Citatio.pl

Wpisy z tagiem "wdowa":

2020-10-08

Św. Brygidy, Wdowy

Żyła około roku Pańskiego 1373.

(Żywot ten wyjęty jest z jéj Bulli kanonizacyjnéj.)

Święta Brygida była córką Birgiera książęcia Szwedzkiego, i Sygrydy także królewskiego rodu, małżonków wielkiéj świątobliwości. Matka jéj, gdy ją nosiła jeszcze w łonie, cudownie wyratowaną została w czasie burzy na morzu, i wtedy miała objawienie, że Pan Bóg ją dla tego zachował przy życiu, że córka którą porodzi, będzie wielką Świętą. Brygida przyszła na świat na samym początku XIV wieku. Do czwartego roku jéj życia zdawało się że będzie niemą, lecz wtedy od razu zaczęła mówić jak najpłynniéj. Wkrótce potém straciła matkę, a ojciec powierzył ją ciotce, kobiecie bardzo pobożnéj, która najstaranniéj ją wychowywując, postrzegła niezadługo że sam Pan Bóg raczył być téj wybranéj duszy mistrzem, tak bowiem przedwczesnéj doskonałości przedstawiała Brygida w sobie objawy.

Miała siedem lat, kiedy wśród modlitwy ukazała się jéj Matka Boża i włożyła na głowę jéj kosztowną koronę. Odtąd Święta jeszcze większe miała do przenajświętezéj Panny nabożeństwo, i takowe na zawsze w sercu swojém przechowała. W dziewiątym roku życia miała inne znowu widzenie. Objawił się jéj Pan Jezus takim, jakim był na krzyżu rozpięty, z ranami z których obficie krew wypływała. Przejęta najżywszą boleścią na widok takowy, zawołała: „Któż Cię o! Panie mój przywiódł do takiego stanu?” a Pan Jezus Jój odrzekł; „Ci którzy wzgardzają mojemi przykazaniami, i którzy niepomni na to com dla nich wycierpiał, za zbytek Mojéj ku nim miłości, odwdzięczają Mi niewdzięcznością.” Widzenie to, tak na niéj silne wrażenie wywarło, że od téj pory ciągle je miała obecne w wyobraźni, i często gdy pracowała przy haftach, przerywać je musiała zanosząc się od płaczu. Ciotka chcąc się przekonać czy się w tych robotach nie opuszcza Brygida, wyznaczała jéj takowe na dzień każdy. Razu pewnego nadszedłszy ją znienacka, ujrzała ją w zachwyceniu, a za zbliżeniem się spostrzegła Anioła przy krośnach haftującego. Pobożna ta pani robotę tę zachowała, jak drogą Relikwią. Brygida niepoprzestając na długich pacierzach, jakie wciągu dnia odmawiała, kilka razy i w nocy wstawała na modlitwę, a obok tego coraz większe ciału zadawała umartwienia. Gdy dnia jednego ciotka upominała ją, aby w tym miarę właściwą zachowała: „bądź o to spokojną ciotko najdroższa, odrzekła Święta, Pan Jezus którego na krzyżu widziałam, Sam mnie uczy co powinnam czynić.”

Chociaż Brygida pragnęła poświęcić dziewictwo swoje Panu Jezusowi, ulegając jednak woli ojca, poślubiła Wolfana książęcia Nerycyi. Pan Bóg związkowi temu pobłogosławić raczył. Świątobliwość Brygidy najzbawienniéj na męża jéj wpłynęła: z człowieka oddanego przedtém uciechom światowym, stał się on w krótkim czasie wzorowym i pobożnym chrześcijaninem. Pocieszył ich także Pan Bóg i ośmiorgiem dziatek, które wszystkie młodo pomarły, prócz dwóch córek, z których jedna Ungeburgia, wstąpiwszy do klasztoru, stała się świątobliwą zakonnicą, a druga młodsza byłato święta Katarzyna Szwedzka. Brygida sama najtroskliwiéj wychowaniem dzieci się trudniła, i słowy i przykładem, od lat najmłodszych do pobożności je wprawiając. Męża w końcu przywiodła i do tego że aby się wyłączniéj oddać ćwiozeniom pobożnym, opuścił dwór królewski na którym pierwszy zajmował urząd. Uczynił wspólnie z żoną ślub czystości, a również jak ona wierny czciciel Matki Bożéj, na Jéj cześć, codziennie wraz z nią odmawiał pacierze zwano Officium parvum; w każdy zaś piątek spowiadał się i do stołu Pańskiego przystępował. Za jego zezwoleniem, Brygida wybudowała przy pałacu swoim szpital, i w nim codziennie sama chorym usługiwała. Odbyła pielgrzymkę z mężem pieszo do świętego Jakóba w Kompostelli w Hiszpanii, w ciągu któréj Wulfon śmiertelnie zachorował; lecz za modlitwami świętéj małżonki, cudownie odzyskał zdrowie, a wróciwszy do Szwecyi, z wielką jéj pociechą został Cystersem i umarł jak święty zakonnik.

Brygida korzystając z większéj swobody w stanie wdowieństwa, poświęciła się życiu jeszcze bardziéj pokutnemu, i już wyłącznie bogobojności i miłosiernym uczynkom oddanemu. Zrzekłszy się na rzecz córek całego majątku, przywdziała suknię pokutną, i wszelkie ze światem zerwała stosunki. W jednéj z majętności swoich zwanéj Wastaja, założyła klasztor, w którym umieściła sześćdziesiąt zakonnic, a przy nich i sama osiadła i z czasem nadała im Ustawy, które jéj sam Duch Święty podyktował, i to dało początek zakonowi od niéj nazwanemu Brygidek, a potém przez Stolicę Apostolską zatwierdzonemu.

W tém ustroniu mieszkając, Brygida już tylko Bogiem zajęta, coraz częstsze miewała zachwycenia i widzenia. W jedném z takowych, okazał się jéj Pan Jezus otoczony nadzwyczajną światłością, oznajmując iż ją bierze za Swoję oblubienicę, i że objawi jéj wiele skrytych tajemnic świętych na większy pożytek dusz wybranych, i przydał: „Słuchaj więc z pokorą tego co ci mówić będę, a z wszystkiego co ci na przyszłość objawię zdawaj wiernie sprawę swojemu spowiednikowi.” I od téj pory Święta Brygida miewała te objawienia cudowne, tyczące się tak najgłębszych tajemnie wiary jak i męki Chrystusa Pana i życia przenajświętszéj Panny, które wiernie spisała, i które po dziś dzień są skarbem wysoko w Kościele Bożym cenionym. Opływając w takie nadzwyczajne łaski, niewątpiąc iż to wszystkie objawienia pochodziły od Boga, Święta jednak nietylko przedstawiała je zawsze do rozpatrzenia spowiednikowi, lecz we wszystkich sprawach swoich, jak najpokorniéj przewodnictwem się jego powodowała, nic bez jego rozkazu i pozwolenia nieczyniąc.

Po śmierci męża, odkąd się od świata odsunęła i osiadła przy założonym przez siebie klasztorze, wiodła życie jak najostrzejsze. Bielizny nigdy nie przywdziała, nosiła ostrą włosiennicę i przepasywała się grubym sznurem, którego węzły wpijały się w jéj ciało. Sypiała na kobiercu rozpostartym na gołéj ziemi i w pokoju nieopalanym, chociaż żyła w kraju gdzie zima bywa bardzo ostra. Miała szczególne nabożeństwo do bicia pokłonów, i to tak często oddawała Panu Bogu, że trudno było pojąć jak osoba wątłéj budowy miała dość na to siły. Dostała ranę bolesną, któréj nietylko nigdy zagoić nie dała, lecz ją ciągle odnawiała, w każdy piątek puszczając na nią wosk wrzący. Cztery dni w tygodnia suszyła o chlebie i wodzie. Większą część nocy przepędzała na modlitwie, jużto przed przenajświętszym Sakramentem, już przed obrazem Matki Bożéj, i wtedyto odbierała te swoje cudowne a sławne objawienia, z których widać jak jéj dusza drogą była Matce przenajświętszéj. Przez trzydzieści ostatnich lat swojego życia spowiadała się codziennie a Komunią świętą przyjmowała kilka razy w tygodniu. Im więcéj odbierała darów cudownych i pociech wewnętrznych, tém się okazywała pokorniejszą, i tém większą była przejętą dla biednych miłością. Dwunastu ubogich codziennie przyjmowała do swego stołu, własnemi służąc im rękoma, i tak pokochała ubóstwo, że w końcu wszystko co miała oddała na biednych, a sama z jałmużny żyła.

W jedném z objawień, Pan Jezus kazał jéj odbyć pielgrzymkę do Rzymu. Otrzymawszy na to zezwolenie swojego spowiednika, udała się tam z ukochaną córką swoją błogosławioną Katarzyną. Miasto święte uczciło ją według wysokich cnót jéj, z jakich i tam już znaną była. Wszakże sługa Boża i w Rzymie ile możności zamknięte życie wiodła, wychodząc tylko na zwiedzanie miejsc świętych, i dla obsługiwania chorych po szpitalach. Gdy już namodliła się przez pewien czas przy grobach świętych Apostołów i tyłu Męczenników których ciała w Rzymie spoczywają, znowu w objawieniu nakazał jéj Pan Jezus, aby zwiedziła Ziemię świętą. Chociaż już wtedy bardzo zapadła była na zdrowiu, przedsięwzięła i tę pielgrzymkę, a zawsze w towarzystwie świętéj Katarzyny. Przebywając w Jerozolimie, i zwiedzając z największą czcią miejsca męki Pańskiéj, miała sobie objawionych wiele ważnych szczogółów tyczących się tych ostatnich chwil Zbawiciela na ziemi, które znajdują się w spisanych przez nią księgach. Wtedy także odkrył jéj Pan Bóg różne wypadki polityczne, które jak przepowiedziała tak się wiernie w swoim czasie spełniły.

