Citatio.pl

Wpisy z tagiem "manicheizm":

2020-12-31

Mowa 24 na Narodzenie Pańskie – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 88–94.

  1. Najmilsi! W różny sposób i rozlicznymi środkami okazywał zawsze dobry Bóg swą pieczę rodzajowi ludzkiemu i wszystkim minionym wiekom miłościwie udzielał obfitych darów Opatrzności swojej. W najnowszej jednak dobie wylew Jego łaskawości sięgnął daleko poza dotąd spotykane granice. W Chrystusie bowiem:

    Prawda – do błąkających się po manowcach błędu,
    Miłosierdzie samo zstąpiło do grzeszników,
    Życie – do umarłych.

    Ono przedwieczne i współistotne z Ojcem Słowo przyjęło naszą niską naturę, aby ją zjednoczyć z Bóstwem swoim i Bóg z Boga zrodzony także jako człowiek się narodził. Od początku świata było to już wprawdzie przyrzeczone i licznymi znakami w słowie i czynie zapowiedziane 1. Jakżeż znikomą jednak cząstkę ludzi byłyby owe symbole i osłonione tajemnice uratowały, gdyby Chrystus przez przyjście swoje nie wypełnił tego, co było wtedy zapowiedzią przyszłości? Co owym niewielu przyniosło korzyść jako przepowiednia, stało się rzeczywistością, z której niezliczona ilość wiernych korzysta. Nas nie znaki i figury doprowadzają dopiero do wiary, ale już utwierdzeni w niej historią ewangeliczną czcimy to, w co wierzymy jako fakt dokonany; świadectwa zaś proroków przyłączają się nadto do pouczenia nas, aby nam odjąć wszelką możliwość wątpienia w to, o czym wiemy z tylu przepowiedni. O tym mowa w słowach wyrzeczonych do Abrahama: „Błogosławione będą w nasieniu twoim wszystkie narody ziemi” (Dz. Ap. 3, 25; Rodz. 12, 3). Do tego odnieść należy przyrzeczenie Boże dane Dawidowi i opisane przezeń proroczo: „Przysiągł Pan Dawidowi prawdę, a nie odmieni jej: z owocu żywota twego posadzę na stolicy twojej” (Ps. 131, 11). Do tego również, co rzekł Pan przez usta Izajasza: „Oto panna pocznie i porodzi syna i nazwą imię jego Emanuel, co się wykłada: Pan z nami” (Mt. 1, 23; Iz. 17, 14); jak i to drugie proroctwo: „Wynijdzie różdżka z korzenia Jessego, a kwiat z korzenia jego wyrośnie” (Iz. 11, 1; Dz. Ap. 13, 23). Dziewicza różdżka tutaj niewątpliwie przepowiada Najświętszą Maryję Dziewicę 2, Ona to pochodziła z rodu Jessego i Dawida, i z Ducha Św. począwszy, wydała na świat nowy kwiat ludzkiego ciała z macierzyńskiego a jednak dziewiczego łona.

