Citatio.pl

Wpisy z tagiem "małżeństwo":

2020-12-23

Św. Wiktorii i św. Anatolii, Dziewic i Męczenniczek

Żyły około roku Pańskiego 253.

(Żywot ich był napisany przez Adelma Biskupa Anglo-Saksońskiego, wkrótce po nich żyjącego.)

Święta Wiktorya, któréj imię w łacińskim języku znaczy Zwycięstwo, i która słusznie je nosiła, gdyż poniosłszy śmierć za wiarę odniosła świetny nad nieprzyjaciołmi Chrystusa tryumf, była rodem z Tiwoli, jednego z najdawniejszych miast Włoskich blizko Rzymu położonego. Przyszła na świat w początkach trzeciego wieku, z rodziców znamienitych rodem i dostatkami, ale jeszcze bardziéj cnotami chrześcijańskiemi. Wychowali téż i córkę jak najpobożniéj, nieszczędząc niczego aby ją stosownie do jéj zamożnego i wysokiego stanu jak najstaranniéj wykształcić. Wiktorya téż stała się najznakomitszą dziewicą w świetném gronie pań rzymskich do których należała, a między któremi obok tego jaśniała najpowabniejszą urodą, i z tego sławną była w całym nawet kraju.

Wielką była pociechą dla rodziców którzy więcéj dzieci nie mieli, a gdy do lat doszła, umyślili wydać ją za mąż. Wnet przedstawiło się kilku najznakomitszych młodych panów Rzymskich, i z tych wybrali oni Eugeniusza, wielkiéj zacności młodzieńca, bogatego, świetnego rodu, ale poganina. Wiktorya z razu bardzo się zdziwiła, że rodzice przeznaczają jéj na małżonka człowieka w bałwochwalstwie wychowanego i żyjącego; lecz ci przekonani byli że go ona łatwo nawróci, i będzie z nim najszczęśliwszą. Wiktorya uległa woli rodziców tém bardziéj, że Eugeni bardzo się jéj podobał, i sama cieszyła się nadzieją że jego duszę pozyska Chrystusowi.

Żyła ona w ścisłéj przyjaźni z pewną dziewicą imieniem Anatolią, podobnież jak Wiktorya ze świetnego rodu, a w nadobnéj powierzchowności mało jéj co ustępującą. Była przytém bardzo pobożną i zrobiła ślub czystości dozgonnej.

Zdarzyło się że pod tęż porę gdy Wiktorya już zaręczoną była z Eugeniuszem, młody pan Rzymski nazwiskiem Tytus-Aureliusz, także poganin, starał się o jéj rękę, namiętne powziąwszy do niéj przywiązanie. Rodzice jéj bardzo byli zatém, lecz Anatolia, pomna na ślub uczyniony, ani słyszeć o zamęściu nie chciała.

Odmowa jéj jeszcze silniejszą w młodzieńcu tym rozbudziła namiętność, pod któréj wpływem używał on różnych środków aby swoich zamiarów dopiąć: a gdy wszystkie okazały się daremnemi, udał się do Wiktoryi. Wniósł że nikt skuteczniéj nie potrafi skłonić Anatolii aby wyszła za niego, jak ta jéj od serca przyjaciółka, która sama mając zawrzeć śluby małżeńskie także z poganinem, będzie niejako osobistą upatrywać w tém korzyść, aby i towarzyszkę swoję do tegoż samego przywieść. Udał się więc do niéj Tytus-Aureliusz, usilnie progząc aby mu tę wielką usługę wyrządzić raczyła, upewniając że idzie tu jak o jego własne szczęście tak i Anatolii, dla któréj chce być najlepszym mężem. Wiktorya, podjęła się tego najchętniéj, i nawet upewniła Tytusa, że przyjaciółkę swoję skłoni do zawarcia z nim ślubów małżeńskich.

Poszła więc do niéj i po serdecznym przywitaniu, wręcz przystąpiła do rzeczy mówiąc: „Wiesz o tém moja droga, że równie jak ty, mam szczęście być chrześcijanką, że więc niezdolną jestem dawać ci rady, któreby były przeciwne dobru twojéj duszy. Dowiedziałam się, że opierasz się woli rodziców, którzy chcą wydać cię za Tytusa-Aureliusza. Dla czegoż byś nie miała ich usłuchać, tak jak ja względem moich uczyniłam, przyrzekając rękę Eugeniuszowi. Powinnaś być przekonaną, że sam Pan Bóg objawia ci w téj mierze swoję wolę, przez rozkaz tych którzy nam Jego miejsce na ziemi zastępują. Niedobrze więc czynisz, sprzeciwiając się w tém i ojcu i matce. Pan Bóg przecież nie potępia małżeństwa: i ty i ja możemy się w tym stanie uświątobliwić, i nawet sądzę, że Pan Bóg powołuje nas do tego związku, na większą chwałę Swoję. Wprawdzie Eugeniusz i Tytus-Aureliusz są poganami, lecz czyż nie dla tego to właśnie przeznaczyła ich nam Opatrzność Boska na małżonków, abyśmy ich przywiodły do prawdziwéj wiary. Obaj szlachetnego są usposobienia i tyle mają rozumu, że żadnéj trudności mieć nie będziemy w przekonaniu ich o wyższości naszéj religii nad pogańską. Sama miarkuj, jak wielkiéj doznamy pociechy, gdy tak piękne dusze pozyskamy Bogu naszemu! Co do mnie, wierz mi, iż dla tego głównie zgodziłam się na poślubienie Eugeniusza, iż mam nadzieję że uczynię z niego doskonałego chrześcijanina. Zrób i ty podobnąż intencyą wychodząc za Tytusa, i skorzystajmy z przywiązania jakie ku nam powzięli, aby wyrwać szatanowi te dwie tak zacne i znakomite dusze.”

Anatolia wysłuchała spokojnie téj całéj przemowy swojéj przyjaciółki, a gdy ta skończyła, tak znowu do niéj odezwała się: „Moja droga Wiktoryo, bądź pewną że i ty i ja możemy nierównie świetniejsze uczynić związki, niż te którebyśmy zawarły z tymi dwoma młodymi panami Rzymskimi. Przyznaję wraz z tobą, że stan małżeński jest świętym stanem, i nie przyganiam wcale tym, którzy czując się do niego powołanymi, wstępują w takowy. Lecz zgodzisz się przecież ze mną, że jest inny stan, wyższy od tego, i że doskonalszym jest stan świętego dziewictwa. Te to dusze, które w téj cnocie, za łaską Bożą trwają, stanowią w Niebie nieodstępny orszak Baranka Bożego, za którym, jak nas uczy tego Pismo Boże, ślad w ślad postępują, jako Jego wybrane oblubienice. Pan Bóg, nie potępia małżeństwa to prawda, lecz jakże nierównie więcéj wychwala dziewietwo! Eugeniusz chce pojąć cię za małżonkę, lecz wierzaj mi, bo ja cię znam dobrze, Pan Jezus gorąco pragnie, abyś się stała Jego Oblubienicą: wybieraj więc i zastanów się, komu masz dać pierwszeństwo. Co do mnie, nie waham się wcale: nikt inny prócz Jezusa, nie będzie moim Oblubieńcem. Lecz ponieważ mówimy otwarcie, a nigdy nic przed tobą nie mam skrytego, więc ci się i teraz ze wszystkiego zwierzę. — Gdym się dowiedziała, że Tytus-Aureliusz prosił rodziców o moję rękę, bardzo nierada temu, pobiegłam do mojéj kapliczki, i tam długo się modliłam. Pan Bóg natchnął mnie, abym Mu zrobiła ślub dozgonnéj czystości, i przysięgłam nie mieć innego prócz Jezusa oblubieńca. Tegoż dnia, aby za tę łaskę podziękować Panu Bogu, spieniężyłam wszystkie moje kosztowności i klejnoty, i rozdałam je ubogim. Nocy następnéj miałam widzenie. Stanął przede mną przecudnéj postaci młodzieniec, światłością niebieską jaśniejący. Na głowie miał złotą koroną, a odziany był w szatę purpurową litą kosztownemi kamieniami, i po chwili rzekł do mnie: „O gdyby ludzie znali wartość i piękność dziewictwa, gdyby pojąć mogli, jakie ta cnota niebieska zjednywa nagrody, każdy oddałby wszystko co posiada, aby nabyć tę najdroższą perłę, a wszystko za nią poświęciwszy, widziałby że jeszcze prawie za nic ją otrzymał.” Wzruszona tém widzeniem i temi słowami, padłam na kolana, i prosiłam ze łzami Pana Jezusa, aby jeśli to On stoi przede mną, raczył mnie i daléj uczyć. Wtedy tak znowu do mnie przemówił: „Dziewietwo jest jakby królewską purpura, wynoszącą nad drugich tych którzy są w nią przyodziani, i która ich umieszcza obok tronu Baranka w Niebie. Dziewictwo, jest najkosztowniejszym klejnotem, ceny niemającym: jestto skarb nad skarbami, którym Pan Bóg obdarza największych Swoich ulubieńców: dlatego zły duch, odwieczny złodziéj, dokłada wszelkich starań, aby wydrzeć ten skarb temu kto go posiada. Pan Bóg, uprzywilejował cię w sposób szczególny, obdarzając cię tą cnotą; dochowaj więc jéj jak najstaranniéj. — Jestto kwiat najmilszy oczom Boskim, lecz za lada silniejszym powiewem wiatru zwiędnąć mogący, pilnie więc go strzeż od wszelkiéj szkody, tém bardziéj że go w wysokim posiadasz stopniu.”

Wiktorya słuchała tego z pilną uwagą, i widać było że słowa te coraz więcéj do jéj serca trafiały, a w téjże chwili i szczególna łaska Boska wstęp tam sobie otworzyła. Rzuciła się na szyję swojéj przyjaciołki, dziękując jéj w najżywszych wyrazach, że jak powiadała otworzyła jéj oczy, i rzekła: „Nie ty jedna, droga Anatolio, będziesz uczestniczką nagród téj świętój cnoty, któréj cenę tak doskonaleś mi wyświeciła. Nie wątpię, że Pan Jezus chce abym i ja była Jego oblubienicą: stanowię téż sobie być nią na zawsze, i nic mnie nie potrafi pozbawić skarbu dziewictwa. Poznaję teraz dobrze, że łudząc się nadzieją nawrócenia Eugeniusza, ulegałam szatańskiéj pokusie, jakiéj, wiemy to przecież, wiele innych kobiet ulegając wychodzi za pogan, a i ich nie nawracają i własną duszę narażają na zgubę, albo i gubią na wieki. Droga przyjaciółko, niech więc to ściśléj jeszcze serca nasze połączy, i módlmy się nawzajem jedna za drugą, abyśmy się nie przeniewierzyły Boskiemu Oblubieńcowi naszemu, choćby nam za to przyszło życie położyć.” Jakoż, po téj rozmowie Wikiorya wróciwszy do domu, postanowiła jak najwierniéj naśladować Anatolią. Tegoż dnia sprzedała wszystkie swoje bogate stroje, perły, kosztowne pierścienie i zausznice, i inne tego rodzaju ozdoby, i pieniądze za to otrzymane rozdała ubogim.

Postępek takowy tych obydwóch świętych dziewic, doszedł wkrótce do wiadomości Eugeniusza i Aurelego ich narzeczonych. Widząc oni w tém coś niezwykłego, podwoili usilności, aby ich śluby małżeńskie z Wiktoryą i Anatolią przyśpieszone zostały. Gdy zaś one okazały się stanowczo najprzeciwniejsze temu, młodzi ci panowie, udali się do cesarza. Z razu nie odważyli się oskarżyć je jako chrześcijanki, tylko uzyskali u Decyusza wówczas panującego, upoważnienie aby mogli uwieść obie dziewice każdy do swego wiejskiego pałacu, i tam użyć wszelkich możliwych środków, najprzód łagodnych, a potém najsurowszych, aby je koniecznie zmusić do zamęścia.

Anatolia zawieziona została do dóbr Aurelego, w Marchii Ankonitańskiéj. Tam długie ponosiła męczeństwo, wsławiła się wielu cudami, po których wielka liczba pogan się nawracała, i nakoniec oskarżona została przed cesarzem jako chrześcijanka. Ten dał rozkaz wielkorządcy Faustynowi, aby ją zmusił do oddania czci bożkom, a gdyby tego nie uczyniła żeby ją śmiercią ukarał. Święta wytrwała w męczeństwie do końca i poniosła śmierć za Chrystusa, przeszyta mieczem dnia 9 Czerwca roku Pańskiego 258, w którym to dniu Kościoł pamiątkę jéj obchodzi. Wkrótce zaś późniéj i święta Wiktorya tegoż samego dostąpiła szczęścia: zamknięta w wiejskim zamku Eugeniego w okolicach Rzymu, doznała tam cierpień i mąk najrozmaitszych. Nic jednak stałości jéj zachwiać nie mogło. Gdy w początkach jéj w tém miejscu pobytu, pozwolono jéj było przyjmować dziewice przychodzące ją odwiedzać z okolicy, wiele z nich nie tylko nawróciła do wiary chrześcijańskiéj, lecz i znaczną liczbę skłoniła do poświęcenia dziewictwa swego Panu Jezusowi. Piszą, że takich było przeszło sześćdziesiąt, których większa część, do korony dziewictwa, palmę męczeństwa przyłączyła.

Po pewnym czasie, Eugeniusz przekonawszy się, iż żadnemi środkami nie potrafi zmusić Wiktoryi aby żoną jego została, w chwili wielkiego uniesienia złości, i on także oskarżył ją do władz pogańskich jako chrześcijankę. Sędzia z katem przybył do zamku w którym przebywała i dał jéj do wyboru: śmierć ponieść, albo wyrzec się Chrystusa. Święta odrzekła mu iż gotową jest na śmierć, którą téż wnet jéj zadali: ugodzona przez kata w same serce, pozyskała koronę niebieską.

Męczeństwo jéj nastąpiło tegoż samego roku co i świętéj Anatolii to jest 258, a w dniu 23 Grudnia.

Pożytek duchowny

Święta Wiktorya, mówiła iż wiele dziewic wychodząc za jéj czasów za pogan ze złudną nadzieją ich nawrócenia i swoich małżonków nie nawracały i własną duszę na wielkie narażały niebezpieczeństwo. O! jak często i za dni naszych, przy zawieraniu związku małżeńskiego, niewielką wagę przywiązuje się do tego czy osoba z którą przychodzi połączyć się na zawsze nie jest tak słnbéj wiary że pożycie z nią będzie równie niebezpieczném dla duszy jak pożycie z poganami.

Modlitwa

Boże któryś błogosławione Wiktoryą i Anatolią i cnotą dziewictwa i koroną męczeńską za wiarę przyczdobić raczył, spraw pokornie przez ich zasługi prosimy, abyśmy w czystości duszy i niezachwianéj wierze wytrwale Ci służąc, wraz z niemi chwalili Cię na wieki w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1110–1113.

Tags: św Wiktoria z Sabiny św Anatolia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik czystość nawrócenie małżeństwo
2020-12-19

Św. Tymoteusza i św. Maury żony jego

Żyli około roku Pańskiego 304.

(Żywot ich był napisany przez Metafrasta.)

Święty Tymoteusz przyszedł na świat w Perapie, niewielkiém miasteczku w Tehaidzie położoném. Biskup miejscowy widząc w nim od lat najmłodszych wzorową pobożność, skłonił go do przyjęcia niższych święceń. Ponieważ według praw Kościoła, ci którzy tylko niższe święcenia mają mogą się żenić, więc Tymoteusz pojął w małżeństwo młodą chrześcijankę, zacną dziewicę, lecz ozięble Panu Bogu służącą.

W trzy tygodnie po ich ślubie, wszczęło się w Tebaidzie prześladowanie wiernych. Przybyły do Perapy Wielkorządca cesarski Aryan kazał wyszukiwać wyznawców Chrystusowych i z tych jednym z pierwszych był uwięziony Tymoteusz. Wielkorządca, zawezwawszy go przed siebie, spytał jakiego jest wyznania i z jakiego stanu. „Jestem chrześcijaninem, odpowiedział mu Tymoteusz, i przy kościele tutejszym jestem Lektorem, to jest do czytania ksiąg świętych przed ludem przeznaczonym.” – „Czy wiadome ci, spytał go znowu Aryan, wyroki cesarskie, wymierzające kary na tych którzy nie oddają czci bożkom naszym?” — „Znam je, odpowiedział Święty, i wiem nawet że ktoby tego uczynić nie chciał, ulegnie śmierci i ciężkim mękom: gotów téż jestem na wszystko, byle Boga mojego nie odstąpić.” – „A czy widzisz, zawołał znowu Wielkorządca, te narzędzia męczeńskie”, i wskazał mu takowe. „Gdy cię wezmą na tortury, przestaniesz tak zuchwale odpowiadać.” — „Widzę te barbarzyńskie narzędzia, odpowiedział Tymoteusz, ale ty czy widzisz Aniołów Boga wszechmogącego, którzy mnie otaczają, aby mi wśród męczarni dodać męstwa.” Po téj odpowiedzi, tyran kazał mu włożyć w uszy długie żelazne trzpienie do czerwoności rozpalone, w skutek czego oczy mu krwią zaszły, i zaślepł. Lecz wśród tak strasznéj męki, głośno dziękował Bogu za łaskę męczeństwa i odmawiał psalmy. Wielkorządca kazał go uwiesić u słupa za nogi, z kamieniem uwiązanym u szyi i z kneblem w ustach, aby nie przemawiał. A gdy i po tak barbarzyńskiéj katuszy, nie mógł wymódz na nim oddania czci bożkom, dowiedziawszy się że niedawno się ożenił, posłał po jego żonę, wnosząc że przez nią prędzéj go do tego przywiedzie.

Gdy nadeszła powiedział jéj, że jeśli nie skłoni Tymoteusza do złożenia ofiary bożkom, poniesie on śmierć nieochybnie, i dla tego radzi jéj, aby się ubrała jak najwykwintniéj i olejami wonnemi namaściła, jakto było wówczas zwyczajem, aby tym sposobem prędzéj do serca męża trafiła. Maura, która była młodą kobietą słabéj jeszcze wiary, a namiętnie kochała męża, usłuchała téj rady. Wpuszczono ją tedy do więzienia Tymoteusza, któremu rzuciwszy się do nóg, prosiła go i zaklinała na miłość Jaką miał dla niéj, aby dla uratowania sobie życia, pozornie oddał cześć bożkom. Tymoteusz odsunął się od niéj, mówiąc, iż znieść nie może zapachów które od niéj wychodziły, dając jéj przez to poznać, jak nie właściwie w takiéj chwili przystroiła się w ten sposób. Gdy zaś ona nie przestawała nalegać: „Mauro, rzekł do niéj z wielką powagą chociaż bardzo rozrzewniony; czy ja słyszę chrześcijankę czy pogankę? Cóż się stało z tobą? gdzie się podziała wiara święta, w któréj wychowaną byłaś? Zamiast żebyś mnie zachęcała do przeniesienia dla Chrystusa cierpień chwilowych, po których czeka mnie wieczne szczęście, ty ośmielasz się namawiać, abym za krótkie życie dostał się na wieczne męki. Czyż na to mnie miłujesz abyś mnie zgubiła, i na to stałaś się moją małżonką, aby mnie kusić? Jesteś chrześcijanką jak i ja chrześcijaninem jestem, bądź więc podobnież wierną Chrystusowi.”

Gdy tak Tymoteusz przemawiał, Pan Bóg łaską swoją serce Maury dotknął. W tejże chwili inna się z niéj zrobiła kobieta: „Przebacz mi, zawołała, mężu najdroższy, przebacz mi moję bezbożność, nikczemność i małoduszność: już nietylko nie nakłaniam cię abyś Wielkorządcy słuchał dla uwolnienia się od mąk które cię jeszcze czekają, lecz owszem proszę cię i błagam, nie odstępuj Chrystusa, chociażby cię w kawałki poszarpano. A i sama za najszczęśliwsząbym się poczytała, gdybym śmiercią za wiarę, odpokutować mogła mój upadek, i wraz z tobą pozyskać koronę męczeńską. Cóż więc mam czynić abym tego dostąpiła?” — „Droga Mauro, odpowiedział jéj na to uradowany Tymoteusz; pociecha jaką mi sprawiasz tém co mówisz, zatarła w mojéj pamięci wszystko com wycierpiał. Dziękujmy Bogu za łaskę którą nam wyrządza, trwajmy stale w Jego wyznaniu; nie ma czasu do stracenia, idź do Wielkorządcy i oświadcz mu że nietylko nie chcesz mnie przywodzić do oddania czci bożkom, lecz i sama gotowa jesteś przenieść największe męki dla Chrystusa.” To przeraziło Maurę: „Nie śmiem tuszyć sobie, rzekła do męża, abym się na to zdobyła; może lepiéj czekać aż mnie powołają przed Aryana.” Lecz święty Tymoteusz nie był tego zdania, przypomniał jéj że nie na siebie samę lecz na łaskę Chrystusa liczyć powinna, pomodlił się z nią, pobłogosławił ją, a Maura poszedłszy do Wielkorządcy, wręcz mu oświadczyła, iż żałuje tego że za radą jego poszła, że jest także chrześcijanką, i gotową na śmierć i na męki za wiarę.

Zdziwiony tém Aryan, według zwyczaju pogan tak nagłą zmianą w Maurze przypisywał sztuce czarnoksięzkiéj Tymoteusza; a chcąc ją od śmierci zachować, rzekł do niéj: „Widoczném jest, że mąż twój jest czarnoksiężnikiem. Posłuchaj więc mojéj rady, i pozostaw go w jego szalonym uporze: już go nic nie upamięta, musi śmierć ponieść; a ty jeżeli oddasz cześć Bogom naszym, wydam cię za mąż za jednego z wodzów wojsk cesarskich, z którym będziesz żyła szczęśliwie, i będziesz jedną z pierwszych pań tego kraju.” Maura odpowiedziała mu na to z oburzeniem, że jeśli męża jéj zamordują, nie będzie ona miała innego oblubieńca jak Chrystusa, w którego królestwie niebieskiém ma nadzieję i sama nie długo połączyć się ze swoim kochanym Tymoteuszem. Aryan wpadł we wściekłość, a widząc ją jeszcze w owych wykwintnych strojach w których poszła była do męża i włosy jéj nadzwyczaj długie i piękne kazał katom obecnym aby je w tejże chwili z głowy jéj oberwali. Podczas téj męki, Święta w głos dziękowała Panu Bogu, że jéj daje sposobność od pokutowania za grzechy, jakie popełniła z upodobaniem pielęgnując włosy dla przypodobania się drugim.

Wtedy tyran bardziéj jeszcze rozgniewany, kazał jéj palce po palcu odcinać, a Maura znowu dziękowała Bogu, spodziewając się, iż przez tę mękę odpokutuje lekkomyślność jakiéj dopuszczała się gdy palców używała głównie do trefienia włosów, i przystrajania nędznego ciała swojego. Aryan kazał ją wrzucić w kocioł wrzącéj wody. Ogień pod kotłem podżegano, lecz Święta jakby najmniejszego nie czuła bolu, prosiła Pana Boga aby ten ukrop obmył jéj duszę ze wszelkich skaz grzechu, i wyszła z kotła żywa i zdrowa. Wielkorządca nadzwyczaj cudem tym był uderzony, który nawet późniéj był głównym powodem jego nawrócenia się i poniesienia męczeństwa za wiarę. Lecz wtedy, daleko jeszcze od tego było. Chciał on wprawdzie świętą Maurę, już po tej katuszy odprawić do domu, lecz inni będący przy nim urzędnicy cesarscy ostrzegli go, że tym sposobem nie spełniłby swego obowiązku, i uzuchwaliłby chrześcijan. Podwoił przeto okrucieństwa: kazał lać na Świętą Męczenniczkę wrzącą siarkę ze smołą. Barbarzyństwo to zgrozą przejęło nawet pogan obecnych, lecz Maura szydziła z téj katuszy, jakby jéj wcale nie czuła. Wtedy Aryan wydał wyrok, aby oboje tych Świętych małżonków rozpięto na krzyżu i pozostawiono na nim aż skonają, chyba że nakoniec skłonią się do oddania czci bożkom.

Gdy ich na miejsce ukrzyżowania prowadzili, matka świętéj Maury, którą ona nadzwyczaj kochała, przebiwszy się przez tłumy pogan otaczających Świętych, i w chwili gdy już byli blizko krzyżów, z wielkim płaczem rzuciła się na szyję córki. Wszystkich ten widok rozczulił, a i sama Maura nadzwyczaj wzruszona, wyrwała się z objęć matki, pobiegła do krzyża i przyczepiła się do niego, prosząc Pana Jezusa aby ją nie pozbawiał szczęścia poniesienia tegoż rodzaju śmierci, jaką On z miłości ku ludziom, ponieść raczył.

Przystąpili nakoniec kaci do ukrzyżowania, i z rozkazu tyrana uczynili to w ten sposób aby Święci dłużéj żyć mogli, a przez to dłużej wystawieni na tak ciężką próbę, skłonili się wreszcie do oddania czci bogom. Rozpięci na krzyżach obok stojących, pozostawali na nich przez dni kilka, a w ciągu téj strasznéj męki razem się modlili, naprzemian psalmy głośno odmawiali i jedno drugiemu dodawało ducha.

Przed samém ich błogosławioném skonaniem, Maura miała widzenie, w którém ujrzała w Niebie tron bardzo wyniesiony, a nad nim koronę dla niéj przeznaczoną, nieco zaś wyżéj drugi takiż tron, z koroną dla jéj męża. Gdy spytała dla czego te dwa trony nie stoją na równi, usłyszała odpowiedź: że ponieważ po Bogu gorliwości to, namowie, przykładowi i modlitwie męża, zawdzięcza ona swoje nawrócenie i swoję wytrwałość, słuszném jest, aby jéj męża wyższa w Niebie spotkała nagroda. Po tém widzeniu, święta Maura ujrzawszy wielu chrześcijan obok jéj krzyża zgromadzonych, przemówiła jeszcze do nich, polecając im wytrwałość w wierze, ufność w łasce Bożéj i aby za nic poczytywali dobra tego świata, byle wiekuistego szczęścia w Niebie dostąpić. Nakoniec, oboje Święci poleciwszy się Panu Bogu, prawie w jednéjże chwili oddali w ręce Jego ducha. Ponieśli śmierć męczeńską dnia 18-go Grudnia, około roku Pańskiego 304. W późniejszych czasach, w Carogrodzie na przedmieściu zwanym Pera, był wspaniały kościoł pod ich wezwaniem zbudowany, z czego wnosić można iż tam ich ciała zostały przeniesione.

Pożytek duchowny

W uderzający i budujący sposób, sprawdziło się na tych świętych Męczennikach to co Pismo Boże zapowiada: że jedno z małżonków gdy jest świątobliwe, i drugie do tego przywieść łatwo może. Bierzcie ztąd naukę i zachętę chrześcijańscy małżonkowie, abyście i przykładem i słowem, jedno drugie do jak najgorliwszéj służby Panu Bogu nakłaniali, i pamiętajcie, że najczęściéj, jeśli które z was ubolewa nad niechrześcijańskiém potępowaniem drugiego, i sobie powinno przypisywać winę, że go nie nawraca.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionych Tymoteusza i Maurę męczenników Twoich, wzajemnym przykładem wytrwałości, w wierze świętéj utwierdzić raczył; spraw prosimy za ich pośrednictwem, abyśmy jedni drugich, i słowem i przykładem do cnoty zachęcając, wszyscy razem w Niebie chwalili Cię na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1093–1095.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 995–996

Czy namawiając męża do porzucenia oporu, nie dopuściła się Maura ciężkiego grzechu? Jej chęci były wprawdzie dobre, gdyż pragnęła ocalić Tymoteusza, ale pozory często mylą. Ten, kto drugiego namawia do grzechu, albo mu daje dobrowolnie i umyślnie do niego sposobność, dopuszcza się zgorszenia. Dopuściła się go Maura, boć przecież jako chrześcijanka powinna była wiedzieć, że nie godzi się jej zabijać męża na duszy, by go ocalić cieleśnie; powinna była wiedzieć, że większa miłość należy się Bogu niż mężowi.

