Citatio.pl

Wpisy z tagiem "spowiedź":

2020-10-05

Św. Placyda i jego Towarzyszy Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 542.

(Żywot ich znajduje się w Bolandstów pod dniem dzisiejszym.)

Święty Placyd był synem Tertulla, jednego z największych panów rzymskich. Przyszedł na świat w początku V wieku, kiedy wielki święty Benedykt założyciel zakonnego życia na Zachodzie, powszechnéj już używał sławy. Placyd miał siedem lat kiedy go ojciec zawiózł do klasztoru w Subjako, i świętemu Benedyktowi oddał na wychowanie. Tak młodziutkim będąc od razu zaczął prowadzić życie zakonne, od czego nietylko żadne ostrości reguły go nie zrażały, lecz wszystkie jéj przepisy jak najwierniéj zachowując, prócz tego w różny sposób martwił swoje niewinne ciało. Wszyscy téż zakonnicy bardzo go pokochali, a święty Benedykt miłował go jak rodzonego syna.

Razu pewnego zdarzyło się że młody Placyd poszedłszy po wodę do rzeki, wpadł w nią i już go nurty jéj unosiły. Święty Benedykt który podówczas modlił się w celi, zawiadomiony o tém przez objawienie, posłał drugiego młodego zakonnika imieniem Maura, aby go ratował. Ten powodowany posłuszeństwem, niezastanawiając się nawet nad tém co czyni, nieumiejąc pływać rzucił się w wodę która w téj chwili stała się twarda jak kryształ, przeszedł po niéj jakby po lodzie, schwycił za rękę Placyda i na brzeg go przyprowadził. Ten zaś powiedział, że wpadłszy w wodę dla tego pod nią zanurzony nie był, że ciągle widział świętego Benedykta unoszącego się nad nim.

Od tego czasu Placyd jeszcze większy czynił postęp na drodze doskonałości. Wzrastając w lata wzrastał i w cnoty, a święty Patryaroha przywiązując się do niego coraz więcéj, nierozstawał się z nim prawie nigdy. Jak Pan Jezus który wybierał zawsze najulubieńszych swoich uczniów w chwili kiedy jaki cud miał czynić, taki Święty ten Opat w takich razach miał zwykle przy sobie Placyda. Był téż on obecny kiedy Benedykt cudownym sposobem ze skały wyprowadził źródło dla klasztoru a gdy tenże udał się na górę Kasyneńską aby tam poniszczyć bałwany pogańskie którym jeszcze cześć oddawano, i założyć w tém miejscu główny swój klasztor, wziął także z sobą Placyda, A nakoniec gdy wypadła potrzeba wysłać zakonników z klasztoru Subjackiego aż do Sycylii aby tam założyć nowy klasztor, święty Benedykt wybrał na to Placyda swego ukochanego ucznia, przydając mu dwóch bardzo świątobliwych zakonników Donata i Gordyana. Ojciec Placyda Tertuliusz, podarował był świętemu Benedyktowi wielkie dobra jakie w Sycylii posiadał, składające się z kilku małych portów morskich i ośmnastu wiosek, i tamto ten Święty Patryarcha wysłał Placyda dla założenia nowego klasztoru.

Błogosławione to były czasy, w których ledwie nie co krok świętego napotkać można było: tak téż i Placyd udając się wtedy do Sycylii, w Kapui był najsardeczniéj przyjęty przez świętego Hermana, w Benewencie przez świętego Marcina, w Kanozie przez świętego Sawina, a w Reżżio w Kalabryi przez świętego Syzyna, którzy byli Biskupami tych miast. W podróży téj Placyd wiele cudów uczynił, przypisując je zawsze przez pokorę zasługom swojego Patryarchy świętego Benedykta, którego imienia w takich razach wzywał. Gdy przybył do Mesyny, gdzie go już sława jego świątobliwości i cudów przez niego czynionych poprzedziła, Moselin najzamożniejszy pan tego miasta, a wielki przyjaciel jego ojca, chciał go w pałacu swoim ugościć i jakiś czas zatrzymać. Lecz sługa Boży podziękował mu za to mówiąc: że zakonnikom nie wypada przebywać po świeckich domach, gdyż życie jakie tam prowadzą nie zgadza się z tém jakie oni wieść powinni.

Przybywszy na miejsce swojego przeznaczenia, zajął się niezwłocznie wybudowaniem klasztoru i kościoła pod wezwaniem świętego Jana Chrzciciela, i tego przed końcem roku dokonał. Rozgłos jego świątobliwości, życie jakby anielskie które prowadzili zakonnicy w tym nowym klasztorze osiedli, ściągnęły wkrótce do niego wielką liczbę młodzieży, między któremi było trzydziestu z najmajętniejszych rodzin, którzy wyrzekłszy się wielkich dostatków, poświęcili się Panu Boga na służbę. Klasztor téż ten stał się od razu podobny do klasztoru Kasyneńskiego téj kolebki Benedyktyńskiéj za wzór innym służącéj, bo jego przełożony święty Placyd wiernie na sobie odbijał wysoki wzór doskonałości zakonnéj, jaki przedstawiał sam święty ich Patryarcha. Chociaż był nie silnego zdrowia i słabéj budowy ciała, w ostrości życia wszystkich przewyższał braci. Ścisły post zachowywał ciągle, jadając tylko raz na dzień, a zwykle nie więcéj prócz trochę mleka i jarzyny. Chleba nawet pozwalał sobie tylko w niedziele, wtorki i czwartki. W wielkim poście kilka dni z rzędu spędzał bez żadnego pokarmu i napoju. Sypiał zawsze na stołku twardym bez poręczy, opierając głowę o mur i zażywając snu od dwóch do trzech godzin najwyżéj. Resztę nocy spędzał na modlitwie w kościele, a zwykle przed obrazem Matki Boskiéj, do któréj całe życie szczególne miał nabożeństwo. Lubo obarczony był kłopotliwemi zajęciami nowopowstającego Zgromadzenia zakonnego którém zarządzał, skupienia wewnętrznego nie tracił jednak ani na chwilę: owszem, widać było iż coraz ściśléj jednoczył się z Bogiem. Łaską czynienia cudów i tam go Pan Bóg uświetnił. Z tego powodu wielką liczbę dotkniętych różnemi słabościami przyprowadzono mu do klasztoru. Zdarzyło się razu pewnego, że gdy przez niejaki czas nie mógł wyjść do przybywających chorych, nagromadziło się ich bardzo wielu. Gdy nareszcie przybył nasz Święty, przeżegnał ich i wszystkich w tejże chwili uzdrowił.

Pięć lat już upłynęło od czasu jak Placyd mieszkał w klasztorze w Sycylii przez niego założonym, kiedy dwóch jego młodszych braci Eutykiusz i Wiktoryn, którzy go nawet nie znali, i siostra Flawia, przybyli z Rzymu aby go odwiedzić i przepędzić pewien czas z bratem, którego sława świątobliwości i do nich była doszła. Wielkiéj pociechy doznali nawzajem, a rozmowy z Placydem i przykład jego życia taki wpływ wywarł na jego braci i siostrę, że postanowili i oni wyrzec się świata i idąc w ślad za swoim świętym bratem, wstąpić do zakonu. Lecz Panu Bogu spodobało się krótszą drogą poprowadzić ich do Nieba.

W owéj właśnie porze pojawił się był na morzu Śródziemném, wysłany przez jednego z królów Afrykańskich korsarz nazwiskiem Manuka, znany z okrucieństwa poganin, a zawzięty wróg imienia chrześcijańskiego. Przybiwszy do brzegów Sycylii wysiadł ze swoją hordą na ziemię, i najprzód napadł na klasztor świętego Placyda w blizkości portu będący. Skoro się tam dostał, uwięził wszystkich zakonników, a z nimi Eutykiusza, Wiktoryna i Flawią. Barbarzyniec ten kazał najprzód stawić przed sobą Donata towarzysza Świętego Placyda, i pytał go groźnie czy jest chrześcijaninem. „Jestem nim, odpowiedział Donat, a nawet mam szczęście być mnichem.” Manuka aby od razu rzucić postrach na innych, po téj odpowiedzi Donata dobył miecza i głowę mu rozpłatał. Potém kiedy jeszcze ciało tego świętego Męczennika leżało przy nim krwią zbroczone, kazał przywołać wszystkich innych więźniów, i różnemi sposobami jużto łagodnemi słowy, już groźbą, chciał ich przywieść do wyparcia się Chrystusa a zostania poganami. Wszyscy mu oświadczyli że tego nigdy nie uczynią, że są chrześcijanami i za wiarę Chrystusa pragnęliby nie jeden raz lecz tysiąc razy oddać życie. Placyd zaś w imieniu innych przydał, że nietylko nie obawiają się śmierci, lecz że święcie zazdroszczą Donatowi, który miał szczęście pierwszy zdobyć koronę męczeńską. Korsarz wpadł we wściekłość i zaczął zadawać im najstraszniejsze męki. Najprzód zbił ich okrutnie, a potém okutych w kajdany kazał zaprowadzić do więzienia. Tam trzymał ich przez tydzień cały bez żadnego pokarmu i napoju. Po upływie tego czasu kazał ich wyprowadzić, posilić żeby dłuższe mogli wytrzymać męki, i znowu katował ich najokrutniéj. Zawiesił ich za nogi, a pod niemi kazał rozpalać ogień, aby dymem ich dusić; a ciągle się domagał aby wyrzekli się wiary. W ciągu tego święty Placyd, nad którym najwięcéj pastwił się ten morderca, zachęcał drugich do wytrwałości. Święta Flawia siostra jego także szczególne przedstawiała dowody męstwa. Gdy zawieszoną w powietrzu darli żelaznemi hakami, a barbarzyniec pytał jéj jak może będąc kobietą i tak znakomitego rodu, wystawiać się na takie cierpienia i zniewagi, kiedy od nich jedném słowem obronićby się mogła, odpowiedziała: „Dla miłości Chrystusa wszelkie męki są dla mnie największą pociechą, a śmierć za Niego poniesiona życiem.” Wtedy poganin kazał przerwać katusze zadawane świętym Męczennikom, i znowu probował czy ich od wiary odwieść nie potrafi. Lecz Placyd rzekł do niego: „Napróżno nas kusisz, lepiéj byś zrobił abyś ratujęc własną twoję duszę, wyrzekł się zabobonów pogańskich. – Wszystkie bożyszcza którym wy cześć oddajecie, sąto wymysły szatańskie, „przez które zły duch zdobywa dusze wasze. Jeden jest tylko Róg prawdziwy, którego czczą chrześcijanie, który jest Stwórcą wszystkiego, Panem Nieba i ziemi, i który po śmierci rozsądzać będzie każdego z nas najskrytsze sprawy.” Manuka rozgniewany tą świętą Placyda odwagą, nie dał mu dłużéj mówić, i kazał kamieniem pogruchotać mu szczęki i powybijać zęby, a gdy pomimo tego Święty przemawiał, kazał mu język wyciąć. Lecz Placyd zaczął mówić jeszcze głośniéj i wyraźniéj niż wprzódy. Cud tak wielki nawrócił wielu pogan obecnych, a Manuka widząc to i obawiając się aby wszyscy jego żołdacy chrześcijanami nie zostali, wydał rozkaz aby więźniowie niezwłocznie ścięci zostali. Poprowadzono ich więc nad brzeg morza gdzie mieli być straceni. Przybywszy tam wszyscy padli na kolana, składając w ofierze Panu Jezusowi życie swoje.

Święty Placyd, którego mowa jako cudownie mu zachowana, zagrzewała tém więcej do męstwa jego towarzyszów, w imieniu wszystkich tak głośno się modlił: „Zbawco nasz Jezu Chryste, któryś raczył śmierć ponieść za zbawienie nasze na krzyżu, bądź miłościw nam sługom Twoim niegodnym. Daj nam wytrwałość aż do końca, i udziel nam téj łaski abyśmy w Niebie w gronie Twoich świętych męczenników zasiedli. Wspieraj nas w tej ostatniéj chwili naszego życia, i przyjm ofiarę jaką ci z niego składamy.” A inni odpowiedzieli: Amen, i w tejże chwili wszyscy ścięci zostali w liczbie trzydziestu trzech. Ponieśli męczeństwo 5 października roku Pańskiego 541.

Pożytek duchowny

Święty Maur powodowany duchem posłuszeństwa rzucił się w wodę ratować świętego Placyda, gdy mu to nakazał jego Opat i idąc po wierzchu rzeki cudownie go z jéj nurtów wydobył. Chociaż nie zawsze takim cudem, zawsze jednak wynagradza Pan Bóg prędkie posłuszeństwo nasze względem tych którym ulegać powinniśmy. Niech cię to uczy i zachęca do należnéj uległości względem wszelkiéj zwierzchności.

