Citatio.pl

Wpisy z tagiem "niewola":

2020-11-20

Św. Feliksa Walezyusza, Wspólzałożyciela Zakonu oo. Trynitarzy

Żył około roku Pańskiego 1212.

(Żywot jego wyjęty jest z kronik Zakonu przez niego założonego.)

Święty Feliks z królewskiego rodu Walezyuszów pochodzący, przyszedł na świat roku Pańskiego 1127. Wigilią jego urodzenia, matka miała widzenie następujące. Ujrzała przenajświętszą Maryą Pannę, piastującą na ręku Pana Jezusa krzyż dźwigającego; przy boku zaś Jéj było drugie dziecię, trzymające w ręku koronę z lilii, którą na zamian za krzyż, podało maleńkiemu Jezusowi. A gdy zdziwiona rozumieć tego nie mogła, objawił się jéj święty Hugo, przed którego ołtarzem wtenczas się modliła i wytłómaczył, że dziecię to które widzi, jest synem którego w łonie nosiła, a który wzgardziwszy zaszczytami świata i oddawszy się życiu pustelniczemu, zamieni lilię, będącą herbem królów Francuzkich do których rodziny należał, na krzyż Chrystusowy. Nazajutrz porodziła syna, i dała mu imię Hugona, które on późniéj, udając się na puszczę, sam przemienił na imię Feliksa to jest Szczęsnego.

Gdy był jeszcze przy piersiach, wielka nastała w całym kraju susza, a w skutek tego głód powszechny. Gdy razu pewnego zeszli się ubodzy do pałacu jego rodziców, a z powodu wielkiéj ich liczby, chleba nie stawało, piastunka obecna temu trzymając Feliksa na ręku, ostatni bochenek rączką jego przeżegnała, i chléb cudownie rozmnożony, dla wszystkich ubogich wystarczył. Co widząc piastunka, wyniosła dziecinę ku polom, i one téż jego rączką trzykroć pobłogosławiła. W tejże chwili puścił się deszcz rzęsisty, i wielki potém był urodzaj.

Zaledwie z niemowlęctwa wyszedł święty Feliks, a już objawiał miłosierdzie swoje dla ubogich, którém poźniéj tak się odznaczył. Dwa lata miał wieku, kiedy widząc jak rozdawano jałmużnę pieniężną ubogim, wyrwał się z rąk piastunki, i co mógł dziecinną ręką zaczerpnąć w worku, brał i rozdawał to biednym, biegając pomiędzy niemi. Odtąd téż przez jego ręce czyniono wszelkie w domu jałmużny. Ta cnota rosła z nim, i gdy przyszedł do lat młodzieńczych, codziennie zanim sam zasiadł do stołu, kilkunastu karmił ubogich, a kiedy którego spotkał, obdarzał go hojnie, czasami nawet szaty swoje oddając, gdy już pieniądze rozdał.

Nauki pobierał w Klarawalli, pod okiem świętego Bernarda. Chciał tam zostać zakonnikiem, lecz mu to odradził święty Bernard, widząc duchem prorockim, że go Pan Bóg do założenia nowego Zgromadzenia powoła; pozwolił mu jednak wieść już wtedy życie zakonne, w którém święty Feliks najstarszych zakonników przewyższył.

Wyszedłszy razu pewnego na przechadzkę, spotkał biednego człowieka na wpół nagiego; zdjęty litością oddał mu swoję koszulę, a wróciwszy do domu znalazł ją w celi przedziwną wonność z siebie wydającą, i objawioném mu zostało, że ów ubogi był jego własnym Aniołem Stróżem. Doszła go była wiadomość o śmiertelnéj chorobie jego matki, a gdy z płaczem błagał Boga o jéj zdrowie przed krucyfiksem, usłyszał te słowa z niego wychodzące: „Synu, ani twojéj matce ani tobie, nie jest to pożyteczném o co prosisz.” Poddał się więc woli Bożéj, a śmierć matki, którą bardzo kochał, zniosłszy najspokojniéj, duszę jej polecał miłosierdziu Boga.

