Citatio.pl

Wpisy z tagiem "Męka":

2020-10-09

Św. Dyonizego Areopagity i jego Towarzyszów, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 117.

(Życie ich napisane było przez Metafrasta.)

Święty Dyonizy za zmakomitéj rodziny Albeńskiéj, przyszedł na świat wkrótce po narodzeniu Chrystusa Pana. Wychowany jak najstaranniéj lecz w pogańskich zasadach, oddał się szczególnie nauce filozofii i astronomii, i taki w tych umiejętnościach postęp uczynił, że stał się jednym z najuczeńszych w owym wieku w całym świecie filozofem i astronomem. Dla lepszego w matematyce wyćwiczenią się, przebywał nawet pewien czas w Heliopolis, w którémto mieście ta nauka wysoko kwitnęła. Gdy tam mieszkał nastąpiła śmierc Zbowiciela, a przy niéj owo cudowne zaćmienie słońca, które cały świat ogarnęło. Dyonizy, jako biegły astronom wiedząc iż przypadło nie w porze w któréj z naturalnych przyczyn przyjśćby mogło, zawołał z przerażeniem: „Albo Stwórca natury cierpi, albo cała budowa stworzonego świata rozpada się.” Po powrocie do Aten tak się odznaczył nauką, wymową i bystrym rozumem, iż pomimo tego że wówczas był jeszcze młodym, wyniesiono go na godność jednego z pierwszych sędziów Areopagu Ateńskiego. Byłto zaś najwyższy trybunał Grecki, słynący w całym ówczesnym świecie z mądrości i sprawiedliwości swoich wyroków, tak dalece iż nawet obce narody poddały pod jego rozsądzenie najważniejsze i najbardziéj zawikłane sprawy. Dyonizy największéj używał powagi w tém sądowniczém gronie.

Pod tę porę do Aten przybył święty Paweł Apostoł. Kazania jego nadzwyczajny wpływ wywarły: wielka liczba pogan nawróciła się a nawet kilku członków owego najwyższego Areopagu, a między nimi i Dyonizy. Zawiązał on bliższe z Pawłem świętym stosunki, a zagrzany miłością Chrystusa, zrzekł się swoich godności, większą część majątku rozdał na ubogich, i przez lat trzy nie odstępował Apostoła narodów, towarzysząc mu w jego misyonarskich wycieczkach. W rozmowach to jakie z nim miewał, a w których święty Paweł zwierzał ma ta tajemnice które w zachwyceniach swoich aż do trzeciego Nieba miał odkryte, nabył święty Dyonizy najgłębszych wiadomości o Bogu, które, jakto po dziś dzień widzieć można z dzieł jego, uczyniły go niezrównanym mistrzem teologii mistycznéj, to jest nauki o najgłębszych tajemnicach, odnoszących się do Istoty Boga.

Gdy w Atenach liczba chrześcijan się powiększyła, święty Apostoł, wyświęcił Dyonizego na Biskupa tego miasta. Przyobleczony tą godnością, obdarzony nadzwyczajnemi łaskami, w których dawał mu Pan Bóg nadprzyrodzone oświecenia tyczące się istności i natury samego Bóstwa, przy genialnych naturalnych zdolnościach i wielkiéj nauce, święty Dyonizy w krótkim czasie zajaśniał w Kościele Bożym, jako jeden z Doktorów. Dzieła jego o Hierarchii Kościelnéj, o Imionach Boskich i inne, są pod tym względem dotąd niezrównanym w piśmiennietwie kościelném skarbem.

Miał on także szczęście widzieć przenajświętszą Maryę Pannę, dla któréj poznania, jak sam pisze, odbył umyślnie podróż do Efezu, gdzie wtedy Matka Boża przebywała u świętego Jana Ewangelisty. Taką zaś czcią był ku Niéj przejęty, że, jakto także w jednym z dzieł swoich powiada, kiedy Ją poznał, byłby Ją wziął za Bóstwo, gdyby nie to, że wiara uczyła go iż Bóg jest tylko jeden. Znajdował się także w Jerozolimie przy Uśnięciu to jest przy śmierci przenajświętszéj Maryi Panny, i wszystkie tego szczegóły jak również i Jéj Wniebowzięcia, jako naoczny świadek a tak wysokiéj powagi, podobnież w pismach swoich pozostawił, a takie właśnie, jakieśmy pod dniem 15 Sierpnia podali.

Kiedy Dyonizy w Efszie widział się z przenajświętszą Panną i ze świętym Janem, za ich poradą powziął myśl udania się w inne części świata, dla opowiadania Ewangelii. Wyświęciwszy więc w swoje miejsce na Biskupa Ateńskiego świętego Publiusza, sam w towarzystwie Rustyka Kapłana i Eleuteryusza Dyakona, najulubieńszych uczniów swoich, udał się do Rzymu, aby sam Papież święty Klemens, wskazał mu w jakie kraje ma iść ogłaszać wiarę w Chrystusa. Ten Ojciec Święty, widząc, że kraina Gallów, to jest dzisiejsza Francya, pogrążona wówczas w pogaństwie, potrzebowała mężów apostolskich, tam świętego Dyonizego przeznaczył. Przyłączył się do niego jeszcze i święty Ryul, uczeń świętego Jana Ewangelisty i kilku innych świętych a gorliwych w winnicy Pańskiéj pracowników, z którymi Dyonizy, mając zawsze z sobą Rustyka i Eleutera, puścił się do Gallii.

Przybyli najprzód do miasta Arlu (Arles), gdzie już pewną liczbę chrześcijan ochrzczonych przez świętego Trofima zastali. Tam pozostawił Dyonizy świętego Ryula, wyświęciwszy go na Biskupa, a sam zresztą swoich towarzyszy, udał się do Paryża, który wówczas był niewielkiém miastem, zawartém tylko w téj części która po dziś dzień, wyspę na rzece Sekwanie stanowi. Skoro tam przybył, tłum ludu go otoczył. Dyonizy obdarzony jak wielu Apostołów darem języków, miał do nich kazanie, po którém niezwłocznie wielka liczba o Chrzest święty go prosiła. Następnych dni, toż samo miało miejsce: a szczególnie gdy Dyonizy kilka cudów uczynił, ludność już wtedy całemi tłumami, do wiary się nawracała. Wkrótce powznoszono tam kościoły: pierwszy na cześć Trójcy przenajświętszéj, a drugi pod wezwaniem przenajświętszéj Panny, i następnie kilka innych. Pierwszym z pogan który przyjął Chrzest święty z rąk błogosławionego Dyonizego, był Lisbiusz, jeden z najzamoższych mieszkańców Paryża, a od którego najznakomitsza po dziś dzień rodzina książąt Montmoransów, ród swój wyprowadza.

Postępy jakie codzień czyniła wiara, głoszona przez świętego Dyonizego i jego towarzyszy, pobudziły nakoniec przeciw nim pogan, a najbardziéj kapłanów pogańskich. Ci udali się do Fescyniusza Syzyna, Wielkorządcy Cesarskiego w Galli, z przedstawieniem że w skutek wpływu cudzoziemców przybyłych z Grecyi, jeśli się temu kresu nie położy, wiara pogańska w całym kraju zniknie. W skutek tedy takich zażaleń, Wielkorządca rozkazał niezwłocznie uwięzić przybyłych świętych opowiadaczy Ewangelii.

Świętego Dyonizego wraz z Rustykiem i Eleuterem schwytano w domu Lisbiusza u którego mieszkał. Widząc to Larcya żona Lisbiusza, zagorzała poganka, pośpieszyła do Wielkorządcy, z zawiadomieniem, że i mąż jéj jest chrześcijaninem. Zawezwał więc i jego przed siebie Fescyniusz, a gdy ten mężnie stał przy wyznaniu Chrystusa, ściąć go kazał w obecności świętego Dyonizego i jego towarzyszy, aby ich tém przerazić, i jak sądził łatwiéj do odstępstwa przywieść. Nie zachwiało to jednak wcale tych świętych Wyznawców, zaraz więc kazał ich odprowadzić do więzienia, a nazajutrz zadał im najokrutniejsze męki. Najprzód zbili ich strasznie, a gdy tę katuszę przetrwali głośno wielbiąc Boga, rozciągnęli Dyonizego na łożu żelazném, i podkładając podeń ogień pieczono go jak świętego Wawrzyńca. Lecz Święty głośno śpiewał ten wiersz psalmisty: „Ogniste bardzo słowo Twoje Panie, a sługa Twój rozmiłował się go” 1. Po pewnym czasie widząc Wielkorządca że, mu ogień najmniejszéj szkody nie czynil, kazał go wydać na pożarcie dzikim zwierzętom, ale te, jak to z wielu innymi świętymi Męczennikami zaszło, tknąć go nie chciały. Kazał więc go Fesceniusz, jeszcze do ciemnego więzienia zaprowadzić. Tam potajemnie zgromadziło się do niego wielu chrześcijan. Dyonizy odprawił Mszę świętą, i wszystkim rozdał Ciało i Krew Pańską, a w chwili gdy to czynił niebieska świałość nad nim zajaśniała i wśród niéj Sam Pan Jezus, chórem aniołów otoczony, się okazał.

Nazajutrz, tyran kazał ich znowu przed sobą stawić, i upominał aby cześć bożkom oddali, jeśli chcą przy życiu pozostać. Święty Dyoizy odpowiedział w imieniu wszystkich: „Na próżno nam grozisz: nic wiary naszéj nie zachwieje, pragniemy umrzeć za Chrystusa, który jest życiem naszém.” To słysząc Fesceniusz kazał wrzucić Dyonizogo w stos rozpalony, z którego on wyszedł żyw i zdrowy. Wtedy przybili go do krzyża, zkąd jak z kazalnicy miał naukę do ludu, a którego, takie cuda, wielką liczbę nawróciły. Przerażony tém Wielkorządca, wydał na sług Bożych wyrok na ścięcie.

Poprowadzono więc przez miasto Świętych, którym przewodniczył Dyonizy, już wtedy przeszło sto lat mający; a gdy na miejsce stracenia przyszli, ukląkł błogosławiony starzec i tak się modlił. „Boże któryś mnie stworzył, i świętą mądrością Twoją oświecił, otwierając przede mną tajemnice Twoje; któryś jak był ze mną wszędzie, tak i tu jesteś obecny; dziękuję Ci za wszystko coś przeze mnie ku czci Twojéj uczynić raczył, i że mnie już do Siebie powołujesz wraz z tymi braćmi moimi, przeznaczając nam koronę męczeńską. Przyjmij więc do miłosierdzia Twojego dusze nasze, i otocz opieką Twoją tych których przez krew Swoję a posługę naszę, Sobie pozyskałeś. Wielbijmy Ojca i Syna i Ducha świętego na wieki wieków.” A gdy wierni odrzekli „Amen” Dyonizy szyję pod miecz poddał i ściętym został, a z nim Rustyk i Eleuteryusz.

Lecz tu nastąpił cud jeden z największych: tułów bowiem świętego Dyonizego wstał na nogi, i głowę swoję wziąwszy w ręce, zaniósł ją o kilka wiorst za miasto, aż na to miejsce gdzie późniéj wierni kościół pod jego wezwaniem postawili. Cud ten nawrócił prawie cały naród, a jednę z pierwszych która wtedy o Chrzest prosiła była Larcya owa żona Lisbiusza która sama niezadługo potém śmierć męczeńską poniosła. Męczeństwo świętego Dyonizego i jego towarzyszów, nastąpiło dnia 9 Października roku Pańskiego 117.

Pożytek duchowny

Świety Dyonizy Areopagita, jeden z najpierwszych mędrców swojego czasu, największy w Kościele Bożym mistrz w wykładzie najszczytniejszych tajemnic Bóstwa, taką czcią przejęty został ku Matce Bożéj gdy ją ujrzał i poznał, że najdoskonalszą po Bogu i w doskonałości najbardziéj do Niego zbliżoną istotą Ją uznał. Niech Cię więc i to pobudza do tego, abyś po Bogu najwięcéj kochał Matkę Bożą, i po czci Boskiéj, Jéj cześć najgłębszą oddawał.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś w dniu dzisiejszym błogosławionego Dyonizego Męczennika Twojego i Biskupa, mężną wytrwałością w męczeństwie obdarzył, i któryś mu do opowiadania niewiernym chwały Twojéj Bustyka i Eleuteryusza za towarzyszów przydać raczył; daj nam prosimy, za ich przykładem, z miłości ku Tobie pomyślnościami tego Świata wzgardzać, i żadnych doczesnych przeciwności nie obawiać się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 863–865.

Footnotes:

1

Psalm. CXVIII. 140.

Tags: św Dionizy Areopagita „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Męka sędzia sprawiedliwość św Paweł Maryja św Jan Ewangelista Wniebowzięcie Francja św Wawrzyniec
2020-10-04

Św. Franciszka Serafickiego, Założyciela Zakonu Braci Mniejszych

Żył około roku Pańskiego 1226.

(Żywot jego był napisany przez świętego Bonawenturę tegoż tegoż zakou Kardynała i Doktora Kościoła, za jego czasów żyjącego.)

Święty Franciszek założyciel zakonów żebrzących, a przez to odnowiciel karności zakonnéj w średnich wiekach; wpływom swoim wskrzesiciel ducha pokuty, pobożności i najżywszéj wiary w całém chrześcijaństwie; przed śmiercią cudownie naznaczony bliznami Pana Jezusa; przezwany Serafinem ziemskim, a największy od czasów apostolskich cudotwórca, przyszedł na świat roku Pańskiego 1182 w Assyżu mieście w prowincyi Umbryjskiéj we Włoszech położoném, za Papiestwa Honoryusza III, a za panowania Fryderyka II cesarza rzymskiego. Był synem Bernarda Morykoniego bardzo bogatego kupca, i błogosławionéj Piki ze szlachty assyskiéj pochodzącéj, a wielkiéj świątobliwości kobiety. Ponieważ miał on najbliżej po Matce Boskiéj wstępować w ślady Chrystusa Pana, więc od chwili swojego urodzenia stawał się Mu podobnym. Przyszedł na świat w stajence, gdzie matka ciężko chora przy wydawaniu go na świat, dopiéro szczęśliwie porodziła gdy z porady przybyłego do jéj domu nieznajomego którego sądzą być Aniołem, tam zaniesioną została. Także w chwili gdy wydawała go na świat, słyszeć się dały śpiewy anielskie jak nad szopką Betleemską, nad kościołkiem przy Assyżu będącym, przy którym późniéj Franciszek swój zakon założył.

Wychowany pobożnie, w pierwszéj jednak młodości z wielkiém upodobaniem oddawał się rozrywkom światowym; lecz pomimo tego skarb nieskazitelnéj czystości nietkniętym dochował. Przytém nadzwyczajnie był miłosierny dla ubogich. Zdarzyło się że razu pewnego odmówił jałmużny ubogiemu proszącemu o nią dla miłości Boga: pobiegł za nim niezwłocznie, hojnie go obdarzył, i uczynił ślub iż odtąd nigdy żadnemu wsparcia nie odmówi. Wzięty do niewoli w potyczce stoczonéj przez Assyżanów z Perużanami, gdy był w więzieniu, Pan Bóg silnie zakołatał do duszy jego, rozbudzając w nim już wtedy pragnienie poświęcenia się Mu na wyłączną służbę. Wszakże wróciwszy do domu jeszcze czas jakiś prowadził życie światowe, lecz obok tego tak dalece coraz hojniejsze czynił ubogim jałmużny, że zdarzało się iż im i odzienie swoje oddawał. Nakoniec po przebyciu wkrótce potém ciężkiéj choroby, postanowił świat opuścić i zacząć życia pokutne. Całém więc sercem poświęcając się miłosiernym uczynkom, z wielką miłością usługiwał trędowatym. Jadąc razu jednego konno, spotkał za miastem tak strasznie tą chorobą stoczonego, że się odwrócił od niego ze wstrętem; lecz chcąc się w tém przezwyciężyć zsiadł z konia i uściskał chorego, który w téjżo chwili znikł mu z oczu, gdyż byłto sam Zbawiciel, który dla wyprobowania go, w téj postaci mu się objawił.

Ubierał się wtedy jeszcze bogato, stosownie do swojego zamożnego stanu. Zdarzyło się że przechadzając się za Assyżem ujrzał ubogiego w bardzo nędzném odzieniu. Zamienił z nim szaty i w jego łachmanach wrócił do miasta. Wszyscy sądzili że zmysły postradał, a ojciec zbił go srodze, i zamknął do więzienia w domu własnym. Uwolniony z niego przez matkę Franciszek, udał się w odosobnione miejsce na jednéj z gór koło Assyża będących, i tam dość długo pustelnicze wiódł życie, prosząc Boga aby mu objawić raczył wolę Swoję względem niego. Pewnéj nocy miał sen w którym okazał mu się wielki gmach napełniony zbroją taką jaką nosili podówczas krzyżownicy; a gdy spytał dla kogo jest ona przeznaczoną, odpowiedziano mu że dla niego i jego żołnierzy. Przebudziwwszy się, wziął to za wskazówkę woli Bożéj, sprawił sobie rycerski rynsztunek, i puścił się w drogę do Włoch południowych, w celu zaciągnięcia się w szeregi wojsk hrabiego Gotwina z Brionu, broniącego podówczas posiadłości stolicy Apostolskiéj przeciw zaborom bezbożnego Fryderyka II. W drodze miał objawienie, z którego dowiedział się że Pan Róg przeznacza go nie na zbrojnego zwykłego, lecz na duchownego rycerza, i że w tymto zawodzie ma on Mu służyć. Wróciwszy więc do Assyża już starał się tylko poznać wyrażniéj czego Pan Bóg po nim wymaga.

