Citatio.pl

Wpisy z tagiem "sprawiedliwość":

2020-10-27

Św. Iwona, z Trzeciego Zakonu św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1303.

(Żywot ta wyjęty jest z Bulli jego kanonizacyi.)

Święty Iwo francuz, urodził się w małéj wiosce Martini w prowincyi Bretańskiéj (Bretagne) położonéj, roku Pańskiego 1258. Ojciec jego nazywał się Helory, matka miała imię Azora, oboje ze szlacheckiego rodu i wzorowi chrześcijanie. Dziecinne lata spędził pod okiem bogobojnych rodziców, którzy gdy podrósł oddali go do szkół, i zwierzyli dozór jego bardzo zacnemu nauczycielowi. Ten niewiele miał około niego pracy, gdyż znalazł w nim i zdolności niepospolite, i wielką w naukach pilność, ale szczególnie gruntowną pobożność, którą młody ten chłopaczek odznaczał się w gronie swoich rówienników. Gdy miał lat czternaście, a w naukach znakomity uczynił postęp i wielkie w nich okazywał zamiłowanie, rodzice chociaż pragnęli już się z nim nie rozstawać, bo największą był dla nich pociechą, na jego jednak usilne prośby, wysłali go do Paryża dla słuchania tam wyższych wykładów w akademii.

Młody Iwo, jakkolwiek sam życzył sobie tego, znał jednak niebezpieczeństwa dla duszy, jakie spotykają zwykle młodzieńca, dla pobierania wyższych nauk do wielkiego miasta udającego się, i wchodzącego w grono niedorosłych ludzi łatwy dających przystęp przewrotnym zasadom wszelkiego rodzaju. Polecił się téż w szczególny sposób opiece Matki Bożéj, do któréj miał zawsze serdeczne nabożeństwo, zawiązał bliższe stosunki tylko z młodymi towarzyszami podobnież jak on pobożnymi, a obrawszy sobie światłego i świątobliwego spowiednika, często przystępował do Sakramentów świętych. Co mu zaś zbywało czasu od nauk, ten poświęcał na modlitwę. To wszystko utrzymało go stale na drodze pobożności, do któréj wdrożonym był od lat dziecinnych, i nietylko nie przeszkodziło mu w jego pracach naukowych, ale owszem, tak się w nich świetnie odznaczył, że uzyskawszy wyższe stopnie akadamickie w uniwersytecie Paryzkim, udał się do uniwersytetu w Orleanie, dla słuchania Teologii i prawa kanonicznego, gdyż wtedy już powziął był zamiar wstąpienia do stanu duchownego.

Od téj pory, zaczął zadawać sobie różne umartwienia ciała: przestał używać wina i wszelkiego trunku, jadał tylko najprostsze potrawy, i ostrą włosiennicę nosił na ciele. Wszystkie posty przez Kościoł nakazane zachowywał susząc o chlebie i wodzie, i wiele dobrowolnych przydawał, w których jadał tylko trochę jarzyny surowéj. Sypiał zwykle trzy godziny tylko na gołéj ziemi, pod głowę biorąc księgę Pisma Bożego, a gdy się już bardzo czuł strudzonym, podściełał sobie trochę wiórów albo liści suchych. Często całe noce spędzał w piwnicy na modlitwie. Umartwienia téż takowe, wyjednały mu łaskę nieskazitelnéj czystości, którą od dzieciństwa przez całe życie dochował, a przytém i inne dary szczególne, któremi go Pan Bóg na modlitwie obdarzał. Podczas niéj obcował z Aniołami, którzy mu się objawiali w postaci widzialnéj, rozmawiali z nim, pokrzepiali go w jego pracach i trudach, i wielką napełniali pociechą.

Skoro został kapłanem, a już przedtém znany powszechnie ze swojéj wysokiéj świątobliwości, życia bardzo pokutnego, wielkiego dla biednych miłosierdzia i znakomitéj nauki, Archidyakon Renińskiéj dyecezyi, powołał go na urząd Oficyała, którego głównym obowiązkiem, było załatwianie spraw sądowych w téj dyecezyi. Oddał się temu święty Iwo całém sercem, a powodowany wielką dla biednych miłością, stał się najtroskliwszym opiekunem wdów, sierot i ubogich, których nietylko załatwiał sprawy jak najprędzéj i według najściślejszéj sprawiedliwości, lecz sam podejmował się ich obrony bezpłatnie, owszem z własnéj kieszeni potrzebne na to koszta zaspokajał. Czynił to nawet dla ubogich i przed sądami świeckiemi, chodził około ich sprawy najpilniéj, odwiedzał ich i pocieszał jeśli trzymani byli w areszcie, lub ukarani więzieniem. Słowem słusznie zwano go powszechnie Obrońcą wszystkich ubogich i we wszystkich ich prawach.

Jak tylko miała się wytoczyć jaka sprawa przed jego Trybunał jako najwyższego Sędziego Dyecezyalnego, dokładał wszelkiego starania, aby strony występujące przeciw sobie, pojednać przed rozpoczęciem sprawy. Udawało się to ma najczęściej, gdyż wysoka jego świątobliwość powszechnie znana, nadzwyczajną dawała mu powagę. Zdarzało się, że osoby najzawzięciéj przeciw sobie mające wystąpić, gdy pomimo jego prośb i starań pogodzić się nie chciały, w końcu jednały się, w skutek Mszy świętéj, którą na tę intencyą odprawiał. Gdy zaś wypadało mu wydać jaki wyrok chociażby najłagodniejszy, rzewnemi łzami się wtedy zalewał, mówiąc iż mu to żywo stawi na pamięci sąd ostateczny, na którym przyjdzie mu wysłuchać wyroku jaki Pan Bóg na niego wyda.

Tak święty sposób sprawowania ważnego urzędu którym był obarczony sprawił, że wszyscy Biskupi okoliczni, pragnęli mieć go przy sobie, jeden przed drugim ubiegali się o to. Tregirejski (Trégire) przyciągnął go do swojéj dyecezyi, i w téj zajaśniał Iwo wysokiemi cnotami, na tymże samym urzędzie Oficyała Biskupiego. O ile ubodzy go kochali jak ojca, a wszyscy prawi i poczciwi ludzie w wielkiéj czci mieli, o tyle i źli nawet okazywali się jego powadze uleglejszymi niż komu innemu. Zdarzyło się, że urzędnicy królewscy, dopuszczając się wielkiego bezprawia, zagrabili już byli rzeczy do Biskupa należące, i zabierali się toż samo zrobić i ze sprzętami kościelnemi. Nikt się ich przemocy opierać nie śmiał, ani sam Biskup już pokrzywdzony. Święty Iwo udał się do kościoła gdzie ciż łupieżcy przybyli, i sam jeden stawiąc im czoło, odwiódł od tego Świętokradztwa, i skłonił nawet do oddania Biskupowi tego co mu niesłusznie wydarli.