Wkrótce potém, król Francuzki udawał się na wyprawę krzyżową, a jak wszyscy książęta krwi panującéj tak i Feliks przyłączył się do niego. Wróciwszy z wojny, postanowił świat opuścić i poświęcić się na wyłączną służbę Bogu. Udał się po radę do świętego Bernarda, i zwierzył się mu iż ma zamiar zostać pustelnikiem. Święty Bernard utwierdził go w tym pobożnym zamyśle, i wymógł na nim aby wprzód jeszcze został Kapłanem. Odebrawszy wyższe święcenia, najprzód zrzekł się prawa następstwa do książęcego tronu, który go czekał po ojcu, i opuszczając rodzinę tajemnie, uszedł w góry Prudelli, a znalazłszy tam kapliczkę Panny przenajświętszéj i chatkę przy niéj przez świętego Fiakra, Szwedzkiego królewicza a także pustelnika, niegdyś zamieszkałą, w niéj osiadł. W postach i wszelkiego rodzaju umartwieniach ciała ćwicząc się, święty Feliks trwał na modlitwie po dniach całych, a niekiedy i w nocy, oka niezamykając. Napadany od pokus i od szatanów, jako niegdyś pustelnicy Tebaidzcy, zwyciężał je jak oni, uciekając się do Boga, a Pan Bóg łaskami go Swojemi coraz wyższemi obdarzał. Nietylko bowiem Święci Pańscy, nietylko Aniołowie, ale Królowa Anielska i Sam Chrystus Pan, w objawieniach swoich często go nawiedzali. Opatrzność téż Boska cudownie czuwała nad nim, gdyż kiedy w zimie brakło mu korzonków leśnych któremi się żywił, zsyłał mu Pan Bóg w każdą niedzielę kruka, który mu bułkę chleba przynosił, a ta mu na cały tydzień starczyła. Niedługo jednak świątobliwość Feliksa przed ludźmi tajną była, gdyż ją Pan Bóg przez pastuszków trzodę pasących, którzy przypadkiem aż do jego chatki zabłąkali się, w całéj téj krainie rozgłosił. I zaczęli garnąć się do niego ludzie błagając go o modlitwy za nimi do Boga i o ratunek w różnych utrapieniach, a Pan Bóg zsyłał im przez niego i cudowne nawet pociechy. Między innemi, pewien wieśniak mający syna ślepego, prowadził go do świętego Feliksa, aby mu wzrok przywrócił. Lecz na przeprawie przez rzekę, wpadł mu ten syn do wody i utonął. Wydobywszy ciało, strapiony ojciec przyniósł je do świętego pustelnika, który wzruszony miłosierdziem, padł na kolana, pomodlił się, i zmarłego wskrzesił. Uradowany ojciec, wrócił z synem do domu, lecz spostrzegł że ślepym jest pomimo tego. Wrócił więc znowu do Feliksa, który przeżegnawszy jego oczy, i wzrok mu przywrócił.

Prowadził już to pustelnicze życie swoje więcéj niż lat dwadzieścia, kiedy razu pewnego gdy się modlił, stanął przed nim Anioł, i objawił mu przyjście przyszłego towarzysza na puszczy, imieniem Jan. Jakoż, wkrótce potém święty Jan z Maty, wielkiéj świątobliwości prałat Paryzki, zupełnie nieznany świętemu Feliksowi, a także mający zamiar wieść życie pustelnicze, zapukał do jego chatki. Feliks przywitał go po imieniu, i odtąd żyli razem na puszczy przez lat trzy, aż im objawił Pan Bóg przez Anioła i przez okazanie się jelenia krzyż błękitny i czerwony wśród rogu mającego, aby udali się do Rzymu, dla założenia nowego Zakonu, przeznaczonego głównie do wykupowania chrześcijan z niewoli pogańskiéj.

Porzuciwszy tedy z rozkazu Bożego wielce sobie ulubioną puszczę, udali się do Rzymu, gdzie od Papieża Inocentego III, który weśnie miał objawienie o ich przyjściu, najłaskawiéj przyjęci, po otrzymaniu od niego zatwierdzenia nowego Zakonu pod nazwą Trynitarzy, wrócili do Francyi. Jakiś czas zatrzymali się w Paryżu, gdzie Regułę swojego Zgromadzenia ostatecznie ułożyli, a przyjąwszy do niego wielu świątobliwych i uczonych mężów, poszli znowu w góry Prudelli, gdzie pierwszy swój klasztor na miejscu na którém przy źródle zimnéj wody objawił się im jeleń, pod nazwiskiem Jelenia zimnego (Cervi frigidi) założyli. Tam Feliks został pierwszym przełożonym, a święty Jan powtórnie udał się do Rzymu, dla założenia i w tém mieście klasztoru swojéj Reguły. Przy rozstaniu, Feliks powiedział mu że się już więcéj nie obaczą, i że pierwiéj od niego umrze, co się téż i stało.

Miał jednak jeszcze czas rządzić Zakonem lat kilka, a wzorem wysokich cnót swoich przewodnicząc braciom, wielu znakomitych ludzi przykładem własnym pobudził do wzgardzenia świata i wstąpienia do jego Zgromadzenia. Wkrótce téż go rozszerzył po całéj Francyi i Belgii, a tak gorliwie zajmował się wykupywaniem więźniów, że za staraniem swojém, przeszło cztery tysiące tych nieszczęśliwych wyrwał zpod jarzma pogańskiego.

Zdarzyło się, że, gdy przebywał w tym klasztorze na puszczy, w wigilią uroczystości Narodzenia Matki Bożéj, ze szczególnego rozporządzenia Boskiego, wszyscy zakonnicy niesłysząc znaku budzenia na Jutrznię o północy odmawianą, nie wstali. Sam tylko święty Feliks według zwyczaju swojego, wcześniéj przyszedłszy do chóru, znalazł w nim na miejscu przełożonego Samę Matkę Bożą w habit jego Zakonu przybraną, tudzież: wielu Aniołów podobnież przybranych, którzy razem z nim całą Jutrznię odśpiewali. Z téj przyczyny ojcowie Trynitarze, święto Narodzenie Matki przenajświętszéj ze szczególną obchodzą uroczystością. Feliks zaś zrozumiał z tego widzenia, iż już niedługo przejdzie do chóru niebieskiego, o czém go wkrótce i Anioł przysłany od Boga wyraźnie zawiadomił.

