Citatio.pl

Wpisy z tagiem "umartwienie":

2020-10-19

Św. Piotra z Alkantary, Zakonu Braci Mniejszych św. Franciszka Serafickiego

Żył około roku Pańskiego 1562.

(Żywot jego wyjęty jest z Bulli jego Kanonizacyi.)

Święty Piotr, od miejsca urodzenia z Alkantary nazwany, przyszedł na świat w tém mieście w Hiszpanii w prowincyi Estramadura położoném, roku Pańskiego 1499, z ojca Alfonsa Garawito gubernatora téj części kraju.

Od dzieciństwa, ulubioném jego zajęciem była modlitwa, w któréj późniéj obdarzał go Pan Bóg darem tak wysokiéj bogomyślności do jakiéj mało kto z największych Świętych Pańskich bywał podniesiony. Ukończywszy wszystkie nauki w Salamance, gdzie nietylko wielkim w nich postępem lecz jeszcze bardziéj pobożnością się odznaczył, wrócił do miasta rodzinnego. Zły duch, przewidując jak wielkim sługą Bożym zostanie, probował go w sidła swoje uwikłać. Najprzód uderzył na niego zwykłą bronią jaką na młodych używa, chcąc w nim skalać cnotę świętéj czystości. Lecz Święty użył znowu ze swojéj strony przeciw temu najskuteczniejszéj broni: modlitwy, umartwienia ciała, uczęszczania do Sakramentów i serdecznego do Matki Bożéj nabożeństwa. Pokusy tego rodzaju odeszły, niezadając duszy jego żadnéj szkody, lecz szatan z inną wystąpił. Łudził Piotra świetnym zawodem w świecie, rozbudzając w nim próżność i żądzę wyższych zaszczytów, których łatwo mógł dostąpić. Wszakże poznał się on i na téj zasadzce, i żeby raz na zawsze pozbyć się tego znowu rodzaju pokus, postanowił świat opuścić i wstąpić do zakonu. W tym celu udał się do klasztoru Braci Mniejszych w wiosce Manzares w górach położonego, a Pan Bóg zaraz w pierwszych jego krokach nowego zawodu, cudem raczył go w tych zbawiennych zamiarach utwierdzić. Gdy przybył nad rzekę Tietar, a zakłopotany że niema go kto przewieść na brzeg drugi, zaczął się modlić, wtedy Anioł stanął przed nim i przeniósł go za wodę.

Miał lat szesnaście kiedy wstąpił do nowicyatu, i wówczas już stał się wzorem doskonałosci zakonnéj dla wszystkich braci. Po wykonanych uroczystych ślubach, przeznaczono go do innego klasztoru, w którym wybrał i uprosił sobie na mieszkanie celkę tak ciasną i nizką, że więcéj do grobu, niż do mieszkania podobną była. Tam już zaczął ten rodzaj życia umartwionego, w którym mu mało kto z najsławniejszych w Kościele pokutników wyrównał, któremuby nawet trudno było dać wiarę, gdyby nie to że Bulla jego kanonizacyi, wszystko to stwierdza. Oto jak dalece prowadził ostre i umartwione życie: Nabiału i mięsa nigdy nie jadał; posiłek brał tylko raz na dzień i to co trzy dni, a czasem cały tydzień bez pokarmu zostawał. Dwa razy na dzień zadawał sobie krwawe. biczowanie żelaznemi ostremi łańcuszkami; dzień i noc nosił włosiennicę, a raczéj rodzaj pancerza zrobionego a blachy podziurawionéj nakształt kuchennéj tarki, ostrzem w ciało obróconéj, a która ciągle rozdrażniała rany, jakie sobie biczowajem zadawał. Chociaż zwykle jadał jarzyny surowe bez żadnéj zaprawy, albo chleb suchy, skoro mu to cokolwiek smakowało, dosypywał popiołu. We wzroku tak był umartwionym, że po kilka lat mieszkając w jakim klasztorze, żadnego z braci nie znał z twarzy tylko z głosu. Gdy pomimo tak umartwionego życia razu pewnego doznał podniet zmysłowych, zanurzył się w zamarznięte jezioro, i tak długo w niém zostawał aż go ta pokusa minęła.

Lecz umartwienie które, jako sam wyznawał, najwięcéj go kosztowało, było ujęcie sobie spoczynku nocnego. Mawiał, że ze wszystkich potrzeb życia najprzykrzejszą dla niego była potrzeba snu, gdyż ta jedna, jak utrzymywał, pozbawiała go uczucia obecności Bożéj, czego nawet i śmierć nie czyni. Sypiał téż tylko godzinę, a najwięcéj półtory, i to przez lat czterdzieści, niekładąc się wcale, tylko siedząc na nogach, albo na stołku z opartą o mur głową. Noce téż całe przepędzał na bogomyślmości, i na zadawaniu sobie prócz tego różnych innych umartwień ciała. Celkę miał zawsze tak nizką i małą, że ani w niéj stać mógł wyprostowany, ani wyciągnięty leżeć. Z każdéj pory roku robił sobie także pokutę. Wśród największych mrozów, chodził z gołą głową; po największych śniegach bez obuwia, a mieszkając w górach gdzie zima bardzo ostra i panują silne wiatry północne, właśnie gdy było najzimniéj w dzień i w nocy okna od celi nie zamykał. Umartwienia téż jego sprawiały że, według wyrażenia współczesnych pisarzy, wyglądał jak szkielet chodzący.

