Citatio.pl

Wpisy z tagiem "pokuta":

2020-10-19

Św. Piotra z Alkantary, Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1562.

(Żywot jego wyjęty jest z Bulli jego Kanonizacyi.)

Święty Piotr, od miejsca urodzenia z Alkantary nazwany, przyszedł na świat w tém mieście w Hiszpanii w prowincyi Estramadura położoném, roku Pańskiego 1499, z ojca Alfonsa Garawito gubernatora téj części kraju.

Od dzieciństwa, ulubioném jego zajęciem była modlitwa, w któréj późniéj obdarzał go Pan Bóg darem tak wysokiéj bogomyślności do jakiéj mało kto z największych Świętych Pańskich bywał podniesiony. Ukończywszy wszystkie nauki w Salamance, gdzie nietylko wielkim w nich postępem lecz jeszcze bardziéj pobożnością się odznaczył, wrócił do miasta rodzinnego. Zły duch, przewidując jak wielkim sługą Bożym zostanie, probował go w sidła swoje uwikłać. Najprzód uderzył na niego zwykłą bronią jaką na młodych używa, chcąc w nim skalać cnotę świętéj czystości. Lecz Święty użył znowu ze swojéj strony przeciw temu najskuteczniejszéj broni: modlitwy, umartwienia ciała, uczęszczania do Sakramentów i serdecznego do Matki Bożéj nabożeństwa. Pokusy tego rodzaju odeszły, niezadając duszy jego żadnéj szkody, lecz szatan z inną wystąpił. Łudził Piotra świetnym zawodem w świecie, rozbudzając w nim próżność i żądzę wyższych zaszczytów, których łatwo mógł dostąpić. Wszakże poznał się on i na téj zasadzce, i żeby raz na zawsze pozbyć się tego znowu rodzaju pokus, postanowił świat opuścić i wstąpić do zakonu. W tym celu udał się do klasztoru Braci Mniejszych w wiosce Manzares w górach położonego, a Pan Bóg zaraz w pierwszych jego krokach nowego zawodu, cudem raczył go w tych zbawiennych zamiarach utwierdzić. Gdy przybył nad rzekę Tietar, a zakłopotany że niema go kto przewieść na brzeg drugi, zaczął się modlić, wtedy Anioł stanął przed nim i przeniósł go za wodę.

Miał lat szesnaście kiedy wstąpił do nowicyatu, i wówczas już stał się wzorem doskonałosci zakonnéj dla wszystkich braci. Po wykonanych uroczystych ślubach, przeznaczono go do innego klasztoru, w którym wybrał i uprosił sobie na mieszkanie celkę tak ciasną i nizką, że więcéj do grobu, niż do mieszkania podobną była. Tam już zaczął ten rodzaj życia umartwionego, w którym mu mało kto z najsławniejszych w Kościele pokutników wyrównał, któremuby nawet trudno było dać wiarę, gdyby nie to że Bulla jego kanonizacyi, wszystko to stwierdza. Oto jak dalece prowadził ostre i umartwione życie: Nabiału i mięsa nigdy nie jadał; posiłek brał tylko raz na dzień i to co trzy dni, a czasem cały tydzień bez pokarmu zostawał. Dwa razy na dzień zadawał sobie krwawe. biczowanie żelaznemi ostremi łańcuszkami; dzień i noc nosił włosiennicę, a raczéj rodzaj pancerza zrobionego a blachy podziurawionéj nakształt kuchennéj tarki, ostrzem w ciało obróconéj, a która ciągle rozdrażniała rany, jakie sobie biczowajem zadawał. Chociaż zwykle jadał jarzyny surowe bez żadnéj zaprawy, albo chleb suchy, skoro mu to cokolwiek smakowało, dosypywał popiołu. We wzroku tak był umartwionym, że po kilka lat mieszkając w jakim klasztorze, żadnego z braci nie znał z twarzy tylko z głosu. Gdy pomimo tak umartwionego życia razu pewnego doznał podniet zmysłowych, zanurzył się w zamarznięte jezioro, i tak długo w niém zostawał aż go ta pokusa minęła.

Lecz umartwienie które, jako sam wyznawał, najwięcéj go kosztowało, było ujęcie sobie spoczynku nocnego. Mawiał, że ze wszystkich potrzeb życia najprzykrzejszą dla niego była potrzeba snu, gdyż ta jedna, jak utrzymywał, pozbawiała go uczucia obecności Bożéj, czego nawet i śmierć nie czyni. Sypiał téż tylko godzinę, a najwięcéj półtory, i to przez lat czterdzieści, niekładąc się wcale, tylko siedząc na nogach, albo na stołku z opartą o mur głową. Noce téż całe przepędzał na bogomyślmości, i na zadawaniu sobie prócz tego różnych innych umartwień ciała. Celkę miał zawsze tak nizką i małą, że ani w niéj stać mógł wyprostowany, ani wyciągnięty leżeć. Z każdéj pory roku robił sobie także pokutę. Wśród największych mrozów, chodził z gołą głową; po największych śniegach bez obuwia, a mieszkając w górach gdzie zima bardzo ostra i panują silne wiatry północne, właśnie gdy było najzimniéj w dzień i w nocy okna od celi nie zamykał. Umartwienia téż jego sprawiały że, według wyrażenia współczesnych pisarzy, wyglądał jak szkielet chodzący.

Ale za to jakiemiż pociechami wewnętrznemi i darami cudownemi obdarzał go Pan Bóg! Prawie przy każdéj modlitwie wpadał w zachwycenie, i wtedy widywano go wzniesionego w powietrzu, co i przy Mszach świętych się zdarzało. Z twarzy jego, a szczególnie z oczów, kiedy się modlił lub Mszę świętą odprawiał, wytryskiwały promienie tak jasne, że bez olśnienia nikt wtedy na niego patrzeć nie mógł. Także wśród modlitwy, niekiedy nie mógł się wstrzymać od głośnego śpiewu, który był tak nadzwyczaj pięknym, że najbieglejsi muzycy z podziwieniem i zachwyceniem go słuchali. Posiadał przytém dar języków, to jest że gdy miewał kazania, lub potrzebował rozmówić się z kim w rzeczach duchownych, cudzoziemcy różnéj narodowości rozumieli go doskonale, a on ich nawzajem. Poznawał najskrytsze tajniki serc ludzkich, i zdarzało się, że przy spowiedziach wyjawiał penitentom ukryte przez nich grzechy, z których albo spowiadać cię nie chcieli, albo je zapominali. Biegły w przewodniczeniu dusz do wyższéj doskonałości dążących, długo był spowiednikiem świętéj Teresy. Onto głównie poznał iż dary nadzwyczajne w które ta Święta opływała, nie były wcale złudzeniem szatańskiém jakto wielu znakomitych teologów mylnie utrzymywało, a przez to uspokoiwszy tę wielką duszę, pomógł jéj do rączego postępu w doskonałości do którego późniéj doszła, i on właśnie skłonił ją do przedsięwzięcia reformy jéj zakonu. Święty Franciszek Borgiasz Towarzystwa Jezusowego, także w rzeczach tyczących się sumienia jego rady zasięgał, i nią się powodował. Cesarz Karol V, gdy zrzekłszy się korony cesarskiéj na pewien czas przed śmiercią osiadł w klasztorze, zażądał aby Piotr był jego stałym spowiednikiem; lecz Święty nie chciał w żaden sposób podjąć się tego w oczach świata tak zaszczytnego obowiązku.

Na prośby jednego z pobożnych swoich przyjaciół, napisał nie wielkie co do rozmiaru, lecz nieoszacowane dzieło co do treści „O modlitwie i bogomyślności”. Książka ta tak go rozsławiła, że Jan III król Portugalski uprosił u przełożonych, aby go na pewien czas na dwór jego przysłano. Pozostawał tam sługa Boży przez kilka miesięcy; zadziwil wszystkich swoim nadzwyczaj umartwionym życiem, którego w niczém nie odstępował, budował pokorą i słodyczą w obcowaniu z każdym, a kazaniami tak zbawienny wpływ wywarł, że nietylko na całym dworze królewskim rozbudził ducha pobożności, lecz kilku wielkich panów wyrzekło się świata i jego zaszczytów, i oddało się pokutnemu życiu, wstępując do najostrzejszéj Reguły zakonu. W téj liczbie był i brat królewski don Ludwik, który wybudowawszy klasztor w Salvatiera, sam został zakonnikiem, z wielkiém całego państwa zbudowaniem.

Po powrocie z Portugalii, święty Piotr wybrany na przełożonego prowincyi swojego zakonu, robił co tylko mógł, prosił i błagał braci aby go od tego urzędu uwolnili. Lecz z woli ich pozostawszy na nim położył największe swoje w tymże zakonie i w Kościele Bożym zaslugi, przez wprowadzenie po klasztorach całej pierwotnéj ścisłości Reguły świętego Franciszka Serafickiego. Wiedział dobrze, że trudniéj jest zreformować zakon niż założyć nowy, lecz odebrawszy w téj mierze natchnienie od Boga, wytrwale walczył z wielkiemi napotykanemi na téj drodze przeszkodami, i wszystkie je przezwyciężył. Przybrawszy sobie kilku ojców skłonniejszych do tego, założył mały klasztorek w Arabida w Portugalii na górze stroméj i wysokiéj, gdzie prawie wszystkie cele urządzone były w ciasnych szpalinach po skałach. I tamto dał on początek temu szczepowi zakonu świętego Franciszka który u nas Reformatami nazywają, a który późniéj zatwierdzony został przez Papieża Juliusza III, a następnie Pawła IV.

Wszakże w samy początku tego wielkiego rozpoczętego dzieła, na ciężką był wystawiony próbę. Nadzwyczajna ostrość życia, jaką w swojéj reformie zaprowadzał, dotkliwe, a z różnych stron pochodzące prześladowania, które właśnie ta surowość na niego i na braci a nim będących ściągnęła, sprawiły że po pewnym przeciągu czasu, święty Piotr sam jeden znalazł się w klasztorze, a wszyscy zresztą go opuścili. Udał się wtedy do Rzymu, a otrzymawszy od Papieża i Jenerała nowe do przeprowadzenia swéj reformy upoważnienie, mocą którego zrobiony był Komisarzem jeneralnym wszystkich klasztorów w Hiszpanii, wziął się powtórnie do swojego dzieła. Wybudował bardzo mały klasztorek w Pedrozo, założył małą prowincyą pod wezwaniem świętego Józefa, i w téj w przeciągu lat sześciu tak mu Pan Bóg pobłogosławił, że dziewięć klasztorów napełnił braćmi, wedle pierwotnéj ścisłości Reguły świętego Patryarchy Asyzkiego żyjących.

Już od niejakiego czasu udawało się że święty Piotr cudem tylko żyje, tak był wycieńczony rozmaitemi swoimi umartwieniami, i ciężkiemi trudami, jakiemi go w ostatnich czasach zarząd prowincyi reformowanéj obarczał. Zapadłszy na zdrowiu i widząc że śmierć się zbliża a niemogąc już chodzić, prosił aby go zaniesiono do klasztoru świętego Andrzeja w Arenas. Tam przepowiedział braciom dzień i godzinę swojego zgonu. Gdy ten nadchodził zwołał ich, zachęcał do wytrwałości w powołaniu, i przyjął przenajświętszy Wiatyk klęcząc na ziemi ze złożonemi rękoma, a we łzach się rozpływając. Wkrótce potém, znacznie na siłach upadłszy, przyjął i ostatnie Olejem świętym namaszczenie. Wtedy objąwiła mu się przenajświętsza Marya Panna i święty Jan Ewangelista, do których miał sczególne przez całe życie nabożeństwo, upewniając iż zbawionym będzie. To go wprawiło w tak świętą radość, że zaczął śpiewać ten wiersz psalmu Pańskiego: „Weselilem się z tego co mi powiedziano: do domu Pańskiego pójdziemy” 1, i kończąc go coraz cichszym głosem słodko zasnął w Panu, 18 Października roku 1562. Po śmierci objawił się świętéj Teresie otoczony światłem niebieskiém, i rzekł do niéj: „O! szczęśliwa pokuta, która mi wyjednała tak wielką chwałę!”

Kanonizowany został uroczyście przez Papieża Klemensa IX.

Pożytek duchowny

Przytaczają życiopisarze błogosławionego Piotra z Alkantary i to na dowód jego zamiłowania czystości, że gdy już był umierającym, a braciszek który go dozierał, chcąc go poruszyć na łóżku, dotknął się jego ciała, Święty go odsunął mówiąc: „Jeszcze żyję, a więc jeszcze przeciw skromności wykroczyć mogę”. Patrz jak Święci téj najtrudniejszéj do przechowania cnoty przestrzegali, a przypomnij sobie czy i ty równie w niéj jesteś ostrożnym.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Piotra wyznawcę Twojego, przedziwnéj pokuty i najwższéj bogomyślności darami wsławić raczył, daj nam, prosimy, abyśmy za pośrednictwem zasług jego, zmysły umartwiając, łatwiéj pojmować rzeczy niebieskie umieli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 894–896.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 839

„Błoga pokuto, która mi zjednałaś takie szczęście!” rzekł święty Piotr do Teresy, aby ją pocieszyć w utrapieniach, zachęcić do wytrwałości i wypowiedzieć nadzieję, że Bóg mu w wieczności wynagrodzi zwalczanie żądz i porywów ciała. Weźmy sobie te słowa do serca i pomnijmy na to, że za grobem czeka nas odwet za to, co tutaj czynimy.

  1. Powiada nam to nasamprzód własne serce. Jakąkolwiek tutaj podejmujemy pracę i o cokolwiek się ubiegamy na tym świecie, zawsze nasuwa się nam pytanie, czy nasze zabiegi będą wynagrodzone. Jeśli nas kto chce zmusić do pracy bez wynagrodzenia, oburza się natura nasza, opieramy się rozkazowi, i żądamy od zwierzchności, aby nas wzięła w swą opiekę przeciw przymusowi i ukarała gwałciciela. Jeśli zwierzchność odmawia nam pomocy, pozostaje nam nadzieja, że tyran choć nie w tym, to w przyszłym życiu odpokutuje wyrządzoną krzywdę. Jeśli nam zaś kto wyświadczy łaskę lub przysługę, ulegając naturalnemu pociągowi serca, pragniemy mu się wywdzięczyć według możności. Niezatartymi głoskami wyryta jest w sercu ludzkim prawda: „Odwet jest konieczny. Dobre winno być wynagrodzone, a za złe winna być kara”. Odwetu i nagrody oczekiwać należy od tego, komu służymy i dla kogo pracujemy. Kto służy dumie i zmysłom, złego ma płatnika; kto służy opinii publicznej, komu chodzi o popularność, niech nie liczy na wdzięczność. Kto pracuje dla Boga i Jemu służy, jak św. Piotr, ten może się spodziewać sowitej nagrody i hojnej zapłaty.
  2. Że jest odwet, nagroda i kara, tego uczy nas wiara. Chrystus jasno wypowiedział, że On będzie Sędzią, że On wynagrodzi każdy łyk wody, każdą ofiarę, choćby szeląga, że On karać będzie za każde marne słowo, że On da szczęście łagodnym, miłosiernym, skromnym, a bezbożnych, złośników i gnuśnych karać będzie.

Footnotes:

1

Psal. CXXI. 1.

Tags: św Piotr z Alkantary „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość pokuta umartwienie św Teresa z Avili
2020-10-04

Św. Franciszka Serafickiego, Założyciela Zakonu Braci Mniejszych

Żył około roku Pańskiego 1226.

(Żywot jego był napisany przez świętego Bonawenturę tegoż tegoż zakou Kardynała i Doktora Kościoła, za jego czasów żyjącego.)

Święty Franciszek założyciel zakonów żebrzących, a przez to odnowiciel karności zakonnéj w średnich wiekach; wpływom swoim wskrzesiciel ducha pokuty, pobożności i najżywszéj wiary w całém chrześcijaństwie; przed śmiercią cudownie naznaczony bliznami Pana Jezusa; przezwany Serafinem ziemskim, a największy od czasów apostolskich cudotwórca, przyszedł na świat roku Pańskiego 1182 w Assyżu mieście w prowincyi Umbryjskiéj we Włoszech położoném, za Papiestwa Honoryusza III, a za panowania Fryderyka II cesarza rzymskiego. Był synem Bernarda Morykoniego bardzo bogatego kupca, i błogosławionéj Piki ze szlachty assyskiéj pochodzącéj, a wielkiéj świątobliwości kobiety. Ponieważ miał on najbliżej po Matce Boskiéj wstępować w ślady Chrystusa Pana, więc od chwili swojego urodzenia stawał się Mu podobnym. Przyszedł na świat w stajence, gdzie matka ciężko chora przy wydawaniu go na świat, dopiéro szczęśliwie porodziła gdy z porady przybyłego do jéj domu nieznajomego którego sądzą być Aniołem, tam zaniesioną została. Także w chwili gdy wydawała go na świat, słyszeć się dały śpiewy anielskie jak nad szopką Betleemską, nad kościołkiem przy Assyżu będącym, przy którym późniéj Franciszek swój zakon założył.

Wychowany pobożnie, w pierwszéj jednak młodości z wielkiém upodobaniem oddawał się rozrywkom światowym; lecz pomimo tego skarb nieskazitelnéj czystości nietkniętym dochował. Przytém nadzwyczajnie był miłosierny dla ubogich. Zdarzyło się że razu pewnego odmówił jałmużny ubogiemu proszącemu o nią dla miłości Boga: pobiegł za nim niezwłocznie, hojnie go obdarzył, i uczynił ślub iż odtąd nigdy żadnemu wsparcia nie odmówi. Wzięty do niewoli w potyczce stoczonéj przez Assyżanów z Perużanami, gdy był w więzieniu, Pan Bóg silnie zakołatał do duszy jego, rozbudzając w nim już wtedy pragnienie poświęcenia się Mu na wyłączną służbę. Wszakże wróciwszy do domu jeszcze czas jakiś prowadził życie światowe, lecz obok tego tak dalece coraz hojniejsze czynił ubogim jałmużny, że zdarzało się iż im i odzienie swoje oddawał. Nakoniec po przebyciu wkrótce potém ciężkiéj choroby, postanowił świat opuścić i zacząć życia pokutne. Całém więc sercem poświęcając się miłosiernym uczynkom, z wielką miłością usługiwał trędowatym. Jadąc razu jednego konno, spotkał za miastem tak strasznie tą chorobą stoczonego, że się odwrócił od niego ze wstrętem; lecz chcąc się w tém przezwyciężyć zsiadł z konia i uściskał chorego, który w téjżo chwili znikł mu z oczu, gdyż byłto sam Zbawiciel, który dla wyprobowania go, w téj postaci mu się objawił.

Ubierał się wtedy jeszcze bogato, stosownie do swojego zamożnego stanu. Zdarzyło się że przechadzając się za Assyżem ujrzał ubogiego w bardzo nędzném odzieniu. Zamienił z nim szaty i w jego łachmanach wrócił do miasta. Wszyscy sądzili że zmysły postradał, a ojciec zbił go srodze, i zamknął do więzienia w domu własnym. Uwolniony z niego przez matkę Franciszek, udał się w odosobnione miejsce na jednéj z gór koło Assyża będących, i tam dość długo pustelnicze wiódł życie, prosząc Boga aby mu objawić raczył wolę Swoję względem niego. Pewnéj nocy miał sen w którym okazał mu się wielki gmach napełniony zbroją taką jaką nosili podówczas krzyżownicy; a gdy spytał dla kogo jest ona przeznaczoną, odpowiedziano mu że dla niego i jego żołnierzy. Przebudziwwszy się, wziął to za wskazówkę woli Bożéj, sprawił sobie rycerski rynsztunek, i puścił się w drogę do Włoch południowych, w celu zaciągnięcia się w szeregi wojsk hrabiego Gotwina z Brionu, broniącego podówczas posiadłości stolicy Apostolskiéj przeciw zaborom bezbożnego Fryderyka II. W drodze miał objawienie, z którego dowiedział się że Pan Róg przeznacza go nie na zbrojnego zwykłego, lecz na duchownego rycerza, i że w tymto zawodzie ma on Mu służyć. Wróciwszy więc do Assyża już starał się tylko poznać wyrażniéj czego Pan Bóg po nim wymaga.

Przechodząc obok opuszczonego i rozwalającego się kościołka świętego Damiana, położonego pod Assyżem, wszedł do niego; a gdy się modlił przed znajdującym się tam krucyfiksem, usłyszał głos z niego wychodzący po trzykroć w te słowa przemawiający: „Franciszku napraw dom mój który się rozpada.” Cudowne te wyrazy odnosiły się do wysokiego posłannictwa Franciszka, przez które Pan Bóg przeznaczał go do podparcia domu Jego mitycznego to jest Kościoła, a to przez założenie w nim trzech zakonów, i przez rozszerzanie wpływem i przykładem swoim w całym świecie chrześcijańskim, przygasłego podówczas ducha pokuty, pobożności i doskonałości Ewangelicznéj. Lecz święty w głębokiéj pokorze swojej, wtedy słów tych w takim znaczeniu nie brał. Zajął się więc gorliwie naprawą tego kościołka, i odnowił go swoim kosztem i staraniem. Prócz tego, gdy w tymże kościołku modlił się przed krzyżem, rozbudziło się w jego sercu najżywsze jakie w sercu jakiém po przenajświętszém sercu Maryi, mogło być nabożeństwo do Pana Jezusa cierpiącego, a ztąd powstało podobneż pragnienie naślnadowania Go jak najwierniéj we wszystkim, a najbardziéj w pokorze i ubóstwie. Wkrótce potém odbył pielgrzymkę do Rzymu, i tam po rzewnéj i gorącéj modlitwie przy grobach świętych Apostołów odbytéj, wyszedłszy z kościoła rozdał wszystko co miał przy sobie ubogim, z jednym z nich zamienił odzienie, i przyłączywszy się do żebraków u drzwi Watykanu siedzących, cały dzień z nimi spędził, od téj pory już i sam żebrakiem dobrowolnym na całe życie pozostając.

