Citatio.pl

Wpisy z tagiem "Msza święta":

2020-09-28

Św. Wacława, Księcia Czeskiego, Męczennika

Żył około roku Pańskiego 938.

(Żywot jego był napisany przez Papieża Piusa II-go.)

Święty Wacław był synem panującego księcia Czeskiego Wratysława, pobożnego i wzorowego chrześcijanina, i Drachomiry poganki, zawziętéj nieprzyjaciołki wiary chrześcijańskiéj. Było ich dwóch braci, nasz Święty starszy, i Bolesław młodszy. Ojciec odumarł ich małymi. Babka ich po ojcu, święta Ludmiła, widząc na jakie niebezpieczeństwo wystawieni są jéj wnuki pod opieką tak niegodziwéj matki, nie mogąc obu ich wziąść do siebie, otrzymała jednakże to, że Wacław przy niéj się wychował. Czuwając nad nim z tém większą troskliwością że obawiała się zawsze zgubnego wpływu Drachomiry jego matki, przydała mu za ochmistrza swojego kapelana Pawła, wielkiéj świątobliwości kapłana. Młody książę wzrastał w cnoty chrześcijańskie, a przytém i w świeckich naukach wysoko się wykształcił. Od najmłodszych lat okazywał szczególne nabożeństwo do przenajświętszego Sakramentu i do Matki Bożéj, a obok tego, odznaczał się wielkiém dla ubogich miłosierdziem.

Tymczasem Drachomira przywłaszczyła sobie rządy państwa, i powodując się swoją nienawiścią do Kościoła, zaczęła srogo prześladować wiernych. Wydała rozkaz zamknięcia wszystkich kościołów, wzbroniła pod najsurowszemi karami kapłanom miewać kazania, i we wszystkich szkółkach, a nawet w domu rodziców, zabroniła dzieci uczyć katechizmu. Wszystkich urzędników i dowódców wojsk wyznania chrześcijańskiego pooddalała, na ich miejsce mianując pogan, których znała jako najzaciętszych wrogów imienia chrześcijańskiego. Nie dość na tém: wyrodna ta niewiasta, dozwoliła poganom bezkarnie zabijać chrześcijan, a jeśli który z nich broniąc się odjął życie napadającemu na niego poganinowi, wtedy w odwecie dziesięciu chrześcijan tracono.

Nie godziło się świętéj Ludmile patrzyć na to obojętnie. Zniosłszy się tedy z pierwszymi panami czeskimi, którym także obrzydło okrucieństwo nieprawéj przywłaszczycielki, Wacława jako prawego następcę po ojcu ogłosiła panującym. Drachomira ustąpić musiała, do czego ja tém łatwiéj skłoniono że dla położenia końca niesnaskom wewnętrznym, oddano jedną z prowincyi za rzeką Elbą Bolesławowi, młodszemu bratu Wacława, który z matką trzymał.

Wacław, chociaż bardzo młodo ma tron wyniesiony, starał się coprędzéj znieść wszystko złe i nieprowne, co wprowadziła Drachomira. Głównie zaś zajął się przywróceniem obrzędów chrześcijańskich, i wyswobodzeniem Kościoła tak srodze przez Drachomirę uciemiężonego. Usiłował także zbawiennie wpływać na obyczaje ludu, skożone nierządem pogańskiéj władzy, a przekonany że przykład panującego jest najskuteczniejszym do tego środkiem, sam przyświecał wszystkim, jako wzór najwyższéj świątobliwości. Cały dzień oddany sprawom państwa, które ile możności sam załatwiał, w wolniejszych chwilach dawał posłuchanie ubogim; chorych nawiedzał po mieszkaniach i szpitalach, i sam im posługiwał. Tak wielkie miał dla biednych miłosierdzie, że najczęściéj w nocy, żeby uwagi na siebie nie ściągnąć, odwiedzał ich, i zdarzało się że na własnych barkach nosił dla nich drzewo lub zboże. Dla uczczenia stanu ubogiego towarzyszył ich pogrzebom, przybrany wtedy w książęce szaty. Dochowując wiernie w sercu swojém nabożeństwa do Matki Bożéj, którém się od dzieciństwa odznaczał, większą część nocy spędzał zwykle w kościele na modlitwie, przed Jéj obrazami. A również stały w swéj czci ku przenajświętszemu Sakramentowi Ołtarza, dla okazania tego w szczególny sposób, własnemi rękami zasiewał pszenicę przeznaczoną na Hostye do Mszy świętéj, sam ją potém zbierał, mlił, i sam piekł opłatki. Podobnież i na wino przeznaczono do ołtarza, sam wyciskał winne jagody, z winnic które własną ręką obrządzał i na ten cel przygotowywał. Codziennie przynajmniéj do jednéj Mszy świętéj służył, a także dla uczczenia Niepokalanéj Matki Bożéj, całe życie czystość zachował.

Dla Biskupów i kapłanów największe okazywał uszanowanie, a szczególnie gdy ich publicznie spotykał. Na uroczystych nabożeństwach które chciał aby z jak największą odprawiały się okazałością, zachowywał się z takiém skupieniem, że sam jego widok, wszystkich do nabożeństwa pobudzał. W zarządzie zaś państwa, baczny, sprawiedliwy, niezmordowany, starający się wchodzić we wszystko, wielce ukochanym był od poddanych, a obok tego przy nadarzonych okolicznościach, w potyczkach z nieprzyjaciołmi, zawsze na czełe swoich, każdego męztwem i odwagą przewyższał. Wszyscy téż go, i swoi i postronni, czcili jak Świętego, a poważali jako najznakomitszego z zasiadających podówczas na tronie książąt.

Tymczasem, Drachomira nie posiadała się ze złości, widząc jak w całych Czechach wiara chrześcijańska przez nią niszczona zakwitła na nowo; a przypisując to wszystko wpływowi świętéj Ludmiły, powzięła zbrodniczy zamiar, pozbawienia jéj życia. Jakoż, wysłani przez nią przekupieni zbójcy, Świętą tę księżnę zamordowali, i w rzekę wrzucili. Uzuchwalona Drachomira spełnieniem téj zbrodni, i nie mogąc – chociaż wyrodna ta matka i tego pragnęła – dosięgnąć Wacława, pobudziła przeciwko niemu Radysława, księcia Gurymskiego, który najechał jego państwo z potężném wojskiem, przekonany że młodego i jeszcze nie bardzo w sztuce wojennéj wyćwiczonego książęcia, łatwo przemoże. Święty Wacław, który zawsze miał wielki wstręt do krwi przelewu, stanąwszy na czele swoich hufców, wysłał najprzód do Ratysława posłów, aby spróbować czyby do układów z nim przyjść bez bitwy nie można. Lecz ten dumnie odpowiedział, że chyba oddaniem mu całego państwa, możnaby go wstrzymać od wojny. Wtedy święty Wacław innego jeszcze użył środka, aby bądź co bądź nie wystawiać licznych wojsk na rzeź zawziętą. Udał się do obozu Ratysława, i oświadczył mu iż chce aby w obec obu wojsk, walcząc jeden z drugim w pojedyńczém spotkaniu, roztrzygnęli los wojny. Zgodził się chętnie na to Radysław, będąc olbrzymiéj postawy i atletycznéj siły, gdy Wacław był bardzo wątłéj budowy.

Nazajutrz o godzinie naznaczonéj, w obec wojsk nieprzyjacielskich uszykowanych naprzeciw siebie, obaj książęta stanęli do walki. Ratysław uzbrojony był od stóp do głowy jak drugi Goliat: miał ogromną dzidę i miecz nadzwyczaj długi. Wacław włożył na siebie lekki tylko pancerz, mając w ręku zwykły pałasz, całą bowiem ufność swoją, jak Dawid, w Boga był złożył. Gdy przyszło da starcia, podniósł dzidę którą miał Wacława ugodzić, a ten się przeżegnał, i w tejże chwili Ratysław wypuszczając z rąk oręż, padł do nóg swego przeciwnika, prosząc go o przebaczenie i zdając się na jego łaskę i niełaskę. Kiedy bowiem podnosił broń swoją, ujrzał przy Wacławie dwóch Aniołów którzy go zasłaniali, a z Nieba usłyszał głos wołający: „Nietknij.” I tak, bez kropli krwi ludzkiéj, zakończyła się ta wojna, która całemu krajowi wielką klęską groziła.

W inném zdarzeniu, podobnież doznał święty Wacław wsparcia od Aniołów. Znajdował się na walnym sejmie, przez cesarza Ottona I w mieście Worms zwołanym. Tam bywało codziennie na uroczystych zgromadzeniach, wielu innych książąt panujących, którym przewodniczył cesarz. Zdarzyło się dnie pewnego, że Święty chcąc służyć do dwóch Mszy w kościele, dłużéj się zabawił, i przez to opóźnił się na zebranie. Obrażeni tém zgromadzeni książęta, postanowili gdy nadejdzie, nie oddać mu oznaki uszanowania, podniesieniem się ze stołków, jak to dla każdego z wchodzących czynili. Lecz inaczéj się stało: bowiem gdy wchodził, ujrzeli przed nim dwóch Aniołów którzy nieśli krzyż złoty przedziwną jasność wydający. Nietylko więc wszyscy powstali, ale i sam cesarz wyszedł przeciw niemu i obok siebie go posadził. Wkrótce nawet potem Otton I poznawszy bliżéj tego świętego książęcia i wysoko go poważając, chciał księstwo Czeskie w jego osobie wynieść do godności królestwa. Święty Wacław sprzeciwił się temu, lecz z wielką wdzięcznością przyjął inny dur, a tym były Relikwie świętego Wita i świętego Zygmunta, do których miał szczególne nabożeństwo. Wróciwszy z temi skarbami do Czech, wybudował w Pradze wspaniały kościół, pod wezwaniem świętego Wita, i do tegoż kościoła sprowadził zwłoki świętéj Ludmiły swojéj babki.

Lecz im bardziéj za błogosławieństwem Bożém święty Wacław wsławiał się i utwierdzał na tronie, tém większą obudzało to zawiść w Drachomirze matce jego i Bolesławie bracie. W końcu postanowili i jego zgładzić. Wprawdzie, gdy dowiedzieli się że Wacław sprowadziwszy do Czech Benedyktynów, miał zamiar i sam zrzekając się tronu wstąpić do klasztoru, wstrzymali się z wykonaniem swoich zbrodniczych zamysłów, wszakże gdy za spełnieniem swoich świętych pragnień jeszcze się ociągał, zbrodniarze ci umyślili dłużéj już nie czekać, i uciekli się do zdrady. Bolesławowi żona powiła syna. Ten na wielką ucztę jaką z tego powodu wyprawiał, zaprosił Wacława. Święty przewidywał w téj niespodziewanéj uprzejmości zasadzkę, lecz mu nie wypadało odrzucać zaprosin brata. Udał się więc do niego, ale wprzód uczynił spowiedź z całego życia, i z wielkiém nabożeństwem przyjął Komunię świętą. Wśród uczty, o północy, Wacław wyszedł nieznacznie, i według swojego zwyczaju udał się do kościoła na modlitwę. Spostrzegłszy to Drachomira, nakłoniła Bolesława aby korzystał z téj sposobności, i zamordował Wacława. Bolesław pospieszył się dy kościoła wraz z kilkoma podobnymi mu niegodziwcami, których przydała do boku jego Drachomira, aby mu w razie potrzeby, do spełnienia zbrodni dopomogli. Wszedłszy do kościoła, podniósł miecz na Wacława, lecz mu go moc Boża z ręki wytrąciła. Siepacze będący przy nim podali mu pałasz, i szydząc z jego trwożliwości, podżegali aby spełnił zbrodnię, dla któréj tam przybył. Wtedy wyrodny ten brat przeszył mieczem Wacława, którego krew prysnęła na mary kościoła i po dziś dzień, ją tam widać. Męczeństwo to poniósł ten Święty 28 Września roku Pańskiego

Bezbożnego Bolesława, przezywanego późniéj okrutnym, Pan Bóg ukarał ciężkiemi klęskami jakich doznał przywłaszczywszy sobie tron po bracie zamordowanym. Drachomirę zaś jeszcze straszniejsza pomsta Boża spotkała, gdyż razu jednego kiedy z licznym orszakiem odbywała podróż, rozstąpiła się pod nią ziemia, i żywcem pochłonęła.

Pożytek duchowny

Jakże budującym jest w życiu świętego Wacława ten szczegół, iż on tak wielką czcią ku przenajświętszemu Sakramentowi był przejęty, że sam przyrządzał Hostye i wino do Ołtarza przeznaczone. Niech cię to pobudzi, byś ze swojéj strony, o ile ci to możliwe, przyczyniał się do zaopatrywania kościoła twojej parafii, w potrzebne do odprawiania Mszy Świętéj sprzęty i ozdoby.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Wacława, przez palmę męczeńską, z ziemskiego tronu do chwały niebieskiéj przeniósł; za jego wstawieniem się, racz nas od wszelkich przeciwności wybawić, i w Niebie w jego społeczności daj nam wiecznego zbawienia zażywać. Przez Pana naszego i t d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 824–826.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 772–773

Uczęszczanie na Mszę świętą jest jedną z najcelniejszych ozdób życia i charakteru świętego Wacława. Jeśli ten dostojny książę i monarcha przy swych tak licznych i ważnych zajęciach mógł znaleźć tyle czasu, aby pójść na Mszę, a czasem nawet służył do niej, to jakże powinni się wstydzić ci, którzy pod ladajaką wymówką albo wcale na niej w dzień powszedni nie bywają, albo też słuchają jej obojętnie i z roztargnieniem. Gdybyśmy choć w części przejęci byli tym duchem pobożności, jaki miał święty Wacław, to inaczej powinnibyśmy się zachowywać wobec tego najświętszego obrzędu Kościoła katolickiego i nie pożałowalibyśmy tej pół godziny, aby być przytomnymi bezkrwawej Ofierze, którą Kościół święty odprawia na chwałę Boga, na podziękowanie Mu i na przejednanie Go za nasze nieprawości i grzechy. Strata tej pół godziny nic nie znaczy wobec niezmiernych i niezliczonych korzyści i błogosławieństw, jakie na nas Bóg zlewa.

Cóż skłaniało świętego Wacława do uczęszczania na Mszę? Skłaniała go do tego:

  1. Żywa wiara w obecność Boga w Sakramencie Ołtarza świętego;
  2. miłość Boga, który zesłał Syna z Nieba, aby za nas cierpiał i umarł dla dobra naszego;
  3. niezłomne przekonanie, że Bóg wysłucha modłów i próśb jego;
  4. wdzięczność za łaski i hojne dary, którymi Bóg nas obsypuje.
Tags: św Wacław „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik książę czystość Msza święta
2020-06-12

Św. Jana z Fakundy, Zakonu Ojców Augustyanów

Żył około roku Pańskiego 1479.

(Żywot jego był napisany przez świętego Tomasza z Willanowa.)