Ale za to jakiemiż pociechami wewnętrznemi i darami cudownemi obdarzał go Pan Bóg! Prawie przy każdéj modlitwie wpadał w zachwycenie, i wtedy widywano go wzniesionego w powietrzu, co i przy Mszach świętych się zdarzało. Z twarzy jego, a szczególnie z oczów, kiedy się modlił lub Mszę świętą odprawiał, wytryskiwały promienie tak jasne, że bez olśnienia nikt wtedy na niego patrzeć nie mógł. Także wśród modlitwy, niekiedy nie mógł się wstrzymać od głośnego śpiewu, który był tak nadzwyczaj pięknym, że najbieglejsi muzycy z podziwieniem i zachwyceniem go słuchali. Posiadał przytém dar języków, to jest że gdy miewał kazania, lub potrzebował rozmówić się z kim w rzeczach duchownych, cudzoziemcy różnéj narodowości rozumieli go doskonale, a on ich nawzajem. Poznawał najskrytsze tajniki serc ludzkich, i zdarzało się, że przy spowiedziach wyjawiał penitentom ukryte przez nich grzechy, z których albo spowiadać cię nie chcieli, albo je zapominali. Biegły w przewodniczeniu dusz do wyższéj doskonałości dążących, długo był spowiednikiem świętéj Teresy. Onto głównie poznał iż dary nadzwyczajne w które ta Święta opływała, nie były wcale złudzeniem szatańskiém jakto wielu znakomitych teologów mylnie utrzymywało, a przez to uspokoiwszy tę wielką duszę, pomógł jéj do rączego postępu w doskonałości do którego późniéj doszła, i on właśnie skłonił ją do przedsięwzięcia reformy jéj zakonu. Święty Franciszek Borgiasz Towarzystwa Jezusowego, także w rzeczach tyczących się sumienia jego rady zasięgał, i nią się powodował. Cesarz Karol V, gdy zrzekłszy się korony cesarskiéj na pewien czas przed śmiercią osiadł w klasztorze, zażądał aby Piotr był jego stałym spowiednikiem; lecz Święty nie chciał w żaden sposób podjąć się tego w oczach świata tak zaszczytnego obowiązku.

Na prośby jednego z pobożnych swoich przyjaciół, napisał nie wielkie co do rozmiaru, lecz nieoszacowane dzieło co do treści „O modlitwie i bogomyślności”. Książka ta tak go rozsławiła, że Jan III król Portugalski uprosił u przełożonych, aby go na pewien czas na dwór jego przysłano. Pozostawał tam sługa Boży przez kilka miesięcy; zadziwil wszystkich swoim nadzwyczaj umartwionym życiem, którego w niczém nie odstępował, budował pokorą i słodyczą w obcowaniu z każdym, a kazaniami tak zbawienny wpływ wywarł, że nietylko na całym dworze królewskim rozbudził ducha pobożności, lecz kilku wielkich panów wyrzekło się świata i jego zaszczytów, i oddało się pokutnemu życiu, wstępując do najostrzejszéj Reguły zakonu. W téj liczbie był i brat królewski don Ludwik, który wybudowawszy klasztor w Salvatiera, sam został zakonnikiem, z wielkiém całego państwa zbudowaniem.

Po powrocie z Portugalii, święty Piotr wybrany na przełożonego prowincyi swojego zakonu, robił co tylko mógł, prosił i błagał braci aby go od tego urzędu uwolnili. Lecz z woli ich pozostawszy na nim położył największe swoje w tymże zakonie i w Kościele Bożym zaslugi, przez wprowadzenie po klasztorach całej pierwotnéj ścisłości Reguły świętego Franciszka Serafickiego. Wiedział dobrze, że trudniéj jest zreformować zakon niż założyć nowy, lecz odebrawszy w téj mierze natchnienie od Boga, wytrwale walczył z wielkiemi napotykanemi na téj drodze przeszkodami, i wszystkie je przezwyciężył. Przybrawszy sobie kilku ojców skłonniejszych do tego, założył mały klasztorek w Arabida w Portugalii na górze stroméj i wysokiéj, gdzie prawie wszystkie cele urządzone były w ciasnych szpalinach po skałach. I tamto dał on początek temu szczepowi zakonu świętego Franciszka który u nas Reformatami nazywają, a który późniéj zatwierdzony został przez Papieża Juliusza III, a następnie Pawła IV.

Wszakże w samy początku tego wielkiego rozpoczętego dzieła, na ciężką był wystawiony próbę. Nadzwyczajna ostrość życia, jaką w swojéj reformie zaprowadzał, dotkliwe, a z różnych stron pochodzące prześladowania, które właśnie ta surowość na niego i na braci a nim będących ściągnęła, sprawiły że po pewnym przeciągu czasu, święty Piotr sam jeden znalazł się w klasztorze, a wszyscy zresztą go opuścili. Udał się wtedy do Rzymu, a otrzymawszy od Papieża i Jenerała nowe do przeprowadzenia swéj reformy upoważnienie, mocą którego zrobiony był Komisarzem jeneralnym wszystkich klasztorów w Hiszpanii, wziął się powtórnie do swojego dzieła. Wybudował bardzo mały klasztorek w Pedrozo, założył małą prowincyą pod wezwaniem świętego Józefa, i w téj w przeciągu lat sześciu tak mu Pan Bóg pobłogosławił, że dziewięć klasztorów napełnił braćmi, wedle pierwotnéj ścisłości Reguły świętego Patryarchy Asyzkiego żyjących.