Przechodząc obok opuszczonego i rozwalającego się kościołka świętego Damiana, położonego pod Assyżem, wszedł do niego; a gdy się modlił przed znajdującym się tam krucyfiksem, usłyszał głos z niego wychodzący po trzykroć w te słowa przemawiający: „Franciszku napraw dom mój który się rozpada.” Cudowne te wyrazy odnosiły się do wysokiego posłannictwa Franciszka, przez które Pan Bóg przeznaczał go do podparcia domu Jego mitycznego to jest Kościoła, a to przez założenie w nim trzech zakonów, i przez rozszerzanie wpływem i przykładem swoim w całym świecie chrześcijańskim, przygasłego podówczas ducha pokuty, pobożności i doskonałości Ewangelicznéj. Lecz święty w głębokiéj pokorze swojej, wtedy słów tych w takim znaczeniu nie brał. Zajął się więc gorliwie naprawą tego kościołka, i odnowił go swoim kosztem i staraniem. Prócz tego, gdy w tymże kościołku modlił się przed krzyżem, rozbudziło się w jego sercu najżywsze jakie w sercu jakiém po przenajświętszém sercu Maryi, mogło być nabożeństwo do Pana Jezusa cierpiącego, a ztąd powstało podobneż pragnienie naślnadowania Go jak najwierniéj we wszystkim, a najbardziéj w pokorze i ubóstwie. Wkrótce potém odbył pielgrzymkę do Rzymu, i tam po rzewnéj i gorącéj modlitwie przy grobach świętych Apostołów odbytéj, wyszedłszy z kościoła rozdał wszystko co miał przy sobie ubogim, z jednym z nich zamienił odzienie, i przyłączywszy się do żebraków u drzwi Watykanu siedzących, cały dzień z nimi spędził, od téj pory już i sam żebrakiem dobrowolnym na całe życie pozostając.

Ojciec świętego Franciszka, człowiek chciwy i próżny, najniechętniéj patrzał i na jego hojność dla biednych i na jego życie ubogie Obawiając się aby całego majątku jaki po nim dostanie nie użył na miłosierne uczynki, zażądał aby przed Biskupem zrzekł się wszelkiego prawa do spadku po rodzicach. Święty uczynił to z radością, i zdejmując nawet z siebie wierzchnie ubranie, a pozostając tylko we włosiennicy którą nosił pod niém, rzekł do ojca: „Dotąd nazywałem cię ojcem; odtąd z większą ufnością będę mówił do Boga: Ojcze nasz któryś jest w niebiesiech.” Obecny temu Biskup przyodział go własnym płaszczem, uściskał i pobłogosławił, a potém na jego żądanie ubrał go w prostą sukmanę z kapturem, jaką noszą ubodzy ludzie we Włoszech. Sukni téj już Franciszek od téj chwili nigdy nie zrzucał, i onato stała się późniéj habitom zakonu przez niego założonego.

Zerwawszy wtedy nietylko za światem wszelkie stosunki lecz i z rodziną, nasz Święty z większą gorliwością oddał się pokucie, bogomyślności i miłosiernym uczynkom. Razu pewnego znajdując się w kościołku przenajświętszéj Panny Maryi Anielekiéj na dolinie pod Assyżem będącym, usłyszał czytane z Ewangelii te słowa Pana Jezusa: „Nie miejcie ani złota ani srebra, ani pieniędzy we trzosach waszych, ani tłomoka w drodze, ani dwóch sukień, ani butów ani laski,” 1 a w téjże chwili Duch Święty natcknął go przekonaniem iż to było prawidłem według którego żyć on powinien. Zdjął więc obuwie, rzucił kij który miał w ręku, w miejsce pasa skórzanego przepasał prostym powrozem jedyną suknię którą miał na sobie i wyrzekł się na zawsze używania pieniędzy. Spełniając już tym sposobem co do słowa. i jak najdoskonaléj rady Ewangoliczne, otrzymał przytém natchnienie od Boga, aby iść i opowiadać drugim pokutę i do niéj pobudzać. Uzyskawszy na to upoważnienie od Biskupa, zaczął kazywać po różnych miejscach, a słowa jego poparte przykładom najświątobliwszego życia i licznemi cudami, całe tłumy ludzi garnęły do Boga. Wkrótce znalazło się kilka, którzy chcieli go naśladować, połączyli się więc znim zostając jego uczniami i niezadługo liczba ich wzrosła do dwunastu. Franciszek zawiązał z nich zgromadzenie, i znowu za błogosławieństwem Biskupa rozesłał ich w różne strony, dla głoszenia słowa Bożego i zgrzewania ludzi do pokuty.

Gdy ujrzał liczbę braci swoich powiększającą się, postanowił nadać im Ustawy według których żyć mieli. Udawszy się na samotne miejsce i tam czterdzieści dni poszcząc o chlebie i wodzie, napisał Regułę, którą Pan Jezus głosem z nieba słyszanym od wielu obecnych braci, zatwierdził, oświadczając iż Sam ją temu nowemu zakonodawcy podyktował. Główną jéj różnicą od wszystkich po owe czasy i dotąd istniejących Reguł zakonnych, było postanowienie najsurowsze aby bracia nietylko jak zakonnicy wszelkich innych Reguł osobistéj żadnéj własności nie posiadali, ale żeby nawet samo zgromadzenie czyli klasztory, nie miały zgoła żadnego rodzaju posiadłości, ani nawet zapewnionych dochodów. Owszem, chcąc braci swoich zasłonić od wszelkiéj możności przestania być ubogimi, zakazał im nawet przyjmować pieniędzy, polecając aby żebrząc wypraszali i przyjmowali tylko w naturze to co do wyżycia ubogiego niezbędnie jest potrzebném. Prócz tego zastrzegł w tychże ustawach wszystko co tylko najwyższa ubóstwo, a które Panią swoją nazywał, jako główną cechę jego zakonników zabezpieczyć w nich mogło, we wszystkiém i na zawsze.

Z Regułą tą udał się Franciszek do Rzymu, gdzie z razu Ojciec Święty Inocenty III przyjął go jako człowieka który sam zdobywając się na rodzaj życia tak nadzwyczajny, kładąc go za Regułę dla zakonu, wymaga rzeczy siły ludzkie przechodzących, i z tego powodu odprawił go z niczém. Lecz téjże nocy Papież miał objawienie, w którém ujrzał jakiegoś żebraka podpierającego kościół Lateraneński, który jakby się miał obalić, i w żebrsku tym poznał Franciszka. Posłał zatém po niego, zachęcił do przedsięwziętego dzieła, takowemu pobłogosławił i ustnie Regułę jego zatwierdził, co późniéj nieco Honoraryusz III uczynił przez Bullę Papiezką, obdarzając zakon ten najwiękozemi przywilejami. To dało początek zakonowi Braci Mniejszych, z upływem czasu najliczniejszemu w Kościele Bożym, z którego prócz wielkiéj liczby Świętych kanonizowanych, było czterech Papieży, wielu Kardynałów i Biskupów, kilku Doktorów Kościoła, a w każdym wieku mnóstwo wysokiéj świątobliwości zakonników, których za życia jeszcze świętego Patryarchy liczono przeszło sześć tysięcy, a przed końcem wieku XVIII około stu pięćdziesięciu tysięcy. Do Reguły świętego Franciszka należą: Franciszkanie, Bernardyni, Reformaci i Kapucyni, z których ci ostatni jéj pierwotną ścisłość bez żadnych zwolnień zachowują.

Prócz tego zakonu założył Franciszek i zakon żeński Siostr ubogich, podobnéjże Reguły, późniéj od świętéj Klary ich pierwszéj przełożonéj Klaryskami zwany a także i trzeci zakon Tercyarzy i Tercyarek, nadając im ustawy odpowiedne osobom żyjącym na świecie. Zakon ten w średnich wiekach ogarnął był prawie świat cały, przez co ten święty Patryarcha tak wielki i zbawienny wpływ swój na całe społeczeństwo chrześcijańskie rozciągnął.

Gdy te trzy zakony ustalił, spragniony korony męczeńskiéj, dwa razy udawał się na Wschód pomiędzy niewiernych, lecz wrócił ztamtąd tylko z zasługą pragnienia śmierci za wiarę, bo go Pan Bóg i bez tego miał wziąść prosto do Nieba.

Prowadził życie nadzwyczaj ostre: pościł bezustannie, i do chleba lub saméj jarzyny, których jedynie niekiedy używał, domieszywał zwykle popiół lub piołun. Każda jego modlitwa, szczególnie przez kilkanaście lat ostatnich życia, była zachwyceniem. Często w objawieniach rozmawiał z Panem Jezusem i Matką Bożą, do któréj najszczególniejsze miał nabożeństwo, i przez Nią najwyższe łaski i dla siebie i dla świata całego pozyskał w Jéj kościołku Porciunkulą zwanym, gdzie za wstawieniem się Maryi otrzymał największy odpust dla wszystkich wiernych 2. Gdy wpadał w zachwycenie widywano go tak wysoko w powietrze wyniesionego, że niekiedy znikał z oczu braci temu cudowi obecnych. Cnoty pokory był jakby uosobieniem, i nią téż powodowany nigdy święceń kapłańskich przyjąć nie chciał, pozostając tylko dyakonem. Był największym swoich czasów cudotwórcą, a na dwa lata przed śmiercią otrzymał blizny Pana Jezusa, 3 i odtąd już sam stawszy się jakby ciągłym cudem chodzącym i żywym męczennikiem, obnoszony po miastach i wioskach, samym widokiem swoim nawracał ludzi i do pokuty pobudzał. Gdy zbliżał się do jakiego miasta, we wszystkie dzwony uderzano, i duchowieństwo z ludom wychodziło naprzeciw niego.

Widząc się blizkim śmierci, prosił aby go zanieśli do jego celki przy kościołku Maryi Panny Anielskiéj, w którym najwyższe łaski odebrał i przy którym założył był główny chociaż mały i ubogi klasztorek swojéj Reguły, i tam gdy już miał ten świat opuścić kazał położyć się na ziemi. Potém, aby jak Chrystus Pan na krzyżu, nago umierać, zdjął habit, który dopiéro z rozkazu zakonnika którego poczytywał za swego przełożonego, przywdział na powrót, a gdy modlący się z nim bracia wymawiali te słowa Psalmu: „Na mnie czekają sprawiedliwi aż mnie wynagrodzisz,” 4 poszedł do Nieba 4 Października roku Pańskiego 1226, W rok po śmierci przez Grzegorza IX Papieża, w poczet Świętych wpisany został.

Pożytek duchowny

Wielki święty Franciszek przezwany został Serafickim, dla niezmiernéj miłości Boga którą serce Jego pałało; następująca téż modlitwa była jego ulubioną, modlitwą: „Niech siła miłości Twojéj o Jezu mój, ogarnie duszę moję: abym umarł dla miłości Twojéj miłości o! Panie, któryś raczył umrzeć dla miłości mojéj miłośći.” Staraj się i ty tę śliczną modlitwę często a serdecznie odmawiać.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś Kościół Twój, przez zasługi błogosławionego ojca Franciszka, nowym zakonem obdarzył, daj nam prosimy Cię, za jego przykładem, co ziemskiém jest wzgardzić, a dobrami niebieskiemi zawsze się cieszyć. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 847–850.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 802

  1. Gdybyśmy zapytali „Kto założył zakon tercjarski?”, odpowiedź powinnaby brzmieć: „Sam lud katolicki”. Przykład i kazania, jakie prawił święty Franciszek i jego bracia, roznieciły w tysiącach serc ducha pokuty i pragnienie naśladowania ubóstwa Chrystusowego przez zaparcie się świata i własnej osoby. Ponieważ niewszyscy mogli wstąpić do klasztoru, ze względu na to, że bardzo wielu miało żony i dzieci, przeto św. Franciszek utworzył regułę, która świeckim wszelkich stanów pozwalała nie porzucać rodziny i zajęcia, a jednak ułatwiała nabycie zasług życia klasztornego. Zatwierdziło tę regułę kilku papieży i w ten sposób powstał zakon tercjarski, rozkrzewił się po całym chrześcijaństwie i liczy pomiędzy swymi członkami wielu świętych: papieży, kardynałów, biskupów, królów, bogaczów i biednych, żonatych i bezżennych.
  2. Czego żąda zakon od swych członków? a) Zwrotu cudzej jako też nieprawnie nabytej własności, a przy tym pojednania się z bliźnimi i zobowiązania się do posłuszeństwa przykazaniom Bożym i kościelnym; b) każdy członek zobowiązuje się nosić szkaplerz i pasek, unikać rażącego ubioru, biesiad, tańców i hucznych zabaw, odmawiać codziennie modlitwy do Matki Boskiej, chodzić jak najczęściej na Mszę świętą, spowiadać się i komunikować przynajmniej trzy razy na rok, w pewne dni pościć, pełnić dzieła miłosierdzia, zajmować się chorymi, modlić się za umarłych, zwłaszcza za braci i siostry tercjarskie, i dążyć do życia chrześcijańskiego.
  3. Uczestniczy każdy tercjarz: a) we wszystkich zasługach i dobrych czynach trzech zakonów, tj. (Franciszkanów, Klarysek i Tercjarzy), gdyż te trzy zakony tworzą pod względem zasług jedną nierozerwalną i solidarną całość; b) wolno mu w wielu przez Kościół oznaczonych dniach dostąpić zupełnego lub częściowego odpustu i ofiarować go na korzyść zmarłych; c) pozostaje w styczności i pod dozorem braci i sióstr tercjarskich, którzy mają o nim staranie, chronią go od moralnych niebezpieczeństw, wzywają go na zebrania itd.; d) w obietnicach wymienionych pod 2, wymieniliśmy skuteczne dla tercjarzy środki wytrwania przy dobrym.

Footnotes:

1

Mat. X. 9–10.

2

Obacz dzień 2 Sierpnia.

3

O tém obszerniéj pod dniem 17 Września.

4

Psalm. CXLI. 3.

Tags: św Franciszek „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość Męka krzyż pokuta św Klara
2020-09-25

Bł. Władysława z Gielniowa, z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1505.

(Żywot jego był napisany przez ojca Wincentego Morawskiego tegoż zakonu kapłana.)

Błogosławiony Władysław był rodem z Gielniowa, małego miasteczka położonego w Województwie niegdyś Sandomierskiém a teraźniojszéj gubernii Radomskiéj. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1440, z rodziców stanu mieszczańskiego, którzy sami pobożni i jego od dzieciństwa w bojaźni Bożéj chowali. Na Chrzcie świętym miał nadane imię Jana.

Oddsny do szkoły miejscowéj, odznaczył się nadzwyczajnemi zdolnościami. To skłoniło jego rodziców że chociaż dla ich niezamożności z trudnością im to przyszło, wysłali go do Akademii Krakowskiéj niedawno wtedy założonéj. W niéj nasz młodzieniec spotkał się ze świętym Janem Kantym i świętym Szymonem z Lipnicy, z którymi już odtąd w stosunkach ścisłéj przyjaźni przez całe życie zostawał. Tam pilnie ćwiczył się w naukach, nie opuszczając wcale ćwiczeń pobożnych, do których od najmłodszego wieku był wprawiony. Codziennie, przed udaniem się na kursa akademickię miał zwyczaj słuchać Mszy świętéj, a co mu tylko od nauk zbywało czasu, ten przepędzał w kościele. Prócz kilku pobożnych młodzieńców towarzyszy swoich, których i przykładem i słowem do cnoty zagrzewał, nie miał innych stosunków jak tylko z niektórymi zakonnikami, u których przebywał najchętniej, gdyż i jego Pan Bóg łaską Swoją do życia zakonnego powoływać raczył.

Po świetnie ukończonym zawodzie uniwersyteckim, otrzymawszy stopnie naukowe, postanowił świat opuścić, lecz jeszcze się wahał do jakiego zgromadzenia ma wstąpić. Pod tęż porę Jan Długosz kanonik krakowski, powracając z Rzymu, gdzie sprawował urząd posła królewskiego, wprosił był i przywiózł z sobą do Polski świętego Jana Kapistrana, który świeżo we Włoszech wprowadził był w zakonie świętego Franciszka Serafickiego najściślejszą reformę. Przybywszy do Krakowa, toż samo i w Polsce uczynił i tak mu Pan Bóg w tém błogosławił, że po kilku miesiącach jego tam pobytu, w skutek kazań jakie miewał, z saméj Akademii Krakowskiéj stu ośmdziesięciu młodzieży do zakonu przez niego reformowanego wstąpiło. W téj liczbie był i święty Władysław. A że klasztor krakowski przepełniony był zakonnikami, odesłano go do Warszawy, do klasztora téjże reformowanéj Reguły tylko co przez księżniczkę Annę Mazowiecką zafundowanego. Wstąpił do nowicyatu w dzień świętego Piotra w Okowach, przybierając imię Władysława.

Od téj chwili rączym krokiem szedł po drodze doskonałości zakonnéj. Naśladując świętego Antoniego pustelnika; co tylko w innych dobrego upatrzył, sam starał się to spełniać. Świętą cnotę czystości, którą nieskalaną przyniósł ze świata, strzegł jak najpilniéj, martwiąc ciało i zmysły na wodzy trzymając. Ślubowi posłuszeństwa wierny, w najmniejszych rzecząch woli swojéj nie miał, a przełożonym jakby woli Samego Boga poddawał się. Ubóstwo zachowując, nietylko niczém zgoła rozporządzać sobie nigdy nie pozwalał, lecz i wiele a tych rzeczy których zakonnikowi nawet w całéj ścisłości Reguła Braci-Mniejszych zachowana użytku dozwala odmawiał sobie. Słowem od pierwszego dnia nowicyatu tak wszystkich i najstarszych braci w doskonałości wyprzedził, że dla całego zgromadzenia stał się najwyzszym wzorem świętego zakonnika.

Wyświęcony na kapłana, z wielką gorliwością zajął się głoszeniem słowa Bożego, do czego przełożeni niezwłocznie go przeznaczyli. A lubo każde swoje kazanie zawsze zaczynał od tego tekstu: „Jezus Nazareński Król Żydowski”, z tego jednak jednego źródła wyprowadzał najobfitsze, najwłaściwsze i najzbawienniejsze dla słuchaczów nauki. Ażeby wiernych zagrzewać do czci i miłości przenajświętszego i najsłodszego Imienia Jezus, na wzór Świętego Bernardyna Seneńskiego, toż Imię jak najczęściéj w kazaniach powtarzał, a nawet wypisane na tablicy wielkiemi literami z ambony ludowi okazywał. Dla pobudzenia ludu do nabożeństwa, pisał wierszem różne pieśni nabożne, i po kazaniu je ze zgromadzonymi śpiewał. Ułożył Koronkę, z rozmyślaniami tajemnic życia Pana Jezusa i Maryi przenajświętszéj, przeplataną rzewnemi modlitwami, a którą nawet Papież Paweł V, odpustem zupełnym obdarzył.

