Citatio.pl

Wpisy z tagiem "rodzice":

2020-05-11

Bł. Benedykta z Urbino z Zakonu Braci-Mniejszych św. Franciszka Serafickiego, Kapucynów

Żył około roku Pańskiego 1625.

(Żywot jego wyjęty jest z kronik Zakonu do którego należał, i z bulli jego beatyfikacyi.)

Święty Benedykt urodził się roku Pańskiego 1560 we Włoszech w mieście Urbino. Pochodził ze znakomitej rodziny Passiniów, i był spokrewniony z Papieżami: Inocentym VIII, Aleksandrem VII i Klemensem XI. Lecz co dla niego było szczególnym zadatkiem błogosławieństw Bożych, miał rodziców którzy do świetności imienia i wielkiéj zamożności, łączyli jak najprzykładniejszą pobożność. Znani w całym kraju z wielkiéj dla biednych hojności i gorliwości w spełnianiu wszelkich obowiązków prawowiernych katolików, byli największymi dobrodziejami wszystkich zakonów z jałmużny utrzymujących się w ich rodzinném mieście, i opiekunami wielu zakładów dobroczynnych. Sami zbierając błogie owoce życia tak chrześcijańskiego, i skarbiąc sobie do Nieba obfite zasługi z właściwego użytku i mienia któremi ich Opatrzność obdarzyła i wyższego stanowiska jakie zajmowali w świecie, i syna swojego Benedykta, nietylko wychowywali w zasadach świętéj wiary, lecz od kolebki zaprawiali go do wyższéj pobożności. Przekonani o téj prawdzie że w zwykłym biegu rzeczy, ten tylko jest dobrym chrześcijaninem i stale utrwalonym na przyszłość w zasadach Kościoła Bożego, kogo od dzieciństwa prawowierność i pobożność rodziców na drodze téj ćwiczy i ustala, nie zaniedbywali w téj mierze niczego, aby dziecię swoje na doskonałego chrześcijanina wychować, i przedewszystkiém sami byli mu żywym wzorem wszystkich cnót chrześcijańskich.

Wszakże, niedługo święty Benedykt cieszył się ich czujną opieką i rodzicielską troskliwością. Zaledwie z lat dziecinnych wychodził, gdy stracił matkę, a w trzy lata po jéj śmierci i zgon ojca zostawił go sierotą i panem znacznego majątku. Lecz na jego szczęście, przezorna miłość ojcowska, obmyśliła mu godnych tak świątobliwych rodziców zastępców: dostał się pod opiekę osób, które nietylko nie stawiły żadnego oporu rozwijającéj się coraz więcéj w Benedykcie pobożności, lecz go na téj drodze utwierdzały i zachęcały, nie zaniedbując obok tego starań, aby jak najwykwintniejsze odebrał wychowanie co do wykształcenia się w naukach świeckich. Do takowych okazywał młodzieniec nadzwyczajne zdolności; miał w nich nawet upodobanie, i znakomity czynił postęp, lecz jeszcze większy w pobożności. Już wtedy podziwiać w nim przychodziło zamiłowanie samotności, milczenia, zachowywanie ścisłych i częstych postów, i szczególny dar modlitwy, w skutek którego co mu tylko od nauki zbywało czasu, ten obracał na pobożne ćwiczenia, długie rozmyślania, i przygotowywanie się do godnego a częstego przystępowania do Sakramentów świętych. Dla ubogich wielką okazywał litość, i o ile mógł, wspierał ich hojnie, wszelkie pieniądze przeznaczone na jego osobiste wydatki i rozrywki, na ten cel obracając. W pożyciu domowém był ujmującéj słodyczy, pokory, cichości, co mu wszystkich serca jednało, a szczególnie służących, z któremi obchodził się ze szezególną miłością i łaskawością.

