Citatio.pl

Wpisy z tagiem "pobożność":

2020-07-14

Św. Bonawentury, z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego, Kardynała i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 1274.

(Żywot jego wyjęty jest z dziejów rocznych Braci Mniejszych, przez ojca Wadynga.)

Święty Bonawentura urodził roku Pańskiego 1221 w miasteczku Baniarea (Bagnarea), we Włoszech. Był synem Jana Fidanza, zamożnego i pobożnego pana tych okolic. Na Chrzcie świętym otrzymał imię Jana, lecz takowe zmienioném późniéj zostało, z następującego powodu. W trzecim roku życia zachorował był śmiertelnie; lekarze go odstąpili, a matka Ritella, uciekła się do innego środka: udała się do świętego Franciszka Asyzkiego który się wtedy tam znajdował. Poleciła chore dziecię jego modlitwom, i zaofiarowała je Panu Bogu do Zakonu Braci mniejszych, jeśli zdrowie odzyska. Święty Franciszek uzdrowił małego Janka cudownie, a widząc dziecię wyratowane zawołał: „/O! buona ventura/,” co po włosku znaczy: Jakieżto szczęście! Odtąd téż nazywano go Bonawenturą.

Skoro doszedł lat młodzieńczych, pomny na ślub uczyniony przez matkę, chociaż sam nie był ściśle obowiązanym do jego spełnienia, wstąpił do Zakonu Braci mniejszych. Jak tylko ukończył nowicyat, posłano go do Paryża, dla słuchania nauk teologicznych pod sławnym mistrzem Aleksandrem Halesem, który poznawszy go bliżéj mawiał: „Patrząc na brata Bonawenturę, rzekłbyś że Adam nie zgrzeszył:” tak bowiem wysokiéj był świątobliwości, iż zdawało się że w nim grzech pierworodny żadnéj skazy nie zostawił.

Jakoż, był on jakby żywém uosobieniem wszystkich cnót zakonnych. Cichy, pokorny, posłuszny, pierwszy do wszystkich obowiązków, najmniejszéj chwilki czasu nie trawił napróżno: takim się okazał od wstąpienia do klasztoru, i takim był ciągle. Przytém niezrównanéj był miłości dla braci, słodyczy w obcowaniu z każdym i uczynności dla wszystkich, a szczególnie dla chorych. Doglądał ich z największą troskliwością, jakby głównym jego obowiązkiem był obowiązek Infirmarza; pocieszał ich w cierpieniach świętemi słowami, i taki miał dar do tego, że sama jego obecność najpożądańszą dla chorych przynosiła ulgę. Starał się aby na niego przypadały najniższe posługi klasztorne, które spełniał z taką uwagą i pilnością, jak gdyby szło o rzeczy najwyższéj wagi. Ciągle skupiony, zatopiony w Bogu, mało mówiący, a tak do siebie przyciągał każdego, że go zwykle używano gdy chodziło o załatwienie jakiéj sprawy z osobami niełatwego przystępu i upornemi. Dar modlitwy w wysokim posiadał stopniu. Całe godziny przepędzał, i to zwykle w nocy, na modlitwie przed przenajświętszym Sakramentem. Razu pewnego, gdy powstrzymał się od przyjęcia Komunii świętéj, przez zbytnią obawę czy mu się to godziło, Anioł przyniósł mu przenajświętsze Ciało Pańskie. Wyświęcony na kapłana, na drogach Bożych jeszcze większy uczynił postęp. Zwykle odprawiając Mszę świętą, we łzach się rozpływał, a sprawował tę przenajświętszą tajemnicę, z takiém namaszczeniem, że pobożne osoby ubiegały się o pociechę widzenia go przy ołtarzu.

Obok tak wysokich i świętych darów, posiadał umysł i zdolności genialne, które go postawiły w rzędzie najznakomitszych uczonych, i uzyskały mu tytuł Doktora Kościoła, a dla gorącéj miłości Boga, stanowiącéj główną cechę wszystkich a tak licznych pism jego, przezwano go Doktorem Serafickim. Zaledwie ukończył zawód nauk teologicznych w klasztorze Paryzkim, został profesorem filozofii i teologii w sławnéj tam podówczas akademii, obejmując katedrę po swoim mistrzu Halesie, na któréj wsławił się wykładem teologii Piotra Lombarda, i wraz z nim i świętym Tomaszem z Akwinu, swoim współuczniem, stał się założycielem systematu teologicznego, już od nich aż po dziś dzień używanego w téj nauce.

Miał lat trzydzieści pięć, gdy na kapitule generalnéj Zakonu Braci mniejszych, na któréj przewodniczył osobiście sam Papież Aleksander IV, obrany został generałem całego zakonu. Wysoka ta godność, którą z największą dla jego pokory przykrością, przyjął jedynie z posłuszeństwa, nic nie zmieniła w jego ubogim, pracowitym, i umartwionym sposobie życia. Co większa: jak prace naukowe w których tak wysoko celował, nie przygaszały w nim ducha pobożności, tak i różnorodne a liczne zajęcia, przy zarządzie świeżego jeszcze wówczas, a już nadzwyczaj licznego Zakonu, nie przeszkadzały mu do ciągłego wewnętrznego skupienia, do ćwiczeń wysokiéj bogomyślności, do oddawania się naukom i do pracowania piórem. Pisał bardzo wiele: dzieła po nim pozostałe są poczytywane za dzieła wartości pierwszorzędnéj w przedmiocie Filozofii i Teologii, a będące treści ascetycznéj (tyczące się wewnętrznego życia) są nieporównanego namaszczenia, wzniosłości, i przedewszystkiém zapalają serce czytelnika, gorącą miłością Jezusa i przenajświętszéj Panny Maryi.

