Citatio.pl

Wpisy z tagiem "pokora":

2020-10-23

Św. Jana Kapistrana, Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1456.

(Żywot jego napisany był przez Papieża Piusa II.)

Święty Jan rodem Włoch, przyszedł na świat przy końcu wieku XIV, w małéj wiosce zwanéj Kapistrana (Capistranna) w królestwie neapolitańskiém. Był synem zamożnego szlachcica, który z Niemiec przybywszy z księciem Andegaweńskim gdy ten obejmował tron neapolitański, osiadł w tém państwie. Dla słuchania wyższych nauk wysłany do Perużyi, tak się tam odznaczył i znakomitém wykształceniem, i wielkiemi zdolnościami i prawością charakteru, że młodym jeszcze będąc zajął jeden z pierwszych urzędów w tém mieście, a najbogatszy pan téj prowincji, przeznaczył mu swoję córkę za małżonkę, z którą się Jan zaręczył. Przytém posiadał on szczególne zaufanie króla neapolitańskiego Władysława, do którego podówczas Perużya należała; ten używał go w poselstwie od siebie i do innych miast, dla załatwienia ważniejszych spraw państwa.

Coraz téż świetniejszy otwierał się zawód Janowi, i zdawał się on na drodze do najwyższych godności i zaszczytów ziemskich. Lecz że Pan Bóg przeznaczał mu nie ziemskie, lecz niebieskie wielkie nagrody, wkrótce doznał nasz Święty zmiany w swoim losie. Perużanie zbuntowali się przeciw królowi neapolitańskiemu, a znając Jana jednym z najprzychylniejszych urzędników sprawie Władysława, uwięzili go i zamknęli w ciemnéj i wilgotnéj piwnicy, w któréj i głodem go morzyli i najdotkliwsze zadawali mu obelgi i przykrości. Donieśli wprawdzie o tém jego przyjaciele królowi: ten łatwo mógł, wchodząc w różne układy z Perużanami, uzyskać uwolnienie tego najwierniejszego swego sługi, lecz tego nie uczynił. Taka z jego strony niewdzięczność żywo dotknęła Jana, i dowiodła mu jak na ludzi i ich względy rachować nie warto; a Bóg który mu to zsyłał dla widoków swojego szczególnego nad nim miłosierdzia, rozbudził wtedy w sercu jego pragnienie opuszczenia świata, i skoro odzyska wolność, wstąpienia do Zakonu. Już więc wahał się tylko jakie zgromadzenie ma wybrać, i gorąco prosił Matkę Bożą, aby mu wyjednać raczyła u Pana Jezusa wyraźną jaką w téj mierze skazówkę. Tak upłynęło dni kilka, kiedy odmawiając pacierze o Matce Bożéj Officium Parvum zwane, ujrzał więzienie swoje napełnione światłością niebieską, a wśród niéj objawił mu się święty Franciszek Seraficki, polecając aby do jego zakonu Braci-mniejszych wstąpił. Co większa: po tém widzeniu głowa Jana została tak ostrzyżoną w koronę, jak ją ciż zakonnicy noszą,

Tymczasem, przyjaciele Jana widząc że król o jego uwolnienie nie staro się, sami weszli w układy z Perużanami, i za umówioną sumę pieniężną, wykupili go z więzienia. Święty wyszedłszy na wolność, zerwał zaręczyny uczynione z ową córką zamożnego pana, rozdał cały swój majątek na ubogich, i udał się do klasztoru Braci-mniejszych na górze Perużańskiéj położonego, prosząc aby go przyjęto. Miał wtedy lat trzydzieści. Przełożony uczynił zadość téj probie, lecz obawiając się czy jego powołanie nie jest tylko dziełem chwilowego zniechęcenia do świata który go zawodził, umyślił na różne wystawić go próby. Między innemi, przywdzianemu dziwacznie i z tablicą na piersiach, na któréj były wypisane różne jego grzechy, kazał mu wsiąść na osła i ulice miasta objechać. Spełnił to święty Jan jak najochotniéj, a za tak mężne przezwyciężenie wszelkich względów światowéj próżności na samym wstępie na drodze życia zakonnego, dał mu Pan Bóg tę łaskę że już wszelkie inne upokorzenia, których mu nie szczędzono w nowicyacie, były dla niego jakby niczém. Przyszło bowiem było i do tego, że go po dwakroć wypędzono z klasztoru, jako niezdatnego do żadnych obowiązków. Lecz i to nie zraziło sługę Bożego: po kilka dni siadywał pod furtą wraz z ubogimi żywiąc się tém co po nich stawało. Przyjęty nareszcie został ostatecznie, lecz i to z tak upokarzającemi warunkami, że poddając się im, dał już wtedy dowód najwyższego stopnia cnoty zaparcia się i pokory. Przed wykonaniem uroczystych ślubów, trzy dni i trzy noce spędził na modlitwie niebiorąc żadnego posiłku. Odtąd zaś już mu nikt z braci w umartwieniach ciała, wytrwałości na modlitwie, najdoskonalszém posłuszeństwie, i w miłości braterskiej, nie wyrównał. Pościł całe życie bez przerwy, raz tylko na dzień biorąc bardzo mało posiłku. Sypiał wszystkiego trzy godziny na gołéj ziemi, resztę nocy spędzał w kościele, modląc się, a najczęściéj przed obrazem Matki Bożéj. Zalewał się wtedy słodkiemi łzami, i prawie za każdą razą wpadał w zachwycenie, i taki rodzaj życia prowadził i wtedy nawet, gdy późniéj wielkiemi pracami apostolskiemi był obarczony.

Po wyświęceniu na kapłana, niezwłocznie przeznaczony został od przełożonych na kaznodzieję, i w tymto zawodzie już odtąd ciągle pracując, stał się jednym z najsławniejszych w Kościele Bożym Apostołem, ogarniając pracą swoją nietylko Włochy, lecz wielką część północnéj Europy. Mistrzem w naukach duchownych miał świętego Bernardyna Seneńskiego, który podówczas wprowadził był ścisłą reformę w klasztorach Braci-mniejszych, a którego on wysokie cnoty wiernie naśladował, a szczególnie w gorliwości rozszerzania czci przenajświętszego Imienia Jezus, i nabożeństwa do Matki Bożéj. Po śmierci tego Świętego, Jan jak we wszystkim tak w dalszym przeprowadzeniu reformy zakonnéj, czynnie i godnie go zastąpił.

Pokory był najgłębszéj, i z tego powodu niczém skłonić go nie można było, aby przyjął Biskupstwo Akwiletańskie, na które został powołany. Wielekroć zamianowany Legatem Papieskim, gdy zewsząd tłumy ludu zbiegały się do niego jakby do jakiego nowego Apostoła, owszem poczytując go za Anioła z Nieba zesłanego, nietylko obojętnie ale z przykrością patrzał na takie oznaki szczególnéj czci powszechnéj, i wtedy powtarzał zwykle te słowa Psalmu Pańskiego: „Nie nam Panie, nie nam, lecz Imieniowi Twojemu daj chwałę” 1. Jak nadzwyczajną ostrością życia jaśniał, tak podobnież zasłynął znakomitemi pismami które wydał, powstając na różne panujące podówczas pod względem obyczajów nadużycia i błędy przeciw wierze. Dwa razy sprawował urząd Wikaryusza Generalnego zakonu Braci-mniejszych, a przykładem własnym i wydanemi rozporządzeniami dokonał rozpoczętéj przez świętego Bernardyna Seneńskiego reformy, w téj gałęzi zakonu świętego Franciszka Serafickiego do któréj należał, którą u nas Bernardynami nazywają, i która pod jego zarządem zajaśniała całą pierwotną ścisłością Reguły Patryarchy Asyskiego.

Ożywiony niezmordowaną o zbawienie dusz gorliwością, wielki ten sługa Boży przebiegł całe Włochy z tak zbawiennym skutkiem, że niezliczona liczba osób pod wpływem jego świętéj wymowy, i uderzona licznemi cudami jaki wszędzie czynił, przez niego na drogę zbawienia zwrócona i na niéj ustaloną została. Papież Marcin V uczynił go był Inkwizytorem, do wytępienia jednéj z najprzewrotniejszych sekt heretyckich, tak nazwanych Fratycelów, którzy w owym wieku z wielką dusz zgubą szerzyli błędy swoje we Włoszech. A gdy gorliwość świętego Jana, połączona z wielką jego łagodnością, wytępiła do szczętu tę dotkliwą w Kościele plagę, tenże Papież zamianował go Generalnym Inkwizytorem, to jest: przewodniczącym w téj Kongregacyi Rzymskiéj, do któréj odnoszą się wszelkie sprawy o kacerstwo oskarżonych. Onto także po usilnéj pracy, w całém państwie kościelném zniósł lichwę, którą Żydzi obdzierali bez miłosierdzia najuboższą ludność. Następny Papież Eugeniusz IV powierzył mu wraz ze świętym Wawrzyńcem Justynianem, sprawę tak zwanych Jezuatów, których niewinność wykrył, obroniwszy ich od rzuconych na nich oszczerstw. Na Wschodzie wielkie także położył zasługi. Onto bowiem ułatwił połączenie się Ormian z Kościołem katolickim, a które nastąpiło na Soborze Florenckim, gdzie obecny Jan, którego dziełem było i to walne zgromadzenie, zajaśniał jak słońce. Zamianowany przez Mikołaja V generalnym Inkwizytorem przeciw Żydom i Saracenom w całych Włoszech, nawrócił w Rzymie najstarszego Rabina żydowskiego, wraz z czterdziestu najznakomitszymi jego współwyznawcami. Tenże Papież, na żądanie cesarza Fryderyka III, wysłał go do Niemiec jako swojego Nuncyusza, dla nawracania kacerzy i przywrócenia zgody pomiędzy panującymi książętami. W sześcioletniéj apostolskiéj wycieczce swojéj po téj części Europy, podczas któréj zachodził i w różne inne kraje a także i do Polski, szerzył wszędzie mąż Boży chwałę Imienia Jezusowego, a kazaniami i cudami jakie czynił ogromną liczbę heretyków jako to: Husytów, Adamitów, Tabarytów i innych przywrócił Kościołowi.

Wtedy przybył i do nas, zaproszony przez króla Kazimierza, a przyjęty w Krakowie przez Biskupa i kardynała Zbigniewa Oleśnickiego z największą uroczystością, kazywał tam na rynku codziennie przez dziewięć miesięcy, i założył klasztor swojéj reformy ojców Bernardynów na Stradomiu.

Podczas pobytu w Polsce, odebrał od Papieża, którego sam namówił był do ogłoszenia wojny krzyżowéj przeciw Turkom, polecenie aby do niéj skłonił Panów chrześcijańskich. Wtedy Jan przeleciał jak błyskawica całe Niemcy, Węgry, Czechy i inne prowincye, a kazaniami swojemi i odezwami, tak do téj świętéj wyprawy zapalił serca panujących książąt, że w krótkim czasie siedemdziesiąt tysięcy wojska chrześcijańskiego stanęło, gotowego do boju. Jegoto obecności w czasie stanowczéj bitwy z niewiernymi, wśród któréj z krzyżem w ręku obiegał szeregi zagrzewając je do walki, a ciągle wzywając głośno Imienia Jezusa i Maryi, zawdzięcza sprawa chrzęścijaństwa całego zwycięstwo, jakie podówczas odnieśli nasi nad Turkami pod Belgradem, gdzie dwa razy liczniejsze ich hufce poszły w rozsypkę i na głowę pobite zostały.

Wkrótce potém, święty Jan strudzony tylu pracami, wycieńczony ostrą pokutą, zapadł w śmiertelną chorobę, w klasztorze swoim w Wilaku w Węgrzech. Kilku panujących przybyło go odwiedzić; upominał ich aby bronili wiary chrześcijańskiéj, i oddał Bogu ducha dnia 23 Października roku Pańskiego 1456, mąż prawdziwie Apostolski, a jak się wyraża o nim Brewiarz, z serca Męczennik. Kanonizował go Papież Aleksander VIII.

Pożytek duchowny

Świętemu Janowi Kapistranowi żywo się przedstawiła znikomość rzeczy ludzkich i dał mu się słyszeć głos Boga powołujący go do wyłącznéj swojéj służby, gdy był zamknięty w więzieniu. W samotności to bowiem najzbawienniejsze przychodzą nam myśli, i łatwiéj tam dosłyszeć co Pan Bóg do duszy naszéj przemawiać raczy. Jeśli chcesz bliżéj z Bogiem obcować, przynajmniéj niekiedy odsuń się od wrzawy świata.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś zasługami i nauką błogosławionego Jana, Kościoł Twój przedziwnie uświetnił, i przez niego nad wrogami chrześcijaństwa przez moc przenajświętszego mienia Jezus, wiernym zwycięstwo odnieść dał; spraw prosimy, abyśmy nieprzyjaciół naszych za jego pośrednictwem przemagając na ziemi, nagrody razem z nim dostąpili w Niebie. Przez Pana nastego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 906–908.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 848

Święty Jan Kapistran, ten były słynny prawnik i doktor, sędzia i ulubieniec królewski, wstąpiwszy do zakonu stał się wspaniałym wzorem chrześcijańskiej pokory. Wszyscy, w jakimkolwiek żyjemy stanie, powinniśmy brać przykład z tego wielkiego Świętego, albowiem

  1. Pokora czyni nas miłymi Bogu. Psalmista Pański mówi: „Któż jako Pan, Bóg nasz, który mieszka na wysokości, a na niskości patrzy na Niebie i na ziemi?” (Psalm 112, 5—6). Znaczy to, że Bóg jako najwyższy Pan i jedynie prawdziwy Bóg znajduje w pokorze szczególne upodobanie. Izajasz prorok pisze: „Bo tak mówi Wysoki i Wyniosły mieszkający w wieczności, a święte Imię Jego na wysokości i w świątyni mieszkający, a ze skruszonym i uniżonym duchem, aby ożywił ducha zniżonych, ażeby ożywił ducha skruszonych”. Prorok Daniel woła: „Wy Święci i w sercu pokorni, chwalcie Pana”, najmilsza bowiem jest Mu chwała z ust pokornych. Najświętsza Panna oświadcza wyraźnie, dlaczego Bóg Ją tak umiłował i wyszczególnił, mówiąc: „Pan raczył spojrzeć łaskawie na niegodną sługę swoją” (Łuk. 1, 48). Święta Magdalena de Pazzis na pytanie, dlaczego Bóg miłuje prostodusznych i pokornych, odpowiada tymi słowy: „Przyczyną tego jest pokora, bo ta przyciąga Boga jak magnes do duszy człowieka”. Powiedzmy przeto z Judytą (Jud. 8, 16): „A przeto ukorzmy dusze nasze i w duchu uniżonym służąc Mu, mówmy z płaczem Panu, aby według woli swojej uczynił z nami miłosierdzie swoje”.
  2. Pokora wyjednywa nam łaskę i przychylność Boską. Pismo św. powtarza kilkakrotnie, że Bóg czuje wstręt do dumnych, a łaskawy jest dla pokornych. Łaski Pańskie nazywa święty Jan zdrojami żywej wody. „Woda stacza się na dół, nie idzie pod górę, łaska Boża spływa w głębie serc pokornych, nie w dusze nadęte dumą i zarozumiałością. Doliny są o wiele żyźniejsze od gór”. Mówi to również już psalmista Pański, iż wyniosłości bywają często nagimi skałami, z których stacza się deszcz ożywczy, użyźniając doliny zasłonięte od mroźnych wiatrów. Historia uczy, że dumni i napuszeni są pozbawieni łask i wewnętrznego spokoju, pełni trosk i drażliwości, wystawieni na burze pokus i namiętności, a pokorni są bogaci w łaski, spokój, wesele, nadzieje i serdeczne pociechy, męstwo i rozliczne cnoty.

Footnotes:

1

Psalm. CXIII. 1.

Tags: św Jan Kapistran „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna powołanie Officium parvum tonsura św Bernardyn ze Sieny Żydzi Inkwizycja herezja pokora
2020-10-12

Św. Serafina z Monte Granario, Braciszka Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów

Żył około roku Pańskiego 1604.

(Żywot jego był napisany przez Sylwestra z Medyolanu, tegoż Zakonu kapłana.)

Święty Serafin był rodem z Granaru, małéj wioski we Włoszech w dyecezyi Firmińskiéj położonéj. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1540. Ojciec jego ubogi malarz imieniem Hieronim, a matka Teodora wielce pobożni, wychowywali go jak młodego Tobiasza, ucząc od dzieciństwa aby się brzydził grzechem, a z całego serca miłował Boga i służył Mu jak najwierniéj. Gdy podrósł oddany był na usługi pewnemu włościaninowi, który go przeznaczył do paszenia owiec. Pobożny ten pastuszek dnie całe spędzał na modlitwie, niespuszczając jednak z oczu powierzonéj mu trzódki. Na korze u drzew wyżłabiał sobie jużto krzyże już imię Maryi, i przed tak skromnemi ołtarzami przez długie godziny zatapiał się w bogomyślności. Do Matki Bożéj miał szczególne nabożeństwo, i za Jéj pośrednictwem wtedy już cudowne swoje łaski Pan Bóg nad nim okazywał, gdyż po dwakroć wezbraną rzekę Potencyą, z podziwieniem nato patrzących, suchą nogą przebył.

Po śmierci ojca, starszy brat który mularkę po ojcu daléj prowadził, wziął go do domu. Byłło człowiek bardzo gwałtowny, od którego nasz Święty wiele wycierpiał. Przeciążał go robotą, a chociaż Feliks (takie bowiem miał imię zanim wstąpił do Zakonu) pracował nad siły, brat go ciągle łajał, a często bił bez miłosierdzia, co wszystko znosił on w milczeniu i z przedziwną cierpliwością.

Zdarzyło się że gdy razu pewnego był na robocie u pewnéj pobożnéj pani, słyszał ją głośno czytającą rozmyślania o strasznym sądzie Bożym, na którym każda dusza staje zaraz po śmierci. Wywarło to na nim takie wrażenie, że rzekł do osoby czytającej: „Gdy tak się rzeczy mają, trzeba iść na puszczę aby zbawienie swoje zabezpieczyć.” – „To w dzisiejszych czasach nie łatwo, odrzekła mu ta pobożna pani, lecz jeśli chcesz odsunąć się od świata, wstąp do zakonu Kapucynów, który oto świeżo założony, odznacza się wielką ścisłością w zachowaniu życia odosobnionego i pokutnego.” Niezwłocznie téż Feliks udał się do miasta Tolentynu, gdzie był klasztor Kapucynów, z prośbą aby go do zakonu przyjęto. Z razu robiono mu trudności, z powodu że byłło prostaczęk, który ani pisać ani czytać nie umiał; lecz po usilnych prośbach przyjęty został na Braciszka, i do nowicyatu w klasztorze w Wiesi odesłany, gdzie przywdział habit przyjmując imię Serafina. Miał wtenczas lat szesnaście. Od chwili wstąpienia do nowicyatu, tak zajaśniał cnotami doskonałego zakonnika, że dla najstarszych był wzorem do naśladowania. Niepoprzestając na wielkich ostrościach przepisanych przez Regułę, zadawał sobie jeszcze inne umartwienia, które Magister jego musiał ciągle miarkować. W pokorze, która główną jest cechą synów świętego Franciszka Patryarchy tego zakonu, nikt mu z braci nie wyrównywał.

Po wykonaniu ślubów uroczystych, jeszcze gorliwiéj na téj drodze postępował. Pragnął być przeznaczonym za towarzysza kapłanom wysyłanym na misyą do niewiernych, wzdychając za koroną męczeńską, lecz Pan Bóg nie tą drogą miał go do Nieba poprowadzić. Przełożeni przeznaczyli go ma kwestarza klasztoru w Askoli, gdzie na tym obowiązku całe swoje zakonne życie spędził, a miasta tego, chociaż nie był kapłanem, stał się jakby Apostołem: tak zbawienny bowiem wpływ wywierał na wszystkich mieszkańców wysoką świątobliwością z któréj powszechnie był znany, a któréj przydawał Pan Bóg blasku darem cudów jakim zajaśniał.

Prosty ten braciszek zakonny, w tak szczególném był u wszystkich szacunku, i takiéj zażywał powagi, że każda rozmowa jego z osobami świeckiemi, zbawienniejsze nieraz wywierała ma nich skutki, niż najwymowniejsze kazania. W mieście Askoli za czasów jego tam pobytu, prawdziwą plagą dla dusz, była upowszechniona gra w karty, która najzamożniejszych przywodziła do straty majątków, w biedniejszych rozbudzała niepohamowaną chęć zysków, a dla wszystkich stawała się pobudką do kłótni, bitew, bluźnierstw i niesnasków domowych. Serafinowi Pan Bóg podał do serca aby na tę zdrożność uderzał. Jako kwestarz klasztoru często bywał w mieście: wtedy zachodził do domów gdzie się na gry zbierano; z początku przypatrywał się temu w milczeniu, a potém zawiązywał z grającymi rozmowę, po któréj przychodziło zwykle do tego, że najzapamiętalsi gracze oddawali mu karty, które on rozdzierając mówił: „nie gniewajcie się za to co czynię, gdyż krzywdzę tém nie was ale szatana, który przez wasze ręce temi kartami wygrywa dusze wasze.” Tak téż go powszechnie z téj strony znano, że niekiedy gracze do kart zasiadłszy, gdy ujrzeli go nadchodzącego, zaniechywali gry mówiąc: „Nie ma rady, porzućmy karty, gdyż oto brat Serafin idzie.”

Druga zdrożność na którą ten pokorny braciszek również gorliwie uderzał, byłto niechrześcijański zwyczaj, rozwieszania po ścianach obrazów skromność obrażających. Powstawał Serafin na te wszeteczeństwa z najświętszym zapałem. Po wszystkich domach gdzie tylko bywał, a w których go z największą czcią i uszanowaniem zawsze przyjmowano, jeśli coś podobnego widział, w najżywszych wyrazach przedstawiał wielkie ztąd dla każdej duszy szkody, i zapowiadał że noga jego w tym domu nie postanie, jeśli tego rodzaju zgorszenia nie usuną. Niekiedy gdy uważał to właściwém i najskuteczniejszém, sam własną ręką takie obrazy i sztchy niszczył i palił. A gdy je znajdował bogato przyozdobione, mawiał ze słuszném oburzeniem: „Czy godzi się chrześcijaninowi, grzechy śmiertelne w ramy złote oprawiać?” Mnóstwo téż tego rodzaju obrzydliwości, za jego wpływem usuniętych zostało z oczów ludzkich na zawsze.

Jak nieskromne obrazy obudzały w nim słuszne oburzenie, tak jeszcze bardziéj nieskromne noszenie się niewiast wzniecało w nim litość i nad temi płochemi istotami które się tego dopuszczały, i nad duszami, dla których stawało się to powodem do grzechu. Powstawał więc i przeciw temu Serafin, a że jak wszystko tak i to czynił z wielką miłością i pokorą, wiele niewiast od podobnego rodzaju strojów na zawsze odwiódł. Zdarzyło się że upominał o to pewną młodą kobietę, która mu szydersko odpowiedziała: „Jak się postarzeję, wtedy za tą radą pójdę, lecz pókim młoda trudno mi bez tego się obejść.” Na to odpowiedział jéj Święty: „Ja zaś radzę ci teraz słuchać głosu Bożego, bo wkrótce nie będziesz już miała na to czasu.” Co było proroctwem, gdyż lekkomyślna ta kobieta wkrótce potém, wiodąc życie bardzo naganne nagle umarła, niemając czasu pojednać się z Bogiem.

Sam, jakto wspomnieliśmy, nieumiejący czytać, Duchem Świętym oświecony, żywo był przejęty temi znowu niezrównanemi szkodami, jakie odnoszą dusze z czytania złych książek, a najbardziéj powieści tak zwanych romansowych. Pojmował on doskonale iż jestto środek przez który szatan najwięcéj dusz pozyskuje. I téj więc równie, już za jego czasów upowszechniającéj się, a podobno największéj dla serc i umysłów chrześcijańskich pladze, wypowiedział on wojnę. Korzystając z całéj swojéj powagi, która z latami wzrastała i uczyniła go już była jakby wyrocznią całego miasta, powstawał przeciw czytaniu złych książek z taką świętą gorliwością, wymową i trafnością, że je wyrywał z rąk tych nawet, którym zdawało się że bez tego zabójczego dla dusz pokarmu żyćby już nie mogli.

Także obdarzył go Pan Bóg darem jednania zagniewanych na siebie osób, i często się zdarzało że gdy długa nienawiść trzymała w ciężkich grzechach powaśnionych między sobą, jedno wdanie się w to świętego Serafina, wyrywało z tego nieszczęsnego stanu dusze, i przywracało serdeczną i trwałą zgodę tam, gdzie przedtém panowała nienawiść zawzięta.

Umiał podobnież trafiać do najzatwardzialszych grzeszników. W więzieniu w Askoli trzymany był przywódca zabójców, słynny ze swoich okrucieństw, a który śmiertelną chorobą złożony, spowiadać się nie chciał. Gdy napróżno starali się nakłonić go do tego najgorliwsi kapłani, posłano do niego Serafina. Po jednéj z nim rozmowie, zbójca ten z największą skruchą wyspowiadał się i przyjął święte Sakramenta.

Dla ubogich okazywał największe miłosierdzie, na jakie tylko, sam będąc ubogim zakonnikiem, mógł się zdobywać. Podczas panującego w Askoli i w okolicach tego miasta głodu, poprzestawał codzień na suchym kawałku chleba, a resztę przeznaczonego dla siebie posiłku, za pozwoleniem przełożonego ubogim rozdawał. Inną razą zdarzyło się, że gdy był w klasztorze odźwiernym, zauważał przełożony że Serafin bardzo wiele jarzyny z ogrodu rozdaje biednym. Kiedy chciał mu tego zakazać, Święty pokornie ma powiedział: „Dozwólcie Ojcze na takowe wsparcie biednych, a Pan Bóg wynagrodzi nam to większą urodzajnością ogrodu.” Jakoż, dnia każdego w którym Serafin wycinał jarzynę z wieczora dla rozdania ubogim, nazajutrz rano znajdowano ją jeszcze bujniéj odrośniętą. Nastał wkrótce potém inny Gwardyan to jest przełożony, który wyznaczył Serafinowi małą kwaterę w ogrodzie, aby z niéj tylko zbieranemi jarzynami wspierał ubogich. Chociaż sługa Boży nie wielkie miał około niéj starania, okazało się w końcu że więcéj z niej doczekał się warzywa i owoców, niż to z całego wielkiego ogrodu, pracowicie uprawionego, zbierano.

Cnoty takie raczył Pan Bóg wynagradzać w nim i uświetnić darem czynienia cudów. Niezliczoną liczbę ciężko chorych samym znakiem krzyża uzdrawiał. Przepowiedział także wiele przyszłych wypadków. Posiadał dar rozpoznawania najskrytszych tajników serc ludzkich, co mu szczególnie ułatwiało wpływ na największych grzeszników, gdy ich nieraz upominał o grzechy, o których według ich przekonania prócz Boga i ich samych nikt wiedzieć nie mógł. A i na modlitwie szczególne odbierał łaski, między innemi i tę, że przenajświętsza Marya Panna w objawieniach raczyła z nim rozmawiać. Razu pewnego kiedy doznał był od ludzi wielkiej przykrości i zniewagi, modląc się przed przenajświętszym Sakramentem, usłyszał głos z Puszki wychodzący, który zalecał mu jak największą cierpliwość, łagodność i pokorę. W tych téż cnotach tak był nietylko wyćwiezony lecz utrwalony, że pomimo tego iż jako prosty braciszek zakonny często na wielkie nietylko upokorzenia ale i obelgi bywał wystawiony, nigdy w nim najmniejszego obruszenia się albo zmieszania nie dopatrzono. Zapytany razu pewnego od jednego ze swoich znajomych, podziwiającego w nim niezachwianą łagodność, jakim sposobem takowéj dostąpił, odpowiedział: „Ciężko przez lat trzydzieści pracować musiałem na pokonanie w sobie pychy i porywczości; aż nakoniec dał mi Pan Bóg tę łaskę, że na największe upokorzenia najmniejszego oburzenia nie czuję.”

Czterdzieści lat już z górą upływało, jak święty Serafin służył Panu Bogu w Zakonie, kiedy lekko zapadłszy na zdrowiu prosił aby mu ostatnie Sakramenta udzielono. Gdy przełożony opierając się na zdaniu lekarza odpowiedział że nic nagłego nie ma, Serafin nienalegająć więcéj, gdy Gwardyan odszedł, podział do braci: „będziecie musieli potém z wielką skwapliwością udzielać mi Sakramenta święte.” Co się téż sprawdziło, gdyż nazajutrz wśród gorącéj modlitwy na któréj już trwał ciągle odkąd zachorował, zapadł nagle w konanie, i gdy zaledwie mu z pośpiechem udzielono ostatnie Olejem świętym namaszczenie, oddał Boga ducha 12 Października roku Pańskiego 1604. W poczet Świętych wpisany został przez Papieża Klemensa XIII.

Pożytek duchowny

Podziwiając w świętych Pańskich wysokie cnoty jakiemi jaśnieli, jeśli pragniesz stać się im w tém podobny, naśladujże ich najprzód w pracy przez którą oni też cnoty nabyli. Chcesz-li szczerze wykorzenić w sobie jaki zły nałóg, walcz z nim tak wytrwale jak to czynił święty Serafin z wadą pychy i porywczości, który dla nabycia cnót pokory i łagodności aż lat trzydzieści pracował.

Modlitwa (Kościelna)

Boże który w sercu błogosławionego Serafina, przedziwne płomienie miłości Twojéj roznieciłeś; spraw prosimy za jego pośrednictwem, abyśmy w jego ślady wstępując, takiemiż płomieniami rozpaleni zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 872–875.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 822–823

Podziwiając w Świętych Pańskich wysokie cnoty, jakimi jaśnieli, jeśli pragniesz stać się im podobnym, naśladuj ich najprzód w pracy, przez którą oni cnoty nabywali. Chcesz szczerze wykorzenić w sobie jaki zły nałóg, walcz z nim tak wytrwale, jak to czynił święty Serafin z wadą pychy i porywczości, kiedy dla nabycia cnót pokory i łagodności aż lat trzydzieści pracował.

Pokora jest to cnota, która przez doskonałe poznanie samego siebie nie dopuszcza, aby wysoko o sobie rozumieć, nad innych się wynosić i pragnąć być szanowanym przez innych. Trzy są główne stopnie pokory: pierwszy polega na tym, aby człowiek uznał, że jest niczym i nic z siebie nie ma oprócz słabości i nędzy; że nic sam nie może, tylko grzeszyć. Potrzeba, aby miał o swym ubóstwie i nędzy prawdziwe przekonanie i z tego powodu upokarzał się przed Bogiem, nic sobie nie przypisywał, z niczego się nie chełpił, nie szukał u ludzi sławy i szacunku, chociażby mu się słusznie należały. Pochwały powinien za niesłuszne uznawać, i ciągle upokarzać się przed Bogiem, cieszyć się z tego, że Bóg jest wszystkim, a on niczym. Drugi stopień pokory polega na tym, aby z cierpliwością znosić, gdy się jest lekceważonym przez innych. Niemiło jest doznawać pogardy, ale Bóg godzien, aby ją znosić dla Niego. Nadto – albo zasłużyłem na to, aby mną gardzono, albo nie zasłużyłem; jeśli zasłużyłem, żadna mi się krzywda nie dzieje i niesłusznie się uskarżam; a jeżeli na wzgardę nie zasłużyłem, to ten, który mną pogardza, większą sobie aniżeli mnie krzywdę wyrządza, gwałci bowiem prawdę, grzeszy przeciwko miłości bliźniego, a przez to traci łaskę Boską. Czyż chrześcijanin może powiedzieć: pomścij wzgardę wzgardą? Jego obowiązkiem na wzór Chrystusa cierpieć spokojnie i ubolewać na tym, który mu wzgardę wyrządza. Niech mną gardzi kto chce, i niech o mnie mówi co chce, ja będę tylko tym, czym jestem w oczach Boga. Nie dbam o to, choć ludzie mną gardzą, abym tylko znalazł łaskę u Pana Boga.

Tags: św Serafin z Montegranaro „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora czystość nawrócenie jałmużna łagodność pokora
2020-10-12

Św. Serafina z Monte Granario, Braciszka Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów

Żył około roku Pańskiego 1604.

(Żywot jego był napisany przez Sylwestra z Medyolanu, tegoż Zakonu kapłana.)

Święty Serafin był rodem z Granaru, małéj wioski we Włoszech w dyecezyi Firmińskiéj położonéj. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1540. Ojciec jego ubogi malarz imieniem Hieronim, a matka Teodora wielce pobożni, wychowywali go jak młodego Tobiasza, ucząc od dzieciństwa aby się brzydził grzechem, a z całego serca miłował Boga i służył Mu jak najwierniéj. Gdy podrósł oddany był na usługi pewnemu włościaninowi, który go przeznaczył do paszenia owiec. Pobożny ten pastuszek dnie całe spędzał na modlitwie, niespuszczając jednak z oczu powierzonéj mu trzódki. Na korze u drzew wyżłabiał sobie jużto krzyże już imię Maryi, i przed tak skromnemi ołtarzami przez długie godziny zatapiał się w bogomyślności. Do Matki Bożéj miał szczególne nabożeństwo, i za Jéj pośrednictwem wtedy już cudowne swoje łaski Pan Bóg nad nim okazywał, gdyż po dwakroć wezbraną rzekę Potencyą, z podziwieniem nato patrzących, suchą nogą przebył.

Po śmierci ojca, starszy brat który mularkę po ojcu daléj prowadził, wziął go do domu. Byłło człowiek bardzo gwałtowny, od którego nasz Święty wiele wycierpiał. Przeciążał go robotą, a chociaż Feliks (takie bowiem miał imię zanim wstąpił do Zakonu) pracował nad siły, brat go ciągle łajał, a często bił bez miłosierdzia, co wszystko znosił on w milczeniu i z przedziwną cierpliwością.

