Citatio.pl

Wpisy z tagiem "Maryja":

2020-10-21

Św. Urszuli i Jéj Towarzyszek Męczenniczek

Żyły około roku Pańskiego 383.

(Żywot ten zapisany jest według starego manuskryptu znajdującego się w Watykanie.)

Święta Urszula przyszła na świat około roku Pańskiego 362, w Wielkiéj Brytanii dzisiaj Anglią nazwanéj, gdzie już podówczas religia chrześcijańska w wielu częściach tego kraju kwitnęła. Była córką Dionota, króla Korunalskiego i Daryi, dostojnych małżonków wielką pobożnością słynących.

Wychowana bogobojnie od dzieciństwa, Urszula odwróciwszy serce swoje od uciech światowych, w ćwiczeniu się w cnotach chrześcijańskich, miłosiernych uczynkach i wyższéj pobożności, całe swoje szczęście zakładała. Doszedłszy do lat młodzieńczych, a zajaśniawszy obok wysokich zalet duszy, nadzwyczaj powabną urodą, poszukiwaną była w zamęście przez najpierwszych książąt w Europie. Starała się jednak ile mogła, odwlekać postanowienie w téj mierze rodziców, gdyż całém sercem pragnęła nie mieć innego oblubieńca prócz Chrystusa Pana. Przytém gorąco modliła się do przenajświętszéj Panny, do któréj szczególne miała nabożeństwo, aby ta Matka-Dziewica, dała jéj do śmierci pozostać w dziewictwie; i wysłuchaną téż została.

Maksym przezwany Flawiusz wielki, dowódca wojsk Cesarza Gracyana w Wielkiéj Brytanii, ogłosiwszy się cesarzem w roku 382, i zająwszy część Galii zwaną Armoryka, postanowił nad nią jednego z wodzów swoich nazwiskiem Konon, Książęcia Bretońskiego i chrześcijanina. Ten osiadł w mieście Nantonie (Nantes), w całéj téj krainie rozłożywszy wojska swoje, a zamierzając ożenić się wysłał do króla Korunalskiego posłów, prosząc o rękę córki jego Urszuli. Ponieważ zaś prawie wszyscy panowie będący przy nim dowódcy wojskowych oddziałów i żołnierze, byli nieżonaci, polecił więc posłom swoim, aby wraz z księżniczką Urszulą, przywieźli z sobą tyle dziewic z Brytanii, ile tylko ich nakłonić będą mogli do tego aby zaślubiły jego dworzan i wojskowych. Król Dionot łaskawie przyjął to poselstwo, i zgodził się na żądanie książęcia Konona. Lecz gdy oświadczył to córce, zasmuciła się ona bardzo, chociaż ojciec przedstawiał jéj jak świetnym jest dla niéj ten związek, i że Konon jest książęciem udzielnym największéj i najbogatszéj części Italii, a przytém bardzo gorliwym chrześcijaninem. Święta Urszula pomimo tego wyznała mu szczerze jak wstrętném jest dla niéj to zamęście, gdyż zawsze cieszyła się nadzieją iż w stanie dziewictwa do śmierci pozostanie. Jednak gdy po usilnych prośbach rzewnemi łzami popartych, nie mogła przemódz woli ojcowskiéj, poddała się jéj pokornie, nietracąc nadziei że ją Matka Boska w jéj pobożnych pragnieniach wesprzeć nie omieszka, a po ostatecznéj rozprawie o tém z ojcem udawszy się do kościoła, padła ma twarz przed przenajświętszym Sakramentem, i tak się modliła: „Ty znasz Panie serce moje: nigdym za wielkościami tego świata nie goniła, Tyś był i jesteś zawsze jedynym celem, do którego zdążam. A że Panem jesteś wszystkich wypadków i wszystko w Twoich jest ręku, mocen więc jesteś zmienić wszelkie postanowienia ludzkie. Nie odrzucaj przeto pokornéj prośby mojéj, a pokieruj mną tak, jak to lepszém widzieć będziesz dla zbawienia mojego i chwały Twojéj.”

Tymetasem robiono wszelkie przygotowania do odjazdu księżniczki, i do zebrania jak najwięcéj dziewie które jéj miały towarzyszyć, a które przeznaczano na żony panów i żołnierzy Konona. Gdy wszystko przyrządzono do téj zamorskiéj podróży, księżniczka wraz ze wszystkiemi swemi towarzyszkami, udała się do Londynu. Oczekując tam pomyślnych wiatrów aby wsiąść na okręty, Święta Urszula coraz bliżéj zapoznawała się z dziewicami z nią będącemi, i w rozmowach jakie z niemi miewała, żywo im przedstawiała znikomość wszystkiego co doczesne, i zachęcała do wzgardy wszelkich ziemskich uciech. A że wszystkie jéj towarzyszki byłyto bardzo dobre chrześcijanki, często rozmawiała z niemi o niewymowném szczęściu będącém udziałem tych dusz które dziewictwo swoje poślubiają Chrystusowi Panu. Że zaś Święta posiadała wielki dar przyciągania wszystkich do siebie, że była bardzo wymowną, i już w całém państwie znaną ze swojéj świątobliwości, wszystkich swoich towarzyszek pozyskała serca, i wszystkie pałały najżywszą żądzą przypodobania się tylko Panu Jezusowi. Słowem Urszula tyle dokazała, że wielka liczba otaczających ją dziewic, przedstawiała grono doskonałych chrześcijanek, w których sercu miłość Boga pierwsze zajmowała miejsca.

Nakoniec gdy nadeszła właściwa do puszczania się na morze pora, Urszula z tym licznym swoim orszakiem wsiadła na okręty, a chociaż wiatry pomyślne zapowiadały jak najrychiejsze na brzegi Galii wylądowanie, ona nie spuszczała z oczu swojéj Gwiazdy morza, to jest Maryi, ufna że Ta ją doprowadzi do tego portu, który dla niéj wolą Bożą skazany. Jakoż, zaledwie na pełne wypłynęły morze, aż oto straszna burza się wszczęła, czém przerazili się wszyscy, gdyż rozbicie okrętów było nieochybném. Lecz święta Urszula wtedy właśnie już nie wątpiła że Pan Bóg wysłuchał jéj modlitwy, i gdy największe było na okrętach pomieszanie, ona jedna spokojna i niczego się nie obawiając: „Nie lękajcie się siostry moje, mówiła do swoich towarzyszek, nie lękajcie się: służymy Bogu który rozkazuje wiatrom i bałwanom morskim. Zaofiarujmy mu życie nasze: niech ci, którzy na swoje nieszczęście nie mają Boga chrześcijańskiego, obawiają się śmierci, co do nas, złóżmy całą naszę ufność w nieprzebraném miłosierdziu Jego.” Słowa te wszystkim dodały odwagi, a burza wzmagając się i miotając okrętami, wszystkie uniosła w inną stronę i przyparła do północnych brzegów Galii Belgijskiéj. Ztamtąd udała się święta księżniczka ze wszystkiemi swojemi towarzyszkami do Tielu, który jest portem przy ujściu rzeki Renu do morza, i tąż rzeką, popłynęła do miasta Kolonii, gdzie jéj Pan Bóg wraz z całém jéj świętém gronem, przeznaczał palmę męczeńską.

Cesarz bowiem Gracyan, dowiedziawszy się o buncie Maksyma, i o zajęciu przez niego brzegów Galii, niemając dość wojska aby na niego uderzyć, zawezwał w pomoc Hunnów, naród barbarzyński z dawnéj Sarmacyi pochodzący, którzy opuściwszy kraj swój, rozleli się po Niemczech, nad brzegami Renu i w Galii Belgijskiéj. Dzicy i okrutni z natury, a przytém w bałwochwalstwie pogrążeni, szerzyli wszędzie zniszczenie. Oni tedy pod dowództwem Gaunusa, wysłanego wtedy w imieniu cesarza Gracyana przeciw Maksymowi, widząc jego okręty, uderzyli na nie i łatwo je zdobyli gdyż mała była na nich załoga wojenna. Lecz nadzwyczaj zdziwieni zostali gdy ujrzeli, że cała ta fota, wiozła tylko dziewice chrześcijańskie przeznaczone na żony dla dowodców i żołnierzy wojska nieprzyjacielskiego, a na czele swoim mające księżniczkę przyszłą małżonkę książęcia Konona, głównego wodza wojsk Maksyma.

Lecz gdy zdarzenie to w zdumienie wprawiło barbarzyńców, Święta Urszula widziała w niém skryte rozporządzenie Opatrzności Bożéj, które ją wialce pocieszyło. Zrozumiała wtedy jak dalece Pan Bóg uwzględnił jéj pragnienia, i że Pan Jezus przyjmując ją za Swoję oblubienicę, chciał jeszczo do zasługi dziewictwa, przydać i koronę męczeńską. Podniesiona więc na dachu, nowéj żarliwości pełna, przebiega wszystkie okręty, i do swoich towarzyszek przemawia jak na bohaterkę chrześcijańską przystoi. Przedstawia im w najżywszych wyrazach, nieoszacowane zalety dziewictwa, za które, jeśli tego byłaby potrzeba, życie swoje oddać powinny. Z takiém zaś namaszczeniem i z taką mocą ducha Bożego, zachęcała je do wylania krwi za wiarę, że wszystkie te błogosławione dziewice, pozbywszy się wszelkiéj obawy, poczytywały już cały ten wypadek jako dowód największego nad niemi miłosierdzia Bożego, i niczego nie pragnęły jak tylko śmierci męczeńskiéj.

Tymczasem dowódca Hunnów, gdy doszła do niego wiadomość kto się znajduje na okrętach przez niego wziętych, i że na nim była i królewna Urszula, o któréj nadobności nadawyczajnéj tak wiele słyszał, sam udał się do niéj. Ujęty jéj powierzchownością, ośmielił się żądać aby jego żoną została, i najprzód najłagodniejszemi słowy, a potém zagrożeniem nawet śmiercią, domagał się tego od niéj. Lecz Święta odpowiedziała mu z taką stałością chrześcijańską, z taką powagą i śmiałością, że i on sam i barbarzyńcy go otaczający, ulegając swojemu zwykłemu okrucieństwu wpadli jakby we wściekłość: w tejże chwil rzucili się na wszystkie te dziewice, i wymordowali je co do jednéj. Niektóre padły od miecza, inne przeszyte zostały strzałami; wszystkie poległy, i z palmą męczeńską poszły do Nieba, opiewać na wieki chwałę Baranka bez zmazy. Zaszło to 21 Października roku Pańskiego 383, i odtąd Kościół cały, w tym dniu obchodzi uroczystą pamiątkę świętéj Urszuli i jéj towarzyszek męczenniczek. Ciała ich pochowane zostały w Kolonii, zkąd te święte Relikwie rozeszły się po całym świecie chrześcijańskim.

Z upływem czasu, powstało zgromadzenie zakonic według Reguły świętego Augustyna, którego zakonnice obrały sobie za główną patronkę świętą Urszulę, i dla tego Urszulinkami się nazywają. Klasztory ich zostają pod bezpośrednim zarządem Biskupów miejscowych. Trudno wyrazić jak liczne i zbawienne spływają z tego świętego zgromadzenia pożytki, a to nie tylko z przykładów wzniosłych cnót zakonnych jakiemi to zgromadzenie zawsze się odznacza, lecz i z wychowania młodych panienek, którém się głównie to siostry trudnią. W naszym kraju w Poznaniu mają one swój klasztor i pensye, gdzie z różnych klas, a szczególnie ze średniéj, biegle kształcą młode panienki w naukach, i na wzorowe chrześcijanki je wychowują. Założycielką ich była błogosławiona Angela z Brescii, która w roku 1537 pierwszy taki klasztor założyła we Włoszech. Zgromadzenie to zatwierdzone zostało najprzód przez Papieża Pawła III-go, a potém w roku 1572 przez Grzegorza XIII-go. Za staraniem zaś świętego Karola Boromeusza, zakon Urszulinek otrzymał od Stolicy Apostolskiéj wszystkie przywileje Zgromadzenia w którém wykonywają się śluby uroczyste i ścisła klauzura jest zachowaną.

Pożytek duchowny

Oddając cześć pamiątce tak licznego grona świętych dziewic, które wraz z błogosławioną Urszulą, w obronie cnoty dziewictwa, życie położyły, naucz się tę cnotę jak najwyżej cenić, która właśnie dla tego cnotą czystości się nazywa, że onato dopiéro czystą przed Bogiem czyni duszę każdą. Ztąd postanów sobie, stosownie do stanu w jakim się znajdujesz, cnoty téj strzedz jak najpilniéj, gotowym będąc raczéj śmierć ponieść, niż przeciwko niéj wykroczyć.

Modlitwa (Kościelna)

Daj nam prosimy Panie Boże nasz, Świętych Dziewic Urszuli i jéj towarzyszek zwycięzkie palmy męczeństwa pobożnie uczcić, abyśmy nieumiejąc godnie je wysławiać, pokorną przynajmniéj służbą naszą, chwałę im oddali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 900–902.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 843

Święta Urszula dobrowolnie i z miłości ku Zbawicielowi ślubowała panieństwo, wiedząc, że stan ten jest Bogu miły. Czy dobrze uczyniła? Czy stan dziewiczy darzy szczęściem? Odpowiedź na to podajemy poniżej:

  1. Ze stanowiska wiary dziewictwo jest najszczęśliwszym stanem, polega bowiem na nadprzyrodzonej miłości ku Chrystusowi, który oblubienice swe Boską nagradza miłością. Podstawą małżeństwa jest miłość i przywiązanie do człowieka śmiertelnego, który pod względem dobroci, świętości i potęgi w ogóle nie może być porównany ze Zbawicielem. Ileż to razy widzimy małżeństwa niezgodne, swarzące się z sobą, szerzące zgorszenie i zły przykład dla dzieci i całego otoczenia! Nie przeczymy, że bezżenni są wystawieni na drwiny i szyderstwa, że uchodzą za dziwaków i oryginałów, ale zapytajmy, kto z nich szydzi i kto ich wyśmiewa? Czy szydercami są ludzie wykształceni, religijni, uczciwi i poważani? Bynajmniej! A czy drwiny i szyderstwa takie szkodzą bezżennym? Czy przez to tracą na sławie i reputacji? Przeciwnie, gdyż stają się podobniejszymi Zbawicielowi, a czyż może być większy nad to zaszczyt? A kiedy przyjdzie chwila zgonu, a po niej godzina sądu, bezżenny odpowiada tylko za siebie, natomiast żonaty dźwiga brzemię odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za żonę, dziatki, domowników i całe otoczenie.
  2. Ze stanowiska świata jest stan bezżennych o wiele szczęśliwszy, gdyż w oczach ludzi ten uchodzi za szczęśliwego, kto ma dostateczny majątek, wszelakie wygody, a mało kłopotów. Takim szczęściem pochlubić się mogą tylko ci, którzy dobrowolnie i w celach pobożnych wybrali stan bezżenny. Mają bowiem: a) tyle, ile im trzeba na utrzymanie. Na setkę żonatych i wdowców, potrzebujących wsparcia, przypada zaledwie jedna osoba bezżenna. Bezżenny, byle by żył oszczędnie, dużo może czynić dla kościołów, zakładów dobroczynnych, ubogich i chorych, podczas gdy żonaci i niewiasty zamężne muszą przede wszystkim myśleć o dzieciach i zaradzać potrzebom rodziny; b) mają o wiele mniej trosk i kłopotów. Jest rzeczą udowodnioną, że panny i kawalerowie nie tak często się procesują, nie mają tyle zatargów i nie stają tak często w sądach, jak żonaci. Nikt ich nie ściga zazdrością, nienawiścią, która zatruwa życie i mąci domowy spokój, wolni są od niepokoju, zmartwień i kłopotów ojca rodziny, nie znają utrapień, smutków i nocy bezsennych, jakie przechodzić muszą żony i matki; c) doznają o wiele większych wygód i przyjemności, aniżeli żonaci. Zdrowie ich jest o wiele trwalsze i czerstwiejsze, mają czas na pożyteczne zajęcia i odwiedziny, mogą się więcej oddawać modlitwie itd. Mądrze przeto postąpiła święta Urszula, wybierając stan bezżenny.
Tags: św Urszula „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik dziewica czystość Maryja
2020-10-20

Św. Jana Kantego, Wyznawcy

Żył około roku Pańskiego 1473.

(Żywot jego wyjęty jest z kronik Macieja Miechowity.)

Święty Jan urodził się roku Pańskiego 1397 w miasteczku Kenty w dyecezyi Krakowskiéj z ojca Stanisława ławnika miejskiego, i Anny cnotliwych i bogobojnych małżonków.

Od młodości karmiąc się przykładami domówéj pobożności, zarody wielkich cnót w sobie okazywał. Po ukończeniu niższych szkół w rodzinném miasteczku, wysłany do Akademii Krakowskiéj, nietylko postępem w naukach przewyższył wszystkich swoich towarzyszów, lecz, i to głównie, odznaczał się między nimi najskromniejszemi obyczajami i gorącą pobożnością. Już wtedy wnosić można było iż stanie się on wielkim sługę Bożym, i ozdobą kościoła kraju naszego. Otrzymawszy stopień magistra filozofii, tak się w téj nauce biegłym okazał, iż go powołano na profesora tejże katedry w Akademii, i kilka razy Dziekanem tegoż wydziału wybierano.

Wkrótce potém powołany do wyłącznéj służby Boga, wstąpił do stanu duchownego, został kapłanem, i w tymże uniwersytecie profesorem Teologii, w któréj stopień doktora otrzymał. Od chwili przyjęcia wyższych święceń, zaczął prowadzić życie bardzo umartwione: więcéj stroniąc od świata, długie godziny przepędzał na modlitwie, różne według tego jak mu stawało uczynki miłosierdzia spełniał, przez ćwiczenia bogomyślne, coraz ściśléj jednoczył się z Bogiem. Widząc iż najbliższym nieprzyjacielem duszy naszéj jest ciało, trapił je rozmaicie pod władzę ducha podbijając, a chcąc więcéj się utrudzić, a razem dogodzić swemu nabożeństwu do tajemnic Męki Pańskiéj, umyślił odbyć pieszo pielgrzymkę do miejsca gdzie się Zbawiciel nasz narodzić raczył: to jest do Ziemi świętéj.

Otrzymawszy więc na to i pozwolenie i błogosławieństwo Biskupa, puścił się w tę drogę z pielgrzymskim kijem w ręku i małym tłomoczkiem na plecach. Skoro stanął Jan święty u celu swojéj podróży i ujrzał się na błogosławionéj téj ziemi po któréj Pan Jezus chodzić raczył, upadłszy na twarz ucałował ją i rzewnemi zlał łzami, a następnie zwiedzając wszystkie pamiątki pobytu Syna Bożego między ludźmi, składał Mu serdeczne dzięki, za takie poświęcenie się i podjęcie nawet śmierci okrutnéj za nas. Wzmocniony i wielce pocieszony na duszy zwiedzeniem miejsc tak drogich dla chrześcijanina, wrócił szczęśliwie do ojczyzny, gorliwszy jeszcze w służbie Bożéj, a opowiadaniem szczegółów pielgrzymki swojéj, wiele dusz do zbawiennego nabożeństwa ku tajemnicom Męki Pańskiéj pobudzając.

Zaledwie z téj podróży wypoczął, odbył znowu pielgrzymkę do Rzymu, dla uczczenia grobów świętych Apostołów, i to w ciągu życia swojego cztery razy dokonał, niemało przez to, gdyż odbywał drogę pieszo, doznając trudu. Zapytany téż razu pewnego, dla czego to tak często czyni, odpowiedział: „Pielgrzymki te są moim czyscem; w nich grzechy moje obmywam.” W jednéj z nich napadli go byli rozbójnicy, którzy domagali się aby im złożył wszystkie jakie ma przy sobie pieniądze. Oddał im co miał w woreczku, a gdy pytali o więcéj, odpowiedział że nie ma. Lecz zaledwie rabusie odeszli, przypomniał sobie sługa Boży, że miał jeszcze kilka czerwonych złotych w sukni zaszytych. Zasmucony iż mimowolne kłamstwo popełnił, dogonił złodziejów i rzekł do nich. „Zapomniałem żem zaszył pieniądze i zataiłem to przed wami: otóż je macie, a nie gorszcie się kłamstwem które mimowoli popełniłem.” Złoczyńcy zbudowani takim postępkiem, i tych pieniędzy nie przyjęli i wprzód zabrane mu oddali.

A gdy tak naprawiał mimowolne nawet uchybienia, jakże tém bardziéj wystrzegał się i cienia wyraźnéj obrazy Bożej! Szczególnie miłował czystość, aby jéj dochować ścisłe przestrzegał posty, i gorąco o tę cnotę prosił Matki Bożéj, aż razu pewnego objawiła mu się przenajświętsza Panna z dzieciątkiem Jezus na ręku, i podała ma lilą, jako zadatek że prośby jego wysłuchane zostały. Szczególne téż miał do Matki Boskiéj nabożeństwo, a największe do Jéj Boleści. Na drzwiach gmachu akademiekiego, był obraz Matki Bożéj z sercem przebitém mieczem, przed nim święty Jan codziennie w nocy zimą i latem klęcząc, długie trawił na gorącéj modlitwie godziny. Dla ubogich był nadzwyczajnie miłosiernym. Razu pewnego napotkał na ulicy, zimową porą, biednego boso idącego: zdjął z nóg obuwie, i dał je ubogiemu, a sam spuściwszy płaczcz do ziemi, aby nie widziano że idzie boso, wrócił do mieszkania. Inną razą idąc o świcie na Jutrznię do kościoła świętéj Anny, ujrzał nędzarza na śniegu w łachmanach leżącego i drżącego od zimna. Zdjąwszy z siebie wierzchnią suknię dał mu ją, którą potém, gdy wrócił z kościoła do domu, oddała mu Sama przenajświętsza Panna, pochwalając ten jego postępek. Pewnego dnia, gdy siedział przy obiedzie w Refektarzu akademickim wraz z innymi profesorami, żebrak zbliżywszy się do okna, głośno o wsparcie prosił, wołając iż głodem od dni trzech jest męczony. Święty Jan oddał mu swoję porcyą, a w téjże chwili, wszyscy zasiadający u stołu ujrzeli jak Matka Boża zastawiła przed Kantym cały obiad. Na pamiątkę téż tego cudu, profesorowie od téj pory przyjmowali codziennie ubogiego do swojego stołu, co dopiéro w początkach bieżącego wieku zaniechano. Przytém i ten piękny a podobnież dziś już zniesiony, zachowywano zwyczaj, że gdy profesorowie już siedzieli u stołu, służący oznajmiał przyjście ubogiego mówiąc: „Ubogi przyszedł” a najstarszy z zasiadających odpowiadał: „Chrystus przyszedł!” i sadzano biednego przy stole. A także, na uczczenie miłości bliźniego, jaką okazał był razu pewnego nasz Święty gdy jednemu ubogiemu oddał swoje obuwie a drugiemu wierzchnią suknię, profesorowie akademii zapewnili odpowiedny fundusz, do przyodziewania corocznie kilku ubogich; lecz i to z postępem cywilizacyi tegoczesnéj, zaniedbaném zostało.

Miłość ku bliźnim obudzała w świętym Janie politowanie nad każdym ich frasunkiem, a Pan Bóg nagradzał mu to łaską czynienia w takich razach cudów. Zdarzyło się że przechodząc przez rynek Krakowa, spostrzegł uboga wieśniaczkę płaczącą nad dzbankiem zbitym, w którym mleko niosła. Kanty zbliżywszy się do niéj, pozbierał rozrzucone po ziemi skorupy, pomodlił się, i dzbanek cały oddał kobiecie, a przeżegnawszy go, kazał jéj zaczerpnąć wody z rzeki Rudawy obok murów miasta płynącéj. Co gdy uczyniła naczynie to wybornym mlekiem zostało napełnione.

Biskup oceniając wysoką świątobliwość Kantego, a wiedząc iż lubo niezamożny nadzwyczaj był hojnym dla ubogich, obdarzył go plebanią Olkuską, jedną z najbogatszych podówczas w dochody. Święty zajaśniał tam cnotami doskonałego Pasterza, niezmordowanie karmił trzódkę swoję słowem Bożém, a jeszcze bardziéj pobudzał ją do wiernéj służby Bogu przykładem własnym. Lecz zaniepokojony ciężką odpowiedzialnością przed Bogiem, jaka obarcza każdego sumiennego proboszcza z zarządu dusz mu powierzonych, zrzekł się tego obowiązku, i zajął na nowo swoją katedrę profesorską.

Cnotę miłości bliźniego, którą tak jaśniał, ceniąc najwyżéj, wystrzegał się najpilniéj czémkolwiek ją obrazić. Przestrzegał téż jéj i w rozprawach czyli dysputach naukowych, jakie według ówczesnego zwyczaju, miewał publicznie. A że zwykle przewyższał w nich swoich przeciwników nauką i biegłością wymowy, więc nazajutrz przed Mszą Świętą, chodził do nich aby ich przeprosić, jeśli czém mimowoli upokorzył; i mawiał wtedy: „Idę spełniać świętą Ofiarę: wybacz mi, jeślim ci w rozprawie naszéj, jakim słowem przykrość wyrządził.” Obmowy wrogiem był nieubłaganym: nigdy sam nie wyrażał się o drugich insczéj jak w ten sposób że gdyby to słyszał ten o którym mówi, żadnéjby z tego nie doznał przykrości, i mawiał że to jest prawidłem według którego o drugich mówić możemy bez grzechu. Żeby i drugich powstrzymać od szarpania sławy bliźniego, w pokoju w którym gości przyjmował, umieścił wypisany wielkiemi literami to napis po łacinie Infamatore cave, quianoe revocare grave, to jest: „Strzeż się czernienia bliźniego, bo pod ciężkim grzechem byłbyś obowiązany to odwołać.” Wielu różnemi cudami i darem proroctwa uświetnił Pan Bóg tego sługę Swojego. Zdarzyło się, że kiedy miał kazanie, wszczął się straszny pożar na ulicy Świętéj Anny, obok kościoła gdzie przemawiał. Święty ukląkł, a gdy tylko co zaczął się modlić, okazał mu się święty Stanisław Szczepanowski, upewniając że na jego prośby pożar wstrzymanym zostanie tą razą, lecz że jeżeli lud pokuty goriwszéj czynić nie będzie, dotknie ich straszniejszy. Jakoż ogień wszczęty w téjże chwili uagasł cudownie, a Kanty kończąc kazanie, ostrzegał o zapowiedzianéj od Boga karze i do pokuty zachęcał. Lecz gdy tę przestrogę jego w niepamięć puszczono i do dawnych nowe przydano grzechy, wkrótce potém gwałtowny pożar większą część miasta zniszczył, pomimo najdzielniejszego ratunku.

Gdy nadchodził czas zejścia jego, a miał już wtedy lat siedemdziesiąt sześć, ciężko zachorzał, z anielską cierpliwością znosząc dolegliwe boleści. Odwiedzali go przyjaciele, a między nimi błogosławiony Izajasz Boner, święty Szymon z Lipnicy, błogosławiony Stanisław Kazimierczyk, błogosławiony Świętosław Mansyonarz i błogosławiony Michał Giedrojć, gdyż takimito wielkimi sługami Bożymi cieszył się wtedy Kraków współcześnie z Kantym. A on już ciężko chory, i stęskniony za niebem, ciągle powtarzał one słowa Psalmu Pańskiego: „Biada mi Panie! że się mieszkanie moje przedłużyło” 1 i tym podobne akty pobożne odmawiał. Gdy widział już koniec swój blizkim, rozdał ubogim nietylko co miał z pieniędzy, lecz i sprzęty z mieszkania; uczynił spowiedź z całego życia z największą skruchą, potém przyjąwszy ostatnie Sakramenta święte, wśród słodkiéj modlitwy, zasnął w Panu pełen lat i zasług, w wigilią Bożego Narodzenia, roku Pańskiego 1473. W poczet świętych, wpisany został przez Papieża Klemensa XIII, który dzień dzisiejszy na uroczystą pamiątkę jego przeznaczył.

Pożytek duchowny

Wyrazy odwodzące drugich od obmowy, które święty Jan Kanty wypisał był na ścianie swojego mieszkania, wyryj i ty w pamięci twojéj, abyś się jak najpilniéj tego grzechu przeciw miłości bliźniego wystrzegał. A przy tém pamiętaj iż tak jest w istocie jak to ten napis wyrażał, że gdy kto bliźniemu sławę naruszył, pod ciężkim grzechem, obowiązany jest przywrócić mu ją co prędzéj.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy za przykładem błogosławionego Jana Wyznawcy, w nauce Świętych postęp czyniąc i względem drugich miłosierdzie okazując, za jego zasługami odpuszczenia grzechów naszych u Ciebie dostąpili. Przez Pana naszego i t. d. }

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 897–899.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 841

Miłość prawdy, jaśniejąca w świętym Janie Kantym, winna zdobić każdego chrześcijanina i prawego katolika. Wszystkie nasze myśli, słowa i czyny winny świadczyć, że jako dzieci Boże jesteśmy także i synami prawdy. Lekkomyślność, gadatliwość, żywość zbyteczna, złośliwość i nałóg bywa powodem tego grzechu, a kto nim jest dotknięty, częstokroć nie wie, jak szkaradna jest ta wada. Strzeżmy się tego nałogu, który Bóg ma w obrzydzeniu, kochajmy i mówmy zawsze prawdę z jak największą sumiennością i nie odstępujmy od niej ani na krok, choćbyśmy kłamstwem mieli ocalić życie albo zyskać jaką korzyść. Nie dość jest wystrzegać się grubego kłamstwa; należy unikać uchybień przeciw prawdzie i w najdrobniejszych rzeczach. Prawda w słowach i czynach powinna być hasłem każdego uczciwego człowieka; każdy powinien trzymać się jej ściśle w rzeczach drobnych i ważnych, nie mijać się z nią nigdy ani umyśl nie, ani żartem. Nade wszystko winna się wystrzegać kłamstwa młodzież, bo jak mówi przy słowie, „czego się skorupka za młodu napije, tym na starość trąci”. Zapatrujmy się na prostotę, prawdomówność i dziecięcą niewinność Świętych Pańskich, a nie na przewrotność, obłudę i chytrość tych, którzy kłamliwość zaliczają do potrzeb życia i uważają ją za ułomność, którą godzi się uniewinnić i przebaczyć.

Footnotes:

1

Psal. CXIX. 5.

Tags: św Jan Kanty „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pielgrzym kłamstwo czystość Maryja jałmużna obmowa prawda św Szymon z Lipnicy
2020-10-16

Św. Jadwigi, Księżnéj Polskiéj

Żyła około roku Pańskiego 1243.

(Żywot jéj był napisany przez Engelberta Cystersa.)

Święta Jadwiga przyszła na świat roku Pańskiego 1174, z ojca Bertolda książęcia na Karyntyi, margrabiego Morawskiego, hrabiego na Tyrolu, i Agnieszki księżniczki Rakuzkiéj. Na wychowanie oddana została do klasztoru Benedyktynek w Lucyngu, gdzie już zauważano w niéj szczególne upodobania we wszystkiém co się służby Boskiéj tyczyło. W dwunastym roku, wydana została za mąż za Henryka, przezwanego Brodatym, Polskiego i Szlązkiego książęcia, prawnuka króla Bolesława Krzywoustego.

Pobożna, skromna, miłosierna, serce swoje od dzieciństwa Bogu poświęciwszy, od wszelkiéj próżności światowéj daleka, taką się okazała w stanie małżeńskim Jadwiga, a przez co małżonka swojego doskonałego chrześcijanina, zbawiennym wpływem i własnym przykładem do jeszcze gorliwszéj pobożności pobudziła.

Dziatki któremi ich Pan Bóg udarował, wychowała w bojaźni Bożéj, przykładem własnym do wszelkich cnót chrześcijańskich je zaprawiając. Książęcy dwór utrzymywała na téj stopie, aby się na nim wszyscy nieposzlkowanemi obyczajami odznaczali. Za przyboczne swoje panie brała tylko te które się szczególną odznaczały pobożnością, niecierpiąc pomiędzy niemi nietylko żadnego zgorszenia, lecz nawet cienia płochości. Przestrzegała także, ażeby nie dopuszczano się grzechu obmowy, tak zwykle na wielkim świecie popełnianego; mawiała bowiem, że obmówca dwie dusze zabija i swoję i tego kto go chętnie słucha. Dla poddanych swojego obszernego państwa była prawdziwie matką najtroskliwszą: najchętniéj za każdym z nich wstawiała się do książęcia męża swojego, i skoro się dowiedziała o jakim ucisku biedniejszych, zaraz się oto przed nim uskarżała. Na rządców we własnych dobrach a nadzwyczaj rozległych, wybierała ludzi nieposzlakowanéj prawości, zalecając im jak największe dla włościan miłosierdzie, a od czasu do czasu wysyłała tam swoich kapelanów, aby ściśle dochodzi, czy czasem jakiéj niesprawiedliwości nie dopuszczają się ciż rządcowie względem jéj poddanych. Oszczędna na próżne i zbytkowne wydatki, tak hojne czyniła jałmużny, że z ogromnych dochodów których była panią, ledwie setną część na własne używała potrzeby, a resztę obracała na miłosierne uczynki. Wspierała ubogie duchowieństwo, kościoły wspaniałe budowała, zakładała i uposażała klasztory tak męzkie jak żeńskie. Wywdzięczając się Cysterkom, u których była wychowana, założyła dla nich klasztor w Trzebnicy, który tak hojnie zaopatrzyła, że oprócz przeszło stu zakonnic które tam mieszkały, mogło jeszcze przy nim, wedle myśli założyielki, tysiąc osób jużto wychowanie odbierać, już mieć na całe życie utrzymanie. Przytém nietylko wspierała po książęcemu ubogich, lecz miała kilkunastu chorych umieszczonych przy pałacu, którym sama wszelkie oddawała usługi. Także trzynastu biednym codziennie rozdawała obiad, zanim sama do książęcego stołu zasiadła. Ażeby się téj zasługi żadnego dnia nie pozbawiać, gdy po kraju podróżowała, trzynastu ubogich wozić kazała za sobą. Więźniów za długi trzymanych, wykupywała. W latach w których przewidywała głód z powodu nieurodzajów, robiła wielkie po własnych włościach zapasy zboża, a gdy głód nadszedł, kazała po całém państwie obwoływać żeby lud ubogi do jéj spichrzów się udawał, gdzie mu żywność bezpłatnie rozdawano. Mogła zaś tém bardziéj tak hojną być na biednych, że na własne potrzeby coraz mniéj wydawała. Prócz uroczystości dworskich, w których przywdziewać się kosztowniéj musiała, codziennie nosiła prostą szarą suknię.

Po ośmiu latach pożycia małżeńskiego, gdy trzech synów i trzy córki mężowi powiła, mając lat dwadzieścia, skłoniła małżonka do zachowania już odtąd dozgonnéj czystości, i do togo przed Biskupem ślubem się zobowiązali. Od téj pory Jadwiga, jakby najskromniejsza dziewica, już nigdy sam na sam z mężem nie pozostawała. Nawet gdy go doglądała w chorobie, miała zawsze przy sobie, jednę albo dwie panie dworskie. Od tego czasu także w ulubionym swoim klasztorze Trzebnickim przebywała, a nawet za zezwoleniem męża, habit przyoblekła, i wszystkie obowiązki surowéj Reguły spełniała jak najwierniéj. Ślubów jednak zakonnych nie uczyniła, a to dla tego, aby wielkiemi dostatkami jakie posiadała, mogła ciągle rozrządzać na korzyść ubogich. Sama zaś takie zachowywała ubóstwo, że nigdy habita nowego nie włożyła, lecz donaszała taki który już przez inne siostry zakonne dobrze był wytarty. Na pożywienie zbierała resztki chleba z ich stołu, lub to co po ubogich którym sama rozdawała żywność, pozostawało, mówiąc iż to co po nich dostaje, uważa jakby po Chrystusie dostawała, gdyż w każdym z nich samego Zbawiciela widzi. Obchodziła się téż z niemi z największym uszanowaniem i niekiedy im nogi całowała. Z szczególnym także była szacunkiem dla zakonnic, jako oblubienic tegoż Chrystusa Pana, i wszystko co od nich pochodziło, jakby za relikwie sobie poczytywała, tak dalece że używając wspólnego klasztornego ręcznika do otarcia twarzy, starała się ocierać tą jego częścią, która najwięcéj zabrudzona była. Wodę w któréj zakonnice nogi myły, używała za lekarstwo na kąpiel dla własnych dzieci gdy które z nich chore było, i zwykle tym jednym środkiem zdrowie im przywracała.

Mieszkając w klasztorze, w którym miała pociechę widzieć zakonnicą a późniéj przełożoną swoję córkę Gertrudę, przykładem własnym i wpływem, bardzo wiele dziewic i wdów z najmożniejszego stanu, do służby Bożéj powołała. Modlitwa jéj ustawiczną niejako była, miłosiernemi tylko uczynkami przeplatana: większą część nawet nocy, zwykle leżąc krzyżem, spędzała na niéj przed ołtarzem Matki Bożéj. Wtedy właśnie wielkie odbierała łaski. Razu pewnego, co nawet widziały inne zakonnice, Pan Jezus ukrzyżowany umieszczony nad ołtarzem przenajświętszéj Maryi Panny przed którym się modliła, ściągnął z krzyża prawą rękę i nią błogosławiąc Jadwigę, głośno przemówił w ta słowa: „Wysłuchana jest modlitwa twoja, to o co prosisz otrzymasz.”

Bardzo przytém pokutne prowadziła życie: prócz niedzieli, w każdy inny dzień, raz tylko około wieczora brała niewielki posiłek. We wtorki i czwartki jadała z masłem, w poniedziałki i soboty tylko trochę jarzyny, a środy i piątki o chlebie i wodzie suszyła. Pod habitem miała ciągła ostrą włosiennicę. W największe zimna, lekkim tylko zakonnym płaszczem okryta, pomimo mrozów i śniegów boso chodziła. Podczas ciężkiéj zimy spowiednik nakazał jéj nosić trzewiki; ona je pod płaszczem zawiesiła u pasa, a kiedy ojciec duchowny strofował ją o nieposłuszeństwo, Święta pokutnica pokornie i z uśmiechem tłómaczyła mu że przecież je nosi, i uprosiła aby jéj nie kazał na nogi ich wkładać. Sypiała zawsze na ziemi, a w chorobie, zaledwo pozwoliła aby jéj siennik posłano. Zadając sobie srogie biczowania, domagała się jeszcze aby i siostry jéj tę usługę wyrządzały, i usilną prośbą zmuszała że jéj nie oszczędzały.

Najdotkliwsze dopuszczenia Boże, znosiła z poddaniem się woli Jego przenajświętszéj i dziękczynieniem nawet. Gdy męża jéj w bitwie z Czechami zranionego wziął do niewoli Konrad książe Czeski, na wieść tę spokojnie rzekła tylko: „Ufam że Pan Bóg rychło go wyswobodzi.” A kiedy Konrad pomimo wszelkich starań uczynić tego nie chciał, i zabierało się do nowéj z nim z tego powodu wojny, święta Jadwiga, zapobiegając rozlewowi krwi chrześcijańskiéj, sama coprędzéj do tego książęcia się udała. Człowiek ten znany ze swojéj zawziętości i uporu, skoro ją ujrzał zmiękczał, męża jéj oddał, a tak i księcia wyrwała z niewoli, i pokój dla dwóch ludów pozyskała.

Podobnąż uległość woli Bożéj okazała po zgonie syna, na który nawet w cudowném widzeniu własnemi patrzała oczyma. Ten dowodząc wojskami chrześcijańskiemi przeciwko Tatarom, w krwawéj bitwie pod Lignicą poległ. Lubo oddalona od miejsca tego, Jadwiga duchem widziała całą bitwę: patrzała jak syn jéj przebity mieczem upadł z konia, a Tatarzy uciąwszy mu głowę, zatknęli ją na dzidę i obnosili naokoło zamku Lignickiego, dla postrachu oblężonych. Widzenie takowe objawiła zaraz Demundzie zakonnicy, która z nią najbliżéj przestawała, a potém i innym zakonnicom i swojej synowéj. W parę dni późniéj odebrana z pola bitwy wiadomość, stwierdziła jéj widzenie, a gdy siostry nad nią płakały, ona uklęknąwszy i podniosłszy oczy do Nieba rzekła: „Panie! dzięki Tobie żeś mi dał syna, który w obronie chrześcijaństwa życie swoje położył. Polecam Ci Boże mój, duszę jego, i nie wątpię że już ją do Siebie przygarnąć raczyłeś.”

O dniu swojéj śmierci, miała także objowienie, i niechorując jeszcze, nad zwyczaj kościelny uprosiła aby jéj udzielono Sakrament ostatniego namaszczenia, po którego przyjęciu niezwłocznie w śmiertelną zupadła chorobę. W chwili konania, wobec sióstr zgromadzonych zesłał Pan Bóg do niéj z Nieba wiele dusz błogosławionych, które witała po imieniu, w których liczbie były święte Magdalena, Tekla, Katarzyna, Urszula i inne. Długo z niemi po łacinie rozmawiała, i wśród togo, błogo zasnęła w Panu dnia 15 Października roku Pańskiego 1243.

Jak za życia wielu cudami słynęła, tak jeszcze bardziéj po śmierci. Żyjąc bowiem wielu ciężko chorych uzdrowiła, żegnając ich obrazkiem Matki Boskiéj, który zawsze miała przy sobie. Dwóch z powieszenia umarłych, modlitwą swoją wskrzesiła. Gdy w lat dwadzieścia cztery po jéj śmierci, Papież Klemens IV miał ją kanonizować, przygotowując się do tego, w czacie Mszy świętéj prosił Pana Boga, aby przez zasługi świętéj Jadwigi uzdrowił ślepą dziewicę obecną wtedy w kościele: cud ten nastąpił niezwłocznie i Papież w poczet ją Świętych wpisał.

Pożytek duchowny

Święta, któréj żywot przeczytałeś, dwiema szczególnie jaśniała cnotami: wzgardą zaszczytów i dostatków ziemskich, i miłosierdziem dla ubogich. Oblicz się z własném sumieniem czy nie żywisz w sercu żądzy wywyższenia i pragnienia bogactw doczesnych, dwóch uczuć najprzeciwniejszych duchowi Ewangelii świętéj, którym każdy chrześcijanin rządzić się koniecznie powinien; a także czy dla ubogich wedle możności jesteś miłosierny, bo tylko miłosierni dla bliźnich, miłosierdzia Bożego dla siebie dostępują.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionéj Jadwidze, dał łaskę wzgardzenia wielkościami tego świata, a całém życiem postępować pokorną drogą Twojego krzyża; spraw, abyśmy za jéj zasługami i przykładem, nauczyli się wzgardzić znikomemi téj ziemi roskoszami, i ująwszy się Twojego Krzyża, wszelkie przeciwności zwyciężali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 885–888.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 829–830

„Męża serce jej zaufa. Świadczy mu dobrze, a nigdy źle po wszystkie dni jego życia”, mówi Pismo święte, kreśląc obraz dobrej małżonki. „Wstaje ona rano rychło i daje pożywienie domownikom, a pokarm służebnicom. Opasuje siłą biodra swe i wzmacnia ramię, nie gaśnie jej światło nocą. Palce jej chwytają kądziel, trudni się wszystkim, a nigdy nie próżnuje. Jest miłosierną niewiastą, dłoń otwiera dla chorych a ramiona wyciąga ku biednym. Jest ostrożna, nie obawia się w zimie mrozu, gdyż domownicy podwójną noszą odzież. Siła i wdzięk są jej szatą. Jest białogłową, która otwiera usta mądrze, a której język jest prawem łagodności. Niewiasta, bojąca się Boga, będzie chwalona”. – Dwie przeto zalety powinny jaśnieć w chrześcijańskiej niewieście:

  1. Powinna być bogobojną i przestrzegać wiary w swej rodzinie. Cały dom zostaje pod jej zarządem. Sumienna i gorliwa w pełnieniu obowiązków na kazanych religią, łagodnością i dobrym przykładem powinna poruczoną swej pieczy rodzinę zachęcać do naśladowania. Utwierdzona w nauce wiary i moralności niechaj na to baczy, aby wszyscy domownicy szanowali religię, gdyż nieznajomość religii rodzi obojętność w wierze, która jest źródłem wielu grzechów i zdrożności. Chrześcijańska niewiasta nie pozwala, aby w jej domu przekraczano przykazania Boskie i kościelne. Bacznie uważa na to, aby w jej domu nie dopuszczano się niczego, co obraża skromność. Nie pozwala na czytanie ksiąg i gazet, obrażających wstyd i przyzwoitość; rano i wieczorem gromadzi wszystkich na wspólną modlitwę, połączoną z budującym czytaniem i nauką, i zaszczepia tym sposobem w swym otoczeniu ducha pokoju, zgody i pobożności.
  2. Troszczyć się powinna o czeladź i sługi. Troskliwość ta jest nader ważna, bo już Pismo święte mówi: „Dobry sługa niech ci będzie miły jak własna dusza”, a jeśli Pan Jezus każę miłować bliźniego jak siebie samego, to tym przykazaniem obejmuje i sługi. Święty Paweł mówi: „Kto nie ma starania o swoich i domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewiernego”. Dobra gospodyni miłuje sługi jakby należały do rodziny i widzi w nich istoty przeznaczone do szczęścia wiekuistego. Stara się osłodzić im ich przykry los, czuwa nad ich życiem i moralnością, gdyż niewierne Bogu sługi nie mogą być wierne państwu, a rozpustnym i niemoralnym życiem zatruwają dusze dzieci. Pani domu płaci im regularnie zasługi, nie wypowiada im służby bez ważnego powodu, a w razie choroby ma o nich macierzyńskie staranie. Szczęśliwy zaiste dom, którym zarządza białogłowa idąca w ślady świętej Jadwigi!
Tags: św Jadwiga Śląska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja księżna żona matka obmowa jałmużna ubóstwo władza kobiecość
2020-10-15

Św. Teresy, odnowicielki zakonu karmelitańskiego

Żyła około roku Pańskiego 1582.

(Żywot jej był napisany przez Jepeza, Biskupa Taraskońskiego jéj spowiednika.)

Święta Teresa urodziła się w mieście Avilla w Hiszpanii roku Pańskiego 1515. Była córką jednego ze znakomitych panów tego kraju Alfonsa Sanchez Zepede, i Beatryksy Zachumedy. Wychowana bogobojnie, w dzieciństwie już przedstawiała dowody zapowiadające przyszłą świątobliwość. Miało lat siedem, kiedy czytając z bratem mało co od niéj starszym, żywoty Świętych Pańskich, tak żywo zapragnęła ponieść śmierć za wiarę, że z tymże bratem wyszła potajemnie z domu rodzieielskiego z zamiarem udania się do Afryki pomiędzy niewiernych, aby tam dostąpić korony męczeńskiéj; lecz spotkał ich stryj w drodze, i przywiózł napowrót do domu. Tak ją już wtedy żywo przejmowała myśl o wieczności, że ciągle powtarzała: „A więc na zawsze! a więc bez końca!” Gdy nie powiodła się jéj wycieczka pomiędzy pogany, wybudowała sobie w ogrodzie chatkę jakby pustelniczą i tam kilka razy na dzień udawała się na modlitwę, wśród któréj już Duch Święty napełniał ją wielkiemi pociechami i darami, będącemi zadatkiem tych, które późniéj w tak wielkiéj obfitości miała odbierać.

Lecz co dobrego i świętego w duszy jéj zrodziło czytanie ksiąg pobożnych, wszystko czytanie powieści romansowych, od razu zniszczyło. To stało się powodem, że Teresa po stracie matki, zaledwie wchodząc w lata młodéj dziewicy, polubiła rozrywki światowe, stroje i zbytki. Byłaby niechybnie do smutnéj doszła ostateczności, gdyby nie to że zaraz po śmierci matki, obrała sobie za matkę przenajświętszą Maryą Pannę, i Jéj szczególnéj oddała się opiece. Wyrwała téż ją Marya z niebezpiecznéj drogi na którą wstąpiła. Ojciec człowiek bardzo bogobojny, widząc córkę zbyt światem zajętą, umieścił ją na pensyi w klasztorze panien Augustyanek. Po kilku dniach tam przebytych, Teresa inną się stała i dawna pobożność odżyła w jéj sercu. Przypisując to jedynie opiece Matki Bożéj, jeszcze serdeczniéj poleciła się Jéj macierzyniskiéj pieczy. Wtedy już powzięła myśl wstąpienia do klasztoru, lecz gdy się jeszcze wahała, utwierdziło ją w tém spotkanie w podróży którą z ojcem odbyła, jednego z jéj stryjów, który osiadłszy jakby na puszczy, wiódł życie bardzo świątobliwe a wkrótce potém czytanie listów świętego Hieronima, skłoniło ją ostatecznie, do opuszczenia świata.

Otrzymawszy na to błogosławieństwo i pozwolenie ojcowskie, wstąpiła do klasztoru panien Karmelitanek w Avilla, mając lat dziewiętnaście. Krok ten jednak kosztował ją nadzwyczaj wiele, jak to sama późniéj wyznawała, mówiąc że gdy opuszczała dom rodzicielski, zdawało się jej że tego nie przeżyje, tak się jéj serce od żalu krajało. Lecz skoro przywdziała habit zakonny, Pan Bóg wynagradzając męstwo z jakim przezwyciężyła dla Niego uczucia wrodzone, rozpalił w jéj sercu płomienie najgorętszéj Swojéj miłości, zalewając jéj duszę największemi niebieskiemi pociechami i łaskami, któremi wsparta, od pierwszego dnia wstąpienia do nowicyatu, objawiła cnoty doskonałéj zakonnicy. W umartwieniach ciała, posłuszeństwie, zaparciu własnéj woli i w darze modlitwy, wszystkie siostry przewyższała. Zapadła wkrótce potém na zdrowiu: wszakże w niczém to nie wstrzymywało jéj pokutnego życia, i po upłynionym roku uczyniła śluby uroczyste przejęta uczuciami najżywszéj radości i pobożności.

W klasztorze tym, nie było ścisłéj klauzury. Ojciec, dla poratowania jéj zdrowia, wziął ją do jednéj z sióstr rodzonych na wieś. Tam nie opuszczała wcale wszystkich zakonnych ćwiczeń, i coraz ściśléj się z Bogiem jednoczyła. Lecz zdrowie jéj coraz stawało się gorszém. Była już nawet chwila w któréj zdawało się że umrze, gdyż przez dni cztery jak nieżywa leżała, aż nakoniec udawszy się do pośrednictwa świętego Józefa, odzyskała zdrowie, i od téj pory, miała do tego Świętego przez całe życie szczególne nabożeństwo. Upewniała że o co tylko i kiedykolwiek prosiła Pana Boga za Jego pośrednictwem, zawsze wysłuchaną była. Stała się téż najgorliwszą apostołką nabożeństwa do tego świętego Partryarchy.

Lecz gdy odzyskała zdrowie co do ciała, okazało się że na duszy bardzo osłabła. Długi pobyt za klasztorem, jak to zwykle bywa, przygasił w jéj sercu pobożność. Kiedy wróciła do zgromadzenia, zaniedbała się we wszystkich zakonnych obowiązkach, najchętniéj przebywała w mównicy z osobami świeckiemi, a chociaż uchronił ją Pan Bóg pomimo tego od ciężkiego upadku, jednak z jednym z dalekich krewnych swoich utrzymywała stosunki przyjaźni uczciwéj wprawdzie, lecz którą jéj serce zanadto było zajęte. Była już na brzegu przepaści, ale i z téj znowu matka jéj niebieska wyratować ją raczyła. Spotkanie spowiednika, który wymógł na niéj aby bądź co bądź codziennéj modlitwy myślnéj nie opuszczała, czytanie wyznań Świętego Augustyna, objawienie się jéj Pana Jezusa ubiczowanego, nakoniec widzenie które miała miejsca w piekle, jakie ją czeka, jeśli na drodze na któréj się znajduje dłużéj pozostanie, wszystko to najzbawienniéj na nią wpłynęło. Teresa wróciła do wszystkich ćwiczeń zakonnych i pobożnych, i już od nich nigdy nieodstępując doszła do tego wysokiego stopnia zjednoczenia z Bogiem, jakiego mało która dusza na téj ziemi dostępowała, i stała się uczestniczką najszczególniejszych łask i darów niebieskich.

Wszakże na samym do tego wstępie, nową próbę podobało się Panu Boga zesłać na nią. Wysokie dary modlitwy, łaski najszczególniejsze jakie na niéj odbierała, życie nadzwyczaj umartwione jakie pod każdym względem zaczęła prowadzić, niesłychane pokuty jakie sobie zadawała, wszystko to nietylko jéj siostry zakonne lecz i jéj spowiednicy poczytywali za złudzenia i sprawę szatańską. Trudno wypowiedzieć, jakich przykrości, niepokojących ją zwątpień, i wewnętrznych utrapień stało to dla świętéj Teresy źródłem. Pokorna i nieufająca sobie, polegała na zdaniu drugich, a szczególnie kapłanów, ale nie było w jéj mocy. oprzeć się tym wszystkim nadzwyczajnym łaskom które wszyscy właśnie za sprawę złego ducha poczytywali, a któremi w istocie, Sam Pan Bóg co raz hojniéj ją obdarzał. Byłyto więc jak sama późniéj o tém pisała, męki wyobrażenie przechodzące! Aż nakoniec, spotkanie dwóch wielkich Świętych i wielkich mistrzów życia wewnętrznego: świętego Franciszka Borgiasza i świętego Piotra z Alkantary, których przewodnictwu się poddała, uspokoiło ją w téj mierze najzupełniéj i na zawsze.

Od téj téż chwili już nie postępowała, lecz leciała po drodze najżywszéj doskonałości, a szczególnie gdy razu pewnego na modlitwie, objawił się jéj Pan Jezus i rzekł do niéj: „Córko moja, chcę abyś odtąd żadnéj z ludźmi nie zawiązywała przyjaźni, a tylko z Aniołami obcowała.” Lecz i tu nowe, a ciężkie czekały ją przejścia. Pan Bóg dopuścił na nią najstraszniejsze wewnętrzne oschłości. Wszelako chociaż to trwało aż przez całe lat dwadzieścia, wśród tego Święta w dążeniu do najwyższéj doskonałości nie ustawała wcale, większe jeszcze skarbiła sobie walcząc z takiego rodzaju trudnościami zasługi, a co najszczególniejsza, ślubem nawet zobowiązała się do wykonywania zawsze tego, co doskonalszém i milszém Bogu będzie widziała.

Klasztor do którego należała, jak wszystkie podówczas klasztory Karmelitanek, na mocy otrzymanych od Stolicy Apostolskiéj zwolnień, bardzo był odstąpił od ścisłości pierwotnéj swojéj Reguły. Razu pewnego święta Teresa, ubolewała nad tém rozmawiając z trzema osobami: ze swoją siostrzenicą, która była na pensyi w tymże klasztorze, z pewną zakonnicą która z nią była w ściślejszéj zażyłości, i z obecną wtedy panią świecką, osobą bardzo pobożną. Te podały jéj myśl założenia nowego klasztoru, w którymby pierwotna Reguła Karmelitańska, w całéj ścisłości zachowaną być mogła, i na to też jéj siostrzenica bardzo bogata, ofiarowała cały swój majątek. Święta zrazu nie śmiała podjąć się tak trudnego dzieła. Lecz, gdy na modlitwie objawił się jéj Pan Jezus i nakazał to wyraźnie, a następnie gdy święty Piotr z Alkantary, podówczas jéj spowiednik, utwierdził ją w tém zamiarze, Teresa przedsięwzięła tę wielką i świętą sprawę. Uzyskawszy na to upoważnienie od Stolicy Apostolskiej, nabyła dom i w témże mieście Avilla, pierwszy klasztor odnowionéj ścisłéj Reguły Karmelitańskiéj założyła.

To pobudziło przeciw niéj nietylko wiele świeckich osób, nietylko najwyższych urzędników kraju, lecz i duchownych a nawet zakonników i zakonnice, innych rozwolnionych klasztorów, a w téj liczbie i jéj przełożonych. Nie było téż rodzaju trudności, przeciwności, prześladowania, i to ze wszystkich stron, którychby święta Teresa znosić nie musiała, przeprowadzając to dzieło, do którego ją Pan Bóg powołał. Przyszło nawet do tego, że ją oskarżono jako podejrzaną o wiarę, i karami kościelnemi dotknięto. Wszystko to jednak przezwyciężyła mężnie. Że zaś Sam Pan Bóg natchnął jéj to przedsięwzięcie, więc téż w końcu, tak pokierował sercami Papieża, i Biskupa miejscowego, i jenerała Karmelitańskiego, że w przeciągu kilkunastu lat, nietylko trzydzieści dwa klasztory, téj swojéj reformy i według ustaw które sama nadała założyła, lecz poparta w tém upoważnieniem Stolicy Apostoskiéj, z woli jenerała Karmelitańskiego, za pomocą świętego Jana od Krzyża Karmelity, takąż samę reformę, to jest ścisłość pierwotną Reguły, w wielkiéj liczbie męzkich klasztorów Karmelitańskich wprowadziła.

Wśród nadzwyczajnego natłoku spowodowanych przez to zajęć, nie ustawała w pracy około własnego uświątobliwienia. Przyświecając siostrom, a raczéj córkom i synom swoim duchownym, najwyższémi cnotami zakonnemi, ciało coraz ostrzejszemi umartwieniami trapiła, bez względu na to że na zdrowiu coraz bardziéj upadając, szczególnie przez ostatnie czternaście lat życia, ciężkim i bolesnym chorobom podlegała. Lecz dla niéj cierpień nigdy dość nie było, bo tak święcie rozmiłowana była w krzyżu Pańskim, że często słyszano ją mówiącą do Boga. „Panie! albo umrzeć albo cierpieć.”

Z rozkazu spowiednika napisała własny swój żywot, a także kilka innych dzieł tyczących się życia wewnętrznego, które ją stawiają w rzędzie pierwszych kościelnych pisarzy, a niektórzy nawet nazywają ją matką Kościoła, to jest poczytują że przez pisma swoje i nauki w nich zawarte, podobną się stała do tych wielkich świeczników chrześcijaństwa, których ojcami Kościoła nazywają.

Na pewien czas przed śmiercią odstąpiły owe oschłości wewnętrzne tak długo ją trapiące, i już jakby bez miary zsyłał na nią Pan Bóg łaski i pociechy, tak że niekiedy wśród nich na modlitwie wołała: „Panie albo serce moje rozszerz, albo pociech Twoich ujmij.” Nie tak chorobą i wiekiem znękana, jak raczéj niepojętemi płomieniami miłości Boga palona, ta wielka Święta doszła była do chwili w któréj od tego uczucia już dłużéj żyć nie mogła. Znajdując się w klasztorze w mieście Alva, nagle upadła zupełnie na siłach. Wtedy przyjąwszy ostatnie Sakramenta święte, utwierdzając córki swoje w ducha powołania, z uczucia najgłębszéj pokory przepraszając je za zgorszenia jakie im w życiu swojém dać mogła, wpadła w zachwycenie, i poszła do Nieba, w dzień świętego Franciszka Serafickiego, do którego właśnie miłością seraficzną którą pałało jéj serce, była tak podobną! Umarła roku Pańskiego 1582. Kanonizowaną została prze Papieża Grzegorza XV.

Pożytek duchowny

Opieka Matki Bożéj którą Święta Teresa za matkę swoję niebieską obrała, nietylko po kilkakroć zatrzymała ją nad brzegiem przepaści w któréj mogła na wieki zgubić duszę swoję, lecz wyjednała dla niéj łaski, z któremi stała się ona jedną z największych Świętych w Kościele Bożym. Obierz i ty przenajświętszą Maryą Pannę za matkę twoję niebieską; jako taką czcij Ją serdecznie, a doznasz skutków Jéj przemożnéj i litościwéj opieki nad sobą.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj nas Boże Zbawicielu nasz, ażebyśmy weseląc się uroczystością błogosławionéj Teresy dziewicy Twojéj, przejęli się niebieskiemi naukami jakie nam zostawiła i w świętéj pobożności nabierali wzrostu. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 882–885.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 832–833

Myśli z pism świętej Teresy:

„Masz tylko jednego Boga, jedną duszę, jedno życie. Jeśli obrazisz Boga, nie znajdziesz pomocy u drugiego. Jeżeli zgubisz duszę, nie będziesz miał drugiej, którą byś mógł zbawić. Jeżeli raz umrzesz, nie będziesz miał drugiego życia na poprawę złego. Ta myśl powinna cię wstrzymać od grzechu. Tęsknij za oglądaniem oblicza Boskiego, nie miej innej obawy, jak obawę utraty Jego, innej boleści, jak boleść, że Go nie masz w sobie, innej nadziei, oprócz nadziei pozyskania Go sobie”.

„Modlitwa jest drogą do Nieba i bramą, wiodącą do łask Pana. Mnie nigdy Bóg nie zostawił bez pociechy, a mówię to z doświadczenia. Kto się zaczął ćwiczyć w modlitwie, niech tego nigdy nie zaniecha, choćby jak najwięcej podlegał ułomnościom: modlitwa jest jedynym środkiem do poprawy”.

„Nie ma większej rozkoszy i pociechy, jak cierpieć dla Boga. Ciernista to droga, ale niezawodnie wiedzie do Nieba. Krzyż przeto winien być naszą pociechą i radością. Biada temu, komu krzyża kiedyś zabraknie”.

„Mów mało, zwłaszcza w towarzystwie. Nigdy nie wdawaj się w spory, zwłaszcza gdy chodzi o fraszki i rzeczy małej wagi”.

„Nie mów nigdy z przechwałką o sobie, swych zaletach, zdolnościach, urodzeniu, pokrewieństwie, chyba, gdy się to może na coś przydać; ale i wtedy nie przekraczaj granic pokory i skromności, pomnąc, że to niezasłużone dary Boże. Nigdy się nie uniewinniaj, chyba w razie konieczności”.

„Tak czyń wszystko, jakbyś miał Boga świadkiem. Jest to najpewniejsza droga postępowania w dobrym. Jeśliś wesoły, nie daj się nigdy uwieść zbytecznemu śmiechowi, radość twoja powinna być skromna, umiarkowana, budująca. Strzeż się dziwactwa, bo to razi w życiu rodzinnym i społecznym”.

„Hamuj swą ciekawość w sprawach wcale cię nie obchodzących, nie mów o nich, ani o nie pytaj. Nie dawaj ucha tym, co źle mówią o innych, ani sam nie mów źle o innych”.

„Nie karz nigdy podwładnych w gniewie, lecz czekaj, póki z gniewu nie ochłoniesz, jeśli pragniesz, aby kara twoja była skuteczna i sprawiedliwa”.

Tags: św Teresa z Avili „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja św Józef św Franciszek Borgiasz św Piotr z Alkantary św Jan od Krzyża cierpienie gniew
2020-10-09

Św. Dyonizego Areopagity i jego Towarzyszów, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 117.

(Życie ich napisane było przez Metafrasta.)

Święty Dyonizy za zmakomitéj rodziny Albeńskiéj, przyszedł na świat wkrótce po narodzeniu Chrystusa Pana. Wychowany jak najstaranniéj lecz w pogańskich zasadach, oddał się szczególnie nauce filozofii i astronomii, i taki w tych umiejętnościach postęp uczynił, że stał się jednym z najuczeńszych w owym wieku w całym świecie filozofem i astronomem. Dla lepszego w matematyce wyćwiczenią się, przebywał nawet pewien czas w Heliopolis, w którémto mieście ta nauka wysoko kwitnęła. Gdy tam mieszkał nastąpiła śmierc Zbowiciela, a przy niéj owo cudowne zaćmienie słońca, które cały świat ogarnęło. Dyonizy, jako biegły astronom wiedząc iż przypadło nie w porze w któréj z naturalnych przyczyn przyjśćby mogło, zawołał z przerażeniem: „Albo Stwórca natury cierpi, albo cała budowa stworzonego świata rozpada się.” Po powrocie do Aten tak się odznaczył nauką, wymową i bystrym rozumem, iż pomimo tego że wówczas był jeszcze młodym, wyniesiono go na godność jednego z pierwszych sędziów Areopagu Ateńskiego. Byłto zaś najwyższy trybunał Grecki, słynący w całym ówczesnym świecie z mądrości i sprawiedliwości swoich wyroków, tak dalece iż nawet obce narody poddały pod jego rozsądzenie najważniejsze i najbardziéj zawikłane sprawy. Dyonizy największéj używał powagi w tém sądowniczém gronie.

Pod tę porę do Aten przybył święty Paweł Apostoł. Kazania jego nadzwyczajny wpływ wywarły: wielka liczba pogan nawróciła się a nawet kilku członków owego najwyższego Areopagu, a między nimi i Dyonizy. Zawiązał on bliższe z Pawłem świętym stosunki, a zagrzany miłością Chrystusa, zrzekł się swoich godności, większą część majątku rozdał na ubogich, i przez lat trzy nie odstępował Apostoła narodów, towarzysząc mu w jego misyonarskich wycieczkach. W rozmowach to jakie z nim miewał, a w których święty Paweł zwierzał ma ta tajemnice które w zachwyceniach swoich aż do trzeciego Nieba miał odkryte, nabył święty Dyonizy najgłębszych wiadomości o Bogu, które, jakto po dziś dzień widzieć można z dzieł jego, uczyniły go niezrównanym mistrzem teologii mistycznéj, to jest nauki o najgłębszych tajemnicach, odnoszących się do Istoty Boga.

Gdy w Atenach liczba chrześcijan się powiększyła, święty Apostoł, wyświęcił Dyonizego na Biskupa tego miasta. Przyobleczony tą godnością, obdarzony nadzwyczajnemi łaskami, w których dawał mu Pan Bóg nadprzyrodzone oświecenia tyczące się istności i natury samego Bóstwa, przy genialnych naturalnych zdolnościach i wielkiéj nauce, święty Dyonizy w krótkim czasie zajaśniał w Kościele Bożym, jako jeden z Doktorów. Dzieła jego o Hierarchii Kościelnéj, o Imionach Boskich i inne, są pod tym względem dotąd niezrównanym w piśmiennietwie kościelném skarbem.

Miał on także szczęście widzieć przenajświętszą Maryę Pannę, dla któréj poznania, jak sam pisze, odbył umyślnie podróż do Efezu, gdzie wtedy Matka Boża przebywała u świętego Jana Ewangelisty. Taką zaś czcią był ku Niéj przejęty, że, jakto także w jednym z dzieł swoich powiada, kiedy Ją poznał, byłby Ją wziął za Bóstwo, gdyby nie to, że wiara uczyła go iż Bóg jest tylko jeden. Znajdował się także w Jerozolimie przy Uśnięciu to jest przy śmierci przenajświętszéj Maryi Panny, i wszystkie tego szczegóły jak również i Jéj Wniebowzięcia, jako naoczny świadek a tak wysokiéj powagi, podobnież w pismach swoich pozostawił, a takie właśnie, jakieśmy pod dniem 15 Sierpnia podali.

Kiedy Dyonizy w Efszie widział się z przenajświętszą Panną i ze świętym Janem, za ich poradą powziął myśl udania się w inne części świata, dla opowiadania Ewangelii. Wyświęciwszy więc w swoje miejsce na Biskupa Ateńskiego świętego Publiusza, sam w towarzystwie Rustyka Kapłana i Eleuteryusza Dyakona, najulubieńszych uczniów swoich, udał się do Rzymu, aby sam Papież święty Klemens, wskazał mu w jakie kraje ma iść ogłaszać wiarę w Chrystusa. Ten Ojciec Święty, widząc, że kraina Gallów, to jest dzisiejsza Francya, pogrążona wówczas w pogaństwie, potrzebowała mężów apostolskich, tam świętego Dyonizego przeznaczył. Przyłączył się do niego jeszcze i święty Ryul, uczeń świętego Jana Ewangelisty i kilku innych świętych a gorliwych w winnicy Pańskiéj pracowników, z którymi Dyonizy, mając zawsze z sobą Rustyka i Eleutera, puścił się do Gallii.

Przybyli najprzód do miasta Arlu (Arles), gdzie już pewną liczbę chrześcijan ochrzczonych przez świętego Trofima zastali. Tam pozostawił Dyonizy świętego Ryula, wyświęciwszy go na Biskupa, a sam zresztą swoich towarzyszy, udał się do Paryża, który wówczas był niewielkiém miastem, zawartém tylko w téj części która po dziś dzień, wyspę na rzece Sekwanie stanowi. Skoro tam przybył, tłum ludu go otoczył. Dyonizy obdarzony jak wielu Apostołów darem języków, miał do nich kazanie, po którém niezwłocznie wielka liczba o Chrzest święty go prosiła. Następnych dni, toż samo miało miejsce: a szczególnie gdy Dyonizy kilka cudów uczynił, ludność już wtedy całemi tłumami, do wiary się nawracała. Wkrótce powznoszono tam kościoły: pierwszy na cześć Trójcy przenajświętszéj, a drugi pod wezwaniem przenajświętszéj Panny, i następnie kilka innych. Pierwszym z pogan który przyjął Chrzest święty z rąk błogosławionego Dyonizego, był Lisbiusz, jeden z najzamoższych mieszkańców Paryża, a od którego najznakomitsza po dziś dzień rodzina książąt Montmoransów, ród swój wyprowadza.

Postępy jakie codzień czyniła wiara, głoszona przez świętego Dyonizego i jego towarzyszy, pobudziły nakoniec przeciw nim pogan, a najbardziéj kapłanów pogańskich. Ci udali się do Fescyniusza Syzyna, Wielkorządcy Cesarskiego w Galli, z przedstawieniem że w skutek wpływu cudzoziemców przybyłych z Grecyi, jeśli się temu kresu nie położy, wiara pogańska w całym kraju zniknie. W skutek tedy takich zażaleń, Wielkorządca rozkazał niezwłocznie uwięzić przybyłych świętych opowiadaczy Ewangelii.

Świętego Dyonizego wraz z Rustykiem i Eleuterem schwytano w domu Lisbiusza u którego mieszkał. Widząc to Larcya żona Lisbiusza, zagorzała poganka, pośpieszyła do Wielkorządcy, z zawiadomieniem, że i mąż jéj jest chrześcijaninem. Zawezwał więc i jego przed siebie Fescyniusz, a gdy ten mężnie stał przy wyznaniu Chrystusa, ściąć go kazał w obecności świętego Dyonizego i jego towarzyszy, aby ich tém przerazić, i jak sądził łatwiéj do odstępstwa przywieść. Nie zachwiało to jednak wcale tych świętych Wyznawców, zaraz więc kazał ich odprowadzić do więzienia, a nazajutrz zadał im najokrutniejsze męki. Najprzód zbili ich strasznie, a gdy tę katuszę przetrwali głośno wielbiąc Boga, rozciągnęli Dyonizego na łożu żelazném, i podkładając podeń ogień pieczono go jak świętego Wawrzyńca. Lecz Święty głośno śpiewał ten wiersz psalmisty: „Ogniste bardzo słowo Twoje Panie, a sługa Twój rozmiłował się go” 1. Po pewnym czasie widząc Wielkorządca że, mu ogień najmniejszéj szkody nie czynil, kazał go wydać na pożarcie dzikim zwierzętom, ale te, jak to z wielu innymi świętymi Męczennikami zaszło, tknąć go nie chciały. Kazał więc go Fesceniusz, jeszcze do ciemnego więzienia zaprowadzić. Tam potajemnie zgromadziło się do niego wielu chrześcijan. Dyonizy odprawił Mszę świętą, i wszystkim rozdał Ciało i Krew Pańską, a w chwili gdy to czynił niebieska świałość nad nim zajaśniała i wśród niéj Sam Pan Jezus, chórem aniołów otoczony, się okazał.

Nazajutrz, tyran kazał ich znowu przed sobą stawić, i upominał aby cześć bożkom oddali, jeśli chcą przy życiu pozostać. Święty Dyoizy odpowiedział w imieniu wszystkich: „Na próżno nam grozisz: nic wiary naszéj nie zachwieje, pragniemy umrzeć za Chrystusa, który jest życiem naszém.” To słysząc Fesceniusz kazał wrzucić Dyonizogo w stos rozpalony, z którego on wyszedł żyw i zdrowy. Wtedy przybili go do krzyża, zkąd jak z kazalnicy miał naukę do ludu, a którego, takie cuda, wielką liczbę nawróciły. Przerażony tém Wielkorządca, wydał na sług Bożych wyrok na ścięcie.

Poprowadzono więc przez miasto Świętych, którym przewodniczył Dyonizy, już wtedy przeszło sto lat mający; a gdy na miejsce stracenia przyszli, ukląkł błogosławiony starzec i tak się modlił. „Boże któryś mnie stworzył, i świętą mądrością Twoją oświecił, otwierając przede mną tajemnice Twoje; któryś jak był ze mną wszędzie, tak i tu jesteś obecny; dziękuję Ci za wszystko coś przeze mnie ku czci Twojéj uczynić raczył, i że mnie już do Siebie powołujesz wraz z tymi braćmi moimi, przeznaczając nam koronę męczeńską. Przyjmij więc do miłosierdzia Twojego dusze nasze, i otocz opieką Twoją tych których przez krew Swoję a posługę naszę, Sobie pozyskałeś. Wielbijmy Ojca i Syna i Ducha świętego na wieki wieków.” A gdy wierni odrzekli „Amen” Dyonizy szyję pod miecz poddał i ściętym został, a z nim Rustyk i Eleuteryusz.

Lecz tu nastąpił cud jeden z największych: tułów bowiem świętego Dyonizego wstał na nogi, i głowę swoję wziąwszy w ręce, zaniósł ją o kilka wiorst za miasto, aż na to miejsce gdzie późniéj wierni kościół pod jego wezwaniem postawili. Cud ten nawrócił prawie cały naród, a jednę z pierwszych która wtedy o Chrzest prosiła była Larcya owa żona Lisbiusza która sama niezadługo potém śmierć męczeńską poniosła. Męczeństwo świętego Dyonizego i jego towarzyszów, nastąpiło dnia 9 Października roku Pańskiego 117.

Pożytek duchowny

Świety Dyonizy Areopagita, jeden z najpierwszych mędrców swojego czasu, największy w Kościele Bożym mistrz w wykładzie najszczytniejszych tajemnic Bóstwa, taką czcią przejęty został ku Matce Bożéj gdy ją ujrzał i poznał, że najdoskonalszą po Bogu i w doskonałości najbardziéj do Niego zbliżoną istotą Ją uznał. Niech Cię więc i to pobudza do tego, abyś po Bogu najwięcéj kochał Matkę Bożą, i po czci Boskiéj, Jéj cześć najgłębszą oddawał.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś w dniu dzisiejszym błogosławionego Dyonizego Męczennika Twojego i Biskupa, mężną wytrwałością w męczeństwie obdarzył, i któryś mu do opowiadania niewiernym chwały Twojéj Bustyka i Eleuteryusza za towarzyszów przydać raczył; daj nam prosimy, za ich przykładem, z miłości ku Tobie pomyślnościami tego Świata wzgardzać, i żadnych doczesnych przeciwności nie obawiać się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 863–865.