Pragnąc Władysław w tym to głównie zawodzie służyć Panu Bogu, bo mu w nim Pan Bóg wielce błogosławił, starannie unikał aby go jaki urząd w zakonie nie spotkał. Wszakże dla wysokich cnót zakonnych, bracia pomimo jego wypraszań się usilnych, nietylko wynieśli go na urząd przełożonego i to nie jednokronie i po różnych klasztorach, ale i zarząd całéj Prowincyi mu powierzyli, i pięć razy z rzędu na tę godność go wybierali. Spędził téż lat piętnaście, z niewymowném zakonu całego pożytkiem i zbudowaniem wiernych. Prowincya jego już wtedy dwadzieścia cztery liczyła klasztory, a niektóre bardzo jedne od dragich odległe. Wszystkie jednak i to co roku, pieszo zwiedzał, podróże te bez grosza, o żebranym chlebie odbywając. A nawet dwa razy do Rzymu tymże sposobem chodził: raz na Kapitułę generalną, drugi raz dla obrony braci zakonnych przed Stolicą Apostolską, przez niezawistnych ludzi oczernionych. W skutek czego, zakonowi swojemu znieważonemu sławę przywrócił, a niecni oszczercy klątwą Papieską ukarani zostali. Podczas Prowincyalstwa swojego, ułożył dla Prowincyi ustawy tak właściwe i mądre, iż je kapituła geralna w Urbino we Włoszech roku Pańskiego 1498 odprawiona, dla całego zakonu przyjęła.

Za jego czasów Alekeander królewicz Polski wnuk Władysława Jagiełły, rządził księstwem Litewskiém. A że tam w wielu częściach kraju pogaństwo jeszcze istniało, dla małéj zaś liczby kapłanów katolickich, szerzyło się coraz dalej, Książę ten, spowodowany rozgłosem świętobliwości Władysława i jego braci, udał się do niego z żądanie, aby mu ze swego Zgromadzenia posłał zdolnych i żarliwych kapłanów, do oparcia się szerzącemu złemu w krajach jemu podległych. Chętnie przyłożył się do tego błogosławiony Władysław: wysłał ma Litwę kilku świątobliwych ojców, którzy naprzód osiadłszy w Połocku, ztamtąd Missyę odprawiali po najdzikszych częściach Litwy, a Bóg dobry pracom ich pobłogosławić raczył, gdyż po pewnym czasie około dwóch tysięcy dasz nabyli Kościołowi.

Kiedy w miasteczku Skępe, w dawnéj ziemi Dobrzyńskiéj a dzisiejszéj Guberni Płockiéj położoném w skutek objawienia się Matki Bożéj, pewien bogobojny szlachcic, założył mały klasztorek dla ojców Bernardynów, a Władysław przybył do niego z kilkoma braćmi aby ich tam obsadzić, znalazł ku temu wielkie przeszkody, pochodzące głównie od plebana miejscowego, najnieprzychylniejszego zakonowi. Chcieli bracia odstąpić téj fundacyi, lecz Władysław upewnił ich że wkrótce ich główny przeciwnik, stanie się jednym z ich nejwiększych dobrodziejów. Tymczasem Pleban nie przestawał powstawać na błogosławionego Władysława i jego towarzyszy, i gdy razu pewnego słyszał ludzi opowiadających że podczas gdy Ojcowie w kaplicy Matki Bożéj śpiewali o północy Jutrznię słyszéć się dały Anielskie śpiewy, rzekł z gniewem: „Nie Anielskie to śpiewy lecz dyabłów i wilków piekielnych wycia wtorują tym mnichom.” Co większa: stojąc wtedy przy téj kaplicy, nogą w nią uderzył z pogardą. Lecz w téjże chwili kara Boża go spotkała. Rażony nagłą śmiercią padł nieżywy na ziemię. Dowiedziawszy się o tém Władysław, pomodlił się do przenajświętszéj Panny za nieszczęsnego zmarłego, który powrócił do życia, grzechu swojego szczerze żałował, zakonników pokornie przeprosił, i odtąd według przepowiedni błogosławionego sługi Bożego stał się już na zawsze ich największym przyjacielem i dobroczyńcą.

Kiedy za Jana Alberta w roku 1499, niezliczone hufce tureckich i tatarskich wojsk zalały Polskę, mieczem i pożogą niszcząc okolice do których wkraczały, Władysław nakazawszy w całéj Prowincyi zakonnéj posty i nabożeństwa, sam obiegał miasta i wioski, a gorliwemi kazaniami pobudzał lud do modlitwy i pokuty, przykładem swoim i duchowieństwo świeckie do tego zachęcając. Ułożył wtedy krótką następującą modlitewkę, i tę ile mógł rozpowszechniał: „Jezu Nazareński królu Żydowski! powstań i zetrzyj barbarzyńskie narody, a daj zwycięstwo chrześcijańskiemu ludowi, aby wielkiego Boga potęgę wysławiał na wieki.” Sam zaś przymnożył sobie różnych umartwień ciała i postów, a niekiedy noce całe na modlitwie przed ołtarzem Matki Bożéj spędzał. Pan Bóg wszystkich tych modlitw wysłuchać raczył. Zesłał wczesną i nadzwyczaj ostrą zimę, która pohańców w obozach zaskoczywszy zniszczyła do szczętu, i od téj klęski Polskę uratowała.

Za każdą kapitałą zakonną, wypraszał się Władysław od dalszego sprawowania urzędu Prowincyalskiego na który go ciągle obierano. Ale tego od wielce miłujących go Ojców i braci nie otrzymał, aż kiedy już zwątlony nietylko ciężką pracą lecz i wiekiem do niejakiego wytchnienia miał prawo. Gdy więc uwolniono go od tego ciężaru, dano mu do wyboru klasztor w którymby chciał zamieszkać i towarzysza do posługi. Lecz Władysław na to odpowiedział: „Za łaską Bożą od kiedy jestem w zakonie w niczém własnéj woli nie miałem, pozwólcie abym jej nie miał i bliskim będąc już śmierci. Niech Ojcowie przeznaczą mnie gdzie się im podoba, jeszcze czuję w sobie dość siły do służenia zakonowi.” Przeznaczono go wtedy na przełożonego a razem i Kaznodzieję Warszawskiego klasztoru. Zajął się temi dwoma obowiązkami, jakby tylko co do zakonu wstąpił i zaczynał mu służyć. Gdy nadszedł post wielki, odbył go z większą jeszcze jak zwykle surowością. W wielki piątek miał kazanie, na którém wszystkich słuchaczy do rzewnych łez pobudził nad Męką Pańską, o któréj z przedziwném a świętém uniesieniem mówił. Gdy przeszedł do szczegółów biczowania Pana Jezusa, zwróciwszy się do obrazu na którym tajemnica ta wyrażoną była, powtarzając ta słowa: „O! Jezu! Jezu mój kochany!” wpadł w zachwycenie, i w oczach całego ludu w powietrze nad kazalnicą wyniesiony został. Wyszedłszy z tego stanu omdlał, tak że już skończyć kazania nie mógł a zakonnicy musieli go zanieść do celi. Od téj chwili już tylko albo modlił się, albo dawał braciom najzbawienniejsze nauki, lub z odwiedzającymi go mówił o Bogu. Czując się coraz słabszym, przyjął ostatnie Sakramenta święte, i spokojnie zasnął w Panu roku 1505.

Pochowany został na środku chóru ojców Bernardynów warszawskich, pod tém miejscem gdzie się pali lampa przed przenajświętszym Sakramentem. Lecz w roku Pańskim 1572. Arcybikup Karnkowski, będąc w Warszawie miał objawienie, w którém błogosławiony Władysław polecił mu w imieniu Pana Boga, aby zwłoki jego na właściwszém miejscu umieszczone zostały. Przeniesiono więc je z wielką czcią, i przy uroczystym obchodzie, na którym Król Zygmunt August był obecny, złożono po prowéj stronie wielkiego ołtarza, gdzie dotąd zostają w osobnéj kaplicy. Przy grobie jego wiele zaszło cudów, w skutek czego Papież Benedykt XIV, wpisał Władysława w poczet błogosławionych, i jednym z głównych patronów Polski i Litwy ustanowił.

Pożytek duchowny

Jakiéj to żywéj wiary były te czasy, w których jak to czytałeś w żywocie błogosławionego Władysława, kazania świętego Jana Kapistrana, pociągnęły do zakonu wraz z nim stu kilkudziesięciu akademików krakowskich, stanowiących kwiat ówczesnéj młodzieży! Widząc jak pod tym względem inne są czasy w których żyjemy, módl się goryco, aby tamte wróciły i o to głównie udawaj się do pośrednictwa Patronów kraju naszego.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś błogosławionego Władysława obdarzając wysoką doskonałością zakonną, jasnym świecznikiem w Kościele naszym uczynił, spraw miłościwie abyśmy za jego przykładem, we wszelkich cnotach wzrostu nabierali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 814–817.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 767

Jednym z najpotężniejszych środków do obudzenia w sercach naszych gorącej miłości Boga i prawdziwej pobożności jest rozpamiętywanie Męki Zbawiciela. Tam się uczymy, jak bardzo Bóg umiłował świat, jak wielkim złem jest grzech, który aby zmazać, potrzeba było męki i śmierci Boga-Człowieka. Tam także uczymy się, jak bardzo powinniśmy czuwać nad sobą, aby nie zmarnować tych skarbów łask, które nam Pan Jezus męką i śmiercią swoją wyjednał.

Tags: bł Władysław z Gielniowa „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Jan Kanty św Szymon z Lipnicy św Jan Kapistran czystość Męka
2020-04-28

Św. Pawła od Krzyża

Żył około Roku Pańskiego 1775.

(Żywot jego wydany został w Rzymie w roku jego beatyfikacyi przez ojca Pellegrino, z tegoż Zgromadzenia kapłana.)

Święty Paweł przezwany od krzyża dla szczególnego nabożeństwa jakie miał do męki Pańskiéj, urodził się w mieście Owedo we Włoszech w Liguryi położoném, roku Pańskiego 1694. Rodzina jego do szlachty należąca, pochodziła z prowincyi Kastlaceńskiéj. Na znak przepowiadający wysoką świątobliwość do jakiéj miał dojść z czasem, w nocy w któréj wydawała go na świat matka, pokój jéj napełniony został światłem niebieskiém. Wychowany bardzo starannie i pobożnie pod okiem świątobliwego kapłana, od lat dziecinnych okazywał wielkie, we wszelkiego rodzaju ćwiczeniach pobożnych, upodobanie, a szczególnie do Męki Pańskiéj i Boleści Matki Bożéj serdeczne miał nabożeństwo. Obok tego, wówczas już czuwaniem na modlitwie i biczowaniem się trapił niewinne ciało, a każdy piątek susząc, pijał ocet z żółcią.

Doszedłszy do lat młodzieńczych, coraz stawał się pobożniejszym. Zostając pod przewodnictwem duchowném ojców Kapucynów, których klasztor znajdował się blizko miejsca pobytu jego rodziców, wielki na drodze świątobliwości czynił postęp. Co mu tylko od nauk zbywało czasu, przepędzał go w kościele, za największą mając pociechę odmawianie pacierzy kanonicznych wraz z zakonnikami. Ubogich hojnie wspierał, obracając na jałmużny te wydatki, jakie jego wieku i stanu młodzieńcy obracają na rozrywki i różnego rodzaju zbytki. Wszelkich biesiad, a szczególnie wieczorów na których tańczono unikał. Zdarzyło się iż pod niebytność zwykłego spowiednika, poszedł do spowiedzi do proboszcza. Ten nie tylko ostro go złajał, zarzucając mu fałszywą pobożność, lecz oraz surowo mu nakazał aby się znajdował na balu, który tegoż dnia miał być dany, i aby na nim koniecznie tańczył. Święty młodzieniec był tém nad wszelki wyraz zasmucony, lecz chcąc nie wykroczyć przeciw posłuszeństwu, udał się na onę biesiadę, i już ze ściśnioném sercem zabierał się do tańca, kiedy oto sam Pan Bóg uwolnił go od téj przykrości. W chwili gdy tańce miały się rozpoecząć, struny na wszystkich instrumentach się porwały.

Za serdeczne nabożeństwo jakie miał do Matki Bożéj, pozyskał razu pewnego Jej cudowną pomoc. Wpadł był w rzekę Tanaro i już tonął, lecz gdy wezwał Maryą, podała mu Matka niebieska rękę, i z wody go cudownie wywiodła.

Stroniąc od towarzystwa młodzieży lekkomyślne życie wiodącéj, zgromadził był przy sobie pewną liczbę młodych towarzyszy, którzy zachęceni jego przykładem i naukami jakie im dawał wprawiając ich szczególnie do rozmyślania Męki Pańskiéj, zaczęli uczęszczać do Sakramentów świętych, i stali się najprzykładniejszymi młodzieńcami. Kilku z nich wstąpiło późniéj do zakonu, inni wyszli na zacnych obywateli odznaczających się prawością i dobremi obyczajami. Poznał się był z dwoma młodymi francuzami wyznania protestanckiego. Uprosił rodziców aby ich na pewien czas przyjęli do domu, i tak wpłynął na nich, że oba przyjęli wiarę katolicką, a jeden z nich stał się bardzo świątobliwym zakonnikiem.

Święty Paweł coraz bardziéj, rozmyślaniem dowodów miłości Bożéj do ludzi w męce Pana Jezusa jaśniejącéj, miłością Zbawiciela przejęty, zapragnął i sam krew swoję w obronie wiary przelać. W tym celu wstąpił do wojska, które zbierano w Wenecyi przeciw Turkom grożącym całemu chrześcijaństwu. Lecz poznawszy na modlitwie, że go Pan Bóg do wyłączniejszéj Swojéj przeznacza służby, opuścił ten zawód.

Po powrocie do ojczyzny, stryj jego bardzo majętny a bezdzietny, przeznaczał mu cały majątek, z warunkiem aby poślubił pewną bardzo zacną i także majętną dziewicę. Nie przystał na to święty Paweł, i już wtedy mając lat dwadzieścia sześć, postanowił wieść życie odosobnione, oddane szczególnie rozmyślaniu Męki Pana Jezusa i usłudze duchownéj bliźnich, do czego miał już i gotowych kilku towarzyszy. Zwierzył się ze swojemi zamiarami Biskupowi, jako swojemu duchownemu zwierzchnikowi, który uznając w tém natchnienie Boskie, pobłogosławił mu i przyodział go w suknię zakonną, którą wskazała mu sama Matka Boża w objawieniu a która była w kształcie habitu koloru czarnego, z umieszczoném na boku piersi sercem białém, mającém na sobie znamiona Męki Pańskiéj, i którą noszą dotąd bracia, do założonego przez niego Zgromadzenia należący. Niezwłocznie udał się z jednym towarzyszem na miejsce bardzo odosobnione w okolicach miasta Kastellacio, i tam osiadłszy przy małym kościołku świętego Stefana, utrzymując się z jałmużny, wiódł życie tak pokutne i bogomyślne, jak dawni pustelnicy egipscy. Lecz obok tego, nie tylko nawiedzał ubogich chorych, doglądał ich z największą miłością i miewał nauki do coraz liczniéj odwiedzających go na pustyni, lecz nawet Biskup wzywał go z naukami do niektórych kościołów, chociaż jeszcze żadnych święceń nie miał. Wywiązywał się z tego nasz Święty z wielkim dla wiernych pożytkiem, a w każdéj przemowie swojéj rozwodząc się nad dowodami miłości Boskiéj do ludzi, jakie nam dał Syn Boży w Męce Swojéj, najgorliwiéj zachęcał słuchaczów, do jak najczęstszego jéj rozmyślania.

Ponieważ do miejsca jego pobytu, zgłaszać się poczęli niektórzy, pragnący pod jego przewodnictwem wieść tenże co i on rodzaj życia, więc już wtedy wziął się do pisania Reguły, zasięgając w tém rady Biskupa i ojca Kolumbana wielkiéj świątobliwości kapucyna, do którego nawet w tym celu odbył wśród zimy pieszo i o żebranym chlebie pielgrzymkę do Szwajcaryi, gdzie tenże przebywał.

Głównym celem należących do tego nowego zgromadzenia, miało być nie tylko własne uświątobliwienie przez najżywszą pamięć na niepojętą dobroć Boga, która przywiodła Go do tego że z miłości ku nam stał się człowiekiem i wydał się na okrutną mękę i śmierć haniebną, lecz i rozbudzanie w sercach wiernych jak najserdeczniejszego do tajemnic męki Chrystusowéj i Boleści Matki Bożéj, nabożeństwa.

Po roku pobytu swojego na puszczy, święty Paweł z polecenia Biskupa udał się do Rzymu, gdzie odbywszy zawód nauk teologicznych, z wyraźnego rozkazu samego Papieża Benedykta XIII, wyświęcony został na kapłana, i otrzymał od niego upoważnienie założenia nowego Zgromadzenia swojego. W tym celu z kilku już towarzyszami osiadł na samotnéj górze Argentaryjskiéj, w miejscu które mu także Matka Boża wskazała w objawieniu, i założył tam pierwszy klasztor tak nazwanych Pasyonistów, od wyrazu Passio Domini to jest Męka Pańska.

Jak w każdóm dziele świętém zwykle wielkie napotykają się trudności, tak i w swojém znalazł ich nie mało nasz Święty: lecz że był świętym i z Bożego działał natchnienia, przezwyciężył wszystkie, i zgromadzenie jego w krótce wielu znakomitych i nauką i świątobliwością posiadające braci, zatwierdzone zostało przez Stolicę Apostolską, z przydaniem do trzech zwykłych ślubów zakonnych i czwartego, obowiązującego zakonników do jak najgorliwszego rozszerzania nabożeństwa do Męki Pańskiéj i Boleści Matki Bożéj. Za życia jeszcze świętego Pawła, stanęło około trzydziestu klasztorów jego Reguły. Założył on także i zgromadzenie żeńskie, w którym poświęconych Bogu dziewic głównym obowiązkiem jest oddawanie nieustającej czci niepojętéj miłości ku ludziom ich niebieskiego Oblubieńca, i ciągłe rozmyślanie Męki Chrystusowéj i Boleści Jego Matki przenajświętszéj.

