Citatio.pl

Wpisy z tagiem "powołanie":

2020-10-31

Bł. Małgorzaty Maryanny Alakok (Alacoque), Wizytki, Założycielki Nabożeństwa do Najsłodszego Serca Jezusowego

Żyła około roku Pańskiego 1690.

(Żywot jéj był napisany przez księdza Languet, Biskupa Sasońskiego (Soissons).)

Błogosławiona Małgorzata z uczciwych i zamożnych rodziców zrodzona, przyszła na świat w małéj wiosce Lotkur (Lauthecourt) we Francyi w dyecezyi Antonodańskiéj (Anton) roku Pańskiego 1647. Ojciec jéj nazywał się Klaudyusz Alakok (Alacoque).

Przedziwnemi łaskami Bożemi od kolebki prawie uprzedzona, w dziecinnym wieku weszła na drogi wyższéj doskonałości. Miała lat cztery, kiedy uczyniła ślub czystości dozgonnéj. W rok potém umieszczoną została na pensyi w klasztorze Klarysek, i już wtedy spostrzegano w niéj wielką pobożność. Codziennie odmawiała Godzinki o niepokalaném Poczęciu i Koronkę, przy któréj gdy sama była, za każdém Zdrowaś Marya, całowała ziemię, a suszyła w każdą sobotę. Od téj téż pory Matka Boża objawiała się jéj często, rządziła nią jako wyłącznie do Niéj należącą, uczyła ją spełniać wolę Bożą, i nakoniec powiedziała, że sam Pan Jezus polecił ją Jéj szczególnéj opiece; lecz oraz upominała ją za najmniejsze uchybienie. Razu pewnego gdy Małgorzata odmawiała Koronkę siedząc, rzekła do niéj przenajświętsza Panna: „Dziwi mnie to córko moja że mi tak niedbale służysz.” Wskutek téż łask tak nadzwyczajnych, rozbudziła się w sercu Małgorzaty, coraz żywsza miłość Chrystusa, zwłaszcza od chwili gdy okazał się jéj Pan Jezus ubiczowany i ranami okryty, i dał jéj poznać że chce przez cierpienia jakie na nią zeszle, uczynić ją ile można podobną do Siebie. Rozmiłowawszy się tedy w cierpieniach, zadawała sobie wielkie umartwienia ciała, a znosiła z niezachwianą cierpliwością ciężkie i ciągłe obelgi jakich doznawała od pewnéj sługi która po śmierci ojca gdy Matka chora przez lat kilka z łóżka nie wstawała, sama domem rządziła i obchodziła się z nią jak z ostatnią niewolnicą.

Wszakże, zły duch i ze swojéj strony jéj nie oszczędzał. Gdy Małgorzata doszła lat młodéj dziewicy, i w świecie zaczęła popłacać, zaczęła téż podobać sobie w strojach i rozrywkach, a co więcéj, szatan nastręcza jéj myśli że ślub przez nią uczyniony w tak młodym wieku, nie mógł ją obowiązywać. Lecz pomimo tego Pan Jezus téj podarowanéj, prze niego przenajświętszéj Pannie duszy, nie opuszczał. Kołatał coraz silniéj do jéj serca, powołując ją do wyłącznéj Sobie służby, i nakoniec razu pewnego gdy wieczorem zrzucała ubranie, w które z niejaką próżnością była się przystroiła, objawił się jéj cały okryty ranami od biczowania i rzekł „Oto stan do jakiego mnie przywiodła twoja płocha próżność.” Po téj łasce i po wielu innych podobnych, Małgorzata już się więcej nie wahała, i powzięła zamiar wstąpić do zakonu. Wybrała zgromadzenie Panien Wizytek, jako szczególnie Matce: Boskiej poświęcone. Wstąpiła do klasztoru w mieście Paréj (Paray), i po roku upłynionym wykonała śluby uroczyste.

Odznaczyła się zaraz wszysikemi cnotami doskonałéj zakonnicy, a Pan Jezus udzielał jéj darów coraz wyższéj bogomyślności i w objawieniach przypuszczał ją do najgłębszych tajemnic Swojej nieprzebranéj ku ludziom miłości. Najważniejsze spomiędzy liznych widzeń jakie ciągie miewała, było to w którém Pan Jezus stanął przed nią w chwili gdy się modliła przed przenajświętszym Sakramentem, roztworzył pierś Swoję, okazał jéj Boskie Swoje serce gorejące miłością ku ludziom a otoczone cierniami, i pokazał aby dla wynagrodzenia niewdzięczności ludzkiéj, jakiéj On doznaje, dołożyła wszelkich starań do rozpowszechnienia nabożeństwa do najsłodszego Jego serca, przyrzekając najobfitsze łaski dla tych którzy w niém wytrwają. Po czém przydał: „Oto moje serce tak przepełnione miłością ludzi, że niemogąc powstrzymać w sobie płomienia téj miłości chcę z pośrednictwem twojém na świat cały je wylać. Chcę to serce moje, objawić ludziom, ażeby ich obdarzyć skarbami które ci odsłaniam, a które posiadają łaski uświęcające, mogące wszystkich uratować od piekła”. Słysząc to Małgorzata, powodowana głęboką pokorą, wymawiała się od tak szczytnego posłannictwa, uznając się tego niegodną. Wtedy Pan Jezus przyrzekł jéj szczególną w tém Swoję pomoc mówiąc: „Nie lękaj się niczego, Ja będę mocą twoją, pilnie tylko słuchaj głosu mojego, i bądź gotową spełnić wyroki Mojego szczególnego miłosierdzia nad światem”. Potém wskazał jéj w jaki sposób chcę aby serce Jego czczoném było, i znowu przydał. „Przyrzekam ci że serce moje rozszerzy się, aby jak najobficiéj obdarzyć płomieniami Swojéj Boskiéj miłości tych którzy mu szczególną cześć oddawać będą, i starać się aby mu drudzy ją oddawali.”

Od téj tedy chwili wierna ta służebnica Chrystusowa cała się temu oddała: każdém słowem swojém, przykładem, pismami przedziwném namaszczeniem i miłością Serca Jezusowego odznazającemi się, poświęceniem ku temu celowi całego życia swojego – słowem wszystkiém co od niéj zależało, już niczego innego nie szukała, o nic się nie starała, jak tylko aby wszędzie i wszyscy, prywatnie i publicznie, cześć oddawali najsłodszemu Sereu Jezusowemu, w sposób jaki jéj to Sam Zbawiciel objawić raczył.

Lecz obok tego, Małgorzata pamiętna zawsze na to że jéj Pan Jezus kazał naśladować siebie szczególnie w cierpieniach, prosiła Go aby i te nadzwyczajne łaski i zaszczyt do jakiego ją powoływał, obrócił na jéj upokorzenie i na tém większe cierpienia. I wysłuchaną została. Znalazła się wielka liczba osób tak w klasztorze jak i za klasztorem, duchownych i świeckich, uczonych i prostaczków, którzy wszystko to poczytywali za złudzenie albo jéj wyobraźni, albo złego ducha, co jak z jednéj strony utrudzało posłannictwo jakie Małgorzata odebrała szerzenia czci najsłodszego Serca Jezusowego, tak z drugiéj ją samą na najdotkliwsze od swoich i od obcych upokorzenia, a nawet obelgi wystawiło. Lecz wszystko to, posłużyło tylko na objawienie jej niezrównanéj pokory, cierpliwości, miłości nieprzyjaciół, i nieograniczonego dla przełożonych posłuszeństwa, gdyż tego głównie Sam Pan Jezus ciągle w niéj przestrzegał. W różnych bowiem objawieniach, nakazując jéj szerzenie czci Jego najsłodszego Serca, polecał oraz najsurowiéj, aby najuleglejszą będąc przełożonym, wolę ich jakby powiedzieć nad wolę Jego Samego zawsze przekładała. Że zaś błogosławiona ta dziewica stosowała się do tego jak najwierniéj, pomimo częstych i największych trudnosci i wątpliwości w jakie ją to wprawiało, więc dokonał przez nią Pan Jezus zapowiedzianego szczególnego miłosierdzia Swojego, i nabożeństwo do przenajświętszego Jego serca szerząc się w przedziwny sposób, cały już dziś świat chrześcijański ogarnęło.

Pociągnęła najprzód do niego Małgorzata nowicyuszki klasztoru swojego, w którym mistrzynią nowicyatu została, następnie pensyonarki w tymże klasztorze będące, gdy pod jéj dozór oddane zostały. Wkrótce potém zesłał jéj Pan Jezus, jak to był jéj także w objawieniu zapowiedział, wielkiéj świątobliwości kapłana, ojca Kollombiera Jezuitę, którego natchnął szczególną gorliwością w popieraniu tego wielkiego i świętego dzieła. Za jego téż staraniem nabożeństwo do najsłodszego serca Jezusowego upowszechniło się w jednéj z dyecezyi gdzie on najdłużéj przebywał, następnie inne to zaczęły naśladować, powznosiły się ołtarze i kaplice pod tém wezwaniem, założyło się pobożne stowarzyszenie które w przeciągu lat trzydziestu, liczyło ju trzysta bractw w całym świecie, potwierdzonych przez Papieżów i udarowanych wielkiemi odpustami, i nakoniec na pierwsze żądanie, wyszłe od Biskupów Polski, ustanowione zostało uroczyste Święto najsłodszego Serca Jezusowego, obchodzone w piątek po oktawie Bożego Ciała, jako w dniu Małgorzacie na jedném z objawień wskazanym.

Błogosławiona Małgorzata tymczasem z klasztoru swojego niewychylając się wcale, a coraz wyżéj w bogomyślności postępując, rozliczne dary i objawienia od Boga odbierała. Między innemi często na jéj prośby odkrywał jéj Pan Bóg stan dusz po śmierci. Razu pewnego, gdy modliła się za dwie osoby bardzo znakomite, zmarłe po przyjęciu z wielką skruchą ostatnich Sakramentów świętych, miała sobie objawione, że jedna z nich niezmiernie długie lata w czyscu zostawać będzie, chociaż jéj spadkobiercy starali się odprawiać za nią wiele nabożeństw i msze święte za jéj dusze zamawiali. Wszystkie te bowiem modlitwy i pomoce religijne, sprawiedliwość Boska policzyła za dusze tych poddanych, które zmarła owa osoba za życia swojego pokrzywdziła. Druga zaś bardzo prędko przeszła z czysca do Nieba za to głównie, że chociaż miała z czego rachować się przed sądem Bożym, za wielkie jednak zasługi policzył jéj Pan Bóg pokorne i cierpliwe znoszenie różnych upokorzeń, których żyjąc w świecie wiele doznała.

