Citatio.pl

Wpisy z tagiem "wojna":

2020-09-14

Podwyższenie Świętego Krzyża

Nastąpiło około roku Pańskiego 629.

(Szczegóły te wyjęte są z dziejów kościelnych.)

Podwyższenie Krzyża świętego jest uroczystością postanowioną na pamiątkę tego dnia, w którym przenajświętsze Drzewo Krzyżowe, na którém Pan Jezus dokonał sprawy naszego zbawienia, zostało uroczyście napowrót przeniesione do Jerozolimy, z którego to miasta, czternaście lat przedtém, zabrane zostało przez Chozroesa króla Perskiego. Dzieje kościelne tak nam to opowiadają:

Chozroes II, syn Hormidasa króla Perskiego, wyniesiony na tron roku Pańskiego 591, był tak okrutnym, iż własnego ojca zamordował. Z tego powodu tak go znienawidzili poddani, iż ucieczką ratował się od śmierci którą chcieli mu zadać. Znalazł schronienie w Carogrodzie u cesarza Maurycego, który mu tron przywrócił. Gdy wkrótce potém, Fokas z prostego żołnierza zostawszy wodzem i ogłosiwszy się cesarzem, zamordował cesarza Maurycego wraz z czterema jego synami, wtedy Chozroes postanowił pomścić śmierć swojego dobroczyńcy, i wydał wojnę Fokasowi, a pobiwszy go w wielu miejscach, obległ Carogród. Herakliusz syn Wielkorządcy Afrykańskiego, wstąpiwszy na tron po Fokasie w roku 610, starał się zawrzeć pokój z Persyą, lecz król Perski wbity w pychę swojemi zwycięztwami, żadnych nie przyjął warunków. Wszedł nawet do Palestyny w roku 615, obległ Jerozolimę, zdobył ją, wymordował około ośmdziesiąt tysięcy ludzi, i wziął do niewoli wielu mieszkańców, a między innemi Zacharyasza Patryarchę Jerozolimskiego.

Lecz co najdotkliwszą było dla całego chrześcijaństwa klęską, zagrabiając wszystkie naczynia święte z kościołów, porwał nawet i Drzewo Krzyża świętego, które święta Helena, matka cesarza Konstantyna, wyszukała była i w Jerozolimie zostawiła. Poganie z wielkim tryumfem zanieśli te święte Relikwie do miasta Krezyfonu nad Tygrem, gdzie zamierzali spalić je na ofiarę, przy swoich obrządkach zabobonnych. Lecz Drzewo Krzyża świętego chociaż znajdowało się w rękach swoich nieprzyjaciół, zmusiło ich do obchodzenia się z niém z takiém uszanowaniem, jak niegdyś Filistyni z Arką Pańską. Żaden z Persów nie śmiał dotknąć tych świętości, które pozostały zamknięte w srebrnéj pochwie, w któréj umieszczone zostały przez cesarza Konstantyna, i sam Chozroes chociaż chciwy zawsze na srebro, tajemną jakąś siłą wstrzymany zostawał, aby tego skarbu nie tknąć. Patryarcha zaś Zacharyasz, wzięty także w niewolę, nie spuszczał z oczu świętych Relikwii, do których go tam Opatrzność Boska jakby na stróża przeznaczała.

Tymczasem Herakliusz powtórnie prosił króla Perskiego o pokój, przyjmując nawet bardzo upokarzające warunki. Chozroes tém bardziéj uzuchwalony; że jeden z jego wodzów zdobył twierdzę od któréj zależało wzięcie i Carogrodu, posłom Herakliusza, proszącym o pokój, odpowiedział, że się zgodzi na to, ale pod warunkiem aby cesarz i jego poddani, wyrzekli się Chrystusa, a oddali cześć słońcu, które Persowie czcili jak Boga. Tak bezbożne wymaganie oburzyło wszystkich chrześcijan, a cesarz Herakliusz oświadczył, że do ostatniéj kropli krew swoją gotów jest przelać dla ukarania pogan, za takie bluźnierstwo. Cały naród poszedł za nim, duchowieństwo świeckie, zakony i najmożniejsi mieszkańcy, złożyli cesarzowi ogromne skarby na prowadzenie wojny, którą za wojnę świętą słusznie poczytywali, i Herakliusz na czele wojsk swoich wyruszył do Persyi, pełen nadziei że Pan Bóg pobłogosławi mu w wyprawie, w któréj zamierzał pomścić zbluźnione przenajświętsze Imię Jego.

Gdy wojska stanęły naprzeciwko siebie, cesarz nakazał modlitwy, potém wziąwszy w rękę obraz przenajświętszéj Panny, który jak piszą, nie ludzką ręką był malowany, lecz zesłany z Nieba, obiegł wszystkie szeregi, dodając ducha żołnierzom, przypominając im że walczyć będą dla pomszczenia zniewagi uczynionój Chrystusowi, i upewniając że opieka Matki Bożéj da im odnieść zwycięztwo, chociaż nieprzyjaciel był więcéj jak dwa razy liczniejszy. Jakoż, po długiéj walce, Persowie pobici zostali na głowę.