Wielkiemi umartwieniami ciała i częstemi chorobami znękana, święta Brygida, co raz to pod tę porę upadała na zdrowiu. Wyruszyła z Jerozolimy z powrotom do Włoch, już dotknięta gorączką i ciągłemi cierpieniami żołądka, tak iż zdawało się że téj podróży nie wytrzyma. Wszakże, dojechała jeszcze do Rzymu, i tam stan jéj zdrowia bardzo się pogorszył. Objawił się jej Pan Jezus; zapewnił iż ją w Niebie szczęście wiekuiste czeka, wskazał co jeszcze ma czynić zanim się tam dostanie, i oznajmił wyraźnie dzień i godzinę któréj ją powoła do Siebie. Gdy to chwila nadeszła Święta opatrzona ostatniemi Sakramentami, oddała Bogu ducha na rękach córki dnia 23 Lipca, roku Pańskiego 1373 mając lat siedemdziesiąt jeden.

Ciało jéj późniéj przeniesioném zostało do założonego przez nią klasztoru w Wastaju. Grób jéj zasłynął licznemi cudami, pomiędzy któremi święty Antonin wylicza dziesięciu zmarłych wskrzeszonych. W skutek czego Papież Bonifacy IX, po przeprowadzeniu procesu jéj kanonizacyi w poczet Świętych ją wpisał; a że przeniesienie jéj ciała w dniu 7 Października się odbyło, ten dzień na doroczną pamiątkę jéj przeznaczył.

Pożytek duchowny

Jedno widzenie cudowne Pana Jezusa na krzyżu która miała święta Brygida, przejęło jéj serce tą wielką miłością Boga ukrzyżowanego, w skutek któréj tyle innych od Boga łask odbierała i wielką Świętą została. Rozmyślaj często a pobożnie nad Bogiem twoim z miłości ku tobie ukrzyżowanym, a i dla ciebie stanie się to źródłem łask najobfitszych.

Modlitwa (Kościelna)

Panie Boże nasz któryś błogosłowionéj Brygidzie przez Syna Twojego jednorodzonego, tajemnice niebieskie objawił, za jéj litościwém wstawieniem daj nam sługom Twoim, w objawieniu chwały Twojej wiekuistéj, weselić się radośnie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 860–862.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 814

Święty Tomasz z Akwinu wylicza cztery rodzaje miłości, do jakiej człowiek względem Pana Jezusa winien się poczuwać, tj. miłość upodobania, życzliwość, cześć i tęsknota. W św. Brygidzie przedstawiają się jak najwyraźniej dwa pierwsze rodzaje tej miłości.

  1. Miłość upodobania okazuje ten, kto czuje żywą radość, że Chrystus jest tak wielkim i wzniosłym w swej doskonałości. Udowodnił Pan Jezus tę doskonałość ofiarą swego życia za nas i bolesną śmiercią na krzyżu, za co, jak pisze święty Paweł: „Bóg Go wywyższył i dał Mu Imię ponad wszystkie imiona, aby wszystko w Niebie, na ziemi i pod ziemią zginało przed Nim kolana”. Święta Brygida już od dziecka łzami podziwu i wdzięczności okazywała Mu serdeczne upodobanie za to, że się dobrowolnie poniżył i umarł między dwoma łotrami, za co Go Bóg posadził po prawicy swojej. Pamiętajmy więc o tym i spodziewajmy się tym więcej pomocy i pociechy od Niego, im większa jest Jego potęga i im lepiej zna potrzeby nasze.
  2. Miłość życzliwości okażemy Panu Jezusowi, jeśli nas żywo obchodzić będzie Jego cześć i chwała, i jeżeli dbać będziemy, aby liczba Jego wielbicieli wzrastała z dniem każdym. Jak bowiem Zbawiciel, bawiąc na tej ziemi, z każdym dniem nowe dawał dowody, iż pragnie cierpieć i umierać dla dobra ludzkości, jak w niebiesiech wstawia się za nami do Ojca niebieskiego, aby za łaską Jego nakłonić grzeszników do pokuty, dobrych utwierdzić w cnocie, a wszystkich uświęcić, tak i my z obowiązku wdzięczności winniśmy starać się o zwiększenie chwały Jego, unikać zgorszeń, działać w interesie krzewienia Ewangelii świętej i zachowywania Jego nauk i przykazań. Niestrudzona była w tej mierze zabiegliwość świętej Brygidy, aby i w gronie własnej rodziny, i w stolicy na dworze królewskim przyczynić się do Jego chwały i życzliwą miłość ku Jezusowi stwierdzić czynem. Ukrzyżowany woła na nas słowami świętego Bernarda: „Czyż nie dość ran odniosłem dla ciebie, człowiecze? Czyż nie dość się nacierpiałem z powodu twych nieprawości? Czemuż Mi sprawiasz nowe boleści? Rany twych grzechów więcej Mi dolegają od ran ciała Mego!” Nie bądźmy głuchy mi i nieczułymi na te słowa Zbawiciela. Rzućmy się do nóg Ukrzyżowanego, prośmy Go o przebaczenie win i przyrzeknijmy Mu, że Go więcej obrażać nie będziemy.
Tags: św Brygida „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wdowa Krzyż św Katarzyna Szwedzka Officium parvum
2020-08-21

Św. Joanny Szantal (de Chantal), Założycielki Zakonu Sióstr Nawiedzenia Przenajświętszéj Maryi Panny

Żyła około roku Pańskiego 1641.

(Żywot jéj wyjęty jest z procesu jéj kanonizacji.)

Święta Joanna - Franciszka, ze znakomitéj rodziny Fremiotów, urodziła się we Francji w mieście Diżonie roku Pańskiego 1572. Matka odumarła ją w kolebce, lecz ojciec prezes Parlamentu, przykładny chrześcijanin, wychował ją bardzo pobożnie. Miała lat pięć, gdy słysząc pewnego heretyka zaprzeczającego obecności Pana Jezusa w przenajświętszym Sakramencie, wyrwała się z rąk piastunki, i przystąpiwszy do niego rzekła: „Pan Jezus Sam powiedział że jest obecny w przenajświętszym Sakramencie; jeśli pan temu nie wierzysz, więc Go za kłamcę poczytujesz.” A gdy tenże chcąc dziecinę złagodzić, podał jéj cukierki, Joanna wrzuciła je w ogień na kominku palący się mówiąc: „Oto jak heretycy płonąć będą w piekle, za to że nie wierzą temu co Pan Jezus powiedział.” Wtedy także widząc się pozbawioną opieki matki, przenajświętszą Pannę obrała sobie za matkę, i całe życie szczególne do Niéj miała nabożeństwo. Jedna z jéj bliższych pokojówek, była bardzo światową, i młodą Joannę tymże duchem chciała zarazić. Święta uprosiła ojca, aby ją z jéj służby oddalił.

W dwudziestym roku życia, wyszła za mąż za jednego z pierwszych panów francuzkich: barona Szantal (de Chantal). Osiadłszy z nim w jego zamku dziedzicznym, cały dom swój urządziła po chrześcijańsku. Codziennie słuchała Mszy świętéj w kaplicy zamkowéj, a w święta i niedziele w kościele parafialnym. Rano i wieczór wspólnie z domownikami odprawiała pacierze, a ubogich, we wszystkich włościach swoich bardzo obszernych, stała się opiekunką i matką. Wspierała ich hojnie, chorych po mieszkaniach odwiedzała i usługiwała im z największą miłością. Gdy ciężki głód dotknął był całą okolicę, spichrza zamkowe otworzyła dla nich, i te kilkakrotnie, gdy się już wyczerpały, modlitwą swoją cudownie napełniła.

Mąż jéj jako dworzanin królewski, często przebywał w stolicy. Święta Joanna pozostawała wtedy na wsi, wiodąc życie bardzo samotne, co jéj wielce dogadzało. Wkrótce téż przykładem jéj zbudowany małżonek, i sam służbę dworską opuścił i z nią stale przemieszkiwał, ciesząc się szczęśliwém pożyciem i trojgiem dziatek, które mieli. Zdarzyło się, iż polując, raniony wypadkiem od krewnego, życie postradał. Joanna, cios ten nadzwyczaj uczuła, lecz zniosła go z doskonałém poddaniem się dopuszczeniu Bożemu, i stosując się do prośby umierającego męża, do tego który stał się przyczyną jego śmierci, nigdy żalu nie miała. Owdowiawszy osiadła z dziećmi przy ojcu mężowskim, starcu niezmiernie przykrego usposobienia, którego domem rządziła kobieta bardzo niedobra. Obchodziła się téż z Joanną jak najgorzéj, a Święta znosiła to z wielką cierpliwością, i nawet odpłacając się dobrém za złe, dzieci jéj szczególną troskliwością otaczała, sama je czesząc i ubierając jak własne.

Joanna miała wtedy lat dwadzieścia ośm. Znana powszechnie z wysokich cnót swoich, bardzo bogata, a przytém i znamienitéj urody; przez kilku wielkiego rodu i majątku panów, poszukiwaną była w powtórne zamęście, lecz wszystkim odmówiła, zrobiwszy ślub dozgonnéj czystości. Sposób życia tak sobie urządziła: wstawała o piątéj rano, i trwała na modlitwie i czytaniu ksiąg świętych do godziny w któréj budziły się jéj dzieci. Odmawiała z niemi pacierze, a po wysłuchaniu Mszy świętéj, zasiadała z niemi do lekcyi. Potém uczyła katechizmu domowników i dzieci wiejskie, następnie załatwiała sprawy gospodarskie i interesa majątkowe, któremi sama zarządzała; resztę dnia spędzała na przyjmowaniu prośb ubogich, lub na odwiedzaniu ich w mieszkaniach. Wieczorem zgromadzała znowu domowników, czytała im pobożne książki, i pacierze wieczorne wspólnie odmawiała; a gdy wszyscy udawali się na spoczynek, ona długo w noc na bogomyślności trwała. Przytém ćwiczyła się coraz więcéj w umartwieniach zewnętrznych: często ścisłe odbywała posty, piątki i soboty suszyła, i w różny sposób trapiła ciało. Sama zamiatała swój pokój, i żadnéj usługi przy sobie nie dozwalała oddawać domownikom.