Footnotes:

1

Psalm. CXVIII. 140.

Tags: św Dionizy Areopagita „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Męka sędzia sprawiedliwość św Paweł Maryja św Jan Ewangelista Wniebowzięcie Francja św Wawrzyniec
2020-10-06

Św. Brunona, Założyciela Kartuzów

Żył około roku Pańskiego 1101.

(Żywot jego był napisany przez błogosławionego Gwidona, z tegoż zakonu kapłana, za Jego czasów żyjącego.)

Święty Bruno ze znakomitéj i zamożnéj rodziny Westfalskiéj pochodzący, urodził się w Kolonii roku Pańskiego 1060. Wielkie od dzieciństwa mając do Matki Bożéj nabożeństwo, zawdzięczał Jéj łaskę nieskazitelnéj czystości, którą dochował chociaż wychowany był wśród wielkich zbytków i pierwsze lata na wielkim świecie spędził. W naukach znakomity postęp uczyniwszy, na uniwersytecie Paryskim otrzymał stopień Doktora, a biegły szczególnie w Teologii i Filozofii, téj ostatniéj nauki objął tam profesorską katedrę. Wkrótce zasłynął nietylko świetnym wykładem który ściągał na jego prelekcye najznakomitszych słuchaczów, lecz i wysoką świątobliwością. Święty Annon biskup Koloński, pragnąc go mieć w swojéj Dyecezyi która była jego ojczyzną, zawezwał go do siebie, skłonił do wstąpienia do stanu duchownego, i wkrótce po wyświęceniu na kapłaństwo uczynił kanonikiem katedralnym. Po śmierci świętego Annona, Bruno został kanclerzem katedry Remeńskiéj (Reims) i Rektorem akademii tegoż miasta.

Przyświecał na téj godności najwyższemi cnotami kapłańskiemi, a z wielkiéj przytém nauki i gorliwości w całym Kościele poważany był, jako jeden z najznakomitszych swojego czasu Prałatów. To téż, gdy niejaki Manases, który nieprawnie wdarł się był na Biskupstwo Remeńskie, przez stolicę apostolską złożony z niego został, duchowieństwo jednogłośnie Brunona na jego miejsce wybrało. Święty skoro dowiedział się o tém uszedł tajemnie, i krył się tak długo, aż inny obrany i obsadzony na téj stolicy został.

Bruno wyszedłszy ze swojego ukrycia udał się na pewien czas do Paryża, gdzie był świadkiem jednego z najstraszniejszych zdarzeń jakie kiedy zaszły. Umarł był wtedy pewien znakomity profesor uniwersytetu, przyjaciel Brunona, kanonik Rajmund Diokres, mąż powszechnie poważany i który przy śmierci przyjął był ostatnie Sakramenta święte. Gdy z wielką uroczystością odprawiano przy ciele jego egzekwie, a w czwartéj części pacierzy za zmarłych śpiewano te słowa Responde mihi „Odpowiedz mi”, umarły podniósł głowę na katafalku, i żałośnym głosem zawołał: „Stawiony jestem na straszny sąd Boży.” Przeraziło to wszystkich, i odłożono z tego powodu nabożeństwo na dzień następny, w którym zgromadziło się jeszcze więcéj osób; a gdy znowu powyższe słowa pacierzy odczytano, umarły jeszcze głośniéj i jeszcze żałośniéj odezwał się: „Sądzony jestem strasznym sądem Bożym.” Przestrach był nadzwyczajny i postanowiono i tą razą nie robić pogrzebu. Trzeciego dnia Katedra już tłumu ludzi pomieścić nie mogła, a po raz trzeci po tychże słowach Lekcyi brewiarzowéj „/odpowiedz mi/” umarły przeraźliwym krzykiem zawołał: „Potępiony jestem na wieki, sprawiedliwym sądem Bożym, i żadne modlitwy już mi nie pomogą.” Jakie wrażenie wywarło to na wszystkich, łatwo sobie wystawić.

Bruno wróciwszy do mieszkania, niezwłocznie postanowił opuścić świat, udać się na odludną puszczę, i tam w najostrzejszéj pokucie zapewniać sobie zbawienie, którego jak to dopiero przekonał się, nie dostąpił człowiek uchodzący powszechnie za świątobliwego, a za jakiego i on go zawsze poczytywał, i który umarł opatrzony Sakramentami świętemi. Tegoż wieczora zebrało się do Brunona sześciu jego najbliższych przyjaciół, równie jak wtedy wszyscy, straszném zdarzeniem zaszłém w Katedrze przerażonych. Zwierzył się im ze swoich zamiarów Święty i rzekł: „Drodzy przyjaciele, widzicie jak straszne i niezbadane są wyroki Boże! Człowiek który jak się nam wszystkim zdawało wiódł życie przykładne, potępiony został: któż o siebie nie zadrży? To co ten nieszczęsny zmarły objawił, nie dla siebie to uczynił, bo mu już nie pomocy przynieść nie może, lecz dozwolił mu tego Pan Bóg dla naszéj nauki. Co do mnie, postanowiłem zrzec się wszystkich moich godności, dochodów i majątku, opuścić świat, udać się na puszczę i tam przez resztę życia czynić pokutę.” Usłyszawszy to przyjaciele jego, oświadczyli iż to samo uczynią i chcą ma towarzyszyć. Bylito trzéj kanonicy, jeden kapłan i dwóch świeckich, znakomitych nauką i urodzeniem, młodzieńców.

Gdy zastanawiali się nad wyborem miejsca na którémby osiedli, jeden z kanoników poddał myśl aby udać się do świętego Hugona biskupa Gracionapolitańskiego (Grenoble), który posiadał odludną i dziką puszczę zwaną Kartuzyą, i prosić go aby pozwolił im tam osiąść. Przybywszy do świętego Hugona otrzymali bez trudności to o co go prosili, gdyż on w nocy poprzedzającéj przyjście do niego tych siedmiu pustelników, miał we śnie następujące widzenie. Okazało się mu siedem gwiazd unoszących się nad samą ziemią, i posuwających się przed nim. Gdy poszedł za niemi zaprowadziły go one właśnie na tęż puszczę Kartuzką, i na niéj ujrzał wspaniały kościoł który w oczach jego Aniołowie z rozkazu Boskiego wznosili. Upatrując przeto w widzeniu takowém cudowne zapowiedzenie mu przybycia do niego siedmiu świątobliwych sług Bożych mających zamiar osiąść na tém miejscu, podarował im tę całą swoję posiadłość, zastrzegając nawet aby nikt w lasach téj puszczy polować nie mógł, i nie przerywał ciszy i samotności, jkiéj szukał Bruno ze swoimi towarzyszami. Tam wybudowali oni najprzód małą kapliczkę pod wezwaniem Matki Bożéj, i siedem ubogich chatek trochę odległych jedna od drugiéj, w których osiedli, i zaczęli wieść życie tak ostre jak pustelnicy puszcz egipskich. Cały czas pracy ręcznéj i bogomyślności poświęcali, zostając pod przewodnictwem Brunona, który wszystkich cnotami najświątobliwszego pustelnika pokorą, miłością i ostrością życia przewyższał. I tym sposobem powstało to nowe Zgromadzenie pustelnicze, od miejsca tego zakonem Kartuzów późniéj nazwane,

Zakonnicy ci prócz zwykłych trzech ślubów zakonnych, wykonywają i czwarty, nieużywania mięsa w razie nawet najcięższéj choroby, i od tego nigdy o zwolnienie żaden nie prosił. Kartuzi wiodą życie jak najściléj odosobnione, i zgoła ze światem nie mają stosunku; mieszkają w oddzielnych małych pustelniach, schodząc się tylko na wspólne pacierze do kościoła, i ciągłe zachowują milczenie.

Lecz nie długo na puszczy swojéj święty Bruno zażywał szczęścia pustelniczego żywota. Papież Urban IT, który był uczniem jego w Paryżu i wielce go poważał, zawezwał go do Rzymu, chcąc go mieć przy sobie dla porady w najważniejszych sprawach Kościoła. Towarzysze jego samotności rozstać się z nim nie chcieli, i wraz z nim udali się do Rzymu. Lecz zatęskniwszy za puszczą, wrócili do Kartuzyi, czego Brunonowi Papież uczynić nie dozwolił. Wszakże, pozbawieni swojego ojca i przewodnika, wpadli w wielkie zniechęcenie, i już zamyślali się rozejść, gdy objawiła się im Matka Boża, utwierdziła w powołaniu, i przyrzekła że rozciągnie Swoję szczególną nad tym Zakonem opiekę, byle na Jéj cześć odmawiano codziennie pacierze o Niéj, zwane Officium parvum, co Kartuzi jak najwierniéj zawsze dopełniają.

Święty Bruno, niemogąc uzyskać u Papieża pozwolenia na połączenie się ze swoimi zakonnikami na puszczy, pisywał do nich listy, któremi chociaż nieobecny, ożywiał ich swoim duchem, i utwierdzał w zawodzie życia pastelniczego. Lecz gdy Urban II przekonał się że dłuższy pobyt na dworze Papiezkim zbyt mu był dolegliwym, z żalem wprawdzie lecz pozwolił mu nakoniec Rzym opuścić. Włady właśnie przybyła deputacya z Reżio w Kalabryi, zapraszająca go na Biskupstwo tego miasta. Papież z wielkiém zadowoleniem zgadzał się na to, lecz sługa Boży tak usilnie prosił aby mu pozwolił nie przyjąć téj godności, że Ojciec święty nie chciał go zmuszać, sam zaś udał się pod tę porę do Francyi. Bruno obawiając się aby Papież gdy bliżéj będzie Kartuzyi, nie zawezwał go znowu z tego miejsca do siebie, już nie tam, lecz w góry Kalabryjskie we Włoszech udał się, i na paszczy zwanéj Skwilacka, z kilku uczniami, których pozyskał w Rzymie, założył klasztor, prowadząc z nimi taki sam rodzaj życia jak w Kartuzyi.

Razu pewnego, Roger książe panujący nad tą krainą, polując w lasach okolicznych, natrafił na pustelnię Brunona. Poznawszy w nim wielkiego Świętego, serdecznie się w nim rozmiłował, obdarzył klasztor rozległemi posiadłościami, i często późniéj przybywał do Brunona, dla zasięgnięcia jego rady w rzeczach tyczących się sumienia. Wkrótce téż Pan Bóg nagrodził mu tę jego cześć dla sługi Swojego. Gdy książe ten oblegał miasto Kapuę, byłby padł ofiarą zdrady jednego ze swoich dowodców który miał zamiar go zamordować, gdyby nie to że Brano przebywający w swojéj samotni w Kalabri, okazał mu się we śnie, i spisek na jego życie wykrył.

Nasz Święty żył na puszczy Skwilackiéj już tylko lat pięć, w przeciągu których ułożył Ustawy dla swojego Zakonu, i takowe posłał i do Kartuzyi. Mając sobie objawiony dzień śmierci, przyjął ostatnie Sakramenta, wobec braci zgromadzonych uczynił głośne wyznanie głównych artykułów wiary, i słodko zasnął w Panu dnia 6 Października roku Pańskiego 1101, mając lat pięćdziesiąt.

Zakon jego nigdy wprawdzie tak wiele klasztorów nie liczył, jak zakony niektórych innych Reguł, lecz tém się odznaczył, że po dziś dzień w żadnym od ścisłości pierwotnych ustaw nigdy nie odstąpiono, i prawie jedynym wyjątkiem, jest to Zgromadzenie które nigdy reformy nie potrzebowało. „Kartuzi, pisze o nich uczony i świątobliwy kardynał Bona, są ciągle podziwem świata całego. Żyją na ziemi jakby ciał nie mieli; sąto ziemscy Aniołowie przedstawiający wiernie świętego Jana Chrzciciela na puszczy. Stanowią główną ozdobę Kościoła, jako dusze wybrane które na ziemi przebywając, obcują ciągłe w Niebie.” Kto aby raz miał pociechę patrzeć na nich bliżéj, ten prawdę tych słów uzna.

Pożytek duchowny

Widziałeś jak zbawiennie wpłynęło na świętego Brunona i jego towarzyszy, przerażające zdarzenie, przez które Pan Bóg objawił jak skrytemi, chociaż zawsze sprawiedliwymi, są sądy Jego. Niech ten przykład i ciebie zbawiennie przerazi, i przyniesie jeśli nie do takiego kroku do jakiego przywiódł tego Założyciela nowego pustelniczego zakonu, to przynajmniej niech cię skłoni o ściślejszego rachowania się z sumieniem.

Modlitwa (Kościelna)

Niech nas wspomaga, prosimy Cię Panie, pośrednictwo świętego Brunona wyznawcy Twojego; a gdyśmy majestat Twój najwyższy ciężko grzechami naszemi obrazili, niech nam jego wstawienie się i jego zasługi, wyjednają przebaczenie wszystkich win naszych. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 854–856.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 806

Ludzie nie wierzący twierdzą, jakoby zakony były niepotrzebne; że nie tylko nie ma z nich żadnego pożytku, ale co gorsza są szkodliwe dla społeczeństwa. Ponieważ i u nas dość często rozlegają się takie głosy, dlatego z okazji rozważania żywotu św. Brunona, założyciela zakonu, choćby pokrótce zajmijmy się tą sprawą.

  1. Zakony jako zgromadzenia ludzi, którzy wyrzekli się własności a nawet wolności osobistej, dają światu przykład dobrowolnego umartwienia, życiem swoim upominają i zachęcają ludzi żyjących w świecie do panowania nad sobą i walki ze zmysłowymi skłonnościami. Dla wielu przykład ten jest bardzo pożyteczny, ale ludziom nie mającym Boga w sercu jest on niemiły, tak samo jak pogrzeby i cmentarze, które w nieodparty sposób śmierć na myśl przywodzą. Drugą przyczyną, że tacy ludzie nienawidzą zakonów, jest to, że te pobożne zgromadzenia są silnym wałem obronnym przeciw niewierze. Nie mówiąc już o nabożeństwach, odprawianych w kościołach klasztornych, o kazaniach, które głoszą kaznodzieje zakonni itd., iluż prac pożytecznych dla wiary, a nawet innych dziedzin życia ludzkiego, dokonano i dokonywa się w klasztorach! Dość wspomnieć liczne dzieła i pisma pobożne, które opracowują i wydają zakony, albo olbrzymie zasługi zakonów dla sztuki i nauki. Dlatego
  2. ci, którzy twierdzą, że zakonnicy prowadzą próżniaczy tryb życia, to ludzie złej woli albo nieświadomi rzeczy. „Nie jedzą chleba, próżnując" (Przyp. 31, 27). Pisarz francuski Wiktor Hugo mówi: „Zawsze modlę się za tych, którzy się nie modlą”. Zasada „Módl się i pracuj” nie jest w klasztorach pustym zwrotem. Widzimy przecież, iż zakonnicy obsługują chorych (jak na przykład Bonifratrzy, Siostry Miłosierdzia), nauczają młodzież (Pijarzy, Jezuici, Bracia szkolni), dopomagają w duszpasterstwie – głoszą kazania, słuchają spowiedzi (Franciszkanie, Dominikanie, Redemptoryści), uprawiają rolę (Trapiści, dawniej Benedyktyni). A choćbyśmy wzięli pod uwagę nawet zakony bogomyślne, nie prowadzące działalności zewnętrznej, których zresztą jest bardzo mało, to i ich istnienie nie jest bez pożytku dla społeczeństwa. Pomińmy już to, że ich klasztory, zwłaszcza zasobniejsze, czynią dużo dobrego dla okolicznej ludności; co ważniejsza, to że te zakony przez swe modlitwy i ćwiczenia pokutne spełniają rolę pośredników między Bogiem a grzesznym światem.

Krótko mówiąc, zakony należą do najpożyteczniejszych filarów, na których wspiera się Kościół, dlatego nie słuchajmy niedowiarków, lecz brońmy sławy tych zgromadzeń Bożych.

Tags: św Brunon „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja czystość nawrócenie piekło Officium parvum
2020-10-04

Przenajświętszéj Maryi Panny Różańcowéj (w pierwszą Niedzielę Października)

Święto to postanowione zostało około roku Pańskiego 1716.

(Szczegóły te wyjęte są z Brewiarza Rzymskiego i dziejów Kościoła.)

Święto przenajświętszéj Maryi Panny Różańcowéj, przypadające w pierwszą niedzielę miesiąca Października, postanowione zostało na uczczenie pamiątki kilku świetnych zwycięstw odniesionych przez wojska chrześcijańskie nad niewiernymi, a to za Matki Bożéj opieką, uproszoną właśnie przez nabożeństwo zwane Różańcem przenajświętszéj Maryi Panny.

Na początku XVI wieku, Turcy rozlawszy się w Europie i odniosłszy kilka stanowczych nad chrześcijańskiemi wojskami zwycięstw, zamierzali całą Europę zagrabić, a wyniszczywszy wiarę chrześcijańską, na kopule kościoła świętego Piotra w Rzymie, zamiast krzyża zatknąć półksiężyc, znamię muzułmańskiéj wiary. W roku Pańskim 1522, Soliman III zdobywszy Belgrad, a wkrótce potém wyspę Rodos, wkroczył do Węgier, zajął był miasta Budę, Peszt, Gran, posunął się ku Wiedniowi w Austryi, a jego wodzowie i wiele innych krain w Europie współcześnie pozdobywali. Następca jego Selim II, opanowawszy wyspę Cypr, zgromadził najliczniejszą jaka kiedy była fotę, z zamiarem zadania ostatecznéj porażki chrześcijanom, po któréj zagarnąwszy Włochy, stałby się panem całéj Europy.

Siły morskie chrześcijan, tak dalece były mniejsze od tureckich, iż żadnym sposobem zwycięstwa nad niemi spodziewać się nie można było; lecz bądź co bądź wypadało stawić im opór. Wtedy wojska chrześcijańskie zachęcone do tego przez Papieża Piusa V, wsiadając na okręty, oddały się pod szczególną opiekę Matki Bożéj, i siódmego Października roku Pańskiego 1571 pod Lepantem na Archipelagu leżącym spotkały się foty. Przed rozpoczęciem bitwy, wszyscy począwszy od wodza Don-Żuana Austryackiego, brata króla Hiszpańskiego, aż do ostatniego żołnierza, padli na kolana ponawiając swoje zaofiarowanie się Matce Bożéj, i z głośném wezwaniem Jéj przenajświętszego Imienia rzucili się do boju. Przez trzy godziny zaciętéj walki, zwycięstwo było wątpliwe, aż gdy Turcy stracili wodza swojego Halibaszę, wszczął się w ich szeregach największy nieład, i na głowę pobici zostali.

W tymże dniu i o tejże godzinie, święty Pius V Papież, w towarzystwie kilku Kardynałów, odbywał jakąś ważną naradę w Watykanie. Wtém przerywa ją, przystępując do okna i po chwili powiada do Kardynałów: „Zaniechajmy wszelkiéj innéj sprawy: idźcie i nakażcie dziękczynne modlitwy ludowi, za zwycięstwo jakie wojska nasze nad niewiernymi odniosły.” W kilka dni potém nadeszłe z placu boju wiadomości, przekonały o prawdziwości objawienia które miał ten święty Papież. Dla zawdzięczenia więc Matce Bożéj za to niewymowne dobrodziejstwo, ustanowił on na tenże dzień siódmy Października, święto przenajświętszéj Panny Zwzycięzkiéj, które Martyrologium Rzymskie tak ogłasza: „Święto przenajświętszéj Panny Zwycięzkiéj, które Papież Pius V, ustanowił na podziękowanie za świetne zwycięstwo jakie chrześcijanie odnieśli w dniu tym nad Turkami, w bitwie morskiéj za szczególną opieką Matki Bożéj.”

Że zaś nabożeństwo Różańca świętego które tak mile przyjmuje przenajświętsza Panna, a jaż dawno przed tém z największym dla Kościoła pożytkiem zaprowadzone, było jednym z środków jakich używał i święty Pius i podówczas wszyscy wierni, dla uproszenia zwycięstwa nad Turkami w tak stanowczéj chwili, więc nie wątpił ten Papież, że przez nabożeństwo Różańcowe to wielkie dobrodziejstwo u Pana Boga uproszoném zostało. Że jednak śmierć jego która wkrótce potém nastąpiła, nie dała mu czasu utrwalić téj pamiątki, więc Grzegorz XIII jego następca, dopełniając pobożnych zamiarów swojego poprzednika, postanowił aby w pierwszą niedzielę Października, we wszystkich kościołach ojców Dominikanów w których bractwo Różańcowe istniało, święto przenajświętszéj Panny Różańcowéj obchodzone było.

W blizko lat dwieście potém, potęga muzułmańska powtórnie zagroziła światu chrześcijańskiemu. Niezliczone hordy tych barbarzyńców, dostały się były powtórnie aż do Węgier i tam znowu pod Semlinem miała się stoczyć walna bitwa Turków z chrześcijańskiém wojskiem, dowodzoném przez Karola VI, obranego cesarzem rzymskim. Znowu więc wierni uciekli się do opieki Matki Boskiej, używając do tego szczególnie nabożeństwa Różańcowego; przyszła im téż w pomoc Królowa niebieska. Byłoto roku Pańskiego 1716, w dniu piątym Sierpnia, w którym przypada święto przenajświęjszéj Maryi Panny Śnieżnéj. Wierni wszędzie, a szczególnie w Rzymie, w kościele Maryi Panny Śnieżnéj, z wielką gorącością ducha polecali jej opiece sprawę chrześcijaństwa całego, która w stanowczéj bitwie nastąpić mającéj, rozstrzygnąć się miała. Bitwa téż ta w istocie zaszła w tymże dniu, a w chwili gdy z tego kościoła w Rzymie, bractwo Różancowe odbywało procesyę uroczystą z tłumnie zgromadzonym ludem, z wielką pobożnością odmawiającym Różaniec na tę intencyą, chrześcijanie najzupełniejsze a stanowcze odnieśli pod Semlinem nad muzułmanami zwycięstwo. Dzicz ta odegnana, jeszcze jednak oblegała wyspę Korfu, lecz wierni uciekli się do swéj doświadczonéj broni, do różańcowego nabożeństwa, i tegoż miesiąca w oktawę Wniebowzięcia Maryi, Turcy odstąpili i od téj wyspy. Klemens XI na stolicy Apostolskiej podówczas zasiadający, dla większego upowszechnienia czci Matki Bożéj Różańcowéj, któréj i to nowe zawdzięczał świat chrześcijański nad nieprzyjaciołmi wiary zwycięstwo, święto przenajświętszéj Panny Maryi Różańcowéj, które na niedzielę pierwszą Października Grzegorz XIII postanowił był dla samych ojców Dominikanów i do całego rozciągnął Kościoła. Uczynił zaś to i w tym celu, jak się wyrażają lekcye brewiarza na dzień dzisiejszy przypadające, abyśmy oddając Matce Bożéj ten rodzaj czci tak łaskawie przez Nią przyjmowanéj, dostąpili tego, iżby ta Pani nasza Niebieska która przez odmawianie świętego Różańca dała tylekroć wiernym uprosić sobie zwycięstwo nad ich nieprzyjaciołmi ziemskimi dała nam także zwyciężać zawsze wrogów naszego zbawienia.

Taka jest historya święta dzisiejszego, lecz samo nabożeństwo różańcowe, jakto wspomnieliśmy, dawniejszych sięga czasów, gdyż zaprowadzone ono zostało jeszcze na początku wieku XIII, przez świętego Dominika.

Kiedy ten wielki pogromiciel głównych nieprzyjaciół Matki Bożéj Albigensów, kacerzy którzy przeciw Niéj bluźnili, walczył z nimi, nabożeństwo to Sama przenajświętsza Marya Panna mu objawiła, a to w okoliczności w któréj najbardziéj potrzebował on Jéj pomocy; co tak nastąpiło. Gdzie tylko święty ten pojawił się, kazaniami swojemi, które wielkiemi cudami poparte były, niezmierną liczbę heretyków nawracał. Lecz gdy przyszedł w okolice gdzie Albigensowie swojemi błędami zarazili ludność, zdawać się mogło było, że Pan Bóg wszelką moc słowom jego odjął. Kacerzami zalaną była ta kraina, a żaden się z nich nie nawracał. Gdy więc razu pewnego Dominik modląc się w kaplicy Matki Boskiéj, wzywał Jéj litości nad zgubionemi duszami, stanęła przed nim Matka miłosierdzia i powiedziała: że jak od pozdrowienia Anielskiego zaczęło się zbawienie rodu ludzkiego, tak podobnież Pozdrowienie to zamienione w modlitwę przez Kościół, jak najczęściéj a pobożnie powtarzane, najskuteczniejszém jest do wyproszenia łaski, nawrócenia odszczepieńców, i przezwyciężania wszelkich napaści piekielnych, jak na dusze w szczególności, tak i na całe chrześcijaństwo wymierzonych. Wtedyto święty Dominik ułożył nabożeństwo Różańcowe, w którém odmawiano sto pięćdziesiąt Zdrowaś Marya, stanowią jakby Psałterz Maryański, na podobieństwo Psałterza Dawidowego, sto pięćdziesiąt psalmów zawierającego w sobie. To nabożeństwo Dominik zaczął rozpowszechniać, zaniechawszy wszelkich uczonych rozpraw z heretykami, a wyświecając tylko słuchaczom przywileje Matki Bożéj, sposób odmawiania Różańca z rozmyślaniem tajemnic życia Jéj saméj i Pana Jezusa, i dowodząc ztąd wielkich pożytków dla duszy. Wnet się téż one objawiły: przeszło sto tysięcy kacerzy nawróciło się; mnóstwo wielkich grzeszników powstało z najzgubniejszych nałogów, gdy tymczasem pobożne dusze w tej pobożności przedziwnego wzrostu nabywały.

Taki więc jest początek Różańcowego nabożeństwa, które z największym pożytkiem szerząc się w całym Kościele, ustalone w bractwie przez stolicę Apostolską zatwierdzoném, i przez nią niezliczonemi obdarzone przywilejami i odpustami, liczy w sobie tak wiele członków, jak żadne inne bractwo. Nazwano go zaś Różańcem, poczytując ten szereg odmawiających się modlitw jakby za wieniec z kwiatów na cześć Maryi spleciony, a takie pierwszeństwo przed wszystkiemi do Niéj nabożeństwami mający, jakie ma róża nad innemi najpiękniejszemi kwiatami. Składa się on ze stu pięćdziesięciu Pozdrowień Anielskich, przeplatanych przed każdym z nich dziesiątkiem Modlitwą pańską, a wszystko połączone z rozpamiętywaniem tajemnic z życia Pana Jezusa i Maryi Panny. Do odmawiania używa się zwykle, dla łatwiejszego obliczenia odmówionych Ojcze nasz i Zdrowaś Marya, patciorek nawleczonych: na większych odmawia się Modlitwa Pańska, a na mniejszych Pozdrowienie Anielskie, na medaliku zaś kończącym ten szereg, Wierzę w Boga.

Ponieważ cały Różaniec jednym ciągiem odmówiony, byłby dla wielu nazbyt trudzącym, więc podzielony jest na trzy części, i pomiędzy nie rozkłada się rozpamiętywanie tajemnic życia Zbawiciela i Matki Bożéj. Zwyczaj jest także w pierwszéj części zawierać tajemnice tak nazwane radośne to jest Zwiastowanie, Nawiedzenie, Narodzenie, Ofiarowanie i Znalezienie. W drugiéj tajemnice boleśne: Modlitwa w Ogrójcu, Biczowanie, Cierniem koronowanie, Krzyża niesienie i Ukrzyżowanie. W trzeciéj tajemnice chwalebne Zmartwychwstanie, Wniebowstąpienie, Zesłanie Ducha świętego, Wniebowzięcie i Ukoronowanie Matki Bożej. Każda z takich trzech części Różańca zowie się Koronką niby wieńczykiem: to jest cząstką wieńca stanowiącego całe nabożeństwo Różańcowe, złąd i zwłoczkę paciorek do odmówienia jednéj takiéj cząstki wystarczającą, Koronką nazwano.

Wielkich odpustów przywiązanych do brac- twa Różnicowego, i nienależący do niego dostępują, ile razy go odmawiają.

Co się tyczy układu, przypuszczać można iż takow Sama Matka Boża świętemu Dominikowi natchnęła, bo jakież ułożyć i połączyć można było modlitwy milsze Panu Bogu i przenajświętszéj Pannie, jak te dwie z których się Różaniec głównie składa? Ojcze nasz, dla tego właśnie nazywamy Modlitwą Pańską iż jest modlitwą przez samego Pana Jezusa ułożoną, a któréj nauczył on Apostołów. Jest więc przepisaną formą najskuteczniejszej do Boga prośby i przez Samego tegoż Boga do którego się modlimy nam podaną. Zdrowaś Marya, jest znowu modlitwą składającą się w jednéj części ze słów jakiemi przemówił do Matki Bożéj Anioł, a w drugiéj z tych któremi ją pozdrowiła wielka Święta, bo Święta Elżbieta, w trzeciéj zaś ze słów podanych nam przez sam Kościół, dla wyproszenia sobie u Maryi najpotrzebniejszéj łaski, od ktoréj cała wieczność zawisła, bo łaski dobréj śmierci. Nic téż dziwnego że przez nabożeństwo Różańcowe, jak zawsze tak i dotąd, wyprasza sobie i Kościół cały i dusze wierne, najszacowniejsze dary Boże przez Tę, w któréj ręce Pon Bóg raz na zawsze zwierzył wszystkich łask swoich rozdawnictwo.

Pożytek duchowny

Wielkichbyś się pozbawiał pożytków dla duszy gdybyś nie odmawiał pobożnie i przynajmniéj niekiedy, Różańca do Matki Bożéj. Widziałeś jakie cudowne pomoce niebieskie nabożeństwo to upraszało u Boga w ciężkich potrzebach Kościoła: niech cię to pobudzi uciekać się do Niego z wielką ufnością, ile razy dobrodziejstwo jakie od Boga pragniesz otrzymać.

Modlitwa (Kościelna)

Boże, którego Syn jednorodzony przez życie śmierć i zmartwychwstanie Swoje, wysłużył dla nas nagrody wiecznego zbawienia, spraw prosimy, abyśmy tajemnice w najświętszym Różańcu błogosławionéj Maryi Panny rozważając, i naśladowali to co one zawierają, i otrzymali to co przyrzekają. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 834–837.

Nauka moralna

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Różaniec muzułmanie Lepanto św Pius V św Dominik
2020-09-26

Św. Cypriana Biskupa i Justyny Dziewicy

Żyli około roku Pańskiego 900.

(Żywot ich był napisany przez świętego Grzegorza Nazyańskiego i Metafrasta.)

Święty Cypryan rodem z Antyochyi w Syryi, pochodził z rodziny znakomitéj i bardzo bogatéj, lecz w pogańskich zabobonach żyjącéj. Miał lat siedm, kiedy go rodzice oddali na naukę do czarnoksiężników, a że posiadał nadzwyczaj bystre zdolności, więc w téj szatańskiéj sztuce, wielki postęp uczynił. Gdy dorosł, przebywał jużto w Atenach, już w Argos, już w Frygii wyszukując wszędzie najsłowniejszych mistrzów nieszczęsnego zawodu któremu się oddawał, a w końcu najsławniejszych przeszedł, gdy i w Indyach i w Chaldei dla lepszego wykształcenia się długo przebywał. Nie godziłoby się nawet wymienić sprosności i zbrodni jakich się dopuszczał, sprawując te niegodziwe obrządki. Używał do swoich czarów ciał Judzkich, i w tym celu i mężczyzn i kobiety i dzieci zamordowywał na ofiarę szatanom, a według zwyczaju i przepisów téj piekielnéj sekty, roztwierał żywcem wnętrzności ludzkie aby z tego wyprowadzić swoje wróżbiarstwo, i wywoływać i dokonywać różne łudząca ludzi zjawiska.

Lecz uchodząc za najsławniejszego swoich czasów czarnoksiężnika, z chrześcijanami nic poradzić nie mógł: nad nimi bowiem, i tak wielkiego mistrza jakim on był, czary żadnéj mocy nie miały. Pałał też ku nim największą nienawiścią; czernił ich, wyśmiewał, w szyderstwo obracając najświętsze obrzędy Kościoła. Takim był Cypryan, aż do trzydziestego rom życia swojego, kiedy Bóg nieprzebranego miłosierdzia, wybrał go jak drugiego Szawła, aby uczynić z niego „naczynie wybrane”, 1 i przykładem takim największych grzeszników pobudzić do ufności.

Po wszystkich tych swoich po obcych krajach podróżach, Cypryan wrócił do Antyochii. W mieście tém, mieszkała pewna dziewica nazwiskiem Justyna, która chociaż zrodzona z rodziców pogańskich, będąc razu pewnego na kazaniu Preliusza Dyakona Antyocheńskiego, nie tylko się sama nawróciła, lecz i rodziców swoich do wiary w Chrystusa przywiodła. Zostawszy chrześcijanką, stała się i wybraną Pana Jezusa Oblubienicą; poślubiła czystość dozgonną i dla tém pewniejszego dochowania téj cnoty, wiodła życie o ile można odosobnione. Że zaś była nadzwyczaj powabnéj urody, ile razy z domu wychodziła, starannie zakrywała twarz gęstym welonem. Pomimo tego ujrzał ja pewien młody bardzo majętny człowiek, nazwiskiem Ablaidus, i postanowił poślubić koniecznie. Gdy dla dopięcia swoich zamiarów, napróżno wszystkich używał Środków, udał się do Cypryana, pewny będąc że za jego sztuką czarnoksięzką dopnie swego celu. Ten zachęcony sowitą nagrodą, i chcąc przy téj sposobności w Antyochii moc swoich czarów okazać, użył wszelkich środków, aby Justynę oczarować, i od wierności Chrystusowi Panu odwieść. Gdy mu to nie łatwo przychodziło, nasłał na nią szatanów, którzy przybierając różne postacie, to rozbudzali w niej najszpetniejsze chuci, to znowu nasyłali na nią różne znajome jej niewiasty, zachęcające ją do poślubienia Ablaidusa, i ani chwili spokoju jéj nie dawali. Lecz święta dziewica podwoiwszy postów, modlitw, i umartwień ciała, a szczególnie uciekając się pod obronę Matki Bożéj, do któréj serdeczne zawsze miała nabożeństwo, wyszła z tych strasznych walk zwycięzko. Święty Grzegorz pisze nawet, że raz wśród najstraszniéjszych pokus z któremi na nią napadli szatani nasłani przez Cypryana, przenajświętsza Panna objawiła się jéj, upewniając że zwycięży i świetną koronę w Niebie otrzyma.

Cypryan nie mogąc pojąć żeby tak wielkie jego wysiłki próżnemi się okazały, przywoławszy do siebie szatanów, wyrzucał im ich niedołęztwo, pytając co takiego tę młodę dziewicę chroni od ich potęgi, i jakiéj ona broni używa, aby się od nich zasłonić. Wtedy szatan wyznał mu że broń któréj używa Justyna przeciw niemu, jest takiej siły, że całe piekło przed nią ustąpić musi, a tą jest znak Krzyża świętego którym ona ciągle się zastawia, i nim czartów od siebie odgania. Usłyszawszy to Cypryan, rzekł sam do siebie: „Jakto? sam znak krzyża na którym umarł ten Bóg którego wyznają chrześcijanie, taką moc posiadał jakiéjże potęgi sam ten Bóg być musi. Szalony byłbym gdybym i ja go nie wyznał. Od téj chwili, wyrzekam się czarnoksięztwa i Bóg Justyny będzie i moim Bogiem.” Po takowém uczynioném przez niego postanowieniu, niezwłocznie rzucili się na niego szatani z najstraszniejszą zapalczywością, lecz odstąpić musieli, skoro i on znak krzyża uczynił na sobie i wezwał Boga Justyny.

Cypryan miał znajomego pewnego chrześcijanina nazwiskiem Euzebi, pośpieszył więc zwierzyć mu się ze swego nawrócenia. Euzebi uradowany uściskał go serdecznie, i zachęcał do wytrwałości. Lecz szatani widząc iż się im taka droga dla nich zdobycz wymyka, w nowy sposób na Cyprysna uderzyli. Rozbudzili w umyśle jego nieufność w miłosierdzie Boże. Nie chciał on wierzyć aby Bóg chrześcijański, który jest świętością samą, mógł posunąć dobroć i miłosierdzie swoje aż do tego stopnia, żeby po tylu i tak strasznych zbrodniach jakich się on przez całe życie dopuszczał chciał go przyjąć za swego wyznawcę, i uczynił uczestnikiem łask Swoich. Pod wpływem takich myśli przywodzących go do rozpaczy, może byłby upadł Cypryan zupełnie, gdyby nie to, że jego przyjaciel Euzebi, broniąc go od tej piekielnéj pokusy, doradził mu aby uciekł się do Matki Boskiéj, jako Matki miłosierdzia. Wśród największego więc niepokoju, i kiedy zdawało się że całe piekło uderzyło na niego aby go o rozpacz przyprawić, Cypryan wezwał z całego serca Matki miłosierdzia. Uczuł się w téjże chwili pełnym ufności, i od tego czasu szatani dali mu zupełnie pokój. Pragnąc więc jaż coprędzéj zostać chrześcijaninem, udał się z Euzebim do Antyma Biskupa Antyocheńskiego, który gdy się przekonał o szczerości jego nawrócenia, kazał go ochrzcić.

Cypryan na dowód swojéj szczerości, a oraz i dla wynagrodzenia zgorszeń jakie dawał będąc czarnoksiężnikiem, przyniósł do Biskupa wszystkie swoje czarnoksięzkie księgi, i te wobec zgromadzonych wiernych publicznie spalił. A jak dotąd wsławił się był przez sztukę którą szatanowi służył, tak stawszy się sługą Chrystusa, wkrótce odznaczył się i zasłynął jako najprzykładniejszy pobożny i gorliwy o chwałę Bożą chrześcijanin. Ponieważ posiadał wielką naukę, a przytém miał i niepospolity dar wymowy, uchodził poprzednio nietylko za najzdolniejszego czarnoksiężnika, ale i za najzdolniejszego z mężów pogańskich, teraz więc tych darów Bożych użył na służbę Boga prawdziwego. Wielki a najzbawienniejszy wpływ wywierał na pogan, i znaczną ich liczbę, pomiędzy którymi znajdowali się i bardzo uczeni, nawrócił. Sam zaś wiódł życie jakby publicznego pokutnika. Widywano go często przed drzwiami kościoła, klęczącego z posypaną popiołem głową, ze sznurem u szyi, proszącego przechodzących chrześcijan, aby się z nim jako wielkim grzesznikiem, do miłosierdzia Boskiego wstawiali. Aby jeszcze więcéj przygnębić w sobie wrodzoną pychę, uprosił aby go przeznaczono jedynie do zamiatania kościoła. Nie rozłączał się z Euzebim którego obrał sobie za ojca duchownego, i przewodnictwem jego wiernie się powodował. Nakoniec wkrótce do takiéj doszedł świętości, że cuda czynił i daleko niemi zasłynął. A że przytém po całych dniach przesiadywał nad Pismem Bożém i nad świętemi księgami, stał się jednym z najbieglejszych w rzeczach tyczących się religii, tak że i duchowni w najważniejszych zdarzeniach do niego po radę śpieszyli. Przyszło więc do tego że po śmierci Antyma Biskupa, całe duchowieństwo i lud wierny, jednogłośnie na następcę wybrali Cypryana. Wzbraniał się długo, a gdy zmuszony nakoniec uledz woli Bożéj, przyjąwszy wszystkie następne święcenia i na Biskupa miał być już konsekrowany, powodowany głęboką pokorą, w czasie nabożeństwa, kiedy lud w kościele tłumnie był nagromadzony, wstąpił na wyniesione miejsce, i uczynił publiczną spowiedź z całego życia, wyznając wszystkie najcięższe zbrodnie jakich się kiedy dopuścił. Czyn tak nadzwyczajnéj pokory i skruchy, poruszył i zbudował wszystkich, i wielu ciężkich grzeszników, którzy już rozpaczali o swojém zbawieniu, do szczeréj pobudził pokuty.

Tymczasem gdy takie dzieła miłosierdzia Boskiego spełniały się na Cypryanie, Justyna swoją drogą coraz milszą stawała się Panu Bogu. Jeszcze wtedy kiedy Matka Boża nietylko obroniła ją od czarów Cyprysna, ale i jego samego wyzwalając z rąk szatańskich uratowała, chcąc objawić za to swoją wdzięczność Panu Bogu i téj Matce miłosierdzia, rozdała całą swoję majętność ubogim, ostrzygła sobie włosy i poświęciła się na wyłączną służkę Bożą. Rodzice zaś nietylko się temu nie sprzeciwili, lecz i sami oddawszy się już tylko bogomyślności, dom swój zamienili na wspaniały kościoł. I nie dość na tém: ów Ablaidus na którego to żądanie Cypryan czarował Justynę, także się nawrócił, wielki swój majątek rozdał na biednych i w pokucie służył Panu Bogu.

Gdy Cypryan został Biskupem, wiele dziewic pobożnych, które były pod jego przewodnictwem duchowném, pragnęło na wzór Justyny odsunąć się od świata, i w dziewictwie służyć Panu Jezusowi. Tych wielką liczbę Święty połączył z Justynę, która wraz z niemi, a będąc ich przełożoną klasztor założyła.

Lecz nadchodziła chwila, w któréj Pan Bóg do wyższéj jeszcze nagrody Cypryana i Justynę przeznaczał. Przybył do Nikomedyi cesarz Dyoklecyan. Dowiedziawszy się o licznych nawróceniach pomiędzy poganami jakie dokonywał Cypryan, i o wysokiéj świątobliwości Justyny, do któréj klasztoru coraz więcéj dziewic się garnęło, kazał ich oboje uwięzić. Wielkorządca Fenicyi przebywający w Tyrze, kazał ich przed sobą stawić. Gdy Cypryan i Justyna w pierwszém posłuchaniu przekonali go iż ich od wiary w Chrystusa niczém odwieść nie potrafi, kazał Justynę okrutnie zbić rózgami, a Cypryana zawieszonego w powietrzu szarpać żelaznemi hakami tak barbarzyńsko, iż się aż na to sami poganie oburzali. Gdy te męki stałości ich nie zachwiały, kazał ich wrzucić w kocioł pełen smoły, tłuszczu i wosku wrzącego. Święci wśród téj katuszy najmniejszego bolu nie doznali. Obecny temu jeden z kapłanów pogańskich, nazwiskiem Atanazy, a który był uczniem Cypryana gdy ten jeszcze był czarnoksiężnikiem, przypisując to czarom że Cypryan i Justyna w kotle gotowani żadnego bolu nie doznali, chciał i sam tego dokazać. Zawezwawszy więc szatanów i używszy różnych sztuk czarnoksięzkich, wskoczył do kotła, aby przez to przekonać pogan że i Cypryana i Justynę nie moc Boga którego wyznają, lecz sztuka czarnoksięzka zasłania. Lecz skoro wszedł w kocioł spalił się na węgiel. Wielkorządca obawiając się aby to wszystko ludu nie rozburzyło, odesłał świętych Męczeników do Nikomedyi, gdzie przebywał cesarz, opisując mu wiarnie wszystko co się stało. Dyoklecyan po odczytaniu listu, wydał wyrok aby Cypryan i Justyna, niezwłocznie przez ścięcie głowy straceni zostali. Rozkaz ten wykonano, i Święci ponieśli męczeństwo 26 Września około roku Pańskiego 900.

Pożytek duchowny

Widzisz z żywotów Świętych dziś uroczystujących, jakiéj potęgi przeciw szatanom jest użycie znaku Krzyża świętego i wezwanie na pomoc Maryi. W każdém więc niebezpieczeństwie grożącém duszy twojéj, uciekaj się do tych środków a ujdziesz wszelkiéj szkody.

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionych Męczenników Cypryana i Justyny niech nas Panie wspiera ciągłe pośrednictwo abyś miłościwie wejrzyć raczył na tych, którym takiego poparcia udzielasz. Przez Pana naszego i t d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 818–821.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 769

Św. Cyprian zajmował się przed nawróceniem czarami i wieszczbiarstwem, wyzyskując łatwowierność i przesądy swych rodaków w sposób grzeszny i niegodziwy. I dzisiejsze czasy nie są wolne od zabobonu; zastanówmy się przeto, na czym on polega. Zabobonnym jest:

  1. kto przypisuje ziołom, zaklęciom, gwiazdom, pewnym dniom lub godzinom nadzwyczajną siłę i skuteczność, której im nie nadał ani Stwórca, ani Zbawiciel, ani Kościół katolicki;
  2. kto wierzy, że kładzenie kart, cyganie, cioty, czarnoksiężnicy i sny zdołają wywróżyć przyszłość i kto tym osobom i rzeczom przypisuje nadprzyrodzoną siłę;
  3. kto wierzy, że Bóg takimi drogami i przez takie osoby świadczy ludziom jakieś łaski i udziela im czegoś, co się przyczynić może do ich dobra doczesnego albo zbawienia wiekuistego.

Zabobon jest grzeszny dlatego, że jest bezpośrednim lub pośrednim odwoływaniem się do siły szatana. Pomimo to zapytać należy, czy w ogóle istnieją czarownicy i czarownice. Tak jest niewątpliwie. Jak bowiem są Święci, którym wskutek ich świątobliwości i bogobojności Bóg udzielił cząstki swej wszechmocy, tak też są i grzesznicy, którzy w miarę postępowania w złym wchodzą w ściślejszy stosunek z szatanem i przejmując od niego część piekielnej jego władzy, potrafią wskutek tego przewidzieć i odgadnąć rzeczy przyszłe i dokazać niekiedy rzeczy niepojętych. Ale tak ohydnym rzemiosłem zajmują się tylko ludzie pogrążeni w złym i moralnie podupadli. Trzymajmy się przeto zdala od bezbożników i miejmy niezłomne przekonanie, że przeciw woli Boskiej nie zdołają nam zaszkodzić w sprawie naszego zbawienia.

Footnotes:

1

Dz. Apost. IX. 15.

Tags: św Cyprian z Antiochii św Justyna z Padwy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup dziewica męczennik satanizm nawrócenie Krzyż Maryja
2020-09-24

Święto Matki Bożéj Odkupienia

Zakon tego nazwania postanowiony został około roku Pańskiego 1218.

(Szczegóły te wyjęte są z dziejów Kościoła Katolickiego.)

do-

Święto przenajświętszéj Maryi Panny Odkupienia, jest ustanowione na uczczenie pamiątki założenia zakonu pod Jéj wezwaniem, w początkach XIII wieku powstałego. Podówczas większa część Hiszpanii jęczała pod jarzmem muzułmanów. Barbarzyńcy ci, nieprzyjaciele wiary świętéj pastwili się okrutnie nad chrześcijanami więzili ich i męczyli strasznie żeby ich przywieść do odstępstwa. Wielu nawet wśród tak srogiego prześladowania, zapierało się Chrystusa i przechodziło do muzułmanów, a Kościół gorzko opłakiwał zgubę swoich dziatek.

Tymczasem pobożne dusze wzywały miłosierdzia Boskiego, a szczególnie modliły się do Matki Bożéj, do któréj Hiszpanie, zawsze wielkie mieli nabożeństwo. Ta Matka miłosierdzia wejrzała litościwem okiem na kraj dotknięty tak ciężką klęską, i natchnęła kilku sług Swoich zamiarem założenia zgromadzenia poświęcającego się wyłącznie wykupowi chrześcijan, w niewoli muzułmańskiéj zostających. W tym celu wybrała trzech znakomitych mężów, i Sama zstąpić raczyła z Nieba aby im w téj mierze objawić Swoję wolę.

Żył pod tę porę w Barcelonie, święty człowiek nazwiskiem Piotr Nolasko. Pochodził on z zamożnéj i znakomitéj rodziny. Rozdał był cały swój majątek na ubogich, a osiadłszy w tém mieście, prowadził życie bogomyślne, pokutne i oddane miłosiernym uczynkom. Król Jakób I, który znał go osobiście podziwiając jego nadzwyczajną uczynność dla biednych, w wielkiem miał go poważaniu. Często rozmawiał z nim o sposobie przyjścia na ratunek chrześcijanom w niewoli u muzułmanów będącym, ma których już Piotr większą część swojego majątku wydał; a ile razy czynił wyprawy na tych pohańców, polecał się jego modlitwom i cudownych skutków jego pośrednictwa doznawał.

Znajdował się w Barcellonie i drugi Święty, którego podobnież los tych nieszczęsliwych chrześcijan obchodził, a tym był święty Rajmund z Penafortu, mąż cnotą i nauką znakomity, który będąc kanonikiem przy katedrze Barcelońskiéj, całe życie spędził na obsłudze chorych przy szpitalach, na katechizmowaniu prostego ludu, i nawracaniu kacerzy, Żydów i Saracenów. Był om przytém spowiednikiem króla i świętego Piotra Nolaski, i ze swojéj strony zachęcał ich, aby dokładali wszelkich starań dla wyswobodzenia chrześcijan z rąk muzułmanów. Wszyscy zaś trzéj gorąco się modlili do przenajświętezéj Matki Boskiej i Patronów kraju, aby ich w téj mierze oświecić raczył Duch Święty, i podał im najwłaściwszy sposób do spełnienia tak zbawiennych pragnień. Wysłuchał téż ich Pan Róg miłościwie.

Za Papiestwa Honoryusza III, pierwszego Sierpnia roku Pańskiego 1218, więc w dniu w którym właśnie Kościół obchodzi uroczysłość świętego Piotra w Okowach, zstąpiła z Nieba Królowa Anielska otoczona wielkim pocztem duchów błogosławionych, pomiędzy którymi był święty Jakób Apostoł Hiszpanii, i święta Eulalia patronka Barcelony, a objawiwszy się najprzód świętemu Piotrowi Nolasko, który wtedy był na modlitwie, rzekła do niego: „Synu mój, ja jestem Matką Boga, który dla zbawienia i wyzwolenia rodu ludzkiego, wylał wszystką krew Swoją w okrutnéj śmierci jaką poniósł na krzyżu. Przybyłam tu w celu wynalezienia ludzi, którzyby za przykładem mojego Syna, poświęcali życie swoje za zbawienie i wyzwolenie braci swoich w niewoli będących. Będzie to czynem wielco Jemu miłym. Chcę więc aby na cześć Moją założony został zakon, którego bracia podjęliby się wykupu chrześcijan jęczących pod jarzmem tureckim, a którzyby nawet sami się za nich w niewolę oddawali, jeżeliby inaczéj wykupić ich nie mogli. Taką synu mój jest wola Moja: bo kiedy na modlitwie z płaczem prosiłeś Mnie abym ci przyszła na pomoc w twojém pragnieniu niesienia ratunku więźniom, Sama przedstawiłam prośby twoje Synowi Mojemu, który dla twojéj pociechy i dla założenia tego zakonu pod Mojém wezwaniem, przysyła Mnie do ciebie Piotrze, którego wybrałam za opokę, na któréj wznieść się ma gmach tego nowego Zgrormadzenia.” Na to święty Piotr odpowiedział pokornie: „Wierzę o Pani moja, że jesteś Matką Boga żywego, i żeś zstąpiła na ziemię, dla ratunku nieszczęśliwych chrześcijan u barbarzyńców w niewoli będących. Lecz czyż będę ja w możności dokonać dzieła tak trudnego, i wyrwać z okrutnych rąk nieprzyjacioł Twojego Boskiego Syna, tyle dusz jemu drogich?” – „Nie troszcz się o nie odrzekła Królowa Anielska, w całéj téj sprawie będę cię wspierała. Żebyś zaś lepiéj uwierzył moim słowom, oto obaczysz iż wkrótce ziści się to co ci polecam, powstaną nowi zakonnicy i zakonice, którzy będą nosić taki habit jak ten w który widzisz Mnie w téj chwili przyodzianą.” I to rzekłszy przenajświętsza Panna zniknęła, i wróciła na Swój tron niebieski.

Święty Piotr Nolasko, przetrwał na modlitwie aż do świtu, i niezwłocznie z rana aby zdać sprawę z tego cudownego widzenia świętemu Rajmundowi swojemu spowiednikowi, udał się do niego, i zastał go w katedrze. Lecz zaledwie zaczął mu to opowiadać, kiedy zdziwiony Rajmund, przerwał mu mówiąc: „Ja podobneż widzenie miałem téj nocy: spotkało i mnie to niewymowne szczęście, że i do mnie przyszła Królowa Anielska, i Sama rozkazać mi raczyła, abym wszelkiemi siłami starał się o założenie tego zakonu, i w kazaniach moich zachęcał wiernych do popierania dzieła tak wielkiego miłosierdzia. I właśnie – to na podziękowanie zato Panu Bogu i przenajświętszéj Mari Pannie, w tak rannéj porze przyszedłem do katedry.”

Uradowani obadwaj Święci z doznanéj tak wielkiéj od Matki Bożéj łaski, zaczęli naradzać się o sposobach jak najprędszego wykonania Jej rozkazów, gdy oto widzą wchodzącego do kościoła króla Jakóba, któremu także objawiła się była przenajświętsza Marya Panna, i który tak rano pośpieszył do katedry, aby Jéj za to złożyć dzięki. Spostrzegłszy tych dwóch sług Bożych, wziął ich spiesznie na stronę, i opowiedział jakie miał widzenie: „Przenajświętsza Królowa niebieska, rzekł do nich, objawiła mi się téj nocy w przedziwnéj jasności, nakazując abym dla wykupu więźniów, założył zakon pod wezwaniem przenajświętszéj Maryi Panny Odkupienia albo miłosierdzia: a ponieważ znane mi jest Piotrze twoje wielkie pragnienie wykupywania więźniów, tobie zlecam wykonanie tego dzieła; a ty Rajmundzie, twoją Świątobliwą nauką, będziesz podporą tego zakonu, i proszę cię w kazaniach twoich zachęcaj do niego wiernych.” Wtedy obaj Święci, opowiedzieli mu nawzajem co znowu oni z ust Maryi słyszeli, w tak cudownéj jednostajności widzeń jakie miał z nich każdy poznając wolę Bożą i przenajświętszéj Panny, postanowili niezwłocznie zająć się założeniem zakonu według Jéj rozkazu.

Jakoż, dzień dziesiątego Sierpnia togoż roku, wybranym został do rozpoczęcia tego wielkiogo dzieła. Król udał się do katedry przepełnionéj ludem, gdyż rozgłos tych cudownych widzeń rozszedł się był już nietylko po Barcelonie, lecz po kraju całym. Towarzyszyli mu święty Nolasko i święty Rajmund z Penafortu, a przytém miał on w swoim orszaku, najwyższych urzędników i najpierwszych panów. W kościele było już wielu Biskupów i Prałatów, wezwanych przez króla. Biskup Barceloński, odśpiewał uroczystą Mszę świętą w czasie któréj po Ewangelii, święty Rajmund wszedł na kazalnicę, i ze zwykłą mu wymową lecz szczególnie z wielkiem namaszczeniem Ducha Świętego, opowiedział widzenie, jakie miał król, on sam i Piotr Nolasko. Lud słysząc sprawozdanie cudu, którego trzéj świadkowie byli wtedy obecnymi, i to świadkowie tak wysokiéj powagi, niemógł wstrzymać oznak swojéj pobożnéj radości, i z jękiem i płaczem dziękował Przenajświętszéj Pannie, za Jéj litość okazaną nad nieszczęsnymi niewolnikami chrześcijańskimi, Po kazaniu, król zszedł z tronu przyodziany w purpurę królewską, mając koronę złotą na głowie; a przywoławszy świętego Rajmunda z Penafortu i Piotra Nolasko, udał się prosto do wielkiego ołtarza, przed którym siedział jeszcze Biskup celebrujący; zatrzymał się przed nim, i głośno a poważnie rzekł; „Wolą naszą jest spełnić rozkaz Boga, który nam raczyła objawić Sama przenajświętsza Marya Panna Królowa Anielska: a więc zakładamy nowy Zakon, którego członkowie poświecą się wykupowi niewolników w niewoli u muzułmanów będących, obowiązując się do tego, chociażby nawet im samym przyszło oddać się w zmian, lub życie poświęcić. Pierwszym zakonnikiem tego zgromadzenia będzie brat nasz i przyjaciel miły Piotr Nolasko, którego Matka Boża wybrała na węgielny kamień tego dzieła wielkiego miłosierdzia Swojego. Do ciebie więc teraz należy przewielebny Biskupie wypełnić tę wolę Boga i przenajświętszéj Maryi Panny.”

Po tych słowach króla, Biskup wraz z nim i że świętym Rajmundem z Penafortu, włożyli habit na świętego Piotra Nolasko: przed ołtarzem. Wszyscy trzéj płakali rzewnie, z pociechy jakiéj doznali przyodziewając go w tę białą szatę, taką, jaką w objawieniu na Samej Królowéj niebieskiéj widzieli. Król przypiął potém własnemi rękami do Szkaplerza habitu świętego Piotra tarczę ze swoim herbem królewskim, wśród którego umieścił biały krzyż, jako znamie katedry Barcelońskiéj, a to na pamiątkę że w tymże kościele zawiązywał się ten nowy zakon. Postanowił aby Piotr i jego następcy, to jest generalni Przełożeni tego zgromadzenia, byli zawsze w prawie noszenia tych oznak na piersiach, a oraz cały zakon oddał raz na zawsze, pod szczególną opiekę senatu Barcelońskiego. Następnie święty Piotr Nolasko wykonał ślub uroczysty, którym zobowiązywał się oddać Turkom się w niewolę, gdyby tego potrzeba była dla wykupienia więźniów, do czego też później wszyscy zakonnicy tego zakonu się zobowiązywali.

W krótkim czasie nowe to Zgromadzenie świetnie celowi swemu odpowiedziało. Król Jakób, pragnąc otrzymać na nie potwierdzenie Stolicy Apostolskiéj, posłał świętego Rajmunda do Peruzii, gdzie przebywał wtedy Papież Grzogorz IX, a był to już dwunasty rok istnienia Zakonu. Ojciec Święty zatwierdził go najchętniej, i obdarzył go licznemi łaskami i przywilejami.

Dla uczczenia to więc pamiątki tego szczególnego miłosierdzia Maryi, okazanego nad dziećmi Kościoła Bożego, Święto dzisiejsze postanowił najprzód Papież Paweł V dla samego zakonu, a Innocenty XII, rozciągnął go i do całego chrześcijaństwa, dzień 24 Września nań przeznaczając.

Przenajświętsza Panna, nie przestawała czuwać nad zgromadzeniem które Sama założyła. Wydało ono z siebie wielką liczbą świątobliwych mężów, którzy nie tylko jałmużnami wproszonemi u wiernych więźniów wykupowali lecz gdy tego potrzeba wymagała, i sami się oddawali w niewolę, żeby z nich wyrwać dusze na niebezpieczeństwo utraty zbawienia narażone.

POŻYTEK DUCHOWNY.

Nierównie straszniejszą i niebezpieczniejszą niewolą jak u pogan i muzułmanów, jest niewola szatańska, w jakiéj jęczą nieszczęsne dusze w grzechu będące. Niech cię więc one do wielkiéj pobudzają litości a gdy do ich ratowania nie potrzeba ci zdobywać się na czyny tak wielkiej miłości bliźniego, na jakie zdobywali się bracia zakonu przenajświętszéj Maryi Panny Odkupienia a tylko wspierać ich masz twojemi modlitwami, nie odmawiaj więc im takowych. Lecz przedewszystkiém proś Matkę Bożą żeby i ciebie samego, od tego rodzaju najzgubniejszéj niewoli uchronić raczyła, alko wyrwała coprędzéj, jeśli w niéj jęczysz.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś przez przenajświętszą Syna Twojego Matkę, dla wyzwolenia wiernych od niewoli u pogan, nowym zakonem Kościół Twój obdarzyć raczył; spraw prosimy, abyśmy oddając Jéj cześć jako założycielce tego Świętego dzieła, za Jéj zasługami i pośrednictwem, od grzechów wszelkich i niewoli szatańskiéj wybawieni byli. Przez tegoż Pana naszego itd

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 811–814.

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna muzułmanie św Piotr Nolaska św Rajmund
2020-09-13

Przenajświętszego Imienia Maryi (Niedziela podczas oktawy uroczystości narodzenia Matki Bożéj)

Święto to ustanowione zostało około roku Pańskiego 1683.

(Zdania wielu Świętych o własnościach przenajświętszego Imienia Maryi.)

Po boskiém Imieniu Jezusa, nie ma ani na ziemi ani w Niebie wyższego i zbawienniejszego dla nas Imienia, nad przenajświętsze Imię Maryi, na któregoto uczczenie szczególne, dzień dzisiejszy jest przeznaczony.

„Najchwalebniejsze Imię Maryi, pisze święty Alfons Liguory, które nadane zostało Matce Bożéj, nie na ziemi wynalezioném zostało, ani ułożone rozumem ludzkim, ani według ich woli obrane, jak to ma miejsce ze wszystkiemi innemi imionami które ludzie sobie nadają: lecz pochodzi ono z Nieba, i samo to miłosierdzie Boże nadało je przenajświętszéj Pannie. Tak utrzymują: święty Hieronim, święty Epifaniusz, święty Antonin i wielu innych najwyższéj powagi w Kościele pisarzy.” 1 Niektórzy z tych sądzą, że przyniesione Ono zostało przez Anioła z Nieba, a święty Piotr Damian powiada, że je Pan Bóg wydobył ze skarbów swojego Bóstwa umyślnie, aby takowe nadać przenajświętszéj Pannie, i przydaje tenże Doktor Kościoła, że Imię to według źródłosłowa wschodnich języków, pomiędzy innemi znaczeniami zamyka i to: „że Bóg jest z mojego pokolenia.” 2 Z tego téż powodu pisze Benedykt XIV Papież, Imię to w takiéj dawniéj było czci u chrześcijan, że Go nikomu na Chrzcie świętym nie ośmielano się nadawać, podobnież jak byłoby więcéj niż nieuszanowaniem Boskiéj osoby Jezusa, gdyby kto odważył się przybierać sobie Jego przenajświętsze Imię.

Według jednak najpowszechniej przyjętego w Kościele zdania, opierającego się na poszukiwaniach świętego Krzysztofa Biskupa, i świętego Anzelma Doktora Kościoła, bardzo biegłych w dawnych językach wschodnich, Marya znaczy Pani, Panująca, Władczyni, Królowa, co wszystko najwłaściwiéj odnosi się do przenajświętszéj Matki Bożéj, Pani, Władczyni, Królowéj, nad ziemią i Niebem panującéj. „Ani na ziemi ani w Niebie, powiada święty Franciszek Seraficki, nie ma po najsłodszém Imieniu Syna Twojego o! Maryo, imienia któregoby wezwanie tyle łask, takiéj nadziei, tyle pociechy nam przynieść mogło, ile wezwanie Twojego!” – „Błogosławiony kto Imię Twoje o! Maryo miłuje, czci i wzywa, pisze święty Bonawentura Doktor Seraficki, miłosierdzie Twoje cieszyć go będzie w jego cierpieniach, a Twoje pośrednictwo wszechwładne, zeszle mu największe łask zdroje, z któremi dusza jego obfity owoc na życie wieczne wyda.” I w inném miejscu mówi tenże Święty: „O! najbłogosławieńsze Imię Maryi! jakżebyś przesławném być nie miało, kiedy samo już wezwanie Ciebie jest źródłem łask najszczególniejszych. Przedziwném i na wieki chwalebném jest to Imię Twoje! kto je wzywa z ufnością, i w godzinie śmierci nie strwoży się. Pokój bowiem i pokój wielki, tym którzy czczą Imię Matki Boga, i często je z pobożnością na ustach mają.” 3 „Imię to jest tak święte i taką posiada własność, powiada błogosławiony Rajmund Jordan Opat, że całe Niebo raduje się, ziemia się weseli, Aniołowie się cieszą, ile razy Marya wezwana. Cała przenajświętsza Trójca, obdarzyła Cię Maryo Imieniem tém, aby na jego wymówienie, padały na kolana wszystkie mocy niebieskie, ziemskie i piekielne.” – „Jeśli na cię zwaliły się przeciwności, powiada błogosławiony Albertus wielki, i jakby o ziemię cię już obaliły, wzywaj Imienia Maryi: Ona i upadłych podnosi i zabitych wskrzesza.” – „Imię Marya, mawiał święty Antoni Padewski, nad miód jest dla ust słodszém, milszém dla ucha niż najdźwięczniejsza melodya, większą nad wszelkie inne pociechą dla serca.” Sławny w Kościele z nauki Alan Benedyktyn pisze: „Jakież imię po imieniu Jezus, jeżeli nie Imię przenajświętszéj Panny, bardziéj powinno być w świecie całym sławione? któreż częściéj wymawiać powinny usta chrześcijańskie? Słusznie je téż Pismo Boże porównywa do rozlanego przedziwnéj wonności olejku, którego zapach wszędzie się rozchodzi.”

Lecz święty Anzelm, co więcéj utrzymuje: „Niekiedy, powiada on, prędzéj dostępuje się zmiłowania Bożego, gdy się wzywa Imienia Maryi, niż gdy się wzywa Imienia Jezusa.” 4 Przez co nie chce wcale powiedzieć święty ten Doktor Kościoła, żeby Marya miała większą od Jezusa potęgę, lecz że jéj pośrednictwo jest takiéj siły i wagi, iż zdarza się że kiedy sami nie zasługujemy w żaden sposób, aby Pan Jezus nas wysłuchał gdy Go o co prosimy, nie odmówi nam tego, gdy się za nami wezwana przez nas przenajświętsza Matka Jego wstawi. Wstawienie się zaś Jéj jako Matki do Syna, poczytuje święty Bernard wszechmocném, nazywa bowiem władzę jaką Marya posiada nad Jezusem: wszechmocnością błagalną.” 5 Ztąd téż w tak pocieszający dla nas grzeszników sposób, odzywa się święty Alfons Liguori wielki Matki Bożéj kochanek: „Daj mi, pisze on, najzatwardzialszego grzesznika jaki tylko być może, chociażby zupełnie pozbawionego nadziei zbawienia, niech on tylko wezwie Maryą jako Matkę nieprzebranój litości, a taką jest potęga tego Imienia, że serce jego w tejże chwili się zmiękczy najeudowniéj, bo Ty to o! Maryo! przywodzisz grzesznika każdego do ufności w miłosierdzie Syna Twojego, i do nadziei dostąpienia od Niego przebaczenia.” 6

Sama przenajświętsza Panna powiedziała w objawieniu świętéj Brygidzie, że grzesznik największy, byle wezwał Jéj Imienia w tejże chwili szatan go odstąpi. I inną razą Matka Boża powiedziała tejże Świętéj, że złe duchy tak obawiają się Jéj Imienia, i z taką czcią zmuszeni są być dla niego, że skoro je usłyszą wymówione, wypuszczają ze szponów tę nawet duszę, którą już w nich trzymali. A także, że jak źli Aniołowie oddalają się od grzeszników, którzy wzywają Imienia Maryi, tak nawzajem święci Aniołowie zbliżają się do dusz sprawiedliwych, za każdą razą gdy one toż Imię pobożnie wspominają. Święty Herman utrzymywał, że jak oddychanie jest znakiem życia, tak częste wzywanie Imienia Maryi, jest znakiem, że albo już łaska w nas żyje, albo że odżyje wkrótce. Święty Liguory szczególnie poleca, aby do potęgi Imienia tego uciekać się w pokusach nieczystych, i do tego stopnia każe nam ufać potędze Imienia Maryi, że powiada, iż gdy kto walcząc z pokusami przeciw téj cnocie, wątpi czy na nie zezwolił, jeśli przypomni sobie że wśród nich wzywał Imienia Maryi, może to poczytywać za znak że im nie uległ. 7 W każdym więc podobnym razie, powiada święty Bernard, Imienia Maryi wzywać należy: „W niebezpieczeństwach, w uciskach, w trapiącéj cię wątpliwości, o Maryi pamiętaj, Maryi wzywaj. Nie wypuszczaj Jéj z ust Twoich, nie wypuszczaj z serca. Za tą Gwiazdą idąc nie zbłądzisz, Jéj wzywając rozpaczy ujdziesz, gdy cię ona wspierać będzie, nie upadniesz, pod Jéj opieką niczego się nie ulękniesz, pod Jéj pośrednictwem trudu nie poczujesz, i w końcu za Jéj miłosierdziem, dojdziesz do portu zbawienia.”

Święta Brygida w swoich objawieniach, słyszała razu pewnego, że Pan Jezus powiedział przenajświętszéj Matce swojéj, iż ktokolwiek z postanowieniem poprawy, wzywać będzie z ufnością Jéj Imienia, otrzyma trzy wielkie łaski; 1-o doskonały żal za grzechy, 2-o możność zadośćuczynienia za nie, i 3-o zdolność dojścia do doskonałości, a nakoniec i chwałę wiekuistą, gdyż przydał w końcu Zbawiciel mówiąc do Maryi: „Słowa Twoje o! Matko moja, tak są słodkie sercu Mojemu, że nie mogę nigdy odmówić tego o co Mnie prosisz dla tych, którzy pobożnie Imienia Twojego wzywają.” Nie więc dziwnego, że święty Efrem Imię Maryi nazywa kluczem do Nieba, a święty Bonawentura zbawieniem tych którzy je wymawiają, gdyż, jak tłómaczy te słowa święty Alfons Liguory: „wezwać Imienia Maryi, i być zbawionym jest to jakby jedną i tąż samą rzeczą.” 8 „Błogosławiony kto miłuje najsłodsze Imię Twoje o! Matko Boża, pisze święty Bonawentura, Imię Twoje jest tak chwalebne i przecudne, że wszyscy którzy pamiętają o tém aby je wzywać w godzinę śmierci, mogą nieobawiać się wszelkich wtedy napaści piekielnych.” – „O! jak słodką jest śmierć, woła święty Liguory, jak bezpieczną, któréj towarzyszy i którą osłania to Imię zbawienia, to Imię którego Pan Bóg dozwala wzywać w godzinie śmierci tylko tym, których chce zbawić”, co daj nam o! Maryo!

Święto dzisiejsze ustanowione zostało w roku Pańskim 1688, po wielkiém, zwycięstwie jakie odniosły wojska chrześcijańskie nad Turkami w tymże roku pod Wiedniem. Muzułmanie, jakto już i w dawniejszych zdarzało się wiekach, i tą razą zagrozili byli całemu chrześcijaństwu, rozlawszy się w Europie. Wojska chrześcijańskie, które się im wtedy opierały, w nierównie mniejszéj były sile, Przybycie im na pomoc pod Wiedeń króla Polskiego Jana III-go ze swojemi hufcami, i jego osobista waleczność, wyratowały cały świat, zagrożony już zawojowaniem przez nieprzyjaciół imienia Chrystusowego. Sobieski zdobyte na Turkach chorągwie, posłał Papieżowi Inocentemu XI, a ten Ojciec święty wiedząc iż głównie za wezwaniem to przenajświętszego Imienia Maryi Jan III stanowcze i tak ważne dla Kościoła całego odniósł zwycięstwo, ustanowił osobne święto na cześć przenajświętszego Imienia Matki Bożéj, i w niedzielę na oktawie uroczystości Jéj narodzenia, obchodzić je kazał.

Pożytek duchowny

To coś czytał o przenajświętszém Imieniu Maryi, a co wszystko wyszło z ust jak wielkich Jéj czcicieli, tak i wielkich Świętych, bo to zawsze razem idzie, powinno cię pobudzić do serdecznego do Imienia Maryi nabożeństwa, i do szczególnéj we wzywaniu Jego ufności. Stosuj się więc do polecenia świętego Bernarda, i we wszelkiéj potrzebie duszy twojéj, a szczególnie w jakiegokolwiek rodzaju pokusach, Imienia tego z ust i z serca nie wypuszczaj.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw miłościwie wszechmogący Boże, aby wierni Twoi słudzy, którzy pod zasłoną Imienia przenajświętszéj Maryi Panny, opieką Jej cieszą się, za Jéj téż miłosierném pośrednictwem, od wszelkiego złego uchowani zostali na ziemi, i do wesela wiekuistego doprowadzeni byli w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 762–765.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 731

Tak jak Przeczysta Dziewica zaraz po swym narodzeniu otrzymała swe słodkie imię, tak każdemu dziecku chrześcijańskich rodziców wkrótce po przyjściu na świat przy chrzcie świętym daje się imię w sposób uroczysty. W tym kościelnym obrzędzie spoczywa głęboka myśl. Dziecko ma przez to dostać Świętego niebieskiego na wzór i za patrona. Wzór ów ma dorastających i dorosłych pokrzepiać, prowadzić na drodze zbawienia; patron przez swe zasługi i wstawienie się u stóp tronu Boga będzie poruczonego swej opiece wspierał, wzmacniał, strzegł przed grzechem, albo w razie upadku nakłaniał do żalu i poprawy.

Ty zaś, duszo chrześcijańska, postanów sobie czcić i kochać twego patrona; rok rocznie dzień jego imienia na sposób chrześcijański obchodź uroczyście przez słuchanie Mszy świętej i przyjmowanie sakramentów świętych; a jeśli byś tego w tym dniu nie mógł zrobić, uczyń to przynajmniej następnej niedzieli lub w następne święto. Sprawuj się godnie według twego świętego wzoru! – Sławny bohater, Aleksander Wielki, miał w swej armii żołnierza, który nosił to samo imię Aleksander, ale był wielkim tchórzem. Król rzekł pewnego razu do niego: „Albo postępuj godnie Aleksandra, albo porzuć to imię!” – Strzeż się, aby twój królewski patron w niebie nie zrobił ci takiego samego wy rzutu: „Albo żyj godnie mego imienia, albo je porzuć!”

Jeśli zaś ty, chrześcijańska Czytelniczko, masz to szczęście, że ci rodzice pełni wiary na dali byli na chrzcie świętym to słodkie, piękne imię Maria, życzę ci z szczerego serca, abyś się okazała godną tego odznaczenia twej potężnej patronki, tego najwspanialszego wzoru. Jest wiele obiecującym, pocieszającym znakiem, jeśli się ma Przeczystą Dziewicę za patronkę i jeśli przy tym nie zaniedbuje starania, aby stać się Jej godnym. Tym więcej masz też obowiązek uroczyście obchodzić coroczne święta Maryi przez nawiedzanie kościoła, słuchanie Mszy świętej, przyjmowanie sakramentów świętych i inne pobożne uczynki. Wtedy cieszyć się będziesz Jej potężną pomocą w życiu i przy śmierci, jeśli bowiem „jeszcze nigdy nie słyszano, aby kto się pod opiekę Maryi ucieka, był od Niej opuszczonym”, o ileż więcej doznawać muszą pomocy ci, którzy tak pobożną, tak dobrotliwą mają patronkę!

Footnotes:

1

S. Alfons Ligu. Uwiel. Maryi. Rozdz. XI.

2

De thesanro Divinitatis Mariae Nomen evolvitur. Speciale Mariae hoc nomen iuvenit, quod significat: Deus ex genere meo. S. Pet. Dam. Ser. de Assumpt.

3

S. Bonav. in Psal. de B. Virgi.

4

Velociter est nonunquam salus memorato nomine Mariae, quam invocato nomine Jesus, S. Anzelm. De excellentia B. M. Virg.