Lecz Chozroes i tém nieprzeparty, zebrał nowe a jeszcze liczniejsze szyki, i powierzywszy je najsławniejszemu swojemu dowódcy, powtórną stoczył z wojskiem Herakliusza bitwę. Od brzasku do południa, krwawa się toczyła walka: zwycięztwo się chwiało, gdy Persowie podwajając usilność, z nadzwyczajną natarczywością, a zawsze przemagając w sile, uderzyli na wojska cesarskie, które w końcu zachwiały się. Lecz gdy Herakliusz widząc to, wśród boju padł na kolana, i wezwał Matki Bożéj, wszczęła się straszna burza, a grad i deszcz który bił w oczy Persów, tak im pomięszał szyki, że cesarscy odnieśli nad niemi stanowcze zwycięztwo.

Wszakże wielka potęga Chozroesa, pomimo takich dwóch przegranych, dozwalała mu nie zawierać jeszcze pokoju. Herakliusz więc ścigał go daléj, i znowu spotkał się z nim, już w środku saméj Persyi. Chozroes zaś tak wielką liczbę zgromadził był przy sobie wojska, że widok nadzwyczaj przemagającéj siły nieprzyjacielskiéj, zatrwożył wojsko chrżeścijańskie. Wtedy Herakliusz znowu ich zagrzał do męztwa, i znowu z tymże co pierwéj obrazem Matki Boskiéj obiegając szeregi, mówił do żołnierzy: „Bracia za Boga i Jego chwałę walczymy, pod opieką Matki przenajświętszéj, każdy więc z was tysiąc Persów położy.” I nie zawiodła go ta ufność w pośrednictwo Królowéj niebieskiéj: wojsko Chozroesa do szczętu zniesione zostało, i prawie wszyscy dowódcy jego w niewolę się dostali, gdy on sam nędznie musiał uchodzić.

Porażka ta zgubiła ostatecznie Chozroesa, gdyż i starszy syn jego Syroes, podniosłszy rokosz przeciw niemu, zamordował go, i na tron po nim wstąpił. Pierwszym czynem jego, gdy został królem, było zawarcie pokoju z Herakliuszem, któremu przyrzekał zgodzić się na wszelkie podane przez niego warunki. Pierwszym było: aby Persowie oddali przenajświętsze Drzewo, Krzyża Zbawicielowego, i wypuścili na wolność Patryarchę Zacharyasza i innych wziętych jeńców chrześcijańskich. Syroes zgodził się na wszystko, i te najdroższe Relikwie zawiezione najprzód zostały do Carogrodu. Wszystek lud, mając na czele swoim duchowieństwo, trzymając w rękach świece pozapalane i gałązki oliwne, wyszedł procesyonalnie, śpiewając hymny i pieśni pobożne, na przyjęcie tego nieoszacowanego skarbu.

Następnego roku to jest 629, cesarz Herakliusz wsiadł na okręt, – aby Drzewo Krzyża świętego zawieść napowrót do Jerozolimy, i złożyć tam Panu Bogu dzięki, za odniesione nad Persami zwycięztwo. Łatwo wystawić sobie, z jak świętą radością, ludność tego znowu miasta, przyjęła to Drzewo przenajświętsze, które było jego własnością a do któréj najwyższą przywiązywała cenę. I tu całe duchowieństwo wraz z ludem wyszło na spotkanie Relikwii świętych, które odebrano nakoniec od nieprzyjaciół wiary chrześcijańskiéj, po tylu krwawych a cudownych zwycięztwach. Cesarz przybrany w najbogatsze swoje szaty, chciał sam zanieść na Kalwaryę to Życiodawcze Drzewo. Poprzedzony duchowieństwem, mając przy boku Patryarchę i najwyższych panów dworu, wśród niezliczonego tłumu ludu, wziął Krzyż święty na barki. Lecz przybywszy do bramy miasta wiodącéj na Kalwaryą, ani kroku daléj postąpić nie mógł. Zdziwiło to wszystkich, a Patryarcha Zacharyasz odgadując co było tego powodem: „Cesarzu, rzekł do Herakliusza, racz zwrócić na to uwagę, że w tym przepysznym stroju jaki masz na sobie, niosąc Krzyż święty, nie jesteś podobny do ubogiego i pokornego Chrystusa, gdy przez tę bramę szedł z tymże Krzyżem na Kalwaryę.” Pobożny cesarz rozumiejąc co to znaczy, złożył monarsze szaty, zrzucił szyszak i koronę, zdjął nawet obuwie, i przywdziawszy bardzo skromne odzienie, zaszedł bez żadnéj trudności na świętą Górę, i złożywszy tam Drzewo Krzyżowe, poprosił Patryarchę, aby otworzył futerał i okazał Relikwie ludowi. Zacharyasz przejrzał pieczęcie, przekonał się że były nienaruszone, otworzył pochwę srebrną kluczami które przechowane zostały w skarbcu kościoła Jerozolimskiego, i gdy lud z pobożnym jękiem padał na ziemię, umieścił Krzyż święty na témże miejscu, zkąd go przed laty czternastu, porwali byli Persowie.

