemi w karności kościelnéj postanowieniami, wydał on i to, że w razie potrzeby, wodę zwykłą do sprawowania Chrztu świętego używać można: to jest że niekonieczném jest aby była święconą; a oraz zawyrokował że podobnież w razie nagłéj potrzeby, każdy chociażby nawet nie był chrześcijaninem, byle miał intencyą spełniać to co Kościoł w tym Sakramencie zamierza, chrzcić może, i chrzest taki za ważny ma być poczytany. Poniósł śmierć męczeńską 28 Lipca roku Pańskiego 202, zasiadając na stolicy apostolskiéj blizko lat dziesięć.

· · ·

Dziś także przypada uroczystość świętego Inocentego I, Papieża. Był on rodem z miasta Albano, blizko Rzymu położonego. Żył za czasów świętego Augustyna i Hieronima, to jest w połowie czwartego wieku. Świątobliwość jego, wysławia święty Hieronim w te słowa pisząc w jednym z listów swoich: „Trzymajmy się wiary Inocentego, wielkiego Świętego, który jest Apostolskiej Stolicy i Kościoła całego Rządcą; a wszelkiéj nauki jemu przeciwnéj, chociażby nam się wydała najświetniejszą i najmądrzejszą nie przyjmujmy.” Święty Bazyli wielki, podobnież ze czcią szczególną wyraża się o nim. W walce swojéj z aryanami, zasięgał on jego rady i popierał się jego pismami. Gdy święty Jan Złotousty, złością cesarzowéj Eugenii wygnany został z Carogrodu, święty Inocenty i ją i męża jéj cesarza Arkadyusza, klątwą kościelną do opamiętania przywiódł. Wtedy także poskładał z urzędu wszystkich Biskupów, którzy się do wygnania świętego Jana Złotoustego przyczynił. Zkąd się pokazuje, że Papieża zawsze używali bez zaprzeczenia najwyższéj zwierzchności nad Biskupami całego Kościoła.

Pomiędzy postanowieniami, jakie na Papiestwie swojém wydał święty Inocenty, było i zatwierdzenie postu sobotniego (zawisłego na powstrzymaniu się od mięsnych pokarmów), na uczczenie pamiątki dnia, w którym Pan Jezus w grobie spoczywał; a także wydał prawo nakazujące, aby dzieci z chrześcijańskich rodziców zrodzone, Sakramentem Chrztu świętego oczyszczone zostawały, o potrzebie czego niektórzy podówczas wątpili. Ten święty Papież, gorliwie powstające przeciwko okrutnym igrzyskom publicznym szermierzy pogańskich, na których zabijali się oni dla rozrywki ludu, powstrzymał chrześcijan od uczestniczenia w téj barbarzyńskiéj zabawie.

Rządził Kościołem, lat blizko piętnaście, i świętą śmiercią zasnął w Panu 28 Lipca, roku 417. Pochowany został na cmentarzu Pryscylli; a Papież Sergiusz II, w roku 845, wydobył jego zwłoki, i złożył je uroczyście w kościele świętego Ekwicego.

Pożytek duchowny

Dzisiejsze widowiska teatralne, chociaż nie mają w sobie tego rodzaju barbarzyństwa, jakie miewały pogańskie turnieje szermierzy, na które powstawał święty Inocenty, najczęściéj są jednak równie albo i więcej, zgubnemi dla duszy. Kto na nie chętnie uczęszcza, trudno aby nie zagasił w sercu swojém, wszelkiego uczucia pobożności, a w wielu razach, świętą cnotę czystości na wielkie wystawia niebezpieczeństwo.

Modlitwa (Kościelna)

Niech nas Panie Świętych Twoich: Nazarego, Celsyusza, Wiktoryna i Inocentego, uroczysty obchód na duszy pokrzepi, i ułomności naszéj wsparcie łaski Twojéj wyjedna. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 626–628.

Tags: św Nazary św Cels św Wiktoryn św Innocenty „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik papież św Perpetua chrzest post widowiska
2020-07-27

Św. Pantaleona, Męczennika

Żył około roku Pańskiego 806.

(Żywot jego był napisany przez Metafrasta.)

Święty Pantaleon urodzony w Nikomedyi w drugiéj połowie trzeciego wieku, był synem Kustorga, zamożnego obywatela tego miasta, który był poganinem. Matka jego Eubula, gorliwa chrześcijanka, zaszczepiła w nim zasady wiary świętéj, lecz odumarła go małym chłopaczkiem, a ojciec zajmując się dalszém jego wychowaniem, sam uparty poganin, i w synie zatarł uczucia chrześcijańskie, rozwinięte przez pobożną matkę. Że byłto młodzieniec bardzo zdolny, więc w naukach wielki postęp uczynił, a mając szczególne upodobanie w sztuce lekarskiéj, w krótkim czasie stał się najsławniejszym w Nikomedyi lekarzem. W skutek tego, cesarz Galer Maksyminian, uczynił go swoim nadwornym medykiem.

Pobyt Pantaleona na dworze pogańskiego monarchy, do reszty pozbawił go wiary. Lecz Pan Bóg zesłał mu świątobliwego kapłana, nazwiskiem Hermolaus, który miarkując po nim iż musiał być wychowanym po chrześcijańsku, wdał się z nim w rozmowę. Pantaleon wyznał mu iż w istocie matka usposobiła go była do zostania chrześcijaninem, lecz że po jéj śmierci, oddając się nauce filozofii i medycyny, zatarł w sobie wszelkie religijne uczucia i nie zwracał uwagi na to co się tyczyło jego sumienia. Hermolaus wyświeciwszy mu główną tę prawdę wiary naszéj, że tylko w religii katolickiéj można dostąpić zbawienia, odszedł, odebrawszy od niego przyrzeczenie, że się nad tém głębiéj zastanowi.

W dni kilka potém, Pantaleon zajęty temi myślami, wyszedłszy za miasto, znalazł na polu dziecię umarłe od ukąszenia węża, który przy niém leżał. Wiedział dobrze, jako biegły lekarz, jak śmiertelnym jest jad tego rodzaju gadziny którą miał przed sobą, i poznał że w dziecięciu nie było już życia: przyszła więc mu myśl aby na próbę prawdziwości wiary chrześcijańskiéj, wskrzesić je w Imię Chrystusa. Przystąpiwszy przeto bliżéj do trupa rzekł: „Wstań, rozkazuję ci to w Imię Jezusa Chrystusa” a do gadziny: „a ty zjadliwe zwierzę zgiń natychmiast.” I w téjże chwili dziecię wstało zdrowe, a gadzina zdechła. Uderzony tym cudem Pantaleon, udał się niezwłocznie do Hermolausa i prosił go o Chrzest święty.

Skoro został ochrzczony, pośpieszył do ojca aby i jego do wiary świętéj nawrócić: a że wiedział iż nicby nie wskórał, gdyby wprost domagał się tego, okazał się mu tylko bardzo zasmuconym. Ojciec, który go niezmiernie kochał, spytał o powód tego: „Powodem smutku mojego, odrzekł mu Pantaleon, jest to, że poznaję jaką jest niedorzecznością oddawać cześć bożkom, którzy byli prostymi ludźmi jak każdy z nas, i nie wiedzieć zkąd mieliby potém stać się bogami. Alboli téż poczytywać za bogi bałwany ukute z tegoż samego kruszcu, z którego jak to wiesz ojcze, robią się najpodlejsze naczynia domowe.” Starzec nie wiedział co mu na to odpowiedzić, lecz nawróconym się nie okazywał, gdy oto na jego szczęście zesłał Pan Bóg ślepego, który przyszedł do Pantaleona radzić się na swoje kalectwo, na które żaden lekarz nie mógł znaleźć środka. Święty przyrzekł mu uzdrowić go niezwłocznie, lecz pod warunkiem że zostanie chrześcijaninem. Ślepy zgodził się na to: Pantaleon przeżegnał mu oczy wzywając Chrystusa i człowiek ten wzrok odzyskał, poczém i chory i ojciec przyjęli Chrzest święty.

Niedługo po swojém nawróceniu ojciec Pantaleona umarł, a on rozdawszy znaczny majątek, jaki po nim odziedziczył, na ubogich, oddał się bogomyślności i uczynkom miłosierdzia. Nie zaniechał wprawdzie swego zawodu lekarskiego, lecz leczył już nie tylko ciała lecz i dusze, i gorliwie się temu oddając, wielką liczbę pogan pozyskiwał Panu Jezusowi. Że przytém sława jego jako lekarza, stała się tém większą, iż cudownie leczył najcięższemi chorobami złożonych, pogańscy lekarze powodowani zawiścią, oskarżyli go przed cesarzem podówczas w Nikomedyi przebywającym, że jest chrześcijaninem. Maksymin srodze rozgniewany, że przyboczny jego lekarz był wrogiem jego bożków, aby się o tém przekonać, zawezwał najprzód do siebie owego ślepego którego Pantaleon uzdrowił, i chciał go przekonać że to bogowie pogańscy wzrok mu przywrócili. Lecz on mu na to odpowiedział: „Jakże chcesz cesarzu, aby bogowie twoi mogli komu wzrok przywrócić, kiedy sami nie widzą.” Odpowiedź tak śmiała, wprawiła we wściekłość tyrana, który w téjże chwili kazał ściąć tego świętego wyznawcę i stawić przed sobą Pantaleona.

Ten wyznając otwarcie iż jest chrześcijaninem, oświadczył cesarzowi, iż na dowód prawdziwości wiary którą wyznaje, prosi aby przyniesiono najciężéj chorego w mieście, i aby kapłani pogańscy ze swéj strony udając się do bożków swoich, a on wzywając imienia Jezusa, probowali go uzdrowić. Cesarz chociaż niechętnie, zgodził się jednak na to, gdyż i lud zebrany tego się domagał. Wyszukano więc człowieka oddawna sparaliżowanego, i przyniesiono go Na plac publiczny. Kapłani pogańscy, wysilali się ze swojemi nabożeństwami lecz uzdrowić go nie mogli. Pantaleon przystąpił do niego, pomodlił się, przeżegnał go i rzekł: „W imię Jezusa Chrystusa wstań.” i chory w téjże chwili wstał wołając: „Bogiem prawdziwym jest tylko Bóg chrześcijański.” Cesarz rozgniewany tém do najwyższego stopnia, widząc że na ludzie całym zrobiło to wrażenie i wszędzie głoszono moc Chrystusową, postanowił mękami najokrutniejszemi wymódz na Pantaleonie zaparcie się wiary, i przez to osłabić wrażenie, jakie wywierał na pogan widok jego i wieść o cudach przez niego czynionych. Kazał więc go uwięzić, a nazajutrz na placu, wobec zebranego ludu najprzód ciało jego szarpać hakami żelaznemi, a potém rany palić pochodniami zapalonemi. Tymczasem w chwili kiedy zabierali się katować Pantaleona, on wezwał Pana Jezusa, a katom omdlały ręce tak, że haków podnieść nie mogli, i pochodnie pogasły. Wrzucono go więc z rozkazu tyrana w kocioł napełniony ołowiem wrzącym, z którego wyszedł żyw i zdrów najzupełniéj, głośno opiewając chwałę Chrystusową. Cesarz takiemi cudami jeszcze bardziéj rozwścieklony, kazał mu uwiązać ogromny kamień u szyi, i z nim wrzucić go w morze, z którego Święty nie zanurzywszy się nawet, wrócił na brzeg z kamieniem.

Widząc to cesarz zawołał: „i morze oczarował” a Pantaleon mu na to: „Nie czary to są, lecz dowód że jak ziemia tak i morze i wszystko, posłuszne jest Panu który je stworzył.” „Przekonamy się o tém zaraz,” rzekł cesarz, i kazał wypuścić na niego dzikie zwierzęta. Pantaleon ufny że i tą razą wesprze go Pan Bóg, wszedł pomiędzy nie śmiało, a one upadłszy mu do nóg, lizały je pokornie, i nie odeszły, aż na nie skinął. Poganie patrząc na to wołali „Wielki jest Bóg chrześcijański. Cesarzu wypuść tego sprawiedliwego, bo Chrystus Bóg jego jest Bogiem prawdziwym.” Lecz cesarz i to jeszcze przypisując czarom kazał urządzić co prędzéj straszną machinę, w któréj brzytwami i piłami miał być święty Męczennik w kawałki pocięty; lecz tortury te nie tknęły jego ciała, a machina pękające w chwili gdy w nią wsadzono Pantaleona, zabiła kilka pogan blizko niéj stojących.

Cesarz wtedy, dowiedziawszy się że to kapłan Hermolaus nawrócił Pantaleona, wpadł na myśl że gdy tego świątobliwego starca przywiedzie do zaparcia się wiary, prędzéj jéj odstąpi i jego uczeń. Kazał go więc stawić przed sobą i zagroził mu mękami jeśli bogom ofiary nie złoży. „Czyż mogę, odpowiedział starzec składać ofiarę bałwanom, które nie są bogami lecz podłym kruszcem, łatwo się gruchoczącym?” A kiedy to mówił, powstało wielkie trzęsienie ziemi, i zewsząd się zbiegli poganie do cesarza z wiadomością że w całém mieście bożyszcza pospadały z ołtarzów, i w kawałki się potłukły. Cesarz kazał Hermolausa zamordować, wraz z dwoma jego towarzyszami Hermipem i Hermokretem, także chrześcijanami.

Przez ten czas Pantaleon był w więzieniu trzymany. Wkrótce przyzwał go do siebie Maksymin, i probował tą razą łagodnemi słowy i obietnicami nakłonić aby spełnił wolę jego: „Wielu chrześcijan, rzekł do niego, przywiodłem do oddania czci bogom naszym, i za to wielkimi ich panami poczyniłem.” – „Zaprawdę cesarzu, odpowiedział Święty, wielu uczyniłeś wielkimi panami, ale nie tu na ziemi, lecz w Niebie, gdzie królują na wieki ci, których za wiarę Chrystusa pomordowałeś.” Po téj rozmowie, cesarz wskazał go na ścięcie.

Gdy go przyprowadzono na miejsce stracenia, ukląkł i modlił się, aby Pan Bóg już mu dłużéj nie odmawiał korony męczeńskiéj, i wstawszy szedł pod miecz kata śpiewając Psalm Dawidowy: „Walczyli na mnie od młodości mojéj, wszakże mnie nie przemogli” 1. Kat ciął go z całéj siły w szyję, lecz miecz jakby z wosku zgiął się, a Pantaleon najmniejszego bolu nie uczuł. Wszyscy oprawcy upadli mu do nóg, a on upewniając ich iż nie ma do nich żadnego żalu, tylko błaga aby się nawrócili, rzekł do nich: „Czyńcie co wam kazano” i głowę powtórnie pod miecz poddał.

Kaci się wahali, całowali mu ręce i nogi, lecz wreszcie ścięli mu głowę. Poniósł śmierć męczeńską 27 Lipca roku Pańskiego 305.

Pożytek duchowny

Podziwiaj wielkie cuda, o jakich czytałeś w życiu świętego Pantaleona, lecz w tém nie pragnij być mu podobnym, gdyż to mało komu dano i od nikogo Pan Bóg tego nie wymaga. Lecz staraj się go naśladować w jego żywéj wierze i bądź gotów raczéj umrzeć, jak dopuścić się tego rodzaju odstępstwa Chrystusa jakiego się dopuszcza kto ciężki grzech popełnia.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy za wstawieniem się błogosławionego Pantaleona, Męczennika Twojego, i od wszelkiéj szkody zachowani byli na ciele, i od wszelkich złych myśli uwolnieni na duszy. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 623–625.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 598

„Czyny więcej znaczą niż słowa”. Gdy słowa te usłyszał święty Pantaleon z ust Hermolausa, uwierzył, że taki lekarz istnieć może; kiedy jednak sam martwe dziecię przywrócił do życia, przekonał się, że lekarz, o którym mu Hermolaus wspomniał, istnieje rzeczywiście i jest Panem życia i śmierci. To samo mawiał przecież Pan Jezus do niewiernych żydów: „Chociażbyście Mnie wierzyć nie chcieli, wierzcież uczynkom” (Jan 10, 38). Zasadą tą przejął się Kościół katolicki, ale tylko on jeden, gdyż on jeden tylko może poprzeć prawdę nauki Boskiej niezliczonymi cudami. Cuda jednają wiarę prawdziwej religii, są przeto potrzebne.

  1. Tworząc człowieka, nadał mu Bóg przeznaczenie, a obdarzywszy go wolną wolą, wskazał mu drogę, co czynić należy, aby osiągnąć cel przeznaczony. Przepisy te i nauki zawarte są w przykazaniach Bożych. Wolę Bożą głosili i objawiali od dawien dawna patriarchowie, prorocy, po nich Jezus Chrystus i ustanowiony przezeń Kościół; wiarę tę stwierdzały liczne cuda, w których i prosty wieśniak i wysoko wykształcony filozof musi uznać dzieła Boga żywego i świadectwa okazujące prawdziwość nauki Jego.
  2. Nie ma naturalniejszego jak to, że Bóg, bądź to gdy błagamy Go o pomoc w biedzie i utrapieniu, bądź, gdy przeciw Niemu wykraczamy i gniew Jego wywołujemy, swą dobroć i sprawiedliwość w cudach okazuje. Gdybyśmy mieli sprawę z Bogiem urojonym, wytworem naszej wyobraźni, nie mogłoby być mowy o cudach, o jakich pisze Pismo święte, a dzieje Kościoła katolickiego przez blisko 2000 lat są wymownymi i dla każdego jasnym świadectwem i dowodem, że założona przez Jezusa Chrystusa religia jest jedynie Boską, świętą i prawdziwą.

Footnotes:

1

Psalm CXXVIII. 2.

Tags: św Pantaleon „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik lekarz nawrócenie cuda
2020-07-25

Św. Jakóba Starszego, Apostoła

Żył około roku Pańskiego 44.

(Żywot jego wyjęty jest z Pisma świętego i dziejów Kościoła.)

Święty Jakób przezwany starszym, dlatego że od drugiego świętego Jakóba Apostoła pierwéj został do apostolstwa powołanym, był rodem z Betsaidy miasta Galilejskiego. Rodzicami jego byli Zebedeusz i Salomea, którzy mieli i drugiego syna, a tym był święty Jan Ewangelista. Mieszkał z ojcem w Betsaidzie, gdzie przebywali i święci Piotr, Filip i Andrzéj. Trudnił się rybołówstwem. Utrzymują jednak dawni pisarze kościelni, że był on zamożniejszy od Piotra i Andrzeja, gdyż ci trudniąc się tymże sposobem zarabiania na życie, własnych łodzi nie mieli; Jakób zaś i Jan, albo raczéj ich ojciec, miał łodzie własne.

Święta Salomea matka świętego Jakóba, która została jedną z pierwszych uczenic Pana Jezusa, i całą swoję rodzinę niezwłocznie przyciągnęła do wiary. Święty Epifaniusz utrzymuje nawet, że święty Jakób był jednym z uczniów świętego Jana Chrzciciela, i że jegoto Przesłannik Pański wysłał był do Chrystusa Pana, z zapytaniem czy On jest oczekiwanym Zbawicielem. Skoro téż Syn Boży zaczął ogłaszać Swoję naukę, święty Jakób już go nie odstępował, lecz do apostolstwa nieco późniéj powołany został.

Dnia pewnego, dwaj ci bracia z ojcem swoim siedzieli w łodzi, zasmuceni że przez całą noc trudząc się, nie złowić nie mogli, kiedy nadszedł Pan Jezus, otoczony wielką rzeszą ludu. Wstąpił w łódź świętego Piotra który tam był niedaleko, i kazał mu, wypłynąwszy na pełne morze, zarzucić sieci. Połów był tak obfity, że sieć rwała się. Wezwano więc na pomoce świętych Jakóba i Jana z ludźmi których mieli z sobą, Ci przybyli i taką wielką liczbą ryb napełnili obie łodzie, że tylko co nie zatonęły. Uderzony święty Jakób takim cudem, wraz z bratem swoim świętym Janem, postanowił opuscić już wszystko i iść za Chrystusem, co téż wkrótce i spełnili.

W kilka dni potém, Pan Jezus przechodząc ponad jeziorem Genezareckiém, mając już przy sobie świętych Piotra i Andrzeja, ujrzał Jakóba i Jana, którzy w łodzi swojéj sieci naprawiali. Zawezwał i ich aby szli za Nim. Obaj bracia nie zawahali się ani chwili, opuścili łodzie, sieci, rybaków którzy im służyli, ojca, słowem wszystko co posiadali i co im było najdroższego, i poszli za Chrystusem. Tak śpieszne posłuszeństwo na głos wołającego Pana Jezusa, zjednało im szczególne u Niego łaski. Święty Jakób jak to widzimy z opowiadania Ewangelii świętéj, używał zawsze szczególnych względów Zbawiciela. Był obecnym gdy Syn Boży uzdrowił świekrę świętego Piotra; toż samo gdy wskrzesił córkę Jaira. Późniéj gdy na górze Tabor miał się okazać chwałą niebieską otoczony, wziął był z sobą i świętego Jakóba. Tyle dowodów szczególnéj łaskawości Jego dla tych obydwóch braci (bo jak wiadomo święty Jan był ulubionym uczniem Pańskim) skłoniły ich matkę do zaniesienia do Niego za synami swymi bardzo dziwnéj prośby. Pan Jezus powiedział był, że dwunastu Jego Apostołów, zasiadać z Nim będą w Niebie, na dwunastu tronach. Matka świętych Jakóba i Jana przystąpiła do Niego, i uklęknąwszy prosiła żeby i jéj dwóch synów umieścił obok siebie: jednego po prawicy, drugiego po lewicy Swojéj. Zbawiciel na to, zwracając się do świętych Jakóba i Jana, zapytał ich, czy są gotowi pić z tego kielicha, z którego i On pić będzie, co znaczyło, czy są gotowi ponieść za Niego wszelką mękę i śmierć samę. Święty Jakób, z całego serca odpowiedział iż gotów jest na to. Co téż w istocie dotrzymał, gdyż męczeńską śmiercią z tego świata zeszedł.

Na sześć miesięcy przed męką Swoją, gdy Pan Jezus szedł z Galilei do Judei, a w pewném miasteczku Samarytanie zamknęli przed nim bramy, Jakób i Jan do żywego dotknięci taką obelgą wyrządzoną ich Boskiemu mistrzowi, zapytali czy pozwoli im aby sprowadzili z Nieba ogień, na tych zbrodniarzy. Pan Jezus naganił im to, przypominając iż duch Ewangelii którą On przyszedł ogłosić, jest przedewszystkiém duchem łagodności i miłości. Dwaj ci bracia jak to właśnie i z tego oto zdarzenia wnosić można, byli bardzo żywego usposobienia, i dla tegoto Pan Jezus przezwał ich Boanevges, to znaczy Synowie gromu, co znowu było przepowiednią, że Święci ci bracia, mieli gromić błędy bałwochwalstwa.

Święty Jakób był także jednym z tych trzech Apostołów, których Pan Jezus przypuścił był do tajemnicy Swojéj męki podczas modlitwy w Ogrójcu. Był on więc jednym z tych których Zbawiciel, niejako dla pociechy Swojéj, chciał mieć w téj strasznéj godzinie bliżéj Siebie obecnych. Po zmartwychwstaniu Pańskiém, święty Jakób znajdował się zawsze w gronie Apostołów, kiedy Pan Jezus się im objawiał. Po zesłaniu zaś Ducha Świętego, zaczął najprzód przebiegając miasteczka i wsie Ziemi Żydowskiéj, ogłaszać Ewangelią, a wkrótce potém, bo zanim jeszcze Apostołowie podzielili między siebie narody całego świata, Święty ten Apostół puścił się do Hiszpanii. Po dziś dzień w mieście Saragossie, widzieć można w kościele słup jaspisowy, na którym okazała mu się przenajświętsza Panna, jeszcze wówczas żyjąca, i kazała mu wybudować tam kaplicę pod Jéj wezwaniem, zamienioną późniéj na wspaniały kościół, nazwany kościołem Przenajświętszéj Maryi Panny od słupa. Piszą jednak, że święty Jakób niewiele dusz pozyskał Chrystusowi w Hiszpanii, i że tylko dziewięciu tam pogan podówczas nawrócił. Wkrótce téż wrócił do ziemi Żydowskiéj, gdzie z największą gorliwością i poświęceniem się głosił słowo Boże, i wielkie cuda czynił.

Żydzi którzy często wyzywali go na publiczne rozprawy, nie mogąc mu sprostać i za każdą razą przez niego pobici, a szczególnie widząc iż cuda jakie czyni, ułatwiają mu nawracanie wielu Starozakonnych, umyślili użyć przeciwko niemu sławnego w Jerozolimie filozofa i czarnoksiężnika, nazwiskiem Hermogenes. Przyszli więc do niego, prosząc go i bogate mu dary składając, żeby wdawszy się w publiczną rozprawę ze świętym Jakóbem, odniósł nad nim zwycięstwo. Przyrzekł to zrobić ów pyszny filozof, lecz utrzymując że niewarto aby się sam trudził, wysłał ucznia swego Fileta mówiąc: „Dość będzie tego ucznia mojego.” Filet rozpocząwszy hardą rozprawę ze Świętym Apostołem, w końcu tak został przez niego przekonany, iż wróciwszy do swego mistrza, wyznał iż zostaje chrześcijaninem i jemu toż samo radzi. Oburzony tém Hermogenes, używszy czarnoksięzkiéj sztuki, tak związał Fileta szatanami, iż się z miejsca ruszyć nie mógł i rzekł: „Niech cię twój mistrz Jakób teraz wybawi.” Święty dowiedziawszy się o tém, posłał mu chustkę swoję, i polecił aby wziąwszy ją w rękę powiedział te słowa Psalmu Dawidowego: „Pan rozwiązuje spętane” 1. Co gdy wyrzekł Filet, wolnym się uczuł i co prędzéj do świętego Jakóba pobiegł. Widząc to Hermogenes, wysilał się z całą swoją sztuką czarnoksięzką i wzywał szatanów, aby mu Jakóba i Fileta związanych przyprowadzili. Lecz gdy to czynił, zstąpił Anioł i kazał szatanom aby związawszy samego Hermogenesa, zaprowadzili do Jakóba, który ujrzawszy go powiedział do Fileta: „Pan go upokorzył; a że Pan każe nam dobrém za złe płacić, w imię tegoż Pana ty go od złych duchów oswobódź.” Gdy to Filet spełnił, rzekł Jakób do Hermogenesa: „Teraz idź gdzie chcesz.” Lecz Hermogenes obawiał się wyjść z domu Jakóba, mówiąc iż go złe duchy powtórnie opętają. Wtedy Jakób dał mu swoję laskę, z którą Hermogenes idąc, od złych duchów żadnéj nie poniósł szkody. Wróciwszy do domu, wszystkie księgi czarnoksięzkie i filozoficzne zebrawszy, odniósł je do świętego Jakóba i upadłszy mu do nóg zawołał: „Wybawicielu dusz ludzkich, przebacz mi i zmiłuj się nade mną, a tego który był twoim nieprzyjacielem, przyjm za ucznia twojego.” Święty Apostół przycisnął go do serca, co prędzéj wyuczył tajemnic wiary świętéj i ochrzcił. Odtąd Hermogenes stał się najwierniejszym sługą Chrystusowym; głosił Jego naukę i nawet cuda czynił.

Żydzi widząc iż tym sposobem nietylko nie pozbyli się świętego Jakóba, lecz jeszcze więcéj go rozsławili, dnia pewnego, gdy miał do licznie zgromadzonych kazanie dowodząc Bóstwa Chrystusa Pana i że spełnia się na Nim proroctwo o przyjść mającym Zbawicielu, rzucili się na niego tłumnie, zbili i zawiedli przed króla Heroda Agryppę, panującego podówczas w Judei, a wnuka tego Heroda który był zamordował świętego Jana Chrzciciela. Oskarżali go, o buntowanie ludu przeciwko niemu i cesarzowi rzymskiemu. Agryppa który oddawna szukał sposobności aby sobie zjednać Żydów ciągle mu niechętnych, skazał go na ścięcie. Żyd który go sam prowadził do Agryppy nazwiskiem Jozyasz, widząc stałość i odwagę z jaką przyjmował ogłoszenie wyroku śmierci święty Jakób, wyznał niezwłocznie iż i sam chce być chrześcijaninem, za co także na śmierć został skazany. Gdy ich obu prowadzili na ścięcie Jozyasz upadł do nóg Jakóbowych, prosząc go o przebaczenie. Święty podniósł go i ucałował, mówiąc: „Pokój z tobą” (pax tibi), i od téjto chwili ten rodzaj pozdrowienia upowszechnił się między chrześcijanami i nawet w obrzędach Mszy świętéj został zamieszczony.

Gdy przyszli na miejsce stracenia, święty Jakób ukląkł, modlił się, i gorąco dziękował Panu Jezusowi, iż jego to spotkało szczęście że z Apostołów pierwszy krew swoję za Niego przelewał. Umęczony został roku Pańskiego 44, około pory wielkanocnéj, a święto jego dziś Kościół Boży obchodzi. Po jego śmierci która nastąpiła w Jerozolimie, uczniowie tam pochowali jego ciało; lecz wkrótce, ci którzy z nim przybyli z Hiszpanii, zawieźli je do tego kraju i złożyli w mieście Kompostella. Sami zaś zajęli się opowiadaniem słowa Bożego, a poparci cudami któremi Pan Bóg grób tego Swojego sługi uświetnić raczył, niezliczone mnóstwo pogan nawrócili. Tak tedy zwłoki świętego Apostoła po jego Śmierci, dopełniły tego żniwa, które on za życia w tym kraju zaczął.

Pożytek duchowny

Piszą że tak jak święty Jan Ewangelista, ulubiony uczeń Pański, dla tego do szczególnych względów Zbawiciela został przypuszczony, że był niepokalanéj czystości, tak i święty Jakób dla tego miał wielkie u Pana Jezusa łaski, że tąż cnotą nieskalaną, od młodości jaśniał. Pamiętaj że jak cnota świętej czystości ściąga najobfitsze łaski dla duszy, tak grzechy jéj przeciwne szpecą ją najwięcéj w oczach Boga. Dla tego z cnót wszystkich ona głównie czystość duszy stanowi, i cnotą czystości jest nazwaną.

Modlitwa (Kościelna)

Racz Panie lad twój strzedz i uświęcać, aby Apostoła Twojego Jakóba wsparty pośrednictwem, i postępkami swojemi Tobie się podobał, i w swobodzie ducha Ci służył. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 617–619.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 594

Większej radości zaiste doznał święty Ja kub, niosąc życie w ofierze za swego Mistrza i Pana, aniżeli gdyby go Chrystus był posunął do wysokich godności i dostojeństw ziemskich. Było to niezawodnie skutkiem jego gorącej i żywej wiary. Stąd wynika nauka abyśmy:

  1. Niewzruszoną wiarę mieli w to, co Bóg ludzkości objawił na jej dobro i zbawienie. Nie wierzmy przeto ani własnym przekonaniom i urojeniom, ani cudzej powadze, ale poddajmy rozum pod powagę samego Boga, gdyż jedynie On sam jest prawdą. Człowiek mimo najlepszej chęci i najgorliwszego dochodzenia prawdy może się mylić, jak nas uczy codzienne doświadczenie. Cała ludzkość również mylić się może, a tylko jeden Bóg jest nieomylnym. Wierząc Bogu, mamy największą rękojmię prawdy tego, w co wierzymy, a poddając z potulnością dziecięcia wolę i rozum swój Jego powadze, przynosimy Mu najmilszą ofiarę.
  2. Treść wiary, jaką nam podaje Kościół katolicki, pochodzi od Boga i jest Jego objawieniem. Jest to prawdą niewątpliwą, nie potrzebującą dowodów. Tylko Bóg mógł dać 12 biednym rybakom siłę do wykorzenienia pogaństwa i osadzenia wszędzie krzyża, jako oznaki nowej wiary. Bóg tylko mógł natchnąć tysiące Męczenników taką siłą i stałością, że dumni cesarze rychlej znużyli się okrucieństwem, aniżeli Męczennicy zachwiali się w wierze; Bóg tylko mógł uszlachetnić naturę ludzką i zapalić ją do ubiegania się o cnoty, jakie podziwiamy u świątobliwych katolików wszelkich powołań, obojej płci i każdego wieku; Bóg tylko mógł obalić świątynie pogańskie, i zniszczyć ohydną niewolę, a na ich gruzach stawiać szpitale, przytułki dla sierot i szkoły. Kościół katolicki to wszystko zdziałał i dotychczas działa, na co są niezliczone świadectwa i dowody. On jeden jest narzędziem i głosem Boga; kto weń wierzy, wierzy w Boga samego.