Zdarzyło się że gdy razu pewnego był na robocie u pewnéj pobożnéj pani, słyszał ją głośno czytającą rozmyślania o strasznym sądzie Bożym, na którym każda dusza staje zaraz po śmierci. Wywarło to na nim takie wrażenie, że rzekł do osoby czytającej: „Gdy tak się rzeczy mają, trzeba iść na puszczę aby zbawienie swoje zabezpieczyć.” – „To w dzisiejszych czasach nie łatwo, odrzekła mu ta pobożna pani, lecz jeśli chcesz odsunąć się od świata, wstąp do zakonu Kapucynów, który oto świeżo założony, odznacza się wielką ścisłością w zachowaniu życia odosobnionego i pokutnego.” Niezwłocznie téż Feliks udał się do miasta Tolentynu, gdzie był klasztor Kapucynów, z prośbą aby go do zakonu przyjęto. Z razu robiono mu trudności, z powodu że byłło prostaczęk, który ani pisać ani czytać nie umiał; lecz po usilnych prośbach przyjęty został na Braciszka, i do nowicyatu w klasztorze w Wiesi odesłany, gdzie przywdział habit przyjmując imię Serafina. Miał wtenczas lat szesnaście. Od chwili wstąpienia do nowicyatu, tak zajaśniał cnotami doskonałego zakonnika, że dla najstarszych był wzorem do naśladowania. Niepoprzestając na wielkich ostrościach przepisanych przez Regułę, zadawał sobie jeszcze inne umartwienia, które Magister jego musiał ciągle miarkować. W pokorze, która główną jest cechą synów świętego Franciszka Patryarchy tego zakonu, nikt mu z braci nie wyrównywał.

Po wykonaniu ślubów uroczystych, jeszcze gorliwiéj na téj drodze postępował. Pragnął być przeznaczonym za towarzysza kapłanom wysyłanym na misyą do niewiernych, wzdychając za koroną męczeńską, lecz Pan Bóg nie tą drogą miał go do Nieba poprowadzić. Przełożeni przeznaczyli go ma kwestarza klasztoru w Askoli, gdzie na tym obowiązku całe swoje zakonne życie spędził, a miasta tego, chociaż nie był kapłanem, stał się jakby Apostołem: tak zbawienny bowiem wpływ wywierał na wszystkich mieszkańców wysoką świątobliwością z któréj powszechnie był znany, a któréj przydawał Pan Bóg blasku darem cudów jakim zajaśniał.

Prosty ten braciszek zakonny, w tak szczególném był u wszystkich szacunku, i takiéj zażywał powagi, że każda rozmowa jego z osobami świeckiemi, zbawienniejsze nieraz wywierała ma nich skutki, niż najwymowniejsze kazania. W mieście Askoli za czasów jego tam pobytu, prawdziwą plagą dla dusz, była upowszechniona gra w karty, która najzamożniejszych przywodziła do straty majątków, w biedniejszych rozbudzała niepohamowaną chęć zysków, a dla wszystkich stawała się pobudką do kłótni, bitew, bluźnierstw i niesnasków domowych. Serafinowi Pan Bóg podał do serca aby na tę zdrożność uderzał. Jako kwestarz klasztoru często bywał w mieście: wtedy zachodził do domów gdzie się na gry zbierano; z początku przypatrywał się temu w milczeniu, a potém zawiązywał z grającymi rozmowę, po któréj przychodziło zwykle do tego, że najzapamiętalsi gracze oddawali mu karty, które on rozdzierając mówił: „nie gniewajcie się za to co czynię, gdyż krzywdzę tém nie was ale szatana, który przez wasze ręce temi kartami wygrywa dusze wasze.” Tak téż go powszechnie z téj strony znano, że niekiedy gracze do kart zasiadłszy, gdy ujrzeli go nadchodzącego, zaniechywali gry mówiąc: „Nie ma rady, porzućmy karty, gdyż oto brat Serafin idzie.”

Druga zdrożność na którą ten pokorny braciszek również gorliwie uderzał, byłto niechrześcijański zwyczaj, rozwieszania po ścianach obrazów skromność obrażających. Powstawał Serafin na te wszeteczeństwa z najświętszym zapałem. Po wszystkich domach gdzie tylko bywał, a w których go z największą czcią i uszanowaniem zawsze przyjmowano, jeśli coś podobnego widział, w najżywszych wyrazach przedstawiał wielkie ztąd dla każdej duszy szkody, i zapowiadał że noga jego w tym domu nie postanie, jeśli tego rodzaju zgorszenia nie usuną. Niekiedy gdy uważał to właściwém i najskuteczniejszém, sam własną ręką takie obrazy i sztchy niszczył i palił. A gdy je znajdował bogato przyozdobione, mawiał ze słuszném oburzeniem: „Czy godzi się chrześcijaninowi, grzechy śmiertelne w ramy złote oprawiać?” Mnóstwo téż tego rodzaju obrzydliwości, za jego wpływem usuniętych zostało z oczów ludzkich na zawsze.

Jak nieskromne obrazy obudzały w nim słuszne oburzenie, tak jeszcze bardziéj nieskromne noszenie się niewiast wzniecało w nim litość i nad temi płochemi istotami które się tego dopuszczały, i nad duszami, dla których stawało się to powodem do grzechu. Powstawał więc i przeciw temu Serafin, a że jak wszystko tak i to czynił z wielką miłością i pokorą, wiele niewiast od podobnego rodzaju strojów na zawsze odwiódł. Zdarzyło się że upominał o to pewną młodą kobietę, która mu szydersko odpowiedziała: „Jak się postarzeję, wtedy za tą radą pójdę, lecz pókim młoda trudno mi bez tego się obejść.” Na to odpowiedział jéj Święty: „Ja zaś radzę ci teraz słuchać głosu Bożego, bo wkrótce nie będziesz już miała na to czasu.” Co było proroctwem, gdyż lekkomyślna ta kobieta wkrótce potém, wiodąc życie bardzo naganne nagle umarła, niemając czasu pojednać się z Bogiem.

Sam, jakto wspomnieliśmy, nieumiejący czytać, Duchem Świętym oświecony, żywo był przejęty temi znowu niezrównanemi szkodami, jakie odnoszą dusze z czytania złych książek, a najbardziéj powieści tak zwanych romansowych. Pojmował on doskonale iż jestto środek przez który szatan najwięcéj dusz pozyskuje. I téj więc równie, już za jego czasów upowszechniającéj się, a podobno największéj dla serc i umysłów chrześcijańskich pladze, wypowiedział on wojnę. Korzystając z całéj swojéj powagi, która z latami wzrastała i uczyniła go już była jakby wyrocznią całego miasta, powstawał przeciw czytaniu złych książek z taką świętą gorliwością, wymową i trafnością, że je wyrywał z rąk tych nawet, którym zdawało się że bez tego zabójczego dla dusz pokarmu żyćby już nie mogli.

Także obdarzył go Pan Bóg darem jednania zagniewanych na siebie osób, i często się zdarzało że gdy długa nienawiść trzymała w ciężkich grzechach powaśnionych między sobą, jedno wdanie się w to świętego Serafina, wyrywało z tego nieszczęsnego stanu dusze, i przywracało serdeczną i trwałą zgodę tam, gdzie przedtém panowała nienawiść zawzięta.

Umiał podobnież trafiać do najzatwardzialszych grzeszników. W więzieniu w Askoli trzymany był przywódca zabójców, słynny ze swoich okrucieństw, a który śmiertelną chorobą złożony, spowiadać się nie chciał. Gdy napróżno starali się nakłonić go do tego najgorliwsi kapłani, posłano do niego Serafina. Po jednéj z nim rozmowie, zbójca ten z największą skruchą wyspowiadał się i przyjął święte Sakramenta.

Dla ubogich okazywał największe miłosierdzie, na jakie tylko, sam będąc ubogim zakonnikiem, mógł się zdobywać. Podczas panującego w Askoli i w okolicach tego miasta głodu, poprzestawał codzień na suchym kawałku chleba, a resztę przeznaczonego dla siebie posiłku, za pozwoleniem przełożonego ubogim rozdawał. Inną razą zdarzyło się, że gdy był w klasztorze odźwiernym, zauważał przełożony że Serafin bardzo wiele jarzyny z ogrodu rozdaje biednym. Kiedy chciał mu tego zakazać, Święty pokornie ma powiedział: „Dozwólcie Ojcze na takowe wsparcie biednych, a Pan Bóg wynagrodzi nam to większą urodzajnością ogrodu.” Jakoż, dnia każdego w którym Serafin wycinał jarzynę z wieczora dla rozdania ubogim, nazajutrz rano znajdowano ją jeszcze bujniéj odrośniętą. Nastał wkrótce potém inny Gwardyan to jest przełożony, który wyznaczył Serafinowi małą kwaterę w ogrodzie, aby z niéj tylko zbieranemi jarzynami wspierał ubogich. Chociaż sługa Boży nie wielkie miał około niéj starania, okazało się w końcu że więcéj z niej doczekał się warzywa i owoców, niż to z całego wielkiego ogrodu, pracowicie uprawionego, zbierano.

Cnoty takie raczył Pan Bóg wynagradzać w nim i uświetnić darem czynienia cudów. Niezliczoną liczbę ciężko chorych samym znakiem krzyża uzdrawiał. Przepowiedział także wiele przyszłych wypadków. Posiadał dar rozpoznawania najskrytszych tajników serc ludzkich, co mu szczególnie ułatwiało wpływ na największych grzeszników, gdy ich nieraz upominał o grzechy, o których według ich przekonania prócz Boga i ich samych nikt wiedzieć nie mógł. A i na modlitwie szczególne odbierał łaski, między innemi i tę, że przenajświętsza Marya Panna w objawieniach raczyła z nim rozmawiać. Razu pewnego kiedy doznał był od ludzi wielkiej przykrości i zniewagi, modląc się przed przenajświętszym Sakramentem, usłyszał głos z Puszki wychodzący, który zalecał mu jak największą cierpliwość, łagodność i pokorę. W tych téż cnotach tak był nietylko wyćwiezony lecz utrwalony, że pomimo tego iż jako prosty braciszek zakonny często na wielkie nietylko upokorzenia ale i obelgi bywał wystawiony, nigdy w nim najmniejszego obruszenia się albo zmieszania nie dopatrzono. Zapytany razu pewnego od jednego ze swoich znajomych, podziwiającego w nim niezachwianą łagodność, jakim sposobem takowéj dostąpił, odpowiedział: „Ciężko przez lat trzydzieści pracować musiałem na pokonanie w sobie pychy i porywczości; aż nakoniec dał mi Pan Bóg tę łaskę, że na największe upokorzenia najmniejszego oburzenia nie czuję.”

Czterdzieści lat już z górą upływało, jak święty Serafin służył Panu Bogu w Zakonie, kiedy lekko zapadłszy na zdrowiu prosił aby mu ostatnie Sakramenta udzielono. Gdy przełożony opierając się na zdaniu lekarza odpowiedział że nic nagłego nie ma, Serafin nienalegająć więcéj, gdy Gwardyan odszedł, podział do braci: „będziecie musieli potém z wielką skwapliwością udzielać mi Sakramenta święte.” Co się téż sprawdziło, gdyż nazajutrz wśród gorącéj modlitwy na któréj już trwał ciągle odkąd zachorował, zapadł nagle w konanie, i gdy zaledwie mu z pośpiechem udzielono ostatnie Olejem świętym namaszczenie, oddał Boga ducha 12 Października roku Pańskiego 1604. W poczet Świętych wpisany został przez Papieża Klemensa XIII.

Pożytek duchowny

Podziwiając w świętych Pańskich wysokie cnoty jakiemi jaśnieli, jeśli pragniesz stać się im w tém podobny, naśladujże ich najprzód w pracy przez którą oni też cnoty nabyli. Chcesz-li szczerze wykorzenić w sobie jaki zły nałóg, walcz z nim tak wytrwale jak to czynił święty Serafin z wadą pychy i porywczości, który dla nabycia cnót pokory i łagodności aż lat trzydzieści pracował.

Modlitwa (Kościelna)

Boże który w sercu błogosławionego Serafina, przedziwne płomienie miłości Twojéj roznieciłeś; spraw prosimy za jego pośrednictwem, abyśmy w jego ślady wstępując, takiemiż płomieniami rozpaleni zostali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 872–875.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 822–823

Podziwiając w Świętych Pańskich wysokie cnoty, jakimi jaśnieli, jeśli pragniesz stać się im podobnym, naśladuj ich najprzód w pracy, przez którą oni cnoty nabywali. Chcesz szczerze wykorzenić w sobie jaki zły nałóg, walcz z nim tak wytrwale, jak to czynił święty Serafin z wadą pychy i porywczości, kiedy dla nabycia cnót pokory i łagodności aż lat trzydzieści pracował.

Pokora jest to cnota, która przez doskonałe poznanie samego siebie nie dopuszcza, aby wysoko o sobie rozumieć, nad innych się wynosić i pragnąć być szanowanym przez innych. Trzy są główne stopnie pokory: pierwszy polega na tym, aby człowiek uznał, że jest niczym i nic z siebie nie ma oprócz słabości i nędzy; że nic sam nie może, tylko grzeszyć. Potrzeba, aby miał o swym ubóstwie i nędzy prawdziwe przekonanie i z tego powodu upokarzał się przed Bogiem, nic sobie nie przypisywał, z niczego się nie chełpił, nie szukał u ludzi sławy i szacunku, chociażby mu się słusznie należały. Pochwały powinien za niesłuszne uznawać, i ciągle upokarzać się przed Bogiem, cieszyć się z tego, że Bóg jest wszystkim, a on niczym. Drugi stopień pokory polega na tym, aby z cierpliwością znosić, gdy się jest lekceważonym przez innych. Niemiło jest doznawać pogardy, ale Bóg godzien, aby ją znosić dla Niego. Nadto – albo zasłużyłem na to, aby mną gardzono, albo nie zasłużyłem; jeśli zasłużyłem, żadna mi się krzywda nie dzieje i niesłusznie się uskarżam; a jeżeli na wzgardę nie zasłużyłem, to ten, który mną pogardza, większą sobie aniżeli mnie krzywdę wyrządza, gwałci bowiem prawdę, grzeszy przeciwko miłości bliźniego, a przez to traci łaskę Boską. Czyż chrześcijanin może powiedzieć: pomścij wzgardę wzgardą? Jego obowiązkiem na wzór Chrystusa cierpieć spokojnie i ubolewać na tym, który mu wzgardę wyrządza. Niech mną gardzi kto chce, i niech o mnie mówi co chce, ja będę tylko tym, czym jestem w oczach Boga. Nie dbam o to, choć ludzie mną gardzą, abym tylko znalazł łaskę u Pana Boga.

Tags: św Serafin z Montegranaro „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora czystość nawrócenie jałmużna łagodność pokora
2020-10-11

Bł. Wincentego Kadłubka, Biskupa

Żył około roku Pańskiego 1225.

(Żywot jego był napisany przez księdza Tarłę.)

Błogosławiony Wincenty urodził się w roku Pańskim 1161 z bogobojnych rodziców: ojca Boguchwała Kadłubka, ze staréj szlacheckiej rodziny przydomku Poraj herbu Róża, a z matki Bogny. Przyszedł na świat w ich dziedzicznéj wsi Karłów w Województwie Sandomierskiém, dziś gubernii Radomskiéj, blizko miasta Opatowa położonéj. Nie schodziło Wincentemu od lat najmłodszych w rodzinnym domu, i na przykładach cnót chrześcijańskich i na pobożném wychowaniu, gdyż rodzice jego przedewszystkiém starali się od kolebki wszczepiać w sercu jego zasady wiary świętéj. W początkowych naukach wykształcony w domu, gdy lat młodzieńczych doszedł wysłany został za granicę do akademii, dla słuchania wyższych wykładów. Zdolny i pilny w pracy Wincenty, przewyższał w postępie w naukach wszystkich swoich współuczniów, nieostygając wcale w duchu pobożności jaki wyniósł z pierwotnego wychowania. Unikał płochych rozrywek jakim się oddawała młodzież, a czas który jego towarzysza na to obracali, on spędzał po kościołach, starając się jak najczęściéj do świętych Sakramentów przystępować. Ukończywszy akademią, na któréj głównie oddawał się Teologii, otrzymał stopień Magistra, powrócił do ojczyzny i wstąpiwszy do stanu duchownego, wkrótce na kapłana wyświęcony został.

Pełka ówczesny Biskup Krakowski, zwrócił zaraz na niego uwagę, a widząc w nim wysoką świątobliwość, jako iż i znakomite w naukach teologicznych wykształcenie, używał go do rady i do załatwiania najważniejszych spraw swojéj Dyecezyi. Po niejakim czasie uczynił go Proboszczem przy kościele przenajświętszéj Maryi Panny w Kolegiacie Sandomierskiéj. Przyświecał na tym obowiązku Wincenty życiem wzorowego kapłana i gorliwego plebana, kiedy król Leszek Biały wybrał go na posła, aby Salome księżniczkę córkę jego zaręczoną z królewiczem Węgierskim Kolomanem, odwiózł do ojca jego Belli Króla Węgierskiego. Przebywając czas niejaki na dworze tym, zbudował wszystkich świątobliwością jaką jaśniał. Wkrótce potém zmarł Biskup Pełka, a Katedralna Kapituła Krakowska jednogłośnie wybrała Wincentego na Biskupa. Był zaś tak powszechnie i szczególnie poważanym, że chociaż nie należał do grona kanoników, wszyscy temu wyborowi przyklasnęli.

Skoro téż na biskupiéj stolicy zasiadł przekonano się że Pan Bóg obdarzył Krakowską Dyecezyą Pasterzem według serca swojego. Posiadając niepospolity dar wymowy, a pełen ducha Bożego, w gorliwych kazaniach i naukach, zasilał słowem Bożém powierzoną mu owczarnię. Skażone obyczaje gdziekolwiek się pojawiły gromił i wykorzeniał. Sam w życiu pobożném wysoko wyćwiczony , przygasłą w ludzie pobożność rozżywiał i utrwalał; przywilejów Kościoła niezachwianie bronił. Był przytém ojcem wszystkich ubogich wdów i sierót. Znaczne dochody Biskupstwa obracał całkowicie na miłosierne uczynki, gdyż na skromne, owszem ubogie jego własne utrzymanie, dziedziczny majątek jaki po rodzicach otrzymał, aż nadto wystarczał, a i ztego jeszcze znaczne włości różnym Klasztorom pozapisywał, a mianowicie wioski: Czerników i Sojezów Cystersom w Jędrzejowie, a Niekiściołkę i Karłów Cystersom Koprzywnickim. Ktokolwiek z prośbą o wsparcie do niego się udawał, znajdował w każdéj dnia porze przystęp, a prócz tego chorych ubogich po mieszkaniach sam nawiedzał i hojnie wspierał.

Lecz święty tén Pasterz o ile dbałym był w zaspokajaniu potrzeb dusz mu powierzonych, tych żywych przybytków Ducha Świętego, tak podobnież i o stan materyalnych przybytków. Pańskich to jest kościołów, pilne miał staranie. Kościołowi przenajświętszéj Maryi Panny w Kielcach nadał bogaty fundusz, na wieczyste utrzymanie przy nim dziesięciu Kapłanów Prebendarzy. Gdy w skutek pioruna, który uderzył był w skarbiec katedralny na Wawelu, spłonęło bardzo wiele najbogatszych sprzętów kościelnych, Wincenty sprawił swoim kosztom nowe, a także tejże Katedrze na światło i wino do Mszy Świętych i na lampy do przenajświętszego Sakramentu, znaczne dochody ze stołu biskupiego odstąpił.

Tak święcie rządził swoją Dyecezyą błogosławiony Kadłubek lat już dziesięć, kiedy spodobało się Panu Bogu powołać go na inne jeszcze drogi, zanim miał go wziąść do Siebie, dla wynagrodzenia tych zasług jakie na Biskupstwie położył. Wincenty zapragnął być w możności odezwania się do Pana Jezusa temi słowy świętego Piotra: „Panie otośmy opuścili wszystko a poszliśmy za Tobą” 1. Postanowił przeto złożyć Pastorał Biskupi i wstąpić do zakonu. Gdy zamiar swój objawił królowi i Kapitule Krakowskiéj, tak Leszek Biały jaki całe duchowieństwo błagali go, aby Dyecezyi swojéj nie osierocał. Lecz, że wolą Bożą było, aby ten sługa Jego zajaśniawszy na godności Pasterskiéj, zajaśniał także i wielce zbudował lud polski cnotami zakonnemi i dobrowolném wyrzeczeniem się, dla otrzymania zasługi jakie się w nich nabywają, najwyższych dostojeństw kościelnych, Wincenty odniósłszy się do Rzymu, uzyskał u Papieża Honoryusza III-go pozwolenie wstąpienia do zakonu. Złożył więc zarząd Dyecezyi w ręce kapituły Krakowskiéj, co tylko mu pozostawało z dziedzicznego majątku to wszystko rozdał biednym, a przywdziawszy suknię ubogiego pielgrzyma, udał się pieszo i boso do klasztoru Cystersów w Brzezinach pod Jędrzejowem, o dziesięć mil od Krakowa odległego.

Teodoryk rodem Francuz, drugi po wystawieniu tego klasztoru Opat Cysterski, przyjął świętego Prałata nie tylko z radością, lecz z największém uszanowaniem, i przy uroczystém w kościele nabożeństwie, wobec licznie zgromadzonego ludu, włożył na niego habit. Już w roku nowicyatu wszyscy ojcowie patrzali ze zbudowaniem na błogosławionego Wincentogo, który wtedy mając lat blizko sześćdziesiąt, żadnemu z najmłodszych nowicyuszów wyprzedzać się nie dawał w jak najwierniejszém spełnianiu wszystkich przepisów Reguły ostréj w ogólności, a jeszcze bardziéj dla będących na próbie obostrzonéj. Nietylko nie przyjął żadnych zwolnień, które mu dać chcieli przełożeni, przez słuszny wzgląd i na sam wiek jego i stargane na usługach Kościoła siły, lecz i dobrowolnemi umartwieniami trapił ciało. Nosił ciągle ostrą włosiennicę, i każdéj nocy zadawał sobie krwawe biczowanie. Prócz długich i ścisłych postów Regułą nakazanych, przydawał jeszcze i inne z własnéj woli, lecz za zezwoleniem przełożonego na którego każde skinienie był posłuszny. Najniższe usługi klasztorne: w kuchni, w ogrodzie, przy chorych braciach, pełnił ze szczególném upodobaniem, i widać było po nim, że wtedy był najweselszy i najrzeźwiejszy gdy go do takowych przeznaczono. Na wszystkie obowiązki, a szczególnie do chóru w dzień i w nocy był zawsze pierwszym. Zdarzyło się, że razu pewnego nie był obecny na Jutrzni o północy zwykłe odmawianéj. Zdziwiony tém Opat, który znał Wincentego w téj mierze pilność, poszedł do jego celi, i przez rozpadlinę we drzwiach ujrzał go w zachwyceniu, wzniesionego w powietrze o kilka stóp od ziemi i niebieską światłością otoczonego. Sługa Boży wyszedł w tejże chwili z zachwycenia, a upadłszy do nóg Opata, przepraszał go pokornie że nie był w chórze i prosił o naznaczenie mu za to pokuty. Przełożony uściskał go i uspokoił, późniéj dla zbudowania braci, zdarzenie to im odpowiedział.

Co tylko pozostawało mu czasu od obowiązków zakonnych i innych jego ćwiczeń bogomyślnych, te obracał Wincenty na pisanie dzieł uczonych, które po nim pozostały. Z téj liczby wielkiéj są ceny ułożone przez niego dzieje czyli Kroniki narodu Polskiego, z dawnych rękopismów i podań wiernie zebrane, w kształcie rozpraw wytwornym językiem łacińskim spisane. W dziele tém skreślił on nie tylko dzieje swojego kraju, lecz i postronnych obszernie dotyka.

Pięć at spędził w życiu zakonném, budując cnotami doskonałego syna świętego Benedykta nietylko swoich braci lecz i kraj cały, pozostawiwszy w nim najprzód pamięć po sobie jako Biskupa świętego, a potém również świętego zakonnika, wielkiego pokutnika i wysokiego bogomodlcy. Zapadłszy w ciężką chorobę, którą z niezachwianą, znosił cierpliwością, widząc nadchodzącą chwilę przejścia z tego Świata na tamten, zażądał ostatnich Sakramentów świętych, które przyjąwszy z oznakami najwyższéj wiary i pobożności, na ręku braci zakonnych oddał Bogu ducha, 8 Marca roku Pańskiego 1223. Po śmierci licznemi przy grobie swoim zasłynął cudami, w skutek czego Papież Klemens XIII ogłosił go błogosławionym a na obchód święta jego drugą niedzielę Października wyznaczył.

Pożytek duchowny

W jakichkolwiek różnych co do położenia i zwyczajów krajach, w jakiekolwiek wiekach i w jakimikolwiek stanie pojawili się święci Pańscy, wszyscy to mieli sobie wspólnego, że tém wszystkiém za czém świat goni, oni wzgardzali, a ciało ostrą pokutą trapili. Masz tego dowód i w życiu błogosławionego Wincentego, który najwyższe godności złożywszy, w wieku już podeszłym i w ostrym klimacie naszym, wiódł życie jak najsurowsze. Nich cię to uczy, że dla każdego nie masz innéj drogi do nieba zawsze i wszędzie i w każdym stanie, jak wzgarda dóbr doczesnych i życie pokutne.

Modlitwa (Kościelna)

Boże, któryś Błogosławionego Wincentego wyznawcę Twojego i Biskupa, gdy on wzgardził zaszczytami tego świata, chwałą pokory przyozdobił; spraw prosimy, abyśmy z tylu cnót jego korzystając, za jego zasługami współuczestnikami chwały niebieski się stali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 869–871.

Footnotes:

1

Mat. XIX. 27.

Tags: bł Wincenty Kadłubek „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup pokora obowiązki stanu
2020-10-03

Św. Gerarda, opata

Żył około roku Pańskiego 959.

(Żywot jego napisany był przez świętego Odona, Opata Klunaceńskiego)

Święty Gerard syn Stancyusza spokrewnionego z panującemi książętami niższéj południowéj Asturyi i Plektrudy siostry Stefana Biskupa Tygreńskiego, przyszedł na świat przy końcu wieku IX. Urodził się w małéj wiosce Staves w hrabstwie Namur we Francyi. Wychowany odpowiednio do zamożnego stanu z jakiego pochodził, wykształcony starannie w świeckich naukach, od lat najmłodszych odznaczał się wielką pobożnością. Szczególnie jaśniała w nim cnota świętéj czystości z któréj tak był znanym, że najlekkomyślniejsi młodzieńcy w obecności jego najskromniéj się zachowywali; a jeśli który z nich ośmielił się wyrzec jakie słowo było trochę obrażające skromność, rumieniec jaki wtedy okrywał twarz młodego Gerarda, powstrzymywał tego rodzaju żarty lub rozmowy.

Młodym był jeszcze, gdy z woli rodziców rozpoczął zawód wojskowy, któremu podówczas synowie wszystkich znakomitych rodzin się oddawali. Dwór Beranżera hrabiego udzielnego Flandryi, uchodził wtedy za najświetniejszy w całéj Europie. Tam posłano Gerarda dla nabrania jak najwykwintniejszéj ogłady światowéj. Przebywanie na takowym jak go nazywają wielkim świecie, który jest zwykle burzliwym polem na którém skromność młodzieńca szwank odnosi, dla Gerarda silnie utwierdzonego w cnocie, nie stało się niebezpieczném. Na dworze tym odznaczył się jako wzorowy młodzieniec chrześcijański, i tak umiał godzić obowiązki swojego świeckiego zawodu, z obowiązkami doskonałego chrześcijanina, że podczas całego we Flandryi pobytu w pobożności wcale nie ostygł. Owszem bliżéj przypatrując się ułudnym wielkościom ziemskim, i lepiéj poznając niebezpieczeństwa jakie dusze wśród gwaru światowego spotykają, już wtedy postanowił poświęcić się na wyłączną służbę Panu Bogu.

Wracając razu pewnego z polowania w okolicach miasta Namur stolicy Flandryi, napotkał przy drodze w miejscu zwaném Brogne, małą kapliczkę wybudowaną przez króla Pepina. Wszedł do niéj aby się pomodlić. Strudzony długą drogą którą dopiéro co odbył, usnął, a we śnie ukazał mu się święty Piotr, nakazując aby na tém miejscu zbudował kościół, i postarał się umieścić w nim relikwie świętego Eugeniusza Męczennika, a książęcia Apostołów ucznia. Przebudziwszy się, tém bardziéj zdziwiony był widzeniem takowém, że o świętym Eugeniuszu nigdy nie nie słyszał, i nie wiedział gdzie jego są zwłoki. Lecz spełniając wiernie rozkaz świętego Piotra, niezwłocznie nabył tę miejscowość, wybudował tam wspaniały kościół i uposażył hojnie, dla utrzymania przy nim kilku duchownych, którzy go obsługiwać mieli. W kościele tym, co tylko miał wolnego czasu najchętniéj przebywał na modlitwie, a że był bardzo miłosierny a przytém bogaty, wszystkich ubogich w całéj okolicy z wielką wspaniałomyślnością wspierał.

Hrabiemu Flandryi wypadła: potrzeba wyprawienia posła do Roberta książęcia Paryża, dla załatwienia z nim pewnych spraw wielkiéj wagi. Ze wszystkich dworzan w największych łaskach był u niego Gerard, który i do przybocznéj rady jako panującego należał: jego więc do tego użył. Chcąc zaś aby on świetnie w Paryżu pana Swego przedstawiał, wysłał go tam z licznym pocztem sług i bogatych zaprzęgów.

Wszakże, gdy Gerard przybył do Paryża, rozłączył się z tym swoim dworem i pilnie zająwszy się przeprowadzeniem powierzonéj mu sprawy, objął mieszkanie w Opactwie świętego Dyonizego, aby przez ten czas nacieszyć się samotnością, za którą i na dworze hrabiego Flandryi ciągle wzdychał. Uczęszczając tam wraz z zakonnikami na pacierze do chóru tak dzienne jako i nocne, zauważył iż w modlitwach wtedy odmawianych, wspominano o świętym Eugeniuszu Męczenniku, o którym jak to wyżéj wspomnieliśmy, w widzeniu jakie miał niegdyś, święty Piotr mu był powiedział. To mu przypomniało także i polecenie jakie odebrał wtedy od tegoż Apostoła, co się tyczy relikwii świętego Eugeniusza. Pytał więc zakonników w których był opactwie, kto był święty Eugeniusz i gdzieby można znaleźć jego zwłoki. Dowiedział się że był on jednym z uczniów Świętego Piotra, że wkrótce po nim za wiarę świętą umęczony został, i że Relikwie jego znajdują się w témże opactwie świętego Dyonizego. Uradowany Gerard z téj wiadomości która go i o prawdziwości widzenia jakie miał tém bardziéj upewniła, że ze szczególnego rozporządzenia Boskiego, najniespodzianiéj dostał się do miejsca gdzie zwłoki świętego Eugeniusza były przechowywane opowiedział zakonnikom jakie miał objawienie, i oświadczył iż pragnąłby przenieść te relikwie do kościoła w Brogne, który głównie na ten cel wystawił. Wszakże Opat świętego Dyonizogo i wszyscy zakonnicy przystać na to nie mogli, nie chcąc pozbawiać się tak drogiego dla nich zabytku. Gerard zaś po załatwieniu z księciem Paryża sprawy w któréj był wysłany wrócił do Flandryi, nietracąc jednak nadziei że prędzéj czy późniéj Relikwie świętego Eugeniusza dostaną się kościołowi który dla niego wybudował.

Lecz z pobytu swojego w Opactwie świętego Dyonizego, chociaż nie otrzymał świętości jakich sobie życzył, odniósł jednak inną wielką korzyść. Wyszedł ztamtad ze stałém postanowieniem wstąpienia do zakonu. A że przypatrując się zblizka życiu jakie prowadzili zakonnicy Opactwa świętego Dyonizego, znalazł w tém zgromadzeniu najściślejszą karność zakonną, wielką ostrość życia, i najzupełniejsze od świata odosobnienie, więc umyślił w tymże klasztorze przyjąć suknię zakonną. Powróciwszy tedy na dwór hrabiego Beranżera, postanowił niezwłocznie zamiar swój doprowadzić do skutku, w którego spełnieniu stawać mu mogło na przeszkodzie tylko wielkie do niego tegoż hrabiego przywiązanie. Od początku swojego na tym dworze pobytu, stał się on nie tylko największym hrabiego ulubieńcem, lecz najbliższym przyjacielem. Byłto bowiem pan wielkiéj pobożności, który wysokie cnoty Gerarda umiał jak należy ocenić i serdecznie go pokochał. Wszakże, skoro się dowiedział że ten jego najulubieńszy dworzanin miał zamiar poświęcić się na wyłączną służbę Rogu w zakonie, nietylko mu żadnych w téj mierze nie stawił trudności, nietylko go od tego nie odwodził, lecz jak to na człowieka żywéj wiary przystało, utwierdził go w jego świętych zamiarach, i ze łzami wprawdzie w oczach, lecz co prędzéj sam do klasztoru wyprawił. Gerard udał się tam bez zwłoki, zboczywszy tylko na chwilę do wuja swojego Biskupa Tygrieńskiego, aby na nowy zawód jaki rozpoczynał otrzymać od niego błogosławieństwo.

Zgromadzenie ojców w Opactwie świętego Dyonizego, przyjęło z otwartemi rękami męża ze wszech miar tak znakomitego, a już słynącego z wielkiéj świątobliwości. On zaś przywdziewając suknię świętego Benedykta, od samego nowicyatu jakby go już dawno był przebył, zajaśniał cnotami doskonałego zakonnika. Wiedząc iż jako pochodzącemu ze znakomitego i zamożnego rodu, przedewszystkiém trzeba ćwiczyć się w cnocie pokory, w téj cnocie głównie celował, a i we wszystkich innych których ona jest podstawą wysoko zajaśniał. Wyświęcenie na kapłaństwo jeszcze więcéj rozżywiło w nim pobożność, ducha umartwienia i doskonałego zaparcia. Codziennie sprawując przenajświętszą ofiarę, zalewał się wśród niéj słodkiemi łzami, i z takim ją odprawiał skupieniem, że sam widok jego przy ołtarzu, był jakby najwymowniejszą nauką z jaką czcią dla téj tajemnicy każdy być powinien.