Pełen tedy już lat i zasług przed Bogiem, w ciężką zapadł chorobę, którą znosząc z największą cierpliwością, troszczył się tylko nieco o swój Zakon i jego przyszłość. Lecz mu się okazała przenajświętsza Panna, polecając aby się o to nie frasował i oświadczyła, iż synów jego w szczególną Swoję bierze opiekę i za Matkę się im daje. Wielce widzeniem tém uradowany Feliks i na ciele nawet cudownie pokrzepiony, zwoławszy wszystkich zakonników, kazał śpiewać Te Deum laudamus i poszedł z nimi do kościoła, gdzie Mszy świętéj wysłuchawszy i przenajświętszém Ciałem Pańskiém posiliwszy się na drogę do wieczności, pobłogosławił braci, najzbawienniejsze dając im nauki. Potém, wrócił do swojéj ubogiéj celki, przyjął ostatnie Olejem świętym namaszczenie, i całując nabożnie wizerunek Pana Jezusa ukrzyżowanego, ucieszony widzeniem Matki Bożéj i Aniołów którzy przyszli po duszę Jego, poszedł do Nieba na ich rękach, dnia 5-go Listopada, roku Pańskiego 1212, mając lat ośmdziesiąt i pięć. W chwili gdy skonał, same dzwony na wieży kościelnéj, bez poruszania ich ręką ludzką, błogosławiony zgon jego ogłosiły, i tejże godziny okazał się on świętemu Janowi, towarzyszowi swojemu w Rzymie podówczas przebywającemu.

Wielu cudami i po śmierci słynącego, Papież Urban IV wraz ze świętym Janem z Matty, w poczet Świętych wpisał.

Pożytek duchowny

Wielkiéj bez wątpienia doznał święty Feliks pociechy, gdy wspólnie z Matką Bożą i Aniołami, śpiewał w chórze swojego klasztoru Jutrznię. Cóż przeszkadza każdemu z nas, gdy się modlimy, łączyć oddawaną przez nas cześć Bogu z tą chwałą bezustanną jaką mu oddają w niebie Aniołowie i Królowa Anielska Panna przenajświętsza? Staraj się z tą intencyą odmawiać pacierze, a doznasz także niemałéj pociechy.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Feliksa Wyznawcę Twojego, z puszczy do założenia Zakonu na wykup więźniów, cudownie powołać raczył; spraw prosimy, abyśmy za łaską Twoją, z niewoli grzechów naszych, za jego wstawieniem się wyzwoleni, do niebieskiéj ojczyzny doprowadzeni zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 999–1001.

Tags: św Feliks Walezjusz św „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna cuda jałmużna św Bernard niewola
2020-09-15

Bł. Piotra Klawera, Towarzystwa Jezusowego

Żył około roku Pańskiego 1654.

(Żywot jego był napisany przez ojca Fleuryana, współcześnie z nim w tymże będącego zakonie.)

Błogosławiony Piotr Klawer rodem Hiszpan, przyszedł na świat około roku Pańskiego 1581 w Werdu, małém miasteczku prowincyi Katalońskiéj, z rodziców znakomitego rodu.

Od dzieciństwa odznaczał się wielką pobożnością, a ukończywszy świetnie nauki w uniwersytecie Barcelońskim, mając lat dwadzieścia, wszedł do Zgromadzenia Ojców Jezuitów. Po nowicyacie gdzie był przykładem najwyższych cnót zakonnych, wysłano go na wyspy Balearskie, dla pobierania nauk teologicznych. Tam przebywając razem z błogosławionym Alfonsem Rodrygiezem braciszkiem tegoż Zgromadzenia, w ścisłéj i świętéj zostawał z nim przyjaźni. Ten przez objawienie poznawszy przyszły zawód apostolski Piotra, w którémto widzeniu okazana mu była i chwała niebieska jaka go za to czeka, ćwicząc go w drodze doskonałości zakonnéj, zapowiedział mu że Pan Bóg przeznacza go do ciężkich trudów, wśród których wielkie położy w Kościele Bożym zasługi. Przywołany przez przełożonych ztamtąd do Hiszpanii, wysłany został następnie do Nowéj Grenady, kraju w południowéj Ameryce położonego. Po wyświęceniu na kapłana, przeznaczono go do Kartageny, wielkiego miasta na brzegach Atlantyku, gdzie zwożono z całéj Afryki Murzynów, których zaprzedawano w niewolę.

Na obsługę to duchowną tych nieszczęśliwych istot, poświęcił się błogosławiony Piotr, i nawet zobowiązał się do tego ślubem. Spędził w tym pracowitym zawodzie całe lat czterdzieści, a w końcu nawrócił i ochrzcił około czterechkroć sto tysięcy Murzynów. Trudno wypowiedziéć z jaką cierpliwością, wytrwałością i miłością, zajął się tymi ludźmi nawpół dzikimi, ucząc ich zasad wiary katolickiéj, sposobiąc do przyjęcia Sakramentów świętych, a z których nawet wielu, dzięki jego czuwaniu nad nimi, do wysokiéj świątobliwości doszło.

