Citatio.pl

Wpisy z tagiem "obowiązki stanu":

2020-10-11

Bł. Wincentego Kadłubka, Biskupa

Żył około roku Pańskiego 1225.

(Żywot jego był napisany przez księdza Tarłę.)

Błogosławiony Wincenty urodził się w roku Pańskim 1161 z bogobojnych rodziców: ojca Boguchwała Kadłubka, ze staréj szlacheckiej rodziny przydomku Poraj herbu Róża, a z matki Bogny. Przyszedł na świat w ich dziedzicznéj wsi Karłów w Województwie Sandomierskiém, dziś gubernii Radomskiéj, blizko miasta Opatowa położonéj. Nie schodziło Wincentemu od lat najmłodszych w rodzinnym domu, i na przykładach cnót chrześcijańskich i na pobożném wychowaniu, gdyż rodzice jego przedewszystkiém starali się od kolebki wszczepiać w sercu jego zasady wiary świętéj. W początkowych naukach wykształcony w domu, gdy lat młodzieńczych doszedł wysłany został za granicę do akademii, dla słuchania wyższych wykładów. Zdolny i pilny w pracy Wincenty, przewyższał w postępie w naukach wszystkich swoich współuczniów, nieostygając wcale w duchu pobożności jaki wyniósł z pierwotnego wychowania. Unikał płochych rozrywek jakim się oddawała młodzież, a czas który jego towarzysza na to obracali, on spędzał po kościołach, starając się jak najczęściéj do świętych Sakramentów przystępować. Ukończywszy akademią, na któréj głównie oddawał się Teologii, otrzymał stopień Magistra, powrócił do ojczyzny i wstąpiwszy do stanu duchownego, wkrótce na kapłana wyświęcony został.

Pełka ówczesny Biskup Krakowski, zwrócił zaraz na niego uwagę, a widząc w nim wysoką świątobliwość, jako iż i znakomite w naukach teologicznych wykształcenie, używał go do rady i do załatwiania najważniejszych spraw swojéj Dyecezyi. Po niejakim czasie uczynił go Proboszczem przy kościele przenajświętszéj Maryi Panny w Kolegiacie Sandomierskiéj. Przyświecał na tym obowiązku Wincenty życiem wzorowego kapłana i gorliwego plebana, kiedy król Leszek Biały wybrał go na posła, aby Salome księżniczkę córkę jego zaręczoną z królewiczem Węgierskim Kolomanem, odwiózł do ojca jego Belli Króla Węgierskiego. Przebywając czas niejaki na dworze tym, zbudował wszystkich świątobliwością jaką jaśniał. Wkrótce potém zmarł Biskup Pełka, a Katedralna Kapituła Krakowska jednogłośnie wybrała Wincentego na Biskupa. Był zaś tak powszechnie i szczególnie poważanym, że chociaż nie należał do grona kanoników, wszyscy temu wyborowi przyklasnęli.

Skoro téż na biskupiéj stolicy zasiadł przekonano się że Pan Bóg obdarzył Krakowską Dyecezyą Pasterzem według serca swojego. Posiadając niepospolity dar wymowy, a pełen ducha Bożego, w gorliwych kazaniach i naukach, zasilał słowem Bożém powierzoną mu owczarnię. Skażone obyczaje gdziekolwiek się pojawiły gromił i wykorzeniał. Sam w życiu pobożném wysoko wyćwiczony , przygasłą w ludzie pobożność rozżywiał i utrwalał; przywilejów Kościoła niezachwianie bronił. Był przytém ojcem wszystkich ubogich wdów i sierót. Znaczne dochody Biskupstwa obracał całkowicie na miłosierne uczynki, gdyż na skromne, owszem ubogie jego własne utrzymanie, dziedziczny majątek jaki po rodzicach otrzymał, aż nadto wystarczał, a i ztego jeszcze znaczne włości różnym Klasztorom pozapisywał, a mianowicie wioski: Czerników i Sojezów Cystersom w Jędrzejowie, a Niekiściołkę i Karłów Cystersom Koprzywnickim. Ktokolwiek z prośbą o wsparcie do niego się udawał, znajdował w każdéj dnia porze przystęp, a prócz tego chorych ubogich po mieszkaniach sam nawiedzał i hojnie wspierał.

Lecz święty tén Pasterz o ile dbałym był w zaspokajaniu potrzeb dusz mu powierzonych, tych żywych przybytków Ducha Świętego, tak podobnież i o stan materyalnych przybytków. Pańskich to jest kościołów, pilne miał staranie. Kościołowi przenajświętszéj Maryi Panny w Kielcach nadał bogaty fundusz, na wieczyste utrzymanie przy nim dziesięciu Kapłanów Prebendarzy. Gdy w skutek pioruna, który uderzył był w skarbiec katedralny na Wawelu, spłonęło bardzo wiele najbogatszych sprzętów kościelnych, Wincenty sprawił swoim kosztom nowe, a także tejże Katedrze na światło i wino do Mszy Świętych i na lampy do przenajświętszego Sakramentu, znaczne dochody ze stołu biskupiego odstąpił.

Tak święcie rządził swoją Dyecezyą błogosławiony Kadłubek lat już dziesięć, kiedy spodobało się Panu Bogu powołać go na inne jeszcze drogi, zanim miał go wziąść do Siebie, dla wynagrodzenia tych zasług jakie na Biskupstwie położył. Wincenty zapragnął być w możności odezwania się do Pana Jezusa temi słowy świętego Piotra: „Panie otośmy opuścili wszystko a poszliśmy za Tobą” 1. Postanowił przeto złożyć Pastorał Biskupi i wstąpić do zakonu. Gdy zamiar swój objawił królowi i Kapitule Krakowskiéj, tak Leszek Biały jaki całe duchowieństwo błagali go, aby Dyecezyi swojéj nie osierocał. Lecz, że wolą Bożą było, aby ten sługa Jego zajaśniawszy na godności Pasterskiéj, zajaśniał także i wielce zbudował lud polski cnotami zakonnemi i dobrowolném wyrzeczeniem się, dla otrzymania zasługi jakie się w nich nabywają, najwyższych dostojeństw kościelnych, Wincenty odniósłszy się do Rzymu, uzyskał u Papieża Honoryusza III-go pozwolenie wstąpienia do zakonu. Złożył więc zarząd Dyecezyi w ręce kapituły Krakowskiéj, co tylko mu pozostawało z dziedzicznego majątku to wszystko rozdał biednym, a przywdziawszy suknię ubogiego pielgrzyma, udał się pieszo i boso do klasztoru Cystersów w Brzezinach pod Jędrzejowem, o dziesięć mil od Krakowa odległego.

Teodoryk rodem Francuz, drugi po wystawieniu tego klasztoru Opat Cysterski, przyjął świętego Prałata nie tylko z radością, lecz z największém uszanowaniem, i przy uroczystém w kościele nabożeństwie, wobec licznie zgromadzonego ludu, włożył na niego habit. Już w roku nowicyatu wszyscy ojcowie patrzali ze zbudowaniem na błogosławionego Wincentogo, który wtedy mając lat blizko sześćdziesiąt, żadnemu z najmłodszych nowicyuszów wyprzedzać się nie dawał w jak najwierniejszém spełnianiu wszystkich przepisów Reguły ostréj w ogólności, a jeszcze bardziéj dla będących na próbie obostrzonéj. Nietylko nie przyjął żadnych zwolnień, które mu dać chcieli przełożeni, przez słuszny wzgląd i na sam wiek jego i stargane na usługach Kościoła siły, lecz i dobrowolnemi umartwieniami trapił ciało. Nosił ciągle ostrą włosiennicę, i każdéj nocy zadawał sobie krwawe biczowanie. Prócz długich i ścisłych postów Regułą nakazanych, przydawał jeszcze i inne z własnéj woli, lecz za zezwoleniem przełożonego na którego każde skinienie był posłuszny. Najniższe usługi klasztorne: w kuchni, w ogrodzie, przy chorych braciach, pełnił ze szczególném upodobaniem, i widać było po nim, że wtedy był najweselszy i najrzeźwiejszy gdy go do takowych przeznaczono. Na wszystkie obowiązki, a szczególnie do chóru w dzień i w nocy był zawsze pierwszym. Zdarzyło się, że razu pewnego nie był obecny na Jutrzni o północy zwykłe odmawianéj. Zdziwiony tém Opat, który znał Wincentego w téj mierze pilność, poszedł do jego celi, i przez rozpadlinę we drzwiach ujrzał go w zachwyceniu, wzniesionego w powietrze o kilka stóp od ziemi i niebieską światłością otoczonego. Sługa Boży wyszedł w tejże chwili z zachwycenia, a upadłszy do nóg Opata, przepraszał go pokornie że nie był w chórze i prosił o naznaczenie mu za to pokuty. Przełożony uściskał go i uspokoił, późniéj dla zbudowania braci, zdarzenie to im odpowiedział.

Co tylko pozostawało mu czasu od obowiązków zakonnych i innych jego ćwiczeń bogomyślnych, te obracał Wincenty na pisanie dzieł uczonych, które po nim pozostały. Z téj liczby wielkiéj są ceny ułożone przez niego dzieje czyli Kroniki narodu Polskiego, z dawnych rękopismów i podań wiernie zebrane, w kształcie rozpraw wytwornym językiem łacińskim spisane. W dziele tém skreślił on nie tylko dzieje swojego kraju, lecz i postronnych obszernie dotyka.

Pięć at spędził w życiu zakonném, budując cnotami doskonałego syna świętego Benedykta nietylko swoich braci lecz i kraj cały, pozostawiwszy w nim najprzód pamięć po sobie jako Biskupa świętego, a potém również świętego zakonnika, wielkiego pokutnika i wysokiego bogomodlcy. Zapadłszy w ciężką chorobę, którą z niezachwianą, znosił cierpliwością, widząc nadchodzącą chwilę przejścia z tego Świata na tamten, zażądał ostatnich Sakramentów świętych, które przyjąwszy z oznakami najwyższéj wiary i pobożności, na ręku braci zakonnych oddał Bogu ducha, 8 Marca roku Pańskiego 1223. Po śmierci licznemi przy grobie swoim zasłynął cudami, w skutek czego Papież Klemens XIII ogłosił go błogosławionym a na obchód święta jego drugą niedzielę Października wyznaczył.

Pożytek duchowny

W jakichkolwiek różnych co do położenia i zwyczajów krajach, w jakiekolwiek wiekach i w jakimikolwiek stanie pojawili się święci Pańscy, wszyscy to mieli sobie wspólnego, że tém wszystkiém za czém świat goni, oni wzgardzali, a ciało ostrą pokutą trapili. Masz tego dowód i w życiu błogosławionego Wincentego, który najwyższe godności złożywszy, w wieku już podeszłym i w ostrym klimacie naszym, wiódł życie jak najsurowsze. Nich cię to uczy, że dla każdego nie masz innéj drogi do nieba zawsze i wszędzie i w każdym stanie, jak wzgarda dóbr doczesnych i życie pokutne.

Modlitwa (Kościelna)

Boże, któryś Błogosławionego Wincentego wyznawcę Twojego i Biskupa, gdy on wzgardził zaszczytami tego świata, chwałą pokory przyozdobił; spraw prosimy, abyśmy z tylu cnót jego korzystając, za jego zasługami współuczestnikami chwały niebieski się stali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 869–871.

Footnotes:

1

Mat. XIX. 27.

Tags: bł Wincenty Kadłubek „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup pokora obowiązki stanu
2020-09-27

Św. Kozmy i Damiana, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 285.

(Żywot ich był napisany prze świętego Grzegorza Turoneńskiego i Metafrasta.)

Święci Kozma i Damian byli braćmi rodzonymi, a według świętego Grzegorza bliźniętami, rodem z miasta Eges w Arabii położonego. Rodzice ich posiadali wielki majątek i byli wzorowymi chrześcijanami. Ojciec odumarł ich dziećmi, a matka Teodora, we Wschodnim Kościele czczona jako Święta, wychowała ich bardzo pobożnie. Żyli w drugiéj połowie trzeciego wieku, kiedy jeszcze w ich ojczyznie wieu było pogan. Święci bracia, z wielką gorliwością starali się ich nawracać: a że podówczas w tym kraju sztuka lekarska bardzo zaniedbaną była, umyślili oddać się téj nauce, wcale nie dla zysku, gdyż bogaci byli, lecz aby przez to łatwiejszy przystęp uczyniwszy sobie do pogan, łatwiéj ich mogli Chrystusowi Panu pozyskiwać. Postanowili nabyć sztuki leczenia ciała, mając głównie na celu ratowanie duszy.

Pan Bóg pobłogosławił ich świętym zamiarom: Kozma i Damian tak biegłymi stali się lekarzami, iż równych im w kraju całym nie było. Wzywano ich na wszystkie strony, i z najodleglejszych miejsc zwozili do nich chorych. Bo téż Pon Bóg do ich biegłości w téj nauce, i dar cudów przyłączyć raczył. Nie było chorego, chociażby najcięższą dotkniętego słabością, któregoby nie uzdrowili. Gdy bowiem zawezwani gdzie byli, po wybadaniu, jak to zwykle lekarze czynią biegu choroby, przepisywali wprawdzie lekarstwa, lecz udawali się jednocześnie na modlitwę, a przeżegnawszy chorego, a często i umierającego, wnet go uzdrawiali. Łatwo sobie wystawić, jak cudowne takie uzdrowienia, liczne pomiędzy niewiernymi nawrócenie spowodowały, témbardziéj że Kozma i Damian nie biorąc żadnéj za swoje trudy zapłaty, i przez to jednali sobie pogan, którzy z tego powodu przezwali ich Anargires co po grecku znaczy bezpłatni. Trudno byłoby wyliczyć jak wielu chorych od najcięższych cierpień uwolnili, ilu ślepym wzrok przywrócili, sparaliżowanym władzę, ilu opętanych wyzwolili od złego ducha. A obok tego jeszcze więcéj niewiernych do Chrztu świętego przywiedli: tak że ci dwaj biegli lekarze, stali się wkrótce wielkimi Apostołami.

To rozsławiło ich na całym Wschodzie, lecz téż samo ściągnęło na nich prześladowanie, a w końcu spowodowało i ich śmierć męczeńską. Cesarze Dyoklecyan i Maksymilian, postanowiwszy wytępić chrześcijan, przysłali do Egesy Wielkorządcę Lizyasza, z rozkazem aby używając najsurowszych środków, każdego z wyznawców Chrystusowych zmusił do oddawani czci bożkom; a gdyby tego odmawiali, żeby zadawszy im męki, śmiercią ich karał. Skoro Lizyasz przybył, doniesiono mu że największymi wrogami bożków cesarskich, są dwaj sławni lekarze, wielcy oraz czarnoksiężnicy, którzy na mocy czarów cudownie lecząc, wielką liczbę pogan nawrócili, i że jeśli tak daléj będzie, wkrótce cały kraj chrześcijańskim zostanie. Lizyasz, po takiém doniesieniu kazał ich uwięzić, i przywoławszy przed siebie groźnie rzekł do nich: „Więc to wy jesteście owi zwodziciele, którzy odwracając swoimi czarami lud od czci należnéj bożkom cesarskim, przywodzicie go do oddawania czci boskiej człowiekowi, który na haniebną karę Krzyża był skazany. Wiedzcie, że jeżeli tejże chwili nie wyrzeczecie się tego waszego Ukrzyżowanego Boga, i nie oddacie czci naszym prawdziwym bogom, zadam wam najstraszniejsze męczarnie, żeby was do tego zmusić. Zkąd jeteście i jakiego stanu?” Na to Święci odpowiedzieli mu: „Jesteśmy braćmi rodzonymi, pochodzimy z Arabii, i jak cała rodzina nasza jesteśmy chrześcijanami. Z zawodu zaś naszego, jesteśmy lekarzami. Nie zwodzimy nikogo, jak również nikogo nie zmuszamy aby się po radę do nas udawał. Nie szukamy w tém zysku, bo posiadając majątek, wynagrodzenia nie potrzebujemy. Przywracając zaś chorym zdrowie co do ciała, nie tyle naszą sztuką ile mocą Jezusa Chrystusa, staramy się także wyleczać ich i ze ślepoty duszy, ucząc wszystkich: że jeden jest tylko Bóg prawdziwy, któremu my cześć oddajemy, a wszyscy bogowie pogańscy, są to wymysły szatańskie dla wprowadzenia w błąd ludzi.” Po odpowiedzi tak stanowczéj, Wielkorządca na chwilę zawahał się co ma uczynić, ostrzegano go bowiem, że Święci w tak wielkiém u wszystkich, a nawet i u pogan, są poważaniu, że surowsze z nimi obejście się, mogłoby całą ludność oburzyć. Lecz z drugiéj strony bał się ściągnąć gniew cesarzów, jeśli oszczędzi tych właśnie, którzy w całém mieście wielkiéj używając sławy, tém większy wpływ jako chrześcijanie wywierają na pogan. Probował więc łagodnemi słowami skłonić ich do odstępstwa od wiary, i mówił do nich: „Jesteście znakomitego rodu, majętni, uczeni, przyrzekam wam w imieniu cesarza, pierwsze godności w państwie, jeśli spełniając jego wolę, wyrzeczecie się tych bredni w któreście się uwikłali. Usłuchajcie mojéj rady, gdyż mówię wam stanowczo, że macie do wyboru albo wyrzec się dziwactw waszéj chrześcijańskiéj religii, i opływać w zaszczyty i dostatki, albo jeśli tego nie uczynicie, ponieść śmierć w najstraszniejszych mękach. Zastanówcie się nad tém pilnie.” „Jużeśmy się nad tém dostatecznie zastanowili, odpowiedzieli Święci, groźby mąk najstraszniéjszych, przerazić nas nie mogą. Gotowi jesteśmy oddać życie nasze za wiarę Chrystususa. Inszéj odpowiedzi nie spodziewaj się od nas.”