  2. Niechaj przeto radują się sprawiedliwi w Panu, a serca wiernych gwoli chwały Bożej! Synowie ludzcy, wdzięcznie wyznawajcie przedziwne sprawy Jego! Boć w tym zwłaszcza dziele możemy poznać, w jak wysokiej cenie u Stwórcy jest nasz stan niski. Wielce on uposażył człowieka przy stworzeniu, że nas na obraz swój uformował, o wiele więcej jednak włożył w naszą naprawę, kiedy na się – On Pan – postać sługi przywdział. Chociaż z jednej to miłości pochodzi wszystko, czym Stwórca obdarzy stworzenie ale mniej zadziwia, gdy człowiek do Bóstwa wzwyż dąży, niż kiedy Pan Bóg na ludzką nizinę zstępuje. Gdyby tego jednak wszechmocny Bóg nie uczynił w dobroci swojej, nie byłoby sposobu usprawiedliwienia, nie byłoby zabiegu mądrości, zdolnego wydobyć nas z niewoli szatana i z otchłani śmierci. Wyrok potępienia, co razem z grzechem przeszedł z jednego na wszystkich, trwałby nadal w swej mocy, a śmiertelną raną osłabiona natura nasza nie znalazłaby lekarstwa, ponieważ o swoich siłach nie byłaby zdolna zmienić swego stanu. Pierwszy człowiek z ziemi otrzymał substancję ciała swego: tchnienie Stwórcy ożywiło go duszą rozumną 3, aby żył na obraz i podobieństwo Boże i odbijał w sobie, rzekłbyś w lśniącym zwierciadle, szlachetne naśladownictwo dobroci i sprawiedliwości Bożej. Gdyby tę przepiękną godność swej natury wypielęgnował był w sobie przez zachowanie otrzymanego przykazania, nie zepsuty duch jego doprowadziłby i ciało, z ziemi wzięte, do chwały niebieskiej. Ponieważ jednak niebacznie i nieszczęśnie uwierzył zawistnemu zwodzicielowi 4 i, podszeptom pychy jego dając ucho, pozostawione sobie pole do wzrastania we czci chciał raczej zagrabić, niż zasłużyć na nią, przeto nie tylko ów pierwszy człowiek, ale i całe jego potomstwo w nim musiało usłyszeć te słowa: „Ziemia jesteś i w ziemię się obrócisz” 5; „Jaki tedy ziemski, tacy i ziemscy” 6, nie ma zgoła nieśmiertelnych, bo nikt nie jest z nieba 7.
  3. Aby tedy rozwiązać ten węzeł grzechu i śmierci, Wszechmocny Syn Boży – on wszędyobecny i wszystko ogarniający, on równy we wszystkim Ojcu i współwieczny w jednej z nim i z niego istocie – przyjął na siebie naturę ludzką. Stwórca i Pan wszechrzeczy raczył stać się jednym ze śmiertelnych. Wybrał sobie na matkę swoje stworzenie. Ta, przy zachowaniu nienaruszonym dziewictwa, miała mu dostarczyć cielesnej tylko substancji, aby nowy człowiek, powstały bez skażonego ludzkiego nasienia, i czysty był, i prawdziwy jednak zarazem 8. Chociaż narodziny Chrystusa z żywota dziewicy były cudowne, nie wynika stąd, żeby on różnił się od nas naturą. Prawdziwy Bóg prawdziwym zarazem jest człowiekiem; ani w jednej ani w drugiej naturze nie ma najmniejszego fałszu 9, „Słowo ciałem się stało” (Jan 1, 14) przez podwyższenie ciała, nie przez uszczuplenie Bóstwa. Bóstwo w ten sposób sharmonizowało potęgę z dobrocią swoją, że przyjęciem (człowieczeństwa) uszlachetniło co nasze, a udzieleniem (bóstwa) nie utraciło co swoje. W tych narodzinach Chrystusa, jak przepowiedział Dawid, „prawda wyrosła z ziemi, a sprawiedliwość z nieba spojrzała” (Ps. 84, 12). W tych narodzinach spełniły się słowa Izajasza: „niech się otworzy ziemia i zrodzi Zbawiciela, a sprawiedliwość niech wzejdzie społem” (Iz. 45, 8). Ziemia to bowiem ciała ludzkiego, przeklęta w pierwszym przestępcy, jedynie w tym urodzeniu Najświętszej Panny wydała błogosławioną, wolną od skazy swego szczepu, odrośl. Jej duchowych narodzin każdy dostąpić może w odrodzeniu; dla każdego człowieka woda chrztu jest jakby łonem dziewiczym, ten sam bowiem Duch Św. napełnia źródło chrzcielne, co napełnił Dziewicę tak, że jak tam Święte Poczęcie sprawiło uwolnienie od grzechu, tak tutaj gładzi go mistyczne obmycie.
  4. Z tajemnicą tą nie ma nie wspólnego chorobliwy obłęd Manichejczyków, nie mają oni też najmniejszej cząstki w odrodzeniu Chrystusowym, skoro zaprzeczają jego narodziny w ciele z Maryi Dziewicy. Nie wierzą w prawdziwe Narodziny, konsekwentnie też nie przyjmują rzeczywistej Męki: skoro następnie nie wyznają prawdziwego złożenia do grobu, odrzucać też muszą rzeczywiste Zmartwychwstanie. Gdy raz weszli na stromą drogę przeklętej iście zasady, ciemnej zgoła i na wskroś rozwiązłej, pędzą w otchłań śmierci po pochyłości kłamstwa i nie mają się czego uczepić, aby się zatrzymać. Prócz wszystkich szkaradzieństw diabelskiego wynalazku, nawet w główne swoje święto 10 – jak to niedawno z ich zeznania okazało się – szukają uciechy w rzeczach i duszę, i ciało kalających, ani na uczciwość, ani na wstyd nie bacząc. W zasadach swych bezbożni, w praktykach religijnych bezecni 11.
  5. Aczkolwiek, najmilsi, i wszystkie inne herezje są potępienia godne w swych sprzecznych naukach, to jednak każda z nich z osobna wzięta zawiera też i coś z prawdy. Taki Ariusz 12 wielką popełnił niegodziwość i zgubił się przez nią, skoro twierdził, że Syn Boży mniejszy jest od Ojca i że jest jego stworzeniem, i skoro Ducha Św. uważał za stworzonego przezeń podobnie jak wszystko inne; ale przynajmniej istocie Ojca nie odmawiał boskości wiecznej i niezmiennej, choć jej nie widział w jedności Trójcy. Taki Macedoniusz 13 daleki od światła prawdy, nie przyjmował bóstwa Ducha Św., ale w Ojcu i Synu wyznawał jedną moc i tę samą naturę. Taki Sabeliusz 14 zdawał sobie przynajmniej sprawę. że jedna jest istota, nieodłączna tak od Ojca, jak od Syna, jak od Ducha Św., choć zabrnął w błąd nie do rozwikłania, gdy przypisywał „jedności”, co na karb „równości” złożyć należało. Gdy tedy prawdziwa Trójjedność nie mieściła się w jego głowie, w jedną tylko osobę wierzył pod trzema nazwami. Focyn 15 w zaślepieniu ducha nie wierzył, żeby Chrystus był Bogiem z Boga zrodzonym przed wszelkim czasem, ale wyznawał w nim rzeczywistego istotnie, tak jak my, człowieka. Apolinaris 16, pozbawiony gruntownego zmysłu wiary, wierzył jednak, że Syn Boży przyjął na siebie naturę rzeczywistego ciała ludzkiego, choć zdaniem jego w ciele tym nie było duszy, ponieważ jej miejsce zajęło bóstwo. Gdyby w ten sposób przejrzeć po kolei wszystkie błędne nauki, potępione przez wiarę katolicką, w każdej z nich znalazłoby się coś, co dałoby się wyłączyć od zdań potępienia godnych. U Manichejczyków, natomiast, w ich zgubnej z gruntu nauce nie masz zgoła nic, co można by z jakiegoś bodaj względu tolerować.
  6. Ale wy, najmilsi – a nie mogę was godniej nazwać niż słowy św. Piotra Apostoła, „rodzaj wybrany, królewskie kapłaństwo, naród święty, lud nabycia” (1 Piotr 2, 9) – wy, których fundamentem jest Chrystus, skała niezłomna, wszczepieni w samego Pana, Zbawiciela – trwajcie utwierdzeni w tej wierze; wyznaliście ją wobec wielu świadków, w niej – odrodzeni z wody i z Ducha Św. – otrzymaliście namaszczenie zbawienia i znak życia wiecznego. Gdyby zaś „kto wam opowiadał ponadto, coście otrzymali, niech będzie przeklęty” (Gal. 1, 9). Nie przekładajcie niecnych baśni nad tak jasne światło prawdy! Cokolwiek zdarzyłoby się wam czytać lub słyszeć przeciwnego regule katolickiego i apostolskiego symbolu, za zgubne zgoła miejcie to diabelstwo! Nie dajcie się zwodzić kłamliwym sztuczkom udanych i obłudnych postów; one nie do oczyszczenia, jeno do zguby dusz im służą. Tacy przybierają wprawdzie pozór życia pobożnego i czystego, ale płaszczykiem tym przykrywają rozwiązłość swego postępowania. Z zanadrza swego niegodziwego serca miotają pociski, a te ranią proste dusze, aby, jak się prorok wyraża, „postrzelali w ciemności prawych sercem” (Ps. 10, 3). Potężną obroną (przeciwko nim) jest wiara pełna, jest wiara prawdziwa; niczego dodać, niczego odjąć od niej nikt nie może. Wiara bez znamienia jedności nie jest wiarą, podług słów Apostoła: „Jeden Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden Bóg i Ojciec wszystkich, On jest nad wszystkimi i po wszystkim, i we wszystkich nas” (Ef. 4, 5). W jedności tej trwajcie, najmilsi, mocą ducha niewzruszoną. W niej dążcie do pełnego uświątobliwienia. W niej zachowujcie przykazania Pańskie. Wszak „bez wiary nie podobna jest spodobać się Bogu” (Żyd. 11, 6). Bez niej nie ma świętości, nie ma czystości, nie ma życia 17 „Sprawiedliwy bowiem z wiary żyje” (Rzym. 1, 17). Kto ją stracił, uwiedziony podstępem szatana, umarłym jest, choć żyje. Bo jak przez wiarę sprawiedliwość, tak też przez wiarę osiąga się życie wieczne, podług słów Zbawiciela, Pana naszego: „A ten jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, samego Boga prawdziwego i któregoś posłał Jezusa Chrystusa” (Jan 17, 3). On też niechaj to sprawi, abyście czynili postęp i wytrwali aż do końca, On, co z Ojcem i Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Por. Mowa 23, 4.