Obarczony ważnemi i kłopotliwemi zajęciami, około nowo zakładanych zgromadzeń, pałający gorliwością o zbawienie dusz Męką Chrystusową okupionych, nieustannie głosił słowo Boże, niezliczoną liczbę grzeszników przywodząc do skruchy i poprawy życia, i najzatwardzialszych nawracając heretyków i niedowiarków. Cała zaś moc i skuteczność jego kazań, wypływała ze sposobu w jaki mówił o szczegółach Męki Zbawiciela, gdyż wtedy i sam łzami się zalewając i słuchaczów do płaczu pobudzając, najzimniejsze serca porywał i Panu Bogu pozyskiwał.

W piersiach jego taka gorzała miłość Boża, że odzienie serca dotykające niekiedy jakby od ognia było spalone, i dwa żebra z lewéj strony rozszerzone zostały. Podczas sprawowania Mszy świętéj, rzewne łzy wylewał, często w zachwycenie wpadał i w powietrze bywał uniesiony, a twarz jego widywano wtedy niebieską jasnością oślnioną. Podczas gdy kazywał, słyszano kilka razy jak Anioł z nieba dyktował mu słowa, a głos jego dochodził do uszu osób o kilka tysięcy kroków od niego będących. Obdarzył go był Pan Bóg i darem czynienia cudów: wielu ciężko chorych znakiem krzyża świętego uzdrowił, złym duchom rozkazywał; posiadał dar proroctwa i przenikania serc ludzkich. Tylu udarowany łaskami, czcią powszechną otaczany, u Papieża w szczególném będąc poważaniu, niezrównanéj był pokory. Poczytywał się za ostatniego z ludzi, wszelkie upokorzenia znosił z największą radością, i swój rodzaj życia nadzwyczaj umartwiony wiódł do najpóźniejszéj starości.

Miał lat przeszło ośmdziesiąt, gdy zapadł na zdrowiu. W chorobie nawiedzony przez ojca świętego Piusa VI, prosił go żeby wszelkiego dokładał starania, aby dogmat nieomylności Papieża został co prędzéj ogłoszony. Nakoniec pełen cnót i zasług, pobłogosławiwszy zgromadzonych około niego braci, i po udzielonéj im zbawiennéj nauce, przyjąwszy ostatnie Sakramenta, polecając się Matce Bożéj Bolesnéj, w chwili gdy się mu Ona okazała w cudowném widzeniu, oddał Bogu ducha, jak to dawno był przepowiedział, w dniu ósmym Października roku Pańskiego 1775.

Licznemi i po śmierci słynącego cudami, Papież Pius IX najprzód w poczet błogosławionych, a następnie w roku 1867 w poczet Świętych zaliczył.

Pożytek duchowny

Zdaniem najświątobliwszych mistrzów życia duchownego, nie masz zbawienniejszego ćwiczenia, nad pobożne rozmyślanie męki Pańskiéj i Boleści Matki przenajświętszéj. Jestto najkrótsza droga do nabycia cnót wszelkich i wyjednywania sobie łask najpotrzebniejszych. Postanów więc jak najczęściéj uciekać się do środka tak dla każdego dostępnego, a tak pełnego niezrównanych korzyści dla duszy.

Modlitwa (kościelna)

Panie Jezu Chryste, któryś do opowiadania tajemnicy Krzyża, świętego Pawła szczególną miłością obdarzył, i przez niego nowe Zgromadzenie zakonne w Kościele wskrzesić raczył, za jego pośrednictwem spraw prosimy, abyśmy Mękę Twoję pobożnie rozmyślając na ziemi, owoców jéj dostąpili w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 328–330.

Vide: Święto Siedmiu Boleści Matki Bożéj

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 812

Zakon świętego Pawła powstał w czasach, kiedy masoneria rozpanoszyła się w Europie i utorowała drogę krwawej rewolucji francuskiej i niemniej zgubnemu józefinizmowi w Niemczech. W tak smutnym okresie spoglądanie na krzyż i zwrócenie uwagi na Mękę Pańską było najskuteczniejszym środkiem ożywienia wiary. O wielkiej skuteczności rozpamiętywania Męki Pańskiej możesz się łatwo przekonać, jeżeli rozważysz dzieje i obrządki Kościoła.

  1. Rzućmy okiem na Dzieje Kościoła. Szymon Piotr był gorliwym apostołem, świadkiem nauk i cudów Chrystusa, Jego przemienienia na górze Tabor, lecz osłabł, a nawet wyparł się swego Mistrza; ale kiedy spojrzał na Jego oblicze, oszpecone uderzeniami, ocknął się z uśpienia, zapłakał i nawrócił się. Łotr Dyzma zestarzał się w nieprawościach, dopiero widok cierpień Jezusa przeniknął duszę je go promieniem łaski Bożej, rozrzewnił jego serce i skłonił go do odezwania się w te słowa: „Panie, pamiętaj o mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego”. Pan Jezus pocieszył go, mówiąc: „Jeszcze dziś będziesz ze Mną w raju”. Również i setnika rzymskiego nie wzruszyły cierpienia Zbawiciela, chociaż był świadkiem Jego nauk i cudów i był przekonany o Jego niewinności; dopiero gdy Go ujrzał na krzyżu, uderzył się w piersi i publicznie przyznał, mówiąc: „Zaiste, ten jest Synem Bożym!” Rany Chrystusowe natchnęły Męczenników świętych bohaterstwem, męstwem i wytrwałością w znoszeniu mąk i katuszy, a widok krzyża dodał siły pokutnikom do oparcia się pokusom i pozostania na stromej drodze cnoty.
  2. Kościół przypomina nam ciągle Mękę Pańską w ofierze Ołtarza świętego i zobowiązuje pod grzechem wiernych, aby przynajmniej co niedzielę i święto słuchali nabożnie Mszy świętej. W Wielki Czwartek i Wielki Piątek zarządził Kościół osobne na tę pamiątkę nabożeństwa, gromadzi jak najczęściej wiernych przed Hostią Przenajśw. wystawioną w monstrancji, proteguje stowarzyszenia mające na celu uwielbienie cierpiącego Chrystusa, popiera przez zakon świętego Franciszka nabożeństwa stacyjne, przywiązuje do nich rozliczne odpusty, opatruje przywilejami słynące z cudów miejsca pielgrzymek, słowem, czyni wszystko, co tylko może się przyczynić do rozkrzewienia czci, jaka się należy pamiątce Męki Pańskiej. Pytamy się teraz, czy katolicy korzystają w całej rozciągłości z tych łask przez Kościół udzielanych? Niestety, bardzo o tym wątpić należy.
Tags: św Paweł od Krzyża „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna młodzież cierpienie Męka Maryja masoneria Krzyż nawrócenie
2020-04-15

Św. Lidwiny Dziewicy

Żyli około roku Pańskiego 1433.

(Żywot jéj był napisany przez współczesnego jéj Tomasza a Kempis.)

Święta Lidwina, którą i Ludmiłą nazywają szczególna Patronka osób długą i ciężką chorobą złożonych, urodziła się roku Pańskiego 1380 w Hollandyi, w miasteczku Schiedam. Ojciec jéj miał imię Piotr, a matka Petronella: pochodzili ze szlacheckiego rodu, byli wzorowymi katolikami, a niezamożni. Lidwina była dziewiątém ich dzieckiem. Od lat najmłodszych okazywała się bardzo bogobojną; miała szczególne nabożeństwo do przenajświętszej Panny, którą przez całe życie czciła i kochała jak swoję najdroższą Matkę niebieską. W siódmym roku życia uczyniła ślub czystości.

Zaledwie wychodziła z lat dziecinnych, gdy z powodu znakomitéj urody i starannego wychowania, kilku młodzieży z wyższego stanu, ubiegało się o jéj rękę. Rodzice chcieli ją zmusić do zamęścia, lecz odpowiedziała im stanowczo, że ziemskiego oblubieńca nigdy mieć nie będzie, i że jeśli nie przestaną nakłaniać ją do tego, wtedy uprosi sobie u Pana Boga tak szpetną powierzchowność, że dla wszystkich stanie się obrzydzeniem.. Rodzice więc zostawili ją. w pokoju.

Miała lat piętnaście, kiedy razu pewnego, gdy przypatrywała się ślizgającym się na lodzie towarzyszkom, jedna z nich obaliła ją mimo chęci na ziemię, w skutek czego złamała sobie żebro. Odtąd zaczął Pan Bóg próbować ją i uświęcać cierpieniami tak wielkiemi, ciągłemi i nadzwyczajnemi, że trudnoby dać temu wiarę, gdyby nie to że najpoważniejsze świadectwa, stwierdzają te szczegóły.

Od piętnastego roku wieku swojego do pięćdziesiątego trzeciego, życie jéj było jakby bezustannem ciężkiém konaniem, albo raczéj ciągłém męczeństwem. Jeden ze współczesnych jej historyków powiada, że w przeciągu lat trzydziestu, nie zjadła tyle chleba, ile człowiek zdrowy spożywa go przez dni kilka. Ciało jéj wkrótce zamieniło się od stóp do głowy jakby w jednę jadowitą ranę. Lekarstwa w miejscu ulgi, pomnażały jéj cierpienia. Nie mogła chodzić inaczéj jak tylko rękoma i kolanami czołgając się po ziemi, a w końcu i na to już sił nie miała. Trzydzieści lat zupełnie z łóżka nie wstawała, a w siedmiu ostatnich rażona paraliżem, już tylko w głowie i w lewéj ręce miała władzę. Wnętrzności poranione wydawały ciągle zepsutą ropę, którą wraz ze krwią wyrzucała ustami, nosem, uszami, a nawet ciekła ona i z oczu. W głowie doznawała bezprzestannie bolu takiego, jakby w nią ćwieki wbijano. Do tego przyłączyły się cierpienia kamienia i stwardnienie wątroby. W ranach lęgło się robactwo. A gdy tak na wszystkich członkach strasznych bolów doznawała, całe ciało paliła, jakby aż do szpiku kości bezustanna trawiąca gorączka; trapiła ją ciągła bezsenność, a od czasu do czasu miewała mdłości i duszności istnego konania.

Lecz co najstraszniejsze: obok takich okropnych cierpień na ciele, i na duszy słabą była. Przez cztery pierwsze lata upadła była zupełnie na duchu, poddała się smutkowi i prawie rozpaczy; ledwie że nie złorzeczyła chorobie i cierpieniom doznawanym. Wszakże, po upływie tych lat czterech, prawdziwie dla niéj nieszczęsnych, najzbawienniejsza zmiana zaszła co do jej duszy. Zesłał jéj Pan Bóg świątobliwego spowiednika, nazwiskiem Jan Pot, który starał się przywrócić jej spokój wewnętrzny. Rozbudził w sercu jéj żywą wiarę w tę prawdę: że im więcéj cierpień dopuszcza Pan Bóg na kogo na téj ziemi, tém obfiteze przeznacza mu nagrody w Niebie, i polecił jéj szczególnie jak najczęstsze, a pobożne, Męki Pańskiéj rozmyślanie.

Polubiła wielce to święte ćwiczenie Lidwina, i w niém znalazła źródło swojego uświątobliwienia. Z początku odbywała je codziennie razy kilka, a zczasem prawie bezustannie, rozdzielając tajemnice Męki Pańskiéj na siedem części, odpowiadających siedmiu godzinom kanonicznym. Łącząc do tego swoje zwykłe serdeczne do Matki Bożéj nabożeństwo, w krótkim czasie przedziwne na drodze doskonałości uczyniła postępy. Nie tylko cierpliwie i spokojnie znosiła swoje cierpienia, lecz się w nich święcie rozmiłowała, i patrząc na Jezusa tyle cierpiącego w męce i śmierci swojéj, pragnęła cierpieć coraz więcéj. W najsroższych boleściach powtarzała: „Jeszcze więcéj Panie mój, jeszcze więcej cierpień mi zeszlij, jeśli taka wola Twoja, tylko w miarę tego, przymnażaj i łaski Twojéj.” Pan Bóg też hojnie obsypywał niemi tę duszę, właśnie przez cierpienia nadzwyczajne jakich doznawała, do wysokiéj świątobliwości przeznaczoną. Nie tylko opływała już odtąd w niezachwiany spokój wewnętrzny, nie tylko objawiała w sobie najchętniejsze poddanie się woli Bożój w najcięższych chwilach, lecz opływała w wielkie duchowne pociechy. Z Aniołem Stróżem często rozmawiała, widząc go obok siebie, a nawet objawiał się jéj i Pan Jezus pocieszał, nauczał i zachęcał do wytrwałości, i takiemi cudownemi widzeniami pokrzepiał i uświęcał. Lecz najczęstsze widzenia miała Matki Bożéj, i z Nią bardzo długo rozmawiała, różne odbierając łaski. Chociaż więc ciało jéj nie przestawało doznawać mąk ledwie że nie piekielnych, dusza opływała w radości niebieskie,

W miarę odbieranych łask takowych, Lidwina robiła postęp we wszystkich cnotach chrześcijańskich, a szczególnie w pokorze, będącéj probierczym kamieniem wszelkiéj prawdziwéj cnoty. Jak rozmiłowała się w cierpieniach ciała, tak również przez miłość wzgardzonego Jezusa, pokochała upokorzenia. Poczytywała sobie za szczęście gdy ją jakowa najdotkliwsza spotykała obelga, albo oznaki pogardy ze strony osób z któremi miała stosunki. Najbliższą jéj towarzyszką, była pewna kobieta gwałtownego usposobienia i grubiańskich obyczajów. Obchodziła się z biedną chorą bez litości, a niekiedy do tego stopnia unosiła się, że jéj w twarz pluła. Święta, nie tylko nigdy nie uskarżała się na to, ale nawet nigdy jéj nie objawiła najmniejszej niechęci. Gdy na koniec inne osoby w domu spostrzegłszy jak towarzyszka Lidwiny nieludzko się z nią obchodzi, pytały ją jak mogła tak długo znosić to w milczeniu: — „Przecież to dla nas wielką jest zasługa, odrzekła, chętnie znosić takie małe przykrości z miłości Pana Jezusa, a przez to niekiedy łatwiéj i osoby które względem nas zawiniają, przywieść do obżałowania swojéj winy.”

Pokora jéj przedewszystkiém ukrywała przed ludźmi szczególne dary, jakiemi ją Pan Bóg coraz hojniéj zbogacał. Dostąpiła była między innemi i téj rzadkiéj łaski, że Pan Jezus wyrył na jéj rękach i nogach, znamiona przenajświętszych Blizn swoich. Lidwina uprosiła u Chrystusa Pana, aby one znikły, a tylko aby bolu od nich doznawała.

Wielką także odznaczaąła się miłością bliźniego, a ztąd litością dla ubogich i cierpiących. Po śmierci rodziców, mały mająteczek jaki po nich odziedziczyła, rozdała biednym. Sama żyła z jałmużny; a że bardzo mało potrzebowała na własne utrzymanie, gdy tymczasem z różnych stron, przysyłano jéj znaczne wsparcie, więc sama będąc biedną, wielu ubogich wspierała. Podczas morowego powietrza, którém szczególnie dotknięci byli ludzie niezamożni, przejęta litością nad nimi, zaofiarowała się Panu Bogu za nich: „Panie, powiedziała na modlitwie, tym biednym ludziom zdrowie niezbędném jest do utrzymania życia i własnego i całych rodzin; zgrzeszyli to prawda, lecz racz mnie nieużyteczną sługę Twoję karać za nich, a ich oszczędź w miłosierdziu Twojém.” Zaraza ustała, a Lidwina dostała trzech bardzo bolesnych wrzodów, z których dwa nadługo a jeden na całe życie jéj pozostał.

Obdarzył ją był Pan Bóg i darem czynienia cudów. Tomasz a Kempis opisujący jéj życie, przytacza wiele takowych, a których naocznym był świadkiem. Jeden z jéj braci, którego szczególnie kochała, umarł był pozostawiając w niedostatku liczną rodzinę, i wielu wierzycieli niezapłaconych, którzy niepokoili biednych spadkobierców. Lidwina serdecznie się nad nimi litowała, pragnęła przyjść im w pomoc, lecz w jakiż sposób mogła to uczynić kiedy nic nie posiadała? Złożyła więc całą swoję ufność w Bogu, pomodliła się na tę intencyą, i wziąwszy woreczek w którym był cały jéj majątek, składający się z ośmiu franków, to jest dwóch rubli, oddała go drugiemu bratu, polecając aby z niego wszystkich dłużników zaspokoił. Ten ją usłuchał, poszedł, popłacił wszystkie a dość znaczne długi zmarłego brata, a gdy ostatniego zaspokoił dłużnika, znalazł jeszcze w woreczku 40 franków, które i Lidwina niezwłocznie kazała rozdać biednym. Na pemiątkę tego cudu, przechowywano ten woreczek i nazwano go Sakiewką Bożą. Miała także i dar proroctwa i wiele przyszłych wypadków przepowiedziała.

Na jakiś czas przed śmiereią, objawił się jéj Pan Jezus, trzymający w ręku wieniec przeznaczony dla niéj w Niebie, lecz w którym brakło kilku kwiatów i powiedział: „Córko moja, potrzeba aby ten wieniec został już wykończony.” Jakoż w dni kilka potém napadli na mieszkanie jéj rabusie, i zabrawszy jéj nawet ubogą kołdrę którą się przykrywała, zbili ją ciężko. Zaraz po zajściu tego zdarzenia, przepowiedziała godzinę swojéj blizkiéj śmierci; w trzeci dzień świąt Wielkanocnych przyjęła ostatnie Sakramenta święte, przeprosiła wszystkich obecnych, i prosiła aby ją pozostawiono samę. Potém modląc się długo, wpadła w zachwycenie, i dnia 14-go Kwietnia roku Pańskiego 1433 poszła do Nieba, po tę już całkowitą i wykończoną koronę, którą jéj zapowiedział i okazał był Sam Pan Jezus.

Gdy ją przebierano dla włożenia na katafalk, spostrzeżono że miała na sobie ostrą włosiennicę, którą ciągle trapiła ciało, i bez tego na tyle cierpień wystawione.

Pożytek duchowny

Zbawienną naukę i wielką pociechę znaleźć powinny osoby złego zdrowia zażywające, w szczegółach życia świętéj Lidwiny. Naukę: aby z takiém jak ona poddaniem się woli Bożéj cierpienia swoje znosiły; pociechę: bo widzą w tém dowód że i najgorszy stan zdrowia, nie przeszkadza wcale do nabycia najwyższéj świątobliwości.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste Boże nasz! Któryś ukazując błogosławionej Lidwinie wieniec chwały w Niebie dla niéj przeznaczony, zapowiedział jéj iż przez poniesienie nowych cierpień wysłuży go sobie tém świetniejszy; daj nam za jéj wstawieniem się i zasługami, z każdego cierpienia w duchu miłości Twojéj pokornie zniesionego, nagrodę wieczną sobie wysłużyć, Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 293–295.