Footnotes:

1

CXLV. 7.

Tags: św Jakub Starszy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik Ewangelia Ogrójec czystość
2020-07-24

Św. Krystyny, Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 200

(Żywot jéj był napisany przez Adona Arcy-Biskupa Trewirskiego.)

Święta Krystyna rodem z miasta Tyru we Włoszech, dziś już nieistniejącego, w księstwie Toskanii niegdyś położonego, była córką Urbana, tegoż miasta Wielkorządcy za cesarza Septymiusza Sewera. Żyła w końcu drugiego wieku. Prześladowanie wiernych srożyło się pod tę porę w tym kraju, a ojciec jéj Urban, był jednym z najzaciętszych wrogów chrześcijaństwa. We własnym swoim pałacu przeznaczył salę, w któréj przesłuchiwał zwołanych na sąd chrześcijan, i zadawał im tam najstraszniejsze męki. Krystyna dzieckiem jeszcze będąc, przypatrywała się temu, i ztąd po raz pierwszy poznała czém jest religia chrześcijańska. Święte prawdy za wyznanie których umierali w jéj oczach Męczennicy, wielkie na niéj zrobiły wrażenie, i w krótkim czasie zapragnęła zostać chrześcijanką. Opatrzność Boska zesłała jéj dwie panie już nawrócone, które w największéj tajemnicy przed jéj ojcem ułatwiły Krystynie przyjęcie Chrztu świętego. Jakiś czas ukrywała się z tém najstaranniéj; lecz razu pewnego, gdy nie miała czém wesprzeć kilku ubogich w ostatniéj nędzy będących, pogruchotała srebrne bożyszcza które ojciec z wielką czcią w domu przechowywał, i kawałki srebra tym biednym rozdała.

Urban, który już od niejakiego czasu wpadał na myśl że i jego córka jest chrześcijanką, do najwyższego stopnia rozgniewany, przywołał ją do siebie, i najprzód łagodnemi słowy, tak ją zapytał: „Czy to być może żebyś to ty popełniła taką zbrodnię, ośmielając się zgruchotać nasze bogi?” Krystyna wtenczas miała lat dziesięć: – „Zabawneż to bogi, odpowiedziała ojcu, które taka mała dziewczyna jak ja, mogła poniszczyć! Czyż to podobna mój ojcze, abyś wyznawał bogami bałwany, ukute z takiego kruszcza z jakiego mamy porobione naczynia do stołu?” Na taką odpowiedź, Urban w największém uniesieniu zagroził jéj śmiercią, jeśli bogów cesarskich za prawdziwych uznać nie zechce. „Możesz ojcze drogi pozbawić mnie życia, odrzekła dziewczynka, lecz nie możesz pozbawić mnie wiary w Jezusa Chrystusa, w którym mam nadzieję że mi da przetrwać wszelkie męki.” Urban wpadłszy we wściekłość, kazał ją najprzód smagać rózgami, a widząc że Krystyna znosi to tak spokojnie jakby ją nic nie dolegało, kazał szarpać jéj ciało żelaznemi hakami. Kaci tak okrutnie ją mordowali, że kości widać było, a kawałki ciała po całéj sali rozrzucone leżały. Święta cudownie wsparta, jakby nic nie cierpiała, sama pozbierała je z ziemi i przed ojcem złożyła. Barbarzyniec ten, nietylko się tém nie wzruszył, lecz przeznaczając ją na nowe męki, kazał okuć w kajdany i do więzienia wtrącić. Tam posłał do niéj całe rodzeństwo i wszystkich krewnych, aby ją namawiali do odstępstwa od wiary. A gdy z podziwieniem, zastali oni ją ze wszystkich ran poniesionych, cudownie uzdrowioną, i w wyznawaniu Chrystusa wytrwałą, donieśli o tém ojcu. Okrutnik ten przypisując to wszystko czarom, kazał córkę uwiązać do koła, pod którém ogień rozpalono, i nad nim obracać ją i smażyć, a wierzchu lać na nią oléj wrzący. Męczeństwo było nadzwyczajne, lecz i cud niemniéj wielki. Święta żadnego nie czuła bolu, a wrzący oléj i płomienie ogarnąwszy katów i wielu pogan tam obecnych, popalił ich na śmierć. Urban kazał Krystynę odprowadzić do więzienia, gdzie stanął przed nią Aniół i wszystkie jéj rany zagoił. Dowiedziawszy się o tém ojciec kazał uwiązać u jéj szyi ogromny kamień, i wrzucić ją w jezioro. Rozkaz spełniono, lecz tenże Aniół zstąpił, i Krystynę po wierzchu wody idącą na brzeg wyprowadził. Urban wpadł w taką złość, iż tknięty paraliżem na miejscu umarł.

Następca jego nazwiskiem Dijon, postanowił, jak powiadał, pomścić na niéj nietylko zniewagę bogów, lecz i śmierć ojca. Na większe szyderstwo z téj młodéj dziewczynki, kazał zrobić kolebkę z żelaza, napełnić ją smołą i olejem wrzącym, i wrzucić w nią Krystynę. Ta przeżegnała kolebkę, i sama się w nią położyła, mówiąc: „Dobrześ zrobił, żeś mi kolebkę jak dziecięciu przyrządził, gdyż w istocie rok temu dopiéro, jak przez przyjęcie Chrztu świętego narodziłam się prawdziwie. Zanurzona zaś we wrzącéj smole i oleju, wyszła z kolebki jak najzdrowsza. Na rozgłos takiego cudu, wielka liczba zbiegła się pogan. Wielkorządca kazał Krystynę zaprowadzić do świątyni Apolina, aby tam ofiarę złożyła. Pośpieszył za nią i lud cały, aby widzieć jak ta dziecina postąpi. Lecz zaledwie weszła na próg świątyni, posąg Apolina spadł na ziemię i w kawałki się zgruchotał, a w tejże chwili Wielkorządca upadł nieżywy. Na widok tego wszystkiego, sami kaci upadli do nóg Świętéj, głośno wyznając że tylko ten Bóg w którego ona wierzy, jest Bogiem prawdziwym. Do nich przyłączyli się prawie wszyscy zgromadzeni tam poganie, wołając: że Bóg chrześcijański jest Bogiem prawdziwym, i w dniu tym trzy tysiące osób przyjęło Chrzest święty.

Zdarzenie tak cudowne, wielkie wrażenie w całém mieście i okolicy wywarło. Krystynę puszczono na wolność, gdyż nikt już nie chciał i nie śmiał wszczynać jéj sprawy. Owszem, ponieważ po śmierci Wielkorządcy wszystko było jakby w zawieszeniu, chrześcijanie przeto większéj swobody używali, i znaczna liczba pogan, tak z miasta jak i z okolicy nawracała się i Chrzest święty przyjmowała.

Przysłany na miejsce Dijona nowy wielkorządca nazwiskiem Julian, dowiedziawszy się o wszystkiém co zaszło, i co tak wielkiego rozgłosu w kraju całém nabrało nie wahał się uważać to jedynie za czarnoksięstwo, któremu zwykle poganie wszystkie cudowne zdarzenia zaszłe przy zadawaniu śmierci Męczennikom za wiarę, przypisywali. Szczególnie zaś, chodziło mu o przywrócenie obrządków pogańskich, które w całém mieście, po cudowném obaleniu posągu Apolina, prawie zupełnie zaniedbane zostały. Postanowił więc przedewszystkiém zmusić Krystynę do oddania czci bożkom; w tym celu kazał stawić ją przed sobą, i rzekł do niéj groźnie: „Słuchaj mała dziewczyno: ja się twoich czarów nie lękam; albo w tejże chwili oddasz cześć naszym bogom, albo cię wrzucę w piec rozpalony, i póty cię tam trzymać będę, póki się na popiół nie spalisz.” – „Możesz to uczynić, odpowiedziała Krystyna, lecz ja czci nie oddam, jeno Jezusowi Chrystusowi Bogu prawdziwemu.” Julian kazał rozpalić ogień w wielkim piecu, i wrzucić tam Krystynę, z którą znowu Pan Bóg powtórzył cud trzech młodzieńców Babilońskich w piecu męczonych. W piecu tym pięć dni ją smażono, codzień coraz silniejszy rozniecając ogień: a Krystyna ciągle głośno śpiewała jużto Psalmy, już pieśni pobożne, i po tych dniach pięciu wyszła z pieca, nie mając ani jednego włosa na głowie spalonego.

Wtedy wielkorządca, jak to piszą akta męczeńskie téj Świętéj, zawezwał najsławniejszego czarnoksiężnika, pytając go jakim sposobem mógłby zamęczyć Krystynę. Ten doradził aby ją zamknąć w piwnicy napełnionéj wężami, gadzinami i skorpionami, to jest najjadowitszemi pająkami, i że od ich ukąszeń zginie niechybnie. Julian spełnił tę barbarzyńską radę, lecz jak płomienie tak i gady ciała Świętéj dziewczynki tknąć się nie śmiały. A że w téj piwnicy, zanurzona w wężach i gadzinach, nie przestawała opiewywać chwałę Boga najwyższego, tyran kazał jéj język uciąć. Odcięty przyniesiono Julianowi, lecz Krystyna mowy i głosu pomimo tego nie straciła, i jeszcze głośniéj i wyraźniéj śpiewała powtarzając te słowa Psalmu Pańskiego: „Błogosławiony Pan który nas nie dał w zachwycenie zębom ich, dusza nasza jako wróbel wyrwana jest ze sidła łowiących; sidło się potargało a myśmy wybawieni. Wspomożenie nasze w imieniu Pańskiém, który stworzył niebo i ziemię” 1. I znowu: „Bałwany pogańskie srebro i złoto, robota rąk człowieczych” 2.

Ten nowy cud, rozgłoszony pomiędzy pogany, jeszcze większą ich liczbę nawrócił. Wielkorządca, niewiedząc już jak sobie poradzić, kazał Krystynę uwiązać u góry wysokiego słupa, i póty ją przeszywać strzałami aż skona. Rozpięta na nim Krystyna, spragniona oglądać w Niebie Boga swojego, za którego, wsparta Jego łaską, z takiém męstwem tyle już prób przetrwała, zaczęła się modlić, aby przecież ją Pan Jezus korony męczeńskiéj nie pozbawiał, za którą ta dziewica ledwie żyć poczynająca, oddawna wzdychała. Wysłuchał ją Pan Bóg: i po pierwszych strzałach które na nią wypuszczono, poszła do Nieba. Umęczona została 24 Lipca około roku Pańskiego 200,

Pożytek duchowny

Jak zadziwiającém jest męstwo téj dziewczynki w jej wytrwałości przy wierze świętéj, tak oburzającém barbarzyństwo jéj ojca, którego zaślepienie do takiego wyrodnego okrucieństwa przywiodło. Iluż to rodziców słabéj lub żadnéj wiary, przeszkadzając dzieciom żyć pobożnie i po chrześcijańsku, podobnież zaślepieni, chociaż nie tak wyraźnego, lecz także niemałego nad własnemi dziećmi dopuszczają Się okrucieństwa.

Modlitwa (Kościelna)

Niech nam, prosimy Panie, wyjedna przebaczenie grzechów, błogosławiona Krystyna dziewica i Męczenniczka, która tak wiele przed Tobą położyła zasług, i cnotą czystości i męstwem, jakiém ją w męczeństwie obdarzyłeś. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 614–616.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 589-590

Czyimże dziełem była ta nieugięta stałość, nieulękłość, cierpliwość i niepojęta wytrwałość świętej Krystyny? Na to jedna tylko jest odpowiedź: cuda te sprawiła łaska uświęcająca.

Łaska ta wytwarza w człowieku trzy cnoty, trzy dary nadprzyrodzone, tj. dar wiary w Boga Ojca, dar nadziei w Jezusie Chrystusie jako oswobodzicielu i Zbawicielu naszym, i dar miłości ku Duchowi świętemu, w którym jednoczy się niejako miłość Ojca i Syna. Święty Tomasz z Akwinu tłumaczy i wyjaśnia to działanie łaski uświęcającej w ten sposób: „Jak łaska naturalna, która czyni człowieka człowiekiem, udziela mu sił i zdolności czynienia i osiągnięcia tego, co człowiek ma czynić i osiągnąć, tak łaska uświęcająca, która go czyni nową istotą, dziecięciem Boga, udziela mu tych sił i zdolności, za pomocą których może to czynić i to osiągnąć, co osiągnąć powinien jako dziecię Boże, tj. szczęście w Bogu”. Okażmy przeto wdzięczność Bogu, uświęcając i oczyszczając skłonności i popędy naturalne aktami wiary, nadziei i miłości.

Łaska uświęcająca wytwarza w duszy naszej cztery cnoty kardynalne: mądrość, sprawiedliwość, wstrzemięźliwość i męstwo. Toteż św. Antoni mówi jak następuje: „Jak ze słońca wychodzą promienie ogrzewające i ożywiające naszą ziemię, tak z łaski Bożej płyną cnoty zdobiące dusze”. Podziwiajmy dobroć Boga, który nie tylko nas przyjął za dzieci swoje i stworzył nas istotami zdolnymi pojąć i miłować Go, ale opatrzył nas siłą budowania bliźnich, czynienia im dobrze i wpływania na ich poprawę. Korzystajmy przeto z tych nadprzyrodzonych sił i darów, tak jak św. Krystyna, abyśmy kiedyś mogli wejść do Królestwa niebieskiego i oglądać oblicze Stwórcy i Pana naszego.

Footnotes:

1

Psalm CXXIII. 6–8.

2

Psalm CXIII. 12.

Tags: św Krystyna „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik wychowanie cnoty
2020-07-23

Św. Apolinarego, Biskupa i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 81.

(Żywot jego był napisany przez świętego Piotra Damiana Kardynała.)

Święty Apolinary w pierwszym wieku żyjący, był rodem z Antyochii. Gdy święty Piotr Apostoł, udawał się ztamtąd do Rzymu, pomiędzy wielu chrześcijanami których wziął z sobą, był i święty Apolinary. Wkrótce po przybyciu do Włoch, wyświęcił go na Biskupa, i posłał pomiędzy pogany do miasta Rawenny. Tam zamieszkał on najprzód u pewnego wojskowego imieniem Ireni, który miał syna ślepego, i który słysząc już o cudach jakie w imię Pana Jezusa czynili uczniowie Jego, oświadczył Apolinaremu, że jeśli przywróci wzrok jego synowi, nawróci się on z całą rodziną. Święty kazał przyprowadzić młodzieńca, i w obecności wielu osób przeżegnał mu oczy mówiąc: „Boże! wnieś w kraj ten znajomość Imienia Syna Twojego Jezusa Chrystusa, i nietylko oczy cielesne tego chłopięcia, lecz i oczy duszy ludu tego otwórz, aby kazania moje dały im poznać, iż Jezus Chrystus jest Bogiem prawdziwym.” Skoro to wyrzekł, ślepy wzrok odzyskał, a rodzice jego z całym domem ochrzczeni zostali. O cudzie tym, dowiedział się dowódca oddziału w którym służył ojciec uzdrowionego chłopczyka: a że miał żonę od wielu lat chorą i już bliską śmierci, zażądał aby przybył do niéj Apolinary. Udawszy się tam sługa Boży, zastał zgromadzony cały oddział wojskowy, a dowódca rzekł do niego: „Oto żona moja od lat wielu chora już umiera; jeśli masz na to środek jaki, ulecz ją.” A Apolinary: „Niech Bóg oświeci dusze wasze, abyście widząc cuda Jego, uwierzyli w Syna Jego Jezusa Chrystusa” i biorąc za rękę umierającą, powiedział do niéj: „W imię Pana naszego Jezusa Chrystusa wstań, i uwierz iż On jest prawdziwym Bogiem.” Chora natychmiast wstała wołając: „Wierzę w Jezusa Chrystusa, prawdziwego Boga.” Widząc to zgromadzeni żołnierze, razem z ich dowódcą, żoną jego i domownikami przyjęli wiarę świętą.

Apolinary zamieszkał wtedy w domu tego dowódcy, licznie gromadzących się na jego kazania pogan nauczał, i coraz ich więcéj nawracał. Dwanaście lat tak spędził, nie ściągając na siebie prześladowania. Lecz nakoniec kapłani pogańscy, widząc jak wielu z najzamożniejszych mieszkańców zostając chrześcijanami, pozbawiało ich dochodów jakie z nich mieli, oskarżyli Apolinarego przed Saturninem Wielkorządcą Rawenny, że onto głównie odwodzi lud od wiary w bogi cesarskie. Saturnin zawezwał go do świątyni Jowisza, i wskazując mu różne bożyszcza ulane ze złota i srebra, kazał mu składać im ofiary. Na to odrzekł mąż Boży: „Lepiéj by było gdybyście tak wiele złota i srebra tego na wsparcie ubogich obrócili, aniżeli leli bałwany, w których cześć oddajecie szatanowi.” Na te słowa Wielkorządca kazał go bić do śmierci, i gdy sądzili że już jest zamordowany, wrzucili go do morza. Lecz go Pan Bóg cudownie z głębi wód wyratował, a chrześcijanie nadbiegłszy, ukryli Świętego w swoim domu.

Po sześciu miesiącach, pewien zacny mieszczanin Rawenny nazwiskiem Bonifacy, który sparaliżowany stracił był mowę, dowiedziawszy się że Apolinary żyje, zawezwał go do siebie aby go uzdrowił. Wchodząc do domu Bonifacego, nasz Święty najprzód córkę jego, opętaną uwolnił od złego ducha, a potém nad nim samym tak się pomodlił: „Panie Jezu Chryste, któryś usta tego człowieka zamknął, aby już nie wzywał bałwanów; wróć mu mowę, aby Imię Twoje wychwalał, wierząc w Ciebie jako w Boga prawego.” A gdy obecni chrześcijanie odpowiedzieli: „Amen” w tejże chwili Bonifacy odzyskał mowę i zawołał: „Nie masz innego Boga, prócz tego którego Apolinary głosi.” Z nim razem pięciuset pogan nawróciło się.

Gdy z tego powodu, dowiedzieli się poganie że Apolinary w zadaném mu przez nich męczeństwie nie umarł, wyszukali go, i powtórnie okrutnie zbiwszy, zakazali aby już odtąd nie ważył się ogłaszać Chrystusa. Lecz on leżąc skatowany na ziemi wołał: „Jezus Chrystus jest Bogiem prawdziwym.” Porwali go tedy kaci, i rozsypawszy węgle rozżarzone, kazali mu stąpać po nich bosemi nogami. Święty chodził po nich nie czując najmniejszego bolu, i głośno Zbawiciela wychwalał. Widząc to oprawcy, zbili go znowu, i nawpół żywego wyrzucili za miasto. Sługa Boży wstał w kilka godzin zdrów zupełnie, i wróciwszy do miasta, znowu jak przedtém nauczał i chrzcił bardzo wielką liczbę nawracających się na widok takich nad nim i przez niego, spełniających się cudów.

Wielkorządca zawiadomiony że jeszcze żyje ten wielki cudotwórca, wskazał go na wygnanie do prowincji Emilii. Gdy go tam na baczném oku mieli, Rufinowi Senatorowi w Rawennie, śmiertelnie zachorowała jedyna jego córka. Strapiony ojciec, przypomniawszy sobie co słyszał o cudach Apolinarego, kazał go co prędzéj sprowadzić. Lecz gdy on zaledwie wchodził do jego domu, chora skonała, co widząc Rufin rzekł do Świętego: „Widzę, że mnie bogowie skarali za to, żem się udał do ciebie ich wroga.” – „Tak nie jest, odpowiedział Apolinary, przyrzecz mi że uwierzysz w Chrystusa, a ja będę Go prosił aby ci córkę wskrzesił, i uczyni ci tę łaskę.” Przyrzekł ojciec, a Święty przystąpiwszy do umarłéj rzekł: „Panie Jezu Chryste! proszę Cię przez zasługi Piotra Apostoła Twojego, wskrześ tę umarłą” a do umarłéj: „Wstań i wezwij Stwórcę Twojego.” I wnet dziewica wstała i zawołała: „Jedyny prawdziwy jest Bóg ten, którego wyznaje Apolinary.” Po tym cudzie nawrócił się Rufin z żoną i z całym domem swoim, w liczbie trzechset dwudziestu czterech osób, a córka jego po Chrzcie świętym, poświęciła się na służbę Bożą aż do śmierci.

Doszła tymczasem wieść do cesarza, że Rufin pierwszy senator Rawenny, został chrześcijaninem. Złożył go więc z urzędu, i rozkazał Wielkorządcy, którym wtedy był Messalion, aby Apolinarego albo zmusił do oddania czci bożkom, albo z kraju znowu wygnał. Gdy Święty odstąpić Chrystusa nie chciał, zadawał mu Messalion straszne katusze, wśród których okryty ranami, ciągle a głośno wyznawał Imię Pańskie. Messalion spytał go: „Co cię przywodzi do tego, żebyś się wystawiał na takie męki?” A Święty odrzekł: „Gdy wytrwam w nich do końca, otrzymam wieczne szczęście.” Wielkorządca kazał go na nowo bić i katować, i rany wrzącą wodą zlewać, a Apolinary wśród téj znowu męki wołał do niego: „Okrutniku! uwierz w Chrystusa, bo inaczéj sam nie ujdziesz nie takiego ognia jakim mnie palisz, ale wiecznego.” Poranionego tedy, zbitego i poparzonego, wtrącili do więzienia, a nazajutrz wywieźli go na wygnanie, lecz już zupełnie zdrowego, bo tejże nocy stanął przed nim Anioł i wyleczył go cudownie.

Gdy wieźli go morzem, wszczęła się wielka burza, okręt rozbiła i wszyscy potonęli prócz Apolinarego, dwóch kleryków którzy z nim byli, i dwóch żołnierzy którzy zostali chrześcijanami. Przybywszy do brzegu, Apolinary uwolniony od swoich strażników, udał się najprzód do Mizyi, a potém do Tracyi, gdzie długo przebywał, i wielką liczbę pogan nawrócił. Lecz gdy tam bałwan w świątyni wyroki wydawać zaprzestał, z powodu obecności Świętego, poganie zbili go kijmi, i na łódz bez steru i wioseł wsadziwszy, na morze puścili, a wiatry przygnały go do portu blizkiego Rawenny. Chrześcijanie przyjęli go z czcią największą, lecz gdy dnia pewnego odprawiał potajemnie Mszę świętą, schwytała go gromada chłopstwa i zawlokła do świątyni Apolina, aby tam złożył ofiarę. Apolinary wzniósł ręce do Nieba, wezwał Pana Boga i posąg runął, rozbiwszy się w kawałki. Poganie zaprowadzili go przed Sędziego nazwiskiem Taurus. Ten miał syna od urodzenia ślepego. Apolinary wzrok mu przywrócił, a sędzia przez wdzięczność wysłał go skrycie do wioski którą posiadał daleko od miasta, i tam przebył on lat cztery, służąc chrześcijanom którzy do niego ciągle przybywali.

Cuda jakie tam czynił, wydały go i tą razą przed poganami. Kapłani oskarżyli go przed cesarzem Wespazyanem, i wyjednali u niego rozkaz wygnania z kraju wszystkich którzyby w czémkolwiek uwłaczali bożkom. Jeden z urzędników Raweńskich, kazał stawić przed sobą Apolinarego, a nie mogąc wymódz na nim odstępstwa, postanowił zadać mu srogie męki. Lecz zostawiając mu czas do namysłu, zlecił straż nad nim jednemu z wojskowych, który będąc tajemnie chrześcijaninem, ułatwił Świętemu ucieczkę. Skoro się o tém dowiedziano, wysłano za nim w pogoń siepaczy. Ci dognawszy go zbili tak okrutnie, iż sądząc że już nieżywy, zostawili go leżącego na drodze. Znaleźli go nadchodząc chrześcijanie, poznali i zanieśli do mieszkania, gdzie po siedmiu dniach zakończył życie. Oddał Bogu ducha dnia 23 Lipca, roku Pańskiego 81. Rządził kościołem Raweńskim lat dwadzieścia pięć, podczas których tak wiele razy zarobił sobie na koronę męczeńską.

Pożytek duchowny

Tylokrotne cudowne zachowanie przy życiu świętego Apolinarego, którego żadne męki od sprawowania jego pasterskiego obowiązku nie powstrzymywały, były nagrodą jego mężnéj wytrwałości. Niech cię to uczy że wytrwałość w pełnieniu tego cośmy powinni, zawsze przezwycięża, za pomocą Bożą, wszelkie nastręczać się mogące do tego przeszkody.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Który wierność w służbie Twojéj, zawsze hojnie wynagradzasz, a który dzień ten męczeństwem błogosławionego Apolinarego uświęciłeś, daj nam sługom Twoim, pokornie prosimy, abyśmy obchodząc jego uroczystość, za jego wstawieniem się odpuszczenia grzechów dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 611–613.

Tags: św Apolinary „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik uzdrowienie
2020-07-20

Św. Małgorzaty, Panny i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 260.

Święta Małgorzata była jedyną córką pogańskiego kapłana Edezjusza w Antiochii Pizydyjskiej. Gdy matka rychło ją odumarła, oddano dzieweczkę na wieś do mamki, która ją potajemnie wychowała w wierze chrześcijańskiej. Uposażona hojnie od Boga rozlicznymi zaletami duszy i ciała, wyćwiczona w skromności i miłości Bożej, wyrosła na pobożną, rozumną i niezwykle urodziwą dziewicę.

Ojciec, zabrawszy ją z powrotem do domu, był bardzo zadowolony z jej postępowania, nietrudno jednak wyobrazić sobie jego przerażenia, gdy spostrzegł, że Małgorzata chodzi nocami na zgromadzenia chrześcijan. Rozgniewany zażądał wyjaśnienia. Nieulękła Małgorzata rzekła łagodnym głosem: „Tak jest, kochany ojcze, znam Chrystusa i miłuję Go z całego serca“. Ojciec zaklinał ją na wszystkie bogi, aby się wyrzekła nowej wiary. „Drogi ojcze — odpowiedziała dziewica — szczerze się modlę, abyś i ty przejrzał i dostąpił szczęścia poznania prawdziwego Boga“. Rozjątrzony kapłan posunął się do łajań, obelg i srogich pogróżek, a nawet chłost i zniewag, ale wszystko nadaremnie; wreszcie kazał ją odstawić na wieś, sądząc, że ciężka praca złamie jej opór. Małgorzata radowała się, iż znosi poniżenie dla Chrystusa i chociaż chodziła w łachmanach i upadała pod brzemieniem pracy, była spokojna i wesoła.

Sprzykrzywszy sobie wreszcie czekanie, przywołał ją ojciec do siebie, ponawiając pieszczoty i pogróżki. „Nigdy — odparła Małgorzata — nie wyprę się Chrystusa Pana, Zbawiciela mojego. Gotowam raczej krew zań wylać, tak jak On swoją za mnie wylał“. Nie posiadając się z gniewu, pobiegł kapłan do starosty Olibriusza i oskarżył ją przed nim o zmianę wiary. Oczarowany jej urodą Olibriusz, w ten sposób do niej przemówił: „Wyznać ci muszę, że cię żałuję. Jeśli cię bogowie uposażyli tak czarującymi wdziękami, bądźże im za to wdzięczną. Miłość moja uszczęśliwi cię, miejże zatem rozum i wybieraj, co wolisz, wysokie stanowisko, lub śmierć”. „Już jestem narzeczoną i oblubienicą Chrystusa — odrzekła dziewica. — Nie wyrzeknę się więc Niebios, aby pozyskać pył ziemski”. Rozsrożony tą odpowiedzią tyran kazał ją wziąć na tortury, siec rózgami, żelaznymi grzebieniami zdzierać jej ciało z piersi, rąk, pleców i nóg i tak się nad nią znęcać, że lud patrzący na to począł szemrać. Nasyciwszy swoją wściekłość, kazał ją starosta zamknąć w więzieniu, aby jej dać czas do namysłu.

W ciemnościach więziennych dziękowała święta Dziewica Bogu, że ją dopuścił do za szczytu męczeństwa i że udzielił jej łaski wytrwałości, gdy wtem zbliżył się do niej straszliwy nieprzyjaciel. Podanie mówi, iż napadł ją w podziemiu więziennym kusiciel w przerażającej postaci smoka ognistego i sycząc rzucił się na nią, jakby ją chciał pożreć; ale bohaterka chrześcijańska spojrzała nań z uśmiechem, przeżegnała się i ze słowami psalmisty na ustach: „Po żmii i po bazyliszku chodzić będziesz” (Ps. 90) śmiało postawiła nogę na karku potwora. Smok skręcił się w kłębek i skomląc zniknął, po czym dziwna światłość ogarnęła celę więzienną. Serce jej napełniło się niebiańską pociechą, straszne rany zagoiły się nagle, i przez całą noc śpiewała pieśni na cześć swego Boga. Gdy nazajutrz doniesiono Olibriuszowi, że Męczenniczka nie tylko jeszcze żyje ale i śpiewa, kazał ją przy wieść przed siebie. Jakież było zdumienie obecnych, gdy spostrzegli, że Małgorzata nie poniosła szwanku na ciele, że jest piękniejsza niż dawniej i że z obliczem jaśniejącym radością staje przed trybunałem sądowym. Starosta, płonąc ku niej miłością zmysłową, zaczął jej schlebiać: „Jesteś zaiste ulubienicą bogów. Cudem cię wyleczyli i pragną widocznie, abyś jako córka ich kapłana nie umierała tak rychło. Bądź im za to wdzięczna i oddaj im hołd powinny”. Dziewica, uniesiona szlachetnym oburzeniem, odrzekła: „Mylisz się! Nie jest to sprawa twych martwych bałwanów. Jezus Chrystus tylko mocen jest wyleczyć ciało z ran a duszę z grzechów, i pokrzepić tych, co weń wierzą. Jemu będzie cześć i chwała po wieki wieków”.

Tego było już zanadto zagorzałemu okrutnikowi, kazał przeto położyć dziewicę na blachach rozpalonych do czerwoności i odezwał się do niej z szyderczym urągowiskiem: „Chwal teraz twego Chrystusa, którego oblubienicą się mienisz; mów Mu, aby ci pomógł i oswobodził cię od ognia! Lecz może się jeszcze namyślisz i rada będziesz, jeśli ja będę dla ciebie łaskawszy od twego mniemanego oblubieńca?" Małgorzata z niebiańskim spokojem odparła: „Drwij sobie, jak ci się podoba. Męczarnie z twej ręki niedługo potrwają, pamiętaj wszakże, iż ciebie za wszystkie te prześladowania wyznawców Chrystusa nie minie ogień wieczny! Ten żar nie sprawia boleści mej duszy. Doskwiera tylko ciału, i to na krótką chwilę, a płomień piekielny trawić będzie ciało i duszę twoją zawsze, bez końca”. Olibriusz, chcąc się zemścić za te groźby, kazał przynieść ceber zimnej wody i wrzucić do niego na pół spaloną Małgorzatę, aby powiększyć jej boleści, ale w tej chwili zatrzęsła się ziemia, łańcuchy opadły z rąk i nóg Małgorzaty, znikły rany zadane jej przez oprawców i dał się słyszeć głos z Nieba: „Chodź, oblubienico Chrystusowa, weź wieniec, który ci Pan zgotował na zawsze!” Wielu obecnych, przerażonych tym oczywistym cudem, wyznało że i oni dzielą wiarę w potężnego i miłosiernego Boga, którego czci Małgorzata, i że są gotowi śmierć ponieść za Niego.

Starosta, nie wiedząc co począć, chwycił się ostateczności i skazał Małgorzatę na ścięcie. Z jaśniejącą twarzą uklękła dziewica na rusztowaniu, złożyła Bogu dzięki, pomodliła się za Kościół, kraj rodzinny, sędziów, schyliła głowę pod miecz katowski i odała Bogu ducha w roku 275. Nad jej grobem wybudowano wspaniały kościół.

