Citatio.pl

Wpisy z tagiem "post":

2021-04-17

Mowa 49 na Wielki Post – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 219–225.

  1. Najmilsi! Wszystkie dni i pory roku kościelnego naznaczone są którymś z objawień Bożej dla nas dobroci; nie masz okresu bez świętych tajemnic. Mając tedy na podorędziu zbawienne środki, powinniśmy chłonąć miłosierdzie Boże tym skwapliwiej, że ono nam niejako samo się naprasza. Zwłaszcza zaś w chwili obecnej. Teraz bowiem wszystko, co jako dobrodziejstwo łaski służy do odrodzenia dusz ludzkich, i żywiej, i w całej pełni nam się uprzytamnia, teraz, kiedy mamy obchodzić nie pewne tylko momenty z dziejów odkupienia, jeno wszystkie razem. Toteż, kiedy zbliża się święto Zmartwychwstania, jego bezpośredni przesłannik, a największy z postów, nawołuje wszystkich bez wyjątku wiernych, aby się przezeń uświęcali. Boć nikt nie jest tak świętym i tak Bogu oddanym, żeby nie był obowiązany iść naprzód w świętości i w oddaniu. Czyż jest na świecie taki, kogo by żadna nie czepiała się pokusa, czyż jest kto wolny od grzechu? Któż to nie pragnąłby dodać sobie nieco mężnej cnoty, a ująć ułomności, skoro i niepowodzenie na szwank nas naraża i powodzenie do zepsucia wiedzie, a nie zaspokojone pożądania nie mniej są niebezpieczne, niż opływanie we wszystko, czego dusza zapragnie? Tak w błyszczącym bogactwie, jak w szarej nędzy kryje się zdradliwe sidło; pierwsze pychą nadyma, druga rozgorycza. I zdrowie, i choroba wiodą na pokuszenie: tamto – obojętności, ta – przygnębienia. Zawodzi w życiu pewność siebie, zawodzi też małoduszność. Czy uciechy, czy troski owładną przyziemnym sercem, skutek będzie ten sam: boć czy tracić zdrowie na marnych rozkoszach, czy też zjadać się wśród zgryzot, nie różnią się objawy choroby!
  2. Wszędzie tedy potwierdza się orzeczenie Wiecznej Prawdy: „ciasna i wąska jest droga, która wiedzie do żywota” (Mt. 7, 14). Na szeroki gościniec wiodący ku śmierci, cisną się liczne gromady, na ścieżkach zbawienia rzadko spotkasz ślady stóp przechodnia. Skąd to pochodzi, że więcej ludzi wybiera lewą, a nie prawą drogę? Stąd, że pospólstwo ciągnie do uciech przyziemnych i dóbr, podpadających pod zmysły. Chociaż to, o co zazwyczaj się ubiega, jest znikome i niestałe, chętniej jednak podejmuje się trudy z żądzy uciech, niż z zamiłowania w cnocie. Dlatego nie podobna byłoby zliczyć to, co widzialnych pożądają korzyści, natomiast ze świecą trzeba by szukać takich, co dobra wieczne przenoszą nad doczesne. Skoro Apostoł wyraża się tak: „co widzimy, znikome jest, a czego nie widzimy, wieczne” (2 Kor. 4, 18), oznacza to, że droga cnoty jest niejako ukryta i schowana, ponieważ „nadzieją zbawieni jesteśmy” 1 (Rzym. 8, 24), wiara zaś prawdziwa miłuje ponad wszystko to, czego się zmysłem nie dosięga 2. Nie lada przeto trudu i odporności potrzeba, by ustrzec niespokojne serce swoje od wszelkiego grzechu, i żywemu usposobieniu nie popuścić cugli na wybryki, gdy zewsząd je nęcą rozkosze. Któż bo nie plami się, dotykając smoły (Ekl. 13, 1)? Któż nie podlega pokusom cielesnym? Kto nie pobrudzi się w kurzu? Któż wreszcie uchroni swoją czystość od pyłu wśród codziennych niezbędnych spraw i zajęć? Wszak sam Boski Nauczyciel daje nam przez usta Apostoła taki rozkaz: „Niech będą ci, co mają żony, jakoby ich nie mieli, a którzy płaczą, jakoby nie płakali, a którzy się weselą, jakoby się nie weselili, a którzy kupują, jakoby nie posiadali, a którzy używają świata tego, jakoby nie używali, gdyż postać tego świata przemija” (1 Kor. 7, 29). Błogosławiony przeto jest taki człowiek, co, żyjąc w trzeźwej wstrzemięźliwości, raźno przebiega czas swego pielgrzymowania i nie lgnie do rzeczy, po których przebiec musi nieodzownie w swej podróży. Przechodniem raczej niźli panem na tej ziemi się czując, mimo, że ludzkie przywiązania nie są mu całkiem obce, na boskich jednak obietnicach życie swe opiera.
  3. A tak mężnej postawy wymagają dni wielkopostne więcej, niż inne, one też najbardziej jej sprzyjają. Jeśli wkłada się w nie szczególniejszą staranność, wdrażają one w nas nawyk i hartują na stałe. Wiecie bowiem dobrze, że żyjemy w czasie, kiedy zły duch sroży się po całym świecie. Dlatego chrześcijanie muszą stać w szyku bojowym. – Kto dotąd albo oziębły był i gnuśny, albo pochłonięty ziemskimi wyłącznie sprawami, niech teraz przywdziewa duchów zbroję i pobudką niebieskiej trąbki zagrzewa się do walki. Boć ten, czyja nienawiść sprowadziła śmierć na ziemię (Mądr. 2, 24), już płonie. Musi on bowiem patrzeć na to, jak ludzie wszelkich stanów, jak całe narody wchodzą w dziedzictwo Synów Bożych, jak rośnie liczba „odrodzonych” w dziewiczym łonie płodnego Kościoła. Musi patrzeć, jak mu wymyka się z rąk prawo panowania, jak wypędzają go z serc tych, których uważał za swoją własność, jak wydzierają mu mężczyzn i kobiety, starców, młodzieńców, dzieci – tysiącami! Widzi, że ani osobisty, ani pierworodny grzech nie stawia tamy usprawiedliwieniu, ono bowiem nie zależy od czyich zasług, ale jedynie i wyłącznie od hojnej łaski Bożej 3. Widzi, że nawet odstępcy i zwiedzeni jego chytrymi podstępami oczyszczają się łzami pokuty i korzystają ze środków, jednających z Bogiem, ponieważ klucz Apostolski otwiera im bramy miłosierdzia. A nadto wie on dobrze, żeśmy u proga dnia Męki Pańskiej, jego zaś miażdży moc tego Krzyża, na którym Chrystus – sam wolny od grzechu – niósł odkupienie światu, nie brzemię kary za własne winy!
  4. Aby tedy obrócić wniwecz złośliwy wpływ zawziętego wroga, trzeba pilniej niż zwykle przyłożyć się do pełnienia nakazów Pańskich. Przygotowujemy się całą duszą i ciałem na moment nawiedzenia nas wszystkimi tajemnicami zmiłowania Bożego. Prośmy Boga o kierownictwo i pomoc, abyśmy tak, jak bez Niego nic uczynić nie możemy, wszystko przez Niego spełnić zdołali. Po to jest dany nakaz aby nakazującego prosić o pomoc.

    Niechaj nikt się nie wymawia, jakoby był zbyt słaby, Ten bowiem, co nakazał chcieć, sprawia także, że to, czego się chce, można spełnić (Fil. 2, 13). Św. Jakub Apostoł tak powiada: „Jeśli kto z was potrzebuje mądrości, niech prosi Boga, dającego wszystkim obficie, i nie zwleka, a będzie mu dane” (Jak. 1, 5). A któż z wiernych nie wie, o jakie cnoty powinien się starać, a jakie wady zwalczać w sobie? Któż byłby albo tak pobłażliwym dla siebie, albo tak nie znałby siebie, żeby nie wiedział, co mu usuwać w sobie, a co zwiększać należy? Nie ma bowiem tak dalece ciemnych ludzi, by nie zdawali sobie sprawy z tego, jak się prowadzą i co w ich sercach nurtuje. Niech przeto nikt też sobie nie pochlebia, że wszystko w nim jest bez zarzutu, ani tym bardziej nie mierzy siebie podług tego, co jego zmysły głaszcze! Przeciwnie, niech każdy całe swoje postępowanie położy na szalach przykazań Bożych! Ponieważ te przykazania jedno nakazują, drugiego zakazują czynić, ten więc dobrze obrachuje się z sobą, kto obydwie szale porówna i podług tego obliczy ciężar i jakość swych czynów. Bóg – Stwórca miłosierny – dał nam też w przykazaniach swoich najwspanialsze zwierciadło. Przeglądając się w nim, człowiek widzi swe duchowe oblicze i może poznać, na ile ono przypomina obraz Boży, a jak dalece od niego się różni. Najważniejsza przeto rzecz, przynajmniej w te dni, poświęcone odkupieniu win i naszej naprawie, odsunąć nieco ziemskie troski i niepokojące sprawy, a od doczesnych do wiecznych się zwrócić!

  5. Ponieważ zaś my „wszyscy”, jak jest napisane, „w wielu rzeczach upadamy” (Jak. 3, 2), więc naprzód powinniśmy się przejąć uczuciem miłosierdzia, a w niepamięć puścić cudze względem nas przewiny, aby żądzą odwetu nie łamać tej umowy, jaką wiążemy się w modlitwie Pańskiej. Mówimy przecież: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (Mt. 6, 12), nie bądźmy zatem trudni w przebaczeniu. Na odwet bowiem bywa odwet, a dobra wyrozumiałość zyskuje nam samym wyrozumienie. Nie mścić się na innych, ale swoje winy mieć darowane, oto na czym przede wszystkim powinno zależeć człowiekowi, ciągle na pokusy wystawionemu! Boć cóż mogłoby być więcej zgodne z duchem wiary chrześcijańskiej niż odpuszczenie grzechów nie tylko w Kościele, ale po wszystkich domach prywatnych? Tam skończyć z groźbami! Rozkuć kajdany, by one jeszcze zgubniej nie zaciążyły samemu temu, który z nich zwolnić nie chce! Boć jaki on wyrok sam wyda na bliźniego, taki na siebie ściągnie. „Błogosławieni natomiast miłosierni, albowiem nad nimi Bóg się zmiłuje” (Mt. 5, 7 ). Bóg w swoich sądach i sprawiedliwy jest, i wyrozumiały. Po to też pozwala, by jedni byli podwładnymi drugich, aby przestrzegano i celowej karności i wyrozumiałości ojcowskiej, stosując je z należytym umiarem, i aby nikt nie ważył się odmówić przebaczenia win bliźniemu, kto je pragnie otrzymać za swoje.
  6. Następnie, ponieważ Pan powiedział: „błogosławieni pokój czyniący, albowiem nazwani będą synami Bożymi” (Mt. 5, 9), niechaj ustaną wszelkie niezgody i zawzięte spory! Kto się nie zatroszczy o pojednanie z braćmi, niech nie sądzi, że będzie miał udział w paschalnym święcie! Kto braterstwa nie miłuje, nie znajdzie się wśród synów Ojca Niebieskiego! Wreszcie posty chrześcijan mają porastać tłustością zasług przez hojne jałmużny i opiekę nad ubogimi. Co kto sobie i swojej przyjemności odejmie, niech to obraca na chorowitych i biedaków. Przyłóżmy się do tego, aby wszyscy jakby jednymi usty błogosławili Boga! Kto bodaj cząstkę jakąś ze swej majętności udziela, niech wie, że samego Boga wyręcza w świadczeniu miłosierdzia. On to złożył udział biednego w ręce dobroczyńcy! W ten sposób grzechy, zmywane wodą chrztu, albo łzami pokuty, także jałmużną mogą być zmywane. Boć Pismo św. mówi: „jak ogień gasi woda, tak grzech gasi jałmużna” (Ekl. 3, 33). Przez Jezusa Chrystusa, tego Pana naszego, który z Ojcem i Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Dla jaśniejszego wyrażenia myśli Leona można by to miejsce tak streścić: Dobro zbawienia, wysłużonego nam przez Chrystusa, ukazuje nam wiara i wypływająca z niej nadzieja czyli spodziewanie się. Spodziewamy się zaś nie tego, co już jest przed nami i jakby w naszych rękach, ale tego, co ma nadejść jakby z oddali i jeszcze jest dla nas niewidoczne więc i „droga cnoty jest niejako ukryta i schowana”.

2

Por. Mowa 5, 2 pod koniec rozdziału.

3

Por. Mowa 58, 5: „ecclesiae filii magno pretio redempli gratis lustificati”. Por. Rzym, 3, 24.

Tags: św Leon Wielki Wielki Post post
2021-04-12

Mowa 48 na Wielki Post – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 214–219.

  1. Najmilsi! Chrześcijanie mają dużo świąt i obchodzą je z nabożeństwem w różny sposób. Ale ani jedno z nich nie dorównywa uroczystości paschalnej. Z niej zaś spływa godność i uświęcenie na wszystkie inne. Nawet Narodzenie Pańskie – z matki – jest wkładem do tej świętej tajemnicy, boć nie dla czego innego Syna Boga narodził się docześnie, jeno by mógł być ukrzyżowanym. Dlatego przyjął na siebie ciało w łonie dziewicy, bo tylko w śmiertelnym ciele mogła się dokonać postanowiona męka: ona zaś powzięta z niewysłowionej miłości Bożej, jest dla nas ofiarą odkupienia, gładzącą grzechy, i początkiem powstania do życia wiecznego. Kiedy znowu zważymy, co cały świat zawdzięcza Krzyżowi Chrystusa, rozumiemy słuszność przygotowania siebie do obchodu paschy postem 40-dniowym abyśmy mogli godnie uczestniczyć w boskich tajemnicach. Tak to być powinno, by nie tylko najwyżsi pasterze 1 niższego stopnia kapłani, by więc nie sami tylko posługujący w udzielaniu sakramentów, ale całe ciało Kościoła i wszyscy wierni z osobna byli czyści od wszelkiej zmazy. Świątynia Boga, wznosząc się na fundamencie samego Założyciela swojego, w każdym kamieniu winna być ozdobną i na wskroś przezroczą. Jeżeli bowiem nie bez celu zdobi się jak najwspanialej królewskie pałace i gmachy wysokich urzędów, uwydatniając okazałością domów większe znaczenie ich mieszkańców, to cóż powiedzieć o przybytku samego Boga? Jakim nakładem go budować? Jakim przepychem otoczyć?! Wprawdzie budowli tej ani rozpocząć ani wykonać nie można bez jej twórcy; ale on, sam budowniczy, udziela jej od siebie tego daru, by i ona dążyła do swej rozbudowy. Kamienie bowiem, brane do wznoszenia tej świątyni, są „żywe” i „rozumem obdarzone”, a łaska Ducha Św. pobudza je, by dobrowolnie w jedną stapiały się całość. Wyszukana to i umiłowana społeczność! Sama też z nieszukającej szukającą i z niemiłującej miłującą być winna, stosownie do wezwania św. Jana Apostoła: „My tedy miłujmy jedni drugich wzajemnie, ponieważ Bóg pierwej nas umiłował” (1 Jan 4, 19; 4, 11). Skoro więc i wszyscy społem i każdy z wiernych z osobna jesteśmy „świątynią Boga”, musi ona być doskonała tak w swoim zespole, jak w oddzielnych członkach. Chociaż nie wszyscy jej członkowie jednakową odznaczają się pięknością, i w rozmaitych jej częściach nie może być jednakowych zasług, ale związka miłości tworzy z nich gmach wspaniały i harmonijny. Uczestnicząc w świętym serc zespole, mimo, że nie te same dobrodziejstwa łaski przypadają każdemu z nich w udziale, cieszą się jednak z nich wszyscy, jak ze swoich własnych. Wszak to, co miłują wspólnie, nie może im być obce; boć sami rosną i wzbogacają się, gdy radzi są postępowi innych.
  2. W tym zjednoczeniu świętych, najmilsi, gdzie się to samo miłuje i ceni, i jednakowo i myśli, i czuje, nie ma miejsca dla pyszałków, zawistnych i chciwych. Wszystko, czym próżność się przechwala, co dyszy żądzą odwetu, lub co rozwięźle swawoli, nie ze sprzymierzonymi z Chrystusem, jeno z szatańskim wiąże się stronnictwem. Do środowisk, przejętych duchem miłości, nie ma to wszystko dostępu. Oto co powoduje ponurą złość w „przeciwniku niewinności” i „wrogu pokoju*. Ponieważ on „nie ostał się w prawdzie” (Jan 8, 44), a wynosząc się butnie, spadł sromotnie z wyżyn swego stanowiska, nie może strawić tego, że miłosierny Bóg odkupił człowieka i człowiekowi oddaje dobra, postradane przez niego. Nie dziwna zatem, że i prawość ludzi, żyjących uczciwie, dręczy niezmiernie „prasprawcę grzechu”, a już o istotną mękę przyprawia go niezłomność tych, których nie zdoła zepchnąć z zajętej przez nich postawy. Wszak wśród ludzi nie brakuje naśladowców jego sprawek. Wielu, niestety, po prostu schnie z zazdrości na widok czyjegoś postępu w dobrym. Wiedząc, że cnota jest wrogiem występku, biją oni nienawistnie w tych, na których nie chcą się wzorować. Natomiast słudzy Boga i uczniowie prawdy miłują nawet inaczej, niż oni, myślących; wojnę zaś wypowiadają nie tyle ludziom, co występkom, „nikomu złem za złe nie oddawając” (Rzym. 12, 17), jeno pragnąc zawsze sprowadzić błądzących na dobrą drogę. Boć w bliźnim nie przeoczać siebie samego, a nawet we wrogu swoim własną kochać naturę, szlachetna to rzecz! Z samą Bożą dobrocią można to porównać! Spotykamy się z tym nierzadko, że najgorsi ludzie zmieniają się w najlepszych: pijący w trzeźwych, okrutnicy w miłosiernych, chciwcy w szczodrych, niepowściągliwi w zachowujących czystość, zabijący w spokojnych.

    Ponieważ zaś sam Pan powiedział: „nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych, ale grzesznych” (Mt. 9, 13; 12, 7; Oz. 6, 6; 1 Tym. 1, 15), nikomu z chrześcijan nie wolno nienawidzić kogokolwiek. Boć na przebaczeniu grzechów opiera się zbawienie. Nie wiemy zaś, jak wartościowymi jeszcze ludźmi może uczynić łaska Ducha Św. tych, z których mądrość przyziemna porobiła nicponiów.

  3. Świętość tedy i dobroć – to znamiona ludu Bożego! Świętym on być powinien, unikając tego, co zakazane, dobrym zaś, czyniąc, co nakazane! Wprawdzie wielka to już rzecz posiadać prawą wiarę i niesfałszowaną naukę; wprawdzie też największej pochwały będą godne takie przymioty, jak opanowanie podniebienia, łagodność w usposobieniu i czystość nieskazitelna. Ale bez miłości zawsze będzie czegoś brakowało wszystkim tym cnotom. Największe zalety charakteru będą bezowocne, jeśli ich miłość nie zrodzi. Dlatego mówi Pan w Ewangelii św. Jana: „Po tym poznają wszyscy, żeście uczniami moimi, jeśli miłość mieć będziecie jedni ku drugim” (Jan 13, 35). A w liście tego samego Apostoła czytamy: „Najmilsi! miłujmy się wzajemnie, ponieważ Bóg ]est miłością, i wszelki, co miłuje, z Boga się rodzi i poznaje Boga. Kto zaś nie miłuje, nie zna Boga, ponieważ Bóg jest miłością (1 Jan 4, 7). Dlatego wierni powinni badać swoje sumienie i ścisłemu osądowi najskrytsze nawet swoich serc skłonności. Jeżeli odnajdą owocną miłość bliźniego na dnie duszy własnej, mogą nie wątpić, że Bóg w niej przebywa! By zaś tam z dnia na dzień przestronniej było tak wielkiemu Gościowi, niech ją rozszerzają wytrwale coraz to nowymi uczynkami miłosierdzia. Wszak Bóg jest miłością, a że boskości nie podobna zamknąć w jakichś granicach, więc też i miłości bliźniego nie należy zakładać kresu.
  4. Do szerzenia dobra, tej cnocie właściwego, dnie bieżące nawołują nas w szczególny sposób – chociaż i wszelki inny czas do tego się nadaje. Kto chce bowiem podjąć Paschę Pana, uświęcony na duszy i ciele, winien zabiegać przede wszystkim o ten dar łaski, który zawiera w sobie wszystkie cnoty i pokrywa mnóstwo grzechów (1 Piotr 4, 8). Mając więc obchodzić uroczyście tę tajemnicę Bożej Miłości, wyższą nad wszystko, przez którą Jezus Chrystus zmazał nasze winy, przygotowujmy się do tego już naprzód ofiarami miłosierdzia. Samiśmy go doznali od dobrego Boga, świadczmy je tym, co wobec nas zawinili! W niepamięć tedy puszczajmy krzywdy, nie karzmy za winy, uwalniajmy podwładnych od tego lęku, że czeka ich wciąż odwet za różne uchybienia. Niech opustoszeją więzienia karne i ustaną żałosne jęki przestępców po ciemnych lochach. Kto takich trzyma za jakieś winy, niechaj pamięta, że i sam nie jest bez grzechu! Szczęśliwy, że ma komu przebaczyć, aby w ten sposób i sobie zyskał przebaczenie – nie mając wątpliwości, że przy odmawianiu słów, jakich nas Pan nauczył: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (Mat. 6, 12), tym rodzajem modlitwy jedna sobie Boskie zmiłowanie.
  5. Następnie w obecnym czasie trzeba się zdobywać na większą niż kiedy indziej wobec biednych i dotkniętych różnymi ułomnościami. Ona to sprawi, że z wielu ust popłyną dzięki do Boga; posilenie przez nas nędzarzy wesprze skuteczność naszych postów. Pan bowiem na dzieło spełnione przez wiernych dla jego ubogich, spogląda tak miłym okiem, jak na żadne inne; w świadczonym przez nas miłosierdziu widzi odbicie własnej miłości. A nie należy się obawiać, że datki na nie łożone, uszczuplą nasze mienie. Sama dobroczynność wielkim jest bogactwem. A tam, gdzie Chrystus i żywi innych i siebie karmić każe, nie może zbraknąć środków do szczodroty 1 (Mat. 25, 40). W całej tej bowiem sprawie działa owa ręka, co łamiąc chleb, zwiększa go i, rozdzielając, mnoży 2. Bez obaw zatem i z radością w sercu niechaj każdy wspomaga wiernych, bo właśnie wtedy największy zysk weźmie, kiedy dla siebie jak najmniej zatrzyma. Stwierdza to św. Paweł w słowach: „Ten co daje nasienie siejącemu, da też chleba na pokarm i rozmnoży nasienie wasze, i przysporzy owoców sprawiedliwości waszej” (2 Kor. 9, 10), w Chrystusie Jezusie, tym Panu naszym, co żyje i króluje z Ojcem i Duchem Św. na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Por. słowa Leona z Mowy 17, 2: „qui dat, ut habeas, mandat, ut tribuas”.

2

Aluzja do rozmnożenia 5 chlebów. (Jan 6, 5).

Tags: św Leon Wielki Wielki Post post miłość bliźniego
2021-04-02

Mowa 47 na Wielki Post – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 210–214.

  1. Najmilsi! Wiadomo, że pośród uroczystości chrześcijańskich tajemnica wielkanocna ma pierwszeństwo przed wszystkimi. Na godny i odpowiedni jej obchód przygotowują nas urządzenia całego roku. Ale największej pobożności wymagają dni obecne. Stawiają nas one, jak sobie uprzytomniamy, przed progiem tej najwznioślejszej tajemnicy Bożego miłosierdzia. Słusznie na ten czas święci Apostołowie z natchnienia Ducha Św. zarządzili większe posty. Przez uczestnictwo w noszeniu Krzyża Chrystusa i my także mamy czynić coś z tego, co On dla nas uczynił. W tym sensie wyraża się Apostoł: „jeżeli z nim razem cierpimy, abyśmy z nim razem i uwielbieni byli” (Rzym. 8, 17). Udział w cierpieniu Pana jest najpewniejszą rękojmią udziału w obiecanej szczęśliwości. Nikomu, najmilsi, warunki czasu nie odmawiają uczestniczenia w tej chwale, wbrew mniemaniu jakoby pokój niezamącony prześladowaniami nie nastręczał sposobności do mężnej cnoty. Pouczające pod tym względem są słowa Apostoła, mówiącego: „wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie, prześladowanie cierpieć będą” (2 Tym. 3, 12), czyli, że nie zabraknie nigdy ucisku prześladowań tam, gdzie nie zabraknie praktykowania pobożności. Sam Pan zaś powiada w swych napomnieniach: „kto nie bierze krzyża swego i nie naśladuje mnie, nie jest mnie godzien” (Mt. 10, 38). Powiedzenie to dotyczy bez wątpienia nie tylko uczniów Chrystusowy, ale i każdego z wiernych z osobna i całego Kościoła. W Apostołach, obecnych wtedy przy nim, cały Kościół posłyszał, co my wychodzi na zbawienie. Jak więc po wszystkie czasy należy żyć pobożnie, tak też po wszystkie czasy należy żyć pobożnie, tak też po wszystkie czasy trzeba krzyż nosić. Słusznie zaś mówi się o „swoim krzyżu”, każdy bowiem dźwiga krzyż swojego rodzaju i rozmiaru. Jedna jest nazwa prześladowania 1, ale nie jeden bywa powód ścierania się, i niebezpieczniejszym, niż otwarty wróg, jest napastnik, działający z zasadzki. Pobożny Hiob, doświadczywszy na przemian dobrej i złej woli na świecie, zbożnie i prawdziwie mawiał: „Czyż nie bojowaniem jest życie człowieka na ziemi?” (Hiob 7, 1). Boć nie same tylko cielesne cierpienia i udręki biją w człowieka wierzącego. I zdrowego na ciele trapi ciężka choroba, gdy zmysłowej żądzy pozwoli siebie rozhartować. Roztropna dusza — gdy „ciało pożąda przeciw duchowi, a duch przeciw ciału” (Gal. 5, 17) — krzyżem Chrystusa odpiera każdy wabik szkodliwych żądz, ponieważ sama przeszyta jest gwoździem wstrzemięźliwości i bojaźnią Bożą (Ps. 118, 120). Ale za swoją niezłomność w dobrem spotka się ona z wrogą postawą u tych, co inaczej, niż ona, myślą, i ulegają podszeptom szatana. Nienawidzą oni po prostu ludzi prawych, ponieważ w zestawieniu z nimi swoją opinię, już zaszarganą złymi obyczajami, tracą jeszcze bardziej. Niegodziwi nie dadzą więc spokoju sprawiedliwym, pijący nie przepuszczą trzeźwym, kłamcy nie zgodzą się nigdy z rzetelnymi, pyszni nie ścierpią łagodnych, butni — skromnych, chciwcy — szczodrą mających rękę. A z tych przeciwieństw tak ostre powstaną tarcia, że choćby one na zewnątrz przycichły, to na dnie dusz pobożnych długo pozostawią niepokój. Sprawdza się tedy, że ci, co „chcą żyć pobożnie w Chrystusie, prześladowanie cierpieć będą” (2 Tym. 3, 12), sprawdza się i to, że przez całe życie bojować musimy (Hiob 7, 1). Już więc na podstawie osobistych doświadczeń każdy wierny winien się uzbrajać krzyżem Chrystusowym, aby był godnym Chrystusa.
  2. Na takich jednak, najmilsi, co bojowaniem zdobywają nagrodę wieczną, chytry szatan zasadza się przede wszystkim w ten sposób, że podkopuje w nich wiarę, nie mogąc od razu zniszczyć ich prawości. Boć na manowce zejdzie każdy, kto da się odwieść od wyznawania prawdy, i z biegiem czasu całkiem w nich się zagubi. Im dalej odbije się od światła katolicyzmu, tym bliższy będzie śmierci 2. I za naszych czasów doznają tego nieoględnie na sobie ci, co z ducha dawno już pogrzebanego i potępionego błędu snują na nowo starą niedorzeczność. Ośmielają się oni zaprzeczać dwojaką naturę Chrystusa 3, jedni, twierdząc, że nie przyjął na siebie prawdziwego ciała, inni, że bóstwo w ciało się w nim obróciło. W ten sposób według Manesa 4 nie byłoby zmartwychwstania, jeśli nie mogło być cierpienia; podług Apolinarisa 5 zaś samo bóstwo Słowa podległoby zmianie, stając się cierpiętliwym. A cóż to jest tak myśleć i tak nauczać lud chrześcijański? Nie jestże to to samo, co burzyć same podstawy naszej religii? Nie jestże to przeczyć, że prawdziwy Syn Boży jest też prawdziwym synem człowieczym?!

    Wszak w Nim jedynie jest zbawienie świata. Tak świadczy zakon, tak poręczają spełnione proroctwa, tak głoszą światu wszystkie figury Starego Testamentu. Nie ma przeto wątpliwości, że owa tajemnica miłosierdzia, często i od dawna oznajmiana, spełniła się w czasie z góry postanowionym. Wprawdzie odkąd „Słowo ciałem się stało” (Jan 1, 14), bóstwo i człowieczeństwo tak się jednoczą w osobie Chrystusa, że obie jego natury działają nierozdzielnie, jednak prawdziwa Ewangelia lubi bardzo często nazywać go „synem człowieczym” 6, głosząc równocześnie, że jest synem Bożym. Omawiając różne rzeczy, bądź człowieczeństwu, bądź boskości własne, pod nazwą syna człowieczego wspomina jedne i drugie, nie rozróżniając 7. Czyni zaś tak dlatego, aby człowiek wierzący, wyznając Boga-Człowieka w Panu naszym Jezusie Chrystusie, narodzonym z Maryi Panny, nie wahał się uznawać tak ludzkiej natury w Bogu, jak boskiej w człowieku, a więc, że i w Słowie jest prawdziwie niskie człowieczeństwo przyjętego, i w ciele prawdziwy majestat Boży przyjmującego.

  3. Niechaj wam, najmilsi, wystarczy to krótkie omówienie Wcielenia Słowa z okazji tego święta wielkanocnego, na które winniśmy się przygotować, oczyszczając serca. Zresztą niejednokrotnieśmy was o nim pouczali. Teraz zaś zwracam waszą uwagę, pobożni słuchacze, na to, czego żąda chwila obecna, zachęcając mianowicie, abyście ten święty i zbawienny post zdobili uczynkami miłości. Ponieważ zaś przede wszystkim starać się należy o przebaczenie grzechów, możecie być pewni, że dostąpicie miłosierdzia, jeżeli sami przebaczycie wszelkie urazy swoim podwładnym. Przystoi bowiem, aby ludy Boże szły na tak wielkie święto z pokojem i pojednaniem w sercach. Jeżeli w te dni nawet sądy publiczne zmniejszają surowość kar i ich wymiar, jakżeż lagodnieć winy serca chrześcijan! Ich powinnością raczej jest starać się usilnie, by nikt nie cierpiał od chłodu i głodu, nikt nie przymierał z nędzy lub marniał z przygnębienia, by nie było skutych w kajdany i zamkniętych W więzieniach. Choćby największe były powody do uraz, człowiek nie tyle ma sobie zaprzątać głowę wielkością cudzej przewiny, ile uprzytomnić sobie, że jest takim samym, jak inni człowiekiem, i że od tego, jak bliźniego osądza, zależy, czy sam dostąpi miłosierdzia u Sędziego-Boga. A „błogosławieni miłosierni” (Mt. 5, 7), ponieważ nad nimi zmiłuje się Bóg, On, co żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Tzn., że różne niebezpieczeństwa, grożące człowiekowi wierzącemu tak od zewnątrz jak od duchowych nieprzyjaciół, Apostoł obejmuje jedną nazwą „prześladowanie”.

2

W innych manuskryptach zamiast „tanto erit morti vicinior”, jak przyjmują w tekście Ballerini, jest „tanto erit tenebris vicinior”.

3

Z dalszego ciągu mowy widać, że autor ma tutaj na myśli Manichejczyków i Apolinarystów. Pierwszych zwalczał Kościół od r. 377. Nauka Apolinarisa połępiona została na soborze Konstantynopolitańskim w 381 r.

4

Podług Manesa Chrystus przyszedł na świat w pozornym ciele, aby świetlne dusze wysłonecznić, budząc w nich w ten sposób świadomość źródła, z jakiego pochodzą. Ich wyzwolenia dokonywa nauka Chrystusa, uzupełniona przez Manesa, podającego się za Parakleta, i jego objawienie. Por. Mowy 16, 4; 22, 6; 24, 4.

5

Naukę Apolinarisa streszcza Leon w Mowie 24, 5, w następujących słowach: „Apolinaris, pozbawiony gruntownego zmysłu wiary, wierzył jednak, że Syn Boży przyjął na siebie naturę rzeczywistego ciała ludzkiego, choć zdaniem jego w ciele tym nie było duszy, ponieważ jej miejsce zajęło bóstwo”.

6

Sama tylko Ewangelia Mateusza 31 razy zowie Syna Bożego „Synem Człowieczym”.

7

Por. Mowę 46, 2.

Tags: św Leon Wielki Wielki Post post herezja
2021-04-02

Mowa 46 na Wielki Post – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 205–209.

  1. Najmilsi! Wiemy, jak gorliwi jesteście w swojej pobożności; wielu z was uprzedza nasze zachęty co do postów przedwielkanocnych. Że jednak wstrzemięźliwość przydaje się nie tylko do opanowania ciała, ale konieczna jest do utrzymania czystości ducha, pragniemy, aby poszczenie wasze było doskonałe; mianowicie, abyście tak, jak umiecie wyrzec się przyjemności zmysłowej natury, odcięli też dostęp wszelkim błędom do umysłów swoich. Boć do wielkanocnego święta — tego ośrodka wszystkich naszych religijnych tajemnic — ten się przygotowuje rzetelnym i rozumnym oczyszczeniem, kto serca swego nie splami jakąś niewiarą. Wszak to Apostoł mówi: „cokolwiek nie jest z wiary, grzechem jest” (Rzym. 14, 23). Dlatego jałowe i bezpłodne będą posty dających się oszukiwać „ojcu kłamstwa” mrzonkami, i nie odżywiających się prawdą ciała Chrystusowego. Jak więc całą duszą należy pełnić przykazania Boże i zbawczą naukę, tak znowu z największą przezornością strzec się błędnych wierzeń. Duch bowiem wtedy pości święcie i istotnie duchowo, gdy precz odrzuca karmę błędu i trutkę fałszu. A podstępny i obrotny wróg teraz właśnie zastawia je najprzebieglej, teraz kiedy to powrót najbardziej czcigodnych świąt wzywa cały Kościół do głębszego rozważania ogółu tajemnic zbawienia. Boć rzetelny wyznawca i czciciel zmartwychwstałego Chrystusa ani nie będzie się rumienił na widok Jego Męki, ani pozwoli się omylić z racji narodzin w ciele. A są tacy, co wstydząc się Ewangelii Krzyża Chrystusowego, by śmielej twierdzić, że podjęta dla odkupienia świata Męka to rzecz bez znaczenia, zaprzeczyli samą cielesną naturę w Panu. Nie rozumieli oni, że niecierpiętliwe i niezmienne Bóstwo Słowa, w ten sposób zeszło ku zbawieniu ludzkiemu, że dzięki swej potędze nie utraciło swej natury, dzięki zaś miłosierdziu przyjęło naszą. Dwojaką więc naturę w Chrystusie jedna obejmuje osoba. Syn Boży i Syn Człowieczy jednym tylko jest Panem. Przyjął on na siebie stan służebny nie z koniecznego prawa, jeno za radą miłości. Boć własną potęgą siebie uziemił (uniżył), potęgą się ucierpiętliwił, potęgą swoją uśmiertelnił, by w ten sposób, kiedy burzył panowanie grzechu i śmierci, i słabe ciało – ludzkie – zdolne było podjąć ekspiację, i silna natura – boska – nic na swej chwale nie cierpiała.
  2. Gdy zatem, najmilsi, czytając lub słuchając Ewangelii, dowiadujecie się, że Pan nasz Jezus Chrystus, już to podlega zniewagom, już to jaśnieje cudami, tak że w jednej Jego osobie raz ludzka zaznacza się natura, raz znowu boska promienieje, strzeżcie się tutaj jakiegoś błędnego rozumienia, jakoby w Chrystusie było albo samo tylko człowieczeństwo, albo samo tylko bóstwo. Natomiast wiernie przyjmujcie oboje razem! Jednemu i drugiemu korną cześć oddawajcie! Nie wolno rozłączać Słowa od ciała po ich zjednoczeniu, ani też stąd, że w Jezusie tak silnie biją w oczy oznaki bóstwa, uważać za fałszywe dowody na to, że i ziemskie posiadał ciało. Prawdziwych świadectw Jego dwojakiej natury mamy obfitość. Podług wysokiej Bożej rady zmierzają one do tego, aby nas doprowadzić do zrozumienia, że we wszystkim bierze udział i bóstwo w ciele i ciało w bóstwie, ponieważ nietykalne Słowo nierozłączne jest od dotykalnego cierpieniem ciała. Myśli więc chrześcijańska, pierzchająca przed kłamstwem, a uczennico prawdy, śmiało posiłkuj się ewangelicznymi zdarzeniami i, jakoby stając w gronie Apostołów, umiej rozróżnić, co duchowym, a co cielesnym należy rozumieć spojrzeniem w widzialnej działalności Pana. Człowiekowi to oddaj, że z niewiasty rodzi się dziecię, Bogu zaś oddaj, że ani poczęcie ani rodzenie nie narusza dziewictwa matki. Po spowiciu w pieluszki, po żłobie, jako kolebce, poznawaj sługę; ale ze zwiastowania aniołów, z obwieszczenia żywiołów, z pokłonu Magów wyznawaj w Nim Pana. Przyznaj, że ludzkie to serce, co nie wymawia się od uczestniczenia w godach małżeńskich; ale boską stwierdź rękę w przemianie wody w wino. Ludzką odczuwaj miłość, widząc łzy żalu, ronione nad śmiercią przyjaciela, ale boską podziwiaj potęgę, patrząc, jak ten, co już od czterech dni leżał w grobie i rozkładał się, na rozkaz Słowa samego powstaje z martwych. Że ze śliny i ziemi tworzy się błoto, skutek to ludzkiej czynności, ale, że pomazane nim oczy widzą, to bez wątpienia oznaka owej pomocy, co dla objawienia swej chwały zachowała sobie to, czego nie nadała składnikom przyroda. Ludzka to też istotnie rzecz znużone ciało pokrzepiać snu odpoczynkiem; ale poskramiać surowym rozkazem potęgę burz rozszalałych, prawdziwej boskości to dowód.

    O ludzkiej dobroci i współczuciu dla bliźnich świadczy, gdy głodnym poda się pożywienie, któż jednak ośmieliłby się przeczyć, że nakarmić pięciu chlebami i dwiema rybami pięciotysięczną rzeszę mężów, nie licząc kobiet i dzieci, to boskie działanie? Ponieważ w tym wszystkim współdziałało z Bóstwem prawdziwe ciało, ujawniło się przez to ścisłe zjednoczenie człowieczeństwa z bóstwem. Boć tylko w ten sposób, że Słowo Boże przyjęło ciało z łona Dziewicy, i w jednej osobie narodziło się, i jako Ciało i jako Słowo zarazem, mogły zostać uleczone rany po dawnym grzechu naszych prarodziców.

  3. Najmilsi! Zachowujcie niezłomnie tę wiarę we Wcielenie Pańskie, przez którą cały Kościół staje się ciałem Chrystusa. Umarzajcie wszelką herezję swoją wstrzemięźliwością od błędów. Bądźcie przeświadczeni, że wtedy uczynki miłosierne będą wam pożyteczne, i wtedy okaże się owocność oczyszczenia postem, gdy dusz waszych nie będzie czuć najmniejszą zarazą bezbożnych mniemań. Odrzucajcie precz owe nienawistne Panu dowodzenia ludzkiej mądrości, co nikogo jeszcze nie doprowadziły do poznania prawdy. Utrwalajcie natomiast w sercu, co odmawiacie w symbolu. Wierzcie, że ten współwieczny z Ojcem Syn Boży, przez którego wszystko się stało, a bez którego nic się nie stało (Jan 1, 3), narodził się także podług ciała w wypełnieniu czasów. Wierzcie, że On w ciele ukrzyżowany, umarł i zmartwychwstał, a wzięty nad wysokości niebieskich panowań i umieszczony na prawicy Ojca, przyjdzie sądzić żywych i umarłych w tym samym ciele, w którym wstąpił na niebiosa. To właśnie zapowiada Apostoł wszystkim wiernym następującymi słowy: „Jeśliście tedy powstali wespół z Chrystusem, szukajcie, co w górze jest, gdzie Chrystus siedzi na prawicy Bożej: co w górze jest, miłujcie, nie co na ziemi. Boście umarli i życie wasze ukryte jest z Chrystusem w Bogu. Gdy się Chrystus, życie wasze, okaże, tedy i wy z nim okażecie się w chwale” (Kol 3, 1).
  4. Ufając tedy, najmilsi, w tak wielką obietnicę, bądźcie niebianami nie tylko w nadziei, ale w postępowaniu waszym. Acz w każdym czasie należy dążyć do uświęcenia się, teraz, w tym poście czterdziestodniowym, gorliwiej zabiegajcie o ogładę dusz waszych zbożnymi uczynkami; a więc nie tylko rozdawaniem jałmużn — jakżeż skutecznym w dziele naprawy! — ale i przebaczeniem uraz i odpuszczeniem win, aby wam, gdy prosić będziecie, nie stawał na przeszkodzie warunek, jaki postawił Bóg między sobą a człowiekiem. Skoro bowiem według pouczenia Pana mówimy: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (Mt. 6, 12), to zobowiązujemy się spełniać całym sercem to, co wypowiadamy usty. Wtedy stanie się też w pełni to, czego w następnych prośbach żądamy, byśmy na pokuszenie nie byli wwiedzeni i od wszelkiego zła byli wolni. Przez Jezusa Chrystusa, tego Pana naszego, który z Ojcem i z Duchem Świętym żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki Wielki Post post
2021-03-05

Mowa 45 na Wielki Post – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 200–205.

  1. Najmilsi! Miłować Boga i miłować bliźniego oto co stanowi siłę i mądrość wiary chrześcijańskiej. Kto dąży gorliwie do Boga i niesie pomoc swemu współsłudze, ten spełni całe swoje zbożne zadanie. Zawsze co prawda obowiązani jesteśmy do tej dwojakiej, a w istocie jednej miłości, i do powiększania jej w sobie z dniem każdym. Teraz jednak w szczególności mamy ją rozszerzać i pogłębiać tak, żeby post 40-dniowy, poprzedzający święto Zmartwychwstania, odezwał się w duszach naszych jakby Izajaszowym echem, tak dobitnie brzmiącym w ustach Jana Chrzciciela: „Gotujcie drogę Pańską, proste czyńcie ścieżki jego” (Iz. 40, 3; Mt. 3, 3). Czy bowiem pomyślimy o tych, co od dawna wstąpiwszy w szranki ewangelicznych zawodów, nieznużenie ubiegają się o palmę zwycięstwa, czy o tych, co świadomi swych śmiertelnych grzechów spieszą po przebaczenie, aby pojednać się z Bogiem, czy wreszcie o tych, co mając odrodzić się w chrzcie Duchem Św. pragną zewlec z siebie „starego Adama”, a przyodziać w nowego człowieka; do wszystkich stosuje się ten zew zbawienny: „gotujcie drogę Pańską, proste czyńcie ścieżki jego”. Jakie to drogi i ścieżki prowadzą do Pana, szukajmy wskazówek w przepowiadaniu tegoż kaznodziei. Obiecując działania i dary łaski 1, odsłania on przed nami przyszłych przemian objawy i dorzuca wzięte z proroctwa następujące orzeczenie: „wszelka dolina będzie napełniona, a wszelka góra i pagórek będzie poniżony, i krzywe miejsca będą proste, a ostre drogami gładkimi” (Łuk. 3, 5). Dolina oznacza tu skromność pokornych, góra zaś i pagórek butę pysznych. A ponieważ jak wieczna Prawda mówi, „kto się poniża, będzie wywyższony, a kto się wywyższa, będzie poniżony” (Łk. 14, 11 i 18, 14), słusznie zapowiedziane zostało i dolinom napełnienie i górom zniżenie, aby tego, co gładkie, żaden kamień obrazy, a tego, co proste, żadna krzywizna nie paczyła. Aczkolwiek bowiem „wąska i stroma jest droga, która prowadzi do żywota” (Mt. 7, 14), to jednak lekko jest po niej się wspinać, komu prawdziwa pobożność dodaje siły; a nawet przyjemność odczuwa ten, kto pewną nogą stąpa po gruncie cnoty, miast osuwać się po piaskach występku.
  2. Aby zaś dokładniej poznać, jakimi drogami mamy zmierzać po to, co Bóg nam obiecuje, posłuchajmy, jaką w tym względzie naukę daje prorok Dawid: „wszystkie drogi Pańskie, powiada, to miłosierdzie i prawda” (Ps. 24, 10). Tedy na przykładzie Bożego działania mają się wzorować wierni. I słusznie żąda Bóg naśladowania siebie od tych, których na obraz swój stworzył. Gdyby w nas nie znaleziono miłosierdzia i prawdy, nie moglibyśmy się stać uczestnikami Jego chwały. Do Zbawiciela bowiem zbawieni tą samą muszą podążać drogą, jaką On do nich przybył, aby ich zbawić, tak żeby miłosierdzie Boże miłosiernych, a prawda prawych czyniła z nas ludzi. Drogą więc prawdy chodzi dusza sprawiedliwego, a drogą miłosierdzia serce dobrotliwe. Jednak te dwie drogi nigdy nie rozchodzą się tak, żeby czy to sprawiedliwość, czy dobroć osiągało się różnymi sposobami, jakby zupełnie co innego było wzrastać w miłosierdziu, a co innego doskonalić się w prawdzie. Kto daleki jest od prawdy, nie będzie miłosiernym, kto pozbawiony dobroci, nie będzie znowu sprawiedliwym. Jeśli nie ma daru obydwu cnót łącznie, żadnej z nich z osobna nie posiada. Miłość jest rdzeniem wiary, wiara ostoją miłości. Wtedy tylko jedna i druga godne są swej nazwy i przynoszą owoc, gdy trwa ich związek nierozerwalny. Gdzie zaś obie razem nie występują, obie razem ustają; wzajemnie bowiem dla siebie są pomocą i światłem. Tak to będzie dotąd, dopóki widzenie Boga jako nagroda nie spełni tęsknoty wierzących, i już niezmiennie widzieć się będzie i kochać to, czego teraz ani kochać bez wiary, ani w co wierzyć bez miłości nie podobna. Ponieważ, jak mówi Apostoł: „w Chrystusie Jezusie nic nie waży ani obrzezanie, ani nieobrzezanie, ale ta wiara, która przez miłość działa” (Gal. 5, 6), pełnijmy więc równocześnie i łącznie i czynną miłość i wiarę. One bowiem stanowią niejako dwa skrzydła, na jakich dusza czystego serca wzbija się aż do posiadania i widzenia Boga, by brzemieniem trosk ziemskich nie dać się przygnieść. Wszak ów, co powiedział: „bez wiary nie można podobać się Bogu” (Żyd. 11, 6), rzekł również dobitnie: „gdybym miał wszystką wiarę, a miłości nie miał, n1czym jestem” (1 Kor. 13, 2) Byśmy więc mogli godnie obchodzić boskie tajemnice świąt wielkanocnych, zabiegajmy o te dwie cnoty jak najgorliwiej, one bowiem streszczają w sobie naukę wszystkich przykazań.

    Przez nie każdy wierny może się stać i ofiarą dla Boga i Jego świątynią. Wiara przynagla żyć nadzieją tego, o czym przeświadcza; miłość przynagla jednoczyć się z tym, co każe kochać! Jedno i drugie jest obowiązkiem miłującego, jedno i drugie obowiązkiem wierzącego. Komu odjąć się nie możemy na skutek użyczonego nam poznania 2, z tym jednoczymy się, upodobniając się z nim taką jak jego miłością! Boga to głos: „świętymi bądźcie, ponieważ ja świętym jestem” (Kap. 19, 2 i 20, 7); Pana zaś słowa: „bądźcie miłosierni, jak i Ojciec wasz jest miłosierny” (Łuk. 6, 36).