Ukończywszy szkoły w Peruzyi, wysłany został do sławnéj Akademii w Pawii, gdzie się odznaczył z pomiędzy wszystkich a licznych uczniów, otrzymując pierwsze stopnie i pierwsze nagrody za postęp w naukach. Pobyt ten w gronie nagromadzonéj młodzieży, zwykle na wielkie narażający niebezpieczeństwa czystość obyczajów, nie zbił Benedykta z toru oddawna przyjętego, na którym utrzymywała go szczególnie wierność w uczęszczaniu do Sakramentów Spowiedzi i Komunii świętéj, i powodowanie się przewodnictwem światłego spowiednika. Znakomicie wykształcony w naukach, ukończywszy zawód akademicki, nie tylko w duchu pobożności nie ostygł, lecz w nagrodę czystości obyczajów i stałości na drodze pobożnéj, obdarzony został od Boga najszacowniejszą łaską powołania do zakonu. Benedykt miał lat dwadzieścia dwa, kiedy postanowił świat opuścić i poświęcić się Panu Bogu na wyłączną służbę. Rodzina, która przeznaczała go do świetnego według ludzkich wyobrażeń zawodu, jaki ułatwić mu mogła i wyższe urodzenie, i znaczny majątek, i znakomite wykształcenie obok rzadkich zdolności, oparła się pobożnym jego zamiarom. Zwrócono szczególnie jego uwagę, na słabe zdrowie, które mu będzie przeszkodą w zachowaniu któréjkolwiek z Reguł zakonnych. Lecz Święty, po pilném zbadaniu w téj mierze woli Bożéj, upoważniony do tego zdaniem przewodnika duchownego, niczém od przedsięwzięcia swojego odwieść się nie dał, i co większa, obrał jeden z najsurowszych zakonów. Zażądał aby go przyjęto do ząkonu ojców Kapucynów, do których pociągnęło go głównie, zamiłowanie ubóstwa, które sobie obierał z miłości ubogiego Jezusa, i pragnął nabyć tę perłę Ewangeliczną, ceną ofiary znacznych dostatków, których się wyrzekał na świecie.

Z razu wahali się ojeowie tego zgromadzenia, w przyjęciu do nowicyatu młodzieńca, który wprawdzie bardzo wyraźnego powołania przedstawiał dowody, lecz zdawało się, iż wątłe siły fizyczne nie dozwolą mu zastosować się do wszystkich przepisów tak ostréj Reguły. Wszakże ną usilne jego prośby, wzięli go na roczną próbę, ze słabą nadzieją, aby ją wytrzymał.

Podczas takowéj, przekonano się, że jak to zwykle bywa, silny duch powołania zastępował w nim aż nadko brak sił fizycznych. Po odbytym nowicyacie, w którym podziwiano jego świątobliwość i ostrość życia, przypuszczony został do ślubów uroczystych. Po ich wykonaniu, już nie postępował, lecz jeśli tak wyrazić się można, leciał po drodze doskonałości zakonnéj, dla najstarszych służąc za wzór najściślejszego zachowania wszelkich przepisów, Serafickiéj ustawy. Na dzienne i nocne pacierze pierwszy do chóru, chociaż ciągle słabego był zdrowia, a na tych wspólnych modlitwach z takiém był zawsze skupieniem, że sam widok jego do nabożeństwa pobudzał drugich. Zachowawszy od kolebki nieposzlakowaną czystość, trapił jednak niewinne ciało, długiém czuwaniem na modlitwie, postami i krwawém biczowaniem się, które odbywał rozmyślając Mękę Pańską. Do tajemnicy niepokalanego Poczęcia przenajświętszéj Maryi Panny, szczególne miał nabożeństwo, i o Niéj w kazaniach swoich i naukach najczęściéj mówił, z wielką żarliwością ducha pobudzając drugich do czci Matki Bożéj, którą od dzieciństwa nazywał swoją Matką najdroższą i któréj przypisywał wszelkie łaski jakie odbierał od Boga, a nadewszystko łaskę powołania do zakonu.

Nadzwyczajną pałał miłością do Pana Jezusa, w przenajświętszym Sakramencie utajonego, co objawiało się głównie w rzęsistych łzach, jakiemi się zalewał przy każdéj Mszy świętéj, w rozognioném i rozjaśnioném obliczu jego, które wtedy nadawało mu jakąś nadziemską i jakby anielską powierzchowność. Na modlitwie tak się zatapiał w Bogu, że często wpadał w zachwycenie, i przez długi czas bez znaku życia w tym stanie pozostawał.

Przy końcu wieku XVI, przydany został za towarzysza do prac apostolskich błogosławionemu Wawrzyńcowi z Brunduzyi, generałowi tegoż zakonu, w jego misyi do Czech, gdzie herezye Lutra i Kalwina, wiele dusz wiernych od Kościoła odrywały. Trudno jest opisać, ile tam poniósł trudów, ile przebył niebezpieczeństw, jak wielkich doznał obelg, krzywd, i jak srogiego prześladowania od heretyków, którzy w nim znaleźli najdzielniejszego przeciwnika, i dla tego na niego głównie całą złość swoję obracali. Przebywszy tam lat trzy, powrócił do ojczyzny, gdzie go także obfite na niwie ewangelicznéj czekały zasługi.

