Citatio.pl

Wpisy z tagiem "zmartwychwstanie":

2020-08-28

Św. Augustyna, Biskupa i Doktora Kościoła

Żył około roku Pańskiego 430.

(Żywot jego napisany był przez jego ucznia Pasydoniusza, Biskupa Kłamińskiego.)

Święty Augustyn urodził się w Tagaście w Afryce, roku Pańskiego 354. Ojciec jego Patrycy był poganinem, lecz za wpływem matki jego świętéj Moniki, cała rodzina została chrześcijańską.

Wychowany bardzo starannie, a genialnemi obdarzony zdolnościami, wielki w naukach uczynił postęp. Lecz zetknąwszy się z zepsutą młodzieżą, zatarł w sercu nauki jakie z domu wyniósł od świętéj matki, i oddał się rozpuście. Łzy i upomnienia Moniki nie trafiały do niego, chociaż bardzo ją kochał, a idąc coraz daléj po zgubnéj drodze na którą się puścił, przyłączył się w końcu do kacerskiéj sekty Manichejczyków, lubo brednie ich oburzały jego bystry i zdrowy rozum. Matka zaś, srodze bolejąc nad opłakanym stanem duszy ukochanego syna, nie przestawała modlić się za niego, gorzkie łzy wylewając. Razu pewnego, rozmawiając o tém z bardzo świątobliwym Biskupem, usłyszała od niego te pocieszające słowa: „Nie przestawaj, córko moja, opłakiwać to nieszczęsne dziecię twoje i polecać je Bogu, a niesposób jest aby syn tyle łez kosztujący matkę, miał zaginąć.”

Augustyn tymczasem coraz większego nabywał rozgłosu, jako uczony i wielki mówca. Najprzód z wielką sławą wykładał publicznie w Kartaginie Retorykę, a chcąc stać się jeszcze głośniejszym, udał się do Rzymu, a następnie do Medyolanu, wszędzie zachwycając swoich słuchaczów. Święta Monika goniła go w każdym z tych miast, czuwając nad jego biedną wtedy duszą, a w Medyolanie postarała się aby się zapoznał ze świętym Ambrożym Arcybiskupem, jednym z pierwszych świeczników Kościoła. Augustyn miał z nim kilka rozmów, w skutek których rozbudziły się w nim wprawdzie silne wyrzuty sumienia, i nawet odstąpił on herezyi Manichejczyków, lecz stosunki z pewną kobietą z któréj miał nieprawego syna, zatrzymywały go w kajdanach grzechu, w który się był pogrążył.

Wszakże przyszła nareszcie pora, w któréj Pan Bóg łzy jego świętéj matki wysłuchał. Razu pewnego, Augustyn wraz ze swoim od młodości przyjacielem Alypem, słyszał opowiadanie o pokutném życiu świętego Antoniego na puszczy Egipskiéj i innych pustelników, których tam tak wielu podówczas było. Zrobiło to na nim najzbawienniejsze a silne wrażenie, i rzekł do swego przyjaciela: „Prostacy zdobywają Niebo, a my z całą naszą uczonością, w błocie ziemskiém grzęźniemy. Mogą oni zdobywać się na rzeczy tak nadzwyczajne, czemużbyśmy tego samego nie czynili?” I to rzekłszy wyszedł do ogrodu, gdzie czując silną walkę łaski Bożéj wyrywającéj go z grzechu w którym leżał, z pokusą która go do niego przykuwała, zaczął się modlić obfite łzy wylewając, i wtedy usłyszał głos z Nieba mówiący do niego: „Weźmij i czytaj” Otwiera więc Pismo Boże które miał przed sobą, i natrafia na te słowa z Listów świętego Pawła: „Odrzućmy tedy uczynki ciemności, a obleczmy się w zbroję światłości… uczciwie chodźmy nie w biesiadach, i niewstydliwościach, ale się przyobleczcie w Pana Jezusa Chrystusa” 1. Po odczytaniu słów tych stał się od tejże chwili innym człowiekiem. Łaska Boża odniosła najzupełniejsze zwycięstwo.

Dotąd był nieochrzezonym, gdyż w owych czasach Chrzest święty odkładano do lat późniejszych. Dla przygotowania się więc do tego Sakramentu, udał się na samotne miejsce w okolicach Medyolanu, i tam przez kilka miesięcy oddawał się gorącéj modlitwie, wiodąc życie bardzo pokutne, a dzień i noc opłakujące swoje przeszłe a ciężkie zboczenia. Nareszcie ochrzczonym został przez świętego Ambrożego w katedrze Medyolańskiéj, i wtedyto, ci dwaj Święci, ułożyli Hymn Te Deum Laudamus, który odśpiewali naprzemian na podziękowanie Panu Bogu za tę wielką łaskę. Święty Augustyn miał wówczas lat trzydzieści trzy.