  1. Zgorszenie jest wielkim grzechem. Poświadcza to sam Pan Jezus u święte go Marka, mówiąc: „Biada zgorszycielowi! Kto jednego z tych małych, co we Mnie uwierzyli, zgorszy, temu lepiej by było przywiązać kamień młyński do szyi i wrzucić go w morze”. Gorszyciela nazywa Pan Jezus wprost szatanem. Przebaczył Piotrowi, gdy Go się wyparł, ale uniósł się gniewem przeciw niemu, gdy Go Piotr chciał odwieść od pójścia na mękę do Jerozolimy. Słusznie złajał go gromkimi słowy: „Odstąp ode Mnie, szatanie, gorszysz Mnie!” Jeśli Pan Jezus nazywa szatanem ulubionego Piotra, który z miłości i przywiązania pragnął Go uchronić od śmierci krzyżowej, jakże nazwać takiego, który umyślnie do złego namawia? Każdy gorszyciel, Każdy podżegacz do złego, jest rzeczywiście wrogiem i przeciwnikiem Boga, gdyż stara się przyprawić o wiekuistą zgubę dusze, którym Bóg przelewem swej krwi przenajświętszej chciał zapewnić wieczne szczęście i zbawienie. Często jest on nawet gorszy od szatana, bo swą złość stara się okryć płaszczykiem cnoty i uczciwości.
    1. Iluż mamy gorszycieli i jak częste jest zgorszenie! Iluż mamy takich, którzy plugawymi i bezwstydnymi słowy, blużnierstwami i bezbożnością starają się szerzyć zgorszenie? Okazują oni swoje moralne zepsucie ubiorem, szerzą książki polecające rozpustę i wszeteczeństwo, wieszają po ścianach obrazy wywołujące rumieniec wstydu na licach i otwierają swe domy pijakom, szulerom, bezbożnikom i szydercom z wiary i religii. Zgorszenie sieją przełożeni, którzy zamykają oczy na nadużycia podwładnych, zgorszenie sieją rodzice ślepi na wady i zdrożności dzieci, nauczyciele zbyt pobłażający uczniom. Jak mało mamy naśladowców Tymoteusza, a jak wielu naśladowców Maury, która przynajmniej swym dalszym postępowaniem i męczeńską śmiercią powetowała wyrządzone zło!
Tags: św Tymoteusz i św Maura „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik małżeństwo męstwo Krzyż zgorszenie
2020-11-28

Bł. Salomei, Królowéj Halickiéj

Żyła około roku Pańskiego 1269.

(Żywot jéj wyjęty jest z kronik klasztoru Klarysek świętego Jędrzeja w Krakowie przez nią założonego, i w którym była zakonnicą.)

Święta Salomea córka króla polskiego Leszka białego i Grzymisławy księżniczki ruskiéj, siostra rodzona Bolesława Wstydliwego, przyszła na świat roku Pańskiego 1202. Tak bogobojnie była wychowaną, a oraz tak wcześnie rozwinął się w niéj rozum dojrzały, że zaledwie miała lat trzy, kiedy za zezwoleniem nawet rodziców, poślubiła Panu Jezusowi dziewictwo dozgonne.

Andrzéj Król Węgierski, z powodów politycznych, życzył sobie aby ją pojął za żonę syn jego Koloman. Z razu król Leszek jéj ojciec, zgodzić się na to nie chciał, a gdy Andrzéj domagał się tego groźnie, odpowiedział mu: „Uczynić tego nie mogę, bo jest Bogu ślubem czystości poślubiona, a większa jest moc króla Niebieskiego nad moc króla Węgierskiego.” Lecz gdy z tego powodu, miało przyjść do wojny z Węgrami, i cały kraj na ciężką wystawić klęskę, panowie i szlachta wymogli na królu, że Salomeę zaręczył z książęciem Kolomanem, i gdy miała rok czwarty, odesłał ją na dwór węgierski, gdzie wraz z narzeczonym swoim, także jeszcze dzieckiem, dalsze wychowanie brała. Uczyniono zaś to z przekonania iż tak ważne pobudki dostatecznemi były do zwolnienia od ślubu czystości Salomeę, tém bardziéj że dzieckiem była czyniąc takowy. Lecz ona z Boskiego natchnienia jakie już wtedy odebrała nie traciła nadziei, że pomimo tego da jéj Pan Bóg pozostać Mu wierną: co téż nastąpiło.

Wzrastając więc obok swojego przyszłego małżonka, i razem z nim jak brat z siostrą wychowując się, młodziutka ta dziewica, a już ducha Bożego pełna, starała się rozżywiać w sercu Kolomana żywą pobożność: zachęcała go szczególnie do wielkiego do Matki Bożéj jako szczególnéj opiekunki czystości nabożeństwa, i rozbudzała w nim coraz większą miłość téj cnoty, a w sobie i w nim przestrzegała jéj najsurowiéj, z roztropnością jéj wiek przechodzącą. Pan Bóg téż błogosławił téj wiernéj Swojéj oblubienicy, i Koloman wykształcił się na młodzieńca i pobożnego i wielce w cnocie świętéj czystości ugruntowanego i rozmiłowanego.

To téż, gdy doszedłszy do lat właściwych, związkiem małżeńskim poślubieni zostali uroczyście, nietrudno było świętéj Salomei wymódz na swoim małżonku wspólne ponowienie ślubu, którym w latach dziecinnych przebywając jeszcze w domu rodziców, związała się była, a którego możność dochowania, od téj pory bezustannie Matce Bożéj polecała. Skoro związek małżeński zawarli, Salomea rzekła do swego małżonka: „Kolomanie, nietrwałą jest uciecha tego świata, różne nieprzyjazne koleje, w jednéj chwili pozbawić jéj mogą. Same tylko cnoty chrześcijańskie i życie pobożne, mogą zapewnić człowiekowi i tu spokéj sumienia, i w niebie wieczne i nieprzemijające szczęście. Roskosze zmysłowe, rychło o niesmak przyprawiają tych którzy się im oddają, i nie mogą iść w żadne porównanie z uciechami w jakie opływają dusze w czystości, dla miłości Boga, żyjące; gdyż żadna inna cnota nie jednoczy duszy naszéj tak ściśle z Panem Jezusem, jak cnota dziewictwa. Jeśli więc dla miłości Jego i my jéj dochowamy w stanie naszym małżeńskim, On za to tém ściśléj połączy serca nasze przywiązaniem duchowém, i da nam dostąpić w Niebie wieńców wiecznéj nagrody, w których niepokalanemu Barankowi śpiewać będziemy hymn nieustającéj chwały, będąc najbliżéj Niego, z najwybrańszemi duchami. O tém cię Kolomanie upewniam śmiało, bo to sam Zbawiciel przyrzekł.” Słowa te, sam Duch Święty zaniósł do serca pobożnego Kolomana, który zgodził się na poślubienie wraz z Salomeą dozgonnéj czystości, i oprócz tego wielcy wielbiciele świętego Franciszka Serafickiego, zostali Tercyarzami, według podanéj przez niego trzeciemu zakonowi Reguły. Całą pierwszą noc po zawarciu małżeństwa a po uczynionym ślubie dziewictwa, przetrwali na gorącéj modlitwie, polecając swoje zobowiązanie się szczególnie opiece Panienki Niepokalanéj Maryi przenajświętszéj, a z głębi serca powtarzali te słowa Psalmu Dawidowego: „Panie wypal ogniem miłości Twojéj, pożądliwość w ciele naszém i w sercu” 1.

Lecz do modlitwy o zachowanie poślubionéj Panu Bogu cnoty, przydawała święta Salomea i umartwienia ciała, posty, czuwania i włosiennicę, wiedząc że bez podobnych środków nad zmysłami trudno zapanować. Każdéj nocy wstawała na długą modlitwę co widząc książe jéj małżonek a obawiając się aby zbytnim czuwaniem nie szkodziła swemu zdrowiu, upominał ją o to mówiąc: „Kochana Salomeo, wiem że do modlitwy budzi cię gorąca miłość Boga, i że na niéj wielkiéj doznajesz pociechy 1 wielkie łaski sobie upraszasz; obawiam się jednak, abyś już nie zanadto trapiła swoje ciało, i nie upadła zupełnie na siłach.” Lecz inu na to pokornie a tak przekonywająco odpowiedziała Święta, że jéj Koloman już i tych i innych umartwień nie wzbraniał. Ona zaś szczególnie zaczęła je podwajać, gdy razu pewnego prosząc Pana Boga aby jej dopomógł do śmierci wiernie ślub swój dochować, usłyszała głos z Nieba do niéj mówiący. „Już się spełniło 2, modlitwa twoja wysłuchaną jest przed obliczem Pańskiém, o co prosisz wszystko otrzymasz.” Wszakże wkrótce potém przekonała się jak pomimo takich łask i zabezpieczeń, chce Pan Bóg abyśmy z naszéj strony pilności w przestrzeganiu każdéj cnoty, a szczególnie najdelikatniejszéj z cnót, cnoty czystości nie zaniedbywali.

Święta, od niejakiego czasu, a najbardziéj od usłyszenia owego głosu z Nieba, ubierała się jak najskromniéj, i raczéj wydawała się jak młoda niezamożna wdowa, aniżeli żona potężnego książęcia, o co nawet przymówił był jéj raz Koloman, powiadając: „Tak się ubierasz jak wdowa, chociaż ja jeszcze żyję.” Owóż, dnia pewnego gdy książe wyjechał na łowy i pewien czas miał na nich zabawić, Salomei przyszła jakaś myśl płocha, przystroić się bardzo świetnie, w czém nawet niejakie upodobanie znalazła. „W tém gdy tak przybrana, siedziała sama w swojéj komnacie wszedł niespodzianie Koloman, prędzéj niż się spodziewała wracający do domu. Ujrzawszy ją, zapomniał na chwilę o uczynionym ślubie i tylko co go nie przełamał; lecz wsparty łaską Bożą, oparł się pokusie, i odchodząc ztamtąd rzekł mężnie i pobożnie: „O! Panie Jezu Chryste racz że uwzględnić, jak wiele mnie kosztującą, czynię Ci ofiarę.” Salomea zaś, widząc na jakie wielkie niebezpieczeństwo wystawiła ją jéj chwilowa lekkość, a z czego wyratowała ją tylko szczególna opieka Matki przensjświętszéj któréj wtedy obrony wezwała, już odtąd jeszcze się skromniéj nosiła, i w obcowaniu z księciem ostrożniejszą była. Przytém jakby na ukaranie się za tę nieroztropność, któréj nawet następstw jakie miała i przewidzieć nie mogła, nosiła ciągle na przemiany trzy włosiennice, jedne od drugiéj ostrzejsze.

Po śmierci króla Andrzeja, dwaj synowie jego podzielili się państwem, i Kolomanowi dostało się Królestwo Halickie. Na tronie tym, zasiadała z nim Salomea lat dwadzieścia pięć, przyświecając ludowi swojemu najwyższemi cnotami, i uszczęśliwiając uczynkami miłosierdzia chrześcijańskiego, które spełniała z hojnością królewską, a ogarniała niemi całe swoje kraje. Po śmierci zaś Kolomana, chociaż panowie i lud oddawali w jéj ręce rządy królestwa, zrzekła się takowych i wróciła do Polski ojczyzny swojej, w któréj panował brat jéj Bolesław Wstydliwy, a miał za żonę świętą Kunegundę. Przywiozłszy z sobą wielkie skarby przez męża jéj zapisane a oraz te które wianem jéj były, część ich użyła na założenie i hojne zaopatrzenie klasztorów, a resztę rozdawszy ubogim, sama została Klaryską w klasztorze w Zawichoście, także przez nią założonym, pod wezwaniem świętego Damiana, na pamiątkę i szczególne uczczenie pierwszego téj Reguły klasztoru w Asyżu, przez świętą Klarę założonego. Od chwili wstąpienia do klasztoru żadnéj z sióstr nie dała się przewyższyć w cnotach zakonnych, i przyświecając niemi jako Opatka przez lat dwadzieścia ośm zgromadzeniu przewodniczyła. Podczas powtórnego najazdu Tatarów na Polskę, w roku Pańskim 1260, gdy zakonnice z innemi mieszkańcami z Zawichosta uchodzić musiały, a dzicz ta zniszczyła klasztor, święta Salomea, przeprowadziła swoje zgromadzenie do Kamienia pod Krakowem i tam nowy klasztor zbudowawszy, jeszcze w nim siedem lat Panu Bogu w wysokiéj świątobliwości służyła.

Nakoniec w roku 1268, słuchając dnia pewnego Mszy świętéj uczuła się słabą, i zaraz blizką śmierć swoję zapowiedziała. Kilka dni tylko chorowała, a jak w całém życiu swojém tak i w cierpieniach jakie wtedy doznała, niezachwianą okazywała cierpliwość. Zwołała do celi, w któréj leżała, wszystkie siostry, a dając im święte upomnienia, polecała im przedewszystkiém miłość wzajemną, i chętne a doskonałe posłuszeństwo. „O przedłużenie zaś życia mojego, przydała, nie proście wcale, bo ja owszem pragnę aby mnie Pan Bóg z tego padołu wyprowadzić już raczył, i mam ufność że za przyczyną przenajświętszéj Matki Swojéj, Chrystus Pan nie odrzuci mnie od królestwa Swojego.” Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, już ciągle tylko modliła się i w Bogu słodko się zatapiała. Przed samém skonaniem ujrzano na twarzy jéj wyraz szczególnej radości, i spytano o przyczynę tego: „Widzę, odrzekła, stojącą przede mną przenajświętszą Pannę Boga Rodzicielkę” i to mówiąc ducha w Jej ręce oddała, a w tejże chwili siostry otaczające ujrzały wychodzącą z ust jéj jasną gwiazdę. Umarła dnia 17 Listopada, i tenże dzień miesiąca na jéj uroczystą pamiątkę przeznaczył Papież Klemens X, wpisując ją w poczet błogosławionych.

Pożytek duchowny

Mała płochość, której dopuściła się była błogosławiona Salomea, przystrajając się wykwintniéj, naraziła ją, jak to czytałeś w jéj żywocie, na niebezpieczeństwo przełamania ślubu czystości przez nią uczynionego. Miarkuj z tego, czém są stroje obrażające same z siebie skromność niewieścią, i jakich licznych i ciężkich grzechów stają się pobudką.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś w błogosławionéj Salomei, królestwa ziemskiego wzgardę, z kwiatem dochowanego w małżeństwie dziewictwa połączył, spraw prosimy, abyśmy za jéj przykładem, czystém i pokorném sercem Ci służąc, koronę wiecznéj chwały w Niebie nabyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1027–1029.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 913

Każdy człowiek jest pasterzem nad duszą i ciałem swoim; jest pasterzem nad zmysłami i namiętnościami, które powinien ujarzmiać. Ciało powinno być posłuszne duchowi, dusza zaś ma być posłuszna prawu Ewangelii i natchnieniom Bożym, to jest, aby się zawsze kierowała nauką i wolą Bożą. Kiedy ciało, zmysły, namiętności nie czują nad sobą rządów pasterza, zostają pod cudzym kierownictwem, to jest grzechu. Człowiek staje się najemnikiem względem swej duszy i nie ma pieczy o nią, bo tak żyje, jak gdyby go własna dusza nic nie obchodziła. Staje się najemnikiem swego ciała, kiedy mu nie zadaje żadnego umartwienia, a zmysły, wiedząc, że nie mają rządów nad sobą, pędzą jak rumak nieokiełzany, kędy im się spodoba. Kto nie panuje nad sobą, gdy widzi nadchodzącą pokusę, opuszcza owce, to jest nie wzbrania przystępu do swego serca namiętności, to ta, znalazłszy w nim miejsce, oddaje go w niewolę grzechu. Oby nam przykład takich Świętych, jak błogosławiona Salomea, oczy otworzył i nauczył nas, jak nam żyć należy.

Footnotes:

1

Psal. XXV. 2.

2

Jan. XIX. 30.

Tags: bł Salomea „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica księżna czystość Maryja małżeństwo pokuta św Kunegunda
2020-11-19

Św. Elżbiety, Królewnéj Węgierskiéj, Wdowy

Żyła około roku Pańskiego 1231.

(Żywot jéj był napisany przez ojca Konrada z Marburga, Zakonu Braci Mniejszych, jéj spowiednika.)

Święta Elżbieta córka Andrzeja króla Węgierskiego, i Gertrudy księżniczki Korynckiéj, przyszła na świat roku Pańskiego 1207. Miała lat trzy kiedy zaręczoną została z książęciem Ludwikiem, następcą tronu Turyngii, i w rok potém na dwór ten odwieziona, pod okiem księżnéj Zofii matki swojego przyszłego małżonka, wychowanie pobierała. Dziecinne serce jéj od rodziców oderwane, całkiem zwróciło się do Boga, jak jéj to pobożna matka przy rozstaniu polecała, i Bóg téż szczególnemi łaskami obdarzał ją od téj pory. Najmilszą dla niéj rozrywką, była modlitwa i dawanie jałmużny. Wspierała czém mogła ubogich, a każdego prosiła aby się za nią modlił. Gdy miała lat dziewięć, umarł książe panujący, a na tron wstąpił jéj narzeczony. Jako jego przyszła małżonka, prawo miała do tém wytworniejszych strojów i hołdów powszechnych. Lecz ona właśnie tém bardziéj zaczęła gardzić wszelkiemi próżnościami światowemi. Im świetniejszą uroczystość obchodzono, tém się skromniéj ubierała; a gdy do kościoła wchodziła, zdejmowała i te ozdoby książęce jakie miała na głowie. Gdy ją o to księżna matka strofowała pytając dla czego to czyni, odpowiedziała: „Nie mogę znieść żadnych kosztowności na głowie, patrząc na cierniową koronę Zbawiciela.”

Taki sposób życia obrócił przeciw niéj wszystkich prawie dworzan, tém bardziéj że i stara księżna niechętnie na to patrzała. Wyszydzano jéj nabożeństwo, upokarzano ją i bardzo dotkliwie w różny sposób, a nawet starano się odwieść księcia Ludwika od jéj zaślubienia. Święta Elżbieta znosiła to wszystko w największéj pokorze i cierpliwości, książe zaś dał odpraw szemrzącym na jéj świątobliwe życie, mówiąc że to właśnie ceni w niéj wyżéj nad wszelkie skarby i korony, jakieby w wianie przynieść mogła. Aby zaś przeciąć drogę wszelkim zabiegom jéj nieprzyjaciół, przyśpieszył zaślubiny, i gdy miała tylko lat trzynaście, zawarł z nią uroczyście śluby małżeńskie. Od téj pory Elżbieta przyczyniła sobie jeszcze więcéj ćwiczeń pobożnych i umartwień ciała, gdyż temu wcale nie sprzeciwiał się pobożny jéj małżonek.

Na dworze książęcym przebywał wtedy przysłany od Papieża w ważnych sprawach Kościoła w Niemczech, wielkiéj zacności i sławy przewodnik dusz do wyższéj doskonałości dążących, ojciec Konrad z Marburga, z zakonu Braci.mniejszych świętego Franciszka Serafickiego. Tego sam Papież doradził jéj za ojca duchownego, i jakkolwiek znalazła w nim przewodnika nadzwyczajnéj surowości, aż do śmierci jak najwierniéj go słuchała. Przedziwny téż postęp, a codziennie coraz wyższy, na drodze Bożéj czyniła. On jednak tak dalece probował jéj pokory i zaparcia, że razu pewnego zbił ją dotkliwie kijem, o czém jednak drudzy aż wtedy się o tém dowiedzieli, gdy wypadkiem jedna z pań jéj dworu ślady ciężkich razów na ciele jéj odkryła.

Dla ubogich wielkie miała miłosierdzie, i sama chorym ostatnie oddawała usługi; a gdy dworzanie robili jéj uwagę, jakoby to nie zgadzało się z jéj godnością małżonki panującego odpowiedziała: „Alboż nie wiecie, że ja w tych ubogich służę Samemu Królowi Królów, Panu świata i Nieba Jezusowi Chrystusowi.” Razu pewnego, spotkawszy biednego nędznie odzianego wśród zimy, płaszcz mu swój oddała. Podczas panującego w całych Niemczech w roku Pańskim 1225 ciężkiego głodu, gdy mąż jéj z cesarzem do Włoch był odjechał, a jéj rządy państwa poruczył, kazała z dóbr książęcych wszystkie zapasy zboża rozdać ubogim, a przy zamku książęcym, codzień około tysiąca biednych, sama im usługując, karmiła. Kiedy na to pieniędzy w skarbie zabrakło, wszystkie swoje kosztowne stroje i klejnoty na ten cel sprzedała. Gdy świątobliwy książe Ludwik powrócił, a na to dworzanie przed nim szemrali, rzekł im: „Wdzięczny za to jestem siostrze mojéj (tak ją bowiem nazywał zwykle), niech wspiera ubogich, bo to dzieci nasze.”

Prócz takiéj szczodroliwości, założyła obok zamku książęcego szpital, gdzie sama codziennie chorym usługiwała, a także dom przytułku dla sierot, które jak najbogobojniéj wychowywała. Kiedy zdarzało się że wróciwszy od biednych, znachodziła na odzieniu własném roje robactwa, cieszyła się z tego jakby ją perłami obsypano. Będąc u siebie, ani chwili nie próżnowała, a zawsze zajęta jakąś pożyteczną robotą, przyrządzała ozdoby do kościołów albo ubrania dla biednych.

Ubierała się jak najskromniéj, a gdy jéj to przyganiano, mówiła jakby duchem prorockim: „Trzeba mi do szat takich nawykać, bo w nich łatwiéj mi przyjdzie kiedyś chleba żebrać.” Raz gdy od jéj ojca króla Węgierskiego, znakomici posłowie przybyli, mąż jéj zafrasował się nieco, że kosztowniejszych sukień nie ma na ich przyjęcie. Elżbieta wyszła do nich w zwykłém ubraniu, a okazała się im okryta przepyszną i nadzwyczaj bogatą szatą, lśniącą od kosztownych kamieni.

Spełniła się téż i jéj przepowiednia że do ubóstwa przyjdzie. Miała lat dwadzieścia, kieł dy mąż jej udał się na wyprawę krzyżową, i w Sycylii umarł. Brat jego Henryk, przywłaszczywszy sobie tron Turyngii, który z prawa spadał na syna Elżbiety, wygnał ją z zamku książęcego wraz z dziećmi, i z wszelkiego majątku odarł, od razu do nędzy przywodząc. Wyszła Święta pieszo, bez żadnego opatrzenia, mając tylko przy sobie dwie najwierniejsze swoje sługi: Izyntradę i Gutę. Noc spędziła w opuszczonéj i na pół rozwalonéj chacie, a o świcie słysząc dzwonienie na jutrznię w klasztorze Braci-mniejszych, udała się tam i uprosiła zakonników, aby hymn Te Deum laudamus uroczyście odśpiewali, na podziękowanie Panu Bogu, że ją w poczet ubogich Swoich zamieścić raczył. Zima była, i z dziatkami długo tulić się musiała w ciasnéj i nieopatrzonéj izdebce, którą jéj z miłosierdzia dano. Doznawała przytém wiele zelżywości od motłochu, przez niegodziwego jéj szwagra na nią podbudzanego. Zdarzyło się nawet, że pewna niewiasta któréj ona, gdy na tronie była, wielkie dobrodziejstwa świadczyła, spotkawszy ją na ciasnéj ścieżce, umyślnie w błoto wtrąciła. Wszystko to Święta nietylko bez skargi, lecz z weselem znosiła, a za to, Pan Jezus zalewał jéj serce coraz wyższemi niebieskiemi pociechami. Okazał się jéj razu pewnego i rzekł do niéj: „Czy chcesz być ciągle ze mną zjednoczoną, tak jak Ja chcę tego?”, na co odpowiedziała: „Tak Panie mój, wielbię we wszystkiém wolę Twoję, i nigdy od Ciebie odłączoną być nie chcę.”

Tymczasem krewni jéj panujący i Biskupi, o krzywdę jéj upomnieli się, i w końcu przywiedli Henryka do upamiętania, który i na zamek książęcy przyjął Elżbietę napowrót, i na wynagrodzenie krzywd jéj poczynionych, oddawał jéj wiele bogatych zamków i włości. Lecz ona nic z tego przyjąć nie chciała, posag tylko swój sobie zastrzegła, i w jego wartości niektóre dobra wzięła.

Wielu książąt panujących ubiegało się o jéj rękę, lecz wszystkim odprawę dała, a sama zostawszy siostrą Trzeciego Zakonu świętego Franciszka Serafickiego, postanowiła poświęcić się Bogu na wyłączną służbę. Chciała nawet rozdać zaraz ubogim całą majętność swoję, lecz jéj na to Konrad jéj ojciec duchowny nie zezwolił, a za to wewnętrznych umartwień jéj nie szczędził. Między innemi, kazał jéj oddalić od siebie owe dwie wierne sługi, które jéj w wygnaniu towarzyszyły, a które bardzo kochała, a przydał jéj w ich miejsce nieznośną kobietę, która się z nią najgorzéj obchodziła. Święta Elżbieta poddała się temu najpokorniéj, i tę zuchwałą sługę, znosiła aż do śmierci. Konrad z polecenia nawet samego Papieża Grzegorza IX, radził Elżbiecie aby klasztor Sióstr Trzeciego Zakonu świętego Franciszka Serafickiego założyła. Chwyciła się tego z radością, i wkrótce w mieście Marburgu, który jej był dziedzictwem, klasztor zbudowała i w nim i sama zamieszkała, Obok niego, założyła ogromny szpital, w którym żywiąc wielką liczbę ubogich, sama dzień i noc chorym usługiwała. Obchodziła się z niemi z taką miłością, że gdy razu pewnego uczuła wstręt do trędowatego, umywszy jego obrzydliwe rany, wodę tę wypiła.

Dzieci swoje (z których syn osiadł późniéj na tronie Turyńskim, jedna córka została zakonnicą, a druga wyszła za panującego księcia Brabanckiego), powierzywszy świątobliwym krewnym, sama żyła tylko z pracy rąk własnych, a całe swoje wielkie dochody, obracała na ubogich. W ciągu tego, gdy z mocy zapisu męża wypłacono jéj wielkie pieniądze, Święta zwoławszy przez woźnych umyślnie na to wyprawionych, wszystkich ubogich z całéj Turyngii i Hessyi, całe te wielkie sumy w jednym dniu pomiędzy nich rozdała. Lecz, Konrad i w tém ją chciał umartwić, i odtąd już nie dozwolił żadnéj dawać jałmużny pieniężnej, tylko usługiwać ubogim, co znowu Elżbieta chętnie i tém gorliwiéj spełniała.