Dnia to 14 Września, roku Pańskiego 629, raczył Pan Bóg Podwyższyć to Swoje narzędzie ludzkiego zbawienia, tak świetnym obchodem, przy którym i wielu cudami niezwłocznie zasłynęła i objawiła się moc Krzyża świętego. Jeden umarły został wskrzeszony, czterech paralityków odzyskało zdrowie, piętnastu ślepych przewidziało, i dziesięciu trędowatych było oczyszczonych. Z wielu opętanych wyszedł szatan, i mnóstwo chorych wróciło uzdrowionych. Cesarz zaś, hojnemi jałmużnami dzień ten odznaczył: bogate dary i zapisy poczynił dla kościoła Jerozolimskiego, przywrócił na stolicę Patryarchę Zacharyasza, i innych Prałatów i duchownych do ich godności, wznosząc przytém i po cesarsku uposażając wiele dobroczynnych zakładów.

Na doroczną więc pamiątkę téj chwili, ustanowiona została dzisiejsza uroczystość, zwana uroczystością Podwyższenia Krzyża świętego, a na którą w dawnych wiekach, z całego świata chrześcijańskiego zgromadzały się do Jerozolimy wielkie tłumy pobożnych pielgrzymów wszelkiego stanu, płci i wieku. Wszelako i przed tym już czasem w Kościele Bożym, podobneż Święto obchodzono, a to i na uczczenie tych słów Pana Jezusa: „A Ja jeśli będę podwyższon od ziemi, pociągnę wszystko do Siebie” 1, i na pamiątkę swobodnego oddawania czci znamieniowi Krzyża świętego, od czasów, gdy za cesarza Konstantyna Wielkiego, obrzędy chrześcijańskie jawnie i publicznie odprawiać się zaczęły.

Pożytek duchowny

Niech opis i krwawych wojen prowadzonych przez gorliwych o cześć Krzyża świętego chrześcijan, i świetnéj uroczystości z jaką obchodzili oni odzyskanie z rąk pogańskich téj najświętszéj Relikwii, rozbudzi w sercu twojém szczególne nabożeństwo, do każdego wizerunku Krzyża Chrystusowego. Ile razy na niego rzucisz okiem, przypominaj sobie że na nim Pan Bóg odkupił nas śmiercią Swoją, dając przez to najwyższy, jaki być może, dowód miłości Swojéj ku ludziom.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! który nas w dniu dzisiejszym doroczną uroczystością Podwyższenia Krzyża świętego rozweselasz; daj prosimy, abyśmy wielbiąc tu na ziemi tajemnice jakie się na Nim odbyły, owoców odkupienia na Nim przez Syna Twojego dokonanego, w Niebie dostąpili. Przez tegoż Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 780–782.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 736–738

W jakiej czci było u chrześcijan drzewo Krwią Pańską oblane, na którym rozpięte było zbawienie nasze, możemy poznać z tego, że wszystek Kościół smucił się z jego zabrania, jako z wielkiej zguby, a z odzyskania jego tak bardzo się radował, że tego wesela chciał mieć wieczną pamiątkę. Jest to bowiem drzewo, które daje moc do pokonania złych żądz, iż wierni, patrząc na Tego, który na nim cierpiał, w każdym ucisku świata tego mogą mieć słodkość i ochłodę. Jeżeli owa laska Aronowa, która była zakwitła, w wielkiej była czci chowana, daleko więcej godne czci jest to drzewo, na którym się nam wiosna błogosławieństwa naszego wróciła, na którym kwiat zbawienia naszego zakwitnął.

Krzyż Chrystusowy zwyciężył wszystkie przeszkody. Cała moc piekielna złączyła się, aby zniszczyć religię Krzyża, ale nawet najgwałtowniejsze prześladowania nie zdołały wstrzymać jej pochodu – przeciwnie, przyczyniły się tylko do jej rozwoju. Ponieważ Chrystus jest Bogiem, więc Jego wiary żadna nieprzyjazna moc nie może zniszczyć; i jak wówczas, tak i zawsze będzie ona triumfować nad wszystkimi nieprzyjaciółmi swymi.

