Citatio.pl

Wpisy z tagiem "matka":

2020-10-16

Św. Jadwigi, Księżnéj Polskiéj

Żyła około roku Pańskiego 1243.

(Żywot jéj był napisany przez Engelberta Cystersa.)

Święta Jadwiga przyszła na świat roku Pańskiego 1174, z ojca Bertolda książęcia na Karyntyi, margrabiego Morawskiego, hrabiego na Tyrolu, i Agnieszki księżniczki Rakuzkiéj. Na wychowanie oddana została do klasztoru Benedyktynek w Lucyngu, gdzie już zauważano w niéj szczególne upodobania we wszystkiém co się służby Boskiéj tyczyło. W dwunastym roku, wydana została za mąż za Henryka, przezwanego Brodatym, Polskiego i Szlązkiego książęcia, prawnuka króla Bolesława Krzywoustego.

Pobożna, skromna, miłosierna, serce swoje od dzieciństwa Bogu poświęciwszy, od wszelkiéj próżności światowéj daleka, taką się okazała w stanie małżeńskim Jadwiga, a przez co małżonka swojego doskonałego chrześcijanina, zbawiennym wpływem i własnym przykładem do jeszcze gorliwszéj pobożności pobudziła.

Dziatki któremi ich Pan Bóg udarował, wychowała w bojaźni Bożéj, przykładem własnym do wszelkich cnót chrześcijańskich je zaprawiając. Książęcy dwór utrzymywała na téj stopie, aby się na nim wszyscy nieposzlkowanemi obyczajami odznaczali. Za przyboczne swoje panie brała tylko te które się szczególną odznaczały pobożnością, niecierpiąc pomiędzy niemi nietylko żadnego zgorszenia, lecz nawet cienia płochości. Przestrzegała także, ażeby nie dopuszczano się grzechu obmowy, tak zwykle na wielkim świecie popełnianego; mawiała bowiem, że obmówca dwie dusze zabija i swoję i tego kto go chętnie słucha. Dla poddanych swojego obszernego państwa była prawdziwie matką najtroskliwszą: najchętniéj za każdym z nich wstawiała się do książęcia męża swojego, i skoro się dowiedziała o jakim ucisku biedniejszych, zaraz się oto przed nim uskarżała. Na rządców we własnych dobrach a nadzwyczaj rozległych, wybierała ludzi nieposzlakowanéj prawości, zalecając im jak największe dla włościan miłosierdzie, a od czasu do czasu wysyłała tam swoich kapelanów, aby ściśle dochodzi, czy czasem jakiéj niesprawiedliwości nie dopuszczają się ciż rządcowie względem jéj poddanych. Oszczędna na próżne i zbytkowne wydatki, tak hojne czyniła jałmużny, że z ogromnych dochodów których była panią, ledwie setną część na własne używała potrzeby, a resztę obracała na miłosierne uczynki. Wspierała ubogie duchowieństwo, kościoły wspaniałe budowała, zakładała i uposażała klasztory tak męzkie jak żeńskie. Wywdzięczając się Cysterkom, u których była wychowana, założyła dla nich klasztor w Trzebnicy, który tak hojnie zaopatrzyła, że oprócz przeszło stu zakonnic które tam mieszkały, mogło jeszcze przy nim, wedle myśli założyielki, tysiąc osób jużto wychowanie odbierać, już mieć na całe życie utrzymanie. Przytém nietylko wspierała po książęcemu ubogich, lecz miała kilkunastu chorych umieszczonych przy pałacu, którym sama wszelkie oddawała usługi. Także trzynastu biednym codziennie rozdawała obiad, zanim sama do książęcego stołu zasiadła. Ażeby się téj zasługi żadnego dnia nie pozbawiać, gdy po kraju podróżowała, trzynastu ubogich wozić kazała za sobą. Więźniów za długi trzymanych, wykupywała. W latach w których przewidywała głód z powodu nieurodzajów, robiła wielkie po własnych włościach zapasy zboża, a gdy głód nadszedł, kazała po całém państwie obwoływać żeby lud ubogi do jéj spichrzów się udawał, gdzie mu żywność bezpłatnie rozdawano. Mogła zaś tém bardziéj tak hojną być na biednych, że na własne potrzeby coraz mniéj wydawała. Prócz uroczystości dworskich, w których przywdziewać się kosztowniéj musiała, codziennie nosiła prostą szarą suknię.

Po ośmiu latach pożycia małżeńskiego, gdy trzech synów i trzy córki mężowi powiła, mając lat dwadzieścia, skłoniła małżonka do zachowania już odtąd dozgonnéj czystości, i do togo przed Biskupem ślubem się zobowiązali. Od téj pory Jadwiga, jakby najskromniejsza dziewica, już nigdy sam na sam z mężem nie pozostawała. Nawet gdy go doglądała w chorobie, miała zawsze przy sobie, jednę albo dwie panie dworskie. Od tego czasu także w ulubionym swoim klasztorze Trzebnickim przebywała, a nawet za zezwoleniem męża, habit przyoblekła, i wszystkie obowiązki surowéj Reguły spełniała jak najwierniéj. Ślubów jednak zakonnych nie uczyniła, a to dla tego, aby wielkiemi dostatkami jakie posiadała, mogła ciągle rozrządzać na korzyść ubogich. Sama zaś takie zachowywała ubóstwo, że nigdy habita nowego nie włożyła, lecz donaszała taki który już przez inne siostry zakonne dobrze był wytarty. Na pożywienie zbierała resztki chleba z ich stołu, lub to co po ubogich którym sama rozdawała żywność, pozostawało, mówiąc iż to co po nich dostaje, uważa jakby po Chrystusie dostawała, gdyż w każdym z nich samego Zbawiciela widzi. Obchodziła się téż z niemi z największym uszanowaniem i niekiedy im nogi całowała. Z szczególnym także była szacunkiem dla zakonnic, jako oblubienic tegoż Chrystusa Pana, i wszystko co od nich pochodziło, jakby za relikwie sobie poczytywała, tak dalece że używając wspólnego klasztornego ręcznika do otarcia twarzy, starała się ocierać tą jego częścią, która najwięcéj zabrudzona była. Wodę w któréj zakonnice nogi myły, używała za lekarstwo na kąpiel dla własnych dzieci gdy które z nich chore było, i zwykle tym jednym środkiem zdrowie im przywracała.

Mieszkając w klasztorze, w którym miała pociechę widzieć zakonnicą a późniéj przełożoną swoję córkę Gertrudę, przykładem własnym i wpływem, bardzo wiele dziewic i wdów z najmożniejszego stanu, do służby Bożéj powołała. Modlitwa jéj ustawiczną niejako była, miłosiernemi tylko uczynkami przeplatana: większą część nawet nocy, zwykle leżąc krzyżem, spędzała na niéj przed ołtarzem Matki Bożéj. Wtedy właśnie wielkie odbierała łaski. Razu pewnego, co nawet widziały inne zakonnice, Pan Jezus ukrzyżowany umieszczony nad ołtarzem przenajświętszéj Maryi Panny przed którym się modliła, ściągnął z krzyża prawą rękę i nią błogosławiąc Jadwigę, głośno przemówił w ta słowa: „Wysłuchana jest modlitwa twoja, to o co prosisz otrzymasz.”

Bardzo przytém pokutne prowadziła życie: prócz niedzieli, w każdy inny dzień, raz tylko około wieczora brała niewielki posiłek. We wtorki i czwartki jadała z masłem, w poniedziałki i soboty tylko trochę jarzyny, a środy i piątki o chlebie i wodzie suszyła. Pod habitem miała ciągła ostrą włosiennicę. W największe zimna, lekkim tylko zakonnym płaszczem okryta, pomimo mrozów i śniegów boso chodziła. Podczas ciężkiéj zimy spowiednik nakazał jéj nosić trzewiki; ona je pod płaszczem zawiesiła u pasa, a kiedy ojciec duchowny strofował ją o nieposłuszeństwo, Święta pokutnica pokornie i z uśmiechem tłómaczyła mu że przecież je nosi, i uprosiła aby jéj nie kazał na nogi ich wkładać. Sypiała zawsze na ziemi, a w chorobie, zaledwo pozwoliła aby jéj siennik posłano. Zadając sobie srogie biczowania, domagała się jeszcze aby i siostry jéj tę usługę wyrządzały, i usilną prośbą zmuszała że jéj nie oszczędzały.

Najdotkliwsze dopuszczenia Boże, znosiła z poddaniem się woli Jego przenajświętszéj i dziękczynieniem nawet. Gdy męża jéj w bitwie z Czechami zranionego wziął do niewoli Konrad książe Czeski, na wieść tę spokojnie rzekła tylko: „Ufam że Pan Bóg rychło go wyswobodzi.” A kiedy Konrad pomimo wszelkich starań uczynić tego nie chciał, i zabierało się do nowéj z nim z tego powodu wojny, święta Jadwiga, zapobiegając rozlewowi krwi chrześcijańskiéj, sama coprędzéj do tego książęcia się udała. Człowiek ten znany ze swojéj zawziętości i uporu, skoro ją ujrzał zmiękczał, męża jéj oddał, a tak i księcia wyrwała z niewoli, i pokój dla dwóch ludów pozyskała.

Podobnąż uległość woli Bożéj okazała po zgonie syna, na który nawet w cudowném widzeniu własnemi patrzała oczyma. Ten dowodząc wojskami chrześcijańskiemi przeciwko Tatarom, w krwawéj bitwie pod Lignicą poległ. Lubo oddalona od miejsca tego, Jadwiga duchem widziała całą bitwę: patrzała jak syn jéj przebity mieczem upadł z konia, a Tatarzy uciąwszy mu głowę, zatknęli ją na dzidę i obnosili naokoło zamku Lignickiego, dla postrachu oblężonych. Widzenie takowe objawiła zaraz Demundzie zakonnicy, która z nią najbliżéj przestawała, a potém i innym zakonnicom i swojej synowéj. W parę dni późniéj odebrana z pola bitwy wiadomość, stwierdziła jéj widzenie, a gdy siostry nad nią płakały, ona uklęknąwszy i podniosłszy oczy do Nieba rzekła: „Panie! dzięki Tobie żeś mi dał syna, który w obronie chrześcijaństwa życie swoje położył. Polecam Ci Boże mój, duszę jego, i nie wątpię że już ją do Siebie przygarnąć raczyłeś.”

O dniu swojéj śmierci, miała także objowienie, i niechorując jeszcze, nad zwyczaj kościelny uprosiła aby jéj udzielono Sakrament ostatniego namaszczenia, po którego przyjęciu niezwłocznie w śmiertelną zupadła chorobę. W chwili konania, wobec sióstr zgromadzonych zesłał Pan Bóg do niéj z Nieba wiele dusz błogosławionych, które witała po imieniu, w których liczbie były święte Magdalena, Tekla, Katarzyna, Urszula i inne. Długo z niemi po łacinie rozmawiała, i wśród togo, błogo zasnęła w Panu dnia 15 Października roku Pańskiego 1243.

Jak za życia wielu cudami słynęła, tak jeszcze bardziéj po śmierci. Żyjąc bowiem wielu ciężko chorych uzdrowiła, żegnając ich obrazkiem Matki Boskiéj, który zawsze miała przy sobie. Dwóch z powieszenia umarłych, modlitwą swoją wskrzesiła. Gdy w lat dwadzieścia cztery po jéj śmierci, Papież Klemens IV miał ją kanonizować, przygotowując się do tego, w czacie Mszy świętéj prosił Pana Boga, aby przez zasługi świętéj Jadwigi uzdrowił ślepą dziewicę obecną wtedy w kościele: cud ten nastąpił niezwłocznie i Papież w poczet ją Świętych wpisał.

Pożytek duchowny

Święta, któréj żywot przeczytałeś, dwiema szczególnie jaśniała cnotami: wzgardą zaszczytów i dostatków ziemskich, i miłosierdziem dla ubogich. Oblicz się z własném sumieniem czy nie żywisz w sercu żądzy wywyższenia i pragnienia bogactw doczesnych, dwóch uczuć najprzeciwniejszych duchowi Ewangelii świętéj, którym każdy chrześcijanin rządzić się koniecznie powinien; a także czy dla ubogich wedle możności jesteś miłosierny, bo tylko miłosierni dla bliźnich, miłosierdzia Bożego dla siebie dostępują.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionéj Jadwidze, dał łaskę wzgardzenia wielkościami tego świata, a całém życiem postępować pokorną drogą Twojego krzyża; spraw, abyśmy za jéj zasługami i przykładem, nauczyli się wzgardzić znikomemi téj ziemi roskoszami, i ująwszy się Twojego Krzyża, wszelkie przeciwności zwyciężali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 885–888.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 829–830

„Męża serce jej zaufa. Świadczy mu dobrze, a nigdy źle po wszystkie dni jego życia”, mówi Pismo święte, kreśląc obraz dobrej małżonki. „Wstaje ona rano rychło i daje pożywienie domownikom, a pokarm służebnicom. Opasuje siłą biodra swe i wzmacnia ramię, nie gaśnie jej światło nocą. Palce jej chwytają kądziel, trudni się wszystkim, a nigdy nie próżnuje. Jest miłosierną niewiastą, dłoń otwiera dla chorych a ramiona wyciąga ku biednym. Jest ostrożna, nie obawia się w zimie mrozu, gdyż domownicy podwójną noszą odzież. Siła i wdzięk są jej szatą. Jest białogłową, która otwiera usta mądrze, a której język jest prawem łagodności. Niewiasta, bojąca się Boga, będzie chwalona”. – Dwie przeto zalety powinny jaśnieć w chrześcijańskiej niewieście:

  1. Powinna być bogobojną i przestrzegać wiary w swej rodzinie. Cały dom zostaje pod jej zarządem. Sumienna i gorliwa w pełnieniu obowiązków na kazanych religią, łagodnością i dobrym przykładem powinna poruczoną swej pieczy rodzinę zachęcać do naśladowania. Utwierdzona w nauce wiary i moralności niechaj na to baczy, aby wszyscy domownicy szanowali religię, gdyż nieznajomość religii rodzi obojętność w wierze, która jest źródłem wielu grzechów i zdrożności. Chrześcijańska niewiasta nie pozwala, aby w jej domu przekraczano przykazania Boskie i kościelne. Bacznie uważa na to, aby w jej domu nie dopuszczano się niczego, co obraża skromność. Nie pozwala na czytanie ksiąg i gazet, obrażających wstyd i przyzwoitość; rano i wieczorem gromadzi wszystkich na wspólną modlitwę, połączoną z budującym czytaniem i nauką, i zaszczepia tym sposobem w swym otoczeniu ducha pokoju, zgody i pobożności.
  2. Troszczyć się powinna o czeladź i sługi. Troskliwość ta jest nader ważna, bo już Pismo święte mówi: „Dobry sługa niech ci będzie miły jak własna dusza”, a jeśli Pan Jezus każę miłować bliźniego jak siebie samego, to tym przykazaniem obejmuje i sługi. Święty Paweł mówi: „Kto nie ma starania o swoich i domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewiernego”. Dobra gospodyni miłuje sługi jakby należały do rodziny i widzi w nich istoty przeznaczone do szczęścia wiekuistego. Stara się osłodzić im ich przykry los, czuwa nad ich życiem i moralnością, gdyż niewierne Bogu sługi nie mogą być wierne państwu, a rozpustnym i niemoralnym życiem zatruwają dusze dzieci. Pani domu płaci im regularnie zasługi, nie wypowiada im służby bez ważnego powodu, a w razie choroby ma o nich macierzyńskie staranie. Szczęśliwy zaiste dom, którym zarządza białogłowa idąca w ślady świętej Jadwigi!
Tags: św Jadwiga Śląska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja księżna żona matka obmowa jałmużna ubóstwo władza kobiecość
2020-09-05

Św. Wawrzyńca Justyniana, Biskupa

Żył około roku Pańskiego 1455.

