Citatio.pl

Wpisy z tagiem "post":

2020-10-24

Św. Rafała Archanioła

Objawił się Tobiaszowi na lat 700 przed Chrystusem Panem.

(Szczegóły poniższe wyjęte są z Pisma Bożego.)

Święty Rafał którego uroczystość Kościół Boży dziś obchodzi, jest jednym z Archaniołów otaczających tron Boski. W jedném tylko miejscu Pisma Bożego jest o nim wyraźna a długa wzmianka, a to w historyi młodego Tobiasza, do którego Pan Bóg raczył go zesłać, a przez niego całą tę rodzinę różnemi łaskami obdarzyć. Pismo święte tak to nam opowiada.

Kiedy Pan Bóg za karę odstępstwa Swojego wybranego narodu, zesłał na nich króla Assyryjskiego Salmanazara, który pobiwszy ich, wielu wziął do niewoli, w téj liczbie był i Tobiasz, z pokolenia i miasta Neftali, człowiek od lat młodych wielkiéj świątobliwości, który wiary w prawdziwego Boga nigdy nie odstępował. Zaprowadzony do Assyryi, mieszkał w Niniwie, i tam znowu odznaczył się jak najściślejszém zachowywaniem praw Starego zakomu, a oraz i miłosiernemi uczynkami które spełniał względem swoich współwyznawców, razem z nim w niewoli pogańskiéj jęczących. Wspierał ich ile mógł, utwierdzał w wierności ich religii, grzebał ich ciała, chociaż się w tém nieraz na wyraźną śmierć narażał: gdyż to było przez Assyryjczyków najsurowiéj zakazane. Słowem był dla wszystkich wzorem cnót najwyższych. Pojął za żonę dziewicę ze swojego pokolenia imieniem Annę i z niéj miał syna któremu imię dał takie Tobiasz, a od dzieciństwa wyuczył go czcić Boga i unikać grzechu.

Zdarzyło się dnia pewnego, że gdy spracowany miłosiernemi usługami, usnął przy ścianie pod swoim domem, z gniazda jaskółki które nad nim było, spadł na oczy jego gnój, który go o zupełną ślepotę przyprawił. Tobiasz, z pokorném poddaniem się woli Boskiéj zniósł to nieszczęście, nietylko nigdy nieutyskując, ale nawet oddając za to chwałę Bogu.

Lecz źli ludzie urągali mu z tego powodu. „Gdzież jet, mówili, Bóg w którym twoję nadzieję złożyłeś, przez wgląd na którego tyleś jałmużn rozdawał? Wszystko widać na nic ci nie posłużyło, kiedy teraz ślepotą dotknięty zostałeś.” A Tobiasz i takie urąganie pokornie znosił, tylko modlił się do Boga żeby go pocieszyć raczył. Dnia zaś pewnego gdy mu nietylko obcy ludzie, ale już i żona tę jego ślepotę wymawiała, z płaczem błagał Pana Boga aby go od tego nieszczęścia uwolnić nie omieszkał.

Gdy się to działo w Niniwie z Tobiaszem, w tymże samym dniu w mieście Ragiesie daleko ztamtąd bo w krainie Medów położoném, pewna kobieta imieniem Sara, córka Raguela bogatego mieszkańca tego miasta, podobnież jak Tobiasz niewinnie cierpiąc, doznała dotkiwego urągania.

Byłato niewiasta wielkiéj świątobliwości, lecz przed ludźmi: jakby hańbą okryta, gdyż siedem razy wydawana za mąż, nietylko dzieci nie miała, co w starym zakonie wielką sromotą było, lecz wszystkich mężów, zaraz po ślubie, czart zabijał. Razu pewnego gdy upomniała o jakiś występek służącą swoję, tę obelżywą odebrała od niéj odpowiedź: „Zabójczyni mężów swoich, obyś nigdy potomstwa twego nie oglądała.” Co usłyszawszy Sara, poszła na górę do izdebki, a trzy dni niejedząc i niepijąc modliła się z płaczem, prosząc aby ją Pan Róg z tego wstydu wyzwolił.

Owóż obojga tych. dusz pobożnych: to jest Tobiasza z Niniwy i Sary z Ragesu połączyły się razem modlitwy przed majestat Boski; a Pan Bóg postanowił zesłać na ziemię świętego Rafała Archanioła, aby przez niego okazać nad nimi wielkie swoje miłosierdzie, co nastąpiło w ten sposób.

Tobiasz pożyczył był znaczne pieniądze niejakiemu Gabelowi, który mieszkał w Ragiesie. Gdy zdawało mu się że już niedługo pożyje, polecił młodemu Tobiaszowi synowi swojemu, aby się udał do tego miasta dla odebrania od Gabela należności, i kazał mu poszukać sobie jakiego towarzysza podróży, któryby go tam zaprowadził. Wyszedł tedy młody Tobiasz na ulicę i zaraz spotkał młodzieńca przecudnéj postawy, a tak ubranego jakby już do podróży znajdował się gotowym. Byłto właśnie Anioł-Rafał, którego tam Pan Bóg, w widokach swojego miłosierdzia na tę świętą rodzinę zsyłał, lecz młody Tobiasz niedomyślając się tego, zapylał go: „Zkąd jesteś dobry młodzieńcze?” A on odpowiedział: „z synów Izraelskich.” – „A czy znasz drogę do krainy Medów?” powiedział znowu Tobiasz. – „Znam odrzekł młodzieniec, i często ją odbywałem udając się do miasta Ragies, w którém w czasie mego pobytu mieszkałem w domu Gabela, naszego współrodaka.” Uradowany młody Tobiasz że taki nastręcza mu się towarzysz, prosił go aby chwilę poczekał, a sam pobiegł oznajmić to ojcu który i sam tém wszystkiém zdziwiony, kazał prosić do siebie owego nieznajomego. Ten wszedłszy pozdrowił go mówiąc: „Niech ci zawsze będzie wesele.” A Tobiasz na to: „jakże wesołym byś mogę ja, który ślepotą dotknięty światłości niebieskiéj nie widzę?” – „Pociesz się, odpowiedział mu na to młodzieniec, już niezadługo Pan Bóg wzrok ci przywróci.” Potém spytał stary Tobiasz nieznajomego czy może zaprowadzić syna jego do Gabela, mieszkającego w mieście Rages w Medyi, i obiecał mu za to po powrocie nagrodę. „Zaprowsdzę i przyprowadzę ci go na powrót” odrzekł mu na to Anioł. Lecz Tobiasz, chcąc wiedzieć kim on jest, pytał go znowu o rodzinę i pokolenie z jakiego pochodzi, na co odrzekł mu Święty Rafał: „Niepotrzebnie mnie oto pytasz. Ale jeżeli chcesz koniecznie o tém wiedzieć, oto powiem ci że jestem Azaryasz, syn wielkiego Ananiasza.” W czém nie było kłamstwa, gdyż po hebrajsku Azaryasz znaczy pomoc Boża, prócz tego święty Rafał przybrał był w istocie na siebie postać Azaryasza syna Ananiasza. Zdziwiony Tobiasz iż z tak znakomitego pochodzi ten młodzieniec rodu, zaczął go pokornie przepraszać, iż z razu obchodził się z nim jakby z najmującym się przewodnikiem, lecz święty Rafał niedając ma mówić dłużéj uspokoił go raz jeszcze o syna mówiąc: „Ja zdrowego zaprowadzę, i zdrowego ci napowrót przywiodę.” Wtedy rzekł Tobiasz: „Idźcie szczęśliwi, a Bóg niech będzie w drodze waszéj, a Anioł Jego niech wam towarzyszy.” Potém przygotowawszy wszystko co mieli wziąść z sobą, pożegnał młody Tobiasz ojca i matkę, i wraz z niebieskim przewodnikiem swoim puścił się w drogę.

Lecz skoro wyszli rozpłakała się matka, mówiąc do męża: „podporę starości naszéj odjąłeś nam. Nie warte były pieniądze te aby syna, który nam za wszystkie stawał bogactwa, na taką daleką podróż narażać.” Tobiasz zaś cieszył ją mówiąc: „Wróci się zdrów syn nasz, wierzę iż Anioł Boży z nim jest.”

Tymczasem młody Tobiasz ze świętym towarzyszem swoim dążył ku Mezopotamii, a nadszedłszy do rzeki Tygru, gdy strudzony podróżą usiadł i nogi w niéj moczył, straszna ryba jakaś rzuciła się na niego. Przeraził się tém wielce i zawołał o ratunek do świętego Rafała. Ten kazał mu schwycić rybę za skrzele, wyciągnąć na brzeg, i rozpłatawszy ją wyjąć z niéj wątrobę i żółć, mówiąc że dym wątroby odgania złe duchy, a żółć jest lekarstwem od ślepoty.

Gdy przybyli do miasta Regiesu, święty Rafał zaprowadził Tobiasza nie do Gabela, lecz do Raguela ojca owéj Sary o któréj wyżéj wspomniano, i poradził mu aby prosił o jéj rękę. A kiedy się Tobiasz obawiał, aby z nim to samo nie stało się co z poprzednimi jéj mężami, którzy wszyscy zaraz, byli po ślubie pomarli, święty Rafał wytłómaczył mu przyczynę ich śmierci. Powiedział mu że tamci zabierali się do małżeństwa niemając Boga w sercu, lecz tylko dla dogodzenia swojéj zmysłowości; a że w takich małżeństwach, ludzie stają się niewolnikami złego ducha, Bóg przeto chciał zostawić ten przykład ich kary dla nauki całemu światu, iż do stanu małżeńskiego zabierać się należy nie ze zwierzęcéj namiętności, lecz głównie w celu mienia potomstwa, któreby pomnażało chwałę Boga na ziemi, a liczbę wybranych w Niebie. Przytém nauczył go Rafał jak ma się zachować z małżonką, aby błogosławieństwo Boże na małżeństwo swoje ściągnąć. Tobiasz usłuchał we wszystkiém rady świętego Rafała, pojął Sarę za żonę, złe duchy odegnał dymem wątroby rybiéj jak mu to święty Rafał wskazał, a także, wedle jego polecenia, całe pierwsze trzy dni i trzy noce po ślubie spędził z Sarą tylko na modlitwie, przez co sobie obfite na zawsze błogosławieństwo Boże uprosili.

Wciągu tego wszystkiego, młody Tobiasz nie domyślał się wcale kim jest święty Rafał, a doznawszy już tyle od niego dobrodziejstw, i dowodów przychylności, prosił go aby poszedł do Gabela i upomniał się o dług ojca jego. Oddał mu i tę posługę ten święty Archanioł, odebrał pieniądze od Gabela, i nawet przywiódł Tobiasza do domu Raguela, gdzie tenże ujrzawszy młodzieńca przycisnął go do serca, jako syna starego swojego przyjaciela i serdecznie mu pobłogosławił.

Tobiasz zabawił pewien czas z żoną u jéj rodziców, poczém zapragnął powrócić do swoich. Wtedy Raguel dał w posagu córce połowę swojego wielkiego majątku, resztę zapewniając jéj po swojéj śmierci i wyprawił ich do Niniwy. Święty Rafał wiernie im towarzyszył, a gdy byli w pół drogi, doradził Tobiaszowi, aby oni dwaj tylko pośpieszyli do ojca, a Sara z czeladzią i dobytkiem aby pomału za nimi zdążała. Uczynił tak Tobiasz, a gdy już do Niniwy zbliżali się, polecił mu znowu Anioł żeby gdy przyjdzie do domu ojcowskiego, najprzód pokłonił się Panu Bogu i serdeczne Mu złożył dzięki, a potém ucałowawszy ręce ojcowskie, żółcią owéj ryby oczy mu namaścił. Spełnił to wszystko młody Tobiasz, i w pół godziny po namaszczeniu oczu starego Tobiasza żółcią rybią, tenże wzrok najdoskonalszy odzyskał, co widząc i żona i wszyscy obecni, razem z nim dzięki oddali Bogu. Nadjechała potém i Sara z dostatkami swemi, wszystko to rozgłosiło się w całém mieście, i znajomi starego Tobiasza, a między nimi i ci którzy mu urągali przedtém, przyszli radując się z tych wielkich pociech jakie Pan Róg na niego zesłał, i weseląc się wielbili z nim Pana.

Obydwaj Tobiaszowie uznając wielkie dobrodziejstwa jakie zawdzięczali świętemu Rafałowi, a zawsze mniemając iż jest tylko człowiekiem, chcieli mu okazać swoję wdzięczność i prosili aby przyjął od nich połowę całego majątku, lecz on im rzekł wtedy: „Błogosławcie Pana, i przed wszystkimi wychwalajcie Go iż okazał nad wami tak wielkie miłosierdzie Swoje. Modlitwa połączona z postem wielkiéj jest zasługi przed Bogiem; dawanie zaś jałmużn większe człowiekowi przynosi pożytki niż skarby złota: jałmużna bowiem od śmierci dusze wyzwala, grzechy oczyszcza i sprawia że się dostępuje miłosierdzia Boskiego i żywota wiecznego. Kiedy ty Tobiaszu modliłeś się ze łzami, a przy tém spełniałeś różne uczynki miłosierdzia, jam zanosił modlitwę twoję przed Pana Boga, który tylko dla tego różnemi cię dotknął był upokorzeniami, żeś wielce Mu jest miły, i przez to chciał cię doświadczyć i uświęcić. Toż samo zaszło i z Sarą teraźniejszą żoną twojego syna: którą Pan Bóg chciał także wyprobować, a potém z jéj sromoty uwolnić, i po to mnie zesłał, abym ciebie ze ślepoty uleczył, a Sarze dał męża godnego jéj cnót. Bo teraz już całą prawdę objawiam wam, i tajemnicy nie zataję: jestem Anioł Rafael, jeden z siedmiu którzy stoimy przed Panem.” Gdy to usłyszeli Tobiaszowie padli twarzą na ziemię a święty Rafał zniknął, oni zaś trwali na modlitwie trzy godziny, wielbiąc Boga, i powstawszy opowiadali drugim dziwne nad nimi sprawy Pańskie, co słysząc wszyscy powtarzali: „Wielkim jesteś Panie, chwała Tobie na wieki.”

Po odzyskaniu wzroku, stary Tobiasz żył jeszcze lat czterdzieści dwa, doczekał się synów wnuków swoich i całe plemię jego opływało we wszelką pomyślność tak, iż stali się i Bogu i ludziom miłymi.

Otóż, jak wiele szczegółów zawiera Pismo Boże, o objawieniu się i pobycie świętego Rafała na ziemi. Imię jego w hebrajskim języku znaczy lekarstwo Boże albo pomoc Boża. Że zaś z historyi młodego Tobiasza widzimy iż zasłał ma go Pan Bóg na opiekuna i stróża w podróży, z tego powodu jest on uważany za głównego Patrona podróżujących, i dla tego przy błogosławieństwie kościelném jakie się udziela udającym się w drogę, jego się w szczególności wzywa.

Pożytek duchowny

Najważniejszą dla chrześcijanina ze wszelkich podróży jakie odbywać może, jet wędrówka po téj ziemi, którą zdążać powinniśmy do Nieba. Jeśli więc w każdéj pielgrzymce, według zwyczaju Kościoła wzywać należy opieki świętego Rafała Patrona podróżujących, to najbardziéj uciekać się do niéj powinieneś i używać Jego pomocy do drogi życia twojego, aby cię prze nią szczęśliwie do Nieba zaprowadził.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Rafała Archanioła, Tobiaszowi słudze Twojemu, za towarzysza w drodze przeznaczył, daj prosimy nam sługom Twoim, abyśmy zawsze jego strażą osłonieni byli i wsparci jego pomocą. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 909–912.

Tags: św Rafał Archanioł „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Tobiasz małżeństwo post modlitwa jałmużna
2020-09-16

Mowa 94 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 426–429.

  1. Najmilsi! Wiem o tym co prawda, że większość z was, przestrzegającej pilnie obowiązków chrześcijanina, nie potrzeba dopiero od nas przypomnień i zachęty. I wykształcenie i pobożność nie pozwala jej przeoczać rzeczy, z dawna ustanowionych i utrwalonych w obyczaju. Ale ponieważ obowiązkiem kapłana jest obejmować wspólną pieczą wszystkie dzieci Kościoła, więc wszystkich bez różnicy pobudzamy do tego, z czego i wykształceni i niewykształceni, a jednakowo nam drodzy, mają korzystać. Ten post, mianowicie, jaki nam powracający miesiąc wrzesień nakłada, obchodźmy społem z radosną wiarą, umartwiając duszę i ciało. Chociaż zmniejszenie pokarmu zdaje się być w bezpośrednim związku właściwie tylko z ciałem, to jednak wszystko, co zmysłom pozwalamy lub odmawiamy, dotyczy tak ciała, odbierającego rozkazy, jak ducha je wydającego. Ponieważ więc każdy człowiek jest obowiązany do dwojakiego rodzaju wstrzemięźliwości, i żadnego z naszych działań nie należy przypisywać tylko ciału, a mnóstwo ich tylko do duszy się sprowadza, więc już sam rozum każe przyznać, jak nieprzystojna i niesprawiedliwa rzecz byłaby to, gdyby podwładny lekceważył rozkazy przełożonego. Ale żeby z pożytkiem rozumny duch ćwiczył ciało, winien też i sam siebie utrzymywać w karbach. Bo nie tylko cielesnym, ale i duchowym pożądaniom, jeśli są grzeszne, opierać się należy, słuchając słów Pisma św.: „nie chodź za pożądliwościami twym i odwracaj się od twej woli” (Ekl. 18, 20; Por: Rzym. 6, 12; 13, 14), Pościsz, wstrzymując się od tego, czego zmysły pragną, pość też, poskramiając złe chęci wewnętrznej istoty swojej. Chcieć tego, co zakazane – to najgorszy pokarm. Tuczyć się, znajdując zadowolenie w sromotnym zysku, w nadętej pysze, w nasycaniu się zemstą – najszkodliwsza to trucizna dla duszy. Wprawdzie i ciało podlega wzruszeniom od tych namiętności, ale cała odpowiedzialność sprowadza się do źródła (duszy). Skąd początek chcenia, stąd jakość i ocena postępowania. Ukrócić tedy złe zachcianki w sobie – oto najlepszy post i największy! Wstrzemięźliwość bowiem wtedy tylko jest owocna, kiedy zewnętrzne umartwienie pochodzi z wewnętrznego opanowania.
  2. Chcąc więc, najmilsi, odbyć prawdziwy i duchowy post, taki, co by i ciało, i duszę uświęcił oczyszczającą mocą, w nim zawartą, musimy dogłębnie przeorać tajniki serc naszych i zbadać bezstronnie, co im w smutek, a co w radość się obraca. Jeśli tam tkwi jakieś próżne samochwalstwo, jaki korzeń chciwości, lub jad nienawiści, niech z nich dusza nie czerpie ani krzty pożywki. Zaciekawiona cnót wykwitnym smakiem, niebieskie biesiady niechaj przenosi nad ziemskie rozkosze. Niechże człowiek zawsze uświadamia sobie szlachetne swoje pochodzenie, i pomni, że jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże! (por. Rodz. 1, 26.; Mądr. 2, 23); a nie zraża się do tego stopnia tą nędzą, w jaką go pogrążył grzech pierworodny, na wszystkich ciążący (por. Rodz. 3, 16.; Ekl. 40, 1; Rzym. 5, 12), żeby nie miał śmiało sięgać po łaskę miłosierdzia, jaką mu Zbawiciel do naprawy podaje. Toć on sam powiada: „bądźcie świętymi, bom ja jest święty” (Kapł. 19, 2; por. 1 Piotr 1, 16); tj. mnie wybierajcie, a od tego, co mnie się nie podoba, powstrzymujcie. Czyńcie, co ja miłuję; miłujcie, co ja czynię. Jeśli przykazanie moje będzie wam wydawało się trudne do spełnienia, uciekajcie się do tego, który wam je nałożył; niech daje pomoc, kto dał rozkazanie. Użyczyłem wam dobrej chęci, nie odmówię możności jej wykonania. Postem powściągajcie, co mi jest przeciwne, wstrzemięźliwością, co ze mną się nie godzi. Jam waszym pokarmem, jam waszym napojem. Co moim jest, nikt tego nie będzie łaknął bezskutecznie: kto bowiem pragnie do mnie dotrzeć, szuka mnie, bo ja już w nim jestem.
  3. Każda niemal stronica Pisma św. obfituje w takie pobudki, którymi. On nas zachęca, najmilsi, do sięgania po nieodmienne dobra i wiecznotrwałe radości. Nauka obu Testamentów budzi w nas przywiązanie do prawdziwych, a odrazę do złudnych. Boć nie da się osiągnąć obiecanych, nie strzegąc przykazanych, A czyż nie najsłuszniejsza to rzecz, żeby człowiek pełnił wolę tego, czyj obraz w sobie nosi, a odmawiając sobie pokarmu, odrzekał się zarazem od zakonu grzechu? (por. Rzym. 7, 23). Toć ćwiczenie się we wstrzemięźliwości dlatego właśnie rozłożone jest na cztery pory roku, aby te wciąż na nowo powtarzające się okresy czasu przypominały nam, że i w wędrówce doczesnej, obracającej się w kręgu zmian i niepokojów, potrzeba nam nieustannych oczyszczeń i ciągłego starania się o zmycie grzechu. Grzech zaciągany przez ułomność cielesną i złe popędy, niech czeznie stale pod działaniem postu i jałmużn!
  4. Popośćmy tedy nieco, najmilsi! Ograniczmy trochę nasze zwykłe potrzeby, aby za to biednych móc wspomagać. Ciesz się, człowiecze, współczując innym, na myśl, jakie owoce miłosierdzia na ciebie czekają. Radosnym sercem dając, osiągniesz to, co i w życiu przyszłym nieodzowne jest do szczęścia. Boć miłość bliźniego jest miłością Boga, tego Boga, który oświadczył, że w tej dwojakiej miłości łącznie zawiera się pełnia Zakonu (por. Mt. 22, 40). Dlatego niechaj nikt nie wątpi, że, co bliźniemu wyświadcza, samemu Bogu składa w ofierze. Toć to Pan i Zbawiciel, gdy o żywieniu i wspomaganiu ubogich nauczał, wyrzekł te słowa: „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt. 25, 40).

    W środę więc i w piątek pośćmy; w sobotę zaś odprawimy wigilie u św. Piotra Apostoła. Wierzymy, że jego zasługi i wstawiennictwo muszą nam dopomóc, abyśmy przez post nasz i ofiarność znaleźli łaskę u miłosiernego Boga, przez tego Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje jako Bóg na wieki wieków. Amen.

Tags: św Leon Wielki post suche dni
2020-09-16

Mowa 93 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 424–426.