Nauka moralna

Poznanie prawdziwego Boga i miłość ku Niemu była dla tej srogo udręczonej i okrutnie umęczonej dziewicy najpewniejszą drogą do Nieba. Z krótkiego rysu jej żywota wynika i dla nas zbawienna nauka. Abyśmy pokuszeniami i strapieniami, jakie nas otaczają, nie dali się sprowadzić na manowce, pamiętajmy:

  1. Że sam tylko Jezus Chrystus jest rzeczywistą i prawdziwą drogą do Nieba i szczęścia wiekuistego. W nieograniczonym miłosierdziu swoim, pragnąc podźwignąć rodzaj ludzki z grzechu i upadku, postanowił Pan Nieba i ziemi poświęcić swego jednorodzonego Syna, „aby wszelki, kto wierzy weń, nie zginął, ale miał żywot wieczny” (Jan 3, 16). Współistotny przeto Syn Boży zstąpił z Niebios na ziemię, aby nie tylko bolesną śmiercią zmazać grzechy nasze, ale aby żył między nami, znosił biedę, trudy, prześladowania, pościł i modlił się, płakał, smucił się i radował wespół z ludźmi, aby być wszystkim przewodnikiem i wskazywać im drogę do Nieba. Ojciec przedwieczny stwierdził to słowami: „Ten jest Syn Mój miły: Jego słuchajcie” (Łuk. 9, 35). Sam zaś Chrystus powiedział: „Jam jest droga i prawda i żywot” (Jan 14, 6), a święty Piotr oświadczył: „Albowiem na to wezwani jesteście, bo i Chrystus cierpiał za nas, zostawiając wam przykład, abyście naśladowali tropów Jego” (1 Piotr 2, 21).
  2. Jezus Chrystus jest jedyną drogą do Nieba i nie ma innej drogi jak tylko naśladowanie Jego. Ojciec niebieski mówi u Łukasza św. w rozdz. 9, wierszu 35: „Jego słuchajcie”, tj. nie zważajcie na pochwały lub nagany ludzkie, na blask złota lub pokusy świata, gdyż te rzeczy nie nasycą serc waszych i rozejdą się jak dym, lecz trzymajcie się tego, który jest prawdą i miłością. Naśladujcie św. Małgorzatę, która nie ulękła się ognia ziemskiego, nie przychyliła się do życzeń ojca i nie przestraszyła się pogróżek Olibriusza, bo nadzieję pokładała jedynie w żywym Bogu. Tylko Zbawiciel bowiem jest jedyną drogą, wiodącą do Nieba, a jedynym zamiarem, jaki Bóg miał, wybierając i powołując nas do chrześcijaństwa, był ten, abyśmy się starali być podobnymi Jego Synowi. Nie schodźmy przeto z tej drogi i nie wypierajmy się nigdy Jezusa Chrystusa.

Modlitwa

Święta Małgorzato, Męczenniczko Pańska, któraś w mocnym zaufaniu ku Bogu pokonała złego ducha i zniweczyła chytre jego zamysły, uproś nam łaskę u Boga, abyśmy również wszelkim nagabywaniom i pokusom jak najusilniej opierać się mogli, a tym samym wiecznej zguby i zatracenia uniknęli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1937), s. 577–579.

Tags: św Małgorzata „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik
2020-07-13

Św. Anakleta, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 100.

(Żywot jego, był napisany przez świętego Damaza Papieża).

Święty Anaklet, rodem Grek, przyszedł na świat w Atenach w pierwszym wieku chrześcijaństwa. Synem był Antyocha, znakomitego mieszkańca tego miasta. Wychowany bardzo starannie, świetnie ukończył nauki w sławnych akademiach Ateńskich, i stał się jednym z najznakomitszych młodzieńców w téj wielkiéj podówczas stolicy. Młodym był jeszcze, gdy do Aten przybył święty Piotr książę Apostołów, który go do wiary świętéj nawrócił i ochrzcił, Światło łaski Boskiéj, uzacniło wszystkie przymioty jakiemi Anaklet już przedtém się odznaczał. W krótkim téż czasie stał: się on wzorem doskonałego chrześcijanina; owszem zostając pod przewodnictwem takiego mistrza duchownego jakim był Piotr święty, do wysokiéj doszedł doskonałości. Ten widząc w nim, jak to pisze pewny współczesny mu Biskup i Męczennik, gruntowną pobożność, połączoną z gorliwością o rozszerzenie wiary świętéj, i niepospolite zdolności jakiemi go Pan Bóg obdarzył, skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, i po pewnym czasie sam wyświęcił na Dyakona. Święty Anaklet odebrawszy to święcenie nie odstępował już świętego Piotra, towarzyszył mu we wszystkich jego apostolskich wycieczkach, i dopomagał w sprawowaniu świętych obrzędów, jako i w głoszeniu słowa Bożego. Święty Piotr téż w krótkim czasie potém, wyświęcił go i na kapłana. Nowa ta godność, pobudziła świętego Anakleta do tém większego na drogach pobożności postępu, i do tém większéj gorliwości w służbie Kościoła.

Gdy książę Apostołów zdobył koronę męczeńską, święty Anaklet, z równém jak dotąd poświęceniem narażając się na największe niebezpieczeństwa, grożące mu podobnąż śmiercią jaka spotkała jego ojca duchownego, niezmordowanie służył sprawie Bożéj, za papiestwa świętego Lina, świętego Kleta i świętego Klemensa, a patrząc na ich śmierć męczeńską, wzdychał za podobnémże szczęściem. W zawodzie swoim tak się odznaczał, iż współcześni pisarze, w wielkiéj części jemu przypisują to szybkie rozszerzanie się podówczas wiary świętéj w Rzymie, pomimo tak ciężkich kolei jakie wtedy przebywał Kościół.

W roku Pańskim 102, za panowania cesarza Trajana, gdy i święty Klemens, trzeci z rzędu po świętym Piotrze Papież, z koroną męczeńską poszedł do Nieba, prześladowanie tak dalece utrudzało duchowieństwu wybór nowego Papieża, że Stolica Apostolska, przez blizko pół roku obsadzoną nie była. Nakoniec po długich modlitwach i postach całego duchowieństwa i wszystkich wiernych w Rzymie znajdujących się, jednomyślnie wyniesiony z ostał na Stolicę Piotrową święty Anaklet. Wszyscy się tym wyborem wielce ucieszyli, bo go znali godnym tego najwyższego urzędu, w tych właśnie czasach, w których każdy Papież w gotowości być musiał wydać życie za owce swoje. Chociaż bowiem cesarz Trajan, nie ogłosił żadnego szczególnego przeciw chrześcijanom prawa: za jego jednak panowania, prześladowanie wiernych, z mocy wydanych przez jego poprzedników w téj mierze postanowień, było jedném z najgwałtowniejszych i najokrutniejszych. Wszędzie wznosiły się rusztowania, szubienice, tortury, na których mordowano wyznawców Chrystusowych. Poganie przekonani, że uderzając na pasterzy, najłatwiéj rozproszą trzodę, całą wściekłą zawziętość swoję wywierali głównie na Biskupów, zamierzając przez ich wygładzenie, zniszczyć cały Kościoł. Rzym, jako już wtedy ognisko całego chrześcijaństwa; był téż główném polem najokrutniejszego barbarzyństwa nieprzyjaciół Kościoła. Święci Apostołowie Piotr i Paweł, przed niedawnemi czasy tam krew swoję za wiarę wyleli. Świętego Lina, świętego Kleta i świętego Klemensa ich następców, tenże sam los spotkał; nie było dnia jednego w którymby poganie znacznéj liczbie chrześcijan nie zadali śmierci, wśród mąk najstraszniejszych. Zpomiędzy wiernych, jedni kryli się po jaskiniach i katakumbach, to jest podziemnych mieszkaniach które wśród Rzymu w największéj tajemnicy sobie urządzali, inni uchodzili na puszczę i do lasów. Duchowni szczególnie, a z tych najbardziéj Biskupi, a cóż dopiéro sam Biskup Rzymski to jest Papież, żyli w ciągłém niebezpieczeństwie, tém bardziéj że ich urząd im wyższy, tém mniej dozwalał im ukryć się: owszem, tém więcéj zobowiązywał do narażania się i tém łatwiéj ich w ręce pogan oddawał.

Taki był stan Kościoła i Rzymu, kiedy święty Anaklet zasiadł na stolicy Apostolskiéj. Trzeba było tak wielkiéj cnoty i świątobliwości jaką Pan Bóg go obdarzył, tak wielkiego męstwa i gorliwości, takiego doświadczenia jakiego on będąc prawą ręką kilku Papieżów, nabył, takiéj gotowości w każdéj chwili na śmierć męczeńską jaką serce jego Pan Bóg natchnął, aby w tak burzliwych czasach kierować łodzią Piotrową. Wszystko tam na nią się sprzysięgało. Zawziętość świata pogańskiego, upór i zaślepienie Żydów wielki wpływ wtedy w Rzymie mających, słabość ludzka nieoddzielna od naszéj natury, a w pierwotnych chrześcijanach, na tak ciężkie wystawiona próby, nakoniec i poczwara odszczepieństwa, już podnosząca swoję głowę i szarpiąca łono Kościoła zaledwie powstałego: – oto były szturmy któremi piekło na niego uderzało. Święty Anaklet wszystkiemu temu mężne stawił czoło. W każdéj chwili gotów życie położyć za gorliwe spełnianie swoich najwyższych obowiązków, sprawował urząd powszechnego pasterstwa jakby mu nic z tego powodu nie zagrażało. Odwiedzał wiernych w najskrytszych miejscach w które się chronili, zasilał ich tam słowem Bożém, ukrzepiał w wytrwałości w wierze, uczył prawd świętych, sprawował Sakramenta; do uwięzionych nawet dostawał się i pocieszał ich, wzmacniając na ostatnią próbę. Z drugiéj zaś strony, żadnym kacerskim błędom szerzyć się nie dopuszczał; odkrywał je, wyświecał, zbijał, a upornie w tych błędach trwających od jedności Kościoła odłączał.

Przekonany iż w tak ciężkich czasach, bardziéj niż kiedy, wiernym potrzebne były te łaski, jakiemi obdarza duszę przyjęcie Ciała i Krwi Pańskiéj, pierwszy wydał rozporządzenie, aby wszyscy obecni ofierze ołtarza, do Komunii świętéj przystępowali. Tak dalece nawet obostrzył to prawo, iż postanowił aby ci którzyby się od tego uchylali, poczytani byli za chwiejących się już w wierze, i za niegodnych należenia do zgromadzenia wiernych. Piszą iż mawiał: „Trudno jest aby chrześcijanin wystawiony jak za czasów naszych na srogie prześladowanie pogan, bez zasilania się ciągłego Chlebem Niebieskim, mógł wytrwać w wierze, i był w stanie w razie danym przenieść śmierć męczeńską za Chrystusa.” On także, dla otoczenia większą uroczystością konsekracyi Biskupów, postanowił aby przy obrzędzie ich wyświęcenia, trzech Biskupów uczestniczyło. Od jego to podobnież papiestwa wprowadzony został zwyczaj, że święcenia na każdy stopień duchowny, powinny się odbywać w obecności zgromadzonych wiernych, to jest publicznie. Do jego czasów słudzy ołtarza i nawet Kapłani, nie mieli przepisanéj właściwéj sobie sukni: nakazał przeto, aby odtąd duchowni nosili odzież odrębną, włosy nizko strzygli, w ogólności w ubraniu swojém zachowywali wielką powagę i jednostajność, a nie stosowali się do światowych w téj mierze zwyczajów.

Przed wyniesieniem jeszcze swojém na Papiestwo, dla uczczenia pamiątki świętego Piotra Apostoła, któremu zawdzięczał nawrócenie do wiary świętéj, i do którego jako pierwszego po Chrystusie Panu Namiestnika Bożego na ziemi, miał szczególne nabożeństwo, zaczął był budować na grobie jego kościoł. Zostawszy Papieżem dokończył go, i jestto ta część Watykanu, którą dziś nazywają Konfesyą świętych Apostołów. Blizko grobu tychże Apostołów urządził miejsce, a dziś Bazyliką Watykańską objęte, które przeznaczył na groby Papieżów, na wszystkich zaś innych cmentarzach chrześcijańskich, powyznaczał osobne place, na grzebanie ciał świętych Męczenników.

Święty Anaklet rządził Kościołem Bożym lat dziewięć, miesięcy trzy i dni dziesięć. Oskarżony do władz pogańskich nietylko jako chrześcijanin, lecz i jako najwyższy Kościoła powszechnego Kapłan, schwytany i uwięziony, po wielu mękach wytrwale i mężnie dla Chrystusa poniesionych, otrzymał koronę męczeńską, dnia 18 Lipca, w pierwszych latach drugiego wieku.

Pozostały po nim niektóre pisma wiernie przechowane. W jednym z listów swoich, na świadectwo że stolica biskupia, Rzymska, zawsze za głowę Kościoła całego uważaną była, tak się wyraża: „Ta stolica apostolska Głową, i jakby zawiasami wszystkich kościołów od samego Pana Jezusa jest postanowioną. Jak na zawiasach opierają się i obracają drzwi, tak powagą téj stolicy, wszystkie kościoły z rozkazania Pańskiego się rządzą.”

Pożytek duchowny

Święty Anaklet, dla zapewnienia wiernym potrzebnych łask do wytrwania w wierze, w czasach srogiego prześladowania, postanowił aby wszyscy obecni ofierze Ołtarza, do Komunii świętéj przystępowali. Uważaj czy twoja słaba wiara, a szczególnie postępki nieodpowiadające wierze, nie są skutkiem tego, że zbyt rzadko przystępujesz do stołu Pańskiego?

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas błogosławionego Anakleta Męczennika Twojego i Papieża, doroczną uroczystością rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy obchodząc pamiątkę jego przejścia do Nieba, i jego pośrednictwem cieszyli się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 581–583.

Tags: św Anaklet „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik św Piotr Komunia Rzym
2020-07-11

Św. Piusa I, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 165.

(Żywot jego wzięty jest z dziejów męczeńskich Kościoła Rzymskiego.)

Święty Pius, pierwszy tego imienia Papież, był synem Rufina bogatego obywatela miasta Antyochii. Przyszedł na świat na początku drugiego wieku. Wychowany bogobojnie, gdy młodzieńczych lat dorósł, dla pobierania wyższych nauk, wysłany został do Rzymu. Po ukończeniu ich, wstąpił do stanu duchownego i przyjął wyższe święcenia. Jak będąc młodzieńcem odznaczał się wielką pobożnością, tak okazał się kapłanem świątobliwym, gorliwym i obowiązkom swojego powołania jedynie oddanym. Że przytém miał niepospolite zdolności, zajaśniał i głęboką nauką. Wszystkie te zalety zjednały mu szacunek całego duchowieństwa Rzymskiego, i ułatwiły wstąpienie do istniejącego podówczas zgromadzenia Kanoników Regularnych. Byli to kapłani życia najprzykładniejszego, wspólnie jak zakonnicy żyjący, i którzy nawet zobowiązywali się do zachowania pewnych przepisów, które im zastępowały regułę zakonną. Święty Pius stał się w krótkim czasie ozdobą tego świątobliwego zgromadzenia. Gorliwość jego w obronie wiary świętéj, zewsząd wtedy napadanéj, wielkie dla biednych miłosierdzie, życie pokucie i bogomyślności oddane, zwróciły na niego oczy całego duchowieństwa. Zasiadał wtedy na stolicy Apostolskiéj święty Hygin, który poznawszy bliżéj Piusa, wyświęcił go na Biskupa i używał do najważniejszych spraw, w zarządzie Kościoła powszechnego.

Gdy Papież ten za panowania cesarza Antonina, w roku Pańskim 158 męczeńską śmiercią zszedł z tego świata, stolica Piotrowa przez trzy dni obsadzoną nie była, przez któryto czas wierni, już bardzo w Rzymie liczni, trzy doby przepędzili w postach i na modlitwie, aby uprosić sobie u Pana Boga Pasterza takich cnót i zalet, jakie niezbędne były w téj porze, w któréj prześladowanie pogańskich cesarzów, jakby na chwilę na to tylko było zawieszone, aby kacerze najzuchwalsi z tém większą zawziętością na Kościół uderzali. Po tych trzech dniach upłynionych, jednomyślnie obrano Piusa Papieżem, który był pierwszym tego imienia następcą Piotra świętego.

Zasiadłszy na stolicy Apostolskiéj, Pius poświęcił się duszą i sercem, dobru powierzonéj mu trzody Chrystusowéj. Całą pilność swoję, zwrócił ku zachowaniu skarbu wiary, który mu był poruczony i ku utrwaleniu pomiędzy kościołami różnych części świata jedności i miłości, na które targali się różnego rodzaju odszczepieńcy.

Zaraz na początku jego Papiestwa, wszczęła się wątpliwość co do dnia w którym odprawiać się powinna Wielkanoc, a wątpliwość która od czasów Apostolskich do czasów Piusa I nierozwiązana ostatecznie, w ważnym przepisie kościelnym, wyradzała niepotrzebną różnicę. W prawdzie Apostołowie, wyuczeni w tém przez samego Pana Jezusa, na uroczystość Wielkanocną przeznaczali pierwszą niedzielę po Marcowéj pełni księżyca, w którym to dniu nastąpiło Zmartwychwstanie Pańskie; wszelako Żydzi nawróceni, skłonni zawsze stosować się o ile można było do dawnych swoich obrządków, w wielu krajach na Wschodzie, obchodzili Wielkanoc czternastego dnia po pełni Marcowéj. W niektórych miejscach, aby ich nie zrażać po świeżém ich nawróceniu, całe nawet Dyecezye, ten zwyczaj zachowywały. Święty Pius raz na zawsze zniósł tę różnicę; wydając postanowienie aby w całym świecie katolickim, stosowano się w téj mierze do podania apostolskiego, co od początku w Rzymie zachowywano, i co późniéj kilka Soborów zatwierdziło.

Pokój chwilowy jakiego zażywał Kościół pod Cesarzem Antoninem, który zawiesił był niejako prześladowanie chrześcijan przy końcu swego panowania, ułatwił postęp wiary Chrystusowéj, a świętemu Papieżowi dozwolił wydać wiele najzbawienniejszych postanowień, tyczących się karności kościelnéj. Pomiędzy innemi onto pierwszy, pod najsurowszemi kościelnemi karami, zabronił obracania dóbr kościelnych, na jakiekolwiek świeckie użytki. Powstał także surowo, przeciwko zwyczajowi, jaki wtedy gdzieniegdzie powstawał, nieprzyjmowania do wiary świętéj pogan i Żydów. Przejęty wielką czcią ku tajemnicom ołtarza, a gdy już sprawowanie przenajświętszéj ofiary coraz więcéj upowszechniać się zaczynało, przepisał surowe kary na kapłanów, którzyby przez niedbałość swoję w odprawianiu Mszy świętéj, jakowéj zniewagi przenajświętszego Sakramentu stali się powodem. Postanowił że gdyby kapłan, przy Mszy świętéj, wywrócił kielich, tak że krew przenajświętsza ażby na ziemię się rozlała, czterdzieści dni za to pokutę czynić powinien; trzy jeśli tylko na korporał spłynęła, cztery jeśli tylko do pierwszego obrusa dosięgnie, dziewięć jeśli do drugiego, a dwadzieścia jeśliby i trzeci przesiąknięty został. Gdziekolwiek dostanie się tym sposobem, wylana Krew przenajświętsza, miejsce to powinno być wymyte starannie, wyskrobane głęboko, a woda do tego użyta, i to co zostało wyskrobane, ma być wrzucone w piscynę, to jest miejsce, które zwykle znajduje się w każdym kościele, na wrzucanie tam przedmiotów, które jakąkolwiek styczność z przenajświętszém Ciałem miały. On także wydał rozporządzenie, na mocy którego dziewice poświęcone Panu Bogu, nie mogły czynić uroczystych ślubów przed dwudziestym piątym rokiem życia.

Gdy za jego papiestwa, coraz więcéj wzrastała liczba chrześcijan w Rzymie, a ztąd i potrzeba większéj liczby kościołów czuć się dawała, nabył on wielki gmach zwany Łaźniami cesarza Nowacyana, przerobił go na wspaniały kościół, który na żądanie siostry swojéj Praksedy, poświęcił podwezwaniem świętéj Pudencyany, i w bogate sprzęty kościelne zaopatrzył. O czém sam tak pisał do świętego Justa Biskupa Wieneńskiego w Galii: „Pamiętasz zapewne, że przed twoim odjazdem z Rzymu, otrzymaliśmy od Eutrepii w darze na kościół, gmach który był jéj własnością. Otóż teraz już się w nim gromadzimy z ubogimi chrystusowymi (tak nazywał duchowieństwo) i odprawiamy tam Msze święte.”

Za jego czasów, Kościół doznawał napaści od kilku zawziętych kacerzy, z którymi święty ten Papież walczył z gorliwością i męstwem prawdziwie apostolskiém. Dla obronyto wiary, przeciw coraz więcéj szerzącym się błędom tych odszczepieńców, święty Pius założył w Rzymie akademią, i powierzył główne jéj kierownictwo świętemu Justynianowi przezwanemu filozofem. Byłto mąż sławny w owym wieku w całym świecie z nauki, a który zachęcony do tego przez Papieża, wydał właśnie wtedy, po dziś dzień wysoko cenione dzieło w obronie nauki chrześcijańskiéj, przeciwko zarzutom jakie jéj czynili filozofowie pogańscy.

Z ówczesnych nieprzyjaciół Kościoła, najniebezpieczniejszym był herezyarcha Walentyn, przebywający podówczas w Rzymie i szerzący coraz więcéj swoje zgubne błędy. Obdarzony wielkim darem wymowy, zręcznie ukrywający przewrotność swojéj nauki pod pozorem wiernego trzymania się podań apostolskich, a przytém udaną pobożnością i ostrém życiem łudząc lud łatwowierny, tém większą szkodę przynosił duszom, że niełatwo od każdego, czém był w gruncie, mógł być poznanym. Święty Pius, odkrył niezwłocznie jad zawierający się w jego naukach. Najprzód chciał go przywieść do odwołania błędów jakie rozsiewał, a gdy tego Walentyn uczynić nie chciał, dotknął go najsurowszemi karami kościelnemi, i wkrótkim czasie, sektę jego już rozszerzoną, wytępił do szczętu.

Zaledwie skończył święty Pius, wojnę swoję z tą herezyą, a zaczęła powstawać inna. Przybył znowu do Rzymu, głośny na całym Wschodzie odszczepieniec Marcyan, którego święty Polikarp Biskup Smirneński, nazywał pierworodnym synem szatana. Ten podobnież jak Walentyan, pozorami pobożnego życia i udawaniem szczerze nawróconego z błędów, za które ze wschodu przez Biskupów wygnany został, wielu omamiał, i odszczepieństwo swoje szerzył w całym Rzymie, szczególnie między kobietami i ludźmi mniéj wykształconymi. Święty Pius, poznał się i na nim od razu. Zażądał od niego wyraźnego odwołania zasad przeciwnych nauce katolickiéj, a gdy tego Marcyan uczynić nie chciał, i jego dotknął klątwą kościelną, i przez to powstrzymał szerzenie się jego kacerstwa.

Lecz nadeszła już była chwila, w któréj ten godny następca Piotra, miał dostąpić chwały takiejże śmierci jakiéj uległ, i książę Apostołów. Miał nawet objawienie, o tém, jak to sam pisał do wyżéj wspomnionego świętego Justyna Biskupa, do którego list temi słowy kończył: „Objawił mi Pan Bóg, że koniec mój już blizki, i proszę cię pamiętaj o mnie przy ołtarzu pańskim.”

Jakoż, niezmordowana tego świętego Papieża w obronie Kościoła gorliwość, rozbudziła nienawiść nieprzyjaciół Chrystusowych przeciwko niemu. Na początku dziesiątego roku swojego papiestwa, oskarżony został do wielkorządcy Rzymskiego, jako główny nieprzyjaciel bogów cesarstwa, a przez to i samego cesarza. Wprawdzie cesarz Antonin podówczas panujący, nie zalicza się do prześladowców wyraźnych Kościoła, wszelako za rządów jego okrutne prawa przez poprzedników jego wydane przeciw chrześcijanom, bardzo często w całéj ścisłości spełniane zostawały, gdy miejscowym urzędnikom pogańskim, przez nienawiść do wiary świętéj, spodobało się wprowadzić je w wykonanie. W skutek téż zaniesionego do wielkorządcy oskarżenia na świętego Piusa, jako najwyższego Pasterza całego Kościoła, wtrąconym on został do więzienia w którém wiele wycierpiawszy, w końcu męczeńską śmierć poniósł. Wziął go Pan Bóg do Nieba, 11 Lipca roku Pańskiego 165.

Pożytek duchowny

Widziałeś jak surowe kary przepisał Papież którego żywot czytałeś, na kapłanów którzyby przez niedbałość w sprawowaniu przenajświętszéj Ofiary, stali się powodem zniewagi dla Pana Jezusa w tajemnicy ołtarza utajonego. Pamiętaj, że największą dla Niego zniewagą jest niegodne przyjęcie Go w Komunii świętéj. Niech cię Pan Bóg, od tego nieszczęścia uchowa.

Modlitwa (Kościelna)

Na nędzę naszę, racz wejrzeć wszechmogący Boże, a gdy nas ciężar grzechów naszych przygniata, niech nas błogosławionego Piusa Męczennika Twego i Papieża, miłościwe pośrednictwo wspiera. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 575–577.

Tags: św Pius I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik marcjonizm Komunia
2020-07-10

Św. Felicyty i Jéj Siedmiu Synów Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 150.

(Męczeństwo ich opisane jest przez świętego Grzegorza Papieża.)

Święta Felicyta żyła na początku wieku pierwszego w Rzymie, za panowania cesarza Antonina. Byłato niewiasta znakomita rodem i bogactwy, ale jeszcze więcéj żywą wiarą, pobożnością i cnotą miłosierdzia dla ubogich, a szczególnie chrześcian, pod srogiém podówczas prześladowaniem jęczących. Po śmierci męża zerwawszy wszelkie ze światem stosunki, a mając dorosłych siedmiu synów, których najstaranniéj i najpobożniéj wychowała, już tylko ćwiczeniom wysokiéj pobożności się oddawała, i w poświęceniu się swojém na usługi wiernych żadnych granic nie kładła. Wysoka téż jéj świątobliwość, samych nawet pogan w zdumienie wprawiała: byli oni dla niéj z uwielbieniem, a wielu z nich zapatrując się na jéj cnoty chrześcijańskie, przez to samo do wiary świętéj się nawracało.

Oburzeni tém kapłani pogańscy, oskarżyli ją przed cesarzem mówiąc: „Wiedz o tém cesarzu, że ta wielka pani Felicyta, równie jak i jéj siedmiu synów, bogom naszym uwłaczają i srogi ich gniew na nas wszystkich ściągają. Jeżeli nie przywiedziesz jéj do tego, aby im publicznie cześć oddała, nieczém się nam przebłagać nie dadzą.” Antonin przychylając się do żądania kapłanów, polecił Publiuszowi, który podówczas był wielkorządcą w Rzymie, aby Felicytę wraz z jéj synami zmusił do oddania czci bożkom.

Publiusz, przez wzgląd na wysokie położenie jakie zajmowała w świecie Felicyta, przyzwał ją do siebie, i najprzód prywatnie i łagodnemi słowy, nakłaniał ją aby wolę cesarza spełniła. Kadził jéj, aby odmowną odpowiedzią nie wywoływała sprawy swojéj przed trybunały sądowe, gdyż w takim razie będzie zmuszonym sądzić ją publicznie, jak to podówczas z chrześcijanami dla postrachu drugich czyniono, a za dalszy jéj opór rozkazom Antonina, podda ją całéj surowości prawa, ciężkie kary; na odmawiających czci bożkom przepisującego. Na to odpowiedziała mu Święta: „Ani mnie twoje łagodne rady nie skłonią do tego, ani pogróżki ustraszą. Ufam Bogu, że mi da siłę wytrwania w mękach i szatanom waszym nie pokłonię się: a jeśli mnie za to zamordujecie, tém większe odniosę nad niemi zwycięstwo.” „Jeżeli sama, rzekł na to Publiusz, chcesz życie twoje za to położyć, tedy przynajmniéj miéj wzgląd na synów twoich. Oni bowiem ofiary bogom złożyć muszą, bo inaczéj poginą.” – „Synowie moi, odpowiedziała Felicyta, wtedyby tylko zginęli, gdyby popełnili grzech składania ofiary bożyszczom, a przeciwnie, żyć będą, jeżeli się tego nie dopuszczą.”

Wielkorządca, widząc iż w ten sposób nie może ustraszyć Felicyty, w dniu „następnym już publicznie zasiadł do sądzenia jéj sprawy, i stawić ją kazał przed sobą na placu Marsowym, wraz z jéj siedmiu synami, i najprzód rzekł do niéj: .„Felicyto! miéj litość nad synami twoimi, tak zacnymi młodzieńcami, a którzy tylko co najpiękniejszą porę życia zaczynają.” – „Miłosierdzie jakie nad nimi okazujesz, odpowiedziała matka, jest prawdziwém okrucieństwem, a upomnienie jakie mi dajesz bluźnierstwem.” A zwracając się do synów mówiła: „Patrzcie dzieci moje w niebo, gdzie was Chrystus ze świętymi oczekuje. Mężnie walczcie, bo idzie tu o zbawienie wasze wieczne, nie odstępujcie od miłości Jezusa.” Słysząc to Publiusz wpadł we wściekłość i zawołał: „Jakto! w obecności mojéj, ośmielasz się nakłaniać twoich synów, aby się oparli rozkazom cesarza? bo on to sam, a nie ja tylko, wymaga abyście złożyli ofiary bogom naszym.” I to mówiąc, przywołał katów, kazał im policzkować Felicytę, a synów jéj jednego po drugim z kolei przywoływać przed swój trybunał.

Pierwszy który stanął, miał imię January. Tyran zaczął od tego iż mu obiecywał wielkie łaski cesarskie, bogate dary i świetny zawód, jeśli wyrzekłszy się wiary w Chrystusa, odda pokłon bożyszczom pogańskim, a w przeciwnym razie, groził mu najstraszniejszemi karami, i w końcu namawiał ze zdradziecką życzliwością, aby się nie wahał i poszedł za jego, jak ją nazywał, przyjacielską radą. Lecz młodzieniec odpowiedział mu na to spokojnie i mężnie: „Złą a nie mądrą radę, dajesz mi Wielkorządco: gdyż mądrość Boska przeciwnie mi doradza, owszem nakazuje, abym wzgardził tém co mi obiecujesz za odstępstwo od Chrystusa, a nie uląkł się tego czém mi zagrażasz, jeśli fałszywym bożyszczom czci nie oddam.” Po takiéj odpowiedzi, Wielkorządca kazał go okrutnie zesmagać rózgami w oczach matki i wtrącić do więzienia, a tymczasem przyzwał drugiego imieniem Feliks, którego w podobnyż sposób do zaparcia się wiary namawiał, wymagając aby niezwłocznie złożył ofiarę Jowiszowi. Na to rzekł mu młodzieniec: „Jeden jest tylko Bóg prawdziwy, któremu godzi się i należy składać ofiary, a tym jest Jezus Chrystus; i bądź pewien Wielkorządco, że ani ja ani bracia moi, tego Pana i Boga naszego nie odstąpimy. A jeśli nas haniebnie biczować i okrutnie katować każesz, przez to wiary z serc naszych nie wydrzesz.”

Publiusz odprawiwszy i tego, kazał przyzwać trzeciego, Filipa, i już wprost straszył go cesarzem mówiąc: „Antonin cesarz pan nasz najwyższy, rozkazał abyś złożył ofiarę wszechmogącym bogom naszym.” Na co Filip: „Nie nazywaj o Wielkorządco, bałwanów waszemi bogami, bo Bogiem wszechmogącym jest tylko ten Bóg Jezus Chrystus, którego my wyznajemy; wasze zaś bożyszcza są to nieme bryły z miedzi lub żelaza ukute, i kto im składa ofiary, na wieczne idzie pohańbienie.”

Przyzwał tedy Publiusz Sylena czwartego syna Felicyty, i gdy stanął przed nim: „Widzę, zawołał do niego groźnie, żeście z niegodziwą matką waszą, spisek uknuli przeciw woli cesarza. Pamiętaj że jeśli rozkazu jego nie spełnicie, wszyscy poginiecie nikczemnie.” – „Inaczéj postępować nie godzi się nam, odpowiedział Sylen: gdybyśmy bowiem ulękli się męczeństwa doczesnego, które chociażby najokrutniejsze krótką chwilę trwać będzie, popadlibyśmy w wieczne męki, które są straszniejsze jeszcze, a końca nie mają. Że przeto wiemy jakie męki czekają po śmierci tych, co się Chrystusa zapierają, a jakie nagrody są zgotowane dla wytrwałych w wierze, przeto słuchać musimy praw Boskich, a nie ludzkich, kiedy się one Boskim sprzeciwiają. Bałwanami więc pogańskiemi gardzimy, abyśmy do końca wiernie służąc Bogu prawdziwemu, żywot wieczny osiągnęli.”