Jakoż, Lizyasz nie czekał na inną, i kazał ich wziąść na tortury. Wytrzymawszy je nie okazując nawet najmniejszego bólu, Święci rzekli do tyrana: „Jeśli masz jeszcze jakie męki nam zadać, nakaż je niezwłocznie, pewni jesteśmy że łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa, da nam przenieść je nietylko cierpliwie, ale i z radością.” Lizyasz patrząc z podziwieniem że z okrutnych tortur wyszli bez żadnéj szkody, co przypisywał jedynie czarom, nie śmiejąc już innych tego rodzaju katuszy na nich probować, wydał rozkaz oby obu braci związanych w morze wrzucono.

Spełniono ton wyrok jak najwierniéj: lecz w chwili gdy tych sług Bożych wody pokrywały, zstąpił Anioł z Nieba, rozwiązał powrozy. któremi byli skrępowani, i na brzeg ich wyprowadził. Wilkorządca, który na to własnemi oczami patrzał, zdumiał się, ale i to przypisując czarom, zawezwał znowu Świętych do siebie, i jakby poufnie, prosił ich aby mu odkryli tajemnice téj sztuki, mocą któréj takie nadzwyczajne rzeczy spełniają. „Nieznamy żadnych czarów, odpowiedzieli mu na to bracia. Szatani którzy czarnoksiężnikom dopomagają, uchodzą przed nami z bojaźnią. Jesteśmy chrześcijanami, i w imieniu tylko Jezusa Chrystusa i za Jego opieką, wybawieni zostaliśmy i z tortur i z wód morskich. Krzyż święty na którym tenże Pan nasz Jezus Chrystus umarł, jest orężem w którym my całą ufność naszą pokładamy, a na którego sam znak wszyscy wasi mniemani bogowie i piekło całe, ustąpić musi.” – „Wy tedy, rzekł do nich Lizyusz, szydersko, całą waszą ufność w waszym Jezusie Chrystusie pokładacie, a ja moją w naszym bogu Apolinie, i mocą jego będę próbował robić te same sztuki, które i wy dokonaliście.”

Zaledwie to bluźnierstwa wyrzekł, Pan Bóg go ciężko ukarał. Dwóch szatanów niewidzialnych rzuciło się na niego, i tak go bili i ciałem jego miotali, że byłby skonał na miejscu, gdyby nie to że święci Kozma i Damian, uczyniwszy znak krzyża świętego, złych duchów odegnali. A wnosząc iż cud ten na nimże samym dokonany, powinien opamiętać Lizyusza, rzekli do niego: „Czy i po takiém dobrodziejstwie, jakie Krzyżowi świętemu zawdzięczasz, jeszcze wątpić będziesz o potędze naszego Boga, i pozostaniesz w twojém zaślepieniu pogańskiém? Wszak widziałeś jak wezwanie twojego bożyszcza, poddało cię w ręce złych duchów, a znak krzyża na którym nasz Bóg umarł, od nich cię wyzwolił. Wyrzecz się przeto czci bożków, którzy jak ciebie od szatanów uwolnić nie mogli, tak i sami w wiecznych mękach odbierają karę za swoje zbrodnie. Otwórz nakoniec oczy na prawdę, uznaj prawdziwym Bogiem Tego, któremu tylko cześć najwyższa się należy.”

Wielkorządea zdawał się zachwianym w swoim uporze, lecz przez wzgląd na kilku obecnych tam pogan, obawijąc się aby nie sądzili że chrześcijaninem chce zostać, kazał Świętych odprowadzić do więzienia. Tymczasem to co zaszło z Lizyuszem opętanym przez szatana po wezwaniu Apolina, rozeszło się po całém mieście. Najznakomitsi poganie obawiając się aby go to nie nawróciło, przybyli do niego, grożąc mu że go zaskarżą przed cesarzém, jeśli dłużéj Kozmę i Damiana oszczędzać będzie. Kazał więc znowu przywołać ich przed siebie, i jeszcze raz domagał się od nich oddania czci bożkom. Gdy mu tego z oburzeniem odmówili, kazał ich wrzucić w kocioł smoły rozpalonéj, zkąd wyszli nietknięci.

Wtedy Lizyusz słysząc pogan coraz groźniéj domagających się ich śmierci, kazał obydwóch braci uwiązać u osobnego słupa, i przywoławszy cztery roty żołnierzy, wszystkie na nich od razu wypuścić strzały. Lecz ręka Boga, który chciał moc swoją poganom gromadnie tam zebranym objawić, cudownie strzały powracała tak, że wszystkie w ciekawych widzach utkwiły. Cud tak wielki i straszny, rozproszył pogan, którzy z placu pouciekali a Wielkorządca kazał ściąć świętych Męczenników. Ci zaś uklęknąwszy modlili się aby Pan Bóg już więcéj cudem nie odwlekał im korony męczeńskiéj. Wysłuchał ich Pan Bóg: ścięci zostali, a ta ich śmierć męczeńska nastąpiła 28 Września roku Pańskiego 285.

Pożytek duchowny

Święci Kozma i Damian w zawodzie ich lekarskim, stali się wielkimi Apostołami, i mnóstwo dusz pozyskali Chrystusowi. Nich cię to uczy, że w każdym chociażby naczynniejszym zawodzie, nietylko najłatwiéj własną daszę zbawić, ale i drugich do jak najwierniejszego służenia Bogu można skutecznie pobudzać, byle posiadać wielką miłość Boga i wielkie pragaienie dusz zbawienia.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc pamiątkę przejścia do Nieba Męczenników Twoich Kozmy i Damiana, od wszelkiego grożącego nam złego za ich pośrednictwem uwolnieni zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 821–823.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 770

Święci bracia Kosma i Damian, których imiona jako krwawych świadków Kościół św. tak wielką czcią otacza, mogą nam posłużyć za przykład, jak powinien chrześcijanin pełnić obowiązki swego stanu i powołania. Jakkolwiek nie od każdego wymaga się, ażeby te powinności wykonywał bez względu na nagrodę i doczesne zyski, od każdego jednak należy żądać, aby je pełnił z miłości ku Bogu tak, jak mu to nakazuje sumienie, poczucie obowiązku i należne Bogu posłuszeństwo. Tylko tym sposobem można pozyskać błogosławieństwo Boskie i zasługi wiekuiste. Kto pracuje z musu lub w widokach zysku i zbogacenia się, tego dusza nie ma w sobie nic chrześcijańskiego, a choćby zebrał jak największy majątek i we wszystko opływał, daremna będzie praca jego, gdyż utraci nagrodę niebieską. Czyż może być większa niedorzeczność, jak dla marnego grosza, który częstokroć jest jedynym bodźcem naszych zabiegów i czynności, zrzekać się wiekuistej i nieocenionej nagrody niebieskiej, jakiej Bóg obiecał w dniu Sądu ostatecznego udzielić tym, którzy tu na ziemi pracowali uczciwie i z dobrą wolą? We wszystkich naszych pracach i zajęciach nie spuszczajmy nigdy z oka miłości ku Bogu; pamiętajmy zawsze o tym, że obiecane są nam skarby niebieskie, większe aniżeli doczesne zyski, które nam świat dać może jako nagrodę. Hasłem naszym przy każdej pracy niechaj będzie: „Z miłości ku Tobie, Boże, i na większą chwałę Twoją!” a wtedy niezawodnie nie minie nas błogosławieństwo Boże.

Tags: św Kosma św Damian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik lekarz cuda obowiązki stanu
2020-08-18

Św. Jana z Dukli, z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1484.

(Żywot jego wyjęty z kronik tegoż zakonu, napisany był wkrótce po jego śmierci przez Jana z Komarowa.)

Święty Jan urodził się około roku Pańskiego 1414 z cnotliwych i bogobojnych, stanu mieszczańskiego, rodziców, Jana i Katarzyny, w miasteczku Dukli, w Dyecezyi Krakowskiéj nad granicą Węgierską położoném. Gdy jeszcze był pacholęciem, już objawiał znaki świątobliwości którą późniéj w Kościele Bożym zajaśniał. Pierwsze wyrazy jakie wychodząc z kolebki nauczył się wymawiać, były to przenajświętsze imiona Jezusa i Maryi. Początkowe nauki pobierał w szkółce parafialnéj rodzinnego miasteczka, chwalebną pilnością i skromnością obyczajów celując pomiędzy rówiennikami. Przewodniczył im zwykle na wspólnych pacierzach, i z taką gorącością ducha odmawiał zawsze Ojcze nasz, Zdrowaś Marya i Wierzę w Boga, że najozięblejszych przez to do pobożności pobudzał. Widząc w Janie wielki do nauki pochop, rodzice nieszczędząc kosztów chociaż byli niezamożni, oddali go do Akademii Krakowskiéj. Świetnie i te wyższe ukończył nauki, biegle się wyćwiczywszy w języku niemieckim. Miał tam za towarzyszów świętego Jana Kantego, świętego Szymona z Lipnicy, i kilku innych pobożnych młodzieńców, którzy poczytywali sobie za obowiązek stronić od zepsutéj młodzieży, a oddając się jak najpilniéj nauce, nie zaniedbywać wcale ćwiczeń pobożnych.

Gdy nadeszła dla Jana chwila obrania zawodu, zły duch natarł na niego pokusami próżności, przedstawiając mu niechybność dostąpienia wyższych w kraju urzędów i bogactw, co mu było nietrudném przy wielkich zdolnościach i wielkiéj nauce, o którą podówczas niełatwo było. Lecz Święty nie uległ tym ludzkim podnietom, czując się do wyłącznéj służby Boga powołanym. Wrócił do swego rodzinnego miasteczka, i umyślił wieść życie pustelnicze. Wiedząc o wyniosłéj skale w lesie nad wioską Cergowa o pół mili od Dukli, a prawie niedostępnéj dla swojéj spadzistości, na jéj szczycie zamieszkał. Wystawił tam sobie małą kapliczkę z wizerunkiem Matki Bożéj, do któréj zawsze miał szczególne nabożeństwo, a w pobliżu wykopał studzienkę, któréj woda po dziś dzień cudownie chorych uzdrawia. Żywił się leśnemi owocami, dnie całe i większą część nocy na bogomyślności trawiąc.

Tak spędził lat trzy, więcéj duszą w Niebie niż na ziemi przebywając, gdy pobudzony do tego natchnieniem Ducha Świętego, postanowił wstąpić do zakonu, pragnąc pracować około zbawienia dusz, do czego głównie pobudzała go wieść, że kacerstwa Aryusza, Socyna i Hussa po Polsce się szerzyły. Udał się więc do klasztoru Sandeckiego Braci Mniejszych świętego Franciszka Serafickiego, objawił ojcom zakonnym swoje powołanie, a ci odesłali go do klasztoru Lwowskiego, gdzie do Nowicyatu został jak najchętniéj przyjęty, gdyż sława wielkiéj jego nauki, a jeszcze wyższéj świątobliwości już go tam uprzedziła. {"ml 0 AO

Zaraz téż przekonali się ojcowie, że się na nim nie zawiedli. Jan wyćwiczony w bogomyślności i życiu pokutném na puszczy, okazał się od chwili przywdziania sukni świętego Patryarchy Assyzkiego, jego godnym i blizkim naśladowcą. Wkrótce téż, pomimo oporu jaki stawiła jego głęboka pokora, wyniesiony został do wyższych urzędów zakonnych. Sprawował obowiązki Gwardyana w Krośnie i we Lwowie, a następnie został Kustoszem to jest Prowincyałem prowincji Polskiéj. Na wszystkich tych urzędach, przyświecał nasz Święty wszystkiemi cnotami doskonałego Brata Mniejszego, a szczególnie zamiłowaniem ubóstwa i cnotą pokory, jako głównemi synów Franciszka cnotami.

Pod tę właśnie porę, pojawił się w Kościele Bożym i zawitał na Polską ziemię, święty Jan Kapistran, wielki Apostoł, który przebywając w Krakowie założył mowy klasztor Braci Mniejszych, zaprowadzając w nim pierwotną ścisłość ich Reguły. Kościół, przy którym osiadł był z dwunastu braćmi, na przedmieściu zwaném Stradom, był pod wezwaniem świętego Bernardyna Seneńskiego, świeżo podówczas kanonizowanego, i od tegoto ten szczep Franciszkański nazwany został u nas zakonem Bernardynów. Wkrótce potém ubogi klasztorek Braci Mniejszych reformy świętego Kapistrana stanął i we Lwowie, na przedmieściu Halickiém. Święty Jan widząc w nim jak najściślejsze Reguły świętego Franciszka zachowanie, uzyskawszy, lubo z wielką trudnością, zezwolenie swoich przełożonych, z niemałym wszystkich swoich dawnych Braci żalem, przeszedł do tego zgromadzenia wtedy tylko co zreformowanego. A jak w świeżo odkopaną ziemię przesadzone drzewo, obfitsze wydaje owoce i bujniéj się krzewi, tak i święty Jan, w tém nanowo duchem Seraficznéj Reguły ożywioném zgromadzeniu, podwoił ostrości życia i wysokiemi cnotami zakonnemi jeszcze świetniéj zajaśniał.

Nikt go w ubóstwie zakonném nie przewyższał, toż samo w świętém posłuszeństwie, zamiłowaniu celki i pilności w spełnianiu obowiązków wspólnych, na których zawsze był pierwszym. Przytém, niezmordowanie pracował głosząc słowo Boże, i gotów zawsze do konfesyonału, gdzie się do niego tłumnie garnęli, jako do wielkiéj świątobliwości i roztropności przewodnika duchownego. Dla chorych ze szczególną był miłością, a podczas panującego morowego powietrza, dzień i noc poświęcał się na ich usługi. Szczególne miał nabożeństwo do tajemnicy Niepokalanego Poczęcia Matki Bożéj i do Jéj Boleści. Codzień odmawiał na Jéj cześć tak zwane Offcium Parvum, a koronki z rąk nie wypuszczał. Razu téż pewnego gdy w nocy trwał na modlitwie w kościele Lwowskim przed Jéj ołtarzem, objawiła się mu Boża Rodzicielka z Dzieciątkiem Jezus niepojętéj jasności, upewniając go iż jest w łasce Bożéj, że osiągnie niechybnie chwałę niebieską i że będzie szczególnym Patronem swojego narodu.

Wielkim był miłośnikiom wspólnego życia zakonnego, chociaż w początkach swojego świętego zawodu, przez trzy lata zakosztowywał pociech duchownych w życiu samotném i pustelniczém. Widząc razu pewnego, kilku braci zakonnych zamyślających o życiu pustelniczém, jako mniéj okazyi do grzechu przedstawiającém, taką dał im naukę: „Co do mnie, nieskończenie dziękuję Bogu, że mnie do zakonu powołać raczył. Życiu pustelniczemu schodzi na wielu pomocach duchownych, które tylko we wspólném zakonném pożyciu znaleźć można. W życiu na pustyni, dwie wielkie niedogodności napotyka człowiek: jedna, że gdy mu schodzić będzie na jakiéj cnocie, o tém nikt go nie ostrzeże, i w wadach swoich leżeć może na zawsze; druga że oprócz bogomyślności i umartwień ciała, w innych cnotach pustelnik niełatwo się wyćwiczy: bo zkądże nabędzie pokory, kiedy nie będzie tam nikogo, coby go upokarzał? zkądże cierpliwości, jeśli nie napotyka prześladowców, albo złośliwych języków które mu przycinają? Ale przedewszystkiém, jakże on nabędzie wielkich zasług posłuszeństwa, kiedy Przełożonego nad sobą nie ma. Pozostawmy tamte drogi dla małéj liczby szczególnie do tego wybranych przez Boga, a sami trwajmy w powołaniu, do którego nas zawezwać raczył.” Słowa te, utwierdziły wahających się braci w ich zakonnym stanie na zawsze.