Tags: św Lidwina „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica cierpienie choroba Męka spowiedź Maryja stygmaty zaraza
2020-04-10

Koniec Męki naszego Pana Jezusa Chrystusa – od Jego Ukrzyżowania do złożenia w grobie Jego Przenajświętszego Ciała

(Wszystko spisane jest słowami z czterech Ewangelii wyjętemi.)

Otóż dzień najuroczystszéj boleści Kościoła całego, w któréj obchodzi się pamiątka już saméj śmierci i pogrzebu Zbawiciela. W dniu téż dzisiejszym, przy obrzędach kościelnych, nie odprawia się nawet Msza święta właściwie mówiąc, gdyż Kapłan dlą spożycia przy niéj Hostyi przenajświętszéj, nie poświęca jéj jak to przy każdéj Mszy świętéj czyni, lecz bierze jednę z pokonsekrowanych wczoraj.

Śmierć Pana naszego na krzyżu, i to wszystko co jéj towarzyszyło, tak nam opowiadają Ewangelie święte:

I wzięli Jezusa i zwlekli Go z purpury i oblekli Go w szaty Jego, i wywiedli Go aby Go ukrzyżowali.

A niosąc krzyż sobie, wyszedł.

A wychodząc przymusili niektórego człowieka Cyrenejczyka imieniem Symona, idącego ze wsi, ojca Aleksandra i Rufa, aby niósł krzyż Jego, i włożyli nań krzyż, aby niósł za Jezusem.

I szła za nim wielka rzesza ludu i niewiast: które płakały nad nim i ubolewały. A Jezus obróciwszy się do nich rzekł: Córki Jerozolimskie nie płaczcie nade mną, ale same nad sobą płaczcie i nad synami waszymi. Albowiemci oto przyjdą dni, w których będą mómić: szczęśliwe niepłodne i żywoty, które nie rodziły i piersi które nie karmiły. Tedy poczną mówić górom: padnijcie na nas; a pagórkom: przykryjcie nas. Albowiem jeśli to na zieloném drzewie czynią cóż na suchém będzie?

Wiedziono téż z nim i drugich dwu złoczyńców, aby ich stracono.

I przywiedli Go na miejsce Golgota: co się wykłada miejsce trupiéj głowy. I dawali mu pić wino z mirrą, z żółcią zmieszane. A gdy skosztował, nie chciał pić.

I ukrzyżowali Go i łotrów: jednego po prawéj, a drugiego po lewéj stronie, a w środku Jezusa. I wypełniło się Pismo, które mówi: a ze złoczyńcami jest policzon.

A napisał Piłat i tytuł. I umieścili nad głową Jego, winę Jego napisaną: „Ten jest Jezus Nazareński, Król Żydowski.”

Ten tedy tytuł czytało wielu żydów, gdyż blizko miasta było miejsce gdzie był ukrzyżowan Jezus. A było napisane po żydowsku, po grecku i po łacinie. Mówili tedy Piłatowi najwyżsi Kapłani żydowscy: Nie pisz Król żydowski, ale iż on powiadał jestem król żydowski. Odpowiedział Piłat: „Com napisał napisałem.”

Żołnierze tedy gdy Go ukrzyżowali, wzięli szaty Jego (i uczynili cztery części, każdemu żoł- nierzowi część) i suknię. A była suknia nie szyta od wierzchu całodziana. Mówili tedy jeden do drugiego: „Nie krajmy jej, ale rzućmy o nią losy czyją ma być.” A rozdzieliwszy szaty Jego rzucili losy o nie, co kto miał posiąść. I wtedy Pismo wypełniło się mówiące: Podzielili sobie szaty moje, a o suknię moję rzucili los. A żołnierze to uczynili. A siędząc strzegli Go.

I stał lud patrzając: a naśmiewali się z Niego i przełożeni z nimi, a mimo przechodzący bluźnili Go, kiwając głowami swemi i mówiąc: „Héj który rozwalasz Kościoł Boży, a za trzy dni znowu go budujesz, zachowaj sam siebie: jeśliś Syn Boży zstąp z krzyża.”

Także i wyżsi kapłani z doktorami i ze starszymi, najgrawając mówili: „Innych zachował, sam siebie zachować nie może. Jeśli jest Król Izraelski niech teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego. Ufał w Bogu, niech Go teraz wybawi jeśli chce, bo powiedział że jestem Synem Bożym.”

Naigrawali Go téż i żołnierze przychodząc a ocet Mu podając i mówiąc „Jeśliś Ty jest Król Żydowski, wybaw że się sam. I którzy z Nim byli ukrzyżowani sromocili Go.”

A Jezus mówił: Ojcze odpuść im, bo nie wiedzą co czynią.

A jeden z tych łotrów którzy wisieli, bluźnił Go mówiąc: „Jeśliś Ty jest Chrystus wybawże sam siebie i nas.” A odpowiedziawszy drugi gromił so mówiac: Ani ty Boga sie boisz, gdyżeś téjże karze podległ? a myć sprawiedliwie: bo godną zapłatę za uczynki ponosimy, lecz ten nic złego nie uczynił.”

I mówił do Jezusa: „Panie pomnij na mnie gdy przyjdziesz do Królestwa Twego.” A Jezus mu rzekł: „Zaprawdę mówię Tobie: dziś ze mną hędziesz w raju.”

I stały podle krzyża Jezusowego, Matka Jego i siostra Matki Jego Marya Kleofasowa i Marya Magdalena.

Gdy tedy ujrzał Jezus Matkę i ucznia którego miłował, stojącego, rzekł Matce swojéj: Niewiasto, oto Syn twój. Potém rzekł uczniowi: Oto matka twoja.

I od onéj godziny wziął Ją uczeń na swą pieczę.

A od szóstéj godziny stała się ciemność po wszystkiéj ziemi aż do dziewiątéj, godziny i zaćmiło się słońce.

A około dziewiątéj godziny zawołał Jezus głosem wielkim rzekąc. Eli, Eli lamasabathani: To jest: Boże mój, Boże mój, dla czegoś mnie opuścił?

A niektórzy tam stojący, słysząc mówili: „Eliasza ten woła, poczekaj, patrzajmy jeśli przyjdzie Eliasz aby go wybawił.”

Potém wiedząc Jezus iż się już wszystko wykonało, aby się wykonało Pismo rzekł: Pragnę.

Było tedy naczynie postawione octu pełne, a natychmiast pobiegłszy jeden z nich, wziąwszy gąbkę napełnił octem i włożył na trzcinę, i dawał Mu pić.

I Jezus tedy gdy wziął ocet rzekł: Wykonało się.

I powtóre zawoławszy wielkim głosem rzekł: Ojcze w ręce Twe polecam ducha mojego.

A to rzekłszy, skłoniwszy głowę ducha oddał…

A oto zasłona kościelna rozdarła się w poły, na dwie części od wierzchu aż do dołu. I ziemia zadrzała i skały się popadały: groby się otworzyły: i wiele ciał Świętych którzy byli posnęli, powstało. I wyszedłszy z grobów: po Zmartwychystaniu Jego, weszli do miasta świętego i ukazali się wielom.

A widząc Rotmistrz, który stał przeciwko, co się działo iż tak wołając skonał, chwalił Boga mówiąc: „Prawdziwie ten człowiek był sprawiedliwy.”

I ci co z nim byli strzegąc Jezusa, ujrzawszy trzęsienie ziemi zlękli się bardzo mówiąc: „Zaisteć ten był Synem Bożym.” I wszystka rzesza tych, którzy wspólnie byli przy tém widoku i widzieli co się działo, wracali się bijąc piersi swoje,

A wszyscy Jego znajomi zdaleka stali. I było tam wiele niewiast, patrzając zdaleka, między któremi była Marya Magdalena i Marya Jakóba mniejszego, i Józefa Matka, i Salome Matka synów Zebedeuszowych, które gdy był w Galilei chodziły zą Nim, służyły Mu i wiele innych, którę były społem z Nim wstąpiły do Jezuzalem.

Żydowie tedy (ponieważ był dzień przygotowania) aby na szabat nie zostały ciała na krzyżu, (albowiem był wielki on dzień szabatu) prosili Piłata, aby połamano golenie ich, a zdjęto je.

Przyszli tedy żołnierze: a pierwszego złamali golenie i drugiego, który z nim był ukrzyżowan.

Lecz przyszedłszy do Jezusa, gdy go ujrzeli już umarłego, nie łamali goleni Jego, ale jeden z żołnierzów włócznią otworzył bok Jego, a natychmiast wyszła krew i woda.

A który widział wydał świadectwo, i prawdziwe jest świadectwo jego. A on wie iż prawdę powiada: abyście i wy wierzyli. Albowiem się to stało, aby się wypełniło Pismo: Kości nie złamiecie z Niego, i znowu drugie Pismo mówi: Ujrzą kogo przebodli.

A wszyscy Jego znajomi zdaleką stali, i niewiasty, które były za nim przyszły z Galilei, na to patrząc. A oto mąż imieniem Józef, który był senatorem, mąż dobry i sprawiedliwy (ten był nie zezwolił na radę i na uczynki ich) z Arymatei miasta żydowskiéj ziemi, który téż i sam oczekiwał Królestwa Bożego. Ten przyszedł do Piłata, przeto iż był uczniem Jezusosowym, lecz tajemnym dla bojaźni żydów, i śmiele wszedł do Piłata, i prosił o ciało Jezusowe. A Piłat się zdziwił jeśliby już umarł. A wezwawszy rotmistrza pytał go, jeśli już umarł. I dowiedziawszy się od rotmistrza, dawał ciało Józefowi.

Przyszedł tedy i zdjął ciało Jezusowe. Przybył téż i Nikodem, który był przyszedł w nocy do Jezusa przed tém, nioosąc przyprawę mirry i aloes jakoby sto funtów. Wzięli tedy ciało Jezusowe i związali je prześcieradły z rzeczami wonnemi: jako jest zwyczaj Żydom grzebać. A na miejscu gdzie był ukrzyżowan, był ogród a w ogrodzie był grób nowy w ktorym jeszcze żaden nie był położony. I położył je w nowym grobie swoim, który był w skale wykował, i przywalił do drzwi grobu kamień wielki i odszedł. A przyszedłszy niewiasty które były z nim przyszły z Galilei, widziały grób i jako było położone ciało jego. A wróciwszy się nagotowały wonnych rzeczy i maści, a w szabat dały pokój wedle przykazania.

A nazajutrz, który jest dzień po przygotowąniu, zebrali się przedniejsi kapłani i faryzeuszowie do Piłata mówiąc: Panie, wspomnieliśmy iż on zwodziciel powiedział jeszcze żyjąc: Po trzech dniach zmartwychwstanę. Przetoż rozkaż aby strzeżono grobu aż do dnia trzeciego; aby snać nie przyszli uczniowie jego i ukradli go i powiedzieli ludowi: Powstał z martwych i będzie ostatni błąd gorszy niż pierwszy. Rzekł im Piłat: Macie straż, idżcie, strzeżcie jako umiecie. A oni szedłszy obwarowali grób, zapieczętowawszy kamień ze strażą.

Pożytek duchowny

W dniu dzisiejszym dwa uczucia powinieneś rozbudzić za łaską Bożą, w sercu twojém: powinieneś mieć nieograniczoną ufność, w nieograniczone miłosierdzie Boga, który umarł na krzyżu, aby cię zbawić; i powtóre z nieograniczonej za to miłości ku Niemu, powinieneś postanowić żyć już odtąd tak, jak żyć powinien ten, za którego Bóg dał się umęczyć, aby go od grzechu i wyzwolić i na zawsze odstręczyć.

Modlitwa (kościelna)

Wejrzyj prosimy Cię Panie na tę czeladkę Twoję, za którą Pan nasz Jezus Chrystus nie wahał wydać się w ręce nieprzyjaciół i krzyżowe ponieść męczeństwo. Który z Tobą żyje i króluje Bóg i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya, jak po święcie Siedmiu Boleści Matki Bożéj.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 168–170.

Tags: „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Jezus Męka Wielki Piątek Krzyż
2020-04-09

Siedm rozmyślań z modlitwami o męce i śmierci Jezusa Chrystusa

Dunin Książka do nabożeństwa dla wszystkich katolików, Leszno 1853, ss. 385–105

Pierwsze rozmyślanie: „Jezus na górze oliwnéj.”

Modlitwa poprzednia, jako przygotowanie.

Oto nadszedł czas święty, w którym się szczególniéj zatrudniamy rozmyślaniem męki i śmierci Twojéj o Zbawicielu nasz Chryste Jezu! którą podjąłeś dla usprawiedliwienia i pojednania nas z Ojcem niebieskim, a razem i dla dania nam przykładu, jak Cię naśladować mamy. Sprawże to łaską swoją świętą, aby nasze serce uczuć mogło to dobrodziejstwo, jakie nam przez mękę i śmierć, dobrowolnie dla nas podjęte, wyjednałes, abyśmy przez to do świętych postanowień pobudzeni bydź mogli. Amen.

Rozmyślanie.

Gdy nasz Zbawiciel po ostatniéj wieczerzy umył swym uczniom nogi z upokorzenia, i dał im Ciało swoje i Krew najświętszą do pożywania, udał się z nimi na górę oliwną, aby się tam Ojcu niebieskiemu ofiarował dla naszego zbawienia, i prosił o umocnienie do dokonania dzieła naszego odkupienia. Oddalił się tedy pomiędzy drzewa od uczniów; i tam samotny, upadłszy na kolana, modlił się. Wiedział, że już przyszła Jego godzina, i że teraz spełni się na Nim to wszystko, co o nim przepowiadali Prorocy. Wszystkie męki, które miał ponieść téj nocy i dnia następującego, stały Mu przed oczami, a grzechy całego świata, które na siebie przyjął, ciążyły Go. Jego człowieczeństwo wzdrygało się na okrutne męki, jakie za moment miał ponosić, duszę smutek opanował, a wszystkie członki w nim drżały. Modlił się tedy do Ojca swojego: „Ojcze! jeżeli to bydź może, odejm odemnie ten kielich męki; przecież nie moja, lecz Twoja wola, Ojcze! niech się stanie!” Po trzy razy tak się modlił, i po trzy razy chodził do uczniów, upominając ich, aby się także modlili. „Módlcież się i wy, i czuwajcie,” mówił im, „abyście nie wpadli w pokusę.” W końcn rzekł: „Wstańcie teraz, i pójdźmy, bo się już zbliża mój zdrajca.” Gdy to wyrzekł, już Judasz, niewierny uczeń, szedł na czele znacznéj liczby żołnierzy pojmać Go. Zbliżył się do niego, i przez zdradzieckie pocałowanie wydał Go w ręce nieprzyjaciół. Łatwoby się był mógł Zbawiciel uwolnić z ich rąk cudowną mocą, jak dawniéj, gdy Go z góry skalistéj w Nazaret zepchnąć chcieli, a On niewidzialny przeszedł pomiędzy nimi; albo tak, jak im uszedł z kościoła, gdy Go kamienować chcieli. Ale tego nie chciał, bo już Jego godzina nadeszła. Zapytał tedy: „Kogóżto szukacie?” a ci odpowiedzieli: Jezusa z Nazaretu. „Ja jestem,” odpowiedział. A na te słowa padli na ziemię. Kazał im wstać, i dobrowolnie podał im ręce, aby Go związali, i dał im się prowadzić, jak baranek na rzeź.

Módlmy się:

O Zbawicielu najświętszy! kogóż nie zadziwi Twoje postanowienie i gotowość, z jaką oczekiwałeś i podałeś się na męki! Tylko posłuszeństwo Ojcu niebieskiemu, i miłość ku nam, których chciałeś mieć w niebie, mogły sprawić tę gotowość. O gdybym i ja, za Twoim przykładem, mogła się zawsze poddawać woli Ojca niebieskiego, i to wszystko z uległością z rąk Jego przyjmować, czém mnie tylko dotknąć raczył. Obym i ja mogła bydź zawsze posłuszną Bogu we wszystkiem, czém mnie tylko Jego Opatrzność nawiedzi! Obym i ja wśród cierpień i wszelkich umartwień pomniała zawsze na koniec i błogie skutki z nich wyniknąć mogące, a przez to utwierdzała się w stałości i odwadze do poddawania się woli Pana Boga! Kierujże i umacniaj mnie, o Zbawicielu! abym Cię we wszystkiem mogła naśladować, a zawsze i we wszystkiem w swiętéj cierpliwości poddawać się woli Ojca niebieskiego! Amen.

Drugie rozmyślanie: „Jezus w Jerozolimie przed arcykapłanami Annaszem i Kaifaszem.”

Modlitwa poprzednia.

Sprawże to, łaską swoją, o Zbawicielu! abym w duchu moim szła tam z Tobą, gdzie Cię złość ludzka oprowadzała, i uczyła się od Ciebie, jak się człowiek zachować powinien, gdy od drugich zostanie wzgardzony, spotwarzony i poniewierany. Od Ciebie chcę się uczyć pokory, cierpliwości i łagodności. Ty byłeś cichym i pokornego serca. Wzbudźże mnie Twoim przykładem do godnego naśladowania Ciebie. Amen.

Rozmyślanie.