Skoro do portu przybijał okręt z Murzynanami, śpieszył tam Piotr, a zaopatrzywszy się w różnego rodzaju pożywienie, którego ci biedacy byli zawsze bardzo spragnieni, najprzód im je rozdawał, aby ich sobie ująć, a potém już nie odstępował dopóki z nich wszystkich chrześcijan nie uczynił. Zwykł téż mawiać: „że żeby do ich serca trafić, trzeba najprzód przemówić do nich ręką, a dopiéro potém ustami.” Skoro im wynalazł przytułek, najprzód chrzcił co było dzieci; następnie zajmował się chorymi, aby i tych jeśli im śmierć groziła, co prędzéj ochrzcić, a potém resztę uczył katechizmu, i wszelkiemi sposobami wdrażał do życia chrześcijańskiego i pobożnego. Jak już raz zajął się nimi, nie wypuszczał ich z opieki, aż sprzedanych wysłano w głąb kraju: potém z nowym transportem tych biednych ludzi toż samo czynił.

Dla chorych szczególnie był z wielką miłością, a zwłaszcza dla dotkniętych morowém powietrzem, albo chorobą trądu, która pomiędzy nimi była tak okropna, jak kiedy w średnich wiekach, w całéj swojéj zjadliwości panowała. Im który obrzydliwszemi wrzodami był okryty, tém bardziéj go nie odstępował, a dla przezwyciężenia wstrętu mimowolnego, całował jego rany. Za to téż Pan Bóg cudownemi łaskami go obdarzył. Wielu chorych, których lekarze odstąpili, uzdrowił, kilkunastu ślepym wzrok przywrócił, a trzech Murzynów przed chrztem umarłych, aby ich ochrzcić, modlitwą swoją wskrzesił. Płaszcz jego, którym zwykle chorych przykrywał, na którym nie raz murzyni zawalani sypiali, i przez to go nadzwyczaj zanieczyścili, wydawał woń najmilszą, i wielu słabych, przez samo dotknięcie się go, uzdrowionych zostało.

Oto jakim był zwykły sposób jego życia: Od czwartéj godziny z rana do dziewiątéj, uczył Murzynów katechizmu; potém odprawiał Mszę świętą, siadał w konfesyonale, z którego około południa wychodził na godzinę, a późniéj znowu do niego wracał, i słuchał spowiedzi do godziny szóstéj wieczór. O téj porze zbierał starszych Murzynów, którzy przez cały dzień będąc przy robocie, wcześniéj przychodzić nie mogli, i latem na cmentarzu, a zimą w kościele, miewał do nich nauki, które prawie zawsze do późna w noc się przeciągały. Po takim trudzie, zwykle bywał tak znużony, że go bracia prawie na ręku nieśli do refektarza, gdzie za cały posiłek, według swego zwyczaju, jadł kawałek razowego chleba z sałatą, lub surową jarzyną.

Przy tak ciężkiéj pracy, wiódł życie nadzwyczaj umartwione: posilał się dopiéro wieczorem, nie używając innych pokarmów jak te o których dopiéro wspomnieliśmy. Przez czterdziestoletni pobyt swój w Ameryce, nigdy kropli wina nie wypił, i żadnego owocu nie skosztował. Sypiał na słomianéj rohozie, biorąc pod głowę kawał drzewa. Przez noc, trzy razy zadawał sobie krwawe biczowanie, raz zabierając się do snu, drugi raz o północy, a trzeci gdy dawano znak do wstawania. Ostrą włosienicę ciągle nosił, a prócz tego palce u nóg obwijał sobie ostremi włosiannemi sznureczkami, najeżonemi węzełkami. Nosił na piersiach i na plecach dwa wielkie krzyże drewniane nabite ćwieczkami, których ostrza bodły mu ciało, i te silnie uwiązywał, wokoło. Miał na sobie rodzaj stuły, podobnież ćwiekami naszpikowanéj, a która była tak długą że zarzucając ją na szyję, opasywał sobie nią i biodra. Gdy sam jeden znajdował się w celi, wkładał jeszcze na głowę cierniową koronę, a na ręce umyślnie do tego zrobione rękawice, wewnątrz ostrokolczaste. Lecz żeby go kto nie zszedł wtedy, umieszczał na zamku kamyczek, któryby spadając ostrzegał go że ktoś się zbliża, i wtedy te narzędzia pokutne prędko ukrywał.

Za to téż Pan Bóg obsypywał go szczególnemi łaskami na modlitwie, w któréj po całodziennych pracach wpadał w zachwycenie, co także mu się zdarzyło kilka razy gdy mówił o Męce Pańskiéj, albo o Matce Boskiej, do któréj miał szczególne nabożeństwo i wszystkich do niego pociągał. Ukochanych téż swoich Murzynów, szczególnie do czci ku przenajświętszéj Pannie zachęcał i nakłaniał, wszelkich do tego używając sposobów. Przy konfesyonale miał zawsze przy sobie wielką liczbę Koronek, które spowiadającym się rozdawał. Toż samo czynił, gdy był w szpitalach lub więzieniach. Piszą że około dziesięć tysięcy takowych rozdawał corocznie pomiędzy murzynów, i miał tę pociechę że się nabożeństwo do przenajświętszéj Panny, pomiędzy nimi bardzo rozszerzyło i ustaliło.