Święty Jan urodził się około roku Pańskiego 1430 w Hiszpanii, w mieście zwaném Fahagun, czyli świętego Fagundeza. Ojciec jego Don Jan Gonzales Kastryllo (de Castryllo), a matka Donna Sancia Martinez, z pierwszéj szlachty tego kraju, byli bardzo bogaci. Przez lat szesnaście nie mieli dzieci, aż po pielgrzymce którą w celu uproszenia sobie potomstwa, odbyli do jednego z kościołów Matki Bożéj słynących cudami, obdarzył ich Pan Bóg synem. Ojciec zaraz po urodzeniu wziąwszy go na ręce, podniósł w górę i zaofiarował przenajświętszéj Pannie, któréj go zawdzięczał. W dzieciństwie jego, można już było przewidzieć czém późniéj będzie: gromadził wkoło siebie swoich rówienników, i miewał do nich nauki, zachęcając ich do miłości Boga, albo do zgody gdy się powaśnili. Zdarzało się, że gdy niektórzy rodzice sąsiednich dzieci, upominali je że długo za domem bawiły, a te się tłómaczyły że słuchały kazania synka Don Jana Gonzaleza, wtedy za złe im tego nie mieli. Młodym będąc wstąpił do stanu duchownego, a według nagannego ówczesnego zwyczaju, otrzymał kilka razem bogatych bardzo posad kościelnych. Biskup miejscowy obdarzył go niemi, widząc w nim rzadkich cnót i zalet kapłana.

Wszakże święty Jan, wkrótce zrzekł się wszystkich swoich korzystnych duchownych urzędów, w przekonaniu iż się nie godziło kilka takowych posiadać jednemu. Osiadł przy parafii świętéj Agaty, w mieście Burgos, i oddał się bogomyślności i pracom apostolskim. Oto jest tryb życia jaki prowadził: sypiał tylko trzy godziny na gołéj ziemi, kamień pod głowę biorąc, kładł się o północy, a wstawał o trzeciéj zrana; szedł do kościoła, i tam przez kilka godzin modląc się, przygotowywał się do Mszy świętéj, którą odprawiał z takiém nabożeństwem, iż sam jego widok przy ołtarzu drugich do łez pobudzał. Resztę dnia spędzał na słuchaniu spowiedzi, kazywaniu, nawiedzaniu chorych i ubogich. Po zachodzie słońca brał dopiéro posiłek, i albo w swojém mieszkaniu czytał święte księgi, albo znowu w kościele do północy się modlił.

Pod te czasy, w jedném z większych miast hiszpańskich Salamance, powstały wielkie rozruchy. Mieszkańcy podzielili się na dwa przeciwne sobie stronnictwa, i przychodziło do krwawych starć, w których wielu ginęło: lała się krew nie tylko na ulicach, ale i po kościołach nawet. Władza królewska nie była w stanie przykrócić tak licznych zbrodni, i coraz większe nieszczęścia groziły temu miastu. Wtedy Pan Bóg natchnął świętego Jana, aby się tam udał, dla przywrócenia pokoju między powaśnionemi. Przybywszy do Salamanki, jak drugi Jonasz, zaczął głosić pokutę, przemawiając na ulicach i placach, i wystawiając nawet, ambonę na miejscach gdzie już uzbrojeni przeciwnicy do starcia się gromadzili. Powstrzymał nieco rozlew krwi, lecz w początkach nie wiele mógł poradzić z rozdrażnionemi do wysokiego stopnia umysłami.

W ciągu tych jego prac apostolskich, dotknął go Pan Bóg bolesną chorobą: zapadł na ciężkie cierpienie kamienia, a gdy nie zważając na takowe, pracował póki mu sił starczyło, zachorował niebezpiecznie i lekarze zawyrokowali iż niezbędném było odbycie jednéj z najcięższych operacyi. Poddał się jéj Jan święty, spokojnie przygotowując się na śmierć mu grożącą, i zrobił ślub Bogu, że jeśli przy życiu zostanie, wstąpi do zakonu. Po odbytéj operacyi, którą przeniósł z największą cierpliwością, wkrótce przyszedł do zdrowia, i wstąpił do zakonu ojców Augustyanów, do którego pociągnęła go ścisłość w zachowaniu Reguły i odosobnienie w jakiém żyli zakonnicy tego klasztoru. W nowicyacie będąc, od pierwszéj chwili przyjęcia habitu, stał się wzorem doskonałego zakonnika, i już wtedy cnoty jego uświetniał Pan Bóg darem czynienia cudów. Byłto rok wielkiego nieurodzaju na wino, napoju pospolitego i niezbędnego niemal w owym kraju. Zakonnicy klasztoru w którym przebywał święty Jan, mieli go tak mało, iż i na pół roku wystarczyćby im nie mogło. Nasz Nowicyusz, miał sobie powierzony dozór piwnicy, i wina cały rok nie zbrakło, gdyż ile razy beczka była z niego wypróżnioną, napełniała się nanowo skoro ją przeżegnał.

Jak tylko wykonał śluby uroczyste, został Magistrem Nowicyuszów, wkrótce potém Definitorem prowincyi, a następnie Przeorem klasztoru w Salamance. Posłali go tam przełożeni głównie w tym celu, aby daléj prowadził dzieło uspokojenia miasta, ciągle w walce będącego, co téż on niezwłocznie rozpoczął.

Dnia pewnego, dano mu znać że zbrojni przeciwnicy już się ścierać mają. Pobiegł na plac boju, i tam wśród walki obalony na ziemię, zdeptany nogami, zaledwie żywy się podniósł, a wszedłszy na wzniesione miejsce, z taką siłą i gorliwością wołał na walczących, iż ich niezwłocznie od dalszego krwi przelewu powstrzymał.

Jeden z dowódców niezadowolony z tego, rozkazał swoim stronnikom, aby innemi udając się ulicami, przy jego domu się zgromadzili. Święty pośpieszył na to miejsce, przy saméj bramie pałacu tegoż dowódcy kazał wznieść naprędce ambonę i zaczął do gromadzących się groźnie przemawiać. Herszt ich wysłał kilku zbrojnych, aby dostawszy się na ambonę zamordowali Jana. Rzucił się na niego motłoch krzycząc: „Śmierć temu świętoszkowi, niech zginie z rąk naszych”, a sługa Boży zstępując z kazalnicy, pewny iż go męczeńska korona czeka, sam się w ich ręce oddawał. Lecz w chwili gdy oni podnieśli na niego miecze, Pan Bóg wstrzymał ich ręce: stanęli jak wryci, ani kroku stapić: nie mogąc. Przerażeni tym cudem, zaczęli wołać o ratunek do tegoż samego którego zamordować mieli. Święty pomodlił się, a zbrodniarze odzyskawszy władzę, rzucili się tłumem do nóg jego, przyrzekając iż już odtąd niesnasek wszczynać nie będą.

Dotrzymywali mu słowa, lecz Wielkorządca sąsiedniego miasta Ledezmy, pobudzał ich nanowo do zatargów i bójek. Święty pośpieszył do tego niegodziwego buntownika, i z całą gorliwością i odwagą apostolską, upomniał go za ciężkie szkody jakie przynosi duszom, grożąc mu Sądem Bożym. Wielkorządca, człowiek nadzwyczajnie gwałtowny i okrutny, kazał go schwytać przez swoich zbirów, ochłostać rózgami publicznie, i wygnać z miasta. Święty Jan uszczęśliwiony, iż mu dano być uczestnikiem zniewag jakie ponosił Pan Jezus, powrócił do Salamanki, te swoje zniewagi ofiarując Panu Bogu właśnie za lud któremu się poświęcał. Pan Bóg przyjął miłościwie jego ofiarę. Wypadek ten, w którym dla dobra mieszkańców tego miasta, Święty tyle wycierpiał, zjednał mu ostatecznie serca wszystkich. Wojujące z sobą stronnictwa pojednały się i uroczyście podpisały zgodę.

Tymczasem jego ojczyste miasto Sakagun, ciężką klęską dotknięte zostało. Wybuchło tam morowe powietrze, wielką liczbę ofiar porywając. Przełożeni zakonni, na żądanie mieszkańców tego znowu miasta, błagających aby dla ich pociechy przysłano im świętego Jana, wyprawili go tam niezwłocznie. Przybywszy, słowem Bożém ich pokrzepiał, do modlitwy pobudzał, chorych dzień i noc, jużto Sakramenta święte im udzielając, już doglądając w chorobie, nawiedzał, i wielką ich liczbę modlitwami swojemi uzdrowił. Rodzony brat jego Don Martinez Kastryllo, stracił był jednę z córek swoich Izabellę. Ciało jéj złożono na katafalku, i już się zabierano do pogrzebu, gdy mąż Boży nadszedł. Przystąpił do trumny, pomodlił się chwilę, a wziąwszy za rękę dziewczynkę, podniósł ją i żywą oddał matce.

Udzielny książe Alby, uciemiężał swoich poddanych, którzy się burzyli z tego powodu. Słysząc jak skutecznie święty Jan przemawiał w podobnych razach do ludu, zaprosił go z kazaniem na wielką uroczystość Matki Bożéj Różańcowéj, w którymto dniu odprawiał nabożeństwo dziękczynne, za odniesione zwycięstwo nad Maurami. Święty w przemowie swojéj, przypomniał poddanym obowiązek uległości władzy, lecz oraz i obowiązki panujących w żywych kolorach przedstawił. Książe biorąc to wszystko do siebie, do tego stopnia uniósł się gniewem, iż wysłał kilku zbrojnych za świętym Janem gdy odjechał, aby go w drodze zamordowali. Towarzysze jego podróży chcieli stawić opór zbójcom gdy na nich natarli. Jan nie pozwolił na to, mówiąc: „Spuśćmy się na Pana Boga, Sam on temu zaradzi.” Jakoż, w chwili gdy zbójcy na niego uderzali, konie ich się spięły, a zrzuciwszy jeźdzców na ziemię, kości im połamały. Co widząc Sługa Boży, przejęty litością, przeżegnał ich mówiąc: „Niech wam Bóg odpuści, i przywróci zdrowie, a na przyszłość nie ściągajcie na siebie gniewu Jego.” Potém podniósł ich i zdrowych odprawił. W tejże zaś saméj chwili, książe zapadłszy w śmiertelną chorobę, poznał w tém karę Bożą, posłał po Świętego co prędzéj, a gdy ten przybył, upadł mu do nóg i prosił o miłosierdzie. Jan modlitwą swoją uzdrowił go niezwłocznie, i zbawienne dawszy upomnienie odszedł.

Wróciwszy do Salamanki, przepowiedział dzień swojéj śmierci. Zdarzyło się iż nawrócił pewnego wielkiego pana, który szczerze pojednawszy się z Bogiem, rozstał się ze swoją nałożnicą. Ta zadała truciznę Janowi, w skutek któréj Święty zapadł w ciężką chorobę, przez kilka miesięcy nadzwyczaj cierpiał, i nakoniec w dniu który przepowiedział, oddał Bogu ducha. Umarł 11 Czerwca, roku Pańskiego 1479, mając lat czterdzieści dziewięć.

Przy grobie jego tak wiele zaszło cudów, że w roku 1690, przez Papieża Aleksandra VIII kanonizowanym został.

Pożytek duchowny

Jak o wielu Świętych, tak i o świętym Janie którego żywot na dzień dzisiejszy przypada, czytamy że zaofiarowany w dzieciństwie przenajświętszéj Maryi Pannie, stał się potém wielkim sługą Bożym. Niech to pobudza każdą chrześcijańską matkę, aby dziatki swoje opiece Matki naszéj niebieskiéj w szczególny sposób oddawała, i w sercach ich gorące do Niéj nabożeństwo zaszczepiała jak najwcześniéj.

Modlitwa (kościelna)

Boże dawce pokoju, i wzajemnéj miłości lubowniku, któryś błogosławionego Jana wyznawcę Twojego, przedziwnym darem jednania powaśnionych przyozdobił; spraw za jego zasługami i pośrednictwem, abyśmy w miłości Twojéj utwierdzeni, żadnemi od Ciebie pokusami oddzieleni nie zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 483–485.

Tags: św Jan z Fakundy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja Msza święta Jonasz zgoda
2020-03-23

Wykład Mszy świętej, to jest: Modlitw w czasie jéj zawsze używanych, i obrządków zachowywanych, jako pobudka do nabożnego znajdowania się na téj najświętszéj ofierze

Dunin Książka do nabożeństwa dla wszystkich katolików, Leszno 1853, ss. 60–105

Przygotowanie Kapłana, wyjście do ołtarza, i rozpoczęcie Mszy ś.

Kapłan piérwéj się przez modlitwę sposobi do godnego odprawienia najświętszéj ofiary; piérwéj w swoim zdakątku modli się, wzywa Boga o łaskę, odmawia swoje pacierze kapłańskie, odnawia przed Bogiem intencyą, na którą ma Mszę ś. ofiarować, i w téj intencyi idzie do zakrystyi; tam ręce umywa na znak, że bez plamy na duszy przystąpić do ołtarza powinien; bierze ubiór przepisany do Mszy ś., a przy braniu każdego apparatu odmawia przepisane modlitwy; jest więc w ciągłej modlitwie. Ubrawszy się, bierze kielich, oddaje pokłon Ukrzyżowanemu w zakrystyi, a w tym pokłonie doprasza się w swém sercu o błogosławieństwo Jezusa Chrystusa do odbycia godnie téj najswiętszéj sprawy! Idzie do ołtarza z tą skromnością, powagą i nabożeństwem, jak Jezus Chrystus na Kalwaryą, bo ma tęż samę ofiarę złożyć Ojcu niebieskiemu. Tam przyszedłszy, po oddaniu pokłonu, wstępuje na stopnie ołtarza, stawia na ołtarzu kielich, idzie do mszału, i otwiera go, wraca na środek z złożonemi rękoma, i schodzi przed gradusy, gdzie ma zacząć Mszę świętą.

Oddawszy głęboki pokłon, lub przyklęknąwszy, jeżeli jest w ołtarzu Najswiętszy Sakrament, z rękami złożonemi, w téj naturalnéj postaci żebraka, czującego swoję niegodność, głęboko upokorzony, łącznie z ludem modlić się zaczyna. Zaczyna zaś od prośby, aby go Bóg sądził, ale nie tak, jak ludzie, którzy opacznie cudze sprawy tłumaczą, lecz jako Sędzia sprawiedliwy, znający skrytości serca; przeto przemawia: „Znawco serca mojego, nie kładź mnie w liczbie narodu przewrotnego, miéj miłosierdzie nademną, i nie potępiaj mnie z nim, i nie daj mi wpaśdź w ręce złośliwego.”

A zanosząc tę pokorną prosbę, już jak pewny cieszy się nadzieją opieki Boga nad sobą; przeto znów przemawia: „Czemuż się smucisz duszo moja ! miłosierdzie Boga większe, jak twoja nieprawość. On szczerze nawróconego nigdy od siebie nie oddali, On zna moje uczucia, że tu z miłości przychodzę. Otóż, chociażem grzesznik, zbliżę się do Boga miłosierdzia złożę Mu błagalną ofiarę! przeto wstąpię na stopnie ołtarza, do Boga, który uwesela niewinność, uwesela szczerą pokutę, i t. p.”