Święcie zbrzydziwszy sobie świat, który go był w takie ciężkie upadki wplątał, umyślił wieść życie samotne, i w tym celu udał się do swojéj ojczyzny. W drodze, zatrzymał się w porcie Ostyeńskim, i straciwszy tam ukochaną matkę, pewien czas zabawił w Rzymie, gdzie wydał sławne dzieło zbijające błędy Manichejczyków. Przybywszy zaś do Tagesty, rodzinnego swego miasta, sprzedał znaczne dobra które odziedziczył po rodzicach, większą ich część rozdał ubogim, a resztę obrócił na wybudowanie w odludnéj okolicy klasztoru, w którym zamknął się z kilku świątobliwymi towarzyszami, w których liczbie był i jego dawny przyjaciel Alypiusz, i syn jego Adeodat, który tam wkrótce umarł.

Ułożył Regułę zakonną, wielką roztropnością i umiarkowaniem odznaczającą się, według któréj żył ze swoimi braćmi, a która późniéj przez znaczną liczbę innych Zgromadzeń za podstawę do ustaw zakonnych wziętą została. „W tém odosobnieniu wiodąc życie wysokiéj bogomyślności i ostréj pokucie oddane, spędził lat trzy. Przez ten czas wiele dzieł napisał, które późniéj nietylko postawiły go w rzędzie Doktorów Kościoła, lecz jeszeze pomiędzy nimi niejako pierwszym uczyniły.

Miał zamiar w klasztorze swoim pozostać na zawsze, i o kapłaństwie nawet wcale nie myślał. Lecz zdarzyło się, że gdy był w kościele w Hyponie, podczas kiedy tam Biskup Walery, przedstawiał wiernym potrzebę w jakiéj był wyświęcenia jakiego kapłana któryby mu przyszedł w pomoc w zarządzie Dyecezyi, lud ujrzawszy Augustyna, którego już sława i świątobliwości i niezrównanéj nauki wszędzie się była rozeszła, porwał go jakby gwałtem, i pomimo oporu jaki stawił, uprosił Biskupa aby go wyświęcił na kapłana. Walery nietylko uczynił to najchętniéj, lecz niezwłocznie polecił naszemu Świętemu, aby w jego miejscu głosił słowo Boże ludowi w całéj jego Dyecezyi. Augustyn kazywał prawie codziennie z tą wymową którą jaśniał jeszeze na świecie będąc, i do któréj teraz przydawał mu Duch Święty swojego namaszczenia. Prócz tego, nie ustawał w wydawaniu pism najgłębszéj nauki, i któremi zbijał już nietylko błędy Manichejczyków, lecz i Pelagianów, Donastów i innych, i w końcu całą Afrykę z tych kacerstw oczyścił, pozostawiając w dziełach swoich, skarby najwyższéj ceny dla Kościoła, i dowody geniuszu któremu mało kto zrównał, a którego nikt dotąd, ani z pisarzy kościelnych ani świeckich, nie przewyższył.

Miał lat czterdzieści dwa, kiedy wyświęcony został na Biskupa Koadjutora, a jak u mas nazywają Sufragana, Biskupa Hyponeńskiego, po śmierci którego sam Biskupem tejże Dyecezyi został.

Wyniesiony na wyższą godność, tém świetniéj w Kościele Bożym zajaśniał, przedstawiając w sobie wzór najdoskonalszego Pasterza. Dom swój urządził na stopie bardzo skromnéj; sam wraz ze wszystkimi przybocznymi mu kapłanami i klerykami, wiódł życie jakby zakonne, zachowując ile możności Ustawy jakie był ułożył zakładając klasztor. Świętą cnotę czystości tak pokochał i strzegł jéj tak pilnie, że nigdy oczów na niewiastę nie podniósł. I u siebie, i w domach kapłanów jego Dyecezyi, nie dozwalał aby przemieszkiwały kobiety chociażby najbliżéj spokrewnione, i zwykł był mawiać: „Towarzystwo siostry mojéj lub siostrzenicy, zgorszeniem dla nikogo być nie może: – lecz może stać się zgorszeniem obecność w domu moim innych niewiast, do nich przychodzących.” Nienawidził obmowy, i dlatego nad stołem przy którym zasiadał z gośćmi, umieścił tablicę z napisem: „Kto pozwala sobie obmowy, niech wié, że przystęp mu tu wzbroniony.” Przy obiedzie do którego zasiadał z całym swoim Biskupim dworem, kazał zawsze czytywać książki duchowne. Na ubogich rozdawał prawie całe swoje dochody, a gdy zwracano mu uwagę, na jego w téj mierze na własne potrzeby nieoględność, odpowiadał: „Gdy który z ubogich w Dyecezyi doznaje głodu, Biskup powinien obejść się bez obiadu, a swój mu posłać.”

Używając sławy najuczeńszego swoich cząsów Prałata, do którego zewsząd udawano się po radę w najważniejszych sprawach Kościoła, na Soborach w których bywał obecny poczytany za wyrocznię, był obok tego nieporównanéj pokory. Chcąc niejako przytłumić sławę która go w całym świecie ówczesnym tak wysoko wynosiła, i zmniejszyć cześć jaką oddawano jego wysokiéj świątobliwości, wydał dzieło pod tytułem Wyznania, w których opisując całe swoje życie, wyznał swoje dawne najcięższe upadki, sądząc że tym sposobem odwróci od siebie powszechne uwielbienie. Lecz przeciwnie się stało: dzieło to pełne świętego namaszczenia, będące jakby ciągłym aktem skruchy i gorącéj modlitwy tego wielkiego Świętego, jęst po dziś dzień pociechą i zbudowaniem dla dusz pobożnych. Pism w ogólności pozostawił tak wiele, że na ich przeczytanie samo, pracowita osoba długie by lata obrócić musiała.

