Citatio.pl

Wpisy z tagiem "relikwie":

2020-10-03

Św. Gerarda, opata

Żył około roku Pańskiego 959.

(Żywot jego napisany był przez świętego Odona, Opata Klunaceńskiego)

Święty Gerard syn Stancyusza spokrewnionego z panującemi książętami niższéj południowéj Asturyi i Plektrudy siostry Stefana Biskupa Tygreńskiego, przyszedł na świat przy końcu wieku IX. Urodził się w małéj wiosce Staves w hrabstwie Namur we Francyi. Wychowany odpowiednio do zamożnego stanu z jakiego pochodził, wykształcony starannie w świeckich naukach, od lat najmłodszych odznaczał się wielką pobożnością. Szczególnie jaśniała w nim cnota świętéj czystości z któréj tak był znanym, że najlekkomyślniejsi młodzieńcy w obecności jego najskromniéj się zachowywali; a jeśli który z nich ośmielił się wyrzec jakie słowo było trochę obrażające skromność, rumieniec jaki wtedy okrywał twarz młodego Gerarda, powstrzymywał tego rodzaju żarty lub rozmowy.

Młodym był jeszcze, gdy z woli rodziców rozpoczął zawód wojskowy, któremu podówczas synowie wszystkich znakomitych rodzin się oddawali. Dwór Beranżera hrabiego udzielnego Flandryi, uchodził wtedy za najświetniejszy w całéj Europie. Tam posłano Gerarda dla nabrania jak najwykwintniejszéj ogłady światowéj. Przebywanie na takowym jak go nazywają wielkim świecie, który jest zwykle burzliwym polem na którém skromność młodzieńca szwank odnosi, dla Gerarda silnie utwierdzonego w cnocie, nie stało się niebezpieczném. Na dworze tym odznaczył się jako wzorowy młodzieniec chrześcijański, i tak umiał godzić obowiązki swojego świeckiego zawodu, z obowiązkami doskonałego chrześcijanina, że podczas całego we Flandryi pobytu w pobożności wcale nie ostygł. Owszem bliżéj przypatrując się ułudnym wielkościom ziemskim, i lepiéj poznając niebezpieczeństwa jakie dusze wśród gwaru światowego spotykają, już wtedy postanowił poświęcić się na wyłączną służbę Panu Bogu.

Wracając razu pewnego z polowania w okolicach miasta Namur stolicy Flandryi, napotkał przy drodze w miejscu zwaném Brogne, małą kapliczkę wybudowaną przez króla Pepina. Wszedł do niéj aby się pomodlić. Strudzony długą drogą którą dopiéro co odbył, usnął, a we śnie ukazał mu się święty Piotr, nakazując aby na tém miejscu zbudował kościół, i postarał się umieścić w nim relikwie świętego Eugeniusza Męczennika, a książęcia Apostołów ucznia. Przebudziwszy się, tém bardziéj zdziwiony był widzeniem takowém, że o świętym Eugeniuszu nigdy nie nie słyszał, i nie wiedział gdzie jego są zwłoki. Lecz spełniając wiernie rozkaz świętego Piotra, niezwłocznie nabył tę miejscowość, wybudował tam wspaniały kościół i uposażył hojnie, dla utrzymania przy nim kilku duchownych, którzy go obsługiwać mieli. W kościele tym, co tylko miał wolnego czasu najchętniéj przebywał na modlitwie, a że był bardzo miłosierny a przytém bogaty, wszystkich ubogich w całéj okolicy z wielką wspaniałomyślnością wspierał.

Hrabiemu Flandryi wypadła: potrzeba wyprawienia posła do Roberta książęcia Paryża, dla załatwienia z nim pewnych spraw wielkiéj wagi. Ze wszystkich dworzan w największych łaskach był u niego Gerard, który i do przybocznéj rady jako panującego należał: jego więc do tego użył. Chcąc zaś aby on świetnie w Paryżu pana Swego przedstawiał, wysłał go tam z licznym pocztem sług i bogatych zaprzęgów.

Wszakże, gdy Gerard przybył do Paryża, rozłączył się z tym swoim dworem i pilnie zająwszy się przeprowadzeniem powierzonéj mu sprawy, objął mieszkanie w Opactwie świętego Dyonizego, aby przez ten czas nacieszyć się samotnością, za którą i na dworze hrabiego Flandryi ciągle wzdychał. Uczęszczając tam wraz z zakonnikami na pacierze do chóru tak dzienne jako i nocne, zauważył iż w modlitwach wtedy odmawianych, wspominano o świętym Eugeniuszu Męczenniku, o którym jak to wyżéj wspomnieliśmy, w widzeniu jakie miał niegdyś, święty Piotr mu był powiedział. To mu przypomniało także i polecenie jakie odebrał wtedy od tegoż Apostoła, co się tyczy relikwii świętego Eugeniusza. Pytał więc zakonników w których był opactwie, kto był święty Eugeniusz i gdzieby można znaleźć jego zwłoki. Dowiedział się że był on jednym z uczniów Świętego Piotra, że wkrótce po nim za wiarę świętą umęczony został, i że Relikwie jego znajdują się w témże opactwie świętego Dyonizego. Uradowany Gerard z téj wiadomości która go i o prawdziwości widzenia jakie miał tém bardziéj upewniła, że ze szczególnego rozporządzenia Boskiego, najniespodzianiéj dostał się do miejsca gdzie zwłoki świętego Eugeniusza były przechowywane opowiedział zakonnikom jakie miał objawienie, i oświadczył iż pragnąłby przenieść te relikwie do kościoła w Brogne, który głównie na ten cel wystawił. Wszakże Opat świętego Dyonizogo i wszyscy zakonnicy przystać na to nie mogli, nie chcąc pozbawiać się tak drogiego dla nich zabytku. Gerard zaś po załatwieniu z księciem Paryża sprawy w któréj był wysłany wrócił do Flandryi, nietracąc jednak nadziei że prędzéj czy późniéj Relikwie świętego Eugeniusza dostaną się kościołowi który dla niego wybudował.

Lecz z pobytu swojego w Opactwie świętego Dyonizego, chociaż nie otrzymał świętości jakich sobie życzył, odniósł jednak inną wielką korzyść. Wyszedł ztamtad ze stałém postanowieniem wstąpienia do zakonu. A że przypatrując się zblizka życiu jakie prowadzili zakonnicy Opactwa świętego Dyonizego, znalazł w tém zgromadzeniu najściślejszą karność zakonną, wielką ostrość życia, i najzupełniejsze od świata odosobnienie, więc umyślił w tymże klasztorze przyjąć suknię zakonną. Powróciwszy tedy na dwór hrabiego Beranżera, postanowił niezwłocznie zamiar swój doprowadzić do skutku, w którego spełnieniu stawać mu mogło na przeszkodzie tylko wielkie do niego tegoż hrabiego przywiązanie. Od początku swojego na tym dworze pobytu, stał się on nie tylko największym hrabiego ulubieńcem, lecz najbliższym przyjacielem. Byłto bowiem pan wielkiéj pobożności, który wysokie cnoty Gerarda umiał jak należy ocenić i serdecznie go pokochał. Wszakże, skoro się dowiedział że ten jego najulubieńszy dworzanin miał zamiar poświęcić się na wyłączną służbę Rogu w zakonie, nietylko mu żadnych w téj mierze nie stawił trudności, nietylko go od tego nie odwodził, lecz jak to na człowieka żywéj wiary przystało, utwierdził go w jego świętych zamiarach, i ze łzami wprawdzie w oczach, lecz co prędzéj sam do klasztoru wyprawił. Gerard udał się tam bez zwłoki, zboczywszy tylko na chwilę do wuja swojego Biskupa Tygrieńskiego, aby na nowy zawód jaki rozpoczynał otrzymać od niego błogosławieństwo.

Zgromadzenie ojców w Opactwie świętego Dyonizego, przyjęło z otwartemi rękami męża ze wszech miar tak znakomitego, a już słynącego z wielkiéj świątobliwości. On zaś przywdziewając suknię świętego Benedykta, od samego nowicyatu jakby go już dawno był przebył, zajaśniał cnotami doskonałego zakonnika. Wiedząc iż jako pochodzącemu ze znakomitego i zamożnego rodu, przedewszystkiém trzeba ćwiczyć się w cnocie pokory, w téj cnocie głównie celował, a i we wszystkich innych których ona jest podstawą wysoko zajaśniał. Wyświęcenie na kapłaństwo jeszcze więcéj rozżywiło w nim pobożność, ducha umartwienia i doskonałego zaparcia. Codziennie sprawując przenajświętszą ofiarę, zalewał się wśród niéj słodkiemi łzami, i z takim ją odprawiał skupieniem, że sam widok jego przy ołtarzu, był jakby najwymowniejszą nauką z jaką czcią dla téj tajemnicy każdy być powinien.

Lecz gdy tak w tém cichém ustroniu święty Gerard szedł drogą coraz wyższéj doskonałości zakonnéj, i w klasztorze spędził już był lat kilka, odżywiła się w jego myśli pamięć widzenia jakie miał w kaplicy w Brogne, równie jak i silne pragnienie spełnienia koniecznie danego mu wtedy przez Świętego Piotra polecenia. Na jednéj więc z kapituł zakonnych, za pozwoleniem Opata, zabrawszy głos, wobec wszystkich ojców opowiedział to swoje widzenie, objawiając przytém chęć spełnienia rozkazu jaki wtedy odebrał. Wszystko to przedstawił tak żywo, i oraz Pan Bóg taką moc dał słowom jego, że zakonnicy jednogłośnie zgodzili się aby jego żądaniu zadość uczynić, gdyż żaden nie miał serca odmówić prośbie brata, którego wszyscy dla jego wysokiéj świątobliwości w szczególném mieli poważaniu. Pan Bóg zaś w którego ręku są serca wszystkich, w ten sposób pokierował wolą tych ojców, gdyż miał w tém na celu większą chwałę Swoję i pożytek dusz wiernych, przez umieszczenie zakonników świętego Benedykta przy kościele w Brogne, a następnie i w wielu innych miejscowościach w ojczyznie Gerarda.

Jakoż, święty Gerard otrzymawszy to czego od tak dawna całém sercem pragnął, przeniósł Relikwie świętego Eugeniusza do swojego kościoła w Brogne. Cuda jakie tam niezwłocznie zaszły, ściągały do tego kościoła wielkie tłumy ludu, a gdy umieszczeni przy nim pierwotnie przez świętego Gerarda duchowni okazali się temu niechętni, Gerard za upoważnieniem Biskupa miejscowego, wydaliwszy ich ztamtąd Benedyktynów sprowadził, co dało początek sławnemu z czasem Opactwu Brogneńskiemu. Nasz święty został jego pierwszym Opatem, chociaż długo się temu opierał, a gdy zewsząd zaczęli garnąć się do niego jużto Prałaci okoliczni, już najznakomitsi panowie podający się pod jego przewodnictwo duchowne, urządził sobie w osobném miejscu w lasach do klasztoru należących pustelnię, i tam, o ile mu obowiązki opackie dozwalały, wiódł życie ostréj pokucie i bogomyślności tylko oddane.

Wszakże niedługo mógł téj ciszy zażywać. Biskupi okoliczni wzywali go z jednéj dyecezyi do dragiéj, jużto dla zakładania nowych klasztorów Benedyktyńskich, już dla zaprowadzenia w dawnych upadłéj karności zakonnéj. Przez lat dwadzieścia poświęcał się temu Gerard, jak z niewymownym dla zakonów pożytkiem, tak z tém większą dla siebie zasługą gdyż wiadomo że trudniéj jest w rozwolnioném zgromadzeniu klasztorném wprowadzić nanowo zachwianą karność, niż założyć nowy zakon z całą jéj ścisłością. W końcu jednak nasz Święty nietylko założył kilka klasztorów nowych, lecz w przeszło dwudziestu przywrócił najściślejsze zachowanie ustaw, tak że cała ówczesna Flandrya poczytuje go za odnowiciela w zakonach ducha świętego Benedykta i jakby za drugiego tychże zgromadzeń Patryarchę.