Dnia pewnego, będąc w zachwyceniu, miała sobie objawioném że ją ma już Pan Jezus powołać do Siebie, a pełną cnót i zasług chociaż wtedy lat dwudziestu czterech jeszcze nie skończyła. Oznajmiła to zaraz Konradowi i zasłabła. Siedząca przy niéj zakonnica, usłyszała ją przecudnym głosem śpiewającą, a gdy się temu dziwiła, rzekła jej Elżbieta: „Ptaszek z Nieba przybyły, śpiewa przede mną pieśń anielską, przeto ja mu wtóruję.” Nazajutrz uczyniła spowiedź z całego życia przed ojcem Konradem, sporządziwszy testament, przez który wszystko co posiadała zapisała ubogim. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych znowu onym przecudnym głosem śpiewać zaczęła, pytając drugich czy słyszą tych Aniołów którzy z nią razem śpiewają. Potém wiele jeszcze mówiła o nieprzebraném miłosierdziu Pana Jezusa, który dla zbawienia ludzi śmierć poniósł, i wśród takiéj mowy spuściwszy głowę, spokojnie Bogu ducha oddała dnia 19 Listopada roku Pańskiego 1231. W cztery lata potém, Grzegorz IX z wielką uroczystością kanonizacyą jéj ogłosił.

Pożytek duchowny

Masz oto i w żywocie dzisiejszym dowód, jak dalece inaczéj ocenia świat wypadki tego życia, a inaczéj zapatrują się na nie Święci. Błogosławiona Elżbieta z najświetniejszego stanu panującéj przyszedłszy nagle do ostatniéj nędzy, przez uroczyście odśpiewane Te Deum laudamus, dziękowała za to Panu Bogu. Pamiętaj, że jest tylko z imienia chrześcijaninem, kto we wszelkiego rodzaju zsyłanych na nas klęskach, nie widzi szczególnego nad duszą która ich doznaje dowodu miłosierdzia Bożego.

Modlitwa (Kościelna)

Serca wiernych Twoich Boże miłosierny oświeć, a za przykładem i wstawieniem się błogosławionéj Elżbiety, daj nam gardzić pomyślnością tego świata, a doznawać zawsze pociechy niebieskiéj. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 996–998.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 916–917

Przykład świętej Elżbiety uczy nas, że nawet wśród największego blasku, w pełni szczęścia ziemskiego na tronie, można się ćwiczyć w cnotach pokory i zaparcia się siebie, i łączyć z bogactwem i wielkością ziemską to ubóstwo ducha, które według słów Jezusa prowadzi do osiągnięcia królestwa niebieskiego. Dalej przykład jej pokazuje nam, jak mamy używać dóbr ziemskich, by zatraciły swe zgubne strony, a stały się dla nas środkiem do zbierania zasług na żywot wieczny. Mamy ich używać szczególnie na chwałę Boga i zbawienie ludzi, jako też na cele dobroczynne. Nigdy nie powinniśmy przywiązywać swego serca do dóbr ziemskich, ale raczej — jak mówi święty Paweł — mamy je posiadać w takim duchu jak gdybyśmy nic nie posiadali, i oddać je równie chętnie jak je odebraliśmy, jeśli taka jest wola Boża. Tak właśnie myślała i postępowała święta Elżbieta. Uważała się tylko za zarządczynię i szafarkę swoich dóbr, używała ich jedynie na cele dobroczynne i oddała je ze spokojem i uległością, gdy Bóg chciał ją doświadczyć cierpieniem. W najgłębszym poniżeniu i nędzy okazywała się zawsze gorliwą służebnicą Bożą i dowiodła przez to, że istotnie była ożywiona tym prawdziwie chrześcijańskim duchem, tą czystą miłością Bożą, która nie zważając na okoliczności, nie ma innego celu, jak podobać się Bogu, służyć Mu i przez to osiągnąć zbawienie. Dlatego Kościół słusznie oddaje Elżbiecie szczególną cześć między Świętymi i obchodzi jej święto z żywą radością, mówiąc we wstępie Mszy św.: „Radujmy się wszyscy w Panu, którzy obchodzimy tę uroczystość na cześć świętej wdowy Elżbiety, nad którą radują się aniołowie i jednogłośnie wielbią Syna Bożego”. Kościół stosuje też do niej w sposób pełen znaczenia Ewangelię, gdzie Zbawiciel mówi: „Podobne jest Królestwo niebieskie skarbowi ukrytemu w roli, który znalazłszy człowiek, skrył, a pełen radości z niego odchodzi i wszystko, co ma, sprzedaje, a ową rolę kupuje” (Mat. 13. 44). Nie dając się zaślepić skarbami ziemskimi, znalazła ten lepszy, jedynie prawdziwy skarb, tj. skarb niebieski. Przy nim wszystko inne wydało się jej próżne i bez wartości. Oby nas pobudziła do naśladowania swych cnót! Obyśmy i my naśladowali jej pokorę i zaparcie się siebie, jej gorliwość w służbie Bożej i miłosierdzie dla biednych i nieszczęśliwych, obyśmy za nic mieli dobra i uciechy ziemskie, i chętnie je oddawali, by za nie zyskać dobro wiekuiste!

Tags: św Elżbieta Węgierska św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna księżna wdowa pokora małżeństwo umartwienie jałmużna ubóstwo
2020-11-05

Św. Galacyona i Epistemii, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 253.

(Żywot ich był napisany przez Metafrasta.)

Święty Galeon rodom z Fenicyi, żył w pierwszéj połowie trzeciego wieku. Ponieważ samo przyjście jego na świat było szczególną dla jego rodziców łaską Bożą, i jakby nagrodą ich nawrócenia się do wiary chrześcijańskiej, więc najprzód ich historyą w krótkości opowiedzieć wypada.

W mieście Emesie w Fenicyi położoném, mieszkał pewien wielki pan nazwiskiem Klitofon, który poślubił był z również znakomitéj zamożnéj rodziny dziewicę, imieniem Lucypa. Oboje byli poganami i ciągłe składali ofiary swoim bożyszczom, dla uproszenia sobie potomstwa: gdyż długo w małżeństwie żyjąc, dzieci nie mieli. Lecz cóż mogli uprosić u bożków, które według wyrażenia Pisma świętego: „Oczy mają a nie ujrzą, uszy mają a nie słyszą”. 1 Wzywali długo swoich bałwanów lecz dziatek nie doczekali się.

Pod tę porę, Wielkorządca Emesy, nazwiskiem Sekundus, srodze prześladował chrzecijan. Pewien zakonnik imieniem Onufry, chcąc się dostać do tego miasta a nie być poznanym, przebrał się po świecku, i tym sposobem łatwiejszy miał przystęp do pogan, których nawracał. Chodził od domu do domu żebrząc jałmużny, lecz głównie szło mu o to, aby tam zanieść wsparcia niebieskie: to jest aby tych którzyby słuchać go chcieli, uczył prawd wiary chrześcijańskiéj i pozyskiwał ich dusze Chrystusowi Panu.

Zdarzyło się, że zakonnik ten przyszedł i do mieszkania Klitofona prosząc o wsparcie, a zawsze w celu probowania czy tu jakiéj duszy nie zaopatrzy w dary niebieskie. Lucypa, która dnia tego była bardzo nieprzystępną, nie kazała go wpuścić: lecz sługa Boży niezrażając się tém, nalegał prosząc aby go chociaż na chwilę przyjęła, i nakoniec dostał się do niej. Znalazłszy ją wielce zasmuconą, spytał o powód jéj zmartwienia. Zaczęła z nim mówić otwarcie, i wyznała że głównym powodem jéj ciągłego a ciężkiego smutku, jest to że nie ma dzieci i że w celu uproszenia sobie potomstwa udawała się do wszystkich bogów swoich, lecz żaden z nich prośby jéj nie wysłuchał, „Nic dziwnego, odpowiedział jéj na to Onufry, że prośby twoje skutku nie otrzymują: bo czyż od bożyszcz którym cześć oddają poganie, spływać mogą łaski na ludzi? Bogowie wasi bogami tylko są nazwani, w istocie zaś, nie posiadają ani Bóstwa ani żadnéj potęgi. Jeden tylko jest Bóg prawdziwy, Bóg wszechmocny, który wysłuchuje modlitwy ludzkie: uznaj Jego potęgę a będziesz cieszyć się potomstwem”. Lucypa poszła za radą sługi Bożogo, i nietylko przyjęła Chrzest święty, lecz i w krótkim czasie stała się kobietą bardzo pobożną, a nawet w końcu, koronę męczeńską pozyskała. Gdy przedtém jeszcze Onufry wyuczał ją prawd wiary, i przyspasabiał do Chrztu świętego, Lucypa kłopotała się, jak wypadnie jéj postąpić gdy mąż dowiedziawszy się o jéj nawróceniu, będzie temu bardzo przeciwny: lecz Onufry upewnił ją że i Klitofon zostanie chrześcijaninem. Wkrótce potém świątobliwy ten zakonnik opuścił miasto Emesę, a wszystko jak przepowiedział spełniło się. Lucypa powiła syna, a Klitofon dowiedziawszy się o wszystkich szczegółach jéj nawrócenia, i sam został niezwłocznie chrześcijaninem.

Otóż, synem tym, którym Pan Bóg obdarzył Lucypę jakby w nagrodę za przyjęcie wiary świętéj, był właśnie święty Galacyon, którego pamiątkę dziś Kościoł Boży obchodzi. Rodzice wychowali go bardzo starannie i bogobojnie, a od lat najmłodszych objawiał on i wielkie do nauk zdolności, i gruntowną pobożność. Miał lat dwadzieścia cztery (a już wtedy matka jego nie żyła), kiedy, ulegając woli ojca, poślubił zacną i świetnego rodu dziewicę imieniem Epistemia, ale pogankę. Galacyon w kilka dni po ślubie pozyskał ją Chrystusowi Panu; że z powodu coraz większego prześladowania, trudno byłe wynaleźć i sprowadzić kapłana, sam ją wyuczył artykułów wiary i ochrzcił.

W tydzień potém, Epistemia miała następujące widzenie: Ujrzała wspaniały pałac i w nim wielką liczbę osób podzielonych na trzy chóry, z których każdy odróżniał się ubraniem jaki nosili ci co do niego należeli: jeden składał się z poważnych starców, przybranych w czarne szaty; drugi z niewiast w podobnémże ubraniu; trzeci z dziewic w bieli będących, na których obliczach malowało się wielkie wesele, a światość biła z ich czoła. Lecz i zpod odzienia osób należących do pierwszych chorów, wychodziły jakby skrzydła, z których tryskały na wszystkie strony iskry, przedziwnéj światłości. Epistemia opowiedziała to widzenie mężowi, który je wytłómaczył żonie mówiąc: „że te trzy chóry, przedstawiały osoby niemające żadnego stosunku ze światem, i które na wyłączną służbę Bogu poświęciwszy się, zachowują dziewictwo i żyją według całéj ścisłości nietylko praw lecz i rad Ewangelicznych. Że zaś przez oderwanie serc od wszystkiego co ziemskie, są one jakby aniołowie ziemscy, więc skrzydła te które u nich widziała i iskry z nich wytryskujące, wyrażały gorącość ich miłości Bogu, a skrzydła lekkość i prędkość z jaką szli po drodze doskonałości, Nareszcie że białe szaty przyodziewały te dusze które zachowały, nieskazitelną czystość, a czarne te które nie były zawsze w dziewictwie, lecz później czystość poślubiły.” Wielce uradowana Epistemia, z takiego wytłómaczenia widzenia jakie miała, rzekła do męża: „Wszak i my moglibyśmy zachować czystość, pozostając połączeni tylko sercami, a żyjąc z sobą w małżeństwie jak brat z siostrą. A przytém cóż nam przeszkadza poświęcić się na wyłączną służbę Bożą?” Owoż Galacyon równie jak jego małżonka przejęty miłością Boga, chętnie zgodził się na wszystko.

Rozdali więc cały swój majątek na ubogich i wyszli z miasta Emesy, mając z sobą tylko Entolmiego, najprzywiązańszego z domowników. Po dziesięciodniowéj podróży, dostali się na górę zwaną Publika, blizko góry Syn, i tam znaleźli klasztor w którym mieszkało kilkunastu zakonników. Święty Galacyon oświadczył im iż chce wstąpić do zakonu, i został przyjęty, a Epistemia wstąpiła do klasztoru dziewic poświęconych Panu Bogu, nieco głębiéj na tejże puszczy mieszkających,

Oboje żyli jakby aniołowie ziemscy: z Bogiem tylko na ciągłéj niemal modlitwie obcowali, doznawali wielkich pociech duchownych, nadzwyczajne pokuty i umartwienia ciała czynili; aż tu niespodzianie, powstało sroższe jeszcze niż było dotąd prześladowanie chrześcijan, wszczęte przez okrutnego Dyoklecyana. Wysłani przez niego siepacze rozbiegli się po górze Syn, aby ująć i zamknąć do więzienia mieszkających tam pustelników. Wszyscy uciekli, prócz Galacyona i jednego z jego braci zakonnych.

W nocy poprzedzającéj ten napad Święta Epistemia miała znowu we śnie widzenie, w którém zdawało się jéj, że gdy weszła z mężem do jakiegoś pałacu, król który w nim mieszkał, włożył im obojgu świetne korony na czoła. Zwierzyła się z tego Kapelanowi klasztornemu, który jéj powiedział, że pałac ten wyrażał Niebo, w którém czekają Galacyona i ją samę korony wiecznéj chwały.

Tymczasem dowiedziawszy się ona tegoż poranku że mąż jéj został schwytany przez pogan, weszła na górę z któréj mogła dopatrzeć co się z nim dzieje. Gdy zaś po chwili ujrzała iż go prowadzą okutego w kajdany, zapalona i sama pragnieniem męczeństwa, pobiegła za nim i zbliżywszy cię do niego rzekła: „Małżonku mój i przewodniku duszy mojéj, nie wyrzekaj się mnie; pamiętaj żeśmy postanowili razem służyć Bogu.” Usłyszawszy to żołnierze wiodący Galacyona, i ja w kajdany okuli i z nim razem poprowadzili do Wielkorządcy. Ten nazajutrz kazał ich stawić przed sobą, i groźnie zawołał do Galacyona: „Któż ty jesteś nędzniku, który śmiesz pogardzać bogami cesarskiemi, a wyznajesz jakiegoś jedynego Roga który Bogiem nie jest?” – „Jestem chrześcijaninem, odpowiedział na to Galacyon, oddaję cześć Jezusowi Chrystusowi jako prawdziwemu Bogu, a wszyscy bogowie pogańscy nie są bogami, lecz sąto istoty zasługujące na pogardę od tych ludów które im cześć oddają.” Wielkorządca słysząc tak śmiałą odpowiedź, chciał mękami wymódz na Świętym zaparcie się Chrystusa, i kazał póty go katować, póki nie odda czci bożkom. Męczyli go w różny sposób i okrutnie, lecz napróżno: Święty ciągle i głośno opiewał chwałę Boga chrześcijańskiego.

Obecna temu Epistemia, nieczekając aż i ją z kolei zacznie badać o wiarę Wielkorządca, wyrzuciła mu w ostrych wyrazach okrucieństwo z jakiém pastwił się nad jej mężem. Wpadłszy z tego powodu w gniew tyran, kazał i ją bić pałkami wołając: „Nauczcie tę kobietę milczeć przed Wielkorządcą.” Lecz Epistemia przeniosła mękę z równą stałością jak jéj małżonek. Wtedy sędzia kazał im wbijać pod paznogcie trzciny ostre, i ciągle nastawał, aby się wyrzekli Chrystusa: Święci nietylko jeszcze głośniéj chwałę Jego głosili i składali dzięki Panu Bogu za łaskę męczeństwa którą ich obdarzał, ale i obecnych pogan odwodzili od oddawania czci bogom fałszywym. Wielkorządcę wprawiało to w coraz większą wściekłość: kazał im powyrywać języki, potém odrzynać powoli ręce i nogi, i nakoniec ściąć głowy. Ponieśli śmierć męczeńską 5 Listopada roku Pańskiego 253.

Pożytek duchowny

Rodzice świętego Galacyona, napróżno modlili się aby ich Pan Bóg pocieszył potomstwem, dopóki, wyrzekając się pogańskich błędów, nie zostali chrześcijanami. Patrz, czy nie dla tego Pan Bóg modlitw twoich, a może i długich i usilnych nie wysłuchuje, że nie chcesz odstąpić grzechu, przez co właśnie kładziesz zaporę miłosierdziu Bożemu nad tobą.

Modlitwa

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy przez zasługi świętych Galacyona i Epistemii Męczenników Twoich i za ich wstawieniem się, wyrzucili z serca naszego wszystko cokolwiek jest Tobie niemiłém, a przez to pozbyli się tego co skuteczności modlitw naszych do Ciebie, stawić może zaporę. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 949–951.

Footnotes:

1

Psal. CXIII. 5.

Tags: św Galacyon i Epistemia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik nawrócenie małżeństwo czystość
2020-10-28

Św. Szymona i Judy, Apostołów

Żyli około roku Pańskiego 60.

(Życie ich wyjęte jest z dziejów Kościoła przez Tylemonceusza.)

Święty Szymon i Juda byli synami Maryi Kleofy, siostry cioteczéj przenajświętszéj Mayi Panny, a braćmi świętego Jakóba młodszego. Święty Szymon był tym nowożeńcem, przy którego godach weselnych w Kanie Galilejskiéj, Pan Jezus pierwszy Swój cud uczynił. Lubo wtedy zawarł śluby małżeńskie, słysząc atoli jakie Pam Jezus oddawał pochwały dziewictwo i jakie za nie obiecywał nagrody, wraz z małżonką poślubił na zawsze tę cnotę, i ztąd dostąpił téj wielkiéj chwały, że pierwszy po przenajświętszéj Maryi Pannie i świętym Józefe, w stanie małżeńskim dochował czystości. Nazwany jest w Ewangelii Kananejczykiem, nie żeby należał do tego pokolenia przeklętego od Pana Boga i wyniszczonego gdy Izraelici zajęli Ziemię świętą, lecz dla tego że pochodził z miasteczka Kany Galilejskiéj. Z tego téż powodu święty Łukasz zowie go Szymon Zelotes, co po grecku znaczy gorliwość, a toż samo wyraża po hebrajsku wyraz Kana, gdy oprócz tego przydomek ten należał mu się i za to że w pracach apostolskich, nadzwyczajną odznaczał się gorliwością. Wreszcie i dla tego mu go przydają święci Ewangeliści, żeby go odróżnić od świętego Piotra książęcia Apostołów, który takie miał imię Szymon.

Co do świętego Judy, on sam na początku listu swego kanonicznego, należącego do ksiąg nowego Testamentu, nazywa się bratem świętego Jakóba: a że znowu tego świętego Apostoła święty Paweł nazywa bratem Pana Jezusa, to jest blizkim krewnym, więc i święty Juda miał szczęście być powinowatym Chrystusa Pana. Nazwanym on jest przez świętego Mateusza i świętego Marka także Tadeuszem, dla rozróżnienia go znowu od Judasza Iskaryoty, nieszczęśliwego zdrajcy.

O świętym Szymonie dwa razy tylko Ewangelie święte wspominają, a to w tém miejscu gdzie jest powiedziano że Pan Jezus powołał go do grona Apostołów. Co do świętego Judy, jest w Piśmie Bożém wzmianka o jego rozmowie ze Zbawicielem. Gdy Zbawiciel postanowił tajemnicę przenajświętszego Sakramentu, i wtedy miał ono przecudne kazanie do Apostołów, które jest wypisane w XIV rozdziale Ewangelii świętego Jana, święty Juda nie rozumiejąc dobrze co Chrystus Pan chciał wyrazić przez te słowa: „Świat mnie już nie widzi, lecz wy mnie widzicie bo ja żyję i wy żyć będziecie” 1, „Panie rzekł wtedy do niego, dla czego dasz się poznać nam, a nie światu całemu, czyż panowanie Twoje nie będzie się rozciągało po całéj ziemi? czyż nie wszystkie narody będą miały szczęście cześć Ci oddać? Czy poznanie Ciebie ograniczysz do małéj liczby Twoich sług wiernych i uczniów, gdyś przyszedł cały świst zbawić?” Wtedy Pan Jezus raczył mu wyjaśnić, dla czego nie objawiał się światu w ten sposób w jaki przyrzekł Apostołom że się im objawi, a to z powodu iż go świat nie miłował, czego dowodem było że przykazań Jego nie zachowywał.

Więcéj nadto ani o świętym Szymonie ani o świętym Judzie nie znajdujemy wzmianki w Ewangeliach. Po zesłaniu Ducha Świętego, kiedy Apostołowie dla ogłaszania Słowa Bożego rozeszli się po świecie, święty Szymon udał się do Egiptu. Tam zaszczepiwszy wiarę świętą, puścił się w dalsze kraje Afryki, i tę część świata tak użyznił swemi apostolskiemi pracami, że wkrótce mieszkający tam wierni stali się wielką ozdobą Kościoła. Utrzymują nawet niektórzy, że był on i w Anglii, tak dalece gorliwość tego świętego ewangelicznego pracownika, najodleglejsze od siebie ogarniała krainy!

Święty zaś Juda przez ten czas głosił Ewangelią w Mezopotamii, gdzie wielką liczbę pogan nawrócił, a następnie zaniósł światło wiary świętéj ido Libii. Podczas to tych wycieczek święty ten Apostoł niepoprzestając na pracowaniu tak skutecznie około nawrócenia pogan, chcąc niejako do wszystkich wiernych odezwać się, napisał swój List kanoniczny, który jest ostatnim z listów apostolskich w Piśmie Bożém zawartych, a który nie był wystosowany do żadnego kościoła w szczególności, lecz do wszystkich chrześcijan. W tém piśmie, a jako należącém do ksiąg nowego Testamentu w szczególny sposób natchnionym przez Ducha Świętego, błogosławiony Juda powstaje głównie przeciwko odszczepieńcom ówczesnym, tak nazwanym Gnostykom, których opłakując błędy, żywy ich obraz przedstawia, a poleca wiernym, ażeby modlitwami i dobrym przykładem, w pokorze i miłości starli się wyrwać tych nieszczęsnych kacerzy ze zguby która ich duszom groziła.

Po blizko trzydziestoletnich pracach przez każdego z nich osobno podjętych, jak to wyżéj wspomnieliśmy, święci Szymon i Juda połączywszy się, odebrali natchnienie od Ducha Świętego udania się do Persyi. Zaledwie do téj krainy weszli, napotkali obóz licznego wojska, pod dowództwem Baradacha, wysłanego przez króla Perskiego przeciwko Indyanom, którym król ten wypowiedział wojnę. Byłto właśnie dzień, w którym przez swoich kapłanów i czarnoksiężników poganie mieli badać bożków o los wojny: tymczasem bałwany żadnéj odpowiedzi dać nie chciały. Zdziwiło to i przeraziło całe wojsko. Udano się więc do sławnego bożyszcza, o kilka mil ztamtąd odległego, które oświadczyło że przyjście dwóch cudzoziemeów: Szymona i Judy Apostołów Jezusa Chrystusa, zamknęło usta wszystkim bożkom, gdyż ludzie ci taką moc posiadają, że żaden z ich duchów ostać się przed nimi nie może. Dowódca Baradach kazał Świętych do siebie przywołać, i oświadczył im jakie są przeciw nim zarzuty. Na to Święci odpowiadając, przedstawili mu niedorzeczność wiary w bożyszcza pogańskie, i domagali się aby na próbę kazał kapłanom swoim badać bożków którym oni pozwolą dać odpowiedź tyczącą się losu wojny, a następnie i oni swoje zdanie o tém powiedzą: a ztąd przekona się on po jakiéj stronie znajdzie się prawda. Baradach odebrał odpowiedź od czarnoksiężników, że wojna będzie długą, niebezpieczną i krwawą, i przerażony tém zawołał świętych Apostołów pytając co oni o tém mówią. „Będziesz tedy miał dowód dostojny panie, odrzekli mu oni, szalbierstwa pogańskich wyroczni. Przepowiednia ta jest najfałszywszą, gdyż jutro o téj saméj godzinie o któréj dziś z tobą mówimy, przybędą do ciebie posłowie Indyjscy z prośbą o pokój, i oddadzą się na twoję łaskę i niełaskę. Dowódca kazał wziąść pod straż tak świętych Apostołów jak i swoich kapłanów, zapowiadając że srogo ukarze tych których przepowiednia okaże się fałszywą.

Nazajutrz, w tejże godzinie którą oznaczyli Święci, przybyli posłowie od Indyan, prosząc o zawarcie pokoju pod jakiemibądź warunkami. Baradach rozgniewany na swoich kapłanów, chciał ich śmiercią ukarać, lecz święci Apostołowie uprosili im życie mówiąc: „Myśmy tu przybyli nie po to aby komukolwiek być powodem śmierci, lecz aby wszystkich powołać do życia.” Chciał tedy dowódca wynagrodzić sług Bożych hojnemi darami, lecz żadnych nie przyjęli.

Znajdowali się wtenczas w Persyi dwaj czarnoksiężnicy: Zaroes i Arfaksad, którzy uszli z Indyi, gdzie święty Mateusz ogłaszając Ewangelią wykrył był ich oszustwo. Zaczęli oni prześladować najzawzięciéj świętych Apostołów, a gdy ci zawezwani przez króla, przybyli do Babilonu, sztuką swoją czarnoksięzką nasłali na nich wężów aby ich odstraszyć. Lecz Święci kazali tym płazom rzucić się na czarnoksiężników, którzy zmuszeni w oczach całego ludu uciekać, z wielkim wstydem opuścili miasto.

A także inne zdarzenie, jeszcze cudowniejsze, podniosło naszych Świętych w oczach wszystkich pogan. Pewna dziewica z bardzo znakomitego rodu, dopuściwszy się grzechu, porodziła dziecię, a jako uwodziciela swojego i ojca dziecięcia, oskarżyła Eufrozyma, dyakona świętych Apostołów, w skutek czego sprawa wytoczoną została przed samego króla. Święci Szymon i Juda, prosili aby przyniesiono dziecię. Co gdy uczyniono, w imię Jezusa Chrystusa rozkazali niemowlęciu tylko co narodzonemu, aby powiedziało czy ich Dyakon jest w istocie jego ojcem. Dziecię głośno i wyraźnie odrzekło: że Eufrozyn nie jest jego ojcem, gdyż jestto młodzieniec nieposzlakowanéj czystości. Król domagał się od Apostołów, aby nakazali dziecięciu powiedzieć kto tedy uwiódł jego matkę. Lecz oni odpowiedzieli mu na to: „do nas należy bronić niewinnych, nie zaś wykrywać zasługujących na karę.” Cud ten największe w całém mieście zrobił wrażenie: król z rodziną swoją i dworem Chrzest święty przyjął, i wiara chrześcijańska w tym królestwie zaszczepioną została. Święci Apostołowie utrwaliwszy ją w mieście Babilonie, a kazaniami swojemi dostatecznie lud cały oświeciwszy w tajemnicach religii świętéj, udali się w tymże celu do innych części kraju. Za przykładem króla i stolicy szły i inne miasta i prowincye, a Szymon i Juda głosząc Słowo Boże i czyniąc cuda, prawie wszystkich tam będących pogan ponawracali.

Lecz gdy przybyli do pewnego znacznego miasta, nazwiskiem Sunamur, znaleźli w niém i ludność bardzo sobie przeciwną, i wielką liczbę kapłanów pogańskich z innych miejsc tam zgromadzonych, a między nimi i owych dwóch czarnoksiężników Zaroesa i Arfaksada, którzy zmuszeni byli uchodzić przed nimi z Babilonii. Byli téż to ich najzawziętsi wrogowie, i mieszkańców tego miasta złożonych z najnieprzychylniejszych dla chrześcijan pogan, do tego stopnia przeciwko świętym Apostołom pobudzili, że ich uwięziono z zamiarem aby nazajutrz zmusić do oddania czci bożkom.