Już od niejakiego czasu udawało się że święty Piotr cudem tylko żyje, tak był wycieńczony rozmaitemi swoimi umartwieniami, i ciężkiemi trudami, jakiemi go w ostatnich czasach zarząd prowincyi reformowanéj obarczał. Zapadłszy na zdrowiu i widząc że śmierć się zbliża a niemogąc już chodzić, prosił aby go zaniesiono do klasztoru świętego Andrzeja w Arenas. Tam przepowiedział braciom dzień i godzinę swojego zgonu. Gdy ten nadchodził zwołał ich, zachęcał do wytrwałości w powołaniu, i przyjął przenajświętszy Wiatyk klęcząc na ziemi ze złożonemi rękoma, a we łzach się rozpływając. Wkrótce potém, znacznie na siłach upadłszy, przyjął i ostatnie Olejem świętym namaszczenie. Wtedy objąwiła mu się przenajświętsza Marya Panna i święty Jan Ewangelista, do których miał sczególne przez całe życie nabożeństwo, upewniając iż zbawionym będzie. To go wprawiło w tak świętą radość, że zaczął śpiewać ten wiersz psalmu Pańskiego: „Weselilem się z tego co mi powiedziano: do domu Pańskiego pójdziemy” 1, i kończąc go coraz cichszym głosem słodko zasnął w Panu, 18 Października roku 1562. Po śmierci objawił się świętéj Teresie otoczony światłem niebieskiém, i rzekł do niéj: „O! szczęśliwa pokuta, która mi wyjednała tak wielką chwałę!”

Kanonizowany został uroczyście przez Papieża Klemensa IX.

Pożytek duchowny

Przytaczają życiopisarze błogosławionego Piotra z Alkantary i to na dowód jego zamiłowania czystości, że gdy już był umierającym, a braciszek który go dozierał, chcąc go poruszyć na łóżku, dotknął się jego ciała, Święty go odsunął mówiąc: „Jeszcze żyję, a więc jeszcze przeciw skromności wykroczyć mogę”. Patrz jak Święci téj najtrudniejszéj do przechowania cnoty przestrzegali, a przypomnij sobie czy i ty równie w niéj jesteś ostrożnym.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Piotra wyznawcę Twojego, przedziwnéj pokuty i najwższéj bogomyślności darami wsławić raczył, daj nam, prosimy, abyśmy za pośrednictwem zasług jego, zmysły umartwiając, łatwiéj pojmować rzeczy niebieskie umieli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 894–896.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 839

„Błoga pokuto, która mi zjednałaś takie szczęście!” rzekł święty Piotr do Teresy, aby ją pocieszyć w utrapieniach, zachęcić do wytrwałości i wypowiedzieć nadzieję, że Bóg mu w wieczności wynagrodzi zwalczanie żądz i porywów ciała. Weźmy sobie te słowa do serca i pomnijmy na to, że za grobem czeka nas odwet za to, co tutaj czynimy.

  1. Powiada nam to nasamprzód własne serce. Jakąkolwiek tutaj podejmujemy pracę i o cokolwiek się ubiegamy na tym świecie, zawsze nasuwa się nam pytanie, czy nasze zabiegi będą wynagrodzone. Jeśli nas kto chce zmusić do pracy bez wynagrodzenia, oburza się natura nasza, opieramy się rozkazowi, i żądamy od zwierzchności, aby nas wzięła w swą opiekę przeciw przymusowi i ukarała gwałciciela. Jeśli zwierzchność odmawia nam pomocy, pozostaje nam nadzieja, że tyran choć nie w tym, to w przyszłym życiu odpokutuje wyrządzoną krzywdę. Jeśli nam zaś kto wyświadczy łaskę lub przysługę, ulegając naturalnemu pociągowi serca, pragniemy mu się wywdzięczyć według możności. Niezatartymi głoskami wyryta jest w sercu ludzkim prawda: „Odwet jest konieczny. Dobre winno być wynagrodzone, a za złe winna być kara”. Odwetu i nagrody oczekiwać należy od tego, komu służymy i dla kogo pracujemy. Kto służy dumie i zmysłom, złego ma płatnika; kto służy opinii publicznej, komu chodzi o popularność, niech nie liczy na wdzięczność. Kto pracuje dla Boga i Jemu służy, jak św. Piotr, ten może się spodziewać sowitej nagrody i hojnej zapłaty.
  2. Że jest odwet, nagroda i kara, tego uczy nas wiara. Chrystus jasno wypowiedział, że On będzie Sędzią, że On wynagrodzi każdy łyk wody, każdą ofiarę, choćby szeląga, że On karać będzie za każde marne słowo, że On da szczęście łagodnym, miłosiernym, skromnym, a bezbożnych, złośników i gnuśnych karać będzie.

Footnotes:

1

Psal. CXXI. 1.

Tags: św Piotr z Alkantary „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna czystość pokuta umartwienie św Teresa z Avili
2020-09-15

Bł. Piotra Klawera, Towarzystwa Jezusowego

Żył około roku Pańskiego 1654.

(Żywot jego był napisany przez ojca Fleuryana, współcześnie z nim w tymże będącego zakonie.)

Błogosławiony Piotr Klawer rodem Hiszpan, przyszedł na świat około roku Pańskiego 1581 w Werdu, małém miasteczku prowincyi Katalońskiéj, z rodziców znakomitego rodu.