W roku 1604 pojechała była do ojca do Diżonu, gdzie pod tę porę, przybył z kazaniami wielkopostnemi święty Franciszek Salezyusz, biskup Genewski, już podówczas sławny ze swojéj świątobliwości i biegłości w przewodniczeniu duszom, do wyższéj doskonałości powołanym. Skoro go ujrzała, poznała iż byłto ten, którego w widzeniu jakie miała razu pewnego na modlitwie, okazał jéj Pan Bóg, jako jéj przyszłego ojca duchownego. A znowu święty Salezy, poznał w niéj tę kobietę, którą także w objawieniu widział, jako przyszłą Założycielkę żeńskiego Zgromadzenia zakonnego o którém zamyślał. Po kilku z nim duchownych naradach, będąc w kościele cudownéj Matki Bożéj w Etan, uczyniła ślub posłuszeństwa temuż Świętemu, jako swojemu przewodnikowi. Pod tak świętym mistrzem, szybkim krokiem postępowała Joanna, na drogach coraz wyższéj doskonałości ewangelicznéj. Szczególnie w miłosiernych uczynkach już niejako granic nie kładła. Wyszukiwała najcięższemi i najobrzydliwszemi chorobami dotkniętych, i przy nich długie spędzała godziny, pocieszając ich, modląc się z nimi, usposabiając do przyjęcia Sakramentów świętych, i do dobrej śmierci. Trędowatym usługiwała ze szczególną litością: sama ich opatrywała, i to zwykle klęcząc czyniła, a dla przezwyciężenia wstrętu jaki w niéj obudzał ten rodzaj choroby, całowała ich rany.

Gdy święty Salezy uznał już tę błogosławioną duszę dostatecznie usposobioną do świętego dzieła o jakiém zamyślał, oznajmił jéj to i polecił, aby udawszy się do ojca, oświadczyła mu swój zamiar zostania zakonnicą, i tak urządziła swoje familijne interesa, aby świat i rodzinę opuścić mogła. Wielkie w téj mierze napotkała Joanna trudności: ojciec długo na to zezwolić nie chciał, aż nareszcie widząc w tém wolę Bożą, poddał się jéj mówiąc: „Boże mój! nie godzi mi się dłużéj stawić oporu temu coś postanowił; zgadzam się na to z całego serca, i składam Ci w ofierze tę córkę moję, tak mi drogą jak Izaak Abrahamowi.” Potém pobłogosławił ją, i podnoszące klęczącą u nóg jego: „Idź córko kochana, rzekł do niéj, tam gdzie cię Pan Bóg powołuje, a powstrzymajmy się od płaczu, abyśmy tém zupełniejszą zrobili Bogu z uczuć naszych ofiarę, i żeby ludzie nie gorszyli się, przypuszczając że nas zbyt wiele kosztuje, spełnić to co jest wolą Bożą.”

Lecz najtrudniejsza próba czekała ją z dziećmi, a szczególnie z najstarszym synem. Ten rzucił się do jéj nóg z płaczem, a widząc że postanowienia matki przemódz nie może, położył się na progu mówiąc: „Nie wyjdziesz ztąd matko, chyba depcząc twoje dziecię.” Rozpłakała się Święta, lecz od przedsięwzięcia swego nie odstąpiła; a gdy pewien kapłan obecny temu, widząc ją we łzach tonącą, sądził że zapomina o woli Bożéj powołującéj ją do Zakonu, rzekła mu: „Nie, ojcze, nie waham się, lecz matką jestem”, i to mówiąc przeszła przez próg, na którym jéj syn leżał.

Święta Joanna udała się do miasta Anezium w Sabaudyi, gdzie mieszkał święty Salezy, i tam pod jego przewodnictwem, założyła Zgromadzenie Sióstr Nawiedzenia Matki Bożéj, dla tego tak nazwanych, iż pierwotnym ich zadaniem, było nawiedzanie i doglądanie ubogich, po ich mieszkaniach. Pierwszy rok poświęcony był na odbycie nowicyatu, w którym miała dwie świątobliwe towarzyszki. Przez cały ten czas, dotknął ją był Pan Bóg różnemi chorobami, które ją wszakże od przedsięwzięcia nie odwróciły, a wpłynęły wiele na to, że ustawy jakie święty Salezy nadał temu Zgromadzeniu, zastosowane zostały głównie, do osób słabego zdrowia, a które Kościoł w lekcyach Brewiarza nazywa przedziwnemi, tak co do ich łagodności, jak i pełności Ducha Bożego, pod którego wpływem ułożone były. Gdy zgromadzenie to szerzyć się zaczęło, święty Salezy, a z nim i pierwsza tego Zakonu założycielka święta Joanna, idąc za radą Kardynała Markemonta (Marquemont) Arcybiskupa Liońskiego, usunęli z ustaw obowiązek nawiedzania ubogich, i Zgromadzenie to stało się zakonem ścisłéj Klauzury, wkrótce potém przez Stolicę Apostolską zatwierdzoném. U nas znane jest pod nazwiskiem Panien Wizytek.

Joanna, od chwili w któréj założyła swoje Zgromadzenie, była najwyższym wzorem wszystkich cnót zakonnych. Zachowywała jak najściśléj najmniejszéj wagi Ustawy, a ubóstwa tak wielką była miłośnicą, że serdecznie się radowała gdy jéj zbywało na potrzebach do życia. Pobudzona szczególném pragnieniem ciągłego postępu na drodze którą obrała, uczyniwszy Bogu tyle ciężkich dla jéj serca ofiar, zobowiązała się, i to ślubem, spełniać zawsze to co się jéj doskonalszém wyda. Obarczona generalnym zarządem wszystkich klasztorów jéj Reguły, których kilkanaście w różnych krajach stanęło za jéj życia, przedstawiając na sobie wzór najdoskonalszéj zakonnicy, pomimo tego nie wypuszczała z opieki, nietylko dzieci które pozostawiła w świecie, lecz nawet ich spraw majątkowych. A w tém tak jéj Pan Bóg pobłogosławił, że wielkie majętności które po niéj odziedziczyły, oczyściła ze wszystkich długów i procesów, a córki świetnie powydawała za mąż, mając i tę pociechę, że jedna z nich wyszła za synowca świętego Salezego, jednego z pierwszych panów Sabaudzkich.

Założywszy kilka klasztorów we Francji, a między innemi i w Paryżu, powierzyła kierunek ich duchowny świętemu Wincentemu z Pauli, który przez lat wiele ten obowiązek spełniał, i ze świętą Joanną ciągłe miał stosunki, zasięgając jéj rady w wielkich swoich miłosierdzia chrześcijańskiego dziełach.

Nakoniec, gdy Zakon przez nią założony, dzięki jej świętym zabiegom, bardzo się był rozszerzył, rządząc nim przez lat trzydzieści trzy, a przez czas ten przewodząc duchownym córkom swoim na drodze świątobliwości i słowem i przykładem, i pismami pełnemi najzbawienniejszych nauk, bogata w cnoty i zasługi, umarła w klasztorze swoim w Mulę (Moulin) we Francyi, roku Pańskiego 1641, mając lat sześćdziesiąt trzy. Na kilka lat przed błogosławioną jéj śmiercią, dopuścił był Pan Bóg na nią nadzwyczajne oschłości i utrapienia wewnętrzne, w których niezachwianą cierpliwością, najobfitsze nabyła do Nieba zasługi. Papież Klemens XIII, zaliczył ją w poczet Świętych, a Klemens XIV święto jéj na dzień dzisiejszy wyznaczył.

Pożytek duchowny

Niech cię przykład świętéj Joanny, przechodzącej przez próg na którym leżał jéj syn chcący ją powstrzymać od spełnienia tego co względem niéj było wolą Bożą, nauczy, że dla Boga, gdy taka jest wola Jego, każdą ofiarę uczynić powinniśmy. Od ciebie, dla twojego uświątobliwienia a może nawet i dla twego zbawienia, podobno nierównie mniéj wymaga Pan Bóg, a ty i na to zdobyć się nie chcesz.

Modlitwa (Kościelna)

Wszechmogący i miłosierny Boże, który błogosławioną Joannę-Franciszkę, Twoję miłością, rozgorzałą przedziwną mocą duszy, na różnych ścieżkach tego życia, drogą doskonałości powiodłeś, i który przez nią obdarzyć raczyłeś Kościoł nowym zakonem; za jéj zasługami i wstawieniem się, spraw, abyśmy świadomi naszéj nędzy, ufając Twojéj pomocy, za łaską niebieską wszelkie na drodze zbawienia przeciwności przezwyciężali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 702–704.

Tags: św Joanna de Chantal „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna żona matka wdowa św Franciszek Salezy wola Boża
2020-07-10

Św. Felicyty i Jéj Siedmiu Synów Męczenników

Żyli około roku Pańskiego 150.

(Męczeństwo ich opisane jest przez świętego Grzegorza Papieża.)

Święta Felicyta żyła na początku wieku pierwszego w Rzymie, za panowania cesarza Antonina. Byłato niewiasta znakomita rodem i bogactwy, ale jeszcze więcéj żywą wiarą, pobożnością i cnotą miłosierdzia dla ubogich, a szczególnie chrześcian, pod srogiém podówczas prześladowaniem jęczących. Po śmierci męża zerwawszy wszelkie ze światem stosunki, a mając dorosłych siedmiu synów, których najstaranniéj i najpobożniéj wychowała, już tylko ćwiczeniom wysokiéj pobożności się oddawała, i w poświęceniu się swojém na usługi wiernych żadnych granic nie kładła. Wysoka téż jéj świątobliwość, samych nawet pogan w zdumienie wprawiała: byli oni dla niéj z uwielbieniem, a wielu z nich zapatrując się na jéj cnoty chrześcijańskie, przez to samo do wiary świętéj się nawracało.

Oburzeni tém kapłani pogańscy, oskarżyli ją przed cesarzem mówiąc: „Wiedz o tém cesarzu, że ta wielka pani Felicyta, równie jak i jéj siedmiu synów, bogom naszym uwłaczają i srogi ich gniew na nas wszystkich ściągają. Jeżeli nie przywiedziesz jéj do tego, aby im publicznie cześć oddała, nieczém się nam przebłagać nie dadzą.” Antonin przychylając się do żądania kapłanów, polecił Publiuszowi, który podówczas był wielkorządcą w Rzymie, aby Felicytę wraz z jéj synami zmusił do oddania czci bożkom.