Do Matki Bożéj bowiem, miał najszczególniejsze nabożeństwo. W tém co o Niéj pisał, a tego bardzo wiele pozostawił, mało kto mu dorównał z najsławniejszych, najznakomitszych i najświątobliwszych pisarzy. Wiele utworów pochwalnych o Matce Bożéj, znajduje się w jego dziełach. Cały Psałterz Dawidowy przerobił na Psalmy do Matki Boskiéj. Onto pierwszy, będąc generalnym przełożonym, nakazał w całym swoim Zakonie, dzwonić rano, w południe i wieczór na Anioł-Pański, i od niego wszczął się ten święty zwyczaj, odtąd w całym Kościele przyjęty. On także pierwszy w Zakonie swoim, zaprowadził uroczysty obchód świąt Niepokalanego Poczęcia i Nawiedzenia przenajświętszéj Maryi Panny, co podobnież od niego przeszło do całego Kościoła. Na żądanie kapituły generalnéj, napisał życie świętego Franciszka swojego Patryarchy, będące arcydziełem szczególnego natchnienia Ducha Świętego. Właśnie gdy nad niém pracował, przyszedł był odwiedzić go święty Tomasz z Akwinu Doktor Anielski, w ścisłéj z nim zażyłości będący. Zbliżywszy się do drzwi jego celi, przez rozpadlinę ujrzał go w zachwyceniu i w powietrze z piórem w ręku uniesionego. Odszedł mówiąc: „Nie przeszkadzajmy Świętemu, pisać życia Świętego.” Tenże święty Tomasz, spytał go razu pewnego, z jakiéj biblioteki czerpał on tak bogate materyały, jakiemi przepełnione były jego pisma: „Oto moja jedyna biblioteka:” odrzekł mu Bonawentura, wskazując na Pana Jezusa ukrzyżowanego. Braciszek przeznaczony do jego obsługi, widząc go ciągle zajętego pisaniem lub czytaniem, pewnego dnia powiedział do niego: „O! jak szczęśliwi są ludzie, którzy tak jak ojciec Bonawentura, ciągle uczą się jak kochać Boga.” – „Bracie najmilszy, odpowiedział mu na to Święty, wierzaj mi, że prosta babka kościelna, może lepiéj Boga kochać od najuczeńszego męża.” Co tak ucieszyło poczciwego braciszka, że odchodząc głośno powtarzał to zdanie, i w długie wpadł zachwycenie.

Papież Klemens IV, równie jak i poprzednicy jego, za których papiestwa żył święty Bonawentura, w wielkiém go mieli poważaniu. Zamianowany został na Arcybiskupstwo Jorkskie, jedno z najbogatszych i najświetniejszych za jego czasów. Lecz Święty, tak usilnie i szczerze wypraszał się, od téj godności, że Papież uległ jego prośbom, i uwolnił go od tego. Bonawentura bowiem, widząc że zanosi się na to że Papież, przyjęcie tego Arcybiskupstwa wyraźnie mu nakaże, z płaczem upadł Ojcu Świętemu do nóg, i w końcu otrzymał to od czego jego pokora, tak się wzbraniała. Niedługo jednak się tém cieszył. Grzegorz X następca Klemensa IV, postanowił koniecznie wynieść go na wyższą godność kościelną. Dowiedziawszy się o tém święty Bonawentura, co prędzéj a skrycie wydalił się z Rzymu, i ukrył się w małym klasztorku w Magello, spodziewając się że tym sposobem ujdzie tego, czego się tak obawiał. Papież dowiedział się o miejscu jego pobytu, i tam mu posłał oznaki kardynalskiéj godności. Posłowie Papiezcy, zastali go pomywającego w kuchni naczynia. Święty, nie przerwał swojego zajęcia, lecz przyjąwszy z ich rąk kapelusz kardynalski, zawiesił go u drzewa stojącego przy kuchni, a sam kończąc pomywanie naczyń, kazał braciom dostojnych gości prosić do Refektarza.

Zniewolony rozkazem Papiezkim, wrócił do Rzymu, gdzie go sam Ojciec święty na Biskupa Albańskiego wyświęcił, w poczet kardynałów zaliczając. Grzegorzowi chodziło głównie o to, aby Bonawentura był obecnym na Soborze, który w Lionie zgromadzał i na nim osobiście przewodził. Święty ten Biskup, miał na tém walném zgromadzeniu, kazanie do zebranych Ojców, na drugiéj i trzeciéj sesyi. Był duszą wszystkich obrad, i prawą ręką Papieża. Onto głównie przyczynił się do pojednania wtedy Greków, i jemu powierzono opracowywanie najważniejszych przedmiotów, na tym Soborze rozbieranych. W ciągu tych prac swoich, nagle zachorował: zapadł w wielkie osłabienie i ciągłych doznawał wymiotów. Odwiedzany przez Papieża i wszystkich Ojców Soboru, zasmuconych stratą tak wielkiego Świętego, po przyjęciu ostatnich Sakramentów, wśród modlitwy i aktów pobożnych, oddał Bogu ducha, 14 Lipca roku Pańskiego 1274, mając pięćdziesiąt trzy lata wieku.

Po śmierci wielu zasłynął cudami, a między innemi i tym wielkim cudem, że gdy w sto sześćdziesiąt lat potém otworzono jego trumnę, całe ciało znaleziono zniszczone, lecz głowę, twarz, zęby, język, usta, policzki i włosy nietknięte, jakby tylko co umarł.

Papież Syxtus IV w poczet go Świętych zaliczył.

Pożytek duchowny

Całe życie świętego Bonawentury, któregoś szczegóły przeczytał, dowodzi jego gorącéj miłości Boga. Dzieła jego są pełne tego ducha, i dlatego przezwanym on został Doktorem Serafickim. Proś pana Jezusa, przez wstawienie się tego wielkiego Świętego, aby cię tą łaską miłości Swojéj obdarzyć raczył, bo w niéj wszystkie inne zawarte są łaski.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś Kościół Twój, dla wskazania nam drogi zbawienia wiecznego, w błogosławionym Bonawenturze wyznawcy Twoim i Biskupie, wielkim mistrzem obdarzył, spraw prosimy, aby wszyscy wierni, mieli w nim zawsze miłościwego pośrednika. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 584–586.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 561–562

Prześliczna książeczka św. Bonawentury „Bodziec miłości”, odsłania nam w całym blasku piękną jego duszę i pobożność, z jaką rozważał tajemnice Męki Pańskiej, jako też jego dziecięcą miłość względem Najśw. Maryi Panny, z jaką błagał przeczystą Dziewicę, aby go przypuściła do udziału w swych smutkach. „Jakaż rozkosz – mówi – zespolić swe serce z Twoim Sercem i z przebitym ciałem Syna Twego! Nie pragnę ani blasku słonecznego, ani gwiazd połysku, tęsknię jedynie do ran. Albo odejmij mi życie doczesne, albo rań serce moje, gdyż wstyd mnie na wskroś przejmuje, gdy widzę okrutnie zbitego i umęczonego Chrystusa Pana, gdy Ciebie, o Pani moja, widzę strapioną i udręczoną smutkiem, i gdy siebie, najniegodniejszego ze sług Twoich, widzę wolnym od bólu i udręczeń. Wiem jednakże, co uczynię: u nóg Twych leżąc, błagać będę nieustannie, błagać ze łzami i westchnieniem, wołać na cały głos i nie przestanę się naprzykrzać, póki Królowo Niebieska nie wysłuchasz błagania mego i nie wstawisz się łaskawie u Syna Twego”.