Gdy Małgorzata po upływie pewnego czasu, przekonała wszystkich o prawdziwości swoich objawień, już z téj strony żadnych nie doznawała od ludzi przykrości, owszem oceniając nakoniec jéj wysoką świątobliwość, jak wszyscy tak szczególnie siostry zakonne, z największą dla niéj były czcią i miłością. Lecz wtedy właśnie na tę miłośnicę krzyża zesłał Pan Jezus innego rodzaju ciężkie cierpienia. Zapadła na zdrowiu: doznawała różnych i bardzo bolesnych chorób, a które z dopustu Bożego zwiększały się nawet i to srodze, w skutek lekarstw jakie jéj w celu niesienia ulgi zadawano. Znosiła to wszystko z niezachwianą cierpliwością, owszem wierna swojemu zadaniu, prosiła Pana Jezusa aby jeszcze większe zsyłał na nią cierpienia. Nadzwyczaj bolesną operacyę przeniosła z taką cierpliwością i męstwem i ani stęknąwszy nawet chociaż długo trwała, że zdumiony chirurg powiedział: „Pokazuje się że najlepszym środkiem unieczulenia ciała do operacyi, jest stać się Świętym.”

Pomimo tak wątłego zdrowia, siostry chciały ją obrać przełożoną; wyprosiła się od tego, za główny powód dając że już roku nie pożyje, czego jednak lekarz który ją miał w kuracyi, ani przypuszczać nie chciał. Małgorzata wszelako na mocy tego uwolniwszy się od przełożeństwa, uprosiła sobie u przełożenéj pozwolenie odprawienia rokolekcyi, dla przygotowania się na śmierć. Po ich odbyciu zachorowała silniéj i prosiła o ostatnie Sakramenta święte, lecz opierając się znowu na zdaniu lekarza, odmówiono jéj tego; zrana jednak przyjęła naczczo Komunią świętą. Pod wieczór uczuła się znacznie gorzéj, a wśród ciągłéj modlitwy, nagle myśl sądu Boskiego napełniła ją takim przestrachem, że cała drżąca i łzami zalana, porwała krucyfiks i przyciskając go do serca zawołała: „Jezu miłosierdzia!” Lecz w téjże chwili uspokoiła się i wielkie pociechy niebieskie zalały jéj serce, wśród których powtarzała te słowa psalmu: „Miłosierdzia Pańskie na wieki wyśpiewywać będę”, 1 i prosiła aby przy niéj odmówiono litanią do Serca Jezusowego i do Matki Bożéj, i aby siostry polecały ją Świętemu Józefowi. Domagała się przytém aby wszystkie jéj pisma spalono. Tymczasem nadszedł kapłan, po którego posłano dla dania jéj ostatniego Olejem świętym namaszczenia. W chwili gdy je odebrała na ustach, wymawiając imiona Jezus Marya Józef, oddała Bogu ducha 17 Października roku Pańskiego 1690. Po śmierci wielu zasłynęła cudami, po których sprawdzeniu, Papież Pius IX, dozwolił oddawać jéj cześć jako błogosławionéj.

Pożytek duchowny

„Kościół i całe społeczeństwo w obecnych czasach nadzieję pokładać powinno w Sercu Jezusowém; Ono to, wyratuje was od wszelkich nieszczęść.” Sąto słowa które niedawno wyrzekł Ojciec święty Pius IX. Niech cię to pobudzi ku gorliwemu do najsłodszego Serca Jezusowego nabożeństwa, przez które Pan Bóg zamierzył największe miłosierdzia Swoje zsyłać ns świat tegoczesny.

Modlitwa (Kościelna)

Panie Jezu Chryste, który niezbadane i niewyczerpane skarby łask Twojego Boskiego Serca, cudownie błogosławionéj Maryi Małgorzacie objawić raczyłaś; spraw abyśmy za jéj przyczyną i przez cnót jéj naśladowanie, we wszystkiém i nad wszystko Ciebie miłując, na wieki w Twojém Boskiém Sercu umieszczeni zostali. Który żyjesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 932–935.

Footnotes:

1

Psal. LXXXVIII. 3.

Tags: św Małgorzata Maria Alacoque „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość pokora serce Jezusa pokuta śmierć Czyściec powołanie
2020-10-30

Bł. Anioła z Akry, kapłana z Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego Kapucynów

Żył około roku Pańskiego 1739.

(Żywot jego był spisany przez jednego z kapłanów tegoż zakonu.)

Błogosławiony Anioł od miejsca swego urodzenia zwany z Akry, przyszedł na świat roku Pańskiego 1669 w témże miasteczku, położoném w Królestwie Neapolitańskiém, z rodziców niezamożnych, a w cnoty chrześcijańskie bardzo bogatych. Jak każdy prawie święty tak i on od lat najmłodszych, wielce był do Matki Bożéj nabożny. Miał lat pięć, kiedy łącząc do tego już i umartwienia ciała, na posypanych ostrych kamykach na ziemi klękał, długo się modląc przed obrazem przenajświętszéj Maryi Panny, a wtedy widywano czasem jak z tego obrazu wychodziła światłość, która go ogarniała. Wychowany był bardzo starannie, gdyż go sami rodzice od dzieciństwa do stanu kapłańskiego przeznaczali.

Bardzo jeszcze był młody, kiedy do Akry przybył na misyą ojciec Antoni z Oliwady kapucyn wielkiéj świątobliwości. Na błogosławionym Aniele takie wrażenie zrobiły kazania jego, że odbywszy przed nim spowiedź z całego życia, postanowił wstąpić do tegoż zakonu. Zanim doszedł do lat do tego właściwych, wiódł życie bardzo od świata odosobnione, oddając się tylko naukom i modlitwie. Codzień długie godziny, a niekiedy i część nocy, przepędzał w kościele przed przenajświętszym Sakramentem. Doszedłszy lat ośmnastu wstąpił do nowicyatu ojców Kapucynów, lecz go ztamtąd wywiódł zły duch, przewidując jak świętym zakonnikiem on zostanie. Po niejakim czasie, żałując tego, wstąpił po raz drugi, i znowu wyszedł, ulegając jakiéjś chorobliwéj melancholii, którą piekło na niego zesłało.

Gdy wrócił do miasta rodzinnego, stryj chciał go ożenić, znaczny mu zapisując majątek, lecz Anioł za dar ten podziękował, a ciągle się modlił żeby mu Pan Bóg dał pójść za jego pierwotném powołaniem. Wysłuchanym téż został i postanowił po raz trzeci wstąpić do nowicyatu. Udając się do klasztoru w Montalte, gdzie przebywał podówczas prowincyał Kapucynów, nadszedł nad rzekę nadzwyczaj wezbraną, a nie zastał czółna ani przewoźników. Zakłopotany tém bardzo, zaczął się modlić, i oto stanął przed nim człowiek ogromnéj postawy, który go wziął na barki i na drugą stronę rzeki przeniósł. Anioł chciał mu zapłacić, lecz ten w tejże chwili zniknął. Późniéj objawił mu Pan Bóg że byłto tenże zły duch który go z nowicyatu wyprowadzał, a którego Pan Bóg tą razą zmusił aby mu do wstąpienia do klasztoru dopomógł.

Przyjęty po raz trzeci, jeszcze nie był wolny od pokus odwodzących go od zakonnego życia. Rozbudziły się w nim tęsknoty za światem, za świetnym związkiem jaki mu stryj nastręczał, a w przesadném świetle przedstawiała mu się ostrość Reguły kapucyńskiéj. Lecz Anioł znał się już na tych zasadzkach szatańskich, i uciekł się do gorącéj modlitwy. Pewnego razu, gdy pomimo tego zdało mu się iż téj pokusie ulegnie, idąc korytarzem padł na kolana przed wizerunkiem Pana Jezusa ukrzyżowanego i zawołał: „Panie patrz na moję nędzę, i przybądź mi na ratunek”, i w tejże chwili usłyszał wyraźny głos z krzyża do niego mówiący: „Naśladuj brata Bernarda z Korleonu kapucyna, a wytrwasz.” Dowiedziawszy się tedy iż ten wielki sługa Boży, miał zwyczaj codziennie biczować się odmawiając godzinki o Męce Pańskiéj, wziął się do tego samego i odtąd go już żadna pokusa od powołania zakonnego nie odwodziła.

Po upłynionym roku, przypuszczony został do wykonania ślubów uroczystych, przy których doznał nadzwyczajnéj pociechy wewnętrznéj, i uczuł jakby sznurem jakim ściśnione sobie biodra, a głowę jakby w płomieniach gorejącą, co oznaczało ten dar nieskazitelnéj czystości, przeciw któréj odtąd żadnych nie doznawał pokus, i te nadprzyrodzone oświecenia na umyśle, któremi go późniéj tak obficie Duch Święty obdarzał. Wyświęcony na kapłana, z całą gorliwością oddał się pracom apostolskim, do których go przełożeni przeznaczyli. Do ciągłéj modlitwy łącząc coraz większe umartwienia ciała, trapiąc je trudami, postami, krwawém biczowaniem się, czuwaniem, w krótkim czasie do najwyższéj doszedł doskonałości. Najprzód téż przełożonym klasztoru, a potém Prowincyałem jednéj i drugiéj prowincyi wybrany, tak na tych obowiązkach zajaśniał roztropnością i gorliwością, i z taką miłością o duchownych i doczesnych braci potrzebach pamiętał, tak szczególnie przestrzegał w nich wzajemnéj jedności i zgody, że go Aniołem pokoju przezwali i wszyscy bez wyjątku pragnęli, aby jak najdłużéj swój urząd piastował.