Ojciec świętego Franciszka, człowiek chciwy i próżny, najniechętniéj patrzał i na jego hojność dla biednych i na jego życie ubogie Obawiając się aby całego majątku jaki po nim dostanie nie użył na miłosierne uczynki, zażądał aby przed Biskupem zrzekł się wszelkiego prawa do spadku po rodzicach. Święty uczynił to z radością, i zdejmując nawet z siebie wierzchnie ubranie, a pozostając tylko we włosiennicy którą nosił pod niém, rzekł do ojca: „Dotąd nazywałem cię ojcem; odtąd z większą ufnością będę mówił do Boga: Ojcze nasz któryś jest w niebiesiech.” Obecny temu Biskup przyodział go własnym płaszczem, uściskał i pobłogosławił, a potém na jego żądanie ubrał go w prostą sukmanę z kapturem, jaką noszą ubodzy ludzie we Włoszech. Sukni téj już Franciszek od téj chwili nigdy nie zrzucał, i onato stała się późniéj habitom zakonu przez niego założonego.

Zerwawszy wtedy nietylko za światem wszelkie stosunki lecz i z rodziną, nasz Święty z większą gorliwością oddał się pokucie, bogomyślności i miłosiernym uczynkom. Razu pewnego znajdując się w kościołku przenajświętszéj Panny Maryi Anielekiéj na dolinie pod Assyżem będącym, usłyszał czytane z Ewangelii te słowa Pana Jezusa: „Nie miejcie ani złota ani srebra, ani pieniędzy we trzosach waszych, ani tłomoka w drodze, ani dwóch sukień, ani butów ani laski,” 1 a w téjże chwili Duch Święty natcknął go przekonaniem iż to było prawidłem według którego żyć on powinien. Zdjął więc obuwie, rzucił kij który miał w ręku, w miejsce pasa skórzanego przepasał prostym powrozem jedyną suknię którą miał na sobie i wyrzekł się na zawsze używania pieniędzy. Spełniając już tym sposobem co do słowa. i jak najdoskonaléj rady Ewangoliczne, otrzymał przytém natchnienie od Boga, aby iść i opowiadać drugim pokutę i do niéj pobudzać. Uzyskawszy na to upoważnienie od Biskupa, zaczął kazywać po różnych miejscach, a słowa jego poparte przykładom najświątobliwszego życia i licznemi cudami, całe tłumy ludzi garnęły do Boga. Wkrótce znalazło się kilka, którzy chcieli go naśladować, połączyli się więc znim zostając jego uczniami i niezadługo liczba ich wzrosła do dwunastu. Franciszek zawiązał z nich zgromadzenie, i znowu za błogosławieństwem Biskupa rozesłał ich w różne strony, dla głoszenia słowa Bożego i zgrzewania ludzi do pokuty.

Gdy ujrzał liczbę braci swoich powiększającą się, postanowił nadać im Ustawy według których żyć mieli. Udawszy się na samotne miejsce i tam czterdzieści dni poszcząc o chlebie i wodzie, napisał Regułę, którą Pan Jezus głosem z nieba słyszanym od wielu obecnych braci, zatwierdził, oświadczając iż Sam ją temu nowemu zakonodawcy podyktował. Główną jéj różnicą od wszystkich po owe czasy i dotąd istniejących Reguł zakonnych, było postanowienie najsurowsze aby bracia nietylko jak zakonnicy wszelkich innych Reguł osobistéj żadnéj własności nie posiadali, ale żeby nawet samo zgromadzenie czyli klasztory, nie miały zgoła żadnego rodzaju posiadłości, ani nawet zapewnionych dochodów. Owszem, chcąc braci swoich zasłonić od wszelkiéj możności przestania być ubogimi, zakazał im nawet przyjmować pieniędzy, polecając aby żebrząc wypraszali i przyjmowali tylko w naturze to co do wyżycia ubogiego niezbędnie jest potrzebném. Prócz tego zastrzegł w tychże ustawach wszystko co tylko najwyższa ubóstwo, a które Panią swoją nazywał, jako główną cechę jego zakonników zabezpieczyć w nich mogło, we wszystkiém i na zawsze.

Z Regułą tą udał się Franciszek do Rzymu, gdzie z razu Ojciec Święty Inocenty III przyjął go jako człowieka który sam zdobywając się na rodzaj życia tak nadzwyczajny, kładąc go za Regułę dla zakonu, wymaga rzeczy siły ludzkie przechodzących, i z tego powodu odprawił go z niczém. Lecz téjże nocy Papież miał objawienie, w którém ujrzał jakiegoś żebraka podpierającego kościół Lateraneński, który jakby się miał obalić, i w żebrsku tym poznał Franciszka. Posłał zatém po niego, zachęcił do przedsięwziętego dzieła, takowemu pobłogosławił i ustnie Regułę jego zatwierdził, co późniéj nieco Honoraryusz III uczynił przez Bullę Papiezką, obdarzając zakon ten najwiękozemi przywilejami. To dało początek zakonowi Braci Mniejszych, z upływem czasu najliczniejszemu w Kościele Bożym, z którego prócz wielkiéj liczby Świętych kanonizowanych, było czterech Papieży, wielu Kardynałów i Biskupów, kilku Doktorów Kościoła, a w każdym wieku mnóstwo wysokiéj świątobliwości zakonników, których za życia jeszcze świętego Patryarchy liczono przeszło sześć tysięcy, a przed końcem wieku XVIII około stu pięćdziesięciu tysięcy. Do Reguły świętego Franciszka należą: Franciszkanie, Bernardyni, Reformaci i Kapucyni, z których ci ostatni jéj pierwotną ścisłość bez żadnych zwolnień zachowują.

Prócz tego zakonu założył Franciszek i zakon żeński Siostr ubogich, podobnéjże Reguły, późniéj od świętéj Klary ich pierwszéj przełożonéj Klaryskami zwany a także i trzeci zakon Tercyarzy i Tercyarek, nadając im ustawy odpowiedne osobom żyjącym na świecie. Zakon ten w średnich wiekach ogarnął był prawie świat cały, przez co ten święty Patryarcha tak wielki i zbawienny wpływ swój na całe społeczeństwo chrześcijańskie rozciągnął.

Gdy te trzy zakony ustalił, spragniony korony męczeńskiéj, dwa razy udawał się na Wschód pomiędzy niewiernych, lecz wrócił ztamtąd tylko z zasługą pragnienia śmierci za wiarę, bo go Pan Bóg i bez tego miał wziąść prosto do Nieba.

Prowadził życie nadzwyczaj ostre: pościł bezustannie, i do chleba lub saméj jarzyny, których jedynie niekiedy używał, domieszywał zwykle popiół lub piołun. Każda jego modlitwa, szczególnie przez kilkanaście lat ostatnich życia, była zachwyceniem. Często w objawieniach rozmawiał z Panem Jezusem i Matką Bożą, do któréj najszczególniejsze miał nabożeństwo, i przez Nią najwyższe łaski i dla siebie i dla świata całego pozyskał w Jéj kościołku Porciunkulą zwanym, gdzie za wstawieniem się Maryi otrzymał największy odpust dla wszystkich wiernych 2. Gdy wpadał w zachwycenie widywano go tak wysoko w powietrze wyniesionego, że niekiedy znikał z oczu braci temu cudowi obecnych. Cnoty pokory był jakby uosobieniem, i nią téż powodowany nigdy święceń kapłańskich przyjąć nie chciał, pozostając tylko dyakonem. Był największym swoich czasów cudotwórcą, a na dwa lata przed śmiercią otrzymał blizny Pana Jezusa, 3 i odtąd już sam stawszy się jakby ciągłym cudem chodzącym i żywym męczennikiem, obnoszony po miastach i wioskach, samym widokiem swoim nawracał ludzi i do pokuty pobudzał. Gdy zbliżał się do jakiego miasta, we wszystkie dzwony uderzano, i duchowieństwo z ludom wychodziło naprzeciw niego.

Widząc się blizkim śmierci, prosił aby go zanieśli do jego celki przy kościołku Maryi Panny Anielskiéj, w którym najwyższe łaski odebrał i przy którym założył był główny chociaż mały i ubogi klasztorek swojéj Reguły, i tam gdy już miał ten świat opuścić kazał położyć się na ziemi. Potém, aby jak Chrystus Pan na krzyżu, nago umierać, zdjął habit, który dopiéro z rozkazu zakonnika którego poczytywał za swego przełożonego, przywdział na powrót, a gdy modlący się z nim bracia wymawiali te słowa Psalmu: „Na mnie czekają sprawiedliwi aż mnie wynagrodzisz,” 4 poszedł do Nieba 4 Października roku Pańskiego 1226, W rok po śmierci przez Grzegorza IX Papieża, w poczet Świętych wpisany został.

Pożytek duchowny

Wielki święty Franciszek przezwany został Serafickim, dla niezmiernéj miłości Boga którą serce Jego pałało; następująca téż modlitwa była jego ulubioną, modlitwą: „Niech siła miłości Twojéj o Jezu mój, ogarnie duszę moję: abym umarł dla miłości Twojéj miłości o! Panie, któryś raczył umrzeć dla miłości mojéj miłośći.” Staraj się i ty tę śliczną modlitwę często a serdecznie odmawiać.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś Kościół Twój, przez zasługi błogosławionego ojca Franciszka, nowym zakonem obdarzył, daj nam prosimy Cię, za jego przykładem, co ziemskiém jest wzgardzić, a dobrami niebieskiemi zawsze się cieszyć. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 847–850.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 802

  1. Gdybyśmy zapytali „Kto założył zakon tercjarski?”, odpowiedź powinnaby brzmieć: „Sam lud katolicki”. Przykład i kazania, jakie prawił święty Franciszek i jego bracia, roznieciły w tysiącach serc ducha pokuty i pragnienie naśladowania ubóstwa Chrystusowego przez zaparcie się świata i własnej osoby. Ponieważ niewszyscy mogli wstąpić do klasztoru, ze względu na to, że bardzo wielu miało żony i dzieci, przeto św. Franciszek utworzył regułę, która świeckim wszelkich stanów pozwalała nie porzucać rodziny i zajęcia, a jednak ułatwiała nabycie zasług życia klasztornego. Zatwierdziło tę regułę kilku papieży i w ten sposób powstał zakon tercjarski, rozkrzewił się po całym chrześcijaństwie i liczy pomiędzy swymi członkami wielu świętych: papieży, kardynałów, biskupów, królów, bogaczów i biednych, żonatych i bezżennych.
  2. Czego żąda zakon od swych członków? a) Zwrotu cudzej jako też nieprawnie nabytej własności, a przy tym pojednania się z bliźnimi i zobowiązania się do posłuszeństwa przykazaniom Bożym i kościelnym; b) każdy członek zobowiązuje się nosić szkaplerz i pasek, unikać rażącego ubioru, biesiad, tańców i hucznych zabaw, odmawiać codziennie modlitwy do Matki Boskiej, chodzić jak najczęściej na Mszę świętą, spowiadać się i komunikować przynajmniej trzy razy na rok, w pewne dni pościć, pełnić dzieła miłosierdzia, zajmować się chorymi, modlić się za umarłych, zwłaszcza za braci i siostry tercjarskie, i dążyć do życia chrześcijańskiego.
  3. Uczestniczy każdy tercjarz: a) we wszystkich zasługach i dobrych czynach trzech zakonów, tj. (Franciszkanów, Klarysek i Tercjarzy), gdyż te trzy zakony tworzą pod względem zasług jedną nierozerwalną i solidarną całość; b) wolno mu w wielu przez Kościół oznaczonych dniach dostąpić zupełnego lub częściowego odpustu i ofiarować go na korzyść zmarłych; c) pozostaje w styczności i pod dozorem braci i sióstr tercjarskich, którzy mają o nim staranie, chronią go od moralnych niebezpieczeństw, wzywają go na zebrania itd.; d) w obietnicach wymienionych pod 2, wymieniliśmy skuteczne dla tercjarzy środki wytrwania przy dobrym.

Footnotes:

1

Mat. X. 9–10.

2

Obacz dzień 2 Sierpnia.

3

O tém obszerniéj pod dniem 17 Września.

4

Psalm. CXLI. 3.

Tags: św Franciszek „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość Męka krzyż pokuta św Klara
2020-09-15

Bł. Piotra Klawera, Towarzystwa Jezusowego

Żył około roku Pańskiego 1654.

(Żywot jego był napisany przez ojca Fleuryana, współcześnie z nim w tymże będącego zakonie.)

Błogosławiony Piotr Klawer rodem Hiszpan, przyszedł na świat około roku Pańskiego 1581 w Werdu, małém miasteczku prowincyi Katalońskiéj, z rodziców znakomitego rodu.

Od dzieciństwa odznaczał się wielką pobożnością, a ukończywszy świetnie nauki w uniwersytecie Barcelońskim, mając lat dwadzieścia, wszedł do Zgromadzenia Ojców Jezuitów. Po nowicyacie gdzie był przykładem najwyższych cnót zakonnych, wysłano go na wyspy Balearskie, dla pobierania nauk teologicznych. Tam przebywając razem z błogosławionym Alfonsem Rodrygiezem braciszkiem tegoż Zgromadzenia, w ścisłéj i świętéj zostawał z nim przyjaźni. Ten przez objawienie poznawszy przyszły zawód apostolski Piotra, w którémto widzeniu okazana mu była i chwała niebieska jaka go za to czeka, ćwicząc go w drodze doskonałości zakonnéj, zapowiedział mu że Pan Bóg przeznacza go do ciężkich trudów, wśród których wielkie położy w Kościele Bożym zasługi. Przywołany przez przełożonych ztamtąd do Hiszpanii, wysłany został następnie do Nowéj Grenady, kraju w południowéj Ameryce położonego. Po wyświęceniu na kapłana, przeznaczono go do Kartageny, wielkiego miasta na brzegach Atlantyku, gdzie zwożono z całéj Afryki Murzynów, których zaprzedawano w niewolę.

Na obsługę to duchowną tych nieszczęśliwych istot, poświęcił się błogosławiony Piotr, i nawet zobowiązał się do tego ślubem. Spędził w tym pracowitym zawodzie całe lat czterdzieści, a w końcu nawrócił i ochrzcił około czterechkroć sto tysięcy Murzynów. Trudno wypowiedziéć z jaką cierpliwością, wytrwałością i miłością, zajął się tymi ludźmi nawpół dzikimi, ucząc ich zasad wiary katolickiéj, sposobiąc do przyjęcia Sakramentów świętych, a z których nawet wielu, dzięki jego czuwaniu nad nimi, do wysokiéj świątobliwości doszło.

Skoro do portu przybijał okręt z Murzynanami, śpieszył tam Piotr, a zaopatrzywszy się w różnego rodzaju pożywienie, którego ci biedacy byli zawsze bardzo spragnieni, najprzód im je rozdawał, aby ich sobie ująć, a potém już nie odstępował dopóki z nich wszystkich chrześcijan nie uczynił. Zwykł téż mawiać: „że żeby do ich serca trafić, trzeba najprzód przemówić do nich ręką, a dopiéro potém ustami.” Skoro im wynalazł przytułek, najprzód chrzcił co było dzieci; następnie zajmował się chorymi, aby i tych jeśli im śmierć groziła, co prędzéj ochrzcić, a potém resztę uczył katechizmu, i wszelkiemi sposobami wdrażał do życia chrześcijańskiego i pobożnego. Jak już raz zajął się nimi, nie wypuszczał ich z opieki, aż sprzedanych wysłano w głąb kraju: potém z nowym transportem tych biednych ludzi toż samo czynił.

Dla chorych szczególnie był z wielką miłością, a zwłaszcza dla dotkniętych morowém powietrzem, albo chorobą trądu, która pomiędzy nimi była tak okropna, jak kiedy w średnich wiekach, w całéj swojéj zjadliwości panowała. Im który obrzydliwszemi wrzodami był okryty, tém bardziéj go nie odstępował, a dla przezwyciężenia wstrętu mimowolnego, całował jego rany. Za to téż Pan Bóg cudownemi łaskami go obdarzył. Wielu chorych, których lekarze odstąpili, uzdrowił, kilkunastu ślepym wzrok przywrócił, a trzech Murzynów przed chrztem umarłych, aby ich ochrzcić, modlitwą swoją wskrzesił. Płaszcz jego, którym zwykle chorych przykrywał, na którym nie raz murzyni zawalani sypiali, i przez to go nadzwyczaj zanieczyścili, wydawał woń najmilszą, i wielu słabych, przez samo dotknięcie się go, uzdrowionych zostało.

Oto jakim był zwykły sposób jego życia: Od czwartéj godziny z rana do dziewiątéj, uczył Murzynów katechizmu; potém odprawiał Mszę świętą, siadał w konfesyonale, z którego około południa wychodził na godzinę, a późniéj znowu do niego wracał, i słuchał spowiedzi do godziny szóstéj wieczór. O téj porze zbierał starszych Murzynów, którzy przez cały dzień będąc przy robocie, wcześniéj przychodzić nie mogli, i latem na cmentarzu, a zimą w kościele, miewał do nich nauki, które prawie zawsze do późna w noc się przeciągały. Po takim trudzie, zwykle bywał tak znużony, że go bracia prawie na ręku nieśli do refektarza, gdzie za cały posiłek, według swego zwyczaju, jadł kawałek razowego chleba z sałatą, lub surową jarzyną.

Przy tak ciężkiéj pracy, wiódł życie nadzwyczaj umartwione: posilał się dopiéro wieczorem, nie używając innych pokarmów jak te o których dopiéro wspomnieliśmy. Przez czterdziestoletni pobyt swój w Ameryce, nigdy kropli wina nie wypił, i żadnego owocu nie skosztował. Sypiał na słomianéj rohozie, biorąc pod głowę kawał drzewa. Przez noc, trzy razy zadawał sobie krwawe biczowanie, raz zabierając się do snu, drugi raz o północy, a trzeci gdy dawano znak do wstawania. Ostrą włosienicę ciągle nosił, a prócz tego palce u nóg obwijał sobie ostremi włosiannemi sznureczkami, najeżonemi węzełkami. Nosił na piersiach i na plecach dwa wielkie krzyże drewniane nabite ćwieczkami, których ostrza bodły mu ciało, i te silnie uwiązywał, wokoło. Miał na sobie rodzaj stuły, podobnież ćwiekami naszpikowanéj, a która była tak długą że zarzucając ją na szyję, opasywał sobie nią i biodra. Gdy sam jeden znajdował się w celi, wkładał jeszcze na głowę cierniową koronę, a na ręce umyślnie do tego zrobione rękawice, wewnątrz ostrokolczaste. Lecz żeby go kto nie zszedł wtedy, umieszczał na zamku kamyczek, któryby spadając ostrzegał go że ktoś się zbliża, i wtedy te narzędzia pokutne prędko ukrywał.

Za to téż Pan Bóg obsypywał go szczególnemi łaskami na modlitwie, w któréj po całodziennych pracach wpadał w zachwycenie, co także mu się zdarzyło kilka razy gdy mówił o Męce Pańskiéj, albo o Matce Boskiej, do któréj miał szczególne nabożeństwo i wszystkich do niego pociągał. Ukochanych téż swoich Murzynów, szczególnie do czci ku przenajświętszéj Pannie zachęcał i nakłaniał, wszelkich do tego używając sposobów. Przy konfesyonale miał zawsze przy sobie wielką liczbę Koronek, które spowiadającym się rozdawał. Toż samo czynił, gdy był w szpitalach lub więzieniach. Piszą że około dziesięć tysięcy takowych rozdawał corocznie pomiędzy murzynów, i miał tę pociechę że się nabożeństwo do przenajświętszéj Panny, pomiędzy nimi bardzo rozszerzyło i ustaliło.

Obdarzony wielu nadzwyczajnemi łaskami, i cudami już słynąc za życia, od wszystkich poczytywany za Świętego, był najgłębszéj pokory. Zwykle bardzo swobodny na umyśle i nawet wesoły, wtedy tylko okazywał się zmięszanym i zasmuconym, gdy go jaka oznaka czci ludzkiéj spotkała, a przeciwnie radość malowała się na jego twarzy, gdy go co upokorzyło. Razu pewnego, jeden z Ojców spotkał go wychodzącego z miejsca gdzie zakonnicy wspólnie byli zgromadzeni, a rozpromienionego jakby go coś najradośniejszego spotkało. Chcąc dojść co mu taką przyjemność sprawiło, dowiedział się że przed chwilą był bardzo surowo upomniany przez przełożonego, który mu wtedy, chociaż już był chory i stary, klęczyć kazał. W gronie braci poczytywał się za ostatniego, i zdarzało się nieraz, że na jedno słowo albo skinienie brata kucharza, furtyana, lub zakrystyana, okazywał się tak posłusznym, jakby przełożonemu. Usługi najniższe każdemu najchętniéj oddawał, a przebywając w szpitalach, gdzie po kilkudziesięciu Murzynów leżało, zamiatał sale, zaścielał ich łóżka, wynosił naczynia i nawet oczyszczał wychodki. Kiedy znowu Murzynów zgromadzał na obiady, które im zwykle w każde święto przenajświętszéj Panny wyprawiał z uproszonéj jałmużny, sam im usługiwał, nakrywał do stołu, przyrządzał siedzenia, a potém wraz z najmłodszymi z nich pomywał naczynia. Obdarzył go Pan Bóg wysokiemi zdolnościami, świetnie przebył nauki teologiczne, a prócz tego w rzeczach tyczących się sumienia, nadprzyrodzone i szczególne udzielał mu Duch Święty oświecenia. Pomimo tego tak nizkie miał o sobie rozumienie, przekonany będąc że go Pan Bóg tylko do obsługi biednych Murzynów przeznaczał, że gdy kto przychodził do niego po radę w ważnych wątpliwościach, Odsyłał go do innych Ojców mówiąc: „Nie moja to rzecz: trzeba się z tém udać do uczeńszych odemnie księży.”

Wszakże z takim pożytkiem pracując około zbawienia dusz Murzynów, których mu w tém wielkiém mieście nigdy nie brakowało, oddawał z wielką gorliwością usługi kapłańskie i mieszkańcom Kartageny, i cudzoziemcom tam przybywającym, a szczególnie biedniejszym, którym we wszystkich duchownych potrzebach dawał zawsze pierwszeństwo. I w tym téż zawodzie, błogosławił mu Pan Bóg w sposób szczególny. Wiele osób pod jego przewodnictwem stale zostając, wysokiéj dostąpiło doskonałości, a naukami i kazaniami swojemi, nawrócił wielką liczbę kacerzy, i wielu mahometanów pozyskał Kościołowi.