Święty Iwo sprawując urząd Oficysła, był razem i proboszczem parafii Lohaneckiéj (Lohanec). Widząc iż częste wydalenie się z plebani, nie dozwala mu osobiście zatrudniać się powierzonemi mu duszami, uwolnił się od urzędu Oficyała, i już stale pomiędzy swojemi owieczkami zamieszkał. Wielki wielbiciel świętego Franciszka Serafickiego, niemogąc dla słusznych powodów opuścić świata, na którym tyle dobrego robił a sobie tak wielkie skarbił przed Bogiem zasługi, wstąpił do Trzeciego Zakonu przez Patryarchę Asyskiego założonego, to jest został Tercyarzem Reguły świętego Franciszka Serafickiego.

Odtąd téż podwoił umartwień ciała, jeszcze uboższe jak dotąd prowadził życie, i na miłosierne uczynki obracał wszystkie swoje dochody, a nawet i od innych na też cele wielkie wypraszał jałmużny. Przywdział ubogą szarą satanę z kapturem; posty tak ścisłe zachowywał że zdarzało się iż cały tydzień żadnego zgoła nie brał posiłku, a wtedy nietylko żadnych ze swoich obowiązków nie opuszczał, lecz widziano go jeszcze czynniejszym, a tak świeżo wyglądającym po kilku dniach nie jedzenia, jakby przez ten czas na najposilniejszych pokarmach się odżywiał. Wstawał o północy, na odmówienie pacierzy kapłańskich, zwanych Jutrznią. Odprawiał Mszę świętą codziennie, i podczas podniesienia widywano spuszczającą się na niego kulę ognistą. Na kazania jego zbierało się tak wiele ludzi, że za każdą razą trzeba było urządzać mu kazalnicę za kościołem, aby nagromadzone tłumy ludu słuchać go mogły. Razu pewnego idąc z kazania do sąsiedniej wioski, nadszedł nad rzekę niespodzianie wezbraną, na któréj most był zerwany. Przeżegnał ją, i wody się przed nim rozstąpiły, a gdy suchą nogą przeszedł na brzeg drugi, na powrót koryto zajęły. Gdy już nie miał pieniędzy, suknie swoje oddawał ubogim. Zdarzyło się że spotkawszy zimą starca na pół nagiego, oddał mu swoję sutanę z kapturem; skoro od niego odszedł, ubogi zniknął, a suknia sama cudownie napowrót go przyodziała. W czasie panującego morowego powietrza z plebanii swojéj zrobił szpital a późniéj założył osobny, i ten swoim staraniem ciągle utrzymywał. Miał zwyczaj codziennie brać do stołu jednego ubogiego. Razu pewnego przyszedł trędowaty, tak obrzydliwemi wrzodami okryty, że sam Iwo doznał na ten widok wstrętu. Aby się przezwyciężyć, posadził go obok siebie i jadł z nim z jednego talerza. W środku obiadu, gość ten stał się jasnym jak słońce, tak że cały pokój zdawał się w ogniu, i powiedziawszy Dominus vobisum: „Pan z wami” znikł: byłto bowiem Anioł, którego mu Pan Bóg zesłał w nagrodę tego rodzaju jego uczynności i miłości dla biednych. Dzikie zwierzęta wszelkiego rodzaju tak mu były posłuszne, że w polu lub w lesie, ptaki siadały mu ma ręku, i na jego zawołanie przylatywały i odlatywały.

W cnotach wszelkich coraz większego nabierając wzrostu, i wielu rozmaitemi obdarzony od Boga darami, miał sobie objawioną godzinę śmierci, i tę na kilka tygodni przed zgonem wyraźnie zapowiedział. Gdy nadeszła, przyjął ostatnie Sakramenta święte z uczuciami najżywszéj wiary i pobożności, i słuchając śpiewów anielskich, zasnął błogo w Panu dnia 19 Maja roku Pańskiego 1303.

Za życia i po śmierci słynącego cudami, Papież Klemens VI w poczet Świętych wpisał. Święto jego dziś się obchodzi, jako w rocznicę przeniesienia ciała jego z Paryża gdzie umarł, do miasta Tregiery.

Pożytek duchowny

Święty Imo który za życia był szczególnym obrońcą i opiekunem spraw wdów, sierot i ubogich, jest dziś królujący w niebie, głównym Patronem tych, którzy z urzędu swojego ten rodzaj obowiązków spełniają. Gdy więc masz jaką sprawę rozpoczynać, uciekaj się do jego pośrednictwa, aby ci dał tak jak to za życia często robił, pojednać się ze stroną tobie przeciwną, bez wszczynania procesu, który rzadko bez obrazy miłości bliźniego prowadzić można.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Iwona, wyznawcę Twojego, miłosiernemi uczynkami, cudami i cnotami, w Kościele Twoim świetnym uczynił; spraw prosimy, abyśmy za jego zasługami i modlitwami, Twoich dobrodziejstw dostąpili. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 920–922.

Tags: św Iwo z Bretanii „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość sprawiedliwość ubóstwo zaraza miłość nieprzyjaciół
2020-10-09

Św. Dyonizego Areopagity i jego Towarzyszów, Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 117.

(Życie ich napisane było przez Metafrasta.)

Święty Dyonizy za zmakomitéj rodziny Albeńskiéj, przyszedł na świat wkrótce po narodzeniu Chrystusa Pana. Wychowany jak najstaranniéj lecz w pogańskich zasadach, oddał się szczególnie nauce filozofii i astronomii, i taki w tych umiejętnościach postęp uczynił, że stał się jednym z najuczeńszych w owym wieku w całym świecie filozofem i astronomem. Dla lepszego w matematyce wyćwiczenią się, przebywał nawet pewien czas w Heliopolis, w którémto mieście ta nauka wysoko kwitnęła. Gdy tam mieszkał nastąpiła śmierc Zbowiciela, a przy niéj owo cudowne zaćmienie słońca, które cały świat ogarnęło. Dyonizy, jako biegły astronom wiedząc iż przypadło nie w porze w któréj z naturalnych przyczyn przyjśćby mogło, zawołał z przerażeniem: „Albo Stwórca natury cierpi, albo cała budowa stworzonego świata rozpada się.” Po powrocie do Aten tak się odznaczył nauką, wymową i bystrym rozumem, iż pomimo tego że wówczas był jeszcze młodym, wyniesiono go na godność jednego z pierwszych sędziów Areopagu Ateńskiego. Byłto zaś najwyższy trybunał Grecki, słynący w całym ówczesnym świecie z mądrości i sprawiedliwości swoich wyroków, tak dalece iż nawet obce narody poddały pod jego rozsądzenie najważniejsze i najbardziéj zawikłane sprawy. Dyonizy największéj używał powagi w tém sądowniczém gronie.