Sądząc Publiusz, że chociaż tak mężny opór znalazł w tych trzech braciach, łatwiéj mu pójdzie z młodszymi, zwłaszcza gdy ich stawić każe przed sobą nie w obecności starszych, których widok mógłby im dodawać męstwa, kazał już przesłuchanych odprowadzić do więzienia i zamknąć wraz z Januarym, a młodszych przyzwał. Tym znowu obiecywał łaski cesarskie, jeśli wolę jego spełnią, a groził mękami i śmiercią, jeśli bożkom się nie pokłonią i spytał Aleksandra, piątego z rzędu brata: „Cóż ty mówisz na to?” a ten mu odrzekł: „Sługa jestem Chrystusów, więc co mam w sercu to i wypowiadam: nie wyrzeknę się wiary, jak jéj i bracia moi się nie wyrzekli” i przydał z wielką dobrocią: „i ty sam Publiuszu, nie gardź wiarą w prawdziwego Boga i zbaw duszę twoję.” Odwrócił się od niego Wielkorządca, a widząc Witalisa szóstego z ich grona, bardzo młodo i wątło wyglądającego, w słowach najłagodniejszych do niego przemówił, spodziewając się że go łatwiéj podejdzie. Lecz ten mu odpowiedział: „Nie sądź że ja dla tego iż młodszym jestem od tych braci moich których już słuchałeś, mniéj będę od nich stałym w wierze.” – „Więc i tobie już życie nie miłe?” rzekł na to Publiusz: „Tak nie jest odparł Witalis, lecz miło będzie mi umrzeć raczéj, aniżeli pokłonić się szatanom.” – „O jakichże to szatanach mówisz?” spytał Wielkorządca. „Szatanami są bożkowie wasi, odrzekł Witalis, którym ja nigdy czci nie oddam.”

Nakoniec siódmemu i ostatniemu Marcialisowi, przedstawiał tyran, że okrucieństwo popełniają sami nad sobą, nie poddając się woli cesarskiéj, na co mu znów ten odrzekł: „Okrucieństwo popełniają nad sobą ci, którzy nie chcą uznać prawdziwego Boga, a za to na wieczne potępienie idą.”

W wielkie wpadł podziwienie Publiusz, widząc tak niezachwiane w całéj téj świętéj rodzinie męstwo, lecz zaślepiony w swych błędach, i wierny wykonawca okrutnego prawa, kazał ich ubiczować, i wtrącić do więzienia, a nazajutrz zdał sprawę cesarzowi, z tego co z nimi zaszło. Cesarz kazał ich wszystkich potracić, lecz prawie każdego w inny sposób. January skonał pod knutami, Feliksa i Filipa pałkami zamordowano, Sylena strącono z wysokiéj skały, Aleksander, Witalis i Marcialis zostali ścięci. Felicyta także przez ścięcie śmierć odebrała. A że nastąpiło to po zamordowaniu w jéj oczach wszystkich jéj synów, na których męczeństwo patrzała, więc tym sposobem, jak się wyraża święty Grzegorz, święta ta matka nie jednę, lecz ośm śmierci męczeńskich poniosła za wiarę.

Pożytek duchowny

O ile rodzice cieleśnie tylko miłujący swoje dzieci, pisze święty Grzegorz, pragną aby ich nie przeżyli, o tyle święta Felicyta w Bogu i dla Boga, a więc prawdziwie miłująca swoich synów, pragnęła ostatnia po nich zstąpić z tego świata, aby patrząc na ich śmierć za wiarę, być pewną że ich wszystkich w Niebie znajdzie. Czyż twoje przywiązanie do drogich ci osób, jest tegoż rodzaju?

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy oddając cześć męstwu tych świętych Męczenników w ich wytrwałości w wierze, miłościwego ich za nami pośrednictwa, skutków doznali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 572–574.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 552

Św. Felicyta kierowała się zasadą, że rodzice nie mogą dać nic lepszego dzieciom od nieba, a nic gorszego od piekła. Czy spełnienie pierwszej części tej prawdy jest w mocy rodziców? Niewątpliwie. Każde dziecię jest stworzeniem słabym, bezsilnym, potrzebującym pomocy. Nie umie nic, wszystkiego ma się dopiero uczyć: jak stać, jak jeść, jak chodzić i ubierać się. Tym więcej przeto należy je uczyć, jak się ma modlić, miłować Boga, unikać grzechu i wszelkich pokus do niego. Jest ono niejako woskiem, z którego można ukształtować albo przyszłego mieszkańca niebios, albo potępieńca. Jest ono młodą drzewiną, i od ogrodnika zależy, czy ten szczep ma kiedyś wydać bujny owoc, czy zmarnieć. Nie zna ono różnicy między dobrym a złym, a ponieważ pierwsze wrażenia są najtrwalsze, dlatego mówi Chrystus Pan: „Co tym małym uczynicie, to uczynicie Mnie; ale biada tym, kto gorszy małych. Lepiej by było, ażeby gorszycielowi przywiązano kamień młyński do szyi i wrzucono go w głębię morza" (Mat. 18). Rodzice są pierwszymi nauczycielami i wychowawcami dziatek. Bóg wszczepił w serca rodziców miłość i przywiązanie do dzieci, a w dzieci powolność i posłuszeństwo dla rodziców. Mowę ojca i matki rozumie dziecię lepiej, ich nauki są dlań najwyższą prawdą, ich przykład największą powagą, ich wiara i pobożność najskuteczniejszym kazaniem. Niech przeto rodzice w czynach i słowach nigdy o tym nie zapominają, że będą ponosić odpowiedzialność za zgorszenie, dane własnemu dziecku, i że dobrym przykładem, jaki z siebie dawać będą, powiodą swe potomstwo do nieba i do chwały wiecznej.

Tags: św Felicyta „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik matka wdowa wychowanie
2020-07-07

Św. Andrzeja Żórawka i Benedykta Męczennika, Świętych Pustelników

Żyli około roku Pańskiego 1011.

(Żywot ich był napisany przez Pustelnika Maura, blizko nich mieszkającego, późniéj Biskupa dyecezyi Pięciukościołów zwanéj.)

Święty Andrzéj urodził się około roku Pańskiego 978, z bogobojnych rodziców stanu mieszczańskiego, z ojca Marka Żuerarda albo Żórawka, a matki Agnieszki, w małéj Polsce, w miasteczku Opatowcu blizko Wiślicy położoném. Byłyto czasy, kiedy za króla Mieczysława I, tylko co religia chrześcijańska w Polsce krzewić się poczęła. Rodzice Andrzeja długo nie mając dzieci, a już gorliwi bardzo chrześcijanie, gorącemi modlitwami wyprosili sobie u Boga tego synaczka, i wychowali go jak najpobożniéj.

Przebywając jeszcze Andrzéj w domu rodzicielskim, w wielkiéj zostawał zażyłości z równegoż jego wieku młodzieńcem, i również bogobojnym imieniem Benedykt. Zaledwie doszli lat młodzieńczych, a pobudzeni łaską Boską, postanowili wieść życie pustelnicze, do którego od dzieciństwa ćwicząc się w modlitwie i umartwieniach ciała, już się wielce byli usposobili. Poznawszy więc dokładnie wolę Bożą, za błogosławieństwem rodziców, (którzy lubo ich bardzo kochali, lecz i sami pełni gorącéj wiary, chętnie na to zezwolili), udali się obaj młodzi ci pokutnicy na puszczę. W okolicach miasteczka Czkowa, w dyecezyi krakowskiéj, gdzie wielkie ciągnęły się lasy ponad rzeką Dunajcem, puściwszy się wzdłuż jéj koryta, znaleźli jaskinię pod skalistą górą, w miejscu bardzo niedostępném, i tam osiedli. Starali się jak najwierniéj naśladować pokutny i bogomyślny sposób życia pustelników egipskich, o których już, z podań chrześcijańskich które i do nich doszły, słyszeli. A oprócz tego sami wiedzeni w tém natchnieniem Ducha Świętego, w naszéj krainie pierwsi rozpoczęli ten anielski rodzaj życia. Modlitwa i wysoka bogomyślność była ich całém zajęciem, jarzyny polne i owoce leśne pokarmem, skalista ziemia posłaniem, na którém krótkiego snu zażywali.

Wszakże, po niejakim czasie, obaj Święci uznali potrzebę pewnéj zależności i ćwiczenia się w posłuszeństwie, przez poddanie się przewodnictwu duchownemu. Dowiedziawszy się wypadkiem, że w pogranicznych Węgrzech, na górze Sobor w hrabstwie Nitryjskiém, założony został klasztor ojców Benedyktynów, którego opatem był Filip wielkiéj świątobliwości zakonnik, udali się do niego około roku Pańskiego 1002. Przybywszy do klasztoru, upadli opatowi do nóg, a pokornie i gorąco błagali, aby ich do zakonu przyjął. Filip do którego już była doszła wieść o świętym żywocie Andrzeja i Benedykta, oblókł ich w suknie zakonne, lecz obawiając się czy jako dotąd według własnéj woli żyjący, nie będą trudni w cnocie posłuszeństwa, nakazał mistrzowi nowicyuszów, aby ich z téj strony szczególnie probował. Ojciec ten doświadczał ich powołania, to groźnie, chociaż w niczém nie zawiniali upominając ich przy drugich braciach, to nakazując im najtrudniejsze do spełniania rzeczy, a niekiedy i takie które się im wydawać mogły niewłaściwemi, jako téż i innemi sposobami, w takich razach w szkole zakonnego życia używanemi. Obaj święci nowicyusze, przez ciąg roku próby, nietylko przedstawili dowody najdoskonalszego zaparcia własnéj woli, lecz oraz i zajaśnieli cnotami, w których i dla najstarszych zakonników za przykład służyć mogli. Przypuszczeni więc zostali do ślubów uroczystych.

Z zakonników tego klasztoru, jedni w nim mieszkali, drudzy rozsypani byli po okolicznych puszczach, zostając zawsze w zależności od opata miejscowego. Andrzéj i Benedykt do tego właśnie rodzaju życia nawykli, zaraz po wykonaniu ślubów zakonnych, prosili aby im opat Filip, pozwolił zamieszkać na puszczy. Ten nie wątpiąc o ich prawdziwém do pustelniczego żywota powołaniu, zezwolił na to. Znowu więc oni, ale już tą razą na mocy świętego zakonnego posłuszeństwa, udali się na puszczę. Osiedli w miejscu bardzo odludném, o milę od miasta Trychina, dzisiejszego Tęczyna.

Tam święty Andrzéj nadzwyczajnością zadawanych sobie umartwień, wyrównał największym pokutnikom, o jakich w historyi świętych Pańskich czytamy. Przez cały rok jadał tylko surowe jarzyny, i niekiedy trochę chleba. Trzy dni w tygodniu żadnego zgoła nie używał pokarmu, podczas zaś wielkiego postu, brał do swojéj pustelni czterdzieści włoskich orzechów, i już przez cały ten czas nie widując się z nikim, po jednym orzechu zjadając na dzień, żadnego innego nie przyjmował posiłku. Po całodziennéj pracy, mając ciało pokrzepić spoczynkiem, w taki dziwny sposób snu zażywał. Obrał sobie pieniek ściętego drzewa, i otoczył go wysoko cierniami, tak aby gdy usiadłszy na nim drzemał, kolce ich z każdéj strony kłując go gdyby się nachylił, ze snu budziły. Nie dość na tém: zrobił sobie z deski koło, które wdziewał na głowę jak czapkę; na tém kole w czterech równoległych miejscach uczepił na sznurkach cztery ciężkie kamienie, tak że skoro nachylił się na jednę stronę snem znużony, z drugiéj strony kamień wahający się w twarz go uderzał. Prosto więc tylko na onym pieńku siedząc, lekkiém drzemaniem mógł trochę snu zażyć.

Pomimo tego, pracy ręcznéj któréj się codziennie kilka godzin oddawał, nie przerywał wcale. Zdarzyło się dnia pewnego, że gdy w lesie rąbał drzewo dla braci klasztornych, bardzo strudzony upadł na ziemię i omdlał. Przebył w tym stanie czas jakiś, aż oto stanął przed nim Anioł, podniósł go z ziemi, położył na wózek który miał Andrzéj z sobą na drzewo, i do chatki jego zawiózł.

Taki rodzaj życia wiódł ten sługa Boży przez lat kilkanaście. Kiedy nadchodziła jego ostatnia godzina, poprosił braci z klasztoru aby przybyli do niego, i objawił im dzień i chwilę swojéj śmierci, lecz oraz uprosił aby gdy umrze żaden z nich dotąd nie zdejmował z niego habitu aż sam opat Filip nadejdzie. Dano o tém znać opatowi, który zanim nadszedł, Święty już szczęśliwym zgonem zgasnął był w Panu. Gdy bracia zdjęli z niego odzież, ujrzeli na nim gruby łańcuch miedziany, który przez ciągłe i długie noszenie, tak się był wpił w ciało, że byliby go nie dostrzegli, gdyby nie to że sama zapinka, nieco grubsza, na wierzchu brzucha sterczała. Opat rozpiął zapinkę, a gdy wyciągnął z ciała łańcuch, bracia słyszęli chrzęst jego o kości żebrowe, tak bowiem głęboko był wrośnięty.

Jak za życia tak i po śmierci wielu cudami zasłynął. Pomiędzy innemi miał miejsce i następujący.

Na puszczy na któréj mieszkał Andrzéj ukrywali się rozbójnicy; pobiwszy się między sobą jednego śmiertelnie ranili. Że już wtedy nasz pustelnik słynął łaską czynienia cudów, ponieśli tam rannego prosząc aby go uzdrowił. Ranny w drodze skonał i już nieżywego złożyli w chatce Andrzeja. Ten wskrzesił go swoją modlitwą, a rozbójnik ów wrócił nietylko do życia co do ciała, lecz i co do duszy. Nawrócony tym cudem, opuścił swoje zbrodnicze rzemiosło, i postanowił szczerą pokutą przebłagać Pana Boga. W tym celu osiadł ze świętymi pustelnikami, a po ich śmierci w téjże chatce, wiodąc żywot nadzwyczaj ostry, szczęśliwie dni swoich dokonał.

· · ·

Po śmierci Andrzeja, święty Benedykt wierny jego naśladowca, lat jeszcze trzy mieszkał na téj puszczy, coraz wyższéj oddając się bogomyślności i coraz ostrzejszéj pokucie. Nocy pewnéj, napadli na niego rabusie, sądząc iż jakie skarby znajdą u biednego bogomodlcy. A że nie zgoła nie mogło tam nasycić ich chciwości, rozgniewani na sługę Bożego, poderznęli mu gardło, i tak zamordowanego wrzucili w rzekę Wag, blizko tam płynącą.

Ciała jego pilnie i długo, lecz napróżno, szukali ojcowie Benedyktyni. Aż zauważano, iż przez rok cały, w jedném miejscu przy rzece siadywał niezwykłéj wielkości orzeł, jakby strzegł czegoś. Doniesiono o tém opatowi klasztoru na górze Sobor. Ten kazał tam szukać zwłok świętego Benedykta, i wynalazł je tak nienadpsute, jakby tylko co w wodę wrzucone były. Ojcowie pochowali je ze czcią wielką w kościele świętego Emerena Męczennika, w tymże samym grobie, w którym już święty Andrzéj Żórawek spoczywał.

Papież Kalikst IV obydwóch w poczet Świętych zaliczył.

Pożytek duchowny

Niektórzy opieszałość swoję w spełnianiu przykazania kościelnego tyczącego się postów, tłómaczą niemożnością zachowania ich w całéj ścisłości z powodu klimatu naszego. Niech nadzwyczajne posty, jakie zachowywał święty Andrzéj Żórawek, którego żywot czytałeś, przekonają cię, że do ostréj pokuty, nie ciepłego powietrza potrzeba, lecz gorącego ducha.

Modlitwa (Kościelna)

Boże który nam dozwalasz błogosławionych Męczenników Twoich Andrzeja i Benedykta, pamiątkę przejścia do nieba obchodzić, daj nam w wiekuistéj chwale ich społeczeństwa zażywać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 563–565.

Tags: św Andrzej Żórawek św Benedykt męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik przyjaźń posłuszeństwo post
2020-06-30

Św. Pawła, Apostoła Narodów

Żył około roku Pańskiego 69.

(Żywot jego wyjęty jest z Dziejów apostolskich, i z historyków kościelnych.)

Święty Paweł, pierwiéj zwany Szawłem, był z narodu żydowskiego, pochodził z pokolenia Beniamina, urodził się w mieście Tarsie w Cylicyi, w lat kilka po przyjściu Chrystusa Pana. Rodzice jego, jak wielu znakomitszych mieszkańców miasta Tarsy, wyniesieni byli do godności obywatelstwa rzymskiego. W rodzicielskim jeszcze domu starannie wykształcony w naukach, dla pobierania wyższych wysłany został do Jeruzalem, gdzie kształcił się w szkole sławnego podówczas mistrza Gamaliela. Przyłączył się do sekty Faryzeuszów, i wkrótce tak się między nimi odznaczył gorliwością około zachowania praw Starego Zakonu, że zaślepiony w swoim uporze, kiedy po Wniebowstąpieniu Pańskiém, Apostołowie zaczęli ogłaszać Ewangelią po ziemi żydowskiéj, onto głównie i najokrutniéj prześladował chrześcijan, jak to późniéj sam z żalem a pokornie wyznawał. Onto, gdy Faryzeusze kamienowali świętego Szczepana Dyakona, był między nimi i głównie ich do tego poduszczał. A gdy trwał w téj swojéj zawziętości, niedość mu było w Jerozolimie i w żydowskiéj ziemi pastwić się nad wyznawcami Chrystusa, lecz udał się i do Damaszku i do całéj Syryi aby i tam ich dosięgnąć. W téj drodze, (jak to powiedzieliśmy pod dniem święta Jego nawrócenia 25 Stycznia), cudownie nawrócony, stał się według wyrażenia Pisma Bożego Naczyniem wybraném 1 i najsławniejszym z Apostołów. Powróciwszy z Damaszku, zaraz udał się do Jerozolimy aby przedstawić się świętemu Piotrowi jako książęciu Apostołów; przy nim piętnaście dni spędził, i według polecenia jakie od niego odebrał, udał się do Tarsu w Cylicyi, gdzie na opowiadaniu słowa Bożego przebył dwa lata.

Gdy jeszcze znajdował się w Damaszku, Żydzi zrobili spisek na jego życie. Dowiedziawszy się o tém jego uczniowie, a chcąc mu ułatwić ucieczkę, gdy już pod strażą trzymany był w domu, w koszu spuścili go z murów, i tym sposobem wyrwali go z rąk jego nieprzyjaciół. Pod tę porę święty Barnaba zakładający kościół w Antyochii, nie mogąc już wystarczyć coraz większéj liczbie nowych chrześcijan, sam przyszedł do Pawła i wziął go z sobą do Antyochii, gdzie on rok cały na pracach apostolskich spędził. Wkrótce potém obaj wysłani zostali do narodów pogańskich dla ogłaszania Ewangelii.

Wtedyto miał święty Paweł owo cudowne zachwycenie, o którém w listach swoich wspomina. Ponieważ według tego jakto Pan Jezus zapowiedział był przy jego nawróceniu, miał on stać się światłem 2 narodów pogańskich, więc już i w tém objawieniu udzielił mu Pan Bóg do tego najszczytniejszych darów.

Odtąd téż ciągle przenosił się ten święty Apostoł z jednego miasta do drugiego, z kraju do kraju dla nawracania pogan. W Seleucyi, w Pafos, w Pergen, w Pamfilii, w Antyochii, w Pizydyi, w Ikonium, w Likaonii i w Listryi przepowiadał z kolei Królestwo Chrystusowe. W Listryi, gdy uczynił cud w przywróceniu władzy w nogach sparaliżowanemu, mieszkańcy wzięli go za bożka, i chcieli mu składać ofiary. Lecz gdy go usłyszeli głoszącego im Boga ukrzyżowanego, z największego uwielbienia przeszli nagle do okrutnéj złości, rzucili się na niego, wyprowadzili za miasto i ukamienowali, pozostawiając, jak sądzili nieżywym. Cudem wyratowany od śmierci, i uzdrowiony święty Paweł, udał się do miasta Derby, a ztamtąd, pomimo niebezpieczeństwa jakie mu groziło, wrócił znowu do Listryi, Ikonium i Antyochii, utwierdzając wszędzie nowych chrześcijan w wierze, nawracając wielką liczbę niewiernych, wyświęcając kapłanów i obsadzając biskupstwa.

Po téj swojéj wyprawie apostolskiéj znajdował się na Soborze w Jeruzalem, po którym postanowił zwiedzić kościoły w Azyi. Chciał i tą razą mieć za towarzysza świętego Barnabę, lecz dla nieporozumień jakie między nimi zaszły, wziął z sobą Sylasa, i z nim przebiegł Syryą i Cylicyą. W Listryi przybrał za ukochanego swojego ucznia, świętego Tymoteusza, i przez Fryzyą i Galacyą udał się do Macedonii, a następnie apostołując Samotracyą, z Neapolis przybył do miasta Filipów. Tam zaledwie rozpoczął swoje kazania, ujęty został pod pozorem jakoby był wichrzycielem spokoju publicznego, okrutnie ubiczowany, i okuty w kajdany, wtrącony do więzienia. W nocy dało się czuć silne trzęsienie ziemi, w skutek którego wszystkie drzwi więzienia się rozwarły. Uderzony tym cudem dozorca więzienny, nawrócił się, a władza miejska wypuściła na wolność Pawła. Z Filipów święty Apostoł poszedł do Amfipolis przez Apolonią, i przybył do Tessaloniki, gdzie Żydzi znowu wzburzyli przeciw niemu całe miasto. Uszedł ztamtąd wśród nocy do miasta Beroe. Ztamtąd znowu, naraziwszy się powtórnie na największe niebezpieczeństwo, musiał co prędzéj uchodzić, zostawiając tylko Sylasa i Tymoteusza. W drodze zboczył do Aten gdzie miał mowę przed Areopagiem, to jest zgromadzeniem najuczeńszych ludzi z całéj Grecyi, i wtedyto z ich liczby nawrócił sławnego w Kościele ze swoich dzieł teologicznych świętego Dyonizego Areopagitę. Prócz tego, kilku znakomitych mieszkańców Ateńskich, pozyskał Panu Jezusowi. Z tego miasta udał się do Koryntu, gdzie zamieszkał w domu nawróconego żyda nazwiskiem Aquilla, w którego tkarskim warsztacie pracował, aby na życie zarabiać. Lecz że z Żydami nic nie mógł począć, lubo z nimi głównie rozprawiał, przeniósł się do domu pewnego poganina imieniem Tytusa, którego nawrócił z całą rodziną. Żydzi zaś rzucili się tam na niego i związanego zaprowadzili przed trybunał Wielkorządcy Achajasza, który go uwolnił, nie znajdując słusznych powodów do wytoczenia mu sprawy.

Potém Paweł, zatrzymawszy się w tém mieście jeszcze czas pewien, puścił się ku Syryi, przybył do Etem, i tam przemieszkał całe dwa lata, wielkie czyniąc cuda, tak że nawet od dotknięcia jego odzienia, chorzy odzyskiwali zdrowie, a opętani uwolnieni bywali od złego ducha. Widząc to niektórzy z kapłanów żydowskich, probowali toż samo uczynić: lecz nietylko złego ducha wygnać nie mogli, ale ten wylatując z opętanych, ich samych na ziemię poobalał i srodze pozbijał. Wywarło to silne na Żydach i poganach wrażenie, wielka ich liczba przychodziła do Pawła i jego towarzyszy „spowiadając, się i opowiadając uczynki swoje to jest wyznając im grzechy” 3, jak o tém mówi Pismo Boże. Inni zaś szczerze się nawracając pogańskie swoje księgi palili publicznie na rynku, a to w tak wielkiéj ilości, iż według ówczesnego sposobu liczenia wynosiło to wartość pięćdziesięciu tysięcy denarów srebrnych.

Postanowiwszy Biskupem świętego Tymoteusza i opuściwszy Efez, Paweł przebiegł Macedonią, i zwiedził kościoły w Grecyi. Gdy był w Troadzie, i miał do zgromadzonych nowych chrześcijan kazanie które się długo w nocy przeciągnęło, pewien młodzieniec Tychibos siedzący w oknie, zdrzemał się i spadłszy z trzeciego piętra zabił się na miejscu. Paweł zeszedł na dół, ujął go za rękę i wezwawszy imienia Pana Jezusa, wskrzesił i zdrowego podniósł. Cud ten utwierdził nawróconych i wielu innych wyrwał z pogaństwa.

Z Troady poszedł święty Apostoł do Atton, a ztamtąd udał się do Mityleny, zkąd wsiadłszy na okręt, z kolei ogłaszał Ewangelią w Chio, Samos, w Milecie, w Kos, w Rodzie, w Patarze, w Tyrze, w Ptolomaidzie i w Cezarei. W tém ostatniém mieście zatrzymał się tydzień, i tam otrzymał objawienie, że w Jerozolimie przez Żydów uwięzionym i wydanym w ręce pogan zostanie. Uczniowie jego prosili go z płaczem; aby do Jerozolimy nie chodził: pomimo tego Święty udał się do tego miasta, i w istocie został uwięzionym i zamkniętym w wieży, gdzie mu objawił się Pan Jezus i powiedział: „Bądź dobréj myśli Pawle, gdyż jakeś mi dawał świadectwo w Jeruzalem, tak trzeba abyś to samo uczynił i w Rzymie.”

Tymczasem, okutego w kajdany, zaprowadzili do Cezarei i stawili przed sąd Wielkorządcy nazwiskiem Feliks, który nie rozpoczynając jego sprawy, trzymał go w więzieniu aż do drugiego roku panowania Nerona, przez którego Feliks zawezwany został do Rzymu. Następujący po nim Wielkorządca nazwiskiem Festus, chciał sądzić świętego Pawła, lecz gdy on na mocy swojego przywileju jako obywatela rzymskiego, domagał się aby przed samym cesarzem był stawiony, odesłano go do Włoch. Okręt na którym płynął, w skutek silnéj burzy wyrzucony został na brzegi wyspy Malty, gdzie mieszkańcy wzięli go za bożka, widząc że gadzina która mu się uczepiła była u ręki, nic mu złego zrobić nie mogła.

Przywieziony do Rzymu dwa lata trzymany był w więzieniu. Wypuszczony na wolność, znowu odbył wiele podróży roznosząc Ewangelią pomiędzy poganami, i wrócił do Rzymu gdzie wiedział iż go męczeńska śmierć czeka, Jakoż, powtórnie wtrącony do więzienia za nawrócenie najpierwszéj ulubienicy cesarza, z rozkazu jego ścięty został. Poniósł śmierć męczeńską roku Pańskiego 68, w tymże dniu co i Piotr święty.

W chwili ścięcia głowy jego, zamiast krwi mleko z żył wytrysnęło, a w tych trzech miejscach, gdzie głowa Świętego tocząc się tego mleka zostawiła ślady, wytrysnęły trzy źródła żywéj wody dotąd płynące, z których pierwsze jest mniéj zimne, drugie zimniejsze, a trzecie najchłodniejsze; o czém po dziś dzień, wszyscy pielgrzymi w Rzymie, przekonywają się naocznie. Widok cudu tego, nawrócił kata który go ścinał i dwóch żołnierzy obecnych.

Czternaście listów świętego Pawła, należą do ksiąg Nowego Testamentu.

Pożytek duchowny

Święty Paweł, jako Apostół narodów pogańskich, jest szczególnym patronem sprawy nawracania niewiernych. Gdy dziś, wśród tych nawet, którzy się za chrześcijan poczytują, wielka jest liczba według zasad pogańskich myślących i postępujących, wzywaj jego pośrednictwa, prosząc Boga o nawrócenie tych dusz nieszczęsnych i o zasłonienie Kościoła od ich napaści.

Modlitwa (kościelna)

Boże! który wielość narodów pogańskich, błogosławionego Pawła Apostoła przepowiadaniem oświeciłeś; daj, pokornie prosimy, abyśmy pamiątkę jego przejścia do Nieba obchodząc, skutków jego pośrednictwa za nami doznali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 538–540.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 525

Wielki kaznodzieja i Doktor, święty Jan Chryzostom, natchnionymi słowy wychwala łańcuch Pawła, który nosił dla Chrystusa. Wielka to dostojność, – powiada – wielkie królestwo być związanym dla Chrystusa. Łańcuch ten na jego świętych rękach, większa to, uczciwsza i sławniejsza rzecz, aniżeli być Ewangelistą, Doktorem, lub apostołem. Kto Chrystusa miłuje, rozumie, co się mówi… Gdyby mi kto dał obierać albo wszystko Niebo, albo łańcuch, których ręce Pawła związane były, ja bym łańcuch wolał.

Żaden z cesarzy w Rzymie takiej czci nie miał, jak Paweł. Cesarz lada gdzie pogrzebiony leży, a Paweł w pół miasta jako żywy i królujący. A jeśli tu, gdzie cierpiał prześladowanie, takiej czci dostąpił, gdy przyjdzie na dzień sądu, co będzie?… Pomyślcie, a zdziwicie się, co za widok Rzym mieć będzie, gdy Paweł i Piotr z grobu w mgnieniu oka wstaną, i podniosą się, i wynijdą przeciw Chrystusowi? Jaki dar Rzym Chrystusowi ofiaruje, który by takimi dwiema koronami i złotymi łańcuchami ozdobiony był. Nie tak jest jasne niebo, gdy słońce wypuszcza promienie, jak rzymskie miasto na wszystek świat te pochodnie wypuszczające.

Footnotes:

1

Dzie. IX. 15.

2

Tamże.

3

Dzie. XIX. 18.

Tags: św Paweł „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik Gamaliel św Szczepan św Dionizy Aeropagita
2020-06-29

Św. Piotra, Książęcia Apostołów

Żył około roku Pańskiego 68.

(Żywot jego wyjęty jest z Pisma Bożego i z Ojców Kościoła).

Święty Piotr z rodu żydowskiego, pochodził z Betsaidy małego miasteczka na brzegach morza Galilejskiego położonego. Urodził się około roku 15 przed Chrystusem Panem. Ojciec jego nazywał się Jonasz albo Jan, i prócz niego miał drugiego syna świętego Andrzeja, a był ubogiego stanu: z łowienia ryb na życie zarabiał. Święty Piotr tém samém się trudnił, a na wiele lat przed objawieniem się Pana Jezusa jako Zbawiciela, żyjąc bardzo cnotliwie i pobożnie, miał żonę którą była święta Perpetua, i z niéj córkę świętą Petronellę.

Brat jego, błogosławiony Andrzéj, należał do liczby uczniów świętego Jana Chrzciciela, przez którego przywiedziony był do poznania Pana Jezusa. Uszczęśliwiony iż już przyszedł oczekiwany Zbawiciel, i że miał on szczęście jeden z pierwszych Go poznać, pośpieszył do świętego Piotra z tą dobrą nowiną i rzekł mu: „znaleźliśmy Messyasza” 1. Usłyszawszy to Piotr, udał się także co prędzéj do Pana Jezusa, a skoro się zbliżył, wejrzawszy nań Jezus rzekł: „Tyś jest Szymon syn Jana: ty będziesz zwan Cefas, co się wykłada Opoka” 2. Po łacinie téż imię Petrus znaczy kamień czyli opoka. Od téj więc już pierwszéj chwili spotkania się z Piotrem, chciał syn Boży zapowiedzieć najwyższy urząd jego w Kościele, który go robił jakby opoką na któréj miał być założony, i po wieki wieków utrzymywany, cały gmach Kościoła powszechnego. Również wątpić nie można że od téj chwili i święty Piotr przejęty został najwyższą miłością Pana Jezusa, o którą późniéj trzykrotnie dowiadywał się od niego Zbawiciel, mając mu już nadać uroczyście całą władzę Swojego zastępcy na ziemi. Lecz że jeszcze wtedy Pan Jezus uczniów Swoich za Sobą nie powoływał, przeto Piotr powrócił do zwykłych zajęć, od czasu tylko do czasu przebywając z Chrystusem Panem. Gdy zaś nadeszła chwila w któréj Syn Boży, miał już ustalić przy sobie grono apostolskie, przyszedłszy nad brzegi morza Galilejskiego i zastawszy tam Piotra i Andrzeja rzucających sieci, rzekł do nich: „Pójdźcie za mną, a uczynię was że się staniecie rybakami ludzi” 3. Co znaczyło iż odtąd jako Apostołowie, ogłaszając Ewangelią, dusze ludzkie Panu Bogu pozyskiwać będą.