Lecz gdy tak w tém cichém ustroniu święty Gerard szedł drogą coraz wyższéj doskonałości zakonnéj, i w klasztorze spędził już był lat kilka, odżywiła się w jego myśli pamięć widzenia jakie miał w kaplicy w Brogne, równie jak i silne pragnienie spełnienia koniecznie danego mu wtedy przez Świętego Piotra polecenia. Na jednéj więc z kapituł zakonnych, za pozwoleniem Opata, zabrawszy głos, wobec wszystkich ojców opowiedział to swoje widzenie, objawiając przytém chęć spełnienia rozkazu jaki wtedy odebrał. Wszystko to przedstawił tak żywo, i oraz Pan Bóg taką moc dał słowom jego, że zakonnicy jednogłośnie zgodzili się aby jego żądaniu zadość uczynić, gdyż żaden nie miał serca odmówić prośbie brata, którego wszyscy dla jego wysokiéj świątobliwości w szczególném mieli poważaniu. Pan Bóg zaś w którego ręku są serca wszystkich, w ten sposób pokierował wolą tych ojców, gdyż miał w tém na celu większą chwałę Swoję i pożytek dusz wiernych, przez umieszczenie zakonników świętego Benedykta przy kościele w Brogne, a następnie i w wielu innych miejscowościach w ojczyznie Gerarda.

Jakoż, święty Gerard otrzymawszy to czego od tak dawna całém sercem pragnął, przeniósł Relikwie świętego Eugeniusza do swojego kościoła w Brogne. Cuda jakie tam niezwłocznie zaszły, ściągały do tego kościoła wielkie tłumy ludu, a gdy umieszczeni przy nim pierwotnie przez świętego Gerarda duchowni okazali się temu niechętni, Gerard za upoważnieniem Biskupa miejscowego, wydaliwszy ich ztamtąd Benedyktynów sprowadził, co dało początek sławnemu z czasem Opactwu Brogneńskiemu. Nasz święty został jego pierwszym Opatem, chociaż długo się temu opierał, a gdy zewsząd zaczęli garnąć się do niego jużto Prałaci okoliczni, już najznakomitsi panowie podający się pod jego przewodnictwo duchowne, urządził sobie w osobném miejscu w lasach do klasztoru należących pustelnię, i tam, o ile mu obowiązki opackie dozwalały, wiódł życie ostréj pokucie i bogomyślności tylko oddane.

Wszakże niedługo mógł téj ciszy zażywać. Biskupi okoliczni wzywali go z jednéj dyecezyi do dragiéj, jużto dla zakładania nowych klasztorów Benedyktyńskich, już dla zaprowadzenia w dawnych upadłéj karności zakonnéj. Przez lat dwadzieścia poświęcał się temu Gerard, jak z niewymownym dla zakonów pożytkiem, tak z tém większą dla siebie zasługą gdyż wiadomo że trudniéj jest w rozwolnioném zgromadzeniu klasztorném wprowadzić nanowo zachwianą karność, niż założyć nowy zakon z całą jéj ścisłością. W końcu jednak nasz Święty nietylko założył kilka klasztorów nowych, lecz w przeszło dwudziestu przywrócił najściślejsze zachowanie ustaw, tak że cała ówczesna Flandrya poczytuje go za odnowiciela w zakonach ducha świętego Benedykta i jakby za drugiego tychże zgromadzeń Patryarchę.

Znękany ciężkiemi trudami i ostrą przez całe życie pokutą, w podeszłym będąc już wieku, Gerard przedsięwziął podróż do Rzymu, dla otrzymania ostatecznego zatwierdzenia tak świeżo założonych przez niego klasztorów, jak i zreformowanych. Po powrocie zwiedził raz jeszcze wszystkie, a złożywszy godność opacką, zamknął się w swojéj pustelni przy klasztorze w Brogne. Tam już w najściślejszém żyjąc odosobnieniu, gotował się tylko na śmierć. Gdy ostatnia jego godzina nadeszła, zawołał braci, dał im najzbawienniejsze upomnienia, pobłogosławił i śmiercią sprawiedliwych zszedł z tego świata. Umarł 3 Października roku Pańskiego 959.

Pożytek duchowny

Rumieniec jakim okrywała się twarz świętego Gerarda, gdy w jego obecności ośmielał się kto nieskromném wyrażeniem obrażać cnotę świętéj czystości, powstrzymywał od tego i najlekkomyślniejszych. Staraj się i ty w takich razach tak się zachować, abyś tego rodzaju obrazy Bożéj nie był uczestnikiem.

Modlitwa

Boże któryś błogosławionego Gerarda Opata, cnotą świętéj czystości od lat najmłodszych przyozdobić raczył; daj nam za jego przykładem i pośrednictwem, czystém sercem i nieskażoném ciałem wiernie Ci służyć. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 844–846.

Nauka moralna

Tags: św Gerard Sagredo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat czystość relikwie św Eugeniusz pokora
2020-09-05

Św. Wawrzyńca Justyniana, Biskupa

Żył około roku Pańskiego 1455.

(Żywot jego był napisany przez księdza Bernarda Justyniana, jego synowca.)

Błogosławiony Wawrzyniec, którego pamiątkę dziś Kościoł Boży święci, pochodził ze znakomitéj włoskiéj rodziny Justynianów. Urodził się w Wenecyi roku Pańskiego 1381. Ojciec odumarł go dziecięciem, a matka Kwiryna, wielkiéj świątobliwości pani, wychowała go jak najpobożniéj. Razu pewnego, gdy jeszcze był dzieckiem, podziwiając w nim roztropność, a nawet i wielkoduszność przechodzącą wiek jego, powiedziała mu iż obawia się, czy nie jest to w nim skutkiem pychy, i chęci okazania się lepszym od drugich. „Niech droga matka nie obawia się tego, odrzekł jéj mały Wawrzyniec, ja tylko mam chęć stać się wielkim sługą Bożym, i z dzieci twoich być najpobożniejszym.”

Dalsze jego postępowanie stosowne było do téj zapowiedzi. Majętny, świetnego rodu, żyjąc wśród młodzieży bardzo zepsutéj i wylanéj na uciechy światowe, Wawrzyniec był wzorem młodzieńca chrześcijańskiego, i za takiego wszyscy go poczytywali. Chociaż matka z wielką pociechą patrzała na jego upodobania w ćwiczeniach pobożnych, i sama go na téj drodze prowadziła i utwierdzała jak słowem tak i przykładem, życzyła sobie jednak aby świata nie opuszczał, i ułożyła dla niego świetne zamęście, z bogatą, zacną i znakomitego rodu dziewicą. Lecz gdy dowiedziała się od syna iż pragnie poświęcić się na wyłączną służbę Bogu, zaniechała swego zamiaru, pozostawiając mu wszelką w téj mierze swobodę, jak to każda matka chrześcijańska, czynić w takich razach powinna.

Wawrzyniec jednak, nie nagle przystąpił co do wyboru stanu. Chciał wprzód pilnie zbadać co w téj mierze wolą jest Bożą. Przymnożył więc umartwień ciała, ćwiczeń pobożnych, uczynków miłosiernych, i długie, a szczególnie do Matki Bożéj którą od kolebki czcił i kochał serdecznie, odprawiał modlitwy, a wszystko w tym głównie celu, aby mu Pan Bóg raczył wskazać, gdzie go mieć chce na służbie Swojéj. Nie odmówił mu téż tego Pan najdobrotliwszy który każdą modlitwę ze skruszonego serca przyjmuje łaskawie, a szczególnie gdy Go prosimy aby nam wolę Swoję względem nas objawić raczył, i dał łaskę do jéj wiernego spełnienia.

Dnia pewnego, modląc się z wielką gorącością ducha przed wizerunkiem Matki przenajświętszéj, uczuł Wawrzyniec silniéj niż zwykle serce swoje rozgorzałe miłością Jezusa, i pragnieniem poświęcenia się Mu wyłącznie, a przytém poznał iż chce Pan Bóg aby wstąpił do Zakonu. Niezwłocznie więc potém, wyrzekając się świetnego zawodu jaki go czekał na świecie, robiąc nawet Panu Bogu ofiarę i z najgodziwszych uciech rodzinnego życia, gdzie wielkiego doznawał szczęścia, rozstając się i z matką którą nadzwyczaj kochał, – udał się na sąsiednią Wenecyi wyspę Alga, do Zgromadzenia Kanoników Regularnych świętego Grzegorza, z prośbą aby do grona ich mógł być zaliczonym. Znali go już ci ojcowie z wielkiéj świątobliwości jaką słynął żyjąc na świecie, z otwartemi téż rękoma przyjęli do nowicyatu. Miał wtedy lat dziewiętnaście. Zostawszy zakonnikiem, nietylko nie było mu trudno poddać się przepisom Reguły, i spełniać zwykłe w zakonném życiu umartwienia, lecz jeszcze musieli przełożeni miarkować te, jakie miał zwyczaj czynić gdy zostawał jeszcze na świecie: tak bowiem od lat najmłodszych, wiódł on ostre i pokutne życie. W klasztorze, ojcem jego duchownym został świątobliwy kapłan Maryn Kwiryni, rodzony wuj jego, który znalazł w tym nowicyuszu tak wysoką doskonałość, iż mawiał, że raczéj on jego mistrzem na téj drodze byćby powinien. Już wtedy postanowił sobie różne pobożne ćwiczenia i ostre pokuty, od których od téj pory aż do najpóźniejszéj starości, a nawet gdy Biskupem został, nigdy nie odstępował. O chlebie i wodzie pościł bardzo często, sypiał na gołéj ziemi, i długo w nocy czuwał na modlitwie. Zwykle czas od Jutrzni, którą z zakonnikami odmawiał o północy, do Prymy to jest do szóstéj rano, przepędzał na modlitwie w kościele. Wśród najostrzejszéj zimy, mając celę nieogrzaną, nigdy się do ognia, przy którym zwykli byli ogrzewać się inni bracia, nie zbliżał. W największe upały, poza stołem nie używał żadnego napoju. Po kilku latach jego pobytu w Zakonie, przełożeni obawiając się aby wielkie umartwienia jakie sobie zadawał, nie zaszkodziły jego zdrowiu, ograniczyli mu takowe. Usłuchał mówiąc: „Pan Bóg temu zaradzi.” Jakoż, zaraz potém zapadł w ciężką chorobę, i póty z niéj nie wyszedł, aż mu pozwolono wieść życie tak pokutne jak przedtém.

Wyświęcony na kapłana, z takiém skupieniem i namaszczeniem odprawiał Mszę świętą, przy któréj zalewał się słodkiemi łzami, że sam widok jego przy ołtarzu, był jakby wymowném kazaniem, pobudzającém obecnych do skruchy i nabożeństwa.

W wielkiém będąc w całém mieście poważaniu, spokrewniony z pierwszemi rodzinami w Wenecyi, nigdzie nie bywał, ani nawet w domu matki, którą odwiedził dopiéro wtedy, kiedy umierającéj przyszedł udzielić ostatnie Sakramenta święte. Lecz co go poniżało w oczach ludzkich, tego skwapliwie szukał. Prosił tedy przełożonych, aby go jak najczęściéj wysyłano do miasta po jałmużnę, którą gdy zebrał nietylko upokorzenia, lecz i dotkliwe obelgi go spotykały.

Nie zważając na młody wiek jego, bracia prędko powierzyli mu przełożeństwo klasztorne, a wkrótce potém obrali go Generałem Zakonu. Przemądre ustawy jakie wtedy ułożył i w wykonanie wprowadził, słusznie zjednały mu tytuł głównego Założyciela zgromadzenia do którego należał. Wybrany został powtórnie na Generała, kiedy Papież Eugeniusz IV zamianował go Biskupem Weneckim, a wkrótce potém, do téj jego godności przyłączył władzę Patryarchy, wprzód do Biskupstwa Gradniskiego przywiązaną. Długo opierał się temu sługa Boży, i wszelkich użył był sposobów, aby go Ojciec święty tą godnością nie obarczał, lecz w końcu musiał uledz wyraźnéj woli Papieża, który znając jego wysoką świątobliwość, chciał koniecznie mieć go Biskupem. Noc poprzedzającą jego wyświęcenie, całą przepędził w kościele na modlitwie przed ołtarzem Matki Bożéj, Jéj szczególnéj opiece siebie i swoję Dyecezyą oddając na zawsze.

Zająwszy katedrę Biskupią, i to jednę z najbogaciéj uposażonych, w niczém nie zmienił swojego ubogiego trybu życia, i wszystkie umartwienia jakie zwykł był od wstąpienia do nowicyatu zadawać ciału, jak najściśléj dopełniał. Wielu sług i domowników Biskupich oddalił, ograniczając ich liczbę, gdyż jak zwykł był mawiać: „Domownikami Biskupa, są ubodzy jego Dyecezyi, a tych zawsze mieć może wielu.” Na nich téż obracał prawie wszystkie swoje dochody, i tak w tém był hojnym, że często zadłużał się byle im przyjść w pomoc. Razu pewnego, gdy z tego powodu spytano go na kogo rachuje że długi jego zapłaci, odpowiedział: „Na Pana Jezusa, któremu to nie trudno, i który już to nieraz uczynić raczył.” Jakoż, cudownie zsyłana mu w wielu wypadkach pomoc, gdy już jéj gwałtownie potrzebował, dowodziła że mógł na nią śmiało liczyć.

Czuwał z wielką pilnością nad swojém duchowieństwem, i wszelkie nadużycia przeciwne karności kościelnéj poznosił. Zakonów był wielkim dobrodziejem, i najmiłościwszym opiekunem. Sam nie szczędził trudów w przewodniczeniu na drodze doskonałości wielu zakonnicom, pod jego przewodnictwem duchownym zostającym. Piętnaście nowych klasztorów żeńskich zafundował i uposażył. Wielkie zbytki, które kaziły podówczas możniejszych mieszkańców Wenecyi, wykorzenił, i kobiety odwiódł od zwyczaju noszenia strojów przeciwnych skromności. Pozostawił wiele pism treści religijnéj, a głównie do postępu na drodze wyższéj pobożności służących, które nie tyle próżną erudycyą, jak raczéj wielkiém namaszczeniem Ducha Bożego się odznaczają. Słusznie téż poczytywany był za najświątobliwszego i najznakomitszego swojego wieku Prałata, a i sam Papież nazywał go zaszczytem i ozdobą Kościoła. W kilku ciężkich klęskach grożących Rzeczypospolitéj Weneckiéj, szczęśliwe od nich uwolnienie, przypisywano powszechnie jego modlitwom i wstawienia się do Boga.

Darów téż szczególnych, i łaskę czynienia cudów udzielił mu był Pan Bóg. Razu pewnego, gdy w uroczystość Bożego Narodzenia, odprawiał Mszę świętą, okazał mu się Pan Jezus w postaci dzieciątka. Wielu ciężko chorych cudownie uzdrowił, i kilka ważnych uczynił przepowiedni, o wypadkach rozumem ludzkim nieprzewidzianych.

Gdy śmiertelnie zachorował, domownicy którzy wiedzieli iż zawsze na ziemi sypiał, chcieli go skłonić aby się położył na łóżku. Nie uczynił jednak tego mówiąc: „Pan Jezus umarł na krzyżu: jakże chcecie aby taki jak ja grzesznik, umierał na wygodném posłaniu?” Podobnież i innych swoich umartwień do końca nie zaniechał, tak dalece że śmiertelnie już chory będąc nie chciał użyć mięsa, którego całe życie nie jadał. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, widząc około siebie płaczących rzekł do nich: „Dzień najpiękniejszy z życia mojego, nie powinien być dla was dniem płaczu.” Poczém pobłogosławił obecnych, i udzieliwszy im zbawiennych nauk, czując iż się już chwila jego ostatnia zbliża, umilkł, zaczął się modlić i wymawiając bardzo głośno te słowa: „Idę do Ciebie o! dobry mój Jezu,” oddał ducha w ręce Jego. Umarł 8 Stycznia roku Pańskiego 1455, mając lat siedemdziesiąt trzy. Papież Aleksander VIII kanonizował go uroczyście, święto jego na dzień dzisiejszy wyznaczając.

Pożytek duchowny

Pięknyto przykład do naśladowania dla matek, pozostawiła matka świętego Wawrzyńca, kiedy ciesząc się jego wzorowém w dzieciństwie jeszcze postępowaniem, troskliwie go badała, czy to nie było w nim tylko skutkiem próżności ludzkiéj. Niech to każdego uczy, jak wystrzegać się powinniśmy aby pycha nie przywiązywała się do naszych spraw dobrych, a rodziców upomni aby Jéj sami w dzieciach nie rozbudzali, przez zachęcanie ich do dobrego dla względów tylko ludzkich.

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy Wszechmogący Boże, abyśmy obchodząc uroczystą pamiątkę błogosławionego Wawrzyńca wyznawcy Twojego i Biskupa, i w pobożności postęp uczynili, i zbawienia dostąpili. Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 750–752.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 709

Podajemy tutaj złote myśli świętego Wawrzyńca o pokorze: „Modlitwa zmienia człowieka. Czyny człowieka mówią w ostatniej chwili do umierającego: Jesteśmy dziećmi twymi, pozostaniemy przy tobie i pójdziemy z tobą przed sąd. Najniebezpieczniejszą z pokus jest nieświadomość, że jesteśmy wystawieni na pokusę. I najlepsze mięso gnije, jeśli nie jest nasolone. Bez soli pokuszenia i najpiękniejsza dusza wystawiona jest na zgubę. Skutek cierpliwości jest ten, że nieprzyjaciel za nią koszta ponosi. Jeśli szatan cię nagabywa, jeśli wszyscy ludzie ci dokuczają, jeśli smutek cię trapi, jeśli utrapienia cię dręczą, a rozpacz nie daje spokoju, wymów najsłodsze imię Jezus. Wonności wtedy dopiero wydają zapach, gdy się żarzą, tak też i cała wartość cnót naszych okazuje się dopiero w probierczym ogniu utrapień i smutków. Wielu prostodusznych i pokornych wchodzi do Królestwa niebieskiego, ale dumni mędrkowie, choćby posiedli wszystkie wiadomości, nie wezmą udziału w biesiadzie niebieskiej. Ich cierpienia będą tym dotkliwsze, im gorzej korzystali z darów Boskich. Ile występków ciąży na duszy, tyle też wyciśnionych na niej oznak hańby. Jeśli śmierci ciała tak starannie unikamy, tak że każdy się jej strzeże, o ileż bardziej powinniśmy się obawiać śmierci wiekuistej! Jeśli rozum nakazuje unikać przemijających bólów, jak starannie powinniśmy strzec się udręczeń, które nie mają końca”.

Tags: św Wawrzyniec Justynian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup pokora matka
2020-09-02

Bł. Bronisławy, Norbertanki

Żyła około roku Pańskiego 1259.

(Żywot jéj wyjęty jest z kronik klasztoru Zwierzynieckiego w Krakowie, gdzie była zakonnicą.)

Błogosławiona Bronisława córka Stanisława Prandoty Odrowąża i Anny z książąt Jaksów Gryfów, urodziła się we wsi Kamień, dziedzictwie jéj rodziców, w księstwie Opolskiém około roku Pańskiego 1208. Pochodziła ze znakomitéj rodziny, która kilku Świętych, wydała, gdyż święty Czesław i święty Jacek, byli jéj braćmi stryjecznymi.

Od lat najmłodszych i Bronisława dowodziła że nieodrodną jest ich siostrą, a bogobojnie wychowana, w dzieciństwie jeszcze nieokazując żadnéj do zwykłéj temu wiekowi zabaw i rozrywek skłonności, najchętniéj odbywała różne ćwiczenia pobożne. Matkę Bożą czciła z wielką serdecznością, i nieczém nie można było ją więcéj ucieszyć, jak gdy z nią o Maryi mówiono, ucząc ją czém jest ta Pani Nieba i Ziemi, a Boga prawdziwa Rodzicielka. W kościele zachowywała się jak istny Aniołek, tak że sam jéj widok gdy słuchała Mszy świętéj lub modliła się przed przenajświętszym Sakramentem, najobojętniejszych do nabożeństwa pobudzał. Żyjąc wśród wielkiéj zamożności rodzicielskiego domu, prowadziła życie bardzo umartwione: w sposobie zaś ubierania się, nietylko najsurowszéj przestrzegała skromności, lecz nie ludziom tylko Bogu pragnąc się przypodobać, nosiła się ubogo, o ile tylko stan jéj, jako córki bogatéj szlachty i rodzice na to pozwalali. Ze sługami i domownikami obchodziła się jakby z osobami najbliższéj rodziny, rada w każdém zdarzeniu dawać im dowody swojéj miłości i troskliwości. Ją téż zwykle używali oni za pośredniczkę, gdy co u jéj rodziców uprosić chcieli: ona ich zawsze przed nimi broniła, i za nimi się wstawiała gdy w czém niezadowolenie starszych państwa na siebie ściągnęli, a w chorobach z największą troskliwością, jakby braci rodzonych lub siostry, wszystkich doglądała. Dla ubogich także wielkie okazywała miłosierdzie, i rodzice zwykle przez jéj ręce jałmużny swoje rozdawali.

Duszę tak wybraną, nie chciał Pan Bóg pozostawić wśród niebezpieczeństw życia światowego, i odkąd doszła Bronisława do lat dziewiczych, rozbudził w jéj sercu pragnienie poświęcenia się Mu na wyłączną służbę. Miała lat szesnaście, kiedy błogosławiony Jacek jéj brat stryjeczny, wstąpiwszy w Rzymie do Zakonu świeżo założonego przez świętego Dominika, wrócił do Polski. Przykład na jaki patrzała we własnéj rodzinie, zwierzenie się bratu z pragnienia jakie i sama miała żeby zostać zakonnicą, a w skutek tego utwierdzenie jéj w tych świętych zamiarach przez tego sługę Bożego, przywiodły ją do stanowczego kroku. Otrzymawszy na to i zezwolenie i błogosławieństwo rodziców, wstąpiła do klasztoru Panien Norbertanek na Zwierzyńcu pod samym Krakowem, a którego fundatorem był książe Jaksa Gryf, jeden z jéj przodków po matce.

Przywdziawszy suknię zakonną, błogosławiona Bronisława od pierwszego dnia nowicyatu stała się zbudowaniem wszystkich zakonnic, wyprzedzając na drodze doskonałości nietylko swoje współrówienniczki, lecz i najstarsze matki, już w świętym swoim zawodzie długie lata Panu Jezusowi służące. Po wykonaniu ślubów uroczystych, jeszcze rączejszym krokiem szła po tejże drodze. Pokorę, która jak jest wszystkich cnót podstawą, tak w życiu zakonném kamieniem probierczym wiernego odpowiadania powołaniu Bożemu, obrała sobie za główną cnotę, i w niéj się ciągle ćwiczyła. Ztąd téż posłuszna była przełożonym nietylko na ich skinienie, lecz starała się odgadywać ich wolę, i skoro jéj co zlecili, spełniała to z taką ochotą i pilnością, jakby to jéj sam Pan Jezus nakazywał. W pożyciu z siostrami, niezachwianéj była słodyczy. Tąż pokorą ożywiona, widziała w każdéj z nich wybraną Oblubienicę Chrystusową; każdą wyżéj od siebie ceniąc, obchodziła się z niemi z największą miłością i uszanowaniem, a dla siebie saméj od żadnéj szczególnych względów nie wymagała. To sprawiło, że wszystkie zakonnice od najstarszéj do najmłodszéj, kochały ją serdecznie i w wysokiém miały poważaniu. Niepoprzestając na najściślejszém zachowaniu najdrobniejszych ustaw zakonnych, co już samo przez się jest wielkiém i trudném umartwieniem, w różny sposób trapiła ciało: jużto długiemi i ścisłemi postami, otrzymawszy na to od przełożonéj i spowiednika pozwolenie, jużto sypianiem na gołéj ziemi, to znów krwawemi dyscyplinami i ostrą włosiennicą, którą prawie ciągle pod habitem nosiła.

Zachęcał téż ją do tego, i utwierdzał na téj drodze Pan Bóg i szczególnemi łaskami. Kiedy razu pewnego Bronisława modląc się, wpadła była w zachwycenie, stanął przed nią Pan Jezus, i te pocieszające słowa do niéj przemówić raczył: „Bronisławo, krzyż twój jest krzyżem Moim, ale za to będziesz uczestniczką chwały Mojéj.” Pokrzepiona i podniesiona na duchu, po takiém objawieniu sługa Boża przymnażała sobie jeszcze więcéj umartwień ciała, a nadewszystko ćwiczyła się w umartwieniach wewnętrznych. Że zaś jedném z najpożyteczniejszych dla duszy tego rodzaju umartwień, jest zachowanie milczenia które jest strażniczką skupienia wewnętrznego, więc Bronisława od téj pory nietylko najściślej, jak to zawsze czyniła, przestrzegała go z osobami świeckiemi, z któremi jak najrzadsze miewała stosunki, lecz i z siostrami zakonnemi. Wynagradzał téż jéj to Pan Bóg, coraz wyższym darem modlitwy i częstemi zachwyceniami, w których widywano ją nawet w powietrze uniesioną.

Jaśniejąc tym sposobem coraz bardziéj świątobliwością wśród swego Zgromadzenia, nie zamierzając sobie tego nigdy, i nie roszcząc prawa, tak zbawiennie wpłynęła na wszystkie siostry, że patrząc na nią i inne pobudzały się do tém ściślejszego zachowania Reguły zakonnéj, i do tém wierniejszego odpowiadania wielkiéj łasce powołania do Zakonu. Wkrótce téż małe pod tym względem uchybienia, jakich się niektóre dopuszczały, znikły zupełnie, i pod ożywczym duchem siostry Bronisławy, całe Zgromadzenie do którego należała, odznaczało się jeszcze ściślejszą, niż to było przed jéj wstąpieniem, karnością zakonną.

Przyczynił się do tego po części i święty Jacek, który często krewnę swoję nawiedzał w klasztorze, i światłych rad swoich, jako biegły i świątobliwy dusz przewodnik, udzielał i Bronisławie i jéj zakonnym siostrom. Piszą że on to pierwszy wyuczył Bronisławę i jéj siostry, odmawiać Różaniec do Matki Bożéj, którego sposób odprawiania przyniósł był z Rzymu, wkrótce po jego ustanowieniu przez świętego Dominika, któremu to nabożeństwo Sama Matka Boża była objawiła. Iwo Odrowąż, podówczas biskup krakowski, blizki także krewny błogosławionéj Bronisławy, podobnież często ją nawiedzał w mównicy klasztornéj, i naukami swojemi i pasterskiém błogosławieństwem, na świętéj drodze i oświecał i utwierdzał.

Lecz na większą zasługę i tej Swojéj sługi i jéj towarzyszek, dopuścił był Pan Bóg ciężką dla nich klęskę. W roku 1241, Tatarzy wtargnąwszy do Polski, dotarli aż do Krakowa, a nie zastawszy mieszkańców, którzy w górach okolicznych się ukryli, wiele domów i kościołów spalili. Los ten spotkał i klasztor Zwierzyniecki, a zakonnice po obcych domach, przez pewien czas, szukać musiały schronienia.

Bronisława, aby ile możności nie oddalać się od dawnego miejsca swojego pobytu, schroniła się w jednéj z ubogich chatek, przy kościele świętego Salwatora na Zwierzyńcu. Tam mieszkając, miała zwyczaj, dla większego odosobnienia, udawać się na blizkie wzgórze zwane Sikornik, gdzie zwykle długie swoje odprawiała modlitwy. Niektórzy nawet jéj życiopisarze utrzymują, że na témże miejscu oddała Bogu ducha, lecz szczegółów ostatnich jéj chwil nie podają wcale. Umarła dnia 20-go Sierpnia roku Pańskiego 1250, mając lat pięćdziesiąt sześć, z których czterdzieści w Zakonie spędziła.

Na górze Sikornik, którą od czasu śmierci błogosławionéj Bronisławy, w dniu 29 Sierpnia lud pobożny tłumnie co roku nawiedzał, wzniesiono jeszcze w roku 1702 kapliczkę która istniała tam aż do roku 1858, w którym ją zniszczono, a w zamian, wystawiono inną na cześć téj Błogosławionéj, przy mogile Kościuszki,

Kiedy w roku 1836, podczas strasznéj cholery panującej w Zwierzyńcu, mieszkańcy udawszy się na wzgórze Sikornik, wezwali pośrednictwa błogosławionéj Bronisławy, i od razu od téj klęski uwolnieni zostali, porobiono starania w Rzymie, o beatyfikacyą téj cudownéj Patronki. W skutek tego, Papież Grzegorz XVI, po ścisłém rozpoznaniu i innych potrzebnych do tego dowodów, w roku 1889 w poczet Błogosławionych ją wpisał.

Pożytek duchowny

Pokora, słodycz w obcowaniu z drugimi i miłość bliźniego, któremi jaśniała błogosławiona Bronisława, są cnotami, które możesz z jéj życia wziąść dla siebie do naśladowania, chociaż nie w zamknięciu klasztorném, lecz na świecie żyjesz. Teto bowiem cnoty, stanowią prawdziwą zaletę każdego i w każdym stanie będącego, i one są jedyną osłodą, wszelkiego wspólnego pomiędzy ludźmi pożycia.

Modlitwa (Kościelna)

Panie Jezu Chryste któryś w pokorném krzyża Twego naśladowaniu, środki wznoszenia się ku Tobie serc naszych zgotował, spraw prosimy Cię, abyśmy za przykładem błogosławionéj Bronisławy, któréj uroczystą obchodzimy pamiątkę, po cierpieniach doczesnego życia tego, zasłużyli sobie stać się uczestnikami chwały Twojéj. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 744–746.

Tags: bł Bronisława „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna bł Czesław Odrowąż św Jacek pokora miłość bliźniego słodycz obcowania z drugimi
2020-09-01

Św. Idziego Opata

Żył około roku Pańskiego 550.

(Żywot jego był napisany przez świętego Antonina, Arcybiskupa Florenckiego.)

Święty Idzi rodem z Aten, pochodził ze znakomitéj rodziny dawnych królów Greckich. Rodzice jego byli bardzo zamożnymi i przykładnymi chrześcijanami. Wychowali syna jak najstaranniéj, a że obdarzył go był Pan Bóg niepospolitemi zdolnościami, rychło zasłynął znakomitą nauką, a obok tego i wielką pobożnością. Ulubioném jego zajęciem były książki i modlitwa. Od zwykłych rozrywek młodzieży stroniąc, w chwilach wolnych odwiedzał ubogich, hojnie ich obdarzał, a chorym sam z wielką miłością usługiwał. Zdarzyło się że kiedy był dzieckiem oddał biednemu własną suknię, nie mając go czém inném wesprzeć.

Młodym był jeszcze kiedy po śmierci rodziców odziedziczył bardzo znaczny majątek. Niedługo wahał się jaki z niego ma uczynić użytek. Pomny na te słowa Pana Jezusa do pewnego młodzieńca wyrzeczone: „Idź przedaj co masz i daj ubogim” 1, święty Idzi sprzedał całą majętność swoję, i wszystkie pieniądze rozdawszy na biednych, z miłości ubogiego Pana Jezusa, sam żył z żebraniny. Czyn tak wielkiéj miłości bliźniego i zaparcia zjednał mu szczególny szacunek w całém mieście, a jeszcze bardziéj rozsławiły jego Świątobliwość dwa następujące cuda które uczynił.

Gdy razu pewnego w dzień uroczysty był w kościele, opętany znajdujący się tamże zaczął wyć straszliwie. Idzi zdjęty litością nad stanem tego nieszczęśliwego, przybliżył się do niego, i w Imię Jezusa Chrystusa rozkazał szatanowi aby ustąpił, a w téjże chwili opętany, od złego ducha, w obec licznie zgromadzonego ludu, uwolniony został. Inną znowu razą, pewnego człowieka ukąsiła jadowita gadzina. Był już konającym, gdy ujrzano że Idzi wychodził z kościoła i przyzwano go do umierającego. Święty pomodlił się przez chwilę, przeżegnał chorego, i ten wstał zdrów najzupełniéj.

Od téj pory już wszyscy czcili go jak Świętego i cudotwórcę, co widząc Idzi, którego pokora niezmiernie na tém cierpiała, postanowił opuścić ojczyznę i udać się w obce kraje, gdzieby był zupełnie nieznanym. Wsiadłszy na cudzoziemski okręt, aby się udać do Francyi, bardzo się uradował że go nikt z płynących nie znał, lecz i tu cud jaki uczynił objawił w nim wielkiego sługę Bożego. Zaledwie na pełne morze wypłynęli, kiedy straszliwa burza nadwerężywszy okręt, zagroziła mu niechybném zatonieniem. Idzi pomodlił się, a skoro wzniósł ręce do Nieba, burza ucichła i okręt zdołał się wyratować.

Przybywszy do Francji, nasz Święty udał się do błogosławionego Cezaryusza Arcybiskupa Arelitańskiego, aby się powierzyć jego przewodnictwu duchownemu jako słynnemu w tém mistrzowi, Cezaryusz prędko poznał jak świętego ucznia zesłał mu Pan Bóg, i pragnął na zawsze mieć go przy sobie. Lecz po dwuletnim tam pobycie, gdy znowu cuda jakie czynił, rozsławiły Idziego i cześć mu powszechną jednały, opuścił on tajemnie swojego ojca duchownego, z zamiarem ukrycia się na jakiéj puszczy. W tym celu przebywszy Ren, zapuścił się w dzikie lasy które podówczas tę rzekę otaczały, i w nich napotkał świątobliwego pustelnika, nazwiskiem Weradyn, którego nawet obdarzył był Pan Bóg łaską czynienia cudów. Osiadł przy nim, aby zostawać pod jego znowu przewodnictwem, ale oraz i z tą myślą, że gdy sam cuda czynić będzie, łatwo mu przyjdzie składać je na Weradyna, już także z takich darów słynnego. Lecz skoro odkryto jego schronienie, tłumniéj niż jak gdy przebywał przy Arcybiskupie, gromadzili się do niego chorzy aby ich uzdrawiał, a szczególnie gdy jeszcze bardziéj rozsławiła się jego cudotworność, z powodu że za jego błogosławieństwem, pole od niepamiętnych czasów jałowe, stało się najżyźniejszém. Postanowił więc i to miejsce opuścić, i zamierzał tak się już ukryć przed sławą ludzką, żeby go nikt znaleźć nie mógł.