2

Łaciński tekst zawiera tutaj grę słów: „virga” i „virgo”.

3

Rodz. 2, 7.

4

Rodz. 3, 6.

5

Rozdz. 3, 19. W tłum. Wujka za Wulgatą: „Proch jesteś i w proch się obrócisz”.

6

1 Kor. 15, 48. Sens tych słów jest taki: Adam musiał umrzeć; podobnie całe jego potomstwo, z ziemi wzięte, także musi umrzeć.

7

Por. k. Kor. 15, 47: „Pierwszy człowiek z ziemi ziemski, drugi człowiek z nieba niebieski”.

8

Chrystus wziął z Matki N. nie pozorne ciało, lecz prawdziwą ludzką naturę.

9

Por. Ep. 28, 4.

10

Główne święto Manichejczyków zwane było „Bema”, dzień śmierci Manesa w marcu.

11

O prowadzeniu się Manichejczyków i procesie przeciwko nim por. Mowa 16, 4.

12

Por. odnośniki: 108 i 151 oraz Mowy: 16, 3 i 23, 2.

13

Macedoniusz (341–360), bp Konstantynopola; nie uznawał „homousia” Ducha Św.; nauczał, że Duch Św. niższy jest i podporządkowany Synowi.

14

Co do Sabeliusza por. odnośnik 108, Mowę 16, 3 i Ep. 15, 1.

15

Por. odnośnik 108.

16

Apollinaris, bp Laodycei, um. ok. r. 390. Nauczał, że w Chrystusie boski Logos zastąpił duszę ludzką; naukę jego potępił drugi sobór powszechny 381 r.

17

Mowa tutaj jest nie o życiu przyrodzonym, lecz o życiu nadprzyrodzonym.

Tags: św Leon Wielki Boże Narodzenie manicheizm arianizm herezja
2020-12-18

Mowa 16 na post grudniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 49–52.