Rozszerzanie chwały Bożéj, i zbawienie bliźnich mając jedynie na celu, upoważniony do tego od przełożonych, całkiem się oddał głoszeniu słowa Bożego, i nauczaniu ludu, przez najprzystępniejsze dla najprostszych umysłów, a pełne namaszczenia Ducha Świętego kazania. Wszystkim starając się stać wszystkiém, aby wszystkich Chrystusowi pozyskać, z największém upodobaniem przemawiał do wieśniaków, i dzieci ich jak najpilniéj wyuczał pierwszych zasad wiary. Ani zimowa pora, ani odległość miejsca, ani częste zapadanie na zdrowiu, nie wstrzymywały go od tego. A gdy ludy Włoch całych, podziwiały jego gorliwość apostolską, i jak Świętego, a na owe czasy zesłanego dla nich Apostoła, czciły, on jeden ciągle utyskiwał, iż tak mało około zbawienia bliźnich pracuje.

Wśród prac tego rodzaju, dotknięty ciężką chorobą, któréj zaród nie zwracając na to uwagi, już dawno w sobie nosił, pełen cnót i zasług, w klasztorze Forezemprońskim, otoczony braćmi wspólnie z nim modlitwy: za umierających odmawiającymi, zasnął spokojnie w Panu dnia 11 Maja roku 1625.

Wielu cudami po śmierci słynącego, Ojciec święty Pius IX w roku 1870 błogosławionym uroczyście go ogłosił.

Pożytek duchowny

Błogosławieny Benedykt, lubo słabego zdrowia, z miłości Jezusa za nas cierpiącego, nie tylko wiernie spełniał wszystkie przepisy ostréj Reguły, lecz znalazł dość siły, aby dobrowolnie zadawanemi sobie umartwieniami, wieść życie bardzo pokutne. Oblicz się z sumieniem, czy pod fałszywym pozorem braku zdrowia, nie uchylasz się od spełniania twoich obowiązków i przepisów Kościoła?

Modlitwa (kościelna)

Spraw, prosimy Wszechmogący Boża, abyśmy przez zamiłowanie krzyża i umartwień, które błogosławiony wyznawca Twój Benedykt, wzgardziwszy roskoszami świata, ciału swojemu mężnie zadawał, wyrzekłszy się pragnienia doczesnych uciech, poczciwy i pobożny żywot prowadzili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 384–386.

Tags: bł Benedykt z Urbino „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna rodzice wychowanie
2020-04-13

Św. Hermenegilda Męczennika

Żył około roku Pańskiego 586.

(Jego śmierć męczeńską opisali święty Grzegorz Wielki i święty Grzegorz Turoneński.)

Święty Hermenegild był synem starszym Lewigilda króla Wizygotów w Hiszpanii. Zrodzony i wychowany wśród błędów aryańskich, należał do téj sekty jak i cała jego rodzina i większa część Wizygotów. Ojciec za życia jeszcze swego, przypuścił go do rządów państwa, i wystarał mu się o rękę księżniczki Indegondy, córki króla Sygiberta. Królewna ta, prawowierna katoliczka wkrótce pozyskała Panu Bogu i serce swojego męża, a wsparta wpływem świętego Leandra Arcybiskupa Sewilskiego, jego wuja, odwiodła go od aryanizmu. Przyjął tedy Hermenegild powtórnie chrzest święty, którego mu udzielił błogosławiony Leander, gdyż chrzest aryański bez wezwania Trójcy przenajświętszéj dawany, był nieważnym. Zaraz potém przystąpił i do Sakramentu Bierzmowania z wielką uroczystością, na pamiątkę któréj kazał wybić medal złoty z napisem: każdego odszczepieńca unikaj.

Goswinda, druga żona Lewigilda, a macocha Hermenegilda, zawzięta aryanka, dokładała wszelkich starań aby księżniczkę Indegondę, odwieść od wiary świętéj. Widząc iż tego dokazać nie może, razu pewnego, w zapale wielkiéj złości, rzekła do niéj: „Kiedy nie chcesz być ochrzczoną po aryańsku, ochrzezę ja cię tak, że cię od stóp do głowy zmyję.” Jakoż, według świadectwa świętego Grzegorza Turoneńskiego, porwawszy za włosy tę nieszczęsną królewnę, kazała służącym swoim wziąść ją na sznur długi, i zanurzyć w sadzawce w porze zimowéj. Potém stojąc nad brzegiem co chwila do niéj wołała: „Powiedz że chcesz być aryanką, a każę cię wyciągnąć.” Lecz świątobliwa Indegonda za każdą razą odpowiadała: „jestem katoliczką i katoliczką chcę umrzeć.” Długo męczeństwo to znosiła, lecz w końcu stałość jéj przemogła złość niegodziwéj macochy. Indegonda wyszła z wody przy życiu, z koroną męczeńską przed Bogiem nabytą.