Trzydzieści sześć lat rządził kościołem Hypońskim, kiedy Wandalowie pustosząc Afrykę, oblegli Hyponę. Święty prosił Pana Bogą aby nie dał mu patrzeć na zniszczenie jego miasta dyecezyalnego, i wysłuchanym został. Augustyn w trzecim miesiącu oblężenia jego biskupiéj stolicy zachorował śmiertelnie. Czując jż do ostatniéj chwili zbliża się, kazał na ścianie przy łóżku wypisać sobie Psalmy pokutne, i te ciągle odmawiał. Po przyjęciu ostatnich Sakramentów świętych otoczony swojém duchowieństwem, któremu udzielił najzbawienniejszych nauk, zasnął w Panu dnia 28 Sierpnia roku Pańskiego 430, mając lat siedemdziesiąt sześć.

Pożytek duchowny

Widzisz jak największe zboczenia nie przeszkadzają, gdy kto szczerze nawraca się do Boga, do zostania wielkim Świętym i wysoko jaśniejącym w Kościele Bożym świecznikiem. Uwielbiaj w tém nieprzebrane Boga naszego miłosierdzie; a póki ci czas pozostawiony, korzystaj i ty z niego, bo nie wiesz, czy jeszcze dłużéj będzie z niém Pan Bóg czekać na ciebie.

Modlitwa (Kościelna)

Wysłuchaj miłościwie błagania nasze, wszechmogący Boże, a gdy nam pozwalasz mieć ufność w Twojém miłosierdziu, za wstawieniem się błogosławionego Augustyna wyznawcy Twojego i Biskupa, daj nam doznać skutków Twojój zwykłéj dobroci. Przez Pana naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 726–728.

Nauka moralna

Na podstawie wydania z 1937 r., s. 681

Oto kilka słów z kazania św. Augustyna o zmartwychwstaniu: „Osoba, którą miłujesz, już nie żyje; nie usłyszysz jej głosu, nie może ona brać udziału w radości żyjących, a ty płączesz. Czy płaczesz nad posiewem powierzonym ziemi? Gdyby ktoś niewiedzący biadał, co się stanie z ziarnem rzuconym w ziemię, i gdyby wzdychał nad tym, iż cały posiew stracony, gdyby patrzył na bruzdy łzawym okiem, czy byś nie litował się nad jego nieświadomością i nierozsądkiem, czy byś mu nie powiedział: „Nie upadaj na duchu. To, coś pokrył ziemią, nie jest w twym gumnie ani w twym ręku, ale bądź cierpliwy; gołe pole pokryje się za kilka miesięcy obfitym plonem, a widok ten rozraduje cię tak, jak nas, którzy wiemy, co tu wyrośnie i tą nadzieją się pocieszamy”. Żniwa zboża oglądamy co rok, ale żniwa rodzaju ludzkiego raz tylko się odbędą i to na krańcu czasów. Nie możemy ci wprawdzie ich pokazać, lecz poprzestaniemy na jednym przykładzie. Zbawiciel bowiem mówi: „Jeśli ziarno pszeniczne wpadłszy w ziemię nie obumrze, samo zostaje” (Jan 12). Jest to przykład, mówiący o jednym ziarenku; ale przykład ten jest tak przekonywujący, że wszyscy muszą mu dać wiarę. Prócz tego głosi nam każde stworzenie naukę zmartwychwstania, jeśli tylko chcemy jej słuchać, a codzienne wydarzenia powiadają nam, co Bóg uczyni z całym rodzajem ludzkim. Zmartwychwstanie raz się tylko odbędzie. Zasypianie i budzenie sie żywych istot dzieje sie codziennie, a my widzimy we śnie obraz śmierci, w ocknieniu obraz zmartwychwstania. Co więc teraz dzieje się codziennie, to może się stać i stanie sie kiedyś jeszcze raz. Wszakże liście opadaią z drzew i odradzają się! Dokadże ida opadając, skąd przychodzą odrastając? Zima przychodzi, wszystkie drzewa schną i zdaią sie martwe. Zawitała wiosna, i wszystko zielenieje w świeżej szacie. Czv to sie dzieje po raz pierwszy w tvm roku? Nie, tak bvło i zeszłego roku. Rok mija i znowu powraca, a ludzie, stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, nie mieliby zmartwychwstać po śmierci?”

Footnotes:

1

Rzym. XIII. 13.

Tags: św Augustyn „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna biskup doktor św Monika św Ambroży nawrócenie zmartwychwstanie manicheizm
2020-04-17

Mowa nr 71 na Zmartwychwstanie Pańskie – Leon Wielki

Św. Leon Wielki, Mowy (Księgarnia św. Wojciecha), 1958, s. 338–343.

(Podług braci Ballerini obie M. na Zmartwychwstanie Pańskie wygłoszone były w nocy z soboty na niedzielę w czasie wigilijnego nabożeństwa.)