  1. Najmilsi! Jest to skutek działania podniosłej łaski Bożej, że serca chrześcijańskie nieprzepartą tęsknotą z ziemi do nieba codziennie się przenoszą. Ale i to, że człowiek żyje i utrzymuje się na tej ziemi, sprawia moc i opatrzność Stwórcy. Boć sam Bóg obiecuje nam dobra wieczne, co udziela doczesnych. Jak przeto w oczekiwaniu przyszłego szczęścia i w drodze doń przez wiarę Bogu dziękować powinniśmy, że nas prowadzi do przygotowanego królestwa chwały, tak też Boga mamy wielbić i wysławiać za dobrodziejstwa, rokrocznie już tutaj na nas zsyłane. Wszak w ten sposób od początku nadał Bóg płodność ziemi i tak złożył prawa urodzaju w każdym zarodku i w każdym nasieniu, że ani na chwilę nie odejmuje ręki swej od tego, co ustanowił. Owszem, we wszystkich rzeczach stworzonych trwają miłościwe rządy Stworzyciela. Wszystko, co na użytek ludzi wydają pola, winnice i oliwki, wszystko to Bóg w dobroci swojej darzy. On miarkując własności siły przyrody, jaskrawie wspiera niepewny skutku mozół rolnika tak, że na nasz pożytek wychodzą wiatry i deszcze, zimna i upały, dni i noce. Sama pomysłowość ludzka nie wystarczyłaby do tego, żeby człowiek mógł oglądać owoce swej pracy, gdyby Bóg nie dodał wzrostu do Niebieski miłościwie nam udzielił. Iluż to nie posiada ani doskonała miłość chrześcijańska i sprawiedliwość na tym polegają, że i my wspomagamy innych z tego, co Ojciec Niebieski miłościwie nam udzielił. Iluż to nie posiada ani roli, ani winnic, ani oliwek! Ich niedostatkowi przeto zaradzić należy z tej obfitości, którą nas Bóg obdarował. I oni razem z nami winni błogosławić Boga za urodzaj ziemski i cieszyć się, że posiadający mają czym podzielić się z biednymi i podróżnymi! Błogosławiony to śpichlerz, — godzien, by w nim stokrotnie mnożyły się plony, — z którego zaspokaja się głód cierpiących niedostatek i słabych, z którego pokrzepia się podróżnych w potrzebie, z którego zadawalnia się tęskne pragnienia chorych! Wszak dlatego dopuszcza Bóg sprawiedliwy na tych ludzi różne przykrości, ażeby móc uwieńczyć koroną zasługi tak potrzebujących współczucia za ich cierpliwość, jak współczujących za ich miłosierdzie.
  2. Każdy czas, najmilsi, nastręcza sposobność do tego dzieła. Ten jednak szczególniej się do niego nadaje. Ojcowie nasi święci, duchem Bożym natchnieni, ustanowili post grudniowy, aby po ukończeniu żniw składano Bogu należną Mu ofiarę wstrzemięźliwości. Każdy przeto powinien pamiętać, aby w ten sposób zużywał obfitość plonów, iżby dla siebie był wstrzemięźliwszy, a dla biednych hojniejszy! W jałmużnach bowiem i postach zawiera się najskuteczniejszy środek zadośćuczynienia za grzechy. A i modlitwa, takimi ofiarami poparta, szybciej dociera do tronu Bożego. Podług słów Pisma świętego „dobrze czyni duszy swej człowiek miłosierny” (Przyp. 11, 17). Nic bardziej nie jest czyjąś własnością, niż to, co wyłoży na potrzeby bliźniego. Wszelkie dobro, obrócone na usługi potrzebujących, zamienia się na kapitał wieczny. Z takiej szczodrobliwości rodzą się skarby nigdy nie zużyte i nigdy nie podlegle skażeniu. „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt. 5, 7). Pełnią nagrody będzie dla nich Ten, który sam jest pierwowzorem tego przykazania.
  3. Nie ulega wątpliwości, ukochani moi, że gdy się oddamy uczynkom miłości czyniącym nas coraz więcej miłymi Bogu, wtedy nasz nieprzyjaciel — a umie on szkodzić i stara się o to — będzie miał stąd nowy bodziec do zawiści, i będzie usiłował zepsuć fałszywym chrześcijaństwem tych, których otwartym i krwawym prześladowaniem nie zdoła pokonać. Ma pod ręką heretyków. Może ich użyć do tego jako narzędzia. Wszak zaciągnął w ich szeregi walczących pod najrozmaitszymi sztandarami błędów i wziął ich pod swą komendę z chwilą, gdy dali się sprowadzić z drogi wiary katolickiej. Dla oszukania pierwszych ludzi posłużył się postacią węża. Dla uwiedzenia dusz prostych uzbroił języki heretyków jadem swego kłamstwa. Ale zasadzkom tym, najmilsi, staramy się zapobiec z pomocą Bożą, jako dbały o swe owce pasterz. Ponieważ i najmniejszą owieczkę z świętej owczarni pragniemy ustrzec od zguby, przestrzegamy was jak ojciec i upominamy, abyście unikali „ust nieprawych i języka zdradliwego” (Ps. 119, 2). Działa zaś w nich wszystkich ten, co wrogiem będąc prawdziwego światła, „przedzierzga się w anioła światłości” (2 Kor. 11, 14). W jego to sztuce zaprawił się Bazylides, w jego podstępach biegły jest Marcjon, za jego przewodem idzie Sabeliusz, za nim też ślepo kroczy Focyn, hołdownikiem tego władcy jest Ariusz, służką tego ducha jest Eunomiusz. Słowem cała gromada 1 tych drapieżnych wilków pod jego przewodnictwem odstąpiła od jedności Kościola i odpadła od prawdy, wziąwszy sobie jego za mistrza.