Zostawszy misyonarzem jak tylko kapłaństwo przyjął, już w tym zawodzie aż do śmierci to jest lat blizko pięćdziesiąt pracując, trudno wypowiedzieć ile doznał trudów, a z jak nadzwyczajnym pożytkiem dla dusz wiernych je ponosił. W początkach tego zawodu, pracowicie przygotowywał swoje kazania, i całe pisał. Chociaż miał dobrą pamięć, ile razy wszedł na aszalnicę, jakaś nieprzezwyciężona siła wstrzymywała go wśród kazania, tak że z wielkim wstydem niemogąc go skończyć schodzić musiał z ambony. Razu pewnego, gdy z tego powodu gorąco się modlił prosząc Pana Boga ażeby albo go wyleczył z tego rodzaju jakby choroby, albo skłonił jego przełożonych do uwolnienia go od obowiązku kaznodziejskiego, usłyszał głos wyraźnie do niego mówiący: „Nie lękaj się niczego, udzielę ci daru wymowy, i odtąd pracom twoim błogosławić będę.” – „Kto jesteś który tak do mnie przemawiasz?” zawołał Anioł zdziwiony, i wtedy poczuł że ziemia pod nim jakby podczas trzęsienia zadrżała i usłyszał znowu te słowa: „/Jam jest Którym jest/ 1 i rozkazuję ci abyś odtąd kazywał po prostu, w sposób zrozumiały dla każdego.” Błogosławiony Anioł zrozumiał wtedy, że ową niemożnością kazywania jakiéj doznawał dotąd, chciał go Pan Bóg ukarać za wykwintność w sposobie mówienia, i skłonić do miewania przystępniejszych dla prostego ludu kazań. Odtąd więc gotował się na nie tylko czytaniem Pisma Bożego i modlitwą. Mawiał kazania z największą łatwością, był tak biegłym w wykładzie najtrudniejszych miejsc Pisma Bożego, że najuczeńsi teologowie przyznawali mu w tém wyższość. Miał zaś zwyczaj przy końcu każdéj nauki, mówić coś o męce Pańskiéj, i tém wszystkich do łez i najżywszéj skruchy pobudzał.

Swojemi pracami apostolskiemi objął nietylko Kalabryą, lecz i całe królestwo Neapolitańskie, z niesłychanym wszędzie dla garnącego się ludu na jego nauki pożytkiem. Po ukończonéj misyi odbywał uroczystą z ludem procesyą, i wieki krzyż umieszczał na głównym placu na pamiątkę odbytéj misyi. Gdy po ukończeniu takowéj w mieście Mędyczyno, przygotowano krzyż tak nadzwyczaj wielki i ciężki, że pięciu silnych ludzi podnieść go nawet z ziemi nie mogło, błogosławiony Anioł sam wziął go na barki i niósł na czele procesyi, co widząc lud cały wołał: „Cud, cud.” Nadciągnięto nad rzekę, a gdy wszyscy na most się wtłoczyli, Anioł z tymże krzyżem suchą nogą przez rzekę przebył, i w tejże chwili okazały się na niebie nad nim, trzy podobnegoż kształtu wielką światłością jaśniejące krzyże. Kilkakrotnie widziano go na kazalnicy w stanie zachwycenia, olśnionego światłością niebieską, i w powietrze na stóp kilka uniesionego.

Arcybiskup Kardynał Neapolitański, zawezwał go z kazaniami wielkopostnemi, do głównego kościoła w téj stolicy. Święty rozpoczął je ze zwykłą sobie przemawiając prostotą. Nie podobało się to wybrednym słuchaczom, którzy się do tego kościoła zgromadzali. Na drugie jego karanie przyszło ich bardzo mało, na trzecim prawie nikogo nie było. Widząc to kapłan zarządzający tym kościołem, przeprosił błogosławionego Anioła, i uwolnił od dalszych nauk. Pokorny sługa Boży, ani słowa niemówiąc, wziąwszy kij w rękę, wyszedł z Neapolu. Lecz ledwie się oddalił o milę, przysłał po niego Kardynał aby powrócił, i daléj swoje kazania miewał. Posłuszny błogosławiony Anioł, spełnił to polecenie Arcybiskupa, rad nawet temu, że jak był tego pewnym, nowe go upokorzenia spotkają. Gdy wstąpił na kazalnicę, ujrzał wielką liczbę słuchaczy, a to właśnie najbardziéj ubiegających się o kazania wytworne, gdyż spodziewano że go zastąpi jeden z najkwiecistszych w Neapolu kaznodziejów. Wciągu nauki widział jak go niechętnie słuchają, a szczególnie zauważał pewnego znakomitego literata, który prawie głośno szydził z jego kazania. Przy końcu tak się Anioł odezwał: „Proszę odmówić Ojcze nasz i Zdrować Marya, za duszę tego, który wychodząc z kościoła padnie nieżywy.” Owóż, słowa te mało kogo przeraziły a w większéj części obudziły śmiech i podejrzenie, że ten prostaczek, jak go nazywali, chce proroka udawać. Tymczasem, w chwili gdy ludzie tłumnie wychodzili, przy samych drzwiach padł tknięty apopleksyą tenże szyderca o którym wspomnieliśmy, i niezwłocznie skonał. Wypadek ten nadzwyczajne wywarł w całém mieście wrażenie. Odtąd kościół pomieść nie mógł słuchaczy zbierających się na kazania błogosławionego Anioła. Gdy schodził z kazalnicy taki tłum rzucał się na niego aby się otrzeć o jego habit, albo wziąść kawałek z płaszcza jego na relikwią, że go straż policyjna musiała otaczać, strzegąc aby go nie udusili. Lecz co dla niego było najpożądańszém, najwięksi grzesznicy się nawracali i do jego konfesyonału się garnęli.

Wielu różnemi cudami i w innych miejscowościach raczył Pan Bóg uświetnić tego wielkiego Apostoła Swojego. Widywano go w czasie kazań w stanie zachwycenia okrytego światłością cudowną, wychodzącą z wizerunku Pana Jezusa albo Matki Bożéj, do których zwracał się wtedy z modlitwą. Miał także ten dar cudowny, że przenosił się z miejsca na miejsce, z szybkością jakby błyskawicy, i współcześnie na różnych bywał obecny. Od chwili wyświęcenia na kapłaństwo już do śmierci, to jest przez lat przeszło czterdzieści, poświęcał się zawodowi misyonarskiemu. Każdego roku sześć miesięcy spędzał na misyach, a drugie sześć w klasztorze, oddając się najostrzejszéj pokucie i najwyższéj bogomyślności. W pracach jego apostolskich żadne trudności go nie powstrzymywały. Zdarzyło się razu pewnego, że podczas misyi, złamał był nogę; pomimo tego codzień miewał z kazalnicy na którą go wnosili, po trzy nauki.

Kilku osobom bliższe z nim mającym stosunki przepowiedział dzień swojéj śmierci. Gdy ten nadszedł, przyjął ostatnie Sakramenta święte, i ciągle się modlił. Przed samym skonaniem, okazał się mu zły duch, którego odegnał makiem krzyża świętego mówiąc: ”Milcz szatanie, nie samym chlebem tyje człowiek” 2. Zasnął błogo w Panu, wymawiając te słowa: „Przyjdź już przyjdź dobry Jezu”, dnia 30 Października roku 1739. Papież Leon XII wpisał go w poczet błogosławionych.

Pożytek duchowny

Dwa razy błogosławiony Anioł, ulęgając pokusie złego ducha, występował z zakonu, aż nareszcie uciekając się do modlitwy a szczególnie do rozmyślania męki Pańskiéj, wytrwał w swojém powołaniu. Używaj i ty tychże środków, gdy widzisz się niestałym w dobrych swoich przedsięwzięciach, a wyjednasz sobie łaskę wytrwałości.

Modlitwa (Kościelna)

Przedziwny w świętych Twoich wszechmogący Boże! któryś serce błogosławionego Anioła do Siebie przyciągnąć raczył, za jego zasługami i wstawieniem się spraw, abyśmy wszystkiém co ziemskie wzgardzając, w miłości wiekuistéj ojczyzny przez ciągłe rozmyślanie rzeczy niebieskich, utwierdzali się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 929–931.

Footnotes:

1

Exe. III. 14.

2

Mat. IV. 4.

Tags: bł Anioł z Acri „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna powołanie pokusy św Bernard z Corleone czystość cuda wytrwałość
2020-10-23

Św. Jana Kapistrana, Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1456.

(Żywot jego napisany był przez Papieża Piusa II.)

Święty Jan rodem Włoch, przyszedł na świat przy końcu wieku XIV, w małéj wiosce zwanéj Kapistrana (Capistranna) w królestwie neapolitańskiém. Był synem zamożnego szlachcica, który z Niemiec przybywszy z księciem Andegaweńskim gdy ten obejmował tron neapolitański, osiadł w tém państwie. Dla słuchania wyższych nauk wysłany do Perużyi, tak się tam odznaczył i znakomitém wykształceniem, i wielkiemi zdolnościami i prawością charakteru, że młodym jeszcze będąc zajął jeden z pierwszych urzędów w tém mieście, a najbogatszy pan téj prowincji, przeznaczył mu swoję córkę za małżonkę, z którą się Jan zaręczył. Przytém posiadał on szczególne zaufanie króla neapolitańskiego Władysława, do którego podówczas Perużya należała; ten używał go w poselstwie od siebie i do innych miast, dla załatwienia ważniejszych spraw państwa.

Coraz téż świetniejszy otwierał się zawód Janowi, i zdawał się on na drodze do najwyższych godności i zaszczytów ziemskich. Lecz że Pan Bóg przeznaczał mu nie ziemskie, lecz niebieskie wielkie nagrody, wkrótce doznał nasz Święty zmiany w swoim losie. Perużanie zbuntowali się przeciw królowi neapolitańskiemu, a znając Jana jednym z najprzychylniejszych urzędników sprawie Władysława, uwięzili go i zamknęli w ciemnéj i wilgotnéj piwnicy, w któréj i głodem go morzyli i najdotkliwsze zadawali mu obelgi i przykrości. Donieśli wprawdzie o tém jego przyjaciele królowi: ten łatwo mógł, wchodząc w różne układy z Perużanami, uzyskać uwolnienie tego najwierniejszego swego sługi, lecz tego nie uczynił. Taka z jego strony niewdzięczność żywo dotknęła Jana, i dowiodła mu jak na ludzi i ich względy rachować nie warto; a Bóg który mu to zsyłał dla widoków swojego szczególnego nad nim miłosierdzia, rozbudził wtedy w sercu jego pragnienie opuszczenia świata, i skoro odzyska wolność, wstąpienia do Zakonu. Już więc wahał się tylko jakie zgromadzenie ma wybrać, i gorąco prosił Matkę Bożą, aby mu wyjednać raczyła u Pana Jezusa wyraźną jaką w téj mierze skazówkę. Tak upłynęło dni kilka, kiedy odmawiając pacierze o Matce Bożéj Officium Parvum zwane, ujrzał więzienie swoje napełnione światłością niebieską, a wśród niéj objawił mu się święty Franciszek Seraficki, polecając aby do jego zakonu Braci-mniejszych wstąpił. Co większa: po tém widzeniu głowa Jana została tak ostrzyżoną w koronę, jak ją ciż zakonnicy noszą,