Obdarzony wielu nadzwyczajnemi łaskami, i cudami już słynąc za życia, od wszystkich poczytywany za Świętego, był najgłębszéj pokory. Zwykle bardzo swobodny na umyśle i nawet wesoły, wtedy tylko okazywał się zmięszanym i zasmuconym, gdy go jaka oznaka czci ludzkiéj spotkała, a przeciwnie radość malowała się na jego twarzy, gdy go co upokorzyło. Razu pewnego, jeden z Ojców spotkał go wychodzącego z miejsca gdzie zakonnicy wspólnie byli zgromadzeni, a rozpromienionego jakby go coś najradośniejszego spotkało. Chcąc dojść co mu taką przyjemność sprawiło, dowiedział się że przed chwilą był bardzo surowo upomniany przez przełożonego, który mu wtedy, chociaż już był chory i stary, klęczyć kazał. W gronie braci poczytywał się za ostatniego, i zdarzało się nieraz, że na jedno słowo albo skinienie brata kucharza, furtyana, lub zakrystyana, okazywał się tak posłusznym, jakby przełożonemu. Usługi najniższe każdemu najchętniéj oddawał, a przebywając w szpitalach, gdzie po kilkudziesięciu Murzynów leżało, zamiatał sale, zaścielał ich łóżka, wynosił naczynia i nawet oczyszczał wychodki. Kiedy znowu Murzynów zgromadzał na obiady, które im zwykle w każde święto przenajświętszéj Panny wyprawiał z uproszonéj jałmużny, sam im usługiwał, nakrywał do stołu, przyrządzał siedzenia, a potém wraz z najmłodszymi z nich pomywał naczynia. Obdarzył go Pan Bóg wysokiemi zdolnościami, świetnie przebył nauki teologiczne, a prócz tego w rzeczach tyczących się sumienia, nadprzyrodzone i szczególne udzielał mu Duch Święty oświecenia. Pomimo tego tak nizkie miał o sobie rozumienie, przekonany będąc że go Pan Bóg tylko do obsługi biednych Murzynów przeznaczał, że gdy kto przychodził do niego po radę w ważnych wątpliwościach, Odsyłał go do innych Ojców mówiąc: „Nie moja to rzecz: trzeba się z tém udać do uczeńszych odemnie księży.”

Wszakże z takim pożytkiem pracując około zbawienia dusz Murzynów, których mu w tém wielkiém mieście nigdy nie brakowało, oddawał z wielką gorliwością usługi kapłańskie i mieszkańcom Kartageny, i cudzoziemcom tam przybywającym, a szczególnie biedniejszym, którym we wszystkich duchownych potrzebach dawał zawsze pierwszeństwo. I w tym téż zawodzie, błogosławił mu Pan Bóg w sposób szczególny. Wiele osób pod jego przewodnictwem stale zostając, wysokiéj dostąpiło doskonałości, a naukami i kazaniami swojemi, nawrócił wielką liczbę kacerzy, i wielu mahometanów pozyskał Kościołowi.

Po Panu Jezusie i Matce Bożéj, szczególne miał nabożeństwo do Anioła Stróża, do świętego Piotra swego Patrona, i do świętego Ignacego swego Patryarchy. Lecz prócz tego, na każdą godzinę dnia, wybierał sobie szczególnego Patrona, aby jak mawiał, na każdą chwilę mieć obrońcę przed Bogiem. W wielkim poście przymnażał wszystkich umartwień ciała, a zwykle mizerny, w wielkim tygodniu wyglądał istnie jak z krzyża zdjęty. W każdy piątek wśród nocy, tak żeby go nikt nie widział, mając kolący sznur u szyi, koronę cierniową na głowie, brał ogromnéj wielkości krzyż przy furcie będący na barki, i tak po cichu po korytarzach odbywał drogę krzyżową. Pewnéj nocy dała się widzieć w jego celi wielka światłość: otworzono drzwi i ujrzano go z krzyżem w ręku, wzniesionego w powietrze, w postawie klęczącéj. Tak przez kilka godzin zostawał, aż powoli spuścił się na ziemię. Toż samo widziano powtórnie podczas ostatniéj jego choroby.

W roku 1650 wybuchło w Kartagenie ciężkie powietrze morowe. Błogosławiony Piotr, dnie i noce przy łóżkach chorych spędzał, aż nakoniec i sam niém rażony został. Zdawało się iż był bez nadziei, i udzielono mu już ostatnie Sakramenta święte. Wyszedł wprawdzie z téj choroby, lecz żyjąc jeszcze lat cztery, już do zdrowia nie przyszedł. Zapomniany od mieszkańców miasta, którym tyle dobra wyświadczył, mało doglądany przez zakonników, którzy na to czasu nie mieli, mając tylko przy sobie Murzyna, który i najgorzéj się z nim obchodził, i czasem dnie całe pozostawiał go bez pokarmu i napoju, błogosławiony Piotr, chociaż już wtedy z izdebki swojéj wychodzić nie mógł, jeszcze nie małe położył przed Bogiem mógł, jeszcze nie małe położył przed Bogiem zasługi, znosząc to wszystko ze świętą cierpliwością a nawet wesoło.