Modlitwa (Kościelna)

Boże, który nam dozwalasz świętych Męczenników Twoich Placyda i towarzyszów jego uroczystość obchodzić, daj nam miłościwie szczęścia wiekuistego wraz z nimi zażywać. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 851–853.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 804

Na pytanie, co św. Placydowi zjednało wieniec męczeński i oznakę świętości, jedna jest odpowiedź: posłuszeństwo, już bowiem jako siedmioletni chłopiec dostał się pod troskliwy dozór i mądry kierunek świętego Benedykta i wcześnie nauczył się czynić tylko to, co mu jego duchowny przełożony radził, nakazał i do czego go zachęcał. Posłuszeństwo jest najpewniejszą drogą wiodącą do świątobliwości.

Zważmy przeto:

  1. Jak łatwe jest posłuszeństwo. Sternikiem duszy naszej jest mąż pobożny, oświecony łaską Bożą, dokładnie znający święte prawdy wiary, słowem, mąż najzupełniej zasługujący na nasze szacunek i zaufanie. Rozkazy i rady, jakie nam daje, nie są natchnione chwilowym kaprysem lub urojeniem, czuje on odpowiedzialność, która na nim ciąży, wie dobrze, że będzie kiedyś musiał zdać za naszą duszę ciężki rachunek przed Bogiem. Gdyby stanął przed nami sam Pan Jezus, każąc to czynić lub owego się wystrzegać, czyż byśmy Go z rozkoszą nie słuchali? Słuchając zaś rad duchownego przewodnika lub przełożonego, słuchamy samego Chrystusa. Wszakże święty Paweł pisze: „Cokolwiek czynicie, z serca czyńcie, jako Panu, a nie ludziom. Wiedząc, że od Pana weźmiecie odpłatę dziedzictwa” (Kol. 3, 23). – Prócz tego wiemy, jakim udręczeniem są niepokojące nas częstokroć skrupuły i wątpliwości, czy w tym lub w owym wypadku postąpiliśmy tak, jak każę religia, czyśmy nie zgrzeszyli, czyśmy nie wykroczyli przeciw Bogu ? Któż nam te skrupuły rozwiąże, kto te wątpliwości usunie, jeśli nie duchowny nasz przewodnik i doradca naszego sumienia, którego światłą radą winniśmy się kierować a rozkazów słuchać, wiedząc, że jego rady i rozkazy są za stosowane do woli Bożej. Pewność ta czyni posłuszeństwo łatwym.
  2. W posłuszeństwie jest zawarta i zasługa. Choćbyśmy dawali jak najhojniejsze jałmużny, dajemy tylko martwy kruszec i rzeczy doczesne; choćbyśmy z miłości ku Bogu jak najwięcej umartwień nakładali na ciało nasze, zawsze tylko składamy Mu ofiarę ze zmysłowych rozkoszy i przemijających bólów; ale jeśli chętnie i skwapliwie słuchamy rozkazów z miłości ku Bogu, wtedy czynimy Mu ofiarę z woli i ducha naszego, tj. tego, co dla nas i dla Niego jest najcenniejsze. Chrystus Pan i Matka Jego Najśw. są pierwowzorem posłuszeństwa. Najświętsza Maryja Panna rzekła: „Oto służebnica Pańska, niechaj Mi się stanie według słowa twego” (Łuk. 1,38). Chwała Pana Jezusa i Najśw. Panny w niebiesiech jest nagrodą ich posłuszeństwa na ziemi, jak tego dowodzi Pismo święte. Tylko to, co jest skutkiem i wypływem posłuszeństwa, może rościć prawo do zasługi ; wszystko inne, co nie pochodzi z tego źródła, jest podejrzane i ma wartość wątpliwą.
Tags: św Placyd „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik św Benedykt św Herman św Marcin św Sawin św Syzyn posłuszeństwo skrupuły spowiedź
2020-09-01

Św. Idziego Opata

Żył około roku Pańskiego 550.

(Żywot jego był napisany przez świętego Antonina, Arcybiskupa Florenckiego.)

Święty Idzi rodem z Aten, pochodził ze znakomitéj rodziny dawnych królów Greckich. Rodzice jego byli bardzo zamożnymi i przykładnymi chrześcijanami. Wychowali syna jak najstaranniéj, a że obdarzył go był Pan Bóg niepospolitemi zdolnościami, rychło zasłynął znakomitą nauką, a obok tego i wielką pobożnością. Ulubioném jego zajęciem były książki i modlitwa. Od zwykłych rozrywek młodzieży stroniąc, w chwilach wolnych odwiedzał ubogich, hojnie ich obdarzał, a chorym sam z wielką miłością usługiwał. Zdarzyło się że kiedy był dzieckiem oddał biednemu własną suknię, nie mając go czém inném wesprzeć.

Młodym był jeszcze kiedy po śmierci rodziców odziedziczył bardzo znaczny majątek. Niedługo wahał się jaki z niego ma uczynić użytek. Pomny na te słowa Pana Jezusa do pewnego młodzieńca wyrzeczone: „Idź przedaj co masz i daj ubogim” 1, święty Idzi sprzedał całą majętność swoję, i wszystkie pieniądze rozdawszy na biednych, z miłości ubogiego Pana Jezusa, sam żył z żebraniny. Czyn tak wielkiéj miłości bliźniego i zaparcia zjednał mu szczególny szacunek w całém mieście, a jeszcze bardziéj rozsławiły jego Świątobliwość dwa następujące cuda które uczynił.

Gdy razu pewnego w dzień uroczysty był w kościele, opętany znajdujący się tamże zaczął wyć straszliwie. Idzi zdjęty litością nad stanem tego nieszczęśliwego, przybliżył się do niego, i w Imię Jezusa Chrystusa rozkazał szatanowi aby ustąpił, a w téjże chwili opętany, od złego ducha, w obec licznie zgromadzonego ludu, uwolniony został. Inną znowu razą, pewnego człowieka ukąsiła jadowita gadzina. Był już konającym, gdy ujrzano że Idzi wychodził z kościoła i przyzwano go do umierającego. Święty pomodlił się przez chwilę, przeżegnał chorego, i ten wstał zdrów najzupełniéj.

Od téj pory już wszyscy czcili go jak Świętego i cudotwórcę, co widząc Idzi, którego pokora niezmiernie na tém cierpiała, postanowił opuścić ojczyznę i udać się w obce kraje, gdzieby był zupełnie nieznanym. Wsiadłszy na cudzoziemski okręt, aby się udać do Francyi, bardzo się uradował że go nikt z płynących nie znał, lecz i tu cud jaki uczynił objawił w nim wielkiego sługę Bożego. Zaledwie na pełne morze wypłynęli, kiedy straszliwa burza nadwerężywszy okręt, zagroziła mu niechybném zatonieniem. Idzi pomodlił się, a skoro wzniósł ręce do Nieba, burza ucichła i okręt zdołał się wyratować.

Przybywszy do Francji, nasz Święty udał się do błogosławionego Cezaryusza Arcybiskupa Arelitańskiego, aby się powierzyć jego przewodnictwu duchownemu jako słynnemu w tém mistrzowi, Cezaryusz prędko poznał jak świętego ucznia zesłał mu Pan Bóg, i pragnął na zawsze mieć go przy sobie. Lecz po dwuletnim tam pobycie, gdy znowu cuda jakie czynił, rozsławiły Idziego i cześć mu powszechną jednały, opuścił on tajemnie swojego ojca duchownego, z zamiarem ukrycia się na jakiéj puszczy. W tym celu przebywszy Ren, zapuścił się w dzikie lasy które podówczas tę rzekę otaczały, i w nich napotkał świątobliwego pustelnika, nazwiskiem Weradyn, którego nawet obdarzył był Pan Bóg łaską czynienia cudów. Osiadł przy nim, aby zostawać pod jego znowu przewodnictwem, ale oraz i z tą myślą, że gdy sam cuda czynić będzie, łatwo mu przyjdzie składać je na Weradyna, już także z takich darów słynnego. Lecz skoro odkryto jego schronienie, tłumniéj niż jak gdy przebywał przy Arcybiskupie, gromadzili się do niego chorzy aby ich uzdrawiał, a szczególnie gdy jeszcze bardziéj rozsławiła się jego cudotworność, z powodu że za jego błogosławieństwem, pole od niepamiętnych czasów jałowe, stało się najżyźniejszém. Postanowił więc i to miejsce opuścić, i zamierzał tak się już ukryć przed sławą ludzką, żeby go nikt znaleźć nie mógł.

Puścił się tedy daléj w głąb tego ogromnego i gęstego lasu, i po kilku dniach drogi, znalazł w skale jaskinię, któréj wejście zamknięte było gęstemi i kolącemi krzakami ciernia. Uradowany z wyszukania tak nieprzystępnego miejsca, upadł na kolana i gorące złożył za to Panu Bogu dzięki, stanowiąc już z téj nory nigdzie nie wychodzić. Cała ta okolica była tak dziką i niepłodną, że na pożywienie nic innego wynaleźć nie mógł, jak gdzie niegdzie gorzkie i twarde korzonki leśne. Lecz mu Pan Bóg, cudowną Opatrznością Swoją przyszedł w pomoc. Zaledwie osiadł w téj jaskini, a oto nadbiegła do niego prześliczna łania, i położywszy się u nóg jego, dała mu ssać pierś swoję pełną mleka, i odtąd codziennie o téj porze przychodziła go karmić.

Święty przepędził już tam był lat kilka, obcując tylko z Bogiem, zatapiając się w najwyższéj bogomyślności, i tu na ziemi anielski żywot wiodąc, gdy spodobało się Panu Bogu i tą razą jeszcze wywieść go z ukrycia, dla zbudowania i pożytku wiernych. Zdarzyło się że Chyldebart, król we Francyi podówczas panujący, polował w tych lasach. Myśliwi jego stropiwszy łanię która Idziego żywiła, pogonili za nią z ogarami, a ona zaledwie już dysząca, wpadła do jaskini Świętego, kryjąc się u nóg jego, gdy tymczasem psy cierni przebyć niemogąc, przed jaskinią się zatrzymały. Myśliwi dopadłszy wypuścili kilka strzał w głąb jaskini, z których jedna raniła Idziego, i odeszli. Wieczorem gdy opowiedziano królowi wydarzenie, ten nazajutrz sam chciał dojść coby to za miejsce tak nieprzystępne było, i przybywszy tam, a po wielu trudnościach przerąbawszy wejście do jaskini, ujrzał w niéj sługę Bożego a u nóg jego łanię leżącą. Król domyślił się iż to być musi pobożny jakiś pustelnik, wdał się z nim w długą rozmowę, i poznając w nim wielkiego świętego, chciał go hojnie obdarzyć, polecając się jego modlitwom. Idzi nic nie przyjął, a nawet gdy król z wielką troskliwością kazał mu ranę zaopatrzyć, nie pozwolił na to mówiąc, iż zażywając zawsze dobrego zdrowia, rad jest że przynajmniéj przez to cierpienie, może jakichkolwiek zasług z cierpliwości nabyć. Wszystko to tém większy szacunek dla niego wzbudziło w Chyldebarcie, który przez czas pewien bawiąc w téj okolicy, codziennie długie miewał ze sługą Bożym rozmowy. Gdy zaś odjeżdżał, wiedząc iż Idzi nic od niego przyjąć nie zechce, spytał go coby mógł uczynić, czémby mu swoję monarszą łaskę okazał. Święty odpowiedział: iż miłą rzecz Bogu uczyni, jeśli w tém miejscu samotném wybuduje klasztor, w którymby zakonnicy wieść mogli rodzaj życia jaki prowadzą pustelnicy na puszczach Tebaidy w Egipcie. Jakoż w krótkim czasie z rozkazu królewskiego, stanął w tém miejscu obszerny klasztor, i zapełnił się zakonnikami, którzy na rozgłos sławy świętego Idziego, w wielkiéj liczbie pośpieszyli z różnych stron, aby pod jego zostawać przewodnictwem, służąc Bogu w ostréj pokucie i na bogomyślności. Pomimo więc oporu, jaki stawił w tém Święty, obrano go Opatem, i klasztor ten zajaśniał wzorami takiéj przedziwnéj pokuty i świątobliwości, jakie przedstawiały Laory czyli klasztory, pustelników egipskich.