Pamiętajmy również, że jak Krzyż Chrystusowy zwycięsko opiera się wszelkim prześladowaniom, tak ma i w nas panować; pod jego znakiem mamy zwyciężać nad wszelkimi pożądliwościami, zwalczać i pokonywać grzech. Starajmy się więc pilnym rozmyślaniem krzyża wzbudzić w sercach naszych ducha ukrzyżowanego Zbawiciela, a w krzyżu odniesiemy całkowite zwycięstwo nad sobą.

Footnotes:

1

Jan XII. 32.

Tags: krzyż „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna wojna
2020-07-15

Św. Henryka, Cesarza

Żył około roku Pańskiego 1024.

(Żywot jego był napisany przez Adelalda Biskupa Utrechckiégo, jemu współczesnego.)

Święty Henryk syn Henryka panującego książęcia Bawarskiego, i Gizelli królewny Burgundzkiéj, urodził się w zamku Abaudzkim roku Pańskiego 972. Ochrzczony był przez świętego Wolfanga, Biskupa Ratyzbońskiego, który mając objawienie o jego przyszłéj wielkiéj świątobliwości, zajął się jego wychowaniem, i od lat najmłodszych w cnotach go chrześcijańskich i bogobojności ustalił. Z latami wzrastała w nim pobożność, i młody książę był już wzorem najwyższéj doskonałości dla całego dworu ojcowskiego, kiedy śmierć Wolfanga, pozbawiła go tego świętego ochmistrza, którego nadzwyczajnie kochał. Często téż udawał się na grób jego, zlewając go łzami i modląc się gorąco. Razu pewnego, objawił się mu ten Święty, i kazał przeczytać napis na będącym tam murze. Henryk tylko te słowa mógł dopatrzeć: po sześciu, reszta zaś była nieczytelna. Wnosząc iż to jest ostrzeżenie że za dni sześć umrze, gotował się na śmierć, przymnażając ćwiczeń pobożnych i dobrych uczynków. Po upływie tego czasu, sądząc że za sześć miesięcy to nastąpi, pół roku jeszcze podobnie przepędził. Gdy i po tym zakresie śmierć nie nastąpiła, myślał że go spotka za lat sześć, i te znowu obrócił głównie, na coraz wyższy na drodze Bożéj postęp i na zapewnienie sobie, szczególnie przez uczynki miłosierne, jak najliczniejszych pośredników w Niebie. Tymczasem Pan Bóg, inne miał w tém widoki, i chciał go przez to tém lepiéj uzdolnić do wysokiéj godności która go czekała, i usposobić aby wyniesiony na nią, łatwiéj mógł opierać się pokusom próżnéj chwały i wyniosłości. Jakoż, po upływie lat sześciu, umarł Otton III cesarz, a Henryk obrany został na jego miejsce i koronowany na cesarza Niemieckiego, przez Wigiliusza Arcybiskupa Mogunckiego.

Kilka lat przed tém, poślubił był świętą Kunegundę, hrabiankę Luxemburską, i z nią, obowiązawszy się do tego ślubem, żył w czystości. Zasiadłszy na tronie cesarskim, nie zmienił w niczém pobożnego trybu swojego życia. Poświęcając się całkiem dobru swoich ludów, znosząc wszelkie gdziekolwiek pojawiały się nadużycia, zaprowadzając we wszystkich gałęziach rządu najściślejszą sprawiedliwość, ojcem będąc sierot, wdów i ubogich, przyświecał przytém całemu światu wysoką świątobliwością, a Kościół Boży we wszystkich jego potrzebach popierał, wpływ jego ułatwiając i szerząc. Wielką liczbę kościołów i klasztorów powznosił i hojnie pouposażał; o ustanowienie nowych Biskupstw w Rzymie się wystarał. Katedry: Hildejzmańska, Magdeburska, Sztrasburska i Merzburska, jemu swoję świetność zawdzięczały. A jak w wewnętrznych rządach, ożywiony Duchem Bożym, zapewniał pomyślność powierzonych mu narodów, tak i na zewnątrz, bronił ich od nieprzyjaciół, których gromił mężnie i z przedziwném szczęściem.

Północni barbarzyńcy, grozili jego granicom, opanowawszy już Polskę i Czechy, i w nadzwyczaj wielkiéj sile występowali. Henryk przedsięwziął przeciw nim wyprawę. Udając się na nią w kościele w Wejbach, wziął miecz świętego Andrzeja Męczennika, przechowywany tam jako Relikwie, a przypasawszy go, w te słowa z psalmów Dawidowych modlił się: „Osądź Panie szkodzących mnie, zwalcz walczących przeciwko mnie. Porwij broń i tarczę, a powstań mi na pomoc” 1. Potém, rozłożywszy się obozem pod kościołem Merzeburskim bardzo zrujnowanym, tak się odezwał do świętego Wawrzyńca Patrona tegoż kościoła: „Wielki Święty umęczony za Jezusa Chrystusa! jeśli wsparty twoją pomocą, te barbarzyńskie ludy podbiję pod panowanie cesarstwa Rzymskiego i wiary chrześcijańskiéj, odbuduję ten kościół, na cześć twoję poświęcony.”