Puścił się tedy daléj w głąb tego ogromnego i gęstego lasu, i po kilku dniach drogi, znalazł w skale jaskinię, któréj wejście zamknięte było gęstemi i kolącemi krzakami ciernia. Uradowany z wyszukania tak nieprzystępnego miejsca, upadł na kolana i gorące złożył za to Panu Bogu dzięki, stanowiąc już z téj nory nigdzie nie wychodzić. Cała ta okolica była tak dziką i niepłodną, że na pożywienie nic innego wynaleźć nie mógł, jak gdzie niegdzie gorzkie i twarde korzonki leśne. Lecz mu Pan Bóg, cudowną Opatrznością Swoją przyszedł w pomoc. Zaledwie osiadł w téj jaskini, a oto nadbiegła do niego prześliczna łania, i położywszy się u nóg jego, dała mu ssać pierś swoję pełną mleka, i odtąd codziennie o téj porze przychodziła go karmić.

Święty przepędził już tam był lat kilka, obcując tylko z Bogiem, zatapiając się w najwyższéj bogomyślności, i tu na ziemi anielski żywot wiodąc, gdy spodobało się Panu Bogu i tą razą jeszcze wywieść go z ukrycia, dla zbudowania i pożytku wiernych. Zdarzyło się że Chyldebart, król we Francyi podówczas panujący, polował w tych lasach. Myśliwi jego stropiwszy łanię która Idziego żywiła, pogonili za nią z ogarami, a ona zaledwie już dysząca, wpadła do jaskini Świętego, kryjąc się u nóg jego, gdy tymczasem psy cierni przebyć niemogąc, przed jaskinią się zatrzymały. Myśliwi dopadłszy wypuścili kilka strzał w głąb jaskini, z których jedna raniła Idziego, i odeszli. Wieczorem gdy opowiedziano królowi wydarzenie, ten nazajutrz sam chciał dojść coby to za miejsce tak nieprzystępne było, i przybywszy tam, a po wielu trudnościach przerąbawszy wejście do jaskini, ujrzał w niéj sługę Bożego a u nóg jego łanię leżącą. Król domyślił się iż to być musi pobożny jakiś pustelnik, wdał się z nim w długą rozmowę, i poznając w nim wielkiego świętego, chciał go hojnie obdarzyć, polecając się jego modlitwom. Idzi nic nie przyjął, a nawet gdy król z wielką troskliwością kazał mu ranę zaopatrzyć, nie pozwolił na to mówiąc, iż zażywając zawsze dobrego zdrowia, rad jest że przynajmniéj przez to cierpienie, może jakichkolwiek zasług z cierpliwości nabyć. Wszystko to tém większy szacunek dla niego wzbudziło w Chyldebarcie, który przez czas pewien bawiąc w téj okolicy, codziennie długie miewał ze sługą Bożym rozmowy. Gdy zaś odjeżdżał, wiedząc iż Idzi nic od niego przyjąć nie zechce, spytał go coby mógł uczynić, czémby mu swoję monarszą łaskę okazał. Święty odpowiedział: iż miłą rzecz Bogu uczyni, jeśli w tém miejscu samotném wybuduje klasztor, w którymby zakonnicy wieść mogli rodzaj życia jaki prowadzą pustelnicy na puszczach Tebaidy w Egipcie. Jakoż w krótkim czasie z rozkazu królewskiego, stanął w tém miejscu obszerny klasztor, i zapełnił się zakonnikami, którzy na rozgłos sławy świętego Idziego, w wielkiéj liczbie pośpieszyli z różnych stron, aby pod jego zostawać przewodnictwem, służąc Bogu w ostréj pokucie i na bogomyślności. Pomimo więc oporu, jaki stawił w tém Święty, obrano go Opatem, i klasztor ten zajaśniał wzorami takiéj przedziwnéj pokuty i świątobliwości, jakie przedstawiały Laory czyli klasztory, pustelników egipskich.

Po kilkoletnim zarządzie tém zgromadzeniem zakonném przez Idziego, król przebywający podówczas w mieście Orleanie, powołał go do siebie. Udał się tam Święty: a i w podróży swojéj i w czasie pobytu na dworze królewskim wiele cudów uczynił. Zdarzył się i między innemi następujący. Król miał na sumieniu jakiś grzech ciężki, z którego nie chciał się spowiadać, stawiając przez to w wielkiém niebezpieczeństwie swoję duszę. Dnia pewnego zaniepokojony tém więcéj niż zwykle, prosił Idziego aby się za niego gorąco pomodlił, niezwierzając się mu jednak z tego co mu na sumieniu ciężyło. Święty udał się do kościoła na modlitwę, a podczas niéj objawił się mu Anioł, oznajmiając że modlitwę jego Pan Bóg wysłuchał, lecz potrzeba aby wziął kartkę którą znajdzie na ołtarzu, i oddał ją królowi. Uczynił to Idzi, a król wyczytawszy na niéj grzech tajony, i przyrzeczenie od Boga że mu odpuszczony będzie byle się z niego wyspowiadał, przystąpił do Sakramentu spowiedzi, przyjął i wypełnił naznaczoną pokutę, po czém spokój sumienia odzyskał.

Po powrócie do klasztoru, Idzi odbył pielgrzymkę do Rzymu, dla uczczenia grobu świętych Apostołów. Chciał aby tam nie wiedziano kim był, lecz ukryć się nie mógł. Sam Papież raczył go zawezwać do siebie, przyjął go z wielką łaskawością, i dał mu w darze dwa posągi cyprysowe Apostołów Piotra i Pawła. Święty bardzo pragnął mieć je w swoim klasztorze, pełen więc ufności w Opatrzność Bożą, puścił je na rzekę Tyber i przeżegnał, a przybywszy do klasztoru znalazł je u furty.

Żył jeszcze długo potém, przewodnicząc braciom na drodze wysokiéj świątobliwości, i nakoniec otoczony nimi i pobłogosławiwszy ich zakończył swoję pielgrzymkę ziemską, pierwszego Września w drugiéj połowie szóstego wieku.

Pożytek duchowny

I w życiu błogosławionego Idziego masz dowód, że święci Pańscy powodowani głęboką pokorą, unikali tak starannie chwały ludzkiéj, jak my za nią gonimy. Bądź téż przekonany, że cnota świętéj pokory jest probierczym kamieniem każdéj innéj cnoty, i że bez niéj nie tylko świętym ale i zbawionym być nie można. Staraj się przeto o nią usilnie, a wszelkie upokorzenie poczytuj za wielką dla duszy twojéj korzyść.

Modlitwa (Kościelna)

Wstawienie się za nami błogosławionego Idziego Opata, niech nas Panie miłosierdziu Twojemu poleci; abyśmy za jego opieką otrzymali to, czego z własnych zasług dostąpić nie możemy. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 738–740.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 696

Najosobliwszą rzeczą w tym Świętym jest uciekanie od sławy ludzkiej i szukanie zatajenia na pielgrzymkach i puszczach. Nawet doskonałych nic tak prędko nie zepsuje, jak sława ludzka i wysokie u ludzi rozumienie, toteż Święci gardzili sławą ludzką.

Czynią posłuszeństwo Bogu nieme stworzenia, ptaki, ryby, sam tylko człowiek wyłamuje się z niego. Kruki słuchały i karmiły Eliasza; słuchała ryba, gdy Jonasza proroka w brzuchu nosiła i na brzegu z morskiej głębokości go postawiła; słuchał lew i posłuszeństwem swoim nieposłusznego proroka potępił. Gdy jesteśmy na robocie i służbie Pańskiej, ufajmy Panu Bogu, który nas pożywi i sposób dla nas znajdzie. Bójmy się raczej głodu piekielnego, gdy próżnujemy.

Footnotes:

1

Mat. XIX. 21.

Tags: św Idzi „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat pokora samotność grzech ciężki spowiedź
2020-08-23

Św. Filipa Benicyusza, Wyznawcy

Żył około roku Pańskiego 1285.

(Żywot jego wyjęty jest z rocznych dziejów Zakonu Serwitów.)

Święty Filip Benicyusz (Benitti) rodem z Florencyi we Włoszech, pochodził z jednéj ze znakomitszych tego miasta rodzin. Przyszedł na świat około roku Pańskiego 1224. W kolebce był jeszcze i nie miał pół roku, gdy do domu jego rodziców weszło dwóch zakonników Serwitów, których zgromadzenia głównym celem jest rozszerzanie czci Matki Boskiéj; ujrzawszy ich dziecię które dotąd nie mówiło zawołało: „Oto są prawdziwi słudzy przenajświętszéj Panny.” Upatrując w cudzie tym znak szczególnego błogosławieństwa Boskiego nad ich synkiem, rodzice wychowali go bardzo pobożnie. Gdy ukończył szkoły we Florencyi, wysłali go do Paryskiéj akademii, gdzie słuchał wykładu medycyny. Ztamtąd przeszedł do uniwersytetu w Padwie, na którym otrzymał stopień Doktora. Po powrocie do Florencyi oczekiwał go bardzo świetny zawód, jako młodzieńca wysoko wykształconego, a który po rodzicach wielkiego spodziewał się majątku. Lecz Filip już wtedy zamyślał o poświęceniu się na wyłączną służbę Panu Bogu, i ciągle modlił się, a szczególnie do przenajświętszéj Panny do któréj miał wielkie nabożeństwo, aby mógł w téj mierze rozpoznać wolę Bożą. Zdarzyło się, iż będąc na Mszy świętéj w kaplicy ojców Serwitów w blizkości miasta Florencyi, trafił na Mszę podczas któréj w Epistole czytano o nawróceniu Eunucha królowéj Etyopskiéj. Uderzyły go tam słowa któremi Duch Święty odezwał się był do Dyakona Filipa: „Przystąp, a przyłącz się do wozu tego” 1, a że i sam miał imię Filip, więc to wyrażenie zastosował do siebie. Wróciwszy do domu gorąco prosił Przenajświętszą Pannę, aby go ostatecznie w tém oświecić raczyła, i na modlitwie takiéj cały dzień aż do północy przetrwał. Wtedy miał następujące widzenie: zdawało mu się iż jest na obszerném polu, w którém co krok groziły mu to straszne przepaści, to skały jakby walące się na niego, to bagna w których grzęzły mu nogi, to znowu węże i gadziny które się na niego rzucały. W widzeniu takowém które przeraziło go niezmiernie, poznał on obraz świata i niebezpieczeństw jakie na nim napotyka dusza, aż oto ukazała się mu Matka Boża siedząca na wozie otoczonym Aniołami i błogosławionemi duszami, wołająca na niego: „Filipie przystąp i wsiądź na wóz ten” który, jak mu to Samaż przenajświętsza Panna wytłómaczyć raczyła, wyobrażał zakon Serwitów, do którego miał wstąpić.

Zakon ten przed piętnastu dopiéro laty był założony w okolicach Florencyi, gdzie siedmiu pobożnych kupców osiadłszy na górze Sereńskiéj, zawiązali się byli w Zgromadzenie, mające na głównym celu rozszerzanie czci przenajświętszej Panny. Filip niewątpiąc już o woli Bożéj względem swego powołania, udał się do ich klasztoru i niemówiąc kim jest, owszem przedstawiając się jak młodzieniec do gminu należący, prosił przełożonego o przyjęcie do zakonu na prostego braciszka. Po kilkodniowéj próbie przyjętym został i przeznaczonym do najniższych usług w klasztorze, i do robót w polu.

Zadowolony niezmiernie z tak pokornego zawodu, pilnie ukrywał i swoje urodzenie i również znakomite wykształcenie jakie posiadał. Nieograniczając się zaś na ciężkiéj pracy, którą bywał obarczony, przydawał sobie różnego rodzaju umartwień ciała, ścisłe zachowywał posty, nosił ciągle włosiennicę i biczował się do krwi. Zwykle załatwiał tak prędko przeznaczoną sobie robotę, że mu w dzień wiele zbywało czasu, który przepędzał na modlitwie przed obrazem Matki Bożéj w kościele, gdzie czasem i całą noc przebywał.

Cieszył się nadzieją iż całe życie tak ukryty w tym pokornym stanie braciszka pozostanie, kiedy zdarzyło się iż w podróży którą odbywał, dwóch ojców Dominikanów rozmawiając z nim długo, tak uderzeni zostali jego rozumem, nauką i świątobliwością, że udali się do jego przełożonych i przedstawili im jaką szkodą jest dla Kościoła, trzymać taki świecznik w ukryciu. W skutek tego, pomimo oporu jaki stawiała jego pokora, przełożeni, którzy już i sami zaczęli się na nim poznawać, wkrótce wyświęcili go na kapłana.

Przyobleczony tą godnością, świetniéj zajaśniał cnotami, i w przeciągu lat kilku przeszedłszy różne urzędy w swojém Zgromadzeniu, został jednomyślnie na generalnego przełożonego wybrany. Użył wszelkich środków aby się od tego uwolnić, lecz gdy to nie pomogło, widzące i tu wyraźnie wolę Bożą, całą duszą zajął się obowiązkami, któremi go obarczono. Cześć Matki Bożéj, co tak bardzo jego własnemu dogadzała sercu, rozpowszechniał z największą gorliwością, w wielu miejscach zakładając Bractwa o siedmiu Boleściach Matki Bożéj. Zakon jego który do téj pory posiadał tylko jeden klasztor, za jego rządów, szerzyć się szybko zaczął. Sława świątobliwości generalnego przełożonego, jako téż i biegłość jego w przewodniczeniu duszom na drogi doskonałości wstępującym, tłumnie nagromadziła mu Aspirantów. Znaczniejsze miasta włoskie jedne po drugich pragnęły mieć u siebie Serwitów, i wkrótce téż święty Filip kilkanaście klasztorów założył, i z tego powodu chociaż był piątym z rzędu generalnym przełożonym, poczytywany jest powszechnie za założyciela tego świętego zgromadzenia.

Udając się do Rzymu, dla założenia tam klasztoru, spotkał na drodze pod miastem Witerbem trędowatego, który napół nagi leżał na ziemi. Niemając pieniędzy by mógł go wesprzeć, zdjął z siebie zwierzchnią suknię i przykrył nią tego biedaka. Ten tejże chwili odzyskał zdrowie, a pośpieszywszy do miasta, gdzie go wszyscy znali jako ciężkim trądem dotkniętego, cud ten sługi Bożego rozgłosił. Pod tęż porę w Witerbie, zgromadzone było Konklawe z Kardynałów, dla obrania Papieża, po trzechletniém osieroceniu Stolicy apostolskiéj, przez śmierć Klemensa IV. Dowiedziawszy się o przybyciu świętego Filipa, kardynałowie którzy dotąd do ostatecznego wyboru przyjść nie mogli, wszystkie głosy dali na niego, uważając go jako męża z wielkiéj świątobliwości znanego w całych Włoszech. Święty, dowiedziawszy się o tém uszedł w nocy potajemnie, i ukrył się w górach około Sienny, i kiedy wyszedł ztamtąd, dopiéro się dowiedział że niemogąc go odszukać, wybrano na Papieża Grzegorza X. W tém ukryciu dość długi czas przebywał Filip, wiodąc życie najostrzejszych pokutników puszcz egipskich. Żywił się tylko korzonkami leśnemi, a gdy nadeszła susza i wody mu zabrakło, wtedy Święty pomodliwszy się i uderzywszy trzy razy laską w ziemię, wydobył z niéj źródło, które dotąd płynie, ma własność uzdrawiania i jest miejscem kąpieli zwanych Wodami świętego Filipa.

Podczas pobytu na téj puszczy sługi Bożego, objawił mu Pan Bóg iż wolą Jego jest aby on roznosząc cześć przenajświętszéj Panny i po innych krajach, za granicami Włoch Serwitów klasztory pozakładał. Jakoż, gdy powrócił ze swego ukrycia, udał się do Francji, gdzie przyjęty został jako wielki Święty, po wielu miastach miewał kazania z niewymownym pożytkiem wiernych, a szczególnie w Awinionie, Tuluzie i Paryżu. Ztamtąd udał się do Niderlandów, Fryzyi, Saksonii i Niemiec, wszędzie zagrzewając serca do miłości Matki Bożéj, i liczne zakładając bractwa Jéj Siedmiu Boleści.

Po dwóchletniéj takowéj apostolskiéj wyprawie, wrócił de Włoch, i zgromadziwszy na kapitułę generalną swoich ojców, prosił aby go od obowiązku Przełożonego uwolniono, a nowego obrano na jego miejsce. Lecz nietylko ojcowie nie uczynili tego, ale owszem jednogłośnie wybrali go dożywotnym generalnym przełożonym. Święty nie opierał się już dłużéj temu, a korzystając ze zgromadzonego w Lionie Soboru powszechnego, udał się tam aby otrzymać zatwierdzenie swojego zgromadzenia. Uzyskał takowe ze wszelkiemi przywilejami i pochwałami, na jakie sam zakon i Święty który mu przewodniczył zasługiwali.

Wracając z Lionu do Włoch, zatrzymał się w mieście Pistoi, w któréj stronnictwa Gwelfów i Gibelinów waleząc z sobą, krwią zalewały ulicę. Filip, wpływem swoim uspokoił miasto. Podobnież, wysłany do Florencyi przez Papieża Marcina IV, przywrócił pokój temu miastu, i mieszkańców miasta Fosli, zbuntowanych przeciw Papieżowi, skłonił do poddania się i uzyskał dla nich przebaczenie Ojca świętego. Wszystko zaś to, kosztowało go nietylko niemało trudów, lecz i na wielkie naraziło niebezpieczeństwa. W jednéj bowiem z zamieszek, rokoszanie rzucili się na niego, zbili okrutnie i za miasto wyrzucili.

Nakoniec, zbliżała się i ostatnia już godzina jego na téj ziemi, którą mu Pan Bóg objawił. Znajdując się w okolicach Peruzyi, gdzie przebywał Papież Honoryusz IV, udał się Filip do niego, i prosił o błogosławieństwo na śmierć. Ztamtąd przybywszy do klasztoru swojego w mieście Todi, poszedł najprzód do kościoła, i uklęknąwszy przed obrazem Maryi, powiedział: „Tu jest miejsce mojego spoczynku na zawsze.” Nazajutrz zapadł w ciężką gorączkę, a był to dzień Wniebowzięcia Matki Bożéj. W oktawę tejże uroczystości po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, przyciskając do ust krucyfiks, który nazywał księgą swoją, błogosławioną śmiercią zszedł z tego świata, roku Pańskiego 1285. Papież Klemens X w poczet go Świętych zapisał.

Pożytek duchowny

Święty Filip, jak to z żywota jego widziałeś, sam wielkie mając do Matki Bożéj nabożeństwo, Jéj cześć w różnych krajach rozkrzewiał, zakładając w tym celu liczne bractwa o Jéj Siedmiu Boleściach. Proś go, aby i w twojém sercu rozniecił on wielką do przenajświętszéj Maryi Panny miłość, a do tajemnicy Jéj Siedmiu Boleści, szczególne nabożeństwo.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który w błogosławionym Filipie Wyznawcy Twoim, głębokiéj pokory wzór nam pozostawiłeś: daj nam sługom Twoim, za jego przykładem doczesnemi dobrami gardzić, a o niebieskie starać się zawsze. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 711–713.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 669

Święty Filip Benicjusz od najwcześniejszej młodości ćwiczył się w miłości i dobroci wobec wszystkich bliźnich, wobec siebie samego natomiast starał się o jak największą doskonałość w pokucie i umartwieniach. Książką, z której ten Święty czerpał ową mądrość, był krzyż z wizerunkiem rozpiętego na nim Zbawiciela. Słusznie też twierdzić można, że żadna księga nie głosi tak wymownie dwu najprzedniejszych cnót Chrystusowych, tj. Jego miłosierdzia wobec wszystkich ludzi i sprawiedliwości względem samego siebie.

  1. Pan Jezus znosił na krzyżu niewymowne męki z miłosierdzia i litości nad trojaką nędzą gnębiącą cały rodzaj ludzki. Ulitował się bo wiem nad: a) naszą przewrotnością moralną i niemocą, tamującą nam drogę do szczęścia wiecznego. Dlatego też zostawił nam niewyczerpany skarb prawdy i łaski, ułatwiający w ten sposób dostąpienie zbawienia. Ulitował się b) nad naszą skłonnością do grzechu. Ponieważ jako dzieci Adama utraciliśmy prawo do szczęścia wiecznego, Zbawiciel poniósł śmierć bolesną i oswobodził wszystkich wierzących w Niego od grzechu pierworodnego. Ulitował się wreszcie nad c) śmiertelnością naszą. Jako dzieci pierwszych rodziców podlegamy różnym utrapieniom, mozołom i śmierci. Pan Jezus jednakże otworzył tym, którzy są w stanie łaski Niebo i powierzył klucze Niebios Piotrowi. Jak nieprzebrany przeto skarb miłosierdzia widzimy w głębokich Jego ranach, rozpostartych ramionach, konających ustach i otwartym boku!
  2. Pan Jezus cierpiał niesłychane męki na krzyżu dla miłości Boga, przyjął na siebie grzechy świata całego, aby przebłagać Boga za wyrządzoną Mu obrazę i przywrócić Mu cześć przynależną. Boska Jego miłość nie zniosła bowiem, aby obraza i hańba po trzykroć Ojcu niebieskiemu przez stworzenie Jego zadana, nie została odpokutowana. Należny ten dług oddał Zbawiciel, pełniąc przez 33 lata wolę Ojca przedwiecznego, krzewiąc sławę Jego Imienia i czyniąc ofiarę z życia swego, oddając się na przybicie do krzyża.

Pomnąc więc na zasługi Jednorodzonego Syna Twego, spraw miłościwy i dobry Boże, aby krucyfiks i dla nas był otwartą księgą i abyśmy w tej książce podobnie jak święty Filip czytać umieli.

Footnotes:

1

Dzieje VIII 29.

Tags: św Filip Benicjusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna powołanie pokora Maryja
2020-07-19

Św. Wincentego z Pauli, Założyciela Zgromadzenia Księży Missyonarzy

Żył około roku Pańskiego 1660.

(Żywot jego wyjęty jest z procesu jego kanonizacyi.)

Święty Wincenty rodem z małéj wioski Pui (Poui), w południowéj Francyi, przyszedł na świat roku Pańskiego 1575. Rodzice jego bylito ubodzy wieśniacy, ale błogosławieństwem Bożém dostatni i bardzo pobożni. Dla tegoto późniéj, gdy święty Wincenty był w wielkiém znaczeniu, przez pokorę często powtarzał, ze jest synem prostego chłopa. Dzieekiem będąc gdy pasał trzody, już wielkie dla biednych okazywał miłosierdzie. Chléb który mu wydzielano kiedy wychodził w pole, oddawał ubogiemu skoro go spotkał. Pierwsze kilka złotych jakie z własnéj pracy zarobił, obrócił na wsparcie biednego.

Ojciec widząc w nim wielkie zdolności, oddał go do szkół. Niższe nauki pobierał w mieście Dax, a wyższe, w akademii Tuluzkiéj, gdzie słuchał wykładu teologii. Wstąpiwszy do stanu duchownego wyświęcony został na kapłana, i po świetnie zdanym egzaminie otrzymał stopień Doktora Teologii, co jednak tak starannie taił całe życie, że dopiéro po śmierci jego dowiedziano się o tém.

Niezwłocznie po przyjęciu wyższych święceń, otrzymał bardzo donośne probostwo, którego zrzekł się wkrótce, widząc innego księdza usilnie ubiegającego się o nie. Poznano się wtedy na jego wysokiéj cnocie i miał już zostać Biskupem, kiedy płynąc z Tuluzy do Marsylii wpadł w ręce korsarzy, którzy zawieźli go do Afryki, i zaprzedali muzułmaninowi, który dawniéj był chrześcijaninem. Po kilkoletniéj niewoli, święty Wincenty wsparty cudowną opieką Matki Bożéj, do któréj miał zawsze wielkie nabożeństwo, nawrócił swego pana i razem z nim do Europy przybywszy, najprzód udał się do Rzymu, dla zwiedzenia grobów świętych Apostołów.

Za powrótem do Francyi oddał się pod przewodnictwo duchowne księdza Beruela wielkiéj świątobliwości kapłana. Został proboszczem w Kliszy (Clychy), a potém w Szatylionie (Chatylion), gdzie jak najświęciéj obowiązki pasterza spełniał. Lecz że go niepokoiła odpowiedzialność za dusze mu powierzone, zrzekł się i tym razem obowiązków plebana i został nauczycielem przy dzieciach Jenerała Gondy, zarządzającego wszystkiemi więzieniami we Francyi. Widząc się tam wielką czcią otoczonym, potajemnie to miejsce opuścił, i wrócił tylko na wyraźny rozkaz swego ojca duchownego.

Jenerał Gondy, będąc świadkiem jak wiele dobrego czynił święty Wincenty dla dusz mieszkańców jego rozległych włości, zrobił go jeneralnym kapelanem wszystkich więzień. Święty spełniał te obowiązki z największą gorliwością, i z najzbawienniejszym skutkiem tak dla więźniów, jak i dla ich dozorców. Wkrótce potém święty Franciszek Salezy, powierzył mu zarząd duchowny Zakonnic Nawiedzenia przez siebie założonych. Sprawował on ten obowiązek przez lat czterdzieści tak święcie i tak pilnie, że to błogosławione grono dziewic nie doznało żadnego uszczerbku duchownego, przechodząc zpod przewodnictwa swojego założyciela, pod przewodnictwo tego drugiego Świętego. Błogosławiony Salezy mawiał o nim że nie znał świętszego od niego kapłana.

Razu pewnego, Wincenty miał na wsi do ludu bardzo licznie zgromadzonego kazanie o świętokradzkiéj spowiedzi. W skutek tego większa część słuchaczów rzuciła się do konfesyonałów, i z największą skruchą odbyła spowiedź z całego życia. Pewna wielka pani obecna temu, powzięła myśl, aby święty Wincenty, przybrawszy kilku kapłanów, mawiał kazania po wsiach dla biednego ludu potrzebującego oświecenia w religii, i na ten cel znaczne pieniądze zaofiarowała. Z początku chciał Wincenty skłonić do tego jakie zgromadzenie zakonne już istniejące, lecz gdy mu się to nie powiodło, przybrał kilku księży świeckich, i z nimi to święte dzieło rozpoczął.

To dało początek Zgromadzeniu księży Missyonarzy, które się w krótkim czasie po całym świecie katolickim rozszerzyło. Należący do niego, wykonywają proste śluby (vota simplicia) zatwierdzone przez Stolicę Apostolską, i obowiązują się ogłaszać słowo Boże prostemu ludowi, a szczególnie wieśniakom. Wincenty od pierwszéj chwili zawiązania tego Zgromadzenia, stał się dla braci swoich najwyższym wzorem gorliwości apostolskiéj, pokory, zaparcia i niezmordowanéj w tym zawodzie pracowitości. Zajął był w samych początkach dawny dom świętego Łazarza w Paryżu, i ztąd we Francyi Missyonarze jego Łazarystami są zwani.

Współcześnie z założeniem tego Zgromadzenia, wielki ten sługa Boży, założył Bractwo miłosierdzia z kobiet złożone. Zawiązał je gdy jeszcze był proboszczem w Szatylionie. W Paryżu wnet ono na większą skalę rozwijać się zaczęło, skoro do tego świętego dzieła znalazł Wincenty godną wspólniczkę w pannie Legra, osobie wielkiéj świątobliwości. Zadaniem tego pobożnego stowarzyszenia, było zbierać jałmużny, i osobiście nawiedzając ubogich po mieszkaniach, wspierać ich wedle potrzeby. Niektóre z tych pań jużto obawiając się chorób zaraźliwych, któremi dotknięci bywali ubodzy, już mając sobie przez mężów wzbronione chodzenie po ich mieszkaniach, przybierały służące, które je w tém wyręczały. Te pod przewodnictwem świętego Wincentego, spełniały nierównie lepiéj od pań swoich, włożony na siebie obowiązek. Wszędzie żądano mieć je do obsługi ubogich chorych, a szczególnie po szpitalach. Widząc to Wincenty, osobne zawiązał z nich Zgromadzenie, i to dało znowu początek zgromadzeniu Sióstr miłosierdzia, słusznie taką nazwą zaszczyconych.

Lecz i tego jeszcze nie dość było dla naszego Świętego: chciał on przyjść w pomoc w kształceniu młodych kapłanów. Założył więc kilka wielkich Seminaryów, i te zakłady takie jakie są dziś po różnych dyecezyach, od niego niejako biorą swój początek. Urządził także dla księży konferencye, czyli nauki i ćwiczenia przygotowawcze do przyjmowania święceń. Postanowił aby wszystkie domy jego Zgromadzenia miewały i takie zakłady, a przytém ułatwiały odbywanie rekolekcyi i dla osób świeekich.

Gdy się liczba braci zwiększyła, porozsyłał ich na missye nie tylko po różnych częściach Francyi, lecz pozakładał swoje domy we Włoszech, w Polsce, w Szkocyi, Irlandyi, a nawet aż w Indyach.

Po zgonie Ludwika XIII, którego na śmierć usposabiał, został przyzwany przez królowę Annę Austryacką, rządzącą państwem w małoletności Ludwika XIV, do zasiadania w najwyższéj radzie. Długo w niéj urzędował, i za jego wpływem wszystkie Dyecezye i Opactwa obsadzone zostały przez najgodniejszych ludzi, oprócz tego wiele najpożyteczniejszych praw wydano tyczących się dobra Kościoła i poprawy obyczajów.

Razu pewnego prosił królowę o wsparcie dla biednych. Ta mu odpowiedziała, iż na jego prośby, oddała niedawno wszystko co mogła. „A te klejnoty?” rzekł Święty wskazując na bogaty strój jaki miała na sobie królowa, która na te słowa oddała mu i te kosztowności. Także darowała mu była wielki pierścień brylantowy. Wincenty wkrótce zastawił go, aby mieć pieniądze dla ubogich. Dowiedziawszy się o tém królowa, wykupiła pierścień a oddając mu takowy rzekła: „Proszę go już więcój nie zastawiać.” — „Trudno mi będzie spełnić ten rozkaz waszéj królewskiéj mości,” odpowiedział Święty. — „Więc proszę, powiedziała królowa, abym zaraz o tém wiedziała, i tak jak teraz postąpiła sobie.”

Nie masz zdaje się rodzaju nędzy ludzkiéj, któréjby ten Święty nie przyszedł w pomoc. Wykupywał chrześcijan w niewoli u Muzułmanów będących, założył przytułek dla podrzutków, zakłady dla kobiet nawracających się ze złego życia i dla młodzieży zepsutéj; dom schronienia dla zakonnic, które w owych czasach z krajów heretyckich wygnano, i dla rzemieślników chorych i podupadłych; szpitale dla waryatów, gościnne domy dla chorych podróżnych, co wszystko w wielu miejscach po dziś dzień istnieje. Gdy w prowincyach Lotaryngii, Szampanii, Pikardyi i innych, wybuchło morowe powietrze, posłał tam jałmużny kilka milionów franków! Toż samo uczynił gdy w Anglii głód panował. Znany ze swojego poświęcenia dla ubogich, stał się jałmużnikiem wszystkich najmożniejszych domów we Francyi począwszy od rodziny królewskiéj. Pomimo tego, trudno pojąć zkąd brał na dobroczynne cele tak wielkie sumy, że jak piszą historycy jego życia, żaden najmożniejszy monarcha takich ogromnych jałmużn przez całe życie swoje nie uczynił, jak ten ubogi kapłan.

Prócz Bractwa miłosierdzia z pań na świecie żyjących złożonego i Sióstr Miłosierdzia, założył jeszcze wiele innych pobożnych stowarzyszeń, mających na celu wyszukiwanie i wspieranie różnéj nędzy ludzkiéj. Także założył: Siostry od krzyża świętego, Siostry Opatrzności, i Siostry świętéj Genowefy, trudniące się wychowaniem ubogich panienek.

Wśród natłoku zajęć z zarządu tylu zgromadzeń wynikających, zawsze był skupiony, zjednoczony z Bogiem, spokojny, cichy, słodki w obcowaniu z każdym, unikający zaszczytów, sławy i najmniejszego dostatku, a w pokorze niezrównany. Ofiarowanego kilkakrotnie Biskupstwa, nigdy przyjąć nie chciał. Miał wielu zawistnych nieprzyjaciół. Zdarzyło się iż gdy wychodził z pokojów królewskich, jeden z takich dał mu policzek. Święty upadł na kolana, przepraszając go, iż mimo chęci i wiedzy, jakimś postępkiem swoim, przywiódł go do takiéj ostateczności, a o zniewadze swojéj przed nikim słowa nie wymówił. Był usposobienia nadzwyczaj żywego, i gdy się zabierał do jakiego świętego dzieła, czuł do tego nadzwyczajny zapał. Miał więc zwyczaj póty nic nie rozpoczynać, aż z naturalnéj téj podniety ochłonął. To było powodem, że niektórzy zarzucali mu pewną opieszałość w działaniu.

Na ośmnaście lat przed zgonem, zaczął już pilnie gotować się na śmierć, a podczas ostatniéj choroby, która bardzo długo trwała, codzień po Mszy świętéj odmawiał modlitwy konających. Spracowany tylu trudami dla miłości Boga i bliźniego poniesionemi, skołatany wiekiem i wielkiemi umartwjeniami ciała, zapadł ciężko na zdrowiu, i długich a gwałtownych doznawał cierpień. Znosił je z niezachwianą swobodą ducha, mawiając, że gdyby ludzie wiedzieli jak wielkie zasługi skarbić sobie można będąc cierpiącym, wszyscyby się o choroby na wyścigi ubiegali. Nakoniec zasnął w Panu wśród modlitw swoich braci, wymawiając te słowa: „Panie pośpiesz się ku ratunkowi mojemu” 1. Umarł mając lat ośmdziesiąt pięć roku Pańskiego 1660, w domu świętego Łazarza w Paryżu, który głównym jest domem całego Zgromadzenia Księży Misyonarzy. Kanonizowany został przez Klemensa XII który dzień 19 Lipca na uroczystą jego pamiątkę przeznaczył.