Święty Jan przyszedłszy do zgromadzenia reformowanych ojców Bernardynów, założył we Lwowie żeńskie zgromadzenie trzeciéj Reguły świętego Franciszka Serafickiego, przydając do niéj, przez niego samego wielkiéj roztropności ułożone ustawy. Wkrótce téż te pobożne zakonnice zajaśniały wielką świątobliwością, i niektóre z nich umarły poczytane za święte. A jako sam miał szczególne do Matki Bożéj nabożeństwo, tak i tym córkom swoim, w podanych im ustawach cześć Jéj wyjątkowo nakazał, i pozostawił w ich kościołku wizerunek Matki Bożéj, przez świętego Kapistrana z Włoch przywieziony, a przed którym obaj ci Święci kraju naszego wielcy Apostołowie, zwykli się byli modlić.

Podeszłego doczekawszy wieku ociemniał zupełnie na oczy. Lecz w zamian tego zmysłu, wewnętrzném światłem tém hojniéj go Pan Bóg obdarzał i tém częstsze miewał widzenia Matki Bożéj. W jedném z takich objawień usłyszał właśnie przepowiednią o sobie, o któréj wyżéj wspomnieliśmy. Odtąd téż wzdychał już tylko za chwilą w któréj go Pan Jezus powoła do Siebie, a gdy się nakoniec zbliżała, zwołał wszystkich braci klasztoru Lwowskiego, w którym ciągle mieszkał, pobłogosławił ich i zbawienne dał im upomnienia, utwierdzając ich w duchu powołania i polecając miłość wzajemną i jedność bratnią. Przepowiedział wtedy także że Opatrzność Boska zeszle zakonowi dobrodziejów, którzy wystawią braciom obszerny klasztor i wspaniały kościół, w miejscu gdzie mieli bardzo ubogi: co téż i spełniło się wkrótce. Przyjąwszy ostatnie Sakramenta święte, odmawiając z otaczającymi go Kapłanami psalmy pokutne, zasnął w Panu w dzień świętego Michała Archanioła, roku Pańskiego 1484, mając lat siedemdziesiąt. Papież Klemens XII, policzył go w poczet Patronów Polskich, a Benedykt XIV, uroczystość jego obchodzić dozwolił w pierwszą niedzielę po oktawie świętych Apostołów Piotra i Pawła.

Pożytek duchowny

Święty Jan z Dukli, najprzód żył na puszczy, późniéj w zakonie ojców Franciszkanów przyświecał swojemi cnotami, następnie przeszedł do zgromadzenia ojców Bernardynów. Wszędzie był wielkim Świętym, bo w każdym z tych powołań idąc za wolą Bożą, obowiązki jakie przybierał jak najwierniéj społniał. Patrz czy stan w jakim zostajesz, jest ci wolą Bożą wskazanym, a jeśli tak jest czy spełniasz dokładnie jego powinności.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Jana wyznawcę Twojego, głębokiéj pokory i wielkiéj cierpliwości darami przyozdobił, spraw miłościwie, abyśmy naśladując jego przykłady, tejże co i on dostąpili nagrody. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 693–695.

Tags: św Jan z Dukli „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna edukacja św Jan Kapistran Officium parvum pustelnik obowiązki stanu
2020-07-05

Bł. Jolanty, Klaryski

Żyła około roku Pańskiego 1298.

(Żywet jéj wyjęty jest z kronik klasztoru Klarysek Gnieznieńskich.)

Święta Jolanta córka króla węgierskiego Beli IV, i Maryi cesarzówny Carogrodzkiéj, a siostra świętéj Kunegundy, przyszła na świat około roku Pańskiego 1235. Otrzymała na Chrzcie świętym imię Johelet, które po węgiersku znaczy Helena. Od kolebki najpobożniéj wychowaną była. Ojciec wyszukał dla niéj świątobliwego życia piastunki, i wystarał się aby w komnacie gdzie stała jéj kolebka, codzień Mszę świętą odprawiano. Skoro zaczęła chodzić, pierwsze jéj kroki zwrócono do zamkowéj kaplicy, a pierwsze wyrazy jakie wymówiła były przenajświętsze Imiona Jezusa i Maryi. Chociaż tym sposobem dom rodzicielski był dla niéj szkołą cnoty i pobożności, ojciec chcąc jednak od najmłodszych lat uchronić ją od wszelkiéj szkody na duszy, jaka jéj grozić mogła od zepsucia światowego, kiedy lat pięć miała wysłał ją z Węgier do Polski, do starszéj swojéj córki Kunegundy żony króla Bolesława Wstydliwego, aby pod okiem téj świętéj królowéj, daléj wychowywaną w bojaźni Bożéj była. Święta Kunegunda przyjęła ja z największą miłością, i nie zawiodła ojcowskiego oczekiwania. Pobyt przy niéj dla Jolanty był źródłem z którego zaczerpnęła wysoką świątobliwość, jaką poźniéj jaśniała. Kunegunda ani na chwilę młodziutkiéj siostry z oczów nie spuszczała, i ta niewinne nawet zabawy dziecinne, odbywała zawsze w jéj obecności. Jolanta zaś już wtedy starając się naśladować swoję świętą mistrzynią, i na modlitwie długie trawiła godziny, i nieskażone ciało ścisłemi trapiła postami, a pod książęcemi szatami ostrą nosiła włosiennicę.

Gdy doszła lat dziewiczych, Bolesław książe Kaliski i Gnieznieński, późniéj Pobożnym przezwany, potomek Piastów prosił o jéj rękę. Jolanta długo wzbraniała się temu. Sama jednak święta Kunegunda, namawiała ją aby związku tego nie odrzucała: „Kochana Jolanto, mówiła do niéj, tyś ślubu dziewictwa nie czyniła: dla czego więc w tém zamęściu nie miałabyś widzieć woli Wszechmocnego? Wiesz o tém że nie tylko dziewictwo, ale i bogobojne małżeństwo wielką ma u Boga zasługę. Zostawszy Księżną panującą, i zajaśniawszy pobożnością i cnotą wśród twoich poddanych, wiele będziesz mogła położyć przed Panem Bogiem zasług.” Po długim namyśle i zbadaniu pilném woli Bożéj, Jolanta poszła za radą świętéj Kunegundy. Wraz z pobożnym małżonkiem swoim, kilkodniowym postem, długiemi modlitwami i przyjęciem świętych Sakramentów, przygotowawszy się do tego, zawarła śluby małżeńskie. Przystępując do ołtarza wzięła na siebie najbogatsze stroje i wszystkie perły i klejnoty, a te zaraz po ślubie, na kościelne szaty i na ubogich oddała.

Gdy z Bolesławem do księstwa Kaliskiego wjeżdżała, z rozporządzenia jego, (gdyż wiedział iż przez to najlepiéj przypodoba się swojéj małżonce) gdziekolwiek zatrzymywali się w drodze, roje ubogich i kalek przychodziło, których oboje księstwo hojnie obdarzali. Do każdego kościoła około którego przejeżdżali, wstępowali, a gdy przybyli do Kalisza swojéj stolicy, najprzód wszystkie kościoły obeszli, a dopiéro potém pokłon od szlachty, dworzan i mieszczan odbierali.

Całe księcia Bolesława panowanie, krwawe przeplatały wojny. Jolanta starała się ile możności łagodzić i uśmierzać wyniosły umysł swego męża, tak w obchodzeniu się z jeńcami których często w wielkiéj liczbie z wypraw swoich przyprowadzał, jak i z mieszkańcami tych okolic, przez które na wyprawach wojennych z hufcami swemi przeciągał. Sama zaś starała się być matką wszystkich wdów, sierot i ubogich swojego państwa. Wspierała ich hojnie, przystęp do niéj mieli oni w każdéj dnia porze, i sama ich po najnędzniejszych mieszkaniach odwiedzała, ostatnie oddając im usługi.

Za jéj wpływem, mąż jéj wraz ze starszym bratem swoim Przemysławem, wystawił szpital książęcy z kościołem, pod wezwaniem świętego Jana w Gnieźnie, i hojnie dziesięcinami z wielu wiosek uposażył. W Kaliszu wystawił ojcom Franciszkanom klasztor z kościołem, na drugi podobnyż w Czechach przeznaczył fundusz, a przed samą śmiercią na prośbę żony założył w Gnieźnie trzeci klasztor z kościołem dla Klarysek, do których już wtedy widząc męża umierającego, miała Jolanta zamiar wstąpić. Z małżeństwa tego powiła trzy córki, które jak najpobożniéj wychowała.

Lecz nadeszła była chwila w któréj błogosławiona Jolanta mogła już wyłącznie oddać się Panu Bogu. Bolesław wracając z wyprawy przeciw Ottonowi Brandeburskiemu, nad którym pod Soldynem świetne odniósł zwycięstwo, w drodze ciężko zachorował i do Kalisza przybył bez nadziei życia. Lekarze oznajmili to Jolancie, lecz ani oni ani żaden z dworzan, nie śmieli Księciu wspomnieć o przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych. Jolanta z zakrwawioném sercem, nie wątpiąc już że straci ukochanego męża, sama zdobyła się na to: skłoniła go do przyjęcia ostatnich Sakramentów, sama go do nich przygotowywała, i potém gdy długo konał, akty pobożne i modlitwy mu poddawała.

Po śmierci Bolesława, zleciła bratu jego Przemysławowi opiekę nad Księstwem i córkami, rozdała całe swoje osobiste mienie na ubogich, dworzan odprawiła, i z kilku tylko przybocznemi służebnicami udała się do Krakowa, do siostry swojéj świętéj Kunegundy. Niedługo po jéj tam przybyciu, i siostra jéj owdowiała, a na pogrzebie Bolesława już obie te święte księżne okazały się w habitach Klarysek, i niezwłocznie, po odbytych obrzędach pogrzebowych, udały się do klasztoru Sandeckiego przez świętą Kunegundę niedawno wystawionego, i tam zakonnicami zostały.

Święta Jolanta, od najmłodszych lat przywykła do bogomyślności, modlitwy i umartwień ciała, od razu postąpiła na wyższy stopień doskonałości zakonnéj tak widocznie, że pokorę jéj, posłuszeństwo, pracowitość, skupienie ducha i miłość dla każdéj, wszystkie zakonne siostry podziwiały. Ze zbudowaniem patrzały, jak najchętniéj oddawała najniższe w klasztorze usługi, a w umartwieniach ciała, krwawych dyscyplinach, długich postach o chlebie i wodzie, częstych po całych nocach czuwaniach na modlitwie tak sobie nie folgowała, że ją i spowiednik i przełożona, pod posłuszeństwem od niektórych tego rodzaju ćwiczeń, wstrzymywać musieli.

Po dwunastu latach zakonnego życia Jolanty, w których wielką dla niéj było pociechą służyć Panu Jezusowi razem i obok ukochanéj swojéj siostry świętéj Kunegundy, tę ostatnią Pan Bóg powołał do godów niebieskich. Z najdoskonalszém poddaniem się woli Bożéj, zniosła nasza Święta tę stratę; wszakże przełożeni, widząc że tęsknota za ukochaną siostrą, tém bardziéj, lubo mimo jéj chęci, utrwalała się w jéj sercu, że przebywała w miejscu gdzie jéj wszystko ukochaną nieboszczkę przypominało, wysłali ją do klasztoru Klarysek w Gnieźnie, a właśnie przez małżonka Jolanty na jéj prośbę założonego. Udała się tam z posłuszeństwa, i zastała w Zgromadzeniu siostry również świątobliwe i zakonne, jak te z któremi się była rozstała, a które ją z wielką miłością przyjęły nie tylko jako swoję fundatorkę, lecz i zakonnicę już z wysokiéj świątobliwości znaną.

Wkrótce obraną została tegoż klasztoru Ksienią. A gdy pomimo usilnych prośb, uwolnić się od tego nie mogła, wybrała dla siebie najmniejszą celkę, między kuchnią a refektarzem umieszczoną, i téj już aż do śmierci nie zmieniła. Najpospolitsze posługi w kuchni i refektarzu, prawie zawsze siostrom oddawała. Nie będąc już żadnym związana zakazem, nadzwyczajne czyniła ciału umartwienia. Rzadko kiedy co innego jak chléb z wodą jadała, i to raz tylko na dzień, krótkiego snu na gołéj ziemi zażywając. Pan Bóg zaś coraz większemi obdarzał ją łaskami, a szczególnie podczas rozmyślania męki Pańskiéj, do któréj wielkie miała nabożeństwo. Wtedy widywała Pana Jezusa ubiczowanego, a otoczonego niebieską jasnością.

Po sześciu latach pobytu w klasztorze Gnieźnieńskim, zapadła w ciężką chorobę. Przepowiedziawszy dzień swojéj śmierci, przyjęła ostatnie Sakramenta święte, a zwoławszy wszystkie siostry do celi w któréj leżała, dała im najzbawienniejsze nauki, z każdą z osobna pożegnała się serdecznie, i słodko zasnęła w Panu 11 Czerwca, roku Pańskiego 1298. W zakonie spędziła lat ośmnaście. Licznemi po śmierci słynącą cudami, Papież Leon XII roku Pańskiego 1834, w poczet błogosławionych zapisał, a dzień 16 Czerwca na dzień jéj uroczystéj pamiątki przeznaczył.

Pożytek duchowny

Pobożne od saméj kolebki wychowanie Jolanty, zrobiło ją, jak to z jéj żywota widziałeś, Świętą we wszystkich stanach które przebyła. Staraj się o pobożność gruntowną, a w jakimkolwiek stanie Pan Bóg cię umieścił, świątobliwości możesz dostąpić. Rodzice zaś niech ztąd biorą naukę, że do każdego stanu do jakiego dzieci swe przeznaczają, przedewszystkiém w pobożności ćwiczyć je powinni.

Modlitwa (Kościelna)

Wszechmogący wieczny Boże! Który błogosławioną Jolantę, od zaszczytów i dóbr ziemskich miłosiernie odciągnąłeś, a do zamiłowania krzyża Syna Twojego i umartwienia ciała przywiodłeś; spraw za jéj zasługami i pośrednictwem, abyśmy wszystkiém co ziemskie wzgardziwszy, szczerém sercem tego co niebieskie szukali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 557–559.

Tags: bł Jolanta „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wychowanie św Kinga władza pobożność obowiązki stanu
2020-06-27

Św. Władysława, Króla węgierskiego

Żył około roku Pańskiego 1095.

(Żywot jego, znajduje się u Bolandystów pod dniem dzisiejszym),

Święty Władysław, którego świątobliwość i cuda, więcéj jeszcze sławnym uczyniły, niż wojenne czyny i mądre rządy Państwem z czego podobnież słynie, był synem króla Węgierskiego Beli, a z ubocznéj linii potomkiem świętego Stefana, także króla, przezwanego Apostołem Węgier. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1041, w Polsce, gdzie ojciec jego schronił się był przed srogiém prześladowaniem Piotra Germańskiego, którego Węgrzy na tron swój podówczas wynieśli. Lata dziecinne spędził pod okiem matki, królewny polskiéj. Pobożna ta pani, wychowała go jak najstaranniéj, zawczasu do cnót chrześcijańskich serce jego zaprawiając. Młodzieniec jeszcze w czasie pobytu swego na dworze polskim, stał się wzorem pobożności: wszystko zapowiadało w nim przyszłego Świętego.