Tymczasem, przyjaciele Jana widząc że król o jego uwolnienie nie stara się, sami weszli w układy z Perużanami, i za umówioną sumę pieniężną, wykupili go z więzienia. Święty wyszedłszy na wolność, zerwał zaręczyny uczynione z ową córką zamożnego pana, rozdał cały swój majątek na ubogich, i udał się do klasztoru Braci-mniejszych na górze Perużańskiéj położonego, prosząc aby go przyjęto. Miał wtedy lat trzydzieści. Przełożony uczynił zadość téj probie, lecz obawiając się czy jego powołanie nie jest tylko dziełem chwilowego zniechęcenia do świata który go zawodził, umyślił na różne wystawić go próby. Między innemi, przywdzianemu dziwacznie i z tablicą na piersiach, na któréj były wypisane różne jego grzechy, kazał mu wsiąść na osła i ulice miasta objechać. Spełnił to święty Jan jak najochotniéj, a za tak mężne przezwyciężenie wszelkich względów światowéj próżności na samym wstępie na drodze życia zakonnego, dał mu Pan Bóg tę łaskę że już wszelkie inne upokorzenia, których mu nie szczędzono w nowicyacie, były dla niego jakby niczém. Przyszło bowiem było i do tego, że go po dwakroć wypędzono z klasztoru, jako niezdatnego do żadnych obowiązków. Lecz i to nie zraziło sługę Bożego: po kilka dni siadywał pod furtą wraz z ubogimi żywiąc się tém co po nich stawało. Przyjęty nareszcie został ostatecznie, lecz i to z tak upokarzającemi warunkami, że poddając się im, dał już wtedy dowód najwyższego stopnia cnoty zaparcia się i pokory. Przed wykonaniem uroczystych ślubów, trzy dni i trzy noce spędził na modlitwie niebiorąc żadnego posiłku. Odtąd zaś już mu nikt z braci w umartwieniach ciała, wytrwałości na modlitwie, najdoskonalszém posłuszeństwie, i w miłości braterskiej, nie wyrównał. Pościł całe życie bez przerwy, raz tylko na dzień biorąc bardzo mało posiłku. Sypiał wszystkiego trzy godziny na gołéj ziemi, resztę nocy spędzał w kościele, modląc się, a najczęściéj przed obrazem Matki Bożéj. Zalewał się wtedy słodkiemi łzami, i prawie za każdą razą wpadał w zachwycenie, i taki rodzaj życia prowadził i wtedy nawet, gdy późniéj wielkiemi pracami apostolskiemi był obarczony.

Po wyświęceniu na kapłana, niezwłocznie przeznaczony został od przełożonych na kaznodzieję, i w tymto zawodzie już odtąd ciągle pracując, stał się jednym z najsławniejszych w Kościele Bożym Apostołem, ogarniając pracą swoją nietylko Włochy, lecz wielką część północnéj Europy. Mistrzem w naukach duchownych miał świętego Bernardyna Seneńskiego, który podówczas wprowadził był ścisłą reformę w klasztorach Braci-mniejszych, a którego on wysokie cnoty wiernie naśladował, a szczególnie w gorliwości rozszerzania czci przenajświętszego Imienia Jezus, i nabożeństwa do Matki Bożéj. Po śmierci tego Świętego, Jan jak we wszystkim tak w dalszym przeprowadzeniu reformy zakonnéj, czynnie i godnie go zastąpił.

Pokory był najgłębszéj, i z tego powodu niczém skłonić go nie można było, aby przyjął Biskupstwo Akwiletańskie, na które został powołany. Wielekroć zamianowany Legatem Papieskim, gdy zewsząd tłumy ludu zbiegały się do niego jakby do jakiego nowego Apostoła, owszem poczytując go za Anioła z Nieba zesłanego, nietylko obojętnie ale z przykrością patrzał na takie oznaki szczególnéj czci powszechnéj, i wtedy powtarzał zwykle te słowa Psalmu Pańskiego: „Nie nam Panie, nie nam, lecz Imieniowi Twojemu daj chwałę” 1. Jak nadzwyczajną ostrością życia jaśniał, tak podobnież zasłynął znakomitemi pismami które wydał, powstając na różne panujące podówczas pod względem obyczajów nadużycia i błędy przeciw wierze. Dwa razy sprawował urząd Wikaryusza Generalnego zakonu Braci-mniejszych, a przykładem własnym i wydanemi rozporządzeniami dokonał rozpoczętéj przez świętego Bernardyna Seneńskiego reformy, w téj gałęzi zakonu świętego Franciszka Serafickiego do któréj należał, którą u nas Bernardynami nazywają, i która pod jego zarządem zajaśniała całą pierwotną ścisłością Reguły Patryarchy Asyskiego.

Ożywiony niezmordowaną o zbawienie dusz gorliwością, wielki ten sługa Boży przebiegł całe Włochy z tak zbawiennym skutkiem, że niezliczona liczba osób pod wpływem jego świętéj wymowy, i uderzona licznemi cudami jaki wszędzie czynił, przez niego na drogę zbawienia zwrócona i na niéj ustaloną została. Papież Marcin V uczynił go był Inkwizytorem, do wytępienia jednéj z najprzewrotniejszych sekt heretyckich, tak nazwanych Fratycelów, którzy w owym wieku z wielką dusz zgubą szerzyli błędy swoje we Włoszech. A gdy gorliwość świętego Jana, połączona z wielką jego łagodnością, wytępiła do szczętu tę dotkliwą w Kościele plagę, tenże Papież zamianował go Generalnym Inkwizytorem, to jest: przewodniczącym w téj Kongregacyi Rzymskiéj, do któréj odnoszą się wszelkie sprawy o kacerstwo oskarżonych. Onto także po usilnéj pracy, w całém państwie kościelném zniósł lichwę, którą Żydzi obdzierali bez miłosierdzia najuboższą ludność. Następny Papież Eugeniusz IV powierzył mu wraz ze świętym Wawrzyńcem Justynianem, sprawę tak zwanych Jezuatów, których niewinność wykrył, obroniwszy ich od rzuconych na nich oszczerstw. Na Wschodzie wielkie także położył zasługi. Onto bowiem ułatwił połączenie się Ormian z Kościołem katolickim, a które nastąpiło na Soborze Florenckim, gdzie obecny Jan, którego dziełem było i to walne zgromadzenie, zajaśniał jak słońce. Zamianowany przez Mikołaja V generalnym Inkwizytorem przeciw Żydom i Saracenom w całych Włoszech, nawrócił w Rzymie najstarszego Rabina żydowskiego, wraz z czterdziestu najznakomitszymi jego współwyznawcami. Tenże Papież, na żądanie cesarza Fryderyka III, wysłał go do Niemiec jako swojego Nuncyusza, dla nawracania kacerzy i przywrócenia zgody pomiędzy panującymi książętami. W sześcioletniéj apostolskiéj wycieczce swojéj po téj części Europy, podczas któréj zachodził i w różne inne kraje a także i do Polski, szerzył wszędzie mąż Boży chwałę Imienia Jezusowego, a kazaniami i cudami jakie czynił ogromną liczbę heretyków jako to: Husytów, Adamitów, Tabarytów i innych przywrócił Kościołowi.

Wtedy przybył i do nas, zaproszony przez króla Kazimierza, a przyjęty w Krakowie przez Biskupa i kardynała Zbigniewa Oleśnickiego z największą uroczystością, kazywał tam na rynku codziennie przez dziewięć miesięcy, i założył klasztor swojéj reformy ojców Bernardynów na Stradomiu.

Podczas pobytu w Polsce, odebrał od Papieża, którego sam namówił był do ogłoszenia wojny krzyżowéj przeciw Turkom, polecenie aby do niéj skłonił Panów chrześcijańskich. Wtedy Jan przeleciał jak błyskawica całe Niemcy, Węgry, Czechy i inne prowincye, a kazaniami swojemi i odezwami, tak do téj świętéj wyprawy zapalił serca panujących książąt, że w krótkim czasie siedemdziesiąt tysięcy wojska chrześcijańskiego stanęło, gotowego do boju. Jegoto obecności w czasie stanowczéj bitwy z niewiernymi, wśród któréj z krzyżem w ręku obiegał szeregi zagrzewając je do walki, a ciągle wzywając głośno Imienia Jezusa i Maryi, zawdzięcza sprawa chrzęścijaństwa całego zwycięstwo, jakie podówczas odnieśli nasi nad Turkami pod Belgradem, gdzie dwa razy liczniejsze ich hufce poszły w rozsypkę i na głowę pobite zostały.

Wkrótce potém, święty Jan strudzony tylu pracami, wycieńczony ostrą pokutą, zapadł w śmiertelną chorobę, w klasztorze swoim w Wilaku w Węgrzech. Kilku panujących przybyło go odwiedzić; upominał ich aby bronili wiary chrześcijańskiéj, i oddał Bogu ducha dnia 23 Października roku Pańskiego 1456, mąż prawdziwie Apostolski, a jak się wyraża o nim Brewiarz, z serca Męczennik. Kanonizował go Papież Aleksander VIII.

Pożytek duchowny

Świętemu Janowi Kapistranowi żywo się przedstawiła znikomość rzeczy ludzkich i dał mu się słyszeć głos Boga powołujący go do wyłącznéj swojéj służby, gdy był zamknięty w więzieniu. W samotności to bowiem najzbawienniejsze przychodzą nam myśli, i łatwiéj tam dosłyszeć co Pan Bóg do duszy naszéj przemawiać raczy. Jeśli chcesz bliżéj z Bogiem obcować, przynajmniéj niekiedy odsuń się od wrzawy świata.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś zasługami i nauką błogosławionego Jana, Kościoł Twój przedziwnie uświetnił, i przez niego nad wrogami chrześcijaństwa przez moc przenajświętszego mienia Jezus, wiernym zwycięstwo odnieść dał; spraw prosimy, abyśmy nieprzyjaciół naszych za jego pośrednictwem przemagając na ziemi, nagrody razem z nim dostąpili w Niebie. Przez Pana nastego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 906–908.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 848

Święty Jan Kapistran, ten były słynny prawnik i doktor, sędzia i ulubieniec królewski, wstąpiwszy do zakonu stał się wspaniałym wzorem chrześcijańskiej pokory. Wszyscy, w jakimkolwiek żyjemy stanie, powinniśmy brać przykład z tego wielkiego Świętego, albowiem