Wśród ciemnéj nocy poprowadzono Zbawiciela do Jerozolimy, aby Go tam arcykapłani i lud na śmierć wskazali. Najpierwéj Go zaprowadzono do arcykapłana Annasza, gdzie Go sługa uderzył w twarz, iż nie odpowiedział stósownie do życzenia. Wnet potém poprowadzono Go do arcykapłana Kaifasza. Tu już było zgromadzonych siedmdziesiąt dwóch mężów, składających senat całego narodu. Ci zażądali, aby zdał sprawę z swoich postępków. Na to rzekł Jezus: „Nauczałem jawnie, nic w skrytości nie czyniłem, o tém każdy może dać świadectwo.” W końcu zapytali Go: czém jest, i za kogo się ma? „Zaklinam cię na Boga żywego”, rzekł arcykapłan, „powiedz nam, czy jesteś Chrystusem, Synem Boga żywego?” Na to odpowiedział Jezus: „Jestem; lecz przyjdzie czas, kiedy tegoż samego Chrystusa, który tu dziś przed wami związany stoi, ujźrzycie zstępującego z nieba w mocy i majestacie.” Na te słowa rzekł do zgromadzonych arcykapłan: „Sami słyszeliście, za kogo się ma; nie potrzebujemy więcéj świadectw, prócz, tego bluźnierstwa.” Tak jest, zawołali wszyscy, zbluźnił Boga, jest godzien śmierci! Zgromadzenie rozeszło się, Jezusa oddano straży wojskowéj, aby go pilnowała do jutra, kiedy miał bydź zaprowadzony do starosty, czyli do rządzcy owego kraju. W czasie tym, gdy się to działo, Piotr trzy razy zaparł się swego Mistrza na dziedzińcu. Lecz gdy się nań obejrzał Chrystus, to spojźrzenie, z którém się i oczy Piotrowe spotkały, tak go zmiękczyło, że odszedłszy ztąd, gorzko zaczął płakać. Tymczasem Jezus był znieważany od żołdactwa, które go strzegło. Zawięzywano Mu oczy, bito w twarz pięścią lub kijem, i pytano: Proroku! któżto cię uderzył? Inni plwali Mu w twarz, a przytém rozmaite obelgi nań rzucali. Na to wszystko milczał Jezus, i nie otworzył ust swoich, jak baranek gdy go strzygą.

Módlmy się:

O Zbawicielu najświętszy! jakąż łagodność i cierpliwość okazujesz przy ponoszeniu tych mąk okrutnych! Milczysz na największe potwarze, zniewagi i oskarzania Cię przed sędziami, a na szyderstwa i na poniewieranie ludu nie otworzyłeś nawet ust swoich! Wszelką niewierność uczniów swoich, którzy Cię opuścili lub zaparli się, wszelką pogardę i zniewagi pospólstwa, wszelkie urąganie nieprzyjaciół, zniósłeś spokojme, w cichości i cierpliwości; bo wiedziałeś, że to czynili w błędzie, zaślepieni namiętną złością. O! użyczże mi łaski, abym Cię zawsze naśladowała, abym zawsze była pokorna i cierpliwa, gdy mną ludzie gardzą i poniewierać mnie będą; abym miała politowanie nad ich słabością lub ślepotą, gdy się ze mnie urągać i uciskać mnie będą. Sprawze to, o Zbawicielu! łaską swoją, abym Cię mogła naśladować w podobnych wypadkach i ćwiczyć się w łagodności i cierpliwości. Amen.

Trzecierozmyślanie: „Jezus przed starostą Piłatem i przed królem Herodem.”

Modlitwa poprzednia.

O mój Zbawicielu! Ty nawet dobrowolnie raczyłeś się oddać w moc i ręce Pogan, i od nich słyszeć niesprawiedliwy wyrok na Ciebie wydany! O jakże pragnę nauczyć się od Ciebie, Panie, jak powinnam uważać i znosić wszelką niesprawiedliwość, jaką mi świat, to jest ludzie, wyrządzają. Twoję naukę, Twój przykład, chcę mieć zawsze przed oczyma, aby mi przypominał moję powinność cierpliwego znoszenia wszelkiéj niesprawiedliwości mi wyrządzanéj.

Rozmyślanie.

Już Żydzi nie mieli swojego sądownictwa, bo berło zostało odjęte pokoleniu Juda: zostawali pod władzą Rzymian, i mieli w Jerozolimie starostę rzymskiego, który we wszystkich ich sprawach wyrokować musiał, mianowicie tam, gdzie szło o życie. Do tego więc zaprowadzili naszego Zbawiciela. Raniutko zgromadzili się na jego dziedzińcu. Wyszedłszy Piłat, zapytał ich, coby mieli przeciw temu człowiekowi? Po wielu płonnych i fałszywych obwinieniach, w końcu rzekli: że Jezus jest burzycielem ludu, że się nazywa Królem żydowskim a nawet Synem Bożym; lecz Jezus na to milczal. – Wziął go tedy Piłat samego, i zapytał: Kto On Jest, i zkąd jest? czy on rzeczywiście jest Królem żydowskim? Na to Jezus rzekł: „Jestem Królem, ale moje królestwo nie jest z tego świata; przyszedłem na świat, abym nauczał prawdy, i dał świadectwo prawdzie. Ktokolwiek kocha prawdę, ten należy do mojego królestwa.” Wtedy rzekł Piłat: cóżto jest prawda? a rzekłszy, nie czekając odpowiedzi, wstał, wyszedł do czekających Żydów, i oznajmił publicznie: że w Nim żadnej winy nie znajduje, i że Go chce posłać do Heroda, jako do rządzcy Galilei, z której jest rodem Jezus. Zaprowadzono tedy Jezusa do Heroda, który, że mu zadawał wiele pytań z ciekawości tylko, przeto żadnóéj odpowiedzi nie otrzymał od Jezusa. Gdy nakoniec żądał, aby Jezus uczynił cud w jego oczach, a i na to Zbawiciel zamilczał, zaczął nim gardzić, i przyodziawszy Go białą szatą, kazał Go wśród szyderstw odprowadzić napowrót do Piłata, który powtórnie oświadczył ludowi i przełożonym żydowskim, że Jezusa uważa bydź niewinnym; przecież Go kazał w ich oczach biczować!

Módlmy się:

Jakże wielką jest Twoja stałość i cierpliwość, o Zbawicielu! którą okazałeś wśród wszelkich niesprawiedliwości Tobie wyrządzonych! Tak fałszywe oskarżania przed sędzią pogańskim, jak szyderstwa na dworze Heroda, zniósłeś z niezachwianą odwagą i męztwem. Ach! obym i ja mogła wstępować w ślady Twoje, gdy mi ludzie niesprawiedliwość wyrządzać będą! O gdybym wtedy na to pamiętała: że przyjdzie czas, kiedy najsprawiedliwszy Sędzia każdemu sprawiedliwość wymierzy, a wszelkie doznane niesprawiedliwości publicznie wyjawi! I te prześladowania, które dla wiary świętéj ponosiłam i ponosić będę, chcę za Twoim przykładem znosić cierpliwie. Wspomagaj mnie tylko, o Panie! łaską twoją świętą, dodawaj odwagi i męztwa, uzbrajaj cierpliwością, aby mnie żadna niesprawiedliwość, żadna obelga mi zadana, nie uniosła gniewem i popędliwością. Amen.

Czwarte rozmyślanie: „Biczowanie i koronowanie Jezusa.”

Modlitwa poprzednia.

Pomnażają się Twoje cierpienia, o Zbawicielu mój ! a po zniesionych zniewagach i udręczeniach duszy, następowały ciężkie dolegliwości, jakie zadawano ciału Twojemu. I te zniósłeś cierpliwie i stale. Nauczże mnie, o Panie! z równą cierpliwością i stałością znosić cielesne cierpienia, któremi mnie albo Twoja Opatrzność dotknie, albo które mi złość ludzka zada. Amen.

Rozmyślanie.

Piłat oświadczył, że Chrystus jest niewinny, a przecież kazał go biczować; co za sprzeczność! możeto dla tego, aby w części uczynił zadosyć wrzaskliwym naleganiom Żydów, a potém mógł niewinnego na wolność puścić? Wyprowadzono tedy Jezusa, zdjęto z Niego suknie, przywiązano do słupa, i rózgami sieczono ! Wtedy spełniło się to, co o Nim napisali Prorocy: że od stóp do głowy nie było na Nim miejsca zdrowego. Po biczowaniu, odwiązano Go od słupa, i wtłoczono Mu na głowę koronę uplecioną z ciernia. Potém Go przyodziano purpurowym płaszczem, dano w rękę trzcinę, i wśród szyderstw witano Go jako króla. Piłat ujźrzawszy Go w krwi swojéj zbroczonego, został litością wzruszony. Wziął Go w tej postaci i jeszcze raz wyprowadził na widok ludu, w nadziei, że sam ten widok okropny zmiękczy ich i do litości pobudzi. Patrzcie, mówił: Oto człowiek! — Ale to żadnego wrażenia na nich nie sprawiło. Wszyscy krzyczeli: Ukrzyżuj! ukrzyżuj!

Módlmy się:

O Zbawicielu mój, Chryste Jezu! niewinnie za cudze grzechy, za nas, biczowany i poraniony! przez którego rany my uleczeni zostaliśmy! O jakże Ci zdołam nagrodzić tę wielką miłość! Całém mojém sercem, całą duszą, dzięki Ci składać, kochać Cię, i święcie pełnić wolą Twoję pragnę. — Chcę także podług Twego przykładu poddawać się i cierpliwie znosić wszelkie cielesne dolegliwości, jakiemi mnie dotknie Opatrzność Twoja, albo z dopuszczenia Ojca niebieskiego ludzie zadadzą. Błagam Cię o łaskę i pomoc, abyś mnie w tém mojém postanowieniu utwierdzić i zachować raczył, Amen.

Piąte rozmyślanie: „Jezus krzyż swój dźwiga na miejsce śmierci.”

Modlitwa poprzednia.

W rozmyślaniu cierpień Twoich, o Panie! przychodzę aż do téj godziny, kiedy wyrok Twój śmierci ogłoszony, i Ty zostałeś wyprowadzony na plac śmierci. Nauczże mnie, o Zbawicielu mój! przez Twoje chętne poddanie się, przez Twoje posłuszeństwo aż do śmierci, bydź także posłuszną woli Boga, poddać się chętnie wyrokowi śmierci, gdy nadejdzie moja godzina, którą mi Pan życia i śmierci naznaczył. Amen.

Rozmyślanie.

Gdy Starosta Jerozolimy, Piłat, już po kilka razy napróżno starał się uwolnić Jezusa, którego niewinnym ogłosił, użył jeszcze jednego sposobu. Było zwyczajem, że na święta wielkanocne wypuszczano z więzienia jednego zbrodniarza, a wybór tego należał do ludu. Stawił tedy Piłat dwóch przed ludem, to jest: Barrabasza, znajomego złoczyńcę, i Jezusa, o którym był przekonany, że go lud kochał, tylko przełożeni i kapłani nienawidzili. Lecz niestety! już ci lud podburzyli i przysposobili, którego mieli obrać. Stanąwszy tedy Piłat z Barrabaszem i Jezusem przed ludem, rzekł: Któregoż z tych dwóch chcecie uwolnić, Barrabasza, czy Jezusa? Na to wszyscy krzyknęli: Nie Jezusa, ale Barrabasza. Znów zapytał Piłat: A cóż chcecie uczynić z Jezusem? I powtórnie krzyknęli wszyscy: Na krzyż, na krzyż z nim! Wtedy Piłat umył publicznie ręce, i rzekł: Nie chcę należeć do rozlewu krwi tego niewinnego. Lecz oni krzyczeli: Krew jego niech spadnie na nas i na dzieci nasze! i zaraz dodali: gdybyś go zaś wypuścił, okazałbyś, że nie sprzyjasz cesarzowi, bo on się królem głosił, i przeto godzien jest śmierci. — To odgrażanie niełaską cesarską, wielkie uczyniło wrażenie na sercu Piłata. Oddał im Barrabasza, a na Jezusa wyrzekł wyrok śmierci, i zaraz im Go wydał w ręce, aby Go ukrzyżowali.

Coprędzéj korzystali Żydzi z czasu i okoliczności do wykonania wyroku śmierci z największym pośpiechem. Zaraz poczynili potrzebne przygotowania. I poprowadzono niewinnego Jezusa na miejsce śmierci. Włożono ciężki krzyż na poranione jego ramiona, a tak choć był zupełnie osłabiony od plag i ran, musiał przecież sam dźwigać krzyż, na którym miał życie zakonczyć. Z ukontentowaniem prowadzili go Żydzi przez ulice Jerozolimy, z radością szło za nim gromadnie to pospólstwo, które niedawno z rozczuleniem i podziwieniem słuchało Jego nauk, patrzało na Jego cuda, i z uwielbieniem wydawało radosne okrzyki: Hosanna Synowi Dawidowemu! gdy przed sześcioma dniami wjeżdżał do Jerozolimy; a dziś wśród pląsów i urągań idą za nim na miejsce śmierci! Tylko kilka czułych niewiast rzewnie nad nim płakało. Gdy Jezus usłyszał ich płacz i lamenta, stanąwszy, rzekł: „Córki jerozolimskie! nie płaczcie nademną, płaczcie raczéj nad sobą, i nad dziećmi waszemi; bo jeżeli się to dzieje z zieloném drzewem, cóż się dziać będzie z uschłém?” to jest: jeżeli to spotyka niewinnego, cóż się stanie z grzesznikami? To rzekłszy, jako posłuszny wyrokowi Ojca niebieskiego, szedł daléj na miejsce śmierci.

Módlmy się:

Upadam przed Tobą, o Zbawicielu mój, Chryste Jezu! w téj Twojej zniewadze, gdy sam dźwigając krzyż dałeś się jako złoczyńca na śmierć prowadzić. Dobrowolnie poddajesz się wyrokowi Ojca swojego, i chętnie idziesz, abyś dla zbawienia świata śmierć poniósł. Oby serce moje mogło Ci godne składać dzięki! Lecz obym Cię także mogła godnie naśladować, gdy podług odwiecznego wyroku Boga i mojéj śmierci godzina nadejdzie! Obym wtedy mogła się zupełnie zdać na wolę Boga, i posłuszna aż do śmierci, chętnie poddała się wyrokowi Ojca niebieskiego, który każdemu oznaczył czas i godzinę! Ach! pragnę wcześnie oczyścić moje sumienie, abym spokojnie i w dobrej nadziei mogła oczekiwać mojego końca. Umocnijże mnie, o Panie, i spraw, abym równie spokojnie, jak Ty, wyglądała mojego końca. Amen.

Szóste rozmyślanie: „Śmierć Jezusa.”

Modlitwa poprzednia.

Chcę dzisiaj rozmyślać śmierć Twoję, o Zbawicielu mój! którą za mnie, i za wszystkich ludzi poniósłeś na krzyżu! Ach! dajże mi w niéj uznać miłość Twoję, którą nas ukochałeś aż do śmierci. Dajże mi uznać i uczcić tę ofiarę, którą ofiarowałeś za grzechy moje i całego świata ! Abym zaś mogła się stać uczestniczką tej najświętszéj ofiary, udzielże mi łaski, abym równie Jak Ty mogła wytrwać aż do końca w miłości Ojca Twego, i w niéj umrzeć. Amen.

Rozmyslanie.

Po długiém i uciążliwém dźwiganiu krzyża, do którego przybrano pomocnika, gdy Jezus upadł na siłach, przyszedł nareszcie na górę Kalwaryi, gdzie miał śmierć ponieść. Położył krzyż swój, zdięto suknię z Jego poranionego ciała, i jako owieczkę na rzeź położono Go na krzyżu. Rozciągnięto Mu ręce, i mocnemi gwoździami przybito do krzyża; toż samo uczyniono z nogami; po takiém przybiciu wśród wrzasku podniesiono krzyż z Jezusem, Bogiem i człowiekiem. Co za widok dla nieba i ziemi! Co za widok dla nieprzyjaciół Jezusa i Jego przyjaciół! Ci oniemieli, tylko jękiem wydają swoję boleść i lamenta; tamci zaś cieszą się i lżą jak mogą najszkaradniéj. Oto cudotwórca i zburzyciel kościoła! wołali z urąganiem; oto król izraelski, Syn Boży! czemuż nie zstąpi z krzyża, gdy może, abyśmy wszyscy w niego uwierzyli? Te mowy powtarzane musiał Jezus słyszeć z krzyża, przecież one nie przemogły Jego cierpliwości. Owszem wśród nich wzniósł w niebo swe Oczy, łzami i krwią zalane, i modlił się: „Przebacz im, Ojcze! bo oni nie wiedzą co czynią.” Nawet jeden z łotrów, obok zawieszonych na krzyżu, łączył swoje urągania z szyderstwami tych bluźnierców; drugi zaś rozrzewniony łagodnością i cierpliwością Jezusa, uznał Go za Zbawiciela świata, i rzekł z żalem serdecznym, i wyznaniem swych grzechów: Panie! pomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. A Jezus zapewnił go z krzyża: „Dziś jeszcze będziesz ze mną w Raju.” Tedy zbliżyli się do Niego niektórzy z Uczniów, dotąd rozproszeni między ludem. Jan przystąpił do krzyża, i Najśw. Marya Panna, ta Matka, która Go porodziła w Betleem, którą Aniół Błogosławioną nazwał przy zwiastowaniu; ta teraz stała pod krzyżem, i na tego patrzyła w krwi zbroczonego na krzyżu, który miał posieśdź tron Dawida na wieki! Matka Jezusa i Jan stali pod krzyżem. Jezus widząc ją w smutku pogrążoną, pocieszał i polecił ją Janowi, aby nad nią miał opiekę, jak nad swoją matką; Maryi zaś polecił Jana, aby go uważała jak swego syna. „Oto syn twój! oto Matka twoja!” Po długiém cierpieniu, czując pragnienie, rzekł: „Pragnę!” — i podano Mu za napój żółci z octem. Jeszcze się nie skończyły Jego udręczenia śmierci, najokropniejsze jeszcze nie nadeszło. Byłoto uczucie, że Go Bóg opuścił. Bo musiał bydź od Boga ten opuszczonym, który przyjąwszy na siebie kary grzechowe, chciał cierpieć i umrzeć za grzeszników. Choć tedy Jezus Chrystus był Synem jednorodzonym Ojca niebieskiego, lecz że cierpiał za nasze grzechy, musiał tedy doznać téj najokropniejszéj kary, opuszczenia od Boga! Zbliżyła się okropna godzina; niebo zostało zasłonione ciemnością, całe przyrodzenie smuciło się, a Jezus mocnym głosem zawołał: „Boże mój! Boże mój! czemuś mnie opuścił?” Lecz wkrótce wróciła pociecha do duszy Jego. Czuł bliski swój koniec, i rzekł: „Teraz się już spełniło! a wzniósłszy ostatni raz swe oczy w niebo, rzekł: „Ojcze! w ręce Twoje oddaję ducha mojego,” i skłoniwszy głowę, skonał.