Po kilkoletnim zarządzie tém zgromadzeniem zakonném przez Idziego, król przebywający podówczas w mieście Orleanie, powołał go do siebie. Udał się tam Święty: a i w podróży swojéj i w czasie pobytu na dworze królewskim wiele cudów uczynił. Zdarzył się i między innemi następujący. Król miał na sumieniu jakiś grzech ciężki, z którego nie chciał się spowiadać, stawiając przez to w wielkiém niebezpieczeństwie swoję duszę. Dnia pewnego zaniepokojony tém więcéj niż zwykle, prosił Idziego aby się za niego gorąco pomodlił, niezwierzając się mu jednak z tego co mu na sumieniu ciężyło. Święty udał się do kościoła na modlitwę, a podczas niéj objawił się mu Anioł, oznajmiając że modlitwę jego Pan Bóg wysłuchał, lecz potrzeba aby wziął kartkę którą znajdzie na ołtarzu, i oddał ją królowi. Uczynił to Idzi, a król wyczytawszy na niéj grzech tajony, i przyrzeczenie od Boga że mu odpuszczony będzie byle się z niego wyspowiadał, przystąpił do Sakramentu spowiedzi, przyjął i wypełnił naznaczoną pokutę, po czém spokój sumienia odzyskał.

Po powrócie do klasztoru, Idzi odbył pielgrzymkę do Rzymu, dla uczczenia grobu świętych Apostołów. Chciał aby tam nie wiedziano kim był, lecz ukryć się nie mógł. Sam Papież raczył go zawezwać do siebie, przyjął go z wielką łaskawością, i dał mu w darze dwa posągi cyprysowe Apostołów Piotra i Pawła. Święty bardzo pragnął mieć je w swoim klasztorze, pełen więc ufności w Opatrzność Bożą, puścił je na rzekę Tyber i przeżegnał, a przybywszy do klasztoru znalazł je u furty.

Żył jeszcze długo potém, przewodnicząc braciom na drodze wysokiéj świątobliwości, i nakoniec otoczony nimi i pobłogosławiwszy ich zakończył swoję pielgrzymkę ziemską, pierwszego Września w drugiéj połowie szóstego wieku.

Pożytek duchowny

I w życiu błogosławionego Idziego masz dowód, że święci Pańscy powodowani głęboką pokorą, unikali tak starannie chwały ludzkiéj, jak my za nią gonimy. Bądź téż przekonany, że cnota świętéj pokory jest probierczym kamieniem każdéj innéj cnoty, i że bez niéj nie tylko świętym ale i zbawionym być nie można. Staraj się przeto o nią usilnie, a wszelkie upokorzenie poczytuj za wielką dla duszy twojéj korzyść.

Modlitwa (Kościelna)

Wstawienie się za nami błogosławionego Idziego Opata, niech nas Panie miłosierdziu Twojemu poleci; abyśmy za jego opieką otrzymali to, czego z własnych zasług dostąpić nie możemy. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 738–740.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 696

Najosobliwszą rzeczą w tym Świętym jest uciekanie od sławy ludzkiej i szukanie zatajenia na pielgrzymkach i puszczach. Nawet doskonałych nic tak prędko nie zepsuje, jak sława ludzka i wysokie u ludzi rozumienie, toteż Święci gardzili sławą ludzką.

Czynią posłuszeństwo Bogu nieme stworzenia, ptaki, ryby, sam tylko człowiek wyłamuje się z niego. Kruki słuchały i karmiły Eliasza; słuchała ryba, gdy Jonasza proroka w brzuchu nosiła i na brzegu z morskiej głębokości go postawiła; słuchał lew i posłuszeństwem swoim nieposłusznego proroka potępił. Gdy jesteśmy na robocie i służbie Pańskiej, ufajmy Panu Bogu, który nas pożywi i sposób dla nas znajdzie. Bójmy się raczej głodu piekielnego, gdy próżnujemy.

Footnotes:

1

Mat. XIX. 21.

Tags: św Idzi „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna opat pokora samotność grzech ciężki spowiedź
2020-08-25

Św. Ludwika, Króla Francuzkiego

Żył około roku Pańskiego 1270.

(Żywot jego był napisany przez ojca Godfryda Dominikanina, jego spowiednika.)

Święty Ludwik, IX tego imienia król Francuzki, syn Ludwika VIII, i błogosławionéj Blanki królewnéj Kastylskiéj, przyszedł na świat roku Pańskiego 1215 w mieście Puasy (Poissy), gdzie rodzice jego z dworem wtedy przebywali. Ojciec człowiek pełen żywéj wiary, wybrał mu świątobliwego ochmistrza, a matka któréj zawdzięczał jak najpobożniejsze wychowanie, pragnąc wyuczyć go jak ma służyć Bogu zanim panować będzie nad ludźmi, powtarzała mu od kolebki że wolałaby go widzieć w grobie, niż splamionego jakim ciężkim grzechem.

Miał lat dwanaście kiedy po śmierci ojca odziedziczył tron Francyi, którą rządził pod opieką świątobliwéj swojéj matki. W tak młodocianym wieku Ludwik, wyniesiony na szczyt władzy potężnego narodu, zajaśniał przymiotami nie tylko młodego monarchy który był godnym takiego dostojeństwa, lecz i cnotami Świętego. Otoczony największym zbytkiem, zaczął zaraz umartwiać swoje ciało i wszelkie namiętności na wodzy trzymał. Nadzwyczaj lubił łowy myśliwskie i grę w szachy: odmówił sobie tego na zawsze, a co mu tylko zbywało czasu od koniecznych zajęć, obracał go na czytanie ksiąg świętych, i na modlitwę. Biegły w łacinie, wysoko wykształcił się w naukach świeckich, a dzieł ojców Kościoła z rąk nie wypuszczał.

Początki jego panowania zakłóciły domowe niesnaski wszczęte przez zazdrośnych książąt, którym się zdawało iż tak młodego króla łatwo im przyjdzie obalić. Ludwik mając lat czternaście stanął na czele wojska, i po cudach waleczności jakie w bitwach sam dokonywał, rozproszył rokoszan i zmusił ich do zdania się na łaskę. Już wtedy podziwiali w nim Francuzi nadzwyczajną waleczność a nawet i biegłość w prowadzeniu wojny, i mawiali: że nie ma mnicha pobożniejszego od króla, ani rycerza równego mu w boju. Powróciwszy z tych wypraw do Paryża, na podziękowanie za odniesione zwycięstwo, wybudował i uposażył sławne Opactwo Rajomonckie (Rayaument), i kościół świętéj Katarzyny, założył klasztor Kartuzów i kilka obszernych szpitalów.

W dwudziestym roku życia objął już sam rządy kraju, i pojął w małżeństwo Małgorzatę, córkę hrabiego Prowancyi, która stała się wzorem świątobliwéj królowéj. Wkrótce potém, Hugo Luzinian, przywoławszy na pomoc króla Angielskiego, zbuntował się przeciw Ludwikowi. Święty, z małą garstką wojska uderzywszy na nieprzyjaciół, pobił ich na głowę, a sam na czele hufca dotarł do namiotów króla Angielskiego, który uratował się jedynie ucieczką a ścigany przez Ludwika, dwa dni i dwie nocy bez przyjęcia posiłku, z konia nie zsiadał.

Na Wschodzie rozpuszczono wieść że król Francuzki, słynny już ze swojéj waleczności, miał się tam udać na wyprawę krzyżową. Wysłano więc ztamtąd do Paryża najętych zbójców, w celu zamordowania Ludwika, który dowiedziawszy się o tém kazał ich przytrzymać, i odprawił z bogatemi darami do niegodziwego Baszalika Tunickiego, z którego polecenia ludzie ci wysłani byli.

W roku 1239, Boduin II, cesarz Carogrodzki chcąc pozyskać pomoc Ludwika przeciw Mahometanom, przywiózł mu do Paryża Koronę cierniową Pana Jezusa. Król otoczony wyższém duchowieństwem i pierwszymi dworzanami, wyszedł o mil kilka za miasto, i tę przenajświętszą Relikwią sam niósł idąc bosemi nogami, i z czcią najgłębszą złożył ją w kaplicy pałacowéj, którą przyozdobiwszy, uczynił arcydziełem sztuki budowniczéj po dziś dzień podziwianej, a znanéj pod nazwiskiem Świętéj kaplicy.

Nigdy Francya nie zażywała większéj pomyślności wewnątrz kraju, i większego bezpieczeństwa w stosunkach z państwami sąsiedzkiemi, jak za panowania tego świętego króla. Surowemi prawami przykrócił wszelkie nadużycia; wytępił bezbożny zwyczaj bluźnienia, powstrzymał pojedynki, zakazał gier hazardownych, poznosił domy nierządu, przeciął drogę do kłótliwych procesów. Na wyższych urzędników i wielkorządców prowincji baczne miał oko, i odjął im wszelką możność uciskania podwładnych, dając łatwy przystęp do siebie każdemu kto na nich ze skargą występował. Gdy był na przechadzce, miał zwyczaj zasiadać pod drzewem i tam dawał posłuchanie najniższemu z poddanych, załatwiając od razu najzawilsze sprawy. Miał przytém szczególny dar bystrości z jaką wykrywał prawdę, chociażby ją kto najzręczniéj ukrywał, i dla tego wszystkie jego wyroki były tak sprawiedliwe, że strona przegrywająca nie śmiała nigdy uskarżać się na nie.

Prowadził życie nadzwyczaj umartwione, Strzegąc jak najpilniéj cnoty czystości, święty król ten w kwiecie wieku na tronie zasiadający, o ile mógł unikał wszelkich światowych zabaw, widowisk i balów. Prócz zwykłych postów kościelnych, które ściśle zachowywał raz tylko na dzień jadając, pościł cały Adwent, a wigilie do świąt Matki Bożéj, suszył o chlebie i wodzie.

Ostréj włosiennicy nigdy nie zrzucał. Codzień słuchał Mszy świętéj, i odmawiał pacierze o przenajświętszéj pannie zwane Officium Parvum. W każdą sobotę zgromadzał trzechset ubogich, umywał im nogi, sam usługiwał przy stole, i hojnie obdarzał. Prócz tego, przy każdym obiedzie miał ich kilku przy sobie. Na jałmużny obracał prawie wszystko co stanowiło dochód do jego własnej osoby królewskiéj przywiązany. W czasach głodu, uwalniał lud od podatków i rozsyłał dla ubogich ogromne zapasy zboża.

W dwudziestym roku swojego panowania śmiertelnie zachorował, co Francyą całą o największy smutek przyprawiło. Wszędzie zasyłano modlitwy za króla, pod którego panowaniem tak wyjątkowéj pomyślności zażywał naród. Tymczasem Ludwik uczynił ślub, że jeśli odzyska zdrowie uda się na wyprawę krzyżową, dla ratowania chrześcijan pod jarzmem Muzułmanów w Palestynie jęczących. Gdy wyzdrowiał, pomimo próśb żony dzieci i dworzan odwodzących go od wojny w któréj obawiali się go stracić, przyjął zbroję poświęconą z rąk Biskupa Paryzkiego, a przez Papieża Inocentego IV zamianowany naczelnym wodzem wszystkich sił krzyżowców, na czele licznego wojska ruszył do Ziemi świętéj.

W pierwszéj bitwie pobił Saracenów, i zdobył warowne ich miasto Damaszek. Lecz gdy powietrze wyniszczyło większą część jego wojska, w jednéj z potyczek otoczony Saracenami, po dowodach niesłychanéj waleczności, i sam dostał się do niewoli. Ucierpiał tam wiele, lecz okazał tak wielką cierpliwość, zachował się z taką właściwą godnością, i tyle w niewoli nawet będąc czynił dobrego, że sami Saraceni przejęci dla niego czcią, mieli zamiar uczynić go swoim królem. Po zawarciu pokoju, Ludwik uwolniony został, lecz pięć lat jeszcze pozostał na Wschodzie, w ciągu których wielką liczbę wiernych wykupił z niewoli od Turków, mnóstwo Mahometanów nawrócił, poodbudowywał dla chrześcijan wiele miast i pozakładał w nich szpitale, kościoły i klasztory.

Gdy matka jego, która przez czas ten rządziła Francyą, umarła, Święty wrócił do Paryża, gdzie jeszcze z większą gorliwością oddał się ćwiczeniom pobożności, i staraniom uszczęśliwienia swojego ludu. Powznosił różne dobroczynne zakłady we wszystkich prowincyach Francji. W Paryżu założył szpital na trzechset ślepych, na pamiątkę trzechset swoich żołnierzy, którym muzułmanie oczy wyłupili. Sam codziennie odwiedzał ubogich chorych po ich mieszkaniach i szpitalach, i oddawał im najniższe usługi. Nosił szaty bardzo skromne, i tylko z konieczności przybierał oznaki panującego; ciało trapił coraz większemi umartwieniami. U współczesnych monarchów używał tak wielkiego wzięcia, że z najważniejszemi sprawami udawano się do niego po radę, a w zatargach grożących wojną, zdawano się na jego sąd polubowny. Z powodu mądrości jaką jaśniał tak w zarządzie swojém państwem, jak i w stosunkach z postronnemi krajami, nazywano go Salomonem chrześcijańskim.