  3. By zaś nie wątpić, że Bogu się daje, wydając na potrzebującego, posłuchajmy, w jak korzystnym układzie uczestniczą rozdający jałmużny. Sam Pan zarysowuje przed nami obraz przyszłego swego sądu. Powie on wtedy do postawionych na prawicy: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mego, posiądźcie królestwo zgotowane wam od założenia świata. Albowiem łaknąłem, a daliście mi jeść, pragnąłem, a napoiliście mnie, byłem gościem, a przyjęliście mnie, nagim, a przyodzialiście mnie; chorym, a nawiedziliście mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do mnie” (Mt. 25, 34). Gdy zaś sprawiedliwi zapytają, kiedy i jak mogli mu te rzeczy wyświadczyć, odpowiadając im Król rzecze: „Zaprawdę powiadam wam: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt. 25, 40). Cóż mogłoby być zyskowniejszego nad takie uczynki? Co większe zapewnić szczęście nad taką ludzkość? Oczywiście nie można by też odmówić pochwały udzielającemu pomocy innym z tego tytułu, że jednakową podziela z innymi naturę. Że jednak to, co nie pochodzi ze źródła wiary 3, nie sięga nagradzającej wieczności, inna przeto jest wartość uczynków, spełnionych dla nieba, a inna — dla doczesnych względów. Świecka uczynność osiąga swój kres w tych, którym na dobre wychodzi; chrześcijańskie natomiast miłosierdzie sprowadza się do swego źródła. Powiedziano bowiem, że temu czynimy dobrze, komu przypisujemy w nas działanie (Filip. 2, 13). Dlatego to Pan powiada: „Tak niechaj świeci światłość wasza przed ludźmi, aby widzieli uczynki wasze dobre i chwalili Ojca waszego, który jest w niebiesiech” (Mt. 5, 16).
  4. Ciesz się zatem, duszo wierna! Wiedząc, że twoja chwała jest w chwale tego, który w tobie działa, bierz ogień gorliwości z paschalnego święta! Obowiązkiem bowiem twoim jest chętnie współcierpieć z Tym, który cierpiał za wszystkich. Pobożne życie świętych nigdy nie odbiega od Krzyża Chrystusowego. Gwoźdźmi wstrzemięźliwości przeszywają oni zmysłowość i mocą mieszkającego w nich ducha zabijają żądze cielesne. A któż nie ma w sobie czegoś do usunięcia? To ugasić gniewliwość, to umartwić pychę, to zniszczyć nierząd, to dobrać się głębiej do korzenia chciwości, tak żeby wszelkie zło podciąć w samym zawiązku i wyrwać je całkowicie. Tego rodzaju gorliwą pracą duch nieustannie siebie urabiać powinien, ciałem zaś, jako niższym, posługiwać się tak, żeby ono było mu powolne. Teraz jednak w szczególniejszy sposób i ciało powściągać należy cuglami wstrzemięźliwości i ukrócić to wszystko, co mogłoby przeszkadzać we wzniosłych dążeniach. Gdy bowiem, przygotowując się na obchód Zmartwychwstania, oczyszczamy ciało i ducha, wyrabiamy w sobie nawyk, na stałe potem przydatny. Niech łagodnieje zatem surowe obchodzenie się z podwładnymi, niech zniknie chęć odwetu za winy! Nawet wielcy zbrodniarze mają przecież tę pociechę, że za panowania pobożnych i bogobojnych władców doczekali się złagodzenia publicznego wymiaru sprawiedliwości 4! Niechaj więc ustaną wszelkie niezgody, znikną zawiści, wzrośnie natomiast duch pojednania i wzajemna życzliwość! Kto ulegając złości splamił sumienie, niechaj czynną dobrocią teraz je oczyści! Boć i sąd Boży, o ile surowy będzie dla ludzi twardego serca, o tyle znowu łagodny dla miłosiernych; postawieni na lewicy za swą nieludzkość strąceni będą w ogień wieczny, postawieni zaś na prawicy, uzyskają pochwałę za dyktowane miłością jałmużny i wejdą w szczęśliwość królestwa niebieskiego (Mt. 23, 31). Przez Chrystusa, tego Pana naszego, który z Ojcem i z Duchem Świętym żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Działania i dary łaski, odnoszące się do Mesjasza i dzieła Odkupienia.

2

„Cui intelligentiae concessione subicimur”. Bóg dał człowiekowi tę możliwość, że ze stworzeń poznaje ich Stwórcę. Poznanie to wymaga od nas wiary w Boga.

3

Por. Rzym. 14, 23: „Omne autem, quod non est ex fide, peccatum est”.

4

Por. Mowa 4, 5.

Tags: św Leon Wielki Wielki Post post
2021-03-02

Mowa 44 na Wielki Post – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 196–200.

  1. Najmilsi! Zawsze „ziemia jest pełna miłosierdzia Pańskiego”. Już sam świat skłania wierzącego człowieka do czci należnej Bogu; boć niebo i ziemia, morze i wszystko, co w nich się zawiera, świadczy — o dobroci i wszechmożności swego Stwórcy; przedziwne zaś piękno oddanem na nasze usługi przyrody wprost zniewala każdą myślącą istotę do powinnej wdzięczności. Ale teraz dni tak pamiętne tajemnicami odkupienia ludzi, a bezpośrednio poprzedzające święto Zmartwychwstania, każą nam na jego spotkanie ze szczególną pilnością przygotować się, oczyścić i uświęcić. Acz bowiem i w każdym innym czasie można wieść niewinne życie i rzeczywiście bardzo wielu ludzi zaskarbia sobie wtedy miłość u Boga, jednak nie upoważnia to nikogo do takiego zaufania w sobie i w swoją prawość charakteru, iżby mniemał, że pośród zgorszeń i pokus tego życia nic już nie może mu zaszkodzić; boć ludźmi tylko jesteśmy. Wszak wielki prorok powiada: „któż może się pochwalić, że ma czyste serce, albo że wolny jest od winy?” (Przyp. 20, 9), a na innym miejscu: „od skrytych grzechów moich oczyść mię, Panie, i z powodu cudzych 1 nie karz sługi swego” (Ps. 18, 13). Jeśli zaś — co stwierdza doświadczenie — nawet umiejący i opierać się żądzom, i tłumić porywczość własną, i opanowywać najskrytsze zachcianki, jednak odnajdą w sobie jakieś uchybienia, bądź przeoczone na dnie duszy własnej, bądź w innych zawinione, to teraz mają najodpowiedniejszy czas zbadać te rzeczy: co to są za wady, jakie skłonności, jak głęboko sięgają rany, wymagające ostrzejszych leków, aby nie przeszkadzały do uczestniczenia w tej świętej tajemnicy, która udaremnia sprawy szatana. Istotna to cecha paschalnej uroczystości: powszechna w Kościele radość z powodu odpuszczenia grzechów. Niechże go więc dostąpią nie tylko mający dopiero odrodzić się we Chrzcie św., ale i ci wszyscy, co już od dawna zaliczają się do dzieci Bożych. Wprawdzie zasadniczo „nowych” ludzi tworzy obmycie chrztu, że jednak śmiertelna natura rdzewiejąc, ciągłego wymaga odświeżania, a znowu w doskonaleniu siebie nie ma takiego stopnia, ponad który już wyżej sięgać by nie należało, przeto obowiązkiem wszystkich i każdego z osobna jest tak usilnie teraz pracować, by na dzień odkupienia być bez wad zastarzałych.
  2. Niech tedy chrześcijanin, najmilsi, to, co jest jego stałą powinnością, czyni teraz już nie tylko staranniej, ale całą duszą; aby 40-dniowy post, wprowadzony przez apostołów, zachował w pełni, nie tylko ujmując sobie pokarmów, ale przede wszystkim wyzbywając się wad swoich. Jeśli bowiem to umartwienie podejmuje się po to, żeby źródło podniet cielesnych ująć w karby, to w takim razie najbardziej pożądany jest ten rodzaj wstrzemięźliwości, co samą wolę wytrzeźwi z przewrotności i zamorzy nieuczciwość w postępowaniu. Taki post zachować mogą nawet chorzy, nie wyłączając całkowicie obezwładnionych, boć i w chorowitym i niedołężnym ciele może być duch zdrowy, byle tam, gdzie było siedlisko złego, osadzić mocno podwaliny cnoty. Choremu dość będzie choroby samej — często o wiele boleśniejszej od dobrowolnie nakładanych umartwień — byleby, rozumie się, duch spełnił swój obowiązek i jak ciału odmawia ucztowania, tak siebie nie pasł zdrożnością.

    Z dobrze zaś rozumianymi i świętymi postami nic tak zbawiennie nie idzie w parze, jak uczynki miłosierne. Choć jedną miłosierdzia nazwą są objęte, spełniają one mnóstwo zbożnych i chwalebnych zadań, aby dla wszystkich wiernych, acz niejednakowo zamożnych, były zarówno dostępne.

    Dla miłości bowiem, Bogu i ludziom zarazem należnej, nie ma takich przeszkód, co by jej nie pozwalały chcieć dobrze. Kto współczuje z serca jakiejkolwiek nędzy, cnotą życzliwości i dobrem pokoju uszczęśliwi siebie. Wszak powiedziano: „chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli” (Łk. 2, 14). Szeroki jest zakres uczynków miłosiernych. Już sama ich rozmaitość sprawia, że prawdziwi wyznawcy Chrystusa, nie tylko bogaci i opływający we wszystko, ale i średniozamożni, a nawet biedni mają w nich swoją cząstkę. Ci, co w szczodrocie nie mogą innym dorównać, w miłości mogą być podobni. To kiedy w oczach samego Pana wielu bogaczów składało szczodre datki do skarbonki, wdowa jedna wrzuciła do niej tylko dwa grosiki. Jednak na takie uznanie zasłużyła sobie u Chrystusa, że jej skromną ofiarność postawił wyżej, niż hojność tamtych wszystkich razem. Bo pośród ich wielkich darów — ale okruchów ich licznego mienia — jedynie jej mała ofiara była całkowitą. Gdyby zaś ktoś aż w tak skrajnej znajdował się biedzie, że nawet na dwa miedziaki dla ubogiego nie mógłby się zdobyć, niech z zaleceń Pana weźmie wskazówkę, jak spełnić dobrej woli powinność. Kto bowiem spragnionemu nędzarzowi poda kubek zimnej wody, otrzyma swoją zapłatę. Tak to oszczędza Pan swoim sługom wydatków na zdobycie królestwa niebieskiego. Wystarczy nie odmówić komuś wody — co przecież nic nie kosztuje — już nie pozostanie się bez nagrody. Jak zaś żadna trudność nie może zagrodzić do niej drogi, widzimy to właśnie na przykładzie zimnej wody, aby nikt nie mniemał, że nie dla niego nagroda, nawet taki, komu zabrakłoby tak drobnego nakładu, jakiego wymaga ugotowanie strawy. Jednak nie próżno zastrzega Pan, żeby ten kubek podawać w Jego imieniu. Dopiero bowiem wiara czym drogocennym to, co samo przez się nie ma żadnej ceny. Usługi niewiernych, choćby wielkie i kosztowne, nie mają w sobie mocy usprawiedliwiającej.

  3. Oto, najmilsi, jak prowadzić święte ćwiczenia postne, aby mając obchodzić Paschę Pana, dojść do tych uroczystych świąt wolnym od wszelkiego nieładu sercem: ducha pychy — źródło wszelkich grzechów — wyprzeć zamiłowaniem pokory! Kto puchnął butą, niech otęchnie, wyrabiając w sobie usposobienie łagodne. Rozgoryczeni jakąś urazą niechaj jednają się z sobą i dążą do nawiązania dawnej dobrej zgody. „Nikomu złem za złe nie oddawając” (Rzym. 12, 17), „i odpuszczając jeden drugiemu, jako i Chrystus wam odpuścił” (Efez. 4, 32), ludzkie zawiści pokojem zastępujcie. Jeśli zaś którzy z waszych podwładnych zasłużyli na zamknięcie lub kajdanki, bądźcie dla nich miłosierni i zwolnijcie ich! Sami potrzebują z dnia na dzień wyrozumienia u innych, nie wzdragajmy się przebaczać grzechów, wobec nas zawinionych. Skoro bowiem modlimy się do Pana, Ojca naszego: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (Mt. 6, 12), to niechybnie, gdy dla błędów popełnionych przez bliźnich naszych będziemy mieli wyrozumienie, sobie samym zjednamy zmiłowanie Boże. Przez tego Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

„Cudze” grzechy, to znaczy popełnione przez innych z naszej winy.

Tags: św Leon Wielki Wielki Post post
2021-02-27

Mowa 43 na Wielki Post – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 191–196.

  1. Najmilsi! Wzywa nas apostolska nauka, abyśmy „wraz z życiem dawniejszym zwlekli z siebie starego człowieka” (Efez. 4, 22), a święcie się prowadząc, codziennie siebie odnawiali. Mówi nam też Apostoł: „Jesteście Kościołem Boga żywego” (1 Kor. 3, 17). Skoro więc naprawdę domem Bożym jesteśmy i Duch Boży w nas mieszka (1 Kor. 3, 16 i 6, 19), to nieznużenie czuwać powinniśmy nad tym, aby w domku serca naszego nie było nic niegodnego tak wielkiego gościa! Jeżeli w domach, ludzką ręką wznoszonych, chwalimy tę przezorną gospodarkę, co to skrzętnie i zawczasu naprawia każde uszkodzenie budynku, już to powstałe od ulewnych deszczów i gwałtownych wichrów, już to zazwyczaj zębem czasu wyjedzone, z o ileż większą dbałością mamy zabezpieczać dusze własne przed jakimś nieładem i brudem? Co prawda dom nasz nigdy się sam nie ostał, gdyby nie podwalina, jaką pod niego Najwyższy nasz architekt położył; z pewnością też nasze budowanie nie uchroniłoby go od rozwalenia się, gdyby nie stała opieka, jaką nad nim sam budowniczy roztacza. Ponieważ jednak stanowimy rozumne kamienie tej budowli i żywe jej tworzywo, więc Stwórca nasz w ten sposób nas zużywa, że nad naszą własną naprawą mamy współpracować stale razem z nim, prowadzącym roboty. Karnym tedy winien być człowiek wobec działania łaski Bożej, nie wyłamywać się spod niej i nie wyzbywać tego dobra, bez którego dobrym być nie zdoła.

    Kiedy zaś coś wydaje mu się ponad jego siły, lub bardzo trudne w wykonaniu przykazań, niechaj nie liczy na siebie tylko, ale ucieka się pod skrzydła rozkazodawcy. Toć on właśnie dlatego swoją człowiekowi przypisuje wolę, aby w nim i pragnienie wywołać i udzielić żądanej pomocy 1. Dlatego i prorok powiada: „Złóż troskę swoją na Boga, a on cię wyżywi” (Ps. 54, 23). A może kto w swej zarozumiałości uważa siebie za tak niewinnego i tak nieskalanego, że nie potrzebuje zgoła naprawy? Grubo się myli, kto tak o sobie sądzi. Bezdenna to próżność; sprowadza ona widocznie zanik bystrego myślenia w człowieku, co wierzy, że można wyjść zupełnie bez rany z pobojowiska pokus tego życia. Pełno wszędzie niebezpieczeństw i pełno sideł: burzą się w nas namiętności, wabią ułudy, nęcą zyski, przerażają straty, zdradliwym jadem są zaprawne złośliwe języki, a szczerość nie zawsze przemawia przez chwalców. Z jednych zieje nienawiść, z drugich przeziera obłudna czołobitność, tak, że łatwiej nam uniknąć wroga, niż nie natknąć się na fałszywego przyjaciela.

  2. A co dotyczy przyznawania innym zalet, tyle tu jest wahania, tyle kaprysu w ocenie, że choćby najściślej przestrzegać granicy, na której kończy się dobro, a rozpoczyna zło, to jednak i najbardziej przeświadczonemu, że prawą kroczy drogą, zawsze dostaną się jakieś docinki od pomniejszycieli, i nawet temu nie uda się uniknąć przygan od niechętnych, komu sama sprawiedliwość jest przyjacielem. A już gdy człowiek zaprzątnie sobie głowę zmiennością samego losu na tym świecie, ileż przytłoczy go ciemnych zagadek, jak straszne czekają nań błędy z przewrotnych poglądów! Tak, że same przeciwności, stające w poprzek ludzkich zamierzeń, będą mu źródłem rozgoryczeń! Co prawda wszyscy, wierzący głęboko, nie wątpią, że światem wszędzie i zawsze opiekuje się Opatrzność Boża; wiedzą też oni doskonale, że nie od gwiazd 2 — ich wpływ równa się zeru — zależy bieg spraw doczesnych, lecz wszystkim kieruje wola Najwyższego Króla, i to pełnego sprawiedliwości i dobroci, podług słów Pisma św.: „drogi Pańskie — to miłosierdzie i prawda” (Ps. 24, 10). Ale, że nie wszystko na świecie dzieje się tak, jakbyśmy pragnęli, a pod omylnym ludzkich sądów wyrokiem niecnota bierze górę niejednokrotnie nad sprawiedliwością, stąd łatwo się zdarza, że takie zjawiska potrafią zachwiać nawet wielkie dusze, pobudzając je pod swoją pokrywką do niesłusznych szemrań. Nawet mąż tej miary, co prorok Dawid, wyznaje, że taki obrót rzeczy aż wstrząsnął nim do głębi. Oto jak sam o tym mówi: „ugięły się nogi pode mną i niemal stajały mi stopy, bo nie mogłem patrzeć na to, jak złoczyńcy zażywają spokoju” (Ps. 72, 2). Ponieważ jednak niewielu tylko odznacza się tak mężną postawą, żeby stawić czoło wszelkim przeciwnościom, natomiast wielu, i to wierzących, psuje niepowodzenie, a nawet powodzenie, stąd więc wynika potrzeba bardzo starannego leczenia tych ran, jakich słaby człowiek zazwyczaj doznaje.

    Dlatego to właśnie i ja przebiegłem pokrótce te niebezpieczeństwa, od jakich się roi po świecie, żeby wszyscy zrozumieli, jak konieczne jest każdemu odpuszczenie grzechów, jak niezbędne środki naprawy. To samo stwierdza Pismo św. mówiąc: „Któż może się pochwalić, że czyste ma serce, albo, że wolny jest od winy?” (Przyp. 20, 9).

  3. A kiedyż byłoby nam sposobniej uciekać się do lekarstwa łaski Bożej, jak nie teraz, gdy ten powracający okres roku stawia nam znów przed oczy najświętsze momenty z dziejów naszego odkupienia? Na godny ich obchód przygotowujemy się postem 40-dniowym, tak niezmiernie zbawiennym. Boć ten sposób nabywania siły uświęcającej pomaga i niezbędny jest nie tylko tym, co mają dopiero wejście w nowe życie — po chrzcie odrodzenia przez tajemnice śmierci i zmartwychwstania Chrystusa 3 — ale i wszystkim niedawno odrodzonym ludom: tamtym do przyjęcia tego, czego jeszcze nie mają, tym do zachowania tego, co już otrzymali. Powiada Apostoł, że „kto stoi, niech patrzy, aby nie upadł” (1 Kor. 10, 12). Podług tego orzeczenia nikt nie wspiera się na tak silnej podstawie, żeby już nadal nic czynić nie potrzebował dla swego utrwalenia. Korzystajmy przeto, najmilsi, z czcigodnych zwyczajów tego najbardziej zbawiennego czasu i spotęgowanym wysiłkiem oczyszczajmy i wygładzajmy zwierciadła naszych sumień. Mimo bowiem najbardziej czyste i trzeźwe prowadzenie się, życie nasze wchłania nieco ziemskiego pyłu; dusza ludzka, acz na obraz Boży stworzona, nie jest znów tak daleką od dymu próżności, żeby jej blasku nic nie mogło przyćmić i żeby ciągle na nowo nie potrzebowała ogłady. A skoro to ciągłe odnawianie się konieczne jest nawet duszom, bardzo uważającym na siebie, to cóż powiedzieć o tych, co może przez rok cały już to bez troski, już to nawet bardzo niedbale żyli? Czyż przynajmniej teraz nie powinni się o nie postarać? Zwracamy się do nich, upominający z zależną im miłością: nie uspokajajcie się tym, że my (kapłani) nie możemy przejrzeć na wskroś waszych sumień. Dla Bożego oka, ogarniającego jednym spojrzeniem wszystko, nie masz przegród i kryjówek. Nie tylko co się czyni lub myśli, ale co się zamierzy uczynić i pomyśleć, wszystko jest Mu wiadome. Oto jak daleko sięga wiedza Najwyższego Sędziego, oto spojrzenie, przed którym każdy drżeć musi! Przenika ono ciała stałe, otwarte są dla niego największe skrytości:

    ciemne — dlań widne jak dzień,
    nieme — by żywe przemawia;
    milczenie — jest Mu spowiedzią,
    a myśl — bez słów się wyjawia.

    Jeśli Bóg dobry nie zaraz karze za grzechy, nie znaczy to, żeby wolno było lekceważyć sobie Jego cierpliwość, podobnie jeśli dotąd nie poczuło się na sobie Jego gniewu, nie wynika stąd, że się go nie obrażało. Nie długo naszego przebywania na ziemi i krótkotrwała swoboda niemądrych zachceń snadnie zamienić się może na mękę kar wiecznych, jeśli póki czas, nie będą szukać lekarstwa pokuty, tj. dopóki wyrok sprawiedliwości jest jeszcze w zawieszeniu!

  4. Zawczasu tedy spieszmy po zmiłowanie do Boga, każdej chwili gotowego nam dłoń otworzyć (Iz. 30, 18); na godny obchód święta Zmartwychwstania uświęceniem wiary przygotowujmy wszyscy serca. Niech zmięknie w nich surowość, złagodnieje gniewliwe usposobienie i wszyscy wzajemnie przebaczą sobie winy. Nie temu szukać odwetu, kto sam o łaskę błagać potrzebuje! Wszak modląc się codziennie tymi słowy: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (Mt. 6, 12), sami siebie skowamy najtwardszymi więzy, gdybyśmy mieli nie spełnić tego, do czego oświadczamy gotowość. Więc jeśli się paktu tej świętej modlitwy nie dotrzymywało w pełnym jego zawarowaniu, to przynajmniej teraz niech każdy policzy się ze swoim sumieniem, i, za cenę przebaczenia win innym, uzyska odpuszczenie grzechów własnych; jak to Chrystus Pan mówi: „Jeśli odpuścicie ludziom ich grzechy, odpuści wam też Ojciec wasz Niebieski grzechy wasze” (Mt. b, 14). Nie jest więc trudno każdemu otrzymać, o co prosi, boć od łagodności proszącego zawisł wyrok tego, co rozsądza. Sprawiedliwy to sędzia, ale łaskawie wysłuchuje próśb ludzkich. Nawet sam siebie związał tym prawem, by nie stosować surowości do tych, w których nie znajdzie żądzy zemsty.

    A ponadto ludziom dobrym i łagodnym przystoi jeszcze szczodrota. Wszak nic słuszniejszego, jak żeby człowiek wzorował się na swoim Stwórcy i odpowiednio do swojej zamożności był narzędziem Nieba. Karmić tedy łaknących, przyodziewać nagich, pielęgnować chorych nie jestże to pomoc Boża spełniona przez wyrękę? Nie Pana to łaska ujawnia się w dobroci sługi? Wprawdzie Bóg nie potrzebuje pomocy w sprawowaniu miłosierdzia, ale tak swoją wszechmożność miarkuje, że przez ludzi ludzkiej zaradza biedzie. Słusznie więc Bogu składa się dzięki za wszelkie dobrodziejstwa, gdy jego rękę widzi się w sługach. Właśnie to powiedział Pan uczniom: „tak niechaj świeci światłość wasza przed ludźmi, aby widzieli uczynki wasze dobre i chwalili Ojca waszego, który jest w niebiesiech” (Mt. 5, 16); Ten, co z tymże Ojcem i Duchem Św. żyje i króluje, jako Bóg, na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Por. Mowy 18, 1; 49, 4; 90, 2. Miejsce to bracia Ballerini zaopatrują w swoich uwagach polemiką z poglądami Quesnella (Migne: Patr. Lat., tom. LIV, p. 534 i nast.).

2

Jest to aluzja do czci, oddawanej gwiazdom przez Manichejczyków.

3

Odnosi się to do tych nawróconych, którzy po 40-dniowym noście otrzymywali Chrzest św. w Wielką Sobotę.

Tags: św Leon Wielki Wielki Post post
2021-02-26

Mowa 42 na Wielki Post – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 184–190.

  1. Najmilsi! Czyż mógłbym odpowiedniej rozpocząć — mając przemówić do was na temat Wielkiego a tak świętego postu — niż słowy Apostoła? Chrystus przez Jego usta mówił. Powtarzając więc za nim, co przed chwilą odczytano, powiadam: „oto teraz czas pożądany, oto teraz czas zbawienia” (2 Kor. 6, 2). Acz w ogóle nie ma pory, nieobfitującej w dary niebieskie, i z łaski Boga mamy zawsze dość sposobności, by dostąpić Jego miłosierdzia, teraz jednak w duszy każdego obudzić się powinna większa zabiegliwość o duchowe zyski i ożywić ufność. Powracający dzień odkupienia naszego wzywa nas do pełni naszych zbożnych zadań. Wzniosłą ponad wszystko świętą myśl Męki Pańskiej winniśmy przecież obchodzić i ciałem i duszą. Co prawda tak wielkim, jak ta, tajemnicom należy się od nas stałe oddanie i cześć nieustanna, by w obliczności Bożej chodzić tak, jak przystoi wystąpić na dzień Zmartwychwstania. Ale taką stałość rzadko kto posiada. Gorliwość w człowieku rozluźnia się zazwyczaj z czasem, już to, że ciało ulega znużeniu, już to, że troski dnia powszedniego rozpraszają ją na różne sprawy. Dlatego nawet bardzo oddane Bogu dusze nie zdołają się uchronić od pyłu tego świata. Otóż temu stanowi rzeczy mają zaradzić 40-dniowe ćwiczenia — z opatrznościowego zaiste zrządzenia Bożego ustanowione — i swym zbawiennym działaniem przywrócić czystość sercom: i dobrymi uczynkami je okupić, i wrzątkiem postu wyprać do białego z win popełnionych w innym czasie.
  2. Zaraz tedy na progu tych dni, pełnych tajemnic i poświęconych sprawie odrodzenia przez posty, weźmy sobie, najmilsi, za taką wytyczną, której ściśle wolę naszą podporządkujemy, słowa Apostoła: „Oczyszczajmy się od wszelkiej zmazy ciała i ducha” (2 Kor. 7, 1). Te dwie, zmagające się w nas ze sobą substancje, tak mamy opanować, by duch, sam podając się pod ster Boga, godnie znowu zaznaczał swe panowanie nad ciałem i nim kierował. W ten sposób nie dając nikomu zgorszenia, nie narazimy się na czyjeś oszczercze zarzuty. Bo przyznać trzeba, że niewierni nie bez słuszności mogliby nas szarpać, a nawet z naszej ułomności kuć broń przeciw religii samej, gdyby nasze obyczaje nie były zgodne z zasadą opanowania. Nie na samym bowiem ograniczeniu pokarmów polega istota naszych postów. Na nic się nie zda głodzenie ciała, jeżeli duch nie wyrzeknie się wszelkiej nieprawości, i niepohamowany język nie zaprzestanie oszczerstw. Tak więc należy opanować popęd do odżywiania się, żeby i inne żądze czuły, że ta sama wola nimi powoduje i trzyma je w cuglach. Właśnie teraz jest czas po temu, aby łaskawość i wyrozumiałość, pokój i zgoda opanowały serca nasze. Pozbywszy się całkowicie zmazy grzechów, mamy na stałe utrwalić w sobie cnoty. Teraz dla ludzi pobożnych i silnych charakterem najlepsza pora, by zdobywać nawyknienie w darowywaniu win, wybaczaniu zniewag, zapominaniu krzywdy. Teraz też przed każdą duszą wierną otwiera się pole do ćwiczeń i władania tak zaczepną jak odporną bronią sprawiedliwości 1. Czy więc kogo wysławiać będą, czy starać się poniżyć, dobrze czy źle o nim mówić, mając spokojne sumienie i niezłomną prawość, ani pochwałą nie da on się wzbić w pychę, ani przyganą wtrącić w przygnębienie. Ludzie religijni, najskromniejsze prowadząc życie, nie będą upadać na duchu, nie będą szemrać i biadać; nie smutek bowiem, jeno świętość ma być ich cechą, a ze świętości zawsze wypłynie dla nich pociecha i radość. Nie potrzebują też żywić obaw, że ich zasoby skurczą się, gdy świadczyć będą miłosierdzie. Chrześcijańskie ubóstwo zawsze jest zasobne, boć to, co mu zbywa, niepomiernie przeważa to, czego mu niedostawa. Nie może przecież grozić niedostatek temu, komu dane jest całe swoje dobro widzieć w Panu wszechrzeczy. Niech zatem ci, co pragną dobro świadczyć, nie lękają się, że im zabraknie środków po temu, skoro nawet dwugroszowa ofiarność owej wdowy ewangelicznej tak się wsławiła; a i kubek zimnej wody, bezinteresownie podany, nie pozostanie bez nagrody. Dobre uczynki pobożnych ocenia się miarą włożonego w nie serca. Jeśli zaś miłość w sercu żywie, owoc miłosierdzia pewny! Doświadczyła na sobie tego święta wdowa z Sarepty. Kiedy bowiem głód nawiedził całą krainę, ona całodzienny swój posiłek, — jedyny, jaki jej jeszcze pozostał, — ofiarowała błogosławionemu Eliaszowi, bez ociągania dobywając ze schowka nieco mąki i kilka kropel oliwy. Zrozumiała bowiem, że ważniejsza to sprawa zaspokoić głód Proroka, niż osobistą potrzebę chleba.

    Ale i dla niej nie zabrakło tego, co tak szczerym sercem oddała. Z naczyń bowiem, w zbożnym celu opróżnionych, wytrysnęło dla niej nowe błogosławieństwo. Oto święte zużycie przez nią skromniutkich zasobów nie tylko ich nie uszczupliło, ale sprowadziło obfitość tego, czego wyzbyć się ofiarnie nie zawahała ani na chwilę.

  3. Jestem przeświadczony, iż i w was, najmilsi, jest dobra wola i gotowość do pracy. Nie zapomnijcie jednak na chwilę, że te ćwiczenia wasze są solą w oku szatana, wroga cnót wszelkich. Teraz i on występuje uzbrojony całą siłą swej złośliwości. Pobożnym z ich własnej pobożności mota sieć powikłań. Kogo małodusznością nie zdoła z nóg zwalić, próżną chwałę stara się pokonać. Boć od dobrego postępowania do złej pychy jest jeden krok tylko i nic łatwiejszego jak cnotliwemu wpaść w zarozumiałość. Nad wyraz bo trudna to rzecz, by chwalebnie żyjący nie był wrażliwy na pochwały, chyba że „chlubi się w Panu” (2 Kor. 10, 17) jak mówi Pismo św. Czyjeż jednak postanowienie pozostawi w spokoju i bez zaczepki ów wróg niegodziwy? Czyich to postów nie pokusi się złamać on, co zdradliwych podstępów nie oszczędził samemu Zbawicielowi świata — jak słyszeliśmy z przeczytanego ustępu Ewangelii? Rażony owym postem 40 dni i nocy trwającym, chciał chytrze dociec, komu też Pan zawdzięcza taką wytrzymałość: łasce Bożej czy sobie samemu? „Jeżeli Chrystus jest taką istotą, na jaką jego ciało wskazuje — rozumował — to nie będę potrzebował obawiać się, żeby o nią miały rozbić się moje zwodzicielskie poczynania. Trzeba więc po pierwsze zbadać podstępnie, czy Jezus jest Stwórcą wszechrzeczy: jeżeli tak, to niech pokaże, że potrafi tak przekształcać natury rzeczy materialnych, jak mu się żywnie podoba. Po wtóre — czy pod widzialną osłoną jego ciała tai się Bóstwo: w takim razie bowiem bez najmniejszej trudności będzie np. podróżował po powietrzu, unosząc się razem z ciałem w próżne przestworza”. Ale, gdy Pan, zamiast ujawnić potęgę Bóstwa, wolał podług zasady słuszności przeciwstawiać mu się prawdziwie ludzką naturą, szatan w nią skierował cale ostrze swego szalbierstwa w trzeciej pokusie. „Skoro Jezus — tak sobie szatan obliczał — nie okazuje nadprzyrodzonej siły, to można będzie kusić go żądzą władzy i panowania, i biorąc na lep obietnicy królestw tego świata, doprowadzić aż do oddania pokłonu”.

    Ale Bóg Najmędrszy tak dalece pomieszał szyki sprytnej głowinie szatana, że wróg, zarozumialec, ni mniej ni więcej tylko siebie samego wziął tym (naturą ludzką), co kiedyś był związał, ośmielając się napastować tego, co po to właśnie przyszedł na świat, aby się zań wydać na zabicie.

  4. Podstępów tego to przeciwnika strzeżmy się nie tylko w smakoszostwie, łechcącym podniebienie, ale i w całym postanowieniu wstrzemięźliwości. Boć ten, co umiał zadać śmierć rodzajowi ludzkiemu przez pokarm, potrafi szkodzić nawet przez post. Kiedyś namawiał ludzi tak: bierzcie, co zakazane; teraz zaś przez swoich Manichejczyków — doradza: unikajcie tego, co jest dozwolone. Ta sama przewrotność, chociaż w przeciwne skierowana strony. Zapewne bowiem pożyteczne jest żyć wstrzemięźliwie, przyzwyczaić się do skromnych posiłków i nie gonić za wyszukanymi potrawami. Biada jednak tym, co nauczają, że się, nawet poszcząc, grzeszy. Potępiają oni bowiem samą naturę stworzeń, obrażając przez to ich Stwórcę. Twierdzą, że kto spożywa rzeczy ich zdaniem nie przez Boga, jeno przez diabła stworzone, plami się, a przecież żadna materia na świecie nie jest złą i zło samo nigdzie nie jest wcielone. Z ręki dobrego Stwórcy dobrym wszystko wyszło 2. A jeden jest tylko Stwórca wszechrzeczy, ten, co „uczynił niebo i ziemię, morze i wszystko, co w nich jest” (Ps. 145, 6; Dz. Ap. 14, 14). Cokolwiek zatem z tych rzeczy nadaje się człowiekowi na pokarm lub napój, jest święte i czyste w swoim rodzaju i pochodzeniu. Tylko nieumiarkowanie i łakomstwo, czyli nadużywanie tych rzeczy upadla, poniża żarłoków i opojów. Sam jednak pokarm i napój jako taki nie może plamić człowieka. „Czystym bowiem, jak mówi Apostoł, wszystko jest czyste, a pokalanym i poganom nic nie ma czystego: Owszem skalane są u nich i umysł i sumienie” (Tyt. 1, 15).
  5. Wy natomiast, najmilsi, święte dzieci waszej matki, Kościoła katolickiego, wychowane w szkole prawdy przez Ducha Świętego, miarkujcie odpowiednio do tego wolność waszą! Wiecie, że dobrą jest rzeczą umieć się powstrzymać nawet od dozwolonych rzeczy. Wtedy zaś, kiedy obowiązuje was ściślejsza wstrzemięźliwość, macie zwracać uwagę na różnicę pokarmów, bądź na ich jakość, bądź na ilość, nigdy zaś nie potępiać samej ich natury. Nie pozwólcie zatem nawet dotknąć się zarazie błędnej nauki tych, co właśnie swoim rodzajem postu najwięcej się plamią „służąc stworzeniu raczej niż Stworzycielowi” (Rzym. 1, 25).

    Boć światłom niebieskim swoją niemądrą wstrzemięźliwość składają w ofierze i na cześć słońca, i księżyca pościć sobie uchwalili pierwszego i drugiego dnia po szabacie. Tą jedną swoją praktyką dopuszczają się naraz dwojakiej winy: bałwochwalstwa i zniewagi; post swój bowiem nakazują po to, aby okazać swoją cześć gwiazdom a pogardę Zmartwychwstaniu naszego Pana. Tajemnice zbawienia ludzkiego w ogóle odrzucają i nie wierzą, żeby Chrystus Pan narodził się w naszej naturze, w prawdziwie ludzkim ciele, żeby cierpiał rzeczywiście, był pogrzebion i zmartwychwstał. Dlatego też dla dnia naszej radości (niedzieli) zaznaczają pogardę smętkiem swojego postu. Chcąc zamaskować swoją niewiarę, poważają się brać udział w naszych zebraniach, aby zaś w czasie udzielania sakramentów niczym się nie zdradzić, w następujący sposób się zachowują: od czasu do czasu niegodnymi usty przyjmują Ciało Pańskie, natomiast zupełnie uchylają się od picia Krwi naszego odkupienia 3. Podajemy wam te rzeczy do wiadomości, pobożni słuchacze, tak po to, abyście takich ludzi łatwo mogli poznać, jak i dlatego: że przyłapanych na świętokradzkiej obłudzie należy powagą kapłańską wyłączać ze świętych obcowania. Przed takimi ludźmi bowiem przewidująco przestrzega Kościół Boży św. Paweł Apostoł, mówiąc: „A proszę was, bracia, abyście uważali na tych, co robią niezgody i zgorszenia nie wedle nauki, której wyście się nauczyli, i od tych odstępujcie. Tacy bowiem Panu naszemu Chrystusowi nie służą, ale brzuchowi swemu: a przez łagodne słowa i pochlebne mowy zwodzą serca niewinnych” (Rzym. 16, 17 i 18).

  6. Zresztą niejednokrotnie już słyszeliście nasze wystąpienia przeciw temu błędowi i dostatecznie uświadomieni jesteście co do obowiązku jego usuwania. Podejmujcie tedy post 40-dniowy w duchu prawdziwej pobożności i poświęcenia. Na uzyskanie bożego miłosierdzia przygotowujcie dusze uczynkami swojego miłosierdzia: Ugaście gniewy, usuńcie zawiść, miłujcie zgodę, prześcigajcie się we wzajemnych usługach, wymagających szczerej pokory. Bądźcie sprawiedliwymi dla niewolników i innych wam podwładnych. Niech nikt z nich nie męczy się w zamknięciu więziennym, albo w okowach 4. Koniec położyć zemstom! Przebaczyć zniewagi, surowość zastąpić łagodnością, gorycz wyrozumieniem, kłótnie pojednaniem! Ktokolwiek teraz zetknie się z nami, niech odczuje, żeśmy skromni, żeśmy uprzejmi, żeśmy pełni dobroci — aby posty nasze Bogu były miłe! Jemu bowiem wtedy dopiero złożymy ofiarę prawdziwej wstrzemięźliwości i rzetelnego oddania, gdy wszelką złość usuniemy z serca. A we wszystkich tych sprawach niechaj nas wspomaga Bóg wszechmogący, jeden w Bóstwie z Synem i Duchem Św., jeden z nimi w majestacie na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

2 Kor. 6, 7: „a dextris et sinistris…”.

2

„Omnia bona bonus auctor instituit”. Por. Ks. Rodz. 1, 31.

3

Manichejczykom nie wolno było używać wina.

4

Por. Mowę 40, 5, i przypis 229.

Tags: św Leon Wielki Wielki Post post manicheizm
2021-02-25

Mowa 41 na Wielki Post – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 180–183.

  1. Najmilsi! Żyć mądrze i święcie, dążenia swoje i prace skierować ku temu, w czym, jak wiemy, Bóg sprawiedliwy ma upodobanie, to stały nasz obowiązek. Kiedy jednak nadchodzą dni, żywiej nam przed oczy stawiające tajemnice naszego Odkupienia, daleko pilniej też i sumienniej jeszcze powinniśmy zatroszczyć się o oczyszczenie serc swoich i gorliwiej przyłożyć się do ćwiczenia w cnotach. I jeżeli sama tajemnica zbawienia cudowniejsza jest w pewnych swoich momentach niż innych, to i gorliwość nasza niechaj przekracza teraz zwykłą swoją miarę. Im kogo większa czeka uroczystość, tym strojniej niech będzie gotowy na nią wystąpić. Jeśli bowiem przystoi i rzekłbvś religijnej to wygląda, gdy na dzień świąteczny ludzie piękniej się przyodziewają, samą już powierzchownością swoją zdradzają weselszy nastrój ducha, podobnie jeśli dom modlitwy przyozdabiamy wtedy staranniej i okazalej w miarę możności, czyż nie słuszna, by chrześcijanin, ten prawdziwy i żywy „przybytek Boży”, zdobił roztropnie swą duszę? Mając obchodzić tajemnicę swego Odkupienia, azali nie rozejrzy się w sobie najdokładniej, azali nie zadba o to, by duszy jego nie plamił najmniejszy cień grzechu, albo nie szpeciła jej zmarszczka dwoistego serca? Na cóż bowiem zda się polor zewnętrzny, stwarzający pozory dostojeństwa, jeśli człowiek wewnętrzny zbrukany jest błotem niejednego występku? To więc, co zamąca czystość serca i zwierciadło sumienia, to przede wszystkim należy wywabić starannie i że tak powiem wygładzić 1. Sumienie swoje niech każdy z osobna roztrząśnie i postawi j siebie przed własny osąd. Niech przypatrzy się więc naprzód, co kryje się w głębi jego serca: czy jest tam ów pokój, jaki daje Chrystus (Jan 14, 27), czy przeciwnie, wre w nim walka namiętności z dążeniami ducha? Następnie, czy nie pogardza wszystkim, co maluczkie, pnąc się nazbyt wysoko? Czy nie zasmakował w niegodziwym zysku, jedyne upodobanie znajdując w powiększaniu swojej własności bez końca i miary? Czy wreszcie nie trawi go zgryzota na widok powodzenia sprzyjającego sąsiadowi, nieszczęście zaś wroga nie napawa go uciechą? Gdyby przypadkiem ani śladu tych namiętności w sobie nie odkrył, to jeszcze niechaj się przyjrzy w szczerości ducha, jakie to zazwyczaj nawiedzają go myśli? Czy nie oddaje się próżnym marzeniom, albo czy szybko odwraca serce od tego, co mu pochlebia z jego własną szkodą? Boć całkiem nie podlegać złudzeniom i zupełnie nie odczuwać namiętności, nie jest nam dane w tym życiu.

    Życie ludzkie całe jest pokusą (Hiob. 7, 1). Ulegnie jej każdy, co nie jest w obronnym pogotowiu. Zarozumiałością byłoby wyobrażać sobie, że to tak łatwo jest uniknąć grzechu. Grzeszna byłaby już sama taka zarozumiałość, podług słów św. Jana Apostoła: „Jeślibyśmy rzekli, że nie mamy grzechu, sami siebie zwodzimy i prawdy w nas nie masz” (1 Jan 1, 8).

  2. Niechaj więc nikt się nie łudzi i nie zwodzi siebie! Nikomu też niechaj się nie wydaje, że czyste jego serce zabezpiecza go całkowicie od wszelkich pokus. Boć ów kusiciel tylko czyha i właśnie najpodstępniej godzi na ostre w tych, co w jego oczach najpilniej unikają grzechu. Czyżby on bowiem mógł komuś oszczędzić swych zasadzek? On, co poważył się samego Pana Majestatu wziąć na swą zdradziecką próbę? Widział przecież, że Pan Jezus, przyjmując chrzest, pokorą swoją podeptał jego pychę; zrozumiał też dobrze, że post 40-dniowy i pożądliwość cielesna wyłączają się całkowicie wzajemnie. Mimo wszystko zły duch nie zwątpił w skuteczność swych złośliwych sztuczek. Przekonany o prawdziwym jego człowieczeństwie tak dalece stawiał na zmienność ludzkiej natury, że jednak liczył na możliwość doprowadzenia go do grzechu. Jeżeli więc szatan nie zaniechał próby usidlenia zdradliwym podstępem samego Pana i Zbawiciela naszego, o ileż bardziej będzie liczył na pokonanie nas, słabych? Tym nienawistniej zaś i zajadlej będzie nas ścigał, że wyrzekliśmy się go na chrzcie, że z istot, podległych jego panowaniu, staliśmy się „nowym stworzeniem”, odrodzonym w Bogu. Póki życia w naszym ciele, prawróg nasz nigdzie nie zaprzestanie zakładać obieży grzechowych; najbardziej zaś wtedy będzie się srożył przeciw „członkom Chrystusa”, kiedy oni mają obchodzić najświętsze tajemnice. Słusznie tedy nauka natchniona przez Ducha Św. w ten sposób wychowuje lud chrześcijański, że wszystkim i każdemu z osobna każe przygotowywać się do święta Paschy 40-dniową wstrzemięźliwością. Już ta własność postu, że oczyszcza człowieka, pociąga nas swym zbawiennym działaniem i zniewala do zamiłowania w wytkniętej pracy nad opanowaniem siebie. Im bowiem świętszym życiem w tych dniach będzie się kto mógł wykazać, tym bardziej oddanym czcicielem Paschy Pana znaleziony będzie.
  3. A przeto w okresie świętych postów pełnijmy obfitszą miarą uczynki miłosierdzia. Czyńmy dobrze wszystkim a zwłaszcza tym, którzy jednej wiary są z nami (Gal. 6, 10) I rozdawanie jałmużny wzorujemy na dobroci Ojca Niebieskiego; a „sprawia On, że słońce jego wschodzi na dobrych i złych, i spuszcza deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt. 5, 45). Choć więc naszym obowiązkiem jest wspierać przede wszystkim biedotę wśród wiernych, to jednak i niedoli tych współczuć należy, co jeszcze nie otrzymali Ewangelii. Boć we wszystkich powinniśmy miłować to, co nas jednoczy tj. wspólną nam naturę. Ta wspólnota ma nas dobrze usposobić nawet wobec tych, co w jakiejkolwiek służebnej zależności od nas pozostają, zwłaszcza zaś, gdy odrodzeni są tą samą łaską i odkupieni tą samą ceną krwi Chrystusowej. Boć i to mamy z nimi wspólne, że stworzeni jesteśmy na obraz i podobieństwo Boże. Nie różnią się oni od nas pochodzeniem krwi, nie różnią się też odrodzeniem duchowym. Ten sam Duch Św. ich i nas uświęca, w tej samej wierze żyjemy, do tych samych garniemy się sakramentów. A nie lekceważmy sobie tej jedności jakby jakiegoś drobiazgu bezwartościowego; taka wspólnota to nie mała rzecz! Już sama ta myśl, że korzystamy z usług i poddaństwa tych, z którymi razem podzielamy poddaństwo i służbę u jednego Pana, winna łagodząco wpływać na całe nasze zachowanie wobec nich! Gdyby więc nawet ciężko ci lub owi pośród nich obrazili swych panów, niechże w tych dniach pojednania otrzymają przebaczenie! Niech zmiłowanie zastąpi surowość, przebaczenie usunie mściwość. Wszystkich zwolnić należy spod straży, nikogo nie zatrzymywać pod kluczem! Boć ten tylko może liczyć u Boga na odpuszczenie grzechów własnych, kto innym ich winy odpuści. To jest właśnie warunek, pod którym Bóg swoje miłosierdzie przyrzekł (Mat. 6, 13—78, 35). Niech zgasną tedy zarzewia niezgody i starte będą ościenie nieprzyjaźni, niech ustąpi zawiść, zniknie zawziętość! Natomiast wszystkich „członków Chrystusa” (I Kor. 6, 15) obejmie jedna związka miłości: „Błogosławieni bowiem pokój czyniący; oni synami Bożymi nazwani będą” (Mt. 5, 9). Nie tylko „synami”, ale „dziedzicami”, i to „współdziedzicami” tego Chrystusa (Rzym, 8, 17), który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Przenośnia wzięta tu jest ze zwierciadła, wykonywanego u starożytnych z miedzi i cynku.

Tags: św Leon Wielki Wielki Post post
2021-02-20

Mowa 40 na Wielki Post – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 174–179.

  1. Najmilsi! Wprawdzie już sam powrót okresu przedwielkanocnego ustalonego prawem, przynosi nam ten nakaz, abyśmy pościli przez dni 40; ale i naszą powinnością jest dodać zachętę. Za łaską Pana nie będzie ona ani bez pożytku dla ospałych, ani uciążliwą dla gorliwych. Boć skoro te dni w szczególniejszy sposób przeznaczone są na spotęgowanie sumienności w pełnieniu zadania religijnego, jestem święcie przekonany, że nie masz między wami takiego, co by z radością nie przyjął pobudki do dobrego dziela. — Zmienna jest natura nasza, dopóki pozostaje pod władzą śmierci; chociażby ona osiągnęła najwyższe jakich cnót szczyty, zawsze jednak już to upaść może, już to podnieść się jeszcze wyżej. Jest to nawet cechą rzetelnej sprawiedliwości doskonałych, że nigdy nie uważają oni siebie za już doskonałych; gdyby bowiem spuścili z oczu cel niedokończonej jeszcze pielgrzymki ziemskiej, mogliby snadnie właśnie wtedy narazić się na niebezpieczeństwo upadku, kiedy ustali w dążeniu do postępu. Ponieważ nikt z nas, najmilsi, nie jest tak doskonały i święty, żeby nie mógł coraz więcej doskonalić się i uświęcać, wszyscy przeto w ogóle, bez względu na różnice stopni i na jakość zasług, od już zdobytych do jeszcze nieosiągniętych biegnijmy ze zbożną zachłannością; wychodźmy ciągle naprzód koniecznym zwiększeniem dobrych czynów poza już sobie przyswojoną miarę. Kto w tych zwłaszcza dniach nie okaże większej gorliwości w służbie Bożej, ten widocznie niezbyt jest religijnym w innym czasie.
  2. W porę tedy ozwały się dla uszu naszych te słowa Apostoła, dopiero co przeczytane z jego przepowiadania: — „oto teraz czas pożądany, oto teraz dzień zbawienia” (2 Kor. 6, 2). Czyż bowiem może być coś nad ten czas bardziej godne pożądania i od tych dni zbawienniejsze, kiedy wypowiada się walkę błędom, a wzrasta we wszystkich cnotach? Zawsześ co prawda, duszo chrześcijańska, winna była mieć się na baczności wobec wroga twego zbawienia i udaremniać jego zasadzki. Teraz jednak jeszcze więcej strzec się musisz i działać przezorniej, bo i nieprzyjaciel twój sroższą teraz pała nienawiścią. Toć teraz właśnie po całym świecie wytrąca się mu z ręki berło zadawnionego panowania i odbiera niezliczony „sprzęt zdobyczny”. Całe gromady wszelkiej narodowości i języka wyrzekają się straszliwego łupieżcy. Po wszystkiej ziemi tysiące tysięcy ludzi przygotowuje się do odrodzenią w Chrystusie; nie masz już takiego stanu, co by nie powstawał przeciw jego tyranii. Ze zbliżaniem się zaś tego dnia, w którym oni mają stać się „nowym stworzeniem”, wyrzuca się z nich precz władającego nimi ducha złości 1. Zgrzyta więc nienawistnie pozbawiony łupu niegodziwiec i stara się powetować sobie nowym zyskiem prawo, jakie mu się z rąk wymyka. Niezmordowanie i bez wytchnienia poluje na owieczki, niebacznie oddalające się od świętej owczarni, starając się na stromych zboczach rozkoszy i urwiskach rozwiązłości doprowadzić je do zguby. Rozognia gniewy, syci zawiści, zaostrza pożądliwości, wyszydza wstrzemięźliwych, łechce podniebienia smakoszów.
  3. Czyż taki bowiem nie śmiałby kogo zaczepić — on, co do samego Pana naszego, Jezusa Chrystusa, ważył się przystąpić, próbując swych podstępów? Opowiadanie ewangeliczne jasno nam przedstawiło 2, że Zbawiciel nasz, Bóg prawdziwy, po 40 dniach i nocach poszczenia, zaczął łaknąć odczuwając głód, podobnie jak my, słabe istoty. Chciał w ten sposób okazać też w pełni prawdziwe swoje człowieczeństwo, z góry zapobiegając wszelkim co do tego bezbożnym mniemaniom i błędom.