Znękany ciężkiemi trudami i ostrą przez całe życie pokutą, w podeszłym będąc już wieku, Gerard przedsięwziął podróż do Rzymu, dla otrzymania ostatecznego zatwierdzenia tak świeżo założonych przez niego klasztorów, jak i zreformowanych. Po powrocie zwiedził raz jeszcze wszystkie, a złożywszy godność opacką, zamknął się w swojéj pustelni przy klasztorze w Brogne. Tam już w najściślejszém żyjąc odosobnieniu, gotował się tylko na śmierć. Gdy ostatnia jego godzina nadeszła, zawołał braci, dał im najzbawienniejsze upomnienia, pobłogosławił i śmiercią sprawiedliwych zszedł z tego świata. Umarł 3 Października roku Pańskiego 959.

Pożytek duchowny

Rumieniec jakim okrywała się twarz świętego Gerarda, gdy w jego obecności ośmielał się kto nieskromném wyrażeniem obrażać cnotę świętéj czystości, powstrzymywał od tego i najlekkomyślniejszych. Staraj się i ty w takich razach tak się zachować, abyś tego rodzaju obrazy Bożéj nie był uczestnikiem.

Modlitwa

Boże któryś błogosławionego Gerarda Opata, cnotą świętéj czystości od lat najmłodszych przyozdobić raczył; daj nam za jego przykładem i pośrednictwem, czystém sercem i nieskażoném ciałem wiernie Ci służyć. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 844–846.

Nauka moralna

Tags: św Gerard Sagredo „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat czystość relikwie św Eugeniusz pokora
2020-09-19

Św. Januarego i jego Towarzyszy Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 305.

(Żywot ich był napiany przez Jana Dyakona, i znajduje się u Bollandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święty January, który żył przy końcu trzeciego wieku, był rodem z Benewento we Włoszech. Rodzice jego pochodzili ze starożytnego rodu Samnitów, którzy dawno tę krainę mieli w posiadaniu, i byli to bardzo zamożni i wzorowi chrześcijanie. O latach młodości świętego Januarego żadnych nie posiadamy szczegółów. To tylko wiadomo że gdy w Benewencie umarł Biskup, duchowieństwo jednogłośnie obrało na jego miejsce Januarego, już wtedy znanego powszechnie jako kapłana wysokiéj świątobliwości. Długo wzbraniał się on nie chcąc przyjąć téj godności, aż zmuszony był uledz wyraźnemu rozkazowi Świętego Marcellina Papieża.

Skoro zasiadł na stolicy biskupiéj, dowiódł że go sam Pan Bóg na nią powołał. Były to czasy prześladowania Kościoła, za cesarzów Dyoklecyana i Maksymina, święty January miał więc obszerne pole dla swój gorliwości i poświęcenie dla dusz, które mu Pan Bóg powierzył. A że wysokie cnoty jego, zjednały mu były szacunek nawet u pogan, skorzystał z tego, i pomimo srogości jakich się dopuszczano względem chrześcijan, wielu niewiernych pozyskał Kościołowi. Wielka jego gorliwość o zbawienie bliźnich, nie ograniczała się nawet na jego własnéj dyecezyi. Jak tylko dowiedział się że w jakiém mieście prześladowanie więcéj się rozszerzyło, i z tego powodu wierni z większą trudnością mogli odbierać usługi duchowne, spieszył tam, i sprawując skrycie święto obrzędy, udzielając Sakramenta, utwierdzał wiernych w wytrwałości, hojnemi przytém jałmużnami ich wspierając.

W jednéj z takich świętych wycieczek swoich, będąc w mieście Miscenie, zapoznał się z pewnym dyakonem nazwiskiem Socyusz; wielkiéj świątobliwości młodzieńcem. Razu pewnego, gdy ten czytał ludowi Ewangelią Świętą, January ujrzał płomień cudowny unoszący się nad jego głową, z czego przepowiedział mu, że męczeńską śmiercią umrze. Jakoż wkrótce potém, Socyusz oskarżony został przed Wielkorządcą cesarskim jako chrześcijanin i uwięziony. Wielkorządca z początku chciał go ująć łagodnemi słowy: lecz gdy ani to, ani groźby niemogły zachwiać jego stałości, kazał go okrutnie ubiczować, i wydać na tortury. Święty dyakon zniósł te wszystkie katusze mężnie, szydząc sobie z mąk mu zadawanych, i wtedy tyran kazał go odprowadzić do więzienia w Puzzolli, a tymczasem daléj jego sprawę ciągnąć. Skoro to doszło do wiadomości chrześcijan, wielu z nich pośpieszyło do więzienia aby odwiedzić Socyusza, a najdłużéj tam z nim przebywali dyakon Perkulus i dwóch mieszczan, Eutychen i Akucy. Dowiedziewszy się o tém Wielkorządca, kazał i tych uwięzić, i zbił ich okrutnie, mając zamiar wkrótce na śmierć skazać.

Święty January na wieść że dyakon Socyusz był uwięziony, i że już mężnie przebył okrutne męki, w których zachował się jak godny wyznawca Chrystusa, poszedł do więzienia, aby go uczcić, pocieszyć i zanieść mu jakie wsparcie jeśli tego potrzebuje. Wkrótce téż Pan Bóg nagrodził mu tę miłość.

Przybył wtenczas do Misceny nowy Wielkorządca nazwiskiem Tymoteusz, któremu doniesiono że January mianując się Biskupem Benewentu, znajduje się tu od niejakiego czasu i nietylko utwierdza chrześcijan w ich wierze, lecz nawet wielu pogan nawrócił. Tymoteusz na wieść takową srodze rozgniewany, kazał niezwłocznie stawić przed sobą Januarego, żądając aby złożył ofiarę bożkom. Święty ani słyszéć o tém nie chciał; więc tyran skazał go na spalenie. Wyrok wykonano niezwłocznie: wrzucono Januarego w stos rozpalony, w którym długo przebywszy, wyszedł tak nietknięty, że ani odzież, ani jeden włos na głowie jego spalonym nie był. Zdziwiony takim cudem Wielkorządca, przypisując go czarnoksięztwu, zadał niesłychaną męczarnię Januaremu. Kazał mu nerwy z ciała wyrywać, a gdy sługa Boży wytrwał i tę mękę bez wzruszenia i jakby jéj nie czuł wcale, kazał go zaprowadzić do więzienia, mając zamiar zadać ma późniéj jeszcze sroższe katusze.

Gdy wieść o tém wszystkiém doszła do wiernych w Benewencie, ci wysłali do Januarego w imieniu swojém, dyakona Posta i lektora kościelnego Dydyusza. Lecz skoro przybyli do Misceny, Tymoteusz i ich kazał schwytać i stawić przed sobą, zapytując kto są i w jakim celu przyszli. Święci ma powiedzieli: „Jesteśmy chrześcijanami: sługami Kościoła którego Biskupem jest January. Przybyliśmy aby go odwiedzić w więzieniu, w nadziei że Pan Bóg da nam tę łaskę, że mu wiernie towarzyszyć będziemy nawet i w mękach jakie ma ponieść.” Wielkorządca w większą jeszcze złość wpadłszy, gdy usłyszał tak śmiałą i stanowczą odpowiedź, kazał i ich okuć w kajdany, i razem z Januarym prowadzić przed swoim wozem, jadąc na plac publiczny, gdzie miał ich wydać na pożarcie dzikim zwierzętom.

Gdy ma placu tym stanęli, święty January rzekł do swoich towarzyszy: „Cieszmy się bracia: oto dzień naszego trymmfu. Walczmy mężnie z wiarę w Jezusa Chrystusa, i nie żałujmy krwi naszéj za Tego, który nam dał życie. Pan Bóg nas tu przysłał, aby wasz Pasterz miał przy sobie swoje owieczki, i aby Biskup nie składał ofiary z życia Chrystusowi, bez swojego dyakona i lektora. Nie lękajmy się mąk które nas czekają, dochowajmy wiary naszemu Boskiemu Mistrzowi. W nim jednym całą naszą ufność złóżmy, i wsparci Jego łaską śmiało idźmy na śmierć.” Zaledwie Święty te słowa wymówił, aż oto wypuszczono na nich rozjuszone zwierzęta, w obecności wielkiego tłumu ludu przybyłego na to widowisko. Były tam lwy, tygrysy i lamparty, które wygłodzone przez dni kilka, z wielkim rykiem rzuciły się na Chrystusowych wyznawców. Lecz skoro się do nich zbliżyły, popadały na ziemię, lizały im nogi, głaskały ich ogonami, żadnego z nich nie tykając. Na widok tak wielkiego cudu poganie zaczęli wołać: „Bóg chrześcijański, jest prawdziwym Bogiem! Cud taki dziełem czarnoksięztwa być nie może.” Co słysząc tyran, z obawy większego wzburzenia w ludzie, kazał ich wyprowadzić z tego placu i ściąć za miastem.

Gdy ich tam wiedziono, święty January przechodząc przed Wielkorządcą, pomodlił się do Pana Boga, aby dla objawienia swojéj mocy, zesłał na Tymoteusza ślepotę. Ten w tejże chwili zaniewidział. Kara tak niezwłoczna i cudownie na niego zesłana, opamiętała go na chwilę. Poznał on moc Bożą i prawdziwość wiary chrześcijańskiéj; kazał więc wstrzymać wyrok śmierci wydany na Świętych, a udawszy się do swego pałacu, przyzwał Januarego, i rzekł do niego z pokorą: „January, który cześć oddajesz Wszechmocnemu Bogu, pomódl się do Niego, aby mi wzrok przywrócił, gdy mi go odjął za karę moich zbrodni.” Święty aby znowu objawić moc Bożą, pomodlił się, i Tymoteusz wnet wzrok odzyskał. Cud ten tegoż dnia pięć tysięcy pogan nawrócił. Lecz w ich liczbie nie był Tymoteusz. Obawiając się aby oszczędzeniem świętych Męczenników, których sprawa już wielkiego rozgłosu nabrała, nie ściągnął na siebie niełaski cesarskiéj, dał tajemnie rozkaz swoim urzędnikom, aby wyrok śmierci na nich wydany, coprędzéj spełnili.

Kiedy wiedziono ich na plac zwany Wulkańskim gdzie mieli być straceni, pewien pobożny starzec chrześcijanin upadł Januaremu do nóg, i płacząc prosił go aby mu dał cokolwiek z rzeczy które ma przy sobie, aby to mógł zachować w domu jako drogą relikwię. Święty odpowiedział mu: „Mam tylko chustkę którą będę musiał zawiązać sobie oczy; lecz przyrzekam ci że po mojéj śmierci ją otrzymasz.” Przybywszy na plac tracenia, sługa Boży, chustką zawiązał sobie oczy, i wymawiając te słowa Psalmu Pańskiego: „W ręce Twoje Panie polecam ducha mojego” 1, ścięty został wraz ze swoimi towarzyszami, Szymonem, Festem, Proklem dyakonami, Dydyuszem lektorem, Eustachym i Aleksym mieszczanami, 19 Września roku Pańskiego 305.

Kat, który słyszał był rozmowę Januarego z owym starcem, zdjąwszy mu chustkę z oczu, zdeptał ją mówiąc szydersko do trupa: „Pójdź teraz i oddaj ją temu któremuś ją obiecał.” Lecz wróciwszy do miasta, wielce się ździwił gdy ją całą skrwawioną ujrzał w ręku starca, któremu sam January ją przyniósł.