W roku czterdziestym czwartym od wstąpienia na tron, powtórnie przebył morze dla wydania wojny wrogom imienia chrześcijańskiego, lecz i tą razą nadzwyczajne upały i brak żywności, wywołały w wojsku jego morowe powietrze, którém i sam dotkniętym został. Widząc iż śmierć go czeka, z największym pokojem poddał się woli Bożéj, a przywoławszy syna na którego po nim berło spadało, pozostawił mu w kształcie testamentu święte nauki, streszczające wszystkie obowiązki doskonałego chrześcijanina i doskonałego monarchy, a które zaczynał od tych słów: „Synu mój, pierwszą radą jaką ci daję, jest abyś Boga miłował z całego serca twojego, gdyż bez Niego nic dobrego zrobić nie możemy. Powinieneś być gotowym ponieść wszelkie nieszczęścia, dać się w kawałki porąbać raczéj, niż Go kiedy obrazić grzechem śmiertelnym.” Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych zapadł w powolne konanie, i wymawiając te słowa Psalmu Dawidowego: „Wnijdę Panie do domu Twojego, i pokłonię się ku Kościołowi Twojemu świętemu” 1. oddał Bogu ducha, 26 Sierpnia, roku Pańskiego 1270, mając lat pięćdziesiąt sześć. Kanonizowany został przez Papieża Bonifacego VIII.

Pożytek duchowny

Wyryj na sercu twojém, to upomnienie które świętemu Ludwikowi dawała błogosławiona Blanka matka jego, a on znowu swojemu synowi w testamencie przekazywał, a tém jest „że lepiéj śmierć ponieść, niż dopuścić się ciężkiego grzechu.” Bądź przekonanym, że kto pragnie być zbawionym, powinien według tego prawidła postępować.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś błogosławionego Ludwika wyznawcę Twojego, z tronu ziemskiego do tronu chwały niebieskiéj wyniósł; za jego zasługami i pośrednictwem, spraw prosimy, abyśmy z Królem królów Jezusem Chrystusem, wspólnie królowali na wieki. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 717–719.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 674–675

Do swego syna i następcy Filipa III pisał św. Ludwik w następujący sposób:

  1. „Najpierwszą rzeczą, jaką ci polecam, miły synu, jest serdeczna miłość Boga, bo bez niej nie ma zbawienia. Zanim byś miał popełnić grzech śmiertelny, bądź raczej gotów dać sobie poobcinać wszystkie członki i postradać życie wśród najokropniejszych męczarni. Jeśli Bóg na ciebie ześle zmartwienie i choroby, dziękuj Mu za to i pomyśl, że to się dzieje dla twego dobra i że zasłużyłeś na gorsze kary, służąc Mu źle i działając częstokroć przeciw Jego woli; jeśli Bóg ześle na ciebie coś dobrego, bądź Mu wdzięczny i strzeż się popaść w pychę lub inną jaką zdrożność, gdyż wielki to grzech odwdzięczać się złym za dobre. Przywykaj do częstej spowiedzi, wybieraj na spowiedników kapłanów uczonych i świątobliwych; uczęszczaj ochotnie na nabożeństwa i módl się sercem i ustami podczas Mszy świętej. Bądź miłosiernym dla ubogich i służ im wedle sił radą i uczynkiem. Unikaj towarzystwa bezbożnych, nie cierp wobec siebie mów gorszących i potwarzy miotanych na bliźniego. Wstąpiwszy na tron, bądź przede wszystkim sprawiedliwy. Jeśli bogacz ma spór z ubogim, broń raczej ubogiego, ale jeśli sprawa jest jasna, przyznaj słuszność temu, komu się należy. Gdy spostrzeżesz, że ty, albo przodkowie twoi niesłusznie coś dzierżą, oddaj natychmiast, czy to drobnostka, czy coś większego. Zasłaniaj wszystkich swych poddanych, a zwłaszcza duchownych przed krzywdą i uciskiem, nie bądź łatwowierny, jeśli ci się ktoś żalić będzie na kapłanów, lecz szanuj i broń ich i przestrzegaj tego, aby mogli bez przeszkody pełnić obowiązki swego świętego powołania. Kochaj i czcij matkę swoją i słuchaj jej mądrych rad, miłuj swych braci i bądź im przychylny, ale strzeż się być z miłości ku nim niesprawiedliwym względem innych. Staraj się o dobrych urzędników i sędziów i często zasięgaj wiadomości o ich życiu i postępkach. Wykorzeniaj w kraju wszelkie jawne zgorszenie, a zwłaszcza bluźnierstwa, grę w kostki, wszetecznictwo i opilstwo, a popieraj cnotę. Bądź pokornym synem Kościoła świętego i oddawaj należną cześć papieżowi i biskupom”.
  2. Do swej córki Izabeli, królowej Nawarry, pisał jak następuje:

    „Miła córko, kochaj Boga, który oddał Syna swego na śmierć, aby nas ocalić od wiecznej zguby. Niesłychanie błądzi, kto miłość swą przywiązuje do czegoś innego, nie do Niego. Droga córko, pragnij gorąco coraz więcej Mu się podobać, a lękaj się nade wszystko utracić łaskę Jego. Słuchaj ochoczo rozmów i kazań traktujących o Bogu, a unikaj innych pogawędek, chyba z ludźmi wypróbowanej cnoty. Słuchaj pokornie męża a nade wszystko rodziców; napominam cię, abyś nie łożyła za wiele na suknie, stroje i klejnoty, a co oszczędzisz ponad potrzeby i nieodłączne od stanu i godności wydatki, to obracaj na wspomaganie biednych. Jeszcze raz powtarzam ci, kochana córko, myśl o tym, jak byś się najwięcej przypodobać mogła Panu Jezusowi. Postępuj zawsze tak, abyś zawsze czyniła dobrze, a strzegła się złego z czystej miłości ku Chrystusowi, choćbyś nawet na pewno wiedziała, że za dobre nie odbierzesz nagrody, a za złe kary”.

Footnotes:

1

Psalm V. 8.

Tags: św Ludwik IX „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna król sprawiedliwość męstwo Officium parvum grzech ciężki spowiedź krucjata
2020-08-02

Św. Alfonsa-Marya Liguorego, Biskupa i Doktora Kościoła, Założyciela Zgromadzenia Redemptorystów

Żył około roku Pańskiego 1787

(Żywot jego był napisany przez Ojca Tanoja, tegoż Zgromadzenia kapłana i jego ucznia.)

Święty Alfons-Marya był synem jednego z pierwszych panów neapolitańskich Józefa de Liguorio. Przyszedł na świat roku Pańskiego 1696 w pałacu swoich rodziców, na przedmieściu miasta Neapolu, zwaném Marianella, położoném. Pod tę porę przebywał w Neapolu święty Franciszek z Dzirolamo Jezuita. Ten będąc w domu rodziców świętego Alfonsa wkrótce po jego urodzeniu się, błogosławiąc dziecię powiedział: „Będzie ono żyło lat przeszło dziewięćdziesiąt, zostanie Biskupem i wielkie położy zasługi w Kościele.”

Gdy Alfons podrósł, ojciec umieścił go w szkolnym zakładzie księży Oratorianów, powierzając jego wychowanie ojcu Tomaszowi Pagano swojemu krewnemu, kapłanowi wysokiéj świątobliwości. Od lat najmłodszych Alfons był wzorem pobożności, i towarzyszów swoich do tego pobudzał. Doszedłszy lat młodzieńczych, nie zszedł wcale z téj drogi. Uczęszczał regularnie do Sakramentów świętych, ile tylko miał wolnego czasu obracał go na modlitwę i czytanie książek pobożnych; codziennie słuchał Mszy świętéj i z największą miłością służył ubogim chorym, po szpitalach i w ich mieszkaniach. Nie przeszkadzało mu to wcale do pilnego oddawania się i naukom, w których, niepospolitemi obdarzony zdolnościami, tak szybki zrobił postęp, że mając lat szesnaście otrzymał stopień Doktora obojga prawa.

Według ówczesnego zwyczaju, dla otworzenia mu drogi do wyższych urzędów w kraju, ojciec przeznaczył mu zawód prawnika. Alfons wsławił się w nim wkrótce, lecz gdy razu pewnego broniąc sprawy przed sędziami, mimowolną nawet popełnił omyłkę, opierając się na dokumencie, w którym nie dopatrzył był wyrażenia głównie o téj sprawie stanowiącego, tak żywo wziął to do serca, że wychodząc z posiedzenia sądowego zawołał: „O! świecie zdradliwy! znam cię już teraz: nie chcę żyć wśród ciebie.” Gdy jednak nie przedsiębrał jeszcze nic stanowczego co do swojéj przyszłości, rodzina ułożyła była jego małżeństwo z księżniczką Pressycią jego daleką krewną, bogatą, znakomitéj urody, i bardzo pobożną dziewicą. Lecz razu pewnego, gdy Alfons grał na fortepianie wraz ze swoją narzeczoną, ta miarkując że on nie bardzo chętnie ten związek zawiera, spytała go, czyby nie sądził że lepiéjby zrobili gdyby oboje poświęcili się Bogu na służbę wyłączną. Na to oświadczył jéj Alfons że i sam jest tegoż przekonania. Ułożone przeto małżeństwo rozeszło się: księżniczka wstąpiła do klasztoru i w wielkiéj świątobliwości długo tam żyła i umarła, a święty Alfons wszedł do Seminarium, pomimo wielkich trudności jakie z tego powodu napotkał w ojcu, który go przeznaczał do bardzo świetnego na świecie zawodu.

Miał lat trzydzieści, gdy przyjął święcenia kapłańskie. Oddany całém sercem obowiązkom tego świętego powołania, od pierwszéj chwili zajaśniał cnotami najgorliwszego apostoła i kapłana, wylanego całą duszą na usługi bliźnich. Kazania jego, które miewał w różnych kościołach Neapolu, tłumy słuchaczów ściągały, grzeszników do skruchy pobudzając, najzatwierdzialszych pozyskiwały Bogu, i byle trochę popracował na ambonie i w konfesyonale w jakiéj parafii, znikały w niéj wszelkie zgorszenia, a pobożność się rozbudzała. W słuchaniu téż spowiedzi téj wielkiéj liczby dusz które kazaniami swojemi pobudzał do skruchy był niezmordowanym, a takiéj łagodności w obchodzeniu się z grzesznikami największymi, i takiéj trafności w obudzeniu w nich potrzebnego do dobréj spowiedzi usposobienia że gdy już kilkadziesiąt lat spędził był w zawodzie kapłańskim, powiadał iż mu się nigdy nie zdarzyło odmowić komu rozgrzeszenia. We wszystkich swoich usługach kapłańskich, a szczególnie w słuchaniu spowiedzi, zawsze dawał pierwszeństwo ubogim, a między nimi znowu tym, których dusze w gorszym były stanie. W kazaniach, wykładając najwyższe tajemnice wiary, jak podobnież w dziełach, których mnóstwo pozostawił, dotykając najwyższych zadań życia wewnętrznego, obok głębokości która go postawiła w rzędzie Doktorów Kościoła, był takiéj prostoty, że go najmniéj wykształcone i najprostsze umysły łatwo rozumiały. Zwykł téż mówić, że gdy miewał kazanie chociażby do najświetniejszéj publiczności, starał się zawsze tak przedmiot swój wykładać, aby go każda babka kościelna zrozumiała.

Mając na głównym względzie potrzeby duchowne ludu prostego, a szczególnie wieśniaków, gdy około téj najliczniejszéj cząstki owczarni Chrystusowéj najwięcéj pracował, umyślił założyć Zgromadzenie kapłanów, temu rodzajowi usług wyłącznie poświęconych. Po rozpoczęciu tego zbawiennego dzieła, zebrał był wkrótce dwunastu braci. Lecz gdy po próbie dość długiéj, przyszło do nadania im Ustaw, wszczęły się z tego powodu trudności, i wszyscy ci pierwsi towarzysze świętego Alfonsa, odstąpili go co do jednego. Nie zraziło go to jednak wcale; znaleźli się inni, późniéj wrócili i niektórzy z dawnych, i w roku Pańskim 1732 Święty założył pierwszy dom swojego Zgromadzenia w mieście Skala (Scala), a w roku 1749, zatwierdził je Papież Benedykt XIII, z ustawami jakie mu nadał święty Alfons, który został téż pierwszym jego dożywotnim Generalnym przełożonym. Zgromadzenie to pod tytułem przenajświętszego Zbawiciela założone, od łacińskiego wyrazu Redemptor nazwane zostałe Zgromadzeniem Redemptorystów, w niektórych krajach Ligorianów, a u nas gdy istnieli w Warszawie na początku bieżącego wieku, Benonów, od kościoła świętego Benona, przy którym byli obsadzeni.