  1. Zaleciliśmy wam, najmilsi, w ostatnim kazaniu uczestniczenie w Krzyżu Chrystusowym, podając odpowiedni, jak sądzę, po temu sposób, aby tajemnica wielkanocna przenikała samo życie ludzi wierzących, i aby to, co święcą w tym dniu uroczystym, sławili obyczajami. Sami doświadczyliście, jak pożytecznym jest to uczestnictwo: pobożne praktyki wasze pouczyły was, ile to korzyści przynosi tak duszy, jak ciału i post, przez dłuższy czas praktykowany, i częstsza modlitwa, i szczodrzej dawana jałmużna. Boć nie masz może pośród nas nikogo, co by z tych praktyk nie osiągnął zysku, i w skrytości serca nie zachował czegoś takiego, czym słusznie mógłby się radować. Ale korzyści tych należy strzec wytrwale, aby w razie, gdyby zapał ostygł, zazdrosny szatan nie wykradł tego, cośmy za łaską Bożą osiągnęli. Skoro więc dlatego zachowaliśmy post czterdziestodniowy, aby w czasie Męki Pana odczuć w pewnej mierze na sobie krzyż Jego, to starajmy się też usilnie o to, aby stać się uczestnikami zmartwychwstania Chrystusa.

    Już za ziemskiej pielgrzymki mamy przechodzić od śmierci do życia. Celem wszelkiej zmiany i zwrotu w życiu człowieka jest przestać być, czym się było, i zacząć być, czym się nie było. Nie obojętna to jednak rzecz, komu się żyje i komu umiera; jest bowiem taka śmierć, co do życia wiedzie, jest też i takie życie, co śmierć sprowadza. I nie gdzie indziej, jeno tu, w przemijającej doczesności, jedno z dwojga człek sobie gotuje; od tego, jak postępujemy, zależy wieczna zapłata. Trzeba więc umrzeć szatanowi, a żyć Bogu: wziąć stanowczy rozbrat z wszelką nieprawością, aby powstać do życia sprawiedliwego. Niech zginą stare sprawy, aby nowe mogły się narodzić! Ponieważ zaś, jak mówi Wieczna Prawda, „nikt nie może dwom Panom służyć” (Mt. 6, 24; por. Łk. 16, 13; Jan 2, 15), Panem naszym niechaj będzie nie tamten, co stojących przywiódł do upadku, jeno ten, co upadłych podźwignął do chwały.