  1. Pokora czyni nas miłymi Bogu. Psalmista Pański mówi: „Któż jako Pan, Bóg nasz, który mieszka na wysokości, a na niskości patrzy na Niebie i na ziemi?” (Psalm 112, 5—6). Znaczy to, że Bóg jako najwyższy Pan i jedynie prawdziwy Bóg znajduje w pokorze szczególne upodobanie. Izajasz prorok pisze: „Bo tak mówi Wysoki i Wyniosły mieszkający w wieczności, a święte Imię Jego na wysokości i w świątyni mieszkający, a ze skruszonym i uniżonym duchem, aby ożywił ducha zniżonych, ażeby ożywił ducha skruszonych”. Prorok Daniel woła: „Wy Święci i w sercu pokorni, chwalcie Pana”, najmilsza bowiem jest Mu chwała z ust pokornych. Najświętsza Panna oświadcza wyraźnie, dlaczego Bóg Ją tak umiłował i wyszczególnił, mówiąc: „Pan raczył spojrzeć łaskawie na niegodną sługę swoją” (Łuk. 1, 48). Święta Magdalena de Pazzis na pytanie, dlaczego Bóg miłuje prostodusznych i pokornych, odpowiada tymi słowy: „Przyczyną tego jest pokora, bo ta przyciąga Boga jak magnes do duszy człowieka”. Powiedzmy przeto z Judytą (Jud. 8, 16): „A przeto ukorzmy dusze nasze i w duchu uniżonym służąc Mu, mówmy z płaczem Panu, aby według woli swojej uczynił z nami miłosierdzie swoje”.
  2. Pokora wyjednywa nam łaskę i przychylność Boską. Pismo św. powtarza kilkakrotnie, że Bóg czuje wstręt do dumnych, a łaskawy jest dla pokornych. Łaski Pańskie nazywa święty Jan zdrojami żywej wody. „Woda stacza się na dół, nie idzie pod górę, łaska Boża spływa w głębie serc pokornych, nie w dusze nadęte dumą i zarozumiałością. Doliny są o wiele żyźniejsze od gór”. Mówi to również już psalmista Pański, iż wyniosłości bywają często nagimi skałami, z których stacza się deszcz ożywczy, użyźniając doliny zasłonięte od mroźnych wiatrów. Historia uczy, że dumni i napuszeni są pozbawieni łask i wewnętrznego spokoju, pełni trosk i drażliwości, wystawieni na burze pokus i namiętności, a pokorni są bogaci w łaski, spokój, wesele, nadzieje i serdeczne pociechy, męstwo i rozliczne cnoty.

Footnotes:

1

Psalm. CXIII. 1.

Tags: św Jan Kapistran „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna powołanie Officium parvum tonsura św Bernardyn ze Sieny Żydzi Inkwizycja herezja pokora
2020-08-23

Św. Filipa Benicyusza, Wyznawcy

Żył około roku Pańskiego 1285.

(Żywot jego wyjęty jest z rocznych dziejów Zakonu Serwitów.)

Święty Filip Benicyusz (Benitti) rodem z Florencyi we Włoszech, pochodził z jednéj ze znakomitszych tego miasta rodzin. Przyszedł na świat około roku Pańskiego 1224. W kolebce był jeszcze i nie miał pół roku, gdy do domu jego rodziców weszło dwóch zakonników Serwitów, których zgromadzenia głównym celem jest rozszerzanie czci Matki Boskiéj; ujrzawszy ich dziecię które dotąd nie mówiło zawołało: „Oto są prawdziwi słudzy przenajświętszéj Panny.” Upatrując w cudzie tym znak szczególnego błogosławieństwa Boskiego nad ich synkiem, rodzice wychowali go bardzo pobożnie. Gdy ukończył szkoły we Florencyi, wysłali go do Paryskiéj akademii, gdzie słuchał wykładu medycyny. Ztamtąd przeszedł do uniwersytetu w Padwie, na którym otrzymał stopień Doktora. Po powrocie do Florencyi oczekiwał go bardzo świetny zawód, jako młodzieńca wysoko wykształconego, a który po rodzicach wielkiego spodziewał się majątku. Lecz Filip już wtedy zamyślał o poświęceniu się na wyłączną służbę Panu Bogu, i ciągle modlił się, a szczególnie do przenajświętszéj Panny do któréj miał wielkie nabożeństwo, aby mógł w téj mierze rozpoznać wolę Bożą. Zdarzyło się, iż będąc na Mszy świętéj w kaplicy ojców Serwitów w blizkości miasta Florencyi, trafił na Mszę podczas któréj w Epistole czytano o nawróceniu Eunucha królowéj Etyopskiéj. Uderzyły go tam słowa któremi Duch Święty odezwał się był do Dyakona Filipa: „Przystąp, a przyłącz się do wozu tego” 1, a że i sam miał imię Filip, więc to wyrażenie zastosował do siebie. Wróciwszy do domu gorąco prosił Przenajświętszą Pannę, aby go ostatecznie w tém oświecić raczyła, i na modlitwie takiéj cały dzień aż do północy przetrwał. Wtedy miał następujące widzenie: zdawało mu się iż jest na obszerném polu, w którém co krok groziły mu to straszne przepaści, to skały jakby walące się na niego, to bagna w których grzęzły mu nogi, to znowu węże i gadziny które się na niego rzucały. W widzeniu takowém które przeraziło go niezmiernie, poznał on obraz świata i niebezpieczeństw jakie na nim napotyka dusza, aż oto ukazała się mu Matka Boża siedząca na wozie otoczonym Aniołami i błogosławionemi duszami, wołająca na niego: „Filipie przystąp i wsiądź na wóz ten” który, jak mu to Samaż przenajświętsza Panna wytłómaczyć raczyła, wyobrażał zakon Serwitów, do którego miał wstąpić.

Zakon ten przed piętnastu dopiéro laty był założony w okolicach Florencyi, gdzie siedmiu pobożnych kupców osiadłszy na górze Sereńskiéj, zawiązali się byli w Zgromadzenie, mające na głównym celu rozszerzanie czci przenajświętszej Panny. Filip niewątpiąc już o woli Bożéj względem swego powołania, udał się do ich klasztoru i niemówiąc kim jest, owszem przedstawiając się jak młodzieniec do gminu należący, prosił przełożonego o przyjęcie do zakonu na prostego braciszka. Po kilkodniowéj próbie przyjętym został i przeznaczonym do najniższych usług w klasztorze, i do robót w polu.

Zadowolony niezmiernie z tak pokornego zawodu, pilnie ukrywał i swoje urodzenie i również znakomite wykształcenie jakie posiadał. Nieograniczając się zaś na ciężkiéj pracy, którą bywał obarczony, przydawał sobie różnego rodzaju umartwień ciała, ścisłe zachowywał posty, nosił ciągle włosiennicę i biczował się do krwi. Zwykle załatwiał tak prędko przeznaczoną sobie robotę, że mu w dzień wiele zbywało czasu, który przepędzał na modlitwie przed obrazem Matki Bożéj w kościele, gdzie czasem i całą noc przebywał.

Cieszył się nadzieją iż całe życie tak ukryty w tym pokornym stanie braciszka pozostanie, kiedy zdarzyło się iż w podróży którą odbywał, dwóch ojców Dominikanów rozmawiając z nim długo, tak uderzeni zostali jego rozumem, nauką i świątobliwością, że udali się do jego przełożonych i przedstawili im jaką szkodą jest dla Kościoła, trzymać taki świecznik w ukryciu. W skutek tego, pomimo oporu jaki stawiała jego pokora, przełożeni, którzy już i sami zaczęli się na nim poznawać, wkrótce wyświęcili go na kapłana.

Przyobleczony tą godnością, świetniéj zajaśniał cnotami, i w przeciągu lat kilku przeszedłszy różne urzędy w swojém Zgromadzeniu, został jednomyślnie na generalnego przełożonego wybrany. Użył wszelkich środków aby się od tego uwolnić, lecz gdy to nie pomogło, widzące i tu wyraźnie wolę Bożą, całą duszą zajął się obowiązkami, któremi go obarczono. Cześć Matki Bożéj, co tak bardzo jego własnemu dogadzała sercu, rozpowszechniał z największą gorliwością, w wielu miejscach zakładając Bractwa o siedmiu Boleściach Matki Bożéj. Zakon jego który do téj pory posiadał tylko jeden klasztor, za jego rządów, szerzyć się szybko zaczął. Sława świątobliwości generalnego przełożonego, jako téż i biegłość jego w przewodniczeniu duszom na drogi doskonałości wstępującym, tłumnie nagromadziła mu Aspirantów. Znaczniejsze miasta włoskie jedne po drugich pragnęły mieć u siebie Serwitów, i wkrótce téż święty Filip kilkanaście klasztorów założył, i z tego powodu chociaż był piątym z rzędu generalnym przełożonym, poczytywany jest powszechnie za założyciela tego świętego zgromadzenia.

Udając się do Rzymu, dla założenia tam klasztoru, spotkał na drodze pod miastem Witerbem trędowatego, który napół nagi leżał na ziemi. Niemając pieniędzy by mógł go wesprzeć, zdjął z siebie zwierzchnią suknię i przykrył nią tego biedaka. Ten tejże chwili odzyskał zdrowie, a pośpieszywszy do miasta, gdzie go wszyscy znali jako ciężkim trądem dotkniętego, cud ten sługi Bożego rozgłosił. Pod tęż porę w Witerbie, zgromadzone było Konklawe z Kardynałów, dla obrania Papieża, po trzechletniém osieroceniu Stolicy apostolskiéj, przez śmierć Klemensa IV. Dowiedziawszy się o przybyciu świętego Filipa, kardynałowie którzy dotąd do ostatecznego wyboru przyjść nie mogli, wszystkie głosy dali na niego, uważając go jako męża z wielkiéj świątobliwości znanego w całych Włoszech. Święty, dowiedziawszy się o tém uszedł w nocy potajemnie, i ukrył się w górach około Sienny, i kiedy wyszedł ztamtąd, dopiéro się dowiedział że niemogąc go odszukać, wybrano na Papieża Grzegorza X. W tém ukryciu dość długi czas przebywał Filip, wiodąc życie najostrzejszych pokutników puszcz egipskich. Żywił się tylko korzonkami leśnemi, a gdy nadeszła susza i wody mu zabrakło, wtedy Święty pomodliwszy się i uderzywszy trzy razy laską w ziemię, wydobył z niéj źródło, które dotąd płynie, ma własność uzdrawiania i jest miejscem kąpieli zwanych Wodami świętego Filipa.

Podczas pobytu na téj puszczy sługi Bożego, objawił mu Pan Bóg iż wolą Jego jest aby on roznosząc cześć przenajświętszéj Panny i po innych krajach, za granicami Włoch Serwitów klasztory pozakładał. Jakoż, gdy powrócił ze swego ukrycia, udał się do Francji, gdzie przyjęty został jako wielki Święty, po wielu miastach miewał kazania z niewymownym pożytkiem wiernych, a szczególnie w Awinionie, Tuluzie i Paryżu. Ztamtąd udał się do Niderlandów, Fryzyi, Saksonii i Niemiec, wszędzie zagrzewając serca do miłości Matki Bożéj, i liczne zakładając bractwa Jéj Siedmiu Boleści.