Od dzieciństwa odznaczał się wielką pobożnością, a ukończywszy świetnie nauki w uniwersytecie Barcelońskim, mając lat dwadzieścia, wszedł do Zgromadzenia Ojców Jezuitów. Po nowicyacie gdzie był przykładem najwyższych cnót zakonnych, wysłano go na wyspy Balearskie, dla pobierania nauk teologicznych. Tam przebywając razem z błogosławionym Alfonsem Rodrygiezem braciszkiem tegoż Zgromadzenia, w ścisłéj i świętéj zostawał z nim przyjaźni. Ten przez objawienie poznawszy przyszły zawód apostolski Piotra, w którémto widzeniu okazana mu była i chwała niebieska jaka go za to czeka, ćwicząc go w drodze doskonałości zakonnéj, zapowiedział mu że Pan Bóg przeznacza go do ciężkich trudów, wśród których wielkie położy w Kościele Bożym zasługi. Przywołany przez przełożonych ztamtąd do Hiszpanii, wysłany został następnie do Nowéj Grenady, kraju w południowéj Ameryce położonego. Po wyświęceniu na kapłana, przeznaczono go do Kartageny, wielkiego miasta na brzegach Atlantyku, gdzie zwożono z całéj Afryki Murzynów, których zaprzedawano w niewolę.

Na obsługę to duchowną tych nieszczęśliwych istot, poświęcił się błogosławiony Piotr, i nawet zobowiązał się do tego ślubem. Spędził w tym pracowitym zawodzie całe lat czterdzieści, a w końcu nawrócił i ochrzcił około czterechkroć sto tysięcy Murzynów. Trudno wypowiedziéć z jaką cierpliwością, wytrwałością i miłością, zajął się tymi ludźmi nawpół dzikimi, ucząc ich zasad wiary katolickiéj, sposobiąc do przyjęcia Sakramentów świętych, a z których nawet wielu, dzięki jego czuwaniu nad nimi, do wysokiéj świątobliwości doszło.

Skoro do portu przybijał okręt z Murzynanami, śpieszył tam Piotr, a zaopatrzywszy się w różnego rodzaju pożywienie, którego ci biedacy byli zawsze bardzo spragnieni, najprzód im je rozdawał, aby ich sobie ująć, a potém już nie odstępował dopóki z nich wszystkich chrześcijan nie uczynił. Zwykł téż mawiać: „że żeby do ich serca trafić, trzeba najprzód przemówić do nich ręką, a dopiéro potém ustami.” Skoro im wynalazł przytułek, najprzód chrzcił co było dzieci; następnie zajmował się chorymi, aby i tych jeśli im śmierć groziła, co prędzéj ochrzcić, a potém resztę uczył katechizmu, i wszelkiemi sposobami wdrażał do życia chrześcijańskiego i pobożnego. Jak już raz zajął się nimi, nie wypuszczał ich z opieki, aż sprzedanych wysłano w głąb kraju: potém z nowym transportem tych biednych ludzi toż samo czynił.

Dla chorych szczególnie był z wielką miłością, a zwłaszcza dla dotkniętych morowém powietrzem, albo chorobą trądu, która pomiędzy nimi była tak okropna, jak kiedy w średnich wiekach, w całéj swojéj zjadliwości panowała. Im który obrzydliwszemi wrzodami był okryty, tém bardziéj go nie odstępował, a dla przezwyciężenia wstrętu mimowolnego, całował jego rany. Za to téż Pan Bóg cudownemi łaskami go obdarzył. Wielu chorych, których lekarze odstąpili, uzdrowił, kilkunastu ślepym wzrok przywrócił, a trzech Murzynów przed chrztem umarłych, aby ich ochrzcić, modlitwą swoją wskrzesił. Płaszcz jego, którym zwykle chorych przykrywał, na którym nie raz murzyni zawalani sypiali, i przez to go nadzwyczaj zanieczyścili, wydawał woń najmilszą, i wielu słabych, przez samo dotknięcie się go, uzdrowionych zostało.

Oto jakim był zwykły sposób jego życia: Od czwartéj godziny z rana do dziewiątéj, uczył Murzynów katechizmu; potém odprawiał Mszę świętą, siadał w konfesyonale, z którego około południa wychodził na godzinę, a późniéj znowu do niego wracał, i słuchał spowiedzi do godziny szóstéj wieczór. O téj porze zbierał starszych Murzynów, którzy przez cały dzień będąc przy robocie, wcześniéj przychodzić nie mogli, i latem na cmentarzu, a zimą w kościele, miewał do nich nauki, które prawie zawsze do późna w noc się przeciągały. Po takim trudzie, zwykle bywał tak znużony, że go bracia prawie na ręku nieśli do refektarza, gdzie za cały posiłek, według swego zwyczaju, jadł kawałek razowego chleba z sałatą, lub surową jarzyną.

Przy tak ciężkiéj pracy, wiódł życie nadzwyczaj umartwione: posilał się dopiéro wieczorem, nie używając innych pokarmów jak te o których dopiéro wspomnieliśmy. Przez czterdziestoletni pobyt swój w Ameryce, nigdy kropli wina nie wypił, i żadnego owocu nie skosztował. Sypiał na słomianéj rohozie, biorąc pod głowę kawał drzewa. Przez noc, trzy razy zadawał sobie krwawe biczowanie, raz zabierając się do snu, drugi raz o północy, a trzeci gdy dawano znak do wstawania. Ostrą włosienicę ciągle nosił, a prócz tego palce u nóg obwijał sobie ostremi włosiannemi sznureczkami, najeżonemi węzełkami. Nosił na piersiach i na plecach dwa wielkie krzyże drewniane nabite ćwieczkami, których ostrza bodły mu ciało, i te silnie uwiązywał, wokoło. Miał na sobie rodzaj stuły, podobnież ćwiekami naszpikowanéj, a która była tak długą że zarzucając ją na szyję, opasywał sobie nią i biodra. Gdy sam jeden znajdował się w celi, wkładał jeszcze na głowę cierniową koronę, a na ręce umyślnie do tego zrobione rękawice, wewnątrz ostrokolczaste. Lecz żeby go kto nie zszedł wtedy, umieszczał na zamku kamyczek, któryby spadając ostrzegał go że ktoś się zbliża, i wtedy te narzędzia pokutne prędko ukrywał.