  2. A skoro Apostoł tak mówi: „Pierwszy człowiek z ziemi, ziemski jest; wtóry człowiek z nieba, niebieski. Jaki ziemski, tacy i ziemscy: a jaki niebieski, tacy i niebiescy. Przeto jakośmy nosili obraz ziemskiego, tak nośmy niebieskiego!” (1 Kor. 15, 47…). Przemiana ta zatem winna nas wielką radością napełniać; ona to bowiem przekształca nas z ziemskich chudopachołków w dostojników nieba, dzięki niewysłowionemu miłosierdziu tego, co zstąpił w nasze niziny, aby nas podnieść w swe wysokie progi. Nie dość, że przyjął naszą naturę, ale podzielał z nami dolę nas grzesznych. W ten sposób Bóg — w sobie niedostępny cierpieniu — wystawił siebie na całą tę nędzę, jakiej my, śmiertelni, podlegamy. Stąd to, aby jednak przygnębionych uczniów nie dręczył zbyt długi smutek, przedziwnie skrócił przepowiedzianą przez siebie trzydniową zwłokę (spoczywanie w grobie) (por. Mt. 12, 40; Jan 2, 19): do pełnego drugiego dnia dorzucił koniec pierwszego i początek trzeciego, tak, że zmniejszył czas trwania, choć ilość dni pozostała ta sama. Zmartwychwstanie więc Zbawiciela nie pozwoliło ani duszy długo przebywać w podziemiu, ani ciału w grobie. Powrót do życia ciała, nie uległego zepsuciu, nastąpił tak szybko, że przypominało to raczej ocknienie ze snu, niż ze śmierci. Bóstwo bowiem, nie odstępując od obu składowych części w ludzkiej naturze Chrystusa (od duszy i ciała), mocą swą złączyło z powrotem to, co mocą rozdzieliło.
  3. Poszły za tym liczne dowody, stwierdzające prawdę tej wiary, co miała być głoszona po całym świecie: odwalony kamień, grób pusty, pozostawione prześcieradło, aniołowie, opowiadający przebieg zdarzenia, wszystko to aż nadto dowodziło, że zmartwychwstał Pan prawdziwie. Ale ukazywał się On jeszcze niejednokrotnie i niewiastom i Apostołom. Rozmawiał, przebywał, biesiadował z nimi. Pozwalał nawet dotykać siebie tym, co jeszcze nie dowierzali. Do uczniów wchodził przez zamknięte drzwi, tchnieniem swoim dawał im Ducha Świętego; udzielał im światła rozumienia i otwierał przed nimi tajemnice Pisma świętego. To znowu pokazywał im ranę w boku, przebicia gwoździ i wszystkie dowody świeżo przebytej męki (por. Mt. 28; Mar. 16; Łk. 24; Jan 20; Dz. Ap. 1, 3). Wszystko to czynił dlatego, aby widocznym dla nas było, że trwają w nim nierozłącznie prawdziwie boska i ludzka natura, i abyśmy w ten sposób nabrali przeświadczenia, że „Słowo” to nie to samo, co „ciało”, i wyznawali, że „Słowo” i „ciało” razem stanowią „jednego Syna Bożego”.
  4. Nie kłóci się z tą wiarą następujące powiedzenie św. Pawła Apostoła: „Jeśli byśmy i znali Chrystusa wedle ciała, to teraz już go nie znamy” (2.Kor. 5, 16). Ze zmartwychwstaniem bowiem nie nastąpiło wyzbycie się ciała, jeno przemiana; spotęgowana moc nie wchłonęła ludzkiej natury. Zmienia się jakość, ale nie istota: to ciało, które niedawno można było ranić i ukrzyżować, jest teraz niedostępne uszkodzeniom i cierpieniom, które można było uśmiercić, jest na wieczność nieśmiertelne. Słusznie przeto wyraził się św. Paweł, że już nie znamy ciała Chrystusa, rozumie się takim, jakim ono było, ponieważ nie zachowało nic ze swej zdolności cierpienia i nic ze swej poprzedniej słabości. Jest ono wprawdzie to samo co do swej istoty, ale nie takie samo co do właściwej mu teraz chwały. Cóż zaś dziwnego, że to o ciele Chrystusa wyznaje Apostoł, skoro on o wszystkich uduchowionych chrześcijanach wyraża się w ten sposób: a tak my odtąd nikogo nie znamy wedle ciała? (2 Kor. 5, 16). Odtąd, powiada, zaczęło się i dla nas zmartwychwstanie w Chrystusie, odkąd na tym, co za wszystkich umarł, okazało się, czego my wszyscy spodziewać się możemy. Nie brniemy przez jakieś wątpliwe przypuszczenia, nie zawiśliśmy w niepewności oczekiwania, lecz, otrzymawszy początek obietnicy 1, oczyma wiary już oglądamy przyszłą naszą rzeczywistość, a ciesząc się z wywyższenia naszej natury, już teraz zażywamy tego, w co wierzymy.
  5. Niech nas przeto nie pochłaniają zbytnio rzeczy zewnętrzne i świat niech nie odwraca myśli i serca naszego od tego, co do nieba prowadzi. To, co już w swej większej części minęło, uważajmy za skończone; natomiast sercem, stęsknionym za tym, co trwałe, tam umieszczajmy swoje pragnienia, gdzie oczekują nas dobra wieczne! Aczkolwiek bowiem nadzieją zbawienia żyjemy, i związani jesteśmy z ciałem, podległym zepsuciu i śmierci, słusznie jednak można o nas powiedzieć, żeśmy już nie cieleśni, jeśli zmysłowość nad nami nie panuje; słusznie też zmieniamy nazwę tej rzeczy, której nie ulegamy posłusznie. Jeśli zaś Apostoł powiada: „ciału w jego pożądliwościach nie dogadzajcie!” (Rzym. 13, 14), nie tak mamy te słowa rozumieć, jakoby nakazywał nam tego, czego nieodzownie wymaga nasza słaba natura, a co zgodne jest z naszym zbawieniem. Napomnienie to zmierza jedynie do tego, abyśmy zachowali odpowiedni umiar, ponieważ nie wszystkie pragnienia należy zaspokajać i nie wszystko spełniać, czego ciało pożąda. Mając je podległe duchowi, ani nie pozwalajmy mu na zbytki, ani też nie odmawiajmy mu rzeczy koniecznych. Stąd to tenże Apostoł powiada w innym miejscu: „nikt jeszcze nie miał w nienawiści własnego ciała, ale je żywi i pielęgnuje” (Efez. 5, 29). Żywi zaś je i pielęgnuje — rzecz prosta — nie dlatego, żeby ono występkom i zbytkom mogło się oddawać, jeno żeby zdolne było do usług, odnawiało swe siły i spełniało swoje zadanie! Nie może przecież to, co niższe, górować w nas przewrotnie i sromotnie nad tym, co wyższe, podobnie jak odwrotnie, to, co wyższe, nie powino podlegać temu, co niższe! Boć niewolnikiem staje się to, co powinno być władcą, gdy występki opanują duszę.
  6. Boży lud przeto dobrze to sobie uświadomić powinien, że w Chrystusie został nowym stworzeniem, i zrozumieć, kto to stworzenie przyjął na siebie i kogo ono przyjęło. Co się odnowiło, nie ma już nawracać do starych niestateczności! „Kto rękę swoją przyłożył do pługa” (Łk. 9, 62), niechaj dokona dzieła! Niech pilnie baczy na to, co sieje, a nie ogląda się wstecz na to, co porzucił! Nikomu nie wolno wracać do tych upadków, z których się dźwignął! Choćby nawet ktoś słabego ciała — złożony był jeszcze jakąś niemocą, niechaj wytrwale dąży do wyzdrowienia i powstania z łoża! To jest jedyna droga do zbawienia, i to właśnie prowadzi do takiego powstania z martwych, jakiemu Chrystus dał początek: na grząskim podłożu doczesnego życia łatwo o różne przygody i upadki, z niepewnego tedy gruntu zejść trzeba na twardy. Dlatego i Pismo św. mówi: „Pan kieruje krokami człowieka i sprzyja mu w drodze. Chociażby upadł, wyjdzie bez szwanku, gdyż Pan go podtrzyma swą ręką” (Ps. 36, 23).