(Żywot jego był napisany przez księdza Bernarda Justyniana, jego synowca.)

Błogosławiony Wawrzyniec, którego pamiątkę dziś Kościoł Boży święci, pochodził ze znakomitéj włoskiéj rodziny Justynianów. Urodził się w Wenecyi roku Pańskiego 1381. Ojciec odumarł go dziecięciem, a matka Kwiryna, wielkiéj świątobliwości pani, wychowała go jak najpobożniéj. Razu pewnego, gdy jeszcze był dzieckiem, podziwiając w nim roztropność, a nawet i wielkoduszność przechodzącą wiek jego, powiedziała mu iż obawia się, czy nie jest to w nim skutkiem pychy, i chęci okazania się lepszym od drugich. „Niech droga matka nie obawia się tego, odrzekł jéj mały Wawrzyniec, ja tylko mam chęć stać się wielkim sługą Bożym, i z dzieci twoich być najpobożniejszym.”

Dalsze jego postępowanie stosowne było do téj zapowiedzi. Majętny, świetnego rodu, żyjąc wśród młodzieży bardzo zepsutéj i wylanéj na uciechy światowe, Wawrzyniec był wzorem młodzieńca chrześcijańskiego, i za takiego wszyscy go poczytywali. Chociaż matka z wielką pociechą patrzała na jego upodobania w ćwiczeniach pobożnych, i sama go na téj drodze prowadziła i utwierdzała jak słowem tak i przykładem, życzyła sobie jednak aby świata nie opuszczał, i ułożyła dla niego świetne zamęście, z bogatą, zacną i znakomitego rodu dziewicą. Lecz gdy dowiedziała się od syna iż pragnie poświęcić się na wyłączną służbę Bogu, zaniechała swego zamiaru, pozostawiając mu wszelką w téj mierze swobodę, jak to każda matka chrześcijańska, czynić w takich razach powinna.

Wawrzyniec jednak, nie nagle przystąpił co do wyboru stanu. Chciał wprzód pilnie zbadać co w téj mierze wolą jest Bożą. Przymnożył więc umartwień ciała, ćwiczeń pobożnych, uczynków miłosiernych, i długie, a szczególnie do Matki Bożéj którą od kolebki czcił i kochał serdecznie, odprawiał modlitwy, a wszystko w tym głównie celu, aby mu Pan Bóg raczył wskazać, gdzie go mieć chce na służbie Swojéj. Nie odmówił mu téż tego Pan najdobrotliwszy który każdą modlitwę ze skruszonego serca przyjmuje łaskawie, a szczególnie gdy Go prosimy aby nam wolę Swoję względem nas objawić raczył, i dał łaskę do jéj wiernego spełnienia.

Dnia pewnego, modląc się z wielką gorącością ducha przed wizerunkiem Matki przenajświętszéj, uczuł Wawrzyniec silniéj niż zwykle serce swoje rozgorzałe miłością Jezusa, i pragnieniem poświęcenia się Mu wyłącznie, a przytém poznał iż chce Pan Bóg aby wstąpił do Zakonu. Niezwłocznie więc potém, wyrzekając się świetnego zawodu jaki go czekał na świecie, robiąc nawet Panu Bogu ofiarę i z najgodziwszych uciech rodzinnego życia, gdzie wielkiego doznawał szczęścia, rozstając się i z matką którą nadzwyczaj kochał, – udał się na sąsiednią Wenecyi wyspę Alga, do Zgromadzenia Kanoników Regularnych świętego Grzegorza, z prośbą aby do grona ich mógł być zaliczonym. Znali go już ci ojcowie z wielkiéj świątobliwości jaką słynął żyjąc na świecie, z otwartemi téż rękoma przyjęli do nowicyatu. Miał wtedy lat dziewiętnaście. Zostawszy zakonnikiem, nietylko nie było mu trudno poddać się przepisom Reguły, i spełniać zwykłe w zakonném życiu umartwienia, lecz jeszcze musieli przełożeni miarkować te, jakie miał zwyczaj czynić gdy zostawał jeszcze na świecie: tak bowiem od lat najmłodszych, wiódł on ostre i pokutne życie. W klasztorze, ojcem jego duchownym został świątobliwy kapłan Maryn Kwiryni, rodzony wuj jego, który znalazł w tym nowicyuszu tak wysoką doskonałość, iż mawiał, że raczéj on jego mistrzem na téj drodze byćby powinien. Już wtedy postanowił sobie różne pobożne ćwiczenia i ostre pokuty, od których od téj pory aż do najpóźniejszéj starości, a nawet gdy Biskupem został, nigdy nie odstępował. O chlebie i wodzie pościł bardzo często, sypiał na gołéj ziemi, i długo w nocy czuwał na modlitwie. Zwykle czas od Jutrzni, którą z zakonnikami odmawiał o północy, do Prymy to jest do szóstéj rano, przepędzał na modlitwie w kościele. Wśród najostrzejszéj zimy, mając celę nieogrzaną, nigdy się do ognia, przy którym zwykli byli ogrzewać się inni bracia, nie zbliżał. W największe upały, poza stołem nie używał żadnego napoju. Po kilku latach jego pobytu w Zakonie, przełożeni obawiając się aby wielkie umartwienia jakie sobie zadawał, nie zaszkodziły jego zdrowiu, ograniczyli mu takowe. Usłuchał mówiąc: „Pan Bóg temu zaradzi.” Jakoż, zaraz potém zapadł w ciężką chorobę, i póty z niéj nie wyszedł, aż mu pozwolono wieść życie tak pokutne jak przedtém.

Wyświęcony na kapłana, z takiém skupieniem i namaszczeniem odprawiał Mszę świętą, przy któréj zalewał się słodkiemi łzami, że sam widok jego przy ołtarzu, był jakby wymowném kazaniem, pobudzającém obecnych do skruchy i nabożeństwa.

W wielkiém będąc w całém mieście poważaniu, spokrewniony z pierwszemi rodzinami w Wenecyi, nigdzie nie bywał, ani nawet w domu matki, którą odwiedził dopiéro wtedy, kiedy umierającéj przyszedł udzielić ostatnie Sakramenta święte. Lecz co go poniżało w oczach ludzkich, tego skwapliwie szukał. Prosił tedy przełożonych, aby go jak najczęściéj wysyłano do miasta po jałmużnę, którą gdy zebrał nietylko upokorzenia, lecz i dotkliwe obelgi go spotykały.

Nie zważając na młody wiek jego, bracia prędko powierzyli mu przełożeństwo klasztorne, a wkrótce potém obrali go Generałem Zakonu. Przemądre ustawy jakie wtedy ułożył i w wykonanie wprowadził, słusznie zjednały mu tytuł głównego Założyciela zgromadzenia do którego należał. Wybrany został powtórnie na Generała, kiedy Papież Eugeniusz IV zamianował go Biskupem Weneckim, a wkrótce potém, do téj jego godności przyłączył władzę Patryarchy, wprzód do Biskupstwa Gradniskiego przywiązaną. Długo opierał się temu sługa Boży, i wszelkich użył był sposobów, aby go Ojciec święty tą godnością nie obarczał, lecz w końcu musiał uledz wyraźnéj woli Papieża, który znając jego wysoką świątobliwość, chciał koniecznie mieć go Biskupem. Noc poprzedzającą jego wyświęcenie, całą przepędził w kościele na modlitwie przed ołtarzem Matki Bożéj, Jéj szczególnéj opiece siebie i swoję Dyecezyą oddając na zawsze.

Zająwszy katedrę Biskupią, i to jednę z najbogaciéj uposażonych, w niczém nie zmienił swojego ubogiego trybu życia, i wszystkie umartwienia jakie zwykł był od wstąpienia do nowicyatu zadawać ciału, jak najściśléj dopełniał. Wielu sług i domowników Biskupich oddalił, ograniczając ich liczbę, gdyż jak zwykł był mawiać: „Domownikami Biskupa, są ubodzy jego Dyecezyi, a tych zawsze mieć może wielu.” Na nich téż obracał prawie wszystkie swoje dochody, i tak w tém był hojnym, że często zadłużał się byle im przyjść w pomoc. Razu pewnego, gdy z tego powodu spytano go na kogo rachuje że długi jego zapłaci, odpowiedział: „Na Pana Jezusa, któremu to nie trudno, i który już to nieraz uczynić raczył.” Jakoż, cudownie zsyłana mu w wielu wypadkach pomoc, gdy już jéj gwałtownie potrzebował, dowodziła że mógł na nią śmiało liczyć.

Czuwał z wielką pilnością nad swojém duchowieństwem, i wszelkie nadużycia przeciwne karności kościelnéj poznosił. Zakonów był wielkim dobrodziejem, i najmiłościwszym opiekunem. Sam nie szczędził trudów w przewodniczeniu na drodze doskonałości wielu zakonnicom, pod jego przewodnictwem duchownym zostającym. Piętnaście nowych klasztorów żeńskich zafundował i uposażył. Wielkie zbytki, które kaziły podówczas możniejszych mieszkańców Wenecyi, wykorzenił, i kobiety odwiódł od zwyczaju noszenia strojów przeciwnych skromności. Pozostawił wiele pism treści religijnéj, a głównie do postępu na drodze wyższéj pobożności służących, które nie tyle próżną erudycyą, jak raczéj wielkiém namaszczeniem Ducha Bożego się odznaczają. Słusznie téż poczytywany był za najświątobliwszego i najznakomitszego swojego wieku Prałata, a i sam Papież nazywał go zaszczytem i ozdobą Kościoła. W kilku ciężkich klęskach grożących Rzeczypospolitéj Weneckiéj, szczęśliwe od nich uwolnienie, przypisywano powszechnie jego modlitwom i wstawienia się do Boga.

Darów téż szczególnych, i łaskę czynienia cudów udzielił mu był Pan Bóg. Razu pewnego, gdy w uroczystość Bożego Narodzenia, odprawiał Mszę świętą, okazał mu się Pan Jezus w postaci dzieciątka. Wielu ciężko chorych cudownie uzdrowił, i kilka ważnych uczynił przepowiedni, o wypadkach rozumem ludzkim nieprzewidzianych.

Gdy śmiertelnie zachorował, domownicy którzy wiedzieli iż zawsze na ziemi sypiał, chcieli go skłonić aby się położył na łóżku. Nie uczynił jednak tego mówiąc: „Pan Jezus umarł na krzyżu: jakże chcecie aby taki jak ja grzesznik, umierał na wygodném posłaniu?” Podobnież i innych swoich umartwień do końca nie zaniechał, tak dalece że śmiertelnie już chory będąc nie chciał użyć mięsa, którego całe życie nie jadał. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, widząc około siebie płaczących rzekł do nich: „Dzień najpiękniejszy z życia mojego, nie powinien być dla was dniem płaczu.” Poczém pobłogosławił obecnych, i udzieliwszy im zbawiennych nauk, czując iż się już chwila jego ostatnia zbliża, umilkł, zaczął się modlić i wymawiając bardzo głośno te słowa: „Idę do Ciebie o! dobry mój Jezu,” oddał ducha w ręce Jego. Umarł 8 Stycznia roku Pańskiego 1455, mając lat siedemdziesiąt trzy. Papież Aleksander VIII kanonizował go uroczyście, święto jego na dzień dzisiejszy wyznaczając.

Pożytek duchowny

Pięknyto przykład do naśladowania dla matek, pozostawiła matka świętego Wawrzyńca, kiedy ciesząc się jego wzorowém w dzieciństwie jeszcze postępowaniem, troskliwie go badała, czy to nie było w nim tylko skutkiem próżności ludzkiéj. Niech to każdego uczy, jak wystrzegać się powinniśmy aby pycha nie przywiązywała się do naszych spraw dobrych, a rodziców upomni aby Jéj sami w dzieciach nie rozbudzali, przez zachęcanie ich do dobrego dla względów tylko ludzkich.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy Wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc uroczystą pamiątkę błogosławionego Wawrzyńca wyznawcy Twojego i Biskupa, i w pobożności postęp uczynili, i zbawienia dostąpili. Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 750–752.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 709

Podajemy tutaj złote myśli świętego Wawrzyńca o pokorze: „Modlitwa zmienia człowieka. Czyny człowieka mówią w ostatniej chwili do umierającego: Jesteśmy dziećmi twymi, pozostaniemy przy tobie i pójdziemy z tobą przed sąd. Najniebezpieczniejszą z pokus jest nieświadomość, że jesteśmy wystawieni na pokusę. I najlepsze mięso gnije, jeśli nie jest nasolone. Bez soli pokuszenia i najpiękniejsza dusza wystawiona jest na zgubę. Skutek cierpliwości jest ten, że nieprzyjaciel za nią koszta ponosi. Jeśli szatan cię nagabywa, jeśli wszyscy ludzie ci dokuczają, jeśli smutek cię trapi, jeśli utrapienia cię dręczą, a rozpacz nie daje spokoju, wymów najsłodsze imię Jezus. Wonności wtedy dopiero wydają zapach, gdy się żarzą, tak też i cała wartość cnót naszych okazuje się dopiero w probierczym ogniu utrapień i smutków. Wielu prostodusznych i pokornych wchodzi do Królestwa niebieskiego, ale dumni mędrkowie, choćby posiedli wszystkie wiadomości, nie wezmą udziału w biesiadzie niebieskiej. Ich cierpienia będą tym dotkliwsze, im gorzej korzystali z darów Boskich. Ile występków ciąży na duszy, tyle też wyciśnionych na niej oznak hańby. Jeśli śmierci ciała tak starannie unikamy, tak że każdy się jej strzeże, o ileż bardziej powinniśmy się obawiać śmierci wiekuistej! Jeśli rozum nakazuje unikać przemijających bólów, jak starannie powinniśmy strzec się udręczeń, które nie mają końca”.

Tags: św Wawrzyniec Justynian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup pokora matka
2020-08-22

Św. Tymoteusza, Hipolita i Symforiana, Męczenników

Żyli w wieku czwartym, trzecim i drugim.

(Żywoty ich wyjęte są z dziejów męczeńskich Rajnarta.)

Święty Tymoteusz słynący w Kościele z wielkiéj nauki i gorliwości o chwałę Bożą, był rodem z miasta Antyochii w Syryi. Przybył do Rzymu w IV wieku, za Papiestwa świętego Melchiada, i zamieszkał w domu świętego Sylwestra, który późniéj został Papieżem. Oddał się całą duszą ogłaszaniu Ewangelii i nawracaniu pogan. Wkrótce téż, z taką odwagą poświęcał się tym usługom, że go oskarżono przed Wielkorządcą Tarkwiniuszem, jako jednego z najgorliwszych chrześcijan. Ten kazał go uwięzić, po kilku dniach stawił przed sobą i użył wszelkich środków, aby go przywieść do odstępstwa wiary świętéj. Gdy nie mógł tego dokazać, kazał go zbić okrutnie i odprowadzić do więzienia. Długo go tam męczono głodem, a potém zaprowadzono do świątyni pogańskiéj, aby ofiarę bożkom złożył. Święty, z największém oburzeniem odpowiedział, iż tego nigdy nie uczyni. Wtedy wydano go katom, którzy zadawszy mu najstraszniejsze męki, zanurzyli go w palące się wapno. Wszystko to przeniósł z niezachwianą stałością i nakoniec został ścięty. Święty Sylwester skrycie zabrał jego ciało, a pewna pobożna chrześcijanka imieniem Teodora, ze czcią należną pochowała je w swoich ogrodach, przy drodze Ostyeńskiéj, obok grobu świętego Pawła Apostoła, zkąd późniéj przeniesiony został do kościoła tegoż Świętego.