5

Omnipotentia supplex.

6

Ś. Alfons Lig. Uwiel. Mar.

7

Ś. Alfons Uwielb. Maryi.

8

Ś. Alf. Lig. Uwielb. Maryi. Rozdz. VI.

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna
2020-09-08

Narodzenie Przenajświętszéj Maryi Panny

Nastąpiło około roku 15 przed Chrystusem Panem.

(Szczegóły te wyjęte są z podania kościelnego.)

Narodzenie przenajświętszéj Maryi Panny, nastąpiło według rachuby Martyrologium Rzymskiego roku 15 przed erą chrześcijańską, 5,084 od stworzenia świata, 2,941 po Potopie, 1,999 od urodzenia Abrahama, 1,494 po wywiedzeniu z Egiptu Izraelitów przez Mojżesza, w 1,016 lat od króla Dawida, w 730 od założenia Rzymu, w lat 576 po niewoli Babilońskiéj, w 190 Olimpiadzie, w 22 roku panowania cesarza Augusta, gdy w ziemi Żydowskiéj królował Herod Idumejczyk. o do dnia zaś i miesiąca, w którym przyszła na świat Boga naszego Rodzicielka, według powszechnego, i od pierwszych wieków Kościoła przyjętego podania, nie masz wątpliwości że narodziła się dnia 8-go miesiąca Września.

Początek dzisiejszéj uroczystości, to jest uroczystego obchodu téj błogosławionéj chwili, niektórzy pisarze kościelni, a między nimi i Papież Benedykt XTV, naznaczają następujący: Piszą iż wkrótce po Wniebowzięciu Matki Bożéj, kilku Jéj szczególnych czcicieli, osiadło było na puszczy, i oddając się tam bogomyślności i ostréj pokucie, podobnie jak zakonnicy od owéj także pory mieszkający na górze Karmelu, w szczególny sposób oddawali cześć przenajświętszéj Pannie. Owoż, przez lat kilka, w miejscu gdzie mieli swoje chatki pustelnicze, w każdy ósmy dzień miesiąca Września słyszeli oni w powietrzu przecudną muzykę Anielską, niewiedząc dla czego w tym tylko dniu słyszeć się im te niebieskie śpiewy dawały. Razu więc pewnego udali się na modlitwę, gorąco prosząc Pana Boga, aby im objawić raczył, powód cudu tego w tym dniu tylko powtarzającego się. Wtedy dowiedzieli się iż to był dzień Narodzenia Matki Bożéj, która im, jako Swoim szczególnym czcicielom, dla ich uciechy w dniu tym śpiewy chórów Anielskich zsyłała. Przytém powiedziano im było że gdy całe Niebo weseli się tą uroczystą pamiątką, toć tém bardziéj obchodzić ją powinni mieszkańcy téj ziemi, dla których i pomiędzy którymi, Narodzenie przenajświętszéj Panny nastąpiło. Wieść o tém rozeszła się prędko i pomiędzy innymi chrześcijanami w tych okolicach mieszkającymi, którzy w tymże dniu uroczystość Narodzenia Maryi z wielkiém nabożeństwem obchodzić zaczęli, w czém ich i inne kościoły, to jest zgromadzenia wiernych, naśladować nie omieszkały. Benedykt XTV pisze nawet, że jeden z tych pobożnych pustelników, udał się niezwłocznie do Rzymu, i zawiadomił o tém objawieniu cudowném Papieża, który na tenże dzień to Święto wyznaczył. Nie ma nigdzie wzmianki o roku w którym objawienie to miało miejsce, lecz święty Piotr Damian Biskup i Kardynał, rzecz pilnie wyśledziwszy, nie wątpi że ustanowienie uroczystości Narodzenia Matki Bożéj, sięga czasów Apostolskich.

Co do miejsca. narodzenia się przenajświętszéj Maryi, nie zupełnie zgadzają się tak najdawniejsi jak i nowsi pisarze. Jedni utrzymują że dał Ją Pan Bóg światu w Jerozolimie; drudzy iż się narodziła w małej wiosce, o trzy godziny drogi od Nazaretu odległéj, zwanéj Sefora a po łacinie Diocesarea; inni wreszcie, iż w samym Nazarecie: i tego zdania są uczony Baroniusz, ą idąc za nim i Benedykt XTV.

Rodzicami przenajświętszéj Panny byli święty Joachim i święta Anna. Joachim był z rodu panującego, jako syn Barbantera, który przez Natana, pochodził od króla Dawida. To pokolenie chociaż królewskie, nie opływało w dostatki odpowiedne swojemu pochodzeniu, co Pan Bóg dopuścił i dla tego, aby najbliżsi przodkowie Pana Jezusa, nie byli już bardzo zamożnymi, gdy i On sam miał się narodzić w ubóstwie. Święta Anna była córką Natana, Z kapłańskiego pokolenia Aaronowego tym więc sposobem w rodzicach Maryi, połączone były te obydwie godności: królewska i kapłańska. Co do ich świątobliwości, Sama Matka Boża powiedziała świętéj Brygidzie w objawieniu, że wtedy nie było na całéj kuli ziemskiéj świątobliwszego małżeństwa nad Jéj rodziców. Bardzo podeszłych lat doczekali, niemając potomstwa: i nietylko już żyli z sobą nie jako małżonkowie lecz jak brat z siostrą, lecz nawet sam wiek ich nie pozwalał im spodziewać się dzieci, gdy oto Anioł przysłany z Nieba zapowiedział im, że staną się rodzicami dziewicy, z któréj przyjdzie na świat Zbawienie. Wtedy jak to także objawiła Matka Boża świętéj Brygidzie: „woleliby oni byli umrzeć, aniżeli uledz zmysłowości, która już w nich była zupełnie wygasła: jedynie więc z uczucia miłości Boga i na słowo Anioła zwiastującego im narodzenie przyszłéj Matki Zbawiciela, spełnili obowiązek małżeński, i stali się Jéj rodzicami” 1. Narodzenie więc Maryi było niejako cudowném, gdyż jak słuszną uwagę robi święty Jan Damasceński: „potrzeba było aby Ta która przez Swoję niezrównaną świętość, miała być największym cudem wszechmocności Boskiéj, cudownie przyszła na świat. Bo gdy Dziewica przeznaczona na Matkę Boga, miała się narodzić z Anny, sama natura nie śmiała swoich własnych sił używać w tém co miało być przedewszystkiém dziełem łaski: i dla tego czyniąc Annę niepłodną, czekała aż nadejdzie pora w któréj łaska swój owoc wyda.” 2

Lecz któż jest w stanie pojąć świętą radość tych ubłogosławionych rodziców, gdy tak cudownie i taką zesłał im Pan Bóg córkę, a która znosząc z nich sromotę, jaka w Starym Zakonie do niepłodności małżeńskiéj była przywiązaną, uczyniła ich rodzicami najszczęśliwszymi i najświetniejszymi, jacy kiedy byli i będą pod słońcem!

Każdzi rodzice cieszą się serdecznie, gdy ich Pan Bóg obdarza potomstwem: lecz gdy się im rodzi dziecię, nie mogą jeszcze wiedzieć jakiém ono będzie, i zresztą każde przychodzi na świat ze skazą grzechu pierworodnego, a więc jako istota niemiła Bogu. Lecz Marya przyszła na świat nietylko wolna od téj skazy, ale takiemi łaskami obdarzona że już od téj chwili nie było i nie będzie świętszéj od Niéj istoty: gdyż była Ona po duszy Pana Jezusa, najdoskonalszém dziełem wszechmocności Boskiéj: „dziełem, które, jak się wyraża święty Piotr Damian, tylko Bóg sam przewyższa.” Powab i krasa Jéj przenajświętszego i niepokalanego ciała, odpowiadały niezrównanéj ani przez Aniołów nawet piękności Jéj duszy; a od pierwszéj chwili Jéj życia, jak wszystkiemi darami wzbogacił Ją był Pan Bóg, taki pełnością rozumu. Jak zaś obfitemi i jak wzniosłemi były łaski które otrzymała, tego nikt z ludzi nawet pojąć nie może, gdyż powiada święty Wincenty Ferariusz: „Marya w żywocie Matki swojéj, już Świętszą była od wszystkich Świętych i Aniołów razem wziętych.” Jedna rzecz tylko może nam dać wyobrażenie, jak Świętą Ona była, a tą jest gdy się zastanowimy nad tém, że Pan Bóg obrał Ją był i przeznaczył na Matkę Swoję: więc czyż mogła być jaka łaska którą by Ją nie obdarzył? i czy z tego powodu, jeśli tak wyrazić się można, nie był Pan Bóg obowiązanym uczynić Ją tak doskonałą, jak tylko cała Jego potęga i wszechmocność uczynić to mogły, i to od samego początku Jéj istnienia. Z tego téż to powodu święty Epifaniusz powiada, że łaska jaką odebrała Marya już przy urodzeniu, była niezmierną, Święty Augustyn że niewymowną, Dyonizy Kartuzyański że jakby nieskończoną. Święty Hieronim mówi że cała łaska zlana zo- stała na Jéj duszę, a święty Bernardyn Seneński utrzymuje: że Marya tyle otrzymała łaski, ile tylko może ją otrzymać istota stworzona, a więc że już niejako Pan Bóg w całéj Swojéj potędze, świętszéj i doskonalszéj istoty stworzyćby nie mógł. 3

Owoż, jeżeli w każdéj rodzinie przyjście na świat nowego potomka jest powodem radości, którą nawet corocznie obchodzą, jakiémże weselem napełniać powinna cały Kościoł i ziemski i niebieski, uroczysta pamiątka narodzenia się Maryi, kiedy Ona miała stać się Królową Nieba i ziemi, „jedyną naszą po Jezusie nadzieją” powiada święty Epifaniusz, owszem „podstawą téj naszéj nadziei” jak się wyraża Bernard święty; „naszą poręczycielką przed Bogiem” pisze święty Augustyn, „pośredniczką przez któréj tylko ręce postanowił Pan Bóg udzielać ludziom łaski Swoje”, mówi święty Alfons Liguory, „lekarką wszelkich naszych słabości„ woła święty Bonawentura, „naszém weselem, naszém uspokojeniem, naszą Matką” jak Ją nazywa święty Efrem, słowem: „naszém życiem, pociechą największą i całą ufnością” jak to śpiewa Kościoł cały.

W błogosławionéj to chwili narodzenia się Maryi, ciemności w których świat pogrążony był od przeszło pięciu tysięcy lat, rozpraszać się zaczęły, za przyjściem téj Jutrzenki oczekiwanéj od dawna, i przepowiedzianej przez najświętszych Proroków: „Obchodźmy z wielkiém weselem, powiada święty Jan Damasceński, narodzenie Matki Bożéj, przez którą rodzaj ludzki został przez Syna Jéj odkupiony, i przez któréj przyjście na świat klęska jaką sprowadziła na nas pierwsza matka nasza Ewa, zamieniła się w największe szczęście.” 4 „Jak Jutrzenka, pisze Opat Rupert, jest końcem poprzedzającéj ją nocy, tak narodzenie Maryi, było końcem naszych smutków, a początkiem wesela.” 5 „Narodzenie Jéj bowiem, powtarza znowu święty Jan Damasceński, było i zapowiednią największych łask Boskich, i zadatkiem przyszłego przyjścia na świat Samego Boga.” 6

Rośnij więc, o! rośnij Dziecino przenajświętsza! rośnij i na chwałę tego Boga, którego masz porodzić, i na nasze szczęście, boć Cię na to zsyła Pan Bóg na ziemię. Wpatrując się to Stwórca odwiecznie w Ciebie, i przewidując Cię taką jakąś się narodziła, postanowił z miłości ku Tobie, stać się człowiekiem w przeczystém łonie Twojém i nas wszystkich przez to zbawić! Rośnij przeto i żyj dla naszego zbawienia; ażebyś nam wydała z Siebie Odkupiciela, a przez to w porządku łaski, i naszą rodzoną stałą się Matką!

Pożytek duchowny

Uczestnicząc całém sercem w weselu Kościoła i tryumfującego w Niebie i wojującego na ziemi, z powodu dzisiejszéj uroczystości, która jak się słusznie wyraża święty Jan Damasceński jest pamiątką chwili w któréj rozpoczęło się nasze zbawienie, powtórz pobożnie wraz z tymże Kościołem tę Antyfonę którą on dziś śpiewa: „Narodzenie Twoje Boża Rodzicielko Dziewico, wesele zapowiedziało światu całemu; z Ciebie bowiem narodziło się Słońce sprawiedliwości Chrystus Bóg nasz; który rozwiązując przekleństwo, przyniósł błogosławieństwo, i śmierć przemagając dał nam życie wiekuiste,”

Modlitwa (Kościelna)

Sługom Twoim, prosimy Cię Panie, dar łaski niebieskiéj racz miłościwie udzielić; i gdy Boskie Macierzyństwo przenajświętszéj Dziewicy, stało się zbawienia naszego początkiem, niechże uroczysty obchód Jéj narodzenia, który dziś święcimy, do dostąpienia tegoż odkupienia, miłosierdzie nam Twoje uprosi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 759–762.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 719

Maryja mówi w hymnie „Magnificat”: „Albowiem uczynił Mi wielkie rzeczy”. Tak jest rzeczywiście; On Ją wybrał za Matkę Syna swego. On uczynił Ją naczyniem takiej czystości, świętości i łaski, że została Królową chóru aniołów i Świętych Pańskich. On Ją w chwili śmierci wziął w Niebo z duszą i ciałem. Jeśli sam Bóg tak wysoko Ją ceni, jakże byśmy nie mieli Jej czci należnej oddawać! Cześć Maryi jest zarazem czcią oddaną Bogu. Ale nie tylko cześć należna Bogu, lecz własne nasze zbawienie tego się domaga, abyśmy Maryję miłowali i wielbili. Jeśli rzeczywiście pragniemy Nieba i szczęścia wiekuistego, do którego droga jest usłana kolcami i cierniem, któż za nami się wstawi, któż weźmie nas pod skrzydła opieki, któż nam dopomoże, jeżeli nie ta Matka miłosierdzia i litości? Ona jest szafarką łask Bożych, Ona nie odwróci od nas świętego oblicza swego, Ona nie zamknie uszu na westchnienia nasze, jeśli się do Niej w pokorze udamy. „Ona bowiem miłuje tych, co Ją miłują, a kto Ją znajdzie, ten znajdzie życie”, mówi Pismo święte. Skarb wielki posiędzie ten, co znajdzie łaski Panny świętej. Miłujmy więc, wielbmy Maryję, ufajmy Jej jak dzieci, tego wymaga Bóg, tego wymaga dobro nasze.

Footnotes:

1

Ś. Brig. Revel. Lib. I. Cap. 9.

2

S. Jan Dam. Ser. de Nativ. B. V.

3

Tanta gratia Virgini data est, quanta uni et purae crenturae dari possibile est. S. Ber. Sen. Serm. de perf. B. V.

4

S. Joan. Damas. Ser. de nativ. B. V.

5

Rup. in Cantio. Lib. VI.

6

B. Joan. Dam, ut supra.

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Karmel
2020-09-02

Św. Stefana Wyznawcy, Króla Węgierskiego

Żył około roku Pańskiego 1038.

(Żywot jego był napisany przez Kartuzyusza, Biskupa Węgiérskiego.)

Święty Stefan narodził się w Węgrzech około roku Pańskiego 970. Ojcem jego był Gejza, czwarty z rzędu książe panujący nad krainą Węgierską, zdobytą od Rzymian przez Hunnów. Książe ten chociaż był poganinem, przypuściwszy do państwa swojego wielu chrześcijan, postanowił w całym kraju Ewangelią zaszczepić: lecz razu pewnego miał we śnie widzenie, w którém mu Pan Bóg oznajmił, że to uczyni dopiéro syn jego, który wkrótce ma się narodzić, i że przybędzie do Węgier święty Apostoł, który mu wskaże co ma uczynić aby swego następcę do tak wielkiego dzieła usposobić.

Owoż tym Apostołem był święty Wojciech, który wkrótce potém przybył do Węgier i ochrzcił Gejzę wraz z wielką liczbą jego poddanych. W dni zaś kilka narodził się księciu syn zapowiedziany, który przyszedł na świat w Ostrzykoniu główném wtenczas tego kraju mieście. Święty Wojciech ochrzcił nowonarodzonego, któremu nadano imię Stefan, gdyż matce jego księżnie Karolinie, objawił się był święty Stefan Męczennik, nakazując aby jego imię nadała synowi, oświadczając przytém iż bierze go pod swoję szczególną opiekę.

Księstwo wychowywali syna: jak najpobożniéj. Mieli téż tę pociechę, iż pierwsze wyrazy jakie wymówił, byłyto przenajświętsze Imiona Jezusa i Maryi. Dalszém wychowaniem jego, kierował święty Wojciech, nic więc dziwnego że od lat najmłodszych był on już Świętym. Miał lat piętnaście, kiedy ojciec podziwiając w nich rzadką roztropność, w większéj części zwierzył mu zarząd całego państwa, a we dwa lata potém, po śmierci Gejzy Stefan na tron węgierski wstąpił.

Pierwszém staraniem młodego książęcia było wytępienie barbarzyńskich i pogańskich obyczajów jego poddanych, a w miejsce tego zaszczepienie w nich ducha chrześcijańskiego. Lecz stało się to powodem wojny domowéj. Kupe hrabia na Zegzardzie, na czele licznego wojska złożonego z resztek pogan niechętnych panowaniu świętego Stefana, podniósł rokosz. Święty wydał im walną bitwę, przed którą długo pomodliwszy się, na czele swoich uderzył na rokoszan, i zbił ich na głowę. Uspokoiwszy się wewnątrz kraju, prowadził daléj święte dzieło które rozpoczął. Z okolicznych krajów sprowadził wielką liczbę kapłanów i zakonników, wybudował mnóstwo kościołów, klasztorów i plebanii, uposażając je z książęcą hojnością.

Widząc kraj już cały za staraniem swojém w krótkim przeciągu czasu nawróconym do wiary świętéj, podzielił go na jedenaście Dyecczyj, z Metropolią w mieście Ostrzykoniu. Lecz że to wszystko potrzebowało sankcyi stolicy apostolskiéj, Stefan wysłał w tym celu do Rzymu Metropolitę Anastazego, aby uzyskał zatwierdzenie nowopowznoszonych Dyecezji, i otrzymał dla niego od Papieża tytuł królewski. Pod tęż porę, Papież miał już przygotowaną przepyszną koronę dla Bolesława książęcia polskiego, którego także do godności króla miał podnieść. W wigilią przybycia posła Stefana do Rzymu, Ojciec święty miał objawienie, aby koronę przygotowaną, nie polskiemu lecz węgierskiemu przeznaczył książęciu. Na posłuchaniu tedy wysłanego z Węgier Metropolity, zatwierdził Papież wszystko co dotąd uczynił był święty Stefan, upoważnił go do wznoszenia innych nowych Dyecezyi, jako téż do obsadzenia ich godnemi pasterzami według jego wyboru, i posłał mu koronę, mianując jego i jego następców królami węgierskiemi. Na znak zaś szczególnéj swojéj łaski dla Stefana, który już tak wielkie w Kościele Bożym położył był zasługi, uczynił mu dar z krzyża bardzo kosztownego, z przywilejem aby go przed nim uroczyście noszono.

Gdy wysłannik Stefana wracał z Rzymu do Ostrzykonia, Święty wyszedł na jego spotkanie za miasto, otoczony Biskupami, dworzanami i wielką liczbą ludu, i niezwłocznie koroną przez Papieża przysłaną, na króla węgierskiego ukoronowany został.

Umocniony tym sposobem błogosławieństwem Apostolskiém na swoim tronie, z tém większą zajął się gorliwością ułożeniem praw, tak sądownictwa jak i całego zarządu krajowego tyczących się, a na których dotąd zupełnie Węgrom zbywało. W postanowieniach tych, dowodzących jak wielkiéj świątobliwości Stefana, tak i wysokiego jego rozumu, w stosunkach poddanych z władzami, przykrócił wszystkie w wyższych urzędach napotykać się mogące nadużycia; zabezpieczał los wdów, sierot i wszelkiego rodzaju ubogich, a obok tego, i przedewszystkiém, zapewniał swobodę i niezależność Kościoła. Powodowany szczególném do Matki Bożéj nabożeństwem, któréj pośrednictwu przypisywał błogosławieństwa, jakie Pan Bóg w obfitéj mierze zlewał na jego panowanie, poddał całe państwo swoje raz na zawsze pod Jéj szczególną opiekę, i chciał aby Węgrzy czcili Ją jak najwyższą swoję Patronkę. Wystawił téż w mieście Albie, gdzie zwykle przemieszkiwał, wspaniały kościoł pod wezwaniem Matki Bożéj. A nieprzeliczoną liczbę kościołów wzniosłszy w swojém państwie, wybudował także i kościoł w Rzymie, wraz z obszernym szpitalem dla pielgrzymów węgierskich, i uposażył go na utrzymywanie przy nim dwunastu kanoników Regularnych. W Carogrodzie także wystawił kościoł Matki Bożéj, równie jak i w Jerozolimie wraz z klasztorem, zapewniając im dochody dostateczne do wyżywienia znacznéj liczby zakonników.

Pobożna ta hojność, nie przeszkadzała mu być jeszcze hojniejszym dla ubogich, tych żywych kościołów Chrystusowych. Pomny na słowa Pana Jezusa: że „cokolwiekbyście uczynili jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” 1, żadnego biednego bez sowitego wsparcia nie odprawiał. Nad choremi szczególnie wielką miał litość, a za to dał mu Pan Bóg tę cudowną łaskę, że ich uzdrawiał chlebem lub owocem, przez niego pobłogosławionym. Dla zapewnienia Węgrom następcy na tron świeżo królewskim ogłoszony, pojął w małżeństwo księżniczkę Gizellę, siostrę świętego Henryka cesarza, godną tak świętego króla małżonkę, która mu w jego wszystkich pobożnych i dobrych czynach, z całego serca dopomagała.

Lecz dla tém świetniejszéj, korony która go w Niebie czekała, trzeba było aby przeciwnościami i różnego rodzaju cierpieniami, oczyszczała się i udoskonalała jego błogosławiona dusza. Dopuścił téż Pan Bóg takowe na niego. Zwykle czerstwego zażywając zdrowia, niespodzianie stracił je prawie zupełnie, i przez trzy lata ciężkich, gwałtownych i niesłychanych doznawał cierpień. Następnie kilkoro jego dzieci, jedno po drugiém w kwiecie wieku umarło. Pozostał mu tylko był najstarszy syn święty Emeryk, który stał się jedyną jego pociechą. Cieszył się nim tém bardziéj, iż wychowany najpobożniéj, zapatrując się na życie swojego świętego ojca, i sam żył jak Święty, wreszcie, na nim spoczywały nadzieje całego narodu. Lecz i tego zabrał mu Pan Bóg, a chociaż król i ten najcięższy cios zniósł z najdoskonalszém poddaniem się woli Bożéj, sam jednak będąc już zwątlony na siłach, zapadł w trawiącą gorączkę, która go tak znękała, iż ledwie mógł chodzić.

Taki stan zdrowia królewskiego, uzuchwalił złych jego poddanych. Czterech magnatów węgierskich uknuło spisek na jego życie, i jeden z nich pewnego wieczora wszedł do królewskiéj komnaty, z zamiarem zamordowania świętego Stefana. Przez próg przestępując, upuścił ukryty pod płaszczem sztylet: to go wydało i wyratowało króla od śmierci, który winowajcę rzucającego mu się do nóg i proszącego o przebaczenie ułaskawił, lecz widział się zmuszony zadośćuczynić sprawiedliwości na innych spiskowcach.

W roku 1088 w miesiącu Sierpniu, święty Szczepan, gorzéj na zdrowiu zapadł. Bardzo pragnął umrzeć w dzień Wniebowzięcia Matki Bożéj, który zawsze z wielką uroczystością obchodził. Gdy Święto to nadeszło, przyjął ostatnie Sakramenta z uczuciem najżywszéj pobożności, do zgromadzonych Biskupów, magnatów, wysokich urzędników i dworzan, miał długą przemowę, w któréj oddawał ich pieczy wiarę Świętą przez niego w Węgrzech wprowadzoną, upominał ich o wierne spełnianie praw przez niego postanowionych, polecił im sumienny wybór swojego następcy, i tegoż dnia wieczorem, wśród modlitw otaczających go kapłanów oddał Bogu ducha.

Węgrzy dla uczczenia tak pamiątki swojego świętego króla i pierwszego Apostoła, jak i dla wyrażenia wiernie przekazanéj im przez niego czci ku przenajświętszéj Pannie, Jéj święto Wniebowzięcia dotąd nazywają: Dzień Wielkiéj naszéj Pani.

Pożytek duchowny

Najłatwiéj kraje i całe narody nawracały się do wiary świętéj, kiedy zasiadający na tronach monarchowie, dawali do tego pochop; a cóż dopiéro kiedy tak jak błogosławiony Stefan król węgierski, jaśnieli i jako wielcy Święci. I dziś byłoby lepiéj na świecie i swobodniéj dla Kościoła, gdyby narodami rządzili Święci. Proś więc Pana Boga aby tak było.

Modlitwa (Kościelna)

Daj prosimy Wszechmogący Boże Kościołowi Twemu, aby błogosławionego Stefana wyznawcę Twojego, którego, gdy panował na ziemi, miał krzewicielem, pośrednikiem znalazł gdy już króluje w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 741–743.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 702–703

Pomnijmy na orędzie św. Stefana, że Jezus Chrystus jest niewidzialnym Królem wszech ludzi i narodów, któremu wszyscy winni uległość i posłuszeństwo. Prawda ta tkwiła w pamięci i sercu świętego króla Stefana, ona przyświecała mu w życiu, ona była kierowniczką wszystkich jego myśli i czynów. Idąc za jego przykładem, nie zapominajmy i my, że:

  1. Jezus Chrystus jest naszym Królem jako Syn Boży. Jako prawdziwy Bóg stworzył nas i powołał na świat mocą mądrości swojej. On nas darzy światłem i powietrzem, pokarmem i napojem, pociechą i radością; Jemu jednemu wiadomo, gdzie, kiedy i wśród jakich okoliczności zejdziemy z tego świata i przeniesiemy się na drugi. Wiemy, że umrzeć musimy, ale On tylko godzinę śmierci oznacza. On wszystko urządza na dobro i korzyść naszą, a my tylko prosić Go możemy, aby się stała Jego wola święta. Aniołowie, którzy pokusili się kiedyś oprzeć się Mu i zbuntować przeciw Niemu, zostali szatanami. Któż z nas ośmieli się pójść w ich ślady? Wielbmy przeto Boga i służmy Mu.
  2. Jezus jest Królem naszym jako Bóg-człowiek. On nas wykupił z niewoli szatana za drogą cenę krwi swojej i dobrowolnej śmierci na krzyżu. On nas przyjął do Kościoła swego w zamian za uroczystą przy chrzcie świętym złożoną obietnicę, że Go wielbić będziemy jako Króla, że staniemy się godnymi łask Jego i będziemy słuchać Jego przykazań. Obietnicy tej dotrzymamy, dotrzymamy zaprzysiężonego Mu posłuszeństwa. Będziemy mu służyć wiernie i niezmiennie w nadziei, że nas przyjąć kiedyś raczy do Królestwa szczęścia wiekuistego. Bądź przeto pochwalony i ponad wszystko uwielbiony Jezusie Chrystusie, Królu i Panie nasz, po wszystkie wieki i czasy.

Footnotes:

1

Mat. XXV 40.

Tags: św Stefan I Święty „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna król św Wojciech św Szczepan Maryja
2020-08-31

Św. Rajmunda Nonnata (nienarodzonego), Wyznawcy i Kardynała

Żył około roku Pańskiego 1240.

(Żywot jego był napisany przez Ciakoniusza, jemu współczesnego, i znajduje się u Bolandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Rajmund przezwany Nonnatus, co po łacinie znaczy nienarodzony, z powodu że przyszedł na świat po śmierci matki z któréj już nieżyjącéj go wydobyto, narodził się roku Pańskiego 1204, w małém miasteczku Portel, w Katalonii w Hiszpanii położoném.

Skoro dojrzał na rozumie, widząc się pozbawionym matki ziemskiéj, obrał sobie za Matkę Niebieską przenajświętszą Pannę, i do Niéj od najmłodszych lat szczególne miał nabożeństwo. Najulubieńszą jego rozrywką było modlić się w jakiéj kaplicy Jéj poświęconej, lub przed Jéj wizerunkiem. Nazywano go téż dziecięciem Maryi. Wychowany bardzo starannie, wielki w naukach postęp uczynił.

Ojciec obawiając się aby nie wstąpił do zakonu, widząc w nim wielką do tego skłonność ażeby go rozerwać dał mu do zarządu jednę ze swoich majętności wiejskich. Rajmund spełnił wolę ojcowską i zajął się gospodarstwem, lecz tak czas swój urządził, że więcéj jeszcze niż gdy był w domu rodzicielskim, mógł się pobożności oddawać. Miał bardzo liczną i wyborową trzodę: przy niéj w polu spędzał dnie całe, biorąc z sobą książki pobożne do czytania. Tęsknił tylko za kościołem Matki Bożéj, którego blizko nigdzie nie miał, gdy razu pewnego przechodząc z trzodą po różnych górach, znalazł na jednéj z nich małą opuszczoną kapliczkę, z obrazem przenajświętszéj Panny. Tam przepędzał najwięcéj czasu, pustelnicze wiodąc życie, a do ćwiczeń bogomyślności, przydawał wielkie umartwienia ciała.

Zły duch, który zawistnie patrzał na tę duszę błogosławioną coraz wyżéj na drodze doskonałości idącą, dnia pewnego przybrawszy postać pasterza, stanął przed nim i zaczął mu przedstawiać niewłaściwość tego rodzaju życia jakie prowadził, będąc synem jednego z najmożniejszych mieszkańców tego kraju. Następnie przypominając mu uciechy jakieby go na świecie spotkać mogły, pozwolił sobie nawet wyrażeń nieskromnych. Wtedy Rajmund przerażony, wezwał przenajświętszéj Panny, a na to Imię, szatan zawstydzony zniknął nagle, pozostawiając po sobie dym najsmrodliwszy.

Nietrafiwszy tym sposobem do Świętego, piekielny wysłannik do innego znowu uciekł, się środka. Pobudził złych ludzi, którzy oskarżyli Rajmunda przed ojcem, że zaniedbuje dozoru całego gospodarstwa, przyjąwszy na siebie pilnowanie trzody, a i téj nie dogląda, całe dnie w kaplicy na modlitwie spędzając. Przybył ojciec na miejsce aby się sam o tém przekonać, a zbliżywszy się do trzody, ujrzał jakiegoś pasterza przecudnéj piękności, który z największą pilnością doglądał bydła. Poszedł więc do kaplicy, gdzie się znajdował Rajmund, a domyślając się że to był Anioł, który w jego miejscu doglądał owiec, nietylko mu żadnych wyrzutów nie robił, lecz uściskawszy, zachęcił aby na pobożnéj drodze na któréj się znajdował, szedł coraz daléj.

Wkrótce potém, objawiła się świętemu Rajmundowi Matka Boża, oznajmując iż w istocie Anioł to go zastępował w dozorze gospodarstwa gdy on pozostawał na modlitwie, lecz oraz przydała, że wolą Jéj jest aby opuścił tę samotność a wszedł do zakonu świeżo wtedy założonego przenajświętszéj Maryi Panny od wykupienia więźniów. Rajmund nie zawahał się ani chwilę: udał się do Barcelony, gdzie był klasztor tego zgromadzenia, i tam przez świętego Piotra Nolasko, do Nowicyatu przyjęty został. Po uczynionych ślubach, na drodze doskonałości wyprzedził nietylko swoich towarzyszów ale i najstarszych zakonników.

Wkrótce téż powierzono mu jedno z najważniejszych dla zgromadzenia zleceń: posłano go do Afryki dla wykupienia więźniów. Przybywszy do Algieru, znalazł tam tak wielu chrześcijan jęczących w niewoli u Muzułmanów, że lubo wydał wszystkie pieniądze jakie miał z sobą na ich wyzwolenia, wielu jeszcze w niewoli pozostało. Wtedy, sam oddał się za nich w zamian, wysyłając zakonników z nim będących do Europy, aby znaczne pieniądze jakie Muzułmanie za niego wyznaczyli, przywieźli. Tymczasem, ci w których ręce się dostał, obchodzili się z nim tak barbarzyńsko, że Basza miejscowy, obawiając się wrazie gdyby umarł, stracenia wielkiéj sumy którą za niego spodziewano się dostać, nakazał aby go więcéj oszczędzano.

Święty, korzystał z jakiéj takiéj swobody, i przebywając z innymi niewolnikami chrześcijańskimi pocieszał ich w strapieniu, zachwianych utwierdzał w wierze, i jakim mógł sposobem wspierał. I nie dość na tém: apostołował Muzułmanów, i wielu z nich do wiary świętéj nawrócił. Dowiedziawszy się o tém Basza skazał go na śmierć przez wbicie na pal, i wyrok ten byłby wykonany, gdyby ci którym chodziło o otrzymanie znacznych pieniędzy za jego wykupienie, nie byli mu uratowali życia. Kara więc przeniesioną została na okrutne bicie pałkami. Święty zaledwie wyleczony z ran po tém męczeństwie poniesionych, znowu jak wprzódy nawracał Muzułmanów. Wtedy Basza kazał go powtórnie katować pałkami na publicznym placu, usta zaś przebić rozpaloném żelazem i zamknąć na kłódkę, któréj klucz u siebie zachował, i którą tylko gdy go karmić trzeba było otwierać pozwalał. Prócz tego wtrącił go do ciemnego więzienia, gdzie w takich mękach przebył ośm miesięcy, aż nadeszły pieniądze za które wykupiony został.

Powróciwszy Święty Rajmund do swoich, spragniony męczeńskiéj za wiarę śmierci, która go ominęła, prosił przełożonych aby go powtórnie pomiędzy Muzułmanów posłano, lecz na to pozwolić nie chcieli. W téj porze Papież Grzegorz IX, chcąc uczcić w tym słudze Bożym, już tak wielkie dowody jego miłości chrześcijańskiéj, zrobił go Kardynałem, pomimo oporu jaki pokora jego stawiła. Godność takowa, nie zmieniła wcale rodzaju życia jakie prowadził będąc zakonnikiem. Po usilnych prośbach uzyskawszy od Papieża pozwolenie, udał się do Barcelony, i tam w klasztorze w którym odbywał nowicyat, zamieszkał. Przygotowano mu odpowiednie do wysokiego jego urzędu w Kościele mieszkanie, a hrabia Kardon, blizki jego krewny, sporządził dla niego paradny powóz, i konie z bogatym zaprzęgiem. Święty, wszystkiego tego przyjąć nie chciał; zamieszkał celkę zakonną, i nieuwalniając się od żadnych obowiązków klasztornych, dla wszystkich był najwyższym wzorem pokory, umartwienia i miłości bliźniego.

Razu pewnego idąc ulicą wśród zimy, spotkał ubogiego niemającego żadnego nakrycia na głowę. Zdjął czapkę i oddał biednemu. Nocy następnéj, w czasie modlitwy, miał widzenie. Objawiła się mu przenajświętsza Marya Panna, i włożyła na głowę koronę z kwiatów przecudnych. Jakkolwiek wielkiéj sługa Boży doznał na duszy pociechy z takiego daru i z takich rąk pochodzącego, ośmielił się jednak powiedzieć, iż dla miłości Chrystusa cierpiącego, wolałby koronę cierniową. Podobało się to Matce Bożéj, i w téjże chwili Sam Pan Jezus stanął przed nim, włożył mu na głowę koronę cierniową podobną do téj jaką Sam był ukoronowany, i przyciskając mu ją do czaszki, uczynił go uczestnikiem téj Swojéj męki.

Niedługo jednak święty Rajmund w klasztorze Barcelońskim mógł zażywać cichego i ukrytego życia, którym się tak serdecznie cieszył. Ojciec święty Grzegorz IX, dla niektórych ważnych spraw Kościoła do których chciał go użyć, przywołał go do Rzymu. Święty udał się tam niezwłocznie, lecz przybywszy do miasta Kordony o parę mil za Barceloną, zapadł w gwałtowną gorączkę, i w dni kilka lekarze oświadczyli iż jest bez nadziei. Zdarzyło się iż po spowiedzi i po przyjęciu Olejów świętych, kapłan który miał mu udzielić Wiatyk, opóźniał się, a Święty zbliżał się szybko do śmierci. Spragniony niebieskiego zasiłku, poprosił Pana Jezusa aby go takowego nie pozbawiał. Jakoż, wobec kilku świadków naocznych, sam Pan Jezus przybył i dał mu Kommunią świętą. Po jéj przyjęciu, wśród modlitwy, pełen cnót i zasług, poszedł po nagrodę do Nieba dnia 31 Sierpnia roku Pańskiego 1240, mając lat trzydzieści sześć. Gdy po śmierci jego, zaszła sprzeczka gdzie ciało ma być pochowane, zgodzono się aby je włożyć na muła ślepego, i tam je pochować gdzie on je zaniesie. Rzecz dziwna: muł zaniósł je do téj kapliczki Matki Boskiéj, w któréj w młodości swojéj zwykł się był modlić Rajmund. Tam téż zwłoki jego złożono, a późniéj stanął tam wspaniały kościół i klasztor jego zakonu.

Pożytek duchowny

Święty Rajmund, jak to z żywota jego widziałeś, z miłości, bliźniego zaprzedał się w niewolę do Muzułmanów, dla wydobycia z niéj chrześcijan. Wielbiąc w Świętych Pańskich, tak bohaterskiego miłosierdzia dowody, porównaj je z tém, co ty z miłości bliźniego czynisz.

Modlitwa (Kościelna)

Boże który w wyzwalaniu wiernych z niewoli u bezbożników, błogosławionego Rajmunda wyznawcę Twojego, przedziwnym uczyniłeś; za jego pośrednictwem spraw prosimy, abyśmy z więzów grzechów naszych wyzwoleni, co Tobie jest miłém swobodnie zawsze spełniali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 735–737.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 688

W życiu świętego Rajmunda uderzają każdego dwie rzeczy:

a) Opłakany stan niewolników jęczących w niewoli Saracenów. Biedni jeńcy musieli dźwigać ciężkie łańcuchy, pracować ciężko i bez wytchnienia, znosić szyderstwa i urągania bez nadziei oswobodzenia, gdyż nie mogli się wykupić. b) Miłosierdzie świętego Rajmunda, który sam się oddał w niewolę, aby nieszczęsnym wrócić wolność.

Te dwa punkty są w pewnej mierze wyobrażeniem tego, co Kościół święty codziennie i co godzinę w ofierze Mszy świętej dla nas czyni. W dowód tego zważmy:

  1. Największym nieszczęściem, jakie gnębi chrześcijanina, jest grzech pierworodny. W tym stanie jest jakby wygnańcem, na którym spoczywa klątwa niewdzięczności i nieposłuszeństwa. Jest on niejako więźniem, okutym kajdanami przez szatana. Nie jest on zdolny wykupić się z tej niewoli, wypłacić się z długu obrazy sprawiedliwości Bożej i pozyskać wstępu do Królestwa niebieskiego. Na uznanie tego niepodobieństwa godzi się rozum i objawienie. I rozum i objawienie uczy nas, że tylko sam Chrystus jako prawdziwy Bóg-Człowiek może usunąć to niepodobieństwo.
  2. Pan Jezus jest prawdziwym Barankiem ofiarnym za grzechy nasze. Pan Jezus odzywa się do nas przy Mszy świętej podczas Pod niesienia ustami kapłana: „Oto kielich krwi Mojej, nowego i wieczyste go Zakonu, krwi, która wylaną będzie za nas i za wielu na wybaczenie grzechów”. Chrześcijanin widzi w tym świętym akcie obok siebie Hostię Przenajświętszą i Kielich święty, a wiara widzi w tym odosobnieniu ciała i krwi tajemniczą śmierć Zbawiciela, ponawianą dla odpuszczenia grzechów naszych; śmierć bowiem jest koniecznym następstwem rozdziału ciała i krwi. Ta święta i drogocenna krew woła do Ojca niebieskiego o miłosierdzie i wybaczenie wyrządzonej Mu obrazy, a tego wołania zawsze wysłucha łaskawie Bóg wszechmogący. Podziwiajmy poświęcenie, jakie okazał święty Rajmund w wykupywaniu jeńców, ale podziwiajmy stokroć więcej Jezusa w ołtarzu, który nas ofiarą życia wyswobodził z niewoli grzechu.
Tags: św Rajmund Nonnat „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna kardynał Maryja ojciec św Piotr Nolaska miłość bliźniego
2020-08-23

Św. Filipa Benicyusza, Wyznawcy

Żył około roku Pańskiego 1285.

(Żywot jego wyjęty jest z rocznych dziejów Zakonu Serwitów.)

Święty Filip Benicyusz (Benitti) rodem z Florencyi we Włoszech, pochodził z jednéj ze znakomitszych tego miasta rodzin. Przyszedł na świat około roku Pańskiego 1224. W kolebce był jeszcze i nie miał pół roku, gdy do domu jego rodziców weszło dwóch zakonników Serwitów, których zgromadzenia głównym celem jest rozszerzanie czci Matki Boskiéj; ujrzawszy ich dziecię które dotąd nie mówiło zawołało: „Oto są prawdziwi słudzy przenajświętszéj Panny.” Upatrując w cudzie tym znak szczególnego błogosławieństwa Boskiego nad ich synkiem, rodzice wychowali go bardzo pobożnie. Gdy ukończył szkoły we Florencyi, wysłali go do Paryskiéj akademii, gdzie słuchał wykładu medycyny. Ztamtąd przeszedł do uniwersytetu w Padwie, na którym otrzymał stopień Doktora. Po powrocie do Florencyi oczekiwał go bardzo świetny zawód, jako młodzieńca wysoko wykształconego, a który po rodzicach wielkiego spodziewał się majątku. Lecz Filip już wtedy zamyślał o poświęceniu się na wyłączną służbę Panu Bogu, i ciągle modlił się, a szczególnie do przenajświętszéj Panny do któréj miał wielkie nabożeństwo, aby mógł w téj mierze rozpoznać wolę Bożą. Zdarzyło się, iż będąc na Mszy świętéj w kaplicy ojców Serwitów w blizkości miasta Florencyi, trafił na Mszę podczas któréj w Epistole czytano o nawróceniu Eunucha królowéj Etyopskiéj. Uderzyły go tam słowa któremi Duch Święty odezwał się był do Dyakona Filipa: „Przystąp, a przyłącz się do wozu tego” 1, a że i sam miał imię Filip, więc to wyrażenie zastosował do siebie. Wróciwszy do domu gorąco prosił Przenajświętszą Pannę, aby go ostatecznie w tém oświecić raczyła, i na modlitwie takiéj cały dzień aż do północy przetrwał. Wtedy miał następujące widzenie: zdawało mu się iż jest na obszerném polu, w którém co krok groziły mu to straszne przepaści, to skały jakby walące się na niego, to bagna w których grzęzły mu nogi, to znowu węże i gadziny które się na niego rzucały. W widzeniu takowém które przeraziło go niezmiernie, poznał on obraz świata i niebezpieczeństw jakie na nim napotyka dusza, aż oto ukazała się mu Matka Boża siedząca na wozie otoczonym Aniołami i błogosławionemi duszami, wołająca na niego: „Filipie przystąp i wsiądź na wóz ten” który, jak mu to Samaż przenajświętsza Panna wytłómaczyć raczyła, wyobrażał zakon Serwitów, do którego miał wstąpić.

Zakon ten przed piętnastu dopiéro laty był założony w okolicach Florencyi, gdzie siedmiu pobożnych kupców osiadłszy na górze Sereńskiéj, zawiązali się byli w Zgromadzenie, mające na głównym celu rozszerzanie czci przenajświętszej Panny. Filip niewątpiąc już o woli Bożéj względem swego powołania, udał się do ich klasztoru i niemówiąc kim jest, owszem przedstawiając się jak młodzieniec do gminu należący, prosił przełożonego o przyjęcie do zakonu na prostego braciszka. Po kilkodniowéj próbie przyjętym został i przeznaczonym do najniższych usług w klasztorze, i do robót w polu.

Zadowolony niezmiernie z tak pokornego zawodu, pilnie ukrywał i swoje urodzenie i również znakomite wykształcenie jakie posiadał. Nieograniczając się zaś na ciężkiéj pracy, którą bywał obarczony, przydawał sobie różnego rodzaju umartwień ciała, ścisłe zachowywał posty, nosił ciągle włosiennicę i biczował się do krwi. Zwykle załatwiał tak prędko przeznaczoną sobie robotę, że mu w dzień wiele zbywało czasu, który przepędzał na modlitwie przed obrazem Matki Bożéj w kościele, gdzie czasem i całą noc przebywał.

Cieszył się nadzieją iż całe życie tak ukryty w tym pokornym stanie braciszka pozostanie, kiedy zdarzyło się iż w podróży którą odbywał, dwóch ojców Dominikanów rozmawiając z nim długo, tak uderzeni zostali jego rozumem, nauką i świątobliwością, że udali się do jego przełożonych i przedstawili im jaką szkodą jest dla Kościoła, trzymać taki świecznik w ukryciu. W skutek tego, pomimo oporu jaki stawiała jego pokora, przełożeni, którzy już i sami zaczęli się na nim poznawać, wkrótce wyświęcili go na kapłana.

Przyobleczony tą godnością, świetniéj zajaśniał cnotami, i w przeciągu lat kilku przeszedłszy różne urzędy w swojém Zgromadzeniu, został jednomyślnie na generalnego przełożonego wybrany. Użył wszelkich środków aby się od tego uwolnić, lecz gdy to nie pomogło, widzące i tu wyraźnie wolę Bożą, całą duszą zajął się obowiązkami, któremi go obarczono. Cześć Matki Bożéj, co tak bardzo jego własnemu dogadzała sercu, rozpowszechniał z największą gorliwością, w wielu miejscach zakładając Bractwa o siedmiu Boleściach Matki Bożéj. Zakon jego który do téj pory posiadał tylko jeden klasztor, za jego rządów, szerzyć się szybko zaczął. Sława świątobliwości generalnego przełożonego, jako téż i biegłość jego w przewodniczeniu duszom na drogi doskonałości wstępującym, tłumnie nagromadziła mu Aspirantów. Znaczniejsze miasta włoskie jedne po drugich pragnęły mieć u siebie Serwitów, i wkrótce téż święty Filip kilkanaście klasztorów założył, i z tego powodu chociaż był piątym z rzędu generalnym przełożonym, poczytywany jest powszechnie za założyciela tego świętego zgromadzenia.

Udając się do Rzymu, dla założenia tam klasztoru, spotkał na drodze pod miastem Witerbem trędowatego, który napół nagi leżał na ziemi. Niemając pieniędzy by mógł go wesprzeć, zdjął z siebie zwierzchnią suknię i przykrył nią tego biedaka. Ten tejże chwili odzyskał zdrowie, a pośpieszywszy do miasta, gdzie go wszyscy znali jako ciężkim trądem dotkniętego, cud ten sługi Bożego rozgłosił. Pod tęż porę w Witerbie, zgromadzone było Konklawe z Kardynałów, dla obrania Papieża, po trzechletniém osieroceniu Stolicy apostolskiéj, przez śmierć Klemensa IV. Dowiedziawszy się o przybyciu świętego Filipa, kardynałowie którzy dotąd do ostatecznego wyboru przyjść nie mogli, wszystkie głosy dali na niego, uważając go jako męża z wielkiéj świątobliwości znanego w całych Włoszech. Święty, dowiedziawszy się o tém uszedł w nocy potajemnie, i ukrył się w górach około Sienny, i kiedy wyszedł ztamtąd, dopiéro się dowiedział że niemogąc go odszukać, wybrano na Papieża Grzegorza X. W tém ukryciu dość długi czas przebywał Filip, wiodąc życie najostrzejszych pokutników puszcz egipskich. Żywił się tylko korzonkami leśnemi, a gdy nadeszła susza i wody mu zabrakło, wtedy Święty pomodliwszy się i uderzywszy trzy razy laską w ziemię, wydobył z niéj źródło, które dotąd płynie, ma własność uzdrawiania i jest miejscem kąpieli zwanych Wodami świętego Filipa.

Podczas pobytu na téj puszczy sługi Bożego, objawił mu Pan Bóg iż wolą Jego jest aby on roznosząc cześć przenajświętszéj Panny i po innych krajach, za granicami Włoch Serwitów klasztory pozakładał. Jakoż, gdy powrócił ze swego ukrycia, udał się do Francji, gdzie przyjęty został jako wielki Święty, po wielu miastach miewał kazania z niewymownym pożytkiem wiernych, a szczególnie w Awinionie, Tuluzie i Paryżu. Ztamtąd udał się do Niderlandów, Fryzyi, Saksonii i Niemiec, wszędzie zagrzewając serca do miłości Matki Bożéj, i liczne zakładając bractwa Jéj Siedmiu Boleści.

Po dwóchletniéj takowéj apostolskiéj wyprawie, wrócił de Włoch, i zgromadziwszy na kapitułę generalną swoich ojców, prosił aby go od obowiązku Przełożonego uwolniono, a nowego obrano na jego miejsce. Lecz nietylko ojcowie nie uczynili tego, ale owszem jednogłośnie wybrali go dożywotnym generalnym przełożonym. Święty nie opierał się już dłużéj temu, a korzystając ze zgromadzonego w Lionie Soboru powszechnego, udał się tam aby otrzymać zatwierdzenie swojego zgromadzenia. Uzyskał takowe ze wszelkiemi przywilejami i pochwałami, na jakie sam zakon i Święty który mu przewodniczył zasługiwali.

Wracając z Lionu do Włoch, zatrzymał się w mieście Pistoi, w któréj stronnictwa Gwelfów i Gibelinów waleząc z sobą, krwią zalewały ulicę. Filip, wpływem swoim uspokoił miasto. Podobnież, wysłany do Florencyi przez Papieża Marcina IV, przywrócił pokój temu miastu, i mieszkańców miasta Fosli, zbuntowanych przeciw Papieżowi, skłonił do poddania się i uzyskał dla nich przebaczenie Ojca świętego. Wszystko zaś to, kosztowało go nietylko niemało trudów, lecz i na wielkie naraziło niebezpieczeństwa. W jednéj bowiem z zamieszek, rokoszanie rzucili się na niego, zbili okrutnie i za miasto wyrzucili.

Nakoniec, zbliżała się i ostatnia już godzina jego na téj ziemi, którą mu Pan Bóg objawił. Znajdując się w okolicach Peruzyi, gdzie przebywał Papież Honoryusz IV, udał się Filip do niego, i prosił o błogosławieństwo na śmierć. Ztamtąd przybywszy do klasztoru swojego w mieście Todi, poszedł najprzód do kościoła, i uklęknąwszy przed obrazem Maryi, powiedział: „Tu jest miejsce mojego spoczynku na zawsze.” Nazajutrz zapadł w ciężką gorączkę, a był to dzień Wniebowzięcia Matki Bożéj. W oktawę tejże uroczystości po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, przyciskając do ust krucyfiks, który nazywał księgą swoją, błogosławioną śmiercią zszedł z tego świata, roku Pańskiego 1285. Papież Klemens X w poczet go Świętych zapisał.

Pożytek duchowny

Święty Filip, jak to z żywota jego widziałeś, sam wielkie mając do Matki Bożéj nabożeństwo, Jéj cześć w różnych krajach rozkrzewiał, zakładając w tym celu liczne bractwa o Jéj Siedmiu Boleściach. Proś go, aby i w twojém sercu rozniecił on wielką do przenajświętszéj Maryi Panny miłość, a do tajemnicy Jéj Siedmiu Boleści, szczególne nabożeństwo.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który w błogosławionym Filipie Wyznawcy Twoim, głębokiéj pokory wzór nam pozostawiłeś: daj nam sługom Twoim, za jego przykładem doczesnemi dobrami gardzić, a o niebieskie starać się zawsze. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 711–713.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 669

Święty Filip Benicjusz od najwcześniejszej młodości ćwiczył się w miłości i dobroci wobec wszystkich bliźnich, wobec siebie samego natomiast starał się o jak największą doskonałość w pokucie i umartwieniach. Książką, z której ten Święty czerpał ową mądrość, był krzyż z wizerunkiem rozpiętego na nim Zbawiciela. Słusznie też twierdzić można, że żadna księga nie głosi tak wymownie dwu najprzedniejszych cnót Chrystusowych, tj. Jego miłosierdzia wobec wszystkich ludzi i sprawiedliwości względem samego siebie.

  1. Pan Jezus znosił na krzyżu niewymowne męki z miłosierdzia i litości nad trojaką nędzą gnębiącą cały rodzaj ludzki. Ulitował się bo wiem nad: a) naszą przewrotnością moralną i niemocą, tamującą nam drogę do szczęścia wiecznego. Dlatego też zostawił nam niewyczerpany skarb prawdy i łaski, ułatwiający w ten sposób dostąpienie zbawienia. Ulitował się b) nad naszą skłonnością do grzechu. Ponieważ jako dzieci Adama utraciliśmy prawo do szczęścia wiecznego, Zbawiciel poniósł śmierć bolesną i oswobodził wszystkich wierzących w Niego od grzechu pierworodnego. Ulitował się wreszcie nad c) śmiertelnością naszą. Jako dzieci pierwszych rodziców podlegamy różnym utrapieniom, mozołom i śmierci. Pan Jezus jednakże otworzył tym, którzy są w stanie łaski Niebo i powierzył klucze Niebios Piotrowi. Jak nieprzebrany przeto skarb miłosierdzia widzimy w głębokich Jego ranach, rozpostartych ramionach, konających ustach i otwartym boku!
  2. Pan Jezus cierpiał niesłychane męki na krzyżu dla miłości Boga, przyjął na siebie grzechy świata całego, aby przebłagać Boga za wyrządzoną Mu obrazę i przywrócić Mu cześć przynależną. Boska Jego miłość nie zniosła bowiem, aby obraza i hańba po trzykroć Ojcu niebieskiemu przez stworzenie Jego zadana, nie została odpokutowana. Należny ten dług oddał Zbawiciel, pełniąc przez 33 lata wolę Ojca przedwiecznego, krzewiąc sławę Jego Imienia i czyniąc ofiarę z życia swego, oddając się na przybicie do krzyża.

Pomnąc więc na zasługi Jednorodzonego Syna Twego, spraw miłościwy i dobry Boże, aby krucyfiks i dla nas był otwartą księgą i abyśmy w tej książce podobnie jak święty Filip czytać umieli.

Footnotes:

1

Dzieje VIII 29.

Tags: św Filip Benicjusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna powołanie pokora Maryja
2020-08-22

Święto Przenajczystszego Serca Maryi

Ustanowione zostało około roku Pańskiego 1836.

(Krótka nauka na tę uroczystość.)

Kościoł Boży takiém a należném uwielbieniem otacza przenajświętszą Boga naszego Matkę Maryą Pannę, że stara się, aby cześć Jéj oddawana, przewyższała to wszystko co się robi na cześć innych Świętych Pańskich, a o ile to właściwém być może, zbliżała się do czci, jaką Samemu Jéj Synowi Boskiemu oddajemy. Bardzo téż wiele a rozmaitych Jéj cześć mających na celu uroczystości obchodzi, jak to czyni z tajemnicami tyczącemi się Pana Jezusa. Nie żeby przez to z Nim Ją równać, bo między Bogiem a stworzeniem, nawet tak niezrównanéj świętości jaką jest Marya, zachodzi różnica nieskończona, lecz dla tego, że jéj po Bogu należy się cześć najgłębsza, i cokolwiek dla Niéj się czyni, odnosi się to do czci Samego Boga którego stała się Matką.

Otóż, jak osobném Świętem czci Kościoł Boży najsłodsze Serce Jezusowe, tak i na uczczenie najczystszego Serca Maryi, osobne Święto ustanowił. Jak więc w czci Serca Jezusowego, obok czci oddawanéj Temu Sercu jako części przenajświętszego Ciała Bożego od Niego nieoddzielnéj, a więc czci jako Bogu należnéj, oddajemy także cześć temu Sercu Jego, jako przenośnie wyobrażającemu nieograniczoną miłość Boga do ludzi, – tak podobnież w czci oddawanéj Sercu Maryi, czcimy przenośnie, tę znowu miłość macierzyńską, jaką jest przepełnione Serce Maryi, dla nas, a ztąd oddajemy Jéj cześć i najbardziéj należną, i dla Niéj najmilszą, a dla naszych własnych serc, najbardziéj pocieszającą. Marya bowiem jest naszą najprawdziwszą Matką w porządku łaski, i to nietylko dla tego że wydając na świat Zbawiciela, jakby porodziła przez to nas wszystkich do Nieba, lecz że jest nam Matką z postanowienia wyraźnego, z instytucyi Samego Pana Jezusa, – i w jakże to uroczystéj chwili uczynionego, owszem w najuroczystszéj jaka kiedy pod słońcem zabłysła!

Już za chwilę miał najdroższy Pan nasz skonać za nas na krzyżu, po najcięższych mękach. Już wtedy przebiegając myślą wszystko co dla zbawienia naszego zrobił, miał powiedziéć: „Spełniło się” 1, to jest wykonanem zostało wszystko, co do zbawienia i uświątobliwienia ludzi potrzebném tylko być mogło, i potém miał polecić Ducha Swojego Bogu, i schyliwszy głowę skonać. Otóż wtedyto, niepojęta miłość Jezusa do ludzi, odkryła jeszcze jednę potrzebę duszy naszéj, i tę nie pozostawił bez jéj zaopatrzenia. Wtedy Pan Jezus jakby mówił Sam do Siebie: „Wszystko już co tylko ludziom potrzebném było aby im zapewnić zbawienie, uczyniłem dla nich: już Kościoł mój założyłem, już w nim Biskupów, pod przewodnictwem najwyższego z nich Papieża, postanowiłem raz na zawsze; już wszystkie Sakramenta święte nadałem, już nareszcie w przenajświętszéj tajemnicy Ciała i Krwi mojéj i Sam się im zostawiłem! Czegoż więcéj potrzeba? więc już im nic nie brakuje?” Lecz w tejże chwili, najdroższa Serce Jezusa, zatroszczyło się o te nieszczęsne dusze, które tych wszystkich Jego dobrodziejstw nadużywszy, w rozpacz wpaść mogą, i już nie będą miały śmiałości nawet do Zbawiciela, chociaż tak niepojętego miłosierdzia pełnego, rąk swoich podnieść, wiedząc jak właśnie dowody Jego miłości i miłosierdzia, grzesznie zmarnowały. I wtedy, ten Zbawca nasz najmiłościwszy, – któremu winniśmy postanowienie Sakramentu pokuty: to jest największego nad grzesznikami miłosierdzia; postanowienie przenajświętszego Sakramentu Ołtarza w którym Sam nam oddając się, już więcéj nic dać nie może, – ten Bóg nieprzebranego miłosierdzia, stanowi nam jeszcze i Matkę miłosierdzia: w Maryi daje nam Matkę, któraby zawsze była gotową przygarnąć do Swego macierzyńskiego miłosierdzia każde, chociaż najbardziéj zapominające się i błądzące dziecko; któraby wtedy gdy my już sami widząc żeśmy utracili wszelkie prawo do miłosierdzia Bożego i Jezusa Samego, – chociaż bez granic miłosiernego lecz oraz jako Boga i nieskończenie sprawiedliwego, – któraby mówię wtedy, otworzyła nam łono Swojéj macierzyńskiéj litości, i wstawieniem Swojém za nami do Boga, w każdym razie uprosiła nam przebaczenie i potrzebne łaski do poprawy. To tedy obmyśla Boski nasz Zbawca, już blizki śmierci, i to niezwłocznie dokonywa. Zwraca się do Maryi obok krzyża stojącéj, a w osobie świętego Jana tam także obecnego, przedstawiając Jéj wszystkich wiernych, powiada do Niéj: „Oto Syn Twój”, a do świętego Jana wskazując na przenajświetszą Pannę „Oto Matka Twoja” 2. A że Pan Jezus przemawiał jako Bóg, którego każde słowo ziszcza się niechybnie; a że te słowa wymówiły usta tegoż Boga, który przy stworzeniu świata gdy rzekł: „Stań się światło i stało się światło” 3; usta tego Jezusa, który gdy rzekł przy ostatniéj wieczerzy wskazując na chleb „Oto ciało moje” 4 i stało się to Ciało Jego, – więc i w tejże chwili, gdy Pan Jezus wskazując Matce Swojéj, w osobie ulubionego ucznia Swojego wszystkie dusze wybrane, rzekł do Niéj te słowa: OTO SYN TWÓJ, niezwłocznie Serce Matki Bożéj, przetworzyło się na serce macierzyńskie dla nas wszystkich; przenajświętsza Panna stała się naszą Matką, nietylko w porządku łaski lecz i z postanowienia Bożego osobnego, stała się tą Pośredniczką między nami a Bogiem, która jako nasza Matka, nic nam odmówić nie może co tylko dla duszy naszéj może być potrzebném, a jako Matka Boga, żadnéj odmowy od Boga, gdy za nami wstawiać się będzie nigdy nie dozna!

Wprawdzie spodobało się Panu Jezusowi, pisze święty Alfons Ligory, aby On Sam tylko umierał za zbawienie rodu ludzkiego, według tych słów Proroka: „Prasę Sam tłoczyłem” 5. Lecz widząc wielkie pragnienie Maryi, aby także wydać się mogła za zbawienie dusz ludzkich, tak rzeczy urządził, aby przez ofiarę jaką uczyniła z życia Syna Swojego, współdziałała Ona w sprawie naszego odkupienia, i stała się także Matką dusz naszych. I to spełnił Zbawiciel, kiedy przed samą śmiercią z krzyża już w osobie świętego Jana wszystkich nas oddał Jéj za dzieci.

Ponieważ więc Marya jest naszą Matką, miarkujmyż jak nas miłować musi! Każda matka, byle nie była wyrodną istotą, kocha dziecię swoje najsilniejszą miłością, i zwykle więcéj niż własne życie. Cóż dopiéro taka matka jaką jest Marya, i Matka nie z krwi i z ciała, lecz w porządku łaski, która jest miłością samą, i Matka z postanowienia Jéj najdroższego Syna, który razem jest i Jéj Bogiem, a więc którego ostatnią wolę już przed samą śmiercią Jéj objawioną, jakże bez wątpienia wiernie, jak gorliwie spełnia! Marya téż najprawdziwiéj odzywa się do każdego z nas temi słowy Izajasza Proroka: „Izali może zapomnieć niewiasta niemowlęcia swego, aby się nie zlitowała nad synem żywota swego? a choćby ona zapomniała, wszakże ja nie zapomnę ciebie.” 6

Ztąd téż wynika, że i my tę Matkę naszę niebieską czcić i kochać powinniśmy po Bogu najwięcéj, a czcić i kochać właśnie i głównie dla tego, że jest nam taką Matką, i że Jéj takiéj macierzyńskiéj miłości nieustannie odbieramy dowody. Wyżéj przytoczony święty Alfons powiada, że Marya tak dalece nas miłuje, że większą znajduje pociechę gdy nam wyjedna jaką łaskę, aniżeli my takowéj doznajemy z jéj otrzymania. Święty Bonawentura robi znowu tę uwagę: że abyśmy miarkowali jak Marya nas umiłowała, dość jest przypomnieć sobie, że ofiarowała za nas Syna, którego nad życie i milion żyć kochała. Matki zaś zwykle najwięcéj kochają te dzieci, których zachowanie przy życiu najwięcéj ich kosztowało trudów i troski. Owóż my dla Maryi jesteśmy temi dziećmi właśnie, którym nie mogła Ona wyjednać życia łaski inaczéj, jak przez poniesienie najcięższych jakie kto z ludzi poniósł boleści i cierpień, których doznała patrząc na śmierć Syna Swojego, i na którą zezwalała z miłości ku nam. Jak téż Pismo Boże, chcąc wyrazić niepojętą miłość Boga do ludzi powiada: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał” 7 aby On za nas śmierć poniósł, tak powiada święty Bonawentura, i Marya tak nas umiłowała, że zaofiarowała za nas Syna Swojego jedynego.

Gdy tedy taką w Maryi mamy Matkę, i za to szczególnie czcić Ją i miłować powinniśmy bez granic, zastanówmyz się, co jest w Niéj co to Jéj względem nas macierzyństwo stanowi, przedstawia, streszcza niejako w sobie, owszem jest niezbędnym jego warunkiem? Tém jest to co każdą matkę stanowi, bez czego żadna matka, matką by się nazywać nie mogła, co gdyby straciła z matki najprawdziwszéj, niejako przestałaby być matką, z najlepszéj stała by się wyrodkiem natury: a tém jest SERCE. Więc my, czcząc Maryą i miłując Ją, i najżywszą Jéj chowając za Jéj nad nami macierzyństwo wdzięczność, powinniśmy miłować i szczególnie uwielbiać Jéj Serce.

Święto téż dzisiejsze, jest szczególnie Jéj Świętém jako naszéj najlepszéj, najlitościwszéj, najbardziéj nas miłującéj Matki, a ztąd jakże to Święto serdecznie, i z jakiém pełném synowskiéj miłości nabożeństwem, obchodzić powinniśmy!

Lecz oddając cześć najsłodszemu Sercu Maryi, łączy Kościoł Boży i inną jeszcze intencyą. Cześć bowiem temu Sercu powinniśmy oddawać i dla tego, że Serce Maryi, po Sercu Jezusowém, jest Sercem najdoskonalszém, najświętszém, jakie z rąk Bożych wyszło. Przeznaczone na Serce Matki Boga, obdarzone zostało od pierwszéj chwili Swojego uderzenia, łaskami najwyższemi, i miłością Boga przechodzące miłość wszystkich Serafinów. Wolne od skazy grzechu pierworodnego, nigdy żadnéj nie zaciągnęło plamki, a coraz więcéj gorejące miłością Boga, który raczył stać się i Jéj Synem, stało się ciągłym przybytkiem Ducha Świętego, którego Marya była Oblubienicą. W Niebie zaś już teraz umieszczone, wraz z jéj przeczystém ciałem z którém tam wziętą została, jak Swojemi aktami miłości nieustannej, największą chwałę i radość przynosi Trójcy Przenajświętszéj, tak znowu bezustannie za nami się wstawia: wyprasza wszystkie a wszystkie te łaski, jakiemi Pan Bóg dusze wybrane obdarza, tak że ani jedna nie spływa na ziemię inaczéj, jak przez Serce Maryi wyjednana. „Postanowił bowiem Pan Bóg, powiada święty Bernard, nic nie udzielać inaczéj, jak przez ręce Maryi,” a po wyproszeniu tego Jéj przeczystém Sercem.

Jest pobożne w Kościele świętym mniemanie, że po końcu światu, przenajświętszy Sakrament Ciała i Krwi Pańskiéj, zachowany zostanie w Niebie na wieki w przeczystém Sercu Maryi.

Pożytek duchowny

Jak mile Matka Boża przyjmować raczy cześć oddawaną Jéj przeczystemu Sercu, dowodem między innemi jest i Bractwo Serca Maryi za nawrócenie grzeszników, założone we Francyi przy schyłku pierwszéj połowy wieku bieżącego. Modlitwy tego Bractwa, dziś już przeszło dwadzieścia milionów członków liczącego, wypraszają ciągle przez Serce Maryi, łaskę nawrócenia dla najzatwardzialszych grzeszników. Obowiązki jego ograniczają się na odmawianiu jednego Pozdrowienia Anielskiego na dzień. Staraj się do niego należeć.

Modlitwa (Kościelna)

Wszechmogący i wieczny Boże! któryś w Sercu błogosławionéj Maryi Panny, godny Ducha Świętego przybytek zgotował; spraw miłościwie, abyśmy tegoż przeczystego Serca Święto pobożnie obchodząc, według Serca Twojego żyć zasłużyli sobie. Przez Pana naszego i t. d. w jedności tegoż Ducha Świętego i t. d.

Zdrowaś Marya za nawrócenie grzeszników.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 708–711.

Footnotes:

1

Jan XIX. 30.

2

Jan XXX. 27.

3

Gen. I. 3.

4

Łuk. XXII 19.

5

Izaj. 63. 3.

6

Iza. XLIX. 15.

7

Jan III. 16.

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna matka serce Maryi
2020-08-17

Św. Jacka, Zakonu Kaznodziejskiego

Żył około roku Pańskiego 1257.

(Żywot jego był napisany przez ojca Seweryna, tegoż Zakonu z klasztoru Krakowskiego kapłana.)

Święty Jacek ze znakomitego Odrowążów domu, urodził się roku Pańskiego 1183 w księstwie Opolskiém, w dyecezyi Wrocławskiéj we wsi Kamień, dziedzicznéj jego rodziców włości. Od pierwszych lat życia swojego rokował tę pobożność i cnoty, jakiemi późniéj w tak wysokim stopniu zajaśniał. Na jego szczęście, rodzice przydali mu nauczycieli którzy umysł jego kształcąc w nauce, serce do miłości Boga i świętych praw jego zagrzewali. Na słuchanie wyższych nauk posłany został do Pragi, a następnie do najsławniejszéj podówczas Akademii w Bononii, zkąd wrócił otrzymawszy stopień Doktora obojga prawa. Iwo Odrowąż stryj jego, prałat świątobliwy, widząc w nim prawdziwe powołanie, skłonił go do przyjęcia stanu duchownego, a następnie Wincenty Kadłubek biskup krakowski, kanonikiem katedralnym go uczynił.

Gdy tenże Biskup składał swoje rządy Biskupie, mając wstąpić do Cystersów w Jędrzejowie, Iwo Odrowąż wysłany był przez niego do Rzymu, aby na to zezwolenie Papieskie uzyskał. W téj podróży Jacek towarzyszył stryjowi, i w Rzymie zastał świętego Dominika, starającego się o świeżo przez niego założonego Zakonu zatwierdzenie. Zdarzyło się, iż święty Jacek był obecny gdy święty Dominik wskrzesił umarłego. To go ostatecznie skłoniło do wstąpienia do Zakonu tego Świętego Patryarchy. W klasztorze rzymskim, gdzie nowicyat odprawiał, zajaśniał od pierwszéj chwili wszystkiemi zakonnemi cnotami; a gdy Iwo wracając do Krakowa prosił Dominika aby ze swego zakonu posłał braci do Polski, Święty dał mu Jacka, brata jego Czesława i dwóch innych, którzy po trzechmiesięcznym tylko nowicyacie, za zezwoleniem Papieża, śluby zakonne wykonali.

W drodze do Polski, przybyli do Karyntyi, a zatrzymawszy się w mieście Telzaku, Jacek i jego towarzysze gorliwemi kazaniami taką w ludzie rozbudzili pobożność, że mieszkańcy tego miasta w przeciągu pół roku wystawili im klasztor, do którego wstąpiło wielu kapłanów świeckich i młodzieży najpobożniejszéj; a Jacek zostawiwszy tam Przeorem Hermana jednego ze swoich towarzyszów, udał się do Krakowa.

Tu otrzymawszy od stryja, który został Biskupem, kościoł świętéj Trójcy, klasztor przy nim założył, w krótkim czasie napełniony świątobliwymi zakonnikami. Jacek wśród nich przodował wszystkiemi cnotami: pokorą, łagodnością, ubóstwem, gorliwością w służbie Bożéj i wielką dla bliźnich miłością. Co tylko od niezbędnych zajęć miał czasu, ten wszystek w kościele na modlitwie spędzał. Nie miał osobnéj celi, lecz gdziekolwiek w kącie klasztornym, na gołéj ziemi, po całodniowych trudach, krótkiego spoczynku zażywał. Szczególne miał do przenajświętszéj Panny nabożeństwo, a kiedy razu pewnego w uroczystość Jéj Wniebowzięcia, modlił się przed Jéj ołtarzem, objawiła się mu Marya, i rzekła: „Jacku synu mój, o co tylko przez Imię moje prosić będziesz Zbawiciela, wszystko otrzymasz.”

Od tego czasu święty Jacek, ufny w przyczynę Matki Bożéj, taką łaską czynienia cudów zajaśniał, jaka rzadko komu po Apostołach była udzielaną. W roku 1221, gdy obchodzono doroczną pamiątkę przeniesienia zwłók świętego Stanisława Męczennika i Biskupa, zdarzyło się, iż gdy Jacek szedł do Katedralnego kościoła na Zamek, ujrzał nad brzegiem Wisły, wielki tłok ludu zgromadzonego nad trupem młodego szlachcica ze wsi Pleszowa, który był utonął. Matka jego Jalisława rzuciła się do nóg Świętemu, wołając: „Ojcze Jacku, nie tajno mi żeś wielkim sługą Bożym, ulitujże się nad nieszczęściem mojém.” – „Córko Jalisławo, a kiedyż syn Twój utonął?” spytał Jacek. „Wczoraj przed wieczorem, odrzekła, a teraz go dopiéro znaleziono.” Jacek ujął za rękę nieżywego młodzieńca i rzekł: „Piotrze! Pan nasz Jezus Chrystus, za wstawieniem się przebłogosławionéj Panny Maryi, niechaj cię przywróci do życia.” I w tejże chwili młodzieniec wstał żywy.

Po pewnym czasie przebywania w Krakowie, gdzie wielką swoją Świątobliwością i gorliwością, trudne do opisania sprawował w duszach korzyści, wyprawiwszy brata swego świętego Czesława na Szląsk, sam święty Jacek z trzema swemi zakonnymi braćmi, puścił się ku Wschodowi i dotarł aż do Kijowa. Długą tę podroż odbywał pieszo po Apostolsku, ustawicznie ściśle pościł, ostréj włosiennicy nigdy z siebie nie zdejmował, i według swego zwyczaju, trwał na modlitwie, a tymczasem, Pan Bóg uświetniał go ciągle wielkiemi cudami. W téj podróży przybywszy pod Wyszogrodem nad Wisłą, chcąc przeprawić się na drugą stronę, nie znalazł na brzegu ani przewoźnika ani łodzi. Ufny w obietnicę przenajświętszéj Maryi Panny, pomodlił się do Niéj, i rzekł do swoich towarzyszy Floryana, Gaudyna i Benedykta: „W Imię Chrystusa idźcie za mną, i ufajcie potędze Wszechmocnego Boga, któremu posłuszne są niebo, ziemia, morze i rzeki i to rzekłszy przeżegnał Wisłę, wstąpił w nią i poszedł jakby po ziemi. Lecz jego towarzysze, chociaż patrzali na cud ten, wahali się iść za nim. Wrócił więc ku nim, rozpostarł na wodzie swój czarny płaszcz Dominikański, i na nim wraz z braćmi na drugą stronę rzeki jak na łodzi przepłynął.

Dążąc do Kijowa, nasz Święty wszędzie po drodze siejąc słowo Boże, z wielkim pożytkiem kazywał do ludu. W samym zaś Kijowie zabawił lat cztery, i tam założył klasztor Dominikanów, przy kościele przenajświętszéj Maryi Panny, który Kijowianie za jego staraniem wybudowali na przedmieściu zwaném Chreszczatka, a do czego głównie przyczyniła się córka Włodzimierza III książęcia Kijowskiego którego Jacek na łono Kościoła pozyskał, a ociemniałéj córce Jego, wzrok cudownie przywrócił.