Po Panu Jezusie i Matce Bożéj, szczególne miał nabożeństwo do Anioła Stróża, do świętego Piotra swego Patrona, i do świętego Ignacego swego Patryarchy. Lecz prócz tego, na każdą godzinę dnia, wybierał sobie szczególnego Patrona, aby jak mawiał, na każdą chwilę mieć obrońcę przed Bogiem. W wielkim poście przymnażał wszystkich umartwień ciała, a zwykle mizerny, w wielkim tygodniu wyglądał istnie jak z krzyża zdjęty. W każdy piątek wśród nocy, tak żeby go nikt nie widział, mając kolący sznur u szyi, koronę cierniową na głowie, brał ogromnéj wielkości krzyż przy furcie będący na barki, i tak po cichu po korytarzach odbywał drogę krzyżową. Pewnéj nocy dała się widzieć w jego celi wielka światłość: otworzono drzwi i ujrzano go z krzyżem w ręku, wzniesionego w powietrze, w postawie klęczącéj. Tak przez kilka godzin zostawał, aż powoli spuścił się na ziemię. Toż samo widziano powtórnie podczas ostatniéj jego choroby.

W roku 1650 wybuchło w Kartagenie ciężkie powietrze morowe. Błogosławiony Piotr, dnie i noce przy łóżkach chorych spędzał, aż nakoniec i sam niém rażony został. Zdawało się iż był bez nadziei, i udzielono mu już ostatnie Sakramenta święte. Wyszedł wprawdzie z téj choroby, lecz żyjąc jeszcze lat cztery, już do zdrowia nie przyszedł. Zapomniany od mieszkańców miasta, którym tyle dobra wyświadczył, mało doglądany przez zakonników, którzy na to czasu nie mieli, mając tylko przy sobie Murzyna, który i najgorzéj się z nim obchodził, i czasem dnie całe pozostawiał go bez pokarmu i napoju, błogosławiony Piotr, chociaż już wtedy z izdebki swojéj wychodzić nie mógł, jeszcze nie małe położył przed Bogiem mógł, jeszcze nie małe położył przed Bogiem zasługi, znosząc to wszystko ze świętą cierpliwością a nawet wesoło.

Nakoniec gdy już Pan Bóg miał go po nagrodę do Nieba powołać, objawił ma chwilę jego śmierci, o czém niektórym odwiedzającym go powiedział. Gdy się zbliżała, przyjął ostatnie Sakramenta święte z całą rzeźwością umysłu, i z oznakami najżywszéj pobożności. Potém osłabł zupełnie, i wśród modlitw otaczających go osób, gdy wzywano przenajświętszych imion Jezusa i Maryi, oddał Bogu ducha, w samą uroczystość Narodzenia Matki Bożéj roku Pańskiego 1654, mając lat siedemdziesiąt trzy. Słynącego i po śmierci licznemi cudami, Papież Pius IX, za naszych czasów błogosławionym ogłosił.

Pożytek duchowny

Przy zawodzie jak być może najczynniejszym, błogosławiony Piotr Klawer wiódł życie nadzwyczaj umartwione, posty najostrzejsze ciągle zachowując. Czy nie jesteś czasem z téj liczby oziębłych chrześcijan, którzy dla lada jakiéj pracy, od nakazanych przez Kościół postów się uchylają?

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który powołując niewiernych Murzynów do poznania imienia Twojego, w sercu błogosławionego Piotra Wyznawcy, żarliwą miłość dusz ich rozbudziłeś, spraw prosimy za jego wstawieniem się, abyśmy naśladując jego miłość bliźniego, dla pomnożenia chwały Twojéj, starali się pozyskiwać ich dusze dla Ciebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 783–786.

Tags: św Piotr Klawer „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna niewola pokuta umartwienie misje
2020-09-06

Bł. Czesława, Zakonu Kaznodziejskiego

Żył około roku Pańskiego 1242.

(Żywot jego był napisany przez ojca Abrahama Brzewskiego, tegoż zakonu kapłana.)

Błogosławiony Czesław pochodził ze starożytnego Odrowążów domu. Urodził się około roku Pańskiego 1185, we wsi Kamień na Szlązku, z ojca Eustachego hrabiego na Końskich. Dano mu na Chrzcie świętym imię Czesława, na pamiątkę jednego z czterech braci świętego Wojciecha, w Libiczu za wiarę przez Czechów zamordowanego.

Z dzieciństwa jego przytaczają następujący szczegół, zapowiadający przyszłą jego świątobliwość. W kolebce był jeszcze, kiedy widząc modlącą się piastunkę i sam oczki wznosił do Nieba i bił się w piersi. Uważano także że gdy się dziecię rozkwiliło, najłatwiéj można było je uspokoić zanosząc do kościoła. Gdy wzrastał w lata, coraz wyraźniejsze objawiał dowody pobożności. Małym chłopakiem będąc, zbierał swoich rówienników, miewał do nich jakby kazania, a skoro widział którego swawolącego, gromił go przypominając że Pan Bóg wszystko widzi. Rodzice wychowywali go najstaranniéj najprzód w domu, i przydali mu biegłych nauczycieli, którzy już wtedy podziwiali jego niepospolita pojętność, a szczególnie w rzeczach tyczących się Boga i religii.

Dla wyższego wykształcenia, wysłano go najprzód do szkół w Pradze, następnie do Paryża, a w końcu do Akademii Bonońskiéj, w owych czasach najsławniejszéj. Tam otrzymał stopień Doktora Teologii i prawa kanonicznego, i za pierwszego ucznia uchodził. Lecz pilnie oddając się naukom, nierównie jeszcze większy w pobożności czynił postęp. Tak wtedy w jednym z listów swoich pisał: „Przodkowie moi, poświęcali się zupełnie, dla osiągnięcia zbawienia i zachowania świętéj religii ojców naszych: pobożność i powściąganie złych namiętności, oraz inne cnoty były pierwszém ich zajęciem i ozdobą, więc i do mnie należy, dawną ich sławę nie cieniem osłaniać, ale tym samym blaskiem cnoty rozjaśniać.”

Wszakże i świątobliwy ten młodzieniec, od napaści złego ducha wolnym nie był. Zdarzyło się, iż podczas pobytu jego w Bononii, szatan kilkakrotnie nasyłał na niego niegodziwe niewiasty, które go do grzechu przywieść usiłowały, lecz za łaską Boską i opieką Matki przenajświętszéj do któréj miał wielkie nabożeństwo, oparł się Czesław mężnie téj piekielnéj pokusie. Rzekłszy wtedy sam do siebie: „Czesławie, stłumiaj w sobie w pierwszym zawiązku pożądliwość od tej pory, zaczął różnemi sposobami trapić ciało i różne zadawać mu umartwienia. Tak go wszyscy znali z nieposzlakowanéj skromności, że najrozpustniejsi, w jego obecności nie śmieli wymówić słowa nieprzyzwoitego. Ztąd téż co było młodzieży pobożniejszéj, wszyscy do niego jako do swego przywódcy się garnęli.

Skoro wrócił do ojczyzny, błogosławiony Wincenty Kadłubek, ówczesny Biskup Krakowski, poznawszy bliżéj świątobliwego młodzieńca, skłonił go do wstąpienia do stanu duchownego, uczynił wkrótce potém kanonikiem katedry Krakowskiéj, z tytułem Kustosza kościoła Sandomierskiego, i przy boku go swoim trzymał. Zlecił mu zarząd wielkich dóbr do katedry krakowskiéj należących, i do załatwienia najważniejszych spraw Kościoła używał. Pod zarządem jego liczni włościanie na ziemiach biskupich zamieszkali, zaznali pomyślności największéj, gdyż nie tylko sam obchodził się z nimi po ojcowsku, lecz i wszelkiego nadużycia ze strony zarządzających temi dobrami, nie dozwalał.

Posiadając znaczny majątek ojczysty, i wielkie dochody kościelne, żył bardzo ubogo, a wszystko na ozdoby kościołów i wsparcie ubogich obracał. Codziennie przypuszczał do stołu swojego biednych żebraków, wielu księży ubogich u siebie stołował, kilkunastu młodzieży sposobiących się do stanu duchownego swoim kosztem utrzymywał. Słusznie téż, dom jego wielkim dobroczynnym zakładem nazywano.

Kiedy błogosławiony Wincenty Kadłubek, zrzekając się godności biskupiéj aby wstąpić do zakonu, wysłał Iwona Odrowąża Prałata Krakowskiego do Rzymu, aby uzyskał na to od Papieża pozwolenie, ten za towarzysza podróży, przybrał błogosławionego Czesława. Przybywszy do Rzymu zastał tam świętego Dominika, który tylko co założył był swój zakon. Zdarzyło się, iż był obecnym, kiedy ten Patryarcha cudownie przywrócił życie synowcowi Kardynała Stefana, Napoleonowi, który spadłszy z konia na miejscu umarł. Iwo, który także na to patrzał, prosił świętego Dominika, aby z nowo założonego zgromadzenia wysłał kilku braci do Polski. Gdy się Święty od tego wymawiał, z powodu iż nie miał braci którzyby po polsku umieli, błogosławiony Czesław, prosił aby jego przyjął do nowicyatu, co téż święty Dominik z chęcią uczynił.

Skoro Czesław przywdział suknię świętego Dominika, okazał się niezwłocznie godnym jego naśladowcą. W posłuszeństwie, pokorze umartwieniu wyrównywał albo i przewyższał najstarszych swoich towarzyszy. W świętém ubóstwie zakonném, żadnemu wyprzedzić się nie dał. Po kilkomiesięcznéj tylko próbie życia zakonnego, za zezwoleniem Papieskiém wykonawszy śluby uroczyste, które przyjął od niego sam święty Dominik, wraz z bratem swoim stryjecznym świętym Jackiem wysłany został do Polski. Błogosławiąc go na drogę święty ich zakonodawca rzekł do niego: „Idź opowiadać pokutę, na odpuszczenie grzechów. Pamiętaj, że kto grzesznika na drogę prawą sprowadzi duszę jego zbawi, a sobie nieocenioną nagrodę w Niebie zaskarbi.”

Wracając na ojczystą ziemię, Czesław dopomógł Jackowi do założenia pierwszego w północnéj części Europy klasztoru ojców Dominikanów w mieście Fryzaku, i ztamtąd udał się do Pragi, gdzie za wstawieniem się Andrzeja Biskupa, otrzymał kościół świętego Klemensa, i założywszy tam klasztor Dominikanów, w krótkim czasie miał pod sobą stu dwudziestu sześciu zakonników. Z tego téż powodu i drugi tam klasztor założył, mając nawet i tę wielką pociechę, że Biskup Peregryn następca Andrzeja, został także Dominikanem. Święty pracując niezmordowanie na ambonie i w konfesyonale, rozbudził ducha pobożności w całym ludzie, i znalazło się wiele niewiast, pragnących pod Regułą świętego Dominika życie zakonne prowadzić. Założył więc błogosławiony Czesław i klasztor żeński, do którego wstąpiła Małgorzata, wdowa po cesarzu Henryku, a następnie kilka takichże klasztorów i w okolicy powznosił.

Ustaliwszy w Pradze to zgromadzenie, udał się sługa Boży do Wrocławia, gdzie go poprzedziła sława jego świątobliwości, i gdzie go Biskup Wawrzyniec przyjął jak wielkiego Apostoła, i dał mu kościół świętego Wojciecha przy którym Czesław założył klasztor Dominikanów. W tém mieście przyświecał on znowu swoją świątobliwością, a w pracach apostolskich niezmordowany, całą ludność garnął do Boga, nawracając grzeszników i zachęcając wiernych do uczęszczania do Sakramentów świętych. Tu znowu i mężczyzn i niewiast tak wielką liczbę do zakonu przyciągnął, że nietylko w Czechach lecz i w Polsce, Morawii, na Pomorzu i na Rusi, wiele pozakładał i męzkich i żeńskich klasztorów. Wśród życia nadzwyczaj czynnego, nie zaniedbywał wielkich umartwień ciała, jakie zwykł był zadawać sobie, a szczególnie od chwili wstąpienia do zakonu. Całe dnie poświęcając na prace około zbawienia bliźnich, większą część nocy na modlitwie i srogiém biczowaniu się trawił, zażywając zwykle snu na gołéj ziemi, gdzie go potrzeba spoczynku do tego zmuszała. Zdarzało się téż, że po kilka miesięcy nie gdzieindziéj nocowywał, jak albo w kościele drzémiąc na stopniach ołtarza, lub w jakim kącie klasztornym. Dbały o jak największą czystość sumienia, codziennie się spowiadał, podobnież codzień po Mszy świętéj miewał kazania.

Kiedy błogosławiony Jordan, generał zakonu kaznodziejskiego, zamianował go Prowincyałem wszystkich klasztorów w Polsce, Czesław podwoił ścisłości w zachowaniu ustaw zakonnych. Zwiedzając wszystkie klasztory, a podróżując zawsze pieszo i o żebranym chlebie, wszędzie utwierdzał braci w duchu ich powołania, przedstawiając na sobie żywy wzór najdoskonalszego zakonnika.

Za jego czasów, Tatarzy wtargnąwszy do Polski, wpadli na Szlązk, i Wrocław oblegli. Załoga miejska w żaden sposób oporu stawić nie mogła: niechybném więc było dla mieszkańców nieszczęście dostania się w ręce tych barbarzyńców. Wśród takiego strapienia wszyscy udali się do Czesława, aby swoim wstawieniem się do Boga ich ratował. Sługa Boży, całą noc spędził na modlitwie, wkrótce po północy odprawił Mszę świętą, a gdy jeszcze nie świtało, wyszedł na mury zamkowe, jakby sam chciał stawić czoło niezmiernéj liczbie wojska tatarskiego. W téjże chwili otoczył go cudowny ogień z Nieba spuszczony, a współcześnie słupy ogniste zaczęły spadać na obóz Tatarów, wielkie ich mnóstwo paląc. W skutek tego wszczął się między nimi największy popłoch, i w rozsypce jakby na głowę pobici odstąpili od miasta i uszli już więcéj niewracając.

Wielu i innemi cudami uświetnił Pan Bóg naszego Świętego. Zdarzyło mu się razu pewnego iść z kazaniem za rzekę Odrę, nad którą nie zastał ani łodzi, ani przewoźników. Czesław ufny w moce Boską, rzekł: „Wiem że Zbawiciel szukając dusz straconych, chodził po morzu jak po stałym lądzie: mocno ufam że dla mnie, który z miłości dusz ludzkich na drugą stronę rzeki chcę się dostać, przestanie ona być płynem.” I to rzekłszy rozpostarł na wodzie płaszcz swój, przeżegnał go, stanął na nim i na drugi brzeg Odry przepłynął. Kilku także umarłych wskrzesił, a między innymi utopionego młodzieńca, który cały tydzień pod wodą leżał. Nie miał jeszcze lat sześćdziesięciu, kiedy Pan Bóg objawił mu iż go ma do chwały Swojéj powołać. Uwolniwszy się wtedy za pozwoleniem przełożonych od wszelkich innych prócz zakonnych zajęć, pilnie na śmierć się gotował. Czując ją zbliżającą się zwołał do siebie braci, i w długiéj przemowie przedstawiał im szczęście jakie ich spotkało w powołaniu do zakonu, zachęcał do wytrwałości w témże powołaniu, polecając szczególnie jak najściślejsze zachowanie trzech ślubów zakonnych. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, ciągle się już tylko modlił słodkiemi nawet zalewając się łzami, i zasnął spokojnie w Panu, wymawiając te słowa: „Jezu ciebie Samego żywo pragnąłem, racz z miłosierdzia Twojego przyjąć mnie w Twoje objęcia.” Umarł roku Pańskiego 1242, a przez Papieża Klemensa XI, w poczet błogosławionych wpisany został.

Pożytek duchowny

Święty Czesław, jak to czytałeś w jego żywocie, młodym jeszcze będąc, mówił do siebie: „Czesławie stłumiaj w sobie w pierwszym jéj zawiązku pożądliwość”, i wiernie to spełniając, przyozdobił duszę swoję nieskażoną cnotą czystości, Pamiętaj, że kto cnotę tę pragnie zachować i uchronić się ciężkich przeciw niéj upadków, najmniejsze zmysłowe pokusy powinien nie lekceważyć sobie, lecz z niemi zaraz, za łaską Pańską, jak najmężniéj walczyć.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Czesława, nieskazitelnéj czystości obyczajami jaśniejącego, i gorliwością o zbawienie dusz przejętego, w różnych narodach cudami i pracami apostolskiemi wsławił; spraw prosimy, abyśmy za jego wstawieniem się, w wierze świętéj utrwaleni, do Ciebie któryś jest wiecznego zbawienia Twórcą i dawcą, za łaską miłosierdzia Twojego dojść potrafili. Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 753–755.

Tags: bł Czesław Odrowąż „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość pokuta
2020-09-04

Św. Rozalii Dziewicy, Patronki od morowego powietrza

Żyła około roku Pańskiego 1160.

(Żywot jéj znajduje się u Bolandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święta Rozalia pochodziła z cesarskiego rodu Karola Wielkiego. Ojciec jéj Sinibaldo, zamożny pan słynący z wielkiéj odwagi i świetnych czynów rycerskich, był potomkiem książąt włoskich, których ten cesarz po zdobyciu Włoch, w tym kraju obsadził. Roger II, król sycylijski, przyciągnął go na dwór swój, a chcąc go lepiéj do siebie przywiązać, wydał za niego blizką swoję krewnę, i uczynił go udzielnym panem księstwa Kwistwina, Rose i Pelegryno, przydając do tego i przepyszny Zamek w okolicach Palermo zwany Oliwella, lecz wymagał aby w jego własnym pałacu mieszkał, jako należący do jego rodziny. W tymto więc królewskim dworze przyszła na świat święta Rozalia, około roku Pańskiego 1130. W objawieniu jakie miała matka przed jéj urodzeniem, Anioł zapowiedział jéj że będzie miała córkę wielkiéj świątobliwości, i kazał nadać jéj imię Rozalia, podówczas jeszcze prawie nieznane, a które było tych dwóch wyrazów Roży i Lilii połączeniem, w którém róże wyrażały męczeństwo pokutnego życia jakie miała wieść ta Święta, a lilie zapowiadały nieskażoną czystość jéj duszy.

Młoda księżniczka odebrała wychowanie odpowiedne wysokiemu swemu stanowi. Piszą że nawet była biegłą i w łacinie, któryto język, podówczas jak i teraz, tylko uczeni posiadali. Obdarzył był ją Pan Bóg uderzającą urodą, którą dwór cały podziwiał, lecz gruntowne zalety jéj duszy, przewyższały w niéj powaby ciała. Od najmłodszych téż lat cieszyła się obcowaniem Aniołów którzy się jéj często okazywali, obchodząc się z nią jakby ze swoją godną towarzyszką. Matka Boża, ze swéj strony czuwała nad tą duszą wybraną. Kiedy kilku najpierwszych panów Sycylijskich ubiegało się o jéj rękę, i zanosiło się na to że ją rodzice za mąż wydać mieli, pewnéj nocy objawiła się jéj przenajświętsza Panna, i doradziła aby się ratowała ucieczką, jeżeli chce i nadal pozostać Oblubienicą jéj Syna. Święta księżniczka nie zawahała się ani chwili, chociaż wtedy miała lat dopiéro czternaście. Wstała tejże nocy, i wyrzekając się na zawsze i rodziny, i zaszczytów, i bogactw jakie ją na świecie czekały, wyszła z pałacu, unosząc z sobą za cały majątek, krucyfiks, koronkę, włosiennicę i inne narzędzia któremi ciało swoje trapiła.

Skoro za bramą pałacową stanęła, ujrzała przed sobą dwóch Aniołów: jednego uzbrojonego jak rycerz, drugiego w odzieniu pielgrzyma. Ci, wśród ciemnéj nocy, wyprowadzili ją za miasto Palermo, i zawiedli na górę zwaną Kwiskwina, w ziemiach do jéj ojca należących położoną. Na wierzchu téj góry, wśród gęstego lasu, była jaskinia, którą jéj wskazali. W téjto pieczarze wilgotnéj, zasypanéj śniegiem, który na szczycie téj góry prawie cały rok leży, święta Rozalia spędziła kilka lat na bogomyślności i pokucie, żywiąc się korzonkami leśnemi, za napój używając śnieg roztajały, i obcując tylko z Niebem. Lecz za to Aniołowie nawiedzali ją często w téj samotni, przynosili jéj kwiaty rosnące w raju niebieskim, i co większa, jak świętą Maryę Magdaleną, unosili czasem aż do Nieba, gdzie ich przecudnych śpiewów słuchała. Okazywał się jéj także i Pan Jezus, a jak piszą, koronował ją kwiatami i drogiemi perłami.

Cały czas jéj zajęty był modlitwą, czytaniem ksiąg świętych i robotą ręczną. Kiedy umysł jéj, po długich zatapianiach się w bogomyślności, potrzebował wypoczynku, dla rozrywki ryła na jednéj ze ścian skały po łacinie te słowa, które po dziś dzień pielgrzymi w tém miejscu czytają: „Ja Rozalia, córka Sinibaldego księcia Kwiskwiny, Roży i Pelegryno, dla miłości Pana mojego Jezusa Chrystusa, postanowiłam mieszkać w téj pieczarze.” Jakiego narzędzia używała do wyrycia tego napisu, i jak go sobie dostarczyła, niewiadomo. Wnoszą jéj życiopisarze, że ponieważ wzięła była z sobą łańcuch żelazny, którym się przepasywała na gołém ciele, więc mogła do tego użyć jednego z ogniw jego, wyostrzywszy takowe. Podobnież można przypuszczać, że tym sposobem wykopała sobie małą studzienkę, w którą zbierały się wody spływające z wyższych miejsc góry. Dotąd także pokazują wewnątrz jaskini, rodzaj ołtarzyka, który sobie tam urządziła z kamieni, długi kawał marmuru na którym sypiała, i przy samém wejściu, rodzaj ławki wykutéj w skale, na któréj jak wnoszą siadywała. Zewnątrz rosną stare winne macice, które według miejscowego podania, jéj rękoma zasadzone były.