W tém uczuciu odmawia cały Psalm: „Judica me,” łącznie z ludem wyobrażonym przez ministranta. A choć przejęty ufnością w miłosierdzie Boga, kończy Psalm tém oświadczeniem: „Więc wstąpię na stopnie oltarza, bo Bóg miłosierny”; nie śmie jednak jeszcze swéj nogi posunąć na stopień ołtarza, lecz pierwéj wyznaje, że ta Jego nadzieja zasadza się na zasługach Jezusa Chrystusa, i że niemi wsparty, mimo swéj niegodności, zbliży się do Boga; przeto jeszcze mówi: „W Imię Boże! On mi dopomoże!” czyli: „Nasza pomoc w Imię Panskie!” to jest: chociażem z siebie niegodny, ale mego Zbawiciela, którego ministrem jestem, zasługami wsparty, Jego wiarą i miłością ożywiony, odważę się i wstąpię, bo On sam przezemnie tę ofiarę sprawować będzie. Tu tak przemawia, jak św. Piotr i Jan, wchodząc do kościoła jerozolimskiego; gdy ów czterdziestoletni kaleka wyciągnął rękę po jałmużnę, a ś. Piotr stanąwszy powiedział mu: nie mam pieniędzy, ale mam coś lepszego, co nie ja, ale Jezus Chrystus ukrzyżowany, przezemnie dać ci może. W Imię Jezusa Chrystusa wstań i chódź! i ten ozdrowiał. Nie Piotr go uzdrowił, ale Jezus Chrystus przez Piotra. Tak i tu Kapłan: ja niegodny, ale nie idę mojém imieniem! ja posłaniec w Imię Pana mojego ! A lud potwierdza: tak jest, chociażes grzesznik, ale w Imię Pańskie idź, bo On stworzył niebo i ziemię, On wszechmocny! Jak gdyby rzekł: nie zawiedzie cię twoja nadzieja, że przez zasługi Jezusa Chrystusa staniem się godnymi zbliżyć do Boga! To chce lud wyrazić, odpowiadając: Który słworzył niebo i ziemię, On, jako wszechmocny, przemieni twe serce; On w niém żal wzbudzi; a Ojciec niebieski miłosierny, skoro w oczach łzy zobaczy, wszystko nam przebaczyć zechce — otóż w Imię Pańskie przystąpmy do złożenia Mu ofiary.

I wśród tych uczuć jeszcze nie wchodzi na stopnie ołtarza, jeszcze go jego grzechy zatrzymują; chciałby je pierwéj żalem serdecznym i łzami pokutnemi zgładzić, nim przystąpi do ołtarza; przeto głęboko upokorzony w obliczu Boga, Świętych, i ludu wszystkiego, wyznaje, że jest grzesznikiem, błaga Boga o darowanie, a Świętych i lud wzywa o przyczynienie za sobą; i wzorem owego celnika, który także nie śmiał wejśdź do świątyni i oczu podnieść, głęboko nachylony bije się w piersi, na oznaczenie żalu wewnętrznego, aby tak do łaski został przyjęty, jak ten celnik, i w łasce usprawiedliwiony wstąpił na stopnie ołtarza.

Te uczucia zawiera spowiedz powszechna: „Confiteor”, mówiona przez Kapłana. Wierni, upokorzeniem Kapłana zmiękczeni, pragnąc, aby ten pośrednik w łasce stanął przed Bogiem, i złożył za siebie i za nich miłą Bogu ofiarę, także ze swéj strony zanoszą do Boga prośby : aby się Bóg nad ich Kapłanem zmiłował i darował mu grzechy.

To znaczy: „Misereatur tui” i t. d.

„Niech się nad tobą zmiłuje Bóg wszechmogący, a odpuściwszy grzechy twoje, niechaj cię doprowadzi do żywola wiecznego.” : X. Amen.

A że lud z Kapłanem ofiaruje także, otóż przykładem Kapłana zbudowany i zachęcony, równie jak ów Celnik, w głębokiém upokorzeniu błaga o darowanie swych grzechów, i Kapłana wzywa, aby także za nim zaniósł swe prośby.

Otóż to znaczy spowiedź powszechna, mówiona Przez ministranta: „Confieor”.

„Spowiadam się Bogu wszechmogącemu, Najętszéj Maryi Pannie, blogoslawionemu Michałowi Archaniołowi, błogoslawionemu Janowi Chrzcicielowi, święlym Apostolom Piotrowi i Pawłowi, wszystkim Świętym, i tobie ojcze, że wielce zgrzeszyłem myślą, mową i uczynkiem: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Dla tego proszę Najśwętszéj Maryi Panny, błogosławionego Michała Archanioła, blogosławionego Jana Chrzciciela, świętych Apostołów Piotra i Pawła, wszystkich Swiętych, i ciebie ojcze, módlcie się za mną do Pana Boga naszego.”

Po téj spowiedzi prosi Boga Kapłan, jako pośrednik, za ludem, aby wejźrzał na upokorzenie i na żal ludu, i grzechy im darował, iżby mogli się stać uczestnikami téj najświętszéj ofiary; a po zakończeniu ich pielgrzymowania na téj ziemi, przyjął wszystkich do nieba.

To znaczy: „ Miserealur vestri”, mówione przez Kapłana.

„Niech się nad wami zmiłuje Bóg wszechmogący, a odpuściwszy grzechy wasze, niech was doprowadzi do żywota wiecznego !”

A lud, czyli ministrant, odpowiada: „Amen!” daj to Boże!

Zaniósłszy Kapłan modlitwę za lud, modli się jeszcze za siebie i za lud łącznie. Błaga Boga: aby wszystkim przytomnym w świątyni sam udzielił absolucyą, to jest: odpuszczenie wszystkich grzechów, a to przez zasługi Jezusa Chrystusa; dla tego czyni wtedy na sobie znak krzyża ś. i mówi: „Indulgentiam.”

„Odpuszczenie, rozgrzeszenie i darowanie grzechów naszych, niech nam udzielić raczy wszechmogący i miłosierny Pan !”

Ministrant imieniem ludu odpowiada: „Amen!” daj to Boże!

Po takiém upokorzeniu, żalu, i tak serdecznéj modlitwie, dopiero pokrzepiają się wszyscy nadzieją, że Bóg ich sercem skruszoném i upokorzoném nie wzgardzi; przeto lud klęcząc upokorzony, a Xiądz głęboko nachylony mówi :

X. Boże! do nas swróć oblicze swe i ożyw nas. To jest: wejźrzyj na nas, przez żal i takie oświadczenie do Ciebie garnących się, miłosierném okiem, a ożyjemy łaską Twoją, bo nią duch żyje.

M. A lud Twój radować się będzie. Żeś spojźrzał na nas łaskawie.

X. Okaż nad nami miłosierdzie Twoje. Daj żal, wzniéć miłość Twoję, miłość praw Twoich.

M. I udziel nam Twego zbawienia. To jest: pokoju w tém życiu, a szczęśliwości w niebie.

X. Panie wysłuchaj modlitwę moję.

M. A wołanie nasze niech przyjdzie do Ciebie. To jest: Nasze westchnienia, nasze pragnienia, nasze chęci, niech dojdą do tronu Twojego.

Nareszcie mówi: „Pan z wami!” Zaiste Bóg jest z tym ludem, który w tém uczuciu jest na Mszę św. zgromadzony, tak rozrzewniony, tak pragnie podobać się Bogu, i żyć cnotliwie. Otóż cieszy się Kapłan, że Bóg okazał miłosierdzie nad grzesznikami, którzy tak się garną do Niego, tak opłakują swe grzechy! Nawzajem lud cieszy się, że i ich Kapłan jest w Bogu, przejęty świętą gorliwością. Bo nie kochając Boga, nie mógłby tak z głębi serca błagać o miłosierdzie; przeto lud odpowiada: „I z duchem twoim” jest Pan Bóg. Gdzie także nawzajem życzą sobie, aby Duch Boży, duch nabożenstwa i pobożności, ich nie opuszczał.

W tém nowém uczuciu wzywa Kapłan lud do modlitwy : „Módlmy się,” i wchodzi na stopnie ołtarza, tak się modląc:

„Oddal od nas, prosimy Cię Panie, nieprawości nasze, abyśmy z niewinném czystém sumieniem mogli wniśdź do Świętego Świętych.”

Nazywa tu Kapłan ołtarz Święte Świętych, bo Najświętszy Zbawiciel, Jezus Chrystus, Syn Boży, w którego żywe Ciało i Krew przeistacza się chléb i wino w czasie Mszy ś., tu na ołtarzu bywa przez Kapłana Ojcu niebieskiemu za nas ofiarowany.

Nie ufając przecież swoim zasługom , głęboko nachylony udaje się do tronu miłosierdzia Boskiego przez przyczynę Świętych: „Nie na moję niegodność pomnij Panie, ale na zasługi tych wybranych Twoich, którzy otaczają tron Twój w niebie, a którzy tu na téj ziemi swoję żywą wiarę i miłość serdeczną ku Tobie zapieczętowali krwią swoją, podejmując śmierć dla Ciebie, których ja czczę, i szczątki ich świętych kości, jako przyjaciół Twoich, całuję. To znaczy owa modlitwa: „Oramus te Domine.”

„Prosimy Cię, Panie! przez zasługi Świętych Twoich, których Relikwie tu są, i wszystkich Świętych, abyś mi darować raczył wszystkie grzechy moje. Amen.”

Po pocałowaniu ołtarza, na znak uszanowania świętych Relikwij tam złożonych, i po skończeniu téj modlitwy z złożonemi rękami, jako przejęty duchem nabożeństwa, idzie Kapłan na prawy róg ołtarza do mszału; tam zaczyna także z złożonemi rękami mówić Introit, czyli wstęp do Mszy ś., to jest: Psalm; a mówiąc, czyni na sobie znak krzyża ś., bo Chrześcianie każdą dobrą sprawę zaczynali od tego znaku, to jest, od wezwania Trójcy najświętszéj. Od tego téż znaku przy ołtarzu już rozpoczyna Kapłan tę najświętszą ofiarę; i dobrzeby było, aby wszystek lud, jako pragnący wspólnie ofiarować z Kapłanem, razem uczynił znak krzyża świętego.

W czasie Mszy ś. żałobnéj, nie na sobie czyni znak krzyża świętego, lecz żegna mszał, który tu zmarłych oznacza, chcąc przez to okazać swoje pragnienie, że właśnie z ludem przytomnym zapomina o sobie, a jedynie jest zajęty błogosławienstwem dla umarłych, aby przez zasługi ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa pomoc im wyjednał przez tę ofiarę.

Introit w znaczeniu duchowném wyobraża westchnienia świętych Patryarchów, oczekujących przyjścia Zbawiciela, i proszących o Jego zesłanie; i tu wierni tą chęcią pałają, aby jak najprędzej ujzrzeli na ołarzu Jezusa Chrystusa w hostyi.

Introit powtarza się, na oznaczenie, że święci Patryarchowie ponawiali swoje westchnienia do Boga o zesłanie Zbawiciela.

Każdy Introit składa się z antyfony, psalmu i uwielbienia Trójcy najświętszéj.

Kyrie eleyson

Po ukończeniu wstępu, Kapłan z złożonemi rękami wraca na środek ołtarza; tam oddaje pokłon wizerunkowi Jezusa Chrystusa na krzyżu, i łącznie z ludem na przemian odmawia dziewięć razy Kyrie.

Dawniéj tę modlitwę Kapłan z wiernymi odmawiał przy mszale; lecz gdy krzyż Jezusa Chrystusa został Postawiony na ołtarzu, po odzyskaniu pokoju, ten wi- żerunek Zbawiciela naturalnie pociąga Kapłana, aby w Jego obliczu przez Niego zasłał tę prośbę przed tron Boga ; otóż i dla tego wraca na środek ołtarza.

Słowo to Kyrie jest greckie i dla tego zatrzymane we Mszy ś., abyśmy wiedzieli, że nasz Kościół zawiązał się na wschodzie i tam najpierwéj Msza ś. była odprawiana. Dla téjże saméj przyczyny i niektóre wyrazy hebrajskie we Mszy św. zostały zatrzymane, jako to: Amen, Alleluja, Hosanna, Sabaoth. Inne modlitwy są łacinskie, bo w tych trzech językach odprawiała się ta najświętsza ofiara, i w tych językach dany był napis na krzyżu Jezusa Chrystusa.

Kuyrie eleyson, znaczy: Panie! zmiłuj się.

Tak się modlił Izajasz Prorok. XXX. 2.

Tak się modlili niewidomi przy Jerycho, słysząc, że Jezus Chrystus przechodził. Mat. XX. 30. „Jezu! Synu Dawidów, zmiłuj się nad nami.”

Tak się modliła niewiasta chananejska. Mat. XV. 22.: „Jezu! Synu Dawidów, zmiłuj się nademną.”

Tak się téż i Kapłan modli z ludem we Mszy świętéj, dziewięć razy żebrząc Boga o miłosierdzie:

Panie zmiłuj się! Panie zmiłuj się! Panie zmiłuj się !

Chryste zmiłuj się! Chryste zmiłuj się ! Chryste zmiłuj się !

Panie zmiłuj się ! Panie zmiłuj się! Panie zmiłuj się

Trzy razy prosi Boga Ojca, trzy razy Syna Bożego i trzy razy Ducha świętego; prosi więc Trójcy najświętszéj o miłosierdzie.

Głos ten: Panie zmiłuj się ! jest naturalnym głosem człowieka zostającego w jakiéjkolwiek potrzebie, a najpiękniéj brzmi w ustach Kapłana przy ołtarzu, który zna swoję niegodność; wie, że jest wielu słabościom podległy ; błaga więc Boga, aby się nad nim zmiłował, uczynił myśl jego zdolną do zajęcia się tą najświętszą sprawą, żeby się stał godnym przemawiać do Boga, i bydź od Niego wysłuchanym. Z tych samych pobudek i w ustach ludu bardzo pięknie wydaje się ta modlitwa! „Panie ! smiluj się nad nami!” Dla tego téż cały Kościół śpiéwa z głębi serca: Kyrie eleyson! Lecz aby ta modlitwa otrzymała swój skutek, potrzeba, aby w téj wierze, w tém przekonaniu, i w téj nadziei zanoszoną była, w jakiéj osoby wymienione wołały na Jezusa Chrystusa: Jezu! Synu Dawidów, zmiłuj się nademną.

Gloria in excelsis Deo

Po tém wezwaniu Boga, Kapłan jeszcze zatrzymuje się na środku ołtarza, i także przed obliczem Ukrzyżowanego głośno zaczyna hymn Anielski:

„Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli. Chwalimy Cię, błogosławimy Cię, cześć Ci oddajem, wielbimy Cię. Dzięki Ci składamy, dla wielkiéj chwały Twojéj, Panie Boże! Królu niebieski! Boże Ojcze wszechmocny! Panie! Synu jednorodzony, Jezu Chryste ! Panie Boże, Baranku Boży, Synu Ojca niebieskiego ! Który gładzisz grzechy świata, zmiluj się nad nami. Który gładzisz grzechy świata, przyjmij blagania Nasze, Który siedzisz na prawicy Ojca, zmiłuj się nad nami. Bo Ty sam Święty, Ty sam Pan, Ty sam Najwyższy, Jezu Chryste, z Duchem świętym w chwale Boga Ojca. Amen.”