Pożytek duchowny

Święty Wincenty którego pamiątkę dziś obchodzimy, był, jak to widziałeś z jego żywota, ubogim kapłanem, a pomimo tego tyle zrobił dobrego dla ubogich i dla dotkniętych wszelkiego rodzajn niedostatkiem, jak nikt z najmożniejszych w świecie panów. Niech cię to uczy że aby być miłosiernym, nie wielkie dostatki, lecz wielką miłość Boga i bliźniego mieć trzeba. Jeśli więc nie spełniasz uczynków miłosierdzia, to nie dlatego że mało masz na to środków materyalnych, lecz dla tego że ci braknie miłości.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś do głoszenia słowa Bożego ubogim, i łatwiejszego uświęcenia stanu duchownego, błogosławionego Wincentego apostolską goliwością obdarzył; spraw prosimy, abyśmy cześć oddając jego świętym zasługom, z przykładu cnót jego, potrzebną dla siebie brali naukę. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 599–601.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 575–576

Święty Wincenty z Pauli zasłużył sobie na cześć i uwielbienie nie tylko Francji, ale całego świata chrześcijańskiego przez to, że zaprowadził misje dla pospolitego ludu, założył kongregację Łazarzystów i tym sposobem wywarł niesłychanie zbawienny wpływ na religijne usposobienie i pożycie towarzyskie niższych warstw swego kraju.

Niejeden z Was, mili Czytelnicy, słyszał już rozmaite zdania i sądy o misjach, niejeden może nawet i powątpiewał, czy owe misje rzeczywiście są zbawienne i pożyteczne, jak twierdzą duchowni, a kto wie, czy ten i ów spomiędzy Was nie uważa ich wprost za szkodliwe? Twierdzą to zwłaszcza ci, którzy chcą uchodzić za oświeconych. Rozważmy przeto, co winien uczynić katolik w czasie misji:

  1. Każdy prawy katolik porzuca w czasie misji (trwającej zwykle 4 do 8 dni) na czas krótki swe zajęcia i troski codzienne, nie mówi z nikim o sprawach doczesnych i ziemskich, ma na uwięzi swe oczy, uszy, język, a nawet podniebienie, stroni od rozrywek i zatapia się sam w sobie. Takie stronienie od świata i zatopienie się w samym sobie jest niezbędne konieczne, aby się przekonać, w jakim zostajemy stosunku do Boga i wobec Boga, i czyśmy czyści do tyla, abyśmy mogli spokojnie stanąć przed trybunałem Jego. Czyż jest w tym coś nadzwyczajnego, jeśli duszy poświęcimy kilka dni, gdyśmy miesiące i lata całe poświęcali ciału?
  2. Katolik tak usposobiony, wysłuchawszy kazania, rozważa je pilnie i w samotności pyta sam siebie, jak zachowywał dotychczas przykazania Boskie i kościelne, a wszedłszy w siebie przekona się, jak ich powinien przestrzegać, jak unikać przeszkód, sposobności i nawyknień, aby się stać godnym zaszczytnego miana ucznia Chrystusowego. Wszakże to już był obiecał przy chrzcie świętym, a gdyby miał jeszcze mieć jakieś wątpliwości, toć mu je z chęcią usunie spowiednik misyjny. Niech więc pilnie rozważy ślub i obietnice na chrzcie dane Panu Bogu, gdyż dla wiernych przysposobił Bóg Niebo, dla wiarołomnych piekło.
  3. Katolik biorący udział w misji, oddaje się modlitwie w samotności ze szczerym przejęciem i gorącym nabożeństwem, czuje głęboki żal za popełnione grzechy, błaga o łaskę wytrwałości w dobrym. Przyjmuje on Sakrament Ciała i Krwi Pańskiej ze szczerą skruchą i nabożeństwem, zyskuje odpust zupełny, jakim darzy Kościół święty wszystkich uczestników misji. Czyż więc nie dobrze czyni, jeśli się modli, komunikuje i zyskuje odpuszczenie wszystkich kar doczesnych? I my możemy rok rocznie odbyć taką misję sami dla siebie. Prośmy tylko swego spowiednika albo duszpasterza o to, aby nas nauczył, w jaki sposób to uskutecznić, a św. Wincentego o to, aby się za nami wstawił do Boga.

Footnotes:

1

Psal. LXIX. 2.

Tags: św Wincenty a Paulo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora więzienie św Franciszek Salezy Komunia kazania miłość bliźniego misje
2020-07-01

Św. Szymona, Przezwanego Sales

Żył około roku Pańskiego 570.

(Żywot jego był napisany przez Leonincyusza Biskupa w Cyprze, według zeznań naocznych świadków.)

Święty Szymon przezwany Sales, co po grecku znaczy głupiec, narodził się w Edessie, w mieście w Mezopotamii położoném, w drugiéj połowie szóstego wieku. Z pierwszych lat jego młodości to tylko wiadomo że mając rodziców bardzo zamożnych i bogobojnych, wychowany był starannie i znakomity uczynił postęp w języku i naukach greckich, świetnie podówczas kwitnących. W dwudziestym roku życia, już w całém mieście znanym był z wielkiéj pobożności i miłosierdzia dla ubogich.

Było podówczas zwyczajem chrześcijańskim w tych krajach, każdego roku udawać się do Jerozolimy, na uroczystość Podwyższenia Krzyża świętego. Szymon wraz z młodym przyjacielem swoim imieniem Jan, pojechali tam także. Zwiedzenie miejsc na których spełniła się sprawa odkupienia ludzi, rozżywiło w obu tych młodzieńcach uczucia pobożne, i nastręczyło myśl wyłączniejszego poświęcenia się Bogu. Wracając z Jerozolimy, puścili się doliną Jerycho, na któréj ujrzeli mnóstwo klasztorów pobudowanych wzdłuż rzeki Jordanu. Widok ten bardzo ich poruszył: „O! jak szczęśliwymi są ludzie, rzekł Szymon, żyjący w tych ustroniach! Błogo im dnie płyną, i spokojnie umierają. Na co się nam w dzień sądu, przydadzą wszystkie próżności tego świata w które opływamy? A i młodości naszéj którą trawimy w życiu światowem, czyż nie szkoda, gdy ona albo z wiekiem przeminie bez żadnéj przed Bogiem zasługi, albo ją śmierć przetnie:” I przydał: „Mam wielką ochotę odwiedzić tych zakonników.” – „A ja, rzekł Jan na to, chciałbym ich naśladować.” – „A więc, powiada Szymon, udajmy się do klasztoru, może Pan Bóg udzieli nam téj łaski.” Takie tedy mając zamiary, odprawili swych ludzi i powozy, a sami zboczywszy z gościńca, małą ścieżką puścili się ku klasztorom. Pierwszy do którego się dostali, byłto klasztor świętego Gerazima, którego Opatem był błogosławiony Nikon. Zabawiwszy tam dni kilka, a zdziwieni anielskiém życiem jakie wiedli ci święci mnisi, oświadczyli Opatowi chęć wstąpienia do ich grona, i przyjęci zostali.

W krótkim czasie okazali się tak wiernymi łasce powołania do tego świętego życia, iż przełożony mógł wszystkim braciom stawiać ich za przykład do naśladowania. Lecz pomimo najściślejszéj karności jaka w zakonie tym istniała, i nadzwyczajnéj ostrości życia, Szymon uczuł pociąg do życia jeszcze bardziéj usamotnionego. Zwierzył się z tego Janowi, który i ze swéj strony zgodził się na to mówiąc: „Gotów jestem pójść z tobą gdzie zechcesz, lecz abyśmy pewniejsi byli że jest to zgodném z wolą Bożą, sądzę że wypada nam poradzić się w téj mierze naszego świętego Opata.” – „Zgadzam się na to, odpowiedział Szymon, przedstawmy mu nasze zamiary, a co on każe to zrobimy.” Błogosławiony Nikon bardzo biegły w rozpoznawaniu ducha, widząc w nich prawdziwe do pustelniczego życia powołanie, pozwolił im na to, a uściskawszy ich serdecznie i pobłogosławiwszy, rzekł do nich: „Idźcie moi synowie, powodujcie się duchem który was wiedzie na puszczę i bądźcie wiernymi tak wielkiéj łasce.”

Puściwszy się oni w głąb puszczy, po dłagiéj podróży, znaleźli nad brzegiem morza małą chatkę pustą, w któréj mieszkał święty pustelnik niedawno zmarły. Miejsce to obrali sobie, i tam osiadłszy, wiedli życie bogomyślności i pokucie oddane. Modlitwa zajmowała im czas prawie wszystek. Sypiali parę godzin, opierając głowę na kamieniu. Żywili się leśnemi korzonkami które koło swojej pustelni znachodzili: słowem, naśladowali najwierniéj pierwszych założycieli życia pustelniczego na puszczach egipskich.

Dziewiętnaście lat spędzili już byli tym sposobem, gdy Szymonowi przyszła myśl szczególna udania się pomiędzy ludzi, i udając głupca, ćwiczyć się w pokorze, a obok tego pozyskiwać dusze grzeszników Bogu. Jan nie odradzał tego swojemu towarzyszowi, ufając iż zamyśla on o tém nie bez szczególnego natchnienia Boskiego, lecz sam pozostał na puszczy. Szymon zaś pożegnawszy się z nim z płaczem, przyrzekł iż go przed Śmiercią jeszcze odwiedzi i udał się najprzód do Jerozolimy, dla zwiedzenia znowu miejsc świętych, a ztamtąd do miasta Emezy w Syryi, gdzie był zupełnie nieznanym, i gdzie już resztę życia swojego spędził.

Wchodząc do tego miasta, ujrzał za bramą psa zdechłego. Uwiązał go sobie u pasa, i z nim wbiegł na rynek, Ściągając za sobą tłum ludzi, patrzący ciekawie na człowieka w ubraniu pustelniczém, którego wzięto za waryata, i uliczników, którzy z początku go targali, a widząc że on z tego wesoło żartuje, zaczęli go to szarpać, to bić, to policzkować i na ziemię obalać. Gdy go drudzy od tych zniewag obronili, przyłączył się do grona dzieci które na publicznym placu się bawiły, i z niemi udające głupca, igrał i dokazywał. Podobnież postępował i dni następnych. Po ulicach, po placach publicznych, wszędzie udawał głupca. Z czasem lud przyzwyczaił się do niego, chętnie się nim bawił, bo było w nim cóś, co mimo wiedzy tych co z nim przestawali, pociągało do niego.

Lecz co najdziwniejsza, że tym sposobem uchodząc za upośledzonego na umyśle i doznając ciągłych upokorzeń z tego powodu, święty Szymon umiał trafiać do serca Największych grzeszników, i nawracał ich niekiedy jedném słowem, które wśród bredni które plótł głośno pocichu im szepnął do ucha. Zdarzało się, iż gdy miał na oku jakiego grzesznika którego chciał nawrócić, wchodził do szynku aby mieć do niego przystęp, i tam zasiadłszy z biesiadującymi którzy z niego szydzili, niekiedy jedném słówkiem tak trafnie do nich przemówił, że nie tylko tego o którego mu chodziło, lecz i innych od rozpusty odwodził. Takim sposobem, bardzo wielu ponawracał. Zadawał się nawet z publicznemi nierządnicami. Dawał im pieniądze, jakby miał zamiar podzielać ich rozpustę; a potém przemówiwszy do nich, albo tylko pomodliwszy się nad niemi, na zawsze wyrywał je z ich zbrodniczego życia. Wpadał do szpitalów, i tam według swego zwyczaju udając półwaryata, zbliżał się do chorych którzy się z niego śmieli, a on ich znakiem krzyża świętego, albo przez samo dotknięcie uzdrawiał. Z opętanymi udawał opętanego, krzyczał jeszcze głośniéj od nich, miotał się z nimi po ziemi, a tym czasem egzorcyzmował ich, i z najstraszniejszych, a których wszyscy już odstępowali, wyganiał złe duchy.

W ciągu zaś tak szczególnego sposobu postępowania, nie przestawał wieść życia równie pokutnego i bogomyślnego, jak gdy był na puszczy. Niekiedy po kilka dni z rzędu, a nawet cały tydzień, nic nie jadał. Sypiał godzinę albo dwie pod kościołami, większą część nocy trawił na modlitwie, i wtedy unosił go Pan Bóg do najwyższéj bogomyślności. Jeśli go kto podszedł w chwilach gdy był w zachwyceniu, wnet z niego wychodził, i jakiémś słówkiem lub czynem niezwyczajnym, wprowadzał świadków tych łask cudownych w błędne mniemanie, że i to były jakieś zwykłe jego dziwactwa. Nakoniec do tego stopnia rozmiłował się we wszelkiego rodzaju upokorzeniach, że gdy pewna dziewica złego prowadzenia się, oskarżyła go iż jest ojcem dziecięcia które nosiła w łonie, Szymon nie tylko nic na obronę swoję nie mówił, ale nawet tak się zachował, jakby to prawdą było. Lecz sam Pan Bóg obronił jego sławy, gdyż ta nieszczęsna kobieta w strasznych boleściach rodząc, póty nie mogła wydać na świat dziecięcia, aż wyznała kto był jego prawdziwym ojcem, i że oszczerstwo rzuciła na Szymona.

Mając objawienie o blizkiéj śmierci swojéj nasz Święty, poszedł na puszczę pożegnać się z Janem, jak mu to był przyrzekł, i wrócił do Emezy gdzie wyznał gospodarzowi domu w którym ciągle mieszkał kim jest, i że dla miłości upokorzeń udawał głupca. Gospodarzem tym był pewien Dyakon kościoła Emezkiego, bardzo świątobliwy człowiek, który już oddawna odgadywał w Szymonie szczególne łaski Boskie. Szymon wymógł na nim, aby to co mu wyznał zachował w tajemnicy aż do jego śmierci, i prosił aby go w odosobnionym kąciku jego domu, zostawił samego na dni kilka. Po dwóch dniach, gdy gospodarz ten go nie widział, poszedł obaczyć czy nie chory i zastał go nieżywego, leżącego pod chrustem który mu służył za posłanie. Po jego śmierci, zaczęli ludzie rozgłaszać różne cuda przez niego czynione, o których dotąd nie mówiono. Przy ciele jego, wielu chorych i kalek zdrowie odzyskało. Cały téż Kościoł uczcił go jako Świętego, i Martyrologium rzymskie, pod dniem dzisiejszym pamiątkę jego ogłasza.

Zasnął w Panu w miesiącu Czerwcu, roku Pańskiego 570.

Pożytek duchowny

Żywot Świętego który dopiéro co przeczytałeś, należy do téj niewielkiéj liczby Żywotów które podziwiać powinniśmy, niekusząc się jednak żeby je zupełnie naśladować. Na to bowiem trzebaby mieć szczególne natchnienie Boskie, jakie miał ten Święty. Lecz bardzo potrzebną zaczerpnąć możesz z niego naukę: widząc bowiem do jakiego stopnia Święci rozmiłowywali się we wzgardzie świata, tém silniéj obmierzić sobie powinieneś twoję żądzę wyniesienia się, i brak pokory w znoszeniu najmniejszego od drugich uchybienia.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Szymona wyznawcę Twojego, tak nadzwyczajną miłością upokorzeń i wzgardy ludzkiéj obdarzył; daj nam za jego wstawieniem się, ducha głębokiéj pokory, a żądzę odbierania czci od ludzi wyniszcz w sercach naszych. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 545–547.

Tags: św Szymon de Sales „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelnik głupiec pokora
2020-06-27

Św. Władysława, Króla węgierskiego

Żył około roku Pańskiego 1095.

(Żywot jego, znajduje się u Bolandystów pod dniem dzisiejszym),

Święty Władysław, którego świątobliwość i cuda, więcéj jeszcze sławnym uczyniły, niż wojenne czyny i mądre rządy Państwem z czego podobnież słynie, był synem króla Węgierskiego Beli, a z ubocznéj linii potomkiem świętego Stefana, także króla, przezwanego Apostołem Węgier. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1041, w Polsce, gdzie ojciec jego schronił się był przed srogiém prześladowaniem Piotra Germańskiego, którego Węgrzy na tron swój podówczas wynieśli. Lata dziecinne spędził pod okiem matki, królewny polskiéj. Pobożna ta pani, wychowała go jak najstaranniéj, zawczasu do cnót chrześcijańskich serce jego zaprawiając. Młodzieniec jeszcze w czasie pobytu swego na dworze polskim, stał się wzorem pobożności: wszystko zapowiadało w nim przyszłego Świętego.

Zmiany zaszłe w sprawach politycznych Węgier, przywołały rodzinę jego napówrót do tego kraju. Po śmierci króla Piotra, Andrzéj stryj naszego Świętego, a brat Beli, powołany na jego następcę, przyzwał do kraju z całą rodziną brata swojego, którego uczynił wielkim książęciem, co było najpierwszą po królewskiéj w państwie godnością. Przybywszy Władysław z ojcem do ojczyzny, jak był zbudowaniem dla Polaków gdy między nimi przebywał, tak i na dworze króla Węgierskiego zajaśniał wysoką świątobliwością. Miłosierny dla ubogich, przystępny i miły w obejściu dla każdego, nieposzlakowanéj w obyczajach skromności; najprzykładniejszy w wierném spełnianiu wszelkich obowiązków prawego katolika, chroniący się wszelkich zbytków, zajęty miłosiernemi uczynkami, albo pożyteczną pracą i czytaniem ksiąg świętych: takim się okazał młody ten książe, otoczony blaskiem najwyższych w kraju zaszczytów. Dwie szczególnie, a którym najpowszechniéj podpadają ludzie namiętności miał w obrzydzeniu: żądzę wyniesienia się i chciwość, czego szczególnie dowiódł w następującém zdarzeniu:

Panujący król Andrzéj, chciał zapewnić koronę po sobie synowi swojemu Salomonowi: a że w Węgrzech podówczas, tron był wybieralny, i zanosiło się iż na wypadek śmierci królewskiéj nie jego syna, lecz jego brata Belę, ojca naszego Świętego na tronby wybrano, Andrzéj różnemi sposobami chciał się pozbyć Beli, a nawet na życie jego nastawał. Ten zagrożony tym sposobem, zjednał sobie liczne stronnictwo, stanął na czele silnego wojska i stoczył z królem bitwę, w któréj ten ostatni i koronę i życie postradał. Chociaż to zapewniło tron ojcu świętego Władysława, on jednak jawnie i silnie potępiał postępek ojcowski. Mówił iż ojcu wypadało naśladować Dawida i uchodzić przed prześladowcą, ale nigdy na jego życie i berło nie targać się. Po śmierci téż ojca, gdy zanosiło się na to, iż albo jego, albo brata jego Gejzę na króla Węgrzy wybiorą, święty Władysław wszelkiego dokładał starania, aby Salomona na tron wynieść. Jakoż przyszło w istocie do tego, lecz monarcha ten dopuścił się tak okrutnych nadużyć, iż wkrótce z tronu złożonym i wygnanym został. Po nim nastąpił Gejza, brat starszy świętego Władysława, który po trzech latach panowania umarł. Wtedy Biskupi, panowie i Radni miejscy, zgromadziwszy się na sejm walny, jednogłośnie obrali Władysława, i pomimo oporu jaki długo stawiał, ubłagali go, aby rządy państwa przyjął.

Właściwszego wyboru zrobić nie mogli. Władysław pod każdym względem przodował w całym narodzie: wzrostem wyższy od wszystkich swoich poddanych, nadzwyczajnie silnéj budowy ciała, znosił łatwiéj niż ktokolwiek inny, najcięższe i najdłuższe trudy wojenne. Odwagi téż i męstwa dawał dowody niezrównane. W licznych bitwach jakie staczał, na czele wybranego hufca, sam rzucał się zwykle w największy ogień, biegłym przytém okazując się wodzem. Często dla oszczędzenia krwi ludzkiej, wyzywał nieprzyjacielskich dowódców do pojedynku z sobą, i z każdego z takowych zwycięzko wychodził 1. Obok tych wojowniczych zalet, był mądrym i najmiłościwszym monarchą. Otoczył się radą najpoważniejszych, ze wszystkich stanów narodu mężów. Stanowił najpotrzebniejsze i najzbawienniejsze prawa; poznosił wszelkie gdziekolwiek się pojawiały nadużycia, starając się ile możności i głównie o uszczęśliwienie najliczniejszéj, to jest najbiedniejszéj klasy swoich poddanych.

Do tych świetnych przymiotów, stanowiących zalety wielkiego króla, łączył cnoty jeszcze szacowniejsze, a właściwe wielkim Świętym. Odznaczał się szczególném zamiłowaniem cnoty czystości i wstrzemięźliwości. Przy stole królewskim, zastawionym z odpowiednią wytwornością, jednę lub dwie tylko jadał potrawy, a przez większą część roku ścisłe zachowywał posty, raz tylko na dzień biorąc posiłek. W komnacie sypialnéj, nie tknął się nigdy łoża, a sypiał parę godzin na gołéj ziemi. Pod królewską szatą nosił zawsze włosiennicę. Miłosierdzia dla ubogich, daléj nad niego posunąć nie można było. Pałac jego, a szczególnie pokoje które zajmował, były przytułkiem wszelkiéj nędzy, i żaden żebrak nie odszedł od niego bez hojnego wsparcia. W całém państwie kazał wyszukiwać ubogie wdowy i sieroty, i tym los zapewniał.

Kościół, popierał całą powagą królewskiéj swojéj władzy, starając się od chwili wstąpienia na tron przydawać mu coraz większéj świetności w państwie nad którém panował. Pilnie przestrzegał aby wszystkie wyższe urzędy kościelne przez jak najgodniejszych ludzi piastowane były. Ubogie kościoły pouposażał, nowych bardzo wiele wystawił, równie i o klasztorach nie zapomniał. W mieście Waradynie wybudował wspaniały kościół pod wezwaniem przenajświętszéj Maryi Panny, i w nim wyznaczył miejsce na swój grobowiec. Pod rządami téż tak mądrego i świętego króla, wielkiéj pomyślności zażywał cały naród.

W całém państwie jeden tylko człowiek krzywo na to patrzał, a tym był książe Salo- mon, roszczący sobie prawo do korony. Dowiedziawszy się Władysław, iż on zamierza knuć na niego spiski, obawiając się aby nie przyszło do krwi rozlewu, posłał do niego z oświadczeniem, iż sam gotów odstąpić mu tronu, byle się Węgrzy na to zgodzili. Salomon nie przystał na to, a uszedłszy do króla Hunnów, i uzyskawszy od niego wojsko złożone z samych włóczęgów, uderzył na Węgry. Władysław zmuszony bronić swego królestwa, w pierwszéj z nim potyczce, pobił go na głowę i do ucieczki zmusił.

Odtąd w wewnętrznym zarządzie używał ten święty król spokoju, lecz z ościennemi narodami częste musiał toczyć wojny. Ciż sami Hunnowie, naród dziki a bitny, sądząc iż król tak pobożnym ćwiczeniom oddany jak Władysław, wielkim wojownikiem być nie może, z licznemi hufcami, do Węgier przyciągnęli, pewni przed czasem zwycięstwa. Władysław według swego zwyczaju, który zachowywał w każdéj prowadzonéj wojnie, nakazał trzydniowy post w całém państwie i publiczne nabożeństwa, ze szczególném polecaniem téj sprawy Matce przenajświętszéj, i wyruszył na czele wojska w pole. Przed pierwszém z nieprzyjacielem spotkaniem, ofiarował mu zgodę pod umiarkowanemi warunkami, a gdy ją król Hunnów odrzucił, rozpoczął wojnę, w któréj ile bitew stoczył, tyle, osobiście na czele swoich mężnie stając, odniósł zwycięztw. Wygnał Hunnów zniszczywszy ich hufce, pobił Czechów którzy korzystając z napadu tych barbarzyńców, targnęli się także na Węgrów; podobnież odparł Rusinów, i jako wynagrodzenie szkód wojennych, zdobył w posiadanie Dalmacyą i Kroacyą. Z podobném szczęściem walczył z Turkami i część Bulgaryi im odebrał.

Wsławiony tylu świetnemi zwycięztwy, zawezwany został od Papieża Urbana II, który w imieniu królów i książąt, wybierających się na wojnę krzyżową przez Piotra Pustelnika wzbudzoną, prosił go aby przyjął dowództwo téj wyprawy. Mężna i chrześcijańska dusza Władysława, rozradowała się z téj sposobności, w któréj mógłby już nie za swoje królestwo, lecz za Kościół i królestwo Boże krew własną wylać. Przyjął więc to dowództwo z wdzięcznością. Lecz Pan Bóg na ten raz, już po nim tylko dobrych chęci wymagał. W tymże czasie zesłał na niego ciężką chorobę, w któréj świętą śmiercią zszedł z tego świata roku Pańskiego 1095, mając lat pięćdziesiąt cztery, z których piętnaście na tronie węgierskim spędził. Ciało jego pochowane w Waradynie w kościele przenajświętszéj Panny przez niego zbudowanym, licznemi po śmierci zasłynęło cudami, w skutek czego, Papież Celestyn III, roku 1198, w poczet go Świętych zapisał.

Pożytek duchowny

Nie masz wątpliwości, że im kto na wyższém i świetniejszém na świecie znajduje się stanowisku, tém ma trudniejsze zbawienie, bo i cięższa czeka przed Bogiem odpowiedzialność po śmierci, i większe za życia uderzają na niego pokusy. Wszelako i w takich stanach, jak to widzisz z żywotu dzisiejszego, dochodzili wybrani Pańscy do wysokiéj świętości. Niech cię to oducza składać na stan w jakim się znajdujesz, trudności twego uświątobliwienia

Modlitwa (kościelna)

Boże któryś błogosławionego Władysława Wyznawcę Twojego, na królewską godność wyniesionego, łaską umartwionego życia obdarzyć raczył, daj nam za jego przykładem i pośrednictwem, umartwiając w nas złe żądze, zbawienia wiecznego dostąpić, Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 528–530.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 516–517

Podobnie jak święty Władysław jako król i opiekun kraju starał się wypełnić obowiązki, nałożone mu przez wysoką godność i posłannictwo – tak i my winniśmy się starać zadosyćuczynić obowiązkom naszym z całą sumiennością, choćby były jak najtrudniejsze. Albowiem Bóg, który cię powołał do jakiegokolwiek stanu, żąda od ciebie, abyś w miarę zdolności, sił i sumienia pracował dla chwały Boga i dla dobra bliźnich twoich. Na zbawienie twoje wpływu to mieć nie będzie, czy pełnisz te obowiązki w stanie wysokim, czy niskim, czy jesteś możnym tego świata, czy prostym robotnikiem, lecz od tego zbawienie twoje zależeć będzie, czy na tym stanowisku, na jakim cię Pan Bóg postawił, wiernie i sumiennie pełnisz obowiązki i zgadzasz się zawsze z wolą Bożą. Przez to staniesz się Bogu miłym i dasz dowody, że ci naprawdę chodzi o to, abyś był zbawiony.

Footnotes:

1

Tylko tego rodzaju pojedynki są godziwemi. Takim był Dawida z Goliatem.

Tags: św Władysław I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna król św Stefan wychowanie pokora Dawid męstwo pokuta obowiązki stanu krucjaty
2020-06-17

Św. Hermany Kuzę (Cousin), Pasterki

Żyła około roku Pańskiego 1601.

(Żywot ten wyjęty jest z jéj Bulli kanonizacyjnej.)

Święta Hermana urodziła się w małéj wiosce Pibrak (Pibrac) w dyecezyi Tuluzkiéj, w południowéj Francyi położonéj. Ojcem jéj był ubogi rolnik nazwiskiem Wawrzyniec Kuzę (Cousin), a matka miała imię Maryanna. Hermana od urodzenia miała prawą rękę bezwładną, która była jakby uschniętą, a w dzieciństwie dotknięta chorobą szkrofuliczną, już z niéj nigdy wyleczoną nie została. Matka jéj bardzo pobożna kobieta, i w córeczce swojéj też uczucia zaszczepiała i rozwijała od lat najmłodszych. Uczyła ją cierpienia jakie Pan Bóg na nią zsyłał Jemu ofiarować, a zapatrując się na to co cierpiał Pan Jezus z miłości ku nam, i z miłości ku Niemu znosić nasze krzyże chętnie: lecz przedewszystkiém uczyła ją kochać Matkę Bożą i do Niéj we wszelkich potrzebach się uciekać. Jak téż od samego dzieciństwa, tak i przez całe życie, święta Hermana wielkie miała do przenajświętszéj Panny nabożeństwo.

Lecz niedługo zostawała pod czułą i tak potrzebną każdemu dziecku, a cóż dopiéro dotkniętemu kalectwem, opieką matki. Zaledwie miała lat kilka gdy ją straciła, a ojciec drugą żonę pojął, wdowę która miała kilkoro dzieci z pierwszego małżeństwa.

Macocha Hermany była to kobieta bardzo niedobra obchodziła się z nią najgorzéj; przeznaczyła ją do usług około swoich dzieci, które były nadzwyczaj kapryśne i ciągle na nią skarżyły, chociaż ze swéj strony starała się ona jak tylko mogła we wszystkiém im dogadzać, Ojciec człowiek słabego charakteru i zawojoWany przez żonę, pozwalał na wszystko, i nawet pod wpływem macoszynych uprzedzeń do Hermany, i sam stał się dla niéj bardzo ostrym. Święta dziewczynka znosiła te dotkliwe przykrości z przedziwną cierpliwością, i czasem tylko płakała skrycie na modlitwie, prosząc Pana Boga aby jéj dawał coraz większą łaskę do znoszenia jak najcierpliwiéj, a nawet chętnie dla Jego miłości, wszystkich upokorzeń jakie ją spotykały. Łaski téż takowéj nie szczędził jéj Pan Jezus. Nikt jéj nie słyszał uskarżającą się, nikt nawet zachmurzoną nie widział, i zdawało się patrząc na nią, że jest bardzo szczęśliwa z ostatniego miejsca jakie jéj pozostawiono w domu; i że ją z grona rodzinnego prawie zupełnie wykluczono. Służyła wszystkim z całego serca, i chociaż kaleczka i prawie ciągle chora, tak była czynną, pracowitą i zręczną, że obcy ludzie patrząc na nią mawiali, iż mała ta dziewczynka za dwie dobre sługi wystarcza.

Takie jéj postępowanie, nie tylko nie zjednało jéj serca niepoczciwéj macochy, lecz ją jeszcze gorzéj przeciw niéj rozdrażniało. Ciągle to na nią zrzędziła, to obelżywie ją łajała, a często i biła. W końcu aby o ile możności pozbyć się jéj z domu, gdy podrosła, przeznaczyła ją do pasania trzody w polu. Wysyłała ją tam na cały dzień od rana do wieczora, i to, według zwyczaju południowych krajów zimą i latem. Na całodzienny posiłek dawała jéj kawałek suchego chleba, który Hermana zabierała z sobą w pole; a na mieszkanie to jest na nocleg gdy wracała z pola, przeznaczyła jéj stary i zanieczyszczony chlewek, mający wszystkiego pięć stóp objętości, w którym i latem i zimą nocowywała. Ileż to razy zmoczona od deszczu, na który cały dzień wystawioną była, albo zziębnięta od mrozu i śniegu, nie mając odzienia ani obuwia do przemiany, wracała późno wieczorem Hermana z trzodą, a nie mogąc nawet pokazać się w chacie, szła na noc do swojéj nory wilgotnéj, w któréj na posłanie i okrycie miała tylko trochę słomy przegniłéj. I tak spędziła nie rok jeden, nie lat kilka, lecz całą swoję młodość: to jest całe swoje życie, bo bardzo młodą umarła.

Lecz wśród takich ucisków i krzywd jakie ją od ludzi spotkały, Pan Bóg, o ile jej odjął był wszelkich pociech doczesnych, o tyle obsypywał ją pociechami niebieskiemi. Całe jéj życie tak smutne w oczach ludzi, było jakby ciągłą gorącą modlitwą, wśród któréj przez większą część dnia i nocy nawet zatapiała się w wyższe stany bogomyślności, i wpadała w zachwycenia, w których tu już na ziemi zakosztowują dusze wybrane radości niebieskich.

Oto jaki był tryb jéj życia zwykły: O świcie wyszedłszy w pole i rozmieściwszy trzódkę swoję na właściwych pastwiskach, zawieszała sobie u drzewa, albo jeśli na łące była u swojego kija pasterskiego, medalik przenajświętszéj Panny który miała jeszcze od matki, i przed nim długo się modliła. Jużto odmawiała Różaniec, lub inne modlitwy ustne, już samą myślą i sercem wznosiła się do Nieba, i wtedy często w długie zachwycenie wpadała. Jak tylko posłyszała że w kościołku wiejskim dzwonią na Mszę świętą, udawała się na nią, zostawiając wśród trzody kijek swój zatknięty, a po powrócie znachodziła bydełko tak się go pilnujące wiernie, jakby sama była przy niém nieodstępnie. Dopiéro około zachodu słońca brała swój nędzny posiłek: to jest zjadała trochę chleba przyniesionego z domu, i piła wodę ze źródła. Wieczorem wracała do damu, albo raczéj do swojego chlewka, i w nim znowu dwie albo trzy godziny tylko przespawszy, resztę nocy spędzała na rozmowie z Bogiem. W każdą niedzielę i święto spowiadała się i do Komunii świętéj przystępowała, a sam jéj widok wtedy pobudzał drugich do nabożenstwa.

Sama tak uboga, jeszcze umiała wspierać biednych. Bardzo często albo ujmowała sobie chleba, albo go cały dzień nie jadła wcale, aby so oddać biednemu.

W ciągu dnia zgromadzała małe dzieci paszące bydło w polu, i uczyła je katechizmu, którego doskonale wyuczona była i od matki, i z kazań których pilnie słuchała w kościele. Resztę czasu spędzała znowu na modlitwie, na któréj wielkie łaski i pociechy niebieskie odbierała. Zdarzyło się kilka razy, że gdy potok rozdzielający wioskę Pibrak od pola, wezbrał był tak że na drugą stronę nikt dostać się nie mógł, nasza Święta udając się do kościoła, przeżegnawszy się przebywała go idąc po wierzchu wody. Żaden wilk nie tknął nigdy jéj trzódki, a ta znowu tak jéj była posłuszną, że gdy ją pozostawiała samą, nie ruszałą się daléj nad miejsce które jéj laseczką swoją zakreśliła.