Publiusz, przez wzgląd na wysokie położenie jakie zajmowała w świecie Felicyta, przyzwał ją do siebie, i najprzód prywatnie i łagodnemi słowy, nakłaniał ją aby wolę cesarza spełniła. Kadził jéj, aby odmowną odpowiedzią nie wywoływała sprawy swojéj przed trybunały sądowe, gdyż w takim razie będzie zmuszonym sądzić ją publicznie, jak to podówczas z chrześcijanami dla postrachu drugich czyniono, a za dalszy jéj opór rozkazom Antonina, podda ją całéj surowości prawa, ciężkie kary; na odmawiających czci bożkom przepisującego. Na to odpowiedziała mu Święta: „Ani mnie twoje łagodne rady nie skłonią do tego, ani pogróżki ustraszą. Ufam Bogu, że mi da siłę wytrwania w mękach i szatanom waszym nie pokłonię się: a jeśli mnie za to zamordujecie, tém większe odniosę nad niemi zwycięstwo.” „Jeżeli sama, rzekł na to Publiusz, chcesz życie twoje za to położyć, tedy przynajmniéj miéj wzgląd na synów twoich. Oni bowiem ofiary bogom złożyć muszą, bo inaczéj poginą.” – „Synowie moi, odpowiedziała Felicyta, wtedyby tylko zginęli, gdyby popełnili grzech składania ofiary bożyszczom, a przeciwnie, żyć będą, jeżeli się tego nie dopuszczą.”

Wielkorządca, widząc iż w ten sposób nie może ustraszyć Felicyty, w dniu „następnym już publicznie zasiadł do sądzenia jéj sprawy, i stawić ją kazał przed sobą na placu Marsowym, wraz z jéj siedmiu synami, i najprzód rzekł do niéj: .„Felicyto! miéj litość nad synami twoimi, tak zacnymi młodzieńcami, a którzy tylko co najpiękniejszą porę życia zaczynają.” – „Miłosierdzie jakie nad nimi okazujesz, odpowiedziała matka, jest prawdziwém okrucieństwem, a upomnienie jakie mi dajesz bluźnierstwem.” A zwracając się do synów mówiła: „Patrzcie dzieci moje w niebo, gdzie was Chrystus ze świętymi oczekuje. Mężnie walczcie, bo idzie tu o zbawienie wasze wieczne, nie odstępujcie od miłości Jezusa.” Słysząc to Publiusz wpadł we wściekłość i zawołał: „Jakto! w obecności mojéj, ośmielasz się nakłaniać twoich synów, aby się oparli rozkazom cesarza? bo on to sam, a nie ja tylko, wymaga abyście złożyli ofiary bogom naszym.” I to mówiąc, przywołał katów, kazał im policzkować Felicytę, a synów jéj jednego po drugim z kolei przywoływać przed swój trybunał.

Pierwszy który stanął, miał imię January. Tyran zaczął od tego iż mu obiecywał wielkie łaski cesarskie, bogate dary i świetny zawód, jeśli wyrzekłszy się wiary w Chrystusa, odda pokłon bożyszczom pogańskim, a w przeciwnym razie, groził mu najstraszniejszemi karami, i w końcu namawiał ze zdradziecką życzliwością, aby się nie wahał i poszedł za jego, jak ją nazywał, przyjacielską radą. Lecz młodzieniec odpowiedział mu na to spokojnie i mężnie: „Złą a nie mądrą radę, dajesz mi Wielkorządco: gdyż mądrość Boska przeciwnie mi doradza, owszem nakazuje, abym wzgardził tém co mi obiecujesz za odstępstwo od Chrystusa, a nie uląkł się tego czém mi zagrażasz, jeśli fałszywym bożyszczom czci nie oddam.” Po takiéj odpowiedzi, Wielkorządca kazał go okrutnie zesmagać rózgami w oczach matki i wtrącić do więzienia, a tymczasem przyzwał drugiego imieniem Feliks, którego w podobnyż sposób do zaparcia się wiary namawiał, wymagając aby niezwłocznie złożył ofiarę Jowiszowi. Na to rzekł mu młodzieniec: „Jeden jest tylko Bóg prawdziwy, któremu godzi się i należy składać ofiary, a tym jest Jezus Chrystus; i bądź pewien Wielkorządco, że ani ja ani bracia moi, tego Pana i Boga naszego nie odstąpimy. A jeśli nas haniebnie biczować i okrutnie katować każesz, przez to wiary z serc naszych nie wydrzesz.”

Publiusz odprawiwszy i tego, kazał przyzwać trzeciego, Filipa, i już wprost straszył go cesarzem mówiąc: „Antonin cesarz pan nasz najwyższy, rozkazał abyś złożył ofiarę wszechmogącym bogom naszym.” Na co Filip: „Nie nazywaj o Wielkorządco, bałwanów waszemi bogami, bo Bogiem wszechmogącym jest tylko ten Bóg Jezus Chrystus, którego my wyznajemy; wasze zaś bożyszcza są to nieme bryły z miedzi lub żelaza ukute, i kto im składa ofiary, na wieczne idzie pohańbienie.”

Przyzwał tedy Publiusz Sylena czwartego syna Felicyty, i gdy stanął przed nim: „Widzę, zawołał do niego groźnie, żeście z niegodziwą matką waszą, spisek uknuli przeciw woli cesarza. Pamiętaj że jeśli rozkazu jego nie spełnicie, wszyscy poginiecie nikczemnie.” – „Inaczéj postępować nie godzi się nam, odpowiedział Sylen: gdybyśmy bowiem ulękli się męczeństwa doczesnego, które chociażby najokrutniejsze krótką chwilę trwać będzie, popadlibyśmy w wieczne męki, które są straszniejsze jeszcze, a końca nie mają. Że przeto wiemy jakie męki czekają po śmierci tych, co się Chrystusa zapierają, a jakie nagrody są zgotowane dla wytrwałych w wierze, przeto słuchać musimy praw Boskich, a nie ludzkich, kiedy się one Boskim sprzeciwiają. Bałwanami więc pogańskiemi gardzimy, abyśmy do końca wiernie służąc Bogu prawdziwemu, żywot wieczny osiągnęli.”

Sądząc Publiusz, że chociaż tak mężny opór znalazł w tych trzech braciach, łatwiéj mu pójdzie z młodszymi, zwłaszcza gdy ich stawić każe przed sobą nie w obecności starszych, których widok mógłby im dodawać męstwa, kazał już przesłuchanych odprowadzić do więzienia i zamknąć wraz z Januarym, a młodszych przyzwał. Tym znowu obiecywał łaski cesarskie, jeśli wolę jego spełnią, a groził mękami i śmiercią, jeśli bożkom się nie pokłonią i spytał Aleksandra, piątego z rzędu brata: „Cóż ty mówisz na to?” a ten mu odrzekł: „Sługa jestem Chrystusów, więc co mam w sercu to i wypowiadam: nie wyrzeknę się wiary, jak jéj i bracia moi się nie wyrzekli” i przydał z wielką dobrocią: „i ty sam Publiuszu, nie gardź wiarą w prawdziwego Boga i zbaw duszę twoję.” Odwrócił się od niego Wielkorządca, a widząc Witalisa szóstego z ich grona, bardzo młodo i wątło wyglądającego, w słowach najłagodniejszych do niego przemówił, spodziewając się że go łatwiéj podejdzie. Lecz ten mu odpowiedział: „Nie sądź że ja dla tego iż młodszym jestem od tych braci moich których już słuchałeś, mniéj będę od nich stałym w wierze.” – „Więc i tobie już życie nie miłe?” rzekł na to Publiusz: „Tak nie jest odparł Witalis, lecz miło będzie mi umrzeć raczéj, aniżeli pokłonić się szatanom.” – „O jakichże to szatanach mówisz?” spytał Wielkorządca. „Szatanami są bożkowie wasi, odrzekł Witalis, którym ja nigdy czci nie oddam.”

Nakoniec siódmemu i ostatniemu Marcialisowi, przedstawiał tyran, że okrucieństwo popełniają sami nad sobą, nie poddając się woli cesarskiéj, na co mu znów ten odrzekł: „Okrucieństwo popełniają nad sobą ci, którzy nie chcą uznać prawdziwego Boga, a za to na wieczne potępienie idą.”

W wielkie wpadł podziwienie Publiusz, widząc tak niezachwiane w całéj téj świętéj rodzinie męstwo, lecz zaślepiony w swych błędach, i wierny wykonawca okrutnego prawa, kazał ich ubiczować, i wtrącić do więzienia, a nazajutrz zdał sprawę cesarzowi, z tego co z nimi zaszło. Cesarz kazał ich wszystkich potracić, lecz prawie każdego w inny sposób. January skonał pod knutami, Feliksa i Filipa pałkami zamordowano, Sylena strącono z wysokiéj skały, Aleksander, Witalis i Marcialis zostali ścięci. Felicyta także przez ścięcie śmierć odebrała. A że nastąpiło to po zamordowaniu w jéj oczach wszystkich jéj synów, na których męczeństwo patrzała, więc tym sposobem, jak się wyraża święty Grzegorz, święta ta matka nie jednę, lecz ośm śmierci męczeńskich poniosła za wiarę.

Pożytek duchowny

O ile rodzice cieleśnie tylko miłujący swoje dzieci, pisze święty Grzegorz, pragną aby ich nie przeżyli, o tyle święta Felicyta w Bogu i dla Boga, a więc prawdziwie miłująca swoich synów, pragnęła ostatnia po nich zstąpić z tego świata, aby patrząc na ich śmierć za wiarę, być pewną że ich wszystkich w Niebie znajdzie. Czyż twoje przywiązanie do drogich ci osób, jest tegoż rodzaju?