Chrześcijanie z miast z których pochodzili ci święci Męczennicy, wysłali po ich ciała. Relikwie świętych Prokla, Eutycha i Aleucego, pozostały w Puzzoli, świętych Festa i Dydyusza zaniesiono do Benewentu, Socyusza do Misceny, a świętego Januarego do Neapolu, gdzie złożono je w kościele katedralnym, i obrano go za głównego Patrona a szczególnie przeciw wybuchom góry ognistéj pod tym grodem będącéj, zwanéj Wezuwiuszem. Odtąd téż ile razy ten straszny wulkan grozi zniszczeniem miastu, mieszkańcy wystawiają do czci publicznéj Relikwie Świętego Januarego, i processyonalnie po ulicach je obnoszą. W wielu też już razach, za jego pośrednictwem, cudownie od téj klęski uwolnieni byli. W jednym szczególnie z takich wybuchów doznali cudownéj jego opieki. Straszny ogień wyrzucony przez Wezuwiusz groził zniszczeniem nietylko Neapolowi, ale i dalszym okolicom; lecz za zbliżeniem się do niego procesyi z Relikwiami świętego Januarego, płomienie raptem nietylko się wstrzymały, lecz napowrót do otchłani krateru wróciły i zagasły, wydając straszny dym z popiołem, który aż do brzegów Afryki, Syryi i Egiptu dolatywał. Prócz tego inny jeszcze cud przy Relikwiach jego powtarza się i to bardzo często. Krew tego świętego Męczennika zasuszona, jest przechowywaną w szklannéj zamkniętéj flaszeczce, gdy z tém naczyniem postawią ją przed jego głową, staje się płynną, i kipi jak woda wrząca. Cud ten właśnie miał miejsce i w roku w którym to piszemy (1872) jak to niedawno głosiły wszystkie pisma publiczne.

Pożytek duchowny

Święci Fentus i Dydyas, jak to dopiéro czytałeś, przyszli odwiedzić i pocieszyć świętego Januarego swojego Biskupa, kiedy trzymany w więzieniu miał być umęczonym, i uczynili to wiedząc nawet że za ten czyn miłości i czci względem swojego Pasterza, i ich podobnież niebezpieczeństwo czeka. Nie odmawiajże pociechy nawiedzania osób w strapieniu będących przynajmniej wtedy, gdy spełniając uczynek tego rodzaju miłosierdzia chrześcijańskiego, nie tyko jakiem wielkiem ale zgoła żadnem, nia jesteś zagrożony niebezpieczeństwem.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas doroczną błogosławionych Męczenników Twoich Januarego i towarzyszy jego, uroczystością pocieszasz; spraw miłościwie, abyśmy uciekając się do ich pośrednictwa, przykładem cnót ich do wiernéj Tobie służby się pobudzili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 796–798.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 749

  1. Cześć oddawana relikwiom jest czcią prawdziwą, wewnętrzną, uprawnioną, pochodzącą z wiary w zbawienie człowieka przez najświętszą krew Jezusa. Czcimy ciała Świętych jako przybytek Ducha św., jako ciała ludzi, którzy używali w pełni łask sakramentalnych, mieli nadprzyrodzone zasługi, słynęli z bohaterskich cnót i znosili niesłychane udręczenia z niebiańską pokorą i poświęceniem. Cześć taka jest wyrazem wdzięczności, podziwu i radości ze wspólnictwa, w jakim z nimi pozostajemy przez odrodzenie się w duchu. Święty Ambroży mówi: „Jeśli mnie zapytasz, co wielbię i co czczę w spróchniałym i stoczonym ciele, o które Bóg się nie troszczy, wtedy odpowiem ci: Wielbię w ciele Męczennika zarosłe blizny, które otrzymał w imię Chrystusa; wielbię pamiątkę wiekopomnych cnót jego, wielbię szczątki uświęcone żywą wiarą wyznawcy, wielbię ciało, które mnie uczy kochać Boga i niczego w imię Jego się nie lękać. Czemuż by nie mieli wierni czcić ciała, którego obawiają się szatani, co je brali na tortury? – Cześć relikwii jest tak dawna jak Kościół. Sama przecież Najświętsza Panna wielbiła pod krzyżem ciało swego Boskiego Syna i niewątpliwie przechowywała pozostałe po Nim pamiątki z należną czcią.
  2. Sobór trydencki oświadczył, że ciała Świętych świadczą ludziom wielorakie dobrodziejstwa, i że wyklęci są z Kościoła ci, którzy twierdzą, że cześć oddawana szczątkom i pozostałym po Świętych pamiątkom jest niepotrzebna i nie przynosi żadnej korzyści. Jest rzeczą niewątpliwą i popartą niezliczonymi dowodami, że wielu chrześcijan wskutek pobożnego dotknięcia świętych relikwii doznało rozlicznych łask na ciele i duszy. Doktor Kościoła św. Jan z Damaszku mówi: „Jezus Chrystus dał nam w relikwiach Świętych zbawienne źródła, z których na nas spływają wielorakie dobrodziejstwa. Relikwie te wyganiają z ciał złego ducha, leczą niemoce i kalectwa, uzdrawiają chorych, przywracają wzrok niewidomym, uwalniają od trądu, odpędzają pokusy, koją smutki i utrapienia. Za przyczyną Świętych zyskują chrześcijanie, mający silną wiarę, rozliczne dary od Ojca niebieskiego. Wszyscy Ojcowie Kościoła godzą się na to, że kto czci Świętych Pańskich w ich relikwiach, a ich relikwie w imię Świętych Pańskich, ten zyskuje tym samym ich opiekę, wyjednywa sobie u nich wstawienie się do Boga i staje się godniejszym łask i dobrodziejstw, jakimi Bóg nagradza tych, którzy wiernie Go się trzymają”.

Footnotes:

1

Łuk. XXIII. 46.

Tags: św January z Benewentu „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik biskup relikwie
2020-09-04

Św. Rozalii Dziewicy, Patronki od morowego powietrza

Żyła około roku Pańskiego 1160.

(Żywot jéj znajduje się u Bolandystów pod dniem dzisiejszym.)

Święta Rozalia pochodziła z cesarskiego rodu Karola Wielkiego. Ojciec jéj Sinibaldo, zamożny pan słynący z wielkiéj odwagi i świetnych czynów rycerskich, był potomkiem książąt włoskich, których ten cesarz po zdobyciu Włoch, w tym kraju obsadził. Roger II, król sycylijski, przyciągnął go na dwór swój, a chcąc go lepiéj do siebie przywiązać, wydał za niego blizką swoję krewnę, i uczynił go udzielnym panem księstwa Kwistwina, Rose i Pelegryno, przydając do tego i przepyszny Zamek w okolicach Palermo zwany Oliwella, lecz wymagał aby w jego własnym pałacu mieszkał, jako należący do jego rodziny. W tymto więc królewskim dworze przyszła na świat święta Rozalia, około roku Pańskiego 1130. W objawieniu jakie miała matka przed jéj urodzeniem, Anioł zapowiedział jéj że będzie miała córkę wielkiéj świątobliwości, i kazał nadać jéj imię Rozalia, podówczas jeszcze prawie nieznane, a które było tych dwóch wyrazów Roży i Lilii połączeniem, w którém róże wyrażały męczeństwo pokutnego życia jakie miała wieść ta Święta, a lilie zapowiadały nieskażoną czystość jéj duszy.

Młoda księżniczka odebrała wychowanie odpowiedne wysokiemu swemu stanowi. Piszą że nawet była biegłą i w łacinie, któryto język, podówczas jak i teraz, tylko uczeni posiadali. Obdarzył był ją Pan Bóg uderzającą urodą, którą dwór cały podziwiał, lecz gruntowne zalety jéj duszy, przewyższały w niéj powaby ciała. Od najmłodszych téż lat cieszyła się obcowaniem Aniołów którzy się jéj często okazywali, obchodząc się z nią jakby ze swoją godną towarzyszką. Matka Boża, ze swéj strony czuwała nad tą duszą wybraną. Kiedy kilku najpierwszych panów Sycylijskich ubiegało się o jéj rękę, i zanosiło się na to że ją rodzice za mąż wydać mieli, pewnéj nocy objawiła się jéj przenajświętsza Panna, i doradziła aby się ratowała ucieczką, jeżeli chce i nadal pozostać Oblubienicą jéj Syna. Święta księżniczka nie zawahała się ani chwili, chociaż wtedy miała lat dopiéro czternaście. Wstała tejże nocy, i wyrzekając się na zawsze i rodziny, i zaszczytów, i bogactw jakie ją na świecie czekały, wyszła z pałacu, unosząc z sobą za cały majątek, krucyfiks, koronkę, włosiennicę i inne narzędzia któremi ciało swoje trapiła.

Skoro za bramą pałacową stanęła, ujrzała przed sobą dwóch Aniołów: jednego uzbrojonego jak rycerz, drugiego w odzieniu pielgrzyma. Ci, wśród ciemnéj nocy, wyprowadzili ją za miasto Palermo, i zawiedli na górę zwaną Kwiskwina, w ziemiach do jéj ojca należących położoną. Na wierzchu téj góry, wśród gęstego lasu, była jaskinia, którą jéj wskazali. W téjto pieczarze wilgotnéj, zasypanéj śniegiem, który na szczycie téj góry prawie cały rok leży, święta Rozalia spędziła kilka lat na bogomyślności i pokucie, żywiąc się korzonkami leśnemi, za napój używając śnieg roztajały, i obcując tylko z Niebem. Lecz za to Aniołowie nawiedzali ją często w téj samotni, przynosili jéj kwiaty rosnące w raju niebieskim, i co większa, jak świętą Maryę Magdaleną, unosili czasem aż do Nieba, gdzie ich przecudnych śpiewów słuchała. Okazywał się jéj także i Pan Jezus, a jak piszą, koronował ją kwiatami i drogiemi perłami.

Cały czas jéj zajęty był modlitwą, czytaniem ksiąg świętych i robotą ręczną. Kiedy umysł jéj, po długich zatapianiach się w bogomyślności, potrzebował wypoczynku, dla rozrywki ryła na jednéj ze ścian skały po łacinie te słowa, które po dziś dzień pielgrzymi w tém miejscu czytają: „Ja Rozalia, córka Sinibaldego księcia Kwiskwiny, Roży i Pelegryno, dla miłości Pana mojego Jezusa Chrystusa, postanowiłam mieszkać w téj pieczarze.” Jakiego narzędzia używała do wyrycia tego napisu, i jak go sobie dostarczyła, niewiadomo. Wnoszą jéj życiopisarze, że ponieważ wzięła była z sobą łańcuch żelazny, którym się przepasywała na gołém ciele, więc mogła do tego użyć jednego z ogniw jego, wyostrzywszy takowe. Podobnież można przypuszczać, że tym sposobem wykopała sobie małą studzienkę, w którą zbierały się wody spływające z wyższych miejsc góry. Dotąd także pokazują wewnątrz jaskini, rodzaj ołtarzyka, który sobie tam urządziła z kamieni, długi kawał marmuru na którym sypiała, i przy samém wejściu, rodzaj ławki wykutéj w skale, na któréj jak wnoszą siadywała. Zewnątrz rosną stare winne macice, które według miejscowego podania, jéj rękoma zasadzone były.