Nakoniec gdy już Pan Bóg miał go po nagrodę do Nieba powołać, objawił ma chwilę jego śmierci, o czém niektórym odwiedzającym go powiedział. Gdy się zbliżała, przyjął ostatnie Sakramenta święte z całą rzeźwością umysłu, i z oznakami najżywszéj pobożności. Potém osłabł zupełnie, i wśród modlitw otaczających go osób, gdy wzywano przenajświętszych imion Jezusa i Maryi, oddał Bogu ducha, w samą uroczystość Narodzenia Matki Bożéj roku Pańskiego 1654, mając lat siedemdziesiąt trzy. Słynącego i po śmierci licznemi cudami, Papież Pius IX, za naszych czasów błogosławionym ogłosił.

Pożytek duchowny

Przy zawodzie jak być może najczynniejszym, błogosławiony Piotr Klawer wiódł życie nadzwyczaj umartwione, posty najostrzejsze ciągle zachowując. Czy nie jesteś czasem z téj liczby oziębłych chrześcijan, którzy dla lada jakiéj pracy, od nakazanych przez Kościół postów się uchylają?

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który powołując niewiernych Murzynów do poznania imienia Twojego, w sercu błogosławionego Piotra Wyznawcy, żarliwą miłość dusz ich rozbudziłeś, spraw prosimy za jego wstawieniem się, abyśmy naśladując jego miłość bliźniego, dla pomnożenia chwały Twojéj, starali się pozyskiwać ich dusze dla Ciebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 783–786.

Tags: św Piotr Klawer „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna niewola pokuta umartwienie misje
2020-05-22

Św. Julii Panny i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 439.

(Szczegóły jéj życia i męczeństwa, znajdują się w historyi prześladowania Kościoła przez Wandalów przez Rajnerta napisanéj.)

Święta Julia była rodem z Kartaginy, wielkiego miasta w Afryce, i należała do jednéj z najpierwszych rodzin tego kraju. Młodą jeszcze była, kiedy w roku 439 Genzeryk król Wandalski, jeden z najzagorzalszych popleczników herezyi aryańskiéj, zdobywszy Kartaginę, dopuszczał się na jéj mieszkańcach największych okrucieństw, pastwiąc się szczególnie nad katolickiemi zamożniejszemi rodzinami téj stolicy. Wielu z nich mieczem pozgładzał, inni porzuciwszy całe mienia pouchodzili, największą zaś liczbę zagrabiwszy: im majątki przywiódł do nędzy, i na domiar barbarzyństwa zaprzedawał w niewolę poganom.

Z téj liczby była i Julia, wychowana w zamożnym rodzicielskim domu bardzo starannie i pobożnie, a przytém z urody sławna w całym kraju, jak równie z wysokiéj cnoty i szczególnéj dla ubogich hojności. Porwana z łona ukochanéj rodziny, któréj była ozdobą i pociechą największą, zaprzedana została w niewolę pewnemu kupcowi poganinowi, nazwiskiem Euzebi, który zawiózł ją z sobą do Syryi. Łatwo wyobrazić sobie jak strasznym ciosem było to dla téj nieszczęsnéj dziewicy, przyzwyczajonéj do wielkiéj wystawności rodzicielskiego domu, a tak nagle zmuszonéj służyć poganon i być ich niewolnicą.

Jedyną jéj pociechą i jedynie w tak smutnéj ostateczności skuteczną, była jéj gruntowna pobożność i żywa wiara. Widok Pana Jezusa przybitego do krzyża, łagodził gorycz jéj serca i wstrzymywał ją od płaczu. Pamiętała że, czy będąc wielką panią jak wprzódy, czy teraz stawszy się niewolnicą poganina, miała zawsze szczęście być służebnicą Chrystusa, i tego szczęścia nikt jéj pozbawić nie mógł. Postanowiła więc spełniać jak najdoskonaléj obowiązki stanu w jakim spodobało się Bogu postawić ją, i uświęcić się w pokornym i uciążliwym zawodzie niewolniczéj służby. Wkrótce téż, sposób jéj zachowania się, wzbudził powszechne dla niéj między poganami uwielbienie, i pan jéj tak wielkim szacunkiem został dla niéj przejęty, iż obchodził się z nią z uszanowaniem i mawiał, że wolałby cały swój majątek postradać, aniżeli rozstać się z tą swoją niewolnicą.

Ze względów tak szczególnych jakich używała Julia u swojego właściciela, korzystała ona tylko na to, aby z tém większą swobodą oddawać się świętym ćwiczeniom swojéj religii i pobożności, którą nieszczęście jakie ją spotkało, jeszcze więcéj w jéj sercu rozżywiło. Posty zachowywała ciągłe; długie godziny, a szczególnie w nocy, trawiła na modlitwie, a w pracy tak sobie nie folgowała, że Euzebi często, chociaż napróżno, prosił ją usilnie aby się tak bardzo nie trudziła, i upewniał ją iż tak ciężkiéj służby od niéj nie wymaga. Przytém odznaczała się szczególnie skromnością dziewiczą, którą tak jaśniała, że pomimo iż rzadka jéj uroda wystawiała ją na wielkie wśród pogan niebezpieczeństwo, wszyscy zachowywali się z nią z największą przyzwoitością, i w jéj obecności najlekkomyślniejsi byli pod wpływem nakazującéj uszanowania powagi, jaką się ona w stanie swojego nawet niewolnictwa odznaczała.