Modlitwa (Kościelna)

Spraw prosimy wszechmogący Boże, abyśmy oddając cześć męstwu tych świętych Męczenników w ich wytrwałości w wierze, miłościwego ich za nami pośrednictwa, skutków doznali. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 572–574.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 552

Św. Felicyta kierowała się zasadą, że rodzice nie mogą dać nic lepszego dzieciom od nieba, a nic gorszego od piekła. Czy spełnienie pierwszej części tej prawdy jest w mocy rodziców? Niewątpliwie. Każde dziecię jest stworzeniem słabym, bezsilnym, potrzebującym pomocy. Nie umie nic, wszystkiego ma się dopiero uczyć: jak stać, jak jeść, jak chodzić i ubierać się. Tym więcej przeto należy je uczyć, jak się ma modlić, miłować Boga, unikać grzechu i wszelkich pokus do niego. Jest ono niejako woskiem, z którego można ukształtować albo przyszłego mieszkańca niebios, albo potępieńca. Jest ono młodą drzewiną, i od ogrodnika zależy, czy ten szczep ma kiedyś wydać bujny owoc, czy zmarnieć. Nie zna ono różnicy między dobrym a złym, a ponieważ pierwsze wrażenia są najtrwalsze, dlatego mówi Chrystus Pan: „Co tym małym uczynicie, to uczynicie Mnie; ale biada tym, kto gorszy małych. Lepiej by było, ażeby gorszycielowi przywiązano kamień młyński do szyi i wrzucono go w głębię morza" (Mat. 18). Rodzice są pierwszymi nauczycielami i wychowawcami dziatek. Bóg wszczepił w serca rodziców miłość i przywiązanie do dzieci, a w dzieci powolność i posłuszeństwo dla rodziców. Mowę ojca i matki rozumie dziecię lepiej, ich nauki są dlań najwyższą prawdą, ich przykład największą powagą, ich wiara i pobożność najskuteczniejszym kazaniem. Niech przeto rodzice w czynach i słowach nigdy o tym nie zapominają, że będą ponosić odpowiedzialność za zgorszenie, dane własnemu dziecku, i że dobrym przykładem, jaki z siebie dawać będą, powiodą swe potomstwo do nieba i do chwały wiecznej.

Tags: św Felicyta „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna męczennik matka wdowa wychowanie
2020-06-10

Św. Małgorzaty, Królowéj Szkockiéj

Żyła około roku Pańskiego 1079.

(Żywot jéj był napisany przez opata Teodoryka, jéj spowiednika.)

Święta Małgorzata córka Edwarda królewicza angielskiego i Agaty córki cesarza Konrada, urodziła się około roku 1036 w Węgrzech, gdzie ojciec jej wygnany z kraju przez Kanuta króla duńskiego, znalazł był schronienie na dworze króla Szczepana świętego. Wychowana na świetnym dworze, lecz bardzo pobożnie, od lat najmłodszych odznaczała się rzadkiemi cnotami, i w szczególny sposób objawiało się w niéj wielkie do Matki Bożéj nabożeństwo. W dzieciństwie jeszeze długie odprawiała modlitwy, klęcząc przed Jéj wizerunkiem, a nad wszelkie rozrywki i zwykłe zabawy dziecinne, przekładała rozmowę z pobożnemi osobami o przenajświętszéj Pannie. Dorosłszy lat młodéj dziewicy, chociaż z królewskiego była rodu, gardziła wszelkiemi próżnościami tego świata. Ubierała się jak najskromniéj, a gdy jéj robiono uwagę iż stan jej wymagał bogatszych strojów, odpowiadała, iż „w każdym stanie, dziewica chrześcijańska nie o ozdoby ciała, lecz duszy, starać się powinna.” Co téż odmawiała zbytkom, to rozdawała ubogim, i już wtedy z hojnych jałmużn słynęła.

W młodym wieku, zamyślała wstąpić do klasztoru, gdy dziad jéj stryjeczny święty Edward III, wstąpiwszy na tron angielski po śmierci Kanuta, zawezwał jéj rodziców do Anglii, gdzie Małgorzata zajaśniała na tym znowu dworze wysoką świątobliwością. Wkrótce potém, Malkolm III król Szkocki ujęty jéj powabami i rzadkiemi cnotami, prosił o jéj rękę. Święta ulegając woli matki, wyszła za niego. Na szczęście znalazła w małżonku gorliwego katolika, który nietylko żadnych przeszkód sposobowi pobożnego życia jakie wiodła nie kładł, lecz owszem i sam starał się ją w tém naśladować. Znalazłszy w niéj, obok cnót chrześcijańskich, w wysokim stopniu bardzo bystry rozum, przypuścił ją do rządów państwa, i w każdéj ważniejszéj sprawie szedł za jej radą. Małgorzata zaś, zasiadłszy na tronie, zrozumiała dobrze czego po niéj Pan Bóg wymaga: że nie powinna była zaniedbywać swoich ćwiczeń pobożnych i dobrych uczynków, lecz mając ku temu obszerniejsze pole, na tém większą skalę takowe dopełniać. Najprzód tedy cały dwór swój urządziła tak, aby na nim nietylko nie pojawiały się żadne zgorszenia, lecz owszem aby on służyć mógł za wzór chrześcijańskich obyczajów, dla wszystkich jéj poddanych. Taką umiała zachować powagę, połączoną z wielką słodyczą, iż wszyscy jej dworzanie przejęci dla niéj wielką życzliwością i uszanowaniem, na wyścigi starali się przypodobać się swojéj pani, odznaczając się życiem chrześcijańskiém i pobożném. Na zebraniach dworskich, na których zwykle lekkomyślne toczą się rozmowy, nie słychać było innych, jak jużto poważne i tyczące się spraw Państwa lub Kościoła, jużto budujące i pobożne. Królewską opiekę swoję rozciągnęła szczególnie na wszelkie potrzeby Kościoła swojego kraju. Za jéj wpływem i staraniem, wiele bardzo praw tyczących się karności kościelnéj, w zaniedbanie przedtém puszczonych, wznowionych zostało, a między innemi ściślejsze zachowanie postów, a mianowicie Wielkiego Postu, obowiązek Spowiedzi i Komunii Paschalnéj, jako téż święcenia dni niedzielnych i uroczystych w roku. Przyczyniła się także do zniesienia wielu obrządków zabobonnych i niewłaściwych, które się wkradły były nawet do obrzędów kościelnych. Zniosła panującą podówczas w tym kraju plagę świętokupstwa, lichwiarstwa, kazirodztwa i wiele innych zdrożności, któremi skażeni mieszkańcy, przyćmili w sobie świętość wiary do któréj należeli, a co wszystko dokonane zostało przez Biskupów, na kilku Synodach prowincyonalnych za staraniem królowéj zebranych. Dowiodła ta Święta w krótkim czasie, jak wielkiém dla kraju jest błogosławieństwem, gdy na tronie Święci zasiadają.

Z największą a prawdziwie chrześcijańską pieczołowitością, czuwała podobnież nad wychowaniem swoich dziatek, któremi o ile tylko możności, nie spuszczając się na innych, sama się zajmowała. Wybierała najstaranniéj osoby które miały być przy nich, i ciągle im polecała aby najmniejsze wady w jéj dzieciach poskramiały, aby w niczém nie podżegały ich pychy, owszem aby je ćwiczyły w pokorze, i rozbudzały w nich żywe uczucie marności wszystkiego co na świecie za wielkie i świetne się poczytuje. Sama do nich często w te odzywała się słowa: „Bójcie się Boga dziatki moje, bo tylko w bojaźni Jego i tu na świecie i po śmierci szczęście wiekuiste mieć będziecie. Znajcie Go Stwórcą i Panem waszym, w Jego przykazaniach się kochajcie, wolę Jego we wszystkiém spełniając, a im wyżéj postawieni jesteście, tém więcéj z miłości ku Niemu, dobrych uczynków spełniajcie.”

Łatwo domyśleć się jak dla ubogich musiała być miłosierną. Czyniła jałmużny tak wielkie iż wszyscy, chociaż znali ją królową, zrozumieć nie mogli zkąd jéj na to starczyło. Miała kilku dworzan przeznaczonych jedynie do wyszukiwania ubogich chorych, lub wstydzących się żebrać. Zakładała nowe klasztory i wspierała wszystkie. Wzniosła kilka zakładów dobroczynnych, i na wszelkiego rodzaju nędzę obmyśliwała przytułki. Ile razy wychodziła z pałacu, w którym ubogi w każdéj dnia porze miał łatwy przystęp, otaczał ją liczny orszak wdów, sierot i różnego rodzaju nędzarzy, a żadnego bez hojnego zaopatrzenia nie odprawiała. Po powrócie, zastawała znowu wielką liczbę czekających na nią biednych, którym umywała nogi, i własnemi rękoma usługiwała do stołu. Lecz jéj miłosierdzie sięgało za granicę jéj państwa: w najodleglejsze strony wysyłała znaczne pieniądze, dla wykupywania więźniów, wspierania pielgrzymów, wyzwalania niewolników, lub wspierania całych okolic jaką wielką klęską dotkniętych.

Obok tych wszystkich i tak różnorodnych zajęć, nie zaniedbywała wcale potrzeb własnéj duszy, ćwicząc się w modlitwie, w nadzwyczajnych umartwieniach ciała, i coraz ściśléj jednocząc się z Bogiem. Oto jakim był zwykły sposób jéj życia: po kilkogodzinnym spoczynku, zaraz po północy udawała się do kościoła, gzie przybywszy przed rozpoczęciem Jutrzni, którą w owych czasach publicznie odprawiano, odmawiała pacierze kościelne o Trójcy przenajświętszéj, o męce: Pańskiéj i o Matce Boskiej. Potém zaczynała cały Psałterz, który albo kończyła gdy się Jutrznia odprawiała, albo odmawiała powtórnie, co zwykle odbywała rozpływając się we łzach, i z wielką skruchą; następnie słuchała pięć Mszy czytanych i jednę śpiewaną, Wróciwszy przed południem do domu, już cały dzień spędzała albo na naradach z królem i najwyższymi urzędnikami, albo na posłuchaniu ubogich lub ich nawiedzaniu w mieszkaniach. Zwykle zasiadając do stołu, karmiła własnemi rękami dziewięć sierot, i dwudziestu czterech biednych, a w pewne dni razem z królem sprowadziwszy trzysta ubogich, zasadzali ich do stołu wybornemi zastawionego pokarmami, i sami klęcząc im usługiwali.