Pod tę porę do Aten przybył święty Paweł Apostoł. Kazania jego nadzwyczajny wpływ wywarły: wielka liczba pogan nawróciła się a nawet kilku członków owego najwyższego Areopagu, a między nimi i Dyonizy. Zawiązał on bliższe z Pawłem świętym stosunki, a zagrzany miłością Chrystusa, zrzekł się swoich godności, większą część majątku rozdał na ubogich, i przez lat trzy nie odstępował Apostoła narodów, towarzysząc mu w jego misyonarskich wycieczkach. W rozmowach to jakie z nim miewał, a w których święty Paweł zwierzał ma ta tajemnice które w zachwyceniach swoich aż do trzeciego Nieba miał odkryte, nabył święty Dyonizy najgłębszych wiadomości o Bogu, które, jakto po dziś dzień widzieć można z dzieł jego, uczyniły go niezrównanym mistrzem teologii mistycznéj, to jest nauki o najgłębszych tajemnicach, odnoszących się do Istoty Boga.

Gdy w Atenach liczba chrześcijan się powiększyła, święty Apostoł, wyświęcił Dyonizego na Biskupa tego miasta. Przyobleczony tą godnością, obdarzony nadzwyczajnemi łaskami, w których dawał mu Pan Bóg nadprzyrodzone oświecenia tyczące się istności i natury samego Bóstwa, przy genialnych naturalnych zdolnościach i wielkiéj nauce, święty Dyonizy w krótkim czasie zajaśniał w Kościele Bożym, jako jeden z Doktorów. Dzieła jego o Hierarchii Kościelnéj, o Imionach Boskich i inne, są pod tym względem dotąd niezrównanym w piśmiennietwie kościelném skarbem.

Miał on także szczęście widzieć przenajświętszą Maryę Pannę, dla któréj poznania, jak sam pisze, odbył umyślnie podróż do Efezu, gdzie wtedy Matka Boża przebywała u świętego Jana Ewangelisty. Taką zaś czcią był ku Niéj przejęty, że, jakto także w jednym z dzieł swoich powiada, kiedy Ją poznał, byłby Ją wziął za Bóstwo, gdyby nie to, że wiara uczyła go iż Bóg jest tylko jeden. Znajdował się także w Jerozolimie przy Uśnięciu to jest przy śmierci przenajświętszéj Maryi Panny, i wszystkie tego szczegóły jak również i Jéj Wniebowzięcia, jako naoczny świadek a tak wysokiéj powagi, podobnież w pismach swoich pozostawił, a takie właśnie, jakieśmy pod dniem 15 Sierpnia podali.

Kiedy Dyonizy w Efszie widział się z przenajświętszą Panną i ze świętym Janem, za ich poradą powziął myśl udania się w inne części świata, dla opowiadania Ewangelii. Wyświęciwszy więc w swoje miejsce na Biskupa Ateńskiego świętego Publiusza, sam w towarzystwie Rustyka Kapłana i Eleuteryusza Dyakona, najulubieńszych uczniów swoich, udał się do Rzymu, aby sam Papież święty Klemens, wskazał mu w jakie kraje ma iść ogłaszać wiarę w Chrystusa. Ten Ojciec Święty, widząc, że kraina Gallów, to jest dzisiejsza Francya, pogrążona wówczas w pogaństwie, potrzebowała mężów apostolskich, tam świętego Dyonizego przeznaczył. Przyłączył się do niego jeszcze i święty Ryul, uczeń świętego Jana Ewangelisty i kilku innych świętych a gorliwych w winnicy Pańskiéj pracowników, z którymi Dyonizy, mając zawsze z sobą Rustyka i Eleutera, puścił się do Gallii.

Przybyli najprzód do miasta Arlu (Arles), gdzie już pewną liczbę chrześcijan ochrzczonych przez świętego Trofima zastali. Tam pozostawił Dyonizy świętego Ryula, wyświęciwszy go na Biskupa, a sam zresztą swoich towarzyszy, udał się do Paryża, który wówczas był niewielkiém miastem, zawartém tylko w téj części która po dziś dzień, wyspę na rzece Sekwanie stanowi. Skoro tam przybył, tłum ludu go otoczył. Dyonizy obdarzony jak wielu Apostołów darem języków, miał do nich kazanie, po którém niezwłocznie wielka liczba o Chrzest święty go prosiła. Następnych dni, toż samo miało miejsce: a szczególnie gdy Dyonizy kilka cudów uczynił, ludność już wtedy całemi tłumami, do wiary się nawracała. Wkrótce powznoszono tam kościoły: pierwszy na cześć Trójcy przenajświętszéj, a drugi pod wezwaniem przenajświętszéj Panny, i następnie kilka innych. Pierwszym z pogan który przyjął Chrzest święty z rąk błogosławionego Dyonizego, był Lisbiusz, jeden z najzamoższych mieszkańców Paryża, a od którego najznakomitsza po dziś dzień rodzina książąt Montmoransów, ród swój wyprowadza.

Postępy jakie codzień czyniła wiara, głoszona przez świętego Dyonizego i jego towarzyszy, pobudziły nakoniec przeciw nim pogan, a najbardziéj kapłanów pogańskich. Ci udali się do Fescyniusza Syzyna, Wielkorządcy Cesarskiego w Galli, z przedstawieniem że w skutek wpływu cudzoziemców przybyłych z Grecyi, jeśli się temu kresu nie położy, wiara pogańska w całym kraju zniknie. W skutek tedy takich zażaleń, Wielkorządca rozkazał niezwłocznie uwięzić przybyłych świętych opowiadaczy Ewangelii.