Zmiany zaszłe w sprawach politycznych Węgier, przywołały rodzinę jego napówrót do tego kraju. Po śmierci króla Piotra, Andrzéj stryj naszego Świętego, a brat Beli, powołany na jego następcę, przyzwał do kraju z całą rodziną brata swojego, którego uczynił wielkim książęciem, co było najpierwszą po królewskiéj w państwie godnością. Przybywszy Władysław z ojcem do ojczyzny, jak był zbudowaniem dla Polaków gdy między nimi przebywał, tak i na dworze króla Węgierskiego zajaśniał wysoką świątobliwością. Miłosierny dla ubogich, przystępny i miły w obejściu dla każdego, nieposzlakowanéj w obyczajach skromności; najprzykładniejszy w wierném spełnianiu wszelkich obowiązków prawego katolika, chroniący się wszelkich zbytków, zajęty miłosiernemi uczynkami, albo pożyteczną pracą i czytaniem ksiąg świętych: takim się okazał młody ten książe, otoczony blaskiem najwyższych w kraju zaszczytów. Dwie szczególnie, a którym najpowszechniéj podpadają ludzie namiętności miał w obrzydzeniu: żądzę wyniesienia się i chciwość, czego szczególnie dowiódł w następującém zdarzeniu:

Panujący król Andrzéj, chciał zapewnić koronę po sobie synowi swojemu Salomonowi: a że w Węgrzech podówczas, tron był wybieralny, i zanosiło się iż na wypadek śmierci królewskiéj nie jego syna, lecz jego brata Belę, ojca naszego Świętego na tronby wybrano, Andrzéj różnemi sposobami chciał się pozbyć Beli, a nawet na życie jego nastawał. Ten zagrożony tym sposobem, zjednał sobie liczne stronnictwo, stanął na czele silnego wojska i stoczył z królem bitwę, w któréj ten ostatni i koronę i życie postradał. Chociaż to zapewniło tron ojcu świętego Władysława, on jednak jawnie i silnie potępiał postępek ojcowski. Mówił iż ojcu wypadało naśladować Dawida i uchodzić przed prześladowcą, ale nigdy na jego życie i berło nie targać się. Po śmierci téż ojca, gdy zanosiło się na to, iż albo jego, albo brata jego Gejzę na króla Węgrzy wybiorą, święty Władysław wszelkiego dokładał starania, aby Salomona na tron wynieść. Jakoż przyszło w istocie do tego, lecz monarcha ten dopuścił się tak okrutnych nadużyć, iż wkrótce z tronu złożonym i wygnanym został. Po nim nastąpił Gejza, brat starszy świętego Władysława, który po trzech latach panowania umarł. Wtedy Biskupi, panowie i Radni miejscy, zgromadziwszy się na sejm walny, jednogłośnie obrali Władysława, i pomimo oporu jaki długo stawiał, ubłagali go, aby rządy państwa przyjął.

Właściwszego wyboru zrobić nie mogli. Władysław pod każdym względem przodował w całym narodzie: wzrostem wyższy od wszystkich swoich poddanych, nadzwyczajnie silnéj budowy ciała, znosił łatwiéj niż ktokolwiek inny, najcięższe i najdłuższe trudy wojenne. Odwagi téż i męstwa dawał dowody niezrównane. W licznych bitwach jakie staczał, na czele wybranego hufca, sam rzucał się zwykle w największy ogień, biegłym przytém okazując się wodzem. Często dla oszczędzenia krwi ludzkiej, wyzywał nieprzyjacielskich dowódców do pojedynku z sobą, i z każdego z takowych zwycięzko wychodził 1. Obok tych wojowniczych zalet, był mądrym i najmiłościwszym monarchą. Otoczył się radą najpoważniejszych, ze wszystkich stanów narodu mężów. Stanowił najpotrzebniejsze i najzbawienniejsze prawa; poznosił wszelkie gdziekolwiek się pojawiały nadużycia, starając się ile możności i głównie o uszczęśliwienie najliczniejszéj, to jest najbiedniejszéj klasy swoich poddanych.

Do tych świetnych przymiotów, stanowiących zalety wielkiego króla, łączył cnoty jeszcze szacowniejsze, a właściwe wielkim Świętym. Odznaczał się szczególném zamiłowaniem cnoty czystości i wstrzemięźliwości. Przy stole królewskim, zastawionym z odpowiednią wytwornością, jednę lub dwie tylko jadał potrawy, a przez większą część roku ścisłe zachowywał posty, raz tylko na dzień biorąc posiłek. W komnacie sypialnéj, nie tknął się nigdy łoża, a sypiał parę godzin na gołéj ziemi. Pod królewską szatą nosił zawsze włosiennicę. Miłosierdzia dla ubogich, daléj nad niego posunąć nie można było. Pałac jego, a szczególnie pokoje które zajmował, były przytułkiem wszelkiéj nędzy, i żaden żebrak nie odszedł od niego bez hojnego wsparcia. W całém państwie kazał wyszukiwać ubogie wdowy i sieroty, i tym los zapewniał.

Kościół, popierał całą powagą królewskiéj swojéj władzy, starając się od chwili wstąpienia na tron przydawać mu coraz większéj świetności w państwie nad którém panował. Pilnie przestrzegał aby wszystkie wyższe urzędy kościelne przez jak najgodniejszych ludzi piastowane były. Ubogie kościoły pouposażał, nowych bardzo wiele wystawił, równie i o klasztorach nie zapomniał. W mieście Waradynie wybudował wspaniały kościół pod wezwaniem przenajświętszéj Maryi Panny, i w nim wyznaczył miejsce na swój grobowiec. Pod rządami téż tak mądrego i świętego króla, wielkiéj pomyślności zażywał cały naród.

W całém państwie jeden tylko człowiek krzywo na to patrzał, a tym był książe Salo- mon, roszczący sobie prawo do korony. Dowiedziawszy się Władysław, iż on zamierza knuć na niego spiski, obawiając się aby nie przyszło do krwi rozlewu, posłał do niego z oświadczeniem, iż sam gotów odstąpić mu tronu, byle się Węgrzy na to zgodzili. Salomon nie przystał na to, a uszedłszy do króla Hunnów, i uzyskawszy od niego wojsko złożone z samych włóczęgów, uderzył na Węgry. Władysław zmuszony bronić swego królestwa, w pierwszéj z nim potyczce, pobił go na głowę i do ucieczki zmusił.

Odtąd w wewnętrznym zarządzie używał ten święty król spokoju, lecz z ościennemi narodami częste musiał toczyć wojny. Ciż sami Hunnowie, naród dziki a bitny, sądząc iż król tak pobożnym ćwiczeniom oddany jak Władysław, wielkim wojownikiem być nie może, z licznemi hufcami, do Węgier przyciągnęli, pewni przed czasem zwycięstwa. Władysław według swego zwyczaju, który zachowywał w każdéj prowadzonéj wojnie, nakazał trzydniowy post w całém państwie i publiczne nabożeństwa, ze szczególném polecaniem téj sprawy Matce przenajświętszéj, i wyruszył na czele wojska w pole. Przed pierwszém z nieprzyjacielem spotkaniem, ofiarował mu zgodę pod umiarkowanemi warunkami, a gdy ją król Hunnów odrzucił, rozpoczął wojnę, w któréj ile bitew stoczył, tyle, osobiście na czele swoich mężnie stając, odniósł zwycięztw. Wygnał Hunnów zniszczywszy ich hufce, pobił Czechów którzy korzystając z napadu tych barbarzyńców, targnęli się także na Węgrów; podobnież odparł Rusinów, i jako wynagrodzenie szkód wojennych, zdobył w posiadanie Dalmacyą i Kroacyą. Z podobném szczęściem walczył z Turkami i część Bulgaryi im odebrał.

Wsławiony tylu świetnemi zwycięztwy, zawezwany został od Papieża Urbana II, który w imieniu królów i książąt, wybierających się na wojnę krzyżową przez Piotra Pustelnika wzbudzoną, prosił go aby przyjął dowództwo téj wyprawy. Mężna i chrześcijańska dusza Władysława, rozradowała się z téj sposobności, w któréj mógłby już nie za swoje królestwo, lecz za Kościół i królestwo Boże krew własną wylać. Przyjął więc to dowództwo z wdzięcznością. Lecz Pan Bóg na ten raz, już po nim tylko dobrych chęci wymagał. W tymże czasie zesłał na niego ciężką chorobę, w któréj świętą śmiercią zszedł z tego świata roku Pańskiego 1095, mając lat pięćdziesiąt cztery, z których piętnaście na tronie węgierskim spędził. Ciało jego pochowane w Waradynie w kościele przenajświętszéj Panny przez niego zbudowanym, licznemi po śmierci zasłynęło cudami, w skutek czego, Papież Celestyn III, roku 1198, w poczet go Świętych zapisał.

Pożytek duchowny

Nie masz wątpliwości, że im kto na wyższém i świetniejszém na świecie znajduje się stanowisku, tém ma trudniejsze zbawienie, bo i cięższa czeka przed Bogiem odpowiedzialność po śmierci, i większe za życia uderzają na niego pokusy. Wszelako i w takich stanach, jak to widzisz z żywotu dzisiejszego, dochodzili wybrani Pańscy do wysokiéj świętości. Niech cię to oducza składać na stan w jakim się znajdujesz, trudności twego uświątobliwienia

Modlitwa (kościelna)

Boże któryś błogosławionego Władysława Wyznawcę Twojego, na królewską godność wyniesionego, łaską umartwionego życia obdarzyć raczył, daj nam za jego przykładem i pośrednictwem, umartwiając w nas złe żądze, zbawienia wiecznego dostąpić, Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 528–530.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 516–517

Podobnie jak święty Władysław jako król i opiekun kraju starał się wypełnić obowiązki, nałożone mu przez wysoką godność i posłannictwo – tak i my winniśmy się starać zadosyćuczynić obowiązkom naszym z całą sumiennością, choćby były jak najtrudniejsze. Albowiem Bóg, który cię powołał do jakiegokolwiek stanu, żąda od ciebie, abyś w miarę zdolności, sił i sumienia pracował dla chwały Boga i dla dobra bliźnich twoich. Na zbawienie twoje wpływu to mieć nie będzie, czy pełnisz te obowiązki w stanie wysokim, czy niskim, czy jesteś możnym tego świata, czy prostym robotnikiem, lecz od tego zbawienie twoje zależeć będzie, czy na tym stanowisku, na jakim cię Pan Bóg postawił, wiernie i sumiennie pełnisz obowiązki i zgadzasz się zawsze z wolą Bożą. Przez to staniesz się Bogu miłym i dasz dowody, że ci naprawdę chodzi o to, abyś był zbawiony.

Footnotes:

1

Tylko tego rodzaju pojedynki są godziwemi. Takim był Dawida z Goliatem.

Tags: św Władysław I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna król św Stefan wychowanie pokora Dawid męstwo pokuta obowiązki stanu krucjaty
2020-06-20

Św. Sylewra, Papieża i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 540.

(Żywot jego napisany przez Jana Platynę, a u Bolandystów, znajduje się pod dniem dzisiejszym.)

Święty Sylweryusz rodem z okolic Rzymu zwanych Polami rzymskiemi (Compagna Romana), był synem świętego Hormidiasza, który owdowiawszy i wstąpiwszy do stanu duchownego, na początku VI. wieku zasiadał na stolicy apostolskiéj. Święty Sylweryusz na tęż godność wyniesiony został z pierwszego razu nieprawnie: lecz późniéj, wybór jego i uprawnionym został, i sam on nietylko okazał się Papieżem wielkich cnót, mężnym obrońcą praw Kościoła i wiary świętéj, lecz nawet w końcu śmierć męczeńską poniósł, za stałość i nieugiętość przed tyranami, w spełnianiu obowiązków swojego najwyższego Pasterstwa.

Po śmierci jego na stolicy apostolskiéj poprzednika świętego Agapita, cesarzowa Teodora żona Justyniana, popierająca odszczepieństwo Eutychianów, na których czele stał nieprawnie przez nią na arcybiskupstwo carogrodzkie wysadzony Antymiusz karą klątwy dotknięty przez Papieża Agapita, dokładała wszelkich starań aby i na Papiestwo wynieść jednego ze stronników téj herezyi. W tym celu wysłała do Włoch Wigilla Dyakona, i poleciła wodzowi wojsk cesarskich Belizaryuszowi, prowadzącemu podówczas wojnę z Gotami, w których posiadaniu był Rzym, aby on starał się zrobić go papieżem. Dowiedziawszy się o tém Teodat król Gotów, a nieżyczący sobie mieć papieżem stronnika cesarskiego, siłą zmusił duchowieństwo rzymskie do obrania co prędzéj Sylwera, Subdyakona tegoż kościoła. Wybór ten z razu pod przymusem dokonany był nieważnym: lecz nieco późniéj duchowieństwo rzymskie, do którego to należało, obawiając się aby z tego powodu nie powstała schyzma, i przekonawszy się że Sylwer godnym był tego najwyższego urzędu, już zupełnie dobrowolnie i z wszelką swobodą zgromadziwszy się, dopełniło wszystkiego co w poprzednich wyborach było nieprawném. Sylweryusz został wyświęconym na Dyakona, potém na kapłana, a następnie na Biskupa rzymskiego, to jest został Papieżem 20 Czerwca roku Pańskiego 536.

Wyniesiony z początku niewłaściwemi drogami na stolicę Piotrową, skoro na niéj zasiadł prawnie, postanowił stać się tego najwyższego w świecie dostojeństwa godnym. Szczerze opłakał przed Bogiem to że ludzkim względom i chęci wywyższenia dał się był z razu uwieść i budował wszystkich swoją gorliwością, surowością obyczajów i poświęceniem się sprawie Kościoła i wiary świętéj. Męstwo z jakiém stawił czoło szerzącym się kacerstwom, w czasach gdy je silnie popierała władza świecka, dopuszczająca się najokrutniejszych gwałtów na najwyższych dostojnikach kościelnych, niezmordowana zabiegłość jego około rządów całéj winnicy Chrystusowéj, ostrość życia jakie prowadził, i miłosierdzie dla ubogich którém się odznaczał, wszystko to postawiło go w rzędzie najznakomitszych i najświątobliwszych Papieżów. Takto bowiem, przez szczerą poprawę, może człowiek zatrzeć i przed Bogiem i przed ludźmi złe jakiego się dopuścił, a co większa uświęcić się i to nawet w stanie i godności, do któréj zrazu wdarł się w nagannych widokach.

Lecz właśnie dlatego, że Sylweryusz okazał się świętym Papieżem, nie mogło piekło patrzeć na to obojętnie: niezwłocznie téż pobudziło przeciw niemu swoich wysłańców. Cesarzowa dowiedziawszy się o wyniesieniu na Papiestwo Sylweryusza, poleciła Wigiliuszowi którego na stolicy apostolskiéj mieć chciała koniecznie, aby się udał do wodza cesarskiego Belizaryusza. Do niego zaś napisała nagląc, aby Sylweryusza złożył ze stolicy apostolskiéj, a na jego miejsce jéj zausznika obsadził. Wódz ten zawojowawszy Sycylią, zdobył miasto Neapol, i tam przywiózł mu Wigiliusz rozkazy cesarzowéj, Przyrzekł on iż je spełni skoro Rzym zdobędzie, co téż i wkrótce nastąpiło. Rzymianie bowiem przerażeni okrucieństwem Belizaryusza, który zdobywszy Neapol wymordował mieszkańców za opór jaki mu stawiali, sami wygnawszy załogę Gotów która w mieście była, zawezwali dowódcę cesarskiego. Zajął on tedy Rzym, lecz znowu Gotowie nadciągnęli i obsaczyli miasto, trzymając je w oblężeniu przez rok cały.

W ciągu tego oblężenia zauważano że Gotowie, chociaż naród dziki i do aryańskiéj sekty należący, oszczędzali w okolicach Rzymu kościoły katolickie, i w szturmie jaki przypuszczali do miasta, z umysłu nie uderzali na najsłabszą część jego murów, dla tego, że one były pod szczególną opieką świętego Piotra. To dało powód nieprzyjaciołom Sylweryusza do rozpuszczania wieści jakoby to czynili przez względy jakie mają dla Papieża, który się z nimi potajemnie znosi, i w ręce ich chce zdradziecko wydać Rzym i wodza cesarskiego. Miał więc już wtedy Belizaryusz złudne powody targnięcia się na Sylwera, lecz cesarzowa kazała mu wstrzymać się z tém jeszcze, aż sprobuje czy Papież na jéj żądanie nie zniesie klątwy na heretyckiego Patryarchę Carogrodzkiego Antymiusza, przez jego poprzednika Papieża świętego Agapita rzuconéj, i czy go nie zatwierdzi na jego patryarchacie, gdyż oto jéj głównie chodziło. Napisała więc do niego list, zapraszający aby sam przybył do Konstantynopola i Antymiusza na arcybiskupstwo osadził. Papież odczytawszy pismo Teodory, wzniósł ręce do nieba i rzekł: „Wiem co mnie czeka: sprawę tę życiem przypłacę;” i odpisał cesarzowéj, iż żądania jéj spełnić w żaden sposób nie może, między innemi tak się wyrażając: „Złożenie z biskupstwa Antymiusza, który popadł w błędy Eutychianów odszczepieńców, jak i oddzielenie od społeczności wiernych, podobnych jemu kacerzy, było nietylko prawném, lecz jest niezbędném. Gdybym i jego i jemu podobnych pasterzy w herezyą zapadniętych i prawnie złożonych z biskupstw, przywrócił do urzędów, byłoby to z mojéj strony wpuszczeniem wilków do owczarni Chrystusowéj, nad którą czuwać powinienem.” W końcu oświadczając należny hołd cesarzowéj, przydawał, iż od tego co wyrzekł odstąpić mu nie godzi się, chociażby mu przyszło życie za to wydać.