Hermenegild dowiedziawszy się o okrucieństwie, jakiego dopuściła się Goswinda na żonie jego, uniósł się bardzo i powziął zamiar pomszczenia się za nią. Król stanął po stronie swojéj niegodziwéj żony, która poduszczając gniew jego, przywiodła rzeczy do takiéj ostateczności, że przyszło do wojny domowéj między ojcem i synem. Wkrótce jednak, Hermenegild ulegając namowom bogobojnej małżonki, poddał się ojcu, upadł mu do nóg, i prosił o przebaczenie. Król szczerze czy nie szczerze, przyjął go bardzo serdecznie, i spytał gdzieby była żona jego. Książe odpowiedział, iż wkrótce na dwór przybędzie. Miał ten zamiar w istocie Hermenegild, tém bardziéj że Goswinda udawała iż także jest pojednaną i upewniała że żadnych już gwałtów na osobie jego żony niedopuści się odtąd. Lecz jeden z najwierniejszych przyjaciół Hermenegilda ostrzegł go, iż wtém ukrywała się zdrada. W wielkiéj więc tajemnicy wyprawił on żonę z synem najprzód do Afryki, a potém do Carogrodu, chroniąc przed złością macochy, te dwie najdroższe mu na świecie istoty.

Ostrzeżenie przyjaciela okazało się wcale niepłonném. Goswinda ujęła sobie najzaufańszych dworzan królewskich, postawiła przedajnych świadków, pofałszowała listy, i wbiła króla w przekonanie że syn udał tylko pojednanie się z nim, dla tém łatwiejszego zgubienia ojca. Cała ta intryga tak zręcznie poprowadzoną została, że Hermenegilda oskarżonego o zbrodnię stanu, król kazał wtrącić do więzienia, gdzie najokrutniéj się z nim obchodzono. Wtedy królewicz przewidując iż mu śmierć nawet grozi, już zajął się tylko przygotowaniem się na nią, i cały czas na modlitwie i pobożnych ćwiczeniach spędzał. Przejęty najżywszą skruchą za grzechy, jakby mu nie dość było na tém co ucierpiał od swoich prześladowców, przywdział ostrą włosiennicę i różne sobie umartwienia zadawał.

Długo jęczał w więzieniu. Dnia pewnego przybył do niego sam ojciec z urzędnikami, którzy sprawę jego prowadzili, a wpadłszy w złość największą, okrył go obelgami nazywając zdrajcą i ostatnim łotrem. W końcu spytał groźnie: czy dotąd obstaje przy wierze Rzymsko-Katolickiéj? „Tak jest ojcze, odpowiedział książe, i chciałbym sto razy umrzeć za tę wiarę świętą. Rozkaż, jeśli wola Twoja taka, poszarpać ciało moje w kawałki, a wtedy ile ran mi zadasz, tyle jakby ust wyznawać będzie Zbawcę mojego.” A gdy mu ojciec zagroził wydziedziczeniem od korony, jeśli aryaninem nie zostanie, „Ja, odrzekł książe, mam za nie koronę: wolę nie tylko z tronu ustąpić ale i życie utracić, byle nie odstąpić prawdy i nie dopuścić się tego, co jest przeciwném sumieniu mojemu i prawu Bożemu.” Odszedł ojciec srożéj jeszcze zagniewany, a Pan Bóg zlał w serce Hermenegilda wielkie pociechy, o których w liście swoim ostatnim z więzienia pisanym do żony, wspomina.