Jakoż dnia następnego, Szymona zaprowadzono do świątyni słońca, a Judę do świątyni księżyca, i domagano się aby tym bałwanom pokłon oddali. Gdy Święci uklęki i zaczęli się modlić, bożyszcza spadły na ziemię i zgruchotały się, a szatani w postaci małych murzynków, wylatywały z nich z krzykiem i rykiem strasznym. Widząc to kapłani pogańscy, wpadli w największą wściekłość, wywlekli Świętych za świątynię i obu zamordowali. Podanie niesie że święty Szymon był przepiłowany na wpół piłą, a Święty Judą miał głowę toporem ściętą.

Ponieśli śmierć męczeńską 28 Października około roku Pańskiego 60. W chwili gdy ducha Bogu oddawali, chociaż dzień był bardzo pogodny, wszczęła się nagle straszna burza z piorunami, które uderzywszy w świątynię, pozabijały wielu pogan, a Zaroesa i Arfaksada na popiół spaliły.

Pożytek duchowny

Święty Juda w moim Liście Kanonicznym, ostrzega wiernych o kacerzach który za jego czatów odwodzili lud od wiary w Jezusa Chrystusa, jako Boga i Pana naszego. Ilużto niestety! za dni naszych jest podobnych nieprzyjaciół Syna Bożego. Według, więc nauki tego świętego Apostoła, najprzód strzeż się takich aby cię w swoje błędy nie wwikłali, a następnie módl się o ich nawrócenie.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś nas przez błogosławionych Apostołów Twoich Szymona i Judę, do wyznania Imienia Twojego przywieść raczył; daj nam w cnotach chrześcijańskich postęp czyniąc, godną cześć im oddawać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 923–925.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 857–858

Nie ma zbawienia poza Kościołem. Kto zna niesłychane cierpienia i mozolne starania, jakie podejmowali apostołowie dla rozkrzewienia chrześcijaństwa, kto widzi kraje i narody całe, nieznające Kościoła katolickiego, albo niechcące o nim wiedzieć, zapyta, czy to prawda, że nie ma zbawienia poza Kościołem. Objawienie i rozum ludzki dają na to odpowiedź potwierdzającą.

  1. Objawienie Boskie mówi: „Nie ma zbawienia, jak tylko w Kościele”. Pan Jezus rzekł do apostołów: „Idąc tedy nauczajcie wszystkie narody, comkolwiek wam przykazał” (Mat. 28, 19—20). „Kto uwierzy i ochrzci się, zbawiony będzie, a kto nie uwierzy, będzie potępiony“ (Mar. 16, 16). To samo głoszą Ojcowie Kościoła, jak np. święty Cyprian: „Jak nikt ocaleć nie mógł, kto był poza arką, tak nikt nie ocaleje, kto stoi poza Kościołem”. Święty Chryzostom pisze: „Wiemy, że tylko w Kościele jest zbawienie, i że poza katolickim Kościołem nikt nie będzie miał udziału w Chrystusie, ani nie będzie pewny zbawienia”. Święty Augustyn uczy: „Kto jest odłączony od Kościoła katolickiego, choćby żył chwalebnie, już z tego jednego powodu, że się odłączył od jedności z Chrystusem, nie będzie miał żywota, lecz gniew Boga na nim ciążyć będzie”.
  2. Rozum ludzki powiada to samo. Każdy rozsądny człowiek powie: „Jeśli sam siebie nie stworzyłem, jeśli sam się nie uposażyłem zdolnościami, w takim razie Bóg, jako mój Stwórca i wszechwładny Pan, rozporządza mną i ma obowiązek i prawo powiedzenia mi jasno i wyraźnie, co winienem czynić”. Historia, cuda, proroctwa, treść Ewangelii pouczają nas, że Pan Jezus jest prawdziwym Synem Bożym, Panem i władcą całego świata i wszystkich ludzi, że On założył Kościół, aby w Kościele szukali i osiągnęli zbawienie. Kto sądzi, że poza Kościołem Chrystusowym, w innej religii może osiągnąć cel swego przeznaczenia i dostąpić zbawienia, ten twierdzi tym samym, że Bogu nie przysługuje prawo przepisywania nam, jak mamy do tego zbawienia dążyć; ten twierdzi, że ani wcielenie się Boga w postać człowieczą, ani śmierć Jego na krzyżu nie była potrzebna i konieczna do zbawienia ludzkości, ten mówi, że jest niezależny od Boga, że może być zbawiony bez Boga i Chrystusa. Nie wynika z tego bynajmniej, abyśmy samych innowierców potępiali; potępić należy tylko błąd, a sąd o osobach błądzących należy zostawić Bogu. Sam rozum przeto dyktuje, że albo Kościół Chrystusów daje jedyną rękojmię zbawienia, a poza Kościołem nie ma zbawienia, albo trzeba się wyrzec Kościoła i oddać się pod opiekę szatana. Samowiedza mówi nam, że mamy wolny wybór, ale sumienie przestrzega nas, że za ten wybór odpowiemy przed Bogiem. Wybierajmy więc dobrze i szanujmy świętą instytucję Kościoła rzymsko-apostolskiego.

Footnotes:

1

Jan. XIV. 19.

Tags: św Szymon św Juda „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik wesele w Kanie Galilejskiej małżeństwo czystość gorliwość Kościół
2020-10-24

Św. Rafała Archanioła

Objawił się Tobiaszowi na lat 700 przed Chrystusem Panem.

(Szczegóły poniższe wyjęte są z Pisma Bożego.)

Święty Rafał którego uroczystość Kościół Boży dziś obchodzi, jest jednym z Archaniołów otaczających tron Boski. W jedném tylko miejscu Pisma Bożego jest o nim wyraźna a długa wzmianka, a to w historyi młodego Tobiasza, do którego Pan Bóg raczył go zesłać, a przez niego całą tę rodzinę różnemi łaskami obdarzyć. Pismo święte tak to nam opowiada.

Kiedy Pan Bóg za karę odstępstwa Swojego wybranego narodu, zesłał na nich króla Assyryjskiego Salmanazara, który pobiwszy ich, wielu wziął do niewoli, w téj liczbie był i Tobiasz, z pokolenia i miasta Neftali, człowiek od lat młodych wielkiéj świątobliwości, który wiary w prawdziwego Boga nigdy nie odstępował. Zaprowadzony do Assyryi, mieszkał w Niniwie, i tam znowu odznaczył się jak najściślejszém zachowywaniem praw Starego zakomu, a oraz i miłosiernemi uczynkami które spełniał względem swoich współwyznawców, razem z nim w niewoli pogańskiéj jęczących. Wspierał ich ile mógł, utwierdzał w wierności ich religii, grzebał ich ciała, chociaż się w tém nieraz na wyraźną śmierć narażał: gdyż to było przez Assyryjczyków najsurowiéj zakazane. Słowem był dla wszystkich wzorem cnót najwyższych. Pojął za żonę dziewicę ze swojego pokolenia imieniem Annę i z niéj miał syna któremu imię dał takie Tobiasz, a od dzieciństwa wyuczył go czcić Boga i unikać grzechu.

Zdarzyło się dnia pewnego, że gdy spracowany miłosiernemi usługami, usnął przy ścianie pod swoim domem, z gniazda jaskółki które nad nim było, spadł na oczy jego gnój, który go o zupełną ślepotę przyprawił. Tobiasz, z pokorném poddaniem się woli Boskiéj zniósł to nieszczęście, nietylko nigdy nieutyskując, ale nawet oddając za to chwałę Bogu.

Lecz źli ludzie urągali mu z tego powodu. „Gdzież jet, mówili, Bóg w którym twoję nadzieję złożyłeś, przez wgląd na którego tyleś jałmużn rozdawał? Wszystko widać na nic ci nie posłużyło, kiedy teraz ślepotą dotknięty zostałeś.” A Tobiasz i takie urąganie pokornie znosił, tylko modlił się do Boga żeby go pocieszyć raczył. Dnia zaś pewnego gdy mu nietylko obcy ludzie, ale już i żona tę jego ślepotę wymawiała, z płaczem błagał Pana Boga aby go od tego nieszczęścia uwolnić nie omieszkał.

Gdy się to działo w Niniwie z Tobiaszem, w tymże samym dniu w mieście Ragiesie daleko ztamtąd bo w krainie Medów położoném, pewna kobieta imieniem Sara, córka Raguela bogatego mieszkańca tego miasta, podobnież jak Tobiasz niewinnie cierpiąc, doznała dotkiwego urągania.

Byłato niewiasta wielkiéj świątobliwości, lecz przed ludźmi: jakby hańbą okryta, gdyż siedem razy wydawana za mąż, nietylko dzieci nie miała, co w starym zakonie wielką sromotą było, lecz wszystkich mężów, zaraz po ślubie, czart zabijał. Razu pewnego gdy upomniała o jakiś występek służącą swoję, tę obelżywą odebrała od niéj odpowiedź: „Zabójczyni mężów swoich, obyś nigdy potomstwa twego nie oglądała.” Co usłyszawszy Sara, poszła na górę do izdebki, a trzy dni niejedząc i niepijąc modliła się z płaczem, prosząc aby ją Pan Róg z tego wstydu wyzwolił.

Owóż obojga tych. dusz pobożnych: to jest Tobiasza z Niniwy i Sary z Ragesu połączyły się razem modlitwy przed majestat Boski; a Pan Bóg postanowił zesłać na ziemię świętego Rafała Archanioła, aby przez niego okazać nad nimi wielkie swoje miłosierdzie, co nastąpiło w ten sposób.

Tobiasz pożyczył był znaczne pieniądze niejakiemu Gabelowi, który mieszkał w Ragiesie. Gdy zdawało mu się że już niedługo pożyje, polecił młodemu Tobiaszowi synowi swojemu, aby się udał do tego miasta dla odebrania od Gabela należności, i kazał mu poszukać sobie jakiego towarzysza podróży, któryby go tam zaprowadził. Wyszedł tedy młody Tobiasz na ulicę i zaraz spotkał młodzieńca przecudnéj postawy, a tak ubranego jakby już do podróży znajdował się gotowym. Byłto właśnie Anioł-Rafał, którego tam Pan Bóg, w widokach swojego miłosierdzia na tę świętą rodzinę zsyłał, lecz młody Tobiasz niedomyślając się tego, zapylał go: „Zkąd jesteś dobry młodzieńcze?” A on odpowiedział: „z synów Izraelskich.” – „A czy znasz drogę do krainy Medów?” powiedział znowu Tobiasz. – „Znam odrzekł młodzieniec, i często ją odbywałem udając się do miasta Ragies, w którém w czasie mego pobytu mieszkałem w domu Gabela, naszego współrodaka.” Uradowany młody Tobiasz że taki nastręcza mu się towarzysz, prosił go aby chwilę poczekał, a sam pobiegł oznajmić to ojcu który i sam tém wszystkiém zdziwiony, kazał prosić do siebie owego nieznajomego. Ten wszedłszy pozdrowił go mówiąc: „Niech ci zawsze będzie wesele.” A Tobiasz na to: „jakże wesołym byś mogę ja, który ślepotą dotknięty światłości niebieskiéj nie widzę?” – „Pociesz się, odpowiedział mu na to młodzieniec, już niezadługo Pan Bóg wzrok ci przywróci.” Potém spytał stary Tobiasz nieznajomego czy może zaprowadzić syna jego do Gabela, mieszkającego w mieście Rages w Medyi, i obiecał mu za to po powrocie nagrodę. „Zaprowsdzę i przyprowadzę ci go na powrót” odrzekł mu na to Anioł. Lecz Tobiasz, chcąc wiedzieć kim on jest, pytał go znowu o rodzinę i pokolenie z jakiego pochodzi, na co odrzekł mu Święty Rafał: „Niepotrzebnie mnie oto pytasz. Ale jeżeli chcesz koniecznie o tém wiedzieć, oto powiem ci że jestem Azaryasz, syn wielkiego Ananiasza.” W czém nie było kłamstwa, gdyż po hebrajsku Azaryasz znaczy pomoc Boża, prócz tego święty Rafał przybrał był w istocie na siebie postać Azaryasza syna Ananiasza. Zdziwiony Tobiasz iż z tak znakomitego pochodzi ten młodzieniec rodu, zaczął go pokornie przepraszać, iż z razu obchodził się z nim jakby z najmującym się przewodnikiem, lecz święty Rafał niedając ma mówić dłużéj uspokoił go raz jeszcze o syna mówiąc: „Ja zdrowego zaprowadzę, i zdrowego ci napowrót przywiodę.” Wtedy rzekł Tobiasz: „Idźcie szczęśliwi, a Bóg niech będzie w drodze waszéj, a Anioł Jego niech wam towarzyszy.” Potém przygotowawszy wszystko co mieli wziąść z sobą, pożegnał młody Tobiasz ojca i matkę, i wraz z niebieskim przewodnikiem swoim puścił się w drogę.

Lecz skoro wyszli rozpłakała się matka, mówiąc do męża: „podporę starości naszéj odjąłeś nam. Nie warte były pieniądze te aby syna, który nam za wszystkie stawał bogactwa, na taką daleką podróż narażać.” Tobiasz zaś cieszył ją mówiąc: „Wróci się zdrów syn nasz, wierzę iż Anioł Boży z nim jest.”

Tymczasem młody Tobiasz ze świętym towarzyszem swoim dążył ku Mezopotamii, a nadszedłszy do rzeki Tygru, gdy strudzony podróżą usiadł i nogi w niéj moczył, straszna ryba jakaś rzuciła się na niego. Przeraził się tém wielce i zawołał o ratunek do świętego Rafała. Ten kazał mu schwycić rybę za skrzele, wyciągnąć na brzeg, i rozpłatawszy ją wyjąć z niéj wątrobę i żółć, mówiąc że dym wątroby odgania złe duchy, a żółć jest lekarstwem od ślepoty.

Gdy przybyli do miasta Regiesu, święty Rafał zaprowadził Tobiasza nie do Gabela, lecz do Raguela ojca owéj Sary o któréj wyżéj wspomniano, i poradził mu aby prosił o jéj rękę. A kiedy się Tobiasz obawiał, aby z nim to samo nie stało się co z poprzednimi jéj mężami, którzy wszyscy zaraz, byli po ślubie pomarli, święty Rafał wytłómaczył mu przyczynę ich śmierci. Powiedział mu że tamci zabierali się do małżeństwa niemając Boga w sercu, lecz tylko dla dogodzenia swojéj zmysłowości; a że w takich małżeństwach, ludzie stają się niewolnikami złego ducha, Bóg przeto chciał zostawić ten przykład ich kary dla nauki całemu światu, iż do stanu małżeńskiego zabierać się należy nie ze zwierzęcéj namiętności, lecz głównie w celu mienia potomstwa, któreby pomnażało chwałę Boga na ziemi, a liczbę wybranych w Niebie. Przytém nauczył go Rafał jak ma się zachować z małżonką, aby błogosławieństwo Boże na małżeństwo swoje ściągnąć. Tobiasz usłuchał we wszystkiém rady świętego Rafała, pojął Sarę za żonę, złe duchy odegnał dymem wątroby rybiéj jak mu to święty Rafał wskazał, a także, wedle jego polecenia, całe pierwsze trzy dni i trzy noce po ślubie spędził z Sarą tylko na modlitwie, przez co sobie obfite na zawsze błogosławieństwo Boże uprosili.

Wciągu tego wszystkiego, młody Tobiasz nie domyślał się wcale kim jest święty Rafał, a doznawszy już tyle od niego dobrodziejstw, i dowodów przychylności, prosił go aby poszedł do Gabela i upomniał się o dług ojca jego. Oddał mu i tę posługę ten święty Archanioł, odebrał pieniądze od Gabela, i nawet przywiódł Tobiasza do domu Raguela, gdzie tenże ujrzawszy młodzieńca przycisnął go do serca, jako syna starego swojego przyjaciela i serdecznie mu pobłogosławił.

Tobiasz zabawił pewien czas z żoną u jéj rodziców, poczém zapragnął powrócić do swoich. Wtedy Raguel dał w posagu córce połowę swojego wielkiego majątku, resztę zapewniając jéj po swojéj śmierci i wyprawił ich do Niniwy. Święty Rafał wiernie im towarzyszył, a gdy byli w pół drogi, doradził Tobiaszowi, aby oni dwaj tylko pośpieszyli do ojca, a Sara z czeladzią i dobytkiem aby pomału za nimi zdążała. Uczynił tak Tobiasz, a gdy już do Niniwy zbliżali się, polecił mu znowu Anioł żeby gdy przyjdzie do domu ojcowskiego, najprzód pokłonił się Panu Bogu i serdeczne Mu złożył dzięki, a potém ucałowawszy ręce ojcowskie, żółcią owéj ryby oczy mu namaścił. Spełnił to wszystko młody Tobiasz, i w pół godziny po namaszczeniu oczu starego Tobiasza żółcią rybią, tenże wzrok najdoskonalszy odzyskał, co widząc i żona i wszyscy obecni, razem z nim dzięki oddali Bogu. Nadjechała potém i Sara z dostatkami swemi, wszystko to rozgłosiło się w całém mieście, i znajomi starego Tobiasza, a między nimi i ci którzy mu urągali przedtém, przyszli radując się z tych wielkich pociech jakie Pan Róg na niego zesłał, i weseląc się wielbili z nim Pana.

Obydwaj Tobiaszowie uznając wielkie dobrodziejstwa jakie zawdzięczali świętemu Rafałowi, a zawsze mniemając iż jest tylko człowiekiem, chcieli mu okazać swoję wdzięczność i prosili aby przyjął od nich połowę całego majątku, lecz on im rzekł wtedy: „Błogosławcie Pana, i przed wszystkimi wychwalajcie Go iż okazał nad wami tak wielkie miłosierdzie Swoje. Modlitwa połączona z postem wielkiéj jest zasługi przed Bogiem; dawanie zaś jałmużn większe człowiekowi przynosi pożytki niż skarby złota: jałmużna bowiem od śmierci dusze wyzwala, grzechy oczyszcza i sprawia że się dostępuje miłosierdzia Boskiego i żywota wiecznego. Kiedy ty Tobiaszu modliłeś się ze łzami, a przy tém spełniałeś różne uczynki miłosierdzia, jam zanosił modlitwę twoję przed Pana Boga, który tylko dla tego różnemi cię dotknął był upokorzeniami, żeś wielce Mu jest miły, i przez to chciał cię doświadczyć i uświęcić. Toż samo zaszło i z Sarą teraźniejszą żoną twojego syna: którą Pan Bóg chciał także wyprobować, a potém z jéj sromoty uwolnić, i po to mnie zesłał, abym ciebie ze ślepoty uleczył, a Sarze dał męża godnego jéj cnót. Bo teraz już całą prawdę objawiam wam, i tajemnicy nie zataję: jestem Anioł Rafael, jeden z siedmiu którzy stoimy przed Panem.” Gdy to usłyszeli Tobiaszowie padli twarzą na ziemię a święty Rafał zniknął, oni zaś trwali na modlitwie trzy godziny, wielbiąc Boga, i powstawszy opowiadali drugim dziwne nad nimi sprawy Pańskie, co słysząc wszyscy powtarzali: „Wielkim jesteś Panie, chwała Tobie na wieki.”

Po odzyskaniu wzroku, stary Tobiasz żył jeszcze lat czterdzieści dwa, doczekał się synów wnuków swoich i całe plemię jego opływało we wszelką pomyślność tak, iż stali się i Bogu i ludziom miłymi.

Otóż, jak wiele szczegółów zawiera Pismo Boże, o objawieniu się i pobycie świętego Rafała na ziemi. Imię jego w hebrajskim języku znaczy lekarstwo Boże albo pomoc Boża. Że zaś z historyi młodego Tobiasza widzimy iż zasłał ma go Pan Bóg na opiekuna i stróża w podróży, z tego powodu jest on uważany za głównego Patrona podróżujących, i dla tego przy błogosławieństwie kościelném jakie się udziela udającym się w drogę, jego się w szczególności wzywa.

Pożytek duchowny

Najważniejszą dla chrześcijanina ze wszelkich podróży jakie odbywać może, jet wędrówka po téj ziemi, którą zdążać powinniśmy do Nieba. Jeśli więc w każdéj pielgrzymce, według zwyczaju Kościoła wzywać należy opieki świętego Rafała Patrona podróżujących, to najbardziéj uciekać się do niéj powinieneś i używać Jego pomocy do drogi życia twojego, aby cię prze nią szczęśliwie do Nieba zaprowadził.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Rafała Archanioła, Tobiaszowi słudze Twojemu, za towarzysza w drodze przeznaczył, daj prosimy nam sługom Twoim, abyśmy zawsze jego strażą osłonieni byli i wsparci jego pomocą. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 909–912.

Tags: św Rafał Archanioł „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Tobiasz małżeństwo post modlitwa jałmużna
2020-10-01

Św. Remiego, Arcybiskupa Remińskiego

Żył około roku Pańskiego 545.

(Żywot jego był napisany przez świętego Grzegorza Turoneńskiego.)

Święty Remigi przyszedł na świat przy końcu piątego wieku we Francyi, z ojca Emila udzielnego hrabiego na Leonie, i matki Cylinii którą Kościoł w poczet Świętych zaliczył. Małżonkowie ci podeszłego doszedłszy wieku a niemając potomstwa, stracili już byli nadzieję aby Pan Bóg raczył ich w tém pocieszyć.

Podówczas Francya w opłakanym była stanie, tak z powodu nieładu jaki panował wewnątrz, jak i niebezpieczeństw jéj grożących od zewnętrznych nieprzyjaciół ale co najsmutniejsza, większa część narodu była pogrążona w pogaństwie, i sam król był poganinem.

Na miejscu bardzo ustronném mieszkał wiolkiéj Świątobliwości pustelnik, nazwiskiem Montan, któremu gdy razu pewnego gorąco się modlił za kraj swój, Pan Bóg objawił że wysłuchał modlitwy jego, i że Emil i Cylinia będą mieli syna, który całe państwo nawróci do wiary świętéj i wyratuje od zguby, a on sam Montan który był ślepym, przy urodzeniu zapowiedzianego dziecięcia wzrok odzyska, co wszystko wiernie się spełniło. Święta Cylinia powiła syna, który od kolebki wychowywany pod okiem świątobliwéj matki, coraz wyższéj pobożności przedstawiał oznaki, a skoro do lat młodzieńczych doszedł, uchodząc przed niebezpieczeństwem grożącém każdéj duszy w życiu światowém, udał się na puszczę, mając zaledwie lat piętnaście. Tam oddany najostrzejszéj pokucie, udarowany łaskami wysokiéj bogomyślności, takiemi zajaśniał cnotami, że po śmierci Gennnada Arcybiskupa Remińskiego lud i duchowieństwo jednogłośnie jego na tę stolicę pasterską wyniosło, chociaż miał dopiéro lat dwadzieścia. Gdy wymawiał się od tego Remigi, a lud tłumnie go otaczał w kościele błagając aby przyjął Arcybiskupstwo, światłość zstąpiła na jego głowę, co i on sam ujrzawszy nie opierał się dłużéj, upatrując w tym cudzie objaw woli Bożéj.

Jakoż, objąwszy tę godność, dowiódł on niezwłocznie że go sam Duch Święty na nią powołał: niezmordowany w gorliwości o dobro dusz mu powierzonych, ojciec ubogich, wdów i sierot, przebiegał ciągle swoję dycezyą, głosząc słowo Boże i sprawując Sakramenta święte. Wszędzie poznosił pojawiające się nadużycia, i wielką liczbę dusz w pogaństwie jeszcze pogrążonych ma łono Kościoła przywrócił. Powstawał szczególnie przeciw niewierności małżeńskiéj, co było grzechem upowszechnionym podówczas w jego dyecezyi, gdzie obyczaje pogańskie jeszcze zgubny wpływ swój wywierały. Wkrótce téż nietylko wykorzenił tę zbrodnię, lecz i ducha pobożności w wiernych jego pieczy powierzonych rozżywił.

Obok wysokiéj świątobliwości jaką przyświecał na swojéj stolicy, obdarzonym był od Pana Boga i łaską czynienia cudów, z czego tak słynął, że wielki święty Benedykt założyciel zakonów na Zachodzie, żyjący za jego czasów, do niego odsyłał opętanych aby ich uzdrawiał. Zdarzyło się że gdy razu pewnego tenże Święty przysłał do niego nieszczęśliwą dziewicę w tym stanie będącą, Remigi przez pokorę nie chciał przystąpić do jéj egzorcyzmowania, mówiąc że kiedy tak wielki sługa Boży jak Benedykt napróżno to czynił, więc i on nie będzie miał mocy wygnać z niej szatana. Lecz na prośby rodziców opętanéj pomodlił się nad nią, i wnet od złego ducha ją wyzwolił. Co większa, gdy taż dziewica wkrótce potém umarła, wskrzesił ją w obecności licznie zgromadzonego ludu. W mieście Rejms powstał razu pewnego wielki pożar, który zniszczył już był trzecią część miasta, i resztę niechybnie miał ogarnąć, gdy doniesiono o tém Arcybiskupowi. Ten niezwłocznie udał się na modlitwę do kościoła świętego Nikazego Męczennika, dawnego Arcybiskupa Remińskiego, a po chwili zawoławszy: „O! Boże wysłuchaj mojéj prosby” pośpieszył na miejsco gdzie największy był ogień. Przybywszy tam przeżegnał płomienie, które w tejże chwili zaczęły opadać i uchodzić przed nim w miarę jak ścigając ja ciągle je żegnał, aż zebrawszy się jakby w kulę ognistą wyszły za bramy miasta na puste pole i zniknęły.

Miał sobie objawioném że ciężki głód spotka kraj cały. Nagromadził przeto wiele zboża do śpichlerzy, aby je mieć w zapasie. Niegodziwi ludzio podłożyli pod składy te ogień, który je zniszczył. Radzono Arcybiskupowi aby domagał się wykrycia i ukarania zbrodniarzy. Nie chciał tego uczynić, mówiąc iż sam Bóg zeszle na nich karę. Jakoż, nędznicy ci podpadli ciężkiéj chorobie głowy która przeszła w ich całe pokolenie, a niewiasty dostały rozdęcia gardła podobnego do woli, którą są dotknięte kobiety góralskie.

Na tronie francuzkim zasiadał wtedy Klodoweusz poganin, który miał za żonę Klotyldę królewnę Burgundzką chrześcijankę gorliwą, która wszelkiemi sposobami starała się małżonka nawrócić, lecz wszystkie jéj starania były próżnemi. Król tan znakomity wojownik, rozszerzając granice Francyi, w wojnie jaką prowadził z Niemcami i Szwedami, w wielkiém ujrzał się niebezpieczeństwie. W stanowczéj bitwie wojsko jego już miało iść w rozsypkę, gdy książe Orleański radny pan królewski, a który był chrześcijaninem, rzekł do niego: „Królu uwierz w Boga prowdziwego którego czci twoja małżonka, a wnet zwycięstwo odniesiesz.” Klodoweusz usłuchał téj rady i wśród wrzącéj walki wzniósłszy oczy i ręce do Nieba zawołał: „Jezu Chryste którego moja Klotylda wyznaje jako Syna Bożego, jeżeli dasz mi zwycięstwo uwierzę w Ciebie, i chrzest przyjmę.” Zaledwie tę modlitwę skończył, a los bitwy zmienił się nagłe. Francuzi jakby jaką niewidzialną siłą parci zwrócili się z zapałem na Niemców, którzy na głowę pobici, straciwszy króla który wojskiem dowodził, zdali się na łaskę i niełaskę Klodoweusza i lennikami jego pozostali. Klodoweusz po tém cudowném zwycięstwie odniósł drugie a nierównież dla niego i dla całéj Francyi szczęśliwsze, bo nad wrogiem dusz ludzkich. Spełnił uczynione Panu Bogu przyrzeczenie: został chrześcijaninem, pociągając do tego przykładem swoim i rycerstwo i cały lud francuzki.