Cesarzowa rozgniewana taką odpowiedzią Sylweryusza, przysłała niezwłocznie Belizaryuszowi polecenie aby go złożył ze stolicy Piotrowéj, wygnał z Rzymu i na miejsce jego osadził Wigiliusza, który jéj przyrzekał heretyckiego Biskupa w Carogrodzie utrzymać. Belizaryusz spełnił rozkaz cesarzowéj: nieprawnie osadził na Stolicy papiezkiéj Wigiliusza, a świętego Sylwera wskazał na wygnanie do Patary, miasta w Azyi Mniejszéj położonego. Ten gwałt bezbożny, cały Kościół okrył żałobą, lecz święty Papież przyjął go jako dopust Boży mówiąc: „Obym cierpieniami tego wygnania wypłacił się sprawiedliwości Bożéj, za nieprawne w początkach wdarcie się na Stolicę apostolską, a byłbym najszczęśliwszym gdybym za Kościół i wiarę, życie swoje oddał.”

Na wygnaniu, święty ten Papież doznając wiele prześladowania, nie przestawał jednak rządzić Kościołem z ciągłém narażaniem się na większe jeszcze niebezpieczeństwa. Przywoływał do siebie wielu Biskupów, i różne ustawy wydawał tyczące się jużto karności kościelnéj, jużto warujące czystość wiary, przez heretyków obalanéj. Za wstawieniem się Biskupa Patary, który osobiście udał się był do Justyniana, Cesarz ten, w gruncie dobry katolik, oburzył się na postępek Belizaryusza, który się tego wszystkiego dopuścił bez jego wiedzy; kazał przywrócić Sylweryusza na Papiestwo i z wielką czcią odwieźć go do Rzymu. Lecz Teodora uwiadomiwszy o tém Belizaryusza, wymogła na nim aby tego nie dopuścił. Jakoż, kazał on czatować na okręt wiozący Papieża, pojmał go i uwięził na wyspie Palmeryi, naprzeciw Teracyny położonéj, gdzie go w krótkim czasie głodem umorzyli. Umarł tam, dnia 20 Czerwca roku Pańskiego 540, a Kościół cześć mu oddaje jako świętemu Męczennikowi.

Wigiliusz, który podobnież jak święty Sylweryusz, nieprawnie wyniesionym był na Stolicę rzymską, równie jak on stał się późniéj wielkim Papieżem. Po śmierci Sylwera prawnie obrany na Papieża, już tylko o dobro Kościoła zabiegał, gotów w obronie jego życie położyć. Z tego powodu zerwawszy z cesarzową, która przyrzeczonych jéj przez niego ustępstw na szkodę Kościoła domagała się, rzucił na nią klątwę. A nawet i Belizaryusz, przykładnie pokutował, za gwałty jakich się na osobie Papieża dopuścił, i na dowód tego wzniósł w Rzymie kościół, z napisem nad głównemi drzwiami wyrażającym żal jakim był przejęty za zbrodnicze targnienie się na świętego Sylwera. Co wszystko słusznie przypisywać można modlitwom tegoż Świętego, który dostawszy się do Nieba wstawiał się za swoich prześladowców.

Pożytek duchowny

Wielu wdziera się na godności dla samych widoków osobistych, wielu wstępując do jakowego stanu czyni to dla doczesnych tylko korzyści, gdy w takich razach powinniśmy mieć przedewszystkiém na względzie wolę Bożą i dobro duszy naszéj i bliźnich. Kto ma sobie coś podobnego do wyrzucenia, niechże jak dzisiejszy Święty, najsumienniejszém spełnianiem obowiązków jakie na siebie przyjął, stara się ujść kary Bożéj, jaka spotyka wdzierających się do stanu lub godności, do których ich Bóg nie powoływał.

Modlitwa (kościelna)

Na nędzę naszę wejrzyj wszechmogący Boże! a gdy nas ciężar grzechów naszych przywala, niech pośrednictwo błogosławionego Sylwera Papieża i Męczennika Twojego, nas wspiera. Przez Pana naszego i t. d

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 507–509.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 501–502

Z dopuszczenia Bożego ten sam Wigiliusz, który był śmiertelnym wrogiem św. Sylweriusza, został po jego śmierci prawnie wyniesiony na Stolicę Apostolską. Można było wnosić, że będzie sprawcą wielkiego zgorszenia i że do spółki z kacerzami pracować będzie na zgubę Kościoła katolickiego.

Kościół św. był wówczas istotnie w wielkim niebezpieczeństwie, ale czuwał nad nim Jezus Chrystus, który o nim powiedział, że go bramy piekielne nie przemogą. Chrystus jest niewidzialną głową Kościoła świętego, zostanie nią aż do skończenia świata i kieruje nim przez Ducha świętego. Z tego powodu nie mógł Wigiliusz szkodzić Kościołowi świętemu. Jezus Chrystus łaską pełną miłosierdzia pokierował sercem Wigiliusza tak, że ten prześladowca świętego Sylweriusza stał się jedną z najsilniejszych podpór Kościoła świętego i niewzruszonym obrońcą prawdy.

Zaledwie doszła go wieść o okropnej śmierci niewinnego papieża Sylweriusza, nad którego grobem dużo cudów się zdarzyło, otworzyły mu się oczy duszy, a serce przepełniło się najgłębszym żalem za popełnione niegodziwości.

Chciał też zaraz złożyć godność papieską i odbyć pokutę za swoje czyny, ale duchowieństwo rzymskie uznało go jednomyślnie głową Kościoła. Natychmiast potem Wigiliusz publicznie wyznał grzechy swoje, uzyskał odpuszczenie i stał się odtąd innym człowiekiem.

Tak to czuwa Jezus Chrystus nad swoim świętym Kościołem, kierując złem na jego dobro.

Jeżeli zatem słyszysz, że niekiedy bezbożni i niemoralni papieże siedzieli na stolicy świętego Piotra, to niechaj to nie bałamuci twego umysłu, albowiem tu właśnie pokazuje się miłosierna i wszechmocna ręka Pana, który rządzi Kościołem. Chociaż niejeden z papieży był złym człowiekiem, to Kościół święty stał niewzruszenie, a wiara święta była nietykalna.

Gdyby Jezus Chrystus nie opiekował się Kościołem, i gdyby ten nie był Jego dziełem, to źli papieże byliby zdołali go pognębić. Atoli Chrystus dotrzymuje obietnicy, „że bramy piekielne nie przemogą Kościoła świętego”.

Myśl ta powinna każdego uspokajać i utwierdzać w pewności, że nieprzyjaciele nie mogą wyrządzić krzywdy Kościołowi świętemu, my zaś dzięki składajmy Bogu za to, że nam pozwolił być jego dziećmi.

Tags: św Sylwer „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik nawrócenie eutychianizm obowiązki stanu św Wigiliusz Kościół
2020-06-03

Bł. Andrzeja z Hispello, z Zakonu Braci-Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1254.

(Żywot jego wyjęty jest z brewiarza Braci-Mniejszych i kronik tegoż zakonu.)

Błogosławiony Andrzéj przyszedł na świat roku Pańskiego 1194, we Włoszech w prowincyi Umbryjskiéj. Pochodził ze znakomitego rodu, był wychowany bardzo starannie i pobożnie. Od lat téż najmłodszych odznaczał się skromnością obyczajów, wielką pokorą, słodyczą w obcowaniu z drugimi, i szczególném dla biednych miłosierdziem. W latach dziecinnych, uderzało w nim upodobanie w zajęciach poważnych, a szczególnie w odbywaniu różnych ćwiczeń pobożnych, na cześć Matki Bożéj odprawianych.

Młodym był jeszcze, gdy pragnąc poświęcić się na wyłączną służbę Kościoła, wstąpił do stanu duchownego, i świetnie przebywszy zawód nauk teologicznych w seminaryum dyecezyi Spoletańskiéj do któréj należał, przyjął święcenia kapłańskie.

Chociaż zaraz po wyświęceniu jego, przedstawiały się mu różne bogate posady duchowne, któremi dla jego świątobliwości, znakomitéj nauki, i cnót dla kapłana najniezbędniejszych chciał go Biskup obdarzyć, żadnych nie przyjął. Pragnął bowiem wieść życie jak najsamotniejsze, aby się oddawać bogomyślności i najostrzejszéj pokucie. Taki téż rodzaj życia, zostawszy kapłanem, wiódł przez czas pewien, pozostając w domu przy rodzinie. Całkiem oddany był ćwiczeniom wyższéj pobożności i uczynkom miłosierdzia, a szczególnie usłudze ubogich, którym, będąc bardzo zamożny, hojne czynił jałmużny. Ze światem żadnych prawie nie miał stosunków, i już od czasu do czasu, rozbudzało się w nim pragnienie opuszczenia go zupełnie i wstąpienia do zakonu. Zdaje się jednak, że wielkie przywiązanie do matki i siostry, które i ze swéj strony bardzo świątobliwy żywot wiodły, nie dozwoliło mu zerwać ostatecznie tych pętów które go niejako wstrzymywały od odpowiedzenia powołaniu Bożemu, a z których nieco późniéj sam go Pan Bóg wyzwolił. Wszakże wprzód jeszcze błogosławiony Andrzéj, zmuszony był podjąć się czynnego zawodu świeckiego kapłana.

Mieszkańcy miasta Spoleto, od dawnego czasu patrząc na jego wysoką świątobliwość, doświadczając ciągle dowodów jego niezmordowanéj dla bliźniego miłości, a najzbawienniejszych doznając owoców z kazań które niekiedy miewał po różnych kościołach, wymogli na Mikołaju ówczesnym Biskupie téj dyecezyi, aby zmusił Andrzeja do objęcia zarządu parafii po zmarłym ich proboszczu. Lecz ten sługa Boży, przejęty i uczuciem najgłębszéj pokory, i żywo pojmując powinności każdego dusz pasterza, nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności która jak mu się zdawało przechodziła jego siły, długo a usilnie wypraszał się od tego obowiązku. Zwykłe to bowiem Świętym, że im są oni w istocie godniejsi jakiego w Kościele urzędu, tém się go więcéj obawiają, tém bardziéj od niego stronią: jak przeciwnie, im kto mniéj posiada warunków do godnego sprawowania pasterstwa duchownego, tém śmieléj się na nie porywa. W końcu jednak błogosławiony, Andrzéj uledz musiał wyraźnemu rozkazowi Biskupa, i został proboszczem w mieście Spoleto. Od pierwszego dnia objęcia swoich obowiązków, zajaśniał w wysokim stopniu wszystkiemi cnotami doskonałego Plebana. Oddany jedynie usługom duchownym swoich owieczek, dnie całe im poświęcał, większą część nocy obracając na modlitwę. Dość znaczne i z probostwa pobierające dochody, i wielki posiadając dziedziczny majątek, tak w mieszkaniu, odzieniu jak i w całém sposobie życia, najwyższe zachowywał ubóstwo, wszystko oddając ubogim, między któremi zawsze dawał pierwszeństwo swoim parafianom. Był on ojcem prawdziwym wszystkich wdów i sierót, i kilka lat zarządu powierzonéj mu trzódki, były dziełem szczególnego dla tejże parafii miłosierdzia Opatrzności Boskiéj, które w nim zesłała dla wszelkiego rodzaju nędzy hojne wsparcie, i dla każdego cierpiącego pociechę, z którą ten święty kapłan śpieszył i w każdéj dnia i nocy porze, i dla wszystkich bez żadnego wyjątku parafian swoich.

Wszakże Pan Bóg nie spuszczał z oczu téj wybranéj duszy, a którą chciał mieć jeszcze bardziéj w wyłącznéj służbie sobie poświęconą. Kołatał do jego serca, rozbudzając w nim ciągle pragnienie życia zakonnego, aż nareszcie śmierć matki i siostry, które jedna po drugiéj w krótkim czasie święcie z tego świata zeszły, skłoniły błogosławionego Andrzeja do opuszczenia świata.

W tych to właśnie czasach, wielki święty Franciszek Seraficki założyciel Braci Mniejszych, tylko co był ten zakon swój założył. Duch najwyższego ubóstwa i pokory, na którym ugruntował on swoje Zgromadzenie, a które w początkach, pod jego okiem, szczególnie temi cnotami Ewangelicznemi jaśniało, pociągnął Andrzeja, i skłonił go, aby zamierzając zostać zakonnikiem, zakonowi Patryarchy Asyzkiego dał nad inne pierwszeństwo. Szczególnie zaś spotkanie samego świętego Franciszka, skłoniło go do tego ostatecznie, i dało mu nawet tego szczęścia dostąpić, iż z własnych rąk jego suknię zakonną przyjął. Jak zaś wysoką świątobliwością musiał się już wtenczas odznaczać można i ztąd wnosić, że święty Franciszek, przeciwny zawsze przyjmowaniu do swego zakonu kapłanów, bardzo rzadki w tém robił wyjątek, i to dla tych tylko którzy przedstawiając się jako Aspiranci, odznaczali się wielką świątobliwością, jak najgłębszą pokorą, gorącém zamiłowaniem, ubóstwa, i bardzo umartwioném życiem. Takim téż właśnie był Andrzéj, i dlatego Seraficki ojciec przyjął go chętnie do swego zakonu.

Od chwili przyjęcia habitu zajaśniał on wszystkiemi cnotami, stanowiącemi podstawę doskonałości zakonnej, a zajaśniał niemi w najwyższym stopniu. Cały swój wielki majątek rozdawszy na ubogich, w cnocie ubóstwa Ewangelicznego starał się swojego świętego Patryarchę jak najwierniéj naśladować. Szczególnie zaś odznaczał się cnotą posłuszeństwa, będącą w zakonniku jakby streszczeniem wszystkich cnót temu stanowi właściwych. A jak tę cnotę wysoko Pan Bóg ceni, i jak ją raczył w tym błogosławionym słudze Swoim, tu jeszcze na ziemi nagradzać, dowodem następujące cudowne zdarzenie, które w żywocie jego czytamy. Gdy przebywał w klasztorze Karcerum (Carcerum) zwanym, niedaleko Asyżu, i tam cały bogomyślności oddany zażywał wielkich pociech niebieskich, zdarzyło się iż razu pewnego, gdy się modlił w celi, objawił się mu Pan Jezus w postaci dziecięcia, i najmiłościwiéj z nim rozmawiać zaczął. W tém zadzwoniono do chóru na pacierze wspólne. Święty wiedząc jak miła jest Panu Jezusowi cnota posłuszeństwa, nie zawahał się ani chwilę: Boskiego gościa swego zostawił w celi, a sam pośpieszył na głos dzwonka. Wróciwszy zastał przenajświętsze Dzieciątko czekające na niego i witające go w te słowa: „Dobrześ uczynił Andrzeju spełniając posłuszeństwo, za to szczególnie na ciebie łaskawym będę.”

Z woli Przełożonych przeznaczony miał sobie urząd kaznodziei, i trudno wypowiedzieć z jakim pożytkiem wiernych spełniał go w różnych miejscach. Kazywał z wielką prostotą, najgłębsze tajemnice wiary i zasady moralności Ewangelicznéj wykładał w sposób przystępny dla najpospolitszych umysłów, zwykle wszystkich swoich słuchaczów do łez pobudzając. Pam Bóg zaś i darem cudów uświetniał jego zawód apostolski. Będąc w Hiszpanii na kapitule zakonnéj w mieście Sorya odbywającéj się, miał tam do licznie zgromadzonego ludu kazanie. Panowała wtenczas wielka susza, która głodem całéj krainie groziła. Po kazaniu w którém cały lud pobudził do skruchy, błogosławiony Andrzéj począł się modlić, prosząc Pana Boga o zesłanie deszczu: i w téjże chwili puścił się deszcz rzęsisty, który klęskę grożącą odwrócił. Z tegoto powodu nazwano go Andrzejem ab aqua, to jest pożądany deszcz sprowadzającym.

Święta Klara Asyzka, założycielka zakonu Sióstr ubogich, w szczególném miała go poważaniu. Zwierzyła mu była kierunek duchowny córek swoich, w klasztorze Hyspelskim. Przez lat kilka przewodniczył on na drogach Bożych gronu tych świętych dziewic, naukami jakie miewał do nich i przykładem cnót zakonnych jaki im na sobie przedstawiał, prowadząc je do Nieba. W klasztorze tym, Siostry cierpiały wiele z powodu trudności zaopatrzenia się w wodę. Błogosławiony Andrzéj, pomodliwszy się, wyprosił im cudowne źródło, które wśród ich zabudowań wytrysnęło.