· · ·

Święty Hipolit był także jednym z wielkich świeczników Kościoła, tak ze swojéj znakomitéj nauki jak i świątobliwości. Żył w wieku trzecim. Godny uczeń świętego Klemensa Aleksandryjskiego, pozostawił wiele dzieł teologicznych pełnych głębokiéj nauki, z których kilka przechowało się dotąd. Był Metropolitą wszystkich kościołów w Arabii, a po pewnym czasie, zrzekłszy się téj godności udał się na pielgrzymkę do Rzymu, dla uczczenia grobów świętych Apostołów Piotra i Pawła. Papież święty Kalikst, zrobił go Biskupem Dyecezyi Porto, we Włoszech, i trzymał go ciągle przy swoim boku, używając do najważniejszych spraw Kościoła powszechnego. Wkrótce potém, Ulpian zamianowany przez cesarza Aleksandra Sewera Wielkorządcą miasta Rzymu, zawzięty wróg chrześcijan, uwięził Hipolita, a gdy ten stał wiernie przy wierze świętéj, kazał go związanego wrzucić w rów napełniony wodą, gdzie utonął, poniosłszy męczeństwo roku Pańskiego 225.

· · ·

Święty Symforyan, którego śmierci za wiarę pamiątkę w tymże dniu Kościoł obchodzi, był rodem Francuz, z miasta Otę (Autun). Pochodził z zamożnego i bardzo znakomitego rodu. Wychowany starannie, w naukach świeckich wysoko był wykształcony. Żył w pierwszéj połowie III wieku, kiedy jeszcze i kraj jego i miasto rodzinne z samych prawie pogan złożone było. Zdarzyło się, iż ojciec jego nazwiskiem Faust, przyjął był w gościnę do domu swojego, świętych Benigna i Antochiusza, przez których, młodego jeszcze podówczas Symforyana, Pan Bóg do wiary świętéj przywiódł.

Od téj pory odznaczał się on wszystkiemi chrześcijańskiemi cnotami w wysokim stopniu. Otoczony wielkiemi zbytkami w rodzicielskim domu, wiódł życie bardzo umartwione. Oddając się naukom, stronił od światowych zabaw, a znaczne pieniądze jakie mu ojciec do rozporządzenia dawał, obracał na miłosierne uczynki. Stał się téż młodzieńcem tak doskonałym, że nie tylko mała liczba chrześcijan jaka się tam znajdowała, miała w nim wzór pod każdym względem godny naśladowania, lecz i sami poganie z wielką czcią dla niego byli. W skutek nawet tego, gdy do miasta Otę przybył na Wielkorządcę Herakliusz, przysłany tam umyślnie przez cesarza Marka Aureliusza do wyszukiwania i prześladowania chrześcijan, nikt nie miał serca oskarżyć Symforyana, że do liczby wiernych należy, lubo powszechnie było to wiadomém.

Miasto Otę miało bardzo wiele świątyń pogańskich, a szczególnie oddawano tam cześć boginiom Cybelli i Dyanie i bożkowi Apolinowi. Dnia pewnego, całe miasto wyległo na procesyą uroczystą, którą odprawiano na cześć Cybelli jako matki bożków wszystkich. Nadszedł na to święty Symforyan, a widząc bożyszcze niesione z wielką okazałością, gdy zawołano na niego aby się pokłonił, nietylko tego nie uczynił, lecz i do pogan, odwodząc ich od tego, przemówił. Schwytano go przeto niezwłocznie, i stawiono przed Herakliuszem. Ten zasiadłszy na trybunale, spytał Symforyana: „Jak się nazywasz i kim jesteś?” Święty odpowiedział: „Nazywam się Symforyan, jestem chrześcijaninem.” – „Jesteś chrześcijaninem, zawołał na to Wielkorządca, jakżeś się mógł dotąd ukryć przede mną? Lecz najprzód powiedz, dla czegoś nie chciał oddać czci bogini Cybelli, która jest matką naszych bożków?” Nato odrzekł Symforyan: „Powiedziałem już iż jestem chrześcijaninem, więc cześć oddaję tylko Bogu prawdziwemu, Stwórcy Nieba i ziemi, a że wasze bożyszcze bogiem nie jest, tegobym wam najłatwiéj dowiódł: dajcie mi młot, a gdy w nie uderzę, w kawałki się ono rozkruszy.” Wówczas zawołał Herakliusz: „Człowiek ten nietylko jest chrześcijaninem, ale bluźni przeciw bogom naszym.” I zwracając się do urzędników go otaczających „Co on jest za jeden?” spytał. „Jestto, odpowiedziano mu, syn najznakomitszego pana tego miasta.” Wtedy kazał mu Wielkorządca odczytać wyrok cesarza Marka Aureliusza, w którym nakazano było zmusić każdego chrześcijanina do oddania czci bożkom, a gdyby tego nie uczynił, ukarania go śmiercią. Poczém rzekł do Symforyana: „Widzisz że nie jest w mojéj mocy inaczéj postąpić: albo oddasz cześć bożkom, albo śmierć poniesiesz.” – „Nigdy tego nie uczynię, odpowiedział Święty, abym bałwanom, które są sprawą szatanów, miał pokłon oddawać. Więcéj bowiem obawiam się Boga mojego, niż groźby ludzkiéj: gdyż Bóg chrześcijański, o ile jest hojnym i miłosiernym w wynagradzaniu zasług tych którzy Mu są wierni, o tyle jest straszny i surowy, gdy zmuszony jest karać grzech odstępstwa od wiary. Jeśli stale przy niéj trwać będę, za łaską Jego, pewien jestem że dostąpię wiecznéj szczęśliwości i dostanę się do portu zbawienia, chociażby piekło najstraszniejsze burze na mnie zesłało.”

Sędzia widząc taką stałość w młodzieńcu, skazał go na srogie uknutowanie i zamknięcie w więzieniu, dając mu kilka dni do namysłu. Po upływie zaś tego czasu, powtórnie go przywołał. Gdy go wywiedziono z więzienia, okowy które miał same opadły. Herakliusz tą razą w najłagodniejszy sposób zaczął do niego przemawiać, obiecując mu nietylko wolność, ale i wielkie łaski cesarskie, jeśli bogom ofiarę złoży, i przydał w końcu: „Pozwól żebym kazał wznieść tu ołtarz dla Cybelli, i posłuchaj mojéj rady, oddaj jéj cześć, a za to otrzymasz na dworze cesarskim, jeden z pierwszych urzędów.” – „Wysoki urzędnik, odrzekł na to Symforyan, uwłacza samemu sobie, gdy używa swojéj władzy, na podejście tego, który się w jego ręce dostał. Bądź przekonany, że się śmierci nie obawiam, która jak mnie i ciebie tak i każdego prędzéj lub późniéj spotka. Odrzucam wszelkie łaski i dary, za które miałbym odstąpić Chrystusa, który mi to nagrodzi darami niebieskiemi.” Wtedy rzekł mu z gniewem Wielkorządca: „Nadużywasz cierpliwości mojéj Symforyanie. Skończmy już; raz jeszcze mówię ci, masz do wyboru: albo pokłonisz się bogini Cybelli, albo każę ci ściąć głowę, i u nóg jéj złożyć.” – „Ciało moje, odrzekł Święty, w twojéj jest władzy, lecz dusza moja jest niepodległą twojemu trybunałowi, a przytém dozwól żebym ci powiedział, że dziwi mnie iż człowiek tak rozumny jak ty jesteś, nie oburza się na cześć oddawaną bożkom, którzy żyjąc tu na ziemi, byli po większéj części wielkimi rozpustnikami, i w których wiara jest dziełem szatańskiém.” Herakliusz słysząc to, już więcéj nie wdawał się w rozprawy z Symforyanem, i skazał go na śmierć.

Gdy Świętego wiedziono na miejsce stracenia, przy saméj bramie miasta, spotkała go matka, poważna matrona, powszechnie wielce szacowana. Błogosławiła go rzewnie płacząc, a gdy poszedł daléj, wstąpiła na wierzch muru miejskiego, wołając: „Dziecię drogie, Symforyanie, patrz na Boga za którego umierasz, i nie spuszczaj z Niego oczu. Synu miły, nie lękaj się śmierci, która ci da życie wieczne. Wznieś serce twoje do Nieba, gdzie oczekuje cię Ten, który tam króluje. Dziś życie marne i doczesne, zamieniasz na wieczne, i na wieki szczęśliwe. O! błogosławiona zamiano!” Słowa te dodały nowego męstwa świętemu młodzieńcowi: w kilka chwil potém schylił głowę pod miecz katowski, i otrzymał koronę niebieską. Zwłoki jego, wierni pochowali blizko miejsca gdzie był umęczony, a późniéj wzniesiono tam wspaniały kościoł, pod jego wezwaniem.

Pożytek duchowny

W życiu wczorajszéj Świętéj, podziwiałeś męstwo matki, rozstającéj się z dziećmi jéj drogiemi, gdy tego po niéj Pan Bóg wymagał; w matce świętego Symforyana, masz znowu obraz chrześcijanki, zagrzewającéj do poniesienia męczeńskiéj śmierci ukochanego syna. Uważaj, jak te uczucia są różne od uczuć tych dusz które nie ożywia silna wiara, i staraj się aby twoje były takiemi, jakie w sercu chrześcijańskiém być powinny.

Modlitwa (Kościelna)

Wspomożenia Twojego Panie, prosimy użycz nam miłościwie, a za wstawieniem się błogosławionych Męczenników Twoich Tymoteusza, Hipolita i Symforyana, prawicę Twojéj litości, rozciągnij nad nami. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 705–707.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 665

Największą troską, jaka przejmowała św. Symforiana, było staranie o duszę, chętnie przeto ofiarował ciało swe oprawcom, aby duszy nieśmiertelnej nie utracić. Ciało nasze jest ulepione z gliny i w proch się obróci, natomiast dusza jest obrazem doskonałości Stwórcy. Aby ocalić dusze ludzkie, nie wzdrygał się Syn Boży zstąpić z Niebios na ziemię, żyć 33 lata w ubóstwie i pogardzie, i przelać krew swoją najświętszą na krzyżu. Święty Chryzostom pyta: „Czy chcesz wiedzieć, człowiecze, ile warta dusza twoja? Otóż jednorodzony Syn Boży ofiarował swą krew nieocenioną, aby zbawić twą duszę”. Tę tak drogo odkupioną duszę obrał sobie przy chrzcie świętym Duch święty jako mieszkanie swoje. To przebywanie Ducha świętego w tym przybytku nie może być z niczym porównane, dlatego też Piotr św. nazywa duszę człowieka rajem.

Bóg wszystko czyni, ażeby duszę tę wydrzeć ze szpon szatana, który bez wytchnienia, już to chytrością i przebiegłością, już też przemocą stara się zawładnąć nią i zgubić. Jeśli przeto chrześcijanin utraci duszę, utraci wszystko. Dla duszy stworzył Bóg Niebo, jej też przyrzekł samego siebie i Królestwo niebieskie. Jeśli przeto przez grzech śmiertelny zgubimy duszę, wtedy utracimy najwyższe dobro, zbawienie wiekuiste. Gdybyśmy mieli dwie dusze, wtedy moglibyśmy zaryzykować jedną, ale mając tylko jedną, z jej zgubą tracimy wszystko. Słusznie tedy mówi Zbawiciel: „Na cóż ci się zda pozyskać świat cały, jeśli poniesiesz szkodę na duszy”. Święty Symforian nie dbał o ciało, pragnął tylko ocalić duszę, wiedząc, że ciało zmartwychwstanie w chwale wiekuistej. Nie zapominajmy przeto o duszy; jeśli namiętności i żądze czynią nas skłonnymi do grzechu, jeśli się do nas zbliża kusiciel i chce nas usidlić w swe pęta, jeśli szatan sili się nas omamić, wtedy pomyślmy sobie: „Jakto, dla lichej rozkoszy, dla marnych i znikomych korzyści, miałbym zaryzykować to, co mam najdroższego, tj. duszę swoją?” Spójrzmy na wizerunek Ukrzyżowanego i mówmy w skupieniu ducha: „Duszo moja, krwią najdroższą Syna Bożego i Zbawiciela naszego okupiona zostałaś. Nie grzesz więcej i pomnij na to, jak wielką uczynił ofiarę Pan Jezus dla twego dobra. Nie grzesz, gdyż w przeciwnym razie wszystko utracisz!”

Tags: św Tymoteusza św Hipolit św Symforian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik matka
2020-08-22

Święto Przenajczystszego Serca Maryi

Ustanowione zostało około roku Pańskiego 1836.

(Krótka nauka na tę uroczystość.)

Kościoł Boży takiém a należném uwielbieniem otacza przenajświętszą Boga naszego Matkę Maryą Pannę, że stara się, aby cześć Jéj oddawana, przewyższała to wszystko co się robi na cześć innych Świętych Pańskich, a o ile to właściwém być może, zbliżała się do czci, jaką Samemu Jéj Synowi Boskiemu oddajemy. Bardzo téż wiele a rozmaitych Jéj cześć mających na celu uroczystości obchodzi, jak to czyni z tajemnicami tyczącemi się Pana Jezusa. Nie żeby przez to z Nim Ją równać, bo między Bogiem a stworzeniem, nawet tak niezrównanéj świętości jaką jest Marya, zachodzi różnica nieskończona, lecz dla tego, że jéj po Bogu należy się cześć najgłębsza, i cokolwiek dla Niéj się czyni, odnosi się to do czci Samego Boga którego stała się Matką.

Otóż, jak osobném Świętem czci Kościoł Boży najsłodsze Serce Jezusowe, tak i na uczczenie najczystszego Serca Maryi, osobne Święto ustanowił. Jak więc w czci Serca Jezusowego, obok czci oddawanéj Temu Sercu jako części przenajświętszego Ciała Bożego od Niego nieoddzielnéj, a więc czci jako Bogu należnéj, oddajemy także cześć temu Sercu Jego, jako przenośnie wyobrażającemu nieograniczoną miłość Boga do ludzi, – tak podobnież w czci oddawanéj Sercu Maryi, czcimy przenośnie, tę znowu miłość macierzyńską, jaką jest przepełnione Serce Maryi, dla nas, a ztąd oddajemy Jéj cześć i najbardziéj należną, i dla Niéj najmilszą, a dla naszych własnych serc, najbardziéj pocieszającą. Marya bowiem jest naszą najprawdziwszą Matką w porządku łaski, i to nietylko dla tego że wydając na świat Zbawiciela, jakby porodziła przez to nas wszystkich do Nieba, lecz że jest nam Matką z postanowienia wyraźnego, z instytucyi Samego Pana Jezusa, – i w jakże to uroczystéj chwili uczynionego, owszem w najuroczystszéj jaka kiedy pod słońcem zabłysła!