Ten hymn dla tego nazywa się Anielskim , bo Aniołowie najpierwsi śpiewali go przy narodzeniu Jezusa Chrystusa w Betleem. Zawiera on samę radość i wielbienie Boga. Bo mówi Ewanielia, że Aniołowie cieszą się z nawrócenia grzeszników, w nadziei że ich liczba pomnożoną zostanie. Tu widzimy przyczynę, dla czegoto cieszyli się Aniołowie przy narodzeniu Chrystusa; bo Jezus Chrystus miał niebo otwożyć, z otchłań Patryarchów wyprowadzić, dać ludziom Sakramenta święte ku poświęceniu. Otóż się cieszyli, że czczicielów Boga w niebie przybędzie. Dla tego śpiewali: Chwała Bogu na wysokości, a ludziom pokój na ziemi! bo Jezus Chrystus miał dać pokój, wróciwszy utracone prawo do nieba przez swoje odkupienie, a przyszłym grzesznikom, już odkupionym , wracając niewinność przez Sakrament pokuty. Ale zaraz ci posłańcy niebiescy uczą, jacyto ludzie na ziemi mają pokój, oto: dobréj woli zgadzający się z wolą Boga, żyjący cnotliwie. Nie bogactwa więc i dobre mienie dają pokój. Człowiek najmajętniejszy bywa często nieszczęśliwy, gdy go sumienie dręczy, jeżeli je ma obciążone grzechami.

To uwielbienie powtarza Kapłan z ludem; bo jak Aniołowie w Betleem koło żłobu, tak ci koło ołtarza cieszą się, gdzie niedługo tegoż Jezusa Chrystusa ujźrzą w hostyi, jakby narodzonego, ofiarującego się za nich; z całego więc serca wołają: „Chwała Bogu na wysokości, i nam wiernym pokój !” bo nasze sumienia w Krwi Jego przez Sakrament pokuty obmyć możemy, i spokojnie oczekiwać godziny śmierci.

Na końcu Kapłan żegna się, bo ten hymn kończy się wezwaniem osób Trójcy świętéj, na które wierni zwykle czynią na sobie znak krzyża świętego.

Modlilwy, czyli Kollekty

Po skończonym hymnie, Kapłan całuje ołtarz, obraca się do ludu, rozszerza i składa ręce przed piersi, pozdrawiając lud temi słowy: „Pan z wami!” a lud odpowiada: „i z duchem twoim.” Wiele tu jest rzeczy do uwagi.

Najpiérw całuje się ołtarz. Tu ołtarz wyobraża Jezusa Chrystusa. Otóż, to pocałowanie jest znakiem w Kapłanie miłości ku Jezusowi Chrystusowi, czyli raczéj Kapian całując ołtarz, jakby od Jezusa Chrystusa bierze błogosławieństwo, aby go mógł udzielić ludowi w pozdrowieniu: „Pan z wami!„

Powtóre: obraca się do ludu, bo tego sama uczciwość wymaga, aby pozdrawiając lud, twarzą obrócił się do niego, gdy zwykle twarzą ku tym obracamy się, z którymi mówimy.

Potrzecie: rozszerza i składa ręce. Sam ten układ ciała z siebie mówi. Przez złożenie rąk chce Kapłan okazać, jak szczerze i z całego serca wszystkiego dobrego życzy ludowi, bo my naszę szczerość naturalnie przez złożenie rąk wyrażamy. — Gdy Kapłan także potrzebuje łaski Boskiéej do modlenia się, dla tego lud nawzajem życzy mu: „i z duchem twoim” niech będzie Pan Bóg.

Gdy Biskup ma Mszą ś:, zamiast: „Pan z wami!” mówi: „pokój wam!” bo on dla swego biskupiego poświęcenia doskonalej wyobraża Jezusa Chrystusa, który dał pokój światu, i gdy po zmartwychwstaniu przybył do Apostołów, tak ich przywitał: „pokój wam!” Lecz aby Biskupi okazali, że są z liczby Kapłanów, drugą razą mówią tak, jak Xiądz: „Pan z wami!”

Dla tego zaś to wzajemne życzenie poprzedza modlitwę, bo, aby prośby i westchnienia Kapłana i ludu wzniosły się do tronu Boga, potrzeba, aby pochodziły z łaski Pana Boga; stósownie więc życzą sobie tego daru łaski wzajemnie.

Zaraz po tém życzeniu udaje się Kapłan z złożonemi rękami do mszału na róg ółtarza; tam obrócony do mszału, rozszerza ręce, składa, oddaje pokłon krzyżowi, i wszystkich wzywa do modlenia się, słowy: „Módlmy się!” Wszystkie te gesta są naturalnym ruchem skupionego i nabożeństwem przejętego. Nachylenie głowy do krzyża, znaczy upokorzenie. Rozszerzenie i złożenie rąk, znaczy serdeczność modlitwy. Dopiero z rozszerzonemi rękami modli się. Dla tego z rozszerzonemi rękamii, bo tak modlił się Mojżesz, Exod. XVII. 11; tak Ś. Paweł I. Tym. II. 8. przepisał; tak Psalmista 27. 133, 141; tak trzymając Kapłan ręce, wyobraża Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego, sam zaś jakby wizerunek Zbawiciela trzymał przed sobą, przez którego zaséła modły do Boga za siebie i za lud; a jak człowiek przez wyciągnienie rąk do owocu zakazanego utracił łaskę, tak grzesznik też same ręce wyciąga do Boga w modlitwie, gdy żebrze o miłosierdzie Jego. Przy koncu modlitwy składa ręce na te słowa: Przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego. — Dla tego składa wtedy ręce, bo każdy żebrak naturalnie łączy dłonie, gdy żebrze, to jest: serdecznie prosi; lud zaś odpowiada: „Amen.” Przez tę odpowiedź chce wyrazić: „daj Boże!* aby te wszystkie modlitwy, przez Kapłana za nas zasłane, miłe Ci były, i wyjednały nam to, o co Cię przez twego Kapłana prosimy.

Dawniéj, to jest: w piérwszych wiekach, kiedy każda Msza święta odprawiała się z assystencyą, gdy Kapłan rzekł: „Módimy się!” Dyakon obracał się do ludu i mówił głośno: „Uklęknijmy na kolana!” i cały Kościół klęczał w czasie modlitw Kapłana. Gdy Kapłan przy końcu modlitwy już złożył ręce, znów Dyakon obrócił się do ludu, i także głośno mówił: „wstańcie” i wtedy wszystek lud wstał. Ten obrządek do dziś zachowuje się w suche dni i w wielki piątek, z tą różnicą, że Dyakon śpiewa: „Uklęknijmy!” a Subdyakon: „wstańcie!„ Oremus — fleciamus genua — levate.

Lekcya, czyli Epistoła

Po skonczeniu modlitw następowała nauka, wyjęta pospolicie z jakiego listu Apostolskiego ; dla tegoto po modlitwach Kapłan czyta Epistołę, to jest: wyjątek z Pisma świętego ; bo całe Pismo święte jest jak list od Boga do nas posłany, w którym wyrażono, jak mamy żyć, abyśmy duszę zbawili. W czasie téj lekcyi, czyli czytania, Kapłan kładzie ręce na mszał, na znak: że nie dosyć jest słuchać i znać prawo Boże, ale trzeba i ręce przyłożyć, to jest: uczynkiem to wykonać, co Bóg przykazuje.

Lekcyą pospolicie czytał Lektor. W czasie lekcyi Kapłan i lud zwykle siedzieli, aby tém uważniej słuchać mogli téj nauki. A powtóre, dla tego w czasie Epistoły siedzimy, bo Epistoła jest głosem Apostołów, sług Jezusa Chrystusa. Stoimy zaś w czasie Ewanielii, dla uszanowania: bo Ewanielia jest głosem samego Boga, Jezusa Chrystusa. Po skonczoném czytaniu Lekcyi, Lektor przychodził z książką do Kapłana prosić o błogosławieństwo, które odebrawszy, całował jego rękę, jako narzędzie błogosławieństwa Boskiego; to się téż po dzis dzień dzieje na Mszy solennéj, celebrowanéj z assystencyą. Lud zaś po skończeniu Lekcyi odpowiadał: „Bogu dzięki!” składając temi słowy dzięki Bogu za naukę powziętą z czytania listu Apostolskiego. Sąto słowa naturalne serca uradowanego z powzięcia nowéj nauki zbawiennéj.

Po nauce, czyli po Lekcyi, następowało dziękczynienie Bogu za udzielone oświecenie. Nie Kapłan tylko, ale i lud dzięki składał Bogu. Imieniem ludu wyznaczeni śpiewacy wchodzili na toż samo miejsce, gdzie Lektor lub Subdyakon czytał Lekcyą, i śpiewali pienia dziękczynne, które do dziś mają nazwisko od miejsca, na któróm były śpiewane, to jest: Graduał, bo śpiewane były na stopniu, czyli na gradusie ołtarza; to i dziś lud czyni po Lekcyi, gdy cały Kościół śpiewa przed Ewanielią.

Nauka w kościele, czyli czytanie Lekcyi, zawsze było zastósowane do czasu i Świąt. W czasie postu np. czterdziestodniowego zawsze w Lekcyi była nauka o Pokucie, o sądzie, o sprawiedliwości Boga. W inne zaś Święta, inne materye, np. o dobroci Boga, o szczęśliwości Świętych i t. p.

Różne te materye sprawiały różne wrażenie na wiernych. Niewinni, mający czyste sumienie, słuchając np. nauki o szczęsliwości i t. p., już się w sercu cieszyli z téj radości, która ich czeka po zgonie za życie cnotliwe; przeto pociechą przejęci weseléj spiewali dziękczynienia, które dziś zowią się Graduały, i mają dołączone. „Alleluja”, wyraz radości.

W czasie zaś Lekcyi, gdzie była mowa o sprawiedliwości Boga i t. p., nie jeden mający sumienie obciążone grzechami, trwogą i żalem przejęty, łzami się zalał; a te jego jęki, westchnienia, przeszkadzały mu do śpiewu ciągłego; bo to jest bardzo naturalnie, że w płaczu nie są zdolne usta bez przerwy i łkania wymawiać i wydawać głosu; a to się trafiało w czasach pokutnych. Takie śpiewy, jękami skruszonego serca przeciągane, z łacińskiego otrzymały nazwisko „Tracus”, i mają miejsce w czasie postu czterdziestodniowego ; przeto już tam serce płaczące nie dodaje wesołego Alleluja.

Munda cor meum — Ewanielia

Po skończeniu dziękczynienia za odebraną naukę, mszał zostaje przeniesiony na drugą stronę do czytania Ewanielii; najprzód dla tego, że w pierwszych wiekach wierni przynosili swe dary na ofiarę, które były składane na Epistoły stronie oftarza, dla tego mszał trzeba było przenieść na drugą stronę, aby tu złożyć ofiary ludu; powtóre, przeniesienie to ma znaczenie, że strona lewa ołtarza, Epistoły, wyobraża Żydów; strona zaś prawa, Ewanielii, wyobraża pogańskie narody. Najpiérw więc Msza święta zaczyna się odprawiać na lewéj stronie; bo najpierwéj nauka Jezusa Chrystua żydowskiemu narodowi była opowiadana, a potém światło wiary od Żydów przeniesione zostało do innych narodów; i dla tego znów przy końcu Mszy świętéj mszał bywa przeniesiony na lewą stronę, bo na końcu swiata przed zmartwychwstaniem i sądem ostatecznym reszta Żydów nawróci się do Jezusa Chrystusa, jak zapewnia święty Paweł do Rzym. XI. 25.: „Nie chcę, bracia, abyście nie wiedzieli tej tajemnicy; bo ślepota w Izraelu tylko jest cząstkowa, dopóki zupełność narodów nie wnijdzie na łono Kościoła.”

Po przeniesieniu mszału, Kapłan mający czytać czyli głosić Ewanielią, pomnąc na swiętość słowa Bożego i na swoję niegodność, w postaci żebraka, z złożonemi rękami, na srodku ołtarza, przed krzyżem, głęboko nachylony, prosi Boga, aby jego usta i serce oczyścił.

„Oczyść serce moje i usla moje, Boże wszechmogący! który usta Izajasza Proroka oczyściłeś kamykiem ognistym, — tlóry sam możesz grzeszników zamienić w sprawiedliwych — spraw to z miłosierdzia Twego, abym Twoję Ewanielią świętą mógł godnie ogłosić. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.”

„Racz się skłonić, o Boże! do udzielenia mi błogosławienstwa — gdzie zaraz wyraża, o jakie błogostawieństwo prosi. — Pan niech będzie w sercu mojem, i w ustach moich, abym godnie i należycie, to Jest: nabożnie i z namaszczeniem, ogłosił Jego Ewanielią. Amen.”

Po skonczeniu téj modlitwy i otrzymaniu jakby błogosławienstwa i pozwolenia do ogłoszenia Ewanielii, idzie na prawą stronę ołtarza, i stanąwszy naprzeciw mszału, przed zaczęciem Ewanielii mówi : „Pan z wami” chcąc temi słowy wzbudzić uwagę ludu, i zaraz bacznym go uczynić: jak Bóg miłoserdzie swoje nad nim pokazuje, gdy go poséła do ogłoszenia mu swéj woli zawartéj w Ewanielii; bo zaiste Bóg jest z tym ludem, do którego wyprawia swego posłańca. Stwierdza to lud: tak jest, Bóg z nami, gdy nam cię posłał; ale jest i z duchem twoim, gdy cię przeznaczył do oznajmienia nam swéj woli.” To także pozdrowienie dzieje się i dla naśladowania świętych Apostołów, którzy przychodząc w dom wiernych, mówili: „pokój temu domowi!” co to samo jest, co „Pan z wami!”

Mówi dalej: początek, albo dalszy ciąg Ewanielii według świętego Małeusza, Jana i t. d. Tu wyraża imię swiętego Ewanielisty, aby wierni wiedzieli, zkąd im nauka dawana. A oznajmując, zkąd Ewanielia wzięta, wśród tych słów czyni znak krzyża świętego na mszale, na czole, na ustach i piersiach. Znak krzyża uczyniony na mszale, oznacza: że nauka Jezusa Chrystusa, zawarta w Ewanielii, z tajemnicy krzyża wzięła tę moc i dzielność, że cały swiat nawróciła, i że to są słowa Tego, który za nas umarł na krzyżu. — Położenie znaku krzyża na czole, oznacza: że się nie wstydzi wiary Jezusa Chrystusa, bo czoło jest siedliskiem wstydu; i że nie tylko wstydzić się nie będzie, ale śmiało wyznawać jest gotów Jezusa Chrystusa, i na jego bluznienie milczeć nie będzie; dla tego kładzie krzyż na ustach, a to na fundamencie słów Jezusa Chrystusa, Łuk. IX. 26.: „Kto się mnie wsłydzić będzie ż mojej nauki, tego i Synczłowieczy wstydzić się będzie.” „Kto mnie wyzna przed ludźmi, tego i ja wyznam przed Ojcem moim niebieskim.” Mat. X. 32. — Nakoniec na piersiach czyni znak krzyża dla tego, aby okazał: że wiara w Jezusa Chrystusa w jego sercu ma siedlisko. Z tychże samych pobudek i wierni czynią wtedy tenże znak krzyża na czole, ustach i piersiach.