Świętego Dyonizego wraz z Rustykiem i Eleuterem schwytano w domu Lisbiusza u którego mieszkał. Widząc to Larcya żona Lisbiusza, zagorzała poganka, pośpieszyła do Wielkorządcy, z zawiadomieniem, że i mąż jéj jest chrześcijaninem. Zawezwał więc i jego przed siebie Fescyniusz, a gdy ten mężnie stał przy wyznaniu Chrystusa, ściąć go kazał w obecności świętego Dyonizego i jego towarzyszy, aby ich tém przerazić, i jak sądził łatwiéj do odstępstwa przywieść. Nie zachwiało to jednak wcale tych świętych Wyznawców, zaraz więc kazał ich odprowadzić do więzienia, a nazajutrz zadał im najokrutniejsze męki. Najprzód zbili ich strasznie, a gdy tę katuszę przetrwali głośno wielbiąc Boga, rozciągnęli Dyonizego na łożu żelazném, i podkładając podeń ogień pieczono go jak świętego Wawrzyńca. Lecz Święty głośno śpiewał ten wiersz psalmisty: „Ogniste bardzo słowo Twoje Panie, a sługa Twój rozmiłował się go” 1. Po pewnym czasie widząc Wielkorządca że, mu ogień najmniejszéj szkody nie czynil, kazał go wydać na pożarcie dzikim zwierzętom, ale te, jak to z wielu innymi świętymi Męczennikami zaszło, tknąć go nie chciały. Kazał więc go Fesceniusz, jeszcze do ciemnego więzienia zaprowadzić. Tam potajemnie zgromadziło się do niego wielu chrześcijan. Dyonizy odprawił Mszę świętą, i wszystkim rozdał Ciało i Krew Pańską, a w chwili gdy to czynił niebieska świałość nad nim zajaśniała i wśród niéj Sam Pan Jezus, chórem aniołów otoczony, się okazał.

Nazajutrz, tyran kazał ich znowu przed sobą stawić, i upominał aby cześć bożkom oddali, jeśli chcą przy życiu pozostać. Święty Dyoizy odpowiedział w imieniu wszystkich: „Na próżno nam grozisz: nic wiary naszéj nie zachwieje, pragniemy umrzeć za Chrystusa, który jest życiem naszém.” To słysząc Fesceniusz kazał wrzucić Dyonizogo w stos rozpalony, z którego on wyszedł żyw i zdrowy. Wtedy przybili go do krzyża, zkąd jak z kazalnicy miał naukę do ludu, a którego, takie cuda, wielką liczbę nawróciły. Przerażony tém Wielkorządca, wydał na sług Bożych wyrok na ścięcie.

Poprowadzono więc przez miasto Świętych, którym przewodniczył Dyonizy, już wtedy przeszło sto lat mający; a gdy na miejsce stracenia przyszli, ukląkł błogosławiony starzec i tak się modlił. „Boże któryś mnie stworzył, i świętą mądrością Twoją oświecił, otwierając przede mną tajemnice Twoje; któryś jak był ze mną wszędzie, tak i tu jesteś obecny; dziękuję Ci za wszystko coś przeze mnie ku czci Twojéj uczynić raczył, i że mnie już do Siebie powołujesz wraz z tymi braćmi moimi, przeznaczając nam koronę męczeńską. Przyjmij więc do miłosierdzia Twojego dusze nasze, i otocz opieką Twoją tych których przez krew Swoję a posługę naszę, Sobie pozyskałeś. Wielbijmy Ojca i Syna i Ducha świętego na wieki wieków.” A gdy wierni odrzekli „Amen” Dyonizy szyję pod miecz poddał i ściętym został, a z nim Rustyk i Eleuteryusz.

Lecz tu nastąpił cud jeden z największych: tułów bowiem świętego Dyonizego wstał na nogi, i głowę swoję wziąwszy w ręce, zaniósł ją o kilka wiorst za miasto, aż na to miejsce gdzie późniéj wierni kościół pod jego wezwaniem postawili. Cud ten nawrócił prawie cały naród, a jednę z pierwszych która wtedy o Chrzest prosiła była Larcya owa żona Lisbiusza która sama niezadługo potém śmierć męczeńską poniosła. Męczeństwo świętego Dyonizego i jego towarzyszów, nastąpiło dnia 9 Października roku Pańskiego 117.

Pożytek duchowny

Świety Dyonizy Areopagita, jeden z najpierwszych mędrców swojego czasu, największy w Kościele Bożym mistrz w wykładzie najszczytniejszych tajemnic Bóstwa, taką czcią przejęty został ku Matce Bożéj gdy ją ujrzał i poznał, że najdoskonalszą po Bogu i w doskonałości najbardziéj do Niego zbliżoną istotą Ją uznał. Niech Cię więc i to pobudza do tego, abyś po Bogu najwięcéj kochał Matkę Bożą, i po czci Boskiéj, Jéj cześć najgłębszą oddawał.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś w dniu dzisiejszym błogosławionego Dyonizego Męczennika Twojego i Biskupa, mężną wytrwałością w męczeństwie obdarzył, i któryś mu do opowiadania niewiernym chwały Twojéj Bustyka i Eleuteryusza za towarzyszów przydać raczył; daj nam prosimy, za ich przykładem, z miłości ku Tobie pomyślnościami tego Świata wzgardzać, i żadnych doczesnych przeciwności nie obawiać się. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 863–865.

Footnotes:

1

Psalm. CXVIII. 140.

Tags: św Dionizy Areopagita „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup męczennik Męka sędzia sprawiedliwość św Paweł Maryja św Jan Ewangelista Wniebowzięcie Francja św Wawrzyniec
2020-08-25

Św. Ludwika, Króla Francuzkiego

Żył około roku Pańskiego 1270.

(Żywot jego był napisany przez ojca Godfryda Dominikanina, jego spowiednika.)

Święty Ludwik, IX tego imienia król Francuzki, syn Ludwika VIII, i błogosławionéj Blanki królewnéj Kastylskiéj, przyszedł na świat roku Pańskiego 1215 w mieście Puasy (Poissy), gdzie rodzice jego z dworem wtedy przebywali. Ojciec człowiek pełen żywéj wiary, wybrał mu świątobliwego ochmistrza, a matka któréj zawdzięczał jak najpobożniejsze wychowanie, pragnąc wyuczyć go jak ma służyć Bogu zanim panować będzie nad ludźmi, powtarzała mu od kolebki że wolałaby go widzieć w grobie, niż splamionego jakim ciężkim grzechem.

Miał lat dwanaście kiedy po śmierci ojca odziedziczył tron Francyi, którą rządził pod opieką świątobliwéj swojéj matki. W tak młodocianym wieku Ludwik, wyniesiony na szczyt władzy potężnego narodu, zajaśniał przymiotami nie tylko młodego monarchy który był godnym takiego dostojeństwa, lecz i cnotami Świętego. Otoczony największym zbytkiem, zaczął zaraz umartwiać swoje ciało i wszelkie namiętności na wodzy trzymał. Nadzwyczaj lubił łowy myśliwskie i grę w szachy: odmówił sobie tego na zawsze, a co mu tylko zbywało czasu od koniecznych zajęć, obracał go na czytanie ksiąg świętych, i na modlitwę. Biegły w łacinie, wysoko wykształcił się w naukach świeckich, a dzieł ojców Kościoła z rąk nie wypuszczał.