Razu pewnego, a było to wśród zimy, Hermana wychodząc z domu, zabrała była z kuchni kilka kawałków porzuconego tam bardzo suchego chleba. Miała zamiar sama poprzestać na tak lichym posiłku, aby chleb który dostała dla siebie, oddać pewnój ubogiéj kobiecie. Spostrzegłszy to macocha po jéj odejściu, wpadła w złość największą i z kijem w ręku pogoniła za nią, aby jéj te okruszyny odebrać i kijem ją obić. Dwóch wieśniaków spotkawszy ją i widząc w jakim celu śpieszy, udali się za nią aby obronić biedną dziewczynę, nad któréj losem wszyscy się litowali. Gdy ją dogonili a macocha kazała jéj pokazać co niesie w fartuszku, w miejscu kawałków chleba, znalazły się prześliczne i świeże kwiaty. Zdziwił ten cud świadków tego zdarzenia, którzy wróciwszy do wioski, rozpowiedzieli go wszystkim. Od téj pory nie tylko wszyscy poczytywali ją za Świętą, lecz i ojciec jéj nie pozwolił już żonie pastwić sję dłużéj nad nią. Chciał aby Hermana przestała paść trzodę, aby z inném rodzeństwem zajęła miejsce w domu i aby już nie mieszkała w chlewku smrodliwym. Lecz Święta tak się już była rozmiłowała w tych wszystkich swoich umartwieniach, i tyle w zamian za nie odebrała od Boga łask i pociech, że rzuciwszy się do nóg ojcu, uprosiła u niego aby w jéj spoobie życia żadnéj zmiany nie wprowadzano. Wawrzyniec uległ jéj usilnym prośbom.

Wkrótce potém, pewnego poranku, późniéj niż zwykle nie widząc wychodzącej z trzódką Hermany, poszedł do jéj chlewka, i znalazł ją bez życia, leżącą z rękoma na krzyż złożonemi i z przedziwnéj łagodności uśmiechem na ustach. Wziął ją był już Pan Bóg do Siebie. Umarła w miesiącu Czerwcu, roku Pańskiego 1601, mając lat dwadzieścia dwa.

Słynącą licznemi i wielkiemi cudami po śmierci, ojciec święty Pius IX, najprzód Błogosławioną oglosił, a w roku 1867 przy obchodzie ośmnastej setnicy męczeństwa świętego Piotra, uroczyście ją ukanonizował.

Pożytek duchowny

Przy kanonizacyi świętéj Hermany, tak przemówił Papież Pius IX: „Przez tryumf jaki odnosi w téj chwili ta pokorna pasterka, Pan Bóg chce nam dać naukę najpotrzebniejszą za naszych czasów. Jakoż, gdy wszyscy gonią za bogactwami, uciechami i wywyższeniem się, najpotrzebniejszém jest przedstawić do czci powszechnéj i jako wzór do naśladowania, życie uświęcone ubóstwem, cierpieniem i wzgardą świata.” — Weź ztąd potrzebną i dla siebie naukę.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który wywyższasz pokornych, a tak uświetnić raczyłeś miłość bliżniego i cierpliwość błogosławionéj dziewicy Hermany, daj nam za jéj wstawieniem się i zasługami, cierpliwie znosić nasze krzyże, i przez to dojść do doskonałego miłowania Ciebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 498–500.

Tags: św Hermana Cousin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wytrwałość jałmużna ubóstwo pokora
2020-06-11

Św. Barnaby, Apostoła

Żył około roku Pańskiego 61.

Żywot jego wyjęty jest z dziejów Apostolskich i podania Kościelnego.

Święty Barnaba z żydowskiego narodu pochodzący, a z pokolenia Lewi, urodził się na lat kilka przed Chrystusem Panem, na wyspie Cyprze, gdzie jego rodzina oddawna mieszkała. Miał imię Józef, i dopiéro po Wniebowstąpieniu Pańskiém, Apostołowie nadali mu imię Barnaby, które w języku hebrajskim znaczy Dziecię pocieszenia, a to z tego powodu, iż posiadał on szczególny dar od Boga pocieszania każdego w jakiémkolwiek strapieniu będącego. Należał do liczby Apostołów, lecz do téj godności nie przez samego Pana Jezusa jak inni był powołany, lecz dopiéro późniéj przez Ducha Świętego razem z Pawłem świętym wybrany został do ogłaszania Ewangelii. Rodzice jego wielkie posiadali dobra, odebrał téż najstaranniejsze wychowanie. Gdy podrósł, wysłano go do Jeruzalem, dla kończenia tam nauk pod sławnym mistrzem Gamalielem, gdzie ucząc się wraz ze świętymi Pawłem i Stefanem, od téj pory w ścisłéj z nimi zostawał zażyłości. Jako potomek pokolenia Lewi, przeznaczonym będąc do służby w świątyni Pańskiéj, sposobił się do tego pilnie czytając księgi święte, i wyuczając się wszystkiego co się religii tyczyło, a obok tego odznaczał się najprzykładniejszém postępowaniem. Przebywał ciągle z najuczeńszymi kapłanami, wiele czasu przepędzał na modlitwie w Świątyni, i uchodził za jednego z najcnotliwszych mężów swojego czasu.

Gdy nadeszła błogosławiona chwila, kiedy Syn Boży zaczął ogłaszać Swoję naukę i cudami zasłynął, Barnaba, który wyglądał z upragnieniem przyjścia Zbawiciela, w pierwszém spotkaniu Pana Jezusa, a było to przy uzdrowieniu sparaliżowanego, upadł mu do nóg i prosił aby go w liczbę Swoich uczniów przyjął. Pan Jezus w tejże chwili wyświadczył mu tę łaskę, a Barnaba pełen miłości bliźniego, chcąc czém prędzéj i rodzinę swoję zrobić uczestniczką szczęścia jakiego dostąpił, udał się do niéj i oznajmił iż znalazł oczekiwanego Zbawiciela świata. W Jeruzalem mieszkała ciotka jego, imieniem Marya, matka Jana przezwanego Markiem: najprzód tedy ją z całą rodziną i domownikami nawrócił, i odtąd w jéjto błogosławionym domu przebywał Pan Jezus, ile razy znajdował się w Jerozolimie, a po Wniebowstąpieniu Pańskiém, był to główny przytułek Apostołów i uczniów Chrystusa Pana.

Od téj pory święty Barnaba obiegał miasta i wioski, ogłaszając Ewangelią, i wiele cudów czyniąc. Po śmierci zaś Pana Jezusa, sprzedał całą swoję znaczną majętność którą odziedziczył po rodzicach, i wszystko co wziął za nią oddał Apostołom, dla rozdzielenia tego pomiędzy ubogich. Dowiedziawszy się że towarzysz jego szkolny Szaweł, późniejszy Paweł, zaślepiony fałszywą gorliwością prześladował chrześcijan, dokładał wszelkiego starania aby go nawrócić, jednak wyrwać go z błędów nie mógł. Lecz gdy Sam Pan Jezus cudownym sposobem powołał świętego Pawła, ten przybywszy do Jerozolimy, udał się niezwłocznie do Barnaby, a zdawszy mu sprawę ze swojego nawrócenia, prosił aby go Apostołom przedstawił. W kilka lat potém, gdy w Antyochii, jedném z największych miast ówczesnych, wielu już wiarę przyjęło, Apostołowie wysłali tam świętego Barnabę, aby ich w wierze świętéj utwierdzał i zasad jéj nauczał. Jakoż, przybywszy tam i takowe posłannictwo swoje gorliwie spełniał i wielką liczbę pogan i Żydów nawrócił, tak że wkrótce potrzebował pomocników do uprawiania téj nowéj roli Chrystusowéj.

Dowiedziawszy się że święty Paweł znajdował się w mieście Tarsie w Cylicyi, udał się do niego i sprowadził go z sobą do Antyochii. Po roku wspólnéj tam pracy, takich gorliwości Pan Bóg pobłogosławił, że w témto mieście najprzód wierni otrzymali nazwisko Chrześcijan, i jawnie, wspólnie i publicznie obrzędy swoje odprawiać zaczęli. Podczas kiedy oni w kraju tym Kościoł święty zakładali, razu pewnego gdy wielu kapłanów i pasterzy nowonawróconego ludu, po długim poście trwało na modlitwie, Duch Święty rzekł do nich: „Odłączcie mi Szawła i Barnabasza ku sprawie do któréj ich wziąłem”: 1 to jest na ogłaszanie Ewangelii poganom. Wnet tedy przez włożenie na nich rąk, wyświęceni zostali na Biskupów i zamianowani Apostołami. Niezwłocznie téż święty Barnaba wraz ze świętym Pawłem, udali się najprzód do Seleucyi, ztamtąd do wyspy Cypru, następnie do Pamfilii, i aż wgłąb Azyi do miasta także nazwiskiem Antyochia Pizydyńska, gdzie o mało nie zostali ukamienowani. Uszli jednak śmierci, lecz naraziwszy się na największe niebezpieczeństwa, wygnani zostali. Ztamtąd udali się do Ikonii, gdzie nawrócili wielu Żydów i znaczną liczbę pogan. Przybywszy do miasta Istryi w Likaonii, święty Barnaba tak wiele cudów uczynił, że poganie zdumieni wzięli go za bożka Jowisza; zbiegli się do niego tłumnie i chcieli palić mu ofiary. Święci Apostołowie przejęci litością nad ich zaślepieniem, starali się wyświecić im prawdy Ewangelii, i już zaczęli się poganie nawracać, kiedy przybyli z Ikonii żydzi, wmówili w nich iż Barnaba i Paweł są czarnoksiężnikami, znanymi ze swego oszustwa w innych krajach. Uwiedziony motłoch rzucił się na nich, i o mało ich nie ukamienował. Wtedy opuścili Ikonią i poszli do miasta Derbu.

W tych wycieczkach swoich, w których tyle wycierpiał święty Barnaba, nawrócił wielką liczbę Żydów i pogan, i wszędzie pozakładał kościoły, obsadzając ich Biskupami i Kapłanami. Potém rozłączył się ze świętym Pawłem, gdyż postanowili byli każdy zosobna, zwiedzać kościoły przez siebie już założone. Paweł więc, wziąwszy z sobą Silasa, udał się do Syryi i Cylicyi, a święty Barnaba wsiadłszy na okręt z Markiem, popłynął do wyspy Cypru.

Tyle wiemy o nim z księgi Dziejów Apostolskich: podanie zaś przydaje, że po wycieczce swojéj do Cypru, ten święty Apostoł głosił jeszcze słowo Boże w Liguryi, gdzie pierwszy przyniósł wiarę świętą, i nakoniec dotarł aż do miasta Medyolanu we Włoszech, którego był pierwszym Biskupem. Piszą iż siedem lat rządził tą dyecezyą, nie ciągle jednak w Medyolanie przebywał. Przejęty wielką gorliwością, robił wycieczki w różne strony, pomiędzy innemi doszedł i do miasta Bergamu i Brescii, gdzie dotąd jest ołtarz przy którym miewał Mszę świętą. Po upływie tych lat siedmiu, wyświęcił na Biskupa świętego Anatalona, i na miejsce go swoje na stolicy Medyolańskiéj obsadziwszy, powrócił do Cypru swojéj ojczyzny, któréj Kościoł miał, zdaje się, najwięcéj na sercu. Wielką tę wyspę przebiegał ciągle, nie opuszczając żadnego miasta ani wioski, nawracając wszędzie gdzie jeszcze spotykał pogan i Żydów, wyświęcając kapłanów, zaprowadzając obrzędy kościelne, utwierdzając nowych chrześcijan w wierze, i ciągle głosząc im naukę świętą. Nareszcie osiadł w Salaminie, stolicy téj wyspy; a że tam zastał jeszcze wielu starozakonnych uporczywie przy swoich błędach obstających, w każdą sobotę szedł do Synagogi, i w niéj z Pismem Bożém w ręku, i z wymową Duchem Świętym natchnioną dowodził im, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym i Zbawicielem przez proroków przepowiedzianym.

Wielu pozyskał Chrystusowi Panu; lecz inni uparci w swoich błędach, przewidując że wkrótce wszystkich pociągnie za sobą święty Barnaba, uknuli spisek na jego życie. Mąż Boży dowiedział się o tém, i łatwo mu było uchronić się przed grożącą mu śmiercią, wszakże spragniony poniesienia męczeństwa, nie uczynił tego. Owszem, dnia pewnego zgromadziwszy uczniów swoich, powiedział im iż spodziewa się wkrótce umrzeć za Jezusa Chrystusa; odprawił Mszę świętą w ich obecności, i wielkiéj liczbie wiernych wtedy zgromadzonych, sam rozdał przenajświętsze Ciało Pańskie. Potém powiedziawszy tylko Markowi, że był to już ostatni dzień jego życia, i że przychodzi mu stwierdzić rozlaniem krwi własnéj to co od tak dawna ogłasza, wszedł do Synagogi, aby tam według swego zwyczaju, rozprawiał przed Żydami. Lecz zaledwie otworzył usta, mając mówić o Jezusie Chrystusie jako prawdziwym Mesyaszu, aż oto Żydzi, wszcząwszy wrzask wielki, rzucili się tłumnie na niego, i wywlokłszy go za miasto ukamienowali. Następnie chcieli spalić jego ciało, aby mu chrześcijanie czci pośmiertnej jako Męczennikowi nie oddali, lecz ogień najsilniéj rozniecony, błogosławionych zwłok sługi Bożego tknąć się nie chciał. Gdy odeszli. Marek pochował je za miastem, a miejsce to późniéj przezwaném zostało miejscem uzdrowienia, z powodu wielu cudów, jakich tam chorzy doznawali, wzywając pośrednictwa tego świętego Apostoła.

Męczeństwo świętego Barnaby nastąpiło 11 Czerwca, roku Pańskiego 61. W roku zaś 485 gdy ciało jego wydobyto, znaleziono na piersiach jego Ewangelią świętego Mateusza, własną jego ręką przepisaną, którą panujący podówczas cesarz Zeno, kazał w złoto oprawić, a na miejscu gdzie był pochowany święty Barnaba, wybudował wielki kościoł z klasztorem.

Pożytek duchowny

Święty Barnaba tak czcił Ewangelią świętą i tak w niéj się rozmiłował, że ją przy sobie nosił ciągle, z nią na piersiach śmierć męczeńską poniósł, i z nią w kilkaset lat po śmierci znaleziony został. Szczęśliwy kto tę świętą Księgę w sercu swojém nosi przez jak najwierniejsze stosowanie się do niéj postępkami całego życia swojego, bo przez to i w godzinę śmierci, jakby z nią na piersiach umierać będzie.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który nas błogosławionego Barnaby Apostoła Twojego zasługami i pośrednictwem wspierasz, spraw miłościwie, abyśmy za jego wstawieniem się prosząc o Twoje dobrodziejstwa, darów Twojéj łaski z miłosierdzia Twego dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 480–482.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 481

Święty Barnaba odznaczał się cnotą skromności i pokory. Nigdy się nie chwalił i nie wysuwał na pierwsze miejsce, chociaż ono nieraz mu się należało, a przy tym był pilny w wykonywaniu obowiązków, jakie na siebie przyjął. Zyskał też przez to u Boga wielkie zasługi, tak że może nam służyć jako wzór godny naśladowania.

Różni są ludzie na świecie, cierpliwi, miłosierni, hojni dla ubogich, czystość miłujący, czy nawet umartwionego życia, ale prawdziwa pokora rzadka jest pomiędzy nimi, a jednak tylko ten jest prawdziwym i dobrym \ chrześcijaninem, kto jest prawdziwie pokorny.

Filozofowie pogańscy wiele mówili i pisali o różnych cnotach, ale cnoty pokory nawet z imienia nie znali. Dlatego Pan Jezus kazał się jej uczyć od Niego, bo wiedział, że tej cnoty gdzie indziej nie znajdzie, prócz Matki Jego Najświętszej Maryi Panny. Cnota pokory nie ma nic wspólnego ze stanem. Wielcy tego świata powinni się korzyć przed mocną ręką Boską, powinni pamiętać, że tego samego mają Boga nad sobą, co i ich poddani; to samo prawo, ta sama Ewangelia obowiązuje tak pana jak i chłopa. Zajmujący wysokie stanowiska na ziemi mają pamiętać, że najniżsi poddani zaćmią ich swą świetnością i blaskiem w Niebie, jeżeli teraz ci prostaczkowie posiadają większą pokorę.

Naśladujmy wszyscy pokorę świętego Barnaby, albowiem skromnych i pokornych ludzi więcej szanują niż zarozumiałych, a Bóg szczodrze ich wynagradza.

Footnotes:

1

Dzie. XIII. 2.

Tags: św Barnaba „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Apostoł męczennik św Paweł Gamaliel Ewangelia pokora
2020-06-07

Św. Pawła, Biskupa Carogrodzkiego i Męczennika

Żył około roku Pańskiego 351.

(Żywot jego napisany przez Teodoreta, znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Paweł, którego męczeństwa dziś uroczysta pamiątka przypada, był jednym z tych sławnych Biskupów, którzy w czwartym wieku, wraz ze świętym Atanazym, bronili wiary świętéj, przeciwko rozszerzającéj się wtedy herezyi aryańskiéj, i z téj przyczyny wiele wycierpieli. Był rodem z Tessaloniki w Macedonii. Pobożnie i starannie przez rodziców wychowany, w młodości odznaczył się jak świątobliwością tak i niepospolitą biegłością w naukach. Przybywszy do Carogrodu, gdy na téj patryarchalnéj stolicy zasiadał święty Metrofan, zwrócił na siebie szczególną jego uwagę. Arcybiskup ten skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, i Aleksandrowi którego jako Teologa posyłał w swoje miejsce na Sobór Nicejski przydał za sekretarza. Tam zawiązał on stosunki ze Świętym Atanazym, z którym odtąd w ścisłéj aż do śmierci zostawał przyjaźni. Święty Aleksander, zostawszy po śmierci świętego Metrofana Arcybiskupem Carogrodzkim, wyświęcił Pawła na kapłaństwo, i powierzył mu głoszenie słowa Bożego w swojéj stolicy. Święty pracując w tym zawodzie, najzbawienniejsze na wszystkich mieszkańców sprowadzał owoce. Wielkie to miasto, zarażone już wielu kacerstwami, a nawet wtedy głośne ze skażenia obyczajów, inną jeszcze więcéj, Paweł wytępił panujące tam błędy, rozżywił w ludzie ducha pobożności, i okazał się jednym z najdzielniejszych sekty aryańskiéj pogromcą. Święty Aleksander umierając, objawił duchowieństwu życzenie, aby w jego miejsce obrano świętego Pawła, lecz aryanie popierali jednego ze swoich, nazwiskiem Macedoniusz. Wszakże stronnictwo katolickie przemogło, Paweł wybrany i na Arcybiskupa wyświęcony został, z wielkiém zadowoleniem duchowieństwa i ludu.

Tymczasem aryanie użyli wszelkich środków aby się pozbyć Pasterza, którego znali dobrze gorliwość w ściganiu ich błędów. W tym celu oskarżyli świętego Pawła przed cesarzem Konstantynem, i oszczerstwa na niego miotane tak przebiegle fałszywemi dowodami poparli, że uwiedziony Cesarz, świętego Pawła, który zresztą obojętny na to co go spotka słabo się bronił, wskazał na wygnanie do Pontu, nie obsadzając jednak Biskupstwa Carogrodzkiego, innym Pasterzem. Nasz Święty na wygnaniu tém spędził lat kilka, i dopiéro po śmierci Konstantyna powrócił na swoję stolicę, równie jak i inni Biskupi przez tego cesarza wygnani. Miasto całe przyjęło go z oznakami wielkiéj radości i czci głębokiéj. Ubodzy szczególnie, wdowy i sieroty których był ojcem, wyszli na jego spotkanie, i ze łzami go witali. Przywrócony do swojéj godności, chociaż wiedział dokładnie kto byli ci co go głównie czernili i sprawcami stali się jego wygnania, nie tylko ich nie karał, nie tylko nie dał im uczuć najmniejszego żalu, lecz pomny na słowa Chrystusa Pana mówiącego: „Dobrze czyńcie tym którzy was mają w nienawiści”, 1 szczególną okazywał im łaskawość. Gdy niektórzy z nich w niedostatek zapadli, wspaniałomyślnie ich wspierał, i wielu przez to nie tylko sobie, lecz i Kościołowi pozyskał, wyrywając ich z aryanizmu.

Lecz nie długo i ta razą, nieprzyjaciele wiary świętéj dali mu zażywać spokoju. Konstancyusz który po Konstantynie ojcu swoim na tron wstąpił, uwiedziony także intrygami aryanów, przybywszy do Carogrodu, niezwłocznie wywarł gniew swój na Świętego. Podżegany od jego nieprzyjaciół, którzy zagorzałego aryanina Euzebiusza z Nikomedyi, na miejsce Pawła obsadzić starali się, postanowił pozbyć się go koniecznie. W tym celu zgromadził zbór z Biskupów na dworze jego przebywających, a którzy wszyscy zarażeni byli herezyą aryańską. Ci świętego Patryarchę, nie zawezwawszy nawet na sądy, od Biskupstwa bezprawnie odsądzili, a Cesarz skazał go na wygnanie, na miejsce jego wtrącając Euzebiusza.

Święty Paweł, to powtórne swoje wygnanie, przyjął z pokorném poddaniem się dopustowi Bożemu, a widząc iż już ludowi swojemu przewodniczyć nie może, i na całym Wschodzie, gdzie aryanie popierani przez Cesarza rozwielmożnili się byli, spokoju nie znajdzie, udał się do téj części kraju, która podlegała cesarzowi Konstantemu. Tam osiadł w Trewirze, gdzie zastał i świętego Atanazego, i gdzie Biskup miejscowy święty Maksymin, przyjął go jak Męczennika za wiarę, i wszelkim sposobem starał się osładzać mu gorycze wygnania. Wkrótce potém, wraz ze świętym Atanazym i wielu innymi Biskupami prześladowanymi na Wschodzie, udał się Paweł do Rzymu. Papież Juliusz przyjął go bardzo łaskawie, a na Soborze tam podówczas zgromadzonym, rozpatrzywszy sprawy Biskupów wygnanych ze Wschodu, i nieprawnie przez aryanów ze Stolic swoich złożonych, władzą swoją przywrócił prawych Pasterzy do ich dyecezyi. Śmierć przywłaszczyciela Euzebiego, która nastąpiła przy końcu roku 341, ułatwiła świętemu Pawłowi powrót do Carogrodu. Przewidywał on że go tam nowe niebezpieczeństwa czekają, lecz że wolą Papieża było aby wracał do swojéj owczarni, spełnił to chętnie. Przewidywania jednak jego, nie były płonnemi. Wprawdzie i tą razą katolicy uszczęśliwieni iż się pozbyli nieprawnego aryańskiego Biskupa, przyjęli go jak wprzódy z oznakami wielkiéj czci i radości, lecz aryanie, których stronnictwo ze śmiercią Euzebiego nie przycichło, nowe na niego uknuli spiski. Dwóch ich głównych przewódców: Teogoniusz z Nicei i Teodor z Heraklei, aryańscy Biskupi, wyświęcili Macedoniusza na Patryarchę Konstantynopolitańskiego. Odszczepieniec ten, poparty silném swojém stronnictwem, zasiadł na stolicy Carogrodzkiéj, czego ludność katolicka znieść nie mogąc, oburzyła się do tego stopnia, iż przyszło do wojny domowéj, pomimo tego że święty Paweł wszelkiemi środkami starał się lud uspokoić, i gotów był sam dobrowolnie ustąpić, byle rozlew krwi powstrzymać.

Konstancyusz przebywający podówczas w Antyochii, dowiedziawszy się o zaszłych zaburzeniach, a uprzedzony zawsze przeciw świętemu Pawłowi, wysłał jednego z wodzów swoich nazwiskiem Hermogenesa z wojskiem, aby katolików w Carogrodzie uśmierzył, a świętego Pawła z jego Biskupstwa złożył. Ten przybywszy, gwałtami jakich się odrazu dopuścił, całą ludność do najwyższego stopnia rozdrażnił. Napróżno nasz Święty, z narażeniem życia udał się na miejsce gdzie wzburzony lud się znajdował, prosił go, zaklinał i nakazywał aby się uspokoił, a przedewszystkiém do oręża się nie uciekał. Nietrafne postępowanie Hermogenesa, do takiéj ostateczności doprowadziło rzeczy, że sam to życiem przypłacił.

Zawiadomiony o tém Cesarz, miał zamiar na wszystkich katolikach w Carogrodzie najstraszniejszą zemstę swoję wywrzeć. Na prośby jednak Senatu, ograniczył się na tém, że na samym tylko świętym Patryarsze postanowił się pomścić. Najprzód tedy wydał rozkaz, aby on niezwłocznie miasto opuścił. Święty już dawno i sam chciał to uczynić, lecz nie mógł, gdyż katolicy dzień i noc trzymali go pod strażą w pałacu, zapowiadając że wolą zginąć do jednego, niż Biskupa swego wydać w ręce nieprzyjaciół. Wtedy Paweł, potajemnie w nocy spuściwszy się w koszu z okna, jak niegdyś Paweł Apostoł, uszedł i ukrył się w Tessalonice, mieście swojém rodzinném. Zamierzał już tam nieznany i ukryty, przebyć resztę dni swoich, kiedy nieustające wzburzenia między katolikami, zmusiły Cesarza do przyzwania go po raz trzeci z powrotem; lecz że czynił on to pomimo chęci, dozwolił téż aryanom, gdy święty Paweł znowu zasiadł na swojém Biskupstwie pastwić się nad nim do woli, prześladując go okrutnie. Trudno wypowiedzieć co ten mąż Boży, wycierpiał w ciągu tych sześciu lat, przez które zarządzał jeszcze swoją owczarnią: obelgi najdotkliwsze, oszczerstwa najszkaradniejsze, kilkakrotne czyhanie na jego życie, wszystko to znosił ten błogosławiony Pasterz, byle owieczek swoich, wystawionych na pastwę nieprzyjaciół Chrystusowych, nie zostawiać bez opieki. Nakoniec i życie swoje za nie położył. Konstancyusz, po śmierci Konstansa brata swojego cesarza Zachodniego a obrońcy katolików, tém śmieléj ich prześladując, wywarł szczególnie swoję zajadłość na świętego Pawła. Kazał go najprzód uwięzić, a potém skazawszy po raz trzeci na wygnanie, zasłał go na górę Tauryńską i oddał w ręce aryanów. Ci najprzód wtrącili go do podziemnego więzienia, i chcieli głodem umorzyć; lecz gdy szóstego dnia znaleźli go, pomimo iż żadnego ani pokarmu ani napoju nie używał, żywego, zadali mu śmierć przez uduszenie. Męczeństwo to poniósł 7 Czerwca, roku Pańskiego 351.

Pożytek duchowny

Święty Biskup, którego żywot czytałeś, tylekroć razy wygnany ze swego Biskupstwa, obejmował na nowo jego rządy, z całą gorliwością obowiązkom się swoim oddając. Niech cię to uczy, jak żadne przeszkody i prześladowanie od złych ludzi doznawane, nie powinny nas odstręczać od spełniania tego, czego po nas Pan Bóg wymaga, a przedewszystkiém od spełniania obowiązków naszego stanu.

Modlitwa

Boże! Któryś w błogosławionym Pawle Biskupie i Męczenniku, nieustraszonego obrońcę wiary świętéj wskrzesił, daj nam za jego pośrednictwem, abyśmy w téj wierze ukrzepieni, w niéj aż do śmierci trwając, wraz z nim w wieczności Cię chwalili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 468–470

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 471–472

Czym jest cierpliwość chrześcijańska? Jest ona potęgą moralną, jest cnotą, za pomocą której panować możesz nad wszelkim cierpieniem i smutkiem. Nie wymaga ona nieczułości na cierpienia i smutki, lecz wytrwania w miłości ku Chrystusowi, gdy one przyjdą.

Jakże się ma z twoją cierpliwością? Od krzyża na tej ziemi nikt się nie uwolni. Jakże znosisz krzyż cierpień swoich? Święty Augustyn pisze: „Na Górze Kalwarii były trzy krzyże. Na jednym przybity był złoczyńca, który został zbawiony, bo żałował za grzechy; na drugim złoczyńca, który poszedł na potępienie wieczne dla zatwardziałości serca swego; na trzecim, w środku, wisiał Chrystus. Krzyże były równe, ale ukrzyżowani nierówni".

Jak na owej Kalwarii, tak się dzieje i w życiu ludzkim. Wielu ludzi nosi ten sam krzyż, ale nie w ten sam sposób, przeto też krzyże te nie mają równych losów.

Jeżeli cierpisz niewinnie, a krzyż ten znosisz z pokorą, to czeka cię zbawienie wieczne; jeżeli cierpisz słusznie, a jesteś zatwardziały, to piekło będzie twoją nagrodą. Jakże tedy myślisz znosić ów krzyż cierpień, który nikogo nie minie? Namyśl się dobrze. Nosić ten krzyż koniecznie musisz, zdjąć go z siebie nie możesz, jak byś może tego pragnął; dla twego przyszłe go zbawienia ważne będzie, w jaki sposób ten krzyż poniesiesz. Patrz na Jezusa i na świętego Pawła, ucz się od nich i naśladuj ich.

Footnotes:

1

Mat. V. 44.

Tags: św Paweł I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik św Atanazy arianizm pokora cierpliwość krzyż
2020-06-03

Bł. Andrzeja z Hispello, z Zakonu Braci-Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1254.

(Żywot jego wyjęty jest z brewiarza Braci-Mniejszych i kronik tegoż zakonu.)

Błogosławiony Andrzéj przyszedł na świat roku Pańskiego 1194, we Włoszech w prowincyi Umbryjskiéj. Pochodził ze znakomitego rodu, był wychowany bardzo starannie i pobożnie. Od lat téż najmłodszych odznaczał się skromnością obyczajów, wielką pokorą, słodyczą w obcowaniu z drugimi, i szczególném dla biednych miłosierdziem. W latach dziecinnych, uderzało w nim upodobanie w zajęciach poważnych, a szczególnie w odbywaniu różnych ćwiczeń pobożnych, na cześć Matki Bożéj odprawianych.

Młodym był jeszcze, gdy pragnąc poświęcić się na wyłączną służbę Kościoła, wstąpił do stanu duchownego, i świetnie przebywszy zawód nauk teologicznych w seminaryum dyecezyi Spoletańskiéj do któréj należał, przyjął święcenia kapłańskie.

Chociaż zaraz po wyświęceniu jego, przedstawiały się mu różne bogate posady duchowne, któremi dla jego świątobliwości, znakomitéj nauki, i cnót dla kapłana najniezbędniejszych chciał go Biskup obdarzyć, żadnych nie przyjął. Pragnął bowiem wieść życie jak najsamotniejsze, aby się oddawać bogomyślności i najostrzejszéj pokucie. Taki téż rodzaj życia, zostawszy kapłanem, wiódł przez czas pewien, pozostając w domu przy rodzinie. Całkiem oddany był ćwiczeniom wyższéj pobożności i uczynkom miłosierdzia, a szczególnie usłudze ubogich, którym, będąc bardzo zamożny, hojne czynił jałmużny. Ze światem żadnych prawie nie miał stosunków, i już od czasu do czasu, rozbudzało się w nim pragnienie opuszczenia go zupełnie i wstąpienia do zakonu. Zdaje się jednak, że wielkie przywiązanie do matki i siostry, które i ze swéj strony bardzo świątobliwy żywot wiodły, nie dozwoliło mu zerwać ostatecznie tych pętów które go niejako wstrzymywały od odpowiedzenia powołaniu Bożemu, a z których nieco późniéj sam go Pan Bóg wyzwolił. Wszakże wprzód jeszcze błogosławiony Andrzéj, zmuszony był podjąć się czynnego zawodu świeckiego kapłana.

Mieszkańcy miasta Spoleto, od dawnego czasu patrząc na jego wysoką świątobliwość, doświadczając ciągle dowodów jego niezmordowanéj dla bliźniego miłości, a najzbawienniejszych doznając owoców z kazań które niekiedy miewał po różnych kościołach, wymogli na Mikołaju ówczesnym Biskupie téj dyecezyi, aby zmusił Andrzeja do objęcia zarządu parafii po zmarłym ich proboszczu. Lecz ten sługa Boży, przejęty i uczuciem najgłębszéj pokory, i żywo pojmując powinności każdego dusz pasterza, nie chcąc brać na siebie odpowiedzialności która jak mu się zdawało przechodziła jego siły, długo a usilnie wypraszał się od tego obowiązku. Zwykłe to bowiem Świętym, że im są oni w istocie godniejsi jakiego w Kościele urzędu, tém się go więcéj obawiają, tém bardziéj od niego stronią: jak przeciwnie, im kto mniéj posiada warunków do godnego sprawowania pasterstwa duchownego, tém śmieléj się na nie porywa. W końcu jednak błogosławiony, Andrzéj uledz musiał wyraźnemu rozkazowi Biskupa, i został proboszczem w mieście Spoleto. Od pierwszego dnia objęcia swoich obowiązków, zajaśniał w wysokim stopniu wszystkiemi cnotami doskonałego Plebana. Oddany jedynie usługom duchownym swoich owieczek, dnie całe im poświęcał, większą część nocy obracając na modlitwę. Dość znaczne i z probostwa pobierające dochody, i wielki posiadając dziedziczny majątek, tak w mieszkaniu, odzieniu jak i w całém sposobie życia, najwyższe zachowywał ubóstwo, wszystko oddając ubogim, między któremi zawsze dawał pierwszeństwo swoim parafianom. Był on ojcem prawdziwym wszystkich wdów i sierót, i kilka lat zarządu powierzonéj mu trzódki, były dziełem szczególnego dla tejże parafii miłosierdzia Opatrzności Boskiéj, które w nim zesłała dla wszelkiego rodzaju nędzy hojne wsparcie, i dla każdego cierpiącego pociechę, z którą ten święty kapłan śpieszył i w każdéj dnia i nocy porze, i dla wszystkich bez żadnego wyjątku parafian swoich.