Gdy Kapłan oznajmił, zkąd Ewanielia będzie czytana; lud przez ministranta odpowiada: „Chwała Tobié Boże!” Temi słowy wyraża lud swoję radość, jakby mówił: Chwała Bogu! dzięki Bogu! iż nam pozwolił dożyć téj pociechy, że jeszcze Jego mowy na téj ziemi słuchać będziemy! Ten głos radości jest bardzo naturalny, i sam wydobywa się z serca wdzięcznego. Bo gdy Bóg w Ewanielii do nas przemawia, toć słuszna jest dzięki Mu składać za takie dobrodziejstwo, że nam poseła słowa zbawienia. To téż dziękczynienie zawiera się w tych słowach.

Po tém oznajmieniu, Kapłan, dla uszanowania słowa Bożego, z złożonemi rękami czyta całą Ewanielią. Z równém uszanowaniem i wierni z rękami złożonemi stać nabożnie powinni w czasie Ewanielii, kiedy na Mszy świętéj, albo gdy z ambony czytana bywa, i w téj nabożnej postaci słuchać samego Jezusa Chrystusa, mówiącego wtedy przez usta Kapłana. Dla tego gdy Xiądz zaczyna czytać Ewanielią, kto trzyma książkę, kładzie ją. Nawet starcy, na laskach wsparci, stawiają gdzie mogą laski, a ręce składają. Tak pisze Amalaryusz: „aż dotąd podpieraliśmy się na laskach; na odgłos Ewanielii, tak jak sługom przystoi, złożywszy kijki, w upokorzeniu z złożonemi rękami przed Panem stawamy.” W miastach katolickich niektórych, gdzie wojsko w paradzie bywało na Mszy s., dawniéj przez całą Ewanielią świętą żołnierze stali z dobytemi pałaszami, na znak, że gotowi są krew swoję przelać w obronie wiary świętéj.

Po skończeniu Ewanielii, Kapłan, na znak miłości i uszanowania ku słowu Bożemu czytanemu, całuje poszątek Ewanielii i mówi: „przez tę świętą naukę niech będą zgładzone nasze wykroczenia!” to jest: powszednie grzechy, dla których zgładzenia dosyć jest wzbudzić żal, a ten łatwo podczas słuchania Ewanielii Świętéj wzbudzany bywa, gdy nieraz miłosierdzie Jezusa Chrystusa, tam wyrażone, rzewne łzy wyciska. Otóż Kapłan całuje Ewanielią ; lud zaś po skończeniu odpowiada: „Chwała Tobie Chnryste !” dziękczynienie składając za odebraną naukę.

Po przeczytaniu Ewanielii swiętéj, następował jéj wykład i objaśnienie, jak my zowiemy, Kazanie albo Homilia. A po wykładzie wszyscy wierni przejęci nauką Jezusa Chrystusa, z gruntu serca czynili głośno wyznanie wiary. To wyznanie zaczynał Kapłan przy ołtarzu przed krzyżem głośno: „Wierzę w jednego Boga i t. d.”; a cały Kościół, wszystek lud dalej łącznie z Kapłanem co miał głosu powtarzał: „ Wierzę w Boga Ojca, wierzę w Jezusa Chrystusa, — oczekuję zmartwychwstania i życia wiecznego.” Na końcu wyznania wiary czyni na sobie Kapłan znak krzyża, na znak, że tę wiarę, którą wyznaje z wszystkim ludem, przyniósł nam z nieba Jezus Chrystus ukrzyżowany.

Uwaga. W czasie Mszy św. solennéj, która się z assystencyą odprawia, najpiérw Dyakon prosi Kapłana celebransa o błogosławienstwo i pozwolenie ogłoszenia ludowi Ewanielii, bo święty Paweł pisze do Rzymian X. 15.: „Jakże opowiadać będą, jeżeli posłani nie zostaną?” Otóż przez odebrane błogosławieństwo bywa posłany. W czasie śpiewania Ewanielii dwaj Klerycy z zapalonemi świecami stoją przy mszale, na znak, że z słów Ewanielii lud odbiera światło przyświecające im we wszystkich drogach życia; to świalło wznieca także miłosć w sercach naszych, a ta sprawuje przyjemną wonię dobrych uczyuków; dla tego Dyakon kadzi Ewanielię, czyli mszał. Ciż sami Akolici, niosący świece, na przodku idąc do ołtarza, wyobrażają owych uczniów, których Jezus Chrystus po dwóch posłał we wszystkie miejsca, gdzie sam miał przyjśdź.

Ofiarowanie, czyli Offertorium, albo Msza wiernych.

Od Offertorium, czyli ofiarowania, zaczyna się Msza wiernych. To wszystko, co poprzedzało ofiarowanie, jako to: Introit, Kyrie, Hymn anielski, Modlitwy, Lekcya, Ewanielia, stanowiło właściwie przygotowanie do ofiary. Dla tego na téj części Mszy ś. znajdowali się katechumeni i pokutnicy, i ta część Mszy ś. ztąd nazywała się Mszą katechumenów, i na środku kościoła bywała odprawiana, tak jak dotąd, gdy Biskup celebruje na tronie.

Przed zaczęciem ofiarowania Dyakon głośno oznajmiał, aby katechumeni i pokutnicy oddalili się z kościoła, bo się już ma zaczynać ofiarowanie. Na to upomnienie wyszli; sami tylko wierni zostali. Teraz Kapian do samych wiernych obracał się i pozdrawiał słowy: „Pan z wami” Te wyrazy były wtedy rozrzewniające, bo ze łzami, płaczem i jękiem oddalali się pokutnicy z kościoła, że nie mogli bydź uczestnikami najświętszéj ofiary. Téj łaski tylko pozostali wierni byli godnymi; i nie wypadałoż Kapłanowi przemówić do ludu: „Pan z wami!” Ta łaska, żeście na ofierze zostali, jest dowodem, że Pan jest z wami; a lud czujący to dobrodziejstwo, rozrzewniony odpowiadał: „I z duchem twoim.” Po pozdrowieniu, głośno wszystkich wezwał do modlitwy: „Módlmy się!” Kiedy Bóg nad nami miłosierdzie okazał, że nam pozwolił tu się pozostać, módlmyż się, a módlmy serdecznie; wznieśmy nasze serca, myśli i westchnienia, abyśmy się stali uczestnikami najświętszéj ofiary. Wezwawszy lud do modlitwy, sam z złożonemi rękami w duchu nabożeństwa modli się, dawniéj cały Psalm, dziś tylko wiersz odmawiając z Psalmu, którysię zowie Offertorium. Nie jest to jeszcze ofiarowanie, ale ta modlitwa dla tego otrzymała nazwisko ofiarowanie, że ją Kapłan odmawiał w tym czasie, kiedy lud swoje ofiary na ołtarzu. Bo w pierwszych wiekach na każdéj Mszy ś. lud przystępował do Kommunii swiętéj, i składał ofiary, to jest: chleb pszenny, i wino do konsekracyi, czyli poświęcenia.

Po złożeniu tych darów, miał je Kapian ofiarować. Ołtarz został przykryty białém, czystém prześcieradłem, i na nim chleb do konsekracyi złożony; dla tego lnianóm prześcieradłem, bo Ciało Jezusa Chrystusa, na które przez konsekracyą zamieniona zostanie istota chleba, nie może na innej materyi spoczywać, tylko na lnianej. Przetoć do korporałów, na których leży Ciało Jezusa Chrystusa, utajone w Hostyi, nie wolno ani jedwabnéj, ani innéj materyi używać, tylko lnianéj.

Przed samém ofiarowaniem przypominano sobie słowa Jezusa Chrystusa, Mat. V. 23: „Gdy ofiarujesz dar twój na ołtarzu, i tu sobie przypomnisz, że twój brat ma co przeciw tobie, zosław dar, a idź i pojednaj się z bratem twoim.” Dyakon obracał się do ludu, i to wiernym przypomniał: że na Mszy świętéj nie wolno znajdować się z sercem zawziętém. Na to więc ostrzeżenie Dyakona zbyt czuły widok rozpoczynał się; tak niewiasty odosobnione na jednej stronie, jak mężczyzni na drugiéj, wobjęciach wzajemnych całowali się na znak, że nikt nie ma gniewu w sercu, że ich wszystkich miłość jednoczy. Po tym akcie rozpoczynało się dopiero ofiarowanie.

Ofiarowanie hostyi

Po odczytaniu Offertorium, zdejmuje Kapłan pokrycie z kielicha, składa i kładzie je w bliskości, odstawia kielich, zdejmuje palkę z hostyi, bierze patenę z hostyą, i trzymając ją przed twarzą, a oczy wzniósłszy na wizerunek Ukrzyżowanego, zaczyna ofiarowanie od tych słów: „Przyjmij, Ojcze święty, tę niepokalaną hostyą, którą ja niegodny sługa Twój ofiaruję Tobie, Bogu mojemu żywemu i prawdziwemu.” Aby jego mowa zgadzała się z uczuciem serca, przybiera na siebie postać w upokorzeniu żebrzącego, spuszczając oczy, gdy wymawia: ja niegodny — i w téj upokorzonego postawie kończy ofiarowanie; na końcu czyni krzyż hostyą, i składa ją na korporale, wyobrażającym owe prześcieradło, na którém Ciało Jezusa Chrystusa leżeć będzie. Ten znak krzyża czyni na oznaczenie, że to jest taż sama hostya, która dla zbawienia świata na krzyżu ofiarowaną była. Modlitwa ofiarowania hostyi w tych słowach jest zawarta:

„Przyjmij Ojcze święty tę niepokalaną hostyą, którą ja niegodny sługa Twój ofiaruję Tobie, Bogu mojemu żywemu i prawdziwemu, za niezliczone grzechy, zniewagi i niedbalstwa moje, i za wszystkich tu przytomnych, także i za wszystkich wiernych chrześcian, żywych i umarłych, aby i mnie i im posłużyła do zbawienia na żywot wieczny. Amen.” W téj modlitwie Kapłan, podług miłości wrodzonej, najpiérw za siebie, potém za lud składa tę ofiarę.

Ofiarowanie wina

Położywszy hostyą ofiarowaną na korporale, i złożywszy patenę w bliskości, składa ręce, oddaje pokłon krzyżowi, i idzie na róg ołtarza; tam bierze kielich, wyciera, aby od wszelkiego kurzu był czysty, i leje wino z ampułki sobie podanéj. Drugą ampułkę z wodą nie pierwéj bierze, aż ją pobłogosławi modlitwą i krzyżem świętym; pobłogosławiwszy, wlewa téj wody pobłogosławionéj najwięcej trzy krople w kielich. Oto jest molitwa, którą odmawia, błogosławiąc wodę:

„Boże! który dziwnie utworzyłeś człowieka, a dziwniéj jeszcze odnowiłeś, udzieł nam łaski, abyśmy przez tajemnicę téj wody i wina, stali się uczestnikami Bóstwa tego, który raczył się stać uczestnikiem naszej ludzkiej nałury.” Przypomina tu sobie wierny Chrześcianin stworzenie i odkupienie. Dziwnie Bóg stworzył człowieka, bo jego ciało z ziemi uformował, a tchnąwszy w to ciało duszę nieśmiertelną, ożywił je, i dziwnie te dwie istoty połączył. A gdy człowiek przez swoje nieposłuszeństwo stał się nieszczęśliwym z całém potomstwem, zstąpił Bóg z nieba dla jego ratunku, przyjał na siebie ludzkie ciało, krew swoję przelał, i wrócił ludziom utracone prawo do szczęśliwości. Sami tu poznajem, że tajemnica odkupienia, czyli odnowienia rodu ludzkiego, albo naprawy, jest dziwniejsza, i dla tego dodaje: „a dziwniéj odnowiłeś.” Żebrzemy tu także w téj modlitwie do Boga, abyśmy za pomocą Jego łaski tak się mogli połączyć z Jezusem Chrystusem, jak Jezus Chrystus z naturą ludzką, gdy się stał człowiekiem; co wyobraża połączenie wody z winem. Woda oznacza lud wierny; znak krzyża, uczyniony nad wodą, ostrzega wiernych, że się z Bogiem połączyć nie mogą, tylko przez Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego.

Mięszanie zaś wody z winem dzieje się dla tego:

  1. Bo tak Jezus Chrystus uczynił, ustanawiając ten Sakrament na ostatniéj wieczerzy, Ś. Justyn. Apol. 2, Ś. Iren. L. 4. de haeres. 57.
  2. Dla oznaczenia połączenia ludu z Jezusem Chrystusem, bo wino wyobraża Bóstwo, a woda wyobraża lud wierny. Objaw. Ś. Jana 17.
  3. Na pamiątkę, że z boku Jezusa Chrystusa płynęła krew i woda.

Po wlaniu wina i wody w kielich, znów Kapłan z złożonemi rękami wraca na środek ołtarza, a oddawszy pokłon Ukrzyżowanemu, bierze kielich i ofiaruje, i w czasie tego ofiarowania ciągle ma oczy zwrócone na krzyż, jako do Boga przemawiający; na końcu czyni krzyż kielichem, na oznaczenie, że to wino nie długo zamieni się na tęż samę krew, która za nas na krzyżu przelana została. W czasie ofiarowania tę mówi modlitwę: „Ofiarujemy Ci Panie kielich zbawienia, żebrząc Twego miłosierdzia, abyś w obliczu Twego Majestatu Boskiego, za zbawienie nasze i całego świata, przyjąć go dobrotliwie raczył.”

Nie mówi tu Kapłan: „ofiaruje”, ale „ofiarujemy”, bo tę modlitwę zanosi do Boga w imieniu wszystkich, czyli raczéj wierni łącznie z Kapłanem odmawiać ją winni. — Po téj modlitwie, po postawieniu kielicha i przykryciu palką, składa ręce Kapłan, kładzie złożone ręce na ołtarzu, i w tém głębokićm upokorzeniu tak się modli imieniem wszystkich przytomnych na Mszy ś.:

„ W najgłębszém upokorzeniu i rozrzewnieniu serca błagamy Cię Panie, przyjmij nasze westchnienia, a spraw to, aby ta nasza ofiara, tak z naszej strony w obliczu Twojém odbytą została, aby Ci się Panie Boże podobała.” — Temi prawie słowy modlili się trzej młodzieńcy, gdy mieli bydź wrzuceni w piec rozpalony, a ta ich modlitwa tak była miłą Bogu, że ich wsród płomieni zachował. Dan. III, 39. 40.