Za to téż Pan Bóg obsypywał go szczególnemi łaskami na modlitwie, w któréj po całodziennych pracach wpadał w zachwycenie, co także mu się zdarzyło kilka razy gdy mówił o Męce Pańskiéj, albo o Matce Boskiej, do któréj miał szczególne nabożeństwo i wszystkich do niego pociągał. Ukochanych téż swoich Murzynów, szczególnie do czci ku przenajświętszéj Pannie zachęcał i nakłaniał, wszelkich do tego używając sposobów. Przy konfesyonale miał zawsze przy sobie wielką liczbę Koronek, które spowiadającym się rozdawał. Toż samo czynił, gdy był w szpitalach lub więzieniach. Piszą że około dziesięć tysięcy takowych rozdawał corocznie pomiędzy murzynów, i miał tę pociechę że się nabożeństwo do przenajświętszéj Panny, pomiędzy nimi bardzo rozszerzyło i ustaliło.

Obdarzony wielu nadzwyczajnemi łaskami, i cudami już słynąc za życia, od wszystkich poczytywany za Świętego, był najgłębszéj pokory. Zwykle bardzo swobodny na umyśle i nawet wesoły, wtedy tylko okazywał się zmięszanym i zasmuconym, gdy go jaka oznaka czci ludzkiéj spotkała, a przeciwnie radość malowała się na jego twarzy, gdy go co upokorzyło. Razu pewnego, jeden z Ojców spotkał go wychodzącego z miejsca gdzie zakonnicy wspólnie byli zgromadzeni, a rozpromienionego jakby go coś najradośniejszego spotkało. Chcąc dojść co mu taką przyjemność sprawiło, dowiedział się że przed chwilą był bardzo surowo upomniany przez przełożonego, który mu wtedy, chociaż już był chory i stary, klęczyć kazał. W gronie braci poczytywał się za ostatniego, i zdarzało się nieraz, że na jedno słowo albo skinienie brata kucharza, furtyana, lub zakrystyana, okazywał się tak posłusznym, jakby przełożonemu. Usługi najniższe każdemu najchętniéj oddawał, a przebywając w szpitalach, gdzie po kilkudziesięciu Murzynów leżało, zamiatał sale, zaścielał ich łóżka, wynosił naczynia i nawet oczyszczał wychodki. Kiedy znowu Murzynów zgromadzał na obiady, które im zwykle w każde święto przenajświętszéj Panny wyprawiał z uproszonéj jałmużny, sam im usługiwał, nakrywał do stołu, przyrządzał siedzenia, a potém wraz z najmłodszymi z nich pomywał naczynia. Obdarzył go Pan Bóg wysokiemi zdolnościami, świetnie przebył nauki teologiczne, a prócz tego w rzeczach tyczących się sumienia, nadprzyrodzone i szczególne udzielał mu Duch Święty oświecenia. Pomimo tego tak nizkie miał o sobie rozumienie, przekonany będąc że go Pan Bóg tylko do obsługi biednych Murzynów przeznaczał, że gdy kto przychodził do niego po radę w ważnych wątpliwościach, Odsyłał go do innych Ojców mówiąc: „Nie moja to rzecz: trzeba się z tém udać do uczeńszych odemnie księży.”

Wszakże z takim pożytkiem pracując około zbawienia dusz Murzynów, których mu w tém wielkiém mieście nigdy nie brakowało, oddawał z wielką gorliwością usługi kapłańskie i mieszkańcom Kartageny, i cudzoziemcom tam przybywającym, a szczególnie biedniejszym, którym we wszystkich duchownych potrzebach dawał zawsze pierwszeństwo. I w tym téż zawodzie, błogosławił mu Pan Bóg w sposób szczególny. Wiele osób pod jego przewodnictwem stale zostając, wysokiéj dostąpiło doskonałości, a naukami i kazaniami swojemi, nawrócił wielką liczbę kacerzy, i wielu mahometanów pozyskał Kościołowi.

Po Panu Jezusie i Matce Bożéj, szczególne miał nabożeństwo do Anioła Stróża, do świętego Piotra swego Patrona, i do świętego Ignacego swego Patryarchy. Lecz prócz tego, na każdą godzinę dnia, wybierał sobie szczególnego Patrona, aby jak mawiał, na każdą chwilę mieć obrońcę przed Bogiem. W wielkim poście przymnażał wszystkich umartwień ciała, a zwykle mizerny, w wielkim tygodniu wyglądał istnie jak z krzyża zdjęty. W każdy piątek wśród nocy, tak żeby go nikt nie widział, mając kolący sznur u szyi, koronę cierniową na głowie, brał ogromnéj wielkości krzyż przy furcie będący na barki, i tak po cichu po korytarzach odbywał drogę krzyżową. Pewnéj nocy dała się widzieć w jego celi wielka światłość: otworzono drzwi i ujrzano go z krzyżem w ręku, wzniesionego w powietrze, w postawie klęczącéj. Tak przez kilka godzin zostawał, aż powoli spuścił się na ziemię. Toż samo widziano powtórnie podczas ostatniéj jego choroby.