Początki jego panowania zakłóciły domowe niesnaski wszczęte przez zazdrośnych książąt, którym się zdawało iż tak młodego króla łatwo im przyjdzie obalić. Ludwik mając lat czternaście stanął na czele wojska, i po cudach waleczności jakie w bitwach sam dokonywał, rozproszył rokoszan i zmusił ich do zdania się na łaskę. Już wtedy podziwiali w nim Francuzi nadzwyczajną waleczność a nawet i biegłość w prowadzeniu wojny, i mawiali: że nie ma mnicha pobożniejszego od króla, ani rycerza równego mu w boju. Powróciwszy z tych wypraw do Paryża, na podziękowanie za odniesione zwycięstwo, wybudował i uposażył sławne Opactwo Rajomonckie (Rayaument), i kościół świętéj Katarzyny, założył klasztor Kartuzów i kilka obszernych szpitalów.

W dwudziestym roku życia objął już sam rządy kraju, i pojął w małżeństwo Małgorzatę, córkę hrabiego Prowancyi, która stała się wzorem świątobliwéj królowéj. Wkrótce potém, Hugo Luzinian, przywoławszy na pomoc króla Angielskiego, zbuntował się przeciw Ludwikowi. Święty, z małą garstką wojska uderzywszy na nieprzyjaciół, pobił ich na głowę, a sam na czele hufca dotarł do namiotów króla Angielskiego, który uratował się jedynie ucieczką a ścigany przez Ludwika, dwa dni i dwie nocy bez przyjęcia posiłku, z konia nie zsiadał.

Na Wschodzie rozpuszczono wieść że król Francuzki, słynny już ze swojéj waleczności, miał się tam udać na wyprawę krzyżową. Wysłano więc ztamtąd do Paryża najętych zbójców, w celu zamordowania Ludwika, który dowiedziawszy się o tém kazał ich przytrzymać, i odprawił z bogatemi darami do niegodziwego Baszalika Tunickiego, z którego polecenia ludzie ci wysłani byli.

W roku 1239, Boduin II, cesarz Carogrodzki chcąc pozyskać pomoc Ludwika przeciw Mahometanom, przywiózł mu do Paryża Koronę cierniową Pana Jezusa. Król otoczony wyższém duchowieństwem i pierwszymi dworzanami, wyszedł o mil kilka za miasto, i tę przenajświętszą Relikwią sam niósł idąc bosemi nogami, i z czcią najgłębszą złożył ją w kaplicy pałacowéj, którą przyozdobiwszy, uczynił arcydziełem sztuki budowniczéj po dziś dzień podziwianej, a znanéj pod nazwiskiem Świętéj kaplicy.

Nigdy Francya nie zażywała większéj pomyślności wewnątrz kraju, i większego bezpieczeństwa w stosunkach z państwami sąsiedzkiemi, jak za panowania tego świętego króla. Surowemi prawami przykrócił wszelkie nadużycia; wytępił bezbożny zwyczaj bluźnienia, powstrzymał pojedynki, zakazał gier hazardownych, poznosił domy nierządu, przeciął drogę do kłótliwych procesów. Na wyższych urzędników i wielkorządców prowincji baczne miał oko, i odjął im wszelką możność uciskania podwładnych, dając łatwy przystęp do siebie każdemu kto na nich ze skargą występował. Gdy był na przechadzce, miał zwyczaj zasiadać pod drzewem i tam dawał posłuchanie najniższemu z poddanych, załatwiając od razu najzawilsze sprawy. Miał przytém szczególny dar bystrości z jaką wykrywał prawdę, chociażby ją kto najzręczniéj ukrywał, i dla tego wszystkie jego wyroki były tak sprawiedliwe, że strona przegrywająca nie śmiała nigdy uskarżać się na nie.

Prowadził życie nadzwyczaj umartwione, Strzegąc jak najpilniéj cnoty czystości, święty król ten w kwiecie wieku na tronie zasiadający, o ile mógł unikał wszelkich światowych zabaw, widowisk i balów. Prócz zwykłych postów kościelnych, które ściśle zachowywał raz tylko na dzień jadając, pościł cały Adwent, a wigilie do świąt Matki Bożéj, suszył o chlebie i wodzie.

Ostréj włosiennicy nigdy nie zrzucał. Codzień słuchał Mszy świętéj, i odmawiał pacierze o przenajświętszéj pannie zwane Officium Parvum. W każdą sobotę zgromadzał trzechset ubogich, umywał im nogi, sam usługiwał przy stole, i hojnie obdarzał. Prócz tego, przy każdym obiedzie miał ich kilku przy sobie. Na jałmużny obracał prawie wszystko co stanowiło dochód do jego własnej osoby królewskiéj przywiązany. W czasach głodu, uwalniał lud od podatków i rozsyłał dla ubogich ogromne zapasy zboża.

W dwudziestym roku swojego panowania śmiertelnie zachorował, co Francyą całą o największy smutek przyprawiło. Wszędzie zasyłano modlitwy za króla, pod którego panowaniem tak wyjątkowéj pomyślności zażywał naród. Tymczasem Ludwik uczynił ślub, że jeśli odzyska zdrowie uda się na wyprawę krzyżową, dla ratowania chrześcijan pod jarzmem Muzułmanów w Palestynie jęczących. Gdy wyzdrowiał, pomimo próśb żony dzieci i dworzan odwodzących go od wojny w któréj obawiali się go stracić, przyjął zbroję poświęconą z rąk Biskupa Paryzkiego, a przez Papieża Inocentego IV zamianowany naczelnym wodzem wszystkich sił krzyżowców, na czele licznego wojska ruszył do Ziemi świętéj.

W pierwszéj bitwie pobił Saracenów, i zdobył warowne ich miasto Damaszek. Lecz gdy powietrze wyniszczyło większą część jego wojska, w jednéj z potyczek otoczony Saracenami, po dowodach niesłychanéj waleczności, i sam dostał się do niewoli. Ucierpiał tam wiele, lecz okazał tak wielką cierpliwość, zachował się z taką właściwą godnością, i tyle w niewoli nawet będąc czynił dobrego, że sami Saraceni przejęci dla niego czcią, mieli zamiar uczynić go swoim królem. Po zawarciu pokoju, Ludwik uwolniony został, lecz pięć lat jeszcze pozostał na Wschodzie, w ciągu których wielką liczbę wiernych wykupił z niewoli od Turków, mnóstwo Mahometanów nawrócił, poodbudowywał dla chrześcijan wiele miast i pozakładał w nich szpitale, kościoły i klasztory.