Po tej modlitwie podnosi się Kapłan, wznosi swoje oczy na wizerunek Jezusa Chrystusa, w którym cała jest nadzieja, rozszerza ręce, i zaraz składa, i czyni znak krzyża świętego nad kielichem i hostyą, mówiąc wtedy: „Przyjdź Poświęcicielu, wszechnogący, wieczny Boże! i pobłogosław tę ofiarę, Twemu świętemu Imieniowi zgotowaną.” To wzniesienie oczu i spuszczenie, wzniesienie i złożenie rąk, są znaki powierzchowne, ale naturalne szczerości i serdeczności tego skupienia ducha, uokorzenia i nabożeństwa, którém serce Kapłana przejęte. Żegnanie prócz tego oznacza, u kogo téj pomocy szuka i od kogo jej czeka Kaptan.

Lavabo i dalsze modlitwy aż do kanonu

Po przeżegnaniu kielicha i hostyi, składa Kapłan ręce i z złożonemi rękami idzie na róg ołtarza, i tam umywa palce, aby nawet od wszelkiego pyłu były czyste, bo niemi piastować będzie Jezusa Chrystusa w hostyi utajonego. To umycie rąk przypomina mu drugi obowiązek, aby nie tylko ręce, któremi się dotykać będzie Ciała Jezusa Chrystusa, miał czyste, ale i usta i serce, bo go tam złoży jako w domku. Nie od samych tylko śmiertelnych grzechów ma bydź wolny, ale nawet ile bydź może od powszednich wad: dla tego końce palców umywa. W czasie umywania palców odmawia następujący Psalm zwykle tamże na rogu z złożonemi rękami. Psalm ten zawiera modlitwę, którą niegdyś Dawid zaniósł do Boga, gdy prześladowany od Saula do świadectwa samego Boga odwoływał się, że jest niewinny:

„Sądź mnie sam Panie! który wiesz, że tu niewinną myślą wszedłem.” A chcąc okazać układ i usposobienie serca; mówi:

W. 6.: „Między niewinnymi umuję ręce moje, i zbliżę się do Twego ołtarza Panie!” Do zrozumienia tych słów wiedzieć trzeba, że Żydzi przed wnijściem do kościoła oczyszczali się przez umywanie; dlatego Dawid mówi: „Umyję moje ręce;” ale nie tak, jak je umywają obłudnicy, którzy przez to powierzchowne umycie chcą się pokazać sprawiedliwymi, gdy w gruncie serca są przewrotni, lecz „między niewinnymi,” to jest: z sprawiedliwymi umyję ręce, w których to umycie ciała okazuje czystość ich sumienia. O jak pięknie brzmią te słowa w ustach tego Kapłana, którego życie niewinne!

W. 7.: „Abym usłyszał pienia chwały, i oglaszał dziwne dzieła Twoje.” Tu Dawid wyraził, co miał czynić zbliżywszy się do ołtarza, aby słuchał uwielbień Boga w śpiewie Lewitów, a łącząc swój głos z ich głosem, opowiadał dzieła Boskie. Równie Kapłan w czasie Mszy ś. słucha uwielbień Boga w śpiewie ludu, i sam także śpiewając i odmawiając modlitwy, ogłasza cudowne dzieła Boskie.

W. 8.: „Umiłowałem ozdobę domu Twojego, i siedlisko chwały Twojej.” Temi słowy wyraził Dawid swój smutek i utęsknienie, gdy jako wygnaniec nie mógł się w świątyni znajdować. Bo dla tego, kto Boga kocha, nic nie masz piękniejszego i milszego, jak jego świątynia; dla tego serce jego przemawia: „Umi- łowałem piękność domu twojego.” Z większém jeszcze uczuciem wymawia Kapłan te słowa przy ołtarzu, na którym nie skrzynia przymierza, ale sam Jezus Chrystus mieszka, i przez jego ręce ofiaruje się Ojcu niebieskiemu. Z uwielbieniem więc mówi z Dawidem: „Umiłowałem ozdobę.”

W. 9.: „Nie zagub duszy mojęj z bezbożnymi, i zmazanymi krwią ludzką.„ Wezwał Boga na początku swojéj modlitwy na sędziego swéj niewinności; tu prosi o łaskawy wyrok, aby go nie potępił z grzesznikami zatwardziałymi, którzy w grzechu umierają.

W. 10.: „W ktorych ręku są nieprawości, a ich Prawica jest przepełniona darami.” Tu jasniéj wyraża Prorok, którychto nazywa bezbożnymi i zmazanymi krwią ludzką: którzy zaślepieni darami i zepsuci, nie zważają na Boga, i niesprawiedliwość popełniają, uciemiężając niewinnych. Toż samo mają znaczenie te słowa w ustach Kapłana.

W. IlL.: „Ja zaś w niewinności mojej tu wszedłem, wybaw mnie więc, i zmiłuj się nademną.„ Prosił Boga, aby go nie potępił z bezbożnymi; tu zaś w upokorzeniu ośmiela się przyczynę Bogu przedstawić, dla któréj ufa, że nad nim okaże miłosierdzie, a ta jest: iż żył niewinnie, przeto mówi: „wybaw mnie, i zmiłuj się nademną!„

W. 12.: „Noga moja prosto stanęła!” To jest: nie chodziłem drogami bezbożnych, nie ugęszczałem do towarzystwa, gdzie Cię obrażają.

„W Kościołach błogosławić Cię będe,” wśród ludu pobożnego stanąłem, abym Cię z nim wspólnie uwielbiał.

Tę modlitwę wszak każdy z przytomnych w tymże duchu, co Dawid, łącznie z Kapłanem do Boga zaséłać może, jeżeli przez pokutę usprawiedliwiony stanął przed ołtarzem. „Oto teraz niewinny, bo usprawiedliwiony tu wszedłem i stawam.” Gdyby zaś sumienie strofowało go jeszcze o grzech jaki, czyż też same uczucia nie wzbudzą w nim żalu, postanowienia poprawy? A gdy pójdzie za tém natchnieniem Ducha swiętego, nie przywiodąż go do usprawiedliwienia przez pokutę? a w tym momencie godnym go do ofiarowania uczynią; bo Bogu zawsze jest miłe serce skruszone.

Po umyciu rąk i skończeniu Psalmu, wraca Kapłan z złożonemi rękami na środek ołtarza. Dla tego wraca na środek, bo tam przed ukrzyżowanym Jezusem Chrystusem ma zanieść modlitwę do Boga, do któréj usposobienie serdeczne już sama jego powierzchowność okazuje; dla tego z złożonemi rękami tam wraca, zkąd tylko dla uszanowania krzyża, aby przed nim nie umywał rąk, oddalił się na róg ołtarza. Wróciwszy na środek ołtarza, w głębokiém upokorzeniu, położywszy złożone ręce na ołtarzu, tę modlitwę do Boga zanosi:

„Przyjmij Trójco święta tę ofiarę, którą Ci ofiarujemy na pamiątkę męki, zmartwychwslania i wniebowstąpienia Pana naszego, Jezusa Chrystusa, na cześć błogosławionéj Maryi Panny, i blogosławionego Jana Ciwszciciela, świętych Apostołów Piotra i Pawła, i tych, i wszystkich Świętych, aby posłużyła do ich czci, a nam do zbawienia; aby oni raczyli się za nami wstawić w niebie, ktorych pamiątkę czcimy na ziemi. Przez tegoż Chrystusa, Pana naszego. Amen.”

Sam Kapłan ofiaruje Mszę ś., a przecież tu mówi: „Przyjmij tę ofiarę, ktorą Ci ofiarujemy,” bo ją i lud przytomny ofiaruje Ojcu niebieskiemu przez Kapłana. Imieniem więc wszystkich modli się Kapłan. Wymienia w téj modlitwie Najswiętszą Maryą Pannę; S. Jana, świętych Apostołów, których szczególniéj prosi o przyczynienie się do Boga, a potém dodaje: „i tych,” to jest: tych Świętych, których Relikwie w ołtarzu są złożone, i wszystkich Świętych, którzy otaczają tron Boga, aby nam łaskę uprosili u Boga, do godnego z naszéj strony złożenia téj najświętszéj ofiary, iżby ztąd, i Bóg chwałę, i Święci cześć, i my zbawienie mieli.

Po skonczeniu téj modlitwy, całuje ołtarz, jakby samego Jezusa Chrystusa, i z złożonemi rękami obraca się do ludu, a rozszerzając i składając ręce, mówi:

„Módlcie się bracia, aby moja i wasza ofiara przyjemną słała się u Boga Ojca wszechmogącego.”

I tu cała jego postać oznacza nabożenstwo, i szczere wezwanie do tak serdecznej modlitwy, jak on się serdecznie modli. Nazywa tu Kapłan wszystek lud przytomny braćmi, bo tak pierwsi Chrześcianie, węzłem miłości zjednoczeni, nazywali się za czasów Apostolskich; tém imieniem i święci Apostołowie w swych listach zowią wszystkich wiernych. O to się mają modlić, aby ofiara stała się przyjemną Bogu. Ta ofiara sama z siebie zawsze jest przyjemną Bogu, bo tam ofiaruje się sam jednorodzony Syn Boży; ale z strony naszéj, dla naszych roztargnień, oziębłości, nie łaski, ale gniewu Boskiego godnymi staćbyśmy się mogli. Otóż o to mamy prosić Boga, aby nas przejął duch prawdziwego nabożeństwa i zajęła świętość Jego tajemnic.

Na to wezwanie lud przez ministranta tak się modli:

„Niech Bóg raczy przyjąć tę ofiarę z rąk twoich na cześć i chwałę Imienia swego, na pożytek nas i całego Kościoła świętego.” A Kapłan dodaje: „Amen.” Daj to Boże!

A odpowiedziawszy, z rozszerzonemi rękami zanosi do Boga modlitwy ze mszału cichym głosem, stosownie do potrzeb ludu i uroczystości. Przy końcu ostatniéj modlitwy składa ręce, i zaraz je rozszerzając, kładzie na ołtarzu, a po małéj chwili milczenia i skupienia głośno kończy modlitwę temi słowy: „Po wszystkie wieki wieków!” Lud odpowiada: „Amen.” To jest: Daj to Boże ! aby te wszystkie prośby twoje, cichym głosem zaniesione, Bóg miłosierny wysłuchać, i nad nami zmiłować się raczył.

Jakby czytając w sercach ludu tę wewnętrzną pobożność z odpowiedzi: „Amen,” cieszy się świętą radością Kapłan, i w ukontentowaniu także głośno oświadcza : „Bog jest z wami!” kochany ludu, gdy z serc waszych sama pobożność wychodzi. A lud równie radosny z pobożnosśsci Kapłana, odpowiada:

„I z duchem twoim” jest Bóg, któremu już ofiarę swojém i naszém imieniem składać zaczynasz.

X. „Wznieśmy serca.” A lud odpowiada:

L. „Już je mamy wszniesione do Boga.”

X. „Kiedy mamy serca do Boga wzniesione; składajmyż dzięki Panu Bogu naszemu.”

L. „Słuszna i sprawiedliwa,” abyśmy jako stworzenia rozumne, dzięki składali Stwórcy i Dobroczyńcy naszemu; to oświadczenie ludu potwierdza Kapłan:

Tak jest: „Słuszna i sprawiedliwa, godna człowieka rozumnego, i zbawienna rzecz, abyśmy Ci zawsze i wszędzie dzięki składali, Panie święty, Ojcze wszechmocny, wieczny Boże, przez Chrystusa Pana naszego.” Tojest: My biedni ludzie, nie zdolni godnie wielbić Boga, jak bydź wielbionym powinien, uciekamy się do naszego Zbawiciela, aby Jego zasługami nasze modlitwy, uwielbienia i dziękczynienia wsparte, wzniosły się przed tron Twój i miłe Ci były. Dla tego, nie naszem imieniem, ale je składamy Tobie przez Pana naszego Jezusa Chrystusa:

„Przez którego Aniołowie wielbią Twój Majestat, czezą i błogosławią Archaniołowie, Serafini, i wszyscy niebiescy Duchowie; raczże i nasze głosy przyjąć wspólnie z ich uwielbieniami: o to Cię najgoręcej prosimy, ośmielając się w upokorzeniu tu na ziemi uwielbienia wybranych Twoich bez końca powtarzać: Święty, Święty, Święty! Pan Bóg zastępów, pełne są niebiosa i ziemia chwały Twojej. Hosanna na wysokości! Błogosławiony, ✝ który idzie w Imię Pańskie! Hosanna na wysokości!”

Powtarzamy tu słowa niewinnych dziatek, któremi witały Jezusa Chrystusa przed męką wjeżdżającego do Jerozolimy, abyśmy także z temi dziatkami przywitali idącego do nas Jezusa Chrystusa pod osobami chleba i wina. Kapłan mówiąc te słowa, żegna się, abyśmy wiedzieli: że tenże Jezus ofiarowany będzie na ołtarzu, który i na krzyżu; i dla tego znak bywa dawany dzwonkiem, aby odlegli od ołtarza i nie widzący co się dzieje, głosem dzwonka przestrzeżeni zostali, że się istotna częsć Mszy świętéj zaczyna; że już moment nadchodzi, kiedy Syn Boży zstąpi na ołtarz.

Kanon

Kapłan, po przeżegnaniu się, mając zacząć najistotniejszą część Mszy swiętéj, wznosi ręce i oczy do Boga, to jest: na wizerunek ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa i zaraz składa ręce, kładzie je na ołtarz, i głęboko nachylony zaczyna w upokorzeniu modlitwę. Cała ta postawa i czynność Kapłana przez się przemawia, że duch jego tajemnicą przejęty żebrze miłosierdzia u Boga; żebrze zaś w te słowa:

„Ciebie więc, najmiłosierniejszy Ojcze, przez Jezusa Chrystusa, Syna Twojego, Pana naszego, najpokorniéj błagamy i żebrzemy: przyjmij łaskawie, i poblogosław te dary, tę świętą i niepokalaną ofiarę, którą Ci najpierwéj ofiarujemy za cały Twój Kościół święty kałolicki, abyś mu raczył użyczyć pokoju i ustrzedz go od napaści wszelkich nieprzyjaciół, obłąkane jego członki zwrócić na drogę zbawienia, rządzić nim na całym okręgu ziemi, wzbudzając gorliwych Pasterzy, którzyby w lud Twój wiarę i cnotę wpajali; wraz z sługą Twoim, naszym Ojcem i Pasterzem wszyslkich wiernych NN. i Pasterzem naszéj Dyecezyi, i wszystkimi prawowiernymi katolickiéj i apostolskiéj wiary wyznawcami.”