Tymczasem rodzina świętéj Rozalii, zasmucona jéj zniknięciem, szukała ją po całéj Sycylii. Niektórzy z wieśniaków, w okolicach góry Kwiskwiny mieszkających, wpadli byli na jéj ślady, lecz Aniołowie ostrzegli ją, że już w téj jaskini bezpieczną nie jest. Wzięła więc w jednę rękę krucyfiks, w drugą kij pielgrzymi, i pod przewodnictwem Aniołów, puściła się gęstemi lasami, ku górze Pelegryno, na któréj szczycie Pan Bóg przeznaczył jéj inne mieszkanie. Byłato jaskinia dość obszerna, lecz do któréj dostać się nie można było inaczéj, jak spuszczając się w nią przez otwór u wierzchu jéj będący, a tak wązki że ledwie przez niego prześliznąć się mogła. Przytém pieczara ta, była ciemna i pełna wilgoci, tak że Święta zaledwie znalazła mały kącik, w którym w nocy mogła spoczywać nieleżąc w błocie, a i na to jeszcze, trzeba jéj było wykopać tam rowek, żeby wody spuścić. Sklepienie było bardzo nizkie, i pokryte ostremi ułamkami skały, tak że ciągle musiała pozostawać schyloną, W tém ciemném i zimném więzieniu, przebyła resztę lat swojego życia, żywiąc się żołędziami które zbierała w małym dębowym lasku blizko tam będącym.

Po ośmnastu latach życia tak cudownego, Pan Jezus uznał już właściwem wziaść do Nieba tę Swoję Oblubienicę, i oznajmił jéj że zbliżała się chwila, w któréj ją powoła na zawsze do Siebie. Wtedy Święta położyła się spokojnie w głębi swojéj jaskini, na prawéj ręce oparłszy głowę, a w lewéj trzymając krucyfiks z Rożańcem: na piersiach miała zawieszony mały krzyżyk srebrny, kształtu takiego jaki nosili krzyżownicy, i w takiéj postawie zasnęła w Panu 4 Września około roku Pańskiego 1160, wśród chorów Anielskich, które do ostatniéj chwili jej pobytu na ziemi przyśpiewywały.

Niezwłocznie po jéj śmierci, w różnych objawieniach dowiedziano się o tém wszystkiém, i liczne cuda, za wezwaniem jéj pośrednictwa, rozsławiły imię téj służebnicy Pańskiéj, po całych Włoszech. Modlono się do niéj publicznie, powznoszono na cześć jéj ołtarze, i do niéj Litanie ułożono. Nad obydwoma jaskiniami w których mieszkała, wybudowano wspaniałe kościoły, i przy nich wielu pustelników starało się naśladować jéj pokutne i bogomyślne życie. Lecz ciała jéj, pomimo wielkich starań, nie wynaleziono. Pan Bóg bowiem dopuścił, że woda spływająca z góry Pelegryńskiéj ściekając kropla po kropli na jéj kości, spetryfikowała je niejako, pokrywając powłoką kamienia przezroczystego jak alabaster, twardego jak kryształ, a błyszczącego jak ametyst i hiacynt. Nigdy ludzie bogatszéj trumny zrobićby dla niéj nie mogli. Cała zaś ta bryła, zanurzona była w ziemi, a nawet jeszcze głębiéj przykryta została w skutek poszukiwań jakie czyniono dla wynalezienia jéj ciała, i gdy w tym celu kopano tam ziemię. Po pewnym więc czasie, zaniechano już wszelkich o to starań, tém bardziéj, że w całéj Sycylii, na mocy różnych objawień, rozpowszechniło się przekonanie, że ciało jej nie będzie odkryte, aż w dniu, w którym straszna klęska dotknie miasto Palermo.

Tak upłynęło lat kilkaset, aż w roku Pańskim 1624, zaczęła częściéj objawiać się święta Rozalia, zapowiadając że zbliża się już czas, w którym jéj ciało odkryte zostanie, i w tymże roku przyniesione z Afryki, wybuchło w tymże mieście, straszne morowe powietrze Dżumą zwane. To skłoniło mieszkańców, i to nawet za wiedzą i za rozkazem Arcybiskupa ówczesnego Kardynała Doryi, do ponowienia poszukiwań zwłok świętéj Rozalii, a w tymże czasie pewien mieszkaniec okoliczny, polując na górze Pelgryńskiéj, miał objawienie, w którém ta Święta stanąwszy przed nim, wskazała mu miejsce gdzie jéj ciało spoczywa, poleciła aby doniósł o tém Kardynałowi, i zapewniła że gdy je wydobędą i ku czci publicznéj wystawią, morowe powietrze ustanie. W skutek tego, Kardynał Doria wyznaczył tak duchownych jak i świeckich urzędników, którzy udawszy się na miejsce przez świętą Rozalią wskazane, wynaleźli jéj ciało w onéj bryle skrystalizowanéj o któréj wyżéj wspomnieliśmy. Niektórzy z ludu tam zgromadzonego, unieśli byli z sobą odłamki téj masy otaczającéj ciało sługi Bożéj, do którego skoro przytknięto powietrzem rażonego, każdy niezwłocznie uzdrowionym zostawał. Nakoniec po przekonaniu się jak najdokładniejszém, że bryła ta zamykała w sobie w istocie szczątki ciała ludzkiego, i znalazłszy przy niém te święte przedmioty, z któremi według dawnych objawień, Święta umierała, i w takiém położeniu w jakiém téż objawienia ją opisywały, nie było już wątpliwości, iż to były prawdziwe Relikwie świętéj Rozalii. Takowe więc 22 Lutego, roku Pańskiego 1625, (w którymto dniu przypadało święto Katedry Piotrowéj w Rzymie), Kardynał Doria: wystawił ku czci publicznéj, a morowe powietrze w całéj sile jeszcze grasujące podówczas od tejże chwili od razu i zupełnie ustało. Palermitanie, na pamiątkę wdzięczności za tak miłosierne wstawienie się tej Świętéj za niemi, wybudowali wspaniałą kaplicę, w któréj złożono jéj zwłoki, i za jednę z głównych Patronek i miasta i całéj Sycylii ją obrali.

Cześć świętéj Rozalii, następnie i po całym katolickim rozeszła się świecie, gdy z upływem czasu, i inne miejsca doznawały skuteczności jej pośrednictwa, a szczególnie te miasta które posiadały cząstki jéj Relikwii. W roku 1743 wybuchło było straszne morowe powietrze w Mesynie, bardzo blizko Palermo leżącéj, a które z tém miastem ciągłe miała stosunki. Palermitanie uciekli się niezwłocznie do swojéj Patronki, odbyli procesyą po ulicach z jej Relikwiami, i miasto ich zarazą dotkniętém wcale nie było, równie jak i inne miasta włoskie, które téż święte szczątki posiadały i do opiek świętéj Rozali się udały. Prócz tego zaś, liczne za jéj wezwaniem dzieją się po dziś dzień cuda, w kościołach na górze Kwiskwina jak i Peligryńskiéj będących, to jest w tych dwóch miejscach, na których ta Święta wiodła życie tak pokutne i miłe Bogu.

Pożytek duchowny

Święta Rozalin, jak to sama na ścianach pieczary w któréj się zamknęła, wypisała, dla miłości Pana Jezusa, w kwiecie wieku i gdy świat najwyższe obiecywał jéj uciechy, poświęciła się na życie nadzwyczajnéj ostrości i pokuty. Oblicz się z sumieniem i obacz, na co ty zdobywasz się z miłości Jezusa, a pamiętaj że tylko te czyny policzone ci będą w wieczności, które z takiéj pobudki spełniasz.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Któryś jest zbawieniem i ratunkiem naszym, prośby nasze racz miłościwie wysłuchać, abyśmy weseląc się z uroczystości błogosławionéj Rozalii dziewicy Twojéj, nabyli wzrostu w duchu pobożności, a za jéj wstawieniem się, wyzwoleni zostali od klęsk, który pa nas słuszny gniew Twój zsyła. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 747–749.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 706–707

Jak silna musiała być miłość św. Rozalii do Pana Jezusa, jeśli szukała odosobnienia i samotności, aby się tym łatwiej móc oddać modlitwie, rozpamiętywaniu i umartwieniom! Jakże słaba w porównaniu z świętą Rozalią musi być nasza miłość Boga, jeśli tak mało dla Niego czynimy i tak trudno nam ponieść dla Niego choćby najmniejszą ofiarę! Nie mamy tu na myśli umartwień i ofiarności, jaką jaśnieją Święci Pańscy, ale z jakąż trudnością nam przychodzi pełnienie najprostszych obowiązków chrześcijanina, walka z namiętnością, pożądliwościami ciała i jego pokusami, znoszenie przeciwności, wyrzeczenie się wygód i przyjemności życia! A czyż to wszystko nie jest drobnostką wobec tego, co Święci czynili dla Boga? My biedni chełpimy się, jeżeli nam się uda oprzeć pokuszeniu, uniknąć sposobności do grzechu, pomodlić się godzinkę, albo ponieść jaką maluczką ofiarę, a cóż to wszystko znaczy wobec olbrzymich poświęceń Świętych Pańskich, wobec bohaterskich ich zapasów i walk z szatanem, wobec niesłychanych umartwień, jakie sami na siebie nakładali! Jeśli oznaką miłości jest ofiarność i poświęcenie, natenczas od nich jedynie nauczyć się możemy, czym jest miłość i jaka jej potęga. Święty Tomasz a Kempis mówi: „Kto miłuje, jest wolny i niczym nie skrępowany. Miłość nie zna ani granic, ani miary, lecz przekracza granice i wyższa jest nad wszelką miarę. Miłość nie wie co ciężar, nie zna trudów i mozołów, gotowa czynić więcej niż może; miłość nie zna niepodobieństwa. Zdolna ona jest do wszystkiego, dokonywa wielu rzeczy i odważa się na niejedno, co człowieka bez miłości utrudza i zniechęca”.

Tags: św Rozalia Sycylijska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokuta pustelnik zaraza relikwie miłość
2020-07-22

Św. Marii Magdaleny

Żyła około roku Pańskiego 63.

(Żywot jéj wyjęty jest z Pisma Bożego i z podania Kościelnego.)

Święta Marya Magdalena, ulubiona uczennica Pana Jezusa, przyszła na świat w Betanii, małém miasteczku blizko Jerozolimy położoném. Ojciec jéj Syr, a matka Eucharya, byli bardzo majętni i wysoko położeni w narodzie żydowskim. Mieli troje dzieci: syna Łazarza, i dwie córki Martę i Maryą Magdalenę. Po ich śmierci, z podziału majętności, Maryi dostał się w dziedzictwo zamek Magdalon w Galilei, i ztąd jéj nazwisko Magdaleny.

Łazarz i Marta, wiedli życie bardzo przykładne, Magdalena przeciwnie, rozłączywszy się z nimi, i osiadłszy w swoim zamku, bardzo światowe. Cały czas spędzając na wesołych rozrywkach, ucztach i widowiskach, zapomniała o Bogu, i w krótkim czasie przyszło do tego, że im była znamienitszego rodu i w większe opływała dostatki, tém większém była dla wszystkich zgorszeniem, rozpustne wiodąc życie.

Pod tę porę, Pan Jezus rozpoczął swoje Boskie posłannictwo. Łazarz i Marta jedni z pierwszych zostali Jego uczniami, a bolejąc z całego serca nad zgubą swojéj siostry, polecali ją Jego miłosierdziu, używając do tego pośrednictwa przenajświętszéj Panny. Syn Boży który właśnie zstąpił z Nieba na to aby ratować grzeszników, i żadnéj prośby Matki Swojéj nie odrzuca, wysłuchał Ją i tą razą. Gdy miewał kazania w Betsaidzie i Kafarnaum, miastach blizkich zamku Magdaleny, była na jedném z nich i ona. Łaska Boska zstąpiła do jéj serca, i od téj chwili postanowiła ta przed chwilą jeszcze wielka grzesznica, czynić za swoje ciężkie winy najszczerszą pokutę.

Dowiedziawszy się że Pan Jezus znajduje się u Szymona Faryzeusza na biesiadzie, na któréj zaproszeni byli najznakomitsi mieszkańcy miasta, udała się tam niezwłocznie. Wszedłszy upadła do stóp Zbawiciela, i rzewnie płacząc od najżywszéj skruchy, łzami oblewała nogi Jego, włosami swemi je ocierała całując z największém uszanowaniem, i według ówczesnego zwyczaju, na znak czci najwyższéj, namaszczając pachnącym olejkiem który z sobą przyniosła. Widząc to Faryzeusz rzekł sam w sobie: „Gdyby ten (to jest Pan Jezus) był Prorokiem, wiedziałby przecież która i jaka jest niewiasta, która się Go dotyka 1, i jako grzesznicę odepchnął by od siebie.” Pan Jezus, zaś czytając w jego myślach, zapytał: który z dwóch dłużników większą ma wdzięczność jeśli mu się dług daruje: czy ten co więcéj, czy ten co mniéj był winien? „Mniemam, odpowiedział na to Szymon, że ten któremu więcéj darowano.” Na co znowu Pan Jezus: „Dobrześ rozsądził”. A chcąc przez to dać mu poznać, że i ten któremu się większe grzechy odpuszczają, więcéj za to miłując Boga, milszym Bogu stać się może, niż ten co mniéj zawiniwszy, mniéj kocha Pana Boga – „widzisz, powiedział do niego wskazując na Magdalenę, tyś na nogi Moje i wody nie dał; a ona łzami je swojemi polała j włosami obtarła; tyś Mnie nawet w twarz nie pocałował, a ona nie przestaje całować nóg Moich. Ponieważ więc ona daje Mi dowody tak wielkiéj miłości, wielkie się jéj grzechy odpuszczają, a za to ona Mnie jeszcze więcéj miłować będzie, bo jak sam to rozsądziłeś, im komu się więcéj odpuszcza tém on więcéj miłuje.” Obracając się zaś do Magdaleny rzekł: „Odpuszczają się tobie grzechy, wiara twoja zbawiła cię, idź w pokoju.”

Od téj chwili Magdalena inszą istotą się stała: jak przedtém mało którą z niewiast daléj niż ona posunęła zepsucie, tak gdy po téj swojéj u nóg Zbawiciela spowiedzi, dostała od Niego rozgrzeszenie, żadna już Święta nie wyrównała jéj w miłości ku Panu Jezusowi, ani żadna najsurowsza pokutnica, pokucie w jakiéj odtąd całe życie spędziła. Nie odstępowała już Boskiego mistrza swojego, a opuściwszy zamek Magdalon, osiadła przy Łazarzu i Marcie w Betanii.

Tamto razu pewnego, miała szczęście przyjmować w gościnie Pana Jezusa. A gdy Marta krzątała się około przyjęcia Boskiego gościa, Magdalena usiadłszy u nóg Jego, słuchała tylko Jego nauki. Marta poskarżyła się na to Panu Jezusowi, na co jéj Zbawiciel odpowiedział: „Marya najlepszą cząstkę obrała” 2, co znaczyło: że chociaż wielkiéj zasługi jest przed Panem Bogiem życie czynne, dla dusz jednak wyjątkową łaską do tego powołanych, korzystniejszém jest życie bogomyślne, które właśnie wtenczas przedstawiała Magdalena, u nóg Syna Bożego słów Jego słuchająca.

Wkrótce potém, Łazarz ciężko zachorował, a siostry co prędzéj dały o tém znać Panu Jezusowi, który wtenczas był w Galilei. Gdy do Betanii przybył Zbawiciel, od czterech dni Łazarz już nie żył. Magdalena rzuciła się do nóg Panu Jezusowi mówiąc: „Panie gdybyś tu był nie umarłby był brat mój” 3. Pan Jezus zdjęty litością nad jéj smutkiem, wskrzesił Łazarza.

Na sześć dni przed ostatnią wieczerzą, Chrystus Pan przyszedłszy do Betanii, zaproszony był na wieczerzę do Szymona przezwanego trędowatym. Znajdowali się tam: Łazarz, Marta i Magdalena. Marta sama usługiwała Panu Jezusowi, a Magdalena zakupiwszy najkosztowniejszy pachnący olejek, przyniosła go w naczyniu alabastrowem, i znowu na uczczenie Pana Jezusa, nogi nim Jego namazała. Obecny temu Judasz szemrał, gdyż mu się to zdawało wielkim zbytkiem, na co rzekł mu Pan Jezus: „Dobry czyn względem mnie spełniła. Zaprawdę mówię wam, gdziekolwiek będzie przepowiadana ta Ewangelia, co ta uczyniła będzie powiadano na jéj pamiątkę.” 4

Lecz podczasto męki Zbawicielowéj, dowiodła szczególnie Magdalena, miłości swojéj ku Niemu. Towarzyszyła Chrystusowi Panu wszędzie gdzie Go wiedziono, i nie odstępując przenajświętszéj Matki, obok Niéj stała pod krzyżem i na śmierć Syna Bożego patrzała. Stare podanie niesie, że wtedy wzięła we flaszeczkę trochę ziemi skropionéj krwią Zbawiciela, którą już potém przez całe życie przy sobie miała. Była obecna złożeniu do grobu zwłók Pana Jezusa. A trzeciego dnia, pierwsza pobiegła o świcie do grobu Pańskiego, aby ciało Jego wonnemi olejkami namaścić, Nie znalazłszy Go, gdyż to już było po Zmartwychwstaniu Pańskiém, gorzkiemi zalała się łzami. Wtedy dwaj Aniołowie w bieli, których ujrzała u grobu, spytali ją dla czego płacze: „Płaczę odrzekła, iż wzięto Pana mojego, a nie wiem kędy Go położono.” 5 Gdy zaś inne przybyłe z nią niewiasty, a nawet i Apostołowie, nie znalazłszy ciała Pana Jezusa, rozeszli się, Ona jedna pozostała, i jeszcze w grobie szukała swojego najdroższego skarbu. Pan Jezus téż, tak wielką i wytrwałą miłość, wnet wynagrodzić raczył. Stanął wtedy przed nią i rzekł: „Niewiasto czemu płaczesz?” 6 Magdalena sądząc iż to był ogrodnik miejscowy: „Panie, rzekła do niego: jeśliś ty to ciało zabrał, powiedz mi gdzieś je złożył, a pójdę po nie.” Wtedy Zbawiciel chcąc się jéj dać lepiéj poznać, zawołał do niéj po imieniu. Jakoż, poznała Go, rzuciła się Mu do nóg, a Pan Jezus, kazał jéj pójść i oznajmić Jego Zmartwychwstanie Apostołom.

Potém często jeszcze miała szczęście widywać Pana Jezusa, a nie odstępując Matki Bożéj, była razem z Nią obecną na górze Tabor, przy Wniebowstąpieniu Pańskiém. Zamierzała już odtąd nie rozłączać się z przenajświętszą Maryą Panną, którą czciła i kochała jak rodzoną matkę, i od Niéj téż wielce miłowaną była. Lecz gdy po umęczeniu świętego Szczepana pierwszego Męczennika, Żydzi zaczęli prześladować chrześcijan, zwrócili szczególną uwagę na Łazarza i jego siostry, jako rodzinę najbardziéj ulubioną przez Zbawiciela. Wszelako, nie chcieli im zadawać śmierci póki między nimi przebywają, przypuszczając iż ich Pan Jezus wskrzesi, jak niegdyś Łazarza. Wsadzili więc ich na łódź popsutą, bez rudla, masztu i wioseł, i puścili na Śródziemne morze, aby na jego pełni zatonęli. Łódź bez szkody przepłynęła morze, i przybyła do Marsylii we Francyi. Mieszkańcy tego miejsca zdziwieni takim cudem, przyjęli ich ze czcią wielką. Oni zaś skorzystali z tego, aby ich do wiary nawrócić, Wkrótce téż większa część Marsylijczyków i okolicznéj ludności, chrześcijanami została. Przyczyniła się do tego nie mało i sama święta Magdalena, która miewała kazania do pogan. Przemawiała na placu przy świątyni Dyany, gdzie najwięcéj ludu się gromadziło. Późniéj na tém miejscu wniesiono kaplicę pod jéj wezwaniem, a świątynia Dyany przemienioną została na wspaniały kościoł, na cześć przenajświętszéj Maryi Panny wystawiony.

Po pewnym czasie, widząc Magdalena rozszerzoną i ustaloną wiarę chrześcijańską w tém mieście, którego pierwszym Biskupem był święty Łazarz, idąc zawsze za swoją skłonnością do życia bogomyślnego, postanowiła udać się na puszczę. O kilka mil od Marsylii, jest wysoka góra, a na niéj jaskinia głęboka, w miejscu prawie niedostępném. Tam osiadła, najostrzejszéj oddając się pokucie: żywiła się owocami leśnemi, sypiała na skale, nigdy ztamtąd nie schodząc i z nikim się nie widując. W modlitwie tak nadzwyczajne otrzymywała dary, że podczas niéj ciągle obcowała z Aniołami, którzy po kilka razy na dzień, unosili ją na najwyższy szczyt góry, gdzie się zatapiała w niebieskich widzeniach. Gdy nadchodziła godzina jéj śmierci, którą przewidziała, Aniołowie zanieśli ją o parę mil ztamtąd, do kaplicy w któréj święty Maksymin Biskup miał Mszę świętą, i tam po przyjęciu przenajświętszego Ciała Pańskiego, poszła po nagrodę przeznaczoną jéj w Niebie, za jéj wielką miłość do Pana Jezusa, i za tak ostrą i długą pokutę, którą wypłacała się sprawiedliwości Bożéj za swoje dawne przestępstwa.

Święty Ambroży utrzymuje, że święta Magdalena po swojém nawróceniu, miała cudownie przywrócone dziewictwo.

Pożytek duchowny

Wielka miłość Pana Jezusa, jaką przejęte zostało serce świętéj Magdaleny po jéj nawróceniu, przemieniła ją z wielkiéj grzesznicy na wielką pokutnicę i największą Oblubienicę Pańską. Niech cię to pobudzi do wielkiej w nieprzebrane miłosierdzie Boże ufności, i nauczy że najcięższe grzechy, szczerą poprawą i wielką miłością Jezusa zmazane, nie przeszkadzają nikomu zostać Świętym.