    Wtedy szatan ucieszył się, że znalazł w nim oznaki natury, podległej cierpieniu i śmierci, że zaś najbardziej obawiał się mocy Pana, potęgę jego wystawił na próbę, mówiąc: „jeśliś jest Synem Bożym, rozkaż, aby te kamienie stały się chlebem* (Mt. 4, 3). Wszechmogący mógł oczywiście jego żądanie spełnić, boć zapewne nic łatwiejszego, jak żeby na rozkaz Stworzyciela wszelkie stworzenie przybierało taką postać, jakiej On sobie życzy; tak było np. na owych godach małżeńskich: skoro tylko zechciał, przemienił wodę w wino (Jan 2, 1). Ale tutaj postanowieniom Pańskim, powziętym dla naszego zbawienia, przystało raczej udaremnić chytrość rozpysznionego wroga nie tyle siłą Bóstwa, co tajemnicą pokory. Po przepędzeniu zaś szatana, kiedy wszystkie fortele zwodziciela spełzły na niczym, „przystąpili do Pana i służyli Mu aniołowie" (Mt. 4, 11). Wśród podstępnych nagabywań szatańskich miała się okazać szczerze ludzka natura, w usługiwaniu zaś świętych aniołów ujawnić bóstwo tego, co i rzeczywistym człowiekiem i prawdziwym jest Bogiem. Niech zadrżą tedy synowie i wychowankowie szatana, ci, co to będąc jadu wężowego pełni, uwodzą ludzi prostodusznych! Przeczą oni temu, że w Chrystusie były rzeczywiście obie prawdziwe natury, odzierając w nim albo Boga z człowieczeństwa 2, albo człowieka z bóstwa 3. A przecież jeden i drugi fałsz ich twierdzenia rozbija się tak oczywiście o dowód tych jednoczesnych zdarzeń: odczuwanie głodu cielesnego okazało dobitnie pełną ludzką naturę, usługiwanie zaś aniołów ujawniło pełne bóstwo.

  4. Najmilsi, pouczył nas Zbawiciel, że „nie samym chlebem żyje człowiek, ale i wszelkim słowem Bożym” (Łk. 4, 4; Mt. 4, 4; Dt. 8, 3). Słuszna przeto, aby lud chrześcijański więcej tęsknił za pokarmem słowa Bożego niż za dosytem chleba. Ochotnym i radosnym sercem rozpoczyńajmy ten uroczysty post w duchu wiary. Obchodźmy go nie jałową głodówką, do jakiej zmusza nas nierzadko już to jakieś niedomaganie fizyczne, już to niesmak przesytu — jeno szczodrą wolą czynienia dobrze. — Bądźmy jednymi z tych, co o których sama Prawda powiada: „błogosławieni ci, co łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” (Mt. 5, 6). Zasmakujemy w uczynkach miłosierdzia. Nasycajmy się pokarmem, odżywiającym na wieczność! Nakarmienie ubogich z darów naszych oto niech będzie nasza przyjemność; przyodzianie nagich niezbędną im odzieżą — oto radość nasza! Dajmy odczuć nasze ludzkie współczucie chorym, przykutym do łoża boleści, niedołężnym kalekom, znękanym wygnańcom, opuszczonym sierotom, w smutku i troskach pogrążonym wdowom. By zaradzić ich wszystkim potrzebom, winien każdy wnosić cząstkę własną, swojej dobrej woli. Kto wielkie ma serce, temu środków nie zabraknie nigdy! Boć nie od wielkości majątku zawisła miara współczucia i miłości bliźniego. W dobrą wolę bogaty nawet przy małych zasobach potrafi się zasłużyć. — Zapewne nakład bogatych większy będzie niż mniej zamożnych, ale owoc z ich uprawy nie będzie się różnił, jeśli z jednakową pielęgnowany jest miłością.
  5. Istnieją jednak także, najmilsi, inne korony cnót wspaniałych, po które w tej tak sposobnej do pełnienia dobrych uczynków dobie sięgać można nawet bez uszczuplenia spichrzów i bez ofiar pieniężnych: poskromić np. własną swawolę, wyrzec się pijaństwa, ująć żądze cielesne w karby czystości; albo też przekuć zawiść na miłość, pojednać się z wrogiem, opanować spokojem swoją popędliwość i wyrozumiale darować krzywdę; albo wreszcie taki wdrożyć obyczaj między chlebodawcami a służbą, żeby pierwsi nie dawali odczuwać dotkliwie swej władzy, druga natomiast sama z siebie powolniejsza była rozkazom. Oto jest postępowanie jednające nam miłosierdzie Boże i przebaczenie grzechów, oto przygótowanie do zbożnego obchodu chwalebnej uroczystości Zmartwychwstania. Przykładem takiego zachowania, uświęconym dawną już tradycją, świecą nam sami pobożni cesarze rzymskiego imperium. Skłaniają oni pokornie swą władzę i majestat w hołdzie przed tajemnicą Męki i Zmartwychwstania Pańskiego. — Łagodząc surowość swoich ustaw, uwalniają z kajdan wielu ciężkich przestępców 4. — Łaskawość ich, wzorowana w tej porze zmiłowań Pańskich na Niebios dobroci, to hasło do ubiegania się o nią dla wszystkich. Niech tedy i narody chrześcijańskie idą w ślady swych władców i do łaskawości w swym życiu domowym pobudzają się królewskimi przykłady! Nie godzi się bowiem, aby prywatny wymiar sprawiedliwości był surowszy niż publiczny. (Raźno zatem do dzieła!) Niech będą winy odpuszczone i prysną kajdany niewoli, urazy do cna wymazane, a żądza zemsty precz wyklęta! Łaska Boża i łaskawość ludzi sprawi, że wszyscy — wszyscy jak jeden mąż, wejdą w progi uroczystych świąt rozradowanym, wolnym od win sercem! Przez tego Para naszego, Jezusa Chrystusa, który z Ojcem i z Duchem Świętym żyje i króluje, jako Bóg w wieczności nieskończonej. Amen.

Footnotes:

1

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa nawróconym do wiary i dostateczne przygotowanym udzielano Chrztu św. w Wielką Sobote.

2

Mt. 4, 1—11. Tę samą perykopę ewangeliczną czyta do dzisiaj Kościół na niedziele pierwszą Postu.

3

Tak uczyli psilantropiści (Cerynt, Artemon) i Nestoriusz.

4

Por. rozporządzenie Walentyniana z r. 385: „Ubi primum dies paschalis exstiterit, nullum teneat carcer inclusum, omnium vincula dissolvantur” (Ccd. Iust.: De episcopali audientia, lib. I, ut. 4). Por. też Cod. Theod, lib. IX, tit. 28: „De indulgentiis criminum”.

Tags: św Leon Wielki Wielki Post post herezja
2021-02-19

Mowa 39 na Wielki Post – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 169–174.

  1. Naród żydowski z wszystkimi pokoleniami Izraela — znalazł się kiedyś dla grzechów swoich i obrazy Boga pod ciężkim jarzmem Filistynów (por. Ks. Sędziów 10, 7…). Historia święta świadczy, że chcąc pokonać nieprzyjaciół, odradzał siły ducha i ciała nałożonym sobie postem (por. 1 Król. 7, 6…). Zrozumiał bowiem, że na tę ciężką i twardą niewolę zasłużył sobie zaniedbaniem przykazań bożych i zepsuciem obyczajów i że próżne będą jego porywy orężne, jeśli naprzód nie zwalczy własnych błędów. Uciekł się wtedy do surowego środka umartwienia i nałożył sobie wstrzemięźliwość od pokarmów i napojów. By wrogów pokonać, naprzód w sobie przezwyciężył chuć obżarstwa. Skutek zaś tego był taki, że srodzy przeciwnicy i okrutni władcy musieli ulec niedojadającym, tym, których przedtem, pogrążonych w dosycie, ujarzmili.

    I my, najmilsi, my, co przeżywamy wiele przeciwności i wojen, stosujmy do siebie podobne leczenie, skoro podobnie zaradzić sobie chcemy. Boć nasza dola niczym prawie nie różni się od ich sprawy: ich napastowali wrogowie zewnętrzni, nas przede wszystkim duchowi. Jeżeli tych zwalczymy, naprawiając za łaską Bożą własne obyczaje — ulegnie nam także siła wrogów zewnętrznych. Poprawa nasza odbierze im tę przewagę, która ciąży nad nami nie tyle z ich zasługi, ile z winy naszej.

  2. Skoro tedy wiemy, najmilsi, że prócz zwycięstwa nad sobą nie ma dla nas innej drogi do pokonania nieprzyjaciół, jednajmy sobie pomoc niebieską zachowaniem przykazań Bożych, abyśmy zdolni byli zwalczyć wszystkich wrogów naszych. Ileż to walki toczy się w nas samych! „Ciało pożąda przeciw duchowi, a duch przeciw ciału” (Gal. 5, 17). Jeśli w rozterce tej biorą górę żądze cielesne, dusza traci własną godność. Gdy ona, której rządzić przystało, idzie w niewolę, nieobliczalne wynikają stąd szkody. Jeśli natomiast duch, powolny swemu boskiemu rządcy, jedynie w niebieskich darach widzi swe szczęście, depce zaś powaby ziemskich rozkoszy i nie pozwala grzechowi panować w swej śmiertelnej powłoce cielesnej, to rozum dzierży wtedy kierownicze wodze i żadna ułuda nie podkopie jego obronnych szańców. Gdy ciało powolne jest duchowi, a duchem Bóg steruje, prawdziwy pokój i prawdziwa wolność stają się udziałem człowieka. Co prawda w każdym czasie takie usposobienie ducha jest zbawienne: zawsze czujnych wrogów nieustanną pokonywa się gotowością. Teraz jednak należy wzmocnić i gorliwość, i bystrą ostrożność, kiedy i przeciwnicy najwyszukańsze stosują podstępy.

    Wiedząc, że nastają święte dni Wielkiego Postu i że przez jego zachowanie odpokutowuje się wszystkie przeszłe lenistwa i dostępuje odpuszczenia zaniedbań, wytężają oni całą swą złośliwość, aby ci, co mają święcić Wielkanoc, bodaj w czymś jednym nie byli czyści, i aby to, co winno wyjednać przebaczenie, było im okazją nowej obrazy Boga.

  3. Wstępując w okres 40-dniowego postu, a więc gorliwszej służby Bożej, sposobmy dusze nasze do walki z pokusami, rozpoczynamy bowiem bój o świętą sprawę. Pamiętajmy przede wszystkim, że im gorliwiej dbać będziemy o zbawienie, tym silniej będą uderzać na nas przeciwnicy. Ale od przeciwników mocniejszy jest ten, co „mieszka między nami”. Siła nasza z niego, jego mocy ufamy! Wszak dlatego pozwolił Pan wwieść siebie na pokuszenie, abyśmy pomocą Jego wspierani wzorowali się na Jego przykładzie. Pokonał on przeciwnika, jak słyszeliście (z Ewangelii Mt. 4, 1—2) — nie tylko swoją mocą potężną, ale świadectwami Zakonu. W ten sposób chciał podnieść czynnik ludzki, a wrogi mu zgnębić tym mocniej, że nieprzyjaciel rodzaju ludzkiego doznał klęski, jak gdyby już nie tyle od Boga, co od człowieka. Podjął on walkę onego czasu, abyśmy ją podejmowali po wsze czasy; zwyciężył, aby nam dać przykład, jak zwyciężać mamy. Nie masz bowiem, najmilsi, zahartowanej cnoty bez ognia pokus, wiary bez probierza, walki bez wroga, zwycięstwa bez starcia się!

    Życie nasze na ziemi roi się od zasadzek i pełne jest potyczek. Kto nie chce wpaść w pierwsze, musi czuwać, kto chce wyjść zwycięsko z drugich, musi podjąć walkę. Dlatego ów wielki mędrzec, Salomon, powiada: „Synu, przystępując do służby Bożej, przygotuj duszę swą na pokusę” 1. Mąż ten, mądrości Bożej pełen, rozumiał, że nie masz zbożnej gorliwości bez ciężkiej walki. Widząc zaś jej niebezpieczeństwa, przestrzega przed nimi bojownika; nieuświadomionego bowiem łatwiej byłoby zranić nacierającemu.

  4. Toteż my, najmilsi, wychowani w świetle boskiej nauki, idziemy obecnie w bój, zdając sobie sprawę z tego, jakie czekają nas zapasy. Posłuchajmy, co mówi Apostoł: „Bojowanie nasze nie jest przeciwko ciału i krwi, ale przeciw książętom i władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw duchownym złościom tego podniebia” (Efez. 6, 12). Nie zapominajmy, że ci wrogowie nasi uważają wszystko, co dla naszego zbawienia staramy się czynić, za atak przeciwko sobie. Boć między nami i nimi istnieje zastarzała przepaść, powstała z zarzewia diabelskiej zawiści o to, że oni postradali te dobra, których my stajemy się uczestnikami za łaską Bożą. Stąd nasze usprawiedliwienie jest dla nich prawdziwą męką. Nasze podnoszenie się to ich klęska, nasz powrót do zdrowia to ich choroba. Co dla nas lekiem, dla nich ciosem, gojenie się blizn naszych im zadaje rany. „Stójcież tedy”, najmilsi, jak mówi Apostoł, „przepasawszy biodra wasze prawdą i obuwszy nogi w gotowość ewangelii pokoju, a do tego wszystkiego ujmijcie tarczę wiary, którą byście mogli zgasić wszystkie strzały ogniste złośnika. Weźmijcie też przyłbicę zbawienia i miecz ducha, którym jest słowo Boże” (Efez. 6, 14). Oto, najmilsi, w jak potężną zbroję, w jak niezrównane środki obronne zaopatrzył nas wódz tylu triumfami znamienity i niezwyciężony mistrz chrześcijańskiego bojowania. Przepasał nam biodra rycerskim pasem czystości, obuł nogi rzemieniem pokoju; boć nieprzepasany żołnierz szybko ulega wabikowi wszeteczeństwa, a nieobutego snadnie może wąż ukąsić. Puklerz wiary dał dla osłony całego ciała, na głowę włożył przyłbicę zbawienia, prawicę w miecz tj. w słowo rzetelnej prawdy zaopatrzył. W ten sposób duchowy walecznik nie tylko zabezpieczony jest od razów, ale też sam może razić przeciwnika.
  5. Ufni więc, najmilsi, w taką zbroję, dziarsko i bez trwogi stawajmy w czekające nas szranki. Nie upatrujmy jedynego celu tych postnych zawodów w powstrzymywaniu się od pokarmów. Nie dość jest wycieńczać ciało, nie zasilając jednocześnie ducha. Trapiąc nieco „zewnętrznego człowieka”, należy odżywiać „wewnętrznego”; uszczuplając sytość ciała, krzepić ducha dosytem niebieskim. Niech każdy chrześcijanin wejdzie w siebie i ściśle roztrząśnie tajniki swego serca.

    Niech sprawdzi, czy nie tkwi w nim jakaś uraza, nie zagnieździła się chciwość. Czystością niechaj wyżenie wszelką niewstrzemięźliwość i światłem szczerości tropi zakamarki obłudy; z nadętej pychy niech otęchnie co prędzej, od gniewnej zawziętości opamięta się, strzały szkodnictwa połamie, język zazdrosny okiełza. Niechaj ustaną zemsty i w niepamięć pójdą zniewagi. Słowem, „wszelki szczep, którego nie szczepił Ojciec Niebieski, niech będzie wykorzeniony” (Mt. 15, 13).

    Wtedy bowiem ziarna cnót znajdą w nas żyzną glebę, gdy z serca wyrwiemy wszelkie chwasty świata. Jeśli więc kto pałał zemstą, wtrącił kogo do więzienia lub wziął w kajdany niewoli, niechaj go zwolni co prędzej, nie tylko gdyby ten niewinnie cierpiał, ale nawet gdyby zdawał się zasługiwać na karę. Wtedy śmiało będzie mógł powtarzać słowa modlitwy Pańskiej: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” (Mt. 6, 12). Ze wszystkich prośbę tę w szczególniejszy sposób Pan kładzie nam na serce, tak jakby od spełnienia zawartego w niej warunku wysłuchanie całej modlitwy zależało. „Bo jeśli — dodaje — odpuścicie ludziom ich grzechy, odpuści też Ojciec wasz Niebieski grzechy wasze. Lecz jeśli nie odpuścicie ludziom, ani Ojciec wasz nie odpuści grzechów waszych” (Mt. 6, 14).

  6. A więc, najmilsi, pomni na własną słabość — boć tak łatwo w przeróżne grzechy upadamy — nie lekceważmy sobie tego wspaniałego środka i przeprowadzenia tak skutecznej kuracji ran naszych. Bądźmy wyrozumiali, chcąc, aby dla nas miano wyrozumienie! Przebaczajmy, ponieważ sami potrzebujemy przebaczenia! Nie pragnijmy pomsty, gdy sami błagamy o litość! Nie bądźmy głusi na jęki nędzarzy! Potrzebującym miłosierdzia śpieszmy z ochotną pomocą, abyśmy dostąpili miłosierdzia w dzień sądu! Kto takie udoskonalenie będzie gorliwie zdobywał sobie za łaską Bożą, ten spełni post sumiennie. Wolny od kwasu starej złości, w przaśnikach szczerości i prawdy (l1 Kor. 5, 8), będzie obchodził błogosławioną Wielkanoc. Poprzez odnowioną jego duszę popłynie godnie radość życia z tajemnicy zbawienia ludzkiego. Przez Chrystusa, tego Pana naszego, który z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Ekl. 2, 1. Por. 2 Tym. 3, 12. Nie Salomon zatem, jeno syn Syracha z Jerozolimy jest autorem tego powiedzenia. Napisał on swoją księgę pt. „Meschalim”, tj. Powiedzenia, sentencje. Ok. r. 200 przed Chr.

Tags: św Leon Wielki Wielki Post post
2020-12-22

Mowa 20 na post grudniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 66–70.

  1. Najmilsi! Zbawiciel nasz, podejmując dzielo naprawy ludzi przydziałami miłosierdzia Bożego, taki nadał mu bieg, że Ewangelia łaski miała zdjąć łuskę formalną z Prawa, nie burząc istotnej treści jego ustaw. Dlatego mamy ściśle stosować się do owego orzeczenia Pana, że nie przyszedł rozwiązywać Zakonu, jeno go wypełnić (Mt. 5, 17). I my zatem, jak tylko za łaską Bożą potrafimy, winniśmy tej zasadzie służyć. Wiemy dobrze, że niczego z ustaw Starego Przymierza nie wolno nam uznawać za zbędne, starannie, oczywiście, odróżniając to, co było w nich przejściowe — aktualne tylko do czasu spełnienia się spowitych w nie symbolicznych zapowiedzi — od tego, co już w założeniu otrzymało cechę stałego nadal trwania. Doboru więc pokarmów i obiat ofiarnych, obrzezania ciała, rytualnych licznych oczyszczeń i obmyć, nie potrzeba dzisiaj zachowywać, nawet w ich figuralnym (symbolicznym) znaczeniu, ponieważ już dokonało się to, co one zapowiadały. Natomiast przykazania i przepisy moralne pozostają tak, jak były wydane, ponieważ poza swym znaczeniem dosłownym nie zawierają innych zapowiedzi. Duch pobożności chrześcijańskiej mnoży je i potęguje, nie zaś zmniejsza i usuwa 1. A więc jednakowo wysoko stawiamy tak na podstawie Starego Zakonu, jak Ewangelii, takie przykazania, jak „będziesz milował Boga i bliźniego, czcij ojca i matkę swoją, nie będziesz miał bogów cudzych przede mną…” i wszystko inne, co jest albo groźbą zakazane, albo pod obietnicą nakazane. Starego Zakonu sprawiedliwości wcale nie uszczuplamy, chociaż tyle mu przybyło z Nowego Prawa łaski. Stąd też słusznie Apostołowie ustalili w swych zarządzeniach, aby pozostawić w swej sile dawne tak pożyteczne posty i żeby Kościół przejął do swej praktyki wstrzemięźliwość, jako sposób uświęcenia, mimo że tyle ma swoich zwyczajnych środków pokutnych. Komu bowiem dano pełnić większe rzeczy, nie przystoi nie zachowywać mniejszych.
  2. Tak jasną przeto mając naukę, najmilsi, zaliczamy też do przykazań kościelnych post grudniowy. Ogłaszamy go wam, pobożni słuchacze, podług zwyczaju. Boć doskonała pobożność i doskonała sprawiedliwość domaga się, aby za ukończone żniwa Bogu podziękować i złożyć Mu razem z świętą ofiarą wstrzemięźliwości także i ofiarę miłości bliźniego. Wolno każdemu cieszyć się z urodzajów, wolno radować oczy widokiem pełnych gumien, niech jednak tę jego radość z obfitości mogą podzielać i ubodzy. Bujność łanów zbożowych, nabrzmiałość gron winnych, urodzajność drzew, plenność zwierząt, oto wzór dla dusz przynoszących owoc. Z tego, co ziemia name dała, niech dają serca nasze, abyśmy mogi powiedzieć o sobie z prorokiem: „ziemia (nasza) dała swoj owoc” (Ps. 66, 7). Bóg bowiem, prawdziwy i najwyższy siewca, darzy nie tylko ziemskie, ale i duchowe owoce i umie prowadzić sadzonki i szkółki jednych i drugich. On sprawia, że nasiona, rzucone w ziemię, plonują, On także sprawia, że ziarna cnót, rzucone w serca ludzkie, owocują. Jedne i drugie pochodzą z jednej opatrznościowej ręki, jedne i drugie też mają w nas zmierzać do jednego dzieła. Nic bowiem lepiej nie odpowiada szlachetności natury człowieka, stworzonego na obraz i podobieństwo Boże, jak gdy naśladuje dobroć swego Stwórcy, miłościwego wprawdzie dobroczyńcy, ale i sprawiedliwego w wierzyciela, co domaga się swego. Pragnie On, żebyśmy z Nim współpracowali. Wprawdzie my nie możemy niczego stworzyć, ale możemy włodarzyć tym, co z łaski otrzymaliśmy Bożej. Wzięliśmy dobra ziemskie nie po to, żeby one tylko zaspokajały i nasycały przyjemności zmysłów. Inaczej wcale byśmy się nie różnili od bydląt i dzikich bestii. Nie baczą ci one na to, co innym potrzeba, jeno chodzić umieją koło siebie i swego potomstwa.
  3. Zwierzęta, nie mając rozumu, nie mają też światła przykazań. Nie wziąwszy rozumu, nie pojmują też prawa. Gdzie natomiast działa światło rozumu, tam może kwitnąć karność, i Bogu, i bliźniemu dłużna miłością. Jedynie bowiem w ten sposób człowiek może wykazać, że jest naprawdę sobie samemu życzliwy, gdy będzie ponad siebie miłował tego, komu zawdzięcza swą naturę, i jak siebie samego tych, co mu są równi co do natury swojej. Słusznie (powiedziane jest), że na tych dwóch przykazaniach cały zakon zawisł i prorocy (Mt. 22, 40), słusznie wszystkie tak obszerne nauki (Pisma świętego) całkowicie streszczone są w krótkości tych niewielu słów: będziesz miłował Boga, będziesz miłował bliźniego. Wzór miłości bliźniego mamy w miłości Boga względem nas. Bóg nawet dla złych ludzi jest dobry, darami swej łaskawości obsypuje nie tylko swych czcicieli, ale i tych, którzy Go zaprzeczają! Miłujmy tedy bliskich nam, miłujmy i obcych! Co przyjaciołom z wzajemnego obowiązku, nieprzyjaciołom świadczmy z szlachetnej hojności! A chociaż drapiestwa niejednego żadna ludzkość nie zdoła ułagodzić, to jednak dobre uczynki nie pozostaną bez owocu. Dobroczyńca nigdy nie traci, nawet gdy niewdzięcznemu daje. Od czynienia dobrze, najmilsi, nikomu nie wolno stronić, niech przeto nikt nie wymawia się swoją niezamożnością, twierdząc jakoby nie mógł wspomagać bliźniego, bo sobie ledwie wystarcza. Wielką rzecz uczyni, gdy z tego niewiela, jakie posiada, zdobędzie się na ofiarę. Na szali sprawiedliwości Bożej waży nie ilość podarków, jeno wielkość ducha. Ewangeliczna wdowa dwa pieniążki zaledwie włożyła do skarbonki, a jednak przewyższyła dary wszystkich bogaczów (Mar. 12, 42). U Boga najmniejsze dzieło miłości nie jest bez ceny i żaden uczynek miłosierdzia bez owocu. Nie jednakowo On wprawdzie ludzi uposażył, ale jednakowego od wszystkich żąda serca. Niechaj każdy sam ocenia stan swego posiadania; kto więcej otrzymał, więcej niechaj daje.

Wstrzemięźliwość wiernych niech staje się chlebem ubogich, a co sobie kto ujmie, niech obróci na korzyść biednego. Aczkolwiek bowiem wstrzemięźliwość wiele daje duszy i ciału, to jednak same posty mało przyniosą pożytku, jeśli ich nie uświęcą uczynki miłosierdzia. Wszak jałmużny posiadają jakby chrzcielną moc; jak woda gasi ogień, tak „jałmużna gasi grzechy”. Ten sam Chrystus żąda od nas: „omyjcie się, czystymi bądźcie” (Iz. 1, 16), który rzekł: „dajcie jałmużnę, a oto wszystkie rzeczy są wam czyste” (Łk. 11, 41), aby nikt nie obawiał się i nie wątpił, że może odzyskać otrzymaną w sakramencie odrodzenia jasność duszy, kto, nawet wiele grzechów mając na sumieniu, stara się oczyścić pojednawczą mocą jałmużny!

Footnotes:

1

Por. Mowy 17, 1 i 92, 1.

Tags: św Leon Wielki post suche dni Adwent miłość bliźniego jałmużna
2020-12-21

Mowa 19 na post grudniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 63–66.

  1. Kiedy Zbawiciel pouczał uczniów swoich, a w Apostołach cały swój Kościół, o przyjściu królestwa Bożego i o końcu czasów tego świata, mówił do nich: „A miejcie się na pieczy, aby kiedy nie były obciążone serca wasze obżarstwem i opilstwem i troskami tego żywota” (Łk 21, 34). Przestroga ta, najmilsi, nas oczywiście dotyczy, nam bowiem jest niewątpliwie bliskim ów dzień przepowiedziany, choć zakryty. Każdy człowiek powinien być przygotowany na jego przyjście, aby on nikogo nie zastał albo oddanym brzuchowi, albo pogrążonym w doczesnych troskach. Codziennym doświadczeniem to możemy stwierdzić, umiłowani moi, że sytość ciała przytępia bystrość umysłu, a obfitość pokarmów. zmniejsza żywość usposobienia. Przyjemności stołu przynoszą tedy szkodę zdrowiu fizycznemu, jeśli roztropnym umiarkowaniem nie ograniczy się żądzy podniebienia i nie odejmie jej tego, co prędzej czy później wywołuje jakąś dolegliwość. Ciało nie może niczego pożądać bez duszy, przez nią czuje ono i rusza się. Ale dusza winna odmawiać niejednego ciału, sobie podległemu, i wewnętrznym nakazem powstrzymywać zewnętrznego człowieka od nieprzystojnych postępków. Wyzwolona jak najbardziej z cielesnych pożądań, powinna duchowo zatapiać się w Bożej mądrości, aby tutaj, gdzie rozgwar ziemskich trosk cichnie, kosztować nieba w modlitwie. Chociaż na ziemi trudno prowadzić takie życie bez przerwy, ale można doń powracać, aby duchowe sprawy zajmowały nas częściej, niż cielesne. Gdy zaś większą część życia poświęcimy tak wzniosłemu zadaniu, to i doczesne nawet sprawy przekształcą się na skarby nieskazitelne.
  2. Tak pożyteczną wstrzemięźliwość nakazują nam zwłaszcza posty kościelne. Z natchnienia Ducha Św. są one tak przez cały rok rozłożone, że każda pora roku niesie nam przykazanie wstrzemięźliwości. Mianowicie na wiosnę mamy post czterdziestodniowy przed Wielkanocą, w lecie przed Zielonymi Świątkami, jesienny post obchodzimy we wrześniu, zimowy zaś w obecnym miesiącu, grudniu. Poznajemy stąd, że wszystko podlega Boskim przykazaniom i że cała przyroda staje do usług słowu Bożemu, by nas pouczać. W ten sposób cztery pory roku, jakby cztery Ewangelie, uczą nas, co mamy głosić i co czynić. „Niebiosa rozpowiadają chwałę Bożą”, powiada prorok, „a dzieła rąk Jego oznajmia firmament. Dzień dniowi opowiada słowo, a noc nocy podaje wiadomość” (Ps. 18, 2). Cóż jest poza tym, przez co nie przemawiałaby do nas Prawda? Jej głos słyszymy w dzień, jej głos słyszymy w nocy. Piękno świata, stworzonego przez jednego Boga, nie przestaje kłaść nam na serce tej wielkiej nauki: poznawajcie Boga z dzieł Jego 1! Służcie nie stworzeniom, jeno Stwórcy wszechrzeczy. Jeśli tedy wstrzemięźliwość wykorzenia wszelkie występki, jeśli, gruntowną będąc, pokonywa wszelkie żądze: chciwości, pychy, rozwiązłości, któż nie zrozumie, jak przemożną obronę mamy w postach? Żądają one, aby powstrzymywać się nie tylko od potraw, ale od wszelkich żądz cielesnych. Zbyteczny byłby trud głodzić się, a nie wyzbywać się woli przewrotnej!! I próżny mozół dręczyć ciało postem, a nie cofać się od zamiaru grzeszenia! Ciała, nie ducha, to post: karcić ciało i trwać w tym, co szkodliwsze jest od wszelkich zbytków. Cóż pomoże duszy, że pozornie odgrywa rolę pani, ale w istocie jest sługą i niewolnicą? Cóż jej pomoże, że cialu swemu niby rozkazuje, ale naprawdę traci swą samodzielność? I rzeczywiście najczęściej musi ona znosić kaprysy swego sługi krnąbrnego, gdy Bogu, Panu swemu, należnej służby nie oddaje. Gdy przeto ciało powstrzymuje się od pokarmów, dusza niechaj powstrzymuje się od błędów! Podług prawa swego królewskiego Pana niechaj sądzi o wszystkim, o co troszczymy się i czego pragniemy na ziemi!
  3. Niechaj pamięta ona, że Bogu przede wszystkim dłużna jest miłość, potem bliźniemu; wszystkie swe pragnienia powinna kierować według tej normy: ani czci należnej Bogu nie uchybić, ani pożytkowi tego, który takim, jak i ona jest sługą. A na czym polega cześć Boga, jeśli nie na upodobaniu sobie w tym, co Bogu się podoba? Na czymżeż ona polega, jeśli nie na tym, że wola nasza nie sprzeciwia się Jego przykazaniu? Jeśli tego chcemy, czego On chce, nasza słaba natura bierze siłę od tego, od kogo samą wolę otrzymaliśmy. „Albowiem Bóg”, jak mówi Apostoł, „sprawuje w was i chcenie i wykonanie” (Fil. 2, 13). Jeżeli tedy człowiek używać będzie dóbr, danych sobie od Boga, na chwałę dającego i powściągnie te pragnienia, o których wie, że mu tylko szkodzić mogą, to ani nie da się unieść pysze, ani złamać nieszczęściu. Powściągnie bowiem w sobie i zawiść złośliwą, i rozwiązłość nieczystą, i gniewną zapalczywość, i mściwą żądzę. A w ten sposób oczyści się prawdziwym postem i zasmakuje w nieskazitelnych uciechach. Będzie on umiał przetwarzać na skarb niebieski nawet ziemskie bogactwa, zużywając je na duchowe cele; mianowicie nie dla siebie gromadząc, co otrzymał, jeno pomnażając z dnia na dzień swoje posiadanie (w niebie) przez to, co innym rozdaje. Dlatego upominamy was, najmilsi, ojcowskim sercem: czyńcie ten post grudniowy owocnym dla siebie przez hojne jałmużny, radując się, że waszą ręką Pan biednych swoich karmi i przyodziewa! Mógłby zapewne im także udzielić tych środków. których wam udzielił. W niewysłowionym jednak miłosierdziu swoim wolał, aby oni uświęcali się przez znoszenie niedostatku, wy zaś przez świadczenie miłosierdzia 2. W środę przeto i w piątek pośćmy, w sobotę zaś odprawiajmy wigilie u św. Piotra, aby i modły nasze, i posty, i jałmużny swoimi prośbami wesprzeć raczył u Jezusa Chrystusa, tego Pana naszego, który z Ojcem i z Duchem Świętym żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Por. Rzym. 1, 20.

2

Por. Mowa 16, 1.

Tags: św Leon Wielki post suche dni Adwent
2020-12-19

Mowa 18 na post grudniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 59–62.

  1. Najmilsi! Z powrotem pewnych dni i pór roku wracają też ciągle na nowo podawane nam środki, ustanowione przez Boga dla uświęcenia dusz i ciał naszych; powtarzają się one dlatego, aby już same lekarstwa przypominały nam nasze słabości. Boć zmienna i śmierci skutkiem grzechu podległa natura ludzka tym więcej do zległo jest skłonna im więcej wrażliwa na wszystko co zmysłowe, mimo że i odkupiona została i przez chrzest święty odrodzona. Pożądliwość cielesna o całkowitą przyprawiłaby ją zgubę, gdyby nie siła i pomoc duchowa. Niebezpieczeństwo upadku nigdy jej nie przestanie zagrażać; by stać jednak ma zawsze na czym się wesprzeć. Stwierdzają to słowa Apostoła; „Wierny jest Bóg, On nie dopuści kusić was nad to, co możecie, ale razem z pokusą i wyjście z niej zrządzi, abyście wytrzymać mogli” 1. Ale chociaż sam Pan osłania swych bojowników, chociaż będąc „możnym na walce” (Ps. 23, 8) dodaje odwagi swemu wojsku, mówiąc: „nie bójcie się, jam zwyciężył świat” (Jan 16, 33), to jednak trzeba zdawać sobie sprawę, że te zachęty usuwają tylko lęk przed bitwą, ale nie bitwę samą. Powód do walki nie ustaje, mimo że cierń bojaźni stępiony ma oścień. Straszna jest to walka. W walce otwartej w obliczu wszystkich zdobywa się wieniec zwycięstwa. I właśnie to, że tuż po zapasach czeka nagroda, podnieca zapał, krzesze moc wytrwania. Przeciwnie zaś, gdy ucichną otwarte napaści, a szatan powstrzyma się od zabijania i męczenia wiernych, by zawziętością i okrucieństwem nie dawać nam sposobności do tym liczniejszych tryumfów, złowrogi przeciwnik krwawą walkę na pokojowe zamienia fortele 2. Kogo nie zdołał pokonać ni głodem, ni chłodem, ni ogniem, ni mieczem, gnuśnością stara się doprowadzić do zobojętnienia, nadąć pychą, rozwiązłością zepsuć.
  2. Ale dla udaremnienia tych i tym podobnych zamysłów szyk bojowy chrześcijan ma znakomite środki obronne i oręż zwycięski. Duch Prawdy uczy swych żołnierzy, jak łagodnością pokonywać gniew, szczodrobliwością skąpstwo, dobrocią złośliwość. Pod ręką Najwyższego odmienia się serce wielu, odnawia co było zastarzałe, z niewolników nieprawości powstają słudzy sprawiedliwości. Wstrzemięźliwość ujarzmia chęć używania, pokora wypiera pychę. Kto splamił się życiem wszetecznym, jaśnieje na nowo czystością. Do środków, sprowadzających taką odmianę, łaska Boża opatrznościowo zaliczyła też święte posty, wymagając, by w całym Kościele w niektóre dni były one ściśle zachowywane przez wszystkich. Jakkolwiek bowiem piękna i chwalebna jest, by każdy z osobna członek ciała Chrystusowego w jakimś jednym szczególnie celował zadaniu, to jednak działanie wspólne, zgodnym biciem serc ludu pobożnego ożywione, zawsze jest doskonalsze i większą mocą namaszczone 3. Szatan, dla którego udręką jest nasze uświęcenie, ponosi wtedy klęskę już nie tylko od części, ale od ogółu wiernych. Do takiego właśnie dzieła miesiąc grudzień nastręcza nam sposobność. Sama pora, na którą on przypada, niejako upomina nas, aby nikt nie drętwiał od zimna niewierności. Każdy raczej wrócić powinien do czerstwego zdrowia, rozgrzewając się ciepłem chrześcijańskiej miłości! Boć nawet z żywiołów przyrody, jak z otwartej księgi, poznajemy, jakie są Bożej woli zamiary. Niebo nie przestaje być nam mistrzem, dając naukę nawet przez to, co na usługi nasze jest oddane.
  3. Prócz owego zdania Apostoła, które porównywa ludzi nieobfitujących w owoce pobożności do drzew pustych 4, odstraszającym przykładem nieowocowania jest także owa figa, skazana przez Pana Jezusa na wieczną bezpłodność za to, że nie miała owocu dla zaspokojenia głodnego 5. Rozumieć stąd mamy, że kto łaknącego nie pokrzepi, odmawia chleba Chrystusowi, boć on powiedział, że Jemu się świadczy, co ubogim się daje 6. Do takich drzew, obarczonych przekleństwem, Sędzia powie: „Idźcie ode mnie przeklęci w ogień wieczny, zgotowany diabłu i aniołom jego. Albowiem łaknąłem, a nie daliście mi jeść, pragnąłem, a nie daliście mi pić” itd. (Mt. 25, 41). Każdy z dobrych uczynków jest tutaj dlatego osobno wymieniony, abyśmy zauważyli, że kto chociaż część ich praktykuje, dostąpi miłosierdzia. Przeciwnie zaś dusza, zgoła nieużyta dla bliźnich, będzie drzewem bez owocu, gdy się okaże, że miłość była jej obca zupełnie.

Grudniowy tedy post, na porę zimową przypadając, wzywa nas do mistycznej uprawy serca naszego. Czerpiąc odżywcze i krzepiące nas słabych siły z pól, winnic i drzew, zużyć je mamy na uprawę ducha 7. W ten sposób rola Pańska wzbogacić się powinna pracą i nigdy nie leżeć odłogiem, lecz uprawą własną jeszcze bardziej stać się urodzajną. Rozumiecie, pobożni słuchacze, że to jest sprawa udoskonalenia wszystkich wiernych. Postęp wasz z wiary waszej zakiełkuje; w nadziei się rozwinie, w miłości dojrzeje. Umartwienie ciała i żarliwość modlitwy wtedy prawdziwe sprowadzą oczyszczenie, kiedy się wesprą na uświęcającej mocy jałmużny. To, że tak jest, stwierdzają słowa Chrystusowe: „dajcie jałmużnę, a oto wszystkie rzeczy są wam czyste” (Łk. 11, 41). W środę przeto i piątek pośćmy, w sobotę zaś odprawiajmy wigilie u Św. Piotra Apostoła. Niech nas w tym wspomaga łaska Tego, który z Ojcem i z Duchem Świętym żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Por. 1 Kor. 10, 13.

2

Por. Mowa 16, 3.

3

Por. Mowy 88, 2 i 89, 2.

4

Por. 2 Piotr 1, 8.

5

Por. Mt. 21, 19; Mar. 11: 13…

6

Por. Mt. 25, 40.

7

Przez jałmużny albo inne uczynki miłosierne.

Tags: św Leon Wielki post suche dni Adwent
2020-12-19

Mowa 17 na post grudniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 53–59.

  1. Najmilsi! Przykazania Ewangelii mają silne oparcie w nauce Zakonu, bo niejedno ze Starego Testamentu przeszło i do praktyki Nowego. Właśnie praktyki pobożne, przyjęte w Kościele, stwierdzają, że Pan nasz Jezus Chrystus „nie przyszedł rozwiązywać Zakonu, ale (go) wypełnić” (Mt. 5, 17). Aczkolwiek bowiem ustały znaki, zapowiadające przyjście naszego Zbawiciela, aczkolwiek minęły figury, bo Prawda Wieczna przez zjawienie swoje położyła im koniec, to jednak przepisy, zaprowadzone przez światłą pobożność, czy to dla unormowania obyczajów, czy też dla szczerego kultu Bożego, trwają i u nas nadal tak, jak były wprowadzone. Co było stosowne i dla jednego, i dla drugiego Testamentu, bynajmniej nie ulegało zmianie 1. Do takich praktyk należy uroczysty post grudniowy. Obchodzimy go teraz właśnie dorocznym zwyczajem. Sama słuszność i pobożność domagają się tego, aby złożyć dzięki dobroci Bożej za plony; ziemia je wydała gwoli utrzymania ludzi, ale posłuszna najwyższym rządom Opatrzności. By okazać, że ochotnym sercem pragniemy spełnić tę powinność, przy poście i wstrzemięźliwości winniśmy też podjąć praktykę jałmużny. Niechaj w ten sposób na glebie serca naszego wyrośnie i różdżka sprawiedliwości, i owoc miłości chrześcijańskiej. Zasłużymy sobie na miłosierdzie u Boga, świadcząc Jego biednym miłosierdzie. Boć najprędzej wysłuchuje Bóg modlitwę wtedy, gdy ją poprą uczynki miłosierne 2. Kto nie odwraca swego serca od ubogiego, Boże ucho ku sobie z łatwością nakłania, jak sam Pan o tym świadczy: „Bądźcie miłosierni jak i Ojciec wasz miłosierny jest, odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczono” (Łk. 6, 36). Czyż może być nad tę łagodniejsza sprawiedliwość i łaskawszy jej wymiar, skoro wyrok Sędziego spoczywa w ręku podsądnego? „Dawajcie, a będzie wam dano” (Łk. 6, 38) powiada ten Sędzia. Jakże szybko przecinają te słowa wszelkie wahania i małostkowe obawy i wszelkie ociągania się powodowane skąpstwem, skoro ludzie mają zabezpieczenie w przyrzeczeniu Najwyższej Prawdy, że co rozdadzą, będzie im zwrócone.
  2. Trwaj przeto, ty, co Chrystusa wyznawasz, w szczodrym usposobieniu niezachwianie! Dawaj, abyś miał co odbierać z nawiązką, siej, abyś miał co żąć, rozsypuj hojnie, abyś miał co zbierać! Nie lękaj się ubytku, nie biadaj, że zysk twój niepewny! Mienie twoje wzrośnie, gdy nim mądrze szafować będziesz. Pożądaj sprawiedliwej korzyści z praktyki miłosierdzia i o wieczną zabiegaj prowizję! Bóg, twój dobroczyńca, chce, abyś i ty był dobroczyńcą. Ten, co majątek dał w darze, rozdawać go bliźnim każe 3. Jego to słowa: „dawajcie, a będzie wam dano”. Chwytaj oburącz szczęśliwy warunek tego przyrzeczenia! Wprawdzie bowiem nie posiadasz nic, czego byś nie wziął, wszystko jednak, co rozdasz, twoim pozostaje. Kto przeto przywiązany jest do grosza, i pragnąłby mienie swoje powiększać bez końca, niech zacznie taką właśnie świętą lichwę uprawiać i wzbogacać się w ten sposób, żeby ani nie wyzyskiwać trudnego położenia ludzi łaknących, ani też nie wikłać ich, udając rzekomo ich dobrodzieja, w długi, których potem spłacić nie mogą! Przeciwnie, niech zostanie wierzycielem mówiącego te słowa: „dawajcie, a będzie wam dano”, i jemu niech oddaje procent, pomnąc na jego powiedzenie: „tąż miarą, którą mierzycie, będzie wam odmierzono” (Mt. 7, 2). Kto jakieś dobro wielce sobie ceni, a nie chce go trwale posiadać, samemu sobie sprzeniewierza się i szkodzi. Zbieracz doczesnych procentów, choćby najbardziej powiększył swe mienie i chociażby zdobył i zgromadził nieprzeliczone skarby, z próżnymi rękami, biedny zejdzie z tego świata: „albowiem”, jak powiada prorok Dawid, „gdy zginie, nie weźmie wszystkiego, ani nie zstąpi z nim sława jego” (Ps. 48. 10). Gdyby on dobrze życzył duszy swojej, dobra swoje powierzyłby temu, co najpewniej poręcza za biednych i największe płaci procenty. Niestety! niesprawiedliwy i bez czoła chciwiec, — udając dobrodzieja w chwili, gdy oszukuje, — nie ufa Bogu i Jego niezawodnej poręce, wierzy natomiast człowiekowi, skwapliwie drżącą ręką podpisującemu rewers. Ponieważ uważa za pewniejsze to, co mu teraźniejszość daje, niż co mu przyszłość obiecuje, słusznie go często spotyka, że gonitwa za niezasłużonym zyskiem staje się mu powodem zasłużonej straty.
  3. Niezdrowa pogoń za zyskiem na złe wychodzi zawsze lichwiarzowi, bez względu na taki lub inny jej wynik. Czy straci, czy zarobi, szkody na duszy nie uniknie on nigdy: nieszczęśliwy, gdy nie może odebrać, co pożyczał, jeszcze więcej godny jest ubolewania, gdy odbiera, czego nie dawał. Precz tedy z niegodziwą lichwą w ogóle! Wyzysku urągającego ludzkości nie wolno dopuszczać! Choć bowiem z niesprawiedliwych i krzywdzących procentów rośnie majętność, ale wniwecz obraca się tedy bogactwo ducha; na lichwie zarobek — to duszy nagrobek! Co zaś Bóg sądzi o tego rodzaju ludziach, daje nam poznać święty prorok Dawid. Kiedy zapytał: „Panie, któż będzie mieszkał w przybytku Twoim, albo kto odpocznie na górze Twojej świętej?” (Ps. 14, 1), otrzymał taką naukę od Boga: ten znajdzie trwały na wieki pokój, kto przestrzegając w swym życiu innych zasad uczciwości, także „pieniędzy swych nie dał na lichwę” (Ps. 14, 5). Dalekim przeto (według tych słów) będzie od przybytku Boga i nie wstąpi na górę Jego świętą, kto oszukańczy zysk z pieniężnej lichwy ciągnie. Kto cudzą krzywdą pragnie się wzbogacić, słusznie ukarany będzie wiecznym ubóstwem 4.
  4. Wy zaś, najmilsi, ponieważ ufacie z całego serca obietnicom Pana, unikajcie trądu chciwości i czyńcie święty i mądry użytek z darów Bożych. Wolno wam cieszyć się z Jego szczodroty, dołóżcie przeto starań, aby i inni mogli podzielać waszą radość 5! Wielu bowiem odczuwa brak tego, czego wy macie pod dostatkiem. Potrzeby bliźnich nastręczają wam sposobność do naśladowania dobroci Boga. Niechaj przez was przechodzą na innych dobrodziejstwa Boże tak, abyście, sami dobrze zarządzając doczesnymi dobrami, nabywali wieczne. W środę przeto i piątek pośćmy, w sobotę zaś odprawiajmy wigilie u św. Piotra Apostoła; jego wstawiennictwo niechaj nam wszystkim wyjedna Bożą opiekę, przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Footnotes:

1

Por. Mowy 20, 1; 92, 1.

2

Por. Tob. 4, 7.

3

Ustęp ten może służyć za przykład wybitnych cech stylu Leonowego: paralelizmów, kontrastów, gry słów i rymowania.

4

O lichwie mówi też Leon w Ep. 4, 3…

5

Por. Mowa 16, 1.

Tags: św Leon Wielki post suche dni Adwent lichwa
2020-12-18

Mowa 16 na post grudniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 49–52.