Już za chwilę miał najdroższy Pan nasz skonać za nas na krzyżu, po najcięższych mękach. Już wtedy przebiegając myślą wszystko co dla zbawienia naszego zrobił, miał powiedziéć: „Spełniło się” 1, to jest wykonanem zostało wszystko, co do zbawienia i uświątobliwienia ludzi potrzebném tylko być mogło, i potém miał polecić Ducha Swojego Bogu, i schyliwszy głowę skonać. Otóż wtedyto, niepojęta miłość Jezusa do ludzi, odkryła jeszcze jednę potrzebę duszy naszéj, i tę nie pozostawił bez jéj zaopatrzenia. Wtedy Pan Jezus jakby mówił Sam do Siebie: „Wszystko już co tylko ludziom potrzebném było aby im zapewnić zbawienie, uczyniłem dla nich: już Kościoł mój założyłem, już w nim Biskupów, pod przewodnictwem najwyższego z nich Papieża, postanowiłem raz na zawsze; już wszystkie Sakramenta święte nadałem, już nareszcie w przenajświętszéj tajemnicy Ciała i Krwi mojéj i Sam się im zostawiłem! Czegoż więcéj potrzeba? więc już im nic nie brakuje?” Lecz w tejże chwili, najdroższa Serce Jezusa, zatroszczyło się o te nieszczęsne dusze, które tych wszystkich Jego dobrodziejstw nadużywszy, w rozpacz wpaść mogą, i już nie będą miały śmiałości nawet do Zbawiciela, chociaż tak niepojętego miłosierdzia pełnego, rąk swoich podnieść, wiedząc jak właśnie dowody Jego miłości i miłosierdzia, grzesznie zmarnowały. I wtedy, ten Zbawca nasz najmiłościwszy, – któremu winniśmy postanowienie Sakramentu pokuty: to jest największego nad grzesznikami miłosierdzia; postanowienie przenajświętszego Sakramentu Ołtarza w którym Sam nam oddając się, już więcéj nic dać nie może, – ten Bóg nieprzebranego miłosierdzia, stanowi nam jeszcze i Matkę miłosierdzia: w Maryi daje nam Matkę, któraby zawsze była gotową przygarnąć do Swego macierzyńskiego miłosierdzia każde, chociaż najbardziéj zapominające się i błądzące dziecko; któraby wtedy gdy my już sami widząc żeśmy utracili wszelkie prawo do miłosierdzia Bożego i Jezusa Samego, – chociaż bez granic miłosiernego lecz oraz jako Boga i nieskończenie sprawiedliwego, – któraby mówię wtedy, otworzyła nam łono Swojéj macierzyńskiéj litości, i wstawieniem Swojém za nami do Boga, w każdym razie uprosiła nam przebaczenie i potrzebne łaski do poprawy. To tedy obmyśla Boski nasz Zbawca, już blizki śmierci, i to niezwłocznie dokonywa. Zwraca się do Maryi obok krzyża stojącéj, a w osobie świętego Jana tam także obecnego, przedstawiając Jéj wszystkich wiernych, powiada do Niéj: „Oto Syn Twój”, a do świętego Jana wskazując na przenajświetszą Pannę „Oto Matka Twoja” 2. A że Pan Jezus przemawiał jako Bóg, którego każde słowo ziszcza się niechybnie; a że te słowa wymówiły usta tegoż Boga, który przy stworzeniu świata gdy rzekł: „Stań się światło i stało się światło” 3; usta tego Jezusa, który gdy rzekł przy ostatniéj wieczerzy wskazując na chleb „Oto ciało moje” 4 i stało się to Ciało Jego, – więc i w tejże chwili, gdy Pan Jezus wskazując Matce Swojéj, w osobie ulubionego ucznia Swojego wszystkie dusze wybrane, rzekł do Niéj te słowa: OTO SYN TWÓJ, niezwłocznie Serce Matki Bożéj, przetworzyło się na serce macierzyńskie dla nas wszystkich; przenajświętsza Panna stała się naszą Matką, nietylko w porządku łaski lecz i z postanowienia Bożego osobnego, stała się tą Pośredniczką między nami a Bogiem, która jako nasza Matka, nic nam odmówić nie może co tylko dla duszy naszéj może być potrzebném, a jako Matka Boga, żadnéj odmowy od Boga, gdy za nami wstawiać się będzie nigdy nie dozna!

Wprawdzie spodobało się Panu Jezusowi, pisze święty Alfons Ligory, aby On Sam tylko umierał za zbawienie rodu ludzkiego, według tych słów Proroka: „Prasę Sam tłoczyłem” 5. Lecz widząc wielkie pragnienie Maryi, aby także wydać się mogła za zbawienie dusz ludzkich, tak rzeczy urządził, aby przez ofiarę jaką uczyniła z życia Syna Swojego, współdziałała Ona w sprawie naszego odkupienia, i stała się także Matką dusz naszych. I to spełnił Zbawiciel, kiedy przed samą śmiercią z krzyża już w osobie świętego Jana wszystkich nas oddał Jéj za dzieci.

Ponieważ więc Marya jest naszą Matką, miarkujmyż jak nas miłować musi! Każda matka, byle nie była wyrodną istotą, kocha dziecię swoje najsilniejszą miłością, i zwykle więcéj niż własne życie. Cóż dopiéro taka matka jaką jest Marya, i Matka nie z krwi i z ciała, lecz w porządku łaski, która jest miłością samą, i Matka z postanowienia Jéj najdroższego Syna, który razem jest i Jéj Bogiem, a więc którego ostatnią wolę już przed samą śmiercią Jéj objawioną, jakże bez wątpienia wiernie, jak gorliwie spełnia! Marya téż najprawdziwiéj odzywa się do każdego z nas temi słowy Izajasza Proroka: „Izali może zapomnieć niewiasta niemowlęcia swego, aby się nie zlitowała nad synem żywota swego? a choćby ona zapomniała, wszakże ja nie zapomnę ciebie.” 6

Ztąd téż wynika, że i my tę Matkę naszę niebieską czcić i kochać powinniśmy po Bogu najwięcéj, a czcić i kochać właśnie i głównie dla tego, że jest nam taką Matką, i że Jéj takiéj macierzyńskiéj miłości nieustannie odbieramy dowody. Wyżéj przytoczony święty Alfons powiada, że Marya tak dalece nas miłuje, że większą znajduje pociechę gdy nam wyjedna jaką łaskę, aniżeli my takowéj doznajemy z jéj otrzymania. Święty Bonawentura robi znowu tę uwagę: że abyśmy miarkowali jak Marya nas umiłowała, dość jest przypomnieć sobie, że ofiarowała za nas Syna, którego nad życie i milion żyć kochała. Matki zaś zwykle najwięcéj kochają te dzieci, których zachowanie przy życiu najwięcéj ich kosztowało trudów i troski. Owóż my dla Maryi jesteśmy temi dziećmi właśnie, którym nie mogła Ona wyjednać życia łaski inaczéj, jak przez poniesienie najcięższych jakie kto z ludzi poniósł boleści i cierpień, których doznała patrząc na śmierć Syna Swojego, i na którą zezwalała z miłości ku nam. Jak téż Pismo Boże, chcąc wyrazić niepojętą miłość Boga do ludzi powiada: „Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał” 7 aby On za nas śmierć poniósł, tak powiada święty Bonawentura, i Marya tak nas umiłowała, że zaofiarowała za nas Syna Swojego jedynego.

Gdy tedy taką w Maryi mamy Matkę, i za to szczególnie czcić Ją i miłować powinniśmy bez granic, zastanówmyz się, co jest w Niéj co to Jéj względem nas macierzyństwo stanowi, przedstawia, streszcza niejako w sobie, owszem jest niezbędnym jego warunkiem? Tém jest to co każdą matkę stanowi, bez czego żadna matka, matką by się nazywać nie mogła, co gdyby straciła z matki najprawdziwszéj, niejako przestałaby być matką, z najlepszéj stała by się wyrodkiem natury: a tém jest SERCE. Więc my, czcząc Maryą i miłując Ją, i najżywszą Jéj chowając za Jéj nad nami macierzyństwo wdzięczność, powinniśmy miłować i szczególnie uwielbiać Jéj Serce.

Święto téż dzisiejsze, jest szczególnie Jéj Świętém jako naszéj najlepszéj, najlitościwszéj, najbardziéj nas miłującéj Matki, a ztąd jakże to Święto serdecznie, i z jakiém pełném synowskiéj miłości nabożeństwem, obchodzić powinniśmy!

Lecz oddając cześć najsłodszemu Sercu Maryi, łączy Kościoł Boży i inną jeszcze intencyą. Cześć bowiem temu Sercu powinniśmy oddawać i dla tego, że Serce Maryi, po Sercu Jezusowém, jest Sercem najdoskonalszém, najświętszém, jakie z rąk Bożych wyszło. Przeznaczone na Serce Matki Boga, obdarzone zostało od pierwszéj chwili Swojego uderzenia, łaskami najwyższemi, i miłością Boga przechodzące miłość wszystkich Serafinów. Wolne od skazy grzechu pierworodnego, nigdy żadnéj nie zaciągnęło plamki, a coraz więcéj gorejące miłością Boga, który raczył stać się i Jéj Synem, stało się ciągłym przybytkiem Ducha Świętego, którego Marya była Oblubienicą. W Niebie zaś już teraz umieszczone, wraz z jéj przeczystém ciałem z którém tam wziętą została, jak Swojemi aktami miłości nieustannej, największą chwałę i radość przynosi Trójcy Przenajświętszéj, tak znowu bezustannie za nami się wstawia: wyprasza wszystkie a wszystkie te łaski, jakiemi Pan Bóg dusze wybrane obdarza, tak że ani jedna nie spływa na ziemię inaczéj, jak przez Serce Maryi wyjednana. „Postanowił bowiem Pan Bóg, powiada święty Bernard, nic nie udzielać inaczéj, jak przez ręce Maryi,” a po wyproszeniu tego Jéj przeczystém Sercem.

Jest pobożne w Kościele świętym mniemanie, że po końcu światu, przenajświętszy Sakrament Ciała i Krwi Pańskiéj, zachowany zostanie w Niebie na wieki w przeczystém Sercu Maryi.

Pożytek duchowny

Jak mile Matka Boża przyjmować raczy cześć oddawaną Jéj przeczystemu Sercu, dowodem między innemi jest i Bractwo Serca Maryi za nawrócenie grzeszników, założone we Francyi przy schyłku pierwszéj połowy wieku bieżącego. Modlitwy tego Bractwa, dziś już przeszło dwadzieścia milionów członków liczącego, wypraszają ciągle przez Serce Maryi, łaskę nawrócenia dla najzatwardzialszych grzeszników. Obowiązki jego ograniczają się na odmawianiu jednego Pozdrowienia Anielskiego na dzień. Staraj się do niego należeć.

Modlitwa (Kościelna)

Wszechmogący i wieczny Boże! któryś w Sercu błogosławionéj Maryi Panny, godny Ducha Świętego przybytek zgotował; spraw miłościwie, abyśmy tegoż przeczystego Serca Święto pobożnie obchodząc, według Serca Twojego żyć zasłużyli sobie. Przez Pana naszego i t. d. w jedności tegoż Ducha Świętego i t. d.

Zdrowaś Marya za nawrócenie grzeszników.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 708–711.

Footnotes:

1

Jan XIX. 30.

2

Jan XXX. 27.

3

Gen. I. 3.

4

Łuk. XXII 19.

5

Izaj. 63. 3.

6

Iza. XLIX. 15.

7

Jan III. 16.

Tags: Maryja „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna matka serce Maryi
2020-08-21

Św. Joanny Szantal (de Chantal), Założycielki Zakonu Sióstr Nawiedzenia Przenajświętszéj Maryi Panny

Żyła około roku Pańskiego 1641.

(Żywot jéj wyjęty jest z procesu jéj kanonizacji.)

Święta Joanna - Franciszka, ze znakomitéj rodziny Fremiotów, urodziła się we Francji w mieście Diżonie roku Pańskiego 1572. Matka odumarła ją w kolebce, lecz ojciec prezes Parlamentu, przykładny chrześcijanin, wychował ją bardzo pobożnie. Miała lat pięć, gdy słysząc pewnego heretyka zaprzeczającego obecności Pana Jezusa w przenajświętszym Sakramencie, wyrwała się z rąk piastunki, i przystąpiwszy do niego rzekła: „Pan Jezus Sam powiedział że jest obecny w przenajświętszym Sakramencie; jeśli pan temu nie wierzysz, więc Go za kłamcę poczytujesz.” A gdy tenże chcąc dziecinę złagodzić, podał jéj cukierki, Joanna wrzuciła je w ogień na kominku palący się mówiąc: „Oto jak heretycy płonąć będą w piekle, za to że nie wierzą temu co Pan Jezus powiedział.” Wtedy także widząc się pozbawioną opieki matki, przenajświętszą Pannę obrała sobie za matkę, i całe życie szczególne do Niéj miała nabożeństwo. Jedna z jéj bliższych pokojówek, była bardzo światową, i młodą Joannę tymże duchem chciała zarazić. Święta uprosiła ojca, aby ją z jéj służby oddalił.

W dwudziestym roku życia, wyszła za mąż za jednego z pierwszych panów francuzkich: barona Szantal (de Chantal). Osiadłszy z nim w jego zamku dziedzicznym, cały dom swój urządziła po chrześcijańsku. Codziennie słuchała Mszy świętéj w kaplicy zamkowéj, a w święta i niedziele w kościele parafialnym. Rano i wieczór wspólnie z domownikami odprawiała pacierze, a ubogich, we wszystkich włościach swoich bardzo obszernych, stała się opiekunką i matką. Wspierała ich hojnie, chorych po mieszkaniach odwiedzała i usługiwała im z największą miłością. Gdy ciężki głód dotknął był całą okolicę, spichrza zamkowe otworzyła dla nich, i te kilkakrotnie, gdy się już wyczerpały, modlitwą swoją cudownie napełniła.

Mąż jéj jako dworzanin królewski, często przebywał w stolicy. Święta Joanna pozostawała wtedy na wsi, wiodąc życie bardzo samotne, co jéj wielce dogadzało. Wkrótce téż przykładem jéj zbudowany małżonek, i sam służbę dworską opuścił i z nią stale przemieszkiwał, ciesząc się szczęśliwém pożyciem i trojgiem dziatek, które mieli. Zdarzyło się, iż polując, raniony wypadkiem od krewnego, życie postradał. Joanna, cios ten nadzwyczaj uczuła, lecz zniosła go z doskonałém poddaniem się dopuszczeniu Bożemu, i stosując się do prośby umierającego męża, do tego który stał się przyczyną jego śmierci, nigdy żalu nie miała. Owdowiawszy osiadła z dziećmi przy ojcu mężowskim, starcu niezmiernie przykrego usposobienia, którego domem rządziła kobieta bardzo niedobra. Obchodziła się téż z Joanną jak najgorzéj, a Święta znosiła to z wielką cierpliwością, i nawet odpłacając się dobrém za złe, dzieci jéj szczególną troskliwością otaczała, sama je czesząc i ubierając jak własne.

Joanna miała wtedy lat dwadzieścia ośm. Znana powszechnie z wysokich cnót swoich, bardzo bogata, a przytém i znamienitéj urody; przez kilku wielkiego rodu i majątku panów, poszukiwaną była w powtórne zamęście, lecz wszystkim odmówiła, zrobiwszy ślub dozgonnéj czystości. Sposób życia tak sobie urządziła: wstawała o piątéj rano, i trwała na modlitwie i czytaniu ksiąg świętych do godziny w któréj budziły się jéj dzieci. Odmawiała z niemi pacierze, a po wysłuchaniu Mszy świętéj, zasiadała z niemi do lekcyi. Potém uczyła katechizmu domowników i dzieci wiejskie, następnie załatwiała sprawy gospodarskie i interesa majątkowe, któremi sama zarządzała; resztę dnia spędzała na przyjmowaniu prośb ubogich, lub na odwiedzaniu ich w mieszkaniach. Wieczorem zgromadzała znowu domowników, czytała im pobożne książki, i pacierze wieczorne wspólnie odmawiała; a gdy wszyscy udawali się na spoczynek, ona długo w noc na bogomyślności trwała. Przytém ćwiczyła się coraz więcéj w umartwieniach zewnętrznych: często ścisłe odbywała posty, piątki i soboty suszyła, i w różny sposób trapiła ciało. Sama zamiatała swój pokój, i żadnéj usługi przy sobie nie dozwalała oddawać domownikom.

W roku 1604 pojechała była do ojca do Diżonu, gdzie pod tę porę, przybył z kazaniami wielkopostnemi święty Franciszek Salezyusz, biskup Genewski, już podówczas sławny ze swojéj świątobliwości i biegłości w przewodniczeniu duszom, do wyższéj doskonałości powołanym. Skoro go ujrzała, poznała iż byłto ten, którego w widzeniu jakie miała razu pewnego na modlitwie, okazał jéj Pan Bóg, jako jéj przyszłego ojca duchownego. A znowu święty Salezy, poznał w niéj tę kobietę, którą także w objawieniu widział, jako przyszłą Założycielkę żeńskiego Zgromadzenia zakonnego o którém zamyślał. Po kilku z nim duchownych naradach, będąc w kościele cudownéj Matki Bożéj w Etan, uczyniła ślub posłuszeństwa temuż Świętemu, jako swojemu przewodnikowi. Pod tak świętym mistrzem, szybkim krokiem postępowała Joanna, na drogach coraz wyższéj doskonałości ewangelicznéj. Szczególnie w miłosiernych uczynkach już niejako granic nie kładła. Wyszukiwała najcięższemi i najobrzydliwszemi chorobami dotkniętych, i przy nich długie spędzała godziny, pocieszając ich, modląc się z nimi, usposabiając do przyjęcia Sakramentów świętych, i do dobrej śmierci. Trędowatym usługiwała ze szczególną litością: sama ich opatrywała, i to zwykle klęcząc czyniła, a dla przezwyciężenia wstrętu jaki w niéj obudzał ten rodzaj choroby, całowała ich rany.