Modlitwa (Kościelna)

Błogosławionéj Maryi Magdaleny, prosimy Panie, niech pośrednictwem wsparci zostaniemy: któréj modlitwami ubłagany, brata jéj Łazarza cztery dni w grobie leżącego, z otchłani wskrzesiłeś. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 608–610.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 584–585

Rzadko kto wygłosił szczytniejszą pochwałę szczerym żalem i skruchą przejętej pokutnicy od naszego Zbawiciela. Jeżeli i my pragniemy zasłużyć na taką samą pochwałę, powinniśmy wzbudzić w sobie taki sam żal i podobną skruchę. Pierwszym do niej krokiem jest:

  1. Gorąca modlitwa o łaskę Bożą. Kościół katolicki uczy nas, że człowiek bez uprzedzającej i wspierającej łaski Ducha św. nie jest w stanie wzbudzić w sobie szczerego i zbawienne go żalu. Magdalena doznała tej łaski rozzniecającej skruchę przez to, że pobożne i bogobojne jej rodzeństwo wstawiało się za nią do Zbawiciela modlitwą i że ona sama słuchała nauk Chrystusowych. Może nie mamy takiego rodzeństwa, ale zyskać je sobie możemy drogą jałmużny i pełnienia dzieł miłosierdzia, polecając się modlitwie ubogich, którym świadczymy dobrodziejstwa. Słuchajmy kazań i poznawajmy z katechizmu naukę Chrystusa o szkaradzie grzechu i miłosierdziu Boskim. Bóg nie pragnie śmierci grzesznika, lecz poprawy jego.
  2. Klęknijmy u stóp krzyża, rozważajmy doskonałość Bożą i ofiarność Syna Jego, z jaką znosił męki i cierpienia, a w końcu śmierć dla zbawienia ludzkości; rozważajmy rany Jego, cierniową koronę, rozlaną krew i straszne boleści Ukrzyżowanego i pamiętajmy, że to wszystko znosić musiał za nieprawości nasze; rozważmy sobie rozkosze Niebios i straszne kary piekielne, czekające uporczywych grzeszników, a łaska Boża wespół z wolą naszą rozwznieci w nas żal i skruchę, która oczyściła serce Magdaleny. Do tego trzeba jednak czasu i dobrej woli. Nie starczy na to kilka minut; trzeba się przejąć chęcią naśladowania tonącej we łzach i żałującej za grzechy św. Magdaleny.
  3. Nie zapominajmy zabrać z sobą naczynia alabastrowego z wonnościami i wylać je na stopy Jezusa, tj. szczerze pozbyć się ulubionego grzechu, rozłączyć się z nim raz na zawsze i pokochać Zbawiciela z całego serca, a wtedy słowa pociechy przez Niego wyrzeczone słusznie będziesz mógł zastosować do siebie: „Ponieważ wiele miłowałeś, wiele ci będzie wybaczone; wiara twoja zbawiła cię”.

Footnotes:

1

Łuk. VII. 39–56.

2

Łuk. X. 44.

3

Jan. XI. 32.

4

Mat. XXVI. 10. 13.

5

Jan. XX. 13.

6

Jan. XX. 15.

Tags: św Maria Magdalena „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Marta św Łazarz nawrócenie pokuta Ewangelia dziewica
2020-07-15

Św. Henryka, Cesarza

Żył około roku Pańskiego 1024.

(Żywot jego był napisany przez Adelalda Biskupa Utrechckiégo, jemu współczesnego.)

Święty Henryk syn Henryka panującego książęcia Bawarskiego, i Gizelli królewny Burgundzkiéj, urodził się w zamku Abaudzkim roku Pańskiego 972. Ochrzczony był przez świętego Wolfanga, Biskupa Ratyzbońskiego, który mając objawienie o jego przyszłéj wielkiéj świątobliwości, zajął się jego wychowaniem, i od lat najmłodszych w cnotach go chrześcijańskich i bogobojności ustalił. Z latami wzrastała w nim pobożność, i młody książę był już wzorem najwyższéj doskonałości dla całego dworu ojcowskiego, kiedy śmierć Wolfanga, pozbawiła go tego świętego ochmistrza, którego nadzwyczajnie kochał. Często téż udawał się na grób jego, zlewając go łzami i modląc się gorąco. Razu pewnego, objawił się mu ten Święty, i kazał przeczytać napis na będącym tam murze. Henryk tylko te słowa mógł dopatrzeć: po sześciu, reszta zaś była nieczytelna. Wnosząc iż to jest ostrzeżenie że za dni sześć umrze, gotował się na śmierć, przymnażając ćwiczeń pobożnych i dobrych uczynków. Po upływie tego czasu, sądząc że za sześć miesięcy to nastąpi, pół roku jeszcze podobnie przepędził. Gdy i po tym zakresie śmierć nie nastąpiła, myślał że go spotka za lat sześć, i te znowu obrócił głównie, na coraz wyższy na drodze Bożéj postęp i na zapewnienie sobie, szczególnie przez uczynki miłosierne, jak najliczniejszych pośredników w Niebie. Tymczasem Pan Bóg, inne miał w tém widoki, i chciał go przez to tém lepiéj uzdolnić do wysokiéj godności która go czekała, i usposobić aby wyniesiony na nią, łatwiéj mógł opierać się pokusom próżnéj chwały i wyniosłości. Jakoż, po upływie lat sześciu, umarł Otton III cesarz, a Henryk obrany został na jego miejsce i koronowany na cesarza Niemieckiego, przez Wigiliusza Arcybiskupa Mogunckiego.

Kilka lat przed tém, poślubił był świętą Kunegundę, hrabiankę Luxemburską, i z nią, obowiązawszy się do tego ślubem, żył w czystości. Zasiadłszy na tronie cesarskim, nie zmienił w niczém pobożnego trybu swojego życia. Poświęcając się całkiem dobru swoich ludów, znosząc wszelkie gdziekolwiek pojawiały się nadużycia, zaprowadzając we wszystkich gałęziach rządu najściślejszą sprawiedliwość, ojcem będąc sierot, wdów i ubogich, przyświecał przytém całemu światu wysoką świątobliwością, a Kościół Boży we wszystkich jego potrzebach popierał, wpływ jego ułatwiając i szerząc. Wielką liczbę kościołów i klasztorów powznosił i hojnie pouposażał; o ustanowienie nowych Biskupstw w Rzymie się wystarał. Katedry: Hildejzmańska, Magdeburska, Sztrasburska i Merzburska, jemu swoję świetność zawdzięczały. A jak w wewnętrznych rządach, ożywiony Duchem Bożym, zapewniał pomyślność powierzonych mu narodów, tak i na zewnątrz, bronił ich od nieprzyjaciół, których gromił mężnie i z przedziwném szczęściem.

Północni barbarzyńcy, grozili jego granicom, opanowawszy już Polskę i Czechy, i w nadzwyczaj wielkiéj sile występowali. Henryk przedsięwziął przeciw nim wyprawę. Udając się na nią w kościele w Wejbach, wziął miecz świętego Andrzeja Męczennika, przechowywany tam jako Relikwie, a przypasawszy go, w te słowa z psalmów Dawidowych modlił się: „Osądź Panie szkodzących mnie, zwalcz walczących przeciwko mnie. Porwij broń i tarczę, a powstań mi na pomoc” 1. Potém, rozłożywszy się obozem pod kościołem Merzeburskim bardzo zrujnowanym, tak się odezwał do świętego Wawrzyńca Patrona tegoż kościoła: „Wielki Święty umęczony za Jezusa Chrystusa! jeśli wsparty twoją pomocą, te barbarzyńskie ludy podbiję pod panowanie cesarstwa Rzymskiego i wiary chrześcijańskiéj, odbuduję ten kościół, na cześć twoję poświęcony.”

Gdy zbliżył się już do nieprzyjaciół i miał im wydać walną bitwę, ujrzał że była ich dwa razy większa liczba od jego wojska. Zrana kazał całemu wojsku przystąpić do Komunii świętéj, co i sam uczynił. Następnie uszykował je do boju, objechał szeregi zagrzewając żołnierzy do męstwa, a gdy już na ich czele miał uderzać na barbarzyńców, w te słowa modlił się głośno: „Panie! któryś jest Bogiem zastępów 2, podnieś prawicę Twoję, i te dzikie hufce znieś Ty Sam Boże! któryś jest obrońcą naszym; i spraw aby się stały jak słoma, którą wiatr rozwiewa.” Zaledwie te słowa wymówił a oto ujrzano na czele wojsk cesarskich świętego Adryana męczennika, i Anioła z ognistym mieczem w ręku, którzy uderzyli na szeregi nieprzyjacielskie, i stało się to co niegdyś spotkało wojsko Senacheryba. Ta niezliczona liczba barbarzyńców spłoszona, uchodzić poczęła w największym nieładzie, w zamieszce jedni na drugich sami uderzali i w końcu poszli w rozsypkę, a Henryk odnosząc najświetniejsze zwycięstwo, ani jednego żołnierza nie stracił. Na ten widok zawołał cesarz: „Niech Cię o! Boże chwalą wszystkie ludy, boś wspomógł, nadzieję w Tobie pokładających.” I całe jego wojsko powtórzyło te słowa, a okrzyki dziękczynne rozległy się wokoło.

Za jego panowania, zbuntowali się byli Longobardowie, na których czele stanął był Arduin. Święty Henryk, wydał im wojnę, pobił ich na głowę, i na króla Longobardów ukoronował się w Pawii. O ile mężnym był w bojach, o tyle łaskawym dla zwyciężonych. Mieszkańcy miasta Troi w Kalabryi, srodze znieważyli jego dowódców; postanowił przeto dla powstrzymania od tego innych, przykładnie ich ukarać. Winowajcy, znając jego serce, dla ubłagania go, wysłali w poselstwie wszystkie dzieci z miasta, które z płaczem upadły mu do nóg. Przebaczył im mówiąc: „Sam Pan Bóg nie byłby głuchym na prośby i łzy takie, jakżebym ja nie miał dać się przebłagać?”

Gorliwość jego o zachowanie pokoju dla Kościoła, była jeszcze większą jak o byt pomyślny doczesnego państwa. Z powodu nieprawnie obranego na papiestwo Antypapę Grzegorza, przeciw prawnemu Papieżowi Benedyktowi VIII, Kościół był wielce zaniepokojony. Cesarz przytłumił powstającą schyzmę, Papieża obsadził na Stolicy Apostolskiéj, a udawszy się do Rzymu wraz z małżonką swoją błogosławioną Kunegundą, przez Ojca świętego koronowany został na cesarza Rzymskiego. Wracając ztamtąd, kosztowną koronę cesarską, wraz z kulą złotą, ozdobioną drogiemi klejnotami i z krzyżem u wierzchu, które mu dał był Papież jako znamię godności cesarskiéj, złożył na ofiarę Panu Bogu, w sławnym klasztorze Kluniackim, gdzie wtedy był Opatem święty Odylon.

Za jego wysokim wpływem, zgromadzony został we Frankfurcie Sobór z Biskupów Niemieckich, w celu ustalenia w całém cesarstwie, karności kościelnéj. Cesarz wszedłszy na to zgromadzenie ukląkł, i aż na usilne prośby Biskupów zajął tron dla niego przygotowany. W celu przyprowadzenia całych Węgier, podówczas jeszcze w pogaństwie pogrążonych, do wiary świętéj, wydał za ich króla Stefana siostrę swoję Gizellę, która nawróciła męża, a ten stał się Apostołem całego tego kraju, w którym wprowadził religią chrześcijańską i sam kanonizowanym został.

Chcąc wyćwiczyć tego świętego cesarza w pokorze, dopuścił był Pan Bóg na niego dziwne zaślepienie. Uwierzył on niecnym oszczerstwom, i posądził małżonkę swoję o grzech przeniewierstwa. Święta, ufna w pomoc Bożą, ofiarowała się próbą ognia, jak to podówczas nazywano, dowieść swojéj niewinności. Przeszła bosemi nogami po rozpalonych szynach, a cud ten otwierając oczy cesarzowi, sprawił że publicznie wyznał winę swoję, i odtąd jeszcze większą czcią otaczał świętą Kunegundę.

Longobardowie targając się na posiadłości kościelne, powtórnie zmusili go do wojny. Henryk powtórnie ich pobił, wiele miast zdobył, należące do Państwa kościelnego przywrócił Papieżowi, i zwycięzcą jak zawsze z téj wyprawy wyszedł. Zapadł był wtedy na ciężkie cierpienie kamienia. Odbył pielgrzymkę na górę Kassynieńską do zwłók świętego Benedykta. W nocy gdy się tam modlił, Święty ten stanął przed nim, i kamień cudownie wydobyty oddając mu w ręce, w téjże chwili go uzdrowił.

Długo jeszcze potém rządził cesarstwem. Zwiedzając różne kraje sobie poddane dla utrwalenia w nich porządku i sprawiedliwości, zachorował ciężko w zamku Grumskim (Grum) pod Halberstatem. Przyzwał cesarzową, i przed samą śmiercią, wobec zebranych wielu Biskupów i dworzan, dziękował jéj za przykłady świątobliwości jakie mu całe życie dawała, a przy końcu rzekł do Prałatów: „Oto jest ta, którą Pan Jezus, przez wasze ręce, dał mi za małżonkę; oddaję ją Jemu i wam taką dziewicą, jakąm ją pojął.” Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, w ciągu modlitw do Matki Bożéj, zasnął w Panu dnia 15 Lipca roku 1024. Kanonizacyą jego odbył uroczyście Papież Eugeniusz III.

Pożytek duchowny

Objawienie jakie miał święty Henryk w młodości z którego wnosząc że wkrótce umrze, długo gotował się na śmierć, było dla niego źródłem téj wysokiéj świątobliwości jakiéj dostąpił, będąc nawet u szczytu potęgi, gdzie nie tylko świątobliwość lecz i zbawienie trudniejsze. Niech cię to uczy, jak jest zbawienną, żywa i ciągła na rzeczy ostateczne pamięć.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Henryka wyznawcę Twojego, ze szczytu cesarstwa ziemskiego, do królestwa Niebieskiego przeniósł, Ciebie pokornie prosimy, aby jak jemu, obfitością łask Twoich obdarzonemu, dałeś gardzić uciechami tego świata, tak abyś i nam przez jego naśladowanie, dał nie uwodzić się złudnemi téj ziemi dobrami, lecz z czystą duszą dojść do Ciebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 587–589.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 563–564

Słowa „Po sześciu" skłoniły cesarza Henryka do ustawicznego sposobienia się na ostatnią godzinę i oderwania się od wszystkich spraw i rzeczy ziemskich. Jezus Chrystus, Pan i Zbawiciel nasz, napomina nas także słowami Łukasza św.: „Bądźcie gotowymi, gdyż Syn Boży przyjdzie w godzinie, kiedy się tego spodziewać nie będziecie” (Łuk. 12, 40).

Życie twoje jest wystawione na ciągłe niebezpieczeństwo, a sprawiedliwość Boża wisi nad tobą, jak miecz nad winowajcą. Bóg jest jedynowładnym Panem życia naszego. On policzył lata nasze, On ma w ręku życie i śmierć naszą. Jeśli w to wierzysz, jeśli ci wiadomo, że Bóg nienawidzi grzechu i że go karze, czyż nie uwierzysz, że cię może w swym gniewie zabrać z tego świata? Nie polegaj zbytnio na cierpliwości i miłosierdziu Jego, bo ono nie wyłącza wcale sprawiedliwości. Obsypuje cię On łaskami, ale nie obiecał ci, że jutro jeszcze żyć będziesz. Bóg pragnie twego dobra i jest miłosierny, a może lepiej dla ciebie rychlej umrzeć, aniżeli Go obrażać dłuższym życiem i zanurzać się w kałuży złego coraz głębiej!

Footnotes:

1

Psal. XXXIV. 5.

2

Psal. XXIII. 10.

Tags: św Henryk „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna cesarz wychowanie uczynki miłosierdzia pokuta śmierć św Kunegunda czystość wojna św Stefan
2020-07-03

Bł. Szymona z Lipnicy, z Zakonu Braci-Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1482.

(Żywot jego wyjęty jest z kronik klasztora OO. Bernardynów Krakowskich, gdzie był zakonnikiem.)

Święty Szymon urodził się na początku wieku XV w Lipnicy, małém miasteczku przy paśmie gór Karpackich o mil dziesięć od Krakowa położoném. Rodzice jego bylito poczciwi i bogobojni mieszczanie, i według ówczesnego zwyczaju, po chrześcijańsku wychowali synka swego. Dom gdzie on się urodził, za panowania Władysława IV, na uczczenie jego pamięci przerobiony został na kaplicę.

Szymon od najmłodszych lat stroniąc od lekkomyślnych zabaw, o ile mógł przepędzał czas na modlitwie, a szczególnie przed wizerunkami przenajświętszéj Maryi Panny, do któréj miał wielkie nabożeństwo. Często widywać go można było w poblizkim kościołku, przed Jéj ołtarzem jak aniołka klęczącego. Gdy podrósł, rodzice oddali go do szkółki w Lipnicy, a że okazywał nadzwyczajne zdolności i wielką w naukach pilność, posłali go do Akademii krakowskiéj świeżo wtenczas założonéj. Tam znowu, tak się młodzieniec odznaczył, iż po ukończonym zawodzie naukowym, otrzymał stopień Doktora.

Wtedy przybył właśnie do Krakowa święty Jan Kapistran, który wraz ze świętym Bernardynem Seneńskim, zaprowadził w Zakonach świętego Franciszka Serafickiego pierwotną ścisłość reguły. Na kazania tego wielkiego Apostoła, które głosił na rynku, mając przy sobie tłómacza (który na polski język przekładał to co po łacinie mówił Jan święty), gromadnie schodziła się nietylko ludność miejska, lecz i uczniowie Wszechnicy. Po jedném z kazań jego, wstąpiło od razu do zakonu ojców Bernardynów, których zakładał w Krakowie Jan Kapistran, stu trzydziestu, a niektórzy piszą trzechset uczniów i profesorów Akademii Jagielońskiéj, w których liczbie był i święty Szymon.

Przyjąwszy habit świętego Patryarchy Asyskiego, starał się od tejże chwili wstępować w jego ślady. Pokora, ubóstwo, najwyższe, posłuszeństwo, nieskalana czystość: oto były cnoty w których z dnia do dnia, coraz wyżéj postępował. A widząc, iż niezbędnym do nabycia takowych i ustalenia się w nich środkiem, były: modlitwa wytrwała i ostrość życia, ćwiczył się pilnie w bogomyślności i pokutnych czynach. Na wszystkie obowiązki zakonne pierwszy, do chóru nikomu nie dał się wyprzedzić, a niekiedy większą część nocy przebywał na modlitwie. Wierny nabożeństwu do Matki Boskiéj, które przyniósł jeszcze ze świata, miał zwyczaj codziennie odmawiać Jéj pacierze zwane Officium Parvum i koronkę. Wigilie Jéj uroczystości i czterdzieści dni przed Jéj Wniebowzięciem suszył, a w dniach Jéj święta, zwykłą włosiennicę którą nosił, na ostrzejszą zamieniał. Często téż za to, w objawieniach pokazywała mu się Bogarodzica, niebieską pociechą serce jego napełniając. Dla ćwiczenia się w pokorze, wypraszał zawsze aby mu najniższe w klasztorze posługi przeznaczano: zwykle on sam kloaki czyścił; a że zmysł powonienia miał nadzwyczaj czuły, naumyślnie wchodził aż na dno, aby się w tém umartwiać. Gdy z posłuszeństwa przychodziło mu sprawować urząd przełożonego, poczytywał to za jeden z najcięższych, za grzechy swoje, dopuszczonych od Boga krzyżów, i wzdychał za chwilą gdzie od tego bywał uwolniony. Prócz zwykłych zakonnych postów, inne jeszcze ścisłe i częste zachowywał; krwawe dyscypliny kilka razy odbywał w tygodniu, które trwały tyle, ile mu potrzeba było na odmówienie przy nich siedmiu Psalmów pokutnych. Kolczastym żelaznym paskiem na gołém ciele zawsze był przepasany. Gdy go bracia zakonni upominali, iż zbyt surowo z ciałem swojém postępując, odpoczynku mu nie daje, on wskazawszy na grób odpowiedział: „tu ono odpocznie, a teraz niech zarabia na nagrody niebieskie.”

Obdarzony znakomitą wymową, na kazalnicy wiele pracował, i mnóstwo dusz Panu Bogu pozyskał. Sława jego jako wielkiego kaznodziei i świętego zakonnika, pobudziła zazdrośnych przeciwko niemu. Oskarżyli go do władzy Dyecezalnéj, jakoby wprowadzał nowości w kościele Bożym, mając zwyczaj po każdém kazaniu, polecać ludowi trzykrotne wezwanie Imienia Jezusowego. Zawezwano go do władzy dla wytłómaczenia się. „Wszakże, odpowiedział Święty, Apostół Paweł Imię to roznosić kazał pomiędzy narody i króle i syny Izraelskie. Jan Ewangelista więcéj niż dwieście razy wymienił je w swojéj Ewangelii, a święty Bernard napisał: «suchym będzie pokarm dla duszy, jeśli tém Imieniem nie będzie okraszony,» i nakoniec w Piśmie Bożém stoi: że «każdy któryby wzywał imienia Pańskiego, zbawion będzie»”. 1 Te słów kilka dostatecznemi były na jego obronę. Szymon odszedł z pochwałą od władzy za gorliwość swoję o sławę imienią Jezusowego, a z gorącą modlitwą w sercu i na ustach za tych, którzy z zawiści ku niemu, chcieli mu zaszkodzić.