Po dwóchletniéj takowéj apostolskiéj wyprawie, wrócił de Włoch, i zgromadziwszy na kapitułę generalną swoich ojców, prosił aby go od obowiązku Przełożonego uwolniono, a nowego obrano na jego miejsce. Lecz nietylko ojcowie nie uczynili tego, ale owszem jednogłośnie wybrali go dożywotnym generalnym przełożonym. Święty nie opierał się już dłużéj temu, a korzystając ze zgromadzonego w Lionie Soboru powszechnego, udał się tam aby otrzymać zatwierdzenie swojego zgromadzenia. Uzyskał takowe ze wszelkiemi przywilejami i pochwałami, na jakie sam zakon i Święty który mu przewodniczył zasługiwali.

Wracając z Lionu do Włoch, zatrzymał się w mieście Pistoi, w któréj stronnictwa Gwelfów i Gibelinów waleząc z sobą, krwią zalewały ulicę. Filip, wpływem swoim uspokoił miasto. Podobnież, wysłany do Florencyi przez Papieża Marcina IV, przywrócił pokój temu miastu, i mieszkańców miasta Fosli, zbuntowanych przeciw Papieżowi, skłonił do poddania się i uzyskał dla nich przebaczenie Ojca świętego. Wszystko zaś to, kosztowało go nietylko niemało trudów, lecz i na wielkie naraziło niebezpieczeństwa. W jednéj bowiem z zamieszek, rokoszanie rzucili się na niego, zbili okrutnie i za miasto wyrzucili.

Nakoniec, zbliżała się i ostatnia już godzina jego na téj ziemi, którą mu Pan Bóg objawił. Znajdując się w okolicach Peruzyi, gdzie przebywał Papież Honoryusz IV, udał się Filip do niego, i prosił o błogosławieństwo na śmierć. Ztamtąd przybywszy do klasztoru swojego w mieście Todi, poszedł najprzód do kościoła, i uklęknąwszy przed obrazem Maryi, powiedział: „Tu jest miejsce mojego spoczynku na zawsze.” Nazajutrz zapadł w ciężką gorączkę, a był to dzień Wniebowzięcia Matki Bożéj. W oktawę tejże uroczystości po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, przyciskając do ust krucyfiks, który nazywał księgą swoją, błogosławioną śmiercią zszedł z tego świata, roku Pańskiego 1285. Papież Klemens X w poczet go Świętych zapisał.

Pożytek duchowny

Święty Filip, jak to z żywota jego widziałeś, sam wielkie mając do Matki Bożéj nabożeństwo, Jéj cześć w różnych krajach rozkrzewiał, zakładając w tym celu liczne bractwa o Jéj Siedmiu Boleściach. Proś go, aby i w twojém sercu rozniecił on wielką do przenajświętszéj Maryi Panny miłość, a do tajemnicy Jéj Siedmiu Boleści, szczególne nabożeństwo.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który w błogosławionym Filipie Wyznawcy Twoim, głębokiéj pokory wzór nam pozostawiłeś: daj nam sługom Twoim, za jego przykładem doczesnemi dobrami gardzić, a o niebieskie starać się zawsze. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 711–713.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 669

Święty Filip Benicjusz od najwcześniejszej młodości ćwiczył się w miłości i dobroci wobec wszystkich bliźnich, wobec siebie samego natomiast starał się o jak największą doskonałość w pokucie i umartwieniach. Książką, z której ten Święty czerpał ową mądrość, był krzyż z wizerunkiem rozpiętego na nim Zbawiciela. Słusznie też twierdzić można, że żadna księga nie głosi tak wymownie dwu najprzedniejszych cnót Chrystusowych, tj. Jego miłosierdzia wobec wszystkich ludzi i sprawiedliwości względem samego siebie.

  1. Pan Jezus znosił na krzyżu niewymowne męki z miłosierdzia i litości nad trojaką nędzą gnębiącą cały rodzaj ludzki. Ulitował się bo wiem nad: a) naszą przewrotnością moralną i niemocą, tamującą nam drogę do szczęścia wiecznego. Dlatego też zostawił nam niewyczerpany skarb prawdy i łaski, ułatwiający w ten sposób dostąpienie zbawienia. Ulitował się b) nad naszą skłonnością do grzechu. Ponieważ jako dzieci Adama utraciliśmy prawo do szczęścia wiecznego, Zbawiciel poniósł śmierć bolesną i oswobodził wszystkich wierzących w Niego od grzechu pierworodnego. Ulitował się wreszcie nad c) śmiertelnością naszą. Jako dzieci pierwszych rodziców podlegamy różnym utrapieniom, mozołom i śmierci. Pan Jezus jednakże otworzył tym, którzy są w stanie łaski Niebo i powierzył klucze Niebios Piotrowi. Jak nieprzebrany przeto skarb miłosierdzia widzimy w głębokich Jego ranach, rozpostartych ramionach, konających ustach i otwartym boku!
  2. Pan Jezus cierpiał niesłychane męki na krzyżu dla miłości Boga, przyjął na siebie grzechy świata całego, aby przebłagać Boga za wyrządzoną Mu obrazę i przywrócić Mu cześć przynależną. Boska Jego miłość nie zniosła bowiem, aby obraza i hańba po trzykroć Ojcu niebieskiemu przez stworzenie Jego zadana, nie została odpokutowana. Należny ten dług oddał Zbawiciel, pełniąc przez 33 lata wolę Ojca przedwiecznego, krzewiąc sławę Jego Imienia i czyniąc ofiarę z życia swego, oddając się na przybicie do krzyża.

Pomnąc więc na zasługi Jednorodzonego Syna Twego, spraw miłościwy i dobry Boże, aby krucyfiks i dla nas był otwartą księgą i abyśmy w tej książce podobnie jak święty Filip czytać umieli.

Footnotes:

1

Dzieje VIII 29.

Tags: św Filip Benicjusz „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna powołanie pokora Maryja
2020-05-29

Bł. Humilianny Wdowy Tercyarki reguły św. Franciszka Serafickiego

Żyła około roku Pańskiego 1246.

(Żywot jéj wyjęty jest z Brewiarza Braci Mniejszych świętego Franciszka Serafickiego.)

Błogosławiona Humilianna rodem z Florencyi we Włoszech, pochodziła ze znakomitego i starożytnego rodu hrabiów Czerkiów, (Cerchi). Wychowana była wśród wielkiéj zamożności rodzicielskiego domu, otoczona zbytkami wielkiego świata; lecz że od dzieciństwa miała wpojone zasady żywéj wiary, i szczególnemi od Boga obdarzona była łaskami, od lat najmłodszych wielką okazywała pobożność. Posuwając się w lata, coraz w niéj większy robiła postęp. Doszedłszy wieku młodéj dziewicy, w którym wiele z jéj rówienniczek, a zwłaszcza te którym wyższe położenie w świecie, uroda, wielki majątek i świetność imienia również świetną zapowiada przyszłość, roją tylko o uciechach doczesnych, i za niemi gonią, — Humilianna żywo przejęta uczuciem próżności tego wszystkiego, wzdychała jedynie za samotnością, aby w jak największém odosobnieniu, tém łatwiéj oddać się ćwiczeniom wyższej pobożności i coraz ściśléj jednoczyć się z Bogiem. Zaledwie miała rok szesnasty, gdy wielu z pierwszych rodzin Włoskich młodzieńców, przedstawiło się jako ubiegających się o jéj rękę. Humilianna żadnego przyjąć nie chciała, póki to do jéj własnéj woli zostawiano. Lecz gdy rodzice mający zamiar wydać ją koniecznie za mąż, spostrzegli że nie chce uczynić żadnego wyboru zpomiędzy tak nawet świetnych przedstawiających się jéj związków, sami to uczynili, przyrzekając jéj rękę jednemu z najbogatszych młodych panów Florenckich. Zasmuciło to wielce błogosławioną Humiliannę, lecz że rodzice nadzwyczaj usilnie nalegali na nią aby wyszła za mąż, a nie miała żadnéj wskazówki że Pan Bóg powołuje ją do innego stanu, uległa ich woli, i poślubiła wybranego przez nich małżonka.

W związku tym prawie od pierwszych dni jego zawarcia, spostrzegła Humilianna, jak słusznie się go obawiała. Rodzice zaś jéj przekonali się wkrótce, że zwykle tak bywa, iż gdy dusza jaka powołana do wyłącznego poświęcenia się życiu bogomyślnemu, schybia swego powołania, w stanie w jaki niewłaściwie wstępuje, chociażby on przedstawiał wszelkie warunki tego co szczęściem na téj ziemi zowią, i takiego doczesnego nawet powodzenia nie znajdzie. Jakoż, małżonek Humilianny równy jéj co do świetności urodzenia, jak i ona bardzo bogaty, co się tyczy cnót i obyczajów wcale do niej podobnym nie okazał się. Byłto człowiek bardzo lekkiego prowadzenia się; oddany cały światu i jego płochym uciechom, a przytém najprzykrzejszy w pożyciu domowém. Pojąwszy za żonę anioła dobroci, łagodności i słodyczy; mając w Humiliannie żonę najuleglejszą, która pomimo rażących i grzesznych wad swego męża, była przejęta dla niego największém uszanowaniem i tego ciągłe dawała mu dowody, obchodził się z nią najgorzéj. Co zaś ją najbardziéj bolało, to że i sam zaniedbywał wszelkie obowiązki gorliwego chrześcijanina, i jéj saméj w spełnianiu tych do których nawet jest się ściśle obowiązanym, bezustanne stawił trudności.

Wśród tak smutnego położenia, Humilianna, jedyną ulgę znajdowała w modlitwie, na któréj zaczerpywała łaski potrzebne do znoszenia tak ciężkiego swojego krzyża i przedewszystkiém polecała Matce Bożéj nieszczęsny stan duszy swego zaślepionego małżonka. Po pięciu latach takiego pożycia, przyszło do tego że stracił on całe swoje mienie, i zaciągnął znaczne długi, których zaspokoić nie mógł. To go przyprawiło o wielkie zmartwienie, w skutek którego ciężko zachorował. Wtedy Humilianna nietylko otoczyła go największą troskliwością, jak to było jej obowiązkiem, lecz gdy był blizkim śmierci, a wielkiego doznawał niepokoju na duszy, z powodu że tylu ludzi którzy mu swoje majątki powierzyli ciężko ukrzywdzi nie mogąc długów swoich spłacić, zaofiarowała mu na ten cel, większą cześć swojego posagu. Tak wielka wspaniałomyślność żony, dla któréj, jak to sam wiedział, był mężem najgorszym, poruszyła go do głębi serca, i sprawiła że umarł pojednany z Bogiem i z oznakami szczerego żalu za wszystkie swoje grzechy. Humilianna więc uratowała tym sposobem duszę swojego małżonka, dla któréj zbawienia ofiara majątku jaki uczyniła, wydawała się jéj niczém.