Tymczasem rodzina świętéj Rozalii, zasmucona jéj zniknięciem, szukała ją po całéj Sycylii. Niektórzy z wieśniaków, w okolicach góry Kwiskwiny mieszkających, wpadli byli na jéj ślady, lecz Aniołowie ostrzegli ją, że już w téj jaskini bezpieczną nie jest. Wzięła więc w jednę rękę krucyfiks, w drugą kij pielgrzymi, i pod przewodnictwem Aniołów, puściła się gęstemi lasami, ku górze Pelegryno, na któréj szczycie Pan Bóg przeznaczył jéj inne mieszkanie. Byłato jaskinia dość obszerna, lecz do któréj dostać się nie można było inaczéj, jak spuszczając się w nią przez otwór u wierzchu jéj będący, a tak wązki że ledwie przez niego prześliznąć się mogła. Przytém pieczara ta, była ciemna i pełna wilgoci, tak że Święta zaledwie znalazła mały kącik, w którym w nocy mogła spoczywać nieleżąc w błocie, a i na to jeszcze, trzeba jéj było wykopać tam rowek, żeby wody spuścić. Sklepienie było bardzo nizkie, i pokryte ostremi ułamkami skały, tak że ciągle musiała pozostawać schyloną, W tém ciemném i zimném więzieniu, przebyła resztę lat swojego życia, żywiąc się żołędziami które zbierała w małym dębowym lasku blizko tam będącym.

Po ośmnastu latach życia tak cudownego, Pan Jezus uznał już właściwem wziaść do Nieba tę Swoję Oblubienicę, i oznajmił jéj że zbliżała się chwila, w któréj ją powoła na zawsze do Siebie. Wtedy Święta położyła się spokojnie w głębi swojéj jaskini, na prawéj ręce oparłszy głowę, a w lewéj trzymając krucyfiks z Rożańcem: na piersiach miała zawieszony mały krzyżyk srebrny, kształtu takiego jaki nosili krzyżownicy, i w takiéj postawie zasnęła w Panu 4 Września około roku Pańskiego 1160, wśród chorów Anielskich, które do ostatniéj chwili jej pobytu na ziemi przyśpiewywały.

Niezwłocznie po jéj śmierci, w różnych objawieniach dowiedziano się o tém wszystkiém, i liczne cuda, za wezwaniem jéj pośrednictwa, rozsławiły imię téj służebnicy Pańskiéj, po całych Włoszech. Modlono się do niéj publicznie, powznoszono na cześć jéj ołtarze, i do niéj Litanie ułożono. Nad obydwoma jaskiniami w których mieszkała, wybudowano wspaniałe kościoły, i przy nich wielu pustelników starało się naśladować jéj pokutne i bogomyślne życie. Lecz ciała jéj, pomimo wielkich starań, nie wynaleziono. Pan Bóg bowiem dopuścił, że woda spływająca z góry Pelegryńskiéj ściekając kropla po kropli na jéj kości, spetryfikowała je niejako, pokrywając powłoką kamienia przezroczystego jak alabaster, twardego jak kryształ, a błyszczącego jak ametyst i hiacynt. Nigdy ludzie bogatszéj trumny zrobićby dla niéj nie mogli. Cała zaś ta bryła, zanurzona była w ziemi, a nawet jeszcze głębiéj przykryta została w skutek poszukiwań jakie czyniono dla wynalezienia jéj ciała, i gdy w tym celu kopano tam ziemię. Po pewnym więc czasie, zaniechano już wszelkich o to starań, tém bardziéj, że w całéj Sycylii, na mocy różnych objawień, rozpowszechniło się przekonanie, że ciało jej nie będzie odkryte, aż w dniu, w którym straszna klęska dotknie miasto Palermo.

Tak upłynęło lat kilkaset, aż w roku Pańskim 1624, zaczęła częściéj objawiać się święta Rozalia, zapowiadając że zbliża się już czas, w którym jéj ciało odkryte zostanie, i w tymże roku przyniesione z Afryki, wybuchło w tymże mieście, straszne morowe powietrze Dżumą zwane. To skłoniło mieszkańców, i to nawet za wiedzą i za rozkazem Arcybiskupa ówczesnego Kardynała Doryi, do ponowienia poszukiwań zwłok świętéj Rozalii, a w tymże czasie pewien mieszkaniec okoliczny, polując na górze Pelgryńskiéj, miał objawienie, w którém ta Święta stanąwszy przed nim, wskazała mu miejsce gdzie jéj ciało spoczywa, poleciła aby doniósł o tém Kardynałowi, i zapewniła że gdy je wydobędą i ku czci publicznéj wystawią, morowe powietrze ustanie. W skutek tego, Kardynał Doria wyznaczył tak duchownych jak i świeckich urzędników, którzy udawszy się na miejsce przez świętą Rozalią wskazane, wynaleźli jéj ciało w onéj bryle skrystalizowanéj o któréj wyżéj wspomnieliśmy. Niektórzy z ludu tam zgromadzonego, unieśli byli z sobą odłamki téj masy otaczającéj ciało sługi Bożéj, do którego skoro przytknięto powietrzem rażonego, każdy niezwłocznie uzdrowionym zostawał. Nakoniec po przekonaniu się jak najdokładniejszém, że bryła ta zamykała w sobie w istocie szczątki ciała ludzkiego, i znalazłszy przy niém te święte przedmioty, z któremi według dawnych objawień, Święta umierała, i w takiém położeniu w jakiém téż objawienia ją opisywały, nie było już wątpliwości, iż to były prawdziwe Relikwie świętéj Rozalii. Takowe więc 22 Lutego, roku Pańskiego 1625, (w którymto dniu przypadało święto Katedry Piotrowéj w Rzymie), Kardynał Doria: wystawił ku czci publicznéj, a morowe powietrze w całéj sile jeszcze grasujące podówczas od tejże chwili od razu i zupełnie ustało. Palermitanie, na pamiątkę wdzięczności za tak miłosierne wstawienie się tej Świętéj za niemi, wybudowali wspaniałą kaplicę, w któréj złożono jéj zwłoki, i za jednę z głównych Patronek i miasta i całéj Sycylii ją obrali.

Cześć świętéj Rozalii, następnie i po całym katolickim rozeszła się świecie, gdy z upływem czasu, i inne miejsca doznawały skuteczności jej pośrednictwa, a szczególnie te miasta które posiadały cząstki jéj Relikwii. W roku 1743 wybuchło było straszne morowe powietrze w Mesynie, bardzo blizko Palermo leżącéj, a które z tém miastem ciągłe miała stosunki. Palermitanie uciekli się niezwłocznie do swojéj Patronki, odbyli procesyą po ulicach z jej Relikwiami, i miasto ich zarazą dotkniętém wcale nie było, równie jak i inne miasta włoskie, które téż święte szczątki posiadały i do opiek świętéj Rozali się udały. Prócz tego zaś, liczne za jéj wezwaniem dzieją się po dziś dzień cuda, w kościołach na górze Kwiskwina jak i Peligryńskiéj będących, to jest w tych dwóch miejscach, na których ta Święta wiodła życie tak pokutne i miłe Bogu.

Pożytek duchowny

Święta Rozalin, jak to sama na ścianach pieczary w któréj się zamknęła, wypisała, dla miłości Pana Jezusa, w kwiecie wieku i gdy świat najwyższe obiecywał jéj uciechy, poświęciła się na życie nadzwyczajnéj ostrości i pokuty. Oblicz się z sumieniem i obacz, na co ty zdobywasz się z miłości Jezusa, a pamiętaj że tylko te czyny policzone ci będą w wieczności, które z takiéj pobudki spełniasz.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Któryś jest zbawieniem i ratunkiem naszym, prośby nasze racz miłościwie wysłuchać, abyśmy weseląc się z uroczystości błogosławionéj Rozalii dziewicy Twojéj, nabyli wzrostu w duchu pobożności, a za jéj wstawieniem się, wyzwoleni zostali od klęsk, który pa nas słuszny gniew Twój zsyła. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 747–749.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 706–707

Jak silna musiała być miłość św. Rozalii do Pana Jezusa, jeśli szukała odosobnienia i samotności, aby się tym łatwiej móc oddać modlitwie, rozpamiętywaniu i umartwieniom! Jakże słaba w porównaniu z świętą Rozalią musi być nasza miłość Boga, jeśli tak mało dla Niego czynimy i tak trudno nam ponieść dla Niego choćby najmniejszą ofiarę! Nie mamy tu na myśli umartwień i ofiarności, jaką jaśnieją Święci Pańscy, ale z jakąż trudnością nam przychodzi pełnienie najprostszych obowiązków chrześcijanina, walka z namiętnością, pożądliwościami ciała i jego pokusami, znoszenie przeciwności, wyrzeczenie się wygód i przyjemności życia! A czyż to wszystko nie jest drobnostką wobec tego, co Święci czynili dla Boga? My biedni chełpimy się, jeżeli nam się uda oprzeć pokuszeniu, uniknąć sposobności do grzechu, pomodlić się godzinkę, albo ponieść jaką maluczką ofiarę, a cóż to wszystko znaczy wobec olbrzymich poświęceń Świętych Pańskich, wobec bohaterskich ich zapasów i walk z szatanem, wobec niesłychanych umartwień, jakie sami na siebie nakładali! Jeśli oznaką miłości jest ofiarność i poświęcenie, natenczas od nich jedynie nauczyć się możemy, czym jest miłość i jaka jej potęga. Święty Tomasz a Kempis mówi: „Kto miłuje, jest wolny i niczym nie skrępowany. Miłość nie zna ani granic, ani miary, lecz przekracza granice i wyższa jest nad wszelką miarę. Miłość nie wie co ciężar, nie zna trudów i mozołów, gotowa czynić więcej niż może; miłość nie zna niepodobieństwa. Zdolna ona jest do wszystkiego, dokonywa wielu rzeczy i odważa się na niejedno, co człowieka bez miłości utrudza i zniechęca”.

Tags: św Rozalia Sycylijska „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pokuta pustelnik zaraza relikwie miłość
2020-08-29

Ścięcie św. Jana Chrzciciela

Nastąpiło około roku Pańskiego 32.

(Szczegóły te wyjęte są z Ewangeliów świętych i dziejów Kościoła.)

Ścięcie świętego Jana Chrzciciela, to jest Święto w którém się obchodzi pamiątka jego męczeństwa, było zawsze z wielką uroczystością obchodzone w Kościele Bożym. Przed VI wiekiem Uroczystość tę nazywano Męką świętego Jana, a także i dniem jego Urodzenia, to jest jego wejścia do Nieba; lecz od czasów świętego Grzegorza Wielkiego, już ją stale nazywają świętem Ścięcie świętego Jana.

Święty Jan udawszy się w dzieciństwie jeszcze na puszczę, spędził tam około lat dwudziestu pięciu, w najostrzejszéj pokucie. Nie miał innego odzienia jak skórę wielbłądową, którą nosił przepasaną pasem rzemiennym. Żywił się tylko szarańczą, którą jadają najubożsi ludzie w Palestynie, i miodem pszczół leśnych. Miał lat dwadzieścia dziewięć, kiedy Duch Święty wywiódł go z puszczy, aby miewał kazania nad Jordanem, przepowiadając przyjście Zbawiciela i Chrzest pokuty. Byłato bowiem chwila w któréj Zbawiciel już miał czynne życie Swoje rozpoczynać, a święty Jan wystąpić jako jego Przesłannik. Wielki ten kaznodzieją, wnet stał się głośnym w całéj ziemi Żydowskiéj: tłumy ludu gromadziły się aby go słyszeć, i wielu zostawszy jego uczniami już go nie odstępowało. Wszystkich upominał, nauczał, chrzcił i pobudzał do szczeréj pokuty, gdyż Królestwo Niebieskie już się zbliżało. Miasta całe wylegały śpiesząc do niego aby Chrzest otrzymać, a nawet dumni Faryzeusze i Saduceusze, zdobywali się na ten akt pokory i skruchy. Święty zaś nieulegając żadnym względom ludzkim, wszystkich z apostolską śmiałością gromił, nieszczędząc nikomu słów prawdy.