Za główne zadanie tego Zgromadzenia, położył święty Alfons, dawanie jakby ciągłych misyi. Zakonnicy téż jego Reguły miewają w kościołach swoich codziennie po kilka kazań; ciągle odprawiają wystawne nabożeństwa, od rana do wieczora słuchają spowiedzi, katechizują dzieci, wpisują do bractw, i tak bez przerWwy przez rok cały, przez co najzbawienniéj na ludność tych miejscowości gdzie mają swoje domy, wpływają.

O ile nasz Święty słynął ze swojéj słodyczy w obcowaniu z każdym, i łagodności dla największych grzeszników gdy się uciekali do jego rady lub konfesyonału, o tyle dla siebie był nadzwyczaj surowym. Nie było rodzaju umartwień, zwykłych największym pokutnikom, którychby nie spełniał, i to przez całe swoje życie, od chwili gdy do stanu duchownego wstąpił. Nigdy nie jadał nic więcéj jak zupę, trochę chleba i owoców; a na cześć Matki Bożéj, w soboty i w wigilie Jéj świąt żadnego zgoła nie brał posiłku. Zawsze miał na sobie ostrą włosiennicę i kolczasty łańcuch, którym się przepasywał na gołém ciele; codziennie biczował się do krwi; i to wszystko zachował do późnéj starości, mało nawet w czém folgując sobie, gdy mając już lat przeszło ośmdziesiąt, ostatnie dziesięć spędził dotknięty ciężkiemi cierpieniami. Cnotę pracowitości do tak heroicznego stopnia posunął, że był w stanie uczynić i wiernie zachować ślub, którym zobowiązał się był ani chwili czasu nie tracić napróżno.

Do Męki Pańskiéj i Matki Bożéj, a szczególnie do Jej tajemnic Bolesnych, miał szczególne nabożeństwo. W każdém swojém kazaniu, w każdej nauce, w każdym rodzaju pism które pozostawił, wspominał o Matce Bożéj, od tego je zaczynał i na tém kończył, i w dziełach jego, a mianowicie ascetycznych, nie masz rozdziału żeby o przenajświętszéj Maryi Pannie nie wspominał i do Niéj nie podniósł serca czytelnika. Napisał dzieło o Jéj Uwielbieniach nieporównanej zalety, a pełne namaszczenia i przedziwnie pobudzające do nieograniczonéj ufności w Tej Matce miłosierdzia. Szczególnemi téż łaskami od Niéj bywał obdarzony. Piszą że po razy kilka, gdy miał o Matce Bożéj kazanie, lud zgromadzony widział go w zachwyceniu uniesionego o kilka stóp nad kazalnicą, a z obrazu Matki Bożéj jużto światłość, już promień spadający na niego. Obdarzał go Pan Bóg wielu innemi cudownemi łaskami a między innemi i tą, iż w różnych miejscach znajdował się współcześnie. Widywano go razem i w konfesyonale i na kazalnicy.

Sława jego wysokiéj świętości i wielkiéj nauki, którą zajaśniał w wielu wydawanych dziełach treści religijnéj, a które wnet tłómaczone zostały na wszystkie języki, zwróciły na niego szczególną uwagę Klemensa XIII. Papież ten pomimo najusilniejszéj prośby Świętego, i wszelkich z jego strony starań aby to nie nastąpiło, zrobił go Biskupem Dyecezyi świętéj Agaty Gockiéj. Godność ta nie zmieniła w niczém jego sposobu życia ubogiego i nadzwyczaj umartwionego, tylko wielkie jego Cnoty i świętość, na wyższym postawiła świeczniku. Oddał się z gorliwością niemającą granic, obowiązkom pasterskim. Wytępiał najskuteczniéj w powierzonéj swojéj trzódce wszelkie zboczenia; zaszczepiał cnoty chrześcijańskie, zreformował klasztory żeńskie, i założył nowe Zgromadzenia swojéj Reguły. Rozbudził w kapłanach ducha poświęcenia, i w całéj Dyecezyi upowszechnił uczęszczanie do Sakramentów świętych, rozbudzające nietylko wiarę, lecz gorącą pobożność. Dowiedziawszy się pewnego wieczora, że do jego Dyecezyi przybyła trupa aktorów koczujących, już całą noc usnąć nie mógł, zakłopotany szkodami jakie to przyniesie dla dusz jego owieczek. Nazajutrz, wysłał do aktorów swego kapelana, aby ten zapłaciwszy im to co sądzą iż w jego Dyecezyi zarobićby mogli, wydalił ich niezwłocznie. Na ubogich obracał wszystkie swoje dochody. W roku w którym głód panował, rozdał na nich wszystkie sprzęty domowe, tak że nie było czém nakryć do stołu.

Słynął jako najuczeńszy swoich czasów Teolog i najbieglejszy przewodnik duchowny; zewsząd udawano się do niego po radę w najważniejszych sprawach Kościoła albo sumienia. Pisał we wszystkich ważniejszych kwestyach religijnych, za jego czasów poruszanych. Wielkie dzieło jego Teologia moralna, stanowi epokę w téj nauce: dotąd jéj używają na wszystkich katedrach Teologii i służy ona za podstawę do wszystkich dzieł téj treści późniéj wydanych.

Gdy ciężkie i długie choroby, zmusiły go do złożenia zarządu Dyecezyi, powrócił do swojego zgromadzenia tak ubogim jak z niego wyszedł. Chociaż skołatany był wielkiemi cierpieniami artrytyzmu który go połamał, i innemi chorobami, pełen gorliwości o chwałę Bożą, nie przestawał nauczać i pisać aż do śmierci, która nastąpiła roku Pańskiego 1787, kiedy miał lat dziewięćdziesiąt jeden.

Grzegorz XVI ogłosił go Świętym, a Papież Pius IX, na żądanie Biskupów prawie całego świata katolickiego, w roku 1871 zaliczył go do Doktorów Kościoła,

Pożytek duchowny

Niektóre dzieła świętego Alfonsa Liguorego, które odznaczają się szczególném namaszczeniem Ducha Świętego, a oraz i wielką prostotą, są i na nasz język przełożone. Są one poczytywane w Kościele Bożym za najpożyteczniejsze dla dusz dbałych o postęp na drodze doskonałości chrześcijańskiéj. Z takich zaś szczególnie odznacza się książeczka pod tytułem Jak kochać Jezusa. Staraj się ją mieć i pilnie się w niéj rozczytuj.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś lud Twój, dla wskazywania mu drogi zbawienia, w błogosławionym Alfonsie-Marya, wielkim sługą Twoim obdarzył; spraw prosimy, abyśmy posiadając go jako mistrza życia chrześcijańskiego na ziemi, zasłużyli sobie mieć go przyczyńcą w Niebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 644–647.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 617

Często nasuwa się nam pytanie: jakim sposobem Święci tak wiele zdziałać potrafili? Tak np. święty Alfons mimo ustawicznych wytężających prac, mimo ciężkich chorób, napisał około 60 dzieł rozmaitej treści, na których napisanie trzeba by zupełnie poświęcić całe długie życie. Tłumaczy się to tym, że Święci nigdy nie próżnowali ani nie odpoczywali i z każdej chwili korzystać umieli. Bywało nieraz, że św. Alfons cierpiał nieznośny ból głowy; wówczas przykładał sobie lewą ręką na głowę kawałek zimnego marmuru, a prawą pisał.

Ażeby na podobieństwo Świętych umieć skorzystać z każdej chwili, trzeba sobie ułożyć porządek dzienny, który się stanie regułą życia; wtenczas wszystkie czynności, choćby były trudne, staną się łatwymi, bo przejdą w zwyczaj. Wypełniając bowiem czynności dzienne w swoim czasie, wypełnia się je dobrze i dochodzi się do doskonałości. Kto zaś doskonale i sumiennie swą pracę wykonuje, skarbi sobie zasługi i łaski u Boga.

Chrześcijanin, który się zaczyna opuszczać w służbie Bożej i opieszale wypełnia praktyki pobożne, nabiera do nich wstrętu i kończy na zupełnym lenistwie. Wtedy zwraca się ku stworzeniom, ku rozkoszom świata, lecąc na oślep w przepaść występku, w przepaść tym głębszą, im wyższy stopień doskonałości już osiągnął. Ileż dobrego moglibyśmy zdziałać na chwałę Boga, gdybyśmy mniej czasu na zabawę poświęcali, gdybyśmy mniej myśleli o sobie i o wygodach swoich, a więcej o służbie Boga i o wiecznym szczęściu myśleli! Szczęśliwy tedy chrześcijanin, który się trzyma zakreślonego planu na drodze doskonałości i od niego nie odstępuje. Serce jego płonie gorliwością, gdyż Opatrzność Boża włożyła weń wszystkie dary swoje. Zaiste, wszystko możemy z gorliwością, a nic bez niej! Kto jest wierny w dobrych postanowieniach, ma też dobre, spokojne sumienie i cieszy się doskonałym szczęściem; każda praca w dziennym porządku zda mu się łatwa, jarzmo Pańskie słodkie i lekkie; największe poświęcenie zmienia się dla niego w słodkie pociechy. Człowiek punktualny w swych obowiązkach spełnia każdy, nawet najmniejszy uczynek z nadnaturalnej pobudki, a przez to nadaje mu wartość i zbiera sobie w krótkim czasie niesłychane skarby dla Nieba. Co dzień więc rano po obudzeniu się odnawiaj dobre przedsięwzięcia swoje i pobudzaj się do korzystania z każdej godziny.

Tags: św Alfons Maria Liguori „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość spowiedź praca nawyki
2020-07-31

Św. Ignacego Lojoli, Założyciela Towarzystwa Jezusowego

Żył około roku Pańskiego 1556.

(Żywot jego był napisany przez ojca Rybadenaire, tegoż Zgromadzenia kapłana i jego ucznia.)

Święty Ignacy przyszedł na świat roku Pańskiego 1491 w Hiszpanii w Lojoli, zamku swojego ojca Bertrama, i na wielu innych dziedzicznych włościach bogatego i znakomitego rodu pana, który miał kilku synów. Ignacy najmłodszy, został najprzód paziem na dworze króla Ferdynanda, a późniéj wstąpił do wojska. W prowadzonych wtenczas wojnach odznaczył się wielką walecznością, lecz postępowaniem swojém, wiodąc życie bardzo światowe, wcale na pochwały nie zasługiwał. Miał lat trzydzieści, kiedy zamknięty został z oddziałem wojska w którym służył, w mieście Pampelunie, obleganém przez Francuzów. Gdy już Hiszpanie mieli się poddać, Ignacy wstrzymał ich od tego, zagrzał do boju, i w ostatniéj potyczce po któréj zdobyto miasto, sam w nogę ciężko został ranny, w skutek czego już całe życie kulał. Chory długo leżąc w łóżku, nie mogąc dostać książek świeckich które mieć pragnął, rad nie rad czytał Żywoty Świętych. Czytanie to przemieniło go zupełnie. Oświecony łaską Boską, poznał na jak zgubnéj był drodze, i postanowił od téj chwili jak najwierniéj naśladować Świętych Pańskich, którym się zblizka przypatrzył.

Jakoż, wyzdrowiawszy udał się niezwłocznie do miasta Montsferatu, gdzie był kościół przenajświętszéj Maryi Panny słynącéj cudami w całéj Hiszpanii, i tam najprzód przed Jéj obrazem spędziwszy noc na modlitwie, odbył spowiedź z całego Życia, uczynił ślub czystości, zbroję swoję zawiesił na ołtarzu, bogate szaty i wszystko co miał przy sobie rozdał ubogim, a sam odziany suknią ubogiego żebraka, przepasawszy się powrozem, z kijem w ręku, udał się do Manrezy, gdzie z żebrakami zamieszkał. Pościł wtedy tak ściśle, że codzień jadał tylko chléb i wodę, sypiał na gołéj ziemi i to bardzo krótko, biczował się do krwi, i po siedem godzin na dzień klęcząc, trwał na modlitwie. Co tydzień spowiadał się i do Komunii świętéj przystępował.

Napadły go były wtenczas myśli niepokojące jego sumienie co do dokładności w spowiedziach. Przypuszczając że je niedobrze odbywał, powtarzał je ciągle; lecz Pan Bóg zlitował się nad nim, uwolnił go od tych pokus i tak szczególném do tego rodzaju zaniepokojeń obdarzył światłem, że późniéj był on najlepszym na nie dla wszystkich lekarzem.