Jeśli czas jéj na to zezwalał, chodziła do szpitalów obsługiwać chorych, i czyniła to z taką miłością, że często trędowatych obmywając, całowała im nogi. Zdarzyło się iż brat jéj był tego świadkiem, i rzekł do niéj: „Gdyby król to widział, nigdy by się ust twoich nie dotknął” a ona mu na to: „A czyż nogi króla Niebieskiego, którego w każdym z tych ubogich widzę, nie są czystsze niż usta króla śmiertelnego.” Miała także zwyczaj nawiedzać zakonników po klasztorach, i pustelników w samotniach mieszkających, aby uczcić w nich sług Bożych i polecić się ich modlitwom. Wieczorami zaś, zgromadzała domowników, i przed wspólną modlitwą miewała do nich pełne namaszczenia nauki, przy których zwykle łzami się zalewała.

Tak żyjąc spędziła na tronie lat trzydzieści, a czując blizki swój koniec, zawezwała Spowiednika, i z wielką skruchą uczyniwszy spowiedź z całego życia rzekła do niego: „Żegnam cię Ojcze mój, a o dwie rzeczy proszę: abyś duszy mojéj przy Mszy świętéj zawsze pamiętał, i o dziatkach moich staranie miał, by dla doczesnych marności wiecznego życia nie straciły.” W ciągu téj ostatniéj choroby swojéj w objawieniu dowiedziała się, iż w dniu jednym mąż jéj i syn Edward, w potyczce z nieprzyjaciołmi polegli; a gdy goniec przybył z tą smutną wieścią rzekła: „Chwała Tobie Panie, że mi przy skonaniu taki smutek zsyłasz, bo przez to z grzechów moich chcesz mnie oczyścić.” Nazajutrz zaczęła odmawiać tę modlitwę: „Panie Jezu Chryste któryś z woli Ojca ten świat ożywił, zbaw mnie”, i wśród niéj ducha Bogu oddała, dnia 10 Czerwca, roku Pańskiego 1079.

Pochowana została w kościele świętéj Trójcy, który sama wzniosła na miejscu gdzie ślub brała. Za życia i po śmierci licznemi cudami słynącą, Papież Klemens X w poczet Świętych policzył, i za Patronkę nadał Szkocyi.

Pożytek duchowny

Im kogo Pan Bóg na wyższe w świecie powołał stanowisko, tém więcéj od niego domagać się będzie: bo widziałeś z żywotu świętéj Królowéj dopiéro przeczytanego, jak wiele ona dla tego że Królową była dobrego uczynić mogła. Jeśliś wysoko w świecie postawiony, patrz czy wiele dobrego robisz; a jeśli z téj strony nie obawiasz się odpowiedzialności, proś Pana Boga aby zsyłać raczył na rządzących drugimi potrzebne łaski, aby oni przykładem i czynem Królestwo Boże na ziemi krzewili.

Modlitwa (kościelna)

Boże! Któryś błogosławioną Małgorzatę Szkocką królowę, przedziwną dla biednych miłością obdarzył; spraw aby za jéj pośrednictwem i przykładem, miłość Twoja w sercach naszych wzrastała. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 477–479.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 477

Święta Małgorzata była tylko słabą niewiastą, ale że życie swe urządziła według wzoru i przykładu, zostawionego nam przez Jezusa Chrystusa, stała się dobrodziejką całego kraju i własnej rodziny. Mieszkańcy Szkocji zmienili się zupełnie, małżonek jej tak cnotliwie żył pod jej błogą opieką, że prawie świętym nazwany być może, a dzieci wyrosły na bogobojnych i cnotliwych ludzi. Taki wpływ zbawienny wywiera niewiasta prawdziwie chrześcijańska!

Błagaj duszo pobożna, Boga, aby łaską swoją oświecił wszystkie niewiasty i obdarzył je łagodnością, pokorą, czystością uczuć i spokojem, przez nie bowiem nie tylko rodziny po szczególne, ale ludy całe stają się szczęśliwymi.

Tags: św Małgorzata „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna królowa wdowa jałmużna modlitwa władza kobiecość
2020-05-29

Bł. Humilianny Wdowy Tercyarki reguły św. Franciszka Serafickiego

Żyła około roku Pańskiego 1246.

(Żywot jéj wyjęty jest z Brewiarza Braci Mniejszych świętego Franciszka Serafickiego.)

Błogosławiona Humilianna rodem z Florencyi we Włoszech, pochodziła ze znakomitego i starożytnego rodu hrabiów Czerkiów, (Cerchi). Wychowana była wśród wielkiéj zamożności rodzicielskiego domu, otoczona zbytkami wielkiego świata; lecz że od dzieciństwa miała wpojone zasady żywéj wiary, i szczególnemi od Boga obdarzona była łaskami, od lat najmłodszych wielką okazywała pobożność. Posuwając się w lata, coraz w niéj większy robiła postęp. Doszedłszy wieku młodéj dziewicy, w którym wiele z jéj rówienniczek, a zwłaszcza te którym wyższe położenie w świecie, uroda, wielki majątek i świetność imienia również świetną zapowiada przyszłość, roją tylko o uciechach doczesnych, i za niemi gonią, — Humilianna żywo przejęta uczuciem próżności tego wszystkiego, wzdychała jedynie za samotnością, aby w jak największém odosobnieniu, tém łatwiéj oddać się ćwiczeniom wyższej pobożności i coraz ściśléj jednoczyć się z Bogiem. Zaledwie miała rok szesnasty, gdy wielu z pierwszych rodzin Włoskich młodzieńców, przedstawiło się jako ubiegających się o jéj rękę. Humilianna żadnego przyjąć nie chciała, póki to do jéj własnéj woli zostawiano. Lecz gdy rodzice mający zamiar wydać ją koniecznie za mąż, spostrzegli że nie chce uczynić żadnego wyboru zpomiędzy tak nawet świetnych przedstawiających się jéj związków, sami to uczynili, przyrzekając jéj rękę jednemu z najbogatszych młodych panów Florenckich. Zasmuciło to wielce błogosławioną Humiliannę, lecz że rodzice nadzwyczaj usilnie nalegali na nią aby wyszła za mąż, a nie miała żadnéj wskazówki że Pan Bóg powołuje ją do innego stanu, uległa ich woli, i poślubiła wybranego przez nich małżonka.

W związku tym prawie od pierwszych dni jego zawarcia, spostrzegła Humilianna, jak słusznie się go obawiała. Rodzice zaś jéj przekonali się wkrótce, że zwykle tak bywa, iż gdy dusza jaka powołana do wyłącznego poświęcenia się życiu bogomyślnemu, schybia swego powołania, w stanie w jaki niewłaściwie wstępuje, chociażby on przedstawiał wszelkie warunki tego co szczęściem na téj ziemi zowią, i takiego doczesnego nawet powodzenia nie znajdzie. Jakoż, małżonek Humilianny równy jéj co do świetności urodzenia, jak i ona bardzo bogaty, co się tyczy cnót i obyczajów wcale do niej podobnym nie okazał się. Byłto człowiek bardzo lekkiego prowadzenia się; oddany cały światu i jego płochym uciechom, a przytém najprzykrzejszy w pożyciu domowém. Pojąwszy za żonę anioła dobroci, łagodności i słodyczy; mając w Humiliannie żonę najuleglejszą, która pomimo rażących i grzesznych wad swego męża, była przejęta dla niego największém uszanowaniem i tego ciągłe dawała mu dowody, obchodził się z nią najgorzéj. Co zaś ją najbardziéj bolało, to że i sam zaniedbywał wszelkie obowiązki gorliwego chrześcijanina, i jéj saméj w spełnianiu tych do których nawet jest się ściśle obowiązanym, bezustanne stawił trudności.

Wśród tak smutnego położenia, Humilianna, jedyną ulgę znajdowała w modlitwie, na któréj zaczerpywała łaski potrzebne do znoszenia tak ciężkiego swojego krzyża i przedewszystkiém polecała Matce Bożéj nieszczęsny stan duszy swego zaślepionego małżonka. Po pięciu latach takiego pożycia, przyszło do tego że stracił on całe swoje mienie, i zaciągnął znaczne długi, których zaspokoić nie mógł. To go przyprawiło o wielkie zmartwienie, w skutek którego ciężko zachorował. Wtedy Humilianna nietylko otoczyła go największą troskliwością, jak to było jej obowiązkiem, lecz gdy był blizkim śmierci, a wielkiego doznawał niepokoju na duszy, z powodu że tylu ludzi którzy mu swoje majątki powierzyli ciężko ukrzywdzi nie mogąc długów swoich spłacić, zaofiarowała mu na ten cel, większą cześć swojego posagu. Tak wielka wspaniałomyślność żony, dla któréj, jak to sam wiedział, był mężem najgorszym, poruszyła go do głębi serca, i sprawiła że umarł pojednany z Bogiem i z oznakami szczerego żalu za wszystkie swoje grzechy. Humilianna więc uratowała tym sposobem duszę swojego małżonka, dla któréj zbawienia ofiara majątku jaki uczyniła, wydawała się jéj niczém.

Po śmierci jego wróciła do domu rodziców, gdzie już tą razą bez oporu z ich strony, odmówiła powtórnego związku małżeńskiego który się jéj nastręczał, chociaż chciał go z nią zawrzeć człowiek nie tylko majętny lecz bardzo zacny i gorliwy katolik. Postanowiła już zająć się jedynie wychowaniem córeczki, a zrywając wszelkie stosunki ze światem, oddać się bogomyślności i uczynkom miłosierdzia. Osiadła w odosobnionéj wieży przy pałacu swoich rodziców, i tam wiodła życie jak pustelnica, ciesząc się jedyną swoją dzieciną, która jak w lata tak i w coraz większą pobożność pod jéj okiem wzrastała, patrząc na przykłady wysokiéj świątobliwości matki.

Pod tę porę tylko co zawiązywać się zaczynało we Florencyi bractwo Tercyarek, według Reguły świętego Franciszka Patryarchy Asyskiego. Humilianna, już oddawna zostawała pod przewodnictwem duchownym jednego z kapłanów Zakonu Braci mniejszych, którzy bractwem tém głównie kierowali. Pierwsza więc z kobiet do niego wstąpiła, i habit w kościele świętego Krzyża przyjęła.