Uszczęśliwiona z nawrócenia małżonka królowa, zawezwała świętego Remigiego aby przygotował Klodoweusza do Sakramentu Chrztu świętego i takowy mu udzielił. Pewnego wieczora gdy święty miał naukę do króla i wielu dworzan zgromadzonych w pałacowéj kaplicy królowéj, będącéj pod wezwaniem świętego Piotra Apostoła, nagle zstąpiła z nieba światłość tak wielka, że jaśniejszą wydawała się nad słońca, i dał się słyszeć głos z Nieba w te słowa odzywający się: „Pokój wam: nie trwóżcie się, a trwajcie w mojéj miłości.” Król królowa i wszyscy obecni rzucili się do nóg Świętemu, który nieprzerywając przemowy jaką miał wtedy, przepowiedział Klodoweuszowi wiele przyszłych wypadków tyczących się jego następców i całéj Francyi. Zapowiedział mu że państwo jego do wielkiéj dojdzie potęgi, lecz oraz ostrzegł że póty się przy niéj utrzyma, póki jego następcy i naród francuzki, wierni swojemu posłannictwu, wspierać będą Kościół i w téj swojéj powinności nie dadzą się wyprzedzić nikomu.

Wkrótce potém odbył się i chrzest Klodoweusza. Lud tłamnie zgromadzony w kościele czekał na niego, a zawiadomiony już dawno o cudownie odniesioném przez niego zwycięstwie nad nieprzyjacielem w skutek wezwania Imienia Chrystusowego i sam spragniony był przyjęcia wiary świętej. Przybył król otoczony orszakiem rycerzy i pierwszych panów dworu, prowadzony za rękę przez świętego Remigiego.

Gdy już zabrano się do świętych obrzędów spodobało się Panu Bogu uderzającym cudem objawić niejako iż władza królewska w tym narodzie z samego Nieba odbiera zatwierdzenie. Kiedy Arcybiskup miał już namaszczać Klodoweusza świętém Chryzmem czyli olejem poświęconym na to umyślnie, zdarzyło się że kleryk niosący z nim naczynie opóźnił się, niemogąc przedrzeć się przez ciżbę ludu zgromadzonego w kościele. Wtedy Arcybiskup się pomodlił, i ujrzano białą gołębicę nadlatującą, która w dziobie trzymała flaszkę pełną oliwy z nieba przysłanéj, złożyła je w ręce Remigiego i zniknęła napełniając kościół wonią przecudną. Cudowną tę flaszkę przechowano starannie, i oléj z niéj używano zawsze do namaszczania królów francuzkich gdy na tron wstępowali. Cud ten wielce pocieszył króla i jeszcze go bardziéj w wierze utwierdził, równie jak i wszystkich obecnych. Cały lud zgromadzony głośno zawołał: „i my wszyscy chcemy zostać chrześcijanami.” Arcybiskup zaś udzielając królowi chrztu świętego, gdy tenże schylał głowę pod wodę święconą, rzekł do niego: „Klodoweuszu poddaj kark twój pod jarzmo Chrystusa, i od tej chwili czcij tego któregoś dotąd prześladował, a prześladuj te bożki którym cześć oddawałeś.” Potém nadał mu imię Ludwika, które on pierwszy nosił z królów francuzkich, i stał się założycielem tego rodu długo i świetnie we Francyi panującego. Wraz z królem zostali chrześcijanami wszyscy Frankowie, a Klodowensz i wielu panów udzielnych francuzkich obdarzyło Remigiego wielkiemi posiadłościami, któremi on wzbogacił swój kościół Remiński, a w innych częściach kraju pozakładawszy dyecezye, uposażył je także i obsadził Biskupami. Papież bowiem święty Hormidasz zrobił go swoim legatem, upoważniając do zaprowadzenia w całym kraju Franków co potrzebném było do ustalenia kościoła i całej jego hierarchii. Zaopatrzony więc takiemi przywilejami, popierany powagą królewską, jak wielki Święty od całego narodu czczony, stał się on głównym Apostołem Francyi i założycielem monarchii chrześcjjańskiéj w tém potężném państwie. Długo jeszcze potém przyświecał Frankom swojemi cnotami, utwierdzał w wierze naukami i cudami licznemi, i nie ustawał w pracach apostolskich, chociaż w podeszłym wieku zesłał na niego Pan Bóg ślepotę; przed samą śmiercią wszakże wzrok odzyskał. Mając sobie objawiony dzień zgonu przyjął Sakramenta święte, a rzewnie żegnając otaczających go przyjaciół i duchownych, zasnął w Panu 13 Stycznia roku Pańskiego 545 mając lat siedemdziesiąt cztery.

Pożytek duchowny

Te słowa które święty Remigi wymówił do Klodoweusza gdy mu chrzest udzielał: „Nachyl kark swój pod jarzmo Chrystusa i czcij Tego któregoś dotąd prześladował, a prześladuj to coś czcił dotąd” zamykają w sobie całą treść tego, co każdy grzesznik szczerze się nawracający czynić powinien. Uważaj czy i tobie nie wypada do nich się zastosować, a jeśli tak jest nie zwlekaj! bo nie wiesz ani dnia ani godziny, w któréj stanąć ci przyjdzie na straszny sąd Tego, którego grzechami twojemi prześladujesz.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, aby błogosławionego Remigiego Wyznawcy Twojego i Biskupa czcigodna uroczystość, i przydała nam wzrostu w cnotach chrześcijańskich i zbawienie nasze zapewniła. Przez Pana naszego itd.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 838–840.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 785

Któż by nie podziwiał gorliwości, z jaką święty Remigiusz używał swych zdolności, czasu i władzy swego urzędu dla pozyskiwania Niebu dusz i mnożenia chwały Boskiej! Czyż może być coś piękniejszego nad taką pracę? I na nas ciąży obowiązek pozyskiwania dusz Niebu, a to z dwóch powodów:

  1. Z miłości ku Bogu. Wiemy przecież z katechizmu, jak drogie są Bogu dusze ludzkie, jak wysoko je ceni, co dla nich uczynił i co dzień czyni za pośrednictwem Kościoła. Stąd wynika, że nie możemy Bogu uczynić większej przysługi, jak wstrzymując bliźnich od grzechu, polecając im pokutę i zachęcając ich do umiłowania nade wszystko Boga. „Mniejszą ma zasługę – mówi święty Chryzostom – kto chłoszcze ciało, aniżeli ten, kto Bogu duszę pozyska; korzystniejsze działanie tego, kto ocala bliźnich, niż tego, co czyni cuda”. Świętą prawdę zamykają w sobie słowa świętego Grzegorza Wielkiego: „Żadna ofiara nie jest milsza Bogu od gorliwości w pozyskiwaniu dusz”.
  2. Miłość bliźniego wkłada na nas ten sam obowiązek. Pismo święte mówi: „Bóg nakazał każdemu troszczyć się o bliźniego”. Troska ta powinna daleko więcej dotyczyć duszy niż ciała i dóbr doczesnych, gdyż wartość duszy jest nieskończenie wyższa od wartości ciała. Gdy podróżny zabłądzi, każdy poczuwa się do obowiązku przestrzeżenia go i wskazania mu właściwej drogi. Czemuż tedy milczymy, gdy bliźni dopuści się czegoś, co wykracza przeciw moralności i czci powinnej Bogu? Słusznie żali się święty Bernard, pisząc: „Gdy upadnie osioł, znajdzie się, kto go podźwignie. Gdy upadnie nasz brat w Chrystusie, nikt mu nie poda ręki, aby mógł powstać”. A przecież nie brak sposobności do ratowania bliźnich. Módlmy się za nich rano i wieczorem, wstawajmy rychlej, aby pójść na Mszę świętą, przyjmujmy Komunię świętą na intencję bliźnich; bądźmy oszczędniejsi w wydatkach, aby odłożyć jakiś grosz na misje, a słodka nam będzie wdzięczność dusz, do których ocalenia przyczyniliśmy się w jakikolwiek sposób.
Tags: św Remigiusz z Reims „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup małżeństwo nawrócenie Francja
2020-07-26

Św. Anny, Matki Przenajświętszéj Maryi Panny

Żyła około roku 5-go przed przyjściem Pańskiém.

(Żywot jéj wyjęty jest z dzieł świętego Epifaniusza i świętego Grzegorza Nisseńskiego.)

Święta Anna, matka przenajświętszéj Maryi Panny, przyszła na świat w Betleemie, w mieście w dawnéj ziemi żydowskiéj, dziś Ziemią świętą zwanéj, położoném. Narodziła się na lat około siedemdziesięciu przed przyjściem Pana Jezusa. Ojciec jéj należał do pokolenia Lewi, i pochodził z rodziny wielkiego kapłana Aarona: nazywał się Mathan. Matka jéj z pokolenia Judy, miała imię Marya Emerencyanna. Bylito ludzie zamożni i wielkiéj zacności, przyświecający przykładami cnót wszelkiego rodzaju. Mieli trzy córki: najstarsza z nich Marya, poślubiła Kleofasa i była matką świętych Jakóba, Szymona i Judy Apostołów, których dla tego że byli ciotecznymi braćmi przenajświętszéj Panny, według zwyczaju żydowskiego, nazywano braćmi Pana Jezusa, chociaż byli tylko Jego blizkimi krewnymi. Drugą córką Mathana i Emerencyanny była Sabe, matka świętéj Elżbiety, a więc ciotecznéj siostry Matki Bożéj. Nakoniec trzeciém ich dzieckiem, była święta Anna którą Pan Bóg przeznaczał na matkę Téj, z któréj miał się narodzić Syn Boży.

Skoro w dzieciństwie zaczęła przychodzić do rozumu, zaraz można było poznać, że ją Pan Bóg jakby od kolebki uposażał temi darami i łaskami, jakiemi obdarzać raczy najszczególniéj wybrane przez Siebie dusze. To téż stała się największą pociechą rodziców którzy ją nadzwyczaj miłowali, robiąc nawet w tém niejaką różnicę z innemi dziećmi, co jednak, jak piszą, tak było usprawiedliwioném jéj wyjątkowemi przymiotami, że nawet w jéj siostrach zazdrości nie rozbudzało.

Gdy z lat dziecinnych wyszła, uderzała w niéj wielce skłonność do samotności, wstręt do życia światowego i skromność dziewicza, przydająca największą cenę jéj wszelkiego rodzaju powabom. Znaczną część dnia każdego spędzała na modlitwie, najchętniéj przebywała w świątyni Pańskiéj, a rozczytując się w księgach świętych, z upragnieniem wyglądała przyjścia zapowiedzianego Zbawiciela, i dokładniéj od wielu najuczeńszych ówczesnych kapłanów, przewidywała, że chwila ta błogosławiona nie jest już daleką. Nie przypuszczając że z niéjto właśnie miała się narodzić Matka tegoż Zbawiciela, byłaby z najwyższą dla siebie pociechą, całe życie spędziła w dziewictwie, chociaż ta cnota tak mało znaną była przed przyjściem Pana Jezusa. Lecz że opatrzność Boska, przeznaczała ją na matkę Rodzicielki Syna Bożego, więc inaczéj nią rozporządziła. Gdy doszła lat w których rodzice o wydaniu jéj za mąż zamyślali, zpomiędzy wielu z pierwszéj młodzieży proszącéj o jéj rękę, wydano ją za Joachima, mieszkającego w Nazarecie, z rodu Dawidowego, męża wysokich cnót i bardzo bogatego.

Cnoty jakiemi jaśniała będąc w domu rodziców, przeniosła do pożycia małżeńskiego, poślubiając najświętszego jaki był podówczas na ziemi człowieka. Nie było téż lepiéj dobranego małżeństwa, które jak się wyraża święty Jan Damasceński, już wtedy mogło służyć za wzór do naśladowania, dla najświątobliwszych małżonków chrześcijańskich. Anna będąc panią znacznych dostatków, które oboje posiadali, obracała je głównie na miłosierne uczynki. Święci ci małżonkowie dochody swoje rozdzielali na trzy części; jednę składali w świątyni Pańskiéj, na utrzymanie kapłanów i na przyczynienie się do świetności obrzędów; drugą rozdawali ubogim, trzecią na swoje potrzeby obracali, bardzo skromnie żyjąc. Ubogich w każdéj porze widzieć można było przy jéj mieszkaniu, gdyż do słynącéj ze szczególnéj dobroczynności, schodzili się oni nietylko z odleglejszych okolic, lecz nawet z obcych krajów. Słowem życie świętéj Anny, było najwyższym wzorem doskonałéj niewiasty, jakiéj nam wzór Pismo Boże w księgach mądrości przedstawia.

Lat już upływało przeszło czterdzieści, jak święta Anna była zamężną, a potomstwa nie miała. W narodzie żydowskim, niepłodność w małżeństwie, poczytaną była za hańbę i jakby za znak niebłogosławieństwa Bożego. Anna znosiła to upokorzenie spokojnie, z doskonałém poddaniem się woli Bożéj, a im więcéj posuwała się w lata, tém mniéj miała nadziei, aby ją w tém Pan Bóg pocieszył. Wszelako bolało to ją niemało że ona z tego powodu ani przypuszczać nie mogła, aby z jéj pokolenia miał narodzić się Messyasz.

Zdarzyło się, iż mąż jéj święty Joachim gdy razu pewnego przyniósł według swojego zwyczaju największą ofiarę do świątyni Pańskiéj, i z tego powodu pierwszy miał prawo przystąpić z nią do ołtarza, kapłan odprawiający nabożeństwo odepchnął go publicznie. Nie dość na tém: jeszcze głośno w te słowa odezwał się do niego: „Odstąp ztąd starcze, na którego stadle małżeńskiém cięży sromota bezpłodności.” Święty Joachim zniósł tę ciężką obelgę pokornie, a wróciwszy do domu i opowiedziawszy to żonie udał się na puszczę w góry, i tam osiadłszy w małéj chatce, przez dni czterdzieści nie biorąc żadnego posiłku, modlił się dzień i noc do Boga, aby jeśli taka Jego wola, zdjął z jego małżeństwa sromotę bezpłodności. Anna zaś urządziła sobie także pustelnię w ogrodzie, i tam podobnież jak Joachim, błagała Boga o potomstwo, przypominając Mu że owa Anna żona Elkana, o któréj wspomina Pismo Boże, podobnież niepłodna, w późnéj starości wyprosiła sobie u Pana Boga syna Samuela.

Pan Bóg, który tych świętych małżonków, na to tylko dotknął tak długą niepłodnością, aby ich potém uczynić najszczęśliwszymi z rodziców jacy kiedy byli, są, lub będą pod słońcem, wysłuchał ich modlitwy, do których sam Duch Święty ich pobudził. I przed Joachimem modlącym się na samotnéj górze, i przed Anną trwającą na modlitwie w swojéj kaplicy w ogrodzie, stanął Anioł Pański, (a jak sądzi święty Hieronim, Anioł Gabryel) i oznajmił im w imieniu Boga który go przysłał, że będą mieć potomstwo.

Jakoż, święci małżonkowie ci, pełni wiary w słowa niebieskiego posłańca wrócili do domu, i wkrótce Anna poczęła w żywocie swoim Tę, któréj narodzenie, jak jutrzenka przed wschodem słońca, miało rozweselić nietylko ten świat, lecz i Niebo całe: poczęła przenajświętszą Maryą Pannę Niepokalaną od téjże chwili. Ojciec Trombelli, wielkiéj powagi pisarz kościelny, powtarzając zdanie świętego Augustyna i świętego Wincentego z Ferrary, powiada: „iż po odebraniu wiadomości od Anioła, że Pan Bóg wysłuchał ich prośby, święty Joachim i święta Anna, uniesieni najwyższém uczuciem miłości i wdzięczności względem Boga, wpadli w zachwycenie i wtedy stali się rodzicami przenajświętszéj Panny” 1. W objawieniach zaś świętéj Brygidy, tak się Sama Matka Boża o tém do niéj wyraziła: „Syn mój Jezus Chrystus, małżeństwo rodziców moich taką wysoką cnotą czystości obdarzył, że podówczas nie było na ziemi całéj, świątobliwszego pożycia małżeńskiego. Gdy oznajmił im Anioł, że z nich narodzi się Dziewica, z któréj przyjdzie na świat cały zbawienie, pomimo tego woleliby byli umrzeć, aniżeli uledz zmysłowości, która już w nich zupełnie była wygasła. Mówię ci więc to jako rzecz najpewniejszą, że jedynie z uczucia miłości Boga i na słowa Anioła zwiastującego im Moje narodzenie, spełnili obowiązek małżeński i stali się moimi rodzicami.” 2 Po upływie właściwego czasu, święta Anna wydała na świat Boga Rodzicielkę. Jakiéj doznała ztąd pociechy, jakiego zażywała świętego szczęścia pielęgnując i wychowując tę przenajświętszą swoję Córeczkę, ten tylko pojmie, kto sobie przypomni, że była matką najdoskonalszéj jaka kiedy wyszła z rąk Boskich istoty, matką Téj którą Pan Bóg przeznaczył na Swoję Matkę, na którą patrząc weselą się Anieli i Niebo całe.

Lecz niedługo cieszyła się tym skarbem najwyższym, niedługo święta Anna posiadała córeczkę swoję w domu. Zaledwie miała lat trzy, zaofiarowała Ją na służbę Pańską wyłączną, i sama do świątyni Jerozolimskiéj, przy któréj przebywały święte dziewice poświęcone Bogu jak dziś zakonnice, odprowadziła. Żyła jeszcze potém, jak niesie podanie, około lat trzynastu. Straciwszy męża, przeniosła się z Nazaretu do Jerozolimy, aby być bliżéj swojéj przenajświętszéj córki, i tam na Jéj błogosławionych rękach oddała ducha Bogu, który wkrótce potém, dla zbawienia ludzi, miał się stać człowiekiem, właśnie w przeczystém łonie Tejże jéj córki.

Pożytek duchowny

Ponieważ świętéj Annie dostało się w udziale szczęście wychowywania przenajświętszéj Maryi Panny, więc słusznie uważaną jest ona za główną patronkę wychowania dzieci. Rodzice, błagajcie ją aby wam wyjednała potrzebne łaski do chrześcijańskiego kształcenia waszych dziatek; dzieci, proście ją aby wam dała być taką pociechą dla waszych rodziców, jaką była dla świętéj Anny jej przenajświętsza Córeczka.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionéj Annie tę wielką łaskę wyrządzić raczył, że godną się stała być matką Rodzicielki Jednorodzonego syna Twojego; spraw miłościwie, abyśmy obchodząc jéj uroczystość, jéj do Ciebie pośrednictwem wsparci zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 620–622.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 595–596

„Po owocach poznacie drzewo”, – mówi dawne przysłowie. Cnoty i zalety córki świadczą o mądrości i pieczołowitości matki. Św. Anna wszczepiła w ukochane dziecię to, co sama posiadała, tj. zamiłowanie cnoty i czułe serce, cześć Boga, zarody bojaźni Bożej i panieńskiej wstydliwości, głęboki szacunek objawienia Bożego, dziecięce zaufanie do obietnic Boskich, nieprzeparty pociąg do samotności, wstręt do powabów tego świata i szczerą pokorę, w której Najwyższy tak wielkie znajduje upodobanie. Nieraz opowiadała córeczce szczegółv i wydarzenia z żywota niewiast świątobliwych, jakimi np. były Rut, Estera, Judyta i inne słynące z łagodności, miłosierdzia, cierpliwości białogłowy Starego Zakonu. Strzegła też pilnie i bacznie u Maryi drogocennej perły niewinności, którą Maryja zasłynęła w dziejach świata jako niedościgniony wzór niepokalanego dziewictwa i czystości. Dzięki przeto, cześć i sława matce, która wychowała taką dziewicę.

Zastanówmy się, jakie jest powołanie matki chrześcijańskiej. Matka chrześcijańska, która przez sakrament chrztu świętego stała się córką Bożą, oświecona nauką Ewangelii świętej, karmiona ciałem i krwią Zbawiciela, więcej dać może swemu dziecięciu, aniżeli święta Anna swej córeczce. Zaniósłszy bowiem owoc żywota swego do kościoła, aby je obmyć z grzechu pierworodnego i uczynić je uczestnikiem łaski Bożej, powinna się starać o to, aby dziecię nie zmarnowało i nie utraciło tego skarbu. Klęka przy kołysce, tuli dziecię do swego boku, uczy je zaczynać i kończyć dzień modlitwą, całuje serdecznie, widząc w nim przybytek Ducha św. i istotę, która ma kiedyś przyjąć Przenajświętszą Hostię, przestrzega i czuwa pilnie nad tym, ażeby na delikatną dziecinę nie padła kiedyś zaraza grzechu, ponawia nauki, jak trzeba przestrzegać \ bojaźni Bożej, pokory, posłuszeństwa, uprzejmości względem ubogich i nawiedzonych chorobą, zwraca jego uwagę na Świętych Pańskich, którzy z tych cnót słynęli, ożywia w nim nadzieję wiecznej nagrody i radości niebieskich.

Czemuż jest tylu rodziców na świecie, którzy nie pamiętają i nie chcą tego wiedzieć, że ich dzieci są własnością Bożą i że Bóg upomni się kiedyś o nie! Święta Anna nigdy tego z oka nie spuszczała, dlatego też dziecię, które wymodliła sobie u Niebios gorącymi modłami, czuwaniem nocnym, obfitym łez potokiem, sowitą jałmużną, ofiarowała temuż Bogu, od którego je otrzymała. Nieskażone i niepokalane złożyła je w ręce Ojca niebieskiego. Mili Czytelnicy! módlcie się za matki chrześcijańskie, proście Boga, aby się tą prawdą na wskroś przejęły, ażeby nigdy nie zapomniały, że przyjdzie im kiedyś zdać ciężki przed Bogiem rachunek, jeśli skutkiem ich niedbalstwa i obojętności dziatki ich zboczą z drogi cnoty i zapomną ślubów, wyznanych ustami rodziców chrzestnych.

Footnotes:

1

Trombelli Hist. Mariana. Pars. I. C. I. quest. I.

2

Objaw. b. Brig. Ks. 1. Roz. 9

Tags: św Anna „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja czystość małżeństwo wychowanie matka
2020-07-17

Św. Aleksego Wyznawcy

Żył około roku Pańskiego 404.

(Żywot jego był napisany przez Metafrasta.)

Święty Aleksy, syn jednego z najbogatszych senatorów rzymskich nazwiskiem Eufemiusz narodził się w tém mieście w połowie wieku czwartego. Rodzice jego byli to wielkich cnót chrześcijanie. Kilkuset ubogich codziennie żywili w swoim pałacu, i całe swoje ogromne dochody obracali na uczynki miłosierne, co im tém łatwiéj przychodziło że przez długi czas nie mieli potomstwa. Nakoniec Pan Bóg ubłagany ich jałmużnami, zesłał im syna, któremu dali imię Aleksy. Sami wielce pobożni, najbogobojniéj téż i tego swojego ukochanego jedynaka wychowali; a że był obdarzony wysokiemi zdolnościami, więc i w naukach znamienity postęp uczynił.

Chociaż świat, z każdego względu łudził go swojemi powabami, Aleksy od lat najmłodszych okazywał skłonność do życia odosobnionego, i poświęconego wyłącznie bogomyślności i pokucie. Widząc to rodzice jego, postanowili co prędzéj go ożenić. Skoro więc lat młodzieńczych doszedł, ulegając ich woli, lubo z wyraźnym do tego wstrętem, zaślubił młodą, pięknéj urody, bogatą i ze znakomitego domu dziewicę. Lecz zaraz po ślubie, gdy jeszcze u rodziców jego biesiadowano obchodząc wesele, Aleksy wszedł do pokoju swojéj małżonki, dał jéj kosztowny pierścień i naszywaną drogiemi klejnotami swoję przepaskę rycerską, prosząc aby to przyjęła jako upominek jego serdecznéj przyjaźni, a sam uszedł potajemnie z domu. Przebrany za ubogiego pielgrzyma wsiadł na odchodzący z portu Ostyjskiego okręt, i popłynął do Laodycei.

Szukano go wszędzie, lecz napróżno, gdyż Aleksy przybywszy do Laodycei, rozdał ubogim co mu jeszcze pozostawało z pieniędzy, i poszedł do Edessy, jako miejsca jeszcze odleglejszego, i w którémby nikt go już odszukać i poznać nie mógł. Tam wiódł życie ubogiego żebraka: a że wszyscy poczytywali go za jakiegoś włóczęgę i próżniaka, więc albo mu odmawiali jałmużny, nie szczędząc napomnień, albo mu mało co udzielali i to niechętnie; a uliczniki zwykle się nim bawili, zadając mu tysiączne przykrości, które on znosił najcierpliwiéj, i chętnie nawet wystawiał się na nie. W skutek tego i za upośledzonego na umyśle był od wszystkich poczytanym. Zawsze miał wielkie do Matki Bożéj nabożeństwo, więc jakby za stałe mieszkanie swoje, obrał sobie główny kościoł przenajświętszéj Panny w Edessie. Przy nim u drzwi wchodowych żebrał jałmużny, resztę czasu spędzał wewnątrz niego, na modlitwie, a na noc szedł pod krużganek kościelny, i tam po krótkim spoczynku na kamieniach, większą część nocy spędzał na rozmowie z Bogiem.

Sługa Boży żył w takiém ukryciu przez długie lata, nieznany od ludzi, a coraz ściśléj jednocząc się z Bogiem, przez coraz wyższe dary, jakie odbierał na modlitwie, i coraz to pokutniejszy żywot wiodąc. Chociaż zawsze uchodził za ubogiego mniéj od innych godnego litości, gdyż nie widziano w nim ani kalectwa, ani słabego zdrowia, ani podeszłego wieku, jednak z téj niewielkiéj jałmużny jaką codziennie otrzymywał, wspierał jeszcze innych ubogich, których i w chorobach doglądał najtroskliwiéj, a przez to otwierając sobie przystęp do ich serca, najzbawienniéj na nich wpływał.

Aleksy krył się z tém wszystkiém jak najstaranniéj, lecz z czasem mieszkańcy zaczęli zwracać uwagę na świętego żebraka, który od lat już siedemnastu przebywał w ich mieście. Niektórzy odgadywali w nim jakąś tajemnicę; wielu rozgłaszać poczęło to co w nim nadzwyczajnego zauważali: wszystkich uderzała postawa jego, gdy go widziano w kościele modlącego się, i pokora, cichość i cierpliwość z jaką znosił różne zniewagi. Słowem, zaczęli ludzie poznawać w nim Świętego. Zauważał to Aleksy, i zawahał się czy nie wypada mu opuścić miejsce, w którém już go cześć ludzka spotykać zaczynała, kiedy następujące zdarzenie ostatecznie go do tego skłoniło.