Za miastem Manrezy, była jaskinia na odosobnionéj górze: Ignacy zamknął się w niéj na czas pewien, i tam ułożył, chociaż zaledwie umiał pisać, małą książeczkę, znaną pod tytułem Ćwiczenia duchowne świętego Ignacego, nieoszacowanéj wartości, natchnioną mu przez samę Matkę Boską, i która odtąd służy za podstawę do tak zwanych Rekollekcyi duchownych. Na téj puszczy, otrzymywał on tak szczególne od Boga oświecenie, że zwykł był mawiać, iż chociażby nie było Pisma Bożego, gotów byłu mrzeć za wiarę, po tém wszystkiém co mu Pan Bóg dał poznać w jaskini Manrezkiéj. Wyszedłszy ztamtąd, powziął zamiar udania się do Ziemi świętéj, o żebranym chlebie. Najprzód poszedł do Rzymu, a potém do Wenecyi, zkąd popłynął do Palestyny.

Tam chciał opowiadać Ewangelią Muzułmanom, lecz przełożony Missyi w Palestynie, nie pozwolił mu na to; wrócił więc do Hiszpanii. Miał wtedy lat trzydzieści trzy, a zamyślając już o założeniu Zgromadzenia kapłanów poświęcających się głównie apostolskim pracom, widząc potrzebę wyższego wykształcenia się w naukach, pomimo wieku niemłodego, wszedł do szkół najniższych, gdzie tak od swoich towarzyszy jak i nauczycieli, na ciągłe upokorzenia był wystawiony.

Ukończywszy nauki, i wielki w nich, a szczególnie w Teologii uczyniwszy postęp, zaczął po różnych miejscach głosić Słowo Boże. Przebiegał miasta i wioski, zawsze w ubraniu żebraka i o proszonym chlebie, a na nauki jego tłumy ludu się zbierały. Trudno wypowiedzieć, na ile z tego powodu wystawił się był prześladowań, tak ze strony świeckiéj jak i duchownéj władzy. Bywał długo więziony, zbity, a nawet kilka razy tylko co śmierć go nie spotkała. Wszystko to ten sługa Boży z weselem dla miłości Chrystusa znosił, i zwykle władze duchowne uniewinniały go z czynionych mu zarzutów, uznając w nim szczególne działanie ducha Bożego.

Znajdując się w Paryżu, rozpoczął nakoniec wielkie dzieło które miał na sercu. Zawiązał tam pierwszy początek wielkiego Zgromadzenia, które z czasem pod nazwiskiem Towarzystwa Jezusowego, zatwierdzone przez Stolicę Apostolską i przez Sobór Trydencki, niewylilczone usługi Kościołowi Bożemu oddało

Przybrał wtedy dziewięciu towarzyszy, wszystkich w Uniwersytecie Paryzkim Teologii słuchających, i z nimi w małéj kapliczce na przedmieściu Montmartre założył to święte Zgromadzenie, któremu dopiéro późniéj, będąc w Rzymie, nadał Ustawy. Pisząc je przymnożył umartwień, na tę intencys ściślejsze jeszcze niż zwykle zachowywał posty; modlił się gorąco, i drugich o modlitwy prosił. Każdy rozdział napisawszy, kładł na ołtarz kiedy Mszę świętą odprawiał. W ustawach tych, w ktorych określa obowiązki braci co do starania się o własne udoskonalenie i pracowania około zbawienia bliżnich, prócz trzech zwykłych zakonnych ślubów, przydał i czwarty: bezwzględnego posłuszeńswa Papieżowi, gdyby chciał wysyłać ich na Missye, chociażby w pogańskie kraje. Zasiadający podówczas na Stolicy Apostolskiéj Paweł III, zatwierdzając je rzekł: „W istocie jest w tém duch Boży.”

Święty Ignacy, od téj chwili oddając się już z większą swobodą pracom apostolskim, przybierając coraz nowych a liczniejszych towarzyszy, między którymi wielka liczba była mężów już znanych z nauki i świątobliwości w świecie katolickim, w krótkim czasie, apostolskiemi pracami swojemi już prawie wszystkie kraje Europy objął, a trudno wyrazić z jakim dla Kościoła i dusz wiernych pożytkiem.

Pod wpływem tego niezmordowanéj gorliwości Zgromadzenia, nie tylko poprawiały się wszędzie skażone obyczaje, lecz rozbudzała się powszechnie pobożność, bardzo podówczas przygasła; powstawał zwyczaj tak zaniedbany wtedy, uczęszczania do Sakramentów świętych, a głoszenie słowa Bożego, przez wielu ówczesnych kaznodziejów skażone świeckiego ducha formami, przybierało za przykładem uczniów świętego Ignacego, właściwą sobie powagę i namaszczenie. Wszędzie gdzie tylko mógł braci swoich posłać, zakładał szkoły dla młodzieży: w Rzymie założył sławną po dziś dzień Akademią, i tamże kilka domów schronienia dla niewiast narażonych na zepsucie. Otworzył także zakład, przy którym ojcowie dawali Rekollekcye tak publiczne jak i prywatne.

Niezmordowany w zachodach około tylu przedsięwzięć, i obarczony zarządem już bardzo rozszerzonego Zgremadzenia swojego, zawsze zjednoczony z Bogiem, pokoju wewnętrznego ani na chwilę nie tracił. Gdy choremu, dnia pewnego przyzwany lekarz doradzał aby starał się być spokojnym, przypuszczając że jako zarządzającemu całym Zakonem, to mu najtrudniejszém było, odrzekł Ignacy: „Od lat wielu, jak mnie Pan Bóg nawrócił, nie znam co to niepokój.” Taką zaś pałał gorliwością o dusz zbawienie, że jak mawiał, gdyby mu dano do wyboru: czy umrzeć i zaraz pójść prosto do Nieba, czy jeszcze pracować na zbawienie ludzi lecz bez téj pewności, obrałby to ostatnie. A także podziwiając ten jego wewnętrzny spokój spytano go razu pewnego, czyby go nie stracił nawet wtedy gdyby widział całe swoje Zgromadzenie upadłe. Święty zastanowił się na chwilę i odpowiedział: „Odbyłbym półgodzinne rozmyślanie, i za łaską Boską byłbym spokojny.”

Za życia jeszcze jego, Zgromadzenie przez niego założone liczyło w różnych krajach, dwanaście prowincyi: zawierających w sobie więcéj niż sto kollegiów czyli klasztorów, a w kilkanaście lat potém braci jego było przeszło dwadzieścia tysięcy, i w ich liczbie wybór największych znakomitości świata katolickiego. Nie dziw téż że Papież Grzegorz XV, patrząc z jakim owocem walczyli synowie Ignacego z kacerstwem Lutra i Kalwina powiedział: „że jak w innych wiekach wskrzeszał Pan Bóg różnych Świętych na ratunek Kościoła, tak w wieku XVI, dla walczenia przeciw protestantyzmowi, wskrzesił Iguacego i założone przez niego Zgromadzenie.”

Miał lat sześćdziesiąt pięć kiedy spragniony już Nieba, i często powtarzając te słowa: „O! jak mi brzydnie ziemia gdy w Niebo patrzę,” lekko zachorował. Mając sobie objawiony dzień śmierci, pomimo iż lekarze nie przypuszczali żadnego niebezpieczeństwa, domagał się ostatnich Sakramentów świętych i prosił o błogosławieństwo Papieskie na ostatnią godzinę. Dostąpiwszy i jednego i drugiego, otoczony braćmi, wśród modlitw i aktów pobożnych, wymawiając przenajświętsze Imię Jezus, zasnął w Panu roku Pańskiego 1556 a 1622 kanonizowany został przez Papieża Grzegorza XV.

Pożytek duchowny

Święty Ignacy ponawiając świętą intencyą robienia wszystkiego dla Boga, miał zwyczaj przed każdą sprawą te kilka słów, z uwagą i z całego serca wymawiać Na większą chwałę Boga. Staraj się i ty mieć ten chwlebny zwyczaj, a żadna twoja nietylko chwalebna lecz i obojętna sprawa, nie ujdzie nagrody w Niebie.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który dla większego rozszerzenia chwały Imienia Twego, nowém przez błogosławionego Ignacego wsparciem, Kościół wojujący wzmocniłeś; spraw, abyśmy za jego pośrednictwem i przykładem, walcząc na téj ziemi, z nimże w Niebie korony dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 635–637.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 607

„Ćwiczenia duchowne”. W dziele tym uczy św. Ignacy, jak mamy się krok za krokiem wspinać na najwyższy szczebel doskonałości duchownej. Treść i osnowę tych ćwiczeń można krótko ująć w następujących bardzo trafnych słowach:

  1. Pan Bóg stworzył nas ludzi na to, abyśmy Mu służyli według woli Jego, co powinno nas skłonić do tego, abyśmy Mu się całkowicie oddali. W tym celu potrzeba nam nasamprzód zupełnej obojętności na wszystko, co nie jest wolą Bożą, a zatem na bogactwa i ubóstwo, zdrowie i chorobę, zaszczyty i hańbę, życie i śmierć. Obojętność ta jest główną podstawą świątobliwości, a osiągnąć ją można tylko przez oczyszczenie się z wszelkiej zmazy i grzechu. Poznajmy przeto całą szkaradę i skutki grzechu, jakimi Bóg karze występnego; poznanie tej szkarady pociąga za sobą żal, obrzydzenie i szczere postanowienie wystrzegania się grzechu i pozbycia się trzech głównych do niego bodźców, tj. dumy, chciwości i pożądliwości ciała.
  2. Wyrzekłszy się tym sposobem świata, rozpoczynamy jako żołnierz służbę w Królestwie Chrystusowym. Służba ta polega na naśladowaniu Jezusa w życiu, cierpieniu i umieraniu. Wstępując na tę drogę, dążyć winniśmy nie tylko do unikania grzechu, ale do coraz większej doskonałości w cnocie i chwaleniu Boga. Potrzeba nam jednakże do tego jak najzupełniejszego wyparcia się samego siebie, czego niedościgły przykład dał nam sam Zbawiciel, Jezus Chrystus.

    Zaparcie owo dosięga doskonałości po trzech szczeblach pokory:

    a) jeżeli mamy niewzruszoną wolę znieść raczej wszystko, aniżeli dopuścić się grzechu śmiertelnego;

    b) jeżeli wolimy raczej znieść ubóstwo, hańbę i śmierć samą, aniżeli popełnić grzech choćby najmniejszy, choćby i powszedni;

    c) jeśli mając wolność wyboru, z wyłączeniem wszelkiego względu na nagrodę lub karę, wybieramy dobrowolnie ubóstwo, hańbę i cierpienia jedynie w tym celu, aby się stać podobnymi Bogu. Do powzięcia tego najszczytniejszego postanowienia dodaje nam sił i odwagi rozpamiętywanie Męki Pańskiej, dobrowolne podawanie się na wzgardę dla miłości Chrystusa, w czym zarazem leży szczyt bohaterstwa, do którego wznieść się zdołamy. Tym sposobem dochodzimy do celu, tj. zupełnego zespolenia się z wolą Bożą i najczystszej miłości najwyższego dobra.

Tags: św Ignacy Loyola „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna nawrócenie spowiedź protestantyzm
2020-05-16

Św. Jana Nepomucena Męczennika

Żył około roku Pańskiego 1383.

(Żywot jego napisany jest, z dawnych akt kościoła Prazkiego, przez ojca Balbinusa Jezuitę.)

Święty Jan Nepomucen, który poniósł śmierć męczeńską za zachowanie tajemnicy Sakramentu spowiedzi, narodził się w Czechach, w wiosce zwanéj Nepomuck, niedaleko Pragi; około: roku Pańskiego 1330. Matka jego już podeszłego wieku, wyprosiła sobie u przenajświętszéj Panny to dziecię, nad którego kolebką ukazało się cudowne światło niebieskie. Późniéj gdy ten jéj synaczek śmiertelnie zachorował, pobożna matka, odbyła na jego intencyą pielgrzymkę do obrazu Bogarodzicielki, cudami słynącego w klasztorze Cystersów, i mały Janek przyszedł do zdrowia.

Chociaż rodzice jego byli bardzo ubodzy, starali się jednak, aby się wykształcił w naukach. Najprzód był w szkołach utrzymywanych przy klasztorze ojców Cystersów, a późniéj posłali go dla ukończenia wyższych nauk do Pragi, gdzie otrzymał stopień Doktora Teologii i prawa kanonicznego. Wkrótce potém wstąpiwszy do stanu duchownego, wyświęcony został na kapłana, usposobiwszy się do tego od saméj młodości życiem bardzo pobożném, a nawet i pokutném. W skutek wielkiéj gorliwości, jaką pracując. około zbawienia dusz okazywał, a oraz wyższych zdolności jakiemi się odznaczał, Biskup Prazki zrobił go najprzód kaznodzieją w głównym kościele Matki Bożéj, a następnie proboszczem jednéj z parafii tego miasta. W krótkim czasie, Praga zmieniła swa postać pod względem obyczajów: kazania jego zniosły wiele nadużyć i rozżywiły w ludzie całym pobożność. Tłumnie się gromadzono na jego nauki, i sam cesarz Wacław IV często na nich bywał. Zamianował go nawet kaznodzieją swoim nadwornym, gdy pod tęż porę Biskup uczynił go Kanonikiem katedralnym.