Wkrótce potém gdy nadeszła Wielkanoc, Lewigild posłał do więzienia Biskupa aryańskiego, z poleceniem aby Hermenogild z jego ręki przyjął komunią. Święty odmówił tego, gdyż wspólnictwo w obrzędach religijnych z kacerzami, jest zakazaném, za co król już nie kładąc żadnych granic swojemu zawziętemu gniewowi, skazał go na śmierć i posłał do więzienia katów, aby niezwłocznie wyrok ten wykonali. Królewicz, dowiedziawszy się o tém ukląkł, i w te słowa modlić się zaczął: „Boże mój i Panie! dzięki Ci nieskończone składam, że obdarzywszy mnie przez ojca mojego życiem nędzném i śmiertelném, z mocy wyroku przez niegoż wydanego, obdarzasz mnie życiem wiekuistéj radości.” Potém modlił się za ojca, za macochę i za wszystkich swoich nieprzyjaciół, i wspomniał z uczuciem serdecznego przywiązania o małżonce swejéj Indegundzie, wyrażając wdzięczność jaką ma dla niéj za to że go nawróciła do wiary katolickiéj, i zawsze ku wiernéj służbie Boga zachęcała. W końcu poleciwszy duszę swoję Bogu, i wezwawszy przenajświętszą Pannę i Anioła Stróża, schylił głowę pod miecz katowski. Ścięto go toporem dnia 13 Kwietnia, około roku Pańskiego 586. Zaraz po śmierci jego objawił Pan Bóg chwałę która go w Niebie spotkała. Przez całą noc następną, słyszano około ciała jego śpiewy anielskie, a więzienie napełnione zostało światłością niebieską. Święty Grzegorz Wielki, który pisał jego żywot, sądzi iż przez wzgląd na jego zasługi i za jego pośrednictwem, nawrócił się brat jego król Rekaret, po Lewigildzie panujący, a wkrótce po nim i cały naród Gotów Hiszpańskich, wrócił na łono Kościoła.

Co do księżniczki Indegondy: piszą że otrzymawszy wiadomość o śmierci swego ukochanego małżonka, wraz z ostatnim jego listem który pisał do niéj z więzienia, prosiła Pana Boga aby, jeśli taka wola Jego, i ją do Siebie powołać raczył i połączył z mężem i z dzieckiem. Gdy bowiem Hermenegilda tracono w Hiszpanii, w téj saméj porze straciła i jedynego synka, jakiego z małżeństwa z nim miała. Pan Bóg uwzględnił jéj pobożną tęsknotę: wkrótce po odebraniu wiadomości o śmierci męża, będąc w Afryce świątobliwie umarła.

Pożytek duchowny

Święty Hermenegild wzgardził i koroną i życie poświęcił, byle wiary świętéj nie odstąpić. Gdy Pan Bóg nie wymaga po nas tak wielkich ofiar, starajmyż się tém bardziéj nie dawać nigdy w sercu naszém pierwszeństwa czemukolwiek, nad posłuszeństwo jakieśmy winni Panu Bogu. Święty ten, jakto widzisz ze szczegółów jego życia, zamordowany przez własnego ojea za wiarę świętą, pomimo takiego z jego strony okrucieństwa, nie wykroczył przeciwko należnéj rodzicom czci i poszanowaniu. Bierzmy ztąd naukę z jaką uległością być powinny dzieci dla rodziców, jakimikolwiek by oni byli.

Modlitwa (kościelna)

Boże! kóryś błogosławionego Hermenegilda męczennika Twojego, koronę niebieską nad ziemską przekładać nauczył, spraw pokornie prosimy, abyśmy za jego przykładem ziemskiemi dobrami gardząc, o wieczne się starali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 288–290.

Tags: św Hermenegild „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik arianizm rodzice
2020-03-31

Bł. Mikołaja Pustelnika w Szajcaryi

Żył około roku Pańskiego 1487.

Błogosławiony Mikołaj, który nie należy do liczby Świętych uroczyście kanonizowanych, lecz któremu cześć oddawaną przez wiernych w ojczyźnie jego, kilku Papieży zatwierdziło, 1 narodził się w Szwajcaryi w wiosce Sakselu, roku Pańskiego 1417. Ojciec jego nazywał się Henryk Flue, a matka Emma z domu Bobert. Bylito dość zamożni właściciele ziemscy, i słynący w całéj okolicy z pobożności i wielkiego miłosierdzia dla biednych.

Z czasów dziecinnych Mikołaja i jego lat młodzieńczych, mało przechowało się szczegółów. To tylko wiadomo, że zapatrując się na przykłady świątobliwego życia rodziców, od najmłodszych lat wielkie okazywał w modlitwie i wszelkich pobożnych ćwiczeniach upodobanie, a zwykłe płoche rozrywki młodocianego wieku, nie nęciły go wcale. Często zapuszczał się w najsamotniejsze doliny i dzikie lasy, i tam po dni kilka przebywał trwając na bogomyślności.