Po wieloletnich pracach około pożytku dusz wiernych w jego ojczyznie, święty Szymon żywo zapragnął wylać krew za Chrystusa. Otrzymawszy na to pozwolenie swoich przełożonych, w tym celu udał się do Ziemi. Świętéj pomiędzy pogany. Wszakże, Pan Bóg przyjął jego ofiarę, lecz mu nie w ten sposób dał położyć życie za Siebie. Sługa Boży zwiedziwszy najprzód groby Apostołów w Rzymie, a potém miejsca święte w Palestynie, powrócił zdrowo do Krakowa, a z naocznego przypatrzenia się miejscom, gdzie syn Boży za nas mękę i śmierć podjął, wyniósł jeszcze żywsze do tych tajemnic nabożeństwo. Odtąd każde kazanie jego, owszem każda rozmowa, rozbudzała w słuchaczu serdeczne do męki i śmierci Zbawiciela nabożeństwo. Także od téj pory przymnożył jeszcze różnych umartwień zewnętrznych, a szczególniéj w wewnętrznych się ćwiczył. Zachowywał już tak ścisłe milczenie, iż tylko z koniecznéj potrzeby parę słów, i to jak najkrócéj mówił, nietylko z klasztoru ale i z celi ile możności się nie wydalając. Dla trapienia ciała, różne wynajdywał sposoby. I tak: kładł się w miejscu gdzie bracia habity czyścili, i tam od robactwa ponosił istne męczeństwo. A znowu była w zabudowaniach klasztornych sucha studnia, gdzie lęgły się roje komarów; niekiedy zdjąwszy habit, tam większą część nocy na ich kąsanie wystawiał się.

Zostawszy magistrem nowicyuszów, ćwiczył ich w cnotach zakonnych, miewając do nich najzbawienniejsze nauki, a na sobie samym przedstawiając wzór najwyższéj doskonałości. Upominał ich, aby w kaznodziejstwie nie szukali czego innego jak pożytku słuchaczów, a więc strzegli się wytworności mowy, która dla prostaczków niedostępnemi czyni prawdy ogłaszane. Spytany razu pewnego, jakim sposobem najwłaściwiéj jest przygotowywać się na ambonę odrzekł: „módl się, pracuj, rozpaczaj,” to jest: proś Pana Boga o potrzebne do tego łaski, czytaj odpowiednie do przedmiotu o którym masz mówić dzieła, i nieufaj własnym wysiłkom, lecz zakładaj całą skuteczność słów twoich na pomocy Bóżéj.

Z nowicyuszami obchodząc się z największą miłością, gdy jednak ich przyjmował, tak dalece probował ich powołania, iż nakazywał każdemu deptać gołą nogą węgle rozpalone: a jeśli który zawahał się, wnet go wydalał z zakonu. Zdarzyło się iż jednemu z nich, w którym wielkiego ducha widział, dozwolił nawet wejść na palące się węgle, po których ten długo chodząc, doznał, jak powiadał, takiego wrażenia jakby po miękkiéj murawie stąpał. Pod jego przewodnictwem w nowicyacie, kszałcili się święty Jan Duklan, święty Władysław z Gielniowa, i błogosławiony Rafał z Proszowic. Prócz tego wielu innych wielkich sług Bożych, zostawało pod jego kierunkiem duchowném, a między innymi błogosławiony Michał Giedrojć, błogosławiony Stanisław Kazimiérczyk błogosławiony Izajasz Boner, i kilku im podobnych.

Za jego czasów nawiedził Pan Bóg Polskę a mianowicie Kraków, ciężkiém morowém powietrzem, pospolicie dżumą zwaném. Gdy wszyscy nad tą klęską boleli, Szymon widząc jak ona pobudzała ludzi do skruchy i pokuty, nazywał ją Jubileuszem wybranych, którego w końcu i sam dostąpił. Gdy bowiem wśród powszechnego popłochu uciekających z miasta przed morem, nawet niektórzy pasterze trzody swojéj odstąpili, Szymon podwajając gorliwości, dzień i noc obsługiwał zapowietrzonych, udzielając im ostatnie Sakramenta i doglądając ich, a szczególnie biedniejszych, gdy wszelkiego dozoru pozbawieni byli. Wśród takowych usług, w czasie kazania w oktawę Nawiedzenia przenajświętszéj Maryi Panny, będąc na ambonie, uczuł na lewéj łopatce zbierający się wrzód morowy. Pomimo tego, dopóki mógł chodzić służył umierającym. Nakoniec musiał się i sam położyć, a szóstego dnia choroby opatrzony świętemi Sakramentami, usnął w Panu odmawiając tę modlitwę: „Przyjdź o! słodki Zbawicielu, wywiedź moję duszę z więzów ciała, a zaprowadź ją na niebieskie gody. Pragnę rozstać się ze światem, a połączyć się z Tobą o! Chryste Jezu.”

Umarł 18 Lipca roku Pańskiego 1482. W lat zaś blizko dwieście od jego Śmierci, po wyprowadzeniu sprawy o cudach dokonanych przy jego grobie i za jego przyczyną, Papież Aleksander VIII cześć publiczną oddawać mu dozwolił.

Pożytek duchowny

Błogosławione byłyto czasy, gdzie po jedném kazaniu, dusze wybrane setkami opuszczały niebezpieczne światowe manowce, a poświęcały się w zakonie Panu Bogu na służbę, i w których, jakto widziałeś z Żywota dopiéro przeczytanego, tak wielu Świętych współcześnie krainę naszę zdobiło. Gdy w tak różnych pod tym względem żyjemy czasach, módl się gorąco aby Pan Bóg wskrzesić raczył lepsze.

Modlitwa (Kościelna)

Wszechmogący wieczny Boże, któryś błogosławionego Szymona Wyznawcę Twojego, szczególnemi łaskami w głoszeniu Ewangelii obdarzyć raczył; spraw miłościwie, abyśmy dusze nasze tąż nauką którą on głosił karmiąc, a co Tobie miłém jest spełniając, drogą sprawiedliwości do niebieskiéj ojczyzny szczęśliwie dojść mogli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 551–553.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 573

Święci Pańscy unikali świata i ludzi jak tylko mogli, bo milsze im było słodkie towarzystwo Pana Jezusa i Najświętszej Panny od wszystkich przyjemności i rozrywek światowych. Ale gdy bliźni potrzebował ich doczesnej lub duchownej pomocy, porzucali modlitwę, aby swą gorącą miłość ku Bogu okazać w czynnej miłości bliźniego. Ta też jest różnica między prawdziwą a udaną pobożnością. Prawdziwa pobożność zawsze i wszędzie szuka Boga i Jego chwały, fałszywa zaś najczęściej szuka siebie i swojej wygody, swojej próżności, swojego spokoju, swego zadowolenia.

Błogosławione to były czasy, gdzie po jednym kazaniu dusze wybrane opuszczały niebezpieczne światowe manowce, a poświęcały się w zakonie Panu Bogu na służbę, i w których, jak to widziałeś z żywotu dopiero przeczytanego, tak wielu Świętych współcześnie krainę naszą zdobiło. Gdy w tak różnych pod tym względem żyjemy czasach, módlmy się gorąco, aby Pan Bóg wskrzesić raczył lepsze.

Footnotes:

1

Joel II. 32.

Tags: św Szymon z Lipnicy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Bernardyn ze Sieny św Jan Kapistran pokuta św Jan z Dukli bł Władysław z Gielniowa bł Rafał z Proszowic zaraza dżuma Officium parvum pobożność
2020-06-27

Św. Władysława, Króla węgierskiego

Żył około roku Pańskiego 1095.

(Żywot jego, znajduje się u Bolandystów pod dniem dzisiejszym),

Święty Władysław, którego świątobliwość i cuda, więcéj jeszcze sławnym uczyniły, niż wojenne czyny i mądre rządy Państwem z czego podobnież słynie, był synem króla Węgierskiego Beli, a z ubocznéj linii potomkiem świętego Stefana, także króla, przezwanego Apostołem Węgier. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1041, w Polsce, gdzie ojciec jego schronił się był przed srogiém prześladowaniem Piotra Germańskiego, którego Węgrzy na tron swój podówczas wynieśli. Lata dziecinne spędził pod okiem matki, królewny polskiéj. Pobożna ta pani, wychowała go jak najstaranniéj, zawczasu do cnót chrześcijańskich serce jego zaprawiając. Młodzieniec jeszcze w czasie pobytu swego na dworze polskim, stał się wzorem pobożności: wszystko zapowiadało w nim przyszłego Świętego.

Zmiany zaszłe w sprawach politycznych Węgier, przywołały rodzinę jego napówrót do tego kraju. Po śmierci króla Piotra, Andrzéj stryj naszego Świętego, a brat Beli, powołany na jego następcę, przyzwał do kraju z całą rodziną brata swojego, którego uczynił wielkim książęciem, co było najpierwszą po królewskiéj w państwie godnością. Przybywszy Władysław z ojcem do ojczyzny, jak był zbudowaniem dla Polaków gdy między nimi przebywał, tak i na dworze króla Węgierskiego zajaśniał wysoką świątobliwością. Miłosierny dla ubogich, przystępny i miły w obejściu dla każdego, nieposzlakowanéj w obyczajach skromności; najprzykładniejszy w wierném spełnianiu wszelkich obowiązków prawego katolika, chroniący się wszelkich zbytków, zajęty miłosiernemi uczynkami, albo pożyteczną pracą i czytaniem ksiąg świętych: takim się okazał młody ten książe, otoczony blaskiem najwyższych w kraju zaszczytów. Dwie szczególnie, a którym najpowszechniéj podpadają ludzie namiętności miał w obrzydzeniu: żądzę wyniesienia się i chciwość, czego szczególnie dowiódł w następującém zdarzeniu:

Panujący król Andrzéj, chciał zapewnić koronę po sobie synowi swojemu Salomonowi: a że w Węgrzech podówczas, tron był wybieralny, i zanosiło się iż na wypadek śmierci królewskiéj nie jego syna, lecz jego brata Belę, ojca naszego Świętego na tronby wybrano, Andrzéj różnemi sposobami chciał się pozbyć Beli, a nawet na życie jego nastawał. Ten zagrożony tym sposobem, zjednał sobie liczne stronnictwo, stanął na czele silnego wojska i stoczył z królem bitwę, w któréj ten ostatni i koronę i życie postradał. Chociaż to zapewniło tron ojcu świętego Władysława, on jednak jawnie i silnie potępiał postępek ojcowski. Mówił iż ojcu wypadało naśladować Dawida i uchodzić przed prześladowcą, ale nigdy na jego życie i berło nie targać się. Po śmierci téż ojca, gdy zanosiło się na to, iż albo jego, albo brata jego Gejzę na króla Węgrzy wybiorą, święty Władysław wszelkiego dokładał starania, aby Salomona na tron wynieść. Jakoż przyszło w istocie do tego, lecz monarcha ten dopuścił się tak okrutnych nadużyć, iż wkrótce z tronu złożonym i wygnanym został. Po nim nastąpił Gejza, brat starszy świętego Władysława, który po trzech latach panowania umarł. Wtedy Biskupi, panowie i Radni miejscy, zgromadziwszy się na sejm walny, jednogłośnie obrali Władysława, i pomimo oporu jaki długo stawiał, ubłagali go, aby rządy państwa przyjął.

Właściwszego wyboru zrobić nie mogli. Władysław pod każdym względem przodował w całym narodzie: wzrostem wyższy od wszystkich swoich poddanych, nadzwyczajnie silnéj budowy ciała, znosił łatwiéj niż ktokolwiek inny, najcięższe i najdłuższe trudy wojenne. Odwagi téż i męstwa dawał dowody niezrównane. W licznych bitwach jakie staczał, na czele wybranego hufca, sam rzucał się zwykle w największy ogień, biegłym przytém okazując się wodzem. Często dla oszczędzenia krwi ludzkiej, wyzywał nieprzyjacielskich dowódców do pojedynku z sobą, i z każdego z takowych zwycięzko wychodził 1. Obok tych wojowniczych zalet, był mądrym i najmiłościwszym monarchą. Otoczył się radą najpoważniejszych, ze wszystkich stanów narodu mężów. Stanowił najpotrzebniejsze i najzbawienniejsze prawa; poznosił wszelkie gdziekolwiek się pojawiały nadużycia, starając się ile możności i głównie o uszczęśliwienie najliczniejszéj, to jest najbiedniejszéj klasy swoich poddanych.

Do tych świetnych przymiotów, stanowiących zalety wielkiego króla, łączył cnoty jeszcze szacowniejsze, a właściwe wielkim Świętym. Odznaczał się szczególném zamiłowaniem cnoty czystości i wstrzemięźliwości. Przy stole królewskim, zastawionym z odpowiednią wytwornością, jednę lub dwie tylko jadał potrawy, a przez większą część roku ścisłe zachowywał posty, raz tylko na dzień biorąc posiłek. W komnacie sypialnéj, nie tknął się nigdy łoża, a sypiał parę godzin na gołéj ziemi. Pod królewską szatą nosił zawsze włosiennicę. Miłosierdzia dla ubogich, daléj nad niego posunąć nie można było. Pałac jego, a szczególnie pokoje które zajmował, były przytułkiem wszelkiéj nędzy, i żaden żebrak nie odszedł od niego bez hojnego wsparcia. W całém państwie kazał wyszukiwać ubogie wdowy i sieroty, i tym los zapewniał.

Kościół, popierał całą powagą królewskiéj swojéj władzy, starając się od chwili wstąpienia na tron przydawać mu coraz większéj świetności w państwie nad którém panował. Pilnie przestrzegał aby wszystkie wyższe urzędy kościelne przez jak najgodniejszych ludzi piastowane były. Ubogie kościoły pouposażał, nowych bardzo wiele wystawił, równie i o klasztorach nie zapomniał. W mieście Waradynie wybudował wspaniały kościół pod wezwaniem przenajświętszéj Maryi Panny, i w nim wyznaczył miejsce na swój grobowiec. Pod rządami téż tak mądrego i świętego króla, wielkiéj pomyślności zażywał cały naród.

W całém państwie jeden tylko człowiek krzywo na to patrzał, a tym był książe Salo- mon, roszczący sobie prawo do korony. Dowiedziawszy się Władysław, iż on zamierza knuć na niego spiski, obawiając się aby nie przyszło do krwi rozlewu, posłał do niego z oświadczeniem, iż sam gotów odstąpić mu tronu, byle się Węgrzy na to zgodzili. Salomon nie przystał na to, a uszedłszy do króla Hunnów, i uzyskawszy od niego wojsko złożone z samych włóczęgów, uderzył na Węgry. Władysław zmuszony bronić swego królestwa, w pierwszéj z nim potyczce, pobił go na głowę i do ucieczki zmusił.

Odtąd w wewnętrznym zarządzie używał ten święty król spokoju, lecz z ościennemi narodami częste musiał toczyć wojny. Ciż sami Hunnowie, naród dziki a bitny, sądząc iż król tak pobożnym ćwiczeniom oddany jak Władysław, wielkim wojownikiem być nie może, z licznemi hufcami, do Węgier przyciągnęli, pewni przed czasem zwycięstwa. Władysław według swego zwyczaju, który zachowywał w każdéj prowadzonéj wojnie, nakazał trzydniowy post w całém państwie i publiczne nabożeństwa, ze szczególném polecaniem téj sprawy Matce przenajświętszéj, i wyruszył na czele wojska w pole. Przed pierwszém z nieprzyjacielem spotkaniem, ofiarował mu zgodę pod umiarkowanemi warunkami, a gdy ją król Hunnów odrzucił, rozpoczął wojnę, w któréj ile bitew stoczył, tyle, osobiście na czele swoich mężnie stając, odniósł zwycięztw. Wygnał Hunnów zniszczywszy ich hufce, pobił Czechów którzy korzystając z napadu tych barbarzyńców, targnęli się także na Węgrów; podobnież odparł Rusinów, i jako wynagrodzenie szkód wojennych, zdobył w posiadanie Dalmacyą i Kroacyą. Z podobném szczęściem walczył z Turkami i część Bulgaryi im odebrał.

Wsławiony tylu świetnemi zwycięztwy, zawezwany został od Papieża Urbana II, który w imieniu królów i książąt, wybierających się na wojnę krzyżową przez Piotra Pustelnika wzbudzoną, prosił go aby przyjął dowództwo téj wyprawy. Mężna i chrześcijańska dusza Władysława, rozradowała się z téj sposobności, w któréj mógłby już nie za swoje królestwo, lecz za Kościół i królestwo Boże krew własną wylać. Przyjął więc to dowództwo z wdzięcznością. Lecz Pan Bóg na ten raz, już po nim tylko dobrych chęci wymagał. W tymże czasie zesłał na niego ciężką chorobę, w któréj świętą śmiercią zszedł z tego świata roku Pańskiego 1095, mając lat pięćdziesiąt cztery, z których piętnaście na tronie węgierskim spędził. Ciało jego pochowane w Waradynie w kościele przenajświętszéj Panny przez niego zbudowanym, licznemi po śmierci zasłynęło cudami, w skutek czego, Papież Celestyn III, roku 1198, w poczet go Świętych zapisał.

Pożytek duchowny

Nie masz wątpliwości, że im kto na wyższém i świetniejszém na świecie znajduje się stanowisku, tém ma trudniejsze zbawienie, bo i cięższa czeka przed Bogiem odpowiedzialność po śmierci, i większe za życia uderzają na niego pokusy. Wszelako i w takich stanach, jak to widzisz z żywotu dzisiejszego, dochodzili wybrani Pańscy do wysokiéj świętości. Niech cię to oducza składać na stan w jakim się znajdujesz, trudności twego uświątobliwienia

Modlitwa (kościelna)

Boże któryś błogosławionego Władysława Wyznawcę Twojego, na królewską godność wyniesionego, łaską umartwionego życia obdarzyć raczył, daj nam za jego przykładem i pośrednictwem, umartwiając w nas złe żądze, zbawienia wiecznego dostąpić, Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 528–530.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 516–517

Podobnie jak święty Władysław jako król i opiekun kraju starał się wypełnić obowiązki, nałożone mu przez wysoką godność i posłannictwo – tak i my winniśmy się starać zadosyćuczynić obowiązkom naszym z całą sumiennością, choćby były jak najtrudniejsze. Albowiem Bóg, który cię powołał do jakiegokolwiek stanu, żąda od ciebie, abyś w miarę zdolności, sił i sumienia pracował dla chwały Boga i dla dobra bliźnich twoich. Na zbawienie twoje wpływu to mieć nie będzie, czy pełnisz te obowiązki w stanie wysokim, czy niskim, czy jesteś możnym tego świata, czy prostym robotnikiem, lecz od tego zbawienie twoje zależeć będzie, czy na tym stanowisku, na jakim cię Pan Bóg postawił, wiernie i sumiennie pełnisz obowiązki i zgadzasz się zawsze z wolą Bożą. Przez to staniesz się Bogu miłym i dasz dowody, że ci naprawdę chodzi o to, abyś był zbawiony.

Footnotes:

1

Tylko tego rodzaju pojedynki są godziwemi. Takim był Dawida z Goliatem.

Tags: św Władysław I „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna król św Stefan wychowanie pokora Dawid męstwo pokuta obowiązki stanu krucjaty
2020-05-19

Św. Piotra Celestyna Papieża

Żył około roku Pańskiego 1296.

(Życie jego było napisane przez współczesnych mu dwóch Kardynałów: Kajetani i Aliako.)

Święty Piotr, który zostawszy Papieżem przybrał imię Celestyna, był rodem z części Włoch południowych, zwanych Abruzyą. Urodził się w małéj wiosce Izermia, około roku Pańskiego 1221, z rodziców bardzo zacnych, lecz niezamożnych; był jedenastym z synów których mieli dwunastu. Razu pewnego, matka jego już wdową będąc, rozmawiała w jego obecności o licznéj swojéj rodzinie: „Czy podobna, rzekła, abym tyle dzieci wydawszy na świat, nie doczekała się widzieć, aby jednego z nich wielkim sługą Bożym?” — „Owszem, odpowiedział jéj mały jeszcze wtedy Piotruś, ja takim będę, gdyż chcę zostać Świętym.” Jakoż, tak szczególną okazywał on od lat najmłodszych pobożność, że matka od téj pory przeznaczyła go do stanu duchownego, i w tym celu wszelkich dokładała starań, aby i w naukach świeckich został wykształcony. To rozbudziło zazdrość w jego braciach, którzy jako nieposiądający żadnego majątku, usposabiali się do różnych rzemiósł. Z tego powodu miał święty Piotr wiele do zniesienia przykrości i nawet prześladowań; lecz że Pan Bóg miał na niego szczególne widoki, nie przerwało to jego zawodu naukowego, w którym znakomity uczynił postęp, gdyż obok wysokich zdolności był nadzwyczaj pilnym i pracowitym.

Oddając się gorliwie naukom, ćwiczył się jeszcze więcéj w miłości Bożéj i w nabywaniu cnót chrześcijańskich. Za to, Pan Bóg obdarzał go coraz wyższemi łaskami, miewał nawet cudowne widzenia, a gdy doszedł lat dwudziestu, rozbudził w nim Duch Święty wielki wstręt do świata, a pragnienie życia samotnego, oddanego wyłącznie wyższéj bogomyślności. W tym celu, Piotr opuścił tajemnie dom rodzicielski, i udał się na odludną górę, gdzie wykuł sobie w skale jaskinię tak małą, że ledwie się w niéj mógł poruszać, i tam wiódł życie pokutne, wiernie naśladując najsurowszych pustelników pierwszych wieków Kościoła. Nacierały przez czas ten na niego, najcięższe pokusy, któremi zły duch chciał rozbudzić w nim tęsknotę za uciechami światowemi; lecz modlitwą i serdeczném nabożeństwem do Matki Boskiéj, wszystkie te napady piekielne zwyciężał, i w niebieskie uciechy opływał, obcując z Aniołami, którzy się mu widzialnie okazywali i toczyli z nim rozmowę.

Po trzech latach pobytu na téj puszczy, sługa Boży nakłoniony przez swojego spowiednika, aby przyjął święcenia kapłańskie, gdy się wahał długo nie czując się w pokorze swojéj godnym tego urzędu, miał widzenie które go do tego ośmieliło; poczém udawszy się do Rzymu, wyświęcony został na księdza. Wróciwszy, poszedł znowu na puszczę na górę zwaną Maron, gdzie obrał sobie na mieszkanie jaskinię napełnioną przedtém jadowitemi gadzinami, a które ustąpiły z niéj na zawsze, skoro Święty tam osiadł. Tu przebył lat pięć, żyjąc jak nadziemska istota; a gdy dla uprawy pola, zaczęli okoliczni mieszkańcy wycinać lasy otaczające jego pustelnię, przeniósł się na górę Magella, gdzie połączyło się z nim dwóch innych pustelników, pod jego przewodnictwo się poddających.