Tags: św Bonawentura „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna doktor cnoty pobożność św Tomasz z Akwinu Maryja Nawiedzenie Niepokalane Poczęcie Sobór lyoński II
2020-07-09

Św. Weroniki Dżuliani (de Giuliani), Kapucynki

Żyła około roku Pańskiego 1727.

(Żywot jej był napisany przez Ojca Krywellego Jezuitę, jéj spowiednika.)

Święta Weronika przyszła na świat 27 Grudnia, roku Pańskiego 1660, w Merkatello, małém miasteczku księstwa Urbińskiego, w Państwie Kościelném. Ojciec jéj Franciszek Dżulani (de Giuliani) był mieszczaninem bardzo zamożnym, matka Benedykta z Mancyniów, wysokiéj pobożności kobietą. Nasza Święta na Chrzcie odebrała imię Urszuli.

Od lat pierwszego dzieciństwa objawiało się w niéj coś nadzwyczajnego. Będąc przy piersi, we środy, piątki i soboty, ledwie kilka kropel pokarmu brała, i okazywała radość, gdy w te dnie, matka karmiła inne ubogie dzieci. Miała pięć miesięcy, gdy wniesiono do pokoju gdzie była obraz przenajświętszéj Trójcy: dziecina wyrwała się z rąk matki, i pobiegłszy do wizerunku, cześć mu oddała. Mając półtora roku była ze służącą w sklepie, w którym kupiec fałszywą miarą mierzył. Mała Urszulka zawołała na niego: „Co robisz! pamiętaj że Bóg na cię patrzy.” W trzecim roku życia urządziła sobie przed obrazem Matki Boskiéj, mały ołtarzyk, który przyozdabiała czém tylko mogła. Rozmawiała tam z Matką Boską i z Panem Jezusem, jakby przed nią żywi stali. Często składała na ten ołtarzyk owoce, które jéj na śniadanie dawano, i mówiła do Pana Jezusa z przedziwną prostotą: „Jeśli ich jeść nie będziesz, i ja ich nie skosztuję.” Zdarzało się iż Matka Boska podawała jéj na ręce Pana Jezusa; a Pan Jezus biorąc część owoców dla siebie, drugą téj świętéj dziecinie oddawał. Cuda zaś te poświadczone zostały późniéj, przez starsze osoby, które na to patrzały. Razu pewnego gdy modliła się przed tym obrazem, Matka Boska powiedziała do niéj: „Pamiętaj córko moja, że masz być oblubienicą Syna mojego,” a Pan Jezus zwracając się do przenajświętszéj Panny rzekł: „Chcę abyś tą naszą przyjaciółką, Sama kierowała.” Miała cztery lata, kiedy umierającéj jéj matce przyniesiono Wiatyk. Po przyjęciu go przez chorą, Urszula przyczepiła się do ust jéj, i zaledwie ją od nich oderwać można było. Matka umierając, najusilniéj poleciła córkom których pięć pozostawiała, aby miały szczególne nabożeństwo do Ran Chrystusowych; w tym celu pomiędzy nie je rozdzieliła, a naszéj Świętéj dostała się rana boku Pańskiego.

Po stracie matki, którą Urszula najwięcéj uczuła, przez lat kilka, swobodnie oddawać się mogła ćwiczeniom pobożnym, gdyż dom ojca jéj mało był przez obcych uczęszczanym. Lecz gdy został on wysokim urzędnikiem w mieście Plezancyi, zaczął żyć bardzo wystawnie i po światowemu. Pomimo tego Urszula nietylko swojego sposobu życia nie zmieniała, lecz coraz większych przydawała sobie umartwień, szczególnie od czasu gdy po przyjęciu pierwszéj Komunii świętéj, kilkakrotnie Pan Jezus objawił się jéj biczowany i okryty ranami. Odtąd już codzień biczowała się ostrą dyscypliną, a niekiedy pokrzywą.

Ojciec który ją nad wszystkie dzieci miłował, chciał ją koniecznie wydać za mąż: lecz Urszula oświadczyła mu, iż postanowiła wstąpić do zakonu. Dżuliani długo na to nie chciał zezwolić, i tém się składając, że już dwie córki miał w klasztorze. Wtedy Urszula zapadła ciężko na zdrowiu, a lekarze i pojąć jéj cierpienia nie mogli, i żadnéj jéj ulgi nie przynosili. Zauważano tylko że skoro mówiono jéj o klasztorze, lepiéj się miała. Przyszło w końcu do tego że stracono nadzieję aby żyć mogła. Przerażony ojciec pozwolił jéj zostać zakonnicą, i Urszula w tejże chwili ozdrowiała.

Wstąpiła do klasztoru Kapucynek, w mieście Czytta di Kastello (Citta di Castello). Miała lat ośmnaście gdy przywdziała habit świętéj Klary, przybierając imię Weroniki.

Lecz na samym wstępie zawodu w którym do wysokiéj miała dojść świątobliwości, zły duch uderzył na tę wybraną duszę. Zaledwie weszła do nowicyatu, rozbudził w niéj tęsknotę za ojcem, rodziną a nawet i światem, w którym nigdy póki wśród niego żyła, nie podobała sobie. Co większa i mistrzynią nowicyuszek tak źle przeciw niéj usposobił, iż o mało co ją nie wydalono z klasztoru.

Wsparta jednak łaską Bożą i opieką Maryi do któréj ciągle uciekała się, przezwyciężyła Weronika te ciężkie pokusy. Po wykonanych zaś uroczystych ślubach, trudno wyrazić jak rączym krokiem szła po najszczytniejszych drogach doskonałości, i jak nadzwyczajnemi łaskami i darami obsypywał ją Pan Jezus, lecz oraz w jakim ogniu wszelkiego rodzaju cierpień, probował i uświęcał tę, szczególnie przez Siebie wybraną, duszę. Umartwienia czyniła nadzwyczajne: ostrą włosiennicę któréj sam widok przerażał, nosiła ciągle. O chlebie i wodzie prawie ciągle pościła, a kilka lat przebyła bez żadnego zgoła pożywienia, zasilając się tylko pokarmem który cudownie z jéj dziewiczéj piersi wypływał. Na modlitwie niekiedy całe noce spędzała, odbierając wtedy cudowne objawienia. Co więcéj: razu pewnego Pan Jezus ukoronował ją koroną cierniową, włożył na jéj palec na znak zaślubin, pierścień który z rany boku swojego wyjął, i nakoniec obdarzył ją swojemi bliznami w rękach, nogach i boku, od wszystkich widzianemi. Zdarzało się iż widywano ją doznającą na sobie wszystkich szczegółów męki Pańskiéj, tak że w oczach drugich w powietrze uniesiona, ukrzyżowaną zostawała.