Miał lat szesnaście, gdy razu pewnego przechodząc przez jednę z dolin Szwajcarskich, ujrzał w powietrzu wysoką wieżę, która wznosząc się coraz bardziéj w oczach jego, znikła w obłokach. Zdziwiło go takowe widzenie, a Pan Bóg objawił mu, iż wieża ta wyobraża szczyt doskonałości chrześcijańskiéj, do któréj zdążać powinien, aby przez nią dostać się do Nieba.

Pomimo pociągu jaki miał do stanu bezżennego i do osamotnionego rodzaju życia, nie chcąc opierać się woli rodziców, którzy sobie życzyli aby zawarł śluby małżeńskie, pojął za żonę dziewicę również jak on wielkiéj pobożności, i z nią miał dziesięcioro dziatek. Wychował je w bojaźni Bożéj, i doczekał się z nich prawdziwéj pociechy, gdyż wszystkie wyszły na wzorowych chrześcijan. Z czasem zaś synowie jego objęli pierwsze urzędy w kraju.

Mikołaj ożeniwszy się nie przestał wieść życia nadzwyczaj umartwionego. Cztery razy na tydzień suszył, codzień wstawał wśród nocy, i wtedy dwie godziny spędzał na modlitwie. Szczególnie miał wielkie nabożeństwo do przenajświętszej Panny; na Jéj cześć odmawiał dnia każdego cały Psałterz, i kilka razy koronkę, którą zawsze miał przy sobie. Taki rodzaj życia nie był mu wcale na przeszkodzie, do pełnienia obowiązków obywatelskich. Brał czynny udział w wojnach, jakie wiedli Szwajcarowie, broniąc się od gwałtów, których nad ich ojczyzną, dopuszczali się książęta Austryaccy.

Piastując najwyższe urzędy, do których zaufanie powszechne ciągle go powoływało, największe w kraju położył zasługi w ich sprawowaniu. Wielkiego wpływu jakie mu zjednały cnoty jego, i znakomite wykształcenie, używał na powstrzymywanie wszelkich w podwładnych mu urzędnikach nadużyć, a pod czas długo panujących wojen, uśmierzał wybuchy niegodnéj chrześcijańskiego ludu zemsty, gdy nad nieprzyjaciołmi rudacy jego odnosili zwycięstwo. W kilku ważnych dla sprawy publicznéj wypadkach, dał dowody takiego męstwa, roztropności i poświęcenia się, iż na uczczenie tych jego zasług, wybito medal złoty, z napisem utrwalającym jego pamięć w potomności.

Przez lat blizko dwadzieścia na różnych godnościach służąc ojczyźnie, pomimo nalegań całego narodu, nieprzyjąwszy najwyższego w Szwajcaryi urzędu Landemana, opuścił zupełnie zawód publiczny, w celu zajęcia się już tylko własną duszą. Kilka widzeń cudownych jakiemi obdarzył go był wtedy Pan Bóg, skłoniły go ostatecznie do spełnienia zamiaru, który miał oddawna, udania się na puszczę, i poświęcenia się już tylko najwyższéj bogomyślności i pokucie. Jakoż uczynił to roku 1467. Opuścił dom i rodzinę już jego opieki niepotrzebującą, i nie biorąc z sobą ani pieniędzy, ani żadnych zapasów żywności, w ubogim odzieniu i boso, mając tylko w ręku kij i Koronkę, puścił się w góry. Pierwszéj nocy usnąwszy na ziemi pod drzewem, po przebudzeniu się, doznał tak gwałtownego bolu, że mu się zdawało iż mu serce ostrém żelazem przeszyto. Lecz po chwili cierpienie to przeszło zupełnie, i od tego czasu już nigdy nie doznał uczucia głodu ani pragnienia, chociaż, jakto zaraz obaczymy, wstrzemięźliwość zachował nadzwyczajną.

W tydzień po jego wyjściu z domu, krewni wyszukali go w lesie, gdzie przybywszy brat jego, usilnie go nakłaniał, aby powrócił do rodziny, zwracając i na to jego uwagę, że jeśli zamieszka w miejscu tak odludném, z głodu może umrzeć, lub stać się pastwą dzikich zwierząt. „Bracie kochany, odrzekł mu na to Mikołaj, głodu się nie obawiam, bo oto już dni jedenaście jak nic w ustach nie miałem, a ani mi się jeść ani pić nie chce. Dzikich zwierząt podobnież nie lękam się.” Prosił tylko brata aby mu przysłał kapłana, którego chciał jeszcze rady zasięgnąć. Po widzeniu się z nim, i na żądanie mieszkańców tejże okolicy, zamieszkał małą chatkę wybudowaną umyślnie dla niego, w miejscu bardzo ustronném na dolinie, przy któréj rodzina jego urządziła mu kapliczkę. Od czasu do czasu, a mianowicie w niedzielę i święta przychodził tam ksiądz ze Mszą świętą, i dawał mu Kommunią.