Od téj téż pory Piotr święty, już nie rozłączał się z Boskim Mistrzem swoim, i Ewangelie święte są pełne opowiadań dowodzących w jakich szczególnych łaskach był ten Apostół u Pana Jezusa, i jakie zawsze nad innymi dawał mu Syn Boży pierwszeństwo. Ciągłe tam dowody że Pan Jezus jego za ich zwierzchnika stanowi. Z jegoto łodzi, będąc na brzegach jeziora Genezaret, miał Zbawiciel kazanie do wielkiéj rzeszy zgromadzonego ludu, a łódź ta przedstawiała Kościół któréj Sternikiem jest na zawsze Piotr święty, w osobach swoich następców Papieżów. Po tém kazaniu, Pan Jezus kazał Piotrowi zarzucić na nowo sieci w jezioro, na co Piotr odpowiedział: „Nauczycielu przez całą noc pracując niceśmy nie ułowili; wszakże na słowo Twe zapuszczę sieć” 4. I pojmał tak wielkie mnóstwo ryb, iż się sieci rwały. Uderzony tym: cudem upadł do nóg Pana Jezusa, i w głębokiéj pokorze zawołał: Wynijdź ode mnie, bom jest człowiek grzeszny Panie” 5. A na to mu Pan Jezus: „Nie lękaj się niczego, chciałem ci przez to pokazać iż odtąd tak ludzi łowić będziesz”. 6

Po tém zdarzeniu, aby jeszcze sowiciéj nagrodzić Piotrowi akt pokory przez który uznawał się niegodnym posiadania Zbawiciela na łodzi swojéj, poszedł Pan Jezus odwiedzić go w jego własnym domu. Zastawszy tam ciężko chorą matkę jego żony, ujął ją za rękę, a chora w tejże chwili uzdrowioną została i usługiwała Boskiemu gościowi swojemu. Od owego zaś dnia Piotr „opuściwszy” jak mówi Ewangelia, „wszystko: Ojca i sieci”, to jest co mu najdroższém i najniezbędniejszém na świecie było, poszedł za Panem Jezusem 7.

Gdy razu pewnego, domagano się od Pana Jezusa „złożenia podatku, posłał Piotra do morza po pieniądz, który miał się znaleźć w rybie, i kazał go oddać poborcom mówiąc: „Daj za mnie i za siebie” 8, przez co także, równając go niejako z Sobą, oznaczał jego wyższość nad innymi Apostołami. On téż w imieniu ich wszystkich, pierwszy uczynił wyznanie Bóstwa Chrystusa Pana, i w téj wierze braci swoich utwierdził. Bo gdy zebrawszy uczniów Swoich, zapytał ich razu pewnego Pan Jezus, co o nim trzymają, Piotr w tejże chwili, nie radząc się drugich, a z natchnienia i objawienia Boskiego, uczynił to wyznanie na którém Kościół stać ma po wieki wieków: „Tyś jest Chrystus Syn Boga żywego” 9. Za to téż otrzymał od Pana ten wielki przywiléj, iż stał się podwaliną na któréj tenże Kościół miał być zbudowanym, i klucznikiem Nieba, od którego zależało otwierać je lub zamykać dla wszystkich dusz ludzkich. Wtedy bowiem powiedział mu Pan Jezus: „Tyś jest Opoką, a na téj opoce zbuduję Kościół mój, i tobie dam klucze Królestwa Niebieskiego. Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane i w Niebie; a cokolwiek rozwiążesz na ziemi będzie rozwiązane w Niebie” 10.

Szczególnéj téż wiary swojéj w moc i Bóstwo Chrystusowe, dał dowód Piotr święty i wtedy, gdy z uczniami kołatany w łodzi wielką burzą na morzu, ujrzawszy nadchodzącego po wodzie Chrystusa Pana zawołał: „Panie jeśliś Ty jest, każ mi przyjść do Siebie po wodach”; i skoro mu powiedział Pan Jezus „przyjdź”, Piotr z najżywszą wiarą rzucił się z łodzi na rozhukane fale, i chodził po nich jak po ziemi 11. Dowiódł także szczególnéj wiary swojéj w naukę Chrystusa Pana: bo gdy inni uczniowie zwątpiwszy o niéj, kiedy Pan Jezus ogłosił był tajemnicę przenajświętszego Sakramentu, chcieli Go odstąpić, a Pan Jezus zapytał Apostołów: czy i oni to samo uczynią, znowu Piotr nie czekając, w imieniu wszystkich zawołał: A jakże mamy od Ciebie odstąpić Panie, kiedy Ty masz „słowa żywota wiecznego”. 12 To téż w tejże wierze świętéj Syn Boży raczył go w szczególny sposób utwierdzić, i nadał mu przywiléj utwierdzania w niéj drugich, kiedy w rozmowie jaką z nim miał niedługo przed męką Swoją, rzekł do niego: „Szymonie, oto szatan pożądał was aby przesiał jako pszenicę, alem ja prosił za tobą aby nie ustała wiara twoja: ty tedy nawróciwszy się, utwierdzaj bracią twoje”. 13

Jak przez całe życie Pana Jezusa, najbliżéj Jego Boskiéj osoby widzimy świętego Piotra, przypuszczonego także do wpatrywania się w Jego wielką chwałę na górze Tabor, tak podobnież napotykamy go ciągle obok Chrystusa i w historyi Męki Zbawicielowéj. Najprzód on to jest wysłany dla przygotowania wieczerzy Pańskiéj. Potém gdy Zbawiciel przepowiada Apostołem, że przerażeni tém co Go spotka, odstąpią Go, święty Piotr oświadcza iż się z Nim nigdy nie rozłączy. W ogrójcu, jegoto Pan Jezus biorąc bliżéj Siebie, przypuszcza do tajemnic Swojéj męki ogrójcowéj, i chociaż ich tam trzech było, jemu tylko sen ich w który w téj chwili zapadli, wymawia. Gdy przyszli już Żydzi chwytać Zbawiciela, Piotr dobywa miecza, i chce Go bronić. Wiedzionego z ogrójca Pana swojego, on jeden z Apostołów nie odstępuje ani kroku. Wdziera się nawet z Nim aż do domu wielkiego Kapłana. Wprawdzie, ulegając chwilowéj ułomności, zapiera się Go przed sługą wmawiającą w niego iż należy do uczniów Chrystusa Pana, lecz w tejże chwili przejęty najżywszą skruchą, krwawemi łzami opłakuje swój chwilowy upadek.

Po Zmartwychwstaniu Swojém, znowu Pan Jezus w różnych wypadkach i okazuje że się Piotrowi należy nad innymi Apostołami pierwszeństwo. W pierwszém ukazaniu się Swojém świętéj Magdalenie, każe jéj aby poszła i powiedziała o tém Piotrowi. Wkrótce potém, jemu najpierwszemu z uczniów i Apostołów objawia się. Jedno zaś i drugie czyni Zbawiciel dla tego, aby wszyscy Apostołowie i uczniowie, odbierając wiadomość o Jego Zmartwychwstaniu, uwierzyli w to i zostali w téj wierze utwierdzeni, powagą samego Piotra. Dla tego téż i Apostołowie, gdy dwóch uczniów wracających z Emaus chcieli utwierdzić w wierze w Zmartwychwstanie Pańskie, poparli to powagą Piotra, mówiąc: „Wstał Pan prawdziwie, i ukazał się Szymonowi (Piotrowi)” 14.

W jedném z następnych, a licznych objawień Pana Jezusa, gdy święty Piotr dowiedział się o Jego obecności na brzegu morza, rzucił się z łodzi w wodę, żeby się do Niego co prędzéj dostać. Pan Jezus widząc taki dowód jego miłości, aż trzy razy rzekł do niego: „Szymonie Janów, miłujesz mnie więcéj niżeli inni”; a na trzykrotne oświadczenie Mu najgorętszéj miłości, odpowiedział: „Paś owieczki moje, paś baranki moje” 15, przez co dawał mu władzę nietylko nad wszystkimi wiernymi, lecz i nad wszystkimi Pasterzami to jest Biskupami. Wtedy także przepowiedział mu Zbawiciel rodzaj śmierci jaki go czeka: i taka go w istocie spotkała.

Po trzydziestoletnim przez Piotra zarządzie Kościołem powszechnym, (o czém w innych uroczystościach tegoż świętego Apostoła mówiliśmy) znajdował się Piotr w Rzymie, za panowania cesarza Nerona. Ten oburzony na niego za pogromienie Szymona czarnoksiężnika, który był jego zausznikiem, a którego przez sztukę szatańską wznoszącego się w powietrze, Piotr modlitwą swoją obalił na ziemię, i za nawrócenie wielu kobiet, które odtąd wiodąc życie pokutne, do rozpusty cesarza służyć nie chciały, wskazał go na śmierć i wtrącił do więzienia. Wierni wykradli go ztamtąd, i Piotr uchodził z miasta, kiedy oto w bramie, spotkał Pana Jezusa, którego, upadłszy mu do nóg, zapytał: „Panie gdzie idziesz?” „Idę do Rzymu, odrzekł Pan Jezus, aby powtórnie być ukrzyżowanym.” Piotr zrozumiał jaką mu w tém dawał Zbawiciel naukę, i wrócił do więzienia. Wkrótce potém srodze ubiczowany, przybity został do krzyża, a na jego własną prośbę, którą zanosił z wielkiéj pokory, aby w rodzaju śmierci nie być zupełnie Panu Jezusowi zrównanym, rozpięty został na rusztowaniu krzyżowém głową do ziemi, a nogami do nieba. Poniósł śmierć męczeńską dnia 29 Czerwca roku Pańskiego 68. Pewien wielkiéj świątobliwości kapłan nazwiskiem Marceli, ciało jego nabalsamowawszy, pochował na górze Watykańskiéj.

Trzy listy świętego Piotra należą do ksiąg Nowego Testamentu.

Pożytek duchowny

Gdy Chrystus Pan zdawał w ręce świętego Piotra, najwyższą władzę Swoją nad całym Kościołem, domagał się od niego aż trzykrotnego zapewnienia iż Go serdecznie miłuje, a to jakby dla zadosyćuczynienia za trzykrotne zaparcie się Pana Jezusa, którego się ten Święty był dopuścił, Pamiętaj: że cechą każdego do Kościoła i zewnętrznie i duchem należącego, jest gorąca miłość Jezusa, i zdobywaj się za łaską Pańską, na tém gorętsze i częstsze jéj akty, im częściéj i ciężéj Boga obrażałeś.

Modlitwa (koście!na)

Boże! któryś błogosławionemu Piotrowi Apostołowi Twojemu, oddawszy klucze Królestwa Niebieskiego, związywania i rozwiązywania najwyższego kapłaństwa władzę nadał; spraw abyśmy wsparci jego pośrednictwem, z grzechów naszych rozwiązani zostali. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 534–537.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 522

Władza papieży trwa nieprzerwanie od dziewiętnastu wieków i wpływa na utrzymanie i szerzenie prawdziwej wiary, na utrzymanie cnót i porządku w rodzinach i w całym społeczeństwie chrześcijańskim, na odradzanie się wszelkich najwznioślejszych cnót, na miłosierdzie dla cierpiącej ludzkości i na miłość wzajemną.

Tak jak ojciec gromadzi dzieci naokół siebie, strzeże ich, chroni przed wszelkimi niebezpieczeństwami, żywi i troskliwie pielęgnuje, aby je uczynić szczęśliwymi – tak i papieże miliony dzieci Kościoła świętego biorą pod swoją opiekę, starają się o ich dobro duchowe i utwierdzają w wierze, by im wyjednać zbawienie.

I ty, katolicki Czytelniku, jesteś dzieckiem tego Kościoła św., a Ojciec św. twoim najwyższym opiekunem, staraj się przeto, abyś go kochał, był mu posłuszny w rzeczach wiary, czcił go i modlił się za niego.

Footnotes:

1

Jan I. 41.

2

Jan I. 42.

3

Mat. IV. 18

4

Łuk. V. 5.

5

Łuk. V. 8.

6

Łuk. V. 10.

7

Łuk. V. 11.

8

Mat. XVII. 27

9

Mat. XVI. 16.

10

Mat. XVI. 18.

11

Mat. XIV. 28.

12

Jan VI. 67.

13

Łuk. XXII. 31.

14

Łuk. XXIV. 34.

15

Jan XXI. 15–17.

Tags: św Piotr „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł papież męczennik św Andrzej św Perpetua św Petronella
2020-06-29

Mowa nr 82 na Święto św. Apostołów Piotra i Pawła – Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 388–392.

  1. Najmilsi! Cały świat co prawda bierze udział we wszystkich naszych wzniosłych uroczystościach; jednej wiary umiłowanie jednakową wszędzie musi budzić radość, kiedy święcimy jedno z dzieł spełnionych dla zbawienia wszystkich. Dzisiejsze jednak święto Miasto nasze już nie na równi z całym światem, ale w szczególny i odrębny swój sposób z czcią i weselem obchodzić winno. Gdzie chwalebna śmierć opromieniła największych Apostołów, tam miejsce na radość największą w dniu ich męczeństwa. W tobie, Rzymie, ci dwaj mężowie tak rozpalili światło Ewangelii, żeś z nauczyciela błędu stał się uczniem Prawdy. To są więc ojcowie i pasterze twoi prawdziwi! Wszczepiając cię w Królestwie Niebieskie, oni ciebie na nowo założyli lepiej i szczęśliwiej bez porównania, niż owi pierwsi, co fundamenty pod twe mury kładli. 1 Jeden z tamtych imię ci nadał, ale zabójstwem brata pohańbił cię szpetnym. Ci zaś do takiej chwały cię podnieśli, że stałeś się narodem świętym, rodzajem wybranym, miastem kapłańskim i królewskim, a przez świętą Stolicę Piotrową — głową świata. Berłem boskiej religii szerzej odtąd władasz, niźli przedtem potęgą ziemskiego panowania. Dzięki mnogim zwycięstwom rosła twoja władza i sięgnęła daleko na lądy i morza. Jakżeż jednak maleje, coś mieczem ujarzmił, wobec tego, co pokój chrześcijański poddał pod twe skrzydła!
  2. Boć dobry Bóg — sprawiedliwy i wszechmocny — co, nigdy nie odmawiał ludzkości swego zmiłowania, a zawsze dawał się poznać ogółowi śmiertelnych z hojnie rozsiewanych dobrodziejstw — chcąc w swych wyrokach niezbadanych tym większą ujawnić miłość, ulitował się ludzi na manowce zbłąkanych, z własnej winy zaślepionych i coraz głębiej brnących w zepsucie grzechowe. Zesłał im tedy „Słowo” równe i współwieczne sobie. „Ciałem stające się Słowo” (Jan 1, 14) tak połączyło boską swoją naturę z ludzką, że tym zstąpieniem do najgłębszych nizin nas w niebotyczne dźwignęło wyżyny. Aby zaś rozprowadzić działanie tej niewysłowionej łaski po całym świecie, pozwoliła Opatrzność Boża powstać i tak rozrość się państwu rzymskiemu, że graniczyło ono po sąsiedzku z krajami wszystkich narodów. Bożym planom najbardziej to odpowiadało, że mnóstwo państw pod jednym złączyło się berłem. Głoszenie odkupienia mogło szybko i łatwo dotrzeć do ludów, jednym rządem państwowym związanych. Ale Rzym nie zdawał sobie sprawy z tego, kto jest istotnym twórcą jego potęgi i wielkości. Choć zapanował nad wszystkimi prawie narodami, poszedł jednak w służbę ich błędnych nauk. Mniemał nawet, że rozbudowuje swoją religię, gdy żadnego zabobonu nie odrzuca. 2 Tym cudowniejsze przeto jest jego wyzwolenie przez Chrystusa, im silniej uwikłany był w więzy szatana.
  3. Oto gdy dwunastu apostołów wzięło od Ducha Św. dar mówienia wszystkimi językami i podzieliło między siebie kraje, by nieść Ewangelię na świat cały, błogosławiony Piotr, książę apostołów, przeznaczony został dla głównej twierdzy rzymskiego imperium. Światło Prawdy, objawionej dla zbawienia wszystkich ludów, od głowy szybciej mogło się rozlewać po całym organizmie ludzkości. Czyż jest bowiem lud, co nie miałby wówczas swych współplemieńców w stolicy? Czyż mogło jakiemu krajowi pozostać coś nieznanym, co Rzym przyswoił sobie? Tutaj najodpowiedniejsze było miejsce na zwalczanie błędnych filozoficznych mniemań i rozwianie tej próżności, jaką podszyta bywa ziemska mądrość, na burzenie czci bożków pogańskich i usuwanie bałwochwalstwa; bo właśnie tutaj w jakimś zabobonnym lęku przejęto wszystko, cokolwiek z fałszywych nauk pojawiło się na świecie.
  4. Do tego to miasta nieustraszenie kierujesz kroki swoje, Piotrze święty. Kiedy Paweł Apostoł, towarzysz twojej chwały, zakłada jeszcze inne Kościoły, ty wstępujesz w ten las ogarniętych szałem bestii. Nie lękasz się tej burzliwej otchłani, śmielej po niej kroczysz, niż wtedy, kiedyś stąpał po falach jeziora (Mt. 14, 28..). Samego Rzymu — władcy świata — nie obawiasz się teraz ty, coś w domu Kajfasza drżał przed dziewką arcykapłana (Mt. 26, 69…). Czyżby mniejsza była moc Klaudjusza niż Piłatowych trybunałów, albo srogość Nerona niźli szał i wściekłość Żydów? Miłości to potęga zwyciężyła w tobie wszelką bojaźń. Wierzyłeś, że nie potrzebujesz tych się obawiać, których miłować przyszedłeś. Ten nieustraszony i ofiarny duch już wtedy wstąpił w twe serce, kiedy Pan trzykrotnym, dużo mówiącym zapytaniem, umocnił trzykrotnie wyznaną miłość twoją (Jan 21, 15…). Boć nie czego innego wymagała twoja piecza (pasterska), jeno abyś pokarmem, co ciebie nasycił, żywił owieczki tego, któregoś umiłował.
  5. Tyle nadto znaków cudownych, tyle darów łask, tyle prób ogniowych utwierdziło twą ufność! Już nauczałeś plemiona, od obrzezania do prawdziwej wiary się zwracające. Już założyłeś Kościół w Antiochii, gdzie imię chrześcijan naprzód czci doznało. Już (całe krainy) Pont, Galację, Kapadocję, Azję i Bitynię rosą Ewangelii ożywiłeś. 3 I owocności tedy działania pewien i długowieczności 4 swojej świadom szedłeś zatknąć zwycięski znak Chrystusowego krzyża na twierdzy rzymskiego świata, dokąd z przeznaczeń Bożych poprzedzały cię i dostojeństwo władzy i chwała cierpienia.
  6. Tutaj to spotkał cię św. Paweł, twój współapostoł, „naczynie wybrane” (Dz. Ap. 9, 15), „nauczyciel narodów” (Gal. 2, 7). Połączył się z tobą w dobie, kiedy pod panowaniem Nerona ginęła uczciwość, ginął wstyd, ginęła wolność. Sam cezar, żądzą i nadmiarem wszelkich występków trawiony, dał się wreszcie porwać istnemu szaleństwu i pierwszy wszczął okrutne, powszechne prześladowanie chrześcijan, mniemając, że przelaniem krwi świętych zagasi łaskę Bożą. Oni zaś najobfitszej nagrody uczestnikami stawali się wtedy: za wzgardę znikomego życia wieczne szczęście brali. „Droga więc przed oblicznością Pańską jest śmierć świętych jego” (Ps. 115, 15). Największe okrucieństwo nie zniszczy religii, na tajemnicy krzyża Chrystusowego ugruntowanej! Nie osłabia Kościoła prześladowanie, jeno go umacnia. Rola Pańska coraz to bujniejszym pokrywa się kłosiem; boć każde ziarno, co w ziemię zapada, w mnogi plon wyrasta. 5 Jak zaś obfite żniwo wydały te dwa boskiego posiewu kłosy, świadczą tysiące świętych męczenników, co idąc w ślady apostołów ubiegały się o palmę zwycięstwa. Ich liczne zastępy purpurowym szańcem gród nasz opasały, a łunę światła roztaczając naokół rzekłbyś uwieńczyły go diademem z mnóstwa drogocennych kamieni uwitym.
  7. Z powodu takich straży, najmilsi, przez Boga samego zaciągniętych na wzór cierpliwości i umocnienia nas w wierze, cały świat cieszyć się powinien, wspominając kogokolwiek z grona wszystkich świętych. Tych dwu ojców jednak wyjątkowe znaczenie sprawia, że (my zwłaszcza, rzymianie) nimi w szczególniejszy sposób szczycić się możemy. Łaska Boża tak wyróżniła ich pośród członków Kościoła, że w tym ciele, którego głową jest Chrystus (Ef. 1 22), oni jakby dwojga oczu są blaskiem. W ich zasługach i cnotach, iście nie do wysłowienia, nie szukajmy różnic, nie rozdzielajmy ich od siebie. Boć i posłannictwo złączyło ich w dopełniającą się parę, i znojny trud upodobnił, i śmierć męczeńska zrównała. 6

Footnotes:

1

Według podania założycielami Rzymu byli bracia: RomuRomulus i Remus. Kiedy Remus Szydził z brata i jego pracy nad budową murów, Romulus pozbawił go życia.

2

Por. wstęp § 1, b.

3

Por. początek 1 Listu św. Piotra Ap.

4

Por. Jan 21, 18 i 2 Piotr 1, 14.

5

Wyrażenie to przypomina Tertulianowe: „Semen est Christianorum sanguis” (Apologeticus, c. 50).

6

Quia illos et electio pares, et labor similes, et finis fecit aequales. Na tych słowach kończy się autentyczny tekst Mowy Leonowej; spotykane po nich jeszcze zdania kończące, są dodane przez późniejszych przepisywaczy. Ze słów „pares” i „aequales” wysnuł Quessnel fałszywy wniosek, jakoby one sprzeciwiały się prymatowi św. Piotra Ap. Narobił też Quessnel skrupułów komentatorom i tłumaczom mów św. Leona i popchnął ich do przypuszczenia, że wyrażenie „pares” jest nieautentyczne, zwłaszcza, że brakuje go w jednym starym watykańskim kodeksie. Tymczasem stopniowany paralelizm pojęć — pares, similes, aequales — jest bardzo w stylu Leona i przemawia za autentycznością tekstu, zachowanego w innych, również starych, kodeksach. Nie ma też istotnej trudności w jego wykładzie. Trzeba tylko uchwycić odcień, różniący te dwa synonimy: pares i aequales. A uchwyci się go, sięgając do rdzenia słowa par. Pierwsze znaczenie par jest: para, parzysty! W dalszym zaś znaczeniu: równy. W przekładzie polskim użyliśmy pierwszego znaczenia, usuwając rzekome trudności. Por. Słownik Łacińsko-Polski, Ks. Fl. Bobrowskiego, Wilno 1905, t. 2, str. 596. Por. też Aegidi Forcellini, Totius latinitatis lexicon. T. IV, p. 498.

Tags: św Leon Wielki Apostoł św Piotr św Paweł Rzym męczennik
2020-06-26

Św. Jana i Pawła, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 363.

(Żywot ich napisany był przez Terencyana który ich zamordował.

Święci Jan i Paweł w pierwszéj połowie czwartego wieku żyjący, byli Włochami, pochodzili ze znakomitéj i zamożnéj rodziny, a po nawróceniu się księżniczki Konstancji, córki cesarza Konstantyna Wielkiego, umieszczeni zostali na jéj dworze. Jan miał urząd Wielkiego mistrza, a Paweł Wielkiego krajczego. Oba byli chrześcijanami, i znani powszechnie z wysokiéj swojéj pobożności.

Konstantyn Wielki, miał licznemi już zwycięstwami wsławionego wodza, nazwiskiem Galikanin, który był poganinem. Zabierał się wysyłać go na wyprawę przeciw barbarzyńcom którzy Francyą byli zajęli, kiedy Galikanin poprosił o rękę córki jego Konstancji, wielkiéj świątobliwości dziewicy. Zafrasował się tém cesarz bardzo, gdyż odmową bał się zrazić ku sobie tego wielkiego wojownika, w chwili gdy go więcéj niż kiedy potrzebował, a z drugiéj strony i sam bogobojny, nie chciał zasmucać córki skłaniając ją do wyjścia za poganina, tém bardziéj że ona dziewictwo swoje poślubiła była Panu Jezusowi. Lecz gdy się o tém dowiedziała Konstancya, wyprowadziła ojca z kłopotu. Podała mu myśl, aby nie odmawiał jéj ręki Galikaninowi, tylko aby położył mu za warunek żeby odniósł wprzód zwycięstwo we Francyi, i wziął do boku swojego jéj dwóch dworzan Jana i Pawła, a zaś dwie córki które ma ze zmarłéj żony, żeby przy niéj zostawił. Czyniła zaś to Konstancya ze szczególnego natchnienia Boskiego, przewidując że potém co nastąpi, sam Galikanin zwolni cesarza z danego mu przyrzeczenia.

Galikanin chętnie zgodził się na wszystko udał się z wojskiem do Francji, przybrawszy do swego boku świętych Jana i Pawła, a córki swoje odesłał do Konstancyi. Gdy przybyły do jéj pałacu, święta cesarzówna, poszła do swojéj kaplicy i tak za nie gorąco modlić się zaczęła: „Boże wszechmogący któryś za wstawieniem się Agnieszki Męczenniczki Twojéj, od trądu oczyścić mnie raczył, drogę mi bojaźni Twojéj okazał, i natchnął abym się w dziewictwie na służbę Twoję poświęciła; w nadziei tego żeś powiedział: Proście a będzie wam dano 1, proszę Cię i błagam abyś i te córki Galikana, i samego Galikana który mnie od Ciebie odebrać chce, do wiary świętéj przywieść raczył. Janowi i Pawłowi, dworzanom moim, a wiernym sługom Twoim, dopomóż aby do serca wodza swojego trafić mogli, moje zaś usta otwórz na naukę tych dziewic, a ich uszy na słuchanie mów moich, aby przez nie prawdę przejrzały. Owszem daj taką moc słowom moim, aby one roskoszami świata tego wzgardziwszy, Tobie się poświęcić zapragnęły, i z Twego miłosierdzia chlubiły się na wieki.” Owóż Pan Bóg wysłuchał prośby téj świętéj księżniczki, i w krótkim czasie pozyskała ona Chrystusowi obie córki Galikanina,

Tymczasem sam Galikanin, pobiwszy barbarzyńców we Francyi, z wielką sławą zwycięstwa wracał do Rzymu, gdzie mu cesarz tryumfalny wjazd gotował. Wybierał się Konstantyn z synami, senatem i całym dworem, na spotkanie go za miastem; ale Galikanin uprzedził godzinę swojego przybycia, pośpieszył do Rzymu, i z wielkiém podziwieniem wszystkich którzy go znali poganinem, udał się wprost do kościoła świętego Piotra, dla złożenia Panu Bogu dzięków za odniesione zwycięstwo. Spotkał go tam cesarz, który i sam tém zdziwiony, pytał go jakim sposobem się to dzieje, że gdy udawał się na wyprawę wojenną w Kapitolu bożkom składał ofiary, a teraz za zwycięstwo dziękuje Chrystusowi Bogu prawdziwemu? Odpowiadając na to Galikanin, tak zdał sprawę Konstantynowi i ze swojéj wyprawy, i ze swojego nawrócenia, to jest ze zwycięstw jakie odniósł i nad nieprzyjaciołmi jego ojczyzny, i nad wrogami swojéj duszy.

„Po porażce jaką poniosłem od barbarzyńców pod Filipolem we Francyi, unikałem z nimi bitwy, bo oni w siły się wzmogli, a przy mnie już mało było wojska. Uciekałem się do bożków, paliłem ofiary Marsowi; a jednak nic to nie, pomagało. Przyszło do tego, że mnie nieprzyjaciele zewsząd otoczyli i jakby w oblężenie wzięli, przecinając wszelkie drogi sprowadzaniu żywności dla wojska. Zguba nasza była niechybną, i nietylko proste żołdactwo, ale i moi podkomendni dowódcy, naciskali na mnie, aby się poddać. Już i sam przemyśliwałem tylko o sposobie, jakby się przebić przez obozy nieprzyjacielskie i uchodzić, aż oto Jan i Paweł, dworzanie księżniczki Konstancyi, powstali przeciw téj myśli i rzekli do mnie: „Uczyń ślub Bogu prawdziwemu, że chrześcijaninem zostaniesz, i uderzaj na barbarzyńców, a obaczysz iż odniesiesz świetniejsze niż kiedykolwiek zwycięstwo.” Usłuchałem ich, i skorom ten ślub uczynił, ukazał mi się młodzieniec wysokiego wzrostu, niosący krzyż na ramieniu, i rzekł mi; „Weź miecz w rękę i idź za mną.” Co gdym uczynił i wyszedł z nim za namiot, ujrzałem wokoło siebie po obu stronach wielką liczbę zbrojnych, którzy zawołali: «Pójdziemy z tobą walczyć: wnijdź w obóz nieprzyjacielski z dobytym mieczem, a na czele naszego hufca, wnet się do samego ich króla przebijesz.» I tak się stało: skorom zaś z mieczem w ręku stanął przed królem, upadł on do nóg moich, i prosił abym mu życia nie odbierał. Nietylko jego, ale wszystkich przy nim będących zabijać nie kazałem, a król z całém wojskiem, na łaskę i niełaskę moję się zdali. Gdym wrócił do obozu, żołnierze moi, którzy już poddać się chcieli i nawet zamyślali mnie odstąpić, otoczyli mnie, biagając abym im przebaczył; lecz ja oświadczyłem, iż żadnego nie przyjmę pod chorągwią cesarską, któryby chrześcijaninem nie został, po czém z małym wyjątkiem prawie wszyscy przyjęli wiarę chrześcijańską. Masz tedy cesarzu, cztery razy większe wojsko niż to z którém wyruszyłem, gdyż barbarzyńcy są twoimi hołdownikami, i Francyą masz uśmierzoną. Mnie zaś w nagrodę za to racz uwolnić od dowództwa wojsk twoich, i pozwól nie domagać się już ręki córki twojéj, gdyż pragnę poświęcić się służbie Bożéj, a za przeszłe życie moje godnie pokutować.”

Galikanin spełnił to swoje postanowienie, a święci Jan i Paweł, których Pan Bóg użył był do tak wielkiego dzieła Swojego miłosierdzia w nawróceniu i tego wodza i wielu pogan w jego wojsku będących, otrzymawszy od Konstancji znaczne dobra, w nich osiedli, oddając się z większą jeszcze gorliwością ćwiczeniom pobożnym i uczynkom miłosiernym. Dwory ich stały się przytułkiem dla wszelkiéj nędzy; byli oni opiekuńczemi Aniołami całéj okolicy, słynąc daleko jak ze swojéj świątobliwości, tak i z hojności dla biednych.

Tak święcie używających dostatków jakiemi ich Opatrzność obdarzyła, zastało ich prześladowanie chrześcijan, wszczęte przez Juliana Apostatę, który na tron cesarski wstąpił po śmierci Konstantyna i jego synów. Niedługo téż dotknęło jego okrucieństwo i tych dwóch wielkich sług Bożych. Posłał do nich z rozkazem, aby wyrzekli się wiary w Chrystusa i przyszli spełniać na dworze jego, dawne swoje urzędy. Na to odpowiedzieli mu Święci: „Służyliśmy Konstantynowi i córce jego, bo oni będąc panującemi, uznawali się sługami Chrystusa; a gdy szli do kościoła, korony zdejmując, krzyżem na ziemię przed Nim padali. Tobie zaś który będąc chrześcijaninem, bluźnisz Chrystusowi, służyć nie będziemy.” Po téj odpowiedzi zagroził im straszną karą Julian, utrzymując iż go obelgą okryli, na co Święci odrzekli: – „My cesarzowi żadnéj obelgi nie czynimy, bo nad niego nie człowieka, lecz Samego Stwórcę Nieba i ziemi, przekładamy; a z łaski jego dlatego nie korzystamy, abyśmy niełaski Boga nieśmiertelnego na siebie nie ściągnęli.” Wtedy Julian dał im dziesięć dni do namysłu, na co znowu oni: „Niech cesarz postąpi z nami, jakby te dziesięć dni już upłynęło: bo my postanowienia naszego nie zmienimy, przeto niech teraz spełnia to, czém nam grozi.” Że jednak pomimo tego tyran pozostawił im dziesięć dni zwłoki, oni przez ten czas sprzedali wszystkie dobra swoje i rozdali pieniądze ubogim, sami do śmierci się gotując. Jakoż, dnia jedenastego przybył do nich przysłany od cesarza Terencyan, i zastawszy ich modlących się, postawił przed nimi obraz Jowisza, oznajmiając że jeżeli mu nie pokłonią się, śmiercią ukarani zostaną. Święci odpowiedzieli mu na to: „Cesarz sam odstąpił Chrystusa, i drugich do zguby chce przywieść. My śmierci nie lękamy się, i życie które mamy od Boga, chętnie za tegoż Boga w ofierze oddajemy.” Stosownie więc do rozkazu Juliana Terencyan kazał ich ściąć tajemnie wśród nocy, aby nie poburzyć ludu, u którego w wielkiéj czci byli, pochował ich we własnym ich domu, i rozpuścił wieść, że na wygnanie skazani zostali. Lecz gdy syn Terencyana, śmiertelną chorobą złożony, do grobu tych Męczenników przyniesiony, cudownie zleczonym został, sam Terencyan z całą rodziną swoją i domownikami został chrześcijaninem, i jawną czyniąc pokutę, żywot i męczeństwo tych Świętych opisał.