Gdy tak święty Jan chrzcił i nauczał grzeszników, sam Odkupiciel świata, który za tych właśnie i wszystkich innych grzeszników krew Swoję miał przelać, Święty nad Świętymi, Bóg-Człowiek, Pan Jezus, raczył także przyjąć Chrzest od niego, i w tym celu z Nazaretu przybył nad Jordan. Święty Jan ujrzawszy Chrystusa Pana, w tejże chwili światłem Ducha Świętego oświecony, poznając iż to był Mesyasz, przejęty najgłębszą czcią dla Niego, wzbraniał się od udzielenia Chrztu Zbawicielowi i Bogu swojemu, który po to przychodził z Nieba na ziemię, aby grzechy wszystkie zmazać. Rzekł tedy do Pana Jezusa: „Ja potrzebuję abym był ochrzczon od Ciebie, a ty idziesz do mnie?” 1 Lecz Pan Jezus mu na to odpowiedział: iż trzeba koniecznie aby on Go ochrzcił. Uczynił więc to święty Jan, i wtedy głos z Nieba oznajmujący że Pan Jezus jest Synem Bożym dał się słyszeć.

Wkrótce potém, gorliwość z jaką święty Jan upomniał Heroda gorszącego kraj cały swoim nieprawym związkiem z Herodyadą żoną jego, brata, stała się powodem jego śmierci męczeńskiej. Od niejakiego czasu Herod przezwany Antypas, syn starego Heroda, za panowania którego narodził się Pan Jezus, pojął nieprawnie za żonę, z wielkiém wszystkich zgorszeniem, Herodyadę żonę Filipa swego brata, który żył jeszcze, a którego ona odstąpiła. Święty Jan, którego Pan Bóg przeznaczył był wtenczas na głoszenie słowa Bożego, czuł się w obowiązku jawnie i wyraźnie przeciw takiéj niegodziwości wystąpić. Obraziło to Heroda, a jeszcze więcéj Herodyadę, która poduszczała go aby świętego Jana zmusił do milczenia. Królik ten, ulegając wymaganiom niecnéj kobiety, kazał schwytać Świętego i wtrącić do więzienia, w zamku Mankieronckim.

Wszystkich oburzyło takowe barbarzyństwo, i do Jana trzymanego w więzieniu, wielka rzesza ludu ciągle się schodziła, do któréj on ze zwykłą sobie śmiałością, miewał nauki. Co większa, sam Herod który w gruncie serca nie mógł mu odmówić czci i poważania, przychodził do niego i długie prowadził z nim rozmowy. Święty jak w czasie gdy był na wolności zwykle mówił mu prawdę i zbawiennie go upominał, tak toż samo czynił i w więzieniu trzymany, dopominając się w imieniu Boga, aby bratu przywrócił żonę którą bezprawnie porwał. Doszło nareszcie i do wiadomości Herodyady to, że Jan Święty z więzienia nie poprzestaje powstawać na gorszące jéj pożycie z Herodem. Postanowiła więc bądź co bądź postarać się aby go życia pozbawić, i wkrótce znalazła do tego sposobność, co tak opowiada nam Ewangelia świętego Marka:

„Herod posławszy pojmał był Jana, i wsadził do więzienia, w skutek nalegania Herodyady żony Filipa brata swego, którą był pojął, Jan bowiem upominał Heroda mówiąc: Nie godzi się tobie mieć żony brata twojego. Herodyada téż chciała go zamordować ale nie mogła, gdyż Herod widząc Jana mężem sprawiedliwym i świętym, miał wzgląd na niego, często za jego radą postępował i chętnie go słuchał. Lecz gdy nadszedł dzień w którym Herod z powodu swoich urodzin, sprawiał wieczerzę dla panów swoich, a córka Herodyady weszła i tańcując podobała się Herodowi i wszystkim obecnym, rzekł król do téj dziewicy, «Proś mnie o co tylko chcesz, a dam tobie», co nawet przysięgą stwierdził przydając: że «o cokolwiek prosić będziesz dam ci, chociażby chodziło o połowę królestwa mojego.» a zaś wyszedłszy spytała matki swojéj: «O co mam prosić?» A matka odrzekła: «O głowę Jana Chrzciciela.» Wróciwszy tedy co prędzéj do króla, prosiła mówiąc: «Chcę abyś mi teraz, zaraz dał na półmisku, głowę Jana Chrzciciela.» Na to zafrasował się król, lecz dla przysięgi którą się zobowiązał wobec wszystkich obecnych, nie chciał jéj odmówić. Posławszy więc kata, rozkazał przynieść głowę Jana na półmisku. Jakoż, kat ściął go w więzieniu, przyniósł głowę jego i oddał córce Herodyady która zaniosła ją matce.”

Święty Hieronim przydaje że na domiar barbarzyństwa, Herodyada pastwiąc się nad językiem świętego Jana, który za życia upominał ją za jéj nieprawość, wyjęła szpilkę z włosów swoich, i nią tenże język błogosławionego Męczennika, z okrutném barbarzyństwem kłuła.

Święty Ambroży pisząc o tém, tak ze świętém oburzeniem wyraża się: „Od wszeteczników zamordowanym zostaje sprawiedliwy, a sędzia ponosi tę karę, która zbrodniarzom przez niego potępionym się należała. Następnie, nagrodą tanecznicy, staje się zamordowanie Proroka, o! zgrozo! któraby i najdzikszych ludzi oburzyć powinna: wśród uczty i tanów, zapada najokrutniejszy wyrok, w skutek którego z sali balowéj do więzienia, z więzienia do téj sali, przebiegają kaci na wyścigi usłużni. O! ileż to złości w téj jednéj zbrodni! Któż widząc wysłanników przez króla ucztującego bieżących do więzienia, nie wnosiłby że idzie tam o uwolnienie więźnia? Któż, słysząc że to dzień urodzin Heroda, i że z tego powodu świetna uczta się odbywa, i gdy wśród niéj, dano młodéj dziewicy prawo proszenia o co tylko zechce, – któżby mówię, nie był pewny, że kiedy posyłają do Jana, czynią to tylko na to aby go uwolnić z więzienia: bo cóż wspólnego może mieć okrucieństwo z tak wytworną zabawą, jak może być mowa o śmierci wśród takich uciech? Lecz właśnie ma to miejsce! Porwany zostaje na mękę Prorok Pański wśród takiéj biesiady; wyrokiem wśród niéj wydanym ścięty zostaje mieczem, i głowę jego przynoszą na półmisku! Tak bowiem barbarzyńskiéj potrawy potrzebowało okrucieństwo, które się nawet wśród wesołéj uczty nie złagodziło. Patrz więc tyranie obrzydliwy, na ten widok godny ciebie. A iż by nic nie brakło do twojéj dzikości, weź we własne ręce głowę, i niech zpomiędzy palców twoich płynie ta krew święta. A że cię jadła twojéj biesiady nasycić nie mogły, ani czasze pełne wina nie zaspokoiły pragnienia twojego niesłychanego okrucieństwa, pij krew wytryskującą z żył téj błogosławionéj głowy, dopiéro co ściętéj. Patrz na te oczy, chociaż obumarłe a świadkami będące twojéj zbrodni, i zamykające się nie tyle skutkiem śmierci, jak że patrzeć nie mogą na obrzydły widok twego wszeteczeństwa. Te złote usta, chociaż już blade po krwi odejściu, i których wyroków słuchać nie chciałeś, milczą, a jednak i zmarłe bojaźnią cię przenikać muszą.” 2

Śmierć męczeńska świętego Jana Chrzciciela, nastąpiła w 31 roku przyjścia Pana Jezusa, a który był trzydziestym drugim rokiem życia świętego Przesłannika Pańskiego. Uczniowie jego, zdołali wydobyć ciało po jego ścięciu, i z wielką czcią pochowali je w jedném z miast Samarytańskich, zwaném Sebasta. Głowa umieszczoną była osobno. Błogosławione te zwłoki wynalezione późniéj, za panowania Konstantyna Wielkiego, przeniesione zostały do Carogrodu, a następnie do Rzymu. Do kaplicy, w któréj tę drogą Relikwią przechowują, wzbroniony jest przystęp niewiastom, dla okazania zgrozy na jaką zasługuje pamięć tych dwóch niecnych kobiet, z których przyczyny święty Jan został zamordowany.

Pożytek duchowny

W historyi męczeństwa świętego Jana, masz żywy i uderzający obraz, do jakiego stopnia barbarzyństwa i okrucieństwa, doprowadza nierządna namiętność, gdy się w sercu jakiém ustali. Niech cię to pobudza do jak najpilniejszéj pod tym względem nad twojém sercem straży.

Modlitwa (Kościelna)

Świętego Jana Chrzciciela Przesłannika i Męczennika Twojego czcigodna uroczystość, niech nam prosimy Cię Panie, wyjedna zbawienne wsparcie Twojéj miłosiernéj pomocy. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 729–731.

Footnotes:

1

Mat. III. 14.

2

S. Ambr. in Mat. VI.

Tags: św Jan Chrziciel „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Chrzest okrucieństwo relikwie
2020-08-03

Znalezienie ciała św. Szczepana, Pierwszego Męczennika

Nastąpiło około roku Pańskiego 415.

(Opis tego znajduje się w pismach świętego Augustyna.)

Cześć jaką Kościoł Boży oddaje świętemu Szczepanowi pierwszemu Męczennikowi, sięga czasów jego męczeństwa. Wierni nietylko opłakiwali jego stratę, lecz niezwłocznie cześć publiczną oddawać mu zaczęli i ufni jego zasługom przed Bogiem, używali jego pośrednictwa. Święto téż jego od pierwszych czasów Kościoła uroczyście obchodzono, lecz relikwii tego wielkiego sługi Bożego nie było, gdyż nie wiedziano gdzie zwłoki jego pochowane zostały.

Jakoż, błogosławione to ciało, zabrane tajemnie z miejsca gdzie Święty był ukamienowany, przez Gamaliela sławnego uczonego w Jerozolimie a tajemnego ucznia Chrystusa Pana, pochowane zostało w jego majętności Kafarmagola, siedem mil za Jerozolimą, w wykutéj jaskini, która przeznaczoną była na grób jego rodziny. Tam przez długi czas było ukryte. Klęski jakie spadły na ziemię Żydowską od chwili śmierci Zbawiciela; srogie prześladowanie, które piekło przez trzy następne wieki wzbudziło przeciwko wiernym, — wszystko to sprawiło, że zatracono pamięć o miejscu, gdzie spoczywały zwłoki świętego Szczepana. Ziemię nad niemi pokrywały zwaliska starego grobowca, na których wzniesiony został kościoł, gdy oto w roku Pańskim 415, za panowania cesarzów Teodozego młodszege i Honoryusza, spodobało się Panu Bogu objawić miejsce gdzie ten skarb się znajdował, i relikwie pierwszego Męczennika rozsławić po całym świecie katolickim wielkiemi cudami: co stało się w następujący sposób.