Po załatwieniu roboty która do niéj należała, co zbywało jéj czasu, obracała na czytanie pobożnych książek, których wiele z domu jeszcze wyniosła, i na modlitwę która była jedyną jéj pociechą, a przez którą, potrzebne w tak trudném położeniu, wypraszała sobie łaski. A że trudy i przykrości przywiązane do stanu służebnego, zdawały się jéj niedostateczném umartwieniem i ciała i ducha, przydawała jeszcze i dobrowolne, nosząc włosiennicę, sypiając na ziemi, i tym podobne pokutne zadając sobie ćwiczenia.

Lecz wkrótce i tego nie dość było dla téj świętéj duszy, rozmiłowanéj w Jezusie i w krzyżu Jego. Oddawna, bo jeszcze gdy w domu rodziców była wzdychała za męczeńską śmiercią; teraz pragnienie to stało się w niéj jeszcze żywszém. W każdych modlitwach swoich błagała o tę łaskę Boga, a szczególnie prosiła przenajświętszą Pannę, którą jak najdroższą matkę swoję niebieską czciła i kochała; aby Jéj wyjednała szczęście wylania krwi za Jéj Boskiego Syna.

Matka Boża wysłuchała łaskawie próśb tej tak miłéj Jéj Synowi oblubienicy. Po kilkoletnim pobycie Julii w Syryi, Euzebi mając dla interesów swojego kupiectwa, odbyć podróż do Galii, postanowił, biorąc w tę podróż wielu domowników, wziąść z sobą i Julią. Puszczając się w drogę, miała ona jakby przeczucie że ją w niéj śmierć za wiarę świętą czeka, i poleciwszy się tém goręcéj opiece Maryi, starała się ciągle w tém ściślejszém zostawać z Panem Jezusem zjednoczeniu, aby na stanowczą próbę jéj ku Niemu miłości, w każdéj chwili gotową za Jego łaską była.

Jakoż, sposobność ku temu nadarzyła się jéj rychło, gdy przypłynąwszy do wyspy Korsyki zatrzymali się w porcie, Euzebi dowiedziawszy się iż wtedy właśnie obchodzono tam uroczystość pogańską, wysiadł na ląd ze wszystkimi swoimi niewolnikami, aby w niéj uczestniczyć, udał się z nimi do świątyni, a po odbytych obrzędach, zaproszony został na biesiadę, przez Feliksa wielkorządcę téj wyspy. Przez ten czas Julia, pozostawszy w porcie przy rzeczach Euzebiego, według swego zwyczaju modliła się gorąco, i serdecznie się smuciła przed Bogiem, na widok zaślepienia nieszczęsnych bałwochwalców. Słudzy Feliksa, którzy ją tam ujrzeli klęczącą, i dowiedzieli się że byłato chrześcijanka, która nigdy w obrządkach pogańskich nie chciała uczestniczyć, donieśli o tém Feliksowi. Wielkorządca ten był zawziętym chrześcijan wrogiem, i gdy mu o tém doniesiono, domagał się od Euzebiego, aby i Julii kazał przyjść i brać udział w ich obrzędach. Euzebi upewnił go, iż w żaden sposób uczynić ona tego nie zechce; a gdy Feliks zażądał żeby mu ją sprzedał jako niewolnicę aby ją potém zmusił do odstępstwa wiary, a poczciwy ten kupiec za żadne pieniądze uczynić tego nie chciał, Wielkorządca uciekł się do zdrady. Na owéj uczcie którą wyprawił dla Euzebiego, upoił go do najwyższego stopnia, a kiedy ten usnął, kazał porwać Julią, przyprowadzić do siebie, i zrązu najpochlebniejszemi obietnicami usiłował skłonić ją do oddania czci pogańskim bożyszczom. Przyrzekał jéj iż ją wykupi i nada jej wolność, byle poganką została. Na to odpowiedziała mu Święta, że dopóki jest służebnicą Jezusa Chrystusa, żadna niewola u ludzi, hańby jéj przynieść nie może, i przydała mężnie: „Obrzędami zaś pogańskiemi brzydzę się z całego serca, gdyż jestem chrześcijanką, i za największe poczytałabym sobie szczęście, żebym za wiarę moję życie oddała.”

Rozgniewany tak stanowczą odpowiedzią Feliks, kazał ją policzkować; co gdy słudzy jego spełnili z takiém okrucieństwem, że krew twarz jej zalała: „Zbawca mój, rzekła wtedy Święta, raczył dopuścić na siebie policzkowanie: jakiżto zaszczyt dla mnie gdy podobnejże zniewagi doznaję!” Wtedy Feliks kazał zawiesić ją w powietrzu za włosy, i okrutnie chłostać. Katowana była tak długo i tak strasznie, że zdawało się iż skona w téj męce, w ciągu któréj wołała: „Bądź na wieki błogosławiony Zbawicielu mój, za łaskę niewymowną, jaką wyrządzasz służebnicy Twojéj. Obym uczestniczyć mogła we wszystkich mękach, jakieś za mnie poniósł. Lecz cóż za różnica! Tobie głowę cierniową koroną przebito, a mnie tylko włosów trochę wyrwano; mnie chłostano, a Twoje przenajświętsze ciało kawałami bicze żelazne rozrywały; mnie złorzeczą, a Tyś był bluźniony i obelgami przesycony!”