Trudno wyrazić jaki szczególnie od téj pory uczyniła postęp w cnotach chrześcijańskich, w których żeby ją coraz lepiéj doświadczyć, wyćwiczyć i utwierdzić, dopuścił Pan Bóg nowe dla niéj doczesne niepowodzenia. Ojciec jéj, człowiek gwałtowny i skutkiem podeszłego wieku dziwak, obchodził się z nią bez litości. Nie tylko wyzuł ją z reszty należącego się jej spadku, lecz tak ją w oczach domowników znieważał, tak sługom kazał ją mieć za nic i w niczém jéj nie słuchać, że doznając od nich ciągle grubiańskiego obchodzenia, od jednéj ze służących została razu pewnego zbita i ciężko w głowę raniona. Co wszystko uchodziło bezkarnie, tém bardziéj że Humilianna nietylko nigdy na to nie skarżyła się, lecz każdą odebraną obelgę, jak i samo pobicie, znosiła z wielkiém weselem na duszy, rada we wszystkiém a szczególnie w znoszeniu krzywd i obelg, podobną być do Boskiego naszego Zbawcy, tyle i tak ciężkich obelg podczas męki Swojéj za nas ponoszącego.

Do takich prób, jakie spodobało się było Panu Bogu zesłać na nią, przyłączyły się długie i dolegliwe choroby, któremi jak ogniem złoto, oczyszczał Pan Bóg i uświęcał coraz bardziej, jednocząc ją z Sobą, tę wybraną sługę Swoję. To wszystko jednak nie przeszkadzało jéj wielkie okazywać dla biednych miłosierdzie, którym niekiedy jedyny posiłek jaki miała dla siebie oddawała, albo zdjąwszy z siebie ubranie, przyodziewała w nie ubogich. Znana w mieście całém jako pani wysokiego rodu, od domu do domu chodziła po jałmużnę, kwestując dla sióstr swoich Tercyarek. Taką miłością Jezusa była przejęta, że nie mogąc, jak tego żywo pragnęła, na chwałę Jego ponieść męczeństwa, zadawała je sobie sama, ciągłemi i nadzwyczajnemi umartwieniami trapiąc ciało. Opływała téż za to w niebieskie dary; bardzo często wpadała w zachwycenie, i wte- dy jużto Pan Jezus, już Matka Boża w objawieniu z nią rozmawiali. Liczne także cuda czyniła, gdyż za jéj modlitwą wielu ciężko chorych zdrowie odzyskało, i kilka razy gdy dla ubogich zabrakło jéj było wina albo oliwy, zamieniała w nie wodę, którą przeżegnała. Zdjęta litością nad pewnym ubogim ciężką chorobą złożonym, uprosiła u Boga, że cierpienia jego w nią przeszły, a on uzdrowiony został. Córeczkę swoję, którą jak najpobożniéj wychowała, nagłą śmiercią dotkniętą wskrzesiła. Widywano także celę jéj podczas gdy się w niéj modliła, niebieską światłością napełnioną. Wszelkie napaści złego ducha, który jéj niekiedy okazywał się, i jużto wyraźnie, już pod zdradzieckiemi pozorami kusił w różny sposób, znakiem krzyża świętego odpędzała.

Miała lat tylko dwadzieścia siedem, kiedy ja pełną cnót i bogatą w zasługi, a więc dojrzałą do Nieba, powołał tam Pan Bóg. Zapadła w ciężką chorobę którą najcierpliwiéj znosiła, nie folgując sobie prawie w żadnych ze zwykłych swoich umartwień, a coraz ściśléj jednocząc się z Panem Jezusem, oddała w ręce Jego ducha, dnia 29 Maja roku Pańskiego 1246. Ciało jéj pochowane zostało w kościele świętego Krzyża, do Braci mniejszych we Florencyi należącym, a po trzech miesiącach, z powodu licznych cudów jakie przy niém zaszły, z wielką uroczystością przeniesiono je i umieszczono, w umyślnie dla niéj sporządzonym w tymże kościele wspaniałym grobowcu. Wierni wielką czcią otaczają grób jéj ciągle cudami słynący, a Papież Inocenty XII w poczet ją błogosławionych zaliczył.

Pożytek duchowny

Zwykle tak bywa, że Pan Bóg te dusze które chce mieć Sobie wyłącznie poświęcone, gdy one w jakowy światowy zawód weszły, dotyka ciężkiemi krzyżami. Jestto dzieło miłosierdzia Bożego, który zamierza tym sposobem uświęcić je koniecznie. Lecz aby tego dostąpić, trzeba tak jakto czyniła błogosławiona Humilianna, spełniać jak najwierniéj obowiązki stanu w jakim się już kto znajduje, i pokornie znosić jego przykrości.

Modlitwa (kościelna)

Wszechmogący i wieczny Boże! słodkości serc naszych, i nagrodo wybranych, któryś błogosławioną Humiliannę Twoją miłością rozgorzałą, najsłodszemi pociechami niebieskiemi napełnił; spraw miłościwie abyśmy za jéj wstawieniem się i przykładem, z Tobą ściśle zjednoczeni, zasłużyli sobie oglądać Twój majestat Boski na wieki. Przez Pana naszego Jezusa i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 437–439.

Tags: bł Humiliana Cerchi „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wdowa małżeństwo powołanie obowiązki stanu
2020-05-04

Św. Moniki Wdowy

Żyła około Roku Pańskiego 387.

(Żywot jej znajduje się w sławném dziele świętego Augustyna jéj syna, pod tytułem Wyznania.)

Święta Monika urodziła się w Afryce roku Pańskiego 332, z rodziców nie tylko znakomitością rodu, lecz i cnotami chrześcijańskiemi odznaczających się. Wychowali ją bardzo pobożnie, powierzywszy to głównie staréj i świątobliwéj ochmistrzyni, która jeszcze jéj ojca piastowała. Święta Monika sama rozpowiadała późniéj synowi swojemu świętemu Augustynowi, że bardzo jeszcze młodą będąc, pomimo zakazu jaki uczyniła jéj ta nadzorczyni, aby wina wcale nie pijała, obudziła się była w niéj skłonność do tego trunku. Może nawet byłaby i pozwoliła sobie jakiego w téj mierze nadużycia, gdyby nie to że razu pewnego, jedna ze służących widząc ją potajemnie w piwnicy pijącą wino, nazwała ją pijaczką, co takie na niéj zrobiło wrażenie, że odtąd w usta go nie brała.

Gdy do lat doszła, rodzice wydali ją za mąż za majętnego obywatela miasta Tagasty w Numidyi, nazwiskiem Patrycyusza, który był poganinem, lecz spodziewać się można było, że za wpływem świątobliwéj małżonki, chrześcijaninem wkrótce zostanie. Co większa, Patrycyusz był bardzo popędliwego charakteru, a w pogaństwie wychowany, i po zaślubieniu Moniki rozpustne wiódł życie. Święta wkrótce spostrzegła się jak trudne obowiązki ją spotkały, i postanowiła niezachwianą łagodnością i uległością najpokorniejszą, rozbrajać gniew popędliwego małżonka, a świątobliwością swojego życia i wytrwałemi na tę intencyą modlitwami, wyrwać go z nierządów pogańskich i przywieść do wiary świętéj. Gdy niektóre młode panie jéj znajome, narzekając na złe z niemi obchodzenie się mężów, pytały i razu pewnego, jak ona radzi sobie ze swoim: „Gdybyśmy, odpowiedziała im, umiały milczeć, wielebyśmy oszczędziły sobie przykrości. Pokorne milczenie wobec unoszącego się gniewem męża, najskuteczniéj go z téj wady poprawia. Pamiętajmy że dla nas stan małżeński, jest zawarciem uciążliwéj umowy: zobowiązałyśmy się znosić cierpliwie wady naszych małżonków.” Takie rady drugim dając, sama według nich postępowała. Wkrótce téż doznała błogich tego owoców.

Najprzód pozyskała serce matki mężowskiéj, wszyscy domownicy rozmiłowali się w niéj, i poważali ją jak najszczególniéj; dom jéj, był dla miasta całego wzorem do naśladowania; młodą jeszcze będąc, nabyła powagi jakby jaka już podeszłego wieku matrona, stała się mistrzynią dla wszystkich małżonek, które spieszyły do niéj po radę, i pod jéj rozsądzenie poddawały wszelkie zajścia swoje w domowém pożyciu. Nakoniec i najpożądańszą dla niéj zesłał jéj Pan Bóg pociechę, którą sobie szczególnie wymodliła u Matki Bożéj, do któréj wielkie miała nabożeństwo: mąż jéj nie mógł oprzeć się wpływowi cnót świątobliwéj małżonki, i łaskom Bożym jéj modlitwami wyproszonym; uznał swoje błędy, ocenił prawdziwość wiary która tak doskonałą czyniła jego żonę, nawrócił się, ochrzcił i został chrześcijaninem, i to nie z imienia tylko, lecz i ze sposobu życia. Zmieniwszy religią, zmienił i postępowanie. Przykład i modlitwy Moniki, zrobiły z niego człowieka nie tylko nieposzlakowanych obyczajów, lecz pobożnego chrześcijanina, ćwiczącego się właśnie w tych cnotach przeciw którym wprzódy najwięcéj zawiniał.