To wszystko stało się powodem, że siostry zakonne posądziły ją o czarodziejskie sztuki, i przyszło do tego, iż jako czarownicę i opętaną zamknięto ją do ciemnego więzienia, i polecono jednéj z sióstr, aby się z nią jak najsurowiéj obchodziła. Weronika zniosła tę niezasłużoną ciężką karę z największą radością przez miłość cierpień Pana Jezusa, który okazując się jéj wtedy, kilkakrotnie kładł swój krzyż na jéj barki mówiąc: „Przekonaj się córko moja, że mój jeszcze cięższy od twojego.” Razu pewnego, wśród jéj najstraszniejszych wewnętrznych ucisków, objawił się jéj także Zbawiciel i tak do niéj przemówił: „Święta Teresa mawiała: Panie cierpieć albo umrzeć. Święta Magdalena de Pazis: Nie umierać ale: cierpieć, a ty córko moja co obierasz?” – „Ani cierpieć, ani umrzeć, tylko wolę Twoję spełniać,” odrzekła Weronika.

Lecz co było dla niéj najtrudniejszém do zniesienia, to że niekiedy na długie czasy, zdawał się ją Pan Bóg opuszczać, zsyłając na nią największe oschłości i ciemności wewnętrzne. Wśród tych traciła zupełnie pamięć wszystkich łask od Boga odbieranych, wątpiła o sobie saméj, i nic nie mając na pamięci jak tylko to co sobie przez ciąg całego życia za grzechy poczytywała, doznawała pokus najokropniejszéj rozpaczy o zbawienie. Przebyła to jednak ta wielka sługa Boża, z niezachwianą ani na chwilę cierpliwością i ani kroku na drodze doskonałości się nie cofając. Poznały ją nakoniec siostry i prałaci pod zarządem których klasztor ten zostawał, i już Weronikę otoczono tą czcią jaka jéj wysokiéj należała się świętości. Została mistrzynią nowicyuszek i przez lat dwadzieścia w czasie których ten obowiązek spełniała, z pod jéj przewodnictwa wyszło liczne grono zakonnic wysokiéj świątobliwości. Z wielką miłością obchodząc się z niemi, nie przepuszczała jednak bez upomnienia najlżejszych przewinień. Zdarzyło się razu pewnego, iż gdy wychodziła z chóru do refektarza, jedna z nowicyuszek, z uśmiechem powiedziała do niéj, że w czasie pacierzy była trochę roztargnioną. Święta mistrzyni zbladła jak ściana, i gdy usiadły do stołu nic w usta wziąść nie mogła. Nowicyuszka spytała ją czy nie ona była przyczyną jéj smutku: „A czyż możesz wątpić o tém, odrzekła Weronika, kiedyś to straszne słowo: Zgrzeszyłam, chociaż wiem że tylko powszednie, wyrzekła do mnie z uśmiechem!”

Gdy została Opatką, doznała wielkiéj obawy, czy godnie obowiązkom swoim odpowiedzieć potrafi. Wtedy wpadła w zachwycenie, w którém w duchu zaniesioną została przed sąd Boski. Tam ujrzała Pana Jezusa z surową twarzą, i już mającego wydać wyrok jéj potępienia. Lecz wstawienie się Matki Bożéj, wstrzymało Jego groźbę, i Pan Jezus z oznakami szczególnéj łaskawości odprawił ją od Siebie. Widzenie to sprawiło takie wrażenie na Świętéj, iż nazajutrz zdawało się że umiera, i udzielono jéj ostatnie Sakramenta. Pamięć zaś tego, jak sama wyznawała, już potém do saméj śmierci zatrzeć się w jéj umyśle nie mogła. Poczytywała ona to widzenie za szczególną łaskę Boską, przez którą chciał ją Pan Bóg utwierdzić w jéj wysokiéj świątobliwości, a uchronić od szkód, na jakie narażoną mogła być jéj dusza, przy ciągłém już odtąd, aż przez lat trzydzieści trzy, piastowaniu urzędu opatki. Jak była świętą i doskonałą zakonnicą, świętą i doskonałą mistrzynią, taką téż okazała się i przełożoną, a klasztor ten pod jéj zarządem, stał się najwyższym wzorem doskonałego życia zakonnego.

Aby dopełnić miary jéj wysokich zasług, zesłał na nią Pan Bóg przy końcu jéj życia, długą i ciężką chorobę. Pięćdziesiąt lat już przebyła w zakonie, kiedy dnia pewnego, zdrową jeszcze będąc, zażądała aby jéj wcześniéj niż zwykle dano Komunią świętą. Odchodząc od ołtarza, padła tknięta apopleksyą. Zachowała jednak zupełną przytomność i mowę. Wnet rozwinęły się przytém choroby prawie wszelkiego rodzaju. Przez trzydzieści trzy dni cierpiała nadzwyczajnie, do czego przyczyniły się jeszcze najstraszniejsze wysiłki złego ducha, ostateczną swoję wściekłość na jéj duszę wywierającego. Wszystko to znosiła ze spokojem niezachwianym, i anielską cierpliwością.

Po przyjęciu z wieczora ostatnich Sakramentów świętych, około północy wpadła w konanie, które trwało trzy godziny, jak Jezusowe na krzyżu. Spowiednik widząc ją blizką śmierci, rzekł do niéj: „Matko Weroniko, już tedy stajesz u kresu twoich pragnień.” Co Święta usłyszawszy podniosła wzrok na niego i długo patrzała, jakby czegoś żądała. Wtedy przypomniał on sobie, że ona nieraz mówiła iż nie chciałaby umrzeć bez jego rozkazu. Zbliżył się więc do niéj i powiedział: „Jeśli jest wolą Bożą, abym ci kazał świat ten opuścić; idź do twego niebieskiego Oblubieńca.” Święta spuściła oczy, zawarła powieki, skłoniła głowę i Bogu ducha oddała. Umarła 9 Lipca, roku Pańskiego 1727. Ogłoszona błogosławioną przez Piusa VII; w roku 1839 w uroczystość przenajświętszéj Trójcy przez Papieża Grzegorza XVI kanonizowaną została.