Gdy matka jego, która przez czas ten rządziła Francyą, umarła, Święty wrócił do Paryża, gdzie jeszcze z większą gorliwością oddał się ćwiczeniom pobożności, i staraniom uszczęśliwienia swojego ludu. Powznosił różne dobroczynne zakłady we wszystkich prowincyach Francji. W Paryżu założył szpital na trzechset ślepych, na pamiątkę trzechset swoich żołnierzy, którym muzułmanie oczy wyłupili. Sam codziennie odwiedzał ubogich chorych po ich mieszkaniach i szpitalach, i oddawał im najniższe usługi. Nosił szaty bardzo skromne, i tylko z konieczności przybierał oznaki panującego; ciało trapił coraz większemi umartwieniami. U współczesnych monarchów używał tak wielkiego wzięcia, że z najważniejszemi sprawami udawano się do niego po radę, a w zatargach grożących wojną, zdawano się na jego sąd polubowny. Z powodu mądrości jaką jaśniał tak w zarządzie swojém państwem, jak i w stosunkach z postronnemi krajami, nazywano go Salomonem chrześcijańskim.

W roku czterdziestym czwartym od wstąpienia na tron, powtórnie przebył morze dla wydania wojny wrogom imienia chrześcijańskiego, lecz i tą razą nadzwyczajne upały i brak żywności, wywołały w wojsku jego morowe powietrze, którém i sam dotkniętym został. Widząc iż śmierć go czeka, z największym pokojem poddał się woli Bożéj, a przywoławszy syna na którego po nim berło spadało, pozostawił mu w kształcie testamentu święte nauki, streszczające wszystkie obowiązki doskonałego chrześcijanina i doskonałego monarchy, a które zaczynał od tych słów: „Synu mój, pierwszą radą jaką ci daję, jest abyś Boga miłował z całego serca twojego, gdyż bez Niego nic dobrego zrobić nie możemy. Powinieneś być gotowym ponieść wszelkie nieszczęścia, dać się w kawałki porąbać raczéj, niż Go kiedy obrazić grzechem śmiertelnym.” Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych zapadł w powolne konanie, i wymawiając te słowa Psalmu Dawidowego: „Wnijdę Panie do domu Twojego, i pokłonię się ku Kościołowi Twojemu świętemu” 1. oddał Bogu ducha, 26 Sierpnia, roku Pańskiego 1270, mając lat pięćdziesiąt sześć. Kanonizowany został przez Papieża Bonifacego VIII.

Pożytek duchowny

Wyryj na sercu twojém, to upomnienie które świętemu Ludwikowi dawała błogosławiona Blanka matka jego, a on znowu swojemu synowi w testamencie przekazywał, a tém jest „że lepiéj śmierć ponieść, niż dopuścić się ciężkiego grzechu.” Bądź przekonanym, że kto pragnie być zbawionym, powinien według tego prawidła postępować.

Modlitwa (Kościelna)

Boże któryś błogosławionego Ludwika wyznawcę Twojego, z tronu ziemskiego do tronu chwały niebieskiéj wyniósł; za jego zasługami i pośrednictwem, spraw prosimy, abyśmy z Królem królów Jezusem Chrystusem, wspólnie królowali na wieki. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 717–719.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 674–675

Do swego syna i następcy Filipa III pisał św. Ludwik w następujący sposób:

  1. „Najpierwszą rzeczą, jaką ci polecam, miły synu, jest serdeczna miłość Boga, bo bez niej nie ma zbawienia. Zanim byś miał popełnić grzech śmiertelny, bądź raczej gotów dać sobie poobcinać wszystkie członki i postradać życie wśród najokropniejszych męczarni. Jeśli Bóg na ciebie ześle zmartwienie i choroby, dziękuj Mu za to i pomyśl, że to się dzieje dla twego dobra i że zasłużyłeś na gorsze kary, służąc Mu źle i działając częstokroć przeciw Jego woli; jeśli Bóg ześle na ciebie coś dobrego, bądź Mu wdzięczny i strzeż się popaść w pychę lub inną jaką zdrożność, gdyż wielki to grzech odwdzięczać się złym za dobre. Przywykaj do częstej spowiedzi, wybieraj na spowiedników kapłanów uczonych i świątobliwych; uczęszczaj ochotnie na nabożeństwa i módl się sercem i ustami podczas Mszy świętej. Bądź miłosiernym dla ubogich i służ im wedle sił radą i uczynkiem. Unikaj towarzystwa bezbożnych, nie cierp wobec siebie mów gorszących i potwarzy miotanych na bliźniego. Wstąpiwszy na tron, bądź przede wszystkim sprawiedliwy. Jeśli bogacz ma spór z ubogim, broń raczej ubogiego, ale jeśli sprawa jest jasna, przyznaj słuszność temu, komu się należy. Gdy spostrzeżesz, że ty, albo przodkowie twoi niesłusznie coś dzierżą, oddaj natychmiast, czy to drobnostka, czy coś większego. Zasłaniaj wszystkich swych poddanych, a zwłaszcza duchownych przed krzywdą i uciskiem, nie bądź łatwowierny, jeśli ci się ktoś żalić będzie na kapłanów, lecz szanuj i broń ich i przestrzegaj tego, aby mogli bez przeszkody pełnić obowiązki swego świętego powołania. Kochaj i czcij matkę swoją i słuchaj jej mądrych rad, miłuj swych braci i bądź im przychylny, ale strzeż się być z miłości ku nim niesprawiedliwym względem innych. Staraj się o dobrych urzędników i sędziów i często zasięgaj wiadomości o ich życiu i postępkach. Wykorzeniaj w kraju wszelkie jawne zgorszenie, a zwłaszcza bluźnierstwa, grę w kostki, wszetecznictwo i opilstwo, a popieraj cnotę. Bądź pokornym synem Kościoła świętego i oddawaj należną cześć papieżowi i biskupom”.
  2. Do swej córki Izabeli, królowej Nawarry, pisał jak następuje:

    „Miła córko, kochaj Boga, który oddał Syna swego na śmierć, aby nas ocalić od wiecznej zguby. Niesłychanie błądzi, kto miłość swą przywiązuje do czegoś innego, nie do Niego. Droga córko, pragnij gorąco coraz więcej Mu się podobać, a lękaj się nade wszystko utracić łaskę Jego. Słuchaj ochoczo rozmów i kazań traktujących o Bogu, a unikaj innych pogawędek, chyba z ludźmi wypróbowanej cnoty. Słuchaj pokornie męża a nade wszystko rodziców; napominam cię, abyś nie łożyła za wiele na suknie, stroje i klejnoty, a co oszczędzisz ponad potrzeby i nieodłączne od stanu i godności wydatki, to obracaj na wspomaganie biednych. Jeszcze raz powtarzam ci, kochana córko, myśl o tym, jak byś się najwięcej przypodobać mogła Panu Jezusowi. Postępuj zawsze tak, abyś zawsze czyniła dobrze, a strzegła się złego z czystej miłości ku Chrystusowi, choćbyś nawet na pewno wiedziała, że za dobre nie odbierzesz nagrody, a za złe kary”.