W roku 1650 wybuchło w Kartagenie ciężkie powietrze morowe. Błogosławiony Piotr, dnie i noce przy łóżkach chorych spędzał, aż nakoniec i sam niém rażony został. Zdawało się iż był bez nadziei, i udzielono mu już ostatnie Sakramenta święte. Wyszedł wprawdzie z téj choroby, lecz żyjąc jeszcze lat cztery, już do zdrowia nie przyszedł. Zapomniany od mieszkańców miasta, którym tyle dobra wyświadczył, mało doglądany przez zakonników, którzy na to czasu nie mieli, mając tylko przy sobie Murzyna, który i najgorzéj się z nim obchodził, i czasem dnie całe pozostawiał go bez pokarmu i napoju, błogosławiony Piotr, chociaż już wtedy z izdebki swojéj wychodzić nie mógł, jeszcze nie małe położył przed Bogiem mógł, jeszcze nie małe położył przed Bogiem zasługi, znosząc to wszystko ze świętą cierpliwością a nawet wesoło.

Nakoniec gdy już Pan Bóg miał go po nagrodę do Nieba powołać, objawił ma chwilę jego śmierci, o czém niektórym odwiedzającym go powiedział. Gdy się zbliżała, przyjął ostatnie Sakramenta święte z całą rzeźwością umysłu, i z oznakami najżywszéj pobożności. Potém osłabł zupełnie, i wśród modlitw otaczających go osób, gdy wzywano przenajświętszych imion Jezusa i Maryi, oddał Bogu ducha, w samą uroczystość Narodzenia Matki Bożéj roku Pańskiego 1654, mając lat siedemdziesiąt trzy. Słynącego i po śmierci licznemi cudami, Papież Pius IX, za naszych czasów błogosławionym ogłosił.

Pożytek duchowny

Przy zawodzie jak być może najczynniejszym, błogosławiony Piotr Klawer wiódł życie nadzwyczaj umartwione, posty najostrzejsze ciągle zachowując. Czy nie jesteś czasem z téj liczby oziębłych chrześcijan, którzy dla lada jakiéj pracy, od nakazanych przez Kościół postów się uchylają?

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który powołując niewiernych Murzynów do poznania imienia Twojego, w sercu błogosławionego Piotra Wyznawcy, żarliwą miłość dusz ich rozbudziłeś, spraw prosimy za jego wstawieniem się, abyśmy naśladując jego miłość bliźniego, dla pomnożenia chwały Twojéj, starali się pozyskiwać ich dusze dla Ciebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 783–786.

Tags: św Piotr Klawer „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna niewola pokuta umartwienie misje
2020-08-16

Św. Rocha, Wyznawcy, głównego Patrona od morowego powietrza

Żył około roku Pańskiego 1327.

(Żywot jego znajduje się u Bolandystów, pod dniem dzisiejszym.)

Święty Roch przyszedł na świat w Mąpelie (Montpellier) we Francyi, przy końcu trzynastego wieku. Ojciec jego jeden z najznakomitszych mieszkańców tego miasta, wzorowym był chrześcijaninem, również jak i matka która wielkie do przenajświętszéj Panny miała nabożeństwo. Do późnéj starości nie mieli dzieci, aż po wytrwałych i gorących modlitwach do Maryi, pocieszył ich Pan Bóg synkiem, który się urodził ze znamieniem czerwonego krzyża na piersiach.

Jeszcze go matka karmiła, kiedy zaczął pościć, we środy bowiem i w piątki, raz tylko na dzień ssał pokarm. W piątym roku życia już zadawał sobie różne umartwienia ciała. Kiedy miał lat dwanaście, poświęcił się całkiem Bogu i uczynkom miłosierdzia. Hojne ubogim rozdawał jałmużny, a chorym po ich mieszkaniach, sam z największą miłością usługiwał.

W dwudziestym roku życia, stracił rodziców, i stał się dziedzicem ogromnego majątku. Wtedy przypomniał sobie ostatnie polecenia swego ojca, który umierając tak do niego przemówił: „Synu mój, wedle możności twojéj wspieraj ubogich, i bądź przekonany, że jeśli wielkich dostatków jakie ci zostawiam, użyjesz na uczynki miłosierdzia, ściągniesz na siebie łaski Boskie i błogosławieństwo ludzkie.” Gdy prócz tego rozmyślał pewnego razu nad temi słowami Pana Jezusa: „Przedaj co masz i daj ubogim” 1, spieniężył większą część swoich majętności, małą ich cząstkę pozostawił do zarządu wujowi, wszystkie pieniądze rozdał ubogim, a sam pieszo, w odzieniu pielgrzyma, o żebranym chlebie, poszedł do Rzymu.

Przybywszy w Państwie kościelném do miasta Akwapendente, dowiedział się że tam morowe powietrze wybuchło. Udał się prosto do szpitala głównego, prosząc aby mu dozwolono dozierać chorych. Przez wzgląd na młody wiek jego, nie chciano go wystawiać na śmierć niechybną, lecz tak usilnie domagał się tego, że go nareszcie wpuszczono. Zbliżył się do wszystkich chorych, każdego ręką dotknął i przeżegnał, i bez wyjątku wszystkich jacy tylko byli powietrzem dotknięci, uzdrowił. W skutek tego, ludność otoczyła go czcią największą, jakby Anioła na ich ratunek z Nieba zesłanego. Lecz święty Roch dowiedziawszy się że morowe powietrze przeniosło się do Kazeny w Lombardyi, pospieszył tam, i podobnież od klęski téj mieszkańców wyratował. Gdy usłyszał że w Rzymie wybuchła zaraza, pobiegł znowu co prędzéj do tego miasta: najpierw uzdrowił Kardynała Brytanikusa, kładąc mu na czole znak krzyża, który już na zawsze widocznym cudownie pozostał,

W Rzymie przez lat trzy u tegoż Kardynała przemieszkiwał. Przez ten czas i to miasto i niektóre pobliższe uwolnił od zarazy, używając podobnież tylko znaku krzyża świętego. Po śmierci Kardynała opuścił Rzym, a niosąc za sobą wszędzie błogosławieństwo Boże i cudownie uzdrawiając dotkniętych morowém powietrzem, uwolnił od téj klęski wiele miast włoskich, a mianowicie Medyolan, Montferat, księstwa Mantuy, Modeny i Parmy.