  1. Najmilsi! Jest to skutek działania podniosłej łaski Bożej, że serca chrześcijańskie nieprzepartą tęsknotą z ziemi do nieba codziennie się przenoszą. Ale i to, że człowiek żyje i utrzymuje się na tej ziemi, sprawia moc i opatrzność Stwórcy. Boć sam Bóg obiecuje nam dobra wieczne, co udziela doczesnych. Jak przeto w oczekiwaniu przyszłego szczęścia i w drodze doń przez wiarę Bogu dziękować powinniśmy, że nas prowadzi do przygotowanego królestwa chwały, tak też Boga mamy wielbić i wysławiać za dobrodziejstwa, rokrocznie już tutaj na nas zsyłane. Wszak w ten sposób od początku nadał Bóg płodność ziemi i tak złożył prawa urodzaju w każdym zarodku i w każdym nasieniu, że ani na chwilę nie odejmuje ręki swej od tego, co ustanowił. Owszem, we wszystkich rzeczach stworzonych trwają miłościwe rządy Stworzyciela. Wszystko, co na użytek ludzi wydają pola, winnice i oliwki, wszystko to Bóg w dobroci swojej darzy. On miarkując własności siły przyrody, jaskrawie wspiera niepewny skutku mozół rolnika tak, że na nasz pożytek wychodzą wiatry i deszcze, zimna i upały, dni i noce. Sama pomysłowość ludzka nie wystarczyłaby do tego, żeby człowiek mógł oglądać owoce swej pracy, gdyby Bóg nie dodał wzrostu do Niebieski miłościwie nam udzielił. Iluż to nie posiada ani doskonała miłość chrześcijańska i sprawiedliwość na tym polegają, że i my wspomagamy innych z tego, co Ojciec Niebieski miłościwie nam udzielił. Iluż to nie posiada ani roli, ani winnic, ani oliwek! Ich niedostatkowi przeto zaradzić należy z tej obfitości, którą nas Bóg obdarował. I oni razem z nami winni błogosławić Boga za urodzaj ziemski i cieszyć się, że posiadający mają czym podzielić się z biednymi i podróżnymi! Błogosławiony to śpichlerz, — godzien, by w nim stokrotnie mnożyły się plony, — z którego zaspokaja się głód cierpiących niedostatek i słabych, z którego pokrzepia się podróżnych w potrzebie, z którego zadawalnia się tęskne pragnienia chorych! Wszak dlatego dopuszcza Bóg sprawiedliwy na tych ludzi różne przykrości, ażeby móc uwieńczyć koroną zasługi tak potrzebujących współczucia za ich cierpliwość, jak współczujących za ich miłosierdzie.
  2. Każdy czas, najmilsi, nastręcza sposobność do tego dzieła. Ten jednak szczególniej się do niego nadaje. Ojcowie nasi święci, duchem Bożym natchnieni, ustanowili post grudniowy, aby po ukończeniu żniw składano Bogu należną Mu ofiarę wstrzemięźliwości. Każdy przeto powinien pamiętać, aby w ten sposób zużywał obfitość plonów, iżby dla siebie był wstrzemięźliwszy, a dla biednych hojniejszy! W jałmużnach bowiem i postach zawiera się najskuteczniejszy środek zadośćuczynienia za grzechy. A i modlitwa, takimi ofiarami poparta, szybciej dociera do tronu Bożego. Podług słów Pisma świętego „dobrze czyni duszy swej człowiek miłosierny” (Przyp. 11, 17). Nic bardziej nie jest czyjąś własnością, niż to, co wyłoży na potrzeby bliźniego. Wszelkie dobro, obrócone na usługi potrzebujących, zamienia się na kapitał wieczny. Z takiej szczodrobliwości rodzą się skarby nigdy nie zużyte i nigdy nie podlegle skażeniu. „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt. 5, 7). Pełnią nagrody będzie dla nich Ten, który sam jest pierwowzorem tego przykazania.
  3. Nie ulega wątpliwości, ukochani moi, że gdy się oddamy uczynkom miłości czyniącym nas coraz więcej miłymi Bogu, wtedy nasz nieprzyjaciel — a umie on szkodzić i stara się o to — będzie miał stąd nowy bodziec do zawiści, i będzie usiłował zepsuć fałszywym chrześcijaństwem tych, których otwartym i krwawym prześladowaniem nie zdoła pokonać. Ma pod ręką heretyków. Może ich użyć do tego jako narzędzia. Wszak zaciągnął w ich szeregi walczących pod najrozmaitszymi sztandarami błędów i wziął ich pod swą komendę z chwilą, gdy dali się sprowadzić z drogi wiary katolickiej. Dla oszukania pierwszych ludzi posłużył się postacią węża. Dla uwiedzenia dusz prostych uzbroił języki heretyków jadem swego kłamstwa. Ale zasadzkom tym, najmilsi, staramy się zapobiec z pomocą Bożą, jako dbały o swe owce pasterz. Ponieważ i najmniejszą owieczkę z świętej owczarni pragniemy ustrzec od zguby, przestrzegamy was jak ojciec i upominamy, abyście unikali „ust nieprawych i języka zdradliwego” (Ps. 119, 2). Działa zaś w nich wszystkich ten, co wrogiem będąc prawdziwego światła, „przedzierzga się w anioła światłości” (2 Kor. 11, 14). W jego to sztuce zaprawił się Bazylides, w jego podstępach biegły jest Marcjon, za jego przewodem idzie Sabeliusz, za nim też ślepo kroczy Focyn, hołdownikiem tego władcy jest Ariusz, służką tego ducha jest Eunomiusz. Słowem cała gromada 1 tych drapieżnych wilków pod jego przewodnictwem odstąpiła od jedności Kościola i odpadła od prawdy, wziąwszy sobie jego za mistrza.
  4. Ale jeśli we wszystkich takich przewrotnych działaniach tak lub owak znać jego kierowniczą rękę, to już prawdziwą twierdzę zbudował sobie na manichejskim szaleństwie i obszerny dziedziniec, aby na nim hulać do woli. Rozporządza tu już nie jednym przewrotnym pomysłem, ale mieszaniną wszystkich błędów i złości. Co tedy poganie zdołali sprofanować, co tkwiący w cielesności judejczycy zaciemnić, co w tajemnych praktykach magii umiano zbeszcześcić, co wreszcie we wszystkich herezjach znajdzie się świętokradczego i bluźnierczego, wszystko to, jakby do steku wszelakiego plugastwa, do tej sekty spłynęlo. Nie podobna wyliczyć wszystkich ich zbrodni; takie ich mnóstwo, że mowa ludzka nie ma dość słów na ich określenie. Wystarczy kilka z nich zaznaczyć, abyście z tego, co posłyszycie, mogli wyrobić sobie sąd o tym, co pominiemy, nie chcąc obrażać skromności. Nie przemilczymy jednak ich praktyk religijnych, zarówno wszetecznych, jak niegodnych. Za łaską Pana zdołaliśmy je ujawnić i zbadać, aby nikt nie sądził, żeśmy w tej sprawie polegali tylko na pogłoskach i niepewnych opiniach. Rozkazaliśmy tedy przyprowadzić ich tzw. Wybranych i Wybrane 2 na posiedzenie. Wzięli w nim udział biskupi, a także i dobrani chrześcijanie, co znakomitsi. Kiedy już świadkowie dostateczne rzucili światło na przewrotne zasady swych wierzeń i na zwykły przebieg swych świąt, odsłonili nam taką zbrodnię, że na samo jej wspomnienie trzeba się rumienić. Została ona zbadana skrupulatnie, aby i zwykłym w takich wypadkach niedowiarkom i nałogowym przekorom nie pozostawić najmniejszej wątpliwości. Świadkami byli Wszyscy ci, co tę odrażającą zbrodnię przygotowali: mianowicie dziewczynka, co najwyżej dziesięcioletnia, dwie kobiety, wychowujące ją i do tej ohydy przysposabiające; obecny też był młodzieniaszek, skaźca dziewczyny, i biskup ich, kierownik całej tej strasznej sprawy. Wszystkie te osoby zeznały zupełnie jednozgodnie. A ujawniły takie okropności, że po prostu nie można było ich słuchać 3. Żeby nie obrażać przyzwoitych uszu, nie będziemy o nich mówili otwarcie. Wystarczy przejrzeć akta sprawy, aby się jasno przekonać, że nie masz w tej sekcie ani obyczajności, ani uczciwości, ani nawet śladu jakiegoś wstydu. Kłamstwo jest dla niej prawem, diabeł religią, hańba ofiarą.
  5. Takich przeto ludzi, przybywających do nas coraz licznej z powodu zamieszek w innych krajach, nie dopuszczajcie, najmilsi, do swego towarzystwa! Wy, kobiety zwłaszcza, unikajcie wszelkich z nimi znajomości i rozmów, abyście nadstawiając ciekawie ucha na ich baśnie, nie wpadły w sidła szatańskie! Wie dobrze diabeł, że pierwszego mężczyznę uwiódł przez usta kobiety, i wszystkich ludzi pozbawił raju rozkoszy przez łatwowierność niewieścią. Dlatego z większą pewnością siebie dybie na wasz rodzaj, aby obedrzeć z wiary i wstydu te, które zdoła zwabić przez sługi swojego kłamstwa. Następnie proszę Was jeszcze o to najsilniej, umiłowani moi: jeśli kto z was dowie się, gdzie oni mieszkają, gdzie szerzą swą naukę, gdzie chodzą w odwiedziny, w czyim towarzystwie przebywają, niech o tym zawiadomi nas, boć sprawa ta największą napełnia nas troską 4. Niewielki bowiem miałby pożytek stąd, kto by za łaską Ducha Św. sam wprawdzie nie dał się złowić, ale obojętny był na to, że inni wpadają w sidła. Przeciwko wspólnym wrogom i dla wspólnego dobra zarówno wszyscy czuwać powinniśmy, aby od rany jednego członka w ciele nie poczęły się psuć inne. Kto sądzi, że nie należy takich ludzi ujawniać, wiedząc o nich, okaże się współwinnym z nimi na sądzie Chrystusowym, nawet gdyby nie porozumiewał się z nimi.
  6. Obudźcie przeto w sobie świętą gorliwość, jakiej wymaga troska o sprawę religijną! Przeciwko srogim nieprzyjaciołom dusz stańcie wszyscy jak jeden mąż na straży! Boć dlatego Bóg miłosierny ujawnił nam część tych szkodników, aby w obliczu jawnego niebezpieczeństwa obudzić naszą czujność i ostrożność. Nie można poprzestać na tym, co dotychczas zrobiono, poszukiwanie musi trwać nadal! Sprawi ono za Bożą pomocą, że nie tylko ci, którzy prawą zachowali wiarę, trwać będą w niej bez szwanku, ale i wielu, co dali się uwieść i oszukać diabłu, odwróci się od błędu. Swoje zaś modlitwy, jałmużny i posty tym święciej przez to oddanie złożycie Bogu miłosiernemu, gdy i ta sprawa wiary przybędzie do innych obowiązków religijnych. W środę przeto i w piątek pośćmy. W sobotę zaś u obecnego wśród nas św. Piotra Apostoła odprawiajmy wigilie, on bowiem, jak z doświadczenia wiemy i wierzymy mocno, czuwa nieustannie nad powierzonymi sobie przez Pana owieczkami jako dobry pasterz. Wstawiennictwem swoim wyprosi on Kościołowi Bożemu, aby — jego nauczaniem oświecony — pozostał wolnym od wszelkiego błędu. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

Footnotes:

1

Bazylides, główny obok Walentinosa przedstawiciel gnozy egipskiej; urodził się w Syrii, nauczał w Aleksandrii, ok. r. 130 po Chr. Podług relacji św. Ireneusza podstawą jego systemu był dualizm bytu oraz idea emanacji. Podług św. Hipolita natomiast był to ewolucyjny panteizm.

Marcjon z Synopy, syn tamtejszego biskupa, przybył do Rzymu ok. 140 r., przyłączył się do Cerdona, gnostyka syryjskiego. Głosił naukę o 2 wiecznych i niestworzonych początkach bytu: bogu dobrym i bogu złym.

Sabeliusz, pochodził albo z Pentapolis w Afryce, albo z Italii, żył pod koniec 2 i na pocz. 3 w. Głosił modalistyczny monarchianizm. Por. Mowa 24, 5.

Focyn, pochodził z Sirmium, um. 376 r. Uważał, że Chrystus, człowiek cudownie narodzony, przez moralny rozwój doszedł do boskiej godności.

Ariusz, ksiądz z Aleksandrii, um. 336 r. Nauczał, że Chrystusa, podobnie jak Ducha Św. stworzył Bóg; Syn przeto różni się w istocie od Ojca; nazywa się zaś „Synem Bożym” tak, jak inni ludzie „dziećmi Bożymi”. Por. Mowy 23 i 24.

Eunomiusz, pochodził z Kyzikos, uczeń Ariusza, rozwijał jego system.

2

„Wybrani i wybrane” u Manichejczyków zobowiązywali się przyjąć trzy znamiona tzw. signacula. Signaculum oris wzbraniało im pożywać pewnych potraw; signaculum manus zakazywało im uśmiercać cokolwiek, nawet zwierzęta i rośliny; wreszcie signaculum sinus wkładało obowiązek zupełnego wstrzymania się od pożycia płciowego. „Słuchający” natomiast winni byli żenić się i swoją pracą utrzymywać „Wybranych”.

3

Por. Mowa 76. 7.

4

Podobne żądanie mieliśmy w Mowie 9, 4; każe tam św. Leon zawiadamiać kapłanów.

Tags: św Leon Wielki post suche dni Adwent herezja arianizm manicheizm
2020-12-18

Mowa 15 na post grudniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 46–49. 1

  1. Najmilsi! Śmiało przypominamy wam dzisiaj spełnianie dobrych uczynków, nie tajno nam bowiem, jak zacnym zwykle sercem przyjmujecie nasze zachęty. Rozumiecie, słowem pouczeni Bożym, ile to zachowanie przykazań pomaga wam do szczęścia wiecznego. Że zaś słaby człowiek tak łatwo na ogół nuży się w ich pełnieniu, a i pośliznie się niejednokrotnie skutkiem swej ułomności, miłosierny i dobry Pan Bóg dał nam pomoce, aby nas wzmocnić, i środki, abyśmy przebaczenie uzyskać mogli. Któż bowiem zdołałby wyjść obronną ręką z tylu ponęt światowych, z tylu zasadzek szatańskich, z tylu wreszcie niebezpieczeństw własnej niestałości, gdyby Król wieczny, a tak łaskawy, nie wolał nas naprawiać niż gubić? Boć nawet odkupieni i odrodzeni, choć stali się już synami światłości, nie mogą ominąć pokus, dopóki przebywają na tym świecie, który „wszystek we złem leży” (1 Jan 5, 19), dopóki to, co skazitelne i przemijające, uśmiecha się ich ułomnemu ciału. Nie łatwo także trafi się komuś tak niekrwawe zwycięstwo, by z pobojowiska, gdzie z tylu wrogami i tak często musi się mierzyć, mógł nie tylko ujść z życiem, ale i zupełnie był wolny od rany. Dlatego na leczenie uszkodzeń, poniesionych w walce z niewidzialnym wrogiem, trzy zwłaszcza środki zaradcze należy stosować: wytrwałość w modlitwie, umartwienie postem i hojność w dawaniu jałmużny. Gdy je wszystkie wykonamy, jednamy się z Bogiem, zmazujemy winy, pobijamy kusiciela na głowę. Co prawda w broń tę dusza wierna zawsze powinna być zaopatrzona, najwięcej jednak wtedy ją mieć w pogotowiu, kiedy nadchodzą dni szczególnej na te pobożności religijne od dawna przeznaczone.
  2. Z liczby tych dni jest i grudniowy post uroczysty. Nie należy go z tego powodu zaniechać, że wzięty jest z przepisów Starego Zakonu, jakby z wygasłych już ustaw, jako to: „rozróżnianie potraw”, różne „omycia”, „ofiary z ptaków i bydląt”. Te bowiem były figurami rzeczy, mających nadejść, i skończyły się z chwilą, kiedy się one spełniły. Natomiast postów, tak pożytecznych, łaska Nowego Testamentu nie usunęła. Przeciwnie, przyjęła wstrzemięźliwość w pobożny obyczaj, jako czynnik po wsze czasy zbawienny i dla ciała, i dla duszy. Podobnie, jak do zasad chrześcijanina należą takie przykazania, jak: „Panu Bogu twemu kłaniać się będziesz, a Jemu samemu służyć będziesz” (Mt. 4, 10), „będziesz miłował Pana Boga swego ze wszystkiego serca swego”, „będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” (Mt. 22, 39) itp., tak też i nauk w owych księgach zawartych, o uświęcającej i uzdrawiającej mocy postów, nie da się jakimś tłumaczeniem pozbawić ich znaczenia. Post bowiem po wszystkie czasy i po wszystkie dni życia doczesnego czyni nas odporniejszymi przeciwko grzechom: zwycięża żądze, odpędza pokusy, ukróca pychę, uśmierza gniew, natomiast wszystkie poruszenia dobrej woli doprowadza do pełnej dojrzałości cnoty: jeżeli idzie w parze z dobroczynną chrześcijańską miłością i roztropną praktyką miłosierdzia. Post sam bez jałmużny nie tyle byłby oczyszczeniem duszy, ile utrapieniem ciała. Co więcej, raczej by to na skąpstwo, niż na wstrzemięźliwość zakrawało, gdyby ktoś tak pościł, że powstrzymywałby się i od czynienia miłosierdzia. Dlatego post nasz, umiłowani moi, niech będzie płodny w owoce szczodrobliwości i wydajny w miłościwe datki dla ubogich chrześcijańskich. A i mniej posiadający niech nie ociągają się z przystąpieniem do tego dzieła z tej racji, że to, co mogą ująć z majętności swej na ten cel, tak niewiele stanowi.

Wiadomo Panu, co kto może, a że sprawiedliwym wejrzeniem nas przenika, ocenia dobrze, ile kto z czego dać powinien. Wprawdzie niejednakowe majętności nie mogą jednakowych ponosić ofiar, ale zasługa wyrównywa najczęściej różnice nakładów: usposobienie bowiem może być równe nawet tam, gdzie nierówne są środki.

Abyśmy przeto, z pomocą Bożą, sprawowali te rzeczy z świętym oddaniem się, pośćmy w środę i w piątek. W sobotę zaś odprawiajmy wigilie u św. Piotra, abyśmy, jego modlitwami wsparci we wszystkim, zasługiwali na miłosierdzie Boże.

Footnotes:

1

Bracia Ballerini zauważają, że mowę tę, podobnie jak mowę 2, niesłusznie w niektórych kodeksach połączono z poprzedzającą ją w jedno.

Tags: św Leon Wielki post suche dni Adwent
2020-12-17

Mowa 14 na post grudniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 45–46.

  1. Najmilsi! Roztropnie i bacznie powinniśmy prowadzić duchową uprawę roli Pana, będąc jego robotnikami, aby w nagrodę za wytrwałe dopilnowanie każdej pracy o właściwej porze móc zbierać owoce dobrych uczynków. Jeżeli jej zaniedbamy z gnuśności i lenistwa, gleba nasza nie wyda szlachetnych latorośli. Cierniem i ostem porośnie, urodzi plony nie spichrzów, ale spalenia godne. Natomiast gdy glebę tę łaska Boża zrosi, można ją, najmilsi, uprawić wiarą, postami zaorać, jałmuznemi zasiać, modlitwami użyźnić tak, że pośród tego, cośmy posadzili i obficie podlali, nie tylko nie zdoła zakiełkować chwast jakiś, lub wydostać się na światło jakieś szkodliwe ziele, ale przeciwnie, w samym zarodku wyginą wszelkie występki, a rozrośnie się po społu obfite żniwo cnót wszelkich. Aczkolwiek miłość Boża wzywa nas, byśmy stale tę pracę prowadzili, to jednak w te dni, szczególniej na nią od dawna przeznaczone, jeszcze żywszą w sobie mamy obudzić energię i gorętszy zapał! Niechże nie stanie się grzechem po ogłoszeniu, co tak miłym jest Bogu wykonywane i bez nakazu!
  2. Wzywamy was przeto, abyście grudniowy post — do którego, umiłowani moi, z tak zbożnym usposobieniem przystępujecie — z pomocą Chrystusową święcili w jedności ducha. Każdy z was stosownie do zamożności, jakiej mu Bóg udzielił, powinien starać się zajaśnieć dobrymi uczynkami 1! Boć i nieprzyjaciół naszych 2 te dni, wymagające od nas większego wyrzeczenia, w osobliwy gniew wprawiają. Nasze uświęcenie jest dla nich solą w oku. Przebieglej tedy i ostrożniej zastawiają swe sidła, byle jeno móc kogo odwieść od brania udziału w tym zbożnym dziele. Jednym podszeptują lęk przed zubożeniem, gdy „za wiele” dali, innych napełniają zniechęceniem na myśl, że post jest przecież rzeczą przykrą. Przeciwko takim pokusom, najmilsi, baczność! Czuwajmy sercem pobożnym, umysłem nieprzystępnym dla myśli nieufnych! Niewiele wszak potrzeba, by ubogi miał dosyć. Nakarmić go i przyodziać, nie wielki to ciężar. Tanio bowiem kosztuje to, czego on łaknie, tanio, czego pragnie. Jego zaś nagość okrycia tylko, nie stroju, wymaga. A jednak Pan nasz tak miłościwie sądzi czyny nasze, tak je łaskawie ocenia, że nawet kubka zimnej wody nie zostawi bez zapłaty 3. A że sprawiedliwie przenika dusze ludzkie swym wzrokiem, przeto nagrodzi nie tylko wartość samego uczynku, ale i usposobienie ducha, z jakim ten uczynek wykonany został. Przez Chrystusa Pana naszego.

Footnotes:

1

Por. Mt. 5, 16; 1 Piotr 2, 12.

2

tj. szatana.

3

Por. Mt. 10, 42; Mar. 9, 40.

Tags: św Leon Wielki post suche dni Adwent
2020-12-17

Mowa 13 na post grudniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 44–45.

Najmilsi! Do czego wzywa nas i przeznaczenie tych dni i nasz religijny zwyczaj, to wam, pełni pasterskiej troski, głosimy: macie święcić post grudniowy, aby za ukończone zbiory wszystkich plonów Bogu, ich dawcy, w zgodny sposób złożyć ofiarę wstrzemięźliwości 1!

Cóż bowiem może być skuteczniejsze nad post? Jego zachowaniem zbliżamy się do Boga, sprzeciwiamy diabłu, uodporniamy zwycięsko na powaby grzechów. Post był zawsze pokarmem dla cnoty. Wstrzemięźliwość jest matką czystych myśli, rozumnych chęci, zbawiennych rad. Przez dobrowolne umartwienia ciało obumiera żądzom, duch odnawia się w cnocie.

Ponieważ jednak nie samym tylko postem nabywa się zbawienie duszy, posty nasze powinniśmy dopełniać miłosierdziem dla bliźnich. Wstrzemięźliwość poszczącego niechaj się stanie pożywieniem ubogiego! Przedmiotem gorliwości naszej niech będzie obrona wdów, dobro sierot, pociecha strapionych, jednanie zwaśnionych! Podróżnego w dom przyjąć, uciśnionego otoczyć opieką, nagiego przyodziać, chorego pielęgnować, oto w jaki sposób każdy z nas, z owoców sprawiedliwej swej pracy składając tę świętą ofiarę Bogu, dawcy wszelkiego dobra, może zasłużyć sobie na nagrodę Królestwa Niebieskiego.

W środę przeto i piątek pośćmy. W sobotę zaś obchodźmy wszyscy po społu wigilie u św. Piotra Apostoła, abyśmy za wstawiennictwem jego zasług otrzymali, o co prosimy, przez Jezusa Chrystusa, tego Pana naszego, który z Ojcem i z Duchem Świętym żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Słowa te świadczą, że św. Leon nadaje postowi grudniowemu charakter dziękczynny za żniwa.

Tags: św Leon Wielki post suche dni Adwent
2020-12-16

Mowa 12 na post grudniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 39–44. 1

  1. Najmilsi! Gdy z wiarą i rozumnie zastanawiamy się nad swoim początkiem, widzimy jasno, że człowiek dlatego stworzony jest „na obraz i podobieństwo Boże” (Rodz. 1, 27), aby naśladował swego Stwórcę. To właśnie stanowi wysoką godność naszej natury, że odbijają się w nas, rzekłbyś, w zwierciadle promienie Bożej dobroci. Łaska Zbawiciela odnawia w nas codziennie ten obraz, podnosząc w drugim Adamie, co upadło w pierwszym. Przyczyną sprawczą naszej naprawy jest jedynie miłosierdzie Boga. Nie miłowalibyśmy Go, gdyby On „nas pierwej nie miłował” (1 Jan 4, 19) i nie rozproszył ciemności naszej niewiedzy światłem swojej prawdy. Zapowiadał to proroczymi usty świętego Izajasza, mówiącego: „Przywiodę ślepych na taką drogę, o jakiej nic nie wiedzą i sprawię to, że będą oni chodzić nieznanymi sobie przedlem ścieżkami. Uczynię przed nimi ciemność światłością, a krzywe prostymi” (Iz. 42, 16). A na innym miejscu powiada: „Znalezionym jest przez tych, którzy mnie nie szukali i jawnie ukazałem się tym, którzy się o mnie nie pytali” (Iz. 65, 1). Jak się to spełniło, poucza nas św. Apostoł w słowach: „Wiemy, iż Syn Boży przyszedł i dał nam zmysł, abyśmy poznali prawdziwego Boga, a byli w prawdziwym Synie Jego” (1 Jan 5, 20). Na innym znowu miejscu powiada tenże Apostoł: „My tedy miłujemy Boga, iż Bóg nas pierwej umiłował” (1 Jan 4, 19). Miłością przeto naprawia w nas Bóg swój obraz. Ażeby zaś odnaleźć w nas swoją miłość, daje nam możność działania tak, jak sam działa; zapala, mianowicie, umysłów naszych pochodnie i rozpłomienia nas ogniem swej miłości, abyśmy nie tylko Jego samego miłowali, ale i to wszystko, co On miłuje. Jeżeli wśród ludzi taka tylko przyjaźń jest mocna, którą zwiąże podobieństwo charakterów — chociaż dwie całkiem zgodne wole mogą mieć i złe upodobania — cóż dopiero powiedzieć o tym, jak bardzo pragnąć i dążyć powinniśmy, żeby zgoła nie odbiegać od tego, co się Bogu podoba. Wszak mówi o tym prorok: „Bo gniew w zapalczywości jego, a życie w woli jego” (Ps. 29, 6). Tylko wtedy będzie w nas godność Bożego majestatu, gdy tego samego będziemy chcieli, czego ona wymaga.
  2. Powiedział Chrystus Pan: „Będziesz miłował Pana Boga twego ze wszystkiego serca swego i ze wszystkiej myśli swojej, a bliźniego swego jak siebie samego” (Mt. 22, 37 1i 39). Bierz przeto w siebie, duszo wierna, niewiędnącą miłość swego Stwórcy i rządcy, i bez zastrzeżeń poddawaj się woli Jego; boć w działaniu i wyrokach Bożych sama tylko prawda i sprawiedliwość, zmiłowanie i łaskawość się zawiera. Choćby nawet ktoś uginał się pod ciężarem cierpień i niepowodzeń, to jednak ma dobry powód do znoszenia ich cierpliwie, byleby zrozumiał, że przeciwności mają mu służyć do jego poprawy lub wypróbowania. Ta jego miłość nie będzie jednak doskonała, jeśli i bliźniego nie obejmie. A przez bliźnich należy rozumieć nie tylko związanych z nami przyjaźnią lub pokrewieństwem, lecz wszystkich zgoła ludzi, z którymi łączy nas nasza natura, czy to będą wrogowie, czy sprzymierzeńcy, czy wolni, czy niewolnicy. Jeden nas bowiem Stwórca uformował i jeden Stwórca tchnął w nas duszę. Wszyscy my zarówno korzystamy z tego samego nieba i powietrza, z tych samych dni i nocy. Chociaż jedni są dobrzy, inni źli, jedni sprawiedliwi, inni niesprawiedliwi, Bóg jednak wszystkich obsypuje swymi darami, wszystkim okazuje swą dobroć. To samo wyrażają słowa Apostołów Pawła i Barnaby, zwrócone do Lykaończyków, o Opatrzności Bożej: „Za przeszłych wieków dopuszczał (Bóg) wszystkim poganom chodzić ich drogami. A iście nie zostawił samego siebie bez świadectwa, czyniąc dobrze z nieba, dając dżdże i czasy urodzajne, napełniając pokarmem i weselem serca nasze” (Dz. Ap. 14, 15). Większe jednak pobudki do miłości bliźniego zawierają się w Chrystusowej łasce, szczodrze udzielanej po całym świecie; nikogo nie pomijając, uczy ona, że nikim gardzić nie należy. Wszczepiając nieustannie w świętej „oliwy swej gałęzie” „płonne dziczki” 2, ze wszystkich narodów, z wrogów czyniąc przyjaciół, z obcych dzieci swoje, z bezbożnych sprawiedliwych, słusznie nawet nieprzyjaciół każe nam miłować i za prześladujących modlić się 3, „aby wszelkie kolano klękało, niebieskich, ziemskich i podziemnych, a iżby wszelki język wyznawał, iż Pan Jezus Chrystus jest w chwale Boga Ojca” (Fil. 2, 10…).
  3. Skoro tedy Bóg chce, abyśmy byli dobrymi, ponieważ dobry jest, nic w Jego rozporządzeniach nie ma się nam nie podobać. Nie za wszystko Mu dziękować, czyż nie oznaczałoby to ganić Go częściowo? Niestety, w nierozumie swoim ośmiela się człowiek często szemrać na swego i Stwórcę, nie tylko gdy cierpi niedostatek, ale nawet gdy mu na niczym nie zbywa. Gdy mu czego nie dostaje, biada, a gdy ma nadobficie, nie pamięta o podzięce. Jeśli miał duże urodzaje, gniewa się, że nie może pomieścić w spichrzu i narzeka, że nie wie, co robić z nadmiarem winobrania. Zamiast cieszyć się z obfitości plonów, sarka na tanią ich cenę. Gdy zaś, przeciwnie, ziemia mniejsze wydała plony, a latorośle winne i oliwki mniej obrodziły, skarżą się ludzie na ciężkie lata, wyrzekają na żywioły, nie przepuszczają ani niebu, ani pogodzie 4. A przecież wiernych uczniów Prawdy cechować winno i o stałości ich mówić to, że wytrwale i zawsze Boga chwalą, stosownie do wskazania Apostoła: „Zawsze się weselcie. Bez przestanku się módlcie. We wszystkim dziękujcie, albowiem ta jest wola Boża w Chrystusie Jezusie ku wam wszystkim” (1 Tes. 5, 16). Czyż moglibyśmy jednak przyswoić sobie takie zdanie się na wolę Bożą, gdyby zmienność rzeczy doczesnych nie ćwiczyła w stałości naszego ducha? W taki mianowicie sposób, byśmy w miłości do Boga dążąc, ani pysze w powodzeniu, ani trwodze w przeciwnościach nie dali się unieść. Co Bogu się podoba i nam się podobać winno. Cieszmy się z każdej miary Jego darów. Kto dobry użytek czynił z wielkiego mienia, niech dobrze używa i mniejszego. Tak obfite jak i skromne środki ku naszemu mają służyć zbawieniu. Szczupłość plonów ziemnych nie przeszkadza do duchowych zysków, byle nie wyjałowiła się żyzność gleby ducha. Czego ziemia nie wydala, z roli serca niech wyrasta! Komu dobrej woli nie zabraknie, zawsze znajdzie, z czego by złożył ofiarę. Każdy przeto rok, najmilsi, więcej czy mniej urodzajny, niech sprzyja uczynkom miłosierdzia. Chwilowe trudności nie mogą być przeszkodą dla dobroczynności chrześcijańskiej. Wszak mocen był Pan napełnić naczynia gościnnej wdowy, opróżnione przez nią dla spełnienia miłosiernego uczynku, mocen był wodę w wino przemienić 5, mocen kilkorgiem chleba nakarmić pięciotysięczną rzeszę zgłodniałych 6. Ten sam Pan, przyjmując w biednych pokarmy 7, może mnożyć biorąc sobie, jak mógł powiększać, gdy dawał innym.
  4. Trzy zaś główne czynności należą do religijnego życia: modlitwa, post i jałmużna. Dla ich wykonywania każdy wprawdzie czas jest stosowny, szczególniej jednak powinniśmy obserwować przeznaczony na ten cel przez Apostołów i z ich tradycji przejęty. Takim właśnie czasem jest miesiąc grudzień, z którym zwyczajowo powraca z dawna istniejące zarządzenie i pobudza nas do gorliwszego praktykowania tych trzech rzeczy, o których mówię. W modlitwie bowiem szukamy pojednania z Bogiem, postem gasimy pożądliwość ciała, jałmużną spłacamy nasze winy grzechowe 8. Równocześnie odnawia się w nas obraz Boży, gdy jest w nas i stała gotowość do oddawania chwały Bogu, i nieustająca troska o duszy własnej oczyszczenie, 1 niesłabnąca gorliwość w dziele wspierania bliźniego. Zachowywanie tych trzech obowiązków, najmilsi, zawiera w sobie wszystkich cnót zasługę, kształtuje w nas obraz i podobieństwo Boże i wiąże nieodłącznie z Duchem Świętym. Modlitwą utrzymuje się wiarę nieskażoną, postem — niewinne życie, jałmużną — ducha miłości. W środę przeto i piątek pośćmy. W sobotę zaś będziemy obchodzić wigilię u św. Piotra 9. Wstawiennictwem swoim raczy on poprzeć i modlitwy, i posty, i jałmużny nasze. Przez Pana Jezusa Chrystusa, tego Pana naszego, który z Ojcem i z Duchem Świętym żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Dziewięć tych mów na post grudniowy odnosi się do tzw. dni kwartalnych albo suchych. Posty kwartalne rozpowszechnione były w Kościele już za czasów św. Leona. Świadczą o tym jego słowa z Mowy 19, 2: „Mianowicie na wiosnę mamy post czterdziestodniowy przed Wielkanocą, w lecie przed Zielonymi Świętami, jesienny post obchodzimy we wrześniu, zimowy zaś w grudniu”. Najbardziej uroczyste zachowanie miały dni kwartalne w grudniu: 1-o dlatego, że w te dni papieże udzielali święceń klerowi, 2-o że stanowiły przeciwwagę „saturnaliów” j wypierały zwyczaje pogańskie, związane z zakończeniem roku, 3-o prawdopodobnie dlatego, że miały one być rodzajem podziękowania Bogu za łaski, otrzymane przez ludzi w ciągu minionego roku, że przyuczały ludzi do wstrzemięźliwości, zachęcały ich natomiast, aby w duchu chrześcijańskiej miłości czynili dobry użytek ze żniw, winobrania, ze zbioru oliwek itp. ukończonych na jesieni. Por. Mowa 12, 3 i 13 początek. Św. Leon utrzymuje, że suche dni grudniowe ustanowione były przez apostołów lub „Ojców świętych”. Twierdzenie to nie da się utrzymać. Historycy ustalili na podstawie rozbioru Liber pontificalis, że wprowadził je pap. Kalikst (219—223). Por. Germain Morin, L'origine des Quatre-Temps. Revue Benedictine, Mardesous XIV (1897), 337… Por. też L. Fischer, Die Kirlichen Quatember. München 1914.

2

Por. Rzym. 11, 17, 19.

3

Por. Mt. 5, 44; Łk. 6, 27.

4

Por. 3 Król. 17, 16.

5

Jan 2, 1.

6

Jan 6, 9.

7

Por. Mt. 25, 40.

8

Por. Dan. 4, 24; Ekl. 3, 33.

9

Takim wezwaniem kończy zazwyczaj swoje mowy na dni kwartalne.

Tags: św Leon Wielki post suche dni Adwent
2020-12-06

Św. Mikołaja, Biskupa Mireńskiego

Żył około roku Pańskiego 300

(Żywot jego był napisany przez Metafrasta.)

Święty Mikołaj urodził się w Patara, mieście w Azyi mniejszéj położoném, w połowie IIIgo wieku. Rodzice jego bardzo pobożni, jedyne to dziecię mając, i najstaranniéj je wychowali, i od dzieciństwa w cnoty chrześcijańskie wprawili. Był jeszcze niemowlęciem, kiedy się okazało że go Pan Bóg na wielkiego sługę Swojego przeznacza. Pierwiéj pościć niżeli jeść zaczął: bo gdy codziennie często ssał pierś matki, we środy i piątki raz tylko, i to w wieczór, przyjmował pokarm. Gdy podrósł, odznaczał się najskromniejszemi obyczajami, i jak mógł najdłużéj przebywał w kościele. Stronił od lekkomyślnych zabaw swoich rówienników, a na czytaniu ksiąg świętych, najwięcej czasu trawił. Miał stryja człowieka wielkiéj świątobliwości, który widząc w młodym synowcu swoim tak pobożne usposobienie, skłonił go do obrania stanu duchownego. Rodzice z radością zgodzili się na to, a on wkrótce kapłanem został, i zajaśniał wszystkiemi cnotami temu świętemu powołaniu właściwemi. Zajmując się gorliwie obsługą duchowną, wielkim był jałmużnikiem, u że posiadał znaczny majątek po rodzicach, hojnie wspierał ubogich, i starał się szczególnie aby o tém nikt nie wiedział.

Mieszkał w Patarze pewien znakomitego rodu szlachcie, który podupadł był zupełnie na majątku, i miał trzy córki dorosłe słynące z urody, a których już prawie nie miał czém wyżywić. Przyszła mu myśl niegodziwa, wydać te nieszczęsne dziewice na rozpustę, a tym sposobem i im i sobie sposób do życia zapewnić; z czego w najwyższéj rozpaczy były te poczciwe panienki, dotąd najprzykładniéj żyjące. Doszło to do wiadomości świętego Mikołaja. Ten niezwłocznie wziął znaczną ilość pieniędzy, i przyczepiwszy do nich kartkę z napisem: na posag twojéj najstarszéj córki i twoje utrzymanie, wrzucił taki worek z pieniędzmi w nocy przez otwór, do mieszkania tego niedobrego ojca. Ten szczerze obżałowawszy swój niepoczciwy zamiar, odstąpił od niego po takim dowodzie szczególnego nad nim miłosierdzia Bożego, i najstarszą córkę uczciwie za mąż wydał. Co widząc Mikołaj, tymże sposobem i dla drugiéj posag do mieszkania jéj ojca wrzucił, a gdy i ta wyszła za mąż, i trzecią tymże sposobem udarował, lecz już ze swoim dobrym czynem ukryć się nie mógł. Tak hojnie bowiem obdarzony przez niego ów szlachcic, słysząc upadający worek złota przez okno w nocy, wybiegł na ulicę, dogonił Mikołaja, a upadłszy mu do nóg, za jego dobrodziejstwa dziękował. Święty zaś nakazał mu aby o tém nikomu nie mówił, gdyż wszystkie dobre uczynki jak najskryciéj wypełniał.

Stryj jego dopatrzywszy w nim wielką skłonność do życia więcéj odosobnionego, wybudował umyślnie dla niego obszerny klasztor, umieścił w nim wielu zakonników, do których gdy przyłączył się i święty Mikołaj, wkrótce na przełożonego wybranym został. Zażywał tam przez czas pewien, większéj niż w zawodzie świeckiego kapłana ciszy, lecz zapragnąwszy życia pustelniczego, puścił się do Ziemi świętéj, z zamiarem osiedlenia się tam pomiędzy pustelnikami. Płynąc do Aleksandryi, przepowiedział żeglarzowi wielką burzę któréj on wcale się nie spodziewał, a gdy od niéj już prawie okręt miał zatonąć, za modlitwą Mikołaja morze się uciszyło. Podczas nawałności, spadł był majtek z wysokiego masztu 1 zabił się na miejscu. Święty pomodliwszy się nad nim, do życia go powrócił. W Aleksandryi, gdzie na wieść tych przez niego uczynionych cudów, wielką liczbę do niego opętanych i chorych zniesiono, wszystkich modlitwą swoją uzdrowił.

Zwiedziwszy miejsca święte, miał już iść na puszczę, kiedy podczas modlitwy, taki głos z Nieba usłyszał: „Mikołaju, wróć się do owiec któreś opuścił.” On wnosząc iż wolą Boga jest aby wrócił do swego klasztoru, przyszedł do niego, gdzie znowu wśród modlitwy powiedział mu głos z Nieba: „Nie to jest rola na któréj pożytek z ciebie mieć mam; idź do miasta Mirry między ludzi, aby Imię Moje przez ciebie uwielbione było.”

Niezwłocznie sługa Boży puścił się do tego miasta, w którém go nikt nie znał. Tam, podówczas, po śmierci Biskupa, zebrani byli okoliczni Biskupi, dla obrania nowego Pasterza; a gdy długo w tém do zgody przyjść nie mogli, udali się wszyscy wraz z ludem na gorącą modlitwę, prosząc aby im Pan Bóg wyraźnie wolę Swoję w tym okazał. Jakoż, objawił Pan Bóg jednemu z najstarszych, a wielkiéj świątobliwości Biskupowi, aby tego człowieka który nazajutrz najpierwszy do kościoła wejdzie, na Biskupa obrali. Tymczasem tejże nocy Mikołaj o niczém niewiedząc, przybywszy do Mirry udał się prosto do kościoła, a znalazłszy go zamkniętym, modlił się przy nim póki go nie otworzą. Skoro go otworzyli, pierwszy wszedł do niego, a Biskupi już tego pilnujący, pomimo oporu jaki stawił, na Biskupa Mirreńskiego go wyświęcili.

Objąwszy tę wysoką godność, rzekł sam do siebie: „Mikołaju urząd który cię spotkał, zmusza cię abyś już nie sobie żył, ale innym.” Odtąd téż zajaśniał cnotami najdoskonalszego Pasterza. Zastał w Dyecezyi swojéj, upowszechnione wielkie zbytki, których nawet dopuszczało się i duchowieństwo, nosząc bogate szaty. Zanim więc na to powstawać wyraźnie zaczął, sam się ubierał bardzo ubogo, i cały dwór swój Biskupi jak najskromniéj prowadził. Przytém codziennie jak najściśléj pościł, jednę tylko jadając potrawę, i to dopiéro późno wieczorem, aby tém więcéj miał przez dzień wolnego czasu do sprawowania obowiązków swojego pasterstwa, któremi ciągle był najgorliwiéj zajęty. Trudno téż wypowiedziéć, jak świętym był on Biskupem. O świcie już go było można widzieć w kościele, gdzie to pacierze kapłańskie wspólnie z innemi śpiewał, to święte Sakramenta sam udzielał, to słowo Boże głosił z kazalnicy, albo dziatki małe katechizmu uczył. Późniéj odwiedzał chorych i biednych po ich mieszkaniach, a tak na nich wszystko rozdawał, że nie raz naczynia domowe i najulubieńsze księgi swoje sprzedawał, byle miał za co jałmużnę czynić. Od południa do wieczora, załatwiał sprawy duchowne swojéj dyecezyi. Późniéj dawał posłuchanie wszystkim z jakiemibądź prośbami do niego zgłaszającym się. Ubodzy zaś, w każdéj porze dnia i nocy mieli do niego najwolniejszy przystęp. Co rok zbierał Sobór prowincyonalny, dla utrzymania karności w swojém duchowieństwie.

Tak sprawując swój pasterski urząd, przejmował się nie raz straszną trwogą ciężkiego rachunku jaki zda za niego przed Bogiem. Razu pewnego silnie nią przejęty, błagał Pana Boga na modlitwie aby go od Biskupstwa uwolnił, lecz usłyszał głos mówiący do niego: „Nie bój się Mikołaju, nie opuszczę Ja tego który w służbie Mojéj trwa wiernie.” Wielce tem pokrzepiony na duchu, trwał daléj w świętéj gorliwości mąż Boży, i Pan mu coraz więcéj błogosławił, a on coraz większych pożytków z prac swoich pasterskich zażywał.

Lecz wszczęte zostało pod Dyoklecyanem i Maksymianem cesarzami, srogie chrześcijan prześladowanie. Ogłoszono i w Mirrze wyrok cesarski nakazujący wszystkim chrześcijanom oddawanie czci bożkom, a to pod karą śmierci. Jednym z pierwszych których wielkorządca tego miasta uwięził, był święty Biskup, który owczarni swojéj nieodstępując, chociaż wiedział dobrze co go czeka, wszystkich do wytrwałości zachęcał, a tych którzy przed nim schwytani i uwięzieni byli, po więzieniach odwiedzał i pocieszał. Długo w ciemnéj i wilgotnéj ciemnicy był trzymany, wiele w niéj zniewag doznał, i byłby W końcu śmierć męczeńską poniósł, gdyby nie to że w tychże czasach wstąpił na tron Konstantyn Wielki, który pierwszy z cesarzów Kościoł wyswobodził. Wnet téż święty Mikołaj z więzienia wypuszczony został, a tém łatwiéj urząd swój sprawując pod rządami chrześcijańskiego i świętego Cesarza, wytępił do szczętu w Dyecezyi swojéj resztki pogaństwa i prawie wszystkie bałwochwalcze świątynie na kościoły pozamieniał. W takich razach słyszano niekiedy głośne ryki szatanów, gdy je z bożnic pogańskich wyganiał.

Pod tę porę odbywał się walny Sobór w Nicei, z trzechset ośmnastu Biskupów katolickich złożony, a głównie na potępienie kacerstwa Aryusza, przeciw bóstwu Chrystusa Pana bluźniącego, zgromadzony. Obecny na nim święty Mikołaj, zajaśniał świątobliwością, nauką i gorliwością, w zbijaniu szerzących się błędów.

Gdy wrócił do Mirry, w roku tym ciężki głód kraj cały dotknął. Za żadne pieniądze, znikąd zboża sprowadzić nie można było. Zdjęty wielką nad biednym ludem litością, święty Biskup uciekł się do modlitwy: a oto gdy pewien kupiec z Sycylii do Hiszpanii kilka okrętów ze zbożem prowadził, ukazał mu się we śnie Mikołaj kupujący to zboże i dający mu zadatek, aby je do Mirry dostawił. Przebudziwszy się kupiec znalazł zadatek przy sobie, i widząc w tém wolę Boską cudownie sobie objawioną, dostawił do Mirry tak wielką ilość zboża, że to mieszkańców od głodu uratowało.

Zdarzyło się, że cesarz Konstantyn skazał był na śmierć trzech swoich wysokich urzędników, niewinnie o zdradę posądzonych. Mając oni już nadzieję tylko w Panu Bogu, przypomniawszy sobie świątobliwość i cuda przez świętego Mikołaja czynione, w więzieniu będąc, jego pośrednictwa zawezwali. W nocy po któréj mieli być traceni, okazał się we śnie Mikołaj cesarzowi i rzekł do niego: „Wstań cesarzu, a trzech niewinnych twoich urzędników od kary śmierci na którą nie zasłużyli, uwolnij, jeśli nie chcesz kary Boskiéj na siebie ściągnąć.” Konstantyn spytał: „Ktoś ty jest?” – a on rzekł: „Jestem Mikołaj biskup Mirreński” i zniknął. Cesarz niezwłocznie kazał sprawę skazanych na śmierć najściśléj nanowo przetrząsnąć, o niewinności oskarżonych się przekonał, do łaski ich swojéj przywrócił, i z bogatemi kościelnemi podarkami do Mikołaja wysłał.

Takiemi i wielu innemi słynący cudami, za jednego z najuczeńszych i najświątobliwszyCh Biskupów swojego czasu poczytywany, gdy nadchodził czas, w którym go Pan Bóg po zgotowaną dla niego nagrodę do Nieba miał powołać, przygotowywał się Mikołaj do tego już tylko ciągle się modląc i śpiewając hymny, wśród czego pocieszało go Niebo widzeniem Aniołów. Zacząwszy ten psalm: „W Tobiem Panie nadzieję miał” i wymawiając te słowa: „W ręce Twe polecam ducha mojego” 1, zmarł świątobliwie dnia 6 Grudnia roku Pańskiego 327. Ciało jego najprzód złożone w Mirrze, wielu zasłynęło cudami, równie jak i w mieście Barze we Włoszech, dokąd późniéj przeniesioném zostało.

Pożytek duchowny

Wielkiéj przymnaża Bobie zasługi, kto przez uczynioną jałmużnę, nietylko w niedostatku wspiera bliźniego lecz jeszcze przez to chroni go od szkody na duszy, o którą wielu ubóstwo przyprawia. Tak właśnie uczynił święty Mikołaj, obdarzając ojca trzech biednych córek. Jeśli ci na to starczy, staraj się szczególnie o czynienie tego rodzaju jałmużny

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Mikołaja Biskupa, niezliczonemi cudami uświetnił; daj prosimy, abyśmy za jego zasługami i wstawieniem się, od płomieni piekielnych uwolnieni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1053–1055.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 961–962

Święty Mikołaj już w wieku chłopięcym wstrzymywał się w środy i piątki aż do zachodu słońca od pokarmu (Kościół wschodni nakazywał posty co środę i co piątek, zachodni co piątek i sobotę). Wnoszono stąd słusznie, że Bóg sobie szczególnie upodobał to dziecię i że je przeznaczył do wielkich rzeczy. Doświadczenie potwierdziło te domysły, Mikołaj był bowiem wielkim wobec Boga i wobec ludzi. Posty maluczkiego Mikołaja były oznaką szczególnego umiłowania Boga. Nie ma się też czemu dziwić, że matka nasza, Kościół święty, posty tak gorąco poleca i nakazuje.

  1. Posty są Bogu miłe. Wszakże ukochany Syn Jego, Pan Jezus, pościł przez 40 dni i nocy i dał nam tym samym przykład, jak mamy wielbić Boga i starać się Mu przypodobać. U Tobiasza św. czytamy słowa: „Modlić się, pościć, dawać jałmużny, jest lepiej, niż gromadzić złoto i srebro”. U świętego Mateusza czytamy, że posty nadają nam moc nad najgorszymi szatanami. „Tego rodzaju diabłów nie można się inaczej pozbyć, jak postem i modłami”. Pobożna wdowa Judyta pościła trzy dni, a Pan Bóg dał jej świetne zwycięstwo nad Holofernesem i nieśmiertelną sławę u ludu izraelskiego. Historia Estery uczy nas, że Bogu podoba się post dlatego, że uświęca ciało. Bóg nałożył pewien rodzaj postu już na pierwszych naszych rodziców w raju, zakazując im kosztować owocu z pewnego drzewa, a uczynił to dlatego, aby uświęcili swoją wolę posłuszeństwem, a ciało powstrzymywaniem się od skosztowania zakazanego jabłka. Przez post upokarzamy się wobec Boga, naśladujemy Chrystusa i oddajemy cześć Jego Męce.
  2. Posty są zbawienne. Prawdę tę głosi sam Kościół Boży w Prefacji Mszy świętej w czasie czterdziestodniowego postu i to w następujących słowach: „Słuszna i sprawiedliwa jest abyśmy Ci zawsze i wszędzie, wszechmocny i wiekuisty Boże, dzięki czynili, ponieważ postem ciała gładzisz grzechy, podnosisz ducha, rozdzielasz cnoty i nagrody w Imię Chrystusa Pana naszego”. Jest to powszechnym prawem, mającym wartość na ziemi i w Niebie. Płać, coś komu winien; dopuściłeś się krzywdy, wynagrodź ją; jeśli zgrzeszyłeś, odpokutuj grzech. Jeśli obrazę wyrządzoną Bogu sam na sobie karzesz, jeśli postem i umartwieniem odpokutujesz ją na własnym ciele, w takim razie przyrzekł ci Pan Bóg, że nie wzgardzi twym skruszonym i upokorzonym sercem i że ci dla twego żalu i pokuty wybaczy winę. Jeśli tę pokutę dobrowolnie podejmiesz, jeżeli wyprzedzisz sprawiedliwość Bożą dobrowolnym nałożeniem na siebie kary, Ojciec niebieski ulituje się nad tobą i zadowoli się daleko mniejszym zadośćuczynieniem, aniżeli go wymaga wielkość twego grzechu. Mieszkańcy grzesznej Niniwy pokutowali czterdzieści dni, a Bóg ocalił ich i zwolnił od zagrożonej zagłady. Wszakże i Pan Jezus pościł przez czterdzieści dni, aby swemu powołaniu należycie odpowiedzieć, aby przeciw szatanowi skutecznie walczyć, aby mężnie znosić cierpienia i męki krzyżowe. Wszyscy Święci naśladowali ten przykład dany przez Zbawiciela z jak najzbawienniejszym dla siebie skutkiem; potępieńcy tylko nie poszli za tym przykładem z wielką szkodą duszy swojej.

Krzepmy się przeto wszyscy postem już to nakazanym, już też dobrowolnym do walki przeciw odwiecznemu wrogowi duszy naszej.

Footnotes:

1

Psal. XXX. 2 6.

Tags: św Mikołaj „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup jałmużna miłość bliźniego arianizm post
2020-12-04

Św. Piotra Złotoustego, Arcybiskupa Rawetaneńskiego i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 449.