Błogosławiony ten sługa Boży, przepędził tam lat dwadzieścia jeden, żadnego zgoła nie biorąc przez cały ten czas posiłku, prócz Kommunii świętéj, którą przyjmował raz na miesiąc. Rzecz ta wydawała się tak niepodobną do prawdy, że gdy to jedni rozgłaszali, drudzy utrzymywali iż mu tajemnie przynoszą pożywienie, lubo nikt nie posądzał Mikołaja o jakę obłudę, gdyż go powszechnie wszyscy wysoko poważali, a od niejakiego czasu jak Świętego czcili. Wszakże ściągnęło to uwagę tak władzy duchownéj, jak i świeckiéj. Zarządzono w tym celu śledztwo najściślejsze, złożone z lekarzy i urzędników kościelnych i cywilnych. Mieszkanie Mikołaja otoczono zewsząd strażą, nieodstępowano go w dzień i w nocy, i w końcu nie tylko uznano cudowność jego sposobu życia, przekonawszy się o tém że żadnych zgoła pokarmów nie bierze, lecz oraz podziwiano i jego wysokie cnoty, patrząc zblizka na różne jego święte ćwiczenia, i na jego pokorę, słodycz i miłość w obcowaniu z ludźmi.

W ciągu téj próby książe Arcybiskup Konstancejski, do którego Metropolii należała dolina na któréj mieszkał Mikołaj, posłał jednego ze swoich Sufraganów, Biskupa Askalońskiego, aby na miejscu zbadał rzecz zblizka. Ten wszedłszy do chatki naszego pustelnika, spytał go zaraz, która cnota jest najpierwszą z cnót chrześcijańskich? „Posłuszeństwo” odrzekł na to Mikołaj. „A więc powiedział mu Biskup, w imieniu posłuszeństwa nakazuję ci abyś przyjął posiłek: oto jest chleb i wino.” Mikołaj w słowach najpokorniejszych przedstawił Biskupowi, iż mu to bardzo może zaszkodzić, gdyż od lat już kilkunastu żadnego zgoła nie brał posiłku i nic nie pijał; wszakże gdy ten ponowił swój rozkaz, sługa Boży, użył podanego mu pokarmu. Lecz w tejże chwili, tak strasznych doznał boleści, iż zdawało się że to życiem przypłaci. Biskup bardzo zasmucony takim wypadkiem, serdecznie go przeprosił, mówiąc iż miał rozkaz od Arcybiskupa aby w ten sposób postąpić, a Mikołaj uspokajał go upewniając iż to cierpienie przejdzie i żadnych złych skutków po sobie nie zostawi, byle mu pozwolono i nadal jak dotąd obchodzić się bez pokarmów i napoju.

Akt urzędowy spisany podówczas przez urzędników duchownych i cywilnych, po wyprowadzeniu śledztwa, a poświadczający iż już wtedy było lat ośmnaście jak Mikołaj wiódł tak cudowny sposób życia, złożony w parafii miejscowéj, dotąd przechowany jest w oryginale stwierdzonym wielką liczbą podpisów.

Od tego czasu tłumnie zbiegali się wierni do pustelni Mikołaja, już to aby uczcić w nim tak nadzwyczajne dary Boskie, już aby polecić się jego modlitwom, których skuteczności powszechnie doznawano, już aby zasięgnąć jego światłéj rady w rzeczach tyczących się sumienia, lub zbudować się naukami, które niemal codziennie miewał do przybywających.

Lecz prócz tego mąż Boży w kilku ważnych dla Szwajcaryi wypadkach, i z tego ustronia swojego spieszył na posługę krajowi. Po zwycięstwach jakie Szwajcarowie odnieśli byli nad Burgundczykami, wielkie niesnaski domowe, groziły im straszną, a niechybną wojną domową. Niespodziane zjawienie się na walnych naradach Stanów skonfederowanych Mikołaja, — którego zaprowadził tam jeden z duchownych, spodziewający się iż wpływ jego zażegna grożące niebezpieczeństwo — umysły uspokoiło i wszystkich do zgody w téjże chwili przywiodło. Inną razą gdy jedno z miast blizkich jego pustelni gorzało, Mikołaj przybywszy tam, znakiem krzyża świętego, pożar w całéj sile będący, powstrzymał. W wielu innych wypadkach jużto krajowi całemu, już rodzinom różnym przychodził w pomoc; zawsze gotów opuścić pustelnię swoję, gdy tego dobro bliźniego wymagało.