Gdy święty Salezy uznał już tę błogosławioną duszę dostatecznie usposobioną do świętego dzieła o jakiém zamyślał, oznajmił jéj to i polecił, aby udawszy się do ojca, oświadczyła mu swój zamiar zostania zakonnicą, i tak urządziła swoje familijne interesa, aby świat i rodzinę opuścić mogła. Wielkie w téj mierze napotkała Joanna trudności: ojciec długo na to zezwolić nie chciał, aż nareszcie widząc w tém wolę Bożą, poddał się jéj mówiąc: „Boże mój! nie godzi mi się dłużéj stawić oporu temu coś postanowił; zgadzam się na to z całego serca, i składam Ci w ofierze tę córkę moję, tak mi drogą jak Izaak Abrahamowi.” Potém pobłogosławił ją, i podnoszące klęczącą u nóg jego: „Idź córko kochana, rzekł do niéj, tam gdzie cię Pan Bóg powołuje, a powstrzymajmy się od płaczu, abyśmy tém zupełniejszą zrobili Bogu z uczuć naszych ofiarę, i żeby ludzie nie gorszyli się, przypuszczając że nas zbyt wiele kosztuje, spełnić to co jest wolą Bożą.”

Lecz najtrudniejsza próba czekała ją z dziećmi, a szczególnie z najstarszym synem. Ten rzucił się do jéj nóg z płaczem, a widząc że postanowienia matki przemódz nie może, położył się na progu mówiąc: „Nie wyjdziesz ztąd matko, chyba depcząc twoje dziecię.” Rozpłakała się Święta, lecz od przedsięwzięcia swego nie odstąpiła; a gdy pewien kapłan obecny temu, widząc ją we łzach tonącą, sądził że zapomina o woli Bożéj powołującéj ją do Zakonu, rzekła mu: „Nie, ojcze, nie waham się, lecz matką jestem”, i to mówiąc przeszła przez próg, na którym jéj syn leżał.

Święta Joanna udała się do miasta Anezium w Sabaudyi, gdzie mieszkał święty Salezy, i tam pod jego przewodnictwem, założyła Zgromadzenie Sióstr Nawiedzenia Matki Bożéj, dla tego tak nazwanych, iż pierwotnym ich zadaniem, było nawiedzanie i doglądanie ubogich, po ich mieszkaniach. Pierwszy rok poświęcony był na odbycie nowicyatu, w którym miała dwie świątobliwe towarzyszki. Przez cały ten czas, dotknął ją był Pan Bóg różnemi chorobami, które ją wszakże od przedsięwzięcia nie odwróciły, a wpłynęły wiele na to, że ustawy jakie święty Salezy nadał temu Zgromadzeniu, zastosowane zostały głównie, do osób słabego zdrowia, a które Kościoł w lekcyach Brewiarza nazywa przedziwnemi, tak co do ich łagodności, jak i pełności Ducha Bożego, pod którego wpływem ułożone były. Gdy zgromadzenie to szerzyć się zaczęło, święty Salezy, a z nim i pierwsza tego Zakonu założycielka święta Joanna, idąc za radą Kardynała Markemonta (Marquemont) Arcybiskupa Liońskiego, usunęli z ustaw obowiązek nawiedzania ubogich, i Zgromadzenie to stało się zakonem ścisłéj Klauzury, wkrótce potém przez Stolicę Apostolską zatwierdzoném. U nas znane jest pod nazwiskiem Panien Wizytek.

Joanna, od chwili w któréj założyła swoje Zgromadzenie, była najwyższym wzorem wszystkich cnót zakonnych. Zachowywała jak najściśléj najmniejszéj wagi Ustawy, a ubóstwa tak wielką była miłośnicą, że serdecznie się radowała gdy jéj zbywało na potrzebach do życia. Pobudzona szczególném pragnieniem ciągłego postępu na drodze którą obrała, uczyniwszy Bogu tyle ciężkich dla jéj serca ofiar, zobowiązała się, i to ślubem, spełniać zawsze to co się jéj doskonalszém wyda. Obarczona generalnym zarządem wszystkich klasztorów jéj Reguły, których kilkanaście w różnych krajach stanęło za jéj życia, przedstawiając na sobie wzór najdoskonalszéj zakonnicy, pomimo tego nie wypuszczała z opieki, nietylko dzieci które pozostawiła w świecie, lecz nawet ich spraw majątkowych. A w tém tak jéj Pan Bóg pobłogosławił, że wielkie majętności które po niéj odziedziczyły, oczyściła ze wszystkich długów i procesów, a córki świetnie powydawała za mąż, mając i tę pociechę, że jedna z nich wyszła za synowca świętego Salezego, jednego z pierwszych panów Sabaudzkich.

Założywszy kilka klasztorów we Francji, a między innemi i w Paryżu, powierzyła kierunek ich duchowny świętemu Wincentemu z Pauli, który przez lat wiele ten obowiązek spełniał, i ze świętą Joanną ciągłe miał stosunki, zasięgając jéj rady w wielkich swoich miłosierdzia chrześcijańskiego dziełach.

Nakoniec, gdy Zakon przez nią założony, dzięki jej świętym zabiegom, bardzo się był rozszerzył, rządząc nim przez lat trzydzieści trzy, a przez czas ten przewodząc duchownym córkom swoim na drodze świątobliwości i słowem i przykładem, i pismami pełnemi najzbawienniejszych nauk, bogata w cnoty i zasługi, umarła w klasztorze swoim w Mulę (Moulin) we Francyi, roku Pańskiego 1641, mając lat sześćdziesiąt trzy. Na kilka lat przed błogosławioną jéj śmiercią, dopuścił był Pan Bóg na nią nadzwyczajne oschłości i utrapienia wewnętrzne, w których niezachwianą cierpliwością, najobfitsze nabyła do Nieba zasługi. Papież Klemens XIII, zaliczył ją w poczet Świętych, a Klemens XIV święto jéj na dzień dzisiejszy wyznaczył.

Pożytek duchowny

Niech cię przykład świętéj Joanny, przechodzącej przez próg na którym leżał jéj syn chcący ją powstrzymać od spełnienia tego co względem niéj było wolą Bożą, nauczy, że dla Boga, gdy taka jest wola Jego, każdą ofiarę uczynić powinniśmy. Od ciebie, dla twojego uświątobliwienia a może nawet i dla twego zbawienia, podobno nierównie mniéj wymaga Pan Bóg, a ty i na to zdobyć się nie chcesz.

Modlitwa (Kościelna)

Wszechmogący i miłosierny Boże, który błogosławioną Joannę-Franciszkę, Twoję miłością, rozgorzałą przedziwną mocą duszy, na różnych ścieżkach tego życia, drogą doskonałości powiodłeś, i który przez nią obdarzyć raczyłeś Kościoł nowym zakonem; za jéj zasługami i wstawieniem się, spraw, abyśmy świadomi naszéj nędzy, ufając Twojéj pomocy, za łaską niebieską wszelkie na drodze zbawienia przeciwności przezwyciężali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 702–704.

Tags: św Joanna de Chantal „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna żona matka wdowa św Franciszek Salezy wola Boża
2020-07-26

Św. Anny, Matki Przenajświętszéj Maryi Panny

Żyła około roku 5-go przed przyjściem Pańskiém.

(Żywot jéj wyjęty jest z dzieł świętego Epifaniusza i świętego Grzegorza Nisseńskiego.)

Święta Anna, matka przenajświętszéj Maryi Panny, przyszła na świat w Betleemie, w mieście w dawnéj ziemi żydowskiéj, dziś Ziemią świętą zwanéj, położoném. Narodziła się na lat około siedemdziesięciu przed przyjściem Pana Jezusa. Ojciec jéj należał do pokolenia Lewi, i pochodził z rodziny wielkiego kapłana Aarona: nazywał się Mathan. Matka jéj z pokolenia Judy, miała imię Marya Emerencyanna. Bylito ludzie zamożni i wielkiéj zacności, przyświecający przykładami cnót wszelkiego rodzaju. Mieli trzy córki: najstarsza z nich Marya, poślubiła Kleofasa i była matką świętych Jakóba, Szymona i Judy Apostołów, których dla tego że byli ciotecznymi braćmi przenajświętszéj Panny, według zwyczaju żydowskiego, nazywano braćmi Pana Jezusa, chociaż byli tylko Jego blizkimi krewnymi. Drugą córką Mathana i Emerencyanny była Sabe, matka świętéj Elżbiety, a więc ciotecznéj siostry Matki Bożéj. Nakoniec trzeciém ich dzieckiem, była święta Anna którą Pan Bóg przeznaczał na matkę Téj, z któréj miał się narodzić Syn Boży.

Skoro w dzieciństwie zaczęła przychodzić do rozumu, zaraz można było poznać, że ją Pan Bóg jakby od kolebki uposażał temi darami i łaskami, jakiemi obdarzać raczy najszczególniéj wybrane przez Siebie dusze. To téż stała się największą pociechą rodziców którzy ją nadzwyczaj miłowali, robiąc nawet w tém niejaką różnicę z innemi dziećmi, co jednak, jak piszą, tak było usprawiedliwioném jéj wyjątkowemi przymiotami, że nawet w jéj siostrach zazdrości nie rozbudzało.

Gdy z lat dziecinnych wyszła, uderzała w niéj wielce skłonność do samotności, wstręt do życia światowego i skromność dziewicza, przydająca największą cenę jéj wszelkiego rodzaju powabom. Znaczną część dnia każdego spędzała na modlitwie, najchętniéj przebywała w świątyni Pańskiéj, a rozczytując się w księgach świętych, z upragnieniem wyglądała przyjścia zapowiedzianego Zbawiciela, i dokładniéj od wielu najuczeńszych ówczesnych kapłanów, przewidywała, że chwila ta błogosławiona nie jest już daleką. Nie przypuszczając że z niéjto właśnie miała się narodzić Matka tegoż Zbawiciela, byłaby z najwyższą dla siebie pociechą, całe życie spędziła w dziewictwie, chociaż ta cnota tak mało znaną była przed przyjściem Pana Jezusa. Lecz że opatrzność Boska, przeznaczała ją na matkę Rodzicielki Syna Bożego, więc inaczéj nią rozporządziła. Gdy doszła lat w których rodzice o wydaniu jéj za mąż zamyślali, zpomiędzy wielu z pierwszéj młodzieży proszącéj o jéj rękę, wydano ją za Joachima, mieszkającego w Nazarecie, z rodu Dawidowego, męża wysokich cnót i bardzo bogatego.

Cnoty jakiemi jaśniała będąc w domu rodziców, przeniosła do pożycia małżeńskiego, poślubiając najświętszego jaki był podówczas na ziemi człowieka. Nie było téż lepiéj dobranego małżeństwa, które jak się wyraża święty Jan Damasceński, już wtedy mogło służyć za wzór do naśladowania, dla najświątobliwszych małżonków chrześcijańskich. Anna będąc panią znacznych dostatków, które oboje posiadali, obracała je głównie na miłosierne uczynki. Święci ci małżonkowie dochody swoje rozdzielali na trzy części; jednę składali w świątyni Pańskiéj, na utrzymanie kapłanów i na przyczynienie się do świetności obrzędów; drugą rozdawali ubogim, trzecią na swoje potrzeby obracali, bardzo skromnie żyjąc. Ubogich w każdéj porze widzieć można było przy jéj mieszkaniu, gdyż do słynącéj ze szczególnéj dobroczynności, schodzili się oni nietylko z odleglejszych okolic, lecz nawet z obcych krajów. Słowem życie świętéj Anny, było najwyższym wzorem doskonałéj niewiasty, jakiéj nam wzór Pismo Boże w księgach mądrości przedstawia.

Lat już upływało przeszło czterdzieści, jak święta Anna była zamężną, a potomstwa nie miała. W narodzie żydowskim, niepłodność w małżeństwie, poczytaną była za hańbę i jakby za znak niebłogosławieństwa Bożego. Anna znosiła to upokorzenie spokojnie, z doskonałém poddaniem się woli Bożéj, a im więcéj posuwała się w lata, tém mniéj miała nadziei, aby ją w tém Pan Bóg pocieszył. Wszelako bolało to ją niemało że ona z tego powodu ani przypuszczać nie mogła, aby z jéj pokolenia miał narodzić się Messyasz.

Zdarzyło się, iż mąż jéj święty Joachim gdy razu pewnego przyniósł według swojego zwyczaju największą ofiarę do świątyni Pańskiéj, i z tego powodu pierwszy miał prawo przystąpić z nią do ołtarza, kapłan odprawiający nabożeństwo odepchnął go publicznie. Nie dość na tém: jeszcze głośno w te słowa odezwał się do niego: „Odstąp ztąd starcze, na którego stadle małżeńskiém cięży sromota bezpłodności.” Święty Joachim zniósł tę ciężką obelgę pokornie, a wróciwszy do domu i opowiedziawszy to żonie udał się na puszczę w góry, i tam osiadłszy w małéj chatce, przez dni czterdzieści nie biorąc żadnego posiłku, modlił się dzień i noc do Boga, aby jeśli taka Jego wola, zdjął z jego małżeństwa sromotę bezpłodności. Anna zaś urządziła sobie także pustelnię w ogrodzie, i tam podobnież jak Joachim, błagała Boga o potomstwo, przypominając Mu że owa Anna żona Elkana, o któréj wspomina Pismo Boże, podobnież niepłodna, w późnéj starości wyprosiła sobie u Pana Boga syna Samuela.

Pan Bóg, który tych świętych małżonków, na to tylko dotknął tak długą niepłodnością, aby ich potém uczynić najszczęśliwszymi z rodziców jacy kiedy byli, są, lub będą pod słońcem, wysłuchał ich modlitwy, do których sam Duch Święty ich pobudził. I przed Joachimem modlącym się na samotnéj górze, i przed Anną trwającą na modlitwie w swojéj kaplicy w ogrodzie, stanął Anioł Pański, (a jak sądzi święty Hieronim, Anioł Gabryel) i oznajmił im w imieniu Boga który go przysłał, że będą mieć potomstwo.

Jakoż, święci małżonkowie ci, pełni wiary w słowa niebieskiego posłańca wrócili do domu, i wkrótce Anna poczęła w żywocie swoim Tę, któréj narodzenie, jak jutrzenka przed wschodem słońca, miało rozweselić nietylko ten świat, lecz i Niebo całe: poczęła przenajświętszą Maryą Pannę Niepokalaną od téjże chwili. Ojciec Trombelli, wielkiéj powagi pisarz kościelny, powtarzając zdanie świętego Augustyna i świętego Wincentego z Ferrary, powiada: „iż po odebraniu wiadomości od Anioła, że Pan Bóg wysłuchał ich prośby, święty Joachim i święta Anna, uniesieni najwyższém uczuciem miłości i wdzięczności względem Boga, wpadli w zachwycenie i wtedy stali się rodzicami przenajświętszéj Panny” 1. W objawieniach zaś świętéj Brygidy, tak się Sama Matka Boża o tém do niéj wyraziła: „Syn mój Jezus Chrystus, małżeństwo rodziców moich taką wysoką cnotą czystości obdarzył, że podówczas nie było na ziemi całéj, świątobliwszego pożycia małżeńskiego. Gdy oznajmił im Anioł, że z nich narodzi się Dziewica, z któréj przyjdzie na świat cały zbawienie, pomimo tego woleliby byli umrzeć, aniżeli uledz zmysłowości, która już w nich zupełnie była wygasła. Mówię ci więc to jako rzecz najpewniejszą, że jedynie z uczucia miłości Boga i na słowa Anioła zwiastującego im Moje narodzenie, spełnili obowiązek małżeński i stali się moimi rodzicami.” 2 Po upływie właściwego czasu, święta Anna wydała na świat Boga Rodzicielkę. Jakiéj doznała ztąd pociechy, jakiego zażywała świętego szczęścia pielęgnując i wychowując tę przenajświętszą swoję Córeczkę, ten tylko pojmie, kto sobie przypomni, że była matką najdoskonalszéj jaka kiedy wyszła z rąk Boskich istoty, matką Téj którą Pan Bóg przeznaczył na Swoję Matkę, na którą patrząc weselą się Anieli i Niebo całe.