W piątym roku swojego w Kijowie pobytu, nawróciwszy wielką liczbę pogan i różnowierców, Jacek zamyślał wracać do Polski. Lecz gdy w tymże kościele, za jego staraniem wybudowanym, Mszę świętą dnia pewnego odprawiał, Tatarzy tak niespodzianie napadli na miasto, iż wkrótce i do klasztoru się dostali. Jacek jeszcze w Ornat ubrany, wziął Puszkę z przenajświętszym Sakramentem, i śpiesznie z bracią swą uchodził. Na idącego przez kościoł, zawołała przenajświętsza Marya Panna z kamiennego posągu około dwóch centnarów ważącego: „Jacku, synu mój, uchodzisz przed pohańcami z Synem Moim; a mnie tu zostawiasz.” Na co Jacek: „O! Panno przenajświętsza! Twój posąg jest zbyt ciężki, żebym go mógł udźwignąć.” Lecz odpowiedziała mu Marya: „Weź mnie, a Syn mój ciężar ten lekkim uczyni.” Wtedy Jacek w jednéj ręce trzymając Puszkę z przenajświętszym Sakramentem, w drugą wziął posąg przenajświętszéj Panny, który stał się lekkim jakby trzcina, i przeszedł z bracią pośród barbarzyńców, którzy już klasztor burzyli i mordów się dopuszczali.

Nadszedł nad rzekę Dniepr, którą podobnież jak Wisłę pod Wyszogrodem przebył, a skierowawszy swą podróż ku Rusi Czerwonéj, przybył do miasta Halicza, i tam dopiéro złożył posąg przenajświętszéj Panny, przeniesiony późniéj ztamtąd do Lwowa, gdzie dotąd się znajduje. W Haliczu także założył klasztor. Z Halicza odbył Jacek misyą w Polskich i w Pruskich prowincyach, a siejąc wszędzie z wielkim pożytkiem pomiędzy ludem słowo Boże, w wielu miejscach pozakładał swoje klasztory, z których główne były w Pradze, w Poznaniu i Gdańsku.

Do Krakowa wrócił roku Pańskiego 1240, gdzie przyjęty przez duchowieństwo i lud z otwartemi rękami jako wielki i święty apostoł, znowu jak wprzód, przyświecał braciom cnotami zakonnemi, a niezmordowanie pracował na ambonie i w konfesyonale, cudami ciągle słynąc. Zdarzyło się iż wkrótce po jego powrocie, dziedziczka włości Kościelca, zaprosiła go aby w jéj dworze czas jakiś wypoczął. Przybywszy tam Jacek, zastał całą ludność strapioną, z powodu iż tylko co grad tak pańskie jak i włościańskie pola do szczętu wybił. Święty, wielką zdjęty litością na widok łez i smutku tylu rodzin do nędzy przywiedzionych, całą noc oka niezmrużywszy, na modlitwie strawił. Skoro słońce weszło, wieśniacy ujrzeli wszystkie swoje pola okryte najbogatszym plonem, jakby nigdy gradu nie było.

Po długich a gorliwych pracach apostolskich, święty Jacek skołatany wiekiem i świętą pracą, miał sobie objawiony dzień swojéj śmierci, którą braciom przepowiedział. W uroczystość świętego Dominika zachorował, a w wigilią Wniebowzięcia przenajświętszéj Panny prosił o święte Sakramenta, które z najżywszą pobożnością przyjął, poczém zwoławszy braci pobłogosławił ich, i najzbawienniejsze udzielił im przestrogi. Odmówił jeszcze z nimi Pacierze kapłańskie, a ku ich końcowi rozpoczynając psalm: „W Tobiem Panie nadzieję miał”, gdy przyszedł do wyrazów: „W ręce Twoje Panie polecam ducha mojego” 1, słodko w Bogu ząsnął. Umarł roku Pańskiego 1257, a 1594 Papież Klemens VIII, z wielką uroczystością w poczet go Świętych zapisał, i święto jego na dzień 16 Sierpnia wyznaczył.

Był święty Jacek jednym z największych cudotwórców, jacy kiedy jaśnieli w Kościele Bożym: pomiędzy wielką liczbą cudów przez niego dokonanych, wyliczają pięćdziesięciu czterech umarłych za modlitwą jego wskrzeszonych.

Pożytek duchowny

Gdy czytasz żywoty wielkich sług Bożych, którzy na ziemi naszéj jaśnieli, niech cię to tém bardziéj pobudza do ich naśladowania, bo na to ich Pan Bóg w każdych krajach i różnych czasach wskrzesza. A także proś Pana Boga, aby i za dni naszych, lud swój Świętymi obdarzał.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Który nas błogosławionego Jacka wyznawcy Twojego, doroczną uroczystością rozweselasz, spraw miłościwie, abyśmy pamiątkę jego przejścia do Nieba obchodząc, i przykłady jego życia naśladowali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 690–692.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 654–655

Z opisu żywota świętego Jacka widzieliśmy dokładnie, jak niestrudzona była gorliwość tego świętego zakonnika w krzewieniu wiary Chrystusowej. Od lat młodzieńczych do najpóźniejszej starości nie ustawał on w usiłowaniach nawracania pogan, głoszenia prawdy i w zabiegach o zbawienie dusz. Zastanówmy się teraz pokrótce, co my czynimy dla szerzenia Królestwa Bożego na ziemi i krzewienia wiary świętej na tym świecie. Może niejeden odpowie na to: „Nie jestem przecież księdzem, ten obowiązek na mnie nie ciąży”. Mylicie się, kochani bracia! Każdy z nas ma tę powinność, i to:

  1. Z wdzięczności ku Bogu. Prawdziwa wiara, jaką nam głosi ustami sług Kościoła Jezus Chrystus i jaką w nas tenże Kościół odżywia i pielęgnuje udzielaniem sakramentów św. jest najpożądańszym i nieocenionym skarbem. Wiara ta nie jest naszą zasługą, lecz darem Bożym, który nam Pan Jezus wyjednał trudem, cierpieniem i męką. Wdzięczność nasza winna odpowiadać wielkości daru, a najmilszą Bogu odpłatą jest nasza żarliwość w naśladowaniu Chrystusa i pozyskiwaniu Mu zbłąkanych owieczek, których ocalenie sprawia w Niebie najwyższą radość. Wdzięcznymi uczniami Pana Jezusa okażemy się tylko wtedy, gdy według możności i sił naszych gorliwie będziemy się przykładać do krzewienia Ewangelii św. bądź modlitwą, bądź udziałem w pobożnych stowarzyszeniach, bądź ofiarą. Rozważmy, czy czynimy zadość tej powinności wobec dzieci, rodziny i sług, czy ich pouczamy, czy nakłaniamy ich do pilnego uczęszczania na nabożeństwa i uważnego słuchania kazań, czy dajemy im budujące książki do czytania, czy troszczymy się o misje? Tylko tym sposobem może prawy chrześcijanin okazać wdzięczność Bogu za to, że go raczył uczynić członkiem Kościoła i uczestnikiem łask swoich.
  2. Do krzewienia wiary zobowiązuje nas prócz tego dbałość o własne zbawienie. Duch święty mówi w Księdze przysłów: „Pozbądź się grzechów jałmużną, a zdrożności miłosierdziem względem ubogich”. Wiara jest najcenniejszym dobrem, nie masz przeto cenniejszej jałmużny, jak pomaganie bliźnim według sił i możności do przejęcia się wiarą. Obowiązek ten jest tym świętszy, że wiara jest niezbędnie potrzebna do zbawienia wiekuistego; bliźni pozbawiony wiary jest na zawsze stracony. Miłosierdzie względem ubogich jest tak ścisłą powinnością, że według słów samego Pana Jezusa tylko miłosierny może liczyć na miłosierdzie. A któż jest biedniejszy na tym świecie jak poganin, nie mający udziału w łasce Bożej i wystawiony na niebezpieczeństwo utraty zbawienia? Wzgląd przeto na własne zbawienie nakłada na nas obowiązek litowania się nad takimi biedakami, otwierania im oczu na prawdę i jednania ich dla Kościoła. Oby nas świetny przykład świętego Jacka zachęcił do naśladowania!

Footnotes:

1

Psalm XXX. 6.

Tags: św Jacek Odrowąż „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Dominik bł Czesław Odrowąż Maryja cuda
2020-08-15

Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

Nastąpiło około roku Pańskiego 56.

(Szczegóły te wyjęte są z podania kościelnego i Ojców świętych.)

Uroczystość Wniebowzięcia przenajświętszéj Boga Rodzicielki, jest największą ze wszystkich Jéj uroczystości, gdyż w niéj obchodzi Kościół Boży ten Jéj przywilej, który jest jakby następstwem, dopełnieniem i ukoronowaniem wszystkich tych niezrównanych przywilejów, któremi Ją Pan Bóg jako Matkę Swoję obdarzył. Przez tę bowiem tajemnicę wyznajemy wraz z całym Kościołem od jego początku, że Marya, lubo uległa śmierci tak jak każdy człowiek, a nawet i Sam Pan Jezus, jednak wkrótce potém wskrzeszona, z ciałem i duszą wziętą została do Nieba.

Wielu Ojców świętych, a między nimi święty Dyonizy Areopagita, który był obecny śmierci, czyli jak to nazywa Kościół Uśnięciu Matki Bożéj, a następnie był świadkiem jéj pogrzebu, a w końcu i zmartwychwstaniu, w ten sposób te szczegóły ostatnich chwil Jéj błogosławionego pobytu na ziemi opowiada.

Po Wniebowstąpieniu Pańskiém, przenajświętsza Panna Marya żyła jeszcze lat dwadzieścia trzy. Spędziła czas ten po części w mieście Efezie, gdzie długo przemieszkiwał święty jak Ewangelista, któremu Pan Jezus umierając na krzyżu zlecił był opiekę nad Swoją Matką najdroższą, a po części w Jerozolimie z tymże ulubionym uczniem Pańskim mieszkając. W témto ostatniém mieście nastąpiło Jéj błogosławione Uśnięcie, a po niém Jej Wniebowzięcie.

Przenajświętsza Panna, żadnéj nigdy nie podlegała chorobie, gdyż posiadała najdoskonalsze ciało jakie tylko być mogło po przenajświętszém ciele Syna Bożego, a ztąd uśnięcie Jéj czyli śmierć nie nastąpiła ani z przyczyny jakowéj słabości, ani w skutek podeszłego wieku, lecz jedynie z niezmiernéj miłości Boga, a więc z niezmiernego pragnienia oglądania już w Niebie Swego Syna najdroższego. Słusznie téż święty Ambroży mówi do Matki przenajświętszéj. „O! duszo błogosławiona, niepojętą miłością Boga pałająca! jak mogłaś aby jeden dzień przeżyć na téj ziemi, gdy Bóg Twój, a razem i Syn Twój, Samą Cię tu bez Siebie pozostawił? Nie dziwię się żeś z pragnienia oglądania Go w Niebie, umarła, lecz podziwiam żeś aby jednę godzinę mogła wyżyć w mękach jakie sercu Twojemu zadawała tęsknota po Nim.” 1

Gdy więc, zbliżała się już dla przenajświętszéj Maryi ta upragniona chwila połączenia się w Niebie z Jéj Bogiem i Synem, podczas gdy trwała na modlitwie, stanął przed Nią Anioł i rzekł do Niéj: „Bądź pozdrowiona o! najbłogosławieńsza! Syn Twój Bóg nasz, już na Ciebie oczekuje w Niebie. Za trzy dni z ciała Twojego rozwiązaną zostaniesz.” I to mówiąc dał Jéj rószczkę Palmową, któréj każdy liść miał blask gwiazdy najświetniejszéj” 2.

Jakoż, w trzy dni potém nastąpiło Uśnięcie przenajświętszéj Maryi, to jest Jéj śmierć błogosławiona, przez rozłączenie się Jéj duszy od ciała.

Zebrali się byli wtedy przy Niej wszyscy Apostołowie, prócz świętego Jakóba już umęczonego, i świętego Tomasza, który na czas nie przybył, a prócz tego jak to utrzymują najdawniejsi pisarze kościelni, i największa część uczniów Pana Jezusa była zgromadzona około Jéj mieszkania, aby otrzymać Jéj ostatnie błogosławieństwo, i pobożnemi łzami uczcić rozstanie się z Matką Zbawiciela.

Ostatnich Sakramentów świętych, to jest Spowiedzi i Olejem świętym namaszczenia nie przyjmowała, bo tych jako na gładzenie grzechów postanowionych, potrzebować nie mogła wcale, lecz Komunią świętą przyjęła, tę, jak pisze Kartagena pierwszych wieków kościoła historyk, miał szczęście udzielić Jéj święty Jan Ewangelista. Gdy zaś przenajświętsza dusza Maryi blizką już była wyjścia z Jéj przeczystego ciała, Sam Pan Jezus zstąpił z Nieba otoczony wielką liczbą Archaniołów i Aniołów, i we własne przyjął Ją ręce, a w téjże chwili dały się słyszeć wesołe pienia Anielskie, podobne do tych jakie słyszano w szopie Betlejemskiéj, przy Narodzeniu Pana Jezusa 3.

Toż samo miało miejsce i przy pogrzebie przenajświętszéj Panny, który tak opisuje święty Jam Damasceński: „Gdy Apostołowie nieśli ciało Matki Zbawiciela, dały się słyszeć hymny i śpiewy Anielskie, które jużto ich poprzedzały, już nad samą trumną się odzywały, to znowu długo brzmiały nad miejscem przez które tylko co przeciągnął był pogrzebowy orszak. A prócz tego wielka liczba Aniołów ciągle otaczała ciało przenajświętszéj Dziewicy, odbywając przy niém straż nieustającą, aż do chwili w któréj Ją unieśli do Nieba. Apostołowie zaś ze świętą bojaźnią i z miłością czci najgłębszéj, nieśli ten błogosławiony przybytek Boski, tę prawdziwą Arkę Przymierza Pańskiego z ludźmi, i składając Ją w grobie z największém uszanowaniem, ucałowali te najświętsze Relikwie, otrzymując przez to rozliczne a wielkie łaski.” 4

Daléj tenże Święty wylicza różne cuda, jakie niezwłocznie przy grobie Matki Bożéj zaszły, i przydaje że źródło będące blizko tego miejsca gdzie została pochowana, od téj chwili miało wodę cudowną. Grób przenajświętszéj Maryi Panny, był na dolinie Józefatowéj blizko grobu Pana Jezusa.

Apostołowie umieściwszy tam przenajświętsze Jéj ciało przy niém pozostali, a sami śpiewając hymny kościelne, słyszeli w powietrzu śpiewy Anielskie, które dnia trzeciego ustały. Wtedy właśnie, nadszedł i święty Tomasz Apostoł który przy uśnięciu Matki Bożéj nie był obecny. Prosił więc aby otworzono Jéj grobowiec, żeby i on mógł oddać Jéj zwłokom tę cześć jaką inni Apostołowie już byli oddali. Gdy to uczyniono, nie znaleziono Jéj przeczystego ciała, lecz w miejscu jego, cudownéj piękności kwiaty, przedziwną woń wydające. Już bowiem wtedy przenajświętsza Marya, wskrzeszona mocą Bożą, z ciałem i duszą do Nieba wziętą została, jak to Kościoł Boży stale i powszechnie wyznaje.

Pisząc o tém święty Augustyn, utrzymuje iż inaczéj być nie mogło: „Bo gdy Pan Jezus, powiada ten Doktor Kościoła, przenajświętsze Ciało Matki Swojéj do takiego niezrównanego wyniósł zaszczytu, że z tegoż Jéj ciała własne Swoje ciało ukształtował, czy mógłżeby toż ciało wydać na pastwę robactwa, jak każde grzeszne ciało ludzkie po śmierci? Nie uczynił téż tego, i tak jak duszę Jéj uchronił od skazy grzechu pierworodnego, tak i ciało od pośmiertnego zepsucia.” Tém bardziéj, że jak się wyraża pewien pobożny pisarz, przenajświętsza Panna, nieporównaną godność Swoję jako prawdziwa Matka Boga, więcéj, jeśli tak wyrazić się można, spełniła ciałem Swojém, aniżeli duszą, bo przeczyste ciało Jéj dostarczyło całkowicie ciała Synowi Bożemu, a dusza duszy Jego nic nie przydała. Należało się przeto jakby koniecznie, aby w zamian za szatę śmiertelną, w którą ciało Maryi, wydając z siebie ciało Jezusowe, przyoblekło było Boga w Jego zstąpieniu z Nieba na ziemię, nie uległo ani na chwilę zepsuciu, w przejściu przenajświętszéj Panny, z téj ziemi do Nieba.

„Dziś, powiada święty Jan Damasceński w swojém kazaniu na uroczystość Wniebowzięcia Maryi, przenajświętsze i żywa Arka najwyższego Boga, która w łonie własném poczęła Stwórcę Swojego, złożona została w świątyni Pańskiéj, nie ręką ludzką wzniesionéj. Dziś Niebo zamieściło pośród siebie żywy raj ziemski, w którym mieszkał nowy Adam, w którym nastąpiło odpuszczenie pierworodnéj winy, w którym zasadzone zostało drzewo nowego żywota, w którym nagość nasza na nowo przyobleczoną została. Dziś Niepokalana Dziewica, nie do ziemi wróciła, lecz jak była żywém Niebem, w którém na ziemi Bóg przebywał, w niebieskich przybytkach umieszczoną została. Ta bowiem, z któréj dla wszystkich prawdziwe życie wyszło, jakżeby sama śmierci zakosztować mogła? Uległa wprawdzie prawu wydanemu przez Tego którego Sama zrodziła, i jako dawnego Adama córka, wyrokowi na wszystkie jego dzieci wydanemu podpadła, bo od tego i Syn Jéj, który jest życiem samém uwolnić się nie chciał, lecz jako Boga żywego Matka, do Niegóż, jak to się jéj należało, z duszą i ciałem wziętą została. Nieszczęsna Ewa, która na poszepty węża zezwoliła, musiała uledz karze śmierci, i w otchłaniach piekielnych długo pozostawać. Tę zaś prawdziwie błogosławioną, która na słowo Boże ucha nadstawiała, i za sprawą Ducha Świętego została napełnioną, a po Archanielskiém Zwiastowaniu, bez podniety ciała i bez sprawy męża, Syna Bożego poczęła i wydała, jakimżeby sposobem śmierć, swojém skażeniem miała pożreć? Jakżeby zepsucie dotknąć mogło to ciało z którego życie życia zaczerpnięte jest? Dla niéj do Nieba drogi nic nie tamowało tak co do ciała jako i co do duszy: z ciałem więc i duszą prosto tam wziętą została. Gdy bowiem gdzie «Ja jestem tam i sługa Mój będzie» 5, mówi to życie i prawda i droga Chrystus, jakżeż tém bardziéj musi tamże być z Nim samym Matka jego przenajdroższa!”

Dziś to więc, jak wspomnieliśmy na początku, obchodzi Kościół Boży największą uroczystość naszéj Matki Niebieskiéj, radując się wraz z Aniołami z Jéj wstąpienia do Nieba i śpiewa w Antyfonie. „Wzięta jest Marya do Nieba weselą się Aniołowie, wychwalając błogosławią Panu.” Ojciec Arżantan kapucyn bardzo pobożny i znakomity pisarz, robi piękną uwagę, że wstąpienie przenajświętszéj Maryi do Nieba, było jeszcze świetniejszém niż Samego Pana Jezusa. Na przyjęcie bowiem Zbawiciela, czekała tylko Trójca przenajświętsza i wyszli sami Aniołowie, a Maryą przyjmował już prócz tego i liczny poczet wybranych przez Pana Jezusa do Nieba wprowadzonych, i co największa, wyszedł naprzeciw Niéj i sam Syn Boży,

Uroczystość dzisiejszą u nas zowią Najświętszéj Panny Zielnéj, dla tego że w dniu tym wierni znoszą do kościoła kwiaty i wonne zioła, na znak swojego szczególnego wesela w tym obchodzie największéj uroczystości Matki Bożéj, i jakby na usłanie niemi drogi po któréj Ona wstąpiła z téj ziemi do rajskiego Jeruzalem.

Pożytek duchowny

Przenajświętszéj Maryi Panny całe życie, było jakby ciągłém a powolném wstępowaniem do Nieba; gdyż każdą sprawą Swoją, z najświętszą intencyą dokonywaną wysługiwała Sobie coraz wyższe w Niebie nagrody, coraz to nowe prawo nabywała do coraz wyższego tam miejsca, aż nareszcie wzięta z duszą i ciałem, zasiadła na tronie wiecznéj chwały obok Trójcy Przenajświętezéj. Niech cię to pobudza do tego, abyś każdą sprawę z miłości Boga spełniając, podobnież całém życiem twojém zarabiał sobie na coraz wyższe miejsce w Niebie.

Modlitwa (Kościelna)

Sługom Twoim Panie, winy wszystkie miłościwie odpuść; a gdy z czynów naszych przypodobać się Tobie nie możemy, za Rodzicielki Syna Twojego Pana naszego wstawieniem się, niech zbawienia dostąpimy. Który z Tobą żyje i króluje i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 684–686.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 646

Pismo święte uczy nas, że Syn Człowieczy w chwale i całej okazałości wróci i wezwie wybranych do wzięcia udziału w Królestwie niebieskim tymi słowy: „Chodźcie błogosławieni Ojca Mego; albowiem byłem głodny, a nasyciliście Mnie; byłem spragniony, a napoiliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem więźniem, a odwiedzaliście Mnie; coście z tego najlichszemu z Mych braci uczynili, to uczyniliście Mnie”. Jakże więc ten, co to powiedział, nie mógł zatęsknić za błogosławioną Matką, która Mu dała życie, która Go przyodziała swym ciałem, która Go wykarmiła swą miłością, swą troską i boleścią na zbawienie świata i chwałę Niebios?

To wzniosłe i szczytne Wniebowzięcie już przewidział psalmista Pański, przepowiadając zmartwychwstanie Chrystusa, i stosując do tego, który śmierć pokonał, następujące słowa: „Powstań, Panie, do odpocznienia Twego” (Psalm 131, 8). Arką tą może być tylko Niepokalana Dziewica święta, która zawarła mannę niebieską i tablice praw Bożych w osobie Syna swego, gdy Go nosiła w przeczystym łonie swoim. Jeśli bowiem manna i tablice praw stanowią przepowiednię Jezusa Chrystusa, to arka musi być przepowiednią Maryi. Jak arka miała być na mocy rozkazu Bożego sporządzona z drzewa niepodlegającego zepsuciu, tak i ciało Maryi nie mogło ulec zepsuciu. Dlatego też Dziewica święta, wyjęta spod tego powszechnego prawa, wniebowzięta została, a to wniebowzięcie stanowi niejako uzupełnienie Wniebowstąpienia Jej Boskiego Syna.

Footnotes:

1

S. Ambr. Ser. de perf. B. V. pars. IV.

2

Nicefor. Ś. Kozma. Ś. Meliton. Metafrastes. Ś. Wincenty Fer.

3

S. Joan. Dam. Orat. 2. de B.V. § II.

4

Tamże.

5

S. Joan. Damas. 2. Ser. de dormit. B. V.

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Wniebowzięcie
2020-08-07

Św. Kajetana z Tienny, Założyciela Zgromadzenia Teatynów

Żył około roku Pańskiego 1547.

(Żywot jego był napisany przez Józefa Silos, tegoż zgromadzénia kapłana.)

{"Święty Kajetan urodził się roku Pańskiego 1480 w mieście Wincencyi we Włoszech. Ojciec jego Kasper hrabia z Tienny był jednym z najmożniejszych panów w tym kraju, a matka na imię Maryanna wielkiéj świątobliwości niewiastą. Nosząc go w łonie zaofiarowała Matce Bożéj co i po narodzeniu jego ponowiła. W dzieciństwie okazywał szczególne dla ubogich miłosierdzie, rozdawał im nawet swoje zabawki, a gdy już nie miał ich czém wesprzeć, żebrał na to u osób swojéj rodziny i domowników.

Z latami wzrastała w nim i pobożność. W dwudziestym piątym roku życia, stawszy się panem obszernych włości, w jednéj z nich wybudował własnym kosztem kościoł dla wygody wieśniaków, i zaopatrzył w odpowiedny fundusz do utrzymania kapłana. Dla ubogich nadzwyczaj był hojnym. Gdy mu razu pewnego robiono uwagę iż za wiele rozdaje, odpowiedział: „Póty będę dawał jałmużnę, aż tak ubogim się stanę, że po mojéj śmierci nie będzie za co mnie pochować.” W naukach tak wielki postęp uczynił, że po ukończeniu akademii, otrzymał stopień Doktora obojga prawa.

Mając zamiar wyłączniéj poświęcić się Bogu, udał się do Rzymu, gdzie zamierzał prowadzić życie ukryte, oddane bogomyślności i uczynkom miłosierdzia. Lecz sława jego świątobliwości, którą tam zajaśniał, doszła do Papieża Juliusza II, który skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, a gdy został na kapłana wyświęcony, wyniósł go na godność Protonotaryusza Apostolskiego i swojego Szambelana.

Kajetan upatrując niebezpieczeństwo dla duszy, na drodze która mu świetny zawód zapowiadała, uprosiwszy na to u Papieża pozwolenie, opuścił Rzym i wrócił do ojczystego miasta Wincencyi. Tam wstąpił do Bractwa zawiązanego z ubogich rzemieślników, i zajmując się nimi najtroskliwiéj, wzwyczaił ich do częstego przystępowania do Sakramentów świętych, rozbudził ducha pobożności, a razem i skłonił do spełniania uczynków miłosierdzia względem ubogich chorych po szpitalach. Do tego wszystkiego, nietylko słowem, lecz szczególnie przykładem ich pobudzał.

Przewodnik jego duchowny uznał właściwém, aby Kajetan na obszerniejszém polu gorliwości swojéj probował. Z jego więc polecenia, udał się on do Wenecyi. Tam poszedł prosto do jednego z większych szpitalów, w bardzo zaniedbanym stanie będącego. Użył większéj części swojego majątku na odbudowanie go i urządzenie, a sam poświęcił się na usługi chorych. Doglądając ich najtroskliwiéj, na pierwszym miał względzie potrzeby ich duszy. Przykład jaki dawał ten młody jeszcze wówczas a jeden z pierwszych panów włoskich, pobudził i kilku innych najzamożniejszych mieszkańców Wenecyi, którzy zaczęli go naśladować. Szpital téż przy którym był Kajetan, stał się wkrótce głównym przytułkiem wszelkiego rodzaju nędzy tego ludnego miasta.

Wyżéj wspomniany jego przewodnik duchowny przybywszy do Wenecyi, przewidując iż Pan Bóg Kajetana do czegoś szczególnego przeznacza, skłonił go znowu aby udał się do Rzymu. Przybywszy tam wstąpił do Bractwa Miłości Bożéj, zajmującego się uczynkami miłosierdzia, a do którego najznakomitsi i najświątobliwsi Prałaci rzymscy należeli.

Zastanawiając się razu pewnego wraz z nimi, nad ówczesnym stanem Kościoła, uznał potrzebę założenia Zgromadzenia Kapłanów, którzyby, jak najwierniéj naśladując ubóstwo i gorliwość Apostołów, przeciwstawili swój sposób życia zarzutom kacerzy, oskarżających duchowieństwo katolickie o odstąpienie od pierwotnego duchu chrześcijaństwa. W tym celu przybrał kilku towarzyszy sobie podobnych, między którymi był i Jan Piotr Karaffa Biskup Teatyński, prałat wielkiéj świątobliwości, a który późniéj został Papieżem pod nazwiskiem Pawła IV, i uzyskał u Papieża Klemensa VII, zatwierdzenie ustaw Zgromadzenia które zakładali, i w którém niezwłocznie śluby zakonne wykonali. Zadaniem tego nowego Zgromadzenia miało być: kształcenie kapłanów w duchu zaparcia i poświęcenia się Ewangelicznego, a ubóstwo mieli zachowywać tak ścisłe, że ani żadnych stałych funduszów posiadać nie mogli, ani nawet żebrać, tylko spuszczać się na to co im Opatrzność, przez miłosierne ręce, sama zsyłać raczy. Zgromadzenie to, z czasem znacznie rozszerzone, uzyskało nazwisko Teatynów od Piotra Karaffy Biskupa Teatyńskiego, który był pierwszym jego generalnym przełożonym.

Lecz duszą tego nowego zakonu, i prawdziwym jego Założycielem, był święty Kajetan. Oddany wyłącznie usługom bliźniego tak w potrzebach doczesnych jak i duchownych, wiódł życie nadzwyczaj umartwione: rzadko kiedy jadał co innego jak chléb i wodę, sypiał na gołych deskach, większą część nocy na modlitwie przed przenajświętszym Sakramentem spędzając; prawie nigdy nie zrzucał ostréj włosiennicy i kolczastego łańcuszka, które nosił pod odzieniem. Do Matki Bożéj miał szczególne nabożeństwo: każdy list swój zaczynał od imienia Jezus i Marya; w kazaniach i przemowach, Zbawiciela zwykle nazywał Synem Maryi. O cokolwiek modlił się, prosił o to zawsze za pośrednictwem przenajświętszéj Panny. Zabierając się do Mszy świętéj, przywdziewał, jak mówił, duszę swoję w zasługi Maryi; a gdy przychodziło do konsekracyi, wyobrażał sobie że był w Jéj obecności, i błagał Ją aby w jego ręce sprowadziła błogosławiony owoc żywota Swojego. Świętego Franciszka Serafickiego czcił jak głównego swego Patrona. Ciągle rozczytywał się w Jego żywocie, i starał się jak najwierniéj Go naśladować.

Trzy lata już upłynęło od założenia przez niego nowego Zgromadzenia, gdy Rzym zdobyty przez wojska Oprysków, pod dowództwem Konetabla Burbona, na łup ich wystawiony został. W oddziale który wpadł do klasztoru świętego Kajetana, znajdował się żołnierz, który dawniéj był na dworze jego ojca, a ujrzawszy go w ubogiém odzieniu, sądził iż się tak przybrał aby zataić skarby jakie posiadał. Pobudził więc przeciw niemu żołdactwo, które mu różne męki zadało, domagając się aby im wydał pieniądze które ukrywa. Święty zniósł to wszystko z radością, że ubóstwo jego dobrowolne, przywiodło go do takich zniewag i cierpień. Wtrącony wtedy do więzienia z kilku braćmi swoimi, pobożnością z jaką odśpiewywał kapłańskie z nimi pacierze, zjednał sobie jednego z dowódców wojskowych, który go wraz z towarzyszami wypuścił na wolność.

Zmuszony uchodzić z Rzymu, gdy będąc już za miastem z kilku braćmi zakonnymi nad rzeką Tybrem, kłopotał się jak się przez nią przeprawi, pojawił się Anioł, który ich czółnem przewiózł do portu Ostyeńskiego, zkąd udali się do Wenecji. Tam założył sługa Boży dom swojego Zgromadzenia, a wkrótce gdy w mieście tém wybuchło morowe powietrze, wraz ze swoimi zakonnikami poświęcił się całkiem na usługi chorych, tak w szpitalach jak i w mieszkaniach ich najuboższych. Zaledwie klęska ta ustąpiła z Wenecyi, a wybuchła w Padwie, Medyolanie, Genui i Palermie. Wszędzie tam przenosił się nasz Święty, i zakładając swoję główną siedzibę w tych miejscach wraz z braćmi, też same co w Wenecyi zapowietrzonym oddawał usługi.

Na żądanie Klemensa VII, udał się do Neapolu, gdzie także dom Zgromadzenia swojego założył. W roku 1540 był przeznaczony na przełożonego do Wenecyi. Tam pozostał już do śmierci. Nie ustając w świętym zawodzie, po różnych Dyecezyach był wzywany przez Biskupów, dla dawania ćwiczeń duchownych zwanych Rekollekcyami, dla kapłanów. Odbywał także misye po różnych parafiach, wprowadzając wszędzie, podówczas mało jeszcze upowszechniony, zwyczaj uczęszczania do Sakramentów świętych. Z błędami kacerskiemi starannie pod tę porę ukrywającemi się, najskuteczniéj walczył, ze szczególnego daru Bożego: odkrywając je w tych nawet którzy je najzręczniéj taili.

Innych téż łask szczególnych niemało odbierał od Boga. Zdarzało się, iż ośm godzin wciąż trwał na modlitwie, wśród któréj zalewał się łzami. Często wpadał w zachwycenie, i posiadał dar proroctwa. Gdy w dzień Bożego Narodzenia modlił się w Rzymie, w kościele Panny Maryi Śnieżnéj przed Żłobkiem Pana Jezusa, objawiła mu się Matka Boża, i przenajświętsze Dzieciątko na ręce dała. Niekiedy całe noce spędzał na biczowaniu się krwawém.

Miał lat sześćdziesiąt i siedem gdy zaburzenia ludowe, będące powodem ciężkich obraz boskich, o wielki smutek go przyprawiły, w skutek czego śmiertelnie zachorował. Gdy lekarz polecał, aby zamiast desek na których spoczywał, przyrządzono mu łóżko wygodniejsze, nie zezwolił na to, mówiąc: „Powinienem żyć i umierać w pokucie. Jakżebym nie miał zdobyć się na to, kiedy Pan Jezus umarł rozpięty na krzyżu.” Nie dozwolił także aby zwołano konsylium z lekarzy, mówiąc iż do takich nadzwyczajności nie warto uciekać się, gdy idzie o ciało tak grzeszne jakiém było jego, i że dla ubogiego zakonnika, dość na jednym zwykłym lekarzu. Widząc już zbliżający się swój koniec, z najżywszą pobożnością przyjął ostatnie Sakramenta święte, rzewnie przepraszał wszystkich obecnych, i pocieszony obecnością przenajświętszéj Maryi Panny, która mu się objawiła otoczona Aniołami, oddał Bogu ducha 7 Sierpnia roku Pańskiego 1547. Kanonizowany został przez Papieża Klemensa X.

Pożytek duchowny

Świętego Kajetana, którego żywot czytałeś, wskrzesił był Pan Bóg w Kościele Swoim, dla rozżywienia i odnowienia w duchowieństwie ducha którym głównie ono rządzoném być powinno, a od czego tém obfitsze dla wiernych zależą błogosławieństwa Boże. Często więc za pośrednictwem tego Świętego, proś dla kapłanów o jak najobfitsze łaski ich powołaniu właściwe.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionemu Kajetanowi Wyznawcy Twojemu, dał jak najwierniéj żywot apostolski naśladować; spraw abyśmy za jego pośrednictwem i przykładem, w Tobie jednym ufność naszę pokładali, i pragnęli przedewszystkiém dóbr niebieskich. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 660–662.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 627

Życie świętego Kajetana opierało się na dwóch zasadniczych prawdach nauki Chrystusowej: Wszyscy jesteśmy dziećmi Boga, który nam wskazuje drogę życia i zaopatruje potrze by nasze, i dlatego zasługuje na ufność naszą. Wszyscy stanowimy jedną rodzinę, jesteśmy sobie braćmi i siostrami, a ta miłość nie pozwala, byśmy dla bogactwa, urody, talentów, nauki, znakomitego rodu, rozrywali to braterstwo, czynili jakieś wyjątki, przywłaszczali sobie przywileje.

Hrabia Opido był człowiekiem porywczym i nieraz o drobnostkę unosił się gniewem na swą czeladź. Jednego razu odezwał się do niego święty Kajetan: „Panie hrabio, czy jesteś gotów tak skwapliwie słuchać rozkazów Boga, jak żądasz, aby cię bliźni słuchał?" W tych słowach dał dumnemu magnatowi naukę, że powinniśmy być pobłażliwymi względem podwładnych.

Innego razu prosił go jeden z przyjaciół, aby się wstawił u pewnego dostojnika za synem, ubiegającym się o posadę sędziego. Święty Kajetan wysłuchał cierpliwie prośby i po krótkim namyśle dał mu taką odpowiedź: „Kochany przyjacielu, dobrze to, gdy lud otrzymuje godnych i uczciwych sędziów, ale wątpię, czy by to było dobrze, gdyby się mnich chciał mieszać w sprawy świeckie”.

Córce brata, która mu z żywą radością donosiła o swym bliskim ślubie, odpisał: „Człowiek, który dla świata zapomina o prawdziwej ojczyźnie i Niebie, podobny jest do wędrowca, który upił się w karczmie i odurzony nie może odnaleźć drogi do domu”.

Pewien uczony pragnął wstąpić do jego zakonu, ale będąc słabowitego zdrowia, prosił, aby mu dawano lepszą strawę i pozwolono wychodzić według upodobania. Święty Kajetan odpowiedział: „Mój kochany, nic więcej zakonowi nie szkodzi, jak te nieszczęsne wyjątki dla pewnych osób. Podeszły wiek i zdrowie zasługują na uwzględnienie, ale sprawa ta należy do starszych klasztornych, a naszą starszyzną klasztorną jest Opatrzność Boska. Kto chce do nas wstąpić, winien się rzucić do nóg Chrystusowi, a nie żądać przywilejów dla siebie”.

Nie był święty Kajetan nierozsądnym, zdając siebie i braci na Opatrzność Bożą i nie troszcząc się o dzień następny. Wiedział, że służy Panu, który go nigdy nie zawiedzie. Nigdy też nie zabrakło braci zakonnej chleba, ubioru i pomieszczenia. Naśladujmy go w tej ufności, nie troszczmy się zbytecznie o to, co będziemy jeść i co będziemy pić, bo Bóg nas nie opuści.

Tags: św Kajetan „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Mojżesz ubóstwo Maryja kapłaństwo
2020-08-05

Przenajświętszéj Maryi Panny Śnieżnéj

Działo się około roku Pańskiego 366.

(Szczegóły tu wyjęte są z Brewiarza Rzymskiego i podania kościelnego.)

Nabożeństwo do przenajświętszéj Maryi Panny, sięga kolebki Kościoła, alboli téż można powiedzieć, że jeszcze jest dawniejszém. Pierwszą cześć jaką odebrała Marya, jako prawdziwa Matka Boga, było to już wtedy nawet, kiedy Pan Jezus jeszcze w przeczystém Jéj łonie zamknięty, a od chwili Swojego wcielenia pełnego zażywający rozumu, oddawał Jéj tam hołd jako Matce Swojéj, to jest właściwie Matce Bożéj. I to jest prawdziwy początek nabożeństwa do przenajświętszéj Panny. Późniéj gdy wydała Go na świat, w żłobku Betleemskim pierwsze Jego spojrzenie, które na Maryi spoczęło, każde Jego do Jéj macierzyńskiego łona tulenie się, każda pieszczota Boskiéj dzieciny ze Swoją Matką Dziewicą, byłyto wszystko akty nabożeństwa Samego Pana Jezusa do Matki przenajświętszéj. Następnie, wiemy jak Ją czcił przez cały czas pobytu Swojego na ziemi. W życiu Swojém ukrytém przez lat trzydzieści w Nazarecie, raczył być Jéj poddanym jak się wyraża Ewangelia święta 1. Wszystkie tajemnice dzieciństwa Swojego odbywał na Jéj rękach błogosławionych. Przy obrzędzie Obrzezania i ofiarowania w świątyni, w chwili czci odebranéj i od pasterzów zaraz po urodzeniu, i późniéj od Trzech Króli – we wszystkich tych okolicznościach, znajdujemy Pana Jezusa na rękach Maryi, pod Jéj macierzyńską opieką zostającego. A i w ucieczce swojéj do Egiptu, z Jéj rąk nie schodzi, i pod Jéj pieczą, podróż do tych obcych krajów i pobyt swój na wygnaniu i powrót z niego odbywa. Gdy życie czynne rozpoczynał, znowu dla okazania Swojéj czci ku Maryi, to jest nabożeństwa do Niéj, chciał Ją ile możności zawsze mieć przy Sobie, i na Jéjto dopiéro żądanie pierwszy cud uczynił w Kanie Galilejskiéj. Nakoniec gdy, już na krzyżu umierając, świat ten miał opuścić, jeszcze na dowód Swojéj szczególnéj czci i nabożeństwa do Swojéj przenajświętszéj Matki, troszczy się o Nią i powierza Ją synowskiéj opiece świętego Jana Ewangelisty, najulubieńszego ucznia Swojego. Piękną téż z tego powodu czyni pewien pobożny pisarz uwagę: powiada iż tym sposobem Pan Jezus w sercu Swojém daje niejako pierwszeństwo przenajświętszéj Pannie nad Kościołem nawet całym. Kościoła bowiem losy powierzył najstarszemu wprawdzie z Apostołów, ale pieczę nad Swoją Matką zawierza temu którego najwięcéj miłował.

Otóż są dowody czci i miłości Pana Jezusa do Maryi, czyli Jego do Niéj nabożeństwa. A że jak we wszystkiém tak i w tém naśladować powinniśmy Zbawiciela naszego, więc Kościół Boży od swojéj kolebki, od swego założenia, naśladował i naśladować nie przestanie Boskiego Mistrza Swojego w téj czci i miłości ku Maryi, objawiając to właśnie w nabożeństwie jakie ma do Niéj. Zaledwie po zesłaniu Ducha Świętego na Apostołów i uczniów Pańskich, powstał Kościół, a wnet nabożeństwo do Matki Bożéj szerzyć się zaczęło. Wtedyto bowiem, ci którzy byli uczniami Eliasza z góry Karmelu, przejęci szczególną czcią ku Maryi, pierwsi na Jéj cześć wystawili kościół i w szczególny sposób Ją czcili. Święty Piotr, święty Jan Ewangelista, święty Jakób, czego niezaprzeczone są po dziś dzień dowody, pozakładali kościoły na cześć Matki Bożéj jeszcze za Jéj życia, a pisarze katoliccy nie wątpią, że i każdy z Apostołów toż samo uczynił. Nabożeństwo więc to, przez Pana Jezusa przed Jego nawet z dziewiczego łona Matki wyjściem na świat założone — zatém które postanowione zostało wprzód zanim cokolwiek innego stanowiąc Kościół Syn Boży założył — następnie w przykładach jakie nam w przenajświętszém życiu Swojém pozostawił nauczane, potém przez Apostołów opowiadane i szerzone jako jeden z największych skarbów Kościoła świętego, ciągle się w nim przechowuje.

Dla tegoto tenże Kościół Duchem Świętym rządzony, nie poprzestaje na uroczystém obchodzeniu świąt odnoszących się do tajemnic życia Matki Boga naszego, jakiemi są: Uroczystości Jéj Niepokalanego Poczęcia, Narodzenia, Ofiarowania, Zwiastowania i Wniebowzięcia, lecz, i oto właśnie w dniu dzisiejszym, obchodzi uroczystą pamiątkę założenia pierwszego Jéj kościoła w Rzymie i najwspanialszego z Jéj przybytków w świecie całym, a tém jest kościół przenajświętszéj Maryi Panny Śnieźnéj, tak nazwany z powodu następującego cudu.

W połowie czwartego wieku, za panowania Papieża Liberyusza, mieszkał w Rzymie pan wielki imieniem Jan, ożeniony z również znakomitego rodu i bogatą panią. Będąc bezdzietnymi pragnęli błogosławieństwa Bożego w zesłaniu im potomstwa; lecz jako pobożni, znosili doznane z tego powodu zasmucenie z doskonałém poddaniem się rozporządzeniu Boskiemu, nie wątpiąc że gdy Pan Bóg téj pociechy im odmawiał, czynił to i na Swoję większą chwałę i na większy ich pożytek duchowny. Gdy się już znacznie postarzeli, pewni że dzieci mieć nie będą, a oboje mając wielkie do przenajświętszéj Maryi Panny nabożeństwo, postanowili Ją uczynić spadkobierczynią całego swojego wielkiego mienia, a nawet ślubem to stwierdzili. Aby zaś dowiedzieć się, w jaki sposób Królowa Niebieska życzyła sobie aby ich majątek na cześć Jéj został użyty, gorąco się do Niéj modlili. Przytém do zwykłych swoich postów przydali jeszcze ostrzejsze, podwoili jałmużny któremi zwykle hojnie wspierali ubogich i wszelkiego rodzaju miłosierne uczynki.

Przenajświętsza Marya Panna łaskawie przyjęła te ich pobożności względem Niéj dowody, i po pewnym przeciągu czasu, a było to z czwartego na piąty Sierpnia, i jednemu i drugiemu z tych małżonków, zosobna okazała się we śnie, i oświadczyła że i syna Jéj i Jéj saméj wolą było, aby cały swój majątek użyli na wybudowanie kościoła na górze Eskwilińskiéj w Rzymie, na tém miejscu które zrana znajdą pokryte śniegiem. Po przebudzeniu się, gdy jedno drugiemu zdało sprawę ze snu jaki mieli, i przekonali się iż jednakowe spotkało ich widzenie, udali się niezwłocznie do Papieża, aby go zawiadomić o tém co z nimi zaszło. Ojciec święty podobnyż miał sen téj nocy, i upatrując w tém niewątpliwą wolę Bożą, zgromadził całe duchowieństwo, i na jego czele wraz z Patrycyuszem Janem, jego małżonką i wielką rzeszą ludu wiernego, processyonalnie udał się na górę Eskwilińską na miejsce cudownie wskazane. Jakoż, znaleziono na płaszczyznie u szczytu wzgórza tego, pewien obszar ziemi pokryty śniegiem, chociaż to było w porze największych upałów, a zasypujący to miejsce w takich rozmiarach i w takim kształcie jaki miał służyć za plan do kościoła. Niezwłocznie téż Jan i jego małżonka, postanowili wystawić tam wspaniałą świątynię, i wykończyli ją w krótkim przeciągu czasu, poświęcając siebie i całe swoje mienie na służbę i chwałę Małki Bożéj.

Kościół ten, jest pierwszym kościołem w Rzymie na cześć Matki Bożéj wystawionym, chociaż już i przedtém było tam wiele kaplic pod jéj wezwaniem wzniesionych. Najprzód nazywano go Bazyliką Liberyańską, dla tego że za Papiestwa Liberyusza zaczęty został. Potém kościołem przenajświętszéj Maryi Panny od Żłobka, gdyż żłobek w którym się narodził Pan Jezus, z Betleem przeniesiony umieszczony tam został, jakby na to aby ta pierwsza Świątynia, na cześć Maryi wystawiona w Rzymie, posiadała tę drogą Relikwią, w któréj, w osobie Dzieciątka Jezus rozpoczynała się na ziemi Jéj cześć jako Matki Boga. Późniéj, gdy Papież Sykstus III, wykończając ją jeszcze więcéj ozdobił i zbogacił, nazywano ten kościoł Bazyliką Sykstyńską. Lecz gdy z czasem, bardzo wielka liczba kościołów pod wezwaniem przenajświętszéj Maryi Panny stanęła w Rzymie, tę Bazylikę, jako ze wszystkich najwspanialszą i najpierwszą, nazwano kościołem Przenajświętszéj Maryi Panny większym (Santa Maria maggiore). Wszakże z powodu cudu który mu dał początek, najpospoliciéj znany jest pod nazwą kościoła Maryi Panny Śnieżnéj.

Do tegoto kościoła odbywała się processya za Papieża świętego Grzegorza, podczas morowego powietrza panującego w Rzymie, a które potém wnet ustało. Do tego kościoła także za Papiestwa Leona IV, odbywano procesyą dla uproszenia Boga o odwrócenie od miasta i okolic całych, klęski jaką zadawał wtedy mieszkańcom wąż nadzwyczajnéj wielkości i jadowitości. W tymto kościele Pan Bóg uchronił cudownie Papieża Marcina I od śmierci, gdy zbuntowany przeciwko Stolicy Apostolskiéj Olimpiusz, wpadł do téjże Bazyliki chcąc go zamordować, lecz w téjże chwili oślepł.

W roku 1716 gdy Muzułmanie zagrozili byli całemu chrześcijaństwu, a wojska przeciw nim wysłane, odniosły stanowcze zwycięstwo pod Solimem, zaszło to właśnie w chwili, gdy z tegoż kościoła w samę uroczystość Matki Bożéj Śmieżnéj, wychodził lud procesyonalnie odmawiając Różaniec, dla uproszenia u Boga błogosławieństwa orężowi chrześcijańskiemu.

Wiele innych cudów, wierni doznawali i doznają za przyczyną Maryi, w tym, jakby przez Nią Samę wybudowanym Kościele. W nim także w kaplicy nadzwyczaj bogatéj, w któréj sam ołtarz kilkanaście milionów złotych kosztował, znajduje się wizerunek Bogarodzicielki przez świętego Łukasza Ewangelistę malowany. Tam także Ojciec święty dziś panujący Pius IX, przez szczególne nabożeństwo jakie ma do Maryi, w tym Jéj ulubionym kościele przygotował sobie grobowiec.

Uroczystość dzisiejsza obchodzi się tam z wielką wspaniałością: tłumy pobożnych pielgrzymów napełniają kościół od rana do wieczora. Na pamiątkę zaś cudownego śniegu, z chóru i galeryi górnych przez dzień cały spada w kościele śnieg z jaśminowych kwiatów, miłą wonią cały ten przybytek napełniający.

Pożytek duchowny

Widzisz jak łaskawie przenajświętsza Marya Panna przyjmuje wszystko, co kto, wedle możności swojéj, z nabożeństwa ku Niéj, a dla szerzenia czci Jéj, stara się uczynić. Jeśli nie jesteś w możności wznoszenia na cześć Jéj kościołów staraj się przynajmniéj zdobić Jéj ołtarze; a jeśli i na to cię nie staje, według pobożnego chrześcijańskiego zwyczaju miéj w domu własnym Jéj obraz, który skrzętnie i starannie przyozdabiać będziesz, albo téż, na znak twojego nabożeństwa, lampkę przed nim palić.

Modlitwa (Kościelna)

Daj nam sługom Twoim, prosimy Panie Boże, zdrowia duszy i ciała zawsze zażywać a za miłościwém, błogosławionéj Maryi Panny wstawieniem się, od obecnych wyzwól nas smutków, i daj wiecznego zażywać wesela. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 654–656.

Święta brama

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 623

W miejsce moralnej nauki, jaką zazwyczaj na tym miejscu kładziemy, wspomnijmy tu jeszcze o jednej pamiątce tego kościoła, zasługującej na uwagę. Jest nią zamurowana brama, znajdująca się na prawo od głównego wejścia, oznaczona napisem o złotych głoskach: „Leo, Pius … otworzył mnie w roku … Leo, Pius … zawarł mnie w roku…” Bramę tę zowią powszechnie „bramą świętą”, a to z następującego powodu:

Wyżej wspomniane cztery główne kościoły rzymskie mają oprócz zwyczajnych bram jeszcze osobną, zwaną „świętą”, zamkniętą murem. Co 5 lat ogłasza papież w dniu Bożego Narodzenia wielki jubileusz, czyli rok święty. Przy tym uroczystym ogłoszeniu otwiera się cztery święte wrota w sposób następujący: Namiestnik Chrystusowy idzie w uroczystym pochodzie do kościoła św. Piotra i uderza trzy razy w zamurowane wrota, odmawiając głośno rytuałem przepisane modlitwy, sławiące miłosierdzie i wszechmocność Boską. Tym czasem robotnicy wyrąbują szybko ściany, wyjmując cegłę po cegle, kapłani zmywają próg wodą święconą, po czym przez „święte wrota” wchodzi papież z orszakiem niższego duchowieństwa, biskupów, kardynałów i dygnitarzy kościelnych, którzy śpiewają radosne hymny i psalmy. Tę samą ceremonię odbywa równocześnie trzech kardynałów przy trzech innych bazylikach, a zarazem rozpoczyna się czas odpustu jubileuszowego.

Footnotes:

1

Łuk. II. 51.

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna modlitwa Karmel
2020-08-04

Św. Dominika Wyznawcy, Założyciela Zakonu Kaznodziejskiego

Żył około roku Pańskiego 1221.

(Żywot jego był napisany przez ojca Tierry z Alpoda, współczesnego mu tegoż zakonu kapłana.)

Święty Dominik urodził się roku Pańskiego 1170 w Katagorze małém miasteczku dyecezyi Oksońskiéj w Hiszpanii. Ojciec jego Feliks Guzman, pochodził z panujących książąt Bretańskich. Matka nosząc go w łonie miała sen w którym zdawało się jéj iż wydaje na świat psa, który pochodnią trzymaną w pysku, cały obszar ziemi rozświecał. Gdy odprawiała Nowennę na intencyą szczęśliwego rozwiązania, modląc się w kościele, miała objawienie w którém usłyszała przepowiednię że porodzi syna, który będzie światłością świata chrześcijańskiego i wielką podporą Kościoła. Od najmłodszych téż lat Dominika, można było przewidzieć iż tak się stanie w istocie. Zaledwie podrósł a już ćwiczyć się zaczął w cnotach chrześcijańskich. Wstawał wśród nocy na modlitwę, spoczywał na, gołéj ziemi, a dla ubogich był tak miłosiernym, że czém tylko wolno mu było rozporządzać, to wszystko im rozdawał. Jeśli nic dla nich nie miał rzewnie płakał.

Dla ukończenia wyższych nauk, posłano go do najsławniejszéj podówczas w Hiszpanii Akademii Walenckiéj. Tam tak się odznaczył, że nietylko był najpierwszym uczniem, lecz skończywszy zawód uniwersytecki, już wtedy uchodził za jednego z najuczeńszych Teologów swojego czasu. Lecz i w świątobliwości nie mniejszy uczynił postęp. Dziewicza skromność, pokora, słodycz w obcowaniu, jaśniały w nim w najwyższym stopniu, a miłosierdzie dla ubogich do tego stopnia wzrosło, że gdy podówczas w Walencyi i całéj okolicy wielki głód panował, a on rozdał na ubogich nietylko wszystko co miał z pieniędzy, ale i sprzęty i książki swoje, niemając za co wykupić z niewoli u Muzułmanów syna ubogiéj wdowy, chciał się sam za niego zaprzedać. Byłby to uczynił, lecz sama matka zaprzedanego zgodzić się na to nie chciała.

Biskup jego rodzinnéj dyecezyi skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, a po wyświęceniu na kapłaństwo, uczynił go Kanonikiem regularnym, w Zgromadzeniu które przy swojéj katedrze założył. Święty podwoił umartwień ciała i ćwiczeń bogomyślnych: wtedy to postanowił i całe życie to zachowywał, że po trzykroć wstając w nocy na modlitwę, trzy razy zadawał sobie krwawe biczowania. W kaznodziejstwie nikt mu nie wyrównał, jak podobnież w gorliwości i biegłości w zbijaniu błędów kacerskich wówczas licznie powstających. Powodowani wielką jego w naukach teologii i filozofii biegłością, profesorowie Akademii Paleńskiéj, zawezwali go tam na katedrę teologii. Przez lat kilka świetnie ją zajmując, pomimo sławy coraz większej jaka go w tym zawodzie czekała, przerwał takowy, a poświęcił się missyom szczególnie w te części kraju, gdzie kacerskie błędy większe spustoszenie robiły. Trudno wyrazić, z jak zbawiennemi owocami pracował na kazalnicy. Słuchacze tak tłumnie na nauki jego się gromadzili, że nie w kościołach lecz po placach publicznych a nawet i na polu, musiał je miewać.

W jednéj z takowych wycieczek apostolskich, zdarzyło się że pomimo zwykłych z jego strony wysileń, bardzo mało heretyków nawrócił. Święty, który wielkie łaski jakie otrzymywał przypisywał zawsze pośrednictwu Matki Bożéj, do któréj od dzieciństwa miał wielkie nabożeństwo, uciekł się do Niéj. Zaprowadził między wiernymi tam będącymi, nabożeństwo zwane późniéj Różańcem Matki Bożéj, które miał sobie przez Samę przenajświętszą Pannę objawione. Po odprawieniu takowego, w témże miejscu więcéj niż gdziekolwiek indziéj nawrócił odszczepieńców. Od niegoto także poszedł zwyczaj, zachowywany późniéj stale przez kaznodziejów, poprzedzania każdego kazania Pozdrowieniem Anielskiém. On także, w najtrudniejszych razach gdy mu chodziło o pozyskanie dusz błędami kacerskiemi zarażonych, zwykł był modlić się do Maryi w te słowa, które późniéj w pacierzach kapłańskich umieszczone zostały: „Dozwól mnie chwalić Cię Panno przenajświętsza. Udziel mi mocy przeciw wrogom Twoim.”

Wszystkie swoje pielgrzymki missyonarskie, odbywał Dominik pieszo, o żebranym chlebie i nigdzie żadnego nie przyjmując wynagrodzenia. Przebiegł większą część Hiszpanii wszędzie przedziwne robiąc nawrócenia, a jeśli kiedy napotykał większe trudności, uciekał się zaraz do Nabożeństwa Rózańcowego, i gdzie tylko takowe zaprowadził, prawie wszystkich heretyków nawracał. Wkrótce téż pozyskał ich Kościołowi więcéj niż sto tysięcy.

Z powodu sławy jego świątobliwości, z wielu miejsc zażądano go na Biskupa. Święty nigdy na to zgodzić się nie chciał. Odmówił Biskupstwa Galicyi (w Hiszpanii), Bretanii, Komińskiego, Konseranckiego, i Bezierskiego. Pan Bóg bowiem do czego innego go przeznaczał.

Już od niejakiego czasu, powziął on był zamiar założenia zakonu, poświęcającego się głównie opowiadaniu Ewangelii, nawracaniu kacerzów, obronie wiary i rozszerzaniu chrześcijaństwa. Pomogła mu do tego następująca okoliczność. Udawszy się do Francyi wraz z Biskupem swoim, świadkiem był w mieście Tuluzie i jego okolicach, wielkich szkód jakie tam szerzyły się przez herezyę Albigensów. To podało myśl i jemu i Biskupowi jego udania się do Rzymu, dla otrzymania od Papieża pozwolenia, aby Biskup, złożywszy swój urząd, wraz z Dominikiem i dobrawszy sobie innych jeszcze współpracowników, mógł poświęcić się missyom przeciwko Albigensom. Papież Inocenty III, zgodził się na to, a Dominik wróciwszy do Francyi, i widząc że przedewszystkiém potrzeba było aby missyonarze występowali jako najwierniejsi naśladowcy Apostołów, skłonił i Biskupa i innych swoich towarzyszów, aby missye swoje odprawiali tak jak to czynili Apostołowie, wszędzie pieszo chodząc i z żebraniny żyjąc. Tym sposobem rozpoczęte missye szły najszczęśliwiéj, lecz w skutek morowego powietrza, przy Dominiku dwóch tylko towarzyszów zostało, a wkrótce ujrzał się on sam jeden. Pomimo tego nie ustawał w rozpoczętém dziele.

Wtedyto właśnie zawiązano krzyżową wyprawę przeciw Albigensom. Święty widząc ze smutkiem że w walkach do jakich się zabierano, mnóstwo dusz oderwanych od Kościoła, a przez to na wieki zgubionych, padnie w potyczkach, zaczął się gorąco do Matki Bożéj modlić. Marya mu się objawiła, i kazała mu zachęcać lud do odprawiania Różańcowego nabożeństwa. Uczynił to Dominik, a większa część kacerzy przeszła na stronę katolików. W pierwszém spotkaniu Krzyżownicy odnieśli zwycięstwo, i Albigeńczykowie rozproszeni ostatecznie zostali.

Po ukończeniu téj wyprawy, przystąpił Dominik do założenia swojego Zakonu. Juliusz Biskup Tuluzki, udający się na Sobor Laterański do Rzymu, wziął go z sobą, aby tam uzyskać zatwierdzenie jego zgromadzenia. Papież Inocenty III, który w objawieniu widział był dwóch Świętych podtrzymujących walący się kościół Lateraneński, poznawszy jednego z nich w Dominiku, kazał mu ułożyć Ustawy. Śmierć tego Papieża nie dała mu czasu zatwierdzić takowych, lecz uczynił to następca jego Honoryusz III, w roku Pańskim 1216, Bullą w tym celu wydaną. Takim był początek tego świętego zakonu, wielkie usługi Kościołowi po dziś dzien oddającego a z którego łona wyszło sześciu Papieżów, pięćdziesięciu kilku Kardynałów, około trzydziestu Patryarchów, tysiąc sześćset Biskupów, sześciuset Arcybiskupów, czterdziestu pięciu Nuncyuszów, wielka liczba znakomitych uczonych i pisarzy, i jeszcze większa Świętych zdobiących Kościół Boży. Za życia już świętego tego Patryarchy, we wszystkich prawie krajach katolickich zakon jego się obsadzał. Liczył on wtedy ośm prowincyi, w których było około sześćdziesiąt klasztorów, a w nich kilka tysięcy zakonników. Wtedy i do Polski przybyli Dominikanie ze świętym Jackiem.

Obdarzył był Pan Bóg ulubionego tego sługę Swego łaską czynienia tak wielkich cudów, że był on jednym z największych w Kościele cudotwórców. Posiadał dar języków, dar proroctwa i wielu umarłych wskrzesił. W modlitwie, która u niego była prawie zawsze zachwyceniem, wypraszał największe łaski, a tak jéj skutku był pewny, że utrzymywał iż mu nigdy Pan Bóg nie nie odmówił. Słysząc to pewien Prałat, zapytał go czemu nie uprosi u Pana Boga, nawrócenia Konrada Teutończyka, głośnego i wielkiego wpływu podówczas uczonego, a odpadłego od wiary. Święty Dominik pomodlił się na tę intencyę, i nazajutrz Konrad przyszedł go prosić o przyjęcie do zakonu. Będąc w Rzymie, okazał się mu razu pewnego podczas modlitwy Zbawiciel, grożący światu za wielkie grzechy ludzkie straszną klęską; lecz w téjże chwili ujrzał Matkę Bożą, która ukazując Panu Jezusowi Dominika i innego sługę Swego, uprosiła miłosierdzie Boże. Tegoż dnia Dominik spotkał świętego Franciszka Asyzkiego, i poznał w nim tego drugiego Świętego, którego Matka Boża przedstawiała Panu Jezusowi. Odtąd w najściślejszej zostawali zażyłości.

W roku Pańskim 1221, odbywszy wizytę wielkiéj liczby swoich klasztorów, przybył do Bolonii, gdzie zapadłszy na zdrowiu powiedział braciom, iż już z téj choroby nie wyjdzie. Jakoż, chociaż jeszcze w sile był wieku (miał wtedy bowiem lat pięćdziesiąt jeden), spracowany trudami apostolskiego życia i nadzwyczajnemi umartwieniami ciała, zbliżał się już do końca swojéj ziemskiéj pielgrzymki. Gdy ostatnie jego nadchodziły chwile, kazał się położyć na gołéj ziemi, mówiąc iż nie przystoi aby taki jak on grzesznik umierał na łożu, gdy Chrystus skonał na krzyżu. Odbył spowiedź z całego życia zalewając się łzami, jakby był największym zbrodniarzem, a po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych zgromadziwszy braci około siebie, utwierdzał ich w powołaniu i pobłogosławił. Gdy w ciągu odmawiania modlitw przy umierających, przyszło do tych słów: „Aniołowie niebiescy niech wyjdą na jego spotkanie” zasnął w Panu, dnia 10 Sierpnia. Papież Grzegorz IX, ogłosił go Świętym, uroczystość jego na dzień dzisiejszy wyznaczając.

Pożytek duchowny

Niech cię przykład świętego Dominika, który, jakto z jego żywota widziałeś, najszczególniejsze łaski odbierał za pośrednictwem Matki Bożéj, a głównie przez odmawianie do Niéj Różańca, pobudzi i do nieograniczonéj w pośrednictwo Maryi ufności, i do poboźnego odmawiania Koronki.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś Kościół Twój uświetnić raczył zasługami i apostolską pracą błogosławionego Dominika wyznawcy Twojego, daj za pośrednictwem jego, aby temuż Kościołowi Twojemu i doczesnéj nie brakło pomocy, i aby się on coraz bardziéj wzbogacał w dobra duchowne. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 651–653.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 621

Święty Dominik dlatego tak gorliwie zwalczał kacerstwo, gdyż jest ono największym nieszczęściem i utrapieniem świata chrzecijańskiego.

Prawda objawiona przez Boga jest tylko jedna, tak jak jeden tylko jest Bóg. Jeden tylko jest Kościół, w którym Bóg złożył tę prawdę i przez który ludziom ją ogłasza; jeden tylko jest Jezus Chrystus i mówi tylko o jednym Kościele, który jest dziełem Jego. Święty Paweł powiada: „Jeden Pan, jedna wiara, jeden Bóg i Ojciec wszystkich” (Ef. 4, 5—6). Tym Kościołem oświeconym przez Ducha świętego, stróżem całkowitej prawdy, jest Kościół katolicki; on jest głosicielem tej prawdy. Kto z tych prawd, niezbędnie do zbawienia potrzebnych, choćby jedną tylko odrzuca, a czyni to rozmyślnie i uporczywie, kto przy odrzuconym przez Kościół poglądzie obstaje i uporczywie go broni, jest kacerzem. Jest on martwą odroślą, odpadłą od ciała Chrystusowego, nie uczestniczy w łaskach, których szafarzem jest Kościół, a jeżeli rozmyślnie trwa w błędzie, wtedy dusza jego jest stracona.

Ale smutny ten los spotyka tylko tych, co umyślnie i uporczywie odrzucają artykuły wiary Kościoła katolickiego, tacy zaś, którzy bez swojej winy są poza obrębem Kościoła, ale przy tym szczerze i uczciwie pragną prawdy i według możności przestrzegają przykazań Boskich, tacy są wewnętrznie członkami Kościoła — chociaż niewidzialnymi — i mogą osiągnąć zbawienie duszy.

Ale i niewinnie w błędzie zostający są w niekorzystnym położeniu wobec prawdziwych członków Kościoła Chrystusowego. Nie tylko bowiem błąd ich przeszkadza im w dążeniu do doskonałości, nie tylko staje się im bodźcem i zachętą do niejednego grzechu, ale są oni pozbawieni nadto wielu i to najsilniejszych łask, którymi rozporządza Kościół, jak np. ofiary Mszy świętej, sakramentu Ciała i Krwi Pańskiej, rozgrzeszenia kapłańskiego, ostatnich sakramentów i odpustów. Tacy niewinnie błądzący, pozbawieni nieomylnej gwiazdy przewodniej, która by kierowała ich krokami, stają się częstokroć łupem oszustów, którzy zamykają im oczy na prawdę, wiodą ich na manowce i przyprawiają ich o zgubę, jak to widzieliśmy u albigensów, za których św. Dominik ciągle wznosił modły do Boga, czynił pokutę, i których kazaniami i nauczaniem chciał nawrócić na łono Kościoła katolickiego.

Dziękujmy przeto wszyscy, którzy jesteśmy członkami tego Kościoła, że nam Bóg pozwolił do niego należeć; pozostańmy wiernymi wierze, nie dajmy się sprowadzić na manowce ani namowom, ani pismom przewrotnym, zwłaszcza takim, które pod pozorem prawdy starają się wszczepić jad kacerstwa. Kacerze starają się szerzyć błędy i nakłaniać katolików do wyrzeczenia się wiary. W tym celu wydają broszurki i drobne pisemka i rozdzielają je między lud. Treścią i celem tych pisemek jest wyśmiewanie, przekręcanie i znieważanie nauk i obrzędów naszego Kościoła. Jeżeli takie piśmidło dostanie się do rąk naszych, nie czytajmy go; zanieśmy je do swego proboszcza lub spowiednika, i zapytajmy go o zdanie. Prócz tego nie zaniechajmy modlić się o nawrócenie niewiernych i starajmy się przyczynić do tego nawrócenia życiem bogobojnym, dobrymi uczynkami i szczerą miłością bliźniego.

Tags: św Dominik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna cnoty Maryja Różaniec herezja św Jacek św Franciszek
2020-08-02

Przenajświętszéj Maryi Panny Anielskiéj, czyli Odpust Porcyunkuli

Ustanowiony został około roku Pańskiego 1221.

(Szczegóły te wyjęte są z żywota świętego Franciszka Serafickiego, przez ojca Challippe.)

Święto dzisiejsze w którym wierni dostępują największego jaki jest w Kościele Bożym odpustu, jest oraz uroczystym obchodem pamiątki otrzymania téj nadzwyczajnéj łaski przez świętego Franciszka Serafickiego, za pośrednictwem Matki Bożéj, od Pana Jezusa.

Oto tego tak wyjątkowego dobrodziejstwa, które świat zawdzięcza Patryarsze Asyzkiemu, historya:

Im większe łaski Boskie i wyższe oświecenia od Ducha Świętego otrzymywał Franciszek, tém lepiéj oceniał nieszczęśliwy stan duszy, w jakim się znajdują grzesznicy: płakał nad ich zaślepieniem, serdecznie się nad nimi litował, i często się modlił za nimi. Dnia pewnego, gdy prosił Pana Boga z wielką gorącością ducha o ich nawrócenie, stanął przed nim Anioł Pański, i kazał mu iść do kościoła przy którym podówczas mieszkał. Był zaś to mały ulubiony jego kościołek Maryi Panny Anielskiéj, na dolinie Spoletańskiéj pod Asyżem położony który przed laty kilku odnowił i przy którym założył pierwszy klasztorek swojéj Reguły. Sługa Boży, spełnił rozkaz Anioła i udał się do kościołka, gdzie ujrzał Pana Jezusa i Matkę Boską otoczonych Aniołami. Franciszek padłszy twarzą do ziemi, oddał cześć Bogu, a Pan Jezus rzekł do niego: „Franciszku. w nagrodę za gorliwość twoję i braci twoich około zbawienia dusz, pozwalam ci prosić mnie o co chcesz na chwałę Imienia Mojego.” Święty wtedy następną zaniósł prośbę: „Ojcze najświętszy! proszę Cię, chociaż nędznym grzesznikiem jestem, abyś udzielił ludziom téj łaski, żeby wszyscy którzy nawiedzą ten kościół, dostąpili odpuszczenia grzechów swoich, po wyspowiadaniu się z nich przed kapłanem, i proszę przenajświętszą Maryę Pannę Matkę Twoję, Obronicielkę rodzaju ludzkiego, aby wstawieniem się Swojém otrzymała tę łaskę.” Przenajświętsza Panna wstawiła się, a Pan Jezus wyrzekł te słowa: „Franciszku, to o co prosisz jest wielką rzeczą; lecz jeszcze większych łask dostąpisz. Udzielam ci teraz téj któréj się domagasz; chcę jednak abyś poszedł do Mojego zastępcy na ziemi, któremu dałem władzę związywania i rozwiązywania, i abyś go prosił o tenże odpust.” Bracia zaś świętego Franciszka w celach swoich przytykających do kościołka wtenczas będący, słyszéli wszystko to, a przytém widzieli cały kościół niebieskiém światłem napełniony i w nim wielką liczbę Aniołów.

Tegoż rana Franciszek zwoławszy ich, zakazał im mówić o tym cudzie, a sam z bratem Masseuszem udał się do Peruzyi, gdzie wtedy znajdował się Papież Honoryusz III. Gdy stanął przed nim rzekł: „Ojcze święty! przed kilku laty odnowiłem mały kościołek pod Assyżem będący; proszę Cię, abyś go obdarzył odpustem, któregoby wierni mogli dostępować bez żadnéj ofiary.” Prosił zaś o uwolnienie wiernych od wszelkiéj daniny, gdyż w owych czasach odpusty nie otrzymywały się inaczej, jak po złożeniu znacznéj jałmużny na cele miłosierne. Papież odpowiedział mu że niewłaściwém byłoby nadawać taki odpust, gdyż kto chce takowego dostąpić, trzeba aby na niego zasłużył przez jakie dobre czyny. „Lecz na wieleżto lat, przydał Honoryusz, prosisz o ten odpust?” — „Ojcze święty, odpowiedział Franciszek, ja nie o pewną liczbę lat, lecz o jak największą liczbę dusz proszę Waszéj świątobliwości.” — „A w jakiżto sposób chcesz żebym ci dał te dusze?” odrzekł znowu Papież. „Proszę, powiedział Franciszek, żeby, jeśli łaska Waszéj świątobliwości, wszyscy którzy wejdą do kościoła przenajświętszéj Maryi Panny Anielskiéj, po obżałowaniu swoich grzechów, wyspowiadaniu się z nich i otrzymaniu rozgrzeszenia od kapłana, dostąpili i na to życie i na tamto, zupełnego odpuszczenia grzechów, jakie popełnili od Chrztu aż do chwili wejścia do tego kościoła.” Wtedy Papież rzekł do Niego: „Franciszku, prosisz o rzecz nadzwyczajną. Stolica Apostolska nie zwykła udzielać takich odpustów.” — „Ojcze święty, odpowiedział Franciszek, nie sam z siebie ja o to proszę; Jezus Chrystus mnie z tém przysłał, od Niego przychodzę.” Na to Papież trzy razy wyrzekł te słowa: „Zgadzam się na to o co prosisz.”

Kardynałowie wszakże obecni temu, przedstawili Papieżowi że udzielając tak wielkiego odpustu, zniesie odpusty przywiązane do pielgrzymek do Ziemi świętéj i do Grobów Apostolskich. „Zezwolenie już daliśmy, rzekł do nich Papież, nie wypada przeto odwoływać takowego: trzeba tylko je ograniczyć.” I przywołując napowrót świętego Franciszka rzekł do niego: „Udzielamy ci odpustu o który prosiłeś na zawsze, lecz przywiązujemy go do jednego dnia tylko, licząc od wieczora przez noc i dzień aż do wieczora następnego.” Na te słowa Franciszek spuścił pokornie głowę. A gdy odchodził Papież go spytał: „Gdzież idziesz prosty człowieku? jakież masz dowody żeś otrzymał to o coś prosił?” — Ojcze święty, odpowiedział sługa Boży, dość mi na słowie Twojém. Jeśli ten odpust jest dziełem Bożém, Sam go Pan Bóg objawi i rozgłosi. Niech Jezus Chrystus, Jego Matka przenajświętsza i Aniołowie Boży zastąpią tu i Notaryusza i pismo i świadków, nie proszę o żaden inny akt urzędowy.” I nie zawiodła go taka ufność, gdyż odpust ten największy i najpowszechniéj znany ze wszystkich jakie są w Kościele Bożym, nie był nigdy ogłoszonym żadnym reskryptem ani Bullą Papiezką, jak to ma miejsce ze wszystkiemi innemi.

Lecz potrzeba było, aby dzień na niego został określony. Franciszek więc czekał, aż sam Pan Jezus, który był jego sprawcą, i dzień ten określić raczy, co tak nastąpiło.

W dwa lata potém, kiedy pewnéj nocy w téjże celce przy kościołku przenajświętszéj Panny Msaryi Anielskiéj, święty Patryarcha trwał na modilitwie, zły duch nasunął mu myśl, że nie powinien tak długiém czuwaniem trapić swego ciała, gdyż zbyteczném ujęciem sobie snu potrzebnego, o śmierć się przyprawi. Święty poznawszy w tém sztukę szatańską poszedł do lasu, i zdjąwszy habit rzucił się w krzak ciernisty do krwi się kalecząc. „Lepiéj mi, rzekł sam do siebie, zadać sobie te cierpienia dła Jezusa Chrystusa; aniżeli pójść za radą nieprzyjaciela mojéj duszy który mi schlebia.”