Nakoniec w swojéj samotni przeżywszy w tak nadludzki sposób lat dwadzieścia jeden, przyjąwszy z oznakami najżywszej pobożności ostatnie Sakramenta święte, otoczony dziećmi i żoną przybyłemi na tę chwilę do niego, zasnął spokojnie w Panu dnia 21 Marca roku Pańskiego 1487. Ciało jego z wielką czcią pochowane zostało w kościele Świętego Teodula w Sakselu, jego rodzinnej parafii, a liczne cuda przy grobie jego zaszłe, imię jego nie tylko w Szwajcaryi, lecz i w Niemczech, Francyi i Belgii rozsławiły.

Pożytek duchowny

Nadzwyczajność życia tego błogosławionego sługi Bożego nie jest do naśladowania, będąc cudownym i wyjątkowym darem Bożym. Lecz żywot jego uczy nas, że w każdym Stanie i w każdych czasach, Pun Bóg wskrzesza takich cudownych pokutników, abyśmy wiedzieli, że łaski Jego najprzedziwniejsze, stoją zawsze otworem dla dusz wybranych, i że wina to tylko większego pomiędzy ludźmi zepsucia gdy rzadko się pojawiają tak cudowni słudzy Pańscy.

Modlitwa

Boże! dawco wszelkich łask i darów, wejrzyj litościwie na potrzeby Kościoła świętego, a rozżywiając w duszach ludu Twojego ducha wiary, wskrzeszaj między nami coraz więcéj i coraz cudowniejszemi darami obdarzanych świętych sług Twoich, abyśmy ich przykładami i słowami ku doskołałéj służbie Twojéj zagrzani, wiecznie Cię z nimi chwalili w Niebie: Przez Pana naszego i t.d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 253–256.

Footnotes:

1

Bolamd. 22 Mar. Godes. Rohba. 31 Mar.

Tags: bł Mikołaj Pustelnik „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelnik rodzice post
2020-02-23

Św. Piotra Damiana Biskupa, Kardynała i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 1072.

Pożytek duchowny

Widziałeś jakiemi łaskami nagrodził Pan Bóg świętemu Piotrowi Damianowi, jego pobożne uczczenie pamięci rodziców, przez niesienie ratunku ich duszom. Czy pamiętasz o duszach rodziców twoich, i tych wszystkich, za których po ich śmierci masz obowiązek modlić się?

Modlitwa (kościelna)

Racz sprawić wszechmogący Boże, abyśmy zbawienną nauką w pismach błogosławionego Piotra Wyznawcy Twojego i Biskupa pozostawioną powodując się, a za przykładem jego idąc, gardząc rzeczami doczesnemi, wiecznych dostąpili radości. Przez Pana naszego… i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 137–138.

Tags: św Piotr Damian „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup kardynał doktor rodzice
2020-02-11

Św. Eufrozyny Dziewicy

Żyła około roku Pańskiego 430.

Pożytek duchowny

Postępek świętéj Eufrozyny, która przebrawszy się w męskie suknie płeć swoję zataiła, lubo w ogólności naganny, nie poczytał jéj Pan Bóg za złe, gdyż go ona użyła jedynie w celu pójścia za swojém powołaniem. Uczmy się z tego, jak dalece w podobnym razie dziecko każde powinno przekładać wolę Bożą nad wolę rodziców, a z drugiéj strony poznajmy jak ciężko zawiniają rodzice, gdy opierając się woli Bożéj, powołującéj do wyłącznéj służby swojéj ich dzieci, zmuszają je przez to do ostatecznych jakich kroków, aby powołania swego nie schybiły.

Modlitwa

Boże! Któryś świętą Eufrozynę dziwnemi drogami do służenia Ci według woli Twojéj powołać raczył; daj nam za jéj wstawieniem się, dobrze rozpoznać jak Ci służyć mamy, i udziel łaski abyśmy, poznawszy w téj mierze wolę Twoję, jak najwierniéj ją spełnili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 110.

Tags: św Eufrozyna dziewica „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna rodzice powołanie
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.