  1. Najmilsi! Wszelkie wpajanie praw Bożych w serca wiernych zmierza przede wszystkim do tego, żeby się nauczyli panować miłością prawą nad nieprawą i upodobaniem w sprawiedliwości rugowali żądzę grzeszenia, stosownie do słów Pisma św.: „nie chodź za pożądliwościami twymi i odwracaj się od twej woli” (Ekl. 18, 30. Por. Rzym. 6, 12.; 13, 14). Co może oznaczać ten zakaz ulegania namiętnościom, skoro widzimy w duszach ludzkich także i liczne dobre pożądania i chwalebne chęci? Oto niedopuszczanie takich tylko pożądań i zaniechanie takich chceń, które wyłącznie z nas się rodzą. Aby więc człowiek odróżniał pożądania, z Boga pochodzące, od swoich, słusznie mu powiedziano: „nie chodź za pożądliwościami twymi”! Wiedząc, które są jego tylko własne, ma ich unikać, Nie bez powodu zatem Pan w pozostawionej nam modlitwie kazał mówić do Boga: „bądź wola twoja” (Mt. 6, 10), a nie „dziej się wola nasza” tj. pochodząca z podniety naszego ciała, a nie z natchnienia Ducha Św. Bez trudności zaś rozumiemy, skąd powstaje w nas owo chcenie, któremu zawsze należy się opierać, gdy pomyślimy, żeśmy dziećmi Adama, i gdy nie wątpimy, że po grzechu prarodzica rodzaju ludzkiego w odroślach musi być to samo skażenie, co w korzeniu (Rodz. 8, 21; Rzym. 7. 23). Chociaż zaś przez laskę Pana naszego Jezusa Chrystusa nie jesteśmy już starym, ale nowym stworzeniem (2 Kor. 5, 17; Dz. 43, 19; Obj. 21, 5), chociaż niebieski człowiek ziemskiego przeobraził całkowicie, to jednak niezbędna jest nam walka z pożądliwością cielesną, dopóki żyjemy w ciele. Tylko na dobre wychodzi to duszy, oddanej Bogu, gdy lęka się upadku i ma co przezwyciężać. Boć „moc w słabości doskonalszą się staje” (2 Kor. 12, 9). Co nas ćwiczy w odporności, to nas do chwały prowadzi.
  2. Musimy zatem, najmilsi, odwracać się od wszystkiego, co nas zdradliwym uwodzi powabem, i zakonem Bożym przezwyciężać „zakon grzechu będący w członkach naszych” (Rzym. 7, 23). Choćby nawał ponęt przez wszystkie zmysły wabił nas w swe sidła, dusza, w Bogu widząca swe najwyższe dobro i prawdziwe szczęście, będzie się rozkoszowała przestworzem mądrości i światłem prawdy w klarownej ducha dziedzinie. Boć czyż rozumny człowiek, zastanawiając się nad sobą i sumiennie oceniając wszystkie czyny swoje, w niegodnym postępowaniu znajdzie choć cząstkę tego zadowolenia, jakie mu daje rzetelna prawość? Albo czyż będzie mógł porównać przyjemności zmysłowe z tym, co mu chłonność duchowa dostarczy? Najmniejszego pojęcia o wartości cnoty nie zdobędzie i nie zakosztuje nigdy słodyczy zbożnego życia ten, kto woli zarastać nieczystości brudem, niźli jaśnieć świętości niezrównanym blaskiem. Nie podobna przypuścić, żeby serce ludzkie oczywiście nie na wskroś niewolnicze – tak samo skore było do brania jak niebrania odwetu; albo też żeby niesprawiedliwe przywłaszczanie cudzego taką samą sprawiło mu radość, jak uczciwe wydatkowanie własnego dobra. Więcej bez porównania szczęścia daje wstrzemięźliwy umiar, niż rozrzutne marnotrawstwo. Więcej spokoju mają pokorni, niżli pyszni. Głębsza też to dusza, co mając do wyboru rzeczy dozwolone i niedozwolone, za pewniejsze uważa to, co jej niebo obiecuje, niż co przyziemna daje miłość. Chcąc jednak na tak wzniosłej drodze czynić postęp i rzeczywiście odzierżyć panowanie nad swoim ciałem, dusza religijna musi je ujarzmić postnymi ćwiczeniami. Postem oczywista można by nazwać każdy rodzaj wstrzemięźliwości; ale właściwie słowo post oznacza uszczuplenie jedzenia. Dobrowolne bowiem niejedzenie ma teraz odrabiać tę szkodę, jaką wyrządził zjedzony owoc, przywłaszczony przez człowieka na przekór zakazowi, kiedyś tam, w samym początku (Rodz. 3, 1). Tam żądza spowodowała ranę, tutaj wstrzemięźliwość ma przywracać zdrowie.
  3. Każdy czas nadaje się do stosowania tego lekarstwa. Najodpowiedniejszym jednak jest ten, który wybrali Apostołowie i ustaliło prawo. Dlatego i obecnie, we wrześniu, podobnie jak to czynimy w innych porach roku, uświęcajmy siebie środkami, oczyszczającymi dusze. Gdy ten wspólny cel przyświecać będzie trzem ćwiczeniom: modlitwie, jałmużnom i postom, Bóg miłosierny wysłucha prośby nasze, wybaczy grzechy i doda nam sił do trzymania żądz w karbach, przez Jezusa Chrystusa, tego Pana naszego, który z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni
2020-09-15

Mowa 92 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 420–424.

  1. Najmilsi! Apostołowie, nauczyciele nasi, bardzo dobrze rozumieli, że Pan nasz, Jezus Chrystus, przyszedł na świat nie po to, żeby rozwiązywać Zakon, jeno żeby go udoskonalić (Mt. 5, 17; por. M. 17, 1 i 20, 1). Dlatego czynili tego rodzaju wybór wśród przykazań Starego Testamentu, że niektóre z nich, przydatne do wychowania ludzi w duchu Ewangelii, przejęli bez zmiany. Niejeden zwyczaj niegdyś żydowski, stał się w ten sposób przepisem chrześcijańskim. Aczkolwiek więc wraz z obrzezaniem ciała ustały też rozmaite ofiary, liczne obmycia i odpoczynek szabatu, mamy jednak u nas dużo obyczajowych przykazań, z ich spisów pochodzących. Powiedziane tam więc było np.: „Będziesz miłował Pana Boga twego ze wszystkiego serca twego (Powt. Pr. 6, 5), a bliźniego twego, jak siebie samego”! (Kapł. 19, 18). To samo głosił Chrystus Pan. Oczywista stąd, że „na tym dwojgu przykazań zawisł cały Zakon i prorocy” (Mt. 22, 37, 89; por. Rzym. 18, 9), i że obydwa Testamenty tak są zgodne co do przepisu, nakazującego dwojaką miłość, że ani za czasów „Zakonu”, ani w epoce „prawa Łaski” bez tych dwóch cnót łącznie, nikt nie dostąpił usprawiedliwienia. Dawną powagę zachowuje także pewna część ich prawnych przepisów, z obowiązującą u nas mocą nakazów lub zakazów. A nie należy mniemać, jakoby nie można było pogodzić z nimi doskonałości ewangelicznej, ponieważ pobudza ona cnotę do podejmowania wyższych dążeń z dobrej woli, a kary za grzechy łagodzi lekarstwem pokuty. Wszak sam Pań to mówi: „Jeśli nie będzie obfitowała sprawiedliwość wasza więcej niż doktorów zakonnych i faryzeuszów, nie wnijdziecie do Królestwa Niebieskiego” (Mt. 5, 20). W jakiż sposób mogłaby nasza górować nad ich sprawiedliwością, gdyby miłosierdzie nie przeważało u nas na szali sądu? (Jak. 2, 13). Przecież nic słuszniejszego, nic przystojniejszego nie może być nad to, że człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boże, bierze sobie za wzór do naśladowania swojego Stworzyciela. On zaś na przebaczeniu grzechu oparł odrodzenie i uświęcenie wiernych, tak żeby winny, uwolniony już od wiszącej nad nim pomsty i karania, wchodził w niewinne życie, a koniec położony grzechom, stawał się początkiem cnoty!
  2. Jeśli zatem, najmilsi, przyjmujemy z przepisów starotestamentowych suchedni wrześniowe, to nie dla obarczenia się balastem praw żydowskich, jeno aby oczyścić dusze i ciała, nabywając wstrzemięźliwość, tak pomocną dla Ewangelii Chrystusowej. Boć i w ten sposób mogą chrześcijanie przewyższyć sprawiedliwość faryzeuszy i uczonych w piśmie, że odrzucają nie samo prawo, ale jego czysto zewnętrzne pojmowanie. Nasze posty nie mają przypominać postów owych ludzi, do których prorok Izajasz zwracał się w Duchu Św. tymi słowy: „Nowi waszych i szabatów i dnia wielkiego nie ścierpię; waszego postu, waszych świąt i uroczystości nienawidzi dusza moja” (Iz. 1, 13, LXX). Toż i Pan, nauczając uczniów, jak się mają umartwiać, mówił: „A gdy pościcie, nie bądźcie jako obłudnicy smutni. Albowiem twarze swoje wyniszczają, aby się ludziom zdali poszczącymi. Zaprawdę powiadam wam, iż wzięli zapłatę swoją” (Mt. 6, 16). Jaką? Pochwałę u świata. O nią to ubiegając się, większość ich nadaje sobie pozory sprawiedliwości. Zagłuszając głos sumienia, w fałszywej lubują się sławie. Tak to niegodziwi, odczuwając w skrytości serca wyrzut, pocieszają się dobrą opinią, choć zakłamaną.
  3. Rozumnie więc i święcie pojętego postu nie może kazić chęć pokazania się. Chrześcijanin, czyniąc dobrze, nie powinien kierować się względem ludzkim. Miłującemu Boga starczy za wszystko podobać się temu, kogo miłuje. Miłość należy do istoty Boga, Bóg jest Miłością. On w takiej pełni zadowoli pobożną i czystą duszę, że poza nim nie będzie ona pragnąć żadnej innej rozkoszy. Sprawdzi się mianowicie na niej w pełni to, co Pan powiedział: „gdzie jest skarb twój, tam jest i serce twoje” (Mt. 6, 21). A co stanowi skarb człowieka? Nie co innego zapewne, jeno to, co w pewnej mierze jest żniwem jego zasług, jego trudów owocem. „Co kto posieje, to też żąć będzie” (Gal. 6, 8). Jaka praca, taka płaca. Gdzie się wyczuwa zadowolenie i pożytek, tam się lgnie sercem. A ponieważ liczne są rodzaje bogactw i różne przedmioty upodobań, więc skarb każdego wiąże się ściśle ze swoistą mu namiętnością. Jeśli jest przyziemny, to nie szczęśliwców, ale nędzników czyni z tych, co w nim mają swoją cząstkę. Ci natomiast, którzy zasmakują w tym, co w górze jest, a nie, co na ziemi (Kol. 3, 2), i nie znikome, ale wieczne dobra mają na oku, ci skarbią sobie majętności, ukryte w tym, o czym prorok mówi: „Skarb nasz i zbawienie, mądrość, karność i miłość, od Pana przychodzi. To są skarby sprawiedliwości” (Iz. 33, 6, LXX). Z pomocą tych cnót za łaską Bożą nawet ziemskie dobra na niebieskie się zamienia, gdy wielu ludzi zużywa majętności, bądź sprawiedliwie dziedziczone, bądź w inny sposób nabyte, na pełnienie uczynków miłosiernych. Rozdając na utrzymanie biednych nadobfitość swych środków, gromadzą oni sobie skarby nigdy nieutracalne. Boć co oddają na jałmużnę, nie zginie. Tacy słusznie lgną sercem do swojego skarbu. Boć uprawiać tego rodzaju wzbogacenie się i to bez obawy straty, to największe szczęście!
  4. A przeto najmilsi, „czyńmy dobrze wszystkim, a najbardziej domownikom wiary” (Gal. 6, 10). Siódmy miesiąc (Septem-ber); w początku swej nazwy zawierający mistyczne znaczenie – boć z siedmiu darami Duch Św. do nas przychodzi – a więc już swą liczbą w następstwie miesięcy uświęcony; obracajmy na owocne dzieło umartwienia! (por. IZ. 11, 2). Pośćmy uroczyście w środę i w piątek, a w sobotę odprawimy wigilie u św. Piotra! Jego prośby i zasługi wstawią się za nami, aby każdy z wiernych tak, jak mu dane jest chcieć dobra, potrafił je też wykonać za łaską i pomocą tego, który z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni
2020-09-15

Mowa 91 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 418–420.

  1. Najmilsi! Nie masz na świecie takich rzeczy, którymi by Opatrzność Boża nie pomagała wiernym do zbożnego życia. W ćwiczeniach koniecznych ludziom do uświęcenia dusz i ciał, nawet świat przyrody oddaje usługi. Regularnie następujące odmiany i dni, i miesięcy, rzekłbyś, odwijając zwój przykazań stronicę po stronicy, porami roku przypominają na swój sposób to, co religijny nakazuje przepis. Toteż kiedy z biegiem roku zawitał znowu do nas miesiąc wrzesień, przekonany jestem, że i w gorliwych duszach waszych odzywa się potrzeba święcenia społem postu. Boć ż doświadczenia wiecie, jak takie przygotowanie do walki oczyszcza zmysłowość i umysłowość ludzką. Kto w dozwolonych rzeczach potrafi być wstrzemięźliwym, łatwiej w niedozwolonych zachowa odporność. A zasada wstrzemięźliwości nie ma polegać jedynie na umartwieniu ciała i ograniczeniu posiłków. Cnota ta będzie miała o wiele większą wartość wtedy, gdy duszę doprowadzi do takiej czystości, że ona nie tylko przezwycięży żądz cielesnych chucie, ale też pogardzi pustką światowej mądrości, stosownie do słów Apostoła: „Patrzcie, by was kto nie oszukał przez filozofię i przez zwodnicze wymysły, podawane przez ludzi” (Kol. 2, 8).
  2. Powinniśmy więc wstrzymywać się od potraw, ale więcej jeszcze od błędnych nauk, aby dusza, nawet wolna od pożądań cielesnych, nie stała się niewolnicą jakiegoś kłamstwa! Toć i za naszych dni, podobnie jak w przeszłości, nie brakuje wrogów prawdy, zuchwale wywołujących rozłamy w Kościele katolickim. Nakłaniają oni, niedouczonych zwłaszcza – do przyjęcia swych błędnych zasad, i potem chełpią się z własnego przyrostu kosztem tych, których zdołali oderwać od ciała Chrystusowego. Cóż bowiem mogłoby bardziej sprzeciwiać się prorokom i ewangeliom, i więcej kłócić z nauką Apostołów, niż głosić, że Pan nasz, Jezus Chrystus, mimo że narodzony z Maryi, a współwieczny odwiecznemu Ojcu, miał tylko jedną naturę? Gdyby przez nią rozumieć wyłącznie ludzką istotę, gdzież boskość zbawiająca? Gdyby tylko boską, gdzież ludzkość, dostępująca zbawienia? Katolicka wiara, stawiająca zwycięskie czoło wszelkim błędom, odpiera też stanowczo obydwa te fałszywe zdania. Potępia więc założenie Nestoriusza, jakoby natura boska nie mogła się łączyć z naturą człowieka, wyklina też mniemanie Eutychesa, jakoby człowieczeństwo, złączone z boskością, musiało zniknąć w jej otchłani. (Jakżeż to bowiem było?) Toć Syn prawdziwego Boga i sam jako Bóg prawdziwy, jedno z Ojcem i z Duchem Św. i równy im, prawdziwym też człowiekiem zostać raczył. Z ciałem począł się w dziewiczej matce i z ciałem się narodził. Ludzką więc naturę zjednoczył z sobą, pozostając Bogiem bez zmiany; boską zaś istotą nadarzył w swojej osobie człowieka, nie po to, żeby go, uchwalebniając w ten sposób, wchłonąć i unicestwić, jeno żeby go podnieść. Przyjął postać sługi, nie przestał być w postaci Boskiej; nie jest jednak to tym, to tamtym, jeno jednym w obydwu. Dlatego, odkąd „słowo ciałem się stało” (Jan 1, 14), wiara nasza nie ulega zamętowi z tego powodu, że zbawcze działanie Pana tak jest różne (w swoim charakterze). Czy mianowicie, okazuje On cudotwórczą moc, czy też poddaje się zniewagom i męce, zawsze wierzymy, że to On i Bogiem jest, zostawszy człowiekiem, i człowiekiem, będąc Bogiem.
  3. Taką to wiarę wyznając całym sercem, odrzucajcie bezbożne kłamstwa kacerzy! Niechaj najmniejsza plama jakiegoś błędu nie dotknie waszych postów i jałmużn! Ofiara bowiem wtedy czysta jest i świadczenie miłosierdzia Bogu miłe, gdy one biją z czystego źródła przeświadczeń. Skoro więc Jezus to powiada: „Jeśli nie będziecie jedli ciała Syna człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieć żywota w sobie” (Jan 6, 53), to do stołu Pańskiego jesteście obowiązani zbliżać się bez jakichkolwiek mętnych wątpień o prawdziwości ciała i krwi Chrystusowej. Boć usty to spożywamy, co na wiarę przyjmujemy. Puste natomiast (przy udzielaniu komunii) jest „Amen” tych, którzy zwalczają to, co otrzymują.

    Skoro, następnie, podług słów proroka: „błogosławiony jest, kto ma baczenie na potrzebującego i na ubogiego” (Ps. 40, 2), „to taki tylko rozdawca odzieży i żywności będzie mógł się tym chlubić, który przeświadczony jest, że w ubogich samego Chrystusa przyodziewa i karmi”. Boć to znowu sam Pan powiada: „cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich, mnieście uczynili” (Mt. 25, 40). Prawdziwy zatem Bóg zjednoczony z prawdziwym człowiekiem, oto cały Chrystus, bogaty z siebie, ubogi z nas; przyjmuje datki, a obsypuje darami; podziela śmierć z nami, a życie przywraca umarłym. Dlatego na imię Jezusowe wszelkie kolano się zgina w niebie, na ziemi i w podziemiu. Dlatego i wszelki język wyznaje, że Pan Jezus Chrystus jest w chwale Boga Ojca (Fil. 2, 10; por. Iz. 45, 24; Rzym, 14, 11) – i wraz z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Tags: św Leon Wielki post suche dni wstrzemięźliwość
2020-09-15

Mowa 90 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 413–417.

  1. Najmilsi! Ogłaszamy święty post wrześniowy, wzywając wiernych do wspólnych ćwiczeń pokutnych. Zachęcamy do nich w kazaniu, jako wasz ojciec, ufając, że dzięki waszej gorliwości, ćwiczenia te z żydowskich niegdyś chrześcijańskimi się staną. Boć jednać sobie miłosierdzie Boskie umartwieniem duszy i ciała, wszystkim to czasom odpowiada i obydwu Testamentom przystoi. Dla przebłagania Boga nie masz nic skuteczniejszego nad to, żeby człowiek sam siebie sądził i nigdy nie ustawał prosić o przebaczenie, wiedząc, że nigdy nie jest bez winy. Toć w naturze ludzkiej tkwi skaza nie wrodzona zaraz po stworzeniu jej przez Boga, ale ściągnięta na nią przez zmowę przeniewiercy i przekazana potomstwu prawem rodzenia; ona to powoduje, że ciało, ulegając śmierci, także i na duszę może śmierć sprowadzić. Stąd „wewnętrzny” człowiek, choć odrodzony już w Chrystusie i wybawiony z więzów niewoli, miewa ciągłe rozterki z ciałem; i już podczas gdy powściąga jego żądze, dotkliwie odczuwa jego sprzeciwy. W walce tej niełatwo jest odnieść tak zupełne zwycięstwo, żeby po tym, z czym należy zerwać, nie pozostało przywiązań, a to, co trzeba uśmiercić, nie zaprzestało ranić. Umysł w człowieku sądzi i przewodniczy. Choćby on jednak najroztropniej i najbardziej przezornie starał się kierować zmysłami, już sama nawet ta troska i szukanie miary w trzymaniu ciała w ryzach, ale i w dbaniu o ciało, stawiają go aż nadto blisko pokusy. Któż bowiem zdoła tak wyosobnić w sobie przyjemność, albo ból cielesny, żeby i duchowo nie być wrażliwym na to, co zewnętrznie dogadza albo dręczy? i na ciało, i na duszę działają nierozłącznie tak wesele, jak smutek: całego człowieka porywa gniew, całego unosi radość, całego człowieka ogarnia przygnębienie. Jakżeż tu uniknąć grzechu, skoro w człowieku ta sama namiętność zahacza i o kierowniczy i kierowany czynnik? Słusznie Pan świadczy: „duch wprawdzie jest ochotny, ale ciało mdłe” (Mt. 26, 41).
  2. I abyśmy pod wpływem tej trudności nie ulegli zniechęceniu i nie popadli w gnuśną bierność, przyrzeka nam swoją pomoc. Za łaską Bożą człowiek będzie mógł podołać temu, do czego sam z siebie jest całkiem nieudolny. „Ciasna i wąska jest droga, wiodąca do żywota” (Mt. 7, 14). Nikt na nią wejść, nikt na niej kroku naprzód uczynić by nie potrafił, gdyby Chrystus, jako przewodnik, nie usunął przeszkód, zamykających do niej dostęp. On toruje drogę, on też umożliwia kroczenie po niej. Ponieważ sam każe nam podejmować trudy podróży, sam też doprowadza do miejsca wytchnienia. Mając tedy w nim nadzieję życia wiecznego, powinniśmy naśladować wzór jego cierpliwości. „Jeśli bowiem współcierpimy, współkrólować też (z nim) będziemy” (2 Tym. 2, 12; Rzym. 8, 17). Boć jak powiada Apostoł: „kto mówi, że mieszka w Chrystusie, powinien tak, jak on postępował, i sam postępować” (Jan 2, 6). Inaczej wiara w nas byłaby fałszem i pozorem, gdybyśmy chlubili się jego imieniem, a nie zachowywali jego ustanowień. Ustanowienia te nie będą nam ciężarem, lecz raczej ochroną od wszelkich niebezpieczeństw, jeśli nic innego nie będziemy miłowali poza tym, co przykazanie jego miłować nam każe.
  3. A z dwojakiej miłości wola ludzka może przybierać kierunek, rozbieżny tak w swoim charakterze, jak w początku. Rozumna bowiem dusza, nie mogąc obyć się bez miłości, kocha albo Boga, albo świat. Jeśli Boga miłuje, każda rzecz jest dla niej przydatna, jeśli świat miłuje, na wszystkim będzie stratna. Dlatego do wiecznych dóbr należy przylgnąć całym sercem i nie dać się od nich rozłączyć; doczesnymi natomiast posługiwać się tylko przelotnie, tak by nam – przechodniom na tej ziemi, śpieszącym z powrotem do ojczyzny – wszystko, cokolwiek pomyślnego z rzeczy świata nawinie się po drodze, było posiłkiem w podróży, a nie przynętą do dłuższego tutaj pobytu. W tym duchu błogosławiony Apostoł zwraca się do nas ze słowami: „Czas jest krótki, nic innego nie zostaje, tylko żeby ci, co żony mają, byli, jakoby nie mieli: A ci, co płaczą, jakoby nie płakali: a ci, co się weselą, jakoby się nie weselili: a ci, co kupują, jakoby nie posiadali: A ci, co używają tego świata, jakoby nie używali, bo przemija postać świata tego” (1 Kor. 7, 29). Ale wyzwolić się od wszystkiego, co taki urok wywiera na nas swoim pięknem, swoim bogactwem i swoją rozmaitością, można tylko wtedy, gdy w pięknie świata kocha się jego Stwórcę, nie stworzenie. Ze słów jego: „będziesz miłował Pana, Boga twego, ze wszystkiego serca swego, i ze wszystkiej duszy swojej, i ze wszystkiej myśli swojej” (Mt. 22, 37) widać, że On bynajmniej nie chce, abyśmy węzeł naszej z Nim miłości rozluźniali dla czegokolwiek innego. Jeśli zaś z tym przykazaniem łączy obowiązek miłości bliźniego, to każe nam naśladować swoją dobroć, a więc miłować, co On miłuje, i czynić, co On czyni. Acz bowiem jesteśmy tylko „rolą Bożą i budową Bożą” (1 Kor. 3, 9), i „ani ten, co sadzi, nie jest czymś, ani ten, co podlewa, ale Bóg, który pomnożenie daje” (1 Kor. 8, 7), to jednak wymaga On od nas współdziałania z sobą we wszystkim. My mamy być zawiadowcami jego darów. Wykonywać jego wolę, to nasz obowiązek, skoro nosimy jego obraz w sobie. Dlatego i w modlitwie Pańskiej wymawiamy te prześwięte prośby: „Przyjdź królestwo twoje, bądź wola twoja jako w niebie, tak i na ziemi” (Mt. 6, 10; Łk. 11, 2). Czego się w nich domagamy? Oto, aby Bóg poddał sobie jeszcze nie poddanych i, jak na niebie aniołów, tak na ziemi ludzi uczynił sługami woli swojej. Prosząc o to, kochamy Boga, kochamy i bliźniego. Skoro pragniemy, aby słudzy służyli Panu, a Pan rozkazywał, to miłość nasza nie rozstrzela się rozbieżnie, jeno się skupia do jednego ogniska.
  4. Miłość taka, wolna od przyziemnych związań, ugruntowywa się i rośnie przez nawyk wykonywania dobrych czynów. Człowiekowi bowiem niezbędne jest w sumieniu poczucie zadowolenia z tego, że postępuje szlachetnie, potrzebna ochota do czynienia nadał tego, co, będąc wykonywane, przynosiłoby mu znowu radość. Dlatego to wciągamy się w posty, mnożymy wspomagania bliźnich, przestrzegamy sprawiedliwości, uczęszczamy liczniej na modlitwę. W ten sposób to, za czym tęsknią oddzielne jednostki, staje się życzeniem wszystkich pospołu. Cierpliwość urabia się wśród trudów, łagodność gasi gniewy, życzliwość rozbraja zawistne duchy. Szczodrota usuwa skąpstwo, a przygniatające brzemię bogactw zamienia w cnót narzędzie. Ale ponieważ szatan nie śpi, i nawet w obliczu tak szlachetnych dążeń nie zaniedbywa zasadzek, nic tedy szczęśliwszego nad to, że na pewne pory roku mamy przewidzianą odnowę na duchu. Niejeden przywiązany do ziemskich dostatków, dumny, że i niebo mu sprzyja i żyzna ziemia przynosi urodzaj, napełniwszy zbożem obszerne stodoły, powie może teraz duszy swojej: „masz wiele dóbr, używaj!” (Łk. 12, 19). Kto tak myśli, niech przyjmie do serca przestrogę Pana i posłucha jego głosu: „Szalony! Tej: nocy zażądają duszy twojej od ciebie; a coś nagotował, czyjeż będzie?” (Łk. 12, 20). Ponieważ krótkie są dni naszego życia na ziemi i niewiadomy ich kres, największą troską mądrego człowieka powinno być to, żeby go śmierć nie zaskoczyła znienacka, nieprzygotowanego na tę ostatnią chwilę, zwłaszcza gdy wie, że umrzeć musi. – Pośćmy zatem w środę i w piątek, bo to i ciała nasze uświęci, i wzmocni nas duchowo! W sobotę zaś odprawimy wigilie u św. Piotra Apostoła. Jego pomoc jest nam niezbędna, aby nasze Święte postanowienia uwieńczył skutek: przez Chrystusa, tego Pana naszego, który z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni
2020-09-14

Mowa 89 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 409–413.