(Żywot jego był napisany przez Hieronima Rubio w jego historyi miasta Rawenny.)

Święty Piotr z powodu znakomitego daru wymowy przezwany Złotoustym (Chrisologus) narodził się we Włoszech w mieście Imola, przy końcu wieku czwartego. Od lat najmłodszych odznaczając się wielką pobożnością, po odbyciu zawodu nauk teologicznych, wyświęconym został na dyakona, przez Kornelego Biskupa jego rodzinnego miasta. W pismach téż swoich wspomina o nim z wielkiém uszanowaniem i z wdzięcznością, i nazywa go swoim ojcem; powiada że jaśniał on wysokiemi cnotami, i że całemu światu znanym był ze znakomitych czynów swoich. Pod przewodnictwem więc tak znakomitego mistrza, nasz Święty od młodości nawykał panować nad namiętnościami, dążyć do doskonałości, ćwiczyć się w życiu wewnętrzném i przyodziewać się w Chrystusa. Młodym téż będąc wstąpił do zakonu, i pozostał w nim aż go powołano na biskupstwo Rawenetańskie, co nastąpiło w sposób bardzo szczególny.

Po śmierci Jana Biskupa téj dyecezyi, Biskupi okoliczni zgromadzili się aby wraz z miejscowém duchowieństwem i ludem, wybrać po nim następcę. W liczbie zebranych wtedy Prałatów był i Biskup z Imola, któremu towarzyszył święty Piotr jako dyakon z jego dyecezyi. Wybór padł na pewnego duchownego z miasta Rawenny, który niezwłocznie udał się do Rzymu z posłami od Rawenatów którym przewodniczył Biskup Kornelli, aby u Papieża otrzymać zatwierdzenie wyboru. Z Biskupem Kornelim pojechał i święty Piotr. W wigilią przybycia ich do Rzymu, Papież, którym był podówczas święty Sykstus trzeci, miał w nocy widzenie. Okazali się mu święty Piotr książe Apostołów i święty Apolinary jego uczeń a pierwszy Biskup Rawenetański, między któremi stał młodzieniec, którego kazali mu zamianować Biskupem tego miasta. Nazajutrz gdy posłowie ztamtąd przybyli przedstawili się mu wraz z tym którego na Biskupa téj dyecezyi obrali, Papież spostrzegł pomiędzy nimi młodego dyakona świętego Piotra i poznał w nim onego młodzieńca w cudowném objawieniu wskazanego mu na Biskupa. Z tego więc powodu odsuwając przedstawionego kandydata, oświadczył iż Biskupem dyecezyi Rawenetańskiéj nie kogo innego tylko Piotra mianuje. Wszystkich to zdziwiło, a świętego Piotra najwięcéj. Upadł do nóg Papieżowi, błagając ze łzami aby tego nie czynił i nie obarczał go obowiązkami, które, jak to sądził w pokorze swojéj, przechodzą jego siły. Przytém sami posłowie Rawenetańscy, objawili swoje zasmucenie, że Ojciec święty odrzucał ich wybrańca i współobywatela, a dawał im na Pasterza młodego dyakona z obeéj dyecezyi. Lecz gdy Papież opowiedział im widzenie które go do tego skłoniło, wszyscy uznając w tém wyraźną wskazówkę woli Bożéj, poddali się jéj chętnie. Posłowie od téj chwili otoczyli należném uszanowaniem swojego przyszłego Pasterza, który lubo z wielkiém zasmuceniem, musiał się poddać rozkazowi Ojca świętego.

Wyświęcony niezwłocznie na kapłana, Piotr korzystając z pobytu w świętém mieście, prawie wszystek czas spędzał po kościołach, nawiedzając groby Męczenników: a przy ciałach świętych Apostołów Piotra i Pawła gorąco błagał Pana Boga o potrzebne łaski, aby swój urząd apostolski godnie mógł sprawować. Przybywszy do Rawenny, zastał tam cesarza Walentyniana, z jego matką Gallą-Placidą, którzy go wraz z całém duchowieństwem i ludem z wielką radością przyjęli, gdyż już on powszechnie znanym był z wysokiéj swojéj świątobliwości i niepospolitéj nauki. W następną zaraz niedzielę wyświęcony został na Arcybiskupa wśród wielkiéj uroczystości, na któréj byli obecni i cesarstwo z całym dworem swoim. Przemową jaką miał wtedy do ludu zjednał sobie serca wszystkich, i przekonał o wysokim darze wymowy, dla którego późniéj nazwano go Złotoustym. Mówił głównie o powinnościach dobrego pasterza, i zobowiązywał się uroczyście starać się spełniać je jak najwierniéj, co téż i święcie dochował. Lecz oraz przydał w końcu, odzywając się do swoich dyecezyan, że kiedy on dla ich zbawienia, przyjął na siebie ciężkie i wielkiéj odpowiedzialności brzemię obowiązków biskupich, a uczynił to jedynie z posłuszeństwa Papieżowi i dla pożytku ich dusz, prosi więc ich i zaklina, aby się okazali uległemi jego naukom i we wszystkiém prawo Boskie jak najwierniéj spełniali.

Święty ten Pasterz dotrzymał tego co obiecywał ludowi swojemu wstępując na stolicę Biskupią, a gorliwością, przykładem cnót najwyższych i znakomitą a pełną namaszczenia Ducha Świętego wymową, najzbawienniéj wpłynął na powierzoną jego pasterskiéj pieczy trzodę. W krótkim czasie zniósł różne zwyczaje jeszcze z pogaństwa pozostałe, i ducha pobożności w ludzie swoim rozżywił. Powstawał najsurowiéj przeciw niektórym zabawom publicznym odbywanym przez pogan których tam jeszcze była pewna liczba, a w których mieli zwyczaj i chrześcijanie uczestniczyć chociaż byłyto zabawy skromność obrażające. Najnieprzyzwoitszemi były rodzaje przedstawień teatralnych, podobne dzisiejszym tak zwanym baletom, a na których chrześcijanie nawet nie tylko byli widzami lecz i aktorami. Przeciw temuto rodzajowi wszeteczności, powstając święty Arcybiskup, w jednym z kazań wyrzekł to pamiętne zdanie: „Kto weseli się z szatanem, nie będzie królował z Chrystusem.” Gorliwie przytém zachęcał swoich dyecezyan do uczynków miłosierdzia, w czém sam był im przykładem, prawie wszystkie dochody swoje rozdając ubogim.

Przypominał także wiernym obowiązek poszczenia i potrzebę wytrwałéj modlitwy, jako głównego środka otrzymywania łask niezbędnych do zbawienia. W jednéj z przemów swoich tak się o tém wyrażał: „Gdy prosimy Boga o łaski, trzeba prosić z pobożném naleganiem i kołatać do drzwi jego miłosierdzia, nieustając w modlitwie; a jeśli Pan odwleka chwilę w któréj ma nas obdarzyć tém o co Go prosimy, znosić to należy z pokorną cierpliwością. Kto narzeka na to że nie został wysłuchanym skoro się raz pomodlił, dowodzi że nie jest żebrzącym o łaskę, lecz pyszałkiem wymagającym jakby na mocy jakowéj władzy, tego co się wydaje być mu przynależném. Wzorem jaką ma być modlitwa nasza, jest owa przypowieść Pańska o człowieku który w nocy prosił o trzy chleby dla jednego ze swoich przyjaciół, i otrzymał je nie inaczéj jak za pokorném i wytrwałém naleganiem. Lecz modlitwa, jest dopiéro jednym z trzech środków utwierdzających nas w dobrém; dwoma drugiemi są: post i uczynki miłosierdzia. O co modlitwa prosi, to post niejako popiera, a miłosierdzie ostatecznie od Boga uzyskuje. Ztąd téż modlitwa, post i miłosierdzie chrześcijańskie są tak z sobą zespolone, że nawzajem się ożywiają. Post jest jakby duszą modlitwy, a miłosierne uczynki są życiem postu. Niech więc ich nikt nie rozłącza: kto jednego tylko z tych trzech środków używa, zdobywa się na mało, zkąd wypływa, że kto się modli powinien i pościć, a kto pości i modli się, powinien także spełniać i uczynki miłosierdzia.”

Miewał ten mąż Boży kazania z tak świętym zapałem że niekiedy tracił mowę na kazalnicy, co mu się zdarzyło także, gdy miał kazanie o owéj niewieście upływ krwi cierpiaeéj o któréj wspomina Ewangelia święta, co tak zbawiennie wzruszyło słuchaczów i do takiéj pobudziło wszystkich skruchy, do takiego płaczu i modlitwy, że Święty głos odzyskawszy, dziękował Panu Bogu że raczył sprowadzić najpożądańsze pożytki na dusze słuchających jego kazania z tego właśnie, co miało go zupełnie niepożyteczném uczynić.

Poczytywany był w całym Kościele za tak znakomitéj nauki Prałata, że Papież Leon I. jemu powierzył wypracowanie dla Soboru Kaledońskiego rozprawy wyświecającej i zbijającéj błędy głośnego podówczas kacerstwa Eutychianów. Prócz tego święty Piotr i wprost od siebie samego wystosował do herezyarchy Eutychiusza list dogmatyczny, który został zamieszczony w aktach tegoż Soboru.

Po ośmnastoletnim zarządzie kościołem Rawenetańskim, święty Piotr odebrał od Boga objawienie o blizkiéj swojéj śmierci. Udał się wtedy do miasta rodzinnego Imola, gdzie go z wielką czcią przyjął lud cały i Biskup Prokop, którego sam był wyświęcił. Nazajutrz po przybyciu poszedł do głównego kościoła świętego Kassyana, w którym przed laty przyjął był pierwsze święcenie na dyakona, i tam Mszę świętą odprawił. Po jéj ukończeniu, złożył na głównym ołtarzu w ofierze złotą koronę wysadzoną drogiemi kamieniami i podobnyż kielich z patyną, która dotąd posiada tę cudowną własność, że woda z jej brzegów spuszczana uzdrawia dotkniętych wścieklizną. Potém odprawił do Rawenny kapłanów i wielu mieszkańców tego miasta którzy go odprowadzali polecając im aby wszelkiéj dołożyli pilności w wyborze nowego po nim Pasterza, a miejscowego Biskupa prosił, aby dla miłości Boga, dał mu miejsce na grób przy tymże ołtarzu. Następnie modlił się głośno do świętego Kassyana w te słowa. „Proszę Cię błogosławiony Kassyanie Męczenniku, abyś się wstawił za mną do Boga. Byłemci jakby twoim domownikiem, gdyż w tym kościele twoim wychował mnie Korneli Biskup téj dyecezyi: wróciłem znowu do Ciebie, a przy twoim ołtarzu oddając duszę moję Bogu, tobie polecam moje ciało.” Poczém udzieliwszy błogosławieństwa zebranemu ludowi, w téjże chwili zasnął w Panu, co nastąpiło dnia 2 Grudnia roku Pańskiego 450. Ciało jego w tymże kościele, obok ciała świętego Kassyana spoczywa. Papież Leon XII ogłosił go Doktorem Kościoła.

Pożytek duchowny

O! jak zbawienne upomnienie zawierają w sobie te słowa świętego Piotra Złotoustego, które wyrzekł na kazaniu przeciw nieobyczajnym tańcom: „Kto się weseli z szatanem powiedział, nie będzie królował z Chrystusem.” Uważaj czy do zabaw którym się niekiedy oddajesz, niestosuje się to groźne upomnienie, i jeśli tak jest postanów ich zaniechać koniecznie.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś błogosławionego Piotra Chryzologa, wielkiego mistrza prawd świętych cudownie wskazanego przez Ciebie, do szerzenia i nauczania Kościoła Twojego, wybrać raczył, spraw prosimy, abyśmy tego który nam na ziemi wskazywał drogę do Nieba, teraz w niebie mieć pośrednikiem zasłużyli sobie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 1046–1048.

Tags: św Piotr Złotousty „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna arcybiskup doktor modlitwa post uczynki miłosierdzia sobór chalcedoński
2020-10-24

Św. Rafała Archanioła

Objawił się Tobiaszowi na lat 700 przed Chrystusem Panem.

(Szczegóły poniższe wyjęte są z Pisma Bożego.)

Święty Rafał którego uroczystość Kościół Boży dziś obchodzi, jest jednym z Archaniołów otaczających tron Boski. W jedném tylko miejscu Pisma Bożego jest o nim wyraźna a długa wzmianka, a to w historyi młodego Tobiasza, do którego Pan Bóg raczył go zesłać, a przez niego całą tę rodzinę różnemi łaskami obdarzyć. Pismo święte tak to nam opowiada.

Kiedy Pan Bóg za karę odstępstwa Swojego wybranego narodu, zesłał na nich króla Assyryjskiego Salmanazara, który pobiwszy ich, wielu wziął do niewoli, w téj liczbie był i Tobiasz, z pokolenia i miasta Neftali, człowiek od lat młodych wielkiéj świątobliwości, który wiary w prawdziwego Boga nigdy nie odstępował. Zaprowadzony do Assyryi, mieszkał w Niniwie, i tam znowu odznaczył się jak najściślejszém zachowywaniem praw Starego zakomu, a oraz i miłosiernemi uczynkami które spełniał względem swoich współwyznawców, razem z nim w niewoli pogańskiéj jęczących. Wspierał ich ile mógł, utwierdzał w wierności ich religii, grzebał ich ciała, chociaż się w tém nieraz na wyraźną śmierć narażał: gdyż to było przez Assyryjczyków najsurowiéj zakazane. Słowem był dla wszystkich wzorem cnót najwyższych. Pojął za żonę dziewicę ze swojego pokolenia imieniem Annę i z niéj miał syna któremu imię dał takie Tobiasz, a od dzieciństwa wyuczył go czcić Boga i unikać grzechu.

Zdarzyło się dnia pewnego, że gdy spracowany miłosiernemi usługami, usnął przy ścianie pod swoim domem, z gniazda jaskółki które nad nim było, spadł na oczy jego gnój, który go o zupełną ślepotę przyprawił. Tobiasz, z pokorném poddaniem się woli Boskiéj zniósł to nieszczęście, nietylko nigdy nieutyskując, ale nawet oddając za to chwałę Bogu.

Lecz źli ludzie urągali mu z tego powodu. „Gdzież jet, mówili, Bóg w którym twoję nadzieję złożyłeś, przez wgląd na którego tyleś jałmużn rozdawał? Wszystko widać na nic ci nie posłużyło, kiedy teraz ślepotą dotknięty zostałeś.” A Tobiasz i takie urąganie pokornie znosił, tylko modlił się do Boga żeby go pocieszyć raczył. Dnia zaś pewnego gdy mu nietylko obcy ludzie, ale już i żona tę jego ślepotę wymawiała, z płaczem błagał Pana Boga aby go od tego nieszczęścia uwolnić nie omieszkał.

Gdy się to działo w Niniwie z Tobiaszem, w tymże samym dniu w mieście Ragiesie daleko ztamtąd bo w krainie Medów położoném, pewna kobieta imieniem Sara, córka Raguela bogatego mieszkańca tego miasta, podobnież jak Tobiasz niewinnie cierpiąc, doznała dotkiwego urągania.

Byłato niewiasta wielkiéj świątobliwości, lecz przed ludźmi: jakby hańbą okryta, gdyż siedem razy wydawana za mąż, nietylko dzieci nie miała, co w starym zakonie wielką sromotą było, lecz wszystkich mężów, zaraz po ślubie, czart zabijał. Razu pewnego gdy upomniała o jakiś występek służącą swoję, tę obelżywą odebrała od niéj odpowiedź: „Zabójczyni mężów swoich, obyś nigdy potomstwa twego nie oglądała.” Co usłyszawszy Sara, poszła na górę do izdebki, a trzy dni niejedząc i niepijąc modliła się z płaczem, prosząc aby ją Pan Róg z tego wstydu wyzwolił.

Owóż obojga tych. dusz pobożnych: to jest Tobiasza z Niniwy i Sary z Ragesu połączyły się razem modlitwy przed majestat Boski; a Pan Bóg postanowił zesłać na ziemię świętego Rafała Archanioła, aby przez niego okazać nad nimi wielkie swoje miłosierdzie, co nastąpiło w ten sposób.

Tobiasz pożyczył był znaczne pieniądze niejakiemu Gabelowi, który mieszkał w Ragiesie. Gdy zdawało mu się że już niedługo pożyje, polecił młodemu Tobiaszowi synowi swojemu, aby się udał do tego miasta dla odebrania od Gabela należności, i kazał mu poszukać sobie jakiego towarzysza podróży, któryby go tam zaprowadził. Wyszedł tedy młody Tobiasz na ulicę i zaraz spotkał młodzieńca przecudnéj postawy, a tak ubranego jakby już do podróży znajdował się gotowym. Byłto właśnie Anioł-Rafał, którego tam Pan Bóg, w widokach swojego miłosierdzia na tę świętą rodzinę zsyłał, lecz młody Tobiasz niedomyślając się tego, zapylał go: „Zkąd jesteś dobry młodzieńcze?” A on odpowiedział: „z synów Izraelskich.” – „A czy znasz drogę do krainy Medów?” powiedział znowu Tobiasz. – „Znam odrzekł młodzieniec, i często ją odbywałem udając się do miasta Ragies, w którém w czasie mego pobytu mieszkałem w domu Gabela, naszego współrodaka.” Uradowany młody Tobiasz że taki nastręcza mu się towarzysz, prosił go aby chwilę poczekał, a sam pobiegł oznajmić to ojcu który i sam tém wszystkiém zdziwiony, kazał prosić do siebie owego nieznajomego. Ten wszedłszy pozdrowił go mówiąc: „Niech ci zawsze będzie wesele.” A Tobiasz na to: „jakże wesołym byś mogę ja, który ślepotą dotknięty światłości niebieskiéj nie widzę?” – „Pociesz się, odpowiedział mu na to młodzieniec, już niezadługo Pan Bóg wzrok ci przywróci.” Potém spytał stary Tobiasz nieznajomego czy może zaprowadzić syna jego do Gabela, mieszkającego w mieście Rages w Medyi, i obiecał mu za to po powrocie nagrodę. „Zaprowsdzę i przyprowadzę ci go na powrót” odrzekł mu na to Anioł. Lecz Tobiasz, chcąc wiedzieć kim on jest, pytał go znowu o rodzinę i pokolenie z jakiego pochodzi, na co odrzekł mu Święty Rafał: „Niepotrzebnie mnie oto pytasz. Ale jeżeli chcesz koniecznie o tém wiedzieć, oto powiem ci że jestem Azaryasz, syn wielkiego Ananiasza.” W czém nie było kłamstwa, gdyż po hebrajsku Azaryasz znaczy pomoc Boża, prócz tego święty Rafał przybrał był w istocie na siebie postać Azaryasza syna Ananiasza. Zdziwiony Tobiasz iż z tak znakomitego pochodzi ten młodzieniec rodu, zaczął go pokornie przepraszać, iż z razu obchodził się z nim jakby z najmującym się przewodnikiem, lecz święty Rafał niedając ma mówić dłużéj uspokoił go raz jeszcze o syna mówiąc: „Ja zdrowego zaprowadzę, i zdrowego ci napowrót przywiodę.” Wtedy rzekł Tobiasz: „Idźcie szczęśliwi, a Bóg niech będzie w drodze waszéj, a Anioł Jego niech wam towarzyszy.” Potém przygotowawszy wszystko co mieli wziąść z sobą, pożegnał młody Tobiasz ojca i matkę, i wraz z niebieskim przewodnikiem swoim puścił się w drogę.

Lecz skoro wyszli rozpłakała się matka, mówiąc do męża: „podporę starości naszéj odjąłeś nam. Nie warte były pieniądze te aby syna, który nam za wszystkie stawał bogactwa, na taką daleką podróż narażać.” Tobiasz zaś cieszył ją mówiąc: „Wróci się zdrów syn nasz, wierzę iż Anioł Boży z nim jest.”

Tymczasem młody Tobiasz ze świętym towarzyszem swoim dążył ku Mezopotamii, a nadszedłszy do rzeki Tygru, gdy strudzony podróżą usiadł i nogi w niéj moczył, straszna ryba jakaś rzuciła się na niego. Przeraził się tém wielce i zawołał o ratunek do świętego Rafała. Ten kazał mu schwycić rybę za skrzele, wyciągnąć na brzeg, i rozpłatawszy ją wyjąć z niéj wątrobę i żółć, mówiąc że dym wątroby odgania złe duchy, a żółć jest lekarstwem od ślepoty.

Gdy przybyli do miasta Regiesu, święty Rafał zaprowadził Tobiasza nie do Gabela, lecz do Raguela ojca owéj Sary o któréj wyżéj wspomniano, i poradził mu aby prosił o jéj rękę. A kiedy się Tobiasz obawiał, aby z nim to samo nie stało się co z poprzednimi jéj mężami, którzy wszyscy zaraz, byli po ślubie pomarli, święty Rafał wytłómaczył mu przyczynę ich śmierci. Powiedział mu że tamci zabierali się do małżeństwa niemając Boga w sercu, lecz tylko dla dogodzenia swojéj zmysłowości; a że w takich małżeństwach, ludzie stają się niewolnikami złego ducha, Bóg przeto chciał zostawić ten przykład ich kary dla nauki całemu światu, iż do stanu małżeńskiego zabierać się należy nie ze zwierzęcéj namiętności, lecz głównie w celu mienia potomstwa, któreby pomnażało chwałę Boga na ziemi, a liczbę wybranych w Niebie. Przytém nauczył go Rafał jak ma się zachować z małżonką, aby błogosławieństwo Boże na małżeństwo swoje ściągnąć. Tobiasz usłuchał we wszystkiém rady świętego Rafała, pojął Sarę za żonę, złe duchy odegnał dymem wątroby rybiéj jak mu to święty Rafał wskazał, a także, wedle jego polecenia, całe pierwsze trzy dni i trzy noce po ślubie spędził z Sarą tylko na modlitwie, przez co sobie obfite na zawsze błogosławieństwo Boże uprosili.

Wciągu tego wszystkiego, młody Tobiasz nie domyślał się wcale kim jest święty Rafał, a doznawszy już tyle od niego dobrodziejstw, i dowodów przychylności, prosił go aby poszedł do Gabela i upomniał się o dług ojca jego. Oddał mu i tę posługę ten święty Archanioł, odebrał pieniądze od Gabela, i nawet przywiódł Tobiasza do domu Raguela, gdzie tenże ujrzawszy młodzieńca przycisnął go do serca, jako syna starego swojego przyjaciela i serdecznie mu pobłogosławił.

Tobiasz zabawił pewien czas z żoną u jéj rodziców, poczém zapragnął powrócić do swoich. Wtedy Raguel dał w posagu córce połowę swojego wielkiego majątku, resztę zapewniając jéj po swojéj śmierci i wyprawił ich do Niniwy. Święty Rafał wiernie im towarzyszył, a gdy byli w pół drogi, doradził Tobiaszowi, aby oni dwaj tylko pośpieszyli do ojca, a Sara z czeladzią i dobytkiem aby pomału za nimi zdążała. Uczynił tak Tobiasz, a gdy już do Niniwy zbliżali się, polecił mu znowu Anioł żeby gdy przyjdzie do domu ojcowskiego, najprzód pokłonił się Panu Bogu i serdeczne Mu złożył dzięki, a potém ucałowawszy ręce ojcowskie, żółcią owéj ryby oczy mu namaścił. Spełnił to wszystko młody Tobiasz, i w pół godziny po namaszczeniu oczu starego Tobiasza żółcią rybią, tenże wzrok najdoskonalszy odzyskał, co widząc i żona i wszyscy obecni, razem z nim dzięki oddali Bogu. Nadjechała potém i Sara z dostatkami swemi, wszystko to rozgłosiło się w całém mieście, i znajomi starego Tobiasza, a między nimi i ci którzy mu urągali przedtém, przyszli radując się z tych wielkich pociech jakie Pan Róg na niego zesłał, i weseląc się wielbili z nim Pana.

Obydwaj Tobiaszowie uznając wielkie dobrodziejstwa jakie zawdzięczali świętemu Rafałowi, a zawsze mniemając iż jest tylko człowiekiem, chcieli mu okazać swoję wdzięczność i prosili aby przyjął od nich połowę całego majątku, lecz on im rzekł wtedy: „Błogosławcie Pana, i przed wszystkimi wychwalajcie Go iż okazał nad wami tak wielkie miłosierdzie Swoje. Modlitwa połączona z postem wielkiéj jest zasługi przed Bogiem; dawanie zaś jałmużn większe człowiekowi przynosi pożytki niż skarby złota: jałmużna bowiem od śmierci dusze wyzwala, grzechy oczyszcza i sprawia że się dostępuje miłosierdzia Boskiego i żywota wiecznego. Kiedy ty Tobiaszu modliłeś się ze łzami, a przy tém spełniałeś różne uczynki miłosierdzia, jam zanosił modlitwę twoję przed Pana Boga, który tylko dla tego różnemi cię dotknął był upokorzeniami, żeś wielce Mu jest miły, i przez to chciał cię doświadczyć i uświęcić. Toż samo zaszło i z Sarą teraźniejszą żoną twojego syna: którą Pan Bóg chciał także wyprobować, a potém z jéj sromoty uwolnić, i po to mnie zesłał, abym ciebie ze ślepoty uleczył, a Sarze dał męża godnego jéj cnót. Bo teraz już całą prawdę objawiam wam, i tajemnicy nie zataję: jestem Anioł Rafael, jeden z siedmiu którzy stoimy przed Panem.” Gdy to usłyszeli Tobiaszowie padli twarzą na ziemię a święty Rafał zniknął, oni zaś trwali na modlitwie trzy godziny, wielbiąc Boga, i powstawszy opowiadali drugim dziwne nad nimi sprawy Pańskie, co słysząc wszyscy powtarzali: „Wielkim jesteś Panie, chwała Tobie na wieki.”

Po odzyskaniu wzroku, stary Tobiasz żył jeszcze lat czterdzieści dwa, doczekał się synów wnuków swoich i całe plemię jego opływało we wszelką pomyślność tak, iż stali się i Bogu i ludziom miłymi.

Otóż, jak wiele szczegółów zawiera Pismo Boże, o objawieniu się i pobycie świętego Rafała na ziemi. Imię jego w hebrajskim języku znaczy lekarstwo Boże albo pomoc Boża. Że zaś z historyi młodego Tobiasza widzimy iż zasłał ma go Pan Bóg na opiekuna i stróża w podróży, z tego powodu jest on uważany za głównego Patrona podróżujących, i dla tego przy błogosławieństwie kościelném jakie się udziela udającym się w drogę, jego się w szczególności wzywa.

Pożytek duchowny

Najważniejszą dla chrześcijanina ze wszelkich podróży jakie odbywać może, jet wędrówka po téj ziemi, którą zdążać powinniśmy do Nieba. Jeśli więc w każdéj pielgrzymce, według zwyczaju Kościoła wzywać należy opieki świętego Rafała Patrona podróżujących, to najbardziéj uciekać się do niéj powinieneś i używać Jego pomocy do drogi życia twojego, aby cię prze nią szczęśliwie do Nieba zaprowadził.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Rafała Archanioła, Tobiaszowi słudze Twojemu, za towarzysza w drodze przeznaczył, daj prosimy nam sługom Twoim, abyśmy zawsze jego strażą osłonieni byli i wsparci jego pomocą. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 909–912.

Tags: św Rafał Archanioł „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Tobiasz małżeństwo post modlitwa jałmużna
2020-09-16

Mowa 94 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 426–429.

  1. Najmilsi! Wiem o tym co prawda, że większość z was, przestrzegającej pilnie obowiązków chrześcijanina, nie potrzeba dopiero od nas przypomnień i zachęty. I wykształcenie i pobożność nie pozwala jej przeoczać rzeczy, z dawna ustanowionych i utrwalonych w obyczaju. Ale ponieważ obowiązkiem kapłana jest obejmować wspólną pieczą wszystkie dzieci Kościoła, więc wszystkich bez różnicy pobudzamy do tego, z czego i wykształceni i niewykształceni, a jednakowo nam drodzy, mają korzystać. Ten post, mianowicie, jaki nam powracający miesiąc wrzesień nakłada, obchodźmy społem z radosną wiarą, umartwiając duszę i ciało. Chociaż zmniejszenie pokarmu zdaje się być w bezpośrednim związku właściwie tylko z ciałem, to jednak wszystko, co zmysłom pozwalamy lub odmawiamy, dotyczy tak ciała, odbierającego rozkazy, jak ducha je wydającego. Ponieważ więc każdy człowiek jest obowiązany do dwojakiego rodzaju wstrzemięźliwości, i żadnego z naszych działań nie należy przypisywać tylko ciału, a mnóstwo ich tylko do duszy się sprowadza, więc już sam rozum każe przyznać, jak nieprzystojna i niesprawiedliwa rzecz byłaby to, gdyby podwładny lekceważył rozkazy przełożonego. Ale żeby z pożytkiem rozumny duch ćwiczył ciało, winien też i sam siebie utrzymywać w karbach. Bo nie tylko cielesnym, ale i duchowym pożądaniom, jeśli są grzeszne, opierać się należy, słuchając słów Pisma św.: „nie chodź za pożądliwościami twym i odwracaj się od twej woli” (Ekl. 18, 20; Por: Rzym. 6, 12; 13, 14), Pościsz, wstrzymując się od tego, czego zmysły pragną, pość też, poskramiając złe chęci wewnętrznej istoty swojej. Chcieć tego, co zakazane – to najgorszy pokarm. Tuczyć się, znajdując zadowolenie w sromotnym zysku, w nadętej pysze, w nasycaniu się zemstą – najszkodliwsza to trucizna dla duszy. Wprawdzie i ciało podlega wzruszeniom od tych namiętności, ale cała odpowiedzialność sprowadza się do źródła (duszy). Skąd początek chcenia, stąd jakość i ocena postępowania. Ukrócić tedy złe zachcianki w sobie – oto najlepszy post i największy! Wstrzemięźliwość bowiem wtedy tylko jest owocna, kiedy zewnętrzne umartwienie pochodzi z wewnętrznego opanowania.
  2. Chcąc więc, najmilsi, odbyć prawdziwy i duchowy post, taki, co by i ciało, i duszę uświęcił oczyszczającą mocą, w nim zawartą, musimy dogłębnie przeorać tajniki serc naszych i zbadać bezstronnie, co im w smutek, a co w radość się obraca. Jeśli tam tkwi jakieś próżne samochwalstwo, jaki korzeń chciwości, lub jad nienawiści, niech z nich dusza nie czerpie ani krzty pożywki. Zaciekawiona cnót wykwitnym smakiem, niebieskie biesiady niechaj przenosi nad ziemskie rozkosze. Niechże człowiek zawsze uświadamia sobie szlachetne swoje pochodzenie, i pomni, że jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże! (por. Rodz. 1, 26.; Mądr. 2, 23); a nie zraża się do tego stopnia tą nędzą, w jaką go pogrążył grzech pierworodny, na wszystkich ciążący (por. Rodz. 3, 16.; Ekl. 40, 1; Rzym. 5, 12), żeby nie miał śmiało sięgać po łaskę miłosierdzia, jaką mu Zbawiciel do naprawy podaje. Toć on sam powiada: „bądźcie świętymi, bom ja jest święty” (Kapł. 19, 2; por. 1 Piotr 1, 16); tj. mnie wybierajcie, a od tego, co mnie się nie podoba, powstrzymujcie. Czyńcie, co ja miłuję; miłujcie, co ja czynię. Jeśli przykazanie moje będzie wam wydawało się trudne do spełnienia, uciekajcie się do tego, który wam je nałożył; niech daje pomoc, kto dał rozkazanie. Użyczyłem wam dobrej chęci, nie odmówię możności jej wykonania. Postem powściągajcie, co mi jest przeciwne, wstrzemięźliwością, co ze mną się nie godzi. Jam waszym pokarmem, jam waszym napojem. Co moim jest, nikt tego nie będzie łaknął bezskutecznie: kto bowiem pragnie do mnie dotrzeć, szuka mnie, bo ja już w nim jestem.
  3. Każda niemal stronica Pisma św. obfituje w takie pobudki, którymi. On nas zachęca, najmilsi, do sięgania po nieodmienne dobra i wiecznotrwałe radości. Nauka obu Testamentów budzi w nas przywiązanie do prawdziwych, a odrazę do złudnych. Boć nie da się osiągnąć obiecanych, nie strzegąc przykazanych, A czyż nie najsłuszniejsza to rzecz, żeby człowiek pełnił wolę tego, czyj obraz w sobie nosi, a odmawiając sobie pokarmu, odrzekał się zarazem od zakonu grzechu? (por. Rzym. 7, 23). Toć ćwiczenie się we wstrzemięźliwości dlatego właśnie rozłożone jest na cztery pory roku, aby te wciąż na nowo powtarzające się okresy czasu przypominały nam, że i w wędrówce doczesnej, obracającej się w kręgu zmian i niepokojów, potrzeba nam nieustannych oczyszczeń i ciągłego starania się o zmycie grzechu. Grzech zaciągany przez ułomność cielesną i złe popędy, niech czeznie stale pod działaniem postu i jałmużn!
  4. Popośćmy tedy nieco, najmilsi! Ograniczmy trochę nasze zwykłe potrzeby, aby za to biednych móc wspomagać. Ciesz się, człowiecze, współczując innym, na myśl, jakie owoce miłosierdzia na ciebie czekają. Radosnym sercem dając, osiągniesz to, co i w życiu przyszłym nieodzowne jest do szczęścia. Boć miłość bliźniego jest miłością Boga, tego Boga, który oświadczył, że w tej dwojakiej miłości łącznie zawiera się pełnia Zakonu (por. Mt. 22, 40). Dlatego niechaj nikt nie wątpi, że, co bliźniemu wyświadcza, samemu Bogu składa w ofierze. Toć to Pan i Zbawiciel, gdy o żywieniu i wspomaganiu ubogich nauczał, wyrzekł te słowa: „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili” (Mt. 25, 40).

    W środę więc i w piątek pośćmy; w sobotę zaś odprawimy wigilie u św. Piotra Apostoła. Wierzymy, że jego zasługi i wstawiennictwo muszą nam dopomóc, abyśmy przez post nasz i ofiarność znaleźli łaskę u miłosiernego Boga, przez tego Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje jako Bóg na wieki wieków. Amen.

Tags: św Leon Wielki post suche dni
2020-09-16

Mowa 93 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 424–426.

  1. Najmilsi! Wszelkie wpajanie praw Bożych w serca wiernych zmierza przede wszystkim do tego, żeby się nauczyli panować miłością prawą nad nieprawą i upodobaniem w sprawiedliwości rugowali żądzę grzeszenia, stosownie do słów Pisma św.: „nie chodź za pożądliwościami twymi i odwracaj się od twej woli” (Ekl. 18, 30. Por. Rzym. 6, 12.; 13, 14). Co może oznaczać ten zakaz ulegania namiętnościom, skoro widzimy w duszach ludzkich także i liczne dobre pożądania i chwalebne chęci? Oto niedopuszczanie takich tylko pożądań i zaniechanie takich chceń, które wyłącznie z nas się rodzą. Aby więc człowiek odróżniał pożądania, z Boga pochodzące, od swoich, słusznie mu powiedziano: „nie chodź za pożądliwościami twymi”! Wiedząc, które są jego tylko własne, ma ich unikać, Nie bez powodu zatem Pan w pozostawionej nam modlitwie kazał mówić do Boga: „bądź wola twoja” (Mt. 6, 10), a nie „dziej się wola nasza” tj. pochodząca z podniety naszego ciała, a nie z natchnienia Ducha Św. Bez trudności zaś rozumiemy, skąd powstaje w nas owo chcenie, któremu zawsze należy się opierać, gdy pomyślimy, żeśmy dziećmi Adama, i gdy nie wątpimy, że po grzechu prarodzica rodzaju ludzkiego w odroślach musi być to samo skażenie, co w korzeniu (Rodz. 8, 21; Rzym. 7. 23). Chociaż zaś przez laskę Pana naszego Jezusa Chrystusa nie jesteśmy już starym, ale nowym stworzeniem (2 Kor. 5, 17; Dz. 43, 19; Obj. 21, 5), chociaż niebieski człowiek ziemskiego przeobraził całkowicie, to jednak niezbędna jest nam walka z pożądliwością cielesną, dopóki żyjemy w ciele. Tylko na dobre wychodzi to duszy, oddanej Bogu, gdy lęka się upadku i ma co przezwyciężać. Boć „moc w słabości doskonalszą się staje” (2 Kor. 12, 9). Co nas ćwiczy w odporności, to nas do chwały prowadzi.
  2. Musimy zatem, najmilsi, odwracać się od wszystkiego, co nas zdradliwym uwodzi powabem, i zakonem Bożym przezwyciężać „zakon grzechu będący w członkach naszych” (Rzym. 7, 23). Choćby nawał ponęt przez wszystkie zmysły wabił nas w swe sidła, dusza, w Bogu widząca swe najwyższe dobro i prawdziwe szczęście, będzie się rozkoszowała przestworzem mądrości i światłem prawdy w klarownej ducha dziedzinie. Boć czyż rozumny człowiek, zastanawiając się nad sobą i sumiennie oceniając wszystkie czyny swoje, w niegodnym postępowaniu znajdzie choć cząstkę tego zadowolenia, jakie mu daje rzetelna prawość? Albo czyż będzie mógł porównać przyjemności zmysłowe z tym, co mu chłonność duchowa dostarczy? Najmniejszego pojęcia o wartości cnoty nie zdobędzie i nie zakosztuje nigdy słodyczy zbożnego życia ten, kto woli zarastać nieczystości brudem, niźli jaśnieć świętości niezrównanym blaskiem. Nie podobna przypuścić, żeby serce ludzkie oczywiście nie na wskroś niewolnicze – tak samo skore było do brania jak niebrania odwetu; albo też żeby niesprawiedliwe przywłaszczanie cudzego taką samą sprawiło mu radość, jak uczciwe wydatkowanie własnego dobra. Więcej bez porównania szczęścia daje wstrzemięźliwy umiar, niż rozrzutne marnotrawstwo. Więcej spokoju mają pokorni, niżli pyszni. Głębsza też to dusza, co mając do wyboru rzeczy dozwolone i niedozwolone, za pewniejsze uważa to, co jej niebo obiecuje, niż co przyziemna daje miłość. Chcąc jednak na tak wzniosłej drodze czynić postęp i rzeczywiście odzierżyć panowanie nad swoim ciałem, dusza religijna musi je ujarzmić postnymi ćwiczeniami. Postem oczywista można by nazwać każdy rodzaj wstrzemięźliwości; ale właściwie słowo post oznacza uszczuplenie jedzenia. Dobrowolne bowiem niejedzenie ma teraz odrabiać tę szkodę, jaką wyrządził zjedzony owoc, przywłaszczony przez człowieka na przekór zakazowi, kiedyś tam, w samym początku (Rodz. 3, 1). Tam żądza spowodowała ranę, tutaj wstrzemięźliwość ma przywracać zdrowie.
  3. Każdy czas nadaje się do stosowania tego lekarstwa. Najodpowiedniejszym jednak jest ten, który wybrali Apostołowie i ustaliło prawo. Dlatego i obecnie, we wrześniu, podobnie jak to czynimy w innych porach roku, uświęcajmy siebie środkami, oczyszczającymi dusze. Gdy ten wspólny cel przyświecać będzie trzem ćwiczeniom: modlitwie, jałmużnom i postom, Bóg miłosierny wysłucha prośby nasze, wybaczy grzechy i doda nam sił do trzymania żądz w karbach, przez Jezusa Chrystusa, tego Pana naszego, który z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni
2020-09-15

Mowa 92 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 420–424.

  1. Najmilsi! Apostołowie, nauczyciele nasi, bardzo dobrze rozumieli, że Pan nasz, Jezus Chrystus, przyszedł na świat nie po to, żeby rozwiązywać Zakon, jeno żeby go udoskonalić (Mt. 5, 17; por. M. 17, 1 i 20, 1). Dlatego czynili tego rodzaju wybór wśród przykazań Starego Testamentu, że niektóre z nich, przydatne do wychowania ludzi w duchu Ewangelii, przejęli bez zmiany. Niejeden zwyczaj niegdyś żydowski, stał się w ten sposób przepisem chrześcijańskim. Aczkolwiek więc wraz z obrzezaniem ciała ustały też rozmaite ofiary, liczne obmycia i odpoczynek szabatu, mamy jednak u nas dużo obyczajowych przykazań, z ich spisów pochodzących. Powiedziane tam więc było np.: „Będziesz miłował Pana Boga twego ze wszystkiego serca twego (Powt. Pr. 6, 5), a bliźniego twego, jak siebie samego”! (Kapł. 19, 18). To samo głosił Chrystus Pan. Oczywista stąd, że „na tym dwojgu przykazań zawisł cały Zakon i prorocy” (Mt. 22, 37, 89; por. Rzym. 18, 9), i że obydwa Testamenty tak są zgodne co do przepisu, nakazującego dwojaką miłość, że ani za czasów „Zakonu”, ani w epoce „prawa Łaski” bez tych dwóch cnót łącznie, nikt nie dostąpił usprawiedliwienia. Dawną powagę zachowuje także pewna część ich prawnych przepisów, z obowiązującą u nas mocą nakazów lub zakazów. A nie należy mniemać, jakoby nie można było pogodzić z nimi doskonałości ewangelicznej, ponieważ pobudza ona cnotę do podejmowania wyższych dążeń z dobrej woli, a kary za grzechy łagodzi lekarstwem pokuty. Wszak sam Pań to mówi: „Jeśli nie będzie obfitowała sprawiedliwość wasza więcej niż doktorów zakonnych i faryzeuszów, nie wnijdziecie do Królestwa Niebieskiego” (Mt. 5, 20). W jakiż sposób mogłaby nasza górować nad ich sprawiedliwością, gdyby miłosierdzie nie przeważało u nas na szali sądu? (Jak. 2, 13). Przecież nic słuszniejszego, nic przystojniejszego nie może być nad to, że człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boże, bierze sobie za wzór do naśladowania swojego Stworzyciela. On zaś na przebaczeniu grzechu oparł odrodzenie i uświęcenie wiernych, tak żeby winny, uwolniony już od wiszącej nad nim pomsty i karania, wchodził w niewinne życie, a koniec położony grzechom, stawał się początkiem cnoty!
  2. Jeśli zatem, najmilsi, przyjmujemy z przepisów starotestamentowych suchedni wrześniowe, to nie dla obarczenia się balastem praw żydowskich, jeno aby oczyścić dusze i ciała, nabywając wstrzemięźliwość, tak pomocną dla Ewangelii Chrystusowej. Boć i w ten sposób mogą chrześcijanie przewyższyć sprawiedliwość faryzeuszy i uczonych w piśmie, że odrzucają nie samo prawo, ale jego czysto zewnętrzne pojmowanie. Nasze posty nie mają przypominać postów owych ludzi, do których prorok Izajasz zwracał się w Duchu Św. tymi słowy: „Nowi waszych i szabatów i dnia wielkiego nie ścierpię; waszego postu, waszych świąt i uroczystości nienawidzi dusza moja” (Iz. 1, 13, LXX). Toż i Pan, nauczając uczniów, jak się mają umartwiać, mówił: „A gdy pościcie, nie bądźcie jako obłudnicy smutni. Albowiem twarze swoje wyniszczają, aby się ludziom zdali poszczącymi. Zaprawdę powiadam wam, iż wzięli zapłatę swoją” (Mt. 6, 16). Jaką? Pochwałę u świata. O nią to ubiegając się, większość ich nadaje sobie pozory sprawiedliwości. Zagłuszając głos sumienia, w fałszywej lubują się sławie. Tak to niegodziwi, odczuwając w skrytości serca wyrzut, pocieszają się dobrą opinią, choć zakłamaną.
  3. Rozumnie więc i święcie pojętego postu nie może kazić chęć pokazania się. Chrześcijanin, czyniąc dobrze, nie powinien kierować się względem ludzkim. Miłującemu Boga starczy za wszystko podobać się temu, kogo miłuje. Miłość należy do istoty Boga, Bóg jest Miłością. On w takiej pełni zadowoli pobożną i czystą duszę, że poza nim nie będzie ona pragnąć żadnej innej rozkoszy. Sprawdzi się mianowicie na niej w pełni to, co Pan powiedział: „gdzie jest skarb twój, tam jest i serce twoje” (Mt. 6, 21). A co stanowi skarb człowieka? Nie co innego zapewne, jeno to, co w pewnej mierze jest żniwem jego zasług, jego trudów owocem. „Co kto posieje, to też żąć będzie” (Gal. 6, 8). Jaka praca, taka płaca. Gdzie się wyczuwa zadowolenie i pożytek, tam się lgnie sercem. A ponieważ liczne są rodzaje bogactw i różne przedmioty upodobań, więc skarb każdego wiąże się ściśle ze swoistą mu namiętnością. Jeśli jest przyziemny, to nie szczęśliwców, ale nędzników czyni z tych, co w nim mają swoją cząstkę. Ci natomiast, którzy zasmakują w tym, co w górze jest, a nie, co na ziemi (Kol. 3, 2), i nie znikome, ale wieczne dobra mają na oku, ci skarbią sobie majętności, ukryte w tym, o czym prorok mówi: „Skarb nasz i zbawienie, mądrość, karność i miłość, od Pana przychodzi. To są skarby sprawiedliwości” (Iz. 33, 6, LXX). Z pomocą tych cnót za łaską Bożą nawet ziemskie dobra na niebieskie się zamienia, gdy wielu ludzi zużywa majętności, bądź sprawiedliwie dziedziczone, bądź w inny sposób nabyte, na pełnienie uczynków miłosiernych. Rozdając na utrzymanie biednych nadobfitość swych środków, gromadzą oni sobie skarby nigdy nieutracalne. Boć co oddają na jałmużnę, nie zginie. Tacy słusznie lgną sercem do swojego skarbu. Boć uprawiać tego rodzaju wzbogacenie się i to bez obawy straty, to największe szczęście!
  4. A przeto najmilsi, „czyńmy dobrze wszystkim, a najbardziej domownikom wiary” (Gal. 6, 10). Siódmy miesiąc (Septem-ber); w początku swej nazwy zawierający mistyczne znaczenie – boć z siedmiu darami Duch Św. do nas przychodzi – a więc już swą liczbą w następstwie miesięcy uświęcony; obracajmy na owocne dzieło umartwienia! (por. IZ. 11, 2). Pośćmy uroczyście w środę i w piątek, a w sobotę odprawimy wigilie u św. Piotra! Jego prośby i zasługi wstawią się za nami, aby każdy z wiernych tak, jak mu dane jest chcieć dobra, potrafił je też wykonać za łaską i pomocą tego, który z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni
2020-09-15

Mowa 91 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 418–420.

  1. Najmilsi! Nie masz na świecie takich rzeczy, którymi by Opatrzność Boża nie pomagała wiernym do zbożnego życia. W ćwiczeniach koniecznych ludziom do uświęcenia dusz i ciał, nawet świat przyrody oddaje usługi. Regularnie następujące odmiany i dni, i miesięcy, rzekłbyś, odwijając zwój przykazań stronicę po stronicy, porami roku przypominają na swój sposób to, co religijny nakazuje przepis. Toteż kiedy z biegiem roku zawitał znowu do nas miesiąc wrzesień, przekonany jestem, że i w gorliwych duszach waszych odzywa się potrzeba święcenia społem postu. Boć ż doświadczenia wiecie, jak takie przygotowanie do walki oczyszcza zmysłowość i umysłowość ludzką. Kto w dozwolonych rzeczach potrafi być wstrzemięźliwym, łatwiej w niedozwolonych zachowa odporność. A zasada wstrzemięźliwości nie ma polegać jedynie na umartwieniu ciała i ograniczeniu posiłków. Cnota ta będzie miała o wiele większą wartość wtedy, gdy duszę doprowadzi do takiej czystości, że ona nie tylko przezwycięży żądz cielesnych chucie, ale też pogardzi pustką światowej mądrości, stosownie do słów Apostoła: „Patrzcie, by was kto nie oszukał przez filozofię i przez zwodnicze wymysły, podawane przez ludzi” (Kol. 2, 8).
  2. Powinniśmy więc wstrzymywać się od potraw, ale więcej jeszcze od błędnych nauk, aby dusza, nawet wolna od pożądań cielesnych, nie stała się niewolnicą jakiegoś kłamstwa! Toć i za naszych dni, podobnie jak w przeszłości, nie brakuje wrogów prawdy, zuchwale wywołujących rozłamy w Kościele katolickim. Nakłaniają oni, niedouczonych zwłaszcza – do przyjęcia swych błędnych zasad, i potem chełpią się z własnego przyrostu kosztem tych, których zdołali oderwać od ciała Chrystusowego. Cóż bowiem mogłoby bardziej sprzeciwiać się prorokom i ewangeliom, i więcej kłócić z nauką Apostołów, niż głosić, że Pan nasz, Jezus Chrystus, mimo że narodzony z Maryi, a współwieczny odwiecznemu Ojcu, miał tylko jedną naturę? Gdyby przez nią rozumieć wyłącznie ludzką istotę, gdzież boskość zbawiająca? Gdyby tylko boską, gdzież ludzkość, dostępująca zbawienia? Katolicka wiara, stawiająca zwycięskie czoło wszelkim błędom, odpiera też stanowczo obydwa te fałszywe zdania. Potępia więc założenie Nestoriusza, jakoby natura boska nie mogła się łączyć z naturą człowieka, wyklina też mniemanie Eutychesa, jakoby człowieczeństwo, złączone z boskością, musiało zniknąć w jej otchłani. (Jakżeż to bowiem było?) Toć Syn prawdziwego Boga i sam jako Bóg prawdziwy, jedno z Ojcem i z Duchem Św. i równy im, prawdziwym też człowiekiem zostać raczył. Z ciałem począł się w dziewiczej matce i z ciałem się narodził. Ludzką więc naturę zjednoczył z sobą, pozostając Bogiem bez zmiany; boską zaś istotą nadarzył w swojej osobie człowieka, nie po to, żeby go, uchwalebniając w ten sposób, wchłonąć i unicestwić, jeno żeby go podnieść. Przyjął postać sługi, nie przestał być w postaci Boskiej; nie jest jednak to tym, to tamtym, jeno jednym w obydwu. Dlatego, odkąd „słowo ciałem się stało” (Jan 1, 14), wiara nasza nie ulega zamętowi z tego powodu, że zbawcze działanie Pana tak jest różne (w swoim charakterze). Czy mianowicie, okazuje On cudotwórczą moc, czy też poddaje się zniewagom i męce, zawsze wierzymy, że to On i Bogiem jest, zostawszy człowiekiem, i człowiekiem, będąc Bogiem.
  3. Taką to wiarę wyznając całym sercem, odrzucajcie bezbożne kłamstwa kacerzy! Niechaj najmniejsza plama jakiegoś błędu nie dotknie waszych postów i jałmużn! Ofiara bowiem wtedy czysta jest i świadczenie miłosierdzia Bogu miłe, gdy one biją z czystego źródła przeświadczeń. Skoro więc Jezus to powiada: „Jeśli nie będziecie jedli ciała Syna człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieć żywota w sobie” (Jan 6, 53), to do stołu Pańskiego jesteście obowiązani zbliżać się bez jakichkolwiek mętnych wątpień o prawdziwości ciała i krwi Chrystusowej. Boć usty to spożywamy, co na wiarę przyjmujemy. Puste natomiast (przy udzielaniu komunii) jest „Amen” tych, którzy zwalczają to, co otrzymują.