Gdy miasto Plezancya, nadzwyczajnie silną zarazą dotkniętém zostało, udał się tam sługa Boży, zamknął się w szpitalu, wyleczył chorych według swego zwyczaju, a znużony trudem usnął. Wtedy usłyszał głos z Nieba w te słowa do niego przemawiający: „Rochu, dotąd z miłości ku mnie wieleś się natrudził, lecz teraz trzeba abyś poniósł wiele ciężkich cierpień, przez wzgląd na te które Ja poniosłem dla ciebie.” Po przebudzeniu się, dostał silnéj gorączki, i uczuł w lewéj pachwinie ból gwałtowny, prawie do niezniesienia. Była to właśnie choroba morowa, a że już wtedy nikt na nią nie zapadał, bo wszystkich Roch uzdrowił, więc go wygnano nie tylko ze szpitala, lecz i z miasta nawet. Dopełzał się tedy jak mógł do lasu sąsiedniego, i prosił Pana Jezusa, aby się nad nim zlitował. W tejże chwili otoczył go cudowny obłok, a tuż przy nim wytrysnęło źródło wody, dotąd płynące. Napił się z niego, obmył wrzód morowy, gdyż to była dżuma, i trochę ulgi doznał. Lecz nie miał siły wrócić do miasta, i tam przez długi bardzo czas leżał.

Tymczasem pewien pan mieszkający w téj okolicy, nazwiskiem Gotard, zauważał że jeden z jego psów myśliwskich, brał codziennie ze stołu bochenek chleba, i daleko go gdzieś zanosił. Poszedł w ślad za nim, i ujrzał że pies przychodził do Rocha leżącego w lesie, i składał u nóg jego bochenek, za co go Święty błogosławił. Pan ten, widokiem takim poruszony do litości, zamieszkał w chatce obok Rocha i dozierał go jak najtroskliwiéj. Pies już odtąd się nie okazywał, a święty Roch nakazał Gotardowi, aby wziąwszy jego ubranie pielgrzymskie, poszedł do miasta żebrać dla niego posiłku. Gotard poddał się téj ciężkiéj próbie, lecz w mieście doznał wiele obelg i zaledwie parę bochenków chleba mógł dostać. Roch zachęcił go do cierpliwego zniesienia tego upokorzenia, a sam powrócił do Plezancyi, i oddając mieszkańcom dobre za złe, znakiem krzyża uzdrawiał wszystkich dotkniętych powietrzem, które nanowo było wybuchło, i to nie tylko w szpitalu, lecz i po różnych domach.

Gdy dnia pewnego wracał do swojéj chatki w lesie, usłyszał taki rozkaz z Nieba: „Rochu uzdrowiłem cię: powracaj teraz do twojéj ojczyzny, i czyń pokutę, abyś był przypuszczony do społeczeństwa błogosławionych.” Święty z wielkiém weselem odebrał to zlecenie, gdyż i bez tego pilno mu było Włochy opuścić, ponieważ już tam sława jego świętości i darów cudownych, powszechną mu cześć zjednała. Pozostał jednak czas jeszcze pewien z Gotardem w chatce, aby go wyćwiczyć w życiu pustelniczém do którego go namówił. Potém pożegnawszy go serdecznie, wrócił do Francyi.

Duch Boży zaprowadził go do Mąpelie jego miasta rodzinnego, gdzie postanowił nie dać się poznać kim jest, gdyż już i tam sława jego doszła. Pod tę porę kraj cały dotknięty był klęską trwającéj od niejakiego czasu wojny, i miasto Mąpelie właśnie spodziewało się napadu nieprzyjacielskiego. Święty Roch przybywszy do pewnéj wioski która dawniéj była jego dziedzictwem, wszedł do kościoła w ubogiém i podartém odzieniu, gdzie go wzięli za szpiega nieprzyjacielskiego. Schwytano go więc i odprowadzono do Mąpelie, a własny stryj jego będąc Wielkorządcą tego miasta, nie poznawszy synowca, kazał go wtrącić do więzienia.

Trudno wypowiedzieć, ile tam wycierpiał, przebywając w piwnicy ciemnéj, wilgotnéj i napełnionéj dokuczliwém robactwem. Pomimo tego jednak, jeszcze i wielkie zadawał sobie umartwienia ciała, a po pewnym czasie objawił mu Pan Bóg że z tego więzienia weźmie go już do Nieba. Wtedy Roch poprosił strażnika aby mu sprowadził kapłana, który przybywszy zastał więzienie oświecone światłością niebieską, i promienie wytryskujące z oczów uwięzionego. Skoro nasz Święty wyspowiadał się i przyjął Komunią, niezwłocznie zachorował, a we śnie usłyszał głos z Nieba: „Za chwilę poniosę duszę twoję na łono Ojca Mojego. Lecz kochany mój Rochu, proś mnie jeszcze o co chcesz, a uczynię ci.” Święty podziękował Panu Jezusowi za taką łaskę, prosił o odpuszczenie grzechów, o przyjęcie duszy jego do Nieba i o zachowanie od morowego powietrza, albo o wyratowanie od niego tych, którzyby jego pośrednictwa wzywali. Pan Jezus oświadczył mu iż prośba jego zostanie wysłuchaną, a Roch położył się na ziemi, złożył ręce w krzyż na piersiach, podniósł oczy do Nieba, i spokojnie oddał ducha Bogu.