Gdy zbliżył się już do nieprzyjaciół i miał im wydać walną bitwę, ujrzał że była ich dwa razy większa liczba od jego wojska. Zrana kazał całemu wojsku przystąpić do Komunii świętéj, co i sam uczynił. Następnie uszykował je do boju, objechał szeregi zagrzewając żołnierzy do męstwa, a gdy już na ich czele miał uderzać na barbarzyńców, w te słowa modlił się głośno: „Panie! któryś jest Bogiem zastępów 2, podnieś prawicę Twoję, i te dzikie hufce znieś Ty Sam Boże! któryś jest obrońcą naszym; i spraw aby się stały jak słoma, którą wiatr rozwiewa.” Zaledwie te słowa wymówił a oto ujrzano na czele wojsk cesarskich świętego Adryana męczennika, i Anioła z ognistym mieczem w ręku, którzy uderzyli na szeregi nieprzyjacielskie, i stało się to co niegdyś spotkało wojsko Senacheryba. Ta niezliczona liczba barbarzyńców spłoszona, uchodzić poczęła w największym nieładzie, w zamieszce jedni na drugich sami uderzali i w końcu poszli w rozsypkę, a Henryk odnosząc najświetniejsze zwycięstwo, ani jednego żołnierza nie stracił. Na ten widok zawołał cesarz: „Niech Cię o! Boże chwalą wszystkie ludy, boś wspomógł, nadzieję w Tobie pokładających.” I całe jego wojsko powtórzyło te słowa, a okrzyki dziękczynne rozległy się wokoło.

Za jego panowania, zbuntowali się byli Longobardowie, na których czele stanął był Arduin. Święty Henryk, wydał im wojnę, pobił ich na głowę, i na króla Longobardów ukoronował się w Pawii. O ile mężnym był w bojach, o tyle łaskawym dla zwyciężonych. Mieszkańcy miasta Troi w Kalabryi, srodze znieważyli jego dowódców; postanowił przeto dla powstrzymania od tego innych, przykładnie ich ukarać. Winowajcy, znając jego serce, dla ubłagania go, wysłali w poselstwie wszystkie dzieci z miasta, które z płaczem upadły mu do nóg. Przebaczył im mówiąc: „Sam Pan Bóg nie byłby głuchym na prośby i łzy takie, jakżebym ja nie miał dać się przebłagać?”

Gorliwość jego o zachowanie pokoju dla Kościoła, była jeszcze większą jak o byt pomyślny doczesnego państwa. Z powodu nieprawnie obranego na papiestwo Antypapę Grzegorza, przeciw prawnemu Papieżowi Benedyktowi VIII, Kościół był wielce zaniepokojony. Cesarz przytłumił powstającą schyzmę, Papieża obsadził na Stolicy Apostolskiéj, a udawszy się do Rzymu wraz z małżonką swoją błogosławioną Kunegundą, przez Ojca świętego koronowany został na cesarza Rzymskiego. Wracając ztamtąd, kosztowną koronę cesarską, wraz z kulą złotą, ozdobioną drogiemi klejnotami i z krzyżem u wierzchu, które mu dał był Papież jako znamię godności cesarskiéj, złożył na ofiarę Panu Bogu, w sławnym klasztorze Kluniackim, gdzie wtedy był Opatem święty Odylon.

Za jego wysokim wpływem, zgromadzony został we Frankfurcie Sobór z Biskupów Niemieckich, w celu ustalenia w całém cesarstwie, karności kościelnéj. Cesarz wszedłszy na to zgromadzenie ukląkł, i aż na usilne prośby Biskupów zajął tron dla niego przygotowany. W celu przyprowadzenia całych Węgier, podówczas jeszcze w pogaństwie pogrążonych, do wiary świętéj, wydał za ich króla Stefana siostrę swoję Gizellę, która nawróciła męża, a ten stał się Apostołem całego tego kraju, w którym wprowadził religią chrześcijańską i sam kanonizowanym został.

Chcąc wyćwiczyć tego świętego cesarza w pokorze, dopuścił był Pan Bóg na niego dziwne zaślepienie. Uwierzył on niecnym oszczerstwom, i posądził małżonkę swoję o grzech przeniewierstwa. Święta, ufna w pomoc Bożą, ofiarowała się próbą ognia, jak to podówczas nazywano, dowieść swojéj niewinności. Przeszła bosemi nogami po rozpalonych szynach, a cud ten otwierając oczy cesarzowi, sprawił że publicznie wyznał winę swoję, i odtąd jeszcze większą czcią otaczał świętą Kunegundę.