W sześćdziesiątym roku życia, nie ustając w pracach swoich kapłańskich, i nie folgując wcale w umartwieniach ciała, cały już zjednoczony z Bogiem przez coraz wyższe dary bogomyślności, po krótkiéj chorobie przyjąwszy Sakramenta święte, zasnął spokojnie w Panu dnia 8 Czerwca roku Pańskiego 1254. Przy zwłokach jego wiele cudów miało miejsce, po stwierdzeniu których przez proces kanonizacyjny za Papiestwa Klemensa XII przeprowadzony, Benedykt XIV, Błogosławionym go ogłosił, i cześć mu publiczną oddawać pozwolił.

Pożytek duchowny

Pan Jezus tak wysoko ceni wierność w spełnianiu naszych obowiązków religijnych, że gdy błogosławiony Andrzej pozostawił go Samego w celi, aby swojéj powinności na którą go głos dzwonka wzywał, zadość uczynić, pochwalił go za to. Bierz ztąd naukę, jak wiernym być powinieneś w uczestniczeniu obrzędom religijnym przez Kościoł nakazanym, a od których może dla lada powodu uwalniasz się.

Modlitwa (kościelna)

Najłaskawszy Boże! który za błogosławionego Andrzeja zasługami i wstawieniem się, pożądany deszcz zesłać raczyłeś; na dusze nasze rosę łask Twoich racz spuścić, abyśmy ze skazy grzechów naszych omyci, wiekuistego szczęścia oglądania oblicza Twojego w Niebie, godnymi się stali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 456–458.

Tags: bł Andrzej z Hispello „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora św Franciszek posłuszeństwo deszcz obowiązki stanu
2020-05-29

Bł. Humilianny Wdowy Tercyarki reguły św. Franciszka Serafickiego

Żyła około roku Pańskiego 1246.

(Żywot jéj wyjęty jest z Brewiarza Braci Mniejszych świętego Franciszka Serafickiego.)

Błogosławiona Humilianna rodem z Florencyi we Włoszech, pochodziła ze znakomitego i starożytnego rodu hrabiów Czerkiów, (Cerchi). Wychowana była wśród wielkiéj zamożności rodzicielskiego domu, otoczona zbytkami wielkiego świata; lecz że od dzieciństwa miała wpojone zasady żywéj wiary, i szczególnemi od Boga obdarzona była łaskami, od lat najmłodszych wielką okazywała pobożność. Posuwając się w lata, coraz w niéj większy robiła postęp. Doszedłszy wieku młodéj dziewicy, w którym wiele z jéj rówienniczek, a zwłaszcza te którym wyższe położenie w świecie, uroda, wielki majątek i świetność imienia również świetną zapowiada przyszłość, roją tylko o uciechach doczesnych, i za niemi gonią, — Humilianna żywo przejęta uczuciem próżności tego wszystkiego, wzdychała jedynie za samotnością, aby w jak największém odosobnieniu, tém łatwiéj oddać się ćwiczeniom wyższej pobożności i coraz ściśléj jednoczyć się z Bogiem. Zaledwie miała rok szesnasty, gdy wielu z pierwszych rodzin Włoskich młodzieńców, przedstawiło się jako ubiegających się o jéj rękę. Humilianna żadnego przyjąć nie chciała, póki to do jéj własnéj woli zostawiano. Lecz gdy rodzice mający zamiar wydać ją koniecznie za mąż, spostrzegli że nie chce uczynić żadnego wyboru zpomiędzy tak nawet świetnych przedstawiających się jéj związków, sami to uczynili, przyrzekając jéj rękę jednemu z najbogatszych młodych panów Florenckich. Zasmuciło to wielce błogosławioną Humiliannę, lecz że rodzice nadzwyczaj usilnie nalegali na nią aby wyszła za mąż, a nie miała żadnéj wskazówki że Pan Bóg powołuje ją do innego stanu, uległa ich woli, i poślubiła wybranego przez nich małżonka.

W związku tym prawie od pierwszych dni jego zawarcia, spostrzegła Humilianna, jak słusznie się go obawiała. Rodzice zaś jéj przekonali się wkrótce, że zwykle tak bywa, iż gdy dusza jaka powołana do wyłącznego poświęcenia się życiu bogomyślnemu, schybia swego powołania, w stanie w jaki niewłaściwie wstępuje, chociażby on przedstawiał wszelkie warunki tego co szczęściem na téj ziemi zowią, i takiego doczesnego nawet powodzenia nie znajdzie. Jakoż, małżonek Humilianny równy jéj co do świetności urodzenia, jak i ona bardzo bogaty, co się tyczy cnót i obyczajów wcale do niej podobnym nie okazał się. Byłto człowiek bardzo lekkiego prowadzenia się; oddany cały światu i jego płochym uciechom, a przytém najprzykrzejszy w pożyciu domowém. Pojąwszy za żonę anioła dobroci, łagodności i słodyczy; mając w Humiliannie żonę najuleglejszą, która pomimo rażących i grzesznych wad swego męża, była przejęta dla niego największém uszanowaniem i tego ciągłe dawała mu dowody, obchodził się z nią najgorzéj. Co zaś ją najbardziéj bolało, to że i sam zaniedbywał wszelkie obowiązki gorliwego chrześcijanina, i jéj saméj w spełnianiu tych do których nawet jest się ściśle obowiązanym, bezustanne stawił trudności.

Wśród tak smutnego położenia, Humilianna, jedyną ulgę znajdowała w modlitwie, na któréj zaczerpywała łaski potrzebne do znoszenia tak ciężkiego swojego krzyża i przedewszystkiém polecała Matce Bożéj nieszczęsny stan duszy swego zaślepionego małżonka. Po pięciu latach takiego pożycia, przyszło do tego że stracił on całe swoje mienie, i zaciągnął znaczne długi, których zaspokoić nie mógł. To go przyprawiło o wielkie zmartwienie, w skutek którego ciężko zachorował. Wtedy Humilianna nietylko otoczyła go największą troskliwością, jak to było jej obowiązkiem, lecz gdy był blizkim śmierci, a wielkiego doznawał niepokoju na duszy, z powodu że tylu ludzi którzy mu swoje majątki powierzyli ciężko ukrzywdzi nie mogąc długów swoich spłacić, zaofiarowała mu na ten cel, większą cześć swojego posagu. Tak wielka wspaniałomyślność żony, dla któréj, jak to sam wiedział, był mężem najgorszym, poruszyła go do głębi serca, i sprawiła że umarł pojednany z Bogiem i z oznakami szczerego żalu za wszystkie swoje grzechy. Humilianna więc uratowała tym sposobem duszę swojego małżonka, dla któréj zbawienia ofiara majątku jaki uczyniła, wydawała się jéj niczém.

Po śmierci jego wróciła do domu rodziców, gdzie już tą razą bez oporu z ich strony, odmówiła powtórnego związku małżeńskiego który się jéj nastręczał, chociaż chciał go z nią zawrzeć człowiek nie tylko majętny lecz bardzo zacny i gorliwy katolik. Postanowiła już zająć się jedynie wychowaniem córeczki, a zrywając wszelkie stosunki ze światem, oddać się bogomyślności i uczynkom miłosierdzia. Osiadła w odosobnionéj wieży przy pałacu swoich rodziców, i tam wiodła życie jak pustelnica, ciesząc się jedyną swoją dzieciną, która jak w lata tak i w coraz większą pobożność pod jéj okiem wzrastała, patrząc na przykłady wysokiéj świątobliwości matki.

Pod tę porę tylko co zawiązywać się zaczynało we Florencyi bractwo Tercyarek, według Reguły świętego Franciszka Patryarchy Asyskiego. Humilianna, już oddawna zostawała pod przewodnictwem duchownym jednego z kapłanów Zakonu Braci mniejszych, którzy bractwem tém głównie kierowali. Pierwsza więc z kobiet do niego wstąpiła, i habit w kościele świętego Krzyża przyjęła.

Trudno wyrazić jaki szczególnie od téj pory uczyniła postęp w cnotach chrześcijańskich, w których żeby ją coraz lepiéj doświadczyć, wyćwiczyć i utwierdzić, dopuścił Pan Bóg nowe dla niéj doczesne niepowodzenia. Ojciec jéj, człowiek gwałtowny i skutkiem podeszłego wieku dziwak, obchodził się z nią bez litości. Nie tylko wyzuł ją z reszty należącego się jej spadku, lecz tak ją w oczach domowników znieważał, tak sługom kazał ją mieć za nic i w niczém jéj nie słuchać, że doznając od nich ciągle grubiańskiego obchodzenia, od jednéj ze służących została razu pewnego zbita i ciężko w głowę raniona. Co wszystko uchodziło bezkarnie, tém bardziéj że Humilianna nietylko nigdy na to nie skarżyła się, lecz każdą odebraną obelgę, jak i samo pobicie, znosiła z wielkiém weselem na duszy, rada we wszystkiém a szczególnie w znoszeniu krzywd i obelg, podobną być do Boskiego naszego Zbawcy, tyle i tak ciężkich obelg podczas męki Swojéj za nas ponoszącego.

Do takich prób, jakie spodobało się było Panu Bogu zesłać na nią, przyłączyły się długie i dolegliwe choroby, któremi jak ogniem złoto, oczyszczał Pan Bóg i uświęcał coraz bardziej, jednocząc ją z Sobą, tę wybraną sługę Swoję. To wszystko jednak nie przeszkadzało jéj wielkie okazywać dla biednych miłosierdzie, którym niekiedy jedyny posiłek jaki miała dla siebie oddawała, albo zdjąwszy z siebie ubranie, przyodziewała w nie ubogich. Znana w mieście całém jako pani wysokiego rodu, od domu do domu chodziła po jałmużnę, kwestując dla sióstr swoich Tercyarek. Taką miłością Jezusa była przejęta, że nie mogąc, jak tego żywo pragnęła, na chwałę Jego ponieść męczeństwa, zadawała je sobie sama, ciągłemi i nadzwyczajnemi umartwieniami trapiąc ciało. Opływała téż za to w niebieskie dary; bardzo często wpadała w zachwycenie, i wte- dy jużto Pan Jezus, już Matka Boża w objawieniu z nią rozmawiali. Liczne także cuda czyniła, gdyż za jéj modlitwą wielu ciężko chorych zdrowie odzyskało, i kilka razy gdy dla ubogich zabrakło jéj było wina albo oliwy, zamieniała w nie wodę, którą przeżegnała. Zdjęta litością nad pewnym ubogim ciężką chorobą złożonym, uprosiła u Boga, że cierpienia jego w nią przeszły, a on uzdrowiony został. Córeczkę swoję, którą jak najpobożniéj wychowała, nagłą śmiercią dotkniętą wskrzesiła. Widywano także celę jéj podczas gdy się w niéj modliła, niebieską światłością napełnioną. Wszelkie napaści złego ducha, który jéj niekiedy okazywał się, i jużto wyraźnie, już pod zdradzieckiemi pozorami kusił w różny sposób, znakiem krzyża świętego odpędzała.

Miała lat tylko dwadzieścia siedem, kiedy ja pełną cnót i bogatą w zasługi, a więc dojrzałą do Nieba, powołał tam Pan Bóg. Zapadła w ciężką chorobę którą najcierpliwiéj znosiła, nie folgując sobie prawie w żadnych ze zwykłych swoich umartwień, a coraz ściśléj jednocząc się z Panem Jezusem, oddała w ręce Jego ducha, dnia 29 Maja roku Pańskiego 1246. Ciało jéj pochowane zostało w kościele świętego Krzyża, do Braci mniejszych we Florencyi należącym, a po trzech miesiącach, z powodu licznych cudów jakie przy niém zaszły, z wielką uroczystością przeniesiono je i umieszczono, w umyślnie dla niéj sporządzonym w tymże kościele wspaniałym grobowcu. Wierni wielką czcią otaczają grób jéj ciągle cudami słynący, a Papież Inocenty XII w poczet ją błogosławionych zaliczył.

Pożytek duchowny

Zwykle tak bywa, że Pan Bóg te dusze które chce mieć Sobie wyłącznie poświęcone, gdy one w jakowy światowy zawód weszły, dotyka ciężkiemi krzyżami. Jestto dzieło miłosierdzia Bożego, który zamierza tym sposobem uświęcić je koniecznie. Lecz aby tego dostąpić, trzeba tak jakto czyniła błogosławiona Humilianna, spełniać jak najwierniéj obowiązki stanu w jakim się już kto znajduje, i pokornie znosić jego przykrości.

Modlitwa (kościelna)

Wszechmogący i wieczny Boże! słodkości serc naszych, i nagrodo wybranych, któryś błogosławioną Humiliannę Twoją miłością rozgorzałą, najsłodszemi pociechami niebieskiemi napełnił; spraw miłościwie abyśmy za jéj wstawieniem się i przykładem, z Tobą ściśle zjednoczeni, zasłużyli sobie oglądać Twój majestat Boski na wieki. Przez Pana naszego Jezusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 437–439.

Tags: bł Humiliana Cerchi „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wdowa małżeństwo powołanie obowiązki stanu
2020-05-22

Św. Julii Panny i Męczenniczki

Żyła około roku Pańskiego 439.

(Szczegóły jéj życia i męczeństwa, znajdują się w historyi prześladowania Kościoła przez Wandalów przez Rajnerta napisanéj.)

Święta Julia była rodem z Kartaginy, wielkiego miasta w Afryce, i należała do jednéj z najpierwszych rodzin tego kraju. Młodą jeszcze była, kiedy w roku 439 Genzeryk król Wandalski, jeden z najzagorzalszych popleczników herezyi aryańskiéj, zdobywszy Kartaginę, dopuszczał się na jéj mieszkańcach największych okrucieństw, pastwiąc się szczególnie nad katolickiemi zamożniejszemi rodzinami téj stolicy. Wielu z nich mieczem pozgładzał, inni porzuciwszy całe mienia pouchodzili, największą zaś liczbę zagrabiwszy: im majątki przywiódł do nędzy, i na domiar barbarzyństwa zaprzedawał w niewolę poganom.

Z téj liczby była i Julia, wychowana w zamożnym rodzicielskim domu bardzo starannie i pobożnie, a przytém z urody sławna w całym kraju, jak równie z wysokiéj cnoty i szczególnéj dla ubogich hojności. Porwana z łona ukochanéj rodziny, któréj była ozdobą i pociechą największą, zaprzedana została w niewolę pewnemu kupcowi poganinowi, nazwiskiem Euzebi, który zawiózł ją z sobą do Syryi. Łatwo wyobrazić sobie jak strasznym ciosem było to dla téj nieszczęsnéj dziewicy, przyzwyczajonéj do wielkiéj wystawności rodzicielskiego domu, a tak nagle zmuszonéj służyć poganon i być ich niewolnicą.

Jedyną jéj pociechą i jedynie w tak smutnéj ostateczności skuteczną, była jéj gruntowna pobożność i żywa wiara. Widok Pana Jezusa przybitego do krzyża, łagodził gorycz jéj serca i wstrzymywał ją od płaczu. Pamiętała że, czy będąc wielką panią jak wprzódy, czy teraz stawszy się niewolnicą poganina, miała zawsze szczęście być służebnicą Chrystusa, i tego szczęścia nikt jéj pozbawić nie mógł. Postanowiła więc spełniać jak najdoskonaléj obowiązki stanu w jakim spodobało się Bogu postawić ją, i uświęcić się w pokornym i uciążliwym zawodzie niewolniczéj służby. Wkrótce téż, sposób jéj zachowania się, wzbudził powszechne dla niéj między poganami uwielbienie, i pan jéj tak wielkim szacunkiem został dla niéj przejęty, iż obchodził się z nią z uszanowaniem i mawiał, że wolałby cały swój majątek postradać, aniżeli rozstać się z tą swoją niewolnicą.

Ze względów tak szczególnych jakich używała Julia u swojego właściciela, korzystała ona tylko na to, aby z tém większą swobodą oddawać się świętym ćwiczeniom swojéj religii i pobożności, którą nieszczęście jakie ją spotkało, jeszcze więcéj w jéj sercu rozżywiło. Posty zachowywała ciągłe; długie godziny, a szczególnie w nocy, trawiła na modlitwie, a w pracy tak sobie nie folgowała, że Euzebi często, chociaż napróżno, prosił ją usilnie aby się tak bardzo nie trudziła, i upewniał ją iż tak ciężkiéj służby od niéj nie wymaga. Przytém odznaczała się szczególnie skromnością dziewiczą, którą tak jaśniała, że pomimo iż rzadka jéj uroda wystawiała ją na wielkie wśród pogan niebezpieczeństwo, wszyscy zachowywali się z nią z największą przyzwoitością, i w jéj obecności najlekkomyślniejsi byli pod wpływem nakazującéj uszanowania powagi, jaką się ona w stanie swojego nawet niewolnictwa odznaczała.