Po śmierci, gdy wydobyto jéj serce, znaleziono na niém najdobitniéj wyrażone, wszystkie narzędzia męki Pańskiéj, o czém za życia jeszcze, spowiednikowi swojemu powiedziała była.

Pożytek duchowny

Im wyższemi i cudowniejszemi łaskami obdarza Pan Bóg jaką duszę, tém większe objawia się w niéj posłuszeństwo. Dla tego i święta Weronika tak w téj cnocie celowała, iż i do Nieba nie chciała pójść inaczéj jak z rozkazu swego ojca duchownego. Pamiętaj, że pokorna uległość tym którym posłuszeństwo winniśmy, jest probierczym kamieniem, jak prawdziwéj cnoty chrześcijańskiéj, tak szczególnie wyższéj pobożności.

Modlitwa (Kościelna)

Panie Jezu Chryste, któryś błogosławioną Weronikę dziewicę, znamionami męki Twojéj cudowną uczynił; spraw miłościwie, abyśmy krzyżując ciało nasze, radości wiekuistych dostąpić zasłużyli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 569–571.

Tags: św Weronika Giuliani „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pobożność stygmaty noc ducha posłuszeństwo
2020-07-05

Bł. Jolanty, Klaryski

Żyła około roku Pańskiego 1298.

(Żywet jéj wyjęty jest z kronik klasztoru Klarysek Gnieznieńskich.)

Święta Jolanta córka króla węgierskiego Beli IV, i Maryi cesarzówny Carogrodzkiéj, a siostra świętéj Kunegundy, przyszła na świat około roku Pańskiego 1235. Otrzymała na Chrzcie świętym imię Johelet, które po węgiersku znaczy Helena. Od kolebki najpobożniéj wychowaną była. Ojciec wyszukał dla niéj świątobliwego życia piastunki, i wystarał się aby w komnacie gdzie stała jéj kolebka, codzień Mszę świętą odprawiano. Skoro zaczęła chodzić, pierwsze jéj kroki zwrócono do zamkowéj kaplicy, a pierwsze wyrazy jakie wymówiła były przenajświętsze Imiona Jezusa i Maryi. Chociaż tym sposobem dom rodzicielski był dla niéj szkołą cnoty i pobożności, ojciec chcąc jednak od najmłodszych lat uchronić ją od wszelkiéj szkody na duszy, jaka jéj grozić mogła od zepsucia światowego, kiedy lat pięć miała wysłał ją z Węgier do Polski, do starszéj swojéj córki Kunegundy żony króla Bolesława Wstydliwego, aby pod okiem téj świętéj królowéj, daléj wychowywaną w bojaźni Bożéj była. Święta Kunegunda przyjęła ja z największą miłością, i nie zawiodła ojcowskiego oczekiwania. Pobyt przy niéj dla Jolanty był źródłem z którego zaczerpnęła wysoką świątobliwość, jaką poźniéj jaśniała. Kunegunda ani na chwilę młodziutkiéj siostry z oczów nie spuszczała, i ta niewinne nawet zabawy dziecinne, odbywała zawsze w jéj obecności. Jolanta zaś już wtedy starając się naśladować swoję świętą mistrzynią, i na modlitwie długie trawiła godziny, i nieskażone ciało ścisłemi trapiła postami, a pod książęcemi szatami ostrą nosiła włosiennicę.

Gdy doszła lat dziewiczych, Bolesław książe Kaliski i Gnieznieński, późniéj Pobożnym przezwany, potomek Piastów prosił o jéj rękę. Jolanta długo wzbraniała się temu. Sama jednak święta Kunegunda, namawiała ją aby związku tego nie odrzucała: „Kochana Jolanto, mówiła do niéj, tyś ślubu dziewictwa nie czyniła: dla czego więc w tém zamęściu nie miałabyś widzieć woli Wszechmocnego? Wiesz o tém że nie tylko dziewictwo, ale i bogobojne małżeństwo wielką ma u Boga zasługę. Zostawszy Księżną panującą, i zajaśniawszy pobożnością i cnotą wśród twoich poddanych, wiele będziesz mogła położyć przed Panem Bogiem zasług.” Po długim namyśle i zbadaniu pilném woli Bożéj, Jolanta poszła za radą świętéj Kunegundy. Wraz z pobożnym małżonkiem swoim, kilkodniowym postem, długiemi modlitwami i przyjęciem świętych Sakramentów, przygotowawszy się do tego, zawarła śluby małżeńskie. Przystępując do ołtarza wzięła na siebie najbogatsze stroje i wszystkie perły i klejnoty, a te zaraz po ślubie, na kościelne szaty i na ubogich oddała.

Gdy z Bolesławem do księstwa Kaliskiego wjeżdżała, z rozporządzenia jego, (gdyż wiedział iż przez to najlepiéj przypodoba się swojéj małżonce) gdziekolwiek zatrzymywali się w drodze, roje ubogich i kalek przychodziło, których oboje księstwo hojnie obdarzali. Do każdego kościoła około którego przejeżdżali, wstępowali, a gdy przybyli do Kalisza swojéj stolicy, najprzód wszystkie kościoły obeszli, a dopiéro potém pokłon od szlachty, dworzan i mieszczan odbierali.

Całe księcia Bolesława panowanie, krwawe przeplatały wojny. Jolanta starała się ile możności łagodzić i uśmierzać wyniosły umysł swego męża, tak w obchodzeniu się z jeńcami których często w wielkiéj liczbie z wypraw swoich przyprowadzał, jak i z mieszkańcami tych okolic, przez które na wyprawach wojennych z hufcami swemi przeciągał. Sama zaś starała się być matką wszystkich wdów, sierot i ubogich swojego państwa. Wspierała ich hojnie, przystęp do niéj mieli oni w każdéj dnia porze, i sama ich po najnędzniejszych mieszkaniach odwiedzała, ostatnie oddając im usługi.

Za jéj wpływem, mąż jéj wraz ze starszym bratem swoim Przemysławem, wystawił szpital książęcy z kościołem, pod wezwaniem świętego Jana w Gnieźnie, i hojnie dziesięcinami z wielu wiosek uposażył. W Kaliszu wystawił ojcom Franciszkanom klasztor z kościołem, na drugi podobnyż w Czechach przeznaczył fundusz, a przed samą śmiercią na prośbę żony założył w Gnieźnie trzeci klasztor z kościołem dla Klarysek, do których już wtedy widząc męża umierającego, miała Jolanta zamiar wstąpić. Z małżeństwa tego powiła trzy córki, które jak najpobożniéj wychowała.