Razu pewnego, ksiądz zarządzający kościołem przenajświętszéj Panny w Edessie, patrząc z uwielbieniem na modlącego się przed kościołem Aleksego, usłyszał te słowa wychodzące z obrazu Matki Bożéj, będącéj nade drzwiami kościelnemi: „Ten żebrak jest wielkim sługą Bożym, i modlitwy jego wiele mogą przed Panem.” Usłyszawszy to ów kapłan, przystąpił niezwłocznie do Aleksego, i prosił go aby przyjął przytułek w jego domu. Święty podziękował mu za to pokornie, i tém bardziéj zamyślał o wydaleniu się z Edessy, kiedy nareszcie skłoniło go ostatecznie do tego to, że gdy w dni kilka potém, ukazał się przed tymże obrazem przed kościołem, a nadszedł odźwierny, z obrazu dały się znowu słyszeć następujące słowa: „Otwórz kościoł i wpuść tego sługę Bożego, którego modlitwy tak mile są przyjęte w Niebie.”

Widząc Aleksy, iż po rozgłoszeniu tych cudów w całém mieście, już w Edessie dłużéj życia upokorzonego i wzgardzonego wieść nie będzie w możności, wyszedł ztamtąd, i wsiadł na okręt odpływający do Laodycei, zkąd zamierzał udać się do Tarsu. Lecz wielka burza zapędziła ich do portu Ostyi pod Rzymem. Święty upatrując w tém skazówkę woli Bożéj, postanowił w Rzymie wieść taki rodzaj życia jak w Edessie, i to nawet w domu własnych rodziców. Przybywszy więc tam, udał się do pałacu Eufemiego, a spotykając go wracającego z senatu: „Panie, rzekł do niego, daj mnie ubogiemu pielgrzymowi przytułek w twoim pałacu, a Pan Bóg ci to nagrodzi.” Eufemi dziwnego doznał uczucia słysząc tę prośbę, i kazał jednemu ze sług swoich aby proszącego przyjął do pałacu, i pamiętał o jego potrzebach. Sługa spełnił rozkaz, lecz nierad że mu nowy ciężar przybywa, od pierwszéj chwili najgorzéj obchodził się z Aleksym, umieściwszy go w małéj ciemnéj komórce pod schodami będącéj.

Trudno wypowiedzieć co Aleksy wycierpiał w domu rodzicielskim, od sług którzy poczytując go za zbiegłego niewolnika ukrywającego się po spełnieniu jakiéj zbrodni, żadnéj nad nim nie mieli litości. Święty zaś jakby mu niedość było na tém, przydawał sobie jeszcze różnych umartwień ciała. Sypiał na gołéj ziemi; ciągle pościł o chlebie i wodzie, wychodził tylko do kościoła, a co niedziela przyjmował Komunią świętą.

Tak drugie siedemnaście lat przebył, aż gdy nadchodziła godzina jego śmierci, zawiadomiony o niéj przez objawienie, spisał całą swoję historyą, w któréj opowiadał pożegnanie z żoną, i wymieniał upominki jakie jéj zostawił, wyspowiadał się i Komunią świętą przyjął w kościele, a wróciwszy do swojéj komórki, wziął to pismo w rękę, i położywszy się na ziemi spokojnie oddał Bogu ducha.

W tymże dniu, Eufemi znajdował się w kościele świętego Piotra na Mszy świętéj, którą odprawiał Papież Inocenty pierwszy, w obecności cesarza Honoryusza i całego jego dworu. Przy końcu nabożeństwa, dał się słyszeć w kościele głos z Nieba, oznajmujący że w téj chwili, wszedł do raju wielki sługa Boży, i że umarł on w pałacu Eufemiego. Zdziwieni wszyscy pytali Eufemiego ktoby to mógł być, a on domyślał się iż był nim ten żebrak, który od lat wielu mieszkał u niego pod schodami. Papież więc, cesarz i wszyscy obecni, udali się do pałacu Eufemiego, zdjęci wielką ciekawością, jaką w nich obudził głos cudownie słyszany. Wszedłszy do komórki Aleksego, znaleźli go nieżywego, leżącego na ziemi z pismem w ręku. Eufemi chciał je wydostać, lecz w żaden sposób nie mógł. Wtedy Papież kazał wszystkim uklęknąć, i po krótkiéj modlitwie sam je wyjął, i wręczając Aecyuszowi Kanclerzowi kościoła Rzymskiego, kazał je głośno odczytać.

Łatwo domyślić się jakie było zdziwienie wszystkich, gdy okazało się że Aleksy był synem Eufemiego, i jakiego doznali wrażenia obecni tam jego rodzice i żona, gdy dowiedzieli się o całéj jego historyi. Rozgłos tego wypadku, sprowadził niezmierną liczbę ludu. Tłum był tak wielki, że jak piszą współcześni, rozrzucano pieniądze po bocznych ulicach, dla odprowadzenia ludu w inną stronę, aby zrobić drogę dla orszaku pogrzebowego, na którego czele postępował Papież, a sam Cesarz z Senatorami niósł ciało Świętego. Od tejże chwili zasłynęło ono wielkiemi cudami, a później przeniesione zostało do kościoła pod wezwaniem świętego Aleksego, z pałacu jego ojca przerobionego, w którym po dziś dzień widzieć można kawałek schodów pod któremi on mieszkał, i ten obraz Matki Bożéj, który w Edesie cudownie o nim przemawiał.

Pożytek duchowny

Otóż jak Święci Pańscy z wielkiéj miłości umartwień i wewnętrznych i zewnętrznych, umieją zadać mężny gwałt najżywszym uczuciom serca, i wyrzec się dla miłości krzyża, najgodziwszych nawet pociech téj ziemi. Staraj się przynajmniéj bez szemrania i spokojnie, znosić brak ich, jeśli mimo twojéj woli, nie znajdziesz takowych w pożyciu z ludźmi, a nawet z najbliższém ci rodzeństwem.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Który nas doroczną uroczystością błogosławionego Aleksego wyznawcy Twojego rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy pamiątkę jego przejścia do Nieba obchodząc, jego cnoty naśladowali. Przez Pana naszego i t. d

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 593–595.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 568–569

Dobrowolne ubóstwo miłe jest Bogu. Nie myślmy, ażeby Bóg od każdego z nas wymagał wyzucia się z wszystkiego mienia, jakie dzierżymy; ale żywoty Świętych Pańskich podają nam niejedną bardzo zbawienną wskazówkę. Zrzeczenie się świętego Aleksego wszystkiego tego, co ludziom jest drogie i miłe, przywodzi nam na pamięć słowa Chrystusowe: „Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest Królestwo niebieskie”. Dobrowolne ubóstwo od nas samych zależy; winniśmy być ubogimi w rozkosze tego świata, ubogimi w pychę, zarozumiałość, upór, a bogatymi w pokorę i w przekonanie o nicości swojej. Do takiego ubóstwa łatwo dojść każdemu, jeśli pamiętać będzie o tym, że jest stworzeniem ułomnym, grzesznym, podległym różnym słabościom.

Jeśliś się urodził w stanie ubogim, jeśli ci trzeba walczyć z biedą i niedostatkiem, nie narzekaj i nie żal się na to, poprzestawaj na małym i wspomnij sobie, jak ubożuchną była Najświętsza Panna i Zbawiciel nasz. Człowiekowi mało potrzeba, a chciałby posiąść wszystko. Kto ma tyle, że może opędzić najniezbędniejsze potrzeby życia, niechaj dziękuje Bogu i sławi miłosierdzie Jego. Jeśliś bogaty, nie przywiązuj się do marnego kruszcu. Pamiętaj, że wszystko ostatecznie musisz opuścić i że są ubodzy na świecie, godni twego miłosierdzia i opieki. Iluż to było Świętych, którzy mogli być bogatymi, którzy mogli opływać we wszystko, używać rozkoszy, wygód i przyjemności życia, a mimo to skazali się na dobrowolne ubóstwo! Nie od każdego wymaga Pan Bóg, aby podobnie jak święty Aleksy wyrzekł się rodziców, znajomych, krewnych, żony i dzieci, ale żąda od każdego, aby Stwórcę swego miłował więcej od tego wszystkiego, co mu jest miłe na tej ziemi.

Tags: św Aleksy Wyznawca „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna ubóstwo małżeństwo czystość
2020-06-23

Św. Marianny Egnijskiéj

Żyła około roku Pańskiego 1213.

(Żywot jéj był napisany przez kardynała Jakóba z Witry, jéj spowiednika.)

Święta Maryanna nazwana Egnijską od miasta Egni, w którém długo przebywała, urodziła się w miasteczku Niwella, w biskupstwie Leodyńskiém (Louvain), w Belgii położoném, roku Pańskiego 1177, z rodziców w wielkie dostatki opływających. Od najmłodszych lat uprzedził ją Pan Bóg szczególnemi łaskami, zapowiadającemi wysoką świątobliwość, do jakiéj z czasem dojść miała. Już wtedy Pan Jezus który chciał aby w Nim jednym całe swoje szczęście znajdowała, oderwał jéj serce od rzeczy stworzonych. Maryanna wzgardziła wszystkiém, w czém młode dziewice zwykle największe mają upodobanie: to jest płochemi rozrywkami, uciechami światowemi i strojami. Rodzice dawali jéj przepyszne suknie, klejnoty, drogie perły, a ona starała się jak najrzadziéj takowych używać. Lecz za to wielkie miała upodobanie w samotności, na którą często się udając, modliła się gorąco i rozpamiętywała wieczne prawdy. O północy nawet wstawała, a ujmując sobie spoczynku, trwała na modlitwie. Dla ubogich okazywała wielkie miłosierdzie. Mając żywe pragnienie wstąpienia do klasztoru, z taką czcią była dla zakonnic, że gdy je gdzie spotkała, całowała ich ślady po ziemi.

Rodzice dopatrując w niéj skłonność do życia zakonnego, czemu byli najprzeciwniejsi, aby tego nie dopuścić, postanowili co prędzéj wydać ją za mąż i w czternastym roku zmusili ją niejako do zawarcia ślubów małżeńskich. Wyszła za bardzo znakomitego i również jak ona bogatego młodzieńca imieniem Jan. Na szczęście, w małżonku którego jéj Opatrzność zesłała, znalazła człowieka nietylko wielkiéj prawości, lecz i pobożnego katolika. W domu więc mężowskim, z większą jeszcze swobodą niż gdy była przy rodzicach, mogła oddawać się swoim ćwiczeniom pobożnym. Korzystając z tego, zadawała sobie różne umartwienia ciała, na które jéj dawniéj nie pozwalano: większą część nocy przepędzała na modlitwie, przez resztę zażywając krótkiego spoczynku na łóżku które stanowiły dwie gołe deski. Pod ubraniem nosiła ciągle gruby, ostry i węzłowaty sznur, który jéj służył za włosiennicę.

Jan który i miłował serdecznie swoję żonę i wielce ją poważał, nie sprzeciwiał się wcale rodzajowi życia jaki prowadziła. Co więcéj, mając ciągle przed oczyma przykłady cnót najwyższych, jakie mu dawała Maryanna, budując się jéj słodyczą w pożyciu domowém, jéj miłością w obchodzeniu się ze sługami, jéj miłosierdziem dla ubogich, a przytém jéj roztropnością i rządnością w prowadzeniu domu, postanowił i sam ile możności ją naśladować. Najprzód tedy wraz ze swoją świątobliwą małżonką, uczynili ślub czystości, stanowiąc żyć odtąd jak brat z siostrą. A że kto z łaską Bożą wiernie współdziała, temu Pan Bóg coraz nowych świętych natchnień i pomocy do ich spełnienia udzielać raczy: więc téż i ci błogosławieni małżonkowie, na drodze wysokiéj świątobliwości ciągły postęp czynili. Zaczęli ograniczać swoje stosunki ze światem coraz bardziéj, aby mieć więcéj czasu na ćwiczenia pobożne i uczynki miłosierne, następnie i to wkrótce te stosunki zerwali zupełnie, a w końcu przedawszy całe swoje mienie, rozdali je na ubogich, pozostawiając sobie to tylko, co do zaspokojenia potrzeb do życia niezbędném im było. Gdy zaś pod tę porę, w okolicach gdzie mieszkali, założono szpital dla trędowatych, Jan i Maryanna w nim się zamknęli, aby całkowicie poświęcić się na usługę tym nieszczęsnym odrzutkom społeczeństwa ludzkiego.

Dopóki żyli na świecie, i gdy opływali w wielkie dostatki, ludzie światowi szydzili z nich po kryjomu, zarzucali im dziwactwo, tak nazywając ich święty sposób życia, lecz pomimo tego, otaczali ich tą czcią i poważaniem z jakiemi zwykle jest świat dla osób bardzo zamożnych. Lecz gdy z miłości Chrystusa, stali się oni dobrowolnie ubogimi, wzgardzono nimi, okrywano zniewagami, a najzepsutsi światowcy, nawet zawziętą nienawiścią ich ścigali. Przytém gdy pozbyli się całego majątku i ubogie życie prowadzić zaczęli, najbliżsi nawet ich krewni odstręczyli się od nich, wyrzekli się ich niejako, a niektórzy przy każdém spotkaniu, najdotkliwsze zadawali im upokorzenia. Lecz oni na to nie zważali wcale: zrobiwszy Panu Bogu ofiarę ze wszystkiego przed czém świat czołem bije, miło im było z tego powodu cierpieć, i za szczęśliwych się poczytywali, że i z nimi tak się obchodzą ludzie jak zwykle ze Świętymi.

Maryanna, szczególnie już tym sposobem ze światem zupełnie zerwawszy, oddała się życiu pokutnemu, i nadzwyczajnym umartwieniom, do których jéj Pan Bóg coraz nowych łask udzielał. Jadała tylko raz na dzień i to dopiéro wieczorem, nie używając innych pokarmów jak surowych jarzyn, albo owoców i chleba razowego, bardzo czerstwego. Niekiedy kilka dni z rzędu bez brania żadnego posiłku przepędzała. Wtedy wpadała w długie zachwycenia, w których żyła już nie ziemskiém życiem. „W tych zachwyceniach, pisze kardynał Witry który był jéj ojcem duchownym i historykiem jéj życia, doznawała nasza Święta niewypowiedzianych uciech niebieskich, jakich zakosztowywał święty Paweł, gdy do trzeciego nieba bywał porwany, i wtedy zasłyszywała, na podobieństwo jak on, te tajemnice Słowa przedwiecznego, których ludzkim językiem wypowiedzieć niepodobna.” Obdarzał ją także Pan Bóg łaską łez rzewnych, które wylewała na modlitwie, a które jak się wyrażała, były dla niéj wyższą nad wszelkie ziemskie szczęście pociechą. Posiadała szczególny dar uspokajania dusz, wewnętrznemi utrapieniami dręczonych. Wiele osób, przebywających te ciężkie próby, po jednéj z nią naradzie, odchodziły na zawsze swobodne. Rozmowa jéj o Bogu i o rzeczach tyczących się duszy, poruszała najtwardsze serca, pobudzała do skruchy grzeszników oddawna w grzechach leżących. Zdarzyło się razu pewnego, iż z dwóch kapłanów przejeżdżających blizko miejsca gdzie Maryanna mieszkała, jeden chciał zboczyć z drogi, aby ją odwiedzić. Drugi który był duchownym bardzo nieprzykładnym, z tego powodu szydził ze swego towarzysza, i z nim razem nie poszedł. Lecz gdy ten trochę dłużéj u Świętéj zabawił, przybył i ów szyderca. Po krótkiéj z nią rozmowie rozpłakał się, wyszedł nadzwyczaj wzruszony, przygotował się niezwłocznie do spowiedzi z całego życia, i od tego czasu żył świątobliwie. Błogosławiona ta sługa Boża, miała zwyczaj co roku odbywać pielgrzymkę do przenajświętszéj Panny Egnijskiéj, i jak utrzymywała, przed Jéj to wizerunkiem, wypraszała sobie zawsze najszczególniejsze łaski. Miejsce te było dość odległe od Niwelli, gdzie dotąd Święta mieszkała, jednak odbywała tę drogę zawsze pieszo bez obuwia, chociaż zdarzało się iż zimą tam chodziła. Przez cały ten dzień pielgrzymowania, nie brała żadnego posiłku, a przyszedłszy na miejsce święte, w kościele Matki Bożéj trwała bez przerwy na modlitwie przez noc całą, aż do Nieszporów dnia następnego. Gdy z czasem wsławiła się jéj świątobliwość, a bardzo wiele pobożnych osób, jużto dla polecenia się jéj modlitwom, już dla zasięgnięcia jéj rady, jużto tylko dla przypatrzenia się Świętéj, nawiedzało ją w szpitalu przy którym mieszkała, przeniosła się do Egnii, i tam przy kościele przenajświętszéj Panny osiadła. Byłoto miasteczko ubogie, oddalone od większych gościńców, i dla tego je obrała Maryanna, aby w niém więcéj osamotnione życie wieść mogła. Tam już niewymowne pociechy duchowne zsyłał jéj Pan Bóg: w coraz częstsze i dłuższe wpadała zachwycenia, w których widywała Matkę Boską i swego Anioła Stróża. W dzień narodzenia świętego Jana Chrzciciela, będąc w zachwyceniu, usłyszała te słowa: „Pójdź wybrana moja, za rok koronowaną będziesz.” Przyszedłszy do siebie powiedziała to swojéj towarzyszce imieniem Klementyna, przydając że przez ten rok życia który jéj pozostaje, będzie jeszcze wiele cierpiała. Jakoż, zachorowała, i najrozmaitszym a strasznym podlegała boleściom. Pomimo to, umartwionego sposobu życia w niczém nie odstępowała; a ponieważ miała sobie objawioném, że w dzień poniedziałkowy powoła ją Pan Bóg do Siebie, więc dla uproszenia łaski dobréj śmierci, przez ten rok cały w poniedziałki nic nie jadała.

Na cztery dni przed śmiercią, to jest przed tym dniem który była przepowiedziała, wpadła w zachwycenie, które trwało trzy doby bez przerwy, i wśród którego ciągle śpiewała tak przecudnie, że to wszystkich do łez i do nabożeństwa pobudzało. Lecz co w tém najszczególniejszego było, a o czém wyż przytoczony kardynał Witry jako naoczny świadek pisze: śpiewała pieśni i hymny które sama wtedy układała i to po łacinie, chociaż tego języka wcale nie znała, i opiewała tajemnice o Trójcy przenajświętszéj, o Wcieleniu Syna Bożego, o niezrównanych przywilejach przeczystéj Dziewicy, a następnie o Aniołach i Wszystkich Świętych Pańskich, a to z taką głęboką znajomością Teologii, iż to najuczeńszych kapłanów zdziwiało. Przy końcu odśpiewawszy Magnificat, a po niém pieśń Szymonową: „Teraz wypuścisz mnie Panie w pokoju” wyszła z tego długiego zachwycenia. Potém kazała się zanieść do kościoła przed Wielki Ołtarz, tam przyjęła ostatnie Sakramenta święte, wiele rzeczy o czasach przyszłych przepowiedziała które się ziściły, i wymawiając kilkakrotnie te słowa: „O! jakżeś piękny Królu Panie wiecznéj chwały!” Bogu ducha oddała dnia 23 Czerwca roku Pańskiego 1213.

Pożytek duchowny

Widzisz z żywotu dzisiejszéj Świętéj, do jakiéj wysokiéj świątobliwości dochodzi się w stanie małżeńskim, gdy oboje małżonkowie jako dobrzy chrześcijanie, nawzajem się wspierają na drodze pobożności i są jedno dla drugiego przykładem i zachętą do coraz wyższego na niéj postępu. Biada temu, kto w małżeńskim związku dwóch dusz chrześcijańskich, nietylko nie jest dla drugiéj pomocą w wiernéj służbie Bogu, lecz jeszcze stawi temu przeszkody.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławioną Maryannę przedziwnéj ostrości i wysokiéj bogomyślności łaskami hojnie wzbogacił; daj nam za jéj wstawieniem się i przykładem, zmysły i ciało umartwiając, ducha naszego do niebieskich rzeczy zamiłowania, coraz więcéj sposobić. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 516–518.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 508

Święta Marianna często była trapiona pokusami. Nie wiedząc, co czynić przeciw nim, do rozpaczy przychodziła, mniemając, że grzechem się splamiła, a były to myśli sprosne, nieprzystojne, o jakich Pismo święte mówi: „Od myśli nieuczciwych i głupich a nikczemnych, strzeż mnie, Panie!"

Pokusą tą jest czart, który wiedzie człowieka i pociąga ku sobie, aby go odwieść od dobrej drogi. Zwykle Pan Bóg nie dopuszcza pokusy na tych, którzy w grzechu śmiertelnym pozostają, albo za niego nie żałują, ale na tych, którzy pokutę zaczynają albo ku doskonałym cnotom i uczynkom dla zbawienia swego i miłości Bożej postępują.

Gdyby na kogo z dopuszczenia Bożego pokusa przypadła, niech nie sądzi, że te myśli szkaradne z niego wypływają. One są właśnie przez czarta wzbudzone i on je na myśl przywodzi, aby nimi człowieka zgubić.

Pokusy tej niechaj sobie nikt za grzech nie bierze, ale za osobliwsze nawiedzenie i doświadczenie Boże. Im więcej kto za grzech to mieć będzie, tym więcej nieprzyjaciela rozraduje.

Człowiek winien prosić Pana Boga, aby od niego pokusę oddalał, a jeśli Pan Bóg nie raczy tego uczynić, to pokusę tę winien znosić cierpliwie, a grzechami się brzydzić. Czytamy w żywocie świętej Katarzyny z Sieny, że mając długi czas sprosne, niemoralne myśli i widząc szatanów wabiących ją ku sobie, których potem Jezus od niej oddalił, zawołała: „Gdzie żeś był przez ten czas, Oblubieńcze mój miły?" „W sercu twym byłem” – odpowiedział Chrystus. Na co ona odrzekła: „A wszakże serce moje pełne było sprosności! Jakże Ty mogłeś w nim mieszkać, miłośniku czystości?" A Chrystus rzekł: „W tym, iżeś się owymi myślami brzydziła i żałość z nich wielką mając, miejsce dla Mnie zostawiłaś”.

Tak i my się tym cieszmy, gdyby to na nas przyszło, iż nie ustając w miłości ku Panu Bogu, gdy nas trapią pokusy, nie tylko nie utracimy łaski Boga, ale jej sobie jeszcze więcej przyczynić zdołamy.

Tags: św Marianna Egnijska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna bogactwo małżeństwo jałmużna dar języków pokusy
2020-05-29

Bł. Humilianny Wdowy Tercyarki reguły św. Franciszka Serafickiego

Żyła około roku Pańskiego 1246.

(Żywot jéj wyjęty jest z Brewiarza Braci Mniejszych świętego Franciszka Serafickiego.)

Błogosławiona Humilianna rodem z Florencyi we Włoszech, pochodziła ze znakomitego i starożytnego rodu hrabiów Czerkiów, (Cerchi). Wychowana była wśród wielkiéj zamożności rodzicielskiego domu, otoczona zbytkami wielkiego świata; lecz że od dzieciństwa miała wpojone zasady żywéj wiary, i szczególnemi od Boga obdarzona była łaskami, od lat najmłodszych wielką okazywała pobożność. Posuwając się w lata, coraz w niéj większy robiła postęp. Doszedłszy wieku młodéj dziewicy, w którym wiele z jéj rówienniczek, a zwłaszcza te którym wyższe położenie w świecie, uroda, wielki majątek i świetność imienia również świetną zapowiada przyszłość, roją tylko o uciechach doczesnych, i za niemi gonią, — Humilianna żywo przejęta uczuciem próżności tego wszystkiego, wzdychała jedynie za samotnością, aby w jak największém odosobnieniu, tém łatwiéj oddać się ćwiczeniom wyższej pobożności i coraz ściśléj jednoczyć się z Bogiem. Zaledwie miała rok szesnasty, gdy wielu z pierwszych rodzin Włoskich młodzieńców, przedstawiło się jako ubiegających się o jéj rękę. Humilianna żadnego przyjąć nie chciała, póki to do jéj własnéj woli zostawiano. Lecz gdy rodzice mający zamiar wydać ją koniecznie za mąż, spostrzegli że nie chce uczynić żadnego wyboru zpomiędzy tak nawet świetnych przedstawiających się jéj związków, sami to uczynili, przyrzekając jéj rękę jednemu z najbogatszych młodych panów Florenckich. Zasmuciło to wielce błogosławioną Humiliannę, lecz że rodzice nadzwyczaj usilnie nalegali na nią aby wyszła za mąż, a nie miała żadnéj wskazówki że Pan Bóg powołuje ją do innego stanu, uległa ich woli, i poślubiła wybranego przez nich małżonka.

W związku tym prawie od pierwszych dni jego zawarcia, spostrzegła Humilianna, jak słusznie się go obawiała. Rodzice zaś jéj przekonali się wkrótce, że zwykle tak bywa, iż gdy dusza jaka powołana do wyłącznego poświęcenia się życiu bogomyślnemu, schybia swego powołania, w stanie w jaki niewłaściwie wstępuje, chociażby on przedstawiał wszelkie warunki tego co szczęściem na téj ziemi zowią, i takiego doczesnego nawet powodzenia nie znajdzie. Jakoż, małżonek Humilianny równy jéj co do świetności urodzenia, jak i ona bardzo bogaty, co się tyczy cnót i obyczajów wcale do niej podobnym nie okazał się. Byłto człowiek bardzo lekkiego prowadzenia się; oddany cały światu i jego płochym uciechom, a przytém najprzykrzejszy w pożyciu domowém. Pojąwszy za żonę anioła dobroci, łagodności i słodyczy; mając w Humiliannie żonę najuleglejszą, która pomimo rażących i grzesznych wad swego męża, była przejęta dla niego największém uszanowaniem i tego ciągłe dawała mu dowody, obchodził się z nią najgorzéj. Co zaś ją najbardziéj bolało, to że i sam zaniedbywał wszelkie obowiązki gorliwego chrześcijanina, i jéj saméj w spełnianiu tych do których nawet jest się ściśle obowiązanym, bezustanne stawił trudności.

Wśród tak smutnego położenia, Humilianna, jedyną ulgę znajdowała w modlitwie, na któréj zaczerpywała łaski potrzebne do znoszenia tak ciężkiego swojego krzyża i przedewszystkiém polecała Matce Bożéj nieszczęsny stan duszy swego zaślepionego małżonka. Po pięciu latach takiego pożycia, przyszło do tego że stracił on całe swoje mienie, i zaciągnął znaczne długi, których zaspokoić nie mógł. To go przyprawiło o wielkie zmartwienie, w skutek którego ciężko zachorował. Wtedy Humilianna nietylko otoczyła go największą troskliwością, jak to było jej obowiązkiem, lecz gdy był blizkim śmierci, a wielkiego doznawał niepokoju na duszy, z powodu że tylu ludzi którzy mu swoje majątki powierzyli ciężko ukrzywdzi nie mogąc długów swoich spłacić, zaofiarowała mu na ten cel, większą cześć swojego posagu. Tak wielka wspaniałomyślność żony, dla któréj, jak to sam wiedział, był mężem najgorszym, poruszyła go do głębi serca, i sprawiła że umarł pojednany z Bogiem i z oznakami szczerego żalu za wszystkie swoje grzechy. Humilianna więc uratowała tym sposobem duszę swojego małżonka, dla któréj zbawienia ofiara majątku jaki uczyniła, wydawała się jéj niczém.