    Wskazania te, najmilsi, nie są tylko odświętnym i wielkanocnym rozważaniem. Zachować je należy na stałe dla uświęcenia całego życia! Celem pobożnych ćwiczeń, tak chętnie przez wiernych w tym, krótkim zresztą, czasie podejmowanych, jest wdrożyć przyzwyczajenie, aby one trwały nie słabnąc, a gdyby nawet zakradło się jakieś przewinienie, nauczyć się niezwłocznie usuwać je pokutą. Ponieważ leczenie zadawnionych chorób trudne jest i przewlekłe, trzeba tym spieszniej stosować środki zaradcze, im świeższe są rany. Dźwigając się w ten sposób wytrwale z wszelkiej ułomności, zasłużymy sobie na obiecane nam zmartwychwstanie w ciele uwielbionym, przez Chrystusa Jezusa, naszego Pana, co z Ojcem i z Duchem Św. żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

Footnotes:

1

Mianowicie w zmartwychwstaniu Pana. Jest ono dla nas rękojmią, dając zarazem poznać, że i my zmartwychwstaniemy i otrzymamy przemienione ciało. — Por. Job 19, 25…; Mt 13, 43; Jan 5 28; Dz. Ap. 23, 6; 24, 15; 1 Kor. 15, 16, 51, 54; Filip. 3, 21; 1 Tess. 4, 13,

Tags: św Leon Wielki Zmartwychwstanie pokuta ciało
2020-04-12

Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego czyli Wielkanoc

Zmartwychwstanie Pana Jezusa nastąpiło w 33-cim roku po Jego narodzeniu.

(Szczegóły te wyjęte są z Ewangeliów świętych).

W uroczystości dzisiejszéj, którą święty Grzegorz Nanzyazeński nazywa uroczystością nad uroczystościami, Kościoł Boży obchodzi najweselszą ze swoich świętych pamiątek, bo pamiątkę Zmartwychpowstania Pana Jezusa. W wielką Środę, w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek czytał nam z Ewangelii świętych szczegóły Męki Pańskiej i śmierci Jego, dziś téż Ewangelie tak nam znowu ogłaszają szczególy Jego cudownego Zmartwychwstania.

Po złożeniu w grobie Pana Jezusa, Apostołowie i święte niewiasty, które towarzyszyły Zbawicielowi na górę Kalwaryi, nie odstępując już Matki Bożéj, te smutne chwile wraz z Nią spędzili na płaczu i modlitwie, a krzepiąc się nadzieją zapowiedzianego im przez Pana Jezusa Zmartwychpowstania. Śmierć i pogrzeb Zbawiciela nastąpiły w piątek, przezdzień więc następny to jest sobotę, już i dla smutku w jakim byli wszyscy, już i dla tego że to był dzień świąteczny u Żydów, nie wychodzili oni z domu. Lecz skoro zaświtał dzień trzeci niedzielny, zaraz i Apostołowie i święte niewiasty, zajęli się dopełnianiem tego, czego śpiesznie składając przenajświętsze Ciało Pańskie w grobie dopełnić w piątek nie mogli, to jest nabalsamowaniem tegoż przenajświętszego ciała wonnemi olejkami, co przy składaniu Go w grobie, było tylko na prędce uczynione.

Gdy więc skończył się już szabat, to jest z soboty na niedzielę o świcie, święta Marya Magdalena, święta Marya Jakóbowa i święta Salome, owe błogosławione uczenice Pana Jezusa, które zawsze były przy Nim, i przy Matce Bożéj, zakupiły wonnych olejków, któremi u żydów był zwyczaj balsamować ciała po śmierci, i pośpieszyły do grobu Pańskiego, dochodząc do niego gdy już weszło słońce. Grób w którym złożono Pana Jezusa, był grobem przygotowanym przez Nikodema z Arymatei, bogatego pana żydowskiéj ziemi, dla niegoż samego, i dopiéro po śmierci Chrystusa Pana pobożny ten człowiek a do liczby uczniów Zbawiciela należący, odstąpił go dla Niego. Był on wykuty w skale, w kształcie podziemnego obszernego sklépu, i miał drzwi przez które wchodziło się do wnętrza. Święte niewiasty całém sercem zajęte usługą którą miały oddać przenajświętszemu Ciału Pańskiemu, wychodząc z domu po zakupienie wonnych olejków, zapomniały że wejście do grobu Pana Jezusa, przywalone zostało ogromnéj wielkości kamieniem. Przypomniały to sobie dopiéro już do Grobu dochodząc, i kłopotały się same że nie wzięły z sobą mężczyzn silniejszych, czując że nie będą w stanie kamienia tak ciężkiego z miejsca poruszyć. Jedna téż do drugiéj mówiły: „Cóż poczniemy jak przyjdziemy do grobu, kiedy nie mamy z sobą nikogo, coby nam kamień wejście do niego zawierający odwalił.” Szły jednak dalej, bo ich serce pędziło do miejsca w którém złożono ich najdroższego Pana, i nie zrażała ich trudność, jaką przewidywały w dostaniu się do niego. To téż usunął ją przed niemi Pan Bóg.