Wtedy cesarz jeszcze nie oddawał się nierządom, jakie późniéj uczyniły go jednym z najokrutniejszych monarchów, i przez pewien czas, chętnie powodował się radą świętego Jana. Mając go w wielkiém poważaniu, chciał go najprzód uczynić Opatem Wiszeradzkim, co było jedną z najpierwszych godności kościelnych w Cesarstwie, posiadającą książęce dochody; a gdy tego odmówił nasz Święty, ofiarował mu wakujące biskupstwo, którego on podobnież nie przyjął, w głębokiéj pokorze swojéj poczytując się tego niegodnym, a pragnąc tylko pożytku dusz wiernych, którym poświęcał się gorliwie, z najzbawienniejszym skutkiem. Obok tego wiódł życie nadzwyczaj umartwione i bogomyślne, cały swój dochód rozdając ubogim.

Cesarzowa, córka książęcia Bawarskiego a żona Wacława, obrała go za spowiednika, i pod jego przewodnictwem wielki postęp w świątobliwości uczyniła. Była to pani nieposzlakowanych obyczajów, bardzo pobożna, godna tronu na jakim zasiadała, nie tylko świetnością rodu swojego lecz i z powodu cnót jakiemi jaśniała. Pomimo tego cesarz rozpuściwszy cugle swoim namiętnościom, a słuchając oszczerstw jakiemi nikczemni pochlebcy wraz z nim rozpustne życie wiodący, usiłowali poróżnić go z cesarzową, której surowość życia potępiała ich i Wacława nierządy, powziął nieufność do żony, którą w końcu zaczął o przeniewierzenie się małżeńskie posądzać. Uroiwszy sobie jéj zdradę, gdy sam znieważał najjawniéj poślubioną jéj wierność, a nie mogąc pomimo wszelkich usiłowań, znaleźć żadnego krzywdzących ją podejrzeń dowodu, umyślił bezbożnie, wymódz na świętym Janie, wyjawienie tajemnic spowiedzi, tyczacych się cesarzowéj. W tym celu przywoławszy go razu pewnego do siebie, zamknął się z nim sam na sam i z początku z ogródką, późniéj otwarcie domagał się od niego, aby mu wydał tajemnicę sumienia jego żony, i za to ośmielił się ofiarować mu w nagrodę wyniesienie go na Biskupa. Na te słowa, święty Jan przejęty zgrozą, nietylko nie dał Wacławowi żadnéj odpowiedzi, lecz go najsurowiéj zgromił, przedstawiając mu jak ciężki grzech świętokradztwa sam popełnia, domagając się czegoś podobnego. Cesarz widząc jego stałość, na ten raz zaprzestał dalszych nalegań.

Wkrótce potém zdarzyło, się że na stół cesarski podano mięso niedopieczone. Wacław uniesiony gniewem, kazał kucharza włożyć na rożen, i piec go wolnym ogniem, aż skona w tych mękach. Znający okrucieństwo cesarza dworzanie, drżąc przed jego złością, spełnili barbarzyński ten rozkaz, nie śmiąc ani słowa wyrzec. Święty Jan zostawał wtedy na dworze cesarskim. Dowiedziawszy się o barbarzyństwie na które mało kto i z pogan najokrutniejszychby się zdobył, udał się do cesarza, i prosił go o posłuchanie. Jak święty Jan Chrzciciel, którego nosił imię, postąpił sobie z Herodem, upominając go za spełnioną zbrodnię, z wszelkiém uszanowaniem należném monarsze, lecz ze śmiałością właściwą kapłanowi który był cesarskim kapelanem, przedstawił mu zbrodniczość jego postępku. Wacław który już wtedy największych dopuszczał się nieprawości, uniesiony gniewem na świętego Jana, kazał go w tejże chwili wtrącić do więzienia, i tam trzymać przez dni kilka bez żadnego posiłku. Chciał bowiem przy téj sposobności, ponowić swoje nalegania o wydanie tajemnie spowiedzi cesarzowéj. Jakoż, strażnik więzienia oświadczył Janowi w imieniu cesarskiém, że jeżeli w téj mierze spełni jego wolę, niezwłocznie uwolnionym zostanie, a inaczéj czeka go los najsmutniejszy. Święty Jan odpowiedział, że gotów nietylko głód cierpieć, ale i umrzeć z głodu, byle cesarz bezbożnych domagań się nie czynił.

Po kilku dniach, Wacław czy to ochłonąwszy z gniewu, czy téż zamierzając tylko podejść Świętego łagodniejszém postępowaniem, posłał do niego jednego z pierwszych swoich urzędników, z oświadczeniem iż cesarz żałuje swojego postępku, prosi Jana aby mu go wybaczył, i na dowód tego aby przyszedł do niego na obiad, przy którym Wacław publiczném uczczeniem jego osoby, będzie się starał wynagrodzić krzywdę, zadaną jego godności kapłańskiéj. Sługa Boży bez wahania się spełnił życzenie monarchy; i w istocie na obiedzie tym, Wacław uczcił go w sposób najszczególniejszy. Lecz było to tylko nikczemném podejściem. Po uczcie, gdy wszyscy na niéj obecni oddalili się, cesarz zatrzymawszy Świętego Jana, zaczął znowu nalegać o wydanie mu tajemnic cesarzowéj. Chciał go zrazu uwieść obietnicami najpierwszych w cesarstwie godności kościelnych, na które przyrzekał go wynieść, byle żądaniu jego zadośćuczynił; lecz w końcu wręcz mu oświadczył, że jeżeli woli jego nie spełni ściągnie na siebie straszny gniew cesarski, i zginie w najokrutniejszych mękach jakie każe mu zadać. Na wszystko to, święty Jan jednę i tęż samę dawał odmowną odpowiedź, i ze swojéj strony zagroził Wacławowi straszną karą Bożą, za świętokradzkie wdzieranie się do tajników sumienia ludzkiego, Bogu tylko samemu znanych i do których Pan Bóg tylko ma prawo.

Wtedy Wacław, spełnił to co świętemu Janowi zapowiedział. Wydał go w ręce katów, i kazał wziąść na tortury, na których przykładano mu do boku pochodnie rozpalone. Święty zniósł wszystkie męki mężnie, modląc się wśród nich i wzywając Imienia Jezusa i Maryi. Kaci znużeni napróżno, ustali, a cesarz obawiając się rokoszu ludu zburzonego na wieść okrucieństw jakich się na świętym Janie dopuszczał, kazał go i tą razą jeszcze uwolnić,

Święty Męczennik wróciwszy do domu, i wyleczywszy się ze srogich ran na torturach poniesionych, wydalony już z dworu cesarskiego, oddał się z całą gorliwością swoim zwykłym pracom apostolskim. Gdy nadchodziła chwila w któréj czekała go już śmierć męczeńska, o czém w objawieniu się dowiedział, na kazaniu jakie miał wtedy, pożegnał się ze słuchaczami, i wracał do swego mieszkania wieczorem. Zboczył był tylko do kościoła Matki Bożéj, aby tam według swego zwyczaju, pomodlić się przed starożytnym obrazem przenajświętszéj Panny, jeszcze przez świętych Cyrylla i Metodego do Czech przyniesionym. Gdy przechodził obok pałacu cesarskiego, Wacław ujrzał go z okna. To rozbudziło w nim chęć sprobowania raz jeszcze, czy nie wydobędzie od niego tajemniey o którą mu chodziło. Kazał więc przywołać do siebie świętego Jana, i bez żadnéj już tą razą ogródki, w te słowa odezwał się do niego: „Słuchaj księże: albo mi w tejże chwili wyjawisz tajemnicę spowiedzi cesarzowéj, albo, przydał wskazując na płynącą niedaleko rzekę, przysięgam że napijesz się wody z téj rzeki.” Święty na to już ani słowa odpowiedzi dać nie chciał, a Wacław zamknąwszy go najprzód w jednéj z sal pałacu, gdy noc nadeszła, kazał go wrzucić w rzekę Mołdawę, co kaci niezwłocznie spełnili. Działo się to dnia 16 Maja roku Pańskiego 1388.

Nie dozwolił jednak Pan Bóg aby zwłoki tego skrycie zamordowanego Męczennika, pozbawione były czci publicznéj. Nad ciałem jego unoszonym nurtem rzeki, okazały się światła niebieskie, ciągle mu towarzyszące, na widok których zbiegło się całe miasto. Woda sama wyniosła na brzeg święte ciało, które bardzo uroczyście pochowano w katedrze Prazkiéj, umieszczając na kamieniu po łacinie opis męczeńskiéj śmierci świętego Jana, poniesionéj dla zachowania Sakramentanéj tajemnicy spowiedzi. Grób jego licznemi zasłynął i po dziś dzień słynie cudami. W poczet Świętych policzony został przez Papieża Benedykta XIII roku Pańskiego 1722.

Pożytek duchowny

Pan Bóg dopuścił na świętego Jana śmierć męczeńską za dochowanie tajemnicy Sakramentu pokuty, aby wierni tém bardziéj przekonani o nienaruszalności takowéj, nie dopuszczali się nigdy świętokradztwa, przez obawę wyjawiania swoich grzechów. Niech cię to nakłania do jak najszczerszéj zawsze spowiedzi, i do poprawienia przeszłych, jeśliś, broń Boże, w któréj popełnił świętokradztwo przez zatajenie grzechów.

Modlitwa (kościelna)

Boże któryś przez mężne błogosławionego Jana zachowanie tajemnicy sakramentalnéj, nową koroną męczeńską, Kościół Twój przyozdobił, daj nam za jego wstawieniem się i przykładem, język strzedz pilnie i raczéj wszelkie ponieść w tém życiu przykrości, aniżeli duszy naszéj przez niewstrzemięźliwość w mowie, przynieść szkodę. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 398–400.

Tags: św Jan Nepomucen „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik Praha spowiedź tajemnica spowiedzi
2020-04-15

Św. Lidwiny Dziewicy

Żyli około roku Pańskiego 1433.

(Żywot jéj był napisany przez współczesnego jéj Tomasza a Kempis.)

Święta Lidwina, którą i Ludmiłą nazywają szczególna Patronka osób długą i ciężką chorobą złożonych, urodziła się roku Pańskiego 1380 w Hollandyi, w miasteczku Schiedam. Ojciec jéj miał imię Piotr, a matka Petronella: pochodzili ze szlacheckiego rodu, byli wzorowymi katolikami, a niezamożni. Lidwina była dziewiątém ich dzieckiem. Od lat najmłodszych okazywała się bardzo bogobojną; miała szczególne nabożeństwo do przenajświętszej Panny, którą przez całe życie czciła i kochała jak swoję najdroższą Matkę niebieską. W siódmym roku życia uczyniła ślub czystości.

Zaledwie wychodziła z lat dziecinnych, gdy z powodu znakomitéj urody i starannego wychowania, kilku młodzieży z wyższego stanu, ubiegało się o jéj rękę. Rodzice chcieli ją zmusić do zamęścia, lecz odpowiedziała im stanowczo, że ziemskiego oblubieńca nigdy mieć nie będzie, i że jeśli nie przestaną nakłaniać ją do tego, wtedy uprosi sobie u Pana Boga tak szpetną powierzchowność, że dla wszystkich stanie się obrzydzeniem.. Rodzice więc zostawili ją. w pokoju.

Miała lat piętnaście, kiedy razu pewnego, gdy przypatrywała się ślizgającym się na lodzie towarzyszkom, jedna z nich obaliła ją mimo chęci na ziemię, w skutek czego złamała sobie żebro. Odtąd zaczął Pan Bóg próbować ją i uświęcać cierpieniami tak wielkiemi, ciągłemi i nadzwyczajnemi, że trudnoby dać temu wiarę, gdyby nie to że najpoważniejsze świadectwa, stwierdzają te szczegóły.