Pewien duchowny Jerozolimski nazwiskiem Lucyan, był w roku wyżéj wymienionym przełożonym małego kosściołka, pod którego podwalinami spoczywało ciało świętego Szczepana. Świątobliwy ten kapłan, dnie całe spędzający na ćwiczeniach pobożnych i spełnianiu obowiązków swojego powołania, miał, jak to sam najdokładniéj opisuje a co późniéj powtarza święty Augustyn, następujące objawienie. Działa się to wśród nocy. Lucyan, według swego zwyczaju, spoczywał w Chrzcielnicy obok kościoła, dla lepszéj straży naczyń świętych, kiedy oto stanął przed nim poważny starzec, i zawoławszy go po imieniu, rozkazał mu aby udał się do Jana Biskupa Jerozolimskiego, z poleceniem aby przyszedł roztworzyć jego grób, w którym znajdzie ciała kilku sług Bożych, po których wydobyciu Pan Bóg wielkie miłosierdzie nad wielu ludźmi okaże. Lucyan, spytał go kim jest i o jakich sługach Bożych razem z nim pochowanych, mówi. Wtedy starzec odrzekł mu: „Jestem Gamaliel, który byłem mistrzem świętego Pawła gdy się uczył Starego Zakonu; grób mój znajduje się pod tym kościołem. Po wschodniéj stronie mojego grobowca, jest ciało świętego Szczepana którego Żydzi ukamienowali za zachodnią bramą Jerozolimy. Ciało jego na tém miejscu chociaż pozostawało przez dzień jeden i całą noc, pomimo tego, nietknięte było ani od ptastwa ani od dzikich zwierząt. Z mojego rozkazu, wierni potajemnie unieśli je wśród nocy do mojego wiejskiego mieszkania, które było w téj wiosce gdzie teraz jest ten kościół, i złożyłem je w moim własnym grobowcu, ku stronie wschodniéj, odbywając skrycie obrzędy jego pogrzebu przez dni czterdzieści. Nikodem, ten mąż sprawiedliwy który przychodził w nocy do Pana Jezusa, tam także w innéj trumnie spoczywa. Kiedy w skutek jego stosunków ze Zbawicielem, Żydzi go wyklęli i z Jerozolimy wygnali, przyjąłem go do mojego domu na wsi, i już u mnie mieszkał aż do śmierci. Ze czcią należną, pochowałem go obok Szczepana. W témże miejscu, pochowałem także syna mojego Abibona, który mając lat dwadzieścia umarł przedemną będąc chrześcijaninem. Ciało jego spoczywa w trzeciéj trumnie, która jest największą, bo w nią i mnie po mojéj śmierci pochowano. Etna żona moja, i Semilias mój syn starszy, którzy nie chcieli uwierzyć w Jezusa Chrystusa, pochowani zostali w inném miejscu, zwaném Kufarzemalia.” Co powiedziawszy starzec znikł, polecając raz jeszcze aby te święte ciała nie pozostawiono dłużéj w ukryciu.

Lucyan nie dowierzając zrazu takowemu widzeniu, ukląkł i gorąco prosił Pana Boga, ażeby to objawienie, jeśli prawdziwie od Niego pochodziło, powtórzyło się mu jeszcze dwa razy. Chcąc zaś do téj łaski przygotować się, postanowił ściśle pościć o chlebie i wodzie „jak to, powiada sam w opisie swoim, zwykliśmy czynić w wielkim poście.” Tak przetrwał tydzień cały, a Gamaliel okazał mu się powtórnie, mając przy sobie cztery kosze napełnione kwiatami, które jak mu to tłómaczył, przedstawiały rozmaite zasługi czterech świętych, o których wynalezienie ciał chodziło. Ten kosz który przedstawiał zasługi świętego Szczepana był złoty i napełniony ponsowemi różami, wyobrażającemi jego męczeństwo; dwa drugie srebrne a pozłacane, miały w sobie białe róże, a czwarty tylko srebrny, miał rozmaitego rodzaju kwiaty, przedziwną woń wydające.

Lucyan czekał jeszcze trzeciego widzenia i daléj swój post przeciągał. Po upływie znowu tygodnia, o tejże godzinie i na témże miejscu, Gamaliel po raz trzeci mu się okazał, polecając jak najusilniéj, aby czém prędzej przystępował do wygrzebania ciał błogosławionych, aby nie pozbawiać dłużéj wiernych łask które przy nich będą otrzymywać, a szczególnie téj że po ich wydobyciu, ustanie wielka susza która podówczas całemu temu krajowi głodem groziła. Lucyan więc już wtedy nie wahał się, i udał się niezwłocznie do Jerozolimy, z zamiarem opowiedzenia Janowi Biskupowi tego co mu się zdarzyło, lecz za nim o tém mówić z nim zaczął już sam Patryarcha oświadczył że zamyśla zająć się wyszukaniem ciała świętego Szczepana. Ale że podówczas Biskup musiał się udać na Sobór do Dyospolis, na którym toczyła się ważna sprawa głośnego herezyarchy Pelagiusza, i nie mógł sam być w Kafarmagola, więc znając dobrze tę miejscowość, wskazał tylko Lucyanowi gdzie ma zacząć kopać ziemię pod zwaliskiem gruzów kamienia i polecił, że gdyby odkrył jakie ślady tego co szukają, aby zawiadomił go o tém niezwłocznie w Dyospolis.

Tymczasem, w tymże dniu Gamaliel objawił się pewnemu zakonnikowi nazwanemu Migecy, i temu wskazał najdokładniéj gdzie ciała były zagrzebane, a szczególnie Sprawiedliwego, bo tak nazywał Szczepana, i że grobowiec ten był zaraz za wioską, w miejscu zwaném Gabry, co po hebrajsku znaczy mężów bożych. Po takiéj dokładnéj wskazówce, Lucyan przystąpił do poszukiwania, i tegoż dnia w którym to rozpoczął to jest 18 Grudnia, odkrył cały grobowiec. Na pierwszéj trumnie znaleziono wyryty ten wyraz hebrajski Eheljel, co znaczy to samo co wyraz grecki Stephanus, to jest korona. Nie było więc wątpienia, że wynaleziono zwłoki pierwszego świętego Męczennika,

Lucyan dał zaraz znać o tém Patryarsze. Ten przybył z Dyospolis do Kafarmagola z wielką liczbą duchowieństwa, a między innymi z Biskupami Jerycho i Sebasty. W ich więc obecności oraz znacznie zgromadzonego ludu, który na rozgłos tego zdarzenia wielu chorych przyprowadził i przywiózł, otworzono trumnę świętego Szczepana. W tejże chwili dało się czuć trzęsienie ziemi, a z trumny zapach rozszedł się wokoło. Siedemdziesięciu trzech chorych zaraz zdrowie odzyskało, a potém wiele jeszcze innych cudów miało miejsce. Kości Świętego były nienaruszone, lecz ciało okazało się zniszczoném. Małą cząstkę tych Relikwii pozostawiono na miejscu, a resztę z trumną przeniesiono z wielką uroczystością do Jerozolimy, i złożono w kościele Syońskim, najdawniejszym w tém mieście. Zaledwie obrzęd ten został ukończony, a oto deszcz rzęsisty, o który od roku modlono się, spadł w całéj krainie, i za wstawieniem się świętego Szczepana odwrócił klęskę głodu. Ciała trzech innych Świętych tamże znalezione wydobyto także, i umieszczono w małym kościołku w Kafarmagola.

Wieść o cudowném odkryciu zwłók pierwszego świętego Męczennika, rozeszła się po całym świecie chrześcijańskim, a święty Augustyn wtedy właśnie żyjący, wspomina o tém jak o wielkim cudzie, który Pan Bóg uczynił dla oświecenia pogan i kacerzy. Opis tego zdarzenia przez kapłana Lucyana, którego Opatrzność użyła do cudownego wynalezienia tych świętych Relikwii, jest jednym z najszacowniejszych, a po dziś dzień jak najwierniéj przechowywanym, zabytkiem starożytności chrześcijańskiéj. Napisał go po grecku i rozesłał po wszystkich kościołach na Wschodzie, a kapłan Hiszpański nazwiskiem Awosta jego przyjaciel, który podówczas przebywał w Jerozolimie, przetłómaczył to na łacińskie, i przez kapłana Oreza przesłał do kościołów na Zachodzie. Orez wioząc ten opis, zabrał z sobą do Hiszpanii i małą cząstkę Relikwii świętego Szczepana. Niemogąc dostać się do swego kraju zajętego i pustoszonego podówczas przez Gotów i Wandalów, zatrzymał się na wyspie Minorce, i w porcie Makońskim w kościele złożył te świętości. Pisze święty Augustyn, że w mieście Makonie, większa część mieszkańców była Żydowskiego wyznania, lecz zaledwie do miasta tego dostały się te skarby, a w przeciągu tygodnia pięciuset czterdziestu Żydów należących po większéj części do najmożniejszych rodzin, według świadectwa miejscowego Biskupa Sewera, Chrzest święty przyjęło.

Pisze także wyżéj przytoczony swięty Augustyn, że ze wszech stron starano się mieć te Relikwie święte, lub jakie przedmioty o nie ocierane, szczątki z trumny błogosławionego Szczepana, albo przynajmniéj trochę ziemi w któréj był pochowany. Święty Augustyn postarał się o nie i do swojego kościoła w Hyponie, i umieścił je w kaplicy przy kościele katedralnym, pod wezwaniem świętego Szczepana wzniesionym. W dziele swojém pod tytułem Miasto Boże, wylicza nadzwyczajną liczbę cudów, tam przy tych Relikwiach za pośrednictwem świętego Szczepana zaszłych, a które zwykle tymże osobom które ich na sobie doświadczyły, kazał opowiadać przed zgromadzonym ludem w kościele.

Główne Relikwie świętego Szczepana, za panowania jeszcze cesarza Teodozego młodszego, z Jerozolimy przeniesione zostały do Carogrodu, a ztamtąd za papiestwa Pelagiusza I, do Rzymu, gdzie są umieszczone w kościele świętego Wawrzyńca za murami miasta. Na obchód zaś doroczny pamiątki ich wynalezienia, wyznaczony jest dzień trzeciego Sierpnia.

Pożytek duchowny

Jeśli Pan Bóg raczy czynić cuda przy świętych wizerunkach, dla pożytku wiernych i pomnożenia czci sług Swoich których one wyobrażają, tém bardziéj moc także cudowną przywiązuje do ich Relikwii, które są cząstkami ciał, w których Duch Święty w sposób szczególny przebywał, i które niechybnie będą uwielbione w Niebie. Niech cię to pobudzi do oddawania należnéj czci Relikwiom świętym, gdziekolwiek je ujrzysz.

Modlitwa (Kościelna)

Daj nam Panie, pokornie Cię prosimy, naśladować to co czcimy; abyśmy nauczyli się nieprzyjaciół naszych miłować, gdyż obchodzimy pamiątkę wynalezienia ciała tego Swiętego, który umierając za swoich prześladowców modlił się do Pana naszego Jezusa Chrystusa, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha świętego Bóg po wszystkie wieki wieków. Amen.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 648–650.

Tags: św Szczepan „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Gamaliel Nikodem relikwie św Augustyn
2020-08-01

Św. Piotra w Okowach

Był więziony około roku Pańskiego 44.

(Szczegóły te wyjęte są z Pisma Bożego i listów świętego Grzegorza Wielkiego, Papieża.)

W dniu dzisiejszym Kościół Boży obchodzi pamiątkę cudownego wyzwolenia z więzów świętego Piotra, kiedy on wkrótce po Wniebowstąpieniu Pańskiém, gdy zaczął ogłaszać Ewangelią świętą w Jerozolimie, schwytany i okuty w kajdany, do więzienia wtrącony został. Byłto jeden z najpierwszych a wielkich cudów, który raczył Pan Bóg spełnić na prośby wiernych, którzy gdy ich najwyższego Pasterza więziono, dzień i noc, jak to opowiada Pismo Boże, trwali bezustannie na modlitwie 1. Gdy więc Pan Bóg uczynił cud ten na prośby powstającego Kościoła aby mu powrócić widzialnego zastępcę Swojego na ziemi, słuszna jest, że tenże Kościół coroczną uroczystością święci tę pamiątkę i miłości wiernych do swojego Papieża i wielkiego miłosierdzia Bożego nad nimi i nad ich Głową widzialną.