  4. Ale jeśli we wszystkich takich przewrotnych działaniach tak lub owak znać jego kierowniczą rękę, to już prawdziwą twierdzę zbudował sobie na manichejskim szaleństwie i obszerny dziedziniec, aby na nim hulać do woli. Rozporządza tu już nie jednym przewrotnym pomysłem, ale mieszaniną wszystkich błędów i złości. Co tedy poganie zdołali sprofanować, co tkwiący w cielesności judejczycy zaciemnić, co w tajemnych praktykach magii umiano zbeszcześcić, co wreszcie we wszystkich herezjach znajdzie się świętokradczego i bluźnierczego, wszystko to, jakby do steku wszelakiego plugastwa, do tej sekty spłynęlo. Nie podobna wyliczyć wszystkich ich zbrodni; takie ich mnóstwo, że mowa ludzka nie ma dość słów na ich określenie. Wystarczy kilka z nich zaznaczyć, abyście z tego, co posłyszycie, mogli wyrobić sobie sąd o tym, co pominiemy, nie chcąc obrażać skromności. Nie przemilczymy jednak ich praktyk religijnych, zarówno wszetecznych, jak niegodnych. Za łaską Pana zdołaliśmy je ujawnić i zbadać, aby nikt nie sądził, żeśmy w tej sprawie polegali tylko na pogłoskach i niepewnych opiniach. Rozkazaliśmy tedy przyprowadzić ich tzw. Wybranych i Wybrane 2 na posiedzenie. Wzięli w nim udział biskupi, a także i dobrani chrześcijanie, co znakomitsi. Kiedy już świadkowie dostateczne rzucili światło na przewrotne zasady swych wierzeń i na zwykły przebieg swych świąt, odsłonili nam taką zbrodnię, że na samo jej wspomnienie trzeba się rumienić. Została ona zbadana skrupulatnie, aby i zwykłym w takich wypadkach niedowiarkom i nałogowym przekorom nie pozostawić najmniejszej wątpliwości. Świadkami byli Wszyscy ci, co tę odrażającą zbrodnię przygotowali: mianowicie dziewczynka, co najwyżej dziesięcioletnia, dwie kobiety, wychowujące ją i do tej ohydy przysposabiające; obecny też był młodzieniaszek, skaźca dziewczyny, i biskup ich, kierownik całej tej strasznej sprawy. Wszystkie te osoby zeznały zupełnie jednozgodnie. A ujawniły takie okropności, że po prostu nie można było ich słuchać 3. Żeby nie obrażać przyzwoitych uszu, nie będziemy o nich mówili otwarcie. Wystarczy przejrzeć akta sprawy, aby się jasno przekonać, że nie masz w tej sekcie ani obyczajności, ani uczciwości, ani nawet śladu jakiegoś wstydu. Kłamstwo jest dla niej prawem, diabeł religią, hańba ofiarą.
  5. Takich przeto ludzi, przybywających do nas coraz licznej z powodu zamieszek w innych krajach, nie dopuszczajcie, najmilsi, do swego towarzystwa! Wy, kobiety zwłaszcza, unikajcie wszelkich z nimi znajomości i rozmów, abyście nadstawiając ciekawie ucha na ich baśnie, nie wpadły w sidła szatańskie! Wie dobrze diabeł, że pierwszego mężczyznę uwiódł przez usta kobiety, i wszystkich ludzi pozbawił raju rozkoszy przez łatwowierność niewieścią. Dlatego z większą pewnością siebie dybie na wasz rodzaj, aby obedrzeć z wiary i wstydu te, które zdoła zwabić przez sługi swojego kłamstwa. Następnie proszę Was jeszcze o to najsilniej, umiłowani moi: jeśli kto z was dowie się, gdzie oni mieszkają, gdzie szerzą swą naukę, gdzie chodzą w odwiedziny, w czyim towarzystwie przebywają, niech o tym zawiadomi nas, boć sprawa ta największą napełnia nas troską 4. Niewielki bowiem miałby pożytek stąd, kto by za łaską Ducha Św. sam wprawdzie nie dał się złowić, ale obojętny był na to, że inni wpadają w sidła. Przeciwko wspólnym wrogom i dla wspólnego dobra zarówno wszyscy czuwać powinniśmy, aby od rany jednego członka w ciele nie poczęły się psuć inne. Kto sądzi, że nie należy takich ludzi ujawniać, wiedząc o nich, okaże się współwinnym z nimi na sądzie Chrystusowym, nawet gdyby nie porozumiewał się z nimi.
  6. Obudźcie przeto w sobie świętą gorliwość, jakiej wymaga troska o sprawę religijną! Przeciwko srogim nieprzyjaciołom dusz stańcie wszyscy jak jeden mąż na straży! Boć dlatego Bóg miłosierny ujawnił nam część tych szkodników, aby w obliczu jawnego niebezpieczeństwa obudzić naszą czujność i ostrożność. Nie można poprzestać na tym, co dotychczas zrobiono, poszukiwanie musi trwać nadal! Sprawi ono za Bożą pomocą, że nie tylko ci, którzy prawą zachowali wiarę, trwać będą w niej bez szwanku, ale i wielu, co dali się uwieść i oszukać diabłu, odwróci się od błędu. Swoje zaś modlitwy, jałmużny i posty tym święciej przez to oddanie złożycie Bogu miłosiernemu, gdy i ta sprawa wiary przybędzie do innych obowiązków religijnych. W środę przeto i w piątek pośćmy. W sobotę zaś u obecnego wśród nas św. Piotra Apostoła odprawiajmy wigilie, on bowiem, jak z doświadczenia wiemy i wierzymy mocno, czuwa nieustannie nad powierzonymi sobie przez Pana owieczkami jako dobry pasterz. Wstawiennictwem swoim wyprosi on Kościołowi Bożemu, aby — jego nauczaniem oświecony — pozostał wolnym od wszelkiego błędu. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Footnotes:

1

Bazylides, główny obok Walentinosa przedstawiciel gnozy egipskiej; urodził się w Syrii, nauczał w Aleksandrii, ok. r. 130 po Chr. Podług relacji św. Ireneusza podstawą jego systemu był dualizm bytu oraz idea emanacji. Podług św. Hipolita natomiast był to ewolucyjny panteizm.

Marcjon z Synopy, syn tamtejszego biskupa, przybył do Rzymu ok. 140 r., przyłączył się do Cerdona, gnostyka syryjskiego. Głosił naukę o 2 wiecznych i niestworzonych początkach bytu: bogu dobrym i bogu złym.

Sabeliusz, pochodził albo z Pentapolis w Afryce, albo z Italii, żył pod koniec 2 i na pocz. 3 w. Głosił modalistyczny monarchianizm. Por. Mowa 24, 5.

Focyn, pochodził z Sirmium, um. 376 r. Uważał, że Chrystus, człowiek cudownie narodzony, przez moralny rozwój doszedł do boskiej godności.

Ariusz, ksiądz z Aleksandrii, um. 336 r. Nauczał, że Chrystusa, podobnie jak Ducha Św. stworzył Bóg; Syn przeto różni się w istocie od Ojca; nazywa się zaś „Synem Bożym” tak, jak inni ludzie „dziećmi Bożymi”. Por. Mowy 23 i 24.

Eunomiusz, pochodził z Kyzikos, uczeń Ariusza, rozwijał jego system.

2

„Wybrani i wybrane” u Manichejczyków zobowiązywali się przyjąć trzy znamiona tzw. signacula. Signaculum oris wzbraniało im pożywać pewnych potraw; signaculum manus zakazywało im uśmiercać cokolwiek, nawet zwierzęta i rośliny; wreszcie signaculum sinus wkładało obowiązek zupełnego wstrzymania się od pożycia płciowego. „Słuchający” natomiast winni byli żenić się i swoją pracą utrzymywać „Wybranych”.

3

Por. Mowa 76. 7.

4

Podobne żądanie mieliśmy w Mowie 9, 4; każe tam św. Leon zawiadamiać kapłanów.

Tags: św Leon Wielki post suche dni Adwent herezja arianizm manicheizm
2020-08-28

Św. Augustyna, Biskupa i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 430.

(Żywot jego napisany był przez jego ucznia Pasydoniusza, Biskupa Kłamińskiego.)

Święty Augustyn urodził się w Tagaście w Afryce, roku Pańskiego 354. Ojciec jego Patrycy był poganinem, lecz za wpływem matki jego świętéj Moniki, cała rodzina została chrześcijańską.

Wychowany bardzo starannie, a genialnemi obdarzony zdolnościami, wielki w naukach uczynił postęp. Lecz zetknąwszy się z zepsutą młodzieżą, zatarł w sercu nauki jakie z domu wyniósł od świętéj matki, i oddał się rozpuście. Łzy i upomnienia Moniki nie trafiały do niego, chociaż bardzo ją kochał, a idąc coraz daléj po zgubnéj drodze na którą się puścił, przyłączył się w końcu do kacerskiéj sekty Manichejczyków, lubo brednie ich oburzały jego bystry i zdrowy rozum. Matka zaś, srodze bolejąc nad opłakanym stanem duszy ukochanego syna, nie przestawała modlić się za niego, gorzkie łzy wylewając. Razu pewnego, rozmawiając o tém z bardzo świątobliwym Biskupem, usłyszała od niego te pocieszające słowa: „Nie przestawaj, córko moja, opłakiwać to nieszczęsne dziecię twoje i polecać je Bogu, a niesposób jest aby syn tyle łez kosztujący matkę, miał zaginąć.”

Augustyn tymczasem coraz większego nabywał rozgłosu, jako uczony i wielki mówca. Najprzód z wielką sławą wykładał publicznie w Kartaginie Retorykę, a chcąc stać się jeszcze głośniejszym, udał się do Rzymu, a następnie do Medyolanu, wszędzie zachwycając swoich słuchaczów. Święta Monika goniła go w każdym z tych miast, czuwając nad jego biedną wtedy duszą, a w Medyolanie postarała się aby się zapoznał ze świętym Ambrożym Arcybiskupem, jednym z pierwszych świeczników Kościoła. Augustyn miał z nim kilka rozmów, w skutek których rozbudziły się w nim wprawdzie silne wyrzuty sumienia, i nawet odstąpił on herezyi Manichejczyków, lecz stosunki z pewną kobietą z któréj miał nieprawego syna, zatrzymywały go w kajdanach grzechu, w który się był pogrążył.

Wszakże przyszła nareszcie pora, w któréj Pan Bóg łzy jego świętéj matki wysłuchał. Razu pewnego, Augustyn wraz ze swoim od młodości przyjacielem Alypem, słyszał opowiadanie o pokutném życiu świętego Antoniego na puszczy Egipskiéj i innych pustelników, których tam tak wielu podówczas było. Zrobiło to na nim najzbawienniejsze a silne wrażenie, i rzekł do swego przyjaciela: „Prostacy zdobywają Niebo, a my z całą naszą uczonością, w błocie ziemskiém grzęźniemy. Mogą oni zdobywać się na rzeczy tak nadzwyczajne, czemużbyśmy tego samego nie czynili?” I to rzekłszy wyszedł do ogrodu, gdzie czując silną walkę łaski Bożéj wyrywającéj go z grzechu w którym leżał, z pokusą która go do niego przykuwała, zaczął się modlić obfite łzy wylewając, i wtedy usłyszał głos z Nieba mówiący do niego: „Weźmij i czytaj” Otwiera więc Pismo Boże które miał przed sobą, i natrafia na te słowa z Listów świętego Pawła: „Odrzućmy tedy uczynki ciemności, a obleczmy się w zbroję światłości… uczciwie chodźmy nie w biesiadach, i niewstydliwościach, ale się przyobleczcie w Pana Jezusa Chrystusa” 1. Po odczytaniu słów tych stał się od tejże chwili innym człowiekiem. Łaska Boża odniosła najzupełniejsze zwycięstwo.