  1. Najmilsi! Temu, o czym będę kazał, sprzyja wasze zżycie się z religijnym obyczajem, a i wzgląd na porę zaleca ten obowiązek kapłański, tak że nietrudnym i nieprzykrym wyda się to, czego przykazanie wymaga, gdy mu chętny posłuch toruje drogę. Kiedy za łaską Bożą współdziałają z sobą te rzeczy (tj. nauczanie i gotowość słuchania), wtedy litera nie zabija, jeno duch ożywia (2 Kor. 3, 6). „Gdzie zaś Duch Pański, tam jest ta wolność” (2 Kor. 3, 17), co spełnia prawo nie z bojaźni, jeno z miłości. Posłuszeństwo łagodzi surowość nakazu. Nakaz nie jest ciężarem, gdy miłuje się to, czego on żąda. Skoro więc my polecamy wam zachować pewne rzeczy, ustanowione w Starym Testamencie, to nie jarzmo żydowskiego zakonu wam nakładamy; dalecy jesteśmy od narzucania wam zwyczajów tego ludu, który brał rzeczy zmysłowo. Wstrzemięźliwość chrześcijańska o wiele wyżej się wznosi, niż posty Żydów. A jeśli nawet pewne i nasze, i ich urządzenia na tę samą przypadają porę, to istota ich jest całkowicie różna. Mogą więc oni zachowywać swoje „bose posty”, mogą smutnymi obliczami obnosić na pokaz swoją wstrzemięźliwość (Mt. 6, 16), my nie w odzieniu, jakie nam na codzień przystoi, ani też w powstrzymywaniu się od zwykłych zajęć, bądź obowiązkowych, bądź koniecznych, chcemy zaznaczyć różnicę. Naszym celem jest po prostu wstrzemięźliwością zatamować obżarstwo, tak żebyśmy nauczyli się zachowywać umiar w odżywianiu się, nie zaś żeby same dary Boże potępiać.
    1. Wolno wprawdzie każdemu z nas na własną rękę ćwiczyć swe ciało dobrowolnymi chłostami i poskramiać cielesne żądze, to słabiej, to silniej sprzeciwiające się duchowi. W pewne jednak dni roku wszyscy jednako winni zachować post ogólny. Boć właśnie wtenczas oddanie się sprawie działa skuteczniej i większego nabiera namaszczenia, gdy w pełnieniu dobra jeden duch i jedno serce ożywia cały Kościół. Publicznej działalności należy dawać pierwszeństwo przed własną osobistą i większej korzyści należy spodziewać się tam, gdzie cała społeczność i czuwa i zabiega. Zatem niech sobie każdy z osobna zachowa tę gorliwość, jaką miał w pełnieniu dobrowolnie przyjętych na siebie praktyk; w walce osobistej z zasadzkami złego ducha niech każdy dzierży krzepko nadprzyrodzony oręż, wzywając opieki i pomocy Bożej! Ale i ten nawet żołnierz Kościoła, co w pojedynkowych starciach umiał sobie mężnie poczynać, bezpieczniejszym się poczuje i z większym powodzeniem będzie walczył, gdy spotka się z wrogiem w otwartym polu w zwartym szeregu towarzyszów, boć wtedy nie na własne tylko siły będzie liczył. Pod wodzą niezwyciężonego Króla, wcielony w braterską armię, doprowadzi szczęśliwie do zakończenia wojny powszechnej. Mniejsze bowiem niebezpieczeństwo grozi walczącym w licznej gromadzie, niż w pojedynkę; nie łacno też zadać ranę takiemu, co osłonięty tarczą wiary, opiera się nie tylko na własnym, ale i na innych męstwie. Jedno każdego z osobna i wszystkich razem jest zwycięstwo, gdy wszyscy w jednej stają potrzebie.
    2. Ponieważ wróg nasz nie ustaje w knowaniu przeróżnych zasadzek i pokus, i zmierza jedynie do sprowadzenia ludzi, odkupionych krwią Chrystusową, z drogi przykazań Boskich, trzeba więc dokładać wszelkich starań, aby jego strzały zgoła nie mogły nas zranić. Strzały te nie dla naszego ciała są bolesne; przeciwnie, głaszczą one zmysły, aby szkodzić duszy. We wzroku budzą przeróżne zachwyty, aby pięknem świata bądź rozpalać w nas żądz żagwie, bądź wywołać zabobonów błędy. W słuch uderzają łagodnymi falami tonów, aby hart ducha marzeniem rozpieścić i niebaczne a wrażliwe serca upoić słodyczą, zaprawną jadem śmiertelnym. Ale obrona łaski Bożej i światło Ewangelii udaremniają i niweczą te podstępy szatańskie. Kto otrzymał Ducha Św., kto ma w sobie bojaźń Pańską, nie z lęku przed karą, jeno z miłości dla Boga, ten nienaruszoną stopą wiary podepce i zetrze zastawione sidła. Dla niego piękno stworzeń będzie nie okazją do grzechu, jeno pobudką, aby wielbił i czcił ich Stwórcę. Będzie on kochał nade wszystko tego, „przez którego wszystko się stało” (Jan 1, 3).
    3. Podziw i uwielbienie Stwórcy oto kres, ku któremu mają zmierzać serdeczne przywiązania wszystkich wierzących! Kto pragnie ćwiczyć się w rozumnej wstrzemięźliwości, niech w Bogu szuka takich rozkoszy, co nie przemijają, ale są wieczne! Kto chce zachować nieposzlakowaną czystość, niechaj całym sercem lgnie do tego dobra, bez którego nikt nie może być dobrym! Zalecane bowiem przez chrześcijaństwo ćwiczenia zmierzają wyłącznie do tego abyśmy poskromiwszy wszelką niedozwoloną żądzę, pałali pragnieniem szczęścia, uświęcającego duszę. Aczkolwiek każdy z nas stale winien starać się o nabywanie cnót, to jednak pewne dni w szczególniejszy sposób poświęcamy ćwiczeniom, wspólnym dla wszystkich. Dusze, jeszcze niewyzwolone z ziemskich przywiązań i pochłonięte świeckimi sprawami, niechaj w te dni przynajmniej w chwilowym oderwaniu się od nich szukają wytchnienia i pokrzepienia w Bogu! Ponieważ są cząstką roli Pańskiej, powinny przynosić owoce, godne niebieskich spichrzów. Bo tylko ze starannie obsianych zagonów można spodziewać się obfitych plonów.
    4. Omówiwszy krótko te rzeczy dla waszego, najmilsi, pożytku w nawiązaniu do dni kwartalnych, kładziemy wam na serce post wrześniowy. Zachęcamy was równocześnie nie tylko do wstrzemięźliwości w pożywaniu pokarmów, ale i do świadczenia miłosierdzia. Co przez zbożne umartwienie oszczędzicie na sobie, na własnych wydatkach, obracajcie na żywność dla ubogich i na wsparcie chorych! Miłosierdziem swoim obejmujcie wszystkich potrzebujących, przede wszystkim jednak pamiętajcie o tych, co są członkami Ciała Chrystusowego, złączeni z nami jednością wiary katolickiej! Więcej bowiem jesteśmy obowiązani braciom naszym, zjednoczonym z nami przez uczestnictwo w łasce Bożej, niż innym, podzielającym z nami tylko ludzką naturę.
    5. Niech tedy, najmilsi, chrześcijańska miłość bliźniego wzbierze w was po brzegi! Jak sami po wracającym co roku lecie oczekujecie obfitego żniwa, tak niechaj wzbierają serca wasze tą żyznością, która karmi ubogich. Zapewne mógł był Bóg, Pan wszechrzeczy, i ich także obdarzyć niezbędnym majątkiem i tyle użyczyć im środków, że nie potrzebowaliby zgoła waszej pomocy. Gdyby jednak niedostatek nie był im pobudką do zdobywania korony cierpliwości, a wam obfitość mienia do ubiegania się o palmę miłosierdzia, to i im, i wam brakowałoby wielu wątków do przędzenia cnoty. Przedziwnie tedy sprawiła to Opatrzność Boża, że istnieją w Kościele i bogobojni ubodzy i miłosierni bogaci. Samym swoim przeciwieństwem społecznym nastręczają oni sposobność do wzajemnego oddawania sobie usług. A jest to sposobność do zasługiwania na wieczną i nieskazitelną nagrodę. Tak więc dający, jak obdarowywani, Bogu za nią powinni być wdzięczni. Wszak jest napisane: „cierpliwość ubogich nie zginie na zawsze” (Ps. 9, 19); a na innym miejscu: „chętnego dawcę Bóg miłuje” (2 Kor. 9, 7). – Pośćmy tedy w środę i w piątek! W sobotę zaś odprawimy wigilie u św. Piotra Apostoła, mając nadzieję, że on tak wesprze modły nasze, że miłosierny Bóg pozwoli się przebłagać ofiarą naszego postu i nas wysłucha przez Jezusa Chrystusa, tego Pana naszego, co żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni Żydzi
2020-09-14

Mowa 88 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 405–409.

  1. Najmilsi! Z kazań świętych proroków poznajemy, jak wielce post religijny może przyczynić się do wyjednania nam zmiłowania u Boga i odrodzenia ułomnej ludzkiej natury. Głoszą oni, że gniew sprawiedliwego Boga – a tak często lud izraelski zasługiwał nań nieprawnym życiem – tylko postem można przebłagać. Oto np. jak prorok Joel upomina:. „To mówi Pan, Bóg nasz: Nawróćcie się do mnie ze wszystkiego serca waszego w poście i w płaczu, i w żalu. I rozdzierajcie serca wasze, a nie szaty wasze i nawróćcie się do Pana, Boga naszego; bo dobrotliwy i miłosierny jest, cierpliwy i mnogiego miłosierdzia”! – „Zachowujcie post święty, głoście uzdrowienie, zwołujcie lud, uświęcajcie gromadę” ! (Joel 2, 12 i 15). Napomnienie to powinno znajdować żywy oddźwięk i w naszych czasach, boć i dla nas istnieje ta sama konieczność: głosić uzdrawiające środki, aby pobożni chrześcijanie, stosując sposoby uświęcenia, podane już w Starym Testamencie, zdobywali to, co zmarnowali Żydzi.
  2. Cześć należna Boskim nakazom ma zawsze pierwszeństwo przed wszelkimi praktykami, dobrowolnie sobie przez kogoś nakładanymi. Stąd za świętsze należy mieć to, co uroczyście obchodzi się na podstawie prawa publicznego, niż co zawisło od prywatnych poczynań. Wstrzemięźliwość, praktykowana podług uznania jednostek, przynosi korzyść tylko jakiejś cząstce wiernych. Natomiast post, przyjęty przez Kościół Powszechny, wszystkich ogarnia swoim oczyszczeniem. I lud Boży wtedy staje się prawdziwą potęgą, kiedy serca wszystkich wiernych jednoczą się w świętym posłuszeństwie dla rozporządzeń boskich, kiedy w obozie bojowników o sprawę chrześcijańską widać wszędzie jednakie przygotowania i taki sam oręż. Niech sobie wtedy czujny i okrutny nasz wróg miota się we wściekłości, niechaj zastawia sidła podstępnych zasadzek, gdzie mu się żywnie podoba, nie złowi w nie nikogo, nikomu nie zaszkodzi, gdy nie spotka nieuzbrojonych, opieszałych i bez uczynków miłosierdzia.
  3. I obecny post wrześniowy wzywa nas do takiego zjednoczonego działania o niezwalczonej potędze, abyśmy oderwani od światowych trosk i ziemskich zabiegów, mogli wznieść serca do Boga. Ponieważ zaś takie usposobienie – choć zawsze konieczne – nie wszyscy potrafimy stale zachować, przeciwnie, przez ułomność ludzką aż nadto często z wyżyn niebieskich na przyziemne opadamy niziny, niech więc przynajmniej w te dni, przeznaczone na tak zbawienne leczenie, nie pochłaniają nas świeckie sprawy! Umiejmy wykraść nieco czasu na korzyść dóbr wiecznych! „W wielu bowiem rzeczach”, jak mówi Pismo św. „wszyscy upadamy” (Jak. 3, 2), A chociaż Bóg przebacza nam codziennie różne uchybienia, to jednak do ludzi nieopatrznych tak grube przeważnie przylegają plamy, że tylko bardzo pilnym staraniem i większą jakąś ofiarą zmyć je oni zdołają. Wtedy zaś zniweczenie grzechów przybierze największe rozmiary, kiedy cały Kościół zjednoczy się w modlitwie i w spowiedzi. Jeżeli bowiem dwom lub trzem wiernym, w zbożnym porozumieniu proszącym, poręcza Pan spełnienie każdej rzeczy (por. Mt. 18, 19), to czyż mogłaby spotkać odmowa wielotysięczną rzeszę ludzi, jednako poszczącą i zgodnie w jednym duchu błagającą o przebaczenie?
  4. Będzie to, najmilsi, prawdziwie wielką i bezcenną w oczach Pańskich rzeczą, gdy cały lud Chrystusowy naraz tych samych przypilnuje obowiązków, gdy wszyscy ludzie obojga płci, różnych stanów i stanowisk społecznych, współdziałać będą w tym samym duchu, kiedy w sprawie unikania zła i pełnienia dobra wszyscy jednakowo będą myśleć i postępować; kiedy sługi uczynkami wielbić będą swego Pana, i praźródłu wszelkiej miłości gromadnie składać dzięki. Nakarmią głodnych, przyodzieją nagich, nawiedzą chorych, i „nikt nie będzie szukał, co swego, ale co jest drugiego” (1 Kor. 10, 24), uważając mienie swoje za wystarczające, aby cudzej biedzie zaradzać. „Chętnego dawcę” (2 Kor. 9, 7) łatwo jest znaleźć tam, gdzie miarę czynienia dobrze stosuje się podług zamożności. Że zaś „łaska Boża sprawuje wszystko we wszystkich” (1 Kor. 12, 6), plony i zasługi dobrych uczynków stają się wspólną własnością wiernych. Boć usposobienie może być takie samo w tych, co mają mniej, jak w tych, co posiadają więcej. I skoro ktoś radować się będzie ze szczodroty drugiego, nie mogąc dorównać mu datkiem, dorówna mu sercem. Nie masz w takim narodzie upośledzeń i rozdźwięków, gdzie wszystkie członki jego organizmu zgodnie współdziałają dla rozkwitu wspólnego dobra. Nie potrzebuje wstydzić się swego chudopacholstwa, kto z wielmożności innych może się chlubić. Co zdobi całość, uświetnia zarazem jej cząstkę. Kiedy nas wszystkich duch Boży ożywia, nie tylko naszym jest, co sami czynimy, ale i to, z czego współradujemy się w działaniu innych.
  5. Umiłujmy tedy, najmilsi, tę błogosławioną zwartość, jaka powstaje z najświętszego zjednoczenia, i na postne gody spieszmy gromadą, jednym ożywioną duchem. Nikomu nie stawia się zbyt surowych i uciążliwych wymagań, ani też nie nakazuje nic takiego, co by przechodziło czyjeś siły i środki, tak co do umartwień we wstrzemięźliwości, jak szafowania jałmużną. Każdy wie najlepiej, na co może się zdobyć, a na co go nie stać. Każdy tedy niechaj sobie miarę odmierzy i sam siebie sprawiedliwie i rozumnie opodatkuje, żeby ofiarę miłosierdzia składał bez bólu serca i nie uważał jej sobie za własną krzywdę! Dzieło miłosierdzia należy pełnić z takim usposobieniem, żeby ono uświęcało serce, oczyszczało sumienie i przynosiło korzyść tak obdarowanemu, jak dającemu! Szczęśliwy zaiste i podziwu godzien jest taki, co z serca płonącą dobroczynnością nie lęka się uszczuplić własnego majątku, a ma to silne przeświadczenie, że Bóg i nadal, jak dotychczas, dostarczy mu środków dla spełnienia dobrych uczynków. Ponieważ jednak taką wielkoduszność rzadko się wśród ludzi spotyka; a do wszechstronnej miłości należy też nie zaniedbać troski o swoich najbliższych – nie tamując przeto nikomu drogi do wyższej doskonałości – stawiamy tu ogólną zasadę, aby każdy z nas pełnił przykazanie Boże według sił swoich. Nasza bowiem dobroczynność winna płynąć z ochotnego serca. Dlatego swoją szczodrotę tak mamy miarkować, żeby z niej i biedni, przez nas wspierani, mieli pokrzepienie, i niezbędne nam utrzymanie domu własnego nie doznawało szkody. „A ten, co dostarcza siejącemu nasienia i chleba do jedzenia, i wam też nasienia dostarczy i rozmnoży je i przysporzy plonów sprawiedliwości waszej” (2 Kor. 9, 10). Będziemy przeto pościli w środę i w piątek, w sobotę zaś odprawimy nadto wigilie u św. Piotra Apostoła, ufając, że dla jego zasług i za jego wstawiennictwem doznamy we wszystkim miłosierdzia Bożego; przez tego Pana naszego Jezusa Chrystusa, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni jałmużna
2020-09-12

Mowa 87 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 402–405.

  1. Najmilsi! Po dobra, obiecane nam w życiu wiecznym, powinniśmy dążyć ścieżkami sprawiedliwości. Taka jest wola Boża. Ponieważ zaś droga cnoty nie jest wolna od zasadzek i pokus, Stwórca i Odkupiciel ludzi wskazał nam różne środki obronne przeciwko sieciom, którymi szatan pragnie nas złowić. Wśród środków tych najbardziej zbawienne są: mężna wstrzemięźliwość i uczynki miłosierdzia. Nimi to przede wszystkim kazał uzbroić się swoim sługom do walki z podstępnym wrogiem.

    Wróg ten już wkrótce po stworzeniu pierwszych ludzi zasiał w nich nieprzepartą chęć skosztowania owocu zakazanego (por. Rodz. 3, 1); z ponętą zaś jadła wszczepił też w serce złowiarków jad wszelkich złych pożądań. Takich samych podstępów nie zaprzestaje potem praktykować nadal. Wiedząc, że nasza natura uległa skażeniu pod działaniem jego szczepionek, wypatruje pilnie, gdzie one wykiełkują, aby podżegając w nas pragnienia rozkoszy, tłumić dążenia do cnoty. Boć udręką dla niego jest każdy postęp chrześcijanina w dobrem; męczy się, gdy nie może wyrządzić szkody duszom, umiejącym z pomocą Pana nad ciałem swoim panować. Roztropnym tedy umiarkowaniem i świętą stanowczością należy kiełzać niesforne żądze i nie zezwalać na to, by cielesne pożądania buntowały się przeciw czystym pragnieniom ducha. Niech pomni „wewnętrzny” człowiek, że ma rządzić człowiekiem „zewnętrznym” tak, aby duch jego, sam woli Bożej poddany, czynił ciało utworzone z mułu powolnym swoim sługą! Dla utrzymania takiego porządku w sobie nie brak nam pomocy przemiłosiernego Króla. On to, nakazując post w powtarzające się niektóre dni w roku, nauczył nas przestrzegać tej tak zbawiennej karności, abyśmy, poskramiając ciało, krzepili podczas tych dni siły ducha!

  2. Cenny ten środek zaradczy mamy, najmilsi, rozłożony i na ten miesiąc, wrzesień. Skrzętnie i ochotnie z niego skorzystajmy! Nie zaniedbując tej wstrzemięźliwości, w jakiej każdy z nas z osobna ćwiczy się, na ile go stać, prywatnie, przyłóżmy się gorliwiej do postu, wszystkim wspólnie w te dni nakazanego. Boć opanowanie siebie ogromnej jest wagi w każdej potyczce tego wielkiego boju, jaki stacza chrześcijaństwo. Wszak nawet najzłośliwsze demony i nie do usunięcia pod zaklęciami egzorcystów z ciał opętanych, ustępują przed mocą postów i modlitw. Sam Pan to powiedział: „Ten rodzaj (demonów) nie bywa wypędzony, jeno przez post i modlitwę” (Mt. 17, 20; Mar. 9, 28). Poszczącego tedy modlitwa miła jest Bogu, a straszna szatanowi. Widać też stąd, ile nią można nabyć łask zbawiennych dla siebie, skoro przez nią tyle dobrego wyjednywa się dla innych.
  3. Wszyscy my więc, najmilsi, jednym ożywieni duchem, winniśmy gorliwie przeprowadzić te postne ćwiczenia. Jeśli jednak komu choroba przeszkadza je wykonać, mimo najlepszej chęci, niechaj wkład osobistej pracy zastąpi nakładem ze swojego mienia. Boć większa zasługa wielu uczynków może nawet zalecać konieczne odżywianie się, byleby wytężoną czynną miłością okupić i nabyć to oczyszczenie, jakie przez post się osiąga! Przecież na nic by się nie zdało pościć i korzyć w prochu, choćby do siódmych potów, gdyby się nie uświęcać odpowiednim do swej możności udzieleniem jałmużny. Słuszna zatem, by i ci, którym słabe zdrowie nie pozwala na ściślejszą wstrzemięźliwość, szczodrzej łożyli za to na żywność dla ubogich. Czego sobie nie możesz odmówić w chorobie, chętnie udzielaj innym w niedostatku. Konieczność własną czyń wspólną z tym, co cierpi dotkliwe braki. Nie zaciąga winy chory, co łamiąc post, żywi głodującego; nie plami się też przyjmowaniem pokarmu, kto się oczyszcza dawaniem jałmużny, podług słów Pana: „Dajcie jałmużnę, a oto wszystkie rzeczy będą wam czyste” (Łk. 11, 41).
  4. Prawdziwe żniwo z dzieła miłosierdzia otwiera się dla tych, co dobrowolnie powstrzymują się od smakoszostwa; im hojniejszą dłonią będą siali, tym obficiej będą zbierali (por. 2 Kor. 9, 6). Taka siejba nigdy nie zawodzi siewcy. Uprawa miłosierdzia najpewniejsze rokuje plony. Jej ziarna nie spali spiekota słoneczna, nie zabierze woda, nie zniszczy gradobicie. Wkład w dzieło miłosierdzia ma zapewnione ubezpieczenie; nie tylko nie dozna uszczerbku, ale pomnoży się i nową przybierze wartość: z ziemskiego przekształci się w niebieski, z małego w wielki wyrośnie, doczesny datek w wieczną nagrodę zamieni. Ty przeto, miłośniku bogactwa, ty, co pragniesz pomnożyć swoją majętność, zapalaj się do zbierania takich korzyści i takiego wzrostu swojego mienia pożądaj, jakiego ci, ani złodziej nie ukradnie, ani mól nie zgryzie, ani rdza nie zepsuje! (por. Mt. 6, 19). Nie martw się o procenty, strzeż się niedowierzać temu, kto dar od ciebie otrzymuje. „Coście jednemu z tych uczynili, mnieście uczynili” (Mt. 25, 40). Rozważ, kto to te słowa powiedział, a przenikliwym wzrokiem wiary dojrzysz i zrozumiesz, u kogo i jak pewnie lokujesz swoje bogactwa. Skoro Chrystus jest dłużnikiem, nie wolno podawać w wątpliwość zwrotu długu. Bądźmy więc szczodrzy bez obawy i pośćmy bez przygnębienia, „albowiem chętnego dawcę Bóg miłuje” (2 Kor. 9, 7). Wierny on jest słowom swoim i z nawiązką odpłaca za udzielanie z tego, co nam w dobroci swej do udzielania podarował Jezus Chrystus, ten Pan nasz, co żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni jałmużna
2020-09-12

Mowa 86 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 401–402.