Doszedłszy do grobu, ujrzały on ogromny kamień odwalony, i co prędzéj z uczuciem czci najgłębszéj weszły wewnątrz wykucia skały, gdzie Pan Jezus był złożony. Lecz nie znalazły tam już przenajświętszego Ciała, tylko ujrzały Anioła w przecudnéj postaci młodzieńca, ubranego w białą jak śnieg szatę, siedzącego po prawéj stronie miejsca, gdzie wprzód było Ciało Pańskie. Na widok ten zdumiały się niezmiernie, a nawet zrazu i przeraziły, lecz Anioł rzekł do nich: „Nie lękajcie się: szukacie Jezusa który był ukrzyżowany, a po śmierci tu złożony. Nie ma już Jego ciała w grobie na tém miejscu gdzie bylo pochowane, które jak widzicie jest próżném. On zaś powstał. Idźcie przeto, i co prędzej donieście o tém Piotrowi, jako najstarszemu z Apostołów, i innym uczniom, i oznajmijcie im że Pan udał się do Galilei: Niech i oni tam pójdą, a będą Go oglądać, według tego jak im to Sam zapowiedział.”

Słysząc to święte niewiasty, a i od widzenia Anioła, i od tego co im powiedział nadzwyczaj wzruszone, pobiegły co prędzéj spełnić dane im polecenie. Święta Marya Magdalena, pierwsza pospieszyła, wyprzedzając swoje towarzyszki, i zastawszy świętego Piotra wraz ze świętym Janem, sama jeszcze nie wiedząc co się to stało, i jakby niedowierzając widzeniu jakie miała, zawołała do nich: „Byłyśmy u grobu Pańskiego, gdzie zaniosłyśmy wonne olejki dla namaszczenia Jego ciała; lecz Go już tam nie znalazłyśmy. Wzięto ciało Jego z grobu, i nie wiemy gdzie je złożono.”

Wtedy już bowiem Pan Jezus był z martwych powstał i z grobu wyszedł, co tak nastąpiło. Nazajutrz po ukrzyżowaniu Pana Jezusa, żydzi wiedząc iż Zbawiciel zapowiedział był Swoje po trzech dniach zmartwychwstanie, umyślili przy grobie jego postawić straż, aby temu, jak mniemali że to mogą uczynić, przeszkodzić. Udali się więc do Piłata jako Wielkorządcy miejscowego, domagając się aby kazał umieścić żołnierzy przy grobie Pana Jezusa, żeby jak mówili, nie skradli ciała Jego uczniowie, i nie rozgłosili potém że zmartwychpowstał. Piłat zgodził się na to: straż przy grobie Pańskim umieszczono, a sam orób obwarowano, przykładając urzędową pieczęć do kamienia zamykającego wejście.

Żołnierze przystawieni, czuwali noc całą, z oka nie spuszczając grobu. Lecz zaraz po północy, kiedy zaledwie świtać poczynało, patrzą: a oto zstępuje z Nieba Anioł w szatach tak białych jak śnieg, i otoczony taką jasnością i tak nagle z Nieba pojawiającą się, że to przyjście jego, wyglądało jakby straszna błyskawica, a nie przez czas mgnienia oka, jak to zwykle bywa, trwająca, lecz otaczająca ciągle swoim blaskiem tego posłannika niebieskiego. To już przeraziło niezmiernie żołnierzy; ale jeszcze bardziéj się zlękli, gdy ujrzeli tegoż Anioła z takim pędem rzucającego się na kamień zawierający grób Pański, i tak gwałtownie go odwalającego, że w téjże chwili powstało ztąd straszne trzęsienie ziemi. Strażnicy padli na ziemię jak nieżywi, a wtedy Pan Jezus powstał z grobu, już w ciele chwalebném i ubóstwioném, to jest takiém jakie mieć będą wszystkie dusze wybrane po powszechném ciał zmartwychwstaniu, i najprzód niezwłocznie okazał się Swojéj najdroższéj Matce, aby po ciężkich boleściach jakie przebyła co prędzéj Ją najpierwszą pocieszyć.