Lecz nadeszła była chwila w któréj błogosławiona Jolanta mogła już wyłącznie oddać się Panu Bogu. Bolesław wracając z wyprawy przeciw Ottonowi Brandeburskiemu, nad którym pod Soldynem świetne odniósł zwycięstwo, w drodze ciężko zachorował i do Kalisza przybył bez nadziei życia. Lekarze oznajmili to Jolancie, lecz ani oni ani żaden z dworzan, nie śmieli Księciu wspomnieć o przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych. Jolanta z zakrwawioném sercem, nie wątpiąc już że straci ukochanego męża, sama zdobyła się na to: skłoniła go do przyjęcia ostatnich Sakramentów, sama go do nich przygotowywała, i potém gdy długo konał, akty pobożne i modlitwy mu poddawała.

Po śmierci Bolesława, zleciła bratu jego Przemysławowi opiekę nad Księstwem i córkami, rozdała całe swoje osobiste mienie na ubogich, dworzan odprawiła, i z kilku tylko przybocznemi służebnicami udała się do Krakowa, do siostry swojéj świętéj Kunegundy. Niedługo po jéj tam przybyciu, i siostra jéj owdowiała, a na pogrzebie Bolesława już obie te święte księżne okazały się w habitach Klarysek, i niezwłocznie, po odbytych obrzędach pogrzebowych, udały się do klasztoru Sandeckiego przez świętą Kunegundę niedawno wystawionego, i tam zakonnicami zostały.

Święta Jolanta, od najmłodszych lat przywykła do bogomyślności, modlitwy i umartwień ciała, od razu postąpiła na wyższy stopień doskonałości zakonnéj tak widocznie, że pokorę jéj, posłuszeństwo, pracowitość, skupienie ducha i miłość dla każdéj, wszystkie zakonne siostry podziwiały. Ze zbudowaniem patrzały, jak najchętniéj oddawała najniższe w klasztorze usługi, a w umartwieniach ciała, krwawych dyscyplinach, długich postach o chlebie i wodzie, częstych po całych nocach czuwaniach na modlitwie tak sobie nie folgowała, że ją i spowiednik i przełożona, pod posłuszeństwem od niektórych tego rodzaju ćwiczeń, wstrzymywać musieli.

Po dwunastu latach zakonnego życia Jolanty, w których wielką dla niéj było pociechą służyć Panu Jezusowi razem i obok ukochanéj swojéj siostry świętéj Kunegundy, tę ostatnią Pan Bóg powołał do godów niebieskich. Z najdoskonalszém poddaniem się woli Bożéj, zniosła nasza Święta tę stratę; wszakże przełożeni, widząc że tęsknota za ukochaną siostrą, tém bardziéj, lubo mimo jéj chęci, utrwalała się w jéj sercu, że przebywała w miejscu gdzie jéj wszystko ukochaną nieboszczkę przypominało, wysłali ją do klasztoru Klarysek w Gnieźnie, a właśnie przez małżonka Jolanty na jéj prośbę założonego. Udała się tam z posłuszeństwa, i zastała w Zgromadzeniu siostry również świątobliwe i zakonne, jak te z któremi się była rozstała, a które ją z wielką miłością przyjęły nie tylko jako swoję fundatorkę, lecz i zakonnicę już z wysokiéj świątobliwości znaną.

Wkrótce obraną została tegoż klasztoru Ksienią. A gdy pomimo usilnych prośb, uwolnić się od tego nie mogła, wybrała dla siebie najmniejszą celkę, między kuchnią a refektarzem umieszczoną, i téj już aż do śmierci nie zmieniła. Najpospolitsze posługi w kuchni i refektarzu, prawie zawsze siostrom oddawała. Nie będąc już żadnym związana zakazem, nadzwyczajne czyniła ciału umartwienia. Rzadko kiedy co innego jak chléb z wodą jadała, i to raz tylko na dzień, krótkiego snu na gołéj ziemi zażywając. Pan Bóg zaś coraz większemi obdarzał ją łaskami, a szczególnie podczas rozmyślania męki Pańskiéj, do któréj wielkie miała nabożeństwo. Wtedy widywała Pana Jezusa ubiczowanego, a otoczonego niebieską jasnością.

Po sześciu latach pobytu w klasztorze Gnieźnieńskim, zapadła w ciężką chorobę. Przepowiedziawszy dzień swojéj śmierci, przyjęła ostatnie Sakramenta święte, a zwoławszy wszystkie siostry do celi w któréj leżała, dała im najzbawienniejsze nauki, z każdą z osobna pożegnała się serdecznie, i słodko zasnęła w Panu 11 Czerwca, roku Pańskiego 1298. W zakonie spędziła lat ośmnaście. Licznemi po śmierci słynącą cudami, Papież Leon XII roku Pańskiego 1834, w poczet błogosławionych zapisał, a dzień 16 Czerwca na dzień jéj uroczystéj pamiątki przeznaczył.

Pożytek duchowny

Pobożne od saméj kolebki wychowanie Jolanty, zrobiło ją, jak to z jéj żywota widziałeś, Świętą we wszystkich stanach które przebyła. Staraj się o pobożność gruntowną, a w jakimkolwiek stanie Pan Bóg cię umieścił, świątobliwości możesz dostąpić. Rodzice zaś niech ztąd biorą naukę, że do każdego stanu do jakiego dzieci swe przeznaczają, przedewszystkiém w pobożności ćwiczyć je powinni.

Modlitwa (Kościelna)

Wszechmogący wieczny Boże! Który błogosławioną Jolantę, od zaszczytów i dóbr ziemskich miłosiernie odciągnąłeś, a do zamiłowania krzyża Syna Twojego i umartwienia ciała przywiodłeś; spraw za jéj zasługami i pośrednictwem, abyśmy wszystkiém co ziemskie wzgardziwszy, szczerém sercem tego co niebieskie szukali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 557–559.

Tags: bł Jolanta „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wychowanie św Kinga władza pobożność obowiązki stanu
2020-07-03

Bł. Szymona z Lipnicy, z Zakonu Braci-Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1482.

(Żywot jego wyjęty jest z kronik klasztora OO. Bernardynów Krakowskich, gdzie był zakonnikiem.)