Widząc wielkorządca że tak srogie męki nietylko zachwiać jéj stałości w wierze nie mogły, lecz ją jeszcze bardziéj i na duchu podnoszą, i w niepojętą dla patrzących na to radość wprawiają, a obawiając się aby Euzebi wytrzeźwiwszy się nie stanął w jéj obronie, kazał co prędzéj przygotować rusztowanie krzyża, i do niego przybić Świętą. Widok ten najwyższym napełnił Julią weselem. „Z całego serca pragnęłam umrzéć za Ciebie o! Zbawco mój, zawołała, lecz nigdym nie śmiała przypuszczać, że mnie spotka zaszczyt i szczęście poniesienia śmierci na krzyżu, jak Ty ją, Boski mój Mistrzu, poniosłeś za mnie. Przyjm Boże mój, życia mojego ofiarę, a odpuść tym nieszczęsnym zaślepieńcom to co ze mną, czynią, i zlituj się nad nimi.”

Po tych słowach przybito ją do krzyża, na którym już wycieńczona poniesioną męką w biczowaniu, wnet Bogu ducha oddała. Umęczona została dnia 22 Maja, około roku Pańskiego 439.

W chwili gdy skonała, trwoga nadzwyczajna ogarnęła i Wielkorządcę i pogan tam wtedy zgromadzonych, tak że wszyscy uszedłszy pozostawili na krzyżu ciało świętéj Męczenniczki. Tymczasem Aniołowie oznajmili zakonnikom mieszkającym na sąsiedniéj wyspie zwanéj Gorgonia, o tém co zaszło na brzegach Korsyki, i polecili im od Pana Boga, aby popłynęli tam, i zabrali ciało świętéj Julii. Co téż oni dopełnili. W roku zaś 768, zwłoki jéj przeniesione zostały do miasta Brescia we Włoszech, i umieszczone w kościele pod jej wezwaniem zbudowanym.

Pożytek duchowny

W dniu wczorajszym czytałeś żywot ubogiego rolnika, który w swoim pracowitym stanie dostąpił doskonałości Ewangelicznéj; dziś przypada znowu doroczna pamiątka Świętéj, która nią została będąc niewolnicą u poganina. Uważaj więc że żadnego uczciwego stanu obowiązki, nie są przeszkodą do tego aby zostać Świętym, a zawstydź się przypominając sobie, jak często na zajęcia które cię obarczają, zwalasz trudność jakiéj doznajesz oziębłością twoją w ćwiczeniach pobożnych.

Modlitwa (kościelna dawna)

Boże Stwórco i opiekunie wszystkich wiernych, miłosierdzia Twojego pokornie wzywamy, abyśmy dzień ten uroczysty błogosławionéj Męczenniczki Julii, pobożnie obchodząc, wiekuistém weselem wraz z nią się cieszyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 416–418.

Tags: św Julia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik arianizm niewola obowiązki stanu
2020-02-05

Św. Agaty Dziewicy i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 254.

Wtedy Wielkorządca, do najwyższego stopnia gniewem uniesiony, kazał Agatę stawić przed sobą, i z zamiarem zadania jéj mąk najokrutniejszych, rozpoczął badania sądowe. Najprzód zapytał ją kto była, i z jakiego pochodziła rodu: „Jestem szlachcianką, odrzekła święta, i ze znakomitego rodu pochodzę, jak o tém świadczy cały szereg moich przodków.” „Dla czegóż, powiedział znów do niéj sędzia, poniżasz się do tego stopnia, że chrześcijanką zostałaś?” – „Gdyż prawdziwa szlachetność, odrzekła Agata, nabywa się przez wyznanie Jezusa Chrystusa, którego mianuję się być sługą.” – „A więc, odrzekł Kwincyan, my, wzgardzając twoim Ukrzyżowanym, szlachetność naszę utracamy?” – „Tak jest, odpowiedziała Święta, utracasz prawdziwą szlachetność, stając się niewolnikiem szatana, i to do tego stopnia, że aby mu cześć oddać, kłaniasz się bryłom kamieni.” Na te słowa Wielkorządca kazał ją policzkować, a potém zaprowadzić do więzienia, zapowiadając, że albo zaprzeć się ma Jezusa Chrystusa, albo gotową być na śmierć wśród mąk najcięższych.

Pożytek duchowny

Jeden z ojców świętych powiada, że czém jest ogień malowany, w porównaniu do ognia prawdziwego, tém jest ogień ziemski, w porównaniu do ognia piekielnego. Tego więc obawiać się należy bardziéj, niż największéj klęski ognia doczesnego. Proś Pana Boga, przez zasługi wielkiéj Męczenniczki, która jest Patronką od ognia, abyś uszedł w wieczności tych płomieni, na któreś tyle razy grzechami twojemi zasłużył.

Modlitwa

Boże! Któryś błogosławioną Agatę Męczenniczkę Twoję, Patronką od klęski ognia postanowił, daj miłościwie, abyśmy jéj zasługami wsparci, płomieni piekielnych uszli na wieki. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 97.

Tags: św Agata dziewica męczennica „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna piekło ogień szlachetność niewola
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.