Pożytek duchowny

Jakże cudownych skutków modlitwy doznała święta księżniczka Konstancya, modląc się o nawrócenie kilku dusz w błędach pogańskich pogrążonych. Niech cię to pobudza do częstego polecania grzeszników miłosierdziu Bożemu, a głównie módl się za tych, z których stanu duszy, z jakiegokolwiek powodu, szczególny zdasz przed Bogiem rachunek.

Modlitwa (kościelna)

Prosimy, Wszechmogący Boże abyśmy zbawiennéj na duszy doznali pociechy, obchodząc uroczystą pamiątkę błogosławionych Jana i Pawła, którzy jak przez krew i wiarę zjednoczeni byli, taki w męczeństwie za nią poniesioném okazali się godnymi siebie braćmi rodzonymi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 525–527.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 514–515

Wszyscy powinniśmy podziwiać tych dwóch świętych mężów dla siły ich charakteru, a przede wszystkim dla siły ich przekonań religijnych, na mocy których chrześcijanin oddaje wprzód Bogu co jest Boskiego, a potem dopiero cesarzowi co jest cesarskiego. Wstąpili oni w służbę cesarza Konstantyna, albowiem byli przekonani, że ten nic takiego od nich nie za żąda, co by się sprzeciwiało świętej woli Bożej, i że wypełniając obowiązki urzędu, staną się miłymi Bogu – jakże jednak stanowczo wzbraniali się przyjąć urzędy od cesarza Juliana Odstępcy! Oby wszyscy urzędnicy chrześcijańscy i słudzy zawsze okazywali tak chwalebną siłę charakteru!

Do takiego postępowania zobowiązuje przede wszystkim zdrowy rozsądek. Wskazuje on każdemu wyraźnie i jasno, że każde stworzenie nasamprzód winno być posłuszne woli Stwórcy, a człowiek winien nadto dotrzymywać przysiąg, jakie złożył Stwórcy swemu i Panu i nie powinien przyjmować pracy ani obowiązku, który by się nie zgadzał z przysięgami danymi na chrzcie świętym. Od tych przyrzeczeń i przysiąg stworzenia wobec Stwórcy nie ma zwolnienia, albowiem stworzenie wiecznie stworzeniem pozostaje, a Pan Jezus, który przysięgę odebrał, nigdy się nie zmieni.

Jeżeli więc chrześcijanie przyjmują takie urzędy i zobowiązania, przez które byliby narażeni na złamanie wiary i przyrzeczeń danych Bogu, to popełniają krzywoprzysięstwo wobec Stwórcy. Rozsądek nakazuje zwolnić się z takich obowiązków, czynić pokutę i powrócić do obowiązków względem Boga.

Doświadczaj zatem stałości swego charakteru na przykładach, jakie ci pozostawili Święci Pańscy Jan i Paweł, czy równie ochoczo i stale opierasz się pochlebstwom osób, które cię przewyższają godnością i bogactwem i czy idziesz za głosem Boga.

Footnotes:

1

Łuk. XI. 9.

Tags: św Jan i Paweł „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Agnieszka nawrócenie
2020-06-20

Św. Sylewra, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 540.

(Żywot jego napisany przez Jana Platynę, a u Bolandystów, znajduje się pod dniem dzisiejszym.)

Święty Sylweryusz rodem z okolic Rzymu zwanych Polami rzymskiemi (Compagna Romana), był synem świętego Hormidiasza, który owdowiawszy i wstąpiwszy do stanu duchownego, na początku VI. wieku zasiadał na stolicy apostolskiéj. Święty Sylweryusz na tęż godność wyniesiony został z pierwszego razu nieprawnie: lecz późniéj, wybór jego i uprawnionym został, i sam on nietylko okazał się Papieżem wielkich cnót, mężnym obrońcą praw Kościoła i wiary świętéj, lecz nawet w końcu śmierć męczeńską poniósł, za stałość i nieugiętość przed tyranami, w spełnianiu obowiązków swojego najwyższego Pasterstwa.

Po śmierci jego na stolicy apostolskiéj poprzednika świętego Agapita, cesarzowa Teodora żona Justyniana, popierająca odszczepieństwo Eutychianów, na których czele stał nieprawnie przez nią na arcybiskupstwo carogrodzkie wysadzony Antymiusz karą klątwy dotknięty przez Papieża Agapita, dokładała wszelkich starań aby i na Papiestwo wynieść jednego ze stronników téj herezyi. W tym celu wysłała do Włoch Wigilla Dyakona, i poleciła wodzowi wojsk cesarskich Belizaryuszowi, prowadzącemu podówczas wojnę z Gotami, w których posiadaniu był Rzym, aby on starał się zrobić go papieżem. Dowiedziawszy się o tém Teodat król Gotów, a nieżyczący sobie mieć papieżem stronnika cesarskiego, siłą zmusił duchowieństwo rzymskie do obrania co prędzéj Sylwera, Subdyakona tegoż kościoła. Wybór ten z razu pod przymusem dokonany był nieważnym: lecz nieco późniéj duchowieństwo rzymskie, do którego to należało, obawiając się aby z tego powodu nie powstała schyzma, i przekonawszy się że Sylwer godnym był tego najwyższego urzędu, już zupełnie dobrowolnie i z wszelką swobodą zgromadziwszy się, dopełniło wszystkiego co w poprzednich wyborach było nieprawném. Sylweryusz został wyświęconym na Dyakona, potém na kapłana, a następnie na Biskupa rzymskiego, to jest został Papieżem 20 Czerwca roku Pańskiego 536.

Wyniesiony z początku niewłaściwemi drogami na stolicę Piotrową, skoro na niéj zasiadł prawnie, postanowił stać się tego najwyższego w świecie dostojeństwa godnym. Szczerze opłakał przed Bogiem to że ludzkim względom i chęci wywyższenia dał się był z razu uwieść i budował wszystkich swoją gorliwością, surowością obyczajów i poświęceniem się sprawie Kościoła i wiary świętéj. Męstwo z jakiém stawił czoło szerzącym się kacerstwom, w czasach gdy je silnie popierała władza świecka, dopuszczająca się najokrutniejszych gwałtów na najwyższych dostojnikach kościelnych, niezmordowana zabiegłość jego około rządów całéj winnicy Chrystusowéj, ostrość życia jakie prowadził, i miłosierdzie dla ubogich którém się odznaczał, wszystko to postawiło go w rzędzie najznakomitszych i najświątobliwszych Papieżów. Takto bowiem, przez szczerą poprawę, może człowiek zatrzeć i przed Bogiem i przed ludźmi złe jakiego się dopuścił, a co większa uświęcić się i to nawet w stanie i godności, do któréj zrazu wdarł się w nagannych widokach.

Lecz właśnie dlatego, że Sylweryusz okazał się świętym Papieżem, nie mogło piekło patrzeć na to obojętnie: niezwłocznie téż pobudziło przeciw niemu swoich wysłańców. Cesarzowa dowiedziawszy się o wyniesieniu na Papiestwo Sylweryusza, poleciła Wigiliuszowi którego na stolicy apostolskiéj mieć chciała koniecznie, aby się udał do wodza cesarskiego Belizaryusza. Do niego zaś napisała nagląc, aby Sylweryusza złożył ze stolicy apostolskiéj, a na jego miejsce jéj zausznika obsadził. Wódz ten zawojowawszy Sycylią, zdobył miasto Neapol, i tam przywiózł mu Wigiliusz rozkazy cesarzowéj, Przyrzekł on iż je spełni skoro Rzym zdobędzie, co téż i wkrótce nastąpiło. Rzymianie bowiem przerażeni okrucieństwem Belizaryusza, który zdobywszy Neapol wymordował mieszkańców za opór jaki mu stawiali, sami wygnawszy załogę Gotów która w mieście była, zawezwali dowódcę cesarskiego. Zajął on tedy Rzym, lecz znowu Gotowie nadciągnęli i obsaczyli miasto, trzymając je w oblężeniu przez rok cały.

W ciągu tego oblężenia zauważano że Gotowie, chociaż naród dziki i do aryańskiéj sekty należący, oszczędzali w okolicach Rzymu kościoły katolickie, i w szturmie jaki przypuszczali do miasta, z umysłu nie uderzali na najsłabszą część jego murów, dla tego, że one były pod szczególną opieką świętego Piotra. To dało powód nieprzyjaciołom Sylweryusza do rozpuszczania wieści jakoby to czynili przez względy jakie mają dla Papieża, który się z nimi potajemnie znosi, i w ręce ich chce zdradziecko wydać Rzym i wodza cesarskiego. Miał więc już wtedy Belizaryusz złudne powody targnięcia się na Sylwera, lecz cesarzowa kazała mu wstrzymać się z tém jeszcze, aż sprobuje czy Papież na jéj żądanie nie zniesie klątwy na heretyckiego Patryarchę Carogrodzkiego Antymiusza, przez jego poprzednika Papieża świętego Agapita rzuconéj, i czy go nie zatwierdzi na jego patryarchacie, gdyż oto jéj głównie chodziło. Napisała więc do niego list, zapraszający aby sam przybył do Konstantynopola i Antymiusza na arcybiskupstwo osadził. Papież odczytawszy pismo Teodory, wzniósł ręce do nieba i rzekł: „Wiem co mnie czeka: sprawę tę życiem przypłacę;” i odpisał cesarzowéj, iż żądania jéj spełnić w żaden sposób nie może, między innemi tak się wyrażając: „Złożenie z biskupstwa Antymiusza, który popadł w błędy Eutychianów odszczepieńców, jak i oddzielenie od społeczności wiernych, podobnych jemu kacerzy, było nietylko prawném, lecz jest niezbędném. Gdybym i jego i jemu podobnych pasterzy w herezyą zapadniętych i prawnie złożonych z biskupstw, przywrócił do urzędów, byłoby to z mojéj strony wpuszczeniem wilków do owczarni Chrystusowéj, nad którą czuwać powinienem.” W końcu oświadczając należny hołd cesarzowéj, przydawał, iż od tego co wyrzekł odstąpić mu nie godzi się, chociażby mu przyszło życie za to wydać.

Cesarzowa rozgniewana taką odpowiedzią Sylweryusza, przysłała niezwłocznie Belizaryuszowi polecenie aby go złożył ze stolicy Piotrowéj, wygnał z Rzymu i na miejsce jego osadził Wigiliusza, który jéj przyrzekał heretyckiego Biskupa w Carogrodzie utrzymać. Belizaryusz spełnił rozkaz cesarzowéj: nieprawnie osadził na Stolicy papiezkiéj Wigiliusza, a świętego Sylwera wskazał na wygnanie do Patary, miasta w Azyi Mniejszéj położonego. Ten gwałt bezbożny, cały Kościół okrył żałobą, lecz święty Papież przyjął go jako dopust Boży mówiąc: „Obym cierpieniami tego wygnania wypłacił się sprawiedliwości Bożéj, za nieprawne w początkach wdarcie się na Stolicę apostolską, a byłbym najszczęśliwszym gdybym za Kościół i wiarę, życie swoje oddał.”

Na wygnaniu, święty ten Papież doznając wiele prześladowania, nie przestawał jednak rządzić Kościołem z ciągłém narażaniem się na większe jeszcze niebezpieczeństwa. Przywoływał do siebie wielu Biskupów, i różne ustawy wydawał tyczące się jużto karności kościelnéj, jużto warujące czystość wiary, przez heretyków obalanéj. Za wstawieniem się Biskupa Patary, który osobiście udał się był do Justyniana, Cesarz ten, w gruncie dobry katolik, oburzył się na postępek Belizaryusza, który się tego wszystkiego dopuścił bez jego wiedzy; kazał przywrócić Sylweryusza na Papiestwo i z wielką czcią odwieźć go do Rzymu. Lecz Teodora uwiadomiwszy o tém Belizaryusza, wymogła na nim aby tego nie dopuścił. Jakoż, kazał on czatować na okręt wiozący Papieża, pojmał go i uwięził na wyspie Palmeryi, naprzeciw Teracyny położonéj, gdzie go w krótkim czasie głodem umorzyli. Umarł tam, dnia 20 Czerwca roku Pańskiego 540, a Kościół cześć mu oddaje jako świętemu Męczennikowi.

Wigiliusz, który podobnież jak święty Sylweryusz, nieprawnie wyniesionym był na Stolicę rzymską, równie jak on stał się późniéj wielkim Papieżem. Po śmierci Sylwera prawnie obrany na Papieża, już tylko o dobro Kościoła zabiegał, gotów w obronie jego życie położyć. Z tego powodu zerwawszy z cesarzową, która przyrzeczonych jéj przez niego ustępstw na szkodę Kościoła domagała się, rzucił na nią klątwę. A nawet i Belizaryusz, przykładnie pokutował, za gwałty jakich się na osobie Papieża dopuścił, i na dowód tego wzniósł w Rzymie kościół, z napisem nad głównemi drzwiami wyrażającym żal jakim był przejęty za zbrodnicze targnienie się na świętego Sylwera. Co wszystko słusznie przypisywać można modlitwom tegoż Świętego, który dostawszy się do Nieba wstawiał się za swoich prześladowców.

Pożytek duchowny

Wielu wdziera się na godności dla samych widoków osobistych, wielu wstępując do jakowego stanu czyni to dla doczesnych tylko korzyści, gdy w takich razach powinniśmy mieć przedewszystkiém na względzie wolę Bożą i dobro duszy naszéj i bliźnich. Kto ma sobie coś podobnego do wyrzucenia, niechże jak dzisiejszy Święty, najsumienniejszém spełnianiem obowiązków jakie na siebie przyjął, stara się ujść kary Bożéj, jaka spotyka wdzierających się do stanu lub godności, do których ich Bóg nie powoływał.

Modlitwa (kościelna)

Na nędzę naszę wejrzyj wszechmogący Boże! a gdy nas ciężar grzechów naszych przywala, niech pośrednictwo błogosławionego Sylwera Papieża i Męczennika Twojego, nas wspiera. Przez Pana naszego i t. d

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 507–509.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 501–502

Z dopuszczenia Bożego ten sam Wigiliusz, który był śmiertelnym wrogiem św. Sylweriusza, został po jego śmierci prawnie wyniesiony na Stolicę Apostolską. Można było wnosić, że będzie sprawcą wielkiego zgorszenia i że do spółki z kacerzami pracować będzie na zgubę Kościoła katolickiego.

Kościół św. był wówczas istotnie w wielkim niebezpieczeństwie, ale czuwał nad nim Jezus Chrystus, który o nim powiedział, że go bramy piekielne nie przemogą. Chrystus jest niewidzialną głową Kościoła świętego, zostanie nią aż do skończenia świata i kieruje nim przez Ducha świętego. Z tego powodu nie mógł Wigiliusz szkodzić Kościołowi świętemu. Jezus Chrystus łaską pełną miłosierdzia pokierował sercem Wigiliusza tak, że ten prześladowca świętego Sylweriusza stał się jedną z najsilniejszych podpór Kościoła świętego i niewzruszonym obrońcą prawdy.

Zaledwie doszła go wieść o okropnej śmierci niewinnego papieża Sylweriusza, nad którego grobem dużo cudów się zdarzyło, otworzyły mu się oczy duszy, a serce przepełniło się najgłębszym żalem za popełnione niegodziwości.

Chciał też zaraz złożyć godność papieską i odbyć pokutę za swoje czyny, ale duchowieństwo rzymskie uznało go jednomyślnie głową Kościoła. Natychmiast potem Wigiliusz publicznie wyznał grzechy swoje, uzyskał odpuszczenie i stał się odtąd innym człowiekiem.

Tak to czuwa Jezus Chrystus nad swoim świętym Kościołem, kierując złem na jego dobro.

Jeżeli zatem słyszysz, że niekiedy bezbożni i niemoralni papieże siedzieli na stolicy świętego Piotra, to niechaj to nie bałamuci twego umysłu, albowiem tu właśnie pokazuje się miłosierna i wszechmocna ręka Pana, który rządzi Kościołem. Chociaż niejeden z papieży był złym człowiekiem, to Kościół święty stał niewzruszenie, a wiara święta była nietykalna.

Gdyby Jezus Chrystus nie opiekował się Kościołem, i gdyby ten nie był Jego dziełem, to źli papieże byliby zdołali go pognębić. Atoli Chrystus dotrzymuje obietnicy, „że bramy piekielne nie przemogą Kościoła świętego”.

Myśl ta powinna każdego uspokajać i utwierdzać w pewności, że nieprzyjaciele nie mogą wyrządzić krzywdy Kościołowi świętemu, my zaś dzięki składajmy Bogu za to, że nam pozwolił być jego dziećmi.

Tags: św Sylwer „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik nawrócenie eutychianizm obowiązki stanu św Wigiliusz Kościół
2020-06-19

Św. Gerwazego i Protazego, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 170.

(Żywot ich był napisany przez Świętego Ambrożego.)

Święci Gerwazy i Protazy bliźnięta, rodem z Medyolanu, byli synami Witalisa i Waleryi, ktorzy oboje męczeńską śmierć za wiarę ponieśli. Przez takichto rodziców bardzo świątobliwie wychowani byli. Żyjąc w drugim wieku chrześcijaństwa, nie ustępowali w niczém w gorliwości jaką się w owych czasach wszyscy wierni szczególnie odznaczali.

Byli to dwaj młodzieńcy przecudnéj urody, jak pisze święty Ambroży: wyższego wzrostu od wszystkich, a tak cnotliwi i dobroczynni, że sami poganie wielką cześć mieli dla nich. Po męczeńskiéj śmierci rodziców, odziedziczywszy wielki majątek, niemal cały rozdali ubogim. Hojnie zaopatrzyli w Medyolanie wielką liczbę chrześcijan, z powodu panującego prześladowania do nędzy przywiedzionych, wszystkich swoich niewolników, a mieli ich bardzo wielu, obdarzyli wolnością: sami zaś, pozostawiszy sobie tyle tylko, ile na najskromniejsze utrzymanie potrzebowali, osiedli w małéj izdebce, oddając się jedynie czytaniu ksiąg świętych, modlitwie i uczynkom miłosierdzia. Ścisłe także posty zachowywali, jadając tylko raz na dzień około zachodu słońca. Słowem wśród wielkiego miasta mieszkając, żyli jak owi pustelnicy którzy wkrótce potém puszcze Egipskie zaludnili. Spędzili tym sposobem lat dziesięć, gotując się na poniesienie męczeństwa, i gorąco prosili Boga, aby im téj łaski nie odmówił. Wysłużyli téż ją sobie życiem tak świątobliwém.

Chociaż błogosławieni ci bracia, żyli tak odosobnieni, całe jednak miasto znało ich, podziwiało ich wysokie cnoty, i nie było to tajném nikomu iż byli chrześcijanami. Lecz powszechny szacunek jakiego używali sprawiał, że przez długi czas prześladowanie ich omijało.

Zdarzyło się, iż hrabia Astazyusz, dowódca wojsk cesarskich, przeciągał z wojskem przez Medyolan, udając się na wyprawę przeciw Markomanom, narodowi zamieszkującemu dawną Germanią. Kapłani pogańscy przyszli do niego oświadczając iż jeśli chce odnieść zwycięstwo i zasłużyć na tryumfalne wejście do Rzymu, potrzeba aby zmusił Gerwazego i Protazego, dwóch braci chrześcijan, do oddania czci bożkom. Jeżeli zaś tego nie uczyni, przepowiadali mu niechybną porażkę całego jego wojska. Astazyusz zawezwał niezwłocznie obydwóch braci, i z pierwszego razu z wielką łagodnością powiedział im, że wiedząc jak bogowie opiekuńczy cesarstwa ich miłują, postanowił zaprowadzić ich do świątyni, aby tam złożyli ofiarę Jowiszowi, i pobłogosławili jego wojsko. Na to odpowiedział mu Gerwazy: „O zwycięstwo, samego Boga prawdziwego i wszechmoonego prosić powinieneś, a nie możesz spodziewać się go od bożyszcz ukutych z miedzi, albo uciosanych z drzewa. Jeżeli chcesz odnieść zwycięstwo, udaj się do Boga chrześcijańskiego, On jeden ci je udzielić może i Jego jednego czcić powinieneś.” Astazyusz zdziwiony tak niespodziewaną i śmiałą odpowiedzią Świętego, zawahał się co czynić, lecz pobudzony przez kapłanów pogańskich i lud wołający że człowiek ten zbluźnił przeciw bogom, wydał rozkaz aby go niezwłocznie zbito ołowianemi knutami: co téż w téj chwili dokonano z takiém okrucieństwem, że wśród męki téj Gerwazy ducha Panu Bogu oddał.

Tyran spodziewając się, że Protazy łatwiéj ulegnie, widząc co jego brata spotkało: „Nieszczęsny człowiecze,” rzekł do niego: „nie bądźże ty przynajmniéj tak szalony jak brat twój.” A Protazy mu na to: „któż z nas jest prawdziwie nieszczęsnym, czy ty który się obawiasz abym ja przy wierze nie ostał, czy ja który ciebie nie lękam się, chociażbyś mnie najstraszniejszą męką groził?” „A dlaczegożbym ja miał obawiać się, rzekł znowu Astazyusz, żebyś ty przy wierze się swojéj nie ostał?” — „Gdybyś się tego nie obawiał, powiada Święty, nie nalegałbyś tak dalece na mnie, abym składał ofiarę twoim bożkom. Lecz czynisz to właśnie z obawy że jeśli mnie do tego nie przywiedziesz, tobie jakaś ztąd szkoda wyniknie. Ja zaś w istocie niczego się nie lękam. Na groźby twoje nie zważam, bożki twoje poczytuję za śmiecie, a tylko jednemu Bogu który w Niebie króluje, cześć oddaję.” Usłyszawszy to Anastazyusz, kazał go okrutnie smagać sękatemi kijami, a przez długi czas katując go w ten sposób okrutnie, kazał go podnieść z rusztowania i znowu rzekł do niego: „Protazy, dlaczegoś tak uparty i nieposłuszny? robisz mi to na złość, i za to umrzesz jak brat twój.” — „Nie mam żadnéj ku tobie złości, o! Astazyauszu, odpowiedział święty Męczennik, bo widzę zaślepienie twoje, które ci nie daje dopatrzeć co boskiém jest. Przecież wiem, że i Pan mój Jezus Chrystus krzyżownikom swoim nie łajał: owszem prosił ojca swego niebieskiego, aby im przebaczył mówiąc: Ojcze odpuść im, boć nie wiedzą co czynią 1. I ty nie wiesz co czynisz, i przeto serdecznie się nad tobą lituję. A proszę cię kończ coś rozpoczął, abym z miłym bratem moim dziś je- szcze Zbawiciela w Niebie ogladał.” Tyran nietylko okazał się na te pełne miłości chrześcijańskiéj słowa nieczułym, lecz wpadłszy w większy gniew jeszcze, zawołał groźnie do Protazego: „widzę żeś równie oszalał jak brat twój” i przydał: „Chcesz ginąć, więc zginiesz.” — „Nie zginę, odrzekł mąż Boży, bo nie ginie kto umiera za Chrystusa: męczeństwo jest najpewnieszą drogą do Nieba. Lecz widząc cię poganinem, z żalem umierać będę: bo prawdziwe nieszczęście twoje smutkiem mnie przejmuje, i zaślepienie w jakióé jesteś, godném jest największćj litości.” Astazyusz po tych słowach zdawał się być wzruszonym, lecz z obawy kapłanów pogańskich którzy go otaczali, i ludu domagającego się głowy Protazego, wydał rozkaz aby go ścięto niezwłocznie, co téż i wykonano. Ciała obydwóch tych Świętych wystawiono na placu publicznym przez dzień cały, a potém wrzucono w kloakę.

Lecz Pan Bóg nie dozwolił, aby tam długo zostawały. Pewien świątobliwy chrześcijanin imieniem Filip, tejże nocy wydobył je ztamtąd, przeniósł do swojego domu, złożył w marmurowy grobowiec, wypisał na pergaminie wszystkie szczegóły ich śmierci wyżéj opowiedziane, i pismo, to umieścił pod ich głowami, a potém grób zamurował. Święte te relikwie pozostawały w ukryciu przeszło lat trzysta. Aż dopiéro w roku 386, święci Gerwazy i Protazy objawili się świętemu Ambrożemu Arcybiskupowi Medyolańskiemu, kiedy on zabierał się do poświęcenia nowego kościoła nazwanego późniéj bazyliką Ambrozyańską, a któreto widzenie tak on opisuje w liście do swojéj siostry Marcelliny:

„Przy końcu wielkiego postu, gdym trwał na modlitwie, przypadł na mnie sen, w którym ujrzałem dwóch młodzieńców w białych szatach, którzy podniósłszy ręce, ze mną się razem modlili. Skorom się ocknął oni zniknęli, a jam prosił Pana Boga, aby, jeśli to nie złudzenie jakowe, jaśniéj mi je wznowił, i na tę intencyą przyczyniłem postu. Owoż drugiéj nocy toż samo miałem widzenie. Trzeciéj zaś, gdy wielką czczością trapiony, usnąć nie mogłem, ciż dwaj młodzieńcy ukazali mi się na jawie, a z nimi i święty Paweł Apostoł, który tak do mnie przemówił: «To są Męczennicy, których ciała pogrzebione na témże miejscu gdzie się modlisz, dwanaście stóp głęboko w ziemi. Wydobądź je, i zbuduj na cześć ich kościół. Pod ich zaś głowami, znajdziesz wypisane imiona ich i dzieje ich zgonu. Wezwawszy tedy kilku sąsiednich braci moich Biskupów, i zdawszy im sprawę z mojego widzenia, zaczęliśmy kopać ziemię. Dostaliśmy się do trumny o któréj mi święty Paweł powiedział; znaleźliśmy w niéj jakby dziś pochowane ciała dwóch mężów wielkiego wzrostu, krwi wiele, i jednę głowę odciętą. Woń dziwnie przyjemna z ciał tych wychodziła, a pod głowami ich, znaleźliśmy księgę która się zaczynała od słów tych: „Ja sługa Chrystusów Filip, ciała tych Świętych w dom mój wzięłem i pogrzebałem. Matka ich Walerya, a ojciec Witalis, tych dwóch synów Gerwazego i Protazego mieli.» I tu następował opis ich życia i męczeńskiéj śmierci, jakeśmy go wyżéj podali.”

Święty Ambroży z wielką uroczystością przeniósł ich ciała do katedry, przy czém wiele zaszło cudów, które on w kazaniu jakie miał wtedy, wylicza w obecności całego ludu, jako wszystkim znajome, przytaczając imiona tych osób które zostały cudownie uleczone.

Za naszych zaś już czasów bo w roku 1871, przy odnawianiu katedry Ambrożańskiéj w Medyolanie, odkryto grób świętego Ambrożego, i w nim, zgodnie z tém co niosło stare podanie i dokument, świadczący że ciała świętych Gerwazego i Protazego, razem z jego ciałem pod wielkim ołtarzem, po śmierci tego świętego Arcybiskupa, zamurowane zostały.

Pożytek duchowny

Przez cudowne objawienie, w którém święty Ambroży miał sobio wskazane miejsce gdzie spoczywały ciała tych błogosławionych Męczenników, chce nas Pan Bóg nauczyć, jak jego sług wiernych to jest Świętych czcić powinniśmy. Czy oddajesz im cześć naleźną, i czy pamiętasz że na wszelkie potrzeby mamy w nich szczególnych Patronów w Niebie?

Modlitwa (kościelna)

Boże! który nas doroczną uroczystością świętych Męczenników Twoich Gerwazego i Protazego rozweselasz; daj miłościwie, abyśmy ciesząc się ich zasługami, i przykładem ich do dobrego pobudzeni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 504–506.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 499

Kościół święty od czasów apostolskich przyjął zwyczaj zachowywania ciał jako relikwii Świętych Pańskich i okazywał im cześć w ten sposób, że nad ich grobami lub na miejscach, gdzie śmierć ponieśli, budował kościoły i tym sposobem ozdabiał te uświęcone miejsca.

W związku z tym wszystkie kościoły starały się o relikwie, a zwyczaj ten dał początek ustawie kościelnej, mocą której każdy ołtarz wielki musi posiadać takie relikwie. Od początku dziewiątego stulecia stawiano na ołtarzach pięknie rzeźbione szkatułki z świętymi relikwiami. Apostoł święty Paweł powiada: „Widziałem pod ołtarzem dusze tych, których zabito dla słowa Bożego i dla świadectwa danego prawdzie". Ta myśl jest także jednym z powodów, dla których chrześcijanie już w pierwszych czasach najchętniej stawiali ołtarze nad grobowcami Świętych Pańskich.

Tak jak ołtarz jest niejako punktem środkowym jedności świata katolickiego, tak samo relikwie w ołtarzu są niejako wyrazem wspólności wiary i miłości, jaka łączy wiernych na ziemi z Świętymi w Niebie. Dlatego też kapłan podczas Mszy świętej, całując ołtarz, mówi: „Prosimy Cię, Boże, przez zasługi Świętych Twoich, których relikwie tutaj się znajdują i przez wstawienie się wszystkich Świętych, abyś nam grzechy nasze odpuścić raczył".

Na widok świętych relikwii winniśmy Pana Jezusa sławić i dzięki składać, że Świętym tak wielkiej udzielił łaski, że nawet wobec śmierci męczeńskiej nie chwiali się w wierze, i błagać Go, ażeby i nam łaski udzielił, ażebyśmy zawsze świętą wiarę naszą otwarcie wyznawali.

Footnotes:

1

Łuk. XXIII. 64.

Tags: św Gerwazy św Protazy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik jałmużna św Ambroży św Paweł kult Świętych
2020-06-18

Św. Marka i Marcelina, Braci Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 286.

(Żywot ich był napisany przez Metafrasta).

Święci Marek i Marcelin bracia bliźnięta, byli synami Trankwilina szlachetnego rodu Rzymianina, wielki majątek posiadającego. Matka ich podobnież ze znakomitéj rodziny pochodząca, miała imię Marcya. Oboje byli poganami, lecz synom swoim przydali za domowego nauczyciela chrześcijanina bardzo pobożnego, i ci nietylko już w religii chrześcijańskiéj byli wychowani, lecz w krótkim czasie stali się jednymi z najgorliwszych uczniów Chrystusowych. Chociaż pragnęli żyć w bezżeństwie, ulegając jednak woli rodziców, poślubili dwie dziewice pogańskie, spodziewając się pozyskać je Panu Jezusowi, o co starali się głównie, przedstawiając im na sobie wzór wYsokiéj pobożności.