Święty Szymon urodził się na początku wieku XV w Lipnicy, małém miasteczku przy paśmie gór Karpackich o mil dziesięć od Krakowa położoném. Rodzice jego bylito poczciwi i bogobojni mieszczanie, i według ówczesnego zwyczaju, po chrześcijańsku wychowali synka swego. Dom gdzie on się urodził, za panowania Władysława IV, na uczczenie jego pamięci przerobiony został na kaplicę.

Szymon od najmłodszych lat stroniąc od lekkomyślnych zabaw, o ile mógł przepędzał czas na modlitwie, a szczególnie przed wizerunkami przenajświętszéj Maryi Panny, do któréj miał wielkie nabożeństwo. Często widywać go można było w poblizkim kościołku, przed Jéj ołtarzem jak aniołka klęczącego. Gdy podrósł, rodzice oddali go do szkółki w Lipnicy, a że okazywał nadzwyczajne zdolności i wielką w naukach pilność, posłali go do Akademii krakowskiéj świeżo wtenczas założonéj. Tam znowu, tak się młodzieniec odznaczył, iż po ukończonym zawodzie naukowym, otrzymał stopień Doktora.

Wtedy przybył właśnie do Krakowa święty Jan Kapistran, który wraz ze świętym Bernardynem Seneńskim, zaprowadził w Zakonach świętego Franciszka Serafickiego pierwotną ścisłość reguły. Na kazania tego wielkiego Apostoła, które głosił na rynku, mając przy sobie tłómacza (który na polski język przekładał to co po łacinie mówił Jan święty), gromadnie schodziła się nietylko ludność miejska, lecz i uczniowie Wszechnicy. Po jedném z kazań jego, wstąpiło od razu do zakonu ojców Bernardynów, których zakładał w Krakowie Jan Kapistran, stu trzydziestu, a niektórzy piszą trzechset uczniów i profesorów Akademii Jagielońskiéj, w których liczbie był i święty Szymon.

Przyjąwszy habit świętego Patryarchy Asyskiego, starał się od tejże chwili wstępować w jego ślady. Pokora, ubóstwo, najwyższe, posłuszeństwo, nieskalana czystość: oto były cnoty w których z dnia do dnia, coraz wyżéj postępował. A widząc, iż niezbędnym do nabycia takowych i ustalenia się w nich środkiem, były: modlitwa wytrwała i ostrość życia, ćwiczył się pilnie w bogomyślności i pokutnych czynach. Na wszystkie obowiązki zakonne pierwszy, do chóru nikomu nie dał się wyprzedzić, a niekiedy większą część nocy przebywał na modlitwie. Wierny nabożeństwu do Matki Boskiéj, które przyniósł jeszcze ze świata, miał zwyczaj codziennie odmawiać Jéj pacierze zwane Officium Parvum i koronkę. Wigilie Jéj uroczystości i czterdzieści dni przed Jéj Wniebowzięciem suszył, a w dniach Jéj święta, zwykłą włosiennicę którą nosił, na ostrzejszą zamieniał. Często téż za to, w objawieniach pokazywała mu się Bogarodzica, niebieską pociechą serce jego napełniając. Dla ćwiczenia się w pokorze, wypraszał zawsze aby mu najniższe w klasztorze posługi przeznaczano: zwykle on sam kloaki czyścił; a że zmysł powonienia miał nadzwyczaj czuły, naumyślnie wchodził aż na dno, aby się w tém umartwiać. Gdy z posłuszeństwa przychodziło mu sprawować urząd przełożonego, poczytywał to za jeden z najcięższych, za grzechy swoje, dopuszczonych od Boga krzyżów, i wzdychał za chwilą gdzie od tego bywał uwolniony. Prócz zwykłych zakonnych postów, inne jeszcze ścisłe i częste zachowywał; krwawe dyscypliny kilka razy odbywał w tygodniu, które trwały tyle, ile mu potrzeba było na odmówienie przy nich siedmiu Psalmów pokutnych. Kolczastym żelaznym paskiem na gołém ciele zawsze był przepasany. Gdy go bracia zakonni upominali, iż zbyt surowo z ciałem swojém postępując, odpoczynku mu nie daje, on wskazawszy na grób odpowiedział: „tu ono odpocznie, a teraz niech zarabia na nagrody niebieskie.”

Obdarzony znakomitą wymową, na kazalnicy wiele pracował, i mnóstwo dusz Panu Bogu pozyskał. Sława jego jako wielkiego kaznodziei i świętego zakonnika, pobudziła zazdrośnych przeciwko niemu. Oskarżyli go do władzy Dyecezalnéj, jakoby wprowadzał nowości w kościele Bożym, mając zwyczaj po każdém kazaniu, polecać ludowi trzykrotne wezwanie Imienia Jezusowego. Zawezwano go do władzy dla wytłómaczenia się. „Wszakże, odpowiedział Święty, Apostół Paweł Imię to roznosić kazał pomiędzy narody i króle i syny Izraelskie. Jan Ewangelista więcéj niż dwieście razy wymienił je w swojéj Ewangelii, a święty Bernard napisał: «suchym będzie pokarm dla duszy, jeśli tém Imieniem nie będzie okraszony,» i nakoniec w Piśmie Bożém stoi: że «każdy któryby wzywał imienia Pańskiego, zbawion będzie»”. 1 Te słów kilka dostatecznemi były na jego obronę. Szymon odszedł z pochwałą od władzy za gorliwość swoję o sławę imienią Jezusowego, a z gorącą modlitwą w sercu i na ustach za tych, którzy z zawiści ku niemu, chcieli mu zaszkodzić.

Po wieloletnich pracach około pożytku dusz wiernych w jego ojczyznie, święty Szymon żywo zapragnął wylać krew za Chrystusa. Otrzymawszy na to pozwolenie swoich przełożonych, w tym celu udał się do Ziemi. Świętéj pomiędzy pogany. Wszakże, Pan Bóg przyjął jego ofiarę, lecz mu nie w ten sposób dał położyć życie za Siebie. Sługa Boży zwiedziwszy najprzód groby Apostołów w Rzymie, a potém miejsca święte w Palestynie, powrócił zdrowo do Krakowa, a z naocznego przypatrzenia się miejscom, gdzie syn Boży za nas mękę i śmierć podjął, wyniósł jeszcze żywsze do tych tajemnic nabożeństwo. Odtąd każde kazanie jego, owszem każda rozmowa, rozbudzała w słuchaczu serdeczne do męki i śmierci Zbawiciela nabożeństwo. Także od téj pory przymnożył jeszcze różnych umartwień zewnętrznych, a szczególniéj w wewnętrznych się ćwiczył. Zachowywał już tak ścisłe milczenie, iż tylko z koniecznéj potrzeby parę słów, i to jak najkrócéj mówił, nietylko z klasztoru ale i z celi ile możności się nie wydalając. Dla trapienia ciała, różne wynajdywał sposoby. I tak: kładł się w miejscu gdzie bracia habity czyścili, i tam od robactwa ponosił istne męczeństwo. A znowu była w zabudowaniach klasztornych sucha studnia, gdzie lęgły się roje komarów; niekiedy zdjąwszy habit, tam większą część nocy na ich kąsanie wystawiał się.