  1. Najmilsi! Nie tajno nam, że pracując z religijną gorliwością nad duszami własnymi, podejmujecie chętnie nie tylko nakazane posty, ale i dobrowolnie nakładacie je sobie. Mimo to jednak potrzebna jest nasza ostroga i zachęta, aby ci, co łatwo ustają w ćwiczeniu, przynajmniej w te dni, poświęcone wspólnej wstrzemięźliwości, włączyli się karnie w szeregi poszczących. Ten święty zwyczaj należy teraz staranniej obserwować, aby pokorą i postem zasłużyć u Boga na pomoc przeciw wszelkim nieprzyjaciołom naszym. A środek to najskuteczniejszy! I z urzędu, i z miłości kładziemy go wam na serce: zmniejszmy nieco dowolną miarę naszych posiłków! Ćwiczmy ciało własne, zwiększając natomiast porcję przeznaczoną biednym! Kto biedaka karmi, duszę własną odżywia obficie, boć ziemską strawę na wiekuiste wymienia dobra.
  2. Niech tedy zamiast żądz grzesznych rośnie dążenie do uświęcania siebie! Niech ustępuje nieprawość, a sprawiedliwość w czyn się przyobleka! Nikogo nie uciskać, niejednemu natomiast pomocną podawać rękę! Nie dość bowiem cudzego dobra nie tykać, trzeba i ze swego użyczać cokolwiek. Żyjemy pod okiem sprawiedliwego Sędziego; On wie najlepiej, jakich środków na dobre uczynki udzielił każdemu. Bóg nie chce, żeby jego dary leżały odłogiem. Talenta, o jakich mówi w przyszłości, tak rozdał sługom swoim, że temu, który nimi obracał samodzielnie, powiększył ich udział, w przeciwieństwie de tego, co talent swój zatracił, chowając go bezużytecznie. Ponieważ więc, najmilsi, jest naszym obowiązkiem zachować społem post wrześniowy, upominam pobożność waszą, abyście wraz ze mną pościli w środę i w piątek. W sobotę zaś odprawimy razem wigilię u św. Piotra Apostoła, abyśmy przyczyną i zasługami jego wsparci, stali się godnymi uwolnienia od wszelkich przeciwności: przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, który żyje i króluje na wieki. Amen.

Mowa 87

Na post wrześniowy 2

  1. Najmilsi! Po dobra, obiecane nam w życiu wiecznym,

powinniśmy .dążyć ścieżkami sprawiedliwości. Taka jest wola Boża. Ponieważ zaś droga cnoty nie jest wolna od za- sadzek i pokus, Stwórca i Odkupiciel ludzi wskazał nam różne środki obronne przeciwko sieciom, którymi szatan pragnie nas złowić. Wśród środków tych najbardziej zba- wienne są: mężna wstrzemięźliwość i uczynki miłosierdzia. Nimi to przede wszystkim kazał uzbroić się swoim sługom do walki z podstępnym wrogiem.

Wróg ten już wkrótce po stworzeniu pierwszych ludzi zasiał w nich nieprzepartą chęć skosztowania owocu zaka- zanego (por. Rodz. 3, 1); z ponętą zaś jadła wszczepił też w serce złowiarków jad wszelkich złych pożądań. Takich"} }

Tags: św Leon Wielki post suche dni
2020-09-10

Św. Mikołaja z Tolentynu, Wyznawcy

Żył około roku Pańskiego 1309.

(Żywot jego był napisany przez pewnego zakonnika w jego czasach żyjącego i znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Mikołaj zwany z Tolentynu od miasta tego nazwiska w którém najdłużéj przebywał, był rodem z małego miasteczka Sant-Andżelo (Sant-Angelo) w Marchii Ankońskiéj położonego. Przyszedł na świat około roku Pańskiego 1239, z rodziców niezamożnych, stanu mieszczańskiego, a bardzo w cnoty chrześcijańskie bogatych. Długo niemając dzieci, w celu uproszenia sobie u Pana Boga potomstwa, odbyli oni razu pewnego pielgrzymkę do świętego Mikołaja Barskiego. Tam objawił się on im we śnie, zapowiedział że będą mieć syna, i polecił aby mu imię jego nadali, gdyż dziecię to stanie się wielkim sługą Bożym. Jakoż, wkrótce potém doczekali się syna któremu nadali imię Mikołaj.

Dziecię rosnąc pomnażało się i w łasce u Boga. Modlitwa i obecność w kościele, były dla małego Mikołajka najulubieńszą rozrywką, tak iż nieczém go łatwiéj nie można było ująć, jak przyrzeczeniem że się go zaprowadzi na jakie nabożeństwo. Dzieckiem jeszcze będąc, gdy usłyszał że święty Mikołaj jego patron, trzy razy na tydzień suszył, wiernie go w tém naśladował, i od siódmego roku życia aż do śmierci zachował to stale. Podczas Mszy świętéj w chwili Podniesienia, tak nadzwyczajne w sobie objawiał nabożeństwo, iż powszechnie mniemano, że wtedy dawał mu Pan Bóg tę łaskę iż naocznie widział Pana Jezusa w Hostyi przenajświętszéj. Matkę Bożą czcił serdecznie, i gorąco Ją prosił o dar czystości. Tak téż tę cnotę miłował i tak jéj pilnie przestrzegał, że i w dzieciństwie unikał towarzystwa niewiast, a żadnéj dotknąć się, a tém bardziéj pieścić się z sobą nie pozwalał. Z wielkiém upodobaniem słuchiwał słowa Bożego, i z każdego kazania wyprowadzał dla siebie różne potrzebne i zbawienne przestrogi. Czém tylko mógł rozporządzać z pieniędzy, wszystko to rozdawał ubogim, a gdy już nic nie miał, spotkawszy biednego na ulicy prowadził go do rodziców, i zawsze potrafił coś u nich wyprosić. Zdolny bardzo do nauk i pilnie się do nich przykładając, wielki w nich postęp uczynił.

Ponieważ od młodości okazywał skłonność do stanu duchownego, więc według ówczesnego zwyczaju, przez wzgląd na jego niepospolitą świątobliwość, Biskup miejscowy, zamianował go kanonikiem kościoła przenajświętszego Zbawiciela, chociaż wtedy miał zaledwie lat dwanaście, i jeszcze święceń żadnych był nie odebrał. Lecz że takowa posada, lubo mu znaczny zapewniała dochód i torowała drogę do wyższych godności kościelnych, pozostawiała go jednak w świecie, nie odpowiadała przeto jego zamiarom. Wtedy już bowiem, powołany do tego łaską Boską, postanowił wstąpić do zakonu. Gdy zaś wahał się któremu ma dać pierwszeństwo, po wysłuchaniu kazania o wzgardzie rzeczy doczesnych, jakie miał pewien Augustyanin, umyślił wstąpić do tego zgromadzenia. Objawił swój zamiar temuż kaznodziei, skoro on zszedł z ambony, a że kapłan ten już dawniéj znał Mikołaja, niezwłocznie zaprowadził go do przełożonego który go do nowicyatu przyjął.

Chociaż tak młody, bo i wtedy nie miał więcéj jak lat dwanaście, zajaśniał braciom jako wzór doskonałego zakonnika. Cnota posłuszeństwa, była cnotą którą szczególnie ukochał. Nietylko téż Przełożonemu lecz każdemu z braci i to z najmłodszych nawet, poddany i uległy, tém bardziéj się cieszył, im go bardziéj trudzącemi i upokarzającemi obarczono zajęciami. W pokorze tak się ćwiczył, iż zakonnicy klasztoru w którym mieszkał mawiali iż kto chce sprawić pociechę bratu Mikołajowi, niech go tylko upokorzy. Skromnością i czystością tak się odznaczał, że po śmierci w wizerunkach przedstawiano go trzymającego w ręku lilią, godło téj świętéj cnoty. Prócz trzech dni w tygodniu, które jak od dzieciństwa tak i w zakonie suszył, przydał jeszcze i poniedziałki. W inne dni mięsa, ryby, i nabiału nigdy aż do śmierci nie jadał, ani wina nie pijał. Pod habitem nosił ciągle włosiennicę, nabitą drucianemi haczykami, które go do krwi raniły, a co noc krwawe odprawiał biczowanie.

Życie tak umartwione, chociaż mu sił i rzeźwości nie odbierało, było jednak powodem że, w kwiecie wieku będąc, bardzo mizernie wyglądał. Blizki krewny jego, przełożony klasztoru w którym zakonnicy dość wygodne życie prowadzili, nakłaniał go aby przeszedł do jego zgromadzenia, przyrzekając mu na to dyspensę z Rzymu. Święty Mikołaj ani słyszeć o tém nie chciał, odpowiadając krewnemu, że wstąpił do zakonu nie po to aby żyć wygodnie, lecz aby pokutę czynić, i że ma nadzieję iż w swoim zakonie do śmierci wytrwa. Po téj rozmowie gdy się modlił, stanął przed nim Anioł oznajmując mu iż Pan Bóg za tę jego wytrwałość w powołaniu, wielkie gotuje mu łaski.

Przełożeni widząc jak zbawiennie przykład jego wpływa na braci przenosili go często z jednego klasztoru do drugiego, aż nakoniec w klasztorze Tolentyńskim, a już wtedy wyświęcony był na kapłana, stale go zatrzymali. Tam mieszkając przez lat przeszło trzydzieści, największe pożytki dla wiernych przynosił. Już sam widok jego przy ołtarzu, był wielkiém zbudowaniem dla obecnych, z takiém bowiem skupieniem i namaszczeniem sprawował świętą Ofiarę. Codziennie kazywał i za każdą razą wielu grzeszników jednał z Bogiem, a pobożniejszych na drodze doskonałości utwierdzał i do postępu na niéj pobudzał. Czyto miewał katechizmy do ludu prostego, czy na ambonie czy w konfesyonale pracował, wszędzie mu Pan Bóg dziwnie błogosławił, tak że miasto to i jego okolice, słusznie go poczytywali za jednego z najgorliwszych Apostołów, jacy się tam kiedy pojawili.

Co tylko mu zbywało czasu od takowych zajęć, i od obowiązków zakonnych, cały obracał na modlitwę i bogomyślność. Wtedy odbierał różne od Boga łaski: zalewał Duch Święty serca jego niebieskiemi pociechami, a nawet objawiał mu się Pan Jezus, Matka Boska i jego Patryarcha święty Augustyn, którzy z nim rozmawiali, uspakajali w wątpliwościach, i na drodze Bożéj go prowadzili. Tak naprzykład razu pewnego, szatan zaniepokoił go wielce myślą że życie nadzwyczaj umartwione jakie prowadził, było dziełem pychy i próżności, przywodzącéj go do pragnienia aby się od drugich odróżniał i nad nich wywyższał. Mikołaj gorąco się zaczął modlić prosząc Pana Boga aby go w tém oświecić raczył, i wyprowadził ze złudzenia zgubnego jeśli się w niém znajduje. Wtedy okazał mu się Pan Jezus, wykrył mu podejście szatańskie i zupełnie uspokoił. Odtąd téż Święty nietylko dawnych nie zaniechał umartwień, lecz jeszcze nowych sobie przydawał.

Dla wyćwiczenia go w cierpliwości, zesłał Pan Bóg na niego różne choroby, po których już nigdy do czerstwego zdrowia nie wrócił: lecz im słabsze stawało się jego ciało, duch był tém mocniejszy. W ciągu rozlicznych słabości jakie przebywał, ani postów ani innych umartwień, swoich nie zaniechał, a gdy, z polecenia lekarza i rozkazu przełożonych, zmuszono go dnia pewnego do użycia rosołu, przekonano się iż mu przykrość ztąd doznana więcéj szkody na ciele nawet, niż ten posiłek korzyści przynosi. Dozwolono mu więc i nadal wstrzymywać się od mięsnych potraw, co téż i do śmierci zachował. W jednéj ze swoich chorób, czując się bardzo na siłach upadłym, sądził iż śmierć nadchodzi. Wtedy czyhający na każdą, a szczególnie na świętą duszę, szatan, rozbudził w nim niepomiarkowaną obawę sądów Bożych. Święty był już blizkim ostatecznéj rozpaczy: lecz według swego zwyczaju uciekł się do Matki Bożéj. Marya stanęła przed nim, uspokoiła go najzupełniéj, i odtąd już wewnętrznego pokoju nie w nim zachwiać nie mogło. Wtedyto także przenajświętsza Panna, kazała mu aby pobłogosławił małe kawałeczki chleba i zjadł je, co uczyniwszy, w téjże chwili wyzdrowiał. Na pamiątkę to tego cudu, ojcowie Augustyanie poświęcają kawałki chleba, które mają własność uzdrawiania chorych.

Lecz dla większéj zasługi téj wybranéj duszy, nietylko wewnętrznemi niepokojami dozwalał Pan Bóg szatanowi nacierać na niego. Niekiedy zły duch okazywał się mu w strasznéj postaci, wszczynał nieznośny hałas, i całą celą tak wstrząsał jakby ją chciał obalić. Pewnego nawet razu natarłszy na Świętego, tak go zbił dotkliwie, że go potém znaleziono we krwi pływającego, a z rany jaką wtedy odebrał całe życie chorował. Gdy jednak sługa Boży zbliżał się aż do końca swojego ziemskiego zawodu, wszystkie te i zewnętrzne i wewnętrzne napaści wroga piekielnego odstąpiły go zupełnie, a za to tém częstsze cudowne miał objawienia, i rozmowy z Matką Boską. Przez sześć ostatnich miesięcy swojego życia, codzień słyszał przecudną muzykę anielską, po któréj za każdą razą coraz żywsze w sercu jego obudzało się pragnienie Nieba, i wtedy powtarzał: „O jakbym pragnął już umrzeć i być z Chrystusem.”

Gdy poznał iż zbliża się jego ostatnia godzina, poprosił aby mu udzielono ostatnie Sakramenta umierających, które przyjął z największą pobożnością: a oraz i z weselem, które się na jego twarzy i w tém co mówił objawiało. Gdy już miał konać, kazał sobie przynieść krucyfiks, w którym było drzewo Krzyża Świętego: przyciskał go do ust, z serdeczném nabożeństwem. Potém prosił zakonnika, który był przy nim obecny, aby gdy przestanie mówić, powtarzał mu te słowa z Psalmu Pańskiego do ucha: „Panie rozwiązałeś więzy moje, składać Ci będę na zawsze ofiarę chwały” 1. Jakoż, wkrótce zaniemówił i Bogu ducha oddał. Umarł 10 Września, roku Pańskiego 1309. Papież Eugeniusz IV kanonizował go uroczyście.

Pożytek duchowny

Jak w życiu świętego Mikołaja, tak i z historyi wielu innych świętych widzisz, jak Pan Bóg w skrytych, a zawsze miłosiernych i mądrych wyrokach Swoich, i na najwybrańsze dusze dozwala uderzać szatanowi. Bierz ztąd dwojstą naukę: jednę że powinieneś zawsze mieć się na baczności przeciw zasadzkom tego nieprzyjaciela duszy naszéj, drugą że chociażbyś najcięższych od niego doznawał nagabań, powinieneś nie upadać na duchu, byleś z pokusami temi mężnie walczył,

Modlitwa (Kościelna)

Racz Panie wysłuchać miłościwie prośby nasze, które w uroczystość błogosławionego Mikołaja Wyznawcy Twojego zanosimy, abyśmy na własnych nieopierając się wysiłkach wsparci zostali przez tego który za łaską Twoją wielkie przed Tobą położył zasługi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 768–770.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 725

Nie każdemu dano naśladować to, co czynił święty Mikołaj z Tolentynu. Nie każdy może umartwiać ciało, miewać takie kazania jak on, ale każdemu łatwo naśladować go w miłości dusz, będących w czyśćcu. Co dusze biedne cierpieć muszą z powodu niedostatecznej na tym świecie pokuty, trudno wypowiedzieć, tak jak trudno opisać ich tęsknotę połączenia się z Bogiem. Same sobie niestety pomóc nie mogą, ani modlitwą, ani dobrymi czynami, my jednak możemy im wyświadczyć tę przysługę. Wszakże wierzymy w Świętych obcowanie, tj. wierzymy, że Święci w Niebie, dusze w czyśćcu i prawowierni chrześcijanie na ziemi są połączeni z sobą nierozerwalnym węzłem miłości. W imię tej wzajemnej miłości spodziewają się dusze zmarłych, że im pośpieszymy na pomoc i tęsknie wołają: „Zmiłujcie się nad nami, ratujcie nas!”

Czyż podobna zatykać uszy na takie wołanie? Może mamy w czyśćcu krewnych, przyjaciół, dobroczyńców, a nawet rodziców, którzy dla nas i za nas cierpieć muszą, którzy są naszymi współwiercami, braćmi w Chrystusie. Czyż będziemy nieczułymi na ich cierpienia? Możemy im pomóc, jeśli się za nich będziemy modlić, lub wspierać ubogich, jeśli dostąpimy odpustu i ofiarujemy go na ich korzyść, jeśli będziemy prosić o Msze święte za ich dusze. Msze bowiem za zmarłych są najskuteczniejszą pomocą dla ich dusz. Dusze za naszą przyczyną wyzwolone z mąk czyśćcowych będą nam wdzięczne i odpłacą nam sowicie za tę przysługę. Święta Katarzyna Bolońska otrzymała za przyczyną dusz czyśćcowych wiele łask niebieskich. Wyzwolone z mąk, stanąwszy przed tronem Najwyższego, uproszą Boga, aby nam dał to, co myśmy dla nich uczynili. Gdybyśmy – od czego Boże uchowaj – sami mieli się dostać do czyśćca, nie zaniechają one wstawiać się za nami do Boga, abyśmy i my najrychlej mogli oglądać Oblicze Jego. „Jaką bowiem miarą mierzysz bliźniemu, taką i tobie odmierzone będzie”. Jeśli zapominamy o duszach zmarłych, Bóg nam odmówi tego, czego im odmówiliśmy i na próżno wołać będziemy: „Zmiłuj się nad nami!”

Footnotes:

1

Ps. CXV. 16.

Tags: św Mikołaj z Tolentino „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość skromność posłuszeństwo post pokusy Czyściec
2020-08-12

Św. Klary z Asyżu, Założycielki Zakonu Sióstr Ubogich (Klarysek)

Żyła około roku Pańskiego 1253.

(Żywot jéj był napisany zaraz po jéj śmierci z rozkazu Papieża Aleksandra IV, który ją kanonizował.)

Święta Klara córka duchowna świętego Franciszka Serafickiego, założyciela zakonu Braci-mniejszych, i jego najwierniejsza naśladowniczka, była jak i on, rodem z miasta Asyżu we Włoszech. Przyszła na świat roku Pańskiego 1194, dnia 16 Lipca. Ojciec jéj Favorino Sceffi, był jednym ze znakomitszych panów swojego kraju, tak z rodu jak i z wielkiego majątku który posiadał. Matka Hortulana, bardzo pobożna niewiasta długo niemając dzieci, gorącemi modlitwami, postami, hojnemi jałmużnami i pielgrzymkami do miejsc świętych, wyprosiła sobie u Boga tę córkę. Kiedy ją jeszcze w łonie swém nosiła, w czasie modlitwy, usłyszała głos z Nieba zapowiadający jéj że szczęśliwie porodzi dziecię, które stanie się światłem dla świata całego. Dla tego nowonarodzonéj córeczce dano na Chrzcie świętym imię Klary, co po łacinie znaczy jasna albo świecąca.

Od lat najmłodszych, święta ta dziewica zapowiadała do jak wysokiéj dojdzie z czasem świątobliwości. Z latami wzrastały w niéj wszystkie cnoty chrześcijańskie, wielkie do Matki Bożéj nabożeństwo i zamiłowanie jak najwyższéj doskonałości ewangelicznéj. W samym téż kwiecie wieku i wśród wielkich dostatków żyjąc, postanowiwszy nie mieć innego oblubieńca jak Pana Jezusa, kilka małżeństw bardzo świetnych odrzuciła.

Gdy zamyślała wyłącznie poświęcić się Panu Bogu na służbę, przybył z kazaniami do Asyżu jéj rodzinnego miasta, wielki święty Franciszek, już wtedy założyciel zakonu Braci żebrzących. Usłyszawszy jednę z jego nauk, Klara postanowiła świat i rodzinę opuścić, i o ile to było w jéj możności, naśladować Franciszka, obierając sobie na wzór jego jak najwyższe ubóstwo, i za główną cnotę, cnotę pokory. Miała lat ośmnaście, kiedy w towarzystwie pobożnéj ciotki swojéj Bony, opuściwszy potajemnie dom rodziców, – których pozwolenia na zostanie zakonnicą nie spodziewała się otrzymać, – udała się do małego za miastem kościołka Panny Maryi Anielskiéj, przy którym mieszkał Franciszek z kilku braćmi swoimi. Tam zrzuciwszy bogate stroje, z rąk jego przyjęła najuboższą suknię zakonną, a ostrzygłszy włosy i przyjmując welon, została zakonnicą i na czas pewien zamieszkała w klasztorze Benedyktynek, także za miastem Asyża położonym.

Rozgniewany za to ojciec, udał się do tego klasztoru wraz z żoną i kilku krewnymi, w zamiarze wydobycia ztamtąd Klary jakimkolwiek sposobem. Z razu łagodnie do niéj przemawiał, a gdy to nie skutkowało, do gwałtu się posuwając chciał ją z sobą zabrać. Lecz Święta wpadłszy do kościoła i trzymając się bielizny na ołtarzu będącéj, zrzuciła welon, i okazawszy ostrzyżoną głowę ojcu, błagała go aby już nie stawiał przeszkód do ofiary, którą Ona Bogu nieodwołalnie uczyniła. W końcu téż, ojciec zgodził się na to, a późniéj był najszczęśliwszy z tego powołania córki.