    Skoro, następnie, podług słów proroka: „błogosławiony jest, kto ma baczenie na potrzebującego i na ubogiego” (Ps. 40, 2), „to taki tylko rozdawca odzieży i żywności będzie mógł się tym chlubić, który przeświadczony jest, że w ubogich samego Chrystusa przyodziewa i karmi”. Boć to znowu sam Pan powiada: „cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich, mnieście uczynili” (Mt. 25, 40). Prawdziwy zatem Bóg zjednoczony z prawdziwym człowiekiem, oto cały Chrystus, bogaty z siebie, ubogi z nas; przyjmuje datki, a obsypuje darami; podziela śmierć z nami, a życie przywraca umarłym. Dlatego na imię Jezusowe wszelkie kolano się zgina w niebie, na ziemi i w podziemiu. Dlatego i wszelki język wyznaje, że Pan Jezus Chrystus jest w chwale Boga Ojca (Fil. 2, 10; por. Iz. 45, 24; Rzym, 14, 11) – i wraz z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Tags: św Leon Wielki post suche dni wstrzemięźliwość
2020-09-15

Mowa 90 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 413–417.

  1. Najmilsi! Ogłaszamy święty post wrześniowy, wzywając wiernych do wspólnych ćwiczeń pokutnych. Zachęcamy do nich w kazaniu, jako wasz ojciec, ufając, że dzięki waszej gorliwości, ćwiczenia te z żydowskich niegdyś chrześcijańskimi się staną. Boć jednać sobie miłosierdzie Boskie umartwieniem duszy i ciała, wszystkim to czasom odpowiada i obydwu Testamentom przystoi. Dla przebłagania Boga nie masz nic skuteczniejszego nad to, żeby człowiek sam siebie sądził i nigdy nie ustawał prosić o przebaczenie, wiedząc, że nigdy nie jest bez winy. Toć w naturze ludzkiej tkwi skaza nie wrodzona zaraz po stworzeniu jej przez Boga, ale ściągnięta na nią przez zmowę przeniewiercy i przekazana potomstwu prawem rodzenia; ona to powoduje, że ciało, ulegając śmierci, także i na duszę może śmierć sprowadzić. Stąd „wewnętrzny” człowiek, choć odrodzony już w Chrystusie i wybawiony z więzów niewoli, miewa ciągłe rozterki z ciałem; i już podczas gdy powściąga jego żądze, dotkliwie odczuwa jego sprzeciwy. W walce tej niełatwo jest odnieść tak zupełne zwycięstwo, żeby po tym, z czym należy zerwać, nie pozostało przywiązań, a to, co trzeba uśmiercić, nie zaprzestało ranić. Umysł w człowieku sądzi i przewodniczy. Choćby on jednak najroztropniej i najbardziej przezornie starał się kierować zmysłami, już sama nawet ta troska i szukanie miary w trzymaniu ciała w ryzach, ale i w dbaniu o ciało, stawiają go aż nadto blisko pokusy. Któż bowiem zdoła tak wyosobnić w sobie przyjemność, albo ból cielesny, żeby i duchowo nie być wrażliwym na to, co zewnętrznie dogadza albo dręczy? i na ciało, i na duszę działają nierozłącznie tak wesele, jak smutek: całego człowieka porywa gniew, całego unosi radość, całego człowieka ogarnia przygnębienie. Jakżeż tu uniknąć grzechu, skoro w człowieku ta sama namiętność zahacza i o kierowniczy i kierowany czynnik? Słusznie Pan świadczy: „duch wprawdzie jest ochotny, ale ciało mdłe” (Mt. 26, 41).
  2. I abyśmy pod wpływem tej trudności nie ulegli zniechęceniu i nie popadli w gnuśną bierność, przyrzeka nam swoją pomoc. Za łaską Bożą człowiek będzie mógł podołać temu, do czego sam z siebie jest całkiem nieudolny. „Ciasna i wąska jest droga, wiodąca do żywota” (Mt. 7, 14). Nikt na nią wejść, nikt na niej kroku naprzód uczynić by nie potrafił, gdyby Chrystus, jako przewodnik, nie usunął przeszkód, zamykających do niej dostęp. On toruje drogę, on też umożliwia kroczenie po niej. Ponieważ sam każe nam podejmować trudy podróży, sam też doprowadza do miejsca wytchnienia. Mając tedy w nim nadzieję życia wiecznego, powinniśmy naśladować wzór jego cierpliwości. „Jeśli bowiem współcierpimy, współkrólować też (z nim) będziemy” (2 Tym. 2, 12; Rzym. 8, 17). Boć jak powiada Apostoł: „kto mówi, że mieszka w Chrystusie, powinien tak, jak on postępował, i sam postępować” (Jan 2, 6). Inaczej wiara w nas byłaby fałszem i pozorem, gdybyśmy chlubili się jego imieniem, a nie zachowywali jego ustanowień. Ustanowienia te nie będą nam ciężarem, lecz raczej ochroną od wszelkich niebezpieczeństw, jeśli nic innego nie będziemy miłowali poza tym, co przykazanie jego miłować nam każe.
  3. A z dwojakiej miłości wola ludzka może przybierać kierunek, rozbieżny tak w swoim charakterze, jak w początku. Rozumna bowiem dusza, nie mogąc obyć się bez miłości, kocha albo Boga, albo świat. Jeśli Boga miłuje, każda rzecz jest dla niej przydatna, jeśli świat miłuje, na wszystkim będzie stratna. Dlatego do wiecznych dóbr należy przylgnąć całym sercem i nie dać się od nich rozłączyć; doczesnymi natomiast posługiwać się tylko przelotnie, tak by nam – przechodniom na tej ziemi, śpieszącym z powrotem do ojczyzny – wszystko, cokolwiek pomyślnego z rzeczy świata nawinie się po drodze, było posiłkiem w podróży, a nie przynętą do dłuższego tutaj pobytu. W tym duchu błogosławiony Apostoł zwraca się do nas ze słowami: „Czas jest krótki, nic innego nie zostaje, tylko żeby ci, co żony mają, byli, jakoby nie mieli: A ci, co płaczą, jakoby nie płakali: a ci, co się weselą, jakoby się nie weselili: a ci, co kupują, jakoby nie posiadali: A ci, co używają tego świata, jakoby nie używali, bo przemija postać świata tego” (1 Kor. 7, 29). Ale wyzwolić się od wszystkiego, co taki urok wywiera na nas swoim pięknem, swoim bogactwem i swoją rozmaitością, można tylko wtedy, gdy w pięknie świata kocha się jego Stwórcę, nie stworzenie. Ze słów jego: „będziesz miłował Pana, Boga twego, ze wszystkiego serca swego, i ze wszystkiej duszy swojej, i ze wszystkiej myśli swojej” (Mt. 22, 37) widać, że On bynajmniej nie chce, abyśmy węzeł naszej z Nim miłości rozluźniali dla czegokolwiek innego. Jeśli zaś z tym przykazaniem łączy obowiązek miłości bliźniego, to każe nam naśladować swoją dobroć, a więc miłować, co On miłuje, i czynić, co On czyni. Acz bowiem jesteśmy tylko „rolą Bożą i budową Bożą” (1 Kor. 3, 9), i „ani ten, co sadzi, nie jest czymś, ani ten, co podlewa, ale Bóg, który pomnożenie daje” (1 Kor. 8, 7), to jednak wymaga On od nas współdziałania z sobą we wszystkim. My mamy być zawiadowcami jego darów. Wykonywać jego wolę, to nasz obowiązek, skoro nosimy jego obraz w sobie. Dlatego i w modlitwie Pańskiej wymawiamy te prześwięte prośby: „Przyjdź królestwo twoje, bądź wola twoja jako w niebie, tak i na ziemi” (Mt. 6, 10; Łk. 11, 2). Czego się w nich domagamy? Oto, aby Bóg poddał sobie jeszcze nie poddanych i, jak na niebie aniołów, tak na ziemi ludzi uczynił sługami woli swojej. Prosząc o to, kochamy Boga, kochamy i bliźniego. Skoro pragniemy, aby słudzy służyli Panu, a Pan rozkazywał, to miłość nasza nie rozstrzela się rozbieżnie, jeno się skupia do jednego ogniska.
  4. Miłość taka, wolna od przyziemnych związań, ugruntowywa się i rośnie przez nawyk wykonywania dobrych czynów. Człowiekowi bowiem niezbędne jest w sumieniu poczucie zadowolenia z tego, że postępuje szlachetnie, potrzebna ochota do czynienia nadał tego, co, będąc wykonywane, przynosiłoby mu znowu radość. Dlatego to wciągamy się w posty, mnożymy wspomagania bliźnich, przestrzegamy sprawiedliwości, uczęszczamy liczniej na modlitwę. W ten sposób to, za czym tęsknią oddzielne jednostki, staje się życzeniem wszystkich pospołu. Cierpliwość urabia się wśród trudów, łagodność gasi gniewy, życzliwość rozbraja zawistne duchy. Szczodrota usuwa skąpstwo, a przygniatające brzemię bogactw zamienia w cnót narzędzie. Ale ponieważ szatan nie śpi, i nawet w obliczu tak szlachetnych dążeń nie zaniedbywa zasadzek, nic tedy szczęśliwszego nad to, że na pewne pory roku mamy przewidzianą odnowę na duchu. Niejeden przywiązany do ziemskich dostatków, dumny, że i niebo mu sprzyja i żyzna ziemia przynosi urodzaj, napełniwszy zbożem obszerne stodoły, powie może teraz duszy swojej: „masz wiele dóbr, używaj!” (Łk. 12, 19). Kto tak myśli, niech przyjmie do serca przestrogę Pana i posłucha jego głosu: „Szalony! Tej: nocy zażądają duszy twojej od ciebie; a coś nagotował, czyjeż będzie?” (Łk. 12, 20). Ponieważ krótkie są dni naszego życia na ziemi i niewiadomy ich kres, największą troską mądrego człowieka powinno być to, żeby go śmierć nie zaskoczyła znienacka, nieprzygotowanego na tę ostatnią chwilę, zwłaszcza gdy wie, że umrzeć musi. – Pośćmy zatem w środę i w piątek, bo to i ciała nasze uświęci, i wzmocni nas duchowo! W sobotę zaś odprawimy wigilie u św. Piotra Apostoła. Jego pomoc jest nam niezbędna, aby nasze Święte postanowienia uwieńczył skutek: przez Chrystusa, tego Pana naszego, który z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni
2020-09-14

Mowa 89 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 409–413.

  1. Najmilsi! Temu, o czym będę kazał, sprzyja wasze zżycie się z religijnym obyczajem, a i wzgląd na porę zaleca ten obowiązek kapłański, tak że nietrudnym i nieprzykrym wyda się to, czego przykazanie wymaga, gdy mu chętny posłuch toruje drogę. Kiedy za łaską Bożą współdziałają z sobą te rzeczy (tj. nauczanie i gotowość słuchania), wtedy litera nie zabija, jeno duch ożywia (2 Kor. 3, 6). „Gdzie zaś Duch Pański, tam jest ta wolność” (2 Kor. 3, 17), co spełnia prawo nie z bojaźni, jeno z miłości. Posłuszeństwo łagodzi surowość nakazu. Nakaz nie jest ciężarem, gdy miłuje się to, czego on żąda. Skoro więc my polecamy wam zachować pewne rzeczy, ustanowione w Starym Testamencie, to nie jarzmo żydowskiego zakonu wam nakładamy; dalecy jesteśmy od narzucania wam zwyczajów tego ludu, który brał rzeczy zmysłowo. Wstrzemięźliwość chrześcijańska o wiele wyżej się wznosi, niż posty Żydów. A jeśli nawet pewne i nasze, i ich urządzenia na tę samą przypadają porę, to istota ich jest całkowicie różna. Mogą więc oni zachowywać swoje „bose posty”, mogą smutnymi obliczami obnosić na pokaz swoją wstrzemięźliwość (Mt. 6, 16), my nie w odzieniu, jakie nam na codzień przystoi, ani też w powstrzymywaniu się od zwykłych zajęć, bądź obowiązkowych, bądź koniecznych, chcemy zaznaczyć różnicę. Naszym celem jest po prostu wstrzemięźliwością zatamować obżarstwo, tak żebyśmy nauczyli się zachowywać umiar w odżywianiu się, nie zaś żeby same dary Boże potępiać.
    1. Wolno wprawdzie każdemu z nas na własną rękę ćwiczyć swe ciało dobrowolnymi chłostami i poskramiać cielesne żądze, to słabiej, to silniej sprzeciwiające się duchowi. W pewne jednak dni roku wszyscy jednako winni zachować post ogólny. Boć właśnie wtenczas oddanie się sprawie działa skuteczniej i większego nabiera namaszczenia, gdy w pełnieniu dobra jeden duch i jedno serce ożywia cały Kościół. Publicznej działalności należy dawać pierwszeństwo przed własną osobistą i większej korzyści należy spodziewać się tam, gdzie cała społeczność i czuwa i zabiega. Zatem niech sobie każdy z osobna zachowa tę gorliwość, jaką miał w pełnieniu dobrowolnie przyjętych na siebie praktyk; w walce osobistej z zasadzkami złego ducha niech każdy dzierży krzepko nadprzyrodzony oręż, wzywając opieki i pomocy Bożej! Ale i ten nawet żołnierz Kościoła, co w pojedynkowych starciach umiał sobie mężnie poczynać, bezpieczniejszym się poczuje i z większym powodzeniem będzie walczył, gdy spotka się z wrogiem w otwartym polu w zwartym szeregu towarzyszów, boć wtedy nie na własne tylko siły będzie liczył. Pod wodzą niezwyciężonego Króla, wcielony w braterską armię, doprowadzi szczęśliwie do zakończenia wojny powszechnej. Mniejsze bowiem niebezpieczeństwo grozi walczącym w licznej gromadzie, niż w pojedynkę; nie łacno też zadać ranę takiemu, co osłonięty tarczą wiary, opiera się nie tylko na własnym, ale i na innych męstwie. Jedno każdego z osobna i wszystkich razem jest zwycięstwo, gdy wszyscy w jednej stają potrzebie.
    2. Ponieważ wróg nasz nie ustaje w knowaniu przeróżnych zasadzek i pokus, i zmierza jedynie do sprowadzenia ludzi, odkupionych krwią Chrystusową, z drogi przykazań Boskich, trzeba więc dokładać wszelkich starań, aby jego strzały zgoła nie mogły nas zranić. Strzały te nie dla naszego ciała są bolesne; przeciwnie, głaszczą one zmysły, aby szkodzić duszy. We wzroku budzą przeróżne zachwyty, aby pięknem świata bądź rozpalać w nas żądz żagwie, bądź wywołać zabobonów błędy. W słuch uderzają łagodnymi falami tonów, aby hart ducha marzeniem rozpieścić i niebaczne a wrażliwe serca upoić słodyczą, zaprawną jadem śmiertelnym. Ale obrona łaski Bożej i światło Ewangelii udaremniają i niweczą te podstępy szatańskie. Kto otrzymał Ducha Św., kto ma w sobie bojaźń Pańską, nie z lęku przed karą, jeno z miłości dla Boga, ten nienaruszoną stopą wiary podepce i zetrze zastawione sidła. Dla niego piękno stworzeń będzie nie okazją do grzechu, jeno pobudką, aby wielbił i czcił ich Stwórcę. Będzie on kochał nade wszystko tego, „przez którego wszystko się stało” (Jan 1, 3).
    3. Podziw i uwielbienie Stwórcy oto kres, ku któremu mają zmierzać serdeczne przywiązania wszystkich wierzących! Kto pragnie ćwiczyć się w rozumnej wstrzemięźliwości, niech w Bogu szuka takich rozkoszy, co nie przemijają, ale są wieczne! Kto chce zachować nieposzlakowaną czystość, niechaj całym sercem lgnie do tego dobra, bez którego nikt nie może być dobrym! Zalecane bowiem przez chrześcijaństwo ćwiczenia zmierzają wyłącznie do tego abyśmy poskromiwszy wszelką niedozwoloną żądzę, pałali pragnieniem szczęścia, uświęcającego duszę. Aczkolwiek każdy z nas stale winien starać się o nabywanie cnót, to jednak pewne dni w szczególniejszy sposób poświęcamy ćwiczeniom, wspólnym dla wszystkich. Dusze, jeszcze niewyzwolone z ziemskich przywiązań i pochłonięte świeckimi sprawami, niechaj w te dni przynajmniej w chwilowym oderwaniu się od nich szukają wytchnienia i pokrzepienia w Bogu! Ponieważ są cząstką roli Pańskiej, powinny przynosić owoce, godne niebieskich spichrzów. Bo tylko ze starannie obsianych zagonów można spodziewać się obfitych plonów.
    4. Omówiwszy krótko te rzeczy dla waszego, najmilsi, pożytku w nawiązaniu do dni kwartalnych, kładziemy wam na serce post wrześniowy. Zachęcamy was równocześnie nie tylko do wstrzemięźliwości w pożywaniu pokarmów, ale i do świadczenia miłosierdzia. Co przez zbożne umartwienie oszczędzicie na sobie, na własnych wydatkach, obracajcie na żywność dla ubogich i na wsparcie chorych! Miłosierdziem swoim obejmujcie wszystkich potrzebujących, przede wszystkim jednak pamiętajcie o tych, co są członkami Ciała Chrystusowego, złączeni z nami jednością wiary katolickiej! Więcej bowiem jesteśmy obowiązani braciom naszym, zjednoczonym z nami przez uczestnictwo w łasce Bożej, niż innym, podzielającym z nami tylko ludzką naturę.
    5. Niech tedy, najmilsi, chrześcijańska miłość bliźniego wzbierze w was po brzegi! Jak sami po wracającym co roku lecie oczekujecie obfitego żniwa, tak niechaj wzbierają serca wasze tą żyznością, która karmi ubogich. Zapewne mógł był Bóg, Pan wszechrzeczy, i ich także obdarzyć niezbędnym majątkiem i tyle użyczyć im środków, że nie potrzebowaliby zgoła waszej pomocy. Gdyby jednak niedostatek nie był im pobudką do zdobywania korony cierpliwości, a wam obfitość mienia do ubiegania się o palmę miłosierdzia, to i im, i wam brakowałoby wielu wątków do przędzenia cnoty. Przedziwnie tedy sprawiła to Opatrzność Boża, że istnieją w Kościele i bogobojni ubodzy i miłosierni bogaci. Samym swoim przeciwieństwem społecznym nastręczają oni sposobność do wzajemnego oddawania sobie usług. A jest to sposobność do zasługiwania na wieczną i nieskazitelną nagrodę. Tak więc dający, jak obdarowywani, Bogu za nią powinni być wdzięczni. Wszak jest napisane: „cierpliwość ubogich nie zginie na zawsze” (Ps. 9, 19); a na innym miejscu: „chętnego dawcę Bóg miłuje” (2 Kor. 9, 7). – Pośćmy tedy w środę i w piątek! W sobotę zaś odprawimy wigilie u św. Piotra Apostoła, mając nadzieję, że on tak wesprze modły nasze, że miłosierny Bóg pozwoli się przebłagać ofiarą naszego postu i nas wysłucha przez Jezusa Chrystusa, tego Pana naszego, co żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni Żydzi
2020-09-14

Mowa 88 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 405–409.

  1. Najmilsi! Z kazań świętych proroków poznajemy, jak wielce post religijny może przyczynić się do wyjednania nam zmiłowania u Boga i odrodzenia ułomnej ludzkiej natury. Głoszą oni, że gniew sprawiedliwego Boga – a tak często lud izraelski zasługiwał nań nieprawnym życiem – tylko postem można przebłagać. Oto np. jak prorok Joel upomina:. „To mówi Pan, Bóg nasz: Nawróćcie się do mnie ze wszystkiego serca waszego w poście i w płaczu, i w żalu. I rozdzierajcie serca wasze, a nie szaty wasze i nawróćcie się do Pana, Boga naszego; bo dobrotliwy i miłosierny jest, cierpliwy i mnogiego miłosierdzia”! – „Zachowujcie post święty, głoście uzdrowienie, zwołujcie lud, uświęcajcie gromadę” ! (Joel 2, 12 i 15). Napomnienie to powinno znajdować żywy oddźwięk i w naszych czasach, boć i dla nas istnieje ta sama konieczność: głosić uzdrawiające środki, aby pobożni chrześcijanie, stosując sposoby uświęcenia, podane już w Starym Testamencie, zdobywali to, co zmarnowali Żydzi.
  2. Cześć należna Boskim nakazom ma zawsze pierwszeństwo przed wszelkimi praktykami, dobrowolnie sobie przez kogoś nakładanymi. Stąd za świętsze należy mieć to, co uroczyście obchodzi się na podstawie prawa publicznego, niż co zawisło od prywatnych poczynań. Wstrzemięźliwość, praktykowana podług uznania jednostek, przynosi korzyść tylko jakiejś cząstce wiernych. Natomiast post, przyjęty przez Kościół Powszechny, wszystkich ogarnia swoim oczyszczeniem. I lud Boży wtedy staje się prawdziwą potęgą, kiedy serca wszystkich wiernych jednoczą się w świętym posłuszeństwie dla rozporządzeń boskich, kiedy w obozie bojowników o sprawę chrześcijańską widać wszędzie jednakie przygotowania i taki sam oręż. Niech sobie wtedy czujny i okrutny nasz wróg miota się we wściekłości, niechaj zastawia sidła podstępnych zasadzek, gdzie mu się żywnie podoba, nie złowi w nie nikogo, nikomu nie zaszkodzi, gdy nie spotka nieuzbrojonych, opieszałych i bez uczynków miłosierdzia.
  3. I obecny post wrześniowy wzywa nas do takiego zjednoczonego działania o niezwalczonej potędze, abyśmy oderwani od światowych trosk i ziemskich zabiegów, mogli wznieść serca do Boga. Ponieważ zaś takie usposobienie – choć zawsze konieczne – nie wszyscy potrafimy stale zachować, przeciwnie, przez ułomność ludzką aż nadto często z wyżyn niebieskich na przyziemne opadamy niziny, niech więc przynajmniej w te dni, przeznaczone na tak zbawienne leczenie, nie pochłaniają nas świeckie sprawy! Umiejmy wykraść nieco czasu na korzyść dóbr wiecznych! „W wielu bowiem rzeczach”, jak mówi Pismo św. „wszyscy upadamy” (Jak. 3, 2), A chociaż Bóg przebacza nam codziennie różne uchybienia, to jednak do ludzi nieopatrznych tak grube przeważnie przylegają plamy, że tylko bardzo pilnym staraniem i większą jakąś ofiarą zmyć je oni zdołają. Wtedy zaś zniweczenie grzechów przybierze największe rozmiary, kiedy cały Kościół zjednoczy się w modlitwie i w spowiedzi. Jeżeli bowiem dwom lub trzem wiernym, w zbożnym porozumieniu proszącym, poręcza Pan spełnienie każdej rzeczy (por. Mt. 18, 19), to czyż mogłaby spotkać odmowa wielotysięczną rzeszę ludzi, jednako poszczącą i zgodnie w jednym duchu błagającą o przebaczenie?
  4. Będzie to, najmilsi, prawdziwie wielką i bezcenną w oczach Pańskich rzeczą, gdy cały lud Chrystusowy naraz tych samych przypilnuje obowiązków, gdy wszyscy ludzie obojga płci, różnych stanów i stanowisk społecznych, współdziałać będą w tym samym duchu, kiedy w sprawie unikania zła i pełnienia dobra wszyscy jednakowo będą myśleć i postępować; kiedy sługi uczynkami wielbić będą swego Pana, i praźródłu wszelkiej miłości gromadnie składać dzięki. Nakarmią głodnych, przyodzieją nagich, nawiedzą chorych, i „nikt nie będzie szukał, co swego, ale co jest drugiego” (1 Kor. 10, 24), uważając mienie swoje za wystarczające, aby cudzej biedzie zaradzać. „Chętnego dawcę” (2 Kor. 9, 7) łatwo jest znaleźć tam, gdzie miarę czynienia dobrze stosuje się podług zamożności. Że zaś „łaska Boża sprawuje wszystko we wszystkich” (1 Kor. 12, 6), plony i zasługi dobrych uczynków stają się wspólną własnością wiernych. Boć usposobienie może być takie samo w tych, co mają mniej, jak w tych, co posiadają więcej. I skoro ktoś radować się będzie ze szczodroty drugiego, nie mogąc dorównać mu datkiem, dorówna mu sercem. Nie masz w takim narodzie upośledzeń i rozdźwięków, gdzie wszystkie członki jego organizmu zgodnie współdziałają dla rozkwitu wspólnego dobra. Nie potrzebuje wstydzić się swego chudopacholstwa, kto z wielmożności innych może się chlubić. Co zdobi całość, uświetnia zarazem jej cząstkę. Kiedy nas wszystkich duch Boży ożywia, nie tylko naszym jest, co sami czynimy, ale i to, z czego współradujemy się w działaniu innych.
  5. Umiłujmy tedy, najmilsi, tę błogosławioną zwartość, jaka powstaje z najświętszego zjednoczenia, i na postne gody spieszmy gromadą, jednym ożywioną duchem. Nikomu nie stawia się zbyt surowych i uciążliwych wymagań, ani też nie nakazuje nic takiego, co by przechodziło czyjeś siły i środki, tak co do umartwień we wstrzemięźliwości, jak szafowania jałmużną. Każdy wie najlepiej, na co może się zdobyć, a na co go nie stać. Każdy tedy niechaj sobie miarę odmierzy i sam siebie sprawiedliwie i rozumnie opodatkuje, żeby ofiarę miłosierdzia składał bez bólu serca i nie uważał jej sobie za własną krzywdę! Dzieło miłosierdzia należy pełnić z takim usposobieniem, żeby ono uświęcało serce, oczyszczało sumienie i przynosiło korzyść tak obdarowanemu, jak dającemu! Szczęśliwy zaiste i podziwu godzien jest taki, co z serca płonącą dobroczynnością nie lęka się uszczuplić własnego majątku, a ma to silne przeświadczenie, że Bóg i nadal, jak dotychczas, dostarczy mu środków dla spełnienia dobrych uczynków. Ponieważ jednak taką wielkoduszność rzadko się wśród ludzi spotyka; a do wszechstronnej miłości należy też nie zaniedbać troski o swoich najbliższych – nie tamując przeto nikomu drogi do wyższej doskonałości – stawiamy tu ogólną zasadę, aby każdy z nas pełnił przykazanie Boże według sił swoich. Nasza bowiem dobroczynność winna płynąć z ochotnego serca. Dlatego swoją szczodrotę tak mamy miarkować, żeby z niej i biedni, przez nas wspierani, mieli pokrzepienie, i niezbędne nam utrzymanie domu własnego nie doznawało szkody. „A ten, co dostarcza siejącemu nasienia i chleba do jedzenia, i wam też nasienia dostarczy i rozmnoży je i przysporzy plonów sprawiedliwości waszej” (2 Kor. 9, 10). Będziemy przeto pościli w środę i w piątek, w sobotę zaś odprawimy nadto wigilie u św. Piotra Apostoła, ufając, że dla jego zasług i za jego wstawiennictwem doznamy we wszystkim miłosierdzia Bożego; przez tego Pana naszego Jezusa Chrystusa, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni jałmużna
2020-09-12

Mowa 87 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 402–405.

  1. Najmilsi! Po dobra, obiecane nam w życiu wiecznym, powinniśmy dążyć ścieżkami sprawiedliwości. Taka jest wola Boża. Ponieważ zaś droga cnoty nie jest wolna od zasadzek i pokus, Stwórca i Odkupiciel ludzi wskazał nam różne środki obronne przeciwko sieciom, którymi szatan pragnie nas złowić. Wśród środków tych najbardziej zbawienne są: mężna wstrzemięźliwość i uczynki miłosierdzia. Nimi to przede wszystkim kazał uzbroić się swoim sługom do walki z podstępnym wrogiem.

    Wróg ten już wkrótce po stworzeniu pierwszych ludzi zasiał w nich nieprzepartą chęć skosztowania owocu zakazanego (por. Rodz. 3, 1); z ponętą zaś jadła wszczepił też w serce złowiarków jad wszelkich złych pożądań. Takich samych podstępów nie zaprzestaje potem praktykować nadal. Wiedząc, że nasza natura uległa skażeniu pod działaniem jego szczepionek, wypatruje pilnie, gdzie one wykiełkują, aby podżegając w nas pragnienia rozkoszy, tłumić dążenia do cnoty. Boć udręką dla niego jest każdy postęp chrześcijanina w dobrem; męczy się, gdy nie może wyrządzić szkody duszom, umiejącym z pomocą Pana nad ciałem swoim panować. Roztropnym tedy umiarkowaniem i świętą stanowczością należy kiełzać niesforne żądze i nie zezwalać na to, by cielesne pożądania buntowały się przeciw czystym pragnieniom ducha. Niech pomni „wewnętrzny” człowiek, że ma rządzić człowiekiem „zewnętrznym” tak, aby duch jego, sam woli Bożej poddany, czynił ciało utworzone z mułu powolnym swoim sługą! Dla utrzymania takiego porządku w sobie nie brak nam pomocy przemiłosiernego Króla. On to, nakazując post w powtarzające się niektóre dni w roku, nauczył nas przestrzegać tej tak zbawiennej karności, abyśmy, poskramiając ciało, krzepili podczas tych dni siły ducha!

  2. Cenny ten środek zaradczy mamy, najmilsi, rozłożony i na ten miesiąc, wrzesień. Skrzętnie i ochotnie z niego skorzystajmy! Nie zaniedbując tej wstrzemięźliwości, w jakiej każdy z nas z osobna ćwiczy się, na ile go stać, prywatnie, przyłóżmy się gorliwiej do postu, wszystkim wspólnie w te dni nakazanego. Boć opanowanie siebie ogromnej jest wagi w każdej potyczce tego wielkiego boju, jaki stacza chrześcijaństwo. Wszak nawet najzłośliwsze demony i nie do usunięcia pod zaklęciami egzorcystów z ciał opętanych, ustępują przed mocą postów i modlitw. Sam Pan to powiedział: „Ten rodzaj (demonów) nie bywa wypędzony, jeno przez post i modlitwę” (Mt. 17, 20; Mar. 9, 28). Poszczącego tedy modlitwa miła jest Bogu, a straszna szatanowi. Widać też stąd, ile nią można nabyć łask zbawiennych dla siebie, skoro przez nią tyle dobrego wyjednywa się dla innych.
  3. Wszyscy my więc, najmilsi, jednym ożywieni duchem, winniśmy gorliwie przeprowadzić te postne ćwiczenia. Jeśli jednak komu choroba przeszkadza je wykonać, mimo najlepszej chęci, niechaj wkład osobistej pracy zastąpi nakładem ze swojego mienia. Boć większa zasługa wielu uczynków może nawet zalecać konieczne odżywianie się, byleby wytężoną czynną miłością okupić i nabyć to oczyszczenie, jakie przez post się osiąga! Przecież na nic by się nie zdało pościć i korzyć w prochu, choćby do siódmych potów, gdyby się nie uświęcać odpowiednim do swej możności udzieleniem jałmużny. Słuszna zatem, by i ci, którym słabe zdrowie nie pozwala na ściślejszą wstrzemięźliwość, szczodrzej łożyli za to na żywność dla ubogich. Czego sobie nie możesz odmówić w chorobie, chętnie udzielaj innym w niedostatku. Konieczność własną czyń wspólną z tym, co cierpi dotkliwe braki. Nie zaciąga winy chory, co łamiąc post, żywi głodującego; nie plami się też przyjmowaniem pokarmu, kto się oczyszcza dawaniem jałmużny, podług słów Pana: „Dajcie jałmużnę, a oto wszystkie rzeczy będą wam czyste” (Łk. 11, 41).
  4. Prawdziwe żniwo z dzieła miłosierdzia otwiera się dla tych, co dobrowolnie powstrzymują się od smakoszostwa; im hojniejszą dłonią będą siali, tym obficiej będą zbierali (por. 2 Kor. 9, 6). Taka siejba nigdy nie zawodzi siewcy. Uprawa miłosierdzia najpewniejsze rokuje plony. Jej ziarna nie spali spiekota słoneczna, nie zabierze woda, nie zniszczy gradobicie. Wkład w dzieło miłosierdzia ma zapewnione ubezpieczenie; nie tylko nie dozna uszczerbku, ale pomnoży się i nową przybierze wartość: z ziemskiego przekształci się w niebieski, z małego w wielki wyrośnie, doczesny datek w wieczną nagrodę zamieni. Ty przeto, miłośniku bogactwa, ty, co pragniesz pomnożyć swoją majętność, zapalaj się do zbierania takich korzyści i takiego wzrostu swojego mienia pożądaj, jakiego ci, ani złodziej nie ukradnie, ani mól nie zgryzie, ani rdza nie zepsuje! (por. Mt. 6, 19). Nie martw się o procenty, strzeż się niedowierzać temu, kto dar od ciebie otrzymuje. „Coście jednemu z tych uczynili, mnieście uczynili” (Mt. 25, 40). Rozważ, kto to te słowa powiedział, a przenikliwym wzrokiem wiary dojrzysz i zrozumiesz, u kogo i jak pewnie lokujesz swoje bogactwa. Skoro Chrystus jest dłużnikiem, nie wolno podawać w wątpliwość zwrotu długu. Bądźmy więc szczodrzy bez obawy i pośćmy bez przygnębienia, „albowiem chętnego dawcę Bóg miłuje” (2 Kor. 9, 7). Wierny on jest słowom swoim i z nawiązką odpłaca za udzielanie z tego, co nam w dobroci swej do udzielania podarował Jezus Chrystus, ten Pan nasz, co żyje i króluje na wieki wieków. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni jałmużna
2020-09-12

Mowa 86 na post wrześniowy – św. Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 401–402.

  1. Najmilsi! Nie tajno nam, że pracując z religijną gorliwością nad duszami własnymi, podejmujecie chętnie nie tylko nakazane posty, ale i dobrowolnie nakładacie je sobie. Mimo to jednak potrzebna jest nasza ostroga i zachęta, aby ci, co łatwo ustają w ćwiczeniu, przynajmniej w te dni, poświęcone wspólnej wstrzemięźliwości, włączyli się karnie w szeregi poszczących. Ten święty zwyczaj należy teraz staranniej obserwować, aby pokorą i postem zasłużyć u Boga na pomoc przeciw wszelkim nieprzyjaciołom naszym. A środek to najskuteczniejszy! I z urzędu, i z miłości kładziemy go wam na serce: zmniejszmy nieco dowolną miarę naszych posiłków! Ćwiczmy ciało własne, zwiększając natomiast porcję przeznaczoną biednym! Kto biedaka karmi, duszę własną odżywia obficie, boć ziemską strawę na wiekuiste wymienia dobra.
  2. Niech tedy zamiast żądz grzesznych rośnie dążenie do uświęcania siebie! Niech ustępuje nieprawość, a sprawiedliwość w czyn się przyobleka! Nikogo nie uciskać, niejednemu natomiast pomocną podawać rękę! Nie dość bowiem cudzego dobra nie tykać, trzeba i ze swego użyczać cokolwiek. Żyjemy pod okiem sprawiedliwego Sędziego; On wie najlepiej, jakich środków na dobre uczynki udzielił każdemu. Bóg nie chce, żeby jego dary leżały odłogiem. Talenta, o jakich mówi w przyszłości, tak rozdał sługom swoim, że temu, który nimi obracał samodzielnie, powiększył ich udział, w przeciwieństwie de tego, co talent swój zatracił, chowając go bezużytecznie. Ponieważ więc, najmilsi, jest naszym obowiązkiem zachować społem post wrześniowy, upominam pobożność waszą, abyście wraz ze mną pościli w środę i w piątek. W sobotę zaś odprawimy razem wigilię u św. Piotra Apostoła, abyśmy przyczyną i zasługami jego wsparci, stali się godnymi uwolnienia od wszelkich przeciwności: przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, który żyje i króluje na wieki. Amen.
Tags: św Leon Wielki post suche dni
2020-09-10

Św. Mikołaja z Tolentynu, Wyznawcy

Żył około roku Pańskiego 1309.

(Żywot jego był napisany przez pewnego zakonnika w jego czasach żyjącego i znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Mikołaj zwany z Tolentynu od miasta tego nazwiska w którém najdłużéj przebywał, był rodem z małego miasteczka Sant-Andżelo (Sant-Angelo) w Marchii Ankońskiéj położonego. Przyszedł na świat około roku Pańskiego 1239, z rodziców niezamożnych, stanu mieszczańskiego, a bardzo w cnoty chrześcijańskie bogatych. Długo niemając dzieci, w celu uproszenia sobie u Pana Boga potomstwa, odbyli oni razu pewnego pielgrzymkę do świętego Mikołaja Barskiego. Tam objawił się on im we śnie, zapowiedział że będą mieć syna, i polecił aby mu imię jego nadali, gdyż dziecię to stanie się wielkim sługą Bożym. Jakoż, wkrótce potém doczekali się syna któremu nadali imię Mikołaj.

Dziecię rosnąc pomnażało się i w łasce u Boga. Modlitwa i obecność w kościele, były dla małego Mikołajka najulubieńszą rozrywką, tak iż nieczém go łatwiéj nie można było ująć, jak przyrzeczeniem że się go zaprowadzi na jakie nabożeństwo. Dzieckiem jeszcze będąc, gdy usłyszał że święty Mikołaj jego patron, trzy razy na tydzień suszył, wiernie go w tém naśladował, i od siódmego roku życia aż do śmierci zachował to stale. Podczas Mszy świętéj w chwili Podniesienia, tak nadzwyczajne w sobie objawiał nabożeństwo, iż powszechnie mniemano, że wtedy dawał mu Pan Bóg tę łaskę iż naocznie widział Pana Jezusa w Hostyi przenajświętszéj. Matkę Bożą czcił serdecznie, i gorąco Ją prosił o dar czystości. Tak téż tę cnotę miłował i tak jéj pilnie przestrzegał, że i w dzieciństwie unikał towarzystwa niewiast, a żadnéj dotknąć się, a tém bardziéj pieścić się z sobą nie pozwalał. Z wielkiém upodobaniem słuchiwał słowa Bożego, i z każdego kazania wyprowadzał dla siebie różne potrzebne i zbawienne przestrogi. Czém tylko mógł rozporządzać z pieniędzy, wszystko to rozdawał ubogim, a gdy już nic nie miał, spotkawszy biednego na ulicy prowadził go do rodziców, i zawsze potrafił coś u nich wyprosić. Zdolny bardzo do nauk i pilnie się do nich przykładając, wielki w nich postęp uczynił.

Ponieważ od młodości okazywał skłonność do stanu duchownego, więc według ówczesnego zwyczaju, przez wzgląd na jego niepospolitą świątobliwość, Biskup miejscowy, zamianował go kanonikiem kościoła przenajświętszego Zbawiciela, chociaż wtedy miał zaledwie lat dwanaście, i jeszcze święceń żadnych był nie odebrał. Lecz że takowa posada, lubo mu znaczny zapewniała dochód i torowała drogę do wyższych godności kościelnych, pozostawiała go jednak w świecie, nie odpowiadała przeto jego zamiarom. Wtedy już bowiem, powołany do tego łaską Boską, postanowił wstąpić do zakonu. Gdy zaś wahał się któremu ma dać pierwszeństwo, po wysłuchaniu kazania o wzgardzie rzeczy doczesnych, jakie miał pewien Augustyanin, umyślił wstąpić do tego zgromadzenia. Objawił swój zamiar temuż kaznodziei, skoro on zszedł z ambony, a że kapłan ten już dawniéj znał Mikołaja, niezwłocznie zaprowadził go do przełożonego który go do nowicyatu przyjął.

Chociaż tak młody, bo i wtedy nie miał więcéj jak lat dwanaście, zajaśniał braciom jako wzór doskonałego zakonnika. Cnota posłuszeństwa, była cnotą którą szczególnie ukochał. Nietylko téż Przełożonemu lecz każdemu z braci i to z najmłodszych nawet, poddany i uległy, tém bardziéj się cieszył, im go bardziéj trudzącemi i upokarzającemi obarczono zajęciami. W pokorze tak się ćwiczył, iż zakonnicy klasztoru w którym mieszkał mawiali iż kto chce sprawić pociechę bratu Mikołajowi, niech go tylko upokorzy. Skromnością i czystością tak się odznaczał, że po śmierci w wizerunkach przedstawiano go trzymającego w ręku lilią, godło téj świętéj cnoty. Prócz trzech dni w tygodniu, które jak od dzieciństwa tak i w zakonie suszył, przydał jeszcze i poniedziałki. W inne dni mięsa, ryby, i nabiału nigdy aż do śmierci nie jadał, ani wina nie pijał. Pod habitem nosił ciągle włosiennicę, nabitą drucianemi haczykami, które go do krwi raniły, a co noc krwawe odprawiał biczowanie.

Życie tak umartwione, chociaż mu sił i rzeźwości nie odbierało, było jednak powodem że, w kwiecie wieku będąc, bardzo mizernie wyglądał. Blizki krewny jego, przełożony klasztoru w którym zakonnicy dość wygodne życie prowadzili, nakłaniał go aby przeszedł do jego zgromadzenia, przyrzekając mu na to dyspensę z Rzymu. Święty Mikołaj ani słyszeć o tém nie chciał, odpowiadając krewnemu, że wstąpił do zakonu nie po to aby żyć wygodnie, lecz aby pokutę czynić, i że ma nadzieję iż w swoim zakonie do śmierci wytrwa. Po téj rozmowie gdy się modlił, stanął przed nim Anioł oznajmując mu iż Pan Bóg za tę jego wytrwałość w powołaniu, wielkie gotuje mu łaski.

Przełożeni widząc jak zbawiennie przykład jego wpływa na braci przenosili go często z jednego klasztoru do drugiego, aż nakoniec w klasztorze Tolentyńskim, a już wtedy wyświęcony był na kapłana, stale go zatrzymali. Tam mieszkając przez lat przeszło trzydzieści, największe pożytki dla wiernych przynosił. Już sam widok jego przy ołtarzu, był wielkiém zbudowaniem dla obecnych, z takiém bowiem skupieniem i namaszczeniem sprawował świętą Ofiarę. Codziennie kazywał i za każdą razą wielu grzeszników jednał z Bogiem, a pobożniejszych na drodze doskonałości utwierdzał i do postępu na niéj pobudzał. Czyto miewał katechizmy do ludu prostego, czy na ambonie czy w konfesyonale pracował, wszędzie mu Pan Bóg dziwnie błogosławił, tak że miasto to i jego okolice, słusznie go poczytywali za jednego z najgorliwszych Apostołów, jacy się tam kiedy pojawili.

Co tylko mu zbywało czasu od takowych zajęć, i od obowiązków zakonnych, cały obracał na modlitwę i bogomyślność. Wtedy odbierał różne od Boga łaski: zalewał Duch Święty serca jego niebieskiemi pociechami, a nawet objawiał mu się Pan Jezus, Matka Boska i jego Patryarcha święty Augustyn, którzy z nim rozmawiali, uspakajali w wątpliwościach, i na drodze Bożéj go prowadzili. Tak naprzykład razu pewnego, szatan zaniepokoił go wielce myślą że życie nadzwyczaj umartwione jakie prowadził, było dziełem pychy i próżności, przywodzącéj go do pragnienia aby się od drugich odróżniał i nad nich wywyższał. Mikołaj gorąco się zaczął modlić prosząc Pana Boga aby go w tém oświecić raczył, i wyprowadził ze złudzenia zgubnego jeśli się w niém znajduje. Wtedy okazał mu się Pan Jezus, wykrył mu podejście szatańskie i zupełnie uspokoił. Odtąd téż Święty nietylko dawnych nie zaniechał umartwień, lecz jeszcze nowych sobie przydawał.

Dla wyćwiczenia go w cierpliwości, zesłał Pan Bóg na niego różne choroby, po których już nigdy do czerstwego zdrowia nie wrócił: lecz im słabsze stawało się jego ciało, duch był tém mocniejszy. W ciągu rozlicznych słabości jakie przebywał, ani postów ani innych umartwień, swoich nie zaniechał, a gdy, z polecenia lekarza i rozkazu przełożonych, zmuszono go dnia pewnego do użycia rosołu, przekonano się iż mu przykrość ztąd doznana więcéj szkody na ciele nawet, niż ten posiłek korzyści przynosi. Dozwolono mu więc i nadal wstrzymywać się od mięsnych potraw, co téż i do śmierci zachował. W jednéj ze swoich chorób, czując się bardzo na siłach upadłym, sądził iż śmierć nadchodzi. Wtedy czyhający na każdą, a szczególnie na świętą duszę, szatan, rozbudził w nim niepomiarkowaną obawę sądów Bożych. Święty był już blizkim ostatecznéj rozpaczy: lecz według swego zwyczaju uciekł się do Matki Bożéj. Marya stanęła przed nim, uspokoiła go najzupełniéj, i odtąd już wewnętrznego pokoju nie w nim zachwiać nie mogło. Wtedyto także przenajświętsza Panna, kazała mu aby pobłogosławił małe kawałeczki chleba i zjadł je, co uczyniwszy, w téjże chwili wyzdrowiał. Na pamiątkę to tego cudu, ojcowie Augustyanie poświęcają kawałki chleba, które mają własność uzdrawiania chorych.

Lecz dla większéj zasługi téj wybranéj duszy, nietylko wewnętrznemi niepokojami dozwalał Pan Bóg szatanowi nacierać na niego. Niekiedy zły duch okazywał się mu w strasznéj postaci, wszczynał nieznośny hałas, i całą celą tak wstrząsał jakby ją chciał obalić. Pewnego nawet razu natarłszy na Świętego, tak go zbił dotkliwie, że go potém znaleziono we krwi pływającego, a z rany jaką wtedy odebrał całe życie chorował. Gdy jednak sługa Boży zbliżał się aż do końca swojego ziemskiego zawodu, wszystkie te i zewnętrzne i wewnętrzne napaści wroga piekielnego odstąpiły go zupełnie, a za to tém częstsze cudowne miał objawienia, i rozmowy z Matką Boską. Przez sześć ostatnich miesięcy swojego życia, codzień słyszał przecudną muzykę anielską, po któréj za każdą razą coraz żywsze w sercu jego obudzało się pragnienie Nieba, i wtedy powtarzał: „O jakbym pragnął już umrzeć i być z Chrystusem.”

Gdy poznał iż zbliża się jego ostatnia godzina, poprosił aby mu udzielono ostatnie Sakramenta umierających, które przyjął z największą pobożnością: a oraz i z weselem, które się na jego twarzy i w tém co mówił objawiało. Gdy już miał konać, kazał sobie przynieść krucyfiks, w którym było drzewo Krzyża Świętego: przyciskał go do ust, z serdeczném nabożeństwem. Potém prosił zakonnika, który był przy nim obecny, aby gdy przestanie mówić, powtarzał mu te słowa z Psalmu Pańskiego do ucha: „Panie rozwiązałeś więzy moje, składać Ci będę na zawsze ofiarę chwały” 1. Jakoż, wkrótce zaniemówił i Bogu ducha oddał. Umarł 10 Września, roku Pańskiego 1309. Papież Eugeniusz IV kanonizował go uroczyście.

Pożytek duchowny

Jak w życiu świętego Mikołaja, tak i z historyi wielu innych świętych widzisz, jak Pan Bóg w skrytych, a zawsze miłosiernych i mądrych wyrokach Swoich, i na najwybrańsze dusze dozwala uderzać szatanowi. Bierz ztąd dwojstą naukę: jednę że powinieneś zawsze mieć się na baczności przeciw zasadzkom tego nieprzyjaciela duszy naszéj, drugą że chociażbyś najcięższych od niego doznawał nagabań, powinieneś nie upadać na duchu, byleś z pokusami temi mężnie walczył,

Modlitwa (Kościelna)

Racz Panie wysłuchać miłościwie prośby nasze, które w uroczystość błogosławionego Mikołaja Wyznawcy Twojego zanosimy, abyśmy na własnych nieopierając się wysiłkach wsparci zostali przez tego który za łaską Twoją wielkie przed Tobą położył zasługi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 768–770.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 725

Nie każdemu dano naśladować to, co czynił święty Mikołaj z Tolentynu. Nie każdy może umartwiać ciało, miewać takie kazania jak on, ale każdemu łatwo naśladować go w miłości dusz, będących w czyśćcu. Co dusze biedne cierpieć muszą z powodu niedostatecznej na tym świecie pokuty, trudno wypowiedzieć, tak jak trudno opisać ich tęsknotę połączenia się z Bogiem. Same sobie niestety pomóc nie mogą, ani modlitwą, ani dobrymi czynami, my jednak możemy im wyświadczyć tę przysługę. Wszakże wierzymy w Świętych obcowanie, tj. wierzymy, że Święci w Niebie, dusze w czyśćcu i prawowierni chrześcijanie na ziemi są połączeni z sobą nierozerwalnym węzłem miłości. W imię tej wzajemnej miłości spodziewają się dusze zmarłych, że im pośpieszymy na pomoc i tęsknie wołają: „Zmiłujcie się nad nami, ratujcie nas!”