W tejże chwili otoczyła go światłość niebieska, i chociaż było to w miesiącu Styczniu, ujrzał na krzaku w którym się tarzał mnóstwo róż najpiękniejszych. Przystąpiła także do niego wielka liczba Aniołów, którzy mu rzekli. „Franciszku idź co prędzéj do kościoła: Jezus i Marya oczekują tam na ciebie.” I gdy to mówili przyodzieli go w szatę białą jak śnieg, a on zerwawszy dwanaście róż białych i dwanaście czerwonych, poszedł do kościoła, do którego drogę znalazł wspaniale przybraną. Wszedłszy padł na kolana, i wzywając pośrednictwa Maryi, tak się modlił do Pana Jezusa. „Ojcze nasz Panie nieba i ziemi, Zbawco rodzaju ludzkiego, racz z wielkiego miłosierdzia Twojego, określić dzień na odpust, któryś z dobroci Twojéj temu miejscu udzielił,

Chrystus Pan powiedział mu, że chce aby to był dzień rozpoczynający się od wieczora uroczystości świętego Piotra w okowach, a przeciągający się aż do wieczora dnia następnego. Franciszek spytał w jaki sposób ma to być ogłoszone, i czy jemu wierzyć będą? Na to Pan Jezus, kazał mu udać się do Papieża, zanieść kilka tych róż cudownych które miał w ręku na dowód tego co zaszło, i zaprowadzić z sobą kilku braci, którzyby temu poświadczyli, gdyż i tą razą wszystko z cel swoich słyszeli. Poczém Aniołowie zaśpiewali hymn Te Deum laudamus.

Franciszek w towarzystwie kulku braci, udał się do Rzymu, gdzie rozpowiedział Papieżowi wszystko co zaszło i okazał róże. „Co do mnie, rzekł mu Ojciec święty, nie wątpię o niczém, lecz jestto rzecz którą przedstawić trzeba Kardynałom, aby zasięgnąć i ich zdania.”

Nazajutrz, wobec zgromadzonych wszystkich Kardynałów, Franciszek tak przemówił: „Wolą Boską jest, aby ktokolwiek po wyspowiadaniu się ze skruchą i otrzymaniu rozgrzeszenia od kapłana, wejdzie do kościoła przenajświętszéj Maryi Panny Anielskiéj pod Assyżem, od pierwszych nieszporów pierwszego Sierpnia, aż do nieszporów drugiego tegoż miesiąca, otrzymał zupełne odpuszczenie wszystkich grzechów, jakie od Chrztu świętego do téj chwili popełnił.” Papież po krótkiéj naradzie z Kardynałami zatwierdził ten odpust, i wydał polecenie do Biskupa Assyzkiego i sześciu innych sąsiednich, aby zgromadzili sią w kościele przenajświętszéj Panny Maryi Anielskiéj w dniu pierwszym Sierpnia tegoż roku, i nadany odpust ogłosili uroczyście.

Biskupi przybywszy tam na dzień wyznaczony, zasiedli na wielkiéj trybunie wzniesionéj przed kościołem, i pozwolili żeby Franciszek wszedłszy na nią, sam ogłosił zebranemu ludowi tę nadzwyczajnąłaskę. Uczynił to Święty, zapowiadając odpust zupełny na zawsze. Lecz Biskupi nie byli za tém: „Bracie Franciszku rzekli do niego, chociaż Papież kazał nam zgromadzić się tu aby ogłosić ten odpust, nie chce jednak abyśmy zrobili coś niewłaściwego. Trzeba więc oznajmić że odpust ten jest tylko nadany na lat dziesięć.”

Biskup Assyzki tedy najprzód chciał z tém wystąpić, lecz pomimo chęci zapowiedział tak jak Franciszek odpust na zawsze. Inni Biskupi jeden po drugim probowali ogłosić owo ograniczenie, lecz Pan Bóg sprawił, że każdy z nich zapowiedział go na zawsze. W końcu więc uznając w tém wyraźną wolę Bożą, chętnie wszyscy ogłosili odpust zupełny na wszystkie czasy.

Wielu z obecnych wtedy na kazaniu Franciszka zeznało na piśmie, że trzymał on małą kartkę w ręku, na któréj następujące słowa były napisane: „Chcę was wszystkich do Nieba zaprowadzić. Ogłaszam wam odpust zupełny, który otrzymałem z dobroci Ojca niebieskiego i z własnych ust Ojca świętego Papieża. Wszyscy tu dziś obecni którzyście ze skruchą wyspowiadawszy się, otrzymali rozgrzeszenie od Kapłana, dostępujecie odpuszczenia wszystkich grzechów waszych, równie jak i ci wszyscy którzy tu w innych latach, z podobném usposobieniem przychodzić będą.”

Otóż w jaki sposób nadany został i ogłoszony największy odpust przenajświętszéj Maryi Panny Anielskiéj, czyli Porcyunkuli tak nazwany dla tego, iż kościół ten zwano także Porciuncula, co po łacinie znaczy cząsteczka. Nazywano go zaś w ten sposób dla tego, że stał on na małym gruncie do ojców Benedyktynów należącym, a pod klasztor dla Braci Franciszka Serafickiego przez nich odstąpionym. Odpust ten późniéj, Stolica Apostolska rozciągnęła do wszystkich kościołów Braci Mniejszych w całym świecie. Że zaś Franciszek wypraszając go u Papieża, z polecenia Pana Jezusa, wyprosił odpuszczenie grzechów i na tym i na tamtym świecie, więc powszechnie wnoszą z tego teologowie, iż ten odpust niewątpliwie uwalnia od kar i na tamtym świecie za grzechy należnych.

Pożytek duchowny

Jeśli się znajdujesz blizko jakiego kościoła z zakonu Braci Mniejszych, nie omieszkajże w święto Matki Boźéj Anielskiéj znajdować się w nim, aby dopełniając wymaganych do tego warunków, dostąpić tego wielkiego odpustu. Jeśli zaś w kościele takim znajdować się nie możesz, wiedz o tém, że z dekretu Papieża Piusa IX, kto nosi Szkaplerz niebieski Niepokalanego Poczęcia Maryi Panny, dostąpić może dzisiejszego odpustu, za każdą razą gdziekolwiek się znajduje, (bez spowiadania się i komunikowania byle był w stanie łaski) po odmówieniu sześciu Ojcze nasz, Zdrowaś Marya i Chwała Ojcu na cześć Trójcy Przenajświętszéj, Maryi Niepokalanie Poczętéj i według intencyi Kościoła. 1

Modlitwa (Kościelna)

Boże który nam w roku każdym pamiątkę poświęcenia téj świątyni ponawiasz, i zawsze świętych tajemnic pełną przedstawiasz; wysłuchaj modlitwy ludu twojego i spraw, aby każdy który do téj świątyni dla uproszenia Twoich dobrodziejstw wejdzie, dostąpił pociechy w otrzymaniu wszystkiego o co prosić będzie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 641–644.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 615

Jeśli się znajdujesz blisko jakiego kościoła zakonu Braci Mniejszych, nie omieszkaj w święto Matki Bożej Anielskiej iść do niego, aby dopełniwszy wymaganych warunków dostąpić tak wielkiego odpustu, bo darów Bożych nie powinniśmy zakopywać w ziemi, jak to uczynił sługa ewangeliczny z danym sobie talentem, za co został upomniany i odrzucony.

Powinniśmy ich używać na chwałę Bożą i zbawienie bliźnich. Dziesięciu było uzdrowionych, a jeden tylko przyszedł podziękować Panu Jezusowi, z czego się pokazuje, że wielu jest powołanych, ale mało wybranych. Świat jest pełen dobrodziejstw Boga, ale mało jest dziękujących. Od Pana Jezusa posłany do kapłanów, do Pana Jezusa wraca, aby Mu podziękować. „Głosem wielkim chwaląc Boga”, nie cichym, bo pragnie i chce, aby wszyscy wiedzieli o dobroci Pana Jezusa, pali się jego serce i chciałby cały świat obiegać, opowiadając do broć Bożą. Wszyscy wyszliśmy od Boga, jako od Stwórcy i początku naszego, i wszyscy mamy wrócić do Niego jako końca naszego. Pośredniczka nasza, Najśw. Maryja Panna, uczy nas wdzięczności, jaką mamy Bogu oddawać. Hymn Jej „Wielbij duszo moja Pana”, wygłoszony na cześć Boga, wymownie świadczy, że całe Jej życie było dziękczynieniem Bogu za odebrane łaski.

Footnotes:

1

Pius IX. 14 Kwiet. 1856.

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Franciszek odpust
2020-07-26

Św. Anny, Matki Przenajświętszéj Maryi Panny

Żyła około roku 5-go przed przyjściem Pańskiém.

(Żywot jéj wyjęty jest z dzieł świętego Epifaniusza i świętego Grzegorza Nisseńskiego.)

Święta Anna, matka przenajświętszéj Maryi Panny, przyszła na świat w Betleemie, w mieście w dawnéj ziemi żydowskiéj, dziś Ziemią świętą zwanéj, położoném. Narodziła się na lat około siedemdziesięciu przed przyjściem Pana Jezusa. Ojciec jéj należał do pokolenia Lewi, i pochodził z rodziny wielkiego kapłana Aarona: nazywał się Mathan. Matka jéj z pokolenia Judy, miała imię Marya Emerencyanna. Bylito ludzie zamożni i wielkiéj zacności, przyświecający przykładami cnót wszelkiego rodzaju. Mieli trzy córki: najstarsza z nich Marya, poślubiła Kleofasa i była matką świętych Jakóba, Szymona i Judy Apostołów, których dla tego że byli ciotecznymi braćmi przenajświętszéj Panny, według zwyczaju żydowskiego, nazywano braćmi Pana Jezusa, chociaż byli tylko Jego blizkimi krewnymi. Drugą córką Mathana i Emerencyanny była Sabe, matka świętéj Elżbiety, a więc ciotecznéj siostry Matki Bożéj. Nakoniec trzeciém ich dzieckiem, była święta Anna którą Pan Bóg przeznaczał na matkę Téj, z któréj miał się narodzić Syn Boży.

Skoro w dzieciństwie zaczęła przychodzić do rozumu, zaraz można było poznać, że ją Pan Bóg jakby od kolebki uposażał temi darami i łaskami, jakiemi obdarzać raczy najszczególniéj wybrane przez Siebie dusze. To téż stała się największą pociechą rodziców którzy ją nadzwyczaj miłowali, robiąc nawet w tém niejaką różnicę z innemi dziećmi, co jednak, jak piszą, tak było usprawiedliwioném jéj wyjątkowemi przymiotami, że nawet w jéj siostrach zazdrości nie rozbudzało.

Gdy z lat dziecinnych wyszła, uderzała w niéj wielce skłonność do samotności, wstręt do życia światowego i skromność dziewicza, przydająca największą cenę jéj wszelkiego rodzaju powabom. Znaczną część dnia każdego spędzała na modlitwie, najchętniéj przebywała w świątyni Pańskiéj, a rozczytując się w księgach świętych, z upragnieniem wyglądała przyjścia zapowiedzianego Zbawiciela, i dokładniéj od wielu najuczeńszych ówczesnych kapłanów, przewidywała, że chwila ta błogosławiona nie jest już daleką. Nie przypuszczając że z niéjto właśnie miała się narodzić Matka tegoż Zbawiciela, byłaby z najwyższą dla siebie pociechą, całe życie spędziła w dziewictwie, chociaż ta cnota tak mało znaną była przed przyjściem Pana Jezusa. Lecz że opatrzność Boska, przeznaczała ją na matkę Rodzicielki Syna Bożego, więc inaczéj nią rozporządziła. Gdy doszła lat w których rodzice o wydaniu jéj za mąż zamyślali, zpomiędzy wielu z pierwszéj młodzieży proszącéj o jéj rękę, wydano ją za Joachima, mieszkającego w Nazarecie, z rodu Dawidowego, męża wysokich cnót i bardzo bogatego.

Cnoty jakiemi jaśniała będąc w domu rodziców, przeniosła do pożycia małżeńskiego, poślubiając najświętszego jaki był podówczas na ziemi człowieka. Nie było téż lepiéj dobranego małżeństwa, które jak się wyraża święty Jan Damasceński, już wtedy mogło służyć za wzór do naśladowania, dla najświątobliwszych małżonków chrześcijańskich. Anna będąc panią znacznych dostatków, które oboje posiadali, obracała je głównie na miłosierne uczynki. Święci ci małżonkowie dochody swoje rozdzielali na trzy części; jednę składali w świątyni Pańskiéj, na utrzymanie kapłanów i na przyczynienie się do świetności obrzędów; drugą rozdawali ubogim, trzecią na swoje potrzeby obracali, bardzo skromnie żyjąc. Ubogich w każdéj porze widzieć można było przy jéj mieszkaniu, gdyż do słynącéj ze szczególnéj dobroczynności, schodzili się oni nietylko z odleglejszych okolic, lecz nawet z obcych krajów. Słowem życie świętéj Anny, było najwyższym wzorem doskonałéj niewiasty, jakiéj nam wzór Pismo Boże w księgach mądrości przedstawia.

Lat już upływało przeszło czterdzieści, jak święta Anna była zamężną, a potomstwa nie miała. W narodzie żydowskim, niepłodność w małżeństwie, poczytaną była za hańbę i jakby za znak niebłogosławieństwa Bożego. Anna znosiła to upokorzenie spokojnie, z doskonałém poddaniem się woli Bożéj, a im więcéj posuwała się w lata, tém mniéj miała nadziei, aby ją w tém Pan Bóg pocieszył. Wszelako bolało to ją niemało że ona z tego powodu ani przypuszczać nie mogła, aby z jéj pokolenia miał narodzić się Messyasz.

Zdarzyło się, iż mąż jéj święty Joachim gdy razu pewnego przyniósł według swojego zwyczaju największą ofiarę do świątyni Pańskiéj, i z tego powodu pierwszy miał prawo przystąpić z nią do ołtarza, kapłan odprawiający nabożeństwo odepchnął go publicznie. Nie dość na tém: jeszcze głośno w te słowa odezwał się do niego: „Odstąp ztąd starcze, na którego stadle małżeńskiém cięży sromota bezpłodności.” Święty Joachim zniósł tę ciężką obelgę pokornie, a wróciwszy do domu i opowiedziawszy to żonie udał się na puszczę w góry, i tam osiadłszy w małéj chatce, przez dni czterdzieści nie biorąc żadnego posiłku, modlił się dzień i noc do Boga, aby jeśli taka Jego wola, zdjął z jego małżeństwa sromotę bezpłodności. Anna zaś urządziła sobie także pustelnię w ogrodzie, i tam podobnież jak Joachim, błagała Boga o potomstwo, przypominając Mu że owa Anna żona Elkana, o któréj wspomina Pismo Boże, podobnież niepłodna, w późnéj starości wyprosiła sobie u Pana Boga syna Samuela.

Pan Bóg, który tych świętych małżonków, na to tylko dotknął tak długą niepłodnością, aby ich potém uczynić najszczęśliwszymi z rodziców jacy kiedy byli, są, lub będą pod słońcem, wysłuchał ich modlitwy, do których sam Duch Święty ich pobudził. I przed Joachimem modlącym się na samotnéj górze, i przed Anną trwającą na modlitwie w swojéj kaplicy w ogrodzie, stanął Anioł Pański, (a jak sądzi święty Hieronim, Anioł Gabryel) i oznajmił im w imieniu Boga który go przysłał, że będą mieć potomstwo.

Jakoż, święci małżonkowie ci, pełni wiary w słowa niebieskiego posłańca wrócili do domu, i wkrótce Anna poczęła w żywocie swoim Tę, któréj narodzenie, jak jutrzenka przed wschodem słońca, miało rozweselić nietylko ten świat, lecz i Niebo całe: poczęła przenajświętszą Maryą Pannę Niepokalaną od téjże chwili. Ojciec Trombelli, wielkiéj powagi pisarz kościelny, powtarzając zdanie świętego Augustyna i świętego Wincentego z Ferrary, powiada: „iż po odebraniu wiadomości od Anioła, że Pan Bóg wysłuchał ich prośby, święty Joachim i święta Anna, uniesieni najwyższém uczuciem miłości i wdzięczności względem Boga, wpadli w zachwycenie i wtedy stali się rodzicami przenajświętszéj Panny” 1. W objawieniach zaś świętéj Brygidy, tak się Sama Matka Boża o tém do niéj wyraziła: „Syn mój Jezus Chrystus, małżeństwo rodziców moich taką wysoką cnotą czystości obdarzył, że podówczas nie było na ziemi całéj, świątobliwszego pożycia małżeńskiego. Gdy oznajmił im Anioł, że z nich narodzi się Dziewica, z któréj przyjdzie na świat cały zbawienie, pomimo tego woleliby byli umrzeć, aniżeli uledz zmysłowości, która już w nich zupełnie była wygasła. Mówię ci więc to jako rzecz najpewniejszą, że jedynie z uczucia miłości Boga i na słowa Anioła zwiastującego im Moje narodzenie, spełnili obowiązek małżeński i stali się moimi rodzicami.” 2 Po upływie właściwego czasu, święta Anna wydała na świat Boga Rodzicielkę. Jakiéj doznała ztąd pociechy, jakiego zażywała świętego szczęścia pielęgnując i wychowując tę przenajświętszą swoję Córeczkę, ten tylko pojmie, kto sobie przypomni, że była matką najdoskonalszéj jaka kiedy wyszła z rąk Boskich istoty, matką Téj którą Pan Bóg przeznaczył na Swoję Matkę, na którą patrząc weselą się Anieli i Niebo całe.

Lecz niedługo cieszyła się tym skarbem najwyższym, niedługo święta Anna posiadała córeczkę swoję w domu. Zaledwie miała lat trzy, zaofiarowała Ją na służbę Pańską wyłączną, i sama do świątyni Jerozolimskiéj, przy któréj przebywały święte dziewice poświęcone Bogu jak dziś zakonnice, odprowadziła. Żyła jeszcze potém, jak niesie podanie, około lat trzynastu. Straciwszy męża, przeniosła się z Nazaretu do Jerozolimy, aby być bliżéj swojéj przenajświętszéj córki, i tam na Jéj błogosławionych rękach oddała ducha Bogu, który wkrótce potém, dla zbawienia ludzi, miał się stać człowiekiem, właśnie w przeczystém łonie Tejże jéj córki.

Pożytek duchowny

Ponieważ świętéj Annie dostało się w udziale szczęście wychowywania przenajświętszéj Maryi Panny, więc słusznie uważaną jest ona za główną patronkę wychowania dzieci. Rodzice, błagajcie ją aby wam wyjednała potrzebne łaski do chrześcijańskiego kształcenia waszych dziatek; dzieci, proście ją aby wam dała być taką pociechą dla waszych rodziców, jaką była dla świętéj Anny jej przenajświętsza Córeczka.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionéj Annie tę wielką łaskę wyrządzić raczył, że godną się stała być matką Rodzicielki Jednorodzonego syna Twojego; spraw miłościwie, abyśmy obchodząc jéj uroczystość, jéj do Ciebie pośrednictwem wsparci zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 620–622.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 595–596

„Po owocach poznacie drzewo”, – mówi dawne przysłowie. Cnoty i zalety córki świadczą o mądrości i pieczołowitości matki. Św. Anna wszczepiła w ukochane dziecię to, co sama posiadała, tj. zamiłowanie cnoty i czułe serce, cześć Boga, zarody bojaźni Bożej i panieńskiej wstydliwości, głęboki szacunek objawienia Bożego, dziecięce zaufanie do obietnic Boskich, nieprzeparty pociąg do samotności, wstręt do powabów tego świata i szczerą pokorę, w której Najwyższy tak wielkie znajduje upodobanie. Nieraz opowiadała córeczce szczegółv i wydarzenia z żywota niewiast świątobliwych, jakimi np. były Rut, Estera, Judyta i inne słynące z łagodności, miłosierdzia, cierpliwości białogłowy Starego Zakonu. Strzegła też pilnie i bacznie u Maryi drogocennej perły niewinności, którą Maryja zasłynęła w dziejach świata jako niedościgniony wzór niepokalanego dziewictwa i czystości. Dzięki przeto, cześć i sława matce, która wychowała taką dziewicę.

Zastanówmy się, jakie jest powołanie matki chrześcijańskiej. Matka chrześcijańska, która przez sakrament chrztu świętego stała się córką Bożą, oświecona nauką Ewangelii świętej, karmiona ciałem i krwią Zbawiciela, więcej dać może swemu dziecięciu, aniżeli święta Anna swej córeczce. Zaniósłszy bowiem owoc żywota swego do kościoła, aby je obmyć z grzechu pierworodnego i uczynić je uczestnikiem łaski Bożej, powinna się starać o to, aby dziecię nie zmarnowało i nie utraciło tego skarbu. Klęka przy kołysce, tuli dziecię do swego boku, uczy je zaczynać i kończyć dzień modlitwą, całuje serdecznie, widząc w nim przybytek Ducha św. i istotę, która ma kiedyś przyjąć Przenajświętszą Hostię, przestrzega i czuwa pilnie nad tym, ażeby na delikatną dziecinę nie padła kiedyś zaraza grzechu, ponawia nauki, jak trzeba przestrzegać \ bojaźni Bożej, pokory, posłuszeństwa, uprzejmości względem ubogich i nawiedzonych chorobą, zwraca jego uwagę na Świętych Pańskich, którzy z tych cnót słynęli, ożywia w nim nadzieję wiecznej nagrody i radości niebieskich.

Czemuż jest tylu rodziców na świecie, którzy nie pamiętają i nie chcą tego wiedzieć, że ich dzieci są własnością Bożą i że Bóg upomni się kiedyś o nie! Święta Anna nigdy tego z oka nie spuszczała, dlatego też dziecię, które wymodliła sobie u Niebios gorącymi modłami, czuwaniem nocnym, obfitym łez potokiem, sowitą jałmużną, ofiarowała temuż Bogu, od którego je otrzymała. Nieskażone i niepokalane złożyła je w ręce Ojca niebieskiego. Mili Czytelnicy! módlcie się za matki chrześcijańskie, proście Boga, aby się tą prawdą na wskroś przejęły, ażeby nigdy nie zapomniały, że przyjdzie im kiedyś zdać ciężki przed Bogiem rachunek, jeśli skutkiem ich niedbalstwa i obojętności dziatki ich zboczą z drogi cnoty i zapomną ślubów, wyznanych ustami rodziców chrzestnych.

Footnotes:

1

Trombelli Hist. Mariana. Pars. I. C. I. quest. I.

2

Objaw. b. Brig. Ks. 1. Roz. 9

Tags: św Anna „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja czystość małżeństwo wychowanie matka
2020-07-20

Św. Hieronima Emiliana, Założyciela Zgromadzenia Somasków

Żył około roku Pańskiego 1537.

(Żywot jego wyjęty jest z jego Bulli kanonizacyjnéj).

Święty Hieronim ze świetnego rodu Emilianów magnatów Weneckich pochodzący, urodził się w tém mieście roku Pańskiego 1481. W dzieciństwie okazywał bardzo dobre skłonności, a obdarzony bystrém pojęciem, w naukach znaczny postęp uczynił. Zaledwie miał lat szesnaście gdy podczas wojny którą prowadzili Wenecyanie, pomimo łez matki, wstąpił do wojska. Wkrótce pobożne zasady jakie wyniósł z domu, zatarły się w jego sercu, i Hieronim oddał się życiu jakie zwykle, z wielką szkodą i niebezpieczeństwem dla duszy, wiodą wojskowi. Upomnienia nawet matki i starszych braci, nie skutkowały wcale. Po skończonéj wojaczce, wrócił do rodziny, lecz się nie zmienił, i takim zastała go i druga wojna téj rzeczypospolitéj z Niemcami, w któréj powtórnie zaciągnął się w szeregi, mając już lat dwadzieścia siedem. Był bardzo waleczny, więc Senat Wenecki zwierzył mu obronę twierdzy Kastel-nowo, a którą pomimo mężnéj obrony Hieronima, nieprzyjaciel zdobył, i wraz z pozostałą załogą i jego wziąwszy do niewoli, zamknął okutego w kajdany u nóg, rąk i szyi, i z ciężką kulą do nóg uwiązaną, do ciemnego więzienia. Trzymano go przytém o chlebie i wodzie.

Lecz tam właśnie czekała go łaska Boża. Widząc się co chwila zagrożonym śmiercią, przerażony myślą że z ciężkiemi grzechami stanie na sąd Boski, gorzko zapłakał, i zaczął goraco sie modlić do Matki Bożéj, do któréj jako Matki Bolesnéj, pomimo wielkich zboczeń swoich, miał zawsze szczególne nabożeństwo. Skruszony z całego serca, zrobił ślub: że jeśli ujdzie tą razą śmierci, poprawi się zupełnie, i odbędzie pieszo i boso pielgrzymkę, do cudownego obrazu przenajświętszéj Panny w Trewizie. Owóż zaledwie ślub ten uczynił, aż oto więzienie jego napełniła światłość niebieska, stanęła przed nim Matka Boża, dała mu klucz do otwarcia i kajdan i drzwi więziennych, kazała mu wyjść, i sama przeprowadziła go przez straże i wojsko nieprzyjacielskie, aż do bram Trewizy. Wszedłszy do miasta, Hieronim udał się prosto do kościoła gdzie go wszyscy zdziwieni poznali, złożył u stóp ołtarza klucze swego więzienia i kajdany, zawiesił u sufitu ogromną kulę, którą miał przy nogach, a potém kazał urzędowemu notaryuszowi spisać całe to zdarzenie i wymalować obraz który je przedstawia.

Po zawarciu pokoju z Niemcami, Senat Wenecki wynagradzając waleczność Hieronima w obronie twierdzy Kastel-nowo, na lat trzydzieści oddał w dziedzictwo to miasto rodzinie Emilianów, a jego zamianował Wielkorządcą całéj prowincyi do okręgu twierdzy należącéj. Lecz Święty, niedługo ten wysoki urząd piastował. Postanowiwszy już wyłącznie poświęcić się Bogu, zrzekł się się téj godności, i przybywszy do Wenecyi wiódł życie pokutne, i tylko bogomyślności i miłosiernym uczynkom oddane. Wyrzekł się zupełnie wystawności wśród któréj żył dotąd, i trapił ciało najściślejszemi postami i wszelkiemi rodzajami najostrzejszych umartwień. Wstawał wśród nocy, i większą jéj część trawił na modlitwie. Dnie całe spędzał w kościele, albo na obsłudze ubogich chorych po szpitalach. Podczas klęski ciężkiego głodu panującego w całych Włoszech, rozdał na ubogich co posiadał, i ostatnie sprzęty na ten cel posprzedawał. Dom jego zamienił się w wielki szpital, w którym utrzymywał ogromną liczbę ubogich, i najtroskliwiéj im sam usługiwał. Po klęsce głodu, nastąpiło morowe powietrze. Święty tak się poświęcił usłudze i ratowaniu chorych, że i sam niém rażony został. Przyjął ostatnie Sakramenta i był już umierającym, lecz uprosił sobie u Pana Boga, aby jeszcze dłużéj i ostrzéj mógł pokutować za dawne grzechy swoje. Wyzdrowiawszy, z większą jeszcze gorliwością wziął się do dzieł miłosierdzia, tém bardziéj że po téj nowój klęsce, mnóstwo sierót w ostatniéj pozostało nędzy, i przez to wystawione było na tém łatwiejsze zepsucie. Święty Hieronim najął gmach obszerny, urządził tam dla nich szkoły i zaopatrzył we wszelkie pomoce religijne.

W tym świętym zawodzie, zaczęło przyłączać się do niego coraz więcéj pobożnych towarzyszy, z pomiędzy których pierwszymi byli dwaj jego przyjaciele: święty Kajetan z Tienny i Piotr Karafa (Caraffa) późniejszy Papież Paweł IV. Rada miejska, powierzyła mu zarząd głównego szpitala. Wkrótce zaś, miłosierdzie jego i daléj sięgać poczęło. Poruczywszy dozór założonych przez niego zakładów w Wenecyi swoim towarzyszom, udał się do Padwy, a potém do Werony, i tam podobneż pourządzał. W tém ostatniém mieście, przez długi czas żył wśród żebraków, razem z nimi prosząc o jałmużnę, aby przez to bliżéj się z nimi zapoznawszy mógł zbawiennie wpływać na nich. Ztamtąd przeniósł się do Bergamu, i tam założył dwa domy przytułku dla sierót, jeden dla chłopczyków drugi dla dziewczynek.

Lecz co go najwięcéj kosztowało trudu i zachodu, założył dom schronienia dla kobiet ze złego życia nawracających się. Po wielu trudnościach dokonał tego i nadał dla zgromadzonych tam niewiast mądre i święte ustawy, utwierdzające je w przedsięwziętéj poprawie.

Dziećmi biednemi po miastach i wioskach opiekował się najszczególniéj, i nietylko wspierał ich nędzę, lecz pilnie kształcił ich dusze. Kochał je serdecznie, i taką ufność pokładał w ich niewinności, że gdy miał na sercu jaką ważniejszą sprawę, wybierał czworo sierót niemających lat siedmiu, i z niemi się modląc na tę intencyą, zawsze skutku ich modlitw doznawał.

Mając już znaczną liczbę wspólników w tych swoich czynach miłosierdzia chrześcijańskiego, i widząc jak Pan Bóg błogosławił ich pracom, umyślił zawiązać stałe Zgromadzenie, i przepisać im stosowne do ich zajęć i poświęcenia się Ustawy. W tym celu, osiadł z kilku towarzyszami w małéj wiosce w okolicach miasta Bergamo zwanéj Somasko, i tam urządzili się jako Zgromadzenie kleryków zakonnych, od miejsca swojego pierwotnego pobytu Somaskami zwanych.

Przy tym głównym domu swoim, założył wielką ochronę dla sierót, których bracia pilnowali i kształcili w religii i naukach. Prócz tego chodzili i po okolicznych wioskach dla uczenia dzieci, doglądania chorych, a podzielając pracę z różnymi wyrobnikami, korzystali z téj sposobności aby ich w religii oświecać i do pobożnego życia nakłaniać. Sam święty Hieronim, dawał im w tém wszystkiém przykład, i nikt mu w gorliwości i poświęceniu się nie wyrównywał. Miał zwyczaj w porze robót wieśniaków w polu, przyłączać się do nich. Razem z nimi pracując, uczył ich katechizmu, wykładał najważniejsze tajemnice wiary, usposabiał do dokładnych spowiedzi, a przytém mając głos bardzo dźwięczny, śpiewał z nimi pobożne pieśni, i przez to oduczał śpiewek nieprzyzwoitych, których sobie niekiedy pozwalali. Chorych po chatach doglądał, sam opatrywał ich rany, i szło mu to tak szczęśliwie, że powszechne było przekonanie, iż posiadał cudowną łaskę uzdrawiania najzjadliwszych wyrzutów. Małe dziatki pielęgnował jak najtroskliwsza matka: przewdziewał je, umywał, biedniejszym przynosił odzienie, a obok tego uczył paciorka i zaszczepiał w ich młodych sercach, nietylko wiarę lecz i pobożność, którą mu wielka ich liczba, na całe już potém życie zawdzięczała.

Znalazłszy, w okolicach wioski Somuska, jaskinię na wysokiéj górze w odosobnioném miejscu, przemieszkiwał w niéj od czasu do czasu, i tam wiódł życie dawnych pustelników egipskich. Biczował się do krwi, całe dnie spędzał bez żadnego posiłku, większą część nocy obracał na ćwiezenia bogomyślne, na kamieniu zażywając krótkiego spoczynku, z gorzkiemi łzami opłakując nieprawości młodego wieku. W głębi téj jaskini, po dziś dzień wytryskuje źródło, którego zjawienie się przypisują jego modlitwom. Dotąd użycie téj wody, chorym cudownie zdrowie przywraca.

Zgromadzenie założone przez świętego Hieronima, szybko rozszerzyło się i po innych krajach. Uczniowie jego, z czasem nie ograniczali się już na nauczaniu biednych sierot i obsłudze wieśniaków, lecz powoływani zostali do kształcenia młodzieży po szkołach publicznych, akademiach i seminaryach. Sam zaś Święty ich założyciel, miał szczęście i życie położyć w usługach miłosiernych, którym się z tak niezmordowaną gorliwością oddawał.

Wydalił się był w interesach swojego zgromadzenia do Medyolanu i Wenecyi, gdy w okolicach Bergamu znowu wybuchło morowe powietrze. Wrócił co prędzéj do braci, aby z nimi podzielać niebezpieczeństwo, i dotkniętym powietrzem przyjść w pomoc. Według swego zwyczaju, poświęcił się im na usługi wszelkiego rodzaju. Dzień i noc był przy nich, dogłądając, ratując, a szczególnie o duszy ich pamiętając. Na własnych barkach nosił ich do szpitala przy jego klasztorze będącego, i nakoniec sam morową zarazą dotknięty, w dniu który dawno był przepowiedział oddał Bogu ducha. Umarł 8 Lutego roku Pańskiego 1537, mając lat pięćdziesiąt sześć. W poczet Świętych policzony został przez Papieża Klemensa XIII, który święto jego na dzień dzisiejszy wyznaczył.

Pożytek duchowny

Wczoraj czytałeś żywot ubogiego kapłana, który sam nic nie posiadając, miliony wydał na ubogich i zakładami dobroczynnemi świat cały zbogacił. Dziś masz żywot bogatego pana, który milionów się wyrzekł rozdając je biednym, a potém sam im służył. Jesteś albo zamożny, albo niedostatni, naśladując chociaż w małéj części jednego albo drugiego.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś świętego Hieronima, dla pomocy dusz w chwili konania walczących, szczególnym przywilejem miłości ozdobił; za jego zasługami prosimy, wléj w nas Ducha Twojéj miłości, abyśmy w godzinę śmierci wroga duszy naszéj zwyciężyć i korony niebieskiéj dostanić mogli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 602–604.

Tags: św Hieronim Emiliani „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna żołnierz Maryja miłość bliźniego
2020-07-16

Przenajświętszéj Maryi Panny Szkaplerznéj

Szkaplerz ustanowiony został około roku Pańskiego 1250.

(Krótka historya Bractwa Szkaplerza świętego.)

Święto przenajświętszéj Maryi Panny Szkaplerznéj, jest uroczystością, w któréj obchodzimy postanowienie Bractwa Szkaplerza Matki Bożéj z góry Karmelu. Najwłaściwiéj więc będzie, podać tu historyą tegoż świętego Stowarzyszenia, i wymienić przywileje jakie są do niego przywiązane, a przywileje tak wielkie, jak żadne inne Bractwa ich nie posiadają.

Góra Karmelu położona w Ziemi świętéj nad morzem Śródziemném, jest jedną z najwyższych i najpiękniejszych gór w Palestynie. Jestto miejsce z tego powodu szczególnie ubłogosławione, że na niém po raz pierwszy, zaczęli ludzie oddawać cześć Matce Bożéj, i to nawet na lat dziewięćset przed przyjściem Pana Jezusa, i znowu tamże już po przyjściu Syna Bożego na ziemię, pierwszy stanął na cześć Jéj kościół, a to wszystko w ten sposób.

Był w narodzie żydowskim wielki i święty Prorok Eliasz. Ten jakto zwykłém było Prorokom ludu wybranego, unikając stosunków ze światem i oddając się bogomyślności, obrał sobie samotne mieszkanie właśnie na górze Karmelu, i tam z uczniem swoim świętym Elizeuszem i wielu innymi, podobneż życie wiodącymi, przebywał.

Razu pewnego mieli oni widzenie, w którém okazał się na niebie cudowny obłok, mający kształt postaci kobiecéj, i który rozpadając się w deszcz rzęsisty, użyźnił kraj cały, po suszy półczwarta roku trwającej. Święty Eliasz i jego uczniowie, poznali w tym cudownym obłoku obraz i przepowiednię przenajświętszéj Maryi, jako Matki przyszłego Zbawiciela świata, i oczekując Go z gorącą wiarą, już wtedy cześć oddawali Téj błogosławionéj Niewieście, z któréj się On miał narodzić. Po odejściu z téj ziemi Eliasza, który na wozie ognistym uniesiony był do Nieba (a obdarzony został takim przywilejem, za to właśnie że pierwszy z ludzi oddał cześć przyszłéj Matce Boga) uczniowie jego, połączeni w Zgromadzenie jak teraz zakonnicy, przetrwali aż do czasów przyjścia Chrystusa Pana. Wtedy, gdy i na ich puszczę doszła była wieść o pojawieniu się w Palestynie świętego Jana Chrzciciela, Przesłannika Pańskiego, który ogłaszał ludowi, że Zbawiciel oczekiwany i od wieków przez Proroków przepowiedziany, już jest na ziemi, przyszli i oni do Ziemi Żydowskiéj, a słuchając kazań świętego Jana, uwierzyli w przyjście Syna Bożego i gotowi byli zostać chrześcijanami.

Jakoż po zesłaniu Ducha Świętego, kiedy Apostołowie przez wezwanie Imienia Jezusowego czynili różne cuda, a obdarzeni darem mówienia wszystkiemi językami, kazania miewali, wszyscy ci Eliasza i Elizeusza uczniowie z góry Karmelu, Chrzest święty przyjęli. A że wierni byli podaniu jakie się pomiędzy nimi przechowywało, o czci szczególnéj Matki Zbawiciela, więc jak tylko chrześcijanami zostali, starali się zbliżyć się do przenajświętszéj Panny, mieć pociechę poznania Jéj, i oddania czci najgłębszéj. Jakoż, nietylko dostąpili tego" szczęścia, ale jak niesie podanie, Matka Boża widząc w nich Swoich najdawniejszych sług i czcicieli, z wielką ich łaskawością przyjęła, i do szczególnéj nawet z Sobą, a świętéj, poufałości przypuszczała, jak się o tém wyrażają Lekcye Brewiarza. Nic téż dziwnego, że to rozbudziło w nich jeszcze żywsze i większe niż w wielu innych, do Matki Pana naszego nabożeństwo, w skutek czego, wróciwszy do swojéj puszczy na górę Karmelu, pierwsi tam wystawili kaplicę albo kościołek na cześć przenajświętszéj Panny Maryi, i serdecznie tam Ją wielbili.

Pod Jéj tedy szczególną opieką, trwało znowu to pustelnicze zgromadzenie, a początek swój od Proroka Eliasza biorące. Gdy zaś z ubiegiem czasów, i po rozszerzeniu się i utrwaleniu wiary chrześcijańskiéj w świecie, zaczęły zakładać się Zakony zatwierdzone przez Kościoł święty, pustelnicy z góry Karmelu, uzyskali także zatwierdzenie jako Zakon, i nazwani zostali Braćmi pustelnikami z góry Karmelu, a późniéj gdy w innych krajach katolickich szczególnie na Wschodzie, pozakładali swoje klasztory, Karmelitami.

W połowie wieku trzynastego, Generałem tego zakonu był Szymon Stok rodem Anglik, mąż wielkiéj świątobliwości, który długi czas przed wstąpieniem swojém do zakonu, przepędził na puszczy, i szczególne miał od lat najmłodszych, do Matki Bożéj nabożeństwo. Święcie rządził całym Zakonem, pobudzał braci do jak najserdeczniejszéj ku przenajświętszéj Pannie Maryi miłości, a przed samą już śmiercią ciągle i gorąco modlił się do Niéj, błagając aby jego Zakon obdarzyć raczyła jakim szczególnym dowodem Swojéj dla niego łaskawości. Razu pewnego, gdy powtarzał te swoje błagania, ujrzał roztwierające się nad nim niebo, i wśród wielkiéj liczby Aniołów, Matkę Bożą zstępującą, a trzymającą w ręku Szkaplerz, który mu oddała mówiąc: „Weź Synu mój Szkaplerz ten, jako szczególny znak mojéj opieki nad twoim Zakonem: jestto znamię zbawienia i poręka pokoju i przymierza wiecznego. Kto umrze przyodziany tym Szkaplerzem, nie dozna ognia piekielnego.” Po tych słowach, widzenie zniknęła, a w ręku Szymona pozostał szkaplerz taki, jaki dotąd przepisany jest dla należących do Bractwa Szkaplerza Matki Bożéj z góry Karmelu. Papież zaś Benedykt XIV w jedném z uczonych dzieł swoich pisze, iż o prawdziwości tego objawienia wątpić nie można.

Zakonnicy góry Karmelu, przedstawili rzecz całą Papieżowi, chcąc uzyskać u niego zatwierdzenie noszenia téj sukni, to jest Szkaplerza. Zasiadał podówczas na stolicy apostolskiéj Jan XXII, któremu także Matka Boża się objawiła, polecając mu aby zatwierdził zakon Karmelitów, i w końcu przydała: „Jeśli którzy z należących do tego Zakonu lub do Bractwa Szkaplerza, zszedłszy z tego świata dostaną się do czysca, Ja jako ich przywiązana Matka, zstąpię tam w pierwszą sobotę po ich śmierci, i wywiodę z sobą tych których tam zastanę.” W skutek tego Papież Jan XXII, w roku Pańskim 1316 wydał Bullę, w któréj wspominając o tém objawieniu, obdarza należących do Bractwa Szkaplerza Matki Bożéj z góry Karmelu, następującemi dwoma wielkiemi przywilejami: 1-o Że każdy umierający w tym Szkaplerzu na sobie, ujdzie wiecznego potępienia; i 2-o Że gdyby się dostał do czysca, w pierwszą sobotę po śmierci wybawionym ztamtąd zostanie przez Matkę Bożą. Co tak ma się rozumieć: że dla należących do tego Bractwa, przenajświętsza Marya Panna wyprosi łaski, żeby albo żyli świątobliwie, albo przynajmniéj przy śmierci pojednali się z Bogiem, a przez to uszli potępienia. Jeśli zaś dostaną się do czysca, to za to, że za życia z miłości ku Niéj, starali się jednak wieść żywot pobożny, a szczególnie wystrzegać się grzechów przeciwnych świętéj cnocie czystości, bardzo prędko wybawi ich Ona od kar czyscowych.

Do dostąpienia bowiem przywilejów wyżéj przytoczonéj Buli, prócz należenia do Bractwa, są przez tęż Bullę, następujące warunki przepisane. 1-o Zachować czystość, stosowną do stanu w jakim się kto znajduje. 2-o Kto umie czytać odmawiać powinien codziennie pacierze kanoniczne, lub pacierze o Matce Bożéj zwane Officium Parvum. 3-o Kto zaś czytać nie umie ma przez wszystkie środy całego roku, powstrzymać się od pokarmów mięsnych. Jednak dwa ostatnie warunki, dla słusznych powodów, przez mającego na to prawo, zamienione być mogą, na inne jakie pobożne ćwiczenia.

Bulla ta Jana XXII z powodu wzmianki o Sobocie, w któréj dusze należących do Bractwa Szkaplerza, wybawione zostają z czysca, nazywa się powszechnie Bullą Sabatyńską od wyrazu Sabatum po łacinie Sobota. Gdy zaś z upływem czasu, znaleźli się tacy którzy jéj przywileje w wątpliwość podawali, wszystko najściślejszemu roztrząśnieniu przez Stolicę Apostolską poddane zostało, i dziś jest to już zatwierdzone przez czternastu Papieży, w których liczbie jest i święty Pius V. Przytém od czasów założenia tego Bractwa, niezliczona liczba cudów, jak z jednéj strony dowodzi ciągle cudownéj i szczególnéj opieki Maryi nad Jéj pobożnymi czcicielami i wiernie to święte znamię Jéj służby noszącymi, tak z drugiéj przedstawia przerażające przykłady, jak smutnie kończyli ci, którzy chociaż do Bractwa tego należeli, lecz przebierając miarę w grzechach, już w żaden sposób do miłosierdzia Bożego przystępu znaleźć nie mogli. Okazywało się bowiem, że w skutek wielkich złości swoich, schodząc z tego świata w ostatniéj niepokucie, w godzinę śmierci téj sukienki dzieci Matki Bożéj, a niekiedy z najniespodziewańszych powodów, na sobie nie mieli. Od czego niech przenajświętsza Marya, wszystkich to Jéj święte godło noszących, miłosierdziem i opieką Swoją uchować raczy.

Pożytek duchowny

Widząc jak wielkie przywileje przywiązane są do Bractwa Szkaplerza Matki Bożéj z góry Karmelu, jeśli do niego należysz, pobudź się do tém serdeczniejszéj służby Téj Pani naszéj niebieskiéj, tak hojnie ją wynagradzającéj. Jeśli zaś dotąd nie należysz do tego grona jéj ulubionych dzieci, postaraj się co prędzéj abyś tego szczęścia dostąpił.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Któryś szczególnym tytułem przenajświętszéj Maryi Panny Matki Twojéj, Zakon braci z góry Karmelu przyozdobił; spraw miłościwie, abyśmy obchodząc dziś uroczystą tego pamiątkę, Jéj wsparci opieką, zasłużyli sobie dostąpić wesela wiekuistego. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 590–592.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 566

Korzyści należenia do Bractwa Szkaplerza świętego są następujące: 1. Najświętsza Maryja Panna przyrzekła wszystkim członkom Bractwa szczególną opiekę tak za życia, jak i przy śmierci. 2. Członkowie Bractwa mają za życia i w chwili zgonu udział we wszystkich dobrach zakonu, t. j. modlitwach, pokutach, mszach, nabożeństwach, jałmużnach i dziełach miłosierdzia, obowiązujących duchownych i świeckich uczestników zakonu. 3. Wskutek objawienia, jakie miał papież XXII, ogłosiły bulle trzech papieży, że zmarli, którzy za życia nosili szkaplerz, przestrzegali czystości i odmawiali modlitwy do Matki Boskiej, lub też pościli w środy i soboty, będą w sobotę następująca po śmierci zwolnieni od kar czyśćcowych. 4. Członkowie Bractwa dostępują zupełnego odpustu: a) w dzień przyjęcia do Bractwa; b) w uroczystość szkaplerza świętego i następną niedzielę; c) w niedziele miesięczne, jeśli wezmą udział w procesji; d) w godzinę śmierci.

Obowiązki, ciążące na należących do Bractwa są następujące: 1. przyjęcie szkaplerza świętego od kapłana do tego upoważnionego i ciągłe jego noszenie; 2. noszenie go według przepisu naokoło szyi, ażeby się zwieszał na piersiach i plecach; 3. zapisanie nazwiska swego jako członka do księgi; 4. modlitwa codzienna do Matki Boskiej, a mianowicie odmawianie litanii loretańskiej, różańca świętego, siedmiu „Ojcze nasz” i siedmiu „Zdrowaś Maryjo” itd.

Flos carmeli

Flos Carmeli,
Vitis florigera,
Splendor caeli,
Virgo puerpera
Singularis:

Mater mitis,
Sed viri nescia,
Carmelitis
Da privilegia, (esto propitia )
Stella maris.

Radix Jesse
germinans flosculum
Nos ad esse
tecum in saeculum
patiaris.

Inter spinas
quae crescis lilium
Serva puras
mentes fragiluim
tutelaris.

Armatura
Fortis Pugnantium
Furunt bella
tende praesidium
scapularis.

Per incerta
prudens consilium
Per adversa
jugie solatium
largiaris.

Mater dulcis
Carmeli domina,
plebem tuam
reple laetitia
qua bearis.

Paradisi
clavis et janua,
fac nos duci
quo, Mater, gloria
coronaris. Amen

flos-carmeli.png
Figure 1: Flos carmeli

Po polsku

Kwiecie Karmelu,
Płodna winnico, (Rodząca Kwiaty)
Ozdobo niebios,
Matko-Dziewico,
O najwybrańsza !

Matko łagodna,
Czysta i wierna,
Dzieciom Karmelu
Bądź miłosierna,
O Gwiazdo morza.

Korzeń Jessego
Wyrosły kwiatuszku
Bądź zawsze z nami
Strzeż nas na wieki
Którzy służymy Tobie.

Między cierniami
Jak wzrosła lilia
Wspomnij i oczyść
wątłych niewolników
O opiekunko

Pełna siły
Mężnie walcząca
Podaczas wojny
opiekę swoją
rozciągająca

Przed niepewną drogą
roztropnie doradząjca
Mimo przeciwności
ustawicznie pociechę
szczodrze ofiarująca

Matko słodka
Pani Karmelu
Twój lud
napełnij radością
Którzy służymy Tobie

Rajski kluczu
i bramo niebios
Prowadź nas
dokąd o Matko
chwała Twa uwieńczona.

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Szkaplerz Karmel Eliasz św Jan Chrzciciel św Szymon Stock Officium Parvum
2020-07-14

Św. Bonawentury, z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego, Kardynała i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 1274.

(Żywot jego wyjęty jest z dziejów rocznych Braci Mniejszych, przez ojca Wadynga.)

Święty Bonawentura urodził roku Pańskiego 1221 w miasteczku Baniarea (Bagnarea), we Włoszech. Był synem Jana Fidanza, zamożnego i pobożnego pana tych okolic. Na Chrzcie świętym otrzymał imię Jana, lecz takowe zmienioném późniéj zostało, z następującego powodu. W trzecim roku życia zachorował był śmiertelnie; lekarze go odstąpili, a matka Ritella, uciekła się do innego środka: udała się do świętego Franciszka Asyzkiego który się wtedy tam znajdował. Poleciła chore dziecię jego modlitwom, i zaofiarowała je Panu Bogu do Zakonu Braci mniejszych, jeśli zdrowie odzyska. Święty Franciszek uzdrowił małego Janka cudownie, a widząc dziecię wyratowane zawołał: „/O! buona ventura/,” co po włosku znaczy: Jakieżto szczęście! Odtąd téż nazywano go Bonawenturą.

Skoro doszedł lat młodzieńczych, pomny na ślub uczyniony przez matkę, chociaż sam nie był ściśle obowiązanym do jego spełnienia, wstąpił do Zakonu Braci mniejszych. Jak tylko ukończył nowicyat, posłano go do Paryża, dla słuchania nauk teologicznych pod sławnym mistrzem Aleksandrem Halesem, który poznawszy go bliżéj mawiał: „Patrząc na brata Bonawenturę, rzekłbyś że Adam nie zgrzeszył:” tak bowiem wysokiéj był świątobliwości, iż zdawało się że w nim grzech pierworodny żadnéj skazy nie zostawił.

Jakoż, był on jakby żywém uosobieniem wszystkich cnót zakonnych. Cichy, pokorny, posłuszny, pierwszy do wszystkich obowiązków, najmniejszéj chwilki czasu nie trawił napróżno: takim się okazał od wstąpienia do klasztoru, i takim był ciągle. Przytém niezrównanéj był miłości dla braci, słodyczy w obcowaniu z każdym i uczynności dla wszystkich, a szczególnie dla chorych. Doglądał ich z największą troskliwością, jakby głównym jego obowiązkiem był obowiązek Infirmarza; pocieszał ich w cierpieniach świętemi słowami, i taki miał dar do tego, że sama jego obecność najpożądańszą dla chorych przynosiła ulgę. Starał się aby na niego przypadały najniższe posługi klasztorne, które spełniał z taką uwagą i pilnością, jak gdyby szło o rzeczy najwyższéj wagi. Ciągle skupiony, zatopiony w Bogu, mało mówiący, a tak do siebie przyciągał każdego, że go zwykle używano gdy chodziło o załatwienie jakiéj sprawy z osobami niełatwego przystępu i upornemi. Dar modlitwy w wysokim posiadał stopniu. Całe godziny przepędzał, i to zwykle w nocy, na modlitwie przed przenajświętszym Sakramentem. Razu pewnego, gdy powstrzymał się od przyjęcia Komunii świętéj, przez zbytnią obawę czy mu się to godziło, Anioł przyniósł mu przenajświętsze Ciało Pańskie. Wyświęcony na kapłana, na drogach Bożych jeszcze większy uczynił postęp. Zwykle odprawiając Mszę świętą, we łzach się rozpływał, a sprawował tę przenajświętszą tajemnicę, z takiém namaszczeniem, że pobożne osoby ubiegały się o pociechę widzenia go przy ołtarzu.

Obok tak wysokich i świętych darów, posiadał umysł i zdolności genialne, które go postawiły w rzędzie najznakomitszych uczonych, i uzyskały mu tytuł Doktora Kościoła, a dla gorącéj miłości Boga, stanowiącéj główną cechę wszystkich a tak licznych pism jego, przezwano go Doktorem Serafickim. Zaledwie ukończył zawód nauk teologicznych w klasztorze Paryzkim, został profesorem filozofii i teologii w sławnéj tam podówczas akademii, obejmując katedrę po swoim mistrzu Halesie, na któréj wsławił się wykładem teologii Piotra Lombarda, i wraz z nim i świętym Tomaszem z Akwinu, swoim współuczniem, stał się założycielem systematu teologicznego, już od nich aż po dziś dzień używanego w téj nauce.

Miał lat trzydzieści pięć, gdy na kapitule generalnéj Zakonu Braci mniejszych, na któréj przewodniczył osobiście sam Papież Aleksander IV, obrany został generałem całego zakonu. Wysoka ta godność, którą z największą dla jego pokory przykrością, przyjął jedynie z posłuszeństwa, nic nie zmieniła w jego ubogim, pracowitym, i umartwionym sposobie życia. Co większa: jak prace naukowe w których tak wysoko celował, nie przygaszały w nim ducha pobożności, tak i różnorodne a liczne zajęcia, przy zarządzie świeżego jeszcze wówczas, a już nadzwyczaj licznego Zakonu, nie przeszkadzały mu do ciągłego wewnętrznego skupienia, do ćwiczeń wysokiéj bogomyślności, do oddawania się naukom i do pracowania piórem. Pisał bardzo wiele: dzieła po nim pozostałe są poczytywane za dzieła wartości pierwszorzędnéj w przedmiocie Filozofii i Teologii, a będące treści ascetycznéj (tyczące się wewnętrznego życia) są nieporównanego namaszczenia, wzniosłości, i przedewszystkiém zapalają serce czytelnika, gorącą miłością Jezusa i przenajświętszéj Panny Maryi.

Do Matki Bożéj bowiem, miał najszczególniejsze nabożeństwo. W tém co o Niéj pisał, a tego bardzo wiele pozostawił, mało kto mu dorównał z najsławniejszych, najznakomitszych i najświątobliwszych pisarzy. Wiele utworów pochwalnych o Matce Bożéj, znajduje się w jego dziełach. Cały Psałterz Dawidowy przerobił na Psalmy do Matki Boskiéj. Onto pierwszy, będąc generalnym przełożonym, nakazał w całym swoim Zakonie, dzwonić rano, w południe i wieczór na Anioł-Pański, i od niego wszczął się ten święty zwyczaj, odtąd w całym Kościele przyjęty. On także pierwszy w Zakonie swoim, zaprowadził uroczysty obchód świąt Niepokalanego Poczęcia i Nawiedzenia przenajświętszéj Maryi Panny, co podobnież od niego przeszło do całego Kościoła. Na żądanie kapituły generalnéj, napisał życie świętego Franciszka swojego Patryarchy, będące arcydziełem szczególnego natchnienia Ducha Świętego. Właśnie gdy nad niém pracował, przyszedł był odwiedzić go święty Tomasz z Akwinu Doktor Anielski, w ścisłéj z nim zażyłości będący. Zbliżywszy się do drzwi jego celi, przez rozpadlinę ujrzał go w zachwyceniu i w powietrze z piórem w ręku uniesionego. Odszedł mówiąc: „Nie przeszkadzajmy Świętemu, pisać życia Świętego.” Tenże święty Tomasz, spytał go razu pewnego, z jakiéj biblioteki czerpał on tak bogate materyały, jakiemi przepełnione były jego pisma: „Oto moja jedyna biblioteka:” odrzekł mu Bonawentura, wskazując na Pana Jezusa ukrzyżowanego. Braciszek przeznaczony do jego obsługi, widząc go ciągle zajętego pisaniem lub czytaniem, pewnego dnia powiedział do niego: „O! jak szczęśliwi są ludzie, którzy tak jak ojciec Bonawentura, ciągle uczą się jak kochać Boga.” – „Bracie najmilszy, odpowiedział mu na to Święty, wierzaj mi, że prosta babka kościelna, może lepiéj Boga kochać od najuczeńszego męża.” Co tak ucieszyło poczciwego braciszka, że odchodząc głośno powtarzał to zdanie, i w długie wpadł zachwycenie.

Papież Klemens IV, równie jak i poprzednicy jego, za których papiestwa żył święty Bonawentura, w wielkiém go mieli poważaniu. Zamianowany został na Arcybiskupstwo Jorkskie, jedno z najbogatszych i najświetniejszych za jego czasów. Lecz Święty, tak usilnie i szczerze wypraszał się, od téj godności, że Papież uległ jego prośbom, i uwolnił go od tego. Bonawentura bowiem, widząc że zanosi się na to że Papież, przyjęcie tego Arcybiskupstwa wyraźnie mu nakaże, z płaczem upadł Ojcu Świętemu do nóg, i w końcu otrzymał to od czego jego pokora, tak się wzbraniała. Niedługo jednak się tém cieszył. Grzegorz X następca Klemensa IV, postanowił koniecznie wynieść go na wyższą godność kościelną. Dowiedziawszy się o tém święty Bonawentura, co prędzéj a skrycie wydalił się z Rzymu, i ukrył się w małym klasztorku w Magello, spodziewając się że tym sposobem ujdzie tego, czego się tak obawiał. Papież dowiedział się o miejscu jego pobytu, i tam mu posłał oznaki kardynalskiéj godności. Posłowie Papiezcy, zastali go pomywającego w kuchni naczynia. Święty, nie przerwał swojego zajęcia, lecz przyjąwszy z ich rąk kapelusz kardynalski, zawiesił go u drzewa stojącego przy kuchni, a sam kończąc pomywanie naczyń, kazał braciom dostojnych gości prosić do Refektarza.

Zniewolony rozkazem Papiezkim, wrócił do Rzymu, gdzie go sam Ojciec święty na Biskupa Albańskiego wyświęcił, w poczet kardynałów zaliczając. Grzegorzowi chodziło głównie o to, aby Bonawentura był obecnym na Soborze, który w Lionie zgromadzał i na nim osobiście przewodził. Święty ten Biskup, miał na tém walném zgromadzeniu, kazanie do zebranych Ojców, na drugiéj i trzeciéj sesyi. Był duszą wszystkich obrad, i prawą ręką Papieża. Onto głównie przyczynił się do pojednania wtedy Greków, i jemu powierzono opracowywanie najważniejszych przedmiotów, na tym Soborze rozbieranych. W ciągu tych prac swoich, nagle zachorował: zapadł w wielkie osłabienie i ciągłych doznawał wymiotów. Odwiedzany przez Papieża i wszystkich Ojców Soboru, zasmuconych stratą tak wielkiego Świętego, po przyjęciu ostatnich Sakramentów, wśród modlitwy i aktów pobożnych, oddał Bogu ducha, 14 Lipca roku Pańskiego 1274, mając pięćdziesiąt trzy lata wieku.

Po śmierci wielu zasłynął cudami, a między innemi i tym wielkim cudem, że gdy w sto sześćdziesiąt lat potém otworzono jego trumnę, całe ciało znaleziono zniszczone, lecz głowę, twarz, zęby, język, usta, policzki i włosy nietknięte, jakby tylko co umarł.

Papież Syxtus IV w poczet go Świętych zaliczył.

Pożytek duchowny

Całe życie świętego Bonawentury, któregoś szczegóły przeczytał, dowodzi jego gorącéj miłości Boga. Dzieła jego są pełne tego ducha, i dlatego przezwanym on został Doktorem Serafickim. Proś pana Jezusa, przez wstawienie się tego wielkiego Świętego, aby cię tą łaską miłości Swojéj obdarzyć raczył, bo w niéj wszystkie inne zawarte są łaski.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś Kościół Twój, dla wskazania nam drogi zbawienia wiecznego, w błogosławionym Bonawenturze wyznawcy Twoim i Biskupie, wielkim mistrzem obdarzył, spraw prosimy, aby wszyscy wierni, mieli w nim zawsze miłościwego pośrednika. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 584–586.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 561–562

Prześliczna książeczka św. Bonawentury „Bodziec miłości”, odsłania nam w całym blasku piękną jego duszę i pobożność, z jaką rozważał tajemnice Męki Pańskiej, jako też jego dziecięcą miłość względem Najśw. Maryi Panny, z jaką błagał przeczystą Dziewicę, aby go przypuściła do udziału w swych smutkach. „Jakaż rozkosz – mówi – zespolić swe serce z Twoim Sercem i z przebitym ciałem Syna Twego! Nie pragnę ani blasku słonecznego, ani gwiazd połysku, tęsknię jedynie do ran. Albo odejmij mi życie doczesne, albo rań serce moje, gdyż wstyd mnie na wskroś przejmuje, gdy widzę okrutnie zbitego i umęczonego Chrystusa Pana, gdy Ciebie, o Pani moja, widzę strapioną i udręczoną smutkiem, i gdy siebie, najniegodniejszego ze sług Twoich, widzę wolnym od bólu i udręczeń. Wiem jednakże, co uczynię: u nóg Twych leżąc, błagać będę nieustannie, błagać ze łzami i westchnieniem, wołać na cały głos i nie przestanę się naprzykrzać, póki Królowo Niebieska nie wysłuchasz błagania mego i nie wstawisz się łaskawie u Syna Twego”.

Tags: św Bonawentura „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna doktor cnoty pobożność św Tomasz z Akwinu Maryja Nawiedzenie Niepokalane Poczęcie Sobór lyoński II
2020-07-02

Nawiedzenie Przenajswiętszéj Maryi Panny

Zaszło w roku poprzedzającym przyjście Pana Jezusa.

(Szczegóły te wyjęte są z Ewangelii świętego Łukasza.)

Kiedy Anioł Gabryel, przysłany, do przenajświętszéj Panny, zwiastował Jéj iż ma się stać Matką Zbawiciela świata, oznajmił Jéj przy tém że Jéj krewna, święta Elżbieta, w odległéj od niéj krainie zamieszkała, porodzi także syna, pomimo iż była długo niepłodną i późnéj już doczekała starości. „A oto, rzekł wtedy Aniół do Matki Bożéj, Elżbieta krewna Twoja, i ona poczęła syna w starości swéj a ten miesiąc szósty jest onéj którą zowią niepłodną” 1. Po zniknięciu Anioła, Marya zaraz puściła się w drogę do miasta Hebron w Ziemi żydowskiéj, położonego w górzystéj krainie, gdzie mieszkała święta Elżbieta. Udała się tam przenajświętsza Panna, aby tę krewną Swoję, którą bardzo kochała, zawiadomić o dopiéro co spełnionéj wielkiéj tajemnicy Wcielenia się w Jéj przeczystém łonie Syna Bożego, aby podzielić i jéj saméj radość z powodu iż ona przez cud przestała być niepłodną, a także aby ją w chorobie którą miała przebywać, doglądać.

Wielkie i cudowne łaski sprowadziło i na świętą Elżbietę i na całą jéj rodzinę, to odwiedzenie jéj przez Matkę Bożą, i wiele się tam spełniło tajemnic świętych. Wtedyto także jak słuszną robią uwagę Ojcowie święci, po raz pierwszy Marya przez usta ludzkie po- witaną i uczczoną została, jako Matka Boga wcielonego. Wtedy bowiem po raz pierwszy dały się słyszeć te słowa: „Błogosławionaś Ty między niewiastami, it błogosławiony owoc żywota Twego”, więc wtedy po raz pierwszy zaczynała się ta modlitwa Zdrowaś Marya, tylekroć już potém powtarzana przez wiernych, – i nakoniec wtedyto po raz pierwszy wyszła z błogosławionych ust Maryi pieśń zwana Magnificat, będąca najwznioślejszym hymnem, na cześć Boga i na cześć Saméjże Matki Bożéj ułożonym, jaki kiedy ucho ludzkie zasłyszeć mogło.

Łaski zaś jakie z tych nawiedzin świętéj Elżbiety przez przenajświętszą Pannę, płynęły na jéj dom cały, były bardzo rozliczne. Święty Jan Chrzciciel, od téjże chwili cudownie obdarzony rozumem, zanim jeszcze na świat wyszedł, oczyszczony został ze skazy grzechu pierworodnego, poznał obecność wcielonego w Maryi Syna Bożego, i z radości poruszył się w łonie swojéj Matki. Święta Elżbieta zaś pod wpływem natchnienia Ducha Świętego przemawiająca, poznała, powitała i uczciła w Maryi przyszłą Matkę Boga. Nakoniec i święty Zacharyasz małżonek świętéj Elżbiety, a ojciec świętego Jana Chrzciciela, napełniony został darami Ducha Świętego, a nieco późniéj, kiedy jeszcze Marya w jego domu przebywała, odzyskał mowę, którą był utracił za niedowierzanie Aniołowi zapowiadającemu narodzenie się jego syna. Co wszystko tak nam opowiada Ewangelia świętego Łukasza.

„A powstawszy Marya w onych dniach (to jest po Zwiastowaniu które odebrała od Anioła) poszła na góry że skwapieniem, do miasta Judzkiego. I weszła w dom Zacharyasza, i pozdrowiła Elżbietę, – I stało się skoro posłyszała Elżbieta pozdrowienie Maryi, skoczyło dzieciątko w żywocie jéj i napełniona jest Duchem Świętym Elżbieta i zawołała głosem wielkim i rzekła: «Błogosławionaś Ty między niewiastami, i błogosławiony Owoc żywota Twego A zkądże mnie to że przyszła Matka Pana mego do mnie! Albowiem oto jako stał się głos pozdrowienia Twego, w uszach moich, skoczyło od radości dzieciątko w żywocie moim. A błogosławionaś któraś uwierzyła, albowiem spełni się to coć jest powiedziano od Pana.»

I rzekła Marya:

Wielbij duszo moja Pana. I rozradował się duch mój w Bogu Zbawicielu moim, – iż wejrzał na nizkość służebnicy Swojéj. Albowiem oto odtąd błogosławioną mnie zwać będą wszystkie narody. Albowiem uczynił mi wielkie rzeczy, który możny jest, i święte Imię Jego. A miłosierdzie Jego od narodów do narodów, bojącym się Jego. Uczynił moc ramieniem Swojém, rozproszył pyszne myśli serca ich. Złożył mocarze ze stolicy, a podwyższył nizkie. Łaknące napełnił dobrami, a bogacze z niczém odprawił. Przyjął Izraela sługę Swego, wspomniawszy na miłosierdzie Swoje. – Jako mówił do ojców naszych, Abrahamowi i nasieniu jego na wieki.” 2

Święty Ambroży zapatrując się na tajemnice zaszłe przy Nawiedzeniu, podziwia je i powiada: „Obydwie te dwie matki: Marya i Elżbieta, ogłaszają, i nawet spełniają największe cuda łaski Boskiéj, a Jan już doznaje jéj skutków. Syn Boży napełnia Jana darami potrzebnemi do jego posłannictwa jako Przesłannika Pańskiego, a on przed wyjściem swojém na świat i przed przyjściem Pana Jezusa, już urząd swój spełnia, i już go pojmuje i matce daje poznać. Marya i Elżbieta, obie pod wpływem natchnienia jakie odbierają od dzieci które w łonie swojém noszą, toczą rozmowę między sobą, w któréj co słowo wyrzekną to cud dopełniają, lub proroctwo głoszą.”

Odwiedziny téż Elżbiety przez przenajświętszą Pannę, tyle zawierają w sobie tajemnic, i tak objawiają wielkość Maryi, że Kościół postanowił uroczystą tego pamiątkę obchodzić w święcie dzisiejszém. Jestto bowiem nietylko pamiątka dnia, w którym Marya po raz pierwszy uznaną i uczczoną została jako Matka Boga wcielonego, i w którym zaczęło się odmawiać przez usta ludzkie Zdrowaś Marya, będące modlitwą naszą najmiléj od Niéj przyjmowaną, i przez którą tyle łask Boskich wypraszają ciągle odtąd sobie ludzie, – lecz oraz, jestto pamiątka pierwszego cudu uczynionego przez Pana Jezusa po Jego wcieleniu się, a cudu który przez Maryą dokonał. Nic téż, powiada święty Bonawentura Doktor Seraficki, nie objawia wyraźniéj tego przywileju przenajświętszéj Panny, że przez Jéj ręce tylko Pan Bóg wszelkie łaski nam udziela, jak to, że po Wcieleniu się pierwszy cud swój w uświęceniu świętego Jana Chrzcicieła w żywocie jego matki dokonany, spełnia Pan Jezus przez wejście Maryi do domu Elżbiety; jak znowu późniéj, zaraz po Narodzeniu się, nie inaczéj jak na rękach Maryi daje się poznać narodom w osobie Trzech Królów, i nakoniec objawiając się już światu całemu, przez pierwszy cud w Kanie-Galilejskiéj uczyniony, nie spełnia tego cudu aż po wstawieniu się Matki Swojéj. Chcąc, jak mówią Ojcowie święci, dać nam przez to poznać, że jak Sam dał się nam nie inaczéj jak przez Maryą, tak i postanowił żadnych łask Swoich nie udzielać nam inaczéj, jak przez Jéj pośrednictwo. „Postanowił Pan Bóg, pisze święty Bernard, abyśmy cokolwiek otrzymujemy, otrzymywali to nie inaczéj, jak przez ręce Maryi” 3.

Tajemnica święta dzisiejszego, od początku Kościoła w wielkiéj czci była u wiernych; uroczystość ta jednak postanowioną została dopiéro w późniejszych wiekach. Pierwszą myśl tego, powziął był święty Bonawentura, wielki Matki Bożéj czciciel, a który będąc Generalnym przełożonym całego zakonu Braci Mniejszych świętego Franciszka Serafickiego, w roku 1263, wydał rozporządzenie nakazujące obchodzić to święto we wszystkich klasztorach téj reguły. Wkrótce potém Urban VI, rozciągnął ten dekret do całego świata, chcąc przez takowe uczczenie Matki Bożéj, wyjednać Jéj szczególną pomoc dla Kościoła wielkiém odszczepieństwem podówczas trapionego. jednak przed ogłoszeniem tego śmierć go zaskoczyła, więc dopełnił to jego następca Bonifacy IX.

Na cześć także téj tajemnicy z życia Matki Bożéj, jest ustanowiony przez świętego Franciszka Salezego i świętą Joannę Szantal (Chantal) zakon żeński pod nazwiskiem Zakonu Nawiedzenia Przenajświętszéj Panny, u nas pospolicie zakonem Wizytek zwany.

Hymn Matki Bożéj Wielbij Duszo moja Pana (Magnificat) który Marya przy dzisiejszéj tajemnicy ogłosiła, odśpiewuje się przy każdych Nieszporach kościelnych, aby przy tych wieczornych modlitwach, kończyć nabożeństwo publiczne szczególném uczczeniem Matki naszéj Niebieskiéj. Według zdania wielu Świętych odmówienie Hymnu Maryi, jest najskuteczniejsze przeciw napaściom złego ducha, i wiele cudów na potwierdzenie tego zaszło.

Pożytek duchowny

Jak wielkie i rozliczne łaski sprowadziło na Elżbietę i cały jéj dom, nawiedzenie jéj przez Matkę Przenajświętszą! Lecz uważaj, że stało się to dopiéro wtedy, gdy Elżbieta witając Maryą i oddając Jéj cześć jako Matce Zbawiciela, pozdrowiła Ją z całego serca a pobożnie. Ileż byśmy podobnych dobrodziejstw niebieskich pozyskać mogli, gdybyśmy często, a z całego serca i pobożnie, temiż słowy co Elżbieta pozdrawiając Maryą, prosili Ją o wyjednanie nam łask, najpotrzebniejszych do naszego zbawienia.

Modlitwa (Kościelna)

Sługom Twoim prosimy Cię Panie, dary łask niebieskich racz udzielić obficie; aby jak przenajświętszéj Maryi Panny Boskie macierzyństwo, stało się początkiem zbawienia naszego, tak żeby i Nawiedzenia Jéj uroczysta pamiątka którą obchodzimy, nawiedzenie serc naszych łaską Ducha Świętego, nam wyjednała. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 548–550.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 533

Wypadek powyżej opisany niech nam posłuży za naukę, jak i kogo mamy odwiedzać, ażebyśmy wraz z bliźnimi odnieśli korzyść z odwiedzin i ustrzegli się grzechu.

Nasamprzód baczmy na to, aby powód i cel naszych odwiedzin był dobry i godziwy. Kto odwiedza innych dla zabicia czasu albo z lenistwa, kto narzuca się znajomym, aby czas trwonić na czczych gadaninach, plotkach, obmowie i oczernianiu bliźnich, ten grzeszy i szkodę ponosi na duszy. Jak Najświętsza Panna odwiedzając świętą Elżbietę, miała na celu tylko okazanie ciotce przywiązania i współczucia, tak i nasz cel w podobnych przypadkach powinien być godziwy i moralny, jak np. wtedy, kiedy pragniemy zadość uczynić wymaganiom grzeczności, lub kiedy powoduje nami chęć wyświadczenia przysługi, albo też kiedy potrzeba nam wytchnienia i wypoczynku. Przy odwiedzinach uważajmy więc na to, ażebyśmy przy powrocie nie musieli doznawać wyrzutów sumienia, lecz abyśmy sobie rzetelne oddać mogli świadectwo, że przynieśliśmy korzyść i innym i sobie samym.

Modlitwa

Święty Alfons następującą z tego powodu odmawiał modlitwę:

„O Królowo moja! Z jaką skwapliwością śpieszyłaś się odwiedzić rodzinę świętej Elżbiety! Racz, Dziewico święta, odwiedzić i ubożuchne mieszkanie duszy mojej. Pokwap się, Maryjo, gdyż widzisz, jak biedny jestem, ile złego mi grozi i wiedzie mnie do zguby wiecznej. Odwiedzaj mnie jak najczęściej w życiu, ale bądź nade wszystko przy mnie w godzinę śmierci, gdyż wtedy Twa pomoc najpożądańszą mi będzie. Nie jestem godzien, abyś mnie tu na tej ziemi widoczną Twą obecnością rozradowała, jak to uczyniłaś tylu swym wielbicielom; poprzestanę przeto na tym, iż Cię ujrzę w Twym Królestwie, w niebiesiech, gdzie Cię pragnę uczcić i dzięki Ci złożyć za wszystko dobre, któreś mi wyświadczyła. Zadowolony będę, jeśli mi nie od mówisz swego zmiłowania; teraz zaś zechciej się za mną wstawiać do Pana nad pany. Módl się przeto za mną, Maryjo, i polecaj mnie Synaczkowi swemu. Amen”.

Footnotes:

1

Łuk. I. 36.

2

Łuk. I. 39–55.

3

Ś. Bern. Sen. in vigil. Nativ.

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Elżbieta św Jan Chrzciciel Zachariasz Magnificat św Bonawentura odwiedziny obmowa Nawiedzenie
2020-06-12

Św. Jana z Fakundy, Zakonu Ojców Augustyanów

Żył około roku Pańskiego 1479.

(Żywot jego był napisany przez świętego Tomasza z Willanowa.)