W dni kilkanaście po zamieszkaniu Klary w klasztorze Benedyktynek, przyłączyła się do niéj młodsza jéj siostra Agnieszka, i kilka innych pobożnych towarzyszek. Wtedy Franciszek mając zamiar zakładać nowy Zakon żeński, jak już był założył męzki, umieścił Klarę wraz z jéj towarzyszkami przy ubogim kościołku świętego Damiana pod Asyżem, który w początkach swego nawrócenia sam był odbudował, i o którym miał objawienie, że stanie się on kolebką nowego świętego Zakonu żeńskiego, mającego rozszerzyć się w całym świecie chrześcijańskim. Jakoż, osiadłszy przy tymże kościołku Klara, gdy coraz więcéj towarzyszek zgromadziła, które pod jéj i świętego Franciszka przewodnictwem zamierzały wieść życie bogomyślne i najostrzejszéj oddane pokucie, została przez tegoż Patryarchę Asyzskiego zamianowana na Opatkę tego nowego klasztoru. Tenże Święty nadał im Regułę, zatwierdzoną późniéj przez Stolicę Apostolską. A że na mocy tejże, obowiązywały się siostry do najściślejszego ubóstwa, tak dalece że żadnych stałych ani funduszów ani dochodów posiadać nie mogły, więc nazwane zostały Zakonem Sióstr-Ubogich.

Klara rządziła jako Opatka klasztorem świętego Damiana przez lat czterdzieści dwa, przedstawiając na sobie najwyższy wzór doskonałości zakonnéj, do któréj głównie przykładem własnym, wszystkie swoje córki duchowne zagrzewała. Z tegoż klasztoru, w miarę jak się po to zgłaszano, wysyłała zakonnice przez nią w cnotach zakonnych wyćwiczone i pełne ducha serafickiego swojéj założycielki, które w innych krajach tejże Reguły zakładały domy zakonne. Za życia jeszcze naszéj Świętéj, wiele stanęło klasztorów jéj Reguły nietylko we Włoszech, lecz i we Francyi, Hiszpanii i Czechach. Przy końcu XVIII wieku, było ich w całym świecie katolickim około dziewięciuset, a w nich blizko pięćdziesiąt tysięcy dziewic z różnego stanu, w wysokiéj świątobliwości służących Bogu. Stanęło takich klasztorów kilka i w Polsce, założonych przez księżniczki królewskiego rodu, z których u nas sześć przywdziało habity córek świętéj Klary. Zakonnice te od pierwotnego ich pobytu przy kościele świętego Damiana zwane były i Damianistkami, lecz dziś najpowszechniéj od nazwiska ich Założycielki nazywają się Klaryskami.

Święta Klara wiodła życie nadzwyczaj umartwione, i to aż do późnéj starości, lubo przez lat bardzo wiele słabego używała zdrowie. Sypiała zawsze na gołéj ziemi, albo ścieląc pod siebie troche trzciny, i pod głowę biorąc kamień. Za całe odzienie nosiła tylko habit gruby, a pod nim nadzwyczajnéj ostrości włosiennicę. Trzy dni w tygodniu nic zgoła nie jadała, a w inne pościła bez przerwy, i w tak małéj ilości brała posiłek, że to innym ledwie za śniadanie wystarczyćby mogło. Przed zapadnięciem w ciężką chorobę, każdego roku, dwa czterdziesto-dniowe posty o samym chlebie i wodzie spędzała. Modliła się bezustannie: co jéj tylko w dniu zbywało czasu od koniecznych zajęć, ten na rozmowę z Bogiem obracała, a często całe noce bez przerwy na bogomyślności trawiła. Wtedy wpadała w zachwycenie, a razu pewnego, gdy chora leżąc w celi nie mogła być na Pasterce z siostrami, cudownie przeniesiona została do kościołka Panny Maryi Anielskiéj, i tam słuchała Mszy świętéj i Komunią przyjęła. Gdy w podeszłych latach ciężkiemi została dotknięta cierpieniami, i na wspólnych ćwiczeniach i robotach obecną być nie mogła, na łóżku leżąc kazała się podpierać wokoło poduszkami, aby w czasie przeznaczonym na zajęcia ręczne, mogła je wykonywać. Miłośnica szczególna ubóstwa, nie dała się niczém odwieść od niego, pomimo wszelkich na jakie ją to narażało trudności i niedostatków. Gdy Papież Grzegorz IX chciał klasztor jéj obdarzyć stałym dochodem, upadła mu do nóg błagając aby tego nie czynił.

Wielu téż cudami, za życia jeszcze zasłynęła. Jednę z siostr swoich zakonnych, która na długi czas straciła mowę, znakiem krzyża świętego uzdrowiła. Innéj przywróciła słuch, drugą znowu z wodnéj puchliny w jednéj chwili wyleczyła; kilka dotkniętych śmiertelną chorobą epidemiczną która panowała w okolicy, pobłogosławiwszy, w tejże chwili wnet przywiodła do zdrowia. Jednemu z Braci-mniejszych dotkniętemu pomieszaniem zmysłów, od razu przywróciła rozum. Gdy w klasztorze zabrakło zupełnie pożywienia, pół bochenka chleba tak rozmnożyła, że pięćdziesiąt sióstr miało czém do sytości się posilić. Saraceni obległszy Asyż, napadli na klasztor Klary, i kiedy już na mury jego się wdzierali, Święta chorą będąc, kazała się zanieść do furty, a wraz z sobą Puszkę z przenajświętszym Sakramentem, i w te słowa do Boga wołać zaczęła: „Nie wydawaj Panie, w ręce dzikich zwierząt, dusze wyznające Ciebie, i strzeż służebnice Twoje, któreś drogą krwią Twoją odkupił.” A gdy się tak modliła dał się słyszeć głos z Puszki: „Ja was zawsze strzedz będę.” I w tejże chwili Saraceni będący na murze, olśnieni światłością jaka wybuchała od przenajświętszego Sakramentu, na ziemię pospadali, a reszta w największym nieładzie w rozsypkę poszła, jakby pobita na głowę.

Mając lat przeszło sześćdziesiąt, Klara oddawna już chora, ciężko zapadła na zdrowiu. Przez dni siedemnaście najmniejszego posiłku przyjmować nie mogła. W takim gdy była stanie, nawiedził ją sam Ojciec święty Inocenty IV, przebywający podówczas w Asyżu, od którego odebrała rozgrzeszenie z odpustem zupełnym. Potém czując już blizki koniec swojéj pielgrzymki ziemskiéj, podyktowała Testament duchowny, w którym pozostawiła siostrom wzniosłe i święte nauki. Nakoniec po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, pobłogosławiła swoje córki duchowne około niéj zgromadzone, pocieszając rzewnie płaczące; a gdy zapadła w lekkie konanie, ujrzano wchodzące do jéj celi grono dziewic niebieskich, na czele których była sama Matka Boża, i gdy te rozciągnęły nad nią jakby bogaty płaszcz królewski, Klara zasnęła w Panu. Poszła do Nieba dnia 12 Sierpnia roku Pańskiego 1258.

W dwa lata po śmierci, gdy nadzwyczajną liczbą cudów zasłynęła, Papież Aleksander IV w poczet Świętych ją wpisał.

Pożytek duchowny

Święta Klara, miała to niewymowne szczęście, że do zakonu przez nią założonego, wstąpiły nie tylko i dwie jéj siostry rodzone, lecz i jej matka, która z początku była przeciwna poświęceniu się Klary na wyłączną służbę Pana Jezusa. Niech cię to uczy wytrwałości w świętych twoich przedsięwzięciach, gdyż przez nią, pociąga się zwykle do naśladowania i tych nawet, którzy z początku byli im przeciwni.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który Kościoł Twój, błogosławionéj Klary dziewicy, przedziwnemi cnotami uświetniasz, i przez nią nowym zakonem obdarzasz; spraw miłościwie, abyśmy jéj śladami idąc, światłości wiecznéj chwały, dostąpić mogli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 675–677.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 640

Jeszcze raz, pobożni Czytelnicy, rzućmy okiem na klasztor „ubogich niewiast", w którym panuje ścisła klauzura. Zobaczmy, jakie w tym zakonie panują poglądy na życie; przy patrzmy się, czy te poglądy są rzeczywiście tak ponure, nienaturalne, grobowe, jakimi się wyda ją krzykaczom, którzy mając się za nieomylnych, chcieliby według swej mody świat przerobić i swoim sposobem go uszczęśliwić. Wystarczą na to następujące dwa przykłady z życia świętej Klary.

  1. Znakomita dama i troskliwa matka przychodzi do ksieni i prosi, aby przyjęła obie jej córki do klasztoru, podając następujące przyczyny swej prośby: „Starsza z mych córek jest dziewczyną cichą, skromną, nabożną, pokorną, nie lubi towarzystwa ani rozrywek, czuje zato pociąg do samotności; szkoda by było zostawić ją w świecie. Młodsza jest wcale inna: próżna, zalotna, lekkomyślna, szczebiocze cały dzień i gotowa śpieszyć z zabawy na zabawę; tę klasztor jedynie od moralnego zepsucia ocalić zdoła”.

    Klara tak na to odpowiedziała: „Uczynię próbę, czy na poprawę młodszej, światowej, wpłynie porządek zakonny i wspólna modlitwa. Jeżeli jej się u nas spodoba, niechże z Bogiem pozostanie; jeśli nie, to niechaj wraca do matki. Starsza natomiast niech pozostanie w stanie świeckim, gdyż w świecie trzeba właśnie takich niewiast, które by były żywym przykładem, że w każdym stanie można żyć uczciwie i po chrześcijańsku, a takie niewiasty, które w świecie pełnią swe powinności, są w obliczu Boga tyle warte, co zakonnice, które starają się tylko o własną świątobliwość”. – W końcu przyjęła Klara obie panny na pewien czas, po czym oddała je matce. Młodsza w istocie poprawiła się i spoważniała, a starsza postąpiła w doskonałości. Obie wyszły potem za mąż i służyły za przykład wzorowych żon i matek.

  2. Święta Klara była zawsze wesołego i pogodnego umysłu i nie lubiła patrzyć na twarze ponure i zachmurzone. Wesołość jej pochodziła z miłości do Chrystusa utajonego w Hostii Przenajświętszej, dlatego ciągle zachęcała zakonnice do zacieśnienia węzła świętej przyjaźni z Panem Jezusem, mówiąc: „My biedne mniszki potrzebujemy także towarzyskiego pożycia; ale jakaż różnica pomiędzy towarzystwem światowym, a towarzystwem Jezusowym? Tam gawędzą z sobą bez miłości, częstokroć bez znajomości wzajemnej. Tu rozmawiamy z Panem Jezusem, który nas zna dokładnie, którego my znamy z dzieł Jego miłosierdzia, dobroci i miłości ku nam, który nam dobrze życzy i pragnie naszego dobra. Tam jeden drugiemu nie wierzy, jeden drugiego podejrzywa, uśmiechy są udane, pochlebstwa obłudne; tutaj każdy serce ma w ustach, każdy otwarty i szczery. Im więcej jesteśmy wylane, tym więcej cieszy się Pan Jezus; Jemu można się z wszystkiego zwierzyć, ze wszystkim się użalić; wszakże On jest samą dobrocią i łaskawością. Znajdziemy tu i Maryję, drogą Mateczkę naszą, znajdziemy aniołów, którzy wspierają nas w słabości i nieudolności naszej i wstawiają się za nami tak szczerze, że nigdy nie odejdziemy bez obfitej pociechy”.
Tags: św Klara „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Franciszek czystość post
2020-07-28

Św. Nazarego, Celsa i Wiktoryna, Męczenników i św. Innocentego, Wyznawcy i Papieża

Żyli w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.

(Żywot ich wyjęty jest z dziejów Kościoła przez Tylemoncyusza.)

Święty Nazary przyszedł na świat w Rzymie, w pierwszym wieku Kościoła. Ojciec jego rodem z Afryki, był poganinem, matką Rzymianka Święta Perpetua, która została była chrześcijanką wprzód jeszcze, zanim go na świat wydała. Chociaż i podówczas zwyczajem było w późniejszym dopiéro wieku udzielać Chrzest święty, Perpetua jednak postarała się aby Nazary ochrzczonym został kiedy jeszcze bardzo był młodym. Wychowywała go jak najstaranniéj i najpobożniéj. Miała z niego wielką pociechę od dzieciństwa, a przed śmiercią i tę największą, że widziała w nim jednego z najgorliwszych i najpobożniejszych chrześcijan w całych Włoszech.

Długo zostając pod przewodnictwem duchowném samego Papieża świętego Lina, skoro doszedł lat młodzieńczych, poczuł budzące się w sercu pragnienie nawrócenia jak największéj liczby pogan do wiary świętéj. Wybrał się tedy na wycieczkę apostolską, i przez pewien czas przebiegając Włochy, powziął w końcu zamiar udania się i za Alpy do Gallów. Byłoto przedsięwzięciem narażającém go na największe trudy i niebezpieczeństwa, lecz mu téż Pan Bóg w tych jego świętych pracach dziwnie pobłogosławił. Wszędzie gdzie się pojawił wielu niewiernych pozyskiwał Chrystusowi, a w tym celu używał wszelkich możliwych sposobów. Niekiedy, gdy inaczéj przystępu do pogan mieć nie mógł, przyjmował u nich służbę, nawet zaprzedawał się im na pewien czas w niewolę, byle chociażby jednę duszę uratować.

Pierwszém ludniejszém miejscem za granicą Włoch, gdzie ten święty Apostoł Pański zaczął głosić Ewangelią, była Genewa. Miasto to podówczas pogrążone w pogaństwie, nie słyszało jeszcze o chrześcijanach, kiedy tam przybył Nazary. Wkrótce wielu ochrzcił, i miasto to po dziś dzień ma go za głównego Patrona i pierwszego swego Apostoła.

Pomiędzy wielką liczbą nawróconych przez świętego Nazarego w Genewie, była pewna znakomita i zamożna pani, któréj wpływ i przykład, wiele się przyczynił do owoców jakie tam dał Pan Bóg zbierać temu słudze Swojemu, z jego prac gorliwych. Miała jedynego syna młodego jeszcze imieniem Celsyusz. który był jéj jedyną pociechą, i którego nadzwyczajnie kochała. Święty Nazary i jego nawrócił, wyuczył zasad wiary świętéj, a młodzieniec tak w pobożności postąpił, że gdy wkrótce potém Nazary go ochrzcił, prosił matki aby mu pozwoliła wraz z nim oddać się apostolskiemu zawodowi. Wielkiéj to ze strony téj niewiasty wymagało ofiary, lecz że była doskonałą chrześcijanką nie odmówiła jéj Panu Jezusowi, i Celsyusz od téj chwili, stał się towarzyszem nieodstępnym Nazarego. Przebiegli razem wiele miast w krainie Gallów, siejąc wszędzie słowo Boże, które późniéj w téj części Europy tak obfite i świetne plony wydało.

Ludne i sławne miasto Trewiza, było główném polem gdzie ci Święci poświęcali się dla Jezusa Chrystusa, i w końcu ponieśli męczeństwo, które wówczas prawie każdego Apostoła spotykało. Wielka liczba cudów jakie tam czynili, przyczyniła się do tego że ogromną liczbę pogan przyciągnęli do Kościoła Bożego, i święty Ambroży w kazaniu swojém o nich powiada, że i miasto to i cała kraina, im pierwszym zawdzięcza dobrodziejstwo wiary. Niedługo téż po przybyciu swojém do Trewizy, pozyskali tam koronę męczeńską.

Oskarżeni do władzy pogańskiéj, jako odwodzący lud od czci bożków cesarskich, wtrąceni zostali do więzienia, a potém skazani na zatopienie w rzece Mozelli. Lecz gdy ich do wody wrzucono, rzeka stwardniała jakby mrozem ściśnięta, i w obecności wielkiéj rzeszy ludu zgromadzonego, Święci wyszli z niéj jakby po lodzie, chociaż się to wśród lata działo. Zdziwieni takim cudem poganie, już nie śmieli zadawać im innego rodzaju śmierci, tylko wygnali ich z kraju. Nazary i Celsyusz wrócili do Włoch, a gdy Opatrzność Boża zaprowadziła ich do Medyolanu, Wielkorządca Anolin, który miał rozkaz od cesarza, aby każdego mającego zamiar głosić Ewangelią, zanim jeszcze zacznie to czynić, śmiercią ukarać, kazał ich do więzienia wtrącić. Po kilku dniach rozpoczął ich badanie. A gdy po ciężkich mękach jakie im zadał, wymódz na nich odstępstwa nie mógł, skazał ich na ścięcie. Trudno wyrazić jak po odczytaniu wyroku ci dwaj słudzy Chrystusowi uradowani zostali. Święty Nazary przyciskając do serca swego towarzysza, rzekł do niego: „Co to za szczęście mój synu! że Zbawiciel daje nam tę łaskę, iż oto dziś jeszcze za Niego męczeńską śmierć poniesiemy.” A młody Celsyusz, również uradowany – „Dziękuję Ci Panie Jezu Chryste, zawołał, że mnie chociaż tak młodego, do chwały Swojéj już bierzesz.” I zwracając się do świętego Nazarego: „Idźmy rzekł do niego, ojcze drogi wesoło, bo mamy wylać krew naszę, za Tego, który nam dał życie i aby nas zbawić krew Swoję za nas wylać raczył.” Wyprowadzeni na plac publiczny, ścięci zostali 28 Lipca, przy końcu pierwszego wieku.

Ciała tych świętych Męczenników wyszukane potajemnie w nocy przez chrześcijan, pochowane zostały za bramą miejską. Ukryte tam były, aż w trzysta lat potém święty Ambroży, odebrawszy w objawieniu zawiadomienie gdzie się ich relikwie znajdują, odgrzebał je, i znalazł tak niezepsutemi, jak gdyby tegoż dnia pochowane były i krew nawet nieskrzepłą. Dyakon Paulin, temu obecny, pisze, że z grobu ich wychodziła woń, jakby najwykwintniejszych pachnideł. Tenże święty Arcybiskup z wielką uroczystością przeniósł ich zwłoki do kościoła świętych Apostołów, który wtenczas tylko co był wystawił.

· · ·

Błogosławiony Wiktoryn Papież i Męczennik, którego święto dziś także Kościoł Boży obchodzi, żył późniéj od tych Świętych, bo na początku trzeciego wieku, za cesarza Sewera. Był on synem Feliksa Afrykanina. Wyniesiony został na Papiestwo po śmierci świętego Eleutera, około roku Pańskiego 192. Za jego rządów powstawały różne, a szczególnie na Wschodzie kacerstwa. Walczył z niemi mężnie, i jużto uczonemi pismami je zbijając, jużto karami kościelnemi dotykając ich zwolenników, z plagi téj Kościoł święty oczyszczał. Jednym z ważniejszych czynów jego Papiestwa, było postanowienie a raczéj zatwierdzenie i wprowadzenie w ściślejsze wykonanie, dekretu jego poprzednika Piusa I, nakazującego aby w całym Kościele uroczystość Wielkanocna, święcona była w pierwszą niedzielę następującą po pełni Marcowéj. Pomiędzy innemi również ważnemi i potrzebnemi w karności kościelnéj postanowieniami, wydał on i to, że w razie potrzeby, wodę zwykłą do sprawowania Chrztu świętego używać można: to jest że niekonieczném jest aby była święconą; a oraz zawyrokował że podobnież w razie nagłéj potrzeby, każdy chociażby nawet nie był chrześcijaninem, byle miał intencyą spełniać to co Kościoł w tym Sakramencie zamierza, chrzcić może, i chrzest taki za ważny ma być poczytany. Poniósł śmierć męczeńską 28 Lipca roku Pańskiego 202, zasiadając na stolicy apostolskiéj blizko lat dziesięć.

· · ·

Dziś także przypada uroczystość świętego Inocentego I, Papieża. Był on rodem z miasta Albano, blizko Rzymu położonego. Żył za czasów świętego Augustyna i Hieronima, to jest w połowie czwartego wieku. Świątobliwość jego, wysławia święty Hieronim w te słowa pisząc w jednym z listów swoich: „Trzymajmy się wiary Inocentego, wielkiego Świętego, który jest Apostolskiej Stolicy i Kościoła całego Rządcą; a wszelkiéj nauki jemu przeciwnéj, chociażby nam się wydała najświetniejszą i najmądrzejszą nie przyjmujmy.” Święty Bazyli wielki, podobnież ze czcią szczególną wyraża się o nim. W walce swojéj z aryanami, zasięgał on jego rady i popierał się jego pismami. Gdy święty Jan Złotousty, złością cesarzowéj Eugenii wygnany został z Carogrodu, święty Inocenty i ją i męża jéj cesarza Arkadyusza, klątwą kościelną do opamiętania przywiódł. Wtedy także poskładał z urzędu wszystkich Biskupów, którzy się do wygnania świętego Jana Złotoustego przyczynił. Zkąd się pokazuje, że Papieża zawsze używali bez zaprzeczenia najwyższéj zwierzchności nad Biskupami całego Kościoła.

Pomiędzy postanowieniami, jakie na Papiestwie swojém wydał święty Inocenty, było i zatwierdzenie postu sobotniego (zawisłego na powstrzymaniu się od mięsnych pokarmów), na uczczenie pamiątki dnia, w którym Pan Jezus w grobie spoczywał; a także wydał prawo nakazujące, aby dzieci z chrześcijańskich rodziców zrodzone, Sakramentem Chrztu świętego oczyszczone zostawały, o potrzebie czego niektórzy podówczas wątpili. Ten święty Papież, gorliwie powstające przeciwko okrutnym igrzyskom publicznym szermierzy pogańskich, na których zabijali się oni dla rozrywki ludu, powstrzymał chrześcijan od uczestniczenia w téj barbarzyńskiéj zabawie.

Rządził Kościołem, lat blizko piętnaście, i świętą śmiercią zasnął w Panu 28 Lipca, roku 417. Pochowany został na cmentarzu Pryscylli; a Papież Sergiusz II, w roku 845, wydobył jego zwłoki, i złożył je uroczyście w kościele świętego Ekwicego.

Pożytek duchowny

Dzisiejsze widowiska teatralne, chociaż nie mają w sobie tego rodzaju barbarzyństwa, jakie miewały pogańskie turnieje szermierzy, na które powstawał święty Inocenty, najczęściéj są jednak równie albo i więcej, zgubnemi dla duszy. Kto na nie chętnie uczęszcza, trudno aby nie zagasił w sercu swojém, wszelkiego uczucia pobożności, a w wielu razach, świętą cnotę czystości na wielkie wystawia niebezpieczeństwo.

Modlitwa (Kościelna)

Niech nas Panie Świętych Twoich: Nazarego, Celsyusza, Wiktoryna i Inocentego, uroczysty obchód na duszy pokrzepi, i ułomności naszéj wsparcie łaski Twojéj wyjedna. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 626–628.

Tags: św Nazary św Cels św Wiktoryn św Innocenty „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik papież św Perpetua chrzest post widowiska
2020-07-08

Św. Elżbiety, Królowej Portugalskiej

Żyła około roku Pańskiego 1386.

(Żywot jéj napisany przez kilku pisarzy współczesnych, znajduje się u Bolandystów pod dniem 4 lipca.)

Święta Elżbieta córka Piotra III króla Aragońskiego, narodziła się roku Pańskiego 1271. Jéj przyjście na świat, taką radością całą rodzinę królewską napełniło, że przyczyniło się to głównie, do pojednania króla Piotra z jego ojcem, z którym w długich zatargach zostawał. Było to zaś jakby przepowiednią, że późniéj w wielu wypadkach przyczyni się ta Święta do zgody między panującymi, bo to w istocie miało miejsce. Dano jéj imię Elżbiety, na uczczenie pamięci świętéj Elżbiety królowéj węgierskiéj, jéj babki ciotecznéj, świeżo wtedy ukanonizowanéj.