Módlmy się:

Cześć Ci oddaję, o Zbawicielu mój, Chryste Jezu! który przez śmierć swoję, na krzyżu podjętą, świat odkupiłeś. Ofiara została spełnioną; my odkupieni, uratowani od potępienia wiecznego przez Ciebie, przez śmierć Twoję. Tak ukochałeś ludzi, o Zbawicielu! żeś za nich na męki poszedł, i śmierć podjął, aby oni żyć Mogli na wieki. O jakież Ci dzięki składa serce moje! czémie Ci odwdzięczę miłość Twoję, o Panie! oto Cię kochać będę nad wszystko, bo innéj wdzięczności nie żądasz odemnie. Oto starać się będę, abym życie prowadziła podług Twéj s. nauki, unikała złego, czyniła dobrze, stósowała się do woli Twojéj, a tym sposobem uzupełniła na sobie odkupienie Twoje. — Umacniaj mnie tylko, o Zbawicielu! w tém mojém mocném postanowieniu! spraw, abym Ci była wierną przez całe życie moje; a gdy przyjdzie moment zejścia, aby koniec mój mógł bydź Twemu podobny! Utrzymuj mnie, o Panie! w uległości woli Twojej świętéj, abym w pokoju mogła zamknąć powieki, i ducha mego w ręce Ojca niebieskiego polecić. Amen.

Siódme rozmyślanie: „Złożenie w grobie Jezusa.”

Modlitwa poprzednia.

Nawet złożenie Twoje w grobie, o Zbawicielu! jest dla nas pełne pociechy i nauki. Ono nam pokazuje, żeś się stał we wszystkiem nam podobny. Przyjdzie czas, kiedy i nasze ciało, tak jak Twoje, złożone zostanie. Niechże więc Twój pogrzeb stanie się dla mnie pociechą i nadzieją! Spraw, abym w Tobie umarła, i aby moje kości spoczywały w grobie, póki ciała nie obudzisz, z duszą połączysz, i oboje uszczęśliwisz! Amen.

  • ** Rozmyślanie.

Po śmierci Jezusa, pragnęli Jego przyjaciele zdjąć clało umarłe z krzyża, i złożyć w grobie. Dwaj tedy zacni z najwyzszéj rady żydowskiéj mężowie, potajemni uczniowie Jezusa, Nikodem i Józet z Arymatei, udali się do Piłata, i prosili o ,pozwolenie, aby mogli zdjąć ciało z krzyża, i pochować. I rzeczywiście poszli zdejmować ciało z krzyża. Jeden z żołnierzy, dla zupełnego przekonania się o śmierci, przebił włócznią bok Jezusowi, i wypłynęła z rany krew i woda, jako niezawodne znaki śmierci. Dopiero zdjęli ciało z krzyża, obwinęli w białe prześcieradło, zanieśli i złożyli w grobie nowo wykutym w skale, który dla siebie dał zrobić Józef z Arymatei w swoim ogrodzie. W krótce przybyły pobożne niewiasty, uważając, gdzie Go złożono, aby mogły namaścić ciało zmarłego. Lecz wnet wydano rozkaz, aby grób zamknąć i zapieczętować; bo Żydzi wiedząc, co Jezus był powiedział: iż trzeciego dnia wstanie z grobu, bali się, aby uczniowie nie wzięli ciała potajemnie, i nie rozgłosili, że zmartwychwstał. Zamknęli tedy grób wielkim kamieniem i opieczętowali. Nadto, przy tak zabezpieczonym grobie, postawili żołnierzy na straży, aby pilnowali umarłego.

Módlmy się:

I ja równie umrę i pogrzebioną zostanę, jak Ty, o Zbawicielu mój! jestto los wszystkich dzieci Adama, jestto kara pozostała po grzechu. Z prochu jesteśmy, i w proch się obrócimy. Lecz choć moje ciało i kości spróchnieją w grobie, tam przecież oczekiwać będą swojej przemiany i zmartwychwstania. Ty nam to zapewniłeś, Zbawicielu mój! przetoć w téj nadziei bynajmniéj nie lękam się ciemnicy grobowéj. Spraw tylko, o Panie! łaską swoją, abym w Tobie umarła, a wtedy niechaj moje ciało w grobie próchnieje, lub spoczywa dopóty, aż je znów z duszą połączysz i uszczęśliwisz na wieki. Amen.

Tags: Męka Dunin
2020-04-08

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa – od Jego stawienia przed Piłatem do Ukrzyżowania

(Wszystko spisane jest słowami z czterech Ewangelii wyjętemi.)

Przywiedli tedy Jezusa do Piłata na Ratusz. A było rano i sami nie weszli na Ratusz, aby się nie zmazali; ale iżby pożywali Paschy.

A tak Piłat wyszedł do nich z Ratusza i rzekł: „Co za skargę przynosicie, przeciw człowiekowi temu? Odpowiedzieli i rzekli mu: „By ten nie był złoczyńcą, nie podalibyśmy go byli tobie.” Rzekł im tedy Piłat: „Weźmijcie Go wy, a według zakonu waszego osądźcie Go.” Rzekli mu tedy żydowie: „Nam się nie godzi, nikogo zabijać.” Aby się wypełniła mowa Jezusowa, którą powiedział, oznajmując, którą śmiercią miał umrzeć.

I poczęli nań skarżyć, mówiąc: „Tegośmy naleźli podburzającego naród nasz: i zakazującego dani dawać Cesarzowi, i mówiącego: że On jest Chrystusem Królem.”

Wszedł tedy Piłat do Ratusza i wezwał Jezusa, a Jezus stanął przed Starostą i pytał Go Starosta, mówiąc: „Tyś jest Król Żydowski?” Odpowiedział Jezus: Sam od siebie to mówisz, czyli ci insi powiedzieli o mnie? Odpowiedział Piłat: „Azażem ja żyd? Naród Twój i najwyżsi Kapłani podali mi Cię, coś uczynił.” Odpowiedział Jezus: Królestwo moje nie jest z tego świata: gdyby Królestwo moje z tego świata było, jużby się byli słudzy moi ujęli, żebym nie był wydan żydom, lecz teraz Królestwo moje nie jest ztąd. Rzekł mu tedy Piłat: „Toś Ty jest Król” Odpowiedział Jezus: Ty mówisz żem ja jest Królem. Jam się na to narodził, i na tom przyszedł na świat, abym świadectwo dał prawdzie. Wszelki który jest z prawdy, słucha głosu mego. Rzekł Mu Piłat: „Co jest prawda?” A to rzekłszy, wyszedł znów do żydów.

A Piłat rzekł do wyższych Kapłanów i do rzeszy: „Ja żadnéj winy w Nim nie znajduję.” I skarżyli nań najwyżsi Kapłani o wiele rzeczy.

A gdy nań skarżyli wyżsi Kapłani i Starsi, nic nie odpowiedział. Tedy mu rzekł Piłat: „Nie słyszysz jako wiele przeciw Tobie świadectw przywodzą? Nie nie odpowiadasz? Patrz jako w wielkich rzeczach Cię winują.” I nie odpowiedział mu na żadne słowo, tak iż się bardzo dziwował Starosta.

Lecz oni się silili mówiąc: „Wzrusza lud ucząc po wszystkiéj żydowskiéj ziemi, począwszy od Galilei aż tu.”

A Piłat usłyszawszy Galileję, pytał jeśliby był człowiekiem Galilejskim. A gdy dowiedział się, iż należał do władzy Herodowéj, odesłał Go do Heroda, który też w Jeruzalem był w one dni.

A Herod ujrzawszy Jezusa, uradował się bardzo. Bo go od dawnego czasu pragnął widzieć, dla tego, iż wiele o nim słyszał, i spodziewał się, że miał widzieć jakie cuda od Niego uczynione. I pytał wiele mówiąc. A on mu nie nie odpowiadał.

Lecz wyżsi Kapłani i Doktorowie stali usilnie nań skarżąc. A wzgardził Nim Herod z wojskiem swojém i naigrał się z Niego, a obleczonego w szatę białą odesłał do Piłata. I stali się przyjaciółmi Herod i Piłat onego dnia: bo przedtém byli sobie nieprzyjaciółmi.

A Piłat wezwawszy wyższych Kapłanów i przełożonych i lud, rzekł do nich: „Przywiedliście mi tego człowieka jakoby lud odwodzącego, a oto ja pytając przed wami, nie nalazłem w tym człowieku żadnéj winy z tych, o których nań skargę kładziecie. Ale ani Heród, bom was do niego odsyłał: a oto nie uczynił Mu nic godnego śmierci. A przetoż skarawszy Go wypuszczę.”

A na dzień uroczysty, zwykł był Starosta wypuszczać pospólstwu jednego więźnia, któregokolwiek żądali, i miał na ten czas więźnia znacznego, którego zwano Barabaszem, który z buntownikami był w więzieniu, który był w rozruchu, popełnił mężobójstwo. A gdy wstąpiła rzesza, poczęła prosić, jako im zawżdy czynił.

Gdy się tedy oni zebrali, rzekł Piłat: „Któ- rego chcecie żebym wypuścił wam, Barabasza czyli Jezusa, którego zowią Chrystusem?” Bo wiedział że Go z zazdrości byli wydali najwyżsi Kapłani.

Lecz wyżsi Kapłani i Starostowie namówili pospólstwo, aby puścili Barabasza a Jezusa stracili.

A odpowiadając Starosta rzekł im: „Któregoż chcecie abym wam wypuścił ze dwóch?” I zawołała społem wszystka rzesza mówiąca „Strać tego, a wypuść nam Barabasza.”

Lecz gdy on siedział na stolicy sądowej posłała do niego żona jego, mówiąc: „Nic tobie i sprawiedliwemu temu, albowiem wielem cierpiała dziś przez sen dla Niego.”

A Piłat chcąc wypuścić Jezusa, znowu odpowiadając rzekł im: „Cóż tedy chcecie abym uczynił Królowi żydowskiemu?” A oni znowu wołali: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go.” A on po trzecie rzekł do nich: „Cóż przecie złego ten uczynił? Żadnéj przyczyny śmierci w Nim nie znalazłem: ukarzę Go tedy i wypuszczę.”

A oni nalegali głosy wielkiemi, żądając aby był ukrzyżowan i wzmacniały się głosy ich: „Niech będzie ukrzyżowan.”

Wziął tedy Piłat Jezusa i ubiczował. Tedy żołnierze starościni wziąwszy Jezusa, prowadzili Go do sieni ratuszowej i zebrali do Niego wszystką rotę. A zwlokłszy Go włożyli Nań płaszcz szkarłatny. I uplotłszy koronę z ciernia, włożyli na głowę Jego, i trzcinę w prawicę Jego.

I przychodzili do Niego, a klękając przed Nim, naigrawali Go i poczęli Go pozdrawiać: „Witaj Królu Żydowski.” A plując Nań wzięli trzcinę i bili głowę Jego, a upadając na kolana, kłaniali się Jemu i dawali Mu policzki.

Wyszedł tedy znów Piłat przed Ratusz i rzekł im: „Oto Go wam wiodę przed ratusz, abyście poznali, że w Nim żadnéj winy nie najduję.”

Wyszedł tedy Jezus, niosąc cierniową koronę i szatę szkarłatową. I rzekł im Piłat: „Oto człowiek!”

Gdy tedy ujrzeli najwyżsi Kapłani i służebnicy, zawołali mówiąc: „Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go!” Rzekł im Piłat: „Weźmijcie Go wy, a ukrzyżujcie, bo ja w Nim winy nie najduję.” Odpowiedzieli mu żydowie: „My zakon mamy, a według zakonu ma umrzeć, że się Synem Bożym czyni.”

Gdy tedy Piłat usłyszał tę mowę, bardziej się uląkł. I wyszedł znowu do ratusza i rzekł do Jezusa: „Zkądżeś Ty jest ?” Lecz mu Jezus nie dał odpowiedzi. Rzekł Mu tedy Piłat: „Nie mówisz ze mną? Nie wiesz, iż mam moc ukrzyżować Cię i mam moc puścić Cię.” Odpowiedział Jezus: Nie miałbyś żadnéj mocy przeciw mnie, gdybyć z góry nie dano. Przetoż który mnie tobie wydał, większy grzech ma. I odtąd Piłat starał się, aby Go puścił.

Lecz żydowie wołali mówiąc: „Jeśli tego wypuścisz, nie jesteś przyjaciel cesarski. Każdy bowiem, co się czyni królem, sprzeciwia się cesarzowi.” A Piłat usłyszawszy tę mowę, wywiódł przed ratusz Jezusa i siadł na stolicy sądowéj, na miejscu, które zowią Lithostrotos a po żydowsku Gabbatha.

A był dzień przygotowania Paschy, godzina jakoby szósta i rzekł żydom: „Oto Król wasz.b A oni wołali: „Strać, strać, ukrzyżuj Go.” Rzekł im Piłat: „Króla waszego ukrzyżuję?” Odpowiedzieli najwyżsi Kapłani: „Nie mamy Króla, jedno Cesarza.”

A widząc Piłat iż nie nie pomagało, ale większy się rozruch dział, wziąwszy wodę, umył ręce przed pospólstwem, mówiąc: „Nie winienem ja krwi tego sprawiedliwego, wy się pilnujcie.” A odpowiadając wszystek lud rzekł: „Krew Jego na nas i syny nasze.”

A Piłat chcąc ludowi dosyć uczynić, przysądził, aby się stało żądanie ich. I wypuścił im onego, który był dla mężobójstwa i rozruchu wrzucon do więzienia o którego prosili, a Jezusa podał na wolę ich, żeby był ukrzyżowan.

Pożytek duchowny

Wyobraź sobie przez chwilę że patrzysz na Jezusa wskazanego na śmierć, i już wkrótce mającego być zawiedzionym na górę Kalwaryi, na któréj z miłości ku Tobie umrze na krzyżu wśród mąk najstraszniejszych…. Miarkuj z tego, jak cię Bóg ten ukochał, gdyż wszystko to czyni i dopuszcza na Siebie, jedynie aby cię zbawić i objawić ci jaką jest miłość Jego dla ciebie. Postanów więc raczéj umrzeć, niż kiedy Boga tak dobrego grzechem ciężkim obrazić.

Modlitwa (kościelna)

Spraw prosimy Wszechmogący Boże, abyśmy bezustannie grzechami naszemi zasmuceni, Męką Jednorodzonego Syna Twojego od nich wybawieni zostali. Który z tobą żyje i króluje i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya, jak po święcie Siedmiu Boleści Matki Bożéj.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 166–168.

Tags: „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Jezus Męka Wielka Środa miłosierdzie
2020-04-07

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa – od Jego pojmania w Ogrójcu aż do Jego stawienia przed Piłatem

(Wszystko spisane jest słowami z czterech Ewangelii wyjętemi.)

W poprzedzającym opisie Męki Pańskiéj stanęliśmy na chwili, kiedy Judasz przybył z żołnierzami do Ogrójca, dla schwytania Pana Jezusa, i skończyliśmy ną słowach Zbawiciela zapowiających że Go mają uwięzić. Dalsze tego szczegóły tak nam Ewangelie święte opowiadają.

A gdy On (Pan Jezus) jeszcze mówił, oto Judasz jeden ze dwunastu przyszedł, a z nim wielka rzesza z mieczmi i z kijami, posłani od wyższych kapłanów i starszych ludu. A który Go wydał, dał im znak mówiąc: „Któregokolwiek pocałuję, ten ci jest, chwytajcie go, a wiedźcie ostrożnie.” I natychmiast przystąpiwszy do Jezusa rzekł: „Bądź pozdrowion Rabbi” i pocałował Go. A Jezus rzekł mu: Przyjacielu, do czegoś przyszedł? Judaszu! pocałowaniem wydajesz Syna człowieczego!

A tak Jezus wiedząc wszystko co nań przyjść miało, wyszedł i rzekł im: Kogo szukacie? odpowiedzieli Mu: Jezusa Nazareńskiego.” Rzekł im Jezus: Jam jest. A z nimi téż stał Judasz, który Go wydał. Skoro im tylko rzekł: Jam jest, cofnęli się i padli na ziemię. Spytał ich tedy znowu: Kogo szukacie? A oni powiedzieli: „Jezusa Nazareńskiego.” Odpowiedział Jezus: Powiedziałem wam iżem ja jest. Jeśli tedy mnie szukacie, dopuśćcie tym odejść. Aby się wypełniła mowa, którą wyrzekł, iż któreś mi dał, żadnegom z nich nie stracił.

Tedy przystąpili i rzucili się na Jezusa i pojmali Go. A widząc ci którzy przy nim byli co się dziać miało, rzekli Mu: „Panie, mamy li bić mieczmi?” Szymon tedy Piotr mając kord, dobył go i uderzył sługę najwyższego Kapłana, i uciął prawe ucho jego. A słudze było imię Malchus. A Jezus odpowiedziawszy rzekł: Zaniechajcie już tego. A dotknąwszy ucha jego wyzdrowił go.

Rzekł tedy Jezus Piotrowi: Włóż swój kord w pochwę, albowiem wszyscy, którzy miecz biorą, mieczem poginą. Kielicha którego mi dał Ojciec, pić go nie będę? Czyli mniemasz abym nie mógł prosić Ojea mojego, a stawiłby mi teraz więcéj, niż dwanaście hufców Aniołów; jakoż się tedy wypełnią Pisma, iż się tak musi stać?

Onéj godziny, mówił Jezus do onych, którzy byli przeciw Niemu przyszli: Wyszliście jako na zbójcę, z mieczmi i kijmi pojmać mnie: aleć ta jest godzina wasza i moc ciemności. A to się wszystko działo, aby się wypełniły pisma prorockie.

Rota tedy i Rotmistrz i służebniey żydowscy pojmali Jezusa i związali Go. Tedy uczniowie wszyscy opuściwszy Go, pouciekali. A niektóry młodzieniec szedł za nim odziany prześcieradłem na gołe ciało, i pojmali go. A on porzuciwszy prześcieradło, nagi uciekł od nich.

I przywiedli Go najprzód do Annasza, bo był świekrem Kaifasza, który był najwyższym Kapłanem roku onego. A Kaifasz był, który był radę dał żydom: że pożyteczna Jest, aby jeden człowiek umarł za lud.

I odesłał Go Annasz związanego do Kaifasza najwyższego Kopłana, gdzie się byli zebrali Doktorowie i Starsi i wszyscy Kapłani.