Święta Monika miała troje dzieci: córkę i dwóch synów. Z tych starszy Augustyn, późniéj wielki Święty, w pierwszych latach swoich, wielkiego smutku dla matki był powodem. Patrycyusz umarł kiedy on jeszcze był młodym. Monika usunąwszy się zupełnie od świata, cały czas swój poświęcała najtroskliwszemu wychowaniu dzieci, pobożnym ćwiczeniom i miłosiernym uczynkom. Serce jéj macierzyńskie, przewidując że żywość charakteru i nadzwyczajne zdolności Augustyna, narazić go mogą na różne dla duszy jego niebezpieczeństwa, z tém większą nad nim czuwało troskliwością. Pomimo tego, młodzieniec rzuciwszy się w świat, przyłączył się do heretyckiéj sekty manichejczyków, któréj zasady uprawniały życie rozwiązłe. Nieszczęśliwa matka najboleśniéj tém dotknięta, macierzyńskich uczuć się jednak nie wyrzekła. Podwoiła modlitw za zbłąkane dziecię swoje, ze łzami błagała Boga za tę najdroższą dla niéj duszę, przydając na tę intencyą to ścisłe posty, to różne umartwienia ciała, to wszelkiego rodzaju dobre uczynki. Tymczasem, Augustyn który pomimo swoich zboczeń, bardzo kochał matkę, czułym okazywał się na jéj łzy, i pokornie jéj upomnień słuchał, poddawał się jednak rozkiełznanym namiętnościom swoim, i o nawróceniu szczerze nie myślał. Monika zaś, ze swéj strony nie ustawała płakać przed Bogiem, i polecać to szczególnie Matce Bożéj, u któréj wyprosiła już sobie przedtém nawrócenie męża. Razu pewnego, gdy bardzićj niż kiedy serce jéj zalane było goryczą z powodu postępków syna, miała sen cudowny, w którym Pan Bóg pocieszył ją objawieniem, że Augustyn poprawi się i wróci na łono Kościoła. Lecz to jeszcze nie zaraz nastąpiło. Augustyn udał się dla objęcia katedry profesora wymowy do miasta Kartaginy, gdzie podówczas była sławna Akademia. Monika przeniosła się za nim, aby bliżéj czuwać nad dzieckiem, o którego duszę tak słuszną miała obawę. A im więcéj dawał jéj powodów do tego, tém silniéj, a zawsze z wielką miłością go upominała, i tém goręcéj się modliła, niemal już i dzień i noc łzami się zalewając. Widząc to pewien święty Biskup, z którym o synu rozmawiała uspokajał ją mówiąc: „że nie sposób jest, aby zginąć miał syn, który matkę tyle łez kosztuje.”

Potrzebne były takie słowa pociechy dla Moniki, bo ją nowe czekało zmartwienie. Augustyn, już z powodu iż z uczniów swoich w Akademii Kartagińskiéj nie był zadowolony, już z innych jeszcze, opuścił to miasto, i nawet uczynił to tajemnie przed matką, wyjeżdżając w chwili gdy ona w nocy trwała na modlitwie w kaplicy świętego Cypryana. Augustyn pojechał do Rzymu, a ztamtąd wkrótce udał się do Medyolanu, znowu dla nauczania wymowy, a Monika dowiedziawszy się gdzie się on znajduje, puściła się morzem do Włoch, aby się z synem połączyć. W podróży téj, straszliwa burza spotkała okręt na którym płynęła. Dowodzący statkiem i wszyscy podróżni, do najwyższego stopnia przerażeni tém zostali, gdyż rozbicie niechybne groziło okrętowi. Monika tylko wszystkim dodawała odwagi, udała się na modlitwę i wkrótce burza ustała: co ogólnie jéj wstawieniu się do Boga przypisano.

Nakoniec w Medyolanie otrzymała pociechę o którą tak usilnie, długo, a wytrwale Pana Boga prosiła. W skutek kazań świętego Ambrożego Arcybiskupa Medyolańskiego, jako téż i rozmów prywatnych jakie za staraniem Moniki, miewał z tym wielkim świecznikiem Kościoła, Augustyn dotknięty łaską Bożą, zerwał pęta które go w kacerstwie manichejskiém trzymały, wrócił na łono wiary, i został nie tylko Świętym, lecz jednym z najuczeńszych, a może najpierwszym Doktorem Kościoła.

Dostąpiwszy tego najpożądańszego dla niéj szczęścia, święta ta matka, jak wydała na świat syna swojego w boleściach, tak po większych jeszcze zrodziwszy go do życia wiecznego, już nie długo cieszyła się tą pociechą na ziemi. Ubezpieczona co do zbawienia duszy swego ukochanego dziecięcia, zapragnęła wrócić do ojczystego miasta, aby tam już oddać się wyłącznie życiu bogomyślnemu. Augustyn chciał matkę odprowadzić. Przypłynąwszy do portu zwanego Ostie, zatrzymali się w tém mieście dla wypoczynku. Tam w jednéj z przechadzek swoich z synem, Monika usiadłszy razem z nim nad morzem, długo mówiła o niebie i o szczęściu wybranych, co jak pisze święty Augustyn, na całe życie jego wielki wpływ wywarło, i było jakby jéj ostatnią dla niego nauką i przemową. W parę dni potém, tak zapadła na zdrowiu, iż blizką ujrzała się śmierci, z wielką swobodą duszy zbliżając się do niéj. Widząc iż młodszy jéj syn Nawigias, smucił się iż matka umiera w obcym kraju. „Gdziekolwiek się człowiek znajduje, rzekła, jest zawsze w obecności Boga. Nie troszczcie się o to gdzie spocznie moje ciało: nie wątpię że gdziekolwiek będzie, zmartwychwstanie ono wraz z innemi na sąd ostateczny. Proszę tylko was, abyście wszędzie gdzie się udacie, pamiętali o mnie przed obliczem Pańskiém.” Wkrótce po tych słowach dusza jéj, jak się wyraża święty Augustyn opisując śmierć matki, pełna wiary i tak święta, oddzieliła się od ciała, dziewiątego dnia jéj choroby, a roku pięćdziesiątego jéj wieku. „Zdało się téż nam niewłaściwém, powiada daléj, oddać się smutkowi przy jej pogrzebie, bo śmierć jéj była tylko przejściem do lepszego życia, o czém nie wątpiliśmy, znając niewinność jéj obyczajów, żywość wiary i świątobliwość całego jej życia” 1.

Zasnęła w Panu roku 387, i od téj pory w Kościele Bożym cześć jako Święta odbiera. Ciało jéj pogrzebione najprzód w kościele świętéj Aury w Ostyi, później przeniesione zostało do Rzymu, do kościoła świętego Augustyna.

Pożytek duchowny

Jak wiele małżonek utyskuje na złe z niemi obchodzenie się mężów; jak wiele matek opłakuje złe postępowanie swych dzieci. Gdyby i jedne i drugie naśladowały świętą Monikę w jéj zachowaniu się z mężem, i w jéj wytrwałości w modleniu się za Syna, podobnéj jak ona doczekałyby pociechy. Święta ta jest szczególną Patronką matek strapionych złém postępowaniem dzieci.

Modlitwa (kościelna)

Boże! zasmuconych pocieszycielu, i w Tobie nadzieję pokładających zbawco! Któryś błogosławionéj Moniki łzy pobożne o nawrócenie syna jej Augustyna, miłościwie wysłuchał; daj nam za pośrednictwem ich obojga, grzechy nasze opłakać i milosierdzia łaski Twojej dostąpić. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 364–366.

Footnotes:

1

Wyzna. ś. Augu. Rozdz. VI.

Tags: św Monika „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wdowa św Augustyn małżeństwo milczenie matka św Ambroży
2020-03-09

Św. Franciszki Rzymianki Wdowy

Żył około roku Pańskiego 1440.

Wstąpiwszy w stan małżeński chociaż czuła w sobie inne powołanie, Franciszka całą usilność zwróciła ku temu aby nabyć jak najwyższéj świątobliwości, a to przez jak najwierniesze spełnianie nowych obowiązków które ją obarczały. Stosowała się we wszystkiém do woli męża, a dom swój, z licznéj służby złożony, urządziła tak, aby w nim nie tylko jak najsrkomniejsze obyczaje panowały, lecz i pobożność kwitnęła. Własnym zaś przykładem przyświecając na téj drodze, i wszystkich domowników łatwo na nią wprowadzała.

Doczekawszy się kilkorga dziatek, jakkolwiek, będąc bardzo zamożną mogła poruczyć ich wychowanie innym osobom, jak to zwykle się dzieje w bogatszych rodzinach, nie uczyniła tego. Wiedziała bowiem że najpierwszym obowiązkiem matki chrześcijanki, jest najtroskliwsze osobiste czuwanie nad kształceniem serca i umysłu swoich dzieci. Wychowała téż je jak najpobożniéj: jeden z jéj synów, schodząc z tego świata w dziewiątym roku, umarł jak Święty; a córeczka pięcioletnia, po nim wkrótce umierająca, w chwili najspokojniejszego konania, mówiła że widzi go w Niebie jaśniejącego jak słońce, i że ją wzywa aby przyszła do niego.

(…)

Franciszka wiodła przy tém życie nadzwyczaj umartwione, tak że jéj przewodnik duchowny musiał ciągle miarkować w téj mierze jéj gorliwość. Obdarzona wysokim darem modlitwy, w niéj zaczerpywała coraz nowe łaski i największą znajdowała pociechę: jednak zawsze gotowa była ją przerwać, gdy jakowe obowiązkowe zajęcia wymagały tego. Dnia pewnego odmawiając pacierze o przenajświętszéj Pannie, zwane Officium parvum, po razy kilka zmuszoną była przerwać jeden z wierszów Psalmu, aby załatwić sprawę z którą udawano się do niéj w potrzebie ubogich którymi się opiekowała; a co uczyniła bez oznaki najmniejszéj niecierpliwości. Wróciwszy do Brewiarza, aby wiersz przerwany po raz czwarty zacząć, znalazła go złotemi literami wypisany, na znak jak miłém to było Panu Bogu, że dla miłości Jego przez wzgląd na potrzebę bliźnich, przerywała swoję z Nim rozmowę.

Pożytek duchowny

Obarczona zarządem możnego domu, i wychowaniem kilkorga dziatek, żyjąca w wielkim a więc najzepsutszym świecie, święta Franciszka, nabyła cnót i zasług, któremi stała się tak świętą, jak i ci którzy na odludnych puszczach lub w murach klasztornych, na wyłączną służbę Bogu się poświęcają. Bierz ztąd naukę, że w każdym uczciwym stanie Świętym zostać można, byle z miłości Boga obowiązki swego stanu jak najwierniéj, i w duchu chrześcijańskim spełniać.

Modlitwa (kościelna)

Boże! któryś błogosławioną Franciszkę, pomiędzy wielu darami Twojemi, poufném obcowaniem z jéj Aniołem-Stróżem pocieszał; spraw prosimy, abyśmy jéj pośrednictwem wsparci, obcowania z Aniołami Twojmi w Niebie dostąpić mogli. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 196–198.

Tags: św Franciszka Rzymianka „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wdowa Oblatki żona edukacja domowa wychowanie
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.