Pomimo tego iż różne oddawali usługi chrześcijanom, i hojnemi wspierali ich jałmużnami, uszli byli przez pewien czas prześladowania, chociaż to już było za czasów okrutnego Dyoklecyana. Lecz w końcu przyszła i na nich koléj. Gdy w miarę jak wzmagało się prześladowanie wiernych, oni podwajali swojéj świętéj gorliwości, schwytani zostali i w ciemne więzienie wtrąceni. Odwaga i stałość, z jaką wyznawali Chrystusa Pana wobec Wielkorządcy miasta, rozbudziła gniew jego, i ten kazał ubiczować ich okrutnie. Święci znieśli te męki z męstwem, które w podziwienie wszystkich pogan wprawiło. Napróżno rodzina ich używała różnych środków, aby ich przywieść do poddania się wyrokom cesarskim, nakazującym oddawać cześć bożkom, i skłaniała do tego aby przynajmniéj dla pozoru, że nie przestali być poganami, uczestniczyli w niektórych obrzędach publicznych. Marceli i Marek ani słyszeć o tém nie chcieli, i stawieni przed sędzią odpowiedzieli wręcz że pogaństwo poczytują za obrzydliwy i bezbożny zabobon, i że nie masz innéj prawdziwéj wiary, prócz chrześcijańskiéj. Sędzia widząc iż przywieść ich do odstępstwa nie może, skazał obydwóch braci na ścięcie. Rodzice i krewni ich, wielkie w Rzymie wpływy mający, uzyskali u Wielkorządcy zwłokę trzydziesto-dniową w wykonaniu wyroku, spodziewając się przez ten czas skłonić Marka i Marcelina do oddania czci bożkom, a przez to do uratowania im życia. Aby rodzinie ułatwić do nich przystęp, z rozkazu samego cesarza, święci z więzienia przeniesieni zostali do domu jednego z pierwszych urzędników zwanego Nikostrates. Tam cięższe poniekąd niż same męczeństwo, czekały ich próby z rodzicami i krewnemi, którzy nie przestawali w sposób najbardziéj do serca przemawiający, namawiać ich aby się na śmierć niechybną nie wystawiali. Ojciec ich Trankwilin i matka Marcya, to znowu ich żony z małemi dziećmi, przychodzili do nich, i zalewając się łzami błagali, aby nad sobą i nad nimi mieli politowanie. Do tych przyłączali się najbliżsi ich przyjaciele i krewni, i trudno wypowiedzieć na jakie ciężkie walki najtkliwsze ich uczucia wystawione były. Trankwilin poważny starzec, wskazywał" im na swoje białe włosy, i zawodząc się od płaczu błagał, aby się nad nim zlitowali. Matka padała im do nóg, i na wpół omdlała, prosiła ich aby jéj życie odebrali, żeby na ich śmierć nie patrzała. W całym domu rozwodziły się krzyki i płacze ich dzieci i żon, które trzymając dziatki na ręku, zaklinały ich, aby nie osierocali i nie poświęcali tych niewinnych ofiar. Przejścia zaś tak bolesne nietylko często się ponawiały, lecz trwały niemal po całych dniach i nocach.

Marek i Marcelin opierali się dość silnie tak trudnym do zwalczenia pokusom: wylewali i oni łez nie mało, lecz przez długi czas mężny opór stawili, i co tylko im żywa wiara w życie przyszłe i w nagrody jakie tam czekają tych którzy do końca przy wyznaniu Chrystusa wytrwają, podać do ust mogła, tém odpowiadali na to co do nich rodzice, żony, dzieci, krewni lub przyjaciele mówili. Wszakże całe trzydzieści dni takich męczarni serca, znużyło już było świętych Męczenników. Męstwo ich chwiać się zaczęło. Zdawało się, że coraz czulszymi stają się na łzy i prośby, któremi ich ciągle oblegano. Sama ich powierzchowność objawiała jakiś smutek, milczenie w którém się już częściéj zamykali, łzy które obficie leli, wszystko to zdradzało, że w walce jaką toczą, może im zabraknąć męstwa. Na szczęście, spostrzegł to święty Sebastyan dowódca pierwszego oddziału gwardyi cesarskiéj, który ich codziennie widywał, a który i sam był potajemnie chrześcijaninem. W samę więc porę przybył im na pomoc, i jak to zwykł był robić z innymi chrześcijanami, gdy ich widział w męstwie zachwianych: „cóż to jest bracia moi, rzekł do nich, otoście już u kresu waszego chwalebnego zawodu, a zdaje się że płacz waszych dzieci i krewnych, jakby was cofał na téj drodze do nieba. Czyż łzy ich miałyby przygasić w sercach waszych płomień miłości Boga, i żywość waszéj wiary? Gdzież się podziało męstwo chrześcijańskie, któregoście na poniesionych mękach dowiedli? Czyż płacz niewiast i dzieci ma was pozbawić korony która już na głowie waszéj spoczywa? Czyż dla nierozstania się z ojcem i matką, z którymi prędzéj czy późnićj musicie się rozłączyć, wyrzeczecie się Boga, który i was i ich stworzył na to abyście w Nim na wieki żyli.” A potém zwracając się ku obecnym rodzicom, żonom i krewnym Świętych, przemówił do nich z takim zapałem o prawdziwości wiary chrześcijańskiéj, o najwyższém szczęściu oddania życia za Jezusa Chrystusa, i w tak żywém i poruszającém świetle, przedstawił im nagrody jakie w tamtém życiu czekają wytrwałych wyznawców Chrystusa, a z drugiéj strony straszne męki przeznaczone dla odstępców – nietylko utwierdził Marka i Marcelina w ich mężnéj wytrwałości, lecz prócz tego nawrócił do wiary świętéj Nikostrata, w którego domu to się działo, żonę jego nazwiskiem Zoę, a także i Trankwilina i Marcyą rodziców naszych Świętych, jako téż i ich żony.

Trudno wyobrazić sobie jak wielką i świętą radością przejęci zostali Marek i Marcelin, z pozyskania Panu Jezusowi tych najdroższych ich sercu osób, a przez co Pan Bóg nagradzał tu jeszcze na ziemi ich stałość w wierze. Święty Marek miał długą przemowę, w któréj zwracając się głównie do rodziców, do swojéj i brata swego żony, zachęcał ich do wytrwałości i upominał aby gotowymi byli na wszelkie próby, na jakie ich wiara, wśród trwającego prześladowania, narażoną być może. Wszyscy we łzach się rozpływali, lecz byłyto już tylko łzy żalu za grzechy popełnione gdy byli poganami i łzy wdzięczności Bogu że ich błędów pogańskich wyrwać raczył. Nikostrates nawet tak się okazał spragnionym zostania chrześcijaninem, że oświadczył, iż póty nic w usta nie weźmie, póki Chrztu świętego nie przyjmie, a więźniów swoich w tejże chwili na wolność wypuścił. Lecz Święci młodzieńcy, ze swojéj strony pragnąc pozyskać koronę męczeńską, nie chcieli korzystać z tego.

Tymczasem termin trzydziesto-dniowéj zwłoki, wyznaczony przez Chromazego Wielkorządcę, upływał. Wtedy sam Trankwilin udał się do niego aby mu zdać sprawę z tego co zaszło, poruczając się całkiem Bogu w przewidywaniu co go za to czeka. Lecz zastał już i Chromacego chrześcijaninem, który z tego powodu tylko co urząd swój złożył. Następcą jego był niejaki Fabian, człowiek okrutny i zawzięty wróg chrześcijan. Wznowił więc proces świętych Marka i Marcelina, i wskazał ich na przybicie gwoździami za ręce i nogi do słupa.

Gdy wyrok ten spełniono na publicznym placu, przybył tam i Fabian, a zbliżywszy się do rusztowania na którém rozpięto Świętych, zawołał: „Możecie jeszcze życie sobie uratować: wyrzeczcie się wiary waszéj, a każę was zdjąć i wolnymi puszczę. Nie przedłużajcie więc męki swojéj.” Lecz na to odpowiedzieli mu oni: „Nigdyśmy tak roskosznie nie biesiadowali jak teraz gdy chętnie te męki ponosimy dla Jezusa Chrystusa, z którego miłości tu przybici jesteśmy. Oby nam cierpieć dał tak długo, dopóki tém skazitelném ciałem przyodziani jesteśmy.” Tyran odszedł, i tak rozpiętych pozostawił. Przetrwali w téj męce cały dzień i noc następną, a niezachwiani w wierze i męstwie, nie tracąc ani na chwilę swobody ducha, głośno na przemian odmawiali Psalmy, a najczęściéj powtarzali poczynający się od tych słów: O jako dobra i jako wdzięczna rzecz mieszkać braciom wspólnie 1.

Nazajutrz Fabian dowiedziawszy się że jeszcze żyją, kazał przeszyć ich dzidami. Spełniono ten wyrok, a Święci wymawiając głośno przenajświętsze imiona Jezusa i Maryi, oddali Bogu ducha dnia 18 Czerwca roku Pańskiego 286. Ciała ich pochowano najprzód przy drodze Ardeatyńskiéj, za Grzegorza zaś VIII roku 1582, wraz z ciałem Świętego Trankwilina ich ojca także umęczonego, przeniesione one zostały do kościoła świętych Kosmy i Damiana.

Pożytek duchowny

Podziwiając tych świętych Męczenników męstwo, którego dowiedli nietylko w przeniesieniu wielkich męczarni, lecz oraz i w opieraniu się namowom rodziców i krewnych, którzy ich do zaparcia się Chrystnsa przywieść chcieli, postanów mężny stawić opór wszelkim wpływom odwodzącym cię od tego czego po tobie domaga się Pan Bóg, chociażby wpływy takowe pochodziły od najdroższych ci osób.

Modlitwa (kościelna)

Spraw prosimy, Wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc pamiątkę męczeńskiéj śmierci świętych Marka i Marcelina, od wszelkich szkód grożących duszom naszym, za ich wstawieniem się, uwolnieni byli. Przez Pana na szego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 501–503.

Footnotes:

1

Psalm CXXXII. 1.

Tags: św Marek i Marcelin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Sebastian męstwo św Trankwilin Psalmy
2020-06-15

Św. Wita, Modesta i Krescencyi, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 363.

(Żywot ich wyjęty jest ze starych ksiąg męczeńskich kościoła Rzymskiego, i znajduje się u Bolandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Wit rodem z Sycylii, był synem bogatego i znakomitego obywatela téj wyspy, nazwiskiem Hylas. Przyszedł na świat w drugiéj połowie wieku trzeciego. Rodzice jego byli poganami, lecz szczęściem dla niego miał sobie przydanego domowego nąuczyciela Modesta, chrześcijanina, który i ucznia swojego do wiary świętéj przywiódł. Wit miał zaledwie lat dwanaście, kiedy już zasłynął ze swojéj pobożności i uczynków miłosierdzia. Był podówczas Wielkorządcą w Sycylii Waleryan, który gdy za panowania cesarzów Dyoklecyana i Maksymina wszczęło się prześladowanie chrześcijan, zawezwał do siebie Hylasa, i zagroził mu śmiercią syna, jeśli ten wyrzekłszy się Chrystusa Pana, nie odda publicznie czci bożkom pogańskim. Hylas, który bardzo kochał Wita, przyzwał go do siebie i rzekł do niego: „Cóżto ja dowiaduję się moje dziecko: mówią mi że i ciebie chrześcijanie oczarowali. Czyżby to być mogło abyś ty szaleństwo posuwał aż do tego stopnia, żebyś Żyda zawieszonego na krzyżu, czcił jak Boga, a przez to i gniew cesarzów ściągnął na siebie, i rodzinie naszéj taki wstyd przynosił?” A mówiąc to uściskał go i rozpłakał się. — „Mylisz się ojcze najdroższy, odpowiedział mu Święty, śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu, wydaje się szaleństwem tylko w oczach pogan, a jest najwyższą tajemnicą wiary prawdziwéj. Gdy człowiek, nędzne stworzenie, grzechem obraził Boga najwyższę istotę, konieczném było aby Bóg stawszy się człowiekiem, przywrócił ludzi do łaski Bożéj. Żadne bowiem inne zadośćuczynienie za to dostateczném być nie mogło. A ja nietylko wstydu rodzinie mojéj nie robię będąc chrześcijaninem, lecz jéj zaszczyt przynoszę.” Po odpowiedzi tak stanowczéj Hylas więcej nie nalegał.

Lecz gdy Pan Bóg przez tego małego chłopczynę wielkie cuda czynił, tak że na jego modlitwę kilku ślepych wzrok odzyskało, a wielu chorych, których przeżegnał, wyzdrowiało, doniesiono o tém Wielkorządcy Waleryanowi. Ten jak to zwykle robili poganie, przypisał to czarnoksięstwu, a przyzwawszy powtórnie Hylasa rzekł do niego w gniewie: „Ostrzegałem cię że syn twój jest chrześcijaninem, i spodziewałem się że sam go wyrwiesz z téj sekty: a teraz dowiadują się żeś tego nie uczynił, i że prócz tego jest on wielkim czarnoksiężnikiem. Każę więc stawić go przed moim trybunałem, a ty bądź temu obecny. Jeśli mnie nie usłucha, srogiéj poddam go karze."

Gdy przyprowadzono Wita, Wielkorzędca najprzód łagodnie w te odezwał się do niego słowa: „Dla czego moje dziecię, nie widuję cię w naszych świątyniach, kiedy bogom składamy ofiary? Czy nie wiesz że cesarze wskazali na najstraszniejsze męki wszystkich chrześcijan?” Na to dwunastoletni chłopaczek, nie okazując najmniejszéj obawy, tak mu odpowiedział: „Wiem o tém, dostojny panie, bo i sam bywałem obecny okrutnym mękom chrześcijan i podziwiałem ich stałość. Lecz dla czegoż wymagają po nas, abyśmy bryłom marmuru, albo kawałkom drzewa, oddawali cześć, która się Samemu Bogu należy? Oświadczam téż, że prócz tego Boga prawdziwego, nikomu innemu ofiary składać nie będę, bo więcéj nad Niego Bogów nie ma.” Usłyszawszy to Hylas, zaczął rozwodzić się w rozpaczliwych skargach, wołając: że jedynego syna swojego postrada. „Nie postradasz mnie, drogi ojcze, odpowiedział mu na to Wit święty, gdyż ja oddając życie moje za Jezusa Chrystusa, żyć będę na wieki, w społeczności Świętych.” Waleryan zdziwiony był wprawdzie roztropnością i odwagą tak młodego chłopca, lecz wierny swojemu okrutnemu posłannictwu, kazał go bez miłosierdzia chłostać przez katów. Po zadaniu mu téj męki, znowu pochlebnemi probował kusić go słowami, lecz napróżno. „Raz już powiedziałem, rzekł młodzieniec, że prócz Bogu mojemu Jezusowi Chrystusowi, żadnemu innemu czci nie oddam.” Po téj odpowiedzi Waleryan kazał wziąść Wita na tortury, a w chwili gdy go męczyć zaczęli, katom ręce pousychały, i sam Waleryan zawołał, iż w jednéj ręce władzę utracił. Co widząc i słysząc Hylas rzekł: „Teraz i ja przekonany jestem, że syn mój jest czarnoksiężnikiem.” — „Nie jestem czarnoksiężnikiem, odpowiedział Święty, lecz sługą Chrystusowym, który jak umarłych ożywiał, tak i rękę Wielkorządcy uleczyć może.” — „Niech się tak stanie, powiedział Waleryan, a przekonam się że Bóg którego wyznajesz jest Bogiem prawdziwym.” Wtedy Wit podniosłszy ręce do góry, tak się zaczął modlić: „Panie Jezu Chryste! dla tych którzy tu stoją, aby w Ciebie uwierzyli, proszę ulecz tę rękę!” i wnet zleczoną została. Wielkorządca oddał Wita ojcu mówiąc: „Weź go do domu i sam go nakłoń, aby bożkom ofiarę czynił.” Ojciec zaprowadziwszy syna do siebie, wszelkięmi sposobami usiłował odwieść go od wiary świętéj, a przyciągnąć do pogaństwa. Widząc iż najsurowsze środki nie pomagały, uciekł się do innych aby go niemi przynęcić. Wyprawiał dla niego biesiady, nasyłał niewiasty, otoczył go pochlebcami, zbytkami, a wszystko to w celu, aby go zepsuć i tém łatwićj od Chrystusa oderwać. Święty Wit, jak nie uległ mękom zadanym mu przez tyrana, tak i tym pokusom przez szatana wymyślanym mężny dawał opór, ciągle powtarzając: „Panie! nie dajże mi w te znowu uwikłać się sidła; niech duch piekielny zwodziciel, który mnie chce niemi zgubić, pohańbiony zostanie.”

Widząc ojciec iż nic i tym sposobem wskórać nie może, uwięził Wita; a razu pewnego, przez otwór który był w ścianie, przypatrując się co on robi, ujrzał go w gronie Aniołów, któryto widok tak go olśnił, że w tejże chwili wzrok stracił. Doradzono mu aby poszedł do świątyni Jowisza, i składając tam ofiarę, prosił o uzdrowienie. Uczynił to, lecz gdy zamiast przywrócenia wzroku, dostał jeszcze i strasznego bolu w oczach, pośpieszył do syna i błagał go aby on mu u Pana Boga uzdrowienie wyjednał. Wit uczynił to niezwłocznie, prosząc tylko ojca, aby gdy wzrok odzyska, został chrześcijaninem. Potém pomodlił się i Hylas przejrzał, lecz pomimo tego okrutniéj jeszcze z synem zaczął się obchodzić, a nawet postanowił go zgładzić. Wtedy Modest, ów jego nauczyciel który go był nawrócił, z mamką jego Krescencyą także chrześcijanką, wykradli Wita z więzienia w którém go ojciec trzymał, i uchodząc, schronili się we Włoszech, na jednéj z dolin przy rzece Padwie.

Tam gdy przebywali, a Wit opowiadał Chrystusa, wielu nawracał, i cuda wielkie czynił, córkę Dyoklecyana cesarza, zły duch opętał i wołał przez nią, że ją nikt nie uleczy jedno Wit, znajdujący się na takiéj a takiéj dolinie przy rzece Padwie. Posłał po niego Cesarz natychmiast, przywieziono go razem z Modestem i Krescencyą, i skoro wszedł do pokoju gdzie była cesarzówna, zły duch ją opuścił. Dyoklecyan chciał zatrzymać na dworze swoim Wita, lecz dowiedziawszy się że był chrześcijaninem, najprzód różnemi łagodnemi sposobami, a potém zagrożeniem mąk i śmierci, domagał się aby wiary odstąpił. Gdy tego uczynić nie chciał, wraz z Modestem i Krescencyą okutego w kajdany, do więzienia wtrącić kazał i głodem morzyć. Tam nocy jednéj wstrzęsło się całe więzienie, a to miejsce gdzie trzymani byli Święci, napełniła światłość niebieska, na co wszyscy strażnicy patrzyli.

W dni kilka, za wyrokiem cesarza, więźniowie skazani zostali na męki. Spostrzegłszy Wit że stary Modest nieco się lękał, rzekł do niego: „Nie bój się ojcze, bądź do końca mężnym, za chwilę czeka nas korona wiekuista.” Ponieważ cesarz wiedział jak już przedtém Wit w poniesionych mękach wytrwałym się okazał, więc przygotowawszy ogromny kocioł napełniony smołą, gdy ta od podnieconego ognia zawrzała, kazał weń wrzucić Świętego wraz z jego towarzyszami. Widziano jak wzburzona od kipienia smoła, miotała Świętymi, lecz po chwili zstąpił Anioł, zagasił ogień a Wit stanąwszy w środku kotła wołał: „Dziękuję ci cesarzu za tę miłą kąpiel, którąś nam przyrządził.” Na cud takowy lud krzyknął: „Wielkim jest Bóg chrześcijański” a młodzieniec wyskoczywszy z kotła, stanął przed Dyoklecyanem i rzekł: „Czyż takie widząc cuda Cesarzu, i ty w Boga prawdziwego nie uwierzysz?”

Lecz Dyoklecyan głuchy na to wszystko, kazał na świętych Męczenników lwa zgłodniałego wypuścić. Wyleciał ten z klatki ze strasznym rykiem, ale zbliżywszy się do nich, położył się u nóg Wita, lizać je począł, a on do Dyoklecyana: „Oto zwierzę dzikie uznaje Boga chrześcijańskiego, a ty rozumem obdarzony nie chcesz uwierzyć w Niego!” Co usłyszawszy Cesarz, dał znak gotowym oprawcom aby porwali Świętych na tortury, i męczyli ich aż do zadania im śmierci. Darli ich ciała kaci hakami, już odkryte wnętrzności widzieć można było; lecz w tejże chwili dało się czuć tak straszne trzęsienie ziemi, że kilka świątyń pogańskich obaliło się, i powstała okropna burza z błyskawicami i piorunami, z których jeden padł przed trybunałem na którym zasiadał Dyoklecyan. Lud wszystek i on sam przerażeni uszli z placu, a oto znowu zstąpił Anioł z nieba i Wita, Modesta i Krescencyą podniosłszy zdrowych z rusztowania na którém ich męczono, uniósł nad rzekę Po, na tęż dolinę z któréj ich Cesarz kazał był sprowadzić. Skoro się tam znaleźli, żal się im zrobiło że ich śmierć w męczeństwie nie spotkała, i uklęknąwszy prosili Pana Jezusa aby ich téj zasługi nie pozbawiał. Wysłuchał ich Pan Bóg, i w tejże chwili pomarli. Stało się to 15 Czerwca, roku Pańskiego 363.

Pożytek duchowny

Przedziwne sprawy świętych Męczenników których żywot na dzień dzisiejszy przypada, niech cię pobudzą do uwielbienia Boga w Jego cudach, które On dla tego przy śmierci Swoich wyznawców za wiarę ginących często ponawiał, aby nas w niéj utwierdzić. Lecz pomnij że Pan Bóg chce abyśmy nie tylko mieli wiarę, lęcz i postępki nasze do jej przepisów stosowali.

Modlitwa (kościelna)

Daj nam, prosimy Cię Panie, za pośrednictwem świętych Męczenników Twoich Wita, Modesta i Krescencyi, nie wbijać się w pychę, lecz w miłéj Tobie cnocie pokory ciągły postęp czynić; abyśmy wszelką brzydząc się zdrożnością, wszelkie dobro chętnie z miłości ku Tobie, spełniali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 492–494.

Tags: św Wit św Modest św Krescencja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik wiara
2020-06-11

Św. Barnaby, Apostoła

Żył około roku Pańskiego 61.

Żywot jego wyjęty jest z dziejów Apostolskich i podania Kościelnego.

Święty Barnaba z żydowskiego narodu pochodzący, a z pokolenia Lewi, urodził się na lat kilka przed Chrystusem Panem, na wyspie Cyprze, gdzie jego rodzina oddawna mieszkała. Miał imię Józef, i dopiéro po Wniebowstąpieniu Pańskiém, Apostołowie nadali mu imię Barnaby, które w języku hebrajskim znaczy Dziecię pocieszenia, a to z tego powodu, iż posiadał on szczególny dar od Boga pocieszania każdego w jakiémkolwiek strapieniu będącego. Należał do liczby Apostołów, lecz do téj godności nie przez samego Pana Jezusa jak inni był powołany, lecz dopiéro późniéj przez Ducha Świętego razem z Pawłem świętym wybrany został do ogłaszania Ewangelii. Rodzice jego wielkie posiadali dobra, odebrał téż najstaranniejsze wychowanie. Gdy podrósł, wysłano go do Jeruzalem, dla kończenia tam nauk pod sławnym mistrzem Gamalielem, gdzie ucząc się wraz ze świętymi Pawłem i Stefanem, od téj pory w ścisłéj z nimi zostawał zażyłości. Jako potomek pokolenia Lewi, przeznaczonym będąc do służby w świątyni Pańskiéj, sposobił się do tego pilnie czytając księgi święte, i wyuczając się wszystkiego co się religii tyczyło, a obok tego odznaczał się najprzykładniejszém postępowaniem. Przebywał ciągle z najuczeńszymi kapłanami, wiele czasu przepędzał na modlitwie w Świątyni, i uchodził za jednego z najcnotliwszych mężów swojego czasu.

Gdy nadeszła błogosławiona chwila, kiedy Syn Boży zaczął ogłaszać Swoję naukę i cudami zasłynął, Barnaba, który wyglądał z upragnieniem przyjścia Zbawiciela, w pierwszém spotkaniu Pana Jezusa, a było to przy uzdrowieniu sparaliżowanego, upadł mu do nóg i prosił aby go w liczbę Swoich uczniów przyjął. Pan Jezus w tejże chwili wyświadczył mu tę łaskę, a Barnaba pełen miłości bliźniego, chcąc czém prędzéj i rodzinę swoję zrobić uczestniczką szczęścia jakiego dostąpił, udał się do niéj i oznajmił iż znalazł oczekiwanego Zbawiciela świata. W Jeruzalem mieszkała ciotka jego, imieniem Marya, matka Jana przezwanego Markiem: najprzód tedy ją z całą rodziną i domownikami nawrócił, i odtąd w jéjto błogosławionym domu przebywał Pan Jezus, ile razy znajdował się w Jerozolimie, a po Wniebowstąpieniu Pańskiém, był to główny przytułek Apostołów i uczniów Chrystusa Pana.

Od téj pory święty Barnaba obiegał miasta i wioski, ogłaszając Ewangelią, i wiele cudów czyniąc. Po śmierci zaś Pana Jezusa, sprzedał całą swoję znaczną majętność którą odziedziczył po rodzicach, i wszystko co wziął za nią oddał Apostołom, dla rozdzielenia tego pomiędzy ubogich. Dowiedziawszy się że towarzysz jego szkolny Szaweł, późniejszy Paweł, zaślepiony fałszywą gorliwością prześladował chrześcijan, dokładał wszelkiego starania aby go nawrócić, jednak wyrwać go z błędów nie mógł. Lecz gdy Sam Pan Jezus cudownym sposobem powołał świętego Pawła, ten przybywszy do Jerozolimy, udał się niezwłocznie do Barnaby, a zdawszy mu sprawę ze swojego nawrócenia, prosił aby go Apostołom przedstawił. W kilka lat potém, gdy w Antyochii, jedném z największych miast ówczesnych, wielu już wiarę przyjęło, Apostołowie wysłali tam świętego Barnabę, aby ich w wierze świętéj utwierdzał i zasad jéj nauczał. Jakoż, przybywszy tam i takowe posłannictwo swoje gorliwie spełniał i wielką liczbę pogan i Żydów nawrócił, tak że wkrótce potrzebował pomocników do uprawiania téj nowéj roli Chrystusowéj.

Dowiedziawszy się że święty Paweł znajdował się w mieście Tarsie w Cylicyi, udał się do niego i sprowadził go z sobą do Antyochii. Po roku wspólnéj tam pracy, takich gorliwości Pan Bóg pobłogosławił, że w témto mieście najprzód wierni otrzymali nazwisko Chrześcijan, i jawnie, wspólnie i publicznie obrzędy swoje odprawiać zaczęli. Podczas kiedy oni w kraju tym Kościoł święty zakładali, razu pewnego gdy wielu kapłanów i pasterzy nowonawróconego ludu, po długim poście trwało na modlitwie, Duch Święty rzekł do nich: „Odłączcie mi Szawła i Barnabasza ku sprawie do któréj ich wziąłem”: 1 to jest na ogłaszanie Ewangelii poganom. Wnet tedy przez włożenie na nich rąk, wyświęceni zostali na Biskupów i zamianowani Apostołami. Niezwłocznie téż święty Barnaba wraz ze świętym Pawłem, udali się najprzód do Seleucyi, ztamtąd do wyspy Cypru, następnie do Pamfilii, i aż wgłąb Azyi do miasta także nazwiskiem Antyochia Pizydyńska, gdzie o mało nie zostali ukamienowani. Uszli jednak śmierci, lecz naraziwszy się na największe niebezpieczeństwa, wygnani zostali. Ztamtąd udali się do Ikonii, gdzie nawrócili wielu Żydów i znaczną liczbę pogan. Przybywszy do miasta Istryi w Likaonii, święty Barnaba tak wiele cudów uczynił, że poganie zdumieni wzięli go za bożka Jowisza; zbiegli się do niego tłumnie i chcieli palić mu ofiary. Święci Apostołowie przejęci litością nad ich zaślepieniem, starali się wyświecić im prawdy Ewangelii, i już zaczęli się poganie nawracać, kiedy przybyli z Ikonii żydzi, wmówili w nich iż Barnaba i Paweł są czarnoksiężnikami, znanymi ze swego oszustwa w innych krajach. Uwiedziony motłoch rzucił się na nich, i o mało ich nie ukamienował. Wtedy opuścili Ikonią i poszli do miasta Derbu.

W tych wycieczkach swoich, w których tyle wycierpiał święty Barnaba, nawrócił wielką liczbę Żydów i pogan, i wszędzie pozakładał kościoły, obsadzając ich Biskupami i Kapłanami. Potém rozłączył się ze świętym Pawłem, gdyż postanowili byli każdy zosobna, zwiedzać kościoły przez siebie już założone. Paweł więc, wziąwszy z sobą Silasa, udał się do Syryi i Cylicyi, a święty Barnaba wsiadłszy na okręt z Markiem, popłynął do wyspy Cypru.

Tyle wiemy o nim z księgi Dziejów Apostolskich: podanie zaś przydaje, że po wycieczce swojéj do Cypru, ten święty Apostoł głosił jeszcze słowo Boże w Liguryi, gdzie pierwszy przyniósł wiarę świętą, i nakoniec dotarł aż do miasta Medyolanu we Włoszech, którego był pierwszym Biskupem. Piszą iż siedem lat rządził tą dyecezyą, nie ciągle jednak w Medyolanie przebywał. Przejęty wielką gorliwością, robił wycieczki w różne strony, pomiędzy innemi doszedł i do miasta Bergamu i Brescii, gdzie dotąd jest ołtarz przy którym miewał Mszę świętą. Po upływie tych lat siedmiu, wyświęcił na Biskupa świętego Anatalona, i na miejsce go swoje na stolicy Medyolańskiéj obsadziwszy, powrócił do Cypru swojéj ojczyzny, któréj Kościoł miał, zdaje się, najwięcéj na sercu. Wielką tę wyspę przebiegał ciągle, nie opuszczając żadnego miasta ani wioski, nawracając wszędzie gdzie jeszcze spotykał pogan i Żydów, wyświęcając kapłanów, zaprowadzając obrzędy kościelne, utwierdzając nowych chrześcijan w wierze, i ciągle głosząc im naukę świętą. Nareszcie osiadł w Salaminie, stolicy téj wyspy; a że tam zastał jeszcze wielu starozakonnych uporczywie przy swoich błędach obstających, w każdą sobotę szedł do Synagogi, i w niéj z Pismem Bożém w ręku, i z wymową Duchem Świętym natchnioną dowodził im, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym i Zbawicielem przez proroków przepowiedzianym.

Wielu pozyskał Chrystusowi Panu; lecz inni uparci w swoich błędach, przewidując że wkrótce wszystkich pociągnie za sobą święty Barnaba, uknuli spisek na jego życie. Mąż Boży dowiedział się o tém, i łatwo mu było uchronić się przed grożącą mu śmiercią, wszakże spragniony poniesienia męczeństwa, nie uczynił tego. Owszem, dnia pewnego zgromadziwszy uczniów swoich, powiedział im iż spodziewa się wkrótce umrzeć za Jezusa Chrystusa; odprawił Mszę świętą w ich obecności, i wielkiéj liczbie wiernych wtedy zgromadzonych, sam rozdał przenajświętsze Ciało Pańskie. Potém powiedziawszy tylko Markowi, że był to już ostatni dzień jego życia, i że przychodzi mu stwierdzić rozlaniem krwi własnéj to co od tak dawna ogłasza, wszedł do Synagogi, aby tam według swego zwyczaju, rozprawiał przed Żydami. Lecz zaledwie otworzył usta, mając mówić o Jezusie Chrystusie jako prawdziwym Mesyaszu, aż oto Żydzi, wszcząwszy wrzask wielki, rzucili się tłumnie na niego, i wywlokłszy go za miasto ukamienowali. Następnie chcieli spalić jego ciało, aby mu chrześcijanie czci pośmiertnej jako Męczennikowi nie oddali, lecz ogień najsilniéj rozniecony, błogosławionych zwłok sługi Bożego tknąć się nie chciał. Gdy odeszli. Marek pochował je za miastem, a miejsce to późniéj przezwaném zostało miejscem uzdrowienia, z powodu wielu cudów, jakich tam chorzy doznawali, wzywając pośrednictwa tego świętego Apostoła.

Męczeństwo świętego Barnaby nastąpiło 11 Czerwca, roku Pańskiego 61. W roku zaś 485 gdy ciało jego wydobyto, znaleziono na piersiach jego Ewangelią świętego Mateusza, własną jego ręką przepisaną, którą panujący podówczas cesarz Zeno, kazał w złoto oprawić, a na miejscu gdzie był pochowany święty Barnaba, wybudował wielki kościoł z klasztorem.