Byłto początek świętego zgromadzenia zakonnego, które późniéj bardzo wzrosło: i dla tego szatan wszelkich dokładał starań, aby temu w samych początkach przeszkodzić, jużto osłabiając ducha w towarzyszach Piotra, już zsyłając im różnego rodzaju trudności i przeszkody w ich rodzaju życia. Święty wykazując braciom zasadzki złego ducha, utwierdzał ich w powołaniu, i wkrótce liczba jego uczniów znacznie się powiększyła. Tym sposobem powstał Zakon, późniéj od imienia Celestyna jakie przybrał na papieztwie Piotr święty, Celestynami zwany.

Z początku, pustelnicy ci nie mieli innych ustaw jak przewodnictwo i przykład ich błogosławionego założyciela, który wszystkich przewyższał ostrością życia. Nic innego nie jadał nigdy jak trochę chleba razowego, a za napój używał jedynie wodę. Cztery razy do roku odbywał posty czterdziestodniowe, w których tylko co dni trzy brał ten lichy posiłek. Na ciele nosił ostrą włosiennicę węzłami pokrytą, i przepasany był ciągle żelaznym łańcuchem z kolcami. Sypiał na ziemi, biorąc pod głowę kamień. Cały jeden post wielki przepędził w dole wykopanym w ziemi, w którym zamykając się, wziął wszystkiego kilka cebulek i dziesięć bułeczek chleba, z których przez te dni czterdzieści spożył tylko połowę. Wiodąc życie tak nadzwyczaj umartwione, wyglądał bardzo rzeźwo, był zawsze pełen słodyczy w obcowaniu z drugimi, a w przewodniczeniu zakonnymi braćmi umiarkowany i wyrozumiały.

Gdy liczba zakonników pod jego zarządem będących coraz znaczniéj powiększać się poczęła, dowiedział się, iż na Soborze powszechnym zbierającym się w Lyonie, miały być zniesione wszystkie zgromadzenia zakonne przez Stolicę Apostolską niezatwierdzone. Udał się więc z dwoma swoimi uczniami do Rzymu, aby zatwierdzenie swojego zgromadzenia uzyskać. Grzegorz X przyjął go z wielka łaskawością, i do prośby jego się przychylił, nadając temu zgromadzeniu Regułę świętego Benedykta, do któréj święty Piotr przydał ustawy przez siebie ułożone. Pan Bóg przedziwnie pobłogosławił założonemu przez niego Zakonowi: w lat kilka potém święty Piotr miał pod swoim zarządem trzydzieści sześć klasztorów, w których służyło Panu Jezusowi około sześciuset mnichów.

Tymczasem, sława świątobliwości tego założyciela nowego pustelniczego zgromadzenia, i rozgłos licznych cudów jakie czynił, tłumy pobożnych ściągały do jego samotni, tak że musiał tam urządzić na dworze rodzaj kazalnicy, z któréj miewał nauki. Spragnionego ciszy pustelniczéj, skłoniło to do opuszczenia i tego miejsca. Potajemnie przeniósł się z kilku braćmi w inne góry, w miejsce jeszcze nieprzystępniejsze, zwane puszczą świętego Bartłomieja. Lecz i tam go odkryto, i tłumy jeszcze liczniejsze zgromadzały się około niego. Uchodząc znowu ztamtąd z jednym już tylko zakonnikiem, skrył się w jaskini, będącéj na samym szczycie góry Magelli, w miejscu które zdawało mu się dla drugich już zupełnie niedostępném. Wszakże i tam go znaleziono, i zbiegano się aby słuchać jego nauk, polecać się jego modlitwom, lub doznać cudów przez niego czynionych. Sądząc przeto, że wolą jest Bożą aby się nie uchylał od tego rodzaju usług bliźniemu, wrócił na górę Murońską pierwotną swoję siedzibę.

Pod tę porę, Kościół po śmierci Papieża Mikołaja IV, z wielkim smutkiem wszystkich wiernych, przez lat przeszło dwa osieroconą miał Stolicę Apostolską, dla trudności jakie zachodziły w wyborze nowego Papieża. Nakoniec zgromadzeni na Konklawe kardynałowie, ze szczególnego natchnienia Ducha Świętego, jednomyślnie zgodzili się aby na stolicę Papiezką powołać Piotra, pustelnika z góry Murońskiéj, jako męża najświątobliwszego, jaki podówczas znajdował się na świecie. Niezwłocznie wysłano do niego w poselstwie Arcybiskupa Lyońskiego, wraz z kilku innymi Biskupami i notaryuszami apostolskimi, zawożącymi mu akt jego wyboru, wraz z listem zbiorowym od całego grona kardynałów, błagających go aby tę najwyższą godność przyjął. Po wielu trudnościach z jego strony, które czynił pomimo iż królowie sycylijski i węgierski osobiście przybyli do niego popierając prośby kardynałów, w końcu z wielką dla siebie boleścią, uległ woli Bożéj, przez wybór na Konklawie dopełniony, objawionej, i dnia 29 Sierpnia roku 1294, wyniesiony został na stolicę Apostolską, przybierając imię Celestyna, w mieście Akwilei w obecności wszystkich Kardynałów i przeszło dwóchkroćstotysięcy wiernych z różnych krajów tam przybyłych.

Osiągnięcie téj największéj w świecie godności, nie zmieniło w niczém jego sposobu życia, a w pokorze jeszcze go więcéj ugruntowało. W pałacu papieskim urządził sobie malutką i ubogą celkę, zupełnie taką jaką miał na puszczy, i w niéj przebywał cały czas, jaki mu pozostawał wolny od zajęć tyczących się spraw Kościoła całego. Dwanaście wakujących posad kardynalskich, zapełnił mężami wysokiéj świątobliwości, powołując do tego dwóch świętych zakonników ze swojego zakonu, i wielu Biskupów poobsadzał w różnych dyecezyach, również sumienny i trafny czyniąc wybór. Lecz gdy świat cały tylko co zaczynał cieszyć się tak świętym Papieżem, on zatęsknił za puszczą, i w końcu, w głębokiéj pokorze swojéj poczytując ciężar najwyższego Pasterstwa przechodzącym jego siły, zrzekł się téj godności w kilka miesięcy po swojém na nią wyniesieniu, z wielkim żalem ludu wiernego i całego duchowieństwa.

Wybrany po nim Bonifacy VIII, obawiając się aby niektórzy nieprzychylni mu Prałaci, nie korzystali z tego i nie wszczęli syzmy, chciał zatrzymać świętego Celestyna przy sobie; ten jednak spragniony powrotu do swojego klasztoru, udał się tam niezwłocznie. Bonifacy posłał po niego, i kazał go osadzić w warowni Fiomońskiéj. Trzymano go tam w tak ciasném mieszkaniu, a które mu służyło i za sypialnię i za kaplicę, że sypiając według swego zwyczaju na ziemi, głowę już musiał opierać o ołtarz. Pomimo tego bardzo był z losu swego zadowolony, mówiąc: „pragnąłem szczupłéj celki i odosobnienia, otóż mam i jedno i drugie.” Lecz nie długo w niéj przebywał. Wiek jego podeszły, siły zwątlone ostrą całego życia pokutą, zapowiadały mu blizki już koniec. Jakoż 19 Maja, roku Pańskiego 1296 zaopatrzony ostatniemi Sakramentami świętemi, leżąc na prostéj słomie, i wymawiając te słowa Psalmu rannych pacierzy kapłańskich: „Wszelki duch niech Pana chwali” 1, własnego błogosławionego ducha oddał Panu Bogu.

Papież Klemens V, w roku 1868 po odbytym procesie kanonizacyi, wpisał go w poczet Świętych.

Pożytek duchowny

Święci Pańscy unikali wszelkich godności, w skutek głębokiéj pokory która ich wprawiała w przekonanie iż się im takowe nie należą. Miarkuj więc jak dalekim być musisz od téj cnoty, gdy w sercu twojém czujesz pragnienie wszelkiego rodzaju wywyższenia, i proś Pana Boga o łaskę pokory. pamiętając że bez niéj, nie tylko Świętym, ale i zbawionym być nie można.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławionego Piotra Celestyna do najwyższéj godności Papiestwa wyniósł, i któryś nauczył go pokorę wyżéj od tego zaszczytu cenić; spraw miłościwie, abyśmy za jego przykładem, wszystkiém co ziemskie gardzili, a przyrzeczonych pokornym nagród w Niebie dostąpili szczęśliwie. Przez tegoż Pana i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 407–409.

Footnotes:

1

Psalm CL. 5.

Tags: św Piotr Celestyn „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież wielodzietność pokuta abdykacja pokora
2020-04-26

Św. Kleta i Marcelina Papieżów i Męczenników

Żyli około Roku Pańskiego 304.

(Żywot ich był napisany przez świętego Damaza Papieża.)

Święty Klet, rodem Rzymianin, nawrócony do wiary świętéj przez świętego Piotra, był jednym z jego nieodstępnych uczniów. Pod przewodnictwem tego błogosławionego mistrza, tak wielki uczynił w doskonałosci Ewangelicznéj postęp, że wstąpiwszy do stanu duchownego, stał się wzorem dla wszystkich kapłanów, tak z gorliwości o chwałę Bozą, jak i z wysokiéj świątobliwości, jaką zajaśniał w gronie duchowieństwa rzymskiego.

Słodycz jego i pokora w obchodzeniu się z każdym, sprawiała że pozyskiwał nawet serca pogan nienawracających się, a wielka miłość Pana Jezusa, którą pałało serce jego, była jakby spuścizną którą odziedziczył po mistrzu swoim, odznaczającym się pomiędzy samymi Apostołami najżywszém przywiązaniem do Zbawiciela. Święty Piotr wysoko go cenił, i jest powszechne mniemanie, że nie tylko przybrał go wraz ze świętym Linem do pomocy w pracy około wiernych w Rzymie i w jego okolicach, do czego i wielu innych pracowników Ewangelicznych używał, lecz że jemu szczególnie zwierzał zarząd tego najpierwszego w świecie Kościoła, ile razy wypadało mu samemu wydalić się z Rzymu.

W roku Pańskim sześćdziesiątym siódmym, po męczeńskiéj śmierci świętego Piotra, na Stolicę Apostolską wstąpił Lin święty, a po nim znowu, został Papieżem święty Klet. Ciężkie były to dla świeżo powstającego Kościoła czasy: prześladowanie srożyło się wszędzie, i wierni na ciągłe narażeni niebezpieczeństwa ciągłéj i najtroskliwszéj potrzebowali opieki i zachęty do wytrwałości, co właśnie znaleźli w wielkiéj miłości tego świętego Papieża. Pieczołowitość jego ojcowska, ogarniała wszystkich chrześcijan nie tylko w cesarstwie rzymskiém, lecz w całym świecie znajdujących się. Jednych wspierał hojnemi jałmużnami, drugich pocieszał i utwierdzał w wierze świętéj listami okólnemi; wszystkich nauczał, podnosił na duchu i w sercach ich zaszczepiał królestwo Chrystusowe. W miarę jak się powiększała jego owczarnia, mnożyły się jakby cudem w ręku jego, środki niesienia pomocy wszystkim wiernym i we wszystkich krajach, a serce jego tém większą miłością ogarniało całą jego powszechną trzodę, im cięższe próby przechodzili chrześcijanie, i im częściéj zgłaszali się do niego, po radę lub wsparcie. W samych początkach swojego Papiestwa, ustanowił w Rzymie, a to w skutek polecenia jakie odebrał był jeszcze od swiętego Piotra, dwudziestu nowych Proboszczów, dla łatwiejszéj obsługi duchownéj, coraz liczniejszych wyznawców Chrystusowych, i nie zaniedbał niczego, co tylko mogło przyczynić się do dobra Kościoła całego i jego wzrostu. On pierwszy w odezwach swoich zaczął używać tego wyrażenia: Pozdrowienie i błogosławieństwo Apostolskie, od którego odtąd wszyscy Papieże odezwy swoje rozpoczynają.

Dwanaście już lat upływało, jak święty Klet rządził Kościołem Bożym z tą świętą mądrością i gorliwością niezmordowaną, jakich oczekiwać można było po jednym z najulubieńszych uczniów książęcia Apostołów, kiedy cesarz Dyoklecyan, najokrutniejszy z tyranów i najzawziętszy wróg chrześcijaństwa, wszczął straszliwe Kościoła prześladowanie. Trudno wyobrazić sobie z jakiém barbarzyństwem pastwił się nad wiernymi, postanowiwszy wygładzić ich do szczętu. Klęska ta rozsrożyła się wszędzie. Po kilka tysięcy Męczenników padało w dniu jednym, a krew bohaterów chrześcijańskich lała się po całéj niemal kuli ziemskiéj.

Lecz temu okrutnemu prześladowcy, nie dość było krocie ofiar pomordować zadając im najstraszniejsze męki: chodziło mu głównie o najwyższego Pasterza téj owczarni Bożéj, w któréj krwi brodził. Zwrócił więc głównie swoję zawziętość na Papieża. Nakazał aby wyszukano świętego Kleta, przebiegającego podówczas okolice Rzymu, i już to po jaskiniach w których się ukrywali, już w podziemnych pieczarach, nawiedzającego strapionych chrześcijan, których pocieszał swoją obecnością, przemowami pokrzepiał na duchu, a sprawując wśród nich kościelne obrzędy, udzielał im Sakramenta święte. Nie trudno było żołdactwu cesarskiemu wysłanemu po Papieża, wyszukać go wkrótce, gdy wiedziano, że on tam się zwykle znajduje, gdzie najwięcéj jest nieszczęśliwych i strapionych jego dzieci. Schwytano więc Świętego, i okutego w ciężkie kajdany wtrącono do więzienia. Radość jakiéj ztąd doznał, najlepiéj dowodziła, z jakiém upragnieniem sam wyglądał korony męczeńskiej gdy dotąd zachęcał do niéj drugich. Gwałtowność złości Dyoklecyana nie dała mu długo czekać na to szczęście, i oszczędziła mu wiele cierpień. Niezwłocznie po jego uwięzieniu kazał go zamordować, co nastąpiło dnia 26 Kwietnia, roku Pańskiego 91. Zwłoki jego znajdują się w kościele świętego Piotra na Watykanie.

· · ·

W dniu dzisiejszym obchodzi także Kościół pamiątkę męczeństwa świętego Marcelina Papieża, w którego życiu i śmierci zaszedł wypadek będący wielką pobudką dla nas do ufności w miłosierdzie Boże.

Święty Marcelin był synem zamożnego mieszkańca Rzymu, nazwiskiem Projektus. Zostawszy kapłanem za Papiestwa świętego Kaja, przy końcu trzeciego wieku w służbie Kościoła wielce się odznaczył. Znamienicie wykształcony w naukach i wysokiéj świątobliwości wiodąc życie, po śmierci tego Papieża wybrany został na jego następcę. Były to podobnież jak i za świętego Kleta, bardzo dla łodzi Piotrowéj burzliwe czasy, i biegłego a szczególnie świętego wymagające sternika. Święty Marcelin zasiadł na Stolicy Apostolskiéj roku Pańskiego 290, to jest za panowania dwóch cesarzów Dyoklecyana i Maksymina, którzy poprzysięgli byli zagładę imienia chrześcijańskiego. Jeden z najdawniejszych i najznakomitszych dziejopisarzy Teodoret, pisze iż święty Marcelin wielkie położył był przed Bogiem zasługi w rządzeniu Kościołem powszechnym w tych opłakanych czasach.

Około roku 303-go, prześladowanie wzmogło się najbardziéj. Cesarz ponowił rozkazy zadawania chrześcijanom mąk najsroższych, i surowo polecił większą pilność w ich wyszukiwaniu. W przeciągu téż niespełna miesiąca, padło piętnaście tysięcy męczenników, a wkrótce przyszła koléj i na samego Papieża. Byłto już wtedy podeszłego wieka starzec. Pomimo tego nad nim właśnie, wtrąciwszy go do więzienia, pastwili się barbarzyńcy z największém okrucieństwem. Morząc go przez pewien czas głodem w ciemnéj piwniey, zawlekli do świątyni Jowiszowéj, i znękanemu męczarniami zadanemi w więzieniu, zagrozili jeszcze cięższemi, jeśli bożyszczu temu nie złoży ofiary. Nieszczęsny starzec, zapominając kim jest, ulegając obawie mąk któremi mu grożono, ofiarę pogańską spełnił, zasmucając Kościół cały tak straszliwym upadkiem.

Lecz go wnet z niego łaska Bożą podźwignąć raczyła. Skoro go wypuszczono na wolność, gorzko zapłakał nad sobą, a chcąc godnie odpokutować grzech popełniony, niezwłocznie napisał do wszystkich Biskupów jacy tylko mogli zgromadzić się w krótkim czasie, i zwołał ich na Sobór do miastą Sinuessy we Włoszech położonego. Skoro się tam zebrali, Papież stanął wpośród nich przybrany w suknię pokutną, i ze łzemi prosił aby mu wyjednali u Pana Boga przebaczenie popełnionéj winy, i naznaczyli pokutę. Biskupi zdziwieni i zbudowani, a oraz i uradowani czynem tak głębokiéj pokory i żywéj skruchy, jednogłośnie na to odpowiedzieli: że sam Papież ma być swoim sędzią, przydając że: „/Stolica Apostolska od nikogo sądzoną być nie może/” i w końcu rzekli do niego: „gdyś naśladował Piotra zapierającego się, naśladujże go i pokutującego”.

Zrozumiał to dobrze Marcelin, tém bardziéj że i sam postanowił już był to uczynić. Jakoż, udał się niezwłocznie do Dyoklecyana, oświadczył mu iż z całego serca żałuje że ulegając groźbom katów, zaofiarował kadzidło bożyszczu pogańskiemu, i że teraz gotów jest wszelkie ponieść męki i życie oddać za wiarę. Tyran nie uczcił tego bohaterskiego postępku, albo raczéj Pan Bóg nie chciał pozbawić Marcelina korony męczeńskiéj. Cesarz skazał go na ścięcie głowy, i wyrok ten wykonano dnia 26 Kwietnia, około roku Pańskiego 304. Zwłoki jego, z rozkazu cesarskiego, przeszło miesiąc niepochowane, leżały na placu publicznym, wraz z ciałami świętych Klaudyusza, Cyrylla i Antonina, współcześnie umęczonych. Lecz nareszcie kapłan imieniem Marcel, z rozkazu świętego Piotra który się mu był objawił, w nocy je uniósł i pochował na cmentarzu Pryscylli.

Pożytek duchowny

Niektórzy nowsi a uczeni pisarze kościelni, dowodzą że zaprzanie się wiary przez świętego Marcelina nie miało miejsca. Lecz gdy szczegół ten znajduje się i w lekcyach Brewiarza i w pismach dawnych autorów wielkiéj powagi, pocóż nam o nim wątpić, tém bardziéj że on dwie bardzo ważne przedstawia nauki. Jednę że każdy grzech szczerze odpokutowany Bóg miłosierny odpuszcza; drugą że od najpierwszych wieków Kościoła, uznawano Papieża wyższym nad wszelką, nawet Soboru zgromadzonego władzę.

Modlitwa (kościelna)

Błogosławionych Męczennikow a oraz i Papieżów Kleta i Marcelina, prosimy Panie niech nas opieka otacza, i ich święte modlitwy niech za nami pośredniczą. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 323–325.

Tags: św Klet św Marcelin „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież męczennik nawrócenie pokuta
2020-04-17

Mowa nr 71 na Zmartwychwstanie Pańskie – Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 338–343.

(Podług braci Ballerini obie M. na Zmartwychwstanie Pańskie wygłoszone były w nocy z soboty na niedzielę w czasie wigilijnego nabożeństwa.)

  1. Zaleciliśmy wam, najmilsi, w ostatnim kazaniu uczestniczenie w Krzyżu Chrystusowym, podając odpowiedni, jak sądzę, po temu sposób, aby tajemnica wielkanocna przenikała samo życie ludzi wierzących, i aby to, co święcą w tym dniu uroczystym, sławili obyczajami. Sami doświadczyliście, jak pożytecznym jest to uczestnictwo: pobożne praktyki wasze pouczyły was, ile to korzyści przynosi tak duszy, jak ciału i post, przez dłuższy czas praktykowany, i częstsza modlitwa, i szczodrzej dawana jałmużna. Boć nie masz może pośród nas nikogo, co by z tych praktyk nie osiągnął zysku, i w skrytości serca nie zachował czegoś takiego, czym słusznie mógłby się radować. Ale korzyści tych należy strzec wytrwale, aby w razie, gdyby zapał ostygł, zazdrosny szatan nie wykradł tego, cośmy za łaską Bożą osiągnęli. Skoro więc dlatego zachowaliśmy post czterdziestodniowy, aby w czasie Męki Pana odczuć w pewnej mierze na sobie krzyż Jego, to starajmy się też usilnie o to, aby stać się uczestnikami zmartwychwstania Chrystusa.

    Już za ziemskiej pielgrzymki mamy przechodzić od śmierci do życia. Celem wszelkiej zmiany i zwrotu w życiu człowieka jest przestać być, czym się było, i zacząć być, czym się nie było. Nie obojętna to jednak rzecz, komu się żyje i komu umiera; jest bowiem taka śmierć, co do życia wiedzie, jest też i takie życie, co śmierć sprowadza. I nie gdzie indziej, jeno tu, w przemijającej doczesności, jedno z dwojga człek sobie gotuje; od tego, jak postępujemy, zależy wieczna zapłata. Trzeba więc umrzeć szatanowi, a żyć Bogu: wziąć stanowczy rozbrat z wszelką nieprawością, aby powstać do życia sprawiedliwego. Niech zginą stare sprawy, aby nowe mogły się narodzić! Ponieważ zaś, jak mówi Wieczna Prawda, „nikt nie może dwom Panom służyć” (Mt. 6, 24; por. Łk. 16, 13; Jan 2, 15), Panem naszym niechaj będzie nie tamten, co stojących przywiódł do upadku, jeno ten, co upadłych podźwignął do chwały.