Panował wtedy w żydowskiéj ziemi Herod Agryppa, wnuk Heroda który zamordował był świętego Jana Chrzciciela i nakazał rzeź niewiniątek. W okrucieństwie nieodrodnym był jego potomkiem, i skoro objął rządy tego kraju, rozpoczął prześladowanie chrześcijan z barbarzyństwem największém, postanowiwszy wytępić ich co do nogi. Wielką z nich liczbę był już uwięził, wielu pomordował, a między innymi świętego Jakóba, brata świętego Jana Ewangelisty, którego skazał na śmierć. Żydzi uradowali się z tego wielce, i okazywali się coraz przychylniejsi Agryppie, na którego rządy dotąd z początku z niechęcią patrzali. Ten pragnąc jeszcze lepiéj ich sobie pozyskać, (o co mu bardzo chodziło, dla spokojnego używania swojéj władzy) podwoił prześladowania wiernych. A że zauważał iż najłatwiéj i najprędzéj ich wyniszczy gdy uderzy na ich najwyższega Pasterza i tego zamorduje, kazał schwytać świętego Piotra. Wykonano ten rozkaz podczas samych uroczystości Wielkanocnych roku Pańskiego 44-go. Ujęli go i zamknęli w ciemném więzieniu, przydając mu straż z szesnastu żołnierzy ciągle zmieniających się, tak aby czterech zawsze było przy nim dzień i noc nieodstępnych. Herod miał zamiar przeczekać aż przejdą święta Wielkanocne, w czasie których Żydzi wstrzymywali się od wszelkich zajęć nawet urzędowych, a potém miał wydać im w ręce świętego Piotra, i żeby ich sobie jeszcze lepiéj zjednać, upoważnić aby go sami zamordowali.

Na wieść uwięzienia książęcia Apostołów, wszyscy wierni struchleli, lecz gorące i ciągłe modlitwy całego Kościoła o wyswobodzenie najwyższego Pasterza, silniejszemi się okazały nad zawziętość i przebiegłość tyrana. Tejże nocy, po któréj miał on stawić przed sobą świętego Piotra, aby ogłosiwszy na niego wyrok śmierci, wydać go okutego w kajdany w ręce najzawziętszych na niego Żydów, święty Apostoł spoczywał w więzieniu. Usnął był spokojnie obok dwóch żołnierzy, z którymi, według ówczesnego zwyczaju, był skuty dwoma łańcuchami które mu krępowały ręce i nogi, a końce ich były przymocowane do rąk strażników. Prócz tego dwóch drugich stało obok niego, i warta na dworze będąca strzegła wejścia do więzienia. Lecz czémże to wszystko być mogło wobec mocy Boga, który postanowił tą razą wyswobodzić Piotra z rąk jego prześladowców! Przybył Anioł przysłany z Nieba, skruszył okowy Piotrowe i wywiódł go z więzienia, co wszystko Pismo Boże, w Rozdziale VII Dziejów Apostolskieh tak nam opowiada:

„W onym czasie całą władzę swoję obrócił król Herod, aby przesladować wielu należących do Kościoła. Zamordował już był Jakóba brata Janowego mieczem, a widząc że przez to podoba się Żydom, nie ograniczył się na tém, lecz pojmał i Piotra. A były wtedy dni przaśników (to jest Wielkanoc). Pojmawszy go tedy osadził w ciemném więzieniu, poddawszy go czworakiéj czworostraży żołnierzy pod straż, mając zamiar po Pasce oddać go ludowi. Piotra więc trzymano w ciemnicy. Lecz modlitwa bezprzestanna szła od Kościoła do Boga za nim. Gdy tedy już go miał wydać Herod, onéjże nocy spał Piotr między dwoma żołnierzami, związany dwoma łańcuchami, a stróże przede drzwiami strzegli ciemnicy. A oto Anioł Pański stanął obok, i jasność rozeszła się po całém więzieniu, a Anioł dotknąwszy za bok Piotra obudził go mówiąc: „Wstań rychło.” I opadły łańcuchy z rąk jego; i rzekł do niego Anioł: „Opasz się i przywdziéj obuwie.” I uczynił tak Piotr, i rzekł mu znowu Anioł: „Weź na siebie odzienie twoje i idź za mną..” Wychodząc tedy Piotr za nim szedł, a sam nie wiedział czy to jest rzeczywistością co się działo przez Anioła, czy téż że tylko ma widzenie takie we śnie. Tymczasem, gdy minęli pierwszą i drugą wartę, przyszli do bramy żelaznéj, która wiedzie do miasta, a ta się im sama otworzyła. Wszedłszy przeszli jednę ulicę i Anioł zniknął. Dopiéro wtedy Piotr przyszedłszy do siebie rzekł: „Teraz wiem prawdziwie, iż Pan przysłał Anioła Swego, i ten wyrwał mnie z ręki Herodowéj i ze wszelkiego oczekiwania ludu żydowskiego.” A obaczywszy się przyszedł do domu Maryi matki Jana, którego nazywano także Markiem, gdzie było wielu zgromadzonych i modlących się. A gdy on kołatał we drzwi u bramy, wyszła służąca imieniem Rud, dowiedzieć się ktoby to był, a poznawszy Piotrów głos, z wielkiéj radości zamiast otworzyć bramę, pobiegła do zgromadzonych i oznajmiła iż Piotr stał przed bramą. A oni rzekli do niéj: „Oszalałaś” lecz ona twierdziła iż się tak rzecz ma. A oni mówili, „chyba to Anioł jest w jego postaci.” Lecz przez czas ten Piotr kołatał, a gdy wreszcie otworzyli mu bramę, ujrzeli go i zdumieli się. A on skinąwszy na nich ręką aby umilkli, rozpowiedział jako Pan wywiódł go z ciemnicy więziennéj i rzekł: „Oznajmijcie to Jakóbowi i braciom” 2.

Na pobożną pamiątkę tak cudownéj skuteczności modlitw Kościoła, wierni postarali się aby mieć koniecznie te okowy któremi okuty był święty Piotr, i z nich przez Anioła wyzwolony. Przechowywano je najstaranniéj i ze czcią wielką, jako dowód tak wielkiego miłosierdzia Bożego. W roku Pańskim 439, cesarzowa Eudoksya żona cesarza Teodora młodszego, będąc w Palestynie dla zwiedzania miejsc świętych, przybywszy do Jerozolimy, objawiła chęć zabrania ztamtąd z sobą jakich świętych relikwii. Ówczesny Patryarcha Jerozolimski Juwenalis, uznał że wielce zadowolni tę dostojną pielgrzymkę, ofiarując jéj te właśnie okowy świętego Piotra. Cesarzowa przyjęła je z wdzięcznością, a jednę część zachowując dla kościoła w Carogrodzie, drugą przesłała córce swojéj mającéj także imię Eudoksyi, a która wyszła była za cesarza Zachodniego Walentyna III. Ta młoda cesarzowa, uszczęśliwiona z tak wielkiego daru, skoro go otrzymała udała się do Papieża Sykstusa III, aby mu tę drogą relikwią okazać. Ojciec święty kazał wtedy przynieść inne okowy, któremi święty Piotr był okuty, kiedy go Neron na śmierć był wskazał i trzymał uwięzionego w Rzymie, a które podobnież z wielką czcią tam przechowywano. Gdy je Papież przyłożył jedne do drugich, w tejże chwili tak się zrosły, że wydawały się jakby to był jednolity łańcuch ukuty przez jednego ślusarza. Ten nowy cud, powiększył jeszcze bardziéj cześć jaką mieli wierni dla tych świętych okowów, i skłonił cesarzowę do wybudowania umyślnie wspaniałego kościoła na górze Eskwilińskiéj, gdzie je umieszczono. Kościół też ten nazwany został kościołem Świętego Piotra w okowach.

Cudowne uzdrowienia i inne cuda jakie czynił odtąd Pan Bóg przez samo dotknięcie się tych drogich relikwii, sprowadzały i sprowadzają dotąd licznych do tego kościoła, z różnych stron świata, pielgrzymów. Święty Augustyn pisze, że żelazo okowów świętego Piotra, wyżéj cenili sobie chrześcijanie nad złoto. Dowiadujemy się téż od świętego Grzegorza Wielkiego, Papieża, że za jego czasów było w zwyczaju rozsyłać jako święte dary opiłki z tych kajdan książęcia Apostołów, a przez które wielkie cuda się czyniły. W takich razach sam Papież je piłował aby mieć z nich okruchy. Święty Grzegorz i to także przydaje, czego i sam i jego poprzednicy Papieże doświadczali, że zwykle żelazo to dawało się łatwo opiłować, lecz niekiedy, jeśli osoby które domagały się tych świętości nie były ich godne, pomimo najdłuższego piłowania, nic z nich wydzielić nie można było.

Pożytek duchowny

W cudowném wyzwoleniu świętego Piotra z kajdan i więzienia, czego szczegóły czytałeś podane z samego, Pisma Świętego, chciał Pan Bóg okazać, jak skuteczne są modlitwy Kościoła, a oraz nauczyć nas, jak wierni obowiązani są wspierać niemi najwyższego swojego Pasterza zawsze, a szczególnie gdy znajduje się On w jakich trudniejszych przejściach.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Piotra Apostoła z kajdan wyzwolonego, bez szkody z więzienia wywiódł, więzy naszych grzechów, prosimy rozwiąż, i odwróć od nas wszelkie zło nam grożące. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 638–640.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 613

Czyste sumienie jest najlepszym wezgłowiem. Patrzmy na św. Piotra zamkniętego w ciemnym więzieniu, przeznaczonym dla skazanych na śmierć. Leży on na gołej ziemi, przykuty do dwóch żołdaków i śpi spokojnie, chociaż wie, że jutrzejszego dnia nie przeżyje. Nie dziw więc, jeśli święty Augustyn mówi: „Czyste sumienie jest gościem na ziemi, tym padole płaczu, a przemieszkuje w Niebie, przybytku wiecznego spokoju". Stąd nauka, że:

  1. Czyste sumienie jest świadectwem Ducha świętego, że jesteśmy „dziećmi samego Boga, spadkobiercami Jego i współspadkobiercami Chrystusa o tyle, o ile razem z nim cierpimy”. Duch święty poświadcza nam, że znaleźliśmy łaskę w obliczu Boga, że Bóg Ojciec miłuje nas jako swe dzieci i otacza nas swą świętą opieką. Święty Tomasz z Akwinu mówi, że ten ma czyste sumienie, kto znajduje się w stanie łaski uświęcającej. Na mocy tej łaski zamieszkuje Trójca św. w sercu sprawiedliwego.
  2. Czyste sumienie osiągniemy w ten sposób, że miłować będziemy Pana Jezusa, naszego Mistrza i Zbawiciela, przestrzegając zarazem Jego nauk. Tego skarbu nie dadzą nam ani marne dobra doczesne, ani zmysłowe rozkosze ciała, ani zaszczyty i pochwały, ani zmienna wziętość i popularność, lecz tylko Bóg jeden. „Serce ludzkie — mówi święty Augustyn — jest tak wielkie i wzniosłe, że nic go zadowolić nie zdoła, jak tylko najwyższe dobro”. Starajmy się przeto osiągnąć łaskę uświęcającą przez częste przystępowanie do Sakramentu Ołtarza, a w nagrodę pozyskamy spokój, jakiego świat dać nie może. Choćby nas przygniotły utrapienia, choćbyśmy byli pozbawieni ziemskiej pociechy, choćby nam groziła śmierć sama, będziemy przygotowani na wszystko najgorsze, jak święty Piotr, gdyż utrata życia doczesnego jest bramą do wieczności, gdzie nas czeka jedyne i najwyższe dobro.

Footnotes:

1

Dzieje XII. 5.

2

Dzie. XII. 17.

Tags: św Piotr „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna papież modlitwa sumienie łaska relikwie
2020-05-14

Św. Bonifacego Męczennika

Żył około roku Pańskiego 300.

(Żywot jego był napisany przez Metafrasta.)