Dziadek jéj król Jakób, słusznie przezwany Świątobliwym, zajął się wyłącznie jéj wychowaniem, i wnet z wielką pociechą spostrzegł że wnuczka jego, od kolebki prawie, objawiała skłonność do wszelkich ćwiczeń pobożnych, a szczególnie miała wielkie nabożeństwo do Matki Bożéj. W ósmym roku życia, zadziwiała dwór cały swoją roztropnością, skromnością i cnotami wiek jéj przewyższającemi. Już wtedy ścisłe zachowywała posty, jadając raz tylko na dzień w wigilie wszystkich świąt przenajświętszéj Panny i w każdą sobotę; codzień odmawiała kapłańskie pacierze, któryto zwyczaj do śmierci zachowała, i długie godziny trawiła na modlitwie. W obcowaniu z każdym była niezrównanéj słodyczy i pokory, a żaden ubogi nie odszedł od niéj żeby go albo czém mogła sama nie zaopatrzyła, lub tego o co prosił, nie uzyskała dla niego u rodziców. Słusznie téż król jéj ojciec utrzymywał, iż była Aniołem opiekuńczym całego jego państwa, i że jéj to modlitwom zawdzięczał błogosławieństwa, któremi hojnie obdarzał Pan Bóg jego panowanie.

W dwunastym roku wydaną została za Dyonizego, króla Portugalskiego. Zasiadłszy na tronie, a widząc się swobodniejszą w swoich zajęciach, przymnożyła ćwiczeń pobożnych i umartwień ciała. Wstawała o świcie, a po odbytéj modlitwie myślnéj, odmawiała kanoniczne pacierze: Jutrznię, Laudes i Prymę. Następnie słuchała Mszy świętéj, przy któréj często przyjmowała Ciało Pańskie, a potém odmawiała pacierze o Matce Bożéj zwane Officium Parvum, i pacierze kościelne za zmarłych. Około południa zajmowała się różnemi sprawami z któremi się do niéj odnoszono, dawała posłuchanie ubogim, a co jéj zbywało czasu, spędzała go w kaplicy pałacowéj, lub na czytaniu ksiąg świętych. Nie widziano jéj ani chwili próżnującą: podczas zebrań dworskich na jéj pokojach, wykonywała różne ręczne roboty kobiece, przeznaczone na ozdoby kościołów, i zwyczaj ten wprowadziła pomiędzy paniami swojego dworu. Prócz postów kościelnych, które zachowywała o chlebie i wodzie, podobnież pościła cały Adwent, czterdzieści dni przed Wniebowzięciem Matki Bożéj, i tyleż przed uroczystością świętego Michała Archanioła. Zrobiono jéj razu pewnego uwagę, że tego rodzaju umartwienia niewłaściwe są osobie zasiadającéj na tronie: „A gdzież potrzebniejszemi są one, odrzekła święta królowa, jeżeli nie tam, gdzie namiętności są więcéj rozbudzone, i niebezpieczeństwa dla duszy większe?” Mawiała także: że Pan Bóg na to tylko wyniósł ją na godność królewską, aby tém hojniejsze jałmużny czyniła. Jałmużnikom swoim przykazała, aby nic nie odmawiali ubogim; codzień ich odwiedzała po mieszkaniach, a niekiedy aż w odległych od stolicy wioskach i przedmieściach. Przyszedłszy dnia pewnego do ubogiéj kobiety, okrytéj obrzydliwemi wrzodami, Święta, dla przezwyciężenia wstrętu jaki w niéj obudził ten widok, ucałowała jéj rany, i w tejże chwili chora odzyskała zdrowie. Założyła wielki dom przytułku, dla kobiet nawracających się ze złego życia, drugi podobny dla podrzutków, i kilka kościołów i klasztorów wzniosła, po królewsku je uposażając. W każdy piątek Wielkiego postu, na pamiątkę Wieczerzy Pańskiéj, umywała nogi trzynastu ubogim kobietom. Zdarzyło się iż jedna z nich, miała od lat wielu wrzód, który jéj toczył nogę. Królowa opatrzyła ranę, omyła ją i ucałowała, i wrzód się zagoił na zawsze.

Przytrafiło się także, że gdy szła odwiedzać ubogich i w pole sukni niosła znaczne pieniądze w drobnéj monecie, król spotkawszy ją, spytał co tak skrzętnie dźwiga: „Róże” odpowiedziała królowa żartując, bo to była zima; w istocie, gdy roztworzyła poły, okazały się róże najpiękniejsze. Także dziewczynce ślepéj od urodzenia, wzrok przywróciła, i wielu niebezpiecznie chorych uzdrowiła znakiem krzyża świętego. Dziatki których miała kilkoro, jak najstaranniéj chowając, wrażała w nich bojaźń Bożą, wzgardę wielkości tego świata, i do nabożeństwa do Matki Bożéj pobudzała. We wszystkiém starała się jak najpilniéj przypodobać się małżonkowi, lecz przedewszystkiém Bogu.

O ile miała udziału w zarządzie państwa, używała wpływu swojego na jednanie panujących, w czém jéj Pan Bóg dziwnie błogosławił, i kilka grożących już wojen, przez to wstrzymała. Lecz sama w końcu, doznała z tego powodu nie małych frasunków. Syn jéj książę Alfons, podniósł był rokosz przeciw ojcu. Święta używała wszelkich sposobów, aby go przywieść do opamiętania, i w tym celu kilka razy do niego pisała, a nawet postarała się aby się z nią widział. Nieprzyjaźni jéj dworzanie, korzystając z tego, wrazili w króla przekonanie, że królowa sprzyja zbuntowanemu księciu, i wydaje mu tajemnice rad wojennych królewskich. Król bez roztrząśnienia sprawy, uniesiony gniewem, odebrał Elżbiecie wszystkie jéj dochody, i wskazał ją na wygnanie do miasta Alangeru, trzymając ją tam pod strażą. Święta poddała się temu wszystkiemu bez słowa skargi, bez cienia żalu do sprawców jéj krzywdy, a rada większéj samotności jakiéj zażywała w cichém ustroniu, oddała się jeszcze wyłączniéj modlitwie i wysokiej bogomyślności, na któréj czas słodko jéj schodził. Król wkrótce przekonawszy się o fałszywości oskarżeń, których padła była ofiarą królowa, przywołał ją do siebie, i z tém większą był dla niéj czcią i uwielbieniem. Lecz co najbardziéj ucieszyło świętą Elżbietę, to że król który przedtém wiódł życie rozpustne, odtąd stał się najwierniejszym małżonkiem.

Długo jeszcze potém żyła z mężem Elżbieta, ciesząc się nietylko jego szczerą poprawą, lecz widząc nawet gruntowną pobożność, do któréj przywiodły go przykłady jéj życia i jéj ciągłe o to do Boga modlitwy. Gdy po czterdziestoletniém panowaniu, zapadł on w ostatnią chorobę, doglądając go najtroskliwiéj, przez długi czas dzień i noc od łoża jego nie odstępowała i sama przysposobiła go do najpobożniejszego przyjęcia ostatnich Sakramentów świętych.

Jak tylko skonał na jéj ręku, poszła do swojéj kaplicy, i zaofiarowawszy się Panu Bogu już na wyłączną służbę, niezwłocznie zdjęła z siebie stroje świeckie i wszystkie oznaki królewskiéj godności, i przywdziała habit Klarysek. Potém spędziwszy dni kilka na postach i modlitwach przy zwłokach małżonka, najprzód odbyła pieszo pielgrzymkę do zwłok świętego Jakóba w Kompostelli, ofiarując odpusty do tego przywiązane za duszę męża, a wszystkie kosztowności w bogatych materyach, złocie, perłach i klejnotach, które wzięła z sobą, złożyła tam w ofierze, także za duszę króla. Wróciwszy do stolicy, rozdała ubogim. co tylko jeszcze z najdroższych jéj sprzętów i rzeczy zostało, i udała się do klasztoru Klarysek, który założyła była w mieście Koimbrze, i przy nim na zawsze już osiadła.

Wiodła życie nadzwyczaj ostre, wysokiéj bogomyślności i uczynkom miłosiernym oddane. Pościła codzień bez przerwy, o suchym chlebie i wodzie. Gdy razu pewnego choréj, lekarze kazali pić wino, a uczynić tego nie chciała, woda którą jéj podano, cudownie w wino została zamienioną. Uczęszczała najregularniéj do chóru z zakonnicami. Codziennie słuchała dwóch Mszy świętych: jednę żałobną za duszę męża, drugą o święcie przypadającém. Po południu przyjmowała ubogich, rozsyłała jałmużny i służyła chorym w szpitalu, który obok klasztoru wybudowała, na trzydziestu biednych. Lecz dobroczynność jéj sięgała i daléj: nie tylko hojnie wspierała ubogich w całém swojém państwie, lecz znaczne pieniądze wysyłała i w dalekie kraje, dla wykupienia chrześcijan w niewoli u niewiernych będących, i wspierania mieszkańców w różnych miejscach, klęską głodu dotkniętych. Dowiedziawszy się o zaszłych nieporozumieniach króla portugalskiego jéj syna, z królem kastylskim jéj wnukiem, którzy zabierali się do wojny, puściła się w drogę, aby widząc się z nimi przywieść ich do zgody. Przybywszy do miasta Estremez, ciężko zachorowała, i dalej jechać nie mogła: lecz sama wiadomość o powodach podróży królowéj, gotujących się do wojny królów pojednała.

Tymczasem, już ona dochodziła do kresu swojéj doczesnéj pielgrzymki. Śmiertelną chorobą zwątlona na siłach, gdy jéj ostatnie Sakramenta udzielono, jeszcze jednak do przyjęcia świętego Wiatyku wstała i w habicie świętéj Klary przyjęła przenajświętsze Ciało klęcząc na ziemi. Potém objawiła się jéj Matka Boża, do któréj wymówiwszy te słowa: „Maryo łaskiś pełna, Matko miłosierdzia, obroń mnie od nieprzyjaciela, i weź mnie w godzinę śmierci mojéj”, spokojnie w Panu zasnęła, dnia 4go Lipca, roku Pańskiego 1386.

Wpisaną została w poczet Świętych, przez Papieża Urbana VIII, który święto jéj na dzień dzisiejszy wyznaczył.

Pożytek duchowny

Święta Elżbieta, dla tego że Świętą była, w wielu razach jednała powaśnione osoby jéj królewskiéj rodziny, i przez to kraje całe od klęsk wojny ochraniała. Tak w każdéj rodzinie, osoba gruntownie pobożna, może stać się dla niej Aniołem pokoju, zgody i jedności. Staraj się być takim.

Modlitwa (Kościelna)

Najlitościwszy Boże! Któryś błogosławioną Elżbietę królowę, pomiędzy wielu wysokiemi łaskami, darem poskramiania wojen przyozdobił; daj nam za jéj pośrednictwem, za życia zażywać pokoju, o który pokornie prosimy, a po nim dostąpić radości wiekuistych. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 566–568.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 546–548

„Błogosławieni pokój czyniący, albowiem nazwani będą synami Bożymi” (Mat. 5, 9). Pokój jest najwyższym szczęściem, gdyż nie ma szczęścia bez pokoju. Starajmy się przeto z wszystkimi żyć w zgodzie i pokoju; unikajmy wszelkich kłótni i niesnasek, gódźmy powaśnionych z sobą, nie dawajmy nikomu sposobności do swarów i nieprzyjaźni, i pomnijmy na to, że stokroć lepiej jest być skrzywdzonym, aniżeli dochodzić swego prawa na drodze kłótni i procesów. Stokroć lepiej dla miłego pokoju znieść obrazę, krzywdę, lekceważenie, bo tylko taki jest miłośnikiem pokoju, kto tak postępuje. Święta Elżbieta znosiła spokojnie podejrzenia, prześladowanie i dokuczliwości męża, pomnąc na słowa Zbawiciela: „Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugiego. A temu, który chce prawem z tobą się rozpierać, a suknię twoją wziąć, oddaj i płaszcz” (Mat. 5, 39. 40). 39. 40).

Usiłujmy nade wszystko przeszkodzić swarom i nieporozumieniom między krewnymi i znajomymi, pomni na słowa świętego Pawła, zwrócone do Tytusa: „Napominaj ich, aby nikogo nie czernili, aby nie byli kłótliwymi, lecz skromnymi, i aby okazywali łagodność względem każdego”.

Święta Elżbieta, jakkolwiek słaba niewiasta, nie wahała się pójść między zbrojne szeregi i zdołała zmiękczyć łzami i prośbą kamienne serca. Iluż przez to ocaliła ludzi, ilu czynom okrucieństwom zapobiegła, ile tym sobie zaskarbiła wdzięczności i błogosławieństw! Jezus Chrystus, który przez ofiarę życia zyskał nazwę „Księcia pokoju”, będzie cię wspierał w tych przedsięwzięciach, działaj przeto w Jego duchu, On cię nie odstąpi. Nagroda twoja będzie wielka i słusznie nazywać cię będą sługą Bożym.

Tags: św Elżbieta Aragońska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna królowa św Elżbieta Węgierska Officium parvum Officium Defunctorum post jałmużna matka żona pokój zgoda
2020-07-07

Św. Andrzeja Żórawka i Benedykta Męczennika, Świętych Pustelników

Żyli około roku Pańskiego 1011.

(Żywot ich był napisany przez Pustelnika Maura, blizko nich mieszkającego, późniéj Biskupa dyecezyi Pięciukościołów zwanéj.)

Święty Andrzéj urodził się około roku Pańskiego 978, z bogobojnych rodziców stanu mieszczańskiego, z ojca Marka Żuerarda albo Żórawka, a matki Agnieszki, w małéj Polsce, w miasteczku Opatowcu blizko Wiślicy położoném. Byłyto czasy, kiedy za króla Mieczysława I, tylko co religia chrześcijańska w Polsce krzewić się poczęła. Rodzice Andrzeja długo nie mając dzieci, a już gorliwi bardzo chrześcijanie, gorącemi modlitwami wyprosili sobie u Boga tego synaczka, i wychowali go jak najpobożniéj.

Przebywając jeszcze Andrzéj w domu rodzicielskim, w wielkiéj zostawał zażyłości z równegoż jego wieku młodzieńcem, i również bogobojnym imieniem Benedykt. Zaledwie doszli lat młodzieńczych, a pobudzeni łaską Boską, postanowili wieść życie pustelnicze, do którego od dzieciństwa ćwicząc się w modlitwie i umartwieniach ciała, już się wielce byli usposobili. Poznawszy więc dokładnie wolę Bożą, za błogosławieństwem rodziców, (którzy lubo ich bardzo kochali, lecz i sami pełni gorącéj wiary, chętnie na to zezwolili), udali się obaj młodzi ci pokutnicy na puszczę. W okolicach miasteczka Czkowa, w dyecezyi krakowskiéj, gdzie wielkie ciągnęły się lasy ponad rzeką Dunajcem, puściwszy się wzdłuż jéj koryta, znaleźli jaskinię pod skalistą górą, w miejscu bardzo niedostępném, i tam osiedli. Starali się jak najwierniéj naśladować pokutny i bogomyślny sposób życia pustelników egipskich, o których już, z podań chrześcijańskich które i do nich doszły, słyszeli. A oprócz tego sami wiedzeni w tém natchnieniem Ducha Świętego, w naszéj krainie pierwsi rozpoczęli ten anielski rodzaj życia. Modlitwa i wysoka bogomyślność była ich całém zajęciem, jarzyny polne i owoce leśne pokarmem, skalista ziemia posłaniem, na którém krótkiego snu zażywali.

Wszakże, po niejakim czasie, obaj Święci uznali potrzebę pewnéj zależności i ćwiczenia się w posłuszeństwie, przez poddanie się przewodnictwu duchownemu. Dowiedziawszy się wypadkiem, że w pogranicznych Węgrzech, na górze Sobor w hrabstwie Nitryjskiém, założony został klasztor ojców Benedyktynów, którego opatem był Filip wielkiéj świątobliwości zakonnik, udali się do niego około roku Pańskiego 1002. Przybywszy do klasztoru, upadli opatowi do nóg, a pokornie i gorąco błagali, aby ich do zakonu przyjął. Filip do którego już była doszła wieść o świętym żywocie Andrzeja i Benedykta, oblókł ich w suknie zakonne, lecz obawiając się czy jako dotąd według własnéj woli żyjący, nie będą trudni w cnocie posłuszeństwa, nakazał mistrzowi nowicyuszów, aby ich z téj strony szczególnie probował. Ojciec ten doświadczał ich powołania, to groźnie, chociaż w niczém nie zawiniali upominając ich przy drugich braciach, to nakazując im najtrudniejsze do spełniania rzeczy, a niekiedy i takie które się im wydawać mogły niewłaściwemi, jako téż i innemi sposobami, w takich razach w szkole zakonnego życia używanemi. Obaj święci nowicyusze, przez ciąg roku próby, nietylko przedstawili dowody najdoskonalszego zaparcia własnéj woli, lecz oraz i zajaśnieli cnotami, w których i dla najstarszych zakonników za przykład służyć mogli. Przypuszczeni więc zostali do ślubów uroczystych.

Z zakonników tego klasztoru, jedni w nim mieszkali, drudzy rozsypani byli po okolicznych puszczach, zostając zawsze w zależności od opata miejscowego. Andrzéj i Benedykt do tego właśnie rodzaju życia nawykli, zaraz po wykonaniu ślubów zakonnych, prosili aby im opat Filip, pozwolił zamieszkać na puszczy. Ten nie wątpiąc o ich prawdziwém do pustelniczego żywota powołaniu, zezwolił na to. Znowu więc oni, ale już tą razą na mocy świętego zakonnego posłuszeństwa, udali się na puszczę. Osiedli w miejscu bardzo odludném, o milę od miasta Trychina, dzisiejszego Tęczyna.

Tam święty Andrzéj nadzwyczajnością zadawanych sobie umartwień, wyrównał największym pokutnikom, o jakich w historyi świętych Pańskich czytamy. Przez cały rok jadał tylko surowe jarzyny, i niekiedy trochę chleba. Trzy dni w tygodniu żadnego zgoła nie używał pokarmu, podczas zaś wielkiego postu, brał do swojéj pustelni czterdzieści włoskich orzechów, i już przez cały ten czas nie widując się z nikim, po jednym orzechu zjadając na dzień, żadnego innego nie przyjmował posiłku. Po całodziennéj pracy, mając ciało pokrzepić spoczynkiem, w taki dziwny sposób snu zażywał. Obrał sobie pieniek ściętego drzewa, i otoczył go wysoko cierniami, tak aby gdy usiadłszy na nim drzemał, kolce ich z każdéj strony kłując go gdyby się nachylił, ze snu budziły. Nie dość na tém: zrobił sobie z deski koło, które wdziewał na głowę jak czapkę; na tém kole w czterech równoległych miejscach uczepił na sznurkach cztery ciężkie kamienie, tak że skoro nachylił się na jednę stronę snem znużony, z drugiéj strony kamień wahający się w twarz go uderzał. Prosto więc tylko na onym pieńku siedząc, lekkiém drzemaniem mógł trochę snu zażyć.

Pomimo tego, pracy ręcznéj któréj się codziennie kilka godzin oddawał, nie przerywał wcale. Zdarzyło się dnia pewnego, że gdy w lesie rąbał drzewo dla braci klasztornych, bardzo strudzony upadł na ziemię i omdlał. Przebył w tym stanie czas jakiś, aż oto stanął przed nim Anioł, podniósł go z ziemi, położył na wózek który miał Andrzéj z sobą na drzewo, i do chatki jego zawiózł.

Taki rodzaj życia wiódł ten sługa Boży przez lat kilkanaście. Kiedy nadchodziła jego ostatnia godzina, poprosił braci z klasztoru aby przybyli do niego, i objawił im dzień i chwilę swojéj śmierci, lecz oraz uprosił aby gdy umrze żaden z nich dotąd nie zdejmował z niego habitu aż sam opat Filip nadejdzie. Dano o tém znać opatowi, który zanim nadszedł, Święty już szczęśliwym zgonem zgasnął był w Panu. Gdy bracia zdjęli z niego odzież, ujrzeli na nim gruby łańcuch miedziany, który przez ciągłe i długie noszenie, tak się był wpił w ciało, że byliby go nie dostrzegli, gdyby nie to że sama zapinka, nieco grubsza, na wierzchu brzucha sterczała. Opat rozpiął zapinkę, a gdy wyciągnął z ciała łańcuch, bracia słyszęli chrzęst jego o kości żebrowe, tak bowiem głęboko był wrośnięty.

Jak za życia tak i po śmierci wielu cudami zasłynął. Pomiędzy innemi miał miejsce i następujący.

Na puszczy na któréj mieszkał Andrzéj ukrywali się rozbójnicy; pobiwszy się między sobą jednego śmiertelnie ranili. Że już wtedy nasz pustelnik słynął łaską czynienia cudów, ponieśli tam rannego prosząc aby go uzdrowił. Ranny w drodze skonał i już nieżywego złożyli w chatce Andrzeja. Ten wskrzesił go swoją modlitwą, a rozbójnik ów wrócił nietylko do życia co do ciała, lecz i co do duszy. Nawrócony tym cudem, opuścił swoje zbrodnicze rzemiosło, i postanowił szczerą pokutą przebłagać Pana Boga. W tym celu osiadł ze świętymi pustelnikami, a po ich śmierci w téjże chatce, wiodąc żywot nadzwyczaj ostry, szczęśliwie dni swoich dokonał.

· · ·

Po śmierci Andrzeja, święty Benedykt wierny jego naśladowca, lat jeszcze trzy mieszkał na téj puszczy, coraz wyższéj oddając się bogomyślności i coraz ostrzejszéj pokucie. Nocy pewnéj, napadli na niego rabusie, sądząc iż jakie skarby znajdą u biednego bogomodlcy. A że nie zgoła nie mogło tam nasycić ich chciwości, rozgniewani na sługę Bożego, poderznęli mu gardło, i tak zamordowanego wrzucili w rzekę Wag, blizko tam płynącą.

Ciała jego pilnie i długo, lecz napróżno, szukali ojcowie Benedyktyni. Aż zauważano, iż przez rok cały, w jedném miejscu przy rzece siadywał niezwykłéj wielkości orzeł, jakby strzegł czegoś. Doniesiono o tém opatowi klasztoru na górze Sobor. Ten kazał tam szukać zwłok świętego Benedykta, i wynalazł je tak nienadpsute, jakby tylko co w wodę wrzucone były. Ojcowie pochowali je ze czcią wielką w kościele świętego Emerena Męczennika, w tymże samym grobie, w którym już święty Andrzéj Żórawek spoczywał.

Papież Kalikst IV obydwóch w poczet Świętych zaliczył.

Pożytek duchowny

Niektórzy opieszałość swoję w spełnianiu przykazania kościelnego tyczącego się postów, tłómaczą niemożnością zachowania ich w całéj ścisłości z powodu klimatu naszego. Niech nadzwyczajne posty, jakie zachowywał święty Andrzéj Żórawek, którego żywot czytałeś, przekonają cię, że do ostréj pokuty, nie ciepłego powietrza potrzeba, lecz gorącego ducha.

Modlitwa (Kościelna)

Boże który nam dozwalasz błogosławionych Męczenników Twoich Andrzeja i Benedykta, pamiątkę przejścia do nieba obchodzić, daj nam w wiekuistéj chwale ich społeczeństwa zażywać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 563–565.

Tags: św Andrzej Żórawek św Benedykt męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik przyjaźń posłuszeństwo post
2020-07-06

Św. Goary, Kapłana i Pustelnika

Żył około roku Pańskiego 649.

(Żywot jego był napisany przez Waldeberta Dyakona jemu współczesnego.)

Święty Goary pochodził z jednéj z najznakomitszych rodzin Akwitanii. Urodził się około roku Pańskiego 585. Z młodości pobożnie wychowany, prędko do wysokiéj doskonałości doszedł. Młodzieńcem będąc na świecie żyjącym, tak był świątobliwym, że się stał godnym czynić różne cuda. Łaski takowéj udzielał mu Pan Bóg i dla tego, że on namowami i przykładem życia swego, wielu światowców na drogę pobożności sprowadzał, i grzeszników nawracał, a więc aby i cudami jaśniejąc tém łatwiejszy wpływ na drugich wywierał. To także zwróciło na niego uwagę Biskupa jego dyecezyi, który pomimo tego iż Goary wielce się od tego wypraszał, wyświęcił go na księdza, po ukończonym przez niego zawodzie nauk Teologicznych.