Dotąd był nieochrzezonym, gdyż w owych czasach Chrzest święty odkładano do lat późniejszych. Dla przygotowania się więc do tego Sakramentu, udał się na samotne miejsce w okolicach Medyolanu, i tam przez kilka miesięcy oddawał się gorącéj modlitwie, wiodąc życie bardzo pokutne, a dzień i noc opłakujące swoje przeszłe a ciężkie zboczenia. Nareszcie ochrzczonym został przez świętego Ambrożego w katedrze Medyolańskiéj, i wtedyto, ci dwaj Święci, ułożyli Hymn Te Deum Laudamus, który odśpiewali naprzemian na podziękowanie Panu Bogu za tę wielką łaskę. Święty Augustyn miał wówczas lat trzydzieści trzy.

Święcie zbrzydziwszy sobie świat, który go był w takie ciężkie upadki wplątał, umyślił wieść życie samotne, i w tym celu udał się do swojéj ojczyzny. W drodze, zatrzymał się w porcie Ostyeńskim, i straciwszy tam ukochaną matkę, pewien czas zabawił w Rzymie, gdzie wydał sławne dzieło zbijające błędy Manichejczyków. Przybywszy zaś do Tagesty, rodzinnego swego miasta, sprzedał znaczne dobra które odziedziczył po rodzicach, większą ich część rozdał ubogim, a resztę obrócił na wybudowanie w odludnéj okolicy klasztoru, w którym zamknął się z kilku świątobliwymi towarzyszami, w których liczbie był i jego dawny przyjaciel Alypiusz, i syn jego Adeodat, który tam wkrótce umarł.

Ułożył Regułę zakonną, wielką roztropnością i umiarkowaniem odznaczającą się, według któréj żył ze swoimi braćmi, a która późniéj przez znaczną liczbę innych Zgromadzeń za podstawę do ustaw zakonnych wziętą została. „W tém odosobnieniu wiodąc życie wysokiéj bogomyślności i ostréj pokucie oddane, spędził lat trzy. Przez ten czas wiele dzieł napisał, które późniéj nietylko postawiły go w rzędzie Doktorów Kościoła, lecz jeszeze pomiędzy nimi niejako pierwszym uczyniły.

Miał zamiar w klasztorze swoim pozostać na zawsze, i o kapłaństwie nawet wcale nie myślał. Lecz zdarzyło się, że gdy był w kościele w Hyponie, podczas kiedy tam Biskup Walery, przedstawiał wiernym potrzebę w jakiéj był wyświęcenia jakiego kapłana któryby mu przyszedł w pomoc w zarządzie Dyecezyi, lud ujrzawszy Augustyna, którego już sława i świątobliwości i niezrównanéj nauki wszędzie się była rozeszła, porwał go jakby gwałtem, i pomimo oporu jaki stawił, uprosił Biskupa aby go wyświęcił na kapłana. Walery nietylko uczynił to najchętniéj, lecz niezwłocznie polecił naszemu Świętemu, aby w jego miejscu głosił słowo Boże ludowi w całéj jego Dyecezyi. Augustyn kazywał prawie codziennie z tą wymową którą jaśniał jeszeze na świecie będąc, i do któréj teraz przydawał mu Duch Święty swojego namaszczenia. Prócz tego, nie ustawał w wydawaniu pism najgłębszéj nauki, i któremi zbijał już nietylko błędy Manichejczyków, lecz i Pelagianów, Donastów i innych, i w końcu całą Afrykę z tych kacerstw oczyścił, pozostawiając w dziełach swoich, skarby najwyższéj ceny dla Kościoła, i dowody geniuszu któremu mało kto zrównał, a którego nikt dotąd, ani z pisarzy kościelnych ani świeckich, nie przewyższył.

Miał lat czterdzieści dwa, kiedy wyświęcony został na Biskupa Koadjutora, a jak u mas nazywają Sufragana, Biskupa Hyponeńskiego, po śmierci którego sam Biskupem tejże Dyecezyi został.

Wyniesiony na wyższą godność, tém świetniéj w Kościele Bożym zajaśniał, przedstawiając w sobie wzór najdoskonalszego Pasterza. Dom swój urządził na stopie bardzo skromnéj; sam wraz ze wszystkimi przybocznymi mu kapłanami i klerykami, wiódł życie jakby zakonne, zachowując ile możności Ustawy jakie był ułożył zakładając klasztor. Świętą cnotę czystości tak pokochał i strzegł jéj tak pilnie, że nigdy oczów na niewiastę nie podniósł. I u siebie, i w domach kapłanów jego Dyecezyi, nie dozwalał aby przemieszkiwały kobiety chociażby najbliżéj spokrewnione, i zwykł był mawiać: „Towarzystwo siostry mojéj lub siostrzenicy, zgorszeniem dla nikogo być nie może: – lecz może stać się zgorszeniem obecność w domu moim innych niewiast, do nich przychodzących.” Nienawidził obmowy, i dlatego nad stołem przy którym zasiadał z gośćmi, umieścił tablicę z napisem: „Kto pozwala sobie obmowy, niech wié, że przystęp mu tu wzbroniony.” Przy obiedzie do którego zasiadał z całym swoim Biskupim dworem, kazał zawsze czytywać książki duchowne. Na ubogich rozdawał prawie całe swoje dochody, a gdy zwracano mu uwagę, na jego w téj mierze na własne potrzeby nieoględność, odpowiadał: „Gdy który z ubogich w Dyecezyi doznaje głodu, Biskup powinien obejść się bez obiadu, a swój mu posłać.”