Święty Jan urodził się około roku Pańskiego 1430 w Hiszpanii, w mieście zwaném Fahagun, czyli świętego Fagundeza. Ojciec jego Don Jan Gonzales Kastryllo (de Castryllo), a matka Donna Sancia Martinez, z pierwszéj szlachty tego kraju, byli bardzo bogaci. Przez lat szesnaście nie mieli dzieci, aż po pielgrzymce którą w celu uproszenia sobie potomstwa, odbyli do jednego z kościołów Matki Bożéj słynących cudami, obdarzył ich Pan Bóg synem. Ojciec zaraz po urodzeniu wziąwszy go na ręce, podniósł w górę i zaofiarował przenajświętszéj Pannie, któréj go zawdzięczał. W dzieciństwie jego, można już było przewidzieć czém późniéj będzie: gromadził wkoło siebie swoich rówienników, i miewał do nich nauki, zachęcając ich do miłości Boga, albo do zgody gdy się powaśnili. Zdarzało się, że gdy niektórzy rodzice sąsiednich dzieci, upominali je że długo za domem bawiły, a te się tłómaczyły że słuchały kazania synka Don Jana Gonzaleza, wtedy za złe im tego nie mieli. Młodym będąc wstąpił do stanu duchownego, a według nagannego ówczesnego zwyczaju, otrzymał kilka razem bogatych bardzo posad kościelnych. Biskup miejscowy obdarzył go niemi, widząc w nim rzadkich cnót i zalet kapłana.

Wszakże święty Jan, wkrótce zrzekł się wszystkich swoich korzystnych duchownych urzędów, w przekonaniu iż się nie godziło kilka takowych posiadać jednemu. Osiadł przy parafii świętéj Agaty, w mieście Burgos, i oddał się bogomyślności i pracom apostolskim. Oto jest tryb życia jaki prowadził: sypiał tylko trzy godziny na gołéj ziemi, kamień pod głowę biorąc, kładł się o północy, a wstawał o trzeciéj zrana; szedł do kościoła, i tam przez kilka godzin modląc się, przygotowywał się do Mszy świętéj, którą odprawiał z takiém nabożeństwem, iż sam jego widok przy ołtarzu drugich do łez pobudzał. Resztę dnia spędzał na słuchaniu spowiedzi, kazywaniu, nawiedzaniu chorych i ubogich. Po zachodzie słońca brał dopiéro posiłek, i albo w swojém mieszkaniu czytał święte księgi, albo znowu w kościele do północy się modlił.

Pod te czasy, w jedném z większych miast hiszpańskich Salamance, powstały wielkie rozruchy. Mieszkańcy podzielili się na dwa przeciwne sobie stronnictwa, i przychodziło do krwawych starć, w których wielu ginęło: lała się krew nie tylko na ulicach, ale i po kościołach nawet. Władza królewska nie była w stanie przykrócić tak licznych zbrodni, i coraz większe nieszczęścia groziły temu miastu. Wtedy Pan Bóg natchnął świętego Jana, aby się tam udał, dla przywrócenia pokoju między powaśnionemi. Przybywszy do Salamanki, jak drugi Jonasz, zaczął głosić pokutę, przemawiając na ulicach i placach, i wystawiając nawet, ambonę na miejscach gdzie już uzbrojeni przeciwnicy do starcia się gromadzili. Powstrzymał nieco rozlew krwi, lecz w początkach nie wiele mógł poradzić z rozdrażnionemi do wysokiego stopnia umysłami.

W ciągu tych jego prac apostolskich, dotknął go Pan Bóg bolesną chorobą: zapadł na ciężkie cierpienie kamienia, a gdy nie zważając na takowe, pracował póki mu sił starczyło, zachorował niebezpiecznie i lekarze zawyrokowali iż niezbędném było odbycie jednéj z najcięższych operacyi. Poddał się jéj Jan święty, spokojnie przygotowując się na śmierć mu grożącą, i zrobił ślub Bogu, że jeśli przy życiu zostanie, wstąpi do zakonu. Po odbytéj operacyi, którą przeniósł z największą cierpliwością, wkrótce przyszedł do zdrowia, i wstąpił do zakonu ojców Augustyanów, do którego pociągnęła go ścisłość w zachowaniu Reguły i odosobnienie w jakiém żyli zakonnicy tego klasztoru. W nowicyacie będąc, od pierwszéj chwili przyjęcia habitu, stał się wzorem doskonałego zakonnika, i już wtedy cnoty jego uświetniał Pan Bóg darem czynienia cudów. Byłto rok wielkiego nieurodzaju na wino, napoju pospolitego i niezbędnego niemal w owym kraju. Zakonnicy klasztoru w którym przebywał święty Jan, mieli go tak mało, iż i na pół roku wystarczyćby im nie mogło. Nasz Nowicyusz, miał sobie powierzony dozór piwnicy, i wina cały rok nie zbrakło, gdyż ile razy beczka była z niego wypróżnioną, napełniała się nanowo skoro ją przeżegnał.

Jak tylko wykonał śluby uroczyste, został Magistrem Nowicyuszów, wkrótce potém Definitorem prowincyi, a następnie Przeorem klasztoru w Salamance. Posłali go tam przełożeni głównie w tym celu, aby daléj prowadził dzieło uspokojenia miasta, ciągle w walce będącego, co téż on niezwłocznie rozpoczął.

Dnia pewnego, dano mu znać że zbrojni przeciwnicy już się ścierać mają. Pobiegł na plac boju, i tam wśród walki obalony na ziemię, zdeptany nogami, zaledwie żywy się podniósł, a wszedłszy na wzniesione miejsce, z taką siłą i gorliwością wołał na walczących, iż ich niezwłocznie od dalszego krwi przelewu powstrzymał.

Jeden z dowódców niezadowolony z tego, rozkazał swoim stronnikom, aby innemi udając się ulicami, przy jego domu się zgromadzili. Święty pośpieszył na to miejsce, przy saméj bramie pałacu tegoż dowódcy kazał wznieść naprędce ambonę i zaczął do gromadzących się groźnie przemawiać. Herszt ich wysłał kilku zbrojnych, aby dostawszy się na ambonę zamordowali Jana. Rzucił się na niego motłoch krzycząc: „Śmierć temu świętoszkowi, niech zginie z rąk naszych”, a sługa Boży zstępując z kazalnicy, pewny iż go męczeńska korona czeka, sam się w ich ręce oddawał. Lecz w chwili gdy oni podnieśli na niego miecze, Pan Bóg wstrzymał ich ręce: stanęli jak wryci, ani kroku stapić: nie mogąc. Przerażeni tym cudem, zaczęli wołać o ratunek do tegoż samego którego zamordować mieli. Święty pomodlił się, a zbrodniarze odzyskawszy władzę, rzucili się tłumem do nóg jego, przyrzekając iż już odtąd niesnasek wszczynać nie będą.

Dotrzymywali mu słowa, lecz Wielkorządca sąsiedniego miasta Ledezmy, pobudzał ich nanowo do zatargów i bójek. Święty pośpieszył do tego niegodziwego buntownika, i z całą gorliwością i odwagą apostolską, upomniał go za ciężkie szkody jakie przynosi duszom, grożąc mu Sądem Bożym. Wielkorządca, człowiek nadzwyczajnie gwałtowny i okrutny, kazał go schwytać przez swoich zbirów, ochłostać rózgami publicznie, i wygnać z miasta. Święty Jan uszczęśliwiony, iż mu dano być uczestnikiem zniewag jakie ponosił Pan Jezus, powrócił do Salamanki, te swoje zniewagi ofiarując Panu Bogu właśnie za lud któremu się poświęcał. Pan Bóg przyjął miłościwie jego ofiarę. Wypadek ten, w którym dla dobra mieszkańców tego miasta, Święty tyle wycierpiał, zjednał mu ostatecznie serca wszystkich. Wojujące z sobą stronnictwa pojednały się i uroczyście podpisały zgodę.

Tymczasem jego ojczyste miasto Sakagun, ciężką klęską dotknięte zostało. Wybuchło tam morowe powietrze, wielką liczbę ofiar porywając. Przełożeni zakonni, na żądanie mieszkańców tego znowu miasta, błagających aby dla ich pociechy przysłano im świętego Jana, wyprawili go tam niezwłocznie. Przybywszy, słowem Bożém ich pokrzepiał, do modlitwy pobudzał, chorych dzień i noc, jużto Sakramenta święte im udzielając, już doglądając w chorobie, nawiedzał, i wielką ich liczbę modlitwami swojemi uzdrowił. Rodzony brat jego Don Martinez Kastryllo, stracił był jednę z córek swoich Izabellę. Ciało jéj złożono na katafalku, i już się zabierano do pogrzebu, gdy mąż Boży nadszedł. Przystąpił do trumny, pomodlił się chwilę, a wziąwszy za rękę dziewczynkę, podniósł ją i żywą oddał matce.

Udzielny książe Alby, uciemiężał swoich poddanych, którzy się burzyli z tego powodu. Słysząc jak skutecznie święty Jan przemawiał w podobnych razach do ludu, zaprosił go z kazaniem na wielką uroczystość Matki Bożéj Różańcowéj, w którymto dniu odprawiał nabożeństwo dziękczynne, za odniesione zwycięstwo nad Maurami. Święty w przemowie swojéj, przypomniał poddanym obowiązek uległości władzy, lecz oraz i obowiązki panujących w żywych kolorach przedstawił. Książe biorąc to wszystko do siebie, do tego stopnia uniósł się gniewem, iż wysłał kilku zbrojnych za świętym Janem gdy odjechał, aby go w drodze zamordowali. Towarzysze jego podróży chcieli stawić opór zbójcom gdy na nich natarli. Jan nie pozwolił na to, mówiąc: „Spuśćmy się na Pana Boga, Sam on temu zaradzi.” Jakoż, w chwili gdy zbójcy na niego uderzali, konie ich się spięły, a zrzuciwszy jeźdzców na ziemię, kości im połamały. Co widząc Sługa Boży, przejęty litością, przeżegnał ich mówiąc: „Niech wam Bóg odpuści, i przywróci zdrowie, a na przyszłość nie ściągajcie na siebie gniewu Jego.” Potém podniósł ich i zdrowych odprawił. W tejże zaś saméj chwili, książe zapadłszy w śmiertelną chorobę, poznał w tém karę Bożą, posłał po Świętego co prędzéj, a gdy ten przybył, upadł mu do nóg i prosił o miłosierdzie. Jan modlitwą swoją uzdrowił go niezwłocznie, i zbawienne dawszy upomnienie odszedł.

Wróciwszy do Salamanki, przepowiedział dzień swojéj śmierci. Zdarzyło się iż nawrócił pewnego wielkiego pana, który szczerze pojednawszy się z Bogiem, rozstał się ze swoją nałożnicą. Ta zadała truciznę Janowi, w skutek któréj Święty zapadł w ciężką chorobę, przez kilka miesięcy nadzwyczaj cierpiał, i nakoniec w dniu który przepowiedział, oddał Bogu ducha. Umarł 11 Czerwca, roku Pańskiego 1479, mając lat czterdzieści dziewięć.

Przy grobie jego tak wiele zaszło cudów, że w roku 1690, przez Papieża Aleksandra VIII kanonizowanym został.

Pożytek duchowny

Jak o wielu Świętych, tak i o świętym Janie którego żywot na dzień dzisiejszy przypada, czytamy że zaofiarowany w dzieciństwie przenajświętszéj Maryi Pannie, stał się potém wielkim sługą Bożym. Niech to pobudza każdą chrześcijańską matkę, aby dziatki swoje opiece Matki naszéj niebieskiéj w szczególny sposób oddawała, i w sercach ich gorące do Niéj nabożeństwo zaszczepiała jak najwcześniéj.

Modlitwa (kościelna)

Boże dawce pokoju, i wzajemnéj miłości lubowniku, któryś błogosławionego Jana wyznawcę Twojego, przedziwnym darem jednania powaśnionych przyozdobił; spraw za jego zasługami i pośrednictwem, abyśmy w miłości Twojéj utwierdzeni, żadnemi od Ciebie pokusami oddzieleni nie zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 483–485.

Tags: św Jan z Fakundy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja Msza święta Jonasz zgoda
2020-06-04

Św. Franciszka Karacziolo (Caracciolo), Założyciela Zgromadzenia Kleryków Regularnych

Żył około roku Pańskiego 1608.

(Żywot jego był napisany przez Augusta Kornelli, tegoż Zgromadzenia kapłana.)

Święty Franciszek Karacziolo (Caracciolo), ze Chrztu imieniem Askani, przyszedł na świat roku Pańskiego 1563 w królestwie Neapolitańskiém, w zamku Villa-Santa-Maria, który był udzielném dziedzictwem jego znakomitego rodu. Od lat najmłodszych wszedł na drogi doskonałości ewangelicznéj, wiodąc życie pokutne. Jak tylko wyuczył się czytać, codziennie odmawiał pacierze o Matce Bożéj zwane Officium parvum i Różaniec, a na Jéj cześć każdą sobotę suszył. Wielką okazywał dla ubogich litość. Dzieckiem będąc wypraszał dla nich hojne jałmużny u rodziców, i z każdego obiadu, odmawiając sobie najsmaczniejszych potraw, rozdawał je biednym.

W wieku młodzieńczym odznaczając się najskromniejszemi obyczajami, ściśle przestrzegał ich i w swoich domownikach, oddalając niezwłocznie każdego któremuby pod tym względem było co do zarzucenia. Wiódł życie bardzo pobożne, jednak niektórych rozrywek świeckich pozwalał sobie: szczególnie oddawał się łowiectwu, na którym wiele czasu trwonił. Wszakże czynił to głównie w tym celu, aby umęczeniem ciała poskramiać zmysłowe namiętności. W dwudziestym drugim roku życia, zapadł w ciężką chorobę, w skutek któréj na całém ciele okryty został trądem. W kwiecie wieku i pośród dostatków w jakie opływał dotknięty tak straszném kalectwem, żywo uczuł marność rzeczy tego świata, i uczynił ślub oddania się wyłącznie Bogu, jeśli zdrowie odzyska. Pan Bóg tego po nim oczekiwał i w tejże chwili cudownie uleczonym został. Pomny na uczynione zobowiązanie się, zawiadomiwszy o tém rodziców, rozdał cały majątek jaki już wtedy posiadał, ubogim, i udał się do Neapolu, gdzie po dwóch latach spędzonych na nauce Teologii, zostawszy wyświęcony na kapłana, wszedł do bractwa Biankistów (Bianchi), poświęcających się usłudze duchownéj więźniów i skazanych na śmierć.

Tymczasem Askani czując że go Pan Bóg do czegoś szczególnego przeznacza, ciągle się modlił, aby mógł rozpoznać i spełnić wolę Bożą, która mu objawioną została przez następujące zdarzenie. Pod tę porę dwóch wielkiéj świątobliwości mężów: Augustyn Adorno i Fabricyusz Karacziolo, zamyślali o założeniu nowego Zgromadzenia zakonnego. Z listu jednego z nich, który przez pomyłkę wpadł w ręce naszego Świętego toż samo nazwisko noszącego, dowiedziawszy się on o ich zamysłach, przyłączył się do nich, i wraz z nimi osiadł na pewien czas w Eremie Kamedułów pod Neapolem, dla ułożenia tam Ustaw nowego Zgromadzenia, którego wprawdzie pierwszą myśl inni powzięli, lecz którego on miał być Założycielem. Ustawy te przepisywały życie bardzo ostre, nieprzyjmowanie żadnych godności kościelnych, i nieustającą cześć przenajświętszego Sakramentu, przed którym z kolei jeden z zakonników trwać powinien był na modlitwie. Gdy zgromadzenie miało już dwunastu członków, Święty, wraz z Augustynem Adorno, udał się do Rzymu, dla otrzymania od stolicy apostolskiéj zatwierdzenia nowéj Reguły. Przybywszy tam nie szukał żadnego ludzkiego poparcia, lecz najprzód obszedł główne kościoły i modląc się przed Relikwiami Świętych Pańskich polecił im swoje dzieło. Potém udał się do Papieża Sykstusa V, który przyjąwszy go bardzo łaskawie, po dokładném zbadaniu przedstawionych sobie Ustaw, zatwierdził to zgromadzenie pod nazwiskiem Kleryków Regularnych, i wtedy Askani to imię swoje na Chrzcie otrzymane, zamienił na zakonne imię Franciszka, z powodu wielkiego nabożeństwa, jakie miał do Patryarchy Asyzkiego.

Franciszek i Adorno wrócili do Neapolu niezwłocznie, a jak podróż swoję do Rzymu tak i tę odbyli o żebranym chlebie. Niemając własnego klasztoru, osiedli najprzód przy szpitalu, w którym poświęcili się na usługi chorym, a potém oddano im kościoł i dom przy nim będący, zwany domem Miłosierdzia, który stał się pierwszym klasztorem nowego ich Zgromadzenia. Wkrótce potém z woli Papieża udali się do Hiszpanii, dla założenia w tym kraju zgromadzenia Kleryków Regularnych. W tę drogę puścili się swoim zwyczajem pieszo, bez pieniędzy, zdając się na Opatrzność Boską. Za pierwszym jednak pobytem w Hiszpanii, chociaż przez ludność tameczną przyjęci byli z oznakami czci wielkiéj, nie otrzymali od króla pozwolenia założenia klasztoru swojéj Reguły, i wrócili do Neapolu. Gdy wsiedli na okręt, święty Franciszek przepowiedział podróżnym wielką burzę, która ich miała spotkać. Jakoż nadeszła wkrótce, i tylko modlitwa Świętego uratowała okręt od rozbicia, który jednak musiał schronić się do lądu w miejscu nieznaném. Franciszek uchodząc przed oznakami wdzięczności podróżnych, którzy jego modlitwom cudownym sposobem zawdzięczali życie, zapuścił się w głąb lasu. Tam wraz z Adorno zabłąkawszy się, i gdy już od głodu i strudzenia siły tracili, ujrzeli nadchodzącą łanią, która ich mlekiem swojém posiliła, a przy nogach swoich znaleźli kawałki chleba, które im Opatrzność cudownie zesłała. Doszedłszy nakoniec do brzegów morza, spostrzegli nadchodzący inny okręt który ich zabrał, przez co prędzéj stanęli w Neapolu, niż podróżni z którymi puścili się byli w drogę.

Franciszek zastał zgromadzenie swoje tak bardzo pomnożone, że już pierwotny ich klasztor nie mógł pomieścić braci. Wtedy został obrany Generalnym przełożonym, i otrzymał dla Zakonu swojego kościoł przenajświętszej Maryi Panny większy (Maria-Maggiore), co go tém bardziéj uradowało, że od samego początku, oddał był swoje Zgromadzenie, pod szczególną Opiekę Matki Bożéj.

Zostawszy Generalnym przełożonym, podwoił umartwień ciała: pierwszym był w zachowaniu wszystkich przepisów Reguły, i najniższe usługi braciom chętnie oddawał, jaśniejąc przedewszystkiém najgłębszą pokorą i miłością dla każdego z podwładnych. Trzy razy w tydzień suszył o chlebie i wodzie; ciągle nosił ostrą włosiennicę, każdéj nocy biczował się do krwi. Siedem godzin na dzień poświęcał bogomyślności i modlitwie, którą odprawiał zwykle przed przenajświętszym Sakramentem w nocy, i tam na schodach ołtarza schylony używał spoczynku, sypiając tylko trzy godziny.

W roku 1594, udał się powtórnie do Hiszpanii. Tą razą poparty listami Papieża do króla Filipa II, założył w Madrycie klasztor Kleryków Regularnych, pod wezwaniem świętego Józefa. Jak w Neapolu tak i w Hiszpanii, zgromadzenie to wielkie dla wiernych przynosiło korzyści. Do kościołów ich codziennie tłumnie się lud gromadził, do Sakramentu pokuty uczęszczając, i mnóstwo grzeszników nawracało się do Boga, a szczególnie pod wpływem kazań świętego Franciszka, którego nazywano Apostołem miłości Bożéj. Z Hiszpanii udawszy się do Rzymu, założył klasztor swojéj Reguły przy szpitalu świętego Wawrzyńca.

Był jeszcze w sile wieku, gdy mając sobie objawioném w Lorecie przez Matkę Bożą, blizkie swoje zejście z tego świata, złożył urząd Generalnego przełożonego, i osiadł w klasztorze Neapolitańskim, obierając za mieszkanie najlichszą celkę pod schodami będącą. Gdy tam przebywał, Papież Paweł V po dwakroć przysyłał do niego, ofiarując mu Biskupstwa, od których Święty wyprosił się pokornie mówiąc: „Niech mi dozwoloném będzie zbawić się w tym moim cichym kąciku: bo oto mój koniec nadchodzi.” Wkrótce potém zmuszony dla spraw Zakonu udać się do prowincyi Abruzkiéj, przybywszy na nocleg do klasztoru Filipinów w mieście Angorze, powiedział: „Oto miejsce mojego spoczynku na wieki.” Jakoż, nazajutrz zapadł w lekką gorączkę, ta wzmogła się dnia trzeciego, w którym, a było to 4 Czerwca roku Pańskiego 1608, żyć przestał. W chwili konania, trzymając w ręku wizerunek Matki Bożéj zawołał: „Idę już idę.” Spytany „dokąd” odpowiedział: „do Nieba” i po tych wyrazach głośno jeszcze wyrzeczonych, zasnął błogo w Panu, mając lat 44.

Licznemi cudami i za życia i po śmierci słynącego, Papież Pius VII w roku 1769, Świętym ogłosił.

Pożytek duchowny

Najwięksi Święci, pilnie się gotowali na straszną chwilę śmierci. Czy pamiętasz że i ciebie czeka ona niechybnie, a czy cię nie spotka bardzo wkrótce, nie wiesz. Gdy codzień umrzeć możemy, codzień na śmierć gotowi być powinniśmy.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławionego Franciszka, nowego Zakonu założyciela, wysokim darem modlitwy i duchem ostréj pokuty przyozdobił; daj nam sługom Twoim, tak z jego przykładu korzystać, abyśmy modląc się bez przestanku i ciało pod panowanie ducha poddając, do chwały wiekuistéj doszli za łaską Twoją. Przez Pana naszego i 6. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 459–461.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 464

Święty Franciszek od samej młodości nie znał większej rozkoszy, jak klęczeć przed Przenajświętszym Sakramentem Ołtarza i modlić się do Boga. Jakież miejsce dla bogobojnego młodzieńca mogłoby być przyjemniejsze, jak nie to właśnie? Dziwić by się należało, że nie cały ogół młodzieży takie miejsca modlitwy sobie obiera, albowiem nabożeństwo do Pana Jezusa jest dla każdego niezbędne.

Serce każdego człowieka jest usposobione do miłości i jakaś siła tajemna pcha ludzi do tego uczucia. Atoli cóż człowiek powinien kochać? Bez wątpienia przede wszystkim to, co jest najbardziej kochania godne – a tym jest Jezus w Sakramencie Ołtarza. Jest to miłość najszlachetniejsza, prawdziwie Boska; w tym Sakramencie bowiem łączy Pan Jezus ducha swego z twoim, zstępując w czasie Komunii świętej do serca twego i napełniając ducha twego, całą istotę twoją ogniem miłości troskliwiej i czulej niż najlepsza matka. W tej chwili Jezus jest zupełnie twoim, udziela się tobie zupełnie. Dla tego i ty powinieneś oddać Bogu serce swoje i wszelkie uczucia zupełnie i niepodzielnie.

Masz serce na wzór i podobieństwo Jezusa Chrystusa, Stwórcy twego i Zbawiciela. W tym spoczywa twoja godność, ale zarazem i powaga i ważność obowiązku udoskonalenia twej istoty podług pierwowzoru. Jezus jest dla ciebie jedyną drogą, prawdą i życiem. On nam dał przykład i my tak winniśmy postępować drogą życia, jak On postępował. Rozważ tę prawdę dokładnie, albowiem nie powinieneś duszy twej kształtować podług wzorów świata pełnego dumy, chciwości i wszelkich namiętności, których przecież unikać przyrzekłeś już od chwili gdy otrzymałeś chrzest święty. Przebywaj zatem często i długo przed Sakramentem Ołtarza i tam ucz się od Jezusa prawdziwej pokory i wszelkich cnót, a zarazem miłości ku Bogu. Nabożeństwo to i zastosowane do niego modlitwy są najzbawienniejsze.

Tags: św Franciszek Caracciolo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja Officium parvum post
2020-06-01

Bł. Jakóba Strzemienia (de Strepa) Arcybiskupa lwowskiego, z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1411.

(Żywot jego był obszernie napisany przez Księdza Barnabę Kędzierskiego, a znajduje się i w zbiorze ojca Floryana Jaroszewicza pod dniem 8 Kwietnia.)

Błogosławiony Jakób ze starożytnéj rodziny Strzemieniów, za rycerskie czyny jednego z jéj przodków, na polu bitwy od Bolesława Chrobrego szlachectwem obdarzonéj, a wysokiemi w Polsce zasługami, i dostojeństwami zaszczyconéj, urodził się w Wielkiéj Polsce, w drugiéj połowie czternastego wieku, z rodziców wielce pobożnych, którzy go od młodości w cnotach chrześcijańskich wyćwiczyli i ustalili. Wcześnie téż łaską Ducha Świętego uprzedzony, nie przyłożył serca do marności tego świata, lecz robiąc Bogu ofiarę z rodzinnego szczęścia jakiego w domu zażywał, i ze znacznego majątku jaki go czekał, jak również i zaszczytów, które go w służbie krajowéj niechybnie spotkać mogły, zaledwie lat młodzieńczych dorosłszy, postanowił poświęcić się wyłącznie Panu Bogu na służbę.

Podówczas zakon świętego Franciszka Patryarchy Asyzkiego, tylko co i w Polsce był się ustalił, a jeszcze na późniejsze swoje nie rozdzielał się gałęzie. Błogosławiony Jakób, wstąpił do zakonu Braci Mniejszych w ich klasztorze w mieście Lwowie założonym. Pociągnął go do tego Zgromadzenia, duch ubóstwa i pokory, na których był on ugruntowany, a które to cnoty dla tém wierniejszego naśladowania Chrystusa Pana były, ulubionemi tego świętego młodzieńca cnotami. A jako drzewo młode na lepszy i właściwy grunt przesadzone, bujniejszego wzrostu nabiera, tak i nasz Święty przeniosłszy się ze świata do zakonu, od pierwszéj chwili przyjęcia habitu, tak wielki w cnotach zakonnych uczynił postęp, że wkrótce najdawniejszych i najostrzejszego życia współbraci, doskonałością przewyższał. Dla ukończenia zawodu nauk teologicznych, wysłany został do Rzymu. Wracając ztamtąd do kraju, zatrzymał się przez pewien czas w klasztorze Asyzkim, a przybywszy do Lwowa, niezwłocznie przyłączony został do braci swoich, misyą po całéj Rusi odprawiających, między którymi odznaczył się wielką ostrością życia, i niezmordowaną w pracach apostolskich gorliwością.

Podczas gdy w tym zawodzie pracował, obranym został na Przełożonego klasztoru Lwowskiego, a od Stolicy Apostolskiéj otrzymał urząd Wikarego Generalnego całéj misyi na Rusi, tak z Braci Mniejszych, jako i z Dominikanów złożonéj. Oba te obowiązki przydały i nowego bodźca Jakóbowi w służbie Bożéj, i jeszcze obszerniejsze pole do nabywania dusz Chrystusowi Panu otworzyły dla jego apostolskiéj gorliwości. Odbywając misyą obiegł całą Ruś, Wołyń, Pokucie, Wołoszczyznę i inne okoliczne kraje, nad któremi był także od Stolicy Apostolskiéj postanowiony Inkwizytorem, to jest najwyższym urzędnikiem w sprawach tyczących się wiary. Na urzędzie tym, zasłynął szczególną łagodnością i miłością, z jaką obchodził się z innowiercami lub katolikami od wiary świętéj odpadłemi. Zwykle odstępców, którzy z wyraźnemi oznakami szczeréj skruchy na łono Kościoła powracali, od wszelkiéj kary uwalniał.

Po śmierci Arcybiskupa Halickiego Bernarda, który naszego Świętego w wielkiém miał poszanowaniu, i nazywał zesłanym mężem dla zbudowania Kościoła Bożego w tych krajach, Władysław Jagiełło król polski, błogosławionego Jakóba przedstawił Papieżowi Bonifacemu IX na miejsce zmarłego Pasterza. Jakoż, Jakób zamianowany został przez Ojca świętego na Arcybiskupstwo Halickie, które odtąd Lwowskiém się stało, i tenże przez Macieja Biskupa Przemyślskiego w katedrze Tarnowskiéj wyświęconym został i Paliusz otrzymał.

Wyniesiony na tę godność, trudno jest wypowiedzieć w jak wysokim stopniu jaśniał cnotami doskonałego Pasterza, przez lat ośmnaście swego zarządu tą dyecezyą. Zasiadając na pierwszéj stolicy w tym kraju, i ubogą suknię swego zakonu zachował, i również ubogi jak kiedy był zakonnikiem, sposób życia prowadził. Umartwień ciała przydawał jeszcze więcéj, na modlitwie trawił wszystek czas który mu od koniecznych jego obowiązków zbywał, spoczynku nocnego w tym celu sobie często odmawiając. Z dochodów Arcybiskupstwa, na własne utrzymanie używając tyle tylko ile mu do wyżycia niezbędném było i dwór arcybiskupi znacznie zmniejszywszy, wszystko rozdawał ubogim, opatrywał biedniejsze kościoły, zakładał nowe klasztory, i wiele dobroczynnych zakładów powznosił. Na znak zaś doskonałego swojego ze światem i wszelką jego próżnością zerwania, do pieczęci swojéj arcybiskupiej, w miejscu świetnego herbu którym ród się jego szczycił, używał wizerunku Matki Boskiéj, do któréj od lat najmłodszych miał szczególne nabożeństwo. Wszelkiemi téż sposobami gdy został Arcybiskupem, starał się o rozszerzenie czci przenajświętszéj Panny. Przez odprawienie na Jéj cześć ćwiczeń pobożnych, codziennie wieczorem zbierał lud do katedry, i tam miewał do zgromadzonych nauki do nabożeństwa ku Maryi pobudzające, kończąc je modlitwami i pieśniami: Witaj Królowo, i Pomnij Matko Boga. Pobożny ten zwyczaj trwał długo potém, na czas pewien był przerwany, lecz w roku 1619 za staraniem Magistratu Lwowskiego wznowiony został.

Święty ten Pasterz, gorliwie starał się o rozbudzenie w sercach wiernych czci ku Panu Jezusowi w tajemnicy Ołtarza utajonemu. W tym celu nakazywał jak najczęstsze wystawienia przenajświętszego Sakramentu, tak w kościołach Lwowsskich jak i w innych jego Archidyecezyi, a dla zachęcenia wiernych do obecności wtedy w kościele, przywiązał do tego czterdzieści dni odpustu. Za jego rządów wielka liczba nowych parafii w Archidyecezyi powstała, w których on własnym kosztem kościoły budował i uposażał.

Jeszcze za Kazimierza Wielkiego, który Ruś przyłączył do Polski, wyszło było pozwolenie dla innowierców osiedlania się we Lwowie, byle wiarę katolicką przyjęli. Wielu téż z nich przybyło do tego miasta. Wkrótce po objęciu stolicy Arcybiskupiéj, błogosławiony Jakób dowiedział się, iż im z trudnością przychodzi dawać dziesięciny należne mu z gruntów na których osiedli, i że to obudza w nich sarkanie przeciw prawom Kościoła do którego się przyłączyli. Zwolnił ich przeto od téj daniny, i tym sposobem nietylko wsparł hojnie, lecz oraz i chwiejących się w wierze utwierdził.

Ciężkie Pasterskiego swojego urzędu obowiązki, aby przy zwątlonych pracami siłach mógł łatwiéj spełniać, przybrał sobie za Koadjutora czyli Sufragana, Zbigniewa Biskupa Laodyceńskiego, męża mądrością i cnotami obdarzonego, a który w bardzo rozległéj jego owczarni wyręczał go w niektórych pasterskich czynnościach.

Do arcybiskupiéj dostojności przywiązaną senatora królestwa godność, podobnież jak arcybiskupią, sumiennie gorliwie i święcie piastował. Na zjazdach tak publicznych jak i prywatnych, rady jakie dawał odznaczały się zawsze wielką roztropnością, trafnością, sumiennością i wszelką z jego strony gotowością chociażby na największe dla dobra ojczyzny ofiary. Wszyscy go téż nazywali ojcem ojczyzny, stróżem pokoju wewnętrznego i światłem najwyższéj Rady Państwa.

Sędziwym wiekiem, a bardziéj nieustannemi pracami na chwałę Boga i pożytek dusz mu powierzonych podjętemi, na siłach czując się osłabionym i sądząc się blizkim końca swojego żywota, wcześnie testament sporządził, w którym jako ubogi zakonnik którym nigdy być nie przestał, polecał tylko aby go pochowano w klasztorze Braci-mniejszych we Lwowie, a nieinaczéj jak w prostéj dębowéj trumnie. Należną zaś zapłatę dworzanom i sługom Arcybiskupstwa w gotówce złożoną przekazał, i prosił aby infułę któréj najczęściéj używał, a którą do późnych czasów w klasztorze Lwowskim jako relikwie przechowywano, kapelanowi jego oddano.

Nakoniec pełen cnót i zasług, po ośmnastoletnich i miesięcy trzy rządach swoich Arcybiskupich, w roku Pańskim 1411, w miesiącu Styczniu przeniósł się do wieczności, żadnej zgoła po sobie spuścizny nie pozostawiając, prócz pamięci świątobliwego życia i rzewnego żalu ubogich, wdów i sierot, których był ojcem najlepszym i opiekunem najtroskliwszym przez cały czas swojego pasterstwa.

Miejsce w którém zwłoki jego złożone były, według jego woli w klasztorze Braci Mniejszych, po upływie pewnego czasu odkryć nie można było, aż w roku 1626 wypadkiem wynalezione one zostały. To gdy zaszło, rozbudził Pan Bóg w ludzie wiernym szczególne do tego wielkiego sługi Swego nabożeństwo, i grób jego mnogiemi zajaśniał cudami. Ojciec święty Pius VI, cześć przez tyle wieków świątobliwemu Arcypasterzowi temu nieustannie oddawaną i coraz liczniejszemi cudami uświetnioną, wyrokiem apostolskim zatwierdził i w roku Pańskim 1790 w poczet go Błogosławionych wpisał, na uroczystość jego dzień 1 Czerwca wyznaczając.

Pożytek duchowny

Naśladuj świętego tego Arcybiskupa w jego nabożeństwie do Matki Bożéj. On zaprowadził zwyczaj w swojéj Archidyecezyi, aby Ją każdego wieczora pieśniami i pobożnemi ćwiczeniami uczczono. Staraj się i ty dzień każdy kończąc, uczcić Ją w sposób szczególny, a jeśli ci to możliwe, czyń to i w gronie domowników twoich, albo innych pobożnych osób.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś w błogosławionym Jakóbie Wyznawcy Twoim i Biskupie, ducha apostolskiego w ogłaszaniu Ewangelii przedziwnie wznowił: spraw prosimy, abyśmy za jego pośrednictwem, przez żywą wiarę i ćwiczenie się w cnotach, coraz ściśléj z Tobą się jednoczyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 450–452.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 457–458

Prawdziwa miłość Pana Jezusa objawia się w gorliwości o zbawienie bliźnich naszych, według tego, jak powiedział Pan Jezus do świętego Piotra: „Jeżeli Mnie miłujesz więcej aniżeli inni, paś baranki Moje”. Jeśli i ty chcesz jawnie okazać, że szczerze – a nie w słowach tylko – miłujesz Pana Jezusa, staraj się o zbawienie bliźnich twoich, zwłaszcza tych, którzy od ciebie zależą. Staraj się ich zachęcić do pobożności i miłości Bożej namową i przykładem własnym.

Naśladuj również tego błogosławionego biskupa w jego nabożeństwie do Matki Bożej. Zaprowadził on w swojej archidiecezji zwyczaj, aby każdego wieczora czczono Ją pieśniami i pobożnymi ćwiczeniami. Staraj się i ty, kończąc dzień, uczcić Ją w sposób szczególny, a jeśli to możliwe, czyń to w gronie domowników swoich.

Tags: bł Jakub Strzemię „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup Inkwizycja Maryja Polska Lwów
2020-05-26

Św. Filipa Nereusza Wyznawcy, założyciela Zgromadzenia Oratoryanów

Żył około roku Pańskiego 1595.

(Żywot jego był napisany przez ucznia jego, i tegoż zgromadzenia kapłana Antoniego Galloni.)

Święty Filip urodził się we Florencyi roku Pańskiego 1515. Rodzice jego byli znakomitego rodu. Ojciec nazywał się Franciszek Neri, matka miała na imię Lukrecya. Straciwszy ją w dzieciństwie, znalazł drugą w macosze, kobiecie bardzo zacnéj, która go pobożnie i starannie wychowała. Pobłogosławił jéj w tém Pan Bóg, i Filip dzieckiem będąc jeszcze, w całém mieście słynął ze swojéj pobożności: nazywano go powszechnie poczciwym Filipkiem. Ulubioną jego rozrywką było chodzić do klasztorów, i tam albo modlić się w odosobnionych kaplicach, albo przysłuchiwać się pacierzom chórowym, w których i sam uczestniczył.

Gdy podrósł, ojciec oddał go do stryja jego Romualda, człowieka bogatego, który będąc bezdzietnym, miał go przysposobić za syna. Lecz już i wtedy w oczach Filipa, korzyści doczesne żadnéj nie miały ceny; świat go nie zajmował wcale, a coraz silniejsze rozbudzało się w sercu jego pragnienie samotności i oddania się wyłącznie życiu wewnętrznemu. Na usilne jego prośby, stryj wysłał go do Rzymu dla pobierania wyższych nauk teologicznych. Tam wkrótce zajaśniał tak wysoką pobożnością, a oraz i tak wielki uczynił postęp w naukach, że świeckim będąc, uchodził za jednego z najuczeńszych teologów i za wielkiego Świętego. Życie wiódł bardzo umartwione: zwykle jadał tylko chleb i wodę, przydając do tego niekiedy surowe jarzyny; od czasu do czasu przez dni kilka żadnego nie brał posiłku. Na modlitwie trwał prawie ciągle, w nocy nawet krótkim snem ją tylko przerywał. Codziennie zwiedziwszy siedem Bazylik Rzymskich, większą część nocy spędzał w katakumbach świętego Kaliksta, modląc się wśród grobów Męczenników. Opływał w tak nadzwyczajne pociechy wewnętrzne, iż nieraz zalany niemi na modlitwie, wołał do Pana Boga: „Dosyć Panie! dosyć.” Ze światem żadnego nie miał stosunku, nawiedzał szpitale, więzienia, domy, przytułku i wszelkie dobroczynne zakłady; tam usługiwał biednym i miewał nauki, w skutek których, wszędzie gdzie przebywał, nie można było dość nadziwić się zbawiennéj zmianie, jakie one na słuchających go wywierały.

Zczasem przyłączyło się do niego kilku młodych pobożnych ludzi, wraz z nim uczynkom miłosierdzia gorliwie się oddających. Około téż roku 1550, za radą swojego ojca duchownego księdza Persiano Roza, założył przy kościele Zbawiciela del Kampo (del Campo), bractwo Trójcy Przenajświętszéj, mające na celu opiekowanie się ubogimi cudzoziemcami, pielgrzymami, i biednymi którzy wychodząc ze szpitala nie mieli przytułku.

Miał lat przeszło trzydzieści, kiedy ulegając woli tegoż swojego przewodnika duchownego. przyjął święcenia kapłańskie. Szczególne łaski jakie mu Pan Bóg udzielał na modlitwie, w obfitszéj jeszcze mierze odbierał przy odprawianiu Mszy świętéj. Za każdą prawie razą przy ołtarzu wpadał w zachwycenie; a że z tego powodu Msza jego bardzo się przeciągała, więc zwykle miewał ją w kaplicy osobnej, gdzie po podniesieniu, służący mu do Mszy zostawiał go w stanie zachwycenia na godzin parę, i dopiéro potém wracał, gdy Filip Mszę świętą kończył. W skutek tego nadzwyczajnego ognia miłości Bożéj którą pałał, razu pewnego, gdy modlił się ze szczególną gorliwością ducha, dwa żebra około serca jego rozszerzyły się, a pomimo tak nienaturalnego stanu odtąd trwającego już ciągle, Święty żył jeszcze lat pięćdziesiąt. Po śmierci, jego wszyscy oglądając jego ciało, ten cud podziwiać mogli.

Miłość jego do Jezusa, odpowiadała miłości z jaką czcił i Matkę Jego przenajświętszą. Jej przypisywał wszystkie łaski jakie odbierał i owoce ze swoich prac apostolskich coraz obfitsze. W każdéj mianéj nauce swojéj wspominał o Niéj, i pobudzał drugich do nabożeństwa ku tej Matce wszelkiego miłosierdzia Bożego. Zapadłszy w śmiertelną chorobę, gdy już otaczający sądzili iż niezwłocznie skona, okazała się mu Matka Boża, i w téjże chwili do zdrowia go przywróciła.

Tymczasem liczba towarzyszy jego, z których wielu było kapłanami, coraz się więcej powiększała, jak również coraz więcéj osób uczęszczało na jego nauki i pobożne ćwiczenia, jakie z ludem odprawiał. Z tego powodu obok kościoła przy którym było bractwo przez niego założone, odstąpiono mu wielką salę, z któréj urządził już wyłącznie dla swoich z ludem nabożeństw obszerne Oratorium czyli kaplicę, co dało początek istnieniu i nazwie zgromadzenia Oratorianów przez niego założonych. Święty bowiem widząc coraz większą liczbę wspólnie z nim pracujących księży, zawiązał z nich Zgromadzenie, któremu dał ustawy zatwierdzone wkrótce przez Papieża Grzegorza XIII, a któreto zgromadzenie, z upływem czasu wydało wielką liczbę znakomitych nauką i świątobliwością kapłanów, i po całym upowszechniło się świecie, a u nas znane jest pod nazwą Filipinów, od imienia ich świętego założyciela.

Lecz niepodobieństwem było, aby zły duch obojętnie patrzał na to co ten wielki sługa Boży, na chwałę Boską i pożytek dusz wiernych robił. Usiłowało téż piekło szkodzić i świętemu założycielowi nowego Zgromadzenia, i Samemu Zgromadzeniu. Święty Filip głównie poświęcał się słuchaniu spowiedzi wiernych, do czego Pan Bóg szczególne udzielał mu łaski, tak że najzatwardzialsi grzesznicy, wracali od jego konfesyonału najszczerzéj nawróceni, i prawie nie było wypadku aby on któremu potrzebował zatrzymać rozgrzeszenie. Przytém, jego to Pan Bóg wskrzesił był w owych czasach w Kościele Swoim, dla wprowadzenia pomiędzy wiernymi, zbawiennego zwyczaju częstego przystępowania do Sakramentów świętych, który to zwyczaj w istocie od niego dopiéro w ostatnich wiekach wziął swój początek. To spowodowało, że osoby uprzedzone przeciw niemu, a pobudzone od szatana, któremu ten wielki Święty przez to właśnie, tyle dusz z paszczęki wyrywał, oskarżyły go przed Wikarym Generalnym Rzymskim, o wprowadzanie niewłaściwych nowości w Kościele, i o zbytnią dla penitentów pobłażliwość. Był więc Filip stawiony przed władzę duchowną, a wielokrotnie upominany i ściśle nadzierany, niemało ztąd doznał upokorzeń, które znosił z radością. W końcu jednak oddano mu sprawiedliwość, i przez to tém powszechniejszy i tém większy pozyskał on szacunek.

Wielu nadzwyczajnemi łaskami i darem cudów, za życia jeszcze Pan Bóg go obdarzył. Widywano go podczas Mszy świętéj otoczonego niebieską światłością, i w powietrze uniesionego. Dla ubogich całém sercem wylany, razu pewnego Anioła w postaci żebraka miał szczęście przyjmować, a inną razą gdy wśród nocy niosąc posiłek dla biednych, wpadł był w dół głęboki, Anioł go z niego wyniósł bez szwanku. Z uczucia głębokiéj pokory, którą szczególnie jaśniał, kilkakrotnie różnych ofiarowanych mu godności kościelnych a nawet i Biskupstwa w żaden sposób przyjąć nie chciał. Posiadał także w wysokim stopniu, dar przepowiadania przyszłości i rozpoznawania, szczególnie przy spowiedzi, najskrytszych tajników serca, co właśnie czyniło go tak nadzwyczaj trafnym spowiednikiem, i tak wiele dusz przez niego kierowanych uświęciło. Dnie téż całe od rana do nocy w konfesyonale przepędzał. Czystość przez całe życie dochował nieskażoną, i tego znowu dostąpił daru, że tych którzy w téj cnocie celowali z zapachu, tych którzy przeciw niéj wykraczali z przykréj woni, poznawał. Nieobecnym niekiedy okazywał się, i przychodził im na ratunek. Wielu chorych i już konających znakiem krzyża świętego uzdrowił. Jednego umarłego wskrzesił. Miewał widzenia duchów niebieskich, a nawet i sama przenajświętsza Panna kilkakrotnie mu się objawiła. Niektóre dusze świątobliwe, widział w chwili ich śmierci do Nieba wstępujące. Razu pewnego wśród nocy, sam będąc chory, przywołał jednego ze swoich braci zakonnych, i kazał mu co prędzej iść do szpitala który obsługiwali; a gdy ten robił mu uwagę, iż w nocnéj porze przychodząc tam gdy nie był wezwany, zaniepokoi wszystkich bez potrzeby, Święty powtórzył swój rozkaz, z naleganiem aby się tam udał co prędzej. Kapłan ten pośpieszył do szpitala, i wszedłszy na salę, zastał chorego już konającego, o czém nikt nie wiedział, i zaledwie miał czas udzielić mu ostatnie Sakramenta święte.

Święty Filip wiodące życie nadzwyczaj umartwione, i ani chwili nie dające sobie spoczynku w swoich pracach apostolskich i uczynkach miłosierdzia wszelkiego rodzaju, żył bardzo długo. Mając lat ośmdziesiąt, zapadł ciężko na zdrowiu; jednak otrzymawszy na to pozwolenie, co dzień Mszę świętą w celce swojéj odprawiał. Nakoniec dnia 26 Maja, roku Pańskiego 1595, jeszcze w dniu tym przystąpiwszy do ołtarza, i w ciągu Mszy świętéj zostając w długiém zachwyceniu, wieczorem przyjął ostatnie Sakramenta święte, i o godzinie którą dawno przepowiedział, oddał Bogu ducha. Po śmierci wielu także cudami grób jego zasłynął. Kanonizowany został przez Papieża Grzegorza XV, roku 1622.

Pożytek duchowny

Zauważano że zwyczaj częstszego lub mniéj częstego przystępowania do Sakramentów spowiedzi i komunii, stosuje Duch Święty rządzący Kościołem, do potrzeby wiernych. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa z powodu srogiego prześladowania, bardzo często przystępowano do Sakramentów świętych. W wiekach średnich, gdy wierni na mniejsze niebezpieczeństwa narażeni byli, rzadziéj to czyniono. Od czasówto właśnie świętego Filipa, zwyczaj częstego przystępowania do stołu Pańskiego, znowu się upowszechnił. Czy starasz się stosować się do tego świętego zwyczaju, w obecnych czasach niezbędniejszego niż kiedy?

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławionego Filipa wyznawcę Twojego, do chwały Świętych Twoich wyniósł; spraw miłościwie, abyśmy ciesząc się jego uroczystością, za jego przykładem w cnotach postęp czynili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 428–430.

Tags: św Filip Nereusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Sakramenty Eucharystia Maryja
2020-05-24

Przenajświętszéj Maryi Panny Wspomożenia Wiernych

Święto to postanowione zostało przez Papieża Piusa VII, roku Pańskiego 1814.

(Krótka nauka o potędze pośrednictwa Maryi.)

Wszystkie tytuły pod któremi wzywamy przenajświętszą Maryą Pannę, jakoto: Matki Bożéj, Matki Odkupiciela i t. p., są dla nas bardzo drogiemi, bo się odnoszą do tych niezrównanych Jéj przywilejów, które Ją nad wszystkich Świętych i nad wszystkich Aniołów i Archaniołów bez porównania wyżéj stawiają, jako Istotę najdoskonalszą jaka z rąk Boskich wyjść mogła, jako Tę, która po Bogu jest Istotą najświętszą jaka tylko być może nie będąc Bogiem samym. Lecz tytuł Jej Wspomożenia wiernych który jest właśnie przedmiotem czci oddawanéj Jéj w dzisiejszéj uroczystości, jest tytułem dla nas, jeżeli tak wyrazić się można, najważniejszym, gdyż z niegoto, w skutek Jéj nieprzebranéj ku nam miłości macierzyńskiéj, i z rozporządzenia największego miłosierdzia Bożego, najwięcéj korzystamy; bez niego obejść się nie możemy ani na chwilę jednę, i jego skutków najzbawienniejszych bezustannie doznajemy. Przez wszystkie inne Tytuły téj naszéj niebieskiéj najdroższej Pani, oddajemy cześć przywilejom które stanowią Jéj wielkość niezrównaną, owszem niepojętą rozumem ludzkim jako Matki Boga prawdziwego, a więc Istoty na którą tenże Bóg Wszechmogący, wybierając Ją i przeznaczając Sobie za Matkę, musiał zlać całe morze łask, całą ich obfitość, na jaką tylko w całéj nieograniczonéj potędze Swojéj mógł się zdobyć. Lecz przez tytułto dopiéro Wspomożenia wiernych wymieniamy, wygłaszamy, uwielbiamy i przypominamy Jéj ten znowu Jéj jedynie właściwy i Ją jedynie spotkać mogący przywiléj: że wszelkie Boskie łaski i pomoce niebieskie, nie spływają ani w ogólności na Kościoł cały, ani na każdą duszę w szczególności inaczéj, jak za Jéj wszechmoeném pośrednictwem 1 i przez Jéj przenajświętsze ręce. Gdy zaś z drugiéj strony wiemy, że według nieomylnéj nauki Kościoła, a niezmiernéj wagi ogłaszającego nam w tém prawdę, tak jest że nikt zbawienia dostąpić, nikt grzechu się ustrzedz, z grzechów powstać, w cnocie wytrwać nie może, jak tylko za łaską i pomocą Bożą: więc ponieważ tych łask inaczej otrzymać nie sposób, jak za wstawieniem się i przez ręce przenajświętszéj Maryi, to jest nieinaczéj jak za Jéj Wspomożeniem, czyż niesłusznie powiedziéć mogliśmy: że tytuł jéj do tego właśnie odnoszący się, tytuł Jej Wspomożenia wiernych jest z Jéj tytułów dla nas najważniejszym, najdroższym, najpotrzebniejszym.

On to zamyka w sobie tytuł, przez który wszystkie inne Jéj tytuły najwyższe jako: Matki Bożéj, Matki Odkupiciela, Matki łaski Bożéj, Ucieczki grzeszników i t. d. dla nas, na naszę korzyść się zużytkowują; gdyż Ona raczy używać ich na to aby nam właśnie przez tytuł swój Wspomożenia wiernych, wyjednywać wszelkie i w każdym razie potrzebne Wspomożenie Boże, czyli wszelkie do zbawienia i uświętobliwienia naszego potrzebne łaski.

Jak dalece zaś jest to powszechnie przyjętém w Kościele zdaniem, że nieinaczéj jak za pośrednictwem i przez ręce naszéj Matki niebieskiéj, postanowił Pan Bóg raz na zawsze udzielać nam łask Swoich, posłuchajmy w téj mierze najpoważniejszych pisarzy kościelnych, a oraz i wielkich Świętych.

„Że jest rzeczą pożyteczną i właściwą pobożności chrześcijańskiéj, pisze święty Alfons Ligory, uciekać się do pośrednictwa Maryi, o tém wątpią chyba ci tylko którzy wiary się wyrzekli. Lecz ja utrzymuję prócz tego: że pośrednictwo Maryi jest niezbędném do naszego zbawienia. Niezbędném mówię nie bezwzględnie, ale jak się wyrażają Teologowie z konieczności moralnéj. Zaś konieczność takowa, wypływa z woli Samego Boga, który chce aby wszystkie łaski jakie nam udziela, przechodziły przez ręce Maryi, jak to utrzymuje święty Bernard, a którego zdanie dziś jest powszechnie przyjętém.” 2 Ten zaś Doktor Kościoła powiada: „że Pan Bóg obdarzył Maryą wszelkiemi łaskami, aby Marya była kanałem, przez który dostają się ludziom wszelkiego rodzaju dobra niebieskie.” I z tego powodu tenże Święty robi następującą uwagę: „Jeśli, powiada, przed narodzeniem przenajświętszéj Panny, nie wszystkim ludziom dano było czerpać w źródle łask Boskich, to dla tego że wtenczas nie istniał jeszcze ten pożądany dla nas kanał. Lecz Pan Bóg obdarzył świat Maryą na to właśnie, aby przez Nię łaski Jego cięgle spływały na nas. Miarkujmyż z tego, jak dalece Pan Bóg chce, abyśmy z największém nabożeństwem i z najżywszą miłością czcili tę naszę Królowę, i w każdym razie uciekali się do Jéj pośrednictwa z największą ufnością, kiedy złożył w Niéj całą pełność wszelkiego dobra, abyśmy wiedzieli że odtąd całą naszę nadzieję w Niéj pokładać mamy, bo wszelkie łaski i zbawienie samo, nie otrzymujemy inaczéj jak przez ręce Maryi.” 3 Święty Antonin mówi toż samo: „Wszelkie łaski jakie się dostały ludziom, nie doszły ich inaczéj jak przez pośrednictwo Maryi.” 4 Dlatego porównaną jest Ona do księżyca, gdyż, pisze święty Bonawentura: „jak księżyc umieszczonym jest pomiędzy słońcem a ziemią, aby odbierając w nocy promienie od słońca, oświecał niemi ziemię; tak Marya od słońca niebieskiego odbiera promienie łaski, aby je spuszczać na nas, mieszkańców tego ciemnego padołu.” 5 Dlatego także nazywa Ją Kościoł Bramą niebieską, gdyż według uwagi świętego Bernarda: „jak każda łaska monarchy ziemskiego udzielana jego poddanym, dostając się do nich przechodzi przez bramę jego pałacu, tak podobnież żadna łaska Boska nie dostaje się nam inaczéj, jak przez ręce Maryi.” 6

Święty Hieronim toż samo inném piękném porównaniem wyraża: „Pełność łask, pisze on, zawarta była w Chrystusie, jako w głowie mistycznego ciała, które stanowi Kościoł, i z Niego to rozchodzą się na nas wszystkie ożywcze soki, to jest wszystkie pomoce niebieskie niezbędne do zbawienia, gdyż ciała którego On jest głową, my jesteśmy członkami. Lecz i w Maryi zawarta jest pełność łaski, jako w szyi, przez którą z głowy na całe ciało rozchodzi się pierwiastek ożywczy.” 7 Co święty Bonawentura tym sposobem tłómaczy: „Odkąd spodobało się Bogu zamieszkać w przeczystém łonie Dziewicy, otrzymała Ona jakby pewną władzę nad wszelkiemi łaskami; gdyż kiedy Jezus Chrystus wyszedł z Jéj błogosławionego żywota, wywiódł z niego jakby z oceanu niebieskiego, wszystkie potoki darów niebieskich.” 8 A święty Bernardyn Seneński jeszcze to lepiéj wyjaśnia: „Od chwili w któréj ta Dziewica Matka, powiada on, poczęła w żywocie Swoim Słowo Boże za sprawą Ducha Świętego, nabyła że tak rzekę, szczególnego prawa nad wszystkiemi tegoż Ducha Świętego darami, tak że odtąd żadne stworzenie nie otrzymało żadnéj łaski inaczéj, jak za pośrednictwem i przez ręce Maryi.” 9

Ztąd na początku przytoczony święty Alfons Doktor Kościoła wykładając to wyrażenie Proroka Jeremiasza, gdzie on mówi że: Białogłowa ogarnie męża 10 w ten sposób je odnosi do tego co tu mówimy: „Tak jak gdy ze środka koła matematycznego prowadzące linią aby ją za koło przeciągnąć, trzeba ją przeprowadzić przez obwód który jego środek ogarnia, tak żadna łaska nie może dostać się do nas od Pana Jezusa środka wszelkiego dobra, jeżeli nie przejdzie przez Maryą, która przyjmując w łono Swoje Boga-Człowieka, w istocie ogarnęła Go wokoło.” 11 Tak tedy, powiada tenże Święty: „Dziś powszechnie jest to przyjętém w Kościele zdaniem, że pośrednictwo czyli Wspomożenie Maryi jest dla nas nietylko przydatném, lecz niezbędném. Niezbędném, jak to powiedzieliśmy nie z konieczności bezwzględnéj, bo takiém jest tylko pośrednictwo Chrystusa Pana, lecz z konieczności istniejącej, gdyż Kościoł wraz ze świętym Bernardem sądzi, że z wyroków Boskich tak jest iż żadna łaska nie dostaje się nam inaczéj, jak przez ręce Maryi.” 12 Według bowiem świętego Piotra Damiana „Pan Bóg nie chciał stać się człowiekiem bez zezwolenia Maryi, a to najprzód dla tego abyśmy Jéj to najwyższe dobrodziejstwo zawdzięczali, i powtóre abyśmy dobrze zrozumieli, że zbawienie nas wszystkich oddane jest całkiem do woli Maryi.” 13

Pożytek duchowny

Święto dzisiejsze postanowione zostało przez Piusa VII, kiedy Papież ten po długiéj niewoli we Francyi roku 1814, dnia 24 Maja przywrócony został do swojéj władzy doczesnéj w Rzymie. Nastąpiło to wbrew wszelkim oczekiwaniom ludzkim, a za szczególną opieką Matki Bożéj do któréj się on w tym celu uciekał. Niech cię więc i to pobudzi do tego, abyś najważniejsze potrzeby i duszy twojéj i Kościoła całego, często polecał pośrednictwu Maryi wzywając Jéj Wspomożenia, jako Téj przez któréj ręce wszelkie łaski Boże na nas spływają.

Modlitwa (kościelna)

Wszechmogący i miłosierny Boże! Któryś na obronę dusz naszych, w przenajświętszej Maryi Pannie bezustanne dla nas Wspomożenie cudownie ustanowił, daj nam miłościwie, abyśmy taką pomocą uzbrojeni do walki życia tego, zwycięstwo nad wrogiem duszy naszéj w godzinę śmierci odnieść potrafili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 422–424.

Footnotes:

1

Omnipotentia supplex. S. Bernar.

2

Ś. Alf. Uwiel. Maryi Rozdz. I.

3

S. Bern. Ser. de nati. B. M.

4

S. Anti. in Psal. IV. Tyt. 15. C. 20.

5

S. Bon. Ser. 74. de nati. Dom

6

S. Ber. Ser. 3. de Tyt. B. V.

7

S. Her. Ser. de Assum.

8

S. Bon. Spec. B. Virg.

9

S. Bern. Ser. 61.

10

Jer. XXXI. 22.

11

Ś. Alf. Uwiel. Maryi. Rozdz. V.

12

Ś. Alf. tamże.

13

S. Piot. Dam. de nati. B. V.

Tags: Maryja Wspomożenie Wiernych „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Brama niebieska łaska Litania Loretańska
2020-05-23

Św. Kryspina z Witerbu z zakonu braci-mniejszych świętego Franciszka Serafickiego, kapucynów

Żył około roku Pańskiego 1750.

(Żywot jego był napisany z akt jego beatyfikacji, przez jednego z kapłanów tegoż Zakonu.)

Święty Kryspin urodził się roku Pańskiego 1668 w Witerbo, stolicy prowincyi włoskiéj Dziedzictwem świętego Piotra nazywanéj. Ojciec jego Ubald Fioretti, był poczciwym rzemieślnikiem, matka bardzo pobożna niewiasta, miała imię Marzja. Od dzieciństwa starała się rozbudzić w jego sercu nabożeństwo do przenajświętszéj Maryi Panny. Miał rok piąty, gdy razu pewnego zaprowadziła go w uroczystość Zwiastowania do kościoła Bogarodzicielki, w którym był Jéj cudowny obraz zwany Matki Bożéj na dębie, i uklęknąwszy przed nim, zaofiarowała Maryi swojego synka, mówiąc do niego: „Patrz moje dziecię: oto Matka Twoja; od téj chwili oddaję cię w Jéj ręce, miłuj Ją zawsze z całego serca i poważaj jako Panią swoję.” Zrobiło to takie wrażenie na błogosławionéj dziecinie, że odtąd nazywał Maryą swoją najdroższą Matką i Panią, a skoro przyszedł do lat, pościł wszystkie wigilie Jéj uroczystości, późniéj zaś na Jéj cześć, całe życie soboty suszył.

Matka wyuczyła go także, aby do swojéj niebieskiéj Opiekunki, uciekał się w każdéj potrzebie. „Moje dziecię, mówiła do niego, gdy ci jakie niebezpieczeństwo zagrozi, trzeba tak zawołać: Przenajświętsza Maryo ratuj mnie, a Matka twoja niebieska przybędzie ci na ratunek." Synaczek zachował w pamięci tę świętą naukę. Dnia pewnego, mały Kryspin wraz z innymi chłopakami wdrapał się był na wysokie drzewo. Gałęzie się oberwały; wszyscy ciężko się potłukli, prócz Kryspina, który padając wezwał przenajświętszą Pannę na ratunek. Podobnież stało się, gdy koń rozhukany wyleciawszy ze stajni, obalił go na ziemię i stratował. Przechodzący przyskoczyli do niego sądząc że go nieżywym znajdą, lecz on wstał bez najmniejszego szwanku, przypisując to Matce Bożéj, któréj się w chwili niebezpieczeństwa polecił.

Wtedy już, a jeszcze bardzo młodym będąc, wstawał wśród nocy na modlitwę, sypiał na gołéj ziemi i biczował się na pamiątkę biczowania Pana Jezusa. Całe ranki spędzał w kościele, służąc do Mszy świętych.

W dziesiątym roku życia, rodzice oddali go do jednego z jego stryjów, który był szewcem. W każdą sobotę, gdy majster był zadowolony z jego roboty, co prawie zawsze się zdarzało, dawał mu w nagrodę kilka groszy. W niedzielę rano, błogosławiony ten chłopaczek, biegł do sklepu kwiatów i kupował bukiecik, mówiąc: „proszę o bardzo piękny, bo to dla wielkiéj pani.” Potém zanosił go na jeden z ołtarzy Matki Bożéj, i w tym kościele usługiwał do Mszy świętych z nabożeństwem i skupieniem które wszystkich uwagę zwracały.

Miał lat około dwudziestu, kiedy powziął myśl wstąpienia do Zakonu. Pod tę porę, z powodu panującéj wielkiéj posuchy, odbywał się w Witerbo procesye po ulicach. Kryspin widząc kleryków zakonu ojców Kapucynów tak był uderzony ich pobożną postawą, że postanowił wstąpić do tego Zgromadzenia. Udał się do Prowincjała, i przyjęty został, chociaż niektórzy ojcowie byli temu przeciwni widząc że wątłéj był budowy i mizerny, z czego wnosili, że nie będzie w stanie spełniać przepisów surowéj ich Reguły.

Rodzice bardzo się tém zmartwili: „Po co płakać, rzekł wtedy Kryspin do matki, wszak matka oddałaś mnie przenajświętszéj Pannie Jeszcze kiedy byłem w piątym roku życia. Czyżbyś chciała odbierać to coś Jej wtedy zaofiarowała?”

Wstąpił do nowicyatu w dzień świętéj Maryi Magdaleny, zmieniając imię Piotra które miał ze chrztu, na imię Kryspina w Zakonie. Odebrał był wprawdzie w domu jeszcze początkowe nauki, wyuczył się nawet i łaciny, wiele miał zdolności, lecz że jeszcze więcej pokory, więc uprosił sobie u przełożonych, aby nie na kapłana lecz na prostego braciszka go przeznaczono, w którémto powołaniu postanowił naśladować jak najwierniéj świętego Feliksa tegoż zakonu laika, co téż w istocie uczynił.

Po wykonanych ślubach uroczystych, posłany został na kucharza do klasztoru w mieście Talfa. W kuchni urządził sobie ubogi lecz prześliczny ołtarzyk Matki Bożéj, i przed nim co wieczór odśpiewywał Litanie Loretańskie, z dwoma klerykami którzy go bardzo polubili. Przenajświętsza Panna mile przyjmowała tę cześć oddawaną przez Jéj wiernego sługę, i wkrótce cudami Swój obraz na ołtarzyku brata Kryspina będący, wsławiła. Listkami z kwiatów któremi on ten wizerunek przyozdabiał, cudownie uzdrowił kilka osób bez nadziei życia chorych, a niektórym z nich i zdrowie na duszy przywrócił. Zdarzyło się iż Gubernator miejscowy, człowiek rozwięzłego życia i urzędnik niedobréj sławy używający, zapadłszy w śmiertelną chorobę, przywołał do siebie brata Kryspina słysząc o cudach jakie czynił przy chorych, za pośrednictwem Matki Bożéj: „Dostojny Panie, rzekł do niego Święty wchodząc do jego mieszkania, chcesz aby Przenajświętsza Panna przywróciła ci zdrowie; lecz kto obraża Syna, zasmuca Matkę… Prawdziwe nabożeństwo do Matki Bożéj, zawisło na tém, aby Jéj Boskiego Syna nie obrażać.” Słowa te przywiodły chorego do szczeréj skruchy: wyspowiadał się ze łzami; a święty Kryspin, przeżegnawszy go medalikiem Matki Bożéj, przywrócił mu zdrowie, po którego odzyskaniu żył jeszcze długo, a już bardzo poczciwie.

Według zwyczaju przyjętego w zakonie Ojców Kapucynów, aby od czasu do czasu zmieniać mieszkanie braci, święty Kryspin, po kilkoletnim pobycie w Talfa, przeniesiony został do klasztoru Rzymskiego, na obowiązek Infirmarza, to jest braciszka doglądającego chorych zakonników. Trzeba było wyprawić go w nocy i tajemnie, gdyż całe miasto było w poruszeniu, i starało się, aby go z Talfa gdzie go poważano jak Świętego, nie wydalono. Lecz nie długo w Rzymskim klasztorze przebywał: obowiązek Infirmiarza, jako mniéj trudzący niż kucharza i ogrodnika, wydawał się mu nadto dogodnym, więc na jego prośbę przeznaczono go do kuchni i ogrodu w klasztorze w Albano, tém bardziéj że i stan jego zdrowia wymagał zmiany powietrza. Skoro objął zarząd kuchni, zaraz urządził sobie ołtarzyk Matki Bożej, a gdy go kto odwiedzał, co się bardzo często zdarzało bo i tam mieli go wszyscy za wielkiego sługę Bożego i radzi słuchali jego budującéj rozmowy — prowadził swoich gości przed obraz przenajświętszéj Panny, modlił się z nimi i miewał do nich pobożne nauczki.

Najwięksi panowie i najpierwsi Prałaci i Kardynałowie rzymscy, udający się zwykle na lato do Albano, chętnie nawiedzali ołtarzyk brata Kryspina, i wspólnie przed nim się modlili. Nawet sam ojciec święty Klemens XI, kilkakrotnie uszczęśliwił go swoją tam obecnością, wielce się budując jego świątobliwością i pokorą. Był on w wielkich u tego Papieża łaskach, tak że ile razy odwiedzał klasztor ojców Kapucynów, zawsze długo z nim rozmawiał, do ołtarzyka jego przysyłał świece, z poleceniem by się do Matki Bożéj brat Kryspin modlił za niego i za potrzeby całego Kościoła, na różne przejścia podówczas wystawionego. I przy tym bowiem ołtarzu ubogiego braciszka w Albano, spodobało się Matce Bożéj kilka cudów uczynić. Między innymi doznał takowego ciężko chory kardynał Tremuil (de Tremouille). Lekarze widząc go już ostatkiem sił goniącego, wyprawili go na świeże powietrze do Albano. Ledwie już na nogach mogąc się utrzymać, kazał się zawieść przed ołtarzyk Matki Bożéj w kuchence brata Kryspina urządzony. Ten położył przed obrazem parę owoców, a po odbytéj modlitwie, podał je kardynałowi, który zjadłszy je, w tejże chwili był uleczony, i długo jeszcze się cieszył najczerstwiejszém zdrowiem.

Przy dozorze kuchni miał także zleconą sobie i kwestę po mieście, i na tych dwóch obowiązkach, w klasztorze w Albano czterdzieści lat spędził. Pokory był najwyższéj, i dla tego zwykł był nazywać się osiołkiem klasztornym. Latem i zimą chodził bez obuwia i bez pokrycia głowy. Postami, czuwaniem i biczowaniem, ciało bezustannie trapił. Sypiał na gołych deskach, i to bardzo krótko, większą część nocy spędzając na modlitwie, w ciągu której wpadał w zachwycenie i uniesiony bywał w powietrze. Do Matki Bożéj całe życie największe mając nabożeństwo, i drugich do niego pobudzał. Pomny na przykazanie Pańskie: że kto kocha Boga, miłować powinien i bliźniego, spełniał wszelkie, na jakie tylko przy ubogiego zakonnika stanie mógł się zdobyć, uczynki miłosierdzia. Dzieci uczył katechizmu, po mieście nawiedzał chorych i więźniów, w klasztorze dla wszystkich wszystkiém się stając: strapionych pocieszał, oziębłych zagrzewał na duchu, słabym usługiwał, najniższe każdemu z największą radością oddając usługi. Niebieską mądrością obdarzony, najtrudniejsze zadania teologiczne, z podziwieniem uczonych kapłanów rozwiązywał. Posiadał także dar poznawania myśli drogich, i najskrytszych tajników serca. co mu służyło w wielu razach, do udzielenia najzbawienniejszych przestróg bliźniemu. Kilka razy, gdy braciom głód groził, cudownie posiłki rozmnażał. Nakoniec latami, pracą i umartwieniami ciała zwątlony, przeniesiony został powtórnie do klasztoru Rzymskiego. lecz już bez żadnego obowiązku, tylko jako staruszek mający prawo do wypoczynku. Tam, wkrótce po przybyciu, przepowiedziawszy brachom dzień swojéj śmierci, po przyjęcia świętego Wiatyku i ostatniego olejem świętym Namaszczenia, mając oczy wlepione w wizerunek Jezusa i Maryi, wśród pobożnych do Nich aktów, zasnął spokojnie w Panu dnia 19 Maja, roku 1750.

Zaliczony został w poczet Błogosławionych przez Papieża Piusa VII. który święto jego na dzień dzisiejszy wyznaczył.

Pożytek duchowny

Kto serdecznie miłuje przenajświętszą Matkę Bożą, ten tak jak błogosławiony Kryspin, stara się mieć w mieszkaniu swojém jeżeli nie Jéj ołtarzyk, to przynajmniéj Jéj wizerunek, i ten starannie utrzymuje. Błogosławionyto zwyczaj niektórych rodzin chrześcijańskich, które w mieszkaniu swojém, na znak szczególnego de Maryi nabożeństwa palą ciągle lampę przed Jéj Obrazem. Czy naśladować tego nie można?

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławionego Kryspina wyznawcę Twojego, z wielkiém weselem ducha Ci służącego, do szczytu cnót doprowadził spraw prosimy, abyśmy za jego pośrednictwem i przykładem, wiernie drogą przykazań Twoich postępując na ziemi, potokiem radości Twoich, napawali się w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 419–421.

Tags: św Kryspina z Viterbo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja
2020-05-21

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

Nastąpiło około roku Pańskiego 33.

(Szczegóły te wyjęte z Pisma Bożego, i z objawień Maryi z Agredo.)

Po zmartwychwstaniu Swojém, Pan Jezus pozostawał jeszcze na ziemi przez dni czterdzieści, w ciągu których obcując często z Apostołami, wiele z nimi raczył mówić o królestwie niebieskiém, i wyuczał ich wszystkiego co do ustalenia i rozszerzenia Kościoła, a następnie i do rządzenia nim potrzebném było. W ostatniém okazaniu się Swojém przed pojściem do Nieba, zapowiedział że zeszle im Boga Ducha Świętego, po którego przyjęciu mieli rozejść się po całéj ziemi dla głoszenia Ewangelii świętej, i powiedział wtedy do nich: „Weźmiecie moc Ducha Świętego, który przyjdzie na was, i będziecie mi świadkami w Jeruzalem i we wszystkiéj Żydowskiéj ziemi i w Samaryi, i aż na krańce ziemi„ 1. Potém poprowadził ich wraz z wielu innymi uczniami za miasto Jeruzalem do Betanii, a wszedłszy z nimi na górę Oliwną, w oczach wszystkich, wzniósł się od ziemi I wstąpił do Nieba. „Wyprowadził ich z miasta do Betanii, mówi Pismo Boże, a podniosłszy ręce swe błogosławił im. I stało się gdy tm błogosławił rozstał się z nimi… a gdy oni patrzali podniesion jest, a obłok wziął Go od oczu ich, i wzięty jest do Nieba gdzie siedzi na prawicy Bożéj”. 2

Szczegóły zaś tego cudownego Wniebowstąpienia Pańskiego, tak z objawienia jakie o tém miała, opisuje Marya z Agredo, zakonnica Reguły świętego Franciszka Serafickiego, któréj pisma przez władzę duchowną są zatwierdzone, a proces jéj kanonizacyi rozpoczęty.

Kiedy nadeszła godzina, w któréj Pan Jezus z tryumfem miał do Nieba wstępować, żeby tak wielkiemu zdarzeniu nie schodziło na uroczystości, chciał aby ci wszyscy do których w liczbie stu dwudziestu w Wieczerniku miał przemowę, byli przecudownemu Jego Wniebowstąpieniu obecnymi. Temu świętemu gronu przewodniczyła przenajświętsza Boga Rodzica, potém Apostołowie których było jedenastu, a także Marya Magdalena i Marta z bratem ich Łazarzem, inne Marye i wielu uczniów Pańskich.

Z tą tedy ulubioną trzódką Swoją, Boski Pasterz Zbawiciel nasz wyszedł za miasto. Wszyscy postępowali przed Nim, a przenajświętsza Matka szła obok Niego samego. Prócz tego towarzyszyły Panu Jezusowi wszystkie chóry Anielskie, a z nimi i wszystkie dusze dotąd zatrzymane w otchłani, a które miał Zbawiciel wprowadzić za Sobą do Nieba. Atoli za Boskiém zrządzeniem, nikt z mieszkańców Jerozolimy nienawróconych do wiary, téj wspaniałéj procesyi nie dostrzegł, jako tego świętego widoku niegodny.

Gdy na szczyt Oliwnéj góry wszyscy weszli, na trzy rozdzielili się chóry: jeden był złożony z Aniołów, drugi ze świętych dusz z otchłani wydobytych, trzeci z Apostołów i wiernych, a wszystkie Chrystusa Zbawiciela i Matkę Jego na czele mając. Gdy nadchodziła chwila w któréj już Pan Jezus miał się unieść do Nieba, Królowa Niebieska do nóg przenajświętszych Syna swojego upadła, a jako prawdziwemu Bogu i Odkupicielowi świata cześć oddając, prosiła Go o ostatnie Jego tu na ziemi błogosławieństwo: co widząc całe wiernych zgromadzenie, naśladując Królową swoję toż samo uczyniło. Wtedy Pan nasz najdroższy, mile i łaskawie pożegnawszy i pobłogosławiwszy wszystkich tych wiernych sług Swoich, zaczął się powoli unosić nad ziemię, na któréj, w miejscu gdzie stał po raz ostatni, świętych stóp swoich ślady na zawsze zostawił. Za Nim uniosły się chóry Aniołów, i z nimi dusze z otchłani wyzwolone, a z tych niektóre i z ciałem do Nieba poszły.