Po śmierci jego wróciła do domu rodziców, gdzie już tą razą bez oporu z ich strony, odmówiła powtórnego związku małżeńskiego który się jéj nastręczał, chociaż chciał go z nią zawrzeć człowiek nie tylko majętny lecz bardzo zacny i gorliwy katolik. Postanowiła już zająć się jedynie wychowaniem córeczki, a zrywając wszelkie stosunki ze światem, oddać się bogomyślności i uczynkom miłosierdzia. Osiadła w odosobnionéj wieży przy pałacu swoich rodziców, i tam wiodła życie jak pustelnica, ciesząc się jedyną swoją dzieciną, która jak w lata tak i w coraz większą pobożność pod jéj okiem wzrastała, patrząc na przykłady wysokiéj świątobliwości matki.

Pod tę porę tylko co zawiązywać się zaczynało we Florencyi bractwo Tercyarek, według Reguły świętego Franciszka Patryarchy Asyskiego. Humilianna, już oddawna zostawała pod przewodnictwem duchownym jednego z kapłanów Zakonu Braci mniejszych, którzy bractwem tém głównie kierowali. Pierwsza więc z kobiet do niego wstąpiła, i habit w kościele świętego Krzyża przyjęła.

Trudno wyrazić jaki szczególnie od téj pory uczyniła postęp w cnotach chrześcijańskich, w których żeby ją coraz lepiéj doświadczyć, wyćwiczyć i utwierdzić, dopuścił Pan Bóg nowe dla niéj doczesne niepowodzenia. Ojciec jéj, człowiek gwałtowny i skutkiem podeszłego wieku dziwak, obchodził się z nią bez litości. Nie tylko wyzuł ją z reszty należącego się jej spadku, lecz tak ją w oczach domowników znieważał, tak sługom kazał ją mieć za nic i w niczém jéj nie słuchać, że doznając od nich ciągle grubiańskiego obchodzenia, od jednéj ze służących została razu pewnego zbita i ciężko w głowę raniona. Co wszystko uchodziło bezkarnie, tém bardziéj że Humilianna nietylko nigdy na to nie skarżyła się, lecz każdą odebraną obelgę, jak i samo pobicie, znosiła z wielkiém weselem na duszy, rada we wszystkiém a szczególnie w znoszeniu krzywd i obelg, podobną być do Boskiego naszego Zbawcy, tyle i tak ciężkich obelg podczas męki Swojéj za nas ponoszącego.

Do takich prób, jakie spodobało się było Panu Bogu zesłać na nią, przyłączyły się długie i dolegliwe choroby, któremi jak ogniem złoto, oczyszczał Pan Bóg i uświęcał coraz bardziej, jednocząc ją z Sobą, tę wybraną sługę Swoję. To wszystko jednak nie przeszkadzało jéj wielkie okazywać dla biednych miłosierdzie, którym niekiedy jedyny posiłek jaki miała dla siebie oddawała, albo zdjąwszy z siebie ubranie, przyodziewała w nie ubogich. Znana w mieście całém jako pani wysokiego rodu, od domu do domu chodziła po jałmużnę, kwestując dla sióstr swoich Tercyarek. Taką miłością Jezusa była przejęta, że nie mogąc, jak tego żywo pragnęła, na chwałę Jego ponieść męczeństwa, zadawała je sobie sama, ciągłemi i nadzwyczajnemi umartwieniami trapiąc ciało. Opływała téż za to w niebieskie dary; bardzo często wpadała w zachwycenie, i wte- dy jużto Pan Jezus, już Matka Boża w objawieniu z nią rozmawiali. Liczne także cuda czyniła, gdyż za jéj modlitwą wielu ciężko chorych zdrowie odzyskało, i kilka razy gdy dla ubogich zabrakło jéj było wina albo oliwy, zamieniała w nie wodę, którą przeżegnała. Zdjęta litością nad pewnym ubogim ciężką chorobą złożonym, uprosiła u Boga, że cierpienia jego w nią przeszły, a on uzdrowiony został. Córeczkę swoję, którą jak najpobożniéj wychowała, nagłą śmiercią dotkniętą wskrzesiła. Widywano także celę jéj podczas gdy się w niéj modliła, niebieską światłością napełnioną. Wszelkie napaści złego ducha, który jéj niekiedy okazywał się, i jużto wyraźnie, już pod zdradzieckiemi pozorami kusił w różny sposób, znakiem krzyża świętego odpędzała.

Miała lat tylko dwadzieścia siedem, kiedy ja pełną cnót i bogatą w zasługi, a więc dojrzałą do Nieba, powołał tam Pan Bóg. Zapadła w ciężką chorobę którą najcierpliwiéj znosiła, nie folgując sobie prawie w żadnych ze zwykłych swoich umartwień, a coraz ściśléj jednocząc się z Panem Jezusem, oddała w ręce Jego ducha, dnia 29 Maja roku Pańskiego 1246. Ciało jéj pochowane zostało w kościele świętego Krzyża, do Braci mniejszych we Florencyi należącym, a po trzech miesiącach, z powodu licznych cudów jakie przy niém zaszły, z wielką uroczystością przeniesiono je i umieszczono, w umyślnie dla niéj sporządzonym w tymże kościele wspaniałym grobowcu. Wierni wielką czcią otaczają grób jéj ciągle cudami słynący, a Papież Inocenty XII w poczet ją błogosławionych zaliczył.

Pożytek duchowny

Zwykle tak bywa, że Pan Bóg te dusze które chce mieć Sobie wyłącznie poświęcone, gdy one w jakowy światowy zawód weszły, dotyka ciężkiemi krzyżami. Jestto dzieło miłosierdzia Bożego, który zamierza tym sposobem uświęcić je koniecznie. Lecz aby tego dostąpić, trzeba tak jakto czyniła błogosławiona Humilianna, spełniać jak najwierniéj obowiązki stanu w jakim się już kto znajduje, i pokornie znosić jego przykrości.

Modlitwa (kościelna)

Wszechmogący i wieczny Boże! słodkości serc naszych, i nagrodo wybranych, któryś błogosławioną Humiliannę Twoją miłością rozgorzałą, najsłodszemi pociechami niebieskiemi napełnił; spraw miłościwie abyśmy za jéj wstawieniem się i przykładem, z Tobą ściśle zjednoczeni, zasłużyli sobie oglądać Twój majestat Boski na wieki. Przez Pana naszego Jezusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 437–439.

Tags: bł Humiliana Cerchi „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wdowa małżeństwo powołanie obowiązki stanu
2020-04-16

Bł. Benedykta Labra Żebraka

Żył około roku Pańskiego 1783.

(Żywot jego był napisany przez Księdza Markoniego, który przez długi czas był jego Ojcem duchownym.)

Błogosławiony Benedykt Józef Labr (Labre) urodził się dnia 26-go Marca 1748 roku we Francyi, w Dyecezyi Bulońskiéj, w małéj wiosce Amette, z pobożnych a niezamożnych rodziców stanu wieśniaczego. W dwunastym roku stryj jego ksiądz Labr, proboszcz parafii Eryńskiéj (Erin) wziął go do siebie, i przysposobił do pierwszéj Komunii świętéj. Od téj pory chłopaczek ten okazywał się bardzo pobożnym i już wtedy zamyślał wstąpić do zakonu. Unikał zwykłych dziecinnemu wiekowi rozrywek, szukał samotności, oddawał się modlitwie, i z największém upodobaniem pobożne książki czytywał. Przytém wielką miał litość nad ubogimi. Jak tylko mógł starał się przychodzić im w pomoc: codziennie ujmował sobie znaczną część pokarmów, aby nią jakiego biednego posilić.

Doszedłszy lat ośmnastu, a sądząc że go Pan Bóg powołuje do stanu zakonnego, powziął zamiar wstąpienia do Trapistów. Lecz że rodzice sprzeciwiali się temu, więc odłożył te zamiary na czas nieco późniejszy. W téj porze morowe powietrze wybuchło w parafii Eryńskiéj. Stryj Benedykta padł ofiarą swojego kapłańskiego poświęcenia dla chorych, a on sam dzień i noc służył im i doglądał ich, narażając się z miłości bliźniego, na wielkie niebezpieczeństwo. Gdy takowe przeszło, Benedykt wrócił do domu, i ponowiwszy swoje usiłowania, otrzymał od rodziców pozwolenie wstąpienia do Zakonu. Udał się przeto do Trapistów, lecz że ich Reguła tak młodych przyjmować nie dozwala, przyjętym nie został. Wtedy osiadł przy wuju swoim, także księdzu, i pobierał tam dalsze nauki.

Odbywająca się w tejże parafii, wkrótce potém misya, rozbudziła w Benedykcie żywsze niż kiedy pragnienie spełnienia koniecznie pobożnego zamiaru poświęcenia się wyłącznie Bogu: poszedł więc do Kartuzyi Montrelskiéj (Montreuil), z zamiarem zostania Kartuzem. Przeor nie chciał go przyjąć, póki nie ukończy szkół wyższych, i nie wyuczy się chóralnego śpiewu. Nie rad był takowéj odwłoce święty młodzieniec: dowiedziawszy się więc że w innym tejże Reguły zakonnéj klasztorze, nie robiono w przyjmowaniu zgłaszających się tyle trudności, tam się udał niezwłocznie. Jakoż, przyjęty został w Kartuzyi Longenewskiéj (Longuenesse), lecz po sześciu tygodniach nie wiadomo z jakiego powodu, wystąpił z nowicyatu. Znowu więc wrócił do domu i począł wieść życie nadzwyczaj umartwione. Ścisłe zachowywał i to codziennie posty, wiele czasu trawił na modlitwie, sypiał na ziemi, a przytém w pracy tak sobie nie folgował, że go matka często upominać musiała, aby więcéj szanował zdrowie. Lecz nie odstępując zamiaru zostania Kartuzem, wykształciwszy się przez ten czas w naukach i wyuczywszy się śpiewu chóralnego, zgłosił się powtórnie do klasztoru Montrelskiego, gdzie ponieważ wymagane przez Przeora warunki były z jego strony dopełnione, przyjętym został. Po sześciu wszakże tygodniach z nowicyatu go wydalono, uznając w nim brak powołania.