Lecz niedługo cieszyła się tym skarbem najwyższym, niedługo święta Anna posiadała córeczkę swoję w domu. Zaledwie miała lat trzy, zaofiarowała Ją na służbę Pańską wyłączną, i sama do świątyni Jerozolimskiéj, przy któréj przebywały święte dziewice poświęcone Bogu jak dziś zakonnice, odprowadziła. Żyła jeszcze potém, jak niesie podanie, około lat trzynastu. Straciwszy męża, przeniosła się z Nazaretu do Jerozolimy, aby być bliżéj swojéj przenajświętszéj córki, i tam na Jéj błogosławionych rękach oddała ducha Bogu, który wkrótce potém, dla zbawienia ludzi, miał się stać człowiekiem, właśnie w przeczystém łonie Tejże jéj córki.

Pożytek duchowny

Ponieważ świętéj Annie dostało się w udziale szczęście wychowywania przenajświętszéj Maryi Panny, więc słusznie uważaną jest ona za główną patronkę wychowania dzieci. Rodzice, błagajcie ją aby wam wyjednała potrzebne łaski do chrześcijańskiego kształcenia waszych dziatek; dzieci, proście ją aby wam dała być taką pociechą dla waszych rodziców, jaką była dla świętéj Anny jej przenajświętsza Córeczka.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionéj Annie tę wielką łaskę wyrządzić raczył, że godną się stała być matką Rodzicielki Jednorodzonego syna Twojego; spraw miłościwie, abyśmy obchodząc jéj uroczystość, jéj do Ciebie pośrednictwem wsparci zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 620–622.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 595–596

„Po owocach poznacie drzewo”, – mówi dawne przysłowie. Cnoty i zalety córki świadczą o mądrości i pieczołowitości matki. Św. Anna wszczepiła w ukochane dziecię to, co sama posiadała, tj. zamiłowanie cnoty i czułe serce, cześć Boga, zarody bojaźni Bożej i panieńskiej wstydliwości, głęboki szacunek objawienia Bożego, dziecięce zaufanie do obietnic Boskich, nieprzeparty pociąg do samotności, wstręt do powabów tego świata i szczerą pokorę, w której Najwyższy tak wielkie znajduje upodobanie. Nieraz opowiadała córeczce szczegółv i wydarzenia z żywota niewiast świątobliwych, jakimi np. były Rut, Estera, Judyta i inne słynące z łagodności, miłosierdzia, cierpliwości białogłowy Starego Zakonu. Strzegła też pilnie i bacznie u Maryi drogocennej perły niewinności, którą Maryja zasłynęła w dziejach świata jako niedościgniony wzór niepokalanego dziewictwa i czystości. Dzięki przeto, cześć i sława matce, która wychowała taką dziewicę.

Zastanówmy się, jakie jest powołanie matki chrześcijańskiej. Matka chrześcijańska, która przez sakrament chrztu świętego stała się córką Bożą, oświecona nauką Ewangelii świętej, karmiona ciałem i krwią Zbawiciela, więcej dać może swemu dziecięciu, aniżeli święta Anna swej córeczce. Zaniósłszy bowiem owoc żywota swego do kościoła, aby je obmyć z grzechu pierworodnego i uczynić je uczestnikiem łaski Bożej, powinna się starać o to, aby dziecię nie zmarnowało i nie utraciło tego skarbu. Klęka przy kołysce, tuli dziecię do swego boku, uczy je zaczynać i kończyć dzień modlitwą, całuje serdecznie, widząc w nim przybytek Ducha św. i istotę, która ma kiedyś przyjąć Przenajświętszą Hostię, przestrzega i czuwa pilnie nad tym, ażeby na delikatną dziecinę nie padła kiedyś zaraza grzechu, ponawia nauki, jak trzeba przestrzegać \ bojaźni Bożej, pokory, posłuszeństwa, uprzejmości względem ubogich i nawiedzonych chorobą, zwraca jego uwagę na Świętych Pańskich, którzy z tych cnót słynęli, ożywia w nim nadzieję wiecznej nagrody i radości niebieskich.

Czemuż jest tylu rodziców na świecie, którzy nie pamiętają i nie chcą tego wiedzieć, że ich dzieci są własnością Bożą i że Bóg upomni się kiedyś o nie! Święta Anna nigdy tego z oka nie spuszczała, dlatego też dziecię, które wymodliła sobie u Niebios gorącymi modłami, czuwaniem nocnym, obfitym łez potokiem, sowitą jałmużną, ofiarowała temuż Bogu, od którego je otrzymała. Nieskażone i niepokalane złożyła je w ręce Ojca niebieskiego. Mili Czytelnicy! módlcie się za matki chrześcijańskie, proście Boga, aby się tą prawdą na wskroś przejęły, ażeby nigdy nie zapomniały, że przyjdzie im kiedyś zdać ciężki przed Bogiem rachunek, jeśli skutkiem ich niedbalstwa i obojętności dziatki ich zboczą z drogi cnoty i zapomną ślubów, wyznanych ustami rodziców chrzestnych.

Footnotes:

1

Trombelli Hist. Mariana. Pars. I. C. I. quest. I.

2

Objaw. b. Brig. Ks. 1. Roz. 9

Tags: św Anna „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja czystość małżeństwo wychowanie matka
2020-07-10

Św. Felicyty i Jéj Siedmiu Synów Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 150.

(Męczeństwo ich opisane jest przez świętego Grzegorza Papieża.)

Święta Felicyta żyła na początku wieku pierwszego w Rzymie, za panowania cesarza Antonina. Byłato niewiasta znakomita rodem i bogactwy, ale jeszcze więcéj żywą wiarą, pobożnością i cnotą miłosierdzia dla ubogich, a szczególnie chrześcian, pod srogiém podówczas prześladowaniem jęczących. Po śmierci męża zerwawszy wszelkie ze światem stosunki, a mając dorosłych siedmiu synów, których najstaranniéj i najpobożniéj wychowała, już tylko ćwiczeniom wysokiéj pobożności się oddawała, i w poświęceniu się swojém na usługi wiernych żadnych granic nie kładła. Wysoka téż jéj świątobliwość, samych nawet pogan w zdumienie wprawiała: byli oni dla niéj z uwielbieniem, a wielu z nich zapatrując się na jéj cnoty chrześcijańskie, przez to samo do wiary świętéj się nawracało.

Oburzeni tém kapłani pogańscy, oskarżyli ją przed cesarzem mówiąc: „Wiedz o tém cesarzu, że ta wielka pani Felicyta, równie jak i jéj siedmiu synów, bogom naszym uwłaczają i srogi ich gniew na nas wszystkich ściągają. Jeżeli nie przywiedziesz jéj do tego, aby im publicznie cześć oddała, nieczém się nam przebłagać nie dadzą.” Antonin przychylając się do żądania kapłanów, polecił Publiuszowi, który podówczas był wielkorządcą w Rzymie, aby Felicytę wraz z jéj synami zmusił do oddania czci bożkom.

Publiusz, przez wzgląd na wysokie położenie jakie zajmowała w świecie Felicyta, przyzwał ją do siebie, i najprzód prywatnie i łagodnemi słowy, nakłaniał ją aby wolę cesarza spełniła. Kadził jéj, aby odmowną odpowiedzią nie wywoływała sprawy swojéj przed trybunały sądowe, gdyż w takim razie będzie zmuszonym sądzić ją publicznie, jak to podówczas z chrześcijanami dla postrachu drugich czyniono, a za dalszy jéj opór rozkazom Antonina, podda ją całéj surowości prawa, ciężkie kary; na odmawiających czci bożkom przepisującego. Na to odpowiedziała mu Święta: „Ani mnie twoje łagodne rady nie skłonią do tego, ani pogróżki ustraszą. Ufam Bogu, że mi da siłę wytrwania w mękach i szatanom waszym nie pokłonię się: a jeśli mnie za to zamordujecie, tém większe odniosę nad niemi zwycięstwo.” „Jeżeli sama, rzekł na to Publiusz, chcesz życie twoje za to położyć, tedy przynajmniéj miéj wzgląd na synów twoich. Oni bowiem ofiary bogom złożyć muszą, bo inaczéj poginą.” – „Synowie moi, odpowiedziała Felicyta, wtedyby tylko zginęli, gdyby popełnili grzech składania ofiary bożyszczom, a przeciwnie, żyć będą, jeżeli się tego nie dopuszczą.”

Wielkorządca, widząc iż w ten sposób nie może ustraszyć Felicyty, w dniu „następnym już publicznie zasiadł do sądzenia jéj sprawy, i stawić ją kazał przed sobą na placu Marsowym, wraz z jéj siedmiu synami, i najprzód rzekł do niéj: .„Felicyto! miéj litość nad synami twoimi, tak zacnymi młodzieńcami, a którzy tylko co najpiękniejszą porę życia zaczynają.” – „Miłosierdzie jakie nad nimi okazujesz, odpowiedziała matka, jest prawdziwém okrucieństwem, a upomnienie jakie mi dajesz bluźnierstwem.” A zwracając się do synów mówiła: „Patrzcie dzieci moje w niebo, gdzie was Chrystus ze świętymi oczekuje. Mężnie walczcie, bo idzie tu o zbawienie wasze wieczne, nie odstępujcie od miłości Jezusa.” Słysząc to Publiusz wpadł we wściekłość i zawołał: „Jakto! w obecności mojéj, ośmielasz się nakłaniać twoich synów, aby się oparli rozkazom cesarza? bo on to sam, a nie ja tylko, wymaga abyście złożyli ofiary bogom naszym.” I to mówiąc, przywołał katów, kazał im policzkować Felicytę, a synów jéj jednego po drugim z kolei przywoływać przed swój trybunał.

Pierwszy który stanął, miał imię January. Tyran zaczął od tego iż mu obiecywał wielkie łaski cesarskie, bogate dary i świetny zawód, jeśli wyrzekłszy się wiary w Chrystusa, odda pokłon bożyszczom pogańskim, a w przeciwnym razie, groził mu najstraszniejszemi karami, i w końcu namawiał ze zdradziecką życzliwością, aby się nie wahał i poszedł za jego, jak ją nazywał, przyjacielską radą. Lecz młodzieniec odpowiedział mu na to spokojnie i mężnie: „Złą a nie mądrą radę, dajesz mi Wielkorządco: gdyż mądrość Boska przeciwnie mi doradza, owszem nakazuje, abym wzgardził tém co mi obiecujesz za odstępstwo od Chrystusa, a nie uląkł się tego czém mi zagrażasz, jeśli fałszywym bożyszczom czci nie oddam.” Po takiéj odpowiedzi, Wielkorządca kazał go okrutnie zesmagać rózgami w oczach matki i wtrącić do więzienia, a tymczasem przyzwał drugiego imieniem Feliks, którego w podobnyż sposób do zaparcia się wiary namawiał, wymagając aby niezwłocznie złożył ofiarę Jowiszowi. Na to rzekł mu młodzieniec: „Jeden jest tylko Bóg prawdziwy, któremu godzi się i należy składać ofiary, a tym jest Jezus Chrystus; i bądź pewien Wielkorządco, że ani ja ani bracia moi, tego Pana i Boga naszego nie odstąpimy. A jeśli nas haniebnie biczować i okrutnie katować każesz, przez to wiary z serc naszych nie wydrzesz.”

Publiusz odprawiwszy i tego, kazał przyzwać trzeciego, Filipa, i już wprost straszył go cesarzem mówiąc: „Antonin cesarz pan nasz najwyższy, rozkazał abyś złożył ofiarę wszechmogącym bogom naszym.” Na co Filip: „Nie nazywaj o Wielkorządco, bałwanów waszemi bogami, bo Bogiem wszechmogącym jest tylko ten Bóg Jezus Chrystus, którego my wyznajemy; wasze zaś bożyszcza są to nieme bryły z miedzi lub żelaza ukute, i kto im składa ofiary, na wieczne idzie pohańbienie.”

Przyzwał tedy Publiusz Sylena czwartego syna Felicyty, i gdy stanął przed nim: „Widzę, zawołał do niego groźnie, żeście z niegodziwą matką waszą, spisek uknuli przeciw woli cesarza. Pamiętaj że jeśli rozkazu jego nie spełnicie, wszyscy poginiecie nikczemnie.” – „Inaczéj postępować nie godzi się nam, odpowiedział Sylen: gdybyśmy bowiem ulękli się męczeństwa doczesnego, które chociażby najokrutniejsze krótką chwilę trwać będzie, popadlibyśmy w wieczne męki, które są straszniejsze jeszcze, a końca nie mają. Że przeto wiemy jakie męki czekają po śmierci tych, co się Chrystusa zapierają, a jakie nagrody są zgotowane dla wytrwałych w wierze, przeto słuchać musimy praw Boskich, a nie ludzkich, kiedy się one Boskim sprzeciwiają. Bałwanami więc pogańskiemi gardzimy, abyśmy do końca wiernie służąc Bogu prawdziwemu, żywot wieczny osiągnęli.”

Sądząc Publiusz, że chociaż tak mężny opór znalazł w tych trzech braciach, łatwiéj mu pójdzie z młodszymi, zwłaszcza gdy ich stawić każe przed sobą nie w obecności starszych, których widok mógłby im dodawać męstwa, kazał już przesłuchanych odprowadzić do więzienia i zamknąć wraz z Januarym, a młodszych przyzwał. Tym znowu obiecywał łaski cesarskie, jeśli wolę jego spełnią, a groził mękami i śmiercią, jeśli bożkom się nie pokłonią i spytał Aleksandra, piątego z rzędu brata: „Cóż ty mówisz na to?” a ten mu odrzekł: „Sługa jestem Chrystusów, więc co mam w sercu to i wypowiadam: nie wyrzeknę się wiary, jak jéj i bracia moi się nie wyrzekli” i przydał z wielką dobrocią: „i ty sam Publiuszu, nie gardź wiarą w prawdziwego Boga i zbaw duszę twoję.” Odwrócił się od niego Wielkorządca, a widząc Witalisa szóstego z ich grona, bardzo młodo i wątło wyglądającego, w słowach najłagodniejszych do niego przemówił, spodziewając się że go łatwiéj podejdzie. Lecz ten mu odpowiedział: „Nie sądź że ja dla tego iż młodszym jestem od tych braci moich których już słuchałeś, mniéj będę od nich stałym w wierze.” – „Więc i tobie już życie nie miłe?” rzekł na to Publiusz: „Tak nie jest odparł Witalis, lecz miło będzie mi umrzeć raczéj, aniżeli pokłonić się szatanom.” – „O jakichże to szatanach mówisz?” spytał Wielkorządca. „Szatanami są bożkowie wasi, odrzekł Witalis, którym ja nigdy czci nie oddam.”

Nakoniec siódmemu i ostatniemu Marcialisowi, przedstawiał tyran, że okrucieństwo popełniają sami nad sobą, nie poddając się woli cesarskiéj, na co mu znów ten odrzekł: „Okrucieństwo popełniają nad sobą ci, którzy nie chcą uznać prawdziwego Boga, a za to na wieczne potępienie idą.”