Po śmierci jego wróciła do domu rodziców, gdzie już tą razą bez oporu z ich strony, odmówiła powtórnego związku małżeńskiego który się jéj nastręczał, chociaż chciał go z nią zawrzeć człowiek nie tylko majętny lecz bardzo zacny i gorliwy katolik. Postanowiła już zająć się jedynie wychowaniem córeczki, a zrywając wszelkie stosunki ze światem, oddać się bogomyślności i uczynkom miłosierdzia. Osiadła w odosobnionéj wieży przy pałacu swoich rodziców, i tam wiodła życie jak pustelnica, ciesząc się jedyną swoją dzieciną, która jak w lata tak i w coraz większą pobożność pod jéj okiem wzrastała, patrząc na przykłady wysokiéj świątobliwości matki.

Pod tę porę tylko co zawiązywać się zaczynało we Florencyi bractwo Tercyarek, według Reguły świętego Franciszka Patryarchy Asyskiego. Humilianna, już oddawna zostawała pod przewodnictwem duchownym jednego z kapłanów Zakonu Braci mniejszych, którzy bractwem tém głównie kierowali. Pierwsza więc z kobiet do niego wstąpiła, i habit w kościele świętego Krzyża przyjęła.

Trudno wyrazić jaki szczególnie od téj pory uczyniła postęp w cnotach chrześcijańskich, w których żeby ją coraz lepiéj doświadczyć, wyćwiczyć i utwierdzić, dopuścił Pan Bóg nowe dla niéj doczesne niepowodzenia. Ojciec jéj, człowiek gwałtowny i skutkiem podeszłego wieku dziwak, obchodził się z nią bez litości. Nie tylko wyzuł ją z reszty należącego się jej spadku, lecz tak ją w oczach domowników znieważał, tak sługom kazał ją mieć za nic i w niczém jéj nie słuchać, że doznając od nich ciągle grubiańskiego obchodzenia, od jednéj ze służących została razu pewnego zbita i ciężko w głowę raniona. Co wszystko uchodziło bezkarnie, tém bardziéj że Humilianna nietylko nigdy na to nie skarżyła się, lecz każdą odebraną obelgę, jak i samo pobicie, znosiła z wielkiém weselem na duszy, rada we wszystkiém a szczególnie w znoszeniu krzywd i obelg, podobną być do Boskiego naszego Zbawcy, tyle i tak ciężkich obelg podczas męki Swojéj za nas ponoszącego.

Do takich prób, jakie spodobało się było Panu Bogu zesłać na nią, przyłączyły się długie i dolegliwe choroby, któremi jak ogniem złoto, oczyszczał Pan Bóg i uświęcał coraz bardziej, jednocząc ją z Sobą, tę wybraną sługę Swoję. To wszystko jednak nie przeszkadzało jéj wielkie okazywać dla biednych miłosierdzie, którym niekiedy jedyny posiłek jaki miała dla siebie oddawała, albo zdjąwszy z siebie ubranie, przyodziewała w nie ubogich. Znana w mieście całém jako pani wysokiego rodu, od domu do domu chodziła po jałmużnę, kwestując dla sióstr swoich Tercyarek. Taką miłością Jezusa była przejęta, że nie mogąc, jak tego żywo pragnęła, na chwałę Jego ponieść męczeństwa, zadawała je sobie sama, ciągłemi i nadzwyczajnemi umartwieniami trapiąc ciało. Opływała téż za to w niebieskie dary; bardzo często wpadała w zachwycenie, i wte- dy jużto Pan Jezus, już Matka Boża w objawieniu z nią rozmawiali. Liczne także cuda czyniła, gdyż za jéj modlitwą wielu ciężko chorych zdrowie odzyskało, i kilka razy gdy dla ubogich zabrakło jéj było wina albo oliwy, zamieniała w nie wodę, którą przeżegnała. Zdjęta litością nad pewnym ubogim ciężką chorobą złożonym, uprosiła u Boga, że cierpienia jego w nią przeszły, a on uzdrowiony został. Córeczkę swoję, którą jak najpobożniéj wychowała, nagłą śmiercią dotkniętą wskrzesiła. Widywano także celę jéj podczas gdy się w niéj modliła, niebieską światłością napełnioną. Wszelkie napaści złego ducha, który jéj niekiedy okazywał się, i jużto wyraźnie, już pod zdradzieckiemi pozorami kusił w różny sposób, znakiem krzyża świętego odpędzała.

Miała lat tylko dwadzieścia siedem, kiedy ja pełną cnót i bogatą w zasługi, a więc dojrzałą do Nieba, powołał tam Pan Bóg. Zapadła w ciężką chorobę którą najcierpliwiéj znosiła, nie folgując sobie prawie w żadnych ze zwykłych swoich umartwień, a coraz ściśléj jednocząc się z Panem Jezusem, oddała w ręce Jego ducha, dnia 29 Maja roku Pańskiego 1246. Ciało jéj pochowane zostało w kościele świętego Krzyża, do Braci mniejszych we Florencyi należącym, a po trzech miesiącach, z powodu licznych cudów jakie przy niém zaszły, z wielką uroczystością przeniesiono je i umieszczono, w umyślnie dla niéj sporządzonym w tymże kościele wspaniałym grobowcu. Wierni wielką czcią otaczają grób jéj ciągle cudami słynący, a Papież Inocenty XII w poczet ją błogosławionych zaliczył.

Pożytek duchowny

Zwykle tak bywa, że Pan Bóg te dusze które chce mieć Sobie wyłącznie poświęcone, gdy one w jakowy światowy zawód weszły, dotyka ciężkiemi krzyżami. Jestto dzieło miłosierdzia Bożego, który zamierza tym sposobem uświęcić je koniecznie. Lecz aby tego dostąpić, trzeba tak jakto czyniła błogosławiona Humilianna, spełniać jak najwierniéj obowiązki stanu w jakim się już kto znajduje, i pokornie znosić jego przykrości.

Modlitwa (kościelna)

Wszechmogący i wieczny Boże! słodkości serc naszych, i nagrodo wybranych, któryś błogosławioną Humiliannę Twoją miłością rozgorzałą, najsłodszemi pociechami niebieskiemi napełnił; spraw miłościwie abyśmy za jéj wstawieniem się i przykładem, z Tobą ściśle zjednoczeni, zasłużyli sobie oglądać Twój majestat Boski na wieki. Przez Pana naszego Jezusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 437–439.

Tags: bł Humiliana Cerchi „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wdowa małżeństwo powołanie obowiązki stanu
2020-05-21

Św. Izydora Oracza

Żył około roku Pańskiego 1150.

(Żywot jego był napisany przez Ojca Jakóba Bleda Dominikana, i Hieronima Kwintona notaryusza dyecezyalnego w Madrycie.)

Święty Izydor przezwany Oraczem, dla tego że całe życie w ubogim a uczciwym stanie rolnika spędził, żył w Hiszpanii w początku wieku XII. Pochodził z rodziców tak niezamożnych, że w spuściznie prócz samego pługa i sochy bez wołów, nie mu więcéj nie zostawili. Doszedłszy do lat młodzieńczych, najął się za parobka do bogatego mieszczanina Madrytu wówczas małego jeszcze miasta, nazwiskiem Jan Wergas. Wkrótce potem pojął za żonę młodą dziewicę imieniem Maryannę, także ubogą w dostatki ziemskie, lecz równie jak on sam bogatą w łaski niebieskie, pracowitą i bardzo pobożną. Pan Bóg pobłogosławił ich związkowi, zsyłając im wielce od nich pożądaną pociechę, w narodzeniu się synka, którego jak najtroskliwiéj wychowywali, w bojaźni Bożéj, i w cnotach chrześcijańskich od lat najmłodszych go ćwicząc.

Cieszyli się serdecznie owocem swoich pobożnych starań, gdyż chłopaczek wzrastając w lata, coraz większą okazywał pobożność, i był wielką i jedyną osłodą ich ubogiego i pracowitego życia. Jakżeż boleśnie dotknięci zostali, gdy razu pewnego, mieszkający przy nich sąsiad przybiegł przerażony z wiadomością, że dziecię ich wpadło w głęboką studnię, z któréj nie będzie sposobu wydobyć je żywe.

Nieszczęśliwi rodzice pobiegli na miejsce wypadku, a widząc że wszelka ludzka pomoc już na nic się nie przyda, gdyż żadnych potrzebnych do wydostania dziecięcia ze studni narzędzi pod ręką nie mieli, upadli na kolana i ze łzami zaczęli się modlić, wzywając głównie Matki Bożéj, do któréj szczególne i sami i utopiony ich synaczek mieli nabożeństwo. Nie zawiodła téż ich ufność w Jéj opiece: po chwili sama woda wyrzuciła na wierzch dziecię, które chociaż już dawno było w studni, wypłynęło do góry żywe i zupełnie zdrowe. Przejęci najżywszą dla Boga wdzięcznością za taki cud na ich prośby spełniony, uczynili ślub dozgonnéj czystości, stanowiąc odtąd żyć jak brat z siostrą.

Święty Izydor, który zawsze wiódł życie bardzo przykładne, od téj pory szczególnie, nie porzucając stanu rolniczego, oddał się gorliwie ćwiczeniom coraz wyższéj pobożności. Pracując jak najpilniéj w polu, i najwierniej służąc swojemu gospodarzowi, wyznaczył sobie porę na różne święte ćwiczenia, i takowych nigdy nie opuszczał. Posty zachowywał nadzwyczaj ścisłe, a codziennie ujmował większą część własnego posiłku przygotowywanego mu przez żonę, i tę rozdawał ubogim, z których każdego dnia przynajmniéj jednego, tym lub innym sposobem, z oszczędności zarobku swojego wspierał. Dnie niedzielne i świąteczne, jako wolne dla niego od obowiązkowych zajęć, spędzał całe na modlitwie, na słuchaniu słowa Bożego, na uczęszczaniu na obrzędy kościelne, a szczególnie na słuchanie Mszy świętéj, co czynił z takiém skupieniem ducha i w takiéj postawie, że sam widok jego wtedy, patrzących do nabożeństwa pobudzał. W dnie robocze, wstawał bardzo rano, chociaż zwykle część nocy na modlitwie spędzał, i zanim udawał się w pole, zwiedzał kilka kościołów w Madrycie, a szczególnie główny kościół Matki Bożéj, w którym zwykle słuchał Mszy świętéj, rozpływając się we łzach, które przy każdéj prawie modlitwie obficie wylewał.

Zły duch nie mógł patrzeć na to obojętnie: pobudził téż przeciw niemu jego towarzyszy, to jest innych sług u tegoż gospodarza będących. Ci oskarżyli go przed panem że jest próżniakiem, i że codzień spóźnia się do roboty, z powodu że oddaje się ćwiczeniom pobożnym, niezgadzającym się z jego stanem i obowiązkami, a właściwym tylko dla osób zamożnych i niezależnych, mogących rozrządzać czasem swoim według woli, a nie dla tych którzy za dzień roboty zapłatę biorą. Jan Wergas, usłyszawszy takowe zaskarżenia, przywołał do siebie Izydora, lecz że sam zawsze był bardzo z jego służby zadowolonym, nie robił mu nawet wyrzutów, tylko spytał czy tak jest w istocie iż on zwykle najpóźniéj do roboty przychodzi. Święty parobek, wyznał szczerze iż tak jest rzeczywiście, lecz przydał z wielką pokorą, iż prosi gospodarza aby się przekonał, że pomimo tego, podwajając on zawsze pracy potém, więcéj dnia każdego robi aniżeli inni którzy wcześniéj od niego do roboty przybywają. Poczciwy ten mieszczanin, znając rzetelność Izydora, poprzestał na tém wytłómaczeniu się jego, lecz gdy słudzy ciągle skarżyli na niego, postanowił sam przekonać się o prawdzie.

Jakoż pewnego dnia, gdy pole jego orano, ukrył się on w miejscu w którém nikt go nie widział, i ujrzał że Izydor w istocie późniéj od drugich przyszedł do roboty. Lecz patrzy, aż oto skoro zaczął on orać, po jednéj i po drugiéj stronie przy nim pojawia się dwóch innych ludzi przybranych w białe szaty, którzy osobne prowadzą pługi i odwalają skiby. Zdziwiony tém bardzo, przystąpił do Izydora, a gdy w tejże chwili ludzie ci z pługami i wołami znikli, spytał go kto oni byli. Izydor zmieszany, z razu odpowiedzieć nie chciał, lecz gdy gospodarz nalegał, odrzekł: że ponieważ codziennie gorąco prosił Boga, aby mu w pracy błogosławić i dopomagać raczył, więc sądzi że to są Aniołowie, których mu w tym celu zsyła. Tak bowiem zwykle Pan Bóg nagradza tych, którzy nie przez lekceważenie obowiązków swoich, lecz właśnie dla uproszenia sobie tém obfitszych do doskonałego spełniania ich łask Bożych, starają się ile możności i ćwiczeniom pobożnym się oddawać. Odtąd téż Jan Wergas więcéj jeszcze polubił Izydora, a szczególnie gdy się przekonał, iż on pomimo niesłusznych oskarżeń jakie przeciw niemu zanosili drudzy służący, zawsze był dla nich z równą miłością: owszem okazywał największą dla tych właśnie, którzy głównie chcieli mu zaszkodzić przed gospodarzem.

Lecz powoli i sami słudzy poczęli poznawać się na Izydorze, i cnotom jego należny hołd oddawać. Przyczyniło się do tego i kilka cudownych zdarzeń, którémi Pan Bóg świątobliwość tego sługi Swego, chciał drugim wyraźniéj objawić. Dnia pewnego, gdy Izydor przechodził około trzody owiec swojego gospodarza, pasącéj się pod lasem, wilk który ztamtąd wypadł, porwał, w oczach kilku pasterzy obecnych, najpiękniejszego barana. Wszyscy pogonili za nim, lecz go doścignąć nie mogli; co widząc Izydor, ukląkł i zaczął się modlić, a w téjże chwili, wilk padł nieżywy i zdobycz nieuszkodzoną z paszczęki wypuścił. Inną razą niósł on zboże do młyna wraz z innym parobkiem. Worek tego był pełen, Izydora do połowy tylko nasypany. W drodze, napotkali stado ptasząt szukających żeru. Izydor zdjęty litością, wziął garść zboża i posypał ją tym stworzeniom Bożym, spragnionym posiłku. Towarzysz wyrzucał mu to, jako marnotrawstwo własności gospodarza; lecz jakże się zawstydził i zdziwił, gdy przybywszy do młyna, ujrzał w worku Izydora i dwa razy więcéj zboża i nierównie piękniejsze od tego jakie zabrał z domu.

Sława jego świątobliwości i podobnych cudów, tak się rozeszła, że się jego modlitwom w najcięższych wypadkach polecano, często cudownych jéj skutków doznając. Tego doświadczył i sam Jan Wergas jego gospodarz. Córka jego po długiéj i ciężkiéj słabości umarła. Stroskani rodzice uciekli się do pośrednictwa Izydora, przywołując go do ciała swego dziecięcia, aby się nad niém pomodlił. Zdjęty wielką litością nad smutkiem swoich gospodarstwa, Święty upadł na kolana, a po chwili gorącéj modlitwy, wskrzesił dziecię, wobec wielu osób tam wówczas zgromadzonych.

Zawdzięczając dobrodziejstwo tak niespodziane swojemu parobkowi, chciał go sowicie wynagrodzić Wergas; lecz że sługa Boży nic przyjąć nie chciał, uczynił go rządcą swojego mienia, z czego wszyscy domownicy wielce się ucieszyli. Izydor zaś, więcéj przez to mając swobody i cokolwiek więcéj dochodu, oddawał się tém gorliwiéj ćwiczeniom pobożnym, i tém hojniéj wspierał ubogich, na co najchętniéj zgadzała się jego żona, równie jak on wysokiéj świątobliwości niewiasta.

Długo jeszcze żył potém, ciągły czyniąc postęp w doskonałości, coraz ściśléj przez modlitwę jednocząc się z Bogiem, a coraz większe skarbiąc sobie do Nieba w pokornym stanie w jakim zostawał, zasługi. Podeszły już w latach, przepowiedział dzień swojéj śmierci, i po przyjęciu Sakramentów świętych, z oznakami wielkiéj pobożności, wśród aktów miłości Boga i nadziei wiecznego szczęścia, zasnął w Panu dnia 15 Maja około roku Pańskiego 1150.

Przy grobie jego nadzwyczaj wiele cudów zaszło, które imię jego w całéj Hiszpanii rozrozniosły, w skutek czego Grzegorz XV Papież, po odbytym procesie kanonizacyi, w poczet go Świętych wpisał roku Pańskiego 1622.

Pożytek duchowny

Dwie zbawienne i pełne pociechy zaczerpnij z żywota świętego Izydora nauki. Jedna: że w najpracowitszym stanie najwyższéj świątobliwości dojść można, współdziałając wiernie z łaskami Bożemi, i powtóre: że gdy w czynnym jakim zawodzie, łączy kto pracowitość z ćwiczeniami pobożnemi, Pan Bóg pracy jego w sposób szczególny błogosławi.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Izydora, w pokornym stanie rolnika do wysokiéj wyniósł świątobliwości, za jego pośrednictwem, i przez jego zasługi, spraw prosimy, abyśmy wiernie obowiązki stanu naszego spełniając i pobożnie żyjąc, w Niebie wraz z nim chwalili Cię na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 413–415.

Tags: św Izydor „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna rolnik małżeństwo obowiązki stanu
2020-05-04

Św. Moniki Wdowy

Żyła około Roku Pańskiego 387.

(Żywot jej znajduje się w sławném dziele świętego Augustyna jéj syna, pod tytułem Wyznania.)

Święta Monika urodziła się w Afryce roku Pańskiego 332, z rodziców nie tylko znakomitością rodu, lecz i cnotami chrześcijańskiemi odznaczających się. Wychowali ją bardzo pobożnie, powierzywszy to głównie staréj i świątobliwéj ochmistrzyni, która jeszcze jéj ojca piastowała. Święta Monika sama rozpowiadała późniéj synowi swojemu świętemu Augustynowi, że bardzo jeszcze młodą będąc, pomimo zakazu jaki uczyniła jéj ta nadzorczyni, aby wina wcale nie pijała, obudziła się była w niéj skłonność do tego trunku. Może nawet byłaby i pozwoliła sobie jakiego w téj mierze nadużycia, gdyby nie to że razu pewnego, jedna ze służących widząc ją potajemnie w piwnicy pijącą wino, nazwała ją pijaczką, co takie na niéj zrobiło wrażenie, że odtąd w usta go nie brała.

Gdy do lat doszła, rodzice wydali ją za mąż za majętnego obywatela miasta Tagasty w Numidyi, nazwiskiem Patrycyusza, który był poganinem, lecz spodziewać się można było, że za wpływem świątobliwéj małżonki, chrześcijaninem wkrótce zostanie. Co większa, Patrycyusz był bardzo popędliwego charakteru, a w pogaństwie wychowany, i po zaślubieniu Moniki rozpustne wiódł życie. Święta wkrótce spostrzegła się jak trudne obowiązki ją spotkały, i postanowiła niezachwianą łagodnością i uległością najpokorniejszą, rozbrajać gniew popędliwego małżonka, a świątobliwością swojego życia i wytrwałemi na tę intencyą modlitwami, wyrwać go z nierządów pogańskich i przywieść do wiary świętéj. Gdy niektóre młode panie jéj znajome, narzekając na złe z niemi obchodzenie się mężów, pytały i razu pewnego, jak ona radzi sobie ze swoim: „Gdybyśmy, odpowiedziała im, umiały milczeć, wielebyśmy oszczędziły sobie przykrości. Pokorne milczenie wobec unoszącego się gniewem męża, najskuteczniéj go z téj wady poprawia. Pamiętajmy że dla nas stan małżeński, jest zawarciem uciążliwéj umowy: zobowiązałyśmy się znosić cierpliwie wady naszych małżonków.” Takie rady drugim dając, sama według nich postępowała. Wkrótce téż doznała błogich tego owoców.

Najprzód pozyskała serce matki mężowskiéj, wszyscy domownicy rozmiłowali się w niéj, i poważali ją jak najszczególniéj; dom jéj, był dla miasta całego wzorem do naśladowania; młodą jeszcze będąc, nabyła powagi jakby jaka już podeszłego wieku matrona, stała się mistrzynią dla wszystkich małżonek, które spieszyły do niéj po radę, i pod jéj rozsądzenie poddawały wszelkie zajścia swoje w domowém pożyciu. Nakoniec i najpożądańszą dla niéj zesłał jéj Pan Bóg pociechę, którą sobie szczególnie wymodliła u Matki Bożéj, do któréj wielkie miała nabożeństwo: mąż jéj nie mógł oprzeć się wpływowi cnót świątobliwéj małżonki, i łaskom Bożym jéj modlitwami wyproszonym; uznał swoje błędy, ocenił prawdziwość wiary która tak doskonałą czyniła jego żonę, nawrócił się, ochrzcił i został chrześcijaninem, i to nie z imienia tylko, lecz i ze sposobu życia. Zmieniwszy religią, zmienił i postępowanie. Przykład i modlitwy Moniki, zrobiły z niego człowieka nie tylko nieposzlakowanych obyczajów, lecz pobożnego chrześcijanina, ćwiczącego się właśnie w tych cnotach przeciw którym wprzódy najwięcéj zawiniał.

Święta Monika miała troje dzieci: córkę i dwóch synów. Z tych starszy Augustyn, późniéj wielki Święty, w pierwszych latach swoich, wielkiego smutku dla matki był powodem. Patrycyusz umarł kiedy on jeszcze był młodym. Monika usunąwszy się zupełnie od świata, cały czas swój poświęcała najtroskliwszemu wychowaniu dzieci, pobożnym ćwiczeniom i miłosiernym uczynkom. Serce jéj macierzyńskie, przewidując że żywość charakteru i nadzwyczajne zdolności Augustyna, narazić go mogą na różne dla duszy jego niebezpieczeństwa, z tém większą nad nim czuwało troskliwością. Pomimo tego, młodzieniec rzuciwszy się w świat, przyłączył się do heretyckiéj sekty manichejczyków, któréj zasady uprawniały życie rozwiązłe. Nieszczęśliwa matka najboleśniéj tém dotknięta, macierzyńskich uczuć się jednak nie wyrzekła. Podwoiła modlitw za zbłąkane dziecię swoje, ze łzami błagała Boga za tę najdroższą dla niéj duszę, przydając na tę intencyą to ścisłe posty, to różne umartwienia ciała, to wszelkiego rodzaju dobre uczynki. Tymczasem, Augustyn który pomimo swoich zboczeń, bardzo kochał matkę, czułym okazywał się na jéj łzy, i pokornie jéj upomnień słuchał, poddawał się jednak rozkiełznanym namiętnościom swoim, i o nawróceniu szczerze nie myślał. Monika zaś, ze swéj strony nie ustawała płakać przed Bogiem, i polecać to szczególnie Matce Bożéj, u któréj wyprosiła już sobie przedtém nawrócenie męża. Razu pewnego, gdy bardzićj niż kiedy serce jéj zalane było goryczą z powodu postępków syna, miała sen cudowny, w którym Pan Bóg pocieszył ją objawieniem, że Augustyn poprawi się i wróci na łono Kościoła. Lecz to jeszcze nie zaraz nastąpiło. Augustyn udał się dla objęcia katedry profesora wymowy do miasta Kartaginy, gdzie podówczas była sławna Akademia. Monika przeniosła się za nim, aby bliżéj czuwać nad dzieckiem, o którego duszę tak słuszną miała obawę. A im więcéj dawał jéj powodów do tego, tém silniéj, a zawsze z wielką miłością go upominała, i tém goręcéj się modliła, niemal już i dzień i noc łzami się zalewając. Widząc to pewien święty Biskup, z którym o synu rozmawiała uspokajał ją mówiąc: „że nie sposób jest, aby zginąć miał syn, który matkę tyle łez kosztuje.”

Potrzebne były takie słowa pociechy dla Moniki, bo ją nowe czekało zmartwienie. Augustyn, już z powodu iż z uczniów swoich w Akademii Kartagińskiéj nie był zadowolony, już z innych jeszcze, opuścił to miasto, i nawet uczynił to tajemnie przed matką, wyjeżdżając w chwili gdy ona w nocy trwała na modlitwie w kaplicy świętego Cypryana. Augustyn pojechał do Rzymu, a ztamtąd wkrótce udał się do Medyolanu, znowu dla nauczania wymowy, a Monika dowiedziawszy się gdzie się on znajduje, puściła się morzem do Włoch, aby się z synem połączyć. W podróży téj, straszliwa burza spotkała okręt na którym płynęła. Dowodzący statkiem i wszyscy podróżni, do najwyższego stopnia przerażeni tém zostali, gdyż rozbicie niechybne groziło okrętowi. Monika tylko wszystkim dodawała odwagi, udała się na modlitwę i wkrótce burza ustała: co ogólnie jéj wstawieniu się do Boga przypisano.

Nakoniec w Medyolanie otrzymała pociechę o którą tak usilnie, długo, a wytrwale Pana Boga prosiła. W skutek kazań świętego Ambrożego Arcybiskupa Medyolańskiego, jako téż i rozmów prywatnych jakie za staraniem Moniki, miewał z tym wielkim świecznikiem Kościoła, Augustyn dotknięty łaską Bożą, zerwał pęta które go w kacerstwie manichejskiém trzymały, wrócił na łono wiary, i został nie tylko Świętym, lecz jednym z najuczeńszych, a może najpierwszym Doktorem Kościoła.

Dostąpiwszy tego najpożądańszego dla niéj szczęścia, święta ta matka, jak wydała na świat syna swojego w boleściach, tak po większych jeszcze zrodziwszy go do życia wiecznego, już nie długo cieszyła się tą pociechą na ziemi. Ubezpieczona co do zbawienia duszy swego ukochanego dziecięcia, zapragnęła wrócić do ojczystego miasta, aby tam już oddać się wyłącznie życiu bogomyślnemu. Augustyn chciał matkę odprowadzić. Przypłynąwszy do portu zwanego Ostie, zatrzymali się w tém mieście dla wypoczynku. Tam w jednéj z przechadzek swoich z synem, Monika usiadłszy razem z nim nad morzem, długo mówiła o niebie i o szczęściu wybranych, co jak pisze święty Augustyn, na całe życie jego wielki wpływ wywarło, i było jakby jéj ostatnią dla niego nauką i przemową. W parę dni potém, tak zapadła na zdrowiu, iż blizką ujrzała się śmierci, z wielką swobodą duszy zbliżając się do niéj. Widząc iż młodszy jéj syn Nawigias, smucił się iż matka umiera w obcym kraju. „Gdziekolwiek się człowiek znajduje, rzekła, jest zawsze w obecności Boga. Nie troszczcie się o to gdzie spocznie moje ciało: nie wątpię że gdziekolwiek będzie, zmartwychwstanie ono wraz z innemi na sąd ostateczny. Proszę tylko was, abyście wszędzie gdzie się udacie, pamiętali o mnie przed obliczem Pańskiém.” Wkrótce po tych słowach dusza jéj, jak się wyraża święty Augustyn opisując śmierć matki, pełna wiary i tak święta, oddzieliła się od ciała, dziewiątego dnia jéj choroby, a roku pięćdziesiątego jéj wieku. „Zdało się téż nam niewłaściwém, powiada daléj, oddać się smutkowi przy jej pogrzebie, bo śmierć jéj była tylko przejściem do lepszego życia, o czém nie wątpiliśmy, znając niewinność jéj obyczajów, żywość wiary i świątobliwość całego jej życia” 1.