Od piętnastego roku wieku swojego do pięćdziesiątego trzeciego, życie jéj było jakby bezustannem ciężkiém konaniem, albo raczéj ciągłém męczeństwem. Jeden ze współczesnych jej historyków powiada, że w przeciągu lat trzydziestu, nie zjadła tyle chleba, ile człowiek zdrowy spożywa go przez dni kilka. Ciało jéj wkrótce zamieniło się od stóp do głowy jakby w jednę jadowitą ranę. Lekarstwa w miejscu ulgi, pomnażały jéj cierpienia. Nie mogła chodzić inaczéj jak tylko rękoma i kolanami czołgając się po ziemi, a w końcu i na to już sił nie miała. Trzydzieści lat zupełnie z łóżka nie wstawała, a w siedmiu ostatnich rażona paraliżem, już tylko w głowie i w lewéj ręce miała władzę. Wnętrzności poranione wydawały ciągle zepsutą ropę, którą wraz ze krwią wyrzucała ustami, nosem, uszami, a nawet ciekła ona i z oczu. W głowie doznawała bezprzestannie bolu takiego, jakby w nią ćwieki wbijano. Do tego przyłączyły się cierpienia kamienia i stwardnienie wątroby. W ranach lęgło się robactwo. A gdy tak na wszystkich członkach strasznych bolów doznawała, całe ciało paliła, jakby aż do szpiku kości bezustanna trawiąca gorączka; trapiła ją ciągła bezsenność, a od czasu do czasu miewała mdłości i duszności istnego konania.

Lecz co najstraszniejsze: obok takich okropnych cierpień na ciele, i na duszy słabą była. Przez cztery pierwsze lata upadła była zupełnie na duchu, poddała się smutkowi i prawie rozpaczy; ledwie że nie złorzeczyła chorobie i cierpieniom doznawanym. Wszakże, po upływie tych lat czterech, prawdziwie dla niéj nieszczęsnych, najzbawienniejsza zmiana zaszła co do jej duszy. Zesłał jéj Pan Bóg świątobliwego spowiednika, nazwiskiem Jan Pot, który starał się przywrócić jej spokój wewnętrzny. Rozbudził w sercu jéj żywą wiarę w tę prawdę: że im więcéj cierpień dopuszcza Pan Bóg na kogo na téj ziemi, tém obfiteze przeznacza mu nagrody w Niebie, i polecił jéj szczególnie jak najczęstsze, a pobożne, Męki Pańskiéj rozmyślanie.

Polubiła wielce to święte ćwiczenie Lidwina, i w niém znalazła źródło swojego uświątobliwienia. Z początku odbywała je codziennie razy kilka, a zczasem prawie bezustannie, rozdzielając tajemnice Męki Pańskiéj na siedem części, odpowiadających siedmiu godzinom kanonicznym. Łącząc do tego swoje zwykłe serdeczne do Matki Bożéj nabożeństwo, w krótkim czasie przedziwne na drodze doskonałości uczyniła postępy. Nie tylko cierpliwie i spokojnie znosiła swoje cierpienia, lecz się w nich święcie rozmiłowała, i patrząc na Jezusa tyle cierpiącego w męce i śmierci swojéj, pragnęła cierpieć coraz więcéj. W najsroższych boleściach powtarzała: „Jeszcze więcéj Panie mój, jeszcze więcej cierpień mi zeszlij, jeśli taka wola Twoja, tylko w miarę tego, przymnażaj i łaski Twojéj.” Pan Bóg też hojnie obsypywał niemi tę duszę, właśnie przez cierpienia nadzwyczajne jakich doznawała, do wysokiéj świątobliwości przeznaczoną. Nie tylko opływała już odtąd w niezachwiany spokój wewnętrzny, nie tylko objawiała w sobie najchętniejsze poddanie się woli Bożój w najcięższych chwilach, lecz opływała w wielkie duchowne pociechy. Z Aniołem Stróżem często rozmawiała, widząc go obok siebie, a nawet objawiał się jéj i Pan Jezus pocieszał, nauczał i zachęcał do wytrwałości, i takiemi cudownemi widzeniami pokrzepiał i uświęcał. Lecz najczęstsze widzenia miała Matki Bożéj, i z Nią bardzo długo rozmawiała, różne odbierając łaski. Chociaż więc ciało jéj nie przestawało doznawać mąk ledwie że nie piekielnych, dusza opływała w radości niebieskie,

W miarę odbieranych łask takowych, Lidwina robiła postęp we wszystkich cnotach chrześcijańskich, a szczególnie w pokorze, będącéj probierczym kamieniem wszelkiéj prawdziwéj cnoty. Jak rozmiłowała się w cierpieniach ciała, tak również przez miłość wzgardzonego Jezusa, pokochała upokorzenia. Poczytywała sobie za szczęście gdy ją jakowa najdotkliwsza spotykała obelga, albo oznaki pogardy ze strony osób z któremi miała stosunki. Najbliższą jéj towarzyszką, była pewna kobieta gwałtownego usposobienia i grubiańskich obyczajów. Obchodziła się z biedną chorą bez litości, a niekiedy do tego stopnia unosiła się, że jéj w twarz pluła. Święta, nie tylko nigdy nie uskarżała się na to, ale nawet nigdy jéj nie objawiła najmniejszej niechęci. Gdy na koniec inne osoby w domu spostrzegłszy jak towarzyszka Lidwiny nieludzko się z nią obchodzi, pytały ją jak mogła tak długo znosić to w milczeniu: — „Przecież to dla nas wielką jest zasługa, odrzekła, chętnie znosić takie małe przykrości z miłości Pana Jezusa, a przez to niekiedy łatwiéj i osoby które względem nas zawiniają, przywieść do obżałowania swojéj winy.”

Pokora jéj przedewszystkiém ukrywała przed ludźmi szczególne dary, jakiemi ją Pan Bóg coraz hojniéj zbogacał. Dostąpiła była między innemi i téj rzadkiéj łaski, że Pan Jezus wyrył na jéj rękach i nogach, znamiona przenajświętszych Blizn swoich. Lidwina uprosiła u Chrystusa Pana, aby one znikły, a tylko aby bolu od nich doznawała.

Wielką także odznaczaąła się miłością bliźniego, a ztąd litością dla ubogich i cierpiących. Po śmierci rodziców, mały mająteczek jaki po nich odziedziczyła, rozdała biednym. Sama żyła z jałmużny; a że bardzo mało potrzebowała na własne utrzymanie, gdy tymczasem z różnych stron, przysyłano jéj znaczne wsparcie, więc sama będąc biedną, wielu ubogich wspierała. Podczas morowego powietrza, którém szczególnie dotknięci byli ludzie niezamożni, przejęta litością nad nimi, zaofiarowała się Panu Bogu za nich: „Panie, powiedziała na modlitwie, tym biednym ludziom zdrowie niezbędném jest do utrzymania życia i własnego i całych rodzin; zgrzeszyli to prawda, lecz racz mnie nieużyteczną sługę Twoję karać za nich, a ich oszczędź w miłosierdziu Twojém.” Zaraza ustała, a Lidwina dostała trzech bardzo bolesnych wrzodów, z których dwa nadługo a jeden na całe życie jéj pozostał.

Obdarzył ją był Pan Bóg i darem czynienia cudów. Tomasz a Kempis opisujący jéj życie, przytacza wiele takowych, a których naocznym był świadkiem. Jeden z jéj braci, którego szczególnie kochała, umarł był pozostawiając w niedostatku liczną rodzinę, i wielu wierzycieli niezapłaconych, którzy niepokoili biednych spadkobierców. Lidwina serdecznie się nad nimi litowała, pragnęła przyjść im w pomoc, lecz w jakiż sposób mogła to uczynić kiedy nic nie posiadała? Złożyła więc całą swoję ufność w Bogu, pomodliła się na tę intencyą, i wziąwszy woreczek w którym był cały jéj majątek, składający się z ośmiu franków, to jest dwóch rubli, oddała go drugiemu bratu, polecając aby z niego wszystkich dłużników zaspokoił. Ten ją usłuchał, poszedł, popłacił wszystkie a dość znaczne długi zmarłego brata, a gdy ostatniego zaspokoił dłużnika, znalazł jeszcze w woreczku 40 franków, które i Lidwina niezwłocznie kazała rozdać biednym. Na pemiątkę tego cudu, przechowywano ten woreczek i nazwano go Sakiewką Bożą. Miała także i dar proroctwa i wiele przyszłych wypadków przepowiedziała.

Na jakiś czas przed śmiereią, objawił się jéj Pan Jezus, trzymający w ręku wieniec przeznaczony dla niéj w Niebie, lecz w którym brakło kilku kwiatów i powiedział: „Córko moja, potrzeba aby ten wieniec został już wykończony.” Jakoż w dni kilka potém napadli na mieszkanie jéj rabusie, i zabrawszy jéj nawet ubogą kołdrę którą się przykrywała, zbili ją ciężko. Zaraz po zajściu tego zdarzenia, przepowiedziała godzinę swojéj blizkiéj śmierci; w trzeci dzień świąt Wielkanocnych przyjęła ostatnie Sakramenta święte, przeprosiła wszystkich obecnych, i prosiła aby ją pozostawiono samę. Potém modląc się długo, wpadła w zachwycenie, i dnia 14-go Kwietnia roku Pańskiego 1433 poszła do Nieba, po tę już całkowitą i wykończoną koronę, którą jéj zapowiedział i okazał był Sam Pan Jezus.

Gdy ją przebierano dla włożenia na katafalk, spostrzeżono że miała na sobie ostrą włosiennicę, którą ciągle trapiła ciało, i bez tego na tyle cierpień wystawione.

Pożytek duchowny

Zbawienną naukę i wielką pociechę znaleźć powinny osoby złego zdrowia zażywające, w szczegółach życia świętéj Lidwiny. Naukę: aby z takiém jak ona poddaniem się woli Bożéj cierpienia swoje znosiły; pociechę: bo widzą w tém dowód że i najgorszy stan zdrowia, nie przeszkadza wcale do nabycia najwyższéj świątobliwości.

Modlitwa

Panie Jezu Chryste Boże nasz! Któryś ukazując błogosławionej Lidwinie wieniec chwały w Niebie dla niéj przeznaczony, zapowiedział jéj iż przez poniesienie nowych cierpień wysłuży go sobie tém świetniejszy; daj nam za jéj wstawieniem się i zasługami, z każdego cierpienia w duchu miłości Twojéj pokornie zniesionego, nagrodę wieczną sobie wysłużyć, Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 293–295.

Tags: św Lidwina „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica cierpienie choroba Męka spowiedź Maryja stygmaty zaraza
2020-03-06

Św. Kolety

Żył około roku Pańskiego 1447.

Pożytek duchowny

Z przeczytanego dziś żywota téj wielkiéj Świętéj, podwójny pożytek duchowny wyciągnąć możesz. Jeden: że tak jak błogosławiona Koleta, wszelkie powaby ciała, będące dla wielu okazyą ich wiecznéj zguby, nie tylko cenić nie powinieneś, lecz je poczytywać masz za dar natury, dla wielu dusz bardzo niebezpieczny. Ze szczegółów zaś wskrzeszenia zakonnicy, mającéj być potępioną za zatajenie na spowiedzi grzechu, zachęć się do jak najszczerszéj spowiedzi, gdy oto widzisz, że przez jednę szczerą spowiedź, Pan Bóg w miłosierdziu Swojém, wybawił duszę, ktora już u progów samego piekła była.

Modlitwa (kościelna)

Panie Jezu Chryste! Któryś błogosławioną Koletę oblubienicę Twoję, niezliczonemi darami przyozdobił, spraw miłościwie, aby tenże Duch Święty który ją natchnął do przywrócenia pierwotnéj ścisłości Seraficznéj Reguły, i nas przywiódł do zbawiennego na duchu odnowienia. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 189–190.

Tags: św Koleta „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna dziewica uroda grzech ciężki spowiedź
2020-02-13

Bł. Anieli z Folinio, z trzeciego zakonu ś-go Franciszka Serafickiego

Żyła około roku Pańskiego 1309.

Pożytek duchowny

Podziwiaj w życiu błogosławionéj Anieli miłosierdzie Boże, które wyrwawszy ją z ciężkiego grzechu świętokradzkiéj spowiedzi, taką ją obdarzylo za ten występek skruchą, iż później Świętą została. Z tego powodu poczytaj ją za Patronkę dokładnych spowiedzi, i jeśli twoim czego brakuje, proś ją aby ci wyjednała łaskę potrzebna do tego, abyś je naprawił.

Modlitwa (kościelna)

Boże, serc słodkości i swiatlo błogosławionych, ktoryś świętą Anielę służebnicę Twoję, przecudném rzeczy niebieskich rozpamiętywaniem pocieszał, spraw abyśmy za jéj zasługami i wstawieniem się tak poznali Cię na ziemi, żebyśmy się stali godnymi cieszyć się w Niebie jasnością chwaly wiekuistéj. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 114.

Tags: bł Aniela „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna spowiedź grzech ciężki
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.