Po załatwieniu roboty która do niéj należała, co zbywało jéj czasu, obracała na czytanie pobożnych książek, których wiele z domu jeszcze wyniosła, i na modlitwę która była jedyną jéj pociechą, a przez którą, potrzebne w tak trudném położeniu, wypraszała sobie łaski. A że trudy i przykrości przywiązane do stanu służebnego, zdawały się jéj niedostateczném umartwieniem i ciała i ducha, przydawała jeszcze i dobrowolne, nosząc włosiennicę, sypiając na ziemi, i tym podobne pokutne zadając sobie ćwiczenia.

Lecz wkrótce i tego nie dość było dla téj świętéj duszy, rozmiłowanéj w Jezusie i w krzyżu Jego. Oddawna, bo jeszcze gdy w domu rodziców była wzdychała za męczeńską śmiercią; teraz pragnienie to stało się w niéj jeszcze żywszém. W każdych modlitwach swoich błagała o tę łaskę Boga, a szczególnie prosiła przenajświętszą Pannę, którą jak najdroższą matkę swoję niebieską czciła i kochała; aby Jéj wyjednała szczęście wylania krwi za Jéj Boskiego Syna.

Matka Boża wysłuchała łaskawie próśb tej tak miłéj Jéj Synowi oblubienicy. Po kilkoletnim pobycie Julii w Syryi, Euzebi mając dla interesów swojego kupiectwa, odbyć podróż do Galii, postanowił, biorąc w tę podróż wielu domowników, wziąść z sobą i Julią. Puszczając się w drogę, miała ona jakby przeczucie że ją w niéj śmierć za wiarę świętą czeka, i poleciwszy się tém goręcéj opiece Maryi, starała się ciągle w tém ściślejszém zostawać z Panem Jezusem zjednoczeniu, aby na stanowczą próbę jéj ku Niemu miłości, w każdéj chwili gotową za Jego łaską była.

Jakoż, sposobność ku temu nadarzyła się jéj rychło, gdy przypłynąwszy do wyspy Korsyki zatrzymali się w porcie, Euzebi dowiedziawszy się iż wtedy właśnie obchodzono tam uroczystość pogańską, wysiadł na ląd ze wszystkimi swoimi niewolnikami, aby w niéj uczestniczyć, udał się z nimi do świątyni, a po odbytych obrzędach, zaproszony został na biesiadę, przez Feliksa wielkorządcę téj wyspy. Przez ten czas Julia, pozostawszy w porcie przy rzeczach Euzebiego, według swego zwyczaju modliła się gorąco, i serdecznie się smuciła przed Bogiem, na widok zaślepienia nieszczęsnych bałwochwalców. Słudzy Feliksa, którzy ją tam ujrzeli klęczącą, i dowiedzieli się że byłato chrześcijanka, która nigdy w obrządkach pogańskich nie chciała uczestniczyć, donieśli o tém Feliksowi. Wielkorządca ten był zawziętym chrześcijan wrogiem, i gdy mu o tém doniesiono, domagał się od Euzebiego, aby i Julii kazał przyjść i brać udział w ich obrzędach. Euzebi upewnił go, iż w żaden sposób uczynić ona tego nie zechce; a gdy Feliks zażądał żeby mu ją sprzedał jako niewolnicę aby ją potém zmusił do odstępstwa wiary, a poczciwy ten kupiec za żadne pieniądze uczynić tego nie chciał, Wielkorządca uciekł się do zdrady. Na owéj uczcie którą wyprawił dla Euzebiego, upoił go do najwyższego stopnia, a kiedy ten usnął, kazał porwać Julią, przyprowadzić do siebie, i zrązu najpochlebniejszemi obietnicami usiłował skłonić ją do oddania czci pogańskim bożyszczom. Przyrzekał jéj iż ją wykupi i nada jej wolność, byle poganką została. Na to odpowiedziała mu Święta, że dopóki jest służebnicą Jezusa Chrystusa, żadna niewola u ludzi, hańby jéj przynieść nie może, i przydała mężnie: „Obrzędami zaś pogańskiemi brzydzę się z całego serca, gdyż jestem chrześcijanką, i za największe poczytałabym sobie szczęście, żebym za wiarę moję życie oddała.”

Rozgniewany tak stanowczą odpowiedzią Feliks, kazał ją policzkować; co gdy słudzy jego spełnili z takiém okrucieństwem, że krew twarz jej zalała: „Zbawca mój, rzekła wtedy Święta, raczył dopuścić na siebie policzkowanie: jakiżto zaszczyt dla mnie gdy podobnejże zniewagi doznaję!” Wtedy Feliks kazał zawiesić ją w powietrzu za włosy, i okrutnie chłostać. Katowana była tak długo i tak strasznie, że zdawało się iż skona w téj męce, w ciągu któréj wołała: „Bądź na wieki błogosławiony Zbawicielu mój, za łaskę niewymowną, jaką wyrządzasz służebnicy Twojéj. Obym uczestniczyć mogła we wszystkich mękach, jakieś za mnie poniósł. Lecz cóż za różnica! Tobie głowę cierniową koroną przebito, a mnie tylko włosów trochę wyrwano; mnie chłostano, a Twoje przenajświętsze ciało kawałami bicze żelazne rozrywały; mnie złorzeczą, a Tyś był bluźniony i obelgami przesycony!”

Widząc wielkorządca że tak srogie męki nietylko zachwiać jéj stałości w wierze nie mogły, lecz ją jeszcze bardziéj i na duchu podnoszą, i w niepojętą dla patrzących na to radość wprawiają, a obawiając się aby Euzebi wytrzeźwiwszy się nie stanął w jéj obronie, kazał co prędzéj przygotować rusztowanie krzyża, i do niego przybić Świętą. Widok ten najwyższym napełnił Julią weselem. „Z całego serca pragnęłam umrzéć za Ciebie o! Zbawco mój, zawołała, lecz nigdym nie śmiała przypuszczać, że mnie spotka zaszczyt i szczęście poniesienia śmierci na krzyżu, jak Ty ją, Boski mój Mistrzu, poniosłeś za mnie. Przyjm Boże mój, życia mojego ofiarę, a odpuść tym nieszczęsnym zaślepieńcom to co ze mną, czynią, i zlituj się nad nimi.”

Po tych słowach przybito ją do krzyża, na którym już wycieńczona poniesioną męką w biczowaniu, wnet Bogu ducha oddała. Umęczona została dnia 22 Maja, około roku Pańskiego 439.

W chwili gdy skonała, trwoga nadzwyczajna ogarnęła i Wielkorządcę i pogan tam wtedy zgromadzonych, tak że wszyscy uszedłszy pozostawili na krzyżu ciało świętéj Męczenniczki. Tymczasem Aniołowie oznajmili zakonnikom mieszkającym na sąsiedniéj wyspie zwanéj Gorgonia, o tém co zaszło na brzegach Korsyki, i polecili im od Pana Boga, aby popłynęli tam, i zabrali ciało świętéj Julii. Co téż oni dopełnili. W roku zaś 768, zwłoki jéj przeniesione zostały do miasta Brescia we Włoszech, i umieszczone w kościele pod jej wezwaniem zbudowanym.

Pożytek duchowny

W dniu wczorajszym czytałeś żywot ubogiego rolnika, który w swoim pracowitym stanie dostąpił doskonałości Ewangelicznéj; dziś przypada znowu doroczna pamiątka Świętéj, która nią została będąc niewolnicą u poganina. Uważaj więc że żadnego uczciwego stanu obowiązki, nie są przeszkodą do tego aby zostać Świętym, a zawstydź się przypominając sobie, jak często na zajęcia które cię obarczają, zwalasz trudność jakiéj doznajesz oziębłością twoją w ćwiczeniach pobożnych.

Modlitwa (kościelna dawna)

Boże Stwórco i opiekunie wszystkich wiernych, miłosierdzia Twojego pokornie wzywamy, abyśmy dzień ten uroczysty błogosławionéj Męczenniczki Julii, pobożnie obchodząc, wiekuistém weselem wraz z nią się cieszyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 416–418.

Tags: św Julia „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica męczennik arianizm niewola obowiązki stanu
2020-05-21

Św. Izydora Oracza

Żył około roku Pańskiego 1150.

(Żywot jego był napisany przez Ojca Jakóba Bleda Dominikana, i Hieronima Kwintona notaryusza dyecezyalnego w Madrycie.)

Święty Izydor przezwany Oraczem, dla tego że całe życie w ubogim a uczciwym stanie rolnika spędził, żył w Hiszpanii w początku wieku XII. Pochodził z rodziców tak niezamożnych, że w spuściznie prócz samego pługa i sochy bez wołów, nie mu więcéj nie zostawili. Doszedłszy do lat młodzieńczych, najął się za parobka do bogatego mieszczanina Madrytu wówczas małego jeszcze miasta, nazwiskiem Jan Wergas. Wkrótce potem pojął za żonę młodą dziewicę imieniem Maryannę, także ubogą w dostatki ziemskie, lecz równie jak on sam bogatą w łaski niebieskie, pracowitą i bardzo pobożną. Pan Bóg pobłogosławił ich związkowi, zsyłając im wielce od nich pożądaną pociechę, w narodzeniu się synka, którego jak najtroskliwiéj wychowywali, w bojaźni Bożéj, i w cnotach chrześcijańskich od lat najmłodszych go ćwicząc.

Cieszyli się serdecznie owocem swoich pobożnych starań, gdyż chłopaczek wzrastając w lata, coraz większą okazywał pobożność, i był wielką i jedyną osłodą ich ubogiego i pracowitego życia. Jakżeż boleśnie dotknięci zostali, gdy razu pewnego, mieszkający przy nich sąsiad przybiegł przerażony z wiadomością, że dziecię ich wpadło w głęboką studnię, z któréj nie będzie sposobu wydobyć je żywe.

Nieszczęśliwi rodzice pobiegli na miejsce wypadku, a widząc że wszelka ludzka pomoc już na nic się nie przyda, gdyż żadnych potrzebnych do wydostania dziecięcia ze studni narzędzi pod ręką nie mieli, upadli na kolana i ze łzami zaczęli się modlić, wzywając głównie Matki Bożéj, do któréj szczególne i sami i utopiony ich synaczek mieli nabożeństwo. Nie zawiodła téż ich ufność w Jéj opiece: po chwili sama woda wyrzuciła na wierzch dziecię, które chociaż już dawno było w studni, wypłynęło do góry żywe i zupełnie zdrowe. Przejęci najżywszą dla Boga wdzięcznością za taki cud na ich prośby spełniony, uczynili ślub dozgonnéj czystości, stanowiąc odtąd żyć jak brat z siostrą.

Święty Izydor, który zawsze wiódł życie bardzo przykładne, od téj pory szczególnie, nie porzucając stanu rolniczego, oddał się gorliwie ćwiczeniom coraz wyższéj pobożności. Pracując jak najpilniéj w polu, i najwierniej służąc swojemu gospodarzowi, wyznaczył sobie porę na różne święte ćwiczenia, i takowych nigdy nie opuszczał. Posty zachowywał nadzwyczaj ścisłe, a codziennie ujmował większą część własnego posiłku przygotowywanego mu przez żonę, i tę rozdawał ubogim, z których każdego dnia przynajmniéj jednego, tym lub innym sposobem, z oszczędności zarobku swojego wspierał. Dnie niedzielne i świąteczne, jako wolne dla niego od obowiązkowych zajęć, spędzał całe na modlitwie, na słuchaniu słowa Bożego, na uczęszczaniu na obrzędy kościelne, a szczególnie na słuchanie Mszy świętéj, co czynił z takiém skupieniem ducha i w takiéj postawie, że sam widok jego wtedy, patrzących do nabożeństwa pobudzał. W dnie robocze, wstawał bardzo rano, chociaż zwykle część nocy na modlitwie spędzał, i zanim udawał się w pole, zwiedzał kilka kościołów w Madrycie, a szczególnie główny kościół Matki Bożéj, w którym zwykle słuchał Mszy świętéj, rozpływając się we łzach, które przy każdéj prawie modlitwie obficie wylewał.

Zły duch nie mógł patrzeć na to obojętnie: pobudził téż przeciw niemu jego towarzyszy, to jest innych sług u tegoż gospodarza będących. Ci oskarżyli go przed panem że jest próżniakiem, i że codzień spóźnia się do roboty, z powodu że oddaje się ćwiczeniom pobożnym, niezgadzającym się z jego stanem i obowiązkami, a właściwym tylko dla osób zamożnych i niezależnych, mogących rozrządzać czasem swoim według woli, a nie dla tych którzy za dzień roboty zapłatę biorą. Jan Wergas, usłyszawszy takowe zaskarżenia, przywołał do siebie Izydora, lecz że sam zawsze był bardzo z jego służby zadowolonym, nie robił mu nawet wyrzutów, tylko spytał czy tak jest w istocie iż on zwykle najpóźniéj do roboty przychodzi. Święty parobek, wyznał szczerze iż tak jest rzeczywiście, lecz przydał z wielką pokorą, iż prosi gospodarza aby się przekonał, że pomimo tego, podwajając on zawsze pracy potém, więcéj dnia każdego robi aniżeli inni którzy wcześniéj od niego do roboty przybywają. Poczciwy ten mieszczanin, znając rzetelność Izydora, poprzestał na tém wytłómaczeniu się jego, lecz gdy słudzy ciągle skarżyli na niego, postanowił sam przekonać się o prawdzie.

Jakoż pewnego dnia, gdy pole jego orano, ukrył się on w miejscu w którém nikt go nie widział, i ujrzał że Izydor w istocie późniéj od drugich przyszedł do roboty. Lecz patrzy, aż oto skoro zaczął on orać, po jednéj i po drugiéj stronie przy nim pojawia się dwóch innych ludzi przybranych w białe szaty, którzy osobne prowadzą pługi i odwalają skiby. Zdziwiony tém bardzo, przystąpił do Izydora, a gdy w tejże chwili ludzie ci z pługami i wołami znikli, spytał go kto oni byli. Izydor zmieszany, z razu odpowiedzieć nie chciał, lecz gdy gospodarz nalegał, odrzekł: że ponieważ codziennie gorąco prosił Boga, aby mu w pracy błogosławić i dopomagać raczył, więc sądzi że to są Aniołowie, których mu w tym celu zsyła. Tak bowiem zwykle Pan Bóg nagradza tych, którzy nie przez lekceważenie obowiązków swoich, lecz właśnie dla uproszenia sobie tém obfitszych do doskonałego spełniania ich łask Bożych, starają się ile możności i ćwiczeniom pobożnym się oddawać. Odtąd téż Jan Wergas więcéj jeszcze polubił Izydora, a szczególnie gdy się przekonał, iż on pomimo niesłusznych oskarżeń jakie przeciw niemu zanosili drudzy służący, zawsze był dla nich z równą miłością: owszem okazywał największą dla tych właśnie, którzy głównie chcieli mu zaszkodzić przed gospodarzem.

Lecz powoli i sami słudzy poczęli poznawać się na Izydorze, i cnotom jego należny hołd oddawać. Przyczyniło się do tego i kilka cudownych zdarzeń, którémi Pan Bóg świątobliwość tego sługi Swego, chciał drugim wyraźniéj objawić. Dnia pewnego, gdy Izydor przechodził około trzody owiec swojego gospodarza, pasącéj się pod lasem, wilk który ztamtąd wypadł, porwał, w oczach kilku pasterzy obecnych, najpiękniejszego barana. Wszyscy pogonili za nim, lecz go doścignąć nie mogli; co widząc Izydor, ukląkł i zaczął się modlić, a w téjże chwili, wilk padł nieżywy i zdobycz nieuszkodzoną z paszczęki wypuścił. Inną razą niósł on zboże do młyna wraz z innym parobkiem. Worek tego był pełen, Izydora do połowy tylko nasypany. W drodze, napotkali stado ptasząt szukających żeru. Izydor zdjęty litością, wziął garść zboża i posypał ją tym stworzeniom Bożym, spragnionym posiłku. Towarzysz wyrzucał mu to, jako marnotrawstwo własności gospodarza; lecz jakże się zawstydził i zdziwił, gdy przybywszy do młyna, ujrzał w worku Izydora i dwa razy więcéj zboża i nierównie piękniejsze od tego jakie zabrał z domu.