Święty Bonifacy rodem Rzymianin, żył przy końcu trzeciego wieku. Był rządcą dóbr pewnéj wielkiéj pani rzymskiéj, nazwiskiem Aglae, która chociaż chrześcijanka, złóm postępowaniem gorszyła całe miasto. Wielkie posiadając dostatki, obracała je na zbytki i wszeteczne biesiady, które dla własnéj zabawy, kosztem swoim wyprawiała ludowi: a co największą przynosiło jéj zakałę, z wiedzą wszystkich, miała niegodziwe z Bonifacym w jéj domu mieszkającym, stosunki. On także był chrześcijaninem, lecz podobnym do swojéj pani, i prócz tego nałogowym pijakiem. Jednę tylko miał obok tylu i tak wielkich wad zaletę: był nadzwyczaj dla ubogich litościwym; i to zdaje się, pomimo życia rozpustnego jakie prowadził, ściągnęło w końcu na niego wielkie miłosierdzie Boże.

Długo już Aglae i Bonifacy gorszyli wszystkich swojemi postępkami, i wielce zasmucali wiernych, kiedy Bóg w nieprzebranéj dobroci Swojéj dotknął tę kobietę łaską najszczerszego nawrócenia. Odstąpiło ją zaślepienie w którém dotąd zostawała, poznała złość i szkaradę swoich grzechów, a przerażona strasznemi sądami Bożemi jakie ją czekały, i skruszona serdecznie, postanowiła życie poprawić, i godną takich zbrodni pokutą, zadość czyniąc sprawiedliwości Bożéj, zbawić duszę swoję.

Jakoż sprzedała wszystkie jakie posiadała kosztowności: perły, klejnoty i bogate stroje, i bardzo znaczne ztąd pieniądze rozdała ubogim. Nie tylko zaprzestała wszelkich zabaw, lecz zupełnie odsunęła się od świata, czas cały trawiła na modlitwie i miłosiernych uczynkach, ścisłemi postami i różnemi umartwieniami trapiąc ciało.

Bonifacy jak był spólnikiem jéj rozpusty, tak podobnież oświecony łaską Bożą, wziął się do pokuty, i o ile przedtém znanym był w Rzymie jako jeden z ludzi najzepsutszego życia, o tyle po nawróceniu, stał się dla wszystkich zbudowaniem, i wzorem szczerze za dawne występki pokutującego chrześcijanina.

Pod tę porę na wschodzie rozsrożyło się prześladowanie Kościoła, i dnia prawie nie było, aby w téj stronie cesarstwa (chociaż w Rzymie było spokojnie) jaki męczennik nie wylał krwi za wiarę. Wielkorządca Tarsu w Cylicyi tyran okrutny, wielką liczbę chrześcijan mordując, prowadził barbarzyński handel, który mu wielkie przynosił zyski: przedawał ciała męczenników, chrześcijanom z innych części państwa po nie przybywającym. Dowiedziawszy się o tém Aglae, zapragnęła posiadać tak drogą relikwią. Razu więc pewnego, przyzwała do siebie Bonifacego i takie dała mu zlecenie: „Wiesz dobrze, jak i ty i ja potrzebujemy pośrednictwa świętych Pańskich, aby nam uzyskali u Boga odpuszczenie ciężkich grzechów, któremiśmy Go tak długo obrażali. Kto szczególną cześć oddaje zwłokom Świętych którzy krew swoję wyleli za Chrystusa Pana, pozyskuje łatwiéj ich wstawienie się do najwyższego Sędziego. Na Wschodzie, wielu męczenników oddaje życie za wiarę, i relikwie ich przedają chrześcijanom po to zgłaszającym się. Weź przeto wiele chcesz pieniędzy, udaj się do Grecji, nabądź koniecznie ciało którego ze świętych Męczenników, zapłać za nie cokolwiek żądać będą, i przywież mi takowe. Ja przyjmę je ze czcią wielką, i wybuduję na umieszczenie tych relikwii wspaniałą kaplicę.” Wielce zleceniem takowém uradowany Bonifacy, wybrał się co prędzej w drogę. Wziął z sobą znaczne i własne pieniądze, aby nie tylko zakupić ciało jakiego Męczennika, po która wysyłała go Aglae, lecz aby z własnego mienia rozdać znaczne jałmużny pomiędzy wiernych, na Wschodzie z powodu prześladowania w wielkim niedostatku będących. W dwanaście koni i trzy wozy, z kilku sługami, wyruszył do Cylicyi. Żegnając się z panią swoją rzekł do niej: „Pani wysyłasz mnie po ciało świętego jakiego Męczennika; a gdyby Pan Bóg udzielił mi łaskę poniesienia męczeństwa, i gdyby ci moje ciało przywieziono, czy przyjęłabyś je jako relikwie?” — „Niewłaściwe to żarty, odpowiedziała mu na to Aglae. Korony męczeńskiéj, niegodni są tacy jak my grzesznicy. Staraj się tylko przywieźć jakie ciało Męczennika, abyś przez to zasłużył na pośrednictwo tego Świętego, którego w ten sposób uczcisz.”

W ciągu podróży, Bonifacy przydał sobie różnych umartwień ciała, a między innemi cały czas ścisły post zachowywał i wina nie pił. Modlił się bardzo gorąco, rzewnie grzechy swoje opłakiwał, i błagał Boga, aby go przypuścił do łaski poniesienia śmierci męczeńskiéj, i przez nią dał mu od razu zadość uczynić za wszystkie jego dawnego życia nierządy.

Przybywszy do miasta Tarsu w Cylicyi, Bonifacy posłał swoje podróżne wozy z ludźmi i końmi do zajazdu, a sam udał się na miasto, chcąc co prędzéj spotkać jakich chrześcijan. Wszedłszy na plac wielki, trafił właśnie na chwilę, gdy wobec zgromadzonego ludu, dwudzietu wyznawcom Chrystusa Pana, zadawano okrutne męczarnie. Jednych zawieszonych głową do ziemi, palono ogniem pod nimi podłożonym, drugich rozpiętych pomiędzy czterma słupami, rozdzierano hakami żelaznemi, innych piłowali, ćwiertowali, biczowali do śmierci, a wszystkich tak barbarzyńsko męczyli, że sami poganie oburzali się na to.

Bonifacy, szczególną w tejże chwili dotknięty łaską Bożą, i pobudzony żądzą męczeństwa, przebija się przez tłumy, przyskakuje do męczenników, ściska ich, całuje i woła: „Wielkim jest Bóg chrześcijański: chwała niech będzie Bogu, któremu ci Męczennicy cześć oddają, dostępując najwyższego szczęścia, przez wylanie krwi za Niego. Błagam was wielcy słudzy Chrystusowi, bohaterowie święci, błagam was, abyście się pomodlili za mnie do Pana Jezusa, abym i ja, jakkolwiek wielki grzesznik, uczestnikiem stał się i walki waszéj i korony.” Potém, znowu całując ich więży w te słowa do nich głośno odzywał się: „Śmiało męczennicy Chrystusowi: walczcie za Tego, który z wami walczy; stałością i męstwem waszém, przemagajcie piekło: już tylko krótką chwilę cierpieć będziecie, a po niéj czeka was nagroda wieczna, nieskończona.”

Obecny temu Wielkorządca Symplicyusz, kazał stawić przed sobą Bonifacego, a gdy ten śmiało wyznał iż był chrześcijaninem, dał mu, do wyboru: albo niezwłocznie oddać cześć Jowiszowi, albo uledz najstraszniejszym mękom. Święty odpowiedział, iż gotów jest na wszelkie męki, lecz bałwanom się nie pokłoni. Wtedy tyran kazał go biczować tak okrutnie, że ciało od kości mu poodrywano, i wbijać mu ostre trzciny pod paznogcie. Bonifacy zniósł to wszystko tak spokojnie, iż zdawało się że żaddnego nie doznawał bolu. Owszem, był swobodny i wesoły. Symplicyusz rozwścieklony na widok tak cudownéj wytrwałości, kazał Świętemu lać w usta ołów roztopiony, a Bonifacy sądząc iż potém już mowę straci, zaczął głośniéj jeszcze w te słowa modlić się: „Dzięki Ci składam Boże mój! iż dozwalasz mi zaofiarować Ci życie moje. Wspieraj sługę Twego, abym mógł wszelkie męki wytrzymać.” Potém zwracając się do innych Męczenników tam obecnych: „proszę was, wołał do nich, módlcie się za mnie” — a oni odpowiadając, mu prosili go nawzajem, aby on za nich wstawił się do Boga. Lud widokiem tym poruszony, zburzył się, a wydając okrzyki: „Bóg tych męczenników, jest Bogiem prawdziwym”, obalił ołtarz pogański, i rzucał kamienie na Wielkorządcę, który z tego powodu zmuszony był skryć się.

Nazajutrz, Symplicyusz znalazłszy Bonifacego również jak dotąd mężnie przy wyznaniu Chrystusa trwającym, kazał go zanurzyć w kocioł wrzącego oleju. Swięty mając weń wstępować, przeżegnał się, i w tejże chwili kocioł pękł, a olej rozlany, wielu katów popalił. Wtedy tyran obawiając się nowego wzburzenia ludu, kazał mu ściąć głowę, i tym sposobem błogosławiony ten Męczennik, wielkie grzechy jakich się był dopuszezał dawniéj, zmywszy krwią własną wylaną za wiarę, pozyskał Niebo odrazu, i w nim palmę męczeńską. Zamordowany został 14 Maja, około roku Pańskiego 300.

Słudzy, którzy towarzyszyli Bonifacemu w podróży jego do Cylicyi, wykupili jego ciało i nabalsamowawszy powieźli do Włoch.

Tymczasem Aglae będąc na modlitwie, miała sobie objawioném, iż zwłoki Bonifacego jako Męczennika, prowadzą już do Rzymu. Wyszła na ich przyjęcie z kilku duchownymi, o ćwierć mili za miastem je spotkała. Było to właśnie na gruntach do jéj dóbr należących. Kazała je tam zawieźć, i umieściła we wspaniałym kościele, który w tym celu późniéj wybudowała. Sama zaś osiadła przy nim wraz z kilku pobożnemi dziewicami na jéj usługach będącemi, a rozdawszy cały majątek na ubogich, i niewolników swoich wyswobodziwszy, żyła jeszcze lat trzynaście, bogomyślności i pokucie oddana. Pan Bóg świętość jéj wielu cudami objawił.

Pożytek duchowny

Z żywotu dopiéro przeczytanego, dwie zbawienne uwagi zastosuj do siebie. Jedna: jak wielką jest zasługa z czynionych jałmużn, kiedy takowa wyjednała u Boga dla świętego Bonifacego, powstanie z ciężkich grzechów, których się dopuszczał; a powtóre patrz na jaką to pokutę zdobywa się za łaską Bożą dusza, szczerze za sprośne grzechy swoje żałująca

Modlitwa (kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy uroczystą cześć oddając męczeńskiéj śmierci błogosławionego Bonifacego, jego przed Tobą pośrednictwem wspomożeni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 393–395.

Tags: św Bonifacy „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik jałmużna nierząd relikwie nawrócenie
2020-01-22

Św. Wincentego Męczennika

Żył około roku Pańskiego 303.

Pożytek duchowny

Widzisz jakiemi cudami raczył Pan Bóg chronić ciało swojego Męczennika od zniewagi, jaką mu bezbożni chcieli zadać. Miarkuj z tego jak słusznie Kościół Boży, ma w szczególném poszanowaniu relikwie Świętych, które są cząstkami ich ciał błogosławionych. Jeśli sam takowe posiadasz, obchodź się z nimi z należną im czcią, a nosząc je przy sobie, strzeż się abyś dopuszczając się wtedy jakiego grzechu, przez to właśnie nie znieważał najgorzéj takich drogich świętości.

Modlitwa (kościelna)

Wysłuchaj łaskawie prośby nasze, Panie! abyśmy znając się wielu grzechów winnymi, błogosławionego Męczennika Twojego Wincentego pośrednictwem, od nich uwolnieni zostali. Przez Pana naszego… i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 64.

Tags: św Wincenty męczennik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna relikwie
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.