Zasnęła w Panu roku 387, i od téj pory w Kościele Bożym cześć jako Święta odbiera. Ciało jéj pogrzebione najprzód w kościele świętéj Aury w Ostyi, później przeniesione zostało do Rzymu, do kościoła świętego Augustyna.

Pożytek duchowny

Jak wiele małżonek utyskuje na złe z niemi obchodzenie się mężów; jak wiele matek opłakuje złe postępowanie swych dzieci. Gdyby i jedne i drugie naśladowały świętą Monikę w jéj zachowaniu się z mężem, i w jéj wytrwałości w modleniu się za Syna, podobnéj jak ona doczekałyby pociechy. Święta ta jest szczególną Patronką matek strapionych złém postępowaniem dzieci.

Modlitwa (kościelna)

Boże! zasmuconych pocieszycielu, i w Tobie nadzieję pokładających zbawco! Któryś błogosławionéj Moniki łzy pobożne o nawrócenie syna jej Augustyna, miłościwie wysłuchał; daj nam za pośrednictwem ich obojga, grzechy nasze opłakać i milosierdzia łaski Twojej dostąpić. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 364–366.

Footnotes:

1

Wyzna. ś. Augu. Rozdz. VI.

Tags: św Monika „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wdowa św Augustyn małżeństwo milczenie matka św Ambroży
2020-04-14

Św. Tyburcego, Waleryana i Maksyma Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 229.

(Szczegóły ich męczeństwa wzięte są z dziejów męczenników rzymskich a znajdują się i u Metafrasta.)

Święty Waleryan, żyjący w pierwszéj połowie III wieku, bogaty młodzieniec rzymski i poganin, zaślubił był świętą Cecylią, sławną w tém mieście z najpowabniejszéj urody. Była ona chrześcijanką, chociaż o tém rodzice jéj nie wiedzieli, i miała zamiar dziewictwo swoje poświęcić Panu Jezusowi. Ulegając przeto tylko koniecznéj woli rodziców w zaślubieniu Waleryana, wielce się zasmuciła. W gorących téż modlitwach, do których przyłączyła posty i różne umartwienia ciała, błagała Boga, aby jej w tak bolesnéj ostateczności przyjść raczył na ratunek, a Pan Bóg wysłuchał jéj modlitwy.

W pierwszej chwili, w któréj po ślubie znalazła się sama ze swoim małżonkiem, rzekła do niego: „Zwierzyłabym ci wielką tajemnicę, gdybyś mi przyrzekł że nikomu o niéj nie powiesz.” — „Przysięgam ci, odrzekł Waleryan, że to zachowam w tajemnicy.” — „Otóż wiedz o tém, że mam przy sobie ciągle obecnego Anioła Bożego, stróża mojego dziewictwa; i gdybyś ty tegoż dziewictwa nie uszanował, wnet zostałbyś śmiercią ukarany.” — „Jeśli tak jest, powiedział na to Waleryan, tedy okaż mi tego Anioła: inaczéj będę przypuszczał że to mówisz dla tego tylko, iż innemu serce twoje oddałaś.” — „Ujrzysz go, odrzekła Cecylia, lecz wprzód musisz być omyty w świętéj wodzie.” Waleryan pragnacy dojść prawdy, powiedział że gotów to uczynić, byle wiedział w jaki sposób ma to spełnić. „Pójdź, rzekła do niego Cecylia, za miasto na drogę Apijską, znajdziesz tam ubogich których zwykle wspieram, dasz im tę oto jałmużnę odemnie, i powiesz żeby cię zaprowadzili do świętego starca Urbana. On cię wodą świętą obmyje, po czém ujrzysz Anioła.

Waleryan spełnił to zlecenie i zaprowadzony został do Papieża Urbana, ukrywającego się w okolicach Rzymu. Ten go zatrzymał przez cały tydzień, wyuczył artykułów wiary świętéj i ochrzcił. Wróciwszy do domu Waleryan, zastał świętą Cecylią modlącą się, a obok niéj ujrzał Anioła, którego oblicze jak słońce jaśniało. Trzymał w ręku dwa wieńce splecione z róż i lilii przecudnych, które dał im obojgu mówiąc: iż je przysyła im niebieski oblubieniec dziewictwa, jako zadatek chwały wiekuistéj, a zwracając mowę do młodzieńca: „ponieważ, rzekł do niego, postanowiłeś i ty zachować dziewictwo, więc Pan Bóg rozkazuje mi oznajmić ci, że gotów wysłuchać cię o cokolwiek prosić go będziesz.” — „Panie, zawołał Waleryan, padając na kolana przed Aniołem, łaska o którą cię błagam, jest nawrócenie mojego brata Tyburcego, z którym od dzieciństwa serdecznie się kochamy; spraw niech i on dostąpi tego szczęścia, jakiego ja dostąpiłem zostając chrześcijaninem.” — „Pan Bóg bardzo jest zadowolony z takiéj prośby twojéj, powiedział Anioł, i łaski ci téj udziela” — co wyrzekłszy zniknął.

Waleryan i Cecylia wielce tém wszystkiém uradowani, zaledwie skończyli dziękczynne swoje modlitwy, jakie z całego serca zanosili do Boga, gdy oto przybył Tyburcy, w celu nawiedzenia swojéj bratowéj. „Zkąd tu, powiada, zapach róż i lilii, w porze w któréj kwiatów nie ma?” — Teraz czujesz tylko ich zapach, rzekł Waleryan, lecz jeśli zechcesz, dostaniesz z nich wieniec”, i to mówiąc rzucił mu się na szyję i przyciskając go do serca, oznajmił mu że jest chrześcijaninem, i że spodziewa się że i on nim zostanie. Potém opowiedziawszy mu wszystko co się stało, prosił Cecylią aby mu wyłożyła główne zasady wiary świętéj. Tyburcy, którego Pan Bóg w tejże chwili dotknął łaską swoją, otworzył oczy na prawdy święte, przyjął je do serca, i pragnąc zostać chrześcijaninem spytał co ma uczynić. „Pójdź, powiedziała mu Święta, z bratem do Papieża Urbana, a ten cię wyuczy naszéj religii i ochrzci.”

Jakiejże znowu doznał świątobliwy Papież pociechy, gdy i Tyburcego ujrzał u nóg swoich. Byłto młodzieniec wielkich zdolności i rzymskiéj wyższego stanu młodzieży, jakby głównym przewodzcą. Spędził u świętego Urbana dni kilka, a po przyjęciu Chrztu świętego, tak się gorliwym stał chrześcijanem, iż nawet za męczeństwem wzdychał.

Po przyjęciu wiary świętej, obaj bracia zaczęli wieść życie doskonałych katolików. Zamożni będąc, wielkie czynili jałmużny, a prócz tego pośród prześladowania jakiego doznawali wtedy chrześcijanie, zajmowali się chowaniem ciał świętych Męczenników, i nawiedzaniem więźniów, utwierdzając ich w wierze. Wkrótce ściągnęło to uwagę prześladowców. Almakus, Wielkorządca Rzymski, zawzięty wróg chrześcijan, dowiedziawszy się o tém, zawezwał obydwóch braci. Gdy przed nim stanęli, rzekł do Tyburcego: „Dziwi mnie, że ludzie waszego stanu wdają się z tymi nędznikami, których chrześcijanami nazywają. Jeśli chcecie wspierać ubogich, czyż ich nie ma w Rzymie pomiędzy uczciwymi ludźmi?” — „Znać, odrzekł Tyburcy, że nie wiesz czém są chrześcijanie. Być sługą prawdziwego Boga, jest wyższym zaszczytem nad wszelkie inne stany. Jedni chrześcijanie umieją gardzić tem co w oczach ludzkich ma zaletę, a w istocie jest niczém, a cenią sobie to co wydaje się niemającém żadnéj wartości, a przewyższa wszystko.” — „A cóż to jest, spytał Almakus, co ma pozorną zaletę a jest niczóm?” — „Świat ten i jego uciechy, odrzekł Tyburcy, równie jak i wszelkie ziemskie zaszczyty i bogactwa.” – „A co nazywasz, powiedział znów Wielkorządca, rzeczą będącą wyższéj wartości nad wszystko, a która w oczach naszych wydaje się niczém?” — „Tém, odparł Tyburcy, jest przyszłe życie wieczne, pełne radości dla sprawiedliwych, a mąk nieskończonych dla dusz zbrodniczych.” — „Któżto wyuczył cię tych baśni?” zapytał Almakus — „Powiedz raczéj tych prawd świętych, odrzekł Tyburcy. Wyuczył mnie ich Jezus Chrystus Zbawca mój, Pan najwyższy i Bóg prawdziwy.” – „Więc jesteś chrześcijaninem” zawołał groźnie tyran. — „Jestem nim, odpowiedział Tyburcy, i poczytuję to sobie za największe szczęście i najwyższy zaszczyt.”

Wielkorządca rozgniewany słysząc takie odpowiedzi, kazał Tyburcego uwięzić, a odzywając aię do Waleryana: „Widzisz, powiada do niego, że brat twój postradał zmysły” — „Mylisz się, odparł Waleryan, przeciwnie: nigdy nie był mędrszym.” — „Więc i ty jak widzę, rzekł Almakus, oszalałeś podobnież.” — „Przyjdzie czas, rzecze Waleryan, że i ty sam zmienisz twoje zdanie, chociaż będzie to za późno, i przekonasz się, że największém szaleństwem jest poczytywać za bogów prostych ludzi, którzy byli oszustami, zbrodniarzami i wszetecznikami. Jakież wyobrażenie macie wy o Bóstwie! czyż nie jest to największém szaleństwem przypuszczać że jest więcéj Bogów niż jeden, i oddawać cześć takiemu mnóstwu bożków i bogiń, jak to czynią poganie?”

Na te słowa Almakus wpadł jakby we wściekłość, i rozkazał chłostać obydwóch Świętych z takiém okrucieństwem, że o mało ich nie zamordowano. Oni zaś, wśród téj męki ciągle wołali: „Bądź wychwalon na wieki o Panie i Boże nasz, za łaskę jakiéj nam dziś udzielasz, dając nam sposobność wylania krwi naszéj za Ciebie, któryś nas odkupił przelewając Twoję.”

Święci męczennicy odprowadzeni po téj męce do więzienia, zajęli się rozdaniem całego majątku swojego pomiędzy ubogich. O czém dowiedziawszy się Wielkorządca, kazał przyspieszyć wydanie na nich wyroku śmierci. Co gdy uczyniono, zwierzono straż nad nimi oficerowi wojsk cesarskich Maksymowi, który miał ich zaprowadzić na miejsce stracenia. Ten widząc ich nadzwyczaj wesołymi, spytał zdziwiony, co ich pocieszać może w tak smutnéj chwili. — „Czyż nie powinniśmy weselić się, powiedział mu Tyburcy, gdy oto doszliśmy już mety tego nędznego życia, a rozpoczniemy życie, w którém nas wieczne radości czekają.” — „A czyż jest jakie inne życie?” spytał Maksym. — „Jest bez wątpienia, odparł Tyburcy: dusza nasza jest nieśmiertelną, i po śmierci czeka wieczna szczęśliwość każdego chrześcijanina świętą śmiercią z tego świata schodzącego, a wieczne męki spotkają wszystkich nie wyznających Chrystusa.”

Po tych słowach Maksym zaprowadził obydwóch świętych do własnego domu, gdzie w nocy przybyła święta Cecylia i w słowach pełnych świętéj wymowy nakłaniała Maksyma, aby poszedł za przykładem jéj męża i jego brata; co téż on uczynił. Nazajutrz gdy ścinano Tyburcego i Waleryana, Maksym ujrzał dusze ich w postaci jasnych gwiazd unoszone do nieba przez Aniołów, otoczonych chwałą niebieską. Cud ten nawrócił go ostatecznie, i obudził w nim nawet pragnienie męczeństwa. „O! mężni słudzy prawdziwego Boga! zawołał głośno jakiegoż wy szczęścia dostępujecie! Chcę i ja być chrześcijaninem, i pragnę aby i mnie wasz los spotkał.” To nawrócenie się Maksyma, jako jednego ze znakomitszych wojskowych, pociągnęło do wiary wielu innych pogan. Almakus zawiadomiony o tém, skazał go na bicie kijami aż do śmierci, i wśród męki takowéj i ten Święty pozyskał koronę męczeńską.

Działo się to wszystko około roku Pańskiego 230. Ciała trzech tych męczenników, wraz z ciałem świętéj Cecylii także męczenniczki, w kościele na cześć jéj w Rzymie wzniesionym spoczywają.

Pożytek duchowny

Widzisz jak zbawienny wpływ wywarła święta Cecylia na męża swojego. Pismo téż Boże powiada: Poświęcon jest mąż niewierny, przez żonę wierną, i żona niewierna poświęcona jest przez męża wiernego 1. Otóż nauka dla małżonków, aby nawzajem byli sobie zachętą i pomocą do życia pobożnego.

Modlitwa (kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy cześć oddając uroczystości świętych Męczenników Twoich Tyburcego, Waleryana i Maksyma, ich cnót naśladowcami się stali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 290–293.

Footnotes:

1

1. Kor. VII. III.

Tags: św Tyburcy św Walerian św Maksym „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Cecylia małżeństwo
2020-03-20

Św. Joachima Ojca Przenajświętszej Maryi Panny

Żył z około roku 10 przed przyjściem Pańskiém.

Święty Joachim z wybranego narodu Izraelskiego, narodził się w Galilei, na lat kilkadziesiąt przed przyjściem Chrystusa Pana i należał do pokolenia Judy. Pochodził z królewskiego rodu Dawidowego i Salomonowego, a prócz tego wielu Proroków liczył pomiędzy swoimi przodkami. Święty Jan Damasceński, tak ród jego wywodzi. „Z pokolenia Dawidowego, pisze on, Lewi zrodził Melchiego i Pantera, Panter zrodził, Barpantera, a Barpanter zrodził Joachima.” (S. Jos. Damas. fld. orto. 1.IV. esp. 15.)

Rodzice wychowali go jak najpobożniéj, i święty Grzegorz Niceński w kazaniu swojém na Narodzenie Pańskie, powiada: że był to mąż najwyższéj świątobliwości, słynący z najwierniejszego zachowania praw Starego Zakonu. Skoro doszedł lat młodzieńczych, a jak pospolicie utrzymują w dwudziestym czwartym roku życia, stosując się do przepisów starego prawa, wymagającego aby każdy we właściwym wieku zawierał śluby małżeńskie, dla tego jedynie, a nie z żadnych ludzkich lub zmysłowych pobudek, wybrał z tegoż pokolenia do którego należał, jak to także Zakon nakazywał, dziewicę wielkiéj świątobliwości, i z nią zawarł małżeństwo. Pochodziła ona z rodu kapłańskiego, z pokolenia Aaronowego, i również jak on była z potomków Dawidowych, mieszkała w Betleem i miała na imię Anna.

Święty Hieronim, i jeszcze dawniejszy od niego pisarz kościelny Eustacyusz, piszą, że błogosławieni ci małżonkowie, wiedli żywot wielce świątobliwy; mili Bogu i ludziom, posiadali wielkie dostatki w trzodach, co stanowiło także i w wiekach ich poprzedzających, zamożność Patryarchów Abraama, Izaaka, Jakóba i innych.

Z wielkich majętności w jakie opływał, święty Joachim taki czynił użytek. Całe dochody swoje podzielił na trzy części: jednę oddawał do Swiątyni Pańskiéj, dla utrzymania przy niéj kapłanów i na potrzeby obrzędów religijnych; drugą rozdawał ubogim, a trzecią obracał na utrzymanie swoje i swojéj świętéj małżonki. Oddając się przytém wyłączniéj ćwiczeniom wyższéj pobożności, miał zwyczaj dnie uroczyste prawie całe w Świątyni przepędzać, i dla tém lepszego uświęcenia dni takowych, podwajał dobrych uczynków: to jest dwa razy tyle co zwykle przynosił w ofierze do świątyni, i dwa razy większe czynił jałmużny dla ubogich.

Taki rodzaj życia, wysokiéj dowodzący w Joachimie świątobliwości, jak w jednych obudził dla niego szczególny szacunek, tak w drugich, jak to zwykle bywa, rozniecał zawiść, i ztąd pobudzał złych ludzi przeciw niemu. Święty ten Patryarcha, już blizko lat pięćdziesiąt żył w stanie małżeńskim, już i on i błogosławiona małżonka jego święta Anna, znacznie posunęli się byli w lata, a potomstwa nie mieli, co pod prawem Starego Zakonu poczytywane było za widoczne niebłogosławieństwo Boże, i wielką sromotą stadła niepłodne okrywało. I z tego więc powodu, pomimo wysokiéj świątobliwości Joachima, jego nadzwyczajnéj dla ubogich hojności, i pożycia w ogóle będącego zbudowaniem dlą wszystkich, owszem będącego wzorem doskonałości najwyższéj, która go czyniła najświętszym człowiekiem swojego czasu,— pomimo tego, wiele od ludzi znosić on musiał upokorzeń.

Razu pewnego spotkało go nawet takowe publicznie, i w sposób nader dotkliwy. W dniu jednéj z wielkich uroczystości, Joachim przybył do świątyni ze swoim zwykłym darem; a że najbogatszą ofiarę przynosił, więc pierwszy powinien był złożyć ją na ołtarzu. Gdy do tego właśnie zabierał się, kapłan przewodniczący podówczas obrzędom, nazwiskiem Isuchar, niezważając i na wiek już wtedy podeszły świętego Joachima, i na to że zwykle pierwszy przystępował z ofiarą do ołtarza, bo zawsze dawał najhojniejszą, odtrącił go publicznie, z wielkiém dla niego uchybieniem, przydając jeszcze i w tych słowach obelgę: „Wynijdź ! ztąd starcze: nie godzi się bowiem abyś pierwsze zajmował w Świątyni miejsce, ty, na którego stadle małżeńskióm, cięży sromota niepłodności: z tego powodu tyś tu ostatnim.”

Tak ciężką i niespodziewaną zniewagę, zniósł święty Joachim w najgłębszéj pokorze, i tylko wróciwszy do domu, otrzymał szczególne a silne natchnienie od Ducha Świętego, aby bez względu na podeszły wiek swój i swojej błogosławionéj małżonki, gorące zanosił do Pana Boga prośby, żeby go koniecznie obdarzył potomstwem. Niezwłocznie też potém, udał się na puszczę dość odległą od miasta, i tam na wysokiéj górze, zbudowawszy sobie ubogą chatkę, osiadł w niéj trwając na modlitwie, i zachowując post tak ścisły, jak Mojżesz i Fliasz: to jest przez czterdzieści dni, żadnego nie biorąc posiłku. Przez ten czas zaś, święta Anna pozostawszy w domu, także zamknęła się, odsuwając się od wszelkich stosunków z ludźmi, i na modlitwie i poście w tymże celu trwała.

Wkrótce téż Pan Bóg wysłuchał ich prośby, i zesłał świętemu Joachimowi Anioła, którym według mniemania świętego Hieronima był święty Gabriel, i ten oznajmił mu, w imieniu Pańskiém, iż zostanie ojcem. A gdy święty starzec, z pierwszego razu, przeraził się jego widokiem: „Nie lękaj się, rzekł do niego ten posłannik niebieski, gdyż ja jestem Aniołem Pańskim, przysłanym od Boga, aby cię upewnić że modlitwy twoje wysłuchane zostały, i pomimo niepłodności twojego małżeństwa i wieku waszego podeszłego, będziesz miał potomka.”

Joachim silniejszéj wiary od Zacharyasza ojca świętego Jana Chrzciciela, który gdy mu podobnież podeszłemu w lata Anioł zapowiadał potomka, nie uwierzył temu od razu, nie zwątpił ani na chwilę, iż się tak stanie, jak mu to Pan Bóg przez Anioła oznajmiał. Wrócił do domu, pewnym będąc że spełnienie się tego przyrzeczenia nastąpi w swoim czasie, i zastał tam i świętą Annę, podobnémże widzeniem Anioła pocieszoną, i pełną niezachwianéj wiary w wykonanie się obietnicy Bożéj.

Jakoż wkrótce potém, Anna poczęła w żywocie swoim Tę, którój narodzenie miało świat i Niebo całe napełnić radością najwyższą, i święty Joachim stał się Ojeem przenajświętszéj Maryi Panny.

Ojciec Trombelli, pisarz kościelny pierwszorzędnéj powagi, opierając się na zdaniu świętego Augustyna Ojca Kościoła, i świętego Wincentego Ferrarego pisze, iż po odebraniu wiadomości przez Anioła, zapowiadającego im, że Pan Bóg wysłuchał ich prośby, święty Joachim i święta Anna uniesieni najżywszém uczuciem miłości Boga i wdzięczności ku Niemu, wpadli byli w zachwycenie, i wtedy stali się rodzicami przenajświętszéj Panny. (Tromb. Hist. Mariana. P, 1. C. 1. qu. 1) W objawieniach świętéj Brygidy, tak się o tém sama Matka Boża do niéj wyraziła „Syn mój Jezus Chrystus małżeństwo ojca i matki Mojéj, tak wysoką cnotą czystości obdarzył, że podówczas nie było na ziemi całéj świątobliwszego pożycia małżeńskiego. Gdy oznajmioném im zostało przez Anioła, że z nich narodzi się dziewica, z któréj przyjdzie na świat cały zbawienie, pomimo tego woleli umrzeć, aniżeli uledz zmysłowości, która już w nich zupełnie była wygasła. Mówię ci więc to jako rzecz najpewniejszą, Że jedynie z uczucia miłości Boga, i na słowo Anioła, zwiastującego im moje narodzenie, spełnili obowiązek małżeński, i stali się mojemi rodzicami. (Convenerunt carne non ex concupiscentia aliqua voluptatis, sed contra voluntatem suam ex divina dilectione, et sic ex semine corum caro mea perfecta est. S. Birg. ReveL Lib. L C. 9.) Swięty Joachim, miał wtedy według najpowszechniéj przyjętéj rachuby, lat przeszło siedemdziesiąt.

Niepodobna wyobrazić sobie świętéj pociechy, jakiéj doznał, dostąpiwszy szczęścia, jakiego zażywał, gdy Marya wzrastając w lata, objawiała tę niezrównaną Swoję świętość, która miała Ją uczynić matką Syna Bożego. Wszelako, zaledwie doszła lat trzech, kiedy święty Joschim widząc, iż taką jest wola Boża, oddał Ją na służbę wyłączną Panu Bogu, i sam ze świętą Anną zaprowadził i umieścił w świątyni Jerozolimskiéj, w gronie dziewie poświęconych Bogu.

Żył jeszcze potém lat jedenaście, i w ośmdziesiątym roku życia, a na lat sześć przed narodzeniem Zbawiciela zasnął spokojnie w Panu, i poszedł na łono Abrahama, oczekiwać chwili, aż Syn jego córki, Pan nasz Jezus Chrystus, więc jego wnuk według Swego człowieczeństwa, otworzy mu Niebo i umieści bardzo blizko Siebie i Swojéj Matki, a tejże jego córki przenajświętszéj.

Grób świętego Joachima znajdował się dzwniéj w kościele grobu Matki Bożéj zbudowanym na dolinie Józefatowéj. Późniéj ciało jego przemienione zostało do Jerozolimy, a głowa jako droga Relikwia, przechowuje się dotąd w jednym z kościołów w Kolonii.

W Martyrologium Rzymskiém w dniu dwudziestym Marca jest o nim wspomnienie, lecz święto obchodzi się w Niedzielę po Wniebowzięciu.

Pożytek duchowny

Po wielkiém upokorzeniu jakie spotkało świętego Joachima, z powodu iż nie miał potomstwa, dostąpił on najwyższego jaki może być udziałem człowieka zaszczytu i szczęścia, stając się Ojcem Tej, z któréj nsrodził się Pan Jezus, Bóg prawdziwy i Zbawca nasz najdroższy. Postanów wszelkie upokorzenia znosić cierpliwie, bo jeśi nie na tym świecie, to tém hojniejszą na tamtym, odniesiesz za to nagrodę.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który nad wszystkich innych Świętych wynosząc błogosławionego Joachima, Rodzicielki Syna Twojego ojcem go uczynić raczyłeś, spraw prosimy, abyśmy czcząc dzień jego święta, jegoż nad nami opieki zawsze doznawali. Przez tegoż Pana naszego i t. d

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 225–227.

Tags: św Joachim „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja małżeństwo czystość pokora
2020-02-16

Św. Julianny Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 311.

Lecz gy tak modliła się, stanął przed nią szatan w postaci Anioła, i zaczął jéj przedstawiać, że Pan Bóg przez wzgląd na jéj młode lata i płeć słabą, nie poczyta jéj za złe, jeśli dla uniknięcia mąk dalszych, zadość uczyni żądaniu wielkorządcy. Ale Święta podejrzewając w tém radę złego ducha, podniosłszy oczy do Nieba „Panie stworzenia wszelkiego! zawołała; Ty wiesz że dla Imienia Twojego cierpię, daj mi rozpoznać kto jest ten co ze mną mówi.” Owoż gdy to wyrzekła, te słowa z Nieba usłyszała „Nie obawiaj się niczego, Jam z tobą; uwięź tego który z tobą mówi, daję ci moc nad nim.” I wnet opadły z niéj powrozy, któremi sk©epowana była, okowy które miała na rękach i na nogach, a także i to zelazo, które przez golenie było przewleczone, również opadło. Wtedy Julianna złego ducha związawszy, i zmusiwszy go do przyznania się iż jest szatanem, taką nad nim z mocy Bożéj dostała potęgę, iż go w ręku trzymała, a powrozami biła.

Pożytek duchowny

Święta Julianna wolała przenieść straszne męki i śmierć samę, aniżeli połączyć się ślubami małżeńskiemi z człowiekiem obcéj wiary, to jest będącym, jak się ona słusznie wyrażała, nieprzyjacielem Boga. Przykład jéj służyć powinien za naukę, aby osoby zamyślające o zawarciu ślubów małżeńskich, na pierwszym względzie miały to, czy osoba z którą się łączą związkiem nierozerwalnym, nie jest osobą bez wiary, a więc w wyraźnéj niełasce u Boga.

Modlitwa

Boże, któryś świętą Juliannę męczenniczkę, cudowną mocą nad złym duchem obdarzyć raczył; daj nam, za jéj pośrednictwem, wszelkie zasadzki nieprzyjaciela duszy naszéj zawsze rozpoznawać, i nigdy w takowe nie dać się uwikłać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 120–121.

Tags: św Julianna męczennica „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna małżeństwo
2019-12-23

Św. Wiktorii i św. Anatolii Dziewic i Męczenniczek

Żyły około roku Pańskiego 253.

Pożytek duchowny

Święta Wiktorya, mówiła iż wiele dziewic wychodząc za jéj czasów za pogan ze złudną nadzieją ich nawrócenia i swoich małżonków nie nawracały i własną duszę na wielkie narażały niebezpieczeństwo. O! jak często i za dni naszych, przy zawieraniu związku małżeńskiego, niewielką wagę przywiązuje się do tego czy osoba z którą przychodzi połączyć się na zawsze nie jest tak słabéj wiary że pożycie z nią będzie równie niebezpieczném dla duszy jak pożycie z poganami.

Modlitwa

Boże któryś błogosławione Wiktoryą i Anatolią i cnotą dziewictwa i koroną męczeńską za wiarę przyozdobić raczył, spraw pokornie przez ich zasługi prosimy, abyśmy w czystości duszy i niezachwianéj wierze wytrwale Ci służąc, wraz z niemi chwalili Cię na wieki w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1113.

Tags: św Wiktoria św Anatolia dziewica męczennica „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewictwo małżeństwo
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.