Footnotes:

1

Psalm V. 8.

Tags: św Ludwik IX „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna król sprawiedliwość męstwo Officium parvum grzech ciężki spowiedź krucjata
2020-03-19

Św. Józefa Oblubieńca Przenajświętszej Maryi Panny

Żył z Panem Jezusem.

Święty Józef, Oblubieniec przenajświętszéj Maryi Panny, i zastępujący na ziemi miejsce Ojca Synowi Bożemu, narodził się w ziemi Żydowskiéj, a według najpowszechniejszego mniemania, w małém miasteczku Nazaret, około czterdziestu pięciu lat przed Chrystusem Panem. Pochodził z pokolenia Judy i z rodu królewskiego, panującego w téj krainie od Dawida aż do niewoli Babilońskiéj Żydów, od któréj to epoki już naród ten króla swojego nie miał. Był synem rodzonym Jakóba, a na mocy prawa Starego Zakonu, przysposobionym spadkobiercą Helego, stryja swojego zmarłego bezdzietnie. Według zdania wielkiéj powagi pisarzy Kościelnych, dostąpił tego szczególnego przywileju, że przed przyjściem na świat, w łonie matki uświęconym, to jest oczyszczonym został ze zmazy grzechu pierworodnego, i na zawsze utwierdzony w łasce.

Ponieważ Pan Jezus miał narodzić się, i całe Swoje życie przepędzić w niedostatku, w takimże stanie i świętego Józefa który miał uchodzić za Ojca Jego umieścił; lecz od najmłodszych lat, uprzedzony on najszczególniejszemi łaskami niebieskiemi, coraz w nie stawał się bogatszym, jako ten, który po Matce Bożéj najbliższym miał być Boskiéj osoby Zbawiciela, i po Niéj największy mieć udział w sprawie odkupienia ludzi. Był prostym rzemieślnikiem, wyrobami z drzewa trudniącym się, wszakże w tym nizkim i pospolitym stanie, jakże miłym w oczach Boga, gdy zdobiły duszę jego dary i łaski, które go największym po przenajświętszéj Pannie Świętym uczyniły! Pan Bóg zastosowuje dary i łaski Swoje, do powołania jakie komu przeznacza; z tego wnosić możemy, jakiemi musiały być te, któremi ubogacił duszę świętego Józefa, przeznaczając go na małżonka własnéj Swojéj przenajświętszéj Matki, i na zastępowanie miejsca ojca na ziemi, własnemu Jego Synowi jednorodzonemu! Niektórzy pisarze utrzymują, iż święty Józef od młodych lat uczynił ślub czystości.

Doszedł był już do tego wysokiego stopnia świątobliwości, o którym wyrażając się Ewangelia święta nazywa go sprawiedliwym, to jest posiadającym wszystkie cnoty w wysokim stopniu, kiedy Syn Boży, postanowiwszy stać się człowiekiem, wybrał Sobie Maryą za Matkę, a Józefa przeznaczył jéj na małżonka. Przenajświętsza Panna, od dzieciństwa poświęciwszy się Bogu na służbę w Świątyni Jerozolimskiéj, uczyniła była ślub wiecznego dziewietwa. Gdy więc nadeszła pora, w któréj, jak to podówczas było zwyczajem, powinna była koniecznie wyjść za mąż, chodziło o to, aby zawarła związek, któryby temu jéj ślubowi, nie sprzeciwiał się: a więc trzeba było wybrać dla Niéj małżonka, podobnymże ślubem związanego. Wtedy Wielki Kapłan zgromadziwszy lud do świątyni Jerozolimskiéj, nakazał w tym celu modlitwy, po których z miejsca zwanego Sancta Sanctorum, Święte nad Świętemi, dał się słyszeć głos, aby tego obrano dla Niéj za Oblubieńca, na którego lasce, okaże się spoczywający Duch Święty w postaci gołębicy. Jakoż, cud ten objawił się na lasce świętego Józefa, która oraz i zakwitła w jego ręku, i jemu poślubioną została Marya, związkiem małżeńskim, w którym jak się wyraża jeden z wielkich pisarzy kościelnych: dziewictwo jednego połączone zostało z dziewictwem drugiego, gdyż Marya z Józefem żyć mieli z sobą jak brat z siostrą, jak dwóch Aniołów niemających ciała.

Wkrótce po zawarciu tego błogosławionego związku, kiedy ci najświętsi jacy kiedy byli małżonkowie, mieszkali w ubogim domku swoim w Nazarecie, Anioł Gabryel przysłany został od Boga do przenajświętszéj Panny, zwiastując Jéj, iż Syn Boży, mając stać się człowiekiem, Ją obrał Sobie za Matkę, i w tejże chwili Słowo Boże, za sprawą Ducha Swiętego, wcieliło się w jéj przeczystóm łonie. Gdy dowiedział się o tém święty Józef, w głębokiéj pokorze swojéj, czując się niegodnym przebywania z Tą, która już Boga prawdziwego w Sobie nosiła, umyślił rozłączyć się z Nią, i to skrycie, aby ludzie nie wiedząc o powodach jego rozstania się z Maryą, nie przypisywali tego innym jakowym pobudkom. Lecz gdy to myślał pisze Ewangelia święta, oto Anioł Pański okazał mu się we śnie, mówiąc: „Józefie synu Dawidów, nie bój się przyjąć Maryi małżonki twéj, to jest nie wahaj się mieszkać wspólnie z Maryą, która z woli Bożéj, poślubioną ci została: a gdy ona porodzi Syna, nazwiesz imię jego Jezus, albowiem On zbawi lud swój od grzechów” (Mat. I. 20). Święty Józef, już więc Matki Bożéj nie odstępował, i towarzyszył Jéj nawet, gdy odwiedzała świętą Elżbietę daleko od nich mieszkającą.

W kilka miesięcy potém, udał się z Nią do Betleem, gdzie wszyscy z pokolenia Dawidowego stawić się musieli, dla nowego spisu ludności, podówczas w całéj ziemi żydowskiéj odbywającego się. I tamto był święty nasz Patryarcha obecny narodzeniu się Pańskiemu, pierwszy z ludzi wraz z przenajświętszą Panną przypuszczony został do téj największéj tajemnicy, i z Nią razem pierwsze spływające z niéj na cały ród ludzki, łaski otrzymał. W jego obecności przyszli pasterze, oddać cześć narodzonemu w ludzkiém ciele Bogu, a po nich trzéj Królowie w tymże celu z odległéj pogańskiéj krainy przybywający. Przyszli mówi Ewangelia święta Pasterze z pośpiechem, i zastali Maryę, Józefa i Dzieciątko położone w żłobie (Łuk. II. 16).