Pożytek duchowny

Święty Barnaba tak czcił Ewangelią świętą i tak w niéj się rozmiłował, że ją przy sobie nosił ciągle, z nią na piersiach śmierć męczeńską poniósł, i z nią w kilkaset lat po śmierci znaleziony został. Szczęśliwy kto tę świętą Księgę w sercu swojém nosi przez jak najwierniejsze stosowanie się do niéj postępkami całego życia swojego, bo przez to i w godzinę śmierci, jakby z nią na piersiach umierać będzie.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który nas błogosławionego Barnaby Apostoła Twojego zasługami i pośrednictwem wspierasz, spraw miłościwie, abyśmy za jego wstawieniem się prosząc o Twoje dobrodziejstwa, darów Twojéj łaski z miłosierdzia Twego dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 480–482.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 481

Święty Barnaba odznaczał się cnotą skromności i pokory. Nigdy się nie chwalił i nie wysuwał na pierwsze miejsce, chociaż ono nieraz mu się należało, a przy tym był pilny w wykonywaniu obowiązków, jakie na siebie przyjął. Zyskał też przez to u Boga wielkie zasługi, tak że może nam służyć jako wzór godny naśladowania.

Różni są ludzie na świecie, cierpliwi, miłosierni, hojni dla ubogich, czystość miłujący, czy nawet umartwionego życia, ale prawdziwa pokora rzadka jest pomiędzy nimi, a jednak tylko ten jest prawdziwym i dobrym \ chrześcijaninem, kto jest prawdziwie pokorny.

Filozofowie pogańscy wiele mówili i pisali o różnych cnotach, ale cnoty pokory nawet z imienia nie znali. Dlatego Pan Jezus kazał się jej uczyć od Niego, bo wiedział, że tej cnoty gdzie indziej nie znajdzie, prócz Matki Jego Najświętszej Maryi Panny. Cnota pokory nie ma nic wspólnego ze stanem. Wielcy tego świata powinni się korzyć przed mocną ręką Boską, powinni pamiętać, że tego samego mają Boga nad sobą, co i ich poddani; to samo prawo, ta sama Ewangelia obowiązuje tak pana jak i chłopa. Zajmujący wysokie stanowiska na ziemi mają pamiętać, że najniżsi poddani zaćmią ich swą świetnością i blaskiem w Niebie, jeżeli teraz ci prostaczkowie posiadają większą pokorę.

Naśladujmy wszyscy pokorę świętego Barnaby, albowiem skromnych i pokornych ludzi więcej szanują niż zarozumiałych, a Bóg szczodrze ich wynagradza.

Footnotes:

1

Dzie. XIII. 2.

Tags: św Barnaba „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik św Paweł Gamaliel Ewangelia pokora
2020-06-09

Św. Pryma i Felicyana, braci Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 287.

(Żywot ich wyjęty z akt męczeńskich Kościoła Rzymskiego, znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święci Prym i Felicyan bracia, byli zamożnymi i znakomitego rodu obywatelami miasta Rzymu. Żyli w drugiéj połowie wieku trzeciego. Zrodzeni w pogańskiej religii, do lat pięćdziesięciu w błędach jéj pogrążeni byli, lecz za Papiestwa Feliksa I, a cesarstwa Adryana, i jak piszą za wpływem samego Ojca świętego, wyrzekli się bałwochwalstwa i wiarę chrześcijańską przyjęli, niemłodzi już wtedy będąc. Kilka srogich prześladowań wiernych przebyli szczęśliwie, chociaż od chwili swojego nawrócenia, wiodąc życie bardzo świątobliwe, z wielkiém poświęceniem oddawali się różnym uczynkom miłosierdzia. Pomimo tego jednak, zawziętość pogańska na chrześcijan oszczędzała ich jakby cudownie, i tak spędzili oni całe lat trzydzieści, późnéj doczekawszy starości. Lecz gdy za Maksymina i Dyoklecyana, rozsrożyło się prześladowanie i potoki krwi chrześcijańskiéj wszędzie płynęły, byli i oni z liczby tych którzy wpadli w ręce tyranów. Poganie zanieśli skargę że z powoduto głównie tych dwóch braci, jedno ich bożyszcze, w największéj w mieście całém czci będące oniemiało i wyroczni ogłaszać nie chce; a zatém że idzie tu o dobro całéj ich religii i cesarzów, którzy mogą państwo postradać, jeżeli na postępowanie tych dwóch znakomitych obywateli Rzymu, władza obojętnie patrzeć będzie. Maksymin tedy i Dyoklecyan postanowili sami ich sądzić, i niezwłocznie kazali ich pojmać i w więzieniu osadzić. Lecz pierwszéj nocy w któréj ich tam zamknięto, stanął przed nimi Anioł, kajdany ich skruszył i na wolność wyprowadził.

Święci bracia pewni już byli iż śmierci nie ujdą, i z upragnieniem oczekiwali korony męczeńskiéj. Wyzwoleni cudownie, dzięki Bogu za to złożyli, lecz zasmucili się wielce, widząc że ich szczęście wylania krwi za Jezusa Chrystusa omija. Gorąco więc prosili Boga, aby im tego nie odmawiał, a obdarzył łaską poniesienia męczeństwa. Otrzymawszy przeto szczególne Ducha Świętego natchnienie, sami stawili się przed cesarzami, oświadczając iż są tymi chrześcijanami których oni uwięzić kazali. Męstwo takowe nie zjednało im wcale tyranów, owszem tém większym obruszeni gniewem, zapowiedzieli im że albo cześć mają oddać bożkom pogańskim, albo przenieść straszne męki i na śmierć być wskazanymi. – „Nie będziemy składać ofiary bałwanom waszym, odrzekli na to błogosławieni bracia, gdyż mamy inną ofiarę którą poświęcamy Bogu prawdziwemu. Poczytujemy zaś za istne szaleństwo, oddawanie czci bałwanom z ołowiu lub żelaza ulanym. Zresztą od męki żadnéj nie wymawiamy się, lecz jéj z całego serca pragniemy dla osiągnienia wiekuistéj nagrody, którą Pan Bóg obiecał tym, którzy dla Niego światem tym i życiem doczesném wzgardzą.”

Rozgniewani cesarze kazali ich okrutnie smagać rózgami,dopóki wiary się nie zaprą; a gdy oba mężnie przy niéj trwali straszne poniosłszy katusze, odesłali ich do Promota Wielkorządcy Numetańskiego, który uchodził za najzapamiętalszego wroga chrześcijan, i znany był z mąk najokrutniejszych jakie na nich wynajdywał.

Ten najprzód wtrącił ich do więzienia podziemnego, w którém powietrze było bardzo zepsute, i szkaradną woń wydawało, i przez kilka dni trzymając ich tam głodem morzył, żadnego zgoła nie dając im posiłku ani napoju. Po kilku dniach zawezwał ich przed siebie, i rzekł z przybraną powagą: „Wolą moich najwyższych panów, cesarzów, jest abyście niezwłocznie złożyli ofiarę bogom naszym.” A oni mu na to odpowiedzieli: „Nie nazywaj najwyższymi panami tych, którzy takich rzeczy domagają się od chrześcijan i w niewinnéj krwi ich brodzą: jeden tylko jest Pan najwyższy, a tym jest Bóg chrześcijański Jezus Chrystus, któremu cześć oddajemy.” Po takiéj odpowiedzi, Wielkorządca sądząc iż łatwiéj ich zmusi do odstępstwa wiary, gdy ich rozdzieli i gdy obecność jednego nie będzie dodawała męstwa drugiemu, kazał Pryma odprowadzić do więzienia, a pozostawszy z samym Felicyanem rzekł do niego: „Litość mnie bierze nad twoim wiekiem sędziwym, i ty sam ulituj się nad starością twoją, i złóż ofiarę Jowiszowi, któréj domagają się od ciebie cesarze.„ – „Niech się ulituje nad starością moją Jezus Chrystus, odrzekł mu starzec, który jak mnie dotąd w Swój świętéj wierze zachował, tak niech raczy dać abym w niéj aż do końca wytrwał. Twoje postrachy, za Jego łaską, nie zmienią serca mojego.” Widząc Promotus że tym sposobem nie wskórać nie może, kazał go zbić okrutnie ołowianemi kulami, a gdy go ciężko stłuczonego podnieśli z ziemi, znowu go kusić zaczął mówiąc: „Nie upieraj się dłużej przy swojém, a zrobiwszy wyznanie wiary w bogi cesarskie, używaj spokojnie lat jakie ci jeszcze do życia pozostają.” – „Mam już lat ośmdziesiąt, odrzekł na to mąż Boży, a trzydzieści w służbie Chrystusowéj przeżyłem: będę Mu już służył do końca, a spokoju i szczęścia tylko tego pragnę, do którego On mnie w wieczności wzywa.”

Tyran podwoił okrucieństwa: kazał go przybić do drzewa rękoma, i nogami przeszytemi gwoździami, a na rozpiętego w tym stanie na rusztowaniu, zawołał: „Póty tak wisieć będziesz aż wolę cesarzów spełnisz” – a Felicyan zaczął opiewać chwałę Bożą w te słowa psalmu Dawidowego: „Pan pomocnikiem moim, nie będę się bał coby mi uczynił człowiek” 1. Tyran znowu do niego: – „Nieszczęsny nędzniku, upamiętaj się, bo inaczéj jeszcze cięższe zadam ci męczarnie: wyrzecz się Chrystusa.” A Felicyan na drzewie przybity odrzekł: „Jakże Stwórcy Nieba i ziemi wyprzeć się mam, a bałwanom cześć oddawać?” Potém modlił się głośno mówiąc: „Dzięki ci składam Panie Jezu Chryste, żeś mnie raczył zaliczyć pomiędzy tych którzy dla imienia Twego cierpią.”

Tak zawieszonego trzymał Wielkorządca przez całe trzy dni, a Święty ciągle się modlił, i cudownie wsparty łaską Bożą, wytrzymał tę mękę. Po trzech dniach kazał go tyran zdjąć, i ubiczowanego wtrącił do więzienia, a przyzwawszy do siebie Pryma, powiedział mu że że brat jego już usłuchał cesarza i bogom ofiarę złożył, i że za to na cesarskim dworze wysoki urząd otrzymał; w końcu przydał że i jego toż samo czeka, jeżeli i on pokłoni się bałwanom. Na to odpowiedział mu Prymus: „Dobrześ rzekł że brat mój usłuchał cesarza, ale cesarza niebieskiego. Anioł objawił mi wszystko co się z nim stało.” Wtedy sędzia kazał go obić kijami i pochodniami palić mu boki, a gdy w téj męce Święty powtarzał te słowa Pisma Bożego: „/Ogniem mnie doświadczasz Boże jako srebro/ 2, Ciebię chwalę, a tego co mi słudzy szatańscy zadają nie czuję”, Wielkorządca kazał mu lać w usta ołów roztopiony, który on pił jak wodę, a ujrzawszy w téj chwili nadchodzącego Felicyana zawołał: „Oto za chwilę bracie drogi, pójdziemy do chwały niebieskiéj, a tam nikt już nas nie rozdzieli.”

Promotus przypisując te wszystko czarom, wskazał świętych braci na pożarcie przez dzikie zwierzęta. Wprowadzono ich do cyrku, te jest na plac na to przeznaczony i wypuszczono dwa lwy rozjuszone. Ryknęły strasznie aż całe miasto się przeraziło, lecz przybliżywszy się do sług Bożych, przy nogach się ich położyły. Puszczono niedźwiedzie dzikie i wygłodzone, lecz i te jak baranki ani ich tknąwszy, wokoło nich chodziły. Święci zaś rzekli: „Oto dzikie zwierzęta znając Boga, wyznawców jego tknąć nie chcą, a ty sędzio na obraz Jego stworzony, uznać Go nie chcesz i wymagasz abyśmy się Go wyparli!” Tymczasem lud licznie zgromadzony na widok takich cudów głośno wołał: „Prawdziwy jest Bóg chrześcijański Jezus Chrystus” i nawróciło się wtedy więcéj niż pięćset rodzin pogańskich. Przerażony tém Wielkorządca, co prędzéj odszedł z placu, i wydał rozkaz aby świętych Męczenników za miastem mieczem stracono, a ciała ich wyrzucono na pastwę zwierzętom. Ale te i po śmierci tknąć ich nie śmiały. Ścięci zostali dnia 9 Czerwca roku Pańskiego 287. Felicyan miał wtedy lat 90, a Prym mało co był od niego młodszy. Wierni pochowali ich ciała, a gdy prześladowanie ustało, wystawili na ich grobie kościół pod ich wezwaniem.

Pożytek duchowny

Pan Bóg, przez wzgląd na Swoich wiernych wyznawców, cudem wszechmocności Swojéj często wstrzymywał srogość dzikich zwierząt, które tknąć ich nie śmiały. Proś Pana Boga aby za pośrednictwem dzisiejszych Męczenników, których to właśnie spotkało, raczył Bóg dobry tak uśmierzyć srogość namiętności nacierających na duszę twoję, aby ci one żadnéj nie przyniosły szkody.

Modlitwa (kościelna)

Daj nam prosimy Panie, Męczenników Twoich Pryma i Felicyana tak zawsze święto obchodzić, abyśmy za ich pośrednictwem, miłosierdzia Twojego nad nami opieki doznali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 474–476.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 475

Święci Męczennicy, przemawiając do pogan, zawsze przypominali, że bezbożnych oczekują w przyszłym życiu męki, byli zatem zawsze przekonani, że piekło istnieje. Nie mniej i poganie musieli o tym wiedzieć, gdyż w przeciwnym razie owi Święci nie byliby z nimi mówili o piekle. Wszystkie ludy na świecie mają wiarę, że istnieje inne jeszcze życie prócz ziemskiego i nagroda za dobre, a kara za złe uczynki. Skądże te ludy wiedzą o tym, skoro nigdy Ewangelii świętej nie słyszały? Mają to przekonanie wpojone od dziadów i pradziadów, a ci znów otrzymali je w spadku od swych przodków, tak że stąd możemy wnosić, iż wiarę tę sam Bóg wpoił pierwszym ludziom na świecie.

Piekło jest czymś okropnym, a jednak wierzą w nie wszystkie ludy – musi zatem być prawdą, że piekło istnieje. Sumienie twoje i rozsądek twój zapewne także uznają, że piekło istnieje.

Bez wiary w nagrodę za dobre uczynki, a karę za złe nie może istnieć społeczeństwo ludzkie. Gdyby bezbożny nie miał się obawiać kary za złe czyny, któż by sobie dał radę z złością ludzką? Świat cały byłby jedną jaskinią zbójców. Tysiące ludzi wystrzega się złych czynów z bojaźni przyszłej kary, a któż by ich powstrzymał, gdyby ich nie przerażała myśl o piekle?

Wiadomość o istnieniu piekła mamy od samego Chrystusa, który wyraźnie grozi grzesznikom karą wieczną za grzechy tutaj popełnione. To samo powtarzają Apostołowie i tego samego uczy Kościół święty.

Jeżeli żyjemy cnotliwie, nie mamy się czego obawiać. Najlepszy na to sposób: rozpamiętywajmy codziennie, na jakie kary i cierpienia narażeni będą bezbożni w przyszłym życiu, miejmy zawsze skutki grzechu przed oczyma, a będziemy grzechy nienawidzili i żyli cnotliwie.

Footnotes:

1

Psal. CXVII.

2

Psal. LXV. 10.

Tags: św Prym św Felicjan „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik nawrócenie piekło
2020-06-07

Św. Pawła, Biskupa Carogrodzkiego i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 351.

(Żywot jego napisany przez Teodoreta, znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Paweł, którego męczeństwa dziś uroczysta pamiątka przypada, był jednym z tych sławnych Biskupów, którzy w czwartym wieku, wraz ze świętym Atanazym, bronili wiary świętéj, przeciwko rozszerzającéj się wtedy herezyi aryańskiéj, i z téj przyczyny wiele wycierpieli. Był rodem z Tessaloniki w Macedonii. Pobożnie i starannie przez rodziców wychowany, w młodości odznaczył się jak świątobliwością tak i niepospolitą biegłością w naukach. Przybywszy do Carogrodu, gdy na téj patryarchalnéj stolicy zasiadał święty Metrofan, zwrócił na siebie szczególną jego uwagę. Arcybiskup ten skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, i Aleksandrowi którego jako Teologa posyłał w swoje miejsce na Sobór Nicejski przydał za sekretarza. Tam zawiązał on stosunki ze Świętym Atanazym, z którym odtąd w ścisłéj aż do śmierci zostawał przyjaźni. Święty Aleksander, zostawszy po śmierci świętego Metrofana Arcybiskupem Carogrodzkim, wyświęcił Pawła na kapłaństwo, i powierzył mu głoszenie słowa Bożego w swojéj stolicy. Święty pracując w tym zawodzie, najzbawienniejsze na wszystkich mieszkańców sprowadzał owoce. Wielkie to miasto, zarażone już wielu kacerstwami, a nawet wtedy głośne ze skażenia obyczajów, inną jeszcze więcéj, Paweł wytępił panujące tam błędy, rozżywił w ludzie ducha pobożności, i okazał się jednym z najdzielniejszych sekty aryańskiéj pogromcą. Święty Aleksander umierając, objawił duchowieństwu życzenie, aby w jego miejsce obrano świętego Pawła, lecz aryanie popierali jednego ze swoich, nazwiskiem Macedoniusz. Wszakże stronnictwo katolickie przemogło, Paweł wybrany i na Arcybiskupa wyświęcony został, z wielkiém zadowoleniem duchowieństwa i ludu.

Tymczasem aryanie użyli wszelkich środków aby się pozbyć Pasterza, którego znali dobrze gorliwość w ściganiu ich błędów. W tym celu oskarżyli świętego Pawła przed cesarzem Konstantynem, i oszczerstwa na niego miotane tak przebiegle fałszywemi dowodami poparli, że uwiedziony Cesarz, świętego Pawła, który zresztą obojętny na to co go spotka słabo się bronił, wskazał na wygnanie do Pontu, nie obsadzając jednak Biskupstwa Carogrodzkiego, innym Pasterzem. Nasz Święty na wygnaniu tém spędził lat kilka, i dopiéro po śmierci Konstantyna powrócił na swoję stolicę, równie jak i inni Biskupi przez tego cesarza wygnani. Miasto całe przyjęło go z oznakami wielkiéj radości i czci głębokiéj. Ubodzy szczególnie, wdowy i sieroty których był ojcem, wyszli na jego spotkanie, i ze łzami go witali. Przywrócony do swojéj godności, chociaż wiedział dokładnie kto byli ci co go głównie czernili i sprawcami stali się jego wygnania, nie tylko ich nie karał, nie tylko nie dał im uczuć najmniejszego żalu, lecz pomny na słowa Chrystusa Pana mówiącego: „Dobrze czyńcie tym którzy was mają w nienawiści”, 1 szczególną okazywał im łaskawość. Gdy niektórzy z nich w niedostatek zapadli, wspaniałomyślnie ich wspierał, i wielu przez to nie tylko sobie, lecz i Kościołowi pozyskał, wyrywając ich z aryanizmu.

Lecz nie długo i ta razą, nieprzyjaciele wiary świętéj dali mu zażywać spokoju. Konstancyusz który po Konstantynie ojcu swoim na tron wstąpił, uwiedziony także intrygami aryanów, przybywszy do Carogrodu, niezwłocznie wywarł gniew swój na Świętego. Podżegany od jego nieprzyjaciół, którzy zagorzałego aryanina Euzebiusza z Nikomedyi, na miejsce Pawła obsadzić starali się, postanowił pozbyć się go koniecznie. W tym celu zgromadził zbór z Biskupów na dworze jego przebywających, a którzy wszyscy zarażeni byli herezyą aryańską. Ci świętego Patryarchę, nie zawezwawszy nawet na sądy, od Biskupstwa bezprawnie odsądzili, a Cesarz skazał go na wygnanie, na miejsce jego wtrącając Euzebiusza.

Święty Paweł, to powtórne swoje wygnanie, przyjął z pokorném poddaniem się dopustowi Bożemu, a widząc iż już ludowi swojemu przewodniczyć nie może, i na całym Wschodzie, gdzie aryanie popierani przez Cesarza rozwielmożnili się byli, spokoju nie znajdzie, udał się do téj części kraju, która podlegała cesarzowi Konstantemu. Tam osiadł w Trewirze, gdzie zastał i świętego Atanazego, i gdzie Biskup miejscowy święty Maksymin, przyjął go jak Męczennika za wiarę, i wszelkim sposobem starał się osładzać mu gorycze wygnania. Wkrótce potém, wraz ze świętym Atanazym i wielu innymi Biskupami prześladowanymi na Wschodzie, udał się Paweł do Rzymu. Papież Juliusz przyjął go bardzo łaskawie, a na Soborze tam podówczas zgromadzonym, rozpatrzywszy sprawy Biskupów wygnanych ze Wschodu, i nieprawnie przez aryanów ze Stolic swoich złożonych, władzą swoją przywrócił prawych Pasterzy do ich dyecezyi. Śmierć przywłaszczyciela Euzebiego, która nastąpiła przy końcu roku 341, ułatwiła świętemu Pawłowi powrót do Carogrodu. Przewidywał on że go tam nowe niebezpieczeństwa czekają, lecz że wolą Papieża było aby wracał do swojéj owczarni, spełnił to chętnie. Przewidywania jednak jego, nie były płonnemi. Wprawdzie i tą razą katolicy uszczęśliwieni iż się pozbyli nieprawnego aryańskiego Biskupa, przyjęli go jak wprzódy z oznakami wielkiéj czci i radości, lecz aryanie, których stronnictwo ze śmiercią Euzebiego nie przycichło, nowe na niego uknuli spiski. Dwóch ich głównych przewódców: Teogoniusz z Nicei i Teodor z Heraklei, aryańscy Biskupi, wyświęcili Macedoniusza na Patryarchę Konstantynopolitańskiego. Odszczepieniec ten, poparty silném swojém stronnictwem, zasiadł na stolicy Carogrodzkiéj, czego ludność katolicka znieść nie mogąc, oburzyła się do tego stopnia, iż przyszło do wojny domowéj, pomimo tego że święty Paweł wszelkiemi środkami starał się lud uspokoić, i gotów był sam dobrowolnie ustąpić, byle rozlew krwi powstrzymać.

Konstancyusz przebywający podówczas w Antyochii, dowiedziawszy się o zaszłych zaburzeniach, a uprzedzony zawsze przeciw świętemu Pawłowi, wysłał jednego z wodzów swoich nazwiskiem Hermogenesa z wojskiem, aby katolików w Carogrodzie uśmierzył, a świętego Pawła z jego Biskupstwa złożył. Ten przybywszy, gwałtami jakich się odrazu dopuścił, całą ludność do najwyższego stopnia rozdrażnił. Napróżno nasz Święty, z narażeniem życia udał się na miejsce gdzie wzburzony lud się znajdował, prosił go, zaklinał i nakazywał aby się uspokoił, a przedewszystkiém do oręża się nie uciekał. Nietrafne postępowanie Hermogenesa, do takiéj ostateczności doprowadziło rzeczy, że sam to życiem przypłacił.

Zawiadomiony o tém Cesarz, miał zamiar na wszystkich katolikach w Carogrodzie najstraszniejszą zemstę swoję wywrzeć. Na prośby jednak Senatu, ograniczył się na tém, że na samym tylko świętym Patryarsze postanowił się pomścić. Najprzód tedy wydał rozkaz, aby on niezwłocznie miasto opuścił. Święty już dawno i sam chciał to uczynić, lecz nie mógł, gdyż katolicy dzień i noc trzymali go pod strażą w pałacu, zapowiadając że wolą zginąć do jednego, niż Biskupa swego wydać w ręce nieprzyjaciół. Wtedy Paweł, potajemnie w nocy spuściwszy się w koszu z okna, jak niegdyś Paweł Apostoł, uszedł i ukrył się w Tessalonice, mieście swojém rodzinném. Zamierzał już tam nieznany i ukryty, przebyć resztę dni swoich, kiedy nieustające wzburzenia między katolikami, zmusiły Cesarza do przyzwania go po raz trzeci z powrotem; lecz że czynił on to pomimo chęci, dozwolił téż aryanom, gdy święty Paweł znowu zasiadł na swojém Biskupstwie pastwić się nad nim do woli, prześladując go okrutnie. Trudno wypowiedzieć co ten mąż Boży, wycierpiał w ciągu tych sześciu lat, przez które zarządzał jeszcze swoją owczarnią: obelgi najdotkliwsze, oszczerstwa najszkaradniejsze, kilkakrotne czyhanie na jego życie, wszystko to znosił ten błogosławiony Pasterz, byle owieczek swoich, wystawionych na pastwę nieprzyjaciół Chrystusowych, nie zostawiać bez opieki. Nakoniec i życie swoje za nie położył. Konstancyusz, po śmierci Konstansa brata swojego cesarza Zachodniego a obrońcy katolików, tém śmieléj ich prześladując, wywarł szczególnie swoję zajadłość na świętego Pawła. Kazał go najprzód uwięzić, a potém skazawszy po raz trzeci na wygnanie, zasłał go na górę Tauryńską i oddał w ręce aryanów. Ci najprzód wtrącili go do podziemnego więzienia, i chcieli głodem umorzyć; lecz gdy szóstego dnia znaleźli go, pomimo iż żadnego ani pokarmu ani napoju nie używał, żywego, zadali mu śmierć przez uduszenie. Męczeństwo to poniósł 7 Czerwca, roku Pańskiego 351.

Pożytek duchowny

Święty Biskup, którego żywot czytałeś, tylekroć razy wygnany ze swego Biskupstwa, obejmował na nowo jego rządy, z całą gorliwością obowiązkom się swoim oddając. Niech cię to uczy, jak żadne przeszkody i prześladowanie od złych ludzi doznawane, nie powinny nas odstręczać od spełniania tego, czego po nas Pan Bóg wymaga, a przedewszystkiém od spełniania obowiązków naszego stanu.

Modlitwa

Boże! Któryś w błogosławionym Pawle Biskupie i Męczenniku, nieustraszonego obrońcę wiary świętéj wskrzesił, daj nam za jego pośrednictwem, abyśmy w téj wierze ukrzepieni, w niéj aż do śmierci trwając, wraz z nim w wieczności Cię chwalili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 468–470

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 471–472

Czym jest cierpliwość chrześcijańska? Jest ona potęgą moralną, jest cnotą, za pomocą której panować możesz nad wszelkim cierpieniem i smutkiem. Nie wymaga ona nieczułości na cierpienia i smutki, lecz wytrwania w miłości ku Chrystusowi, gdy one przyjdą.

Jakże się ma z twoją cierpliwością? Od krzyża na tej ziemi nikt się nie uwolni. Jakże znosisz krzyż cierpień swoich? Święty Augustyn pisze: „Na Górze Kalwarii były trzy krzyże. Na jednym przybity był złoczyńca, który został zbawiony, bo żałował za grzechy; na drugim złoczyńca, który poszedł na potępienie wieczne dla zatwardziałości serca swego; na trzecim, w środku, wisiał Chrystus. Krzyże były równe, ale ukrzyżowani nierówni".

Jak na owej Kalwarii, tak się dzieje i w życiu ludzkim. Wielu ludzi nosi ten sam krzyż, ale nie w ten sam sposób, przeto też krzyże te nie mają równych losów.

Jeżeli cierpisz niewinnie, a krzyż ten znosisz z pokorą, to czeka cię zbawienie wieczne; jeżeli cierpisz słusznie, a jesteś zatwardziały, to piekło będzie twoją nagrodą. Jakże tedy myślisz znosić ów krzyż cierpień, który nikogo nie minie? Namyśl się dobrze. Nosić ten krzyż koniecznie musisz, zdjąć go z siebie nie możesz, jak byś może tego pragnął; dla twego przyszłe go zbawienia ważne będzie, w jaki sposób ten krzyż poniesiesz. Patrz na Jezusa i na świętego Pawła, ucz się od nich i naśladuj ich.

Footnotes:

1

Mat. V. 44.

Tags: św Paweł I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik św Atanazy arianizm pokora cierpliwość krzyż
2020-06-05

Św. Bonifacego, Biskupa i Męczennika, Apostoła Niemiec

Żył około roku Pańskiego 755.

(Żywot jego był napisany przez błogosłnwionego Wilebalda, za jego czasów Biskupa Eichstadskiego.)

Święty Bonifacy rodem Anglik, przyszedł na świat około roku Pańskiego 680, w małém miasteczku Kirton, z rodziców bardzo bogobojnych. Na Chrzcie świętym nadano mu imię Winfryda. Od dzieciństwa objawiał pragnienie wstąpienia do Zakonu. Miał lat siedem, kiedy misyonarze przybyli do jego rodzinnego miasteczka i przyjęci w gospodę u jego rodziców, uderzeni roztropnością i pobożnością małego tego chłopaczka, w rozmowach jakie z nim miewali, utwierdzili go w jego świętych zamiarach. Po odejściu misyonarzy, mały Winfryd prosił ojca o pozwolenie wstąpienia do klasztoru; lecz ten miłując go nad wszystkie inne swoje dzieci, nie dał mu na to zezwolenia. Ze smutkiem wprawdzie lecz pokornie poddał się temu chłopczyna. Wkrótce potém, ojciec w ciężką zapadł chorobę, i poznał iż zsyłał mu ją Pan Bóg za karę sprzeciwienia się pobożnym zamysłom Winfryda. Niezwłocznie przeto, zwołał radę rodzinną, na któréj postanowiono zadośćuczynić żądaniu Świętego, i jeden z przyjaciół jego ojca odwiózł go do klasztoru. Z początku nie bardzo chętnie zbyt młodego Aspiranta przyjęto, lecz wkrótce tak się on tam odznaczył cnotami zakonnemi, że wtedy upatrywano już w nim wielkiego przyszłego sługę Bożego. Że przytém obdarzony był wielkiemi zdolnościami, i nie przygaszając w sobie ducha pobożności, z wielką pilnością pracował w szkole, gdy zaledwie miał lat dwanaście, wysłano go do innego klasztoru, gdzie wyższe nauki wykładane były. Tam, pod przewodnictwem wielkiéj świątobliwości Opata nazwiskiem Wimberta, nadzwyczajny uczynił postęp jak w pobożności, tak i w nauce. Ulubioném czytaniem jego były żywoty świętych Męczenników, których i sam pragnął szczęścia dostąpić, przelewając krew za wiarę.

W trzydziestym roku życia, wyświęcony na kapłana, został znakomitym kaznodzieją, i wykładem Pisma Bożego tak zasłynął, że już za jednego ze znamienitszych mężów w Kościele podówczas był poczytywany. Całe duchowieństwo Anglii, w najważniejszych sprawach udawało się do niego, wyrocznią był dla wszystkich, a do najważniejszych Kościoła tyczących się poselstw używany. W głębokiéj pokorze swojéj, przerażony oznakami czci powszechnéj, które go zewsząd spotykały, postanowił opuścić ojczyznę i udać się w obce kraje, dla nawracania niewiernych. Zaczął od części Niemiec zwanéj wówczas Fryzyą; lecz z powodu panującéj tam wtedy wojny, misya jego nie powiodła się wcale.

Sądząc iż błogosławieństwo Papiezkie, skuteczniejszém uczyni jego apostolskie prace, udał się do Rzymu, gdzie Papież który już wiele o nim słyszał, pomimo jego oporu zmusił go do przyjęcia święceń na Biskupa, a zmieniwszy jego imię Winfryda na Bonifacego, dał mu swoje błogosławieństwo i na opowiadanie Słowa Bożego do Niemiec posłał. Nadto, ojciec święty Grzegorz III, zaszczycił go Paliuszem i władzą Legata, i dał mu listy do króla francuzkiego, do Biskupów i książąt niemieckich w szczególny sposób go im polecając. Dzięki tak silnemu poparciu, święty Bonifacy wróciwszy powtórnie do Niemiec, w krótkim czasie przeszło sto tysięcy niewiernych nawrócił. Zaczął od Hesyi, gdzie nawróciwszy większą część pogan, ściął stare drzewo które poganie czcili jako poświęcone bożku Jowiszowi, i z niego wybudował pierwszą tam kaplicę, pod wezwaniem świętego Piotra Apostoła. Ztamtąd udał się do Turyngii, a następnie do Bawaryi, gdzie rozproszywszy szczątki pogaństwa, i odwiodłszy wielką liczbę już nawróconych chrześcijan od sekty pewnego apostaty (który zaraził był cała tę krainę błędnemi naukami będącemi mieszaniną zabobonów pogańskich z obrządkami chrześcijańskiemi), nie tylko tam wiarę ustalił, lecz i lud do pobożności wdrożył.

Pod tę porę, dla ważnych spraw Kościoła udawszy się do Rzymu, przyjęty przez Grzegorza III jako wielki Aposto