Lecz co większa: moc Boża i przenajświętszą Pannę do Nieba wtenczas uniosła, aby po Panu Jezusie, nie kto inny lecz Ona pierwsza tam wstępowała: co że nastąpi objawił już był Jej najukochańszy Syn Boski, kiedy po zmartwychwstaniu, najczęściéj z Nią rozmawiał. Atoli, żeby ta tajemnica przed ludźmi była zakrytą, i żeby grono Apostołów nie upadało na duchu pozbawione widzialnéj obecności Pana Jezusa, ale raczéj żeby Ona z nimi aż do przyjścia Ducha Świętego trwała na modlitwie (jak o tém piszą Dzieje Apostolskie), dla tego z wszechmocności Boskiéj stało się, że Marya, natenczas obdarzona darem cudownym przebywania współcześnie na dwóch razem miejscach, i z wiernymi wróciła do Wieczenika, i z Odkupicielem świata wstąpiła do Nieba, gdzie na Tronie Jego umieszczona całe trzy dni tam przebyła.

Wielki to w istocie był cud, ale dziwić nas nie powinien, albowiem jeżeli Pan Bóg przez Wcielenie się w przeczystym żywocie Maryi, dał Jéj siebie samego w tak szczególny sposób, szło więc zatém żeby w porządku łaski, to wszystko Jéj wyświadczył, co tylko mógł uczynić, na uczczenie w Niéj własnéj Matki swojéj. Jeżeli świętemu Pawłowi apostołowi, na początku jego nawrócenia, gdy jeszcze nie wiele miał zasług, dano było iż w ciele został do Nieba wyniesiony, czemuż wątpić o tém i dziwić się, żeby i najdroższéj Matce swojéj, świętszéj od najświętszych, zasług niewymownych, tejże łaski nie miał wyświadczyć. Jeżeli wielu innym Świętym, jak jest powszechne mniemanie w Kościele, których ciała podczas Zmartwychwstania Pańskiego wskrzeszone były, daną była ta łaska że wtedy i z duszą i z ciałem poszli do Nieba, tém bardziéj należała się ona przenajświętszéj Matce, i musiała Jéj być udzieloną. A chociaż i nikt inny z ludzi wtedy byłby jej nie dostąpił, to jednak Maryi, która z Panem Jezusem zawsze razem i wszędzie wespół cierpiała, należało się niejako koniecznie, aby razem z Nim, i od pierwszéj chwili Jego wstąpienia do Nieba, radości tam świętych zakosztowała.

Patrzących na wstępującego do nieba Pana Jezusa, wielki był żal, żałośne wzdychanie i płacze. Tymczasem gdy powoli z oczu ich unosząc się znikał Zbawiciel, świetny obłok Go otoczył i przed oczami wszystkich zasłonił. Był w owym. obłoku Ojciec Przedwieczny, który z najwyższego Nieba na spotkanie Jednorodzonego Syna swojego i Matki Jego wyszedł. Pośpieszyli tam i wszyscy Aniołowie, wyprzedzając króla swojego do empirejskiego Nieba, dla przyjęcia Go gdy sam już wchodzić tam będzie. Jakoż, wszedł tam Król chwały, z Królową niebieską którą miał przy Sobie, a wszystkie duchy cześć Mu najgłębszą oddały, wdzięczną melodyą chwałę Jego opiewając. Ojciec Przedwieczny umieścił Słowo Wcielone na stolicy Bóstwa Swojego po prawéj ręce, w takiéj chwale i majestacie, że niebiescy mieszkańcy nie tylko ztąd podziwienie mieli, lecz i pewien rodzaj postrachu wraz z poszanowaniem człowieczeństwa, do tak wysokiéj godności podniesionego. A Matka przenajświętsza, widząc Syna Swojego na stolicy Boskiéj zasiadającego, upokorzywszy się jak najgłębiéj, cześć Mu oddawała, dziękując Bogu za chwałę jakiej Syn Jéj dostąpił. I wnet dał się słyszeć głos Ojca Przedwiecznego mówiący do Niéj: „Córko moja, postąp wyżéj”, i Syna który tak Ją wzywał: „Matko moja, powstań i odbierz miejsce które jest Tobie należne, za to żeś szła za mną najbliżéj, i naśladowała najwierniéj.” A nakoniec i Duch Święty powiedział do Niej: „Oblubienico moja i przyjaciółko moja, pójdź do wiecznych rozkoszy.”

Następnie wprowadzone zostały do Nieba, i wszystkie inne dusze wybrane z otchłani wyzwolone, i każda z nich wedle swoich zasług, właściwe odebrała miejsce.

Pozostali na ziemi Apostołowie, Uczniowie Pańscy i święte niewiasty, a także i Matka Boża (bo w niebie była tylko jak to wspomnieliśmy w skutek cudownego daru pozostawania współcześnie na dwóch miejscach razem) wszyscy ci, patrzali w górę za Jezusem, chociaż już dawno znikł był im z oczu. A gdy tak stali tam zdumieni i odejściem Pana zasmuceni, ujrzeli przy sobie dwóch przybyłych mężów w białém odzieniu, którzy rzekli do nich: „Jezus który w oczach waszych wstąpił do Nieba, już teraz do was nie wróci, aż ujrzycie Go, w podobnejże chwale w jakiéj widzieliście wstępującego do Nieba, przybywającego ztamtąd, dla sądzenia żywych i umarłych, gdy nadejdzie dzień ostateczny świata.” Z czego wnosić możemy, jaką chwałą otoczone musiało być to Wniebowstąpienie Pańskie, kiedy wiemy że Jego powtórne przyjście dla sądzenia żywych i umarłych, do którego porównali Aniołowie Jego Wniebowstąpienie, będzie otoczone blaskiem i chwałą jakich ani wyobrazić sobie nie możemy.

Po takowém więc jakby upomnieniu od Aniołów otrzymaném, wszyscy ci błogosławieni świadkowie Wniebowstąpienia Pana Jezusa, zeszli z góry Oliwnéj, wrócili do Jerozolimy o parę wiorst od niéj odległéj, i tam udali się do swego zwykłego mieszkania. Bylito Apostołowie: Piotr, Jan, Jakób, Andrzéj, Filip, Tomasz, Bartłomiéj, Mateusz Jakób syn Alfeusza, Symon przezwany Zelotes, i Juda brat Jakóba, i wielu uczniów Pańskich, a razem wszystkich stu dwudziestu, którzy trwali ciągle na modlitwie wraz ze świętemi niewiastami i przenajświętszą Panną, która im we wszystkiém przewodniczyła.

Pan Jezus wstępując do Nieba, raczył pozostawić na ziemi pamiątkę téj cudownéj tajemnicy. Na miejscu z którego się uniósł, pozostały ślady przenajświętszych stóp Jego tak silnie wyryte, że ani wichry, ani deszcze, ani śniegi, ani największe burze nie mogły ich zatrzeć. Święty Hieronim pisząc o tym cudzie, który I za jego czasów istniał, powiada iż ślady te pozostawały zawsze widocznemi, pomimo tego że wierni codziennie brali na relikwie ziemię z tego miejsca. Nadto przydaje tenże święty Doktor — a który wszystkiego tego był naocznym świadkiem — że wspaniały kościoł, który został wybudowany na tém miejscu, a u wierzchu miał okrągłą kopułę bardzo wytwornéj architektury, nie mógł nigdy być zasklepiony u szczytu, lecz całą tę przestrzeń od ziemi aż do obłoków przez którą Pan Jezus unosił się do Nieba, musiano pozostawić wolną i niezamkniętą. Święty Opat, Biskup Milewejski w Afryce, święty Paulin Biskup Noleński, i wielkiej powagi pisarz kościelny Sulpicyusz Sewer, toż samo poświadczają.

Lecz co jeszcze jest bardziéj zadziwiającém i tem lepiéj objawia nadzwyczajność tego cudu, to że gdy wojska rzymskie oblegające Jerozolimę za cesarza Tytusa, obóz swój na tém miejscu rozłożyły, jak o tém poświadcza historyk Józef, śladów tych jednak i to nie zniszczyło. Wtedy i ludzie i konie tak tam stratowały były te miejsca, że zatrzeć to mogło najsilniejsze wyrycia na marmurze lub miedzi, a jednak tych śladów wcale to nie zatarło, ani im nawet nie uszkodziło. Za czasów Wielebnego Bedy, to jest około roku Pańskiego 700, rzeczy były w tymże stanie, jak on o tém pisze w dziele swojém o Ziemi Świętéj. Powiada także, że co rok w dzień Wniebowstąpienia Pańskiego, po uroczystéj Mszy świętéj odprawionéj w kościele, w którego wnętrzu były ślady tych stóp Zbawiciela, zrywał się w górze tegoż kościoła wiatr tak gwałtowny, że wszyscy wychodzić musieli, bo nikt na nogach nie mógł ustać. W nocy zaś następującéj, wszyscy mieszkańcy widzieli górę całą jakby gorejącą od niezmiernego mnóstwa jasnych płomieni, unoszących się nad nią. Dziś już tym wielkim cudem nie pociesza Pan Bóg wiernych, gdyż nieprzyjaciele wiary naszéj, w których ręku jest Ziemia święta, z nienawiści ku niéj, wyniszczając najświętsze zabytki i pamiątki pobytu Syna Bożego na ziemi, kamień ten na którym wyryte były ślady najświętszych stóp Zbawiciela wyrąbali, i wydobywszy z miejsca, użyli go na zamurowanie drzwi wschodnich tegoż kościoła, przerobionego na Meczet turecki. Po dziś dzień jednak, muzumułmanie dozwalają za znaczną opłatą pielgrzymom chrześcijańskim wejść tamże, dla uczczenia téj cudownéj relikwii.

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, jak to już i święty Augustyn pisze, ustanowioną była przez samych Apostołów. Słusznie téż święty Bernard upomina nas, abyśmy ją obchodzili z takiém nabożeństwem i przejęciem się, jak uroczystości Bożego Narodzenia i Zmartwychwstania Pańskiego, gdyż powiada, jest ona jakby dokończeniem i uzupełnieniem tych wielkich tajemnic. Owszem niektórzy z Ojców świętych utrzymują, że uroczystość dzisiejsza wszystkie inne uroczystości Kościoła naszego przechodzi, gdyż jest pamiątką chwili stanowczego odzyskania nam przez Syna Bożego Nieba, do którego Pan Bóg stworzył człowieka na początku świata, a do którego grzech pierwszych naszych rodziców, zamknął nam był drogę.

Pożytek duchowny

Przy uroczystościto dzisiejszéj, powinniśmy się stosować do onych słów Pawła Apostoła: „Co w górze jest szukajcie gdzie Chrystus jest na prawicy Bożej zasiadający; co w górze jest miłujcie a nie to co na ziemi„ 3. Wszystkiém więc do Nieba zdążajmy, a na każdą sprawę naszę rozciągając świętą intencyą spełniania jéj dla służenia Bogu, coraz wyższe za łaską Pańską, wysłużyć tam sobie możemy miejsce.

Modlitwa (kościelna)

Spraw miłościwie wszechmogący i wieczny Boże! abyśmy wyznając w dniu dzisiejszym Syna Twojego Jednorodzonego Odkupiciela naszego cudowne Wniebowstąpienie, duszą, sercem i umysłem w Niebie przebywali. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 337–340.

Footnotes:

1

Dz. Ap. I. 7.

2

Łuk. XXIV. 50. Dz. Ap. XIX. 17. Mat. XVI. 19

3

Kol. III. 1.

Tags: Wniebowstąpienie „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maria z Agredy Maryja Wniebowzięcie
2020-05-20

Św. Bernardyna Seneńskiego, od którego zakon Ojców Bernardynów wziął swoje nazwisko

Żył około roku Pańskiego 1444.

(Żywot jego napisany był przez świętego Jana Kapistrana jego ucznia, i z tegoż zakonu kapłana.)

Święty Bernardyn, jeden z największych świeczników zakonu Braci-mniejszych świętego Franciszka Serafickiego, urodził się w małém miasteczku Massa, blizko Sienny we Włoszech położoném, roku Pańskiego 1380. Przyszedł na świat w samę uroczystość Narodzenia Matki Bożej, jakby na znak szczególnego nabożeństwa jakie miał do Niéj przez całe życie. Rodzice jego pochodzący ze znakomitéj rodziny Albizeskiów (Albiseschi), odumarli go w dziecinnych latach. Wychowany został przez ciotkę swoję Diannę, wielkiéj świątobliwości panią, która od lat najmłodszych wpoiła w serce jego miłość Boga i wielkie do przenajświętszéj Panny nabożeństwo. Dzieckiem jeszcze będąc, z upodobaniem przebywał w kościele, zajmował się przybieraniem ołtarzy, i z najpilniejszą uwagą przysłuchiwał się kazaniom, po których wróciwszy do domu, dokładną z nich zdawał sprawę i doskonale naśladował najlepszych kaznodziei, co zapowiadało w nim wysoki dar wymowy kościelnej, jakim późniéj zajaśniał. Codziennie widywano go klęczącego wieczorem przed cudownym obrazem Matki Bożéj, za miastem Sienna będącym. Skromnością obyczajów tak się odznaczał, że gdy już był młodzieńcem, nikt w obecności jego nie śmiał wymówić żadnego słowa cnotę czystości obrażającego, i zdarzało się że gdy lekkomyślni toczyli nieprzyzwoite rozmowy, za nadejściem Bernardyna, przerywali je mówiąc: „Milczmy, bo oto Bernardyn nadchodzi.”

Ukończywszy szkoły, obrał sobie w uniwersytecie wydział teologiczny, i w téj nauce tak wielki zrobił postęp, że świeckim jeszcze będąc, poczytywany był za jednego z najuczeńszych teologów. Przed wstąpieniem do Zakonu, wszedł do Bractwa przenajświętszéj Panny, założonego przy głównym szpitalu w Siennie, a do którego przyjmowano tylko osoby bardzo pobożne, i którego ustawy przepisywały nadzwyczaj ostry sposób życia, i wielkie dla ubogich chorych poświęcenie. Od téj już pory, rozpoczął święty Bernardyn ćwiczyć się w umartwieniach ciała: częste i ścisłe zachowywał posty, krwawe zadawał sobie biczowania, nosił włosiennicę, długie na modlitwie trawiąc godziny, dzień i noc z największą miłością obsługiwał chorych.

W roku 1400, straszne morowe powietrze wybuchło w Siennie. Szpital przy którym było bractwo do którego należał Bernardyn, przepełniony był zarażonemi, z których po ośmnastu na dzień umierało. To rozbudziło taki w obsługujących ten zakład popłoch, że gdy i z nich wielu padło, prawie wszyscy uciekli. Bernardyn nie tylko sam oddał się na usługi dotkniętych powietrzem i już ich ani na chwilę nie odstępował, lecz i dwunastu innych zachęcił przykładem swoim do podobnegoż poświęcenia, w skutek czego, gdy pilniejszy nastał około chorych dozór, i w zakładzie tym i w mieście całém wkrótce powietrze ustało. Chociaż nasz Święty dotknięty niém nie został, znużony atoli trudem jaki przez kilka miesięcy ponosił bez wypoczynku, zapadł na ciężką gorączkę, która go długo i bez nadziei życia w łóżku trzymała. Wyzdrowiał jednak zupełnie, a do sił przyszedłszy postanowił świat opuścić i wstąpić do Zakonu, — w czém go głównie utwierdziło widzenie w którém usłyszał głos z wizerunku Pana Jezusa ukrzyżowanego, w te słowa do niego przemawiający: „Bernardynie! widzisz mnie odartego z odzienia i do krzyża przybitego z miłości ku tobie: potrzeba więc abyś i ty, z miłości ku mnie, ogołocił się ze wszystkiego i wiódł życie ukrzyżowane.” Aby przeto odpowiedzieć tak miłościwemu wezwaniu, wstąpił do zakonu Braci - mniejszych, obierając sobie klasztor w którym wprowadzono reformę jak najściślejszą, według pierwotnego ducha synów ubogiego Patryarchy Franciszka Serafickiego.

Bernardyn, nie tylko od pierwszego dnia swojego nowicyatu, zajaśniał w Zakonie jak najwierniejszy naśladowca świętego Zakonodawcy Braci-mniejszych, lecz z czasem głównie przyczynił się do ustalenia téj reformy, od niego dopiéro właściwie swój wzrost i rozpowszechnienie biorącéj. Po wykonanych ślubach uroczystych, wyświęcony na kapłana, a jako już biegły teolog i nawet znany powszechnie z tego, na urząd kaznodziejski niezwłocznie wyniesiony został. Poddał się chętnie takowemu rozporządzeniu swoich przełożonych sługa Boży, lubo w zawodzie tym wielką miał trudność, z powodu nadzwyczaj niemiłego i ciągle silnie zachrypłego głosu. Uciekł się do przenajświętszéj Panny, któréj wszelkie łaski zawdzięczał, i prosił Ją, ponieważ wolą jest Bożą aby obowiązek kaznodziejski sprawował, żeby mu wyjednać raczyła zmianę głosu, lecz jeżeli to widokom Boga względem niego, to jest dobru jego własnéj duszy, nie sprzeciwia się. Matka Boża wysłuchała modlitwy tego wielkiego Swojego czciciela, który miał daru wymowy używać właśnie na głoszenie Jéj chwały, bo tém się głównie wsławił późniéj Bernardyn. Od téj chwili głos jego stał się nadzwyczaj dźwięczny i donośny, co niemało przyczyniało się do wielkich pożytków z jego prac apostolskich. Przytém bowiem, a także za przyczyną Matki Bożéj, obdarzył go Pan Bóg w wysokim stopniu, wszystkiemi przymiotami wielkiego kaznodziei.

Trudno téż wyrazić jak niezmierne pożytki przyniósł dla dusz wiernych, i jakie położył w Kościele zasługi, przez przeszło lat trzydzieści swojego kaznodziejskiego zawodu. Ogarnął nim całe Włochy, i we wszystkich znaczniejszych miastach miewał nauki, odbywał misye, dawał publiczne rekolekcye, wszędzie tysiące dusz pociągając do Boga, wyrywając z grzechów, nawracając z herezyi. Skoro czas pewien zabawił w jakiém mieście, w całéj ludności następowała najzbawienniejsza zmiana obyczajów: gry hazardowne, wówczas wszędzie zagęszczone, ustawały; niewiasty zarzucały zbytek w strojach, rozpustnicy szczerze się nawracali, najzaciętsze stronnictwa polityczne w wojnie z sobą zostające, broń składały i jednały się,

W kazaniach swoich i wielkiéj wartości pismach jakie pozostawił, przebija się przedewszystkiém szczególne jego nabożeństwo do przenajświętszego Imienia Jezus i do Matki Bożéj. Dotąd dzieła jego są najbogatszym skarbem pod tym względem, z którego czerpią wszyscy piszący o niezrównanych przywilejach przenajświętszéj Panny, a zwłaszcza o przywileju Jéj Niepokalanego Poczęcia i Wniebowzięcia, które to tajemnice, nasz Święty najgorliwiéj ogłaszał, uczenie wyświecał, i do ich czci wiernych najskuteczniéj zagrzewał.

Gorliwość jego nie ograniczała się na pracach około zbawienia dusz na świecie żyjących, nie pominął i braci swoich zakonnych. Zamianowany przez Papieża Eugeniusza IV Wikarym generalnym wszystkich klasztorów Braci-mniejszych we Włoszech, zajął się całém sercem rozszerzeniem reformy rozpoczętéj w klasztorze w Siennie, do którego był wstąpił. Jak dalece Pan Bóg pobłogosławił temu trudnemu jego zadaniu, miarkować można z tego, że gdy został zakonnikiem klasztorów ścisłéj téj reformy było we Włoszech tylko dwadzieścia, i w nich około dwóchset braci, a pod jego zarządem, doszła za jego życia jeszcze liczba takich klasztorów do blizko trzechset, i w nich było około sześciu tysięcy zakonników, od jego imienia Bernardynami nazwanych.

Wielu także cudami za życia jeszcze słynął. Razu pewnego, udając się z kazaniem do Mantuy, gdy potrzebował przeprawić się przez rzekę, a przewoźnicy wziąść go na prom nie chcieli, gdyż nie miał czém zapłacić, przepłynął na drugi brzeg rozesławszy na wodzie płaszcz swój, który nawet nie został przemoczony. Wielu chorych uzdrowił znakiem krzyża świętego, lub wezwaniem nad nimi Imienia Jezus, albo pomodliwszy się do Matki Bożéj. Gdy w czasie kazania, w którém mówiąc o wielkiéj chwale i przywilejach Bogarodzicielki, te słowa Pisma Bożego do Niéj stosował „/Ukazał się wielki znak na niebie/” 1, cały lud zgromadzony, ujrzał nad głową jego gwiazdę przedziwnéj jasności.

Ojciec święty Eugeniusz IV wyżéj wspomniony, chciał kilkakrotnie wynieść go na Biskupią godność: ofiarował mu z kolei biskupstwa Sieńskie, Feraryjskie i Urbińskie; pewnego razu nawet sam włożył mu Infułę na głowę. Lecz Święty Bernardyn rzuciwszy się do nóg Jego świątobliwości, ze łzami uprosił aby go pozostawił w jego stanie ubogiego zakonnika, w którym jak mu się zdawało, lepiéj służyć może Kościołowi, mając swobodę przenoszenia się z miejsca na miejsce ze swojemi pracami apostolskiemi.

Wśród niech zaskoczyła go śmierć święta, jak było świętém całe życie jego. Znajdował się w królestwie Neapolitańskiém, gdy w objawieniu okazał się mu święty Piotr Celestyn, i zapowiedział mu dzień zgonu. Przygotował się do téj chwili z najżywszą pobożnością, a oraz i z największym pokojem. Po przyjęciu Ostatnich Sakramentów świętych, prosił braci żeby go położyli na ziemi, aby mógł umierać podobnie jak jego święty ojciec Franciszek Seraficki. W gronie téż ich skonał spokojnie, w chwili gdy w chórze, zkąd dochodziły go głosy, śpiewano tę Antyfonę: „Ojcze…. oznajmiłem Imię Twe ludziom któreś mi dał… a teraz za nimi proszę… nie za świat, gdyż idę do Ciebie.” 2 Miał wieku lat sześćdziesiąt cztery, umarł 20 Maja, roku Pańskiego 1444.

Pan Bóg licznemi cudami, jakie zaszły przy jego grobie, świętość tego wielkiego sługi Swojego objawił, co skłoniło Papieża Mikołaja V do ogłoszenia jego kanonizacyi, w sześć lat po jego zejściu.

Pożytek duchowny

Naśladuj tego wielkiego Świętego w jego gorącém nabożeństwie do przenajświętszego Imienia Jezus i do Matki Bożéj, a przez to najłatwiéj uprosisz sobie łaski, abyś go naśladował i w cnotach jakiemi jaśniał, a szczególnie w cnocie czystości, z któréj tak on był znany, że jak to czytałeś dopiéro, sama jego obecność nakłaniała najlekkomyślniejszych do skromnego zachowania się. O! jak miłym stałbyś się Bogu, gdybyś i ty był takim.

Modlitwa (kościelna)

Panie Jezu Chryste! któryś błogosławionego Bernardyna wyznawcę Twojego, szczególną miłością przenajświętszego Imienia Twojego obdarzył; za jego zasługami i pośrednictwem prosimy, wlej w serca nasze ducha Twojéj miłości. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 410–412.

Footnotes:

1

Apok. XII. 1

2

Jan XVII. 6.

Tags: św Bernardyn ze Sieny „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wychowanie czystość zaraza Maryja imię Jezus Niepokalane Poczęcie Wniebowzięcie św Piotr Celestyn
2020-05-13

Św. Serwacego Biskupa

Żył około roku Pańskiego 380.

(Żywot jego był napisany przez świętego Grzegorza Turoneńskiego.)

Święty Serwacy był rodem z ziemi Żydowskiéj, z prowincyi Penestryjskiéj położonéj na południowéj granicy Persyi i Armenii. Miał to wielkie szczęście, iż pochodził z rodziny Matki Bożéj, a więc i Samego Pana Jezusa: był potomkiem w drugiém albo trzesiém pokoleniu Emeryi, siostry rodzonéj świętéj Anny Matki przenajświętszéj Panny Maryi, zaślubionéj Enimowi bratu świętéj Elżbiety. Jeden z najdawniejszych pisarzy kościelnych, w pierwszych wiekach chrześcijaństwa żyjący, powiada że imię Serwacego od wyrazu łacińskiego servare co znaczy przechowywać, nadano mu z polecenia Anioła, który objawił się był przy Chrzcie jego, zapowiadając że miał żyć nadzwyczajnie długo, co w istocie się spełniło.

W młodym wieku przybył do Jerozolimy, gdzie wiódł życie bardzo pobożne: większą część dnia przepędzał w kościele, pilnie czytywał księgi święte, i wedle możności spełniał uczynki miłosierne, sam nawet usługując ubogim chorym. Cnoty jakiemi się odznaczył, i ród najświętszy z którego pochodził, zwróciły na niego uwagę Biskupa, który go, jak tylko do lat doszedł, wyświęcił na kapłana. Otrzymawszy wyższe święcenia, Serwacy jeszcze wyłączniéj oddał się bogomyślności, wiódł życie nadzwyczaj umartwione i z wielką gorliwością służył wiernym, sprawując święte obrzędy i słowo Boże głosząc.

Razu pewnego, gdy trwał na gorącéj módlitwie i polecał Bogu potrzeby powszechnego Kościoła, już w całym prawie świecie rozszerzonego, stanął przed nim Anioł mówiąc mu, iż jest wolą Bożą aby się udał do Francyi do miasta Tongru, a wówczas zwanego Oktawią, gdyż tam ma zostać Biskupem dyecezyi oddawna pozbawionéj Pasterza. Puścił się Święty w drogę, uzyskawszy na to błogosławieństwo od Biskupa Jerozolimskiego, a mając w podróży za nieodstępnego towarzysza tegoż Anioła, który mu był przyniósł rozkaz od Boga aby się w tak odległe kraje udał.

Przybywszy do miasta Tongru, wszedł do kościoła przenajświętszéj Panny, który był głównym tego miasta, to jest katedralnym kościołem, i zastał tam właśnie lud i duchowieństwo zgromadzone dla obrania Biskupa, po długo osieroconéj stolicy. Dawno już tam byli zebrani, a na wybór zgodzić się nie mogli, kiedy cudownym sposobem, wskazany im został na Biskupa, tylko co do ich miasta przybyły święty Serwacy. Jakoż wyświęcono go na tę pasterską godność, za panowania cesarza Konstantyna roku Pańskiego 315, jak to świadczą przechowane po dzień dzisiejszy akta tyczące się pierwszych Biskupów miasta Tongru.

Jak cudowném było jego przybycie do téj Dyecezyi, i cudowne wyniesienie na Biskupstwo, tak również cudownóm było i to że nie, znając języka ludu którego został Pasterzem, w skutek podobnego daru jaki mieli Apostołowie po odebraniu Ducha Świętego, wszyscy z jakiegokolwiek byli narodu, rozumieli go gdy miewał nauki i kazania. I co większa, dar ten posiadał jedynie do rzeczy tyczących się religii i spraw duchownych. Tylko wtedy gdy o takowych rozmawiał, każdy go rozumiał, lecz skoro miał potrzebę rozmówić się o sprawach doczesnych, nikt go nie rozumiał ani on nikogo, i musiał używać tłómaczów.

Jak z tego cudownego daru języków, tak i z życia swojego i świątobliwości podobny był. ten wielki cudotwórca do Apostołów. Miłośnik ewangelicznego ubóstwa; na wzór uczniów Pańskich, zawsze pieszo chodził. Nie nie zatrzymując z posiadłości i dochodów Biskupich, wszystko rozdawał ubogim, nic prawie na własne utrzymanie nie potrzebując, gdyż i tak ścisłych i ciągłych postów posiadał łaskę, że rzadko kiedy brał inny posiłek prócz przenajświętszego Ciała i Krwi Pańskiéj, podczas Mszy świętéj. Resztki z pokarmów które pożywał tylko niekiedy, posiadały tę własność, iż podane trędowatym, przywracały im zdrowie, a nawet woda którą umywał ręce po Mszy świętéj, miała tęż samę moc cudowną.

Za jego czasów powstała już była bezbożna herezya aryańska, i w całym Kościele nurtowała, jak najzgubniejsza dusz wiernych trucizna. Gorliwość Biskupów zgromadzała Sobory, aby błędy te potępić uroczyście, i wiernych od nich uchronić. Na kilku takowych zebraniach, znajdował się święty Serwacy, i na każdém z nich odznaczał się gorliwością, nauką i wymową, a szczególnie na Soborze Sardyckim, odbywającym się w roku Pańskim 347, gdzie głównie za jego staraniem błędy aryanizmu wyświecone i potępione zostały.

W trzy lata potém, wraz z Arcybiskupem Trewirskim Maksyminem, wysłany był przez Magnencyusza pretendenta de korony cesarskiéj, do cesarza Konstancyusza, i pośrednictwem swojém u niego powstrzymał wojnę, którą cesarz ten już zamierzał rozpocząć, a która byłaby całą Francyą na wielkie naraziła klęski.

Sława jego świątobliwości i dzielności w występowaniu przeciwko aryanom, skłoniła Ojców zebranych na soborze w Rimini, aby i jego tam zawezwali. Przybył téż nasz Święty, i gdy przewrotne a zręczne wykręty aryanów, już miały podejść wielu Biskupów na soborze tym obecnych, święty Serwacy, wyświecając ich podejścia i dzielnie stawiąc im czoło, wszystkich za sobą pociągnął.

Po powrocie do własnéj dyecezyi, zastał zbuntowanych przeciw sobie mieszkańców Tongru, którzy dali się powodować nieprzyjaciołom świętego Biskupa, korzystającym z jego obecności na soborze, aby przez ten czas dyecezyan jego przeciw niemu zniechęcić.

Przyszło do tego, iż go wygnali z miasta. Święty modląc się za zaślepiony i występny lud swój, udał się wraz z kanonikami do miasta Utrechtu, zkąd Dyecezyą swoją jak mógł zarządzał. W tym czasie objawił mu Pan Bóg napad Hunnów, dzikiego narodu, na Francyą, którą mieli zniszczyć, a najbardziéj miasto Tongr, które przez wygnanie świętego Biskupa, ciężko przed sprawiedliwością Bożą zawiniło. Zasmucony tém Serwacy, postanowił odbyć pielgrzymkę do grobów świętych Apostołów Piotra i Pawła w Rzymie, w celu uproszenia za ich pośrednictwem zmiłowania Bożego nad Francją, a szczególnie nad miastem Tongrem. Przybywszy do grodu Piotrowego, trzy dni i trzy nocy nie biorąc żadnego posiłku, trwał na modlitwie przy grobie świętych Apostołów, a dnia trzeciego, objawił mu się święty Piotr oznajmując, iż za ciężkie grzechy mieszkańców Francji, sprawiedliwość Boża postanowiła nieodwołalnie dopuścić napad Hunnów na kraj ten, i że kościoł tylko w Mec, na prośby świętego Stefana, Patrona głównego tego miasta, ocaloném będzie: co téż się i stało.

Gdy Święty wracał do Francyi, już Hunnowie pojawili się i schwytali go w drodze, a związanego poruczyli straży kilku żołnierzy stojących na polu, obok ich obozu. Było to w samo południe, i w dniu letnim bardzo skwarnym. Kazali mu leżeć na ziemi, na miejscu wystawioném na słońce, bez żadnego cienia. Aż oto, ukazał się ogromnéj wielkości orzeł, który jedném skrzydłem osłaniał Świętego od słońca, a drugiém powiewał nad nim dla ochłody. Zdziwieni tym cudem barbarzyńcy, spytali go jakiéj był religii, a dowiedziawszy się iż jest chrześcijaninem, poprosili go aby ich pobłogosławił, i wolnego puścili.

Po przybyciu do Tongru, już tą razą mieszkańcy z wielką czeią go przyjęli, lecz że odebrał był od Boga rozkaz aby szedł do Utrechtu, gdzie wkrótce miał życia dokonać, pożegnawszy się z nimi, i w gorliwéj przemowie polecając aby czynili pokutę przy grożącéj im strasznéj klęsce, udał się w drogę w towarzystwie wielu pobożnych, którzy go z płaczem odprowadzali. Wśród podróży gdy chciał spocząć na polu, a nie było na czém usiąść, ziemia się koło niego uniosła w kształcie ławeczki darniowéj, i po dziś dzień pozostał tam wzgórek, wzgórkiem świętego Serwacego zwany.

Skoro stanął w Utrechcie, kazał przygotować sobie skromny grobowiec. W dni kilka zapadł na lekką gorączkę, a odprawiwszy jeszcze Mszę Świętą, i przyjąwszy ostatnie Sakramenta, zapowiedział ludowi iż umrze o godzinie dziewiątéj wieczorem, dnia tegoż, co téż nastąpiło, abyło to dnia13-go Maja, roku Pańskiego 388.

Przez lat wiele po jego zgonie, uważano iż w zimie, gdy śnieg najobfitszy okrywał całą okolicę, na grób jego nigdy nie padał. Było to znakiem, pisze święty Grzegorz Turoneński, że Pan Bóg chciał aby.grób tego wielkiego Jego sługi, uczczono wybudowaniem w tém miejscu kościoła. Jakoż, na tém miejscu wzniesiono dla jego zwłok wspaniały kościoł pod jego wezwaniem.

Pożytek duchowny

Podziwiając liczne cuda, jakimi jaśniał święty Serwacy jeszcze za życia, pobudź się do tém większéj w jego pośrednictwo ufności, gdy już teraz w chwale wiekuistéj króluje. Taką ożywiony, poleć mu potrzeby Kościoła Bożego, którego on był gorliwym obrońcą na ziemi, a teraz jest możnym przyczyńcą w Niebie; a także potrzeby własnéj duszy.

Modlitwa

Boże! Któryś błogosławionego Serwacego wyznawcę Twojego i Biskupa, licznemi wsławił w Kościele cudami, tenże Kościoł Twój święty, za jego pośrednictwem, od wszelkich niepokojów i przeciw niemu powstających błędów, racz miłościwie uwolnić, Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 390–392.

Tags: św Serwacy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup św Anna Maryja św Elżbieta arianizm
2020-04-28

Św. Pawła od Krzyża

Żył około Roku Pańskiego 1775.

(Żywot jego wydany został w Rzymie w roku jego beatyfikacyi przez ojca Pellegrino, z tegoż Zgromadzenia kapłana.)

Święty Paweł przezwany od krzyża dla szczególnego nabożeństwa jakie miał do męki Pańskiéj, urodził się w mieście Owedo we Włoszech w Liguryi położoném, roku Pańskiego 1694. Rodzina jego do szlachty należąca, pochodziła z prowincyi Kastlaceńskiéj. Na znak przepowiadający wysoką świątobliwość do jakiéj miał dojść z czasem, w nocy w któréj wydawała go na świat matka, pokój jéj napełniony został światłem niebieskiém. Wychowany bardzo starannie i pobożnie pod okiem świątobliwego kapłana, od lat dziecinnych okazywał wielkie, we wszelkiego rodzaju ćwiczeniach pobożnych, upodobanie, a szczególnie do Męki Pańskiéj i Boleści Matki Bożéj serdeczne miał nabożeństwo. Obok tego, wówczas już czuwaniem na modlitwie i biczowaniem się trapił niewinne ciało, a każdy piątek susząc, pijał ocet z żółcią.

Doszedłszy do lat młodzieńczych, coraz stawał się pobożniejszym. Zostając pod przewodnictwem duchowném ojców Kapucynów, których klasztor znajdował się blizko miejsca pobytu jego rodziców, wielki na drodze świątobliwości czynił postęp. Co mu tylko od nauk zbywało czasu, przepędzał go w kościele, za największą mając pociechę odmawianie pacierzy kanonicznych wraz z zakonnikami. Ubogich hojnie wspierał, obracając na jałmużny te wydatki, jakie jego wieku i stanu młodzieńcy obracają na rozrywki i różnego rodzaju zbytki. Wszelkich biesiad, a szczególnie wieczorów na których tańczono unikał. Zdarzyło się iż pod niebytność zwykłego spowiednika, poszedł do spowiedzi do proboszcza. Ten nie tylko ostro go złajał, zarzucając mu fałszywą pobożność, lecz oraz surowo mu nakazał aby się znajdował na balu, który tegoż dnia miał być dany, i aby na nim koniecznie tańczył. Święty młodzieniec był tém nad wszelki wyraz zasmucony, lecz chcąc nie wykroczyć przeciw posłuszeństwu, udał się na onę biesiadę, i już ze ściśnioném sercem zabierał się do tańca, kiedy oto sam Pan Bóg uwolnił go od téj przykrości. W chwili gdy tańce miały się rozpoecząć, struny na wszystkich instrumentach się porwały.

Za serdeczne nabożeństwo jakie miał do Matki Bożéj, pozyskał razu pewnego Jej cudowną pomoc. Wpadł był w rzekę Tanaro i już tonął, lecz gdy wezwał Maryą, podała mu Matka niebieska rękę, i z wody go cudownie wywiodła.

Stroniąc od towarzystwa młodzieży lekkomyślne życie wiodącéj, zgromadził był przy sobie pewną liczbę młodych towarzyszy, którzy zachęceni jego przykładem i naukami jakie im dawał wprawiając ich szczególnie do rozmyślania Męki Pańskiéj, zaczęli uczęszczać do Sakramentów świętych, i stali się najprzykładniejszymi młodzieńcami. Kilku z nich wstąpiło późniéj do zakonu, inni wyszli na zacnych obywateli odznaczających się prawością i dobremi obyczajami. Poznał się był z dwoma młodymi francuzami wyznania protestanckiego. Uprosił rodziców aby ich na pewien czas przyjęli do domu, i tak wpłynął na nich, że oba przyjęli wiarę katolicką, a jeden z nich stał się bardzo świątobliwym zakonnikiem.

Święty Paweł coraz bardziéj, rozmyślaniem dowodów miłości Bożéj do ludzi w męce Pana Jezusa jaśniejącéj, miłością Zbawiciela przejęty, zapragnął i sam krew swoję w obronie wiary przelać. W tym celu wstąpił do wojska, które zbierano w Wenecyi przeciw Turkom grożącym całemu chrześcijaństwu. Lecz poznawszy na modlitwie, że go Pan Bóg do wyłączniejszéj Swojéj przeznacza służby, opuścił ten zawód.

Po powrocie do ojczyzny, stryj jego bardzo majętny a bezdzietny, przeznaczał mu cały majątek, z warunkiem aby poślubił pewną bardzo zacną i także majętną dziewicę. Nie przystał na to święty Paweł, i już wtedy mając lat dwadzieścia sześć, postanowił wieść życie odosobnione, oddane szczególnie rozmyślaniu Męki Pana Jezusa i usłudze duchownéj bliźnich, do czego miał już i gotowych kilku towarzyszy. Zwierzył się ze swojemi zamiarami Biskupowi, jako swojemu duchownemu zwierzchnikowi, który uznając w tém natchnienie Boskie, pobłogosławił mu i przyodział go w suknię zakonną, którą wskazała mu sama Matka Boża w objawieniu a która była w kształcie habitu koloru czarnego, z umieszczoném na boku piersi sercem białém, mającém na sobie znamiona Męki Pańskiéj, i którą noszą dotąd bracia, do założonego przez niego Zgromadzenia należący. Niezwłocznie udał się z jednym towarzyszem na miejsce bardzo odosobnione w okolicach miasta Kastellacio, i tam osiadłszy przy małym kościołku świętego Stefana, utrzymując się z jałmużny, wiódł życie tak pokutne i bogomyślne, jak dawni pustelnicy egipscy. Lecz obok tego, nie tylko nawiedzał ubogich chorych, doglądał ich z największą miłością i miewał nauki do coraz liczniéj odwiedzających go na pustyni, lecz nawet Biskup wzywał go z naukami do niektórych kościołów, chociaż jeszcze żadnych święceń nie miał. Wywiązywał się z tego nasz Święty z wielkim dla wiernych pożytkiem, a w każdéj przemowie swojéj rozwodząc się nad dowodami miłości Boskiéj do ludzi, jakie nam dał Syn Boży w Męce Swojéj, najgorliwiéj zachęcał słuchaczów, do jak najczęstszego jéj rozmyślania.

Ponieważ do miejsca jego pobytu, zgłaszać się poczęli niektórzy, pragnący pod jego przewodnictwem wieść tenże co i on rodzaj życia, więc już wtedy wziął się do pisania Reguły, zasięgając w tém rady Biskupa i ojca Kolumbana wielkiéj świątobliwości kapucyna, do którego nawet w tym celu odbył wśród zimy pieszo i o żebranym chlebie pielgrzymkę do Szwajcaryi, gdzie tenże przebywał.

Głównym celem należących do tego nowego zgromadzenia, miało być nie tylko własne uświątobliwienie przez najżywszą pamięć na niepojętą dobroć Boga, która przywiodła Go do tego że z miłości ku nam stał się człowiekiem i wydał się na okrutną mękę i śmierć haniebną, lecz i rozbudzanie w sercach wiernych jak najserdeczniejszego do tajemnic męki Chrystusowéj i Boleści Matki Bożéj, nabożeństwa.

Po roku pobytu swojego na puszczy, święty Paweł z polecenia Biskupa udał się do Rzymu, gdzie odbywszy zawód nauk teologicznych, z wyraźnego rozkazu samego Papieża Benedykta XIII, wyświęcony został na kapłana, i otrzymał od niego upoważnienie założenia nowego Zgromadzenia swojego. W tym celu z kilku już towarzyszami osiadł na samotnéj górze Argentaryjskiéj, w miejscu które mu także Matka Boża wskazała w objawieniu, i założył tam pierwszy klasztor tak nazwanych Pasyonistów, od wyrazu Passio Domini to jest Męka Pańska.

Jak w każdóm dziele świętém zwykle wielkie napotykają się trudności, tak i w swojém znalazł ich nie mało nasz Święty: lecz że był świętym i z Bożego działał natchnienia, przezwyciężył wszystkie, i zgromadzenie jego w krótce wielu znakomitych i nauką i świątobliwością posiadające braci, zatwierdzone zostało przez Stolicę Apostolską, z przydaniem do trzech zwykłych ślubów zakonnych i czwartego, obowiązującego zakonników do jak najgorliwszego rozszerzania nabożeństwa do Męki Pańskiéj i Boleści Matki Bożéj. Za życia jeszcze świętego Pawła, stanęło około trzydziestu klasztorów jego Reguły. Założył on także i zgromadzenie żeńskie, w którym poświęconych Bogu dziewic głównym obowiązkiem jest oddawanie nieustającej czci niepojętéj miłości ku ludziom ich niebieskiego Oblubieńca, i ciągłe rozmyślanie Męki Chrystusowéj i Boleści Jego Matki przenajświętszéj.

Obarczony ważnemi i kłopotliwemi zajęciami, około nowo zakładanych zgromadzeń, pałający gorliwością o zbawienie dusz Męką Chrystusową okupionych, nieustannie głosił słowo Boże, niezliczoną liczbę grzeszników przywodząc do skruchy i poprawy życia, i najzatwardzialszych nawracając heretyków i niedowiarków. Cała zaś moc i skuteczność jego kazań, wypływała ze sposobu w jaki mówił o szczegółach Męki Zbawiciela, gdyż wtedy i sam łzami się zalewając i słuchaczów do płaczu pobudzając, najzimniejsze serca porywał i Panu Bogu pozyskiwał.

W piersiach jego taka gorzała miłość Boża, że odzienie serca dotykające niekiedy jakby od ognia było spalone, i dwa żebra z lewéj strony rozszerzone zostały. Podczas sprawowania Mszy świętéj, rzewne łzy wylewał, często w zachwycenie wpadał i w powietrze bywał uniesiony, a twarz jego widywano wtedy niebieską jasnością oślnioną. Podczas gdy kazywał, słyszano kilka razy jak Anioł z nieba dyktował mu słowa, a głos jego dochodził do uszu osób o kilka tysięcy kroków od niego będących. Obdarzył go był Pan Bóg i darem czynienia cudów: wielu ciężko chorych znakiem krzyża świętego uzdrowił, złym duchom rozkazywał; posiadał dar proroctwa i przenikania serc ludzkich. Tylu udarowany łaskami, czcią powszechną otaczany, u Papieża w szczególném będąc poważaniu, niezrównanéj był pokory. Poczytywał się za ostatniego z ludzi, wszelkie upokorzenia znosił z największą radością, i swój rodzaj życia nadzwyczaj umartwiony wiódł do najpóźniejszéj starości.

Miał lat przeszło ośmdziesiąt, gdy zapadł na zdrowiu. W chorobie nawiedzony przez ojca świętego Piusa VI, prosił go żeby wszelkiego dokładał starania, aby dogmat nieomylności Papieża został co prędzéj ogłoszony. Nakoniec pełen cnót i zasług, pobłogosławiwszy zgromadzonych około niego braci, i po udzielonéj im zbawiennéj nauce, przyjąwszy ostatnie Sakramenta, polecając się Matce Bożéj Bolesnéj, w chwili gdy się mu Ona okazała w cudowném widzeniu, oddał Bogu ducha, jak to dawno był przepowiedział, w dniu ósmym Października roku Pańskiego 1775.

Licznemi i po śmierci słynącego cudami, Papież Pius IX najprzód w poczet błogosławionych, a następnie w roku 1867 w poczet Świętych zaliczył.

Pożytek duchowny

Zdaniem najświątobliwszych mistrzów życia duchownego, nie masz zbawienniejszego ćwiczenia, nad pobożne rozmyślanie męki Pańskiéj i Boleści Matki przenajświętszéj. Jestto najkrótsza droga do nabycia cnót wszelkich i wyjednywania sobie łask najpotrzebniejszych. Postanów więc jak najczęściéj uciekać się do środka tak dla każdego dostępnego, a tak pełnego niezrównanych korzyści dla duszy.

Modlitwa (kościelna)

Panie Jezu Chryste, któryś do opowiadania tajemnicy Krzyża, świętego Pawła szczególną miłością obdarzył, i przez niego nowe Zgromadzenie zakonne w Kościele wskrzesić raczył, za jego pośrednictwem spraw prosimy, abyśmy Mękę Twoję pobożnie rozmyślając na ziemi, owoców jéj dostąpili w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 328–330.

Vide: Święto Siedmiu Boleści Matki Bożéj

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 812

Zakon świętego Pawła powstał w czasach, kiedy masoneria rozpanoszyła się w Europie i utorowała drogę krwawej rewolucji francuskiej i niemniej zgubnemu józefinizmowi w Niemczech. W tak smutnym okresie spoglądanie na krzyż i zwrócenie uwagi na Mękę Pańską było najskuteczniejszym środkiem ożywienia wiary. O wielkiej skuteczności rozpamiętywania Męki Pańskiej możesz się łatwo przekonać, jeżeli rozważysz dzieje i obrządki Kościoła.

  1. Rzućmy okiem na Dzieje Kościoła. Szymon Piotr był gorliwym apostołem, świadkiem nauk i cudów Chrystusa, Jego przemienienia na górze Tabor, lecz osłabł, a nawet wyparł się swego Mistrza; ale kiedy spojrzał na Jego oblicze, oszpecone uderzeniami, ocknął się z uśpienia, zapłakał i nawrócił się. Łotr Dyzma zestarzał się w nieprawościach, dopiero widok cierpień Jezusa przeniknął duszę je go promieniem łaski Bożej, rozrzewnił jego serce i skłonił go do odezwania się w te słowa: „Panie, pamiętaj o mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego”. Pan Jezus pocieszył go, mówiąc: „Jeszcze dziś będziesz ze Mną w raju”. Również i setnika rzymskiego nie wzruszyły cierpienia Zbawiciela, chociaż był świadkiem Jego nauk i cudów i był przekonany o Jego niewinności; dopiero gdy Go ujrzał na krzyżu, uderzył się w piersi i publicznie przyznał, mówiąc: „Zaiste, ten jest Synem Bożym!” Rany Chrystusowe natchnęły Męczenników świętych bohaterstwem, męstwem i wytrwałością w znoszeniu mąk i katuszy, a widok krzyża dodał siły pokutnikom do oparcia się pokusom i pozostania na stromej drodze cnoty.
  2. Kościół przypomina nam ciągle Mękę Pańską w ofierze Ołtarza świętego i zobowiązuje pod grzechem wiernych, aby przynajmniej co niedzielę i święto słuchali nabożnie Mszy świętej. W Wielki Czwartek i Wielki Piątek zarządził Kościół osobne na tę pamiątkę nabożeństwa, gromadzi jak najczęściej wiernych przed Hostią Przenajśw. wystawioną w monstrancji, proteguje stowarzyszenia mające na celu uwielbienie cierpiącego Chrystusa, popiera przez zakon świętego Franciszka nabożeństwa stacyjne, przywiązuje do nich rozliczne odpusty, opatruje przywilejami słynące z cudów miejsca pielgrzymek, słowem, czyni wszystko, co tylko może się przyczynić do rozkrzewienia czci, jaka się należy pamiątce Męki Pańskiej. Pytamy się teraz, czy katolicy korzystają w całej rozciągłości z tych łask przez Kościół udzielanych? Niestety, bardzo o tym wątpić należy.
Tags: św Paweł od Krzyża „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna młodzież cierpienie Męka Maryja masoneria Krzyż nawrócenie
2020-04-15

Św. Lidwiny Dziewicy

Żyli około roku Pańskiego 1433.

(Żywot jéj był napisany przez współczesnego jéj Tomasza a Kempis.)

Święta Lidwina, którą i Ludmiłą nazywają szczególna Patronka osób długą i ciężką chorobą złożonych, urodziła się roku Pańskiego 1380 w Hollandyi, w miasteczku Schiedam. Ojciec jéj miał imię Piotr, a matka Petronella: pochodzili ze szlacheckiego rodu, byli wzorowymi katolikami, a niezamożni. Lidwina była dziewiątém ich dzieckiem. Od lat najmłodszych okazywała się bardzo bogobojną; miała szczególne nabożeństwo do przenajświętszej Panny, którą przez całe życie czciła i kochała jak swoję najdroższą Matkę niebieską. W siódmym roku życia uczyniła ślub czystości.

Zaledwie wychodziła z lat dziecinnych, gdy z powodu znakomitéj urody i starannego wychowania, kilku młodzieży z wyższego stanu, ubiegało się o jéj rękę. Rodzice chcieli ją zmusić do zamęścia, lecz odpowiedziała im stanowczo, że ziemskiego oblubieńca nigdy mieć nie będzie, i że jeśli nie przestaną nakłaniać ją do tego, wtedy uprosi sobie u Pana Boga tak szpetną powierzchowność, że dla wszystkich stanie się obrzydzeniem.. Rodzice więc zostawili ją. w pokoju.

Miała lat piętnaście, kiedy razu pewnego, gdy przypatrywała się ślizgającym się na lodzie towarzyszkom, jedna z nich obaliła ją mimo chęci na ziemię, w skutek czego złamała sobie żebro. Odtąd zaczął Pan Bóg próbować ją i uświęcać cierpieniami tak wielkiemi, ciągłemi i nadzwyczajnemi, że trudnoby dać temu wiarę, gdyby nie to że najpoważniejsze świadectwa, stwierdzają te szczegóły.

Od piętnastego roku wieku swojego do pięćdziesiątego trzeciego, życie jéj było jakby bezustannem ciężkiém konaniem, albo raczéj ciągłém męczeństwem. Jeden ze współczesnych jej historyków powiada, że w przeciągu lat trzydziestu, nie zjadła tyle chleba, ile człowiek zdrowy spożywa go przez dni kilka. Ciało jéj wkrótce zamieniło się od stóp do głowy jakby w jednę jadowitą ranę. Lekarstwa w miejscu ulgi, pomnażały jéj cierpienia. Nie mogła chodzić inaczéj jak tylko rękoma i kolanami czołgając się po ziemi, a w końcu i na to już sił nie miała. Trzydzieści lat zupełnie z łóżka nie wstawała, a w siedmiu ostatnich rażona paraliżem, już tylko w głowie i w lewéj ręce miała władzę. Wnętrzności poranione wydawały ciągle zepsutą ropę, którą wraz ze krwią wyrzucała ustami, nosem, uszami, a nawet ciekła ona i z oczu. W głowie doznawała bezprzestannie bolu takiego, jakby w nią ćwieki wbijano. Do tego przyłączyły się cierpienia kamienia i stwardnienie wątroby. W ranach lęgło się robactwo. A gdy tak na wszystkich członkach strasznych bolów doznawała, całe ciało paliła, jakby aż do szpiku kości bezustanna trawiąca gorączka; trapiła ją ciągła bezsenność, a od czasu do czasu miewała mdłości i duszności istnego konania.

Lecz co najstraszniejsze: obok takich okropnych cierpień na ciele, i na duszy słabą była. Przez cztery pierwsze lata upadła była zupełnie na duchu, poddała się smutkowi i prawie rozpaczy; ledwie że nie złorzeczyła chorobie i cierpieniom doznawanym. Wszakże, po upływie tych lat czterech, prawdziwie dla niéj nieszczęsnych, najzbawienniejsza zmiana zaszła co do jej duszy. Zesłał jéj Pan Bóg świątobliwego spowiednika, nazwiskiem Jan Pot, który starał się przywrócić jej spokój wewnętrzny. Rozbudził w sercu jéj żywą wiarę w tę prawdę: że im więcéj cierpień dopuszcza Pan Bóg na kogo na téj ziemi, tém obfiteze przeznacza mu nagrody w Niebie, i polecił jéj szczególnie jak najczęstsze, a pobożne, Męki Pańskiéj rozmyślanie.

Polubiła wielce to święte ćwiczenie Lidwina, i w niém znalazła źródło swojego uświątobliwienia. Z początku odbywała je codziennie razy kilka, a zczasem prawie bezustannie, rozdzielając tajemnice Męki Pańskiéj na siedem części, odpowiadających siedmiu godzinom kanonicznym. Łącząc do tego swoje zwykłe serdeczne do Matki Bożéj nabożeństwo, w krótkim czasie przedziwne na drodze doskonałości uczyniła postępy. Nie tylko cierpliwie i spokojnie znosiła swoje cierpienia, lecz się w nich święcie rozmiłowała, i patrząc na Jezusa tyle cierpiącego w męce i śmierci swojéj, pragnęła cierpieć coraz więcéj. W najsroższych boleściach powtarzała: „Jeszcze więcéj Panie mój, jeszcze więcej cierpień mi zeszlij, jeśli taka wola Twoja, tylko w miarę tego, przymnażaj i łaski Twojéj.” Pan Bóg też hojnie obsypywał niemi tę duszę, właśnie przez cierpienia nadzwyczajne jakich doznawała, do wysokiéj świątobliwości przeznaczoną. Nie tylko opływała już odtąd w niezachwiany spokój wewnętrzny, nie tylko objawiała w sobie najchętniejsze poddanie się woli Bożój w najcięższych chwilach, lecz opływała w wielkie duchowne pociechy. Z Aniołem Stróżem często rozmawiała, widząc go obok siebie, a nawet objawiał się jéj i Pan Jezus pocieszał, nauczał i zachęcał do wytrwałości, i takiemi cudownemi widzeniami pokrzepiał i uświęcał. Lecz najczęstsze widzenia miała Matki Bożéj, i z Nią bardzo długo rozmawiała, różne odbierając łaski. Chociaż więc ciało jéj nie przestawało doznawać mąk ledwie że nie piekielnych, dusza opływała w radości niebieskie,

W miarę odbieranych łask takowych, Lidwina robiła postęp we wszystkich cnotach chrześcijańskich, a szczególnie w pokorze, będącéj probierczym kamieniem wszelkiéj prawdziwéj cnoty. Jak rozmiłowała się w cierpieniach ciała, tak również przez miłość wzgardzonego Jezusa, pokochała upokorzenia. Poczytywała sobie za szczęście gdy ją jakowa najdotkliwsza spotykała obelga, albo oznaki pogardy ze strony osób z któremi miała stosunki. Najbliższą jéj towarzyszką, była pewna kobieta gwałtownego usposobienia i grubiańskich obyczajów. Obchodziła się z biedną chorą bez litości, a niekiedy do tego stopnia unosiła się, że jéj w twarz pluła. Święta, nie tylko nigdy nie uskarżała się na to, ale nawet nigdy jéj nie objawiła najmniejszej niechęci. Gdy na koniec inne osoby w domu spostrzegłszy jak towarzyszka Lidwiny nieludzko się z nią obchodzi, pytały ją jak mogła tak długo znosić to w milczeniu: — „Przecież to dla nas wielką jest zasługa, odrzekła, chętnie znosić takie małe przykrości z miłości Pana Jezusa, a przez to niekiedy łatwiéj i osoby które względem nas zawiniają, przywieść do obżałowania swojéj winy.”

Pokora jéj przedewszystkiém ukrywała przed ludźmi szczególne dary, jakiemi ją Pan Bóg coraz hojniéj zbogacał. Dostąpiła była między innemi i téj rzadkiéj łaski, że Pan Jezus wyrył na jéj rękach i nogach, znamiona przenajświętszych Blizn swoich. Lidwina uprosiła u Chrystusa Pana, aby one znikły, a tylko aby bolu od nich doznawała.

Wielką także odznaczaąła się miłością bliźniego, a ztąd litością dla ubogich i cierpiących. Po śmierci rodziców, mały mająteczek jaki po nich odziedziczyła, rozdała biednym. Sama żyła z jałmużny; a że bardzo mało potrzebowała na własne utrzymanie, gdy tymczasem z różnych stron, przysyłano jéj znaczne wsparcie, więc sama będąc biedną, wielu ubogich wspierała. Podczas morowego powietrza, którém szczególnie dotknięci byli ludzie niezamożni, przejęta litością nad nimi, zaofiarowała się Panu Bogu za nich: „Panie, powiedziała na modlitwie, tym biednym ludziom zdrowie niezbędném jest do utrzymania życia i własnego i całych rodzin; zgrzeszyli to prawda, lecz racz mnie nieużyteczną sługę Twoję karać za nich, a ich oszczędź w miłosierdziu Twojém.” Zaraza ustała, a Lidwina dostała trzech bardzo bolesnych wrzodów, z których dwa nadługo a jeden na całe życie jéj pozostał.

Obdarzył ją był Pan Bóg i darem czynienia cudów. Tomasz a Kempis opisujący jéj życie, przytacza wiele takowych, a których naocznym był świadkiem. Jeden z jéj braci, którego szczególnie kochała, umarł był pozostawiając w niedostatku liczną rodzinę, i wielu wierzycieli niezapłaconych, którzy niepokoili biednych spadkobierców. Lidwina serdecznie się nad nimi litowała, pragnęła przyjść im w pomoc, lecz w jakiż sposób mogła to uczynić kiedy nic nie posiadała? Złożyła więc całą swoję ufność w Bogu, pomodliła się na tę intencyą, i wziąwszy woreczek w którym był cały jéj majątek, składający się z ośmiu franków, to jest dwóch rubli, oddała go drugiemu bratu, polecając aby z niego wszystkich dłużników zaspokoił. Ten ją usłuchał, poszedł, popłacił wszystkie a dość znaczne długi zmarłego brata, a gdy ostatniego zaspokoił dłużnika, znalazł jeszcze w woreczku 40 franków, które i Lidwina niezwłocznie kazała rozdać biednym. Na pemiątkę tego cudu, przechowywano ten woreczek i nazwano go Sakiewką Bożą. Miała także i dar proroctwa i wiele przyszłych wypadków przepowiedziała.

Na jakiś czas przed śmiereią, objawił się jéj Pan Jezus, trzymający w ręku wieniec przeznaczony dla niéj w Niebie, lecz w którym brakło kilku kwiatów i powiedział: „Córko moja, potrzeba aby ten wieniec został już wykończony.” Jakoż w dni kilka potém napadli na mieszkanie jéj rabusie, i zabrawszy jéj nawet ubogą kołdrę którą się przykrywała, zbili ją ciężko. Zaraz po zajściu tego zdarzenia, przepowiedziała godzinę swojéj blizkiéj śmierci; w trzeci dzień świąt Wielkanocnych przyjęła ostatnie Sakramenta święte, przeprosiła wszystkich obecnych, i prosiła aby ją pozostawiono samę. Potém modląc się długo, wpadła w zachwycenie, i dnia 14-go Kwietnia roku Pańskiego 1433 poszła do Nieba, po tę już całkowitą i wykończoną koronę, którą jéj zapowiedział i okazał był Sam Pan Jezus.

Gdy ją przebierano dla włożenia na katafalk, spostrzeżono że miała na sobie ostrą włosiennicę, którą ciągle trapiła ciało, i bez tego na tyle cierpień wystawione.

Pożytek duchowny

Zbawienną naukę i wielką pociechę znaleźć powinny osoby złego zdrowia zażywające, w szczegółach życia świętéj Lidwiny. Naukę: aby z takiém jak ona poddaniem się woli Bożéj cierpienia swoje znosiły; pociechę: bo widzą w tém dowód że i najgorszy stan zdrowia, nie przeszkadza wcale do nabycia najwyższéj świątobliwości.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste Boże nasz! Któryś ukazując błogosławionej Lidwinie wieniec chwały w Niebie dla niéj przeznaczony, zapowiedział jéj iż przez poniesienie nowych cierpień wysłuży go sobie tém świetniejszy; daj nam za jéj wstawieniem się i zasługami, z każdego cierpienia w duchu miłości Twojéj pokornie zniesionego, nagrodę wieczną sobie wysłużyć, Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 293–295.

Tags: św Lidwina „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica cierpienie choroba Męka spowiedź Maryja stygmaty zaraza
2020-04-10

Św. Maryi Egipskiéj

Żył około roku Pańskiego 421.

(Żywot jéj był napisany przez Zofroniusza, Patryarchę Jerozolimskiego.)

W jednym z klasztorów w Palestynie, mieszkał na początku piątego wieku, wielkiéj świątobliwości zakonnik nazwiskiem Zozymas. Zachowawszy nieposzlakowaną niewinność od kolebki, już lat pięćdziesiąt trzy żył w zakonie, jaśniejąc wysokiemi cnotami, gdy razu pewnego przyszła mu myśl pyszna, że na całéj puszczy okolicznéj, gdzie było wiele klasztorów i pustelników, nie było doskonalszego od niego. Aby go z téj szatańskiéj pokusy uleczyć, Pan Bóg sprawił że go przeniesiono do innego klasztoru, gdzie zakonnicy mieli zwyczaj cały wielki post przepędzać na puszczy. Gdy więc nadeszła ta pora, i Zozymas w środę popielcową wyszedł z klasztoru, przeprawił się przez rzekę Jordan, i udał się w głąb puszczy, mając jakby przeczucie że znajdzie na niéj pustelnika, którego rodzaj życia nadzwyczajny, uwolni go od trapiących myśli zarozumiałych, których z całego serca pragnął się pozbyć.

Upłynęło już było dni dwadzieścia jak w tym celu chodził po puszczy, kiedy około południa zatrzymawszy się pod drzewem dla odśpiewania Psalmów, ujrzał jakby jakieś widziadło, bardzo spiesznie przed nim uchodzące. Przestraszony przeżegnał się, i spostrzegł iż była to jakaś postać ludzka. Jakoż, była to niewiasta, która przed nim uciekała. Zozymas sądząc, iż to być musi pustelnik jaki na téj puszczy żyjący, pogonił za nią i zbliżywszy się, zaczął wołać: „Sługo Boży, zaklinam cię na miłość tego Pana któremu służysz na téj puszczy, wstrzymaj się i rozmów się ze mną.” Nie uczyniła jednak tego postać uchodząca, aż gdy skryła się w gęste krzaki, tak się odezwała: „Ojcze Zozymasie, rzuć płaszcz twój biednéj grzesznicy, jeśli chcesz aby rozmówiła się z tobą.” Sługa Boży słysząc się nazwanym po imieniu, domyślał się iż ma do czynienia z jakąś wielkiéj świątobliwości duszą, która nie inaczéj jak przez cudowne objawienie, mogła się dowiedzieć o jego nazwisku. Rzucił więc jéj płaszcz, którym ona okrywszy się, wyszła do niego, a gdy zaczął wypytywać ją ktoby była i co tu robi, tak mu historyą swoję opowiedziała:

„Jestem rodem z Egiptu. Na nieszczęście moje, w dwunastym roku życia, opuściłam dom rodzicielski dla oddania się rozpuście, i przybywszy do Aleksandryi, przez lat siedemnaście dopuszczałam się najohydniejszego nierządu. Nie szukałam w tém zysku, lecz czyniłam to z saméj rozpusty, i zdaje mi się, że żadna niewiasta nie przyprawiła o wieczną zgubę tyle dusz, ile ja ich pozyskałam piekłu. Dnia pewnego, widząc że wielka liczba ludzi spieszyła do portu i wsiadała na okręty, spytałam się zaciekawiona, gdzie się udają. Powiedziano mi, iż sąto pielgrzymi udający się do Jerozolimy, na wielką uroczystość znalezienia Krzyża świętego. Wzięła i mnie ochota toż samo uczynić, wsiadłam na okręt, i dotąd dreszcz mnie przechodzi, na wspomnienie jakiém zgorszeniem stałam się dla wszystkich podróżnych. W Jerozolimie żyłam tak występnie jak w Aleksandrii.

Gdy nadeszła uroczystość, udałam się z innymi do kościoła, aby uczcić Drzewo Krzyża świętego, lecz przy wejściu, jakaś ręka niewidzialna odepchnęła mnie od wnętrza kościoła, i napróżno chciałam się tam dostać, gdyż za każdą razą, coraz silniéj mnie coś odrzucało. Zawstydzona tém i zasmucona, rozpłakałam się rzewnie. Szpetność grzechów moich stanęła mi żywo na pamięci, żal ogarnął serce moje, poszłam w kąt placu przed kościołem będącego, i usiadłszy na kamieniu, gorzkie łzy wylewałam.

Wśród tak ciężkiego udręczenia, podniosłam oczy w górę, i naprzeciw mnie spostrzegłam na murze Obraz Matki Bożéj. W tejże chwili przypomniawszy sobie, że przenajświętszą Pannę nazywają Matką miłosierdzia i Ucieczką grzeszników, Matko miłosierdzia! zawołałam do Niéj, zlituj się nade mną, która jako największa jaka kiedy była grzesznica, tém większe przez to właśnie, mam prawo do Twojego pośrednictwa. Czuję żem nie godna otrzymania tych łask, jakie Pan Bóg zlewa dziś na świątobliwe dusze, oddające cześć Drzewu Krzyża świętego; lecz otrzymaj mi tylko tę łaskę abym mogła ujrzeć to Drzewo święte, na którym Syn Twój a Zbawca mój, wylał krew Swoję za moje zbawienie, a zato przyrzekam Ci, że się udam na puszczę, abym tam już przez całe życie opłakiwała moje zbrodnie.

Po takiéj modlitwie wstałam, poszłam do kościoła, i już tą razą wszedłszy do niego bez trudności, rzuciłam się na ziemię dla oddania czci Drzewu świętemu i zalewając się gorzkiemi łzami żalu za grzechy moje. Potém wróciłam przed obraz Matki Bożej, i upadłszy przed nim na kolana: „Matko miłosierdzia! zawołałam, Tobiem po Bogu winna moje nawrócenie. Dokończ dzieła Twojego: w Tobie cała ufność moja. Wskaż mi teraz co mam czynić, i prowadź mnie drogą zbawienia.” A gdym słów tych domawiała, usłyszałam głos wyraźnie do mnie mówiący: „Przepraw się przez Jordan, a znajdziesz pokój duszy twojéj.” W tejże chwili wyszłam z miasta, wziąwszy z sobą tylko trzy bułki chleba. Pod wieczór przybyłam nad Jordan, gdzie znalazłszy kościół pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela, przepędziłam w nim noc całą, na opłakiwaniu moich grzechów. Zrana wyspowiadawszy się z całego życia, przyjęłam Komunią świętą i poleciwszy się Matce Bożéj, przeprawiłam się przez rzekę: a udawszy się na tę błogosławioną puszczę, oto już lat czterdzieści siedem jak na niéj przebywam, i ciebie pierwszego z ludzi tu spotkałam.”

„Czóm więc żywiłaś się przez czas ten?” spytał ją Zozymas. — „Trochę chleba który wzięłam z sobą, rzekła mu Święta, wkrótce spożyłam, i potém żywiłam się już tylko korzonkami leśnemi.” — „A czy pokus jakich od złego ducha nie doznawałaś?” spytał ją znowu. „O! mój ojcze, powiedziała mu na to, nie mówmy już o tém; samo wspomnienie tego przeraża mnie dotąd. Trudno mi opisać ci, jak ciężkie przechodziłam próby. Wszystkie złe namiętności uderzały na mnie: wspomnienie dawnych niegodziwych uciech mnie ścigało. Żem nie zginęła, winnam i to Matce Bożéj. Do Niéj się uciekałam w najcięższych chwilach, i Ona to mnie ratowała, ciągle była wśród pokus moją wspomożycielką i do pokuty przewodniczką. Jéj zawdzięczam spokój jakiego już teraz doznaję, bo i po dziś dzień we wszystkim jest moim ratunkiem: Sama jakby za rękę mnie prowadzi.”

Po téj rozmowie pustelnica prosiła go, aby to wszystko póki ona żyje zachował w tajemnicy, i żeby na rok przyszły przyszedł w toż samo miejsce, w sam Wielki czwartek, i przyniósł jéj Komunią świętą: przytém przepowiedziała mu że wcześniéj nie będzie mógł wyjść z klasztoru na puszczę.

Zozymas złożywszy Panu Bogu dzięki, że mu dał odkryć tak cudowny sposób życia wiodącą pokutnicę, wrócił do klasztoru, gdzie cały rok zachował najściślejsze milczenie, i podwoił zwykłych swoich umartwień. W roku następnym przed samymw Wielkim postem, zapadł w gorączkę i nie mógł tak jak inni zakonnicy wyjść na puszczę w środę popielcową, lecz dopiéro w Wielki czwartek, jak mu to Święta przepowiedziała. Przybył już późno w nocy nad Jordan, niosąc z sobą w małéj puszce Przenajświętszy Sakrament. Ledwie tam stanął, a ujrzał przy świetle księżyca, świętą pustelnicę nadchodzącą do przeciwnego brzegu rzeki. Zakłopotany iż ani dla niego, ani dla niéj nie było łódki do przeprawy, patrzy aż ona przeżegnawszy wodę, przebyła rzekę jakby szła po ziemi.

Zozymas tak tym cudem został uderzony, że gdy się do niego zbliżała, ukląkł; lecz Święta zawołała na niego aby powstał, przypominając mu że był kapłanem, a co większa że miał przy sobie Przenajświętszy Sakrament. Sama przeto upadłszy przed nim na kolana, i rzewnie płacząc, poprosiła aby odmówił Ojcze nasz, Zdrowaś Marya i Wierzę. Co gdy on uczynił przyjęła Komunią świętą, a potém wzniosłszy oczy i ręce do nieba, zawołała: „Teraz to Panie, według słów Twoich, puścisz służebnicę Twoję w pokoju, gdyż oczy moje oglądały zbawienie któreś nam przyniósł.” A zwracając się do Zozymasa, „jeszcze ojcze, rzekła do niego, mam cię prosić o jednę łaskę: Na rok przyszły przyjdź znowu na toż samo miejsce na puszczę, gdzieś mnie pierwszy raz spotkał, i gdzie mnie znajdziesz jak się Bogu spodoba.” Poczém wziąwszy od niego błogosławieństwo, przeżegnała rzekę, przeszła po wierzchu wody jak wprzódy, i znikła w puszczy.

Roku następnego, Zozymas wyszedł na puszczę w zwykłéj porze, i udał się na miejsce gdzie przed dwoma laty spotkał był Świętą, i znalazł ją tam nieżywą. Ciało jéj leżało na ziemi tak świeże, jakby tylko co skonała, a obok niego były te słowa wyryte na piasku : „Ojcze Zozymasie, pochowaj tu ciało biednéj Maryi, która umarła w Wielki piątek, zaraz po przyjęciu z rąk twoich Komunii świętéj, i racz o niéj pamiętać przed Bogiem.”

Gdy Zozymas modlił się i płakał, a zabierał się do pogrzebania ciała, ujrzał nadchodzącego z głębi puszczy lwa ogromnego. Osłupiał z przerażenia, lecz zwierz ten przybliżył się do ciała Świętéj, a polizawszy jéj nogi i wygrzebawszy wielki dół w ziemi, odszedł spokojnie. Zozymas pochował tam ciało błogosławionéj pustelnicy odśpiewawszy Psalmy żałobne, i wrócił do klasztoru, gdzie wszystko to cośmy tu opisali, opowiedział najwierniéj.

Święto błogosławionéj Maryi Egipskiéj, obchodzono najprzód w Grecyi, a wkrótce potém i w Kościele zachodnim. Martyrologium Rzymskie wspomina o niéj drugiego tego miesiąca. Reiikwie jéj znajdują się w kilku kościołach, głowę z wielką czcią przechowują w Neapolu.

Pożytek duchowny

Do jakże wielkiego nabożeństwa do Matki Boźéj, i do nieograniczonéj ufności w Jéj miłosierne i wszechwładne pośrednictwo, pobudzać powinny każdego, szczegóły nawrócenia się téj wielkiéj grzesznicy, która wielką Świętą została. Uciekaj się więc do przenajświętszéj Panny, gorąco Ją błagając o wszelkie potrzebne dla duszy twojéj łaski, a nie wątp że każdą ci Ona wyjedna u Boskiego Syna Swojego.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste! Któryś błogosławioną Maryą Egipską, z otchłani grzechów, za pośrednictwem przenajświętszéj Matki Twojéj, od razu wywiódł i do wysokiéj doprowadził świątobliwości, spraw za jéj przyczyną i przez jéj zasługi, abyśmy we wszelkich duszy naszéj potrzebach uciekając się do Matki miłosierdzia, miłosierdzia Twojego na wieki dostąpili. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 280–283.

Tags: św Maria Egipska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Krzyż czystość spowiedź generalna Maryja Ucieczka grzesznych pokuta
2020-04-03

Święto Siedmiu Boleści Matki Bożéj

Święto to ustanowione zostało około roku Pańskiego 1413.

(Krótka nauka o Boleściach Matki Bożéj, z dzieł świętego Alfonsa Liguorego wyjęta.)

Jak niezmiernemi i jakiéj przed Bogiem ceny, były poniesione przez przenajświętszą Maryą Pannę w ciągu całego jéj życia, a najbardziéj podczas męki i śmierci najdroższego Jéj Syna, boleści, i to już jest dowodem, że na ich uczczenie Kościół Boży odrębne święto ustanowił, które obchodzi w piątek przed niedzielą Palmową. Łącząc się przeto w duchu z tą intencyą Kościoła, święćmy dzisiejszą uroczystość przez rozważanie: że niezmierne boleści Maryi uczyniły Ją Królową Męczenników, gdyż i dłużéj cierpiała, i większe ponosiła cierpienia niż wszyscy razem Męczennicy.