Używając sławy najuczeńszego swoich cząsów Prałata, do którego zewsząd udawano się po radę w najważniejszych sprawach Kościoła, na Soborach w których bywał obecny poczytany za wyrocznię, był obok tego nieporównanéj pokory. Chcąc niejako przytłumić sławę która go w całym świecie ówczesnym tak wysoko wynosiła, i zmniejszyć cześć jaką oddawano jego wysokiéj świątobliwości, wydał dzieło pod tytułem Wyznania, w których opisując całe swoje życie, wyznał swoje dawne najcięższe upadki, sądząc że tym sposobem odwróci od siebie powszechne uwielbienie. Lecz przeciwnie się stało: dzieło to pełne świętego namaszczenia, będące jakby ciągłym aktem skruchy i gorącéj modlitwy tego wielkiego Świętego, jęst po dziś dzień pociechą i zbudowaniem dla dusz pobożnych. Pism w ogólności pozostawił tak wiele, że na ich przeczytanie samo, pracowita osoba długie by lata obrócić musiała.

Trzydzieści sześć lat rządził kościołem Hypońskim, kiedy Wandalowie pustosząc Afrykę, oblegli Hyponę. Święty prosił Pana Bogą aby nie dał mu patrzeć na zniszczenie jego miasta dyecezyalnego, i wysłuchanym został. Augustyn w trzecim miesiącu oblężenia jego biskupiéj stolicy zachorował śmiertelnie. Czując jż do ostatniéj chwili zbliża się, kazał na ścianie przy łóżku wypisać sobie Psalmy pokutne, i te ciągle odmawiał. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych otoczony swojém duchowieństwem, któremu udzielił najzbawienniejszych nauk, zasnął w Panu dnia 28 Sierpnia roku Pańskiego 430, mając lat siedemdziesiąt sześć.

Pożytek duchowny

Widzisz jak największe zboczenia nie przeszkadzają, gdy kto szczerze nawraca się do Boga, do zostania wielkim Świętym i wysoko jaśniejącym w Kościele Bożym świecznikiem. Uwielbiaj w tém nieprzebrane Boga naszego miłosierdzie; a póki ci czas pozostawiony, korzystaj i ty z niego, bo nie wiesz, czy jeszcze dłużéj będzie z niém Pan Bóg czekać na ciebie.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj miłościwie błagania nasze, wszechmogący Boże, a gdy nam pozwalasz mieć ufność w Twojém miłosierdziu, za wstawieniem się błogosławionego Augustyna wyznawcy Twojego i Biskupa, daj nam doznać skutków Twojój zwykłéj dobroci. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 726–728.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 681

Oto kilka słów z kazania św. Augustyna o zmartwychwstaniu: „Osoba, którą miłujesz, już nie żyje; nie usłyszysz jej głosu, nie może ona brać udziału w radości żyjących, a ty płączesz. Czy płaczesz nad posiewem powierzonym ziemi? Gdyby ktoś niewiedzący biadał, co się stanie z ziarnem rzuconym w ziemię, i gdyby wzdychał nad tym, iż cały posiew stracony, gdyby patrzył na bruzdy łzawym okiem, czy byś nie litował się nad jego nieświadomością i nierozsądkiem, czy byś mu nie powiedział: „Nie upadaj na duchu. To, coś pokrył ziemią, nie jest w twym gumnie ani w twym ręku, ale bądź cierpliwy; gołe pole pokryje się za kilka miesięcy obfitym plonem, a widok ten rozraduje cię tak, jak nas, którzy wiemy, co tu wyrośnie i tą nadzieją się pocieszamy”. Żniwa zboża oglądamy co rok, ale żniwa rodzaju ludzkiego raz tylko się odbędą i to na krańcu czasów. Nie możemy ci wprawdzie ich pokazać, lecz poprzestaniemy na jednym przykładzie. Zbawiciel bowiem mówi: „Jeśli ziarno pszeniczne wpadłszy w ziemię nie obumrze, samo zostaje” (Jan 12). Jest to przykład, mówiący o jednym ziarenku; ale przykład ten jest tak przekonywujący, że wszyscy muszą mu dać wiarę. Prócz tego głosi nam każde stworzenie naukę zmartwychwstania, jeśli tylko chcemy jej słuchać, a codzienne wydarzenia powiadają nam, co Bóg uczyni z całym rodzajem ludzkim. Zmartwychwstanie raz się tylko odbędzie. Zasypianie i budzenie sie żywych istot dzieje sie codziennie, a my widzimy we śnie obraz śmierci, w ocknieniu obraz zmartwychwstania. Co więc teraz dzieje się codziennie, to może się stać i stanie sie kiedyś jeszcze raz. Wszakże liście opadaią z drzew i odradzają się! Dokadże ida opadając, skąd przychodzą odrastając? Zima przychodzi, wszystkie drzewa schną i zdaią sie martwe. Zawitała wiosna, i wszystko zielenieje w świeżej szacie. Czv to sie dzieje po raz pierwszy w tvm roku? Nie, tak bvło i zeszłego roku. Rok mija i znowu powraca, a ludzie, stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, nie mieliby zmartwychwstać po śmierci?”

Footnotes:

1

Rzym. XIII. 13.

Tags: św Augustyn „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup doktor św Monika św Ambroży nawrócenie zmartwychwstanie manicheizm
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.