Zostawszy magistrem nowicyuszów, ćwiczył ich w cnotach zakonnych, miewając do nich najzbawienniejsze nauki, a na sobie samym przedstawiając wzór najwyższéj doskonałości. Upominał ich, aby w kaznodziejstwie nie szukali czego innego jak pożytku słuchaczów, a więc strzegli się wytworności mowy, która dla prostaczków niedostępnemi czyni prawdy ogłaszane. Spytany razu pewnego, jakim sposobem najwłaściwiéj jest przygotowywać się na ambonę odrzekł: „módl się, pracuj, rozpaczaj,” to jest: proś Pana Boga o potrzebne do tego łaski, czytaj odpowiednie do przedmiotu o którym masz mówić dzieła, i nieufaj własnym wysiłkom, lecz zakładaj całą skuteczność słów twoich na pomocy Bóżéj.

Z nowicyuszami obchodząc się z największą miłością, gdy jednak ich przyjmował, tak dalece probował ich powołania, iż nakazywał każdemu deptać gołą nogą węgle rozpalone: a jeśli który zawahał się, wnet go wydalał z zakonu. Zdarzyło się iż jednemu z nich, w którym wielkiego ducha widział, dozwolił nawet wejść na palące się węgle, po których ten długo chodząc, doznał, jak powiadał, takiego wrażenia jakby po miękkiéj murawie stąpał. Pod jego przewodnictwem w nowicyacie, kszałcili się święty Jan Duklan, święty Władysław z Gielniowa, i błogosławiony Rafał z Proszowic. Prócz tego wielu innych wielkich sług Bożych, zostawało pod jego kierunkiem duchowném, a między innymi błogosławiony Michał Giedrojć, błogosławiony Stanisław Kazimiérczyk błogosławiony Izajasz Boner, i kilku im podobnych.

Za jego czasów nawiedził Pan Bóg Polskę a mianowicie Kraków, ciężkiém morowém powietrzem, pospolicie dżumą zwaném. Gdy wszyscy nad tą klęską boleli, Szymon widząc jak ona pobudzała ludzi do skruchy i pokuty, nazywał ją Jubileuszem wybranych, którego w końcu i sam dostąpił. Gdy bowiem wśród powszechnego popłochu uciekających z miasta przed morem, nawet niektórzy pasterze trzody swojéj odstąpili, Szymon podwajając gorliwości, dzień i noc obsługiwał zapowietrzonych, udzielając im ostatnie Sakramenta i doglądając ich, a szczególnie biedniejszych, gdy wszelkiego dozoru pozbawieni byli. Wśród takowych usług, w czasie kazania w oktawę Nawiedzenia przenajświętszéj Maryi Panny, będąc na ambonie, uczuł na lewéj łopatce zbierający się wrzód morowy. Pomimo tego, dopóki mógł chodzić służył umierającym. Nakoniec musiał się i sam położyć, a szóstego dnia choroby opatrzony świętemi Sakramentami, usnął w Panu odmawiając tę modlitwę: „Przyjdź o! słodki Zbawicielu, wywiedź moję duszę z więzów ciała, a zaprowadź ją na niebieskie gody. Pragnę rozstać się ze światem, a połączyć się z Tobą o! Chryste Jezu.”

Umarł 18 Lipca roku Pańskiego 1482. W lat zaś blizko dwieście od jego Śmierci, po wyprowadzeniu sprawy o cudach dokonanych przy jego grobie i za jego przyczyną, Papież Aleksander VIII cześć publiczną oddawać mu dozwolił.

Pożytek duchowny

Błogosławione byłyto czasy, gdzie po jedném kazaniu, dusze wybrane setkami opuszczały niebezpieczne światowe manowce, a poświęcały się w zakonie Panu Bogu na służbę, i w których, jakto widziałeś z Żywota dopiéro przeczytanego, tak wielu Świętych współcześnie krainę naszę zdobiło. Gdy w tak różnych pod tym względem żyjemy czasach, módl się gorąco aby Pan Bóg wskrzesić raczył lepsze.

Modlitwa (Kościelna)

Wszechmogący wieczny Boże, któryś błogosławionego Szymona Wyznawcę Twojego, szczególnemi łaskami w głoszeniu Ewangelii obdarzyć raczył; spraw miłościwie, abyśmy dusze nasze tąż nauką którą on głosił karmiąc, a co Tobie miłém jest spełniając, drogą sprawiedliwości do niebieskiéj ojczyzny szczęśliwie dojść mogli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 551–553.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 573

Święci Pańscy unikali świata i ludzi jak tylko mogli, bo milsze im było słodkie towarzystwo Pana Jezusa i Najświętszej Panny od wszystkich przyjemności i rozrywek światowych. Ale gdy bliźni potrzebował ich doczesnej lub duchownej pomocy, porzucali modlitwę, aby swą gorącą miłość ku Bogu okazać w czynnej miłości bliźniego. Ta też jest różnica między prawdziwą a udaną pobożnością. Prawdziwa pobożność zawsze i wszędzie szuka Boga i Jego chwały, fałszywa zaś najczęściej szuka siebie i swojej wygody, swojej próżności, swojego spokoju, swego zadowolenia.

Błogosławione to były czasy, gdzie po jednym kazaniu dusze wybrane opuszczały niebezpieczne światowe manowce, a poświęcały się w zakonie Panu Bogu na służbę, i w których, jak to widziałeś z żywotu dopiero przeczytanego, tak wielu Świętych współcześnie krainę naszą zdobiło. Gdy w tak różnych pod tym względem żyjemy czasach, módlmy się gorąco, aby Pan Bóg wskrzesić raczył lepsze.

Footnotes:

1

Joel II. 32.

Tags: św Szymon z Lipnicy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Bernardyn ze Sieny św Jan Kapistran pokuta św Jan z Dukli bł Władysław z Gielniowa bł Rafał z Proszowic zaraza dżuma Officium parvum pobożność
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.