Jak Chrystus Pan nazwany jest Królem Męczenników dla tego, iż w życiu Swojém więcéj ucierpiał niż wszyscy razem Męczennicy, tak i Maryi przenajświętszéj słusznie należy się tytuł Królowéj Męczenników, nabyty cierpieniami, po cierpieniach Jéj syna największemi jakie kiedy kto z ludzi poniósł. Nie możną bowiem zaprzeczyć Matce przenajświętszéj tytyłu i całéj zasługi prawdziwego męczeństwa, gdyż według Kartuza, Palberia, Katarinusa i wielu znakomitych Teologów, zasługa męczeństwa nie tyle na poniesieniu w mękach śmierci zawisła, jak raczéj na doznaniu cierpień mogących śmierć zadać. Tak naprzykład święty Jan Ewangelista poczytany jest za Męczennika, lubo zanurzony będąc we wrzącym oleju, żyć nie przestał, lecz owszem, według wyrażenia Brewiarza Rzymskiego, jeszcze zdrowszym i silniejszym niż był wprzódy, wyszedł z tój męki 1. Według świętego Tomasza Doktora Anielskiego, dość jest zaprzeć siebie samego aż do śmierci, aby chwały męczeństwa dostąpić.

Tym to sposobem Marya, nie tylko umieszczoną jest w poczet Męczenników, lecz wszystkich ich cierpienia trwałością swoich boleści przewyższyła, gdyż całe jéj przebłogosławione życie, było niejako długiém męczeństwem. Obdarzona szczególnym darem rozumienia Pisma Bożego, najdokładniéj pojmowała i do wypadków mających nastąpić stosowała, wszystkie ustępy proroctw Chrystusa Pana i Jego śmierci się tyczących, jak to Sama świętéj Brygidzie objawiła. Przeto Jéj męczeństwo poczęło się od chwili, gdy się Jéj okazał Anioł, zwiastując iż stanie się Matką Zbawiciela, mającego ponieść okrutną mękę dla zgładzenia grzechów ludzkich. Smutek i boleść jakiéj z tego powodu doznawała Panna przenajświętsza, wzmogły się jeszcze bardziéj, gdy została Matką Zbawiciela, tak że w istocie całe Jéj życie stało się bezustanném męczeństwem. Objawienie jakie miała święta Brygida w Rzymie, stwierdza to zdanie. W tém objawieniu, widziała ta Święta Matkę Bożą, a obok niéj świętego Symeona, wielkiego kapłana, który Jéj przepowiedział iż Jéj serce miecz boleści przeniknie, i Anioła trzymającego w ręku długi i skrwawiony sztylet, wyobrażający boleści, któremi przepełnione było życie przenajświętszćj Panny 2. „Jak róża wzrasta, rozwija się i zakwita pomiędzy kolcami, powiedział Anioł świętéj Brygidzie, tak Panna przenajświętsza żyła na tym świecie wśród ciągłych boleści; i jak w miarę rozwijania się róży, wzrastają około niéj i ciernie, tak i ta Róża duchowna Marya, im daléj zapuszczała się w lata, tém większych boleści doznawała.”

Marya przeto mogła w ścisłem ich znaczeniu, odnieść do Siebie one słowa psalmów Dawidowych: Ustał w boleści żywot mój, i lata moje we wzdychaniu. I ból mój przed oblicznością moją jest zawżdy 3. A nawet po Wniebowstąpieniu Pańskiém niemniejszą boleścią przyjęte było serce Maryi, jak to świętéj Brygidzie Sama objawiła: „Po Wniebowstąpieniu Syna Mojego, męka Jego zawsze mi w sercu tkwiła, i czy zajętą czémkolwiek byłam, czy posiłek brałam, wszystkie okoliczności Jego śmierci jakbym dopiéro co na nie patrzała, obecnemi były w pamięci mojéj” 4. Ztądto powiada Tauler: „Że Marya całe życie Swoje spędziła w ciągłéj boleści i nieustającym smutku, przepełniającym goryczą Jéj serce macierzyńskie.” 5

Lecz Marya jest Królową Męczenników nietylko dla tego że dłuższe od nich poniosła męczeństwo, lecz oraz i z tego powodu, że więcéj cierpiała niż wszyscy Męczennicy. Któż jéj cierpienia ocenić potrafi! Widząc w przyszłości boleści Matki przenajświętszéj, Prorok Jeremiasz powiada, że z niczém porównać ich nie można. Komu cię przyrównam, albo komu cię przypodobam, Córko Jerozolimska? bo wielkie jest jak morze skruszenie Twoje: któż cię zleczy? 6 Ztądto, utrzymuje Anzelm święty, że gdyby nie ciągły cud Boski, Marya w każdéj chwili życia Swojego powinnaby była umrzeć od boleści jakiéj doznawała. „Cierpienie bowiem i boleści Maryi były tak wielkie, przydaje święty Bernardyn Seneński, że gdyby je pomiędzy wszystkich ludzi rozdzielić, część jakaby na jednego przypadła, dostatecznąby była do zadania każdemu śmierci.” 7

Zastanówmyż się teraz nad powodami, dla których męczeństwo Maryi było większém od męczeństwa innych Męczenników. Najprzód cierpienia innych świętych Męczenników i Męczenniczek, byłyto cierpienia tylko ich ciału zadane. Żelazo Katowskie, albo ogień stosów rozpalonych, dotykał ich członki, gdy tymczasem Marya cierpiała na sercu i na duszy, według proroctwa Symeona: a Twoję własną duszę boleści miecz przeniknie 8. Jakby mówił: „O! Panno przenajświętsza! inni Męczennicy cierpieć będą musieli na ciele, lecz co się Ciebie dotyczy, Ty na duszy poniesiesz niezmierne boleści; serce Twoje umęczone zostanie męką Syna Twojego!” Owoż o ile dusza wyższą jest nad ciało, o tyle cierpienia moralne, boleści i utrapienia serca, przewyższają cierpienia na ciele tylko doznane. Pomiędzy cierpieniem duszy a cierpieniem ciała, powiedział Pan Jezus świętéj Katarzynie Seneńskiéj, żadnego nie masz porównania. „Na górze téż Kalwaryi, pisze Opat Arnoldus, dwa były ołtarze: jeden w sercu Maryi, drugi w ciele Chrystusa. Jezus ciało, a Marya duszę poświęcili na ofiarę Bogu.” 9

Nadto, powiada święty Antonin, ofiara Męczenników ograniczała się na tém, iż z samych siebie czynili ofiarę, gdy Marya poświęciła życie Syna, milion razy droższego Jéj od własnego życia. A tak w sercu Swojém ucierpiała to wszystko, co Jezus ucierpiał na ciele, lecz widok męki Syna zadawał jéj saméj mękę jeszcze dotkliwszą jeszcze boleśniejszą niźli gdyby ją Sama poniosła. Prócz tego nie masz wątpliwości, że Marya również boleśnie uczuła wszystkie zniewagi i obelgi któremi w Jej obecności okryto Zbawiciela. Inaczéj być nie mogło gdyż dla rodziców, a szczególnie dla matek, gdy są obecne cierpieniu swych dzieci, cierpienia te stają się ich własnemi cierpieniami. Święty Augustyn mówiąc o matce Machabeuszów obecnéj męczeństwu synów, powiada: iż patrząc na nich, w każdym z nich umęczoną została, bo każdego z nich sercem matki kochała; „nosząc ich w sercu, a oczyma widząc ich męczarnie, w duszy podobnąż mękę ucierpiała.” 10 Toż samo działo się z Maryą: biczowanie, koronowanie cierniem, przybicie do krzyża, ugodzenie w bok włócznią, nie zadały jednéj rany Jezusowi, nie obudziły jednego cierpienia w ciele Jego przenajświętszém, któregoby nie doznała Marya w duszy, i któreby nie zwiększało Jéj męczeństwa. Chrystus na ciele, mówi święty Amancyusz, Marya na duszy umęczoną została, tak dalece, że jak się wyraża święty Wawrzyniec Justynian, serce Maryi stało się najwierniejszem zwierciadłem męki Chrystusowej: w niém odbiły się rany boleści, gwoździe, wszystkie cierpienia Zbawiciela i wszystkie zniewagi. „A wszystkie rany i bole, przydaje Bonawentura święty, po całém ciele syna rozrzucone, w jedno serce matki się skupiły, niezmierną boleścią ją napełniając.” 11

Tak tedy Matka przenajświętsza, przez współczucie męki Syna Swojego, na sercu i na duszy była ubiczowaną, okrytą zniewagami, i z Nim do krzyża przybitą, co wyżej przytoczony święty doktor pięknie wyraża, mówiąc: „Gdzieś Ty przebywała Matko bolesna, gdyś na Kalwaryą wstąpiła? czy pod Krzyżem stałaś? O! nię, Tyś na Krzyżu była, z Synem ukrzyżowana.” A inny pobożny pisarz wykładając te słową Izajasza: Samem tłoczył prasę; szukałem, a nie było pomocnika, powiada: prawda Panie że w sprawie odkupienia ludzi nie było człowieka przy Tobie, któryby cierpienia Twoje podzielał; lecz stała obok ciebie Niewiasta jedna, Matka Twoja przenajświętsza, która wszystkie rany Twoje poniesione na ciele, na sercu odniosła.

Lecz i to nie dość powiedzieć, mówiąc o boleściach Maryi: bowiem patrząc na cierpienia Jezusa, więcéj bolała, aniżeli gdyby téż cierpienia Sama tylko była znosiła. Powszechne to jest zdanie, że rodzice w dwójnasób czują przykrości przez ich dzieci doznawane, i lubo to nie na każdych rodzicach się sprawdza, tu miało to bez wątpienia miejsce, gdyż bez wątpienia nad własne życie Marya kochała Syna swojego. „Marya, mówi święty Amancyusz, większą boleść poniosła z męki Zbawiciela, niż gdyby sama była umęczoną, gdyż nieporównanie więcéj niż Siebie Samę i własne życie, kochała tego którego w Jéj oczach umęczono, i nad którego męką bolała.” Co łatwo pojąć, pamiętając na ono zdanie Bernarda świętego, że dusza więcéj jest w przedmiocie który kocha, niż w ciele które ożywia. Anima magis est ubi amat, quam ubi animat. Co stwierdzają one słowa Chrystusa Pana mówiącego: Gdzie jest skarb wasz tam i serce wasze będzie. 12 Gdy przeto Marya więcéj żyła w miłości Jezusa, niż w Sobie Saméj, gdy Jezus był prawdziwie Jéj życiem i jakby duszą jej duszy; musiała patrząc na Jego skonanie większéj doznać boleści, niż gdyby Sama od podobnychże cierpień była umierała.

Lecz jest inna jeszcze okoliczność, męczeństwo Maryi wynosząca nad cierpienia wszystkich innych Męczenników: oto że Marya, przez cały ciąg męki Jezusowéj, cierpiała bez żadnéj ulgi i pociechy. Wśród najokropniejszych męczarni i pod mieczem katów, Męczennicy znajdowali największą pociechę w miłości Jezusa, i z niéj całe swoje męstwo czerpali. Lecz Matka nasza przenajświętsza, wśród boleści Swoich czyż mogła w miłości Syna Swojego znaleźć podobnąż pociechę? O! nie, — bo właśnieto Syn Jéj najdroższy był powodem Jéj cierpień, miłość to do Jezusa była jéj męczeństwem, miłość ta ją męczyła, a im była silniejszą, tém silniéj dręczyła, bo całe męczeństwo Maryi było w téj miłości Jezusa, męczonego w jéj oczach i w Jéj oczach na Krzyżu umierającego! Im więcéj Go i silniéj kochała, tém więcéj nie tylko cierpiała, ale tém więcéj pozbawioną była wszelkiéj pociechy!… O! zaprawdę. Wielkie jest jako morze skruszenie Twoje, i któż Cię zleczy? 13 I dla tegoto, według słusznéj uwagi ojca Dieza, jak każdego świętego Męczennika malują zwykle z narzędziami jego męki: naprzykład świętogo Pawła Apostoła z mieczem którym go ścięto; świętego Andrzeja z Krzyżem do którego był przybity; świętego Wawrzyńca z rusztem na którym go smażono i t. d., tak Matkę Boleśną przedstawiają trzymającą na ręku zwłoki Jezusa, bo w istocie skutkiem Jéj miłości do Jezusa, Jezus to był narzędziem Jéj męczeństwa.

Pewna jest, że im więcéj kocha się jaki przedmiot, tém dotkliwsza jego strała. Śmierć brata rodzonego więcéj zasmuca niż śmierć obcego człowieka, śmierć dziecka więcéj niż zgon przyjaciela. Aby więc ocenić boleść Maryi przy męce Jéj syna, potrzeba ocenić jéj przywiązanie do Niego. Lecz któż tę miłość Maryi do Jezusa pojąć nawet potrafi? Święty Amancyusz powiada, że w przywiązaniu Maryi do Jezusa, łączyły się dwa uczucia najsilniejsze jakich serce człowieka doznać jest zdolne: uczucie nadprzyrodzonéj miłości Boga, a miłości duszy najświętszéj jaką sobie wyobrazić można, i uczucie przyrodzonego przywiązania Matki do Syna, a Matki najprzywiązańszéj do Syna najdoskonalszego, jakiego podobnież wyobrazić sobie tylko można. Dwa te uczucia w sercu Maryi łącząc się w jedno uczucie miłości i przywiązania niemających granic, sprawiały, że Marya kochała Jezusa całą potęgą miłości do jakiéj tylko serce ludzkie wznieść się jest zdolne. A ztąd, mówi błogosławiony Ryszard od świętego Wawrzyńca, jak nie było miłości podobnéj miłości Maryi, tak również nie było boleści podobnéj Jéj cierpieniom. Ponieważ bez miary kochała Jezusa Marya, przydaje Albertus Magnus, tedy bez miary cierpieć musiała, patrząc na mękę i śmierć jego. „Nie było i nie będzie, mówi święty Bernard cierpienia sroższego, bo nie było i nie będzie Syna droższego.” Mało więc jest powiedzieć, że Marya tak srogie przy męce Syna Swojego poniosła cierpienia, że męczeństwo Jéj większe było od męczeństwa wszystkich razem Męczenników. Święty Anzelm powiada, że cokolwiek ucierpieli Męczennicy, wszystko za niewielkie cierpienia, albo raczéj za żadne poczytać się może, w porównaniu z tém co ucierpiała Marya. Nakoniec jeden ze świętych Doktorów taką myśl wyraża: „Boleść Maryi przy męce Jezusa była tak wielka, że ona jedna mogła godnie opłakać śmierć Boga-Człowieka z taką boleścią i takiém współczuciem, jakiego tylko mógł po istocie stworzonéj wymagać Pan Bóg, za dobrodziejstwo odkupienia: ludzi krwią Syna swojego.

Lecz o! Panno przenajświętsza, woła święty Bonawentura, czyż potrzeba było abyś i Ty poświęcała się za nas na górze Kalwaryi i męczeństwo tam poniosła? Czyż nie wystarczała na odkupienie świata śmierć Syna, aż póki nie zostanie ukrzyżowaną i Matka? O! wystarczała bez wątpienia śmierć Jezusa do okupu świata i tysiąca światów: lecz przemiłościwa Matka nasza, łącząc Swoje boleści z męką Syna Swojego, chciała tym sposobem i Sama współdziałać w sprawie odkupienia naszego. Jak téż cały świat, mówi Albertus Magnus, zawdzięcza Zbawicielowi mękę poniesioną dla zbawienia ludzi, tak podobnież winniśmy wdzięczność Maryi za męczeństwo poniesione dobrowolnie za nas. Cierpienia te bowiem i niezmierne boleści Maryi, były dobrowolne i poniesione z wielkiéj Jéj ku ludziom miłości, gdyż według objawienia jakie miała święta Brygida, przenajświętsza Panna gotową była wszelkie ponieść męczarnie, byle ludzie zbawieni zostali, i byle zasługi Swoje za nas ofiarować mogła. I téj to jedynéj pociechy doznała Matka przenajświętsza wśród swoich boleści: myśl tylko że śmierć Jéj Syna pojedna ludzi z Bogiem, łagodziła Jéj niewypowiedziane cierpienia.

Taka miłość Maryi ku nam, godna, abyśmy przez wdzięczność ulitowali się przynajmniéj nad Jej boleściami. Lecz niestety! jakże mało kto o nich pamięta, jak mało je kto rozmyśla, jak wielu nigdy o nich nie wspomni! Uskarżała się na to Sama Matka Boleśna przed Świętą Brygidą, pobudzając tę Świętą aby często rozmyślała Jéj boleści: „Spoglądam, mówiła przenajświętsza Panna w objawieniu, na wszystkich żyjących na świecie i szukam między nimi rozmyślających Moje boleści i współubolewajacych ze Mną, lecz bardzo takich nie wielu znajduję. Gdy więc córko moja, tak mało kto z ludzi pamięta o tém co dla nich wycierpiałam, i gdy tak wielu zapomniało o Mnie, ty jednak miéj Mnie w swojéj pamięci. Rozmyślaj boleści Moje, ubolewaj wespół ze mną, i ile możności cierpliwość Moję w swoich dolegliwościach naśladuj.”

Jak zaś mile przyjmuje Pan Jezus nabożeństwo do Siedmiu Boleści Jego Matki przenajświętszéj, dowodem pomiędzy wielu innemi jest i to co razu pewnego powiedział błogosławionéj Weronice z Binasko. „Córko moja, rzekł do niéj w objawieniu Zbawiciel, drogiemi są w oczach Moich łzy wylane nad rozmyślaniem męki Mojéj, lecz tak Matkę Moję kocham, że wylane nad Jéj boleściami, jeszcze Mnie więcéj poruszają.”

Pożytek duchowny

Czcicielom boleści Maryi, Chrystus Pan przyrzekł szczególne łaski. Święty. Alfons Liguori pisże, że po Wniebowzięciu Panny przenajświętszéj, blogosławiony Jan Ewangelista, pragnąc obaczyć jeszcze raz ma ziemi tę Matkę swoję najdroższą, gorąco prosił Ją, aby mu się objawiła. Jakoż, ujrzał Matkę Bożą wraz z Panem Jęzusem, i usłyszał jak prosiła Syna o szczególne łaski dla wszystkich mających nabożeństwo do Jéj Siedmiu Boleści. Chrystus Pan zadośćuczynił Jéj prośbie i przyrzekł: 1-o Że ktokolwiek udawać się będzie do Matki przenajświętszéj, jako Matki Bolesnéj, i przez Jéj Boleści prosić będzie o potrzebne łaski, może być pewnym, iż nie umrze bez szczeréj pokuty za grzechy. 2-o Że uwolnionym będzie od przerażenia i ucisków wewnętrznych, jakich zwykle doznaje się w ostatniéj godzinie. 3-o Że za życia będzie pamiętał o męce Pańskiéj, aby po śmierci szczególną za to nagrodę otrzymał w Niebie. 4-o Nakoniec że wszyscy czczący pobożnie boleści Matki przenajświętszéj, mieć Ją będą za szczególną swoję Panią i Władczynią, i że Marya rozporządzać nimi będzie mogła według woli Swojéj. Różne pobożne dzieła liczne przytaczają wypadki i przykłady, na stwierdzenie tego podania. Rozważ to dobrze duszo pobożna.

Modlitwa (kościelna)

Boże w którego męce według proroctwa Symeona przenajsłodszą duszę błogosławionéj Matki Twojéj Maryi Panny miecz boleści przeszył, daj miłościwie, abyśmy przebicie to Jéj serca, i boleści Jéj ze czcią rozpamiętywając, błogosławionemi zasługami i modlitwami wszystkich Świętych, wiernie pod Krzyżem stojących wsparci, męki Twojéj zbawiennych skutków uczestnikami się stali. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Boleśne pozdrowienie Matki Bożej

(Przez ś. Bonawenturę.)

Zdrowaś Maryo boleściś pełna Ukrzyżowany z Tobą, rozbolałaś Ty między niewiastami nad owocem żywota Twego Jezusem. Święta MARYO Matko Ukrzyżowanego, módl się za nami krzyżującemi grzechami naszymi Syna Twojego, a uproś nam łzy pokuty teraz, i w godzinę śmierci naszéj. Amen.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 156–160.

Footnotes:

1

Brev, Rom. Fest. S. Joan.

2

Objaw. Ś, Brygi. Ks. 7 r.

3

Ps. XXX. VII. 18.

4

Objaw. ś, Bryg.

5

Taul. vit. Chis.

6

Tren. II. 13.

7

Bern. hom XVI.

8

Łuk. II.

9

Arnold de Cruc. 7

10

Ś. Augu. Kaza. 109.

11

Ś. Bonav. de planetu B.N.

12

Łuk. XII.

13

Treny II 13.

Vide: Św. Pawła od Krzyża

Tags: „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja Machabeusze cierpienie
2020-03-25

Zwiastowanie Przenajświętszéj Maryi Panny

Zaszło w ostatnim roku przed Chrystusem Panem.

Tajemnica Wcielenia Słowa Przedwiecznego, to jest tajemnica, w ktoréj Bóg stał się człowiekiem a która spelniła się właśnie w chwili Zwiastowania, pocztaną być powinna za początek wszystkich świętéj naszéj religii tajemnic. Jest ona podstawą naszéj wiary, arcydziełem wszechmocności najwyższego Boga, źródłem największego szczęścia naszego, bo rozpoczęciem naszego odkupienia: słowem, jest według wyrażenia Pisma Bożego, przedewszystkiém tajemnicą niepojętéj dobroci i miłości Boga dla ludzi. „A jaśnie wielka jestto tajemnica pobożności, pisze święty Paweł, która jest oznajmiona w ciele, usprawiedliwiona jest w duchu, okazazała się Aniołom, opowiedziana jest poganom, wiarę jéj dano w świecie, podniesiona Jest do chwały” (I. Tymot. III. 16). To téż dla tego, że chwila, w któréj Anioł Gabryel zawiadomił przenajświętszą Maryą Pannę o tém, że w jéj przeczystém łonie Bóg ma stać się człowiekiem, jest właściwie chwilą od któréj rozpoczyna się wiara chrześcijańska i że z nią spłynęły wszystkie łaski odkupienia — dla tego, Kościół wszystkie tajemnice jakie ona w sobie zawiera określa bardzo trafnie pod tém jedném wyrażeniem ZWIASTOWANIE: to jest objawienie nam, zawiadomienie całego rodu ludzkiego w osobie przenajświętszéj Panny, o tém wielkiém, niezrównaném szczęściu, jakiego dostąpiliśmy przy przyjściu na ziemię Syna Bożego!

Przypatrzmyż się w jaki sposób ta wielka i najdroższa dla nas tajemnica odbyła się:

W nieprzebraném miłosierdziu Swojém oddawna, bo zaraz po upadku pierwszych naszych rodziców Adama i Ewy, postanowił Pan Bóg zesłać Syna Swojego na ziemię, dla naszego zbawienia, dla przywrócenia nam prawa do Nieba, utraconego i zamkniętego przed nami po grzechu pierworodnym. Lecz żeby Syn Boży, druga Osoba Trójcy przenajświętszéj, Zbawca nasz, Bóg prawdziwy, przyszedł na ten świat zadośćuczynić za grzechy nasze sprawiedliwości Ojca Przedwiecznego, potrzeba było, aby rodząc się z niewiasty, wziął na Siebie ciało i duszę ludzką, a przez to aby nie przestając być Bogiem był razem i człowiekiem. Więc wstrzymywał się Ojcie niebieski z zesłaniem Zbawiciela na ziemię, aż się pojawi niewiasta tak święta, tak doskonała, tak miła Bogu, jak przystawało na Tę, która miała stać się Matką Boga samego w ludzkiém ciele rodzącego się.

Owoż tą niewiastą, ubłogosławioną najszczególniéj między wszystkiemi niewiastami, była przenajśewiętsza Marya Panna. Pan Bóg przeznaczając ją na Matkę Syna Swojego jednorodzonego, obdarzył Ją wszelkiemi, jakie tylko na istotę stworzoną zlać może łaskami, i takowych udzielił Jej w najwyższym stopniu w jakim je kto po Bogu posiadać może, a to od chwili Jej niepokalanego Poczęcia. Pan Bóg bowiem, udziela każdemu z ludzi takie łaski i dary, i w takim stopniu, jakie każdemu są potrzebne, do jak najdoskonalszego spełniania tego posłannictwa, do jakiego go przeznacza. Miarkujmyż jakie i jakiego stopnia musiały być łaski, któremi Bóg obdarzył Maryą, kiedy Ją przeznaczał do najwyższéj godności jaką sobie wyobrazić można, do najwyższéj godności jaka tylko być może po niezrównanéj godności samego Boga, przeznaczając Ją Sobie Samemu za Matkę. Ztąd téż według zdania wszystkich Ojców świętych, Marya była tak łaski pełna, i że bez porównania przewyższała wszystkich najświętszych ludzi i najpierwszych Aniołów. Była tak doskonałą, tak świętą, że jak się wyraża święty Bonawentura: „Bóg który może wywieść z nicości tysiące światów doskonalszych od tego jaki istnieje, doskonalszéj istoty od Matki przenajświętszéj nie mógłby już stworzyć.” (S. Bonav. in spec. Virgii. VIII.)

Taką tedy była Marya, przeczysta Dziewica, poślubiona Józefowi świętemu, i z nim w ubogim swoim domku w Nazarecie, cicho i spokojnie żyjąca, pracy ręcznéj i modlitwie jedynie oddana. Rozradowało się na Jéj widok miłosierdzie Boskie, i już dłużéj nie chcąc zwlekać odkupu świata, postanowił Pan Bóg zesłać na ziemię Syna Swojego, obierając Mu na Matkę przenajświętszą Pannę Maryą. Owszem wielu Ojców świętych jest tego mniemania, iż Pan Bóg przewidziawszy iż w czasie pojawi się tak niezrównanéj świętości istota jak Marya, od wieków, i nawet bez względu na potrzebę odkupienia ludzi przez wcielenie się Boga, postanowił był zstąpić w Jéj przeczyste łono, i za sprawą Ducha Świętego uczynić Ją Matką Swoją, według człowieczeństwa. Ci więc Ojcowie utrzymują, Że Pan Bóg głównie z miłości ku przenajświętszéj Pannie przyjął na Siebie człowieczeństwo, aby naturę ludzką już tak doskonałą jaką była u Maryi, z naturą Boską, połączyć w Swojéj Osobie, i jakby ją ubóstwić.

Gdy więc nadeszła chwila spełnienia się tego najdobrotliwszego wyroku Boga, dnia pewnego, przenajświętsza Panna załatwiszy Swoje zwykłe zajęcia, w ubogiéj swojéj izdebce w któréj zwykle modliła się, trwała na pobożném rozmyślaniu. Czytając Pismo Boże i rozważając przepowiednie Proroków o przyjściu Syna Bożego na ziemię, a z tego co się podówczas działo na świecie, miarkując iż już blizkiemi są te czasy, przenajświętsza Panna z nadzwyczajną w téj chwili gorącością ducha, błagała Boga, aby już dłużéj nie zwlekał Swojego największego miłosierdzia, i aby zesłał z nieba na ziemię Syna Swojego. Lecz pełna najgłębszéj pokory nie odgadywała, ani nawet śmiała to przypuszczać, iż Ona będzie Matką Pana i Zbawcy naszego.

Aż oto niespodzianie, staje przed Nią Gabryel Anioł Pański, zesłany z nieba do Niéj od Boga i rzecze: „Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami.” Naco Marya, zrazu przerażona tém widzeniem, nic nie odpowiada, aż Anioł znowu do Niéj: „Nie bój się, o Pani moja, mówi, nie bój się o! Maryo! albowiem znalazłaś łaskę u Boga. Oto za sprawą Ducha Świętego poczniesz i porodzisz Syna Boskiego, i nazwiesz Imię Jego Jezus. Ten będzie wielki a jako Syn Boży, będzie zwan Synem Najwyższego i będzie królował,… a królestwa Jego nie będzie końca.” Wtedy Marya nie mogąc zrazu pogodzić tego, co Jéj zwiastuje Anioł, ze ślubem swoim wiecznego dziewictwa, rzekła do Anioła: jakże się to stanie, gdy męża nie znam i nigdy znać nie będę. A „Anioł odpowiedziawszy rzekł Jéj: Bóg Duch Święty trzecia Osoba Trójcy przenajświętszéj zstąpi na Ciebie, i moc Najwyższego ocieni Cię. Przetoż co się z Ciebie narodzi święte, będzie… Synem Bożym.” (Łuk. I. 28. 35.)

Wtenczas przenajświętsza Panna, przeniknąwszy już całą tajemnicę spełnić się mającą, pomimo Swéj pokory, albo raczéj dla tego, że była pokorną, nie śmiejąc opierać się wyrokom Boga, i temu dowodowi Jego najwyższéj ku Niéj i ku całemu rodowi ludzkiemu miłości, i Sama miłości Boga pełna: „Oto ja, rzecze, służebnica Pana mojego, niech mi się stanie według słowa twego. I w tejże chwili Boskie Słowo stało się Ciałem”, (Łuk. I. 36.) to jest Syn Boży za sprawą Ducha Świętego przyjął na siebie ciało ludzkie i duszę ludzką, w przeczystym żywocie Maryi, i Marya stała się wtedy najprawdziwszą Matką Boga, a więc po Bogu Istotą najświętszą, najwyższą, najdoskonalszą, któréj po Bogu koniecznie najgłębsza cześć należy się od ziemi i Nieba całego. Dla tego téż jak Sakrament Ciała i Krwi Pańskiéj z powodu że w sobie zawiera Boga obecnego nazywamy przenajświętszym Sakramentem, jak o Hostyi konsekrowanéj z tejże przyczyny mówimy przenajświętsza Hostya, tak i Maryi tytuł przenajświętszéj z tychże powodów i tém bardzićj się należy, gdyż Ona w łonie Swojém świętém z własnéj krwi poczęła Boga, w łonie Swojém Go nosiła i od tego czasu stawszy się Jego Matką, być Nią nigdy nie przestaje. 1

Ustanowienie święta Zwiastowania, sięga Apostolskich czasów. Co większa utrzymują Ojcowie święci, iż jest ono z postanowienia Saméj Matki Bożéj. „Święto Zwiastowania, pisze Benedykt XIV Papież, sięga tak dalekiéj starożytności, że można sądzić, iż źródło swoje wzięło w miłości i wdzięczności Matki przenajświętszéj względem Boga. Co roku obchodziła ona Sama z niewymowną pobożnością, pamiątkę dobrodziejstw Boskich, które w dniu tym na Nią i na cały ród ludzki spłynęły. Apostołowie zaś zapatrując się na ten dowód pobożnéj wdzięczności w Matce Bożej, poczytali sobie za obowiązek, naśladować tak święty przykład, a nawet nakazali, aby wielka tajemnica w dniu tym zaszła, na całym świecie uroczyście obchodzoną była.” (Bened. XIV. de festis B V M)

Przy dzisiejszéjto tajemnicy, pierwszy raz poczęło odmawiać się przyniesione przez Anioła z nieba na ziemię ZDROWAŚ MARYA.

Pożytek duchowny

Na szczególne uczczenie pamiątki Zwiastowania, jest zwyczaj w Kościele Bożym, dzwonienia codziennie trzy razy: z rana, w południe i w wieczór, i odmawiania wtedy trzech Pozdrowień Anielskich przeplatanych słowai Pisma Bożego, streszczającemi w sobie szczegóły téj wielkiéj tajemnicy. Staraj się w tychże porach, odmawiać najpobożniéj te modlitwy, licznemi odpustami, i za zmarłych ofiarować się mogącemi, nadane.

Modlitwa (kościelna)

Boże, Któryś w przeczystym żywocie przenajświętszéj Maryi Panny, w chwili Zwiastowania Jéj o tém przez Anioła, w ciało ludzkie Słowo Twoje przyoblec raczył; spraw pokornie prosimy, abyśmy wyznając Ją prawdziwą Boga Rodzicielką, Jéj téż miłościwém pośrednictwem za nami do Ciebie, wspomożeni byli. Przez te- goż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 238–240.

Footnotes:

1

Dla czego ze wszystkich Sakramentów świętych tylko Sakrament Ciała i Krwi Pańskiéj, nazywamy Przenajświętszym? — Dla tego że zawiera w sobie Boga żywego. Dla czego Hostyą pokonsekrowaną nazywamy Przenajświętszą? — Także dla tego że pod postaciami, pod przypadłościami jej chleba zawiera się Bóg żywy. A jakżeby i Maryi nie należał się tytuł Przenajświętszej, gdy Ona tegoż Boga nie tylko zawarła w Sobie, lecz Go w przeczystym żywocie Swoim poczęła. Tytuł Najświętszéj należy się Jej za to, że jest wyższéj świętości od każdego innego Świętego, a tytuł Przenajświętszej dla tego, że posiadała w Sobie Boga, zamykała Go w łonie Swojém jako Matka Jego, a od tytułu przez to nabytego przecież nigdy nie odpadła,

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Zwiastowanie
2020-03-20

Św. Joachima Ojca Przenajświętszej Maryi Panny

Żył z około roku 10 przed przyjściem Pańskiém.

Święty Joachim z wybranego narodu Izraelskiego, narodził się w Galilei, na lat kilkadziesiąt przed przyjściem Chrystusa Pana i należał do pokolenia Judy. Pochodził z królewskiego rodu Dawidowego i Salomonowego, a prócz tego wielu Proroków liczył pomiędzy swoimi przodkami. Święty Jan Damasceński, tak ród jego wywodzi. „Z pokolenia Dawidowego, pisze on, Lewi zrodził Melchiego i Pantera, Panter zrodził, Barpantera, a Barpanter zrodził Joachima.” (S. Jos. Damas. fld. orto. 1.IV. esp. 15.)

Rodzice wychowali go jak najpobożniéj, i święty Grzegorz Niceński w kazaniu swojém na Narodzenie Pańskie, powiada: że był to mąż najwyższéj świątobliwości, słynący z najwierniejszego zachowania praw Starego Zakonu. Skoro doszedł lat młodzieńczych, a jak pospolicie utrzymują w dwudziestym czwartym roku życia, stosując się do przepisów starego prawa, wymagającego aby każdy we właściwym wieku zawierał śluby małżeńskie, dla tego jedynie, a nie z żadnych ludzkich lub zmysłowych pobudek, wybrał z tegoż pokolenia do którego należał, jak to także Zakon nakazywał, dziewicę wielkiéj świątobliwości, i z nią zawarł małżeństwo. Pochodziła ona z rodu kapłańskiego, z pokolenia Aaronowego, i również jak on była z potomków Dawidowych, mieszkała w Betleem i miała na imię Anna.

Święty Hieronim, i jeszcze dawniejszy od niego pisarz kościelny Eustacyusz, piszą, że błogosławieni ci małżonkowie, wiedli żywot wielce świątobliwy; mili Bogu i ludziom, posiadali wielkie dostatki w trzodach, co stanowiło także i w wiekach ich poprzedzających, zamożność Patryarchów Abraama, Izaaka, Jakóba i innych.

Z wielkich majętności w jakie opływał, święty Joachim taki czynił użytek. Całe dochody swoje podzielił na trzy części: jednę oddawał do Swiątyni Pańskiéj, dla utrzymania przy niéj kapłanów i na potrzeby obrzędów religijnych; drugą rozdawał ubogim, a trzecią obracał na utrzymanie swoje i swojéj świętéj małżonki. Oddając się przytém wyłączniéj ćwiczeniom wyższéj pobożności, miał zwyczaj dnie uroczyste prawie całe w Świątyni przepędzać, i dla tém lepszego uświęcenia dni takowych, podwajał dobrych uczynków: to jest dwa razy tyle co zwykle przynosił w ofierze do świątyni, i dwa razy większe czynił jałmużny dla ubogich.

Taki rodzaj życia, wysokiéj dowodzący w Joachimie świątobliwości, jak w jednych obudził dla niego szczególny szacunek, tak w drugich, jak to zwykle bywa, rozniecał zawiść, i ztąd pobudzał złych ludzi przeciw niemu. Święty ten Patryarcha, już blizko lat pięćdziesiąt żył w stanie małżeńskim, już i on i błogosławiona małżonka jego święta Anna, znacznie posunęli się byli w lata, a potomstwa nie mieli, co pod prawem Starego Zakonu poczytywane było za widoczne niebłogosławieństwo Boże, i wielką sromotą stadła niepłodne okrywało. I z tego więc powodu, pomimo wysokiéj świątobliwości Joachima, jego nadzwyczajnéj dla ubogich hojności, i pożycia w ogóle będącego zbudowaniem dlą wszystkich, owszem będącego wzorem doskonałości najwyższéj, która go czyniła najświętszym człowiekiem swojego czasu,— pomimo tego, wiele od ludzi znosić on musiał upokorzeń.

Razu pewnego spotkało go nawet takowe publicznie, i w sposób nader dotkliwy. W dniu jednéj z wielkich uroczystości, Joachim przybył do świątyni ze swoim zwykłym darem; a że najbogatszą ofiarę przynosił, więc pierwszy powinien był złożyć ją na ołtarzu. Gdy do tego właśnie zabierał się, kapłan przewodniczący podówczas obrzędom, nazwiskiem Isuchar, niezważając i na wiek już wtedy podeszły świętego Joachima, i na to że zwykle pierwszy przystępował z ofiarą do ołtarza, bo zawsze dawał najhojniejszą, odtrącił go publicznie, z wielkiém dla niego uchybieniem, przydając jeszcze i w tych słowach obelgę: „Wynijdź ! ztąd starcze: nie godzi się bowiem abyś pierwsze zajmował w Świątyni miejsce, ty, na którego stadle małżeńskióm, cięży sromota niepłodności: z tego powodu tyś tu ostatnim.”

Tak ciężką i niespodziewaną zniewagę, zniósł święty Joachim w najgłębszéj pokorze, i tylko wróciwszy do domu, otrzymał szczególne a silne natchnienie od Ducha Świętego, aby bez względu na podeszły wiek swój i swojej błogosławionéj małżonki, gorące zanosił do Pana Boga prośby, żeby go koniecznie obdarzył potomstwem. Niezwłocznie też potém, udał się na puszczę dość odległą od miasta, i tam na wysokiéj górze, zbudowawszy sobie ubogą chatkę, osiadł w niéj trwając na modlitwie, i zachowując post tak ścisły, jak Mojżesz i Fliasz: to jest przez czterdzieści dni, żadnego nie biorąc posiłku. Przez ten czas zaś, święta Anna pozostawszy w domu, także zamknęła się, odsuwając się od wszelkich stosunków z ludźmi, i na modlitwie i poście w tymże celu trwała.

Wkrótce téż Pan Bóg wysłuchał ich prośby, i zesłał świętemu Joachimowi Anioła, którym według mniemania świętego Hieronima był święty Gabriel, i ten oznajmił mu, w imieniu Pańskiém, iż zostanie ojcem. A gdy święty starzec, z pierwszego razu, przeraził się jego widokiem: „Nie lękaj się, rzekł do niego ten posłannik niebieski, gdyż ja jestem Aniołem Pańskim, przysłanym od Boga, aby cię upewnić że modlitwy twoje wysłuchane zostały, i pomimo niepłodności twojego małżeństwa i wieku waszego podeszłego, będziesz miał potomka.”

Joachim silniejszéj wiary od Zacharyasza ojca świętego Jana Chrzciciela, który gdy mu podobnież podeszłemu w lata Anioł zapowiadał potomka, nie uwierzył temu od razu, nie zwątpił ani na chwilę, iż się tak stanie, jak mu to Pan Bóg przez Anioła oznajmiał. Wrócił do domu, pewnym będąc że spełnienie się tego przyrzeczenia nastąpi w swoim czasie, i zastał tam i świętą Annę, podobnémże widzeniem Anioła pocieszoną, i pełną niezachwianéj wiary w wykonanie się obietnicy Bożéj.

Jakoż wkrótce potém, Anna poczęła w żywocie swoim Tę, którój narodzenie miało świat i Niebo całe napełnić radością najwyższą, i święty Joachim stał się Ojeem przenajświętszéj Maryi Panny.

Ojciec Trombelli, pisarz kościelny pierwszorzędnéj powagi, opierając się na zdaniu świętego Augustyna Ojca Kościoła, i świętego Wincentego Ferrarego pisze, iż po odebraniu wiadomości przez Anioła, zapowiadającego im, że Pan Bóg wysłuchał ich prośby, święty Joachim i święta Anna uniesieni najżywszém uczuciem miłości Boga i wdzięczności ku Niemu, wpadli byli w zachwycenie, i wtedy stali się rodzicami przenajświętszéj Panny. (Tromb. Hist. Mariana. P, 1. C. 1. qu. 1) W objawieniach świętéj Brygidy, tak się o tém sama Matka Boża do niéj wyraziła „Syn mój Jezus Chrystus małżeństwo ojca i matki Mojéj, tak wysoką cnotą czystości obdarzył, że podówczas nie było na ziemi całéj świątobliwszego pożycia małżeńskiego. Gdy oznajmioném im zostało przez Anioła, że z nich narodzi się dziewica, z któréj przyjdzie na świat cały zbawienie, pomimo tego woleli umrzeć, aniżeli uledz zmysłowości, która już w nich zupełnie była wygasła. Mówię ci więc to jako rzecz najpewniejszą, Że jedynie z uczucia miłości Boga, i na słowo Anioła, zwiastującego im moje narodzenie, spełnili obowiązek małżeński, i stali się mojemi rodzicami. (Convenerunt carne non ex concupiscentia aliqua voluptatis, sed contra voluntatem suam ex divina dilectione, et sic ex semine corum caro mea perfecta est. S. Birg. ReveL Lib. L C. 9.) Swięty Joachim, miał wtedy według najpowszechniéj przyjętéj rachuby, lat przeszło siedemdziesiąt.

Niepodobna wyobrazić sobie świętéj pociechy, jakiéj doznał, dostąpiwszy szczęścia, jakiego zażywał, gdy Marya wzrastając w lata, objawiała tę niezrównaną Swoję świętość, która miała Ją uczynić matką Syna Bożego. Wszelako, zaledwie doszła lat trzech, kiedy święty Joschim widząc, iż taką jest wola Boża, oddał Ją na służbę wyłączną Panu Bogu, i sam ze świętą Anną zaprowadził i umieścił w świątyni Jerozolimskiéj, w gronie dziewie poświęconych Bogu.

Żył jeszcze potém lat jedenaście, i w ośmdziesiątym roku życia, a na lat sześć przed narodzeniem Zbawiciela zasnął spokojnie w Panu, i poszedł na łono Abrahama, oczekiwać chwili, aż Syn jego córki, Pan nasz Jezus Chrystus, więc jego wnuk według Swego człowieczeństwa, otworzy mu Niebo i umieści bardzo blizko Siebie i Swojéj Matki, a tejże jego córki przenajświętszéj.

Grób świętego Joachima znajdował się dzwniéj w kościele grobu Matki Bożéj zbudowanym na dolinie Józefatowéj. Późniéj ciało jego przemienione zostało do Jerozolimy, a głowa jako droga Relikwia, przechowuje się dotąd w jednym z kościołów w Kolonii.

W Martyrologium Rzymskiém w dniu dwudziestym Marca jest o nim wspomnienie, lecz święto obchodzi się w Niedzielę po Wniebowzięciu.

Pożytek duchowny

Po wielkiém upokorzeniu jakie spotkało świętego Joachima, z powodu iż nie miał potomstwa, dostąpił on najwyższego jaki może być udziałem człowieka zaszczytu i szczęścia, stając się Ojcem Tej, z któréj nsrodził się Pan Jezus, Bóg prawdziwy i Zbawca nasz najdroższy. Postanów wszelkie upokorzenia znosić cierpliwie, bo jeśi nie na tym świecie, to tém hojniejszą na tamtym, odniesiesz za to nagrodę.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który nad wszystkich innych Świętych wynosząc błogosławionego Joachima, Rodzicielki Syna Twojego ojcem go uczynić raczyłeś, spraw prosimy, abyśmy czcząc dzień jego święta, jegoż nad nami opieki zawsze doznawali. Przez tegoż Pana naszego i t. d

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 225–227.

Tags: św Joachim „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja małżeństwo czystość pokora
2020-02-08

Św. Jana z Matty Wyznawcy

Żyła około roku Pańskiego 1213.

Pożytek duchowny

Święty Jan z Matty, zaofiarowany przez pobożną matke przenajświętszej Maryi Pannie, tylekroć razy uciekając się do Niéj, cudownego wsparcia Jéj opieki zawsze doznawał. Niech cię to pobudzi do tego, abyś i ty serce twoje téj naszej Matce niebieskiéj zaofiarował, i do Jéj wszechwładnego pośrednictwa, we wszelkich potrzebach duszy twojéj z wielką ufnością uciekał się.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś przez świętego Jana, Zakon Trójcy przenajświętszéj do wyzwalania wiernych z niewoli saraceńskiéj miłościwie postanowić raczył, daj pokornie Cię prosimy, ażebyśmy jego zasługami wsparci, od więzów ciała i duszy, za łaską Twoją uwolnieni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 104.

Tags: św Jan z Matty wyznawca „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja
2020-02-02

Święto Oczyszczenia Przenajświętszéj Maryi Panny

Roku Pańskiego 1.

Święto dzisiejsze zawiera w sobie dwie wielkie tajemnice: Oczyszczenia przenajświętszéj Maryi Panny, i ofiarowania Pana Jezusa. Najczystsza z dziewic, poddaje się prawu oczyszczenia; Święty nad świętymi, kapłan odwieczny nowego przymierza, poświęca się Panu Bogu w ofierze. Marya, Matka Boga, najświętsza ze wszystkich niewiast jedna, która nigdy nie zaciągnęła najmniejszéj na duszy skazy, spełnia obrządek pokutny. Syn jednorodzony Ojca Przedwiecznego, Odkupiciel całego rodu ludzkiego, zezwala, aby go wykupiono, żeby mógł Sam poświęcić się na Kalwaryi. Dwie tu ofiary, w téj dwoistéj tajemnicy czyni serce Maryi: najprzywiązańsza z matek sama wydaje na ofiarę syna Swego; najczystsza z dziewic przez pokorę raczy uchodzić za pospolitą niewiastę. Marya więc w tém ofiarowaniu poświęca za zbawienie ludzi co ma najdroższego jako Matka: to jest syna Swojego; a w obrzędzie Oczyszczenia, poświęca co ma najdroższego jako Dziewica: to jest chwałę dziewictwa tegoż. Ileż tu tajemnic, w téj jednéj tajemnicy.

Przepisując Pan Bóg prawa Swojemu narodowi wybranemu, przykazał niewiastom, aby po wydaniu na świat dziecięcia, przez pewien czas nie dotykały niczego poświęconego Bogu, i nie wchodziły do świątyni (Lewi, XII). Prawo to określało czterdzieści dni po narodzeniu syna, a ośmdziesiąt po wydaniu na świat córki. Po upływie zaś tego czasu, matka powinna była udać się do kościoła, i złożyć tam w ofierze baranka, na podziękowanie Panu Bogu za szczęśliwe rozwiązanie, i gołąbka albo synogarlicę, na zadośćuczynienie za grzech jak się wyraża Pismo Boże: to jest dla dostąpienia przepisanego oczyszczenia prawem Starego Zakonu. Jeśliby zaś była ubogą, zaofiaruje tylko gołąbka albo synogarlicę w miejsce baranka, a po zaofiarowaniu ich przez kapłana Panu Bogu, zostanie oczyszczoną.

Oprócz przepisu tyczącego się oczyszczenia matki, był jeszcze inny, odnoszący się w szczególności do syna pierworodnego, według którego każdy pierworodny syn świętym Panu nazwany będzie (Exod. XIII), to jest poświęcony być ma na wyłączną służbę Bogu. Z mocy więc znowu tego prawa, wszyscy pierworodni z synów Izraelskich, powołani byli do usług ołtarza: lecz że Pan Bóg wyznaczył był w szczególności do tego, synów z pokolenia Lewi, przeto przykazał, aby pierworodni z innych pokoleń, nie mając być użytymi do służby w świątyni, zostali zaofiarowani Panu Bogu, jako pierwociny Mu należne, a potém wykupieni pieniędzmi (Num. VIII).

Niemasz wątpliwości, że prawo oczyszczenia nie tyczyło się wcale Maryi, która począwszy za sprawą Ducha Świętego, a stając się Matką, nie przestała być Dziewicą, nie mogła potrzebować oczyszczenia, a więc wyjętą była z pod tego prawa, tém bardziej, że cudowne narodzenie się Jezusa Chrystusa uczyniło Matkę Jego jeszcze niepokalańszą. „Jakżeby mogła znaleźć się najmniejsza skaza w Téj, która nie przestając być Dziewicą, stała się Rodzicielką, a w której łonie, Słowo Przedwieczne stało się ciałem?” powiada święty Augustyn. A daléj, w imieniu Pana Jezusa przemawiając, w te słowa się odzywa: – „Wstąpiłem w Matkę moję, jako w mój najświętszy Przybytek. Znalazłem go bez skazy, i również nieskalanym go pozostawiłem. Matką moją się stała, lecz Matką nie taką jak wszystkie inne matki, ale taką jaką ją sobie ukształtowałem, to jest pozostawiając Ją z dziewic najczystszą.”

Marya wszelako, pomimo przywileju nieskalanego dziewictwa swego, z własnéj woli, poddaje sie prawu, ściągającemu się tylko do pospolitych kobiet. Po Jéj więc zamiłowaniu świętéj cnoty dziewictwa, miarkuj jak wielką była ofiara, którą uczyniła, poświęcając w obrzędzie oczyszczenia w oczach ludzkich to, co najwyższą chwałę dziewic stanowi. Dość dla niéj było wiedzieć, iż będzie to czynem pokory, i spełnieniem Zakonu, a nieuchyla się od tego, pomimo wyjątku, ktory Ją od przepisu oczyszczenia uwalniał. Przekład jaki jéj dał był na sobie Pan Jezus, osmego dnia po narodzeniu poddając się prawu obrzezania, skłonił Ją do poddania się przepisowi Oczyszczenia, w czterdzieści dni po Jéj rozwiazaniu. O! jakto zawstydzić powinno te osoby, które dla lada błahego powodu albo tylko pozoru, uchylają się od spełnienia różnych przepisów Kościoła, które ich ze wszech miar obowiązują.

Przenajświętsza Panna udaje się do świątyni w dniu przez prawo przepisanym, i we wszystkiém wchodząc w myśl Swojego Syna, składa w ofierze i za siebie i za Niego parę gołębiąt, jak to Zakon dla ubogich przepisywał. Bo téż w istocie, zaofiarowując Panu Bogu Baranka bez zmazy, którego krew miała oczyścić świat cały, nie wypadało składać w ofierze baranka zwykłego, który według ducha prawa, był tamtego tylko obrazem.

Lecz jeśli Marya, czyni wielką ofiarę w dniu tym jako Dziewica, poddając się przepisowi oczyszczenia, czyni nie mniejszą jako Matka, ofiarując Syna Swojego. Pan Jezus jako najwyższy prawodawca, prawu nie podlegał; wszelako spełnia je, i Marya składa pięć szelągów za Jego okup. Czyniła zaś to bez wątpienia, nie aby go uwolnić od służby ołtarza, gdyż on był Kapłanem Przedwiecznym, stał się ofiarą błagalną za grzechy wszystkich ludzi, i właśnie w takim charakterze Sam zaofiarowuje się Bogu Ojcu. Cały więc ten obrzęd prawem przepisany, był tylko zewnętrzną powłoką zaszłéj w dniu dzisiejszym tajemnicy. Ofiara złożona przez Syna i Matkę, w ich sercach się wtedy odbyła. Tém bowiem zaofiarowaniem się, Pan Jezus zaczyna w świątyni ofiarę swojego życia za nasze zbawienie, którą w całkowitości wykona aż na Kalwaryi: a na zaofiarowanie się na to, Sama Go Matka zanosi…

Marya zawiadomiona dokładnie o wszystkich tajemnicach tyczących się naszego odkupienia, zaofiarowując Syna Swojego Ojcu Przedwiecznemu, zaofiarowuje Go niejako na drzewo krzyżowe. Można powiedzieć, iż Go wykupuje tylko na to, aby go wyżywić, i zdolnym tego wielkiego poświęcenia się uczynić. Wszyscy Ojcowie Kościoła utrzymują, że złożyła Go w ofierze najdobrowolniéj, i dla tego nazywają ją Współodkupicielką rodzaju ludzkiego, a święty Bonawentura, te słowa któremi święty Paweł wyraża niezmierną miłość Bogu do ludzi, stosując do przenajświętszéj Panny, powiada: Tak, Marya umiłowała świat, iż za zbawienie ludzi syna swego wydała (S. Bonav. Specul. B. V.).

Któż pojąc zdolny ile najlepszą z matek, kosztować musiała taka ofiara! Nie tylko już wtedy wiedziała w ogólności, że Syn Jéj najdroższy ma poświęcić życie Swoje za nas, lecz widziała, w duchu, jak to także utrzymują Ojcowie święci, wszystkie szczegóły męki i śmierci Jego. Składając dzisiaj w ofierze Panu Bogu tę Boską Hostyą, rozpoczynała już w téj chwili tę ofiarę, która się śmiercią Jezusa miała zakończyć. Nic też dziwnego, że późniéj milcząca stała pod krzyżem, gdy Syn Jéj umierał, bo w tajemnicy dnia dzisiejszego już go na to poświęciła.

Poważny starzec nazwiskiem Symeon, mąż sprawiedliwy i bojący się Boga, oddawna z upragnieniem wyglądający przyjścia Zbawiciela, który miał być pociechą jego narodu, znajdował się w świątyni, w chwili gdy przenajświętsza Marya Panna do niéj weszła. Duch Święty, którym był napełniony, upewnił go, że nie umrze aż ujrzy Chrystusa Pańskiego, i tenże Duch Święty zawiódł go pod tę porę do świątyni, i dał mu poznanie, że Marya była Matką Bożą, a dziecię które przyniosła, obiecanym Mesyaszem. Wtedy w uniesieniu miłości Bożéj, wdzięczności i świętego wesela, wziąwszy Boskie niemowlę na ręce, zawołał: – „Teraz Panie rozporzadzaj sługą Twoim, i powołaj go do pokoju wiecznego, według danego mu przyrzeczenia. Umrę szczęśliwy, niczego już na ziemi pragnąć nie mogę: czas aby oczy moje się zawarły, bo cóżby jeszcze godnego widzenia oglądać mogły, gdy oto dziś ujrzały tego, któregoś zesłał dla zbawienia świata, ktory ma prawdę ogłosić ludziom, a światłością swoją rozproszyć ciemności błędów pogaństwa, po całéj ziemi rozszerzone: tego nakoniec, który stanie się najwyższą chwałą ludu Izraelskiego.” Potém święty starzec zwracając mowę do Maryi, i oddając Jéj przenajświętsze Dziecię, a duchem prorockim ożywiony: – „Chociaż wiem, rzecze do Niéj, że najdroższy ten Sym Twój przyszedł na świat aby zbawić wszystkich ludzi, jednak stanie się on później powodem zguby wielu, którzy nie skorzystają z zasług Jego śmierci. I lubo naród Żydowski wyglądał go z upragnieniem, widzę że tenże naród będzie najzawziętszym Jego wrogiem. Stanie się On dla niego znakiem, któremu sprzeciwiać się będą. Sam zaofiarował się w téj chwili Ojcu Swojemu Przedwiecznemu, a Ty zgodnie z wolą tegoż Ojca niebieskiego, składając Go w ofierze, zezwoliłaś na śmierć Jego: przygotuj się więc, że i Twoję własną duszę, przebije miecz, przez niezmierne boleści, jakich doznasz gdy będziesz patrzeć na Jego krwawą ofiarę.” (Łuk. II. 29.)

Gdy mąż Boży w ten sposób ogłąszał tajemnice odkupienia, i zapowiadał Maryi jéj w tém największém dziele miłosierdzia Bożego udział, pewna świątobliwa wdowa, mająca już ośmdziesiąt cztery lat wieku, imieniem Anna, córka Fanuela, sławna w całéj krainie żydowskiéj z daru proroctwa, i ze świętobliwego życia, jakie wiodła od śmierci męża, z którym tylko lat siedem mieszkała, weszła do świątyni, w któréj zwykle przebywała. Ujrzawszy Jezusa, Maryą i Józefa, przejęta temiż uczuciami świętéj radości, jak i Symeon, oddawała także chwałę Panu, i przed wszystkimi, którzy oczekiwali przyjścia Zbawiciela, rozgłaszała iż już On zstąpił z Nieba na ziemię.

Święto oczyszczenia przenajświętszéj Panny, jest jedném z najdawniejszych w Kościele. Jeszcze w roku Pańskim 542, za panowania cesarza Justyniana, powszechnie obchodzoném bywało drugiego lutego, który jest dniem czterdziestym od narodzenia Pana Jezusa. A nawet Papież Gelazy, zasiadający na Stolicy Apostolskiéj, na trzydzieści lat przed wstąpieniem na tron Justyniana, to święto postanowił w Rzymie; a uczony Suriusz, w żywocie świętego Teodozego, który żył na początku czwartego wieku, pisze że święto Oczyszczenia Matki przenajświętszéj, już wtedy według dawnego zwyczaju obchodzono uroczyście.

Dla uczczenia dzisiejszéj świętéj pamiątki, przez pobożne naśladowanie w tém Matki Bożéj, w niektórych krajach katolickich, a między innemi i u nas, jest chwalebny zwyczaj, że matki po wydaniu na świat dziecięcia, w pierwszém wyjściu swojém z mieszkania, udają się z niém do kościoła, ofiarując je Panu Jezusowi i przenajświętszéj Matce Jego, przez co ściągają na siebie i na potomstwo swoje tém obfitsze błogosławieństwa niebieskie. Święty ten obrządek u nas nazywają: Wywodem.

Przey dzisiejszéj uroczystości, w kościele poświęcają się świece woskowe. Czyni się to na pamiątkę słów, które święty Symeon, Wielki Kapłan, wyrzekł był, biorąc wtedy Pana Jezusa na ręce, i mówiąc, iż On stanie się światłością świata całego. Świece te, według przyjętego w kościele zwyczaju, zapalane bywają przy konających, aby przypominając zaofiarowanie się Pana Jezusa za zbawienie ludzi, dopomogły przez to umierającemu do pogromienia napadów złego ducha, z największą natarczywością przy każdéj śmierci na duszę uderzającego. Dla tego świece te nazywają Gromnicami, a uroczystość dzisiejszą – świętem Matki Bożej Gromnicznéj.

Pożytek duchowny

Z ofiarą Pana Jezusa przez ręce Matki przenajświętszéj Bogu uczynioną, któréj dziś Kościół święty pamiątkę uroczystą obchodzi, połącz i ty niegodną serca twojego ofiarę. Proś Matki Bożéj, aby Ona je Bogu tak oddała i poświęciła, żebyś Mu odtąd z całego tegoż serca twojego służył.

Modlitwa (kościelna)

Wszechmogący i wieczny Boże! do miłosierdzia Twojego pokorne prośby zanosimy; a jak w dniu dzisiejszym Syn Twój jednorodzony, przyoblekłszy ciało nasze, w świątyni został Ci zaofiarowany, tak daj miłościwie, żebyśmy i my z grzechów oczyszczeni, Tobie całém sercem zaofiarować się mogli. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 88-91.

Tags: święto Oczyszczenia Ofiarowanie Niepokalane Poczęcie dziewictwo Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna baranek gromnica wywód
2019-12-08

Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny

(Z: Żywoty Świętych Pańskich o. Prokopa Kapucyna)

Uroczystość Niepokalanego Poczęcia przenajświętszéj Maryi Panny, jest obchodem pamiątki téj błogosławionej chwili, w któréj Matka Boża żyć zaczęła w żywocie matki Swojéj świętéj Anny. Nazywa się zaś to Jéj poczęciem Niepokalaném dla tego, że Ona jedna, ze szczególnego przywileju Boskiego, od pierwszéj chwili życia, była wolną od skazy grzechu pierworodnego, z którą każde inne dziecię na ten świat przychodzi. Lecz żeby lepiéj ocenić, jak wielkim, a należącym się Maryi było to wyjątkiem, trzeba przypomnieć sobie naukę Kościoła o grzechu pierworodnym, a która jest następująca.

Pan Bóg, stworzył pierwszych naszych rodziców Adama i Ewę w stanie łaski i niewinności. Przywilej ten sprawiał że człowiek był miły Bogu, miał prawo do Jego miłości, i w sobie żadnych złych skłonności nie doznawał. Gdyby w tym stanie byli wytrwali nasi pierwsi rodzice, wszyscy ludzie z nich pochodzący, byliby w nim także rodzili się. Lecz tak się nie stało: Adam i Ewa, nieposłuszeństwem zgrzeszyli przeciw Bogu, i w skutek tego sprawiedliwość Boska pozbawiła ich stanu łaski i niewinności: to jest stali się oni nieprzyjaciołmi Boga, przedmiotem Jego słusznéj nienawisci i skłonnymi do złego. Takimi już będąc gdy mieli dzieci, i dzieci te rodziły się nie innemi jak takiemi jakimi stali się ich rodzice po upadku. Następnie synowie i córki Adama i Ewy mając potomstwo, znowu takież same wydawali na świat, i wskutek tego każdy z rodzących się jest istotą obrzydliwą w oczach Boga i skłonny do grzechu, i to się nazywa skazą grzechu pierworodnego od któréj nikt nie jest wolnym.

Nieprzebrane miłosierdzie Boże, przyniosło jednak i na to ratunek. Syn Boży stał się człowiekiem, przebłagał męką i śmiercią Swoją słuszny gniew Boży, i między innemi postanowił Sakrament Chrztu świętego, przez ktory dusza, i to dopiéro po jego przyjęciu, oczyszczona zostaje z onéj skazy grzechu pierworodnego i staje się miłą Bogu.

Otóż, przenajświętsza Panna, była wolną od téj skazy od pierwszéj chwili jak Ją Pan Bóg stworzył, jak żyć zaczęła, i to jeszcze w łonie swojéj matki świętéj Anny; to jest: że jéj Poczęcie było Niepokalaném, że Maryi przenajswiętsza dusza nigdy, ani na najkrótszą chwilę, nie była skalaną skazą grzechu pierworodnego.

Przywiléj ten, a którego jedna tylko Marya dostąpiła, jest bez wątpienia największy jaki duszę ludzką mógł spotkać po upadku pierwszych naszych rodziców. Jest on większy od wszystkich innych chociaż tak wyjątkowych przywilejów, jakiemi Pan Bog obsypal i obsypać, jakby powiedzieć, musiał w mierze jakby nieograniczonéj Tę, którą sobie za Matkę przeznaczał. Jestto przywilej tak wielki, że, według zdania Ojców świętych, gdyby pozostawiono było do wyboru Maryi, albo stać się Matką Boga, ale być poczętą ze skazą grzechu pierworodnego, albo zostać poczętą bez zmazy grzechu pierworodnego, lecz nie dostąpić godności macierzyństwa Boskiego, byłaby wolała nie być Matką Syna Bożego, byle być Niepokalanie poczętą: byłaby dała pierwszeństwo swojemu przywilejowi Niepokalanego Poczecia nawet nad przywilejem niezrównanéj godności Swojego macierzyństwa Bożego. W oczach bowiem Maryi, ktora znała i kochała Boga lepiéj i silniéj niż wszystkie duchy niebieskie razem uważane, żadna inna łaska, żaden inny przywiléj nie byłby w stanie wynagrodzić Jéj nieszczęścia, jakiém byłoby to dla Niéj, gdyby chociażby na najkrótszą chwilę życia, dusza Jéj miała pozostawać w stanie niełaski, w stanie obrzydzenia przed Bogiem. Z drugiéj znowu strony, Pan Bóg obdarzając Ją jako Matkę Swoję wszystkiemi łaskami i darami jakiemi tylko mogł istotę stworzoną obdarzyć, w żaden sposób nie mogł odmówić Jéj tego przywileju za który Ona Sama wszystkie inneby oddała. Stworzył Ją tedy Niepokalaną, przeczystą, wolną od cienia najmniejszéj na duszy skazy, i to od pierwszéj chwili Jéj życia, według tych słów Pisma Świętego, które Kościół właśnie do Niepolanajéj Panny Maryi stosuje: Wszystka jesteś piękna przyjaciółko moja, i nie masz w Tobie zmazy. (Pieśń. IV. 7)

Początek Bulli Ojca świętego Piusa IX-go, który ten przywiléj Matki Bożéj, od najpierwszych czasów Kościoła wyznawany powszechnie, ogłosił jako należący do Artykułów wiary świętéj, tak streszcza o nim naukę katolicką.

Bóg najwyższy, którego drogi pełne miłosierdzia i nieomylnéj prawdy, ktorego wola jest wszechmocnością, a którego mądrość dosięga silnie od krańców do krańców wszystkiego, a wszystko słodko urządza, gdy od wieków przewidział opłakany całego rodu ludzkiego upadek z grzechu Adama wypływający, i w wyrokach Swoich tajemniczych, pierwsze największe dzieło Swojéj dobroci, przez Wcielenie się Słowa, spełnić postanowił, a to w tym celu aby człowiek wbrew miłościwym nad nim zamiarom Bożym zlością szatańską w grzech wplątany, nie zaginął, i aby to co w pierwszym Adamie upadło, w drugim to jest w Chrystusie, szczęśliwie powstało, – od początku i przed wiekami, dla Jednorodzonego Syna Swojego Matkę z któréj wcieliwszy się narodzilby się w czasie, wybrał i przeznaczył, i tak dalece nad wszystkie stworzenia umiłował, że w Niéj przekładając Ją wyżéj nad wszystkie duchy Anielskie, i nad wszystkich Świętych, wszelkiech niebieskich darów obfitością, ze skarbu Bóstwa Swojego zaczerpniętą, tak przedziwnie Ją napełnił, że Ona od wszelkiéj skazy grzechowéj wolna i całkiem piękna i doskonała, taką posiada nieskazitelność i pełność świętości, jakiéj, prócz Samego tylko Boga, wyższej ani wyobrazić sobie nie można, i do któréj nawet pojęcia, nikt prócz Boga dojść nie może. Jakoż, wypadało koniecznie, aby promieniami najwyższéj świętości zawsze przyozdobiona jasniejąc, i nawet od skazy grzechu pierworodnego całkiem wolną będąc, najzupełniejsze zwycięstwo odniosła nad przeklętym wężem Matka tak czcigodna, ktoréj Bóg Ojciec, jednorodzonego Syna Swojego z Istoty Swojéj zrodzonego a Sobie równego, tak dać postanowił, aby z natury Swojéj był On jednym i tymże samym wspólnym Boga Ojca i przenajświętszéj Panny Synem.

(Bulla dogmat. Pii IX. de Immac Conc.)

Lecz w tym przywileju tak wielkim Maryi, że ona jedna od chwili Swojego poczęcia była wolną od skazy grzechu pierworodnego, i od téj chwili jest świętszą od wszystkich najświętszych duchów niebieskich jakie kiedy istniały i istnieć miały, zawierały się dwa prócz tego przywileje, których żadna inna istota stworzona nie posiadała. Uświęcenie bowiem Jéj bylo nietylko niezwłoczne to jest że świętą stworzona została, owszem najświętszą, jako przeznaczona na Matkę Boga, lecz prócz tego, od téj świętości odpasć nie mogła, i w Niéj bezustannie wzrostu nabierała. Adam i Ewa byli wprawdzie także stworzeni w stanie łaski uświęcającéj, lecz mogli od niéj odpaść i w istocie stracili ją, podobnież jak Aniolowie którzy się zbuntowali. Lecz Marya od chwili Swojego poczęcia, otrzymała i łaskę utwierdzającą Ją raz na zawsze w świętości, tak, że w skutek tego daru nie mogła jéj postradać. Téj łaski dostąpili wprawdzie i Apostołowie po odebraniu Ducha Świętego, ale prócz tego że dostąpili jéj dopiéro wtedy, a przedtém byli grzesznikami, nie byli oni wolnymi od grzechów powszednich i pewnych niedoskonałości, gdy tymczasem Marya, od pierwszéj chwili Swojego istnienia, była przejęta niezachwianą milością Boga, niezachwianie jak najsilniéj zjednoczoną była z Bogiem, i znowu ze szczególnéj łaski, przez całe zycie Swoje pozostała wolną od najmniejszego grzechu, owszem, od cienia najlżejszéj niedoskonałości.

I nie dość na tém: bo chociaż takiż przywiléj niegrzeszenia posiadają i dusze błogoslawione w Niebie, gdzie wolne są od wszelkiéj niedoskonałości, i posiadają także swiętość od któréj odpaść nie mogą, to jednak w niéj już wzrostu nabywać nie są w stanie, nie mogą w téj świętości stawać się coraz doskonalszymi. Marya zaś, ciągle coraz większego nabierała wzrostu w świętości a już od pierwszéj chwili wyższéj bez żadnego porównania od wszystkich innych świętości razem wziętych, i wznosiła się w niéj bezustannie, jakby do nieskończoności, dopókąd żyła na ziemi.

Owoż, według nauki Kościoła, za każdy postęp w doskonałości, to jest za każde współdziałanie duszy z łaską, Pan Bóg udziela nowéj i to wyższej łaski, i tak następnie. Gdy tedy Marya, od pierwszéj chwili Swojego poczęcia, była najświętszą z najświętszych istot ziemskich i niebieskich, gdy po téj pierwszéj takiéj lasce szczególnéj i największéj, dawał Jéj Pan Bóg i dalsze również w najwyższym stopniu, i gdy z każdą z nich współdziałając coraz nowe znowu otrzymywała; gdy w ciągu Jéj życia nie było chwilki ani najmniejszéj, w którejby jakiejś nie otrzymała, gdy we współdziałaniu z niemi nie zaniedbywała się nigdy, – miarkujmyż z tego, do jakiego stopnia świętości w końcu dojść musiała! Słusznie więc, jak się wyraża Bulla Ojca świętego wyżéj przytoczona, świętość Jéj była taką, że jéj nikt prócz Boga Samego, nawet pojąć nie może. Żaden rozum, ani ludzki ani anielski ogarnąć jéj nie zdolny, a święty Augustyn powiada, że nawet Sama Matka Boża, ponieważ nie była bóstwem, nie mogła mieć całkowitego pojęcia Swojéj jakby nieograniczonéj doskonałości. Ztąd święty Bernardyn pisze, że świętość Maryi i Jéj doskonałość, jest jakby nieskończoną, a święty Tomasz Doktor Anielski mówi: "Sam Stwórca najwyższy, wpatrując się w Nią, podziwia w Niéj arcydzieło Swojéj potęgi, dobroci, miłości i hojności" i jak się wyraża Ojciec Arżantan, zdaje się, że tak jak Aleksander Wielki, uwielbiając mądrość Dyogenesa, zawołał: że gdyby nie Aleksandrem chciałby być Dyogenesem, tak Pan Bóg mógłby powiedzieć, że gdyby nie był Bogiem (co być nie może) chciałby być Matką Bożą.

Otóż do czego doprowadził Maryą Jéj przywiléj Niepokalanego Poczęcia, którego tajemnicę w dzisiejszéj uroczystości Kościół Boży obchodzi. Powinniśmy przeto w niéj z całego serca dziękować Bogu że nim przenajswiętszą Panną obdarzył, i całém sercem cieszyć się wraz z Niebem całém z tego Jéj, przez to właśnie, nad wszystkie istoty slusznego wywyższenia.

Pożytek duchowny

Dogmat o Niepokalaném Poczęciu Maryi, streszcza w sobie dwa dogmata zasadnicze nauki katolickiéj: o Bóstwie Pana Jezusa, i o skłonności człowieka do złego wskutek grzechu pierworodnego. Dla tego bowiem że Marya miała być Matką Boga, potrzeba było aby była wolną od skazy grzechu pierworodnego, i Ona tylko jedyny pomiędzy ludźmi stanowi w tém wyjątek. Owóż, słaba wiara w Bóstwo Zbawiciela i zapoznanie następstw grzechu pierworodnego są główném źródłęm wszystkich za naszych czasów błędów religijnych. Podziwiaj więc miłosierdzie i mądrość Boga, który i dla tego w obecnym wieku chciał mieć ogłoszonym dogmat o Niepokalaném Poczęciu Maryi, aby w umysłach wiernych rozżywić pamięć tych właśnie prawd, które jawniéj lub skryciéj, dziś najpowszechniéj są zaprzeczane.

Modlitwa (Kościelna).

Boże! któryś przez Niepokalane Dziewicy poczęcie, godny Synowi Twojemu przybytek zgotował, pokornie Cię prosimy, abyć, z przewidzianych zasług śmierci tegoż Syna Twojego od wszelkiéj skazy grzechu Ją zachowując, i nam za Jéj pośrednictwem z grzechów oczyszczonym dał dojść do Ciebie. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Tags: Maryja Niepokalane Poczęcie
2019-11-21

Modlitwa św. Alfonsa

Na podstawie Współżycie z Bogiem o. Gabriela od św. Marii Magdaleny, 1960, t. II, s. 631-632 (Święto Ofiarowania Maryi w Świątyni):

Umiłowana Boga, najukochańsza Dzieweczko Maryjo! Gdybym to mógł dzisiaj oddać Ci pierwsze lata mego życia i ofiarować Ci się na służbę, święta i najsłodsza Pani moja, podobnie jak Ty ofiarowałaś się w świątyni i cała poświęciłaś się chwale i miłości swego Boga! Lecz już za późno, straciłem bowiem tyle lat na służbie świata i własnych kaprysów, zapominając niejako o Tobie i o Bogu. Biada mi, że był czas, w którym nie miłowałem Cię! Lecz lepiej później zacząć niż nigdy. Oto, o Maryjo, dzisiaj staję przed Tobą i ofiaruję się cały na Twoją slużbę na ten krótki lub długi czas życia, jaki mi jeszcze zostaje na tej ziemi i podobnie jak Ty, wyrzekam się wszystkich stworzeń, oddając się całkowicie Miłości, mojemu Stworzycielowi. Ofiaruję Ci więc, o Królowo, mój rozum, aby zawsze myślał o miłości, na jaką Ty zasługujesz; mój język, aby Cię chwalił; moje serce, aby Cię kochało. Przyjmij, o Najświętsza Dziewico ofiarę, jaką Ci sklada ten nędzny grzesznik; przyjmij ją, błagam Cię, przez te pociechę, jakiej doznało Twoje serce, gdy w świątyni ofiarowałaś się Bogu. A chociaż późno oddaję się na Twoją służbę, słuszną jest rzeczą, abym naprawił czas stracony, podwajając moje przysługi i miłość.

O Matko miłosierdzia, wspomóż swoim potężnym wstawiennictwem moją słabość i wyjednaj mi u Jezusa wytrwalość i siłę, abym pozostał wiernym aż do śmierci. Spraw, abym służąc Ci nieustannie w tym życiu mógł dojść do nieba, aby Cię wychwalać na wieki.

Tags: Maryja św Alfons Współżycie z Bogiem
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.