Wszakże Pan Bóg nie spuszczał z oczu téj wybranéj duszy, a którą chciał mieć jeszcze bardziéj w wyłącznéj służbie sobie poświęconą. Kołatał do jego serca, rozbudzając w nim ciągle pragnienie życia zakonnego, aż nareszcie śmierć matki i siostry, które jedna po drugiéj w krótkim czasie święcie z tego świata zeszły, skłoniły błogosławionego Andrzeja do opuszczenia świata.

W tych to właśnie czasach, wielki święty Franciszek Seraficki założyciel Braci Mniejszych, tylko co był ten zakon swój założył. Duch najwyższego ubóstwa i pokory, na którym ugruntował on swoje Zgromadzenie, a które w początkach, pod jego okiem, szczególnie temi cnotami Ewangelicznemi jaśniało, pociągnął Andrzeja, i skłonił go, aby zamierzając zostać zakonnikiem, zakonowi Patryarchy Asyzkiego dał nad inne pierwszeństwo. Szczególnie zaś spotkanie samego świętego Franciszka, skłoniło go do tego ostatecznie, i dało mu nawet tego szczęścia dostąpić, iż z własnych rąk jego suknię zakonną przyjął. Jak zaś wysoką świątobliwością musiał się już wtenczas odznaczać można i ztąd wnosić, że święty Franciszek, przeciwny zawsze przyjmowaniu do swego zakonu kapłanów, bardzo rzadki w tém robił wyjątek, i to dla tych tylko którzy przedstawiając się jako Aspiranci, odznaczali się wielką świątobliwością, jak najgłębszą pokorą, gorącém zamiłowaniem, ubóstwa, i bardzo umartwioném życiem. Takim téż właśnie był Andrzéj, i dlatego Seraficki ojciec przyjął go chętnie do swego zakonu.

Od chwili przyjęcia habitu zajaśniał on wszystkiemi cnotami, stanowiącemi podstawę doskonałości zakonnej, a zajaśniał niemi w najwyższym stopniu. Cały swój wielki majątek rozdawszy na ubogich, w cnocie ubóstwa Ewangelicznego starał się swojego świętego Patryarchę jak najwierniéj naśladować. Szczególnie zaś odznaczał się cnotą posłuszeństwa, będącą w zakonniku jakby streszczeniem wszystkich cnót temu stanowi właściwych. A jak tę cnotę wysoko Pan Bóg ceni, i jak ją raczył w tym błogosławionym słudze Swoim, tu jeszcze na ziemi nagradzać, dowodem następujące cudowne zdarzenie, które w żywocie jego czytamy. Gdy przebywał w klasztorze Karcerum (Carcerum) zwanym, niedaleko Asyżu, i tam cały bogomyślności oddany zażywał wielkich pociech niebieskich, zdarzyło się iż razu pewnego, gdy się modlił w celi, objawił się mu Pan Jezus w postaci dziecięcia, i najmiłościwiéj z nim rozmawiać zaczął. W tém zadzwoniono do chóru na pacierze wspólne. Święty wiedząc jak miła jest Panu Jezusowi cnota posłuszeństwa, nie zawahał się ani chwilę: Boskiego gościa swego zostawił w celi, a sam pośpieszył na głos dzwonka. Wróciwszy zastał przenajświętsze Dzieciątko czekające na niego i witające go w te słowa: „Dobrześ uczynił Andrzeju spełniając posłuszeństwo, za to szczególnie na ciebie łaskawym będę.”

Z woli Przełożonych przeznaczony miał sobie urząd kaznodziei, i trudno wypowiedzieć z jakim pożytkiem wiernych spełniał go w różnych miejscach. Kazywał z wielką prostotą, najgłębsze tajemnice wiary i zasady moralności Ewangelicznéj wykładał w sposób przystępny dla najpospolitszych umysłów, zwykle wszystkich swoich słuchaczów do łez pobudzając. Pam Bóg zaś i darem cudów uświetniał jego zawód apostolski. Będąc w Hiszpanii na kapitule zakonnéj w mieście Sorya odbywającéj się, miał tam do licznie zgromadzonego ludu kazanie. Panowała wtenczas wielka susza, która głodem całéj krainie groziła. Po kazaniu w którém cały lud pobudził do skruchy, błogosławiony Andrzéj począł się modlić, prosząc Pana Boga o zesłanie deszczu: i w téjże chwili puścił się deszcz rzęsisty, który klęskę grożącą odwrócił. Z tegoto powodu nazwano go Andrzejem ab aqua, to jest pożądany deszcz sprowadzającym.

Święta Klara Asyzka, założycielka zakonu Sióstr ubogich, w szczególném miała go poważaniu. Zwierzyła mu była kierunek duchowny córek swoich, w klasztorze Hyspelskim. Przez lat kilka przewodniczył on na drogach Bożych gronu tych świętych dziewic, naukami jakie miewał do nich i przykładem cnót zakonnych jaki im na sobie przedstawiał, prowadząc je do Nieba. W klasztorze tym, Siostry cierpiały wiele z powodu trudności zaopatrzenia się w wodę. Błogosławiony Andrzéj, pomodliwszy się, wyprosił im cudowne źródło, które wśród ich zabudowań wytrysnęło.

W sześćdziesiątym roku życia, nie ustając w pracach swoich kapłańskich, i nie folgując wcale w umartwieniach ciała, cały już zjednoczony z Bogiem przez coraz wyższe dary bogomyślności, po krótkiéj chorobie przyjąwszy Sakramenta święte, zasnął spokojnie w Panu dnia 8 Czerwca roku Pańskiego 1254. Przy zwłokach jego wiele cudów miało miejsce, po stwierdzeniu których przez proces kanonizacyjny za Papiestwa Klemensa XII przeprowadzony, Benedykt XIV, Błogosławionym go ogłosił, i cześć mu publiczną oddawać pozwolił.

Pożytek duchowny

Pan Jezus tak wysoko ceni wierność w spełnianiu naszych obowiązków religijnych, że gdy błogosławiony Andrzej pozostawił go Samego w celi, aby swojéj powinności na którą go głos dzwonka wzywał, zadość uczynić, pochwalił go za to. Bierz ztąd naukę, jak wiernym być powinieneś w uczestniczeniu obrzędom religijnym przez Kościoł nakazanym, a od których może dla lada powodu uwalniasz się.

Modlitwa (kościelna)

Najłaskawszy Boże! który za błogosławionego Andrzeja zasługami i wstawieniem się, pożądany deszcz zesłać raczyłeś; na dusze nasze rosę łask Twoich racz spuścić, abyśmy ze skazy grzechów naszych omyci, wiekuistego szczęścia oglądania oblicza Twojego w Niebie, godnymi się stali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 456–458.

Tags: bł Andrzej z Hispello „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora św Franciszek posłuszeństwo deszcz obowiązki stanu
2020-05-19

Św. Piotra Celestyna Papieża

Żył około roku Pańskiego 1296.

(Życie jego było napisane przez współczesnych mu dwóch Kardynałów: Kajetani i Aliako.)

Święty Piotr, który zostawszy Papieżem przybrał imię Celestyna, był rodem z części Włoch południowych, zwanych Abruzyą. Urodził się w małéj wiosce Izermia, około roku Pańskiego 1221, z rodziców bardzo zacnych, lecz niezamożnych; był jedenastym z synów których mieli dwunastu. Razu pewnego, matka jego już wdową będąc, rozmawiała w jego obecności o licznéj swojéj rodzinie: „Czy podobna, rzekła, abym tyle dzieci wydawszy na świat, nie doczekała się widzieć, aby jednego z nich wielkim sługą Bożym?” — „Owszem, odpowiedział jéj mały jeszcze wtedy Piotruś, ja takim będę, gdyż chcę zostać Świętym.” Jakoż, tak szczególną okazywał on od lat najmłodszych pobożność, że matka od téj pory przeznaczyła go do stanu duchownego, i w tym celu wszelkich dokładała starań, aby i w naukach świeckich został wykształcony. To rozbudziło zazdrość w jego braciach, którzy jako nieposiądający żadnego majątku, usposabiali się do różnych rzemiósł. Z tego powodu miał święty Piotr wiele do zniesienia przykrości i nawet prześladowań; lecz że Pan Bóg miał na niego szczególne widoki, nie przerwało to jego zawodu naukowego, w którym znakomity uczynił postęp, gdyż obok wysokich zdolności był nadzwyczaj pilnym i pracowitym.

Oddając się gorliwie naukom, ćwiczył się jeszcze więcéj w miłości Bożéj i w nabywaniu cnót chrześcijańskich. Za to, Pan Bóg obdarzał go coraz wyższemi łaskami, miewał nawet cudowne widzenia, a gdy doszedł lat dwudziestu, rozbudził w nim Duch Święty wielki wstręt do świata, a pragnienie życia samotnego, oddanego wyłącznie wyższéj bogomyślności. W tym celu, Piotr opuścił tajemnie dom rodzicielski, i udał się na odludną górę, gdzie wykuł sobie w skale jaskinię tak małą, że ledwie się w niéj mógł poruszać, i tam wiódł życie pokutne, wiernie naśladując najsurowszych pustelników pierwszych wieków Kościoła. Nacierały przez czas ten na niego, najcięższe pokusy, któremi zły duch chciał rozbudzić w nim tęsknotę za uciechami światowemi; lecz modlitwą i serdeczném nabożeństwem do Matki Boskiéj, wszystkie te napady piekielne zwyciężał, i w niebieskie uciechy opływał, obcując z Aniołami, którzy się mu widzialnie okazywali i toczyli z nim rozmowę.

Po trzech latach pobytu na téj puszczy, sługa Boży nakłoniony przez swojego spowiednika, aby przyjął święcenia kapłańskie, gdy się wahał długo nie czując się w pokorze swojéj godnym tego urzędu, miał widzenie które go do tego ośmieliło; poczém udawszy się do Rzymu, wyświęcony został na księdza. Wróciwszy, poszedł znowu na puszczę na górę zwaną Maron, gdzie obrał sobie na mieszkanie jaskinię napełnioną przedtém jadowitemi gadzinami, a które ustąpiły z niéj na zawsze, skoro Święty tam osiadł. Tu przebył lat pięć, żyjąc jak nadziemska istota; a gdy dla uprawy pola, zaczęli okoliczni mieszkańcy wycinać lasy otaczające jego pustelnię, przeniósł się na górę Magella, gdzie połączyło się z nim dwóch innych pustelników, pod jego przewodnictwo się poddających.

Byłto początek świętego zgromadzenia zakonnego, które późniéj bardzo wzrosło: i dla tego szatan wszelkich dokładał starań, aby temu w samych początkach przeszkodzić, jużto osłabiając ducha w towarzyszach Piotra, już zsyłając im różnego rodzaju trudności i przeszkody w ich rodzaju życia. Święty wykazując braciom zasadzki złego ducha, utwierdzał ich w powołaniu, i wkrótce liczba jego uczniów znacznie się powiększyła. Tym sposobem powstał Zakon, późniéj od imienia Celestyna jakie przybrał na papieztwie Piotr święty, Celestynami zwany.

Z początku, pustelnicy ci nie mieli innych ustaw jak przewodnictwo i przykład ich błogosławionego założyciela, który wszystkich przewyższał ostrością życia. Nic innego nie jadał nigdy jak trochę chleba razowego, a za napój używał jedynie wodę. Cztery razy do roku odbywał posty czterdziestodniowe, w których tylko co dni trzy brał ten lichy posiłek. Na ciele nosił ostrą włosiennicę węzłami pokrytą, i przepasany był ciągle żelaznym łańcuchem z kolcami. Sypiał na ziemi, biorąc pod głowę kamień. Cały jeden post wielki przepędził w dole wykopanym w ziemi, w którym zamykając się, wziął wszystkiego kilka cebulek i dziesięć bułeczek chleba, z których przez te dni czterdzieści spożył tylko połowę. Wiodąc życie tak nadzwyczaj umartwione, wyglądał bardzo rzeźwo, był zawsze pełen słodyczy w obcowaniu z drugimi, a w przewodniczeniu zakonnymi braćmi umiarkowany i wyrozumiały.

Gdy liczba zakonników pod jego zarządem będących coraz znaczniéj powiększać się poczęła, dowiedział się, iż na Soborze powszechnym zbierającym się w Lyonie, miały być zniesione wszystkie zgromadzenia zakonne przez Stolicę Apostolską niezatwierdzone. Udał się więc z dwoma swoimi uczniami do Rzymu, aby zatwierdzenie swojego zgromadzenia uzyskać. Grzegorz X przyjął go z wielka łaskawością, i do prośby jego się przychylił, nadając temu zgromadzeniu Regułę świętego Benedykta, do któréj święty Piotr przydał ustawy przez siebie ułożone. Pan Bóg przedziwnie pobłogosławił założonemu przez niego Zakonowi: w lat kilka potém święty Piotr miał pod swoim zarządem trzydzieści sześć klasztorów, w których służyło Panu Jezusowi około sześciuset mnichów.

Tymczasem, sława świątobliwości tego założyciela nowego pustelniczego zgromadzenia, i rozgłos licznych cudów jakie czynił, tłumy pobożnych ściągały do jego samotni, tak że musiał tam urządzić na dworze rodzaj kazalnicy, z któréj miewał nauki. Spragnionego ciszy pustelniczéj, skłoniło to do opuszczenia i tego miejsca. Potajemnie przeniósł się z kilku braćmi w inne góry, w miejsce jeszcze nieprzystępniejsze, zwane puszczą świętego Bartłomieja. Lecz i tam go odkryto, i tłumy jeszcze liczniejsze zgromadzały się około niego. Uchodząc znowu ztamtąd z jednym już tylko zakonnikiem, skrył się w jaskini, będącéj na samym szczycie góry Magelli, w miejscu które zdawało mu się dla drugich już zupełnie niedostępném. Wszakże i tam go znaleziono, i zbiegano się aby słuchać jego nauk, polecać się jego modlitwom, lub doznać cudów przez niego czynionych. Sądząc przeto, że wolą jest Bożą aby się nie uchylał od tego rodzaju usług bliźniemu, wrócił na górę Murońską pierwotną swoję siedzibę.

Pod tę porę, Kościół po śmierci Papieża Mikołaja IV, z wielkim smutkiem wszystkich wiernych, przez lat przeszło dwa osieroconą miał Stolicę Apostolską, dla trudności jakie zachodziły w wyborze nowego Papieża. Nakoniec zgromadzeni na Konklawe kardynałowie, ze szczególnego natchnienia Ducha Świętego, jednomyślnie zgodzili się aby na stolicę Papiezką powołać Piotra, pustelnika z góry Murońskiéj, jako męża najświątobliwszego, jaki podówczas znajdował się na świecie. Niezwłocznie wysłano do niego w poselstwie Arcybiskupa Lyońskiego, wraz z kilku innymi Biskupami i notaryuszami apostolskimi, zawożącymi mu akt jego wyboru, wraz z listem zbiorowym od całego grona kardynałów, błagających go aby tę najwyższą godność przyjął. Po wielu trudnościach z jego strony, które czynił pomimo iż królowie sycylijski i węgierski osobiście przybyli do niego popierając prośby kardynałów, w końcu z wielką dla siebie boleścią, uległ woli Bożéj, przez wybór na Konklawie dopełniony, objawionej, i dnia 29 Sierpnia roku 1294, wyniesiony został na stolicę Apostolską, przybierając imię Celestyna, w mieście Akwilei w obecności wszystkich Kardynałów i przeszło dwóchkroćstotysięcy wiernych z różnych krajów tam przybyłych.

Osiągnięcie téj największéj w świecie godności, nie zmieniło w niczém jego sposobu życia, a w pokorze jeszcze go więcéj ugruntowało. W pałacu papieskim urządził sobie malutką i ubogą celkę, zupełnie taką jaką miał na puszczy, i w niéj przebywał cały czas, jaki mu pozostawał wolny od zajęć tyczących się spraw Kościoła całego. Dwanaście wakujących posad kardynalskich, zapełnił mężami wysokiéj świątobliwości, powołując do tego dwóch świętych zakonników ze swojego zakonu, i wielu Biskupów poobsadzał w różnych dyecezyach, również sumienny i trafny czyniąc wybór. Lecz gdy świat cały tylko co zaczynał cieszyć się tak świętym Papieżem, on zatęsknił za puszczą, i w końcu, w głębokiéj pokorze swojéj poczytując ciężar najwyższego Pasterstwa przechodzącym jego siły, zrzekł się téj godności w kilka miesięcy po swojém na nią wyniesieniu, z wielkim żalem ludu wiernego i całego duchowieństwa.

Wybrany po nim Bonifacy VIII, obawiając się aby niektórzy nieprzychylni mu Prałaci, nie korzystali z tego i nie wszczęli syzmy, chciał zatrzymać świętego Celestyna przy sobie; ten jednak spragniony powrotu do swojego klasztoru, udał się tam niezwłocznie. Bonifacy posłał po niego, i kazał go osadzić w warowni Fiomońskiéj. Trzymano go tam w tak ciasném mieszkaniu, a które mu służyło i za sypialnię i za kaplicę, że sypiając według swego zwyczaju na ziemi, głowę już musiał opierać o ołtarz. Pomimo tego bardzo był z losu swego zadowolony, mówiąc: „pragnąłem szczupłéj celki i odosobnienia, otóż mam i jedno i drugie.” Lecz nie długo w niéj przebywał. Wiek jego podeszły, siły zwątlone ostrą całego życia pokutą, zapowiadały mu blizki już koniec. Jakoż 19 Maja, roku Pańskiego 1296 zaopatrzony ostatniemi Sakramentami świętemi, leżąc na prostéj słomie, i wymawiając te słowa Psalmu rannych pacierzy kapłańskich: „Wszelki duch niech Pana chwali” 1, własnego błogosławionego ducha oddał Panu Bogu.

Papież Klemens V, w roku 1868 po odbytym procesie kanonizacyi, wpisał go w poczet Świętych.

Pożytek duchowny

Święci Pańscy unikali wszelkich godności, w skutek głębokiéj pokory która ich wprawiała w przekonanie iż się im takowe nie należą. Miarkuj więc jak dalekim być musisz od téj cnoty, gdy w sercu twojém czujesz pragnienie wszelkiego rodzaju wywyższenia, i proś Pana Boga o łaskę pokory. pamiętając że bez niéj, nie tylko Świętym, ale i zbawionym być nie można.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławionego Piotra Celestyna do najwyższéj godności Papiestwa wyniósł, i któryś nauczył go pokorę wyżéj od tego zaszczytu cenić; spraw miłościwie, abyśmy za jego przykładem, wszystkiém co ziemskie gardzili, a przyrzeczonych pokornym nagród w Niebie dostąpili szczęśliwie. Przez tegoż Pana i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 407–409.

Footnotes:

1

Psalm CL. 5.

Tags: św Piotr Celestyn „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież wielodzietność pokuta abdykacja pokora
2020-04-07

Męka naszego Pana Jezusa Chrystusa – od Jego pojmania w Ogrójcu aż do Jego stawienia przed Piłatem

(Wszystko spisane jest słowami z czterech Ewangelii wyjętemi.)

W poprzedzającym opisie Męki Pańskiéj stanęliśmy na chwili, kiedy Judasz przybył z żołnierzami do Ogrójca, dla schwytania Pana Jezusa, i skończyliśmy ną słowach Zbawiciela zapowiających że Go mają uwięzić. Dalsze tego szczegóły tak nam Ewangelie święte opowiadają.

A gdy On (Pan Jezus) jeszcze mówił, oto Judasz jeden ze dwunastu przyszedł, a z nim wielka rzesza z mieczmi i z kijami, posłani od wyższych kapłanów i starszych ludu. A który Go wydał, dał im znak mówiąc: „Któregokolwiek pocałuję, ten ci jest, chwytajcie go, a wiedźcie ostrożnie.” I natychmiast przystąpiwszy do Jezusa rzekł: „Bądź pozdrowion Rabbi” i pocałował Go. A Jezus rzekł mu: Przyjacielu, do czegoś przyszedł? Judaszu! pocałowaniem wydajesz Syna człowieczego!

A tak Jezus wiedząc wszystko co nań przyjść miało, wyszedł i rzekł im: Kogo szukacie? odpowiedzieli Mu: Jezusa Nazareńskiego.” Rzekł im Jezus: Jam jest. A z nimi téż stał Judasz, który Go wydał. Skoro im tylko rzekł: Jam jest, cofnęli się i padli na ziemię. Spytał ich tedy znowu: Kogo szukacie? A oni powiedzieli: „Jezusa Nazareńskiego.” Odpowiedział Jezus: Powiedziałem wam iżem ja jest. Jeśli tedy mnie szukacie, dopuśćcie tym odejść. Aby się wypełniła mowa, którą wyrzekł, iż któreś mi dał, żadnegom z nich nie stracił.

Tedy przystąpili i rzucili się na Jezusa i pojmali Go. A widząc ci którzy przy nim byli co się dziać miało, rzekli Mu: „Panie, mamy li bić mieczmi?” Szymon tedy Piotr mając kord, dobył go i uderzył sługę najwyższego Kapłana, i uciął prawe ucho jego. A słudze było imię Malchus. A Jezus odpowiedziawszy rzekł: Zaniechajcie już tego. A dotknąwszy ucha jego wyzdrowił go.

Rzekł tedy Jezus Piotrowi: Włóż swój kord w pochwę, albowiem wszyscy, którzy miecz biorą, mieczem poginą. Kielicha którego mi dał Ojciec, pić go nie będę? Czyli mniemasz abym nie mógł prosić Ojea mojego, a stawiłby mi teraz więcéj, niż dwanaście hufców Aniołów; jakoż się tedy wypełnią Pisma, iż się tak musi stać?

Onéj godziny, mówił Jezus do onych, którzy byli przeciw Niemu przyszli: Wyszliście jako na zbójcę, z mieczmi i kijmi pojmać mnie: aleć ta jest godzina wasza i moc ciemności. A to się wszystko działo, aby się wypełniły pisma prorockie.

Rota tedy i Rotmistrz i służebniey żydowscy pojmali Jezusa i związali Go. Tedy uczniowie wszyscy opuściwszy Go, pouciekali. A niektóry młodzieniec szedł za nim odziany prześcieradłem na gołe ciało, i pojmali go. A on porzuciwszy prześcieradło, nagi uciekł od nich.

I przywiedli Go najprzód do Annasza, bo był świekrem Kaifasza, który był najwyższym Kapłanem roku onego. A Kaifasz był, który był radę dał żydom: że pożyteczna Jest, aby jeden człowiek umarł za lud.

I odesłał Go Annasz związanego do Kaifasza najwyższego Kopłana, gdzie się byli zebrali Doktorowie i Starsi i wszyscy Kapłani.

A Piotr szedł za Nim zdaleka, i drugi uczeń, a ten uczeń był znajomy najwyższemu Kapłanowi, i wszedł z Jezusem do dworu najwyższego Kapłana. A Piotr stał u drzwi na dworze. Wyszedł tedy drugi uczeń, który był znajomy najwyższemu Kapłanowi i rzekł odźwiernéj, i wprowadziła Piotra aż do dworu najwyższego Kapłana. Rzekła tedy Piotrowi służebnica odźwierna: „Wszakeś i ty jest z uczniów człowieka tego?” On powiedział: „Nie jestem.”

I stała czeladź i służebnicy u węgli pośród sieni, bo zimno było i grzali się. Gdy siedli w około, był Piotr między nimi i siedział ze służebnikami u ognia, aby widział koniec.

Tedy najwyższy Kapłan spytał Jezusa o Jego uczniach i o nauce Jego. Odpowiedział Jezus: Jam jawnie mówił światu, jam zawsze uczył w Bóżnicy i w Kościele gdzie się wszyscy żydowie schodzą, a w skrytości nicem nie mówił. Co mnie pytasz? Pytaj tych, którzy słuchali com im mówił: oto ci wiedzą, com ja mówił.

A gdy to wyrzekł, jeden ze służebników stojący tam, dał policzek Jezusowi mówiąc: „Tak odpowiadasz najwyższemu Kapłanowi.” Odpowiedział mu Jezus: Jeżelim źle rzekł, daj świadectwo o złém, a jeżelić dobrze, czemu mnie bijesz?

A wyżsi Kapłani i wszystka Rada siedząca, szukali fałszywego świadectwa przeciwko Jezusowi, aby Go o śmierć przyprawili. I nie naleźli, acz wiele fałszywych świadków przychodziło, lecz świadectwa zgodne nie były.

Aż nakoniec przyszli dwaj fałszywi świadkowie i rzekli: „Myśmy słyszeli Jego mówiącego.” Ja rozwalę Kościół ten, ręką uczyniony, a za trzy dni inny, nie ręką uczyniony, zbuduję” i nie było zgodne ich świadeotwo.

A powstawszy na środku, najwyższy Kapłan spytał Jezusa mówiąc: Nic nie odpowiadasz na to, co tobie ci zarzucają ? Ale on milczał, a nic nie.odpowiedział.

Znowu pytał Go najwyższy Kapłan: Poprzysięgam Cię przez Boga żywego, abyś nam powiedział jeśliś Ty jest Chrystus, Syn Boga błogosławionego.” Rzekł mu Jezus: Tyś powiedział, jam jest. Jednak powiadam wam, odtąd ujrzycie Syna człowieczego, siedzącego na prawicy mocy Bożéj, i przychodzącego w obłokach niebieskich.

Tedy najwyższy Kapłan rozdarł szaty swoje mówiąc: „zbluźnił, cóż daléj potrzebujemy świadków? Otoście teraz słyszeli bluźnierstwo: co się wam zda?” A oni odpowiadając rzekli: „winien jest śmierci.”

Tedy plwali na oblicze Jego i bili kułakami, a mężowie, którzy Go trzymali, naigrawali Go bijąc, a drudzy policzki twarzy Jego zadawali mówiąc: „Prorokuj nam Chrystusie, kto jest który Cię uderzył?” I wiele innych rzeczy bluźniąc mówili przeciw Niemu.

A Piotr siedział przed domem w sieni na dole, a gdy go ujrzała druga służebnica, poczęła mówić tym, którzy około stali: „I ten był z Jezusem Nazareńskim.” A on się zaparł przed wszystkimi mówiąc: „Nie jestem, niewiasto nie znam Go, ani wiem, ani rozumiem co mówisz.” I wyszedł na podwórze a kur zapiał.

A gdyczas wyszedł jakoby jednéj godziny, ci co tam stali mówili Piotrowi: prawdziwie z nich jesteś boś i Galilejczyk jest, bo i mowa twoja cię wydawa. I rzekł mu jeden z służebników powinowaty onego, którego Piotr uciął ucho: czyżem Ja ciebie nie widział w ogrodzie z Nim?” Tedy począł wyrzekać się, zaklinać i przysięgać: „Iż nie znam człowieka tego, o którym powiadacie.” A natychmiast, gdy on jeszcze mówił, powtóre kur zapiał.

A Pan obróciwszy się, spojrzał na Piotra. A wspomniał Piotr na słowa które mu mówił Jezus: pierwiéj niż kur dwakroć zapieje, trzykroć mnie się zaprzesz. A wyszedłszy z dworu gorzko płakał.

A gdy był dzień, weszli w radę wszyscy przedniejsi Kapłani i Starsi ludu i Doktorowie przeciwko Jezusowi, aby Go o śmierć przyprawili.

I przywiedli Go do rady swój mówiąc: „Jeśliś Ty jest Chrystus, powiedz nam.” I rzekł im: Jeśli wam powiem, nie uwierzycie mi, a jeśli i spytam, nie odpowiecie mi, ani wypuścicie. Lecz odtąd będzie syn człowieczy siedział na prawicy mocy Bożéj.

I rzekli wszyscy: „Toś Ty jest Syn Boży?" Który rzekł: Wy powiadacie żem ja jest. A oni rzekli: „Cóż, jeszcze potrzebujemy świadectwa, bośmy sami słyszeli z ust Jego.”

A powstawszy wszystko ich mnóstwo, najwyżsi Kapłani z Starszymi i Doktorami i wszystką radą, związawszy, przywiedli Go i podali Poncyuszowi Piłatowi, Staroście.

Tedy ujrzawszy Judasz, który Go wydał, iż był skazan, żalem zdjęty odniósł trzydzieści srebrników wyższym Kapłanom i Starszym, mówiąc: „Zgrzeszyłem, wydawszy krew sprawiedliwą.” A oni rzekli: „co nam do tego, to ciebie się tyczy.” A porzuciwszy srebrniki w kościele, odszedł, a poszedłszy obwiesił się.

A wyżsi Kapłani wziąwszy srebrniki, mówili: „Nie godzi się ich kłaść do karbony, gdyż jest to zapłata krwi.” I naradziwszy się, kupili za nie rolę garncarzową na pogrzeb pielgrzymów. Dla tego ona rola nazwaną jest: Haceldama, to jest: rola krwi, aż do dnia dzisiejszego.

Wtedy się wypełniło co jest powiedziane przez Jeremiasza proroką mówiącego: I wzięli trzydzieści srebrników, zapłatę Oszacowanego, którego oszacowali z synów Izraelskich: i dali je na rolę garncarzową, jak im postanowił Pan.

Pożytek duchowny

Patrz ile tu zniewag i jak ciężkich, ponosi za Ciebie Jezus, a wśród nich z jaką cierpliwością się zachowuje, jakiéj najwyższéj pokory przedstawia ci obraz! Stanów więc sobie za łaską Jego, w téj świętéj cnocie się ćwiczyć, i z miłości znieważanego Jezusa, wszelkie upokorzenia spotkać cię mogące cierpliwie znosić.

Modlitwa (kościelna)

Wszechmogący i wieczny Boże, daj nam tak obchodzić Tajemnice Męki Pańskiéj, abyśmy odpuszczenia grzechów naszych dostąpili. Przez tegoż Pana naszego Jezusa i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya, jak po święcie Siedmiu Boleści Matki Bożéj.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 163–165.

Tags: „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Jezus Męka Wielki Wtorek pokora
2020-04-02

Św. Franciszka a Paulo

Żył około roku Pańskiego 1503.

Święty Franciszek od miejsca swojego urodzenia nazwany z Pauli, miasteczka położonego w Nespolitańskiego państwa prowincyi Kalabryjskiéj, przyszedł na świat roku Pańskiego 1416. Rodzice jego w ubogim zostający stanie, długo nie mieli dzieci, aż nareszcie za pośrednictwem świętego Franciszka Asyzkiego, uprosili sobie u Pana Boga tego synaczka, uczyniwszy ślub że go do Zakonu oddadzą.

Franciszek od lat najmłodszych okazywał wielką pobożność. Dziecięciem będąc, w rozmaity sposób trapił swoje niewinne ciałko, i długie godziny na modlitwie spędzał. W trzynastym roku, rodzice oddali go do klasztoru ojców Reformatów, gdzie zaraz zajaśniał cnotami w których z czasem nadzwyczaj wysoki postęp uczynił. Wszyscy zakonnicy podziwiali wielką świątobliwość tak młodego chłopaczka, a Pan Bóg już wtedy cudowną Swoją pomocą go wspierał. Razu pewnego, ojciec Zakrystyan posłał go, aby co prędzej przyniósł węgli palących się do trybularza. Franciszek nie mając ich w co zabrać, a pragnąc spełnić posłuszeństwo, przyniósł je w pole od sukni, która pomimo tego nie zatliła się wcale. Inną razą, przeznaczony będąc do kuchni, pogrążony w pobożném rozmyślaniu, przez roztargnienie garnki z jedzeniem mającém się gotować, postawił na kuchni nierozpalonéj. Spostrzegł to dopiéro gdy już czas był wydawać obiad, i znalazł cały ugotowany.

Wyszedłszy od ojców Reformatów dla odbycia różnych pobożnych pielgrzymek, osiadł potém na miejscu bardzo odludném, jakby na puszczy, i tam spędził lat sześć, wiodąc życie nadzwyczaj umartwione, i tylko korzonki polne i owoce leśne używając za pokarm. Nosił odzienie dawnych pustelników, i cały czas spędzał na bogomyślności.

Sława jego świątobliwości wkrótce rozeszła się w odległe strony, w skutek czego przybyło tam kilku pobożnych ludzi, pragnących pod jego przewodnictwem podobne jak on prowadzić życie. Musiał przeto opuścić ulubioną swoję pustelnię, i niedaleko miasteczka Pauli wybudował kościoł i klasztor, w czém Pan Bóg wielu cudami go wspomagał. Z początku brakowało wszelkich zasobów na rozpoczęcie budowli, lecz skoro ją zaczął znalazły się takowe: robotnicy sami przybywali i bezpłatnie brali się do roboty; a co większa gdy który z nich był chory, odzyskiwał przy téj pracy zdrowie. Dnia pewnego przyniesiono mu człowieka ciężkiém kalectwem dotkniętego w nogach. Święty kazał mu dźwignąć belkę, którą ledwie para wołów mogła przyciągnąć. Człowiek ten z wiarą w słowo Franciszka wziął się do tego, uniósł belkę bez trudności i uzdrowiony został w tejże chwili. Cuda podobne, przez które największe ciężary przy budowaniu tego klasztoru stawały się lekkiemi, powtarzały się kilkakrotnie. Lecz trzy następujące zdarzenia były najbardziéj zadziwiającemi.

Razu pewnego, święty Franciszek widzac niebezpieczeństwo jakie groziło z niewłaściwie rozpalonego pieca wapiennego, wszedł weń gdy gorzał najsilniéj, aby co prędzéj pozamykać otwory. Wszyscy obecni struchleli, przekonani będąc że go płomienie w popiół obrócą, lecz Święty wyszedł stamtąd bez żadnéj szkody. Inną razą skała ogromna urwawszy się na górze, leciała już na dół, grożąc śmiercią robotnikom którzy pod nią pracowali, i rozwaleniem murów w tém miejscu stawianych. Franciszek laską swoją zatrzymał ją wpędzie i przytwierdził na pochyłości góry. Późniéj taż skała rozbita, użytą została do ukończenia murów klasztornych. A także gdy robotnicy daleko chodzić musieli po wodę, dotknął laską skały i wnet wytrysnęła woda. Źródła jéj nigdy odkryć nie można było, gdyż zamknięta jest w skale twardéj i z niskąd otworu nie mającéj; posiada dotąd własność uzdrawiania chorych.