  2. A skoro Apostoł tak mówi: „Pierwszy człowiek z ziemi, ziemski jest; wtóry człowiek z nieba, niebieski. Jaki ziemski, tacy i ziemscy: a jaki niebieski, tacy i niebiescy. Przeto jakośmy nosili obraz ziemskiego, tak nośmy niebieskiego!” (1 Kor. 15, 47…). Przemiana ta zatem winna nas wielką radością napełniać; ona to bowiem przekształca nas z ziemskich chudopachołków w dostojników nieba, dzięki niewysłowionemu miłosierdziu tego, co zstąpił w nasze niziny, aby nas podnieść w swe wysokie progi. Nie dość, że przyjął naszą naturę, ale podzielał z nami dolę nas grzesznych. W ten sposób Bóg — w sobie niedostępny cierpieniu — wystawił siebie na całą tę nędzę, jakiej my, śmiertelni, podlegamy. Stąd to, aby jednak przygnębionych uczniów nie dręczył zbyt długi smutek, przedziwnie skrócił przepowiedzianą przez siebie trzydniową zwłokę (spoczywanie w grobie) (por. Mt. 12, 40; Jan 2, 19): do pełnego drugiego dnia dorzucił koniec pierwszego i początek trzeciego, tak, że zmniejszył czas trwania, choć ilość dni pozostała ta sama. Zmartwychwstanie więc Zbawiciela nie pozwoliło ani duszy długo przebywać w podziemiu, ani ciału w grobie. Powrót do życia ciała, nie uległego zepsuciu, nastąpił tak szybko, że przypominało to raczej ocknienie ze snu, niż ze śmierci. Bóstwo bowiem, nie odstępując od obu składowych części w ludzkiej naturze Chrystusa (od duszy i ciała), mocą swą złączyło z powrotem to, co mocą rozdzieliło.
  3. Poszły za tym liczne dowody, stwierdzające prawdę tej wiary, co miała być głoszona po całym świecie: odwalony kamień, grób pusty, pozostawione prześcieradło, aniołowie, opowiadający przebieg zdarzenia, wszystko to aż nadto dowodziło, że zmartwychwstał Pan prawdziwie. Ale ukazywał się On jeszcze niejednokrotnie i niewiastom i Apostołom. Rozmawiał, przebywał, biesiadował z nimi. Pozwalał nawet dotykać siebie tym, co jeszcze nie dowierzali. Do uczniów wchodził przez zamknięte drzwi, tchnieniem swoim dawał im Ducha Świętego; udzielał im światła rozumienia i otwierał przed nimi tajemnice Pisma świętego. To znowu pokazywał im ranę w boku, przebicia gwoździ i wszystkie dowody świeżo przebytej męki (por. Mt. 28; Mar. 16; Łk. 24; Jan 20; Dz. Ap. 1, 3). Wszystko to czynił dlatego, aby widocznym dla nas było, że trwają w nim nierozłącznie prawdziwie boska i ludzka natura, i abyśmy w ten sposób nabrali przeświadczenia, że „Słowo” to nie to samo, co „ciało”, i wyznawali, że „Słowo” i „ciało” razem stanowią „jednego Syna Bożego”.
  4. Nie kłóci się z tą wiarą następujące powiedzenie św. Pawła Apostoła: „Jeśli byśmy i znali Chrystusa wedle ciała, to teraz już go nie znamy” (2.Kor. 5, 16). Ze zmartwychwstaniem bowiem nie nastąpiło wyzbycie się ciała, jeno przemiana; spotęgowana moc nie wchłonęła ludzkiej natury. Zmienia się jakość, ale nie istota: to ciało, które niedawno można było ranić i ukrzyżować, jest teraz niedostępne uszkodzeniom i cierpieniom, które można było uśmiercić, jest na wieczność nieśmiertelne. Słusznie przeto wyraził się św. Paweł, że już nie znamy ciała Chrystusa, rozumie się takim, jakim ono było, ponieważ nie zachowało nic ze swej zdolności cierpienia i nic ze swej poprzedniej słabości. Jest ono wprawdzie to samo co do swej istoty, ale nie takie samo co do właściwej mu teraz chwały. Cóż zaś dziwnego, że to o ciele Chrystusa wyznaje Apostoł, skoro on o wszystkich uduchowionych chrześcijanach wyraża się w ten sposób: a tak my odtąd nikogo nie znamy wedle ciała? (2 Kor. 5, 16). Odtąd, powiada, zaczęło się i dla nas zmartwychwstanie w Chrystusie, odkąd na tym, co za wszystkich umarł, okazało się, czego my wszyscy spodziewać się możemy. Nie brniemy przez jakieś wątpliwe przypuszczenia, nie zawiśliśmy w niepewności oczekiwania, lecz, otrzymawszy początek obietnicy 1, oczyma wiary już oglądamy przyszłą naszą rzeczywistość, a ciesząc się z wywyższenia naszej natury, już teraz zażywamy tego, w co wierzymy.
  5. Niech nas przeto nie pochłaniają zbytnio rzeczy zewnętrzne i świat niech nie odwraca myśli i serca naszego od tego, co do nieba prowadzi. To, co już w swej większej części minęło, uważajmy za skończone; natomiast sercem, stęsknionym za tym, co trwałe, tam umieszczajmy swoje pragnienia, gdzie oczekują nas dobra wieczne! Aczkolwiek bowiem nadzieją zbawienia żyjemy, i związani jesteśmy z ciałem, podległym zepsuciu i śmierci, słusznie jednak można o nas powiedzieć, żeśmy już nie cieleśni, jeśli zmysłowość nad nami nie panuje; słusznie też zmieniamy nazwę tej rzeczy, której nie ulegamy posłusznie. Jeśli zaś Apostoł powiada: „ciału w jego pożądliwościach nie dogadzajcie!” (Rzym. 13, 14), nie tak mamy te słowa rozumieć, jakoby nakazywał nam tego, czego nieodzownie wymaga nasza słaba natura, a co zgodne jest z naszym zbawieniem. Napomnienie to zmierza jedynie do tego, abyśmy zachowali odpowiedni umiar, ponieważ nie wszystkie pragnienia należy zaspokajać i nie wszystko spełniać, czego ciało pożąda. Mając je podległe duchowi, ani nie pozwalajmy mu na zbytki, ani też nie odmawiajmy mu rzeczy koniecznych. Stąd to tenże Apostoł powiada w innym miejscu: „nikt jeszcze nie miał w nienawiści własnego ciała, ale je żywi i pielęgnuje” (Efez. 5, 29). Żywi zaś je i pielęgnuje — rzecz prosta — nie dlatego, żeby ono występkom i zbytkom mogło się oddawać, jeno żeby zdolne było do usług, odnawiało swe siły i spełniało swoje zadanie! Nie może przecież to, co niższe, górować w nas przewrotnie i sromotnie nad tym, co wyższe, podobnie jak odwrotnie, to, co wyższe, nie powino podlegać temu, co niższe! Boć niewolnikiem staje się to, co powinno być władcą, gdy występki opanują duszę.
  6. Boży lud przeto dobrze to sobie uświadomić powinien, że w Chrystusie został nowym stworzeniem, i zrozumieć, kto to stworzenie przyjął na siebie i kogo ono przyjęło. Co się odnowiło, nie ma już nawracać do starych niestateczności! „Kto rękę swoją przyłożył do pługa” (Łk. 9, 62), niechaj dokona dzieła! Niech pilnie baczy na to, co sieje, a nie ogląda się wstecz na to, co porzucił! Nikomu nie wolno wracać do tych upadków, z których się dźwignął! Choćby nawet ktoś słabego ciała — złożony był jeszcze jakąś niemocą, niechaj wytrwale dąży do wyzdrowienia i powstania z łoża! To jest jedyna droga do zbawienia, i to właśnie prowadzi do takiego powstania z martwych, jakiemu Chrystus dał początek: na grząskim podłożu doczesnego życia łatwo o różne przygody i upadki, z niepewnego tedy gruntu zejść trzeba na twardy. Dlatego i Pismo św. mówi: „Pan kieruje krokami człowieka i sprzyja mu w drodze. Chociażby upadł, wyjdzie bez szwanku, gdyż Pan go podtrzyma swą ręką” (Ps. 36, 23).

    Wskazania te, najmilsi, nie są tylko odświętnym i wielkanocnym rozważaniem. Zachować je należy na stałe dla uświęcenia całego życia! Celem pobożnych ćwiczeń, tak chętnie przez wiernych w tym, krótkim zresztą, czasie podejmowanych, jest wdrożyć przyzwyczajenie, aby one trwały nie słabnąc, a gdyby nawet zakradło się jakieś przewinienie, nauczyć się niezwłocznie usuwać je pokutą. Ponieważ leczenie zadawnionych chorób trudne jest i przewlekłe, trzeba tym spieszniej stosować środki zaradcze, im świeższe są rany. Dźwigając się w ten sposób wytrwale z wszelkiej ułomności, zasłużymy sobie na obiecane nam zmartwychwstanie w ciele uwielbionym, przez Chrystusa Jezusa, naszego Pana, co z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Mianowicie w zmartwychwstaniu Pana. Jest ono dla nas rękojmią, dając zarazem poznać, że i my zmartwychwstaniemy i otrzymamy przemienione ciało. — Por. Job 19, 25…; Mt 13, 43; Jan 5 28; Dz. Ap. 23, 6; 24, 15; 1 Kor. 15, 16, 51, 54; Filip. 3, 21; 1 Tess. 4, 13,

Tags: św Leon Wielki Zmartwychwstanie pokuta ciało
2020-04-10

Św. Maryi Egipskiéj

Żył około roku Pańskiego 421.

(Żywot jéj był napisany przez Zofroniusza, Patryarchę Jerozolimskiego.)

W jednym z klasztorów w Palestynie, mieszkał na początku piątego wieku, wielkiéj świątobliwości zakonnik nazwiskiem Zozymas. Zachowawszy nieposzlakowaną niewinność od kolebki, już lat pięćdziesiąt trzy żył w zakonie, jaśniejąc wysokiemi cnotami, gdy razu pewnego przyszła mu myśl pyszna, że na całéj puszczy okolicznéj, gdzie było wiele klasztorów i pustelników, nie było doskonalszego od niego. Aby go z téj szatańskiéj pokusy uleczyć, Pan Bóg sprawił że go przeniesiono do innego klasztoru, gdzie zakonnicy mieli zwyczaj cały wielki post przepędzać na puszczy. Gdy więc nadeszła ta pora, i Zozymas w środę popielcową wyszedł z klasztoru, przeprawił się przez rzekę Jordan, i udał się w głąb puszczy, mając jakby przeczucie że znajdzie na niéj pustelnika, którego rodzaj życia nadzwyczajny, uwolni go od trapiących myśli zarozumiałych, których z całego serca pragnął się pozbyć.

Upłynęło już było dni dwadzieścia jak w tym celu chodził po puszczy, kiedy około południa zatrzymawszy się pod drzewem dla odśpiewania Psalmów, ujrzał jakby jakieś widziadło, bardzo spiesznie przed nim uchodzące. Przestraszony przeżegnał się, i spostrzegł iż była to jakaś postać ludzka. Jakoż, była to niewiasta, która przed nim uciekała. Zozymas sądząc, iż to być musi pustelnik jaki na téj puszczy żyjący, pogonił za nią i zbliżywszy się, zaczął wołać: „Sługo Boży, zaklinam cię na miłość tego Pana któremu służysz na téj puszczy, wstrzymaj się i rozmów się ze mną.” Nie uczyniła jednak tego postać uchodząca, aż gdy skryła się w gęste krzaki, tak się odezwała: „Ojcze Zozymasie, rzuć płaszcz twój biednéj grzesznicy, jeśli chcesz aby rozmówiła się z tobą.” Sługa Boży słysząc się nazwanym po imieniu, domyślał się iż ma do czynienia z jakąś wielkiéj świątobliwości duszą, która nie inaczéj jak przez cudowne objawienie, mogła się dowiedzieć o jego nazwisku. Rzucił więc jéj płaszcz, którym ona okrywszy się, wyszła do niego, a gdy zaczął wypytywać ją ktoby była i co tu robi, tak mu historyą swoję opowiedziała:

„Jestem rodem z Egiptu. Na nieszczęście moje, w dwunastym roku życia, opuściłam dom rodzicielski dla oddania się rozpuście, i przybywszy do Aleksandryi, przez lat siedemnaście dopuszczałam się najohydniejszego nierządu. Nie szukałam w tém zysku, lecz czyniłam to z saméj rozpusty, i zdaje mi się, że żadna niewiasta nie przyprawiła o wieczną zgubę tyle dusz, ile ja ich pozyskałam piekłu. Dnia pewnego, widząc że wielka liczba ludzi spieszyła do portu i wsiadała na okręty, spytałam się zaciekawiona, gdzie się udają. Powiedziano mi, iż sąto pielgrzymi udający się do Jerozolimy, na wielką uroczystość znalezienia Krzyża świętego. Wzięła i mnie ochota toż samo uczynić, wsiadłam na okręt, i dotąd dreszcz mnie przechodzi, na wspomnienie jakiém zgorszeniem stałam się dla wszystkich podróżnych. W Jerozolimie żyłam tak występnie jak w Aleksandrii.

Gdy nadeszła uroczystość, udałam się z innymi do kościoła, aby uczcić Drzewo Krzyża świętego, lecz przy wejściu, jakaś ręka niewidzialna odepchnęła mnie od wnętrza kościoła, i napróżno chciałam się tam dostać, gdyż za każdą razą, coraz silniéj mnie coś odrzucało. Zawstydzona tém i zasmucona, rozpłakałam się rzewnie. Szpetność grzechów moich stanęła mi żywo na pamięci, żal ogarnął serce moje, poszłam w kąt placu przed kościołem będącego, i usiadłszy na kamieniu, gorzkie łzy wylewałam.

Wśród tak ciężkiego udręczenia, podniosłam oczy w górę, i naprzeciw mnie spostrzegłam na murze Obraz Matki Bożéj. W tejże chwili przypomniawszy sobie, że przenajświętszą Pannę nazywają Matką miłosierdzia i Ucieczką grzeszników, Matko miłosierdzia! zawołałam do Niéj, zlituj się nade mną, która jako największa jaka kiedy była grzesznica, tém większe przez to właśnie, mam prawo do Twojego pośrednictwa. Czuję żem nie godna otrzymania tych łask, jakie Pan Bóg zlewa dziś na świątobliwe dusze, oddające cześć Drzewu Krzyża świętego; lecz otrzymaj mi tylko tę łaskę abym mogła ujrzeć to Drzewo święte, na którym Syn Twój a Zbawca mój, wylał krew Swoję za moje zbawienie, a zato przyrzekam Ci, że się udam na puszczę, abym tam już przez całe życie opłakiwała moje zbrodnie.

Po takiéj modlitwie wstałam, poszłam do kościoła, i już tą razą wszedłszy do niego bez trudności, rzuciłam się na ziemię dla oddania czci Drzewu świętemu i zalewając się gorzkiemi łzami żalu za grzechy moje. Potém wróciłam przed obraz Matki Bożej, i upadłszy przed nim na kolana: „Matko miłosierdzia! zawołałam, Tobiem po Bogu winna moje nawrócenie. Dokończ dzieła Twojego: w Tobie cała ufność moja. Wskaż mi teraz co mam czynić, i prowadź mnie drogą zbawienia.” A gdym słów tych domawiała, usłyszałam głos wyraźnie do mnie mówiący: „Przepraw się przez Jordan, a znajdziesz pokój duszy twojéj.” W tejże chwili wyszłam z miasta, wziąwszy z sobą tylko trzy bułki chleba. Pod wieczór przybyłam nad Jordan, gdzie znalazłszy kościół pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela, przepędziłam w nim noc całą, na opłakiwaniu moich grzechów. Zrana wyspowiadawszy się z całego życia, przyjęłam Komunią świętą i poleciwszy się Matce Bożéj, przeprawiłam się przez rzekę: a udawszy się na tę błogosławioną puszczę, oto już lat czterdzieści siedem jak na niéj przebywam, i ciebie pierwszego z ludzi tu spotkałam.”

„Czóm więc żywiłaś się przez czas ten?” spytał ją Zozymas. — „Trochę chleba który wzięłam z sobą, rzekła mu Święta, wkrótce spożyłam, i potém żywiłam się już tylko korzonkami leśnemi.” — „A czy pokus jakich od złego ducha nie doznawałaś?” spytał ją znowu. „O! mój ojcze, powiedziała mu na to, nie mówmy już o tém; samo wspomnienie tego przeraża mnie dotąd. Trudno mi opisać ci, jak ciężkie przechodziłam próby. Wszystkie złe namiętności uderzały na mnie: wspomnienie dawnych niegodziwych uciech mnie ścigało. Żem nie zginęła, winnam i to Matce Bożéj. Do Niéj się uciekałam w najcięższych chwilach, i Ona to mnie ratowała, ciągle była wśród pokus moją wspomożycielką i do pokuty przewodniczką. Jéj zawdzięczam spokój jakiego już teraz doznaję, bo i po dziś dzień we wszystkim jest moim ratunkiem: Sama jakby za rękę mnie prowadzi.”

Po téj rozmowie pustelnica prosiła go, aby to wszystko póki ona żyje zachował w tajemnicy, i żeby na rok przyszły przyszedł w toż samo miejsce, w sam Wielki czwartek, i przyniósł jéj Komunią świętą: przytém przepowiedziała mu że wcześniéj nie będzie mógł wyjść z klasztoru na puszczę.

Zozymas złożywszy Panu Bogu dzięki, że mu dał odkryć tak cudowny sposób życia wiodącą pokutnicę, wrócił do klasztoru, gdzie cały rok zachował najściślejsze milczenie, i podwoił zwykłych swoich umartwień. W roku następnym przed samymw Wielkim postem, zapadł w gorączkę i nie mógł tak jak inni zakonnicy wyjść na puszczę w środę popielcową, lecz dopiéro w Wielki czwartek, jak mu to Święta przepowiedziała. Przybył już późno w nocy nad Jordan, niosąc z sobą w małéj puszce Przenajświętszy Sakrament. Ledwie tam stanął, a ujrzał przy świetle księżyca, świętą pustelnicę nadchodzącą do przeciwnego brzegu rzeki. Zakłopotany iż ani dla niego, ani dla niéj nie było łódki do przeprawy, patrzy aż ona przeżegnawszy wodę, przebyła rzekę jakby szła po ziemi.

Zozymas tak tym cudem został uderzony, że gdy się do niego zbliżała, ukląkł; lecz Święta zawołała na niego aby powstał, przypominając mu że był kapłanem, a co większa że miał przy sobie Przenajświętszy Sakrament. Sama przeto upadłszy przed nim na kolana, i rzewnie płacząc, poprosiła aby odmówił Ojcze nasz, Zdrowaś Marya i Wierzę. Co gdy on uczynił przyjęła Komunią świętą, a potém wzniosłszy oczy i ręce do nieba, zawołała: „Teraz to Panie, według słów Twoich, puścisz służebnicę Twoję w pokoju, gdyż oczy moje oglądały zbawienie któreś nam przyniósł.” A zwracając się do Zozymasa, „jeszcze ojcze, rzekła do niego, mam cię prosić o jednę łaskę: Na rok przyszły przyjdź znowu na toż samo miejsce na puszczę, gdzieś mnie pierwszy raz spotkał, i gdzie mnie znajdziesz jak się Bogu spodoba.” Poczém wziąwszy od niego błogosławieństwo, przeżegnała rzekę, przeszła po wierzchu wody jak wprzódy, i znikła w puszczy.

Roku następnego, Zozymas wyszedł na puszczę w zwykłéj porze, i udał się na miejsce gdzie przed dwoma laty spotkał był Świętą, i znalazł ją tam nieżywą. Ciało jéj leżało na ziemi tak świeże, jakby tylko co skonała, a obok niego były te słowa wyryte na piasku : „Ojcze Zozymasie, pochowaj tu ciało biednéj Maryi, która umarła w Wielki piątek, zaraz po przyjęciu z rąk twoich Komunii świętéj, i racz o niéj pamiętać przed Bogiem.”

Gdy Zozymas modlił się i płakał, a zabierał się do pogrzebania ciała, ujrzał nadchodzącego z głębi puszczy lwa ogromnego. Osłupiał z przerażenia, lecz zwierz ten przybliżył się do ciała Świętéj, a polizawszy jéj nogi i wygrzebawszy wielki dół w ziemi, odszedł spokojnie. Zozymas pochował tam ciało błogosławionéj pustelnicy odśpiewawszy Psalmy żałobne, i wrócił do klasztoru, gdzie wszystko to cośmy tu opisali, opowiedział najwierniéj.

Święto błogosławionéj Maryi Egipskiéj, obchodzono najprzód w Grecyi, a wkrótce potém i w Kościele zachodnim. Martyrologium Rzymskie wspomina o niéj drugiego tego miesiąca. Reiikwie jéj znajdują się w kilku kościołach, głowę z wielką czcią przechowują w Neapolu.

Pożytek duchowny

Do jakże wielkiego nabożeństwa do Matki Boźéj, i do nieograniczonéj ufności w Jéj miłosierne i wszechwładne pośrednictwo, pobudzać powinny każdego, szczegóły nawrócenia się téj wielkiéj grzesznicy, która wielką Świętą została. Uciekaj się więc do przenajświętszéj Panny, gorąco Ją błagając o wszelkie potrzebne dla duszy twojéj łaski, a nie wątp że każdą ci Ona wyjedna u Boskiego Syna Swojego.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste! Któryś błogosławioną Maryą Egipską, z otchłani grzechów, za pośrednictwem przenajświętszéj Matki Twojéj, od razu wywiódł i do wysokiéj doprowadził świątobliwości, spraw za jéj przyczyną i przez jéj zasługi, abyśmy we wszelkich duszy naszéj potrzebach uciekając się do Matki miłosierdzia, miłosierdzia Twojego na wieki dostąpili. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 280–283.

Tags: św Maria Egipska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Krzyż czystość spowiedź generalna Maryja Ucieczka grzesznych pokuta
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.