Przyobleczony godnością kapłańską, sługa Boży z tém większą gorliwością zabiegał o zbawienie bliźnich, a wielkie łaski jakiemi go Pan Bóg do pozyskiwania dusz ludzkich obdarzył, sprawiły że wielu grzeszników, odszczepieńców i pogan pozyskawszy Bogu, wielce się wsławił. Prace apostolskie cały mu czas pochłaniały, on upatrując w czém i szkodę dla własnéj duszy, i obawiając się pokus próżnéj chwały, postanowił udać się w strony gdzieby był nieznany, i osiąść na puszczy. Poszedł w lasy nad rzekę Ren, i tam osiadł nad jéj brzegiem w dyecezyi Trewirskiéj, w miejscu bardzo samotném. Za zezwoleniem Biskupa wystawił sobie obok chatki kapliczkę, pod wezwaniem świętego Feliksa, i pędził tam dni swoje opiewając chwałę Boga, ostrą pokutą trapiąc ciało, i niekiedy noce całe, na bogomyślności w zachwyceniach niebieskich, przebywając.

Po wielu jednak latach, natchnął go Pan Bóg myślą, pracowania znowu około sprawy zbawienia bliźnich. A że w dyecezyi w któréj była jego puszcza, wielu jeszcze znajdowało się pogan, od czasu do czasu Goary wychodził ze swojéj pustelni do nich. Kazywał gorliwie, wiele cudów czynił, i w krótkim czasie nadzwyczaj wielką liczbę niewiernych ochrzcił.

Sława jego daleko się rozeszła, i już nietylko tłumy ludzi schodziły się na kazania jego, gdy je miał po wsiach i miastach, lecz wielu przybywało do jego pustelni, słuchać nauk świętego samotnika, zasięgać jego rady, lub doznawać na chorych lub kalekach cudownych skutków jego modlitwy. A że Święty wielką był dla wszystkich przejęty miłością, więc zwykle obfity przygotowywał posiłek dla przybywających do jego chatki. Żeby zaś i w chwili w któréj się oni posilali nie tracić czasu, a obcując wtedy z nimi wpływać na nich zbawiennie, zwykle i sam z gośćmi swoimi zasiadał do skromnego stołu, i prócz chleba doczesnego, i słowem Bożém ich karmił. Z tego powodu, źli ludzie zazdroszczący mu sławy świątobliwości i nieodpowiadający swojemu powołaniu duchowni, oskarżyli go przed Rustykiem Biskupem Trewirskim, jako obłudnika ucztującego ze świeckiemi osobami, a fałszywemi cudami mamiącego łatwowierne dusze. W skutek tego, Biskup posłał po niego dwóch dworzan swoich. Gdy ci przybyli wieczorem do pustelni świętego Goary, ten według zwyczaju swojego przyjął ich najgościnniéj, wieczerzę przed nimi zastawił, a nazajutrz kiedy przed południem mieli puścić się napowrót w drogę, zasiadł z nimi do śniadania które im nagotował. Niekorzystnie uprzedzeni o nim posłowie Biskupi, wzięli mu to za złe mówiąc: – „Dziwi nas, że ty który uchodzisz za pustelnika ostry żywot wiodącego, w tak rannéj porze bierzesz się do posiłku. My nawet tego nie chcemy czynić, i bez śniadania puścimy się w drogę.” Co téż i uczynili: lecz zaledwie zbliżało się południe, ciż sami skrupulaci tak nadzwyczajnego głodu i osłabienia doznali, że omdlawszy kroku ruszyć daléj nie mogli, i zawstydzeni prosili Goarę aby ich jak może ratował. Byłoto wśród gęstego lasu jeszcze na puszczy; Święty ukląkł, i gdy się pomodlił ujrzał trzy łanie nadbiegające ku nim. Przeżegnał je, skinął na nie, a te przybliżyły się do podróżnych i nadstawiając wymiona, dały wydoić z siebie mleko, którym Goar dworzan biskupich posilił i daléj puścił się z nimi w drogę.

Przybywszy do Biskupa, nie omieszkali oni opowiedzieć mu cudownego zdarzenia którego świadkami byli, lecz Biskup najgorzéj przez otaczających go księży uprzedzony o świętym pustelniku, przypisał to czarom, a do niego groźnie się odezwał mówiąc: „Nie podobna jest aby człowiek taki jak ty oddający się biesiadom, obżarstwu i opilstwu, mógł cuda czynić; gdyż Pan Bóg tylko Świętych swoich, takiemi łaskami zdobi.” I to rzekłszy, kazał Goarze aby zdjął z siebie płaszcz ciężki, którym był przyodziany na podróż którą dopiéro co odbył, i stanął przed kapłanami, mającymi rozsądzać zarzuty czynione przeciw niemu, a szczególnie oskarżające go o fałszywe cuda. Święty zdjął płaszcz z ramion i chciał go gdziekolwiek zawiesić, a widząc promień słoneczny który przechodząc przez warstwy kurzu unoszącego się w powietrzu, wyglądał jakby sznur rozciągnięty, na niego płaszcz rzucił, który téż cudownie na nim obwisł. Lecz Biskup zaślepiony uprzedzeniem przeciw słudze Bożemu, i to czarom przypisywał, chociaż Goary tłómaczył się mu powtórnie, że czarnoksięstwu się nie oddaje, że się niém brzydzi, a jeśli na jego modlitwy Pan Bóg czyni jakie cuda, to tylko dla tego aby niemi stwierdzać prawdy Ewangelii którą on głosi poganom, i tém więcéj moc swoję okazać, w użyciu tak nędznego do tego narzędzia, za jakie się on poczytywał.

Gdy sprawa świętego Goary tak się toczyła, zdarzyło się że jeden ze sług Biskupa przyniósł do niego dziecię, które w téjże chwili znaleziono podrzucone przy kościele, nie mogąc dowiedzieć się czyjémby było. To podało Biskupowi myśl nowéj próby ze świętym Goarem. „Jeżeli w istocie nie zasługujesz na zarzuty jakie ci czynią, rzekł do niego, i jesteś niewinnym jak to utrzymujesz, a Panu Bogu dobrze służysz, odgadnijże przez Ducha Świętego kto są rodzice tego dziecięcia.” Święty z razu obawiał się kusić Pana Boga bez potrzeby, lecz gdy Biskup nalegał, a sędziowie oświadczyli że jeśli tego nie uczyni za czarnoksiężnika poczytanym będzie, udał się do modlitwy i w te słowa wezwał pomocy Boskiéj. „Jezu Chryste! któryś sam Siebie za zbawienie ludzi na śmierć wydał; wspomóż niegodnego sługę Twojego w téj niedoli i potrzebie mojéj, aby ludzie prawdę poznali i przekonali się że ja Tobie nieobłudnie służę.” I obróciwszy się do tego który dziecię trzymał zapytał: „Ile dni mieć może?” a ten mu odpowiedział: „Trzy.” A Goary: „Trójco Przenajświętsza! Ciebie wzywam ku pomocy, a ciebie dziecino w Imię téjże Trójcy Boskiéj zaklinam, wyjaw imię twoich rodziców.” Wtedy niemowlę przemówiło, i wyraźnie nazwało swoich rodziców. Usłyszawszy to Biskup, padł do nóg Świętego, przepraszając iż go niesłusznie posądzał, a inni kapłani toż samo czyniąc prosili go o błogosławieństwo, i ze czcią wielką na puszczę odprowadzili.

Dowiedziawszy się o tém wszystkiém król Franków Sygebert, sprowadził na dwór swój Goarę, aby mu to sam opowiedział. Lecz Święty nie chcąc rozgłaszać zdarzenia upokarzającego jego Biskupa, wzbraniał się od tego. Sam więc król opowiedział wszystko dworzanom, i postanowił wynieść Goarę na godność Biskupią. Sługa Boży nie chciał takowéj przyjąć, a gdy król nastawał, uprosił go aby mu dał dwadzieścia dni do namysłu, na co Sygebert przystał. Wróciwszy na puszczę nasz Święty gorąco błagał Boga, aby mu zesłał chorobę, któraby go niezdolnym do biskupstwa uczyniła. Wysłuchał go Pan Bóg i dotknął go cierpieniami, w skutek których przez lat siedem z chatki swojéj wyjść nie mógł. Po upływie tego czasu w którym z anielską cierpliwością znosił ciężkie boleści, gdy wyzdrowiał król a nalegał aby Biskupem został. Lecz Święty kazał mu powiedzieć że nie czas po temu, gdyż godzina Śmierci jego już nadchodziła, i że prosi, aby mu król przysłał Agrypina i Euzebiego, dwóch świątobliwych kapłanów, aby go na śmierć przygotowali. Gdy przybyli przyjął z rąk ich ostatnie Sakramenta święte, i spokojnie Bogu ducha oddał, dnia 6 Czerwca roku Pańskiego 649. Zwłoki jego pochowane zostały w kaplicy którą miał przy swojéj pustelni, a że grób jego Pan Bóg wielkiemi cudami uświetnić raczył, więc późniéj król Pepin wspaniały tam kościół wybudował.

Pożytek duchowny

Niech zawstydzenie, jakiego doznali ci którzy złośliwie przesądzali postępki świętego Goary, oduczy cię przeciwnego miłości chrześcijańskiéj przesądzania spraw twego bliźniego. Święty Bernardyn Seneński utrzymywał, iż jedną z głównych cech dusz mających się potępić, jest skłonność do złośliwego posądzania drugich.

Modlitwa

Boże któryś błogosławionego Goarę, pustelnika i wyznawcę Twojego, cudownie od oszczerstw ta niego miotanych uwolnić raczył daj nam za jego zasługami i pośrednictwem, jak w myśli tak i w mowie, miłości bliźniego nigdy nie obrażać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 560–562.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 542–543

Chrystus Pan przepowiedział, że Kościół Jego wystawiony będzie na prześladowania. Spełniła się przepowiednia Jego, począwszy od biczowania Piotra w Jerozolimie i powtarza się dzisiaj, gdy nienawiść przeciw Rzymowi uchodzi za oznakę oświaty i wykształcenia. Najokropniejsze jednak ciosy i najboleśniejsze rany zadawały Kościołowi własne jego dzieci. Niejeden z dostojników kościelnych kaził swoją godność i swe imię gorszącym życiem; niejeden kapłan i zakonnik prowadzi gorszące życie. Mimo to słusznie powiedział pewien uczony: „Gdyby Kościół nie był dziełem same go Boga i nie zostawał pod Jego opieką, już dawno byłoby po katolicyzmie”. Boskim dziełem jest przeto Kościół, gdyż wyznawcy Jego są najliczniejsi, a działanie Jego błogie i obfite w zbawienne skutki.

Prawda, że mamy wielu katolików, którzy prześcignęli biskupa Rustikusa w złości, przewrotności i zepsuciu. Ale czyż to wina Kościoła? Przewrotność ich stąd pochodzi, że nie pełnią przepisów Kościoła i przykazań Boga, i nie dotrzymują ślubów i obietnic złożonych przy chrzcie świętym. Nie zbywa jednak na wzorowych katolikach, którzy przyświecają innym dobrym przykładem, uczęszczaniem do sakramentów św., pielgrzymkami, korzystaniem z łask Kościoła. Żadna wiara nie może się poszczycić tak licznym zastępem ludzi świątobliwych, jak my. Dowodzi to Boskiego początku i świętości wiary naszej.

Nie gorszmy się złymi katolikami. Kościół nikomu nie narzuca swych prawd i łask, ale kto się do niego szczerze zalicza, ten zawsze starać się o to powinien, aby był posłusznym i powolnym jego synem.

Tags: św Goara „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna post obmowa św Bernardyn ze Sieny
2020-06-04

Św. Franciszka Karacziolo (Caracciolo), Założyciela Zgromadzenia Kleryków Regularnych

Żył około roku Pańskiego 1608.

(Żywot jego był napisany przez Augusta Kornelli, tegoż Zgromadzenia kapłana.)

Święty Franciszek Karacziolo (Caracciolo), ze Chrztu imieniem Askani, przyszedł na świat roku Pańskiego 1563 w królestwie Neapolitańskiém, w zamku Villa-Santa-Maria, który był udzielném dziedzictwem jego znakomitego rodu. Od lat najmłodszych wszedł na drogi doskonałości ewangelicznéj, wiodąc życie pokutne. Jak tylko wyuczył się czytać, codziennie odmawiał pacierze o Matce Bożéj zwane Officium parvum i Różaniec, a na Jéj cześć każdą sobotę suszył. Wielką okazywał dla ubogich litość. Dzieckiem będąc wypraszał dla nich hojne jałmużny u rodziców, i z każdego obiadu, odmawiając sobie najsmaczniejszych potraw, rozdawał je biednym.

W wieku młodzieńczym odznaczając się najskromniejszemi obyczajami, ściśle przestrzegał ich i w swoich domownikach, oddalając niezwłocznie każdego któremuby pod tym względem było co do zarzucenia. Wiódł życie bardzo pobożne, jednak niektórych rozrywek świeckich pozwalał sobie: szczególnie oddawał się łowiectwu, na którym wiele czasu trwonił. Wszakże czynił to głównie w tym celu, aby umęczeniem ciała poskramiać zmysłowe namiętności. W dwudziestym drugim roku życia, zapadł w ciężką chorobę, w skutek któréj na całém ciele okryty został trądem. W kwiecie wieku i pośród dostatków w jakie opływał dotknięty tak straszném kalectwem, żywo uczuł marność rzeczy tego świata, i uczynił ślub oddania się wyłącznie Bogu, jeśli zdrowie odzyska. Pan Bóg tego po nim oczekiwał i w tejże chwili cudownie uleczonym został. Pomny na uczynione zobowiązanie się, zawiadomiwszy o tém rodziców, rozdał cały majątek jaki już wtedy posiadał, ubogim, i udał się do Neapolu, gdzie po dwóch latach spędzonych na nauce Teologii, zostawszy wyświęcony na kapłana, wszedł do bractwa Biankistów (Bianchi), poświęcających się usłudze duchownéj więźniów i skazanych na śmierć.

Tymczasem Askani czując że go Pan Bóg do czegoś szczególnego przeznacza, ciągle się modlił, aby mógł rozpoznać i spełnić wolę Bożą, która mu objawioną została przez następujące zdarzenie. Pod tę porę dwóch wielkiéj świątobliwości mężów: Augustyn Adorno i Fabricyusz Karacziolo, zamyślali o założeniu nowego Zgromadzenia zakonnego. Z listu jednego z nich, który przez pomyłkę wpadł w ręce naszego Świętego toż samo nazwisko noszącego, dowiedziawszy się on o ich zamysłach, przyłączył się do nich, i wraz z nimi osiadł na pewien czas w Eremie Kamedułów pod Neapolem, dla ułożenia tam Ustaw nowego Zgromadzenia, którego wprawdzie pierwszą myśl inni powzięli, lecz którego on miał być Założycielem. Ustawy te przepisywały życie bardzo ostre, nieprzyjmowanie żadnych godności kościelnych, i nieustającą cześć przenajświętszego Sakramentu, przed którym z kolei jeden z zakonników trwać powinien był na modlitwie. Gdy zgromadzenie miało już dwunastu członków, Święty, wraz z Augustynem Adorno, udał się do Rzymu, dla otrzymania od stolicy apostolskiéj zatwierdzenia nowéj Reguły. Przybywszy tam nie szukał żadnego ludzkiego poparcia, lecz najprzód obszedł główne kościoły i modląc się przed Relikwiami Świętych Pańskich polecił im swoje dzieło. Potém udał się do Papieża Sykstusa V, który przyjąwszy go bardzo łaskawie, po dokładném zbadaniu przedstawionych sobie Ustaw, zatwierdził to zgromadzenie pod nazwiskiem Kleryków Regularnych, i wtedy Askani to imię swoje na Chrzcie otrzymane, zamienił na zakonne imię Franciszka, z powodu wielkiego nabożeństwa, jakie miał do Patryarchy Asyzkiego.

Franciszek i Adorno wrócili do Neapolu niezwłocznie, a jak podróż swoję do Rzymu tak i tę odbyli o żebranym chlebie. Niemając własnego klasztoru, osiedli najprzód przy szpitalu, w którym poświęcili się na usługi chorym, a potém oddano im kościoł i dom przy nim będący, zwany domem Miłosierdzia, który stał się pierwszym klasztorem nowego ich Zgromadzenia. Wkrótce potém z woli Papieża udali się do Hiszpanii, dla założenia w tym kraju zgromadzenia Kleryków Regularnych. W tę drogę puścili się swoim zwyczajem pieszo, bez pieniędzy, zdając się na Opatrzność Boską. Za pierwszym jednak pobytem w Hiszpanii, chociaż przez ludność tameczną przyjęci byli z oznakami czci wielkiéj, nie otrzymali od króla pozwolenia założenia klasztoru swojéj Reguły, i wrócili do Neapolu. Gdy wsiedli na okręt, święty Franciszek przepowiedział podróżnym wielką burzę, która ich miała spotkać. Jakoż nadeszła wkrótce, i tylko modlitwa Świętego uratowała okręt od rozbicia, który jednak musiał schronić się do lądu w miejscu nieznaném. Franciszek uchodząc przed oznakami wdzięczności podróżnych, którzy jego modlitwom cudownym sposobem zawdzięczali życie, zapuścił się w głąb lasu. Tam wraz z Adorno zabłąkawszy się, i gdy już od głodu i strudzenia siły tracili, ujrzeli nadchodzącą łanią, która ich mlekiem swojém posiliła, a przy nogach swoich znaleźli kawałki chleba, które im Opatrzność cudownie zesłała. Doszedłszy nakoniec do brzegów morza, spostrzegli nadchodzący inny okręt który ich zabrał, przez co prędzéj stanęli w Neapolu, niż podróżni z którymi puścili się byli w drogę.

Franciszek zastał zgromadzenie swoje tak bardzo pomnożone, że już pierwotny ich klasztor nie mógł pomieścić braci. Wtedy został obrany Generalnym przełożonym, i otrzymał dla Zakonu swojego kościoł przenajświętszej Maryi Panny większy (Maria-Maggiore), co go tém bardziéj uradowało, że od samego początku, oddał był swoje Zgromadzenie, pod szczególną Opiekę Matki Bożéj.

Zostawszy Generalnym przełożonym, podwoił umartwień ciała: pierwszym był w zachowaniu wszystkich przepisów Reguły, i najniższe usługi braciom chętnie oddawał, jaśniejąc przedewszystkiém najgłębszą pokorą i miłością dla każdego z podwładnych. Trzy razy w tydzień suszył o chlebie i wodzie; ciągle nosił ostrą włosiennicę, każdéj nocy biczował się do krwi. Siedem godzin na dzień poświęcał bogomyślności i modlitwie, którą odprawiał zwykle przed przenajświętszym Sakramentem w nocy, i tam na schodach ołtarza schylony używał spoczynku, sypiając tylko trzy godziny.

W roku 1594, udał się powtórnie do Hiszpanii. Tą razą poparty listami Papieża do króla Filipa II, założył w Madrycie klasztor Kleryków Regularnych, pod wezwaniem świętego Józefa. Jak w Neapolu tak i w Hiszpanii, zgromadzenie to wielkie dla wiernych przynosiło korzyści. Do kościołów ich codziennie tłumnie się lud gromadził, do Sakramentu pokuty uczęszczając, i mnóstwo grzeszników nawracało się do Boga, a szczególnie pod wpływem kazań świętego Franciszka, którego nazywano Apostołem miłości Bożéj. Z Hiszpanii udawszy się do Rzymu, założył klasztor swojéj Reguły przy szpitalu świętego Wawrzyńca.

Był jeszcze w sile wieku, gdy mając sobie objawioném w Lorecie przez Matkę Bożą, blizkie swoje zejście z tego świata, złożył urząd Generalnego przełożonego, i osiadł w klasztorze Neapolitańskim, obierając za mieszkanie najlichszą celkę pod schodami będącą. Gdy tam przebywał, Papież Paweł V po dwakroć przysyłał do niego, ofiarując mu Biskupstwa, od których Święty wyprosił się pokornie mówiąc: „Niech mi dozwoloném będzie zbawić się w tym moim cichym kąciku: bo oto mój koniec nadchodzi.” Wkrótce potém zmuszony dla spraw Zakonu udać się do prowincyi Abruzkiéj, przybywszy na nocleg do klasztoru Filipinów w mieście Angorze, powiedział: „Oto miejsce mojego spoczynku na wieki.” Jakoż, nazajutrz zapadł w lekką gorączkę, ta wzmogła się dnia trzeciego, w którym, a było to 4 Czerwca roku Pańskiego 1608, żyć przestał. W chwili konania, trzymając w ręku wizerunek Matki Bożéj zawołał: „Idę już idę.” Spytany „dokąd” odpowiedział: „do Nieba” i po tych wyrazach głośno jeszcze wyrzeczonych, zasnął błogo w Panu, mając lat 44.

Licznemi cudami i za życia i po śmierci słynącego, Papież Pius VII w roku 1769, Świętym ogłosił.

Pożytek duchowny

Najwięksi Święci, pilnie się gotowali na straszną chwilę śmierci. Czy pamiętasz że i ciebie czeka ona niechybnie, a czy cię nie spotka bardzo wkrótce, nie wiesz. Gdy codzień umrzeć możemy, codzień na śmierć gotowi być powinniśmy.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławionego Franciszka, nowego Zakonu założyciela, wysokim darem modlitwy i duchem ostréj pokuty przyozdobił; daj nam sługom Twoim, tak z jego przykładu korzystać, abyśmy modląc się bez przestanku i ciało pod panowanie ducha poddając, do chwały wiekuistéj doszli za łaską Twoją. Przez Pana naszego i 6. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 459–461.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 464

Święty Franciszek od samej młodości nie znał większej rozkoszy, jak klęczeć przed Przenajświętszym Sakramentem Ołtarza i modlić się do Boga. Jakież miejsce dla bogobojnego młodzieńca mogłoby być przyjemniejsze, jak nie to właśnie? Dziwić by się należało, że nie cały ogół młodzieży takie miejsca modlitwy sobie obiera, albowiem nabożeństwo do Pana Jezusa jest dla każdego niezbędne.

Serce każdego człowieka jest usposobione do miłości i jakaś siła tajemna pcha ludzi do tego uczucia. Atoli cóż człowiek powinien kochać? Bez wątpienia przede wszystkim to, co jest najbardziej kochania godne – a tym jest Jezus w Sakramencie Ołtarza. Jest to miłość najszlachetniejsza, prawdziwie Boska; w tym Sakramencie bowiem łączy Pan Jezus ducha swego z twoim, zstępując w czasie Komunii świętej do serca twego i napełniając ducha twego, całą istotę twoją ogniem miłości troskliwiej i czulej niż najlepsza matka. W tej chwili Jezus jest zupełnie twoim, udziela się tobie zupełnie. Dla tego i ty powinieneś oddać Bogu serce swoje i wszelkie uczucia zupełnie i niepodzielnie.

Masz serce na wzór i podobieństwo Jezusa Chrystusa, Stwórcy twego i Zbawiciela. W tym spoczywa twoja godność, ale zarazem i powaga i ważność obowiązku udoskonalenia twej istoty podług pierwowzoru. Jezus jest dla ciebie jedyną drogą, prawdą i życiem. On nam dał przykład i my tak winniśmy postępować drogą życia, jak On postępował. Rozważ tę prawdę dokładnie, albowiem nie powinieneś duszy twej kształtować podług wzorów świata pełnego dumy, chciwości i wszelkich namiętności, których przecież unikać przyrzekłeś już od chwili gdy otrzymałeś chrzest święty. Przebywaj zatem często i długo przed Sakramentem Ołtarza i tam ucz się od Jezusa prawdziwej pokory i wszelkich cnót, a zarazem miłości ku Bogu. Nabożeństwo to i zastosowane do niego modlitwy są najzbawienniejsze.