Lecz trudno byłoby wyliczyć wszystkie cuda jakie święty Franciszek przez ciąg życia swojego poczynił. Ślepym wzrok przywracał, słuch głuchym, mowę niemym, uzdrawiał kaleki. Można powiedzieć, że nie było choroby chociażby najcięższej, z którejby modlitwą swoją, albo tylko dotknięciem chorego, nie wyleczył. Bardzo czynne wiodąc życie, był ciągle zjednoczony z Bogiem, często wpadał w zachwycenie. Dar wymowy posiadał w wysokim stopniu. Czystość dochował nieskażoną. Pokory był niezrównanéj. Poczytywał się za ostatniego z ludzi; a założywszy nowe Zgromadzenie zakonne, postanowił aby bracia jego dla ćwiczenia się głównie w téj właśnie cnocie, nazywali się Minimi, to jest najmniejsi, najlichsi. Nosił odzienie bardzo ubogie, pod niém zawsze ostrą włosiennicę, i często biczował się do krwi żelazną dyscypliną z haczykami kolącemi u końca. Zimą i latem chodził bez obuwia, i sypiał na gołéj ziemi. Jadał raz tylko na dzień po zachodzie słońca, i nic innego jak surowe jarzyny z chlebem, bez żadnéj okrasy. W nadanéj Regule swojemu Zgromadzeniu, przepisał ścisły post bez nabiału, przez rok cały.

Zdawało się że mu Pan Bóg dał władzę nad całą naturą: na słowo jego jakby w mgnieniu oka lasy wznosiły się na polach, gdzie pierwiéj drzewiny nie było; najdziksze zwierzęta były mu podległe; śmierć była mu nawet posłuszną: gdyż wskrzeszał umarłych. Nad złemi duchami panował wszechwładnie; słuchały go bez oporu. Przy tylu darach cudownych posiadał i dar przewidywania i przepowiadania przyszłości.

Gdy założony przez niego Zakon, z przyczyny coraz liczniéj gromadzących się braci, zaczął się szerzyć, zmuszony był dla zakładania w różnych miejscach klasztorów długie i dalekie odbywać podróże. W tych co krok niemal, Pan Bóg uświetniał sługę Swojego wielkiemi cudami. Przybywszy nad cieśninę Mesyńską dla udania się do Sycylii, gdy właściciele statków nie chcieli go przewieźć na drugi brzeg morza, rozesławszy na wodzie płaszcz, przepłynął na nim z dwoma towarzyszami, i przybył najszczęśliwiéj do portu.

Ludwik XI król Francuzki dotknięty ciężką chorobą, w któréj najbieglejsi lekarze żadnéj ulgi przynieść mu nie mogli, słysząc o cudach czynionych przez Franciszka, posłał do niego z prosbą, aby przybył go uzdrowić. Nie udał się tam Święty, aż na rozkaz Papieża. Ludwik XI przyjął go z wielkiém uszanowaniem, lecz pożądanego powrotu do zdrowia nie otrzymał. Owszem święty Franciszek przepowiedział mu blizką śmierć, i tak go do niéj usposobił, że król szczerze opłakawszy grzechy swoje, w uczuciach najżywszéj skruchy i pełen ufności w miłosierdziu Boskiém, spokojnie i świątobliwie na jego rękach umarł.

Podróż ta posłużyła świętemu Franciszkowi do założenia swojego Zgromadzenia i we Francyi, do czego mu wielce pomogły łaskawe względy króla Karola VIII. Tam właśnie w klasztorze Plessejskim ufundowanym przez tego księcia, zatrzymawszy się przez czas nieco dłuższy, Franciszek wykończył ostatecznie troistą Regułę swoję: to jest dla zakonników przez niego założonych, dla zakonnic i dla osób świeckich do Tercyarstwa tegoż zgromadzenia należących. Wkrótce potém otrzymał zatwierdzenie téj Reguły najprzód ustne przez Aleksandra VI, a nieco późniéj i ostateczne przez Bullę Juliusza II. Nie chciał zezwolić aby zakonnicy przez niego założeni nosili nazwisko swojego założyciela, jak to w wielu innych zakonnych zgromadzeniach bywa, lecz nadał im nazwę Braci najmniejszych po łacinie Minimi, od cze- go nazwani są Minimitami.

Wkrótce potém odbył podróż do Rzymu, gdzie go Papież Syxtus IV przyjął jak anioła z nieba przysłanego. W posłuchaniu jakie mu udzielił, posadził go obok siebie, zasięgał jego rady w najważniejszych sprawach Kościoła i usilnie go nakłaniał do przyjęcia święceń kapłańskich. Lecz głęboka pokora Franciszka, tak trafiła do przekonania Ojca świętego, iż pozwolił mu oprzeć się temu. Z różnych przywilejów jakie chciał mu udzielić Papież, przyjął tylko upoważnienie poświęcania światła kościelnego i koronek.

Zakon Minimitów rozszerzył się już był w wielu krajach jeszcze za życia jego: we Włoszech z woli Papieży u których Franciszek był w wielkim poważaniu; we Francyi po jego tam pobycie; w Hiszpanii za staraniem króla Ferdynanda Wielkiego jego czciciela, a w Niemczech cesarz Maksymilian I, podobnież szczególny jego wielbiciel, Minimitów przyjął i klasztory im pobudował.

Lecz nadszedł już był i koniec pobytu na ziemi tego wielkiego Świętego. Miał wtedy lat dziewięćdziesiąt jeden. Czując się blizkim śmierci, zwołał braci, i w tkliwéj przemowie żegnając ich i błogosławiąc, polecał im wierność w służbie Bożéj, miłość wzajemną, ścisłość w zachowaniu Reguły, a najbardziéj przepisu tyczącego się postu całorocznego. Było to w Wielki Czwartek. Po téj przemowie kazał się zaprowadzić do kościoła, tam się wyspowiadał, przyjął Komunią świętą boso i z pasem u szyi, i wróciwszy do celi nazajutrz w Wielki Piątek, a był to dzień drugi Kwietnia roku Pańskiego 1503, wśród modlitw braci które do ostatka powtarzał, oddał Bogu błogosławionego ducha.

Papież Leon X zaliczył go w poczet Świętych kanonizowanych. Błogosławiony Franciszek z Pauli jest szczególnym Patronem szczęśliwego rozwiązania Matek brzemiennych.

Pożytek duchowny

Jak świętego Franciszka Patryarchy Asyzkiego główną cnotą była cnota najgłębszéj pokory, tak i świętego Franciszka a Paulo jego imiennika i godnego naśladowcy, taż cnota główną cechę świętości stanowiła. Że zaś jest to cnota ściągająca najobfitsze łaski Boskie, więc obaj oni należą do liczby największych cudotworców jacy kiedy jaśnieli w Kościele Bożym. Niech cię to pobudzi do szczerego zamiłowania téj cnoty, bez któréj nie tylko Świętym stać się nie można, ani cudów czynić, ale i zbawienia dostąpić nie podobna.

Modlitwa (kościelna)

Boże pokornych wywyższenie! któryś błogosławionego Franciszka wyznawcę, do chwały Świętych Twoich wyniósł; spraw prosimy, abyśmy za jego zasługami i przykładem, przyrzeczonych pokornym nagród, szczęśliwie dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 260–262.

Tags: św Franciszek a Paulo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora post cuda poród
2020-03-30

Św. Jana Klimaka Opata

Żył około roku Pańskiego 605.

Święty Jan przezwany Klimak, od sławnego ascetycznego dzieła, które pod tym tytułem napisał, rodem z Palestyny, przyszedł na świat około roku Pańskiego 525. Był to jeden z najuczeńszych ludzi swojego czasu, i ztąd zdaje się iż pochodził z zamożnego stanu, gdyż w owych wiekach tylko tacy wyższe wykształcenie odbierali.

Młodym będąc, otrzymał tytuł Scholastyka, co oznaczało wysoki stopień w naukach. Lecz nie długo cieszył się tą znikomą sławą, chociaż jéj dostąpił zaledwie lat piętnaście mając. W szesnastym roku postanowił opuścić świat, i na puszczy oddać się bogomyślności i pokucie. W tym celu poszedł na górę Synai, i tam poddał się pod przewodnictwo świątobliwego starca imieniem Martyrus.

Pod jego okiem, Jan w krótkim czasie nie tylko nabył najwyższéj doskonałości, lecz i sam stał się najbieglejszym mistrzem życia bogomyślnego. Ponieważ był, jak to nadmieniliśmy wysoko w naukach i w sztukach pięknych wykształcony, i niepospolitemi obdarzony zdolnościami, więc Martyrus przedewszystkiém ćwiczył go w cnocie świętéj pokory, jako najniezbędniejszéj dla umysłów tego rodzaju. W téj cnocie i święty Jan rozmiłowawszy się szczególnie, a czyniąc w niéj największe postępy prędko doszedł do wysokiéj świątobliwości.

Po śmierci Martyrusa, Jan chcąc zawsze mieć zasługę uległości i posłuszeństwa, wstąpił do klasztoru, na górze Synai będącego. Zakonnicy tam zamieszkali, lubo mieli Opata, który był razem jakby Patryarchą wszystkich pustelników na puszczach Arabskich żyjących, i posiadali klasztor na samym szczycie téj góry położony, po większéj jednak części żyli w pustelniach odosobnionych. Święty Jan zamknął się w miejscu zwaném Tole, u stóp góry, niedaleko kościoła na cześć przenajświętszéj Panny, przez cesarza Justyniana wystawionego, dla dogody wszystkich pustelników zamieszkałych na puszczy Synajskiéj. Tam przepędził sługa Boży całe lat czterdzieści, w tak ostréj pokucie i tak oddany bogomyślności, że go nazywano powszechnie Aniołem Synajskim.

Nieprzyjaciel duszy ludzkiéj, zaraz w pierwszych chwilach jego tam pobytu, nie dawał mu pokoju. Rozburzył w nim namiętności, przedtem nawet mu nieznane. Przechodził nasz Święty ciężkie walki wewnętrzne; lecz pełen ufności w łaskę Bożą i opiekę Matki przenajświętszéj, do któréj od najmłodszych lat szczególne miał nabożeństwo, ratując się jużto podwajaniem postów, już pokorną a wytrwałą modlitwą, najbardziéj zaś częstem przystępowaniem do Sakramentów świętych, wyszedł z téj dotkliwéj próby zwycięzko, i jeszcze wyższy w doskonałości uczynił postęp.

Wiedząc jak próżność wkrada się łatwo do czynów nawet pokutnych, starannie unikał zwracania oczów ludzkich na swoje umartwienia. Jadał wszystkie potrawy nawet mięsne których użycia Reguła zakonna dozwolała, lecz tak małą ilość zażywał posiłku, iż trudno było pojąć, jak mu to na utrzymanie życia wystarczać mogło. Snu podobnież nadzwyczaj krótkiego pozwalał sobie. Szczególnie zaś, obdarzał go Pan Bóg łaską spełniania każdéj czynności, z ciągle ożywianą intencyą czynienia wszystkiego dla Boga i z Jego miłości. Skutkiem tego, zostawał jakby w ciągłéj modlitwie, i w bezustanném najściślejszém zjednoczeniu woli swojéj z wolą Bożą. To stanowiło jakby główną i cechę i tajemnicę jego nadzwyczajnéj świątobliwości. Posiadał w wysokim stopniu dar téj modlitwy wewnętrznéj o któréj, mówiąc w jedném z dzieł swoich, jakby własny wizerunek skreślił: „Modlitwa ta, pisze on w książce pod tytułem Szczeble do Nieba, zawisła na tém, abyśmy Boga mieli za cel i za prawidło wszelkich czynności, słów, myśli i pragnień naszych, i abyśmy nic nie spełniali inaczéj, jak z wewnętrzną gorącością i pobożnością ducha, i z ciągłą żywą pamięcią na obecność Boga.” Ten dar i rozbudzał w nim i utrwalał zamiłowanie samotności, a w obcowaniu jego z ludźmi nadawał każdemu jego słowu, każdemu jego postępkowi namaszczenie Ducha Świętego, co już samo przez się najzbawienniéj na osoby do niego zbliżające się wpływało. Podczas modlitwy zaś zatapiało go to całego w Bogu, wprawiało w zachwycenia i wtedy widywano go uniesionego na kilka stóp nad ziemię.

Chociaż głównym jego zajęciem było czytywanie Pisma Bożego i dzieł Ojców Kościoła, można jednak powiedzieć, że przez pobożneto rozmyślania nad prawdami wiecznemi, i przez ćwiczenie się w bogomyślności przedewszystkiém, dostąpił on tego oświecenia na rozumie i téj biegłości w rzeczach tyczących się religii i całéj nauki katolickiéj, które go uczyniły nie tylko wielkim bogomodlcą, lecz i jednym ze znakomitszych pisarzy kościelnych, i postawiły prawie w rzędzie Doktorów Kościoła. Stawszy się zaś jednym z najpierwszych świeczników swojego wieku, był przedewszystkiém niezrównanéj pokory, i z pustelni prawie nie wychylał się wcale.

Gdy tam przebywał, ulegając usilnym prośbom młodego pewnego pustelnika imieniem Mojżesz, za którym wstawiało się wielu starych samotników, przyjął go za swojego ucznia. Młodzieniec ten wielkie czyniąc na drodze doskonałości postępy, i z tego powodu drogi świętemu Janowi, razu pewnego usnąwszy pod skałą, pod która zwykle spoczywał, usłyszał głos swego mistrza, wzywający go aby co prędzéj ztamtąd uchodził. Jakoż, zaledwie to uczynił, aż oto zawaliła się skała.

Czterdzieści lat przebywał już w swojéj samotnej chatce, trybem życia podobniejszy do duchów niebieskich, niż do ludzi, gdy spodobało się Panu Bogu, wywieść go z ukrycia, aby go uczynić Generalnym Opatem, to jest przełożonym nad wszystkimi pustelnikami po górze Synai rozsiedlonymi. Wiele go kosztowało, rozstanie się z rodzajem życia jaki oddawna prowadził, doznając na nim już niebieskich uciech; poddał się jednak temu, jako woli Bożéj.

Oddawna już słynął wysoką świątobliwością i darem czynienia cudów, lecz od chwili gdy go Pan Bóg, dla zbudowania wiernych, wyżéj postawił, cnoty jego jeszcze większego nabyły blasku i cuda dalszego rozgłosu. W roku wielkiéj posuchy grożącej głodem, mieszkańcy Palestyny wysłali do niego z prosbą, aby modlitwami swojemi odwrócił od nich tę klęskę. Na prosbę Świętego, zesłał Pan Bóg deszcze pożądane i wielki urodzaj nastąpił w tym kraju. A i na Zachodzie rozchodziła się sława jego imienia. Papież święty Grzegorz Wielki, pisał do niego, polecając się jego modlitwom i przysłał mu wszystkie sprzęty potrzebne do szpitala, który był wybudował u stóp góry Synai.

Święty Jan w świętej i ścisłéj przyjaźni zostawał, z Opatem części puszczy Arabskiéj zwanéj Rait. Na usilnąto prośbę jego napisał wyżéj już wspomnione sławne swoje dzieło pod tytułem: Szczeble do Nieba, w którém, w osobnych rozdziałach, pisze o trzydziestu stopniach które przechodzi dusza, począwszy od chwili jéj nawrócenia się, aż do dostąpienia najszczytniejszéj doskonałości. Dzieło to zawierające prawidła tyczące się wyższéj bogomyślności, jest wartości pierwszorzędnóej, lecz dla sposobu w jakim napisane nie dla wszystkich dostępne. Święty Jan pozostawił prócz tego, inne pisma tejże treści i wysoko cenione.

Życie pustelnicze tak wielki miało dla niego pociąg, że po czteroletniém sprawowaniu obowiązków Generalnego Opata, wrócił do swojéj pustelni, złożywszy swój urząd w ręce rodzonego brata Grzegorza, którego w jego miejsce obrano. Niedługo już żył potém. Odosobniwszy się jeszcze ściśléj niż dotąd, już tylko wyglądał z upragnieniem chwili, gdy go Pan Bóg do Siebie powoła. Dnie całe spędzał na modlitwie, a i noce, przerywając co chwila spoczynek, bogomyślności poświęcał. Wśród takich ćwiczeń, pełnego cnót i zasług dnia 30-go Marca roku 605 wziął Pan Jezus do Siebie po wieczne nagrody. Miał wtedy lat ośmdziesiąt, z których sześćdziesiąt cztery spędził na puszczy i w klasztorze. W chwili gdy umierał, brat jego, który po nim Opatem został, prosił go ze łzami, aby mu wyjednał u Pana Boga nie długi bez niego pobyt na téj ziemi. „Spełni się to rzekł mu Swięty, umrzesz przed końcem roku” — co się też i stało.

Pożytek duchowny

Wyryj sobie w pamięci słowa z dzieła świętego Jana tu w Żywocie jego przytoczone, a w których poleca on aby celem wszystkich czynności, słów i myśli naszych, był Pan Bóg, i żebyśmy na Jego obecność ciągle pamiętali. W tém bowiem krótkiém prawidle, a właściwém dla osób wszelkiego stanu, zamyka się najpewniejszy środek dostąpienia nie tylko zbawienia, lecz i najwyższéj świątobliwości.

Modlitwa

Boże! Któryś obdarzając błogosławionego Jana Opata, darem wysokiéj bogomyślności, świetnie jaśniejącym w Kościele Twoim świecznikiem uczynił; daj nam za jego pośrednictwem, tak intencyą skierowaną do Ciebie wszelkie nasze uświęcać sprawy, abyśmy każdą chwaląc Cię na ziemi, chwalili wraz z nim na wieki w niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 251–253.

Tags: św Jan Klimak „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat pokora nauka obecność Boża
2020-03-20

Św. Joachima Ojca Przenajświętszej Maryi Panny

Żył z około roku 10 przed przyjściem Pańskiém.

Święty Joachim z wybranego narodu Izraelskiego, narodził się w Galilei, na lat kilkadziesiąt przed przyjściem Chrystusa Pana i należał do pokolenia Judy. Pochodził z królewskiego rodu Dawidowego i Salomonowego, a prócz tego wielu Proroków liczył pomiędzy swoimi przodkami. Święty Jan Damasceński, tak ród jego wywodzi. „Z pokolenia Dawidowego, pisze on, Lewi zrodził Melchiego i Pantera, Panter zrodził, Barpantera, a Barpanter zrodził Joachima.” (S. Jos. Damas. fld. orto. 1.IV. esp. 15.)

Rodzice wychowali go jak najpobożniéj, i święty Grzegorz Niceński w kazaniu swojém na Narodzenie Pańskie, powiada: że był to mąż najwyższéj świątobliwości, słynący z najwierniejszego zachowania praw Starego Zakonu. Skoro doszedł lat młodzieńczych, a jak pospolicie utrzymują w dwudziestym czwartym roku życia, stosując się do przepisów starego prawa, wymagającego aby każdy we właściwym wieku zawierał śluby małżeńskie, dla tego jedynie, a nie z żadnych ludzkich lub zmysłowych pobudek, wybrał z tegoż pokolenia do którego należał, jak to także Zakon nakazywał, dziewicę wielkiéj świątobliwości, i z nią zawarł małżeństwo. Pochodziła ona z rodu kapłańskiego, z pokolenia Aaronowego, i również jak on była z potomków Dawidowych, mieszkała w Betleem i miała na imię Anna.

Święty Hieronim, i jeszcze dawniejszy od niego pisarz kościelny Eustacyusz, piszą, że błogosławieni ci małżonkowie, wiedli żywot wielce świątobliwy; mili Bogu i ludziom, posiadali wielkie dostatki w trzodach, co stanowiło także i w wiekach ich poprzedzających, zamożność Patryarchów Abraama, Izaaka, Jakóba i innych.

Z wielkich majętności w jakie opływał, święty Joachim taki czynił użytek. Całe dochody swoje podzielił na trzy części: jednę oddawał do Swiątyni Pańskiéj, dla utrzymania przy niéj kapłanów i na potrzeby obrzędów religijnych; drugą rozdawał ubogim, a trzecią obracał na utrzymanie swoje i swojéj świętéj małżonki. Oddając się przytém wyłączniéj ćwiczeniom wyższéj pobożności, miał zwyczaj dnie uroczyste prawie całe w Świątyni przepędzać, i dla tém lepszego uświęcenia dni takowych, podwajał dobrych uczynków: to jest dwa razy tyle co zwykle przynosił w ofierze do świątyni, i dwa razy większe czynił jałmużny dla ubogich.

Taki rodzaj życia, wysokiéj dowodzący w Joachimie świątobliwości, jak w jednych obudził dla niego szczególny szacunek, tak w drugich, jak to zwykle bywa, rozniecał zawiść, i ztąd pobudzał złych ludzi przeciw niemu. Święty ten Patryarcha, już blizko lat pięćdziesiąt żył w stanie małżeńskim, już i on i błogosławiona małżonka jego święta Anna, znacznie posunęli się byli w lata, a potomstwa nie mieli, co pod prawem Starego Zakonu poczytywane było za widoczne niebłogosławieństwo Boże, i wielką sromotą stadła niepłodne okrywało. I z tego więc powodu, pomimo wysokiéj świątobliwości Joachima, jego nadzwyczajnéj dla ubogich hojności, i pożycia w ogóle będącego zbudowaniem dlą wszystkich, owszem będącego wzorem doskonałości najwyższéj, która go czyniła najświętszym człowiekiem swojego czasu,— pomimo tego, wiele od ludzi znosić on musiał upokorzeń.

Razu pewnego spotkało go nawet takowe publicznie, i w sposób nader dotkliwy. W dniu jednéj z wielkich uroczystości, Joachim przybył do świątyni ze swoim zwykłym darem; a że najbogatszą ofiarę przynosił, więc pierwszy powinien był złożyć ją na ołtarzu. Gdy do tego właśnie zabierał się, kapłan przewodniczący podówczas obrzędom, nazwiskiem Isuchar, niezważając i na wiek już wtedy podeszły świętego Joachima, i na to że zwykle pierwszy przystępował z ofiarą do ołtarza, bo zawsze dawał najhojniejszą, odtrącił go publicznie, z wielkiém dla niego uchybieniem, przydając jeszcze i w tych słowach obelgę: „Wynijdź ! ztąd starcze: nie godzi się bowiem abyś pierwsze zajmował w Świątyni miejsce, ty, na którego stadle małżeńskióm, cięży sromota niepłodności: z tego powodu tyś tu ostatnim.”

Tak ciężką i niespodziewaną zniewagę, zniósł święty Joachim w najgłębszéj pokorze, i tylko wróciwszy do domu, otrzymał szczególne a silne natchnienie od Ducha Świętego, aby bez względu na podeszły wiek swój i swojej błogosławionéj małżonki, gorące zanosił do Pana Boga prośby, żeby go koniecznie obdarzył potomstwem. Niezwłocznie też potém, udał się na puszczę dość odległą od miasta, i tam na wysokiéj górze, zbudowawszy sobie ubogą chatkę, osiadł w niéj trwając na modlitwie, i zachowując post tak ścisły, jak Mojżesz i Fliasz: to jest przez czterdzieści dni, żadnego nie biorąc posiłku. Przez ten czas zaś, święta Anna pozostawszy w domu, także zamknęła się, odsuwając się od wszelkich stosunków z ludźmi, i na modlitwie i poście w tymże celu trwała.

Wkrótce téż Pan Bóg wysłuchał ich prośby, i zesłał świętemu Joachimowi Anioła, którym według mniemania świętego Hieronima był święty Gabriel, i ten oznajmił mu, w imieniu Pańskiém, iż zostanie ojcem. A gdy święty starzec, z pierwszego razu, przeraził się jego widokiem: „Nie lękaj się, rzekł do niego ten posłannik niebieski, gdyż ja jestem Aniołem Pańskim, przysłanym od Boga, aby cię upewnić że modlitwy twoje wysłuchane zostały, i pomimo niepłodności twojego małżeństwa i wieku waszego podeszłego, będziesz miał potomka.”

Joachim silniejszéj wiary od Zacharyasza ojca świętego Jana Chrzciciela, który gdy mu podobnież podeszłemu w lata Anioł zapowiadał potomka, nie uwierzył temu od razu, nie zwątpił ani na chwilę, iż się tak stanie, jak mu to Pan Bóg przez Anioła oznajmiał. Wrócił do domu, pewnym będąc że spełnienie się tego przyrzeczenia nastąpi w swoim czasie, i zastał tam i świętą Annę, podobnémże widzeniem Anioła pocieszoną, i pełną niezachwianéj wiary w wykonanie się obietnicy Bożéj.

Jakoż wkrótce potém, Anna poczęła w żywocie swoim Tę, którój narodzenie miało świat i Niebo całe napełnić radością najwyższą, i święty Joachim stał się Ojeem przenajświętszéj Maryi Panny.

Ojciec Trombelli, pisarz kościelny pierwszorzędnéj powagi, opierając się na zdaniu świętego Augustyna Ojca Kościoła, i świętego Wincentego Ferrarego pisze, iż po odebraniu wiadomości przez Anioła, zapowiadającego im, że Pan Bóg wysłuchał ich prośby, święty Joachim i święta Anna uniesieni najżywszém uczuciem miłości Boga i wdzięczności ku Niemu, wpadli byli w zachwycenie, i wtedy stali się rodzicami przenajświętszéj Panny. (Tromb. Hist. Mariana. P, 1. C. 1. qu. 1) W objawieniach świętéj Brygidy, tak się o tém sama Matka Boża do niéj wyraziła „Syn mój Jezus Chrystus małżeństwo ojca i matki Mojéj, tak wysoką cnotą czystości obdarzył, że podówczas nie było na ziemi całéj świątobliwszego pożycia małżeńskiego. Gdy oznajmioném im zostało przez Anioła, że z nich narodzi się dziewica, z któréj przyjdzie na świat cały zbawienie, pomimo tego woleli umrzeć, aniżeli uledz zmysłowości, która już w nich zupełnie była wygasła. Mówię ci więc to jako rzecz najpewniejszą, Że jedynie z uczucia miłości Boga, i na słowo Anioła, zwiastującego im moje narodzenie, spełnili obowiązek małżeński, i stali się mojemi rodzicami. (Convenerunt carne non ex concupiscentia aliqua voluptatis, sed contra voluntatem suam ex divina dilectione, et sic ex semine corum caro mea perfecta est. S. Birg. ReveL Lib. L C. 9.) Swięty Joachim, miał wtedy według najpowszechniéj przyjętéj rachuby, lat przeszło siedemdziesiąt.

Niepodobna wyobrazić sobie świętéj pociechy, jakiéj doznał, dostąpiwszy szczęścia, jakiego zażywał, gdy Marya wzrastając w lata, objawiała tę niezrównaną Swoję świętość, która miała Ją uczynić matką Syna Bożego. Wszelako, zaledwie doszła lat trzech, kiedy święty Joschim widząc, iż taką jest wola Boża, oddał Ją na służbę wyłączną Panu Bogu, i sam ze świętą Anną zaprowadził i umieścił w świątyni Jerozolimskiéj, w gronie dziewie poświęconych Bogu.

Żył jeszcze potém lat jedenaście, i w ośmdziesiątym roku życia, a na lat sześć przed narodzeniem Zbawiciela zasnął spokojnie w Panu, i poszedł na łono Abrahama, oczekiwać chwili, aż Syn jego córki, Pan nasz Jezus Chrystus, więc jego wnuk według Swego człowieczeństwa, otworzy mu Niebo i umieści bardzo blizko Siebie i Swojéj Matki, a tejże jego córki przenajświętszéj.

Grób świętego Joachima znajdował się dzwniéj w kościele grobu Matki Bożéj zbudowanym na dolinie Józefatowéj. Późniéj ciało jego przemienione zostało do Jerozolimy, a głowa jako droga Relikwia, przechowuje się dotąd w jednym z kościołów w Kolonii.

W Martyrologium Rzymskiém w dniu dwudziestym Marca jest o nim wspomnienie, lecz święto obchodzi się w Niedzielę po Wniebowzięciu.

Pożytek duchowny

Po wielkiém upokorzeniu jakie spotkało świętego Joachima, z powodu iż nie miał potomstwa, dostąpił on najwyższego jaki może być udziałem człowieka zaszczytu i szczęścia, stając się Ojcem Tej, z któréj nsrodził się Pan Jezus, Bóg prawdziwy i Zbawca nasz najdroższy. Postanów wszelkie upokorzenia znosić cierpliwie, bo jeśi nie na tym świecie, to tém hojniejszą na tamtym, odniesiesz za to nagrodę.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Który nad wszystkich innych Świętych wynosząc błogosławionego Joachima, Rodzicielki Syna Twojego ojcem go uczynić raczyłeś, spraw prosimy, abyśmy czcząc dzień jego święta, jegoż nad nami opieki zawsze doznawali. Przez tegoż Pana naszego i t. d

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 225–227.

Tags: św Joachim „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja małżeństwo czystość pokora
2020-03-05

Św. Jana Józefa od Krzyża

Żył około roku Pańskiego 1739.

Pożytek duchowny

Święty Jan Józef, z miłości świętego ubóstwa, przez lat sześćdziesiąt cztery obchodził się jedną suknią okrytą łatami. O! jak szczegół ten z jego błogosławionego życia, zawstydzić powinien każdego wytwornie ubierającego się, a szczególnie tych, którzy rządząc się niechrześcijańskiém uczuciem próżności, nad stan swój i możność robiąc wydatki na stroje, wielorakiéj obrazy Bożéj stają się przez to powodem.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Jana Józefa wyznawcę Twojego, ciernistemi ubóstwa, pokory i cierpliwości drogami, do chwały niebieskiéj wyniósł; daj nam prosimy Cię, abyśmy na ciele umartwieni, jego naśladowali przykłady, i radości wiekuistéj zażywali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 186.

Tags: św Jan Józef od Krzyża „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna ubóstwo pokora cierpliwość przepych
2020-02-29

Świątobliwego Damiana Oblata Kamedulskiego

Żył około roku Pańskiego 1870 (Wiktor Ożarowski).

Pożytek duchowny

Cnota głębokiéj pokory była główną cechą światobliwego kapłana, którego żywot czytałeś, a jak ćwiczył się on w niéj ciągle, tak téż i drugim zalecał ją jako podstawę wszelkich cnót chrześcijańskich. Staraj się i ty o nią, i w tym celu często odmawiaj poniższą ulubioną Ojca Damiana modlitwę.

Święty Roman, ustępując placu złemu duchowi, opuścił był miejsce, na które osiadł aby Boga chwalić: lecz usłuchawszy zbawiennego upomnienia, powrócił na nie, i wielkim Świętym został. Kto raz, poznawszy co do siebie wolę Bożą, stosownie do niéj obrał jaki zawód, powinien pamiętać, że im dla duszy jego jest on korzystniejszym, tém usilniéj szatan będzie się starał odwieść go od takowego.

Modlitwa (kościelna)

Boże! który od pysznych odwracasz się a pokornym łaskę dajesz, obdarz nas cnotą prawdziwéj pokory, któréj wzór przedstawił wiernym Syn Twój Jednorodzony na Sobie, abyśmy nigdy wyniosłością nie ściągnęli na siebie gniewu Twojego, lecz raczéj kornie uniżeni, najobfitsze łaski Twoje otrzymali. Przez Pana naszego i t. d.

Boże! któryś błogosławionego Romana, w zawodzie jego utwierdzając, do wysokiéj doprowadził świątobliwości; daj nam za jego przykładem i pośrednictwem, raz zgodnie z wolą Twoją rozpocząwszy jaki zawód, trwać w nim statecznie, i obowiązki jego jak najwierniéj spełniać. Przez Pana naszego i t. d.

Ponieważ Ojciec Damian nie jest dotąd w poczet Błogosławionych wpisany, więc za jego duszę zmów: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 155–156.

Tags: świątobliwy Damian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna oblat Warszawa Pallotti pokora
2020-02-20

Św. Eucharyusza Biskupa Aurelianeńskiego (Orlean)

Żyła około roku Pańskiego 731.

Pożytek duchowny

Jak w historyi wielu Świętych, tak i w dopiéro przeczytanéj, widziałeś jak oni unikali wszelkich wyższych godności, uczuciem głębokiéj pokory powodowani. Porównaj z tém twoją żądzę wyniesienia, a jeśli się do niéj poczuwasz, zadrżyj o twoje zbawienie: bo jak pokora jest główną cechą wybranych, tak pycha, i z niéj wynikające pragnienie zaszczytów, jest oznaką bardzo złego stanu duszy.

Modlitwa

Boże! pokory lubowniku i dawco, któryś świętego Eucharyusza Biskupa, w téj cnocie ugruntowanego, do najwyższéj godności królowania z Tobą w Niebie wyniósł; daj nam, prosimy Cię przez jego zasługi, abyśmy w pokorze świętéj ćwicząc się pilnie, przez nią do wszelkich łask Twoich utorowali sobie drogę. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 130.

Tags: św Eucharyusz biskup „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora pycha
2020-01-10

Św. Wilhelma arcybiskupa bituryceńskiego

Żył około roku Pańskiego 1200.

Pożytek duchowny

Święty Wilhelm na wieść ofiarowanego mu arcybiskupstwa chciał uchodzić, wiedząc, iż z każdéj godności im ona wyższa, tém cięzszy rachunek przyjdzie zdać Panu Bogu. Czy tak zapatrujesz się na wszelkie godności? Czy może przeciwnie: zaślepiony pychą, ubiegasz się o nie, lub zazdrościsz tym którzy je posiadają? Gdyby tak było, źle by działo się z duszą twoją.

Modlitwa

Niech Wilhelm święty, biskup i wyznawca Twój, Boże, uprosi nam u Ciebie łaskę obojętności na wszelkie godności tego świata, abyśmy zaszczytami i bogactwami ziemskiemi wzgardziwszy z całego serca, wiecznych skarbów i niebieskiéj korony uczestnikami się stali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 33.

Tags: św Wilhelm arcybiskup „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora władza
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.