W ośm dni po narodzeniu się Pańskićm, święty Józef, jako mniemany ojciec Boskiego Dzieciątka, odbył na przenajświętszém ciele Jego obrządek obrzezania. Dnia 40-go, stosując się do prawa Starego Zakonu, odnoszącego się do każdego pierworodnego dziecięcia płci męzkiéj, zaniósł Pana Jezusa do świątyni Jerozolimskiéj, aby zaofiarować Panu Bogu Jegoż własnego Syna, który ofiarą Swoją miał świat cały odkupić, i potem wrócił do Nazaretu. Lecz zaledwie tam przybył, a oto Anioł Pański, okazał się mu we śnie, mówiąc: Wstań, a weźmij dziecię i Matkę Jego, a uchodź do Egiptu (Mat. II. 13). Dawał mu zaś Pan Bóg taki rozkaz, aby uchronić Dzieciątko Jezus od śmierci, gdyż Herod panujący wtedy w ziemi Żydowskiéj, chcąc zgubić Zbawiciela, wydał był rozkaz, aby wszystkie dzieci wymordowano. Święty Józef, niezwłocznie spełnił rozkaz przyniesiony mu z Nieba; uszedł z Panem Jezusem i Matką Bożą do Egiptu, i tam lat siedem przebywał, aż gdy Herod umarł, a Anioł Pański znowu okazał się we śnie Józefowi w Egipcie mówiąc: „Wstań, a weżmij dziecię i Matkę Jego, a idź do ziemi Izraelskiéj” (Mat. II. 19).

Po powrócie swoim, Józef ostrzeżony i tą razą przez Anioła, aby nie udawał się do ziemi Żydowskiéj, gdzie panował syn Heroda, osiadł już stale w Nazarecie, i tam obok Jezusa i Maryi pędził te najbłogosławieńsze chwile, jakie komu dane było spędzić na ziemi. Tam spełniał najszczytniejszą godność, jaka istocie jakiéj i niebieskiéj i ziemskiéj dostać się mogła w udziale, zastępując Synowi Bożemu Ojca na ziemi, co Ewangelia święta w tém słowie wyraża, gdy mówi że Pan Jezus był mu Poddany! (Łuk. II. 51).

Rodzina przenajświętsza, każdego roku chodziła do Jerozolimy, na uroczystość Paschy. Razu pewnego, zdarzyło się, że gdy ztamtąd wracali, Pan Jezus mający już wtedy lat dwanaście, oddzielił się był od swoich rodziców wśród wielkiego tłumu ludzi, i przez trzy dni, odszukać Go nie mogli, co świętego Józefa, o wielki smutek przyprawiło. Lecz nakoniec, znaleźli Go w świątyni wśród Doktorów, co znowu było dla niego wielką pociechą.

Odtąd już ten wielki Święty, zażywał spokojnie niebieskiego szczęścia tu jeszcze na ziemi, obcując ciągle z Synem Bożym i Matką przenajświętszą. Piastował na swoich błogosławionych rękach Syna Boga najwyższego, i pracą tychże rąk własnych wychował i wyżywił Zbawiciela świata! Z Maryą, któréj jedne odwiedziny uświęciły i Elżbietę i dziecię w jéj żywocie będące, a na cały dom jéj najszczególniejsze ściągnęły łaski, Józef przestawał ciągle, a Synem swoim nazywał Syna Bożego, i tytuł ojca odbierał z ust Tego, który jako Bóg Bogu Ojcu równy, od wieków przez Niego jest zrodzony! Gdy zaś Jezus jest dawcą i źródłem łask wszelkich, a Marya wszystkie łaski jakie tylko na duszę jaką spływają, wyjednywa, i nie inaczéj one jak przez Jej ręce na ludzi spływają — miarkujmyż co za niezmiernéj, co za niepojętéj obfitości łask Boskich dostąpić musiał Józef, Maryi Oblubieniec przeczysty, a nad Jezusem Ojca prawdziwego mający sobie zwierzone prawa!

Po takióm życiu, takaż i śmierć była tego największego Patryarchy. Umierał na rękach Jezusa i Maryi! z Nieba ziemskiego, poszedł na tamten świat czekać, aż mu raj niebieski, otworzy ten właśnie, którego nato sam wypiastował. Marya d'Agredo, w objawieniach swoich utrzymuje, że święty Józef bardzo długo przed śmiercią chorował, a że przez cały dzień przed skonaniem był w zachwyceniu, gdyż śmierć jego nastąpiła nie tyle z upadku sił żywotnych, ile z niezmiernéj miłości Boga, która go jakby spaliła. Zasnął na rękach Jezusa i Maryi, około trzydziestego roku po narodzeniu Zbawiciela, a więc około siedemdziesiątego piątego swojego życia. Jest zaś mniemanie, przez wielu Ojców świętych przyjęte, że gdy przy śmierci Pana Jezusa, znaczna liczba zmairych z grobu powstała, w téj liczbie był i święty Józef, a po Wniebowstąpieniu Pańskiém, został on z ciałem i z duszą wziętym do Nieba.

Do szczególnéj czci świętego Józefa, od najdawniejszych czasów w Kościele upowszechnionéj, zachęcać nas powinno, i to, że w roku 1871, Papież Pius IX, ogłosił Go głównym całego Kościoła katolickiego Patronem.

Pożytek duchowny

Gdy Syn Boży żyjąc na ziemi, nie mógł nigdy nic odmówić świętemu Józefowi, jako temu który mu miejsce Ojca zastępował, jakże tém burdziéj nie odrzuca prośb jego za nami w Niebie zanoszonych. Ztąd po przenajświętszéj Matce, jest on najprzeważniejszym pośrednikiem naszym, i do niego powinieneś żywić w sercu twojém najgorętsze nabożeństwo. A że sam ten szczególny dusz wybranych Opiekun, miał śmierć najbłogosławieńszą jaka kogo spotkać może, więc jest szczególnym Patronem dobréj śmierci, i w téj stanowczéj godzinie, jego wiernych czcicieli. Pan Bóg najpotrzebniejszemi wtedy łaskami obdarza.

Modlitwa (kościelna)

Prosimy Cię Panie, abyśmy zasługami Józefa świętego Oblubieńca przenajświętszéj Rodzicielki Twojéj wspomożeni byli, a czego prośbami własnemi osiągnąć nie możemy, abyśmy to za jego przyczyną i wstawieniem się, otrzymali. Który żyjesz i królujesz i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 222–224.

Tags: św Józef „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna sprawiedliwość cnoty dziewictwo śmierć
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.