Sława jego świątobliwości i podobnych cudów, tak się rozeszła, że się jego modlitwom w najcięższych wypadkach polecano, często cudownych jéj skutków doznając. Tego doświadczył i sam Jan Wergas jego gospodarz. Córka jego po długiéj i ciężkiéj słabości umarła. Stroskani rodzice uciekli się do pośrednictwa Izydora, przywołując go do ciała swego dziecięcia, aby się nad niém pomodlił. Zdjęty wielką litością nad smutkiem swoich gospodarstwa, Święty upadł na kolana, a po chwili gorącéj modlitwy, wskrzesił dziecię, wobec wielu osób tam wówczas zgromadzonych.

Zawdzięczając dobrodziejstwo tak niespodziane swojemu parobkowi, chciał go sowicie wynagrodzić Wergas; lecz że sługa Boży nic przyjąć nie chciał, uczynił go rządcą swojego mienia, z czego wszyscy domownicy wielce się ucieszyli. Izydor zaś, więcéj przez to mając swobody i cokolwiek więcéj dochodu, oddawał się tém gorliwiéj ćwiczeniom pobożnym, i tém hojniéj wspierał ubogich, na co najchętniéj zgadzała się jego żona, równie jak on wysokiéj świątobliwości niewiasta.

Długo jeszcze żył potém, ciągły czyniąc postęp w doskonałości, coraz ściśléj przez modlitwę jednocząc się z Bogiem, a coraz większe skarbiąc sobie do Nieba w pokornym stanie w jakim zostawał, zasługi. Podeszły już w latach, przepowiedział dzień swojéj śmierci, i po przyjęciu Sakramentów świętych, z oznakami wielkiéj pobożności, wśród aktów miłości Boga i nadziei wiecznego szczęścia, zasnął w Panu dnia 15 Maja około roku Pańskiego 1150.

Przy grobie jego nadzwyczaj wiele cudów zaszło, które imię jego w całéj Hiszpanii rozrozniosły, w skutek czego Grzegorz XV Papież, po odbytym procesie kanonizacyi, w poczet go Świętych wpisał roku Pańskiego 1622.

Pożytek duchowny

Dwie zbawienne i pełne pociechy zaczerpnij z żywota świętego Izydora nauki. Jedna: że w najpracowitszym stanie najwyższéj świątobliwości dojść można, współdziałając wiernie z łaskami Bożemi, i powtóre: że gdy w czynnym jakim zawodzie, łączy kto pracowitość z ćwiczeniami pobożnemi, Pan Bóg pracy jego w sposób szczególny błogosławi.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Izydora, w pokornym stanie rolnika do wysokiéj wyniósł świątobliwości, za jego pośrednictwem, i przez jego zasługi, spraw prosimy, abyśmy wiernie obowiązki stanu naszego spełniając i pobożnie żyjąc, w Niebie wraz z nim chwalili Cię na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 413–415.

Tags: św Izydor „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna rolnik małżenstwo obowiązki stanu
2020-04-27

Bł. Zity Służącéj

Żyła około Roku Pańskiego 1272.

(Żywot jéj napisany przez współczesnego jej pisarza, znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święta Zita, przyszła na świat przy końcu wieku XIII, w ubogiéj chatce pod górą Sagrati, w okolicach miasta Luki, we Włoszech położonéj, gdzie mieszkali jéj rodzioe, biedni lecz bardzo bogobojni wieśniacy. Nie pozostawiając dzieciom żadnego majątku, wzbogacili je wychowaniem jak najpobożniejszém. Syn ich był wielkiéj świątobliwości pustelnikiem na górze Lupolii, starsza córka podobnież świątobliwą zakonnicą w klasztorze Cystersek, a młodsza Zita, została świętą kanonizowaną. Matka jéj jako doskonała chrześcijanka, od lat najmłodszych, taką w jéj sercu miłość Bożą wszczepiła, że dziecinie téj dość było powiedzieć: że Pan Bóg cóś nakazuje lub czegoś zabrania, a na te jedne słowa okazywała się najposłuszniejszą.

W dwunastym roku, oddano ją w służbę do domu pewnego zamożnego pana w Luce, nazwiskiem Fatinelli. Od pierwszéj chwili tego swojego zawodu, w którym nie rozstając się ze swojém państwem, spędziła lat sześćdziesiąt, Zita zrozumiała dobrze, że dla niéj prawdziwa pobożność zawisła głównie na doskonałém spełnianiu obowiązków stanu, w którym ją Opatrzność umieściła. Przed świtem już na nogach, gdy drudzy jeszcze spoczywali, ona nie tylko modlitwy swoje odbyła lecz codzień i Mszy świętéj wysłuchała, mając kościoł obok domu w którym zostawała na usługach. Pierwsza do wszystkich obowiązków, pracowitością wszystkie inne sługi przechodząca, gotowa na każde skinienie swoich państwa, słodka, pokorna i pełna miłości dla każdego, od domowników jednak, przez kilka pierwszych lat swojéj służby, na rozmaite wystawiona była przykrości. Jéj zamiłowanie cichości, jéj potulność, jéj uległość nawet, poczytywano za rodzaj gapiostwa; a znowu zręczność i usłużność, za chęć odznaczenia się i przypochlebiania państwu, pobożność zaś za obłudę. Pani domu, szczególnie, ciągle była z niéj niezadowoloną. Zita, wśród tego rodzaju istnego prześladowania, niczém się nie zrażała, i ani słowa skargi z ust nie wypuściła, aż nareszcie cnotę jéj takiemi próbami wydoskonaloną, wszyscy ocenili. Młoda jeszcze wówczas, pozyskała zaufanie swoich państwa, którzy jéj powierzyli cały zarząd domu i wydatków, a wszyscy domownicy z takim obchodzili się z nią szacunkiem, jakby jaką nad nimi zwierzchniczką była. Lecz to przyprawiło naszę Świętą o wielki smutek, jak nawzajem prześladowanie gdy go doznawała, wielce ją radowało. Miłośnica krzyża, a więc i upokorzeń wszelkiego rodzaju, upatrywała w téj zmianie drugich względem niéj, karę Bożą za swoje grzechy, i tak dalece pokora jéj na tém cierpiała, że pani domu musiała niekiedy udawać że ją łaje, aby ją uspokoić i zadowolnić.

Nabożeństwo szczególne, jakie od kolebki miała do Matki Bożéj, wyjednało jéj nie tylko najwyższe zamiłowanie świętéj czystości, lecz i łaskę posiadania téj cnoty w wysokim stopniu. Jaśniała w niéj skromność dziewicza w każdym kroku. Przez całe życie nie zatrzymała wzroku na osobie płci obcéj. Wśród największych upałów letnich, i przy ciężkich robotach, przestrzegała w odzieniu najściślejszéj przyzwoitości. Jeden ze służących odważył się był kilkakrotnie przemówić do niéj nieskromnie. Tak ją to przeraziło i oburzyło, iż się rozchorowała, a gdy zuchwalec ten nieustawał w swoich bezwstydnych wyrażeniach, chciała wydalić się ze służby i byłaby to uczyniła, gdyby tego rozpustnika nie wypędzono z domu. Inną razą, napadnięta przez podobnegoż bezwstydnika, tak się mężnie od niego obroniła, iż on na twarzy długo ślady tego nosił. Dla zabezpieczenia cnoty czystości, którą tak wielce miłowała, wiodła życie nadzwyczaj umartwione. Prawie cały rok pościła o chlebie i wodzie. Sypiała na gołéj ziemi; latem i zimą chodziła bez obuwia. Po śmierci jej, znaleziono ją opasaną grubym sznurem, który na parę cali wrośnięty był w ciało. Dar modlitwy posiadała w tak wysokim stopniu, że przy wszelkiego rodzaju zajęciach, ciągle była myślą i sercem zjednoczona z Bogiem. Prawdziwie pokorna, wszelkie obelgi i pogardy znosiła z radością. Tak ją znano powszechnie z tego że największą pociechę sprawiało jéj, gdy ją do jakich przykrych usług używano, że zdarzało się iż niektóre przyjaciółki jéj pani, umyślnie posyłały ją po swoje sprawunki o kilka wiorst za miasto w porze ulewnych deszczów, kiedy inną sługę wypędzićby z domu nie można było, a co Zita z wielką radością spełniała.

Tak wielką litością przejmowała ją każda potrzeba bliźniego, że ubogą służącą będąc, jeszcze umiała wspierać biednych własną jałmużną. Piszą że zaczęła była pościć codzień o chlebie i wodzie, głównie dla tego aby przeznaczone dla niéj jedzenie, mogła rozdawać ubogim. Z odzienia co miała lepszego wszystko im oddawała. Późniéj, gdy jéj Pan przekonał się iż pod jéj zarządem gospodarstwa domowego, majątek jego powiększał się, zdał zupełnie jéj woli czynienie jałmużny z jego dochodów. Wszakże zawsze z tém odnosiła się do niego, a Pan Bóg hojność jéj w téj mierze niekiedy cudami nagradzał. W roku powszechnego głodu, zdarzyło się iż dla ubogich wypróżniła była całą spiżarnię; lecz gdy z rana zajrzała do niéj zakłopotana co pocznie, znalazła ją pełniejszą niż kiedy. Inną razą, jakiś ubogi bardzo osłabiony prosił ją o trochę wina, którego w téj chwili nie miała w piwnicy. Pełna ufności w Bogu pobiegła do studni, zaczerpnęła wody, pomodliła się nad nią, i oddała choremu ubogiemu przemienioną w wyborne wino. W wigilią Bożego Narodzenia, spotkał ją Fatinelli jéj pan, wychodzącą z domu do kościoła na pasterkę, lekko ubraną, bo cieplejsze swoje odzienie oddała była ubogim. Dał więc jej swoje futro, polecając aby mu je zaraz wróciwszy odniosła. Święta wchodząc do kościoła, ujrzała przed drzwiami leżącego ubogiego napół nagiego i drżącego od zimna. Odziała go futrem które miała na sobie, mówiąc że wracając zabierze je z sobą. Lecz wychodząc z kościoła nie znalazła już ubogiego, i wróciwszy do domu miała zdać z tego sprawę panu, gdy zjawił się jakiś nieznajomy, futro oddał i w téjże chwili znikł, wydając z siebie cudowną światłość.

Zita bardzo była pilną, w wykonywaniu wszystkich swoich zajęć we właściwéj porze. Pewnego poranku zbyt długo zabawiła w kościele, zapomniawszy że to był dzień, w którym powinna była o świcie przygotować pieczywo chleba. Wbiegła więc co prędzéj do piekarni, chcąc ile można wynagrodzić jeszcze swoje opóźnienie, lecz nie było tego potrzeby, gdyż znalazła ciasto już przygotowane dla włożenia go do pieca.

Słodycz jéj rozbrajała gniew najgwałtowniejszych osób. Fatinelli był bardzo porywczy: lecz zwykle jedno słowo Zity uspokajało go od razu. Wszakże zdarzało się że niekiedy musiała upaść mu do nóg, żeby otrzymać jego przebaczenie dla drugich.

O ile surowo przesądzała każdy własny postępek, o tyle na wady drugich miała zamknięte oczy. Tak powszechnie wiedziano o tém że ona staje w obronie każdego którego przy niéj ktoś obmawiał lub naganiał, że nieraz umyślnie w jéj obecności źle mówiono o innych, aby się zabawić jéj dowcipem, z jakim broniła sławę bliźniego.

Próżnowania chroniła się jak największéj w służącéj wady; przez lat czterdzieści ośm jéj pobytu w domu Fatinellich, nie widziano jéj ani jednéj chwili bez zajęcia. „Nie masz w naszym stanie, mawiała, prawdziwéj poboźności bez wielkiéj pracowitości; w służącéj, pobożność bez téj cnoty jest wielkiém złudzeniem.”

Tylu i takiemi ozdobiona cnotami, nic téż dziwnego że i szczególnemi darami obdarzył ją był Pan Bóg. Przy Mszy świętéj a szczególnie gdy przyjmowała Komunią świętą, wpadała w zachwycenie, co także ją spotykało często gdy się wpatrywała w wizerunek Matki Bożéj. Miała w domu Fatinellego małą izdebkę zupełnie osobną, gdzie niekiedy całe noce na modlitwie przepędzała. Kilka razy widziano ją tam otoczoną światłością niebieską. W ostatnich latach swego życia, chociaż podeszłego była już wieku, nie folgowała sobie wcale w obowiązkach najpracowitszéj sługi, a obok tego tak była zatopiona w Bogu że niejako ciągle się modliła i w coraz częstsze wpadała zachwycenia.

Sześćdziesiąt lat już miała kiedy zwykle dobrego zażywając zdrowia pomimo tak nadzwyczajnych umartwień jakie zawsze sobie zadawała, zapadła w lekką chorobę. Lubo nikt nie widział w tém niebezpieczeństwa, prosiła usilnie aby jej udzielono ostatnie Sakramenta święte. Domyślano się iż musi w tém mieć jakieś niewątpliwie objawienie, i uczyniono zadość jej prośbie. Przyjęła Sakramenta święte z oznakami najżywszéj pobożności, i wśród aktów miłości Boga, w które była całém życiem wprawiona, dnia 27 Kwietnia roku Pańskiego 1272, spokojnie oddała ducha Bogu. Po śmierci wielu zasłynęła cudami, w skutek czego Papież Leon X, w poczet błogosławionych ją zaliczył.

Pożytek duchowny

Uświątobliwienie nasze, nie zawisło na tém abyśmy nadzwyczajne rzeczy czynili, lecz na tém abyśmy spełniali to czego Bóg po nas wymaga. Owóż obowiązki stanu w jakim się znajdujesz, są wskazówką czego po tobie Pan Bóg wymaga: są one dla ciebie jakby dodatkiem do przykazań Boskich. Spełniaj więc je wiernie, a staniesz się Świętym, jak i błogosławiona Zita, spełniając doskonale obowiązki swojego pospolitego i ubogiego stanu, Świętą została.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławioną Zitę, w stanie służebnym zostającą, przez doskonałe spełnianie obowiązków jéj stanu, do wysokiéj doprowadził doskonałości, spraw prosimy przez jéj zasługi, abyśmy obowiązki stanu naszego, przez wzgląd na wolę Twoję przeznaczającą nam takowe, wiernie spełniając, służyć Ci mogli w Niebie na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 325–328.

Tags: bł Zita „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna obowiązki stanu
2020-01-28

Św. Karola Cesarza

Żył około roku Pańskiego 814.

Święty Karol nie jest kanonizowany według przyjętych przez Kościół przepisów. Jednak ludy wierne Francyi i Niemiec oddawna oddają mu cześć jak Świętemu; czemu Kościół, nie sprzeciwiając się, przez to samo cześć tę zatwierdził.

Pożytek duchowny

Karol Wielki, u szczytu władzy będący, i przez to narażony na wszystko, co w zwykłym biegu rzeczy utrudza człowiekowi zbawienie, nie tylko go dostąpił, lecz i Świętym został. Bierz ztąd naukę: iż w każdym godziwym stanie zostając, można, a więc jest się obowiązanym, do najwyższéj doskonałości dążyć.

Modlitwa (kościelna)

Wszechmogący, miłosierny Boże! któryś od chwały Twojéj żadnego nie wyłączył stanu, pokornie Cię błagamy, ażebyś jak błogosławionemu Karolowi wyznawcy Twojemu, ze szczytu ziemskiego cesarstwa dał dostąpić tronu w królestwie niebieskiém, tak i nam sługom Twoim, za jego pośrednictwem, wiecznéj dał dostąpić nagrody. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 78.

Tags: św Karol cesarz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna obowiązki stanu doskonałość
2020-01-13

Św. Weroniki

Żyła około roku Pańskiego 1450.

Pożytek duchowny

W życiu dopiero przeczytanému, nic tak dalece nadzwyczajnego nie napotkałeś, a widzisz iż pomimo tego Weronika Świętą została. Bierz więc ztąd wielce pocieszającą dla każdego naukę, że doskonałość chrześcijańska nie zawisła na czynieniu rzeczy nadzwyczajnych, po ludzku je uważając, ale na tém, aby z miłości Boga, obowiązki swojego stanu i powołania, nadzwyczajnie wiernie spełniać.

Modlitwa

Przez zasługi świętéj Weroniki służebnicy Twojéj prosimy Cię Panie, daj nam przez jak najwierniejsze obowiązków stanu naszego z miłości ku Tobie spełnianie, tak ci wiernie służyć tu na ziemi, abyśmy w Niebie nagrodę za to osiągnąć zasłużyli na wieki. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 40.

Tags: św Weronika „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna obowiązki stanu
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.