Longobardowie targając się na posiadłości kościelne, powtórnie zmusili go do wojny. Henryk powtórnie ich pobił, wiele miast zdobył, należące do Państwa kościelnego przywrócił Papieżowi, i zwycięzcą jak zawsze z téj wyprawy wyszedł. Zapadł był wtedy na ciężkie cierpienie kamienia. Odbył pielgrzymkę na górę Kassynieńską do zwłók świętego Benedykta. W nocy gdy się tam modlił, Święty ten stanął przed nim, i kamień cudownie wydobyty oddając mu w ręce, w téjże chwili go uzdrowił.

Długo jeszcze potém rządził cesarstwem. Zwiedzając różne kraje sobie poddane dla utrwalenia w nich porządku i sprawiedliwości, zachorował ciężko w zamku Grumskim (Grum) pod Halberstatem. Przyzwał cesarzową, i przed samą śmiercią, wobec zebranych wielu Biskupów i dworzan, dziękował jéj za przykłady świątobliwości jakie mu całe życie dawała, a przy końcu rzekł do Prałatów: „Oto jest ta, którą Pan Jezus, przez wasze ręce, dał mi za małżonkę; oddaję ją Jemu i wam taką dziewicą, jakąm ją pojął.” Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych, w ciągu modlitw do Matki Bożéj, zasnął w Panu dnia 15 Lipca roku 1024. Kanonizacyą jego odbył uroczyście Papież Eugeniusz III.

Pożytek duchowny

Objawienie jakie miał święty Henryk w młodości z którego wnosząc że wkrótce umrze, długo gotował się na śmierć, było dla niego źródłem téj wysokiéj świątobliwości jakiéj dostąpił, będąc nawet u szczytu potęgi, gdzie nie tylko świątobliwość lecz i zbawienie trudniejsze. Niech cię to uczy, jak jest zbawienną, żywa i ciągła na rzeczy ostateczne pamięć.

Modlitwa (Kościelna)

Boże! któryś błogosławionego Henryka wyznawcę Twojego, ze szczytu cesarstwa ziemskiego, do królestwa Niebieskiego przeniósł, Ciebie pokornie prosimy, aby jak jemu, obfitością łask Twoich obdarzonemu, dałeś gardzić uciechami tego świata, tak abyś i nam przez jego naśladowanie, dał nie uwodzić się złudnemi téj ziemi dobrami, lecz z czystą duszą dojść do Ciebie. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 587–589.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 563–564

Słowa „Po sześciu" skłoniły cesarza Henryka do ustawicznego sposobienia się na ostatnią godzinę i oderwania się od wszystkich spraw i rzeczy ziemskich. Jezus Chrystus, Pan i Zbawiciel nasz, napomina nas także słowami Łukasza św.: „Bądźcie gotowymi, gdyż Syn Boży przyjdzie w godzinie, kiedy się tego spodziewać nie będziecie” (Łuk. 12, 40).

Życie twoje jest wystawione na ciągłe niebezpieczeństwo, a sprawiedliwość Boża wisi nad tobą, jak miecz nad winowajcą. Bóg jest jedynowładnym Panem życia naszego. On policzył lata nasze, On ma w ręku życie i śmierć naszą. Jeśli w to wierzysz, jeśli ci wiadomo, że Bóg nienawidzi grzechu i że go karze, czyż nie uwierzysz, że cię może w swym gniewie zabrać z tego świata? Nie polegaj zbytnio na cierpliwości i miłosierdziu Jego, bo ono nie wyłącza wcale sprawiedliwości. Obsypuje cię On łaskami, ale nie obiecał ci, że jutro jeszcze żyć będziesz. Bóg pragnie twego dobra i jest miłosierny, a może lepiej dla ciebie rychlej umrzeć, aniżeli Go obrażać dłuższym życiem i zanurzać się w kałuży złego coraz głębiej!

Footnotes:

1

Psal. XXXIV. 5.

2

Psal. XXIII. 10.

Tags: św Henryk „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna cesarz wychowanie uczynki miłosierdzia pokuta śmierć św Kunegunda czystość wojna św Stefan
2020-03-27

Św. Jana Pustelnika (Damasceńskiego)

Żył około roku Pańskiego 394.

Święty Jan Pustelnik egipski, dla szczególnego daru jakim go Pan Bóg zbogacił przepowiadania przyszłości, przezwany prorokiem, narodził się w wyższéj Tebaidzie w mieście Likopolu, około roku Pańskiego 330. Z ubogiego stanu pochodząc, skoro do lat doszedł, wyuczywszy się ciesielstwa, z tego rzemiosła zarabiał uczciwie na życie. Lecz Pan Bóg, mając przedstawić w nim wysoki wzór doskonałego i świętego pustelnika, rozbudził w sercu jego pragnienie samotności i odosobnienia. W dwudziestym piątym roku, powziąwszy zamiar spędzenia całego życia na puszczy, aby wyłącznie oddać się pokucie i pracy około własnéj duszy, rozstał się z majstrem u którego służył, i który bardzo był z niego zadowolony; poszedł na samotne miejsce, do pewnego starca, już dawno tam na bogomyślności żyjącego, i poddał się jego przewodnictwu duchownemu. Pod tym mistrzem, bardzo świątobliwym, Jan w krótkim czasie, ćwicząc się szczególnie w posłuszeństwie i w pokorze, wielkie postępy na drodze doskonałości chrześcijańskiej uczynił.