Tymczasem święci Piotr i Jan, odebrawszy wiadomość od świętéj Magdaleny, że ona Pana Jezusa nie zastała już w grobie, co prędzej tam się udali. Jan pierwszy przybył, a nie śmiejąc wejść wewnątrz póki Piotr nie nadejdzie, ujrzał w grobie leżące prześcieradło, w które owinięte było przy złożeniu Ciało przenajświętsze, a za przybyciem Piotra gdy weszli obaj wewnątrz grobu, ujrzeli i osobno zwiniętą chustkę, którą owiązana była głowa Pana Jezusa, gdyż tak chowali żydzi swoich zmarłych. Wtedyto, jak się zdaje, okazał się Pan Jezus Piotrowi, o czém wspomina Ewangelia świętego Łukasza, iż mówili Apostołowie że Pan okazał się Piotrowi, 1 a ten przekonawszy się o zmartwychwstaniu Pańskiém, odszedł z Janem, aby i innym uczniom co prędzej to oznajmić. Przy grobie pozostała tylko święta Marya Magdalena, rzewnie płacząca, gdyż dotąd dostatecznie przekonaną nie była o Zmartwychwstaniuu Pana. Jakby więc jeszcze wątpiąc czy w istocie nie ma już jego ciała w tém miejscu, przybliżyła się do wejścia do grobu, i rzuciwszy wzrok wewnątrz, ujrzała tą razą już dwóch Aniołów w bieli, z których jeden siedział przy miejscu gdzie spoczywała głowa Zbawiciela, a drugi gdzie Jego nogi, i którzy rzekli do niéj. „Niewia- sto dla czego płaczesz?” — „Płaczę dla tego, odpowiedziała Święta, że oto zabrano nam ciało Pana mojego, a nie wiem gdzie je złożono” i to powiedziawszy odwróciła się, aż patrzy a oto stoi ktoś przed nią, i pyta ją podobnież jak Anioł mówiąc: „Niewiasto dlaczego płaczesz?” Magdalena wnosząc iż to być musi ogrodnik tego ogrodu w którym był grób Pana Jezusa, i że on najlepiéj będzie wiedział gdzie jest ciało Jego: „Panie, rzekła, może to ty wziąłeś ztąd ciało Mistrza naszego, powiedz mi więc gdzieś Je złożył, a ja je wezmę napowrót.” Lecz to był nie ogrodnik, lecz Sam Pan Jezus, który zawołał na nią po imieniu mówiąc: „/Marya/” 2 a Święta poznając wtedy Zbawiciela, uradowana nad wszelki wyraz, upadła Mu do nóg zawoławszy tylko: „/O! Mistrzu mój!/” 3 i chciała przenajświętsze stopy Pańskie ucałować; lecz Pan Jezus rzekł do niéj: „Nie dotykaj się Mnie, bo już teraz nie dozwolę ci ucałować nóg moich, aż gdy po powrócie do Ojca Przedwiecznego, otworzę wam Niebo i tam kiedyś i ciebie wezmę. Teraz idź do Apostołów, których kocham jak braci moich, i oznajmij im żeś mnie widziała, i że Ja niedługo już tu na ziemi mając przebywać, wkrótce wstąpię do nieba do Ojca mojego i Ojca waszego, Boga mojego i Boga waszego.”

Tak nam tedy Ewangelie święte opowiadają Zmartwychwstanie Pańskie, a oprócz wyżéj wymienionych objawień się Pana Jezusa, wspominają i o kilku innych które wtymże dniu miały miejsce. Lecz prócz tego, później, często jeszcze raczył Zbawiciel okazywać się uczniom swoim i z przenajświętszą Matką Swoją jak najczęściéj przobywał, aż gdy w dni potém czterdzieści, do Nieba wstąpił.

Pamiątka Zmartwychwstania Pańskiego, od najpierwszych czasów Kościoła z największą uroczystością obchodzoną była. Za papiestwa zaś świętego Sylwestra, na Soborze Nicejskim, uchwalono aby w roku każdym obchodzić ją w pierwszą niedzielę po pełni marcowéj.

Pożytek duchowny

Pan Jezus po Swojém Zmartwychwstaniu miał ciało już ubóstwione: w skutek tego mogło ono z miejsca na miejsce przenosić się w mgnioniu oka; przytém nie doznawało żadnych zewnętrznych wrażeń, i nakoniec śmierci już nie podlegało. Takimi powinniśmy być na duszy, gdy wskrzeszeni mocą Bożą, ze śmierci w któréj grzech nas trzymał przechodzimy do życia łaski. Wtedy powinniśmy dawać pierwazeństwo rzeczom tyczącym się duszy nad rzeczami doczesnemi; powinniśmy rączo służyć Panu Bogu, i żadnym ziemskim uczuciom nie poddawać się. Nakoniec powinniśmy trwać w łasce, to jest nie wracać już do grzechu, a więc nie ulegać śmierci na duszy.

Modlitwa (kościelna)

Boże któryś w dniu dzisiejszym przez Jednorodzonego Syna Twojego Zmartwychpowstającego, bramy wieczności nam otworzył; i serca nasze ku pożądaniu chwały niebieskiéj łaską Twoją podnieś, i z miłosierdzia Twojego do tejże nas chwały doprowadź. Przez tegoż Paną naszego i t. d.

Na tę intencyą: Zdrowaś Marya.

Żywoty świętych Pańskich o. Prokopa kapucyna (1882), s. 171–173.

Footnotes:

1

Łuk. XXIV. 34.

2

Jan XX. 16.

3

Tamże.

Tags: „Żywoty Świętych Pańskich” o. Prokopa Kapucyna Jezus Wielkanoc zmartwychwstanie
Pozostałe wpisy
Creative Commons License
citatio.pl by Citatio.pl is licensed under a Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 Unported License.