W wielkie wpadł podziwienie Publiusz, widząc tak niezachwiane w całéj téj świętéj rodzinie męstwo, lecz zaślepiony w swych błędach, i wierny wykonawca okrutnego prawa, kazał ich ubiczować, i wtrącić do więzienia, a nazajutrz zdał sprawę cesarzowi, z tego co z nimi zaszło. Cesarz kazał ich wszystkich potracić, lecz prawie każdego w inny sposób. January skonał pod knutami, Feliksa i Filipa pałkami zamordowano, Sylena strącono z wysokiéj skały, Aleksander, Witalis i Marcialis zostali ścięci. Felicyta także przez ścięcie śmierć odebrała. A że nastąpiło to po zamordowaniu w jéj oczach wszystkich jéj synów, na których męczeństwo patrzała, więc tym sposobem, jak się wyraża święty Grzegorz, święta ta matka nie jednę, lecz ośm śmierci męczeńskich poniosła za wiarę.

Pożytek duchowny

O ile rodzice cieleśnie tylko miłujący swoje dzieci, pisze święty Grzegorz, pragną aby ich nie przeżyli, o tyle święta Felicyta w Bogu i dla Boga, a więc prawdziwie miłująca swoich synów, pragnęła ostatnia po nich zstąpić z tego świata, aby patrząc na ich śmierć za wiarę, być pewną że ich wszystkich w Niebie znajdzie. Czyż twoje przywiązanie do drogich ci osób, jest tegoż rodzaju?

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy oddając cześć męstwu tych świętych Męczenników w ich wytrwałości w wierze, miłościwego ich za nami pośrednictwa, skutków doznali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 572–574.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 552

Św. Felicyta kierowała się zasadą, że rodzice nie mogą dać nic lepszego dzieciom od nieba, a nic gorszego od piekła. Czy spełnienie pierwszej części tej prawdy jest w mocy rodziców? Niewątpliwie. Każde dziecię jest stworzeniem słabym, bezsilnym, potrzebującym pomocy. Nie umie nic, wszystkiego ma się dopiero uczyć: jak stać, jak jeść, jak chodzić i ubierać się. Tym więcej przeto należy je uczyć, jak się ma modlić, miłować Boga, unikać grzechu i wszelkich pokus do niego. Jest ono niejako woskiem, z którego można ukształtować albo przyszłego mieszkańca niebios, albo potępieńca. Jest ono młodą drzewiną, i od ogrodnika zależy, czy ten szczep ma kiedyś wydać bujny owoc, czy zmarnieć. Nie zna ono różnicy między dobrym a złym, a ponieważ pierwsze wrażenia są najtrwalsze, dlatego mówi Chrystus Pan: „Co tym małym uczynicie, to uczynicie Mnie; ale biada tym, kto gorszy małych. Lepiej by było, ażeby gorszycielowi przywiązano kamień młyński do szyi i wrzucono go w głębię morza" (Mat. 18). Rodzice są pierwszymi nauczycielami i wychowawcami dziatek. Bóg wszczepił w serca rodziców miłość i przywiązanie do dzieci, a w dzieci powolność i posłuszeństwo dla rodziców. Mowę ojca i matki rozumie dziecię lepiej, ich nauki są dlań najwyższą prawdą, ich przykład największą powagą, ich wiara i pobożność najskuteczniejszym kazaniem. Niech przeto rodzice w czynach i słowach nigdy o tym nie zapominają, że będą ponosić odpowiedzialność za zgorszenie, dane własnemu dziecku, i że dobrym przykładem, jaki z siebie dawać będą, powiodą swe potomstwo do nieba i do chwały wiecznej.

Tags: św Felicyta „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik matka wdowa wychowanie
2020-07-08

Św. Elżbiety, Królowej Portugalskiej

Żyła około roku Pańskiego 1386.

(Żywot jéj napisany przez kilku pisarzy współczesnych, znajduje się u Bolandystów pod dniem 4 lipca.)

Święta Elżbieta córka Piotra III króla Aragońskiego, narodziła się roku Pańskiego 1271. Jéj przyjście na świat, taką radością całą rodzinę królewską napełniło, że przyczyniło się to głównie, do pojednania króla Piotra z jego ojcem, z którym w długich zatargach zostawał. Było to zaś jakby przepowiednią, że późniéj w wielu wypadkach przyczyni się ta Święta do zgody między panującymi, bo to w istocie miało miejsce. Dano jéj imię Elżbiety, na uczczenie pamięci świętéj Elżbiety królowéj węgierskiéj, jéj babki ciotecznéj, świeżo wtedy ukanonizowanéj.

Dziadek jéj król Jakób, słusznie przezwany Świątobliwym, zajął się wyłącznie jéj wychowaniem, i wnet z wielką pociechą spostrzegł że wnuczka jego, od kolebki prawie, objawiała skłonność do wszelkich ćwiczeń pobożnych, a szczególnie miała wielkie nabożeństwo do Matki Bożéj. W ósmym roku życia, zadziwiała dwór cały swoją roztropnością, skromnością i cnotami wiek jéj przewyższającemi. Już wtedy ścisłe zachowywała posty, jadając raz tylko na dzień w wigilie wszystkich świąt przenajświętszéj Panny i w każdą sobotę; codzień odmawiała kapłańskie pacierze, któryto zwyczaj do śmierci zachowała, i długie godziny trawiła na modlitwie. W obcowaniu z każdym była niezrównanéj słodyczy i pokory, a żaden ubogi nie odszedł od niéj żeby go albo czém mogła sama nie zaopatrzyła, lub tego o co prosił, nie uzyskała dla niego u rodziców. Słusznie téż król jéj ojciec utrzymywał, iż była Aniołem opiekuńczym całego jego państwa, i że jéj to modlitwom zawdzięczał błogosławieństwa, któremi hojnie obdarzał Pan Bóg jego panowanie.

W dwunastym roku wydaną została za Dyonizego, króla Portugalskiego. Zasiadłszy na tronie, a widząc się swobodniejszą w swoich zajęciach, przymnożyła ćwiczeń pobożnych i umartwień ciała. Wstawała o świcie, a po odbytéj modlitwie myślnéj, odmawiała kanoniczne pacierze: Jutrznię, Laudes i Prymę. Następnie słuchała Mszy świętéj, przy któréj często przyjmowała Ciało Pańskie, a potém odmawiała pacierze o Matce Bożéj zwane Officium Parvum, i pacierze kościelne za zmarłych. Około południa zajmowała się różnemi sprawami z któremi się do niéj odnoszono, dawała posłuchanie ubogim, a co jéj zbywało czasu, spędzała go w kaplicy pałacowéj, lub na czytaniu ksiąg świętych. Nie widziano jéj ani chwili próżnującą: podczas zebrań dworskich na jéj pokojach, wykonywała różne ręczne roboty kobiece, przeznaczone na ozdoby kościołów, i zwyczaj ten wprowadziła pomiędzy paniami swojego dworu. Prócz postów kościelnych, które zachowywała o chlebie i wodzie, podobnież pościła cały Adwent, czterdzieści dni przed Wniebowzięciem Matki Bożéj, i tyleż przed uroczystością świętego Michała Archanioła. Zrobiono jéj razu pewnego uwagę, że tego rodzaju umartwienia niewłaściwe są osobie zasiadającéj na tronie: „A gdzież potrzebniejszemi są one, odrzekła święta królowa, jeżeli nie tam, gdzie namiętności są więcéj rozbudzone, i niebezpieczeństwa dla duszy większe?” Mawiała także: że Pan Bóg na to tylko wyniósł ją na godność królewską, aby tém hojniejsze jałmużny czyniła. Jałmużnikom swoim przykazała, aby nic nie odmawiali ubogim; codzień ich odwiedzała po mieszkaniach, a niekiedy aż w odległych od stolicy wioskach i przedmieściach. Przyszedłszy dnia pewnego do ubogiéj kobiety, okrytéj obrzydliwemi wrzodami, Święta, dla przezwyciężenia wstrętu jaki w niéj obudził ten widok, ucałowała jéj rany, i w tejże chwili chora odzyskała zdrowie. Założyła wielki dom przytułku, dla kobiet nawracających się ze złego życia, drugi podobny dla podrzutków, i kilka kościołów i klasztorów wzniosła, po królewsku je uposażając. W każdy piątek Wielkiego postu, na pamiątkę Wieczerzy Pańskiéj, umywała nogi trzynastu ubogim kobietom. Zdarzyło się iż jedna z nich, miała od lat wielu wrzód, który jéj toczył nogę. Królowa opatrzyła ranę, omyła ją i ucałowała, i wrzód się zagoił na zawsze.

Przytrafiło się także, że gdy szła odwiedzać ubogich i w pole sukni niosła znaczne pieniądze w drobnéj monecie, król spotkawszy ją, spytał co tak skrzętnie dźwiga: „Róże” odpowiedziała królowa żartując, bo to była zima; w istocie, gdy roztworzyła poły, okazały się róże najpiękniejsze. Także dziewczynce ślepéj od urodzenia, wzrok przywróciła, i wielu niebezpiecznie chorych uzdrowiła znakiem krzyża świętego. Dziatki których miała kilkoro, jak najstaranniéj chowając, wrażała w nich bojaźń Bożą, wzgardę wielkości tego świata, i do nabożeństwa do Matki Bożéj pobudzała. We wszystkiém starała się jak najpilniéj przypodobać się małżonkowi, lecz przedewszystkiém Bogu.

O ile miała udziału w zarządzie państwa, używała wpływu swojego na jednanie panujących, w czém jéj Pan Bóg dziwnie błogosławił, i kilka grożących już wojen, przez to wstrzymała. Lecz sama w końcu, doznała z tego powodu nie małych frasunków. Syn jéj książę Alfons, podniósł był rokosz przeciw ojcu. Święta używała wszelkich sposobów, aby go przywieść do opamiętania, i w tym celu kilka razy do niego pisała, a nawet postarała się aby się z nią widział. Nieprzyjaźni jéj dworzanie, korzystając z tego, wrazili w króla przekonanie, że królowa sprzyja zbuntowanemu księciu, i wydaje mu tajemnice rad wojennych królewskich. Król bez roztrząśnienia sprawy, uniesiony gniewem, odebrał Elżbiecie wszystkie jéj dochody, i wskazał ją na wygnanie do miasta Alangeru, trzymając ją tam pod strażą. Święta poddała się temu wszystkiemu bez słowa skargi, bez cienia żalu do sprawców jéj krzywdy, a rada większéj samotności jakiéj zażywała w cichém ustroniu, oddała się jeszcze wyłączniéj modlitwie i wysokiej bogomyślności, na któréj czas słodko jéj schodził. Król wkrótce przekonawszy się o fałszywości oskarżeń, których padła była ofiarą królowa, przywołał ją do siebie, i z tém większą był dla niéj czcią i uwielbieniem. Lecz co najbardziéj ucieszyło świętą Elżbietę, to że król który przedtém wiódł życie rozpustne, odtąd stał się najwierniejszym małżonkiem.

Długo jeszcze potém żyła z mężem Elżbieta, ciesząc się nietylko jego szczerą poprawą, lecz widząc nawet gruntowną pobożność, do któréj przywiodły go przykłady jéj życia i jéj ciągłe o to do Boga modlitwy. Gdy po czterdziestoletniém panowaniu, zapadł on w ostatnią chorobę, doglądając go najtroskliwiéj, przez długi czas dzień i noc od łoża jego nie odstępowała i sama przysposobiła go do najpobożniejszego przyjęcia ostatnich Sakramentów świętych.

Jak tylko skonał na jéj ręku, poszła do swojéj kaplicy, i zaofiarowawszy się Panu Bogu już na wyłączną służbę, niezwłocznie zdjęła z siebie stroje świeckie i wszystkie oznaki królewskiéj godności, i przywdziała habit Klarysek. Potém spędziwszy dni kilka na postach i modlitwach przy zwłokach małżonka, najprzód odbyła pieszo pielgrzymkę do zwłok świętego Jakóba w Kompostelli, ofiarując odpusty do tego przywiązane za duszę męża, a wszystkie kosztowności w bogatych materyach, złocie, perłach i klejnotach, które wzięła z sobą, złożyła tam w ofierze, także za duszę króla. Wróciwszy do stolicy, rozdała ubogim. co tylko jeszcze z najdroższych jéj sprzętów i rzeczy zostało, i udała się do klasztoru Klarysek, który założyła była w mieście Koimbrze, i przy nim na zawsze już osiadła.

Wiodła życie nadzwyczaj ostre, wysokiéj bogomyślności i uczynkom miłosiernym oddane. Pościła codzień bez przerwy, o suchym chlebie i wodzie. Gdy razu pewnego choréj, lekarze kazali pić wino, a uczynić tego nie chciała, woda którą jéj podano, cudownie w wino została zamienioną. Uczęszczała najregularniéj do chóru z zakonnicami. Codziennie słuchała dwóch Mszy świętych: jednę żałobną za duszę męża, drugą o święcie przypadającém. Po południu przyjmowała ubogich, rozsyłała jałmużny i służyła chorym w szpitalu, który obok klasztoru wybudowała, na trzydziestu biednych. Lecz dobroczynność jéj sięgała i daléj: nie tylko hojnie wspierała ubogich w całém swojém państwie, lecz znaczne pieniądze wysyłała i w dalekie kraje, dla wykupienia chrześcijan w niewoli u niewiernych będących, i wspierania mieszkańców w różnych miejscach, klęską głodu dotkniętych. Dowiedziawszy się o zaszłych nieporozumieniach króla portugalskiego jéj syna, z królem kastylskim jéj wnukiem, którzy zabierali się do wojny, puściła się w drogę, aby widząc się z nimi przywieść ich do zgody. Przybywszy do miasta Estremez, ciężko zachorowała, i dalej jechać nie mogła: lecz sama wiadomość o powodach podróży królowéj, gotujących się do wojny królów pojednała.

Tymczasem, już ona dochodziła do kresu swojéj doczesnéj pielgrzymki. Śmiertelną chorobą zwątlona na siłach, gdy jéj ostatnie Sakramenta udzielono, jeszcze jednak do przyjęcia świętego Wiatyku wstała i w habicie świętéj Klary przyjęła przenajświętsze Ciało klęcząc na ziemi. Potém objawiła się jéj Matka Boża, do któréj wymówiwszy te słowa: „Maryo łaskiś pełna, Matko miłosierdzia, obroń mnie od nieprzyjaciela, i weź mnie w godzinę śmierci mojéj”, spokojnie w Panu zasnęła, dnia 4go Lipca, roku Pańskiego 1386.

Wpisaną została w poczet Świętych, przez Papieża Urbana VIII, który święto jéj na dzień dzisiejszy wyznaczył.

Pożytek duchowny

Święta Elżbieta, dla tego że Świętą była, w wielu razach jednała powaśnione osoby jéj królewskiéj rodziny, i przez to kraje całe od klęsk wojny ochraniała. Tak w każdéj rodzinie, osoba gruntownie pobożna, może stać się dla niej Aniołem pokoju, zgody i jedności. Staraj się być takim.

Modlitwa (Kościelna)

Najlitościwszy Boże! Któryś błogosławioną Elżbietę królowę, pomiędzy wielu wysokiemi łaskami, darem poskramiania wojen przyozdobił; daj nam za jéj pośrednictwem, za życia zażywać pokoju, o który pokornie prosimy, a po nim dostąpić radości wiekuistych. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 566–568.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 546–548

„Błogosławieni pokój czyniący, albowiem nazwani będą synami Bożymi” (Mat. 5, 9). Pokój jest najwyższym szczęściem, gdyż nie ma szczęścia bez pokoju. Starajmy się przeto z wszystkimi żyć w zgodzie i pokoju; unikajmy wszelkich kłótni i niesnasek, gódźmy powaśnionych z sobą, nie dawajmy nikomu sposobności do swarów i nieprzyjaźni, i pomnijmy na to, że stokroć lepiej jest być skrzywdzonym, aniżeli dochodzić swego prawa na drodze kłótni i procesów. Stokroć lepiej dla miłego pokoju znieść obrazę, krzywdę, lekceważenie, bo tylko taki jest miłośnikiem pokoju, kto tak postępuje. Święta Elżbieta znosiła spokojnie podejrzenia, prześladowanie i dokuczliwości męża, pomnąc na słowa Zbawiciela: „Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugiego. A temu, który chce prawem z tobą się rozpierać, a suknię twoją wziąć, oddaj i płaszcz” (Mat. 5, 39. 40). 39. 40).