A Piotr szedł za Nim zdaleka, i drugi uczeń, a ten uczeń był znajomy najwyższemu Kapłanowi, i wszedł z Jezusem do dworu najwyższego Kapłana. A Piotr stał u drzwi na dworze. Wyszedł tedy drugi uczeń, który był znajomy najwyższemu Kapłanowi i rzekł odźwiernéj, i wprowadziła Piotra aż do dworu najwyższego Kapłana. Rzekła tedy Piotrowi służebnica odźwierna: „Wszakeś i ty jest z uczniów człowieka tego?” On powiedział: „Nie jestem.”

I stała czeladź i służebnicy u węgli pośród sieni, bo zimno było i grzali się. Gdy siedli w około, był Piotr między nimi i siedział ze służebnikami u ognia, aby widział koniec.

Tedy najwyższy Kapłan spytał Jezusa o Jego uczniach i o nauce Jego. Odpowiedział Jezus: Jam jawnie mówił światu, jam zawsze uczył w Bóżnicy i w Kościele gdzie się wszyscy żydowie schodzą, a w skrytości nicem nie mówił. Co mnie pytasz? Pytaj tych, którzy słuchali com im mówił: oto ci wiedzą, com ja mówił.

A gdy to wyrzekł, jeden ze służebników stojący tam, dał policzek Jezusowi mówiąc: „Tak odpowiadasz najwyższemu Kapłanowi.” Odpowiedział mu Jezus: Jeżelim źle rzekł, daj świadectwo o złém, a jeżelić dobrze, czemu mnie bijesz?

A wyżsi Kapłani i wszystka Rada siedząca, szukali fałszywego świadectwa przeciwko Jezusowi, aby Go o śmierć przyprawili. I nie naleźli, acz wiele fałszywych świadków przychodziło, lecz świadectwa zgodne nie były.

Aż nakoniec przyszli dwaj fałszywi świadkowie i rzekli: „Myśmy słyszeli Jego mówiącego.” Ja rozwalę Kościół ten, ręką uczyniony, a za trzy dni inny, nie ręką uczyniony, zbuduję” i nie było zgodne ich świadeotwo.

A powstawszy na środku, najwyższy Kapłan spytał Jezusa mówiąc: Nic nie odpowiadasz na to, co tobie ci zarzucają ? Ale on milczał, a nic nie.odpowiedział.

Znowu pytał Go najwyższy Kapłan: Poprzysięgam Cię przez Boga żywego, abyś nam powiedział jeśliś Ty jest Chrystus, Syn Boga błogosławionego.” Rzekł mu Jezus: Tyś powiedział, jam jest. Jednak powiadam wam, odtąd ujrzycie Syna człowieczego, siedzącego na prawicy mocy Bożéj, i przychodzącego w obłokach niebieskich.

Tedy najwyższy Kapłan rozdarł szaty swoje mówiąc: „zbluźnił, cóż daléj potrzebujemy świadków? Otoście teraz słyszeli bluźnierstwo: co się wam zda?” A oni odpowiadając rzekli: „winien jest śmierci.”

Tedy plwali na oblicze Jego i bili kułakami, a mężowie, którzy Go trzymali, naigrawali Go bijąc, a drudzy policzki twarzy Jego zadawali mówiąc: „Prorokuj nam Chrystusie, kto jest który Cię uderzył?” I wiele innych rzeczy bluźniąc mówili przeciw Niemu.

A Piotr siedział przed domem w sieni na dole, a gdy go ujrzała druga służebnica, poczęła mówić tym, którzy około stali: „I ten był z Jezusem Nazareńskim.” A on się zaparł przed wszystkimi mówiąc: „Nie jestem, niewiasto nie znam Go, ani wiem, ani rozumiem co mówisz.” I wyszedł na podwórze a kur zapiał.

A gdyczas wyszedł jakoby jednéj godziny, ci co tam stali mówili Piotrowi: prawdziwie z nich jesteś boś i Galilejczyk jest, bo i mowa twoja cię wydawa. I rzekł mu jeden z służebników powinowaty onego, którego Piotr uciął ucho: czyżem Ja ciebie nie widział w ogrodzie z Nim?” Tedy począł wyrzekać się, zaklinać i przysięgać: „Iż nie znam człowieka tego, o którym powiadacie.” A natychmiast, gdy on jeszcze mówił, powtóre kur zapiał.

A Pan obróciwszy się, spojrzał na Piotra. A wspomniał Piotr na słowa które mu mówił Jezus: pierwiéj niż kur dwakroć zapieje, trzykroć mnie się zaprzesz. A wyszedłszy z dworu gorzko płakał.

A gdy był dzień, weszli w radę wszyscy przedniejsi Kapłani i Starsi ludu i Doktorowie przeciwko Jezusowi, aby Go o śmierć przyprawili.

I przywiedli Go do rady swój mówiąc: „Jeśliś Ty jest Chrystus, powiedz nam.” I rzekł im: Jeśli wam powiem, nie uwierzycie mi, a jeśli i spytam, nie odpowiecie mi, ani wypuścicie. Lecz odtąd będzie syn człowieczy siedział na prawicy mocy Bożéj.

I rzekli wszyscy: „Toś Ty jest Syn Boży?" Który rzekł: Wy powiadacie żem ja jest. A oni rzekli: „Cóż, jeszcze potrzebujemy świadectwa, bośmy sami słyszeli z ust Jego.”

A powstawszy wszystko ich mnóstwo, najwyżsi Kapłani z Starszymi i Doktorami i wszystką radą, związawszy, przywiedli Go i podali Poncyuszowi Piłatowi, Staroście.

Tedy ujrzawszy Judasz, który Go wydał, iż był skazan, żalem zdjęty odniósł trzydzieści srebrników wyższym Kapłanom i Starszym, mówiąc: „Zgrzeszyłem, wydawszy krew sprawiedliwą.” A oni rzekli: „co nam do tego, to ciebie się tyczy.” A porzuciwszy srebrniki w kościele, odszedł, a poszedłszy obwiesił się.

A wyżsi Kapłani wziąwszy srebrniki, mówili: „Nie godzi się ich kłaść do karbony, gdyż jest to zapłata krwi.” I naradziwszy się, kupili za nie rolę garncarzową na pogrzeb pielgrzymów. Dla tego ona rola nazwaną jest: Haceldama, to jest: rola krwi, aż do dnia dzisiejszego.

Wtedy się wypełniło co jest powiedziane przez Jeremiasza proroką mówiącego: I wzięli trzydzieści srebrników, zapłatę Oszacowanego, którego oszacowali z synów Izraelskich: i dali je na rolę garncarzową, jak im postanowił Pan.

Pożytek duchowny

Patrz ile tu zniewag i jak ciężkich, ponosi za Ciebie Jezus, a wśród nich z jaką cierpliwością się zachowuje, jakiéj najwyższéj pokory przedstawia ci obraz! Stanów więc sobie za łaską Jego, w téj świętéj cnocie się ćwiczyć, i z miłości znieważanego Jezusa, wszelkie upokorzenia spotkać cię mogące cierpliwie znosić.

Modlitwa (kościelna)

Wszechmogący i wieczny Boże, daj nam tak obchodzić Tajemnice Męki Pańskiéj, abyśmy odpuszczenia grzechów naszych dostąpili. Przez tegoż Pana naszego Jezusa i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya, jak po święcie Siedmiu Boleści Matki Bożéj.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 163–165.

Tags: „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Jezus Męka Wielki Wtorek pokora
2020-04-05

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa – od wieczerzy Pańskiéj w Betanii do pojmania Pana Jezusa w Ogrójcu

(Wszystko spisane jest słowami z czterech Ewangelii wyjętemi.)

Niedziela dzisiejsza nazwana jest Niedzielą Kwietną albo Palmową, dla tego że w niéj obchodzimy pamiątkę tryumfalnego wjazdu Pana Jezusa do Jerozolimy, przy którym lud wyszedł na Jego powitanie, trzymając palmy w ręku. Z dniem także dzisiejszym rozpoczyna Kościoł Boży, najuroczystsze rozpamiętywanie Męki Pańskiéj, i takową, począwszy od Mszy świętéj dzisiejszéj, ogłasza i przez dni następne.

Umieszczamy poniżéj cały ten święty opis, z czterech Ewangelistów wyjęty, których słowa razem tu są zestawione, i rozdzieliliśmy go na cztery dni Wielkiego Tygodnia, w których się on odczytuje przy Mszach świętych: to jest, w Niedzielę dzisiejszą, w Wielki Wtorek, Wielką Środę i Wielki Piątek.

Otóż są słowa ze świętych Ewangelii wyjęte:

Jezus tedy sześć dni przed Paschą przyszedł do Betanii, kędy był Łazarz umarł, którego Jezus wskrzesił. I sprawili mu tam wieczerzę, a Marta służyła, a Łazarz był jednym z siedzących z nimi u stołu. Marya wtedy wzięła funt olejku szpikanardowego drogiego i namazała nogi Jezusowe, i otarła nogi Jego włosami swojemi, i napełnił się dom wonnością olejku.

Rzekł tedy jeden z uczniów jego Judasz Iskariot, który go miał wydać: Czemuż tego olejku nie przedano za trzysta groszy, a nie dano ubogim? A to mówił nie iżby miał pieczę o ubogich: ale iż był złodziejem i mieszek mając ubogich, co wkładano nosił. Rzekł tedy Jezus: Czemuż się przykrzycie téj niewieście? bo dobry uczynek przeciwko mnie uczyniła. Albowiem ubogie zawsze macie z sobą, ale mnie nie zawsze macie. Bo ta wylawszy ten olejek na ciało moje, uczyniła na pogrzeb mój. Zaprawdę mówię wam gdziekolwiek będzie przepowiadana ta Ewangelia po wszystkim świecie, i co ta uczyniła będzie powiadano na jéj pamiątkę.

Dowiedziała się tedy wielka rzesza z Żydów iż tam jest i przyszli nie tylko dla Jezusa, ale żeby byli ujrzeli Łazarza, którego wzbudził od umarłych. I umyślili przedniejsi kapłani, żeby i Łazarza zabili: Bo wiele żydów dla niego odstępowało i wierzyło w Jezusa.

A gdy się przybliżali ku Jeruzalem i przyszli do Betfage do góry oliwnéj, tedy Jezus posłał dwu uczniów; mówiąc im: Idźcie do miasteczka, które jest przeciwko wam, a natychmiast najdziecie oślicę uwiązaną i oślę z nią: odwiążcie i przywiedźcie mi. A jeśliby wam kto co rzekł powiedźcie: iż Pan ich potrzebuje, a zaraz puści je.

A to się wszystko stało, aby się wypełniło co jest powiedziano przez proroka mówiącego: Powiedźcie córce Siońskiéj: Oto Król twój idzie tobie cichy siedzący na oślicy i na oślęciu synu podjarzemnéj.

Szedłszy tedy uczniowie uczynili jako im rozkazał Jezus. I przywiedli oślicę i oślę, i włożyli na nie odzienia swoje, a jego wsadzili na nie. A rzesza bardzo wielka słali szaty swoje na drodze, a drudzy obcinali gałązki z drzew i na drodze słali. A rzesze które uprzedzały i które pozad szły wołały mówiąc: Hosanna Synowi Dawidowemu: błogosławiony który idzie w imię Pańskie: Hosanna na wysokościach.

A gdy się już przybliżał tam gdzie się spuszczają z góry Oliwnéj, poczęły wszystkie rzesze uczniów zstępujących weseląc się chwalić Boga głosem wielkim ze wszystkich cudów, które widzieli mówiąc: Błogosławiony który idzie Król w Imię Pańskie: Pokój na niebie a chwała na wysokości. A niektórzy Faryzeuszowie z rzesz rzekli do niego: Nauczycielu, nałaj uczniom Twoim. Którym on rzekł: Powiadam wam, iż jeżeliby milczeli kamienie wołać będą.

A gdy się przybliżył, ujrzawszy miasto, płakał nad niém mówiąc: iż gdybyś i ty poznało i w ten dzień Twój co ku pokojowi Twemu, a teraz zakryto jest od oczu twoich. Albowiem przyjdą na cię dni i obłoczą cię nieprzyjaciele twoi wałem: i oblegą cię i ścisną cię zewsząd. I na ziemię cię obalą i syny twoje, którzy w tobie są, a nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu: dla tego iżeś nie poznało czasu nawiedzenia twego.

A wszedłszy do kościoła, począł wyganiać przedające w nim i kupujące. Mówiąc im: Napisano jest, iż dom mój dom modlitwy jest, a wyście go uczynili jaskinią zbójców. I uczył na każdy dzień w kościele. Lecz przedniejsi kapłani i doktorowie i celniejsi z ludu szukali go stracić. Ale nie najdowali coby mu uczynić: albowiem wszystek lud bardzo pilnie go słuchał.

Przede dniem świętym Paschy, wiedząc Jezus iż przyszła godzina jego, aby przyszedł z tego świata do Ojca: umiłowawszy swe, którzy byli na świecie, do końca je umiłował. A gdy przyszła godzina, usiadł i dwanaście Apostołów z nim. I rzekł im: Pożądaniem pożądałem pożywać téj Paschy z wami, pierwiéj niżbym cierpiał. Potém nalał wody w miednicę i począł umywać nogi uczniów…. Siadłszy zasię, rzekł im: Wiecie com wam uczynił?… Albowiem dałem wam przykład, abyście jakom ja wam uczynił, tak i wy czynili.

A gdy oni wieczerzali, wziął Jezus chléb, dzięki czynił i błogosławił i łamał i dawał uczniom swoim i rzekł: Bierzcie i jedzcie: to jest ciało moje które się za was dawa. Te czyńcie na pamiątkę moję. Także i kielich po wieczerzy wziąwszy, dzięki czynił i dał im rzekąc: Pijcie z tego wszyscy. Albowiem ta jest krew moja nowego testamentu, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów. I pili z niego wszyscy.

Jezus zatrwożył się duchem i oświadczył i rzekł: Zaprawdę, zaprawdę wam powiadam: że jeden z was wyda mnie. Pojrzeli tedy uczniowie jeden na drugiego, wątpiąc o kim by mówił. I zasmuciwszy się bardzo, poczęli każdy mówić: Azażem ja jest Panie? A on odpowiadając rzekł: Jeden ze dwunastu, który ze mną macza rękę w misie. Synci człowieczy idzie, jako o nim jest napisano, lecz biada człowiekowi onemu przez którego Syn człowieczy będzie wydan, lepiéj mu było, by się człowiek on nie narodził.

Hymn odprawiwszy wyszedłszy (Jezus) z uczniami swymi za potok Cedron szedł wedle zwyczaju na górę Oliwną. A wiedział i Judasz który go wydawał miejsce iż się tam często schodził Jezus z uczniami swoimi.

Wtedy im rzekł Jezus: wszyscy wy zgorszenie weźmiecie ze mnie téj nocy. Albowiem jest napisano, uderzę Pasterza i rozproszą się owce trzody. Lecz gdy zmartwychwstanę uprzedzę was do Galilei. A odpowiadając Piotr rzekł Jemu: Choćby się wszyscy zgorszyli z Ciebie, ja nigdy się nie zgorszę. Rzekł mu Jezus: Zaprawdę powiadam ci, iż ty dziś téj nocy pierwiéj niż dwakroć kur zapieje, trzykroć mnie się zaprzesz. A on więcéj mówił: by potrzeba i umrzeć mi z Tobą nie zaprę się Ciebie. Także téż i wszyscy mówili.

I przyszli do folwarku, któremu imię Getsemani, gdzie był ogród do którego on wszedł i uczniowie jego i rzekł uczniom swoim: Siedźcie tu, aż pójdę tam i będę się modlił: módlcie się abyście nie wpadli w pokuszenie.

A on oddalił się od nich jakoby na rzut kąmienia

A wziąwszy Piotra i dwóch synów Zebedeuszowych, począł trwożyć się, smucić i tęsknić sobą: Tedy im rzekł: smętna jest dusza moja aż do śmierci: Czekajcie tu i czuwajcie ze mną.

A odszedłszy nieco, klęknąwszy na kolana padł na oblicze swoje na ziemię, i modlił się ażeby godzina, jeżeli może być, odeszła od Niego i mówił: Abba! Ojcze! wszystko Tobie jest możliwém, niechaj odejdzie ode mnie ten kielich. Wszakże nie jako ja chcę, ale jako Ty.

A gdy wstał od modlitwy i przyszedł do uczniów Swoich, nalazł je śpiące od smutku. I rzekł Piotrowi: Szymonie śpisz? tak tedy nie mogłeś czuwać jednéj godziny ze mną? Czuwajcie a módlcie się, abyście nie weszli w pokusę. Duch ci wprawdzie jest ochotny ale ciało mdłe. I znowu odszedłszy modlił się w téż słowa mówiąc: Ojcze mój, jeżeli nie może ten kielich odejść jeno abym go pił, niech się dzieje wola Twoja. A wróciwszy się, nalazł je znowu śpiące (bo oczy ich były obciążone): a nie wiedzieli coby Mu odpowiedzieć. A zostawiwszy je znowu odszedł i trzeci raz się modlił tęż mowę mówiąc. I ukazał mu się Anioł z nieba, pokrzepiający Go, a wpadłszy w konanie, dłużéj się modlił. I stał się pot Jego, jako krople krwi zbiegającéj na ziemię. I przyszedł po trzecie do uczniów swych, a rzekł im: Śpijcie już i odpoczywajcie, dosyć. Oto przybliżyła się godzina a Syn człowieczy będzie wydan w ręce grzeszników. Wstańcie pójdźmy: oto się przybliżył, który mnie wyda.

Pożytek duchowny

Tydzień z dzisiejszą Niedzielą rozpoczynający się nazwany jest Wielkim Tygodniem, jako przeznaczony na rozpamiętywanie najwyższych Tajemnic niepojętéj miłości Boga ku ludziom. Przejmij się niemi do głębi duszy, i cały ten tydzień, także Świętym zwany, staraj się jak najświątobljwiéj przebyć.

Modlitwa (kościelna)

Wszechmogący i wieczny Boże, Któryś rodzajowi ludzkiemu dla przedstawienia mu przykładu pokory chciał aby Zbawiciel nasz ciało na siebie przyjął i śmierć Krzyżową poniósł, spraw miłościwie abyśmy i pokorę Jego naśladować umieli, i zmartwychwstania Jego uczestnikami stać się zasłużyli sobie. Przez tegoż Pana naszego it. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya, jak po święcie Siedmiu Boleści Matki Bożéj.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 161–163.

Tags: „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Jezus Męka Niedziela Palmowa
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.