Miał już wtedy lat dwadzieścia jeden, więc wiek nie przeszkadzał mu do wstąpienia do Trapistów. Przyjęto go do klasztoru Setfondskiego (Sept-fonds) w roku 1769, gdzie przywdział suknię zakonną przybierając imię Urbana. Atoli i tu nie chciał go mieć Pan Bóg, bo mu inne do uświątobliwienia się przeznaczał drogi. Znalazł tam wprawdzie wszystko czego pragnął: nadzwyczajną ostrość Reguły, najściślejsze jéj zachowanie; ojcowie budowali się jego świątobliwością i byliby go chętnie zatrzymali, lecz długa choroba, w któréj już zdawał się blizkim śmierci, była powodem, że skoro z niéj wyszedł, wydalono go z klasztoru.

Zawiedziony tyle razy w swoich zamysłach lecz spokojny na duszy, bo już wtedy we wszystkiém doskonale poddawał się rozporządzeniom i dopuszczeniom woli Bożej, Benedykt nie wrócił do domu, lecz jeszcze trwając w zamiarze zostania zakonnikiem, udał się do Włoch, zawiadamiając o tém listownie rodziców, żegnając ich na zawsze, i prosząc o błogosławieństwo. Puścił się w tę podróż już bez żadnych zasobów, i o żebranym chlebie.

Najprzód zwiedził Loret, dokąd powiodło go jego serdeczne do Matki Bożej nabożeństwo, i tam w świętym domku w którym Marya mieszkała, i gdzie Syn Boży stał się człowiekiem modląc się długo i gorąco, postanowił już więcéj nie probować życia zakonnego, a prowadzić życie oddane bogomyślności i ostrej pokucie, pozostając na świecie, żyjąc z jałmużny, i zwiedzając z kolei jak najwięcéj miejsc świętych, pielgrzymując od jednego do drugiego jak najuboższy żebrak.

Jakoż z Loretu, dokąd już potém każdego roku stale powracał, udał się do Assyża, gdzie jako szczególny ubóstwa i stanu żebrackiego miłośnik, zatrzymał się dość długo, oddając cześć licznym w tém mieście pamiątkom po świętym Franciszku Serafickim założycielu Zakonu żebrzącego i najwyższym ubóstwa Ewangelicznego przedstawicielu. Tam wpisał się w bractwo Paska świętego Franciszka, i ten po jego śmierci znaleziono na nim. Z Assyża poszedł do Rzymu, gdzie go przyjęto do Domu przytułku świętego Ludwika, przeznaczonego dla ubogich pielgrzymów francuzkich.

Odtąd błogosławiony Benedykt resztę życia swojego spędził w dobrowolném najwyższém ubóstwie, a ciągle swoje pobożne pielgrzymki odbywając, jużto po Włoszech, już po części Niemiec południowych i po Hiszpanii. Każdego roku rozpoczynał je od zwiedzenia Loretu, a co do innych miejsc świętych najczęściéj bywał w Einsilden w Niemczech, i tam długo przy kościele Matki Bożéj, wielkiemi cudami słynącéj, zatrzymywał się, nie tylko dnie całe lecz i noce na modlitwie, przed Jéj ołtarzem przepędzając.

Wszakże w miarę jak się w nim rozwijał duch wysokiéj bogomyślności, uznał że pielgrzymki te, jakkolwiek zbawienne, przeszkadzały mu do wewnętrznego skupienia. W ostatnich więc siedmiu latach swojego życia, już stale zamieszkał w Rzymie, tylko co roku chodził na krótko do Loretu. Prowadził zaś następujący sposób życia:

Prócz swego spowiednika księdza Markoniego i pewnego kupca nazwiskiem Zakarelli, bardzo pobożnego człowieka, nikogo w Rzymie nie znał. Z nikim nie rozmawiał, a w koniecznéj potrzebie na kilku słowach ograniczał się. Nosił odzienie najuboższego żebraka, pokryte łatami i obdarte, przepasując się prostym powrozem. Zimą i latem chodził boso i z gołą głową. W pierwszych trzech latach pobytu swojego w Rzymie, całe dnie przepędzał w kościele, o południu szedł do jednéj z furt klasztornych, przy któréj dostawał małą miseczkę zupy z kawałkiem chleba, co stanowiło całodzienny jego posiłek. Noc przepędzał po zwaliskach starych gmachów, modląc się przez długie godziny, co czynił i w czasach największéj niepogody i przez całą zimę. W skutek tego rodzaju umartwień i prawie ciągłego klęczenia, dostał na obu kolanach wielkich narości, a w całém ciele puchliny. W takim stanie przygarnął go do swego Zakładu ksiądz Moncini, który na każdą noc dawał przytułek dwunastu ubogim. Tam polepszyło mu się zdrowie, chociaż od swojego sposobu życia wcale nie odstępował. W nocy gdy inni spoczywali, on wstawał, i długo się modlił: po rannych pacierzach które wspólnie odprawiano, udawał się do kościoła przenajświętszéj Panny dei snonti, i tam przed wielkim ołtarzem, zawsze na jedném miejscu w którém po śmierci i pochowany został, klęczał do południa, słuchając Mszy świętych i odmawiając swoje pacierze. O południu szedł po posiłek do jakiéj furty klasztornéj, potém chodził do kościoła gdzie bywało Wystawienie, i tam modląc się i czytając pobożne książki, pozostawał do wieczora, a po błogosławieństwie Przenajświętszego Sakramentu, wracał do Zakładu.

Był pokory najgłębszéj: Razu pewnego otrzymał był dość znaczną jałmużnę od przechodzącego, lecz według swego zwyczaju, spotkawszy ubogiego, oddał mu takową. Widząc to ten który mu to wsparcie uczynił, tak się uniósł gniewem iż zbił go bez litości. Benedykt przeniósł tę zniewagę i jednego słowa skargi nie wyrzekłszy. Inną razą, stróż umiatający ulicę, rozgniewany że Benedykt nie chcący zawadził o śmiecisko, tak go silnie uderzył, iż go rozkrwawił. Sługa Boży nie obejrzał się nawet, kto go tak skrzywdził. Widząc w Kolizeum gdzie się znajdują najświętsze pamiątki, uliczników znieważających to święte miejsce, upomniał ich z wielką łagodnością. Ci pogonili za nim i kamieniami na niego ciskać zaczęli. Jeden z przechodzących chciał go bronić od tych napastników, lecz Benedykt rzekł do niego: „daj im pokój; gdybyś mnie znał, i sam podobniebyś jak oni ze mną postąpił.”

W wielką środę roku 1783, błogosławiony ten żebrak, według swego zwyczaju przyjąwszy Komunią świętą, cały ranek spędził w kościele przenajświętszéj Panny dei monti. W południe wychodząc ztamtąd, zemdlał i upadł na schodach. Zaniesiono go do domu Zakarellego, owego kupca który był bardzo dla niego łaskawym. Tam przywołano Proboszcza który mu udzielił ostatnie Sakramenta święte, a pod wieczór kiedy odmawiano przy nim Litanią do Matki Bożéj, i gdy przyszło do tego wiersza: Święta Maryo! módl się za nami, wierny ten sługa Maryi, zasnął spokojnie w Panu. Umarł 16-go Kwietnia roku Pańskiego 1783 mając lat trzydzieści i pięć.

Wielkie i liczne cuda jakie zaraz po jego śmierci objawiły się przy jego grobie, skłoniły Stolicę Apostolską do zarządzenia procesu kanonicznego o jego świątobliwości, w skutek którego wpisany został w poczet Błogosławionych przez ojca świętego Piusa IX w roku 1859.

Pożytek duchowny

Z dwóch powodów raczył Pan Bóg, w czasach nie bardzo od nas odległych, wskrzesić tego świętego żebraka: a to abyśmy więdzieli że w każdym stanie można się uświątobliwić, i żebyśmy ubogimi zmuszonymi żebrać nie pogardzali, bo i między nimi mogą się znaleźć dusze bardzo miłe Bogu.

Modlitwa (kościelna)

Bożel Któryś błogosławionego Józefa Benedykta wyznawcę Twojego, przez ćwiczenie się w pokorze i zamiłowanie ubóstwa, z Sobą najściśléj zjednoczył; daj nam za jego zasługami, abyśmy tém co ziemskie gardzili, a zawsze to co niebieskie miłowali. Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 296–298.

Tags: bł Benedykt Labre „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna powołanie ubóstwo
2020-02-28

Św. Romana Opata

Żył około roku Pańskiego 460.

Pożytek duchowny

Święty Roman, ustępując placu złemu duchowi, opuścił był miejsce, na które osiadł aby Boga chwalić: lecz usłuchawszy zbawiennego upomnienia, powrócił na nie, i wielkim Świętym został. Kto raz, poznawszy co do siebie wolę Bożą, stosownie do niéj obrał jaki zawód, powinien pamiętać, że im dla duszy jego jest on korzystniejszym, tém usilniéj szatan będzie się starał odwieść go od takowego.

Modlitwa

Boże! któryś błogosławionego Romana, w zawodzie jego utwierdzając, do wysokiéj doprowadził świątobliwości; daj nam za jego przykładem i pośrednictwem, raz zgodnie z wolą Twoją rozpocząwszy jaki zawód, trwać w nim statecznie, i obowiązki jego jak najwierniéj spełniać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 150.

Tags: św Roman „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat wytrwałość powołanie pokusy
2020-02-11

Św. Eufrozyny Dziewicy

Żyła około roku Pańskiego 430.

Pożytek duchowny

Postępek świętéj Eufrozyny, która przebrawszy się w męskie suknie płeć swoję zataiła, lubo w ogólności naganny, nie poczytał jéj Pan Bóg za złe, gdyż go ona użyła jedynie w celu pójścia za swojém powołaniem. Uczmy się z tego, jak dalece w podobnym razie dziecko każde powinno przekładać wolę Bożą nad wolę rodziców, a z drugiéj strony poznajmy jak ciężko zawiniają rodzice, gdy opierając się woli Bożéj, powołującéj do wyłącznéj służby swojéj ich dzieci, zmuszają je przez to do ostatecznych jakich kroków, aby powołania swego nie schybiły.

Modlitwa

Boże! Któryś świętą Eufrozynę dziwnemi drogami do służenia Ci według woli Twojéj powołać raczył; daj nam za jéj wstawieniem się, dobrze rozpoznać jak Ci służyć mamy, i udziel łaski abyśmy, poznawszy w téj mierze wolę Twoję, jak najwierniéj ją spełnili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 110.

Tags: św Eufrozyna dziewica „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna rodzice powołanie
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.