Usiłujmy nade wszystko przeszkodzić swarom i nieporozumieniom między krewnymi i znajomymi, pomni na słowa świętego Pawła, zwrócone do Tytusa: „Napominaj ich, aby nikogo nie czernili, aby nie byli kłótliwymi, lecz skromnymi, i aby okazywali łagodność względem każdego”.

Święta Elżbieta, jakkolwiek słaba niewiasta, nie wahała się pójść między zbrojne szeregi i zdołała zmiękczyć łzami i prośbą kamienne serca. Iluż przez to ocaliła ludzi, ilu czynom okrucieństwom zapobiegła, ile tym sobie zaskarbiła wdzięczności i błogosławieństw! Jezus Chrystus, który przez ofiarę życia zyskał nazwę „Księcia pokoju”, będzie cię wspierał w tych przedsięwzięciach, działaj przeto w Jego duchu, On cię nie odstąpi. Nagroda twoja będzie wielka i słusznie nazywać cię będą sługą Bożym.

Tags: św Elżbieta Aragońska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna królowa św Elżbieta Węgierska Officium parvum Officium Defunctorum post jałmużna matka żona pokój zgoda
2020-05-04

Św. Moniki Wdowy

Żyła około Roku Pańskiego 387.

(Żywot jej znajduje się w sławném dziele świętego Augustyna jéj syna, pod tytułem Wyznania.)

Święta Monika urodziła się w Afryce roku Pańskiego 332, z rodziców nie tylko znakomitością rodu, lecz i cnotami chrześcijańskiemi odznaczających się. Wychowali ją bardzo pobożnie, powierzywszy to głównie staréj i świątobliwéj ochmistrzyni, która jeszcze jéj ojca piastowała. Święta Monika sama rozpowiadała późniéj synowi swojemu świętemu Augustynowi, że bardzo jeszcze młodą będąc, pomimo zakazu jaki uczyniła jéj ta nadzorczyni, aby wina wcale nie pijała, obudziła się była w niéj skłonność do tego trunku. Może nawet byłaby i pozwoliła sobie jakiego w téj mierze nadużycia, gdyby nie to że razu pewnego, jedna ze służących widząc ją potajemnie w piwnicy pijącą wino, nazwała ją pijaczką, co takie na niéj zrobiło wrażenie, że odtąd w usta go nie brała.

Gdy do lat doszła, rodzice wydali ją za mąż za majętnego obywatela miasta Tagasty w Numidyi, nazwiskiem Patrycyusza, który był poganinem, lecz spodziewać się można było, że za wpływem świątobliwéj małżonki, chrześcijaninem wkrótce zostanie. Co większa, Patrycyusz był bardzo popędliwego charakteru, a w pogaństwie wychowany, i po zaślubieniu Moniki rozpustne wiódł życie. Święta wkrótce spostrzegła się jak trudne obowiązki ją spotkały, i postanowiła niezachwianą łagodnością i uległością najpokorniejszą, rozbrajać gniew popędliwego małżonka, a świątobliwością swojego życia i wytrwałemi na tę intencyą modlitwami, wyrwać go z nierządów pogańskich i przywieść do wiary świętéj. Gdy niektóre młode panie jéj znajome, narzekając na złe z niemi obchodzenie się mężów, pytały i razu pewnego, jak ona radzi sobie ze swoim: „Gdybyśmy, odpowiedziała im, umiały milczeć, wielebyśmy oszczędziły sobie przykrości. Pokorne milczenie wobec unoszącego się gniewem męża, najskuteczniéj go z téj wady poprawia. Pamiętajmy że dla nas stan małżeński, jest zawarciem uciążliwéj umowy: zobowiązałyśmy się znosić cierpliwie wady naszych małżonków.” Takie rady drugim dając, sama według nich postępowała. Wkrótce téż doznała błogich tego owoców.

Najprzód pozyskała serce matki mężowskiéj, wszyscy domownicy rozmiłowali się w niéj, i poważali ją jak najszczególniéj; dom jéj, był dla miasta całego wzorem do naśladowania; młodą jeszcze będąc, nabyła powagi jakby jaka już podeszłego wieku matrona, stała się mistrzynią dla wszystkich małżonek, które spieszyły do niéj po radę, i pod jéj rozsądzenie poddawały wszelkie zajścia swoje w domowém pożyciu. Nakoniec i najpożądańszą dla niéj zesłał jéj Pan Bóg pociechę, którą sobie szczególnie wymodliła u Matki Bożéj, do któréj wielkie miała nabożeństwo: mąż jéj nie mógł oprzeć się wpływowi cnót świątobliwéj małżonki, i łaskom Bożym jéj modlitwami wyproszonym; uznał swoje błędy, ocenił prawdziwość wiary która tak doskonałą czyniła jego żonę, nawrócił się, ochrzcił i został chrześcijaninem, i to nie z imienia tylko, lecz i ze sposobu życia. Zmieniwszy religią, zmienił i postępowanie. Przykład i modlitwy Moniki, zrobiły z niego człowieka nie tylko nieposzlakowanych obyczajów, lecz pobożnego chrześcijanina, ćwiczącego się właśnie w tych cnotach przeciw którym wprzódy najwięcéj zawiniał.

Święta Monika miała troje dzieci: córkę i dwóch synów. Z tych starszy Augustyn, późniéj wielki Święty, w pierwszych latach swoich, wielkiego smutku dla matki był powodem. Patrycyusz umarł kiedy on jeszcze był młodym. Monika usunąwszy się zupełnie od świata, cały czas swój poświęcała najtroskliwszemu wychowaniu dzieci, pobożnym ćwiczeniom i miłosiernym uczynkom. Serce jéj macierzyńskie, przewidując że żywość charakteru i nadzwyczajne zdolności Augustyna, narazić go mogą na różne dla duszy jego niebezpieczeństwa, z tém większą nad nim czuwało troskliwością. Pomimo tego, młodzieniec rzuciwszy się w świat, przyłączył się do heretyckiéj sekty manichejczyków, któréj zasady uprawniały życie rozwiązłe. Nieszczęśliwa matka najboleśniéj tém dotknięta, macierzyńskich uczuć się jednak nie wyrzekła. Podwoiła modlitw za zbłąkane dziecię swoje, ze łzami błagała Boga za tę najdroższą dla niéj duszę, przydając na tę intencyą to ścisłe posty, to różne umartwienia ciała, to wszelkiego rodzaju dobre uczynki. Tymczasem, Augustyn który pomimo swoich zboczeń, bardzo kochał matkę, czułym okazywał się na jéj łzy, i pokornie jéj upomnień słuchał, poddawał się jednak rozkiełznanym namiętnościom swoim, i o nawróceniu szczerze nie myślał. Monika zaś, ze swéj strony nie ustawała płakać przed Bogiem, i polecać to szczególnie Matce Bożéj, u któréj wyprosiła już sobie przedtém nawrócenie męża. Razu pewnego, gdy bardzićj niż kiedy serce jéj zalane było goryczą z powodu postępków syna, miała sen cudowny, w którym Pan Bóg pocieszył ją objawieniem, że Augustyn poprawi się i wróci na łono Kościoła. Lecz to jeszcze nie zaraz nastąpiło. Augustyn udał się dla objęcia katedry profesora wymowy do miasta Kartaginy, gdzie podówczas była sławna Akademia. Monika przeniosła się za nim, aby bliżéj czuwać nad dzieckiem, o którego duszę tak słuszną miała obawę. A im więcéj dawał jéj powodów do tego, tém silniéj, a zawsze z wielką miłością go upominała, i tém goręcéj się modliła, niemal już i dzień i noc łzami się zalewając. Widząc to pewien święty Biskup, z którym o synu rozmawiała uspokajał ją mówiąc: „że nie sposób jest, aby zginąć miał syn, który matkę tyle łez kosztuje.”

Potrzebne były takie słowa pociechy dla Moniki, bo ją nowe czekało zmartwienie. Augustyn, już z powodu iż z uczniów swoich w Akademii Kartagińskiéj nie był zadowolony, już z innych jeszcze, opuścił to miasto, i nawet uczynił to tajemnie przed matką, wyjeżdżając w chwili gdy ona w nocy trwała na modlitwie w kaplicy świętego Cypryana. Augustyn pojechał do Rzymu, a ztamtąd wkrótce udał się do Medyolanu, znowu dla nauczania wymowy, a Monika dowiedziawszy się gdzie się on znajduje, puściła się morzem do Włoch, aby się z synem połączyć. W podróży téj, straszliwa burza spotkała okręt na którym płynęła. Dowodzący statkiem i wszyscy podróżni, do najwyższego stopnia przerażeni tém zostali, gdyż rozbicie niechybne groziło okrętowi. Monika tylko wszystkim dodawała odwagi, udała się na modlitwę i wkrótce burza ustała: co ogólnie jéj wstawieniu się do Boga przypisano.

Nakoniec w Medyolanie otrzymała pociechę o którą tak usilnie, długo, a wytrwale Pana Boga prosiła. W skutek kazań świętego Ambrożego Arcybiskupa Medyolańskiego, jako téż i rozmów prywatnych jakie za staraniem Moniki, miewał z tym wielkim świecznikiem Kościoła, Augustyn dotknięty łaską Bożą, zerwał pęta które go w kacerstwie manichejskiém trzymały, wrócił na łono wiary, i został nie tylko Świętym, lecz jednym z najuczeńszych, a może najpierwszym Doktorem Kościoła.

Dostąpiwszy tego najpożądańszego dla niéj szczęścia, święta ta matka, jak wydała na świat syna swojego w boleściach, tak po większych jeszcze zrodziwszy go do życia wiecznego, już nie długo cieszyła się tą pociechą na ziemi. Ubezpieczona co do zbawienia duszy swego ukochanego dziecięcia, zapragnęła wrócić do ojczystego miasta, aby tam już oddać się wyłącznie życiu bogomyślnemu. Augustyn chciał matkę odprowadzić. Przypłynąwszy do portu zwanego Ostie, zatrzymali się w tém mieście dla wypoczynku. Tam w jednéj z przechadzek swoich z synem, Monika usiadłszy razem z nim nad morzem, długo mówiła o niebie i o szczęściu wybranych, co jak pisze święty Augustyn, na całe życie jego wielki wpływ wywarło, i było jakby jéj ostatnią dla niego nauką i przemową. W parę dni potém, tak zapadła na zdrowiu, iż blizką ujrzała się śmierci, z wielką swobodą duszy zbliżając się do niéj. Widząc iż młodszy jéj syn Nawigias, smucił się iż matka umiera w obcym kraju. „Gdziekolwiek się człowiek znajduje, rzekła, jest zawsze w obecności Boga. Nie troszczcie się o to gdzie spocznie moje ciało: nie wątpię że gdziekolwiek będzie, zmartwychwstanie ono wraz z innemi na sąd ostateczny. Proszę tylko was, abyście wszędzie gdzie się udacie, pamiętali o mnie przed obliczem Pańskiém.” Wkrótce po tych słowach dusza jéj, jak się wyraża święty Augustyn opisując śmierć matki, pełna wiary i tak święta, oddzieliła się od ciała, dziewiątego dnia jéj choroby, a roku pięćdziesiątego jéj wieku. „Zdało się téż nam niewłaściwém, powiada daléj, oddać się smutkowi przy jej pogrzebie, bo śmierć jéj była tylko przejściem do lepszego życia, o czém nie wątpiliśmy, znając niewinność jéj obyczajów, żywość wiary i świątobliwość całego jej życia” 1.

Zasnęła w Panu roku 387, i od téj pory w Kościele Bożym cześć jako Święta odbiera. Ciało jéj pogrzebione najprzód w kościele świętéj Aury w Ostyi, później przeniesione zostało do Rzymu, do kościoła świętego Augustyna.

Pożytek duchowny

Jak wiele małżonek utyskuje na złe z niemi obchodzenie się mężów; jak wiele matek opłakuje złe postępowanie swych dzieci. Gdyby i jedne i drugie naśladowały świętą Monikę w jéj zachowaniu się z mężem, i w jéj wytrwałości w modleniu się za Syna, podobnéj jak ona doczekałyby pociechy. Święta ta jest szczególną Patronką matek strapionych złém postępowaniem dzieci.

Modlitwa (kościelna)

Boże! zasmuconych pocieszycielu, i w Tobie nadzieję pokładających zbawco! Któryś błogosławionéj Moniki łzy pobożne o nawrócenie syna jej Augustyna, miłościwie wysłuchał; daj nam za pośrednictwem ich obojga, grzechy nasze opłakać i milosierdzia łaski Twojej dostąpić. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 364–366.

Footnotes:

1

Wyzna. ś. Augu. Rozdz. VI.

Tags: św Monika „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wdowa św Augustyn małżeństwo milczenie matka św Ambroży
2020-03-10

Czterdziestu Świętych Męczenników

Żył około roku Pańskiego 316.

Gdy nazajutrz, zabierano ciała świetych Męczenników aby je spalić, najmłodszy z nich imieniem Meliton, żył jeszcze. Słudzy cesarscy chcieli go wziąść na stronę, sądząc że przynajmniéj tego przywieźć będą mogli do odstąpienia wiary. Lecz widząc to matka jego, gorliwa chrześcijanka, przystąpiwszy do niego: „Synu drogi, rzekła, wytrwaj jeszcze chwilę, oto Chrystus stoi u bram Niebieskich, i wspierać cię będzie. Nie trać odwagi: Anioł który ci przyniósł koronę niebieską, zaprowadzi cię do chwały wiekuistéj. Woda zamarznięta, w której przetrwałeś ciężkie męki, uniosła cię już do bram niebieskich, a ogień w który mają cię wrzucić, umieści cię na łonie Boga twojego. Synu drogi, wytrwaj jeszcze chwilę, abyś pozyskawszy koronę męczeńską, uczynił mnie najszczęśliwszą z matek: bo jak Pan Bóg dał mi cię z łaski Swojéj, tak słuszna jest, abym cię Jemu oddała z miłości ku Niemu.” Poczém ujrzawszy, iż wozy wiozące ciała reszty Męczenników, już się oddalają, a poganie otaczając jéj dziecię, odłączyć je chcieli aby je przywieść do zostania poganinem, wzięła syna na barki, pogoniła za wozami, i gdy Meliton zanim go doniosła, skonał na jéj plecach nieodstąpiwszy wiary świętéj, na wóz go wrzuciła. A tak pewna już, że dziecię swoje do Nieba posłała, szła spokojnie za wozami, gdzie jego święte ciało wieziono, i nie odstąpiła, aż je ujrzała wraz z ciałami tych Męczenników, na stosie spalone.

Pożytek duchowny

Patrz na ten poruszający przykład, prawdziwie chrześcijańskiéj miłości macierzyńskiéj, jaką podziwiać trzeba, w matce świętego Melitona, która wolała widzieć go nieżywym, niż narażonym na odstąpienie od wiary! Każda matka chrześcijańska, powinna w dziecięciu swojém, więcéj kochać jego duszę niż jego ciało, a stąd przekładać nawet śmierć jego, nad nieszczęście popełnienia przez siebie grzechu ciężkiego.

Modlitwa (kościelna)

Spraw prosim wszechmogący Boże, ażebyśmy oddając cześć mężnéj wytrwałości męczenników Twoich, litościwego ich za nami do Ciebie, pośrednictwa doznali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 199–201.

Tags: czterdziestu świętych męczenników „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna matka grzech ciężki
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.