Czyż podobna zatykać uszy na takie wołanie? Może mamy w czyśćcu krewnych, przyjaciół, dobroczyńców, a nawet rodziców, którzy dla nas i za nas cierpieć muszą, którzy są naszymi współwiercami, braćmi w Chrystusie. Czyż będziemy nieczułymi na ich cierpienia? Możemy im pomóc, jeśli się za nich będziemy modlić, lub wspierać ubogich, jeśli dostąpimy odpustu i ofiarujemy go na ich korzyść, jeśli będziemy prosić o Msze święte za ich dusze. Msze bowiem za zmarłych są najskuteczniejszą pomocą dla ich dusz. Dusze za naszą przyczyną wyzwolone z mąk czyśćcowych będą nam wdzięczne i odpłacą nam sowicie za tę przysługę. Święta Katarzyna Bolońska otrzymała za przyczyną dusz czyśćcowych wiele łask niebieskich. Wyzwolone z mąk, stanąwszy przed tronem Najwyższego, uproszą Boga, aby nam dał to, co myśmy dla nich uczynili. Gdybyśmy – od czego Boże uchowaj – sami mieli się dostać do czyśćca, nie zaniechają one wstawiać się za nami do Boga, abyśmy i my najrychlej mogli oglądać Oblicze Jego. „Jaką bowiem miarą mierzysz bliźniemu, taką i tobie odmierzone będzie”. Jeśli zapominamy o duszach zmarłych, Bóg nam odmówi tego, czego im odmówiliśmy i na próżno wołać będziemy: „Zmiłuj się nad nami!”

Footnotes:

1

Ps. CXV. 16.

Tags: św Mikołaj z Tolentino „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość skromność posłuszeństwo post pokusy Czyściec
2020-08-12

Św. Klary z Asyżu, Założycielki Zakonu Sióstr Ubogich (Klarysek)

Żyła około roku Pańskiego 1253.

(Żywot jéj był napisany zaraz po jéj śmierci z rozkazu Papieża Aleksandra IV, który ją kanonizował.)

Święta Klara córka duchowna świętego Franciszka Serafickiego, założyciela zakonu Braci-mniejszych, i jego najwierniejsza naśladowniczka, była jak i on, rodem z miasta Asyżu we Włoszech. Przyszła na świat roku Pańskiego 1194, dnia 16 Lipca. Ojciec jéj Favorino Sceffi, był jednym ze znakomitszych panów swojego kraju, tak z rodu jak i z wielkiego majątku który posiadał. Matka Hortulana, bardzo pobożna niewiasta długo niemając dzieci, gorącemi modlitwami, postami, hojnemi jałmużnami i pielgrzymkami do miejsc świętych, wyprosiła sobie u Boga tę córkę. Kiedy ją jeszcze w łonie swém nosiła, w czasie modlitwy, usłyszała głos z Nieba zapowiadający jéj że szczęśliwie porodzi dziecię, które stanie się światłem dla świata całego. Dla tego nowonarodzonéj córeczce dano na Chrzcie świętym imię Klary, co po łacinie znaczy jasna albo świecąca.

Od lat najmłodszych, święta ta dziewica zapowiadała do jak wysokiéj dojdzie z czasem świątobliwości. Z latami wzrastały w niéj wszystkie cnoty chrześcijańskie, wielkie do Matki Bożéj nabożeństwo i zamiłowanie jak najwyższéj doskonałości ewangelicznéj. W samym téż kwiecie wieku i wśród wielkich dostatków żyjąc, postanowiwszy nie mieć innego oblubieńca jak Pana Jezusa, kilka małżeństw bardzo świetnych odrzuciła.

Gdy zamyślała wyłącznie poświęcić się Panu Bogu na służbę, przybył z kazaniami do Asyżu jéj rodzinnego miasta, wielki święty Franciszek, już wtedy założyciel zakonu Braci żebrzących. Usłyszawszy jednę z jego nauk, Klara postanowiła świat i rodzinę opuścić, i o ile to było w jéj możności, naśladować Franciszka, obierając sobie na wzór jego jak najwyższe ubóstwo, i za główną cnotę, cnotę pokory. Miała lat ośmnaście, kiedy w towarzystwie pobożnéj ciotki swojéj Bony, opuściwszy potajemnie dom rodziców, – których pozwolenia na zostanie zakonnicą nie spodziewała się otrzymać, – udała się do małego za miastem kościołka Panny Maryi Anielskiéj, przy którym mieszkał Franciszek z kilku braćmi swoimi. Tam zrzuciwszy bogate stroje, z rąk jego przyjęła najuboższą suknię zakonną, a ostrzygłszy włosy i przyjmując welon, została zakonnicą i na czas pewien zamieszkała w klasztorze Benedyktynek, także za miastem Asyża położonym.

Rozgniewany za to ojciec, udał się do tego klasztoru wraz z żoną i kilku krewnymi, w zamiarze wydobycia ztamtąd Klary jakimkolwiek sposobem. Z razu łagodnie do niéj przemawiał, a gdy to nie skutkowało, do gwałtu się posuwając chciał ją z sobą zabrać. Lecz Święta wpadłszy do kościoła i trzymając się bielizny na ołtarzu będącéj, zrzuciła welon, i okazawszy ostrzyżoną głowę ojcu, błagała go aby już nie stawiał przeszkód do ofiary, którą Ona Bogu nieodwołalnie uczyniła. W końcu téż, ojciec zgodził się na to, a późniéj był najszczęśliwszy z tego powołania córki.

W dni kilkanaście po zamieszkaniu Klary w klasztorze Benedyktynek, przyłączyła się do niéj młodsza jéj siostra Agnieszka, i kilka innych pobożnych towarzyszek. Wtedy Franciszek mając zamiar zakładać nowy Zakon żeński, jak już był założył męzki, umieścił Klarę wraz z jéj towarzyszkami przy ubogim kościołku świętego Damiana pod Asyżem, który w początkach swego nawrócenia sam był odbudował, i o którym miał objawienie, że stanie się on kolebką nowego świętego Zakonu żeńskiego, mającego rozszerzyć się w całym świecie chrześcijańskim. Jakoż, osiadłszy przy tymże kościołku Klara, gdy coraz więcéj towarzyszek zgromadziła, które pod jéj i świętego Franciszka przewodnictwem zamierzały wieść życie bogomyślne i najostrzejszéj oddane pokucie, została przez tegoż Patryarchę Asyzskiego zamianowana na Opatkę tego nowego klasztoru. Tenże Święty nadał im Regułę, zatwierdzoną późniéj przez Stolicę Apostolską. A że na mocy tejże, obowiązywały się siostry do najściślejszego ubóstwa, tak dalece że żadnych stałych ani funduszów ani dochodów posiadać nie mogły, więc nazwane zostały Zakonem Sióstr-Ubogich.

Klara rządziła jako Opatka klasztorem świętego Damiana przez lat czterdzieści dwa, przedstawiając na sobie najwyższy wzór doskonałości zakonnéj, do któréj głównie przykładem własnym, wszystkie swoje córki duchowne zagrzewała. Z tegoż klasztoru, w miarę jak się po to zgłaszano, wysyłała zakonnice przez nią w cnotach zakonnych wyćwiczone i pełne ducha serafickiego swojéj założycielki, które w innych krajach tejże Reguły zakładały domy zakonne. Za życia jeszcze naszéj Świętéj, wiele stanęło klasztorów jéj Reguły nietylko we Włoszech, lecz i we Francyi, Hiszpanii i Czechach. Przy końcu XVIII wieku, było ich w całym świecie katolickim około dziewięciuset, a w nich blizko pięćdziesiąt tysięcy dziewic z różnego stanu, w wysokiéj świątobliwości służących Bogu. Stanęło takich klasztorów kilka i w Polsce, założonych przez księżniczki królewskiego rodu, z których u nas sześć przywdziało habity córek świętéj Klary. Zakonnice te od pierwotnego ich pobytu przy kościele świętego Damiana zwane były i Damianistkami, lecz dziś najpowszechniéj od nazwiska ich Założycielki nazywają się Klaryskami.

Święta Klara wiodła życie nadzwyczaj umartwione, i to aż do późnéj starości, lubo przez lat bardzo wiele słabego używała zdrowie. Sypiała zawsze na gołéj ziemi, albo ścieląc pod siebie troche trzciny, i pod głowę biorąc kamień. Za całe odzienie nosiła tylko habit gruby, a pod nim nadzwyczajnéj ostrości włosiennicę. Trzy dni w tygodniu nic zgoła nie jadała, a w inne pościła bez przerwy, i w tak małéj ilości brała posiłek, że to innym ledwie za śniadanie wystarczyćby mogło. Przed zapadnięciem w ciężką chorobę, każdego roku, dwa czterdziesto-dniowe posty o samym chlebie i wodzie spędzała. Modliła się bezustannie: co jéj tylko w dniu zbywało czasu od koniecznych zajęć, ten na rozmowę z Bogiem obracała, a często całe noce bez przerwy na bogomyślności trawiła. Wtedy wpadała w zachwycenie, a razu pewnego, gdy chora leżąc w celi nie mogła być na Pasterce z siostrami, cudownie przeniesiona została do kościołka Panny Maryi Anielskiéj, i tam słuchała Mszy świętéj i Komunią przyjęła. Gdy w podeszłych latach ciężkiemi została dotknięta cierpieniami, i na wspólnych ćwiczeniach i robotach obecną być nie mogła, na łóżku leżąc kazała się podpierać wokoło poduszkami, aby w czasie przeznaczonym na zajęcia ręczne, mogła je wykonywać. Miłośnica szczególna ubóstwa, nie dała się niczém odwieść od niego, pomimo wszelkich na jakie ją to narażało trudności i niedostatków. Gdy Papież Grzegorz IX chciał klasztor jéj obdarzyć stałym dochodem, upadła mu do nóg błagając aby tego nie czynił.

Wielu téż cudami, za życia jeszcze zasłynęła. Jednę z siostr swoich zakonnych, która na długi czas straciła mowę, znakiem krzyża świętego uzdrowiła. Innéj przywróciła słuch, drugą znowu z wodnéj puchliny w jednéj chwili wyleczyła; kilka dotkniętych śmiertelną chorobą epidemiczną która panowała w okolicy, pobłogosławiwszy, w tejże chwili wnet przywiodła do zdrowia. Jednemu z Braci-mniejszych dotkniętemu pomieszaniem zmysłów, od razu przywróciła rozum. Gdy w klasztorze zabrakło zupełnie pożywienia, pół bochenka chleba tak rozmnożyła, że pięćdziesiąt sióstr miało czém do sytości się posilić. Saraceni obległszy Asyż, napadli na klasztor Klary, i kiedy już na mury jego się wdzierali, Święta chorą będąc, kazała się zanieść do furty, a wraz z sobą Puszkę z przenajświętszym Sakramentem, i w te słowa do Boga wołać zaczęła: „Nie wydawaj Panie, w ręce dzikich zwierząt, dusze wyznające Ciebie, i strzeż służebnice Twoje, któreś drogą krwią Twoją odkupił.” A gdy się tak modliła dał się słyszeć głos z Puszki: „Ja was zawsze strzedz będę.” I w tejże chwili Saraceni będący na murze, olśnieni światłością jaka wybuchała od przenajświętszego Sakramentu, na ziemię pospadali, a reszta w największym nieładzie w rozsypkę poszła, jakby pobita na głowę.

Mając lat przeszło sześćdziesiąt, Klara oddawna już chora, ciężko zapadła na zdrowiu. Przez dni siedemnaście najmniejszego posiłku przyjmować nie mogła. W takim gdy była stanie, nawiedził ją sam Ojciec święty Inocenty IV, przebywający podówczas w Asyżu, od którego odebrała rozgrzeszenie z odpustem zupełnym. Potém czując już blizki koniec swojéj pielgrzymki ziemskiéj, podyktowała Testament duchowny, w którym pozostawiła siostrom wzniosłe i święte nauki. Nakoniec po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, pobłogosławiła swoje córki duchowne około niéj zgromadzone, pocieszając rzewnie płaczące; a gdy zapadła w lekkie konanie, ujrzano wchodzące do jéj celi grono dziewic niebieskich, na czele których była sama Matka Boża, i gdy te rozciągnęły nad nią jakby bogaty płaszcz królewski, Klara zasnęła w Panu. Poszła do Nieba dnia 12 Sierpnia roku Pańskiego 1258.

W dwa lata po śmierci, gdy nadzwyczajną liczbą cudów zasłynęła, Papież Aleksander IV w poczet Świętych ją wpisał.

Pożytek duchowny

Święta Klara, miała to niewymowne szczęście, że do zakonu przez nią założonego, wstąpiły nie tylko i dwie jéj siostry rodzone, lecz i jej matka, która z początku była przeciwna poświęceniu się Klary na wyłączną służbę Pana Jezusa. Niech cię to uczy wytrwałości w świętych twoich przedsięwzięciach, gdyż przez nią, pociąga się zwykle do naśladowania i tych nawet, którzy z początku byli im przeciwni.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który Kościoł Twój, błogosławionéj Klary dziewicy, przedziwnemi cnotami uświetniasz, i przez nią nowym zakonem obdarzasz; spraw miłościwie, abyśmy jéj śladami idąc, światłości wiecznéj chwały, dostąpić mogli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 675–677.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 640

Jeszcze raz, pobożni Czytelnicy, rzućmy okiem na klasztor „ubogich niewiast", w którym panuje ścisła klauzura. Zobaczmy, jakie w tym zakonie panują poglądy na życie; przy patrzmy się, czy te poglądy są rzeczywiście tak ponure, nienaturalne, grobowe, jakimi się wyda ją krzykaczom, którzy mając się za nieomylnych, chcieliby według swej mody świat przerobić i swoim sposobem go uszczęśliwić. Wystarczą na to następujące dwa przykłady z życia świętej Klary.

  1. Znakomita dama i troskliwa matka przychodzi do ksieni i prosi, aby przyjęła obie jej córki do klasztoru, podając następujące przyczyny swej prośby: „Starsza z mych córek jest dziewczyną cichą, skromną, nabożną, pokorną, nie lubi towarzystwa ani rozrywek, czuje zato pociąg do samotności; szkoda by było zostawić ją w świecie. Młodsza jest wcale inna: próżna, zalotna, lekkomyślna, szczebiocze cały dzień i gotowa śpieszyć z zabawy na zabawę; tę klasztor jedynie od moralnego zepsucia ocalić zdoła”.

    Klara tak na to odpowiedziała: „Uczynię próbę, czy na poprawę młodszej, światowej, wpłynie porządek zakonny i wspólna modlitwa. Jeżeli jej się u nas spodoba, niechże z Bogiem pozostanie; jeśli nie, to niechaj wraca do matki. Starsza natomiast niech pozostanie w stanie świeckim, gdyż w świecie trzeba właśnie takich niewiast, które by były żywym przykładem, że w każdym stanie można żyć uczciwie i po chrześcijańsku, a takie niewiasty, które w świecie pełnią swe powinności, są w obliczu Boga tyle warte, co zakonnice, które starają się tylko o własną świątobliwość”. – W końcu przyjęła Klara obie panny na pewien czas, po czym oddała je matce. Młodsza w istocie poprawiła się i spoważniała, a starsza postąpiła w doskonałości. Obie wyszły potem za mąż i służyły za przykład wzorowych żon i matek.

  2. Święta Klara była zawsze wesołego i pogodnego umysłu i nie lubiła patrzyć na twarze ponure i zachmurzone. Wesołość jej pochodziła z miłości do Chrystusa utajonego w Hostii Przenajświętszej, dlatego ciągle zachęcała zakonnice do zacieśnienia węzła świętej przyjaźni z Panem Jezusem, mówiąc: „My biedne mniszki potrzebujemy także towarzyskiego pożycia; ale jakaż różnica pomiędzy towarzystwem światowym, a towarzystwem Jezusowym? Tam gawędzą z sobą bez miłości, częstokroć bez znajomości wzajemnej. Tu rozmawiamy z Panem Jezusem, który nas zna dokładnie, którego my znamy z dzieł Jego miłosierdzia, dobroci i miłości ku nam, który nam dobrze życzy i pragnie naszego dobra. Tam jeden drugiemu nie wierzy, jeden drugiego podejrzywa, uśmiechy są udane, pochlebstwa obłudne; tutaj każdy serce ma w ustach, każdy otwarty i szczery. Im więcej jesteśmy wylane, tym więcej cieszy się Pan Jezus; Jemu można się z wszystkiego zwierzyć, ze wszystkim się użalić; wszakże On jest samą dobrocią i łaskawością. Znajdziemy tu i Maryję, drogą Mateczkę naszą, znajdziemy aniołów, którzy wspierają nas w słabości i nieudolności naszej i wstawiają się za nami tak szczerze, że nigdy nie odejdziemy bez obfitej pociechy”.
Tags: św Klara „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna św Franciszek czystość post
2020-07-28

Św. Nazarego, Celsa i Wiktoryna, Męczenników i św. Innocentego, Wyznawcy i Papieża

Żyli w pierwszych wiekach chrześcijaństwa.

(Żywot ich wyjęty jest z dziejów Kościoła przez Tylemoncyusza.)

Święty Nazary przyszedł na świat w Rzymie, w pierwszym wieku Kościoła. Ojciec jego rodem z Afryki, był poganinem, matką Rzymianka Święta Perpetua, która została była chrześcijanką wprzód jeszcze, zanim go na świat wydała. Chociaż i podówczas zwyczajem było w późniejszym dopiéro wieku udzielać Chrzest święty, Perpetua jednak postarała się aby Nazary ochrzczonym został kiedy jeszcze bardzo był młodym. Wychowywała go jak najstaranniéj i najpobożniéj. Miała z niego wielką pociechę od dzieciństwa, a przed śmiercią i tę największą, że widziała w nim jednego z najgorliwszych i najpobożniejszych chrześcijan w całych Włoszech.

Długo zostając pod przewodnictwem duchowném samego Papieża świętego Lina, skoro doszedł lat młodzieńczych, poczuł budzące się w sercu pragnienie nawrócenia jak największéj liczby pogan do wiary świętéj. Wybrał się tedy na wycieczkę apostolską, i przez pewien czas przebiegając Włochy, powziął w końcu zamiar udania się i za Alpy do Gallów. Byłoto przedsięwzięciem narażającém go na największe trudy i niebezpieczeństwa, lecz mu téż Pan Bóg w tych jego świętych pracach dziwnie pobłogosławił. Wszędzie gdzie się pojawił wielu niewiernych pozyskiwał Chrystusowi, a w tym celu używał wszelkich możliwych sposobów. Niekiedy, gdy inaczéj przystępu do pogan mieć nie mógł, przyjmował u nich służbę, nawet zaprzedawał się im na pewien czas w niewolę, byle chociażby jednę duszę uratować.

Pierwszém ludniejszém miejscem za granicą Włoch, gdzie ten święty Apostoł Pański zaczął głosić Ewangelią, była Genewa. Miasto to podówczas pogrążone w pogaństwie, nie słyszało jeszcze o chrześcijanach, kiedy tam przybył Nazary. Wkrótce wielu ochrzcił, i miasto to po dziś dzień ma go za głównego Patrona i pierwszego swego Apostoła.

Pomiędzy wielką liczbą nawróconych przez świętego Nazarego w Genewie, była pewna znakomita i zamożna pani, któréj wpływ i przykład, wiele się przyczynił do owoców jakie tam dał Pan Bóg zbierać temu słudze Swojemu, z jego prac gorliwych. Miała jedynego syna młodego jeszcze imieniem Celsyusz. który był jéj jedyną pociechą, i którego nadzwyczajnie kochała. Święty Nazary i jego nawrócił, wyuczył zasad wiary świętéj, a młodzieniec tak w pobożności postąpił, że gdy wkrótce potém Nazary go ochrzcił, prosił matki aby mu pozwoliła wraz z nim oddać się apostolskiemu zawodowi. Wielkiéj to ze strony téj niewiasty wymagało ofiary, lecz że była doskonałą chrześcijanką nie odmówiła jéj Panu Jezusowi, i Celsyusz od téj chwili, stał się towarzyszem nieodstępnym Nazarego. Przebiegli razem wiele miast w krainie Gallów, siejąc wszędzie słowo Boże, które późniéj w téj części Europy tak obfite i świetne plony wydało.

Ludne i sławne miasto Trewiza, było główném polem gdzie ci Święci poświęcali się dla Jezusa Chrystusa, i w końcu ponieśli męczeństwo, które wówczas prawie każdego Apostoła spotykało. Wielka liczba cudów jakie tam czynili, przyczyniła się do tego że ogromną liczbę pogan przyciągnęli do Kościoła Bożego, i święty Ambroży w kazaniu swojém o nich powiada, że i miasto to i cała kraina, im pierwszym zawdzięcza dobrodziejstwo wiary. Niedługo téż po przybyciu swojém do Trewizy, pozyskali tam koronę męczeńską.

Oskarżeni do władzy pogańskiéj, jako odwodzący lud od czci bożków cesarskich, wtrąceni zostali do więzienia, a potém skazani na zatopienie w rzece Mozelli. Lecz gdy ich do wody wrzucono, rzeka stwardniała jakby mrozem ściśnięta, i w obecności wielkiéj rzeszy ludu zgromadzonego, Święci wyszli z niéj jakby po lodzie, chociaż się to wśród lata działo. Zdziwieni takim cudem poganie, już nie śmieli zadawać im innego rodzaju śmierci, tylko wygnali ich z kraju. Nazary i Celsyusz wrócili do Włoch, a gdy Opatrzność Boża zaprowadziła ich do Medyolanu, Wielkorządca Anolin, który miał rozkaz od cesarza, aby każdego mającego zamiar głosić Ewangelią, zanim jeszcze zacznie to czynić, śmiercią ukarać, kazał ich do więzienia wtrącić. Po kilku dniach rozpoczął ich badanie. A gdy po ciężkich mękach jakie im zadał, wymódz na nich odstępstwa nie mógł, skazał ich na ścięcie. Trudno wyrazić jak po odczytaniu wyroku ci dwaj słudzy Chrystusowi uradowani zostali. Święty Nazary przyciskając do serca swego towarzysza, rzekł do niego: „Co to za szczęście mój synu! że Zbawiciel daje nam tę łaskę, iż oto dziś jeszcze za Niego męczeńską śmierć poniesiemy.” A młody Celsyusz, również uradowany – „Dziękuję Ci Panie Jezu Chryste, zawołał, że mnie chociaż tak młodego, do chwały Swojéj już bierzesz.” I zwracając się do świętego Nazarego: „Idźmy rzekł do niego, ojcze drogi wesoło, bo mamy wylać krew naszę, za Tego, który nam dał życie i aby nas zbawić krew Swoję za nas wylać raczył.” Wyprowadzeni na plac publiczny, ścięci zostali 28 Lipca, przy końcu pierwszego wieku.

Ciała tych świętych Męczenników wyszukane potajemnie w nocy przez chrześcijan, pochowane zostały za bramą miejską. Ukryte tam były, aż w trzysta lat potém święty Ambroży, odebrawszy w objawieniu zawiadomienie gdzie się ich relikwie znajdują, odgrzebał je, i znalazł tak niezepsutemi, jak gdyby tegoż dnia pochowane były i krew nawet nieskrzepłą. Dyakon Paulin, temu obecny, pisze, że z grobu ich wychodziła woń, jakby najwykwintniejszych pachnideł. Tenże święty Arcybiskup z wielką uroczystością przeniósł ich zwłoki do kościoła świętych Apostołów, który wtenczas tylko co był wystawił.

· · ·

Błogosławiony Wiktoryn Papież i Męczennik, którego święto dziś także Kościoł Boży obchodzi, żył późniéj od tych Świętych, bo na początku trzeciego wieku, za cesarza Sewera. Był on synem Feliksa Afrykanina. Wyniesiony został na Papiestwo po śmierci świętego Eleutera, około roku Pańskiego 192. Za jego rządów powstawały różne, a szczególnie na Wschodzie kacerstwa. Walczył z niemi mężnie, i jużto uczonemi pismami je zbijając, jużto karami kościelnemi dotykając ich zwolenników, z plagi téj Kościoł święty oczyszczał. Jednym z ważniejszych czynów jego Papiestwa, było postanowienie a raczéj zatwierdzenie i wprowadzenie w ściślejsze wykonanie, dekretu jego poprzednika Piusa I, nakazującego aby w całym Kościele uroczystość Wielkanocna, święcona była w pierwszą niedzielę następującą po pełni Marcowéj. Pomiędzy innemi również ważnemi i potrzebnemi w karności kościelnéj postanowieniami, wydał on i to, że w razie potrzeby, wodę zwykłą do sprawowania Chrztu świętego używać można: to jest że niekonieczném jest aby była święconą; a oraz zawyrokował że podobnież w razie nagłéj potrzeby, każdy chociażby nawet nie był chrześcijaninem, byle miał intencyą spełniać to co Kościoł w tym Sakramencie zamierza, chrzcić może, i chrzest taki za ważny ma być poczytany. Poniósł śmierć męczeńską 28 Lipca roku Pańskiego 202, zasiadając na stolicy apostolskiéj blizko lat dziesięć.

· · ·

Dziś także przypada uroczystość świętego Inocentego I, Papieża. Był on rodem z miasta Albano, blizko Rzymu położonego. Żył za czasów świętego Augustyna i Hieronima, to jest w połowie czwartego wieku. Świątobliwość jego, wysławia święty Hieronim w te słowa pisząc w jednym z listów swoich: „Trzymajmy się wiary Inocentego, wielkiego Świętego, który jest Apostolskiej Stolicy i Kościoła całego Rządcą; a wszelkiéj nauki jemu przeciwnéj, chociażby nam się wydała najświetniejszą i najmądrzejszą nie przyjmujmy.” Święty Bazyli wielki, podobnież ze czcią szczególną wyraża się o nim. W walce swojéj z aryanami, zasięgał on jego rady i popierał się jego pismami. Gdy święty Jan Złotousty, złością cesarzowéj Eugenii wygnany został z Carogrodu, święty Inocenty i ją i męża jéj cesarza Arkadyusza, klątwą kościelną do opamiętania przywiódł. Wtedy także poskładał z urzędu wszystkich Biskupów, którzy się do wygnania świętego Jana Złotoustego przyczynił. Zkąd się pokazuje, że Papieża zawsze używali bez zaprzeczenia najwyższéj zwierzchności nad Biskupami całego Kościoła.

Pomiędzy postanowieniami, jakie na Papiestwie swojém wydał święty Inocenty, było i zatwierdzenie postu sobotniego (zawisłego na powstrzymaniu się od mięsnych pokarmów), na uczczenie pamiątki dnia, w którym Pan Jezus w grobie spoczywał; a także wydał prawo nakazujące, aby dzieci z chrześcijańskich rodziców zrodzone, Sakramentem Chrztu świętego oczyszczone zostawały, o potrzebie czego niektórzy podówczas wątpili. Ten święty Papież, gorliwie powstające przeciwko okrutnym igrzyskom publicznym szermierzy pogańskich, na których zabijali się oni dla rozrywki ludu, powstrzymał chrześcijan od uczestniczenia w téj barbarzyńskiéj zabawie.

Rządził Kościołem, lat blizko piętnaście, i świętą śmiercią zasnął w Panu 28 Lipca, roku 417. Pochowany został na cmentarzu Pryscylli; a Papież Sergiusz II, w roku 845, wydobył jego zwłoki, i złożył je uroczyście w kościele świętego Ekwicego.

Pożytek duchowny

Dzisiejsze widowiska teatralne, chociaż nie mają w sobie tego rodzaju barbarzyństwa, jakie miewały pogańskie turnieje szermierzy, na które powstawał święty Inocenty, najczęściéj są jednak równie albo i więcej, zgubnemi dla duszy. Kto na nie chętnie uczęszcza, trudno aby nie zagasił w sercu swojém, wszelkiego uczucia pobożności, a w wielu razach, świętą cnotę czystości na wielkie wystawia niebezpieczeństwo.

Modlitwa (Kościelna)

Niech nas Panie Świętych Twoich: Nazarego, Celsyusza, Wiktoryna i Inocentego, uroczysty obchód na duszy pokrzepi, i ułomności naszéj wsparcie łaski Twojéj wyjedna. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 626–628.

Tags: św Nazary św Cels św Wiktoryn św Innocenty „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik papież św Perpetua chrzest post widowiska
2020-07-08

Św. Elżbiety, Królowej Portugalskiej

Żyła około roku Pańskiego 1386.

(Żywot jéj napisany przez kilku pisarzy współczesnych, znajduje się u Bolandystów pod dniem 4 lipca.)

Święta Elżbieta córka Piotra III króla Aragońskiego, narodziła się roku Pańskiego 1271. Jéj przyjście na świat, taką radością całą rodzinę królewską napełniło, że przyczyniło się to głównie, do pojednania króla Piotra z jego ojcem, z którym w długich zatargach zostawał. Było to zaś jakby przepowiednią, że późniéj w wielu wypadkach przyczyni się ta Święta do zgody między panującymi, bo to w istocie miało miejsce. Dano jéj imię Elżbiety, na uczczenie pamięci świętéj Elżbiety królowéj węgierskiéj, jéj babki ciotecznéj, świeżo wtedy ukanonizowanéj.

Dziadek jéj król Jakób, słusznie przezwany Świątobliwym, zajął się wyłącznie jéj wychowaniem, i wnet z wielką pociechą spostrzegł że wnuczka jego, od kolebki prawie, objawiała skłonność do wszelkich ćwiczeń pobożnych, a szczególnie miała wielkie nabożeństwo do Matki Bożéj. W ósmym roku życia, zadziwiała dwór cały swoją roztropnością, skromnością i cnotami wiek jéj przewyższającemi. Już wtedy ścisłe zachowywała posty, jadając raz tylko na dzień w wigilie wszystkich świąt przenajświętszéj Panny i w każdą sobotę; codzień odmawiała kapłańskie pacierze, któryto zwyczaj do śmierci zachowała, i długie godziny trawiła na modlitwie. W obcowaniu z każdym była niezrównanéj słodyczy i pokory, a żaden ubogi nie odszedł od niéj żeby go albo czém mogła sama nie zaopatrzyła, lub tego o co prosił, nie uzyskała dla niego u rodziców. Słusznie téż król jéj ojciec utrzymywał, iż była Aniołem opiekuńczym całego jego państwa, i że jéj to modlitwom zawdzięczał błogosławieństwa, któremi hojnie obdarzał Pan Bóg jego panowanie.

W dwunastym roku wydaną została za Dyonizego, króla Portugalskiego. Zasiadłszy na tronie, a widząc się swobodniejszą w swoich zajęciach, przymnożyła ćwiczeń pobożnych i umartwień ciała. Wstawała o świcie, a po odbytéj modlitwie myślnéj, odmawiała kanoniczne pacierze: Jutrznię, Laudes i Prymę. Następnie słuchała Mszy świętéj, przy któréj często przyjmowała Ciało Pańskie, a potém odmawiała pacierze o Matce Bożéj zwane Officium Parvum, i pacierze kościelne za zmarłych. Około południa zajmowała się różnemi sprawami z któremi się do niéj odnoszono, dawała posłuchanie ubogim, a co jéj zbywało czasu, spędzała go w kaplicy pałacowéj, lub na czytaniu ksiąg świętych. Nie widziano jéj ani chwili próżnującą: podczas zebrań dworskich na jéj pokojach, wykonywała różne ręczne roboty kobiece, przeznaczone na ozdoby kościołów, i zwyczaj ten wprowadziła pomiędzy paniami swojego dworu. Prócz postów kościelnych, które zachowywała o chlebie i wodzie, podobnież pościła cały Adwent, czterdzieści dni przed Wniebowzięciem Matki Bożéj, i tyleż przed uroczystością świętego Michała Archanioła. Zrobiono jéj razu pewnego uwagę, że tego rodzaju umartwienia niewłaściwe są osobie zasiadającéj na tronie: „A gdzież potrzebniejszemi są one, odrzekła święta królowa, jeżeli nie tam, gdzie namiętności są więcéj rozbudzone, i niebezpieczeństwa dla duszy większe?” Mawiała także: że Pan Bóg na to tylko wyniósł ją na godność królewską, aby tém hojniejsze jałmużny czyniła. Jałmużnikom swoim przykazała, aby nic nie odmawiali ubogim; codzień ich odwiedzała po mieszkaniach, a niekiedy aż w odległych od stolicy wioskach i przedmieściach. Przyszedłszy dnia pewnego do ubogiéj kobiety, okrytéj obrzydliwemi wrzodami, Święta, dla przezwyciężenia wstrętu jaki w niéj obudził ten widok, ucałowała jéj rany, i w tejże chwili chora odzyskała zdrowie. Założyła wielki dom przytułku, dla kobiet nawracających się ze złego życia, drugi podobny dla podrzutków, i kilka kościołów i klasztorów wzniosła, po królewsku je uposażając. W każdy piątek Wielkiego postu, na pamiątkę Wieczerzy Pańskiéj, umywała nogi trzynastu ubogim kobietom. Zdarzyło się iż jedna z nich, miała od lat wielu wrzód, który jéj toczył nogę. Królowa opatrzyła ranę, omyła ją i ucałowała, i wrzód się zagoił na zawsze.

Przytrafiło się także, że gdy szła odwiedzać ubogich i w pole sukni niosła znaczne pieniądze w drobnéj monecie, król spotkawszy ją, spytał co tak skrzętnie dźwiga: „Róże” odpowiedziała królowa żartując, bo to była zima; w istocie, gdy roztworzyła poły, okazały się róże najpiękniejsze. Także dziewczynce ślepéj od urodzenia, wzrok przywróciła, i wielu niebezpiecznie chorych uzdrowiła znakiem krzyża świętego. Dziatki których miała kilkoro, jak najstaranniéj chowając, wrażała w nich bojaźń Bożą, wzgardę wielkości tego świata, i do nabożeństwa do Matki Bożéj pobudzała. We wszystkiém starała się jak najpilniéj przypodobać się małżonkowi, lecz przedewszystkiém Bogu.

O ile miała udziału w zarządzie państwa, używała wpływu swojego na jednanie panujących, w czém jéj Pan Bóg dziwnie błogosławił, i kilka grożących już wojen, przez to wstrzymała. Lecz sama w końcu, doznała z tego powodu nie małych frasunków. Syn jéj książę Alfons, podniósł był rokosz przeciw ojcu. Święta używała wszelkich sposobów, aby go przywieść do opamiętania, i w tym celu kilka razy do niego pisała, a nawet postarała się aby się z nią widział. Nieprzyjaźni jéj dworzanie, korzystając z tego, wrazili w króla przekonanie, że królowa sprzyja zbuntowanemu księciu, i wydaje mu tajemnice rad wojennych królewskich. Król bez roztrząśnienia sprawy, uniesiony gniewem, odebrał Elżbiecie wszystkie jéj dochody, i wskazał ją na wygnanie do miasta Alangeru, trzymając ją tam pod strażą. Święta poddała się temu wszystkiemu bez słowa skargi, bez cienia żalu do sprawców jéj krzywdy, a rada większéj samotności jakiéj zażywała w cichém ustroniu, oddała się jeszcze wyłączniéj modlitwie i wysokiej bogomyślności, na któréj czas słodko jéj schodził. Król wkrótce przekonawszy się o fałszywości oskarżeń, których padła była ofiarą królowa, przywołał ją do siebie, i z tém większą był dla niéj czcią i uwielbieniem. Lecz co najbardziéj ucieszyło świętą Elżbietę, to że król który przedtém wiódł życie rozpustne, odtąd stał się najwierniejszym małżonkiem.

Długo jeszcze potém żyła z mężem Elżbieta, ciesząc się nietylko jego szczerą poprawą, lecz widząc nawet gruntowną pobożność, do któréj przywiodły go przykłady jéj życia i jéj ciągłe o to do Boga modlitwy. Gdy po czterdziestoletniém panowaniu, zapadł on w ostatnią chorobę, doglądając go najtroskliwiéj, przez długi czas dzień i noc od łoża jego nie odstępowała i sama przysposobiła go do najpobożniejszego przyjęcia ostatnich Sakramentów świętych.

Jak tylko skonał na jéj ręku, poszła do swojéj kaplicy, i zaofiarowawszy się Panu Bogu już na wyłączną służbę, niezwłocznie zdjęła z siebie stroje świeckie i wszystkie oznaki królewskiéj godności, i przywdziała habit Klarysek. Potém spędziwszy dni kilka na postach i modlitwach przy zwłokach małżonka, najprzód odbyła pieszo pielgrzymkę do zwłok świętego Jakóba w Kompostelli, ofiarując odpusty do tego przywiązane za duszę męża, a wszystkie kosztowności w bogatych materyach, złocie, perłach i klejnotach, które wzięła z sobą, złożyła tam w ofierze, także za duszę króla. Wróciwszy do stolicy, rozdała ubogim. co tylko jeszcze z najdroższych jéj sprzętów i rzeczy zostało, i udała się do klasztoru Klarysek, który założyła była w mieście Koimbrze, i przy nim na zawsze już osiadła.

Wiodła życie nadzwyczaj ostre, wysokiéj bogomyślności i uczynkom miłosiernym oddane. Pościła codzień bez przerwy, o suchym chlebie i wodzie. Gdy razu pewnego choréj, lekarze kazali pić wino, a uczynić tego nie chciała, woda którą jéj podano, cudownie w wino została zamienioną. Uczęszczała najregularniéj do chóru z zakonnicami. Codziennie słuchała dwóch Mszy świętych: jednę żałobną za duszę męża, drugą o święcie przypadającém. Po południu przyjmowała ubogich, rozsyłała jałmużny i służyła chorym w szpitalu, który obok klasztoru wybudowała, na trzydziestu biednych. Lecz dobroczynność jéj sięgała i daléj: nie tylko hojnie wspierała ubogich w całém swojém państwie, lecz znaczne pieniądze wysyłała i w dalekie kraje, dla wykupienia chrześcijan w niewoli u niewiernych będących, i wspierania mieszkańców w różnych miejscach, klęską głodu dotkniętych. Dowiedziawszy się o zaszłych nieporozumieniach króla portugalskiego jéj syna, z królem kastylskim jéj wnukiem, którzy zabierali się do wojny, puściła się w drogę, aby widząc się z nimi przywieść ich do zgody. Przybywszy do miasta Estremez, ciężko zachorowała, i dalej jechać nie mogła: lecz sama wiadomość o powodach podróży królowéj, gotujących się do wojny królów pojednała.

Tymczasem, już ona dochodziła do kresu swojéj doczesnéj pielgrzymki. Śmiertelną chorobą zwątlona na siłach, gdy jéj ostatnie Sakramenta udzielono, jeszcze jednak do przyjęcia świętego Wiatyku wstała i w habicie świętéj Klary przyjęła przenajświętsze Ciało klęcząc na ziemi. Potém objawiła się jéj Matka Boża, do któréj wymówiwszy te słowa: „Maryo łaskiś pełna, Matko miłosierdzia, obroń mnie od nieprzyjaciela, i weź mnie w godzinę śmierci mojéj”, spokojnie w Panu zasnęła, dnia 4go Lipca, roku Pańskiego 1386.

Wpisaną została w poczet Świętych, przez Papieża Urbana VIII, który święto jéj na dzień dzisiejszy wyznaczył.

Pożytek duchowny

Święta Elżbieta, dla tego że Świętą była, w wielu razach jednała powaśnione osoby jéj królewskiéj rodziny, i przez to kraje całe od klęsk wojny ochraniała. Tak w każdéj rodzinie, osoba gruntownie pobożna, może stać się dla niej Aniołem pokoju, zgody i jedności. Staraj się być takim.

Modlitwa (Kościelna)

Najlitościwszy Boże! Któryś błogosławioną Elżbietę królowę, pomiędzy wielu wysokiemi łaskami, darem poskramiania wojen przyozdobił; daj nam za jéj pośrednictwem, za życia zażywać pokoju, o który pokornie prosimy, a po nim dostąpić radości wiekuistych. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 566–568.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 546–548

„Błogosławieni pokój czyniący, albowiem nazwani będą synami Bożymi” (Mat. 5, 9). Pokój jest najwyższym szczęściem, gdyż nie ma szczęścia bez pokoju. Starajmy się przeto z wszystkimi żyć w zgodzie i pokoju; unikajmy wszelkich kłótni i niesnasek, gódźmy powaśnionych z sobą, nie dawajmy nikomu sposobności do swarów i nieprzyjaźni, i pomnijmy na to, że stokroć lepiej jest być skrzywdzonym, aniżeli dochodzić swego prawa na drodze kłótni i procesów. Stokroć lepiej dla miłego pokoju znieść obrazę, krzywdę, lekceważenie, bo tylko taki jest miłośnikiem pokoju, kto tak postępuje. Święta Elżbieta znosiła spokojnie podejrzenia, prześladowanie i dokuczliwości męża, pomnąc na słowa Zbawiciela: „Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugiego. A temu, który chce prawem z tobą się rozpierać, a suknię twoją wziąć, oddaj i płaszcz” (Mat. 5, 39. 40). 39. 40).

Usiłujmy nade wszystko przeszkodzić swarom i nieporozumieniom między krewnymi i znajomymi, pomni na słowa świętego Pawła, zwrócone do Tytusa: „Napominaj ich, aby nikogo nie czernili, aby nie byli kłótliwymi, lecz skromnymi, i aby okazywali łagodność względem każdego”.

Święta Elżbieta, jakkolwiek słaba niewiasta, nie wahała się pójść między zbrojne szeregi i zdołała zmiękczyć łzami i prośbą kamienne serca. Iluż przez to ocaliła ludzi, ilu czynom okrucieństwom zapobiegła, ile tym sobie zaskarbiła wdzięczności i błogosławieństw! Jezus Chrystus, który przez ofiarę życia zyskał nazwę „Księcia pokoju”, będzie cię wspierał w tych przedsięwzięciach, działaj przeto w Jego duchu, On cię nie odstąpi. Nagroda twoja będzie wielka i słusznie nazywać cię będą sługą Bożym.

Tags: św Elżbieta Aragońska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna królowa św Elżbieta Węgierska Officium parvum Officium Defunctorum post jałmużna matka żona pokój zgoda
2020-07-07

Św. Andrzeja Żórawka i Benedykta Męczennika, Świętych Pustelników

Żyli około roku Pańskiego 1011.

(Żywot ich był napisany przez Pustelnika Maura, blizko nich mieszkającego, późniéj Biskupa dyecezyi Pięciukościołów zwanéj.)

Święty Andrzéj urodził się około roku Pańskiego 978, z bogobojnych rodziców stanu mieszczańskiego, z ojca Marka Żuerarda albo Żórawka, a matki Agnieszki, w małéj Polsce, w miasteczku Opatowcu blizko Wiślicy położoném. Byłyto czasy, kiedy za króla Mieczysława I, tylko co religia chrześcijańska w Polsce krzewić się poczęła. Rodzice Andrzeja długo nie mając dzieci, a już gorliwi bardzo chrześcijanie, gorącemi modlitwami wyprosili sobie u Boga tego synaczka, i wychowali go jak najpobożniéj.

Przebywając jeszcze Andrzéj w domu rodzicielskim, w wielkiéj zostawał zażyłości z równegoż jego wieku młodzieńcem, i również bogobojnym imieniem Benedykt. Zaledwie doszli lat młodzieńczych, a pobudzeni łaską Boską, postanowili wieść życie pustelnicze, do którego od dzieciństwa ćwicząc się w modlitwie i umartwieniach ciała, już się wielce byli usposobili. Poznawszy więc dokładnie wolę Bożą, za błogosławieństwem rodziców, (którzy lubo ich bardzo kochali, lecz i sami pełni gorącéj wiary, chętnie na to zezwolili), udali się obaj młodzi ci pokutnicy na puszczę. W okolicach miasteczka Czkowa, w dyecezyi krakowskiéj, gdzie wielkie ciągnęły się lasy ponad rzeką Dunajcem, puściwszy się wzdłuż jéj koryta, znaleźli jaskinię pod skalistą górą, w miejscu bardzo niedostępném, i tam osiedli. Starali się jak najwierniéj naśladować pokutny i bogomyślny sposób życia pustelników egipskich, o których już, z podań chrześcijańskich które i do nich doszły, słyszeli. A oprócz tego sami wiedzeni w tém natchnieniem Ducha Świętego, w naszéj krainie pierwsi rozpoczęli ten anielski rodzaj życia. Modlitwa i wysoka bogomyślność była ich całém zajęciem, jarzyny polne i owoce leśne pokarmem, skalista ziemia posłaniem, na którém krótkiego snu zażywali.

Wszakże, po niejakim czasie, obaj Święci uznali potrzebę pewnéj zależności i ćwiczenia się w posłuszeństwie, przez poddanie się przewodnictwu duchownemu. Dowiedziawszy się wypadkiem, że w pogranicznych Węgrzech, na górze Sobor w hrabstwie Nitryjskiém, założony został klasztor ojców Benedyktynów, którego opatem był Filip wielkiéj świątobliwości zakonnik, udali się do niego około roku Pańskiego 1002. Przybywszy do klasztoru, upadli opatowi do nóg, a pokornie i gorąco błagali, aby ich do zakonu przyjął. Filip do którego już była doszła wieść o świętym żywocie Andrzeja i Benedykta, oblókł ich w suknie zakonne, lecz obawiając się czy jako dotąd według własnéj woli żyjący, nie będą trudni w cnocie posłuszeństwa, nakazał mistrzowi nowicyuszów, aby ich z téj strony szczególnie probował. Ojciec ten doświadczał ich powołania, to groźnie, chociaż w niczém nie zawiniali upominając ich przy drugich braciach, to nakazując im najtrudniejsze do spełniania rzeczy, a niekiedy i takie które się im wydawać mogły niewłaściwemi, jako téż i innemi sposobami, w takich razach w szkole zakonnego życia używanemi. Obaj święci nowicyusze, przez ciąg roku próby, nietylko przedstawili dowody najdoskonalszego zaparcia własnéj woli, lecz oraz i zajaśnieli cnotami, w których i dla najstarszych zakonników za przykład służyć mogli. Przypuszczeni więc zostali do ślubów uroczystych.

Z zakonników tego klasztoru, jedni w nim mieszkali, drudzy rozsypani byli po okolicznych puszczach, zostając zawsze w zależności od opata miejscowego. Andrzéj i Benedykt do tego właśnie rodzaju życia nawykli, zaraz po wykonaniu ślubów zakonnych, prosili aby im opat Filip, pozwolił zamieszkać na puszczy. Ten nie wątpiąc o ich prawdziwém do pustelniczego żywota powołaniu, zezwolił na to. Znowu więc oni, ale już tą razą na mocy świętego zakonnego posłuszeństwa, udali się na puszczę. Osiedli w miejscu bardzo odludném, o milę od miasta Trychina, dzisiejszego Tęczyna.

Tam święty Andrzéj nadzwyczajnością zadawanych sobie umartwień, wyrównał największym pokutnikom, o jakich w historyi świętych Pańskich czytamy. Przez cały rok jadał tylko surowe jarzyny, i niekiedy trochę chleba. Trzy dni w tygodniu żadnego zgoła nie używał pokarmu, podczas zaś wielkiego postu, brał do swojéj pustelni czterdzieści włoskich orzechów, i już przez cały ten czas nie widując się z nikim, po jednym orzechu zjadając na dzień, żadnego innego nie przyjmował posiłku. Po całodziennéj pracy, mając ciało pokrzepić spoczynkiem, w taki dziwny sposób snu zażywał. Obrał sobie pieniek ściętego drzewa, i otoczył go wysoko cierniami, tak aby gdy usiadłszy na nim drzemał, kolce ich z każdéj strony kłując go gdyby się nachylił, ze snu budziły. Nie dość na tém: zrobił sobie z deski koło, które wdziewał na głowę jak czapkę; na tém kole w czterech równoległych miejscach uczepił na sznurkach cztery ciężkie kamienie, tak że skoro nachylił się na jednę stronę snem znużony, z drugiéj strony kamień wahający się w twarz go uderzał. Prosto więc tylko na onym pieńku siedząc, lekkiém drzemaniem mógł trochę snu zażyć.

Pomimo tego, pracy ręcznéj któréj się codziennie kilka godzin oddawał, nie przerywał wcale. Zdarzyło się dnia pewnego, że gdy w lesie rąbał drzewo dla braci klasztornych, bardzo strudzony upadł na ziemię i omdlał. Przebył w tym stanie czas jakiś, aż oto stanął przed nim Anioł, podniósł go z ziemi, położył na wózek który miał Andrzéj z sobą na drzewo, i do chatki jego zawiózł.

Taki rodzaj życia wiódł ten sługa Boży przez lat kilkanaście. Kiedy nadchodziła jego ostatnia godzina, poprosił braci z klasztoru aby przybyli do niego, i objawił im dzień i chwilę swojéj śmierci, lecz oraz uprosił aby gdy umrze żaden z nich dotąd nie zdejmował z niego habitu aż sam opat Filip nadejdzie. Dano o tém znać opatowi, który zanim nadszedł, Święty już szczęśliwym zgonem zgasnął był w Panu. Gdy bracia zdjęli z niego odzież, ujrzeli na nim gruby łańcuch miedziany, który przez ciągłe i długie noszenie, tak się był wpił w ciało, że byliby go nie dostrzegli, gdyby nie to że sama zapinka, nieco grubsza, na wierzchu brzucha sterczała. Opat rozpiął zapinkę, a gdy wyciągnął z ciała łańcuch, bracia słyszęli chrzęst jego o kości żebrowe, tak bowiem głęboko był wrośnięty.

Jak za życia tak i po śmierci wielu cudami zasłynął. Pomiędzy innemi miał miejsce i następujący.

Na puszczy na któréj mieszkał Andrzéj ukrywali się rozbójnicy; pobiwszy się między sobą jednego śmiertelnie ranili. Że już wtedy nasz pustelnik słynął łaską czynienia cudów, ponieśli tam rannego prosząc aby go uzdrowił. Ranny w drodze skonał i już nieżywego złożyli w chatce Andrzeja. Ten wskrzesił go swoją modlitwą, a rozbójnik ów wrócił nietylko do życia co do ciała, lecz i co do duszy. Nawrócony tym cudem, opuścił swoje zbrodnicze rzemiosło, i postanowił szczerą pokutą przebłagać Pana Boga. W tym celu osiadł ze świętymi pustelnikami, a po ich śmierci w téjże chatce, wiodąc żywot nadzwyczaj ostry, szczęśliwie dni swoich dokonał.