Tags: św Franciszek Caracciolo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja Officium parvum post
2020-04-02

Św. Franciszka a Paulo

Żył około roku Pańskiego 1503.

Święty Franciszek od miejsca swojego urodzenia nazwany z Pauli, miasteczka położonego w Nespolitańskiego państwa prowincyi Kalabryjskiéj, przyszedł na świat roku Pańskiego 1416. Rodzice jego w ubogim zostający stanie, długo nie mieli dzieci, aż nareszcie za pośrednictwem świętego Franciszka Asyzkiego, uprosili sobie u Pana Boga tego synaczka, uczyniwszy ślub że go do Zakonu oddadzą.

Franciszek od lat najmłodszych okazywał wielką pobożność. Dziecięciem będąc, w rozmaity sposób trapił swoje niewinne ciałko, i długie godziny na modlitwie spędzał. W trzynastym roku, rodzice oddali go do klasztoru ojców Reformatów, gdzie zaraz zajaśniał cnotami w których z czasem nadzwyczaj wysoki postęp uczynił. Wszyscy zakonnicy podziwiali wielką świątobliwość tak młodego chłopaczka, a Pan Bóg już wtedy cudowną Swoją pomocą go wspierał. Razu pewnego, ojciec Zakrystyan posłał go, aby co prędzej przyniósł węgli palących się do trybularza. Franciszek nie mając ich w co zabrać, a pragnąc spełnić posłuszeństwo, przyniósł je w pole od sukni, która pomimo tego nie zatliła się wcale. Inną razą, przeznaczony będąc do kuchni, pogrążony w pobożném rozmyślaniu, przez roztargnienie garnki z jedzeniem mającém się gotować, postawił na kuchni nierozpalonéj. Spostrzegł to dopiéro gdy już czas był wydawać obiad, i znalazł cały ugotowany.

Wyszedłszy od ojców Reformatów dla odbycia różnych pobożnych pielgrzymek, osiadł potém na miejscu bardzo odludném, jakby na puszczy, i tam spędził lat sześć, wiodąc życie nadzwyczaj umartwione, i tylko korzonki polne i owoce leśne używając za pokarm. Nosił odzienie dawnych pustelników, i cały czas spędzał na bogomyślności.

Sława jego świątobliwości wkrótce rozeszła się w odległe strony, w skutek czego przybyło tam kilku pobożnych ludzi, pragnących pod jego przewodnictwem podobne jak on prowadzić życie. Musiał przeto opuścić ulubioną swoję pustelnię, i niedaleko miasteczka Pauli wybudował kościoł i klasztor, w czém Pan Bóg wielu cudami go wspomagał. Z początku brakowało wszelkich zasobów na rozpoczęcie budowli, lecz skoro ją zaczął znalazły się takowe: robotnicy sami przybywali i bezpłatnie brali się do roboty; a co większa gdy który z nich był chory, odzyskiwał przy téj pracy zdrowie. Dnia pewnego przyniesiono mu człowieka ciężkiém kalectwem dotkniętego w nogach. Święty kazał mu dźwignąć belkę, którą ledwie para wołów mogła przyciągnąć. Człowiek ten z wiarą w słowo Franciszka wziął się do tego, uniósł belkę bez trudności i uzdrowiony został w tejże chwili. Cuda podobne, przez które największe ciężary przy budowaniu tego klasztoru stawały się lekkiemi, powtarzały się kilkakrotnie. Lecz trzy następujące zdarzenia były najbardziéj zadziwiającemi.

Razu pewnego, święty Franciszek widzac niebezpieczeństwo jakie groziło z niewłaściwie rozpalonego pieca wapiennego, wszedł weń gdy gorzał najsilniéj, aby co prędzéj pozamykać otwory. Wszyscy obecni struchleli, przekonani będąc że go płomienie w popiół obrócą, lecz Święty wyszedł stamtąd bez żadnéj szkody. Inną razą skała ogromna urwawszy się na górze, leciała już na dół, grożąc śmiercią robotnikom którzy pod nią pracowali, i rozwaleniem murów w tém miejscu stawianych. Franciszek laską swoją zatrzymał ją wpędzie i przytwierdził na pochyłości góry. Późniéj taż skała rozbita, użytą została do ukończenia murów klasztornych. A także gdy robotnicy daleko chodzić musieli po wodę, dotknął laską skały i wnet wytrysnęła woda. Źródła jéj nigdy odkryć nie można było, gdyż zamknięta jest w skale twardéj i z niskąd otworu nie mającéj; posiada dotąd własność uzdrawiania chorych.

Lecz trudno byłoby wyliczyć wszystkie cuda jakie święty Franciszek przez ciąg życia swojego poczynił. Ślepym wzrok przywracał, słuch głuchym, mowę niemym, uzdrawiał kaleki. Można powiedzieć, że nie było choroby chociażby najcięższej, z którejby modlitwą swoją, albo tylko dotknięciem chorego, nie wyleczył. Bardzo czynne wiodąc życie, był ciągle zjednoczony z Bogiem, często wpadał w zachwycenie. Dar wymowy posiadał w wysokim stopniu. Czystość dochował nieskażoną. Pokory był niezrównanéj. Poczytywał się za ostatniego z ludzi; a założywszy nowe Zgromadzenie zakonne, postanowił aby bracia jego dla ćwiczenia się głównie w téj właśnie cnocie, nazywali się Minimi, to jest najmniejsi, najlichsi. Nosił odzienie bardzo ubogie, pod niém zawsze ostrą włosiennicę, i często biczował się do krwi żelazną dyscypliną z haczykami kolącemi u końca. Zimą i latem chodził bez obuwia, i sypiał na gołéj ziemi. Jadał raz tylko na dzień po zachodzie słońca, i nic innego jak surowe jarzyny z chlebem, bez żadnéj okrasy. W nadanéj Regule swojemu Zgromadzeniu, przepisał ścisły post bez nabiału, przez rok cały.

Zdawało się że mu Pan Bóg dał władzę nad całą naturą: na słowo jego jakby w mgnieniu oka lasy wznosiły się na polach, gdzie pierwiéj drzewiny nie było; najdziksze zwierzęta były mu podległe; śmierć była mu nawet posłuszną: gdyż wskrzeszał umarłych. Nad złemi duchami panował wszechwładnie; słuchały go bez oporu. Przy tylu darach cudownych posiadał i dar przewidywania i przepowiadania przyszłości.

Gdy założony przez niego Zakon, z przyczyny coraz liczniéj gromadzących się braci, zaczął się szerzyć, zmuszony był dla zakładania w różnych miejscach klasztorów długie i dalekie odbywać podróże. W tych co krok niemal, Pan Bóg uświetniał sługę Swojego wielkiemi cudami. Przybywszy nad cieśninę Mesyńską dla udania się do Sycylii, gdy właściciele statków nie chcieli go przewieźć na drugi brzeg morza, rozesławszy na wodzie płaszcz, przepłynął na nim z dwoma towarzyszami, i przybył najszczęśliwiéj do portu.

Ludwik XI król Francuzki dotknięty ciężką chorobą, w któréj najbieglejsi lekarze żadnéj ulgi przynieść mu nie mogli, słysząc o cudach czynionych przez Franciszka, posłał do niego z prosbą, aby przybył go uzdrowić. Nie udał się tam Święty, aż na rozkaz Papieża. Ludwik XI przyjął go z wielkiém uszanowaniem, lecz pożądanego powrotu do zdrowia nie otrzymał. Owszem święty Franciszek przepowiedział mu blizką śmierć, i tak go do niéj usposobił, że król szczerze opłakawszy grzechy swoje, w uczuciach najżywszéj skruchy i pełen ufności w miłosierdziu Boskiém, spokojnie i świątobliwie na jego rękach umarł.

Podróż ta posłużyła świętemu Franciszkowi do założenia swojego Zgromadzenia i we Francyi, do czego mu wielce pomogły łaskawe względy króla Karola VIII. Tam właśnie w klasztorze Plessejskim ufundowanym przez tego księcia, zatrzymawszy się przez czas nieco dłuższy, Franciszek wykończył ostatecznie troistą Regułę swoję: to jest dla zakonników przez niego założonych, dla zakonnic i dla osób świeckich do Tercyarstwa tegoż zgromadzenia należących. Wkrótce potém otrzymał zatwierdzenie téj Reguły najprzód ustne przez Aleksandra VI, a nieco późniéj i ostateczne przez Bullę Juliusza II. Nie chciał zezwolić aby zakonnicy przez niego założeni nosili nazwisko swojego założyciela, jak to w wielu innych zakonnych zgromadzeniach bywa, lecz nadał im nazwę Braci najmniejszych po łacinie Minimi, od cze- go nazwani są Minimitami.

Wkrótce potém odbył podróż do Rzymu, gdzie go Papież Syxtus IV przyjął jak anioła z nieba przysłanego. W posłuchaniu jakie mu udzielił, posadził go obok siebie, zasięgał jego rady w najważniejszych sprawach Kościoła i usilnie go nakłaniał do przyjęcia święceń kapłańskich. Lecz głęboka pokora Franciszka, tak trafiła do przekonania Ojca świętego, iż pozwolił mu oprzeć się temu. Z różnych przywilejów jakie chciał mu udzielić Papież, przyjął tylko upoważnienie poświęcania światła kościelnego i koronek.

Zakon Minimitów rozszerzył się już był w wielu krajach jeszcze za życia jego: we Włoszech z woli Papieży u których Franciszek był w wielkim poważaniu; we Francyi po jego tam pobycie; w Hiszpanii za staraniem króla Ferdynanda Wielkiego jego czciciela, a w Niemczech cesarz Maksymilian I, podobnież szczególny jego wielbiciel, Minimitów przyjął i klasztory im pobudował.

Lecz nadszedł już był i koniec pobytu na ziemi tego wielkiego Świętego. Miał wtedy lat dziewięćdziesiąt jeden. Czując się blizkim śmierci, zwołał braci, i w tkliwéj przemowie żegnając ich i błogosławiąc, polecał im wierność w służbie Bożéj, miłość wzajemną, ścisłość w zachowaniu Reguły, a najbardziéj przepisu tyczącego się postu całorocznego. Było to w Wielki Czwartek. Po téj przemowie kazał się zaprowadzić do kościoła, tam się wyspowiadał, przyjął Komunią świętą boso i z pasem u szyi, i wróciwszy do celi nazajutrz w Wielki Piątek, a był to dzień drugi Kwietnia roku Pańskiego 1503, wśród modlitw braci które do ostatka powtarzał, oddał Bogu błogosławionego ducha.

Papież Leon X zaliczył go w poczet Świętych kanonizowanych. Błogosławiony Franciszek z Pauli jest szczególnym Patronem szczęśliwego rozwiązania Matek brzemiennych.

Pożytek duchowny

Jak świętego Franciszka Patryarchy Asyzkiego główną cnotą była cnota najgłębszéj pokory, tak i świętego Franciszka a Paulo jego imiennika i godnego naśladowcy, taż cnota główną cechę świętości stanowiła. Że zaś jest to cnota ściągająca najobfitsze łaski Boskie, więc obaj oni należą do liczby największych cudotworców jacy kiedy jaśnieli w Kościele Bożym. Niech cię to pobudzi do szczerego zamiłowania téj cnoty, bez któréj nie tylko Świętym stać się nie można, ani cudów czynić, ale i zbawienia dostąpić nie podobna.

Modlitwa (kościelna)

Boże pokornych wywyższenie! któryś błogosławionego Franciszka wyznawcę, do chwały Świętych Twoich wyniósł; spraw prosimy, abyśmy za jego zasługami i przykładem, przyrzeczonych pokornym nagród, szczęśliwie dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 260–262.

Tags: św Franciszek a Paulo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora post cuda poród
2020-03-31

Bł. Mikołaja Pustelnika w Szajcaryi

Żył około roku Pańskiego 1487.

Błogosławiony Mikołaj, który nie należy do liczby Świętych uroczyście kanonizowanych, lecz któremu cześć oddawaną przez wiernych w ojczyźnie jego, kilku Papieży zatwierdziło, 1 narodził się w Szwajcaryi w wiosce Sakselu, roku Pańskiego 1417. Ojciec jego nazywał się Henryk Flue, a matka Emma z domu Bobert. Bylito dość zamożni właściciele ziemscy, i słynący w całéj okolicy z pobożności i wielkiego miłosierdzia dla biednych.

Z czasów dziecinnych Mikołaja i jego lat młodzieńczych, mało przechowało się szczegółów. To tylko wiadomo, że zapatrując się na przykłady świątobliwego życia rodziców, od najmłodszych lat wielkie okazywał w modlitwie i wszelkich pobożnych ćwiczeniach upodobanie, a zwykłe płoche rozrywki młodocianego wieku, nie nęciły go wcale. Często zapuszczał się w najsamotniejsze doliny i dzikie lasy, i tam po dni kilka przebywał trwając na bogomyślności.

Miał lat szesnaście, gdy razu pewnego przechodząc przez jednę z dolin Szwajcarskich, ujrzał w powietrzu wysoką wieżę, która wznosząc się coraz bardziéj w oczach jego, znikła w obłokach. Zdziwiło go takowe widzenie, a Pan Bóg objawił mu, iż wieża ta wyobraża szczyt doskonałości chrześcijańskiéj, do któréj zdążać powinien, aby przez nią dostać się do Nieba.

Pomimo pociągu jaki miał do stanu bezżennego i do osamotnionego rodzaju życia, nie chcąc opierać się woli rodziców, którzy sobie życzyli aby zawarł śluby małżeńskie, pojął za żonę dziewicę również jak on wielkiéj pobożności, i z nią miał dziesięcioro dziatek. Wychował je w bojaźni Bożéj, i doczekał się z nich prawdziwéj pociechy, gdyż wszystkie wyszły na wzorowych chrześcijan. Z czasem zaś synowie jego objęli pierwsze urzędy w kraju.

Mikołaj ożeniwszy się nie przestał wieść życia nadzwyczaj umartwionego. Cztery razy na tydzień suszył, codzień wstawał wśród nocy, i wtedy dwie godziny spędzał na modlitwie. Szczególnie miał wielkie nabożeństwo do przenajświętszej Panny; na Jéj cześć odmawiał dnia każdego cały Psałterz, i kilka razy koronkę, którą zawsze miał przy sobie. Taki rodzaj życia nie był mu wcale na przeszkodzie, do pełnienia obowiązków obywatelskich. Brał czynny udział w wojnach, jakie wiedli Szwajcarowie, broniąc się od gwałtów, których nad ich ojczyzną, dopuszczali się książęta Austryaccy.

Piastując najwyższe urzędy, do których zaufanie powszechne ciągle go powoływało, największe w kraju położył zasługi w ich sprawowaniu. Wielkiego wpływu jakie mu zjednały cnoty jego, i znakomite wykształcenie, używał na powstrzymywanie wszelkich w podwładnych mu urzędnikach nadużyć, a pod czas długo panujących wojen, uśmierzał wybuchy niegodnéj chrześcijańskiego ludu zemsty, gdy nad nieprzyjaciołmi rudacy jego odnosili zwycięstwo. W kilku ważnych dla sprawy publicznéj wypadkach, dał dowody takiego męstwa, roztropności i poświęcenia się, iż na uczczenie tych jego zasług, wybito medal złoty, z napisem utrwalającym jego pamięć w potomności.

Przez lat blizko dwadzieścia na różnych godnościach służąc ojczyźnie, pomimo nalegań całego narodu, nieprzyjąwszy najwyższego w Szwajcaryi urzędu Landemana, opuścił zupełnie zawód publiczny, w celu zajęcia się już tylko własną duszą. Kilka widzeń cudownych jakiemi obdarzył go był wtedy Pan Bóg, skłoniły go ostatecznie do spełnienia zamiaru, który miał oddawna, udania się na puszczę, i poświęcenia się już tylko najwyższéj bogomyślności i pokucie. Jakoż uczynił to roku 1467. Opuścił dom i rodzinę już jego opieki niepotrzebującą, i nie biorąc z sobą ani pieniędzy, ani żadnych zapasów żywności, w ubogim odzieniu i boso, mając tylko w ręku kij i Koronkę, puścił się w góry. Pierwszéj nocy usnąwszy na ziemi pod drzewem, po przebudzeniu się, doznał tak gwałtownego bolu, że mu się zdawało iż mu serce ostrém żelazem przeszyto. Lecz po chwili cierpienie to przeszło zupełnie, i od tego czasu już nigdy nie doznał uczucia głodu ani pragnienia, chociaż, jakto zaraz obaczymy, wstrzemięźliwość zachował nadzwyczajną.

W tydzień po jego wyjściu z domu, krewni wyszukali go w lesie, gdzie przybywszy brat jego, usilnie go nakłaniał, aby powrócił do rodziny, zwracając i na to jego uwagę, że jeśli zamieszka w miejscu tak odludném, z głodu może umrzeć, lub stać się pastwą dzikich zwierząt. „Bracie kochany, odrzekł mu na to Mikołaj, głodu się nie obawiam, bo oto już dni jedenaście jak nic w ustach nie miałem, a ani mi się jeść ani pić nie chce. Dzikich zwierząt podobnież nie lękam się.” Prosił tylko brata aby mu przysłał kapłana, którego chciał jeszcze rady zasięgnąć. Po widzeniu się z nim, i na żądanie mieszkańców tejże okolicy, zamieszkał małą chatkę wybudowaną umyślnie dla niego, w miejscu bardzo ustronném na dolinie, przy któréj rodzina jego urządziła mu kapliczkę. Od czasu do czasu, a mianowicie w niedzielę i święta przychodził tam ksiądz ze Mszą świętą, i dawał mu Kommunią.

Błogosławiony ten sługa Boży, przepędził tam lat dwadzieścia jeden, żadnego zgoła nie biorąc przez cały ten czas posiłku, prócz Kommunii świętéj, którą przyjmował raz na miesiąc. Rzecz ta wydawała się tak niepodobną do prawdy, że gdy to jedni rozgłaszali, drudzy utrzymywali iż mu tajemnie przynoszą pożywienie, lubo nikt nie posądzał Mikołaja o jakę obłudę, gdyż go powszechnie wszyscy wysoko poważali, a od niejakiego czasu jak Świętego czcili. Wszakże ściągnęło to uwagę tak władzy duchownéj, jak i świeckiéj. Zarządzono w tym celu śledztwo najściślejsze, złożone z lekarzy i urzędników kościelnych i cywilnych. Mieszkanie Mikołaja otoczono zewsząd strażą, nieodstępowano go w dzień i w nocy, i w końcu nie tylko uznano cudowność jego sposobu życia, przekonawszy się o tém że żadnych zgoła pokarmów nie bierze, lecz oraz podziwiano i jego wysokie cnoty, patrząc zblizka na różne jego święte ćwiczenia, i na jego pokorę, słodycz i miłość w obcowaniu z ludźmi.

W ciągu téj próby książe Arcybiskup Konstancejski, do którego Metropolii należała dolina na któréj mieszkał Mikołaj, posłał jednego ze swoich Sufraganów, Biskupa Askalońskiego, aby na miejscu zbadał rzecz zblizka. Ten wszedłszy do chatki naszego pustelnika, spytał go zaraz, która cnota jest najpierwszą z cnót chrześcijańskich? „Posłuszeństwo” odrzekł na to Mikołaj. „A więc powiedział mu Biskup, w imieniu posłuszeństwa nakazuję ci abyś przyjął posiłek: oto jest chleb i wino.” Mikołaj w słowach najpokorniejszych przedstawił Biskupowi, iż mu to bardzo może zaszkodzić, gdyż od lat już kilkunastu żadnego zgoła nie brał posiłku i nic nie pijał; wszakże gdy ten ponowił swój rozkaz, sługa Boży, użył podanego mu pokarmu. Lecz w tejże chwili, tak strasznych doznał boleści, iż zdawało się że to życiem przypłaci. Biskup bardzo zasmucony takim wypadkiem, serdecznie go przeprosił, mówiąc iż miał rozkaz od Arcybiskupa aby w ten sposób postąpić, a Mikołaj uspokajał go upewniając iż to cierpienie przejdzie i żadnych złych skutków po sobie nie zostawi, byle mu pozwolono i nadal jak dotąd obchodzić się bez pokarmów i napoju.

Akt urzędowy spisany podówczas przez urzędników duchownych i cywilnych, po wyprowadzeniu śledztwa, a poświadczający iż już wtedy było lat ośmnaście jak Mikołaj wiódł tak cudowny sposób życia, złożony w parafii miejscowéj, dotąd przechowany jest w oryginale stwierdzonym wielką liczbą podpisów.

Od tego czasu tłumnie zbiegali się wierni do pustelni Mikołaja, już to aby uczcić w nim tak nadzwyczajne dary Boskie, już aby polecić się jego modlitwom, których skuteczności powszechnie doznawano, już aby zasięgnąć jego światłéj rady w rzeczach tyczących się sumienia, lub zbudować się naukami, które niemal codziennie miewał do przybywających.

Lecz prócz tego mąż Boży w kilku ważnych dla Szwajcaryi wypadkach, i z tego ustronia swojego spieszył na posługę krajowi. Po zwycięstwach jakie Szwajcarowie odnieśli byli nad Burgundczykami, wielkie niesnaski domowe, groziły im straszną, a niechybną wojną domową. Niespodziane zjawienie się na walnych naradach Stanów skonfederowanych Mikołaja, — którego zaprowadził tam jeden z duchownych, spodziewający się iż wpływ jego zażegna grożące niebezpieczeństwo — umysły uspokoiło i wszystkich do zgody w téjże chwili przywiodło. Inną razą gdy jedno z miast blizkich jego pustelni gorzało, Mikołaj przybywszy tam, znakiem krzyża świętego, pożar w całéj sile będący, powstrzymał. W wielu innych wypadkach jużto krajowi całemu, już rodzinom różnym przychodził w pomoc; zawsze gotów opuścić pustelnię swoję, gdy tego dobro bliźniego wymagało.

Nakoniec w swojéj samotni przeżywszy w tak nadludzki sposób lat dwadzieścia jeden, przyjąwszy z oznakami najżywszej pobożności ostatnie Sakramenta święte, otoczony dziećmi i żoną przybyłemi na tę chwilę do niego, zasnął spokojnie w Panu dnia 21 Marca roku Pańskiego 1487. Ciało jego z wielką czcią pochowane zostało w kościele Świętego Teodula w Sakselu, jego rodzinnej parafii, a liczne cuda przy grobie jego zaszłe, imię jego nie tylko w Szwajcaryi, lecz i w Niemczech, Francyi i Belgii rozsławiły.

Pożytek duchowny

Nadzwyczajność życia tego błogosławionego sługi Bożego nie jest do naśladowania, będąc cudownym i wyjątkowym darem Bożym. Lecz żywot jego uczy nas, że w każdym Stanie i w każdych czasach, Pun Bóg wskrzesza takich cudownych pokutników, abyśmy wiedzieli, że łaski Jego najprzedziwniejsze, stoją zawsze otworem dla dusz wybranych, i że wina to tylko większego pomiędzy ludźmi zepsucia gdy rzadko się pojawiają tak cudowni słudzy Pańscy.

Modlitwa

Boże! dawco wszelkich łask i darów, wejrzyj litościwie na potrzeby Kościoła świętego, a rozżywiając w duszach ludu Twojego ducha wiary, wskrzeszaj między nami coraz więcéj i coraz cudowniejszemi darami obdarzanych świętych sług Twoich, abyśmy ich przykładami i słowami ku doskołałéj służbie Twojéj zagrzani, wiecznie Cię z nimi chwalili w Niebie: Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 253–256.

Footnotes:

1

Bolamd. 22 Mar. Godes. Rohba. 31 Mar.

Tags: bł Mikołaj Pustelnik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelnik rodzice post
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.