Wsród téj modlitwy całuje ołtarz, na okazanie serdecznej miłości Jezusa Chrystusa, którego wyobraża sobie przez ołtarz, i na uproszenie sobie łaski do błogosławienia hostyi i wina; przeto zaraz czyni trzy krzyże nad kielichem i hostyą. Po pobłogosławieniu hostyi modli się za cały Kościół, potém za jego głowę widzialną, to jest: za Papieża żyjącego, następnie za swego Pasterza, to jest: Biskupa Dyecezyi, i za wszystkich wiernych. — Po ukończeniu téj modlitwy Kapłan wznosi ręce i oczy do Boga, składa je przed ustami, i nachylony stawa jakby w zamyśleniu. Wznosząc ręce i oczy mówi: „Pomnij Panie na sługi i slużebnice Twoje.” Stojąc z złożonemi rękami w téj pokornéj postaci, modli się w duchu swoim za tych wszystkich, których ma w swém sercu, na których intencyą odprawia Mszę świętą, których tu nazwał sługami i służebnicami Boskiemi. Nareszcie przerywa milczenie, i z rozszerzonemi rękami tak się modli:

„Zlituj się nad wszystkimi otaczającymi ten ołtarz, których mocna wiara i prawdziwa pobożność sa Ci dobrze znane, za ktorych Ci ofiarujemy, i którzy Ci ofiarują tę ofiarę uwielbienia za siebie i za tych, którzy tu bydź przytomnymi nie mogą, na uniewinnienie dusz swoich od wszelkiego grzechu i kary, na wyjednanie zbawienia wiecznego i na oddalenie wszelkich nieszczęść doczesnych, a którzy swoje westchnienia o to przeséłają w mocnéj wierze do Ciebie, prawdziwy, żywy i wieczny Boże!”

Modli się tu Kapłan za wszystkich przytomnych w kościele, i za tych, którzyby radzi przyjśdź do kościoła, ale nie mogli; albo ofiarować dar jaki, aby na ich intencyą odprawioną została Msza święta, a dla ubóstwa nie mogą; a Bóg zna takich, i ich chęć przyjmuje za uczynek. Ma Kościół tę nadzieję, że wszyscy przychodzący do kościoła, przychodzą z dobrą wiarą, i w duchu pobożności; przeto Kapłan odwołuje się w téj modlitwie do świadectwa Boga: „Zlituj się Boże nad wszystkimi, których znasz wiarę i pobożność.” Ktoby więc bez wiary był na Mszy ś., lub nie skromnie, nie nabożnie zachował się, za niego tu się nie czyni modlitwa. Daléj Kapłan tak się modli z rozszerzonemi rękami:

„Łącząc nasze modły z modłami Świętych, otaczających Twój tron w niebie, i czcząc ich pamiątkę na ziemi, osobliwie N. M. Panny, Matki Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych Apostołów i Męczenników Twoich Piotra i Pawła, Jędrzeja, Jakóba, Jana, Tomasza, Jakóba, Filipa, Barltłomieja, Mateusza; Szymona i Tadeusza, Lina, Kleta, Klemensa, Xysta, Kornelego, Cypryana, Wawrzyńca, Chryzogona, Jana i Pawła, Kosmy i Damiana, i wszystkich Świetych Twoich: racz nam dla ich zasług i przyczyny udzielić swojej opieki i pomocy. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.”

W téj modlitwie wyrażony jest związek miłości Kościoła tryumfującego z wojującym, czyli nas żyjących z Świętymi w niebie. Na czele Kościoła tryumfującego jest Najświętsza Marya Panna, która w żywocie swoim nosiła tego Zbawiciela, którego ofiarujemy. Następują święci Apostołowie, którzy najpierwsi byli przytomnymi téj ofierze, przed innymi téż tu są wspominani. Za nimi wymienia się dwunastu Świętych Męczenników, którzy najpierwsi przelali krew za Jezusa Chrystusa. Nareszcie wszyscy Święci, którzy tylko są w niebie. Błaga tu Kapłan Boga, aby nie na naszę niegodność, ale na wiarę, miłość, pobożność i przyczynę tych Świętych, dobrze nam życzących, wejźrzeć raczył, i zmiłował się nad nami.

Po takiéj modlitwie składa ręce, rozszerza je i trzyma nad kielichem i hostyą; przez to jakby włożenie rąk na hostyą, pragnie sumienia swego i wszystkich przytomnych złożyć grzechy, obciążyć niemi tę hostyą, która ma bydź przemienioną w Ciało Jezusa Chrystusa, iżby Bóg, przyjąwszy ofiarę, to jest: Syna swojego, którego Mu naszemi grzechami obciążonego ofiarujemy, darować nam raczył, o co modli się w te słowa:

„Racz więc miłościwie przyjąć tę ofiarę nąszę i wszystkich wiernych, którą, wsparci przyczyną Świętych, składamy Ci na oddanie czci najgłębszéj, a przebaczywszy grzechy nasze, racz nam udzielić pokoju po wszystkie dni życia, obronić nas od potępienia wiecznego, i przyjąć na wieki do liczby wybranych Twoich. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen. Którą ofiarę Ty sam Bozé! błagamy Cię, racz uczynić Tobie tak miłą, przyjemną, i błogosławioną, jak Ci była miłą, przyjemną, i błogosławioną, gdy Ci ją sam Jezus Chrystus ofiarował, gdyby dla niedostatku w nas żywej wiary, mocnéj nadsiei i gorącej miłości, nie była taką: aby się stała dla nas Ciałem i Krwią najukochańszego Syna Twego, Pana naszego Jezusa Chrystusa, który dniem przed śmiercią wziął chleb w święte ręce swoje i wzniósłszy oczy w niebo do Ciebie Boga Ojca swego wszechmogącego, i dzięki Ci składając, pobłogosławił, łamał, i dawał uczniom swoim, mówiąc: Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, to jest bowiem Ciało moje.”

W ciągu tej modlitwy Kapłan, chociaż niedawno umył palce, jeszcze je ociera o korporał, aby od wszelkiego pyłu były wolne, bo się niemi ma dotykać Jezusa Chrystusa; bierze hostyą, wznosi oczy w niebo, i czyniąc pokłon Bogu, żegna hostyą, i nachyliwszy się wymawia słowa konsekracyi, na które cudownym sposobem chleb przeistacza się w Ciało Jezusa Chrystusa, Syn Boży zstępuje na ołtarz i zostaje utajony w hostyi. Gdy się to stało, Kapłan tak, jak owi pastuszkowie w Betleem, jak owi trzej Królowie, oddaje pokłon Jezusowi na ołtarzu, to jest: klęka. A wtedy na znak dany dzwonkiem, że już jest Jezus na ołtarzu w hostyi, cały Kościół pada na kolana, wita, oddaje pokłon głęboki Zbawicielowi, Kapłan wstawszy podnosi hostią i ukazuje ludowi niepokalanego Baranka, który nasze grzechy przyjął na siebie, a lud jednogłośnie z głebi serca przemawia: „Zawitaj, zawitaj Zbawicielu i Sędzio nasz, Chryste Jezu!” i t. d.; albo:

„Witam Cię, witam, Przenajświętsze Ciało ! Któreś na krzyżu sromotnie wisiało Za nasze winy, Synu jedyny Ojca wiecznego, Boga prawego, Zbawiciela świata! Dajemyć pokłon Bogu prawdziwemu, W tym Sakramencie dziwnie zakrytemu, Zebrzem litości i Twéj miłości, Byś gniew Twój srogi, o Jezu drogi! Pohamować raczył. Zmiłuj się, zmiłuj, nad nami grzesznymi” i t. d.

I znów po podniesieniu, łącznie z Kapłanem przyklękającym, lud wierny oddaje pokłon Chrystusowi. Bierze potém Kapłan kielich, błogosławi, wymawia słowa konsekracyi, i podobnie przez przyklęknienie oddaje wraz z ludem pokłon Przenajświętszéj Krwi Jezusa Chrystusa, podnosi, i ukazuje ludowi tę cenę, którą na krzyżu odkupione i zgładzone zostały nasze grzechy, i znów powtórnie przyklęka. A biorąc kielich, mówi te słowa: „Podobnym sposobem, po ukończeniu wieczerzy, biorąc i ten czcigodny kielich w swoje święte ręce, dzięki Ci także czyniąc, podłogoslawił, i dał uczniom swoim, mówiąc: Bierzcie i pijcie z niego wszyscy: Ten jest kielich Krwi mojéj nowego i wiecznego przymierza, tajemnica wiary, która za was i za wielu wylaną będzie na odpuszczenie grzechów.”

Nazywa się tu Krew Jezusa Chrystusa tajemnicą wiary, bo oczy nasze nie widzą saméj Krwi i Ciała, tylko hostyą. Jezus Chrystus jest utajony. Dopiero w niebie tajemnicy nie będzie; tam go widzieć będziem w Majestacie, a tu przez wiarę tylko. Kapłan przyklękając powtarza słowa Jezusa Chrystusa : „Ile razy to czynić będziegie, czyńcie na moję pamiątkę” Bo cała Msza św. jest przypomnieniem męki Jezusa Chrystusa, gdyż jest tąż samą ofiarą, którą Zbawiciel ofiarował na krzyżu; odnawia się więc w niéj pamiątka Zbawiciela cierpiącego, i krwią swoją gładzącego grzechy ludzkie. Stosownie więc do tych słów, tak się dalej modli:

„Otóż my słudzy Twoi, wszystek lud Twój święty, to jest: cały Kościół, pamiętni na mękę, śmierć, zmartwychwstanie i wniebowstąpienie Jesusa Chrystusa, Syna Twojego, Pana naszego, ofiurujemy Najwyższemu Majestatowi Twojemu, z darów Twoich, ofiarę czystą, oftarę świętą, ofiarę niepokalaną, Chleb święty żywota wiecznego, i Kielich wiecznej szczęśliwości. Na które racz łaskawie i miłosiernie wejrzeć, i przyjąć tak dobrotliwie, jak dobrotliwie raczyłeś przyjąć dary sługi Twego sprawiedliwego Abla, i ofiarę naszego Patryarchy Abrahama, i tę, którą Ci ofiarował najwyższy Twój Kapłan Melchizedech, świętą i niepokalaną ofiarę.”

Nie prosi tu Kapłan Boga, aby mu ofiara sama z siebie była przyjemna, boć to jest Syn Boży, najmilszy Bogu Ojcu; ale o to prosi, abysmy w téj mocnéj wierze i miłości tę ofiarę Bogu składali, w jakiéj ofiarowali Abel, Abraham i Melchizedech. Prócz tego wszystkie trzy tu wspomnione ofiary najjaśniéj wyobrażały naszę najświętszą ofiarę, i tak: Abel od brata zabity niegodziwie; Jezus Chrystus od braci, Żydów, zabity. Abel pierwiastki ofiarował; i my pierworodnego Syna Bożego ofiarujemy. Abraham, ofiarujący syna swego Izaaka, wyobraża Ojca niebieskiego, ofiarującego swego syna za nasze zbawienie; a Izaak, niosący drewka na swój stós, był figurą Jezusa, niosącego krzyż swój na Kalwaryą. Podobnie Melchizedech, ofiarujący chleb i wino Najwyższemu, wyobrażał ofiarę Jezusa Chrystusa. — Potém Kapłan, głęboko nachylony, tak się modli:

„Błagamy Cię i żebrzemy najpokorniéj, wszechmogący Boże, racz dozwolić, aby tę najświętszą ofiarę święci Aniołowie zanieśli i złożyli na górnym niebieskim ołtarzu w obliczu Twego Boskiego Majestatu: abyśmy wszyscy, którzy stajemy się uczestnikami ofiary ofiarowanéj na tym ołtarzu, i przyjmujemy najświętsze Ciało i Krew Syna Twojego, napełnieni zostali wszelkiém błogosławieństwem niebieskiém, i łaską Twoją. Przez tegoż Chrystusa, Pana naszego. Amen.”

W czasie tych modlitw krzyże czyni nad najświętszém Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa, na znak, że w hostyi jest toż samo Ciało, które do krzyża było przybite; a w kielichu taż sama Krew, która na krzyżu była przelana.

A mając Zbawiciela przed sobą, w głębokiéem upokorzeniu, z złożonemi rękami, i położonemi przed Jezusem Chrystusem, w hostyi utajonym, żebrze miłosierdzia, aby raczył nań i na lud przytomny wejźrzéć, i udzielić wszelkiego błogosławienstwa, a to przez zasługi męki podjętéj na krzyżu; dla tego i siebie żegna:

Zaniósłszy te modlitwy przed tron Boga za siebie i za wszystkich żyjących, przytomnych ofierze i nieprzytomnych, wznosi ręce i oczy do Boga, składa je i znów zaczyna modlić się za zmarłych. Nie za tych, którzy są w niebie, bo ci nie potrzebują pomocy, oni już szczęśliwi na wieki; ani za tych, którzy potępieni są do piekła, bo ztamtąd już niema wybawienia; ale za tych, którzy w dobrej wierze, i pojednani z Bogiem, opatrzeni świętemi Sakramentami, zeszli z tego świata, ale się jeszcze zupełnie nie wypłacili sprawiedliwości Boskiéj, przeto są zatrzymani w czyszczu na dokończenie tu zaczętéj pokuty. Moodli się zaś temi słowy:

„Pomnej także Panie na sługi i służebnice Twoje NN., którzy nas poprzedzili do wieczności w dobréj wierze i zasnęli snem pokoju.”

Tu mając oczy wlepione w Jezusa Chrystusa, utajonego w hostyi, wymienia imiona tych umarłych, za których odprawia Mszę świętą ; modli się w cichości nareszcie przerywa milczenie, i tak kończy zaczętą modlitwę:

„Błagamy Cię, Panie! racz tym i wszystkim w Chrystusie spoczywającym udzielić ulgi, światła i pokoju. Przez tegoż Chrystusa, Pana naszego. Amen.”

A bijąc się w piersi, wzorem upokorzonego celnika, i za przytomnych tak się modli:

„Nam także grzesznikom, pokładającym nadzieję w miłosierdziu Twojéem, racz udzielić cząstkę, i przyjąć do towarzystwa Twoich świętych Apostołów i Męczennikow: Jana, Szczepana , Macieja, Barnaby, Ignacego, Alexandra, Marcellina, Piotra, Felicyssymy, Perpetuy, Agaty, Łucyi, Agniszki, Cecylii, Anaslazyi i wszystkich Świętych Twoich, nie dla naszych zasług, lecz dla Twego przebaczenia i miłosierdzia. Przez Chrystusa, Pana naszego; przez którego, Panie! wszystko dobre stwarzasz, poświęcasz, ożywiasz, błogosławisz i udzielasz nam; przez Niego, z Nim i w Nim Tobie, Boże, Ojcze wszechmogący, w jedności Ducha świętego, wszelka cześć i chwała!”

W czasie powyższych modlitw Kapłan ośm razy czyni znak krzyża świętego, trzy razy nad hostyą i kielichem, a pięć razy nad samą hostyą; trzymając w ręku podnosi nieco kielich, stawia, przykrywa palką, oddaje adoracyą przez przyklęknienie. Dotąd modlił się cichym głosem, a po adoracyi głośno kończy te molitwy słowy: „Po wszystkie wieki wieków” cześć i chwała Bogu niech będzie! Lud potwierdza to, i odpowiada: „Amen”. Po takiém potwierdzeniu, i swoją pokorną postawą i słowy wzywa wszystek lud do modlitwy, to jest: składa ręce, oddaje pokłon Bogu, i głośno wzywa do modlitwy: „Módlmy się”, a wzywając z złożonemi rękami oznajmia, że nas sam Jezus Chrystus nauczył modlić się, i przeto w modlitwie Stwórcę nazywamy Ojcem, czego nie ważylibysmy się, gdybyśmy od Boga nauczeni nie byli, mówiąc:

„Zbawiennym rozkazem upomnieni, i ustawą Boską nauczeni, odważamy się mowić, jako dzieci do Ojca zgromadzeni przed Twoim, Boże! ołtarzem: Ojcze nasz! któryś jest w niebiesiech i t. d…. i nie wwódź nas na pokuszenie.”