Starzec ten dla wyprobowania w nim tych cnót właśnie, kazał mu pielęgnować starannie i podlewać dwa razy na dzień, gałęź drzewa zgniłą, którą w oczach jego zasadził w ziemię, a także polecił wyrwać ze swojego miejsca ogromną skałę, Sługa Boży przekonany że na ślepém posłuszeństwie względem przełożonych, zawisła najwyższa doskonałość, nie zastanawiając się nad dziwacznością wydanych mu poleceń, spełniał je jak najwierniéj, chodząc dwa razy na dzień o parę wiorst po wodę do podlewania drzewa, i starając się poruszyć z miejsca olbrzymią skałę. Kassyan, ówczesny znakomity pisarz kościelny, utrzymuje że przez zaparcie to tak doskonałe własnéj woli i własnego widzenia rzeczy, doszedł on do wysokiego daru bogomyślności, i stał się jednym z najświątobliwszych pustelników egipskich.

Po śmierci swojego przewodnika, Jan przebywał w kilku klasztorach, i w nich przez lat pięć, z najwyższą pilnością ćwiczył się we wszystkich cnotach zakonnych. Zawsze jednak spragniony rodzaju życia jak najsamotniejszego, udał się na jednę z dzikich gór w okolicach Likopolu, wykuł sobie jaskinię w skale na jéj szczycie będącej, i tak się w niéj zamknął, że przebywając tam lat czterdzieści, nie widywał się z nikim inaczéj jak przez mały otwór, który w niéj zostawił, a i ten rzadko kiedy otwierał.

W tym jakby grobie przebył aż do dziewięćdziesiąt drugiego roku wieku swojego, wiodąc życie raczéj anielskie, aniżeli ludzkie. Za pokarm używał przez cały ten przeciąg czasu, tylko surowych jarzyn, lub korzonków z roślin rosnących w szczupłym obrębie jego pustelni, a za napój pił wodę, któréj pod miarą w pewnéj tylko porze sobie pozwalał. Ciągłą jego modlitwę sen zaledwie przerywał, gdyż sypiał nadzwyczaj krótko. Od pierwszéj chwili jego zamknięcia się w tej skale, obdarzył go Pan Bóg tak wysokim darem bogomyślności, że wśród niego już jakby niebieskich uciech przed czasem kosztował. Obok tak surowego sposobu życia, gdy zdarzało się iż dla udzielenia komu jakiéj rady, nauki lub przestrogi duchowej, przychodziło iż przez okienko jaskini rozmawiał z przybyłymi, okazywał się tak miłym, łagodnym, uczynnym a oraz roztropnym i trafnym w dawanych naukach i przestrogach, że każdy po odejściu uwielbiał jego świątobliwość, podziwiał w nim nadzwyczajne dary Boże, i lepszym się stawał. Z kobietami nie rozmawiał wcale. A gdy coraz więcéj osób pociągniętych sławą jego świątobliwości, poczęło mu zbyt często przerywać samotność, tak utrudził drogę do swojéj jaskini i bez tego nie łatwo przystępnéj, że kto do niéj chciał się dostać, musiał się narazić na wielkie i długie trudy.

Lecz szczególnie dar proroctwa, którym go Pan Bóg obdarzył w wysokim stopniu, ściągał do niego tłumy ludzi, z najodleglejszych okolic i krajów, przybywających do tej jakby wyroczni, wolę Bożą im objawiającej.

W czasach tych Etyopijczykowie, naród dziki, najechali kraje do cesarstwa rzymskiego należące, i do Tebaidy wkraczali. Wódz wojsk rzymskich, małą garstką żołnierzy dowodzący, przyszedł do świętego Jana, pytając go czy pomimo tego, może na nich uderzyć. „Chociaż małą siłą rozporządzasz, powiedział mu Swięty, natrzyj na nieprzyjaciela, ufając pomocy Boga zastępów, a odniesiesz zwycięstwo.” Wódz rzymski go usłuchał i nieprzyjaciół na głowę pobił.

Cesarz Teodozyusz Wielki, zasięgał podobnież jego rady co do wojny, wydanéj przez niego tyranowi Maksymowi, który zamordowawszy cesarza Gracyana, gnębił państwo rzymskie. Jan przepowiedział mu niechybne zwycięstwo. Jakoż Teodozyusz odniósł najzupełniejsze z małym nawet krwi rozlewem, co przypisywał głównie modlitwom świętego pustelnika.