W tejże chwili znowu więzienie napełniło się światłością niebieską, która wybuchając przez szczeliny drzwi, sprowadziła zdziwionego tym cudem strażnika. Wszedłszy wewnątrz, znalazł ciało sługi Bożego na ziemi, a przy głowie jego i nogach zapalone lampy, wśród których leżała mała deseczka z takim napisem: „Ci którzy morowém powietrzem dotknięci, wzywać będą pośrednictwa Rocha, wyratowani zostaną z téj ciężkiéj choroby.”

Gdy na wieść tych cudów, wielu mieszkańców zbiegło się do więzienia, a między nimi byli i krewni Świętego, poznali go nareszcie. Z wielką więc czcią i wspaniałością, pochowano jego ciało. Późniéj zaś wuj jego wystawił na cześć świętego Rocha kościoł, do którego zwłoki jego przeniesione zostały. Umarł roku Pańskiego 1327.

Cześć jego rozpowszechniła się szczególnie od roku 1414, kiedy miasto Konstancya, gdzie odbywał się Sobór powszechny, dotknięte morowém powietrzem, po wezwaniu pośrednietwa tego sługi Bożego, od téj klęski uwolnioném zostało.

Pożytek duchowny

Pan Bóg, którego wyroki są zawsze dziełem Jego nieprzebranego miłosierdzia, gdy dotyka ludzi klęską morowego powietrza jako karą za grzechy nasze, czyni to przedewszystkiém dla tego, abyśmy wtedy żywiéj na śmierć pamiętając, lepiéj do niéj się przygotowali. Prosząc więc świętego Rocha, aby odwracał od nas klęskę morowego powietrza, proś go przedewszystkiém, aby nas od moru grzechowego na duszy i od śmierci wiecznéj, pośrednictwem swojém zachować raczył.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! Któryś błogosławionemu Rochowi, przez Anioła Twojego tablicę mu przynoszącego przyrzekł, że kto jego pośrednictwa wzywać będzie, żadném morowém powietrzem dotknięty nie zostanie: daj, pokornie prosimy, abyśmy pamiątkę jego pobożnie obchodząc, za jegoż modlitwami i zasługami, od zabójczéj zarazy i ciała i duszy uwolnieni byli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 687–689.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 648–649

Święty Roch jak najsłuszniej może nam służyć za wzór umartwienia, i to nawet pod trojakim względem, naśladował bowiem Chrystusa Pana co do ubóstwa, rozdzielając swe mienie między ubogich, postępował w czynnym posłuszeństwie, pełniąc posługi około rażonych powietrzem, a wreszcie był biernie posłusznym, przyjąwszy kielich gorzkich cierpień z rąk swego wuja. Abyśmy wszakże dokładniej mogli poznać wartość umartwienia, zważmy, że:

  1. Umartwienie napawa duszę radością o tyle, że oswobadza ją od zamiłowania świata, jako też od zmysłowych rozkoszy, a nadto przywraca jej rzeczywistą wolność i usuwa zawady tamujące drogę do Nieba. O ile serce staje się wolnym od umiłowania marności ziemskich, o tyle wstępuje w nie łaska Boża. Największą radością dla duszy zacnej i szlachetnej jest bez wątpienia wspierać ubogich jałmużną, zwłaszcza gdy sami przy tym odmawiamy sobie jakichś przyjemności; czujemy się nadto szczęśliwymi, gdy zdołamy smutek biedaków zamienić w radość, a ich serca napełnić ufnością ku Bogu i wdzięcznością za Jego świętą Opatrzność. Bez wątpienia jest też wielkim zadośćuczynieniem, pielęgnować z miłości ku Chrystusowi Panu chorych, dotkniętych niebezpieczną i wstrętną chorobą. Doświadczenie uczy, że osoby pełniące te cnoty miłosierdzia i poświęcenia, zawsze są wesołe, dobrej myśli, spokojne i zadowolone.
  2. Umartwienie zwiększa i doskonali w nas miłość Boga i bliźniego, wywiera bowiem zbawienny wpływ na serce, oczyszcza je z brudu ziemskiego i użyźnia rolę, na której kwiat miłości pięknie rośnie i zakwita. W przyrodzonym porządku rzeczy okazuje się to jak najdokładniej w przywiązaniu matki do dziecka, wzrastającym w miarę słabości, bólów lub chorób dziecięcia; w nadprzyrodzonym porządku natomiast okazuje się w miłości prawdziwego chrześcijanina do ukrzyżowanego Chrystusa. Miłość ta staje się tym ofiarniejszą i skorszą do czynów, im więcej rozpamiętywanie cierpień Zbawiciela budzi naszą litość i współczucie. Jeszcze skuteczniejsze od rozpamiętywania jest rzeczywiste znoszenie cierpień i bólów z wdzięczności za dobrowolne męki i cierpienia Jezusa. Im więcej tedy Roch święty uczuwał ciężar dobrowolnego ubóstwa, tym większą okazywał ofiarność, poświęcenie i wytrwałość w miłości dotkniętych zarazą i w osamotnieniu więziennym. Kogo przeto oziębłość i obojętność w wierze przejmuje obawą, ten niech się doświadcza dobrowolnym umartwieniem, a żar miłości tlący pod popiołem oziębłości wybije się na wierzch i ogrzeje go dobroczynnym ciepłem.

Footnotes:

1

Mat. XIX. 21.

Tags: św Roch „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna zaraza jałmużna ojciec miłość bliźniego umartwienie
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.