Lud odpowiada: „Ale nas zbaw odezłego.” — Xiądz dodaje: „Amen.”

Dawniéj lud łącznie z Kapłanem odmawiał modlitwę Pańską; dziś tylko ostatnią prośbę, ale w niéj zawierają się inne prośby. Bo kto od wszelkiego złego wolny, ten święci Imię Boskie, dąży do Jego królestwa i t. d. Kapłan, przez odpowiedź: „Amen”, oświadcza serdeczne pragnienie przed Bogiem : „daj Boże! aby te nasze prośby na nas uiszczone zostały!” i tak daléj ciągnie modlitwę, trzymając patenę i żegnając się nią:

„Błagamy Cię, Panie! wybaw nas od wszelkiego złego, przeszłego, teraźniejszego i przyszłego; a za przyczyną Najświętszéj Maryi Panny, Boga Rodzicy, świętych Apostołów Piotra i Pawła, świętego Jędrzeja i wszystkich Świętych, udziel nam łaskawie pokoju po wszystkie dni życia naszego, abyśmy, wsparci pomocą miłosierdzia Twojego, i od grzechu zawsze byli wolnymi, i od wszelkiéj trwogi bezpiecznymi.”

Trojakie złe wymienia Kapłan w modlitwie: przeszłe, teraźniejsze i przyszłe, prosząc Boga o wybawienie. Przeszłém złem są grzechy popełnione; teraźniejszem złem jest kara przez grzechy zasłużona; a przyszłém złem są wszelkie nieszczęścia, utrapienia i okazye grzeghowe. Błaga więc Boga, a błaga za przyczyną Najswiętszéj Maryi Panny i Świętych, o darowanie i uwolnienie, a razem i o udzielenie pokoju: Bo grzesznik nie może mieć pokoju; on tylko zgryzot sumienia doznaje, co jest największém złem; a kto ma za łaską Boga czyste sumienie, i doznaje pokoju, ten za pomocą Boga wolny jest od wszelkiéj trwogi wewnętrznéj. — Tę modlitwę zanosząc do Boga, klęka, oddaje adoracyą Jezusowi Chrystusowi, bierze hostyę, i łamiąc nad Krwią Pańską, tak kończy swoję modlitwę:

„Przez tegoż Pana naszego, Jesusa Chrstusa, Syna Twojego, ktory z Tobą żyje i króluje, w jedności Ducha świętego — Bóg po wszysłkie wieki wieków.” Lud odpowiada: „Amen.”

A czyniąc trzy krzyże częścią hostyi nad Krwią Pańską, mówi:

„Pokój Pański niech będzie zawsze z wami!” Lud odpowiada: „I z duchem twoim.”

Poczém wpuszczając cząstkę hostyi w kielich, mówi:

„To pomieszanie Ciała i Krwi Pana naszego, Jezusa Chrystusa, niech nam pożywającym służy na żywoł wieczny! Amen.”

Wsród tych modlitw żegna się Kapłan pateną, wymawiając te słowa: „Udziel nam Boże pokoju”, dla okazania, że pokój duszy idzie z odkupienia Jezusa Chrystusa, odbytego na krzyżu. Łamie zaś hostyę już dla tego, że Jezus Chrystus przy ustanowieniu tego Najświętszego Sakramentu łamał; już powtóre i dla tego, abyśmy w tém łamaniu tak uznali Jezusa Chrystusa na ołtarzu obecnego, jak Go uznali dwaj uczniowie w Emaus wśród łamania chleba; a potrzecie, aby łatwiéj mógł pożyć hostyę. Wpuściwszy część hostyi w Krew Pańską, przykrywa kielich, i oddaje adoracyą przez przyklęknienie. Tak w upokorzeniu składa ręce przed Jezusem Chrystusem, utajonym w hostyi, i w téj postaci modli się, mając oczy w Jezusa Chrystusa wlepione, i bijąc się w piersi w sercu skruszoném:

„Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj sie nad nami!

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata! zmiłuj się nad nami!

Baranku Boży, który gladzisz grzechy świata! udziel nam pokoju!”

A na Mszy ś. żałobnéj mówi: „Baranku Boży, i t. d. daj im odpoczynek wieczny!” bo się tylko za umarłych modli.

Potém pragnąc połączyć się z Jezusem Chrystusem, kładzie ręce na ołtarzu i w upokorzeniu tak się modli, prosząc Boga o udzielenie pokoju wszystkim wiernym, to jest, całemu Kościołowi:

„Panie Jezu Chrysle! który rzekłeś Aposiołom Twoim : pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam, nie patrz na moję niegodność, na grzechy moje, lecz na wiarę Twojego Kościoła, i ten podług woli Twojéj racz udarować pokojem, i wszystkie jego członki utrzymać w jedności; który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.”

Jeżeli Msza święta jest solenna z Ministrami, po téj modlitwie całuje Kapłan oftarz, czyli raczej Jezusa Chrystusa, wyobrażonego przez ołtarz, pragnąc od Niego otrzymać ten pokój, o który prosił, i który daje Ministrom.

Jeżeli zas Msza ś. jest czytana, lub śpiewana, bez Ministrów, tedy zaraz w téjże saméj upokorzonéj postaci nachylony bez przerwy, trzymając ręce złożone na ołtarzu, odmawia jeszcze dwie następujące modlitwy:

„Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego, który z woli Ojca za sprawą Ducha świętego ożywiłeś świat przez śmierć Twoję, uwolnij mnie przezs to Najświętsze Ciało i Krew Twoję od wszystkich nieprawości moich i wszlkiego złego, i spraw to, abym się stale trzymał Twoich przykazań, i nigdy nie odłączył się od Ciebie. Który z tymże Bogiem Ojcem i Duchem św. żyjesz i królujesz Bog na wieki wieków. Amen.”

„Pożywanie Ciała Twojego, Panie Jezu Chryste! które ja niegodny poważam się przyjąć, niechaj mi się nie obróci na sąd i potępienie, lecz z miłosierdzia Twojego niechaj mi posłuży na zasiłek duszy i ciała, na obronę przeciw wszystkim pożądliwościom ; ktory żyjesz i krolujesz z Bogiem Ojcem w jedności Ducha świętego Bóg po wszyslkie wieki wieków. Amen.”

W drugiéj modlitwie, przejęty miłosierdziem całej Trójcy najświętszej, okazaném w odkupieniu — bo Bóg Ojciec posłał Syna swojego, Syn Boży stał się posłusznym aż do śmierci krzyżowej, a Duch święty ukształcił ciało w żywocie N. Maryi Panny dla Syna Bożego — prosi o stałość w dobrem.

W trzeciéj modlitwie, lękając się okropnych skutków niegodnéj Kommunii ś.: „Bo kto niegodnie pożywa, sąd sobie i potępienie pożywa.” 1. Kor. XI., żebrze u Boga, aby go ten los nie spotkał. A choć się pierwéj usprawiedliwił, ale że Dawid prosił Boga o darowanie niewiadomych mu grzechów, a Ś. Paweł Apostoł wyraźnie mówi: „Chociaż mi sumienie nic nie zarzuca, przecież jeszcze dla tego usprawiedliwiony nie jestem, bo Bóg jest, co mnie sądzić będzie;” lęka się, czy nie ma jakiego grzechu niewiadomego na sumieniu, którego się nie spowiadał, z zapomnienia, a może się nierachował należycie z sumieniem. Błaga więc Boga, aby mu darować raczył te grzechy niewiadome, aby tylko godnie mógł przyjąć Ciało Jezusa Chrystusa.

Po modlitwie przyklęka, a przejęty najżywszą radością, że się już zbliżył moment, gdy Zbawiciela ma przyjąć do domku w swém sercu przygotowanego, z zbytniéj radości przemawia: „Chleb niebieski wezmę, i Imię Pańskie wielbić bede.” Nazywa Jezusa Chrystusa chlebem niebieskim, bo się tak sam Zbawiciel nazwał. Słowa zaś: „Imieę Pańskie wielbić będę;” to jest: błagać będę Pana, aby się stał mojém swiatłem, mojém zbawieniem, i życiem duszy mojej. Lecz gdy już Pana Jezusa wziął w rękę, upokarza się przed Nim, niż Go do ust zbliży, z owym ewanielicznym setnikiem, uważając świętość Tego, którego brać poważa się, a swoję niegodność; bije się w piersi i wyznaje się niegodnym takiéj łaski; lecz zaraz wyraża swą ufność w miłosierdziu, które jest większe, niż jego niegodność:

„Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł do serca mojego, ale tylko rzeknij słowo, a będzie zbawiona dusza moja.”

Czyni to po trzy razy; nareszcie robiąc krzyż hostyą przed sobą na okazanie swéj wiary, że toż samo Ciało Jezusa Chrystusa utajone w hostyi pożywać będzie, które do krzyża było przybite, mówi:

„Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa niechaj strzeże duszy mojej do żywota wiecznego. Amen.”

Gdy człowiek jakiego dobrodziejstwa dozna, za które nie jest w stanie wywdzięczyć się, naturalnie z głębi serca, jakby dzięki składając, mówi: O jakże ja się za tę łaskę wywdzięczę! Tak i Kapłan po przyjęciu Ciała Jezusa Chrystusa, uznając miłosierdzie Boga, że Zbawiciel raczył przyjśdź do serca jego, w swéj radości uniesiony dziękczynieniem, mówi:

„Czémże się odwdzięczę Bogu sa wszystkie łaski, za tyle dobrodziejstw, któremi mnie obdarzyl?”

A gdy mu słów wdzięczności brakuje, w milczeniu zbiera odrobiny, nareszcie biorąc kielich, mówi:

„Oto wezmę kielich zbawienia, to jest: Krew Pańską, i Imię Pańskie wzywać będę, w uwielbieniu wzywać Pana będę, i od nieprzyjaciół moich ocalony zostanę.” To jest: od napaści czarta, świata i ciała.

Skończywszy, podobnie jak hostyą czyni krzyż kielichem, i pożywa Krew Panńską, mówiąc:

„Krew Pana naszego Jezusa Chrysłusa, niechaj strzeże duszy mojej do żywota wiecznego. Amen.”

Po pożyciu, podając kielich do wlania wina, mówi:

„Cośmy usty pożywali, to niewinnem sumieniem i mocną wiarą przyjmijmy, aby ten dar doczesny stał się dla nas wieczności zadatkiem,” czyli: To Ciało i Krew Zbawiciela, któreśmy usty przyjęli, oby w nas znalazło niewinne sumienie, mocną wiarą i pobożnością przejęte! aby ten dar doczesny stał się dla nas wiecznéj szczęśliwości zadatkiem. Potém mówiąc:

„Ciało Twoje, Panie! które pożyłem, i Krew, którą piłem, niech się połączą z mojemi wnętrznościami, zjednoczą z moją istnością, aby we mnie nie pozostała żadna plama występkow, gdy mnie pokrzepiły najczystsze i najświętsze Sakramenta; który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.”

obmywa palce i obciera, pożywa to opłókanie z kielicha, obciera usta i kielich, ubiera go, i stawia na środku ołtarza, a po oddaniu pokłonu krzyżowi, idzie z złożonemi rękami do mszału; tam także z złożonemi rękami odmawia tę Antyfonę , którą lud śpiewać był zwykł w czasie kommunii świętéj.

Po odmówieniu wraca na środek ołtarza, całuje ołtarz, obraca się do ludu, pozdrawiając go temi słowy: „Pan z wami!” i zaraz wraca do mszału, i zwykle po wezwaniu wszystkich przytomnych do modlitwy, z rozszerzonemi rękami zanosi za siebie i za lud modlitwy do Boga. A lud przytomny przy końcu oświadcza swoje pragnienie: Spraw to Boże! aby wszystkie te prośby i modlitwy łaskawie od Ciebie przyjęte były! czyli: „Amen.”

Po modlitwach wraca na środek ołtarza, całuje go, obraca się do ludu, pozdrawia go, i oznajmia, że się już Msza ś. skonczyła, słowy: „Ite missa est!” „Idzźcie, już ofiara Ojcu niebieskiemu zaniesiona zosłała.” — W niektóre dni w pierwiastkowym Kościele, wierni pozostawali się jeszcze po Mszy ś. na nabożeństwie; przeto wtedy Xiądz na końcu Mszy ś. nie obracał się do ludu, i nie mówił: „Ite missa est!” lecz twarzą obrócony do ołtarza, mówił, lub śpiewał: „Benedicamus Domino!” „Jeszcze chwalmy Boga.” Co i teraz zachowuje się na téj Mszyś., na któréj nie było hymnu Anielskiego. Toż samo na Mszy ś. żałobnéj: Xiądz nie obraca się do ludu, nie daje mu błogosławieństwa, i nie mówi: „Ite missa esl!” lecz: „Requiescant in pace!” „Niech odpoczywają w pokoju!” wszystkie dusze, potrzebujące ratunku żyjących. — Oznajmiwszy zaś ludowi: że się już Msza ś. skończyła, zaraz zwraca się do ołtarza, kładzie na nim ręce, i w głębokiém upokorzeniu siebie i lud, mający wrócić do domów, poleca Bogu, składa dzięki za odbytą ofiarę, błaga, aby ją Bóg przyjął łaskawie na chwałę swoję i zbawienie wszystkich przytomnych. Po zaniesieniu modlitwy błagalnéj i dziękczynienia, aby lud mający wrócić do domów i prac swoich, doznawał opieki Boga, udziela wszystkim przytomnym błogosławieństwa w Imię Trójcy najswiętszéj; a przed udzieleniem błogosławieństwa, życzy, aby Bóg był z nimi. Bo z kim Bóg nie jest, ten téż i błogosławienstwa doznawać nie może. Po tém pozdrowieniu lud usłyszawszy, że się już Msza ś. skończyła, i widząc Kapłana w głębokiém upokorzeniu modlącego się, upada cały Kościół na kolana, aby także w upokorzeniu łączył swe dziękczynienie Bogu, i odebrał błogosławieństwo. Tymczasem Kapłan głęboko nachylony przed krzyżem swoję modlitwę zanosi do Boga temi słowy:

„Niech Ci miłą będzie, Trójco święta, ta moja posługa, i spraw, aby ta ofiara, ktorą ja niegodny zaniosłem przed tron Twój, Tobie była przyjemną, a mnie i tym, za których ją ofiarowałem, miłosierdzie jednającą. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.”

Całuje ołtarz, obraca się do ludu klęczącego i czyni nad nim krzyż błogosławieństwa, mówiąc:

„Niech was błogosławi Bóg wszechmogący ! Ojciec, Syn i Duch święty!” Lud odpowiada: „Amen.” Daj to Boże!

A odpowiedziawszy, wstaje, słucha jeszcze, stojąc, Ewanielii ostatniéj, i po téj z błogosławieństwem i wśród uczuć pobożnych wraca do domów, do swoich obowiązków.

Tags: Msza święta Dunin
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.