We cztery lata potém, tenże Cesarz mając zamiar pomścić na hrabi Argobaście, okrutnéj śmierci młodego Walentyniana, uduszonego przez jego oprawców, życzył sobie, aby przybył do niego Jan święty, od którego chciał się dowiedziéć o skutkach téj znowu wojny. W tym celu posłał do niego Eutropiusza, jednego z pierwszych swoich dworzan. Lecz Święty w żaden sposób nie chciał udać się na dwór cesarski. Przepowiedział mu, że zwycięstwo i tą razą odniesie, lecz że wkrótce potém życie zakończy, co téż i nastąpiło.

Razu pewnego Ewawryusz, przełożony jednego z najliczniejszych w Egipcie klasztorów, i sześciu jego uczniów, pomiędzy którymi był sławny z nauki i świątobliwości Palladyusz, pobudzeni sławą cudów czynionych przez świętego Jana, powzięli zamiar udania się do niego. Lecz wprzód, aby dowiedzieć się dokładniéj, czy warto było tak długą i trudzącą pielgrzymkę do miejsca gdzie przebywał, przedsiębrać, wysłali tam Palladyusza, aby się mu bliżej przypatrzył. Ten przybywszy zastał jaskinię jak zwykle zamkniętą, i dowiedział się że Jan otwierał swoje okienko tylko w niedzielę, a niekiedy w sobotę. Czekając zatém zatrzymał się w rodzaju zajezdnego domu, urządzonego na górze, dla przybywających podróżnych. Gdy nadeszła sobota, wpuszczono go do miejsca przyległego otworowi jaskini Janowéj, gdzie zastał wielką liczbę pustelników, z różnych stron przybyłych, do których Święty przez swój otwór miał naukę. Ujrzawszy Palladyusza, którego wcale nie znał, odgadł od razu z którego klasztoru przybywa; lecz gdy rozpoczął z nim rozmowę, musiał ją przerwać, z powodu przybycia w téjże chwili Alipy Wielkorządcy Tebaidy. To obudziło w umyśle Palladyusza posądzenie, że Jan ulega względom ludzkim, skoro przerywa z nim rozmowę aby pierwiéj przyjąć dostojnego gościa. Jan przeniknąwszy myśl Palladyusza, upomniał go łagodnie i przekonał, że inaczéj postąpić nie mógł. Potém udzielił mu najtrafniejszych rad tyczących się jego sumienia, odwiódł go od zamiaru jaki miał odbycia podróży do swego kraju rodzinnego, a w końcu spytał wesoło czy niechciałby być Biskupem, przepowiadając mu tym sposobem że nim zostanie, i przydając że na téj godności wiele go czeka utrapień i trudów; co wszystko późniéj spełniło się najwierniéj. Palladyusz wróciwszy do swoich, utwierdził ich w przekonaniu jakie mieli o wysokich darach świętego Jana, do którego udali się téż niezwłocznie dla zasiągnienia jego rad i słuchania nauk zbawiennych, w których szczególnie polecił im pokorę, jako zasadniczą cnotę życia zakonnego.

Zbliżał się już nareszcie i koniec świątobliwego żywota tego wielkiego sługi Bożego. Miał lat dziewięćdziesiąt, z których siedemdziesiąt pięć spędził na puszczy, kiedy zawiadomiony przez objawienie, o dniu i godzinie swojej śmierci, prosił aby przez trzy dni, nie wywoływano go do nikogo, gdyż się nikomu nie okaże. Cały ten czas, spędził bez przerwy na modlitwie, wśród któréj błogosławionego ducha swojego oddał w ręce Boga roku Pańskiego 394. Znaleziono ciało jego w postawie klęczącej, i złożono w grobie z wielką uroczystością, w obecności nadzwyczajnego tłumu zebranego z najodleglejszych stron pustelników, ludu wiernego i najpierwszych dostojników kraju.

Pożytek duchowny

Ćwicząc się w ślepém posłuszeństwie, względem tego którego sobie za przełożonego obrał był Jan święty, dostąpił on wysokiéj świątobliwości i nadzwyczajnych darów niebieskich. Przekonaj się i z tego przykładu, jak należne posłuszeństwo wszelkiéj zwierzchności, jest cnotą wielce Bogu miłą, a oblicz się z sumieniem, czy wadą twoją nie jest między innemi, i zuchwały opór wszelkiéj nad tobą władzy

Modlitwa

Boże! któryś nam w błogosławionym Janie, pokornego posłuszeństwa jego przełożonemu, wzór zbawienny przedstawić raczył, daj nam za jego przykładem i pośrednictwem, w sercach naszych ducha niesforności przytłumić, a przez należne posłuszeństwo prawom Twoim i wszelkiéj przez Ciebie postanowionéj nad nami zwierzchności, obfite do Nieba nabywać zasługi. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 243–245.

Tags: św Jan Damasceński „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna pustelnik wojna prorok posłuszeństwo
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.