· · ·

Po śmierci Andrzeja, święty Benedykt wierny jego naśladowca, lat jeszcze trzy mieszkał na téj puszczy, coraz wyższéj oddając się bogomyślności i coraz ostrzejszéj pokucie. Nocy pewnéj, napadli na niego rabusie, sądząc iż jakie skarby znajdą u biednego bogomodlcy. A że nie zgoła nie mogło tam nasycić ich chciwości, rozgniewani na sługę Bożego, poderznęli mu gardło, i tak zamordowanego wrzucili w rzekę Wag, blizko tam płynącą.

Ciała jego pilnie i długo, lecz napróżno, szukali ojcowie Benedyktyni. Aż zauważano, iż przez rok cały, w jedném miejscu przy rzece siadywał niezwykłéj wielkości orzeł, jakby strzegł czegoś. Doniesiono o tém opatowi klasztoru na górze Sobor. Ten kazał tam szukać zwłok świętego Benedykta, i wynalazł je tak nienadpsute, jakby tylko co w wodę wrzucone były. Ojcowie pochowali je ze czcią wielką w kościele świętego Emerena Męczennika, w tymże samym grobie, w którym już święty Andrzéj Żórawek spoczywał.

Papież Kalikst IV obydwóch w poczet Świętych zaliczył.

Pożytek duchowny

Niektórzy opieszałość swoję w spełnianiu przykazania kościelnego tyczącego się postów, tłómaczą niemożnością zachowania ich w całéj ścisłości z powodu klimatu naszego. Niech nadzwyczajne posty, jakie zachowywał święty Andrzéj Żórawek, którego żywot czytałeś, przekonają cię, że do ostréj pokuty, nie ciepłego powietrza potrzeba, lecz gorącego ducha.

Modlitwa (Kościelna)

Boże który nam dozwalasz błogosławionych Męczenników Twoich Andrzeja i Benedykta, pamiątkę przejścia do nieba obchodzić, daj nam w wiekuistéj chwale ich społeczeństwa zażywać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 563–565.

Tags: św Andrzej Żórawek św Benedykt męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik przyjaźń posłuszeństwo post
2020-07-06

Św. Goary, Kapłana i Pustelnika

Żył około roku Pańskiego 649.

(Żywot jego był napisany przez Waldeberta Dyakona jemu współczesnego.)

Święty Goary pochodził z jednéj z najznakomitszych rodzin Akwitanii. Urodził się około roku Pańskiego 585. Z młodości pobożnie wychowany, prędko do wysokiéj doskonałości doszedł. Młodzieńcem będąc na świecie żyjącym, tak był świątobliwym, że się stał godnym czynić różne cuda. Łaski takowéj udzielał mu Pan Bóg i dla tego, że on namowami i przykładem życia swego, wielu światowców na drogę pobożności sprowadzał, i grzeszników nawracał, a więc aby i cudami jaśniejąc tém łatwiejszy wpływ na drugich wywierał. To także zwróciło na niego uwagę Biskupa jego dyecezyi, który pomimo tego iż Goary wielce się od tego wypraszał, wyświęcił go na księdza, po ukończonym przez niego zawodzie nauk Teologicznych.

Przyobleczony godnością kapłańską, sługa Boży z tém większą gorliwością zabiegał o zbawienie bliźnich, a wielkie łaski jakiemi go Pan Bóg do pozyskiwania dusz ludzkich obdarzył, sprawiły że wielu grzeszników, odszczepieńców i pogan pozyskawszy Bogu, wielce się wsławił. Prace apostolskie cały mu czas pochłaniały, on upatrując w czém i szkodę dla własnéj duszy, i obawiając się pokus próżnéj chwały, postanowił udać się w strony gdzieby był nieznany, i osiąść na puszczy. Poszedł w lasy nad rzekę Ren, i tam osiadł nad jéj brzegiem w dyecezyi Trewirskiéj, w miejscu bardzo samotném. Za zezwoleniem Biskupa wystawił sobie obok chatki kapliczkę, pod wezwaniem świętego Feliksa, i pędził tam dni swoje opiewając chwałę Boga, ostrą pokutą trapiąc ciało, i niekiedy noce całe, na bogomyślności w zachwyceniach niebieskich, przebywając.

Po wielu jednak latach, natchnął go Pan Bóg myślą, pracowania znowu około sprawy zbawienia bliźnich. A że w dyecezyi w któréj była jego puszcza, wielu jeszcze znajdowało się pogan, od czasu do czasu Goary wychodził ze swojéj pustelni do nich. Kazywał gorliwie, wiele cudów czynił, i w krótkim czasie nadzwyczaj wielką liczbę niewiernych ochrzcił.

Sława jego daleko się rozeszła, i już nietylko tłumy ludzi schodziły się na kazania jego, gdy je miał po wsiach i miastach, lecz wielu przybywało do jego pustelni, słuchać nauk świętego samotnika, zasięgać jego rady, lub doznawać na chorych lub kalekach cudownych skutków jego modlitwy. A że Święty wielką był dla wszystkich przejęty miłością, więc zwykle obfity przygotowywał posiłek dla przybywających do jego chatki. Żeby zaś i w chwili w któréj się oni posilali nie tracić czasu, a obcując wtedy z nimi wpływać na nich zbawiennie, zwykle i sam z gośćmi swoimi zasiadał do skromnego stołu, i prócz chleba doczesnego, i słowem Bożém ich karmił. Z tego powodu, źli ludzie zazdroszczący mu sławy świątobliwości i nieodpowiadający swojemu powołaniu duchowni, oskarżyli go przed Rustykiem Biskupem Trewirskim, jako obłudnika ucztującego ze świeckiemi osobami, a fałszywemi cudami mamiącego łatwowierne dusze. W skutek tego, Biskup posłał po niego dwóch dworzan swoich. Gdy ci przybyli wieczorem do pustelni świętego Goary, ten według zwyczaju swojego przyjął ich najgościnniéj, wieczerzę przed nimi zastawił, a nazajutrz kiedy przed południem mieli puścić się napowrót w drogę, zasiadł z nimi do śniadania które im nagotował. Niekorzystnie uprzedzeni o nim posłowie Biskupi, wzięli mu to za złe mówiąc: – „Dziwi nas, że ty który uchodzisz za pustelnika ostry żywot wiodącego, w tak rannéj porze bierzesz się do posiłku. My nawet tego nie chcemy czynić, i bez śniadania puścimy się w drogę.” Co téż i uczynili: lecz zaledwie zbliżało się południe, ciż sami skrupulaci tak nadzwyczajnego głodu i osłabienia doznali, że omdlawszy kroku ruszyć daléj nie mogli, i zawstydzeni prosili Goarę aby ich jak może ratował. Byłoto wśród gęstego lasu jeszcze na puszczy; Święty ukląkł, i gdy się pomodlił ujrzał trzy łanie nadbiegające ku nim. Przeżegnał je, skinął na nie, a te przybliżyły się do podróżnych i nadstawiając wymiona, dały wydoić z siebie mleko, którym Goar dworzan biskupich posilił i daléj puścił się z nimi w drogę.

Przybywszy do Biskupa, nie omieszkali oni opowiedzieć mu cudownego zdarzenia którego świadkami byli, lecz Biskup najgorzéj przez otaczających go księży uprzedzony o świętym pustelniku, przypisał to czarom, a do niego groźnie się odezwał mówiąc: „Nie podobna jest aby człowiek taki jak ty oddający się biesiadom, obżarstwu i opilstwu, mógł cuda czynić; gdyż Pan Bóg tylko Świętych swoich, takiemi łaskami zdobi.” I to rzekłszy, kazał Goarze aby zdjął z siebie płaszcz ciężki, którym był przyodziany na podróż którą dopiéro co odbył, i stanął przed kapłanami, mającymi rozsądzać zarzuty czynione przeciw niemu, a szczególnie oskarżające go o fałszywe cuda. Święty zdjął płaszcz z ramion i chciał go gdziekolwiek zawiesić, a widząc promień słoneczny który przechodząc przez warstwy kurzu unoszącego się w powietrzu, wyglądał jakby sznur rozciągnięty, na niego płaszcz rzucił, który téż cudownie na nim obwisł. Lecz Biskup zaślepiony uprzedzeniem przeciw słudze Bożemu, i to czarom przypisywał, chociaż Goary tłómaczył się mu powtórnie, że czarnoksięstwu się nie oddaje, że się niém brzydzi, a jeśli na jego modlitwy Pan Bóg czyni jakie cuda, to tylko dla tego aby niemi stwierdzać prawdy Ewangelii którą on głosi poganom, i tém więcéj moc swoję okazać, w użyciu tak nędznego do tego narzędzia, za jakie się on poczytywał.

Gdy sprawa świętego Goary tak się toczyła, zdarzyło się że jeden ze sług Biskupa przyniósł do niego dziecię, które w téjże chwili znaleziono podrzucone przy kościele, nie mogąc dowiedzieć się czyjémby było. To podało Biskupowi myśl nowéj próby ze świętym Goarem. „Jeżeli w istocie nie zasługujesz na zarzuty jakie ci czynią, rzekł do niego, i jesteś niewinnym jak to utrzymujesz, a Panu Bogu dobrze służysz, odgadnijże przez Ducha Świętego kto są rodzice tego dziecięcia.” Święty z razu obawiał się kusić Pana Boga bez potrzeby, lecz gdy Biskup nalegał, a sędziowie oświadczyli że jeśli tego nie uczyni za czarnoksiężnika poczytanym będzie, udał się do modlitwy i w te słowa wezwał pomocy Boskiéj. „Jezu Chryste! któryś sam Siebie za zbawienie ludzi na śmierć wydał; wspomóż niegodnego sługę Twojego w téj niedoli i potrzebie mojéj, aby ludzie prawdę poznali i przekonali się że ja Tobie nieobłudnie służę.” I obróciwszy się do tego który dziecię trzymał zapytał: „Ile dni mieć może?” a ten mu odpowiedział: „Trzy.” A Goary: „Trójco Przenajświętsza! Ciebie wzywam ku pomocy, a ciebie dziecino w Imię téjże Trójcy Boskiéj zaklinam, wyjaw imię twoich rodziców.” Wtedy niemowlę przemówiło, i wyraźnie nazwało swoich rodziców. Usłyszawszy to Biskup, padł do nóg Świętego, przepraszając iż go niesłusznie posądzał, a inni kapłani toż samo czyniąc prosili go o błogosławieństwo, i ze czcią wielką na puszczę odprowadzili.

Dowiedziawszy się o tém wszystkiém król Franków Sygebert, sprowadził na dwór swój Goarę, aby mu to sam opowiedział. Lecz Święty nie chcąc rozgłaszać zdarzenia upokarzającego jego Biskupa, wzbraniał się od tego. Sam więc król opowiedział wszystko dworzanom, i postanowił wynieść Goarę na godność Biskupią. Sługa Boży nie chciał takowéj przyjąć, a gdy król nastawał, uprosił go aby mu dał dwadzieścia dni do namysłu, na co Sygebert przystał. Wróciwszy na puszczę nasz Święty gorąco błagał Boga, aby mu zesłał chorobę, któraby go niezdolnym do biskupstwa uczyniła. Wysłuchał go Pan Bóg i dotknął go cierpieniami, w skutek których przez lat siedem z chatki swojéj wyjść nie mógł. Po upływie tego czasu w którym z anielską cierpliwością znosił ciężkie boleści, gdy wyzdrowiał król a nalegał aby Biskupem został. Lecz Święty kazał mu powiedzieć że nie czas po temu, gdyż godzina Śmierci jego już nadchodziła, i że prosi, aby mu król przysłał Agrypina i Euzebiego, dwóch świątobliwych kapłanów, aby go na śmierć przygotowali. Gdy przybyli przyjął z rąk ich ostatnie Sakramenta święte, i spokojnie Bogu ducha oddał, dnia 6 Czerwca roku Pańskiego 649. Zwłoki jego pochowane zostały w kaplicy którą miał przy swojéj pustelni, a że grób jego Pan Bóg wielkiemi cudami uświetnić raczył, więc późniéj król Pepin wspaniały tam kościół wybudował.

Pożytek duchowny

Niech zawstydzenie, jakiego doznali ci którzy złośliwie przesądzali postępki świętego Goary, oduczy cię przeciwnego miłości chrześcijańskiéj przesądzania spraw twego bliźniego. Święty Bernardyn Seneński utrzymywał, iż jedną z głównych cech dusz mających się potępić, jest skłonność do złośliwego posądzania drugich.

Modlitwa

Boże któryś błogosławionego Goarę, pustelnika i wyznawcę Twojego, cudownie od oszczerstw ta niego miotanych uwolnić raczył daj nam za jego zasługami i pośrednictwem, jak w myśli tak i w mowie, miłości bliźniego nigdy nie obrażać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 560–562.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 542–543

Chrystus Pan przepowiedział, że Kościół Jego wystawiony będzie na prześladowania. Spełniła się przepowiednia Jego, począwszy od biczowania Piotra w Jerozolimie i powtarza się dzisiaj, gdy nienawiść przeciw Rzymowi uchodzi za oznakę oświaty i wykształcenia. Najokropniejsze jednak ciosy i najboleśniejsze rany zadawały Kościołowi własne jego dzieci. Niejeden z dostojników kościelnych kaził swoją godność i swe imię gorszącym życiem; niejeden kapłan i zakonnik prowadzi gorszące życie. Mimo to słusznie powiedział pewien uczony: „Gdyby Kościół nie był dziełem same go Boga i nie zostawał pod Jego opieką, już dawno byłoby po katolicyzmie”. Boskim dziełem jest przeto Kościół, gdyż wyznawcy Jego są najliczniejsi, a działanie Jego błogie i obfite w zbawienne skutki.

Prawda, że mamy wielu katolików, którzy prześcignęli biskupa Rustikusa w złości, przewrotności i zepsuciu. Ale czyż to wina Kościoła? Przewrotność ich stąd pochodzi, że nie pełnią przepisów Kościoła i przykazań Boga, i nie dotrzymują ślubów i obietnic złożonych przy chrzcie świętym. Nie zbywa jednak na wzorowych katolikach, którzy przyświecają innym dobrym przykładem, uczęszczaniem do sakramentów św., pielgrzymkami, korzystaniem z łask Kościoła. Żadna wiara nie może się poszczycić tak licznym zastępem ludzi świątobliwych, jak my. Dowodzi to Boskiego początku i świętości wiary naszej.

Nie gorszmy się złymi katolikami. Kościół nikomu nie narzuca swych prawd i łask, ale kto się do niego szczerze zalicza, ten zawsze starać się o to powinien, aby był posłusznym i powolnym jego synem.

Tags: św Goara „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna post obmowa św Bernardyn ze Sieny
2020-06-04

Św. Franciszka Karacziolo (Caracciolo), Założyciela Zgromadzenia Kleryków Regularnych

Żył około roku Pańskiego 1608.

(Żywot jego był napisany przez Augusta Kornelli, tegoż Zgromadzenia kapłana.)

Święty Franciszek Karacziolo (Caracciolo), ze Chrztu imieniem Askani, przyszedł na świat roku Pańskiego 1563 w królestwie Neapolitańskiém, w zamku Villa-Santa-Maria, który był udzielném dziedzictwem jego znakomitego rodu. Od lat najmłodszych wszedł na drogi doskonałości ewangelicznéj, wiodąc życie pokutne. Jak tylko wyuczył się czytać, codziennie odmawiał pacierze o Matce Bożéj zwane Officium parvum i Różaniec, a na Jéj cześć każdą sobotę suszył. Wielką okazywał dla ubogich litość. Dzieckiem będąc wypraszał dla nich hojne jałmużny u rodziców, i z każdego obiadu, odmawiając sobie najsmaczniejszych potraw, rozdawał je biednym.

W wieku młodzieńczym odznaczając się najskromniejszemi obyczajami, ściśle przestrzegał ich i w swoich domownikach, oddalając niezwłocznie każdego któremuby pod tym względem było co do zarzucenia. Wiódł życie bardzo pobożne, jednak niektórych rozrywek świeckich pozwalał sobie: szczególnie oddawał się łowiectwu, na którym wiele czasu trwonił. Wszakże czynił to głównie w tym celu, aby umęczeniem ciała poskramiać zmysłowe namiętności. W dwudziestym drugim roku życia, zapadł w ciężką chorobę, w skutek któréj na całém ciele okryty został trądem. W kwiecie wieku i pośród dostatków w jakie opływał dotknięty tak straszném kalectwem, żywo uczuł marność rzeczy tego świata, i uczynił ślub oddania się wyłącznie Bogu, jeśli zdrowie odzyska. Pan Bóg tego po nim oczekiwał i w tejże chwili cudownie uleczonym został. Pomny na uczynione zobowiązanie się, zawiadomiwszy o tém rodziców, rozdał cały majątek jaki już wtedy posiadał, ubogim, i udał się do Neapolu, gdzie po dwóch latach spędzonych na nauce Teologii, zostawszy wyświęcony na kapłana, wszedł do bractwa Biankistów (Bianchi), poświęcających się usłudze duchownéj więźniów i skazanych na śmierć.

Tymczasem Askani czując że go Pan Bóg do czegoś szczególnego przeznacza, ciągle się modlił, aby mógł rozpoznać i spełnić wolę Bożą, która mu objawioną została przez następujące zdarzenie. Pod tę porę dwóch wielkiéj świątobliwości mężów: Augustyn Adorno i Fabricyusz Karacziolo, zamyślali o założeniu nowego Zgromadzenia zakonnego. Z listu jednego z nich, który przez pomyłkę wpadł w ręce naszego Świętego toż samo nazwisko noszącego, dowiedziawszy się on o ich zamysłach, przyłączył się do nich, i wraz z nimi osiadł na pewien czas w Eremie Kamedułów pod Neapolem, dla ułożenia tam Ustaw nowego Zgromadzenia, którego wprawdzie pierwszą myśl inni powzięli, lecz którego on miał być Założycielem. Ustawy te przepisywały życie bardzo ostre, nieprzyjmowanie żadnych godności kościelnych, i nieustającą cześć przenajświętszego Sakramentu, przed którym z kolei jeden z zakonników trwać powinien był na modlitwie. Gdy zgromadzenie miało już dwunastu członków, Święty, wraz z Augustynem Adorno, udał się do Rzymu, dla otrzymania od stolicy apostolskiéj zatwierdzenia nowéj Reguły. Przybywszy tam nie szukał żadnego ludzkiego poparcia, lecz najprzód obszedł główne kościoły i modląc się przed Relikwiami Świętych Pańskich polecił im swoje dzieło. Potém udał się do Papieża Sykstusa V, który przyjąwszy go bardzo łaskawie, po dokładném zbadaniu przedstawionych sobie Ustaw, zatwierdził to zgromadzenie pod nazwiskiem Kleryków Regularnych, i wtedy Askani to imię swoje na Chrzcie otrzymane, zamienił na zakonne imię Franciszka, z powodu wielkiego nabożeństwa, jakie miał do Patryarchy Asyzkiego.

Franciszek i Adorno wrócili do Neapolu niezwłocznie, a jak podróż swoję do Rzymu tak i tę odbyli o żebranym chlebie. Niemając własnego klasztoru, osiedli najprzód przy szpitalu, w którym poświęcili się na usługi chorym, a potém oddano im kościoł i dom przy nim będący, zwany domem Miłosierdzia, który stał się pierwszym klasztorem nowego ich Zgromadzenia. Wkrótce potém z woli Papieża udali się do Hiszpanii, dla założenia w tym kraju zgromadzenia Kleryków Regularnych. W tę drogę puścili się swoim zwyczajem pieszo, bez pieniędzy, zdając się na Opatrzność Boską. Za pierwszym jednak pobytem w Hiszpanii, chociaż przez ludność tameczną przyjęci byli z oznakami czci wielkiéj, nie otrzymali od króla pozwolenia założenia klasztoru swojéj Reguły, i wrócili do Neapolu. Gdy wsiedli na okręt, święty Franciszek przepowiedział podróżnym wielką burzę, która ich miała spotkać. Jakoż nadeszła wkrótce, i tylko modlitwa Świętego uratowała okręt od rozbicia, który jednak musiał schronić się do lądu w miejscu nieznaném. Franciszek uchodząc przed oznakami wdzięczności podróżnych, którzy jego modlitwom cudownym sposobem zawdzięczali życie, zapuścił się w głąb lasu. Tam wraz z Adorno zabłąkawszy się, i gdy już od głodu i strudzenia siły tracili, ujrzeli nadchodzącą łanią, która ich mlekiem swojém posiliła, a przy nogach swoich znaleźli kawałki chleba, które im Opatrzność cudownie zesłała. Doszedłszy nakoniec do brzegów morza, spostrzegli nadchodzący inny okręt który ich zabrał, przez co prędzéj stanęli w Neapolu, niż podróżni z którymi puścili się byli w drogę.

Franciszek zastał zgromadzenie swoje tak bardzo pomnożone, że już pierwotny ich klasztor nie mógł pomieścić braci. Wtedy został obrany Generalnym przełożonym, i otrzymał dla Zakonu swojego kościoł przenajświętszej Maryi Panny większy (Maria-Maggiore), co go tém bardziéj uradowało, że od samego początku, oddał był swoje Zgromadzenie, pod szczególną Opiekę Matki Bożéj.

Zostawszy Generalnym przełożonym, podwoił umartwień ciała: pierwszym był w zachowaniu wszystkich przepisów Reguły, i najniższe usługi braciom chętnie oddawał, jaśniejąc przedewszystkiém najgłębszą pokorą i miłością dla każdego z podwładnych. Trzy razy w tydzień suszył o chlebie i wodzie; ciągle nosił ostrą włosiennicę, każdéj nocy biczował się do krwi. Siedem godzin na dzień poświęcał bogomyślności i modlitwie, którą odprawiał zwykle przed przenajświętszym Sakramentem w nocy, i tam na schodach ołtarza schylony używał spoczynku, sypiając tylko trzy godziny.

W roku 1594, udał się powtórnie do Hiszpanii. Tą razą poparty listami Papieża do króla Filipa II, założył w Madrycie klasztor Kleryków Regularnych, pod wezwaniem świętego Józefa. Jak w Neapolu tak i w Hiszpanii, zgromadzenie to wielkie dla wiernych przynosiło korzyści. Do kościołów ich codziennie tłumnie się lud gromadził, do Sakramentu pokuty uczęszczając, i mnóstwo grzeszników nawracało się do Boga, a szczególnie pod wpływem kazań świętego Franciszka, którego nazywano Apostołem miłości Bożéj. Z Hiszpanii udawszy się do Rzymu, założył klasztor swojéj Reguły przy szpitalu świętego Wawrzyńca.

Był jeszcze w sile wieku, gdy mając sobie objawioném w Lorecie przez Matkę Bożą, blizkie swoje zejście z tego świata, złożył urząd Generalnego przełożonego, i osiadł w klasztorze Neapolitańskim, obierając za mieszkanie najlichszą celkę pod schodami będącą. Gdy tam przebywał, Papież Paweł V po dwakroć przysyłał do niego, ofiarując mu Biskupstwa, od których Święty wyprosił się pokornie mówiąc: „Niech mi dozwoloném będzie zbawić się w tym moim cichym kąciku: bo oto mój koniec nadchodzi.” Wkrótce potém zmuszony dla spraw Zakonu udać się do prowincyi Abruzkiéj, przybywszy na nocleg do klasztoru Filipinów w mieście Angorze, powiedział: „Oto miejsce mojego spoczynku na wieki.” Jakoż, nazajutrz zapadł w lekką gorączkę, ta wzmogła się dnia trzeciego, w którym, a było to 4 Czerwca roku Pańskiego 1608, żyć przestał. W chwili konania, trzymając w ręku wizerunek Matki Bożéj zawołał: „Idę już idę.” Spytany „dokąd” odpowiedział: „do Nieba” i po tych wyrazach głośno jeszcze wyrzeczonych, zasnął błogo w Panu, mając lat 44.

Licznemi cudami i za życia i po śmierci słynącego, Papież Pius VII w roku 1769, Świętym ogłosił.

Pożytek duchowny

Najwięksi Święci, pilnie się gotowali na straszną chwilę śmierci. Czy pamiętasz że i ciebie czeka ona niechybnie, a czy cię nie spotka bardzo wkrótce, nie wiesz. Gdy codzień umrzeć możemy, codzień na śmierć gotowi być powinniśmy.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławionego Franciszka, nowego Zakonu założyciela, wysokim darem modlitwy i duchem ostréj pokuty przyozdobił; daj nam sługom Twoim, tak z jego przykładu korzystać, abyśmy modląc się bez przestanku i ciało pod panowanie ducha poddając, do chwały wiekuistéj doszli za łaską Twoją. Przez Pana naszego i 6. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 459–461.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 464

Święty Franciszek od samej młodości nie znał większej rozkoszy, jak klęczeć przed Przenajświętszym Sakramentem Ołtarza i modlić się do Boga. Jakież miejsce dla bogobojnego młodzieńca mogłoby być przyjemniejsze, jak nie to właśnie? Dziwić by się należało, że nie cały ogół młodzieży takie miejsca modlitwy sobie obiera, albowiem nabożeństwo do Pana Jezusa jest dla każdego niezbędne.

Serce każdego człowieka jest usposobione do miłości i jakaś siła tajemna pcha ludzi do tego uczucia. Atoli cóż człowiek powinien kochać? Bez wątpienia przede wszystkim to, co jest najbardziej kochania godne – a tym jest Jezus w Sakramencie Ołtarza. Jest to miłość najszlachetniejsza, prawdziwie Boska; w tym Sakramencie bowiem łączy Pan Jezus ducha swego z twoim, zstępując w czasie Komunii świętej do serca twego i napełniając ducha twego, całą istotę twoją ogniem miłości troskliwiej i czulej niż najlepsza matka. W tej chwili Jezus jest zupełnie twoim, udziela się tobie zupełnie. Dla tego i ty powinieneś oddać Bogu serce swoje i wszelkie uczucia zupełnie i niepodzielnie.

Masz serce na wzór i podobieństwo Jezusa Chrystusa, Stwórcy twego i Zbawiciela. W tym spoczywa twoja godność, ale zarazem i powaga i ważność obowiązku udoskonalenia twej istoty podług pierwowzoru. Jezus jest dla ciebie jedyną drogą, prawdą i życiem. On nam dał przykład i my tak winniśmy postępować drogą życia, jak On postępował. Rozważ tę prawdę dokładnie, albowiem nie powinieneś duszy twej kształtować podług wzorów świata pełnego dumy, chciwości i wszelkich namiętności, których przecież unikać przyrzekłeś już od chwili gdy otrzymałeś chrzest święty. Przebywaj zatem często i długo przed Sakramentem Ołtarza i tam ucz się od Jezusa prawdziwej pokory i wszelkich cnót, a zarazem miłości ku Bogu. Nabożeństwo to i zastosowane do niego modlitwy są najzbawienniejsze.

Tags: św Franciszek Caracciolo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Maryja Officium parvum post
2020-04-02

Św. Franciszka a Paulo

Żył około roku Pańskiego 1503.

Święty Franciszek od miejsca swojego urodzenia nazwany z Pauli, miasteczka położonego w Nespolitańskiego państwa prowincyi Kalabryjskiéj, przyszedł na świat roku Pańskiego 1416. Rodzice jego w ubogim zostający stanie, długo nie mieli dzieci, aż nareszcie za pośrednictwem świętego Franciszka Asyzkiego, uprosili sobie u Pana Boga tego synaczka, uczyniwszy ślub że go do Zakonu oddadzą.

Franciszek od lat najmłodszych okazywał wielką pobożność. Dziecięciem będąc, w rozmaity sposób trapił swoje niewinne ciałko, i długie godziny na modlitwie spędzał. W trzynastym roku, rodzice oddali go do klasztoru ojców Reformatów, gdzie zaraz zajaśniał cnotami w których z czasem nadzwyczaj wysoki postęp uczynił. Wszyscy zakonnicy podziwiali wielką świątobliwość tak młodego chłopaczka, a Pan Bóg już wtedy cudowną Swoją pomocą go wspierał. Razu pewnego, ojciec Zakrystyan posłał go, aby co prędzej przyniósł węgli palących się do trybularza. Franciszek nie mając ich w co zabrać, a pragnąc spełnić posłuszeństwo, przyniósł je w pole od sukni, która pomimo tego nie zatliła się wcale. Inną razą, przeznaczony będąc do kuchni, pogrążony w pobożném rozmyślaniu, przez roztargnienie garnki z jedzeniem mającém się gotować, postawił na kuchni nierozpalonéj. Spostrzegł to dopiéro gdy już czas był wydawać obiad, i znalazł cały ugotowany.

Wyszedłszy od ojców Reformatów dla odbycia różnych pobożnych pielgrzymek, osiadł potém na miejscu bardzo odludném, jakby na puszczy, i tam spędził lat sześć, wiodąc życie nadzwyczaj umartwione, i tylko korzonki polne i owoce leśne używając za pokarm. Nosił odzienie dawnych pustelników, i cały czas spędzał na bogomyślności.

Sława jego świątobliwości wkrótce rozeszła się w odległe strony, w skutek czego przybyło tam kilku pobożnych ludzi, pragnących pod jego przewodnictwem podobne jak on prowadzić życie. Musiał przeto opuścić ulubioną swoję pustelnię, i niedaleko miasteczka Pauli wybudował kościoł i klasztor, w czém Pan Bóg wielu cudami go wspomagał. Z początku brakowało wszelkich zasobów na rozpoczęcie budowli, lecz skoro ją zaczął znalazły się takowe: robotnicy sami przybywali i bezpłatnie brali się do roboty; a co większa gdy który z nich był chory, odzyskiwał przy téj pracy zdrowie. Dnia pewnego przyniesiono mu człowieka ciężkiém kalectwem dotkniętego w nogach. Święty kazał mu dźwignąć belkę, którą ledwie para wołów mogła przyciągnąć. Człowiek ten z wiarą w słowo Franciszka wziął się do tego, uniósł belkę bez trudności i uzdrowiony został w tejże chwili. Cuda podobne, przez które największe ciężary przy budowaniu tego klasztoru stawały się lekkiemi, powtarzały się kilkakrotnie. Lecz trzy następujące zdarzenia były najbardziéj zadziwiającemi.

Razu pewnego, święty Franciszek widzac niebezpieczeństwo jakie groziło z niewłaściwie rozpalonego pieca wapiennego, wszedł weń gdy gorzał najsilniéj, aby co prędzéj pozamykać otwory. Wszyscy obecni struchleli, przekonani będąc że go płomienie w popiół obrócą, lecz Święty wyszedł stamtąd bez żadnéj szkody. Inną razą skała ogromna urwawszy się na górze, leciała już na dół, grożąc śmiercią robotnikom którzy pod nią pracowali, i rozwaleniem murów w tém miejscu stawianych. Franciszek laską swoją zatrzymał ją wpędzie i przytwierdził na pochyłości góry. Późniéj taż skała rozbita, użytą została do ukończenia murów klasztornych. A także gdy robotnicy daleko chodzić musieli po wodę, dotknął laską skały i wnet wytrysnęła woda. Źródła jéj nigdy odkryć nie można było, gdyż zamknięta jest w skale twardéj i z niskąd otworu nie mającéj; posiada dotąd własność uzdrawiania chorych.

Lecz trudno byłoby wyliczyć wszystkie cuda jakie święty Franciszek przez ciąg życia swojego poczynił. Ślepym wzrok przywracał, słuch głuchym, mowę niemym, uzdrawiał kaleki. Można powiedzieć, że nie było choroby chociażby najcięższej, z którejby modlitwą swoją, albo tylko dotknięciem chorego, nie wyleczył. Bardzo czynne wiodąc życie, był ciągle zjednoczony z Bogiem, często wpadał w zachwycenie. Dar wymowy posiadał w wysokim stopniu. Czystość dochował nieskażoną. Pokory był niezrównanéj. Poczytywał się za ostatniego z ludzi; a założywszy nowe Zgromadzenie zakonne, postanowił aby bracia jego dla ćwiczenia się głównie w téj właśnie cnocie, nazywali się Minimi, to jest najmniejsi, najlichsi. Nosił odzienie bardzo ubogie, pod niém zawsze ostrą włosiennicę, i często biczował się do krwi żelazną dyscypliną z haczykami kolącemi u końca. Zimą i latem chodził bez obuwia, i sypiał na gołéj ziemi. Jadał raz tylko na dzień po zachodzie słońca, i nic innego jak surowe jarzyny z chlebem, bez żadnéj okrasy. W nadanéj Regule swojemu Zgromadzeniu, przepisał ścisły post bez nabiału, przez rok cały.

Zdawało się że mu Pan Bóg dał władzę nad całą naturą: na słowo jego jakby w mgnieniu oka lasy wznosiły się na polach, gdzie pierwiéj drzewiny nie było; najdziksze zwierzęta były mu podległe; śmierć była mu nawet posłuszną: gdyż wskrzeszał umarłych. Nad złemi duchami panował wszechwładnie; słuchały go bez oporu. Przy tylu darach cudownych posiadał i dar przewidywania i przepowiadania przyszłości.

Gdy założony przez niego Zakon, z przyczyny coraz liczniéj gromadzących się braci, zaczął się szerzyć, zmuszony był dla zakładania w różnych miejscach klasztorów długie i dalekie odbywać podróże. W tych co krok niemal, Pan Bóg uświetniał sługę Swojego wielkiemi cudami. Przybywszy nad cieśninę Mesyńską dla udania się do Sycylii, gdy właściciele statków nie chcieli go przewieźć na drugi brzeg morza, rozesławszy na wodzie płaszcz, przepłynął na nim z dwoma towarzyszami, i przybył najszczęśliwiéj do portu.

Ludwik XI król Francuzki dotknięty ciężką chorobą, w któréj najbieglejsi lekarze żadnéj ulgi przynieść mu nie mogli, słysząc o cudach czynionych przez Franciszka, posłał do niego z prosbą, aby przybył go uzdrowić. Nie udał się tam Święty, aż na rozkaz Papieża. Ludwik XI przyjął go z wielkiém uszanowaniem, lecz pożądanego powrotu do zdrowia nie otrzymał. Owszem święty Franciszek przepowiedział mu blizką śmierć, i tak go do niéj usposobił, że król szczerze opłakawszy grzechy swoje, w uczuciach najżywszéj skruchy i pełen ufności w miłosierdziu Boskiém, spokojnie i świątobliwie na jego rękach umarł.

Podróż ta posłużyła świętemu Franciszkowi do założenia swojego Zgromadzenia i we Francyi, do czego mu wielce pomogły łaskawe względy króla Karola VIII. Tam właśnie w klasztorze Plessejskim ufundowanym przez tego księcia, zatrzymawszy się przez czas nieco dłuższy, Franciszek wykończył ostatecznie troistą Regułę swoję: to jest dla zakonników przez niego założonych, dla zakonnic i dla osób świeckich do Tercyarstwa tegoż zgromadzenia należących. Wkrótce potém otrzymał zatwierdzenie téj Reguły najprzód ustne przez Aleksandra VI, a nieco późniéj i ostateczne przez Bullę Juliusza II. Nie chciał zezwolić aby zakonnicy przez niego założeni nosili nazwisko swojego założyciela, jak to w wielu innych zakonnych zgromadzeniach bywa, lecz nadał im nazwę Braci najmniejszych po łacinie Minimi, od cze- go nazwani są Minimitami.

Wkrótce potém odbył podróż do Rzymu, gdzie go Papież Syxtus IV przyjął jak anioła z nieba przysłanego. W posłuchaniu jakie mu udzielił, posadził go obok siebie, zasięgał jego rady w najważniejszych sprawach Kościoła i usilnie go nakłaniał do przyjęcia święceń kapłańskich. Lecz głęboka pokora Franciszka, tak trafiła do przekonania Ojca świętego, iż pozwolił mu oprzeć się temu. Z różnych przywilejów jakie chciał mu udzielić Papież, przyjął tylko upoważnienie poświęcania światła kościelnego i koronek.

Zakon Minimitów rozszerzył się już był w wielu krajach jeszcze za życia jego: we Włoszech z woli Papieży u których Franciszek był w wielkim poważaniu; we Francyi po jego tam pobycie; w Hiszpanii za staraniem króla Ferdynanda Wielkiego jego czciciela, a w Niemczech cesarz Maksymilian I, podobnież szczególny jego wielbiciel, Minimitów przyjął i klasztory im pobudował.

Lecz nadszedł już był i koniec pobytu na ziemi tego wielkiego Świętego. Miał wtedy lat dziewięćdziesiąt jeden. Czując się blizkim śmierci, zwołał braci, i w tkliwéj przemowie żegnając ich i błogosławiąc, polecał im wierność w służbie Bożéj, miłość wzajemną, ścisłość w zachowaniu Reguły, a najbardziéj przepisu tyczącego się postu całorocznego. Było to w Wielki Czwartek. Po téj przemowie kazał się zaprowadzić do kościoła, tam się wyspowiadał, przyjął Komunią świętą boso i z pasem u szyi, i wróciwszy do celi nazajutrz w Wielki Piątek, a był to dzień drugi Kwietnia roku Pańskiego 1503, wśród modlitw braci które do ostatka powtarzał, oddał Bogu błogosławionego ducha.

Papież Leon X zaliczył go w poczet Świętych kanonizowanych. Błogosławiony Franciszek z Pauli jest szczególnym Patronem szczęśliwego rozwiązania Matek brzemiennych.

Pożytek duchowny

Jak świętego Franciszka Patryarchy Asyzkiego główną cnotą była cnota najgłębszéj pokory, tak i świętego Franciszka a Paulo jego imiennika i godnego naśladowcy, taż cnota główną cechę świętości stanowiła. Że zaś jest to cnota ściągająca najobfitsze łaski Boskie, więc obaj oni należą do liczby największych cudotworców jacy kiedy jaśnieli w Kościele Bożym. Niech cię to pobudzi do szczerego zamiłowania téj cnoty, bez któréj nie tylko Świętym stać się nie można, ani cudów czynić, ale i zbawienia dostąpić nie podobna.

Modlitwa (kościelna)

Boże pokornych wywyższenie! któryś błogosławionego Franciszka wyznawcę, do chwały Świętych Twoich wyniósł; spraw prosimy, abyśmy za jego zasługami i przykładem, przyrzeczonych pokornym nagród, szczęśliwie dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 260–262.

Tags: św Franciszek a Paulo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokora post cuda poród
2020-03-31

Bł. Mikołaja Pustelnika w Szajcaryi

Żył około roku Pańskiego 1487.

Błogosławiony Mikołaj, który nie należy do liczby Świętych uroczyście kanonizowanych, lecz któremu cześć oddawaną przez wiernych w ojczyźnie jego, kilku Papieży zatwierdziło, 1 narodził się w Szwajcaryi w wiosce Sakselu, roku Pańskiego 1417. Ojciec jego nazywał się Henryk Flue, a matka Emma z domu Bobert. Bylito dość zamożni właściciele ziemscy, i słynący w całéj okolicy z pobożności i wielkiego miłosierdzia dla biednych.

Z czasów dziecinnych Mikołaja i jego lat młodzieńczych, mało przechowało się szczegółów. To tylko wiadomo, że zapatrując się na przykłady świątobliwego życia rodziców, od najmłodszych lat wielkie okazywał w modlitwie i wszelkich pobożnych ćwiczeniach upodobanie, a zwykłe płoche rozrywki młodocianego wieku, nie nęciły go wcale. Często zapuszczał się w najsamotniejsze doliny i dzikie lasy, i tam po dni kilka przebywał trwając na bogomyślności.

Miał lat szesnaście, gdy razu pewnego przechodząc przez jednę z dolin Szwajcarskich, ujrzał w powietrzu wysoką wieżę, która wznosząc się coraz bardziéj w oczach jego, znikła w obłokach. Zdziwiło go takowe widzenie, a Pan Bóg objawił mu, iż wieża ta wyobraża szczyt doskonałości chrześcijańskiéj, do któréj zdążać powinien, aby przez nią dostać się do Nieba.

Pomimo pociągu jaki miał do stanu bezżennego i do osamotnionego rodzaju życia, nie chcąc opierać się woli rodziców, którzy sobie życzyli aby zawarł śluby małżeńskie, pojął za żonę dziewicę również jak on wielkiéj pobożności, i z nią miał dziesięcioro dziatek. Wychował je w bojaźni Bożéj, i doczekał się z nich prawdziwéj pociechy, gdyż wszystkie wyszły na wzorowych chrześcijan. Z czasem zaś synowie jego objęli pierwsze urzędy w kraju.

Mikołaj ożeniwszy się nie przestał wieść życia nadzwyczaj umartwionego. Cztery razy na tydzień suszył, codzień wstawał wśród nocy, i wtedy dwie godziny spędzał na modlitwie. Szczególnie miał wielkie nabożeństwo do przenajświętszej Panny; na Jéj cześć odmawiał dnia każdego cały Psałterz, i kilka razy koronkę, którą zawsze miał przy sobie. Taki rodzaj życia nie był mu wcale na przeszkodzie, do pełnienia obowiązków obywatelskich. Brał czynny udział w wojnach, jakie wiedli Szwajcarowie, broniąc się od gwałtów, których nad ich ojczyzną, dopuszczali się książęta Austryaccy.

Piastując najwyższe urzędy, do których zaufanie powszechne ciągle go powoływało, największe w kraju położył zasługi w ich sprawowaniu. Wielkiego wpływu jakie mu zjednały cnoty jego, i znakomite wykształcenie, używał na powstrzymywanie wszelkich w podwładnych mu urzędnikach nadużyć, a pod czas długo panujących wojen, uśmierzał wybuchy niegodnéj chrześcijańskiego ludu zemsty, gdy nad nieprzyjaciołmi rudacy jego odnosili zwycięstwo. W kilku ważnych dla sprawy publicznéj wypadkach, dał dowody takiego męstwa, roztropności i poświęcenia się, iż na uczczenie tych jego zasług, wybito medal złoty, z napisem utrwalającym jego pamięć w potomności.

Przez lat blizko dwadzieścia na różnych godnościach służąc ojczyźnie, pomimo nalegań całego narodu, nieprzyjąwszy najwyższego w Szwajcaryi urzędu Landemana, opuścił zupełnie zawód publiczny, w celu zajęcia się już tylko własną duszą. Kilka widzeń cudownych jakiemi obdarzył go był wtedy Pan Bóg, skłoniły go ostatecznie do spełnienia zamiaru, który miał oddawna, udania się na puszczę, i poświęcenia się już tylko najwyższéj bogomyślności i pokucie. Jakoż uczynił to roku 1467. Opuścił dom i rodzinę już jego opieki niepotrzebującą, i nie biorąc z sobą ani pieniędzy, ani żadnych zapasów żywności, w ubogim odzieniu i boso, mając tylko w ręku kij i Koronkę, puścił się w góry. Pierwszéj nocy usnąwszy na ziemi pod drzewem, po przebudzeniu się, doznał tak gwałtownego bolu, że mu się zdawało iż mu serce ostrém żelazem przeszyto. Lecz po chwili cierpienie to przeszło zupełnie, i od tego czasu już nigdy nie doznał uczucia głodu ani pragnienia, chociaż, jakto zaraz obaczymy, wstrzemięźliwość zachował nadzwyczajną.

W tydzień po jego wyjściu z domu, krewni wyszukali go w lesie, gdzie przybywszy brat jego, usilnie go nakłaniał, aby powrócił do rodziny, zwracając i na to jego uwagę, że jeśli zamieszka w miejscu tak odludném, z głodu może umrzeć, lub stać się pastwą dzikich zwierząt. „Bracie kochany, odrzekł mu na to Mikołaj, głodu się nie obawiam, bo oto już dni jedenaście jak nic w ustach nie miałem, a ani mi się jeść ani pić nie chce. Dzikich zwierząt podobnież nie lękam się.” Prosił tylko brata aby mu przysłał kapłana, którego chciał jeszcze rady zasięgnąć. Po widzeniu się z nim, i na żądanie mieszkańców tejże okolicy, zamieszkał małą chatkę wybudowaną umyślnie dla niego, w miejscu bardzo ustronném na dolinie, przy któréj rodzina jego urządziła mu kapliczkę. Od czasu do czasu, a mianowicie w niedzielę i święta przychodził tam ksiądz ze Mszą świętą, i dawał mu Kommunią.

Błogosławiony ten sługa Boży, przepędził tam lat dwadzieścia jeden, żadnego zgoła nie biorąc przez cały ten czas posiłku, prócz Kommunii świętéj, którą przyjmował raz na miesiąc. Rzecz ta wydawała się tak niepodobną do prawdy, że gdy to jedni rozgłaszali, drudzy utrzymywali iż mu tajemnie przynoszą pożywienie, lubo nikt nie posądzał Mikołaja o jakę obłudę, gdyż go powszechnie wszyscy wysoko poważali, a od niejakiego czasu jak Świętego czcili. Wszakże ściągnęło to uwagę tak władzy duchownéj, jak i świeckiéj. Zarządzono w tym celu śledztwo najściślejsze, złożone z lekarzy i urzędników kościelnych i cywilnych. Mieszkanie Mikołaja otoczono zewsząd strażą, nieodstępowano go w dzień i w nocy, i w końcu nie tylko uznano cudowność jego sposobu życia, przekonawszy się o tém że żadnych zgoła pokarmów nie bierze, lecz oraz podziwiano i jego wysokie cnoty, patrząc zblizka na różne jego święte ćwiczenia, i na jego pokorę, słodycz i miłość w obcowaniu z ludźmi.

W ciągu téj próby książe Arcybiskup Konstancejski, do którego Metropolii należała dolina na któréj mieszkał Mikołaj, posłał jednego ze swoich Sufraganów, Biskupa Askalońskiego, aby na miejscu zbadał rzecz zblizka. Ten wszedłszy do chatki naszego pustelnika, spytał go zaraz, która cnota jest najpierwszą z cnót chrześcijańskich? „Posłuszeństwo” odrzekł na to Mikołaj. „A więc powiedział mu Biskup, w imieniu posłuszeństwa nakazuję ci abyś przyjął posiłek: oto jest chleb i wino.” Mikołaj w słowach najpokorniejszych przedstawił Biskupowi, iż mu to bardzo może zaszkodzić, gdyż od lat już kilkunastu żadnego zgoła nie brał posiłku i nic nie pijał; wszakże gdy ten ponowił swój rozkaz, sługa Boży, użył podanego mu pokarmu. Lecz w tejże chwili, tak strasznych doznał boleści, iż zdawało się że to życiem przypłaci. Biskup bardzo zasmucony takim wypadkiem, serdecznie go przeprosił, mówiąc iż miał rozkaz od Arcybiskupa aby w ten sposób postąpić, a Mikołaj uspokajał go upewniając iż to cierpienie przejdzie i żadnych złych skutków po sobie nie zostawi, byle mu pozwolono i nadal jak dotąd obchodzić się bez pokarmów i napoju.

Akt urzędowy spisany podówczas przez urzędników duchownych i cywilnych, po wyprowadzeniu śledztwa, a poświadczający iż już wtedy było lat ośmnaście jak Mikołaj wiódł tak cudowny sposób życia, złożony w parafii miejscowéj, dotąd przechowany jest w oryginale stwierdzonym wielką liczbą podpisów.

Od tego czasu tłumnie zbiegali się wierni do pustelni Mikołaja, już to aby uczcić w nim tak nadzwyczajne dary Boskie, już aby polecić się jego modlitwom, których skuteczności powszechnie doznawano, już aby zasięgnąć jego światłéj rady w rzeczach tyczących się sumienia, lub zbudować się naukami, które niemal codziennie miewał do przybywających.

Lecz prócz tego mąż Boży w kilku ważnych dla Szwajcaryi wypadkach, i z tego ustronia swojego spieszył na posługę krajowi. Po zwycięstwach jakie Szwajcarowie odnieśli byli nad Burgundczykami, wielkie niesnaski domowe, groziły im straszną, a niechybną wojną domową. Niespodziane zjawienie się na walnych naradach Stanów skonfederowanych Mikołaja, — którego zaprowadził tam jeden z duchownych, spodziewający się iż wpływ jego zażegna grożące niebezpieczeństwo — umysły uspokoiło i wszystkich do zgody w téjże chwili przywiodło. Inną razą gdy jedno z miast blizkich jego pustelni gorzało, Mikołaj przybywszy tam, znakiem krzyża świętego, pożar w całéj sile będący, powstrzymał. W wielu innych wypadkach jużto krajowi całemu, już rodzinom różnym przychodził w pomoc; zawsze gotów opuścić pustelnię swoję, gdy tego dobro bliźniego wymagało.

Nakoniec w swojéj samotni przeżywszy w tak nadludzki sposób lat dwadzieścia jeden, przyjąwszy z oznakami najżywszej pobożności ostatnie Sakramenta święte, otoczony dziećmi i żoną przybyłemi na tę chwilę do niego, zasnął spokojnie w Panu dnia 21 Marca roku Pańskiego 1487. Ciało jego z wielką czcią pochowane zostało w kościele Świętego Teodula w Sakselu, jego rodzinnej parafii, a liczne cuda przy grobie jego zaszłe, imię jego nie tylko w Szwajcaryi, lecz i w Niemczech, Francyi i Belgii rozsławiły.

Pożytek duchowny

Nadzwyczajność życia tego błogosławionego sługi Bożego nie jest do naśladowania, będąc cudownym i wyjątkowym darem Bożym. Lecz żywot jego uczy nas, że w każdym Stanie i w każdych czasach, Pun Bóg wskrzesza takich cudownych pokutników, abyśmy wiedzieli, że łaski Jego najprzedziwniejsze, stoją zawsze otworem dla dusz wybranych, i że wina to tylko większego pomiędzy ludźmi zepsucia gdy rzadko się pojawiają tak cudowni słudzy Pańscy.

Modlitwa

Boże! dawco wszelkich łask i darów, wejrzyj litościwie na potrzeby Kościoła świętego, a rozżywiając w duszach ludu Twojego ducha wiary, wskrzeszaj między nami coraz więcéj i coraz cudowniejszemi darami obdarzanych świętych sług Twoich, abyśmy ich przykładami i słowami ku doskołałéj służbie Twojéj zagrzani, wiecznie Cię z nimi chwalili w Niebie: Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 253–256.

Footnotes:

1

Bolamd. 22 Mar. Godes. Rohba. 31 Mar.

Tags: bł Mikołaj Pustelnik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelnik rodzice post
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.